Katalonia – zabroniony rozwód

Lubię Hiszpanię, chciałbym, żeby była taka, jaka jest, ale stała się rzecz osobliwa. Katalończycy chcieliby sobie odejść od Hiszpanii i okazuje się, że na to nie pozwala konstytucja. Osobliwa rzecz. W konstytucji podobno jest taki punkt, zakazujący przeprowadzania referendum, którego nie popiera rząd w Madrycie. Czyli dopiero gdy rząd madrycki zgodzi się na to, aby jakiś kawałek kraju spróbował sobie odejść, to wtedy takie referendum byłoby legalne. Na taki wielkoduszny rząd trzeba jeszcze trochę poczekać.

Gdybym ja, Lewy, ogłosił referendum na rzecz odłączenia Lyonu od Francji, to konstytucja francuska by mi tego nie zabraniała i policja nie przeszkadzałaby mi, nie aresztowałaby moich czubków ani nie wchodziłaby na moje konto internetowe.

Katalonia to była najbardziej prześladowana przez Franco cześć Hiszpanii, bo do końca popierała legalny republikański rząd. To ta część najbardziej znienawidzona przez kler, ta ohydna Barcelona, ukochane miasto wielkiego Almadóvara.

No dobrze, rozwody są trudne, czasami niemożliwe. Ot, choćby próba oderwania się południowych stanów od północnych, co kosztowało Amerykanów w Wojnie Secesyjnej największy upływ krwi, większy niż ich udziału w dwóch wojnach światowych.

Ale mamy dwa ciekawe przykłady łagodnych rozwodów. Rozpad Czechosłowacji; rozstali się bez jednego strzału, bez złości, no i nic się nie stało. Inny ciekawszy przykład to rozpad Związku Radzieckiego. Ale o tym decydował dobroduszny, sympatyczny opój Jelcyn. Powiedział on owym republikom: Chcecie sobie odejść? Ależ proszę! Bierzcie sobie tyle wolności, ile się wam podoba. Ale do tak poważnej decyzji trzeba było wizjonera alkoholika. No, może chciał wyrwać Gorbaczowowi przy okazji stołek prezydenta ZSRR. Wałęsa go upił i on wyprowadził wojska radzieckie z Polski. Teraz Putin skrzętnie zbiera te ziemie roztrwonione przez Jelcyna

Ale w Hiszpanii nie ma ani Jelcyna, ani Havla. I rząd hiszpański kompromituje się, atakując brutalnie Katalończyków. Niestety jest to wielka szkoda, bo ja bym chciał, żeby Hiszpania trwała, ale żeby się dogadywała z tymi niezadowolonymi. Szkoda. Może nie jest to taki problem, jaki mamy w Polsce z gnomem z Żoliborza, ale żal mi i Hiszpanów i Katalończyków.

Lewy