Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

21.08.2017
poniedziałek

Plugawy język posła Kaczyńskiego

21 sierpnia 2017, poniedziałek,

Władysław Bartoszewski, powiedział: „Warto być przyzwoitym”. Nie użył słowa „opłaca się”. Bo bycie przyzwoitym często się właśnie nie opłaca. Bartoszewski został wybuczany na cmentarzu przez tych, którym bycie nieprzyzwoitym się opłaca. Kiedy owo towarzystwo określił mianem „bydła”, plugawe towarzystwo nagle uniosło się honorem, bo to towarzystwo ma swój specyficzny honor i odwinęło się Bartoszewskiemu, insynuując, że to on najpierw kolaborował z nazistami i dlatego ci podali go zaawansowanej kuracji odchudzającej i następnie umierającego, wypuścili z Oświęcimia. Potem Bartoszewski przez pięć lat kolaborował w stalinowskim więzieniu z komuchami i ci też go za tę kolaborację z więzienia wypuścili. Skąd się wzięło w Polsce tyle plugastwa, chamstwa? Czy wcześniej go nie było?

Owszem było, ale tak ukryte jak te choroby endemiczne, które przyczajone, nagle pod wpływem określonego bodźca uaktywniają się. Plugastwa występowały w zamkniętych miejscach, w rodzinach, w półświatku gangsterskim, w pewnym toruńskim radio, ale jak ukryte pod kamieniem robactwo nie miało odwagi wychylić się na światło dzienne, pojawić się w sferze publicznej. Jednak działała w tej sferze jakaś przyzwoitość, podparta prawnymi sankcjami. Żaden zakapior nie ośmieliłby się wtedy pobić profesora za to, że w tramwaju rozmawiał po niemiecku z Niemcem.

Ale oto pojawia się jeden dzielny człowiek, co to nie boi się wyciągać w sferę publiczną owych plugastw, obelg, kłamstw, insynuacji. Robi to przez lata na mównicy sejmowej i nagle wszystkim endemicznym plugawcom otwierają się oczy! Jeśli ten może, to dlaczego nie ja? Skoro można nazywać kogoś „zdradziecką mordą”? A co to właściwie jest ta przyzwoitość? Dlaczego to niby nie należy obrażać ludzi, wyzywać, a nawet dać w pysk, jak ten zuch poseł Tarczyński, co to chciał przywalić Wałęsie? Koleżanka Pawłowicz pluje dookoła, no bo co, nie wolno? Ale jak Owsiak proponuje jej zapoznanie się z pewnym istotnymi stronami życia człowieka, chamy, jak to bydło od Bartoszewskiego, oburzają się. Jak tak można! Kobiecie!

Kaczyński otworzył puszkę Pandory. Wylało się z niej całe, zło, chamstwo, brutalność, kompletny brak szacunku dla drugiego człowieka, nawet pisowskiego akolity (Dudy czy Szydło). Zdeprecjonowane zostały więc nie tylko język, stosunki międzyludzkie, ale najważniejsze instytucje państwowe, jak prezydent, premier, sądy, trybunał, słowem, całe państwo.

Kiedy PiS odejdzie w polityczny niebyt, trzeba będzie lat, aby odbudować szacunek dla tych instytucji, szacunek dla słowa, dla człowieka, dla demokracji. Odzyskać szacunek w świecie.

Pomyśleć, że wszystko to zrobił jeden plugawiec, który przyczynił się do śmierci 96 ludzi, w tym własnego brata.

Lewy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 472

Dodaj komentarz »
  1. Jaki cham, taki kram…

  2. Kram zas, jak powszechnie wiadomo, chamuje sie od glowy

    Zgrabnies to wykoncypowala, Namarginesko. Sama w tym kramie tkwisz i nisz?

  3. „Kiedy PiS odejdzie w polityczny niebyt, trzeba będzie lat, aby odbudować szacunek dla tych instytucji, szacunek dla słowa, dla człowieka, dla demokracji. Odzyskać szacunek w świecie”.
    Jeśli odejdzie w niebyt! Jak widać, cała to kultura i przyzwoitość, nieznośnie suwerena dusiła i dławiła. Teraz nareszcie odetchnął z ulgą. Kto powiedział, że w salonie się nie pie…dzi? Zaraz mu przyj…ę w ryj!
    Skoro ponad 80% rodaków nie ma żadnych aspiracji i potrzeb związanych z kulturą i sztuką (sztuką, nie kolejnym odcinkiem „Klanu”), to skąd się ma brać ogłada w życiu politycznym. Jeśli nauczycielem i arbitrem moralności jest kk (który, jak każdy drogowskaz, zwykł wskazywać drogi, a nie po nich chodzić), to próżno wypatrywać przyzwoitości. Kiedyś się mawiało, że frak dobrze leży, dopiero w trzecim pokoleniu. Trudno, przyjdzie trochę poczekać, bez gwarancji sukcesu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lewy

    Te zdradzieckie mordy

    https://www.youtube.com/watch?v=Vo7rmN1JsxA

    Nawet jesli on mial na mysli tylko niewinny grzech zaniechania tuskoidow – a nie bombe czy kilka – to i tak pewne usprawiedliwienie swojego szalu pewnie znajdzie.

    Tam przeciez szlo o Polske zbawa. Katynska Polske. Te ktora sprzedal Tusk Putinowi trzy dni wczesniej.

    Leszku, do Katynia ty musisz! Jak Warynski do kraju

    Grzech zaniechania zas byl taki, ze tuskoidy nie wykonaly ani jednego telefonu do prezydenta w celu zapobiezenia polskiemu dublowaniu uroczystosci. Ten telefon pewnie by nic nie dal. Ale wykonac go mozna bylo

  6. @Na marginesie
    Z poprzedniego wątku. Nie wiem, czy wśród bliskowschodnich jezydów i chrześcijan nie ma terrorystów. Sądzę, że nie powinno być dżihadystów (zakłamujemy bowiem pojęcia, nazywając zamachowców – terrorystami, to pełną gębą dżihadyści). Za to sporo ludzi szczęśliwych, że ocalili życie.

  7. @Lewy – szacunek dla kaka też się szybko ulatnia, chociaż Jadosław nie gra kluczowej roli w tym procesie. Raczej otwarcie mówi się dziś o tym, że król jest nagi, a to dlatego że o kaka po prostu teraz więcej wiadomo. Może kryzys autorytetów? A może wcale nie jest to kwestia szacunku? Na czym właściwie się opiera wizja świata? Może świat przestał być statyczny i większość homo sapiens źle to znosi?

  8. @Orteq
    „Grzech zaniechania zas byl taki, ze tuskoidy nie wykonaly ani jednego telefonu do prezydenta w celu zapobiezenia polskiemu dublowaniu uroczystosci. Ten telefon pewnie by nic nie dal. Ale wykonac go mozna bylo”
    Taki telefon, to byłby, jak godajo na Ślusku: darymny futer, bezsensowne zawracanie głowy. Wcześniej Kancelaria Prezydenta RP, przesłała panu Arabskiemu (hm… podejrzane nazwisko), pismo, by Kancelaria Premiera, do prezydenckiej wizyty w Katyniu, raczyła sie nie wtrącać.

  9. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 18:53

    Rozumiem, że z nimi po prostu sympatyzujesz. Ale czy polityka imigracyjna powinna się kierować sympatiami? Kwestia otwarta. Każdy konflikt w kraju pochodzenia zwykle nie gaśnie po przeniesieniu w nowe miejsce (Kargul i Pawlak?). A jazydzi i chrześcijanie nie są przecież jedynie ofiarami prześladowań i też mają swoich „żołnierzy wyklętych”, którzy są skłonni zabijać prześladowców. Skoro już mowa o prześladowaniach, to na pewno prześladowani są ateiści i homoseksualiści. Dlaczego by nie objąć priorytetem akurat ich? Reprezentuję tu, oczywiście, stanowisko adwokata diabła. Tudzież pogląd, że politykę imigracyjną zawsze warto starannie przemyśleć. Chociaż zamykanie się przed imigrantami nie ma sensu.

  10. Wlasnie rozpoczyna sie u mnie zacmienie Slonca. A zakopconego szkielka w chalupie ani sladu. Chyba zaslonie sie kataraktami. I popedze na gumno. Bo w obodzie ciemnieje coraz bardziej. Tylko ekran jasny

  11. „zdradzieckie mordy” to był całkowicie kontrolowany wybuch agresji, nienawiść była autentyczna, forma – polityczna. Właśnie o to chodzi, żeby zademonstrować, że wolno nienawidzić obcych, liberałów, okularników, ekologów, gejów, ateistów i innowierców, praktycznie każdego, kto trafi pod polityczny walec. Kłopot z naczelnikiem narodu jest taki, że jest to psychopata na zimno rozgrywający nawet wybuchy wściekłości. On gra nawet przed swoim otoczeniem, a ludzie myślą, że skoro tak przeżywa, to widać biedak doznał traumy. Nie doznał i nigdy nie dozna, bo brak mu stosownych połączeń w mózgu.

  12. @Na marginesie 19:14
    Sympatia lub jej brak, nie gra tu żadnej roli. W Syrii i Iraku, ci ludzie są codziennie mordowani, gwałceni, torturowani. Ścigani i prześladowani przez wszystkie strony konfliktu. Najbardziej i najpilniej potrzebują pomocy.

  13. @Na marginesie
    Ps.: Ateiści i homoseksualiści, nie wieszają sobie na szyi etykietek. Jak sobie wyobrażasz weryfikację?

  14. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 19:45

    No właśnie 🙂 A dlaczego? Bo są prześladowani przez wszystkie strony konfliktu, przy czym (przypuszczam) jazydzi i chrześcijanie też ich prześladują. Nie twierdzę, że jazydzi i chrześcijanie nie potrzebują pomocy – w Syrii prawdopodobnie wszyscy potrzebują pomocy. Skąd czerpiesz informacje o prześladowaniu chrześcijan w Iraku?

  15. Widze juz z powrotem ok. polowy Slonca. A ciemnym jakzem byl tak dalej jest.

  16. @Na marginesie
    Nie mam pojęcia, czy jezydzi i chrześcijanie prześladują homoseksualistów i ateistów. Być może (chociaż, mają teraz co innego na głowie), nie oznacza to, że nie wymagają pomocy. Co do ateistów i LGBT, wątpię czy tworzą zwarte, zorganizowane i oznakowane kolumny. Nie sądzę też, by mieli ochotę, afiszować się ze swoją specyfiką.

