Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

1.10.2017
niedziela

(Z)rozum

1 października 2017, niedziela,

Fizjologicznie rzecz biorąc, możliwość powstania rozumu zaistniała na długo przedtem, zanim pierwsza małpa zdecydowała się nieco wyprostować. Rozwój złożonych organizmów powyżej pewnego progu skomplikowania stał się możliwy dzięki nadrzędnej jednostce sterującej – mózgowi. Zajmuje się on głównie koordynacją działania poszczególnych organów, kończyn, itd., jako reakcji na przeróżne bodźce, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. W miarę postępu ewolucji okazało się, że pożyteczne i wręcz konieczne jest, by mózg był w znacznym stopniu redundantny, czyli dysponował „nadmiarową mocą obliczeniową”. Dzięki temu możliwe było funkcjonowanie organizmu nawet z uszkodzonym mózgiem, bo partie nadmiarowe przejmowały funkcje uszkodzonych obszarów.

Być może procesy reorganizacyjne zachodzą w naszych mózgach bez przerwy. Przyczyną mogą być mikrouszkodzenia lub zużycie poszczególnych elementów, ale także można sobie wyobrazić globalny system sterowania podzespołami, który bez przerwy przenosi fizycznie sterowanie poszczególnymi elementami bez naruszania globalnej struktury zarządzania, co czyni go szczególnie elastycznym i odpornym na zakłócenia. Dzięki temu możemy nie zauważyć, że wczorajszy alkohol zdewastował nam fragment rozumu.

Jesteśmy zatem na etapie istnienia ogromnej liczby przeróżnych organizmów, z których względnie niewielka (ale bezwzględnie ogromna) część dysponuje mózgiem z niezagospodarowanymi obszarami. Większość z tej mniejszości stanowią organizmy z co najmniej jedną szczególną cechą zwiększającą szansę przeżycia (zdolność mimikry, kły, szybkość itp.). Oznacza to określone zachowanie standardowe w każdej sytuacji bez zwłoki na „myślenie”. Teoretycznie bowiem wszystkie te organizmy mogłyby myśleć. W praktyce jednak nic nie dzieje się bez konieczności. Tak więc, im organizm jest skuteczniejszy w zdobywaniu pożywienia, tym mniejsza szansa wykorzystania „myślenia”. Po prostu nie zachodzi taka potrzeba. Pamiętajmy, że praca mózgu jest bardzo energochłonna. Dodatkowym czynnikiem hamującym rozwój samodzielnego myślenia może być stadność, bo w stadzie wystarczy/trzeba robić to, co inni. Interesujące byłoby stwierdzenie, czy skomplikowane stadne strategie polowania są wynikiem wspólnego doświadczenia, przekazywanego drogą wychowania z pokolenia na pokolenie, czy też jest to cecha, dla której dany osobnik zostaje przewodnikiem stada.

Ponieważ ewolucja strzela na ślepo, trafiają się co i rusz organizmy prawie bezbronne. Świetnym przykładem są ludzie. Nie mamy kłów ani pazurów, biegamy i pływamy kiepsko, skakanie po drzewach też nam nie wychodzi, a do tego jesteśmy mało odporni na warunki atmosferyczne. I tu okazało się, że ta nadmiarowa część mózgu może być świadomie wykorzystana, często nawet z korzyścią dla organizmu. Po prostu zaszła konieczność – myśl, bo zginiesz.

Aktualne wyniki badań archeologicznych przesuwają co prawda naszych przodków w czasie mocno do tyłu, ale to ciągle nie jest bardzo dawno. Poza tym, fizjologicznie byli ci przodkowie wielce do nas podobni. Zatem i mózgi mieli podobne. Jak długo wykorzystywali je tylko do zwiększenia szansy przeżycia, niewiele różnili się od innych organizmów, bo wszystkie one funkcjonowały według stałych reguł natury. Ale zwiększenie populacji musiało doprowadzić do walk wewnętrznych. I wtedy okazało się, że prawa i zasady nie obowiązują, bo w walkach zaczęto stosować elementy otoczenia (maczuga, kamień itd.). Konieczna stała się indywidualna inwencja, podstęp, myślenie strategiczne, taktyka, przewidywanie itd. To było prawdziwe wyzwanie dla rozumu, który wtedy dopiero zaczął się naprawdę rozwijać. A że przy okazji walk powstało parę narzędzi, to i cywilizacja mogła powstać.

Nasza cywilizacja trwa już parę tysięcy lat i przeżyła różne wzloty i upadki. Aktualnie mamy okres stosunkowo stabilny, co zawdzięczamy być może globalnej konsolidacji produkcji co istotniejszych towarów, w tym przede wszystkim żywności i energii. I co się okazuje? Popatrzmy na siostry i braci w rozumie. W tych stabilnych warunkach coraz rzadziej wykorzystują tę część mózgu, którą nazywamy potocznie rozumem. Rozumiecie, brak konieczności. A zapewne każdy z nas słyszał wielokrotnie o osobach o bardzo trudnym starcie/dzieciństwie, które osiągnęły znacznie więcej niż inni przeciętni obywatele. To jest właśnie uświadomiona konieczność. Istnieje nawet nacja, która wydaje więcej niż inne wybitnych naukowców czy finansistów. Jej historia wyjaśnia tak częste uświadamianie konieczności. Zjawisko to można dość często zaobserwować również wśród wymuszonych emigrantów. Oczywiście, konieczność ta bywa też wywoływana cechami osobniczymi, niezależnymi od warunków zewnętrznych. Bo rozum jest jak muskulatura – nietrenowany więdnie i zanika.

Czy można wykorzystać czyjś rozum, przymuszając go do myślenia? Prób takich cywilizacja zna wiele. Owszem, bywały nawet efektywne, ale zawsze mizerne w porównaniu z potencjalnymi możliwościami, albowiem w sensie świadomego wykorzystania, nasz rozum niczym się nie różni od innych naszych możliwości, czyli wykorzystujemy go na najniższym możliwym poziomie. I nie dlatego, że jesteśmy leniwi. To jest wypracowana przez ewolucję efektywność, czyli maksymalne oszczędzanie zasobów, bo przecież nie wiadomo, co będzie jutro.

Człowiek jednak potrafi i lubi łamać zasady. Jako jedyny gatunek potrafimy zachowywać się nieracjonalnie. Większość z nas wybiera działania na własną zgubę (religianctwo, używki, ekstremalny sport itp.), ale zdarzają się niewydarzone jednostki, które wypruwają sobie żyły, by odkrywać coraz to nowe możliwości zrozumienia i podporządkowania natury. I tu dochodzimy (chyba) do sedna sprawy. Człowiek potrafi bardzo wiele, ale musi chcieć. Jakikolwiek przymus zewnętrzny działa – zgodnie z minimalizacją wydatków energii – bardzo marnie. Pewnie dlatego ciągle jeszcze tak wielu z nas musi „pracować”, by zapewnić trwanie cywilizacji. To jest chyba najdrastyczniejszy przykład nieracjonalnego działania: absolutna większość zmuszana jest do wykonywania pracy, czyli niechcianych czynności w nielubianym miejscu. Wiemy przy tym, że wystarczy pozwolić i dać możliwości, by (prawie) każdy dał z siebie znacznie więcej niż w najlepiej płatnej pracy. Ale nie zmienimy tej sytuacji, bo to oznaczałoby działanie racjonalne, czyli nam obce.

A co ze zwierzętami? Obserwowałem niedawno w biały dzień kruka na ruchliwej ulicy, który z orzechem w dziobie siadał na wysokiej latarni, a konkretnie na jej wysuniętym ramieniu. Tam otwierał dziób i orzech spadał z kilkunastu metrów na betonowy chodnik. Kruk powtarzał operację tak długo, aż orzech pękł. Ta umiejętność jest wymyślona, a nie odziedziczona. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić licznych miejsc w dawnych puszczach z wystającymi samotnymi gałęziami nad płaskim kamiennym terenem. Gałąź musi być samotna, by orzech mógł swobodnie spaść, a teren musi być płaski, bo inaczej orzech stoczy się w jakąś dziurę.

Jeżeli kruk potrafi myśleć, to co dopiero psy czy koty, że ograniczę się do najbliższych. Wydaje nam się, że mamy z nimi kontakt. Ale dlaczego taki kiepski? Ano dlatego, że każde zwierzę inaczej odbiera otoczenie – innymi zmysłami, w innych zakresach. A to właśnie bodźce otoczenia w konfrontacji z potrzebami determinują nasze pojmowanie świata. Jako dzikie, zwierzęta nie miały pilnej potrzeby rozwijania rozumu. Dopiero kontakt z człowiekiem uświadomił im konieczność. Ale one nie tylko posługują się innym językiem, one „nadają” na zupełnie innej fali. I naprawdę trudno im pojąć działania człowieka. Traktują go trochę jak głupka – koty z lekceważeniem, psy z troską.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 228

Dodaj komentarz »
  1. „Dodatkowym czynnikiem hamującym rozwój samodzielnego myślenia może być stadność, bo w stadzie wystarczy/trzeba robić to, co inni. ”
    Wprost przeciwnie: w stadzie trzeba więcej myśleć, ogarnąć strukturę społeczną, odczytywać komunikaty od innych, podtrzymywać relację. Istnieje zależność między wielkością pewnych struktur mózgowia a wielkością grupy (o liczbie Dunbara autor słyszał pewnie, tym bardziej że potem bardzo sensownie wychodzi z popełnionego błędu).

    „Jako jedyny gatunek potrafimy zachowywać się nieracjonalnie. ” itd.
    W ewolucji racjonalność nie ma znaczenia. Dostosowanie ma znaczenie. W tym działanie na swoją zgubę, jeśli sumaryczne dostosowanie genów się zwiększy (dobór krewniaczy, dostosowanie włączne Hamiltona, samolubny gen Dawkinsa).

    „A co ze zwierzętami?”
    Wszyscy nimi jesteśmy.

    Generalnie ciekawy tekst na trudny temat.

  2. Kilka twierdzeń podanych przez Qba, nie kilka, niemal wszystkie zakwalifikowałem jako nijakie, bardzo daleko idące oraz wzajemnie sprzeczne.

    Na przykład argumentacji Qba:

    1) W miarę postępu ewolucji okazało się, że pożyteczne i wręcz konieczne jest, by mózg był w znacznym stopniu redundantny, czyli dysponował „nadmiarową mocą obliczeniową”
    2) Bo rozum jest jak muskulatura – nietrenowany więdnie i zanika.

    Tutaj jako odbiorca tych twierdzeń wpadłem w pułapkę logiczną. I pytam siebie.
    Dlaczego ewolucja dała człowiekowi nadmierną moc obliczeniową w mózgu i ta sama ewolucja odbiera tę moc obliczeniową tym, którzy jej nie używają?

    Przypomniał mi się przykład na niniejszym blogu dyskutowany już w kontekście śmiałych i zawiłych wywodów Qby.
    Mózg słonia jest bardzo duży, dużo większy niż mózg człowieka. Po co słoniowi taki duży mózg? Słoń ma tylko biegać, patrzeć, słyszeć, jeść i zalecać się. Do tych rzeczy duży mózg jest niepotrzebny. Zwierzęta z bardzo małymi mózgami dają sobie radę w tych czynnościach.

    A weźmy takiego wieloryba. Ten to ma mózg, a jaki nadmiar mocy obliczeniowej. Chyba nie używanej. No bo po co miałby wieloryb używać tak dużo mózgu? Wedle twierdzeń Qby taki mózg powinien wielorybom zanikać, bo nie jest używany w pełni.

    Ilość komórek nerwowych (neurony) w mózgu człowieka przybywa tylko w czasie wzrastania osobniczego, potem się stabilizuje, a od najwcześniejszych lat wieku dojrzałego ilość neuronów się zmniejsza niezależnie, czy człowiek myśli dużo, czy w ogóle nie myśli.
    Nie ma to nic w spólnego mięśniami, które można w pewnym wieku powiększyć poprzez trening. Zresztą mięśnie w wieku podeszłym zanikają, tak jak neurony w mózgu, niezależnie od treningu, no może trochę zależnie, bo u osób trenujących wolniej i później.

    Przejmowanie funkcji uszkodzonych obszarów mózgu przez inne obszary nie jest niczym, nadzwyczajnym oraz nie jest dowodem na „niepotrzebną redundantność” – nadmiarowość mózgu. Zresztą „nadmiarowość” mózgu, to nie to samo, co redundantność. Termin redundantność odnosi się raczej do nadmiaru „informacji w informacji”, a nie do nadmiaru mocy obliczeniowej.
    Pzdr, TJ

  3. Mpn zwrócił uwagę na zasadniczy błąd (poznawczy?) w argumentacji Qba. A mianowicie przypisywanie racjonalności (oraz innych cech homo sapiens) zwierzętom jako uniwersalnej właściwości mózgu zwierząt (w tym człowieka – nagiej małpy.

    Qba wyszedł z założenia bardzo śmiałego i agresywnego intelektualnie – skoro zwierzęta postępują przystosowawczo – nie tracą niepotrzebnie energii, nie wchodzą w drogę silniejszym, itd., co jest stwierdzone w licznych eksperymentach naukowych i w obserwacjach zachowań zwierząt w naturze, to ich mózgi zostały obdarzone racjonalnością, co z kolei służy jako przeciwstawne w argumentacji stwierdzenie pokazujące, że ludzie jako jedyny chyba gatunek potrafią być nieracjonalni.

    Po pierwsze, to co Qba przyjmuje jako racjonalność, to u zwierząt są zachowania wrodzone, instynkt, zachowania wyuczone w procesie rozwoju osobniczego (zarówno zachowania indywidualne, jak i w stadzie) oraz zachowania wdrukowane w pewnym wieku w gotową matrycę instynktową, jak wykazał to po raz pierwszy Lorenz.

    Po drugie, zwierzęta im są bardziej stadne, tym większą gamę zachowań muszą opanować, tym większe są możliwości także tzw. zachowań nieracjonalnych, tzn. zachowania mogą być nietypowe, a nietypowość, to zarodek inteligencji.
    Pzdr, TJ

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @mpn
    1 października o godz. 20:40

    … w stadzie trzeba więcej myśleć…
    Gdyby tak było, to większość ludzi żyłaby osobno. Dla przeciętnego człowieka znacznie prościej jest przeystosować się do jakiejś grupy i korzystać z jej pracy, ochrony, itd., niż samemu troszczyć się o wszystko.
    W ewolucji racjonalność nie ma znaczenia. Dostosowanie ma znaczenie.
    Ależ dostosowanie to jest właśnie racjonalność w najczysteszej postaci.

  6. @tejot
    1 października o godz. 20:48

    Użyłem zupełnie różnych określeń, które łaskawie mieszasz. Mózg i „nadmiarowa moc obliczeniowa” to są narzędzia, a rozum, to jest efekt ich wykorzystania. Nie widzę tu żadnego problemu logicznego.

    Według licznych już badań, absolutna wielkość mózgu nie musi świadczyć o rozumie/inteligencji. Słonie, jak wiadomo, dysponują pamięcią, o której my możemy tylko marzyć. Jeszcze niestety nie wiemy, czy jest to w ich przypadku sprawa wielkości mózgu.
    Poza tym, stwierdzono już ostatecznie, że komórki mózgowe są odnawiane przez całe życie.
    Redundantność dotyczy nie tylko informacji. Przykładowo, zamawiasz stolarza, by zrobił Ci taras. On co prawda pomierzył wszystko ale nauczony doświadczeniem przywozi znacznie więcej drewna, niż właściwie potrzeba. To jest redundantność. Buduje taras i okazuje się, że zostało sporo materiału. Stolarzowi nie opłaca się go zabierać, bo transport byłby droższy niż wartość desek. Stolarz odjeżdża, a Ty budujesz z tego materiału meble tarasowe. To jest „wykorzystanie nadmiernej mocy obliczeniowej”.
    Zwierzęta muszą zachowywać się racjonalnie, bo inaczej by nie przeżyły. Muszą dostosować się do otoczenia czyli np. zimą spać, a przed silniejszym uciekać. I nie ma znaczenia, czy takie zachowanie jest wrodzone czy nauczone.
    Napisałem przecież, że jeżeli racjonalność (np. wrodzona) wystarcza, by przeżyć, to rozum nie jest potrzebny. Mało tego, zwierzęta instynktownie odrzucają często swych nieco innych braci, np. albinosów. Zatem korzystanie z rozumu wiąże się na ogół z pewnym osamotnieniem, co najpełniej widać u ludzi.
    O stadzie już pisałem wyżej. Dodam jeszcze, że właśnie w stadzie – jak sam zauważyłeś – dochodzi do zachowań nieracjonalnych. A dlaczego? A no z nudów, bo w stadzie wiele nie trzeba, by przeżyć. Ale stado dba o siebie i ostro reaguje na wszelkie ekstrawagancje. Jak ludzie.

  7. @Tjoci
    Qbuś lubi sobie dywagować troche od sasa do lasa, taka jego uroda. Nawet ateiści potrafią dryfować jak surferzy po Pacyfiku

  8. Do racjonalności rozum nie jest potrzebny?
    Redundantność – przeaszam szanowne państwo ale nie znoszę takich potworków.

  9. Jak zwykle trzeba sobie opracować terminologię w dyskusji, żeby znowu nie wyszło, że każdy mówi sobie a muzom.

  10. No to zacznijmy od jakiego słowa pochodzi racjonalność, czy aby przypadkiem nie od ratio czyli rozum po łacinie. Jeśli się mylę to zwracam honor do kieszeni.

  11. Qba,

    Ta nadmiarowa moc obliczeniowa mozgu spac mi nie daje. Czy ona rzeczywiscie pasuje do nowego slowa polskiego ‚redundantny’? Lub odwrotnie? I czy jest to plus dodatni, dla ewolucji, jak chce Qba? Czy moze vice versa?

    We Zrodle podaja:

    Synonimy słowa „redundantny” z podziałem na grupy znaczeniowe
    Najważniejsze grupy znaczeniowe:
    » redundantny – np. jako określenie czegoś o niskiej wartości
    » redundantny – np. w odniesieniu do wyolbrzymienia czegoś
    » redundantny – np. w kontekście czegoś nieprzydatnego
    » redundantny – np. jako potoczne określenie czegoś zbędnego
    » redundantny – np. w odniesieniu do czegoś niepotrzebnego
    » redundantny – np. w kontekście zbyteczności czegoś

    Same negatywne znaczenia to sa, jesli o synonymy chodzi. Wiec mnie sie nasuwa skojarzenie z krzyzowkowym przeciwienstwem zugzwangu

    http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2017/09/24/dawac-forse/#comment-504562

    Samotrzec, samograj, przeciwienstwo zugzwangu szachowego. Mag(us) do tego dotarla. Tam o haslo krzyzowkowe szlo. A o co biega z redundantnoscia durnego rozumu.

    Mnie to wyglada na nastepne haslo krzyzowkowe:

    redundantnosc rozumu: przeciwienstwo zugzwangu

  12. @NeferNefer
    1 października o godz. 22:20

    Przepraszam za słowo-potworek na „r”, ale jest to istotny parametr w teorii i praktyce niezawodności.
    A do racjonalności rozum rzeczywiście nie jest specjalnie potrzebny. Mało tego, on przeszkadza, bo chce wiedzieć „co jest za tym murem”, choć to absolutnie nieistotne.
    Za czasów PRL racjonalnym było pogodzenie się z przewodnią rolą partii i brakiem paszportu. Ale jak pamiętamy, warchołów nie brakowało. Podobnie jest dzisiaj. Radykalne ponad 40% zadowala się tym co dają, a „nieliczne grupki” protestują. Pewnie cholery użyły jednak rozumu.

  13. Ale jeżeli ktoś coś sobie racjonalizuje to chyba w swoim mniemaniu używa tego co uważa za rozum.

  14. @NeferNefer
    1 października o godz. 22:30

    Masz pozytywną słuszność. Tak, jak kiedyś słońce biegało wokół ziemi, tak też sądzono, że rozum jest racjonalny. Potem była kolonizacja, średniowiecze i inne racjonalne poczynania. To trochę tak, jak prawo i sprawiedliwość według Kaczyńskiego. Zależy od punktu widzenia.
    Mnie natomiast chodzi o racjonalność postępowania w sensie zachowania gatunku, czyli przeżycia jak największej ilości osobników. A to oznacza – nie wymyślać, uciekać.

  15. @NeferNefer
    1 października o godz. 22:41

    Jasne. Stąd właśnie się wzięło powiedzenie ” lepsze jest wrogiem dobrego”. W historii ludzkości była niewyobrażalnie wielka liczba prób różnorakich racjonalizacji. Tylko bardzo nieliczne weszły do użytku, a jeszcze mniej przetrwało i okazało się być rzeczywiście racjonalnymi. Bo jednak natura miała znacznie więcej czasu i – co znacznie ważniejsze – wszystkie próby przeprowadzała w realu z pełnym zestawem parametrów.

  16. @NeferNefer
    1 października o godz. 22:30
    Moim zdaniem nie jest ważne pochodzenie, ale znaczenie jakie ze sobą określenie niesie.

  17. @Orteq
    1 października o godz. 22:31

    Z dziwnych źródeł korzystasz.
    Redundancja, to nadmiarowość mająca na celu zapewnienie niezawodności. W komunikacji internetowej np. każdy pakiet danych zawiera dodatkową informację wyliczoną według określonych form matematycznych. Dzięki nim w bardzo wysokom stopniu można odtworzyć u odbiorcy pełną informację pomimo zakłóceń. Bo już dawno okazało się, że do zapewnienia niezawodności bardziej opłaca się stosować matematykę niż bardzo drogą komunikację, czyli powolną i jeden klient na drut. jest to jedna z istotnych zalet techniki cyfrowej.
    Natomiast – jak wyżej opisałem – gdy redundancja jest znaczna, to można sobie dorobić „na boku”, czyli w przypadku mózgu – pomyśleć.

  18. Qba – 22:36

    Z neologizmem jezykowym mamy do czynienia. Slabo skopiowanym z jezyka oryginalnego

    Wracajac do zuzgwang. Jakby ktos z tylu pozostal

    Zugzwang to b. rzadki szachowy fenomen. Stwierdzony historycznie po raz pierwszy w 1923 (bodajze) roku. I nie powtarzacy sie byt czesto potem. Taki PRAWIE szachmat, ale tez nie do przeskoczenia konikiem.

    Zas przeciwienstwo zugzwangu to, you know, blow. Aby rowno. I wygrasz

    Reduntantnosc (rozumu), jako definicja do hasla krzyzowki criptic puzzle ‚odwrotnosc zugzwangu’ moze zaistniec tylko w naszym ojczystosynczystym jezyku. Thanks Witoldzie.

