Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

13.09.2017
środa

Wolność

13 września 2017, środa,

Refleksja z Polski 1990 [fragment]

Odrobina wolności dla wszystkich,
To jak ryj uwolniony z kagańca,
Wyższy pułap do lotu dla niskich
I sto rąk do jednego różańca.

Czy istnieje wolność obiektywna?
Nie. Wolność to odczucie wybitnie subiektywne. Wolność jest indywidualnym wyborem, nieporównywalnym z nikim i z niczym. Urzędnik sumujący kolumny liczb w magistracie może być subiektywnie wolny, bo dokonał świadomego wyboru i finansuje w ten sposób swoje hobby, któremu oddaje się po godzinach pracy. Równie wolny jest osobnik, który rzucił pracę i oddaje się łażeniu po jakichś odludnych górach, albo machaniu rakietą tenisową. Te wszystkie decyzje są wynikiem wychowania w domu i w szkołach, własnych doświadczeń i przeżyć oraz indywidualnych predyspozycji. Muszą być zatem absolutnie subiektywne.

Czy istnieje wolność absolutna?
Nie. Musimy jeść, spać, potrzebujemy ciepła. Jesteśmy zatem zależni od otoczenia. Ale możemy odciąć się od bliźnich. To duża wolność.

Czy można być wolnym wśród niewolnych?
Teoretycznie tak. Powstało nawet określenie „emigracja wewnętrzna”. Poza tym, jest to ulubiony mit wszystkich chętnych do bycia dyktatorem. Ale nie zawsze wiadomo, po której stronie muru tak naprawdę jest więzienie, a utrzymanie niewolnych jest szalenie absorbujące.

Czy można być niewolnym wśród wolnych?
Teoretycznie nie, ale człowiek dziwnie wykorzystuje swój rozum, więc i to potrafi. Przodują w tym polscy katolicy.

Czy pęd do indywidualnej wolności jest powszechny?
Teoretycznie każdy chce być wolny.  Praktycznie jednak powszechny jest strach przed wolnością. Dzięki temu istnieją i rozwijają się cywilizacje. Również dlatego Polska wyzwoliwszy się spod okupacji radzieckiej natychmiast oddała się pod zabór katolicki.

Czy wolności można nauczyć?
Nie, bo jest to absolutnie indywidualne odczucie. Ale można nauczyć dążenia do wolności. Przeciwieństwem takiej nauki są działania dyktatur i sekt. Świetnym przykładem jest działanie kk w Polsce.

Czy wolność można podarować?
Nie, bo dawanie implikuje zależność. Poza tym,  wszystko co dane, może zostać zabrane.

Czy istnieje wolność grupowa?
Nie. Wolność narodu, społeczeństwa, jest wymysłem polityków – im bardziej chcą „uwolnić” naród, tym bardziej chcą go ubezwłasnowolnić.

Czy wolność jest przyjemna?
Rzadko. Im więcej wolności, tym więcej pracy, ale tym większa satysfakcja i pewność siebie.

 

Refleksja z Polski 2010 [fragment]

Zaskoczyło mnie lato
Nad wystygłą herbatą
I ogrzało mi głowę,
Głównie górną połowę,
Aż w niej myśl zaświtała,
Że natura mi dała
Po to rozum i wolę,
Abym wybrał niewolę.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 124

Dodaj komentarz »
  1. Upośledzeniem ludzików w naszych czasach ,jest odrzucenie niektórych twierdzeń dziadka Karola.Bez nich ,nie sposób nic mądrego powiedzieć A brnie. się w domysły i durnoty.Otóż wolność to uświadomiona konieczność -kolego.A ponieważ ,niektóre psychopaty u władzy ,mają zaburzoną świadomość ,to zabierają nam wolność.

  2. @żyga
    Howk! Oraz – Ament!

  3. Wolność to jest możliwość wyboru. Im mniej wolności tym większej trzeba odwagi, aby z prawa do wyboru skorzystać, ale wybór zawsze jest.
    Tchórze boją się wybierać i powołują się przy tym na brak wolności.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Quba
    Jasne że wolność jest przyjemna, ba… fantastyczna, gdy stoi się lub idzie np. w antypisowskiej demonstracji i skanduje „wolność, równość, de-mo-kracja, a „kozacy NIE szarżują na tłum”.
    A potem wraca się do domu, podwija ogon pod siebie i czeka się, co dalej.
    @@wbcek, Tanaka
    Napisałam do Was pod poprzednim wpisem

  6. Zastanawiam się, tak sobie, czy istotnie wolność – jak powiedział klasyk – to uświadomiona konieczność? Bo co to za wolność w przymusie?

  7. Tak konieczność to pozwolenie na wolność innym.Narodowi socjaliści tej zasady nie przestrzegają,.I to zrozumiałe ,bo tak to jest u zaburzonych.

  8. mag
    13 września o godz. 16:13

    I tam też odpisałem.

  9. Jeszcze jedno.Od 2 lat nabieram coraz większej pewności ,że dziadek miał rację ,twierdząc ,że ilość przechodzi w jakość.Otoż kupieni biedni za pińcet i bogaci przekupieni za pińcet -,też pobierają -.stworzyli taką ilość ,która przeszlła do jakości polityki.Totalnego łgarstwa ,niekumatości ,włazidu a ,nepotyzmu i szaleństwa.Oczywiście dziadek bredził też o wspólnych żonach i że,każdemu wg potrzeb.Ale co do tych potrzeb ,to ostatnio widać ,że miał rację.No i można żyć bez żon,gdy wystarcza szofer i gosposia.

  10. @żyga, z god. 17:41
    To kto tę żonę w końcu zastępuje – szofer czy gosposia?

  11. mag
    13 września o godz. 16:13

    Dziękowanie i uściskowanie, mag, za pamiętanie. Wróciłem właśnie z wizyty u Mortfeusza, dlatego z poślizgiem dziękuję. I od razu odpowiadam ze swoim przeżywaniem wolności. Bo z teoretyzowaniem skończyłem sto lat temu. Właśnie na tych fotkach jest przeżywanie. Ale nie dzisiejsze, lecz wczorajsze. Na dziś był zapowiadany nie byle jaki sztorm (w porywach do 11) z południowych kierunków. Ale i tak musiałem pruć na przystań, bo wczoraj zapomniałem zmartwiona na okręcie. Mój garaż jest w ścinach. Głębokość obecnie – po tyłek, bo nie śmiem powiedzieć bardziej adekwatnie. Zimno nad wodą, jeszcze zimniej w wodzie – dzie ten gość, co zimną boso w lodzie chodził? Właż do tej wody, kurde. Ale wlazłem. Jak wlazłem, to się nie chciało wyleźć, bo mnie ciągnęło na tę niby jedenastkę. Zdjąłem największy żagiel, żeby mnie nie wywróciło i pojechałem na foczku i bezanie – coś jak dwie chusteczki doi nosa. Ale z tym bocznym, jeszcze nie całkiem rozbujanym wiatrem, prułem, aż mi z podziwu gardło zatykało. Sznurki od chusteczek musiałem trzymać w zęb…w rękach, żeby w razie porywu natychmiast popuszczać i stawiać żagiel, jak się to mówi, w łopocie, bo inaczej fajtnięcie – murowane. Tak więc znów sobie, jak Chrystus, bezpiecznie w burzy pochodziłem. Wróciłem, zagarażowałem, siadam na rower…A gdzie zmartwion? No pewnie – na okręcie. A przecież po niego właśnie przyjechałem. Aż twoja mać! Znów się rozbierać, włazić do wody po…No. Więc właśnie z tego zmartwiona są fotki – wczorajsze, choć zawsze dbam, żeby były dzisiejsze. Ale nie mogły być, bo zmartwion był rozładowany, a drugi zapomniałem na brzegu.

    Więc można sobie pogawędzić o wolności jak się ma młode kości…ten…zęby. I jak się je w ogóle ma. Bo z alzheimerem pod rękę – trochę śmiesznie.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6465305313212083441/6465305311949955970?authkey=CN-Cw-TaiOTIBw

  12. mag
    13 września o godz. 16:13

    Mag, nie pamiętam, czy już mówiłem „dobry wieczór”, ale też zapomniałem o Twoim cynamonie. Otóż nie dodaję. Żona dodawanie różności ma jako wyuczony odruch – np. wali do czerwonego barszczu wszystkie warzywa z marchewką na czele. Tymczasem marchewka zabija smak i trochę zapach buraków. Wychodzi smaczna zupa, ale nie czerwony barszcz. Mojej mamy i moja robota, była taka, że do czerwonego barszczu dawaliśmy do oporu cebuli i trochę pietruszki – nic więcej. To samo z grzybami – broń je Chryste przed marchewką! W ogóle staram się jak najmniej mieszać smaki – np smażone kartofle jem jako smażone kartofle, a nie jako dodatek do kawioru czy innego świństwa. Więc robię marmoladę jabłkową, nie cynamonową. Jak chodziłem do podstawówki, cynamon sprzedawali jako kawałki kory. Kiedy z rzadka zdarzało się mieć złotówkę ze sprzedaży litrowej butelki po wódce, kupowałem kawałek cynamonu i przez godzinę żyłem w raju.

  13. @anumlik 18.15. ?. KOT!

  14. przepraszam Was, że ja poza trybem, nie na temat i w ogóle.
    Choć może pośrednio łączy się to z naszą przyszłą wolnością.
    Otóż okazuje się, że PAD przeznaczył na konsultacje w sprawie ustawy o SN i KRS z posłami 5 godzin! nie dni, nie tygodni! PIĘĆ GODZIN!
    ale rozpusta! Mógł dać pięć minut, a tak rozkosznie dał tyle czasu.
    Ciekawam, ile czasu poświęci na konsultacje w sprawie nowej Konstytucji. Na konsultacje w sprawie referendum przedkonstytucyjnego (nie istnieje taki twór w naszej Ustawie. Czyli Konstytucji).
    Trzy godziny więcej?
    Bedziemy mieli ustawę o SN i KRS, która żadnych naszych oczekiwań, przeciw ograniczeniu których protestowaliśmy w lipcu nie spełni.
    I znów pójdziemy ze zniczami na Sąd, na Sejm, na biura poselskie?
    Dodaj komentarz

  15. skopiowałam ten tekst z poprzedniego wpisu. skopiował mi sie i dodatek- dodaj komentarz.
    Chyba jest późno i idę do łózia.
    Jutro mam wczesną pobudkę, a jestem nocnym markiem i nie wiem, jak po ciemku trafię tam, gdzie mam dotrzeć na 5:30!
    I nie mówcie, że mam wziąć latarkę….

  16. konstancja
    13 września o godz. 22:26
    Nie mówię, że masz wziąć latarkę, ale pamiętam, że w jednym filmie było: „zdejm kapelusz” 😀

  17. Tanaka
    13 września o godz. 22:41
    no tak, bez kapelusza w ogóle nie wychodzę z domu

  18. Jak dobrze posłuchać wolności na dobranoc
    https://www.youtube.com/watch?v=nYMiNuJJyYM

  19. Wolność to bardzo trudne słowo, każdy rozumie je inaczej i inaczej interpretuje. Według mnie wolność jest pojęciem bardzo personalnym, tak personalnym, że w definicji uciekamy się do ogólników i utartych definicji.
    Zastanawiałam się czym jest dla mnie wolność i właściwie nie bardzo potrafię to zdefiniować. Może opiszę.
    Nie czułam się zniewolona żyjąc w tym peerelu, czułam się wolna, choć czasem przymuszana do robienia czegoś czego robić nie chciałam ( na przykład pamiętać królów polskich po kolei 🙂
    Nie przeszkadzał mi brak paszportu, bo nie chciałam wyjeżdżać na wyżebrane zaproszenie, lubiłam pracować ( kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję 🙂 ), pobożną sąsiadkę usiłującą ingerować w moje życie pogoniłam i właściwie chyba miałam to życie jakie chciałam. A jednak jakoś to nie było to…
    Przyjechałam do Australii i po kilku latach zobaczyłam swoje odbicie w lustrze sklepowym. Aż zaskoczona stanęłam i popatrzyłam – no, ogólnie zrobiłam się starsza co normalne ale zmieniłam się wewnętrznie, jakbym zaczęła świecić własnym światłem i wtedy właśnie pomyślałam – jestem wolna.
    Wolna od krytycznych spojrzeń, wolna od jedynie słusznej postawy, wolna od narzucanych wyborów i przede wszystkim wolna od tej zaściankowości zaprawionej dużą dozą hipokryzji, w sumie chyba wolna od… polskości w tym najgorszym wydaniu, czyli wścibstwa, plotkarstwa, nietolerancji i fałszywej religijności.

