Dziedzictwo bezwstydu

Na początku lat 90. wszystkie podmioty zbiorowe – robotnicy, rolnicy, inteligencja – okazały się zwycięzcami pokonanymi przez historię, którą same rozpętały – napisał 17 listopada 2017 r. w publica.pl (internetowym dodatku do „Respubliki”) Przemysław Czapliński w artykule „Kontrspołeczeństwo i kultura”. Zdanie to – będące metaforycznym ujęciem procesu, który z jednej strony doprowadził do jawnie okazywanego faszyzmu sporej części naszego (młodego!) społeczeństwa, z drugiej zaś do konsolidacji równie sporych grup (w całej Polsce) wokół wartości, jakie cementują społeczeństwa zachodnie – jest niezłym mottem do moich dalszych rozważań.

* * *

Kultura, a szczególnie ta pozostająca poza nurtem mainstreamowym (cokolwiek to w danym okresie znaczy) „nie jest – jak to ujął Czapliński – niewinną igraszką form, lecz walką o znaczenia i wartości przypisywane życiu. W każdej kulturze toczy się nieustanny spór o to, by nadać swojemu życiu wartość, by poprzez ową wartość zyskać szacunek i by móc oddziaływać na innych”.

W Polsce spójność wartości z ich artykulacją, w rozlicznych działaniach rozgrywających się poza kręgiem oficjalnej propagandy (pisma trzeciego obiegu, akcje happeningowe, festiwale muzyki młodzieżowej), najpełniej się ujawniły w połowie lat 80., z początkiem zaś lat 90. spójność ta zaczęła – by tak to wyrazić – rozjeżdżać się w dwa nurty: neoliberalizmu oraz martyrologii narodu polskiego.

Zanim do tego doszło, w połowie lat 80. tworzyć się zaczęły mechanizmy, tak oto przez Czaplińskiego scharakteryzowane: „działania artystyczne wytwarzały infrastrukturę: kontrspołeczeństwo, które nie mieściło się ani w ramach określanych przez państwo, ani przez podziemie, dochodziło do głosu pod postacią zróżnicowanych i nieuzgodnionych aktywności”. Wtedy też powstały – obok innych zjawisk z zakresu kontrkultury, których nie zamierzam omawiać – bardzo ważne publikacje; książki beletrystyczne, eseje, filmy. Czapliński wymieniając je wskazał też klucz, jaki otwierał zamknięte dotąd na głucho drzwi w nurcie soc-mainstreamowym, który historię (głównie polsko-żydowską) albo przemilczał, albo wręcz zakłamywał: „Sublokatorka” Hanny Krall, „Początek” Andrzeja Szczypiorskiego, „Weiser Dawidek” Pawła Huelle, „Zagłada” Piotra Szewca, „Bohiń” Tadeusza Konwickiego, „Teatr zawsze grany” i „Krakowskie Przedmieście pełne deserów” Adolfa Rudnickiego, „Umschlagplatz” Jarosława Marka Rymkiewicza, „Kadisz” Henryka Grynberga; „Nawrócenie” Andrzeja Kuśniewicza, „Stan po zapaści” Jacka Bocheńskiego.

Czapliński dodał do tych książkowych, filmową – wyemitowaną przez polską telewizję, dwugodzinną wersję wstrząsającego filmu Claade’a Lanzmanna „Shoah” (1985 r.) – o obojętności albo okrucieństwie Polaków w stosunku do Żydów w czasie Zagłady. A także esej Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzą na getto” (1987 r.) – o moralnym przyzwoleniu na Zagładę, funkcjonującym wśród Polaków w czasie okupacji. Wszystkie te dzieła ukazały się w okresie 1985–1989, a więc zanim nastąpił przełom polityczny – napisał Czapliński.

Cały ten nurt, któremu na imię: odkłamywanie historii polsko-żydowskiej, płynął w otoczce zmieniającej się retoryki w stosunkach polsko-izraelskich. Polska stała się wówczas pierwszym krajem Układu Warszawskiego, który w połowie lat 80. ubiegłego wieku ponownie zainicjował kontakty z Izraelem. Pełne stosunki dyplomatyczne zostały wznowione w 1990 r.