    Inaczej redundant, obce slowo, oznacza redundant. Verbosity or unnecessary repetition in expressing ideas. Wiem, wiem. Mysmy sobie pozwolili na inne znaczenie tego slowa. Ale kiepsko pozwolili

  19. Zachłysnęliśmy się kiedyś możliwościami naszego rozumu i tak nam zostało. Różni nieracjonalni zmusili nas, byśmy uznali, że to ziemia kręci się wokół słońca ale nie uda się nikomu spowodować, byśmy przestali uważać się za pępek świata i ukoronowanie jego stworzenia. Taką mamy podstawę programową w szkołach i nasze dzieci będą nawracać błądzący świat. I Polska nareszcie będzie wielka – od może… do może…

  20. Qba

    No właśnie zasadność racjonalizowania tego i owego zależy od punktu widzenia, mnie się czyjeś racjonalizowanie może wydawać błędnie mylne. A racjonalność postępowania w celu zachowania gatunku to chyba raczej instynkt, inaczej uciekając a nie myśląc siedzielibyśmy do dzisiaj na najwyższej gałęzi (co może nie byłoby takie złe)

    Redundantność jakoś ścierpię z trudem ale jeśli kiedykolwiek użyjesz „dedykowany” i nie w kontekście utwór, wiersz, poemat, to przestanę się do Ciebie odzywać 😉

    Ewa-Joanna
    1 października o godz. 22:48

    Sprawdziłam żeby się samej nie nadziać

    https://sjp.pwn.pl/szukaj/racjonalny.html

    Rozumuję sobie, może nieracjonalnie że nie można racjonalizować czegokolwiek nie używając choćby jednej synapsy w rozumie.

  21. @tejot
    1 października o godz. 20:48
    Użyłem zupełnie różnych określeń, które łaskawie mieszasz. Mózg i „nadmiarowa moc obliczeniowa” to są narzędzia, a rozum, to jest efekt ich wykorzystania. Nie widzę tu żadnego problemu logicznego.

    Mój komentarz
    Pisałem o Twoich stwierdzeniach wzajemnie sprzecznych:

    1) Mózg ma nadmiarowość obliczeniową, która mu dała ewolucja
    2) Nieużywany do myślenia mózg zanika, jego moc obliczeniowa maleje.

    Zapytałem – dlaczego natura (ewolucja) zadziałała w dwóch przeciwnych kierunkach? Obdarzyła ludzi obfitym (nadmiarowym) mózgiem, a potem zabiera go ludziom nie myślącym? Za karę, że się go nie używa?

    Przede wszystkim „nadmiarowość mocy obliczeniowej mózgu” nie bardzo może być nazwana narzędziem. To jest raczej cecha, a nie narzędzie. Ale od najwyższej biedy można i tak ją nazwać.

    Nie bardzo widzę rozum jako „efekt wykorzystania” czegokolwiek.

    Dalej
    Stwierdzenie nr (2) jest nijakie, bowiem z niego wynika zanik mózgu z powodu braku myślenia, co jest naiwnością i nonsensem.
    Nie dotyczy to wczesnych faz rozwoju osobniczego, gdy kształtują się nowe połączenia w mózgu. Jeśli takie połączenia w odpowiednio wczesnym okresie się nie ukształtują, to pewne części mózgu nie działają, o czym przypomina na blogu @wbocek dyskutując o uczeniu się języka, mówienia.

    U człowieka w miarę starzenia się stale zamiera pewna ilość komórek mózgowych. Ilość sumaryczna neuronów w głowie się zmniejsza, mimo, że działa w głowie przeciwny proces – powstawania nowych komórek mózgu, co dzieje się w dwóch obszarach mózgu i polega na powstawaniu nowych komórek z tzw. komórek macierzystych, ich różnicowaniu (specjalizacji) się oraz proliferacji – docierania do pewnych obszarów mózgu.
    Nie oznacza to wcale, że mózg się nie starzeje i że z biegiem czasu ilość neuronów w mózgu nie maleje.

    Po drugie redundantność jest terminem oznaczającym najogólniej nadmiarowość ponad potrzebę zapewniającą wykonanie zadania, prawidłowe działanie systemu.

    Tak się składa, ze ewolucja nie tworzy czegoś ewidentnie ponad potrzebę, ponieważ ewolucja jest z założenia selektywna. Ewolucja może tworzyć struktury, które można uznać na upartego za nadmiarowe, jeśli np. potrzebne są one tylko w szczególnych sytuacjach, czyli rzadko w życiu, lecz konieczne są do przetrwania. Na co dzień „nadmiarowe”, lecz, powiedzmy raz na parę lat, muszą zadziałać.

    Niemniej na upartego można dopatrzyć się nadmiarowości u różnych zwierząt. Np. jeśli słonia wrzucimy do wody, to po co mu kły i trąba. Lub jeśli kudłatego psa wrzuci się tropik, to będzie mu bardzo nadmiarowo sierść przeszkadzała, będzie mu zbyt gorąco.

    Ewolucja nie jest nadmiarowa, nie może być taka. Jest na tyle powolna, że nie wrzuca zwierząt z jednej niszy do drugiej nagle, tylko ma do dyspozycji mnóstwo czasu i jeśli jakiś gatunek (nie pojedyncze zwierzę) wędruje, rozprzestrzenia się od strefy np. gorącej do zimnej, to np. sierść na nim się robi gęstsza. Lub odwrotnie – robi się krótsza i rzadsza. W każdym razie redundancji nie ma. Ewolucja trafia w punkt. Ani za mało, ani za dużo dla przeciętnych, codziennych lub rzadko występujących, a ważnych potrzeb.

    Natomiast z punktu widzenia formalnego można wydumać różne rodzaj redundantności. Taką „redundantnością” w człowieku na przykład są dwie nerki. Wystarczyłaby jedna, a są dwie. Redundantnością w stosunku do codziennych przeciętnych potrzeb są przekroje naczyń krwionośnych dużych. Jeśli człowiek jest prawidłowo rozwinięty, to naczynia te są wystarczająco szerokie, z dużym zapasem, z który pozwala sercu pompować krew swobodnie. Gdy jednak dieta będzie zbyt bogata kalorycznie i cholestorolowo, cukrowo, itd, to te naczynia szybko się zatykają i szlag trafia redundantność. Przez miliony lat ewolucji człowiekowatych nie było to istotne, bo ludzie przeciętnie żyli bardzo krótko, dieta nie była nadobfita i naczynia nie zdążyły im się zapychać.

    Ewolucja nie mogła przewidzieć tak długiego przeciętnego trwania życia człowieka, jakie jest dzisiaj, a dała mu szerokie naczynia tylko po to by w szczególnych warunkach (niebezpieczeństwo, ucieczka, długotrwała męcząca wędrówka, praca) organizm mógł znosić. Dzisiaj ludzie żyją dłużej i naczynia im się prędzej czy później zatykają i ta cała redundantność upada.

    Podobnie jest z mózgiem. Naczynia również w nim się zatykają i redundantność szlag trafia, jeśli w ogóle coś takiego jak redundantność mózgu (wytworzona przez ewolucję) istnieje.

    Na redundantności mózgu Qba buduje swoje koncepcje dotyczące niewykorzystania dostępnej mocy obliczeniowej mózgu przez gatunek ludzki, nieracjonalnego postępowania ludzi, itd.
    Pzdr, TJ

  22. @NeferNefer
    1 października o godz. 23:07

    Ale instynkt to też działanie mózgu, zatem czy oddychamy czy uciekamy, za wszystko jest odpowiedzialny mózg. I dopiero gdy stwierdziliśmy, że może on więcej niż niezbędne minimum, zaczęliśmy kombinować, czyli świadomie probować zmian nieświadomi konsekwencji. Tak jak małe dzieci, zaczęliśmy od siebie. A potem już poszło. Bo gdy sama z własnej woli i bez niczyjej pomocy nauczysz się ruszać uszami i to każdym osobno, to trudno już się zatrzymać w odkrywaniu możliwości rozumu. Tak, rozumu, bo bez jego użycia nigdy byś nie wpadła na pomysł wachlowania się uszami jak np. słoń. Przecież to całkowicie nieracjonalne.
    Powyższe dedykuję Tobie. To jedyne znane mi znaczenie tego dosyć obcego mi słowa. Więc odzywaj sie do mnie, ach. Proszę.

  23. Qba – czytam, ale nie bardzo widzę, jaką myśl chcesz w tekście przeprowadzić. Generalnie, jest coś o rozumie, a wynika to z tytułu, w czym trafiam jednak na trudność rozumową, bo tytuł jest podwójny: o rozumie i o zrozumieniu. Rozumu, czy czegoś innego?

    Stosujesz metodę luźnych uwag, na luźny temat, bo temat rozumu i temat zrozumienia jak rozum działa ( może zrozumienia jak rozum działa?) jest tak obszerny, że nie da się tego w jednym tekście wyjaśnić, a nie zawężasz tematu do wybranego aspektu, więc mamy luźne w luźnym, przez co tekst staje się niezrozumiały.

    Czytam: „Fizjologicznie rzecz biorąc, możliwość powstania rozumu zaistniała na długo przedtem, zanim pierwsza małpa zdecydowała się nieco wyprostować.” Teza jest niejasna: możliwość powstania na długo przedtem? Co to znaczy „możliwość powstania” w tej sytuacji? Brzmi to jak hipoteza, że coś było możliwe, albo jako orzeczenie dramatyczne: coś mogło powstać dużo wcześniej, ale nie powstało. Dlaczego mogło? Czy nie powstało? A jeśli tak to dlaczego nie powstało, skoro mogło?

    Dalej: „Rozwój złożonych organizmów powyżej pewnego progu skomplikowania stał się możliwy dzięki nadrzędnej jednostce sterującej – mózgowi. Zajmuje się on głównie koordynacją działania poszczególnych organów, kończyn, itd., jako reakcji na przeróżne bodźce, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne”. To twierdzenie jest mętne, więc działa przeciwwyjaśniająco. Objaśniasz, że mózg jest konieczny do poruszania kończynami, działania organów, czy reakcji na bodźce. Nic podobnego! Wielka część wytworów ewolucji świata zwierząt nie ma mózgu, a reaguje na bodźce, porusza kończynami i świetnie funkcjonuje. Część zwierząt ma mózgi, bardzo skomplikowane, ale ich skomplikowanie nie jest potrzebne do poruszania kończynami i reakcji na bodźce.

    Pojęcie „redundantności” zwykle ma znaczenie negatywne, chodzi o to co jest zbędne, nadmiarowe. Owszem, może być także użyte wobec czegoś nadmiarowego,co potencjalnie się może przydać, ale to sytuacja hipotetyczna i zamiast wybijać „redundantność” przejrzyściej jest powiedzieć jednoznacznie, w czym rzecz: korzystne jest posiadanie mózgu o dodatkowej mocy obliczeniowej.

    Dalej: „Być może procesy reorganizacyjne zachodzą w naszych mózgach bez przerwy. Przyczyną mogą być mikrouszkodzenia lub zużycie poszczególnych elementów, ale także można sobie wyobrazić globalny system sterowania podzespołami, który bez przerwy przenosi fizycznie sterowanie poszczególnymi elementami bez naruszania globalnej struktury zarządzania, co czyni go szczególnie elastycznym i odpornym na zakłócenia. „
    Stwierdzenie, że „być może” jest nietrafne . Kłóci się ono z wcześniejszą Twoją tezą, o tym, że korzystna jest nadmiarowa „moc obliczeniowa mózgu”. Skoro coś jest korzystne, to czemu stawiasz to w wątpliwość zwrotem „być może”? Skoro mózg jest tak skomplikowany, to jasne jest (co nauka już od dosyć dawna potwierdza, ale potwierdza to też codzienne doświadczenie), że moc obliczeniowa zapewniana jest różnymi drogami, a nie jednym schematem połączeń,co właśnie pozwala mózgowi na swoistą naprawę wewnętrznych uszkodzeń właśnie poprzez rekonfigurację sposobu wewnętrznego działania. Te możliwości jednak są ograniczone: jeśli zdewastowane są obszary mózgu odpowiedzialne za widzenie, nie może on te funkcji odtworzyć w dowolnie innym obszarze i z taką samą skutecznością jak pierwotna, choć – owszem – może zdarzyć się pewna poprawa wobec pierwotnego zakresu dewastacji. Raczej jednak dzięki ingerencji z zewnątrz, sztucznej, wykonana przez naukę, w tym medycynę. Dosyć częstą reakcją mózgu na uszkodzenie jest reorganizacja polegająca na tym, że ponieważ nie może mózg odtworzyć działania np. wzroku, to doskonali działanie innych zmysłów, np. słuchu czy dotyku, co w pewnej mierze rekompensuje utratę wzroku.

    Dalej: „Jesteśmy zatem na etapie istnienia ogromnej liczby przeróżnych organizmów, z których względnie niewielka (ale bezwzględnie ogromna) część dysponuje mózgiem z niezagospodarowanymi obszarami”. Tutaj wyprowadzasz wniosek z przedstawionej wyżej tezy, której nie udowodniłeś,co jeszcze bardziej zakłóca faktograficzność, ale zwłaszcza jasność wywodu. Mózg, ponieważ jest mózgiem, ma „niezagospodarowane obszary”. Co więcej, struktury których nie nazywamy jeszcze mózgiem, np. kłąbki nerwowe, także mają „niezagospodarowane obszary”, tylko w mniejszym zakresie.
    „Większość z tej mniejszości stanowią organizmy z co najmniej jedną szczególną cechą zwiększającą szansę przeżycia (zdolność mimikry, kły, szybkość itp.)”. Nic podobnego ! To większość z tej większości dysponuje umiejętnością mimikry czy szybkością,np bardzo wiele owadów. Co więcej, dysponują one czymś co nazywamy inteligencją międzyosobniczą (motyle, ćmy, mrówki, termity, ale i pojedyncze larwy owadów) , co także zauważył już Lorenz. Mało tego, wiele z takich umiejętności posiadają także rośliny, które ewidentnie nie mają mózgów, o jakich tu piszesz.

    Dalej: „Oznacza to określone zachowanie standardowe w każdej sytuacji bez zwłoki na „myślenie”. Teoretycznie bowiem wszystkie te organizmy mogłyby myśleć. W praktyce jednak nic nie dzieje się bez konieczności.” Nic podobnego ! W świecie żywym wiele rzeczy dzieje się „bez konieczności”. Zabawa, ciekawość, zainteresowania i pasje poznawcze czy poczucie humoru, a także empatia czy altruizm nie są „koniecznością” , a znakomicie rozwijają już nie tyko mózg, ale po prostu umysł. Bardzo wiele gatunków wykazuje takie zachowania także w zakresie bardzo rozwiniętym. Termin „konieczność” można tu naciągać, co jest jednak wyjściem poza jego sens. Gdy bowiem zwierzę, dzięki pasji poznawczej zwiększa swoją sprawność umysłową i poszerza doświadczenia dające korzyści, to dokonując projekcji wstecznej ten i ów może się upierać, że wynik jest skutkiem „konieczności”. Żeby życie było satysfakcjonujące „zachodzi konieczność” posiadania poczucia humoru oraz ciekawości życia.

    Dalej: „Tak więc, im organizm jest skuteczniejszy w zdobywaniu pożywienia, tym mniejsza szansa wykorzystania „myślenia”. Ta teza jest nieuprawniona. Nie brak zwierząt, które dzięki myśleniu nie tylko lepiej zdobywają pożywienie, ale lepiej sobie radzą w życiu, co oznacza też skuteczniejsze przekazywanie genów. Tu mylisz sytuacje dynamiczne ze statycznymi: stado baranów bezmyślnie, ale skutecznie ogołaca łąkę z trawy.

    Dalej: „Ponieważ ewolucja strzela na ślepo, trafiają się co i rusz organizmy prawie bezbronne.”
    Oczywiście, że zdarzają się organizmy „prawie bezbronne”. Tylko, że teza – „ewolucja działa na ślepo” wiąże ową ewolucję z hiotezą, że mogłaby działać nie na ślepo, mając jakiś cel. Ewolucja nie ma celu, w tym sensie „działa na ślepo”, „ślepe” czyli przypadkowe, są mutacje. Ale skutki pojawienia się mutacji okazują się (nie zawsze) korzystne dla życia, przeżycia i przekazania genów (z taką właśnie korzystną mutacją). W tym sensie zasada na jakiej opiera się ewolucja (mutacje), choć jest ślepa, ale może dać korzystne, a więc w pewnym sensie „widzące”, czyli korzystne skutki.

    Dalej: „Aktualne wyniki badań archeologicznych przesuwają co prawda naszych przodków w czasie mocno do tyłu, ale to ciągle nie jest bardzo dawno. Poza tym, fizjologicznie byli ci przodkowie wielce do nas podobni. Zatem i mózgi mieli podobne”.
    Ci „archeologowie” to dalece więcej niż archeologowie, bo cała paleta nauk. Nie wiem co masz na myśli pisząc „mocno do tyłu..ale nie jest to BARDZO DAWNO”, bo skoro „mocno” to pewnie jednak „dawno”.. Ale mniejsza o to. Rzecz bardziej może w tym, że ci przesunięci w dawniejsze rejony czasowe przodkowie dzisiejszego człowieka, owszem, fizjologicznie byli z grubsza podobni (działanie rąk, nóg, kręgosłupów, mięśni, serca, zębów, słabe pływanie, podobna konieczność wydalania itp.), to różnice także były znaczne. Zmiana sposobu odżywiania na różnorodne oraz tolerancja na laktozę przez całe życie to są wynalazki ewolucji znacząco różnicujące nas od dawnych przodków. Zwłaszcza tych „przesuniętych mocno do tyłu”. Mózgi także ci przodkowie mieli znacząco mniejsze co widać po wielkościach puszek mózgowych, teza o takich samych fizjologiach więc i mózgach nie jest zgodna z faktami.

    Dalej: „Popatrzmy na siostry i braci w rozumie. W tych stabilnych warunkach coraz rzadziej wykorzystują tę część mózgu, którą nazywamy potocznie rozumem. Rozumiecie, brak konieczności”.
    Skąd taka teza? Czyżby wcześniej więcej było ludzi rozumnych? Kiedy, z jakiego powodu, jak to było ustalone? Dzisiaj jest brak konieczności – jakiego rodzaju który miałby powodować słabnięcie wykorzystania rozumu? Tu mylisz pojęcia: mózgu, rozumu i mądrości. A przede wszystkim dojrzałości i głębi rozwoju osobowego. Rozumu używamy dziś niezwykle często, niewspółmiernie częściej niż dawniej. Dziś nieskończenie więcej mamy impulsów docierających do nas ze wszystkich stron, o czym piszesz na samym początku. Całkiem niedawno, właściwie wczoraj (100-200 la temu) ilość informacji jaka docierała do standardowego człowieka przez całe jego życie była taka, jaka mieściła się w paru wydaniach gazety codziennej. Dziś taka ilość informacji jest przez mózg odbierana, selekcjonowana, przetwarzana i poddana wnioskowaniu oraz reagowaniu (rozum) w ciągu dni, albo krócej, a nie w ciągu całego życia. I tempo to rośnie. Modelowanie rzeczywistości, co jest główną rolą inteligencji, także jest niepomiernie intensywniejsze niż jeszcze bardzo niedawno (owe 100-200 lat temu, a nie w czasach naszych praprzodków, z którymi w ogóle, pod względem pracy rozumu nie ma się jak równać). Niewiele to jednak ma wspólnego z mądrością, dojrzałością i głębią osobowego rozwoju czlowieka. Tu nie ma relacji symetrii i proporcjonalności.
    Skoro piszesz, że ponieważ mamy „stabilne warunki” to wykorzystujemy „rozum” „coraz rzadziej” to, poza faktem, że przedstawiasz tezę nieuzasadnioną czyli fantazyjną, to jest w tym zawarta kolejna teza, że kiedyś, oraz „w warunkach mniej stabilnych” wykorzystywaliśmy rozum częściej, albo „coraz częściej”.

    Dalej: „Człowiek jednak potrafi i lubi łamać zasady. Jako jedyny gatunek potrafimy zachowywać się nieracjonalnie.” Nic podobnego. Wiele zwierząt potrafi się zachowywać nieracjonalnie. Wyżej to przedstawiałem. „Nieracjonalność” jest zresztą pojęciem niejednoznacznym, racjonalność może się okazać pozorna,a nieracjonalność racjonalna. Powinieneś był więc najpierw opisać czym jest racjonalność w świecie zwierząt, a czym u ludzi i czym jest adekwatna racjonalność.

    Dalej: „Obserwowałem niedawno w biały dzień kruka na ruchliwej ulicy, który z orzechem w dziobie siadał na wysokiej latarni, a konkretnie na jej wysuniętym ramieniu. Tam otwierał dziób i orzech spadał z kilkunastu metrów na betonowy chodnik. Kruk powtarzał operację tak długo, aż orzech pękł. Ta umiejętność jest wymyślona, a nie odziedziczona”.
    Umiejętność wymyślona? Co to takiego? Czy nie jest to spekulacja czystego rozumu, modelowanie rzeczywistości dzięki inteligencji? Kruk się zamyślił i przeprowadził w rozumie wizualizację tego co mógłby i jak zrobić z orzechem i co by z tego w określonych okolicznościach wynikło? Czy to było „racjonalne działanie”, jak sądzisz o wszystkich nieludziach? A może nieracjonalne,bo mógł się pożywić inaczej, łatwiej i lepiej, zamiast spuszczać orzech z latarni do skutku w postaci pęknięcia? Ileż energii i czasu trzeba na to zużyć, jak bardzo się narazić na niebezpieczeństwa, by orzech rozłupać (jeden orzech!). Może krukiem kierowała chęć zabawy, ciekawość życia i poczucie satysfakcji, czyli stany nieracjonalne w rozumieniu prostej utylitarności ?

    Dalej: „Jako dzikie, zwierzęta nie miały pilnej potrzeby rozwijania rozumu. Dopiero kontakt z człowiekiem uświadomił im konieczność”. To znowu sobie przeczysz. Czyli ten kruk rzucający orzech z latarni (fakt: latarnię postawił człowiek, nie wyrosła z ziemi jak puszcza) nie „wymyślił tego”, jak napisałeś, ale nauczył go tego człowiek? Ale jak, skoro piszesz, że kruk (dzikie zwierzę) „nie miał potrzeby rozwijania rozumu” ? A w dodatku, jak podajesz: „wydaje nam się, że mamy z nimi [zwierzętami] kontakt. Ale dlaczego taki kiepski? Ano dlatego, że każde zwierzę inaczej odbiera otoczenie – innymi zmysłami, w innych zakresach.
    Kruk, niewątpliwie, odbiera otoczenie innymi zmysłami i w innych zakresach niż (współczesny) człowiek.
    Tym bardziej więc nie jestem w stanie złapać myśli jaką w tekście chcesz (takie robię założenie że chcesz) przeprowadzić, co czym uzasadniasz, skąd bierzesz tezy i dlaczego ich nie tłumaczysz, a mnożysz do takiego zapętlenia, że powstaje nieuchronne wrażenie zupełnego pomieszania rzeczy.

  24. Qba
    1 października o godz. 23:27

    Hm. Czyżby mózg nie dzielił się na jakoweś obszary, jedne odpowiedzialne za działania automatyczne a inne za myślenie abstrakcyjne?

    Jak się tak już powachlowałam tymi uszami to stwierdziłam że z trudem staram się zinterpretować „I dopiero gdy stwierdziliśmy, że może on więcej niż niezbędne minimum, zaczęliśmy kombinować” to chyba jakiś enlightenment był. Czyli po naszemu jabłko komuś na głowę spadło.

