Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

10.11.2017
piątek

Nieprawdopodobna historia

10 listopada 2017, piątek,

Tłukłam się w podróży służbowej zbyt dużo mając czasu na rozmyślanie i taka oto myśl przyszła mi do głowy: czy gdyby polscy katolicy choć w części stosowali się w praktyce do niektórych zaleceń swojej wiary (jak osławiona miłość bliźniego chociażby), to świat nie byłby nieco przyjaźniejszym miejscem? Postanowiłam więc opowiedzieć wam historię alternatywną, a wy oceńcie sami na ile prawdopodobną.

A zatem… Za górami, za morzami, gdzieś w Europie, ale tej prowincjonalnej, była sobie mała miejscowość, niezbyt bogata, trochę zaściankowa i prawie w 100 procentach zaludniona przez mieszkańców wyznania rzymskokatolickiego. Oczywiście z nieodłącznym księdzem i bogobojnymi staruszkami w moherowych beretach urzędującymi w kościele. Żyli w owym miasteczku pobożni ludziska spokojnie, jakoś przędąc koniec z końcem, dumni ze swojej katolickiej wiary, bogatej narodowej tradycji i historii, która nieraz w przeszłości ciężko ich doświadczała. Aż raz rząd, nie pytając się za bardzo nikogo o zdanie, postanowił zwalić im na głowę ponad 200 uchodźców. W 100 procentach muzułmańskich. Jak tu się nie zdenerwować, nawet jeśli pochodzi się z narodu słynnego z gościnności i wyznającego wiarę nakazującą, żeby kochać bliźniego jak siebie samego? Miasteczko ubogie, mała społeczność, a tu nagle 10 procent więcej obcego luda, sami innowiercy i mało kto po naszemu dwa słowa jest w stanie sklecić. Niby mówi się, że u nich wojna i to już od wielu lat, ale kto ich tam wie, może tylko za chlebem przyjechali, a te młode chłopy to jeden w drugiego wyglądają jak ci terroryści, co to ich w telewizji pokazują po kolejnych atakach na miasta w Europie. I cóż z tego, że stoi w wiosce wielki, pusty hotel co splajtował, więc niby w sam raz się nadaje, żeby tych Syryjczyków zakwaterować. To i niech stoi, jak dla nas może pusty stać!

Tylko jak tu okoniem stawać, skoro sam ksiądz dobrodziej z ambony powiedział, żeby gościom wstrętów nie czynić i po chrześcijańsku przyjąć i pomóc? I zaraz niektóre pobożnisie to podłapały i w dyrdy to samo, jak papugi – „moja wiara katolicka nakazuje mi się zaopiekować człowiekiem w potrzebie czy on muzułmanin czy nie, a poza tym nasz naród też kiedyś tak wiele się wycierpiał, że teraz nie godzi się nam drzwi przed człowiekiem uciekającym przed wojną zamykać”. Więc nie pogadasz, bo od razu na gorszego chrześcijanina wyjdziesz. Nawet niektórzy próbowali ulotki przestrzegające przed islamem rozrzucać na początku, ale jakoś za bardzo się to nie przyjęło.

W końcu zajechały te autokary pod hotel i wysypało się towarzystwo. Faktycznie połowa to baby i dzieciaki, zahukane trochę, z rozpaczą taką w oczach, strach myśleć, co te oczy widziały, głupio jakoś się wypiąć, skoro już tak daleko dotarli. Więc lokalne biznesy ściepnęły się zaraz na jakieś paczki, w kościele też panie urządziły zbiórkę ubrań i zabawek i jakoś to poszło. W końcu muzułmanin też człowiek, może nawet lepszy niż ateista, bo przynajmniej też w coś wierzy jak i my. A oni pobożni i porządni bardzo i mówią, że to ich bóg sam ich tutaj zaprowadził, to i cieszą się jak dzieci, że wreszcie są bezpieczni i że ludzie tacy dla nich mili. W Wielkanoc to nawet do kościoła chcieli się wybrać, żeby pokazać, jak naszą wiarę szanują. Trochę im się godziny pomyliły, ale jak tylko nasz ksiądz dowiedział się jacy byli rozczarowani, że ładnie podziękować za gościnę nie mogli, to ich zaraz wpuścił po godzinach, co ich tak wzruszyło, że niektóre te ich baby w chustach i bez aż płakały. Żal zresztą patrzeć, jak się taka kobieta starsza na stare lata po świecie obcym musi tułać. Na początku strach było z domu wyjść czasem, kiedy ci młodzi grupami do miasta chodzili, ale w końcu człowiek się przyzwyczaił jakoś. Ten Ghazanek to ma lat 21, a do matki w Syrii jak dzieciak tęskni, ale przynajmniej jego matka ciągle żyje, bo jego kumpel już sierota, matkę szrapnel trafił, jak go z łóżka raz budziła, do tej pory płacze, gdy o tym mówi.

Tak więc siedzą u nas w sumie już od pół roku, niektórzy papiery wreszcie wyrobili, języka się uczą, starsze panie z naszymi szydełkować zaczęły w kółku lokalnym, życie jakoś się potoczyło, więc w sumie może i miał rację ten nasz ksiądz? A i człowiek lepiej się czuje, jak chrześcijański uczynek spełni. Wszak powiedział pan Jezus: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”.

***

No tak, mieliście ocenić, na ile historia prawdopodobna… Nie bardzo, prawda? Bo nasi polscy katolicy nie tak interpretują zalecenia własnej świętej książki. I w kościele nie o tym ksiądz na kazaniu naucza, kiedy mowa o uchodźcach, a ludziska nie organizują pomocy tylko różaniec do granic, żeby tę nawałę zatrzymać z daleka od nas – w końcu wszyscy wiedzą, że „oni” pasożyty roznoszą i gwałcą nasze kobiety.

Najbardziej nieprawdopodobne historie są czasem prawdziwe. Ta też. Tyle że wydarzyła się w Irlandii.

Kostka

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 354

Dodaj komentarz »
  1. Łorety, Kostko! Tematem takim bliźniomiłościwym nadcelnie strzeliłaś, że Ci się moim moherem kłaniam do samej ziemi, a nawet niżej. Super!
    A jak mi przyjdzie rozum do głowy to napiszę więcej.

  2. Przelatując rano przez sklep, zauważyłem na tytułowej stronie „Gościa Niedzielnego” jakiś taki napis: „Chrześcijanie mają wpisane w serce miłować nieprzyjaciół” – co się poznaje nad Wisłą po ich stosunku do nieistniejących nad tą piękną, katolicką rzeczą rzeczonych Syryjczyków uciekających przed mordercami z ISIS.
    I dalej z tytułu: „Dlatego tak są narażeni na prześladowanie. Co roku 100 tysięcy naszych braci i sióstr ginie za wiarę”.
    W tym zdaniu ukryta jest katolicka teza: żeby nie być prześladowanym za wiarę i ginąć, należy przestać „mieć wpisane w serce miłować nieprzyjaciół”. Dobrze jest zapytać prawidłowego chrześcijanina o to, czy to jest miłe, że najpierw on przez 2000 lat prześladował innych swoim „sercem miłującym” i ich zabijał? Oraz przypomnieć temu posiadaczowi odpowiednio miłującego serca, stare przysłowie katolickie: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie: prześladowałeś, to jesteś prześladowany.Fifty-fifty i bądź zadowolony !
    To jest dosyć dziwne, że prawidłowy chrześcijanin nie lubi, jak jest fifty-fifty. A przecież to sprawiedliwe, słuszne i zbawienne.
    Z tą setką tysięcy chrześcijan, co to co roku giną za wiarę, to rzecz bardzo wątpliwa, czy na pewno za wiarę. Jeśli giną, to przede wszystkim dlatego, że terroryści lubią mieć monopol i tłuką każdego kto nie z nimi. Czy chrześcijanie, czy buddyści, czy kto inny, to zwykle wtórne.

    A Irlandia, w której taka bajka jest możliwa – to inna planeta wobec nadwiśla. Niestety.

  3. Sierociniec i dom samotnej matki w Tuam – to takie małe miasteczko w Irlandii – założono w 1925 r. Działał przez cztery dekady. Odnaleziono świadectwa zgonu 795 niemowlaków, ale żadnego świadectwa pochowania na cmentarzu – podały w 2014 roku agencje prasowe. Współczynnik umieralności w domu samotnej matki kilkakrotnie przewyższał współczynnik ogólny dla ludności miasteczka.

    Ujawnione w Tuam fakty oraz ujawnione – niejako przy okazji – fakty pedofilii irlandzkich księży we wszystkich niemal diecezjach, również wielokrotnie wyższe od tych, z innych grup zawodowych, spowodowały niespotykaną przedtem traumę w irlandzkim społeczeństwie. Zadaję sobie pytanie czy opisana przez Kostkę historyjka nie jest odpowiedzią na tę traumę? Drugie pytanie: odsłonięcie jakich zbrodni kleru w Polsce wywołać by mogło aż taką – pozytywną – reakcję na apel miejscowego proboszcza w liczącym dwa tysiące mieszkańców miasteczku?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. anumlik
    10 listopada o godz. 10:12

    To, bez najmniejszej wątpliwości, jest reakcja Irlandczyków na wyparcie zbrodni, z którą żyli od setek lat, od początku chrześcijaństwa w Irlandii, czyli znacznie więcej niż w Polsce. Wszyscy wiedzieli o dzieciach, o sierocińcach, o pedofilii kleru, o poniżeniu, ucisku. Ale żyli jak niewolnicy, w dużej części zależni – materialnie, moralnie, psychologicznie – od Kościoła kat, który był całkowitym monopolistą w Irlandii, chociaż w jakieś części Anglia usiłowała narzucić jej swoje chrześcijaństwo. A nędza życia, włącznie z całą serią tragedii głodu jakie dosięgły Irlandczyków, bardzo utrudniała podniesienie głowy i zerwanie okowów. Dopiero ostatnie 20-30 lat zaczęły coś poważniej zmieniać, a gdy potworność pedofilii kleru, handel dziećmi (fenomenalny film „Tajemnica Filomeny” z Judi Dench), eksploatacja ekonomiczna, przemoc w domach opieki, doprowadzanie do masowej śmierci, chowanie jak psy w byle dołach gdzieś w niegodnych miejscach – wyszły na jaw z siłą fali tsunami, coś ewidentnie w Irlandczykach pękło. Zaczęły pękać stare, psychiczne tamy i wyparcia. To – swoją drogą – niezwykle ciekawy i niezwykłej wagi proces. Możliwy, gdy społeczeństwo chce się wyzwolić i żyć własnym, bardziej autentycznym życiem.
    W kontraście do Irlandii – w Polsce się to – przynajmniej jeszcze przez dosyć długi czas – nie zdarzy. Zniewolenie jest zbyt silne, a to, żeby nie pojawiła się żadna fala o mocy tsunami, starannie, na poziomie i kościelnym i państwowym (co jest wynikiem zaplanowanym wspólnie) jest pilnowane.
    Jak wiemy, żaden z pojedyńczych przypadków nie ma takiej mocy. Paetz w Poznaniu dalej chodzi w honorach, nawet setki przypadków ujawnionej pedofili kleru nie robi wrażenia na katolikach. Na niewolniku nic nie robi wrażenia, dlatego niewolnik jest niewolnikiem. Jak mówiono w czasie wojny w obozach koncentracyjnych: jest „muzułmaninem” – osobą bez woli, zdającą się na wszystko. Ten „muzułmanin” to polski katolik.

  6. @Tanaka
    Moje pytania były – jak pewnie zauważyłeś – retoryczne. Widzę ten proces tak samo jak Ty – w świetle jaskrawej beznadziejności.

    Małe sprostowanie/uzupełnienie do Twego postu. A obozach koncentracyjnych nie używano określenia „muzułmanin”, a „muzułman”. Różnica niewielka, ale znacząca.

  7. Kostka
    „przędąc koniec z końcem,”
    Koniec z końcem to się wiąże a przędą to ” jedwabne niteczki jak anioł dzieweczki”.
    Tak mi się tylko skojarzyło.
    Odwieczny problem – empatia, altruizm czy instynkt samozachowawczy?
    Religia, wyznanie ma niewiele z tym wspólnego.
    Niejednokrotnie mordowali się nawzajem wyznawcy tej samej religii.
    Mamy swe własne doświadczenia z „braćmi w wierze” – co prawda prawosławnymi ale też chrześcijanami.
    Zresztą chrześcijaństwo i islam mają te same korzenie – judaizm ale się nawzajem nie tolerują.
    Niektórzy mówią, że lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych – to mniej boli. My swą ” naukę o imigrantach” czerpiemy z doświadczeń pastw Europy Zachodniej.
    Nawet jeśli owi imigranci będą nam wdzięczni za pomoc to jaką mamy gwarancję, że wdzięczność owa przejdzie na ich dzieci i wnuki.
    Doświadczenie wskazuje iż często radykalizacja następuje w II-im czy III-im pokoleniu. Ilu młodych , urodzonych i wychowanych w Europie dołączało do oddziałów ISIS.
    Tu nie ma  żadnej ksenofobii czy rasizmu – po prostu chcemy żyć u siebie spokojnie i bezpiecznie. Nie wpuszcza się do swej zagrody psów, wśród których są takie co zagryzły owce u sąsiada.
    Pomagać – jak najbardziej ale tam, u nich na miejscu i nie poprzez łagodzenie skutków toczonych walk lecz poprzez likwidację źródeł i przyczyn toczonych tam wojen.
    Zapobiegać chorobie a nie leczyć jej objawy i skutki !!!
    A przecież doskonale wiemy, kto „mieszał” na Bliski Wschodzie wcześniej i obecnie. O wiele spokojniej było na Bliskim Wschodzie wtedy, gdy Egipt, Syria, Irak utrzymywały bliskie stosunki z ZSRR i krajami Bloku Wschodniego.

  8. @Kostka
    Ładna historia. Najpierw myślałem , że Ty zmyslilaś, wymarzyłaś sobie tę za goram, za lasami miejscowość, ale ona istnieje.
    Irlandia, Hiszpania, Quebec, to trzy krainy, gdzie kościół katolicki przez całe wieki trzymał pod butem ludzi, tak mocno dociskał, tak dokrecał śrubę zarówno pod względem gospodarczym jak i obyczajowym, że gwint się przerwał i ludzie zrzucili jarzmo ich okupantów. Owszem Kościoł dalej funkcjonuje w tych krajch, ale nieśmialo, grzecznie. Po skandalch z pedofilią ucichł, spuścił z tonu.
    Ale jest taki kraj nie tak daleko, gdzie buta, pycha, arogancja, bezczelność ma sie w Kościele dobrze. Tu zaden mały katabas czy hierarcha nie odczuwa wstydu z powodu pedofilii, skoro to dzieci lgną do tych poczciwych,brzuchatych pasterzy. No bo jakże ma sie wstydzic ofiara natarczywości dziecka. Poczciwy ksiądz emeryt ze Spotlight, któremu tak dobrze z oczów patrzy, nie wypiera się swoich relacji z dziecmi, ale dodaje, że nie czerpał z tych relcjii zadnej przyjemności.
    Katabasy wpisują się w akcję #Me too. Jesłi dotychczas nie mówili o tym molestowaniu, to dlatego, że czuli niepotrzebny wstyd, jak te wszystkie kobiety, które po latach odważyly sie opowiedziec o tym, co je spotkało.
    Ale dość tego ukrywania. To biskup Michalik miał odwagę ujawnić tę straszną prawdę. To on wyprzedził akcję #Me Too.
    Myśle Kosteczko tak jak to powyżej napisał anumlik, że dobroć tego ksiedza jest produktem ubocznym tego dzieciecego molestowania.

  9. @Kostka
    Wiosną tego roku odwiedziłem po kilkunatoletniej przerwie Podlasie, siedliszcze naszego katolickiego suwerena. Moja matka ze swoim mężem Belgiem spędzają tam większą część roku w swoim ‚chateau Fru-Fru’ jak to żartobiwie nazywają. Są spokojnymi i nienarzucającymi się ludźmi o dobrych manierach. Moja matka ma dobre relacje z sąsiadami, zarówno stałymi jak i napływowymi, bo sporo warszawiaków ma swoje letnie hacjendy w tej miejscowości. Wydawałoby się – sielanka, a tu- zonk!
    Od jedenastu lat żaden sąsiad nie pozdrowił ani nie odwzajemnił pozdrowienia męża mojej matki. Sąsiedzi albo udają, że go nie widzą a jak nie mają już wyjścia, szybko zwiewają. Przez nikogo nie zostali zaproszeni razem – wyłącznie moja matka. Zawdzięcza to tylko temu, że jest cudzoziemcem, obcym, choć po polsku mówi nie najgorzej. Pomyśl, jak nasz katolicki suweren zareagowałby na obecność kogoś z zupełnie innym kodem kulturowym, egzotycznych zwyczajach itd.
    Tak na marginesie, jak mąż mojej matki niedawno załatwiał coś w lokalnym magistracie to dowiedział się od urzędniczki, że Belgia to kraj złych katolików.
    @Tanaka
    ‚W kontraście do Irlandii – w Polsce się to – przynajmniej jeszcze przez dosyć długi czas – nie zdarzy.’
    Wystarczy nie posyłać dzieciaków na pranie mózgów na katechezach, potem tak utrzymać przez jakieś dwa pokolenia i będzie git. Myślę, że mogłoby się udać nawet w realiach deformy szkolnej.

  10. anumlik
    10 listopada o godz. 10:46

    na retoryczne pytanie też da się odpowiedzieć, tym bardziej, że retoryczność nie zawsze jest oczywista. Poza Twoim postem, zwłaszcza gdy rzecz dotyczy zjawisk niebanalnych, retoryczność zwykle zatrzymuje się na poziomie bardzo powierzchownym. W rodzaju: „ksiądz to dobry człowiek”. Wniosek: pedofilia (kleru) nie istnieje, bo ksiądz święty i ciągle produkuje paciorki. Takie pojmowanie rzeczy rządzi nad Wisłą.

    Na czym polega „znaczącość” muzułmana wobec muzułmanina? O ile pamiętam, ale może się mylę, „muzułmanin” był pojęciem używanym. Może i „muzułman”. Czyżby użytkownicy mieli świadomość jakiejś znaczącej różnicy w znaczeniach?

  11. kaesjot
    10 listopada o godz. 11:15

    Ależ religia ma z tym wszystko wspólne. Chrześcijanin uwielbia swojego bliźniego, a wroga jeszcze bardziej, co wyraził Jezusek: cóż to za zasługa miłować miłego sobie bliźniego? Miłuj nieprzyjaciół!
    Nic to nie przeszkadza prawidłowemu wyznawcy prawidłowej religii by prawidłowo mordować prawidłowego wyznawcę tej samej religii. A wyznawcę innej religii jeszcze bardziej. Ale nieraz także mniej. Tak działa religia.

  12. kapitan Nemo
    10 listopada o godz. 11:41

    Wystarczy nie posyłać na religię i będzie git? Może i wystarczy, ale raczej nie wystarczy. A i tak posyłają. I co mi pan zrobisz, hę?!

  13. @Kostka
    No i wzruszyłam się. Irlandia przebyła długą i nie łatwą drogę, by osiągnąć taki poziom empatii.
    Ale przecież i nasze losy pokręcone powinny zwykłych obateli polskich skłaniać do podobnych zachowań.
    Straszną, nikczemną robotę wykonuje PIS. Jeszcze 2 lata temu ankietowani Polacy bodaj w 70% byli gotowi przyjąć uchodźców.

    Kocham Irlandię – to był hit muzyczny w 2004, gdy wchodziliśmy do UE i głos poparcia Irlandii okazał się przesadzający.
    https://www.youtube.com/watch?v=5gSroh2XP-0

  14. Nie wiem dlaczego ale czuję, że tak ,,moja wiara katolicka nakazuje mi się zaopiekować człowiekiem w potrzebie czy on muzułmanin czy nie, a poza tym nasz naród też kiedyś tak wiele się wycierpiał, że teraz nie godzi się nam drzwi przed człowiekiem uciekającym przed wojną zamykać” ale jeeżeli byśmy mieeeeli narazić naaszych naaajbliższych, tych naarodzonych jak i nienarodzonych w łonach maaatek swoich na akty zła a takowe czasem sie zdarzają czy chorobyyy to naaaależy rozwarzyć czy taaaakowa gościnność jest rzeczom właściwooom. Pan nasz Jezuus Chrystuuus kazał miłować nieprzyjacioły swoje ale także szaanować siebie. Przoodkowie nasi przed bisurmanami Europy broonili a teraz każą ich potomków gościć nam? Jezus umiłował wszystkich ludzi ale pełniom człowieka jest przynależność do Kościoła Świenteeego. Amen. ,,Bóg zapłacić”. ,,Śmierć wrogom ojczyzny”…

  15. @Tanaka
    10 listopada o godz. 10:40
    Mieszkałem tam 5 lat – jest tak jak piszesz. Gdyby nie UJAWNIONY skandal pedofilski i splot okoliczności – powrót ich emigracji to nadal byłby to zapyziały klerykalny grajdołek, gdzie prezerwatywy mozna było kupić okazując akt małżeństwa a pracę dostawało się przynosząc list od księdza. W którym to kierunku pewnym krokiem zmierzamy…

  16. mag
    10 listopada o godz. 12:26

    „Jestem z wyspy zielonej, ręką boga stworzonej..” – śpiewała Elżbieta Dmoch z zespołem 2+1. Bardzo mi się podobała ta ich płyta o Irlandii.

  17. Slawczan
    10 listopada o godz. 12:38

    Jeśli mnie pamięć nie myli, to jeszcze tuż przed ta falą tsunami, rządy Irlandii nie chciał się zgodzić na dopuszczenie przerywania ciąży w Irlandii. A Irlandki, które wyjeżdżały do sąsiedniej Anglii, były standardowo podejrzewane o to, że jadą zrobić sobie aborcję. Co wiele z nich, oczywiście, czyniło.

  18. @Tanaka

    Muzułman

    Zniekształcona forma słowa muzułmanin (niem. Muselmann) używana powszechnie w Auschwitz i w innych niemieckich obozach koncentracyjnych. W żargonie obozowym słowo to oznaczało więźnia skrajnie wycieńczonego z powodu głodu. U „muzułmanów” następował zanik podściółki tłuszczowej i mięśni, sucha skóra uwydatniała zarys kości, twarz przybierała wyraz maski, oczy stawały się zamglone. Z powodu zaniku mięśni ich ruchy ulegały spowolnieniu, garbili się, najchętniej przebywali w pozycji kucznej. Odczuwając zimno, okrywali się kocami, szmatami, papierem z worków po cemencie. Wraz ze zmianami somatycznymi następowały zaburzenia psychiczne. Początkowo „muzułmanie” byli nadpobudliwi i drażliwi, a ich uwaga skupiona tylko na zdobyciu jedzenia (wyżywienie), z czasem jednak całkowicie obojętnieli na bodźce zewnętrzne. W trakcie selekcji w obozie kierowani byli na śmierć w komorach gazowych.

    Etymologia słowa nie jest jednoznacznie wyjaśniona.

    (minisłownik pojęć z historii Auschwitz)

  19. @Tanaka
    PS
    Pisał o tym Grzesiuk w książce „Pięć lat kacetu”.

  20. @Tanaka
    10 listopada o godz. 11:52

    Użytkownicy nie mieli świadomości jakiejś znaczącej różnicy. Określenia przejmowali od Niemców, więc są to zniekształcone germańskie wyrazy (pogardliwe):
    Muselmann — muzułman
    Krüppel (kaleka, kulas, łamaga) — krypel
    gammeln (psuć się, gnić) — gamel

    @Kostka

    Aż gęsiej szyjki dostałem na ten zaskakujący finał 🙂

  21. Po wojnie jak to po wojnie,Matka związała się z obcym ,bo tatuś dopiero się odezwał w 1947.Przyjechał ,wzięli rozwód i tyle go widziałem.Ale to co na tym zaścianku ciemnogrodu wyprawiali z mama i ojczymem sąsiedzi ,przechodzi ludzkie pojecie.Do nich dołączył klecha.I tak dzięki męczarni mamy ,ja zostałem do dziś super ateistą .Bo jak można wierzyć w Coś, co dopuszcza do takich i innych tragedii?Serce mamy nie wytrzymało.

  22. Kostka

    Przepraszam, Kostko, ale nawet na pół mikrona nie odchodzisz od bardzo ogranego przez wierzących i niewierzących porównywania realnych zachowań bożego ludu z biblijnymi nakazami. Można by powiedzieć: dlatego są w Biblii, w kodeksach, bo ich nie ma w życiu, a kiedyś ktoś szlachetny zapragnął, żeby były. To pragnienie ma parę tysięcy lat i jest, i pozostanie tylko pragnieniem. Weźmy cytowany przez Ciebie nakaz miłowania bliźniego. Trudno sobie wyobrazić coś głupszego niż nakaz miłowania, skoro nakaz i miłowanie kompletnie się wzajemnie wykluczają. Dlatego jest zawsze na końcu języka, ale nikt tego szlachetnego idiotyzmu nie traktuje poważnie. Przywoływanie go w rozmowach to tylko sposób przysrywania wierzącym, nic więcej.

    Domniemana polska gościnność jest tyle samo warta, co nakaz miłowania bliźniego i puste krzesło przy wigilijnym stole, na którym nieodmiennie siedzi pusta egzaltacja. Przybysz w Biblii jest w liczbie pojedynczej, a nie milionowej. Ma go przyjmować gospodarz, a nie zapraszać w nieswoim imieniu i wtykać innym. Propagandowe tworzenie analogii z rzeczy do siebie nieprzystawalnych można przeprowadzać na blogach, w mediach, w baśniach. Tworzenie z prehistorycznych plemiennych reguł, kiedy na ziemi nawet miliarda człowiekowatych nie było, współczesnych rygorów czy choćby tylko moralnych powinności, cudownie łączy rozmarzonych ateistów z wiatrakami, fujarkami i drabinkami do głoszenia słuszności.

    Nigdy nie byłem i nie jestem przeciw pomaganiu, lecz jestem za pomaganiem poprzedzonym pytaniem o zgodę tych, na garby których to spadnie i trzeźwą analizą sytuacji z przewidzeniem dalekosiężnych skutków. W kraju, który na pięć lat do przodu nie potrafił niczego przewidzieć (plany sześcioletnie były w pełni wykonywane tylko na papierze), to prawie niemożliwe. Cywilizacja jest w takim miejscu wariackiego postępu, że trzeba na trzeźwo przewartościowywać wartości, a nie pięknoduchowo, życzeniowo bzdecić. Na tym blogu rozumował tylko gotkowal, reszta brała udział w konkursie moralnej piękności.

    Jesteś, Kostko, człowiekiem uczonym, a mimo to dajesz konkretną, odosobnioną ilustrację, z której, przepraszam, co ma wynikać? Żeby uogólnić i wskazać, gdzie jest słuszność? A jaką masz miarę słuszności, skoro podobni Tobie mają za nic lęki i doświadczenia innych i dotąd nie rozróżniają biedaków uciekających od wojny i pasożytów z obiema lewymi rękami liczących na wysoki socjal? Dążysz do jakiegoś moralnego porządku? Ja też. Rzecz jasna, bardziej chcę niż realnie dążę. Dam Ci przykład, skoro i Ty dałaś.

    Zdarza mi się rowerować, powiedzmy, 100 km dziennie, ale to rzadkość. Najczęściej się kręcę po obszarze o promieniu jakich 30 km. Niektóre miejsca odwiedzam wielokrotnie. Stąd mam trochę znajomych: pieski – choć mój stosunek do zwierząt jest prosty: one – sobie, ja – sobie, nawet do głaskania się nie palę. Poznaliśmy się dlatego, że mi się żal zrobiło: wychudzone, niektóre kalekie, inne pewnie chore. Jak się drugi raz wybierałem w okolice, gdzie znajomy piesek, brałem dla niego coś na ząb – tak się z nimi bliżej poznawałem. Niektóre, jak mnie zobaczą, wariują ze szczęścia. Jedne mają właścicieli alkoholików, którzy pieska porzucili, bo sami nie mają co jeść, inne – nikogo nie mają. Czasem ktoś ze wsi się zlituje i rzuci ochłap. Pamiętam osiem takich piesków. Może jest parę więcej, ale w tamte strony trafiam raz na rok.

    Nigdy nie trzymaliśmy z żoną w blokowym mieszkaniu zwierząt i nie zamierzamy. Miałem różne doświadczenia z psami, więc zawsze wożę gaz. Ale nie wiem co robić z ośmioma zaprzyjaźnionymi, którym jest potrzebne serce, nie gaz. Zapytałbym więc jak humanista: Co robić? Zaopiekować się ośmioma, zamówić dla nich weterynarzy z opłatą przyjazdu i leczenia piesków? Kierownik schroniska radzi zgłosić straży gminnej czy miejskiej, która pośle hycla. Może wziąć do dwupokojowego mieszkanka w bloku, co byłoby ekonomiczniejsze. Tyle że odechciałoby się nam obojgu żyć, a może i całemu 10-piętrowemu blokowi. Mając pewną orientację na swoim terenie, szacowałbym, że w Polsce potrzebujących i cierpiących piesków może być parę tysięcy, jeśli nie więcej. A wszystko to z woli miłośników zwierząt. Bo przecież tacy jak ja nie stwarzają popytu na nie i nie są stroną w biznesie.

    Powiem Ci, co zrobię. Nic nie zrobię. Będzie jak jest. I jak jest w naturze. I jeszcze powiem: Humanitaryzm to coś pięknego. Ale i, dzięki takim słownej presji – „współczucie”, „empatia”, „humanitaryzm”, „dobro”, „zło”, „okrucieństwo” – ideistyczna pułapka, z której w pewnych obszarach nie ma mądrego wyjścia i, dzięki ślepemu rozumowi, nigdy nie będzie.

  23. Kurde, „takim” zapomniałem usunąć.

  24. Użytkownicy nie mieli świadomości jakiejś znaczącej różnicy – napisał @Tobermory w odpowiedzi na post @Tanaki, które to pytanie (o znaczącej różnicy w znaczeniach) postawił mi Tanaka.

    Otóż mieli. Przynajmniej ci więźniowie KL Auschwitz, z którymi wiodłem kiedyś, w młodości, dyskusję na ten temat. Nazywanie „muzułmana” „muzułmaninem” potraktowali jako naruszenie świętości. Różnicę tę ukazał w książce „Pięć lat kacetu” Stanisław Grzesiuk. Nie mam pod ręką egzemplarza, ale „dla chcącego” – jak Tobermory – „nic trudnego”, aby do tej różnicy dotrzeć.

  25. @Kostka – brawissimo! To się czyta jak bajkę – aż do zaskakującego finału.

    Co do samego tematu uchodźców – to dominuje „zdroworozsądkowa” narracja, której najbardziej klasyczną wersję zaprezentował tu na forum kaesjot. Narrację tworzą i powielają ludzie, którzy nigdy z bliska nie widzieli nie tylko uchodźcy, ale (chyba) nawet cudzoziemca. A w kontakcie z obcą kulturą i językiem czują się maksymalnie niekomfortowo.

    Z kolei opowiadania o tym, jak ci uchodźcy się aklimatyzują i jak nieufny, acz bogobojny ludek przyjmuje ich gdzieniegdzie pod swój dach – docierają z takich krajów, jak Dania czy Szwecja. Naturalnie bez udziału prawicowych mediów czy putinowskich trolli – bo ten udział w kształtowaniu postaw to osobna działka.

  26. anumlik
    10 listopada o godz. 14:56

    To wyjaśnienie tym większe każe mi mieć wątpliwości co do istnienia jakiejś znaczącej różnicy. Definicję „muzułmanina” znam, a pochodzenie terminu „muzułman” od muzułmanina (jako forma „zniekształcona”) dużo wyjaśnia. Połączenie tego „zniekształconego” muzułmanina ze zniekształconym, będącym już bezwolną i na granicy śmierci istotą jeszcze więcej mówi. W tym każe bardziej wątpić w wyjaśnienia byłych więźniów jakoby omylenie „muzułmana” z muzułmaninem było „naruszeniem świętości”. Kto nie chce naruszać świętości nie tworzy przeszkód w nienaruszaniu i czlowieka w takim stanie nazwie w sposób swoisty, a nie niemal identyczny z – rzekomo świętym – „muzułmaninem”. Odpieranie za pomocą rzekomej świętości ewidentnego skojarzenia z ze źródłem słownym jest mało wiarygodne.
    Tobermory wyjaśnia to sensowniej i naturalniej.

  27. Panie kaesjocie,
    Jak to się dzieje, ze zawsze Pan gra na pisowska nutę ? Być może nie jest Pan pisowcem a jedynie symetrysta – co jest bez znaczenia a co bardzo często się zdarza wśród sierot po prl-u. Sprawy ekonomiczne – Pan kaesjot wyraża obrzydzenie dla pieniędzy i pogardę dla ludzi , którzy potrafią pieniądze zarobić. Sprawy obyczajowe – Pan kaesjot zaczyna swoje cuchnace zakrystia i prl-owska pruderia, ,tak ,ale,, Sprawy przeszłości – Pan kaesjot opowiada jak świetnie się żyło za prlu i jaka to potęga był ten prl. Uchodzcy- Pan kaesjot ,,jedzie,, becia szydlo ze .. trzeba na miejscu zapobiegać .. i ze po co było uswiecony porządek burzyć. Znaczy ten porządek w którym Rosja ma swoje nienaruszone strefy wpływu. Chociaż wszyscy wiedzą że Putin celowo wznieca tam nieduże wojny zeby uchodźcy zalewali UE. Ten satrapa kagiebowski nie może wojny Europie wypowiedzieć to próbuje w ten sposób. Co wszyscy wiedzą tylko Pan kaesjot udaje naiwnego.
    Zaopiekowanie się jakąś niezbyt wielką grupą uchodźców świadczyło by ze jednak jakieś człowieczeństwo w Polakach się tli. W historii bywalismy uchodźcom wielokrotnie i może warto by trochę tego długu oddać.Ale do Pana k aesjota , podobnie jak do pisowcow i ,,symetrysta,, nie dociera tego rodzaju refleksja. Po co Pan tu się udziela Panie kaesjocie skoro nie podzielą Pan nawet części poglądów tu piszących ?

  28. @Tanaka, z godz. 15:25
    Znam o wiele bardziej znaczące powody dla kruszenia kopii. Pozostań przy swoim wyjaśnieniu i sensownym w swojej naturalności wyjaśnieniu Tobermorego. Poinformowałem Cię, że w nomenklaturze obozowej człowiek poza nawiasem obozowej społeczności z powodów biologicznych będący nazywany był „muzułmanem” i że tego określenia bronili byli więźniowie Auschwitz, z którymi – gdy jeszcze żyli – rozmawiałem. Ja wiem, że oni na swój sposób sakralizowali wszystko co z KL Auschwitz się łączyło. A wszyscy, co do jednego (co do jednej, bo moimi rozmówczyniami były także kobiety) byli ateistami. Ot, taka musi co zaistniała potrzeba sakralizacji. W każdym z nas pewnie ona drzemie. W Tobie chyba też, choć czasem trudno Cię o to podejrzewać 🙂

  29. @Tanaka, anumlik, Tobermory

    Z waszej wymiany zdań wysnuwam wniosek, że społeczność więźniów kacetu (i tym bardziej po latach -byłych więźniów) to coś w rodzaju zamkniętego kręgu ludzi, których łączą wspólne przeżycia i wspólny etos. Tego etosu nikt z zewnątrz nie rozumie – i nie zrozumie. To samo dotyczy – uczciwszy różnice – gangów, mafii, pensjonariuszy zakładów karnych… podobnie zresztą, jak absolwentów określonych szkół czy kierunków.

    Również członków „narodu” – np. Marci Shore, naukowiec (historia idei), Amerykanka żydowskiego pochodzenia, specjalizująca się w historii demoludów, usłyszała w Polsce, że w swoich książkach beztrosko porusza zagadnienia, o których Polak się nawet nie zająknie – bo one w Polsce są tabu.

    Nie ma mocnych na kody kulturowe. Ja sama niedawno pożałowałam spontanicznej reakcji („This is idiotic!”) kiedy znajomy Kanadyjczyk, w najlepszej wierze, nabył koszulkę z nadrukiem Polski Walczącej. A on po prostu chciał pokazać, że ceni Polskę – w hołdzie znajomym Polakom, w tym rowniez mnie.

    A z kolei gdy pewien Kanadyjczyk nabył – w ramach solidarności – w żydowskim sklepie plakietkę upamiętniającą Holocaust, to go zinwigilował i zbeształ na ulicy autentyczny Żyd, który czuł, że „obcy” nie ma prawa nosić plakietki ofiar Holocaustu.

  30. wbocek
    10 listopada o godz. 13:25

    Pombocku, przepraszasz Kostkę, więc i ja Cie przeproszę, bo powiem, że mając do pięknoduchów uwagi które tu przedstawiasz, czynisz tak samo, przy czym nie wiem, ile w tym pięknego ducha, a ile fantazji.

    Zgoda: wyznawcy słabo się stosują do górnych wezwań typu, miłuj bliźniego. Oczywistość, bo codziennie doświadczana. Wyznawca, sam praktykując niemiłowanie bliźniego, siebie też, a zwłaszcza swoich dzieci, dalej się jednak za wyznawcę uważa i ma to a wybitność w swoim życiu, ba, podstawę wartości siebie samego. Niechże więc ten wyznawca albo miłuje bliźniego, albo – tak uczciwiej – stwierdzi: dobra, nie da się, nie am rady, to niewykonalne – przestanie być wyznawcą i szacunku dla siebie i pierwszeństwa przed niewyznawcą żądać oraz niewyznawców za ich niewyznawanie, a może przez to większą uczciwość, tępić.

    Dlatego też w ogóle nie zgadzam się z takim oto Twoim twierdzeniem:
    „Przywoływanie go w rozmowach to tylko sposób przysrywania wierzącym, nic więcej.” Jest to – o ile to nie czysta złośliwość, też zresztą umotywowana – odwrotność przysrywania: spodziewanie sie po wyznawcy zgody na podstawowy standard uczciwości, co konieczne w życiu społecznym. W kiblu może się wyznawca pławić w mniemaniach co do swoich wyznawczych przewag nad niewyznawcą. Jak wychodzi do ludzi, spodziewajmy się decyzji: tak lub nie.

    Teoretycznie zgadzam się, co do zasady na takie Twoje stwierdzenie: „Nigdy nie byłem i nie jestem przeciw pomaganiu, lecz jestem za pomaganiem poprzedzonym pytaniem o zgodę tych, na garby których to spadnie i trzeźwą analizą sytuacji z przewidzeniem dalekosiężnych skutków.” Wskaż zatem, jak się taki proces pozyskiwania świadomej i swobodnej zgody odbywa. Ja mogę Ci wskazać, jak się odbył rzeczywiście: Polakom nic nie mającym do czynienia, w ogóle nie znających muzułmanów bardziej niż z hasła w encyklopedii której nikt nie czyta, zaczyna się wbijać do głowy, że muzułmanin = nierób, roznosiciel pasożytów i śmiertelnych chorób, terrorysta i złodziej oraz gwałciciel. następnie pyta się Polaka o swobodne wyrażenie zdania: „czy chcesz Polaku kochający Jezuska i Maryję Wiecznie Dziewicę terrorystę i gwałciciela w domu?”
    Taki właśnie proces „pytania o zgodę” ćwiczymy od dwóch lat, odbywa się on na naszych oczach, uszach, rozumach i tzw. sumieniach.
    Więc skoro, jak mówisz, tu się fantazjuje i teoretyzuje, to i Ty, Pombocku, robisz to samo.

  31. anumlik
    10 listopada o godz. 15:42

    Potrzeba sakralizacji, w takich może zwłaszcza, ale „zwłaszczość” bywa różnie lokowana, jest całkiem zrozumiała. Niejasność i wątpliwość nie tego dotyczy, a samego połączenia muzułmanin-muzułman. Inaczej byłoby, gdyby, zamiast „muzułman” było inne określenie, niewywiedzione z muzułmanina. Wyjaśnienia jakie dajesz na podstawie rozmów z byłymi więźniami nic tu nie wyjaśniają. Ja także znałem byłych więźniów i takie „uświęcone” wyjaśnienie nie było im znane.

  32. blackley
    10 listopada o godz. 15:34
    Masz rację – spadam.

