Czy geniusz daje wolną rękę?

W nowojorskim Museum of Modern Art wisi obraz Vermeera „Śpiąca dziewczyna” namalowany w 1657 roku. Widać na nim młodą kobietę w niestarannie dopiętej  brązowej sukni z białym kołnierzem. Kobieta drzemie wsparta na prawej ręce przy stole pokrytym niedbale udrapowanym kobiercem, na którym obok przewróconej szklanicy stoi karafka i misa z owocami. Przed kobietą znajduje się kieliszek do wina stosowny dla młodej dziewczyny. Policzki kobiety są zaróżowione… W tle obrazu widać uchylone drzwi do drugiego pokoju. Można by pomyśleć, że obraz niesie moralizatorskie przesłanie – pijaństwo to grzech. Można by, gdyby badania rentgenowskie nie wykazały, że artysta zamalował opuszczającego pokój mężczyznę z psem. W zacienionym rogu obrazu widać zaś fragment malowidła z kupidynem, symbolem rozwiązłości… Sprawa jest jasna, pan domu uczynił użytek ze swojego prawa do służącej. Czy w związku z tym należałoby obraz usunąć?

Podejrzany o pedofilię

Pytanie nie jest wcale tak absurdalne, jakby się mogło wydawać. Wobec tego samego muzeum wysunięto właśnie żądanie zdjęcia innego obrazu. Jest nim namalowana w 1938 roku „Thérèse rêvant” Balthusa (Baltazara Kłossowskiego de Rola). Pod stosowną petycją podpisało się ponad 10 tys. osób. Muzeum się nie ugięło, ale sprawa unaoczniła fakt, że aktualna debata na temat molestowania zaczyna też docierać do dziedziny sztuk pięknych.

Czy dzieła sztuki podlegają ocenie pod kątem skłonności ich twórców? Przypadek Balthusa zajmował nowojorską opinię publiczną już cztery lata temu, kiedy pod niewinnym tytułem „Girls and Cats” pokazano wielką retrospektywę tego motywu. Tylko ślepy nie zauważyłby wyraźnie erotycznej natury obrazów kierujących spojrzenie widza celowo prosto między nogi modelek i skupiający je na rąbku białej bielizny. Można te obrazy uznać za nieprzyzwoite, ale mieszanka pożądania, niewinności i obsceniczności wzbudza też głęboką fascynację.

Cechą dobrej sztuki jest jej niejednoznaczność, do której należą także widoki wyprowadzające z równowagi, nieapetyczne, okrutne. Nie znaczy to od razu, że cel uświęca wszelkie środki. Jednakowoż wiele obrazów przedstawiających Madonnę i w podobnie voyeurystycznym stylu pokazujących jej panieńskie, mlecznobiałe piersi, budzi nie tylko instynkt macierzyński. Może już niedługo pojawi się żądanie, aby Matkę Boską w muzeach chronić przed lubieżnymi spojrzeniami publiczności? Czy nasza moralność zaczyna się zbliżać do tej, która kazała zamalować genitalia na freskach w kaplicy sykstyńskiej?

 

Generalizacja

Drażliwa sprawa równowagi między ochroną praw ofiar i niebezpieczeństwem cenzury dotarła poprzez tzw. politykę Trigger-Alarm na uniwersyteckich kampusach także do świątyń sztuki. I jak to w USA – społeczeństwie miotającym się między pruderią i pornografią, obojętnością i histerią, racjonalny dyskurs znika szybko z pola widzenia, nadmiernie gwałtowne reakcje są zaprogramowane. Ludzie zastanawiają się, czy wyrzucić nagrania Jamesa Levine, wieloletniego maestro w Metropolitan Opera, bo ten przed kilkoma dziesięcioleciami wykorzystał seksualnie czterech młodych mężczyzn? Krytyk muzyczny, który zadał to pytanie, postawił w końcu te nagrania w tylnym rzędzie swojej biblioteki. Powstał też odpowiedni hashtag #GeniusIsNoLongerAnExcuse.

Pytanie, czy można lub wręcz należy oddzielić dzieło od jego twórcy, nie jest nowe. Zajmowano się nim również w przypadku pisarzy i filozofów, którzy np. Heidegger czy Ezra Pound sympatyzowali z ruchami faszystowskimi lub narodowo-socjalistycznymi. Pytanie, czy takie ideologie mogą zainfekować i zatruć dzieła, jest uzasadnione, a odpowiedź skomplikowana. Jest jednak różnica, czy artysta przejściowo fascynuje się przestępczą ideologią, czy jak w przypadku przemysłu filmowego, cały fach bazuje na systematycznym wykorzystywaniu. Tzw. kanapa castingowa jest stałym rekwizytem od zarania Hollywood.

Czy mamy zatem oddać na przemiał filmy Polańskiego, wyciąć Kevina Spaceya z „House of Cards”, a może po prostu Frank Underwood powinien abdykować, a jego miejsce zajmie najważniejszy Pussy-Grabber świata? So sad.

Notabene, w „Figaro”, pod artykułem o petycji w sprawie śniącej Tereski Balthusa, jeden z komentatorów napisał, że też by chętnie się pod tą petycją podpisał. I jeszcze pod drugą – w sprawie powrotu obrazu do Francji.

A Baltuś był po prostu malarzem animalistą. Na (prawie) każdym obrazie jest… kot.

Tobermory