    Widzę że Tanaka wziął na pożarcie to aczkolwiek ponieważ robi się późno, to se poczytam.

  25. @tejot
    1 października o godz. 23:19

    Jesteś uparty jak czołg. Przecież napisałem, że rozum zanika. Nie mózg! Mózg to narzędzie, a rozum to efekt wykorzystania go! Twoje nogi to narzędzie, a bieg przez opłotki to efekt wykorzystania ich!
    Poza tym, ewolucja tworzy jak leci – pełen wachlarz praktycznych możliwości. Jeżeli coś jest dobre, to jest powielane. W tym nadmiarowość mózgu umożliwiająca myślenie. I musi co jest to bardzo opłacalne, skoro trwa pomimo bardzo wysokiego zapotrzebowania na energię.

  26. @NeferNefer
    1 października o godz. 23:07
    Słownik słownikiem, a ten świstak…
    Chodzi mi głownie o to, że ludzie różnie rozumieją ( podkładają różne znaczenia) słowa i określenia a to chyba zależy od indywidualnej percepcji wyindywidualizowanego mózgu. 🙂 Stąd też biorą się nieporozumienia.
    Qba opisuje swoje przemyślenia, co daje pretekst dla Tejota do zrypania ich z powodu braku naukowości. Więc w sumie się rozjechali, nie?
    Ale czytałam nieuważnie, bo robię coś całkiem innego i mam, że tak powiem, tylko jedno oko.

  27. @Tanaka
    1 października o godz. 23:29

    Gratuluję wytrwałości i dziękuję za niezwykle szczegółową analizę. Wyciągasz jednak wnioski, dla których nie widzę najmniejszych podstaw. Mam wrażenie, że dopasowujesz je do własnej tezy. Niech i tak będzie.
    Póki co, oddalam sie w stronę łóżka i życzę długiej i spokojnej.

  28. Qba
    1 października o godz. 23:50

    Tak jest: śpij i się wyśpij. Wniosek główny jest taki, jak przedstawiłem: nie widać myśli przewodniej i w ogóle nie bardzo jest jasne, o co Ci chodzi w sprawie rozumu.
    Skoro nie widzisz najmniejszych podstaw do takiego wniosku, to znaczy dokładnie to, że nie przeprowadziłeś rzeczy tytułowej : „[z]rozum”.

  29. @NeferNefer
    1 października o godz. 23:37

    Nasze metody badawcze mózgu polegają na drażnienu poszczególnych jego obszarów i sprawdzaniu reakcji organizmu, np. drgnęła prawa noga. Chciałbym zwrócić przy tym uwagę na stosunek wielkości sondy drażniącej i komórki mózgu – dłubanie w nosie rękawicą bokserską jest przy tym super precyzyjne. Istniejące już aparaty słuchowe podłączone są do drogi przesyłowej sygnału, a nie bezpośrednio do mózgu. Podobnie implanty wzrokowe czy sterowanie kończynami. My o mózgu wiemy naprawdę niewiele.
    A teraz sie udaję. Dobranoc.

  30. Uzupelnienie do 23:02

    Kto, znajacy nieco jezyki, by przetlumaczyl angielski tytul ksiazki „In the memory of the forrest” na polski „Na pamiatke lasu”?

    https://ksiazki.wp.pl/na-pamiatke-lasu-6148745402640513c

    Szczegolnie poznajac tresc ksiazki w miedzyczasie. Taki tytul wypacza tresc ksiazki tak, ze szkoda czytania bzdetu. Proszynski i Ska przetlumaczyl! I tak sie dzieje z wieloma tlumaczeniami sobie a muzom. Przeprowadzanych na hura po Annus Mirabilis. Takie tlumaczenia sie sprzedaja na poziomie ponizej dziesiec procent. „Na pamiatke lasu” sprzedalo sie ponizej poziomu pomylki statystycznej. Podczas gdy oddanie slowa prawdzie, w ksiazce zawartej – co las ‚zapamietal’ z relacji polsko-zydowskich w czasie okupacji i po niej – przypuszczalnie zmieniloby sytuacje diametralnie

    Spodnie opadajo. I tak zostajo

  31. Qba
    1 października o godz. 23:38
    @tejot
    1 października o godz. 23:19
    Jesteś uparty jak czołg. Przecież napisałem, że rozum zanika. Nie mózg! Mózg to narzędzie, a rozum to efekt wykorzystania go! Twoje nogi to narzędzie, a bieg przez opłotki to efekt wykorzystania ich!

    Mój komentarz
    Qba, upraszczasz niesamowicie i przez to gmatwasz.

    Mózg nazywasz prościutko dla swoich dywagacji narzędziem, a rozum efektem, jak bieg przez opłotki.
    Qba, bieg przez opłotki, to czynność.
    Myślenie, to również czynność.
    Rozum, to zdolność do abstrakcyjnego myślenia, do analizy danych, do wyciągania wniosków, itd. Rozum, to raczej nie efekt, a zdolność mózgu, jego właściwość.

    Twojej tezy o zanikaniu rozumu nijak nie jestem w stanie zintepretować. Rozum zanika u gatunku ludzkiego? Z jakiego powodu? Za karę, czy z powodu zużycia się u ludzi mózgów? Hipoteza o zanikaniu rozumu jest katastroficzna i nadaje się raczej na rekolekcje, homilie do braci w wierze.

    Qba, trudno mi się czyta Twoje wywody, ponieważ nie nadążam za czynionymi w nich zwrotami, zawijasami myślowymi i mnogością wątków, które niekiedy pakujesz po kilka naraz do jednego zdania. Czytając Twoje wystąpienie nie widzę jego planu, ogólnego zarysu, zdefiniowania postawionego problemu, jego uporządkowanego omówienia, podsumowania, itd.
    Pzdr, TJ

  32. A czym się drażni/bada psychikę z siedzibą w mózgu?

  33. Ta Qba’owa redundantnosc rozumu spokoju mi wciaz nie daje. Czy zespol wespol tj /Tanaka juz to zwalkowali na ament?

    W tym pies jest zakopany. Dosyc gleboko zreszta

  34. „Redundantnosc” rozumu to przede wszystkim zle tlumaczenie obcego slowa. Ale nie tylko. To rowniez czyjas upierdliwosc. Polskich tlumaczy zapewne.

    A po nich wkraczaja Qbwie. I daja po slowie. W ramach niepowstrzymywalnej verbosity. O slowotoku mowa

  35. I na koniec przytup. Tez unaukAwiony:

    o ile oksymorony i antytezy są stosowanymi w literaturze środkami stylistycznymi, o tyle pleonazmy i tautologie uważa się za błędy stylistyczne, gdyż nie kryją się pod nimi żadne filozoficzne podteksty. Bowiem ich istotą jest redundancja. Czyli zbędne powielanie tych samych treści.

    Redundancja. Inaczej, verbosity ad nauseam. Do tego udalo sie nam doczolgac rakiem do zadu. No bo przeciwienstwo zugzwangu musialo zaistniec

  36. tejot – 0:14

    „Do Qba: Czytając Twoje wystąpienie nie widzę jego planu, ogólnego zarysu, zdefiniowania postawionego problemu, jego uporządkowanego omówienia, podsumowania, itd. Pzdr, TJ”

    Tez zauwazylem. Gdzie jest wstep? Gdzie rozwiniecie? Gdzie zakonczenie? Bo taki schemat pamietamy jako prawidlowy z dawnych, drogich, lat. A Qba(sny) polecial miszmaszem. Za grosz unaukowienia. Samo unaukAwienie. I tyle. Nic poza tym.

    My chcemy wiecej déjà vu abarotno all over again. Uwspolczenionego przez neologizmy jezykowe. Te pochodzace z kiepskiego tlumaczenia obcych slow. I z niczego wiecej

  37. Ewa-Joanna (23:39)

    „Słownik słownikiem, a ten świstak…”

    A co, nie swistal?

    „Qba opisuje swoje przemyślenia, co daje pretekst dla Tejota do zrypania ich z powodu braku naukowości.”

    Tam wkroczyla naukAwosc, wydaje mi sie. Nie naukowosc. Zreszta po obu stronach rowu kopulacyj.. err. ewolucyjnego ona wkroczyla. Ale jakos to bendzie! Po kaczemu bendzie

  38. Mowiac zas o rowie kopul… ewolucynym, jak to bendzie po kaczemu? A oto jak

    http://naukowy.blog.polityka.pl/2007/06/12/pokretny-penis-kaczora/

    „Badania naukowcow wykazują, iż w trakcie ewolucji ptaków, a szczególnie właśnie ptaków wodnych, obserwuje się wyraźną koewolucję narządów męskich i żeńskich. Innymi słowy zmiany w budowie penisa kaczora pociągają za sobą zmiany w budowie pochwy kaczki. Co jeszcze bardziej intrygujące, okazało się, że ewolucja narządów płciowych idzie w parze z seksualnymi wymaganiami poszczególnych gatunków.”

    Noo

    „Penis kaczorów, gęsiorów i pokrewnych im gatunków dochodzi u wielu, choć nie u wszystkich, do imponujących rozmiarów przekraczających nawet długość 40 cm. W dodatku narządy te mają zwykle u tych ptaków bardzo fantazyjne kształty. Są zwykle skręcone jak korkociąg. Również pochwy samic ptaków wodnych są często rozbudowane i zawierają liczne boczne kanały (często skręcone w przeciwnym kierunku niż „korkociąg” penisa) i ślepe komory.”

    To stad musza sie wywodzic przymiarki do kontroli prokreacji w Kaczpolszy. Adin szag wpierod, dwa szaga nazad. I nastepna proba

  39. A my jedyne co znowu chcemy to déjà vu abarotno all over again.

    https://www.youtube.com/watch?v=ZRcK07x_lf8

    I jeszczo raz. I jeszczo raz. I mnogo mnogo raz. Nie bedzie mowy o zadnych tam kloakach ptakow. Wodnych czy innych

  40. Gdy Narod siem zbudzi
    powstanie z orendziem
    Co to bendzie?
    Co to bendzie?

    Kaziuk z Taplarow Redlinskiego w „Konopielce” wstawal rano, po obudzeniu sie, razem z pozostalymi chlopami w Taplarach. Zeby sie odlac. I to wtedy nastepowala jednosc SZUMU. Szumu odlewanego moczu.

    Wszystko zaobserwowane. Zarejestrowane. Powinno byc obejrzane. Jesli jest toto do obejrzenia.

    No bo jak kultura to kultura. Co z tego bendzie? A nic. Jak wszedzie. Szum odlewanego moczu to szum odlewanego moczu. Odwrotnosci zugzwangu nie da sie temu przypisac.

    Kaziuk z Taplarow nie umial grac w szachy. Z tego co wiadomo

  41. Jak domagać się, by ludzie myśleli, skoro się ich tego nie uczy. Szkoła nie poświęca temu zagadnienie większej uwagi (powinien być taki przedmiot: krytyczne myślenie), rodzicom, najczęściej, brakuje kompetencji. Tymczasem od wczesnej młodości powinniśmy nie tylko dążyć do episteme, ale także ćwiczyć myślenie analityczne i syntetyczne, odróżniać stwierdzenia od przesłanek , dedukcję od indukcji, uczyć się budować argumenty w zgodzie z metodologią naukowa, ekonomią bytów. Tymczasem, zamiast myśleć, wykształcamy nawyk „przyjmowania na wiarę”. Od czegoś w końcu są media, rodzice, nauczyciele, eksperci. Wszyscy mają gotowe, sprawdzone, jedynie słuszne przekonania, recepty i algorytmy. Wszelakie doświadczenia i eksperymenty, czytanie nieprawomyślnych książek – nie są mile widziane. Przecież od dawna już wszystko świetnie wiadomo.
    Poniżej kilka anonimowych uwag o myśleniu krytycznym. Wklejam je odrobinkę bez sensu, bo ci którym z m.k. po drodze, zagadnienie znają, dla reszty to ciekawostka o znikomym znaczeniu.
    „Myślenie krytyczne- inaczej myślenie analityczne. Umiejętność rozpatrywania
    zjawisk i doświadczeń z wielu punktów widzenia, ocenianiu zdobytej wiedzy,
    rozważaniu argumentów za i przeciw, wyciąganiu na ich podstawie wniosków.
    Myślenie krytyczne jest podporządkowane logicznemu wnioskowaniu. Krytyczne nie
    znaczy negatywne.
    Standardy myślenia krytycznego:
    – Jasność: to co jest prawdziwe może być wyrażone w przejrzysty sposób. Jasność w
    formułowaniu myśli jest oznaką inteligencji. Niejasności świadczą o braku zrozumienia
    tego o czym się mówi
    – Precyzja: przywiązanie uwagi do szczegółów. Dokładne definicje i dokładne pytania.
    – Dokładność: dołożenie starań, aby informacja, którą dysponujemy była prawdziwa. Nie można rozumować poprawniew oparciu o fałsz.
    – Związek z tematem: stwierdzenia powinny być związane z tematem.
    – Spójność: niesprzeczność. Myślenie krytyczne unika:
    – praktycznej niespójności/hipokryzji: mówienie jednego, a robienie drugiego
    – logicznej niespójności/irracjonalności: wiary w rzeczy, które nie mogą być jednocześnie prawdziwe.
    – Poprawność logiczna: wyciąganie wniosków według właściwych metod rozumowania.
    – Zupełność: należy dokładnie zbadać zagadnienie. Nie wyciągać pochopnych wniosków.
    – Obiektywizm: „otwarty umysł” brak uprzedzeń. Nie odrzucać czegoś, ponieważ
    jest nowe lub sprzeczne z czymś, w co dotychczas wierzymy.
    Bariery myślenia krytycznego:
    EGOCENTRYZM
    -tendencja do postrzegania rzeczywistości skoncentrowanej na nas samych
    -myślenie we własnym interesie: wyciąganie wniosków będących w naszym interesie lub przynoszącym nam korzyść
    -„wzmożone samopoczucie”: tendencja do przeceniania siebie
    SOCJOCENTRYZM- myślenie zorientowane na grupę:
    -przychylność dla grupy: tendencja do postrzegania własnej grupy jako inherentnie
    lepszej od innych
    -konformizm: dopuszczenie kształtowania naszych przekonań przez czynniki zewnętrzne tj. grupy, autorytety
    RELATYWIZM, prawda zależy od opinii
    -subiektywizm: prawda zależy od indywidualnej opinii
    -relatywizm kulturowy: prawda zależy od przyjętej opinii (normy) kulturowej
    -relatywizm moralny
    Myślenie życzeniowe
    -przekonanie, że coś jest prawdziwe, bo chcemy by było prawdziwe (np. leczące
    kryształy, cudowne kuracje, komunikowanie się ze zmarłymi)”

  42. Co do ewolucji mózgu, jej przyczyn i skutków to ja się nie wypowiadam bo za gupi jezdem. Dodam tylko to, że stadne życie umożliwia uczenie się nie tylko od własnej mamusi, która może być durnowata i nie umieć przekazać potomstwu nic ponad bardzo podstawowe nauki.
    Babka, ciotka czy kuzynka, szczególnie w absencji własnego rodzeństwa, moga zdarzyć się nam diabelsko inteligentne i właśnie stadne życie pozwoli nam na nauke od nich.

    Co szybciutko doprowadza mnie do pojęcia zugzwangu, jako że najstarsza kuzynka Gosia, oprócz bycia nieziemsko piękną i o 2 lata starszą, biła mnie jak chciała zarówno w warcaby i w szachy.
    I w młodym bardzo wieku zmusiła do czytania monografii zarówno debiutów jak i końcówek szachowych.

    Korzyść z tego była przynajmniej taka, że w liceum mogłem z dumą objąć trzecią szachownicę w klasie. Po koledze Darku i koledze Pacerku.

    Wszyscy zaznajomieni z pojęciem zugzwangu od razu zauważyli, że wyraz „pacerek” napisałem źle, albo przynajmniej spolszczyłem go. Bo w oryginale jest „Patzer”.
    Kolega Pacerek nie obrażał się i przyjmował przezwisko z godnością, co przychodziło mu tym łatwiej, że także w całej szkole dzierżył godność gracza Drugiej Szachownicy. Tak jak Darek Pierwszej.
    Czego ja już tak pewnie o Trzeciej Szkolnej Szachownicy powiedzieć nie mogłem… 😉

    Opisuję to wszystko aby wyjasnić moje bezbrzeżne zdumienie faktem, że ktoś może nie znać słowa „zugzwang”. Ja rozumiem, że ludzie mogą nie umieć (przynajmniej nie natychmiast) podać z pamięci chociaż jeden przykład partii słynnych szachistów i zawierającej własnie ów zugzwang, ale żeby słowa nie znać?!

    Nie piszcie państwo, że i słowo „Patzer” jest nieznane, bo obrażania pamięci kolegi Pacerka nie zniosę.

  43. Orteq
    2 października o godz. 8:42
    „Wszystko zaobserwowane. Zarejestrowane. Powinno byc obejrzane. Jesli jest toto do obejrzenia.”
    Nie jest. Reżyser Witold Leszczyński, w swoim świetnym filmie pominął pierwszą scenę literackiego pierwowzoru. Zgodnie, zresztą, ze scenariuszem autora powieści.

  44. zza kałuży – 8:58

    „Co do ewolucji mózgu… zuzgwang”

    No nie mow. To mag(us) na ewolucje mozgu sie wwindowala?

    Niepojete rzeczy sie dzieja na tym blogowiskow ateistow

  45. gotkowal
    2 października o godz. 8:46

    No dajta spokój, przecież dajesz tu złośliwy opis biskupa ! Któren wyraża Prawdę egocentryczną, skoncentrowaną na biskupie. Czyli bożą antropologię człowieka , uprawia socjocentryzm skierowany na episkopat i relatywizm zawodowo godzien mistrzostwa świata skoncentrowany na wydłubywaniu z niebieskiej książeczki tego, co mu akurat pasuje ! A najpierw sobie tą książeczkę sam napisał tak, żeby było miło. Te ewangelie – weźmy – tak pozlepiał, żeby były akurat cztery, pasujące, z kilkudziesięciu niepasujących. A jak już zlepił w pasujące, to się okazało, że są niepasujące, bo się co chwilę ze sobą sprzeczają oraz dziury straszne mają.
    I, mówisz, w szkole tego nie uczą? A biskup przecie, jeden w drugiego, doktory są albo i nawet habilitowane. O, weźmy taki Oko Dariusz, przedbiskup jeszcze, a jaki habilitowany !

  46. zza kałuży
    2 października o godz. 8:58
    Słówko „pacer”, jak głosi anegdota, oznaczające wybitnie niezdolnego szachistę – powstało w trakcie londyńskiej symultany jednego z niemieckich arcymistrzów. Któryś z graczy, w beznadziejnej sytuacji, zaproponował remis (pat, sir?). W odpowiedzi usłyszał: sam jesteś pacer (patzer yourself).

  47. Qba

    >>W miarę postępu ewolucji okazało się, że pożyteczne i wręcz konieczne jest, by mózg był w znacznym stopniu redundantny, czyli dysponował „nadmiarową mocą obliczeniową”.<<

    Qbku, z godnym podziwu i uznania uporem zakładasz na blogu kółko graniaste, czterokanciaste naukowaste. Trochę na wzór jednego Świadka i jego językiem, którym głosi on, że wnikliwa obserwacja otaczającego świata nieodparcie prowadzi do wniosku, że ktoś go musiał stworzyć.

    Co to znaczy w ewolucji OKAZAŁO SIĘ? Komu się okazało – temu, co zarządza ewolucją? Sformułowanie „pożyteczne i wręcz konieczne jest” to wnioskowanie z obserwacji i PRZEWIDYWANIE tego, co BYĆ POWINNO! Qbo, jesteś wielki! Twoja ewolucja ma rozum, pamięć i wyobraźnię! Twoja ewolucja to persona! Bóg lub co najmniej nieprawdopodobnie światły człowiek.

    Inaczej mówiąc, Qbo, opisujesz STWARZANIE świata przez pieruńsko mądrą ewolucję. Jesteś kreacjonistą – wybacz: piątą kolumną na blogu ateistów. Podziwiam i szanuję piąte kolumny jako niepokorne. A blog, nawiasem mówiąc, jest skromną kawiarenką do paplania, a nie centrum zarządzania nauką, polityką i ewolucją. Czyli miejscem bez ambicji. Trza to zmienić.

    Ośmielam się Cię tylko poinformować, że mnie wystarczy wiedzieć, że rozum to właściwość mózgu, konkretnie: umiejętność myślenia. Obserwacja świata zwierząt i ludzkich niemowlaków pozwala sądzić, że najpierw było myślenie bezpojęciowe lub przedpojęciowe, potem – w miarę wysyłania z ryczących gardeł coraz bardziej wyspecjalizowanych komunikatów – rodziły się pojęcia, więc – poezja i subtelność. Bo język pojęć to poetyckie, a nie fotograficzne czy matematyczne widzenie świata. Mnie najbardziej podchodzi poezja (nie wierszeee!), a Ty jesteś poetą życia, Qbo. Któren pokazuje, że ewolucja to żywe coś, kroczące po stworzonym przez się świecie z wyciągniętym palcem: tu se zrobię lasek, tu wyewoluuję jeziorko, temu zwierzątku dodam trąbkę, temu wyrosnę uszka, a temu móżdżeczkowi sypnę szczyptę redundancji, bo WIEM, że mu się przyda.

    Dzięki Ci, Qbo, za światłość poetyckiej Twej nauki w okropnie prozaicznym miejscu.

  48. zza kałuży
    2 października o godz. 8:58

    Ale jak kuzynka jest nieziemsko piękna, to chyba może bić w szachy. Co czasem działa też odwrotnie: jak dziewczyna bije w szachy to zyskuje na urodzie. Ewentualnie, dobrze gdy bije nieziemsko piękna, niżby miała bić nieziemsko brzydka.
    To się chyba nazywa egzegeza.

  49. wbocek
    2 października o godz. 9:20

    Pombocku, jamneńsko pięknie i ćcinnie trafnie to rzekłeś: Bo język pojęć to poetyckie, a nie fotograficzne czy matematyczne widzenie świata.

  50. Tanaka
    2 października o godz. 9:17
    Czasem, od rana, cisną się do głowy dzikie gupoty, na dowód wrodzonej, podkreślonej nabytą, głupoty. Myślenie krytyczne. W katolickim kraju. Chyba, dopiero po detronizacji lub abdykacji J. i M. A to, jak się zdaje, w najbliższym czasie, raczej nie nastąpi.

  51. Podobnie moje bezbrzeżne zdumienie i rozdziawienie gęby wywołało fukanie na słowo „redundancja”.

    Że co?!

    No i jeszcze te negatywne konotacje!
    Boziu droga ty moja! Widzisz i nie grzmisz???

