Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

28.11.2017
wtorek

Jakiś czas później…

28 listopada 2017, wtorek,

Od jakiegoś czasu przetacza się po świecie fala wystąpień kobiet molestowanych, poniżanych czy gwałconych. Hasztag #metoo czy #jateż zalało media społecznościowe, kobiety mówiły o swoich przeżyciach, o swoim wstydzie, o bezradności. Panie dziennikarki napisały wspaniałe artykuły, przeczytałam kilka i jestem pod wrażeniem pasji i emocji; porównywałam to z moją pasją i moimi emocjami. Z moją własną przeszłością…

A potem diabli mnie podkusili na więcej i przeczytałam komentarze pod artykułami. Próbka empatii i zrozumienia w polskim wykonaniu:

– Czy więcej było przypadków „molestowania”, czy zwykłego frymarczenia dupą dla zrobienia kariery?

– No to sobie nagle wszystkie panie przypomniały, że były macane pod spódnicą.

– Milczały, bo się sprzedały, taką wybrały drogę.

– Ten obleśny facet nie zmuszał żadnej z tych kobiet.

– Czemu te poszkodowane panie nie zgłosiły faktu molestowania albo gwałtu zaraz po wyjściu ze studia? (…) jak dobry deal na horyzoncie, to dupy można dać. On po prostu był klientem tych aktorek one ku…mi.

– Wahadło idiotyzmów i hipokryzji tych samic odchyliło się ekstremalnie.

I wyobraziłam sobie, kim trzeba być, żeby takie rzeczy pisać: tępym, ograniczonym troglodytą, bitym w dzieciństwie, kupującym „Gazetę Wyborczą” (komentować mogą bowiem tylko ci, co mają wykupiony dostęp do materiałów „GW”) i bojącym się kobiet. A potem na blogach „Polityki” czytam podobne…

Ewa-Joanna

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 381

Dodaj komentarz »
  1. Świetnie, że dajesz kolejnego wstępniaka. 🙂

    Widziałem, gdzieś niedaleko, taką zajawkę rozmowy z prof. Starowiczem: skończy się flirtowanie. Tekstu nie czytałem, więc nie będę komentował, ale zajawka sygnalizuje coś znaczącego: czy flirt to molestowanie? Gdzie jest granica? Jak ją definiuje „mężczyzna” („któremu tylko jedno w głowie”- wiadomo, a taką „wiedzę” sprzedaje, wprost albo nie wprost, wiele mamuś swoim córkom), a jak „kobieta” (” a każda kobieta to kurwa” – jak głosi obiegowa, męska, mądrość).
    Ci „mężczyźni” i te „kobiety” to nie tylko zbiorowość i archetyp, ale – za każdym razem, przy każdym spotkaniu – indywidualne osoby. Niekoniecznie pasujące do archetypu. Jak będzie przebiegać takie spotkanie? Będzie jakiś flirt? jakieś przyciąganie, jakieś zachęcanie, próbowanie, nieśmiałości w dążeniu, w zarodku uziemione przez lęk będzie z tego sąd i więzienie? Pierwsi zamarzną ci delikatni, nieśmiali a najwartościowsi. Zmrozi ich paragraf, groźba zemsty, lęk może i bez realnej przyczyny w realnej osobie, ale lęk nie potrzebuje realnego do istnienia.
    Dobrze, że #MeToo zaistniało, bo nieznośność była, ja widać, nie do wytrzymania i zło szerzyło się łatwo, zaszłości są wieczne, a ofiarą padały miliony i więcej – kobiet. Ale akcja otwiera zarazem otchłań nędzy kulturowej, religijnej, cywilizacyjnej i własnej. A z otchłanią niełatwo sobie poradzić i nie zabraknie legionów które w nią wpadną, lub zostaną wepchnięte bez ratunku.

    Którędy we właściwą stronę? I jak poznać, że strona jest właściwa?

  2. Jakos ten hashtag trzeba podlewac. Inaczej uschnie szybciej niz przewidywano.
    Noo chyba ze prezydenta Fryzure uda sie nim tez wykonczyc. Tak jak Weinsteina czy innego Spacey wykonczono. Wtedy potrwa troche dluzej niz przewidywano.

    Dobrzy ludzie mysla: #jatez celebryta jestem. No i wolno im tak myslec. Oni dobrzy ludzie sa. Aczkolwiek o wiele mniej slawni. Jednakze jako mniej slawni, nie zaistnieja w zadnych massmediach. Too bad. A tak byloby przyjemnie.

    Ze to tak dlugo zajelo niektorym zeby powiazac hashtag #MeToo z proba polozeniu kresu flirtowaniu na wysokich polkach. Flirtowanie na niskich polkach, tych w ogole nie celebryckich, tez moze zostac powaznie, he he, podgryzione

  3. @Tanaka
    28 listopada o godz. 22:14
    Jestem już prawie jedna noga za progiem, bo wychodzę, ale krótko:
    Pytasz: Którędy we właściwą stronę? I jak poznać, że strona jest właściwa?
    To przecież proste i stare jak owe powiedzenie „Nie rób drugiemu co tobie niemiłe”. Przed powiedzeniem wątpliwego komplementu kobiecie, czasem warto się zastanowić, czy podobny powiedziało by się koledze nie ryzykując dostania po paszczęce.
    To nie ma co rżnąć głupa…
    Narzekanie na otchłanie jest próbą obrony status quo: my mężczyźni mamy prawo do grubych żartów i do molestowania, wy kobiety macie to przyjąć w pokorze.
    Reszta jak wrócę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Hashtag #AlpyWysokaPolka

    W Tyrolu gdym na warcie stał
    I o swym szczęściu śnił,
    Wiatr z południowej strony wiał
    Wiatr ten rodzinny był.

    Spojrzałem w stronę śnieżnych Alp
    Gdzie młody góral stał,
    Pasając stado swych białych kóz,
    Alpejską piosenkę grał.

    A żołnierz co na warcie stał,
    I o swym szczęściu śnił.
    Chwycił karabin i oddał strzał,
    Strzał to śmiertelny był.

    Ah drodzy ludzie wierzcie mi,
    Żem się niewinny stał,
    A góral ten jakby na złość mi
    Alpejską piosenkę grał.

    „W sierpniu 1944 Narcyz Wiatr oświadczył:
    – Trudno, koledzy, gdzie walka, tam ofiary być muszą, lecz utwierdzić się musimy w przekonaniu, że po pokonaniu okupanta będziemy musieli podjąć bezwględną walkę z rodzimą reakcją a zwłaszcza z ludzką podłością i ciemnotą

  6. Orteq
    28 listopada o godz. 22:34
    szkoda słow na Ciebie…

  7. konstancja

    A mnie tam zadnych slow nie szkoda na ciebie

    Narcyz Wiatr wciaz prowadzi bezwględną walkę z rodzimą reakcją a zwłaszcza z ludzką podłością i ciemnotą. Prawie czy czwarte wieku po swej meczenskiej smierci z rak UB

  8. My tu mamy do czynienia z REWOLUCJA RODZAJOW. Skrot RR. Ludzkich rodzajow. Chodzi o ograniczenie przyrostu naturalnego. Plain and simple.

    Ograniczenie, czy wrecz zaprzestanie, mesko-damskich interakcji, bedzie rezultowalo – bedzie MUSIALO rezultowac – zmniejszeniem przyrostu naturalnego na swiecie. Nawet dziecko potrafi sie tego domyslic. Jak to sie bedzie mialo do ZMNIEJSZAJACEJ sie rozrodczosci krajow ROZWINIETYCH? Takich jak Niemcy, Francja, UK czy Kanada? A nijak sie bedzie mialo. Tam znowu uciekniemy sie do immigration solution. I znowu wszystko bedzie dobrze w ogrodzie. Nie rajskim tylko Kosinskiego

  9. @Tanaka 28 listopada o godz. 22:14
    „Którędy we właściwą stronę? I jak poznać, że strona jest właściwa?”

    Proste zasady, wystarczy wiedzieć, że:

    1. Wszelkie męsko – damskie kontakty w sytuacji damskiej zależności służbowej od męskiego szefostwa powinny być całkowicie pozbawione jakichkolwiek flirtującyjnych tonów. Jakeś szef to w robocie nie podrywasz podwładnych. To chyba prosta zasada? Zakochałeś się w swojej podwładnej to opuść firmę, zmień robotę i wtedy do niej startuj, z zewnątrz, usunąwszy podejrzenia o śmierdzące na milę szanse wymuszania, szantażowania czy molestowania.

    Ta sama zasada odnosi się do służbowych zależności w wojsku, na uczelni i gdziekolwiek indziej.

    2. Twoje słowa i zachowania wobec podrywanej kobiety, podrywanej po dżentelmeńsku jak i stosując tzw. końskie czy wręcz obleśne zaloty są stosowane wobec twoich córek. Nie, nie tylkoo „mogą być stosowane” ale sa stosowane. Wstawiasz się w rolę muchy na ścianie i obserwujesz oraz słuchasz jak taki jak ty gość odzywa się do którejś z twoich córek.
    Jeżeli w jakimkolwiek momencie słowa lub gesty, których właśnie zamierzałeś użyc wobec obiektu twoich zalotów wywołują w tobie uczucie zażenowania (już nie mówiąc o chęci dania w pysk) – nie mów i rób tego, co zamierzałeś.

    3. Kobiety mogą być durne jak but, ubrane jak dziwka i pijane w sztok.
    Ale to nie zwalnia ciebie od traktowania ich tak, jakbyś chciał aby twoje córki były traktowane w podobnych sytuacjach przez otaczających ich mężczyzn.

    To na poczatek.

  10. otaczających je mężczyzn… chyba

  11. Kiedyś odprowadziłem z tramwaju do jej domu pierwszy raz widzianą na oczy dziewczynę. Była półnaga, tzn. w tzw. „bardzo śmiałej kreacji”, wyraźnie zawiana, bardzo młoda i bardzo ładna. Na końcu drogi zaprosiła jeszcze do domu, w którym nikogo wiecej nie było i zanim zasnęła usiłowała podać mi kolację, z czego udało jej się nastawić czajnik i wyjąć z lodówki sernik.

    Jak to nie była „najlepsza okazja” w moim życiu, to nie wiem, co nią będzie…
    … będąc młodym żonkosiem zamknąłem drzwi za sobą na zatrzask i tyle ja widziałem. 😉

  12. Acha, odprowadzanie odbyło sie koło północy, w pustej dzielnicy willowej. Tak w uzupełnieniu szczegółów.

  13. Ze mlodzi zonkosiowie potrafily sie urwac z uwiezi malzenskiej i sie szlajac z polnagimi bardzo ladnymi dziewczynami po dzielnicy willowej, przechodzi ludzkie pojecie. Czy owo mlode zonkosiowstwo wytrzymalo taka probe? Watpliwosci posiadam w tOmacie. Nie tylko konfabulacyjne

  14. „Jakeś szef to w robocie nie podrywasz podwładnych. To chyba prosta zasada?”

    A co robisz, bedac szefem/szefowa gdy podwladna/podwladny przystepuja do podrywania ciebie? Ogon – he he – miedzy nogi i choda?

    Te najprostsze zasady najczesciej mozna tylko o kant de potrzaskac gdy dochodzi do stosunkow – he he – miedzyludzkich.

    Moj kolega chodzeniowo-kawowy, raz-tygodniowy, taka historie, wlasna, przytoczyl niedawno.

    On byl mlodym asystentem uniwersyteckim, ona byla studentka I-go roku. Ona go tokowala, nie on ja. Az doszlo do weekendu w Gorach Skalistych. Po wybudzeniu sie rano nastepnego dnia, ona mu serwuje taka sentencje:
    – Wiesz ze ja sie moge oskarzyc o statutory rape?

    Bo gowniara nie miala pelnych 18 lat. Dzisiaj, pol wieku pozniej, wciaz sa malzenstwem. Szantarz nie tylko zadzialal ale i przetrwal

  15. To są dopiero konfabulacje. Gdzie w Kanadzie age of consent jest wyższy niż 16 lat?

  16. @Orteq 29 listopada o godz. 1:57
    „A co robisz, bedac szefem/szefowa gdy podwladna/podwladny przystepuja do podrywania ciebie? Ogon – he he – miedzy nogi i choda?”
    Zdarzyło ci się to?
    Czy tylko zamartwiasz się takimi problemami w przerwach negocjowania pokoju na Bliskim Wschodzie?

    „Te najprostsze zasady najczesciej mozna tylko o kant de potrzaskac gdy dochodzi do stosunkow – he he – miedzyludzkich.”
    Jak powiedział reżyser Polański.

  17. Rozszyfrowales tajemnice dwoch nickow, Toby? Pod 28 listopada o godz. 21:57? Zezem i parafianin. Kto by pomyslal. Pozdrawiam sie serdecznie, parafianinku.

    Jak zrobic zeby nie dopuscic do powrotu alergii na pewien nick?

    Juz bylem gotowy uszanowac czyjas tu prace znojna i sie z kims ozenic. Ktos jednakze, najwyrazniej, wciaz nie umie gotowac! I za sztachety sie lapie z tej frustracji. Ja jednakze odpuskam te sztachety. Nie chcac zachowac sie nedznie (28 listopada o godz. 17:16)

  18. Droga Ewo-Joanno,
    Cieszę się, że poruszasz temat #meto.
    Przeczytałam również komentarze i przyznać muszę, że są bardzo budujące.
    Wątpliwości, że mężczyźni będą obawiali się flirtować… doskonale wyjaśnił Zza kałuży.
    Zasada: nie czyń drugiemu co tobie niemiłe…. jest bazą wyjściową.
    Nie byłabym tak ostra w ocenie wypowiedzi Orteqa, który pisząc: „Trudno, koledzy, gdzie walka, tam ofiary być muszą, lecz utwierdzić się musimy w przekonaniu, że po pokonaniu okupanta będziemy musieli podjąć bezwględną walkę z rodzimą reakcją a zwłaszcza z ludzką podłością i ciemnotą”…… jest w sumie ujęta może z lekkim humorem, ale przecież on zgadza się, że walka z molestowaniem jest przed nami, bo jest niemal zakodowana przez wieki, a właściwie tysiąclecia w męskiej psyche i przyznaje, że to walka z „ciemnotą i podłością.
    Wczoraj wieczorem znalazłam się w towarzystwie kobiety i mężczyzny (żadnych związków miedzy nimi) i pan zaczął temat metoo. Najpierw nadmienię, że to człowiek wykształcony i nigdy nie zauważyłam i nie słyszałam, żeby ktokolwiek mógł mu zarzucić niepoprawne zachowanie w stosunku do kobiet. Ale, ku mojemu zdumieniu mówił praktycznie rzeczy, które cytowałaś, jedynie bardziej cenzuralnie. Jednakże w prawdziwe podenerwowanie wprowadziła mnie kobieta, która tam była. Bo nie tylko wtórowała mu zawzięcie, ale znacznie bardziej agresywnie i czasem wręcz wulgarnie. Jak już wcześniej wspominałam misoginism ma się dobrze nie tylko wśród mężczyzn, ale i wśród kobiet. Swoisty Stockholm syndrome.
    W momencie kiedy wspomniałam o prawach kobiet do głosowania, że to stosunkowo niedawna historia i że to łatwo nie przyszło i nie było to darowizną…. usłyszałam z ust kobiety ku zadowoleniu obecnego tam pana, że jestem feministką i ona ma dość polityki. Wiem, że przy okazji bardzo ważnej i zasadnej walki o prawa człowieka, bo walka o szanowanie nas w tym się zawiera…. znajdą się konformistki, czy oportunistki, chcące wykorzystać sytuację. Ale z tym trzeba się liczyć niestety. Chodzi o to, żebyśmy my kobiety były na to uwrażliwione i pomagały w zwalczaniu tego collateral damage, a w miarę możliwości do niego nie dopuszczały.
    Jest jeszcze dużo dinozaurów i jest co robić
    Jedno jest pewne przyszedł czas na następny etap w rozwoju świadomości ludzkiej i dotyczy to kobiet i mężczyzn. Tę walkę musimy prowadzić razem z mądrymi mężczyznami podobnie jak w emancypacji kobiet to się odbywało i uczciwie trzeba przyznać, że inteligentni, mądrzy mężczyźni walnie się do niej przyczynili.
    Chciałabym, żeby moja wnuczka (której jeszcze niestety nie mam) nie była narażona na takie chamskie „zaloty”, czy szantażowana w celu awansowania w swojej karierze.
    Podobnie nie wyobrażam sobie i bardzo bym cierpiała w przypadku podobnych zachowań w wydaniu mojego syna.
    Pozdrawiam serdecznie
    Btw, bardzo mi się też podobał komentarz Tanaki.

  19. zza – 2:09

    „Gdzie w Kanadzie age of consent jest wyższy niż 16 lat?”

    Mowimy o czasach zaprzeszlych, zza. Wtedy mozna bylo oskarzyc mezczyzne, w pewnych prowincjach bergamuckich, o statutory rape jesli niewiasta nie miala ukonczonych 18 lat. Co prawie nigdy sie nie zdarzalo. Bo wtedy jeszcze nie wymyslono hashtagu #MeToo

    PS. Romek chyba nad grobem stoi. Co jednakze nie musi oznaczac, ze stosunki miedzyludzkie – he he – sa mu juz obce

  20. zza kałuży – 2:13

    „@Orteq 29 listopada o godz. 1:57 „A co robisz, bedac szefem/szefowa gdy podwladna/podwladny przystepuja do podrywania ciebie? Ogon – he he – miedzy nogi i choda?” Zdarzyło ci się to? Czy tylko zamartwiasz się takimi problemami w przerwach negocjowania pokoju na Bliskim Wschodzie?”

    Dokladnie. Skad wiesz? Czyzbys mi zajrzal gdzie trzeba?

  21. blondynka – 2:21

    „Nie byłabym tak ostra w ocenie wypowiedzi Orteqa… on zgadza się, że walka z molestowaniem jest przed nami, bo jest niemal zakodowana przez wieki, a właściwie tysiąclecia w męskiej psyche i przyznaje, że to walka z ciemnotą i podłością”

    Sam bym lepiej nie ujal. Noo, chyba ze ujalem.. Pozdro, blondynko

  22. @ blondynka 29.11 godz.2:21
    Przyzwyczailam sie juz do tego, ze @Orteq mowi szyfrem. Nie raz zabil mi cwieka w glowe. Ty okazujesz sie bardzo przenikliwa. Cytat Narcyzego Wiatra tak mnie zaintrygowal, ze zajrzalam do Wiki i poczytalam sobie o Wiatrze i Batalionach Chlopskich, ale nie dopatrzylam sie zwiazku z tematem #MeToo. Dziekuje za wykladnie!

  23. zza kałuży – 2:09
    Gdzieś spotkałam się, że w Quebecu podniesiono do 18tu, ale się nie upieram.
    Jednakże bill z 2008 roku mówi, że age of consent for anal sex jest 18 lat, a to spowodowało jak wiki. org podaje, że: LGBT rights activists criticized the bill, because it does not address the issue of equality, maintaining the present Canadian age of consent for anal sex outside of marriage at 18. Hillary Cook, spokeswoman for gay rights group Egale Canada believes the bill is „an attempt to score partisan points”

  24. kruk, orteq,
    po quebecku mówią: le plaisir était pour moi
    A ja za nimi
    Ukłony

  25. @blondynka 29 listopada o godz. 3:14
    „Jednakże bill z 2008 roku mówi, że age of consent for anal sex jest 18 lat”

    Zawsze zastanawiałem się skąd bierze się popularność w polonijnym radio Naczelnego Polonijnego Rasisty, Mizogina i Ogólnego Chama, a wiec „red.” Marka R.

    Panienki to albo panienka tamto, Panienka bez majtek albo panienki sie spiły i kto tu winny? Czy pańswto wiedzą, że jak sutki sie naprężą to można być oskarżonym o spowodowanie raka u panienki? Lewackie durnie w tych lewackich uniwersytetach za nasze pieniadze ogłupiaja nasze dzieci ucząc je analnego stosunku w pięciokącie z udziałem kolorowych królików, świń i dzikiej małpy! O tym nikt państwu nie powie w mediach głównego ścieku! Barak Hussain Obama miał stosunek analny z terrorystą muzułmańskim, lewackim profesorem Abumuhadem Muhammadem w domu ciotki Moniki Lewinski! O tym Waszyngton Kompost milczy! Czy państwo zdają sobie z tego sprawę, że w Alabamie 98% czarnych nauczycielek matematyki nie zna tabliczki mnożenia a 67% z nich spało z co najmniej 7 swoimi uczniami????

    Marek R. publikuje swoje podcasty. Poszukaj, twoja tematyka. Same najważniejsze i najczęstsze tematy pod słońcem.
    Zapamietaj: Barak jest Hussain, media sa głównego ścieku a panienka jest lewczką bez majtek, która futbolistów oskażyła. Czy ja dodałem, że to była czarna?.

  26. zza kałuży – 3:38
    Wo Wo Wo!
    skąd ten atak?
    Zacytowałam źródło, ponadto jest takie wyszczególnienie w prawnym billu.
    Podałam jako ciekawostkę i to wszystko.
    A ty zaraz z majtkami i tym podobnymi sprawami wyskakujesz.
    Twojego znajomego „red.” Marka R. nie znam i zeznaję pod przysięgą nigdy nie słyszałam. Klakę to ty kolego mu robisz, a nie ja.
    Podejrzewam, że to ukradziony nick, a przynajmniej mam taką nadzieję.
    A dla osoby, która się pod nim kryje wysyłam coś, co pewnie tej osobie przypadnie do gustu. Chociaż to nie jest moja bajka, ale z wrodzonej grzeczności za wyrażone zainteresowanie
    każdemu coś miłego się ponoć należy
    h ttps://www.youtube.com/watch?v=Nd9gEMJ7-cM
    Przerwę za h proszę usunąć. To było w celu uniknięcia moderacji

  27. Trudno oczekiwac w Polsce, azeby panowie przyklasneli akcji #metoo, natomiast przykro, ze same kobiety w ogromnej wiekszosci widza to podobnie jak w przytoczonych przez @E-J meskich komentarzach. Te „bardziej do przodu”, np. z forow Polityki nie przypominaja sobie nic takiego ze swojego zycia i swojego srodowiska. Po prostu byly, czy sa atrakcyjne i mialy wziecie. Ogromna wiekszosc uwaza, ze trzeba miec honor i albo odejsc z pracy, albo wyleciec na korytarz biura i wrzeszczec, ze szef sie do mnie dobiera, a nie myslec o karierze, albo czemu dopiero na stare lata se przypomniala, no i te celebrytki co chca zaistniec. Zadziwiajaca jest opinia polskich tzw. feministek , ktore bronia kolesia, bo on ma po prostu taki sposob bycia.
    Czytam, ze pierwsze polskie kobitki jednak zrobily jakis coming aut i oskarzyly dwoch znanych dziennikarzy o harassment. Pisze o tym obok dziennikarka zwracajac uwage, ze w odroznieniu od Ameryki sa to ludzie mlodzi i o pogladach lewicowych. W Ameryce to glownie domena panow w drugiej polowie zycia.
    @Tanaka Nie ma co sie martwic jak ludzie teraz flirtuja (co za staromodne slowo) w krajach, gdzie mezczyzna jest narazony na takie niebezpieczenstwa. Jakos nawiazuja znajomosci, zakochuja sie, sa ze soba, a nawet czasem sie pobieraja bez oskarzen ze strony osoby plci zenskiej.
    @zza kaluzy jak i @E-J dali wskazowki jak mozna uniknac posadzenia…
    Karmieni anegdotami, artykulami o tym jak strasznie zle maja mezczyzni poruszajacy sie w na polu gdzie co krok to mina „harassment” mylnie ocenia sie zjawisko. Podobnie moj amerykanski ziec karmiony literatura i filmem gdzie prostaccy bohaterowie mieli nazwiska konczace sie na „ski’ i taka wiecej foklorystyczna informacja o Polsce wyobrazal sobie, ze kobitki w tym kraju chodza naogol w roboczym obuwiu, chustce zawiazanej pod broda i nie wiedza co to pilot do tv np.
    Wiadomo, ze przesadzam, ale nie tak do konca.

  28. Mam bardzo porzadnie wydana juz w XXI wieku ksiazke „Ksiega Przyslow Polskich”, stron omal 600. We wstepie autorzy pisza bardzo sympatycznie o przyslowiach co to sa madroscia narodu, a przynajmniej powodem do smiechu. Za to wogole nie pisza o tym ze te przytoczone przyslowia sa najczesciej glupie. Czy calkiem znikly ze swiadomosci?
    Oto probki tych poslkich przyslow:
    Ile bialych wron, tyle madrych zon,
    Kiedy maz zony nie bije to w niej watroba gnije
    Biada temu domowi, gdzie zona przewodzi mezowi
    Chlop kobiete jak przez dziesiec progow przewlecze, to dopiero dobra
    Kobieta ma tyle lat na ile wyglada, mezczyzna na ile sie czuje
    Kobiety nie bij nawet kwiatem
    Nie masz kobiety, ktorej by zle nie kusilo
    U kobiety wlos dlugi, a rozum krotki
    Slomiany maz jest wart zlotej pani
    Mezczyzna powinien byc tylko troszke ladniejszy od diabla a panna tylko troszke brzydsza od aniola
    U mezczyzny kazdy grzech smiertelny jest powszedni, u kobiety kazdy powszedni jest smiertelny
    No to starczy tych madrosci narodu. Ciekawe jak to wyglada u innych narodow. Chyba niewiele lepiej.

  29. Kruk – 3:11

    „Przyzwyczailam sie juz do tego, ze @Orteq mowi szyfrem. Nie raz zabil mi cwieka w glowe.”

    Ja nie moge sie przyzwyczaic do tych cwiekow

    „Cytat Narcyzego Wiatra tak mnie zaintrygowal, ze zajrzalam do Wiki i poczytalam sobie o Wiatrze i Batalionach Chlopskich, ale nie dopatrzylam sie zwiazku z tematem #MeToo.”

    No co ty. Nie dopatrzylas sie nic? Zwiazku narcyza z me me me sie nie dopatrzylas?

    Narcyz i hashtag #MeToo w jednym stojo domu. I tylko bardzo rzadko nie wadzo nikomu. Przewaznie wadzo. Najczesciej bardzo wadzo.

    Me me me to uciazliwa dolegliwosc. Ona wystepuje rowniez na blogach. Oraz po wszystkich stronach genderow.

    Natomiast hashtag #MeToo wystepuje tylko po stronie genderu Ewy-Joanny. Jesli my prawidlowo sie domyslamy jej genderu

  30. Zyta2003
    zacytuję fragment, który ciekawie obrazuje pozycję kobiety w oczach pewnego generała egipskiego, który w czasie rozmowy z CNN na temat aresztowanych kobiet, protestujących w czasie anty-Mubarak demonstracji mówił dlaczego były one zmuszane do osobistej rewizji i przymuszane do sprawdzania u nich dziewictwa:
    “The girls who were detained were not like your daughter or mine. These were girls who had camped out in tents with male protesters in Tahrir Square, and we found in the tents Molotov cocktails and [drugs]…We didn’t want them to say we had sexually assaulted or raped them, so we wanted to prove that they weren’t virgins in the first place. None of them were.”

    testy na dziewictwo odbywają się nadal w wielu miejscach na świecie np. przed przyjęciem do pracy w wojsku, czy policji, ale nie tylko.

  31. Orteq – 6:42
    Niestety, ale nie zgodzę się z tobą. Molestowanie dotyczy również mężczyzn. Znacznie rzadziej przez kobiety, częściej inni mężczyźni to robią.
    Nie słychać o tym za dużo, bo mężczyźni bardziej niż kobiety krępują się przyznać.
    Wydaje im się, że wypadną na mięczaków, którzy nie potrafią się obronić (to w przypadku jak ich facet molestował), albo na frajerów w przypadku kiedy kobiety były prześladowcami.

  32. Inaczej kobietę spostrzegają młodzi męzczyźni , inaczej ją widzą poeci, a jeszcze inaczej widzą ją prawnicy, broniący ofiary molestowania seksualnego sprzed 40 laty.
    Załączam kabaretową piosenkę ilustrująca „dojrzewanie” wraz z wiekiem do mądrości.
    Piosenka o kilku twarzach Doriana .

    bociany na łące
    w obrazku nad łóżkiem
    pokoik u mamy
    książka na poduszce
    chęć życia bezwstydna
    jak szampan rozlany
    i szczęście ogromne
    od ściany do ściany

    ref : jak ma się osiemnaście lat
    to serca łamie się z rozpędu
    jak ma się osiemnaście lat
    trudno doczekać do weekendu
    jak ma się osiemnaście lat
    wszystkie dziewczyny grzechu warte
    jak ma się osiemnaście lat
    to myślisz żeś jest Bonaparte

    lodówka na raty
    i spłata kredytu
    rozmowy niechciane
    ranny zgrzyt budzików
    wydatki na miarę
    tej średniej krajowej
    cierpienia na katzu
    co zgniatają głowę

    ref: jak ma się już trzydziesci lat
    to masz za sobą życie wieczne
    jak ma się już trzydzieści lat
    wydajesz sądy ostateczne
    jak ma się już trzydzieści lat
    wybaczasz grzechy tylko sobie
    jak ma się już trzydzieści lat
    zaczynasz cenić sobie zdrowie

    te wojny niechciane
    czuwanie do rana
    codzienna ablucja
    przed lustrem Doriana
    dzień z nocą mylony
    dieta bez cukru
    i uśmiech w implantach
    z tym odcieniem smutku

    ref: jak ma się już sześćdziesiąt lat
    to chciałbyś wreszcie być poetą
    jak ma się już szęśćdziesiąt lat
    to być poetą jest zaletą
    jak ma się już sześćdziesiąt lat
    to żona znowu jest ci bliska
    i czekasz na tę resztę lat
    jak olimpijczyk na igrzyska

  33. Taki cute cytacik:

    „People would rather cast stones at all men — and cast all women as victims. That sure is a lot easier, isn’t it? Unfortunately, it does the opposite of good.”

    Pomijajac cala game problemow zwiazanych z rzucaniem kamieni przez srodowiska LGBT

    PS.@blondynka, 6:52. Molestowanie mezczyzn nie jest tematem dwoch wpisow pani Ewy-Joanny. Wiec na zamulajmy tOmatu.

  34. http://www.chicagotribune.com/news/opinion/commentary/ct-perspec-me-too-sexual-assault-wilhelm-1023-story.html

    ‚Ludzie sa sklonni rzucać kamieniami na wszystkich bez wyjatku mężczyzn i postrzegać wszystkie bez wyjatku kobiety jako ofiary. To na pewno jest o wiele łatwiejsze, prawda? Problem w tym jednakze, iz takie postrzeganie zagadnienia nic dobrego nikomu nie przynosi.’

    Izwiniajus za przytoczenie powyzszego tlumaczenia. Pod tym akurat wstepniakiem E-J.

  35. A teraz czekamy, me myself and I, na wyrazy admiracji od prominentnych autorow tego blogu. Nad wyraz ciezko pracujacych dla jego dobrostanu.

  36. Zyta mnie sprowokowała i poszukałam parę przykładów jak przywódca świata „cywilizowanego” Donek Trump wypowiada się o kobietach.
    Oto kilka z nich:

    „You know I’m automatically attracted to beautiful — I just start kissing them. It’s like a magnet. Just kiss. I don’t even wait. And when you’re a star, they let you do it, you can do anything.
    Grab them by the p***y, you can do anything”
    po czym tłumaczy, że:
    „I’ve never said I’m a perfect person, nor pretended to be someone that I’m not.”
    chociaż wcześniej stwierdza:
    „I consider myself too perfect and have no faults.” (tweet z 12:02 PM – Jan 13, 2014)

    Albo jego wypowiedzi na temat Megan Kelly, dziennikarki. Nie podobały mu się jej pytania, więc tak ją podsumował:
    „Fox viewers give low marks to bimbo @MegynKelly will consider other programs!”
    (tweet 2:24 AM – Aug 7, 2015)
    po czym dorzucił:
    „blood coming out of her eyes, blood coming out of her… wherever.”
    sugerując, że grylowanie było pewnie spowodowane jej okresem.

    Wypowiedź na temat Arianny Huffington. Dlaczego jego zdaniem mąż ją zostawił. Wg niego była i z zewnątrz i z wewnątrz wyjątkowo nieatrakcyjna. W związku z tym Trump popiera decyzję jej męża, pomimo że zostawił ją dla innego faceta.
    .@ariannahuff is unattractive both inside and out. I fully understand why her former husband left her for a man- he made a good decision.
    (tweet 9:54 AM – Aug 28, 2012)
    dorzuca jeszcze, że jest ciekaw ile forsy ta brzydula musi płacić swojemu byłemu (dodaje biedakowi) za możliwość używania jego nazwiska.
    How much money is the extremely unattractive (both inside and out) Arianna Huffington paying her poor ex-hubby for the use of his name?
    (tweet 7:08 PM – 6 Apr 2015 from Manhattan, NY)

    na temat Rosie O’Donnell, że conajmniej trylion dolarów by chciał, żeby mieć to i owo z nią, bo taka paskuda. Innym razem stwierdza, że gdyby wystąpiła w jego programie telewizyjnym, to zaraz po pierwszym spojrzeniu na grubą, wstrętną twarz i całą obrzydliwą osobę wykrzyknąłby: „Rosie, you’re fired.”
    „@ForeverMcIn: @realDonaldTrump how much would it take for you to make out with Rosie O’Donnell?” One trillion, at least!
    He also said that she was „disgusting, both inside and out” and that if he were running her show he’d „look her right in that fat, ugly face of hers and say, ‚Rosie, you’re fired.’

    Albo na temat Hillary Clinton:
    „If Hillary Clinton can’t satisfy her husband what makes her think she can satisfy America?”
    Albo na temat gwałtów i molestowania w Armii, a zwłaszcza przyczyn dlaczego nie są często nie raportowane. Zbył konkluzją, że jak kobiety i mężczyźni są razem, to nie ma się co dziwić, że baby będą gwałcone.
    „26,000 unreported sexual assults in the military-only 238 convictions. What did these geniuses expect when they put men & women together?”

    Albo na temat Carly Fiorina.
    W czasie walki o nominację partii republikańskiej, powiedział o swojej rywalce, która była CEO Hewlett-Packard, że wystarczy tylko spojrzeć na jej twarz i należy zapytać się, czy na takie COŚ ktoś by głosował?
    „Look at that face. Would anybody vote for that?”

    Albo Ivanka Trump, jego córka. W TV powiedział, że gdyby nie był żonaty, no i ojcem, to by się z nią umawiał i że nie ma nic przeciwko temu, żeby np. Howard Stern nazywał ją „a piece of ass”.

    Albo w czasie wywiadu z Howard Stern na temat Paris Hilton powiedział, że poznał ją jak miała 12 lat i pamięta, że jak weszła, to sobie pomyślał: Waw, kto to u diabła jest?
    „Now, somebody who a lot of people don’t give credit to but in actuality is really beautiful is Paris Hilton.
    I’ve known Paris Hilton from the time she’s 12.
    Her parents are friends of mine, and the first time I saw her she walked into a room and I said, ‘Who the hell is that?”

    Albo w ramach wywiadu dla Esquire magazynu, Trump powiedział, że nie ma znaczenia co będzie pisała (dziennikarka), byle była młodą i piękną dupą:
    „It doesn’t really matter what (they) write as long as you’ve got a young and beautiful piece of ass”

  37. Orteq – 7:47
    Jak tak ładnie prosisz, to ja odpowiaam.
    Macie ty i autor artykułu absolutną rację.
    Problem dotyczy wszystkich.
    Bo chodzi o szacunek dla drugiego człowieka.
    Płeć, wiek nie ma znaczenia.
    A w ramach zamulania, to i zwierzęta też trzeba traktować po ludzku (w tym dobrym tego słowa znaczeniu)

  38. blondynka, 7:58

    „chodzi o szacunek dla drugiego człowieka. Płeć, wiek nie ma znaczenia.’

    Rzeczywiscie o to mi chodzilo. Czy płeć, wiek lub wyglad nie maja zadnego znaczenia? Nie jestem tego calkiem pewien. Bo gdybym byl tego calkiem pewien to bym sie przestal myc i goilic rano

  39. Nasze stosunki malzenskie z Babciusia byly tak aktywne ze po wszystkim to nawet sasiedzi wychodzili zapalic

  40. Chwatit’

  41. @blondynka 29 listopada o godz. 4:19

    „Podałam jako ciekawostkę i to wszystko.”
    Program Marka R. składa się zatem z samych ciekawostek i to wszystko.

    A każda poprzedzona dramatycznym wstępem pytającym słuchaczy, czy zdają sobie sprawę, że o tym nikt nie wie i nikt nie mówi?!

    Kiedyś zadzwoniłem na antenę i poprosiłem Marka R. o numer komórki Pana Boga.
    Zatkało go.
    -Skoro nikt o tym nie wie i nikt o tym nie mówi tylko pan, jasnym jest że z wiadomoscią o tym musiał do pana zadzwonić sam Pan Bóg, czyż nie?

    A mnie bardzo dręczy moja niewiedza w temacie wieku, od którego w Ontario stają się legalne stosunki analne pomiędzy rodzicami a dziećmi.

    Nie, nie jestem odosobniony. Pewien polski lewicowy profesor filozofii ma wielki talent do zarzynania swoich, jakkolwiek niewielkich szans zaistnienia w życiu politycznym dyskutowaniem podobnych tematów.

    Rozdrabniamy się na bzdety i jedyne co potrafimy pastroić to bardzo wydajną linie produkującą cytaty idealnie nadajace się do ośmieszania nas. „Ciekawostkami”.

  42. @Tanaka
    28 listopada o godz. 22:14
    Obiecany ciąg dalszy. 🙂
    Myślę Tanako, że nieśmiali nie mają się czego tak bardzo obawiać, bo jak zaiskrzy między dwoma osobami to sobie poradzą i bez regulacji prawnych, natomiast jak nie zaiskrzy, powinny mieć możliwość powiedzenia nie.
    Zauważyłam że wysuwany jest niejednokrotnie argument o – jak ją nazwałeś „otchłani” i związanych z tym niesłusznych oskarżeń, krzywdzących niewinnych jak lelije panów. Czy nie jest to czasem próba do zepchnięcia kobiet w zapomnienie? Taki jakiś aktor, podobno feminista, ględził wczoraj bardzo podobnie – kobiety nie powinny oskarżać, bo to nieładnie, znakiem tego powinny cierpieć w milczeniu i godzić się na bycie traktowaną jak coś gorszego, coś byle jakiego i niewartego uwagi, No chyba, że ma duże cycki i ładną dupkę…
    Zgadzam się z @Blondynką, że molestowanie może dotyczyć wszystkich. Ale jednak głownie dotyczy kobiet i czas już najwyższy zacząć mówić o tym głośno. Zasłona milczenia została zerwana i teraz również i mężczyźni mają możliwość opowiedzenia o swoich przypadkach, nie jest to już tak wstydliwe i „niemęskie”, jest czysto ludzkie.
    A przecież nie chodzi tylko o seksualne molestowanie, choć to się najbardziej przebija do świadomości czytających. Chodzi o całe spectrum niewłaściwych zachowań ludzi, głównie mężczyzn, choć i kobiety nie są święte.
    Ostatnie dni w Australii to afera z Donem Bourke, który kiedyś prowadził bardzo popularny program ogrodniczy w telewizji. O molestowanie oskarżyła go jedna osoba, po nagłośnieniu sprawy wylała się cała masa paskudnych zachowań tego pana, przykłady na jego obrzydliwe komentarze, lekceważące traktowanie współpracowników, oczekiwanie seksualnych gratyfikacji, a wszystko to skrzętnie ukrywane przez kierownictwo i właścicieli stacji, bo robił im oglądalność.
    To mamy jeszcze inny aspekt który pokazuje akcja #metoo – krycie sprawcy przez zwierzchników bo przynosi korzyści. Milczenie środowiska, potępienie ofiar, brak wiary w to co mówią – to wszystko przecież pozwalało takim typom funkcjonować.
    Taki spaślaczek Wildstein pozwala sobie publicznie na niestosowne uwagi o Anji Rubik i co? Ano niewiele…

  43. Ewa-Joanna
    28 listopada o godz. 23:07

    Wszystko wydaje się proste, bo chcielibyśmy, żeby tak było. My, tzn. ci, dla których #MeToo to rzecz zrozumiała i akceptowana.
    No dobra, kilka cytatów z Prof Starowicza, który mówi, że niekoniecznie wszystko będzie proste oraz, że będą tego pewne koszty. Wśród nich – zwiększenie dystansu między płciami. A to wywoła kolejne problemy, co jest już moim wnioskiem, chociaż chyba zgodnym z wnioskami profesora.