  33. @Na marginesie, z godz. 15:46
    Masz słusznego. Bardzo słusznego. Społeczność obozowa (jakby to okrutnie nie brzmiało – ta „społeczność”) to był zamknięty krąg. Mający swoje wspomnienia, swój kod, swoje pojęcia i swoje nazwy. Niektórzy starali się wymazać z pamięci okrutne wspomnienia, niektórzy je pielęgnowali. Tak, jak nazywanie zeka (to określenie z Gułagu) muzułmanem. Jak Grzesiuk w „Pięciu latach kacetu”:

    Za boiskiem, w pobliżu bramy, pod puffem grała orkiestra obozowa. Artyści. Grali różne sonaty, uwertury, dury, bemole i od czasu do czasu coś lżejszego. Orkiestra otoczona była sporą grupą ludzi. Jakiś muzułman westchnął i powiedział do drugiego:
    – Mój Boże, kiedy nam tak zagrają?
    Drugi – również muzułman – spojrzał zdziwiony.
    – Tobie? – powiedział. – W krematorium
    .

  34. Tadeusz Borowski w swoich obozowych opowiadaniach też używa terminu „muzułman” i nie wspomina o żadnym unikaniu „naruszenia świętości”. Nie wiem, ilu prawdziwych muzułmanów można było spotkać w obozach koncentracyjnych, a nawet w przedwojennej Polsce, bo niby skąd mieli pochodzić? A już o szacunku przedwojennych Polaków wobec TAKICH innowierców chyba niewiele wiadomo?
    Grzesiuk sam wspomina, że miał wielki opór do nauki niemieckiego i nauczył się tylko tego, co mu wpojono biciem i wrzaskiem, ale w jego książce (i wspomnieniach innych więźniów) roi się od niemieckiej terminologii w wydaniu fonetycznym i zdeformowanym.
    Tak jak prymitywni Polacy w USA czy Wielkiej Brytanii albo Niemczech „spolszczają” obce terminy, tak i prostak Grzesiuk używa obozowego slangu. Jakiś obozowy oprawca widząc słaniających się i niezdolnych do utrzymania na nogach więźniów miał skojarzenie z modlącymi się muzułmanami i tak ich sobie nazwał, a inni podchwycili.
    Oto cała tajemnica wiary.

  35. Na marginesie
    10 listopada o godz. 15:17

    Mówiąc „uchodźcy”, demonstrujesz utrwaloną już przez dwa lata tendencyjność i nierzetelność. Nie widzisz migranckiego tsunami zorganizowanego przez przemytnicze mafie, nie widzisz mody na szukanie lekkiego chleba, nie widzisz wielkich liczb, nie widzisz przemieszczania się zagrożeń, nie widzisz nie z powietrza branych lęków tubylców, nie widzisz przyznania się ostatecznie do błędów w postawach rządów, słowem – nie widzisz złych skutków niedemokratycznego szarogęsienia się rządzących w sprawach, które dotknęły całe narody. Tańczysz wyłącznie w maluteńkim kółeczku szlachetnej, papierowej humanitarności. Posłużę się Twoją „narracją”, choć nie cierpię tego słowa wytrycha: Twoją narrację tworzą i powielają ludzie, którzy sami są migrantami, obracają się prawie wyłącznie wśród cudzoziemców i w kontakcie z obcą kulturą i językiem czują się maksymalnie komfortowo. Jednak coś ich gryzie, skoro okropnie lubią się wymądrzać, szydzić i pouczać akurat na polskich blogach, zamiast się odciąć i zapomnieć o tym ciemnogrodzie.

    Lęki w tej konkretnej dziejowej sytuacji nie biorą się z powietrza. Nie doczekałem się ze strony zwolenników przyjmowania uchodźców i amatorów szwendania się po ulicach za 1600 euro ani jednej rzeczowej analizy masowej migracji z próbą opisania skutków. Jedno wielkie kpienie z przeciwników takiego przyjmowania bez najmniejszej próby ich zrozumienia. Wychodzi więc na to, że niczym się nie różnią od pisowatych małp i w niepisanej zgodzie z nimi pogłębiają między Polakami i tak już głęboki rów. No tośmy się, pani Millerowo, doczekali.

  36. @Tanaka
    Adiafora, jako obrządek dopuszczalny, a nie nakazany bardzo poróżnił zwolenników Lutra ze zwolennikami Melanchtona. Melanchton uznał jako rzeczy obojętne (adiafora): siedem sakramentów, święto Bożego Ciała, kult obrazów, znaczenie dobrych uczynków dla zbawienia i zmodyfikował naukę o Komunii Świętej, zwolennicy Lutra twardo obstawali przy literalnym odczytywaniu Pisma Świętego. Obrzędy (i przywyczki), proszę-ć ja Tanaki, to coś, co potrafi cholernie ludzi poróżnić.

  37. Notabene, „muzułman” przyjął się w Auschwitz, w Stutthofie odpowiadał mu „krypel”, a w Majdanku – „gamel”.

  38. Tanaka
    10 listopada o godz. 15:46

    Z drobną poprawką, Tanako, robię to samo: nie mam do powiedzenia ani jednego zdania od siebie na temat tsunami muzułmańskich migrantów, bo nie mam żadnych z nimi doświadczeń – mówię wyłącznie słowami tych, którzy te doświadczenia mają. Znam ich lepiej niż kogokolwiek na blogu, więc o wiele bardziej wierzę im niż komukolwiek. Ot i cała moja filozofia. A muzułmańska teoria, czyli Koran, to zupełnie inna melodia. Tą znam z własnego czytelniczego i analitycznego doświadczenia.

    Zdarza się i Tobie, Tanako, poteoretyzować. Kiedy mówię o przysrywaniu z pomocą znaczeniowo pustej „miłości bliźniego”, mam w głowie ciśnienie setek, jeśli nie tysięcy, takich czystych przysrywań na różnych internetowych forach, a nie podobne Twoim intelektualne interpretacje.

  39. @Tobermory
    Przywołałem w poście do Tanaki Melanchtona nie bez przyczyny. Był on wszechstronnie wyedukowanym człowiekiem, przeciwnie niż dość prymitywny Luter. Ale przy tworzeniu artykułów szmalkaldzkich ustąpił Lurtowi. Ot, adiafora 😉

  40. Tanaka
    10 listopada o godz. 15:46

    Jeżuszmariat, napisałem „tą znam”! Ot zupa wołowa na margarynie.

  41. @ Tobermory
    Jedna uwaga: właśnie jestem na bieżąco po lekturze „Boso, ale w ostrogach” i w trakcie „Pięciu lat kacetu” – myślę, że różne rzeczy można by powiedzieć o Grzesiuku, ale na pewno nie „prostak”.
    Chyba że inaczej rozumiemy to akurat słowo.
    JK

  42. @@wbocek, Tanaka
    Mili moi, widzę po kolejnych wpisach (pod Kostką) jak dalece błąkamy się w nazywaniu uchodźców imigrantami na odwrót, mając świadomość, jaki to „gorący kartofel”.

    Bardzo trudno znaleźć się empatycznie na miejscu tych, o których rozmawiamy. Wszystko jedno skąd pochodzą, przed kim i dlaczego uciekają.
    Otóż, poniekąd niechcący, bo takich książek z reguły nie czytam, przeczytałam powieść w rodzaju political fiction Wojciecha Miłoszewskiego „Inwazja”. O inwazji Rosji na Polskę, tu i teraz. Jako odpowiedź na fatalną rusofobiczną politykę zagraniczną.
    Oczywiście NATO umywa ręce, nasza obronność jest do dupy (aluzje do beznadziejnego ministra obrony), choć nasi chłopcy bronią się bohatersko itd.
    Ale mniejsza o to.
    Porażający jest exodus Polaków, uciekających przed bombami, rozpad państwa i niepewny los nas, uchodźców.
    Uświadomiłam sobie, jak łatwo obudzić się nagle w zupełnie innej rzeczywistości, niewyobrażalnej, dopóki mamy ciepła wodę i pełne półki sklepowe.

  43. Ateiści wytykają polskim katolikom , że nie stosują się do przepisów wiary ( miłuj itd ). A co nakazuje ateistom mieć bardziej humanitarny stosunek do uchodźców – przyjąć ich pod swój dach ( przynajmniej teoretycznie ) ? Nakazuje im to WIARA w wyższy porządek moralny.

  44. @Jacek Kowalczyk
    🙂

  45. Tobermory
    10 listopada o godz. 16:13

    Jako dzieciak wychowujcy sie na warszawskiej Woli poznalem osobiscie Grzesiuka. Roznie mozna go nazywac, naprawde roznie… Ale z pewnoscia nikt, kto go poznal, nie nazwalby go prostakiem.

    Masz tak poza wszystkim farta, ze juz nie ma na swiecie jego kumpli. Naprawde masz farta, bo oni za mniej, potrafili ozenic kose.

  46. @Kostka

    Swietne. Pzewrotnie skonstruowane. Jestem pod ogromnym, ogromnym wrazeniem.

    Juz tyle razy sie wypowiadalem w temacie uchodzcow, czy roli otumaniajacej kkat, ze nie ma sensu powtarzac tego co tak dobrze juz zostalo na blogu wylozone.

    Podpisuje sie pod przeslaniem wtepniaka @Kostki. Podpisuje sie pod wypowiedziami wszystkich, nawet @pombocka, choc sie z nim w pogladach tak bardzo roznie.

    pozdrowka
    l.

  47. Tobermory
    Sorry, ale wypisujesz bzdury na temat barda szemranej stolycy, Grzesiuka Stanisława.
    I ma racje @lonek, gdy się oburza, ze nazwałeś Grzesiuka prostakiem.
    To był nie byle Gościu z Powiśla. I w ogóle.
    Polecam jego interesującą biografię pióra Bartosza Janiszewskiego „Grzesiuk. Król życia” (Prószyński i S-ka, Warszawa 2017)

  48. @wbocek 10 listopada o godz. 16:14

    Koloryzujesz i przesadzasz. Ale ty w ogóle ujmujesz sprawy bardzo ostro. Dlaczego „uchodźcy”? Bo tak się utarło. Jak inaczej chciałbyś ich nazwać? Terrorystami? Oni są terrorystami tylko w określonej narracji, która mnie akurat nie odpowiada. Migrantami zarobkowymi? Niekoniecznie. Migranci zarobkowi to w Polsce pracownicy z Ukrainy. Chcesz-zaproponuj jakąś lepszą nazwę, a jak zobaczę czy mi ona odpowiada.

    Tańczysz wyłącznie w maluteńkim kółeczku szlachetnej, papierowej humanitarności.

    Ty do mnie z takim tekstem? Ładne retorycznie, ale ta narracja (właśnie: narracja) ma się do rzeczywistości jak pięść do nosa.

    Twoją narrację tworzą i powielają ludzie, którzy sami są migrantami, obracają się prawie wyłącznie wśród cudzoziemców i w kontakcie z obcą kulturą i językiem czują się maksymalnie komfortowo. Jednak coś ich gryzie, skoro okropnie lubią się wymądrzać, szydzić i pouczać akurat na polskich blogach, zamiast się odciąć i zapomnieć o tym ciemnogrodzie.

    Pombocku, weź się zastanów. Niby kto miałby być dla mnie „cudzoziemcem”? Kanadyjczyk czy Polak? Jaka kultura miałaby być dla mnie „obca”? Skatolona kultura nadwiślańskiego kraju to dla mnie takie kuriozum, że trudno się oprzeć pewnego rodzaju fascynacji. Poza tym gdzie ja „szydzę i pouczam”? Wiele rzeczy w katolandii mnie śmieszy i przeraża, ale z reguły obserwuję jak preparat pod szkłem. Nawet chwilami staram się zrozumieć.

    Ja w ogóle nie podchodzę do rzeczywistości normatywnie, to znaczy nie etykietuję większości spraw. Natychmiastowy podział wszystkiego na „be” i „cacy” to maniera zawodowych katolików, której nie znoszę. Na polskich blogach bywam, bo mam ochotę, poza tym z różnych względów nie chcę tracić kontaktu z językiem polskim. A polskie blogi są otwarte dla każdego.

    Posłużę się Twoją „narracją”, choć nie cierpię tego słowa wytrycha

    „Narracja” to właśnie bardzo odpowiednie słowo – bo prawie wszystko w temacie „uchodźców” (sorry!) sprowadza się do narracji – narracji uprawianej przez określone środowiska. „Ludziom trzeba pomóc” – to jeden typ narracji. „Bronimy Europy przed inwazją ciapatych” – to inny typ. Narracji właśnie. Rzeczywistość jest rozlazła, różnoraka i płynna, a narracja usiłuje ją upraszczać. Ludzie z reguły utożsamiają się z narracją, nie z rzeczywistością. Ale mylenie tych dwóch spraw jest bezsensowne.

    I jeszcze jedno: byt określa świadomość. Ty widzisz kwestię uchodźców przez pryzmat tego, co ci opowiada (i podsyła linki do filmów?) taki czy inny kolega z Niemiec („Romcio przez swego syna”?). Bo Romcio to znajomy i równy facet, więc mu wierzysz. I tym sposobem widzisz świat przez pryzmat Romcia. Trudno mieć do ciebie o to pretensje, ale warto jednak uświadomić sobie, w czym rzecz.

    Nie twierdzę wcale, że nie reprezentujesz szerszego spojrzenia, ale twoje szersze spojrzenie też jest zgodne z wizją i przeżyciami Romcia, któremu kolorowi stratowali ogródek i zakłócili spokój – więc się spienił. Romcio nie jest ani lepszy, ani gorszy od reprezentantów „szlachetnej, papierowej humanitarności” – ale żadna z tych postaw nie definiuje świata. One dopiero w zestawieniu go definiują

  49. Tobermory
    10 listopada o godz. 16:13

    Być może skojarzenie z modlącymi się na klęczkach muzułmanami miało związek z użyciem formy „muzułman”, ja bym raczej widział skojarzenie jeszcze prostsze: z kimś obcym, nierozumianym, kogo nie chce się znać i lepiej mieć go na dystans. Ci co utrzymywali się w obozach w stanie względnie znośnym fizycznie i psychicznie oraz utrzymywali kontakty grupowe, wzmacniając w sobie nawzajem wolę życia, zapewne chcieli, by nie popaść w – zwłaszcza psychiczne – porażenie woli życia, dystansować się od takich ludzi. Czemu obcość kulturowa i religijna wobec realnych muzułmanów sprzyja. To zresztą uniwersalna postawa lęku i odrzucenia wobec obcego, wobec „wariata”. „wariatów” się boimy, odrzucamy obawiamy się „zarazić” jego wariactwem. Szukanie skojarzeń z obcym kulturowo muzułmaninem i lekkie zniekształcenie formy słowa wydaje się zrozumiałe.

  50. Stachu39
    10 listopada o godz. 18:22

    dobra, a co to takiego ta „WIARA w wyższy porządek moralny”?

  51. @Stachu39 10 listopada o godz. 18:22
    Ateiści wytykają polskim katolikom , że nie stosują się do przepisów wiary ( miłuj itd ). A co nakazuje ateistom mieć bardziej humanitarny stosunek do uchodźców – przyjąć ich pod swój dach ( przynajmniej teoretycznie ) ? Nakazuje im to WIARA w wyższy porządek moralny.

    Wytykanie przez katolików ateistom, że też „wierzą” (na przykład w wyższy porządek moralny czy sprawiedliwość) to standardowy myk skatolonych trolli. Ale nierozróżnianie wiary w sprawiedliwość i wiary w krasnoludki (lub zmartwychwstanie ciał) trąci pewnym prymitywizmem, nie uważasz? Chociaż na przykład Noah Harari twierdzi, że wszystkie współdzielone idee (typu kościół, Google, sprawiedliwość, pieniądz) są religiami.

    Nie zgodzę się, że pomoc uchodźcom nakazuje „WIARA w wyższy porządek moralny”. Innym motywem może być (na przykład) uświadomienie sobie, że nic na świecie nie jest pewne i sam jutro możesz stać się bezdomnym. A barykadowanie się przed ludźmi nie zapewni nikomu bezpieczeństwa na dłuższą metę. To nie jest WIARA, to jest FAKT.

  52. mag
    10 listopada o godz. 17:58

    W tym rzecz: małe doświadczenie myślowe, które ułatwia taka lektura, mówi sporo o tym, w jakim komforcie teraźniejszości żyjemy i z jaką – spychaną w podświadomość – wyższością gadamy o innych. Komfort to mało powiedziane: Polacy żyją w całkowitym luksusie: mogą mieć na języku ciapatych i spluwać na myśl o ruskim, bo tenże Rusek nic nie ma do Polaków. Jakby zechciał mieć, to – jak to opisał jeden z generałów wywalonych przez PiS z wojska, w świeżo puszczanej na rynek książce „Generałowie”, całe nasze lotnictwo wojskowe zostałoby przez Ruskich zlikwidowane w ciągu czterech godzin. Żeby zmienić pojęcia i język, trzeba dostać dobrze w dupę, w czym Polacy są mistrzami na skalę co najmniej ponadlokalną, może nawet mogliby dostać medal olimpijski. Zaraz by się w głowach coś przestawiło i już siebie by nie chcieli mieć za ekwiwalent „ciapatych”, tylko za godnych emigrantów, którym się wszystko należy od tych, którzy mają nas obowiązkowo do siebie przyjmować.

  53. Na marginesie
    10 listopada o godz. 19:28

    Doznania Romcia i wszystkich moich znajomych z Niemiec nie są zasraną narracją, lecz realnymi doznaniami. Prócz tych znajomych dość dobrze poznałem wcześniej – chyba nie zmyślone, co? – pisanie Oriany Fallaci, no i poznałem Koran. To wystarczy na parę sekund życia, jakie mi zostały. Wstyd mi wobec samego siebie, że się dałem ponieść i rzuciłem słowami w próżnię. Lepiej dać się nieść wiatrowi.

  54. wbocek
    10 listopada o godz. 16:30

    Ja mam z ludźmi uciekającymi z krajów wojny taką sprawę, że odżegnuję się od łatwego nazywania ich „biznesmenami” (bo kombinują jak się dorwać do krajów zamożniejszych), „cwaniakami (bo chcą żyć na cudzy koszt), a zwłaszcza „terrorystami”, roznosicielami pasożytów, chorób zakaźnych i będących gwałcicielami. Tak czyniąc, dehumanizujemy ludzi, przerabiamy ich na obiekty albo i gorzej. I sami siebie przerabiamy na istoty zdehumanizowane. Za taką postawą stoi lęk. Który – ponieważ wyparty, nie ma substancji, nie wiadomo z czego się składa. Lęk może mieć substancję, ale trzeba się przyznać do jego istnienia, przyjrzeć mu się i wtedy się coś (może) widzi.
    Kierowani lękiem, nie mamy żadnej szansy niczego pojąć, nic zrozumieć, więc tym bardziej, żadnego znośnego rozwiązania problemu znaleźć. Żyjąc w lęku będziemy reagować najprościej: wypchnięciem, zdegradowaniem ludzi do roli podludzi, a wtedy już pójdzie bardzo łatwo: odbierać im ludzką twarz, prawa i życie. Niech się topią ! Im więcej, tym lepiej, problem sam się rozwiąże, mniej ciapatych będzie się pchać do Polski, może nawet żaden nie dotrze. Oni się topią przez chytrość! cwaniaczki są,chcieliby się wpierniczyć do naszej katolickiej ojczyzny pogwałcić Polki przeczyste i nasz świętą kulturę splugawić swoja ciapatością oraz wyżreć nam żarcie i ukraść Polskę naszą cudowną. A my przecież biedni jesteśmy i sami nie mamy.

    Można się, Pombocku wsłuchiwać i znajdować racje w tym, że jakiś znajomy gada o ciapatych. I u wierzyć, bo się go zna osobiście. Można przejmować jego emocje. I już wiedzieć jak jest. Czuć się panem racji. To łatwe i proste. Reszta się nie liczy.
    Ta reszta mówi co innego, niż Twoi znajomi którym tak wierzysz, bo ich znasz i się z nimi emocjonalne identyfikujesz.

    Mamy wybór: albo ulec emocjom, dać się wodzić lękom i dawać upust bluzgom przerabiając to na żywą nienawiść, albo się z tym zmierzyć i szukać znośnych rozwiązań uwzględniających to, że ci obcy to są ludzie. O tym, z czego bierze się faszyzm wiemy bardzo wiele, ale już tylko prawie wyłącznie teoretycznie. Przechodziliśmy to na żywo, bardzo świeżo. Ale wielu z nas się zdaje, że to dotyczyło tylko Niemców, ewentualnie Włochów. Nas – nie.
    Faszyzm jest uniwersalny. Polak żyje w szczycie emocjonalnego luksusu: ma się za nieustającą ofiarę innych, nie własnych błędów i własnej nędzy. Faszyści to ONI. My to sami dobrzy ludzie, nie licząc komunistów: ofiary i wielcy zwycięzcy w jednym. Stać nas na łatwe poczucie wyższości nad innymi, bośmy wyposażeni w nadludzką moralność.
    To właśnie czyni nas podatnymi na popadanie w faszyzm.

  55. Panie kaesjocie,
    Pańska wola co Pan robi. Ja tylko mam prośbę – nie znam i nie chce znać żadnego pisowca ani symetrysty, więc proszę z łaski swojej mnie nie tykac. Sieroty po prl obrazone na nieistnienie prl i nowa rzeczywistosc rowniez uprasza się o niezblizanie się do mnie. Dziękuję.

  56. @@Tanaka, Tobermory
    W poście o godz. 13:10 przytoczyłem całe objaśnienie słowa „Muzułman”, z „Minisłownika pojęć z historii Auschwitz”. Potwierdza to fakt – o czym obaj Panowie piszecie, a o czym ja wiem od lat – że Muzułman, to zniekształcona forma słowa muzułmanin (niem. Muselmann) używana powszechnie w Auschwitz i w innych niemieckich obozach koncentracyjnych.

    Na końcu minisłownika jest dopisek, na który zwracam łaskawą Panów uwagę: Etymologia słowa nie jest jednoznacznie wyjaśniona. Kropka. Każde zatem wyjaśnienie – „modlący się na klęczkach muzułmanin”, albo ktoś obcy, nierozumiany, ktoś kogo nie chce się znać i lepiej mieć go na dystans, albo „spolszczający obce terminy polski prymityw” – może być dla określenia „muzułman” etymologicznie wyjaśniający. Nie zmienia to jednak istoty rzeczy: mówiąc i pisząc o więźniach skrajnie wycieńczonych z powodu głodu w Auschwitz (oraz w Dachau i w Mauthausen-Gusen, gdzie więziony był Stanisław Grzesiuk), powinniśmy używać sformułowania „muzułman”.

  57. Tanaka – 19:28

    „Być może skojarzenie z modlącymi się na klęczkach muzułmanami miało związek z użyciem formy „muzułman”, ja bym raczej widział skojarzenie jeszcze prostsze: z kimś obcym, nierozumianym, kogo nie chce się znać i lepiej mieć go na dystans…Szukanie skojarzeń z obcym kulturowo muzułmaninem i lekkie zniekształcenie formy słowa wydaje się zrozumiałe.”

    Zrozumiale jak najbardziej. Z wczesnych lat 50-tych pamietam forme „karajaniec”. Tak na Podlasiu nazywano wszystkich „odmiencow”. Dzialo sie tak w wyniku wojny koreanskiej. I problemu uciekinierow

  58. Panie Gospodarzy Bloga Jacku Kowalczyku,

    Pan Grzesiuk miał nieszczescie chorować na gruźlicę. Siostra mojego Taty była pielęgniarka w szpitalu w którym Pan Grzesiuk przebywał i się nim min. opiekowała. Lubił wypić, nie dawał sobie dmuchać w kasze, walczył o swoje prawa jako pacjent , o prawo do intymności i godnego traktowania co wtedy w latach 60 tych nie było w Polsce oczywistością.
    Ale powiedzieć o nim prostak to grube świństwo.

  59. @Jacek Kowalczyk
    10 listopada o godz. 17:49
    et Co.

    Widzę, że użyłem niewłaściwego słowa, bo miałem na myśli człowieka prostego – niewykształconego i niechętnego nauce, w przeciwieństwie np. do księdza – delikatnego niedorajdy, którym się bezinteresownie zaopiekował w Dachau, a który po uwolnieniu słał mu (i jego rodzinie) paczki i pieniądze przez całe lata, również po wojnie.
    Grzesiuk (czytałem obie wymienione lektury) imponuje zdolnością przeżycia w trudnych warunkach, bezwzględnością, przebiegłością i sprytem, taki cwany chłopak z ferajny, ale tacy właśnie mieli największe szanse na uratowanie własnej skóry.
    Grzesiuk raczej nie deliberował nad etymologią słowa „muzułman”. Mówili Niemcy – Muselmann, to polska wersja narzuca się sama przez siebie. Bo to nie polscy więźniowie wymyślili ten termin i narzucili go Niemcom.

  60. Drodzy moi! 

    Przepraszam, że tak późno odpowiadam na wpisy pod własnym wstępniakiem ale późno wróciłam z pracy i ogarnęłam potomka. Słów kilka o tym skąd wziął się ów wstępniak mimo iż zarzekalam się w przeszłości, że w tematy „uchodźcze” nie będę się włączać bo wywołuja zbyt dużo negatywnych reakcji na blogu i na ogół kończą się wirtualną bijatyką. Ale jakoś tak wyszło. We wtorek wieczorem utkwiwszy w hotelu bez dostępu do Internetu zaczęłam przerzucać kanały w telewizji. Już skończyły się wiadomości z dzienną dawką brewerii rządu Tereski, już miałam wracać do czytanej książki kiedy na BBC zaczął się program „Hotel for refugees „. Nie planowałam wcale na niego patrzeć bo wszystkie ostatnie programy o tym jak powiodła się ucieczka z piekła do europejskiego raju były po prostu dołujace. Ale pierwsze zdania przykuly moją uwagę – „co może wyniknąć z planów umieszczenia ponad 200 uchodźców w ultra katolickiej prowincjonalnej miejscowości” . Jak to co? pomyślalam sobie. Wolne żarty i wiadomo co. I jeszcze „o tym jak wiara pomogla obu stronom”. W sam raz dla ateisty program, no to jedzmy z tym koksem! W dodatku miejscowość nazywa się Ballaghaderreen co brzmi co najmniej groźnie.

    Podobieństwa z Polską nasunely się od razu same i wyliczyłam je we wstępniaku. To miasteczko  (wioska?) jak z polskiej prowincji. Te postaci archetypiczne takie same niemal do rozpoczecia historii. Obawy i niechęć miejscowych taka sama. Tylko to co potem następuje krańcowo różne – oto „babcia moherowa”, która zamiast lecieć na lokalny protest przeciwko intruzom pyta oprowadzajaca grupę mężczyzn lokalną wolontariuszkę jak jest po syryjsku „Witajcie”. I wychodzi do nich na ulicę powtarzając powitanie a im gęby rozjaśniają się w uśmiechu. Jesteście tutaj mile widziani. Wiem że wasz kraj wiele wycierpial. A za chwilę, żartobliwie: tylko mi się tutaj dobrze zachowywać  (grozi palcem), będę mieć was na oku! Śmieją się i oni i ona a ja przecieram oczy. Ustawka! Ale nie – więcej ludzi powtarza deklaracje pomocy powołujac się w dodatku na swoją wiarę chrześcijanska. Pewnie, że są też drobne zgrzyty i dużo obaw, wynikającej w dużej mierze z lęku przed nieznanym, pewnie przyszłość przyniesie kolejne bo życie to życie a nie bajka. Ale w międzyczasie ludzie, których spotkała w życiu niewiarygodna krzywda i ból znaleźli na chwilę schronienie a miejscowi mogli poczuć się lepiej, że komuś pomogli. I oswoić własne lęki. Było w tym programie tyle poruszających momentów, że oglądałam go na przemian to śmiejąc się, to znów mając kluche w gardle. Że niby scenariusz mógłby być taki sam jak w Polsce a nie jest? No nie jest… Dlaczego? 

    A teraz post-sciptum: rano na warsztaty wiezie mnie przyjazny pakistanski taksówkarz-gaduła. Rozmawiamy to o tym, to o owym i nagle pytanie „A oglądalas może ten program wczoraj wieczorem? Świetny, prawda? Jacy ci ludzie przyjaźni, jacy dobrzy, nie każdy tak ma. Ja tak nie miałem jak przyjechałem do Anglii 30 lat temu” Ja też nie, śmieję się do niego. „A ten fryzjer co chłopaków woził na futbol to z Pakistanu, tak jak ja”. 

    A potem w pociągu dwie starsze panie naprzeciwko (na oko elektorat Torysow, którzy migrantow nie chcą – mnie włączajac) po tym jak omówiły „Strictly come dancing” i lokalne plotki:  „Kochaniutka, widziałas to o uchodźcach w Irlandii? Jacy oni biedni a jacy ci miejscowi dobrzy. I w końcu za dużych szkód jednak nie narobili. A grzeczni jacy, kto by pomyślał „. I tak perorowaly z przejeciem az mi się  wstępniak sam wstukal w smartfona i wysłał. Który to Gospodarz uprzejmie przyjął i uporządkowowal za co mu dziękuję bardzo! 

    Tyle o genezie a potem wrócę do dyskusji i odpowiadania już na poważnie i na indywidualne wpisy bo rodzina mnie wystawi na podwórko za chwilę! I na wypadek gdyby ktoś próbował mi zarzucić pisanie o czymś co znam z telewizji tylko – spokojna głowa, nie tylko.

    Zdjecie (nie zmyslonych) bohaterów wstępniaka w artykule poniżej:

    http://www.independent.co.uk/arts-entertainment/tv/tv-review-tv-review-hotel-for-refugees-a8031961.html

  61. anumlik
    10 listopada o godz. 20:22

    Zwróć zatem łaskawą uwagę na to, że ponieważ „etymologia nie jest jednoznacznie wyjaśniona”, to nie ma tam kropki. Kropka.

  62. @Orteq
    10 listopada o godz. 20:31

    Termin „muzułman”(Muselmann) wprowadzili Niemcy, pewnie jakiś obyty ze światem oficer, a nie Polacy. A Niemcy mieli do wszystkich podludzi dystans.

  63. A poza tym wszystkich pozdrawiam i strasznie bardzo proszę się nie gryźć ze sobą!

  64. @anumlik 10 listopada o godz. 20:22

    Etymologia słowa „Niemiec” sprowadza się podobno do „tego co bełkotał, bo nie umiał porządnie mówić” czyli cudacznego cudzoziemca. (z wiki: „niemy” jako osoba niemówiąca zrozumiałym językiem – podobnie jak w przekształconym pod wpływem ruskim wyrazie niemowlę; do XVI wieku niemowię, niemowiątko)

  65. @Toby

    Jeszcze tylko szybko – w programie który posłużyl za punkt wyjsciowy do wstępniaka jest kilka scen rodem z filmu „Pride „, który poleciłeś. Co tylko świadczy o tym że życie pisze czasem najciekawsze scenariusze.

  66. Etymologia muzulmana ? Ciekawy problem. Warto drazyc ten temat.
    Dobrej nocy

  67. @wbocek 10 listopada o godz. 20:05

    Oriana Fallaci i Koran to też są tylko narracje, które próbują odzwierciedlać jakąś rzeczywistość. Nie wątpię, że emocje (strach?) są prawdziwe, one kształtują postrzeganie rzeczywistości, ale w zasadzie nie powinny ci jej przesłaniać.
    P.S. Dlaczego „zasrana”? Takie silne te emocje?

  68. Tu rewelacja

    „In The Name of Humanity”. Nowa ksiazka historyczna odslania skrzetnie ukrywana tajemnice historyczna

    http://www.cbc.ca/radio/thecurrent/the-current-for-november-10-2017-1.4395380

    ‚My new discovery reveals very likely why Miriam survived,” says historian Max Wallace, who met Holocaust survivor Miriam Ziegler while promoting his new book In The Name of Humanity.’

    Z ksiazki Wallace dowiadujemy sie, ze 23 listopada 1944 roku Himmler zawarl deal z Norbertem Masurem, przedstawicielem Swiatowego Kongresu Zydow:

    – Wy pomozecie zawrzec przymierze Niemiec z zachodnimi aliantami, ja rozwale komory gazowe i piece krematoryjne w Auchwitz’.

    Co powiedziawszy, uczynil. Juz 25 listopada 1944 roku wysadzono w powietrze komory gazowe i krematoria. Tym samym, zaprzestano mordowania Zydow w Oswiecimiu

    Poniewaz bylo to przymierze wymierzone bezposrednio w Stalina, nigdy nie ujrzalo swiatla dziennego. Ktos bowiem musial dojsc do Berlina. A tego dokonac mogla tylko stalinowska Armia Czerwona.

    Polska Zydowka Miriam Ziegler przezyla Holocaust dzieki temu dealowi zawartemu pomiedzy nowojorskim rabinem i Himmlerem. Do wkroczenia Sowietow do Auschwitz brakowalo dwoch miesiecy.

    Miriam do dzisiaj zyje i daje swiadectwo. Niczym lonek jaki..

    A dlaczego w procesie norymberskim zmilczno o tym dealu? Przytajcie ksiazke. Moze sie dowiecie. A moze i nie

    http://mtltimes.ca/name-humanity-max-wallace/

    The moment when Himmler and World Jewish Congress representative Norbert Masur finally meet face to face during an arranged middle-of-the-night meeting at Kersten’s villa in Germany is a very fascinating – yet chilling – moment of improbable history.

    By the way, when the two are formally introduced, the uneasy silence that enveloped the room was broken when Himmler simply said to Masur “Good day. I’m glad you’ve come.”

  69. Powyzsza nieprawdopobna historia holokaustowa to pewnie nasladownictwo jakies zwyczajne. Kostka odkryla jedna nie prawdopodobna historie, Wallace druga. A ja tylko za przekaznika robie

  70. @Tanaka, z godz. 20:44
    Czyżby w diecezji Waszej Ekscelencji standardowe „amen” zamienione zostało na „kropka”? Kropka!

  71. Łączenie „miłości bliżniego”i polskiego nie chrześcijańskiego katolicyzmu z,jak chce Tanaka,tsunami imigracji nie do końca jest słuszne.Owszem,różnica wyznaniowa ma duże znaczenie,ale myślę,że bardziej istotna jest różnica kulturowa.Bariera językowa jest nie do przebycia,jak więc nabrać zaufania do kogoś,z kim nie można zamienić kilka bodaj słów?Zamachy islamskich ekstremistów skutecznie odstraszają i zniechęcają do kontaktów z uchdżcami.Strach przed nimi skutecznie podsycają te wszystkie Błaszczaki,Mazurki z prezessimusem na czele.
    Prawdą jest że Polska przyczyniła się do destabilizacji Bliskiego Wschodu i coś tym ludziom jesteśmy winni,nie tylko „przepraszam”….Główny prowodyr,Ameryka,umył ręce,ważne że biznes się kręcił.
    A na koniec-Saudowie mają swoich arabskich braci w….Głupieją z nadmiaru pieniędzy, ale stać ich tylko na fundowanie meczetów w Europie.

  72. BROKOZ
    10 listopada o godz. 21:37

    Nie pisałem o „tsunami imigracji”, ale o tsunami jakim było nagłe ujawnianie przestępstw i zbrodni kleru katolickiego w Irlandii.

  73. Na marginesie
    10 listopada o godz. 21:03
    Raczysz Pani żartować. Koran to narracja? Doprawdy? A nie przypadkiem ideologia na wzór blue book? Wdrażana w życie z całą bezwzględnością i brutalnością od 1400 lat?

  74. Tobermory – 20:47

    „Termin „muzułman”(Muselmann) wprowadzili Niemcy, pewnie jakiś obyty ze światem oficer, a nie Polacy. A Niemcy mieli do wszystkich podludzi dystans.”

    Zgoda co do ‚muzulman’. A co z ‚karajancem’? Czyj dystans do tych ‚podludzi’, uciekinierow od wojny koreanskiej, jest tu demonstrowany?

    Czy Poleszuki to tez nie-Polacy?

  75. @Tanaka, @na marginesie
    Napisałem wiara, ale mogłem napisać przekonanie, że są rzeczy złe i dobre. Ludziom religijnym mówią o tym religie a ateistom filozofowie. Zresztą pojęcie religii można rozszerzyć jak mówi cytowana tutaj Harari ( ktö%5%w%%&^^3^

  76. Przez pomyłkę nie dokończyłem tekstu. Harari której sam nie czytałem

  77. @Orteq
    10 listopada o godz. 21:17

    No, patrz pan, jakie tajne bombardowanie. Nikt nie zauważył, a świat nadal się zastanawia, dlaczego nie zbombardowano torów kolejowych ani obozów koncentracyjnych, w szczególności Auschwitz.
    Okazuje się, że Amerykanie pojęli, gdzie znajduje się Auschwitz i co tam się dzieje, dopiero w marcu 1944.
    Am 7. Juli 1944 brytyjski minister spraw zagranicznych zapytał departament lotnictwa, czy by nie można było poprzez bombardowanie zatrzymać masowe deportacje węgierskich Żydów. Za późno – ostatni transport opuścił Budapeszt 9. lipca. Na początku sierpnia sztab US Army Air Forces zażądał zdjęć lotniczych rutynowo wykonywanych nad Auschwitz, a 14 sierpnia US State Department odrzucił propozycję zbombardowania krematoriów i linii kolejowych. Uzasadnienie: Marnowanie zasobów militarnych na cele cywilne.
    13 września 1944, przy okazji ciężkiego nalotu bombowców amerykańskich na fabryki Buna-Werke, kilka bomb, przez pomyłkę, spadło w pobliżu obozu. I to by było na tyle.
    (Peter Hayes: „Warum? Eine Geschichte des Holocaust“)

    Krematoria Niemcy sami wysadzali ze strachu przed Rosjanami, dopiero w styczniu 1945. Przedtem ewakuowali większość więźniów pozostałych przy życiu.

  78. @Orteq
    10 listopada o godz. 22:34

    Poleszuki? Wołyniacy mówili o nich, że mają błony między palcami u nóg, aby nie zatonąć w poleskich bagnach, poza którymi tylko piaski i karaski 😉 Mam szwagra Poleszuka, to wiem.
    Poleszuk wchodził boso na lipę, a schodził z dwiema parami łapci. Jedną miał dla siebie, drugą na sprzedaż.

  79. gotkowal
    10 listopada o godz. 22:17

    Dlatego nazwałem „narrację” zasraną, bo to wygodny i ostro nadużywany ni przypiął, ni wypiął wytrych, zubażający komunikację kto wie, czy nie o parę dziesiątków wyrazów. Jego uniwersalizm i pojemność biorą się z obcości, w którą można włożyć dowolne treści. Bo w takie jednoznaczne wyrazy jak np. „mówienie”, „mowa”, „gadka”, „przekaz”, „opowiadanie”, „opowieść” i wiele innych, nowych znaczeń wetknąć się nie da. Dla papugomałp najwygodniejszy byłby język składający się z jednego wyrazu,. którym można nazwać wszystko, np. „beee”.

  80. @gotkowal 10 listopada o godz. 22:17

    Ideologia powstaje na bazie narracji i poniekąd żywi się narracją. Logiczne przecież.
    Homo sapiens myśli narratywnie i narracją tłumaczy sobie świat.

  81. @wbocek 10 listopada o godz. 23:04

    Wielość określeń nie jest równoznaczna z bogactwem treści.
    Eskimosi nie znają słowa „śnieg”, ale za to mają kilkadziesiąt określeń różnych rodzajów śniegu. Czy twoim zdaniem ta różnorodność (lub brak pojęcia) ich wzbogaca?

    Twierdzisz, że „wyrazy jak np. „mówienie”, „mowa”, „gadka”, „przekaz”, „opowiadanie”, „opowieść” i wiele innych” to są pojęcia „jednoznaczne” ale „narracja” nie jest pojęciem jednoznacznym? Zastanów się.

  82. Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:11
    Połowę życia spędziłem w PRL-u, dzięki czemu, bez trudu odróżniam narrację od ideologii. Pomijając kwestię, że „narracja” to figura stylistyczna. W dyskusji na takie dziwo nie ma miejsca – liczą się argumenty. W przeciwnym wypadku, dyskusja się kończy a zaczyna się pranie mózgu. Lub pyskówka.

  83. @Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:17

    Tych słów jest właściwie tylko 20, ale są bardzo obrazowe.