    Jak zwiekszyć niezawodność danego systemu a tym samym nasze bezpieczeństwo? Do kabelka łączącego punkt A z punktem B dodać równolegle jeszcze dwa dodatkowe kabelki.
    Albo do mechanicznie łączącego pręcika dodać drugi pręcik.
    A co jak mądry procesor popełni błąd? Dodać mu jeszcze kilka innych, niech liczą równocześnie, nie porówna się ich wyniki i podejmie decyzję który wynik zastosować na podstawie demokratycznej większości.
    W oprogramowaniu jak chcemy wykonać jakąś operację potencjalnie niszczącą dużą ilość danych jesteśmy proszeni, czasami wielokrotnie, o potwierdzenie naszej decyzji. Dlaczego wielokrotnie?
    Nie wystarczy nacisnąć jakis klawisz tylko raz aby sobie sformatowac twardy dysk? Z jakiego powodu?
    Itd.

    Redundancja.
    Przecież każdy to słowo zna.
    A jednak.

    Fenomenologie i heurystyki znają, jestem pewien, że znają.
    A po cholerę oni je znają? Gdzieś im sie do czegos przydały?
    Ja nie znam, top znaczy słyszałem dźwięk i zapamietałem, ale w mojej głowie słowa te zajmują tę samą szufladę co szmizjerka i garsonka.

  52. Redundantność,a także inne -izmy,-logie czy -acje tylko pozornie czynią teksty „uczeńszymi”.Raczej mają olśnić czytelnika i dowartościować autora.Wykazać właśnie posiadania ROZUMU.Jeśli można prościej i po polsku,to czemu nie?
    Co do tematu,rzecz wyłuszczył Tanaka.
    Penis kaczora?A który to?Tu liczba mnoga by się zdała.

  53. @Tanka, z godz. 9:22
    To się chyba nazywa egzegeza.
    Powiem więcej: Egzegeza egzorcyzmu wynikłego z zugzwangu. Z silną redundancją w spodniach małolata zapatrzonego w nieziemsko piękną Gosię 😉 Dość późno ujawniła się ta egzegeza u Zakałużnika.

  54. Łomatko, co za wizje od samego poniedziałku 🙄
    Kaczor z 40-centymetrowym świderkiem do 60-cm (z szyją) samicy 8O. Czy to już nie jest jakaś redundancja?

    Jak czytam wywody Qby, to się najpierw zastanawiam, o co w nich chodzi, a potem daję sobie spokój, bo widzę, z jakim skutkiem inni spróbowali go rozgryźć, to co ja będę męczyć tę resztkę moich nieskołowanych synaps.
    Czytałem kiedyś z uporem powtarzaną informację, że używamy 10 proc. możliwości naszego mózgu. Nie wiem, jak to pomierzono, ale nauka doszła w nowszych czasach do wniosku, że używana jest jednak całość, tyle że w różnych konfiguracjach, zależnie od sytuacji. Na ile używamy naszego rozumu, zależy od warunków genetycznych (odziedziczona inteligencja), wychowania we wczesnym dzieciństwie (odżywianie, bodźce intelektualne, wzory), edukacji i wymagań środowiska, w którym żyjemy.
    Jedni ludzie są ciekawi tego, co za rogiem, żądni przygód penetrują nieznane obszary, innym wystarczy tu i teraz, boją się nowego i obcego. Wychowano ich w lęku przed niebezpieczeństwem czyhającym na każdym kroku, sensacyjne meldunki w mediach potwierdzają słuszność siedzenia na dupie i niewysuwania nosa za opłotki. I niewpuszczania obcego na swoje terytorium.

    Patzer = błąd, drobna pomyłka
    W odniesieniu do osoby Patzer = partacz.

    A cwane kruki doszły już do tego, że rzucają orzech na zebrę (pasy na ulicy) i czekają, aż jadące samochody go rozgniotą, żeby potem, gdy zapali się zielone światło dla przechodniów, zebrać jadalne fragmenty z asfaltu 😎

  55. Może kruki nauczyły się od sępów, które z dziada pradziada zwykły były rzucać do skutku szpikowe kości z dużej wysokości na skalne podłoże. Są nawet gatunki, które się w tym wyspecjalizowały w konkurencji o padlinę z silniejszymi pobratymcami.

  56. Będąc młodą lekarką przyszło do mnie dwóch. Pokręcone jakieś byli, niekończone jakieś. Jakby z zapomnianego zaułka ewolucji wyszli.
    – Pani doktor…
    – Nazywają się?
    – Qbocek i Wbocek. Pani doktor, dopadła nas kreatywność. Nagle.
    – Obu?
    – Obu. Tworzyli by my i tworzyli. Ale co stworzym, to okazuje się – błąd. Papier, płótno, farby, kamienie i głazy marnujemy, o fujarkach z ćcin nie wspominając.
    – Położom się na lekarskiej kozetce! Oba. Na waleta!
    Wyrżłam Qba w bródkę precyzyjnie, aby broń boże nie uszkodzić mu zęba przedtrzonowego i otworu bródkowego, któren nadawał pacjętowi lekutkości i szarmu.
    – Bang!
    Z Wbockiem się tak nie certoliłam. Rąbłam go młotkiem Hajeka w łysinę…
    – Bums!
    Otwarłam czaszkę pacjętom dwoma cięciami ręcznej piły tarczowej parkside z Lidla…
    – Bziiuuiu!
    …i dotarłam do synapsów. Byli poukładane jakoś tak niedbale. Receptory D2 w części mózgu zwanej wzgórzem wzrokowym, byli – ni pies ni wydra. Takie niby schizofreniczne, ale z lekutkim odbiciem w kierunku kreatywności. U Wbocka z patynką genialności, u Qba ze śniedzią odtwórczego wysiłku, niezbędnego w procesie wczesnego poznawania. Ślepa uliczna ewolucji ukazała mi się w całej okazałości.
    – W kreatywność, kurwa, byś poszła, a nie w nie-wiadomo-co! Ni to dwubiegunówka, ni to schizm, ni to panteizm! Won!
    Chlastłam nożykiem chirurgicznym rozmemłane receptory D2, modelując je – bziiiuuuk! – w zwykłe de dwójki.
    – Gotowe!
    Nałożyłam butaprenu na powierzchnie czaszkowe i docisłam imadłem.
    – Mogą panowie wstać.
    Wstali i nie patrząc jeden na drugiego wyszli wprost na gumno. Parapet zostawili pusty.
    – Oj, artyści, artyści. Zwykłe gołodupce, jak zwykle.

  57. @anumlik
    2 października o godz. 11:45

    Było nie wycinać poczucia wdzięczności 🙄 😀

    Kto. pytał, po co słoniowi trąba i kły, jak go wrzucić do wody?
    Kły, to nie wiem, może przydatne do odpędzania krokodyli, ale trąba – jak najbardziej się przydaje -> do oddychania. Słonie potrafią pływać.

  58. anumlik
    Cudo! Kocham Cię.

  59. @mag
    Ja Ciebie też 🙂

  60. Nobel za zegar! Każdy ma w sobie cały szereg zegarów (biologicznych), a wszystkie sterowane są przez… mózg. No, kto by pomyślał 😯
    Pomyślało trzech facetów, że warto się zająć tymi skowronkami i sowami na poważnie, i proszę! Nobel 😎

  61. @Tobermory
    Poczucie wdzięczności u artystów?! Hy, hy 🙂

  62. Wszczepić żeś mógł 🙄

  63. @Tobermory, z godz. 12:08
    🙁

  64. Młoda lekarka,jak to młoda niedouczona,zapomniała o lewatywie!A ta jest dobra na wszystko,patrz Szwejk.
    Może zastosowała,tylko anumlik (brawo!)nie dosłyszał?

  65. Z OSTATNIEJ CHWILI, czyli *BREAKING NEWS**** !!!

    50 co najmniej zabitych ponad 200 rannych w najwiekszej w USA masakrze na koncercie w Las Vegas….

    Czytelnicy bloga ATEISTOW, pierwsi sie dowiaduja !!!

    Wiecej tutaj:

    https://uk.news.yahoo.com/las-vegas-shooting-least-two-dead-gunman-opens-fire-hotel-balcony-near-casino-065154574.html

  66. Tanaka
    Ja tylko w kwestii formalnej.
    Referat – koreferat. Quba – Ty.
    Trochę się zmęczyłam, a skutek marny.
    P.S. posłałam Ci meila.
    Narazzo

  67. Lonefather
    z g.13:09
    Wiemy już, wiemy, niestety.

  68. „Czytelnicy bloga ATEISTOW, pierwsi sie dowiaduja !!!”
    I to czasem na długo przed heroldem 🙄

  69. anumlik,

    jest potencjał na kabaret !

  70. anumlik,

    zapomniałem dodać;
    dzięks.

  71. Tobermory
    Dzięki, o to radosne zdjęcie mi szło.

  72. Parę tysięcy lat cywilizacji i 13 miliardów lat przygotowań do dzisiejszej dyskusji.Czy to nie daje do myślenia i nie przeraża.A to co dziś zależy od fałd na mózgu.Jak się dobiorą osobniki w kupę,bez tych fałd ,to mamy co mamy ,.i kropka.Moja jedna słabiutka fałdka ,nie pomoże mi pokapować ,dlaczego dobry Stwórca ,wyprodukował też takich ,co to w niego nie wierzą.?Jako ostrzeżenie dla naszych patriotów i arcykatolików?

  73. @mag

    Na GW zarknalem nim napisalem, a tam ani slowa jednego… o tej masakrze nie bylo. Innych mediow polskich nie przegladalem.

  74. @żyga
    2 października o godz. 13:50

    Zgodnie z regresją do średniej nawet tym „bez tych fałd” może się przytrafić potomstwo o IQ=95 😉 Ale i geniusze, co mają po 130, produkują dziatwę z IQ=110, co nie jest źle, ale jednak rozczarowująco 🙄

  75. @Qba
    Odniosę się do jednego w sumie Twojego zdania – niestety na więcej nie mam dziś mocy przerobowych (słaby rozum?)
    ,,Istnieje nawet nacja, która wydaje więcej niż inne wybitnych naukowców czy finansistów. Jej historia wyjaśnia tak częste uświadamianie konieczności.”
    Rozumiem, że masz na myśli naród na literę ,,Ż”? Otóż – Żydzi są w pewnej mierze przypadkiem ekstremalnym i chyba przez to niereprezentatywnym. Pierwszą kwestią jest to, że są bardzo starym etnosem – ok 3000lat. Chyba tylko Chińczycy szczycą się dłuższym rodowodem i trwaniem. To trwanie w połączone z religijnym nakazem umiejętności poprowadzenia modlitwy (czyli czytania) oraz różnorodność środowisk w których Żydzi egzystowali (i egzystują) spowodowały powstanie ogromnej sumy wiedzy. Byc może są pierwowzorem pierwszego zglobalizowanego narodu i to powstałego na wieki przed globalizacją. Czarny czy biały, żółty czy śniady, mówiący w dziesiątkach języków ale ,,Żyd”. Nawet żydożerca wszechczasów czyli A. Hitler nie umiał jasno zdefiniować swojego głównego wroga – miotał się od uznawania ich za odrębny gatunek biologiczny po przez rasę(???) aż po stan umysłu(?) czy kategorię.
    Ta ,,globalność” miała tez ten niezamierzony efekt, że suma wiedzy nie zmieniła się w ,,rozgotowaną papkę” jak to się stało na pewnym etapie historii z Chińczykami. Żyd z Hiszpanii przywoził hiszpańską umiejętność obróbki złota etc…
    Spójrzmy w lustro – na nas – POLAKÓW (piszę z dużych liter bo pochylam się nad narodem który wydał Największego Człowieka w Dziejach Galaktyki i nie był to ani Kopernik ani Kaczyński). Nasza suma wiedzy – choć raczej lepiej mówić o sumce zaczyna się w 1863r. Na nic ściemy i zwalanie na tzw. komunę. Nasza komuna też była pokraką marzeń radzieckich towarzyszy, no ta sumka…
    My jako naród istniejemy od 1863r. Czyli składowymi naszego narodu są niewolnicy i ich panowie. Ba, nawet rasizm ma u nas tradycje pięknie dłuższe niż wywody Gobineau czy Chamberlaina – nasi panowie swoje prawo do posiadania i eksploatacji niewolników oparli na teorii rasistowskiej – są potomkami Sarmatów co to ujarzmili bezrozumne słowiańskie hordy. Wypisz- wymaluj ideologia Burów czasów apartheidu. Czyzby dalekim jej echem był ,,najgorszy sort”? Nawet religia sankcjonowała ten ład – zresztą Kościół tez posiadał niewolników więc trudno by było inaczej. Qba – piszesz o rozumie i zaniku jego używania – w naszym kraju to jego używanie było zawsze marginesem bo populacja niewolników egzystowała na poziomie zwierząt a panowie? Też bez napinki. Owszem wśród nich znajdowali się ludzie ,,ponad-normatywni” (Frycz Modrzewski) ale w pańskiej masie byli oni ewenementem i mogli sobie pozwolić na fanaberie.
    W każdym razie tzw. komuna jak to ona – chciała przyspieszyć – nauczyła czytać (co by móc swoją propagandę mieć komu suflować) i wysłała do teatru. Wiele to nie dało ale jednak…Sporo ,,chamskich” dzieci awansowało i zajęło ,,nienależne miejsca”. Na szczęście od 1989r ,,wracamy do klasowego raju” przy czym ,,klasa” idzie w dół. Czyżby wyłączenie rozumu?

  76. @Sławczan
    A ja odniosę się tylko do Twojego ostatniego zdania.
    Klasa już nie tylko „idzie w dół”, ale ją postradała. Pojęcie klasy uległo zdeklasowaniu, a rozum zdecydowanie potaniał.
    Jak to leciało w STS (Studenckim Teatrze Satyryków – przypominam najmłodszym) w październiku 1956?
    „Odwaga staniała, rozum podrożał”. Dziś mamy dokładnie na odwrót.

  77. Zmieniam (może na dłużej niż na chwilę) temat. Oto dzisiejszy wpis ze strony oficjalnej na FB Romana Giertycha:

    Prawdziwa hekatomba.

    W pierwszym półroczu 2017 według danych GUS śmiertelność wzrosła o ponad 7% w stosunku rocznym. W obecnym roku w ciągu sześciu miesięcy zmarło o 14 000 więcej ludzi, niż rok temu. Powtórzę dla naszej kochanej opozycji. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy zmarło o 14 tysięcy więcej ludzi, niż rok temu. Czyli miesięcznie umiera o ponad 2000 ludzi więcej, niż rok temu. Czyli dziennie umiera ponad 75 osób więcej, niż rok temu. To najgorszy wynik w historii III RP. Cały zysk demograficzny z 500+ został zaprzepaszczony, gdyż więcej ludzi umarło, niż się urodziło. Co jest tego przyczyną?
    Od 1 stycznia 2017 NFZ znacząco obniżył nakłady na kardiologię. Na serce w Polsce (mocno zanieczyszczonej jeżeli chodzi o powietrze) umiera ponad połowa osób. Zamiast na kardiologię NFZ przeznaczył pieniądze na leki eksperymentalne, które są bardzo drogie, ale dla firm je produkujących pracował kiedyś b. zastępca min. Radziwiłła. Nadto NFZ od początku rządów PiS likwiduje szpitale prowadzone przez przedsiębiorców prywatnych na rzecz jednostek budżetowych, które zawsze są bardziej nieefektywne. Sieć szpitali, która została wprowadzona w dniu wczorajszym jeszcze ten problem pogłębi.

    Opozycjo! Powtórzę jeszcze raz: w pierwszych 6 miesiącach 2017 roku zmarło o 14 000 osób więcej niż rok temu, miesięcznie ponad 2000, dziennie ponad 75. Co godzinę o trzech ludzi więcej umiera, niż rok temu! Dlaczego o tym nie bębnicie dzień i noc! Trzeba powstrzymać szaleństwo nawrotu socjalizmu w wydaniu PiS i Radziwiłła, gdyż cena jaką płacą ludzie za te bolszewickie pomysły jest ogromna!

    Roman Giertych

  78. @anumlik 2 października o godz. 14:54

    Roman Giertych usiłuje uciułać sobie kapitał polityczny?
    Coraz wyraźniej mi na to wygląda. Pełno go w mediach. Warto pamiętać, że Roman Giertych – to przedstawiciel i funkcjonariusz (supernumerariusz) Opus Dei. A przy tym wcale nie twierdzę, że jego argumenty są chybione. Chodzi mi o to, że jako opcja reprezentuje wsobną, religiancką i wrogą społeczeństwu organizację. I warto o tym przypominać na każdym kroku.

  79. @anumlik 2 października o godz. 11:45
    Padłam, leżę i kwiczę! A „parapet zostawili pusty”… Mniam! Szapka bach.

  80. Qba

    „Czy można wykorzystać czyjś rozum, przymuszając go do myślenia? Prób takich cywilizacja zna wiele. Owszem, bywały nawet efektywne, ale zawsze mizerne w porównaniu z potencjalnymi możliwościami, albowiem w sensie świadomego wykorzystania, nasz rozum niczym się nie różni od innych naszych możliwości, czyli wykorzystujemy go na najniższym możliwym poziomie. I nie dlatego, że jesteśmy leniwi. To jest wypracowana przez ewolucję efektywność, czyli maksymalne oszczędzanie zasobów, bo przecież nie wiadomo, co będzie jutro”.

    I tak człowiek trafił na Qbę.

    Powiem Ci, Qbo, czemu ni cholery Ciebie nie rozumiem. Pewnie z braku rozumu. Ale to konkluzja ostateczna – powiem Ci, na podstawie tego cytatu, CZEGO nie rozumiem.

    Kiedy mówisz: „czyjś rozum” – świetnie rozumiem, bo rozum jest tylko CZYJŚ – wyćwiczona w konkretnym człowieku umiejętność myślenia/bredzenia. Czegoś takiego jak bezdomny (niczyj) rozum nie ma. Ale dalej mówisz: „nasz rozum”. Jezu, a co to?! „Nasza partia”, „nasz wódz”, „nasz interes”, nawet „nasz bóg” – to trochę rozumiem. Ale „nasz rozum”?! Mogą być niefiguralne „nasza wątroba”, „nasz ząb”, „nasze oko”? Jeśli każdy ma swój rozum przy sobie, to gdzie się mieści „NASZ”, czyli wspólny, i gdzie się wyrabiał? Ale przede wszystkim co to? Może jak 99,9 % klientów najpierw pół godziny starannie pakuje zakupiony towar, potem drugie pół godziny szuka po torbach, kieszeniach pieniędzy – a kolejka kwitnie – to to jest „nasz” rozum? Wprawdzie jedna dziesiąta procenta potrafi mieć przygotowane pieniądze czy kartę, najpierw płaci, potem jednym ruchem ręki przesuwa wszystkie swoje zakupy na specjalnie w tym skonstruowaną część lady i tam dopiero spokojnie sobie pakuje, nie blokując kolejki – ale to na pewno nie „nasz” rozum.

    Krótko mówiąc, Qba, ewolucja i rozum to u Ciebie jakieś autonomiczne byty. No bo mówisz: „rozum”, a nie „rozum Jaśka” i mówisz tak, jakby ewolucja coś kombinowała – boć wykombinowała na wszelki wypadek redundancję. A ja ani jednego, ani drugiego nie rozumiem. Z drugiego rozumiem tylko „re”, bo jedna kaczka często w modłach głosi: „re”, „de”. Ale co to „dundancja”?

  81. @Na marginesie
    Cóś mi się zdaje, że Roman Giertych bardzo zapragnął do polityki wrócić, oczywiście w całkowitej opozycji do swoich wcześniejszych poglądów i aliansów, to i bardzo się stara.
    Nie zakładam , że cynicznie „przejrzał na oczy”, lubię go słuchać, bo to inteligentna bestia i z dużym poczuciem humoru (wyłącznie zresztą złośliwym) ale ciekawa jestem, czy wyrzuciłby dziś z listy lektur Gombrowicza.

  82. @wbocek, z godz. 15:55
    Trochu o redundancji też tu znajdziesz. Całość świetnie pasuje do pasjonującego wykładu Qba:
    https://www.improbable.com/airchives/press/2008/Polityka-2008-10-25.pdf

  83. Myślenie psa
    Pytania, które Qba stawia w sprawie myślenia, są interesujące, inspirujące. Forma nie do końca przystępna lecz najważniejsze jest, że Qba zmusza do myślenia blogowiczów (no właśnie) do poszukiwań, do debaty.

    Patrząc na swojego psa zastanawiam się po raz tysięczny czym jest myślenie.
    Czy psy myślą? Tysięczna odpowiedź jest taka sama jak pierwsza – psy myślą.
    Skoro mają mózg, to w nim się coś się dzieje i to dzianie się, to jest myślenie. Może nie tak jak człowiek – w pełni symbolicznie – abstraktami, lecz jest to z pewnością proces przebiegający w swoim zasadniczym schemacie tak samo jak u ludzi.
    Pies myśli „wzorcami”, które przechowuje w pamięci, a człowiek wzorcami i abstraktami, które najpierw musi skonstruować „myślowo” i które również przechowuje w pamięci stałej. Zresztą od czystych symboli-abstraktów do „wzorców” reprezentujących w mózgu obiekty rzeczywiste (psy, konie, krowy, domy, łąki, las, słońce, itd.) „pobrane” z natury nie ma dużej różnicy jeśli chodzi o ich przydatność do analizy poprzez myślenie.

    Pies potrafi zapamiętywać, czyli ma pamięć długotrwałą, do której może sięgnąć w razie potrzeby. Jeden z warunków koniecznych dla myślenia jest spełniony. Mózg w procesie myślenia musi sięgać do pamięci stałej, by wydobyć z niej i przenieść do pamięci operacyjnej przedmiot myślenia (jego właściwości).

    Pies, podobnie jak człowiek zapamiętuje wygląd, zapachy, dźwięki itd. jako wzorce, którym przypisuje określone znaczenie, które to wzorce wraz ze znaczeniami przechowywane są w mózgu w pamięci trwałej.
    Dla psa na przykład zasadnicze znaczenie ma obwąchiwanie nogawek każdego przybyłego. Gdy mój pies wykonuje kolejne 999 obwąchiwanie moich nóg, gdy wchodzę do domu, to widzę w tym celowość, a nawet racjonalność, jak zaproponował to Qba, bowiem dobrze znając psa rozpoznaję go w tym momencie, że dokonuje on „poboru” bodźców węchowych, dokonuje w głowie analizy tych bodźców, przy czym jest to analiza porównawcza, np. typu swój czy obcy. Pies robi to oczywiście instynktownie, by się upewnić. Taki ma wewnętrzny nakaz.

    W tym celu pies z zasobów swojej pamięci stałej (ze swoistej bazy danych) przerzuca wzorce zapachowe do pamięci operacyjnej, porównuje je z bieżącymi bodźcami zapachowymi i wyciąga wniosek – swój albo obcy.
    Niby jest to proste myślenie, bardzo schematyczne i byle malutki komputer z króciutkim programem podłączony do urządzenia węchowego (czujników różnych zapachów) potrafi w ułamku sekundy porównać badany zapach z wzorcami zawartymi w pamięci i przyporządkować ten zapach do jednego z wzorców tym samym identyfikując zapach lub klasę zapachu, np. to jest zapach Iksińskiego lub to jest zapach osobnika chorego, itd. Osobnik chory w tym przypadku, to nie pojedynczy człowiek, a klasa ludzi chorych.