    Kryteria molestowania się bardzo zmieniają i zmieniły. To, co jest molestowaniem w Stanach Zjednoczonych, niekoniecznie jest molestowaniem we Włoszech.

    Najbardziej wyostrzone kryteria i rozbudowane kryteria są w Stanach Zjednoczonych i w Skandynawii. Tam mężczyzna powinien trzymać łapy przy sobie. Natomiast kraje latynoamerykańskie czy basenu Morza Śródziemnego podchodzą do tego inaczej. Nie ma jednoznacznych, międzynarodowych kryteriów.

    Ale wiemy jedno: gwały, przemoc, naruszenie integralności ciała, niechciany dotyk – to na pewno molestowanie. Klępnięcie w tyłek na koncercie – także.
    Bez względu na kraj. Kryterium, jakim się tutaj posługujemy brzmi: niechciane. Ale, jak zwykle, nic nie jest oczywiste

    Znam sytuację z mojego gabinetu, kiedy znany – nieżyjący już polski reżyser, bardzo podobał się młodej aktorce. Prowokowała go, uwodziła. On odmawiał, mówił, że jest zaangażowany w swoim małżeństwie. Ale w końcu doszło do krótkotrwałego romansu. Po latach miała do niego żal, że na to pozwolił. Była młoda, niedojrzała, kierowała się dziewczęcym uczuciem fascynacji. – Nie powinien był na to pozwolić – żaliła mi się.

    To pierwszy przykład z tych nieoczywistości. Drugi to reinterpretacja przeszłości: coś, co w przeszłości uchodziło za normalne gesty, po latach nabiera innego znaczenia. Np. w latach 70-tych i 80-tych w Kalifornii były znane psychoterapie grupowe prowadzone nago w basenie.
    Bohaterowie tamtych czasów wchodzili w przedziwnie – z dzisiejszego punktu widzenia – interakcje, które dla nich nie były przekroczeniem granic. Dzisiaj – inaczej patrzą w przeszłość. Oceniają, że byli nadużywani – zgodnie z obecną definicją molestowania. Jest jeszcze jedno zjawisko: osoby mające problemy z własną seksualnością, mówią mi w gabinecie: „Sądzę, że byłam molestowana”. – Przez kogo? – pytam. – Nie pamiętam, ale pewnie to wyparłam – słyszę w odpowiedzi. Zablokowana seksualność, duże kłopoty w życiu seksualnym są owocem jakiejś traumy z dzieciństwa. Bywają, ale nie zawsze.

    Czeka nas prawdziwa obyczajowa rewolucja, zmieni się prawo, tak jak w Stanach Zjednoczonych czy w krajach skandynawskich. Tam już mężczyzna sam nie wsiada z kobietą do windy, głupi nie jest.

    Kobiety będą czuły wsparcie w innych kobietach. Zresztą to widać nawet w sprawach sądowych, w których występuję jako biegły. Żona oskarżyła męża o molestowanie, o gwałty małżeńskie. Przecież to się zaczęło w latach 90-tych w Anglii, gdzie powstało pojęcie gwałtu małżeńskiego. Wcześniej uważano, że seks małżeński jest obowiązkiem. Natomiast szacuję, że ok. 1/5 wszystkich spraw o molestowanie jest nadużyciem. Jakiś czas temu młoda dziewczyna oskarżyła mężczyznę o gwałt. Jej rodzice (bardzo surowi, tradycjonaliści) polecieli na wczasy do Omanu. Pomyliła daty. Kiedy oni weszli do domu, była w łóżku z mężczyzną. Tak się przestraszyła reakcji rodziców, że oskarżyła go o to, że podał jej tabletkę gwałtu. Okazało się, że to fałszywe oskarżenie.

    W kontekście akcji #metoo i oskarżeń wobec hollywodzkich tuzów pojawiły się głosy, że kobiety robiły karierę przez łóżko, a teraz odgrywają ofiary.
    Moja znajoma aktorka powiedziała mi kiedyś: – Wiedziałam, że jestem ładna, atrakcyjna i w ten sposób szybciej zrobię karierę.
    Nie potępiam tego. Podam może kontrowersyjny przykład, ale on zobrazuje to, co mam na myśli. Jeden z nieżyjących polskich aktorów bardzo podobał się kobietom. W środowisku krążyła fama, że kobiety na niego lecą. Sądzę, że przy jego kulturze, zachowaniu, nie musiał łamać woli kobiet, zmuszać, nadużywać. Wystarczyło, że pozwolił. Mógł wdawać się w romans, bez robiena z kobiety ofiary nadużywania. Był po prostu ciepłym, szarmanckim i akceptującym kobiety mężczyzną. A jeżeli któraś przy okazji zrobiła szybciej karierę – nikt nie miał z tego krzywdy.

    Natomiast w przypadku Weinsteina mamy do czynienia z czymś innym. Podejrzewam, że swoim zachowaniem upokarzał kobiety. Fakt, że kobiety poddawały się jego praktykom, jest niesłychanie krzywdzące. Upokorzona kobieta długo chowa w sobie urazę. Jest świadoma tego, że ma za sobą drogę awansu połączoną z upokorzeniem. Musi to odreagować. Czasami, żeby zrobić karierę muszą być gotowe na wiele ustępstw wobec swoich norm. I jeżeli już osiągną sukces – to mimo wszystko ten ciężar dalej leży na sercu. Taka kobieta myśli sobie: „jestem gwiazdą, mam talent, wszystko zawdzięczam sobie, zdobywam nagrody. Osiągnęłabym sukces także bez tego, co zrobiłam. Nie musiało to odbyć się w ten sposób”. To zawiłe mechanizmy życia psychicznego w których jedynym celem jest ochrona poczucia własnej wartości, własnej samooceny.

    Czy ta akcja utrudni flirt?
    Tak, to będzie koniec flirtu.
    Jak żyć?
    Pogłębi różnice i dystans między płciami. I, niestety, stanie się niedobra rzecz: mężczyzna będzie już postrzegany jako agresor seksualny, drapieżnik. A z drapieżnikiem się nie flirtuje.
    Co kobieta i mężczyzna sobie powinni ułożyć w głowie, żeby zachować równowagę w tym szaleństwie?
    Przede wszystkim wyróbmy sobie dystans do zmieniających się mód. Przyjdą jeszcze kolejne malownicze mody, dotyczące seksu. Niech każdy z nas osobiście określi: „czym jest dla mnie molestowanie seksualne”. Nie to, co mi ktoś inny powie. Ale czy ja jako kobieta czuję się z tym źle, że fajny facet, którego lubię (nawet jeżeli jest to mój szef) obejmuje mnie za ramię? Bo może to jest gest przyjaźni? Dobrze jest to sobie spracyzować na własny użytek.

    Mężczyźni powinni być teraz bardziej rozważni niż romantyczni?
    Niech się dobrze zastanowią czy to właściwa osoba i dobry kontekst. A jeśli chodzi o gesty to tutaj nie ma zmiłuj się. Niech Pani sobie wyobrazi, że lekarz rodzinny całuje wszystkie pacjentki w policzek. Chciała Pani być pocałowała?
    Nie.
    Widzi Pani. U Pani przekroczyłby on dystans intymny. Ale znam lekarzy, takich paternalistycznych, opiekuńczych. Otwierają drzwi, są szarmanccy. I czy pacjentka ma 80 czy 17 lat – całują w policzek. Teraz koniec z tym.

    * * * * *

    Inna sytuacja, już nie pochodząca z rozmowy z prof. Starowiczem:
    Swego czasu, kilkanaście lat temu, dosyć głośna była w Polsce sprawa pewnego doktora (to nawiązuje do przykładu podanego przez profesora z lekarzem rodzinnym całującym pacjentki w policzek), szeroko znanego, mającego bardzo duże wzięcie, który swoje pacjentki, owszem, nieraz całował w policzek, oraz w trakcie badań lubił dotykać, głaskać, stwarzając w ten sposób „poczucie zaufania”, „bliskości” i tak dalej. Głaskanie po głowie, ramionach, biodrach, piersiach, czasem coś więcej. Żaden gwałt, co to, to nie. Mówił przy tym sympatyczne, serdeczne, doceniające pacjentki słowa. Był troskliwy, pracował do późna, poświęcał się pracy i pacjentkom. To się docenia.
    Praktykował w ten sposób parę dziesiątek lat. Pacjentki nie miały obowiązku do niego chodzić, była to praktyka prywatna, chodziły z własnej woli.
    Ale owszem, części z nich to się nie podobało, jedne rezygnowały, inne ze sobą rozmawiały rozeznając się w ten sposób w tym co właściwi robi ów doktor i na ile to jego stały zwyczaj, a na ile coś jednorazowego, czy przypadkowego. Wniosek był jasny: to u niego stałe zachowanie i stosowane powszechnie wobec pacjentek. Co więcej, było to coś, o czym wszyscy w środowisku lekarskim wiedzieli, kiedyś było zgłoszenie, Izba Lekarska sprawą się zajmowała, ale z jakąś nieśmiałością, bo rzecz skończyła się niczym. Oraz było to znane w środowisku pacjentów, a nawet mieszkańców.
    Wybuchła afera, formalna, bo rzecz została zgłoszona wreszcie na organom ścigania. Przesłuchania, oświadczenia, wiele pacjentek mówiło jak były traktowane i jak to odbierały. Sprawa wydawała się jasna.
    I tu się pojawia coś bardzo ciekawego, choć zarazem charakterystycznego dla tego rodzaju sytuacji: kontrakcja. Kto jej przewodził? Córka doktora. Co więcej, wcale nie na zlecenie samego doktora, ale zupełnie samodzielnie postanowiła „bronić dobrego imienia ojca”. „Bo to wszystko nieprawda, pomówienia, źli ludzie, kłamcy, oszczercy, zazdrośnicy, że mój ojciec jest takim dobrym lekarzem, tylu osobom pomógł, wszyscy wiedzieli, że pomaga, że się poświęca, zawistnicy, bo ojcu się dobrze powodziło, miał duży dom, auta itd…”
    I ta córka, poza wiedzą ojca, chodziła po znajomych, przyjaciołach, niektórych pacjentkach by się podpisywali na „liście protestacyjnej” – przeciw tym oskarżeniom, pomówieniom, drańskiej akcji przeciw kochanemu tacie, który niczemu nie jest winien. Oczywiście, trafiała także do takich osób, które rozumiały sytuację i miały potworny dylemat moralny, a przyjaźniły się z córką i rodziną: podpisać listę – żeby córka mogła sobie dalej żyć w przekonaniu, że ma dobrego, niczemu niewinnego ojca, który nic złego nie robił, czy odmówić podpisu, mówiąc córce prosto w oczy, że to o co ojciec jest oskarżany jest prawdą. Ci co znali się blisko z rodziną doktora rozumieli, że jeśli potwierdzą przed córką, że oskarżenia polegają na prawdzie, rodzina się rozpadnie. Cały gmach budowanej przez dziesięciolecia obłudy, zaprzeczenia i wyparcia, zawali się i rodzina: małżeństwo doktora (żona nigdy nie pracowała), dzieci – wszystko się rozpadnie pod naporem złych faktów. Nawet jeśli któraś z osób w rodzinie zaweźmie się by dalej tkwić w zakłamaniu, niewiele to pomoże, a życie w takim stanie będzie koszmarem wobec otaczającej rzeczywistości.

  44. Człowiek dotknięty, znieważony, upokorzony ma prawo do subiektywnych uogólnień. Uogólnianie bez własnych traumatycznych doświadczeń i znajomości dostatecznej liczby zasłyszanych faktów może prowadzić na manowce. Nie mam za wiele własnych doświadczeń ani jako molestujący, ani jako molestowany. Kobiety od zawsze były dla mnie zjawiskiem nie z tego świata, a cudny zapach ośmioletniej koleżanki, która nie chciała ze mną tańczyć „Zasiali górale”, bo byłem biedny, zimą chodziłem w pończochach nadzianych na piżamę i w furt reperowanych przez ojca trzewikach, mam w nosie do dziś. Gdzieś od piątej klasy samorzutnie się zrodziły zbiorowe chłopackie chęć i moda na chwytanie koleżanek za kolana i chyba jeszcze gdzieś. Nie wiem, czy to było molestowanie, bo koleżanki popiskiwały nie bardzo zagniewane. Później zdarzało mi się widzieć i słyszeć młotkowate zaczepianie dziewczyn przez chłopców. Mój stosunek do tego jest w wyrazie „młotkowate” i mam go do dziś. Może ktoś z zasiedziałych blogowiczów w to nie wierzy, skoro dość ostro nazywałem niektóre damy „kołtunkami” i „dulskimi”, ale jednak rozróżniam uważanie kobiet jako atrakcyjnej dla mnie inności, delikatniejszej psychiki, większej empatyczności, matczyności, obowiązkowości, niezmienności, wieczności – dopiero jak zobaczyłem zmarłą mamę, zacząłem podejrzewać, że może nawet wieczność nie jest wieczna – i jako członków stada mózgowców, w którym są również bezpłciowe relacje.
    Jedynym dużym, nawet największym, molestowaniem płciowym, z jakim się zetknąłem za pośrednictwem mediów, była dla mnie seksafera w Samoobronie. Nie interesowały mnie polityczne ani spiskowe teorie na ten temat. I nie interesowały zachwyty nad inteligencją i szybkim uczeniem się świata przez pana L., bo miałem już w uszach jego rechot z samego pomysłu, że można zgwałcić prostytutkę. A przecież wiem od dawna, że w najdrobniejszym szczególe zachowań jest CAŁY człowiek – zależy kto patrzy. Zobaczyłem więc w tej Samoobronie feudalny folwark (czepił się tej Polski feudalizm i nie chce puścić). W którym pańszczyźnianymi niewolnicami nowobogackich panów były – co za niespodzianka! – młode, atrakcyjne, biedne kobiety. Przyglądałem się tej sprawie bardzo dokładnie. Dlatego zobaczyłem coś, może nie zaskakującego dla mnie, ale do dziś niepojętego: Nierzadkie, publiczne potępianie molestowanych niewolnic!Wtedy nabrałem, pewnie bardzo spóźnionych podejrzeń, że może molestowanie kobiet jest powszechniejsze niż o tym wiem.
    Czyżby źródłem był boży nakaz panowania Adama nad Ewą? Prędzej odwrotnie: biblijny nakaz był skutkiem ówczesnego porządku społecznego. A skąd w porządku społecznym się to wzięło? A na co nam to wiedzieć? Kto chce, niech szuka. Ogromnej reszcie ma wystarczyć to, co wiemy nie od dziś: że kobieta – też człowiek. Ba, są tacy, co powiedzą, że dopiero kobieta to człowiek, a z samcami o zarośniętych mordach i skórze z wojskowej cholewy, których widać z daleka, słychać i czuć – np. tego, co wpada na blog jak do śmietnika się, przepraszam, odlać i przez ramię paplać, sprawa jest niejasna.

    Czy trzeba więc, po tysiącletnim dochodzeniu do tego, że kobieta się nie różni, zacząć kolejne szczegółowe dochodzenie – że jednak, jak ten wróbelek, się różni? A może wystarczy porządnie przygotowane uczenie nie tyle patriotyzmu, ile czegoś, że tak powiem, odwrotnego? Skoro w PRL wszystkiego, poza wybrykami, było w bród, to może teraz pasowałoby poszukać tego, czego nie było? A nie było ani w Polsce, ani w marksizmie wiedzy o jednostce – o jej psychice, o obyczajach, o myśleniu, emocjach, rozumie, świadomości, podświadomości, stereotypach, papugomałpowatości itp. I dalej nie ma. Przynajmniej pod strzechami. Albo się mylę. Bo chodzi mi o coś takiego, że może nie najlepszym sposobem edukacji jest wywoływanie szczegółowych, odrębnych tematów w rodzaju molestowania, trollowania, seksizmu, emancypacji, homoseksualizmu, lecz uczenie czegoś ogólniejszego, czego brak do szczegółowych patologii doprowadził. A brak np. umiejętności myślenia z rozumieniem roli języka, brak kultury wyższej i kultury codzienności, brak dobrych obyczajów i wiedzy o tym, jak staje się człowiek.

    Mówię „może”, bo może mi się tylko zdaje, że szczegółowe szufladkowanie rzeczywistości jest trochę jak sztuczne wyodrębnianie z otaczającego świata szkolnych przedmiotów: to fizyka, to matematyka, to Ala, a to As. Niby konieczne, a przecież jakoś rzeczywistość fałszujące.

  45. wbocek
    29 listopada o godz. 10:21

    Pombocku, dałeś kapitalny wpis. Zawiera on pewne pytania, więc, w zupełnym skrócie, naszkicuję coś z odpowiedzi.
    Otóż, uważam Twoje stanowisko, czy może raczej myśl na temat stanowiska, za całkowicie, esencjonalnie trafną: nie jesteśmy uczeni i nie uczymy się tego JAK BYĆ CZŁOWIEKIEM. Nic z tego nie ma, ani w domu, ani w szkole, ani gdzie indziej. Kościół kat daje pozór, karmi oszustwem: bycie człowiekiem ma być takie, jak w niebieskiej książeczce, a na posadzce kościoła i przy szmacie – kto? Matka Boska ! Czyli banalna, uwielbiana przez każdego członka kleru i parafianina, szara kobieta, „katoliczka, żona i matka”, prawidłowo, czyli wedle biskupów i książeczki „żyjąca w rodzinie” i „wychowująca dzieci w bojaźni bożej”.

    Jeśli czegokolwiek się uczymy, to „przez życie”, co jest metodą najboleśniejszą, bo surową i przez zderzenia. A „nauki z życia” trzeba samemu wyciągać, a jak kto ma słabą głowę do wyciągania – skutek słaby, albo przeciwny pożądanemu celowi.

    Powinniśmy się uczyć kompleksowo, całości, ale uczymy się niemal z reguły inaczej: na przypadkowych wydarzeniach, wybranych (los, przypadek, nie świadomy zamiar mądrego pedagoga) przykładach. Takich, jak choćby ten #MeToo. Ten i ów czegoś się (może) nauczy, tego i owego, niesystematycznego, dziury dalej będą decydować o substancji sera.
    Inaczej pewnie długo jeszcze nie będzie.

    Zapamiętany, na zawsze, anielski aromat kobieco przedkobiecej, ośmioletniej koleżanki, może więcej nauczyć niż czteroletnie studiowanie pod rygorem egzaminów. Tam sądzę. Ale to cudna nauka. A jak działają cuda, jeszcze nikt nie sprawdził. Więc zapewnienie, by cud działał w odpowiednim miejscu, czasie i sposobie, ciągle poza naszą możliwością.

  46. wbocek – 10:21
    Z przyjemnością czytałam twój komentarz. Jesteś romantykiem, idealistą. To bardzo piękne, chociaż nie zawsze w życiu można realizować takie globalne metody jakie sugerujesz. Uczenie człowieka człowieczeństwa. Może w niebie, jeżeli ono jest, to jest możliwe? Chociaż jeżeli ono jest, to pewnie tam już nie trzeba nikogo wychowywać na przyzwoitego.
    Na tym padole niestety z konieczności trzeba walczyć z różnymi zabobonami/przekonaniami i to zazwyczaj pojedyńczo.
    Po pewnym czasie jest nadzieja, że lepiej będzie się żyło we wspólnocie jeśli nie każdemu, to przynajmniej większej ilości. A to już postęp.
    Gdyby ludzie nie bali się kodeksu karnego, to mielibyśmy niezły cyrk. Niestety, na wielu trzeba trzymać przysłowiowy bat na podorędziu.
    Wspomniałeś o bucikach reperowanych przez ojca. Nawet w tym widać miłość, którą rodzice cię zaszczepili. Bo przyzwoitości ludzie się głównie uczą w domu, chociaż są wyjątki, ale one wiadomo tylko regułę potwierdzają.
    Napewno dobrobyt nie jest tym, co gwarantuje, że ludzie wyrosną w nim na ludzi.
    Ważne, ba najważniejsze jest kto i jak ich wychowuje. Oczywiście geny itd też mają znaczenie.
    Życzę wielu pięknych momentów na łodzi i dobrych wiatrów.

  47. Pan Żakowski mówi o „kulturze przemocy”. Niby nic odkrywczego, skoro agresja jest nawet w bakteriach. Pytanie tylko, czy tej przemocy jest zauważalnie więcej niż kiedykolwiek w historycznych czasach, czy tylko się więcej o niej wie i mówi. Jeśli kultura przemocy byłaby znakiem czasu, świadczyłaby albo o przeładowaniu mediów i życia publicznego wzorcami przemocy (bezkonkurencyjne są tu pisowate), albo o jakiejś wszechobejmującej frustracji, albo o jednym i drugim. Pytam: jak przyczyna? I jada na woda, gdzie brak przemocy, bo nawet przystaniowi zabójcy dla przyjemności – moczykije – wyparowali.

  48. @Tanaka
    29 listopada o godz. 10:11
    Profesor Starowicz niepotrzebnie wpada w histerię.
    Porównajmy:
    1. Podaje przykład znanego reżysera, którego podrywała młoda aktorka aż doprowadziła do romansu.
    I moje pytanie: Ile młodych aktorek musiało zaakceptować „zaloty” reżyserów?
    2. Gwałty małżeńskie, które podobno nie istniały przedtem, bo to był obowiązek.
    No ale kto ten obowiązek narzucił? A to, że coś nie zostało nazwane nie oznacza, że nie występowało.
    3. Mamy tu na blogu mieszkańców US i Szwecji – niech powiedzą, czy się boją wejść do windy z kobietą. Bo coś mi się wydaje, że pan profesor pojechał po bandzie.
    4. To nie będzie koniec flirtu, to będzie jego początek, bo odbędzie się za zgodą obu stron a nie na zapałach jednej.
    5. I też nie chciałabym, żeby mnie lekarz całował w policzek, bez względu na to jaki stara się być opiekuńczy i paternalistyczny, bo nie tego oczekuje od lekarza.
    Tanako,
    ten głaszczący pacjentki lekarz sam rozwalił swoją rodzinę, nie te pacjentki które zaprotestowały.
    Po prostu dla właściwej oceny wstaw siebie na miejsce tych głaskanych kobiet.

  49. blondynka
    29 listopada o godz. 11:17

    O priekrasnaja Brungil…blondynka, bud’ mojej…kurde…moim galeonem. Dziękuję, jadymy. Kacper, wio!

  50. wbocek – 11:39
    „Pytanie tylko, czy tej przemocy jest zauważalnie więcej niż kiedykolwiek w historycznych czasach, czy tylko się więcej o niej wie i mówi”

    Już na początku w Biblii panowie, którzy ją pisali zagwarantowali sobie dominację nad kobietą. A po to żeby nie pyskowała, to jej wytłumaczyli, że to dlatego ma ich słuchać zawsze i wszędzie i być im pokorna, bo wszystko przez nią, że są śmiertelni. Jakoże głupia Pana nie posłuchała, dała się padalcowi namówić i zjadła jabłko z zakazanego krzewu. A na domiar złego to jeszcze niewinnego i posłusznego Adama nakłoniła do grzechu.
    Nie mój drogi, od kiedy świat istnieje, silniejsi zawsze próbowali narzucać swoją wolę, a często prawami ludzkimi i boskimi jeszcze się obwarowywali. Co by było tak na pewniaka.
    Kobiety były odsunięte od życia publicznego. Nie mogły pracować tak jak mężczyźni, nie mogły studiować, tworzyć, itd Oczywiście prac kucharek, posługaczek, praczek nie mam na myśli.
    Hildegard von Bingen musiała wstąpić do klasztoru, żeby móc się uczyć.
    George Sand musiała udawać mężczyznę, żeby wydawać swoje książki i je sprzedawać. To tylko przykłady. Było ich więcej. Ale większości zabraniało się nawet takich sposobów. Wmawiano im nawet, że kobiecie przyzwoitej niewypada zajmować się takimi rzeczami.
    Nawet nie miały prawa do własnego posagu, czy spadku. Bo albo ojciec, albo mąż, albo jakiś komisarz o nim decydował. Miały słuchać pokornie, uśmiechać się, znosić krzyże z pogodą ducha bez narzkania, nawet d..y dawać niewinnie. Do sexu były inne tzw. nieszanujące się panie.
    Kobiety od zawsze miały wmawiane, że nie całkiem pełnowartościowym człowiekiem są. Wiele wierzyło w to święcie. Zresztą dzisiaj możemy znaleść multum takich przykładów też. Jednak dzisiaj kobiety z pomocą wielu mężczyzn wywalczyły sobie emancypację, prawo wyborcze, prawo do kariery, do nauki, tworzenia i samostanowienia.
    Dlatego ta tajemnica poliszynela wychodzi na jaw dzisiaj dopiero.
    Kobiety wcześniej nie miały głosu, ani prawa do niego, a mężczyznom to odpowiadało. Bo przecież oni sami chcieli o wszystkim i wszystkich decydować.
    Także wszyscy zawsze wiedzieli, ale z powyższych przyczyn nie wspominali. Nawet ci władcy sobie i innym wmówili, że to taki boski porządek rzeczy. Co by spokój był i nikt się nie mądrzył.
    Molestowanie kobiet to są pozostałości z którymi trzeba walczyć.
    We flircie to nie przeszkodzi, a w miłości tym bardziej.
    Pięknie podsumował to w poprzednim wcieleniu Zza kałuży. Trzeba z szaconkiem i być przyzwoitym. A tak wogóle to nie rób drugiemu, co tobie nie miłe.
    Uniwersalna metoda. Jeżeli panowie ją zastosują, to wszystkim będzie przyjemniej żyć.
    Im też.

  51. – O całowaniu w policzek.
    Jedna z sióstr – koleżanek mojej najmłodszej córki – zawsze gdy mnie witała, rzucała mi się na szyję całując w policzek. Nawet jak była dorosła i dzieciata. Lubimy się. Druga sprawiała wrażenie wycofanej. I tę drugą – gdy kiedyś mi się zwierzała z jakiejś dla niej ważnej dziewczyńskiej sprawy – w geście empatyczno-przyjacielskim chciałem pogłaskać po głowie. Odskoczyła, jak rażona piorunem. Niezręczna cisza trwała chwilkę. Oboje zreflektowaliśmy się: ja, że przekroczyłem jej sferę intymności; ona, że zachowała się niewspółmiernie do czynu. Po chwili rzuciła mi się na szyję (podobnie jak jej siostra) i ucałowawszy w oba policzki powiedziała: Nie lubię jak ktoś mnie dotyka, ale pana lubię. Teraz obie – gdy którąś spotkam – witają się ze mną cmokiem. Ja zaś do żadnej innej osoby nie lezę z „ojcowskim gestem”. Ot, nauczka.

    – O molestowaniu.
    W czasach durnej nastoletniej młodości (w podobnych okolicznościach i w tym samym czasie i miejscu co i pombocka spędzanej) ostro „prywatkowałem”. Najczęściej ze szkolnymi kolegami, choć i spoza szkoły towarzystwo się spotykało. Płyty z adapteru „Bambino” puszczane, piwo pite w ilościach – ho, ho, ho, i jeszcze trochę – oraz obściskiwanie się po kątach z panienkami. Ot, takie tam, bez sprośności jakichkolwiek. Wtedy też usłyszałem od jednej z koleżanek bon mocik, który do dziś pamiętam: „Obiecanki, macanki, a głupiemu stoi”. Takie pośród panienek powiedzonko chodziło, a wraz z nim „przekuwanie powiedzonka w czyn”. Bawiły się naszym kosztem. Do gwałtów nie dochodziło, do przyzwalania na coś więcej niż „macanki” też nie. Gwałt to był kryminał – o czym wiedzieliśmy, wszyscy chłopcy. Czy takie zachowanie można nazwać molestowaniem seksualnym? Dziś tak. I kto jest stroną molestującą? Nie wiem i dziś.

    – Czy można zgwałcić prostytutkę?
    Można. I można za to pójść do paki. Jako początkujący reporter uczestniczyłem w rozprawie sądowej (miałem taki temat zadany przez redakcję), gdzie sądzony był mężczyzna oskarżony przez dziewczyną o gwałt. Udowodnił i to nie za pomocą podstawionych świadków, że trudniła się nierządem za pieniądze, a mimo to został skazany (jako recydywista) na długą odsiadkę. Pytany przeze mnie sędzia (mężczyzna) dlaczego go skazał, przecież ona dziwka, odpowiedział: Szła do jego domu nie jako dziwka, a jako jego przyjaciółka (fakt, znali się ze szkoły). On ją wykorzystał. Wtedy też zrozumiałem (ot, durność w każdym wieku wyłazi z człowieka), że każda kobieta, ba…każdy człowiek może zostać zgwałcony i takiego gwałtu nie usprawiedliwia żadne – dobre czy złe – prowadzenie się zgwałconej ofiary.

    – Spaślaczek Wildstein.
    Wyjątkowa menda i cham.

  52. Ewa-Joanna
    29 listopada o godz. 11:41

    Prof. Starowicz może wpada w histerię, chociaż jego wypowiedzi niespecjalnie histerycznie brzmią, ale warto zwrócić uwagę na to, że on zna sprawę od strony skutków. Owszem, w dzisiejszym stanie rzeczy, a nie domniemanym, tym idealnym, ale i ta podstawie rozległej znajomości rzeczy aktualnej sporo można powiedzieć o stanach przyszłych.
    W sprawie wspólnej jazdy windą: tu, jak wszędzie, działają różnice kulturowe. Może Skandynawowie – takie wychowanie, klimat i zwłaszcza – zimny przekaz religijny – nie będą się bać jeździć z paniami, bo rączki i tak mają zimne. A może odwrotnie: rączek w ogóle nie trzeba, bo i tak może być doniesienie. Za obleśne spojrzenie? Za dwuznacznie cmoknięcie? Za bycie w windzie? Dla większej jasności: windy może będą musiały być rozdzielnopłciowe i całkiem przezroczyste. Kto wie, dokąd zajdziemy.
    Rozumiesz, że nie mówię tego przeciw # bo jestem za, mówię w sprawie możliwych skutków. Bo, jak mówią: jak co robisz, patrzaj końca. I takoż mówi Starowicz.

    Oczywiście – ten lekarz sam sobie rozwalił rodzinę. Ale wiesz jak działa rodzina: póki rozwalenie jest wyparte, udajemy, że nic się nie dzieje – rodzina ma się dobrze, albo nawet wzorowo. Każdy rodzinny zakłamaniec to potwierdzi: jest dobrze. Brak zakłamania w rodzinie to rzadkość.

  53. @wbocek
    29 listopada o godz. 10:21
    Dokładnie. Dzięki.

  54. anumliku,
    Jeżeli znajdziesz moment i ochotę, zechciej mi powiedzieć jak wytłuszczasz literki.
    A twój komentarz sprzed chwili bardzo mi się podoba

  55. @anumlik
    29 listopada o godz. 12:40
    Uczymy się całe życie. Ważne, że chcemy i ważne że się uczymy.

  56. anumlik
    29 listopada o godz. 12:40

    „Odskoczenie jak od rażenia piorunem” jest częstym objawem tego, że w życiu tej osoby zdarzyło się coś drastycznego. Brak drastyczności w życiorysie nie daje powodu do takich, całkiem niewspółmiernych, zachowań.
    Właśnie – prostytutkę też można zgwałcić i to nawet jako prostytutkę, a nie jako przyjaciółkę. W sytuacji prostytutka-klient też musi być zgoda, choć jej granica może się wydawać mniej jednoznaczna.
    Chyba dopiero w latach 1980-tych, w Anglii sformułowano oficjalną zasadę, że i żona może być zgwałcona. I pomyśleć: dwa tysiące lat chrześcijaństwa – i nic. Dopiero teraz – coś.

  57. @Tanaka
    29 listopada o godz. 12:45
    Rozumiesz, że nie mówię tego przeciw # bo jestem za, mówię w sprawie możliwych skutków. Bo, jak mówią: jak co robisz, patrzaj końca. I takoż mówi Starowicz.
    To jednak nie tak. Jak tak solidnie przeanalizujesz całość wypowiedzi profesora i swojej, to jednak wyjdzie zachowawczość jak szydło z worka – poświęćmy dobro setek kobiet aby nie skrzywdzić jednego faceta. Bo do tego to prowadzi.
    Ubolewacie nad stratą możliwości a nie nad rozwiązaniem problemu. Nawet w tej windzie można być człowiekiem. 🙂

  58. Ewa-Joanna
    Lubię kobiety takie jak ty, mądre, odważne, mające poczucie wartości, dumne, ale nie zarozumiałe i posiadające empatię. Cieszę się, że poznałam cię tutaj.
    Nie czerwień się. Zasługujesz.

  59. blondynka
    29 listopada o godz. 12:32

    Właśnie wyjaśniasz, jak silnym, konstytutywnym czynnikiem przemocy wobec kobiet jest religia. Nigdy dość kierowania bacznej uwagi na nędzę religii, która usteczkami biskupów (a i samych mężów i kobiet chrześcijańskich i każdych innych) wielbi kobiety, które nie są kobietami – Maryje Wieczniedziewice i całą resztę świętych Faustynek – po to, by realnie zadać temu kłam.
    Maskowanie przemocy za zasłoną świętości to największa podłość. To robi Kościół kat i reszta kościołów.

  60. Ewa-Joanna napisała:
    „3. Mamy tu na blogu mieszkańców US i Szwecji – niech powiedzą, czy się boją wejść do windy z kobietą. Bo coś mi się wydaje, że pan profesor pojechał po bandzie.”

    Mój komentarz
    Profesor Starowicz pojechał po bandzie. Skorzystał z urban legends by podeprzeć swoją naukową wypowiedź.
    W Polsce to uchodzi, bo Umęczona stoi na mitach, czy to ojczyźnianych, czy to damsko-męskich. Krajanie lubują się w mitologizowaniu, stereotypizowaniu (korzystam z wbocka tezy) rzeczywistości. Legendy, przypowieści, to dla większości mieszkańców Umęczonej pożywka intelektualna (z braku laku).
    Pzdr, TJ

  61. Ewa-Joanna
    29 listopada o godz. 12:55

    Nic podobnego. Analizujesz nietrafnie. Zauważenie, że należy także zastanawiać się nad skutkami nie oznacza żadnego „poświęcania setek kobiet, by nie skrzywdzić jednego faceta”.
    Aż mnie zdziwiłaś z jaką łatwością przyjmujesz taką tezę.

  62. @blondynka

    Wprawdzie nie mnie pytałaś, ale mam pod ręką:

    „http://www.kurshtml.edu.pl/html/zielony.html

  63. @blondynka
    29 listopada o godz. 12:56
    Jednak się chyba zaczerwieniłam. 🙂

  64. @blondynka
    Tu, na tym blogu, tekst do wytłuszczenia biorę – na początku tekstu – w nawias ostry „”. Na końcu teksu robię to samo, ale literkę „b” poprzedzam ukośnikiem „/”.

  65. PS
    Te nawiasy ostre. Same nie wchodzą. Na początku – .

  66. Jeszcze raz:

  67. No, żeż!
    Wytłumaczę słowami: Na początku nawias ostry ostrzem zwrócony w lewą stronę, potem „b”, a potem nawias ostry ostrzem zwróconym w prawą stronę. Na końcu to samo, ale z ukośnikiem „/” przed „b”.

  68. @Tanaka
    29 listopada o godz. 13:03
    Bo ta jak ją nazywasz teza, stanie się metodą na następną nagonkę na kobiety i na zmuszenie ich do ponownego ukrycia własnych doznań.
    Nie zaprzeczam, że może się zdarzyć niesłuszne oskarżenie, ale obawiam się, że zostanie ono rozdmuchane do olbrzymich rozmiarów i posłuży konserwatystom i szowinistom za narzędzie do walki z kobietami a pierwsze kroki zrobił właśnie autorytet seksowny – pan profesor Starowicz.
    To może ja patrzę na owe skutki w dalszej perspektywie?

  69. „http://www.kurshtml.edu.pl/html/tekst_pogrubiony,zielony.html

  70. Starowicz nie potrafi wyjść ze skóry polskiego profesora starszej daty 🙄

  71. Tanaka – 12:58
    Przeczytałam kilkanaście twoich tekstów. Z większością się w pełni zgadzam. Jednak ten długi, który niedawno napisałeś razem z profesorem S. to nie za bardzo. Uwagi Ewy-Joanny całkowicie popieram. Ona chyba nie zwróciła uwagi, że lekarz domowy, który całował pacjentki w policzek jeszcze bardziej je uszczęśliwiał, bo jak piszesz: „w trakcie badań lubił dotykać, głaskać, stwarzając w ten sposób „poczucie zaufania”, „bliskości” i tak dalej. Głaskanie po głowie, ramionach, biodrach, piersiach, czasem coś więcej. Żaden gwałt, co to, to nie. Mówił przy tym sympatyczne, serdeczne, doceniające pacjentki słowa.”
    A to już inna parantela niż niewinny, opiekuńczy, przyjacielski pocałunek w policzek.
    To jest ordynarne molestowanie i wykorzystywanie swojej pozycji. Jeszcze paskudna manipulacja, bo taki miły, itd.
    Kiedyś czytałam książkę „People of the Lie” napisaną przez Dr. M. Scott Peck .
    Autor to psychiatra, opisuje w niej różne przypadki, gdzie z zewnątrz rodzina wygląda na zadbaną, tzw. dobrą, a wewnątrz jest zło. Często spowodowane przez tylko jedną osobę, która jak to przysłowiowe jabłko zatruwa całe wiadro, tak i tu cała rodzina choruje. Pozory jednak są zachowane.
    Pomijam przekonania autora co do przyczyn tego zła, bo w tym wypadku to nie istotne.
    Rodzina lekarza, o którym wspomniałeś, jest doskonałym tego przykładem.
    Znani są seryjni mordercy, którzy w życiu „cywilnym” byli filarem społeczeństwa.
    Życie rodziny tego lekarza opierało się na fałszu, hipokryzji, obłudzie, kłamstwie, manipulacji i wszystkim innym obrzydliwym.
    Twoje obawy przed niesłusznymi zarzutami są conajmniej śmieszne, albo raczej niedojrzałe. Jeżeli człowiek zachowuje się przyzwoicie, generalnie nic mu nie grozi, nawet w windzie. Chociaż pechowemu to cegła spada na głowę w drewnianym kościele. C’est la vie. Były całe wieki, kiedy panie/panny z „dobrych” domów były adorowane, flirtowano z nimi, nie obłapiając ich i było OK. Dzisiaj też wam nie grozi niebezpieczeństwo „pogłębienia różnic i dystans między płciami”.
    No worries.
    Odnośnie religii. Była użyta przez mężczyzn jako jeszcze jeden tool do uzyskania celu.
    Swoją drogą, to pomimo że nie należę do religijnych osób, to muszę przyznać, że rażą mnie takie ostre sformuowania dotyczące religii. Wszystko jedno jakiej. Sama często krytykuję, ale poprzez szacunek dla wiary moich przodków i innych ludzi wierzących staram się nie obrażać cudzej wiary. Wybacz, że tak wprost o tym do ciebie mówię, ale jeżeli chcesz prowadzić dialog z ludzimi wierzącymi, to napewno te epitety w tym nie pomogą. Nawet ateiści to docenią. A szacunek do drugiego czlowieka i co za tym idzie i jego przekonań, nawet jeżeli jest on w tym momencie nieobecny jest dobrą rzeczą.
    Kobiety często uciekały się do religii, do ideału dobra. Znajdowały w niej ukojenie. Mężczyźni ładnie to wykorzystywali.
    Zwalanie całkowicie winę na religię dzisiaj, przypomina mi historyjkę o baletnicy, co jej rąbek spódnicy przeszkadzał.

  72. Teraz próba świerzo zdobytej wiedzy.
    dziękuję Tobermory i anumliku za pomoc
    A jak by się któremuś chciało, to jeszcze jestem gotowa nauczyć się jak wkleić happy face.. Teraz np. by się przydała.

