(Z)rozum

Fizjologicznie rzecz biorąc, możliwość powstania rozumu zaistniała na długo przedtem, zanim pierwsza małpa zdecydowała się nieco wyprostować. Rozwój złożonych organizmów powyżej pewnego progu skomplikowania stał się możliwy dzięki nadrzędnej jednostce sterującej – mózgowi. Zajmuje się on głównie koordynacją działania poszczególnych organów, kończyn, itd., jako reakcji na przeróżne bodźce, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. W miarę postępu ewolucji okazało się, że pożyteczne i wręcz konieczne jest, by mózg był w znacznym stopniu redundantny, czyli dysponował „nadmiarową mocą obliczeniową”. Dzięki temu możliwe było funkcjonowanie organizmu nawet z uszkodzonym mózgiem, bo partie nadmiarowe przejmowały funkcje uszkodzonych obszarów.

Być może procesy reorganizacyjne zachodzą w naszych mózgach bez przerwy. Przyczyną mogą być mikrouszkodzenia lub zużycie poszczególnych elementów, ale także można sobie wyobrazić globalny system sterowania podzespołami, który bez przerwy przenosi fizycznie sterowanie poszczególnymi elementami bez naruszania globalnej struktury zarządzania, co czyni go szczególnie elastycznym i odpornym na zakłócenia. Dzięki temu możemy nie zauważyć, że wczorajszy alkohol zdewastował nam fragment rozumu.

Jesteśmy zatem na etapie istnienia ogromnej liczby przeróżnych organizmów, z których względnie niewielka (ale bezwzględnie ogromna) część dysponuje mózgiem z niezagospodarowanymi obszarami. Większość z tej mniejszości stanowią organizmy z co najmniej jedną szczególną cechą zwiększającą szansę przeżycia (zdolność mimikry, kły, szybkość itp.). Oznacza to określone zachowanie standardowe w każdej sytuacji bez zwłoki na „myślenie”. Teoretycznie bowiem wszystkie te organizmy mogłyby myśleć. W praktyce jednak nic nie dzieje się bez konieczności. Tak więc, im organizm jest skuteczniejszy w zdobywaniu pożywienia, tym mniejsza szansa wykorzystania „myślenia”. Po prostu nie zachodzi taka potrzeba. Pamiętajmy, że praca mózgu jest bardzo energochłonna. Dodatkowym czynnikiem hamującym rozwój samodzielnego myślenia może być stadność, bo w stadzie wystarczy/trzeba robić to, co inni. Interesujące byłoby stwierdzenie, czy skomplikowane stadne strategie polowania są wynikiem wspólnego doświadczenia, przekazywanego drogą wychowania z pokolenia na pokolenie, czy też jest to cecha, dla której dany osobnik zostaje przewodnikiem stada.

Ponieważ ewolucja strzela na ślepo, trafiają się co i rusz organizmy prawie bezbronne. Świetnym przykładem są ludzie. Nie mamy kłów ani pazurów, biegamy i pływamy kiepsko, skakanie po drzewach też nam nie wychodzi, a do tego jesteśmy mało odporni na warunki atmosferyczne. I tu okazało się, że ta nadmiarowa część mózgu może być świadomie wykorzystana, często nawet z korzyścią dla organizmu. Po prostu zaszła konieczność – myśl, bo zginiesz.

Aktualne wyniki badań archeologicznych przesuwają co prawda naszych przodków w czasie mocno do tyłu, ale to ciągle nie jest bardzo dawno. Poza tym, fizjologicznie byli ci przodkowie wielce do nas podobni. Zatem i mózgi mieli podobne. Jak długo wykorzystywali je tylko do zwiększenia szansy przeżycia, niewiele różnili się od innych organizmów, bo wszystkie one funkcjonowały według stałych reguł natury. Ale zwiększenie populacji musiało doprowadzić do walk wewnętrznych. I wtedy okazało się, że prawa i zasady nie obowiązują, bo w walkach zaczęto stosować elementy otoczenia (maczuga, kamień itd.). Konieczna stała się indywidualna inwencja, podstęp, myślenie strategiczne, taktyka, przewidywanie itd. To było prawdziwe wyzwanie dla rozumu, który wtedy dopiero zaczął się naprawdę rozwijać. A że przy okazji walk powstało parę narzędzi, to i cywilizacja mogła powstać.