 

* * *

Zostawmy na boku rozważania, ilu Polaków przełomu lat 80. i 90. oparło swoją egzystencję na trzech filarach polskiej demokracji: na reformie Wilczka, na planie Balcerowicza i na ustawie o samorządzie terytorialnym oraz ilu z tych, którzy na tych filarach egzystencji nie oparli, zostało (z własnej woli, bez własnej woli i z woli innych) odrzuconych lub wykluczonych, a skupmy się na mechanizmach, które doprowadziły do – z jednej strony – marszu niepodległości 11 listopada 2017 r. z hasłami jawnie faszystowskimi oraz – z drugiej strony – do zauważalnych przez wszystkich protestów „czarnych parasolek”, kontrmiesięcznic smoleńskich Obywateli RP czy „łańcucha świateł” przed gmachem Sądu Najwyższego.

Przemysław Czapliński przywołał w swoim artykule Rafała Grupińskiego, naczelnego „Czasu Kultury”, który w połowie lat 80. „wsławił się – jak napisał Czapliński – jako autor serii pamfletów wymierzonych w PIN-a, czyli Polskiego Intelektualistę. PIN-owi Grupiński zarzucał przywiązanie do przedwojennych schematów myślowych, brak pomysłów na demokrację i Polskę (oraz na Polskę w Europie), stadność reakcji i postaw, ugodowość wobec Kościoła katolickiego, minoderię i samozachwyt słusznością wzniosłych idei”. Warto podjąć ten wątek z uwagi na fakt, że po 30 latach polscy PIN-owie zasilili niemal „po równo” dwa obozy: neoliberalny oraz martyrologiczny.

Martyrologiczne zasilanie rozpoczął w lipcu 1988 r. „bój o krzyże” na żwirowisku przed obozem oświęcimskim, poprzedzony trwającymi przez pięć lat (od stycznia 1983 r.) potyczkami o klasztor sióstr karmelitanek usytuowany w budynku starego teatru obok żwirowiska. W boju uczestniczyły – z jednej strony – środowiska żydowskie z Izraela, USA, Francji i Niemiec, reprezentowane przez „strasznego – jak go określano – polakożercę”, rabina Weissa z USA oraz laureata nagrody Nobla Eli Wiesela, które popierały władze RP, metropolita krakowski, kardynał Macharski, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej, bp. Tadeusz Rakoczy i wielu polskich biskupów, z drugiej zaś strony środowiska skupione wokół… Bractwa im. Piusa X, czyli lefebryści, z ich polskim szefem ks. Karlem Stehlinem na czele. Warto w tym momencie przypomnieć, że kalendarium „boju o krzyże”, czyli konfliktu oświęcimskiego, przedstawili w porządku chronologicznym, z wrednymi antysemickimi wstawkami panowie: Sławomir Cenckiewicz, członek Bractwa im. Piusa X, historyk, współpracownik Antoniego Macierewicza i wykładowca w uczelni Tadeusza Rydzyka oraz Krzysztof Cierpisz, którego antysemickie teksty dorównują publikacjom Ryszarda Bendera, Stanisława Michalkiewicza, a w niektórych enuncjacjach przerastają teksty Leszka Bubla. (kalendarium Cenckiewcza tu: https://sites.google.com/site/krzysztofcierpisz/kalendarium-konfliktu-oswiecimskiego)

Wątek martyrologiczny został zasilony wydaną w roku 2000 książką Jana Grossa, „Sąsiedzi”. W tym też momencie ujawniły się najsilniej postawy tych Polaków-katolików, którzy stosunki polsko-żydowskie podczas hitlerowskiej okupacji widzą wyłącznie przez pryzmat drzewek Sprawiedliwych wśród narodów świata w Yad Vashem. Jesteśmy najbardziej sprawiedliwym na świecie narodem, bo to nam posadzono najwięcej drzewek sprawiedliwości. Polacy kolaboranci? Gdzieżby. Polacy szmalcownicy? Fee. Polacy hieny rabujący mienie pożydowskie? Dobre sobie. Polski antysemityzm? Wymysł środowisk związanych z Przedsiębiorstwem Holokaust. Żadnej innej refleksji!