    1. malgaku: Snow so cold your tits freeze off

    2. ababa: The snow that you drag into your house and so your parents yell at you

    3. achul: Snow you can eat

    4. echul: Snow you can NOT eat

    5. qinganan: Ice knives that fall from the sky and cut your face

    6. saupa q’anaux: City snow that’s full of frozen trash (direct translation: “Winter Garbage Piñata”)

    7. higasal: That eighth blizzard of the season where you’ve forgotten what the sun looks like and your cold, pale skin is the color of printer paper

    8. hlang uu: Patches of ice old people slip on and die

    9. achukux: Perfect flakes that look like they came straight out of the movie Frozen but then you realize it’s just as cold and miserable as ugly snow

    10. alaku: The snowflakes that fall gently into your hair during a light dusting that melt immediately when you get inside and soak your hair which then gives you pneumonia

    11. igadux: Sidewalk snow with little brown dog turds in it

    12. hulmal: Frozen tears you cried because you haven’t felt warm in months

    13. kii uusim: That “I-would-lick-the-underside-of-a-toilet-bowl-at-a-Denny’s-if-it-meant-that-winter-would-end” kind of snow

    14. qaniigagii: The snow that traps your car, making sure you’re late for everything because you have to spend 45 precious extra minutes scraping ice off your windshield

    15. qayaa: That snow that finally forces you to go out and buy some One-A-Days because you now have a Vitamin D deficiency from lack of sunshine

    16. maadugaa: The remains of a half-melted snowman that looks like it just wants to end it all

    17. quhmaza: The blizzard that’s partially responsible for your winter breakup

    18. mayaa: Snow that causes irreversible water damage to your home

    19. qan’gaax: The snowy breeze that whispers with the promise of spring but IT’S NEVER COMING. IT’S NEVER FUCKING COMING

    20. amanaku: A snowball that you throw at someone for calling you an Eskimo when the correct term is Inuit, you ignorant ass

  84. wbocek
    10 listopada o godz. 23:04
    Dobry wieczór pombocku.
    Z wiarą nie da się wygrać przy pomocy argumentów. Dlatego lepiej nie tracić czasu na jałowe spory. Zresztą, różnica między nami a oponentami jest w istocie nie tak dramatyczna, jak się wydaje. A chęć pomocy, przynosi zaszczyt ich człowieczeństwu. Istotny jest kąt, pod którym obserwujemy rzeczywistość. Np. od roku 2000 do 2050 ludność Afryki wzrośnie z 800 mln do prawie trzech miliardów (wg. ostrożnych przewidywań ONZ – już teraz jest prawie miliard 200 milionów). Większość z nich to będą tzw. „zbędni ludzie” zaludniający slamsy. Bez wykształcenia, zawodu, umiejętności, perspektyw. Ilu z nich będziemy w stanie pomóc? W jaki sposób? Dofinansowując skorumpowanych kacyków? Za pomocą doraźnych akcji humanitarnych? Przyjmując wszystkich chętnych do Europy? Dwa miliardy ludzi? To w roku 2050. A w roku 2100 populacja Afryki przekroczy 12 miliardów. Co wtedy? A w tym wszystkim jeszcze islam, żarłoczny, jadowity pająk z cholernie silną i lepką siecią.

  85. @gotkowal 10 listopada o godz. 23:26

    Nie odróżniasz 🙂
    Sam reprezentujesz tu na forum określoną ideologię – ci, którzy czytają twoje komentarze już wiedzą, jaką. A wyrażasz ją (oczywiście!) za pomocą narracji. Tak jak my wszyscy.

    Narracja to figura stylistyczna? Weź się zastanów.

    „Narracja” to pojęcie. Jak każde inne. Stosuje się je wtedy, gdy jest potrzebne i wygodne. Tak jak Eskimosi łatwo się obywają bez pojęcia „śnieg”, ale mają 20 (dzięks, Tobermory!) lub 99 pojęć oznaczających różne rodzaje śniegu. Bo te pojęcia im się przydają w życiu codziennym.

    P.S. jak sie wymawia qan’gaax?

  86. @Tobermory 10 listopada o godz. 23:29

    Dokopałam się do źródła twojej (zabawnej) rewelacji. Ale doczytaj – Yupik mają 99 słów 😉

    https://aboveaverage.com/20-eskimo-words-for-snow-that-perfectly-sum-up-this-winter/

    http://mentalfloss.com/article/33693/how-many-words-do-eskimos-really-have-snow

  87. @gotkowal 10 listopada o godz. 23:49

    To jest właśnie narracja-z ideologicznym podtekstem.
    Nie ma w moim stwierdzeniu nic negatywnego – po prostu stwierdzam fakt.

  88. Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:50

    Otóż mam śmiałość nie zgodzić się. „Narracja” to echo przeterminowanej mody na słowa, które miały być oryginalne, a od dawna są wytartymi banałami. Ta paskudna przypadłość posługiwania się słowami-cudakami – to spadek po PRL. O oniryzmach i ewokacjach, już na szczęście zdążyliśmy zapomnieć, a narracja – dalej straszy. Przypominam, że leksykalne znaczenie tego upiora to – opowiadanie. Nadużywane jest natomiast zamiast: pogląd, opinia, przekonanie, punkt widzenia.

  89. Toby,

    Poleszuki, sroleszuki. I te ich blony pomiedzy paluchami. Przeciez to sa rzeczy nic nie majace wspolnego z Prawdziwa Historia. A ta domaga sie odpowiedzi na takie pytanie:

    kiedy wysadzono w powietrze komory gazowe i krematoria w Oswiecimiu? 25 listopada 1944? Czy dopiero pod koniec stycznia 45? Czerwona Armia wkroczyla do opuszczonego przez hitlerowcow Auschwitz 27 stycznia. Tam wiec moglo miec miejsce uratowanie sporej ilosci zyc ludzkich. Rozkaz Hitlera nakazujacy nieustajaca ani na jeden dzien Zaglade obowiazywal do konca.

    Ten Wallace. Jesli on nie konfabuluje to moze cos miec na rzeczy

  90. Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:17

    Skromne masz pojęcie o języku, więc ćwierćwyjaśniam. Dokąd wyraz „narracja” był nie rzucającym się w oczy i uszy, cichym wyrazem znaczącym wyłącznie to, co robił narrator, ziemia się spokojnie kręciła w swoją stronę, a słońce wschodziło na wschodzie. W pewnym momencie – nie wiem, z jakiego powodu i kiedy w przybliżeniu (wydaje mi się, że nie dalej niż od dwóch lat) stał bardzo modnym przebojem o słabym związku z pierwotnym znaczeniem (narrare – opowiadać) i błyskawicznie ruszyła fala papugomałpiej twórczości – taka, że nowych znaczeń chyba nie policzy. Mało kto z tzw. inteligencji, czyli największych papugomałp, pamięta, że niedawno całkiem nieźle się żyło z jednym znaczeniem tego wyrazu i niczego nie brakowało. Tak jak świetnie się żyło bez pustego idiotyzmu „tak naprawdę”, bez bardzo modnego teraz „nie do końca”, bez epidemicznie nadużywanej „przestrzeni publicznej” i wielu innych, pies z nimi tańcował. Dla wrażliwego językowo rażąca jest modność, czyli wszechobecność, natrętność, nadużywanie. Na tym kończę, bo przecież musiałabyś mieć 50 lat takich widzeń i namysłów, by całym ciałem rozumieć o czym mowa, a trochę chyba Ci brakuje. Dobranoc.

  91. gotkowal
    11 listopada o godz. 0:15

    Tośmy się, gotkowalku, spotkali! Niedawno miałem identycznie z Tanaką.

  92. Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:50
    „Sam reprezentujesz tu na forum określoną ideologię – ci, którzy czytają twoje komentarze już wiedzą, jaką.”
    Brzydko się bawisz. W insynuację. Po cichutku dorabiasz mi gębę. A nawet mordę. Takie mrugnięcie okiem. Otóż, mamy na blogu rasistów i ksenofobów, ale nie będziemy na nich wskazywać palcem. Gwoli informacji: krytyka islamu jako totalitarnego systemu – to jeszcze nie rasizm. Ani ksenofobia. Szczególnie na ateistycznym blogu. Poza tym, wdzięczny byłbym za konkretne zacytowanie moich rasistowskich, ksenofobicznych wpisów. Bo takich, w których opowiadam się za przyjmowaniem uciekinierów przed wojnami, prześladowaniami i nędzą – jest co najmniej kilka. Mam tylko stały postulat. Likwidację pośrednictwa przemytniczych mafii.

  93. gotkowal
    10 listopada o godz. 23:49

    Cześć, gotkowalku! Przez alzheimerowską mgłę przypominiam sobie, że w Europie od dwóch lat toczyła się wojna, a Ruscy jeszcze nie wierzyli, że i do nich dojdzie. Podobnie jest ze ślepawymi humanistami, z bożej łaski – ateistycznymi.

  94. I jeszcze to bombardowanie czegos, Toby. Przez ciebie wywleczone na powierzchnie blot podlaskich

    Wallace mowi o wysadzeniu w powietrze komor gazowych i krematoriow Oswiecimia przez samego Himmlera. A nie o ich zbombardowaniu ich przez nikogo. A juz napewno nie przez Amerykanow.

    Pytanie wciaz takie zatem stoi: dal sie Himmler zlapac na zydowski lep antybolszewizmu? Czy tez on mial jakies plany, nakazujac zniszczenie swojej wlasnej machinerii SHOA w Auschwitz?

    http://www.macleans.ca/culture/the-unknown-story-of-how-300000-jews-were-saved-in-wwii/

    Q: why Himmler blew up the crematoria a full two months before the Russians arrived there, long before he had to?
    A: It seems very clear that Himmler was successfully deceived into believing that the West was open to a separate peace with the Nazis… Musy, the Catholic fascist… He was an ardent anti-communist. He admired the Nazis early on because of their commitment to stamp out Bolshevism… and that the key to this alliance was to end the extermination of the Jews.

    300 tys. Zydow uratowanych od komor gazowych. Toz to chyba wiecej niz przez Schindlera!

  95. Zniszczenie bolszewizmu poprzez zakonczenie eksterminacji Zydow. Takiej broni masowego razenia w tamtych czasach nie znano.

  96. Czytam od góry i komentuję w tym samym tempie, więc proszę na mnie nie krzyczeć, że „to” już wydyskutowane do końca. 😉

    @Tanaka 10 listopada o godz. 11:52

    „Na czym polega „znaczącość” muzułmana wobec muzułmanina? O ile pamiętam, ale może się mylę, „muzułmanin” był pojęciem używanym. Może i „muzułman”. Czyżby użytkownicy mieli świadomość jakiejś znaczącej różnicy w znaczeniach?”

    Konus-polonus powie „Meksyk”.
    Mając na myśli Latynosa a nie kraj.
    Zamiast „Meksykanin”.

    Sam sobie odpowiedz na twoje pytanie „Czyżby użytkownicy mieli świadomość jakiejś znaczącej różnicy w znaczeniach?”

  97. wbocek
    11 listopada o godz. 0:38
    Do wzmożonych moralnie, nie dociera, że realna pomoc – to przyjęcie pod SWÓJ DACH wielodzietnej, wielopokoleniowej rodziny uchodźców. Albo dwóch. A w bliskiej perspektywie, czterech albo sześciu. Brak chętnych? Niemożliwe!

  98. A karajaniec gdzie? Dopraszam sie o „znaczącość” karajanca. Dla Poleszukow podstawowa

  99. @anumlik 10 listopada o godz. 13:12
    Pisał o tym Grzesiuk w książce „Pięć lat kacetu”.
    Na dolnej półce regału w pokoju rodziców, od lewej, stały:
    „Zły”, „Gorzki smak czekolady lucullus” oraz „Pięć lat kacetu”.
    Miałem jakieś 10 lat jak się do nich dobrałem. Zacząłem oczywiście od „Czekolady”, bo na okładce były takie fajne cycki. Boże, ale się rozczarowałem! Co za nudy…
    Potem chwyciłem „Złego” i to był strzał w dziesiątkę. Na wiele nastepnych lat ulubiona książka, standard dla wszystkich następnych powieści kryminalnych czy krymianlno-podobnych.
    No a na końcu przeczytałem „Pięć lat” i było to trochę dla mnie za wcześnie. W każdym razie wszystkie późniejsze opisy w szkolnych podręcznikach, wszelkie ugładzone dla dzieci lekcje nauczycieli historii kwitowałem nad wiek cynicznymi cytatami z tej książki.

  100. @gotkowal 11 listopada o godz. 0:33

    Brzydko się bawisz. W insynuację. Po cichutku dorabiasz mi gębę. A nawet mordę. Takie mrugnięcie okiem. Otóż, mamy na blogu rasistów i ksenofobów, ale nie będziemy na nich wskazywać palcem. Gwoli informacji: krytyka islamu jako totalitarnego systemu – to jeszcze nie rasizm. Ani ksenofobia. Szczególnie na ateistycznym blogu. Poza tym, wdzięczny byłbym za konkretne zacytowanie moich rasistowskich, ksenofobicznych wpisów.

    Słuchaj, czy ty na pewno piszesz to wszystko na trzeźwo? W którym miejscu zarzuciłam ci „rasizm” albo „ksenofobię”? Byłabym wdzięczna za konkretne zacytowanie.

  101. Ja „Złego” czytalem pewnie w jakis kiepski dzien. Czy kilka dni. Ponad 600-stronicowa powieść kobyla. Niby kryminalna. Choc obrazujaca, jakby, czasy komusze. Brr

    Zero wiarygodnosci. I takie samo zero zachwytu pamietam. Ten Tyrmand

  102. @wbocek 11 listopada o godz. 0:30

    Wyraz „narracja” stał się „modnym przebojem”? Od dwóch lat? To dla mnie nowość. Dowiaduję się od ciebie ciekawych rzeczy. Jeśli jesteś tak „wrażliwy językowo”, to nie rozumiem, jak możesz nie zdawać sobie sprawy, że bluzgasz? Bo przecież bluzgasz wyzwiskami cały czas. Jako osoba (według ciebie) zupełnie niewrażliwa językowo (hi hi!!!) powinnam zapewne nic z tego nie rozumieć i udawać, że nic się nie dzieje? Weź się zastanów.

    I dalej mamy:

    Na tym kończę, bo przecież musiałabyś mieć 50 lat takich widzeń i namysłów, by całym ciałem rozumieć o czym mowa, a trochę chyba Ci brakuje.

    Całym ciałem, pomobcku? Dlaczego miałabym coś rozumieć „całym ciałem”? Chyba naprawdę „trochę mi brakuje” – cierpliwości do rozmowy z tobą.

  103. @Orteq 11 listopada o godz. 1:30
    Ale dziennik Tyrmanda jest ciekawy.

  104. Książka „ZLY” została wydana po raz pierwszy w grudniu 1955 przez Spółdzielnię Wydawniczą „Czytelnik”. Ta komusza Spoldzielnia zlozyla u Tyrmanda zamowienie na jej napisanie. Oni ze sobom flirtowali wtedy!

    Została również przetłumaczona na inne języki. Za te powieść Leopold Tyrmand otrzymał talon na samochód. A Komenda Główna MO zaprosiła go na cykl wykładów o chuligaństwie. No a zaraz potem Poldek wzial i pojechal sobie. I tyle bylo jego przewrotnych umizgow do komuny

  105. Namarginesko,

    Absolutnie niz nie zapamietalem z dziennika Tyrmanda. Moze dlatego ze byl ciekawy, dla odmiany. Pamietam ze probowalem toto czytac

  106. @gotkowal 11 listopada o godz. 1:06

    A kto mówi, że musisz kogoś przyjąć „pod swój dach”? Chyba tylko niebieska książeczka. Mieszkańcy pustyni do dzisiaj uznają gościnność za obowiązek – ale to specyfika pustyni. Malutki Liban przyjął całkiem niesamowitą liczbę uchodźców – bo po prostu byli w potrzebie.

    A jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów – Polska się wyludnia. To w takim razie kto będzie w przyszłości pracował na te wasze emerytury? PiS-dzielcy już coś powoli kapują, bo podobno chcą się otworzyć na imigrantów pod warunkiem, że imigrant zainwestuje coś na miejscu. Ale imigranci-inwestorzy mogą wybierać i niekoniecznie przyjadą akurat tam. Skąd weźmiecie ludzi do pracy?

    Nawet kaka-strategia płacenia kobietom za rodzenie kalek też nie pomoże, bo kaleki potrzebują opieki. Z Polski masowo wyjeżdżają nawet Polacy, chociaż nikt tego nie podlicza, bo rząd dostaje dotacje z Unii zależnie od liczby mieszkańców, dlatego warto mieć w rejestrach martwe dusze.

  107. @Orteq 11 listopada o godz. 1:42
    Nie zapamiętałeś hecy z maszyną do pisania? Ani podchodów z sąsiadką i pożyczaniem tej maszyny? Ty???
    A ja myślałam, że ty lubisz odjechane historie z seksem w tle. Sorry, my bad.

  108. No i moja odpowiedź dla @wbocka poszła w odmęty internetu.
    Jeszcze raz dziękuję debilom od oprogramowania tego blogu.

    Ale nie odpuszczę, napisze drugi raz. Komentarz @wbocka był tak niemądry że az strach. Ten o pieskach i uchodźcach.

  109. No nie zapamietalem tej maszyny do pisania, Namarginesko. Ja tiebia mucho sorry. I zwiniajus

    Co mi natomiast zapadlo w pamiec z biografii Poldka to jej koncowka:

    ‚W sierpniu 1971 ożenił się po raz trzeci – z Marry Ellen Fox, swoją czytelniczką, doktorantką iberystyki na Uniwersytecie Yale. W styczniu 1981 urodziły im się bliźnięta: Rebecca i Matthew. 19 marca 1985, w wieku 65 lat, Tyrmand zmarł na zawał serca podczas wakacji w Fort Myers na Florydzie.’

    On, w wieku lat 61, wyprodukowal bliznieta. Tylko po to, zeby 4 lata pozniej, zemrzec na zawal. Toz to caly Leopold! Takim go znano. Zaskakiwac ludzi! A szczegolnie swoja rodzine

  110. A wracajac do Himmlera raz jeszcze

    Zazywajac, skutecznie, cyjanku potasu podczas badania lekarskiego przez brytyjczykow, w maju 1945 roku, Himmler uniknal procesu norymberskiego. Przez co sprawa jego podchodow pod zachodnich aliantow, w celu zawarcia NOWEJ koalicji, tym razem czysto anty-sowieckiej, nie musiala wyplynac w Norymberdze. No to i nie wyplynela. Tam bowiem odbywal sie process ZWYCIEZCOW nad ZWYCIEZONYMI.

    A bylaby to niewatpliwie okolicznosc lagodzaca. No bo jak inaczej. Nazisci zaprzestali mordowania Zydow juz w listopadzie 44. Z wlasnej i nieprzymuszonej woli to czyniac. Na rozkaz Himmlera. I wbrew rozkazom potwornego Hitlera. Niezywego od kwietnia 45. Toz to napewno musialo wyniknac z dobrej natury dobrych Niemcow. Tak dobrych jak Himmler. A za dobra nature podsadnych nie mozna skazywac takowych na najwyzszy wymiar kary. Po prostu nie lzia.

    Wiec wszyscy byliby bardzo szczesliwi uznajac te okolicznosci lagodzace w procesie zwyciezcow nad zwyciezonymi. I zapewne nie byloby zadnych wyrokow smierci w Norymberdze gdyby nie ten fuckupek brytyjczykow. Podsuwajacych kapsulke z cyjankiem Himlerowi

  111. zza kałuży – 2:02

    „Komentarz @wbocka był tak niemądry że az strach. Ten o pieskach i uchodźcach.”

    No to przypomnijmy sobie o tych jego pieskach i uchodźcach

    ‚Lęki w tej konkretnej dziejowej sytuacji nie biorą się z powietrza. Nie doczekałem się ze strony zwolenników przyjmowania uchodźców i amatorów szwendania się po ulicach za 1600 euro ani jednej rzeczowej analizy masowej migracji z próbą opisania skutków. Jedno wielkie kpienie z przeciwników takiego przyjmowania bez najmniejszej próby ich zrozumienia. Wychodzi więc na to, że niczym się nie różnią od pisowatych małp i w niepisanej zgodzie z nimi pogłębiają między Polakami i tak już głęboki rów. No tośmy się, pani Millerowo, doczekali.’

    Widze w powyzszym jakies malpy zamiast jakichs pieskow. Wszystko inne jest takie samo jak u innych ksenofobow. Nie majacych zadniutkiego pojecia o tragediach ludzi wypedzonych z ich wlasnych domow przez wojny. Wojny prowadzone na obcych terenach przez obce, odlegle geograficznie, obce armie. Polska armia jak najbardziej bioraca udzial w wojnach afganistanskich, irackich, libijskich. I we wszytkich innych gdzie Nowy Starszy Brat nakazuje Nowej Polszy dawanie swiadectwa.

    Nie tak roznego od lonkowego dawania. Dawanie swiadectwa, dawanie d.py. Wsio adin huJwejbin. Thanks, Lewusku

  112. @Ortesiu
    Już jestem po kawie więc mój mózg ruszył z kopyta.
    Poseł Pięta (ten co kradł portfele w PRLu, zeby PRL obalić) znany jest z tego,że mu się płaty kory mózgowej nie do końca rozwinęły. Ale nie przeszkadza mu to w snuciu róznych narracji. Ostatnim prpduktem jego niedokończonych płatów jest taki oryginalny pomysł. Jak wiadomo Arabowie dzielą się na superbogatych petroarabów i na nędzarzy, którzy uciekaja z pod bomb. Tych drugich należy nie wpuszczać przypomocy granicznego różańca. Natomiast Petroarabom możnaby sprzedawać za pare baniek obywatelstwo polskie. W ten sposób do kasy Krzywoustego wpłynęłoby sporo tych petrodolarów, a Petroarabowie mielby swobodny dostep do europejskiego rynku, swobodnego przemieszczania się, oczywiści jak dlugo bedzie obowiazywał Schengen.
    I teraz pytanie do Ciebie, Ortesiu. Podobno Kanada na taki pomysł wpadła juz wcześniej umożliwiając chińskim, rosyjskim, ukraińskim itp oligarchom kupowanie obywatelstwa kanadyjskiego. Rząd w Ottawie otrzymał potężny zastrzyk finansowy, ale drugim końcem kija było to,że owi przybysze zaczęli kupować nieruchomości, ruchomości,pola, łąki, lasy z grzybami i łosiami i ceny tych dotychczas dostępnych dla średniozamożnego Kanadyjczyka dóbr poszybowały w górę i dobra te stały się dla tych sredniozamożnych niedostepne.Ponoć Kanada wycofała się z tego handlu obywatelstwem.
    Gdyby nieświeży pomysł posła Pięty został wdrożony przez Krzywoustego, to grozi nam średniakom, ubogiemu suwerenowi podobna przyszłość. Kiedy chmara szeików pojawi się w Polsce w zamiarze kupna obywatelstwa, to ceny domów, działek,pól,łąk, lasów, jezior tak wzrosną, że będzie jak przed wojną, tylko że zamiast starszych braci w wierze to szeikowie bedą sobie żartowali „wasze ulice, nasze kamienice”. Zaczną skromnie od wykupienia mniejszych miast Kutna, Sieradza,Końskich, Biłgoraja, a potem przyjdzie kolej na Sopot, Poznań, Kraków a nawet Warszawę z Placem Piłsudskiego i Krakowskim Przedmieściem

  113. @Na marginesie
    10 listopada o godz. 23:51

    Zażartowałem sobie, bo założyłem, że znasz „the great Eskimo vocabulary hoax” 😉

  114. Na marginesie
    11 listopada o godz. 1:52

    „Liban przyjął całkiem niesamowitą liczbę uchodźców – bo po prostu byli w potrzebie.
    A jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów – Polska się wyludnia. To w takim razie kto będzie w przyszłości pracował na te wasze emerytury?”.

    No właśnie. Nie wiem, czy zaczynasz rozróżniać uchodźców i nachodźców, czy też, jak episkopat polski, mówisz na jednym oddechu o moralności i korzyściach, które są moralności zaprzeczeniem.

    Może nie zauważyłaś, ale nikt tu z domniemanych ksenofobów – jak bredzi zamorska specjalistka od strażackich dowcipów i zaglądania niżej pasa Orteg – nie mówił u Ukraińcach, głównych naszych gastarbeiterach, lecz od początku, czyli od dwóch lat – wyłącznie o słynnych ze swej pracowitości i umiłowania obcych kultur i pieniędzy muslimach.

    Zdumiewające zgodność, troska i zapał zagranicznych i zamorskich ateistów w zaludnianiu innym ich polskiego domu obcymi religiantami w sytuacji, kiedy się na polskich religiantach wiesza psy.

    Fallaci, sto razy bardziej od tutejszych ateistów kompetentna w tym, o czym mówi, napisała parę książek, a ateiści-intelektualiści: ksenofobia i ksenofobia. Co za bogactwo treści! Ja jestem za głupi, ale gotkowal prezentował tu postawę intelektualną, przeprowadzał analizy. W odpowiedzi dostawał szyderstwo, epitety lub intelektualne bredzenia w rodzaju Twojego: „Z Polski masowo wyjeżdżają nawet Polacy, chociaż nikt tego nie podlicza”.

    A gdzieby tam kto umiał w Polsce liczyć. Albo rozmawiać. Kiedyś, w początkach islamskiego tsunami, mimo że byłem po lekturze Fallaci i Koranu, miałem o Koranie takie samo zdanie jak o Biblii (teraz mam znacznie gorsze) i innych „świętych” księgach i pytałem na spokojnie, chyba na dwóch blogach, o motywy przyjmowania jakichkolwiek gości, o rażącą niedemokratyczność rządów w tej sprawie i ich szarogęsienie się kosztem własnych obywateli, o to, z jakiego powodu gościnne rządy wspierają przemytnicze mafie, po co są granice, skoro każdy może wejść i wyjść bez kontroli i dawałem jako odwrotny przykład rygorystyczne procedury w USA, Australii – o różne takie rzeczy pytałem. Od razu usłyszałem o sobie: ksenofob.

    Winszuję głębokim jeszcze większych głębi, sobie – żeglowania po samych płyciznach i odmeldowuję się

  115. @Orteq
    11 listopada o godz. 0:46

    Po przeczytaniu jeszcze raz tego, co napisałeś i tego, co odpowiedziałem, wiedziałem już w nocy, że będzie ciąg dalszy, ale byłem zbyt zmęczony, aby kontynuować.
    Czytałem parę artykułów na temat, dlaczego alianci nie bombardowali Auschwitz i jakoś pomieszałem wątki.

    „Nazisci zaprzestali mordowania Zydow juz w listopadzie 44. Z wlasnej i nieprzymuszonej woli to czyniac.”
    Wypuścili ich może na wolność?
    Z własnej i nieprzymuszonej woli, z Rosjanami tuż tuż?
    W połowie 1944 roku w Auschwitz było 130 tys. więźniów. Front wschodni coraz bliżej, wojna praktycznie przegrana, Niemcy zaprzestali rozbudowy krematoriów, a zaczęli likwidację dokumentacji, zacieranie śladów, ewakuację więźniów przez wywózkę w głąb Rzeszy i do Mauthausen. 17 stycznia 1945 odbył się ostatni apel generalny 67 012 więźniarek i więźniów, po którym wyruszyły marsze śmierci, największy, około 58 tysięcy osób, w stronę Wodzisławia. Zginęło na nim co najmniej 15 tys. więźniów.
    W listopadzie rozebrano do fundamentów krematorium IV, od 18 do 27 stycznia masowo palono obozowe akta, 20 stycznia wysadzono krematoria II i III, a 26 stycznia – krematorium V.
    Rosjanie wkroczyli 27 stycznia.
    I

  116. jak bredzi zamorska specjalistka od strażackich dowcipów i zaglądania niżej pasa Orteg
    Jak zrozumiałam ma to w swoim założeniu zdeprecjonować Orteqa.
    Jako kobieta rozumiem – porównanie do mężczyzny jest nobilitacją ( „ma jaja” to przecież określenie pozytywne) , porównanie do kobiety jest określeniem negatywnym.

  117. @Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 9:12

    Człowiek deprecjonuje jak potrafi 🙄 A bez zdefiniowania (najlepiej z obniżeniem rangi) obiektu trudno jest niektórym zabrać głos.

  118. Uoj uoj. Wy tylko nie klocta siem uo mnie

    @Lewusku – 8:03

    Na Bergamutach jest gorzej niz ty czy ja o tym wiemy, jesli chodzi o kupczenie. Obywatelstwa czy czego innego kupczenie.

    Pierwsza rzecz to taka jest, ze tu naprawde obowiazuje zasada, ze kapital nie zna granic. Szczegolnie po wejsciu w zycie wirtualnego pieniadza. Czyli takiego, ktory jest przelewany internetowo.

    Teraz juz nie tylko pomiedzy bankami przelewany. Ten internetowy grosz – czyli takie nic, erzac znaczy – juz dzisiaj wedruje pomiedzy pojedynczymi osobnikami. Np. czerwony miliarder w Szanghaju przekazuje e-mejlem setke, czy kilka, melonow dutkow agentowi handlu nieruchomosciami w Vancouver. I zaraz potem nastepuje tranzakcja kupna-sprzedazy posiadlosci wartej, powiedzmy, pinc milionow bergamuckich dolcow. A to sporo szmalu. W ogole nigdzie nikomu nie pokazanego. Z zadnej aktowki nie wylazacego, jak to drzewiej bywalo. Agent handlu nieruchomosciami wie co i jak.

    Ale wrocmy do kupczenia obywatelstwem jako takim.

    Zacznijmy od tego, ze ta patriotyczna sprawa obywatelstwa ma swoje odrebne przepisy. Np. jest przepis taki, ze o obywatelstwo bergamuckie mozna wystapic dopiero po trzech latach rezydowania w tym kraju jako tzw. landed immigrant. I to zdobycie status landed immigrant jest w sferze kupczenia. A nie zdobycie obywatelstwa kraju. Obywatelstwo jest nie pri czom jesli chodzi o wkupywanie sie w laski EKONOMICZNE Kanady.

    Nasi nowi sasiedzi sa czerwonymi Chinczykami. Corkami/synami notabli partyjnych w Bejging. Dostali papiery landed immigrant po wplaceniu, przez ich rodzicow, pol melona kanadskich dolcow na osobe na SWOJE konta zalozone w kanadyjskim banku.

    Przeszli oczywiscie i inne progi kwalifikacyjne. Takie jak wiek, wyksztalcenie, znajomosc jezyka i takie tam. Ciekawostka taka: przewazyl argument, ze ona znala rowniez jezyk francuski. On znal tylko angielski. Dodatkowe punkty za dodatkowy jezyk, oficjalny w Kanadzie, dopomogly im obojgu. No ale na koniec przewazyla zainwestowana suma jednego miliona w nowym kraju.

    Z tego co mnie wiadomo, jedyne koszta zwiazane z otrzymaniem obywatelstwa kanadyjskiego – ktore, tak naprawde, nie jest konieczne do funkcjonowania GOSPODARCZEGO w tym kraju – to oplaty administracyjne zwiazane z tym obywatelstwem. Owszem, nie sa one, ostatnio, takie jak kiedys byly. Kiedys – ponizej stowy. Teraz – powyzej tausena. Albo kilku.

    Znam ludzi, ktorzy, po kiludziesieciu latach bycia i zycia na Bergamutach, do dzisiaj nie maja obywatelstwa. Bo po co im to? Sa brytyjczykami, dodajmy

  119. E-J, 9:12

    Sam nie wiem czy mam dziekowac czy co. Ja narcyza staram sie przewijac. Choc nie zawsze mi sie to udaje. On swoj urok jednak ma. Jak kazdy narcyz

  120. Orteq(usiu)
    Chyba nie za bardzo udał się Tyrmandowi synek Matthew (o siostrzyczce bliźniaczce nie słychać).
    Ma za sobą bardzo krótką karierę jako specjalny doradca szefa MSW Waszczykowskiego, a tym samym niebyt udany, choć gorący flirt z PIS.
    Również niezbyt długo brylował na salonach warszawki.

    http://forsal.pl/artykuly/951782,matthew-tyrmand-szarlatan-z-dobrym-nazwiskiem.html

  121. Chciałem skomentować niejakiego Ortega na poprzedniej lekcji, kiedy kolejny raz lamencił o braku dez.83., ale akurat weszła druga zmiana, Więc wetknę teraz, kiedy się znów mnie czepił, choć każdy bystry wie – zresztą on sam szczerze mówi – że nigdy nikogo się nie czepia.

    Nie zamierzam pisać monografii o tej młodszej przekupie i obnażać w szczegółach jej językowego kołtuństwa, braku miary i żerowania na cudzym, więc tylko – o ostatnio zademonstrowanych mądrościach, z których nikt leczy (nie adresuję do niego wprost z przyczyn zdrowotnych). Pisze:

    „Brakuje zdezerterowanego. Naprawde”.

    Nie umie uczciwie: „Mnie brakuje zdezerterowanego”. Mówienie w imieniu uniwersum to jego maniera. Podpiera się bezosobowym suwerenem jak pisowate małpy. I ten pusty, idiotyczny tik „naprawdę”.

    Jego niekończąca się mantra:

    „Teksty kopiowane przez zawodowego jehowite z jehowickiej biblii gadzinowskiej, w ramach jego zawodowej działalności, sa plagiatami. Paczcie panstwo paczcie. Tego to nawet Sybilla krolowa Syby nie wyprorokowala”.

    Cytat bez oznaczenia, że jest cytatem, czytelnik odbiera jako własny tekst cytującego. Nie ma znaczenia, czyj tekst autor tak bezprawnie i nielojalnie traktuje. Lojalny autor, nawet kiedy cytuje swoje własne słowa kiedyś napisane, ujmuje je w cudzysłów dla jasności, że już kiedyś padły i nie są pierwszej świeżości.

    No i stały lament przekupy o banowaniu i cenzurze.

    Żadna intelektualna siła nie spowoduje, że rzeczony osobnik kiedykolwiek zacznie odróżniać autorski blog od zawodowego medium, w którym obowiązują prawo prasowe i inne skodyfikowane rygory. Autor bloga – jak król Stanisław August na słynne obiady i KAŻDY gospodarz prywatnego salonu – ma prawo dobierać sobie towarzystwo bez tłumaczenia się przed kimkolwiek. Kto się z tego powodu czepia, jest ignorantem narzucającym gospodarzowi własne preferencje i ubliżającym. Są autorzy, którzy w ogóle nie życzą sobie towarzystwa, i to ich święte prawo. Kleszcza Ortega z jego seksualną obsesją, czepiactwem (znana jego mantra: on nigdy nie prowokuje – to jego bez powodu się czepiają) i jęzorem napędzanym motorem powyrzucali zewsząd, stąd obsesyjnie udaje bojownika o wolność i demokrację. Zwłaszcza w grzebaniu tam, gdzie wzrok nie sięga.

  122. Tobermory – 8:54

    ” Nazisci zaprzestali mordowania Zydow juz w listopadzie 44. Z wlasnej i nieprzymuszonej woli to czyniac.’ Wypuścili ich może na wolność? Z własnej i nieprzymuszonej woli, z Rosjanami tuż tuż?”

    Dobre pytanie. Miriam Ziegler daje czesciowa odpowedz na to pytanie. Ona przezyla!

    „W połowie 1944 roku w Auschwitz było 130 tys. więźniów. Front wschodni coraz bliżej, wojna praktycznie przegrana, Niemcy zaprzestali rozbudowy krematoriów, a zaczęli likwidację dokumentacji, zacieranie śladów, ewakuację więźniów przez wywózkę w głąb Rzeszy i do Mauthausen.”

    Himmler byl szefem tego wszystkiego. Zacieral slady czy dazyl do zawarcia dealu z zachodnimi aliantami przeciwko Stalinowi? Wallace dotarl do zrodel. Tak methinks

  123. Czy stare pierdziele to wszytkie takie same som jak ja? Bo ja tez potrafie pier.olic jak ten narcyz. Niepoprawny

  124. @Tanaka
    10 listopada o godz. 9:51

    Też ci się kłaniam, Tanaka-san! Po japońsku. Domo arigato!

    A teraz spróbuje trochę nadrobić zaległości

  125. To z pewnoscia degenaracja umyslowa. Naprawde

  126. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 9:12

    Są w potocznym języku „ludzie i ludziska”, „kobiety” i „baby”, „mężczyźni” i „chłopy” i wiele najróżniejszych, obyczajowych wersji tego samego, np. „galant” i „cham” to przecież ten sam gatunek – „człowiek”. Nie porównuję Ortega do kobiety, a w publicznym paplaniu tematy niżej pasa dla mnie nie istnieją. Nigdy nie nazwałem go „kobietą”, „babą” (rozumiejąc pod tym maglowe trajkotanie jak stąd aż za horyzont) – owszem.

  127. mag – 10:10

    „Chyba nie za bardzo udał się Tyrmandowi synek Matthew (o siostrzyczce bliźniaczce nie słychać).Ma za sobą bardzo krótką karierę jako specjalny doradca szefa MSW Waszczykowskiego, a tym samym niebyt udany, choć gorący flirt z PIS. Również niezbyt długo brylował na salonach warszawki.

    „http://forsal.pl/artykuly/951782,matthew-tyrmand-szarlatan-z-dobrym-nazwiskiem.html

    Wiesz co, mag(us). Nie wiedzialem o tym. Znowu izwiniajus

  128. A tak w ogole to by sie latwiej zylo bez narcyza na ogonie. Dosyc to duza uciazliwosc

  129. A wystarczyloby jakby mial dzieci.

  130. Chwatit’ tych pierdol. O tej godzinie

  131. anumlik
    10 listopada o godz. 10:12

    Tanaka
    10 listopada o godz. 10:40

    Lewy
    10 listopada o godz. 11:23

    Nie zastanawiałam się czy u podstawy takiej a nie innej postawy Irlandczykow z opisanej historii może leżeć chęć zadośćuczynienia czy jak kto woli odkupienia win własnego kościola. Nie zastanawiałam się nad tym bo takie stwierdzenie w programie nie padło choć mogłoby, to dobra teoria. Czy stuprocentowo słuszna w tym przypadku nie wiem. Mówiący, owszem, kładli nacisk na pryncypia swojej wiary, kiedy zadeklarowali pomoc co jest ciekawe bo równie dobrze powinno mieć to odbicie w innych krajach katolickich a nie ma – patrz Polska. Żaden ateista im tego nie wytyka, sami z siebie tak założyli i chwała im za to jeśli dla odmiany posłuży do czegoś dobrego. Nie twierdzę, że Irlandczycy są lepszymi katolikami niż Polacy bo tony papieru już zapisano obnażajac obłude kościola na szmaragdowej wyspie i społeczenstwa nim otumanionego. Może więc nie o to tylko chodzi o wiarę  ale o dużo większy poziom empatii – „nas też  spotkal głód, emigracja, wojna domowa, nas też w innych krajach uważano kiedyś za terrorystów, bo wnikania kto jest kto albo patrzono na nas z góry, kiedy uciekalismy z kraju w którym nie dało się już żyć   – jak zatem możemy źle potraktować przybyszów którzy szukają opieki”. Więc znowu pytanie – odkładajac wiarę na bok – czemu Irlandczykow stać na okazanie takiej empatii a nas jako narodu nie? Przecież tu też powinniśmy mieć dużo punktów stycznych – historia, okupant, podzielony naród, masowa emigracja (która Irlandie dotknęła o wiele mocniej), bida w kraju, który potem wreszcie trochę się odkul ale nie wszyscy na tym skorzystali.

  132. kaesjot

    10 listopada o godz. 11:15

    Oświeciles mnie w temacie wiązania i przedzenia. Ty masz słusznego a mi się czasem idiomy, wyrażenia, interpunkcja i gramatyka plącze (za co przepraszam ) bo częściej mówię, piszę i czytam po angielsku  (choć pamiętam, że urwa i muj to nie znak przestankowy). Ledwo przędli zatem bo kiepsko wiązali koniec z końcem. 😉 

    W kwestii twojej wypowiedzi :

      „Tu nie ma  żadnej ksenofobii czy rasizmu – po prostu chcemy żyć u siebie spokojnie i bezpiecznie. Nie wpuszcza się do swej zagrody psów, wśród których są takie co zagryzły owce u sąsiada.”

    Juz pomijając twoja wyjątkowo nieprzyjemna metafore – po pierwsze a skąd z góry wiadomo że wśród tego akurat stada psów są takie które zagryzly owce? Jako szczeniaki w dodatku? Prewencyjnie powinno się  zatem odstrzelac wszystkie psy na świecie  jako przedstawicieli gatunku, który potencjalnie może zagryzc owce? Pombocek powinien o tym pomyśleć i wrzucić te którym pomaga w worku do jeziora, zamiast karmić bo nigdy nie wiadomo. Może wyjść dopiero w następnym pokoleniu.