  20. @Ewa-Joanna
    14 września o godz. 0:19

    Dziękuję.

  21. @Ewa-Joanna, tez dziekuje, zwlaszcza za ostatni akapit!!!
    Niestety, znow mi sie wplatal amerykanski rys historyczny. Prezydent F.D. Roosvelt w roku 1941 wyglosil historyczne przemowienie o czterech wolnosciach, do ktorych ma prawo kazdy mieszkaniec swiata. Bylo to wazne przemowienie, czego dowodem, ze poswiecony jest jemu park – monument w NY na wyspie od imienia tego prezydenta.
    A wiec czlowiek niezaleznie od tego gdzie zyje ma prawo do wolnosci:
    1.Slowa i ekspresji swoich przekonan
    2.Czczenia swojego Boga w sposob jaki chce
    3. Od leku
    4. Wlasnej woli
    Moze to niezgrabnie napisalam, a na dodatek FDR nie musi byc waszym ulubionym prezydentem, chociaz dla Ameryki za rozwiazania spoleczne ktore zrealizowal w latach 30-tych nalezy do najwiekszych. Ale slusznosci jego mysli nikt nie odmowi.

  22. mag
    13 września o godz. 16:21
    „Zastanawiam się, tak sobie, czy istotnie wolność – jak powiedział klasyk – to uświadomiona konieczność? Bo co to za wolność w przymusie?”

    Pytanie jak najsluszniejsze: jak rozrozniac ‘koniecznosc’ od ‘przymusu’.

    Na poziomie filozoficznym sprawa, mniej raczej niz wiecej, wyglada tak:
    Czy jestem ‘twardym determinista’, czy ‘libertarianinem’ wierzacym w wolna wole, wolnosc?
    Czy wolna wola, wolnosc jest kompatybilna ze swiatopogladem deterministycznym?
    (Jezeli w to wierze jestem ‘kompatybilista’)
    Czy jest mozliwe, ze jestem ‘pierwszym poruszycielem’ moich decyzji, akcji, niby jak, ex-nihilo? ‘Czlowiek moze czasem robic to, co chce ale nie moze chciec tego, co chce’ – to zdaje sie Schopenhauer (kontra Wyspianskiemu), coby mnie anumlik nie ochrzanil.
    (Nieskonczony regres odpowiedzialnosci)
    Czy powinienem byc za nie, chcenia, pozadania, decyzje i akty, odpowiedzialny: moralnie, prawnie, karnie, politycznie etc.?
    Stopnie wolnosci sa zalezne od stopni przymusu (przymus placenia podatkow albo przymuszenie do uleglosci w sytuacji np. gwaltu).
    Tzw. twardzi inkompatybilisci twierdza (moim zdaniem slusznie), ze ani twardy determinizm (gdzie miejsce na wolna wole, wolnosc, jezeli wszystko, wiec i pozadania, decyzje, czyny, maja swoje przyczyny) ani takze indeterminizm (gdzie miejsce na wolna wole, wolnosc, jezeli jakies przypadkowe kwanto-mechaniczne efekty zmieniaja sie w moje chcenia, wybory, akty) nie dopuszczaja istnienia wolnej woli, wolnosci ani tez moralnej odpowiedzialnosci (ktorej to nieistnienie oczywiscie nie stoi w sprzecznosci z odpowiedzialnoscia prawna czy karna w przypadku popelnionego przestepstwa).
    Na poziomie ludzkim zas:
    jak ja, qrva, nie lubie jak mi ktos pierd*li, co, albo jak to cos, mam robic! – czyli podjalem decyzje
    moze i calkowicie zdeterminowana (konieczna – ad mag) ale chce ja realizowac bez niczyjej nieproszonej ingerencji (przymusu – ad mag).
    Pytanie troche sartrowskie: czy mozna byc wolnym w wiezieniu (tak, jak on, Sartre podobno czul sie w oflagu).
    Kilkakrotnie bezdomnosc i glod zagladaly mi w oczy i myslalem wtedy, ze juz lepsze byloby wiezienie,
    Bo bylbym wolny od glodu I bezdomnosci (3 posilki dziennie jak psu buda, dach nad glowa nalezne) albo psychiatryk czyli
    ‘mental asylum’ – azyl, wolnosc od samego siebie, ucieczka od wolnosci?
    Wiemy, czujemy chyba zawsze, kiedy jestesmy zniewoleni, ale byc moze nie zawsze, kiedy jestesmy wolni. Bywa tez i odwrotnie hehehe…

    NB. Slowo ‚Wolnosc’ brzmi pieknie w wykonaniu Richiego Havens’a w Woodstock.
    PS.
    Przepraszam, ze to wszystko takie chaotyczne i niedomyslane co napisalem; napredce, bo w czasie lunchu, w pracy.

  23. Tanaka
    13 września o godz. 22:41
    Uspokuj się Jurku. Jesteś playboyem. Masz konsumpcyjny stosunek do życia. Żal mi Ciebie…

  24. Wolność to możliwość wyboru?Chyba nie całkiem,przecież wciąż,niestety,musimy wybierać.

  25. Freedom…

    Roosvelt był niezłym hipokrytą.

    „rights of men of every creed and every race, wherever they live.” – ogłosił w radiu i niedługo potem podpisał rozkaz na internowania japońskich i niemieckich Amerykanów, żyjących od lat w USA, a nawet tam urodzonych.

    Wolność to autonomia, indywidualna i zbiorowa możliwość stanowienia o sobie. Przeciwieństwo heteronomii – sytuacji człowieka zmuszonego do działania poprzez czynniki zewnętrzne

    Praktycznie wszelka wolność ma jakieś granice. Indywidualnie ograniczają nas fobie, kondycja zdrowotna, sytuacja finansowa, zależność emocjonalna od innych osób, zobowiązania (choćby kot w domu) wzięte na siebie lub prawa ustalone przez zbiorowość, do której należymy.
    Nawet Roosveltowska wolność czczenia dowolnego boga może mieć ograniczenia np. w postaci zakazu składania ofiar z ludzi i zwierząt, zadymiania okolicy paleniem płodów rolnych czy hałasowania (głośnych litanii, śpiewów, walenia w bębny czy dzwony) po godz. 22 😉

  26. Kiedyś Dezerter śpiewał:’
    Chciałbym powiedzieć ci coś o wolności
    O tej której mamy aż tak wiele
    O tej której siedzi w naszych głowach
    I której nikt nam, nigdy nie odbierze.
    Pojęcie Wolności jest względne. Co po wolności przemieszczania się jak nie masz za co i jak wyjechać? Co po wolności słowa skoro musisz się zawsze gryźć w język.
    Wielu Wolnych jest Ludzi – są wolni bo im się tak wydaje a są:
    – w niewoli kredytu
    – wykonują nędznie opłacaną pracę (bo innej nie ma dla nich)
    – niewoli choroby
    – niewoli nałogu
    – niewoli konwenansu
    – niewoli religii
    – niewoli ideologii
    etc…
    Dla wielu zas nie jest to w ogóle zagadnienie…Dla większości

  27. Slawczan
    14 września o godz. 10:01
    Najwięcej takich, którym powiedziano, że są wolni, więc uwierzyli.

  28. gotkowal
    14 września o godz. 9:24

    Będziemy pili cocktali Głuszka, zdejm kapelusz.
    Jurku, uspokój się.
    Czytam tylko Time i Epocę. Pijam tylko Ballantajna. Palę Winstony. Dla ciebie mam Wintemensy – zagraniczne, czekoladowe cygara. Zejm kapelusz.

  29. Wolność i prawda w jednym jadą zaprzęgu. Żeby wiedzieć co to wolność, trzeba znać Prawdę. Ślicznie to przedstawiał Święty Ojciec Święty Lolek Giewontowy mówiąc, że trzeba się strzec takich, co oferują fałszywą wolność i fałszywą prawdę.
    Lolek, gadając do innych, ciągle gadał o sobie.

  30. @Tanaka
    14 września o godz. 10:39

    jak mawiał znajomy profesor:
    – Kużden jeden i kużna jedna gadając do innych, gadają o sobie 😎 😉

  31. Z tego wszystkiego wynika ,że wolność to jest to wszystko , co możesz zrobić (pomyśleć), nie przekraczając pewnych granic mentalnych, prawnych , obyczajowych itd, i jak się z tym czujesz, i czy to cię zadowala.

  32. Tanaka
    O co chodzi z tym kapeluszem? Coś przegapiłam?

  33. @Stachu39
    14 września o godz. 10:46

    Pomyśleć możesz wszystko, co wyprodukują twoje szare komórki 😉 Ze zrobieniem może być gorzej.

  34. @mag

    Tutaj leży Mrówkojad
    jad jad jad aż się dojad
    zgubiła gogolonka
    przechodniu zdejmka pelusz

    (K. I. Gałczyński, „Ballada o mrówkojadzie”)

  35. Widziałem wczoraj tojad

  36. @Tobermory
    Myślenie też jest ograniczone naszymi lękami. Niektórzy mogą się rozkoszować jakimiś myślami np o zemście i nie czują ograniczeń. Inni boją się pomyśleć, że np. boga nie ma. Te lęki są skutkiem wychowania, albo bardziej ogólnie kultury.

  37. @Tobermory
    Mordowniczek nasz kochany. To nie o Tobie, hy, hy 😉

  38. Ballada o kawalerce

    Twoje małe jebadełko
    Ja zamienię ci w piekiełko:
    Ponawieszam fintifluszek,
    Ponastawiam faramuszek,
    A twe łoże z materacem
    Starym wypełnię erzacem.

    Hej siup, tra, la, la,
    Jebadełka już nie ma!

    Kapelusze twe wytrzepię,
    Końską maść ci z plecy wklepię,
    Marynarki od Versace’a,
    Wrzucę w łapy szopa pracza,
    Aż na koniec, mój Playboy’u,
    Odechce ci się podbojów.

    Hej siup, tra, la, la,
    Jebadełka już nie ma!

    (inspirowane scenką „zdejm kapelusz” z Hydrozagadki

  39. Wolność, to właściwa proporcja, harmonia opisana w odpowiedzi na pytanie – ile autonomii we mnie, ile zależności mojej od otoczenia.

    W stadach ludzkich tę proporcję regulował kod społeczno-kulturowy, czyli zbiór reguł analiz aktualnego położenia i reguł wyboru modelu zachowania właściwego dla danej sytuacji.
    Kod społeczno-kulturowy, to normy, szablony, obyczaje, prawo zwyczajowe nałożone na kod genetyczny.

    W społeczeństwach zorganizowanych w państwo stosunek jednostki do drugiej jednostki i do zbiorowości nadal wyznacza kod społeczno-kulturowy, ale jego działanie jest uzupełniane i modyfikowane przez umowę społeczną wyznaczającą ile autonomii ma obywatel względem państwa, ile obowiązków względem niego.