  73. Sorry,
    nie chodziło mi o scabies i jego pochodne, ale o świeżość

  74. Zarówno seks, jak i prawa kobiet traktowane są u nas z mieszaniną brutalności, obrzydzenia i zażenowania, które uniemożliwiają namysł. Zbiorowy wysiłek w tej sferze skupia się nie na zwalczaniu przemocy, nie na pomocy ofiarom życiowych katastrof czy własnych błędów, lecz na piętnowaniu tego, co odbiega od normy. Polską mentalność w tej sferze świetnie oddaje homofobiczne hasło „rób to w domu po kryjomu”. — Agnieszka Graff

  75. „Ale czy ja jako kobieta czuję się z tym źle, że fajny facet, którego lubię (nawet jeżeli jest to mój szef) obejmuje mnie za ramię? Bo może to jest gest przyjaźni? Dobrze jest to sobie spracyzować na własny użytek.”

    Jak czytam takie debilne „porady” to scyzoryk mi się w kieszeni otwiera.

    Nie wiem nawet od którego miejsca zacząć odskrobywać z grubej pokrywy kretynizmów te niby porady, niby sugestie.
    Widać, że głupawy doktorek-profesorek nigdy nie kierował żadnym zespołem ludzi. Nie przychodzi mu do głowy, jak na innych pracowników wpływa obejmowanie za ramię w geście przyjaźni tylko pani Jadzi.

    Nie tylko? Nie wyłącznie?
    Pani Kasi ramię także dostepuje zaszczytu obejmowania w geście przyjaźni?
    A co z ramieniem pani Basi? Też będzie obejmowane?
    A pan Józek? I panowie Waldek z panem Ziutkiem?
    Panów pan profesor także obejmuje czy tylko panie?

    A jak on tak przyjaźnie obejmuje, to czy patrzące na to przyjazne obejmowanie panie z ksiegowości mogą o tym opowiedzieć mężowi pani Jadzi czy nie mogą? A w dziale kadr, pani Heli?
    Bo złe i wredne ludzie plotkują, słyszał pan profesor o plotkowaniu? Nie? U seksuologa tylko o równaniach różniczkowych na kanapce się dyskutuje? Żadnych plotek?

    Ten pan ile miał żon? 4? 5? 6? Mam gdzieś jego 176 autobiografię i jak ja odkopię to poszukam. A ja myslałem, że po wojsku i po teologii i po obiadkach z kardynałem nie będzie trzeba zdobywac doświadczeń praktycznych na żonach. Wystarczą te tabuny kobiet, które na mnie leciały, prawda panie profesorze? To akurat z jednego z 1789 wywiadów jakich pan raczej nie unika, jako Naczelny Seksuologiczny Celebryta Polski.
    A jak smoleńskie dziadygi od Maciarewicza chciały sprowadzać tego amerykańskiego patomorfologa – celbrytę to rwetes był, że on bardziej celebryta i showman niz patomorfolog.
    A teraz Lew nam porad udziela co do obejmowania pracownic.

    *************************************

    Lepeij przestanę sie słownie wściekać na durnia z profesurą tylko posłucham przysłowia, że obrazek jest wart tysiąc słów.

    Zrobiłem zdjęcia książce – takiemu poradnikowi używanemu w pracy ludzików, którzy badają dlaczego układ scalony albo tranzystor albo cokolwiek małego a elektrycznego się zepsuło. Failure analysis po angielsku.

    Strona tytułowa, strona na której widać daty wydań tego poradnika, strona z dedykacjami dla żon autorów oraz clou całej tej kolekcji, czyli „dowcipne” zdjęcie pokazujace jak na poczatkulat 80-tych zeszłego wieku mogła wygladać operacja inspekcji pod mikroskopem jakiegoś elementu podlegajacego analizie.

    strona tytuowa
    http://tinypic.com/view.php?pic=2ivxv6d&s=9

    daty wydań
    http://tinypic.com/view.php?pic=vcxw0w&s=9

    dedykacje dla żon autorów
    http://tinypic.com/view.php?pic=r1h3c3&s=9

    inspekcja pod mikroskopem
    http://tinypic.com/view.php?pic=29gl53n&s=9

  76. kliknięcie na obrazek na stronie TinyPic powiększa nam zdjęcie

  77. blondynka
    29 listopada o godz. 14:17

    Proszę, do wyboru do koloru

    http://www.codetable.net/Group/emoticons
    http://www.codetable.net/Group/miscellaneous-symbols-and-pictographs

    wpisujesz (kopiujesz) całość pod hex code, nie zapomnij o średniku 😊

    będą wyglądały trochę inaczej na blogu

    zwykła buźka to : ) bez spacji w środku

  78. Pytanko:

    Dlaczego z późniejszych wydań tego poradnika (mam trzy, a ukazłao się dużo wiecej) zniknęło zdjęcie operatorki dokonującej mikroskopowej inspekcji?

    Przecież bez tego zdjęcia inżynier czy technik bedą pozbawieni wiedzy, jak w praktyce wyglada tak krytyczna operacja badawcza!

  79. Na początek:

    🙂 = : )
    😉 = ; )
    😀 = : D
    🙁 = : (
    To po prawej pisać bez spacji między znakami

  80. Pytanko:

    Co kierowało autorami owego poradnika że w pierwszym wydaniu z roku 1983 zamieścili owo zdjęcie?

    Jak na te zdjęcie zareagowały dumne żony, które przecież musiały przynajmniej przekartkować książkę napisana przez męża, prawda?
    Czy wesoło się zaśmiały i tylko żartobliwie pogroziły swoim mężom paluszkiem, mówiac przy tym; oj, ty, ty, niegrzeczny brzydalu, teraz wiem, co wy tam w tej pracy robicie!

  81. Ewa-Joanna
    29 listopada o godz. 13:31

    Nie dałem cytatów ze Starowicza po to, by się z nimi zgadzać, ale by się zastanowić. Niezależnie od tego, czy i na ile ma rację albo i nie ma, nie da się zanegować jego doświadczenia zawodowego w wielu aspektach sprawy. Od tego też jest profesorem, żeby przedstawiać wiedzę w tej materii, oraz przedstawiać własne, profesorskie, wnioski. Jak ze wszystkim naukowym, profesorskim i tak dalej – należy to poddawać oglądowi, szukać dziur w całym, kwestionować, ale mając jakieś argumenty dotykające rzeczy. Niech się w ogniu dyskusji walą mury mniemanych pewników i rosną nowe konstrukcje, już niemniemane.
    Wiemy wiele o tym co było i jest, ale prawie nic o tym, jak będzie najlepiej. Tu ani profesor, ani my nie jesteśmy mocni, on natomiast może – dając w miarę poważny obraz rzeczy, dać pewien asumpt do szukania dobrej ścieżki w przyszłość.
    Kto się neoficko rzuca z głową naprzód sporo ryzykuje, nie tylko we własnej sprawie. Można, po równo, ścinać głowy mając rewolucyjną czujność, ale nie każda głowa powinna spaść. Jak to rozpoznać, by nie było jak z każdą rewolucją? I tyle.

    Teraz już się kobiet nie zmusi – tak powinny, wszystkie, to co się dzieje potraktować; tama pęka, powódź i z nią trzeba się posuwać do przodu, tak sterując, by głowy nie rozbić o drzewa czy skały w tej topieli, ale ponieważ próby powstrzymywania będą (są!) i mocne i długie – to nie rzecz na miesiąc ani na jedną generację – próby te trzeba ujawniać, nazywać należycie i im się z mocą wyzwoleńczą przeciwstawiać.

    Jeśli w ogóle Starowicz miałby dawać szowinistom i męskim świniom (pardon – jestem teraz seksista i szowinista wobec świń, języka należytego w gębie brakuje – co jest znakiem i dowodem w sprawie), to marne to narzędzia, skoro przez tysiące lat szowiniści, mizogini, męscy gwałciciele, głupole, chamy, ćwoki i wszelkiego rodzaju zbrodniarze – tak, bo rzecz jest SYSTEMOWĄ ZBRODNIĄ, mieli dość narzędzi, by system opresji stworzyć i skutecznie egzekwować przez tysiąclecia. Nic w tej narzędziowni Starowicz poważnego nie znaczy, o ile w ogóle miałby proponować jakieś narzędzia.

    Bać się nie ma czego, w tym się z Tobą bezdyskusyjnie zgadzam, natomiast mieć bacznie na wartość celu, też bezdyskusyjnie – warto.

    Może patrzysz na skutki w dalszej perspektywie. Nie spieram się, a chętnie zobaczę jej dalszość. Ja co prawda w ogóle robię w długich perspektywach, ale to nie jest bezwzględna szczepionka przeciwko cymbalstwu.

  82. NeferNefer i Tobermory
    😉piękne dzięki 👌
    🌈 🌊🌛 🌞🍁

  83. blondynka
    29 listopada o godz. 14:02

    Przeczytałam kilkanaście twoich tekstów. Z większością się w pełni zgadzam. Jednak ten długi, który niedawno napisałeś razem z profesorem S. to nie za bardzo.

    Twoje obawy przed niesłusznymi zarzutami są conajmniej śmieszne, albo raczej niedojrzałe.

    Zdaje się, że czytałaś moje wpisy, ale nieuważnie. Nie zajmuję się niesłusznością zarzutów, zajmuje mnie stan rzeczy i perspektywa, co do której spodziewam się, że będzie dobra, znakomita, nareszcie okaże się, że będzie jak być powinno od Adama i Ewy. Jeśli to ma być „co najmniej śmieszne” lub „niedojrzałe”, to pewnie mi wyjaśnisz, co jest w tm śmiesznego i niedojrzałego oraz na czym polega dojrzałość. Nie ma to jak sprawę dokładniej omówić.

    W dalszej części wpisu dajesz takie uwagi, które mieszają sprawy i podważają Twoje wcześniejsze słowa i w rezultacie nie jest dla mnie jasne, co przedstawiasz. Cytaty były ze Starowicza, ja przedstawiłem, jako przypadek poniekąd kliniczny, sprawę doktora, którą znam z bliskiej odległości. Do badania. Tu się zgadzamy także bezapelacyjnie – doktor, takim zachowaniem, sam rozwalał własną rodzinę oraz wykorzystywał swoją rolę – lekarza, człowieka zaufania, zachowywał się w poszczególnych przypadkach nieakceptowanie, obrzydliwie. Nie sądzę, by cokolwiek go mogło usprawiedliwić – odpowiedzialność jest odpowiedzialnością. Ale jest i coś jeszcze: wyjaśnienie (które nie jest usprawiedliwianiem, to są rzeczy konieczne do odróżnienia). Wyraźnie napisałem, że pacjentki przychodziły do niego dobrowolnie, choć nie była to dobrowolność absolutna (jeśli któreś się raz pojawiły i nie był to jednorazowy zabieg – mówię o stronie czysto medycznej a nie seksualnej – to mogły się w pewnej mierze czuć zobowiązane do przyjścia znowu, by rzecz dokończyć). Nie był to jednak żaden przymus – mogły się nie pojawić więcej, zmienić lekarza, to nie było leczenie dostępne wyłącznie u tego lekarza, ani ratujące życie. Swobodę decyzji miały znaczną. Jednak pomimo takiego traktowania, a także W ZWIĄZKU z takim traktowaniem, niektóre z jego pacjentek pojawiały się znowu i znowu. Nawet przez wiele lat. Tego nie da się wytłumaczyć prostą konstatacją, że lekarz był podły, a one tego nie chciały. Wyjaśnienie tego nie jest specjalnie trudne, zresztą takie też usłyszałem: dla mojego męża od lat nie istnieję jako kobieta. Doktor jest szarmancki i czuły, i przez tą małą chwilkę mogę poczuć, że jestem jeszcze kobietą i mam w sobie trochę życia.
    Niektóre szły do doktora może głównie po to, by poczuć na piersi dotyk męskiej dłoni.
    Jak się do tego odniesiesz?

    W sprawie religii, nie jest ona, w żadnej mierze – jak piszesz – „jako jeszcze jeden tool do uzyskania celu” Nic podobnego. Nie jeszcze jeden, ale jedno z najważniejszych narzędzi, o największej rozległości, trwałości i dogłębności działania, aż po dno osobowej psyche miliardów kobiet i mężczyzn. Jest to NARZĘDZIE ŚWIĘTE, przed którym obrona jest zbrodnią i przez większość część istnienia religii podlegała/podlega najokrutniejszym karom, włącznie ze śmiercią wskutek tortur, spaleniem, a w przypadkach najłagodniejszych (??), infamią, opluciem, pogardą, wywaleniem poza nawias społeczności, wsi, miasteczka (co często miało skutek taki sam – śmierć).
    Tak należy rzecz nazywać. Szacunek dla przodków? Nikt nie broni ich szanować. Miałby to być szacunek z tego powodu, że wyznawali i praktykowali konkretną religię? Która jest narzędziem przemocy wobec kobiet? Możesz mi wyjaśnić na czym miałby polegać szacunek dla wyznawania i praktykowania takiej religii? Szacunek dotyczy osoby, nie religii i nie faktu że się jakąś religię wyznaje. Wyznawanie i praktykowanie religii będącej narzędziem opresji (fundamentalnym, ale nawet gdyby było banalnie „jednym z wielu”, nie zmienia to niczego) jest współuczestniczeniem w opresji. Miliardy kobiet wyznawały, wyznają i są niewolnicami, same nakładają na siebie to brzemię. Niezależnie od tego, że inne kobiety (sic!) oraz mężczyźni jej to narzucają. A w ramach szacunku dla innych należy mówić jak jest; to co uważamy za prawdziwe. Przez delikatność tego nieraz tego nie robimy. Będzie to delikatnością, słabością do osoby, można to zrozumieć, ale szacunek to według mnie nie jest. Jest w tej delikatności także pierwiastek korupcji moralnej: uciekamy przed zobaczeniem rzeczy w jej istocie, nie chcemy jej nazwać, więc i nie chcemy (choćby nieintencjonalnie) jej zmienić. Co nie ma nazwy, to nie istnieje, więc się z nieistniejącym nie walczy.
    Jest to takiego samego rodzaju sytuacja, jak z przemocą wobec kobiet o której tu mówimy: nie mówmy kobiecie, że jej mąż ją gwałci, że to zło i należy się temu przeciwstawić; mówimy, przez szacunek dla mamusi, siostry, cioci, babci, przyjaciółki, że tak działa „sakramentalny (święty!) obowiązek małżeński” – jak mówią biskupi, albo jak również od dwóch tysięcy lat mówią członkowi kleru w konfesjonałach: „ślubowałaś przed Bogiem! Musisz nieść swój krzyż! Będziesz mieć zasługę w Niebie”. I dalej: „cierpienie uszlachetnia” – a jakże, kobieta tysiąc razy zgwałcona w małżeństwie jest szlachetniejsza od kobiety zgwałconej zaledwie pięćset razy. Cóż to jest – pięćset? Byle jaki wynik! Trzeba się bardziej starać o zasługę przed Bogiem !

    Czy to jest dla Ciebie trudne do pojęcia? Czy to Ci odpowiada? To jest szacunek i właściwe postępowanie? Tędy prowadzi droga?

    Ja uważam, z głębokim przekonaniem i na podstawie licznych dowodów życia i nauki, że jeśli się tego nie pojmuje w głębi rzeczy, to niewiele się zmieni realnie na lepsze, a co najwyżej będą pozory zmian. Dokładnie tak, jak zrobił Kościół kat: od 2000 lat pedofilił, GWAŁCIŁ DZIECI, czyli uprawiał (świętą!) zbrodnię, a teraz episkopat nadwiślański wyłazi z oświadczeniem: my mamy wzorowe procedury walki z pedofilią. A co WY – poza kręgiem kleru, poza Kościołem, czyli RESZTO ŚWIATA w tej sprawie zrobiliście? I już, to samo co zawsze: to inni są źli, Kościół kat jest nieustająco wzorowy.

    Zmieniamy realnie, czy robimy pozory?

  84. @blondynka 29 listopada o godz. 14:02
    Odnośnie religii. Była użyta przez mężczyzn jako jeszcze jeden tool do uzyskania celu. Swoją drogą, to pomimo że nie należę do religijnych osób, to muszę przyznać, że rażą mnie takie ostre sformuowania dotyczące religii. Wszystko jedno jakiej. Sama często krytykuję, ale poprzez szacunek dla wiary moich przodków i innych ludzi wierzących staram się nie obrażać cudzej wiary. Wybacz, że tak wprost o tym do ciebie mówię, ale jeżeli chcesz prowadzić dialog z ludzimi wierzącymi, to napewno te epitety w tym nie pomogą. Nawet ateiści to docenią. A szacunek do drugiego czlowieka i co za tym idzie i jego przekonań, nawet jeżeli jest on w tym momencie nieobecny jest dobrą rzeczą.

    Blondynko, wybacz że tak o tym wprost do ciebie mówię, ale kto przy zdrowych zmysłach chciałby „prowadzić dialog z ludźmi wierzącymi”? I na czym właściwie miałby polegać ów „dialog”? Jeśli ktoś wierzy w krasnoludki to jego sprawa, ale dlaczego miałabym udawać, że szanuję ową wiarę w krasnoludki? Czy jeśli pacjent szpitala psychiatrycznego wierzy, że jest Napoleonem, to powinnam również szanować tę wiarę? Czy jeżeli pan doktorek od Starowicza wierzy, że obmacuje kobiety z czystej przyjaźni, to ja powinnam się nad nim rozczulać?

    Jednak najbardziej interesuje mnie ten Twój „dialog”. Do czego miałby prowadzić? Do wzajemnego zrozumienia? Nie łudź się. Ludzie „wierzący” nigdy nie będą szanować niewierzących. Natomiast ludzie niewierzący deklarujący wielki szacunek dla wierzących są aktywni na wszystkich forach – i moim zdaniem bardzo śmieszni. Bo swoją postawą utwierdzają wierzących w przekonaniu, że nie ma nic złego w zawleczeniu ich dziecka do kościoła przez głęboko wierzącą katechetkę ani ochrzczeniu go po kryjomu przez głęboko wierzącą babcię. Czy z szacunku do ludzi wierzących podzielasz taką opinię? Przecież oni bardzo szczerze wierzą, że robią dziecku dobrze. Tak samo wierzył ten pan doktor, po ojcowsku obmacując pacjentki. Tak samo wierzy xiunc pedofil, że swoją konsekrowaną spermą uświęca dziecko.

  85. Tanaka
    Wysłałeś mi list, który zdecydowanie zasługuje na rzetelną odpowiedź i obiecuję ci ją.
    Zrobię to jednak troszkę później. 👍

  86. O, widzę że się pospieszyłam, bo Tanaka już sam dał odpór. A Blondynka (z całym szacunkiem dla blondynek) ma skłonności do normatywizowania i powielania obiegowych, niezbyt dokładnie przemyślanych opinii.

  87. ..no to się podkreślam…

  88. Tobermory
    29 listopada o godz. 13:59
    nie jestem rozczarowany… Te porady nie mają pełnego zastosowania …tutaj… :–(

  89. Na marginesie – 16:07
    Wydaje mi się, że jesteś trochę zbyt radykalna. Przynajmniej jak dla mnie.
    jeśli chodzi o moje dialogi, to faktycznie rozmawiam z ludźmi i niewierzącymi i trochę wierzącymi i bardzo wierzącymi i to w różne wiary. Nigdy mi to nie przeszkadzało w kontaktach z nimi. Oczywiście dopóki nie starali się mnie na chama nawracać na swój sposób widzenia. A z tym wśród moich znajomych się nigdy nie spotkałam. Zaznaczam jednak, że świadków jechowych nie znam. Warunkiem zawsze jest wzajemny szacunek i wtedy jest OK. 😺
    Porównanie czyjejś wiary z lekarzem wykorzystującym swoją pozycję do obmacywania pacjentek. zdecydowanie uważam za poronione. Chyba gorzej pasuje niż pięść do nosa.

  90. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:07
    dlaczego miałabym udawać, że szanuję ową wiarę w krasnoludki..
    Pytanie: a ten co daje upust wierze w krasnoludki zasługuje na szacunek?

  91. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:07

    Dawno temu wyobraziłem sobie najcudniejszy z cudnych, zgodny z nauczaniem Jezusa „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój” i miłowaniem bliźniego efekt dialogu ateisty z wierzącym o Bogu: wierzący zgodzi się, że trochę nie ma Boga, ateista zgodzi się, że trochę jest.

  92. @zezem
    29 listopada o godz. 16:22

    Tak, nie wszystko tu działa 🙁 Chciałem zmienić kolor tekstu na „aqua”… 🙄

  93. @blondynka 29 listopada o godz. 16:26

    Nie rozumiem, w którym miejscu miałabym być „zbyt radykalna”. Twierdzisz, że rozmawiasz z ludźmi „i niewierzącymi i trochę wierzącymi i bardzo wierzącymi i to w różne wiary”? No dobrze, ale co z tego? Rozmawiasz z nimi o pogodzie i grze w hokeja? Bo jeśli tak, to nie ma w tym nic niezwykłego. Jeśli natomiast prowadzisz z nimi dyskusje na temat ich (lub twojej) wiary, to zaciekawiasz mnie niezmiernie. Jaki „wzajemny szacunek” miałby pogodzić np. wiarę w reinkarnację z wiarą w czyściec i dziewicze zapłodnienie Żydówki?

  94. @zezem 29 listopada o godz. 16:27
    I tu leży pies pogrzebany 🙂

  95. @wbocek 29 listopada o godz. 16:27

    Ale wierzący się nie zgodzi – bo po pierwsze by ciężko zgrzeszył, a po drugie cała machina kaka-lubna wmawia mu od najmłodszych lat, że wierząc w bozię posiadł Jedyną, Najprawdziwszą, Niepodważalną Prawdę. Koniecznie przez duże P. Na tym polega aberracja religianctwa, że nie uznaje żadnych niuansów.

    Kremówkowy Lolek i współwyznawcy notorycznie chromolą coś o „drodze” i „wędrówce”, ale ta „droga” ma dla nich tylko i wyłącznie jeden punkt dojścia. A kto nie doszedł tak gdzie „trzeba” – ten jest niepełnym człowiekiem. Ich religia nie pozwala im szanować cudzej odrębności, a ich „nadzieja” w stosunku do innych polega na tym, że przerobią (pardon: „nawrócą” – termin mowi sam za siebie) tych innych na własny obraz i podobieństwo. Przy czym czują się „odpowiedzialni” za drugiego człowieka w tym sensie, że muszą sami być świadectwem (i wykonawcą woli) tego swojego mitycznego bóstwa, które zresztą jest krwiożerczym potworem.

  96. P.S. Nie wiem, z jakiej pozycji i w jakim kontekście „blondynka” prowadziła rozmowy z osobami wierzącymi lub niewierzącymi. Moim zdaniem na gruncie towarzyskim jest to raczej niemożliwe – bo w wielokulturowym społeczeństwie (blondynka chyba mieszka w Kanadzie?) po prostu z reguły nie rozmawia się o religii ani o polityce, a przynajmniej podchodzi się do tych tematów bardzo ostrożnie.

    Natomiast w necie, anonimowo, takie rozmowy się odbywają. I stąd wiem, że dla prawdziwego religianta największym grzechem jest „relatywizm”. I w tym miejscu kończy się możliwość jakiegokolwiek uzgodnienia stanowisk, bo co tu zresztą można uzgadniać? Hipotetyczny wzajemny szacunek?

  97. Na marginesie – 16:14
    „O, widzę że się pospieszyłam, bo Tanaka już sam dał odpór. A Blondynka (z całym szacunkiem dla blondynek) ma skłonności do normatywizowania i powielania obiegowych, niezbyt dokładnie przemyślanych opinii.”

    To zabawne, że zaznaczyłaś w nawiasie „z całym szacunkiem dla blondynek”.
    To jest właśnie główna przyczyna dlaczego się tak nazwałam.
    Też (chociaż może podświadomie) czujesz ten stereotyp.
    A ja jestem typową Polką i faktycznie mam bardzo blond włosy (od dziecka), jak wielu ludzi z północy. Stąd zawsze mnie dziwiło ile to kawałów powstawało o „blondynkach”.
    Czy to było zazdrością podyktowane, czy czymś innym, nie wiem.
    Zdecydowanie jednak czuć było pejoratywne znaczenie.
    A ja nie lubię stereotypów, więc nick: blondynka.
    W tym kontekście dalszy ciąg twojej wypowiedzi brzmi jak lekko condescending attitude. Co pasuje do całości. Zapomniałabym o generalizowaniu, mówisz, jakbyś mnie długo juz znała. Oh Well!

  98. Na marginesie
    29 listopada o godz. 16:07

    Jeżuszmariatjózekwariat, Namarginesko bezkompromisowa, mówiłem jak o kobiecie, która trochę jest dziewicą, trochę w ciąży, a Ty w postawie na baczność – pierdut z armaty. Ale dziękuję.

  99. Na marginesie – 16:53
    Ja nie oceniam ludzi ani po kolorze skóry, ani po wieku, ani po wierze.
    Może dlatego nie mam kłopotu w kontaktach z nimi.
    Zresztą sprawy wiary, czy jej brak uważam za prywatne, więc faktycznie wielkich analiz na temat wiary przeważnie nie prowadzę. Jeżeli jednak jest taka rozmowa, to szacunek wzajemny bardzo się przydaje. Wcale nie hipotetyczny.😉

  100. @blondynka 29 listopada o godz. 16:26
    Porównanie czyjejś wiary z lekarzem wykorzystującym swoją pozycję do obmacywania pacjentek. zdecydowanie uważam za poronione. Chyba gorzej pasuje niż pięść do nosa.

    Nie zrozumiałaś. Ja nie porównuję „czyjejś wiary” z lekarzem. Ja porównuję wiarę z wiarą. Ten lekarz najzupełniej szczerze wierzył, że jego zachowanie jest demonstracją niewinnej serdeczności i być może był zbulwersowany, że zniszczono, zadeptano tę jego szlachetną wiarę w jego własne kryształowo czyste pobudki. Czy wyprowadzenie go z błędu jest „brakiem szacunku” dla jego wiary?

  101. @blondynka 29 listopada o godz. 17:02
    Ale jeśli „wiarę czy jej brak uważasz za prywatne”, to właściwie z jakiej pozycji krytykujesz Tanakę?

  102. @blondynka 29 listopada o godz. 17:02

    Jesteśmy w necie – nie znasz koloru skóry ani wieku. Nikt nie ocenia Twojej wiary, po prostu odniosłam się do opinii, którą zamieściłaś tu na forum.

  103. @blondynka 29 listopada o godz. 16:55
    To jest ciąg osobistych przytyków i insynuacji, który po prostu zignoruję.
    Geneza nicku nie robi mi różnicy.

  104. @blondynka

    Niezamaco. I nie zniechęcaj się. Powiedzmy że tu, e…, zawsze tak jest na dzień dobry.
    Zachęcajmy nie zniechęcajmy nowych uczestników bo inaczej się zakisimy we własnym kółku.

  105. @NeferNefer 29 listopada o godz. 17:25
    Ależ ja nie zniechęcam, skądże znowu! Jestem po prostu zaciekawiona, więc pytam.

  106. wbocek
    29 listopada o godz. 16:27

    Sprawa została, jakiś czas temu, wyjaśniona przez Lolka kajakarskiego. Który, co do ewolucji stwierdził: coś w tym jest. Dalej już nie stwierdził – co. Bo by musiał stwierdzić, że ani Adama nie było ani Ewy (co by mnie zmartwiło, bo lubię Ewy raczej niż Adasiów, z dosyć oczywistych względów, ale lepiej nie mówmy o dżenderze, bo się odezwie Smok – pod postacią – chyba – chleba, czyli Pawłowicz Krystyny, oraz wina – Oko Dariusza, księdza prawidłowego i doktora habilitowanego, też prawidłowego), ani całej reszty tych figli z niebieskiej książeczki, więc i Jezusek, co swój rodowód wywiódł od Dawida, no i rzecz jasna – od Adama.
    Lolek giewontowy nie zastanowił się też, co jest w tym takiego, że bozia stworzył kominy hydrotermalnena dnie oceanów, żeby się przy nich zrobił pierwsze organizmy żywe- sinice, a sinice – czemu są takie nieładne? Bo ładne są dopiero wtedy, jak się na nie gapimy pod mikroskopem. Ale mikroskop to wynalazek bezczelnego człowieka, który to cham, ćwok i woda na młyn odwetowców z Bonn uznał, że bozia zrobił w człowieku za słabe oko, więc człowiek musi je poprawić. Po to, żeby Świętemu Ojcu Świętemu zaglądać w kiszki, żeby mu je prawidłowo zszyć, bo bozia wziął i tak zrobił, że jeden facet władował mu w kiszki kulę, co było cudem boskim i treścią Tajemnicy Maryji z Fatimy.
    No i jakby tak ŚOŚ zaczął wyjaśniać co tam jest w tym co jest w ewolucji, to nawet taka tęga głowa by się całkiem zakałapućkała. A my lubimy, żeby ŚOŚ opowiadał nam wesołe dowcipy pod tytułem papież-łupież, a nie żeby się kałapućkał, bo wtedy żal nam się robi, a tego nikt nie lubi. Zwłaszcza Lolek.

  107. blondynka
    29 listopada o godz. 16:12

    Jak coś, co wyprodukowałem zasługuje – nie jest źle.
    Miałem kolegę, który chodził do technikum. Wyjaśniał mi na przykładzie jak działa zasługa. Nauczyciel mówi koledze: zasługujesz na czwórkę, u mnie masz trójkę, a w dzienniku – dwóję.
    „Tak było” – jak orzekł Święty Ojciec Święty, po zasłużonym obejrzeniu „Pasji”

  108. Na marginesi -17:08
    „Ale jeśli „wiarę czy jej brak uważasz za prywatne”, to właściwie z jakiej pozycji krytykujesz Tanakę?”

    Ja Tanaki nie krytykowałam, jedynie pozwoliłam sobie zasugerować, że epitety pod adresem jakiejkolwiek wiary mogą być źle odbierane przez innych. Dodatkowo widziałam go jako bardzo fajnego człowieka i pomyślałam, że bąknę coś. Chiba to było niepotrzebne? Co innegp krytykowanie organizacji kościelnych, czy ich przedstawicieli. Zgodzisz się chyba, że to dwie różne sprawy. Poza tym taką agresywną pewnością często charakteryzują się osoby świeżo nawrócone wszystko jedno na co. Nawet ci, co rzucili palenie, są jego najbardziej wokalnym wrogiem. Tylko tyle i aż tyle. Oczywiście, że nie mam zamiaru wpływać na nikogo. Chcesz tak mówić, to mów, jak ci to potrzebne. Ze mną jak z dzieckiem i napewno nie należę do uszczęśliwiaczy na siłę nikogo.😈

  109. blondynka
    29 listopada o godz. 16:55

    Blondynko, coś mi się nie zgadza: oświadczasz, że jesteś typową Polką i równocześnie oświadczasz, że nie lubisz stereotypów, czym żyje z 85/100 cywilizacji albo nawet 102%, a w Polsce częstochowskiej 500% cukru. A skoro jesteś na tym blogu, to już całkiem jesteś nietypowa.
    @Namargineska mnie wyjaśniła, więc i ja się sam wyjaśnię, co nietypowe, ale sama rozumiesz: nie daję Ci odporu, a grzecznie wyjaśniam, przedstawiam, wyrażam i tak dalej.

  110. Na marginesie
    Jeszcze jedna uwaga przyszła mi do głowy (obiecuję na ten temat ostatnia).
    Tak głębokie i bezkompromisowe przekonanie o własnej słuszności w wierze (bo brak wiary też jest wiarą), widzieliśmy już w przeszłości, a i dzisiaj można się napatrzeć tu i ówdzie. Zazwyczaj nie kończy się to dobrze. Tak przynajmniej historia mówi.
    A z nią tak samo, można w nią wierzyć, albo nie.
    To w sumie strata czasu dywagacje na ten temat.
    Na sąsiednim blogu u Passenta jest parę osób, które jak nakręcone cały czas nadają o Żydach i Polakach. Wszystko jedno jaki temat jest podniesiony. A oni jak by wpadli w wir. W kółko to samo i to z bardzo dużym zaangażowaniem to robią i werwą słowną.
    Z tego co widziałam, to praktycznie sami do siebie, bo reszta, albo nie reaguje, albo ucieka przed atakami.

  111. łomot za „brak wiary też jest wiarą” in 3…2…1…

    😛

  112. blondynka
    29 listopada o godz. 17:51

    Nie będę wracał do tego, że gadałem niedojrzale ani co najmniej śmieszne miałem obawy, bo to nie krytyka z Twojej strony, ale pyszne dźwięki, na co mam Dowód Ostateczny – tyle, że w czasie przeszłym: „…widziałam go jako bardzo fajnego człowieka”. Co było, a nie jest i tak dalej, ale ja się cieszę na tą fajną przeszłość, bo dzisiaj widać jak niepewna jest przeszłość gdy pewien jest IPN, więc się cieszę jak zajączek, że taka przeszłość.
    Źle odbierane może być cokolwiek: źle się uczysz – powiedziała mamusia do synusia i w łeb go za źle. Nieładnie się wyrażał o bozi Richard Dawkins, czy to są epitety? Ja to mam za stwierdzenie rzeczy, a co najmniej za najpoważniej umotywowaną opinię, zbudowaną na treści niebieskiej książeczki oraz treści wynikowej: przemianie materii w Kościele kat. „Prawda w oczy kole” – powiedział Marian do Gienka, Gienek wziął to za epitet i dał Marianowi w mordę. Prawidłowi wyznawcy lubią dać w mordę. To ich oczyszcza, uśmiech wraca, a oczyszczenie to podstawa bycia prawidłowym.
    Trzeba mówić jak jest, Prawda to podstawa, jak wyjaśniał Święty Ojciec Święty. Jak tak, to tak, co nie?

  113. blondynka
    29 listopada o godz. 18:12

    …brak wiary też jest wiarą

    Brak wiary nie jest wiarą. Jest brakiem wiary. Sto razy o tym mówiliśmy, ale wcześniej pewnie nie czytałaś.Przyjmij to na rozum, albo na wiarę: brak jest brakiem, nie czymś przeciwnym.

  114. Jesteś drogi Tanako perfekcjonistą. I chyba tu jest pies pogrzebany.
    To nie była jakaś krytyka wielka. Sugestia, ot co. A ty nie bardzo umiesz ją przełknąć. Tak mi się zdaje, ale może się mylę. Ostatnio dość często to robię.🌝
    Ps. ostatnio dobrzy ludzie nauczyli mnie wklejać te twarzyczki i bardzo mnie to cieszy, więc sobie tu trenuję, co by nie zapomnieć, a i może małą radość interlokuterowi sprawić

  115. NeferNefer
    29 listopada o godz. 18:14

    Ale czemu „łomot”? Bo, że 3…2…1, to wiadomo: 5 – 10 – 15. Czyli sama radość.

  116. blondynka
    29 listopada o godz. 18:19

    Najbardziej to ja nie przeczę, że jestem fajny człowiek. A w sprawie perfekcjonizmu to rzecz się tak przedstawia, że jak się ma do czynienia z Kościołem kat to dobrze jest być rozumowym perfekcjonistą, bo biskupi tak wywracają kota ogonem, tak mącą tak kręcą, że trzeba na tych typów mieć perfekcyjny łeb. Ale ogólnie, masz rację – jestem fajny człowiek, a nawet – nie bójmy się tego słowa w tak poważnych okolicznościach przyrody – fajny facet.
    Gość w dom, Bóg pod szafę, baw się tu dobrze.

  117. Ty wierzyrz, że nie wierzysz
    Podobnie można powiedzieć, że ty masz pewność, że nie wierzysz, a drugi ma pewność, że wierzy, więc niewierzenie jest wiarą w to.
    Nie chce mi się wchodzić zbyt głęboko w etymologię i i inne logie wiary.
    W każdym razie czarna dziura chociaż jest ponoć pustką, to jednak jest. Any way..

  118. Tobermory
    29 listopada o godz. 16:33
    Być może te „zielone” czy „niebieskie” (lub wężykiem,wężykiem) to może kwestia konfiguracji albo wersji tego..tam… no jak mu tam…..HTML.

  119. Na marginesie
    29 listopada o godz. 17:14

    Namarginesko, a Znak Pokoju, a wziąć się za rączki, a kwiatki sypać wespoł-wzespół? Wiem jak to jest, bo jak raz zobaczyłem Zosię N. sypiącą kwiatki, z mety się zakochałem.

  120. blondynka
    29 listopada o godz. 18:28
    czarna dziura chociaż jest ponoć pustką
    Ba, jest gorsza od pustki, bo jak mówią ,źre wszystko…

  121. Czytałem niedawno reportaż z poczekalni u lekarza rodzinnego. Jak wiele samotnych starszych osób chodzi tam, aby mieć kontakt nie tylko z lekarzem, ale i kolejkowiczami. Można pogadać, posłuchać, co u innych, a jeśli lekarz jeszcze z tych „głaszczących”… 🙄

  122. @zezem
    29 listopada o godz. 18:33

    Mnie się zdaje, że blogi Polityki mają po prostu jakąś okrojoną wersję programu albo kiepską (amatorską) obsługę informatyczną.

  123. blondynka
    29 listopada o godz. 18:28

    To są sprawy rudymentarne: niewiara jest brakiem wiary. Jest brakiem podstawy, by wierzyć. choćby w niewierzenie. Nie ma, nie istnieje, nie ma wiary.
    Wiara jest postawą aktywną. To odwrotność braku wiary. „Wiara w niewierzenie” przestaje się różnić od wiary, staje się absurdem: wierzyć, czy nie wierzyć, to to samo. Karol Wojtyła wyznawał wiarę w niewiarę w niewiarę.
    Sama wiara, o ile jest czymś konkretniejszym niż moja wiara, że będzie lepiej jest skrajnie trudna, właściwie, psychologicznie i poznawczo, na skraju niemożliwości, albo wręcz niemożliwa. Konkret wiary w coś wymaga definicji tego czegoś. Definicje przedmiotu wiary są abstraktem, totalną pozarzeczywistością w jakiej żyje człowiek i poza horyzontem tego co dla niego pojmowalne i odbieralne. Poza ludzką rzeczywistością jest nieskończenie wiele innych rzeczywistości o których nigdy nic się nie dowiemy, o których nic nie możemy powiedzieć bliżej chyba, że mówimy o nauce. Nauka nie jest jednak wiarą. Stosunek naszej rzeczywistości do nieskończoności jest zerowy. Żaden.
    Wyznawanie, będące źrenicą i koroną wiary:
    boże, choć cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję jest idiotyzmem, jest kłamstwem, jest niemożliwością. Nieskończenie przewyższające miłowanie bozi (który jest Absolutem, więc absolutnie niepojmowalny), wobec skończenie małego, będącego nicością wobec nieskończenie wielkiego miłowania bozi kochanie ludzi: dziecka, żony/męża i tak dalej – to esencja niemożliwości, nieprawdy i kłamstwa. Nie ma w ty ani krzty „miłowania” są wyłącznie słowa i wyłącznie stany wzbudzenia fantazmatycznego, rojeń, bredzeń i psychiatrii.
    Wyznawcy, wobec skrajnie trudnych, bo nierzeczywistych aksjomatów wiary, realnie niepojmowanych, nie są w stanie wierzyć wprost. Wierzą w wiarę w to, że wierzą. Mylą pojęcia. W „trójcyjedyność” – i cała reszta to zabawa w słowa, a nie możność jakiejkolwiek wiary.

  124. zezem
    29 listopada o godz. 18:37

    Gorsza od pustki jest wypustka

    Taka pustka, taka pustka,
    Po kapustce taka pustka,
    Wziął kapustki kęsek w ustka
    I już, już zimny trup.

    Gdzie rozpustka,
    Gdzie rozpustka,
    Po kapustce taka pustka,
    A ja blada jak wypustka,
    W pustce tup tup tup tup…

    Chyba nie muszę przypominać kto napisał i kto zaśpiewał, ale dla porządku, braku sygnału i sklerozy powiem: Jeremi Przybora i Barbara Krafftówna.