  17. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 20:04
    Acha! Z tego wynika, że chrześcijanie afiszują się ze swoją specyfiką?

  18. @Na marginesie 19:53
    Informacje są ogólnodostępne

    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=3&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwjY9Nie9ejVAhXKb1AKHV8DDWMQFgg5MAI&url=http%3A%2F%2Fwiadomosci.onet.pl%2Fswiat%2Firak-chrzescijanie-zabijani-przez-isis%2Fj4s2pvq&usg=AFQjCNEbGHhXUVk7W4a3QAeg_eeEEfzhxg
    „https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwj-lLe59ejVAhWFLlAKHTi0C6QQFggwMAE&url=http%3A%2F%2Falexjones.pl%2Faj%2Faj-inne%2Faj-spoleczenstwo%2Fitem%2F86835-kim-sa-jazydzi-i-dlaczego-isis-na-nich-poluje&usg=AFQjCNE-nx9UGtF4wp5rwVPuha338NyXNQ

  19. @Na marginesie
    Chrześcijanie i Jazydzi tworzą wspólnoty trzymające się razem. To jedyny sposób na przetrwanie. W pojedynkę są natychmiast mordowani. Nawet, już na łódkach.
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwi9q_b89ujVAhWOaFAKHeZ9AMoQFggtMAA&url=http%3A%2F%2Fniedziela.pl%2Fartykul%2F15276%2FWlochy-muzulmanie-utopili-uchodzcow&usg=AFQjCNGJ6loCAcsas4KVU5vHmo2MCd1fuQ

  20. jeszcze pamietam wykluczenie z partii posła, który mówił, że na „dziewczynki chętnie by sobie popatrzył”.
    Jakże niewinnie to dziś brzmi, bo mozna powiedzieć, że do pewnego momentu mieliśmy w Sejmie wersal…no, mały wersalik, ale pewne formy zostały zachowane.
    Od 2005 r., od Samoobrony w Sejmie i zapowiedzi samego wodza AL, że wersalu juz w tym sejmie nie będzie -wiele się zmieniło.
    Puściły wszystkie hamulce.
    Pomijam buczenia na cmentarzu ( a dzis wielkie oburzenie, że jadącego na Wawel Jarka spotyka podobne zachowanie); myślę, że zaistniało w przestrzeni publicznej przyzwolenie na kłamstwa, obelgi, zakłamania, na wszystko to, co nas dziś oburza, zostawia z otwartą buzią, zaskoczonych takim zachowaniem, słownictwem, bluzgami.

    Kiedyś powiedzenie o wyrażaniu się parlamentarnym oznaczało używanie dobrej polszczyzny, wyrażania sie jasno i esencjonalnie.
    Dziś język parlamentarny sam stał się obelgą.

    Obawiam się, że po reformie edukacji, zniszczeniu wielu miejsc i sposobów na bycie z kulturą potrzeba będzie kilku pokoleń na zbudowanie autorytetu, przywrócenie szacunku dla instytucji i organów realizujących tzw. wolę narodu (dziś suwerena)

  21. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 20:08

    Informacje są dostępne – ale w Polsce kwestię „prześladowania chrześcijan” podejmuje niestrudzenie rodzimy kaka. A potem temat powielają polskie media, prawdopodobnie zakładając, że los „chrześcijan” będzie szczególnie leżał na sercu katolickiemu ludowi Umęczonej. Z artykułu, który zalinkowałeś, wynika, że jazydzi są prześladowani od wieków i że są jakimś synkretycznym wyznaniem bliskim chrześcijaństwu. W Iraku są prześladowani przez ISIS, ale ten ISIS prześladuje równo wszystkich, którym nie jest z nim po drodze.

    Dlatego próbuję sondować z różnych stron Twoje przekonanie, że chrześcijanie i jazydzi (jeszcze jedno ugrupowanie para-chrześcijańskie) powinni mieć jakieś imigracyjne przywileje. Pogląd jak pogląd, ma swoje za i przeciw. Podobnie jak uniformizacja religijna ma w Polsce swoich zwolenników. Chrześcijanie do chrześcijańskiego kraju? To chyba jednak nie jest takie proste. Ludobójstwo w Chorwacji, w którym czynny udział brali ojczulkowie franciszkanie z błogosławieństwem katolickiego papcia w Rzymie, dotyczyło ortodoksyjnych chrześcijan – których, jak widać, „należało” wymordować.

  22. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 20:14

    Cytujesz KAI, która jak dla mnie jest mocno podejrzanym źródłem informacji. Zresztą sami strzelają sobie w stopę, bo:
    „Po zranieniu nożem jednego z muzułmanów grupa jego współwyznawców wyrzuciła 12 chrześcijan z Nigerii i Ghany do morza, gdzie, jak się przypuszcza, wszyscy utonęli.”

    Kto zranił nożem tego muzułmanina? Czyżby (o zgrozo!) prześladowany chrześcijanin?

  23. @konstancja 21 sierpnia o godz. 20:35
    Ludek po prostu wyczuwa koniunkturę. Wszystko to, o czym po cichu mówiło się przy piwie w gronie kolesiów teraz wypływa tryumfalnie do mainstreamu. I jest dumne ze swojej tozsamosci. Kaczyzm legitymizuje przemoc. I chyba o to w tym wszystkim chodzi?

  24. Ballada o „Wojnie”
    w wykonaniu Konstantina Stupina
    https://www.youtube.com/watch?v=4F8RRPYmvnE

  25. @Na marginesie 21 sierpnia o godz. 20:38

    W rzeczy samej, jako katolicy rżniemy wszystkich nie od dziś. „Zabijcie wszystkich! Bóg rozpozna swoich”, to zdaje się już z XIII wieku.

  26. @Na marginesie
    Bliskowschodni chrześcijanie nie mają żadnych związków z kk. Nie mam do nich jakiejś szczególnej sympatii, są dla mnie, jeszcze jedną grupą błądzącą w religijnej mgle. W niewielkim stopniu maja wpływ na swój los. I na swój światopogląd. To najczęściej prości, niewykształceni ludzie, żyjący wg. tradycyjnych wzorców. Wieśniacy, ani lepsi, ani gorsi od innych. W każdej religii (i innej grupie społecznej), poza okresami nadzyczajnego wzmożenia, przeważają koniunkturaliści i oportuniści. Trudno jakoś drastycznie ich potępiać. Co innego z socjotechnicznymi macherami. Inżynierami o specjalności duszowłaźnej.

  27. Lewy

    Miałem do poszkodowanych przez ojca i życie obu kurdupli współczucie. Do czasu, jak pod ich przewodem została spalona kukła Wałęsy. Zapachniało mi to Ku Klux Klanem. Smutna sprawa: człowiek jakoś upośledzony z reguły bywa w dzieciństwie obiektem nękania przez rówieśników, co oczywiście zostawia najtrwalsze ślady w psychice. Bracia mieli poza tym ojca – wychowawcze kalectwo. Ten ojciec był jak ja – kompletnie nie nadawał się do mienia dzieci, tyle że ja wyciągnąłem wnioski, a ich ojciec nie tylko był chłód-lód, ale i rozum miał nie za tęgi, skoro ostrzegał przed swoimi synami, że to źli ludzie. Tak jakby ci ludzie przyszli do jego domu w wieku, powiedzmy, lat dwudziestu, z innej planety, a wcześniej nigdy ich nie spotkał.

    Tyle że rozumienie przyczyn stawania się człowiekiem kompleksów, obsesji, odwetu, agresji, obłudy i wiecznego kwasu – to jedno, a godzenie się z takimi natrętnie obecnymi motywacjami w codziennych zachowaniach upośledzonego człowieka – to drugie. Kiedy analizowałem język tego nieszczęśnika, uznałem, że jego przemówienia to nieporadna kalka przemówień Gomułki i Gierka w wykonaniu cwaniakowatego i głupiego nastolatka. Ten wieczny smark nic innego nie robi, tylko mówi o niczym, odgrywa się za wszystkie rzeczywiste i urojone krzywdy i przykrywa mlaskaniem i mamlaniem swój udział w zabójstwie. Przez władzę stracił już chyba wszystkie hamulce i pokazuje sobą człowiekowatą małpę od szkaradnej strony. To człowiek chory. W jego partii, poza oczywistymi koniunkturalistami osiemnastej kategorii jest takich chorych więcej. Dlatego do końca swoich dni nie pójdę na wybory, jeśli nie będą poprzedzone obowiązkowym badaniem psychologicznym i psychiatrycznym kandydatów. I jeśli nie będzie…Ach, mam więcej tych „jeśli”, więc na żadne wybory już nie pójdę.

    Jeszcze drobiazg, Lewusku. Zbudowałeś początek na dosłownym odczytaniu wyrazów „warto” i „opłaca się”. Można i tak, nic nie mówię, ale mówię, że potocznie „warto” i „opłaca się” – to to samo.

  28. @Na marginesie
    Ps.:Trudno sobie wyobrazić, by chrześcijanie i jazydzi, po znalezieniu azylu w Polsce, planowali urządzać ją na własną modłę. Nawet w następnych pokoleniach. Z tego punktu widzenia są „bezpiecznymi” imigrantami. W odróżnieniu od mahometan, dla których dżihad jest nieustającą pokusą.

  29. konstancja
    21 sierpnia o godz. 20:35

    „Kiedyś powiedzenie o wyrażaniu się parlamentarnym oznaczało używanie dobrej polszczyzny, wyrażania sie jasno i esencjonalnie.
    Dziś język parlamentarny sam stał się obelgą”.

    Konstancyjko, niedościgniona w powadze, „Parlamentarne wyrażanie się („parlamentarny język”) nie znaczyło tego, co mówisz – znaczyło wyrażanie się grzeczne, przyzwoite. A za to, że wg Ciebie dziś język parlamentarny sam stał się obelgą, masz staromodną piątkę.

  30. @NoelLeon 21 sierpnia o godz. 21:04

    Opat Arnaud Amaury podczas rzezi katarów w Béziers.
    Tak przy okazji: chrześcijanie rżnęli tam chrześcijan 🙂

  31. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 21:12

    Na własną modłę to na razie Polskę urządzają Polacy.
    Efekt jest, mówiąc oględnie, taki sobie.

  32. wbocek
    21 sierpnia o godz. 21:19
    dawno piątki nie dostałam, dziękuję.