  133. @wbocek
    11 listopada o godz. 10:36
    To chłopy nie trajkoczą?

  134. Lewy
    11 listopada, g.8:03
    Wprost marzę o tych szejkach w Warszawie. Żeby wykupili kilka obiektów na Żoliborzu, w rejonie Mickiewicza, dzięki czemu Gnom na dobre przeniósłby się na Nowogrodzką, gdzie jest „bijące serce partii”.
    Matko moja, jakże wszyscy mają go tu dosyć, łącznie z policją.
    Skąd to wiem? Otóż nawiedził mnie wieczorową porą młody krawężnik, by wręczyć wezwanie do „drogówki” (w charakterze świadka). Przegapiłam awizo na poczcie, stąd to najście.
    Facet, gdy zobaczył że właśnie oglądamy TVN24, uznał że może mówić otwartym tekstem.
    Zaczął od tego, że chroni wraz z kolegami 24h bunkier prezesa, zamiast gonić złodziei i innych przestępców, że brakuje policjantów, bo miksują się, gdy tylko mogą przejść na emeryturę, a młodych nie przybywa. Jeszcze niedawno praca w policji była postrzegana jako atrakcyjna. Teraz już nie kuszą – powiada „mój” policjant – względnie niezłe apanaże, a poczucie misji szlag trafia, gdy jest się wykorzystywanym np. do gonienia ludzi zapalających świeczki pod PKiN-em w miejscu, gdzie podpalił się Piotr Szczęsny, czy do ochrony jeszcze jednej miesiączki prezia.
    Kiedy ten pełzający bunt wobec „dobrej zmiany” przekształci się może nie tyle w rebelię lecz kontestację rządu PIS poprzez odmowę udziału w jego szalonych lub zwyczajnie głupich projektach?

  135. @Tanaka.
    Żle odczytałem to cofam ten sęk i pardon.
    @pombocek.
    Masz rację z tą narracją.To tak samo mądre jak „projekt”-nie kręci się filmu,organizuje wystawyprzygotowuje się jakiś występ tylko wszyscy realizują projekty.Takie „inteligentne” sralis -mazgalis.

  136. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 11:16

    Przepraszam, ale to piaskownicowa przekomarzanka nie dla starego dziada. Posłużyłem się jedną z potocznych, niezliczonych, stereotypowych, może i humorystycznych NAZW, a nie rzeczową kwalifikacją.

    Zachodni sztorm do 10. Piękna fala wzdłuż dziesięciokilometrowego Jamna. Jadymy popróbować. To są rzeczy, a nie tam…

  137. Jacek Kowalczyk
    10 listopada o godz. 17:49
    @ Tobermory
    Jedna uwaga: właśnie jestem na bieżąco po lekturze „Boso, ale w ostrogach” i w trakcie „Pięciu lat kacetu” – myślę, że różne rzeczy można by powiedzieć o Grzesiuku, ale na pewno nie „prostak”.

    Mój komentarz
    Redaktorze, nie mogę się powstrzymać by Panu przytaknąć jeśli chodzi o niesprawiedliwą, pochopną ocenę Grzesiuka dokonaną przez T.
    Pzdr, TJ

  138. Kurde, w ostatniej chwili się rzuciło w oko.

    „Orteq
    11 listopada o godz. 10:43

    A tak w ogole to by sie latwiej zylo bez narcyza na ogonie. Dosyc to duza uciazliwosc

    Orteq
    11 listopada o godz. 10:47

    A wystarczyloby jakby mial dzieci”.

    To cały „nieczepialski” Doradca do Spraw Prywatności.

    Wio, Kacper!

  139. wbocek
    Ostaw wszystko. Idymy na morze?

  140. @gotkowal
    10 listopada, g.23:04
    Z tego co piszesz o dynamicznym rozwoju Afryki, ale niestety, tylko w sensie demograficznym i żarłocznym islamie (też silnie prokreacyjnym) można chyba wysnuć jeden wniosek.
    To się skończy global III światówką, bo pełzająca już trwa.
    Musi ubyć ludzi, by zrobić miejsce nowym.

  141. Kostka
    bardzo podoba mi się ta opowieść, bo choć dotyczy katolików, to mogłaby zdarzyć się wszędzie, ale nie ….w Polsce właśnie!
    Tu katolicyzm, religia, ksiądz i chodzenie do kościoła to tylko rytuał polegający na pokazaniu się, okazaniu swojej pobożności, przywiazania do religii i jej nakazów….zaraz! jakich nakazów! Tu Polska wlaśnie, wolnoć Tomku w swoim domku…
    A jeśli ma się w ręku jakąkolwiek władzę, to na wszystkich frontach należy okazać swoje tradyzyjne przywiązanie do wartości chrześcijańskich, choćby w domu stawiało sie dzieci po kątach i biło swoją kobietę
    Czarno to widzę w przyszłości.
    Zmieni się? nie sądzę mimo, że jestem optymistką.

    Może Tanaka i anumlik mają rację, że Irlandia odrobiła swoją lekcję i chce „odpokutować” za przeszłość. Choć niektóre wydarzenia z przeszłości dopiero po latach sie przypadkowo odkrywa. Widziałam film z Judy Dench- wstrząsający.
    Podobnie z uchodźcami postępują Niemcy- przyjmują wszystkich losowo poszkodowanych i chyba nie tylko poszkodowanych wojną.
    A my będziemy kisić się we własnym gronie, żadnego dopływu świeżej krwi, bo jeszcze by w nas coś sie zmieniło…

  142. @wbocek
    11 listopada o godz. 11:50
    Posłużyłeś się obrzydliwym stereotypem i nie ma na to usprawiedliwienia. Równyś Orteqowi.

  143. mag
    11 listopada o godz. 12:23
    Afryki zmierza w kierunku katastrofy na niewyobrażalną skalę. O kilka rzędów wielkości przekraczających dotychczasowe, najgorsze światowe koszmary. Nikt nie wykazuje chęci by temu zaradzić. Nie ma nawet śladu pomysłu, jak by to można zrobić. Dlatego, z jednej strony przemilcza się sytuację z drugiej – prowadzi działania „humanitarne”. Pomocne, jak plasterek na gangrenę. Ale uspokajające sumienia rządów i społeczeństw. Szczyt obłudy!.

  144. @Ewa-Joanna, z godz. 12:43
    Jaki stereotyp? Najprawdziwsza prawda. Trajkoczą aż miło, te baby w maglu. Czasem z chłopami, ale który dziś chłop do magla zachodzi? Wiem, wiem. Panie Kangurzyce nawet tygryska do torby chowają i przytulają, tranem napoiwszy, ale tylko w „Kubusiu Puchatku”. Rzeczywistość – także australijska – skrzeczy 😉

  145. mag
    11 listopada o godz. 12:23
    Turecki prezydent Recep T. Erdogan zaapelował w Ankarze w piątek do młodych kobiet-muzułmanek przedstawicielek z 50 krajów aby się „rozmnażały” : „Obowiązkiem muzułmanina jest rozmnażanie się”.

    Nie jest to pierwszy apel tego rodzaju ze strony tego polityka.

  146. Kostka
    11 listopada o godz. 10:53

    Temat który poruszyłaś jest niezwykle ciekawy, wart bliższego badania oraz mający poważne znaczenie. Być może jest to coś lokalnego, akurat taki zestaw czynników, jakaś jaśniejsza grupa ludzi, na początku nieufna, ale zdolna do wyjścia poza nieufność, która może była bardziej powierzchowna, a nie głęboko wbita w ludzkie głowy, i stąd ta gotowość otwarcia, może i ciekawość, jakaś zgoda na szukanie możliwości współżycia.
    Wyzwolenie się z okowów zakutej religijności z pewnością było tu czynnikiem obecnym, a i także zapewne jakieś poczucie współwiny, które miejscowi chcą skompensować.

    Na Twoje pytanie: czemu w Irlandii można (przynajmniej na tym lokalnym przykładzie, który jest – zróbmy to zastrzeżenie – początkiem rzeczy, a nie rutynową stałością), a w Polsce nie można, ma parę podręcznych uwag.
    Zachodzi spore podobieństwo w historii Irlandii i Polski: silna dominacja katolicyzmu, długotrwałe poddanie sąsiedniemu państwu, liczne próby buntu, powstania, bieda i głód, silna emigracja do” lepszego świata”. To więc powinno sprzyjać podobieństwom zachowań w oby krajach. Jednak w Polsce tego nie ma. Dlaczego?
    Nieco o różnicach: Irlandzka emigracja do Ameryki, Kanady, Australii, Nowej Zelandii i do innych krajów wyglądała inaczej niż polska. Są pozory podobieństw: jedni i drudzy wyjeżdżali jako biedacy. I liczne różnice: Irlandczycy, w Nowym Świecie posługiwali się (też) angielskim, który był i jest językiem budowy tych państw, ich kultur i gospodarek. W polskim przypadku nic takiego nie miało miejsca. Irlandczycy, pewnie też trzymający się razem i może w punkcie startu traktowani w Ameryce jako niższa ranga niż Anglicy, umieli jednak przeniknąć do społeczeństwa tworzącej się Ameryki i zająć w nim poważne miejsce. Polakom się to nie bardzo udało, Polonia nie ma w ogóle siły oddziaływania porównywalnej z mniejszością irlandzką, jest definitywnie wsobna i ksenofobiczna.
    Dzięki bogatym doświadczeniom, z racji języka, swobody kontaktów międzykulturowych, doświadczeń z różnych kontynentów, silnemu zakorzenieniu w gospodarkach, mogli mieć Irlandczycy zupełnie inne spojrzenie na stosunki międzyludzkie. W latach 1980-tych bardzo wielu tych Irlandczyków, z zarobionymi pieniędzmi, kontaktami ze światem, wracało do Irlandii budować nową jakość „Zielonej wyspy”. Przywieźli ze sobą nowy, ożywczy bagaż nowości. Ta kumulacja nowego, niewątpliwie, wzbierając przez kolejne lata, niewątpliwie, przyczyniła się do dojrzenia do pękania starych wrzodów. I gdy zaczęły wychodzić na jaw zbrodnie Kościoła kat, to ciśnienie nowego rozerwało wrzody i ruszyło z mocą tsunami.
    Niezależnie od tego, choć i w stałym związku, Irlandia miała po sąsiedzku, a i częściowo u siebie (Irlandia Pn.) Brytanię. Owszem – wroga kolonialnego, ale i model porównawczy współczesnego państwa, oraz centrum cywilizacyjne, zasysające setki tysięcy Irlandczyków do pracy oraz umożliwiające coś dla kobiet irlandzkich zasadniczego: możliwość dokonania przerwania ciąży w wielkiej konieczności, gdy Irlandia im tego zabraniała mając kobietę za własność mężczyzny i Kościoła kat. Inne warunki, inne zasady, więcej możliwości i wolności. Oraz – nie mniej ważne – inna religia, choć też chrześcijańska. Odmienność rodzi pytania, pobudza do kwestionowania ustalonych i rzekomo niewzruszalnych prawd. A wątpienie i krytyka, wreszcie kruszą mury.
    Nad Wisłą, w wielu z tych aspektów było inaczej, a nawet odwrotnie. Dziś wsobność i odrzucenie wszelkiej inności jest zasadą psychiczną i oficjalną polityką państwa. Kto to widzi inaczej i poddaje krytyce jest przecież „Polakiem najgorszego sortu”, tą „mordą zdradziecką, co zamordowała mi brata”. Zaś Święty Ojciec Święty jest przedmiotem nie oceny rozumu ale bezrefleksyjnego wielbienia. Irlandczycy, mimo wielkiej swojej katolickości, nie mają swojego Świętego Ojca Świętego.

  147. Sprawa przyjmowania uchodźców jest bardzo trudna, z wielu względów. Chcę zwrócić uwagę na taki problem – nie wiem jak go nazwać – wolności? zasad życia społecznego?

    Każdy z nas chyba się zgodzi, że obywatel, wolna jednostka – ma prawo samodzielnie podejmować decyzje odnośnie pomocy, jakiej udzieli bądź nie udzieli innym ludziom. Nie ma zatem obowiązku pomocy udzielać, ani tłumaczyć się z tej decyzji komukolwiek – co do zasady.

    Dalej, granice wolności to [negatywny] wpływ na życie innych ludzi. Jeśli ktoś pomaga w taki sposób, że istotnie wpływa na otoczenie – powinien uzyskać zgodę wszystkich zainteresowanych, bo de facto oni wszyscy są w tę pomoc zaangażowani. Mogą zatem odmówić, bez podawania przyczyny i to powinno zakończyć sprawę.

    Jeśli zgodzimy się odnośnie powyższych 2 akapitów, jedyną kwestią do rozstrzygnięcia będzie, jaki wpływ pomagającego na otoczenie uznawać za istotny. Raczej będzie to dotyczyć działań podejmowanych przez państwo bądź fundacje i podobne. Na początek prosty przykład: powstaje dom samotnej matki, konserwatyści protestują, że to demoralizacja ich dzieci, bo samotne matki nie powinny istnieć, tylko żony aż po grób – protest łatwo odrzucić jako ideologiczny i bzdetny. Przykład nr 2: powstaje ośrodek dla narkomanów. Obawy społeczne na pewno większe, dodatkowe ryzyko dla mieszkańców chyba też jakieś jest – ale raczej pomijalne, choćby wobec konieczności posyłania przez nich dzieci do szkoły 😉 No to teraz przykład nr 3: państwo postanawia przysłać do miejscowości X, liczącej 2k mieszkańców i leżącej gdzieś w Polsce, 200 muzułmańskich uchodźców. To, że nowa mniejszość drastycznie zmieni miejscowe warunki, raczej bezdyskusyjne. Zatem – mieszkańcy mogą odmówić zgody? Muszą się wytłumaczyć? Mogą podlegać krytyce?

    Ja wiem, że to dość wąskie spojrzenie, ale czy przez to fałszywe? Nie jest chyba bardziej wąskie, od spojrzenia przez pryzmat „niebieskiej książeczki” czy osobistej przyzwoitości. Szersze spojrzenie próbuje prezentować @wbocek (nie wiem, czy ma rację, choć uważam to za prawdopodobne). Czy jesteśmy oceniani względem faktu, kto z nas wpłaca datki na UNICEF? Dlaczego więc sprawa uchodźców jest pod tym względem wyjątkowa i indywidualne poglądy na temat udzielania bądź nie udzielania pomocy – wywołują tak silne reakcje?

  148. Ewa – Joanna g. 12.43
    ja widzę obu jako „dwa na słońcach swych…”,
    jeden purysta językowy /co ponoć nikogo nie obraża, bo jak kocha przyrodę to obrazić by nie mógł/,
    a drugi… na pewno nie purysta i chyba nie tylko językowo,

  149. Kostka
    11 listopada o godz. 10:53

    Jeszcze jedna uwaga w sprawie różnic: Irlandia miała realną wojnę domową, trwającą dziesięciolecia. IRA i jej zbroje ramię Sinn Féin. Walczyli przeciw Brytyjczykom, lojalistom i między sobą. Ale też potrafili skonstatować, że wojna prowadzi donikąd. Zajęło im to wiele lat, musieli przejść długą drogę budowania kompromisów, które pewnie wielu uważało i do dziś uważa za zgniłe, ale jednak dziś stan rzeczy jest zupełnie inny, niż wtedy, gdy do siebie strzelali.
    Polska ma tu coś – poniekąd -podobnego: pokojową transformację, bez realnej wojny domowej. Transformacja ta jednak nie została zrozumiana, realnie przeżyta, a dziś jest traktowana jako zdrada narodowa.

  150. anumlik
    „Pospolitość skrzeczy”,@anamliku, banalna pospolitość. Całkiem jak u Wyspiańskiego.
    Powiedzmy że dalekim echem (toutes proportions gardees) wybrzmiała mi kolejna odsłona „Pożaru w burdelu” pt. Śmierć wrogiem ojczyzny.
    Po jej obejrzeniu nawet coś bąknęłam na blogu, ale nikt nie podjął tematu.

  151. Tanaka
    11 listopada o godz. 13:53

    I jeszcze taka uwaga: Polak jest postniewolnikiem pańszczyźnianym, który się z tego stanu jeszcze nie wyzwolił, ponieważ zaprzecza swojej historii i za własną bierze historię cudzą, a konkretnie swojego prześladowcy i właściciela: Polaka, szlachcica i „obywatela” oraz Kościoła kat. Jest to stan klasycznego wyparcia traum i wmawiania sobie, że jest już wolnym człowiekiem. Ten stan wewnętrznej sprzeczności, zakłamania manifestuje się miotaniem się, dokowaniem czynów wbrew własnemu interesowi a w interesie oprawcy, bronienie oprawcy przed sobą samym oraz licznymi aktami agresji i autoagresji. Taki mamy stan dziś, a na ile istnieją podobieństwa z Irlandczykami -to samo w sobie jest ciekawe. Biorąc pod uwagę kontekst moich wcześniejszych uwag, różnice także wydają się poważne.

  152. zezem
    11 listopada,g.13:47
    „Nakryją nas czapkami” panie dzieju. Tylko że to było proroctwo z początku ubiegłego wieku, a dotyczyło Chin.
    Tam czy owak, syta Europa ma się czego bać.

  153. mag
    11 listopada o godz. 14:23
    „Pożar w burdelu” kilku lat już nie śmieszy. To realny zapis świadomości suwerena
    https://youtu.be/ztP9BSadak8
    https://youtu.be/AZe5BZJABqU

  154. @Kostka
    Swietny tekst. Tak jest!
    Jednak od dawna czekam na badania opinii publicznej w Polsce na temat przyjmowania uchodzcow. To jest takich badan, w ktorych zapytanoby uczestnikow czy jestes ateista, katolikiem, agnostykiem etc…i dopiero wtedy zapytanoby czy jestes za przyjmowaniem uchodzcow…
    Sorry, ale nie jestem pewien, ze 100% ateistow powiedzialoby: tak jak najbardziej.
    Latwo pisac i krytykowc kk, ktory jest kk haniebnym.
    Ale to tylko czesc prawdy.
    Na pewno wszyscy uczestnicy tego blogu chca miec jutro paru sasiadow z Syrii czy Iraku i Afryki?
    Czy moze(niektorzy) chowaja sie wygodnie za kk? Dopierdalajac mu wiedzac o tym, ze ten ten „zalatwi” sprawe?
    Czasem dobrze tez poszukac na wlasnym podworku…

  155. @@@mag, gotkowal, zezem
    Obowiązkiem każdego muzułmanina jest rozmnażanie się – piszesz, @zezem. To w Turcji. A w afrykańskich krajach, takich jak Gabon, Kamerun czy Kongo, gdzie procent ludności muzułmańskiej nie jest aż tak znaczący, jak gdzie indziej w Afryce, politycy (religijni, było nie było) z Arabii Saudyjskiej wymyślili, że nie będą tubylczej ludności mamić naukami rodem z saudyjskich medres, a ultranowoczesnymi szkołami, na wzór najlepszych europejskich utworzonymi. Obowiązuje (już, bo te szkoły istnieją) jedno kryterium przyjęcia do – inteligencja i zdolności. Nauka jest bezpłatna, a absolwenci mogą z powodzeniem startować do najlepszych zachodnich uczelni. No – co oczywiste – także przejście na islam. Ale islam bez selafickiej ortodoksji. Ta – musi co – przyjdzie z czasem. Czyż można sobie wymarzyć lepszych „ambasadorów” Koranu? Tym bardziej, że w islamie ateizm karany jest fatwą. Najczęściej wykonywaną przez ograniczonego religianta po saudyjskiej medresie.

    Aha. Ta sama Arabia Saudyjska właśnie rozpoczęła budowę metropolii o nazwie NEOM, której powierzchnia ma być 33 razy większa niż Nowy Jork (ot, taka Sycylia, albo Mołdawia). Jak podały agencje na terenie gigantycznego miasta ma znajdować się odcinek wybrzeża o długości 468 km. Od południa oblewać je będą wody Morza Czerwonego, a dalej na północ Zatoki Akaba. Można tu znaleźć wiele przepięknych plaż i przybrzeżnych raf. Teren jest też częściowo górzysty – najwyższe szczyty sięgają 2500 m n.p.m. Saudyjczycy chcą, aby ich miasto stało się najbardziej efektywnym miejscem na świecie. Zamieszkałym… wyłącznie przez osoby o najwyższym statusie intelektualnym, czyli co najmniej członkowie mensy – absolwenci najlepszych uczelni zachodnich. O tym, że mają to być mahometanie, nie warto pisać. O tym, że ktoś te „megapolis” musi utrzymać, mieszkańców nakarmić, domy (nawet najbardziej inteligentne) posprzątać, a autobusy i inne kolejki miejskie poprowadzić, też nie warto pisać. Musi co, w najbliższym sąsiedztwie tej metropolii wyrosną – no może nie slamsy, a bidadomki, też pisać nie warto. Te slamsy pewnie będę wielkości Polski, skoro samo miasto ma być wielkości Sycylii.

    Czy te ambitne plany saudyjskiego monarchy – @gotkowalku – zapobiegną najazdowi na Europę afrykańskiej biedoty? Może trochę spowolnią.

  156. anumlik
    11 listopada o godz. 14:36
    Szykuje się piękna inwestycja. Na miarę piramidy. Ale dla demograficznego kataklizmu – bez żadnego znaczenia.

  157. gotkowal
    g.14:29
    Dokładnie tak @gotkowalu.
    Płakać się chce, a nie śmiać

  158. Maciej2
    11 listopada o godz. 13:53
    na temat udzielania bądź nie udzielania pomocy
    Jeszcze nie tak dawno w mediach pełno było o Aleppo. Dzisiaj cisza.
    Dlaczego?

  159. Na marginesie
    11 listopada o godz. 1:26
    „Słuchaj, czy ty na pewno piszesz to wszystko na trzeźwo? W którym miejscu zarzuciłam ci „rasizm” albo „ksenofobię”? Byłabym wdzięczna za konkretne zacytowanie.”
    Pomyliłem się. Wydawało mi się że udzielałaś się w chórze wzmożonych, którzy miast argumentować, wolą kastecik obelgi i pałkę insynuacji. Przepraszam.

  160. Gabriela Lararek z Cieszyna taki oto wpis zamieściła na FB. Treść tego wpisu nieźle wpisuje się w treść wstępniaka Kostki i (chyba) wyczerpuje odpowiedź – dlaczego w Polsce nie jest i nie będzie tak, jak w Irlandii.

    Byłam dziś w kościele na mszy. Na mszy, gdzie z ambony ksiądz pozdrawiał i witał środowiska narodowców. Serdeczne witał ONR i Młodzież Wszechpolską. Widziałam religijne transparenty nawiązujące do patriotyzmu. Widziałam opaski ONR na ramionach. Ksiądz mówił o potędze Kościoła Narodowego. Wspomniał by nie zapominać o naukach JP II i nigdy się ich nie wspierać i nie wstydzić. Wtedy właśnie rozwinęłam ten oto transparent. Za moimi plecami na ścianie, widniał wizerunel Jana Pawła II. Najpierw usiłowano mi go wyrwać, a później prawie przeczołgano ciągnąc za ubrania, po posadzce kościoła, wołając – wynocha! Wynoś się stąd!
    Wylądowałam wypchnięta brutalnie przez kilka osób na schodach przed drzwiami kościoła.I zatrzaśnięto z hukiem za mną drzwi.
    Jeden chłopak dostał sygnał i zaczęło iść za mną ok 20 osiłków z patriotycznymi emblematami.
    Zdążyłam wybiec za bramę. Natknęłam się na turystów, którzy zapytali co się dzieje. Przeszłam z nimi do bardziej ruchliwej ulicy, gdzie mogłam już wmieszać się w tłum.
    To dzisiejszy obraz kościoła katolickiego
    .

    Plakat, który Gabriela rozwinęła, zawierał jedno zdanie – Rasizm to grzech, który stanowi wielką zniewagę Boga (Jan Paweł II, 2001)

  161. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 12:43

    Jeśli taka wrażliwa jesteś na stereotypy, to aż dziw, że sama siebie się nie brzydzisz, bo taka płytka wrażliwość bardzo jest powszechna i …stereotypowa. Różnimy się tak, że mnie jakiekolwiek nazywanie wbocka ani ziębi, ani grzeje, jeśli jest nietrafne. Jeśli uznam za trafne – mam coś do pomyślenia. Inaczej mówiąc – cytuję za którymś ze starożytnych filozofów (może za Sokratesem} – „Jeśli ktoś mówi o mnie prawdę – nie mam się o co obrażać, jeśli mówi nieprawdę – tym bardziej nie mam o co”. Ty się brzydź, a ja pobruszam.

  162. parafianin
    11 listopada o godz. 14:06

    Dziękuję za zauważenie mnie, bo chyba o mnie chodzi, jeśli „językowy”. Ale może sprawdź znaczenie wyrazu „purysta”, bo widzę, że nie odróżniasz pasjonackiego zajmowania się językiem od poprawnościowego zajoba zwanego „puryzmem”. Wśród szkolonych językoznawczo dość trudno o takiego durnia.

  163. @wbocek vs parafianin

    Puryc, jako purysta nie zawsze jest złodziejski,
    nawet kiedy w czystości wpada w ton kaznodziejski.
    Wstępując w ryt idiolektyczny, w fantazjach leksykalnych,
    nie stroni od zapożyczeń, przez które bywa banalny.

  164. Co nagle, to po diable, jak rzecze porzekadło. Po niezbędnej korekcie, anumlik tak powinien wyglądać:

    Puryc, jako purysta nie zawsze jest złodziejski,
    nawet kiedy z czystości wpada w ton kaznodziejski.
    Wstępując w idiolektyzm, w fantazjach leksykalnych,
    nie stroni od zapożyczeń, przez które bywa banalny.

  165. : )
    Wszystkiego dobrego w Swieto Niepodleglosci RP

    PS czy ciagle jest orzel bialy na nerwowym tle …..

  166. zezem
    11 listopada o godz. 13:47
    mag
    11 listopada o godz. 12:23
    Turecki prezydent Recep T. Erdogan zaapelował w Ankarze w piątek do młodych kobiet-muzułmanek przedstawicielek z 50 krajów aby się „rozmnażały” : „Obowiązkiem muzułmanina jest rozmnażanie się”.

    Mój komentarz
    Jest to idea bardzo pierwotna w społecznościach ludzkich, szczególnie popularna na Bliskim Wschodzie, gdzie im jakieś państwo ma więcej ludzi tym mocniejsze jest w mniemaniu nim rządzących. Trwa wyścig wszystkich ze wszystkimi o dzietność, rozmnażalność, o państwo ludne, a przez to mocne, wielkie, o należny szacunek i respekt. Islam jest w tym przypadku religią (w dzisiejszym stanie wyznawania przez większość wiernych) jak znalazł dla wszelkich wizjonerów, zdobywców i mścicieli.

    Islam praktykowany i nauczany przez wielu imamów, rozwijany ideologicznie na uczelniach religijnych nie traktuje czegoś takiego, jak regulacja urodzeń, czy nadmierny przyrost ludnościowy jako problemu do rozpatrzenia. Jest to wyłącznie wroga idea narzucana nam przez Zachód, przez krzyżowców z zaborczej Europy – takie myśli rozpowszechnione są wśród dużej części wyznawców tej religii. Erdogan tę sytuację wykorzystuje, podgrzewa całkiem interesownie i cynicznie.

    Bomba demograficzna, to nie żart ani iluzja, ani ratunek dla „wyludniającej się” Europy. To jest trend demograficzny, zjawisko globalne, które nie da się ustatkować empatią, hasłami równouprawnienia, itd. Wykładniczy przyrost ludności, to dzieło biologii oraz kultury i współczesnej cywilizacji (medycyna, szczepienia, epidemie, higiena, itd.). Na bliskim Wschodzie duży wkład w to dzieło wnosi religia, wskazując na to, że rozmnażanie się jest miłe Bogu, to zadanie do wykonania przez ludzi (zresztą co Biblia mówi na ten temat – dokładnie to samo).

    Tego wykładniczo przebiegającego przyrostu nie da się zatrzymać deklaracjami, doraźnymi zbiórkami pieniędzy, przypominaniem politykom, że trzeba coś z tym zrobić. Biologii w wielu rejonach świata nie da się tak zaraz, na poczekaniu ustatkować wołaniami o rozsądek, apelami o pragmatyzm, umoralniającymi kazaniami oderwać proces od tamtejszej kultury od tamtejszego sposobu patrzenia na świat, tamtejszych tradycji i ambicji.

    Taki stan rzeczy wykorzystują różni narwańcy, ambicjonerzy i wizjonerzy islamistyczni i jak dotychczas krok po kroczku idą do przodu w realizacji swojej idei, która sprowadza się mniej więcej do takiego hasła – jeśli nie zajmiemy was siłą, poprzez różnorodne sprawiedliwe akty odwetu, czy oporu przeprowadzane na waszym terenie, to zajmiemy was rozrodczością, opanujemy ilością, przewagą ludzką, prędzej czy później. Takie pomysły mają i głoszą różni nawiedzeni przywódcy, półprzywódcy i watażkowie. Teraz jakby dołączył do nich Erdogan. To jest kolejny sygnał dziwny, specyficzny, niejasny, lecz w zalążkach już realizowany.
    Pzdr, TJ

  167. Wszystkiego najlepszego w dniu Swieta Niepodleglosci.

    W Londku Amistice Day sie koncza oficjalne uroczystosci, a my Z KOD-UK sie spotykamy w Westminster Abbey by uczcic dwie okolicznosci, czyli Swieto Niepodleglosci i Amistice Day. Westminster, bo tu jest witraz i kapliczka pamieci polskich zolnierzy poleglych w WW2.

    Kolega, historyk pracujacy w Imperial War Museum ma nas „wprowadzic” , co chyba nie powinno byc zbyt trudne, jako ze niepodleglosc odzyskalismy wlasnie w wyniku Pierwszej Wojny Swiatowej, ktory tu jest wlasnie honorowany w Amistice Day.

    Ide…

  168. Tanaka napisał:
    „Nad Wisłą, w wielu z tych aspektów było inaczej, a nawet odwrotnie. Dziś wsobność i odrzucenie wszelkiej inności jest zasadą psychiczną i oficjalną polityką państwa. Kto to widzi inaczej i poddaje krytyce jest przecież „Polakiem najgorszego sortu”, tą „mordą zdradziecką, co zamordowała mi brata”.

    Mój komentarz
    Kolejnym niebagatelnym dowodem na wolską, wszechpolską wsobność, egoizm, zaściankowość oraz obskurantyzm jest rocznicowe wygłoszone w piątek przemówienie Prezesa Polski Jarosława Ka, w którym nakreślił on zadanie stojące przed Wolakami Wolską:

    „To Polska, jak dodał Kaczyński, która będzie „dzieciom i wnukom tego pokolenia zapewniała bezpieczeństwo, dobrobyt, siłę, godność i poczucie, że być Polakiem, to znaczy być kimś ważnym”. – To znaczy być kimś, kto w Europie znaczy, to znaczy być kimś, kto wyznacza dzisiejszej chorej Europie drogę do uzdrowienia, drogę do powrotu do fundamentalnych wartości, drogę do powrotu do prawdziwej wolności, drogę do zwycięstwa i umocnienia naszej opartej na chrześcijaństwie cywilizacji –

    Jak wynika z tego krótkiego fragmentu będącego clou jego wczorajszej przemowy, to
    Europa jest chora, a Polacy będą w dobrobycie, bezpieczeństwie, z godnością i poczuciem bycia kimś ważnym wyznaczać chorej Europie drogę do uzdrowienia oraz umacniać naszą opartą na odwiecznym chrześcijaństwie cywilizację.

    Nie wiadomo czy chodziło Prezesowi Polski o umacnianie chrześcijańskiej cywilizacji w Polsce, czy w Europie. Jeśli w Europie, to tam już nie ma co umacniać, tylko należy leczyć. Jeśli w Polsce, to też nie za bardzo jest co umacniać, bo wstaliśmy z kolan, a kraj został podniesiony z ruin i umocniony dobrą zmianą.

    Coś mi to przypomina znane z niedawnej historii Europy slogany o leczeniu, wstawaniu z kolan, bycia kimś ważnym, o budzeniu narodów i temu podobnych operacjach podejmowanych przez charyzmatycznych przywódców oraz przekazy o ekspansji na zewnątrz w celu leczenia chorej cywilizacji europejskiej.

    Paranoya z obskurantyzmem.
    Pzdr, TJ

  169. Za to w Goleniowie, z okazji Święta Niepodległości, dobył się bieg na 10 km. „I ja tam byłem…” itd. 🙂 Zachęcam do aktywności fizycznej. Po pierwsze, endorfiny są dużo smaczniejsze niż problem migracji, tudzież kwestie muzułmańskiej rozrodczości. Po drugie, dobra kondycja pozwoli skuteczniej odpierać ataki muzułmańskich hord/przeciwników pomocy uchodźcom *)

    *) proszę wybrać odpowiedni wariant 😉

  170. @wbocek 10 listopada o godz. 13:25
    Cz.1
    „Trudno sobie wyobrazić coś głupszego niż nakaz miłowania, skoro nakaz i miłowanie kompletnie się wzajemnie wykluczają.”

    Pamiętam tylko jedno lanie od ojca. Dostałem w tyłek za to, że nie chciałem jeść jajecznicy na szynce. Od tamtej pory jajecznica na szynce to moje ulubione śniadanie, ale wtedy wykrzykiwałem, że „tego świństwa jeść nie będę”.

    Trudno sobie wyobrazić coś głupszego niż bicie w celu miłowania szynki.

    Ja w podobnym przypadku z którymś z moich dzieci nie biłem tylko po prostu zjadłem cały, oprotestowany posiłek. Młody człowiek obszedł sie smakiem do następnego posiłku. Reszta patrzyła i uczyła się. Lekcja nie musiała być powtarzana.

    Widocznie mój ojciec był z czasów biblijnych. W Biblii Izrael to syn Jahwe, Jahwe żądał miłości od Izraela. Mój ojciec żądał mojej miłości dla jego starań o poziom mojego życia.

    Ile razy rodzic frustruje się brakiem wdzięczności czy tylko docenienia jego wysiłków przez dzieci wie każdy, kto sam ma dzieci.

  171. W Warszawie trwa marsz ONR-owców pod hasłem „My chcemy boga” chroniony przez policję, a jakże, gdy tymczasem w Polsce rozlewa się, bez żadnych przeszkód, brunatna fala.
    http://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/7,88025,22632293,ksiadz-pozdrawial-z-ambony-onr-rozwinela-transparent-ze-slowami.html#BoxLokKrajLink:undefined
    Lokalsi bielscy sprawę bagatelizują. Do czasu Jasiu, do czasu… wężykiem.

  172. Trochę, Macieju, nie rozumiem, czemu jako tło okropnie słusznej zachęty do fizycznej aktywności masz bieg, skoro wiesz, co może bieganie zrobić na starość z kolanami. Mówię „może”, bo mnie zrobiło, ale nie jestem ludzkość. Fakt, że prócz biegania miałem po dwie kontuzje w każdym, no ale gdzieś do 64 życia nie inaczej wchodziłem na jakiekolwiek schody niż wbieganiem – również do chaty na szóste piętro. Nawet byłem tak głupi, że po każdych schodach (nie na klatce schodowej, bo byłby łomot) zbiegałem, nawet z podskokami – a to przecież bardzo zwiększony nacisk na kolana. Aż w końcu jakieś cztery lata temu ortopeda skierował mnie na operację. Machnąłem ręką, sam se dam radę, ileż mi tam w końcu zostało. I zacząłem ćwiczenia specjalnie wymyślone na kolana. A było już tak, że chodziłem o kulach. Jak pokuśtykałem do sklepu 100 metrów, z powrotem była Golgota. Oczywiście, cały czas jeździłem i jeżdżę na rowerze. Na siodełku kolana nie dźwigają ciężaru ciała, więc mogę i 120 km jechać No i jeżdżę. Fakt, że rzadko aż tyle. Ale tych 45 km dookoła Jamnika – ze cztery razy w tygodniu. Albo i dwa lub ani razu. No i tym dosyć ostrym treningiem, poprawiłem się w kolanach. Kilometrami nie chodzę, ale najważniejsze, że w drewnianą koszulkę pewnie wskoczę o własnych siłach, żona za Boga mnie nie wciągnie. Najważniejsze, Macieju: zero biegania. Nawet w miejscu nie biegnę – robię różne inne ćwiczenia, np. długa – z 5 minut – seria leciutkich przysiadów z obszernym wymachiwaniem ramionami i rytmicznym oddychaniem z mocnym wypuszczaniem powietrza do dechy.

    Świetnie znam radość biegania, ale teraz, gdyby nawet dzięki modlitwom Świętego Świętego przez Pana naszego odpadły mi nogi i wyrosły cztery nowiuteńkie, nawet po najcenniejszą dla mnie rzecz – dwulitrowe lody za 6 zł – do Biedronki bym nie pobiegł, tylko spokojnie poszedł, robiąc po drodze ćwiczenia oddechowe i przygotowując klepaki, dać w kasie odliczone.

  173. Nawoływania do wstawania z kolan poprzez królicze rozmnażanie i ekspansję – w wykonaniu różnych Erdoganów i Kaczelników – to fakt. Nawoływania są wspierane narracją („inteligentne” sralis-mazgalis? czy jakoś tak? A może nawet „spisek wykształciuchów”?), która kojarzy dzietność z potęgą, ekspansją i przypodobaniem się bozi. Kto jest silny przez rozmnażanie – ten ma rację, podpierając się w dodatku niebieską książeczką, a oficjalnie wspierana, zinstytucjonalizowana narracja konsekwentnie pielęgnuje ten mit.

    Szkopuł w tym, że ci rozmnażający się na potęgę obcy przybysze raczej przyhamowują w społeczeństwach, gdzie jakość rąk do pracy liczy się bardziej niż ilość. Wykształcenie jednego dziecka jest dość kosztowne, a przy licznym potomstwie koszty wzrastają lawinowo. W tradycyjnej rolniczej społeczności dziecko to inwestycja, w zachodnich zurbanizowanych społeczeństwach – to wydatek. Poza tym kobiety zwykle pracują zawodowo i nie bardzo chcą godzić macierzyństwo z innymi obowiązkami.

    Obawy związane z dzietnością wyznawców Proroka są żywe w Kanadzie, chciaż na pewno nie tak żywe, jak w Polsce. Starsze pokolenie pamięta podobne obawy związane z „inwazją” wielodzietnych Włochów czy Irlandczyków. Ale syte, zadomowione, drugie czy trzecie pokolenie Włochów już się wcale tak intensywnie nie rozmnaża. Bezdzietna Włoszka z pięciorgiem rodzeństwa – to w Kanadzie raczej norma niż wyjątek.

    Aha, ktoś wspomniał o Ukraińcach jako prawidłowych, bliskich kulturowo i solidnie pracujących imigrantach. Ukraińcy to bracia Słowianie, samodzielni i niewymagający wiele – nie to, co roszczeniowi, kolorowi, obcy kulturowo „terroryści” z Afryki i okolic – zapodaje ta narracja. Tyle, że ta narracja nie bierze pod uwagę wzrostu nastrojów nacjonalistycznych na Ukrainie. Ani niedawnej przecież rzeczywistości pokazanej dość brutalnie w filmie „Wołyń”.

    Oczywiście nie oskarżam o nic Bogu ducha winnych Ukraińców, ale odruchowe dzielenie przybyszów na „złych” i „dobrych” zakrawa mi jednak na pewne uproszczenie. Poza tym imigranci zarobkowi niekoniecznie będą chcieli pozostać w Polsce, gdy otworzą się dla nich lepsze perspektywy na Zachodzie.

    P.S. Narracja nie jest równoznaczna z „opowiadaniem”. Termin jest dość wygodny i byłby raczej trudny do zastąpienia. Dziwię się, że (według wersji pombocka) dotarł do Polski dopiero dwa lata temu.

    A ja używam go świadomie, bo homo sapiens nie umie myśleć bez narracji i narracją (najlepiej spójną narracją) w każdym przypadku objaśnia sobie świat. Termin „narracja” zakłada pewien dystans – bo „narracja” to w założeniu przedmiot badań i w pojęciu niektórych blogowiczów domena „wykształciuchów”. Osoby, które chcą „całym ciałem” odczuwać język lub całkowicie się utożsamić z określoną narracją – będą walczyć z tym terminem do upadłego. A to dlatego, że dystans im przeszkadza? Taki wniosek wysnuwam z wczorajszej dyskusji.