  125. @,@,@ pombocek, Tanaka, all
    Wszystkie dekalogi, kodeksy etyczne, zasady postępowania – śmiało można wywalić przez dowolnie wybrane ramię. Wystarczy szanować. Siebie, innych, otoczenie. I nie przekraczać barier, za którymi jest krzywda i poniżenie.
    A międzypłciowe podchody, to przecież odwieczna gra; ma wiele twarzy: łagodne i subtelne, jak woń łubinu wśród pól (J. Przybora), ale też te ostre i brutalne. Ważne, by obie strony potrafiły utrzymać się w akceptowalnych granicach. Maczomiguelizm, chamskie gesty, słowa, dotyk, spojrzenia – trzeba bezwzględnie trzymać na uwięzi. Potrzebna jest odrobina wzajemnego szacunku i zrozumienia. A potem dajmy działać zmysłowym zapachom, strojom, fryzurom, piórkastroszeniom, itd. A zbyt głęboka ingerencja prawa w tzw. relacje damsko-męskie czy obrzucanie się szowinistyczną nierogacizną – kończy się samotnymi i bezskutecznymi barowymi łowami. Za oceanem znają to już aż za dobrze.

  126. Brak wiary nie jest wiarą, tak jak brak pieniędzy nie jest pieniędzmi wirtualnymi ani długiem. Jest po prostu stanem zerowym.
    Wierzącym w cokolwiek trudno jest to sobie wyobrazić.
    Wiara to taki stan umysłu, który nadaje cechy prawdopodobieństwa jakiemuś twierdzeniu w sytuacji braku dostatecznej wiedzy.
    Ludzie wierzyli dawniej, a niektórzy czynią to jeszcze i dziś, że Ziemia jest płaska, albo że Słońce krąży wokół Ziemi, a wszy się lęgną z brudu. Albo że bozia jest w tym niebieskim niebie nad nami. Wierzą też w ciała zmartwychwstanie i spotkanie krewnych po śmierci…Tu już jest problem i od myślenia głowa boli, jak to będzie z tym ciałem, w jakim wieku będzie, co z rodzicami, którzy zmarli o wiele młodziej niż ich stuletnia progenitura… Czy wystarczy atomów węgla, tlenu, azotu, wapnia, fosforu etc. aby zrekonstruować wymarłą dotąd ludność? I po co rekonstruować grzeszników, których i tak się będzie smażyć w wiecznym ogniu? Lepiej nie myśleć, bozia jest wszechmogąca i jakoś to załatwi 😉

  127. @blondynka 29 listopada o godz. 17:51
    @blondynka 29 listopada o godz. 18:12

    Uchylasz się od odpowiedzi na moje proste przecież pytania.

    Zamiast tego nadal sypiesz insynuacjami;
    Co innegp krytykowanie organizacji kościelnych, czy ich przedstawicieli. Zgodzisz się chyba, że to dwie różne sprawy. Poza tym taką agresywną pewnością często charakteryzują się osoby świeżo nawrócone wszystko jedno na co. Nawet ci, co rzucili palenie, są jego najbardziej wokalnym wrogiem.
    I dalej:
    Tak głębokie i bezkompromisowe przekonanie o własnej słuszności w wierze (bo brak wiary też jest wiarą), widzieliśmy już w przeszłości, a i dzisiaj można się napatrzeć tu i ówdzie. Zazwyczaj nie kończy się to dobrze. Tak przynajmniej historia mówi.

    Rozumiem, że łaskawie pozwalasz mi (i Tanace) na krytykowanie organizacji kościelnych, ale osobom (w Twoim pojęciu) nie szanującym cudzej wiary w gusła zarzucisz „agresywną pewność siebie” i przy okazji skojarzysz je ze Stalinem.
    Jeśli na tym polega Twój deklarowany „szacunek dla innych” to gratuluję!

    Ja nie ponoszę odpowiedzialności za Twoje skojarzenia. Mnie z Twoim tekstem kojarzy się odzywka z „Misia” Barei („A gdyby tu przechodziła staruszka?”). Insynuacje i głupawe przytyki ad personam świadczą po prostu o braku argumentów. Dodam, że są one standardową reakcją dyżurnych funkcjonariuszy kaka na jakąkolwiek merytoryczną krytykę „wiary”.

    Nie odpowiadasz na pytanie o różnicę (czy jest różnica?) między wiarą religijną, której tak agresywnie bronisz a wiarą pana lekarza we własne szlachetne intencje wyrażone macaniem pacjentek.

  128. gotkowal
    29 listopada o godz. 19:03

    „Szacunek” to jest wynalazek świeżej daty. I nie bardzo jasny, a „szacunek do siebie” to już ekstrawagancja, mało komu nie myląca się z narcyzmem, egoizmem czy egotyzmem.
    Wszystko wydaje się proste, ze opiera się na definicjach, zgodzie na nie i wspólnej praktyce. A to dopiero zaczynamy.
    A przecież wszystko takie jasne od 2000 lat: bozia nakazuje dzieciątkom: szanuj ojca swego i matkę swoją. Dziecko nawet nie zapyta, czy jak tatuś pedofili to też ma szanować? Bo i nie wie co to pedofilia. I kogo niby pytać, jak bozia raz powiedział i starczy tego dobrego dla gówniarza? Bozia nie wyjaśnił i nic o szacunku starych do młodych nie mówił.

  129. @Tanaka 29 listopada o godz. 18:33

    A może na to właśnie liczą… hm… niektóre?
    Taktyka zawsze ta sama: ja cię tak strasznie kocham, szanuję i podziwiam.
    A sama mam przecież wysokie standardy moralne i wieeeelki szacunek, wzajemny zresztą. A poza tym jestem kobieeetą i sypię kwiatki. Tylko powinieneś już przestać się wypowiadać, bo to obraża „uczucia” niektórych takich. A ja nie lubię jak ktoś tak stlasnie gzesy. To jakze bedzie, symatyczny Tanaczku, hmm?

    Koniec parafrazy. Model powielany ad nauseam, w różnych wariantach 😉

  130. Tobermory
    29 listopada o godz. 19:09

    Bądźmy precyzyjni i perfekt: skoro brak wiary jest wiarą w niewiarę, to brak pieniędzy nie jest pieniądzem wirtualnym ani długiem, ale identycznym, żywym pieniądzem jak te, co je mamy. Niewiara jest wiarą, brak pieniędzy jest pieniądzem.
    Co wyżej i obszerniej wyjaśniałem. Cholera, zawsze wygrywamy kasę, obojętnie czy wierzymy czy nie! Jest dobrze. Pomyśl jak to miło: nie wierzyć w miliard miliardów euro, pycha!

  131. Na marginesie -19:19
    Jak już wcześniej wspomniałam ten temat jest dla mnie wyczerpany. O Stalinie ty wspomniałaś, ja bym dorzuciła do niego jeszcze garstkę innych. Mnie chodzi o to, żeby żyć i dać innym żyć. A żeby to życie było w miarę dobre, to nie narzucać swoich przekonań innym jak świadek jechowy. Sposób w jaki wypowiadamy się, a nawet myślimy o drugich i ich przekonaniach jeżeli jest zbyt kategoryczny, jakoże uzurpujemy sobie prawo do posiadania jedynej prawdy, racji, jest przeważnie męką dla otoczenia, zwłaszcza, dla inaczej wierzących. Ktoś powiedział, że nasza wolnośc kończy się tam, gdzie zaczyna się drugiego. Można i o tym dyskutować, czemu nie, ale jakoś mi się nie chce teraz. Ja w każdym razie nie należę do tych, co są przekonani o mojej jedynej słusznej drodze, a tym bardziej nie mam najmniejszej ochoty nikogo nią uszczęśliwiać.
    Odnośnie dręczącego cię pytania. czym się różni wiara lekarza w chęć i słuszność molestowania, a wiara ludzi w Boga? Nie odpowiem, bo zwyczajnie mi się nie chce. Wybacz proszę.

  132. @blondynka 29 listopada o godz. 18:28
    „Etymologię i inne logie wiary?” Intrygujesz mnie, doprawdy.
    Czy „logie wiary” to przedłużenie etymo-logii?

  133. Na marginesie
    29 listopada o godz. 19:32

    To coś jeszcze o szacunku i na temat zapodany.
    W pierwszych słowach listu oświadczamy głośno i wołami na pół kartki, że mamy szacunek. W drugich słowach listu robimy co należy, żeby wyszło na nasze, znaczy – chłopskie: baba jest durna i łże jak stara dupa.
    Teraz dowód na miarę postaci:
    Z całym szacunkiem, ale w życiu nie uwierzę, że Jakubiak Panią molestował – tak Paweł Kukiz odpowiedział na felieton Justyny Samolińskiej, w którym działaczka partii Razem oskarżyła posła Kukiz’15 Marka Jakubiaka o to, że w 2015 roku dopuścił się wobec niej molestowania seksualnego.

    # MeToo….? A ch*ja !

  134. Tanaka – 19:34
    porównujesz dwie różne sprawy, przynajmniej jeżeli przyjmiesz, że pieniądz to jakiś bilon, czyli materialne coś, czego o wierze powiedzieć nie można. To bardziej idea, w sferze abstrakcji. To jest trochę przelewanie pustego w próżne. Bo do czego prowadzi?
    Ćwiczenie gimnastyczne szarych, dla samego ćwiczenia. Chyba, że podejdziemy do tego narcystyczno- egzystencjalnie i zaczniemy wnikać w głębiny swojej niewiary? Może jeszcze coś, ale

  135. @blondynka 29 listopada o godz. 19:36

    Odnośnie dręczącego cię pytania. czym się różni wiara lekarza w chęć i słuszność molestowania, a wiara ludzi w Boga? Nie odpowiem, bo zwyczajnie mi się nie chce.

    Łoł! Przeinaczasz i to złośliwie przeinaczasz. Ja nie zakładam, że lekarz wierzy „w chęć i słuszność molestowania”. Ja zakładam, że on wierzy we własne szlachetne intencje i nie nazywa tego molestowaniem. Przecież już to wyjaśniłam całkiem obszernie. Czy sądzisz, że wyprowadzenie go z błędu i nazwanie tego co robi molestowaniem będzie wyrazem braku szacunku dla lekarza?

  136. @Tanaka 29 listopada o godz. 19:39
    Ale musowo trzeba najpierw pouczyć towarzystwo o szacunku!
    Bo bez… szacunku ani do proga. A rygor, panietentego, musi być.

  137. I znowu ci paskudni ateiści uzurpują sobie i naruszają cudzą (czyją???) wolność wierzenia w gusła i to do tego stopnia, że kolejna osoba czuje się zobowiązana wstąpić na barykady i nawoływać „wierzących w niewiarę” do szacunku wierzących w co innego.
    Nie było tu już paru wcześniejszych wcieleń wołających na tej blogowej puszczy?

  138. @Tobermory 29 listopada o godz. 20:07
    Oni (one?) byli, są i będą. Jak amen w pacierzu 😉

  139. Tanaka
    29 listopada o godz. 19:30
    Jak widać, miałeś rację z tym „szacunkiem”. Kłonicą bez łeb, i po sprawie.

  140. „Jeśli każda kobieta, którą znasz, była nękana czy wrecz zaatakowana przez mezczyzne, każdy mezczyzna, którego znasz, najprawdopodobniej sprawił, że kobieta poczuła się w jego obecnosci zagrozona. Jest to rosnąca strategia oszałamiania ludzi przez niektórych z bardziej wokalnych segmentów ruchu #MeToo. Osobista odpowiedzialność nadacych takie oszolomstwo w ogole nie istnieje. Ani tez nie trafia pod niczyja rozwagę.”

  141. Na marginesie
    29 listopada o godz. 19:49
    Ja bym z nim nie zaczynała żadnych dyskusji, ani bym nie próbowała wyprowadzać go z błędu. Oddałabym tę przyjemność profesjonalistom czyli jeśli chodzi o mnie to prokuratorom i niech oni się martwią razem z tobą o co mu biega.
    Insynuacji żadnych nie wypisywałam, więc twoje zarzuty są bezpodstawne. Wszystko na co się powoływałam można sprawdzić na blogu.
    Moja droga, wyraźnie działam ci na nervy, więc propozycja: zacznij mnie ignorować. What’s wrong with that? Wiesz, w myśl poprzednio przytaczanej zasady: żyj i daj żyć.
    Mnie g…. obchodzi, czy ty wierzysz, czy nie i w co jeżeli już. Ja też nie mam najmniejszego zamiaru się zwierzać, dywagować o pierdołach. Nuży mnie to i męczy. To się nazywa upierdliwość. Myślę, sądząc po wpisach, że gdybyśmy (nie daj Boże) znalazły się w Tv, jak ostatnio miałam okazję fragment Babilonu na internetowej stronie TVNu zobaczyć. Obecna tam pani z Kukiz 15, była tak dzielna jak nie „argumentami”, to krzykiem sobie pomagała. Jedno jest pewne zwyciężyła wszystkie babki z prowadzącym na czele. Ja się poddaję w każdym razie. Jezeli o to ci chodziło, to gratulacje.

  142. @blondynka 29 listopada o godz. 20:23
    Mnie g…. obchodzi, czy ty wierzysz, czy nie i w co jeżeli już. Ja też nie mam najmniejszego zamiaru się zwierzać, dywagować o pierdołach. Nuży mnie to i męczy. To się nazywa upierdliwość.

    Kolejny raz próbujesz mnie demonizować, stosując niemerytoryczne wybiegi ad personam. W dodatku teraz jeszcze wulgaryzujesz. Czy na tym polega Twój szacunek do człowieka? Weź się zastanów.

  143. Bozia nie wyjasnial dziecku nic. Szczegolnie tego, ze to On sam stworzyl pedofila ojca. Biologicznego czy wielebnego.

  144. @Ewa-Joanna,

    „3. Mamy tu na blogu mieszkańców US i Szwecji – niech powiedzą, czy się boją wejść do windy z kobietą. Bo coś mi się wydaje, że pan profesor pojechał po bandzie.”

    Dziwny ten profesor – opiera sie na plotkach. Normalnym zjawiskiem natomiast jest, ze
    w pewnych okolicznosciach k o b i e t a boi sie jechac w windzie (itp) z mezczyzna.

  145. Okazuje sie, ze droga od bezboznego TOTALNEGO ateizmu do TOTALNEGO #MeToo narcyzmu nie taka daleka jak moglo niektorym wydawac

  146. @ Orteq
    Niniejszym ostrzegam, że jeśli znów Pan zacznie zalewać blog seryjnymi mętnymi wpisami i cytatami jak powyższy, rozstaniemy się na dłuższy czas. Prosiłbym o więcej dyscypliny w wypowiadaniu się.
    Zawsze, kiedy z jakichś względów Panu na tym zależy, potrafi Pan napisać względnie jasno i zarazem po polsku. Na ogół jednak to, co Pan wrzuca, jest paplaniną „ubogacaną” makaronizmami, która – jak wszystko, co zbyt nachalnie powtarzane – nie ma już za grosz uroku, o ile kiedykolwiek go miało. Niejednokrotnie posuwa się Pan też do przytaczania (i powtarzania) wielce niewybrednych dowcipów, które mogą być zabawne w małym gronie starych znajomych, ale nie są takie w obiegu publicznym.
    Nie mam żądnych wątpliwości, że rozumie Pan, o co mi chodzi (i nie tylko mi, bo otrzymywał Pan już wyraźne sygnały od innych blogowiczów, lecz wciąż je lekceważył). Nie oczekuję odpowiedzi, lecz zmiany postawy.
    Jacek Kowalczyk

  147. „Kolejny raz próbujesz mnie demonizować”

    Tam nic nie trzeba probowac. Kon jaki jest kazdy widzi

  148. Wiec odpowiedzi nie bedzie

  149. @Paniom z babiń…, ups… z Babilonu:

    Siadła na szczycie wieży
    i wierzy, że nie wierzy.
    Dołączy do kacerzy,
    gdy wiara ją wysferzy.

  150. @Ewa-Joanna – kolejny raz poruszasz grząski temat, za co należy Ci się brawko. Moim zdaniem w sferze stosunków damsko-męskich istnieje podobny problem, jak na styku kultur: każdy ma własne niewyrażone oczekiwania i kieruje się niepisanym, ale jednak współdzielonym kodem. Pomijając zwyczajne samcze chamstwo (Donek Fryzura!) jest to dziedzina z definicji pełna niejasności.

    Czasy upuszczania chusteczek (a nuż podniesie?) mamy już raczej za sobą, ale kwestia przyzwolenia czy domniemanego przyzwolenia otwiera drogę do nieporozumień. Poza tym owo przyzwolenie może wyglądać inaczej z perspektywy czasu. W sumie dobrze, że o tych sprawach się mówi, ale jednak w wielu przypadkach dążenie do jasności może zabić erotyzm. Płeć przeciwna kusi przecież tajemnicą.

    Idealnie, sfera stosunków służbowych powinna być zupełnie wolna od erotyzmu (bo kobieta w tej sferze jest po prostu człowiekiem?) ale nie da się tego do końca narzucić, bo przecież w każdym środowisku pracy są wspólne wypady na drinka, wyjazdy integracyjne, kolegowanie… no więc właśnie. Bez tego w pracy ani rusz.

    Aha, według Konrada Lorenza (pombocek potwierdzi) miłość, czyli trwały związek osobników płci przeciwnej, jest nieodłączna od agresji. Czy raczej wykształcenie się agresji jest niezbędnym warunkiem postrzegania osobnika własnego gatunku jako indywiduum, a nie (powiedzmy) anonimowego członka stada. Pociąg, miłość, agresja – w jednym stali domu. I to też komplikuje stosunki męsko-damskie.

  151. wiara, niewiaria…
    ciemność nie jest przeciwieństwem jasności, to brak światła /za Pratchettem/
    jechał Wania na kabyli, zawaraczywalis tam gdie byli /za Orteqiem?/

  152. To co pod 20:18 zaistnialo, zostalo zainspirowane przez Carina Chocano z Rolling Stone. To tak tytulem

  153. Akurat hetaho ni pomniu, parafianinku

  154. Uwazaj na makaronizmy

  155. A w kwestii niejasności i domniemania przyzwolenia – podzielę się przygodą. Dawno temu wracałam wieczorem pociągiem podmiejskim do Warszawy. Zagadał do mnie jakiś młody, o zwyczajnym wyglądzie – miła powierzchowność, ale żaden tam Adonis. Opowiedział, że wraca od narzeczonej, ale zaraz potem w trakcie monologu (tokowania?) zadeklarował, że chyba zmieni narzeczoną, bo czuje do mnie nieodparty ten no… pociąg.

    Pociąg stanął na stacji, weszło kilka osób. Chłopak uprzejmie ustąpił miejsca starszej pani. W dalszym ciągu milutko pogadując – tym razem oczarował cały przedział – stanął sobie przy mnie i zaczął mnie głaskać po szyi. Dotyk (rzecz jasna) sam w sobie był przyjemny, ale bezczelność chłopaka bezdyskusyjna. Najzabawniejsze, że ostra reakcja z mojej strony w sytuacji którą stworzyl wyglądałaby dziwnie – bo starsze panie siedzące obok uznały nas za podróżującą razem parkę. Więc, nolens volens, nie chcą robić sceny, udawałam, że nic się nie dzieje.

    Potem wyszliśmy oboje na prawie pusty Plac Defilad. Przypadkiem (no jasne!) było mu ze mną po drodze. W pewnej chwili zatrzymał się i zaczął poprawiać torbę na ramieniu. Odruchowo zatrzymałam się również. Wtedy – zupełnie mimochodem – objął mnie i pocałował, a ja natychmiast straciłam głowę. Zaszumiało mi w uszach, byłam woskiem w jego rękach, tonęłam, z trudem chwytałam oddech… i byłam autentycznie przerażona własną reakcją.

    Zebrałam resztki zdrowego rozsądku, odsunęłam go od siebie i zapytałam zimno: „Czy wiesz, czym grozi uwodzenie nieletniej?” Spojrzał niepewnie, ale nie nalegał, a potem jakoś szybko się pożegnał. A ja zostałam z mieszaniną ulgi i lekkiego zawodu, chociaż wiedziałam, że mogę sobie pogratulować przytomności umysłu.

    Osobnik najwyraźniej był kompulsywnym uwodzicielem, w pewnym sensie doskonałym w swoim fachu. Po mistrzowsku manipulował zarówno mną, jak i całą sytuacją. Nie twierdzę, że takich jak on „wirtuozów” jest koniecznie wielu. A historię tę przytaczam dlatego, że – no właśnie – jak traktować w tym przypadku przyzwolenie?

  156. @Namargineska, z godz. 21:31
    …jak traktować w tym przypadku przyzwolenie?
    Jako dopust boży, choć religiant psychoanalityk (ot, taki biskup Tanaka, na przykład) powie: jako wolę bożą. Znasz pewnie, Namarginesko, to określenie poczuła wolę bożą. No, poczułaś i nie ma zmiłuj.

  157. @Na marginesie
    29 listopada o godz. 21:00
    Moim zdaniem świetnie i lapidarnie ujął to gotkowal i właściwie niewiele więcej można powiedzieć:
    Wszystkie dekalogi, kodeksy etyczne, zasady postępowania – śmiało można wywalić przez dowolnie wybrane ramię. Wystarczy szanować. Siebie, innych, otoczenie. I nie przekraczać barier, za którymi jest krzywda i poniżenie.
    Cała reszta to drobiazgi niewarte uwagi nawet jak się komuś wydają ważne z punktu widzenia jego doświadczeń społecznych.

  158. Ewa – Joanna
    człowiek koroną stworzenia, tylko jak dotychczas to człowiek równało się mężczyzna, ale coraz mniej się równa, /jak w dowcipie, jeśli na ulicy zawołać człowieku to kto się obejrzy?/
    stąd te komentarze, kobiety odbierają nam koronę,

  159. @parafianin 29 listopada o godz. 21:08

    Twierdzenie, że „niewiara jest wiarą w brak Boga” a zatem „ateista również wierzy” to standardowy myk religiantów, powtarzany w necie do obrzydzenia. Podobnie jak odzywka, że „przecież nie można żyć bez wiary”, bo ateista wierzy np. w kulistość Ziemi, chociaż nie był w kosmosie i nie widział. A skoro wierzy to jest wierzący, bo wiara w gusła nie różni się wcale od wiary w kulistość globu. Jedno i drugie jest absurdalne i oklepane, ale jednak regularnie wybija smrodkiem w netowych dysputach.

  160. Tobermory
    28 listopada o godz. 21:57
    …………………………………
    Tak, ten. Ale jaki wniosek dla mnie?

  161. @anumlik 29 listopada o godz. 21:37

    To jest po prostu instynkt, anumliku. „Wola boża” to zupełnie co innego. Zdarzyło mi się, gdy spotkałam tego mniej więcej właściwego. Przypadkiem natykałam się na niego codziennie na ulicy, aż wreszcie – drżącym głosem – zapodał gromko: „to może wreszcie chodźmy razem na lunch”? Zgodziłam się od razu – bo chciałam jakoś znormalnieć tę kretyńską, niewytłumaczalną sytuację. Potem już nigdy nie spotkaliśmy się przypadkiem. „Wola boża” spełniła swoje zadanie? Kismet?

  162. P.S. On do dzisiaj uważa, że to ja go molestowałam… na ulicy! Bo to wszystko nie mogło nam się zdarzyć przypadkiem. Na zdrowy rozum na pewno nie.

  163. @Na marginesie, z godz. 21:44
    Ja wierzę w falsyfikacje, ale o powtórki trudno, gdy się wejdzie na drogi wyznaczane przez mechanikę kwantową. To wszystko teorie – te zasady antropiczne, stałe fizyczne, czarne dziury i takie tam. Nie sfalsyfikujesz ich na drodze doświadczalnej, a wyłącznie matematycznej i musisz (albo nie) wierzyć, że są jakoś tam prawdziwe. Jak powiedziała Amelcia w fajnym filmie Jean-Pierre’a Jeuneta: Bóg tak daleko, a ja taka malutka. Bardzo mi się ten bon mocik podoba.

  164. @Namargineska?! Kismet? Fatum? Przeznaczenie? Toż to czyste religianctwo, hy, hy 😉

  165. @Na marginesie
    Jakoś nie umiem znaleźć sensu w tych wyjazdach integracyjnych poza ” hulaj dusza piekła nie ma”.

  166. blondynka
    29 listopada o godz. 19:36
    „nie narzucać swoich przekonań innym jak świadek jechowy”.

    Wybacz, blondynko, nie wytrzymałem. Mógłbym powiedzieć, że od początku nic innego nie robisz, jak tylko narzucasz swoje przekonania innym jak Świadek Jehowy. A to że niewiara jest wiarą, a to że można krytykować Kościół, ale nie wiarę, a to że uzurpowanie sobie prawa do posiadania jedynej prawdy jest męką dla otoczenia – jest tego więcej. Ale nie powiem, bo nie wiem, co to takiego narzucanie swojego przekonania innym. Czy prezentowanie swoich przekonań jest ich narzucaniem? Jakimś zmuszaniem do ich podzielania? Przecież wszystkie rozmowy nie są niczym innym niż prezentowaniem przekonań – nawet kiedy mówisz, że chyba spadnie deszcz. Wybacz, ale Twoje słownictwo jest na tym blogu powtarzaniem wielokrotnie powtarzanego. Lgnęli tu głosiciele Boga i identycznie jak Ty puszczali płytę, że niewiara jest wiarą…itd. To nie rozmowa, lecz zabawa w puste słowa, więc ten niepoważny wątek pominę. Ale słowa o „narzucaniu przekonań” czy „uzurpowaniu sobie prawa do posiadania jedynej prawdy” są prezentacją słabo przemyślanych znaczeń, powtarzanych przez religianckich indoktrynerów jak mantry. Narzucanie – nawet fizyczną siłą – przekonań to głównie polityczny dyktat, w zwykłym relacjach ludzi używanie takich słów jest niewyważonym deprecjonowaniem rozmówców, którzy tylko artykułują swoje racje i NIC WIĘCEJ. Nie zmuszają w żaden sposób do ich przyjmowania nawet w ostrym sporze. Po co więc pleść o jakimś narzucaniu, miast dawać właściwe rzeczy słowo. Nic na to nie poradzę, że z zasady z takim niepoważnym oskarżeniem jako pierwsi wyskakują religianci. Ośmielam się podejrzewać, że przyczyną jest chwiejność ich wiary, ale na podejrzeniu skończę.

    „Uzurpowanie sobie prawa do posiadania jedynej prawdy” to tak samo propagandowy, deprecjonujący bez poważniejszego przemyślenia zarzut religiantów wobec ateistów. W dodatku śmieszny. Boć nie kto inny, tylko wierzący w JEDYNEGO Boga chrześcijanie i judaiści uzurpują sobie prawo do posiadania jedynej „prawdy”. A prawda w dziedzinie bogowości jest faktycznie jedna: „Są bogowie/Bóg” lub ich nie ma, tertium non datur nasermatur. Jako ateista nie uzurpuję sobie żadnego prawa do myślenia, bo je mam od urodzenia, i każdy ma. W tym sęk, czy wykorzysta prawo i się nauczy myśleć, jako że to wyrabiana umiejętność, nie dar z nieba. Jeden wyrobi ją sobie na poziomie kaczki-dziwaczki, inny przeskoczy z ogromnym zapasem wymyślonego nieporadnie Boga Jahwe. Ten drugi niczego sobie nie uzurpuje (prędzej ten pierwszy), lecz drogą niczym nie skrępowanego poznania zmysłowego i umysłowego dochodzi do tego, że dwa plus dwa jest cztery, że przez rybacką wieś Chłopy przebiega nieistniejący w rzeczywistości 16. południk i że wołaniom do Bogów ZAWSZE odpowiada cisza. Fizyk NIE UZURPUJE sobie prawa do „posiadania jedynej prawdy” w jakiejkolwiek dziedzinie fizyki, lecz drogą żmudnych badań do tej prawdy DOCHODZI. Prawdą jest rzeczywistość. Mówienie o bogach jako o prawdzie jest semantycznym nadużyciem.

  167. Na marginesie g. 21.44
    ja się zgadzam i stąd ten Pratchett

  168. parafianin
    29 listopada o godz. 21:43
    „jak w dowcipie, jeśli na ulicy zawołać człowieku to kto się obejrzy?”.

    Kiedyś bez dowcipu smarknąłem na ulicy bardzo głośno. Obejrzeli się wszyscy.

    Przy mijaniu też wszyscy się na wszystkich gapią. Prócz mnie, bo kiedy zauważyłem ten atawizm (plus jakaś dola cywilizacji), przestałem się gapić. Patrzę po indiańsku: widzę, ale nie zauważam.

  169. @zezem
    29 listopada o godz. 21:48

    Jaki wniosek dla ciebie?
    Patrz następnym razem, gdzie wpisujesz komentarz, a będziesz wiedział, gdzie go „pochłonęło” 😉

  170. Tobermory
    29 listopada o godz. 22:26
    by wyglądało na to ,że wpisałem w niebieskiego „Tobermory” – inczej nie znajduję wyjaśnienia. Tak, człowiek ciągle się uczy i zbiera żniwo własnych błędów.

  171. @Namargineska
    To, co cię spotkało, gdy przypadkiem nadziewałaś się na przeznaczonego Ci chłopa można określić jako kismet, czy inne przeznaczenie. Wolą bożą bym tego nie nazwał. Określenie „wola boża”, w słowniku synonimów oznacza: chcicę, chuć, ciągotki, głos krwi, głos natury, jurność, libido, namiętność, ochotę na kogoś, pociąg do kogoś, popęd płciowy, pożądanie, zew krwi, żądzę. Wolę bożą poczułaś na placu Defilad, nic innego. Znam ten ból, Namarginesko 😉

  172. rzecz jest prosta i nie rozumiem w jakim celu sytuacja jest zaciemniana przez róznych ” symetrystów ”

    drodzy Państwo- nie będzie oskarżeń o molestowanie i niewłaściwe zachowanie wtedy gdy BĘDZIECIE TRAKTOWAĆ KOBIETY PRZEWIJAJĄCE SIĘ W WASZYM ŻYCIU , PANOWIE , TAK JAK BY TO BYŁY WASZE MATKI, SIOSTRY , ZONY , POPROSTU TAK JAK CHCIELIBYSCIE BY INNY , OBCY MĘZCZYZNA TRAKTOWAŁ TAK WASZE KOBIETY .

    Wiem że uzywanie wielkich liter to niecodzienność w sieci ale juz nie mogę tego przesłucać a raczej przeczytać …..

    To takie same kretyńskie tłumaczenia jak tłumaczenia klechów że ”dzieci same chciały ” , że ” same napastowały księży ” itd itp . Poprostu trzymajcie przyrodzenie w rozporku i nie będzie oskarżeń . Proste.

  173. cecilroad
    29 listopada o godz. 22:49

    Czemu zwracasz się bezpośrednio do blogowiczów: „trzymajcie przyrodzenie w rozporku”?

    A skoro to takie proste, skąd problem setek milionów kobiet? Ano stąd, że „proste” to jest tylko w bardzo niedojrzałym słowie „proste”.

  174. @cocilroad
    To co jest w rozporku, ma połączenie z mózgiem. Może lobotomię zaproponujesz?

  175. @anumlik 29 listopada o godz. 22:48
    Ależ ja wiem, co Ty chcesz powiedzieć.
    Tylko sobie przekornie manipuluję znaczeniami 🙂

  176. Porada „trzymajcie przyrodzenie w rozporku” niezbyt scisle przylega do tych wszystkich oskarzen hashtagowych, ktore traktuja o flirtach lub podrywach biurowych, czy nawet pociagowych, i o niczym wiecej. Choc polaczenie z mozgiem rzeczywiscie istnieje

  177. Ewa-Joanna
    29 listopada o godz. 22:01

    A ten sens to mało? Toż chłopcy i dziewczęta o tym marzą od przedszkola.

  178. anumlik
    29 listopada o godz. 23:09

    Jest prostsze rozwiązanie: to co w rozporku nazywamy mózgiem.

  179. „cecilroad”. Czy rodowod twojego nicku siega Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna? ROAD w skrocie?

    Z tego co pamietam byla to polska partia polityczna działająca w latach 1990–1991, utworzona przez działaczy „Solidarności”. Tych stojacych w opozycji do Porozumienia Centrum Kaczynskich

  180. wbocek
    29 listopada o godz. 22:10

    Patrzę po indiańsku: widzę, ale nie zauważam./i>

    😀 😀 😀

  181. @@Tanaka, Ewa-Joanna
    Ale jak stają się dorośli to:
    https://www.youtube.com/watch?v=I8NcELiIMHg

  182. @Tanaka, z godz. 23:32
    To nawet za inwektywę biega: Chyba żeś się z własnym fiutem na głowy zamienił.

  183. anumlik
    29 listopada o godz. 23:38

    A toś mi lambady przypomniał ! 😀

  184. anumlik
    29 listopada o godz. 23:40

    I to jest bardzo dziwne, skoro to główny atut prawdziwego mena.

  185. anumlik – 23:38

    „Ale jak stają się dorośli to”

    Robia dzieci. Potem je wysylaja do szkoly. I jest hulaj dusza pieklo rusza

  186. Na marginesie
    29 listopada o godz. 21:31

    Jak mówi bozia i jego biskup, każdy ma wolną wolę i dlatego te skutki oraz grzech pierworodny. Nie wchodząc w analizę tego, co by miało znaczyć Twoje przyzwolenie, zauważę coś sąsiedniego, co tak obrazowo przedstawiasz: bieg owej wolnej woli, co nie był wolną wolą do samego końca tylko jakimś kolażem. Bo, owszem, powiedziałaś to i owo zawodnikowi, na samiuśkim końcu, od czego mu trochę wychudło, ale jednocześnie żałowałaś. A wcześniej to się historia sama pisała i pisała. Bo buziaczek fajny, nóżki miękkie, rączki gdzieś tam i tak dalej o co się nie pytamy, a nareszcie jakieś takie chcące-a-bojące albo odwrotnie, zakończenie.

  187. Piszemy na nowo historie Umeczonej

    Agenci CBA przyszli do mieszkania b. dyrektora Muzeum II Wojny Swiatowej, prof. Pawla Machcewicza. Zostawili wezwanie do sadu w sprawie „dzialania na szkode Muzeum”.

    Od czasu wyrzucenia dyrektora nowe wladze modyfikuja wystawe zmieniajac i przesuwajac jej akcenty z antywojennego przeslania. Chodzi o akcenty nowe: pochwala wojny jako pieknej okazji do krwawej ofiary i gloryfikujace „Zolnierzy Wykletych”.

    Tych przez kardynala Wyszynskiego wykletych.

    „14 kwietnia 1950 roku Episkopat Polski podpisał porozumienie z władzami komunistycznymi. Inicjatorem tego porozumienia był prymas 1000 lecia Kardynał Stefan Wyszyński. Na spotkaniu rząd reprezentował wiceminister obrony narodowej a wtedy przewodniczący Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej Edward Ochab który następnie 6 lat później został 1 sekretarzem komitetu centralnego PZPR.”

    Nie ma stanowiska Epidiaskopu w sprawie zmian w Muzeum Wojny

  188. @Na marginesie 29 listopada o godz. 21:31
    „A w kwestii niejasności i domniemania przyzwolenia – podzielę się przygodą. Dawno temu wracałam wieczorem pociągiem podmiejskim do Warszawy. Zagadał do mnie jakiś młody,
    (…)
    stanął sobie przy mnie i zaczął mnie głaskać po szyi. Dotyk (rzecz jasna) sam w sobie był przyjemny, ale bezczelność chłopaka bezdyskusyjna. (…)
    nie chcą robić sceny, udawałam, że nic się nie dzieje.
    (…)
    Wtedy – zupełnie mimochodem – objął mnie i pocałował, a ja natychmiast straciłam głowę. Zaszumiało mi w uszach, byłam woskiem w jego rękach, tonęłam, z trudem chwytałam oddech… i byłam autentycznie przerażona własną reakcją.
    (…)
    A ja zostałam z mieszaniną ulgi i lekkiego zawodu, chociaż wiedziałam, że mogę sobie pogratulować przytomności umysłu.
    (…)
    A historię tę przytaczam dlatego, że – no właśnie – jak traktować w tym przypadku przyzwolenie?

    ***********************************

    I @Orteq nie napisał ci, że konfabulujesz? Dziwne…

    ***********************************

    Twoja historia jest – do momentu całowania i stawania się woskiem, dokładną kopią historyjki, jaką opowiedziała mi moja wtedy dziewczyna a potem slubna.

    Ja, starszy nastolatek, z jakiegoś powodu (głupota? naturalna a niezdrowa ciekawość nastoletniego chłopaka?) zmusiłem moja dziewczynę do „spowiedzi”. A czy miałaś innych chopaków przede mną? A ilu ich było? A czy się z nimi całowałaś? Itd., itp.

    Moja (jak teraz widzę) biedna dziewczyna, przyciskana do spowiadania się, opowiedziała pociągową historyjke z „głaszczącym po szyi chłopakiem” i zarobiła sobie na niezłą dawkę moich fochów i wypominków. Dobrze pamiętam, jak jeszcze po kilku latach jej te pociągowe głaskanie wypominałem.

    Ty dopisałaś ciag dalszy, no, teraz to ja już wiem, że ten pociagowy zalotnik też ja pocałował! A to zdzira! Dała się pocałować, ladacznica jedna! Noo, ja już jej dam popalić!

    I do tego kłamczucha, wstydziła się i bała się dokończyć pociagową historię. A ja jak ten głupi naiwaniak uwierzyłem, że skończyło się na głaskaniu po szyi…

    Dzięki za uświadomienie mnie, choćby po latach, o tym wosku, tonięciu i chwytaniu oddechu.
    Ja myślałem, że sobie zawszedziewice brałem, a ona puszczalska panienka była, no, no, no

  189. Podczas gdy tymczasem GUS zbadal i posumowal na co poszly pieniadze z PiS da 500+.

    Beneficjenci tego programu wydali w 2016 roku wiecej niz w 2015 r.:
    – na urzadzenie domowe – o 90%,
    – na remonty i zakupy mieszkan – o 84%
    – na zakup srodkow transportu – o 62%.

    Wsrod ogolu badanych na te same cele wzrost byl odpowiednio o 6.3%, 22% i 31%. Odwrotny trynd, znaczy

    Zadziwiajacy jest spadek o 12% wsrod beneficjentow PiS da 500+, wydatkow na zywnosc dla dzieci. Wsrod ogolu tez spadek – o 2.4%.

    Pewnie biega o redukcje nadwagi bachorow. No bo o co innego moze biegac? Dzieci zaczely biegac do Biedronki po batoniki. Z glodu. Wydajac groszaki nie ujete w pomiarach i ocenach programu PiS da 500+

  190. No i nie doczekałem się odpowiedzi na pytania o zdjęcie w książce.

    Ile z obecnych tu pań blogowiczek przyszło kiedyś do pracy w podobnie wydekoltowanej do uwiecznionej na podlinkowanym zdjęciu „operatorki” bluzeczce?

    Ile z obecnych tu pań chciałyby zostać uwiecznione jako podręcznikowa ilustracja „pracownika wykonujacego dany zawód” za pomocą zdjęcia z góry, zaglądającego obiektywem wgłąb wyeksponowanego dekoltu?

  191. „I @Orteq nie napisał ci, że konfabulujesz? Dziwne…”

    Po co ja mialem pisac jak wiedzialem ze ty napiszesz?

    Konfabulacje to 90% powodzenia opowiesci o tym jak za dawnych lat bywalo dam ci za to rozy najpiekniejszy kwiat.

    You have to lie a lot. Nie bede powtarzal kto to powiedzial. Jestem na cenzurowanym jesli o powtarzalstwo chodzi

  192. Koniec świata część 2.

    Najpierw Charlie Rose a dzisiaj Garrison Keillor.

    Nie tak dawno tutaj pisałem, jak bardzo lubiłem jego produkcje i jak jest on sławny w USA.

    Nie znam żadnych polskich aktorów ani żadnych polskich telewizyjnych tasiemców wyprodukowanych od początku lat 90-tych. Nie znam też żadnych polskich dziennikarzy telewizyjnych czy radiowych, którzy stali się rozpoznawalni w tym czasie. Oczywiście przy okazji jakichś skandali człowiek dowiaduje się o tym czy innym nazwisku, ale ja ich z niczym innym nie kojarzę.

    Tacy ludzie jak Rose czy Keillor czy aktorzy z SNL zastąpili mi ich polskich odpowiedników.