    Myślę, że parlamentarne wyrażanie sie z pewnością znaczyło i to, żeby nie używać w mowie słów obrażających, obraźliwych, inwektyw oraz tego wszystkiego, o czym sam wspomniałeś i co i ja dopisałam.
    ……………………………………..
    PS. nawiasem i szeptem mówiąc, mam nadzieję, że Neferka swoimi pięknymi kredkami wyczaruje rysunek do Twoich uroczych fotek.

  33. @ozzy
    Nie przepadam za tego typu szarpidructwem, ale zawodnik, jest niewątpliwie autentyczny. I ma coś do powiedzenia, pod prąd obowiązującej linii i wbrew powszechnej mitologii.

  34. @Na marginesie
    Brzydko się zachowałaś w stosunku do albigensów, wyzywając ich od chrześcijan.

  35. straszno smieszne i genialne,teraz wiem dlaczego mielsmy rozbiory czyli w piekle nie ma diablow bo polaki sie same pilnuja

  36. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 21:54

    No a kim byli albigensi (czyli katarzy), hinduistami?

  37. konstancja
    21 sierpnia o godz. 21:29

    Konstancjo, dobranocuję Ci z dzisiejszej kamerki w Sarbinowie i uściskowuję Twój lewy paznokieć małego palca z należnym nabożeństwem. Tak mi dopomóż.
    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6456819388546177794?icm=false

  38. Lewy – piszesz o polskiej plugawości, która jest substancjalną częścią konstrukcji pt. Naród. Swoim wstępniakiem dajesz ilustrację do mojego tekstu: wyparta historia wewnętrznej przemocy jaką w Polsce stosowano przez stulecia istnienia, wybija teraz („wstaliśmy z kolan”) z gwałtownością nieznaną od bardzo dawna.
    Prymitywizm i chamskość mowy oraz zachowania jest emanacją tego, co w głowach. Szukam w pamięci, czy były w historii takie czasy, gdy podobny stan plugawej rzeczywistości miał rangę państwową i nie bardzo mogę znaleźć. Wydarzenia z czasów początku PRL-u miały raczej podobieństwo pozorne, zasadą było szukanie ogłady i uczenie się kindersztuby od przedwojennych hrabiów. Teraz nie tylko nie ma takich hrabiów, ale wzór – umieszczony w prostej poselskiej ławie – nakazuje, pozwala i zarazem uświęca takie zachowania, czyniąc z nich oficjalną politykę państwa. Rząd, partia rządząca i ich janczarzy przekładają to na prawa pisane i prawa obyczaju, a biskupi gonią w uświęceniach święcącego posła z prostej ławy.

    Nie tylko nie ma kindersztuby w obiegu publicznym, ale też jak ktoś ją objawi, zostaje wyśmiany, jako człowiek urwany z dawno wywalonej na śmietnik choinki. Nikt nie uczy i nie wymaga podstawowego standardu zachowania w kontakcie z drugim człowiekiem. Normą jest, że polski szczery cham włazi do sklepu i stojąc w kolejce do kasy drze ryja do fonu tuż nad uchem stojącej przed chamem osoby: Ceśka nie wyłaź z chałupy bo zara przyjde i masz mi dać dupy !
    Jakieś trzy razy byłem świadkiem sceny, gdy któraś z osób stojących w pobliżu zareagowała na takie chamstwo, za każdym razem była to osoba z zagranicy. Polak ma to za dobry obyczaj, bo nieraz jest tak, że kilka osób, jedna za drugą, drą mordy do fonów rówoczesnie, więc każdą to pobudza by ryczeć głośniej niż inni.

  39. @Na marginesie
    Albigensi byli gnostyckimi manichejczykami, lub odwrotnie, manicheistycznymi gnostykami. Nie trawili kleru i wojen. Poza postacią Jezusika, którego nie uważali za boga, nic ich z chrześcijaństwem nie łączyło.

  40. Tanaka
    21 sierpnia o godz. 22:07

    Smutna konkluzja i chyba nie do pomyślenia do czasu, kiedy zwycięzcy w sejmie zaczęli ostentacyjnie ignorować lub przygadywać wybranym przez parę milionów posłom z SDRP: nie tylko nie ma raz na zawsze zdobytej względnej demokracji i względnej wolności, ale nie ma też trwałej – trwalszej, wydawałoby się, od wszystkiego – obyczajności. Inna rzecz, że dawno temu się kapnąłem, że cywilizacja to na ciele ludzkiego gatunku ledwie błonka, którą zdmuchnie byle zefirek.

  41. Lewy – Twoja diagnoza powala celnością.
    Tak, to Kaczyński to plugastwo ukrywające się ,,pod kamieniami” hipokryzji wypuścił, uprawomocnił, wręcz dopieścił. Chyba przed nim tylko Moczarowi udało się wygenerować w Polakach taki potencjał bycia zbiorową kanalią.
    Spójrzmy co się stało z instytucjami państwowymi dotkniętymi kaczyzmem w latach 2005-2007. Prezydentura – miast być ukoronowaniem kariery politycznej po Kaczyńskim, ustami D. Tuska została sprowadzona do funkcji ozdobnej synekury. Rzecznik Praw Obywatelskich? Kaczyński mianował osobnika, który nawet nie krył się z soją mentalnością pisowskiego aparatczyka. Po nim D. Tusk uznał za stosowne kontynuować tą linię mianując ,,paprotki” niebrużdżące rządowi. Dopiero na odchodnym podrzucono ,,kłopotliwego” A. Bodnara.
    Instytucja wyborów? Kaczyński bezustannie ich wyniki delegitymizował – zacząwszy od prostego nieuznawania ich wyników, po przez ,,wybór przez nieporozumienie” aż do zarzucenia zwyciezcom sfałszowania ich wyników. Skoro coś takiego mieści się w świecie jego pojęć, a wielokrotnie udowadniał, że jeżeli coś się mieści to tak być powinno (,,prawo nie powinno stanowić przeszkody” etc.) jasno wskazuje, że skoro przypisywał takie coś innym znaczy się, że sam się nie zawaha.
    Obrzydliwa postać naszej polityki. I ten plugawiec przeca wyróżnia się swą plugawością na tle naszej niezbyt zachęcającej galerii tuzów naszej polityki. Nienawidzi wszyskich którzy są lepsi od niego a o to nie trudno. Problemem jest te trzydziesci kilka procent rodaków ,,lepszego sortu”, którym to się PODOBA.

  42. @Na marginesie, z godz. 22:01
    No a kim byli albigensi (czyli katarzy), hinduistami?
    Dualistami. Manichejskimi zwolennikami tezy, że jesteśmy dziećmi gorszego boga. Demiurga, który stworzył nas złych z natury, na złość bogu dobremu, najwyższemu, znaczy. Mieli oni tyle samo wspólnego z chrześcijaństwem, co hinduiści. Dla mnie (ale to mój osobisty pogląd) byli antynatalistami, co uwidoczniało się w postawie doskonałych (perfecti), ich przewodników duchowych wierzących, że rezygnacja z wszelkich życiowych przyjemności (łącznie z jedzeniem) to oddawanie się mocy demiurga. Ci najdoskonalsi schodzili z tego świata zła powoli, nie przyjmując pokarmów. Na szczęście nie wymagali tego od swoich współwyznawców w katarstwie.

  43. PS
    Gotkowal mnie uprzedził, ale to do niego był post kierowany. Trochu uzupełniłem jego lapidarną wypowiedź 😉

  44. @gotkowal 21 sierpnia o godz. 22:19

    No jak to nic? Klasyfikacja jest niejasna, ale i tak wszystkie źródła uznają ich za synkretyczny ruch chrześcijańsko-gnostycki. Oczywiście pisma albigensów zniszczono, więc do końca nie wiadomo, o co im chodziło, ale kaka uznał ich za heretyków, a samo pojęcie „herezji” implikuje odstępstwo od czegoś wspólnego przecież. To nie była według Rzymu odrębna religia. To byli zbuntowani „swoi”.

  45. Pytanie za pinc wrubli:

    czy konus znad rzeki Moskwa dopadnie pozostalego konusa znad Wisly? Bo ze konusy siebie nie lubiejo z zasady, to fakt naukowy. Zadne konusie wycieczki do Tbilisi08 niekoniecznie do tego nielubienia sa potrzebne.

    Chodzi o odstrzelenie dwoch ptakow za jednym machem. Nielota oraz jego plugawy jezyk. Zeby Lewuskowi gniew przeszedl

  46. Plugawy język w Polsce to nic nowego, czy mam cytować Piłsudskiego ?. Tylko przez moment wydawało się nam, że jesteśmy tacy bardziej kulturalni, zachodni, powiedzmy brytyjscy. No i wyszło szydło z worka. To tak bez żadnego nawiązywania do p. premier, która wprawdzie poucza p. Merkel ale w miarę kulturalnie.

  47. @anumlik 21 sierpnia o godz. 22:32
    Manicheizm to synkretyzm z elementami chrześcijaństwa. Dodajmy – w chrześcijaństwie typu kaka jest całkiem sporo manicheizmu – czarno-biały podział rzeczywistości 😉

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Manicheizm

  48. @Na marginesie
    Kimkolwiek albigensi byli, nie czuli się chrześcijanami. Kk, też ich za takowych nie uważał.

  49. Slawczan
    21 sierpnia o godz. 22:27

    Z mojej niepolitycznej oślej ławki widzę ciut inaczej: nieparlamentarne, prostackie zachowania w parlamencie zaczęły się po 89. roku od podziału posłów na lepszy i gorszy sort przez solidarnościowych zwycięzców. Tak się zaczęła trwająca do dziś nowa polsko-polska wojna.

  50. @Na marginesie, z godz. 22:32
    Wikipedia to dla mnie za mało. Mam na temat manicheizmu (i wyrosłych zeń ruchów – bogomilów, waldensów i albigensów, katarami zwanych, nie do końca słusznie) własne zdanie, ale nie będę na ten temat pisał eseju. Pochlebiam sobie, że na temat katarów wiem więcej niż dr Ogórek, która doktorat na temat beginek i waldensów (na Śląsku) pisała. Zoratusztrianizm nie takich dziwadła jak nauki Manicheusza wydalił z siebie.