    Umowa społeczna czyli coś nie bardzo ściśle określonego, bowiem składa się ta umowa ze stosunkowo ścisłych przepisów, jak ustawy, mniej ścisłych, jak konstytucja oraz zupełnie nie ścisłych, rozmytych, lecz rozumianych powszechnie jako standardy, zwyczaje, nie pisane normy utwierdzone tradycją, wieloletnią praktyką.

    Niektóre rządy sformowane przez ludzi o mentalności bardziej stadnej niż społecznej przestają w celach autorytarnych szanować autonomię jednostki opartą na tzw. prawach człowieka i starają się wdrożyć prawo, które byłoby przymusem bezwzględnym dla obywateli, prawo ingerujace w ich autonomię obywatelską, jak wolność demonstracji, wolność słowa, dostęp do świadczeń lekarskich, prawo „państwowe” nie dopuszczające do realizacji, wypełniania praw jednostek i grup przysługujących im z racji autonomii obywatelskiej.

    Wolność jednostki jest ograniczona poprzez harmonizację postępowania jednostki z:
    – z jej genotypem biologicznym
    – z jej kodem społeczno-kulturowym (mentalność, charakter człowieka, zespół „wdrukowanych” przez wychowanie norm)
    – z przyrodą, np. przymus palenia w piecach zimą
    – z państwem, np. przymus płacenia podatków, przymus stawienia się na wezwanie
    – z ekonomią, (ograniczenia poziomu spożycia przez dochody).

    Genotyp, czyli dziedzictwo biologiczne narzuca na jednostkę wiele przymusów. Na przykład człowiek w skrajnych przypadkach (głodny lub mocno w…ny) nie będzie się wiele zastanawiał nad ograniczeniami prawnymi, by zdobyć jedzenie lub odgonić domniemanego wroga wszelkimi metodami.

    Kod społeczno-kulturowy ogranicza naszą wolność w społecznościach, wyznacza zakres naszej autonomii, wskazuje jak daleko możemy się posunąć i co i ile nam przysługuje od innych jednostek i całej społeczności.
    Prosty przykład odnoszący się do wesel. Dzisiaj kod ten wymaga, by wesele się odbyło w lokalu weselnym u zawodowców zajmujących się imprezami, a prezenty ślubne każe zastąpić datkami pieniężnymi dla młodej pary wystarczająco wysokimi aby ich suma od weselników pokryła koszt imprezy i by młodej parze coś zostało jeszcze.
    Drugi przykład niewzruszoności (dużej bezwładności) kodu społeczno-kulturowego, to obyczaje weselne kultywowane na tych imprezach, jak np. macanie przez pana młodego kolan ochotniczym paniom posadzonym na rzędzie krzeseł, a wśród nich panny młodej. Dla wielu jedzie to wiochą, jednak obyczaj, to obyczaj, musi być wykonany. A śmiechu przy tym co niemiara.

    Ograniczenia narzucone przez państwo na jednostkę powinny wynikać z umowy społecznej, lecz ta jest tak abstrakcyjna, że doznaje w wielu przypadkach interpretacji skrajnych lub żadnych i niejednokrotnie służy tylko jako parawan lub wymówka do działań państwa przeciwko jednostkom lub jednostek przeciwko państwu.
    Harmonia między obowiązkami obywatela względem państwa oraz uprawnieniami państwa wobec obywatela, to najtrudniejsza do opisu, definicji, kodyfikacji i stosowania „sprawa”.

    Ograniczenia jakie może nałożyć na jednostkę ekonomia są różnorodne pod względem form i skutków – krótkofalowe, długofalowe (kredyty frankowe), dolegliwe, krępujące, wieziące (niskie dochody spychają jednostkę na niską pozycję społeczną i na tej pozycji jednostka może się czuć wolna lub uwięziona), obiecujące i beznadziejne.

    Człowiek jest wolny tylko w sensie pełni równowagi (harmonii) człowiek – przyroda, jednostka – otoczenie społeczne, obywatel -państwo.
    W uproszczeniu wolność, to zakres praw i obowiązków, który przysługuje jednostce, który wyznacza jej pozycję w społeczeństwie.
    Pzdr, TJ

  40. mag
    14 września o godz. 10:51

    Maguś, no przecież ! „Hydrozagadka” Andrzeja Kondratiuka. Same fenomeny: Cembrzyńska-kocham-pana-Asie piosenkarka, Michnikowski-profesor, Nowak – As, Maklakiewicz – dr Plama, Szykulska-boska:Jurku-jestes-playboyem-żal-mi-ciebie, Pluciński-zdejm kapelusz; Kłosowski-maharadża, Pieczka-marynarz, Dobrowolski-lłumacz z maharadżańskiego na nasze i inni.
    Wielkie genialne, kondratiukowe!
    I ta nie-do-opisania Cembrzyńska w fenomenalnej, Laboratoriumowo-jazzowo-wokalizująco-dramatycznej czołówce:

    https://www.youtube.com/watch?v=P5eoBykBqdI

  41. @Stachu39
    14 września o godz. 11:14

    Myślenie ograniczone lub sterowane fobiami?
    Strach się bać (własnych myśli)? 🙄
    Ludzie mówią: boję się pomyśleć, ale przecież myślą, wizualizują sobie różne sytuacje i przeżywają je emocjonalnie – rozkoszują się, boją, napawają, odczuwają satysfakcję, a nawet ejakulują, ślinią się, pocą, rośnie im ciśnienie, dostają zawału, kobietom na samą myśl o noworodku zaczyna kapać mleko… Taka jest potęga hormonów pobudzanych myślami.
    Przez tzw. biofeedback możemy się nawet nauczyć świadomie sterować w pewnym stopniu stanem fizjologicznym naszego organizmu, a przynajmniej niektórymi jego funkcjami.
    Mnie się udaje myślami rozgrzewać stopy przed zaśnięciem 😉

  42. Cembrzyńska i balet, w sam raz dla ateistów.
    https://youtu.be/2C9UjAs92kQ

  43. Troche Pan generalizuje z tymi katolikami. Episkopat pragnie zespolenia z władzą, część ludzi chodzi do Kościoła ze strachu, nawyku, przymusu społecznego lub potrzeby szefa. Fundamentaliści i zeloci, którzy ostatnio dominują w tym środowisku, to często tępogłowi ideolodzy w religijnym przebraniu. To wszystko prawda.

    Jednocześnie wielu uzyskuje wolność osobistą lub przynajmniej szansę wyjścia z niewoli poprzez właściwe praktykę. Nurt „miłości” w KK istnieje i, choć chwilowo tępiony przez samą hierarchię, daje wolnośc całkiem sporej grupie ludzi.

    Proponuję niuansowac nieco krytykę. Łatwiej ją wtedy precyzyjnie zaadresować.

  44. @Art63
    14 września o godz. 12:23

    Tak, duża część każdej populacji potrzebuje „solidnego” oparcia do poczucia się wolnym (stąd mniemanie, iż człowiek jest istotą stadną). Ale sytuacja ta podpada pod kategorię strachu przed wolnością. I tu właśnie otwiera się szerokie pole do popisu dla dyktatur i sekt. 2000 lat dosadnych przykładów wystarczą, by traktować kk jako szkolny wręcz przykład bezwzględnej sekty, a indywidualne przykłady pozytywnego oddziaływania kilku członków kościoła opinii tej absolutnie nie są w stanie zmienić. Gorzej nawet, na ich tle widać tym dosadniej okrucieństwo, zakłamanie, pychę, pazerność, itd. tzw. hierarchów.

  45. @Art63
    14 września o godz. 12:23

    Możesz jakoś przybliżyć, na czym polega ów ” nurt miłości” w polskim KK?
    Moim zdaniem jest on wyczuwalny i możliwy tylko tam, gdzie KK nie ma monopolu i możliwości sięgnięcia po władzę. Gdzie musi się starać o wiernych, nie zniechęcać ich obcesowością żądań i wymagań, kusić zainteresowaniem, życzliwością, dbałością o dobry nastrój. Taki katolicyzm w wersji soft widuję w mojej okolicy.
    Niewyobrażalne są tu „karteczki od spowiedzi”, cołaski, uniżoność wobec duchownych, jest za to kontrola finansów przez radę parafialną, wybraną przez wiernych. Księża są tu od posługi duchowej, a nie od rozbijania się mercedesem z kochanką po odległych kurortach. Tak powstaje wspólnota, która może przyciągać osoby potrzebujące duchowego wsparcia w drodze przez życie.
    Znam niewierzących zaangażowanych w życie parafii anglikańskiej, bo tam lubią śpiewać w chórze lub muzykować, czują się komuś potrzebni, czują się dobrze w kręgu tych ludzi, lubią duchownego, który jest nad wyraz sympatycznym, dowcipnym i charyzmatycznym człowiekiem, na dodatek prawdziwym angielskim dżentelmenem.

  46. @@@Tanaka, Tobermory, anumlik
    No przecież.
    Ależ ta Szykulska była śliczna i jeszcze ten jej jazzujący erotyczny głosik.
    A ja widziałam dzisiaj jada nachalnie jadowitego.

  47. @act
    Piszesz: „Wiemy, czujemy chyba zawsze, kiedy jestesmy zniewoleni, ale byc moze nie zawsze, kiedy jestesmy wolni. Bywa tez i odwrotnie hehehe”…
    Wydaje mi się, że wolność od wolności jest jej najdoskonalszym wyrazem np. według Prezesa(hehe), podobnie jak tolerancja bez tolerancji, czyli jakby przekraczająca jej granice.

  48. @Qba,

    sądzę, że nie większość, ale wszyscy potrzebują jakiegoś oparcia dla poczucia się wolnym. Jedni szukaja go w religii, inni w wielkich ideach humanistycznych czy filozofii.

    Co do sekty: KK miał swoje chwile upadku, miał i chwile wielkości. Jestem tak samo jak większość komentujących zdegustowany obecnym bezczelnym zachowaniem hierarchów, ale pamiętam lepsze czasy, gdy żyli JPII czy ks. Tischner a KK dawał nadzieję i wsparcie dla wolności.