    Garrison Keillor oskarżony o molestowanie to dla mnie coś takiego jakby oskarżyć Andrzeja Waligórskiego z wrocławskiego Studia 202. Keillor sławę zdobył też lokalnie, najpierw w Minnesocie a dopiero potem w całym USA za pośrednictwem NPR.

    http://www.startribune.com/garrison-keillor-reportedly-fired-for-improper-behavior/460802703/#1

  193. Keillor said, “I put my hand on a woman’s bare back.
    Położyłem rękę na gołych plecach tej kobiety

    I meant to pat her back after she told me about her unhappiness
    Chciałem pogłaskać jej plecy po tym, gdy powiedziała mi, że jest nieszczęśliwa

    and her shirt was open and my hand went up it about six inches.
    I jej bluzka była luźna (odstawała od ciała?) i moja ręka przesunęła się jakieś 15 cm w górę (jej pleców).

    She recoiled. I apologized. I sent her an email of apology later and she replied that she had forgiven me and not to think about it.
    Wzdrygnęła się (odskoczyła). Przeprosiłem. Później wysłałem jej przepraszającego emaila i ona odpowiedziała, że mi wybaczyła i żebym o tym nie myślał.

    We were friends. We continued to be friendly right up until her lawyer called.”
    Byliśmy przyjaciółmi. Kontynuowaliśmy naszą przyjaźń aż do momentu, gdy zadzwonił jej prawnik.

  194. Porada seksuologicznego lwa by sie nam tu przydała.
    Czy kładzenie dłoni na gołych plecach współpracowniczki (pewnie podwładnej albo przynajmniej dużo młodszej wiekiem i stażem) to coś gorszego niż obejmowanie „za ramię”?
    Przecież w dobrych intencjach… aby utulić…. okazać współczucie… ludzkie ciepło.

    A tu baba się wzdryga!

    No, no, no, panie seksuologiczny lwie, poradź pan, jak my chłopy mamy żyć?!

  195. Widze, zza, iz i ty are coming around w tej podnioslej debacie hashtagowej. Uwazaj tylko na zakretach #MeToogowych tego blogu

  196. Czekamy na nastepny wstepniak. Tym razem pod tytulem „Jeszcze pozniej… po nastepnych strasznych molestach celebrytow”

  197. gotkowal – 19:03

    „zbyt głęboka ingerencja prawa w tzw. relacje damsko-męskie czy obrzucanie się szowinistyczną nierogacizną – kończy się samotnymi i bezskutecznymi barowymi łowami. Za oceanem znają to już aż za dobrze.”

    Tutejsze tzw. singles bars wciaz operuja. Nie wiem jednakze jak sie teraz maja. Po tych kilku wstepniakach hashtagach. Moze w tych barach tez sami celebryci siedza? I golych plecow poszukuja?

  198. @Orteq 30 listopada o godz. 3:39
    „Widze, zza, iz i ty are coming around”

    Nic podobnego. Ja tylko boleje nad głupota, jak się ostatnio okazuje, jak Keiller.
    On twierdzi, że w jego środowisku wszyscy się zawsze przytulaja i ściskają a on był i tak i tak największym sztywniakiem a mimo to na niego padło.

    Nie wyobrażam sobie gładzenia współpracowniczki po gołych plecach.
    Ani na dystansie 5 ani 15 centymetrów. Ręce przy sobie.
    Tak jak pisałem poprzednio, w pracy jesteśmy w pracy a nie na basenie, przy domu.
    Zresztą nawet jak cię szef zaprosi na pracowy piknik u siebie w ogródku, przy basenie, to też lepiej nie zabierać się za masowanie nieszczęśliwych koleżanek. Byłem, wiem co mówię.

    Zabrać ze sobą żonę, nie ona pociesza koleżanki, jak ma ochotę.

  199. niech ona pociesza

  200. zza – 4:03

    „Nic podobnego. Ja tylko boleje nad głupota, jak się ostatnio okazuje, jak Keiller.”

    No to zwracam honor. A Keiller niech sie sobie zasciska z kim chce na ament. Przeprosiwszy najpierw.

    PS. Czy on to zone jaka posiadal? Zeby go pocieszala? Hilary to nawet cygaro wybaczyla mezowi. Tak potrafila pocieszac

  201. @Orteq 30 listopada o godz. 4:25

    „Hilary to nawet cygaro wybaczyla mezowi. Tak potrafila pocieszac”

    I to jest właśnie powód, dla którego znienawidziły ja wszystkie Dulskie na całym świecie, nie tylko w USA.
    A już najbardziej legion polonijnych prawdziwych katoliczek.

    Jak ona mogła swojemu mężowi wybaczyć?!
    Powinna przegonić go na cztery wiatry!
    Skoro tego nie zrobiła, to tylko z żądzy władzy. Taka wyrachowana.
    Honoru kobiecego nie miała za grosz!
    A na dodatek za Żydami była i oszustka jedna zamordowała naszego ambasadora i ruskim dała wszystkie emaile a tera na naszego prezydenta najedża i się kłamie.

  202. zza

    „zamordowała naszego ambasadora i ruskim dała wszystkie emaile a tera na naszego prezydenta najedża i się kłamie”

    A czy juz oskarzyla naszego prezydenta o molestowanie? Bo jak sie nie postara to kampania hashtagowa przeminie raz dwa trzy i bedzie po czaju ruskim.

    Tylko Hilary jest w stanie powalic prezydenta Fryzure uzywajac #MeToo. Wszystkie pozostale tego probujace nic nie wskoraly. Malo. One dopomogly mu wygrac wybory!

    Nie pojmuje dlaczego Clinton nie walnela Trumpa hasztagiem w kampanii. Nie wiedziala wtedy jeszcze ze to takie skuteczne moze byc?

  203. Hillary zlekceważyła Trumpa a właściwie stopień wku*wienia oraz ogłupienia części społeczeństwa. Tak jak w Polsce niedoceniono wku*wienia oraz ogłupienia Wolski.
    Hillary nie doceniła potęgi wrzasku złodzieja, który ucieka wrzeszcząc „łapaj złodzieja!” I tak to złodziej Trump uciekł jej aż do Białego Domu.
    Podobieństwa z Wolską tylko co do bezczelności technik manipulacji opinia społeczną. Duduś miał zaledwie jedną żonę, chociaż też z Europy Wschodniej!

  204. Pocieszajacym jest, ze katowicka prokuratura wszczela sledztwo w sprawie narodowcow, ktorzy demonstrowali z szubienicami, na ktorych powiesili zdjecia europoslow PO. Tych, ktorzy glosowali za rezolucja europarlamentu w ktorej stwierdzono, ze dzialania PiS to zagrozenie dla praworzadnosci. Na razie, maja byc przesluchania.

    Kogo, zapytacie, bedzie prokuratura katowicka przesluchiwala? No jak kogo. Przeciez ze tych poszkodowanych europoslow PO. Nic nie slychac o zamiarach przesluchania innych ludzi.

    Imponujace sa te wyciagniete ramiona waadzy oberprokuratora Ziobera. Siegajace dalej jeszcze niz kacze lapy

  205. zza,

    Dudus mial, i wciaz ma, owszem, te zone tez z Europy Wschodniej. Ale ona ma porzadne korzenie! Podczas gdy Czupryna musial sie uciekac do przechrzczenia corki zeby dorobic sobie te korzenie. Bo zona to zwyczajna Mela. Chrzescijanka byle jaka.

    W bezczelnosci manipulacji opinia społeczną chyba Trump nad Duda goruje. Nad Kaczystym byc moze tez. Choc tu nie ma pewnosci

  206. ” Tobermory
    29 listopada o godz. 18:50 Oddałeś głos na ten komentarz

    @zezem
    29 listopada o godz. 18:33

    Mnie się zdaje, że blogi Polityki mają po prostu jakąś okrojoną wersję programu albo kiepską (amatorską) obsługę informatyczną.”
    A podobno mamy w Polsce wielu bardzo dobrych i ceniących się informatyków? Która prawda jest prawdziwa ?

  207. Jaka szkoda, że porzadne, merytoryczne, sążniste posty nie pojawiaja posrod nocy. Brakuje mi ich.

    Z tego braku, zastanawiam sie dlaczego „Solidarnosc” nadal protestuje przeciwko zniesieniu limitu przy zbieraniu skladek emerytalnych od najbogatszych. Brak limitu oznacza wyzsze przychody ZUS teraz, ale potem wyplaty ogromnych emerytur. Przeciwko sa tez organizacje pracodawcow. Tez trudno wyczuc dlaczego.

    Rozwiazania problemu przyszlosciowych wyplat ogromnych emerytur zostaly dawno temu wymyslone w calym bozym swiecie kapitalistycznym. Tam po prostu narzuca sie GORNA GRANICE zarobkow, do ktorej sa one UBEZPIECZONE przez PANSTWOWY system emerytalny pod katem naliczania przyszlej emerytury. Wyzsze ubezpieczenia emerytalne sa prywatne. Bo wyzej zarabiajacych na nie stac. I jest po problemie.

    W Umeczonej musi byc zachowany problem. No to i jest zachowany

  208. Dowiedzialem sie ostatnio, ze od 2020 roku Toyota bedzie produkowac nowe silniki w Polsce. W fabryce w Jelczu-Laskowicach. Beda to silniki benzynowe o pojemnosci 1.5 litra. Firma zainwestuje w nowa linie produkcyjna 400 mln zl. Obecna produkcja Toyoty w Polsce to 500 tys. silnikow i 700 tys. skrzyn biegow roczni.

    Ani slowa o silnikach elektrycznych. Choc wiadomo, ze glowni producenci samochodow osobowych w swiecie zmierzaja dosyc szparko w tym kierunku. Wszystko w ramach miedzynarodowych porozumien i umow dotyczacych ochrony srodowiska.

    Firma Toyota to jeden z glownych producentow samochodow osobowych w swiecie . Jej plany sa znane

    https://www.nextbigfuture.com/2017/08/toyota-plans-to-leapfrog-tesla-electric-cars-by-2022-with-fast-charging-solid-state-batteries.html

    Dlaczego ma ta firma zaczac produkowac w 2020 roku benzynowe dinozaury w Polsce? Przestawiajac sie na silniki elektryczne dwa lata pozniej wszedzie indziej?

    Pewnie tylko dlatego, ze Polska jej na to pozwala. Innego wytlumaczenia nie ma

  209. A wszystko dlatego, ze hashtag to bzdet. Celebrycki bzdet. Taka Doda nie Doda. Noo, moze E-J.

    Podczas gdy zycie plynie obok. Czy jakos tak

    Gdzie strumyk płynie z wolna,
    Rozsiewa zioła maj,
    Stokrotka rosła polna
    A nad nią szumiał gaj.

    „W tym gaju tak ponuro,
    Że aż przeraża mnie,
    Ptaszęta za wysoko,
    A mnie samotnej źle”.

    Wtem harcerz idzie z wolna:
    „Stokrotko, witam Cię,
    Twój urok mnie zachwyca,
    Czy chcesz być mą, czy nie?”

    Stokrotka się zgodziła
    I poszli w ciemny las,
    Ą harcerz taki gapa,
    Że aż w pokrzywy wlazł.

    A ona, ona, ona,
    Cóż biedna robić ma?
    Nad gapą pochylona
    I śmieje się cha! cha!

  210. Hashtag your ass

    http://s.quickmeme.com/img/7b/7b28c870337c19daf1ec80949af316b8244f8a45098d4c6b5542787d44528b78.jpg

    LESS OF YOUR NONSENSE OR I’LL HASHTAG YOUR ASS

    Nie tlumacze z czystej przyzwoitosci

  211. Its a dirty job but somebody had to do it

    https://www.youtube.com/watch?v=-ZwUm2K95OA
    Jak Lolek. Choc zona sie nie przechrzcila.

  212. @Orteq 30 listopada o godz. 6:53
    „Dowiedzialem sie ostatnio, ze od 2020 roku Toyota bedzie produkowac nowe silniki w Polsce.”

    Jak się tobie @Orteq mówi, abyś jawnie cytował źródła swoich wiadomości to niestety ale tego nie robisz. Nie wiem, z jakiej Kozia Trąba News żeś teraz skorzystał, ale sam jesteś sobie winien.

    Wyczytałeś w tej twojej Kozia Trąba Niews że „Beda to silniki benzynowe o pojemnosci 1.5 litra.” i alarmujesz, że:
    „Dlaczego ma ta firma zaczac produkowac w 2020 roku benzynowe dinozaury w Polsce? Przestawiajac sie na silniki elektryczne dwa lata pozniej wszedzie indziej?”

    Mało tego, zaraz wyjeżdżasz ze spiskowymi teoriami:
    „Pewnie tylko dlatego, ze Polska jej na to pozwala. Innego wytlumaczenia nie ma.”

    A teraz co Reuters pisze na ten temat:
    „Toyota will start production of the new-generation 1.5 liter engine from 2020 in its factory in the south-western city of Jelcz-Laskowice. The engine will be used in so-called hybrid vehicles, which also have an electric engine installed.”

    https://www.reuters.com/article/us-toyota-strategy-poland/toyota-to-invest-113-mln-in-hybrid-car-engine-factory-in-poland-idUSKBN1DT174

    A zatem chodzi o siliniczki benzynowe montowane razem z elektrycznymi w samochodach hybrydowych. Czyli w następnym kroku ewolucyjnym między autkiem beznzynowym a elektrycznym.

    Jak dla mnie nie ma tu żadnego powodu do paniki ani do spiskowych teorii. Jak masz @Orteq w garażu fabrykę najlepszych na świecie akumulatorów/baterii samochodowych to daj znać Toyocie żeby dali sobie siana z tymi hybrydami i od razu przeskoczyli do autek elektycznych na bazie twoich baterii. A jak nie masz to nie wypisuj spiskowych teorii.

  213. zza

    Jesli ktos, w 2020roku, ma czelnosc ROZPOCZYNAC produkcje silnikow BENZYNOWYCH o pojemnosci 1.5 litra to o czym ty chcesz ze mna dyskutowac?

    W roku 2022 cala Toyota przechodzi na silniki ELEKTRYCZNE. Benzynowce beda odstawione do lamusa. Hybrydowce moga jeszcze byc produkowane. Ale nie za dlugo.

    Czytaj. I na us motaj

  214. A jakbys jeszcze czegos nie doczytal

    Tam sie rozchodzi o dlugoterminowe umowy dostaw ropy/benzyny do Polski przez Rosje. Inne kraje nie sa na to skazane. Toyota wykorzystuje to w Polsce. Bo Polska nie ma innego wyjscia

  215. @Orteq 30 listopada o godz. 8:39
    >”W roku 2022 cala Toyota przechodzi na silniki ELEKTRYCZNE.”
    Banialuki do kwadratu.
    2022 rok podali jako POCZĄTEK SPRZEDAŻY samochodów elektrycznych z suchymi bateriami I TO TYLKO W SAMEJ JAPONII.
    Czytaj uchem a nie brzuchem. 😉

  216. @lecher
    30 listopada o godz. 6:13

    Może Polityki nie stać na tych „ceniących się” 🙁

  217. Chyba jest specjalnie przykrojone żeby nie świeciło kolorami, obrazkami, animowanymi gifami itd.

  218. Dla tych, co jeszcze mają wątpliwości:

    „molestowanie seksualne to nie tylko złapanie za tyłek”

    http://www.wyrwanezkontekstu.pl/ludzie/metoo-ja-tez/

  219. Jak do tej pory, o molestowaniu nie opowiadał na blogu żaden mężczyzna, będę zatem pierwszy. Doświadczyłem molestowania dwa razy w życiu, w obu przypadkach molestującymi byli mężczyźni.

    Przypadek nr 1: na studiach, kolega ze starszego roku, którego znałem z widzenia, zaprosił mnie do siebie, żeby pokazać komputer. Studiowałem informatykę, to były lata 90., nowoczesne PC były drogie, wizyty kumpli w celu wspólnego fascynowania się ciekawym sprzętem – na porządku dziennym. Dlatego zupełnie nie spodziewałem się podstępu. W mieszkaniu, ów kolega dość szybko przystąpił do odtwarzania gejowskiego filmiku porno i próbował złapać mnie za krocze. Sytuacja totalnie zaskakująca, obrzydliwa i upokarzająca. Zerwałem się na nogi i wyszedłem. Długo nikomu nie opowiadałem o tym zdarzeniu, dopiero po kilku miesiącach zwierzyłem się dziewczynie i też bardziej w formie żartu (gdy ów koleś próbował mnie łapać za krocze, w pokoju obok siedziała jego mama 😅). Wtedy ani ja, ani moja dziewczyna nie patrzyliśmy na to zdarzenie jak na nachalne, niechciane zaloty – widzieliśmy żenujące zachowanie osoby „upośledzonej seksualnie”.

    Przypadek drugi: w tym roku, na przejściu granicznym z Azerbejdżanem. Przede mną w kolejce była stresująca sytuacja, kobieta nie rozumiała pytań pogranicznika, więc podszedłem i z szerokim uśmiechem na ustach pomogłem wyjaśnić sprawę. Niestety, nie byłem świadomy, że uśmiechanie się do obcego Azera to nie najlepszy pomysł. Ów Azer (ubrany w mundur i uzbrojony żołnierz) stanął obok mnie, zaczął zagadywać i głaskać oślizgłymi miękkimi łapami moje dłonie i plecy. Odsuwałem się w miarę możliwości, schowałem ręce do kieszeni – ale swoje odcierpiałem, zanim przyszła moja kolej do odprawy. Nie odważyłem się energiczniej protestować, znajdując się w kraju mocno „wschodnim”, otoczony żołnierzami tego kraju – gdyby mnie aresztowali, mogłoby się skończyć różnie. Dla postronnych, cała sytuacja była niezauważalna, moi znajomi myśleli, że przyjaźnie sobie gadam z tym pogranicznikiem.

    Wspomnienie oby tych wydarzeń jest dla mnie bardzo nieprzyjemne. Stwierdzam jednak, bez żadnej wątpliwości, że takie zdarzenia pozwalają mężczyźnie postawić się w sytuacji kobiet i je zrozumieć.

  220. @Maciej2
    30 listopada o godz. 14:33

    Ja znam tylko z opowiadania syna przyjaciół (wówczas 19-latka, świeżo po maturze), który podróżował autostopem po Grecji i jeden tamtejszy mnich nie tylko zabrał go swoim samochodem, ale i zaproponował nocleg w klasztorze w okolicach Atos. Po kolacji usiadł blisko niego i gładząc ciepłą dłonią po kolanku nakłaniał do zostania w klasztorze na dłużej, bo tak brakuje nowicjuszy 🙄

  221. Chyba się przekręcą kiedy czytam:
    „wbocek – 10:21
    Z przyjemnością czytałam twój komentarz. Jesteś romantykiem, idealistą.” Ach, czyżby?
    Bo jak to było, kiedy zwróciłam uwagę na bardzo seksistyczny i obraźliwy dla kobiet wpis boczka jakiś czas temu. Jaka mnie odpowiedź i obrzydliwe wyzwiska od głupiej baby spotkały. I to we współpracy z wielką damą tego bloga, której wtedy bliżej było do portek niż równouprawnienia. I może komuś też zechce się wrócić do wpisów tej samej osoby przed dniem kobiet, owych „całuję rączki” ociekających nie wiem, czy śliną czy spermą. I nikt tego nie zauważył, prawda?
    Niezwykle łatwo się teoretyzuje i wszyscy tu jak jeden albo jedna sami szlachetni obrońcy damskiej cnoty. Problem tylko w tym, że kiedy przychodzi do konkretów i trzeba trochę ruszyć pośladki, jakoś chętnych brak i nikt nie widzi problemu.
    No właśnie: Nie widzi tak bardzo, że zaraz mnie tu potraktują na co jak zwykle nie odpowiem.
    Wszystkiego szlachetni obrońcy niczego w grajdołku.

  222. @Vera

    Przykre obustronnie. Poraz kolejny mówię że szkoda że nowi uczestnicy na wejściu dostają kocówę.

  223. Swoją drogą ja też dostałam nie raz po łbie tylko że mnie to w ogóle nie rusza…

  224. @Tobermory
    30 listopada o godz. 15:22

    Podróże stopem nigdy mnie nie pociągały, ale poznałem sporo osób, które tak podróżowały. Dziewczyny mi mówiły, że z obawy przed napaścią w ogóle nie próbują zatrzymywać TIR-ów. Pewien znajomy wracał z Gruzji stopem i w Turcji wsiadł do TIR-a. Jednak szybko z niego uciekł, gdy kierowca zaproponował zawody pt. kto ma większe przyrodzenie 😉

    Uważa się powszechnie (i ja się z tym zgadzam, na podstawie własnych obserwacji), że w znakomitej większości przypadków to mężczyźni molestują: zarówno kobiety, jak i innych mężczyzn. Mężczyźni-ofiary takich awansów opowiadają o tym jeszcze rzadziej niż kobiety, bo to wybitnie żenujące i stawia ich w dwuznacznej sytuacji („czyżby on też był gejem?”).

  225. @Tobermory 30 listopada o godz. 13:16
    Dzięks! To jest szereg bardzo dobrych przykładów tego, czym jest molestowanie seksualne

    @Maciej2 30 listopada o godz. 14:33
    To molestowanie mężczyzn – piękne! Poza tym świetnie ilustrujesz tę niepisaną kulturową otoczkę – uśmiech mężczyzny do mężczyzny oznacza w niektórych kulturach tylko jedno?

    Jeśli chodzi o kontekst kulturowy – dziewczyna z Argentyny pracująca w Kanadzie jako przedszkolanka została skarcona, bo… dotykała dzieci! Nie wiem dokładnie, w jaki sposób dotykała, ale sam zarzut jest absurdalny dla osoby wychowanej w kulturze latynoskiej. W Hiszpanii podczas służbowego lunchu przedstawiciele różnych płci całują się w oba policzki na powitanie. I to są tylko współpracownicy, nie przyjaciele.

    A mężczyźni trzymający się za ręce? Powszechny zwyczaj wśród Arabów. Zdjęcie Busha juniora z jakimś Saudem za rączki wywołało sensację. Inna kultura? A do tego – na przykład „body space”, czyli pusta przestrzeń wokół siebie, której naruszenie jest niekomfortowe. Bardzo różna w różnych kulturach. Oczywiście, to jest margines, szara strefa. A nazywanie kogoś „głupią babą” miałoby być molestowaniem… seksualnym? Oj, chyba nie. Czy nazywanie „głupim facetem” jest seksistowskie?

  226. @Namargineska
    Czy nazywanie „głupim facetem” jest seksistowskie?
    Jest! Seksistowskie jest to, co ja uznam za seksistowskie 😉

  227. W Belgii przymusowo trzy całusy na powitanie. O trzy za dużo na mój gust a air kisses też nie lubię. Body space to ja mam na dwa metry minimum :/

  228. @Maciej2
    30 listopada o godz. 16:25

    W czasach studenckich podróżowałem sporo stopem i jak teraz pogrzebałem w pamięci, to przypomniał mi się Szwed, który mnie zabrał z Wrocławia do Kłodzka swoją wielką skanią. Byłem potwornie skacowany po nocnym oblewaniu dyplomu kolegi i dopiero po jakiejś półgodzinie zauważyłem, że kierowca (młody, przystojny i wesoły blondyn w krótkich spodenkach) ma rozpięty rozporek i cały „interes” na wierzchu 😯 Do tego czasu zdążyłem wypić wielką butlę wody mineralnej, którą mi oferował na początku jazdy. Kiedy się zorientował, że spojrzałem na jego klejnoty, zapytał:
    – Interested?
    – No!
    – OK 😎
    Odpowiedział spokojnie i kontynuował jazdę jakby nigdy nic.
    Niebawem było Kłodzko. Wysiadłem oszołomiony, nie wiem czym bardziej, kacem czy swobodą tego faceta 🙄

  229. @Na marginesie
    30 listopada o godz. 16:41

    Tak, kontekst kulturowy ma ogromne znaczenie. W krajach takich jak Gruzja czy Azerbejdżan, widok przyjaciół obejmujących się na ulicy, głaszczących po plecach, brzuchach(!) – nie jest niczym niezwykłym. Z kolei publiczne okazywanie czułości kobiecie jest bardzo źle odbierane.

    Mężczyzna wychowany w naszej kulturze toleruje właściwie tylko uścisk dłoni innego mężczyzny i może okazjonalne poklepanie po ramieniu czy plecach. Wykroczenie poza te formy wywołuje u nas duży dyskomfort i najczęściej spowoduje gwałtowną reakcję.

    A propos Azerbejdżanu, najzabawniejszą sytuację na styku kultur miała moja przyjaciółka, gdy w Baku wyszła sama „na miasto” z morką głową. Jak potem opowiadała, mężczyźni zaczepiali ją o wiele częściej niż zwykle (jest wyjątkowo ładną kobietą 🙂 ) i pytali, czy może są z nią koleżanki. Niedługo potem dowiedzieliśmy się, że w tym kraju, z mokrymi włosami publicznie pokazują się jedynie prostytutki…

  230. zza kałuży
    30 listopada o godz. 9:09
    I TO TYLKO W SAMEJ JAPONII.
    …………………………………………………………………………….
    Japonia to ciekawy kraj. Pod pewnymi względami.
    Mimo Fukushimy nie chcą zrezygnować z „atomu” do produkcji energii elektrycznej.
    Niedawno przewinęła się podana półgębkiem informacja ,że jest kontrakt na dostawę dużej partii samochodów z silnikiem Diesla do Kraju Kwitnącej Wiśni.

  231. Dziwię się zdziwieniu p. redaktor. Przecież taki poziom dyskusji internetowych dot. wszystkich spraw. Nie wyłączając „lewej strony”. Trwa przecież retoryka wojenna (w czym biorą aktywny udział i media) 🙂

  232. @zezem, zza kałuży i inni – ten silnik diesla… Słyszałam coś o przełomie w konstruowaniu silników spalinowych. Chodzi o połączenie systemu diesla z normalnym silnikiem stosowanym w autach osobowych. Taki hybrydowy silnik pozwala oszczędzić do 30 procent paliwa. Pierwsze modele już za rok-dwa. To będzie przełom chyba większy (i bliższy czasowo) niż silniki elektryczne, które są kłopotliwe, miało wydajne, drogie i wymagają ładowania baterii co kilka kilometrów plus wymiany tej baterii co rok czy dwa. Poza tym samochody elektryczne wcale nie są czystsze niż spalinowe – bo to zależy od sposobu zasilania elektrowni. Zwiększone wytwarzanie energii elektrycznej do tych samochodów będzie zatruwać środowisko, plus okresowa niewydolność sieci… horror.

  233. Vera
    30 listopada o godz. 15:55

    Nie przypominam sobie Ciebie, Vero, ale widzę, że i Ty mnie nie za bardzo kojarzysz, skoro przypisujesz mi takie idiotyzmy jak „całuję rączki” przed Dniem Kobiet. Niczego od zawsze nie obchodzę, nie świetuję, nie składam życzeń i nie odbieram, nawet nie mam tiku pozdrawiania – co nie znaczy, że kpię z niego u innych. Nie tylko Dzień Kobiet, ale i każda inna patetyczność dla mnie nie istnieją. Dobrze by było, gdybyś przypominała z cytatami, bo ogólnikami z każdego da się zrobić przeciwieństwo jego.

  234. @anumlik 30 listopada o godz. 16:53
    Zastąp słowo „seksistowskie” słowem „obraźliwe” i być może ostatecznie się zgodzimy 😉

  235. Oczom nie wierzę, uszom nie słyszę! Joanna Podgórska w „Polityce” o ateistach i molestowaniu religijnym. Użyła właśnie takiego sformułowania! „Molestowanie religijne” trafiło do mainstreamu. Bonus!

  236. P.S. Z tą elektryką jest tak samo jak z biopaliwami – które też miały być jakimś panaceum. A w efekcie wzrosły ceny żywności (bo np. soja jest sprzedawana na biopaliwa). Z kolei „biologiczna” sojowa izolacja w samochodach jest notorycznie zżerana przez wiewiórki i inne gryzonie. Ups!

  237. Na chłopski rozum? Cytuję komentarz na temat dopłat dla rolników, o których wkrótce ma zadecydować UE.

    „Dlaczego UE ma takich nierozgarniętych urzędników? Dawać za friko miliardy wiejskiemu tłumokowi to jak wbijać nóż w serce demokracji! Skoro wiadomo, że dla forsy tłumok zarżnie własną matkę (a z historii wiemy, że na pewno Żyda), to najpierw należy mu forsę odebrać, żeby się wściekł. Następnie trzeba mu powiedzieć, że z forsy nici, bo sądy i puszcza poszły z dymem ale że spoko, forsa wróci jak wrócą sądy. Tłumok będzie zgrzytał zębami ale jak sobie przeliczy to sądy wrócą.”

  238. @ Na marginesie 18:22
    Hm, hm, z pewną pomocą…

  239. @Maciej2 30 listopada o godz. 17:08
    Z mokrą głową… Piękne! 😀

  240. @Jacek Kowalczyk 30 listopada o godz. 18:36
    Redaktorską? Tak podejrzewałam. Gratulacje!

  241. Na marginesie
    30 listopada o godz. 18:18

    Auta hybrydowe, a tym bardziej elektryczne, to na razie zabawa dla zamożnych i pasjonatów. W zakupie są sporo droższe, hybrydy palą mniej, bo częściowo korzystają z zasilania elektrycznego, ale trzeba jeździć dużo i określony sposób, by oszczędność na benzynie była zauważalna. Koszty nieustannego rozwijania systemy przez firmy prywatne muszą być pokryte ceną.Chyba, że całe państwa się włączą, co próbuje się robić, ale ciągle bez zdecydowania.
    W Polsce, jak wiemy od wicepremiera Morawieckiego, już w 2024 roku będzie jeździć milion katolickich aut elektrycznych. Znaczy: polski konstruktor zaprojektuje auto, oraz katolickie źródło zasilania, katolicka fabryka zbuduje, katolicki klient zapłaci cenę a katoliccy przedsiębiorcy zbudują – co ja mówię, już budują, przecież takie roboty zajmują lata! – masową infrastrukturę do obsługi katolickich aut elektrycznych. Będzie gotowe w 2024 roku.
    Oczywiście: ekologiczność aut elektrycznych wiąże się ze źródłem elektryki. Elektrownie węglowe (inne nad Wisłą są pomijalne) są antyekologiczne, ale za to są Polską Racją Stanu, jak oświadczył Duda Andrzej.

  242. @NeferNefer 30 listopada o godz. 16:56
    Trzy całusy – to jak w Polsce! Nasz znajomy, przemiły Szwajcar, na powitanie serdecznie wali po ramieniu. Bez rozróżniania płci. A ma chłop krzepę i wielkie łapy. Ech, żyzń…

  243. Jacek Kowalczyk
    30 listopada o godz. 18:36

    Łorety ! zaraz się rzucę czytać, ale najpierw padnę na kolana. I się pomodlę. Po czym wstanę, bo to obowiązek.

  244. @Tanaka 30 listopada o godz. 18:42
    Te elektryczne auta już miały być – i poległy – w Izraelu. I nie wiem, gdzie jeszcze. Ale Izrael miał być idealnym poligonem, bo jest niewielkim krajem, izolowanym przez wszystkich sąsiadów – więc nie ma możliwości wyjazdu autem za granicę. No i mieli napalonego inwestora. Projekt zbankrutował zdaje się dlatego, że nie zdołano stworzyć sieci stacji zasilających – bez której to sieci cała sprawa się rypie. Ciekawe, jak i za co Morawiecki zamierza stworzyć taką sieć w Polsce – kraju jednak całkiem sporym. Ciekawe!

  245. @Na marginesie, z godz. 18:20
    być może ostatecznie się zgodzimy
    Nie ma między nami sporu. Sparafrazowałem słynne powiedzenie Goeringa: „To ja decyduję, kto u mnie jest Żydem”.

  246. Na marginesie
    30 listopada o godz. 18:18
    Ciekawy wpis i …obrazoburczy dla zwolenników samochodów z napędem elektrycznym. Ja też i nie tylko ja patrzę na tego „hurra-projekty” sceptycznym okiem. Ba, są nawet i to b. poważne plany aby energia do tego typu samochodów była dostarczana przez wiatr i słońce. Ludzie ,którzy to „planują” nie mają pojęcia o technice , bilansie energetycznym ,sprawności urządzeń dostarczających taką energię i źródłach surowcowych. Nie tak dalej jak wczoraj czytałem o genialnym wynlazku południowo-koreańskich naukowców , którzy chcą stosować grafen w tzw. suchych bateriach (samochodowych),a tenże grafen ma być pozyskiwany… z krzemionki (SiO2), której jest jak wiadomo b. dużo np. na Saharze…
    I tak się robi przysłowiową wodę z mózgu.

  247. Tanaka

    Tanaczku, przy poprzednim temacie byłem więcej nieobecny, więc nie zauważyłem Twojego pytania o garażowanie okrętu – dopiero dziś po wyjściu z wody. Więc odpowiadam niepełnym obrazkiem pod koniec filmiku. Widać tylko moje wyjście z garażu. Bo od marca do końca listopada garażuję w ćcinach, w ogóle nie wyciągam okrętu na ląd – to tegoroczny pomysł. Kokpit przykrywam pokrowcem; podobnie jak żagle – z worków po nawozach. Na wypadek, żeby jakiś zaskroniec nie wyciągnął dla draki, przywiązuję sznurkiem do pęku ćcin. Niestety, nie mam filmiku w pełni pokazującego garażowanie. Wszystkie obrazy mam na pendrajwach, ale oddając laptopa do zamiany cholernego windows10 na windows7 zapomniałem, że ok. 30. filmików mam w laptopie – i odeszły w niebyt.

    Ale mam większy interes. Właściwie nie do Ciebie, lecz do którejś z pań – tej, która Ci zalecała skromność po tym, jak się powołałeś na jakąś osobistość, coś porównywałeś. Nie jestem pewien, czy to – w imię ojca i synka – nie była…a zresztą. Nie mogłem tego wpisu znaleźć, więc mówię do Ciebie jako domniemanego nieskromnego, który śmiał stanąć lub przejść obok kogoś wielkiego.

    Upatrywanie nieskromności w tym, że ktoś swoje myśli utożsamia bądź porównuje z myślami kogoś znanego, jest dość powszechne. I bezwartościowe – bo to z bardzo powierzchownego widzenia wzięty, bezrefleksyjny, papugomałpi odruch, tik, a nawet kołtuński popis. Przypisujący porównującemu zachowanie nieetyczne, pyszne sam jest głęboko nieetyczny, jako że kompletnie bezpodstawnie sugeruje, że celem porównującego nie jest zwyczajne przywołanie kogoś podobnie myślącego, lecz ukartowane stanięcie obok sławy – dla nobilitacji. Nie nazwę takiego wytykania „podłością”, boć to tylko tik. Ale im więcej tików w osobniku, tym mniej w nim chyba…rozumiku?…nieee…kurde, zapomniałem.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6494253559510841074?icm=false&iso=true

  248. @anumlik 30 listopada o godz. 19:24
    Aha, aha. Ten Goering to jak polskim sądzie, który w sprawie powieszenia portretów posłów do parlamentu UE na szubienicach wezwał na przesłuchanie… tychże sportretowanych posłów. To ja decyduję, komu uznam za stosowne utrudnić życie… Because I can!
    I nic nas nie przekona, że białe jest białe.

  249. @zezem 30 listopada o godz. 19:32

    Nie tylko z mózgu – to jest też drenaż kieszeni. Bo na wdrażanie wybranych technologii są dotacje. A jeśli dany projekt stanie się modny – to już wtedy hulaj dusza piekła nie ma. Oczywiście, że zasoby ropy się wyczerpią, a w tej chwili świat się dusi w spalinach. Ale wszelkie możliwe alternatywy warto jednak przemyśleć. Ze wszystkich stron.

  250. nieco statystyki: Gopressmobility, listopad 2017
    _____________________________________________________
    Norway: 29% electric cars
    The market has also grown in France (+9,9%), UK (+46%) and Germany (+134%) but globally, the electric car market share averages at 1,2% in the EU. The most important market in the EU is Norway with 29 electric cars out of 100 cars on the road.
    Then the Netherlands follow with 6%, with Sweden (3,6%), Switzerland (2%) and Belgium (1,7%) next. For six countries (France, Germany, UK, Austria, Finland and Portugal) it varies between 1,5 and 0,5%. In the rest of the EU countries, the electric car market share is near to zero.

  251. wbocek
    30 listopada o godz. 19:35

    Kurcze, ciarki na plecach: na obrazie niszczyciel, armata, sztorm na Atlantyku i jazda na bombardowanie U-boota. Ten skrót perspektywiczny wzmacnia wrażenia !
    Zgaduję, z opisu i końcówki filmu kinematograficznego, że parkujesz okręt w ćcinach metodą na niewidzialność: żaden katolicki złodziej nie wypatrzy

    Teraz nie skojarzę kto się mnie czepiał za jakoweś przylepianie się do autorytetu, ale mniejsza z tym. Za jakiś czas będzie powtórka. pewnie dlatego nie bardzo na to zwróciłem uwagę, że nie mam wielu autorytetów a te co mam, są poważne. Posiadanie tłumu autorytetów oznajmia, że ma się mały autorytet własny, a jak się człowiek kształci na siebie, to mu maleje potrzeba podpierania się zewnętrznością, natomiast chętnie słucha, myśli i dyskutuje.

    Obaj znamy Konrada Lorenza, to jeden z autorytetów niemniemanych, choć nauka od jego czasów posunęła się do przodu, to w podobnym kierunku, co znaczy mniej więcej tyle, że tik to jedna z głównych czynności ludzkości.

  252. Tanaka

    Tanako, nawet odpowiedziałeś tej damie. A ja zwrociłem uwagę na jej tik tylko dlatego, źe to powszechny tik, czyli wykorzystanie okazji do zademonstrowania własnej skromności i niewinności, kiedy się nie ma nic do powiedzenia, a powiedzieć się chce. Właśnie po to są bezmyślne tiki.

  253. Tanaka

    Racja z tym niewypatrzeniem okrętu. Nie tylko nie wypatrzy, ale i nie polezie. Inna rzecz, że nie ma czego wypatrywać. A dla mnie wygoda i pewność, że żadne jaszczurki, myszy i zaskrońce nie będą mi pod nieobecność gniazd zakładać, a ja nie będę musiał robić za tatusia. Dość, że już mam trzy cudze psy na utrzymaniu.

  254. @Na marginesie 30 listopada o godz. 18:18
    „ten silnik diesla… (…) To będzie przełom chyba większy (i bliższy czasowo) niż silniki elektryczne”
    Pażywiom, uwidim czy większy i czy bliższy. Na razie to gdybaniologia.

    „silniki elektryczne, które są kłopotliwe, miało wydajne, drogie i wymagają ładowania baterii co kilka kilometrów plus wymiany tej baterii co rok czy dwa. Poza tym samochody elektryczne wcale nie są czystsze niż spalinowe – bo to zależy od sposobu zasilania elektrowni. Zwiększone wytwarzanie energii elektrycznej do tych samochodów będzie zatruwać środowisko, plus okresowa niewydolność sieci… horror.”

    @Na marginesie 30 listopada o godz. 19:45
    „Nie tylko z mózgu – to jest też drenaż kieszeni. Bo na wdrażanie wybranych technologii są dotacje. A jeśli dany projekt stanie się modny – to już wtedy hulaj dusza piekła nie ma. Oczywiście, że zasoby ropy się wyczerpią, a w tej chwili świat się dusi w spalinach. Ale wszelkie możliwe alternatywy warto jednak przemyśleć. Ze wszystkich stron.”

    Podsumujmy opinie @na marginesie, entuzjastki samochodów hybrydowych i elektrycznych:

    1. kłopotliwe
    2. mało wydajne
    3. drogie
    4. wymagają ładowania baterii co kilka kilometrów
    5. wymagają wymiany tej baterii co rok czy dwa
    6. nie są czystsze niż spalinowe
    7. Zwiększone wytwarzanie energii elektrycznej do tych samochodów będzie zatruwać środowisko
    8. (podlegają) okresowej niewydolności sieci… horror
    9. drenuja kieszeń podatnika na hulaj dusza piekła nie ma dotacje

    1. W świetle osobnego punktu 4. –> ????

    2. Sumarycznie dużo zależy od początkowego źródła energii i dotyczy całej ludzkiej gospodarki

    3. przypuszczam, że koń był tańszy od Forda T, ale po pół godzinie !!! szukania ceny konia w 1913 roku poddaję się. 😉 Znalazłem tylko, że koń kawaleryjski podczas Wojny Secesyjnej kosztował 150 dolarów.