    Pies musi mieć pamięć operacyjną, czyli tę, w której na czas myślenia o nich przechowuje obiekty (zapachy, obrazy, dźwięki, itd.) pobrane z pamięci „stałej”.
    Takie myślenie polega na analizie porównawczej, na zidentyfikowaniu rozpatrywanego nieznanego obiektu z którymś z wzorców, a po takiej identyfikacji następuje koniec analizy porównawczej, pies przechodzi na zachowanie stosowne do zidentyfikowanego obiektu. Jeśli został ten obiekt został przez zapachy rozpoznany jako swój, to pies kontynuuje szczekanie przyjazne. Jeśli obiekt został rozpoznany jako np. znany nieprzyjaciel lub nieznany wróg, to pies szczeka wrogo.

    Ta analiza jest z pozoru bardzo prosta, schematyczna, nie wymagająca wielkiego mózgu. Lecz powyższy przykład zawiera najprostszą sytuację. Do najprostszej sytuacji wystarczające jest najprostsze myślenie.

    Co się dzieje, jakie wymagania dostaje mózg, gdy okaże się, że przybyły osobnik został zidentyfikowany jako wróg, ale jest jakby za duży, by mu od razu podskoczyć. Pies musi dokonać nowych analiz. Ocenić wielkość wroga, jego zdecydowanie, postawę, agresywność, ocenić swoje szanse, podjąć decyzję o dalszym zachowaniu, co już nie jest takie proste i wymaga zaangażowania większych zasobów analitycznych w mózgu, co wiąże się ze zdolnością do szerszego myślenia, rozpatrywania już nie wzorców prostych, dosłownych, lecz także analogii, które pies może sobie przypomnieć z dawnych zdarzeń i dokonać analizy porównawczej z bieżącym zdarzeniem oraz dokonać jego oceny, czyli wyciągnąć wnioski i je wykonać poprzez swoje zachowanie – podkulić ogon i się oddalić, czy zająć sztywne stanowisko i dalej groźnie szczekać.
    Po to właśnie jest potrzebny większy mózg, a w nim myślenie.
    Pzdr, TJ

  84. @wbocek
    2 października o godz. 9:20

    Rozumiem, że nie potrafisz inaczej. Jeżeli coś Ci nie pasuje, to musi być złe i trzeba to dosadnością zagadać.
    Cytując fragment mego wpisu powinieneś zauważyć, iz użyłem czasu przeszłego. Tym samym podkreśliłem sposób funkcjonowania ewolucji – przypadkowe zmiany i obserwowanie efektów. Jeśli pozytywne, to jest szansa na pójście w tym kierunku.
    Nie widzę tu ani śladu jakiegokolwiek boga czy jakiegokolwiek prognozowania. Ale rozumiem, że Ty bez ubogacenia (od boga) nie potrafisz. Ty nie tyle nie wierzysz w boga ile nie wierzysz w człowieka. Zatem z bogiem.

  85. tejot
    2 października o godz. 16:28

    Jeszcze do tej analizy, tejotku, zaproś Marksa z jego odkryciem subiektywnego elementu w poznawaniu obiektywnej rzeczywistości. Trochę to humorystyczne, kiedy człowiek ze swoimi człowieczymi narzędziami, doświadczeniami i wyobrażeniami próbuje myśleć rozumem psa.

  86. @Slawczan
    2 października o godz. 14:08

    Tak właśnie to odbieram.

  87. Qba
    2 października o godz. 16:52

    Zakałapućkałeś się po uszy, Qbo:

    „Tym samym podkreśliłem sposób funkcjonowania ewolucji – przypadkowe zmiany i obserwowanie efektów”.

    Kto obserwuje efekty – ewolucja? Jak zrozumiesz, jaką poezją jest pojęciowy język, czyli za jakieś 200 lat, można będzie poważnie pogadać.

  88. @tejot
    2 października o godz. 16:28

    Dzięki za rozwinięcie. Dodałbym, że pies obwąchuje nasze nogawki, bo do naszej szyi nie sięga.
    Jak natomiast przebiega u psa proces identyfikacji zapachu czy obrazu, to ciągle wielka niewiadoma. Posłużyłeś się analogią budowanych przez nas komputerów. Też bym tak zrobił, bo innej nie znam. Bardzo bym chciał wiedzieć, czy te nasze komutery zbudowaliśmy na wzór mózgu, bo jest to logiczne w naszym świecie, czy też mózg funkcjonuje w zupełnie inny, na razie niepojmowalny dla nas sposób. W końcu ilość informacji docierająca do psa w jednostce czasu zamuliłaby doszczętnie (prawie) każdy dzisiejszy komputer.

  89. @gotkowal 2 października o godz. 9:19
    „Któryś z graczy, w beznadziejnej sytuacji, zaproponował remis (pat, sir?).”

    Pochlipuję z rezygnacją.
    Jak można zaproponować pat?
    Pozycja patowa powstaje w wyniku czyjegoś ruchu.
    Pierwsze słyszę aby w szachach wykonanie swojego ruchu jakiś gracz uzgadniał z przeciwnikiem.
    Ruch, mądry czy głupi, się wykonuje.
    I w jego wyniku powstaje pozycja patowa.
    Doprowadzenie do pata (gdy dostajemy straszliwe baty) bywa naszym wielkim sukcesem. Przeoczenie nadchodzącego pata (gdy dajemy straszliwe baty) bywa powodem do wyrywania sobie włosów.
    Nie słyszałem jednak nigdy o uzgadnianiu ruchu prowadzącego do pata…

    Chlip, chlip, zugzwang, redundancja, chlip, chlip.

  90. zza kałuży
    2 października o godz. 17:10
    To oczywiste, że pat może być, lub nie. Nie można go zaproponować. Chyba, że jest się, pacerem.

  91. Qba

    Mówię z bożej łaski wyłącznie o Twoim języku, a właściwie o Twoim nierozumieniu, że słowa nie są rzeczami, które nazywają – są tylko poezją na temat rzeczy. Kiedy mówisz o ewolucji, która strzela na ślepo, mówisz o ewolucji jak o niezidentyfikowanym BYCIE. Mówiąc z obca: personifikujesz abstrakcję zwaną „ewolucja”. Takie personifikowanie to bardzo powszechna praktyka, ale daleka od powagi tematu, jaki ruszyłeś, i prowadzi w zarośla. Abo w ściny.

  92. @Tanaka
    1 października o godz. 23:29

    Przeczytałem w miarę uważnie Twój bardzo obszerny rozbiór mego wpisu. Jest on – według mnie – podporządkowany tezie, iż go nie zrozumiałeś. W „normalnej” dyskusji, wystarczyłoby zadać pytania. Natomiast Twoja metoda polega na zadawaniu pytań związanych z wysnutymi przez Ciebie wnioskami, które są po prostu nie na temat. Pozwól więc, że nie będę powtarzać mego tekstu, bo stawia on inne pytania.
    Już dawno zauważyłem, że mój sposób myślenia jest inny. Być może gorszy i bez sensu – jak twierdzi @wbocek. Przykro mi. Jeżeli nie będzie innego wyjścia, to oczywiście przestanę się tu bywać. To w końcu polski blog, a mnie do Prawdziwego Polaka coraz dalej.

  93. @wbocek
    2 października o godz. 16:59

    Rozumiem, że Ty wiesz, że rozumiesz. I tak trzymać.

  94. pombocku, dundancja to coś na kształt toperza.

  95. Qba
    O majgocie! Od kiedy to blog ateistów jest blogiem Prawdziwych Polaków?
    Przecież tu same lewaki, poczynajac od @Lewego

  96. tejot
    2 października o godz. 16:28

    Tejotku, drobna impresja. Mówisz o rozpoznawaniu przez wąchanie. Dwa pieski z pobliża przystani, które podkarmiam, w ogóle mnie nie obwąchują, lecz rozpoznają mnie z 80 może metrów i pędzą do mnie, cały czas w biegu się witając. Nigdy mnie nie obwąchiwały, tylko od razu skaczą do gardła…tfu!…do głaskania, i cały czas gadają.

  97. NeferNefer
    2 października o godz. 17:36

    Ęki, Ferko, eraz em.

  98. Hoimar von Ditfurth rzucił myśl, która zbulwersowała Macieja Iłłowieeckiego. Otóż stwierdził on, że rozumność istnieje w świecie i poprzedza powstanie mózgu. Daje on takie porównanie; skrzydlo jest odbiciem powietrza, płetwa odbiciem wody, końskie kopyto odbiciem prerii. Ergo mózg jest odbiciem rozumności, która istnieje w świecie nezależnie od istnienia mózgu, tak jak istnienie prerii jest niezależne od końskiego kopyta.
    I co wy, ateiści, na to ?

  99. Lewy
    2 października o godz. 17:48

    Ditfurth jest odbiciem ditfurthowej myśli, która poprzedzała przyjście na świat Ditfurtha i istnieje w świecie niezależnie od Ditfurtha – to ja na to.

  100. Lewy
    2 października o godz. 17:48
    Piękna i radosna to wizja. Niestety, więcej racji, miał chyba Lem, twierdząc, że ilość inteligencji jest na ziemi stała i dzieli się (coraz bardziej), na gwałtownie rosnącą populację.

  101. Qba
    2 października o godz. 17:33

    Qba, do jasnej, jaki jest ten Twój temat???
    Jest tytuł, podwójnego znaczenia i pod tytułem jest gama luzackich, fantazyjnych, mających bardzo swobodny związek z faktami, tez i orzeczeń. Napisałeś, przeczytałem, nie wiem, o co Ci chodzi. Daję uwagi w sprawie odniesione do Twoich stwierdzeń, demonstruję zakałapućkania, sprzeczności i nietematyczność – do czego się nie odnosisz, ale plączesz się w zeznaniach, by klapnąć płasko: nie na temat!
    Wziąłbyś, zawiązał sznurowadła i napisał jasno i na temat. Rozum wzywa!

  102. Qba
    2 października o godz. 17:35

    Qbo, to krytyka od serca (bo temat dzielny), nie od wątroby. To Ty jesteś od ambicjonalnej wątroby. Ja tylko spostrzegam, że mówisz niejasno, chaotycznie i masz nieuporządkowane narzędzia. Albo to ja jestem nieuporządkowany, nawet na pewno.

  103. A człowiek jest na obraz i podobieństwo.
    c.b.d.o.

  104. Lewy
    2 października o godz. 17:48

    H. von Ditfurth ma rację: rysunki z nazca są odbiciem kosmity, kosmita jest odbiciem kosmosu, Hoser jest odbiciem bozi, a pieta jest odbiciem Piętaszka. No i sam Ditfurth miał odbicia.

  105. wbocek
    2 października o godz. 16:52
    tejot
    2 października o godz. 16:28
    Jeszcze do tej analizy, tejotku, zaproś Marksa z jego odkryciem subiektywnego elementu w poznawaniu obiektywnej rzeczywistości. Trochę to humorystyczne, kiedy człowiek ze swoimi człowieczymi narzędziami, doświadczeniami i wyobrażeniami próbuje myśleć rozumem psa.

    Mój komentarz
    Wbocku, rozumiem Twoje oburzenie na moje przyrównywanie myślenia psa do myślenia człowieka, czyli pośrednio przyrównywanie psa do człowieka.

    Pombocku, człowiek jako gatunek wyewoluował ze ssaków, między innymi całkiem podobnych do psowatych. Nie mówiąc już o tym, że z ryb, jak wszystkie płazy, gady i ssaki.
    Te ssaki i jeszcze wcześniejsze musiały myśleć, by przetrwać. Myślały ponieważ miały ku temu stosowny organ – mózg. Myślenie nie zaczęło się od człowieka, ma znacznie starsze pochodzenie. A że było to myślenie o tyle inne, że prostsze, schematyczne, silnie powiązane z instynktem, to jest inna sprawa. Było to myślenie stosowne do stopnia skomplikowania systemu nerwowego poszczególnych gatunków.
    Pzdr, TJ

  106. Tanako,

    Procz odbic sa jeszcze odloty. Rowniez totalne

  107. @Tanaka, z godz. 18:18
    Gdy komuś odbije szajba, to i Tretjak nie wyłapie.

  108. Qba
    2 października o godz. 17:33

    Już dawno zauważyłem, że mój sposób myślenia jest inny. Być może gorszy i bez sensu – jak twierdzi @wbocek. Przykro mi. Jeżeli nie będzie innego wyjścia, to oczywiście przestanę się tu bywać. To w końcu polski blog, a mnie do Prawdziwego Polaka coraz dalej.

    Qba: u mnie jest prośba – nie jojcz. Składasz dziwaczne i jęczące oświadczenia jak mająca skłonności ciotka Z. : wsuwajcie moją kaszankę bo się obrażę!
    Szereg osób wyraziło tutaj uwagi w sprawie Twojego tekstu. Tak jest, krytyczne. W dodatku z przykładami i faktami, żeby nie było na goło, tylko konkretnie i dowodnie. Możesz się odnieść, skrytykować krytyka, dać konkretne wyjaśnienia, dowody, podać fakty. Ale nie, kwasisz i masz pretensje. Ciesz się: krytycy czytają, co piszesz. Nie krytykują obywatela Qbę, tylko jego różne tezy. Krytyka to okazja, by to i owo zmienić na lepsze, bardziej jasne, spójne i dające się zrozumieć oraz zgodzić co do rudymentów, jakimi są także fakty.
    Jest powód do dyskusji, zamiast do ogłaszania ostrzeżenia, że się możesz stąd wynieść. Każdy może wejść, każdy może dyskutować i każdy może wyjść. Po co to demonstracyjne ostrzeżenie?

    Mógłbyś wyjaśnić to: polski blog? I jeszcze wpadłeś na pomysł by dorzucić Prawdziwych Polaków do kompletu. To ma być deklaracja, że wiesz o czym mówisz i umiesz tak to wyłożyć jak we wstępniaku?

  109. anumlik
    2 października o godz. 18:31

    Tretjak łapał. Ale racja – nie wszystko.
    Trzasnąłeś superacką młodą lekarką. Szapka bach i trach jak się należy !

  110. @tejot
    2 października o godz. 16:28

    Masz twojego psa za głupka? On WIE, że to TY przyszedłeś do domu, a nogawki obwąchuje, żeby sprawdzić, gdzie się włóczyłeś i jakie osobniki (ludzie, psy, koty etc.) się o ciebie otarły.

  111. Qba
    2 października o godz. 17:04
    @tejot
    2 października o godz. 16:28
    Dzięki za rozwinięcie. Dodałbym, że pies obwąchuje nasze nogawki, bo do naszej szyi nie sięga.
    Jak natomiast przebiega u psa proces identyfikacji zapachu czy obrazu, to ciągle wielka niewiadoma. Posłużyłeś się analogią budowanych przez nas komputerów. Też bym tak zrobił, bo innej nie znam. Bardzo bym chciał wiedzieć, czy te nasze komutery zbudowaliśmy na wzór mózgu, bo jest to logiczne w naszym świecie, czy też mózg funkcjonuje w zupełnie inny, na razie niepojmowalny dla nas sposób.

    Mój komentarz
    Masz słuszność Qba. Mało wiemy o myśleniu.
    Mój opis myślenia w głowie psa lub człowieka jest mocno hipotetyczny, naiwny, oparty na tym co znamy dzisiaj dobrze, jest analogią do procesów uruchamianych przez człowieka w układach zbudowanych z martwej materii (komputery), czyli w maszynach przetwarzających dane, maszynach liczących.

    Dzisiaj nadal jest niedostępne badanie mózgu na tyle szybko reagujące, by dać w czasie rzeczywistym obraz przebiegów impulsów w mózgu , dać aktualne co do sekundy mapy „zajętości” poszczególnych regionów mózgu na myślenie.

    Obrazy myślenia jaki otrzymują naukowcy badając tomograficznie głowę pacjenta nie są tworzone w czasie rzeczywistym tylko z pewną zwłoką.

    Niemniej można chyba powiedzieć, że myślenie, tak samo jak działanie maszyny liczącej (komputera), jest przetwarzaniem informacji, analizą informacji przechowywanych w pamięci oraz dopływających z otoczenia prowadzoną według jakiegoś schematu, o którym wiele dziś nikt nie potrafi powiedzieć.
    Naukowcy potrafią jedynie wskazać miejsca w mózgu, w których odbywają się „aktywności” w tym czasie, gdy człowiek z badanym tomograficznie (skanowanym) mózgiem wykonuje określone zadanie, które zmusza go do myślenia, rozpoznawania, wyboru, itd.
    Jak się okazało, ten sam typ zadań rozwiązywanych przez badanego człowieka lub emocji wzbudzanych w nim wywołuje aktywności, pobudzenia w tych samych rejonach mózgu. Tyle na razie nauka osiągnęła. Co jest wstępem do bardzo dużo.
    Pzdr, TJ

  112. Moja starsza siostra miała wielkiego doga niemieckiego, którego znałem i często wyprowadzałem na spacer od wczesnego szczeniactwa. Ten pies WIEDZIAŁ, a po jego zachowaniu również moja siostra i jej mąż, choć przyjeżdżałem z niezapowiedzianą wizytą, że to ja, kiedy ledwie otwierałem drzwi do klatki schodowej. Zanim doszedłem po schodach na trzecie piętro, pies zaczynał szaleć ze szczęścia i czekał przy drzwiach od mieszkania, aż zadzwoni dzwonek. Po wejściu opierał się przednimi łapami o moje ramiona i witał szerokim liźnięciem. Podobno na nikogo z rodziny ani znajomych tak nie reagował, więc mogli być stuprocentowo pewni, że to ja.
    PS
    Mój kot też obwąchuje nogawki, a czasem nawet potrafi „oznakować” gołą łydkę lub nowy przedmiot np. plecak, przyniesiony do domu.

  113. @Qba 2 października o godz. 17:33
    Ty kpisz czy się krygujesz? Twój tekst wywołał dyskusję. Masz błyskawicznie ponad setkę komentarzy. W dodatku większość tych komentarzy dotyczy bezpośrednio tego tekstu. Przecież to jest, jak by nie patrzeć, bezdyskusyjny sukces. Ani się waż przestawać tutaj pisać! No.

  114. @Tanaka
    2 października o godz. 18:34

    Jak sobie życzysz.
    Masz manierę belfra, który wszystko wie lepiej. A jak nie wie, to sprawdzi i wie. Do tego miejsca jest super. Ale co robi belfer, gdy nie może sprawdzić? Gdy nie ma pod ręką źródła? Czy pyta?
    Tak, ale po belfersku (nie nauczycielsku), czyli „udowadnia”, że to błąd i stawia pytania na temat swoich dywagacji. Miałem takich nauczycieli w szkole, ba, nawet na studiach.
    Twoje wpisy są przeładowane treścią na jeden konkretny temat. Całość można by napisać znacznie krócej bez utraty treści, wątku i sensu. Ale Ty masz styl belferski – jak wielokrotnie powtórzysz, to może pojmą, a jak nie pojmą, to zapamiętają, więc będą wiedzieć.
    Być może masz rację pisząc w ten sposób. Do tej pory nie wypowiadałem się na ten temat uważając, że to Twoja sprawa. I oczekiwałem podobnego podejścia do mojego stylu. I tu leży problem, bo belfer w Tobie na to się nie zgadza.
    Oprócz stylu jest jeszcze cel pisania. Ty zbierasz dane i informujesz. Wnioski pozostawiasz częściowo czytelnikom. I dobrze. Ja nie informuję, bo uważam, że – zwłaszcza dzisiaj, w dobie powszechnego i natychmiastowego dostępu do Internetu – każdy może sobie sam znaleźć, co go interesuje. Ja staram się wyciągać wnioski i stawiać pytania jak najogólniejsze i nieco prognozować, a wszystko po to, by czytający pomyślał szerzej. Nie tylko ściśle antropocentrycznie. Czasem się udaje. I dobrze.
    Wnioski mają to do siebie, że bywają różne, zależnie od danych wyjściowych, algorytmu przetwarzania informacji i celu tego przetwarzania. Szczególnie ta ostatnia funkcja ma wielki wpływ na wnioski – patrz, Kaczyński.
    Oczywiście, chętnie bym podyskutował, ale bez przekrzykiwania. To mi nie wychodzi. Interesowałoby mnie, czy w mowie jesteś też taki wylewny.

  115. Huzia na Józia czyli Qbę, ale – co by nie mówić – dał asumpt, by o rozumie, bezrozumności, powikłaniach oraz meandrach tego, co w każdej głowie siedzi, z lepszym lub gorszym skutkiem dywagować.
    Bądźćmyż bardziej dla siebie nawzajem przychylni, by nie rzecz – życzliwi.
    Nawet jeśli Qba się zaplątał w swoich wywodach, a potem nie wyplątał, odpowiadając na krytykę, nic takiego się przecież nie stało.
    Dopiero, przyparty do muru przez blogowych „gurów”, wyjechał bez sensu z Prawdziwymi Polakami.
    Wyznam szczerze, że nie palę się do „wstępniaka”, bo jako osoba dziś kameralna i ciut wycofana, nie lubię wystawiać się na widelec.
    Co innego, gdy robiłam to jako zawodowiec (dziennikarz).

  116. @tejot
    2 października o godz. 18:53

    Dodałbym tu, że o samym sposobie myślenie wiemy tyle, co nic. Zakładamy, że jest to porównywanie z wzorcem. Wzorzec – czerwone światło, aktulany obraz – zielone. Zatem akcja.
    Jak już kiedyś pisałem, jest wysoce prawdopodobne, że każda komórka mózgu jest „komputerem”, tzn. jest w stanie przwtwarzać znacznie bardziej kompleksową informację, niż byte, a tym bardziej bit. Dzisiejsze metody badania funkcjonowania mózgu są więc jeszcze dalej od źródła.
    Nie wiem czy wiesz, ale przerwane nerwy (główne ciągi są dosyć grube) zszywa się tylko zewnętrznie. Wewnętrzne połączenia regenerują się samoczynnie. Oznacza to, że istnieje jakiś sposób adresowania. Czyli znowu przybliżenie do budowanych komputerów.

  117. No to jeszcze jedna propozycja. Bolzano wielki mtematyk i logik ale jednoceśnie…teolog wynalazł taki dowód na istnie nie boga. Przypatrywal sie drzewu i zobaczył na nim liście. Wiedział, że liczba liści na tym drzewie jest określona, ale dla kogo. Zaden człowiek ich nie policzył, ale przecoeż ta liczba musi być komuś znana. Ergo bóg istneje bo zna ilość liści. Jedt to dowód na istnienie boga na liścia. I co wy,ateisci, na to ?

  118. @mag
    2 października o godz. 19:01

    Oczywiście, że wejście z PP (Praw…Pol..) było brutalne, ale – w moim odczuciu – na czasie i adekwatne. Dlatego użyłem. Bośmy każde inne. I odczucia mamy inne. Dla Ciebie bez sensu, a dla mnie nieco inaczej. Całkowicie bez wartościowania, bo niby jak?