Nasza cywilizacja trwa już parę tysięcy lat i przeżyła różne wzloty i upadki. Aktualnie mamy okres stosunkowo stabilny, co zawdzięczamy być może globalnej konsolidacji produkcji co istotniejszych towarów, w tym przede wszystkim żywności i energii. I co się okazuje? Popatrzmy na siostry i braci w rozumie. W tych stabilnych warunkach coraz rzadziej wykorzystują tę część mózgu, którą nazywamy potocznie rozumem. Rozumiecie, brak konieczności. A zapewne każdy z nas słyszał wielokrotnie o osobach o bardzo trudnym starcie/dzieciństwie, które osiągnęły znacznie więcej niż inni przeciętni obywatele. To jest właśnie uświadomiona konieczność. Istnieje nawet nacja, która wydaje więcej niż inne wybitnych naukowców czy finansistów. Jej historia wyjaśnia tak częste uświadamianie konieczności. Zjawisko to można dość często zaobserwować również wśród wymuszonych emigrantów. Oczywiście, konieczność ta bywa też wywoływana cechami osobniczymi, niezależnymi od warunków zewnętrznych. Bo rozum jest jak muskulatura – nietrenowany więdnie i zanika.

Czy można wykorzystać czyjś rozum, przymuszając go do myślenia? Prób takich cywilizacja zna wiele. Owszem, bywały nawet efektywne, ale zawsze mizerne w porównaniu z potencjalnymi możliwościami, albowiem w sensie świadomego wykorzystania, nasz rozum niczym się nie różni od innych naszych możliwości, czyli wykorzystujemy go na najniższym możliwym poziomie. I nie dlatego, że jesteśmy leniwi. To jest wypracowana przez ewolucję efektywność, czyli maksymalne oszczędzanie zasobów, bo przecież nie wiadomo, co będzie jutro.

Człowiek jednak potrafi i lubi łamać zasady. Jako jedyny gatunek potrafimy zachowywać się nieracjonalnie. Większość z nas wybiera działania na własną zgubę (religianctwo, używki, ekstremalny sport itp.), ale zdarzają się niewydarzone jednostki, które wypruwają sobie żyły, by odkrywać coraz to nowe możliwości zrozumienia i podporządkowania natury. I tu dochodzimy (chyba) do sedna sprawy. Człowiek potrafi bardzo wiele, ale musi chcieć. Jakikolwiek przymus zewnętrzny działa – zgodnie z minimalizacją wydatków energii – bardzo marnie. Pewnie dlatego ciągle jeszcze tak wielu z nas musi „pracować”, by zapewnić trwanie cywilizacji. To jest chyba najdrastyczniejszy przykład nieracjonalnego działania: absolutna większość zmuszana jest do wykonywania pracy, czyli niechcianych czynności w nielubianym miejscu. Wiemy przy tym, że wystarczy pozwolić i dać możliwości, by (prawie) każdy dał z siebie znacznie więcej niż w najlepiej płatnej pracy. Ale nie zmienimy tej sytuacji, bo to oznaczałoby działanie racjonalne, czyli nam obce.

A co ze zwierzętami? Obserwowałem niedawno w biały dzień kruka na ruchliwej ulicy, który z orzechem w dziobie siadał na wysokiej latarni, a konkretnie na jej wysuniętym ramieniu. Tam otwierał dziób i orzech spadał z kilkunastu metrów na betonowy chodnik. Kruk powtarzał operację tak długo, aż orzech pękł. Ta umiejętność jest wymyślona, a nie odziedziczona. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić licznych miejsc w dawnych puszczach z wystającymi samotnymi gałęziami nad płaskim kamiennym terenem. Gałąź musi być samotna, by orzech mógł swobodnie spaść, a teren musi być płaski, bo inaczej orzech stoczy się w jakąś dziurę.

Jeżeli kruk potrafi myśleć, to co dopiero psy czy koty, że ograniczę się do najbliższych. Wydaje nam się, że mamy z nimi kontakt. Ale dlaczego taki kiepski? Ano dlatego, że każde zwierzę inaczej odbiera otoczenie – innymi zmysłami, w innych zakresach. A to właśnie bodźce otoczenia w konfrontacji z potrzebami determinują nasze pojmowanie świata. Jako dzikie, zwierzęta nie miały pilnej potrzeby rozwijania rozumu. Dopiero kontakt z człowiekiem uświadomił im konieczność. Ale one nie tylko posługują się innym językiem, one „nadają” na zupełnie innej fali. I naprawdę trudno im pojąć działania człowieka. Traktują go trochę jak głupka – koty z lekceważeniem, psy z troską.

Qba