Zagniazdownik uczy się raz

Zagniazdowniki to gatunki ptaków, których pisklęta zaraz po wykluciu sprawnie chodzą, biegają, pływają, potrafią utrzymać stałą temperaturę ciała. Ale zagniazdownik, np. mała kaczuszka albo gąska, zaraz po wykluciu nabywa wiedzę, której już nie może ani zapomnieć, ani skorygować. Tą wiedzą jest wygląd pierwszego poruszającego się obiektu, który został przez pisklę spostrzeżony. W naturalnym środowisku jest to mama kaczka albo mama gęś. Ów raz wgrawerowany w mózg kaczątka obraz matki to kolejne osiągnięcie ewolucji; małe ptaki będą, dopóki nie dorosną, podążać za swoją mamą, co oczywiście jest dla ich przeżycia bardzo korzystne.

Kiedy jednak w warunkach nienaturalnych, np. w inkubatorze, wykluje się takie maleństwo i gdy w polu jego widzenia nie pojawi się mama kaczka albo gęś, tylko człowiek, owo kaczątko albo gąsiątko wgraweruje sobie obraz tego człowieka i pójdzie za nim wszędzie. Kiedy pierwszym poruszającym się obiektem będzie pudełko pociągane za sznur, wówczas to pudełko stanie się „zastępczą” mamą pisklęcia.

My, ludzie, zrobiliśmy potężny skok ewolucyjny. Też potrafimy się uczyć, ale potrafimy nabytą wiedzę korygować, odrzucać przy pomocy innej wiedzy albo zapominać. Okazuje się jednak, że nie wszyscy ludzie ewoluowali. Niektórych mózgi pozostały na poziomie małego kaczątka czy gąsiątka. Jeżeli takiemu człowiekowi-kaczątku wpadnie po raz pierwszy w oko np. Biblia, zostanie ona wgrawerowana w jego mózg i żadna inna książka nie będzie w stanie wyprzeć treści owej pierwszej przeczytanej książki. Ciekawe, że nie każda książka ma taka siłę grawerującą. Najlepiej nadaje się do tego Biblia, Koran i kilka ksiąg napisanych przez ojców założycieli różnych odmian chrześcijaństwa, takich jak Świadkowie Jehowy, Mormoni, Zielonoświątkowcy. Tak się nie dzieje, jeśli jako pierwszą książkę weźmie do ręki i przeczyta „Starą Baśń” Kraszewskiego; nie zmieni go ona w małą kaczuszkę.

Aby wgrawerować obraz świata zawarty w owych świętych księgach, należy to robić jak najwcześniej, kiedy to mózg małego człowieczka jeszcze nie oddalił się w swej strukturze od mózgu kaczątka. Zdają sobie z tego sprawę twórcy różnych odmian religii i dlatego starają się jeszcze nieuformowanego człowieczka zatrzymać w rozwoju na poziomie kaczuszki. Chrzczony jest zaraz po urodzeniu, potem dawkuje mu się różne komunie, wspomagane wypasionymi prezentami, dalej bierzmowanie, ślub, a nawet pogrzeb. Aż do śmierci, siwe zgarbione kaczątko vel gąsiątko będzie podążać za atrapą mamy kaczki, czyli za świętą księgą.

Kiedyś czytałem, że na wielki obszarach na północ od Morza Kaspijskiego żyły sobie dwa ludy. Jeden bogaty, posiadacz pastwisk i wielkich stad bydła. Drugi żyjący na marginesie tych pastwisk z łaski owych bogaczy. Między tymi ludami panowała pewna symbioza albo koabitacja. Bogaczom potrzebni byli bezwzględnie oddani pasterze, więc gdy takiego pasterza zabrakło, porywano jednego młodego członka owego biednego ludu. Z krowiego albo końskiego uda ściągano skórę i taką jeszcze wilgotną, kapiącą krwią naciągano na głowę przyszłego pasterza. Związanego porzucano w pełnym słońcu na kilka dni. Krowia skóra schła, zaciskała się na głowie nieszczęśnika i ten najpierw wariował, a potem umierał. Ale zdarzały się takie diamenty, które wytrzymywały tę próbę. I kiedy po kilku dniach zjawiał się wybawiciel, rozwiązywał i ściągał z głowy ów „opatrunek”, wdzięczność uratowanego człowieka nie miała granic, był oddany swemu wybawicielowi na śmierć i życie. Tak „przeprogramowanych” ludzi nazywano markuntami. Zdarzyło się, że do takiego markunta zbliżyła się matka, chciała go odzyskać, ale ten broniąc stada swojego pana ją zastrzelił.

Są różne sposoby twardsze lub bardziej miękkie, aby zatrzymać rozwój człowieka na poziomie kaczuszki lub brutalnie zamienić go w markunta. Efekt jest jednakowy: taki człowiek nie jest w stanie ewoluować intelektualnie, nie ma wątpliwości, zawsze będzie powtarzał raz wgrawerowaną „wiedzę”, zawsze podąży za swoją matką czy wybawcą. Dyskutowanie z nim nie ma najmniejszego sensu, gdyż żaden argument, ani nawet kpina nie sprowadzi go z raz obranej drogi.

Lewy