  49. mag
    14 września o godz. 13:46

    No przecież, że no przecież !
    Szykulska i śliczna i liryczna i apetyczna i seks, że aż kapie.
    Panna Jola o Asie: on jet cudowny.., gdybym miała jego zdjęcie, zawsze nosiłabym przy sobie (min.4:45/1:10:19)
    Pokora: panna Jola kocha Asa. I co pan na to, panie Janku ? (pan Janek – skromny biuralista, jest Asem – incognito, kręcąc wstydliwie sznurek od żaluzji okiennej): niestety, ja nie mam w sobie nic z Asa…
    Panna Jola: pan i As, hahahahahahhhhh! To dobre, co za porównianie. Oooohh, (tu długie spojrzenie i zawieszenie głosu) – proszę się nie martwić,może i w panu ktoś, kiedyś, się zakocha…
    (…)
    Pokora (w wielkich plastikowych okularach na pół twarzy): w niedzielę wybiorę się nad zalew. Jolu, pojechałaby pani ze mną? ( w tle egzotyczna latino-cygańska muzyczka z figurami)
    Panna Jola (kręcąc zalotni okularami a la „Mucha” i rzucajac erotyczne spojrzenia, zmysłowy,niskim, sączonym głosem): moi znajomi mają Syrenkę, umówiłam się z nimi na wycieczkę, to miłe, młode małżeństwo.
    Pokora (zdejmując te wielkie, ciemne okulary): nas pani nie oszuka. To pani miłe-młode małżeństwo jest wysokim brunetem.
    Pan Janek: chciałbym, żeby na jutro Wichrek zapowiedział deszcz.
    Panna Jola (puszczając zalotne zajączki okrągłymi okularami, niskim, zmysłowym głosem, jak kotka): nie jestem z cukru, nie obawiam się deszczu. Mam znakomitą parasolkę, wyrób krajowy. Kupiłam w Centralnym Domu Towarowym. Śmiało więc mogę wyruszyć za miasto.
    Biuralista (zgrzany od słońca i od panny Joli): na pani miejscu, pani Jolu, wziąłbym udział w rajdzie PTTK, na odznakę nizinną. Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym i dobrze jest mieć odznakę!
    (…)
    zajeżdża biały Ford Capri, z piskiem opon, uchylają się drzwi kierowcy i widzimy Tadeusza Plucińskiego, w ciemnych play-boy okularkach, który wyciąga nonszalancko rączkę i z playboyowską lekkością rzuca: hallo, Jolu! (min. 6:33)
    Panna Jola, biorąc pod pachę długą tubę, macha na pożegnianie kolegom-biuralistom (w tle jazz-muzyczka), rzucając niskim, przeciągniętym seks-głosikiem: „baaj-baaj”, zaś biuraliści odpowiadają: „baj-baj!”, panna Jola zaś zmierza, dziarskim krokiem, ku Fordowi Capri, play-boyowi Plucińskiemu i przeznaczeniu. „Panna Jola jest bardzo zgrabna” – słyszymy, tęskne i pełne podziwu faktycznie, panna Jola pokazuje swobodnie długie, smukłe nogi spod krótkiej minisukienki, podkreślone drobnymi bucikami a la sandałki, na niedużym klocku.
    Panna Jola śmiało zajmuje miejsce w Fordzie Capri po czym następuje smakowity buziaczek z play-boyem.
    (…)
    Michnikowski (profesor, do pana Janka, min 12:12): pan jest Asem! Pan może wszystko. (…) Więc jednak się nie pomyliłem: As pod postacią Walczaka, i odwrotnie! Wspaniałe! Wielkie ! Zachwycające!

    Toż to wielkie, absolutne, genialne ! Wspaniałe wielkie, zachwycające !

  50. @Tomerboy,

    „Nurt miłości” płynie obecnie pod powierzchnią, pychy, bezczelnego uzurpatorstwa i wojennego nastawienia hierarchów i proboszczów, nie jest więc widoczny na pierwszy rzut oka. Niedobitki tego nurtu publikują w Tygodniku Powszechnym.

    Podoba mi się pomysł, że nurt miłosci rozkwita z dala od władzy. Tak się to też pewnie skończy. Herarchia będzie z PiS do upadku PiS, potem zaś wahadło odbije tak mocno, że stracą znaczei polityczne i będą się prosić, aby wierni wrócili do kościołów.

  51. @Art63
    14 września o godz. 14:37

    Tak samo „wszyscy potrzebują jakiegoś oparcia”, jak wszyscy Polacy są katolikami. Przepraszam, ale to demagogia na poziomie szkółki niedzielnej.
    A co do Wojtyły, to wielokrotnie już pisałem: Odwalił kawał roboty ale dla Watykanu. Polaków bezczelnie tumanił i doił i zrobił z Polski ciemnogród. Czy to ma dowodzić jego patriotyzmu? Czy dlatego ma być autorytetem moralnym? Czy kraj pod zaborem katolickim jest wolny?

  52. „Nurt miłości” w czeluściach kaka – pączuś! I tryumf zniewolonej wyobraźni.
    „Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej tam Prosiaczka nie było”.

  53. „Nurt miłości” (do cudzego) zwycięża kolejny raz.
    W Żaganiu okradziono amerykańską armię. Z kontenera stojącego na rampie kolejowej zniknął drogi sprzęt specjalistyczny.
    A mówili im na szkoleniach: Polak jest przywiązany do wartości – kradnie wszystko, co nie przyspawane albo nie przykręcone na fest. Nie uwierzyli 🙄
    Mam nadzieje, że broni i amunicji będą pilnować trochę lepiej.

  54. @Qba
    14 września o godz. 14:5
    Ładnieś napisał.

  55. @Art 63 14.9, 14.37

    O Jozefie Tischnerze mozna dyskutowac. Wielu uwaza, ze filozofia Heideggera i Husserla byla mu blizsza niz bog…Czy tak bylo, czy nie pewnie sie nigdy nie dowiemy…
    Ale JPII? Sa dziesiatki/setki wpisow o nim na roznych blogach—i to oparte na faktach!!
    Kim byl?
    1. fanatycznym ultrakatolikiem
    2. Liberalna demokracja byla mu kompletnie obca i nigdy o nia nie walczyl
    3. walczyl z komuna o „rzad dusz” i o nic innego
    4. chronil pedofilow
    5.zniszczyl teologie wyzwolenia
    6. chyba w jakims „pomrocznym widzie” wyobrazil sobie Polske, jako kraj, ktory „schrystanizuje” „poganska Europe”…
    Jeszcze moznaby wiecej o nim powiedziec. Ale to starczy.
    Problemem jest to, ze ten czlowiek nadal „wisi” nad Polska jak obled i czarna chmura…Nie ma zadnych krytycznych biografii o nim. Jest swiety. Za co?
    Czy nadejdzie czas, ze go wreszcie zrzuca z piedestalu?
    Jesli, to tylko wtedy gdy demokratyczne panstwo pokaze kk jasne i czytelne granice. Na to nie wyglada. I to jest tragiczne.

  56. @Tobermory 14 września o godz. 15:57

    Augustyńska wykładnia: „Kochaj i czyń co chcesz”

  57. Szymonowicz
    14 września o godz. 17:35
    „Antypapież” Tomasza Piątka (tak, tak – tego Piątka), „Nieświęty Ojciec Święty” Piotra Szumlewicza.

  58. Projekt ustawy – już przedłożony prezydentowi.

    Przy czym kierunek krytyki „Newsweeka” – „no bo wcale nie tak wiele kobiet pije w ciąży!” – jest moim zdaniem jeszcze śmieszniejszy niż sam projekt. Śmieszne i straszne gdy komuś umyka sedno.

    „http://www.newsweek.pl/forum/alkohol-w-ciazy-projekt-ustawy-rpd,0,3324610,251646776,czytaj.html?cid=415918&hasPermission=false

    Najlepszy komentarz: „I wy straszycie islamem?”

    Bo skoro mowa o granicach wolności to…

  59. A sedno jest proste jak budowa cepa:

    koniecznym warunkiem prawnej ochrony „praw zygoty” (czytaj: kultu embriona, który demonstracyjnie szerzy kaka) jest nieodmiennie ignorowanie praw kobiety. Logika jest tu nieubłagana i żadne kakalubne lukrowanie jej nie zagłaszcze.

  60. Art63
    14 września o godz. 14:37

    To byly złudzenia. Lolek nie dawał „wsparcia dla wolności” tylko dla „słusznej wolności”, a definicję słuszności nosił ciągle przy sobie.

  61. Na marginesie
    14 września o godz. 18:11

    Przecież nadwiślańska kobieta to koza.
    To mi się podoba: „projekt, który RPD przedłożył prezydentowi jest obarczony jedną, zasadniczą wadą – nikt nie przeprowadził badań, które odpowiadałyby na pytanie, ile jest w Polsce przyszłych matek, których alkoholizm może prowadzić do tzw. alkoholowego zespołu płodowego (FAS – fetal alcohol syndrome). Na antenie rozgłośni przyznała to nawet sędzia Agnieszka Rękas, konsultantka prawna Rzecznika i członkini zespołu przygotowującego projekt dotyczący kobiet pijących w ciąży.”

    To martwi panią sędzinę o nazwisku Rękas: czy starczy poradzieckich koszar lub chlewni popegeerowskich do upychania kóz polskich katolickich zwanych, w celu maskirowki – „kobietami”.

  62. @Tanaka 14 września o godz. 18:43

    Najzabawniejsze, że takie myślenie naprawdę znajduje odzwierciedlenie w przepisach prawa. Bo jak traktować np. ustawowy zakaz sterylizacji w Polsce? Jest tak samo absurdalny, jak zmuszanie do rodzenia, wymuszona sterylizacja albo zmuszanie do aborcji. Polscy internetowi komentatorzy nie posiadają się z oburzenia pisząc o „deptaniu praw człowieka” przez przymusowe aborcje w Chinach. Ale zupełnie nie dostrzegają faktu, że zakaz aborcji lub zakaz sterylizacji jest dokładnie takim samym łamaniem praw człowieka – tyle tylko, że w przeciwnym kierunku.

    W kwestii ciąży już istniejącej – każde prawne rozstrzygnięcie dylematu – kto się bardziej liczy, kobieta czy płód – jest trudnym kompromisem, ale sposób tego rozstrzygnięcia jest probierzem podejścia do praw człowieka w danym kraju. W Polsce prawo odczłowiecza kobiety, tak samo zresztą jak odczłowiecza mężczyzn, którzy nie chcą mieć potomstwa. Dla mnie kuriozum. Skatolone kuriozum.

  63. Na marginesie
    14 września o godz. 18:13

    Ciekawe, jak oni to będą egzekwować?
    Najbardziej wrażliwe na szkody są organy wewnętrzne kształtujące się w fazie embrionalnej czyli w pierwszym trymestrze ciąży, a zwłaszcza między drugim a piątym tygodniem od zagnieżdżenia się zarodka w macicy. Wpływ ma nie tylko sam alkohol (jego metabolit – aldehyd octowy działa dłużej i powoduje główne szkody) ale i jego interakcja z paleniem tytoniu, narkotykami, lekarstwami, sposobem odżywiania, wiekiem przyszłej matki (kobiety po trzydziestce są mniej narażone), uwarunkowaniami genetycznymi…
    Każda potencjalna ciężarna musi mieć przy sobie kalendarzyk z udokumentowanymi cyklami, podejrzanym należy wykonać raz w tygodniu test ciążowy, ciążę wykrytą monitorować alkomatem…

    Żarty na bok. Gdy córka mojej znajomej, uzależniona od heroiny, zaszła w ciążę, to nikt jej nie zamknął na przymusowym odwyku (byłby fatalny dla ciąży), lecz dostała metadon i urodziła uzależnione dziecko, które trzeba było (przy pomocy malejących dawek morfiny) odzwyczaić. To był dramat, bolesny dla dziecka i matki, co i tak nie całkiem odwiodło ją (matkę) od narkotyków, bo i ojciec dziecka jest uzależniony, ale ogarnęła się, skończyła ze świetnym wynikiem studia licencjackie i robi magisterium. Z dziecka, jak na razie, wyrosła 8-letnia inteligentna i zdrowa dziewczynka.

  64. @Na marginesie
    14 września o godz. 19:14

    Teraz rozumiem poświęcenie księży, którzy decydują się na płodzenie dzieci. Oni to robią zamiast tych wszystkich mężczyzn, którzy nie chcą mieć potomstwa.

  65. @Szymonowicz,

    Kościół moim zdaniem ma ten problem, że chce rządzić niczym wschodnia cerkiew, ale Watykan jest jednak na zachodzie. Widać dziś, jak bardzo patowa jest to dla nich sytuacja. Rozjeżdżają się w szpagacie.

    JPII mozna krytykować za różne rzeczy, jak każdego. Jednak wolność, o której mowa we wpisie, nie jest konstruktem intelektualnym, tylko stanem ducha. Wolności pod jego wpływem doświadczyły miliony ludzi. A że mial poglądy polityczne i społeczne, z którymi i ja się nie zgadzam? Podobnie Ghandi ze swoim umiłowaniem tkactwa i wsi wydaje się dziwaczny, ale dał innym sporo wolności.

  66. A propos, polecam ks. Tischnera „Nieszczęsny dar wolności” Prorocza wizja upadku nakreślona w latach 91-93 sprawdza się dziś na naszych oczach.