    4. Po pierwsze primo to średni dystans przejeżdżany przez kierowcę – mieszczucha wynosi 25 rzutów beretem. A nie 300 km. To dla USA. W Polsce odległości są jeszcze mniejsze, więc proszę nie narzekać na mały zasięg elektrycznych samochodów. Po drugie primo wiele osób ma dwa albo więcej samochodów i na wakacyjne albo tylko w dłuższe podróże może sobie – na razie – jeździć benzynowym, konwencjonalnym. A po trzecie to warto śledzić rozwój elektryków bo ich zasięg rośnie szybko.

    5. Co rok czy dwa? Żartujesz sobie. No chyba, że rocznie robisz 50 tys. mil. Toyota daje na baterię Priusa 8 lat/100 tys. mil gwarancji.

    6. ad.2 Dodam tylko, że ja kupkę i siusiu robię w ubikacji a nie do kuchennego zlewu. A kanapki właśnie w kuchni, blisko zlewu. Oraz że mój sedes nie stoi w kuchni przy stole.
    Podobnie – skoro gdzieś juz musimy brudzić tym generowaniem energii, podobnie jak składowaniem śmieci, to ja wolę aby miejsca generowania energii elektrycznej, podobnie jak wysypiska śmieci, odsunąć od miejsc, gdzie mieszkamy i pracujemy.

    7. Niekoniecznie. Np. ładowanie autek w nocy. Chyba, że ty serio uważasz, iż powinnismy jutro przejść na benzynowe generatory prądu w każdej kuchni.

    8. W pełni się zgadzam, niewydolność sieci tramwajowych oraz pociągowej trakcji elektrycznej to nasz codzienny horror. Już nie mówiąc o jakże lekkomyślnym poleganiu na energii elektrycznej do przechowywania żywnosci (lodówki!!!), łączności telefonicznej (dzwonienie po pogotowie!!!) oraz ogrzewaniu mieszkań rurami z miejskiej elektrociepłowni.

    9. Jak rozumiem do i ze swojego zamku jeździsz tylko drogami, które sama sobie zbudowałaś. No albo tylko po tych, które pozostawili Rzymianie.

  255. @pombocek
    30 listopada o godz. 22:28
    Były dwa, teraz trzy. Dobrze ci idzie, prawie tak jak mnie.
    najpierw była jedna, potem dwie a teraz? I strasznie wrzeszczą 🙂
    https://photos.app.goo.gl/IsNAMjtzh8GfVxuh2

  256. @Na marginesie

    Wydawało mi się że w Polsce był jeden cmok ale już chyba nie pamiętam. Jak raz próbowałam znajomemu w pracy wytłumaczyć że całuję rąsie nie specjalnie mi się podoba to się na mnie na pół roku obraził.

  257. @zezem 30 listopada o godz. 19:32
    „Ba, są nawet i to b. poważne plany aby energia do tego typu samochodów była dostarczana przez wiatr i słońce. Ludzie ,którzy to „planują” nie mają pojęcia o technice , bilansie energetycznym ,sprawności urządzeń dostarczających taką energię i źródłach surowcowych.”
    Hm, czy ja wiem:
    http://www.independent.co.uk/news/world/europe/germany-green-technology-record-power-generation-35-per-cent-renewables-solar-wind-turbines-a7820156.html

    „Nie tak dalej jak wczoraj czytałem o genialnym wynlazku południowo-koreańskich naukowców , którzy chcą stosować grafen w tzw. suchych bateriach (samochodowych),a tenże grafen ma być pozyskiwany… z krzemionki (SiO2), której jest jak wiadomo b. dużo np. na Saharze… I tak się robi przysłowiową wodę z mózgu.”
    Mógłbyś porzucić linka albo chociaż podać źródło tych rewelacji?

    Zawsze pamiętaj o tym, jak media przekazują techniczne albo naukowe wiadomości:

    http://phdcomics.com/comics/archive_print.php?comicid=1174

  258. Fakt, w Oslo jeździło bardzo dużo samochodów elektrycznych

  259. @NeferNefer
    30 listopada o godz. 22:57
    I nie wiadomo było co zrobić z taką opluta rąsią – wycierać od razu czy czekać aż wyschnie 🙂

  260. NeferNefer
    30 listopada o godz. 22:57

    Za dwie rąsie na pół roku się obraził? To kolega jakiś niekonsekwentny. Powinien na dwa lata. Ale i tak wiadomo: rok nie wyrok. Ale skoro dwa lata to jak dla brata, to od razu dżender.

  261. @Ewa-Joanna

    yyyyyy :/

    @Tanaka

    Za jedną na pół roku.

  262. NeferNefer
    30 listopada o godz. 22:57

    Mżonek przywiózł raz na noc dwóch polskich kolegów, którzy pomagali przy pracach terenowych projektu. „Tylko oni głosują na dobrą zmianę” uprzedził wcześniej „I w ogóle. A poza tym są w porządku”. Witamy się w drzwiach a panowie (po czterdziestce ale nie zaawansowanej) rzucili się całować mnie w rękę. Z zaskoczenia mnie wzieli bo dawno nie byłam w Polsce to aż podskoczylam a mój syn dostał na ten widok oczu jak spodki i ataku niekontrolowanego chichu. NB. ten sam potomek kompletnie nie reaguje kiedy goście z innych krajów witają się ze mną całusem w policzek, więc to kwestia opatrzenia i przyzwyczajenia.

    @Ewa-Joanna

    Fajny wstępniak , minimum tekstu , maximum treści. Wszystko co chciałam dodać ktoś już dopisal pod spodem więc jadę do pracy.

  263. Jestem kobietą elegancką, kulturalną, ładną, nowoczesną, naturalną, bez kółek w nosie i bez tatuażu. Nie palę, nie piję, prowadzę samochód, mam ukończony kurs komputerowy – nie kwitnę przy komputerze – księgowy, esperanto, kroju i szycia, chodzę do teatru wyłącznie prawą stroną z wyłączoną komórką – rozmawiam tylko tam, gdzie nikt nie słyszy – ubieram się gustownie, ale nie pół dnia, chodzę z kijkami, mówię czterema językami, uwielbiam fitnes, żywię się bardzo zdrowo samymi warzywami i suplementami, nie cierpię komplementów, ale skromnie się uśmiecham, gdy słyszę, nie wyrywam gwałtownie ręki, gdy ktoś chce cmoknąć, odzywam się rzadko i tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia, jestem taktowna, wrażliwa, delikatna, nikomu się nie narzucam, nie wyrywam się z poglądami, nie zanudzam, nie przesadzam z makijażem, słowem – jestem kobietą twoich marzeń. Nie rozumiem więc, czemu kolega, który nie jest szefem, ale bardzo mi się podoba, nie podejdzie jak człowiek, nie klepnie, nie dotknie, nie powie miłego słowa, lecz cały dzień zajęty jest wyłącznie pracą.

  264. pombocku ale co to niby miało być?

  265. NeferNefer
    1 grudnia o godz. 8:37

    Neferko, czy może być coś bardziej oburzającego niż nie tylko niemolestowanie, ale i niezauważanie idealnej kobiety. Wół ten kolega i tyle.

  266. Naprawdę panowie myślą że elegancka kulturalna wykształcona kobieta będzie się zastanawiać a może wyczekiwać żeby szef ją klepnął?

    ajajaj 🙁

  267. NeferNefer
    1 grudnia o godz. 8:46

    Neferko, elegancka, kulturalna, wykształcona kobieta dopiero przez dalekowschodnie okulary widzi żart? Ajajajajajajajajajajajajaj!

  268. Jak by tak odpisać, aby nie usłyszeć, że konfabuluję…

    Starsza ode mnie, ale tylko o kilka lat.
    Na koniec przez nią z pracy mnie wylano, pierwszy i jedyny raz w życiu.

    Popłakała się w kadrach, że „nadużyłem jej zaufania, zachowałem sie niegrzecznie i celowo wykorzystałem przeciwko niej całkowicie prywatną i powierzoną mi w zaufaniu wiedzę o jej rodzinie”. I że ona wiecej ze mną pracować nie chce, bo boi się że ją będę harasować.

    Mężata, jeden syneczek – nastolatek.
    Nie chcial się uczyć, wpadł w złe towarzystwo, rodzice – polonusi, każde na dwóch robotach, trochę nie dopilnowali, synek zaczął dostawać mandaty za jazdę po pijaku, potem zaczęły sie narkotyki.

    Pani była operatorką, po polsku kimś w rodzaju laborantki – pomaturzystki. Była inteligentna, umiała obsłużyć wszystkie maszyny to zabrali ją z produkcji i dali do laboratorium badawczego.
    No i upatrzyła sobie mnie do zwierzeń na temat syna, co sprawia trudności wychowawcze.
    -No bo pan zza kałuży ma tyle dzieci to pan będzie umiał coś poradzić.

    Usłyszałem wszystkie historie tej rodziny, jak ksiądz na spowiedzi. O mężu, jak się im układa (że dobrze), o wszystkich krewnych (chwaliła się, że ma bardzo kochającą się rodzinę) o jej pracy wolontariuszki w parafii (że tak ją cenią iż ostatnim razem jak naszą parafię wizytował biskup taki a taki – pan z pewnoscią słyszął o nim? – to właśnie mnie wybrała rada parafialna do wręczenia biskupowi kwiatów przy ołtarzu i wie pan, co buskup zrobił? moje kwiaty natychmiast oddał jakiemuś ministrantowi! no jak tak można!), w końcu zaprosiła mnie do siebie do domu na obiad. Bez okazji, no bo tak się nam dobrze pracuje i w ogóle. Wymigiwałem się i odkładałem chyba z 2 miesiące, w końcu widząc, że się obrazi nie na żarty, powiedzialem, że wpadnę do niej do domu jeszcze z jednym kolega z pracy, też jej znajomym. Chciałem aby robił za przyzwoitkę. Nie było to potrzebne, bo mąż okazał się być rzeczywistym i obecnym w domu podczas obiadu stworzeniem.
    Nakarmiła nas dwóch a potem nastapiła część najważniejsza wizyty, czyli oprowadzanie po domu. Zobaczyłem wszystkie kąty i piec piąty.
    O ja naiwny, ja sobie wyobrażałem bógwico a pani chciała się domem pochwalić.

    Cały czas w pracy dostawałem raporty o każdym mandacie syna, o każdej wizycie policji, o napomnieniach i karach w szkole.

    Ciepiała na tym nasza komunikacja pracowa, a trzeba było zostawiać dla siebie bardzo dokładne / ścisłe wiadomości. Komputerowo – emailowo i papierowo. Im wiecej – w jej opinii – stawałem się członkiem jej rodziny, tym bardziej olewała wypełnianie formularzy pracowych.

    Któregoś dnia popełniłem aż dwa błędy.

    Pierwszy błąd był klasycznym męskim błędem. W rozmowie z kobietą zapomniałem, że moją rolą nie jest proponowanie rozwiazń tylko wysłuchanie żalów. A ja zamiast po raz setny słuchać, że syn się nie uczy palnąłem, że uważam za dobry pomysł danie mu przykładu przez jego rodziców i według mnie któreś z państwa powinno pójść do szkoły i kontynuując swoja edukacje dać dobry przykład synowi.

    W kadrach przetłumaczono mi, że „wytknąłem tej pani, że jest głupia i niewykształcona”.

    Drugim błędem było – przyznaje w nerwach, bo mieliśmy tego dnia alarm ppoż plus głupie zebranie – fukniecie na nią, że „nie mamy dzisiaj czasu na rodzinne ple ple bo roboty huk i jak natychmiast czegoś nie zastartujemy to nie zdążymy na następną operacje a przecież obiecaliśmy, że to będzie gotowe na kiedyś tam.”

    Po tym pani sie rozpłakała, wybiegła z laboratorium i poleciała do kadr na skargę.

    Szefostwo – i to nie jest już wina tej pani – rok wcześniej – zmieniło się i planem nowego głownego szefa oraz jego totumfanckiego szefa R&D była wymiana całej „starej” kadry. Płacz operatorki byl dla nich idealnym pretekstem do pozbycia sie mnie i tak się też stało.

    Tutaj ma pan sowitą odprawę i rozstajemy się pokojowo albo nasz prawnik skontaktuje się z panem i bedzie dyscyplinarka za molestowanie.

    Po tygodniu, jak zadzwonił do mnie były kolega z tej samej pracy, którego wyrzucili dwa miesiące wcześniej – ściagając mnie do swojej nowej firmy, pozbyłem się wszelkiej ochoty na walkę z wiatrakami i rozstaliśmy się „w zgodzie”.

    Morał – jak chcesz narobić sobie kłopotów w robocie to zacznij mylić miejsce pracy z domem a wspólpracowników z kumplami.

  269. wbocek
    1 grudnia o godz. 8:55

    Wiesz pombocku miły, bez intonacji, głosu sam suchy tekst może być różnie odebrany – potruizmuję sobie że to jest najczęstsza przyczyna wszelkich nieporozumień w internecie. No i jakoś zabawne mi się nie wydało.

    A jak już tak se społecznie rozmawiamy to Ci powiem że kobieta i tak będzie wiedziała że się podoba, bez klepania i nawet jak „zajęty wyłącznie pracą” 😉

  270. @Tanaka
    nic nie wiem, skrzynkę mailową mam zablokowaną od wczoraj.

  271. @wbocek 1 grudnia o godz. 8:27 napisał:

    „Jestem kobietą (…) Nie rozumiem więc, czemu kolega, który nie jest szefem, ale bardzo mi się podoba, nie podejdzie jak człowiek”

    Na co @ NeferNefer 1 grudnia o godz. 9:31 odpisała:

    „to Ci powiem że kobieta i tak będzie wiedziała że się podoba”

    ***********************************

    No i się @wbocek dogadał.
    Z kobietą.
    Całe szczęście, że nie w pracy.

  272. NeferNefer
    1 grudnia o godz. 9:31

    Neferko, jak już tak, to nie ma rzeczy zabawnych lub niezabawnych – są rzeczy. Ich zabawność lub niezabawność to zawsze tylko WYDAWANIE SIĘ, czyli indywidualny ryzyk-fizyk. Podobnie ja dobro i zło, grzeczność i niegrzeczność, uroda i brzydota i wszystko, co jest OCENĄ. Ale największe nieszczęście to nie zabawność/niezabawność, lecz ich komentowanie. Próbuję zamiast komentarza, ale może nie wyjść, bo za zupa jestem komputrowa: o.O O.o

  273. wbocek
    1 grudnia o godz. 10:01

    No i zupa. Ale to nie nowość.

  274. wbocek
    1 grudnia o godz. 10:01

    Wiesz co pombocku, już jestem po dwóch kawach ale coś dzisiaj ciężko kumam

  275. NeferNefer
    1 grudnia o godz. 10:49

    No to Ci wyjaśnię, NefereNeferNeferko.

    Dziś jest pierwszy dzień tradycji objawienia na Jamnie. U mnie wszystkie tradycje są odwołane, ale za chwilę wyruszam na wodę, więc, chcąc nie chcąc, wezmę udział. Bierny, ale czynnego nie wykluczam, jeśli to komuś sprawi przyjemność. Hej tam na brzegu! Bywajta! Franek, hej tam wio!

  276. @NeferNefer
    Zza kałuży bardzo łopatologicznie rozkminił problem: jak chcesz narobić sobie kłopotów w robocie to zacznij mylić miejsce pracy z domem a wspólpracowników z kumplami. Dodam też, że miejsce pracy to ani agencja towarzyska, ani klub złamanych serc.

  277. anumlik
    1 grudnia o godz. 11:15

    Akurat tego to mi nie trzeba tłumaczyć :/

  278. @NeferNefer
    Piszesz to po trzeciej kawie? Ja – jak dotąd – po dwóch 😀

  279. anumlik
    1 grudnia o godz. 11:23

    Jak wypiję czecią to będę nie do wytrzymania 🙂

  280. Miejsce pracy to nie agencja towarzyska, ani klub złamanych serc.
    Tak jest ! Przy czym tak będzie – w niebie. Nieba pragniemy i o nie wołamy. Pamiętamy z komunii.

    Jak jest? Jak to mówią – różnie. Na przykład tak:
    1. obejmujesz szefostwo po poprzednim szefie. Po objęciu szefostwa dowiadujesz się, zwykle nie od razu i nie wprost („kultura korporacyjna”), że:
    2. poprzednik był tradycjonalista- seksista: wielki misiak. Swój człowiek. Jak to mówią.
    3. Klepał panie po pupie i było he-he. Miło było. Zespół mężczyźniany, na zebraniach i w korytarzach, he-he, dowcipy o paniach, w przełożeniu na góralskie: jak sie odesce to cie popiesce.
    4. wielki szef wielki misiak jest tak wielki, że do butów nie może sięgnąć. Rozumiecie: 150 kilo żywej wagi +15 kilo dekoracji. Nie da rady. Potrzebna asystentka do wiązania butów, bo z eleganckich lakierków wyłażą słoniowe nogi. Jest astystentka, przesunieta z funkcji jednej z sekretarek. Wielki szef ma wielki kark – trzeba pomasować.
    5. Cała ekipa jest na usługach szefa: musi się wylansować, w celu wykonania skoku na najwyższe stanowisko już pozakorporacyjne. W związku z tym ekipa mało się zajmuje pracą, a więcej – usługami wewnętrznymi. Tak też była dobierana pod kątem, powiedzmy – kompetencyjnym.
    6. Robota, od której zależy los wielkiej spółki – markowana, a w istocie – zawalona.
    7. jesteś szef – masz zrobić co należy.
    8. pierwszego dnia zgłasza się opuszczona asystentka. Ma miłe propozycje. Sznurowadła zawiążesz samodzielnie, ale oferta jest bogata. Trzeciego dnia zgłasza się kolejna miła koleżanka.
    8. Potraktowane miło, ale bez należytej atencji dla fachowości proponowanych usług, koleżanki piszą donosy: szef jest do nas uprzedzony!
    9. koledzy dowiadują się, że koniec klepania, a początek pracy. Dowiadujesz się, że nie ma z kim pracować, oprócz dwóch ludzi. Trzeba zrobić strategię rozwoju spółki. Poprzednia składała się z tytułu i makulatury.
    10. do rady nadzorczej docierają informacje, że „sytuacja jest poważna”. Wcześniej nie była poważna.
    11. taka wczesna wersja #MeToo, z przyległościami, która działa w obie strony.
    12. jest ciekawie. Zależy dla kogo i z jakiego punktu widzenia.

  281. konstancja
    1 grudnia o godz. 10:01

    Ja też nic nie wiem, ale wiem: mam! Dobijałem się razy kilka, jak to u wilka, i nic.

  282. @Tanaka, z godz. 12:27
    Znam z tzw. autopsji. Cztery razy byłem „wielkim szefem”. I za każdym razem, na początku, doświadczałem „podchodów” ze strony pań, które – jedne w sposób zakamuflowany, inne niedwuznacznie – dawały do zrozumienia, że „nie miałyby nic na przeciw”. Odprawiałem z mety. Te nachalne – z pracy. Sekretarki wybierałem kompetentne, ale niezbyt urodziwe (jeśli przed gabinetem szefa wita cię sekretarka z nogami do szyi, to już jest coś nie tak – przepraszam atrakcyjne panie). Zawsze (powtórzę – zawsze) wstawałem, gdy ktoś do mego gabinetu (tak to to się nazywa) wchodził; obojętnie – kobieta czy mężczyzna. Prosiłem, aby usiadł, po czym sam siadałem jako drugi. Jedyne (po kilku takich seansach wszyscy o tym wiedzieli) na co sobie pozwalałem, to proponowanie/wskazanie miejsca do rozmowy. Jeśli dotyczyła wyłącznie pracy, wysłuchania opinii, zasięgnięcia rady – to miejscem tym był osobny stolik z dwoma, trzema, czterema fotelikami (sekretarka wiedziała na ile osób stolik przygotować). Jeśli rozmową miał być „opieprz”, delikwent siadał do drugiej stronie biurka. Głosu nigdy na żadnego pracownika nie podniosłem, ale też z uśmiechem potrafiłem wręczyć wypowiedzenie. Ota, takie tam standardy, przeze mnie i dla mnie ustanowione.

  283. anumlik
    1 grudnia o godz. 12:52

    Tak jest, ale zauważ: jako wielki miałeś niewielki problem z wiązaniem sznurowadeł.
    Prawie, albo wszystko jest możliwe, jeśli jest odpowiednia (chociaż o tym nie od razu się wie) konfiguracja czynników. Przy określonym poziomie korupcji (to przykład na korumpowanie pracowników przez szefa: robienie pod szefa, lizusostwo i usługi, a gdy w grę wchodzą kompetencje – panika – co jest wynagradzane: same najwyższe oceny w karcie ocen pracownika, premie, wyjazdy, auta służbowe i tak dalej. No i odpowiednio regulowany dostęp do ucha prezesa.
    Inna ciekawa metoda, w której odbywa się swoisty dialog bez zbędnych słów: nowy szef, publicznie, przy wszystkich upokarza wybraną pracownicę, albo wszystkich po kolei. Pracownica robi obliczenie: co mi się bardziej opłaci – odejść, walczyć o tzw. godność albo i zadośćuczynienie, czy zrobić to, co za pomocą upokorzenia zaproponował szef – bo to jest propozycja: daj mi dupy!
    Transformacja z pracownicy upokorzonej w pracownicę sektora usług wewnętrznych ma bardzo, hm, specyficzny przebieg i manifestację.

  284. ozzy
    30 listopada o godz. 21:31
    Statystyka interesująca. Pytanie do statystyki: jakie źródła energii ma Norwegia? Ile mieszkańców/samochodów jest w Norwegii?
    I ostatnie. Norwegia jest znana z dużej floty nie tylko rybackiej. Myślę, że i tam niedługo przynajmniej 30% jednostek będzie napędzanych energią elektryczną. W pierwszym rzędzie tankowce.

  285. Jako ze swoje poglady w temacie kilkukrotnie wyrazalem, sie powstrzymuje, jak oddech, bo z tak zwanym zapartym tchem obserwuje jak si erozwija akcja #meeto wraz z polaka wersja @jatez…

    Niejako poza glownym watkiem, ale za to na czasie dowcip. Znajacych prosze o wyrozumialosc, bo niby skad mam wiedziec, ze znacie?

    Pyt:
    Czym sie roznia optymista, pesymista i realista?

    Odp:
    Optymista uczy sie angielskiego, pesymista chinskiego, a realista czysci kalacha.

    Nie rozpowszechniam niesmiesznych kawalow (na ogol), ten rozpowszechniam, bo jest tak realistyczny, ze az mnie smieszy.

  286. @zezem 1 grudnia o godz. 13:21

    Inteligentne! A poza tym – skąd się bierze gros dochodu narodowego Norwegii?
    Chyba z ropy? Paradoks, prawda?

  287. Na marginesie
    1 grudnia o godz. 14:56
    Norweska ropa. Nie chciałbym skądinąd sympatycznym Skandynawom zarzucać obłudę,ale w trosce o środowisko bliźniego powinni też przykręcić kurki ze swoich złóż ;–).
    Na poważnie – w Norwegii niemal każda gmina ma małą elektrownię ,która jest zasilana wodą z sążnistych potoków górskich, by nie powedzieć rzek. Przy stosunkowo niewielkiej ilości mieszkańców można myśleć o takich projektach jak pojazdy z napędem elektrycznym.
    Jakiś czas temu byłem świadkiem takiego wydarzenia (kraj szczycący się wysoko rozwiniętą gospodarką ,techniką i wysokim (a jakże) poczuciem w zakresie ochrony środowiska.)
    Klient kupuje nowy samochód, oddaje b.b. starego „diesla” ledwo zipiącego, prawie złom, jednak sprzedawca bierze go w „zaliczkę”. Pytanie klienta: „..a co zrobicie z tym samochodem?” „Naprawimy go” brzmiała odpowiedź. Dalszy ciąg jest mi znany z pewnego reportażu. Do dużego portu przypływa co jakiś czas olbrzymi transportowiec i pakują w niego setki starych „zjełczałych” samochodów. Potem statek odpływa do… Gdzie? No gdzie?
    A potem te konferencje polityków zatroskanych o przyszłość naszej planety.

  288. @zezem
    16:56

    odpowiedziales lepiej za mnie; to nie moj temat.
    Dziekuje i pozdrawiam. Norwegie lubie. Czesto jestem w Bergen z racji powiazan rodzinnych. A to najbardziej deszczowe miasto norwskie. Ponadto: produkcja miesna w tym kraju, to prawie zerowe uzywanie antybiotykow.

    PS a z tymi transportami samochodow? Moj znajomy z Nigerii kupuje je w Skandynawii hurtem i plyna do Afryki.

  289. Norwegia promuje samochody elektryczne przez wysokie subwencje i zwolnienia z różnych opłat. Nabywca takiego samochodu nie płaci 25- procentowego VAT, opłaty importowej i podatku od posiadania pojazdu. Wjeżdża do miast (road pricing dla pojazdów spalinowych) i parkuje za darmo, nie płaci też na promach za przewóz pojazdu. W samym Oslo zarejestrowanych jest 80 tys. samochodów elektrycznych. Gminy nie nadążają z budową stacji ładowania (1300 w Oslo), a nadmiar samochodów na ulicach blokuje linie autobusowe.
    Norwegia produkuje prąd prawie wyłącznie w elektrowniach wodnych, ceny za kWh są niskie, sensowne jest zatem takie wykorzystanie energii elektrycznej.
    Szwajcaria, w której aktualnie jeździ kilkanaście tysięcy „czysto”-elektrycznych aut (nie hybrydowych) na 4,5 mln wszystkich samochodów osobowych, produkuje energię elektryczną w elektrowniach wodnych i 5 nuklearnych. Ceny samochodów elektrycznych ciągle jeszcze są wyższe, niż benzynowych, wybór modeli niewielki. Problemem są stacje ładowania w odległych miejscach, a także w miejscu zamieszkania kierowców. Większość ludzi mieszka w domach wielorodzinnych, podziemne garaże nie są jeszcze (podobnie jak w Norwegii) wyposażone w gniazdka do ładowania baterii…
    Osobnym problemem, już aktualnym, jest ratowanie ludzi w wypadkach z udziałem pojazdów elektrycznych. Ratownicy muszą uwzględnić, że instalacja elektryczna nie zawsze wyłączy się automatycznie, uszkodzony akumulator wytwarza temperaturę do 1200 stopni, pożar instalacji jest wysoce prawdopodobny, a powstający biały dym jest silnie toksyczny i agresywny (tworzy w zetknięciu z błoną śluzową kwas fluorowodorowy). Napięcie sięga zaś 600 V. Strażacy muszą mieć izolujące rękawice i możliwość sprawdzenia (na podstawie numeru rejestracyjnego) rodzaju pojazdu (elektryczny, hybrydowy) w centralnym rejestrze online albo na widocznej za szybą karcie pojazdu.

  290. NeferNefer

    Neferko, badałem dziś jezioro Jamno względem planowanego objawienia Twego imienia. Dla objawień każda pora jest odpowiednia i każde okoliczności, nieodpowiedni może być tylko człowiek. Może też być nieodpowiedni program, który, owszem, przerabił przedobjawieniowy film na link, tyle że ten się nie otwiera. Dlatego w miejsce filmiku posyłam Ci dwie fotki świadczące o tym, że na moim wygwizdowie pierwszego grudnia pachnie wiosną.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6494607027399565330?icm=false&iso=true&authkey=CIijtYTa7Kv9Hg

  291. @Vera, 30.11, 15.55
    To, ze prymitywny chamek @wbocek, dominuje ten blog, jest oczywiste…ma nostwo ciekawych rzeczy do doniesienia…
    Jesli, jednak o nim piszesz. to podaj link lub gdzie mozna znalezc wpisy tegoz @wbocka, o ktorych piszesz…
    Bez tego, uznam twoj wpis za nieistotny.
    Pozdrowienia.

  292. pombocku, zajętyk do późna

  293. @Tobemory; @ozzy
    Elektryczna Norwegia.
    W tym roku byłem w okolicach Töcksfors (S) tuż,tuż przy granicy z Norwegią. Korzystałem także z drogi E-18 (Oslo – Stockholm). To ,że norweskie TIR-y jeździły napędzane olejem napędowym to zrozumiałe. Ale przyglądałem się pojazdom osobowym z rejestracją norweską wjeżdżającym do pobliskiego szwedzkiego centrum handlowego. Nie widziałem ani jednego o napędzie elektrycznym , za to kilka z silnikami dieslowskimi choć Oslo jest niedaleko (ok. 100 km). Może dlatego ,że dni były już chłodne…

  294. Tanaka

    Tanako, coś zapomnianego mnie męczyło, włączyłem na rowerze wsteczny bieg i wróciłem do poprzedniego tematu marki anumlik, w którym nie wchodziłem między tak wysokiej klasy znawców, a anumlikowi chyba będę mówił „wujku”. No i znalazłem. Zapytałeś, czy wychodzę z przystani na żaglach, czy na silniku.

    Przystań w Łabuszu leży na południowym brzegu Jamna. Więc przy wszystkich południowych, oczywiście, wychodzę na żaglach, przy północnych, oczywiście, na wiosłowym silniku. Z zachodnimi i wschodnimi – różnie. Czysty wschodni lub zachodni to dla mnie prawie półwiatr, więc śmiało idę na workach, baksztagiem – jeszcze śmielej, bajdewindem – nie da rady, bo za wąskie wyjścia, żeby się korzystnie ustawiać do wiatru. A wiosła to dla mnie nie kara, lecz przyjemność. Choć fakt, że tak cyrkluję z wiatrami, żeby jak najwięcej jeździć za frajer. Koła, wiosła i żagle to dla mnie jedne z największych cudów ludzkiej myśli. Dodałbym jeszcze łopatę, szpadel, siekierę, nóż, piłę, młotek, obcęgi, gwoździe. Alkoholu, papierosów, narkotyków – nie dodam.

  295. Tanaka
    1 grudnia o godz. 12:43
    pytam czy dotarło

  296. @zezem
    1 grudnia o godz. 18:50

    Samochody elektryczne mają zasięg 200-300 km. Ja też bym się nie wypuszczał 100 km w jedną stronę i na dodatek za granicę, nie mając pewności, że wystarczy mi prądu na powrót albo będę miał możliwość doładowania. I że wtyczka będzie pasowała do gniazdka 😉
    To, co jeździ po Oslo, to głównie małe samochodziki.

    http://c8.alamy.com/comp/D0K6W6/electric-cars-charging-in-oslo-although-norway-is-major-oil-exporter-D0K6W6.jpg

  297. Ewa-Joanna
    30 listopada o godz. 22:47

    Wrzasków Ci nie zazdroszczę, bo mam tragiczne doświadczenie z kaczkami na wsi skoro świt, ale dom, w którym nie ma się nikogo nad głową ani z boku, ani od spodu, to może jeden z elementarnych warunków psychicznej harmonii. Własne podwórko, warsztacik. Niech będą kury, kaczki, mewy, papugi, sikorki, jaskółki. A u Ciebie pewnie różna dzika żywioła przychodzi w gości. We Wroclawiu do ZOO chodziłem prawie tak często, jak na piwo lub do łopaty, i prawie tak często do papug i gadów, jak do małp. Okropnie lubię krukowate z racji nieziemskiej inteligencji i chytrości, a papugi pewnie o pół hektopascala wyżej od nich.

    Jak Ty mi – papużki, to ja Ci – pieski. Ten największy jest małomówny, ale okropnie natrętny, choć niewygłodzony. Wczoraj niewiele dostał, więc dał do zrozumienia, co o tym myśli.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6494670899217858306?icm=false&iso=true&authkey=COyK7oOfib-87QE

  298. konstancja

    Tak. Dzięki. Odpisywałem parę razy, ale ciągle odrzucalo

  299. @anumlik 1 grudnia o godz. 22:47
    Teoryja z bruzdą wtarabania sie do szkół.
    Dzieci z in vitro będą miały przechlapane.
    Zgroza.

  300. Ciekawa tu wymiana pogladow jaki samochod lepszy. Kazda rewolucja technologiczna, np. przesiadka z pociagu na samochod odbywala sie z wielkimi oporami. Przynajmniej w Ameryce. Vanderbiltowie i inni bonzowie kolejowi, ktorzy wlasnie wladowali w unowoczesnienie biznesu kolejowego robili wszystko, azeby zniszczyc rodzacy sie przemysl samochodowy. Jak na ironie po latach zachlysniecia sie autami szybka kolej od lat swieci triumfy nie tylko w stosunku do samochodow, ale i samolotow. Gdzie moze sam lot jest krotki, ale dojazd do lotniska, potem odprawy, security, potem odebranie walizki i znow wydostanie sie z lotniska powoduje, ze dwugodzinny lot zamienia sie w 6-godzinna podroz. ( No, przez oceany to jednak jest niezastapiony, he,he)
    Nie kazdy kraj ani teraz ani w odleglej przyszlosci bedzie mial takie warunki jakie sa w Norwegii, o ktorych napisal @Tabormory. Najwazniejsze sposob pozyskania energii elektrycznej. Jesli w Ameryce bedziemy ladowac baterie energia uzyskana w elektrowniach spalajacych wegiel brunatny, ktorego wydobycie niszczy olbrzymie polacie ziemi, to po co ta cala fatyga. Poza tym jednak odleglosci jakie pokonuja Amerykanie maja sie nijak do europejskich. Mozna miec kilka samochodow pod domem – na krotkie i dlugie dystansy, na niedziele, dzien powszedni i wycieczki? Ano mozna. Ale juz nie w miastach, czy nawet w wielu suburbiach, gdzie glowne miejsce parkowania to ulica. Zreszta krajobraz porozrzucanych samochodow, pickupow, trajlerow na wielkich polaciach ziemi wokol domow w Midwest i nie tylko tam jest wiecej niz niechlujny, dla mnie wrecz przygnebiajacy i swiadczy o zanieczyszczaniu naszej planety i w taki sposob. Nadmiarem produkcji. Czego ich nie odwoza do skupu jak w Norwegii? Moze tez dlatego, ze przy tych odleglosciach najblizszy „punkt skupu” bedzie za 200 mil, a rzech juz nie chodzi, naprawiac, ciagnac, skoro i tak dostanie sie za niego? a ciagnienie go to absurd, skoro i tak dostanie za niego max. 200 dolarow.
    Anyway alternatywa dla samochodu spalinowego w koncu sie ustali, niedoskonale dzis samochody beda coraz lepsze, w co wierza inwestorzy gieldowi. Akcje Tesli od kilku lat szybuja na gieldzie. Szybka kolej jest szczytem nowoczesnosci i wygody, samolot nie tylko nie wyparl auta i pociagu, ale staje sie coraz bardziej uciazliwym i powolnym i niepewnym srodkiem transportu. No, chyba, ze trzeba wode przeleciec, to jest poza konkurencja.
    @Tanaka, twoj sugestywny opis jak skromna biurwa ( kto zna jeszcze dzisiaj takie slowo) zamienia sie w wykorzystujaca swoje walory dziwke jest tak sugestywny, ze jestem pelna podziwu, ze na tym tez sie znasz.

  301. @zezem,
    Przypominasz sobie gdzie czytałeś o koreańskim grafenie z SiO2?

  302. @zyta2003 2 grudnia o godz. 1:39
    „Mozna miec kilka samochodow pod domem? (…) Ano mozna. Ale juz nie w miastach, czy nawet w wielu suburbiach”

    Pod domem? Na przedmieściach? Chyba żartujesz. W garażu się trzyma (stąd rozmiary garaży stale rosną) bo jak stoi kilka samochodów na podjeździe twojego domu to sąsiad doniesie i pan policjant przyjedzie sie pytać co się dzieje?
    Aha, party urządzacie, w porządku.

    Jak na podjeździe albo z boku domu postawisz auto (tak „na dłużej”) aby je ponawprawiać w weekendy to na niektórych przedmieściach mandat dostaniesz. Znowu, dzieki troskliwości sąsiadów. Zastawianie podjazdu i podwórka pięcioma autami pogarsza curb appeal okolicy oraz wartość nieruchomości sąsiada. Który się wkurza i dzwoni do miasteczka na skargę.

    „szybka kolej od lat swieci triumfy nie tylko w stosunku do samochodow, ale i samolotow.”
    Moim zdaniem Amerykanie mają z koleją, podobnie jak z każdą formą publicznego transportu problem wizerunkowy. Wstydzą sie korzystania z niej.

    Przez dłuższy czas dojeżdżałem do pracy koleją podmiejską.
    Mialem okazję zaobserwować gości, którzy – prawie codziennie korzystając z pociagu – za każdym razem pytali konduktora o to samo i zachowywali się tak, jakby pierwszy raz i to całkowitym przypadkiem („meteoryt właśnie spadł na mój garaż i zniszczył wszystkie nasze domowe samochody oraz samochody we wszystkich wypozyczalniach w promieniu 1000 mil”) byli zmuszeni do skorzystania z publicznej transportacji.

    Takich samych „zawsze zdziwionych” gości widywałem też w podmiejskich autobusach.

    „-Ależ skąd, proszę tylko sobie nie mysleć, że jestem życiowym nieudacznikiem aż do tego stopnia, aby musieć skorzystać z publicznego autobusu razem z emerytami, imigrantami, biedakami, kolorowymi i staruszkami pozbawionymi prawa jazdy. Widzi pan, właśnie meteoryt…”

  303. W miastach nadchodzi zaś era wypożyczanego / dzielonego z innymi samochodu.
    Przeciez to jest zupełnie durnowate, w jaki sposób teraz wykorzystuje się samochody. Godzina rano do roboty, godzina po południu z roboty, pół godziny wieczorem po zakupy. W weekendy kilkugodzinny wyjazd do parku z psem albo do lasku na rower.
    Ogromna wiekszość czasu blaszano-gumowo-szklana landara stoi bezczynnie i traci na wartości.

    Każdy wie, ze samolot, ciężarówka, wagon czy kontener zarabiają tylko wtedy gdy przewożą pasażerów i towary.

    Prywatne samochody jakimś cudem umykają temu samemu ekonomicznemu osądowi. To dopiero jest marnotrwastwo!

  304. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 2:34

    Twoje myślenie, zzakałużku, jest mi bliskie. Trudno, żeby nie było, skoro po ukończeniu w moim technikum wydziału obsługi siników okrętowych nie tylko nie zapaliłem się do posiadania własnego silnikowego pojazdu, ale zacząłem hodować do tych śmierdziuchów niechęć, z czasem – wstręt. Miałem sportowe podejście do życia, więc mi łatwo szło. Zapamiętałem sobie ranek z drugiej połowy lat siedemdziesiątych, kiedy szedłem piechotą gdzieś dwa kilometry z dworca PKP do domu w godzinie porannego szczytu i liczyłem blaszaki z jedną osobą w środku. Naliczyłem 300. A przecież nie był to jeszcze czas blaszakowego wariactwa, jaki się zaczął w latach dziewięćdziesiątych. Myślałem sobie: „50 mechanicznych koni wiezie jedną chudą dupę i zostawia smród!” – ecce homo! I jest marzeniem zidiociałych małp, największego pasożyta w dziejach ziemi! W tej chwili można odnieść wrażenie, że blaszków i psich gówien w miastach jest trzy razy więcej niż człowiekowatych – nie idzie się przecisnąć – upstrzone ulice, chodniki, nawet trawniki. Cała planeta małp jest nastawiona na obsługę blaszaków. Wszystko dla blaszaków! Teraz przeciętna moc samochodu będzie o wiele wyższa niż 50 KM, a do jeżdżenia po miastach wystarczyłby skuterek 2 KM lub rower.

    Dlatego gdybym był mesjaszem, rozłożyłbym z niemocy ręce, zapłakał nad globem, nad zidiociałą od rozumu małpą i dał na mszę żałobną za ziemski glob, kiedy kątem ucha słyszę a kątem oka widzę zablaszakowane miasta, wioski oraz entuzjastyczne artykuły, książki, rozmowy, tele-morele o blaszakowych nowościach. Następnie poprosiłbym świętego ducha, by uniósł mnie do innej galaktyki z dala od śmierdzącej ziemi, wyjących motocykli, skuterów wodnych i muzyki dum-dum na cztery fajerki. A jak duchów nie ma, to sam tam w końcu ruszę rowerem.