  174. @zza kałuży 11 listopada o godz. 18:51

    Nasz sąsiad niedawno zaliczył kryzys wychowawczy. Dzieci pokłóciły się o piłkę – jedno twierdziło, że jest niedodmuchana, drugie żądało spuszczenia powietrza i miękkiej piłki. Tatuś – zajęty rozmową – chwycił piłkę i pięknym futbolowym kopem (łaaa! Z podziwu) umieścił ją poza zasięgiem potomstwa. Kryzys chwilowo zażegnany… Aha, ten sąsiad to brunatne dziecię pustyni, muzułmanin z Arabii Saudyjskiej.

  175. wbocek
    10 listopada o godz. 13:25
    Cz.2
    „Ma go przyjmować gospodarz, a nie zapraszać w nieswoim imieniu i wtykać innym. (…) Nigdy nie byłem i nie jestem przeciw pomaganiu, lecz jestem za pomaganiem poprzedzonym pytaniem o zgodę tych, na garby których to spadnie i trzeźwą analizą sytuacji z przewidzeniem dalekosiężnych skutków. (…) Cywilizacja jest w takim miejscu wariackiego postępu, że trzeba na trzeźwo przewartościowywać wartości, a nie pięknoduchowo, życzeniowo bzdecić.
    (…) mają za nic lęki i doświadczenia innych i dotąd nie rozróżniają biedaków uciekających od wojny i pasożytów z obiema lewymi rękami liczących na wysoki socjal?”

    Merkel zaprosiła uchodźców dlatego, że jest zreformowaną, wstydzącą się za zbrodnie II wojny Niemką. Tak, jest to pięknoduchowa próba ekspiacji za zbrodnie przodków. Być może w imie wariackiego postepu. Z pewnością pięknoduchowe bzdecenie. Motywowane swoimi lękami i doświadczeniami płynącymi z przeszłości własnego narodu.

    Sto razy wolę z takimi Niemcami stracić niż z podobnymi @wbockowi realistami zyskać. Jeżeli mielibyśmy zyć w realistycznym świecie @wbocka to następny konflikt w rodzaju II wojny mamy zagwarantowany. Prędzej czy później pokonane Niemcy wstaną z kolan. Rozwój technik zabijania zagwarantuje nam tylko o wiele większą liczbe trupów. Rozumując realistycznie a nie pięknoduchowo. Realistycznie pojmowana historia uczy, że ludzkie zwierzę nie powstrzyma się w żądzy zabijania, w ciagłym urządzaniu sobie świata według prawa pięści.

    A tera wisienka na torcie rozumowania @wbocka. Pisze on:

    „W kraju, który na pięć lat do przodu nie potrafił niczego przewidzieć (plany sześcioletnie były w pełni wykonywane tylko na papierze), to prawie niemożliwe.”

    Otóż to! Czy @wbocek myśli, że Merkel tego nie wie? Merkel widzi i wie. Markel obejrzała zdjęcie kajaka @wbocka następnego dnia po wizycie na targach Boot Dussteldorf. Porównała sobie jachty z Bavaria Yachtbau z polskim kajakiem.

    To jej wystarczyło za całą odpowiedź na wszelkie wątpliwości czy powinna pytać @wbocka i innych Polaków o zdanie.

  176. @wbocek

    Biegam głównie w terenie, czyli po miękkim i w dobrych butach „nażelowanych podeszwowo”, także o kolana się nie martwię. Za to Twoją miłość do roweru w całości podzielam i chętnie czytam rowerowe historie. Mam też pytanie, jakie nosisz buty, gdy temperatura spada poniżej 5C? Z całą resztą ubrania nie mam problemu, ale stopy zawsze mi wtedy marzną, bo jazda w wielkich zimowych buciorach to żadna frajda i kombinuje coś z lżejszymi butami, które wiatr przewiewa.

  177. @wbocek 10 listopada o godz. 13:25
    Cz.3
    „podobni Tobie mają za nic lęki i doświadczenia innych i dotąd nie rozróżniają biedaków uciekających od wojny i pasożytów z obiema lewymi rękami liczących na wysoki socjal?”

    Brytyjczycy posłuchali @wbocka i maja dość polskich biedaków. Razem z ich polskimi pasożytami. Realistycznie, jak @wbocek, zagłosowali, że nie mają zamiaru żyć w jednym domu z polskimi pasożytami.

  178. Na marginesie
    11 listopada o godz. 19:34

    Pokazujesz kompletne nie rozumienie języka i nie wiem , kto to tak z tym nierozumieniem chce walczyć. A jeszcze – do upadłego. Nie rozum sobie na zdrowie i używaj „narracji” do woli, nie moja rzecz. Imputowanie czort wie czego, to, niestety, bardzo polski sposób zabierania głosu. Zwykłe mówienie o językowej dupereli to u Ciebie walczenie?! Jak ktoś się uprze, to i w zwykłym „dzień dobry” wytropi ironię, walkę. Mówiłem o epidemicznym, bardzo modnym, aż manierycznym używaniem wyrazu „narracja”, ale nie starczyło Ci cierpliwości lub pamięci, by zauważyć drobiazg: powiedziałem, że nie mówię o pierwotnym znaczeniu wyrazu „narracja”, lecz o modnym jego nadużywaniu – a tu nowych, niepotrzebnych znaczeń są dziesiątki. Z banalnego wyrazu zrobił się wytrych i wyczynia różne łamańce na końcu języka. I tyle. Ze stu kilometrów widać, że takie obserwacje i analizy są Ci obce. To nie wymówka, lecz konkluzja, że targujesz się w sprawie, w której masz skromną wiedzę, a jeszcze mniejsze doświadczenie. Amen.

  179. @4bocek 10 listopada o godz. 13:25
    Cz.4
    „Stąd mam trochę znajomych: pieski (…) Ale nie wiem co robić z ośmioma zaprzyjaźnionymi (…) Zapytałbym więc jak humanista: Co robić? (…) Powiem Ci, co zrobię. Nic nie zrobię. Będzie jak jest.”

    W cywilizacji człowiek przeznacza część pieniedzy, np. z okazji rozliczania podatków, na organizacje opiekujące sie zwierzętami. W cywilizacji obywatel dzwoni do swojego radnego. Do posła, do urzednika w urzędzie gminy czy miasta. Pisze listy, przypomina. Prosi o przeznaczenie większej forsy na schronisko dla zwierząt. Szuka możliwosci uczestniczenia w podziale tzw. budźetu obywatelskiego. Wreszcie, jak nic nie działa tak, jakby chciał – sam zostaje radnym. Tak jak mój najmłodszy syn.

  180. Aha, widziałam gdzieś wyżej postulat, że przed zaproszeniem obcych kulturowo cudzoziemców należy zapytać zasiedziałych mieszkańców o zgodę. I od razu skojarzyło mi się otwarcie granic Unii. Czy spokojnych, zasiedziałych Anglików ktoś pytał o zgodę zanim przeżyli inwazję polskich łowców zasiłków? Podejrzewam, że chyba raczej nie. A czy wcześniej pytano ich o zgodę na przyznanie obywatelstwa mieszkańcom dominiów, np. Hindusom? Skądże znowu. To wynikło po prostu z interpretacji prawa, o której pośrednio decydowali wybrańcy narodu.

    Ale „nasza, polska” narracja wygląda zupełnie inaczej: Polacy na Wyspach pracują! I tym swoim etosem pracy biją na głowę siedzących na zasiłkach tubylców. A jeśli ktoś nam podskoczy – to mu przywalimy dziadkiem, co walczył o Anglię. I to nawet niekoniecznie własnym dziadkiem. Narracja na temat hord bezrobotnych Polaczków i ta głosząca wyższość przybyszów znad Wisły – to dwie równoległe, spójne narracje. Oczywiście w każdej jest element prawdy. Ale całej prawdy nie wyczerpują.

  181. Nie skończyłam odpowiadac porządnie i znikłam za co przepraszam! Jak mi się uda to będę wracać na raty.

    A tymczasem ze smutkiem porównuję relacje z tego jak obchodzi się w Londynie Armstice Day a jak w Warszawie dzień niepodległości bo niestety tłumów neonazistow demonstrujących bezkarnie swoją siłę w stolicy europejskiego kraju ciężko nie zauważyc więc piszą o tym prawie wszystkie dzienniki

    http://www.dailymail.co.uk/news/article-5073065/Poland-s-Day-Independence-marred-far-right-march.html

    http://www.independent.co.uk/news/world/europe/warsaw-fascist-far-right-nazi-march-warsaw-poland-independence-day-a8048561.html

    PS. A w temacie Polski w prasie , wczoraj kilka osób podesłało mi link do  hiszpańskiego El Mundo, króliki trzymają się mocno! Vivir como los conejos! Najwieksza sensacja od czasów odkrycia San Escobar. Ale przynajmniej z królików można się śmiać. Neonazisci mnie przerażają.

    http://www.elmundo.es/internacional/2017/11/10/5a05aec6468aeb44228b45c0.html

  182. Maciej2
    11 listopada o godz. 19:48

    Macieju, wybacz, ale jam człek prosty, więc nie mam specjalnego ubioru, butów czy czego tam jeszcze. Nigdy nie uległem producentom najróżniejszych gadżetów (widzę je u ludzi) i ich nie potrzebuję. A jak co potrzebuję, najchętniej robię sam – np. rowery. Ale co Ci powiem, to Ci powiem. Sporo lat temu odkryłem piankowe gumiaki – nic nie ważą, prawie sam latają – cudo. Kupiłem na grzyby do lasu. Parę lat później odkryłem u Ormian na naszym Manhatanie coś w rodzaju staromodnych płytkich kaloszy, wkładanych kiedyś na buty. Tyle że te nie są na buty. Ale są tak samo z pianki i nic nie ważą. Nieprawdopodobnie wygodne, w życiu takich nie miałem. W jednych poruszam się już dwa lata pieszo i na rowerze prawie co dzień i jeszcze żyją. Kosztowały 35 zł. Nie ma sznurowadeł – takie sobie kaloszki. Podeszwa dość gruba, więc możesz sobie wyobrazić, jaka amortyzacja. Gdybym biegał, to tylko w takich. Kompletne cichobiegi. Przeklinam w dwóch tysiącach spraw cywilizację, ale za te butki to bym ją w dudę pocałował, gdyby miała.

  183. zza kałuży
    11 listopada o godz. 20:02

    Przepraszam, zzakałużku, gdzie to tak zaobserwowałeś to, co mi doradzasz? Znasz choć pół miliona takich świętych Franciszków. Bo ja nie jestem ani być przed śmiercią nie chcę – ani radnym, ani świętym. Aleś, bracie, pożartował, doradzając 73- latkowi, żeby miał 30.

  184. @anumlik
    11 listopada o godz. 13:36
    Skrzeczy. Co nie znaczy, że się muszę na to zgadzać. I milczeć.
    Pracowałam z facetami to wiem jak potrafią trajkotać, bo choć słowo zarezerwowano dla kobiet, nie ustępują im w żadnej mierze.

  185. @wbocek 11 listopada o godz. 19:58

    W tym momencie już zupełnie przestaję cię rozumieć. Jeśli tak ci przeszkadza rzekome nadużywanie słowa „narracja” przez ludzi którzy jak twierdzisz posługują się nim bezmyślnie, to dlaczego zgłaszasz pretensje akurat do mnie? Ja nie posługuję się nim bezmyślnie, więc o co chodzi? Tylko o to, żeby zwymyślać kogoś, kto ci akurat wpadł pod rękę? Bo najpierw nie wyrażasz się zbyt jasno, a potem masz pretensję, że ktoś cię nie rozumie. Pamiętaj, że znamy się tylko z narracji, więc muszę cię oceniać tylko na podstawie blogowego przekazu.

  186. @zezem
    11 listopada o godz. 13:47
    O rozmnażaniu się gada każdy ksiądz na każdym ślubie, bo rozmnażanie się to obowiązek katolika. To o czym ty? O pięknym spocie polskim – rozmnażajcie się jak króliki?

  187. Maciej2
    11 listopada o godz. 19:48

    Zapomniałem dodać. Macieju w tych butach jeżdżę lub chodzę (o wiele rzadziej) nawet w mrozy. Pianka daje fantastyczną izolację.

  188. Na marginesie
    11 listopada o godz. 20:21

    Tylko potwierdzasz, że nic nie rozumiesz. Albo wg Ciebie „walczę”, albo mi „przeszkadza”. Rozmawiasz sama ze sobą. Bo mnie nic nie przeszkadza. Jako pasjonat spraw językowych dostrzegam zjawisko – i tyle. Nawet teraz wtykłaś „narrację”, bo bezwiednie mówisz MODNIE. I sobie mów.

  189. @wbocek
    11 listopada o godz. 20:14

    Dziękuję. Choć posiadam ubiory i gadżety, to staram się oceniać ich użyteczność, nie wygląd czy zgodność z modą. Za dużo już w życiu nabyłem high-end top-model wkurzającego szajsu, żeby nie docenić funkcjonalności piankowych butów za 35 zł 🙂 Zamierzam ich poszukać i przetestować.

  190. Żegnam gości, bo o czwartej rano – wstawano.

  191. Na marginesie
    11 listopada o godz. 20:12

    Spot on! A z tym pracowaniem to też niestety różnie bywa. Tak jak i różnie bywa z goścmi z Syrii i któregokolwiek kraju. Nie znaczy to jednak że powinno sie wrzucać wszystkich do jednego wora z metką, np „Polak pijus który przyjechał na Wyspy po zasiłek” albo „Arab terrorysta”

  192. Maciej2
    11 listopada o godz. 20:28

    Jeszcze coś, Macieju. Te butki wyglądają jakby Szwejkowi były podprowadzone, ale ja na takie bzdety nie patrzę. Na pierwszym miejscu są bezpieczeństwo (nie ślizgają się!), wygoda, trwałość. Nie widziałem ich nigdzie indziej niż tylko na dwóch straganach u Ormian. Nawet nie wiem, czyjej są produkcji.

  193. @wbocek
    11 listopada o godz. 16:08
    Jestem wrażliwa, nie lubię być obrażana i poniżana jako kobieta i dlatego reaguje na używanie krzywdzących stereotypów. Czy powinnam się siebie brzydzić? Nie sądzę.
    Staram się wyjść poza ciasny światek stereotypów, bo większość z nich rani i poniża o czym wchodzący w stereotypy nie zdają sie pamiętać.

  194. @wbocek 11 listopada o godz. 20:19
    „Aleś, bracie, pożartował, doradzając 73- latkowi, żeby miał 30.”
    Moja matka najbardziej umierała właśnie w okolicy 70-tki. Teraz ma 87 i humor jej wrócił, pogodziła się z różnymi choróbskami, przy każdym kolejnym strzyknięciu czy niedomaganiu nie terroryzuje już całej rodziny natychmiastowym przekazywaniem haseł do kont bankowych, kluczy do domu i szczegółowych instrukcji gdzie w jej domu leżą najlepsze ręczniki.

    Zgodnie z używaną dla celów emerytalnych tablicą średniego dalszego trwania życia kobiet i mężczyzn, polski 73-latek ma przed sobą około 150 miesięcy życia. Mężczyzna pewnie trochę mniej, ale z 10 lat i tak masz jak w banku! 😉

    http://www.infor.pl/wskazniki/glowny-urzad-statystyczny/187,Tablica-sredniego-dalszego-trwania-zycia-kobiet-i-mezczyzn.html

  195. @Na marginesie
    11 listopada o godz. 20:12

    To był mój postulat, a właściwie to było rozważanie, mające na celu pokazanie konsekwencji rozciągnięcia na większe zbiorowości pewnych prostych postulatów/praw, które powszechnie uznawane są za słuszne w odniesieniu do jednostki. Wybrałem sobie akurat postulaty wolnościowe, lecz mam wrażenie, że z postulatami z obszaru moralności stanie się podobnie: załamią się w takich okolicznościach.

    Bo ja się oczywiście z Tobą zgadzam w tym względzie, że przyczyny praktyczne nie pozwalają – gdy wprowadzana jest zmiana – na pytania o zgodę każdego zainteresowanego. Prosta droga do totalnego paraliżu. Czy nie masz jednak w ogóle podejrzenia, że równie opłakane skutki mogłoby przynieść np. masowe wystąpienie wobec świata z naiwną dobrocią?

  196. @Maciej2
    11 listopada o godz. 20:54

    Od razu „masowe wystąpienie” 🙄
    Może na początek okazanie choćby odrobiny rzeczywistej solidarności z innymi krajami we wspólnocie. Zwłaszcza z tymi, które u swoich brzegów zbierają na pół utopionych zamiast wpychać ich drągami z powrotem do morza.

  197. Ewa-Joanna, 12:43

    „@wbocek, 11 listopada o godz. 11:50 Posłużyłeś się obrzydliwym stereotypem i nie ma na to usprawiedliwienia. Równyś Orteqowi.”

    To dopiero dowartosciowanie mojego skromnego nicku. Dzieki, E-Jotko

  198. @Tobermory
    11 listopada o godz. 20:58

    Kto się do nas dostanie, temu trzeba pomóc. Dziś widziałem informację, że w statku przemycającym ludzi, Włosi znaleźli kilkanaście ciał młodych dziewczyn z Afryki, które zostały zgwałcone i zamordowane przez przemytników. Wobec czegoś takiego, jestem bezradny. Jasne, że trzeba do cholery pomagać!

    Jednocześnie, rozumiem postulaty np. wbocka, którego rozważania rozgrywają się gdzieś na poziomie przywódców państw, decydentów. W tej skali, mam wrażenie, trzeba kierować się pragmatyzmem. Moralnością też, ale musi ograniczać ją pragmatyzm.

  199. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 20:21
    o co „biega” tłumaczy w swoim komentarzu:
    tejot
    11 listopada o godz. 17:30
    zwłaszcza:
    Taki stan rzeczy wykorzystują różni narwańcy…
    Polecam.

  200. Toby – 20:58

    „u swoich brzegów zbierają na pół utopionych zamiast wpychać ich drągami z powrotem do morza.”

    W takich krajach nadmorskich istnieje nawet specyficzny zawod do tego sluzacy. Nazywa sie beachcombers
    https://www.youtube.com/watch?v=ENMOwXwRTZU

    Zadnego wpychania dragami na pół utopionych z powrotem do morza. Co to to nie

  201. @tejot 11 listopada o godz. 18:03
    „Coś mi to przypomina znane z niedawnej historii Europy slogany o leczeniu, wstawaniu z kolan, bycia kimś ważnym, o budzeniu narodów i temu podobnych operacjach podejmowanych przez charyzmatycznych przywódców oraz przekazy o ekspansji na zewnątrz w celu leczenia chorej cywilizacji europejskiej.”

    Dawno temu zauważyłem, że pisrydzyki nie dlatego krytykuja Niemcy i Merkel i Unię, że coś im się w postepowaniu tych ciał nie podoba.

    Pisrydzyki byłyby najszczęśliwsze nie wtedy, gdyby Niemcy i Merkel zmieniły swoje postępowanie ale wtedy, gdyby to oni mogli zastapić Niemców i Merkel i sami rządzić w Europie tak autorytarnie jak tylko by sie to pisrydzokm podobało.

    Nie chodzi o żadne zasady tylko o frustrację z nie siedzenia na koźle i z nie bycia woźnicą.

  202. Ewa-Joanna, 20:37

    „Jestem wrażliwa, nie lubię być obrażana i poniżana jako kobieta i dlatego reaguje na używanie krzywdzących stereotypów. Czy powinnam się siebie brzydzić? Nie sądzę.
    Staram się wyjść poza ciasny światek stereotypów, bo większość z nich rani i poniża o czym wchodzący w stereotypy nie zdają sie pamiętać.”

    Popieram. Nawet #MeToo bym tu zaaplikowal. Bo to nie jest tylko white girl problem

    http://knowyourmeme.com/memes/white-girl-problems/photos

  203. Kostka
    11 listopada o godz. 20:32
    O specyfice w mentalności przybyszów z krajów Bliskiego Wschodu wypowiadał się w różnych wywiadach na podstawie swojego wieloletniego doświadczenia burmistrz berlińskiego okręgu/dzielnicy Neukölln, Heinz Buschkowsky (SPD).

  204. Maciej2 – 21:09

    „rozumiem postulaty np. wbocka, którego rozważania rozgrywają się gdzieś na poziomie przywódców państw, decydentów.”

    No nie mow. Wiedzialem ze to wyalienowany z rzeczywistosci narcyz. Ale ze az na poziomie kaczelnika to nie wiedzialem

  205. @zezem
    11 listopada o godz. 21:16
    Już od dawna uważam, że tejot nie ma nic do powiedzenia poza powtarzaniem czyichś słów, więc i tym razem mnie nie zaskoczył – normalna sieczka.
    Bardzo mnie śmieszą różni specjaliści od islamu, którzy muzułmanina widzieli w telewizji.
    Jeżeli już ten dziwny cel rozmnażania się ma być realizowany, to nie rozumiem czym się różni rozmnażanie muzułmanki od rozmnażania chrześcijanki, a głupia odzywka tureckiego Erdogana od głupiego polskiego spotu o króliczkach.

  206. @Orteq
    11 listopada o godz. 21:05
    You’re welcome.

  207. @Orteq
    11 listopada o godz. 21:30
    Pomyłka – stoisz niżej. Już ci niewiele na skali zostało.

  208. zza kałuży – 20:50

    „Moja matka najbardziej umierała właśnie w okolicy 70-tki. Teraz ma 87 i humor jej wrócił”.

    Ojciec kolegi z pracy rozpoczal proces umierania w wieku 65 lat. Bo taki byl obowiazkowy wiek emerytalny natenczas. Jego zona miala wtedy 57. Nie znano jeszcze zasady, z praw czlowieka i obywatela wyniklej pozniej, o niedyskryminowaniu nikogo z powodu wieku.

    Anyway, jak mowia na Jackowie. Ojciec kolegi kontynuowal swoj proces i kontynuowal. Zona mu dozyla do wieku 95 zanim pomarla. A on ciagnal i ciagnal. Odszedl na poziomie 105. Czterdziescie lat potrwalo umieranie.

    Odszedl w piec lat po otrzymaniu kartki urodzinowej od JKM Elzbiety II. Ona takie kartki wysyla wszystkim swoim poddanym jesli ci odwaza sie dlugo zyc.

    PS. E-J. Kto daje i odbiera.. Nieladnie z twojej strony. Przeciez ci za cos juz podziekowalem! A ty mnie walkiem

  209. Podobno JKM Elka Two do swoich zyczen na stulecie urodzin zalacza teraz dysk z polskim „Sto lat sto lat niech zyje zyje nam”. Chodzi o przypomnienie: dozyles do stowy – wiec na co jeszcze czekasz?

    Jej samej jeszcze kapke pozostalo. Nie za wielka kapke. Tylko – kto JEJ taki dysk posle?

  210. zupełnie bez trybu i tytułu oraz poza wpisem Kostki.
    Wlaśnie oglądam reportaż w Czarno na Białym, a w nim reportaż o Magdalenie Żernickiej Goetz, która w Cambridge zajmuje się badaniem zarodków, także i ludzkich. Udało sie jej i jej grupie dotrzeć do 14 dnia dnia życia embrionu, poza organizmem matki. (zazwyczaj w siódmym dniu są implikowane do macicy). W Anglii możliwe sa badania na niewykorzystanych zarodkach, takie badanie prowadzi kilkanaście krajów na świecie. Ich celem jest wykrycie wad zarodka, skutkujących potem śmiertelnymi chorobami i śmiercią noworodków.
    W POlsce takie badania nie są możliwe; nie mamy zaplecza, naukowców ani pieniędzy na takie badania. A trzeba dodać, że prof Magdalena Zernicka Goetz pracuje wśród noblistów.
    Za to w Polsce sa tacy, którzy słyszą krzyk embrionów…
    Ostatnio znów mówi sie o pomocy udzielanej w celu usunięcia ciąży. Gdybyśmy nie byli w Unii, byc może, podobnie jek niegdyś w Rumunii trzebaby rodzić, w zakładach pracy byłyby kontrole ginekologiczne, a kto wie, czy nasi nawiedzeni i słyszący krzyki nie postawiliby na granicach gabinetów ginekologicznych.
    Byłby to jakiś postęp, bo kobiety do tego lekarza, w ciąży czy nie muszą czekać tygodniami. Byłby gabinet na granicy, badanie byłoby od razu…
    Chwilę przedtem w tym samym Czarno na białym był reportaż poświęcony seksowi nastolatek. Na przykładzie 15 latki, która urodziła dziecko próbowano opowiedzieć o chorej sytuacji, gdy 15 latka może uprawiać seks, ale do lekarza musi iść z rodzicem.
    W podręczniku WdŻ w rodzinie jest informacja, że ginekolog to nie stomatolog i dziewczynki, nastolatki nie muszą tam chodzić, bo i po co.
    Pokazano też obrady słąwetnej komisji ds zdrowia itd, która uchwalała prawo dziewczynek do wizyt u specjalisty; niestety, wiceminister zdrowia był nieugięty pomimo próśb posłów – lekarzy z innych ugrupowań o nowelizację tego zapisu i prawo do pójścia do lekarza samej, bez rodziców. Nie ma tak dobrze…
    Sam lekarz- poseł z Nowoczesnej podpowiedział, że widać takie jest żądanie i oczekiwanie kościoła z Torunia.
    Z rozmowy reporterki z gimnazjalistami i licealistami z Warszawy wynika, że młodzież ma bardzo niewielką wiedzę na temat tej sfery życia człowieka i odpowiedzi nastolatek i nastolatków mogłyby smieszyć, gdyby nie dotyczyło to przyszłości naszych nastepnych pokoleń ( chciałam napisać -narodu- ale ostatnio to słowo zostało zawłaszczone w tak niegodny sposób, że nawet nie chcę uzywać tego pojęcia).

    Kostka, wybacz mi wtrącenie innego tematu, ale chciałam się z wami podzielić taką informacją o sukcesach Polaków na innych uczelniach, a drugiej strony wkurzona jestem, bo mam przeświadczenie, że p. profesor Żernicką Goetz spotka ze strony rządu potępienie za doświadczenia na „świętym życiu od poczęcia”.

  211. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 21:50
    Hmmm…sam zainteresowany musiałby zabrać głos czy powtarza czyjeś słowa,a reszta to sieczka. Zarzut „niewąski”.
    … ten dziwny cel rozmnażania się ma być realizowany, to nie rozumiem…
    No właśnie. Tu jest pies pogrzebany.

  212. Swoja droga, ciekawa rzecz daje sie zaobserwowac na tym blogowisku.

    Ateisci listy pisza. Nierzadko tylko po to zeby komus dowalic. Ci dowaleni obrazaja sie, stroja rozne fochy. Ale jezeli Gospodarz nie ujmie sie za obrazonymi – tzn. nie opieprzy obrazajacego – sprawa sie rozejdzie po kosciach i jest git. Nawet do tiu tiu tiu fiu bzdziu znowu dojdzie, pomiedzy tymi niedawno temu obrazanymi i obrazajacymi. Ale jesli wezmie i ustawi w szeregu kogo, to juz umarl w filcach. Taki juz zawsze bedzie uwazany za pariasa

    Ten Gospodarz obywatelskiego blogu. No no. On dopiero ma waadze! Kaczkodan o takiej moze tylko pomarzyc

  213. @wbocek 11 listopada o godz. 20:27

    Mylisz się, pombocku, bo słowa „narracja” w stosunku do ciebie użyłam nie tylko świadomie, ale wręcz z premedytacją – żeby zobaczyć, czy i jak zareagujesz. Nie wiedziałeś, że uprawiasz narrację, tak jak pan Jourdain nie wiedział, że mówi prozą. Ale to samo dotyczy wszystkich blogowiczów – znamy się (z pewnymi wyjątkami) tylko z narracji.

    P.S. Czy ci ormianie o których piszesz to imigranci czy tubylcy? Jak ich traktują „prawdziwi Polacy”?

  214. @zezem
    11 listopada o godz. 22:26
    To powiedz mi wyraźnie – czym według ciebie różni się nawoływanie do rozmnażania muzułmańskiego od chrześcijańskiego/katolickiego?

  215. @Orteq
    11 listopada o godz. 21:56
    Oj, to żeby ci się w głowie nie poprzewracało.

  216. konstancja
    11 listopada o godz. 22:15
    Też to widziałem. Wspaniała kobieta (trudno, nazwałem ją kobietą, co sie może naszej blogowej troche spoźnionej sufrazyste z Australii nie spodobac, ale przeciez ona nie facet), chyba szykuje sie nam jakas nowa Skłodowska. Piekna, mądra, matka, która potrafila badać embrion swojego syna Szymona. Potrafi polaczyc zupelnie rózne swiaty: zimne, analityczne oko uczonego z matczyną miłością.
    Ech co z wami chlopaki ? Zimbardo uważa, że jestescie skazani na wymarcie;nic tylko gry komputerowe pif paf i porno w internecie. Miałem szczęście, że w moim zyciu spotykałem żywe z krwi i kości dziewczyny, że zyłem w realu bo świat wirtualny istniał tylko w książkach.
    W realu jest z jednej strony Magdalena Żernicka Goetz, a z drugiej jako przeciwwaga, ostatni samczy mohikanin Gnom z Żoliborza.Aha jescze wataha tych facetów w sukienkch w śmiesznych czapkach na głowach.
    Dobrze , że jestem stary i juz nie zobaczę ostatecznego upadku męskiej rasy.

  217. A wy mi wytłumaczcie czego chcą ci, co na transparentach piszą „My chcemy Boga”.
    Ktoś im zabrał?
    Ktoś im nie daje?
    I czego właściwie oni chcą – figurek, wafelków, szefa?
    No to jest tak głupie, że już bardziej nie może.

  218. @Lewy
    11 listopada o godz. 22:44
    Stara nienawiść nie rdzewieje, prawda?

  219. Ten polski skrot JKM. Jej Krolewska Mosc. Albo: Mikke! Janusz Korwin, znaczy. I to wszystko. Podczas gdy w jezyku albionskim to sie bardziej komplikuje. Tam w ogole nie ma zadnego JKM. Tam jest np. HM

    A person with the title is usually addressed as „Your Majesty”, and referred to as
    – His/Her Majesty, abbreviated to „HM”;
    – the plural, Their Majesties, is „TM”;
    – emperors (and empresses) use [His/Her/Their/Your] Imperial Majesty, „HIM” or „TIM”.

    W ogole nie ma „YM”. Your Majesty. Czy lonek potrafi wytlumaczyc dlaczego?

    Jakie to wszystko pokomplikowane w Krolestwie [slabo] Zjednoczonym. Nie dziw ze lonek ma czasem klopoty z rozeznaniem sie w tym wyspiarskim swiecie. W ktorym mu przyszlo zyc po 60-tce

  220. Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 22:38
    Ewo-Joanno problem w tym ,że ani ja , ani tejot nie pisaliśmy o różnicach.
    Ja pisałem o apelu prezydenta Turcji. Tejot próbował wyjaśnić tzw. implikacje. Dociekania o różnicach padły nie z mojej strony i nie było to przedmiotem mojej uwagi.
    Zyczę miłego dnia.

  221. @Ewa-Joanna
    Kiedy czytam Twoje „dygresje” typu:
    Pomyłka – stoisz niżej. Już ci niewiele na skali zostało.
    to rzeczywiście rdza wychodzi na wierzch. Dlaczego Ty taka przwrażliwiona, reagujesz ad personam , zamiast dyskutowac ad rem. Orteq robi Cie w konia, podpuszcza, a Ty nabzdyczasz się i bronisz honoru obrażonej kobiety, Ja Cie na prawde lubię tylko żebys Ty miala troche poczucia humoru i odrobine dystansu do samej siebie, to bym sie w Tobie zakochał. Juz widze jak mi wyniosle odpowiesz, ze masz gdzies moja miłość i zebym Cię nie obrażał.Matko, co ja mam zrobic, zebyś się uśmiechnęła i powiedziała mi np. Wal się Lewy, ale i tak Cie lubię ?

  222. Ewuniu-Joanno
    Jeszcze jedno. Czemu Ty ustawicznie dezawuujesz @Tjota. jest to jeden z mądzrejszych komentatorów blogowych. Prawda, że tłumaczy , wyjasnia trochę mozolnie wiele rzeczy np, katastrofę smoleńską, ale robi to kompetentnie, inteligntnie. A Ty tak po babsku, bez wchodzenia w meritum, twierdzisz, że Ci sie on nie podoba i kropka. Jeśli Ci sie nie podoba, jesli nie chce Ci się go czytać, bo Cie nudzi, to nie możesz przewijac bez tych niemerytocznych, takich kapryśnych komentarzy ?
    Pozdrawiam Cię Ewciu
    Ide spać, ale jutro przeczytam Twoją riposte, jeśli w ogole zechcesz zareplikować

  223. Dzieki tez i za to, E-Jotko (22:39), ze dbasz o moj niepoprzewracajacy sie czerep

    Nie ma to jak stara nienawisc. Ona prowadzi do wybawczych rozwodow. Jesli takie sa dozwolone, w danej jurysdykcji.

    Ale glownie to stara nienawisc sluzy do wywolywania konfliktow. Swiatowych w szczegolnosci. Nie idzmy ta droga

    Stara nienawisc prowadzi tez czasem do nowych, wielokrotnych, zblizen. Jak u JKM-a. Tez po 60-tce dokonywanych

    http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/janusz-korwin-mikke-po-raz-trzeci-wzial-slub/h62rsnp

    How about podejscia JKM do kobiet, E-J? O podejscie prezydenta Fryzury do kobiet to boje sie pytac

  224. Lewuskowi tez kiedys za cos podziekuje. I to bez zadnego podpuszczania

  225. Lewy
    11 listopada o godz. 23:13
    Ewuniu-Joanno
    Jeszcze jedno. Czemu Ty ustawicznie dezawuujesz @Tjota.

    Mój komentarz
    E-J po prostu ma życzenie – nie czytać tejota, co dla tejota żadna dziwota, jak każde inne upodobanie. Cóż tejot na to? Mocium panie!
    Pzdr, TJ

  226. Ewa-Joanna
    g. 22:44
    „My chcemy Boga” trzeba pewnie rozumieć tak: chcemy naszego polskiego przaśnego Jezuska co się urodził w stajence podgórskiej, śnieżkiem owianej i do której pastuszkowie juhaskowie tatrzańscy podążają. Chcemy naszej dumnej prapolskiej Prapolski, od morza do morza, zamieszkałej wyłącznie przez potomków Mieszka I i jego małżonki Dobrawy, no, ewentualnie Jagiellonów, którzy skolonizowali na nasze potrzeby ziemie biało i czerwono ruskie.
    Ewciu, to jest straszne. Nie do uwierzenia. Młodziaki maszerujące (na szczęście nie wszystkie) urodzone na ogół na przełomie XX i XXI wieku zachowują się mentalnie jak ich dziadkowie i pradziadkowie, którzy w ramach Polski mocarstwowej „szli na Kowno” i odbijali Zaolzie.
    Różnica jest taka, że dzisiejsi patrioci posługują się w codziennej komunikacji smartfonami i aipadami.
    Nie umiem tego wszystkiego wytłumaczyć.

  227. 1. Wlasnie koncze czytanie na raty zbioru opowiadan Tadeusza Borowskiego „Pozegania z Maria”. Zeszlo mi dlugo, bo niestety tego sie nie da czytac jednym ciagiem, taka zem delikatna istota. Poza wlasciwie najlagodniejszym opowiadaniem tytulowym niewiele wiecej czytalam wczesniej. Do wydania dolaczony jest slowniczek napisany przez samego Borowskiego wraz z dwoma innym Autorami ( Janusz Siedlecki, Krystyna Olszewska), ktorzy tez przeszli oboz. Wiec wg nich Muzulman to w slangu obozowym : „czlowiek calkowicie zniszczony fizycznie i duchowo, nie majacy ani sil ani woli do dalszej walki o zycie, zazwyczaj z durchfallem, flegamonami lub kreca, najzupelniej dojrzaly do komina. Zadne objasnienia nie moga oddac pogardy, z jaka muzulman byl traktowany w obozie przez towarzyszy. Nawet wiezniowie, lubujacy sie w autobiografiach obozowych, niechetnie przyznaja sie do tego, ze byli kiedys „takze” muzumanami.
    – durchfall -biegunka, dezynteria, klasyczna choroba obozowa, postrach wszystkich wiezniow.
    -flegamona – ropien srodmiesniowy, druga klasyczna choroba oswiecimska, podobnie jak durfchfall predystynowala ludzi do komory gazowej
    -kreca – czwarta klasyczna choroba oswiecimska, nieraz cale zarazone bloki szly do gazu.”
    Przypomne, ze T. Borowski piszac te przerazajace opowiadania jakos specjalnie sie nie „rozczula” nad oprawcami. Jacy oni sa , czy byli wiedzieli ludzie po wojnie i mam nadzieje nie zapomnieli do dzisiaj. Ziliony stron o tym napisano. Znacznie mniej napisano o tym jaki jest czlowiek osadzony na dnie ludzkiej egzystencji, a autora to wlasnie interesowalo. To nie oprawcy wymyslili to pogardliwe okreslenie, tylko wspoltowarzysze niedoli. Czlowiek nie jest istota doskonala, w okreslonych okolicznosciach zwierzedciem, ktore chce przetrwac za wszelka cene. Taka ludzka kondycja. T. Borowski obserwowal to zjawisko przez kilka lat, on tez do tych co chcieli przetrwac nalezal. On to wiedzial. Moze ta swiadomosc pchnela go w depresje i samobojstwo?
    Wiec moze nie dywagujmy co sie kryje za slowem muzulman. Kryje sie glownie pogarda dla jeszcze wiekszego strzepa ludzkiego niz inni.
    2. W zeszla sobote bylam na spotkaniu literacko-towarzyskim. Wiersze czytala amerykansko – polska poetka Ewa Chrusciel, mieszkajaca w stanie New Hempshire gdzie jest wykladowca literatury angielskiej w dosyc szacownym collegu. Ciekawa osoba, studia skonczyla w Polsce wyladowala po wygraniu jakis prestizowych konkursow na doktoracie z „angielszczyzny'” w USA i juz tu sie zakotwiczyla jako wykladowca literatury angielskiej. Wiersze pisala od zawsze, dawniej po polsku, od conajmniej 10 lat omal wylacznie po angielsku. Poniewaz drugi poeta nie dotarl z Polski, a towarzystwo bylo rozumiejace angielski, lub angielskojezyczne najwiecej wierszy czytala po angielsku. Duzo z ostaniego zbioru „Of Annunciations” poswieconego emigracji, obecnemu kryzysowi emigracyjnemu i uchodzcom. Chyba nie musze dodawac kogo obdarza sympatia, empatia w tych wierszach. Jak slusznie zauwazyl jeden z dyskutantow jej tworczosc w jezyku polskim to obrazki nostalgiczno-sielskie, raczej nie dotykajace problemow egzystencji ludzkiej. O sprawach ogolnoludzkich pisze po angielsku. Zapytalam czy moglaby napisac, nie mowiac o wydaniu tych wierszy o uchodzcach po polsku. Nie, nie moglaby. Myslalam, ze dla wszystkich zebranych byly oczywiste jej odczucia dot. obecnego kryzysu, bo my wszyscy zdies emigranty. Zeby jednak nie bylo za sielsko po czesci literackiej podeszla do mnie pani, z ktora spotkalam sie juz ze 20 razy w takich okolicznosciach, chociaz nigdy bezposrednio nie rozmawialysmy i.. zaczela nawijac, ze jej nie odpowiada taka narracja, bo w skrocie mowiac my jestesmy lepszymi emigrantami, ta kultura, a nie zadnymi uchodzcami i jak mozna tak sie dac zmaniluplowac piszac wiersz o 5-letnim Syryjczyku, ktory zginal z zaniedbania rodzicow, ktorzy niedostatecznie ochronili go od dzialan wojennych ( ten ostatni dodatek to moj). Zawsze nie znosilam tej baby, emigrantki z 68 roku za jej pretensjonalnosc, nikly poziom intelektualny chociaz nigdy nie dowiedzialam sie co-kto ona jest, a bryluje w pierwszych rzedach na wszelakich spotkaniach w konsulacie itd…Zablokowalam ja dawno na fb kiedy wyspiewywala hymny pochwalne na temat kandydata nr 45, ktory rozprawi sie z nielegalnymi, Palestynczykami, H. Clinton i piala na rzecz rodziny ziecia nr 45, bo to wywodza sie z holocaustu. Nie musze wyjasniac, ze nie wszyscy, ktorych dziadkowie, czy ojcowie przeszli holokaust sa przywzoitymi ludzmi, czego wlasnie przykladem jest rodzina ziecia nr 45 i on sam. Widac tez, ze latwo sie zapomina sie, ze samemu bylo sie uchodzca, chociaz na komfortowych warunkach w porownaniu z tym co sie obecnie dzieje.
    3. Dlaczego ksenofobie, brak empatii, zasciankowosc przypisujecie katolikom skoro sa niepraktykujacy, ateisci idacy ramie w ramie z tymi paskudnikami.
    4.@ lewy , nie martw sie, ze za milion zainwestowanych dolarow ( tylko za milion?) mozna zostac stalym rezydentem Kanady i robia to w w slicznej Kanadzie paskudne bogate szejki i inne bogate Araby. Tez niedobrze, omal tak samo jak wpuszczanie dziadow uchodzcow, co to jednak nie sprawdzilo sie, ze sa terrorystami, a czasami po prostu o zgrozo chca pomoc rodzinie pozostawionej w kraju ( tak jak z Podhala skladali sie shiftkarte dla jednego dzielnego, mlodego z rodziny)
    Wyjasnie, ze wszyscy, nie tylko szejkowskie Araby moga od wielu lat za okreslona sume pieniedzy zostac stalymi rezydentami w bardzo wielu krajach w tym USA, nawet tak zamknietych jak np Singapur. Moga nie tylko Arabowie, ale i Rosjanie czy Chinczycy wykupic pol Londynu, czy wszystkie drogie mieszkania na Manhattanie, na ktorych amerykanskiego profesjonaliste nie stac. Swiat i to przezyje, zycie nie znosi prozni. Ale globalna spolecznosc to zywa materia, ktora wedruje juz od lat, tylko, ze polski zascianek wiedzial dotychczas jedynie o naszych z Podkarpacia co to wyjechali do Chicago, no ewntualnie do Brazylii.