  67. „Czy wolność można podarować?
    Nie, bo dawanie implikuje zależność. Poza tym, wszystko co dane, może zostać zabrane.”

    Ależ jak najbardziej. Narzeczona może narzeczonemu „zwrócić słowo”.
    Dzikie zwierzę można wypuścić na wolność.

    Implikowana zależność? Tak, ale tylko przed podarowaniem wolności a nie po.

  68. Czy można być wolnym wśród niewolnych?
    Teoretycznie tak. Powstało nawet określenie „emigracja wewnętrzna”.

    Tak samo jak różne są kryteria i definicje wolności, tak też samo różne są definicje braku wolności. Załóżmy, że istnieje gdzieś dyktatura zabraniająca swoim poddanym posiadania oscyloskopów. Albo słowików.
    W tym pierwszym przypadaku uważałbym się za bardzo dotkliwie uciskanego. W tym drugim przypadku nie dostrzegłbym zadnego ubytku mojej wolności. Najprawdopodobniej odwrotnie do wiekszości tzw. zwykłych ludzi.
    Czułbym się doskonale wolnym wśród rzeszy narzekających na zakaz posiadania słowika. Z pewnością nie poszedłbym na demonstrację w sprawie przywrócenia prawa do posiadania słowików. Gdyż ponieważ 😉 ubytek czyjejś wolności, chociaż bezdyskusyjny, nie wydawałby się mi – subiektywnie – dostatecznie ważny.
    Być może zmieniłbym zdanie usłyszawszy o czyimś samobójstwie popełnionym z tego powodu, ale raczej najpierw pomyślałbym, że to była egzatlowana osoba, najpewniej jakiś idiota.

    Sto samobójstw z powodu zakazu słowików wprawiło by mnie w przerażenie i chęć ucieczki ze społeczeństwa niewątpliwych wariatów.

  69. „Czy można być niewolnym wśród wolnych?”
    Patrz komentarz powyżej.
    Różne są wagi poszczególnych kryteriów, za pomocą których mierzymy stopień bycia wolnym.

  70. @zza kałuży
    14 września o godz. 22:46
    Dlatego gdzieś tam wyżej napisałam o osobistym podejściu do rozumienia wolności, żeby sprowadzić dyskusje do jednostkowego rozumienia a nie poprawnego bełkotu banałami nawet z poparciem „ałtorytetów”.

  71. „Czy wolności można nauczyć?
    Nie, bo jest to absolutnie indywidualne odczucie. Ale można nauczyć dążenia do wolności. Przeciwieństwem takiej nauki są działania dyktatur i sekt.”

    Eee tam, zaraz dyktatury i sekty.
    O wiele groźniejsze od nich jest niszczące działanie na naszą osobowość pracy w dużej korporacji czy w urzędzie. Ogólnie rzecz biorąc pracy „dla kogoś”. Samozatrudnienie niesie całą masę trudności i w żadnym wypadku nie jest samym miodzikiem ale – w przypadku powodzenia (mierzonego choćby tylko utrzymywaniem się przez kilka lat na powierzchni) – daje bardzo dużą satysfakcję. I poczucie zdolności decydowania o swoim losie. To duża część wolności.

    Często bezdomność tłumaczy się chorobą psychiczną. Ile w tej chorobie jest, bardzo nieporadnej, ale jednak, walki o swoją wolność?

  72. Wolność… i demokracja 🙂
    Rafał Łysy, rzecznik sosnowieckiego magistratu, wyjaśnia, że prezydent nie widzi jakichkolwiek przeciwwskazań, by Wojciech Cejrowski w Muzie wystąpił. – Pan Cejrowski jeździ ze swoimi występami po różnych miastach. Występuje w niejednej telewizji. Ma poglądy takie, jakie ma. Żyjemy w demokracji i każdy może wygłaszać to, co myśli. Z tą różnicą, że nie każdy musi tego słuchać. Jeśli ktoś z takimi poglądami się nie zgadza, to wystarczy, że nie pójdzie na takie spotkanie>/b> – zaznacza Łysy.
    GW. Podkreślenia moje.

  73. @Art63
    14 września o godz. 21:30

    Dziwne ma Pan pojęcie o wolności. Takie trochę chłopa pańszczyźnianego, który nigdy nie ośmielił się myśleć o sobie, jako o kimś wolnym i niezależnym. Twierdzenie, że pod wpływem Wojtyły „miliony doświadczyły wolności” brzmi jak cud fatimski. Ale co to ma wspólnego z wolnością?

  74. „Czy istnieje wolność grupowa?
    Nie. Wolność narodu, społeczeństwa, jest wymysłem polityków”

    Oczywiście, że istnieje.
    Widziałem ją na ulicach i w oczach i w uśmiechach każdej napotkanej osoby w sierpniu 1980 roku. A potem w październiku 1978-go. Sorry ateistyczny Winnetou, ale taka jest prawda.

  75. Ewa-Joanna
    14 września o godz. 22:57

    „Cejrowski ma poglądy takie jakie ma”? czasem dobrze się dowiedzieć, jak jest. To nieco zaskakujące, bo mógłby mieć takie, jakich nie ma. Cejrowski zresztą właśnie takie ma. Mieć poglądy, to dla niego za trudne.

  76. I jeszcze we Wrocławiu było kilka takich dni, kiedy strajkowało MPK. Stały wszystkie tramwaje i wszystkie autobusy.

    Ludzi maszerowali przez miasto na piechotę. Kierowcy, masowo, zatrzymywali się na przystankach i proponowali podwiezienie, oczywiście za darmo.

    Ileż uśmiechów widziało się w tych dniach na twarzach ludzi!

    To właśnie była wolność grupowa.

  77. @zza kałuży
    14 września o godz. 22:22 i późniejsze

    Jeżeli wypuszczasz dzikie zwierzę na wolność, to znaczy, że najpierw je złapałeś, czyli tę wolność mu zabrałeś. Możesz więc to uczynić ponownie.
    Dopiero gdy zwierzę Tobie ucieknie, będzie wolne.

    Generalnie na samym początku mego wpisu stoi wyraźnie, iż wolność to odczucie subiektywne. Twoje przykłady potwierdzają tę tezę, za co Tobie dziękuję.

    Co do bezdomności: Prawdziwa wolność jest bezdomna, bowiem wszystko co posiadasz, ogranicza Twoją wolność. Im zatem mniej masz i im mniejszą ma to wartość, tym bardziej jesteś wolny.

  78. @zza kałuży
    14 września o godz. 23:08
    To była solidarność.

  79. Wdałam się kiedyś w internetową dyskusję z młodym i (naturalnie!) naiwnym zakonnikiem, który usiłował mnie przekonać, że prawdziwa wolność polega na… wyrzeczeniu się własnej woli. Zakładam, że osobnik sam tego nie wykoncypował, tylko zostało mu to wpojone w ramach tzw. formacji w czeluściach kaka. Prawdopodobnie ta sama doktryna głosi, że człowiek staje się niewolnikiem własnych zachcianek. A kakalubne narzucone posłuszeństwo ma na celu uwolnienie od owego, ehem, ciężaru. Deklarowanym celem jest wyzbycie się egoizmu, które teoretycznie ma zapewnić adeptowi wolność, a praktycznie – zagwarantować jego dyspozycyjność wobec kaka i przy okazji przekonanie, że tenże kaka jednak mu coś w zamian dał.

    Cała ta akrobacja intelektualna nie jest pozbawiona jezuickiej logiki, która na pozór nawet ma sens, utrwalony nieustannym powtarzaniem. W rzeczywistości mechanizm ściemy jest prosty jak drut: egoizm jednostkowy zostaje zastąpiony egoizmem zbiorowym i ideą poświęcenia się dla kaka, to jest (według żargonu kaka) „dla Boga i bliźniego”. W założeniu wtryniony im iluzoryczny szczytny cel ma zastąpić adeptom normalne ludzkie dążenia. Co do wolności – spotyka ją ten sam los, co „prawdę” (pardon, „Prawdę”), „miłość” i cały szereg innych pojęć. Kakalubne osaczenie umysłu zaczyna się od zawłaszczenia języka.

  80. Na marginesie
    14 września o godz. 19:14

    O ile pamiętam, zakaz sterylizacji tłumaczono tym, że totalitarna władza może stosować takie wymuszone praktyki, więc się ich zakazuje. Co prawda takie tłumaczenie nie miało nic wspólnego z Polską; sterylizację stosowano dosyć często np. w Indiach – kraju, w zasadzie – demokratycznym, choć zwykle u mężczyzn, takich, co już mieli mnóstwo dzieci i zwykle nie z musu, choć i tak bywało, oraz z ważnego powodu: dramatycznego przeludnienia. A bliżej – w III Rzeszy.
    Nijak się to ma do Polski, ale tłumaczyć każdy może dowolnie glupio.

  81. @zza kałuży
    14 września o godz. 23:04

    Mylisz się błędnie. Jeżeli wiele osób odczuwa z jakiegoś zewnętrznego powodu wolność, to wcale nie znaczy, że jest to wolność grupowa. Po prostu dana grupa reaguje – każdy indywidualnie – podobnie na te same bodźce.
    Jeżeli ktoś w towarzystwie opowie dowcip i część słuchaczy zacznie się śmiać, to nie znaczy, że zapanowała grupowa radość. To tylko oni właśnie zrozumieli dowcip i uznali go za śmieszny, czemu dali wyraz.
    Człowiek jest indywidualnym indywiduem nawet w grupie. Twoje wnioski są trochę jak w dowcipie o pchle z urywanymi nóżkami.

  82. anumlik
    14 września o godz. 11:53

    Dobre ! Ale aż tak boleśnie? Panna Jola tylko lała w play-mordę, z niewielkim zaangażowaniem.

  83. @zza kałuży 14 września o godz. 23:08

    Bardzo podobnie opisywano mi reakcje niektórych Krakowian po zwycięstwie wyborczym Maliniaka. A z kolei po wygranej sPiSionych (a nawet przed) widziano uśmiechy, ożywienie i błyszczące oczęta sutannitów i innych habitowców. Czy to miała być ich wolność… grupowa?

    P.S. Nie podważam twojego subiektywnego odczucia wolności. Podobnie jak chętnie wierzę, że Dubya Bush, „born again Christian” spotkał Putina, zajrzał mu w oczy i zobaczył… duszę. To znaczy myślał, że coś tam zobaczył. Bo tylko o to chodzi przecież.

  84. @Tanaka
    14 września o godz. 23:07
    Poglądy Cejrowskiego doskonale chyba mieszczą się w kodeksie ( karnym? – nie znam się!). Z tego powodu powinny być nagłaśniane na sali sądowej nie w Muzie czy podobnie. I zakończone wyrokiem.

  85. @Tanaka 14 września o godz. 23:15
    Nie wiedziałam. Ale tłumaczenie jest piękne! Jeśli totalitarna władza coś może narzucić , to należy tego czegoś ustawowo zabronić… jednostkom. Miodzio!

  86. Qba

    Wybacz, lub nie.
    Nie widzę powodu.
    Nie potrafię zrozumieć, kiedy nie ma nic do rozumienia.

  87. @NikodemD
    14 września o godz. 23:51

    Czy chodzi o mój wpis?
    A powód czegoż być ma?
    Co ma „potrafić” do „bycia”? Można przecież potrafić zrozumieć (cecha immanentna) niezależnie od tego, czy coś do zrozumienia postrzegamy. Chyba, że – jak naszynka cybernetyczna – rozum włącza sygnał zewnętrzny. Tyż piknie.

  88. A o czyj wpis chodzi?
    Twój przed 13 września o godz. 15:24.
    Bez urazy.
    Kiedy nie potrafię odczuć swojej wolności, to nie jest mi potrzebna.