  51. PS
    Judaizm i chrześcijaństwo to też religie synkretyczne. Podobnie jak islam.

  52. **http://wiadomosci.onet.pl/swiat/elon-musk-i-eskperci-it-apeluja-do-onz-zakazcie-broni-ze-sztuczna-inteligencja/6eqrlrs

    Szef Tesli i SpaceX dołączył do kilkudziesięciu przedstawicieli firm z branży IT, którzy wzywają ONZ do zakazania tworzenia broni wyposażonych w sztuczną inteligencję. „Jeśli ta puszka Pandory zostanie otwarta, trudno będzie ją zamknąć” – piszą sygnatariusze listu.
    List został ogłoszony podczas dzisiejszego otwarcia konferencji poświęconej sztucznej inteligencji w australijskim Melbourne.

    Zadanie – wśród uczestników konferencji znaleźć przedtawicieli Wolski. Poniżej pełna lista sygnatariuszy listu:

    Tiberio Caetano, founder & Chief Scientist at Ambiata, Australia.
    Mark Chatterton and Leo Gui, founders, MD & of Ingenious AI, Australia.
    Charles Gretton, founder of Hivery, Australia.
    Brad Lorge, founder & CEO of Premonition.io, Australia
    Brenton O’Brien, founder & CEO of Microbric, Australia.
    Samir Sinha, founder & CEO of Robonomics AI, Australia.
    Ivan Storr, founder & CEO, Blue Ocean Robotics, Australia.
    Peter Turner, founder & MD of Tribotix, Australia.
    Yoshua Bengio, founder of Element AI & Montreal Institute for Learning Algorithms, Canada.
    Ryan Gariepy, founder & CTO, Clearpath Robotics, found & CTO of OTTO Motors, Canada.
    James Chow, founder & CEO of UBTECH Robotics, China.
    Robert Li, founder & CEO of Sankobot, China.
    Marek Rosa, founder & CEO of GoodAI, Czech Republic.
    Søren Tranberg Hansen, founder & CEO of Brainbotics, Denmark.
    Markus Järve, founder & CEO of Krakul, Estonia.
    Harri Valpola, founder & CTO of ZenRobotics, founder & CEO of Curious AI Company, Finland.
    Esben Østergaard, founder & CTO of Universal Robotics, Denmark.
    Raul Bravo, founder & CEO of DIBOTICS, France.
    Raphael Cherrier, founder & CEO of Qucit, France.
    Jerome Monceaux, founder & CEO of Spoon.ai, founder & CCO of Aldebaran Robotics, France.
    Charles Ollion, founder & Head of Research at Heuritech, France.
    Anis Sahbani, founder & CEO of Enova Robotics, France.
    Alexandre Vallette, founder of SNIPS & Ants Open Innovation Labs, France.
    Marcus Frei, founder & CEO of NEXT.robotics, Germany.
    Kirstinn Thorisson, founder & Director of Icelandic Institute for Intelligence Machines, Iceland.
    Fahad Azad, founder of Robosoft Systems, India.
    Debashis Das, Ashish Tupate, Jerwin Prabu, founders (incl. CEO) of Bharati Robotics, India.
    Pulkit Gaur, founder & CTO of Gridbots Technologies, India.
    Pranay Kishore, founder & CEO of Phi Robotics Research, India.
    Shahid Memom, founder & CTO of Vanora Robots, India.
    Krishnan Nambiar & Shahid Memon, founders, CEO & CTO of Vanora Robotics, India.
    Achu Wilson, founder & CTO of Sastra Robotics, India.
    Neill Gernon, founder & MD of Atrovate, founder of Dublin.AI, Ireland.
    Parsa Ghaffari, founder & CEO of Aylien, Ireland.
    Alan Holland, founder & CEO of Keelvar Systems, Ireland.
    Alessandro Prest, founder & CTO of LogoGrab, Ireland.
    Alessio Bonfietti, founder & CEO of MindIT, Italy.
    Angelo Sudano, founder & CTO of ICan Robotics, Italy.
    Shigeo Hirose, Michele Guarnieri, Paulo Debenest, & Nah Kitano, founders, CEO & Directors of HiBot Corporation, Japan.
    Luis Samahí García González, founder & CEO of QOLbotics, Mexico.
    Koen Hindriks & Joachim de Greeff, founders, CEO & COO at Interactive Robotics, the Netherlands.
    Maja Rudinac, founder and CEO of Robot Care Systems, the Netherlands.
    Jaap van Leeuwen, founder and CEO Blue Ocean Robotics Benelux, the Netherlands.
    Dyrkoren Erik, Martin Ludvigsen & Christine Spiten, founders, CEO, CTO & Head of Marketing at BlueEye Robotics, Norway.
    Sergii Kornieiev, founder & CEO of BaltRobotics, Poland.
    Igor Kuznetsov, founder & CEO of NaviRobot, Russian Federation.
    Aleksey Yuzhakov & Oleg Kivokurtsev, founders, CEO & COO of Promobot, Russian Federation.
    Junyang Woon, founder & CEO, Infinium Robotics, former Branch Head & Naval Warfare Operations Officer, Singapore.
    Jasper Horrell, founder of DeepData, South Africa.
    Toni Ferrate, founder & CEO of RO-BOTICS, Spain.
    José Manuel del Río, founder & CEO of Aisoy Robotics, Spain.
    Victor Martin, founder & CEO of Macco Robotics, Spain.
    Timothy Llewellynn, founder & CEO of nViso, Switzerland.
    Francesco Mondada, founder of K-Team, Switzerland.
    Jurgen Schmidhuber, Faustino Gomez, Jan Koutník, Jonathan Masci & Bas Steunebrink, founders, President & CEO of Nnaisense, Switzerland.
    Satish Ramachandran, founder of AROBOT, United Arab Emirates.
    Silas Adekunle, founder & CEO of Reach Robotics, UK.
    Steve Allpress, founder & CTO of FiveAI, UK.
    Joel Gibbard and Samantha Payne, founders, CEO & COO of Open Bionics, UK.
    Richard Greenhill & Rich Walker, founders & MD of Shadow Robot Company, UK.
    Nic Greenway, founder of React AI Ltd (Aiseedo), UK.
    Daniel Hulme, founder & CEO of Satalia, UK.
    Charlie Muirhead & Tabitha Goldstaub, founders & CEO of CognitionX, UK.
    Geoff Pegman, founder & MD of R U Robots, UK.
    Demis Hassabis & Mustafa Suleyman, founders, CEO & Head of Applied AI, DeepMind, UK.
    Donald Szeto, Thomas Stone & Kenneth Chan, founders, CTO, COO & Head of Engineering of PredictionIO, UK.
    Antoine Biondeau, founder & CEO of Sentient Technologies, USA.
    Brian Gerkey, founder & CEO of Open Source Robotics, USA.
    Ryan Hickman & Soohyun Bae, founders, CEO & CTO of TickTock.AI, USA.
    Henry Hu, founder & CEO of Cafe X Technologies, USA.
    Alfonso Íñiguez, founder & CEO of Swarm Technology, USA.
    Gary Marcus, founder & CEO of Geometric Intelligence (acquired by Uber), USA.
    Brian Mingus, founder & CTO of Latently, USA.
    Mohammad Musa, founder & CEO at Deepen AI, USA.
    Elon Musk, founder, CEO & CTO of SpaceX, co-founder & CEO of Tesla Motor, USA.
    Rosanna Myers & Dan Corkum, founders, CEO & CTO of Carbon Robotics, USA.
    Erik Nieves, founder & CEO of PlusOne Robotics, USA.
    Steve Omohundro, founder & President of Possibility Research, USA.
    Jeff Orkin, founder & CEO, Giant Otter Technologies, USA.
    Dan Reuter, found & CEO of Electric Movement, USA.
    Alberto Rizzoli & Simon Edwardsson, founders & CEO of AIPoly, USA.
    Dan Rubins, founder & CEO of Legal Robot, USA.
    Stuart Russell, founder & VP of Bayesian Logic Inc., USA.
    Andrew Schroeder, founder of WeRobotics, USA.
    Gabe Sibley & Alex Flint, founders, CEO & CPO of Zippy.ai, USA.
    Martin Spencer, founder & CEO of GeckoSystems, USA.
    Peter Stone, Mark Ring & Satinder Singh, founders, President/COO, CEO & CTO of Cogitai, USA.
    Michael Stuart, founder & CEO of Lucid Holdings, USA.
    Massimiliano Versace, founder, CEO & President, Neurala Inc, USA.

  53. @zza kałuży
    Wolska nie zawraca sobie sempiterny AI, skoro ma własną nadinteligencję.

  54. @zzakałuży
    Znalazłam jednego, ale jakiś podejrzany. Może się lepiej nie przyznawać?
    „Sergii Kornieiev, founder & CEO of BaltRobotics, Poland.”

  55. @anumlik
    Znasz religię niesynkretyczną? Kult potwora spaghetti, może scientologia?

  56. „Kimkolwiek albigensi byli, nie czuli się chrześcijanami”.

    Faktem jest, że wiele ich nauk nie miało nic wspólnego z chrystianizmem.
    Niemniej, „doskonali” czyli wąska elita, której członkowie pełnili wobec wierzących funkcję duchownych, uważali się za prawowitych następców apostołów, toteż nazywali siebie „chrześcijanami”, dodając dla podkreślenia słowo „prawdziwi” lub „dobrzy”.

  57. @Ewa-Joanna 21 sierpnia o godz. 23:14
    „ale jakiś podejrzany.”
    Bo ten banderowiec na dwie roboty ciagnie.
    W dzień kafelki kładzie a wieczorami sztuczną inteligencję w łazience pędzi.

  58. @anumlik 21 sierpnia o godz. 22:57
    Ale gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Ogórek? Ty o katarach, ona o beginkach i waldensach??? Ja rozumiem, że Wiki to dla Ciebie za mało, bo Twoja wiedza jest niesłychanie obszerna. Ale jeśli nie zamierzasz pisać eseju to trudno Ci będzie podważyć twierdzenie, że albigensi jednak byli chrześcijanami, przynajmniej częściowo.
    Katarski synkretyzm gnostyczno-chrześcijański łączył podstawowe pojęcia wiary chrześcijańskiej ze zeuropeizowaną wersją dualizmu zaratusztriańsko-manichejskiego. (Wikipedia)

    gotkowal 21 sierpnia o godz. 22:47
    Kaka uznał albigensów za heretyków, czyli odstępców. Jeśli nie od chrześcijaństwa, to od czego?
    W tradycji chrześcijańskiej, herezja to interpretacja twierdzeń wiary chrześcijańskiej, polegająca na wyodrębnieniu jakiegoś zagadnienia i przedstawieniu go w sposób, który przeciwstawia się całości nauczania wiary. Nieprzyjmowanie jednego lub więcej twierdzeń, uznanych w Kościele za dogmat. Jako pojęcie występujące w chrześcijaństwie, sensu stricto, odnosi się tylko do sporów doktrynalnych w obrębie chrześcijaństwa. (Wikipedia)

  59. No i mamy niespodziewaną dysputę o chrześcijaństwie/niechrześcijaństwie albigensów.
    Ja się na razie wycofuję rakiem, no chyba że anumlik napisze esej!