Późniejsze publikacje, takie choćby jak „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” Mirosława Tryczyka, aż takich namiętności co „Sąsiedzi” Grossa nie wywołały. Ale też nie zmusiły do żadnej refleksji takich choćby tuzów polskiej politycznej elity PiS-owskiej, jak minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, który 15 listopada 2017 r. na antenie Polsat News powiedział, że „W Polsce faszystów nie było, nie ma i nie będzie”, co spowodowało ostrą negatywną reakcję jedynie portalu OKO.press. Inne prasowe doniesienia (a naliczyłem ich osiem!) ograniczyły się do zacytowania całej wypowiedzi Waszczykowskiego, bez jej oceny. Oto ona, w całej okazałości:
Bo w Polsce faszystów nie było, nie ma i nie będzie. Być może są jakieś skrajne środowiska, które wzorują się na zachowaniach faszystowskich i nie mają żadnego wpływu i próbują wykorzystać różne marsze, wydarzenia. Również marsze i wydarzenia PiS-u też były narażone na różne incydenty. Ale to nie cała Polska jest winna za to, że na marginesie w całej Europie są różnego rodzaju fronty narodowe, obozy narodowe, które próbują się wpiąć w główny nurt. To był marsz Polaków, którzy uczestniczyli w święcie patriotycznym i incydenty, jakie się zdarzyły, zostały wskazane przez premierów Morawieckiego, Glińskiego, oświadczenia MSZ i inne wystąpienia.

Ten europejski „margines” jest już nieźle zorganizowany, ma spore poparcie w wielu krajach, a swoich przedstawicieli afiliował nawet w strukturach Unii Europejskiej. Adam Leszczyński w OKO.press cytuje dla przypomnienia ministrowi od spraw zagranicznych kawałki z wydanej w 1985 r. książki Jana Józefa Lipskiego „Antysemityzm ONR Falangi”; takie jak to z pisma „Kuźnica” w 1938 r.: „Obecnie Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji żydostwa u siebie (…). Kiedy wreszcie my przystąpimy do męskiego i poważnego rozwiązania tej sprawy?”, czy: „Antysemityzm w Ruchu Młodych istniał dużo dawniej niż program antyżydowski w NSDAP”, jak pochwaliło się na swoich łamach w 1937 roku pismo ONR „Ruch Młodych”. Dorzucę od siebie kilka innych wydarzeń i publikacji z lat wcześniejszych, które świadczą, że polski program antyżydowski istniał wcześniej niż ten, który ujawnił się w Niemczech po ustawach norymberskich w 1935 r.

 