  228. mag
    11 listopada o godz. 23:49
    Nie umiem tego wszystkiego wytłumaczyć.

    Mój komentarz
    To jest kod społeczno-kulturowy. W Umęczonej jest specyficzny, taki a nie inny, wypracowany przez wieki.
    Przechodzi z rodziców na dzieci, z otoczenia na każdego obywatela, który dorasta. Niezależnie od tego – ze wsi, czy z miasta, kod w głowy się wbija, w ludziach zalega, z czego dziś dumny jest Prezes-lebiega.
    Pzdr, TJ

  229. @Ewa-Joanna

    Co właściwie masz przeciw Lewemu?
    I Tejotowi? Lewy gotów się w Tobie z mety zakochać tylko mu się Twój uśmiech marzy. Da się zrobić?

    A ludzie to chcą bo nie wiedzą, czego chcą. Nie chodzi wcale o wersalki treści ale o ukryte wyparte emocje.

  230. @tejot
    Zawsze z podziwem dla twojej merytoryczności i cierpliwości w dialogach na cztery nogi np. z @Mauro Rossim pozostaję i z wielką sympatią.
    Nie dziwię się jednak, że twoje drobiazgowe wywody mogą być dla osób mniej zafiksowanych np. na temacie smoleńskim, po prostu nużące.
    Sama się na tym łapię, że teraz już przewijam twoje „polemiki” z Mauro na en passencie, choć zawdzięczam im niezłe rozeznanie w temacie. I zarazem dystans do całej sprawy.

  231. kreca – to swierzb. No a jaki byl inny sposob wytepic to paskudztwo niz blok do gazu?

  232. tejot
    g.23:59
    Ale czy mnie z tym rozpoznanym kodem będzie lżej żyć?
    Zwłaszcza w bezsenne noce?
    O matko, ależ to zabrzmiało kiczowato-dramatycznie!
    Pzdr

  233. @Ewa-Joanna
    11 listopada o godz. 22:44

    „My chcemy Boga” może znaczyć różne rzeczy dla różnych ludzi.

    Często pewnie jest to po prostu wyznanie wiary. Przed laty, kiedy sam wypowiadałem te słowa i chciałem nadać im treść, była właśnie taka. Dla młodego w wyklętym dresie, to może być „chcę wziąć lewaków za mordę”. Dla fanatyków z Ordo Iuris, „chcę narzucić społeczeństwu moją ideologię”.

    Negatywne interpretacje łatwo się dziś narzucają, ale podejrzewam, że większość ludzi myśli raczej o sobie, zbawieniu i takich sprawach.

  234. No i jeszcze jedno, kluczem do sukcesow irlandzkich w Ameryce byl wg mnie omal wylacznie ten sam jezyk. Czy te sukcesy sa takie ogromne? Jak to w kolejnych pokoleniach emigrantow bywa, sa rozne. Glowne XIX-wieczne dwie emigracje irlandzkie sa z czasow klesk glodu, ktore spowodowane byly zaraza ziemniaczana. To chyba byli o takim samym potencjale edukacyjnym ( czyli zadnym) ludzie jak emigranci z tamtych czasow z Polski. Tak naprawde dopiero we wspolczesnych czasach Irlandczycy doczekali sie, ze sa interesujaca grupa etniczna ( my tez), co to nawet prezydenta katolika wydala. Co bylo niewiele mniejszym cudem niz wybor czarnego Obamy.
    Nie mam pojecia dlaczego Irlandia jest w sumie mniej czy niewiele ksenofobiczna, moze jednak ten jezyk swiatowy to spowodowal? Kiedy kilka lat temu w Irlandii, gdzie obowiazywalo ( obowiazuje?) rownie jak w Polsce restrykcyjne prawo aborcyjne bylo referendum w tej sprawie 60% spoleczenstwa wypowiedzialo sie za prawem do aborcji w stylu zachodnioeuropejskim. Wg sondazy w Polsce za takim prawem opowiedzialoby sie nie wiecej niz 20+procent glosujacych. Zasluga pracy sluzb koscielnych i panstwowych. Juz mi sie kichy przewracaja jak wszystko co zle zwalacie wylacznie na kk. Nawet do akcji metoo, ktora zapoczatkowaly osoby tyle majace wspolnego z jakimkolwiek kosciolem co ja astronautyka udalo sie wlaczyc, ze to wina kk. Przynajmniej w Polsce.

  235. @mag
    12 listopada o godz. 0:04

    @tejot to dla mnie cichy bohater. Podjął się najbardziej chyba niewdzięcznego zadania, czyli dziurawienia smoleńskiej fikcji. Która, jak wiadomo, powstała po to, by przypadkową śmierć Lecha Kaczyńskiego uczynić heroiczną i super wydajną politycznie (zamach Rosjan, „zdrada Tuska” – jakże to trafia w polskie uprzedzenia i fobie). Dlatego obóz pisowski tak hojnie w tę fikcję inwestuje, a mało kto znajduje siłę, by przeciwstawić się sprawnej machinie dezinformacji. Smoleńska komisja oraz internetowi aktywiści zalewają nas teoriami, podpierając je niby-naukową terminologią i twierdzeniami, których 99% czytelników nie jest w stanie zweryfikować.

  236. Mili moi
    Dopiero teraz ogarnęłam całokształt tego, co można nazwać obchodami Święta Niepodległości w Warszawie. Wcześniej miałam dłuuugi rodzinny obiad który wykluczył, na szczęście, głębsze deliberacje a propos święta.
    Jestem autentycznie PRZERAŻONA zasięgiem tego, co uzyskało aprobatę władz wyższych, bo raczej nie – Warszawy.
    ONR górą! Jeśli dołączyć do tego weekendowe wojsko Macierewicza, to szykuje się nam wkrótce(?) najprawdziwszy pucz faszystowski.
    Tfu, tfu, tfu, obym się myliła. Oczywiście wszelkie analogie są ryzykowne, ale to nie znaczy, że nie ma podstaw do niepokoju.

  237. @zyta2003
    11 listopada o godz. 23:57

    durchfall (biegunka) = Durchfall (niem.)
    kreca (świerzb) = Krätze (niem.)
    muzułman = Muselmann (niem.)
    flegmona (ropowica) = Phlegmone (niem.)
    Sztuba, kacet, gemiza, cugang, culaga, fleger, komando, kapo…
    Wszystko wymyślone przez towarzyszy niedoli.

    A swoją drogą, kiedy dobrze poznałem język niemiecki, zacząłem także rozumieć Ślązaków 😉

  238. Maciej2
    g.0:27
    No nie żartuj. Czy w ogóle można kojarzyć hasło skrajnych nacjonalistów w Marszu Niepodległości „My chcemy Boga” z prywatną szczerą wiarą, jej kontemplacją itp., a taką możliwość zakładasz?
    Przecież to cyniczne. Nie twoja próba usprawiedliwienia „marszowania”, ale ICH nadużycie moralne wobec tych, którymi manipulują.

  239. @zezem
    11 listopada o godz. 23:02
    A ja wypchnęłam wasze rozważania na szersze wody. I nie podoba się jak widzę.
    *
    @Lewy
    11 listopada o godz. 23:05
    A w jaki według ciebie sposób mam dyskutować ad rem z wybitnie seksistowską wypowiedzią?
    Czy chłopcu molestowanemu przez księdza będziesz opowiadał dowcipy o homosiach? A Żydowi o obozach? To podobna kategoria.
    Ruch #metoo to bardzo dobra rzecz, może coś w postrzeganiu innych zmienić. A trzeba dużej odwagi żeby opowiadać o swoich najintymniejszych przeżyciach. Tym bardziej należy cenić to, że wreszcie kobiety nabrały odwagi, że wreszcie mówią ‚nie zgadzam sie’. I spłycanie tego problemu poprzez dowcipy na temat ‚white girls problems’ jest niestety wyrazem seksizmu.
    Orteq, dobry obserwator sceny politycznej, jest nie do przyjęcia z poziomem swoich damsko-męskich wypowiedzi.
    Możesz mnie nazwać histeryczna feministką bez braku poczucia humoru i – co tam było jeszcze? aha! brak dystansu do siebie, nie mam pretensji, póki nie przekraczasz zasady: nie powiem tego, czego sam nie chciałbym usłyszeć. I teraz sobie to na spokojnie przemyśl, tak jakby ci to powiedział Tanaka. 🙂
    Każdy ma swoich ulubionych ‚autorów’ których czyta i takich, których przewija. Ja tejota na ogół przewijam, bo uważam, że powtarza rzeczy oczywiste jako prawdy objawione tejota a wszystko w oprawie wypracowania na temat. Ale przecież nie zabraniam nikomu tejota czytać i podziwiać. Czy już ci wystarczająco weszłam w meritum?
    [Tejota przepraszam za ostrą ocenę, starałam się unikać jej wygłaszania, ale to meritum Lewego mnie zmusiło.]
    Tak że Lewy, mon ami nic w życiu proste nie jest a już szczególnie w stosunkach męsko-damskich. Śpij smacznie.
    *
    @Tanaka
    11 listopada o godz. 23:59
    Przeciw Lewemu mam to: (trudno, nazwałem ją kobietą, co sie może naszej blogowej troche spoźnionej sufrazyste z Australii nie spodobac, ale przeciez ona nie facet) 🙂
    No to sam sobie nagrabił! Nie?
    Tejota wyjasniłam wyżej.
    *
    Ktoś jeszcze mi został?
    Aha, już mam.
    @mag, Maciej2
    Też bym była przerażona na twoim miejscu, mag, bo jest się czego bać. Szczególnie że już jest to poparte działaniem państwa i rzeczywiście mocno to przypomina Niemcy z okresu rodzenia się faszyzmu.
    Maciej2 – ale gdzie tu miejsce na boga, byt skądinąd eteryczno-efemeryczny? Jakoś mnie szokuje ten ewidentny brak logiki w takich hasłach. Bo mogę zrozumieć ‚Polska dla Polaków’ choć mnie śmieszy, bo jakby tak dna sprawdzić to okazało by się że my kundle że hej i wszystkich mamy w sobie po kawałku.

  240. mag
    12 listopada o godz. 1:28
    Istnieje spore prawdopodobieństwo, że młodzi ludzie spod znaku szczerbca i falangi – szczerze pragną boga. Takiego, jak go widzą. Boga z Ksiąg: Kapłańskiej,
    Powtórzonego Prawa czy Jozuego, wymodelowanego na swój obraz i podobieństwo.

  241. @mag
    12 listopada o godz. 1:28

    To cytat z pieśni religijnej, fragment który pamiętałem brzmi tak: „my chcemy boga, my poddani, on naszym królem on nasz pan”.

    Odnosiłem się do tych słów z pieśni, które można potraktować jako rodzaj wyznania wiary. Bo na sztandarze narodowców, wyglądają już dużo gorzej – pełna zgoda. Zwłaszcza, gdy się wczytać w dalsze zwrotki samej pieśni (których już nie pamiętałem, po 20+ latach niebywania w kościele):

    My chcemy Boga w rodzin kole,
    W troskach rodziców, w dziatek snach.
    My chcemy Boga w książce, w szkole,
    W godzinach wytchnień w pracy dniach.

    My chcemy Boga w naszym kraju,
    Wśród starodawnych polskich strzech.
    W polskim języku i zwyczaju,
    Niech Boga wielbi Chrobry, Lech.

    Narodowcy zapewne wszędzie tego „boga” chcą wtykać na siłę. Pamiętam, niedawno przeglądałem ich dyskusję na fb (różnych znajomych się ma 😉 ), gdzie mocno reprezentowany był pogląd, że prawidłowy polski patriota musi być katolikiem.

  242. Rence i wszystkie inne tez, zwyczjanie opadaja i sie do niczego juz nie nadaja.

    Moja prawda najprawdziwsza… Kleska intelektu i zdolnosci poszerzonej analizy.

    Wiec nie ma zdziwienia, ze najprostsza prawda „objawiona” bierze gore…

    Brawo!

    Tak dalej trzymac, a PiSoidy wspierane kosciolkowo, stworza polactwu 1000 letnia Rzesze Narodu Katolickiego Polskiego.

    ps Ja tez mam swoja racje, a co …

  243. E-J, 1:29

    „Ruch #metoo to bardzo dobra rzecz, może coś w postrzeganiu innych zmienić. A trzeba dużej odwagi żeby opowiadać o swoich najintymniejszych przeżyciach. Tym bardziej należy cenić to, że wreszcie kobiety nabrały odwagi, że wreszcie mówią ‚nie zgadzam sie’. I spłycanie tego problemu poprzez dowcipy na temat ‚white girls problems’ jest niestety wyrazem seksizmu. Orteq, dobry obserwator sceny politycznej, jest nie do przyjęcia z poziomem swoich damsko-męskich wypowiedzi.”

    Hashtag #Whitegirlproblem nie jest zadnym dowcipem. I niczego nie splyca. Jest to skrot myslowy. Uzywany na przyklad przez moja corke, ktora od dwoch pracuje wsrod czarnych w RPA.

    Rok temu odwiedzilismy ja w Kapsztadzie. I na wlasne oczy zobaczylismy zycie ludzi w tzw. townships.
    ‚http://c8.alamy.com/comp/CY2E08/langa-township-cape-town-south-africa-CY2E08.jpg

    Setki tysiecy, jesli nie miliony kolorowych zyja w tych townships.

    To wtedy dopiero zrumialem, doglebnie, znaczenie hashtagu #Whitegirlproblem.

    To nie jest dowcip. Dowcipem natomiast jest zawracanie mi gitary jakimis nieistniejacymi, wydumanymi podczas nic nie robienia przez cale zycie, problemami bialych dziewczynek

  244. Hashtagi #MeeToo i #Whitegirlproblem bardzo ladnie sie uzupelniaja. To skojarzenie jest nie do unikniecia dla tych co zobaczyli na wlasne oczy segregowane zycie kolorowych w townships RPA

  245. @Orteq
    12 listopada o godz. 4:52
    Nie wszystko od razu. Białe dziewczynki maja swoje problemy a czarne dziewczynki swoje. I żaden z tych problemów nie jest mniej ważny dla zainteresowanej.
    Poza tym, gdybyś wstawił ten tekst o córce i Kapsztadzie w połączeniu z linkiem, to owszem, mogłabym zrozumieć. Ale nie, ty wstawiłeś link z mało sympatycznym komentarzem, na zasadzie – ależ macie baby problemy, o!
    To taki podły argument: cierp, bo inni mają gorzej.
    To się czasem zastanów nad tym co piszesz.

  246. Cos krecisz, wydaje mi sie, E-J. Tu masz wiecej

    Hashtag #Whitegirlproblem i zycie w township RPA.

    ‚https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d8/Zwelihle_Township_%28Hermanus%2C_South_Africa%29_09.jpg

    Jak sie do tego ma hashtag #MeeToo? Oto jak

    ‚http://cdn-webimages.wimages.net/050fa30f3d55bc3170525da02bec23e1c072c9-wm.jpg?v=3

    A co z namy ateistamy?

    Roll up your problems, lick your solutions, burn your past, inhale the bullshit nad exhale the God’s shit

  247. Link ktory wstawilem

    ‚http://c8.alamy.com/comp/CY2E08/langa-township-cape-town-south-africa-CY2E08.jpg

    to nie zaden komentarz na moim komputrze.

    Cos krecisz? Czy mnie sie something polebalos?

  248. A cierpiec czeba, tak czy owak

    Cierp cierp duszo moja
    A bendziesz zbawiona
    Bo jak nie pocierpisz
    bendziesz potenpiona

  249. Psalm do ludzi, którzy uważają, że Pana Boga złapali za nogi

    Cierp cierp dusza moja a będziesz zbawiona a jak nie pocierpisz będziesz potępiona

    Mojemu proboszczu niemiła ofiara
    Choć się chciała oddać, to była za stara

    A nasz ksiądz przed świętem Wielkanocy prosi
    By kobiety chciały jemu jaja (z)nosić

    A moja sąsiadka jest ogromnie rada
    Bo ksiądz za pokutę
    kilka klapsów zadał

    A nasz kler jest sławny z jałmużny i postu
    To jest główne źródło
    wiary w ludziach wzrostu

    A ja bardzo lubię chodzić do spowiedzi
    Żeby mnie za świętą uznali sąsiedzi

    Mój ślubny małżonek kocha wszystkie święta
    Choć jak pije zwykle, że ich nie pamięta

    Lubię film o wojnie ale bardziej wolę
    Oglądać jak walczą nasi o symbole

    Iluż u nas wiernych Bogu, Boże drogi
    Oni poblokują wszystkie lewe drogi

    Kraj ten bogobojny, znany z moralności
    Do naśladowania godny. Wzorzec dla ludzkości.

    Nikt u nas nie kradnie, wszyscy się kochamy
    Życzym sobie dobrze, o kulturę dbamy

    Wkrótce koniec świata, według różnych znaków
    Bóg ukarze ludzi. Z wyjątkiem Polaków.

    [Jest to psalm do tych , co wątpią w wierze i w niewierze.]

  250. E-J, 5:06

    „Białe dziewczynki maja swoje problemy a czarne dziewczynki swoje.”

    Jak ktos lekka raczka chce porownywac problemy bialych ‚dziewczynek’ z hashtagu #MeToo, z problemami kolorowych kobiet nie-bialego swiata, w townships RPA na przyklad, to mi sie odechciewa. A kto na tym cierpi? Babciusia, of kors.

    Ona bowiem odkryla, jakis czas temu, taka wspolzaleznosc:

    gdy ja bloguje, ona sama w poscieli poleguje.

    Co w religii nie-katolickiej jest nie lzia. Bo tam obowiazuje obowiazek: in sickness and in health – razem. A jak mozna byc razem jak ja przy monitorze i przy klawiaturze, podczas ona przy sluchaniu Czajkowskiego? Ona nawet musiala sie nauczyc, z tej dysharmonii malzenskiej, sluchania Chopina! Wszystko z nudow, wysoki sadzie.

    Jedna rzecz jest pocieszajaca w tym wszytkim: E-J jednak wciaz posiada poczucie humoru! No bo bez poczucia humoru by nie nabazgrala takich sentencji dwoch:

    – To taki podły argument: cierp, bo inni mają gorzej.
    – To się czasem zastanów nad tym co piszesz.

    I to cierpienie white girls. I to zastanawianie sie nad tym co sie pisze. Czyz to nie humor najwyzszego sortu?

  251. Lewy – 23:05

    „@Ewa-Joanna Kiedy czytam Twoje „dygresje” typu: Pomyłka – stoisz niżej. Już ci niewiele na skali zostało. to rzeczywiście rdza wychodzi na wierzch. Dlaczego Ty taka przewrażliwiona, reagujesz ad personam , zamiast dyskutowac ad rem. Orteq robi Cie w konia, podpuszcza, a Ty nabzdyczasz się i bronisz honoru obrażonej kobiety…”

    Lewusku! Ja nie robie E-Jotki w zadnego konia. Ja jej mowie swinto prawdo. Noo, moze czasem niezupelnie swinto.. Ale zawsze prawdo

    Z podpuskaniem to tez nie tak jest jak ty mowisz.

    Mnie nie rozchodzi sie o to, zeby kogos wyciagnac na manowce. Bo ja nawet nie za bardzo wiem co to takiego manowce. Ja po prostu mowie do milego mi dyskutanta: czy mozna prosic o uwzglednienie pominietej przez ciebie sprawy? Jednej czy drugiej? To wszystko co ja mowie. A co dostaje w odpowiedzi? Czasem absolutnie nic.

    „Matko, co ja mam zrobic, zebyś się uśmiechnęła i powiedziała mi np. Wal się Lewy, ale i tak Cie lubię ?”

    Moze dokonaj jakichs fikolkow?

  252. Tak ponad wszelkimi podzialami:

    Dzieki ci skladam, E-Jotko, za towarzyszenie mi, czasami, na tym blogu. To pewnie z powodu tego towarzyszenia wciaz cie biore – he he – za jakiegos tam sprzymierzenca. Jesli calkowiciew tym bladze – daj odpor.

    PS. Ta roznica czasowa. Ona czasem potrafi pozenic blogowiczow. Byly takie przypadki

  253. Jeslim dotychpor nie dal jeszcze swiadectwa

    beret prask o ziem, Kostko. Twoj wpis to majstersztyk.

  254. A wracajac do spraw postawowych

    Dzis mamy kolejna miesiecznice. Ktora to z tej kolei waskotorowej, ta miesiecznica jest ? Nikt tak smiesznych rocznic nigdy nie liczyl w historii swiata. My liczymy

    ‚Jaroslaw Kaczynski jak zwykle mowil ze jestemy blizej prawdy, bez szczegolow. Obywatele RP tym razem wyjatkowo nie organizowali kontrdemonstracji. Zamiast tego zebrali sie pod Palacem Kultury by uczcic pamiec Piotra Szczesnego, ktory dokonal samospalenia w protescie przeciw rzadom PiS.’

    Ten Piotr Szczesny. Ten trup sp. Szczesnego chyba pozostanie nie zuwazony w historii dazenia do wolnosci. No bo On nie w te co trzeba strone podazal! Choc wolnosc tylko jeden ma kierunek. I jedno imie

  255. Na marginesie

    „Ja nie posługuję się nim bezmyślnie” – powiadasz o wszechobecnym wyrazie „narracja” .

    Owszem, Namarginesko, w bardzo dużym stopniu posługujesz się wyrazami języka bezmyślnie – jak wszyscy. Chyba że nawet nad konstrukcją i znaczeniem „dzień dobry” się zastanawiasz, nim wygłosisz. Ale po Twojej mowie od dawna wiem, że nie. Jesteś tylko bojowniczką, nie znawczynią. Kiedy nazywasz „walką” mój komentarz o wyrazie „narracja”, to może się i zastanawiasz nad odpowiedzią pod moim adresem, ale nie nad tym, czy ja rzeczywiście o coś „walczę” i czy mi coś „przeszkadza”, jak powiedziałaś. Batalistyczny wyraz „walka” to modny od bardzo dawna i równie głupio jak „narracja” BEZREFLEKSYJNIE używany wytrych do wszystkiego. A domniemane „przeszkadzanie”? Rzeczywiście wyczytałaś u mnie jakiś osobisty dyskomfort i niesmak z powodu modnej „narracji”, a nie zwyczajną, jedną z wielu setek, obserwację powszechnego zjawiska językowego, tak jak to robią językoznawcy? Sobie miana „językoznawca” nie przyznaję, ale całkowitym amatorem też nie jestem. No i skoro nadużywanie wyrazu „narracja” nazywasz „rzekomym nadużywaniem”, znaczy, że o modzie na używanie tego wytrycha gdzie popadnie usłyszałaś najprawdopodobniej dopiero ode mnie i nie wiesz o niej nic, a jednak mówisz. Namarginesko, a któż mówiący bezmyślnie, bezrefleksyjnie, modnie, manierycznie, używający wyrazów AUTOMATYCZNIE, bez kontroli rozumu przyzna, że mówi bezmyślnie.

    Zabrałaś głos wedle czysto polskiej zasady: „Skoro język polski jest moim językiem ojczystym, to się chyba na nim znam”. Tak jest w polskiej paplaninie z wieloma dziedzinami – świetnie to widać w sprawie smoleńskiej. Tak ma też jedna pani. Mówiliśmy o odległości z Koszalina do Mielna. Powiedziałem, że wszędzie czytam, że 9 km, ale zmierzyłem rowerowym licznikiem i wyszło, że od mojej chałupy do ronda na początku Mielna jest 14 km.

    – Zależy od czego się mierzy – powiedziałem.
    – Mierzy się od końca miejscowości – ona na to.

    Jako bardzo były autostopowicz z książeczką pamiętam, że w PRL mierzyło od poczty głównej (ponoć, bo nie wiem, czy tak faktycznie było). W internecie wyczytałem, że teraz nie ma w miastach jednego dla całej Polski miejsca, od którego mierzy się odległość – jest różnie – ale wyjaśnianie w żywe oczy czegokolwiek w Polsce grozi śmiercią lub kalectwem, więc – zmilczałem.

    W swojej specjalności, Namarginesko, na pewno po paru zdaniach jesteś w stanie ocenić kompetencje rozmówcy, a przynajmniej to, czy coś wie, czy jest ignorantem. To samo ze mną.

    „Nie wiedziałeś, że uprawiasz narrację, tak jak pan Jourdain nie wiedział, że mówi prozą”

    Kolejny przykład bezmyślnego, a nawet więcej niż bezmyślnego, używania języka.

    Dojrzały i doświadczony intelektualnie (Jezu, jaka rzadkość! – kłaniam Ci się konstancjo) nie prowadzi rozmowy, zakładając, że rozmówca wie od niego mniej, lecz że wie co najmniej tyle samo lub więcej. W trakcie rozmowy może się przekonać, jak faktycznie jest. Ja się szybko przekonałem w rozmowie z Tobą, że wiesz ode mnie grubo więcej, bo znasz moje myśli. Więc dopiero się od Ciebie dowiedziałem, że czegoś nie wiedziałem. Jesteś bogiem, Namarginesko. Wprawdzie w pieluszkach, ale bogiem. Bogu w pieluszkach niech będą dzięki.

    „Pamiętaj, że znamy się tylko z narracji”

    Dobrze, że użyłaś bardzo powszechnego, manierycznego, bezrefleksyjnego i smarkatego pouczenia „pamiętaj”. Bo bym, jako alzheimer, nie pamiętał i może bym zachodził w głowę, czy przypadkiem nie znamy się z huśtawki.

    Jedni mają coś do powiedzenia i mówią, inni nie mają nic do powiedzenia, a też mówią. Na blogach zwłaszcza.

    Broń Boże, Namarginesko, nie mówię o Tobie jako o całości – mówię wyłącznie o Twoim mówieniu o języku.

  256. ” Nie musze wyjasniac, ze nie wszyscy, ktorych dziadkowie, czy ojcowie przeszli holokaust sa przywzoitymi ludzmi, czego wlasnie przykladem jest rodzina ziecia nr 45 i on sam. ”
    @zyta2003, 11.11, 23.57

    „Przyzwoitosc” mierzona wedlug tych polskich miar wedlug ktorych Polak automatycznie uwazal sie za cos skonczenie wyzszego – kompleks wyzszosci, nie tylko wobec tych co „przeszli hololkaust”, ktory zda sie pokutowac do dzis. Trudno. Zydzi maja swoja wlasna skale wartosci.
    Przyzwoitosc rodem z Jedwabnego i marsze nazistow ulicami Warszawy.

  257. Ewa-Joanna
    12 listopada o godz. 1:29

    widzę, że masz TO, to zapytam: czy nie lepiej przedkładać tzw. całokszałt @Lewego nad jedną, a może ze dwie partykularności?
    Że mon ami ociepla trochę wzajemność?

    @Tejot, moim zdaniem, ma bardzo pogłębioną i rzeczową wiedzę na temat Smoleńska, który to temat może się czasem zdawać zbyt częstym bumerangiem, tyle że ten bumerang jest konstytutywny dla dzisiejszego spotwornienia oraz ciągle słabo pojmowany i w istocie i w detalu, za co cenię wypowiedzi kolegi Tejota.
    I podobnie cenię jego wypowiedzi w sprawach kulturowych i innych.

  258. gotkowal
    12 listopada o godz. 1:35

    Nie ma w tym nic szczerego. Pełno w tym szczerości mniemanej.

  259. lonefather
    12 listopada o godz. 2:33

    Ale do czego to odnosisz?

  260. mag
    12 listopada o godz. 1:10

    Tak jest, maguś: faszyzm wyłazi z garnka ponad pokrywkę. Nazwijmy to jasno: jego substancją odżywczą jest katolicyzm. Identycznie jak z pozostałymi faszyzmami Europy, których zakres można poszerzyć na chrześcijaństwo jako takie, ale głównie to katolicyzm: Włochy, Hiszpania,Portugalia, Chorwacja, Słowacja (i przedwojenna Polska) sycone katolicyzmem, i na czele – Niemcy, karmione pospołu katolicyzmem i luteranizmem. Z katolickim konkordatem na czele. Co wobec takiego zagrożenia robią biskupi nieustannie robiący paciorki oraz co innego w sprawie pokoju i miłości wzajemnej? Odpowiedź jest tak trywialnie oczywista, że pozwól, że w jej miejsce pociągnę łyk kawy.

  261. mag
    12 listopada o godz. 0:04

    Mag, powtórzę co wyżej odpowiedziałem Ewie-Joannie: szczegółowe wypowiedzi @Tejota w sprawie smoleńskiej może bywają długie, jednak dokładna znajomość sprawy daje nam wgląd w jądro ciemności, w kłamstwo założycielskie pisoidów. Co pozwala lepiej rozumieć istotę skrzywienia, łotrostwa i nędzy jaką zalewają Wisłę. To zaś ułatwia szukanie środków zaradczych. Nazwanie zła złem jest trafne, ale nic o złu nie mówi. By z nim walczyć, należy je poznać.

  262. Tanaka
    12 listopada o godz. 11:08

    Zwyczajna młodzieńcza ciekawość świata i gotowość pójścia za czymkolwiek. Tyle że domniemana przez gotkowalka szczerość nie jest żadną wartością, więc nie usprawiedliwia zidiocenia.

  263. konstancja
    11 listopada o godz. 22:15

    W Rumunii, za Ceausescu, obowiązywało prawo zabraniające przerywania ciąży. Kobieta musiała rodzić. Ponieważ jednak objawem życia jest to, że zdarzają się kobiety które, wbrew oficjalnemu prawu, dokonywały przerwania ciąży – albo z pomocą lekarza, babki lub samodzielnie, czego częstym skutkiem było krwawienie – nawet jeśli się zgłosiły po pomoc lekarską by się nie wykrwawić na śmierć, odmawiano im pomocy dopóki nie wydały lekarza lub babki którzy jej pomogli. Skutek był taki, że często kobiety umierały na oczach personelu szpitala, pozostawione bez pomocy. Dopiero gdy rumuńska kobieta skończyła 40 lat i urodziła co najmniej pięcioro dzieci miała, hm, prawo do aborcji.

    Działalność zawziętych antyaborcjonistów katolickich nad Wisłą będzie dawać skutki takie jak w Rumunii. Kobiety które będą chciały wyjechać za granicę w celu dokonania usunięcia ciąży będą ścigane.

  264. wbocek
    12 listopada o godz. 11:25

    Nie brakuje takich, którzy idą za czymkolwiek. Tu zachodzi przypadek pójścia za świętością. I szczerość i świętość są puste. Ale ponieważ to świętość, skutki są nieporównanie bardziej dewastacyjne niż pójście za czymkolwiek.

  265. @,@ wbocek, Tanaka
    Młodzi narodowcy wierzą, że bóg to ich ziomal, który chętniej glanuje i łomocze kastetem, niż wymachuje gałązką oliwną. Trudno się z nimi nie zgodzić.

  266. mag
    12 listopada o godz. 0:04
    @tejot
    Zawsze z podziwem dla twojej merytoryczności i cierpliwości w dialogach na cztery nogi np. z @Mauro Rossim pozostaję i z wielką sympatią.
    Nie dziwię się jednak, że twoje drobiazgowe wywody mogą być dla osób mniej zafiksowanych np. na temacie smoleńskim, po prostu nużące.
    Sama się na tym łapię, że teraz już przewijam twoje „polemiki”

    Mój komentarz
    Mag, tak jest, moje dyskusje za pośrednictwem Rossiego prowadzone ze smoleńczykami (z ich jakąś drobną częścią) są nużące, słabo przyswajalne dla ogółu w warstwie technicznego meritum, ponieważ tak to jest, to są sprawy, których nie da się inaczej opisać, jak z dużym udziałem „narracji” utechnicznionej, trudnej do zrozumienia dla postronnych.

    W odpowiedziach Rossiego na te komentarze widać dokładnie czynnik sterujący, stosowanie ogólnego szablonu argumentacyjnego, który z jednej strony zawiera uniki, pominięcia, z drugiej wyolbrzymienia i zmyślenia ubrane w pseudotechniczne i pseudanaukowe terminy, jednym słowem taki miks, który najlepiej się sprzedaje, który ciemny lud najchętniej kupuje, za przyczyną którego najłatwiej i najszczerzej wierzy w zamachowo-wybuchowe wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Tu nie chodzi o zrozumienie, tu ma miejsce proces propagandowego wdrukowania w głowy naiwnych obywateli teorii zamachowo-wybuchowej.

    Rossi jest dobrze obznajomiony, skonsultowany z propagandowym aspektem problemu poprzez smoleńską literaturę jak również poprzez kontakty (pośrednie) ze specjalistami smoleńskim, co widać po jego sposobie podejścia do tematu smoleńskiego. Tam gdzie należy być ostrożnym i unikowym, tam Rossi jest ostrożny i unikowy. Tam, gdzie ze względu na wieloznaczność (dla nietechnicznych) stawianego problemu można sobie pohulać, Rossi staje się manipulacyjny, zuchwały, nachalny, wmawiający bez żenady kłamstwa w głowy naiwnych.

    W jego „polemice” widoczny jest wpływ mainstreamu smoleńskiego, w którym skrzętnie są pomijane niewygodne fakty oraz na ich miejsce wstawiane fakty pozorne, zmyślone, podkolorowane, naciągnięte z zamiarem omotania czytelników terminologią, mądrze brzmiącymi terminami, które są niczym więcej jak pustymi, lecz atrakcyjnymi dla Wolaków frazesami mającymi skłonić ich do dania zaufania smoleńskim ekspertom i zabrania głosu za, udzielenia zdecydowanego poparcia i stanięcia po stronie prawdy, której być może nie da się ustalić, ale która jest tuż, tuż.

    Smoleńczycy bazują w swoich kłamstwach, krętactwach, insynuacjach na nieudolności informacyjnej poprzednich ekip rządowych, na ich poczuciu winy, odczuciu ciężaru brzemienia moralnego, jakim jest ta katastrofa, a przez to pewnej wstrzemięźliwości i ostrożności w wypowiadaniu się w tej trudnej sprawie.
    Smoleńskie ekipy Macierewicza takich zahamowań nie mają. Paranoja ma nadal wzięcie.
    Pzdr, TJ

  267. @Tanaka
    12 listopada o godz. 11:16
    Ależ ja ci nie zabraniam wielbienia Tejota i czytania jego wpisów. Daleka jestem od tego. Ciekawi mnie tylko czy przekonał któregoś ze zwolenników zamachu do swojej wersji wypadku?
    A przekonanych przecież przekonywać nie trzeba.

  268. gotkowal, Tanaka

    Zgadzam się z Wami całym sobą łącznie z okrętem i rowerem, które są mną…aha – i z nowym, trochę większym żaglem. Zwłaszcza gotkowalkowi mówię, że tak się właśnie domyślałem, że chodzi o Jahwe krwiożerczego dzikusa, a nie o równie nieistniejącego dobrego, cierpliwego Boga. Tak mi dopomóż, Jamno. Suna na woda wypróbowywać nowy napęd.

  269. Maciej2
    12 listopada o godz. 2:16

    Mój komentarz w sprawie „My chcemy Boga” narodowców
    „My chcemy Boga”, to dla neofaszystów tak samo dobry i wydajny mem, wehikuł propagandowy, jak dla PiSowców „dobra zmiana”, czy „prawdziwi Polacy”, czy „Polska lecząca Europę”.
    Wszystko, co jest nośne w Umęczonej, docierające do mentalności Wolaków będzie wykorzystane w pochodach, obchodach, przemówieniach, debatach i konferencjach.
    Pzdr, TJ

  270. @Ewa-Joanna, z godz. 11:39
    Może i kogoś przekonał – stosownych statystyk tejot pewnie nie prowadzi. Ale niektórych musi co zmusił do myślenia.

  271. @anumlik
    12 listopada o godz. 12:23
    Następny.
    A czegoście się tak do mnie i tejota przyczepili? Jemu wolno pisać mnie wolno nie czytać.

  272. Ewa-Joanna
    12 listopada o godz. 11:39

    Pewnie, że mi nie zabraniasz, bo któż miałby zabronić jak nie źli ludzie miłujący Smoleńsk jako zamach?
    Nie w tym rzecz jednak. W tym raczej, że należy dawać świadectwo, jak mówi Jezusek i znika. My nie znikamy, w necie nic nie ginie. Nie wiem ilu wyznawców zamachu dało się @tejotowi przekonać, ale i to ma wtórne znaczenie. Pierwsze jest właśnie dawanie świadectwa i nie oglądanie się na całą resztę: ilu tak, ilu nie. Jak wiesz, bywa i tak, że jakiś wyznawca coś usłyszy, coś przeczyta, rypnie głową w słup, coś mu się w życiu zdarzy – i coś mu się zacznie przestawiać: z wyznawania bredni, łgarstw, na coś bardziej przytomnego, mniej kłamliwego a może i rozumnego. To, zresztą, droga większości tutejszych blogowiczów, może poza @lonkem, który od oseska jest naturalnym ateistą i nie był chrztem, komunią i całą resztą gwałcony. Jak to się stało, że się tak stało, że się blogowiczom zmieniło? Odpowiedź dałem wyżej.
    W tym dawaniu świadectwa jest oczywistość, może jakiś wewnętrzny obowiązek, praca u podstaw, edukacja – absolutna konieczność jeśli człowiek ma wyjść na ludzi, a edukacja rozumiana jako oświecenie, rozwój, szukanie mądrości i siebie samego, została kompletnie zaprzepaszczona w Polsce. A było z tym – ciut – lepiej,choć nigdy dobrze. I jest coś jeszcze: jak ktoś chce przytomnie się wyrażać, zwłaszcza przed innymi, to się musi ze sobą zmierzyć. Zajrzeć do własnej głowy, badać swoje myśli (i cudze), kwestionować, weryfikować, doskonalić, co jest drogą do siebie samego.
    Z kimś kto jest sobą, lub jest na ścieżce, na kursie dobrze mieć do czynienia. A kto ma przekonanie, że była to katastrofa lotnicza, a nie zamach i – co więcej i nawet ważniejsze – chce poznać lepiej istotę, technikę i źródła kłamstwa na „zamachu” zbudowanego – zechce – jak sądzę – poznać więcej składowych szczegółów całego zdarzenia i całego zjawiska. Głód wiedzy i bardziej fachowej znajomości czegoś tak zasadniczo ważnego to czysty pozytyw.