  60. @Tanaka 21 sierpnia o godz. 22:07
    „Normą jest, że polski szczery cham włazi do sklepu i stojąc w kolejce do kasy drze ryja do fonu tuż nad uchem stojącej przed chamem osoby:”

    Metra to jest chicagowska kolej podmiejska. Nie mylić z metrem. Wagony Metry są piętrowe i dlatego gazetka tego komunikacyjnego przedsiębiorstwa nazywa się „On the Bi-Level”.

    W prawie każdym numerze tej gazetki redakcja publikuje listy od pasażerów, często z zażaleniami. W jubileuszowym numerze z marca 2010 roku przedrukowano „znaczące pierwsze” zażalenia.

    1985 rok, numer jesienny, pierwsze narzeknięcie na za głośną muzykę z radia, nawet pomimo używania słuchawek.

    1986, jesień, pierwszy list dotyczący długiego (20 min) gadania przez współpasażera przez telefon mobilny i to tak, że wszyscy mogli słyszeć tę konwersację.

    https://metrarail.com/sites/default/files/assets/about-metra/news/bi-level/otblspecial2010.pdf

    Być może ta osoba od pociągowego wrzeszczenia do mobilnego telefonu w 1986-tym była Polakiem, ale nie mam pewności.

  61. @Na marginesie
    „Kaka uznał albigensów za heretyków, czyli odstępców”.
    Kk sam nie bardzo wiedział, kim byli albigensi. Zauważ, że nie miał wtedy jeszcze instrumentarium, do zbadania sprawy, w postaci inkwizycj. Inkwizycja, o dziwo była reformą. Wcześniej rozprawy z mniemanymi heretykami miały żywiołowy przebieg.

  62. Być może perfecti, uważali się za apostołów, ale kk był dla nich, podobnie jak dla dezertera, emanacją zła.

  63. „Kk sam nie bardzo wiedział, kim byli albigensi”.

    Przeciwnie, wiedział doskonale kim są i czego wziął się ich krytyczny stosunek do Kościoła katolickiego

    Ci wędrowni kaznodzieje, wędrujący po Europie od XII wieku, jak powiedziano w dziele Revue d’histoire et de philosophie religieuses,
    „wysuwali zastrzeżenia co do zasad etycznych uznawanych przez duchownych, ich ogromnego bogactwa, przekupstwa i rozwiązłości, ale głównie krytykowali ich za majętność i władzę, za zmowę z władzami świeckimi oraz za służalczość”.

    Aby przeszkodzić działalności kaznodziejskiej tych wędrownych dysydentów, papież zezwolił na utworzenie Zakonu Braci Kaznodziejów, zwanych dominikanami. W przeciwieństwie do bogatych duchownych owi zakonnicy mieli być podróżującymi kaznodziejami broniącymi ortodoksyjnego katolicyzmu przed „heretykami” z południowej Francji.
    Papież wysłał też swych legatów, by przekonali katarów i próbowali ich nawrócić na katolicyzm. Ponieważ owe wysiłki zawiodły, a jeden z legatów został zabity, Innocenty III ogłosił w 1209 roku krucjatę albigenską.

  64. Lewy, podoba mi się Twoja analiza wolskości, której erupcję oglądamy nieustannie i przed którą nie ma jak się schronić. Stylistycznie, formalnie skonstruowana bardzo zgrabnie.

    Wolskość nie jest importowana ani narzucona. Jest autentyczna, swojska, zasiedziała w nas. To mentalność, która przez chwilę leżała odłogiem, aż znalazł się odważny Jarosław, który swoją paranoją zamieszał, rozbudził, puścił ją w ruch i teraz męczy się okrutnie jako główny dysponent systemu, główny przepustowy, któremu zdaje się, że panuje nad strumieniem wolskości wylewanym na państwo. Czasem przeklnie, czasem uboleje, niekiedy zakrzyknie triumfalnie z całą siła swojej obsesji, by strumień szedł równo, był rozdzielany gdzie trzeba, trafiał do właściwych działów. Nie odstąpi od swego posłannictwa. Po to się narodził by zwyciężyć, jest w stałym sojuszu z siłami dobra.

    Jak hazardzista przy stoliku próbuje zamienić przypadkowość w sukces, uzyskać sterowność, skupić całą swoja wolę na przyszłym zwycięstwie, które podobnie jak obiecywana prawda na miesięcznicach smoleńskich jest tuż, tuż, wędruje do nas, lecz na razie mgły i opary, nie ma wschodu, ciemność, szarówa. Wichry Unii, knowania Komisji, demonstracje ubeków, podstępy polskojęzycznych agentów i innych zdradzieckich mord i kanalii nieco opóźniają zjawienie się prawdy w całej okazałości.
    Na razie powinna wystarczyć ludowi prowadzonemu przez prawdziwych Polaków postprawda.

    Wystąpiły chwilowe trudności w porozumiewaniu się naczelnego zastawkowego ze Stwórcą w sprawie formy nadejścia zwycięstwa i objawienia się prawdy oraz potrzebnego do tego nadejścia i objawienia wstępu w postaci rewolucji i kontrrewolucji uwalniających Umęczoną od prześladowań i knowań unijnych.

    Prezes stale na posterunku, da radę. Nie spoczniemy, aż dojdziemy. Przemoże wszystko i wszystkich. Jeśli trzeba będzie wyzwie lub weźmie za ryje i tyle będzie z tych knowań, podstępów i demonstracji, że spłyną brudnym rynsztokiem tam gdzie ich miejsce – na śmierdzące działki globalizmu, lewactwa, genderu i unijności, na przedpola piekła, gdzie zajmą się nimi inni szatani.

    Paranoja w tej fazie, jaką obserwujemy dzisiaj, to nie choroba, to styl działania, forma ekspresji, dar posłannictwa realizujący się z woli Niebios.
    Pzdr, TJ

  65. Stachu39
    21 sierpnia o godz. 22:36

    Piłsudski nie stosował plugawego języka jako instrumentu polityki państwa

  66. @Dezerter
    Domnikanie zostali utworzeni, gdy na albigensach dawno już rosła trawa. Inkwizycja papieska zaczęła działac jeszcze później, to właśnie dominikanie ją tworzyli. Później włączyli się franciszkanie.

  67. wbocek
    21 sierpnia o godz. 22:26

    To pamiętasz: człowiek ludowy, znaczy ludowy w ogóle i z ludowego PRL-u czuł się jakoś zobligowany, żeby nie sikać na podłogę, a do szokująco nowego wynalazku: klozetu z wodą. Za złe mu miało otoczenie jak smarkał z kinola pod ciśnieniem i łapę w gacie obcierał zamiast w chustkę. Niektórzy to nawet w łazience się myli i nawet się zdarzało, że pasty i szczoteczki użyli. I że spodnie w kancik prasować, i że nie siorbać głośno, i że łapy umyć przed obiadem, i że się literacko wyrazić, w teatrze raz w życiu być, umieć powiedzieć: „albowiem” gdzie należy, wiersz jaki przeczytać i mieć Mickiewicza na półce. Co się częściej zdarzało niż mieć niebieską książeczkę. Ja to nawet, skoro postanowiłem zostać biskupem, skądś wytrzasnąłem „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza A Kempis.
    Słowem – był ciąg cywilizacyjny i aspiracja u tego i owego, a pani wychowawczyni pilnowała podstaw cywilizowania małpiszonów.
    Ale to już było i do tego nieprawda. teraz jest Prawda. Co widać.

  68. Tanaka
    22 sierpnia o godz. 0:21

    Pamiętam też spluwaczki w szkołach i chyba w innych publicznych miejscach, ale nie pamiętam, by kto do nich pluł. Ja w ogóle się nie nauczyłem pluć, więc nie wiem, czy na przykład dobrze jest widziane plucie, czy niedobrze. Domyślam się tylko na podstawie własnego wstrętu, że raczej niedobrze jest widziane plucie na chodnik, o wiele lepiej – na ulicę. Nie bardzo też rozumiem, czemu ludzie plują – brzydzą się siebie czy jak?

    A co do onych „albowiem”, „aczkolwiek” to dawno temu stały się dla mnie miarą kołkowatości kołków, które z wielkiego dostojeństwa nie zauważyły lub zlekceważyły, że istnieją zwykłe „bo”, „ponieważ”, „chociaż”, „choć”. „Zapier..laliśmy za..biście, albowiem bardzo się nam spieszyło, aczkolwiek nie tak bardzo, byśmy grzali dwieście, co nie?”.

  69. dezerter83
    21 sierpnia o godz. 22:39

    Ty bardziej niż pleciesz, dezerterze – Ty obrazoburzysz i obrazoburczysz. Nie ma żadnego Prawa Mojżeszowego – jest Słowo Boga, który jest doskonały i niezmienny, więc nie może przestać obowiązywać, dlatego go Bóg Jahwe nigdy nie odwołał. A co sobie nakombinowali jacyś Jeremiasze czy dezerterzy, to ich przeklęta własność i za to się będą smażyć w piekle bez końca, czego Ci nie życzę, ale swoje życzenie wobec ogromności okrucieństwa Absolutu mogę w kiszkę wsadzić.

  70. Redaktor Passent doliczył się 51 stanów USA.

    A facet podobno był tam na dokształcie.
    Córki by się zapytał, umna taka musi być, w końcu z tysiąca kandydatek na blogerkę polityka.pl, po ciężkim i szeroko rozreklamowanym w Polsce konkursie, w końcu to właśnie ją redakcja wybrała, no to chyba takie rzeczy jak liczba stanów USA powinna wiedzieć?

  71. dezerter

    Pan dezerter, jak Pan – kaznodzieja, szaman i sztukmistrz – masz Boga, któren jest jedyna we wszechświecie doskonałość, co się nie zmienia, bo nie ma na co – z tej przyczyne, że nic nie ma doskonalej, jego mać, od doskonałość, za zwykłe człowiekowate małpe, która swój zamiar zamiaruje, potem odwołuje, myli się, żałuje, za jeden zamach nakazuje i za tym sam zamach zakazuje, wymyśla jakichś sukinych synów czort wie po co i na co i robi sto tysięcy pompek…tfy!…głupstwów i pieprzy trzy po trzy, to ja Pana jutro podam do sprawy wzglendem obraza uczuć, bo mam Pańskie wyżej uszów. Hałuj.