  119. tejot
    2 października o godz. 18:30

    Tejotku, sądzę, że – tak samo jak ja – masz skończone osiemnaście, więc, kurde, nie wmawiaj pogodnej małpie – choć sny miewam straszne – jakiegoś oburzenia. Ja nawet w czasie burzy nie bywam oburzony, prędzej wystraszony. A na morzu, jak czasem mnie dopadła, zub na zub nie popadał ze strachu. Ty sobie wyobrażasz? Łódź z duraliminium (przerobiona z szalupy z trawlera-przetwórni, najwyższy punkt w promieniu najmniej 15 kilometrów. Weź się nie trzęś.

  120. wbocku
    Witam Cię najcieplej jesienną porą kiczowatym w swej ładności obrazkiem, ale tak naprawdę wygląda Narew o ty porze.
    Zdjęcie, rzecz jasna, nie moje, tylko słynnego fachury. Nie umiem osobiście ze zmartwiona przenieść tutaj swojego autorstwa całkiem niezłe powidoki. Wstyd i sromota, ale nie potrafię i nikogo nie mam pod bokiem kumatego.
    http://zbigniewpuchalski.pl/wp-content/uploads/2017/06/4-300×200.jpg

  121. Qba
    2 października o godz. 19:01

    Żebym ja miał wiedzieć wszystko lepiej, to by było dobrze. Ale, jak ciągle słyszę: nie ma tak dobrze Jak nie ma, to nie ma.
    Możliwe, że mam coś z belfra, bo uczyłem doktorantów, a to orka na ugorze. Jak sobie uzmysłowisz umysł Oko Dariusza, ks. dr hab. to będziesz rozumiał, o czym mówię.
    Jak są wstępniaki, to się można z nimi zgodzić, albo nie zgodzić. Nie zgadzasz się, to mów, bez podnoszenia ręki: nie zgadzam się, bo to i tamto. No to drugi przyjdzie i oświadczy, że też się nie zgadza, albo, że się zgadza. I jest o czym gadać.
    Tak nieraz mam, że się zastanawiam: ale o co się rozchodzi?, co miało taki skutek, że się zacząłem zastanawiać, o co bozi się rozchodzi, z czego wzięło się to, że się z bozią nie zgadzam i mówię bozi jak jest: to i tamto jest odwrotnie, do góry nogami, fakty są takie i takie, a reszta to zgroza i szok i nawet nieelegancja. Kto się z bozią nie zgadza, ten mu dobrze czyni. W nieskończoności bozia wreszcie się poprawi i będzie dozgonne wdzięczny. Czyli będzie druga nieskończoność, o której na razie nic nie wie słynny szukacz bozi w matematyce.

  122. Tobermory
    2 października o godz. 18:39
    @tejot
    2 października o godz. 16:28
    Masz twojego psa za głupka? On WIE, że to TY przyszedłeś do domu, a nogawki obwąchuje, żeby sprawdzić, gdzie się włóczyłeś i jakie osobniki (ludzie, psy, koty etc.) się o ciebie otarły.

    Mój komentarz
    Tobermory, masz rację. Tak czy inaczej pies obwąchując moje nogawki i innych gości pozyskuje informacje węchowe i przetwarza te informacje w mózgu. Przetwarzanie informacji (bardzo ogólny termin) można nazwać myśleniem, jeśli odbywa się w mózgu.

    Mało tego, niekiedy siedząc przed komputerem niecierpliwię się, że jakaś aplikacja długo się otwiera, a sąsiad znad sąsiedniego biurka wyjaśnia – on myśli.
    Pzdr, TJ

  123. Wbocek
    Jeeezu, nawet to mi nie wyszło! Z tą jesienna rzeką.
    Auuuu!

  124. „przerwane nerwy (główne ciągi są dosyć grube) zszywa się tylko zewnętrznie”
    Bo wewnętrznie się nie da. Nerw składa się z pęczka włókien nerwowych w otoczce z tkanki łącznej. Po przecięciu włókna się „cofają” i tylko otoczkę da się zeszyć. Jeśli trafią na siebie właściwe końcówki otoczek, to jest nadzieja, że włókna nerwowe się zregenerują i na nowo właściwie połączą, przynajmniej niektóre. Takie włókna rosną ca 1 mm na dobę. Spontaniczna regeneracja bez ingerencji chirurgicznej nie jest możliwa. W przypadku uszkodzeń rdzenia kręgowego nie udaje się (na razie?) uzyskać chirurgicznie takiej regeneracji.

  125. Lewy
    2 października o godz. 19:17

    ten pan ma rację. jeszcze mi się nie udało policzyć liści na drzewie, ergo, jestem cymbał. Ten co policzył nie jest cymbał, czyli jest bozia. Ja właśnie policzyłem ilość liści mięty zerwanych z krzaka. Dałem radę: siedem. Są tacy co do trzech nie zliczą a są ministrami w rządzie oraz premierami i tak dalej.

  126. mag
    2 października o godz. 19:35

    No właśnie, mag narwiańska, ale nie narwana, nie wiem, o so chozi: nie mogę otworzyć. Ale jezdem dobrej myśli o Tobie.

  127. No to może jeszcze jedna powokacja. Wczesnośredniowieczny teolog Anzelm zwany świetym wymyslil ontologiczny dowód na sboga. Otóż wyszedł on z hierarchii bytów. na samym dnie jest ziemia, kamienie i cała materia nieożywiona. Wyżej są rośliny, które zywią się ziemią. Wyżej zwierwzęta, bo żywią się roślinami. Jeszcze wyżej człowiek, który żywi się czym się da. Jeszcze wyżej są aniołowie i ich szefowie archaniałowie, którzy żywią sie ambrozją i muzyką. Wreszcie na szczycie tej piramidy jest bóg, ktory żywi się wszystkim i kamieniami, roślinami i ludźmi , aniołami i archaniołami. I teraz załóżmy, że ten najdoskonalszy,, wszystkożerny byt nie istnieje. Popadamy wtedy w sprzeczność, bo zakładamy ze byt doskonały ma wadę nieistnienia, czyli doskonały byt nie jest doskonały. I co wy, ateiści, na to ?

  128. na istnienie boga( umkło mi bo wypiłem za dużo chianti)

  129. mag
    2 października o godz. 19:30

    O, dopiero jak pan Jacek abo inszy pan zniebieszczył – otworzyłem. Dziękuję.

    Mag, Ty nie mów tak. Że w naturze kicz być może. Cudny mokry krajobraz, tyle ża maciupeńka fotka, zaraz spróbuję powiększyć. Właśnie wczoraj wybrałem się do bagiennego rezerwatu, ale się nie dobrałem, bo w drodze zmienił mi się plan. Wszakże bardzo lubię takie widy, jeśli nie liczyć komarów. Z tego również powodu, że dzisiejszego człowieka noga tam raczej nie postała.

  130. Lekarze rezydenci protestują. To są sqrwsyny, bo zarabaja 2200 zł, a biedni , wykształceni po ciężkich 6-letnich studiach paramentarzysci zarabiają po 22000 zł. Ty boze to widzisz i nie grzmisz ?

  131. @Tobermory
    2 października o godz. 19:36

    No właśnie. Podałeś informacje, które można znaleźć np. w Internecie. I chwała Tobie za to. Szkoda tylko, że pominąłeś mój wniosek o adresowaniu poszczególnych dróg nerwowych. Wiem, że nic o tym nie wiadomo konkretnego. „Czasem się zregeneruje” oznacza, że czasem trafi swój na swego? A może to jednak działa adresowanie, czyli swój swego „szuka”? Bo gdyby tak nie było i zrosty byłyby przypadkowe, to często po operacji pacjenci działaliby dziwnie – chcę mrugnąć – noga mi się zgina, itd.

  132. Tanaka
    Kiedyś już o tym pisałam, a konkretnie zarzucałam Ci, że drażni mnie to infantylne słówko „bozia” w zderzeniu z rozmaitymi złami, nieprawościami dziejącymi się za pośrednictwem owego fantomu, który ma całkiem groźne oblicze w realu. Podobnie jak „kościółek”, którego to określenia chętnie używają klasyczne moherki.
    Rozumiem że w ten sposób niejako nadajesz tym słowom ośmieszające znaczenie, ale infantylizacja to również spoufalenie się i jakby przyzwolenie. A przecież nie w tym rzecz.

  133. Tanaka
    Chyba się jednak czepiam, pomyślałam sobie raz jeszcze.

  134. @wbocku
    Ty nie licz na stałość mag. To strasznie płocha dziewczyna. Kiedys też mi mówiła, jaki to ja jestem piękny, ale spotkala piękniejszego i zostawiła mnie na środku ulicy z rozdziawiona gębą. Zobaczysz, że spotka Cie to samo. Wtedy bedziesz mi się wypłakiwał na mojej męskiej piersi.

  135. @Lewy, z godz. 19:46 i 19:47
    I co wy, ateiści, na to? (…) na istnienie boga ( umkło mi bo wypiłem za dużo chianti).

    Minąłem się z nim tysiące lat temu;
    W pogaństwie czy w bardo – nie pamiętam.
    W przedsionku którejś z nowych religii
    Czy u schyłku którejś ze starych to było?
    Czas odmierza jednakowo narodziny
    I zatraca schyłki.
    Dziś pojawił się. Odmieniony choć ten sam.
    Przystanął, popatrzył; znów się minęliśmy.

  136. Lewy
    2 października o godz. 19:46

    nic, a nic… Ja na to.

  137. mag

    Mag najumiłowańsza, słyszę, co Lewy mówi, ale nie słucham, bo on jest może zazdrosny, a ja – nie. Nawet nie wiem, co to zazdrość, choć parę razy w życiu uciekłem i ostro się poryczałem z tego powodu, że moja ukochana szła nie sama, a nawet pod rękę. Może to była zazdrość? Nie znam się.

    Nawiasem mówiąc, co dzika moda, że nie tylko smarki, ale nawet bardzo starzy oboje chadzają, trzymając się za ręce. Żeby się nie przewrócić czy jak?

    Mag, z uczuciem Ci posyłam ostatni dzień września – cud piękności i pierwszy dzień października – też cud piękności. Tak wyszło po ponurych dniach. Wrzesień się pożegnał fantastycznym słonkiem i ciepłem (18 stopni), październik identycznym słonkiem i ciepłem się przywitał. I kaplica – reszta października ma być do ponurej d…ten…do kitu.

    Najwięcej fotek (wszystkie są z soboty i niedzieli) jest z przystani w Chłopach. Tobermorek też może okiem rzuci. Łodzie na czas budowy pomostu wyprowadziły się na inne przystanie – do Unieścia i do Kołobrzegu – i nie chciały wracać. Ale już wróciły – jest komplet. Dlatego pokazuję.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6472377828996667265/6472377825859396482?authkey=COv3rfivpZrAIQ

  138. @ Tanaka
    1 października o godz. 23:29

    Aby nie być gołowyrazowym, pierwsze Twoje zastrzeżenie:
    Czytam: „Fizjologicznie rzecz biorąc, możliwość powstania rozumu zaistniała na długo przedtem, zanim pierwsza małpa zdecydowała się nieco wyprostować.” Teza jest niejasna: możliwość powstania na długo przedtem? Co to znaczy „możliwość powstania” w tej sytuacji? Brzmi to jak hipoteza, że coś było możliwe, albo jako orzeczenie dramatyczne: coś mogło powstać dużo wcześniej, ale nie powstało. Dlaczego mogło? Czy nie powstało? A jeśli tak to dlaczego nie powstało, skoro mogło?
    Wyobraź sobie, że wygrałeś samochód. Cieszysz się, masz nawet prawo jazdy. Ale cóż, do pracy wozi Cię spod domu autobus zakładowy, do sklepu masz dwa kroki, a weekendy spędzasz u rodziców, niewiele dalej. Masz potencjalną możliwość korzystania z samochodu ale nie masz konieczności. Więc nie korzystasz. Przypominam, że ewolucja (raczej) nie stosuje kryterium „mam ochotę”. Dopiero konieczność – poznana atrakcyjna obywatelka – spowodowała, że skorzystałeś z możliwości.
    Mam nadzieję, że Cię usatysfakcjonowałem tym wyjaśnieniem. Jeżeli masz ochotę, to spróbuj sam z następnymi.

  139. @Lewy 2 października o godz. 19:46

    Bo w teologii wszystko musi być jak trza. Dlaczego z dość pokaźnej liczby zapisanych i znanych „ewangelii” wybrano akurat cztery i nazwano kanonicznymi? Wyjaśnił to na piśmie pewien „ojciec Kościoła”: bo są przecie cztery strony świata, cztery wiatry i cztery coś tam jeszcze. Dlatego muszą być cztery ewangelie, które muszą mieć autorów. W związku z tym przypisano tym anonimowym tekstom czterech autorów, wziętych w zasadzie z powietrza. Logiczne, prawda? I tylko wredni ateiści ni w ząb nic z takiej „logiki” nie pojmują.

  140. Lewy
    2 października o godz. 19:17

    Na to, tez nic… No bo i musze cos na to?

  141. mag
    2 października o godz. 19:57

    Mag, wyjaśnię skąd ta „bozia’. Kiedyś wyjaśniałem, ale chętnie powtórzę. Otóż „bozia” jest u mnie objawem wrażliwości, głębi, wzruszenia i ocalenia.
    „Bozia” – mówią małe dzieci. Już naznaczone chrztem, już przeznaczone, już skazane na skrzywienie, na zamknięcie się przed sobą, na życie w bojaźni bożej,skazane na utratę siebie i siebie się zaparcie , a jeszcze po ludzku czyste, nieskażone, piękne.
    Mówiąc „bozia” przywołuję dzieciom dziecko w sobie i ocalam w sobie samym marzenie, którego częścią jest „bozia”. marzenie piękne, szlachetne, wysokie, ale próżne, z racji nieistnienia bozi, a mroczne z racji skrzywienia, zgwałcenia, jakie bozia nieistniejący do głowy i do dna osobowej psyche wpychany, dzieciom czyni.
    Tym czystym jeszcze słówkiem-marzeniem, dziecięcym, dzieciom nieświadomym mroku jaki za nim stoi, rozczarowania jakie zapowiada, trudnej i ciernistej drogi jaka wiedzie ku uwolnieniu i wyzwoleniu. W ustach dziecka „bozia” wzrusza. Tak jak wzrusza mała dziewczynka rysująca czerwone serduszko i aniołka, oraz mamusię i tatusia i jeszcze psa Azorka, wraz z domkiem wśród jabłoni i słoneczkiem świecącym promiennym uśmiechem.
    Słowem „bozia” powstrzymuję wkurzenie na nędzę, z jakiej składa się bozia realny. ten tyran, zbój i pożeracz dzieciątek, udający dobrotliwego dziadziunia, co bierze na ręce, podaje świeże truskawki maczane w cukrze i szepczący czule bajki do małego uszka.
    Dlatego wolę mówić „bozia”, bo gdybym mówił adekwatnie do substancji bozi, musiałbym kląć. Mówić „Bóg” to drwić – z siebie i z jego ofiar.
    Bozi zaś o nic nie szkodzi, a nawet jest mu miło, gdy się o nim tak czule wyrazić. On jest przecież łasy na pochwały. Sam się tym chwali w niebieskiej książeczce.
    „Kościółek” to dla mnie inna zupełnie bajka. Jedno jest słowo: bozia. inne to słabe przyczynkarstwo i blade tło.

  142. Lewy
    2 października o godz. 20:01

    Och, Lewusku, jak mówisz o stałości, łza się w starym oku kręci. Kiedyś to była stałość. Stało i stało, a teraz…Ech, szkoda gadać. Lepiej powiem po francusku:

    Oko trę, że mam ból
    Taki los, komu żal
    O madam, oto nóż
    O madam, kulą wal.

  143. @wbocek
    Tak to było, dziewczyny byly lepsze

  144. @Quba

    Szkoda mi czasu na odnoszenie sie. Ciekawie napisane, ale za wiele „bledow i wypaczen”. Zreszta inni juz troche poprostowali, nie bede im przeszkadzal. Ale i tak milo wiedziec, ze cos niecos jednak wiesz.

    ps Cholerny „jetlag” idem dosypiac.

  145. @lonefather
    2 października o godz. 20:47

    Cholera, kolejny belferski wszystkowiedźmin.

  146. Qba
    2 października o godz. 20:52

    Wypraszam sobie „wszystko”. Wystarczy „costamwiedzmin”.

  147. @Qba
    Nie przejmuj się krytyką. Krytykujący mają tak samo nic wiedzy na temat świadomości, jak Ty, ja i tysiące kognitywistów. Świadomość nie jest rzeczą, nie jest przedmiotem – napisał w książce, zatytułowanej „E”, Philippe Scherpereel, profesor anestezjologii z Lille, założyciel FEEA (Federacji Europejskiej Edukacji w Anestezjologii), który za tytuł swojej książki (m.in. o świadomości) obrał dużą literę „E”. „E”, jak Espace (przestrzeń), Equilibre (równowaga), Esprit (duch), Emotions (emocje), Etre (być), Energie, Esthétique, Ethique, Einstein oraz – przede wszystkim – jak Enigma, czyli zagadka. Książkę znam z omówień, tedy omawiał jej nie będę, ale pokorą napawa mnie wiadomość z niej zaczerpnięta, że ludzki mózg ma około miliarda komórek nerwowych i że wszystkie one uwalniają impulsy elektryczne kilka razy na sekundę. I że nie cała ta aktywność wiąże się ze świadomością. Szereg bowiem procesów przebiega w układzie nerwowym bez udziału świadomości. A cała ona (ta świadomość) odtwarza nam z wyprzedzeniwm ułamków sekundy obraz otoczenia z najbliższej przyszłości. Często (a doświadczyłem tego kilka razy) reakcje naszego ciała wyprzedzają nasze uświadomienie tego, co chcemy zrobić. Czasem uświadomienie to jest na wagą naszego życia. Jako kilkudziesięcioletni kierowca i pływak oraz płetwonurek wiem coś na ten temat.

  148. @Quba

    No dobra. Napisze…

    Redundacja, to nadmiarowosc i odnosi sie glownie do zwielokrotniania przechowywania danych, a nie do „mocy obliczeniowych”. Pomylenie jednego z drugim rozklada na lopatki (Z)rozum. Co mam nadzieje (Z)rozumiesz, bo nie takie trudne do zrozumienia.

  149. Dane, nawet te nadmiarowe, proszę @lonefatherka (z godz. 20:59), przechowywane są w pojemnej pamięci internetowej „chmury” czekając cierpliwie (jako ani rzecz, ani przedmiot), aż „moc obliczeniowa” Twojego laptopika dojrzeje do ich przetrawienia. Nie dojrzeje, boś kutwa albo golec, „nie przetrawią”. Mam nadzieję, że to (z)rozumienie wystarcza cośtamwiedźminowi, hy, hy 😉

  150. @lonefather
    2 października o godz. 20:59

    No dobra, napiszę jeszcze raz. Nadmiarowość jest jednym z filarów teorii i praktyki niezawodności. Piszesz o przechowywaniu danych, bo jest to dziś najjaskrawsze zastosowanie. Ale nawet w „głupim” samolocie zdublowanych jest szereg istotnych agregatów. Są one redundantne, czyli w normalnej sytuacji zbędne. Ale konieczność zapewnienia bezpieczeństwa spowodowała ich zastosowanie. I tak jest w bardzo wielu dziedzinach.
    Załóżmy, że do funkcjonowania organizmu w normalnych warunkach wystarczy „100 g mózgu”. Ale warunki nie normalne zdarzają się na tyle często, że występuje konieczność zwiększenia mózgu do np. 150 g. To jest nadmiarowa „moc obliczeniowa” w warunkach normalnych, czyli najczęściej. A ponieważ ewolucja strzela na oślep, więc musiało się tak kiedyś stać, że zwiększyła mózg aż do 300 g. Z taką mocą obliczeniową można już coś zdziałać, tym bardziej, że połowa była kompletnie nie zagospodarowana. I dlatego myślisz, że wiesz.

  151. @anumlik
    2 października o godz. 20:55

    Opisany przez Ciebie proces zwany jest w teorii automatów interakcją z predykcją. W dawnej technice analogowej, za predykcję (wyprzedzenie czasowe) odpowiedzialne były człony różnicowe. A były jeszcze sumujące i proporcjonalne. W (nieświętą) trójcę załatwiały całe sterowanie w czasie autentycznie rzeczywistym.
    Teoria autoamtów, przynajmniej ówczesna, bazowała na naśladownictwie natury. Chyba każdy i często doświadcza opisanego przez Ciebie fenomenu. Jeno nie każdy sobie jego naturę uświadamia, bo przecież to naturalne.
    Tego typu fenomenów mamy całe mnóstwo. Przykładowo, jeżeli przy wklepywaniu numeru konta bankowego zacznę o nim myśleć, często nie mogę sobie za nic przypomnieć kolejnych cyfr. Lenistwo spowodowało, że odkryłem prostą metodę: Przestaję myśleć o koncie i zmuszam palce do wklepania numeru. Robią to bezbłędnie. Jak dotąd – zawsze.
    Ten przykład jest akurat o tyle istotny, że wskazuje na istnienie mnóstwa wyuczonych – często skomplikowanych – cykli ruchowych, których sterowanie przeszło całkowicie do podświadomości, dzięki czemu możemy natychmiast i właściwie (najczęściej) reagować. Czyli chwała ewolucji.

  152. Interakcja z predykcją 🙁

    u kogo mogę się wypłakać?

  153. @NeferNefer
    2 października o godz. 21:35

    Nie płacz. Kupię Ci chechłacz.

  154. Witam! Pierwszy raz zajrzałem na ten blog i jestem zachwycony! Muszę przyswoić i przetrawić nowo poznane pojęcia i wiadomości, bo na razie czuję się jak po podsłuchaniu rozmowy dwóch moherów po wyjściu z niedzielnej mszy: ” Proboszcz dziś tak mądrze mówił, że niczego nie zrozumiałam”! Podobnie ja. Nie rozumiem dlaczego wszystkie organizmy żywe pragną przedłużyć życie często nawet kosztem własnego życia? Skąd wzięła się ewolucja i skąd wie co jest dla nas dobre? (Dlaczego moja ewolucja każe mi zabijać i zjadać słabsze organizmy aby przeżyć, a ewolucja pożeranych zwierząt ma cel całkowicie przeciwny? Ile w takim razie jest ewolucji). Popularne przysłowie mówi, że z kim przestajesz, takim się stajesz, czyli z wiekiem stajesz się członkiem stada. A jednocześnie Le Bon w „Psychologii tłumu” twierdzi, że w inteligencję każdej grupy określa się poziomem najgłupszego jej członka! Czy nie jest to dowodem, że na przykład nauczyciele z czasem zniżają się poziomem inteligencji do poziomu najgłupszego ze swych uczniów?… Może lepiej skończę zanim wylecę na kopach?…

  155. NeferNefer
    2 października o godz. 21:35

    U mnie, Neferko. Rycz, aż Ci bokiem wyjdzie lub uszami. A potem się uśmiechnij do jesieni, jako i ona do Ciebie się uśmiecha.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6472402272146071426?icm=false&iso=true&authkey=CMTaqqupk6GUKg

  156. Brywieczór ! No i tak. Wyjdzie człowiek do pracy na chwilę a dyskusja fiu bzdziu – i odjechała w sina dal, jak pociąg expresowy (z przystankiem w gminie Brzeszcze) – jak tu nadrabiac teraz?