  273. @ozzy 12 listopada o godz. 10:34

    “Zydzi maja swoja wlasna skale wartosci. Przyzwoitosc rodem z Jedwabnego i marsze nazistow ulicami Warszawy.”

    Ironizujesz – trochę w stylu obrzydliwego osobnika o nicku Radziwiłłów-Jedwabne z blogu Passenta. Odradzanie się faszyzmu niepokoi chyba wszystkich uczestników tego bloga i trudno byłoby ich winić za ten faszyzm.

    Ale wśród prześladowanych również istnieją hierarchie – dwa dni temu właśnie na tym forum dyskutowano o polskich więźniach KL, którzy wymyślali pogardliwe określenia dla innych polskich więźniów – za to, że tamci byli bardziej zabiedzeni i chorzy niż oni sami.

    Nie wiem, czy znasz książki Alony Frankel – to jest Żydówka, która wyjechała z Polski do Izraela jako dziecko, w roku 1949. I właśnie z tego dzieciństwa w Izraelu pamięta wyzwiska w rodzaju „mydło”, „niedobitek” – bo tak nazywano tam przybyszów z Europy Wschodniej. Natomiast jako istoty wyższe traktowano osoby urodzone w Izraelu.

    Fenomen Zimbardo funkcjonuje w każdym narodzie. I chyba w każdych okolicznościach – jeśli się mu aktywnie nie przeciwdziała. I właśnie brak aktywnego przeciwdziałania – i coraz bardziej otwarte wspieranie – jest przestępstwem, za które PiS-dzielcy powinni odpowiadać przed sądem.

  274. Skoro dyskusja zahaczyła o tejota – ja czytam i cenię jego wypowiedzi. Nawet jeśli po prostu chwyta cudzą myśl i po swojemu ją rozwija – to nie wydaje mi się nudne ani odtwórcze.

    Większość uczestników forum snuje swoją narrację w określony, rozpoznawalny sposób. Tejot nie jest wyjątkiem. A jeśli chodzi o przyjemność płynącą z czytania – czytam na ogół wszystko, chociaż niektórych osób (już się poprawiam: nie osób, tylko narracji) nie lubię. Ale narracja tejota do nich nie należy.

  275. @Tanaka 12 listopada o godz. 11:31
    Działalność zawziętych antyaborcjonistów katolickich nad Wisłą będzie dawać skutki takie jak w Rumunii. Kobiety które będą chciały wyjechać za granicę w celu dokonania usunięcia ciąży będą ścigane.

    Ten artykuł w Newsweeku opisuje dotychczasowe realia życia kobiet w katolandzie. Polecam wszystkim.

    „Słowo „aborcja” nie pada. Lekarz pisze na karteczce adres i numer telefonu ginekologa, który wykonuje zabiegi. Kobieta przepisuje te dane, lekarz karteczkę niszczy, aby nie było dowodu, że pomagał”

    wweek.pl/polska/aborcja-za-granica-dlaczego-polki-przerywaja-ciaze-za-granica-,artykuly,278162,1.htmlww.news

    Polskie prawo nie ściga kobiety, ale za jakąkolwiek pomoc w aborcji grozi kara. Dr. Rudnicki z Prenzlau, 50 km od Szczecina (kiedyś gdy cytowałam te dane Anna Kapa/Elżbieta/Afrodyta/ (404????) zarzuciła mi, że łamię prawo, reklamując aborcję. Autentyczne!) opisuje przypadek, gdy pacjentka przyjechała z koleżanką, a potem oskarżyła koleżankę o współudział. Dr. Rudnicki został wezwany do sądu w Polsce i poproszony o rozpoznanie „przestępczyni”. Nie rozpoznał 😉

  276. Nie wiem, dlaczego link nie działa.

    Wyguglujcie: Turystyka aborcyjna kwitnie. Polki masowo przerywają ciążę za granicą

  277. @Na marginesie, 15:27

    nikogo nie winie a zwlaszcza z tego blogu. Czesto nie czytamy uwaznie wypowiedzi i
    stad takie czy inne nieporozumienie. Dotyczy to takze wypowiedzi dot. wiezniow z KL.
    Prosze przczytac raz jeszcze wyjasnienia @anumlika, 10.11, 15:42. Mam codzienny (praca) kontakt z zyjacmi jeszcze ocalencami z KL m.in. z Auschwitz, Bergen Belsen
    a nawet jedyny z Plaszowa i tak od lat 17. Pozostalo ich niewielu.
    To nie byly pogardliwe okreslenia. To byla ich codziennosc. Rowniez mozna bylo dostac po mordzie od kapo za nie znajomosc idysz. Wielu nie znalo tego jezyka np z Francji, Holandii czy Niemiec.
    Rzeczonej ksiazki nie znam i nie zaprzeczam, ze nie istnialy konflikty pomiedzy ugrupowaniami zydowskim w Eretz Izrael – np. dosc dlugo idysz byl pogardzanym
    „zargonem” w nowopowstalym panstwie zydowskim.

    PS w sowieckich lagrach byl „dochodjaga”, czyli taki „muzulmanin.

  278. @ozzy 12 listopada o godz. 16:33

    Ja też nie znam bezpośrednio książek Aleny Frankel – chociaż być może odszukam, bo zaciekawiły mnie recenzje. Jako jeden z powodów dyskryminacji przybyszów z Europy Wschodniej Frankel wymienia „nieznajomość języka” – przypuszczam, że chodziło o hebrajski?

  279. @ozzy
    Fakt, доходяга to umarlak. Все еще жив, но с одной ногой в следующем мире. Ot, muzułman.

  280. Zabawne – bo Alona Frankel jest znana przede wszystkim jako ilustratorka książek dla dzieci!

    Ale napisała też trzy książki autobiograficzne. Urodziła się w Krakowie. Potem ocalala z lwowskiego getta.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Alona_Frankel

  281. @anumlik 12 listopada o godz. 16:57

    Czyli „trzy ćwierci do śmierci”?

    P.S. Coś dla ciebie
    „Zamiast wychwalać Rosję, podsycają gniew Afroamerykanów i lęki białych chrześcijan. Krytykują Obamę i Clinton, ale potrafią zorganizować wiec przeciwko Trumpowi albo gejowską pikietę. Mają jeden cel: żeby Amerykanie znienawidzili swój kraj.”

    http://wyborcza.pl/7,75399,22635889,armia-jezusa-i-putina-jak-rosyjskie-trolle-zahipnotyzowaly.html

  282. @Na marginesie

    z hebrajskim to bylo tak: znalo ten jezyk niewielu a idysz – jezyk ludu i biedoty, tej bardzo poboznej. To byl okres przed i tuz po powstaniu panstwa zydowskiego. Hebrajski to jezyk Tory – jezyk swiety /laszon haKodesz/. Nie tyle byla to dyskryminacja z tego powodu a dosc czesto dosc wyrazne konflikty ideowo-polityczne (syjonisci a religijne ugrupowaniajak Agudah Isroel). To chyba troche tak, jak ktos przyjezdzal „na gotowe” do Izraela a „tzabar” (sabra) urodzeni na tej ziemi walczyli i gineli w walce o powstanie panstwa – 2015 ok 75% populacji urodzeni w Izraelu.

  283. @ozzy 12 listopada o godz. 17:11

    Rzeczywiście, „dyskryminacja” z powodu nieznajomości języka to niezbyt szczęśliwie dobrany termin. Chodziło bardziej o to, że nieznajomość języka utrudniała przybyszom adaptację – ze wszystkimi konsekwencjami. A ponieważ byli „inni”, nieporadni, niekumaci – zatem… gorsi. Tak rozumiem to, co przeczytałam w recenzji książki. Ale ten „język” to chyba był hebrajski? Czy wtedy (1949) na co dzień w Izraelu używano idisz, a hebrajski jako język oficjalny wprowadzono później? Swoje książki Alona Frankel napisała, o ile wiem, po hebrajsku.

  284. @Na marginesie, z godz. 15:27 i 16:53
    Nie tylko z nieznajomości hebrajskiego brała się niechęć Żydów zamieszkujących Izrael do przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej (hebrajskiego wówczas nie znał prawie nikt), ta niechęć brała się z niezrozumienia tego, że ktoś mógł zostać ocalony z holokaustu nie będąc kolaborantem z Judenrat. Przez wiele lat osoby ocalone (często przez Polaków) z holokaustu ukrywały przed sąsiadami fakt ocalenia, aby nie narazić się na zarzut kolaboranctwa. Alona Frankel o tym nie pisze – przyjechała w 1949 roku do Izraela jako dziewczynka – ale wielu Żydów pierwszy okres ich pobytu w nowej ojczyźnie tak właśnie wspomnia. Sama Frankel zaś mówi o tym w wywiadzie dla „Wysokich obcasów” (25 czerwca, 2007) tak: W szkole byłam jedyną nową emigrantką, wszystkie dzieci były rozwrzeszczanymi, zarozumiałymi sabrami. Tak je wychowywano. Ludzie, którzy urodzili się w Izraelu, i ci, którzy żyli tam od wielu lat, budowali kibuce i państwo, wyrobili sobie styl życia i zachowania w imię pewnych ideałów. Ideą było zaprzeczenie galutu i stworzenie nowego typu Żyda, który pracuje na roli, jest wysoki, silny, piękny, odważny, a nie pochylony, galutowy, pobożny, zastraszony. Poprzez indoktrynację i wychowanie udało im się taki typ stworzyć, wyhodować. My, nowi emigranci, byliśmy uosobieniem tego wszystkiego, od czego ci nowi Izraelczycy chcieli uciec. Ludzie kulturalni tego nie okazywali, ale dzieci wyśmiewały się, dokuczały. Wywyższały się i wyszydzały wszystko.

  285. @wbocek 12 listopada o godz. 10:05

    „To mi przypomina” plus anekdota (która niekoniecznie wiąże się z tematem) to popularny chwyt narracyjny, który na własny użytek nazywam retoryką kazaniową. W twoim przypadku wspólnym mianownikiem są trudności w dogadaniu się z kobietą (z podtekstem: ona mnie nie rozumie, więc baby są głupie”.

    Ale nie odpowiedziałeś na moje pytanie o tych Ormian. Skąd oni się wzięli na tym waszym „Manhattanie”?

  286. @anumlik 12 listopada o godz. 17:35

    Inaczej mówiąc – uciskani przejmują retorykę uciskających? W tej recenzji napisano, że osoby urodzone w Izraelu były wszystkie „wysokimi blondynami, nawet gdy nie były wysokimi blondynami” czy jakoś tak.

    Ciekawe – bo przecież podobnie traktowano w Rosji własnych obywateli – jeńców wojennych powracających z Zachodu po wojnie. Z faktu, że znaleźli się w niewoli wysnuto wniosek, że sprzyjali „wrogowi”. Czytałam gdzieś zeznanie świadka – Polaka o tym, jak w obozie (już alianckim) pojawiła się Rosjanka – oficer polityczny, pytając o nazwiska. Kolega podał nazwisko – i było po nim, bo zabrano go ciupasem z powrotem do „ojczyzny” – czyli do rosyjskiego obozu. Składający zeznanie odmówił podania nazwiska – i przeżył.

    A przy okazji – łatwiej zrozumieć niechęć niektórych Żydów z Europy Wschodniej do krajów pochodzenia. Podsycany przez rzad antysemityzm w demoludach – to jedno, a bycie „uosobieniem tego, od czego nowi Izraelczycy chcieli uciec” i przejmowanie miejscowej hierarchii wartości – to jeszcze insza inszość. Bo jednak nie ma w Izraelu takiej żywiołowej niechęci w stosunku do Niemiec – gdzie przede wszystkim ich skrzywdzono.

  287. @Na marginesie

    tak, jezykiem oficjalnym byl hebrajski, ktory istnieje 3000 lat ale w koncu 18.stulecia
    zostal ten jezyk „reanimowany” na uzytek ideologii syjonistcznej i budowy panstwa Izrael. Ten jezyk zyl jak jezyk swiety i studiowalo go niewielu. I jest to jezyk niesamowicie polityczny. I wlasnie ruch syjonistyczny jak zaden inny byl motorem ozywienia hebrajskiego. Projket niesamowcie ambitny i jest modelem dla innych narodow, ktore probuja wzmocnic umierajace jezyki. Wlasne panstwo a wiec wlasny jezyk.
    Osoba, bez ktorej nie byloby wspolczesnego hebrajskiego byl Eliezer Ben-Yehuda – stworzyl system nauczania tego jezyka, gazety w tym jezyku, prowadzil ozywione debaty, napisal slownik, zalozyl akademie j.hebrajskiego.
    Sukces w nauczaniu tego jezyka to takze ciekawa metoda, by nauczac hebrajskiego …po hebrajsku.Nowi przybysze do Izraela uczeszczaja na intensywny kurs w szkolach
    zwanych: Ulpan.
    Niektorzy powiadaja, ze powino sie nazywac jezyk hebrajski – „izraelski”, poniewaz rozni sie bardzo od klasycznego jezyka. I znowu powstaja roznice zdan w tej sprawie, ze „israelski” to antysyjonistyczny termin wedlug prawicy a z kolei lewica, ze jest nacjonalistyczny, bowiem wygenerowany od nazwy panstwa.

  288. Pocieszam się że naziole-katole na ulicach Warszawy to jednak mały pikuś w porównaniu z Katalończykami w Barcelonie.
    Najlepszy dowód, że Płaszczak, szef od bezpieczeństwa publicznego niczego niestosownego nie zauważył. Wyłącznie szczerą manifestację patriotyzmu.
    Marsz Niepodległości „był piękny”, jak zauważył minister Gliński i w ogóle wszystko w porzo.
    https://dorzeczy.pl/swiat/46951/Tysiace-Katalonczykow-znow-na-ulicach-Barcelony.html

  289. @ozzy 12 listopada o godz. 18:28

    Ciekawe! Nowe państwo „z niczego” ale z bogatymi tradycjami i wykuwana w tych dyskusjach nowa polityka. Podoba mi się określenie „nowi przybysze” – to są wprawdzie członkowie tego samego narodu, ale definiowanego przez tradycję i więzy krwi – bo etnicznie, kulturowo i oczywiście (na początku) językowo Izraelczycy bardzo się różnią.

    W Kanadzie oficjalnym terminem określającym imigranta – w publikacjach dla imigrantów – jest „newcomer”. W Polsce – zwłaszcza teraz – nie ma takiego terminu. Jest „imigrant”, „uchodźca” i… no tak, „terrorysta”. To też jest kwestia realizowanej polityki.

  290. @mag 12 listopada o godz. 18:39

    Mnie się szalenie podobała grafika z “Polityki” – ta biało-czerwona z Photoshopowym zawirowaniem – jakby ludźmi u dołu i tak jakby kroplami krwi na górze. Obraz wart tysiąca słów.

  291. Dla zainteresowanych polecam prace:
    pani profesor UW Ewy Geller dot. idysz i genezy tego jezyka – idyszystyka,
    Witolda Tylocha, Ewy Swiderskiej

  292. Na marginesie
    12 listopada o godz. 17:54
    „A przy okazji – łatwiej zrozumieć niechęć niektórych Żydów z Europy Wschodniej do krajów pochodzenia. Podsycany przez rzad antysemityzm w demoludach – to jedno, a bycie „uosobieniem tego, od czego nowi Izraelczycy chcieli uciec” i przejmowanie miejscowej hierarchii wartości – to jeszcze insza inszość.”

    Rachunki krzywd są potężne i nadal nie zapłacone. Ale lepiej może przejść nad nimi do porządku dziennego i patrzeć w przyszłość, niż rozdrapywać rany. Tutaj akurat polityka III Rzeczpospolitej była rozsądna. Na przekór ekstremistom po obu stronach. Bo tych nie brakuje, a ich hasełka są lepkie i chwytliwe.

  293. Dla cierpiacych jezykowo za wiare, niekoniecznie w Izraelu tylko, przypomnijmy zwrotke, czy dwie, z psalmu do tych, co wątpią. W wierze i w niewierze trwajac

    A tam we Wawelu
    swiety Leszek stoi
    I diabla Putina
    Ostro piko koli

    Cierp cierp duszo moja
    A bendziesz zbawiona
    Bo jak nie pocierpisz
    Bendziesz potenpiona

  294. Na marginesie
    12 listopada, g.18:54
    Fakt, robi wrażenie i w końcu można popaść w stupor.
    Nigdy nie sądziłam (po 1989), że będę bojkotować ważne święta państwowe.
    Ba, płonę ze wstydu, gdy w zaciszu domowym oglądam kolejne coraz bardziej narodowo-socjalistyczne pochody i marsze, które spychają na bok jakieś niemrawe ruchy obywatelskie, na dodatek przeganiane przez policję. Ta chroni ONR.
    Nazole-katole górą! Przy absolutnym nie tylko przyzwoleniu, ale pełnej aprobacie grupy przestępczej, zwanej PIS-em, trzymającej władzę.

  295. Na marginesie – 17:54

    Co tam jency rosyjscy powracajacy po wojnie z niewoli niemieckiej. Popatrz skad sie to MUSIALO brac

    „Stalin wyrzekł się pierworodnego syna. Pozostał wierny swojej formule: ‚Nie ma jeńców wojskowych, są zdrajcy Ojczyzny’. Znane jest jeszcze jedno jego zdanie, dotyczące możliwości wymiany Jakowa na feldmarszałka Friedriecha Paulusa: ‚a żołnierzy za marszałków nie wymieniam!’ .

    A w niewoli Jakow zachowywał się spokojnie i godnie. Odmówił napisania listu do ojca. W upadek Moskwy nie wierzył, chociaż Niemcy już zbliżali się do stolicy. Najbardziej zależało mu, żeby ojciec nie uwierzył w jego zdradę. Powtarzał, że nie zdążył się zastrzelić – wzięcie do niewoli było zbyt szybkie. Ponadto zwraca uwagę jedno zdanie z protokołu jego przesłuchania:

    ‚Wydali mnie niektórzy wojskowi z mojej jednostki’. Potwierdza ono, że być może, syna Stalina specjalnie zwabiono w pułapkę zaplanowaną w specjalnej operacji. Wszystko wskazuje na to, że ta tajemnica na zawsze odeszła do historii, ale faktem jest, iż Jakow nie zdradził i zginął w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen. W tamtejszym muzeum zachowały się wspomnienia więźniów, którzy widzieli, jak zginął, rzucając się na druty kolczaste ogrodzenia pod napięciem w 1943 r.”

    https://wiadomosci.wp.pl/tajemnice-corki-stalina-6034077893558913g/9

    Jednakze cos musialo byc doniesione gienieralissimusowi o szczegolach wziecia do niewoli syna. O jego samobojczej smierci wiedzial od Niemcow oficjalnie. Istnieje dekret o pośmiertnym odznaczeniu Jakowa Dżugaszwilego Orderem Wojny Ojczyźnianej.

    Wiec Stalin jednak zrehabilitował syna. Posmiertnie. Inni jency, wracajacy z niewoli, jechali prosto na Sybir. Bez rehabilitacji

  296. tejot
    12 listopada o godz. 11:34

    „Smoleńczycy bazują w swoich kłamstwach, krętactwach, insynuacjach na nieudolności informacyjnej poprzednich ekip rządowych, na ich poczuciu winy, odczuciu ciężaru brzemienia moralnego, jakim jest ta katastrofa, a przez to pewnej wstrzemięźliwości i ostrożności w wypowiadaniu się w tej trudnej sprawie.”
    Otóż to.
    Niestety zdaje się, że politycznym pomysłem Tuska było hodowanie sobie Kaczyńskiego i PiSu jako gwarantów, ze zawsze będzie kim ludzi straszyć. Zamiast natychmiast urządzić polowanie i zastrzelić lisa, Tusk świadomie podkarmiał go przymykając oko na lisie wizyty w kurniku.
    Teraz nie jest wykluczone, że utuczony i rozmnożony lis zamknie Tuska do więzienia. Ku wielkiej uciesze i rechotowi gawiedzi.
    A ja powiem – naturalny mechanizm ewolucji. Żaden następny po Tusku polityk nie będzie już podkarmiał lisa. Na polskie nieszczęście proces zacznie się od PiSu i najpierw posłuży tej partii do skutecznego odpierania ataków opozycji i do przedłużenia ich trwania u władzy. PiS w małym palcu ma propagandowe wykorzystanie śledczych komisji i nadchodzących procesów do niszczenia opozycji i do podwyższania słupków poparcia. Z bożą pomocą Radia Maryja, ofkors.

  297. Pomyślałem sobie,że warto zostawić to pisowskie obrzydlistwo na boku i zwrócić się w stronę tych momentów, kiedy my Polacy byliśmy całkiem nieźli, a może nawet wspaniali. Ten filmik dedykuje Piotrowi Szczęsnemu, który kochał tę koślawą Polskę i jest takim samym bohaterem jak ci lotnicy
    https://www.youtube.com/watch?v=lyEdkUjjQbM&t=56s

  298. W tej chwili trwa dyskusja „Arena Idei” na temat „Polska dwóch plemion” w Gdańsku transmitowana przez TVN.
    Na wstępie w tej dyskusji wypowiadało się czworo uczestników: prof. Łętowska, prof. Zybertowicz – jeden z czołowych ideologów PiSowskich, ksiądz Boniecki oraz prof. Bralczyk.

    Przedtem przedstawiono wynik sondy TV – odpowiedzi na pytanie – czy uważasz, że Polska jest podzielona na dwa wrogie plemiona – tak lub nie.
    73 % sondowanych odpowiedziało – tak – jest podzielona. Świadczy ten sondaż o tym, że większość sondowanych ma świadomość pchania państwa w sytuację wojny rządu z dużą częścią społeczeństwa. wojny objawiającej się wrogością rządzących do tych, którzy nie akceptują działań i haseł rządowych, którzy widzą w działaniach rządu podburzanie, hejt, deprecjonowanie innych, wykluczanie werbalne wszelkich obcych, gorszych sortów, itd.

    Prof. Łętowska wyszczególniła, co powinno łączyć obywateli żyjących w jednym państwie, nie wytwarzać wrogości, zapewniać znośność współżycia – prawo, konstytucja, podstawowe zasady, itd.

    Ksiądz Boniecki uznał oględnie, że są dwa plemiona w Polsce, jest radykalny podział i że jest to niedobre.

    Prof. Bralczyk wyjawił, że określenie „dwa plemiona” za zbyt łagodne. W Polsce w tej chwili mamy do czynienia z dwoma obozami, z których jeden wyklucza z polskości wszystkich, którzy są nie nasi, nie czują się nami, nie są swojscy, nie są autentycznymi krajanami, nie dają na to dowodów.

    Wypowiedź prof. Zybertowicza była kuriozalna.
    Krótko i zwięźle objaśnił on na czym polegają podziały w Polsce. Na tym, ze pewna część tubylców nie chce stosować się do triady podstawowych zasad obowiązujących każdego obywatela, nie spełnia podstawowych warunków patriotyzmu, które on Zybertowicz sformułował i orzekł. Te warunki wg Zybertowicza są konieczne do spełnienia, one jakoby konstytuują państwo polskie, zasady współżycia w nim, muszą być przestrzegane absolutnie i kto je narusza, to z własnej winy znajduje się poza. Poza czym – nie wiadomo.

    Te warunki, to:
    1) Poszanowanie polskości
    Kto ma to poszanowanie sprawdzać i wg jakich kryteriów oceniać, tego Zybertowicz nie wyjawił.

    2) Uznanie przez wszystkich niezależnie od tego czy są wierzący, czy niewierzący, czy inni – przyznanie i uznanie, że kultura polska i cywilizacja są oparte na nienaruszalnych wartościach chrześcijańskich.
    Kto ma to poszanowanie sprawdzać i wg jakich kryteriów oceniać, tego Zybertowicz nie wyjawił.

    3) Uznanie i szanowanie historii Polski.
    Kto ma to poszanowanie sprawdzać i wg jakich kryteriów oceniać, tego Zybertowicz nie wyjawił. Na przykład, jeśli ktoś napapla, że mu się Piłsudski nie podoba lub stwierdzi, że na Ukrainie słabo mówiono po polsku, to co? Będzie uznany za niepolaka? Będzie wykluczony? Według Zybertowicza powinno być dla takich wykluczenie, jest to niezbędne dla dobra państwa i narodu.

    Z powyższych trzech warunków wynika, że na przykład taki Tusk nie może być nawet wg
    najłagodniej potraktowanych kryteriów sformułowanych przez Zybertowicza uznany za Polaka, bowiem jak mówią to słynne rzucane w twarz polskojęzycznym obywatelom cytaty – dla Tuska „polskość, to nienormalność”, „od Polski lepsza jest ucieczka z Polski”, itd.

    Teraz się nie dziwię, że na marszu niepodległości wołowymi literami w blasku pochodni przy wtórze faszystowskich okrzyków niesiono hasła, które są przełożeniem triady Zybertowicza na język prawdziwych Polaków.
    I że nie wchodzi tu w grę żadna wina Tuska, ani Jarka, ani jakiegoś ministra, ponieważ faktów nie było, a była normalność, ponieważ hasła nie miały charakteru wykluczającego, a broń panie Boże faszystowskiego. Min. Błaszczak takiego charakteru nie zauważył i odważnie w twarz pytającym to powiedział.

    Kto choćby jednego z tych trzech warunków nie spełnia, ten się sam się wyklucza. Nie bardzo wiadomo z czego się wyklucza, bo Zybertowicz na koniec tak zainsynuował, że nie wiadomo gdzie podmiot, gdzie orzeczenie, gdzie teza, gdzie założenie.

    Tak sformułował patriotyczną triadę w dyskusji w Gdańsku prof. Zybertowicz, naczelny ideolog PiSowskiego państwa, dobrej zmiany, naprawy państwa, powstawania z kolan, itd.
    Niesamowite! Skąd się urwał taki myśliciel, narodowo-socjalistyczny bakałarz.
    Pzdr, TJ

  299. zza kałuży
    12 listopada o godz. 20:47
    Co mam powiedzieć, jak masz rację.A ja tak liczylem na Tuska,chociaz ostatnio głosowalem na Petru (też skucha). Ale czy Ty o tym wiedziałeś wcześniej ?A jesli wiedziałeś, to dlaczego nie ostrzegałeś ? Nie grzmiałeś ?
    Hodował tego lisa. Też tak myślę .Zwłaszcza po przeczytaniu podesłanej mi przez Stasieku książki „Kulisy Platformy” Palikota.
    Zzakałużny, czy masz jakieś wieści na temat tego co się stanie z Gnomem i jego szajką. Ale odpowiedz natychmiast, nie wtedy kiedy już to się stanie, bo ja wtedy i nie tylko ja będziemy wiedzieli.

  300. @ozzy 12 listopada o godz. 10:34

    „Trudno. Zydzi maja swoja wlasna skale wartosci.”

    Ta skala zwykle składa się z dwóch kresek; „0” i „100”.
    Nie ma niczego pomiędzy, albo milczenie, albo histeryczny wrzask na cały regulator.

    W rzeczywistości jest nieco inaczej. Zamiast opiniotwórczych komentarzy @ozzego posłuchajmy może zdania krewnych pana prezydenckiego ziecia o postepowaniu tegoż zięcia:

    „That my grandparents have been dragged into this is a shame,” wrote Kushner’s estranged cousin Jacob Schulder, according to Politico. „Thank you Jared for using something sacred and special to the descendants of Joe and Rae Kushner to validate the sloppy manner in which you’ve handled this campaign.”

    http://www.cosmopolitan.com/politics/a8293534/who-is-jared-kushner-trump-administration/

    Dziadkowie, o których wciaganiu w kampanię polityczna pisze ich krewny to właśnie są osoby, które przetrwały holokaust. A prezydencki zięciunio to jest polityk, który nie jest ponad udowadnianie, że teść nie jest antysemitą, bo ja, czyli jego zięć, pochodze z rodziny, która prztrwała holokaust.
    Teść nie jest antysemitą pomimo trzymania kompanii z antysemitami i mimo wielokrotnego manewrowania w taki sposób, aby broń boże nie odciąć się od antysemickich kumpli.

    Zachowałem sobie zdjecia kontrdemonstrantów z Chicago. Polonijny KOD zrobił deomstrację. Prawdziwi Polacy przyszli, setkami, na kontrdemonstrację. Jeden z ich plakatów mówił o „parchach”.

    W późniejszej radiowej dyskusji, „prawdziwie polski, patriotyczny” redaktor radiowy był przyciskany, aby potępił plakat z „parchami”.
    Pan redaktor wywijał sie jak piskorz i nie potępił, nie odciął się.
    A więc hasła o „parchach” moga być.

    Tak samo jak ten polonijny redkatorek robi prezydent Trump.
    A jego zięciunio broni Trumpa od zarzutów o antysemityzm faktem uratowania się z holokaustu przodków pana zięcia.

  301. tejot
    12 listopada o godz. 21:02
    Znowu napisałeś wnikliwie, i nie mm nic do dorzucenia. To jest Twój i mój problem, ze trudno mi z Tobą dyskutować, bo całkowicie się zgadzam.
    Jak sie kiedyś Tjotku z Tobą nie zgodzę, to będzie awantura..
    Jak na razie znowu zanudziłes E-Jotkę, ale ona łaskawie udzieliła zgody na czytanie Ciebie.Awanturnik Tanaka coś tam mruknął, że on oczywiście ma prawo Cię czytać bez zgody E-Jotki, ale Tanaka to Tanaka, jemu wolno nawet bez zgody E-Jotki robić co mu się podoba.
    A my marne robaczki tylko dlatego możemy, bo mamy przyzwolenie E-Jotki

  302. Tejot
    g.21:02
    Obejrzałam jakieś trzy czwarte tego programu i zgasiłam telewizor. Zwyczajnie nie dałam rady. Głównie za sprawą prof. Zybertowicza.

  303. Biali w RPA, we wlasnym gronie, ukuli takie powiedzenie:

    – 5 milionow nas bialych musi utrzymywac 50 milionow kolorowych. I nikt nie narzeka

    Ci biali to dopiero posiadaja poczucie humoru. Prawie takie samo jak nasza wlasna E-J

  304. @Lewy
    12 listopada o godz. 21:27
    I znowu mącisz i wyzłośliwiasz się bez powodu. A potem będziesz płakał, że po uszach dostaniesz, bo przecież tobie wolno złośliwie „żartować”, szyjąc mi ciasne buty, ale mnie już nie, bo jakże to nie kochać takiego świetnego Lewego. Wszyscy go kochają, prawda? Z wyjątkiem tej wrednej EJotki, bo ta się czepia nie wiadomo o co. A przecież Lewy się prawie w niej zakochał…

  305. W poludniowo afrykanskich townshipach to nie same budy stoja.

    https://images.adsttc.com/media/images/537a/7440/c07a/8094/6d00/0011/large_jpg/DSCN6515.jpg?1400534072

    Tam sa juz i domy. Pobudowane przez bogacza z Irlandii. Ktory uwierzyl w Mandele. Wiec segregacja post aparteidowa, polegajaca na trzymaniu czarnej biedody w tzw. townships, jest juz z ludzka twarza.

    ‚In 2002, aged 35, Mellon began to spend most of his time working to help the poor. While on a visit to South Africa, he was moved by the poverty of some township communities near Cape Town, and subsequently formed the house building charity, the „Niall Mellon Township Trust”, primarily with his own funds. In 2013 Mellon Educate was established with the goal of building and refurbishing schools in South Africa and Kenya. As of March 2014 the charity had built about 22,000 houses for 120,000 South Africans

  306. E-Jotko
    Jakbym ja sie ucieszył, gdybys Ty mnie wyśmiała.Byłoby to dla mnie bolesne, ale z drugiej strony znaczyloby to, że nie jestem Ci obojetny. Dlatego ja Ci szyję ciasne buty, zeby wywołac jakąś reakcje. Jak byłem bardzo młody, to ciągnąłem za warkocze Halinke w której byłem zakochany. Ona myslała że ja cham, a ja byłem takim nieudolnym Romeo.Więc weź popawke na te nezreczną milośc, na te okoliczność
    A co do Tejota to inna inkrzość.Nawet jak Cie kocham, to ja nie trace do końca rozumu i nie moge Ci ulec, bo ; Tjot to madry , kurcze , facet i nawet moja miłość do Ciebie nie potrafi zmienić tego zdanaia. Czy mi wybaczysz ?

  307. @Lewy 12 listopada o godz. 21:13
    „Zzakałużny, czy masz jakieś wieści na temat tego co się stanie z Gnomem i jego szajką. Ale odpowiedz natychmiast, nie wtedy kiedy już to się stanie, bo ja wtedy i nie tylko ja będziemy wiedzieli.”

    Niestety nie mam. Ale, zaraz, zaraz. Mój fiś nagrywania polonijnego radia się nasila i ostatnio zmuszam się do pobudki o 6 rano w sobotę bo wtedy mamy tu audycję z pytaniami do Pana Numerologa z Polski.
    Za tydzień zadzwonię na antenę i poproszę o przepowiednie gwiazd na mój temat, jako osobnika urodzonego 18 czerwca 1949 roku.
    Interesować mnie będzie zdrowie, czy warto wracać do Polski, oraz?

    Podpowiedz, @Lewy o co jeszcze powinienem zapytać, bo dowiadywanie się 68-latka o „perspektywy znalezienia nowej pracy” będzie chyba troche podejrzane…
    Pan Numerolog z Polski brzmi jak fachura w swoim zawodzie i zanim zacznie gadać jak to Wenus w drugiej kwarcie Jowisza przepowiada mi kamienie nerkowe a zachodzący za Marsa Saturn – prostatę, może się połapać, że to są jakieś kanty…

  308. @Lewy 12 listopada o godz. 21:13
    „A jesli wiedziałeś, to dlaczego nie ostrzegałeś ? Nie grzmiałeś ?”

    Jak to gamoń, bałem się wygłaszania „żenujących tyrad, tak głupich, że aż zęby bolą” 😉

  309. Wielu, w czasach komuny, dało się uwieść przekonaniu, że Polacy to jeden w jednego, idealiści przepełnieni szlachetnym utylitaryzmem. Może i czasem znajdzie się czarna owca, ale jedynie na zasadzie wyjątku potwierdzającego regułę. A nasze narodowe dramaty, to skutek naszej nieskazitelnej prawości, której podłe sąsiedztwo nie może znieść, knuje więc i spiskuje przeciw nam, by podstępnie zadawać nam ciosy w plecy. Bowiem w równej, uczciwej walce – jesteśmy niepokonani. Nagłe zwycięstwo 89′ roku nas w tym mniemaniu utwierdziło. Przebudzenie z tego złotego snu jest nad wyraz bolesne, ale wielu z nas dobrze zrobi. Bo wyszło szydło z worka i jasno widać, że Polska stoi głupotą, łajdactwem i mrzonkami branymi za rzeczywistość. Wcześniej wiedziano już o tym co nieco, ale woleliśmy nie pamiętać:

    „Nasz naród jak lawa,

    Z wie­rzchu zim­na i twar­da, sucha i plugawa;

    Lecz wewnętrzne­go og­nia sto lat nie wyziębi,

    Plwaj­my na tę sko­rupę i zstąpmy do głębi.”

    To wizja pełna realizmu, ale też nadziei. Szkoda tylko, że wraca jak bumerang. Ciekawe też, że w chwili tryumfu, w 89 roku, Tadeusz Konwicki, nakręcił film „Lawa – Opowieść o „Dziadach” Adama Mickiewicza”. Pewnie widział dalej, lub bardziej był Polakiem.

  310. tejot
    12 listopada o godz. 21:02

    Po sąsiedzku, prof. Hartman zadaje podobne pytania, o naród, plemiona i tak dalej. Żeby mieć coś do powiedzenia, zwędziłem z jego blogu to, co tam powiedziałem. Tam wisi w moderacji, tu będzie szybciej.

    Naród polski nie istnieje. Istnieją mniemania o narodzie polskim, których najpospolitszym skutkiem jest pisownia: Naród Polski.
    Nie istnieje też wiara w bozię, bo w bozię w ogóle nie da się wierzyć. Istnieje wiara w wiarę w bozię, czyli wiara mniemana, pustka, fantazmat na temat wiary.
    Nie istnieje też wolna wola wyznawcy; ogóle „wolna wola” to coś marginalnie rzadkiego. W niczym to nie przeszkadza bozi karać ludzi za nieprawidłowe przejawy nieistniejącej „wolnej woli”.

    Zybertowiczowi występującymi na scenie jako profesor powiem, po kolei, pod jego tezami.
    1) Poszanowanie polskości
    Ad 1: polskość nie istnieje, istnieją mniemania o polskości.

    2) Uznanie przez wszystkich niezależnie od tego czy są wierzący, czy niewierzący, czy inni – przyznanie i uznanie, że kultura polska i cywilizacja są oparte na nienaruszalnych wartościach chrześcijańskich.
    Ad 2: wartości chrześcijańskie nie istnieją, dlatego są chrześcijańskie. Nienaruszalne wartości są naruszalne, a ponieważ nie istnieją, nie da się sprawdzić kto i ile razy je narusza, oraz dlaczego najczęściej biskup.

    3) Uznanie i szanowanie historii Polski.
    Ad 3: historia Polski nie istnieje, są mniemania co do historii Polski, szanowanie mniemań jest szanowaniem czegokolwiek, nie da się tego odróżnić od szanowania kapacitrona wieszniowego.

  311. Ki czort? Czesław Miłosz prorokiem byl?

    Moja wierna mowo

    Moja wierna mowo,
    służyłem tobie.
    Co noc stawiałem przed tobą miseczki z kolorami,
    żebyś miała i brzozę i konika polnego i gila
    zachowanych w mojej pamięci.

    Trwało to dużo lat.
    Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.
    Myślałem że będziesz także pośredniczką
    pomiędzy mną i dobrymi ludźmi,
    choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,
    albo nie urodzili się jeszcze.

    Teraz przyznaję się do zwątpienia.
    Są chwile kiedy wydaje się, że zmarnowałem życie.
    Bo ty jesteś mową upodlonych,
    mową nierozumnych i nienawidzących
    siebie bardziej może od innych narodów,
    mową konfidentów,
    mową pomieszanych,
    chorych na własną niewinność.
    […]

    On to napisal w 68. Skad juz wtedy wiedzial to co my dopiero teraz widzimy slyszymy i wachamy?

    Niesamowita historia. Albo, jak to Kostka ujela, nieprawdopodobna

  312. Na marginesie
    12 listopada o godz. 16:01

    Jestem prorok. Prorok z niebieskiej książeczki ma długą brodę, ja mam krótkie skarpetki.
    Ledwo powiedziałem, że kobiety wyjeżdżające za granicę w celu przerwania ciąży będą ścigane, a już się ogłosiło Ordo Iuris:

    Ordo Iuris chce ścigać za turystykę aborcyjną. Siedlecka: Może PiS zatrudni detektywa Rutkowskiego?
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,102433,22626875,ordo-iuris-chce-scigac-za-turystyke-aborcyjna-siedlecka-moze.html#TRNajCzytSST

  313. Tanaka
    12 listopada o godz. 22:44
    Zdumiewa, że rodzimy kk nie odcina się od Ordo Iuris, którego mocodawcą jest polska macka ekskomunikowanej, brazylijskiej sekty TFP. Co robi nuncjusz papieski? Czyżby o niczym nie miał pojęcia czy ta akurat zadyma jest Watykanowi na rękę? A gdzie, wsławiony łagodnością i dobrocią, papież Franciszek? Ten wybitny pasterz, który robi tyle wspaniałych zmian, tylko po to, by nic się nie zmieniło.

  314. Tanaka
    12 listopada o godz. 22:35

    Mój komentarz
    O ile prof. Łętowska sformułowała obiektywne konieczności i praktyczne zasady, które powinny przyświecać rządzącym, by państwo funkcjonowało jako całość poskładana ze społeczeństwa, władz i normującej to złożenie konstytucji i innych praw, o tyle prof. Zybertowicz wdał się w specyficzne, archaiczne fantazmaty o państwie i patriotyzmie w dzisiejszych czasach brzmiące naiwnie, wyzywająco i dogmatycznie. Fantazmaty, które nie tyle mają właściwość konstytuowania państwa w dobrze funkcjonującą całość, ile mają cechy działania wprost i natychmiast – dyscyplinowanie społeczeństwo pod jeden strychulec dla potrzeb rządzących państwem.
    Jest to idea autorytarna, całkowicie na odwyrtkę do myśli o państwie wygłoszonych przez prof. Łętowską.
    Pzdr, TJ

  315. gotkowal
    12 listopada o godz. 22:55

    Kościół kat robi to co zawsze robił. Tą stałość właśnie demonstruje. Słowo „zdumienie” może mieć znaczenie zgodne ze słownikowym tylko wtedy, gdy się nie widzi co stale robił. Zdumienie jest mniemaniem co do tego, co też Kościół kat powinien robić. Stoi za tym wyższej miary racja moralna, przewyższa ona, nie wchodząc w kontakt, moralność kościelną.