* * *

Początki „polskiego urzędowego” antysemityzmu to rozkaz ministra spraw wojskowych gen. Sosnkowskiego z 16 sierpnia 1920 r. o internowaniu w obozie w Jabłonnie około 17 tysięcy Żydów: ochotników i poborowych oraz wycofanych z frontu żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego tuż przed historyczną bitwą pod Radzyminem. Oto rozporządzenie, wydane z rozkazu gen. Sosnkowskiego, wysłane do dowódców poszczególnych formacji wojskowych:
„Ministerstwo Spraw Wojskowych — Oddział I Sztabu Licz. 13679 mob. Usunięcie żydów z D.O. Gen. Warszawy i formacji podległych wprost M. S. Wojsk.
W związku z mnożącymi się ciągle wypadkami, świadczącymi o szkodliwej działalności elementu żydowskiego, zarządza M. S. Wojsk, co następuje:
1. Dla D. O. Gen. Warszawa. 2. Dla wszystkich Oddziałów szt. M. S. Wojsk, i Dep. M.S.W. z poszczególnymi, w drodze tych Oddz. szt. i Dow. wprost M. S. Wojsk., podlegającymi formacjami, zakładami, instytucjami itd. ad 1. D. O. Gen. Warszawa usunie ze wszystkich mu podległych formacji, stacjonowanych w Warszawie, Modlinie, Jabłonnie i Zegrzu, żydów szeregowych, pozostawiając w tych formacjach tylko 5% tego żywiołu. D. O. Gen. Warszawa wyznaczy punkt zborny, dla tych wyeliminowanych żydów, tworząc z takowych po wydzieleniu rzemieślników, oddziały robotnicze. Oddziały te powinny być formowane na sposób kompanii robotniczych o maksymalnej sile 250 szeregowych na kompanię. Na każdą taką kompanię robotniczą wyznaczy: D.O. Gen. Warszawa 1 oficera, 5 podoficerów, 10 szeregowych wyznań chrześcijańskich. W razie zapotrzebowania oficerów niezdolnych do służby frontowej zwróci się D. O. Gen. Warszawa z zapotrzebowaniem takowych do Oddz. I Sztabu M. S. Wojsk. Po sformowaniu wymienionych kompanii robotniczych, wyda M. S. Wojsk, dalsze zarządzenia, co do numeracji i gdzie wymienione kompanie zużytkowane zostaną. Przeprowadzenie tego rozkazu należy niezwłocznie wykonać, licząc się z obecną sytuacją. O wycofaniu z formacji żydów zamelduje D. O. Gen. Warszawa do M. S. Wojsk. Oddz. I Sztabu do dnia 12. VIII. 1920 r.
2. Wszystkie oddziały szt. M. S. Wojsk., jak również i Departamenty usuną do 5% z podległych im (wprost M. S. Wojsk.) formacji, zakładów, instytucji itd. szeregowych żydów, oddając takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa, które ich wcieli do tworzących się robotniczych komp. Zaznacza się przy tym, że w samych biurach i kancelariach poszczególnych oddz. szt. i Departamentów, należy wszystkich żydów szeregowych usunąć. Zatrzymanie żydów w biurach lub innych instytucjach pod pretekstem, że takowi są niezbędni lub politycznie pewni, tym samym zakazuje się. Wyeliminowanie żydów i oddanie takowych do dyspozycji D. O. Gen. Warszawa winno być bezwarunkowo z dniem 12. VIII. 1920 r. skończone. Wykonanie tego rozkazu zamelduje D. O. K. Gen. Warszawa Oddziałowi I Dep. M. S. Wojsk., zawiadamiając o wykonaniu Oddz. X. Sztabu M. S. Wojsk.
Otrzymują:
Woj. Gub. Warszawy, D.O. Gen. Warszawa, Biuro Prezydialne, Kancelaria Wiceministra, Wszystkie Oddz. Sztabu M. S. Wojsk., Wszystkie Dep. M. S. Wojsk., Dep. dla spraw Morskich, Dow. m. Warszawy, N. Dow. W. P.
Prich Płk. Szt. Gen. Szef Oddziału I”.

Obóz koncentracyjny dla polskich żołnierzy żydowskiego pochodzenia powstał, zanim jeszcze Hitler napisał „Mein Kampf”. Istniał co prawda tylko 25 dni i 9 września 1920 r., po interwencjach wicepremiera Ignacego Daszyńskiego, został zlikwidowany, a decyzja o jego utworzeniu wywołała protesty zarówno w kraju, jak i za granicą – ale sam fakt izolacji polskich obywateli z uwagi na ich pochodzenie i (być może) niepewne politycznie poglądy ukazuje, jakie rzeczywiste nastroje panowały w przedwojennej Polsce.

Nie porównuję „ograniczonego zaufania” gen. Sosnkowskiego do polskich Żydów w 1920 r. z obozami śmierci tworzonymi w III Rzeszy. Tego nie da się porównać. Nastroje antysemickie w obu krajach oraz retorykę wystąpień prasowych porównać się da.