  72. gotkowal
    22 sierpnia o godz. 0:12
    „Domnikanie zostali utworzeni, gdy na albigensach dawno już rosła trawa”.

    Zachęcam do przejawiania wnikliwości. Nawet Wikipedia, nie grzesząca starannością, podaje:
    „Początki zakonu dominikanów wiążą się z langwedocką misją nawrócenia katarów. Do legatów i misjonarzy cysterskich przyłączyli się w 1206 dwaj kapłani z Kastylii: biskup Osmy Diego z Acebes i podprzeor jego kapituły św. Dominik Guzman. Przychylnie przyjęci przez papieża w Rzymie, spotkali się z jego legatami i uzyskali od nich poparcie dla akcji nawracania katarów. Obrana przez nich metoda różniła się od cysterskiej programowym eksponowaniem ubóstwa misjonarzy, którzy żebrząc uprawiali wędrowne kaznodziejstwo na wzór apostolski. Obok apostolskich wędrówek od domu do domu nowi misjonarze, mający odpowiednie przygotowanie teologiczne i oratorskie, organizowali uczone dysputy z katarami i waldensami (np. na zamku w Pamiers w 1207), starając się przy pomocy argumentów wykazać fałsz ich nauki. Papież Innocenty III w pełni zaakceptował ich metody”.

  73. wbocek
    22 sierpnia o godz. 1:30
    „Nie ma żadnego Prawa Mojżeszowego”.

    Określenie „Prawo” często jest odnoszone do pierwszych pięciu ksiąg biblijnych (od Rodzaju do Powtórzonego Prawa). Czasami nazywa się tak cały ST. Na ogół jednak Żydzi dzielili te Pisma na trzy części: „Prawo Mojżeszowe”, „Proroków” i „Psalmy” (Łukasza 24:44).

    Biblia wielokrotnie wspomina o „Prawie Mojżeszowym”. Rzecz jasna, rzeczywistym Prawodawcą był Jehowa, a Mojżesz był tylko Jego narzędziem i przedstawicielem, który oznajmił to Prawo Izraelitom. Niemniej Prawo jest nazywane od imienia Mojżesza, ponieważ to jego Bóg ustanowił pośrednikiem przymierza, które zawarł z Izraelem.

  74. Q: What do you get when you cross an atheist and a Jehovah’s Witness?
    A: Somebody knocking at your door for no reason.

  75. Ciekawy program polecam.
    game theory analyzing human interactions,
    public choice theory,
    itd.
    Są dwie części, ale ponieważ moderator nie puści ich na raz, to najpierw pierwsza część:

    The Trap (BBC Documentary 2007) part 1 by Adam Curtis HD
    https://www.youtube.com/watch?v=gMYPQVIl6JM

    c.d.n.

  76. c.d.

    The Trap (BBC Documentary 2007) part 2 by Adam Curtis HD

    https://www.youtube.com/watch?v=80GXhIMpS1w

  77. @ Na marginesie, 21 sierpnia o godz. 23:26
    Ale gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Ogórek? Ty o katarach, ona o beginkach i waldensach???
    Ukrytą opcję katarską przypisuje waldensom Magdalena Ogórek, w swojej pracy doktorskiej „Beginki i waldensi na Śląsku i Morawach do końca XIV wieku”. Według dr Ogórek niektórzy katarzy – po spaleniu setek z nich w katedrze zdobytego w 1209 roku Béziers oraz po zniszczeniu ostatniej katarskiej twierdzy Carcassonne i po pokazowych auto-da-fé w całej Francji – znaleźli schronienie na Śląsku i Morwach. Według Ogórek Piotr z Valdo, bogaty kupiec z Lyonu, założył sektę waldensów pod wpływem nauk katarskich perfecti. Waldensi, to ukryta opcja katarska. Czy jej poglądy znajdują potwierdzenie w innych opracowaniach? Nie spotkałem, ale to o czym ona pisze jest niewątpliwie ciekawe. Kondensację swoich dociekań nad śląską opcją katarską znajdziesz w artykule jej autorstwa – „Przyczajony waldens, ukryty katar”, do którego linka załączam:
    http://www.focus.pl/artykul/przyczajony-waldens-ukryty-katar
    Ja rozumiem, że Wiki to dla Ciebie za mało, bo Twoja wiedza jest niesłychanie obszerna. Ale jeśli nie zamierzasz pisać eseju to trudno Ci będzie podważyć twierdzenie, że albigensi jednak byli chrześcijanami, przynajmniej częściowo.
    Katarski synkretyzm gnostyczno-chrześcijański łączył podstawowe pojęcia wiary chrześcijańskiej ze zeuropeizowaną wersją dualizmu zaratusztriańsko-manichejskiego. (Wikipedia)

    Eseju pisać nie zamierzam, ważniejsze mam sprawy na głowie, ale z Wiki byłbym akurat w tym przypadku ostrożny. Sami redaktorzy Wikipedii opatrzyli artykuł pod nazwą „Katarzy” wzmianką – Ten artykuł należy dopracować:
    → poprawić styl – powinien być encyklopedyczny,
    → usunąć/zweryfikować prawdopodobną twórczość własną
    .

    Oczywiście nie zaprzeczam, że katarska gnoza czerpała także z chrześcijaństwa, ale znacznie więcej czerpała z manicheizmu. Początki tego ruchu objawiły się w Europie przyniesione – zrazu przez paulicjanów z Armenii w VII wieku (to byli rzeczywiście chrześcijanie, ale wierzyli w dualizm, w dwóch bogów i nie wierzyli w cierpienie Jezusa jako człowieka), aby po kilku wiekach objawić się – jako ruch heretycki – bogomilizmem, który na całe niemal stulecie opanował południowe ziemie Europy – od Bułgarii, po Francję. Bogomilizm miał dualistyczno-gnostycko-chrześcijański rodowód, a – według wielu badaczy – przerodził się w ruch katarski. Najważniejszym „anty-wyróżnikiem” katarstwa jako nie chrześcijaństwa jest to, że Jezus był przez nich uważany za proroka, nie za boga. Podobnie jak w islamie. Czy według Ciebie, Namarginesko, islam jest częścią chrześcijaństwa?

  78. Papież Innocenty III zarządził wyprawę krzyżową na albigensów, bo uznał ich za heretyków i odszczepieńców.
    Czy według ciebie, anumliku, islam jest chrześcijańską herezją?

  79. Na tej samej zasadzie, @Tobermorku, jak chrześcijańską herezją jest kataryzm (albigenizm nie końca jest katarstwem, ale nie zamierzam otwierać nowej dyskusji).

  80. PS
    Co innego oznaczał (dla prostego ludu, jak by powiedział Jacek Kurski) kataryzm w wersji ludowej, a co innego kataryzm pań i panów perfecti. Ci ostatni w ogóle nie uznawali Jezusa – ani za boga, ani za proroka.

  81. dezerter
    Właśnie do wnikliwości zachęcam. Nie wszystko jast takie, jak usłyszy się na mieście. Debata, w trakcie której przeciwnik celowo może nas wprowadzać w błąd, nie zastąpi solidnej interrogacji. Z psychologiczeską podgatowką i przyrządami.

  82. @,@anumlik, Tobermory
    Na tym polega synkretyzm, że religie się inspirują, przenikają, okradają z symboli. Równie dobrze, można powiedzieć, że dzisiejsi katolicy, to wyznawcy Mitry, boć spora część kultu, stamtąd gwizdnięta.

  83. Dezerter, już szmat czasu upłynął od postawienia pytań dla Ciebie:

    a) Ile czasu trwało stworzenie świata?
    Co oznacza termin stworzenie świata? Dotyczy stworzenia z niczego świata na gotowo, czyli Ziemi, Słońca, Księżyca, planet słonecznych, komet, meteorytów, obłoków gazowych, gwiazd pojedynczych, podwójnych, potrójnych, galaktyk, gromad galaktyk, gwiazd nowych, supernowych, czarnych dziur, itd.

    b) Ile czasu trwa ewolucja biologiczna na Ziemi? – 5236 lat, milion lat, 100 mln lat, miliard lat?

    Brak odpowiedzi z Twojej strony jest zastanawiający. Mało wnikliwie studiujesz materiały pomocnicze.

    Dezerter jeżeli zdecydujesz się na odpowiedź, to nie dawaj wyjaśnień typu:
    a) była o tym mowa
    b) stworzenie świata trwało tyle ile trzeba było Bogu by stworzyć świat
    c) nie cytuj Pisma Świętego, tylko swoimi słowami odpowiedz.
    Pzdr, TJ