  316. Tanaka
    12 listopada o godz. 23:03
    Przepraszam, zażartowałem. Żyję dostatecznie długo, by wiedzieć, że dobre jest to, co dobre dla kk.

  317. @Lewy
    12 listopada o godz. 22:07
    Aż cię świerzbi do tego trójkąta z tejotem?
    No czemu nie…

  318. Albo nastepne proroctwo.

    Teraz mowie o przeklenstwie `żeby cje kaczki’. Wymyslonym w jezyku polskim na wiele lat przed nastaniem nielotow z Zoliborza.

    A oto jak to szlo. Przydlugie troche bedzie ale skracac nie moge. Nie Orteq to pisal to i nie Orteq bedzie skracal. Wy jednakze mozecie skracac do woli. Czytajac metoda przewijania, na przyklad. Szczegolnie jesli ktos to juz przesylabizowal wczesniej

    JAK JÓZJIK MAŁO CO ŻYCJA STEFCY NIE ZMARNOWAŁ
    Gadka poleszucko-wileńska

    [Żeby skandalu międzynarodowego nie wywołać, przeprasza się na zapas i Białorusinów i Litwinów na wypadek, jakby roszczenia terytorialno-językowe komuś się tutaj przywidziały].

    Zaraz po Wielkanocy to było, pamiętam, jak Józjik Skobiejko na gumno do nas zaszedł. My z tatem akuratnie żerdku przycjinali z chwojaczka. Tego samego, co gajowy Kaszuba za butylku samogonu nam w Wielki Piątek sprzedał. Józjik, na przyzbi przysjadszy, gazietku i tabaku wycjagnął, skręta sprawnego naszykował i przykurzywszy zapytał sje tata:

    – A wasz Jaśko to wiela lat bedzje miał?

    Jaśko to ja jakby. Nu to tato popatrzyli na mnie i mówią:

    – Macji pewno lepij wie, ale mnie sje zdaje, co Jaśkowi ze trzydzjeścje czy więcy bedzje.

    – Taż to samo i moja baba gada – co powiedzjawszy Józjik z przyzby sje podniósł. – Na żeniaczku Jaskowi już czas, ot co. I po to ja zaszedł do was, żeby my pobalakali o tym. Dawajcje tut usjadzjem, coby Jaśko wszystkiego nie słyszał.

    Tato z Józjikiem usjedli na drugim końcu przyzby, ale ja i tak słyszał, co oni balakali.

    Nu to Józjik stał mówić, co jego babie przypomniało sje, że jak oni sje żenili dzjewięć lat temu nazad, to w weselu była taka Stefka z Moścjichi zza Kruhlan.

    – Stefka pewno panna i po dzjeń dzjisjejszy jest – gadał Józjik. – Nu bo już wtenczas na weselu tyle aby powodzenia miała, co pan młody, ja sam znaczy sje, dwa razy musji z nią zatancował z grzecznoścji. Nu i teraz my z babą pomyśleli, co Stefka akuratnie w Jaśkowych lecjech jest i czy, krótko mówiwszy, nie popróbować ich sparować przed sjanowaniem jeszcze.

    Józjik balakal potym i z mamą tyż. I to mama powiedzjeli na koniec:

    – Marnować my czasu nie bedzjem więcy. Subota pozajutro, szykuj sje Józjik, a i ty Jaśku tyż, i idzcje u swaty.

    ZZZ

    W subotu gotowe my do drogi byli zaraz jak poludzjeń zjedli. Pieszko nam iść trzeba było, bo nasza kobyła źrebiatko akuratnie miała, a Józjikowy ogier w domu znowu mocno potrzebny był. Nu bo klaczy ludzji przyprowadzali do niego dzjeń dzjeński i ogier swoje swaty i żeniaczku na miejscu miał, jak to tato powiedzjeli. Mama tylko czemuś zaczyrwienili sje, jak to usłyszeli i zamarmutali do tata:

    – Stary durak, ni lachandzji, swaty ta tobie ni szutki jakie.

    Do Moscjichi daleko tak nie było, ot może z piętnaścje wiorst najwięcy, ale już dobrze przycjemniło sje, jak my na miejsce dotlukli sje. W chacji Stefki sje już nie swieciło, całkiem jakby spali wszyscy. Jak Józjik do sjeni łamotać stał, to po niezadługim czasji tato Stefki wstali i w kalisonach do nas wyszli.

    Nie tak szybko poznali Józjika, a mnie to całkiem nie znali. Pomału, pomału jakoś dorozumieli sje, kto my takie i po co przyszli. Bo Józjik jeszcze przez próg stał mówić, że Jaśko, niby ja znaczy sje, jedynak u backów jest, gospodarku mają na cału gminu, chatu przed tą Wielkanocą akuratnie blachą pokryli.

    – Durne ludzji czasem myślą, a i gadać gadaja, co z jedynaka ni pies ni sabaka – nie przestawał mówić Jozjik. – Nu ale Jaśko to ni taki, to ja wam tut od razu cału prawdu wyjawia. A jakby tam co troszku i ni rychtyk z Jaśkiem było, to ja wam tyle powiem: u nich jeszcze familija w Amerycy jest, jakże by nie. I dularów, ni bieduj, podsylają, czy to na blachu czy…

    Józjik chcjał więcy jeszcze mówić tatowi Stefki, ale oni przeszkodzjili jemu:

    – Paczekaj, paczekaj ty Józjik. Ta ty balakasz co wy jakby, nu, u swaty da Stefki przyszli? Taż, Józjik, nasza Stefka żeniata. Na ostatniu Wielkanoc my ją ażenili, ale ażenili!

    ZZZ

    Jak my to z Józjikiem usłyszeli, tak od razu, choć cjemno było, to popatrzyli na sjebie. Ja zaraz dodumał sje, co Józjik bardzo zły sje robi, bo on nie głośno zaklął:

    – A cje kaczki.

    A tak najwięcy Józjik klnie, i to nie glośno, jak go na ten przykład baba w nerwacju wpędzji. Zaklął on jeszcze raz: `a żeby cje kaczki’, potym podumał minutku i zapytał sje, ot tak żeby powiedzjeć co ni bądź:

    – Ta i z kim wy Stefku ażenili?

    – A wdowiec sje jej trafił, Józjik, ad Haradnianow ni tak daleko pachodzji – powiedzjeli tato Stefki.

    – Dobry człowiek z niego, pracawity. U lecjech paważniejszych niż Stefka on jest, nu i dzjecji pięcjoro podchowanych, ta tyż pieszko ni chodzji.

    Józjik to usłyszawszy niczego więcej nie powiedzjał, a i ja bał sje odzywać, bo mama mnie przykazali, co w sprawach żeniaczki, to lepiej jak swat wszystko gada. A chcjał ja już dobawić, ze ogier Józjikowy i swaty i żeniaczku na miejscu miał. I to temu my jego do Stefki nie cjągneli i pieszko we dwu tylko przyszli. Posłuchał sje ja jednak mamy i na swata, Józjika znaczy sje, zdał całkiem, niczego nie powiedzjawszy. A on dopiero po chwilency jakiejś niby to do mnie tak sje odezwał:

    – Nu, Jaśku, na nic nasza droga, wracać do domu nam potrzeba.

    Tato Stefki odezwali sje wtedy:

    – Ta i jakże wam cjemnicą taką wracać? Przenacujcje u nas i ranieńko sobie pajdzjecje. A u sdadoli u nas i miejsca dosyć jest i cjeknąć ni cjeknie.

    Próbowali my jeszcze dzjekować, wykręcać sje niby, ale na koniec, wzjawszy baterejku od tata Stefki, poszli do stodoły. Nu bo i prawdzjiwie, czego po cjemnicy wracać, nidzjela i tak i tak jutro.

    Weszli my do stodoły, Józjik baterejku zaświecjiwszy i wtenczas ostolopieli: na belcy nad tokiem powieszony wisjał!

    Józjik nie tak długo spolochany stał. Wycjagnął szybko nożyk, mnie kazał baterejku swiecjic i skoczył wierowku przecjinać. Odcjęty powieszony powalił sje zaraz na tok i jak Jozjik jemu to ręku poruszył, to drugu, to po mordzji dał troszku, tak zaraz my i zobaczyli, co on drygać poczyna.

    – Nic tylko pewno żyć będzje – powiedzjał Józjik. – Trzeba nam szybko na posterunek meldować co i jak.

    ZZZ

    Po drodzy na posterunek, choć pędem my lecjeli, Jozjik tłumaczyć mnie stał, że on już i wcześniej słyszał o takich niszczęścjach. Ludzji ostatnio wieszają sje, mówił, bo wyżyć ni jak ni dają rady. Nu bo robią tylko i robią, a połzy z tego nijakiej nie widno. Najwięcy przez to tak sje porobiło, przekładał mnie Józjik, co polityka całkiem zdurniała w ostatnich lecjech.

    – Nie tak dawno temu nazad, wszystkie ludzji żyli równo i nawet zanadto sje nie narobili przy robocji – sapał Józjik, biegnąwszy. – A te już, co na kazjonnej posadzji byli, to całkiem rzadko palcem o palec trącjili.
    Nu a teraz, Jaśku, choćby ty i na smierc sje zarobił, to i tak dulku z tego bedzjesz miał. Bo to tak teraz jest: albo żytka czy nawet i żywinki żadnej sprzedać nie ma komu, albo tyż zapłacą tobie za nich tyle, co kot napłakał. A jeszcze drugim to oszusty różne, czy to domowego chowu czy i zagraniczne czasami, bulwu czy co drugiego zakontraktują jakby na eksport, a jakże. Ale jak do zapłacenia przychodzji sje, to nie dadzą tobie ani grosza ani dulara. I temu ludzji wieszają sje z tej biedy i z tej niesprawiedliwoścji.

    Tak gadawszy z Józjikiem, na koniec dolecjeli my do posterunku.

    Posterunkowy – teraz sje mówi pan policjant, choć to ten samiutki glina, jak to młode nazywają, co i przedtym był – spal na ławcy, niby to i bez munduru, ale w czapcy.

    – To żeby pokazać sje, co on na slużbi niby jest – po cjichu przetłumaczył dla mnie Józjik, zaczym stał go budzjic.

    – Czapka u niego, tak jak potrzeba, z orzełkiem w koroni. Czterdzjescje lat korona z orzełka zdarta była bez daj racji, a teraz na powrot moda na nią została sprawiedliwie przywrocona. I to ta korona pocjeszają sje najwięcy ludzji, ot żeby tylko dumki o wieszaniu sje od sjebie odpedzjić.

    ZZZ

    Zaczym sje pan posterunkowy rozbudzjił, trzy razy musjał Józjik jemu mowić o tym powieszonym.

    – Znaczy sje, mówicje, wy powieszonego odcięli w stodoli – doduma sje na koniec. – A czy wy paragraf dwadzjesty trzecji znacje?

    – Nie znamy, panie posterunkowy – odpowiedzjał Józjik, za siebie i za mnie jakby.
    Pan posterunkowy natenczas usjadł proścjej i grubym głosem odzywa sje do nas:

    – Paragraf dwadziesty trzecji taki jest: jeśli ty znajdziesz powieszonego, pierwszym twoim nakazem jest zameldować o tym na posterunek. A wy co zrobili najsamprzod?

    – My odcjeli powieszonego – poszkodował sje Józjik.

    ZZZ

    Nu i w tej samej minucji lecjeli my z powrotem do stodoły.

    Zalatujem my tam, patrzym, a powieszony już na toku sobie sjedzi i lulku nawet, łachmyta, kurzy. Józjik od razu od proga grubym głosem do niego sje odzywa:

    – Czy ty paragraf dwadzjesty trzecji to znasz?

    Powieszony głowa pokręcjił, nie zna paragrafu, znaczy sje, tuman jedyn.

    – Nu to nazad na belku! – zakomenderował Józjik.

    Zawiesjili my powieszonego z powrotem na belcy, pędem wrócjili na posterunek i, zmachawszy sje mocno, usjedli.

    Nu i tak do dzjiś sjedzjim.

    ZZZ

    Józjik teraz czasami, spotkawszy mnie na apeli czy spacerzy, pokręcji tylko głową i mówi:

    – Patrzaj ty, Jaśku, patrzaj. Ja mało co życja Stefcy ni zmarnował. Z więzjennikiem ja ją chcjał ożenić, a żeby to kaczki.

    I zły sje musji za każdym razem Józjik robić, jeśli tak znowu przeklinać poczyna.

  319. Piękny, gorzki wiersz Miłosza. Frazą
    „mową pomieszanych,
    chorych na własną niewinność.”
    Miłosz trafił w dziesiątkę dzisiaj. Paranoja (mowa pomieszanych) i projekcja win własnych na otoczenie (chorzy na niewinność).
    Prezes Polski rocznicowo przemawiał i w pewnym momencie stwierdził, że wszyscy chcą budować (pod przewodem PiSu chyba) wolną, sprawiedliwą dumną i dostatnią Polskę i w tym celu zainicjował on dobrą zmianę, która się sprawdza, tylko że niektórzy tego nie rozumieją. Co z tymi „niektórymi” począć, Prezes Polski nie wyjawił.

    Zybertowicz dzisiaj w TVN rzucił trochę światła na to wyzwanie. Po prostu wykluczyć i oznajmić, że oni sami się wykluczyli, bowiem nie przestrzegali trzech świętych zasad patriotyzmu państwowego, które wyłożył on Zybertowicz explicite na początku debaty.
    Pzdr, TJ

  320. @Orteq 12 listopada o godz. 23:10
    Krótsza wersja, ale bez gwary:
    – Halo, pogotowie? Mój kolega miał wypadek z bronią. I nie żyje.
    – Ale czy na pewno nie żyje?
    – Zaraz sprawdzę. Bum (wystrzał). Tak, na pewno!

  321. No tak, Namarginesko. Takie okrutnosci. Ani Jozjik ani Jasko nie mieli o nich najmniejszego pojecia. Ich polozyl dwadzjesty czecji paragraf

    Dajmy cos, dla odmiany nastroju, z serii „Czikago Kontratakuje LOT”

    Pasażerka A:
    – Pani powie temu tam, żeby swoje manele z mojego pawlacza zabrał.
    Pasażerka B:
    – Czy sracz to tam w sieni? (wskazując na tylną kuchnię)
    Pasażerka C:
    – Czy lecimy już nad Atlantykiem?
    Stewardessa:
    – Jeszcze nie.
    – To co tak po nogach ciągnie ?

    Teraz przyklad z wysokosci zycia nad Wisla

    Agata B:
    – Czy jest transport dla VIP’a?
    Szefowa pokladu:
    – Nie było VIP’ów na pokładzie.
    Agata B.:
    – Czy mówi pani coś nazwisko Buzek?
    Szefowa:
    – Nie jednemu psu Burek

    Tez bez gwary. Przynajmniej bez tej poleszuckiej.

  322. To Czikago

    W samolocie do Chicago tuż po starcie blondynka przesiada się z klasy ekonomicznej do klasy biznes. Podchodzi stewardessa.
    – Czy mogę zobaczyć pani bilet?
    Blondynka pokazuje bilet. Stewardessa:
    – Niestety, pani bilet nie jest ważny w tej klasie, musi pani wrócić do klasy ekonomicznej.
    Blondynka:
    – Jestem piękną blondynką i będę tu siedzieć, aż dolecimy do Chicago!
    Stewardessa poszła po pomoc do drugiego pilota.
    Pilot przyszedł i mówi:
    – Niestety, muszę panią poprosić o powrót do klasy ekonomicznej.
    – Jestem piękną blondynką i będę tu siedzieć, aż dolecimy do Chicago!
    Pilot wraca do kabiny i skarży się głównemu pilotowi. Glowny pilot:
    – Poczekaj, moja żona jest blondynką, wiem jak z nimi rozmawiać.
    Glowny udaję się do blondynki, szepce jej coś na ucho, po czym ona zabiera torebkę i wraca do klasy ekonomicznej.
    Drugi pilot nie może się nadziwić:
    – Jak ty to zrobiłeś?
    – Powiedziałem jej, że klasa biznesowa nie leci do Chicago.

    Zakladam, ze E-J nie jest blondynka. Inaczej bym sie nie odwazyl

  323. Wszystko aby nie Zyberowicz

  324. @Lewy 12 listopada o godz. 22:07

    Hm. Na miejscu E-J poczułabym się raczej urażona. Chcesz być miły, ale to brzmi protekcjonalnie. Poza tym – skąd ta pewność ze ta Halinka akurat chce, żebyś się do niej zalecał? Różnica między „chamem” a „nieudolnym Romeo” być może istnieje tylko w twojej wyobraźni?

    Sprowadzanie wzajemnych odniesień do stosunków nazwijmy to męsko-damskich („ja się, kochanie, do ciebie łaszę, jasne że żartem, ale przestań się tak jeżyć”) jest, moim zdaniem, raczej w złym guście, chyba że masz zdecydowany sygnał zachęty ze strony osoby, do której tak przemawiasz. Inaczej moze to byc odebrane jako ponizajace i seksistowskie. W kazdym przypadku na forum nie-randkowym jest to dla ciebie śliski grunt.

    Sorry że wyjaśniam oczywiste oczywistości, ale z mojego punktu widzenia – jako kobiety – tak to wygląda. Niewykluczone, ze z pozycji E-J rzecz wygląda podobnie.

  325. Tanaka
    12 listopada o godz. 11:31
    wiesz, w swojej wypowiedzi nie trzymałam paragrafów i szczegółów uszczegółowionych dot. kobiet w Rumunii.
    Chodziło mi raczej o porównanie ogólne; podobnie jak do sytuacji kobiet w Salwadorze.
    Na ogół istnieja jakies różnice.
    Ale dziekuję za przypomnienie; lata minęły i pewne kwestie zostały przysypane kurzem czasu, pewnie nie tylko przeze mnie.

  326. tejot
    12 listopada o godz. 21:02
    oglądałam. Jestem uradowana, że jeszcze wielu w Polsce mysli podobnie jak my tutaj, choc pewnie to jest kwestia stacji tv, którą sie preferuje

    mag
    12 listopada o godz. 21:28
    rozumiem Cię, bo sama miałam ochotę walnąć czymś w telewizor, ale za komentarz wypowiedzi Zybertowicza wystarczyły gromkie śmiechy słuchaczy.
    Czekam na powtórkę; nie była co prawda zapowiadana, ale myslę, że będzie nadana. W Szkiełku i innych audycjach podano fragmenty wypowiedzi profesorów.

  327. mag
    namawiam Cię, żebyś jednak obejrzała do końca.
    Warto, choc tematu podziału zupełnie nie ruszono

  328. – Dziadku, czy ty masz ciagle seks z babcia?
    – Skoro wnusiu juz wiesz, co to seks, to tak, ale tylko oralny.
    – A co to jest seks oralny, dziadziusiu?
    – Taki seks my mamy z babcia. Jak ja mowie do babci: pierdo.e cie, to ona odpowiada: ja cie tez tentego.
    – I nie zdarza wam sie ciaza pozamaciczna?

  329. Wracajac do spraw ISTOTNYCH. Albo niekoniecznie najistotniejszych

    Mnie sie zawsze wydawalo, ze jestem prawdziwym Polakiem mieszkajacym za granica do momentu wydarzenia (telefonicznego) nie z siostra tylko z siostrzenica. Bo ta, jakis czas temu, zasyczala przez ocean:

    – Proponuje rozmowe neutralna.
    – Neutralna?
    – Tak, neutralna. Zeby nie bylo o polityce.
    – A czemuz to, jesli moge zapytac?
    – Bo ty nigdy nie masz nic dobrego do powiedzenia o Kaczynskim. Sam w Polsce nie mieszkajac od lat.

    Ot i masz babo mace. Nie dosc ze mnie, emigranta polwiecznego, podstepnie wciagaja w jakies rozmowy o krajowej miernocie politycznej, to jeszcze kaza mi sie wyrazac o tej miernocie dobrze.

    Dzisiaj wiec ja nie mam prawa sie uwazac za prawdziwego Polaka mieszkajacego za granica. Bom niezdolny jest do powiedzenia czegos dobrego o infantylnym konusie. Posylajacym na pewna smierc we mgle nie tylko 96 osob, ale i swojego brata, posrod nich.

    A ten sp. Brat byl tylko pionkiem na szachownicy kaczej. Wiec jesli ja nie mam nic dobrego do powiedzenia o konusie z bastion – thanks, mag(us), z przed lat – Zoliborz, to mi juz nie wolno tego powiedziec?

    PS. Ja tu nie nawiazuje do wielkich teorii zamachowych, spiskow putinowsko-tuskowych. I takich tam. Ja mowie o zaslepieniu pisim:

    SKASOWAC POJEDNANIE KATYNSKIE Z PRZED TRZECH DNI

    To se ne moglo udaty.

    Nie moglo? No jak nie moglo. Ono sie udalo jak najbardziej!

    Przez nastepne 70 lat nikt nigdy nie wspomni o jakims pojednaniu pokatynskim polsko-rosyjskim. I znowu wszystko bedzie dobrze w ogrodzie. Kosinskim tu sobie znowu pozwalam

  330. Katastrofa smolenska to byl horror majstersztyk. Tak methinks

  331. Smolenski horror byl takim Hitchcockiem polsko-rosyjskim

    ‚Blondes make the best victims. They’re like virgin snow that shows up the bloody footprints.’

    To na podstawie „Ptakow” Alfreda Hitchocka ukuto powyzsze stwierdzenie

    ‚https://www.youtube.com/watch?v=pwOhqGhP-mk

    Kto w tragedii smolenskiej robil za blondynke? Maria? Czy jej maz?

  332. lonefather
    11 listopada o godz. 17:32

    Nawet pisownie ‚Armistice Day’ musiales przekrecic.
    Trzy razy – no przynajmniej jestes konsekwentny ale czy naprawde nie kojarzy Ci sie z ‚arms’ albo chociazby z ‚armata’?

  333. @accie

    Ty chyba nie na powaznie pytasz lonka co sie jemu z czym kojarzy? Nie znasz dowcipu o Jasiowym kojarzeniu sie wszystkiego z jednym? I tu nie o lonkowego Jaska chodzi. Choc kto to wie

  334. @@act
    13 listopada o godz. 5:32

    Ależ masz wymagania 🙄

    Posłuchałem sobie, jakim tonem polska policja zwraca się do swoich aspirantów:

    https://www.youtube.com/watch?v=nUlkaceykOk

    Ja tam słyszę głos protestującej kobiety i ryk: Wsiadaj kurwo!
    Po czym zamykane są drzwi radiowozu. Obecni przy zdarzeniu koledzy ryczącego zgodnie potwierdzają, że było to wezwanie do aspiranta Mateusza Kulsona.
    Kulson, Kulson…
    Na mapie nazwisk Polski, Niemiec, USA – nie występuje.
    Nikt też nie poprosił policji o pokazanie choćby dowodu osobistego na takie nazwisko.

  335. Jak juz mowimy o tym co sie komu z czym kojarzy, to czas na odgrzanie zagadki. W calych trzynastu jej odsłonach. Hint: ONA. Jak slonce jasna zreszta

    1. Wynalazł Ją uczony radziecki Wołow. Alternatywnie,
    mogła to być Marynia.

    2. Wszystko się wokół Niej kręci.

    3. Odbiornik przekazywanych z d e c y d o w a n y c h, niewerbalnych sygnałów
    negatywnych, np. kopniaków.

    4. Odbiornik przekazywanych z d e c y d o w a n y c h, niewerbalnych sygnałów
    pozytywnych, np. całusów. Może spełniać też rolę lizaka; szczęśliwie, nie wszyscy liżą […].

    5. Ma uniwersalną pojemność na wszystko. A już prawdziwie zadziwiającym i skutecznym jest pojemnikiem na całe osoby, a nawet społeczności.

    6. Może służyć jako etalon: wiele rzeczy nie sprostuje wymogom, a wtedy spełnia rolę uniwersalnego wzorca porównawczego: to jest na kształt […].

    7. W (lub po) można również dostać. Czynność ta umacnia więzi emocjonalne między rodzicami i dziećmi.

    8. Spełnia rolę siedziska, powiadamy, bowiem: “siadaj na”, często z dodatkiem poleceń uzupełniających, jak np. “siadaj na […] I siedź cicho”.

    9. Pełni również rolę uchwytu, można, bowiem trzymać się czyjejś. Określenie to nie
    oznacza braku równowagi, ale samodzielności.

    10. Określenie “dawać (dać)” […] funkcjonuje w dwóch znaczeniach: erotycznym
    i wartościującym. Jednak “ściągnąć kogoś z […] ” tylko w tym pierwszym. Można również chronić swoją (lub czyjaś) […], nie tylko zresztą w sensie erotycznym. To, po raz kolejny, potwierdza Jej ważność w otaczającym nas świecie.

    11. “Zabrać się do czegoś od Jej strony” oznacza podejście niewłaściwe, od końca;
    funkcjonuje tu jako synonym odwrotności.

    12. Mówiąc o odwrotnościach, nie można pominąć faktu, iż jest jedynym skutecznym
    łącznikiem przymiotników skądinąd przeciwstawnych: młoda – stara; mała – wielka; zgrabna – potężna; do wzięcia – nie do wzięcia.

    13. Aż wreszcie, jest Ona również jedynym skutecznym, a przy tym
    niezwykle wymownym, łącznikiem rodzajów. Rodzaj męski: całkowita […] – Rodzaj żeński:, ale […]!

    Hintem dla wciaz nie kumajacych niech bedzie bumper sticker zaobserwowany niedawno w kraju anglojezycznym : You can bet your […] I’m Polish

  336. Gdyby ktoś szukał krewnych

    http://www.moikrewni.pl/mapa/

    Sprawdziłem rzadkie nazwisko mojego szwagra i jego dwóch sióstr. Zgadza się, nie więcej niż 3 osoby o tym nazwisku. Akualizacja adresów chyba szwankuje, bo jedna już nie mieszka w Świnoujściu.

  337. Babciusia, spogladajac przez ramie, zapytala co plote o tych jakichs nieznanych jej slowach. Takich jak ciąża pozamaciczna. Wiec wzialem i podedukowalem siebie w bab.la. A tam stoi jak na weselu: ciąża pozamaciczna to ectopic pregnancy. Ona, jako biolozka, znala ten termin teoretycznie. Ja znalem tylko termin ciaza pozamaciczna. Tez teoretycznie tylko.

    I tak to mamy w tym naszym malzenstwie wieloletnim. Ona wie swoje, ja swoje. Oto jest tajemnica panska nt. dlugowiecznosci malzenstw

  338. Toby – 6:11

    S nieczewo dielat’, wtluklem Orteq w zapodany przez ciebie link poszukiwania krewnych. Wyszla odpowiedz calkowicie olewajaca mnie. Czyli zadna. No to w wielkim zdenerwowaniu wstukalem Tobermory. I tez to samo olanie.

    Natomiast po wbiciu nazwiska Kaczynski cos sie objawilo: od 4 do 6 kaczorow w szesciu powiatach. Ale ani jednego na Zoliborzu czy na Wawelu. Cos chyba rzeczywiscie szwankuje

  339. Z podsluchanej rozmowy dziadkow na laweczce w parku taki fragment:
    – Kiedys wiedzialem po co sie gapilem na tylki dziewczyn..

    Czy mnie zareportujo za sexual abuse na hashtagu #MeToo? Po takim poscie? Juz mi lydki drżo we filcach mych

    Ci hashtagowcy w ogole zapomnieli z jakiego powodu muzulmani poubierali swoje liczne zony w burki. Tam caly czas sie rozchodzi o pierwotny zamysl Pombozka: albo zakaz jablka, albo listek figowy. Adam i Ewa wybrali listek. Pozniej przeksztalcony przez muzulmanow – nie przez muzulman! – w burki.

    Wedlug nich, gole (prawie) tylki dziewczyn paradujacych w parkach to grzeszne kuszenie niewinnych mezczyzn. Na szczescie jest to kuszenie vancouverskie, czy w ogole ZACHODNIE, poza zasiegiem alzajmerskiej pamieci dziadkow parkowych. Takich jak, powiedzmy, ja. No i niech tak pozostanie. Jesli muzulmanie – nie muzulmany! – oraz hashtagowcy na to zezwola.

    Bo ci ostatni wyraźnie zmierzaja do polozenia kresu rozwiazlosci plciowej Zachodu. Te Weinsteiny, te Spacey. Oni muszo odejsc. Nie przyrownujac, jak Balcerowicz

  340. „Jesli Pan Bog jest nieskonczenie dobry i madry to przeciez On w te gusla o Nim nie moze wierzyc”

  341. A ja, jako niewierzacy, nie powinieniem powielac gusel o Nim. O nim

  342. Na marginesie
    12 listopada o godz. 23:58
    Już Ci pisałem,że ja lubie dziewczyny i facetów z poczuciem humoru. Więc ja sobie żartuję z samego siebie nazywając siebie chamem albo niezgrabnym Romeo, a Ty mi udzieliłaś srogiej reprymendy
    Sprowadzanie wzajemnych odniesień do stosunków nazwijmy to męsko-damskich („ja się, kochanie, do ciebie łaszę, jasne że żartem, ale przestań się tak jeżyć”) jest, moim zdaniem, raczej w złym guście, chyba że masz zdecydowany sygnał zachęty ze strony osoby, do której tak przemawiasz. Inaczej moze to byc odebrane jako ponizajace i seksistowskie. W kazdym przypadku na forum nie-randkowym jest to dla ciebie śliski grunt.

    Więc Ci wyjaśnię cel mojego łaszenia. Ja wcale nie zamierzam sprowadzać wzajemnych odniesień z E-J to stosunkow męsko-damskich. Moim celem jest ocieplenie wizerunku tej zasadniczej kobiety, rozśmieszenia jej, żeby ona w końcu zdjęła tę gardę, za którą sztywno się kryje i zza niej w taki śmiesznie-ponury sposób poucza, udziela lekcji, łaskawie przyzwala, kapryśnie ocenia (np. nie lubię Tjota , bo nudny). Razem z E-Jotka, Zytą tworzycie klan przewrażliwionych na punkcie godności kobiet,nie daj bóg zażartować lekko erotycznie, a zaraz okaże się to w złym guście, poniżające seksistowskie. Boy, który lubił takie „seksistowskie” łaszenia się miałby z Wami przechlapane.
    O tym , że tworzycie klan przewrażliwionych pań, świadczy choćby Twoje ujęcie się za E-Jotką. Przecież ja sobie figluje z nią, a tu nagle z boku padają na mnie takie gromy o złym guście. Namarginesko, ostro ,szczerze powiedziałas mi, żebym zostawił Ciebie w spokoju, że ponoć atakowałem Cię bezzasadnie wielokrotnie. Więc ja zostawiłem Ciebie w spokoju, a teraz proszę Ciebie, żebys ty mnie zostawiła w spokoju, nie wtrcała się w moje „amory” z E-Jotka, nawet jeśli wydaje Ci się, że to co robie to w złym guście i że poruszam się na śliskim gruncie.
    Pozdrawiam wszystkie pryncypialne Panie, do których nie wolno się nawet uśmiechnąć, bo zaraz dopatrzą się w tym uśmiechu seksistowskiego i poniżającego harcèlement sexuel

  343. @Lewemu, znad porannej kawy, przyłączając się do jego harcèlement sexuel:

    Rankiem obie bały się lirycznie,
    W obiad obie bały się koszmarnie,
    W wieczór obie bały się tak ślicznie,
    Że trafiły nocą pod latarnię.
    Obie bane będą tak dopokąd
    Z gruzów nie powstanie pomnik,
    Wyrzeźbiony Fredry ręką złotą.
    (albo Boya, czy innego Tuwima, hy, hy)

  344. Dzięki @anumliku, że mnie wsparłeś poetycko. Bo co jak co, ale proza pana Jourdain nie umywa się, nie ma takiej siły przekazy jak wiersz, czyli mowa wiązana

  345. Obrazek z Polski.
    Jadę ja sobie polskim busem z Gdańska do Warszawy. Mało ludzi, ale jednego,roztaczającego wódczany zapach rodaka jest pelno. Peroruje gośno, zaczepia ludzi. W koncu przyuważył sobie samotną dziewczyne, więc zaczął sie do niej łasić.
    „A panienka to taka sama. Pewnie panienka studentka. A tam u was na uczelni to te profesory to o tych, tego no rzeczach, to coś opowiadają. No niech sie panienka nie wstydzi”.
    Dziewczyna coś mu grzecznie odpowiedziała i po akcencie dało sie poznać, że Ukrainka. No to elokwentny rodak nawija , trochę mu język się plącze, o Poroszence, ze on tego tam i czy może sie on przysiąść do panienki.
    Wtedy jak namargineska wtrąciłem się : „Proszę natychmiast zostawić tę pania w spokoju !”
    Gościu przestał tokować, ale podszedł do mnie siadł naprzeciwko, myślałem, że będe musiał bronić się przy pomocy jakiegos kung fu, albo tai czi, ale on wyciągnął do mnie rękę , którą uścisnąłem i walcząc z opornym językiem, który mu się z trudem w buzi ukladał, zapewnił mnie, że on jest też „kurturarny”, żebym sobie nie myślał, że on „niekurturarny”, że on jest artysta i zna Olbrychskiego. Po dziesieciu minutach, poprosiłem go, żeby wrócil na swoje miejsce, bo mam książkę do czytania. Kurturarny gościu wycofał się i siadł, ale dalej perorował, ale juz nie zaczepiał nikogo, tylko mówił sobie a muzom. Dziwiło mnie , że on przez cztery godziny cały czas był tak nabuzowany, bo najczęściej pijak po godzinnej euforii wpada w stan apatii, a potem zapada w sen, a ten dalej dzielił sie swoimi myślami ze światem.
    Kiedy w pewnym momencie autobus mocno zahamował, usłuszałem takie bum, bum, coś sie potoczyło pod moje nogi,; była to pusta półlitrowa butelka po żołądkowej. No i tajemnica została wyjaśniona. Na Młocinach zamroczony pasażer o mało nie spadł ze schodów, kiedy dotknąl ziemi zatoczył się raz i dwa i potem krokiem postrzelonego ptaka ruszył w Warszawę znikajac mi we mgle.
    We Francji nigdy sie nie spotkałem z takim zdeterminowanym amatorem trunków. Owszem w parku, na trawnikach wzdłuż Rodanu, widzi się chłopaków i dziewczyny pijących wino, butelka stoi oficjalne na kocu, albo wystaje z koszyka, przechodząca straz miejska nie wtrąca się, nie wlepia mandatów. Te francuskie pijaki to jakies takie dziwne; jedna butelka na 4 albo nawet na sześć osób, to i efektów postrzelonego ptaka nie ma.
    Takie fałszywe Francuziki mimozy.

  346. Lewy
    13 listopada o godz. 10:12

    Panie, chlejesz pan? Bo jak chleję rzekł chlacz-Kobuszewski do niechlacza-Karwowskiego.

    Lewy, i we Francji chleją. Cały świat cywilizowany jest chlaniem zarażony. Przez tą cywilizację, panie, i wybuchu na Słońcu. Tego nie widzimy, gdy chleją w domach, w samotności.
    Ale masz rację dając taki obrazek kontrastu między Polską przaśną i kwaśną a Francją kurturarną Tu, przy istniejącym zjawisku, pozór ma znaczenie ordynarność chlania na ulicy, na klatce schodowej i gdzie popadnie, puszczanie pawia w dowolnym miejscu – może być w autobusie – różnicuje chlanie nadwiślańskie z nadrodańskim. Jak się jest wśród ludzi, to się wybiera (ja wybieram) chlanie nadrodańskie. Skoro i tak zachodzi.

    Coś jeszcze wydaje mi się w nadwiślańskim chlaniu najciekawsze: każdy sierpień to miesiąc trzeźwości uprawiany przez Kościół kat. Działa to w ten sposób, że im więcej tych miesięcy i tej trzeźwości, tym więcej chlania.
    Za czasów niedawno niesłusznych, a obecnie wzorowych pan rozpijał chłopa pańszczyźnianego – co jest bezwzględną prawdą. Następnie PRL rozpijał Polaka żeby nim łatwiej rządzić – co jest słabowitą prawdą. Rozpijanie Polaka w PRL-u było strasznie straszne, jak mówi Dobra Zmiana. W związku z tym, za czasów Dobrej Zmiany Polak chleje jeszcze więcej niż za złego PRL-u. Chleje coraz więcej kobiet i chleją coraz drastyczniej.
    Ale nic nie szkodzi: kobieta to królica. Produkuje Polaka taśmowo. Nawet jak chleje, albo nawet zwłaszcza wtedy gdy chleje. Jest dobrze. I będzie jeszcze lepiej, bo krzywa chlania nieustannie idzie w górę. W górę serca, wnosimy je do Pana – tak gadają. Nie tylko w miesiącu trzeźwości sierpniowej, ale cały rok, od 1050 lat.

  347. @Tanaka
    Ściągnąłem dla Ciebie z sieci. Dotyczy nadwiślańskiego, krakowskiego, kurturarnego chlania
    Wyspiański należał do „towarzystwa” Przybyszewskiego. W jego mieszkaniu przy ulicy Siemiradzkiego spędził wiele godzin, doceniał „mistrza”, ale błędem byłoby sądzić, że pozostawał pod jego wpływem. Natomiast jako wrażliwy obserwator chciał przedstawić przybyszewszczyznę jako zjawisko i to mu się w Weselu udało. Nos uosabia w intencji Wyspiańskiego wszystkie najbardziej typowe cechy artystycznego środowiska Młodej Polski:
    a)przede wszystkim dużo pije, a trzeba wiedzieć, że picie stało się wśród bohemy Przybyszewskiego obrzędem, misterium. Właśnie stąd słowa Nosa:

    „Piję, piję, bo ja muszę,

    bo jak piję, to mnie kłuje:

    wtedy w piersi serce czuję,

    strasznie wiele odgaduję”,

    „Chopin gdyby jeszcze żył, / toby pił”;

    b)nieprzypadkowo pojawia się tu nazwisko Szopena – Przybyszewski potrafił godzinami wygrywać jego utwory na fortepianie, zwłaszcza preludium A-dur znane jako marsz żałobny

  348. Lewy
    13 listopada o godz. 11:03

    Tak jest! najbardziej mnie bierze ten wers: strasznie wiele odgaduję

  349. @Lewy
    Do tego (mikrego bądź co bądź w piciu) )Przybyszewskiego, dorzucę naszą narodową pieśniczkę:

    Pije Kuba do Jakuba,
    Jakub do Michała,
    wiwat ty, wiwat ja ,
    kompanija cała.

    A kto nie wypije,
    tego we dwa kije,
    łupu cupu, cupu łupu,
    póki nie wypije.
    (…)
    Tyś Polakiem i ja takim,
    w tym jest nasza chwała,
    wiwat ty, wiwat ja,
    kompanija cała.

    A kto nie wypije,
    tego we dwa kije,
    łupu cupu, cupu łupu,
    niech po polsku żyje.

    Pili nasi pradziadowie,
    każdy wypił czarę,
    jednak głowy nie tracili,
    bo pijali miarę.

    Kto nad miarę pije,
    tego we dwa kije,
    łupu cupu, cupu łupu,
    niech po polsku żyje.

    Pili nasi pradziadowie,
    nie byli pijacy,
    byli mężni, pracowici,
    bądźmy i my tacy.

    A kto nie wypije,
    tego we dwa kije,
    łupu cupu, cupu łupu,
    niech po polsku żyje

  350. Wyspiański, choć spędzał w kawiarni w Jamie Michalikowej sporo czasu, raczej stronił od alkoholu. Jeśli już musiał, to wypijał szybko kilka kieliszków wódki i zabierał się do pracy.
    Kiedy jakiś nachalny biesiadnik namawial Wyspiańskiego do wypicia kolejnego kieliszka w celu pobudzeni wyobraźni, Wyspiański odpowiadał mniej wiecej tak : Wyobraźnie to ja już mam, a po wódce boli mnie głowa.

  351. Szanowni!
    Widzę, że temat trochę przygasł, więc na rozgrzewkę coś od Tanaki. Tym razem krócej!
    Zapraszam
    JK