Historia magistra vitae est

Żeby nauczycielka czegoś ucznia nauczyła, uczeń powinien nauczycielkę zrozumieć. Jak można rozumieć historię? Trochę będę chaotyczny, ale problem jest trudny, wielowątkowy. Wydawałoby się, że wystarczy znać historię wojen, panujących dynastii, wynalazków, nauki, sztuki, ludzkich szaleństw, których wyrazem są np. religie… Ale czy to wystarczy do zrozumienia? A może za tymi poszczególnymi historiami kryje się jakaś wewnętrzna logika?

Hegel odkrył tę wewnętrzną logikę i nazwał Duchem Dziejów. Ten Duch gdzieś tam sobie spoczywał bez świadomości przed wiekami . Był to Duch w sobie (an sich). Aby stać się Duchem dla siebie (für sich) ten Duch musiał, jak chryzalid w motyla, przepoczwarzyć się; najpierw zamienił się w przyrodę, a potem w ludzkie społeczeństwo. Po co ta eskapada Ducha? Po to, żeby Duch zrozumiał, kim jest, uświadomił sobie siebie, jak człowiek, który po odzyskaniu przytomności widzi się w lustrze i mówi sobie: Aha, to właśnie ja! A gdzie ten Duch oprzytomniał najbardziej, zrealizował się najdoskonalej? Zrealizował się najdoskonalej w państwie pruskim, które to państwo jest inkarnacją Ducha. A maksimum samozrozumienia osiągnął, czytając o sobie dzieła Hegla.

Ten zabawny pyszałek znalazł swojego następcę. Był to Marks, który tylko zamienił Ducha na proletariat. Heglowska logika dziejów to taki trochę zmodernizowany plagiat starotestamentowej bajki.

Ćwierć wieku temu inny historiozof, Fukuyama, rozszyfrował logikę dziejów, głosząc koniec historii. Uznał, że wraz z upadkiem komunizmu skończyły się kłopoty ludzkości, że teraz wszystkim będzie się powodzić (jak pisał Mrożek, wszyscy będą grubi z powodu dobrego powodzenia się), bo liberalny kapitalizm wreszcie na zawsze zapewni pokój. Czyli powtarzał to samo co Marks, tylko on z kolei zamienił proletariat na kapitalistów. Ale wbrew Fukuyamie historia nie chciała się skończyć i pomimo upadku komunizmu dwa samoloty wpadły w wieże WTC i historia ruszyła z kopyta.

Było jeszcze sporo innych teorii dotyczących owej logiki dziejów, ale zostawiam je w spokoju i spróbuję skonstruować własny klucz odszyfrowujący.

Punktem wyjścia moich rozważań jest banalna konstatacja: w każdej populacji jest zawsze jakaś część (10–20 proc.) ludzi amoralnych, bezwzględnych egoistów, łobuzów, bandytów itp. Kiedy brakuje reguł, brak arbitrów, którzy by rozstrzygali spory między ludźmi, wtedy wygrywa ten silniejszy, bezwzględny łobuz. W przeszłości często zdarzały się takie okresy, kiedy brak reguł, brak arbitra, niemożność stosowania prawa prowadziły do bezprawia, gwałtów, morderstw. Jak dana społeczność czy kraj miały uchronić się przed gwałtem, zbrodnią? Wydawałoby się, że nic tu nie da się zrobić. Że jest to rzecz tak samo możliwa, jak to że baron Münchausen wyciągnął się za harcap z błota. A jednak znalazł się sposób.

Rozproszoną zgraję bandytów brał pod but największy bandyta, to mógł być jakiś Cezar, Karol, Bolesław, Napoleon. Ten największy bandyta przybierał jakiś szlachetny tytuł cesarza, króla, a podporządkowanym bandytom nadawał różne stopnie rycerskie (szlachectwa). Na czym polega korzyść powstania takiej drabiny bandyckiej? A na tym, że życie biednej, wyzyskiwanej ludności staje się przewidywalne. Nie znaczy to, że skończył się wyzysk, gwałt, ale został ograniczony. Tylko jeden rycerz bandyta, który otrzymał na własność ziemie z ludźmi, ma prawo wyzyskiwać , gwałcić, mieć prawo do pierwszej nocy na swojej ziemi i wara innemu łobuzowi, chyba że to jest senior rabuś wasala rabusia. Jest to ulga dla poddanych ludzi, bo jednak lepiej chyba, żeby gwałcił tylko jeden, a nie liczna szajka. No bo ile kobiet może zgwałcić taki cesarz, król czy jakiś hrabia? Zostaje zaprowadzony jakiś porządek, jak to się obecnie dzieje na południu Włoch, gdzie mafia nie toleruje niezależnych bandytów, żeruje na ludności, a ponieważ państwa jest słabe, zastępuje je, zapewniając ludności pewien spokój.

Po upadku Związku Radzieckiego rozszalały się tam bandyckie gangi, życie stało się tanie, przyszłość nieprzewidywalna. Ale na szczęście zainterweniowali rycerze z dawnego KGB, wzięli pod but bandytów prywaciarzy albo ich wyeliminowali i przywrócili w kraju względny spokój. Owszem zdarzają się tam niewyjaśnione morderstwa (Politkowskaja, Niemcow, Litwinienko), arbitralne zamykania niepokornych Chodorkowskich), ale widocznie w systemie feudalno-mafijnym inaczej się nie da.

Nowoczesna demokracja rodziła się długo w bólach. Najpierw w wyłamujących się z systemu feudalnego miastach włoskich, holenderskich i hanzeatyckich. Ta polska, szlachecka, była parodią demokracji. Powoli rozwijała się w Anglii, Francuzi stworzyli jej intelektualną wykładnię (Monteskiusz), Amerykanie kontynuowali.

Na czym polega istota demokracji i skąd się wzięła? Właśnie zaczęło się od miast (Ateny w starożytności). Aby skutecznie funkcjonować, bankierzy, kupcy, rzemieślnicy potrzebowali wzajemnego zaufania opartego na jasnych regułach, a nie na kapryśnym widzimisie satrapy.

Wprowadzenie tych reguł i i stosowanie w większych od miast struktur, takich jak państwo, wymagało sporo czasu. Np. żeby taka Anglia pod butem satrapy Henryka VIII stała się krajem demokratycznym.

Czy demokracja to postęp? Mimo jej wad, niedoskonałości, nadużyć, jest to zmiana jakościowa. Demokracja potrzebuje obywateli, tzn. ludzi, którzy wzajemnie się szanują, respektują prawo, którzy potrafią się przeciwstawić bandyckiemu łamaniu prawa, nawet kosztem życia, jak to zrobił niedawno w Polsce Piotr Szczęsny. Jeżeli w danym kraju jest mało obywateli, to wprowadzenie lub utrzymanie demokracji jest trudne, a nawet niemożliwe. Tak jest w Rosji, krajach arabskich i okazuje się że również w Polsce.

Oto czego mnie nauczyła historia, jeśli ja ją dobrze zrozumiałem.

Lewy