    Tobermory
    14 września o godz. 9:59

    „Freedom…

    Roosvelt był niezłym hipokrytą..”

    Ja bym tu szukał góry cynizmu. To zdeterminowało nasz byt. Dobrze, że wspomniałeś Tobermory tego pana i jego wolność.

  89. @Qba 14 września o godz. 23:15

    „Jeżeli wiele osób odczuwa z jakiegoś zewnętrznego powodu wolność, to wcale nie znaczy, że jest to wolność grupowa. Po prostu dana grupa reaguje – każdy indywidualnie – podobnie na te same bodźce. Człowiek jest indywidualnym indywiduem nawet w grupie.”

    Dopóki @Qba nie zobaczy drewnianych listewek łączących każdą z 5 laleczek z lalkarzem dopóty @Qba będzie twierdził, że każda laleczka reaguje indywidualnie. @Qbie nie przychodzi do głowy, że rolę drewnianych listewek mogą pełnić różne czynniki, motywacje, wpływy. @Qba zapomina – albo @Qba dysponuje taką silna osobowością – o elektryzujacym wpływie tłumu, o sile wzajemnych, właśnie grupowych zachowań. Twierdzenie, że w grupie każdy reaguje indywidualnie jest wnioskowaniem takiej jakości, jak w dowcipie o pchle z urywanymi nóżkami.

  90. @Na marginesie 14 września o godz. 23:24
    „Bardzo podobnie opisywano mi reakcje niektórych Krakowian po zwycięstwie wyborczym Maliniaka. A z kolei po wygranej sPiSionych (a nawet przed) widziano uśmiechy, ożywienie i błyszczące oczęta sutannitów i innych habitowców. Czy to miała być ich wolność… grupowa?”

    niektórych
    sutannitów i innych habitowców

    Albo ciebie w sierpniu 1980 w Polsce nie było albo byłeś wtedy pezetpeerowskim betonem.
    Gdyż radość wtedy nie malowała się na „niektórych” twarzach. Podobnie w paździeniku 78-go nie tylko na twarzach „sutannitów i innych habitowców”.

    Własnie dlatego przywołuje tamte wydarzenia jako argument na rzecz istnienia wolności grupowej. W sensie zdrowego rozsądku a nie w sensie @Qby.

    „P.S. Nie podważam twojego subiektywnego odczucia wolności.”
    Ależ właśnie to robisz. Negujesz poczucie, bardzo niestety krótkotrwałe, radości z cudownie odzyskanej wolności, (cudownie, bo przecież ruskie wojska dalej były w Polsce), z możliwości dawania kwiatków groźnym milicjantom, którzy baranieli i też sie śmiali, z otwartego sprzeciwu wobec zarządzeń waaadzy. sprzeciwu bez konsekwencji, czyli dającego wzrastające poczucie wolności wypowiedzi. Przeciez nie ja jeden to wszystko odczuwałem.

  91. @na marginesie
    „Byłaś” a nie „byłeś”, przepraszam za rodzaj męski.
    Indywidualnie przepraszam, grupowo to niech sobie rodzaj męski przeprasza.

  92. @zza kałuży 15 września o godz. 0:45

    Porównanie człowieka do pacynki jest nie tylko chybione, ale poniekąd ubliżające. Oczywiście że emocje bywają lustrzane, ale przecenianie „elektryzującego wpływu tłumu” też nie ma sensu.
    O zachowaniu ludzi w tłumie pisał Canetti („Masa i władza”), ale gromada ludzi idących ulicą to niekoniecznie taki tłum, o którym on pisze. A już co do tej beznogiej muchy… Przerysowujesz i przeginasz.

  93. Magus nie wchodz do Passenta, boli mnie jak Cie tam zniewazaja imbecyle.

  94. @zza kałuży 15 września o godz. 0:56

    Nie chodzi o październik 1978 tylko o październik 2015. Sutannici i inni habitowcy naprawdę się cieszyli ze zwycięstwa PiSopatów (którego współtwórcą był kaka) i bez żenady demonstrowali swoje szczeście na ulicach. Nie wątpię, że oni odczuwali prawdziwą radość, że kacz nareszcie dorwał się do koryta. Jeśli zapytasz ich o wrażenia, być może cię zapewnią, że radował się wtedy cały kraj.

    Co do zdanka „Albo ciebie w sierpniu 1980 w Polsce nie było albo byłeś wtedy pezetpeerowskim betonem” – please! Umiejętność krytycznej oceny zjawisk nie wydaje mi się twoją mocną stroną. Poza tym radość, którą odczuwałeś wraz z innymi na ulicy to po prostu uzewnętrzniona emocja. Czym spowodowana? Wolnością? Na pewno?

  95. @Na marginesie 15 września o godz. 1:08

    „Porównanie człowieka do pacynki jest nie tylko chybione, ale poniekąd ubliżające.”
    Przynajmniej w moim przypadku jest realistyczne. Znałem siebie nawet wtedy i tylko dlatego, całkiem świadomie, wiedząc o historycznym ich znaczeniu, nie byłem na żadnym ze spotkań z JPII podczas jego wizyt w Polsce. Wiedziałem, że podczas takiego spotkania moja głowa by się wyłączyła i 100% pary poszło by w emocje. Zawsze zgadzałem się (z obelżywym dla ciebie) stwierdzeniem Urbana o myśleniu żołądkiem, w sensie emocjami. Urban mnie znał.

  96. „ludzie w tłumie nie tracą samoświadomości, ale uwzględniają wskazówki społeczne i przynależność grupową – w dużej mierze racjonalnie”
    Jest nawet dziedzina psychologii społecznej zajmująca się funkcjonowaniem jednostek w dużych zbiorowiskach – psychologia tłumu. Zbiorowe uniesienia na widok JPII, Fidela Castro, Beatlesów, Mussoliniego, Hitlera i innych chwilowych idoli nie różnią się wiele od siebie. Czy ludzie wiwatujący na cześć Wojtyły czuli się szczególnie wolni? To był raczej entuzjazm, bo poczuliśmy się ważni i wartościowi jako naród, który wydał przywódcę wszystkich katolików. A kiedy upadła „komuna” i wielu mogło/musiało wziąć swój los we własne ręce, to widziałem lęk przed tą wolnością zmuszającą do ryzyka i odpowiedzialności za własne decyzje.
    Ludzie walczyli o „socjalizm z ludzką twarzą”, nie interesował ich paszport w szufladzie, bo nigdzie się nie wybierali. Chcieli, aby rząd dał i zapewnił, zabezpieczył i zadbał, a nie gadał o ubezpieczaniu się od powodzi i gradobicia 🙄
    A kiedy się wreszcie doczekali, że dał tych pięć stówek i obiecał jeszcze parę innych dobrodziejstw, to w nosie mają jakąś tam konstytucję z jej papierowymi wolnościami.
    I dlatego nie dziwi mnie 40 proc. poparcia dla partii, która ogranicza im wolności jedną po drugiej 🙄

  97. @Na marginesie 15 września o godz. 1:23
    „Jeśli zapytasz ich o wrażenia, być może cię zapewnią, że radował się wtedy cały kraj.”
    No tak, ale oboje wiemy, że to byłoby kłamstwo.

    „uzewnętrzniona emocja. Czym spowodowana? Wolnością? Na pewno?”
    Wolno było, nie pojedynczemu opozycjoniście z Wolnej Europy czy z Głosu Ameryki tylko wszystkim, lekceważyć zarządzenia i apele waadzy. Bez konsekwencji. Wolno było się samoogranizować, co znajdowało natychmiastowy i namacalny, bo widoczny „na mieście” dowód. Wolno było się nie bać, że cię waadza rozstrzela jak w grudniu 70-go. Taka była atmosfera, i taką atmosferę czuła też ogromna większość społeczeństwa, w tym milicjanci i wojskowi.
    Na początku stanu wojennego już tej atmosfery nie było i znikła pewność, że „jak co do czego to nie będą do nas strzelali”. W sierpniu 80-go nikt się strzelania nie bał. Wybuchła wolność.

  98. @zza kałuży
    15 września o godz. 0:45

    Przykro mi, że tak odbierasz świat, choć z drugiej strony, bez pasywnej większości nie byłyby możliwe okresy stabilnego rozwoju cywilizacji, który napedzają aktywne mniejszości. Dzięki pasywności „tłumu” możliwe są korporacje, umowy śmieciowe, sekty, dyktatury, itd. Te ostatnie zawsze początkowo powołują się na większość, choć jej wcale nie mają – ale dzięki obojętnym, nie ma im się kto większościowo przeciwstawić. Aż jest za późno.
    Gdyby sterowanie tłumem było takie proste, świat byłby już dawno jednym wielkim obozem koncentracyjnym. A to, że nie jest, to najlepszy dowód na indywidualność każdego z nas. Jedyną sprawdzającą się praktycznie metodą jest indoktrynacja od urodzenia. Nie daje ona co prawda możliwości sterowania nami grupowo, ale zdecydowanie powiększa ilościowo grupę pasywnych, idących za „tłumem”. A to już pozwala rządzić, zwłaszcza w demokracji.
    W każdej populacji jest grupa kochająca tłum, nienawidząca czy też bojąca się tłumu i absolutna większość, której tłum jest obojętny i służy głównie do ukrycia się w nim. Świat ma szczęście, jeśli uda się spacyfikować lokalnych watażków i konflikty zbrojne wywołane przez psychopatów pozostają lokalne. Co jakiś czas jednak pożar ogarnia cały świat. Bo homo sapiens zapomniał pomyśleć i poszedł za innymi.

  99. @Qba 15 września o godz. 8:31
    „Bo homo sapiens zapomniał pomyśleć i poszedł za innymi.”
    Popatrz jak łatwo amerykańskie środki masowego przekazu w służbie amerykańskich ośrodków władzy przekonały nie tylko polityków wszelkich opcji ale też ogromną wiekość amerykańskiego społeczeństwa do napaści na Irak.
    A przecież to społeczeństwo jest niby tak bardzo zróżnicowane.

    Gdzieś mam schowany wycinek ze strony tytułowej „Chicago Tribune” ze zdjęciem białej, na oko 40 letniej kobiety, z wyciagnietą w górę zaciśnieta w pięść ręką, w geście Black Power z roku 68-go. Jedyna różnica to ta, że ona nie pochylała swojej głowy w dół, a wręcz przeciwnie, uniosła ją do góry i patrzyła z jakąś taką zaciętością.

  100. większość

  101. Ewa-Joanna
    14 września o godz. 23:25

    Mieszczą się w kodeksie karnym, jak najbardziej. Niewiele jednak z tego wynika, hejter prawicowy i – w tym jest wybitny: katolicki, ma swobodę hejtowania. Prawokatolickość jest bowiem słuszna i święta. A nieprawokatolickość nad Wisłą jest chuda w uszach.

