Z chłopa król. Z króla – królik

Ministerstwo Zdrowia właśnie rzuciło na rynek demograficzny królika. W celu zachęcenia Polaka do intensywnej, sakramentalnej prokreacji. W czasach niedoborów, ludność PRL też wspomagała się królikiem. Z roku 2017 cofamy się więc – niech będzie – do roku 1960. Ale ponieważ historia nigdy się nie powtarza, a najwyżej miewa podobne objawy, różnica jest zasadnicza: w 1960 r. ludzie się mnożyli jak króliki bez żadnej zachęty ze strony futrzaka, bo tego traktowali konsumpcyjnie. Nic nie przeszkadzała dostępna oficjalnie możliwość terminacji ciąży. Wedle prawidłowych katolików, odbywała się wtedy masowa zbrodnia ludobójstwa, znacznie gorsza niż hitlerowska. Rzec można, wobec takiej bredni: nic nie szkodzi – Polaków przybywało szybciej nie tylko od grzybów po deszczu, ale i od samego deszczu. Tak przybywało, że tamy puszczały i zalewało. I zalało: ostatni wielki i powodziowy przybór urodzeń miał miejsce w pierwszej połowie lat 80. Później wody płodowe opadały, opadały i urodziła się Polska. Od jakiegoś tuzina lat prawie najmniej dzietna w Europie.

Wtedy dzieci był wysyp, ale komunistyczny, choć poczęte dzieci masowo likwidował także niejaki Chazan, teraz rzeczony dzieci poczęte oraz zdeformowane nad niezdeformowane matki miłuje, a i tak katolickie macice i podwórka – puste. Po tym poznajemy, że Ojczyzna jest wzorowo katolicka.

Polak zna królika pod trzema postaciami: bajkową, w potrawce i w klatce. Nie znajdzie go hasającego po polach i łąkach. Królik z reklamy chwali się: „kto jak kto, ale my króliki wiemy, jak zadbać o liczne potomstwo… wiem, co mówię, ojciec miał nas sześćdziesięcioro troje”. Można więc sobie wybrać, która wersja królika tak się chwali: ta z klatki, czy ta z potrawki na talerzu. Taki królik, co by dbał o potomstwo, w przyrodzie nie występuje. Z pewnością nie tatuś. Reklama z królikiem zachęca więc do tego, by tatuś naprodukował dzieci – i w nogi. Mamusia zostaje z kopą królicząt, a państwo polskie płaci alimenty. Bo tatuś – wiadomo – zwiał w krzaki i tyle – bajecznego tatusia i królika – widzieli. Alimentów w Polsce nie płaci ponad ćwierć miliona tatusiów – 84 proc. zobowiązanych, zalegających na ponad 8 mld zł, przez co mamusie-królice i małe, śliczne króliczątka – które wszystkie bardzo kochamy – żyją w biedzie i poniżeniu, ale nic nie szkodzi. Mamusia-królica ma mieć jak teraz, ale znacznie bardziej. W końcu jest podporą Kościoła kat, czyli szmatą na jego posadzce i fundamentem pisoidalnego państwa. Na fundamencie – jak wiadomo – stoi nadbudowa, zaś szmata zapewnia jej godne lśnienie.

„Po pierwsze, dużo się ruszamy” – chwali się reklamowy królik. Poznajemy to po tym, że siedzi ściśnięty w klatce. Albo na talerzu. Poruszy się wtedy, gdy go weźmiemy na polski widelec. Francuz zaś patrzy i się uczy. „Po drugie, zdrowo jemy” – podpowiada dietę życia królik. Tak jest: je to, od czego najszybciej przybierze na wadze, a jak przybierze – w łeb! Po tym poznajemy cnotę zdrowego życia, czyli szybki zawał. „Po trzecie, nie stresujemy się, kiedy nie myślimy” – otrzymujemy błogą wiadomość. Oczywiście! Przy produkcji królików poczętych nie myślimy. Każdy seksuolog potwierdza. Dowód na niemyślenie: mieć ich 63 sztuki. „I po czwarte, nie używamy sobie”. To jest istota: producent reklamy też sobie nie użył – rozumu, więc się nie stresował. Królik pod postacią Antykrólika. Walczak pod postacią Asa i odwrotnie. Wielkie, genialne, wspaniałe! – zawołał z podziwem profesor. Oto królik, którego stworzył Wszechmogący, by sobie nieustająco używał, ma sobie nieustająco nie używać. Znaczy – ma się mnożyć wyłącznie po katolicku: sakramentalnie, metodą na komunię ciał. Oto polski wynalazek: Sakramentalny Królik Katolicki. Który się sprzeciwia Bogu sprzeciwiając naturze królika. Nie inaczej: tylko polski katolik mógł to wymyślić.

To już polska psychiatryczna specjalność w Europie: zanurzanie się w nierzeczywistości fantazmatów i wewnętrzne sprzeczności; klatka, a w niej bezmyślnie bezstresowe życie. Pod nadzorem. Psychiatryczność ma jednak ważną zaletę: zupełnie wbrew zamiarowi, ujawnia pozaświadomą prawdę. Przeszłość Polaka – tak się nam zdaje – znamy: z chłopa król. Rząd partyjny, za pomocą reklamy kosztującej prawie 3 mln zł, poinformował Polaka, jaką załatwia mu przyszłość: z króla królik, który skończy pod nożem.

Tanaka