    Qba – miałam do twojego wstępniaka pewne „ale” – ale pal to sześć, może z pociągu coś jutro napiszę . Poki co jedno ci przyznam – na brak zainteresowania ani wpisów na temat pod wstepniakiem to chyba nie możesz narzekać? 😉

  157. @lonefather

    Patrzcie, patrzcie co to kot przyniósł (no pun intended) – lonek wreszcie wychynal z ukrycia! 🙂

    Pozdrawiony!

  158. @NeferNefer
    Pójdę dalej niż Qba:

    Nie płacz, nie płacz, kupię Ci chechłacz
    Jak chechłacz zginie , kupię Ci świnię .
    Jak świnia zginie, to Cie ożynię
    .

    Howk!

  159. wbocek
    2 października o godz. 21:50

    Pombocku, co to takie piękne kwitnie?

  160. Kostka
    2 października o godz. 21:58

    I ja Cie pozdrawiam tez.

    Nie ukrywalem sie tylko na wakacje pojechalem. Wrocilem, to i na blogu sie zjawilem. Co prawda z „jetlagiem” po 14 i pol godzinach w powietrzu, ale sie wlaczylem do tematu.

    Quba broni sie jak na obronie doktorskiej tylko, ze nie z tematu swojego wstepniaka. Chyba ze ja nie wychwycilem o co mu sie rozchodzi. Bo na ten przyklad dodaje, jak aptekarz po „lyzeczce” hardwaru, jakby nigdy nie zauwazyl, ze objetosciowo, a nie wagowo, sie hardware powiekszal. A on dodaje po 50g na wypadek wypadku, ze moze byc za malo jesli sie cosik uszkodzi. Szkoda czasu.

    Z mlodym bylismy „z drugiej strony” niemal 3 tygodnie, popatrzec sie na najwieksza dziure w Ziemi i ogladnac inne tameczne atrakcje. Mlody jakby nigdy nic, a ja oczy na zapalkach i ledwo ledwo … (lol)

  161. Kostka
    2 października o godz. 22:00

    Kosteczko, gdybym wiedział, to bym Ci wcześniej powiedział, ale się zachwycam i pstrykam, nie pytając kwiatków o nazwy, tak jak grzyby pytam. Dlatego musiałem specjalnie żonę obudzić nad książką. To są astry jesienne o gatunkowej nazwie „marcinki”.

  162. @Kostka
    2 października o godz. 21:56

    Cieszę się. Wręcz i wnóż, znaczy obojnako.

  163. @lonefather
    2 października o godz. 22:16

    Po pierwsze, wagę podałem w cudzym słowie, cobyś od razu pojął, że chodzi o ideę, a nie o duperele.
    Po drugie, objętość jest tak samo mało adekwatna, jako że została przyjęta, ponieważ łatwiej zmierzyć objętość mózgu niż jego wagę. Zwłaszcza żywego. Idź więc spać na 14,5 h co najmniej.

  164. @Qba
    2 października o godz. 19:56

    „chcę mrugnąć – noga mi się zgina”

    To musiałoby ci się też coś w mózgu poprzestawiać. Normalnie, jeśli masz przecięty nerw np. w nodze, to przy odrobinie szczęścia i dzięki dobremu chirurgowi on się może zregenerować i odzyskasz czucie w kończynie. Może niezupełnie będziesz nią władać, ale na mruganie nie będzie to miało wpływu. Włókna nerwowe nie szukają się i mogą się zrosnąć przypadkowo w bardzo bolesny guzek.

    „Masz potencjalną możliwość korzystania z samochodu ale nie masz konieczności. Więc nie korzystasz.”

    Znam całe mnóstwo ludzi nie mających konieczności, a korzystających. Nawet takich, co spod USC udają się białą limuzyną do kościoła odległego o 100 metrów.
    Zapomniałeś o takich motywacjach jak chęć imponowania, radość z posiadania drogiego gadżetu, próżność i zarozumiałość 😉

  165. Wbocek
    Dzięki pombocku za foto cud natury, a o mę stałość możesz spokojnym być.
    U mnie serce mega pojemne, a @Lewy udaje, że tego nie wie.

  166. @lonefather 2 października o godz. 20:59

    „Redundacja, to nadmiarowosc i odnosi sie glownie do zwielokrotniania przechowywania danych, a nie do „mocy obliczeniowych”. Pomylenie jednego z drugim rozklada na lopatki.”

    Takie wpisy generuje nadmiarowa pycha.
    Nadmiarowa pycha ze swoich wiadmości na wszystkie tematy.
    Nawet takie, o których mamy tak blade pojęcie, że lepiej jest zamilczeć.

    Dawno temu jak moim dzieciom chciałem przybliżyć pojęcie redundancji i nadmiarowości to im opowiadałem o pięciu komputerach pokładowych promu kosmicznego. I o poczwórnych siłownikach poruszających klapami skrzydeł promu.

    A tu @lonefather bajki opowiada, że redundancja to tylko dane.
    Powiedz @lonefather, twój domowy komputer zbudowałeś w jakim systemie? RAID0? RAID5?

  167. Lonefather
    Loniu, a Twój Jasiu to już w którym oddziale?
    Mój szalony wujaszek Władzio tak mnie zapytowywał, chcąc jako dziecku okazać zainteresowanie. Oczywiście natychmiast zapominał i za każdym pytał od nowa.
    Ze mną pójdzie lepiej, a w ogóle pozdrów Młodego. Może mnie jeszcze pamięta.

  168. mag
    2 października o godz. 22:43

    No to mi, umiłowana mag, kamuszek z serca spadł i idę spokojnie spać, z ufnością, że Lewusek tego nie wykorzysta, nawet gdyby piorunem z onego Bastylionu się przemieścił.

  169. Obejrzałem prawie całą „Biblię” Johna Hustona.
    Pamiętacie, jak męczyłem d83 w sprawie kangurów na arce? Już nie muszę, wiem jak było. Były kangury i białe niedźwiedzie, hipopotamy i tukany, pingwiny, żółwie i małpy etc. a wszystko karmione sianem, kozim mlekiem, jabłkami i ziarnem 😎 Noego grał sam Huston, ile śmiechu było, jak wdepnął jedną nogą do wiadra ze smołą, wpadł w poślizg i zjechał po spadzistym pokładzie prosto na śpiącego syna. Ale kino 😀
    A potem osiedli na szczycie Araratu, wysiedli i poszli każde w swoją stronę. Tylko kruk, co był poleciał jako pierwszy, nie wrócił. I teraz nie wiem, jak się z krukową odnaleźli 🙁

  170. @Tobermory
    2 października o godz. 22:39

    Jakoś nie mogę pojąć dlaczego nie pojmujesz, co napisałem i dlatego na razie nie jestem Tobie w tym zakresie pomóc. Dodam tylko, że nie bardzo można porównywać możliwości ewolucji i jej efektów, czyli człowieka działającego (podobno) świadomie. Przykład podałem bardzo konkretny i tylko o taką sytuację mi chodzi. Uogólnianie jest więc mocno nie na miejscu. Sorry.

  171. @zza kałuży
    2 października o godz. 22:52

    Dzięki za pomoc.

  172. wbocek
    2 października o godz. 21:50

    Już letę pombocku. I dzięki za marcinki, tu takich ładnych nie ma, w ogóle astrów nie ma, dlatego nabyłam jak byłam w Polsce bo mi brak. Tych małych puchatych stokrotek też.

    Chechłaczy żadnych nie chcemy.

  173. @Qba
    2 października o godz. 22:54

    Możesz mi powiedzieć, co uogólniłem w kwestii zrastania nerwów?

    Padło tu kilka wskazówek przydatnych w komunikacji międzyludzkiej:

    „- Jasność: to co jest prawdziwe może być wyrażone w przejrzysty sposób. Jasność w formułowaniu myśli jest oznaką inteligencji. Niejasności świadczą o braku zrozumienia tego o czym się mówi

    – Precyzja: przywiązanie uwagi do szczegółów. Dokładne definicje i dokładne pytania.

    – Dokładność: dołożenie starań, aby informacja, którą dysponujemy była prawdziwa. Nie można rozumować poprawnie w oparciu o fałsz.”

    Radziłbym skorzystać.

  174. PS W czym chciałbyś mi pomóc?

  175. @Tobermory
    2 października o godz. 23:07, 2 października o godz. 23:09

    Uogólniłeś przypadek użycia samochodu. Przepraszam, że nie uściśliłem.
    O zrastaniu nerwów, powtórzyłeś jedynie to, co już napisałeś. O adresowaniu nic. Bo nawet jeżeli nerwy się ” nie szukają”, dlaczego zrastają się jedynie te do siebie pasujące?
    Czy ja pisałem, że chciałbym Ci pomóc? Nie śmiałbym sie narzucać. Jedynie określiłem moje możliwości w tym zakresie. Na wszelki wypadek.

  176. Czy juz kto wspomnial redundancje w odniesieniu do precyzji?

    „Redundancja zapewnia precyzję. Dlatego w niektorych tekstach pojawiaja się kwiatki takie jak ‚Miasto stołeczne Warszawa’. Czyli rzecz o urokach świętej Dundzi „.

    Bo to tak językoznawcy nazywają redundancję. I tez maja slusznego. Nie calkiem jak Qba ale maja

  177. zza kałuży
    2 października o godz. 22:52

    A ile masz mozgow?

    2?
    3?
    5?

    Ja, sadze ze i Ty tez, mamy tylko po jednym mozgu.
    Przyklad z dublowaniem ukladow chybiony w odniesieniu do zywego organizmu.

    Gdyby zastosowac redundacje w odniesieniu do organow… Ech, nie bede tlumaczyl, bo wiesz, ze nie o to tu chodzi.

    I zwroc uwage, ze nie wystawiam Tobie laurki, jak ty mi wystawiles. Tylko z teza przedstawiona dyskutuje.

    Tak wiec, nie majac dwuch mozgow, nie mamy redundacji w hardware, a wykluczajac ofiary schizoferenii nie mamy dublowanych osobowosci. Nie pamietam gdzie ostatnio przeczytalem, ze wymyslajac *.mp4, czlowiekowate nieudolnie skopiowaly cos co natura wymyslila dawno temu. Mianowicie, wystarczy rejestracja okolo 14% obrazu, zeby mozg „dopowiedzial” reszte, „budujac” obrazek tego co zarejestrowalo oko. Te okolo 84% „dopowiadane” sa do obrazka z zarejestrowanych i utrwalonych wczesniej zasobow.

  178. Mi sie widzi, ze sa obszary, w ktorych jak najbardziej mozna poprawnie rozumowac, opierajac sie na falszu. Znaczy sie wiedzac, ze wyjsciowa info jest falszem, czyli politycznym sciemnianiem.

    Ja tak mam z PiSem i Kaczynskim. Wiem, ze klamia i falszem jest to co glosza i jak na razie opierajac sie na falszywosci calkiem poprawnie wnioskuje co zrobia.

  179. Tobermory wspomnial precyzje. Ale czy odniosl ja do redundancji? Oj chyba nie odniosl. Mogl i nie odniosl. Pewnie chcial zapobiec tej, no, jak to bylo, aha, nadmiarowosci. Verbosity inaczej.

  180. Wiktor10p
    Chcę dołożyć swoje trzy grosze do objaśnienia niektórych pojęć, oraz przedstawionych tez.
    • Redundancja -zwielokrotnianie pewnych elementów np. dla poprawy bezpieczeństwa. Dwa przykłady: systemy podtrzymania życia (uzdatnianie powietrza, wody etc) na stacji kosmicznej są zwielokrotnione ,w samochodach stosowane są
    powszechnie wieloobwodowe układy hamulcowe.

    • Inteligencja jako dostosowanie do trudnych warunków pozwalające na zachowanie gatunku, występuje dość często wśród gatunków , które są liczne i bardzo szybko się rozmnażają, są to niektóre owady, bakterie. Z mózgiem nie ma to nic wspólnego, to sposób przetrwania stada ,roju , populacji. Przykłady motyle u Ditfurtha oraz z komunikatów, że wykryto szczep bakterii odpornych na antybiotyki.
    Rzecz w tym ,że prawie wszystkie osobniki giną(ewolucja nie liczy ofiar), ale te pozostałe szybko odtworzą szczep odporny, potrafiący przetrwać i żyć wnowych warunkach.
    • Nie ma takiej możliwości , aby powstały i przeżyły osobniki o dużo większym potencjale mózgu, który zużywa dużo energii. Zmiany takie muszą być stopniowe ,
    koszt utrzymania mózgu spowodowałby przegraną w konkurencji z tymi bardziej prymitywnymi. Przyjęcie postawy dwunożnej rozwoju mózgu dla jej utrzymania.
    Mózg ewoluował wraz z człowiekiem. Dwunogi widział dalej ,potrzebował większego
    mózgu dla zrozumienia tego co widział. Ewolucję mózgu staram się pokazać jako splot
    zmian środowiska ludzkiego, wywołująca potrzebę zmian w mózgu .Lepiej sobie radz ący ma lepiej odżywione potomstwo itd. Działanie stadne przyśpiesz rozwój języka, a rozwój języka działania stadne, doprowadza to do rozwoju społeczeństwa, społeczeństwo do wymiany myśli ato do dalszego rozwoju intelektu itd.

    Wiktor 10p

  181. mag
    2 października o godz. 22:52

    Mlody lat 7 (za 3 dni) chodzi do Year 2.

    Pewnie nie pamieta, ale jak zobaczy, to sie rzuci na Ciebie jakby sie wczoraj pozegnal. Gdzies czytalem, ze to normalka w jego wieku. Nie pamietanie mam na mysli, bo „rzucanie sie” to juz niekoniecznie. Bedzie „wolne jesienne” w koncu Pazdziernika i sie do Wawy wybieramy, moze da sie zorganizowac jakies spotkanko?

    Jesli masz pomysl, to juz „na boczku” dogadajmy.

  182. @Qba
    2 października o godz. 23:18

    „dlaczego zrastają się jedynie te do siebie pasujące?”
    Może dlatego, że włókna nerwowe czymś się między sobą różnią? Inaczej wystarczyłby jeden gruby kabel o pojedynczym rdzeniu?
    Jeśli wyrastające z jednego kikuta włókna nie zostały przez mikrochirurga ustawione idealnie naprzeciw drugiemu kikutowi, to mogą właśnie utworzyć bardzo bolesny neurom – guzek z włókien nerwowych bez połączenia w jeden „przewód”.
    Najmniejsze deficyty w odzyskiwaniu funkcji po mikrochirurgicznym zabiegu zszycia nerwów mają małe dzieci. „Dorosłe” nerwy regenerują się znacznie gorzej. Ponadto ważną rolę odgrywa rodzaj kontuzji. Gładkie cięcia rokują znacznie lepiej niż zerwania lub zmiażdżenia.

    „Wyobraź sobie, że wygrałeś samochód.”

    No, właśnie sobie wyobraziłem. I nie wiem, dlaczego tylko konieczność miałaby zmusić mnie do korzystania z niego.
    Jak definiujesz „konieczność”?
    Czy chęć przejażdżki nowym cackiem to jest konieczność? Ciekawość, jak się prowadzi? Napawanie się zapachem skóry, zachwytem mijanych panienek, zazdrością kumpli? Uniknięcie zapachu niemytych towarzyszy podróży autobusem? Niekonieczne, ale podnoszące komfort drogi do i z pracy…

  183. Redundancja odgrywa bardzo ważną i pozytywną role w komunikowaniu sie ludzi ze soba. Np., z 22:52

    „Takie wpisy generuje nadmiarowa pycha. Nadmiarowa pycha ze swoich wiadmości na wszystkie tematy. Nawet takie, o których mamy tak blade pojęcie, że lepiej jest zamilczeć.”

    – W języku mówionym, a i w pisanym tez, często się powtarzamy, wracamy do tematu, mówimy to samo inaczej. Gdy to ktos potrafi zapisać, redundancja okazuje się nieznośna. Jednak w sytuacji rozmowy zjawisko powtarzania tej samej treści umożliwia nam skuteczniejszą komunikację.

    No to teraz wiemy. Jak ktos napisze ze gada, to walcuje po parkiecie nadmiarowosci redundancji. Biegunka slowotoczna taka. On gada gdy pisze. Do siebie gada

  184. Qba, jak widzisz napisałeś bardzo dobry wstepniak 🙂
    Mnie się podobał, bo nie był kalką naukową, ale własnym przemyśleniem i nawet z nielicznymi błędami dobrym tematem do dyskusji, pewnie właśnie z powodu tych blędów.
    I jak zwykle terminologia się poszła pasać, bo nadmierna tendencja do używania wyrazów obcojęzycznych dla podkreślenia swojego obycia i wiedzy skomplikowała proste w sumie argumenty.
    A wszystkowiedźmin mi się spodobał – lubię nowe słowa.

  185. Wiktor10p
    2 października o godz. 23:35

    A jednak skokowo…

    Tak przynajmniej uwaza wspolczesna nauka, ktora sie samoskorygowala i przestala rysowac „drzewo ewolucyjne” czlowiekow, gdzie z australopiteka wyprowadzala homo erectus, z ktorego homo habilis, a dalej juz swobodnie neandertalczyka i czlowieka wspolczesnego…

    Tak nie bylo, co sobie antropologia uswiadomila i przestala laczyc w jeden solidny pien ewolucyjny niekompletne znaleziska oddalone w czasie o tysiace lat i tysiace kilometrow. Nie wspominajac juz o drobiazgu, ze mamy za malo szczatkow, zeby sie pokusic o okreslenie wielkosci zmiennych wewnatrzgatunkowych.

    Siegnij do ksiazki dr Roszkowskiego o ewolucji czlowieka, ktara jest najbardziej wspolczesna, znana mi pozycja w jezyku polskim.

    No i prosze nie mieszaj rozwiazan technicznych, do biologii, na co wczesniej zwrocilem uwage @zzakaluzy.

  186. E-J, 23:58

    Nowe slowa to rowniez makaronizmy moze?

    Mowiac o slowach zerznietych z obcych jezykow. Ktore potem znikaja, czasem, z uzytku.

    Bo my takie cwane ze zastępujemy jedne makaronizmy drugimi. Normalna sprawa. Język zawsze ewoluował, a powstanie internetu ten proces tylko przyspieszyło. Dla przykładu, z obszaru anglojezycznego tylko czerpiac, takie mamy cudnosci:

    Aberracja – Aberration
    Deskrypcja – Description
    Dysertacja – Dissertation
    Dysforia – Disforia
    Kadawer – Cadaver
    Kubatura – Cubature
    Indolentny – Indolent
    Pauperyzacja – Pauperization
    REDUNDANCJA – Redundancy
    Zaambarasować – Embarrass

    Więc albo Angole zerżnęli od nas pewne słowa, albo od zawsze szmaciliśmy swój język i nie ma co spinać dupy. Glosuje za drugim albo..

    Bo „kejs” i „randomowy” są słowami powstałymi zgodnie z naszą tradycją wpierLalania byle czego byle z zachodu, do słownictwa Umeczonej. I zastepowania starych spagettoizmow nowymi.

    Wszystkowiedźmin wyglada na prawdziwie polskie slowo. Ten Qba dobry jest. Niech to jeszcze przetlumaczy na jezyk angielski i bedzie mial wygranego. W dodatku do slusznego. Wczesniej mu przyznanego

    PS. lonek. Z tym nie mieszaniem rozwiazan technicznych do biologii to ty pofolguj lepiej. Szczegolnie przed zasluzonym snem

  187. @Orteq 0:35

    Nie chodzi mi o makaronizmy, ale o wymądrzanie się 🙂

  188. E-J

    Ja mowilem o tym, ze ty lubisz nowe slowa. Takie jak Wszystkowiedźmin. Jesli Qba sie wymadrzyl z tym Wszystkowiedźminem, to po jaka anielke ty tego Wszystkowiedźmina lubisz? Bo chyba nie odnosisz go do tego tutaj

    http://www.chamsko.pl/73319/Wszystkowiedzmin

  189. Orteqw,
    to po jaką cholerę tyle ględziłeś na temat makaronizmów?
    Nowe słowa to nie makaronizmy, pomieszałeś pojęcia.

  190. @lonefather 2 października o godz. 23:24
    „A ile masz mozgow?”
    Słyszałeś o leczeniu żylaków metodami efektywnie usuwającymi / niszczącymi chore żyły? I co sie wtedy dzieje? Noga ci odpada, bo w niej krążenie krwi sie kończy?
    Ile masz nerek?

    Ja nie chcę pakować się w dyskusje o mózgu bo wiem o nim o wiele za mało aby gadać z sensem a o wiele za dużo aby uniknąć gadania bez sensu. O ile to ma jakikolwiek sens. 😉

    Ja tylko wtrącam sie do szczególików takich jak niezrozumienie albo zbyt wąskie rozumienie pojęcia redundancji.

  191. E-J, 1:00

    Ględziłeś na temat makaronizmów dlatego, ze Wszystkowiedźmin nie wyglada na makaronizm. Wszystkowiedźmin wyglada na czysty, Prawdziwie Polski, wszystkokaczyzm.

    Wszystkowiedźmin nie zostal wymyslony przez Qbe. To tak jakbys czegos nie zalapala

  192. Orteq,
    A gdzie ja pisałam, że Qba to wymyślił? Napisałam, że nowe – bo dla mnie nowe, i tyle. Nadinterpretacja my dear, nadinterpretacja.
    Czytaj co napisane, proste a jakże trudne, nie?

  193. zza kałuży
    3 października o godz. 1:05

    I slusznie robisz, ze sie wtracasz. Blog i dyskusja na nim powstaja wlasnie z wtracania sie.

    Problem, ktory NIE powstal wraz z Twoim wtraceniem sie, ale Twoje wtracenie go ozywilo, polegal na tym, ze zwrocilem @Qubie uwage na to, ze uzyl redundacji w stosunku do samego mozgu, wychodzac z wdziecznego twierdzenia, ze uzywamy jego niewielka czesc…

    Ponoc jakies 10%… OUPSSSS!

    Bzdura wierutna. Bo to, ze w trakcie badan jest te jakies 10% wykrywanej aktywnosci, nie oznacza, ze pozostale 90% leni sie i nic nie robi. W czasie badan moze sie nie aktywizowac, ale nie oznacza to, ze sie nigdy nie aktywizuje. Coraz lepiej i dokladniej wiemy, ktore obszary mozgu za jakie czynnosci odpowiadaja i coraz lepiej znamy ich lokalizacje. Na to naklada sie jeszcze myslenie swiadome i nieswiadome, no i gdzies jeszcze musi byc przechowywane to wszystko co pamietamy i umiemy.

    Caly mozg pracuje. U jednych sprawniej u innych nie za bardzo, ale to ostatnie jesli sie pominie przypadki medyczne, jest juz wylacznie skutkiem wytrenowania, lub jego braku, a nie rezultatem tego, ze natura byla rozrzutna i wyposazyla w nadmiar, ktory @Quba okreslil wlasnie redundacja.