  84. @wbocek
    21 sierpnia o godz. 22:47
    Formalnie rzecz ujmując oczywiście masz rację co do języka.
    Dla mnie jednak sam język pozostaje kwestią drugorzędną wobec postaw które on artykułuje. Obyczaj polityczny w Polsce po 1989r wykonuje ciągły marsz w dół. Czy osiągnęliśmy dno? Nie sądzę – jeszcze Kukiz czeka jako ,,alternatywa”. Co do upadku – w latach 90tych S. Niesiołowski w Sejmie był ze swoją postawą ekstremą i ideologiczną i werbalną. Obecnie nieledwie robi za lewaka a werbalnie nieznacznie przekracza normy a przeciez nic a nic się nie zmienił.
    Co do kwestii językowych – tym co mnie fascynuje u Kaczyńskiego to zakres uzurpacji semantycznych jakie udało mu się przeprowadzić. To on wypromował kult powojennych band umiejętnie zaganiając do jednej ekipy rotmistrza Pileckiego i ,,Ognia”. Zredefiniował pojęcie patriotyzmu (patriotyzmem jest to co on twierdzi), ,,interes narodowy”, etc. Nie ma obecnie dyskusji o patriotyzmie ale jest odnoszenie się i walka z tym co on narzucił. Podobnie inne kwestie. Jest się albo ,,za” albo ,,przeciw” JEGO DEFINICJOM. Nawet w kwestii słownictwa wprowadził on na trwałe do debaty insynuację i pomówienie jako stały element. Te wszystkie ,,prawda jest porażająca ale niestety nie mogę ujawnić”, ,,mam przeświadczenie graniczące z pewnością”, ,,partie broniące na pewno niepolskich interesów”, ,,media polskojęzyczne”. Coś podobnego ale na zdecydowanie mniejszą skalę udało się liberałom, którzy ukradli pewne pojęcia. Ma to dziś opłakane skutki bo ,,odpowiedzialną” była tylko neoliberalna polityka ekonomiczna (co jak wiemy od 2008r jest nie prawdą), jeżeli ktoś upominał się o prawa pracownicze to był roszczeniowym niszczycielem gospodarki (co nam się obecnie odbija czkawką ponad 20% śmieciówek), gdy jakiś zakład został sprzedany za psi pieniądz to ,,widocznie był tylko tyle wart” (nie odnosi się to do arabów z Janowa w 2017r). I tak dalej. Mediom liberalnym jednak udało się to tylko w pewnym zakresie. Kaczyński okazał się bowiem znacznie skuteczniejszy po był bardziej zdeterminowany i konsekwentny a przekaz za pomocą mediów i ambon(!!!!!!!!!!!) płynął do zwartej grupy. (choćby tych co chodzą do kościoła jak i ofiar ,,sukcesu transformacji”) Dziś mamy jakieś trzydzieści procent UTWARDZONYCH przeciwników operujących w świecie własnych mediów i rzeczywistości przez nie kreowanych, posiadających własny język i kod kulturowy. Ot, wypisz-wymaluj sekta. Te trzydzieści kilka procent w polskim systemie wyborczym i wobec trwałej inercji ok 50% to wystarczający fundament dla kaczyzmu. Obecnie będziemy świadkami kolejnego etapu owej ,,rewolucji semantycznej/historycznej” a mianowicie z pomocą aparatu państwowego będzie implantowana prezesia wersja Historii, w której ci którzy wtedy byli znani, zostaną strąceni z piedestałów (te Kuronie, Michniki czy Geremki) a ich miejsca zajmą ,,cisi bohaterowie” – choćby nawet jak największy z pośród nich nie byli nawet internowani w 1981r tak bardzo zagrażali komunie. Udało się Piłsudskiemu wmówić wszystkim, że ,,cud na Wisłą” to On (a nie jakiś Rozwadowski) to kiedyś nasze wnuki dowiedzą się, że to kto inny stał w 1980r za Wałęsą i pociągał za sznurki. I bynajmniej nie był to Wachowski.
    Ps.
    Dyskutanci o katarach – polecam S. Runciman ,,Średniowieczny manicheizm” gdzie w sposób przystępny i rzetelny są omówione dualizmy średniowieczne od paulicjan, przez bogomiłów i patarenów do katarów. Dominikanie powstali w 1216 roku czyli wtedy gdy kataryzm zaczął osiągac swe apogeum i działalność kaznodziejska przeciwko katarom była ich pierwszą i na dodatek zakończoną niepowodzeniem misją. Wtedy sprawy w swoje ręce na wezwanie papieża Innocentego III wzięli świeccy, przy czym nie był to król Francji (czyli suweren ziem dotkniętych kataryzmem) ale rycerze, którzy pod wodzą Szymona de Montfort zawiązali krucjatę i najechali Południe masakrując Prowansję i Hr. Tuluzy. Ostatecznie pokonała ich armia pod wodzą następcy tronu francuskiego Ludwika (późniejszy Ludwik VIII).

  85. @tejot 10:28
    Do podanych przez Ciebie opcji, świetnie pasuje:
    d) jak wszystkim doskonale wiadomo…

  86. @zza kałuży
    Red. Passenta zainspirowała Dani Klein:
    https://youtu.be/19-bzEPmWrM

  87. Niektórzy mają kataryzm w środku lata :/

  88. @Slawczan
    Dzięki za uzupełnienie. „Średniowieczny manicheizm” Runcinmana znam. Polecam też „Katarowie” Stephena O’Shea. Nie dorównuje może Runcimanowi, ale przeczytać warto, choć najlepszą książką O’Shea jest „Morze wiary: islam i chrześcijaństwo w świecie śródziemnomorskim doby średniowiecza”. Tam mamy niezłe tło z trzech monoteistycznych religii basenu Morza Śródziemnego, która stanowiły glebę dla dualistycznych mód/herezji.

    Tak na marginesie. Walka francuskiego rycerstwa z katarami podyktowana była nie obroną „świętej prawdy Chrystusowej” zawartej w katolicyzmie rzymskim, a obroną własnych interesów, gdyż Prowansja (a właściwie cała Oksytania) wybijała się na niepodległość, m. in. pod wpływem i pod wodzą katarskich perfecti – katarskich rycerzy nie do końca lojalnych wobec francuskiego tronu. Z lekka (hy,hy!) osłabionych walkami z katarami rycerzy Szymona de Montfort, Ludwik VIII łatwo rozgromił umacniając swoją feudalną hegemonię.

  89. Ale Bozia to nas chyba nie lubi. Gdyby ten samolot nie spadł nie byłoby tego wszystkiego, że sobie pooczywistościuję.

    I jeszcze, takie tam sobie mamrotanie po śniadaniu, chodzi mi cały czas po głowie co Ewa-Joanna napisała, to kk kształtuje od małego tę „potrzebę” pasterza i te cholerne owce, czyli szukanie kerownika. Och, gdyby mnie nie poddano tej cholernej indoktrynacji kiedy byłam mała, ale psychicznie już się do końca nigdy nie uwolnię. Mogę sobie tylko wyobrażać swój zniszczony potencjał.

  90. c.d.
    The Trap (BBC Documentary 2007) part 3 by Adam Curtis HD
    https://www.youtube.com/watch?v=FaGiYOuA11M

  91. Lewy
    „trzeba będzie lat, aby odbudować szacunek”
    Sam czas niewiele pomoże, ostatnio nawet w czasie się pogarsza. Moim zdaniem, jedyna nadzieja, to systematyczne i długotrwałe, instytucjonalne wysiłki wychowywania młodych i starych, młodych najlepiej w dobrej szkole, harcerstwie, – a starych – może w kościele?

  92. @ETo
    22 sierpnia o godz. 11:13
    Teraz kolego to wymienione przez Ciebie instytucje będą się zajmowały indoktrynacją i deprawowaniem. Kler zresztą czyni to systematycznie od 1989r.

  93. NeferNefer

    Neferencjo, Neferanko, Neferynko, Neferko, ciń doberko.

    Ślę Ci. Bo wspominasz. Na raty. Znaczy – ślę na raty. Dziś pirszo.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6457020821855519937/6457020830267398418?authkey=CO-34Ymv1ZgR

  94. @anumlik 10:59
    Temat jest niepokojąco obszerny. Przed wspomnianym Rucimanem, warto zahaczyć o gnozę, więc na początek, może „Gnostycy” Brumlika; przy okazji Maniego, trzeba wspomnieć Augustyna, więc „Wyznania” i biografia Petera Brown’a. A najpowierzchowniej i najprościej, choć nie bez błędów, ale by mieć pogląd to staroć „Wielki bój” E.G. White.

  95. @Lewy, chamstwo i napastliwośc rządzących sa elementem ich metody. Podobnie jak zestaw kilku innych prostych sztuczek: dzielenie i poniżanie, przekupstwo, zastraszanie, kłamliwa propaganda. To elementarne zachowania wschodnich satrapii.

    Gra więc idzie o to, czy zostaniemy czymś w rodzaju Białorusi, czy też częścią wolnego świata. Jeśli to drugie, to nie będzie za dużo miejsca na obecny stul sprawowania władzy i, jak piszesz, odejdzie on w niebyt. Jeśli to pierwsze, to obecny styl stanie się obowiązującą normą. To realna perspektywa.

  96. @Slawczan
    22 sierpnia o godz. 11:22

    A ja wolę pozostać przy nadziei, choć wpycha się gorsze.

  97. NeferNefer
    22 sierpnia o godz. 10:48
    miałam nadzieję, że już Ci przeszło. A tu u Ciebie w pełnej krasie.
    Pombocek pociesza Cie takimi zdjęciami, że ach…aż Ci zazdroszczę (choć nie zawiszczę)

  98. ETo
    22 sierpnia o godz. 11:13
    Harcerstwo to juz teraz tylko Rzeczpospolitej.
    Kiedyś było ZHP, teraz ZHR! Różnica?
    ogromna! w powoływaniu się na autorytety i przekazy, przy czym religia, kościół i obrzędy na pierwszym miejscu.
    Jako 7 latka byłam na jednej zbiórce i wystarczyło. Jestem wyleczona z przynależności do organizacji wszelakich dozgonnie.

    A wychowywanie straszych przez kościół skutkować będzie powtórką z 2015 roku; poprzednie nauczanie z ambony odbija się nam do dziś.

  99. piękne, pombocku, dziękuję bardzo. Cudne te polne drogi, drzewa i kwiaty.

    @Konstancja

    Jest lepiej, ale wyjątkowe paskudztwo tym razem. Dzielę się z Tobą pombockowymi pięknościami, nie jestem lisem chytrusem

    @ETo

    W kościele?
    W KOŚCIELE? Abep Jędraszewski na pewno stanie na wysokości zadania :/

  100. dezerter83
    22 sierpnia o godz. 8:00

    Nie interesują mnie, dezerterze, szczególiki interpretowania Biblii, jej używania dla indoktrynacji, przecinki, dupinki i landrynki. Interesuje mnie przedstawianie w Biblii ludzkiego pomysłu o nazwach „Bóg”, „Jahwe”, „Najwyższy” i innych. Wszystko, co jest w Biblii, to Bóg, więc proszę mi gitary Mojżeszami nie zawracać. Wplątywanie umysłów słuchaczy w szczegóły i szczególiczeczki Biblijeczki to Wasz SJ i wszystkich chrześcijańskich szamanów sposób na zniewolenie umysłów Waszym domniemanym wtajemniczeniem. „Jezu, jak on wszystko wie! Musi mieć specjalną linię z Bogiem” – to Wasz cel. Nic innego tu nie robisz, tylko się ku onemu celowi jak ten durnowaty Syzyf wspinasz. Znaczy – żeby z wysoka nauczać. Pardą, Ty się nie wspinasz, Ty ku swemu celowi zmierzasz, drepcząc w kółko jak ten wół w kieracie. Dawno temu się kapnąłem, dezerterze, że jesteś narkomanem. Chodzi o występy przed publicznością. Jesteś wystarczająco trzeźwy, by wiedzieć, że na tym blogu, jako kaznodzieja, niczego nie zyskasz, niczego nie wyjaśnisz, do niczego nie skłonisz. Uważam, że Namargineska kompletnie nie ma racji, mając Cię za będącego tu na służbie. Służba służbą, Ty, chłopie, się uzależniłeś od publiki, która ( w tym ja) Cię żywi. Spełniasz się tu nie jako Świadek, lecz jak my wszyscy – jako małpa stadna. Tak Ci dopomóż ten ponurak Jahwe, któremu jego stworzyciele nie przylepili choćby sportowego uśmiechu. Może dlatego ponury, że lubi to, co lubią ludzie. A te fałszywce pieką na żywym ogniu zwierzęta niby Bogu na ofiarę, ale dadzą mu tylko powąchać i sami wpieprzają. Ot jakich numerantów Jego Mityczna Doskonałość stworzył.