  305. @wbocek
    Ludzie (chyba?) naśladuja tutaj pomysły matki przyrody. Samce sa bardziej kolorowe, wspanialsze (grzywa), większe i walczące o względy samic. Walczące pokazem kolorów, siły fizycznej, odwagi i zdolności do materialnego wsparcia. (budowa gniazda, przekupywanie przynoszonymi kąskami jedzenia, itd.)

    Auto jest według mnie niczym innym jak tylko współczesną inkarnacją i kondensatem zwierzęcych rytuałów.

    Kolorowe pióra –> kolorowy i błyszczący lakier. Chromy, popsikane i błyszczące opony, itd.
    Ciekaw jestem, czy ptaki miewają pióra w wersji metalik?

    Siła mięśni / obwód bicepsa –> moc silnika.

    Zdolność do zarobienia na potomstwo –> cena samochodu.

    Kły, pazury –> sportowy / terenowy pojazd.

    Samica człowieka nie ma okresu rui i jest płodna cay rok –> auta sprzedają się cały rok.

    Nawet wtedy, gdy samiec nie konkuruje o samicę, czyli pod koniec życia, chce zapewnić sobie bezpieczeństwo w stadzie za pomocą oszustwa, czyli w oczach innych samców chce wydawać się nadal potężny i niebezpieczny, a nawet bardzoij niż za młodu. Co robi? Właśnie pod koniec życia kupuje sobie szczególnie zwariowane samochody sportowe. Chwali sie zasobnościa portfela i w ten sposób liczy, że zdobędzie szacunek i podziw a przez to zniechęci do agresji pod swoim adresem. Której to agresji w tym okresie jego życia nie byłby już w stanie stawić czoła samymi mięśniami. Stąd w garażu imponujacy ceną blaszak.

  306. Gdyby nie ta bardzo seksualna rola samochodów moim zdaniem nigdy nie zdominowałby on w takim jak dzisiaj stopniu osobistego transportu i nie mielibyśmy tylu samochodów na ulicach co ludzi.

  307. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 4:16

    Pozwolę sobie, o Chodzący po Wodzie (blaszakiem?), częściowo się zgodzić, a częściowo – nie być pewnym czy się zgadzam.

    Zgoda, że

    „Auto jest według mnie niczym innym jak tylko współczesną inkarnacją i kondensatem zwierzęcych rytuałów”.

    Boć takich inkarnacji zwierzęcości jest – przepraszam za stary dowcip – ho-ho, a może i więcej, skoro w „zwierzęciu jest niecały człowiek, w człowieku – CAŁE zwierzę”. Kiedy Jarosław Kaczyński bez żadnego trybu rozdarł mordę w sejmie był właśnie takim zwierzoczłekiem. A i mnie się zdarza – coraz rzadziej, ale jednak.

    Natomiast nie wiem, czy się zgodzić czy nie z

    „Gdyby nie ta bardzo seksualna rola samochodów moim zdaniem nigdy nie zdominowałby on w takim jak dzisiaj stopniu osobistego transportu”.

    Aż tak by obecna była w życiu człowieka seksualna rola samochodu, że jest on rogiem jelenia i ogonem pawia? A praktyczna przydatność, nieznane wcześniej doznania władcze, estetyczne i kto wie, czy nie filozoficzne, a wśród nich – zachowanie intymności długodystansowca w blaszanym kokonie wśród morza sobie podobnych? Inaczej mówiąc, nie wydaje mi się, by rytualna rola imponowania w wariackim, samobójczym rozwoju kultury blaszaków była decydująca. Ona na pewno jest, chodzi mi tylko o jej miejsce.

    A jak chodzi o miejsce, to ogromny parking na moim osiedlu nabity może trzystu blaszakami nagle opustoszał. Szczęka mi rano opadła, bo nigdy tak nie było. Dopiero mi żona powiedziała, że spółdzielnia od dziś każe płacić za miejsce na parkingu (1.50 za godzinę). Zajmujecie działkę spółdzielni, która przez to nie zarabia, trujecie powietrze, stwarzacie dyskomfort dla innych zaświniając miasta blaszanymi pudełkami – płaćcie. Jestem za. Ale od razu mówię.

    – A gdzie pouciekali?
    – No jak to gdzie? Poobstawiali sąsiednie uliczki, chodniki. Jeszcze bardziej zaświnili miasto.

    Jezu, co za ulga, że w grudniu na jeziorze nie ma ani jednego blaszaka, ani jednego smarka na wodnym skuterze, ani jednej motorówki, a nawet wypasionej żaglówki, która seksualną rolę spełnia na bank. I to bez molestowania.

  308. „Aż tak by obecna była w życiu człowieka seksualna rola samochodu, że jest on rogiem jelenia i ogonem pawia?”
    moim zdaniem ża tak.

    Wymienione przez ciebie wzgledy praktyczne?
    Zastanówmy się. Jak zapewnić owe „wzgledy praktyczne” dla milionów ludzi?

    Mój pomysł jest następujacy. Uwaga! Bardzo oryginalny i z pewnoscią obwarowany patentami! 😉

    Samochód modułowy. Jak komputer osobisty typu desktop. Standardowe złącza, protokoły danych, system operacyjny, sterowniki, itp., itd.

    Miałbyś na rynku producentów foteli, szyb, silników, podwozi, skrzyń biegów, wycieraczek, pomp paliwowych elektroniki pokładowej we wszystkich jej aspektach i mógłyś kupić sobie auto marki Ford tak samo jak kiedyś, w erze desktopów, komputer Della.
    czyli albo gotowa konfigurację numer 5 albo poskładać ją od początku do końca według upodobań, albo wreszcie wybrać numer 5 ale zmienić mu to i owo.

    Wprawdzie i dzisiaj możesz dużo dobrać / odjąć w danym modelu Forda, ale już płyta podłogowa Toyoty, przeciwnie do płyty głównej (motherboard) komputera, nie da się połączyć z nadwoziem i silnikiem BMW czy Hondy, co dopiero byłoby odpowiednikiem zamontowania motherboard do dowolnej obudowy komputera. I wstawienia modułowego zasilacza, wiatraczków, kart graficznych i pamieci.

    Gdyby chłopy nie widziały w aucie rogu jelenia i ogonu pawia to by się łatwo zgodzono na standaryzację modułów, z których składałby sie samochód.
    Mało tego, miałbyś auta modułowe nie tylko pod maską, czyli wewnetrznie, ale tez zewnętrznie.
    Mógłbyś sobie kupić (albo tylko wypożyczyć, na godziny albo na dni, podwozie z kabiną kierowcy i w takim Obi czy Castoramie poprosić o zamontowanie z tyłu koparki. Bo chcesz sobie wykopac rów pod kanalizację albo fundamenty. Potem oddałbyś ramie koparki a wypożyczył skrzynię ładunkową małej ciężarówki. Aby przwieźć cegły, cement, bo ja wiem. Na tym samym podwoziu mógłbyś mieć jeszcze kabine minivana, czyli minibusa. Dal gości na wesele? Dla szkoły na wycieczkę? Dorobić sobie w okolicy w roli kierowcy?

    Podwozie auta osobowego też by miało opcje kabrioleta na kilka miesięcy lata i sedana albo coupe na resztę roku. Wymienność silnika. Wymienność samochodowej elektroniki użytkowej. Ilości siedzeń. Jak panele, wsuń, wysuń, bo wszystko pasuje, wszędzie standardowe zatrzaski, wpusty, kilka śrubek zabezpieczających i już.

    Problem tylko w tym, że standaryzacja w dużej mierze zabija bycie sexy. Kształty wszystkiego nie mogą się już tak kusząco wyginać i seksownie do ciebie szeptać. Stają sie klockowate, trumienkowe, nie tylko ze wzgledów mechanicznych ale też np. z konieczności zapewnienia np. kompatybilności elektromagnetycznej całości. Nie chcesz, aby poskładany jak z klocków LEGO samochód wyłączał światła na skrzyżowaniu ani aby jego silnik był wyłącany przez pracującą przy drodze spawarkę.

    Utylitarność i modułowość zabiłyby seksowność i indywidualizm.
    Dostarczając miliony pojazdów – Chińczyków z ery Mao, w takich samych mundurkach.
    Ale za to dużo tańszych w zakupie jak i w eksploatacji, dużo lepszej jakości, dużo trwalszych , dużo łatwiej naprawialnych, znanych na świecie na wyrywki tak (albo i lepiej!) jak znane są milionom Polaków wszelkie tajemnice fiata 126p czy 125p. Nysy, żuka czy motoroweru komar. A na świecie volkswagena garbusa czy golfa. Chociaż tego ostatniego to i w Polsce… 😉

  309. Blaszak blaszakiem, ale żyć bez niego trudno, szczególnie przy większych odległościach. Nie wszędzie transport miejski dociera.
    Ja muszę raz w tygodniu dojechać 40 km do pracy, samochodem zajmuje mi to, w godzinach szczytu – 60-70 min., gdybym chciała pociągiem to 1.5 – 2 godz. no to wole samochodem, bo i na łeb mi nie pada w czasie deszczu i przesiadać się nie muszę.

  310. @zza kałuży
    2 grudnia o godz. 10:07
    Gdyby chłopy nie widziały w aucie rogu jelenia i ogonu pawia to by się łatwo zgodzono na standaryzację modułów, z których składałby sie samochód.
    Ja się tam na pawich ogonach nie znam, ale pamiętam takie dwa: Video VHS i Beta ( chyba, głowy nie dam), dwa systemy, przetrwał VHS bo miał mniej ograniczeń licencyjnych chyba – też głowy nie dam, Drugie to była rejonizacja płyt compaktowych i dvd – nie można było odtworzyc legalnie kupionego za granica filmu. Dopiero chińskie odtwarzacze, które odtwarzały wszystko, zmiotły ten bezsens. Więc może nie ogony ale zwyczajna chciwość?

  311. @Ewa-Joanna
    2 grudnia o godz. 10:12

    Kiedy słucham rano radia, to co chwilę słyszę komunikaty o korkach wokół Zurichu, Bazylei, Berna, Lozanny… W godzinach szczytu autostrady dojazdowe są permanentnie zatkane, czas jazdy przedłużony o godzinę lub więcej trzeba wkalkulować za każdym dojazdem do pracy i powrotem do domu. Luksus mieszkania we własnym domu w malowniczo rozsianych wokół aglomeracji wioseczkach i osiedlach okupywany jest codzienną męką dojazdową. Jednocześnie z odległego o 125 km Berna co pół godziny jedzie pociąg pokonujący tę odległość w ciągu godziny i 6 minut. Pociągi na tej trasie są zatłoczone, bo tylko idiota jechałby do pracy półtorej godziny (jeśli nie ma korka) samochodem i stresował zwłaszcza w zimie lub jesiennej mgle. To samo dzieje się na trasie Lozanna-Genewa. Gdyby nie gęsta sieć komunikacji zbiorowej, to w Szwajcarii nastąpiłaby katastrofa gospodarcza. Już teraz szacuje się koszt zatorów drogowych w transporcie osobowym (strata czasu, wypadki, szkody w środowisku) na 1,6 mld CHF rocznie.
    Koszty powodowane przez zatory w transporcie towarowym szacuje się osobno na pół miliarda.

  312. Tanaka
    1 grudnia o godz. 12:27

    Nadrabiam sobie przed pierwszą kawą po odespaniu gigu pewnego byłego perkusisty.

    Fascynująca jest twoja historia i dobrze ilustruje, że kontakty międzyludzkie nigdy nie są takie proste, ani czarno-białe jakby się wydawało. Co do klubu złamanych serc to jako szef zespołu (mimo że zgadzam się z opinią zakaluznego) chcąc nie chcąc robiłam często za głównego pocieszacza emigrantów młodszych i starszych czasem zagubionych w rzeczywistości (nikt na szczęście nie wymagał innych usług). Z tym że reguły były jasne: chodzimy razem na imprezy albo przyjaźnimy się w życiu prywatnym ale w pracy wymagam przykładania się do roboty bez taryfy ulgowej. Czy działalo świadczy to, że po odejściu z zespołu wciąż przyjaźnią się ze mną byli podopieczni, z którymi swego czasu spotkaliśmy się kiedyś na postępowaniu dyscyplinarnym.

  313. zza kałuży

    „Gdyby chłopy nie widziały w aucie rogu jelenia i ogonu pawia”

    Z tego co obserwuje to nie tylko chłopy 😉

  314. @Tobermory
    2 grudnia o godz. 10:56
    U was jest tego wszystkiego gęściej 🙂
    U mnie pociąg pewnie jest do City co 20 minut, ale do stacji trzeba dojść, potem sie w City przepchać na następny pociąg i znowu dojść. To samochodem mi łatwiej – staram się myknąć pomiędzy szczytami, bo inaczej rozkłada się trafik w suburbiach a inaczej w city a ja mogę sobie wybrać godziny.

  315. Ewa-Joanna, zza kałuży

    Nie zrozumiemy się, ponieważ mnie nie interesują szczegóły blaszanych uzależnienień i w ogóle blaszanej kultury, choć je przecież znam ze zwierzeń blaszakowców. Blaszactwo interesuje mnie wyłącznie jako ofiarę tej kultury i poznawczo – jako uzależnienie. Oczywiście, że wygodniej jest jeździć swoim samochodem – taka przecież jest istota tego nieuleczalnego uzależnienia. I taka jest logika cywilizacji: wymyślanie coraz to nowych fanaberii w celu unikania jakiegokolwiek wysiłku i zażywania samych przyjemności.

    Różnię się od blaszakowców tym, że to oni się wdzierają w moje życie 10 razy większym od nich blaszakiem, a nie ja w ich życie – swoim rowerem.
    Stwarzają niebezpieczeństwa, trują środowisko i zanieczyszczają (w Polsce lasy, rowy przydrożne, fragmenty nieużytków – to wysypiska anonimowych blaszakowców – nikt ich nie ściga), zajmują ogromne przestrzenie, na każdym kroku są zawadą dla otoczenia i tylko dla właścicieli – wygodą.

    Szukanie wewnętrznych logik dla prywatnego blaszactwa jest tworzeniem wrażenia, że nie ma innych rozwiązań dla cywilizacji globalnie zmierzającej donikąd. Ano nie ma. Z tutejszych blogowiczów wiem tylko o Lewym, że zrezygnował na amen z blaszaka.

  316. Te pawie ogony i te jelenie rogi blaszaków stroszących się – jako atrybuty męskości – to mogą se Panowie (@zza kałuży i @wbocek) w odwrotną część swojej męskości schować. Ot, jeszcze jeden mit, który ja do urban legends wkładam. Jeśli chłop ma imponować czymś więcej niż tym w co go matuszka natura obdarowała, to jest nim gruby portfel i duże konto w banku. A Lamborghini czy inny Maybach, to tylko dopełnienie tego konta. Szpanować można czym się chce, jeśli się potrzebę szpanowania odczuwa. Także rowerem, albo pozycją (wcale nie prezesa) w korpo.

    Zajeździłem w okresie 45 lat piętnaście samochodów, teraz zajeżdżam (od 10 lat, na emeryturze) szesnasty – i z tego szesnastego jestem najbardziej zadowolony. Skromny, nie rzucający się w oczy „pawim ogonem”, z mocnym dwulitrowym silnikiem diesel, który mimo 10 lat potrafi „do setki” poniżej 10 sekund dojść. I „na miasto” i „w trasę”, gdzie – przy ekonomicznej jeździe – 4,5 litra oleju na sto kilometrów spala. Ale jak trzeba uciec przed wyprzedzającym „na czołówkę” wariatem, to mocno przyspieszy z piątego biegu. Miałem w życiu kilka takich sytuacji.

    Nie wyobrażam sobie obecnie życia bez blaszaka. Co dzień go używam. Ale rozsądnie. Miejsca innym nie zabiera, bo garażuję w domu, albo na miejscach do tego przeznaczonych. Aha. Jeśli jadę do tzw. centrum, parkuję przy metrze na parkingu (Park&Ride) i jadę metrem. Czasem autobusem.

    No i… – i tu jest ten pawi ogon pogrzebany – …żona, która nie ma prawa jazdy, nie wyobraża sobie, aby do kosmetyczki czy innego fryzjera (a ma swoich ulubieńców na drugim końcu Warszawy) nie miała być zawieziona, jak jakaś Pani. Przeca od tego ma chłopa. Nie? Taksówka? A od czego ty jesteś, mężu kochany? No właśnie 🙁

  317. @anumlik
    2 grudnia o godz. 11:33

    „Zajeździłem w okresie 45 lat piętnaście samochodów…” 😯
    To ja chyba się za bardzo przywiązuję i nie „zajeżdżam”, bo w ciągu 37 lat doszedłem dopiero do piątego, a wszystkie poprzednie w dobrym stanie poszły w inne ręce. Jeden w bardzo dobrym, bo ledwie półtoraroczny – w łapy polskich złodziei 🙄
    Moi polscy szwagrowie zdecydowanie częściej zmieniają pojazdy, za każdym razem na bardziej imponujące mocą silnika i przyspieszeniem. Obserwuję stosunek do motoryzacji w młodszej części mojej rodziny i rodzin sąsiadów i widzę, że bmw albo audi kupują potomkowie Kosowarów (Albańczyków) i innych Bałkańczyków (ich ojcowie przesiadają się do mercedesów), natomiast młodzi Szwajcarzy preferują smarta, kię piccanto, seata, mini coopera, fiata 500 itp. Poza tym każdy ma abonament na 50 proc. zniżkę na transport publiczny (pociągi, autobusy, statki) i smartfona do kupowania biletów z dodatkową zniżką. Od nich dowiedziałem się, że bilety kupowane online mogą być tańsze o połowę od kupowanych w kasie lub automacie na dworcu.

  318. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 10:07

    Mój komentarz
    Zza kałuży, Twój pomysł produkowania samochodów składanych ze standardowych modułów jest atrakcyjny poznawczo, lecz rzeczywistość technologiczna i rynkowa jak dotychczas nie dopuściła do zrealizowania go w produkcji masowej.

    Dwa przykłady
    1) Rowery
    Rower, to z punktu widzenia techniki wytwarzania jedna z najbardziej przyjaznych modułowości konstrukcji – rama, dwa koła, przednie widełki, kierownica, korba, łańcuch, pedały, itd. Z punktu widzenia technicznego nic nie stoi na przeszkodzie w produkowaniu modułów i zestawianiu ich w dowolne kombinacje.
    Lecz co widzimy na rynku rowerów? Kilkaset modeli.
    Rowerowe części są mocno znormalizowane, lecz w każdej klasie części są takie, które do danego roweru pasują i takie, które nie pasują. Niemniej rower, to chyba jedno z większych osiągnięć idei normalizacji.

    2) Akumulatory da aparatów fotograficznych
    Kiedyś na początku ery aparatów cyfrowych konstruktorzy wyposażali je w gniazdo na akumulatorki typu AA. Każdy aparat miał to samo, do każdego aparatu pasowały paluszki AA, które są do nabycia wszędzie. Ale gdy jest jest dobrze, to może być gorzej.
    Stopniowo, powoli ten normalizacyjny wymysł zaczął zanikać, gdy weszły do użytku akumulatory Li ion. Dzisiaj mamy kilkaset typów aparatów cyfrowych na rynku i niewiele mniej typów akumulatorów do tych aparatów. Co stało na przeszkodzie, by znormalizować kształty i rozmiary akumulatorów i podobnie znormalizować gniazda zasilania w aparatach? Pod względem technicznym, wykonalności nic nie stało w poprzek. To dlaczego tego nie zrobiono?

    3) Aparat fotograficzny modułowy firmy Ricoh
    Firma Ricoh kilka (7?) lat temu na rynek wypuściła aparat, który składał się z kilku wymiennych modułów (moduł korpusu aparatu do którego można było doczepiać moduły z różnymi obiektywami i sensorami obrazu o różnej wielkości. Czy aparat miał powodzenie? Niewypał! Teoretycznie konsument mógł kupić jeden korpus i potem dokupywać odpowiednie moduły. Korpus wciąż by był ten sam, a moduły mogłyby być wymieniane na nowe. Lecz po co komu przestarzały korpus z nowymi modułami? Jeśli już mieć, to wszystko nowe.

    Jaka bariera stoi na drodze do umodułowienia samochodów, aparatów foto, akumulatorów, pralek, młynków do kawy, itd.?

    Po pierwsze popyt. Popyt jest kapryśny i elastyczny. Firmy muszą się dostosowywać do popytu i też go kreować, przystosowywać pod siebie. Aby zaspokajać popyt, podtrzymywać koniunkturę na swoje produkty, firmy muszą wciąż i wciąż rozwijać swoje konstrukcje. Działa tu bezwzględna zasada rynkowa – nowość wygrywa z nie nowością.
    Nowość jest osiągana przez unowocześnianie konstrukcji, co jest chwalebne, lecz także przez zmianę kształtu, przez dostosowanie się do mody, czyli trendów rynkowych. Te czynniki utrudniają umodułowienie sprzedawanego produktu, jego normalizację. Produkt musi być stale nowy. Produkt starszy, opatrzony mało kto zechce nabyć. Coraz to nowe produkty i każdy inny. Wystarczy by był nieco inny, by był rozpoznawalny. Ta nieco inność zabija modułowość, tworzy różnorodność.

    Dzisiaj znormalizowanych jest mnóstwo produktów, np. baterie paluszki, baterie do zegarków, wtyczki do gniazdek zasilania (lecz na świecie jest kilka normalizacji) pedały do rowerów, znormalizowane są śruby, wkręty, klucze do nich (lecz nadal istnieją dwa systemy – metryczny i calowy), znormalizowane są cokoły żarówek, znaki drogowe, itd.

    Normalizacja napotyka na bariery już przy tak prostych w skali technicznej konstrukcjach, jak rowery. Samochód jest na tyle złożoną konstrukcją i produkowany jest przez w sumie bardzo wiele firm, że tutaj masowe umodułowienie aut jest w praktyce niewykonalne.
    Pzdr, TJ

  319. @tejot
    2 grudnia o godz. 12:08

    Ta różnorodność służy niektórym producentom do stworzenia aury wyjątkowości dla ich produktu i wciągnięcia klienta w sieć zależności. Widzę to jako użytkownik wyrobów firmy apple bardzo wyraźnie. Jest to także sposób na monopolizację rynku w jakiejś dziedzinie. Utrzymuje się tak długo, aż zainteresowane firmy zaczynają w braku synchronizacji (normalizacji) dostrzegać więcej strat niż zysków.

  320. Tobermory
    1 grudnia o godz. 21:11… i później
    wtyczka będzie pasowała do gniazdka…
    Z wtyczką problem zaczyna się już przy samochodach, które korzystają z gazu. Mam znajomego z samochodem,który może korzystać z gazu. Jak jedzie za granicę , to wozi ze sobą komplet wtyczek… @tejot wspomina o akumulatorkach do aparatów fotograficznych. I tu obowiązuje zasada:”każdy wuj na swój strój” – a pewne komisje w Brukseli radzą nad krzywizną banana..
    Problem z wykorzystaniem energii elektrycznej na dużą skalę zaczyna się od problemu jej magazynowania/przechowywania.

  321. @zezem
    2 grudnia o godz. 12:32

    „Z wtyczką problem zaczyna się już przy samochodach, które korzystają z gazu”
    A z drugiej strony możliwe jest zatankowanie benzyny do diesla 🙁

  322. Jeszcze w kwestii „blaszaków” – ach, ach jakże bym chciała też być taka pryncypialna i z góry patrzeć na ich właścicieli jak okrutnie trują środowisko i hałasują podczas gdy ja podziwiam świat z roweru albo okien podmiejskiej kolejki…Ach, ach…aż się łezka w oku kręci. Nie próbowałam jeszcze dojechać rowerem po autostradzie do mojego zakładu pracy tak żeby przebyć ponad 60 km w czasie, który pozwoliłby mi tam dotrzeć na 6 rano. Jadąc blaszakiem muszę wstać o 4.30 więc jak się przesiade na rower to nie będzie mi się opłacalo kłaść spać. Autobusy i pociągi też na tak wczesną godzinę tam nie docierają plus musiałabym dodać jeszcze extra 45 minut przynajmniej. Ach, ach – jakbym chciała pracować w centrum (od 9tej do 5tej) do którego mogę dojechać pociągiem w 20 minut (i mógłbym w drodze czytać książki albo komentarze na blogu pisać, i wysypiac się lepiej) ale nikt nie chce do centrum przenieść mojej roboty (ani podobnej ). Szkoda! Tak naprawdę to chciałabym pracować z domu. Albo wcale. Tylko że potomek nie chce się sam zacząć utrzymywać w wieku lat ośmiu.
    Nie da rady , muszę poczekać z moją pryncypualnoscią do emerytury. Wtedy dopiero wam napiszę co naprawdę myślę o blaszakach! Aż wszystkim zmotoryzowanym w pięty pójdzie!

  323. @tejot 2 grudnia o godz. 12:08
    „Po pierwsze popyt. Popyt jest kapryśny i elastyczny. Firmy muszą się dostosowywać do popytu”
    Poza rzeczywistym popytem na:

    podstawowe rodzaje paszy dla ludzi, nazywane jedzeniem,
    używki takie jak alkohol i narkotyki,
    ubranie, ale tylko w chłodnym klimacie,
    schronienie, czyli dach nad głową,
    broń,
    oraz seks,

    moim zdaniem NIE ISTNIEJE TAKIE COś JAK „NATURALNY” POPYT.

    „i też go kreować, przystosowywać pod siebie”
    I tu jest cały pies pogrzebany!
    Kreowanie popytu na towary_z_którymi_będzie_nas_widać polega na wmówieniu nam, że z_tymi_towarami_będziemy_wyglądać_lepiej.

    Owo „lepiej” może być różnie rozumiane.
    Ja mam w d*pie „ładniej” ale tylko tak długo, jak długo nie dowiem się, że nie dostanę jedego z powyższych dóbr bez „wygladania ładniej” i to w pojeciu / według definicji aktualnego dysponenta danego dobra.

    Dla mnie „lepiej” bardzo często znaczy „prościej”, „bardziej elegancko” (w sensie rozwiązania technicznego), „mądrzej” albo „trwalej”.

    Nie zaprzeczam, że w młodości „lepiej” mogło dla mnie znaczyć „przejdę z taczką na samej krawędzi dachu żelbetonowego szkieletu kilkupiętrowego hotelu stojącego na krawędzi skalnego urwiska” tylko w celu zaimponowania idącym drogą pod urwiskiem dziewczynom.

    I tu wracam do mojego (i @wbocka i @kostki) rozumienia motywów, dla których „uważamy, że taki a nie inny samochód ma nam się podobać”. Odp.: my „myślimy”, bo nas tak ogłupiają kocie (albo tygrysie, albo złe) reflektory przyczajonego do skoku nadwozia jakiegoś blaszaka.
    Racjonalnie udziwnione bo doprowadzą nas do seksu.
    A nieracjonalne bo ze wszystkich innych powodów to czyste marnotrawstwo.

    Marketing włożył kiedyś kobietom do głowy, że z papierosem wygladają „lepiej” niż bez papierosa!
    Mądrzej, inteligentniej, ładniej, seksowniej, bardziej niezależnie, nowocześniej, szczuplej, bógwicojeszcze.

    „Aby zaspokajać popyt, podtrzymywać koniunkturę na swoje produkty, firmy muszą wciąż i wciąż rozwijać swoje konstrukcje.”
    Komuno wróć!!!!

    „Działa tu bezwzględna zasada rynkowa – nowość wygrywa z nie nowością.”
    Zauważmy, że NOWOŚĆ bywa bardzo subiektywnie definiowana i może mieć bardzo niewiele wspólnego z „dobrym” czy nawet tylko z „rzeczywistym” postępem. Czasami bywa wręcz wyborem gorszego technicznie rozwiązania.

    „Nowość jest osiągana przez unowocześnianie konstrukcji, co jest chwalebne, lecz także przez zmianę kształtu, przez dostosowanie się do mody, czyli trendów rynkowych.”
    Moda JEST KREAOWANA. Być może przez kogo innego niż producent danego towaru, ale ktoś ją kreuje.
    Np. księżniczka pokazuje się w zielonej sukience po czym nagle ten odcień zieleni staje sie modny i samochody musza byc malowane na ten kolor.

    „Te czynniki utrudniają umodułowienie sprzedawanego produktu, jego normalizację. Produkt musi być stale nowy. Produkt starszy, opatrzony mało kto zechce nabyć. Coraz to nowe produkty i każdy inny. Wystarczy by był nieco inny, by był rozpoznawalny. Ta nieco inność zabija modułowość, tworzy różnorodność.”
    Bycie „nowym” czy „innym” w twoim opisie Z TAJEMNICZEGO DLA MNIE ZAŁOŻENIA utożsamiasz z czymś POZYTYWNYM.
    Sugeruję, że robisz tak dlatego, że wiekszości z nas konsumentów wyprano mózgi w taki właśnie sposób, że te przymiotniki tak sie nam kojarzą.

    No to ja mam propozycję dla marketingowców – proszę teraz tak ogłupić konsumentów aby kojarzyli „modułowość” i „niezmienność” z czymś jeszcze bardziej pozytywnym od „nowości” i „inności”.

    Zreszta jak można cieszyć się z jazdy „innym” autem, którego typu czy modelu po ulicy porusza się kilkaset tysiecy albo nawet kilka milionów klonów?

    „Dzisiaj znormalizowanych jest mnóstwo produktów”
    Czyli ludzka małpa nie jest az taka durna…

    „Normalizacja napotyka na bariery już przy tak prostych w skali technicznej konstrukcjach, jak rowery. (…) Lecz co widzimy na rynku rowerów? Kilkaset modeli.”
    Tylko patrząc wstecz. Rozmiary francuskie, włoskie, angielskie czy amerykańskie widzimy w starych konstrukcjach. Nowsze dużo częściej są standaryzowane. Shimano, Sram, Campagnolo i…? dalej jest tłum no-name chińczyków, przynajmniej z mojej zakałużowej perspektywy. Trzy firmy dominują rynek, więc jak ma być wielkie zróżnicowanie komponentów?

    „Samochód jest na tyle złożoną konstrukcją i produkowany jest przez w sumie bardzo wiele firm, że tutaj masowe umodułowienie aut jest w praktyce niewykonalne.”
    Dodajmy wspomniane akumulatorki, zasilacze itd.

    A teraz wyobrźmy sobie, że na tą całą durnotę patrzy robot posiadający sztuczna inteligencję i wrogie wobec nas, ludzi zamiary.
    Tylko się cieszyć, co nie? Takie cudowne marnotrawstwo! Hi, hi, hi, ale te ludzie są durne!

    Auto nie służy do zawiezienia mnie do opery na spektakl w taki sposób, aby deszcz czy snieg mnie nie zamoczył a błoto nie pobrudziło. Auto służy wywarciu takiego wrażenia na kobiecie, po którą podjeżdżam, abym „cos z tego miał”.

    Auto którym podjeżdżam pod firmę mówi innym jakim zmyślnym, zapobiegliwym, mądrym człowiekiem sukcesu jestem. Tak samo policjantowi, tak samo nauczycielom mojego dziecka, dalszym krewnym. To jest moja wizytówka. Dla niektórych (prawnik, lekarz, sprzedawca nierucjomości, diler samochodowy, itp.) ta wizytówka jest krytycznie ważna.

    Uff, starczy.

    Wniosek; najpierw trzeba ODERWAĆ DURNEGO BLASZAKA od tych wszystkich świadomych i podświadmych skojarzeń a potem dopiero zbudować maszynę, służącą tylko i wyłącznie JAKO ŚRODEK TRANSPORTU.

  324. jak się wpisze w google modular car to wyskakuje pełno pomysłów.
    Ale nie znalazłem za dużo o standardach takich jak komputerowe złącze np. typu ISA, PCI czy USB, standardach aplikowanych do łączenia ni etylko instalacji elektrycznej ale i częci mechanicznych montujących wielkie moduły.

  325. Dopiero co wróciłem blaszakiem z zakupów. Radyjko nadało reklamę Citroena o treści: Wszystkie samochody są takie same, my dajemy ci wyjątkowy, bo inny. Dlaczego masz być taki sam w takim samym tłumie. Wyróżnisz się dzięki naszemu modelowi… Tu wymieniona została nie tylko marka, ale i model autka. Reklama jak na zamówienie ylustrująca naszą dyskusję o blaszakach. I o każdym produkcie użytkowym.

  326. @Zza kałuży

    Moj blaszak służy mi tylko i wyłącznie jak środek transportu dlatego poprzedni przejechał ponad 200 tys mil i został pożegnany z wielkim żalem. Mialam w pracy koleżankę młodszą i piekielnie ambitną, które po przejściu z naszej firmy do pracy dla rządu z upodobaniem piela się dalej po szczebelkach kariery, chwaląc się na kolejnych spotkaniach coraz to nowszym modelem „znanej i drogiej marki” w metalicznych kolorach. Bardzo mnie to bawiło więc zawsze starałam się parkować mojego 11letniego poobijanego pokraka tuż przy jej cacku. Bo ja nie muszę nic nikomu udowadniac akurat. Tak samo jak nigdy nie miałam potrzeby chodzenia na zebrania w wydekoltowanej kiecce na ramiączka ale to kwestia stylu. Może dlatego nigdy nie dorobiłam się na chłopaka szefa rządowej agencji z drogim zegarkiem i jeszcze droższym blaszakiem ale na mnie akurat ani blaszaki ani zegarki nie robią większego wrażenia więc nie czuję się poszkodowana w życiu 😉

  327. anumlik
    2 grudnia o godz. 16:10

    😉

    A potem patrzeć a na ulicach tych wyjatkowo innych blaszaków całe tłumy…

  328. Coś mi ta pogrubiona trzcionka nie do końca wyszła!

  329. @Tobermory 2 grudnia o godz. 10:26
    Oczywiście! Obejrzyj sobie zwykłego szpaka, gdy słońce padnie pod odpowiednim kątem. To, że szpaki wydają nam się szare – to mankament ludzkiego oka. Ptaki (w tym samice) widzą większy zakres spektrum.

  330. Przyczynek do dyskusji o blaszakach – nowe modele dyktowane potrzebami rynku? Częściowo tak. Ale w istocie chodzi, moim zdaniem, przede wszystkim o potrzeby producentów. Bo jak wygląda np. kwestia serwisu albo części zamiennych? Jak długo są dostępne – i za ile – części zamienne do kilkuletniego modelu? Modułowa konstrukcja jest wdrażana, ale w praktyce polega na tym, że gdy zużyje się gumowa rurka do czegoś tam (koszt minimalny) to takiej rurki nie można kupić. Trzeba natomiast zamówić cały nowy moduł za kilka tysięcy jednostek monetarnych. A cały stary moduł – całkowicie sprawny z wyjątkiem zużytej rurki – idzie na złom.

    Tak jest zresztą ze wszystkim, nie tylko z samochodami. W suszarce do włosów made in China zużywa się plastikowa izolacja i nie można jej naprawić – bo moduł suszarki jest szczelnie zalutowany i nie nadaje się do otwierania. W efekcie cała suszarka idzie na złom.

    Jeśli chodzi o b.s. wciskany nam przez przemysł motoryzacyjny – i nie tylko – John Cadogan z Australii ma na ten temat wyraziste poglądy. O, na przykład tu: https://www.youtube.com/watch?v=mS4DbiDYv60

    Co do zatruwania powietrza – no oczywiście, widzimy i wąchamy spaliny, stąd potępienie „człowiekomałp” które jeżdżą. Ale na ogół nie widzimy miliarderów, którzy przemieszczają się osobistymi odrzutowcami. Ile paliwa zużywa rejs odrzutowcem i jak to się ma do zatruwania środowiska przez samochód?

    A jeśli chodzi o drugą stronę medalu – pisarz Bill Bryson zapytał sąsiadkę, która zasuwała autem do siłowni, dlaczego nie udaje się tam pieszo (pięć minut drogi). Ależ ja muszę mierzyć spalane kalorie – odparła z oburzeniem sąsiadka. A licznik kalorii mam tylko przy maszynie!

    Jednak potwierdzam uroczyście, że w Kanadzie bez samochodu żyć się nie da. W Rzymie już tak. I w wielu starych miastach Europy.

  331. @Kostka 15:17

    Chichot w kułak 🙂

    Ja bym chciała pomarańczową toyotę aygo z powodu ponieważ mi się podoba
    (I przy okazji nieśmiało pięknie poproszę „czcionka”)

    Szpaki są w kropki ciapki i u mnie w ogrodzie całe stado

  332. @Kostka 2 grudnia o godz. 16:20
    „Tak samo jak nigdy nie miałam potrzeby chodzenia na zebrania w wydekoltowanej kiecce na ramiączka ale to kwestia stylu.”

    Oj, @Kostko, dotknęłaś czułej struny!
    Jako ojciec chciałem kiedyś pomóc córce w karierze.
    Tak, tak, ja jestem bardzo tępy i bardzo wolno (albo wcale) się uczę.
    Najstarsza córa obroniła doktorat i dostała się na wymarzonego postdoka na świetnej uczelni. Wtedy nabrałem odwagi i uczyniłem uwagę, bardzo (w moim pojeciu delikatnie), ale pewnie wyszło jak zwykle.

    Najstarsza w sieci na wszystkich swoich profilach wklejała wtedy jedno i to samo zdjęcie. Zdjęcie, na którym wyglądała jak po godzinnym skakaniu na skakance albo po innym odchudzającym tańcu w rytmie bum-bum-łubu-dubu.
    W jakiejś górze od dresu czy innego kapturzowatego wdzianka do biegania po parku, rozczochrana, nieumalowana, no straszydło na 4 fajerki.

    Ja doskonale rozumiałem, że to była demonstracja i miała jasno wykrzyczeć, że „ta oto młoda kobieta nie ma zamiaru poddawać się drobnomieszczańskim wymaganiom i poniżać się do roli seks symbolu a jak się wam nie podobam to mam to gdzieś i proszę mnie oceniać po moim naukowym dorobku a nie po loczkach, rzęsach i po biuście”.

    Ja to wszystko rozumiałem, ale…

    Posłałem córze link do zdjęć prof. Małgorzaty Kujawińskiej.
    Wydawało mi się, że to dobry wzór dla młodej kobiety-naukowca.
    Białe bluzeczki, czasami jeden wisiorek, czasami perełki, sensowne góry od kostiumu. Bardzo mi się podobała i uważałem ją za bardzo elegancką.

    A jednocześnie zadbaną i ładną.

    No i fizyk, no i o miedzynarodowej renomie, no i kobieta.

    Ale zostałem ofukany przez córę!
    Sama wiem, moje zdjęcie jest dobre tak jak jest… a w ogóle to co za pomysły, żeby się człowiek stroił do zdjęcia na jakims profilu…

    Dobrze, że do kadr nie poleciała na skargę… 😉

    Morał: Nawet jak ojciec zdaje sobie sprawę z różnicy między „chodzeniem na zebrania w wydekoltowanej kiecce na ramiączka” a uwiecznianiem siebie w sieci w dresie od joggingu to teże ojciec nie ma żadnej szansy aby tę wiedzę przekazać swojej córze.

    P.S. To wszystko wina żony, jak zwykle. Całe życie ubierała sie jak zakonna siostra! Wiem, że zaoszczędziłem 5 milionów na kieckach, biżuterii i kosmetykach, ale gdzieś są granice tej ascezy!!!

    P.P.S. Czy pani profesor Kujawińskiej od ładnych bluzeczek ubyło naukowej powagi?