    * * * * *

    Ciekawie piszesz o wolności w PRL-u. „Wolność” jest, dla znacznej większości, wartością przereklamowaną. Owszem, kilka rodzajów wolności ma znaczenie podstawowe: biologiczno-psychicze, to dotyczy wszystkich. Wolność od głodu…., już bym chętnie napisał: wolność od wojny, ale to juz wątpliwie. Dla większości – tak, to zasadnicze, ale nie dla wszystkich. Nie brak takich, co dążą do wojny, wywołują ją i z niej najlepiej żyją.
    Bardzo wątpię, że „milionom Polaków” w PRL-u chodziło o „wolność”. Chodziło raczej o to, że chcieli więcej, a państwo nie nadążało. To klasyczy problem rozbudzonego apetytu: wojna już odchodziła do historii,, życie zostało odbudowane, dzieciaki napełniały szkoły „tysiąclatki” jak śledzie beczkę, mieszkanie w bloku, koło od Syrenki albo pół malucha, wczasy w górach i nad morzem, aparat marki Zorka-5, lornetka radziecka, powiększalnik „Krokus”, piłka biedronka i nasi mają medal mistrzostw świata w piłce. Huta przyjmuje każdego, kopalnia próbuje hutę wyprzedzić, stoczniowiec puchnie z dumy i od kiełbasy, a chłop sprzedaje miastowym papę i eski na lewo, bo chcą stawiać daczę.
    W księgarniach półki się łamia po ciężarem Mickiewicza i calej klasyki literatury światowej, Teatr Telewizji dostarcza, prawie darmo, do domów, najlepsze dzieła, z najlepszymi aktorami i reżyserami, zaś Olbrychski chce zbałamucić Oleńkę, Seniuk się rozbiera i publika wrze ze szczęścia.
    No i coraz więcej chcieli, żyć się chciało, a państwo nie nadążało. Robotnik się nie zorientował w 1980-tym o jakie rodzaje wolności chodzi, więc się sam w 1990-tym, wziął i zlikwidował, razem z PRL-em.
    Zmiana, w sumie, była konieczna, nienadążanie nie mogło zostać zlikwidowane ówczesnymi środkami. Za dużą cenę dostał Polak inne rodzaje wolności, ale ten sam problem: te wolności są gatunkowe, a nie bezprzymiotnikowe, oraz niespecjalnie się Polakowi przydają, a nawet w ogóle nie ma pojęcia o co z tą wolnością chodzi.Nie patrzy, nie zastanowi się i odda własną wolność w pacht swojemu właścicielowi. Zaś właściciel pogłaska go po główce i pochwali, oraz nazwie Suwerenem.

  102. @zza kałuży
    15 września o godz. 9:10

    Według mnie, błędnie interpretujesz fakty. Środki masowego przekazu nie są w stanie przekonać masy do bycia „za”, bowiem do tego konieczne jest ukształtowanie przekonań pozytywnych (w sensie właśnie „za”), a to jest trudne i długotrwałe. Natomiast stosunkowo proste jest wywołanie w masach poczucia zagrożenia, bo to mamy zakodowane genetycznie (konieczność samoobrony), a także wpajane jest każdemu od dziecka (czerwone światło – stój!).
    Zatem akcja masowej propagandy rządu ma zawsze na celu jedynie osłabienie oporu poprzez zwiększenie ilości wątpiących. I zawsze używany jest jeden podstawowy sposób – zwiększanie uczucia zagrożenia przy jednoczesnym zatajaniu rzeczywistych powodów działania.
    Znam przypadki, kiedy rząd (nie Polski) decydował się na wieloletnią kampanię propagującą niepopularne zmiany z wyjaśnianiem ich konieczności. I to funkcjonowało. Nie wiem, czy rzeczywiście przekonał większość, czy też zwiększył jedynie liczbę niezdecydowanych – zamierzony efekt został osiągnięty. Ale do tego trzeba w miarę ustabilizowanych warunków polityczno-gospodarczych i w miarę uczciwego rządu. Szczególnie ten ostatni warunek jest coraz trudniejszy do spełnienia.

  103. @Tanaka
    15 września o godz. 9:20

    Fajnie to napisałeś. Ja bym dodał do tego ważny aspekt – w miarę zaspokajania podstawowych potrzeb i coraz większego ograniczania dalszego postępu w tym zakresie, zaczęliśmy (z konieczności, z nudów) rozglądać się dookoła i pytać: Co jest za tym murem (socjalizmu)? I tu dotykał nas boleśnie brak wolności podróżowania. Dotyczyło to zarówno tzw. inteligencji, jak i robotników (obie grupy chciały podobnie często wyjeżdżać!). Pamiętam doskonale, że odmowa paszportu traktowana była przez nas zawsze jako indywidualne ograniczenie wolności, choć był to proceder masowy.
    Moje doświadczenie jest jednoznaczne: Dążenie do indywidualnej wolności występuje równie często w każdej grupie społecznej i potwierdza jedynie tezę, że jesteśmy indywidualistami łączącymi się w grupy jedynie dla realizacji doraźnych (cywilizacyjnie) celów.

  104. Czy ludzie wiwatujący na cześć Wojtyły czuli się szczególnie wolni? To był raczej entuzjazm, bo poczuliśmy się ważni i wartościowi jako naród, który wydał przywódcę wszystkich katolików – napisał @Tobermory, o godz. 1:33. Mniej elegancko to ujmując, pokazaliśmy peerelowskiej waaadzy i Ruskim zbiorowy gest Kozakiewicza. Musi co endorfiny w większej ilości się w indywiduach wydzieliły – stąd entuzjazm.

    @Qba
    Czemu żeś o endorfinach nie wspomniał? Ę? 😉

  105. Tobermory
    15 września o godz. 1:33
    Zbiorowe uniesienia na widok JPII, Fidela Castro, Beatlesów, Mussoliniego, Hitlera i innych chwilowych idoli…
    Z tą chwilą to jednak przesada. Fidel ponad 50 lat, Adolf H. było nie było jednak 12 lat, Mussolini nieco dłużej, nie wspomnę o JPII.
    The Beatles … tutaj byłbym się zgodził, tacy Stones’i grają dalej ;-).

  106. @anumlik
    15 września o godz. 9:51

    Podobno uczeni charkteryzują się tym, że są tak długo niezadowoleni, aż znajdą pasującą nazwę. Innymi słowy: Po co używać obcych wyrazów, skoro można to wyrazić wprost?
    A endorfiny są (podobno) odpowiedzialne za tak wiele naszych odczuć, że użycie tego wyrazu byłoby na podobieństwo wzywania boga – wszystko wyjaśnia o niczym nie informując.

  107. @Qba 22:59, „..Dziwne ma Pan pojęcie o wolności. ..”

    Człowiek funkcjonuje w świecie ciałem, mową i umysłem. Jeśli się mówi to co chce i robi to co uzna za stosowne, to pierwsze dwie wolności mamy załatwione – to właśnie dał JPII ludziom mówiąc o duchu co ma zstapić. Ludzie odrzucili partyjną nowomowę i zrobili karnawał.

    Z umysłem jest gorzej, bo trzebaby sie uwolnić od niezdrowych emocji, ograniczających poglądów i osobistych uprzedzeń (np. do JPII:). Jest całkiem sporo ludzi, którzy te cechy pragną raczej pielęgnować, bo w takim więzieniu jest wygodnie i bezpiecznie.

  108. @Tobermory
    Ludzie walczyli o „socjalizm z ludzką twarzą”, nie interesował ich paszport w szufladzie, bo nigdzie się nie wybierali. Chcieli, aby rząd dał i zapewnił, zabezpieczył i zadbał, a nie gadał o ubezpieczaniu się od powodzi i gradobicia
    O „socjalizm z ludzką twarzą” chodziło już w 1956, 1970 i dalej. Zgoda co do tego ,że ważne były półki sklepowe i ceny na artykuły żywnościowe. Temat wyjazdów i paszportów nie widniał na tablicach, transparentach robionych ad hoc przez protesujących. Co do gadania o ubezpieczaniu od powodzi to-to wystąpiło bodajże po 1989r. Dodam ,że temat ubezpieczania się „od” przewija się nie tylko w Umęczonej.

  109. @zezem
    15 września o godz. 10:01

    Cóż to jest – 50 lat wobec wieczności? A tłum wiwatował i się entuzjazmował przecież nie całymi latami, a gdy już miał do tego okazję, to nie był to stale ten sam tłum.
    Ile razy widziałeś JPII, Fidela albo Stonesów na żywo?
    Albo Elvisa?
    Przeminęli wszyscy (no, może poza Elvisem) i niejeden się zastanawia, jak to było możliwe ulec takiej zbiorowej fascynacji, a potem pędzi wiwatować Trumpowi albo Dudzie 🙄

  110. @Art63
    15 września o godz. 10:15

    Ciekawe podejście do funkcjonowania człowieka w świecie – mowa, jako niezależny element równoważny ciału i umysłowi. Rozumiem, że chodzi tu o efekt typu „przemówił przez niego duch święty”.
    To by było na tyle.

  111. @Tobermory
    Nie widziałem ani razu (na żywo). Z prostej przyczyny. Unikam tłumów. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach.
    PS. Dam przykład do czego prowadzi chwilowe uniesienie. A long, long time ago byłem na występie „The Animals”. Podczas gry wspomnianych „zwierzaków” rozbierano (chwilowo uniesioną) dziewczynę…

  112. @Art63
    15 września o godz. 10:15

    Tak jest. „Trzebaby sie uwolnić od niezdrowych emocji, ograniczających poglądów i osobistych uprzedzeń (np. do JPII:)”
    i spojrzeć chłodnym okiem, jak świat poza Polską (i może Filipinami) postrzegał polskiego papieża.
    JPII nie był intelektualistą, był za to utalentowanym szołmenem i to zapamiętały masy nie zdające sobie sprawy, że ten „dobrotliwy” staruszek mianował tych wszystkich mentalnie ograniczonych biskupów, zabraniał antykoncepcji i prezerwatyw, przyczyniając się do eksplozji AIDS i nadmiernego przyrostu demograficznego w krajach Trzeciego Świata. Wielbił wiedźmę z Kalkuty i wraz z nią sławił cierpienie jako wartość. Był zasłużonym hamulcowym rozwoju społecznego, kreującym się w Europie na „bojownika o wolność”, podczas gdy w Ameryce Łacińskiej popierał i autoryzował reżimy opresywne, tyle że katolickie.
    Wyniósł na ołtarze megalomana, antysemitę i frankistę – założyciela Opus dei – organizacji, której w przeciwieństwie do sceptycznych poprzedników utorował drogę do władzy.
    Wspomniano tu już o zniszczeniu przez niego tzw. teologii wyzwolenia. Wojtyła, jako gorący antykomunista, nie potrafił trzeźwo oceniać faktów. W duchownych, którzy stawali w obronie biedoty widział marksistów – wrogich zwolenników komunizmu.
    Polskim wiwatującym tłumom to nie przeszkadzało, one właśnie poczuły się WOLNE.

  113. Qba
    15 września o godz. 9:46

    „Robotnicy i inteligencja chciała równie często wyjeżdżać”? Mam zastrzeżenia.
    Po pierwsze: inteligencja to nie monolit. Inteligencja, powiedzmy „techniczna” pewnie chciała, smakując świat za pomocą „Sondy”, „Przeglądu technicznego”, „Innowacji”, a najpierw „Młodego Technika”. Ale daleko nie każdy inteligent techniczny, bo jak w każdej zbiorowości, otwarte umysły, głodne poznania japońskich wynalazków wszystkiego i niemieckich wynalazków tego i owego, miała tylko mniejsza część – elita.
    Inteligecja humanistyczna, z – zdaje się – odrębną częścią – „inteligencji nauczycielskiej” – jeśli chciała, to pewnie inaczej: Osiecka się kochała w Portofino i w Paryżu, więc, owszem – paszport „na wszystkie kraje świata” bardzo by się przydał. A inteligencji nauczycielskiej zwykle starczały wyjazd do Ciechocinka, Karpacza, lub Kołobrzegu, a z zagraniczności – wycieczka do Czechosłowacji lub wczasy w Bułgarii (jeśli współmałżonek zarabiał powyżej średniej, albo był przodującym robotnikiem i fabryka miała odpowiednią pulę wczasową) – z dowodem osobistym i „wkładką”. Mógł być też wyjazd na Krym: dla literata, porządnego belfra, a dla harcerza-aktywisty – Artek, po sąsiedzku. Też na dowód z wkładką. Albo równoległy wyjazd – na studia do Moskwy lub Leningradu, nie dla każdego, ale to odrębna sprawa, natomiast studia te – jak ktoś chciał – uczyły na najlepszym poziomie. Mam, w bliskim kręgu, znakomitego fizyka, po studiach w Moskwie, oraz znakomitego anglistę i tłumacza – po studiach w Leningradzie.