    Swoim wtretem ozywiles zdan wymiane, co sie chwali, ale jednoczesnie utrwaliles w Qubie falszywe przekonanie, ze ma racje i Ty go w tej racji wspierasz.

    Dobranoc.

  194. E-J,

    Jaka tam nadinterpretacja. Czytam, czytam co napisane. A bylo o slowie Wszystkowiedźmin. Ktore to slowo nie jest zadnym makaronizmem.

    Jest natomiast kaczaronizmem. Przesypanym z prezesa, przez Qbe, na bogu ducha winnego lonka pod 20:52. Czego ani lonek ani ty chyba nie wylapaliscie.

    Wszystkowiedźmin nie jest makaronizmem. Ani spagettoronizmem. Jest po prostu kaczaronizmem

    ‚http://www.chamsko.pl/73319/Wszystkowiedzmin

    Czyli czysto naszym, rodzinnym guanem. Duck manure w obcych jezykach

  195. A czy prawidlowosc np. w pisowni jest ‚redundant’ czy nie?

    Zdognie z nanjwoymszi baniadmai nie ma zenacznia kojnolesc ltier
    przy zpiasie dengao solwa. Nwajzanszyeim jest, aby prieszwa i
    otatsnia lteria byla na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w
    niaedziłe i nie satwrza to polbemórw ze zozumierniem tksetu

  196. No juz dobrze dobrze @accie. Redundancja niezupenie o tym jest. Szczegolnie ta w polskim tlumaczeniu angielskiego slowa redundant. Ales blisko, blisko PRAWDY

    Czy ktos moze ulozyc lonka w poscieli? Przeciez mu zapalki z ocz powylatywujo

  197. Zasnal wreszcie?

  198. Wracajac do zadanego tematu redundancji. I do ‚literatury’ z nia zwiazanej

    – Zasadniczo, całą międzyludzką komunikację można umieścić na skali między dwoma skrajnymi biegunami – redundancją i entropią. Te fikuśne nazwy wyrażają bardzo prostą ideę. Im bardziej unikatową informację chcesz przekazać, tym większe ryzyko, że zostanie odebrana w błędny sposób.
    – Komunikaty redundantne to takie, które nie wnoszą niczego nowego. Ot, powiedzmy ‚dzień dobry’, ‚ale pada’, ‚to wszystko wina Tuska’. O ‚Maciora to swir’ nie wspominawszy

    Redundancja jest powierzchowną oczywistością, co do której wszyscy się zgadzają. Powtarzanie takich treści powoduje ich umocnienie, ale nie poszerza zakresu dostępnych informacji. Z drugiej strony, skoro nie ma niczego nowego do przetworzenia, nie ma ryzyka nieporozumień. Mówienie oczywistości jest proste.

    „Redundancja komunikacji to rodzaj iskania. Jak przystało na zwierzęta stadne – lubimy się iskać”

    Jak to wszystko sie wpasowywuje w naukowe analizy slowa redundancja, pozostawiamy ocenie niezliczonej liczbie czytelnikow tego bloga

  199. Orteq,
    ja uzyl slowa ‚redundant’ w znaczeniu ‚redundant’, ot co.

    Moja ulubiona stacja News 24 Hours podala dzis rano, ze Tom Petty zmarl. A ja patrze a on zyje. Niech zyje nam ten artysta jak najdluzej. Czy u Was tez usmiercili Toma przedwczesnie?

  200. @acct

    Smierc Toma Petty byla znacznie przesadzona, jak sie okazuje. Tak, nasza CBC (radio) tez sie zalapala na te fake news. Czy i za nia Trump stoi? Moze byc ze tak

  201. Dzis wchodzi w zycie slynna ustawa dezubekizacyjna. Czyli obnizenie emerytur bylym funkcjonariuszom `resortu’. Dotyczy 39 tysiecy osob. Sa juz 3 tys odwolan. Dlaczego tylko 3 tys odwolan, wyjasnia minister Spraw Wewnetrznych i Administracji Mariusz Blaszczak
    – Ustawa nie obejmuje milicjantow, strazakow lub lekarzy zatrudnionych w MSW, tylko funkcjonariuszy SB.

    Wyglada na to, ze mielismy, w calej historii swietlanego ustroju, tylko 3 tys funkcjonariuszy SB. Nikt nic nie mowi o funkcjonariuszach UB

  202. Ustawa sie nazywala ‚ustawa dezUbekizacyjna”. Nie dezSbekizacyjna. To zmieniajace sie, w wiadomych celach, nazewnictwo agencji resortowych. Ono potrafilo oglupiac samych sponsorow ‚resortu’

  203. @acct

    „CBC: Tom Petty died on Twitter”

  204. @acct

    Smierc ‚on Twitter’ to jednak niekoniecznie smierc fizyczna. Co sie okazalo – chyba – w przypadku Toma Petty.

    Choc on wciaz w szpitalu. Jesli i ta wiadomosc nie jest znacznie przesadzona

  205. Niby na blogu można mówić o czymkolwiek. „Niby” – bo mówić to se można, tylko po co? Po co jest mówienie – żeby ktoś zrozumiał, czy raczej żeby nie zrozumiał? Żeby zainteresować, czy żeby zniechęcić? Zwłaszcza że tu nie naukowy instytut. Zapytam więc o rzecz najpierwszą: Jest ktoś w stanie z pamięci zawrzeć w dwóch zdaniach, co i o czym autor Qba powiedział? Tak jak to zrobił na przykład w tytule swego doniesienia Tomasz Laba („Bezprawnik)):

    „Od dziś jest coraz bliżej krachu ZUS. Obniżony wiek emerytalny wchodzi w życie pomimo braku pieniędzy”

    Na końcu równie precyzyjnie streszcza zawartość doniesienia:

    „rządzący wciąż nie mają żadnego pomysłu na jakiekolwiek uniknięcie katastrofy. Zamiast tego serwują najzwyklejsze w świecie rozdawnictwo”.

    Albo temat lekcji wypisany ponad 50 lat temu na tablicy, który pamiętam (mniej więcej) do dziś:

    „Wpływ stopnia sprężania powietrza na wielkość i moc silnika”.

    Ku uwadze blaszakowców: kiedyś były silniki niskoprężne, średnioprężne i wysokoprężne. Niskoprężne były ze cztery razy większe od wysokoprężnych o podobnej mocy. Więc hipotetyczny niskoprężny silnik blaszaka byłby większy od samego blaszaka.

  206. Oj, chyba jednak Tom Petty pomarl. Sorry, @accie

  207. Ano niestety….swietny to byl muzyk i facet. Skromny gwiazdor, jezeli to nie oksymoron.

  208. @Tejot
    1.10 23:19

    Tylko jedno sprostowanie, żeby nie wprowadzać niepotrzebnego gmatwania pojęć.
    Proliferacja jest procesem namnażania komórek (dowolnych); niektórzy by powiedzieli, że gwałtownego. Dlatego też określenie to dosyć często kojarzy się z procesem nowotworzenia.

    A że reaguję dopiero teraz? Przyczyny natury, okeśliłbym fizjologicznej, to spowodowały, skoro już przy fizjologii, ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy.

    @Qba
    „Nadmiarowość mózgu” a życie w stadzie?
    Gdyby tak było, to większość ludzi żyłaby osobno. Dla przeciętnego człowieka znacznie prościej jest przeystosować się do jakiejś grupy i korzystać z jej pracy, ochrony, itd., niż samemu troszczyć się o wszystko. Oportunizm i konformizm zapewne są wygodne i pozwalają łatwiej pożyć, ale jednocześnie życie w grupie generuje tyle różnorodnych powiązań i zależności między poszczególnymi członkami „stada”… Te konflikty i konieczność ich rozwiązywania, współpraca, tworzenie koalicji żeby zdobyć wyższe lub lepiej płatne stanowisko, pozyskiwanie sojuszników, neutralizowanie wrogów. To wszystko chyba całkiem nieźle musi angażować nasze mózgi. Możesz ten wywód potraktować jako żart.

    Natomiast z innej parafii. Może nadmiarowość mózgu wynika z nadmiarowości środowiska, w jakim organizmy żyją. I nadmiarowości dostępnej energii koniecznej do jego rozwoju i funkcjonowania?
    Mamy taki ewolucyjnie przekonujący przykład w postaci oryginalnej fauny Australii. Kontynent stabilny tektonicznie, bez paroksyzmów górotwórczych, trzęsień ziemi, gór też tam jak na lekarstwo. Rzeki takie, że pisać nawet nie warto. Brak jakiejś uregulowanej i przewidywalnej zmienności jeśli chodzi o pory roku (@Ewa_Joanna, jeśli się zapędziłem, to mam nadzieję, że mnie poprawisz). I te wszystkie torbacze o mózgach zdecydowanie mniejszych, niż można by było się spodziewać. A przecież przy tak trudnych warunkach można by było oczekiwać, że to dopiero byłby impuls do jego rozwoju. Tymczasem nic takiego nie ma miejsca. Koala ma mózg mniejszy niż mój kot.

  209. @Orteq 5:50

    Bo może oni zasilili szeregi PiS?

  210. Nie mam już głowy do obfitszego, z licznymi przykładami, prezentowania interesujących mnie tematów, więc się streszczę. Manieryzmów, czyli indywidualnych lub zbiorowych wtrętów językowych w żywej, codziennej mowie, nie mających żadnych, nawet żartobliwych znaczeń w wypowiedziach, więc niekoniecznych, pustych, użytych bezrefleksyjnie, odruchowych, takich słownych tików, podpórek w rodzaju „prawda” i pochodne, „kurwa”, „jak gdyby”, „tak naprawdę”, „to znaczy” na początku wypowiedzi, „co nie?” u smarków, „często”, „jest tak, że”, pleonazm „skuteczny”/”skutecznie” – jest co niemiara. Wśród tego śmiecia są kompletnie bezwartościowe z psychologicznego punktu widzenia, więc i nieskuteczne apele-zaklęcia w rodzaju „wierz mi”, „uwierz mi”, „proszę mi wierzyć”, „wyluzuj”, „daj se na wstrzymanie”, „proszę się nie denerwować”, „zrozum” – więcej nie będę szukał, bo ma być krótko. Więc:

    Uwierzenia w cokolwiek nie osiąga się apelami o wiarę.
    Stany emocjonalne są mało lub całkiem niezależne od woli, więc żadne apele – ani sztubackie „wyluzuj”, ani dorosłe „proszę się nie denerwować” – nie mają na nie wpływu.
    Zrozumieć coś można dzięki jasnemu wywodowi, adekwatnym przykładom, dowodom, a nie po usłyszeniu apelu „zrozum”.

  211. @Ewa-Joanna
    2 października o godz. 23:58

    „wszystkowiedźmin” jest jedynie lekko przerobionym wymysłem Mariana Załuckiego. Prawdopodobnie, bo tam po raz pierwszy ten słowotwór widziałem. Użył go w określeniu kobiety – wszystkowiedźma.

  212. @paradox57
    3 października o godz. 8:31

    Poruszyłeś dwa ciekawe elementy.
    Pierwszy to życie w stadzie. Np. dwory królewskie z powstałym w tym czasie cudownym słowotworkiem – antyszambrowanie. Wszelkie dwory tworzyły własne światy zajęte potwornie skomplikowaną etykietą – prawie cała para szła w gwizdek. Taka sztuka dla sztuki. I ta irracjonalna pogarda dla wszystkich, którzy tej irracjonalnej etykiety nie znali. Niestety, wiele z tego przeszło do współczesnych rządów.
    Co z powyższego może wynikać? Ano np. to, że konieczne starania intelektualne szły w kierunku zachowawczym, czyli poznać zastane i dostosować się. Zero inwecji i samodzielności, choć rozwojowi mózgu sprzyjać mogło.
    Drugi to przyczyny ewolucyjnego powstania np. nadmiarowości mózgu. Celowo nie wchodziłem na ten obszar, bo jest on (chyba) mało zbadany. Zastosowałem zasadę „czarnej skrzynki” – mogę o jej funkcji wnioskować jedynie badając jej wejście i wyjście. W przypadku ewolucji jest o tyle gorzej, że znam jako tako tylko wyjście, bo wejść jest tak dużo, że nie mam szans na znalezienie jakiejkolwiek korelacji. Tak więc biorę produkt końcowy i staram się formułować logiczne wnioski. A z tym też problem, bo zależą one od danych wyjściowych, a te znowu prawie każdy ma inne.
    I wszystko jest fajnie, jak długo uznajemy wzajemnie prawo do indywidualnego myślenia. Ale może tak mamy, że sposób wyrażania odmiennego zdania musi wiązać się z deprecjonowaniem interlokutora? Czyli – po naszemu – opieprzaniem odmieńca?

  213. @wbocek
    3 października o godz. 6:38, 3 października o godz. 8:58

    Wspaniałe przykłady zwięzłości dajesz. Rozumiem, że Ciebie ona nie dotyczy. Lubujesz się wręcz w używaniu dodatkowych określeń i epitetów. Czy to wnosi coś do treści? Ale to Twoja sprawa.
    Może popełnisz jakiś wstępniak? Tak po prostu, by mieć również takie doświadczenia.
    Ja staram się pisać możliwie zwięźle. Oznacza to, że nie podaję pełnej informacji, bo
    – najczęściej jest czytelnikowi znana, albo
    – może zapytać autora, albo
    – może poszukać w np. Internecie.
    Moje wpisy nigdy nie miały na celu przekazanie czegokolwiek do zapamiętania. Chciałbym jedynie podać motywy do zastanowienia się. Stąd ta ogólność sformułowań. Jeżeli dla Ciebie nie są tego warte, trudno. Ale nie traktuj ich proszę jako jakichkolwiek pewników czy oczywistości, z którymi warto czy trzeba walczyć. Od tego jest kk.

  214. @Qba 9:55

    Jak mawiają starożytni Rosjanie: „Jeśli wlazłeś między wrony…”

    Natomiast nigdzie w moim wpisie nie mogę doszukać się „opieprzania odmieńca”. Więc być może jest to tylko zarzut sformułowany ogólniej, a przypadkiem znalazł się w odpowiedzi na moją pisaninę.

    Miałbym natomiast pytanie z gatunku tych czepialskich. Piszesz o kruku, którego obserwowałeś. Tym od orzecha. Jesteś pewien, że to był kruk, a nie gawron?

  215. Przy okazji
    Zachowanie polegające na zrzucaniu z wysokości takich twardych jadalnych rzeczy na płaskie i twarde powierzchnie nie jest zjawiskiem tak bardzo odosobnionym. A już obszary miejskie stanowią środowisko wręcz idealne do wykształcenia zachowań tego typu. Przyznasz, że na łące, czy w lesie trudniej o takie miejsca. Krukowate generalnie są źródłem wielu niespodzianek, jeśli chodzi o zdolność do uczenia się „niestandardowych” w naszym pojęciu umiejętności.

  216. paradox57
    3 października o godz. 8:31
    @Tejot
    1.10 23:19
    Tylko jedno sprostowanie, żeby nie wprowadzać niepotrzebnego gmatwania pojęć.
    Proliferacja jest procesem namnażania komórek (dowolnych); niektórzy by powiedzieli, że gwałtownego. Dlatego też określenie to dosyć często kojarzy się z procesem nowotworzenia.

    Mój komentarz
    Paradox, masz słusznego. Proliferacja komórek, to nie rozprzestrzenianie się komórek, a ich namnażanie.

    lonefather
    3 października o godz. 2:23
    Caly mozg pracuje. U jednych sprawniej u innych nie za bardzo, ale to ostatnie jesli sie pominie przypadki medyczne, jest juz wylacznie skutkiem wytrenowania, lub jego braku, a nie rezultatem tego, ze natura byla rozrzutna i wyposazyla

    Mój komentarz
    Hipoteza o redundancji mózgu zakłada nadmiarowość (dublowanie) struktur w mózgu, co pociąga za sobą jakoby naturalne „niewykorzystanie” całego mózgu przez osobnika homo sapiens. Te nadmiarowe struktury to jakoby zapasowe matryce gotowe do zapisu. Gdy zostaje uszkodzona jakaś część mózgu ich zadaniem jest przejęcie funkcji tej części. Co jest po części prawdą jeśli chodzi o zdolność przejmowania funkcji, a nieprawdą jeśli chodzi o nadmiarowość mózgu.
    Pzdr, TJ

  217. @paradox57
    3 października o godz. 10:07

    Przepraszam, oczywiście była to uwaga ogólna.

    Również co do kruka, nie upieram się. Obserwowałem go z dość dużej odległości i wydawał mi się cały czarny. Ale głowy (nawet pustej) nie dam.

    Co do kruków (krukowatych) widziałem kiedyś w telewizorze doświadczenia świadczące dosadnie o tym, że mogą się one uczyć tylko obserwując zachowanie współplemieńców, czyli bez kontaktu werbalnego. Biorąc pod uwagę stosunkowo krótki okres istnienia miast z brukiem i latarniami (chodzi o łupanie zrzucaniem), musimy się chyba pogodzić z faktem, że nie tylko my, ludzie, potrafimy myśleć abstrakcyjnie i wyciągać właściwe wnioski.

  218. @paradox57
    3 października o godz. 8:31
    Nie śledzę całej dyskusji, ale wpadło mi w oko moje imię 🙂
    W Australii jest za łatwo, może dlatego. Tu nie ma drapieżników, które mogłyby zagrozić kangurom czy koalom. Po prostu zmienia się terem. Aborygeni też w ten sposób funkcjonowali, ze jak wyjedli wszystko z jednego miejsca, to przenosili się dalej. Brakowało wyzwań, a tylko te zmuszają do glówkowania.
    O orzechu i kruku to prawie tak samo stare jak o kruku i serze. 🙂
    Ale osobiście widziałam kruka w działaniu, kiedy atakował dużego pytona. Pyton zwiał na drzewo i owinął się wokół gałęzi z wieloma małymi gałązkami, był praktycznie niewidoczny, ale kruk nie odpuścił. Ponieważ te gałązki kłuły go i nie pozwalały dziobać pytona, to starannie je obrywał czyszcząc sobie plac. I byłby tego pytona utrupił gdybym się nie włączyła i nie pogoniła awanturnika. A współpracę kruków obserwowałam kiedy trzy otworzyły klapę śmietnika u sąsiadów aby dobrać się do zawartości. I dobrały się – wypróżniły ponad połowę śmietnika, cała ulica była zaśmiecona. Potem już zawsze dbałam, aby mój śmietnik był staranne zamknięty. 🙂

  219. Qba
    3 października o godz. 9:55

    Odniosłem się wyłącznie do formy Twojej wypowiedzi, bo język i sprawy konstruowania wypowiedzi są moją wyuczoną, kiedyś – zawodową, materią, teraz i zawsze – pasją (powoli gasnącą) plus garsteczka psychologii. Z tej racji, że to ponad 50 lat mojego bywania z tą materią, możemy być niekoniecznie w tym samym miejscu poznania. Nie przeszkadza mi to widzieć i mieć uznanie dla Twojej dociekliwości, pasji, wiedzy i twórczego chaosu (tak jak ja go widzę), z którego wyłania się lub nie – porządek.

  220. Qba
    2 października o godz. 20:34

    Qba: masz w tytule „rozum”, czyli mózg czyli jego ewolucję. Przykład motoryzacyjny nie jest przykładem ewolucyjnym.

    Mam nadzieję, że Cię usatysfakcjonowałem tym wyjaśnieniem. Jeżeli masz ochotę, to spróbuj sam z następnymi. W tym rzecz: unikasz mówienia na temat który sam dałeś w tytule, za pomocą takich wymyków.

  221. paradox57
    3 października o godz. 8:31

    Łomatko! Redundancja, nadmiarowość, proliferacja, toż to razem hermetyzacja. I puszka z Pandorą. Tylko dla uczonych w mowie, znaczy się – faryzeuszów.

  222. Kissa
    2 października o godz. 21:49

    Alleluja i do przodu ! 🙂

  223. Szanowni!
    Nie zatrzymuję dyskusji o mózgu (choć trochę się tu naplątało), ale zapraszam też do lektury wpisu Lewego, który się przejął sąsiadami (Francji) i nie tylko.
    JK

  224. @tejot
    3 października o godz. 10:19

    Mój komentarz
    Hipoteza o redundancji mózgu zakłada nadmiarowość (dublowanie) struktur w mózgu, co pociąga za sobą jakoby naturalne „niewykorzystanie” całego mózgu przez osobnika homo sapiens. Te nadmiarowe struktury to jakoby zapasowe matryce gotowe do zapisu. Gdy zostaje uszkodzona jakaś część mózgu ich zadaniem jest przejęcie funkcji tej części. Co jest po części prawdą jeśli chodzi o zdolność przejmowania funkcji, a nieprawdą jeśli chodzi o nadmiarowość mózgu.

    Mam tu kłopot polegający na tym, że „przepisać” informację możemy wtedy, gdy zarówno nadajnik, jak i odbiornik są sprawne. Przejęcie funkcji uszkodzonej części mózgu przez inną, sprawną, byłoby tym samym problematyczne. Stąd moje przypuszczenie we wstępniaku, że reorganizacja usytuowania informacji w mózgu postępuje bez przerwy. Każdy zatem obszar posiada jakąś informację, choć nie jest on aktualnie wykorzystywany. W przypadku awarii, wystarczy tę informację uzupełnić. Czasem się udaje całkowicie, czasem tylko częściowo.
    Poza tym, możliwe jest, że mózg wymaga permanentynych prac podtrzymujących działanie (jak odświeżanie pamięci dynamicznej), tak jak potrzebujemy snu. I ta rzeczona nadmiarowość jest po prostu konieczna jako bufor na czas „remontu”. A że kiedyś wyszła ewolucji znacznie większa, to i stało się „myślenie”.

  225. @Ewa-Joanna 10:29

    Przyjmuję, że jest łatwo. Być może nawet za łatwo. Pomyślę. Może nawet coś odpiszę, jeśli coś z tego wyniknie (chociaż nie mogę zagwarantować).

    Natomiast muszę Ci napisać, że okropna jesteś. Pogoniłaś awanturnika. A może ten awanturnik miał rodzinę do wykarmienia? Może grilla organizował? W dodatku tyle już zainwestował w to, żeby dobrać się do mięska. Krzaka z kolców oczyścił. Wtrąciłaś się i cała robota poszła na darmo. Może, gdybyś zasadziła tam orzecha, zadowoliłby się wegetariańskim jedzeniem. A tak, to tylko węże, jaszczurki i pająki mu pozostały. A, i jeszcze te mrówki, co Ci nocą trawnik dewastują.

  226. tejot
    3 października o godz. 10:19

    Moj koment, do Twojego komenta odnoszacego sie do mojego:

    Otoz to! Otoz to!
    Nie ma czegos takiego jak „nadmiarowosc mozgu”, o ktorej to „nadmiarowosci” raczyl sie wypowiedziec @Quba.

  227. @Tanaka 10:35

    Już nie będę, a przynajmniej postaram się nie być. Chyba też nie chciałem wyjść na białą wrone w stadzie wron czarnych (czarnowronów) i siwych. Bo nie będę aż tak zarozumiały, żeby głosić się białym krukiem.