 

* * *

Preludium do zamiany retoryki w czyn dało wkroczenie 22 czerwca 1941 r. Niemiec na tereny okupywane przez Rosję sowiecką i na teren samej Rosji. Na fali euforii spowodowanej Blitzkriegiem tworzyły się nowe oddziały Einsatzgruppen złożone z młodych ochotników (w czerwcu i lipcu 1941 r. na 11 batalionów policji porządkowej, 9 utworzono z ochotników z 1941 r.). Pierwszym rozkazem, jaki Himmler (w ślad za feldmarszałkiem Wilhelmem Keitlem) wydał do oddziałów Einsatzgruppen, był „rozkaz o komisarzach” (Kommissarbefehl), nakazujący niezwłoczne rozstrzeliwanie wziętych do niewoli radzieckich komisarzy politycznych. Drugi rozkaz, nazwany „dekretem Barbarossa” stanowił, że wszelkie działania niemieckiej armii wymierzone przeciwko cywilnym obywatelom ZSRR nie podlegały sądom wojskowym. Zaaprobowana została również zasada odpowiedzialności zbiorowej wobec całych wsi. W takim „prawnym” otoczeniu wojska Hitlera weszły do polskich miejscowości okupywanych przez Rosję sowiecką. Na tereny ZSRR, znaczy. Przypomnę, że dla wielu polskich mieszkańców Białostocczyzny i Podlasia sowiecki komisarz równał się – Żyd. Jak powiedział w wywiadzie dla Dziennika.pl 17 lipca 2016 r. Mirosław Tryczyk (autor głośnej książki „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”: „wschód II RP, a zwłaszcza tereny obecnego Podlasia zarówno po obecnej polskiej jak i białoruskiej stronie granicy, był zdominowany przez środowiska narodowe. To widać w statystykach, wynikach wyborów, składach rad gminnych i miejskich z lat 30. ubiegłego wieku z tego terenu. W Jedwabnem oraz miasteczkach wokół niego przeważały nastroje, które określiłbym jako skrajnie narodowe. We wsiach zwolennicy Obozu Narodowo-Radykalnego dokonywali zamachów bombowych na Żydów. Organizowano marsze antyżydowskie, bojkoty sklepów, oblewanie naftą produktów i bicie Polaków, którzy kupowali w sklepach żydowskich. Warto przypomnieć, że już w latach 30. policja powstrzymała pogrom w Radziłowie. Te akcje narodówki były powszechne”.

Antysemicki, narodowy ton wypowiedzi na wschodzie Polski płynął z ust i spod piór ówczesnej elity zamieszkującej te ziemie. Jak mówi (i pisze) Tryczyk: „ostateczną kalką ideologiczną, którą udało się zbudować środowiskom narodowym, była teza: Żyd-bolszewik. Takie zestawienie ideologiczne, które udało się zaszczepić lokalnej ludności, miało charakter decydujący, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że te tereny wpadły pod okupację sowiecką po 17 września 1939 r.”

Te tereny od 17 września 1939 r. do 20 czerwca 1941 r. pozostawały pod jurysdykcją stalinowskich komisarzy, a nie podziemnego państwa Armii Krajowej. I tereny te (krótko bo krótko, ale znacząco) zarządzane były przez polskich kolaborantów niczym nie różniących się od tych z rządu w Vichy we Francji. Oddaję głos Tryczykowi:

„Rozpoczęło się tuż po wkroczeniu na te tereny Niemców w czerwcu 1941 roku. W przygranicznych miasteczkach jak Jedwabne, Radziłów, Wąsosz, Szczuczyn, Goniądz, powstały wtedy lokalne struktury polskiej władzy i milicje, ponieważ Niemcy swoją administrację powołali dopiero na początku 1942 roku. Milicje te noszące w zależności od miejsca powstania różne nazwy, np. straży obywatelskich, milicji obywatelskich, samorządów miejskich, samoobrony, Komitetu wyniszczenia komunizmu itp. przystępowały do rozprawy z komunistami i Żydami. Na ich czele stawali polscy mieszkańcy, należący do przedwojennych, miejscowych elit. Znaleźli się w nich nauczyciele (Rajgród, Szczuczyn, Suchowola), członkowie Korpusu Ochrony Pogranicza (Goniądz), policjanci (Rajgród, Goniądz), aptekarze i lekarze (Radziłów, Suchowola), listonosze i pracownicy poczty polskiej (Radziłów, Szczuczyn, Wąsosz, Jasionówka), przedwojenni burmistrzowie, radni i miejscowi przedsiębiorcy (Jedwabne, Jasionówka, Radziłów) oraz księża katoliccy (Radziłów, Wąsosz, Goniądz, Jasionówka). Na początku zaczęło się od rozprawy z kolaborantami, czyli tymi, którzy współpracowali z Sowietami. Jej ofiarami byli zarówno Polacy jak i Żydzi”.

 

* * *

Pod koniec marca 1940 r. doszło w Warszawie do bicia Żydów i rabowania ich sklepów. Organizatorem zajść, przy cichej aprobacie Niemców, była polska Narodowa Organizacja Radykalna (NOR). 22 marca (Wielki Piątek) zaczęły się masowe rozruchy antyżydowskie, w których udział brali Polacy, przy milczącej aprobacie Niemców. Opisał je Ludwik Landau w „Kronice lat wojny i okupacji”. W wielkanocną niedzielę 1940 r. Landau zanotował: „Zajścia przeciwżydowskie utrzymują się i rozszerzają. Dzisiaj banda wyrostków przeważnie w wieku 14–15 lat obchodziła sklepy żydowskie w okolicach Marszałkowskiej, rozbijała szyby wystawowe, rabowała towary. Przechodnie zachowywali się biernie”. Emanuel Ringelblum w „Kronice getta warszawskiego” zanotował, że: „Na Lesznie, placu Żelaznej Bramy grabili młodzi chuligani”. Napisał też: „miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich (…) na Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej (…), Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej (…). W pierwszych dniach zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować”. Po kilku dniach zamieszki ze Śródmieścia przeniosły się na Powiśle i Pragę.
„Narodowa Organizacja Radykalna to (co podaję za Wikipedią) polska narodowo-radykalna organizacja kolaborancka założona, przez grupę dawnych członków Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga. Działała trzy miesiące, utworzona w październiku 1939, została rozwiązana w styczniu 1940. NOR grupowała polskich polityków i działaczy, którzy zamierzali współpracować z hitlerowskimi władzami okupacyjnymi w celu uzyskania wpływu na politykę okupowanej Polski. Jak pisał historyk Tomasz Szarota: »NOR z jednej strony nawiązywała do programu i ideologii ONR-Falangi, z drugiej zaś stwarzała płaszczyznę działania dla osób starszej generacji, antysemitów i germanofilów«. Liderem ugrupowania był Andrzej Świetlicki, wcześniejszy szef Organizacji Warszawskiej RNR-Falanga”. Dodać należy, że Świetlicki dostał „w prezencie” od niemieckich wojskowych władz okupacyjnych mieszkanie po Julianie Tuwimie, a sama NOR dawny lokal Związku Młodej Polski w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Świetlicki nie cieszył się długo mieszkaniem po Tuwimie, gdyż wraz ze zmianą władz niemieckich z wojskowych na cywilne (czyli związane z SS), został w maju 1940 r. aresztowany (jako polski inteligent, nie żaden tam nazista) i rozstrzelany w Palmirach 20 czerwca 1940 r. W kilka miesięcy po wielkanocnym pogromie Żydów zorganizowanym przez założoną przez niego organizację.
Obecny ONR nawiązuje do tradycji przedwojennej Falangi. Pytanie, czy do NOR także? To pytanie kieruję do tych polityków z PiS, którzy nie widzą faszystowskiego zagrożenia dla Polski albo – jak minister Waszczykowski – nie dostrzegają w ogóle faszyzmu w Polsce. Tej obecnej i tej przedwojennej.

anumlik