    Klasie robotniczej też starczał dowód z wkładką: Bułgaria, Rumunia, Węgry, Czechosłowacja, objazd NRD małym fiatem – proszę bardzo. Owszem, raczej z większych fabryk i zakładów, malutkie spółdzielnie, czy kółka rolnicze pewnie nie dawały takich możliwości, ale wczasy się należały, a na wymianę dużo można było zorganizować. I było dobrze.

    To, co faktycznie łączyło klasy, już za Gierka, to był raczej skutek rosnącego dobrobytu i nienadążania państwa: saksy! Głównie Niemcy, częściowo Austria i inna bliska zagranica. Saksy ‚overseas’ to już inna kategoria, niechwilowa i przestawiająca życie na inne tory. Dorobić, kupić merca ze szrotu, albo nawet z drugiej ręki, kolor tiwi, ciuchy, może nawet na „willę” z żużlobetonu, wrocić i szpanować w dzielnicy – być królem życia. A robota na saksach jaka? „U bauera” na polu, zmywak w knajpie, rozładowywanie wagonów, czyszczenie pieców i inne dziadowskie roboty – wolność? Więcej wolności mieli nad Wisłą: w robocie się wyskoczy w połowie dnia na zakupy, weźmie ciche wolne „na dziecko”, pół dnia czasu na picie kawy i plotki, zamiast na robotę, jak się chce, to się wyniesie, „skręci” w zakładzie co potrzeba, od długopisu przez papier po kawałki willi: belki stalowe, cement, cegłę, papę, smołę – się bierze i się wynosi. Wolność! A nie, jak w knajpie, jak u bauera – nadzór i ani mru-mru. A żeby tak kraść, to tam żadnej wolności nie było – zapierdziel w robocie, której Niemiec nie chciał. Polak, Turek – ci się nadawali. Chyba wolni ludzie, bo niewolny by takiej roboty nie wziął.

    W sumie więc, dalej jest to mało pewne, że wszyscy chcieli wyjeżdżać i po co. Wyjazd do arbaitu u bauera był wolnością? Wolność podróży to – jasne – jedno z podstawowych praw człowieka, wymyślone nie „przez wszystkich, bo wszyscy chcieli wyjeżdżać”, ale przez garstkę patrzących daleko. A kto z tego korzysta i ile w tym wolności, to już zupełnie inna historia.

  114. @zezem
    15 września o godz. 10:40

    Wspomniałem tu kiedyś, że byłem raz w stutysięcznym tłumie wiwatującym na cześć Wojtyły (i wiedźmy z Kalkuty) na placu św. Piotra w Rzymie. Mnie też się wydzieliły endorfiny i miałem łzy wzruszenia w oczach, kiedy obok mnie przejechał papamobilem na biało ubrany najważniejszy katolik świata. Potem trwała akademia na cześć, zupełnie jak dawne akademie pierwszomajowe, tyle że z breżniewowskim rozmachem. A kiedy po paru godzinach (byłem tam od godz. 14 i nie było szans na wyjście z przydzielonego sektora) zapadł październikowy wieczór, a tłum na dany znak zapalił tysiące pochodni i zaniósł się śpiewem, zrozumiałem entuzjazm i zachwyt w oczach Niemców na parteitagach – był zupełnie niewymuszony i szczery.

  115. @Tobermory,

    W sumie dość rzeczowa krytyka.

    Tyle, że tematem wpisu jest wolność, a tę uważam za rzecz osobistą, niezależną od poglądów politycznych i obyczajowych. Południowoamerykańscy faszysci gnębiący ludzi nie różnią się dla mnie od wschodnioeuropejskich genseków. Wszyscy oni chcą mieć innych ludzi na własność, kontrolując ciała i umysły.

    Z tego punktu widzenia każdy, kto pomaga innym zachować wolnośc i godność jest w porządku, nawet jeśli nosi dziwne czapki. O tym był mój komentarz.

  116. @Art63
    15 września o godz. 11:07

    Dziękuję, ale nie jestem pewny, czy mnie zrozumiałeś.
    Ten, który nosił „dziwną czapkę”, ściskał się serdecznie z faszystami (Pinochetem, Videlą)

    https://truthaholics.files.wordpress.com/2014/04/pope-and-pinochet-apr-28-2014.jpg

    a ich ofiarom udzielił później chłodnej audiencji.
    Istnieje bogata dokumentacja o czynnym zaangażowaniu Kościoła nie tylko w popieranie i społeczne umacnianie junty w Argentynie, kler brał także czynny udział w zabójstwach, porwaniach i torturach. Parę lat temu zabrano się wreszcie za sądzenie tych zbrodni.

  117. Tobermory
    15 września o godz. 10:44

    Właśnie: ile jest wolności, gdy się z papieżem-łupieżem śpiewa na polu „barkę”? mnie się zdaje, że z wolnością niewiele, nic zgoła może nie ma to wspólnego. Znacznie bardziej – z uwolnieniem emocji, poczuciem się częścią wspolnoty, tłumu – a to juz – samo z siebie ogranicza wolność, ociosuje ją, nieświadomie, do określonego kształtu: skaczę z radości dokładnie w tym samym momencie co inni, klaszczę tak samo, gada identycznymi słowami, ma te same „poglądy”, tak samo się „kocha ojca świętego”. Nikogo nie żenuje papieski dowcip: papież-łupież, wszyscy są nim zachwyceniu kładą się pokotem ze śmiechu.

    Ja bym nie skreślał Lolka kajakowego jako intelektualisty. Jeśli weźmiemy taką definicję, że intelektualista to ten, co robi głową, piórem, odstawia wykłady, walą do niego studenci, publikuje książeczki i do tego ma habilitację – to intelektualista pełną gębą i łupieżem.
    Wojtyła to był słuszny intelektualista, któremu, cokolwiek robił, wszystko się musiało zgadzać z aprioryczną tezą. Im więcej robił, tym więcej się z odgórną tezą zgadzał. Dowód na marność tezy nigdy go nie zajmował. Nie po to miał łupież.
    I tu należna uwaga: są naukowcy i są naukowcy smoleńscy.

    Co do reszty – oczywiście. Niszczenie teologii wyzwolenia, to było niszczenie najbardziej ludzkiej pośród nieludzkich teologii watykańskich i jedynej, mającej coś poważnego w sobie, teologii XX wieku. Nic innego kler już nie ma. Potępianie używania prezerwatyw przez kobiety, zwłaszcza w Afryce, wobec szalejącego tam wirusa HIV, wobec braku edukacji, alternatyw, swobody, to brutalne uderzenie w kobiety, poniżenie, odebranie tej drobiny wolności, by kobieta mogła, relatywnie bez lęku i przerażenia, skorzystać ze swojego najgłębszego i najbardziej podstawowego prawa – do własnej seksualności, a więc i ekspresji tożsamości. To była zbrodnia Wojtyły i jego Kościoła kat.
    Zaś żądanie, by gwałcone w wojnie w rozpadającej się Jugosławii kobiety rodziły – to skrajna przciwludzkość, ideologiczna zakamieniałość, bezduszność, odczłowieczenie oraz podobnego rodzaju zbrodniczość.

  118. @Tobermory, „.nie jestem pewny, czy mnie zrozumiałeś..”

    Sądzę że tak. Przyjmuję do wiadomości istnienie papieży i KK z dobrodziejstwem inwentarza. Szef światowej organizacji z ponad miliardem wiernych „ściska się” z różnymi ludźmi i łatwo mu przykleić łatkę „kolegi faszystów”, albo np. „pogromcy komunizmu”.

    Ja piszę o jego „Nie lękajcie się..”, które prostotą dało wielu ludziom siłę i godność. Inna sprawa, że jego uczniowie (dzisiejsi biskupi) nie udźwignęli przesłania i popadli w spore uwikłanie.
    Może powiem tak: jego nauki były cenne, ale okazały się nietrwałe.

  119. @Art63
    15 września o godz. 12:19

    „Południowoamerykańscy faszysci gnębiący ludzi nie różnią się dla mnie od wschodnioeuropejskich genseków (…)
    Z tego punktu widzenia każdy, kto pomaga innym zachować wolnośc i godność jest w porządku, nawet jeśli nosi dziwne czapki”

    Naprawdę nie dostrzegasz sprzeczności w tych dwóch zdaniach?
    Uważasz, że JPII pomagał zachować wolność i godność argentyńskim ofiarom tortur, porwań i wyrzucania ich z helikopterów do morza?
    Ujął się za dziećmi ukradzionymi matkom w katowniach junty i przydzielonymi chętnym do adopcji faszystowskim rodzinom?
    Kiedy w 1981 roku jeden z argentyńskich działaczy wręczył papieżowi dokumenty w tej sprawie, usłyszał odpowiedź, że powinien się troszczyć także o dzieci w krajach komunistycznych 😎
    Polecam film „Abuelas de Plaza de Mayo” – prawdziwą historię o stowarzyszeniu kobiet (babć) argentyńskich poszukujących wnuków urodzonych w więzieniach przez zaginione (zamordowane) córki i synowe. Tych dzieci było co najmniej 500.

  120. @ Tanaka
    15 września o godz. 11:00

    Sorry! Miałem na umyśle znacznie przyziemniejsze znaczenie – chodziło mi o mniej więcej równe ilościowo wyjazdy za granicę tych dwóch grup społecznych. O ile inteligencja (jaka by nie była) korzystała z kontaktów naukowych, artystycznych, itp., o tyle robotnicy wyjeżdżali głównie „na zaproszenie” rodzin. Wielkość polonii po rozmaitych exodusach była dość znaczna.
    Tu ciekawostka. Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku potrzebne były nam w firmie dane dotyczące ilości osób w USA, przyznających się do pochodzenia spoza Ameryki. Okazało się, że do pochodzenia z Polski przyznaje się około 8 milionów. A do pochodzenia z Niemiec – 42 miliony. To było jeszcze przed aneksją NRD. Mając w pamięci IIWŚ, nie łatwo było to przełknąć.

  121. Szanowni!
    Coś nowego. Od Konstancji, która się trochę zdenerwowała.
    Zapraszam!
    JK

  122. @Tanaka
    15 września o godz. 11:24

    Ja wziąłem taką definicję:

    Intelektualista = człowiek o dużej wiedzy i wybitnych zdolnościach umysłowych

    Możliwe, że robiący głową, a nie ręcami, wyrobnicy pióra, może nawet w czystej koszuli i z manikiurem, odstawiający wykłady, a nawet produkujący książeczki i szczycący się habilitacją na polskiej uczelni, to też jakiś tam sort posiadaczy intelektu, ale ja cię proszę, nie zjeżdżajmy do poziomu nauki smoleńskiej 🙁
    Jest intelektualistą gość, który potrzebuje 13-letnich badań specjalnej komisji, aby przyznać, że Galileusz miał rację, ale nadal się upiera, że Inkwizycja skazała go wprawdzie niesłusznie, ale za to w dobrej wierze?
    OK, wiem, to i tak szybko. Cała ta „intelektualna” instytucja KK potrzebowała 359 lat 🙄

  123. Qba
    15 września o godz. 12:54

    Zdaje się, że na „pochodzenie” czyli też w ramach łączenia rodzin, do Niemiec wyjechało, przez lata, dobre kilkaset tysięcy, albo więcej. Niemców była część, część była półniemcami – z jakimiś śladami rodzinnymi w RFN, a część wyjechała na „nazwisko”: Szulc to miał być przedwojenny Schultz. Nawet Kowalski i Gruszka dawali radę wyjechać.