  333. NeferNefer
    2 grudnia o godz. 17:13

    Facepalm i z zazenowania chowam się pod ziemię bo nie wiem w jaki sposób napadła mnie „trzcionka” bez ” ”
    No facepalm. Udaję się na wygnanie! 😉

  334. @Kostka

    Wracaj mi tu zaraz or else :/
    Za karę będziesz wieczorem seczego podawać 😉

  335. Kostka
    2 grudnia o godz. 15:17

    W imię uojca i syna niech żyje żywina. Kosteczko, ze wzruszeniem się dowiedziałem, że masz takie samo życie jak parę miliardów żyjątek. Ale jeszcze coś powiedziałaś. Krytycznie wypowiedziałem się o blaszakowej cywilizacji, prócz zzakałużka, tylko ja, więc mogę podejrzewać, że Twoje słowa o „patrzeniu z góry” na blaszakowców mogły być celowane niekoniecznie w moim kierunku, ale mną inspirowane. Tymczasem ja się odżegnałem od mówienia o wewnętrznych mechanizmach, zależnościach, logicznościach, inspiracjach, koniecznościach prywatnej blaszakowej cywilizacji, bo mnie one nie obchodzą. Obchodzi mnie ta cywilizacja tam, gdzie zasyfiła świat i Polskę, a ja się co rusz się o ten syf potykam i w dodatku do niego dopłacam. Od lat siedzą mi w głowie niszczycielskie działania człowieka i im się trochę przyglądam, a nie osobnikom, którzy w tym niszczycielstwie uczestniczą. Osobnikowi, który zastawia blaszakiem zjazd z chodnika przed blokiem naprzeciwko klatki, nie mam co się przyglądać – cham to cham, nie obchodzą go inwalidzi na wózkach, chodzący o kulach, kobiety z dziećmi w wózkach, a rowerzyści to w ogóle najpodlejszy sort, więc kij im w oko. Czy ja na niego patrzę z góry? A co to takiego? Kosteczko, ja i moich 175 centymetrów to „góra’?! Ajaj, ani bym pomyślał! Krytyczne patrzenie na działania człowieka, niezgoda na nie – to krytyka i niezgoda, a nie żadna góra. Nie mam nic przeciwko ocenianiu postaw uczestników blogu, ale niech te oceny jasno wynikają z ich zachowań, a nie z „mi się zdaje”. Moje antyblaszakowe nastawienie nie oznacza przecież, że patrzę z jakiejś ubzduranej góry na znajomych i przyjaciół blaszakowców. Rozumiejąc, lub raczej starając się rozumieć, psychikę i uwarunkowania konkretnego osobnika, patrzę krytycznie na rozpychający się łokciami gatunek. Żyj, jeździj, chodź, skacz, płyń i śpij spokojnie, Kosteczko. Patrzenie z góry na cokolwiek – choćby na jaszczurkę – to niedojrzałość, a ja mam skończone osiemnaście. W każdym razie tak mi się zdaje. Gdybym miał choć przez ćwierć mikrosekundy z góry na Ciebie popatrzeć, niech mnie natychmiast jasny piorun prosto w oczy strzeli.

  336. @wbocek
    2 grudnia o godz. 17:32

    Taki znowu „nie patrzę z góry” to też nie jesteś. Mydlisz oczy tymi 175 cm, a ja sam widziałem zdjęcia okolicy twojego domu robione (przez ciebie) bynajmniej nie z parteru 😎 Pełno blaszaków na nich było, na dużym parkingu 😉

  337. Blaszaki bywają konieczne. Jak zło jest konieczne. W czasie deszczu. Jak śnieży. Jak trzeba lodówkę albo szafę albo mamę do lekarza przewieźć.
    Albo kilka kompletów skrzydeł anielskich, wymiar archanioł XL, z Teatru Współczesnego we Wrocku na parafię, gdzie zagrały w jasełkach.
    Tak, tak, do dzisiejszej złości na kler i na klerykałów doszedłem od pomagania w nagłośnieniu i zaanieleniu parafialnych jasełek.
    Dzieki ojdyrowi, niech będą dzięki!

    A wiec ja tak całkiem przeciwko blaszakom nie jestem. Ale poniżej 10 mil dystansu dojazdu do pracy z roweru nigdy nie rezygnowałem! Bez względu na pogodę (przynajmniej jeżeli chodzi o temperaturę, bo jednak w rzęsisty deszcz rano, do pracy, to nieeee…)

    Inna sprawa, że nie każdy ma w pracy własny pokój z szafą na „biurowe” ubranie a w łazience prysznic.

  338. @Na marginesie
    2 grudnia o godz. 16:53

    Pytanie o ptaki w wersji metalik postawił @zza kałuży.
    Ja wczoraj widziałem całe stado kaczorów w takiej wersji 😉
    http://www.vogelwarte.ch/assets/images/voegel/vds/artbilder/700px/0720_0.jpg

  339. O,, jak milo rozwinela sie dyskusja, tez nie calkiem odbiegajac od tematu, gdyz przewija sie watek samochodu jako afrodyzjaka, czy zaspokojenia samczego ego.
    Transport w dobie wspolczesnej. Rozne mamy doswiadczenia w zaleznosci od tego, gdzie mieszkamy.
    E-J piszesz, ze znacznie szybciej dojezdzasz autem niz transportem publicznym. Znaczy sie nie ma jednak na tej trasie okropnych korkow, a takze byle jaka jest siec publiczna. Zupelna zazdrosc wzbudzila we mnie informacja, ze tylko raz na tydzien jedziesz az godzine do miejsca pracy. Nigdy nie jezdze krocej, moja synowa np jezdzi nastepujaco do pracy : autkiem na platny parking ( szybciutko bo switem z 5 minut), na ktory ma wykupiony permit na rok ( jej maz stal w kolejce za tym permitem od 12-tej w nocy, bo sprzedawana jest ograniczona ilosc, a rok wczesniej zjawil sie o 6-tej rano i zalapal sie z biciem serca do ostatniej dziesiatki zezwolen). No to potem przesiada sie na pociag podmiejski bardzo znany LIRR o szybkosci porownywalnej z prowincjonalnymi pociagami z PRL. Podobno nawet by sie znalazly pieniadze na modernizacje trakcji, ale przytrakcyjni mieszkancy nie chca sie zgodzic, bo to bedzie halas (?!), a moze i nie bezpiecznie. Wracajac do mojej synowej – poniewaz jest to 6.30 rano to ma miejsce siedzace. Czasami musi sie przesiasc, a czasami bezposrednio dojezdza po godzinie z okladem do Pennstation na Manhattanie na ulice 34. Jest wielce lucky, bo na tej samej ulicy ma swoja prace, tylko nad samym brzegiem wyspy. Moglaby autobusem nr 34, co jezdzi w poprzek wyspy wefte i wefte, ale transport nozny jest szybszy. Tak mysli ogromna wiekszosc pasazerow i ludzkie tsunami wali chodnikami i jezdnia do miejsc pracy. Ona mowi, ze szybkim krokiem idzie 15 minut. Mysle, ze wiecej. Powrot taki sam, kilka razy w tygodniu z biciem serca, bo ciagle jedno dziecko ma w after school program , ktore jest czynne do 6-tej, a tam czeka na spozniajacych sie po odbior dziecka grozna cerbeka, a parking ma tak ustawiony na stacji ze musi poczekac, az pociag ktorym przyjechala odjedzie i podniosa rampy. A mieli takie piekne, wlasne mieszkanie w miescie, w przedwojennej spoldzielni mieszkaniowej. Niestety naleza, do tych co to domek z ogrodkiem. Trzeba przyznac, ze nigdy nie przyznaja sie, ze sa zmeczeni, chociaz spia po 4,5 godzin bo oprocz tego transportu (na szczescie syn jezdzi do pracy w momencie malego rochu i tylko jakies 15 minut), biezacego zycia, maja nieustajaca robote wokol chalupki. Skoro tak lubia. Zreszta z tych marszow i robot nie musza sie juz odchudzac i synowa juz na nic nie choruje.
    W moim miescie metro zawsze zwycieza z autem, autobus miejski majacy wydzielona droge tez, rower tez, a czasem i nozki. Ostatnio mialam oddac do punktu kilka ulic ode mnie elementy wyposazenia do odbioru tv i internetu, co w sumie troche wazylo. Sprawdzilam se na GPS, autem ( nie uwzgledniajac korkow) 6 minut, bo omal wszystkie ulice sa jednokierunkowe, kliknelam na „walking pana” i… 4 minuty. No to poszlam za tym panem, bo dodatkowo, a gdzie bym tam zaparkowala przed tym punktem.
    @Tabermory, spedzilam w Szwajcarii 10 dni, a mam wrazen jak Ty po 20 czy ilu tam latach. Siec kolei – oszalamiajaca. To dlaczego te ludzie ciagle zapychaja drogi? Nawiasem mowiac ilekroc przyjezdam do Europy zachwycam sie rondami, ktore tak pieknie zastepuja swiatla ruchu. Zdaje sobie rownoczesnie sprawe, ze w USA juz jest za pozno na takie rozwiazania. Tez z powodu ciasnoty w miastach, a takze z powodu mentalnosci ustawodawcow, projektantow i ludzi. Jednak taki „hop do przodu” stan jak NY, ma widac urzednikow jezdzacych do Europy i buduje sie obecnie ronda tam gdzie sie da poza miastem. No jesli nikt nie jedzie, to nawet ja jestem w stanie przejechac. Jesli jest kilka samochodow, kilka pasow i zjazdow – to jest to jest disaster. Zartuje, za trzecim razem to nawet ja przejezdzam bez duszy na ramieniu. Nawiasem mowiac wlasnie w Szwajcarii zobaczylam, ze jak jest duzy ruch to i rondo nie pomoze. Kilkakrotnie stalismy chyba rownie dlugo jak gdyby byly swiatla.
    @ Anumlik, auto juz nie jest takie sexy, chyba ze dla burakow, niezaleznie od kasy jaka posiadaja. Jesli ktos sie interesuje Ameryka, to wie, ze na Wschodnim Wybrzezu synonimem bogactwa, wyzszych sfer jest Long Island. Dla mojego srodowiska i nie tylko to synonim buractwa. Np. w sprawie samochodow, kabriolety ( kto jeszcze uzywa takiego slowa) z podtatusialymi playboyami w strojach za ( nie wiem za ile, bo metki nie widzialam) z panienkami z rozwianymi wlosami. Faktycznie rzadko kiedy widac w nich zwyczajnych ludzi. Mozna jezdzic tym tylko do wybranych celow, bo gdziekolwiek nie zostawisz takiego ukochanego pojazdu. Wiec na parkingu strzezonym w gosciach na podjezdzie ?
    W miastach coraz wiecej mlodych ludzi nie posiada nie tylko auta, ale nawet prawa jazdy i dla nich sexy jest co innego. W tej chwili wsrod tych co posiadaja mozg sexy jest wszelaka ekologia, poczawszy od zdrowego odzywiania sie, kupowania zywnosci nie wyprodukowanej z umeczaniem zwierzat, ekologicznej odziezy i na pewno wiele innych rzeczy, w ktorych nie jestem na biezaco, tylko czasami sie dowiaduje wlasnie od mlodych jak zyja.
    Jestem pelna podziwu i zazdrosci dla slynnych krajow rowerowych. Zakochalam sie dlatego w Amsterdamie, a jeszcze bardziej w mniejszych miastach, gdzie nawet ja na rowerze nie wpadlabym od razu pod tramwaj. No i znow nie ma co porownywac z miastami, z ktorych nic juz sie wycisnac nie da, a kazda proba tylko jeszcze pogarsza sprawe. Wszelakie porownania, narzekania, ze moznaby to wprowadzic w miastach amerykanskich nie maja sensu. Czego dowodem jest wlasnie walka o te rowery w NY Stacji rowerowych jest ogromna ilosc. Dla rowerow pozabierano jeden pas samochodowy, drugi dla autobusow i samochodom zostaje jeden zamiast poprzednich trzech, no bo jeszcze przy chodniku jest pas do parkowania. Jazda jest wielce niebezpieczna, ludzie nie maja doswiadczenia. Wiec jednak niewielu jezdzi w ten sposob do pracy, bo i odleglosci ogromne Moze sie to uda, ale na razie nie jest specjalnie rozwojowe, chociaz miasto kosztuje straszne pieniadze na te rowery, nie mowiac o zielonej farbie ( he, he,) na wymalowanie tych sciezek. Wiec teraz tworza sie nowe podzialy rasowe: rowerzysci, ktory ukradli pas po ktorym nie jezdza i samochodziarze, ktorym pas ukradziono. Bardzo niewiele osob dojezdza do pracy na Manhattan autem ( ciagle pisze, ze ponad 80% dojezdza srodkami publicznymi), jednak przeciez dalej dalej jezdza wszelakie kontraktorskie auta, wszelakie samochody dostawcze, karetki, sluzbowe dojazdy, niekoniecznie oficjeli.
    W dobie internetu bardzo duzo firm jest poza miastem. Jednak do tego doszlo, ze kiedy wracam rano (z jeden, dwa razy w tygodniu) wlasnie z Long Island do „miasta”, to traffic jest juz jednakowy w obydwie strony. No to se tak jade w tym korku rano i obserwuje. W kazdym duzym aucie jedna osoba. Sa wyznaczone pasy dla aut z dwoma lub wiecej pasazerami, naogol jest na nich szybciej, wiec dlaczego dlaczego tak malo ludzi z nich korzysta? Nieraz se mysle, ze jesliby zmniejszyl sie ruch o 1/4 bo umowiloby sie dwoch wlascicieli domkow na wspolny dojazd to nie byloby tej tragedii na drogach. Dlaczego nie jezdza razem? Chyba dlatego, ze sa wolnymi ludzmi ze stosownymi poprawkami do konstytucji i nikt nie bedzie im narzucac jak maja jezdzic. Tak jak prawie polegl w wyborach major miasta NY, ktory chcial wycofac omal dwulitrowe papierowe kubki na sode i zostawic nieco mniejsze, bo moze byloby o promil mniej cukrzykow i o promil mniejsza waga mieliby mieszkancy. No ale wolnemu Amerykaninowi nikt nie bedzie narzucal w nawet wydawaloby sie w troche bardziej cywilizowanym miescie z jakiego kubka ma pic.

  340. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 17:23

    🙂

    Uśmialam się a teraz ci wyluszcze co miałam na myśli – dziewczę o którym wspomniałam oprócz tego, że lubiło chodzic bardziej rozebrane niż ubrane ma umysł bystry, świetna prezencje, wymowę precyzyjną i wiele innych przymiotow – jednym słowem (moim skromnym zdaniem ) nie musiało przyspieszać swojej kariery w sposób, który sprawił że znalazło się na jezykach, które w wyjatkowo niewybredny sposób komentowaly jej strategię awansu. Bo i tak wcześniej czy później doszłaby tam gdzie chciała za pomocą samych przymiotow umysłu. Pytana przez zatroskanych znajomych czy nie przeszkadzaja jej plotki na swój temat (że jest nowa dziewczyna żonatego szefa organizacji) odpowiadała rozbrajajaco szczerze „No i co z tego. Skoro ludzie tak myślą to nikt nie będzie mi podskakiwal”. Przyznam, że jest to jedyny taki przypadek który znam i jeśli kiedykolwiek osoba ta powie w przyszłości #metoo to ją odnajdę i osobiście zdziele pantoflem.

    I to tyle. Poza tym for the record przyrzekam, że na spotkania też chadzam w kieckach a nawet bluzeczkach (choć nie wydekoltowanych do pępka) a nie w dresie i jeżdżenie obita starą astra w ogóle mi się z tym nie gryzie.

  341. Samochód (wg. Zenona Laskowika: dupowóz – bo samochód to własne nogi) musi odzwierciedlać osobowość posiadacza, jego wnętrze.
    https://www.youtube.com/watch?v=HK7NLLcFC8M

  342. wbocek
    2 grudnia o godz. 17:32

    Pombocku drogi! Toż cię o nic takiego nie posadzam! 😉

    Ale odpiszę jak wrócę bo rodzina mi właśnie weszła na głowę i skrzeczy że się izoluje

  343. NeferNefer
    2 grudnia o godz. 17:31

    Za karę będziesz wieczorem seczego podawać 

    Deal! Jak skończę oglądać Blue Planet 2 😉

  344. @zyta2003
    2 grudnia o godz. 17:52

    „Siec kolei – oszalamiajaca. To dlaczego te ludzie ciagle zapychaja drogi?”
    Bo jest tych ludzi 8 milionów z 4,5 mln aut osobowych, a miejsca do mieszkania i jazdy mało. Do tego dochodzą miliony turystów i ruch tranzytowy przez Alpy. Pociągi na popularnych trasach też są zapchane, choć są długie i jeżdżą co pół godziny.
    Wśród znajomych mieszkających w dużych miastach blisko centrum lub w dobrze rozwiniętej aglomeracji nie ma prawie nikogo, kto by jeszcze posiadał prywatny samochód. Jeden stary przyjaciel w Bazylei, który dużo i daleko podróżuje starym landroverem discovery, za każdym razem długo poszukuje miejsca do parkowania w swojej dzielnicy, bo karta upoważniająca do parkowania (płatna) nie gwarantuje mu miejsca na jego ulicy. Jak już mu się uda zaparkować w pobliżu domu, to następnym razem długo się zastanawia, czy warto ruszać samochód 🙄

  345. Tobermory
    2 grudnia o godz. 17:41

    Właśnie, Tobermorku, zasygnalizowałem wcześniej ciekawostkę, że spółdzielnia mieszkaniowa wymyśliła opłaty za ten parking, który widać z mego okna, a drugie tyle jest w prawo i nie widać. Jak mnie takie rzeczy nie interesują, tak tu jestem ciekaw ciągu dalszego, bo na razie prawie wszystkie samochody wywiało. Tak niezwykły był dla mnie dziś rano widok pustego parkingu, że aż zapytałem żonę, co to za święto, że wszyscy w gości pojechali. No i się dowiedziałem o tych opłatach. Jutro się może zorientuję, gdzie ci uciekinierzy pudła swe poupychali. Sprawa jest świeżutka, dzisiejsza, choć żona mówi, że spór już dłużej trwa. Ja mam ten luksus, że nie mam się o co spierać i z kim na ponad dwóch tysiącach hektarów jeziora. Sam sobie jestem panem, chamem, okrętem.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6495001392124502162?authkey=CJn_raPBr6PGDw

  346. @zezem problem z wtyczkami do ladowania aut jest najmniejszym problemem. Dla zwyklych wtyczek rozwiazan tez jest wiele. Jezdze za granice ze stosownymi adaptorami na rozne gniazdka, no i w moim wypadku na rozne napiecia. Mozna kupic taka wielozadaniowa kostke , ja to grzebie w internecie jakie wtyczki, potem w sloiku, co stoi na polce i wybieram stosowna. „Wszedzie bylam”, nawet w Londynie dwa dni i dopiero ostatnio jadac tam na dluzej dowiedzialam sie, ze brytyjskie wtyczki to cos absolutnie innego.

  347. zza kałuży
    2 grudnia o godz. 15:44
    napisał do tejota:
    „Bycie „nowym” czy „innym” w twoim opisie Z TAJEMNICZEGO DLA MNIE ZAŁOŻENIA utożsamiasz z czymś POZYTYWNYM.”

    Mój komentarz
    Nie zaprezentowałem niczego takiego, że bycie nowym utożsamiam z czymś pozytywnym.

    Napisałem po pierwsze, że unowocześnianie konstrukcji jest chwalebne. Unowocześnianie, to nie „bycie nowym”, a wprowadzanie do produktu nowych przydatnych dla konsumenta rozwiązań konstrukcyjnych, które polepszają jego pożądane cechy takie jak wydajność, efektywność, stosunek cena/jakość, ergonomię, wprowadzają nowe funkcje, tryby, rozszerzają jego uniwersalność, itd.

    Napisałem po drugie, że na rynku nowy model (z czegokolwiek wywiedziona jest ta nowość, chociażby z wyglądu lub z jakichś drobnych mało istotnych zmian dla funkcjonalności urządzenia lub jego trwałości i niezawodności) z reguły przyciąga więcej klientów niż modele tzw. starsze.

    Na rynku dóbr dzieje się tak, że nowość, to nie tylko samo unowocześnianie, lecz także moda, kolor, faktura powierzchni, jakaś niepotrzebna a rozreklamowana funkcja, itp.
    Pzdr, TJ

  348. Wracam po przerwie. Z ostatniej chwili – potomek (komentujący muzykę puszczoną przez dużego): „Mama, to jest Al di Meola, słynny flamingo player…”

  349. @Kostka
    2 grudnia o godz. 20:23

    😆 Płytę CD tego gracza flamingo (lubię go) nabyłem w Zakopanem w końcu listopada 1993 roku! Był śnieg w Kościeliskiej, a w schronisku na Ornaku wieczorem było ciemno, bo oszczędzano paliwo do generatora i gaszono światła o 22. Tylko w schroniskowej kuchni grała góralska kapela w ramach przygotowań do jakiegoś występu…

  350. NeferNefer
    2 grudnia o godz. 17:13

    W kwestii pomaranczowego aygo – ja z kolei chciałam pomaranczowe mini… 😉

    A poza tym jedna sprawa to sprawienie sobie pojazdu który ma wspólgrać z osobowościa kierowcy a insza inszosc wypasionej bryki (czy małego acz piekielnie drogiego) żeby imponowac otoczeniu.

  351. Tobermory
    2 grudnia o godz. 20:47

    Te klimaty schroniskowe! (choć ja więcej wspomnień mam bieszczadzkich)

    A na zimę nie ma jak Al di Meola album Winter nights…. 😉

  352. @zyta2003
    2 grudnia o godz. 17:52
    Poczułam się odpowiedzialna za wizerunek mojego miasta 🙂
    Sieć transportu publicznego jest dobra, ale przy kilometrach kwadratowych domków jednorodzinnych musisz używać kombinacji nogi-autobus-pociąg inaczej się nie da. Jest inny sposób na uniknięcie trafiku – zmieniasz mieszkanie, co zrobiliśmy w ubiegłym roku i co robi wiele osób – idziesz za pracą. A ja jeżdżąc wybieram godziny tuż po szczycie, więc jakoś się mieszczę. I autko nieduże 😉
    Sydney jest nazywane największą wsią na świecie, Brisbane nie jest lepsze. Wieżowce czy wysokie domy to samo centrum, reszta to domki. Dopiero ostatnio zaczynamy sie piąć w górę, i krzyk jest wielki na nie.

    Kiedyś mieszkałam w małym prowincjonalnym mieście, to aby dojechać do szpitala ( 3 km) brałam autobus jak miałam więcej czasu, jak mało to leciałam piechota bo było szybciej. Ten autobus wił się po wszystkich uliczkach zabierając a to babcię, a to dziadka, a to mamę z potomkiem, więc trwało to dużo dłużej.

  353. nie mam samochodu, nigdy nie miałam. Mam kartę rowerową, ale nie mam prawa jazdy. Noigdy nie byłam właścicielką 4 kółek, ale byłam współużytkownikiem- dodatkiem do samochodu dziś mojego byłego (z powodu posiadanych innych uprawnień).
    Mieszkam w mieście, nawet niewielkim jak na światowe standarty, ale tramwaje jeżdżą i dzwonią, autobusy jeżdżą i trąbią, wszystko mam w odległości ok. 100-150 m. od domu. Specjalnie wybrałam takie miejsce do mieszkania, mając na uwadze swoje ograniczenia (brak prawa jazdy)
    Za kilka dni miasto wyremontuje nam ulicę, która została zrujnowana przez samochody parkujące wszędzie, gdzie się da: na chodnikach, na jezdni (szer. 6,5 m- stare normy).
    Trudno miec pretensje do parkujących, że wjeżdżają na chodniki-gdzieś parkować muszą, w pobliżu żadnych, nawet płatnych parkingów (taka gmina!),chodniki nie przystosowane do cięzaru parkujących 4 kółek zbuntowały się, połamały i teraz w zemście łamią nogi pieszych, którzy pod śniegiem nie widzą nierówności i dziur. Lądują czasem nosem na drzewie.
    Tymczasem widzę walkę kierowców o miejsce najbliższe własnemu oknu; gdyby mogli, wjechaliby autkiem do sypialni. Cieszę się, że nie ma pod domem mojego blaszaka.

    W małym miasteczku, jakich pełno w naszym kraju nie ma juz komunikacji publicznej- autobusy PKS i innych publicznych przewoźników czasem przejeżdżają dwa cztery razy dziennie, w porywach do ośmiu przejazdów. Linia kolejowa trwająca od czasów zaboru niemieckiego i wcześniej zostala zlikwidowana jako nieopłacalna; ludzie przestali jeźzić pociągami w czasach kryzysu, wielkiego bezrobocia lat 90 i później. Nie dziwota, że pierwszym zakupem z 500+ stały się używane, zdezelowane samochody z importu sąsiedzkiego. Żeby mieć pracę, trzeba często do niej dojechać kilkanaście km. Zbierze się kilka osób, jadą w trójkę, czwórkę do swojej pracy, wszyscy zadowoleni. Pracodawca też. Koszt jazdy podzielony na kilka osób jest mniej dotkliwy niż pełen.

    Co prawda znów myśli się o przywróceniu pociągów na wcześniej zlikwidowane linie kolejowe. Ale jesli tych pociągów będzie tyle co autobusów do miasta- znów nie wypali. Jesli bedą zbyt drogie bilety- też nie będzie chętnych. Musi istnieć zachęta finansowa -jako alternatywa dla chętnych. Rządy i samorządy wielu krajów i landów dofinansowują takie przejazdy. Bez tego będzie kiepsko. Ludzie kupili sobie autka, są niezależni i nie wiem, czy zamienią dojazd samochodem na pociąg.

  354. O właśnie! Konstancja dobrze napisała – niezależność. To też jest ważne, nie tylko te ogony i wybujałe ego. No i nie da się ukryć – wygoda.

  355. Wygoda jest względna. Kiedy w Genewie widzę wsiadających do wagonu I kl. facetów w garniturach, jak wyciągają laptopy i kontynuują swoje operacje, telefonują w różnych językach z klientami, wydają polecenia podwładnym (odlicz prowizję, jeden milion) mam wrażenie, że jestem w biurze na szynach. Nie wyobrażam sobie tych gości w samochodach na autostradzie, choć czas podróży do Lozanny byłby teoretycznie taki sam. Wracaliby pewnie godzinę później z biura do domu. Jeśli mają samochody, to korzystają z nich w weekendy. W ładną pogodę korkują dojazd do atrakcyjnych miejsc w górach i nad jeziorami, choć mając abonament generalny mogą dotrzeć wszędzie komunikacją publiczną bez dodatkowych kosztów. Jednakże podróż z rodziną, nartami, bagażem, to nie to samo, co samemu z aktówką 🙄
    I wtedy trzeba mieć wypasionego SUV-a 😎

  356. Czyli wszystko zależy od: gdzie, jak i za ile 🙂
    U mnie za mniej niż pół roku odbędą się Commonwealth Games na Gold Coast to aż strach się bać co będzie na drogach.

  357. Widze, E-Jotko ze twoj rodak pospieszyl ci na pomoc w twojej kampanii hashtagowej

    https://www.theguardian.com/film/2017/dec/02/geoffrey-rush-quits-industry-post-over-inappropriate-behaviour-claim

    „Oscar-winning actor Geoffrey Rush has stepped down as president of Australia’s screen industry academy, days after a theatre company revealed it had received a complaint against him of “inappropriate behaviour”.”

    I kuriozum prawdziwe w #MeToo rewelacjach:

    „The Sydney Theatre Company has not disclosed details of the allegation. It said the complainant asked that the allegation be dealt with confidentially and did not want Rush notified or involved in any investigation.”

    ‚Oskarzam ale nie podaje swojego nazwiska. Oraz nie chce zeby Rush byl o tym zawiadomiony czy zeby wszczynano śledztwo przeciwko niemu’

    Ten DownUnder to dziwna kraja. Z hashtagu robi sobie jaja. A Rush honorem sie unosi. I o nic nikogo nie przeprosi. Nawet nie o przebaczenie. No bo o co przepraszac?

  358. anumlik, 1 grudnia o godz. 12:52

    „Znam z tzw. autopsji. Cztery razy byłem „wielkim szefem”. I za każdym razem, na początku, doświadczałem „podchodów” ze strony pań”

    anumlik troche zapodal nt. drugiej strony medalu hashtaga. Choc pokretnie to uczynil.

    Bo ponaudawal, ze jak jego, jako czterokrotnego nad-szefa, baby podwladnice nic tylko chcialy dla niego zadzierac spodnice, to zawsze odpowiadal: hola hola! Tu jest inksza moja wola. I gonil je z gabinetu. Juz rozkladajace sie na jego nad-dyrektorskiej kanapie. Bo on taki nieskazitelniec byl gdy za nad-boga cztery razy w zyciu robil. Tylko dobro go z tym pozalowat’. I pogratulowac tej nieskazitelnosci na nad-stanowisku.

    Mnie natomiast donoszono, za czasow moich reporterskich – czyli sporo lat temu – o takich twistach w relacjach biurowych.

    Nowego szefa tokuje ‚stara’ sekretarka. Proponujac mu to i owo, w ramach obowiazujacych dotychpor obowiazkow sluzbowych. On ja wygania z gabinetu. Co ona wtedy robi? No jak co: zbiera grupke ludzi w instytucji i rozglasza, ze ten nowy to pedal.

    W wyniku takiego obrotu sprawy, nowego szefa zdejmuja ze stanowiska przed uplywem okresu probnego. Pedal nie mogl byc na kierowniczym stanowisku. O LGBT, czy o ich prawach w pracy, nikt wtedy jeszcze nie slyszal. To byla dawna PRL wtedy. Czyli to samo co Pomrocznosc Zamglona dzisiaj

    Zakladam, ze gdy anumlika wyszturchiwano z roboty po jakims czasie, to nie czyniono tego na podstawie calkowicie zwyslonych plotek o jego sklonnosciach do ‚odmiennych upodoban’.

    Dla jasnosci dodam ze w sytucji odwroconej genderowo, tj. gdy jest nad-szefowa i jest tokujacy powladny, nie ma kalki 100 procentowej.

    Po wygonieniu z gabinetu, zawiedziony byczek tylko klnie pod nosem: a to k.rwa. Posadzenie takiej ostrej szefowej o odmienne upodobania rzadko wchodzi w rachube. Bowiem oskarzenie takiej o ‚ta na ka’ wystarczy. Ona tez miejsca nie zagrzeje w firmie nadwislanskiej, po takim oskazeniu. Jak jej odpowiednik przeciwnego gender pewnie nie zagrzewal. Czy anumlik zagrzewal? Nie musi odpowiadac

  359. @ Orteq 8:32
    Niby nic, rozważania, ale w sumie dosyć to wszystko obrzydliwe w Pana wykonaniu.
    Człowiek to styl?
    jk

  360. „Geoffrey Rush dotyka nieprawidlowo.”

    ‚https://www.theguardian.com/stage/2015/nov/29/king-lear-review-geoffrey-rush-owns-his-role-but-fails-to-sate-craving-for-confrontation

    Swoja reka Rush dotyka twarzy aktorki na scenie. Odgrywajac wyznaczona mu role. Bo on jest aktorem. I ma role do odegrania. Ale nastepuje oskarzenie #MeeToo. I wszytko wali sie w gruzy.

    E-J, powiedz

    Czy tam chodzi o cos wiecej niz widac? Czy tez pozostaniesz przy swoich wpisach? Olewajac reputacje krajana Geoffrey Rush? Oraz caly przemysl teatralno-filmowy?

    Nie bylo zbyt trudno przewidziec, ze hashtagi wynikajace, i konczace sie, na celebrytach, beda musialy wpasc w pulapki. Te w ogole nie przystajace do zycia normalnych ludzi. Ani nawet do zycia normalnych celebtytow/aktorow.

    Bo tacy tez podobno istnieja. Nie wiadomo tylko czy tylko w Australii. Czy gdzie indziej tez

  361. Nie bedzie odpowiedzi

  362. Wyglada na to, ze mamy do czynienia z jedynym chlopcem pozostalym do bicia. Ze Baczynski na to patrzy. I milczy.

    Tam chyba nie ma zadnej kasy w tych blogach POLITYKI. Nie tylko ateistycznych. Szczegolnie w niedziele

  363. Pan Jacek Kowalczyk

    Panie Jacku, wpis „Orteq 3 grudnia o godz. 8:32” to właśnie przykład inwektywy rozwiniętej ukrytej wśród zamulających treść licznych słów. To nie „smark”, „chłopczyk” czy nawet puste znaczeniowo „głupek”, „świnia”, lecz bezczelne kompletnie z powietrza wzięte imputowanie na publicznym blogu zachowań, za które na przyklad Lepper i Łyżwiński dostali wyroki.

    Pisze ten zamorski galant:

    „anumlik troche zapodal nt. drugiej strony medalu hashtaga. Choc pokretnie to uczynil”.

    W czym ta pokrętność – tropiciel nie wyjaśnia, lecz dalej imputuje:

    „Bo ponaudawal, ze jak jego, jako czterokrotnego nad-szefa, baby podwladnice nic tylko chcialy dla niego zadzierac spodnice, to zawsze odpowiadal: hola hola! Tu jest inksza moja wola. I gonil je z gabinetu. Juz rozkladajace sie na jego nad-dyrektorskiej kanapie”.

    Tropiciel wie, że anumlik ponaudawał, wie, że chciały zadzierać spódnice, że się rozkładały – jakby tam był. Przecież takie domysły i takie słowa to peerelowska piwna, jak się to mówiło, mordownia.

    „Bo on taki nieskazitelniec był(…)”.

    A że wcześniej padło słowo „ponaudawał”, to tyle warta była nieskazitelność anumlika w prostackich insynuacjach Ortega.

    „Zakladam, ze gdy anumlika wyszturchiwano z roboty po jakims czasie, to nie czyniono tego na podstawie calkowicie zwyslonych plotek o jego sklonnosciach do ‚odmiennych upodoban’.”.

    Panie Jacku, niezależnie od reakcji anumlika: takie bezczelne tropienie życiorysu blogowicza jak w wydziale śledczym, z sufitu wzięte imputowanie, takie słowa i takie treści – to jest dopiero robienie z blogu gnojownika, i to nie za stodołą, ale pośrodku podwórka.

    Niedługo trzeba było czekać na kolejną ilustrację, po co ten osobnik na ten blog przychodzi.

  364. @tejot 2 grudnia o godz. 19:15
    „Na rynku dóbr dzieje się tak, że nowość, to nie tylko samo unowocześnianie, lecz także moda, kolor, faktura powierzchni, jakaś niepotrzebna a rozreklamowana funkcja, itp.”

    Żałuje, że nie przeczytałem książki takiego guru od marketingu, co to papierosy kobietom wmówił. W NPR mieli nie tak dawno audycję o nim. Kawał drania, wiedział o szkodliwości palenia a mimo to… Ale geniusz marketingu.

    Sprawdzę na googlu…

    O „Torches of Freedom” trzeba poczytać, mówi Wikipedia.

    A człowiek to był Edward Bernays.

    Boh ty moj, znowu te cholernie inteligentne Żydy!
    Ja już tego nie wytrzymam! 😉
    Być może nawet to „nasz Żyd”? Czyżby Bernaś?

    @tejot, ryzykując sprowadzanie wszystkiego do gwoździa, znowu powiem, że preferencja dla „nowsze” ma korzenie w seksie.
    Ten twój kolor czy faktura to gładkie liczko młodej kozy. Pozbawione zmarszczek. Nie obarczone zadnymi wspomnieniami, bagażem doświadczeń.
    W używanym aucie pytamy się siebie, co też działo się tu na tylnej kanapie? Albo co zostawiło tę plamę na fotelu pasażera? Może pies poprzedniego właściciela lubił sie tam powiercić na pupci? 😉

    Nowe autko jest jak młode liczko. Zero plam, zero historii, dokonaliśmy właśnie rzeczy z bajki, czyli wyzerowaliśmy licznik naszego życia.
    A przynajmniej jakiś jego aspekt.
    A przynajmniej tak nam się zdaje…

    Stąd tak niektórzy lubią zmieniać meble w mieszkaniu. Okazja do wyzerowania licznika.

  365. @ Orteq 9:16, 9:31
    Czyli: nie odpowiadam, ale za chwilę jednak odpowiadam, znów coś insynuując.

    Myślę jednak, że wystarczy już pańskiej obecności na najbliższe 3 miesiące. A potem zobaczymy, czy jedyne, na czym Panu zależy, to zatruwanie atmosfery.
    Zatem – rozstajemy się na co najmniej 3 miesiące.
    Jacek Kowalczyk

  366. @ wbocek
    Tak też to odczytałem i po „nieodpowiedzi” Orteqa, zdecydowałem o kwarantannie (choć bez nadziei na poprawę).
    Pozdrawiam
    JK

  367. Szanowni!
    Kostka pisze o nowoczesnym nacjonalizmie, warto przeczytać, warto pogadać.
    Zapraszam!
    JK

  368. @Jacek Kowalczyk
    Moją reakcją na obrzydliwe insynuacje Orteqa może być tylko danie mu w pysk. Ale zbanowanego się po buzi nie pierze. Zaczekam aż wylezie z zamrażarki. Tak czy owak – dziękuję.
    Pozdrawiam
    anumlik

  369. Jacek Kowalczyk
    3 grudnia o godz. 10:09

    W tym sęk. Panie Jacku, że w tym wieku człowiek siebie nie przeskoczy. Mogą się przytrafić niezgodne z osobowością niezręczności, wybuchy – mnie się na przykład przytrafiają – ale Orteg to osobowość skamieniała, to wielokrotnie demonstrowany na blogu stały sposób bycia. Nie stanie się samokrytycznym filozofem, choćby żył w dobrym zdrowiu- co daj mu Boże kaszubski – 156 lat. Wiele jest w Panu równowagi – podziwiam – skoro mimo braku nadziei serwuje Pan tylko kwarantannę.

  370. Celowo nie odpowiadałam. Znam styl „polemiki” Orteqa i nie akceptuję, więc postanowiłam ignorować.
    Dzięki Panie Jacku.

  371. Jakiś czas później…
    Czyli 11 miesięcy od ostatniego komentarza.

    Dopiszę rzeczowy komentarz, którego tu za bardzo nie dostrzegłem…
    Przyznaję się bez bicia że wszystkich nie przeczytałem.

    Temat warty uwagi… więc przedstawiam mój punkt widzenia.

    Akcja #metoo przedstawia tylko jedną rację (która wydaje się być uszyta grubymi nićmi) i zmusza czytelnika do opowiedzenia się za któraś stroną. Nikt nie ma dowodów a każdy oskarża (Jedna oskarża o molestowanie, druga że kłamie)

    Dawno, dawno temu… na serio??? Ja nie wiem co robiłem rok temu a co dopiero jakieś 20lat temu. Akcja wrzuca wszystko do jednego worka… poruszanie intymnych tematów podczas biznesowej kolacji nie powinno być traktowane tak samo jak gwałt. Więc jeśli to była tylko rozmowa…. to trzeba było zareagować od razu. Bo nikt nie jest święty, ale jeśli to był głupi tekst… Ja osobiście bym o nim zapomniał bo znając trochę siebie, to codziennie palnę jakimś głupim tekstem.

    @Ewa-Joanna
    „I wyobraziłam sobie, kim trzeba być, żeby takie rzeczy pisać: tępym, ograniczonym troglodytą…”

    Może osobą która nie lubi oczerniać kogoś bez podstawy… Lecz jak widzi się że ktoś niszczy komuś dobre imię. Bo ktoś, kiedyś powiedział sprośny żart to człowiek krew zalewa.

    I teraz podam aktora który został oskarżony, a ostatecznie oczyszczony z zarzutów. Jest nim Morgan Freeman

    Co zrobił, na początku aktor! Przeprosił.
    „Każdy, kto mnie zna lub ze mną pracował, wie, że nie jestem osobą, która świadomie obraża ludzi lub naumyślne sprawia, by inni czuli się źle. Przepraszam wszystkich, którzy czuli się niekomfortowo lub uważali, że nie okazuję im szacunku. To nigdy nie było moim zamiarem.”

    Następnie, chyba ze trzydniowym opóźnieniem odpowiedział na zarzuty o molestowanie seksualne. https://www.antyradio.pl/Film/News/Morgan-Freeman-odpowiedzial-na-zarzuty-o-molestowanie-seksualne-22904

    I tu jest sens pogrzebany…
    Lepiej nagłośniać, i mówić jak jest zamiast oskarżać i wymieniać nazwiska.

    Ostatni link, jaki podam to mądry głos z Francji o akcji metoo.
    https://www.filmweb.pl/news/Francuzki+atakuj%C4%85+MeToo%3A+Nie+chcemy+purytanizmu-126515?fbclid=IwAR2NY_10fuyNO1qpc4RIxSINOEZUABF5XpVpT2dc81OyU8vO0LzEmuLZRz8

  372. Ze swojej strony, czysto abstrahując od Tej akcji.
    Droga autorko tego wpisu, jeśli spotkała Ciebie taka sytuacja ze strony mężczyzn to bardzo Ciebie za nich przepraszam.

    Lecz zapewniam Ciebie że to jest mniejszość. Tzn mam taką nadzieję ale ja mówię tylko za Siebie