  101. @gotkowal, z godz. 11:35
    Mając na uwadze niepokojącą obszerność tematu ograniczyłem się do zasygnalizowania „co, z czego, czemu i dla kogo?”, bo gdybyśmy jeszcze zaczęli drążyć gnozę, to ani chybi wylądowalibyśmy przed Awestą i Zaratusztrą, gdzieś w okolicach zejścia do Świata Ciemności rządzonego przez Ereszkigal, jej bliźniaczej siostry Isztar (Inanę) – Pani Nieba. Tam też upatruję początków dualizmu manichejskiego.

  102. konstancja
    22 sierpnia o godz. 11:49

    „Harcerstwo to już teraz tylko Rzeczpospolitej. Kiedyś było ZHP, teraz ZHR! Różnica?”
    Na szczęście jeszcze dobrze funkcjonuje ZHP, ja tam widzę wielu wspaniałych młodych, otwartych ludzi, robiących wiele dobra wspólnego, bez KK.

  103. @anumlik
    Stąd też, lepiej lapidarzyć i hasłować, bo choć to sprawy pasjonujące, to jeszcze potrzeba nieco czasu, by żyć.

  104. @Tanaka
    Piłsudski miał pewien styl, szarm, no i zasługi wojenne, terrorystyczne, ale nie zawsze używał języka parlamentarnego tylko niekiedy koszarowego, może dlatego, że nosił jakiś paramundur (jak Stalin i Hitler). Czy Kaczyński ma szarm? Może dla wyznawców.
    „Dobra zmiana ” kojarzy mi się z sanacją, też ( na razie próba) wprowadzenia rządów autorytarnych.
    Po wojnie w moim otoczeniu panowała opinia, że przed wojna było lepiej i łączył z tym się kult Marszałka. Było rzeczywiście znacznie gorzej – zniszczenia wojenne, przesiedlenia, kartki, niszczenie prywatnej inicjatywy, nachalna propaganda, donosicielstwo i działalność UB. Dlatego przedwojenne czasy w odczuciu powszechnym to był taki Eden.
    @Sławczan.
    Mnie też fascynuje „zakres uzurpacji semantycznych, które zdołał wprowadzić” . Przed nim byli lepsi , choćby sowieccy komuniści.

  105. @ETo
    22 sierpnia o godz. 11:41
    A nieodmiennie pozostaję wyznawcą prawa Kopernika – co prawda on o pieniądzu a ja rozciągam je na wszystko ale tak to wygląda.
    Kler katolicki zatruwał swoim jadem ludzi przed wojną, po wojnie walczył z komunizmem nie z jako z totalitaryzmem ale jako konkurencyjną doktryną oferujacą (w teorii) to samo co kler. Tyle, że z ich punktu widzenia komunizm stanowił śmiertelne zagrożenie w odróżnieniu do faszyzmu czy nazizmu bo oferował ten sam towar – Raj tyle, że na Ziemi (tyle teoria). Po 1989r także truł, jątrzył, deprawował a państwo mu jeszcze za to płaciło

  106. @Stachu39
    22 sierpnia o godz. 12:08
    Trochę guzik prawda – komuniści w dużej mierze wprowadzili zupełnie nowy język a Kaczyński zagarnął słowa o ustalonej, zdawałoby się wykładni nadając im opaczne częstokroć znaczenie.

  107. gotkowal, na marginesie,
    Nie śledziłem całej waszej dyskusji o tym, czy powinno się stosować preferencje religijne przy udzielaniu pomocy uchodźcom; moim zdaniem samo postawienie sprawy jest absurdalne i ma na celu tylko opóźnienie udzielenia tej pomocy, w domyśle – na nigdy-nigdy. Chrześcijaństwo syryjskie w warstwie obrzędowej i kulturowej ma bardzo niewiele wspólnego z chrześcijaństwem polskim (=polskim katolicyzmem). Gdzież by oni na pielgrzymkę do Częstochowy poszli? Gdzież by padli przed Rydzykiem? Gdzież by stali się płomiennymi prenumeratorami Naszego Dziennika/Tygodnika Powszechnego? Przecież oni przyjechaliby tu ze swoimi księżmi, a raczej popami. Ze swoimi świętami, kuchnią, językami, wyobrażeniami o roli kobiet w społeczeństwie, roli religii, wykształceniem etc. Jakąkolwiek próbę konwersji na katolicyzm słusznie odebraliby jako próbę wynarodowienia. A kto służy w armii Sadata? Dziewice kalwaryjskie? Klerycy-pustelnicy, co to zamiast bombami walczą kazaniami? Oni nie mordowali? Nie torturowali? Nie mają powiązań, które łatwo przekształcić w struktury niejawne czy wręcz konspiracyjne?

    Nie ma specjalnej różnicy, czy do polski przyjadą koptowie, mariawici, jazydzi czy szyici. Samo dzielenie uchodźców jest obrzydliwe.

  108. wbocek
    „Kiedy Mesjasz złożył wymaganą ofiarę, w postaci swego doskonałego życia – zgodnie z zapowiedzią – przepisy Prawa Mojżeszowego przestały obowiązywać (Jeremiasza 31:31-33; Rzymian 10:4).”
    Gładkie dezerter ma odpowiedzi na wszystkie trudne pytania, byle tylko istotę sprawy, zgrabnym łukiem ominąć. Żydzi ortodoksi, dzisiaj też jakoś szczególnie gorliwie, nakazów Księgi Kapłańskiej nie przestrzegają. Chociaż Jezus, taki dla nich mesajah, jak z koziej d… reisentasche. Co za lekceważenie jedynego, prawdziwego i najwyższego!

  109. @Płynna rzeczywistość
    Zgadzam się w pełni. Nieislamskich uchodźców, dawno mogliśmy przyjąć. Ale wtedy, nie byłoby kim straszyć i nakręcać histerii. Dużą rolę gra chęć pokazania Brukseli, jak duży środkowy palec u nas jest.

  110. @Płynna rzeczywistość
    Z rozpędu napisało mi się nieislamskich. Chodzi o czywiście o niesunnickich.

  111. konstancja,
    Ja jako 12-latek byłem przez jakieś 3 miesiące w harcerstwie. Wtedy tylko ZHP. Wyleczyła mnie pogadanka, jakim wielkim człowiekiem Lenin był. Więc wtedy Lenin, dziś Bozia. Ta sama woda, tylko kanał, którym płynie, nieco gdzie indziej skierowany.

  112. gotkował,
    Ten rząd żyje na badaniach opinii publicznej. W sprawie uchodźców, kojarzonych z islamistami i zamachami, sondaże były i są jednoznaczne. Więc wykorzystali tę sprawę, jeszcze ją podgrzali, by powiększyć swój elektorat. Wniosek stąd smutny, że jacy wyborcy, taki rząd.

    Z tyłu tego wszystkiego jest gdzieś KK, który z jednej strony głośno, choć niezbyt natarczywie apeluje do rządu o przyjęcie choć jednej rodziny na parafię, z drugiej jednak strony po cichu kibicuje w swej większości polityce zamkniętych drzwi i narodowego egoizmu. Nie tylko Partia spadkobiercą ONR-u jest (i nieprzypadkowo kościelni nie lubią Miłosza).

  113. @Płynna Rzeczywistość
    I tak sprawy będą się toczyć, dopóki zamiast społeczeństwa będzie gawiedź, a zamiast obywateli – elektorat.

  114. Nawet jeśli jej nie przyjmiecie, tym niemniej Wam wszystkim, którzy, choćby z nudów, tu PISZECIE, wdzięczność mą wyrażam.

  115. Coś dla rozweselenia dnia po tych katarach, gnozach i PiS-owych grozach:
    https://www.youtube.com/watch?v=P6roYGseVVM

  116. @gotkowal

    Czyli na wieki wieków ament.

  117. konstancja
    22 sierpnia o godz. 11:43

    Konstancjopolitaneczko, wsiegda gotowa k trudu i oboronie, nie zazdrość. Dziś padało, więc nie ma czego zazdrościć, bo mam dla Ciebie furgonetkę. Są dwie fotki z domniemanego orkanu „Ksawery” cztery latka temu. Domniemany jest orkan, nie Ksawery. Skoro jechałem do Mielna rowerem, tylko z rzadka zsiadając i chowając się za krzaki, żeby mnie nie poniosło na południe, to taki on orkan jak Jamno – pustynia Gobi. 10 – 11 może było, ale podobnych i ciut większych wiatrów trochę się naoglądałem, a w dniu zatonięcia „Heweliusza” nawet wiałem przed czymś podobnym z pracy w lesie, bo buki waliły o ziem ino dudniło. Tylko się „Ksawery” te wiatry nie nazywały. Powędruj trochę, a za jakiś czas znów coś przytargam, nie zapominając o Was obu.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6457050767078289233/6457050766497888754?authkey=CJ6B8bDf_p252AE

  118. @anumlik
    Wesoło, to dopiero nam będzie.
    https://youtu.be/m3qpw6jr8f0

    Когда я умер с моря выл норд-ост,
    Дракар горящий мой погост.
    Когда я умер – взорвалось солнце,
    Сметая звезды обрушилось в море.

    И все погибло, когда я умер,
    Остались только кошки и совы,
    И акулы да кистеперые рыбы вышли на берег,
    Как собаки сбились в стаи,- жрали негров.

    Когда я умер – некрофилы откопали Цоя,
    Внебрачного сына Йоко Оны и заплакали иконы,
    Когда я умер – меня крестили по мимо воли,
    Забыв о предках, забыв о Торе.
    Один! Один! Один!

  119. @Slawczan
    Możliwe, nie będę sie kłócił, mnie to jednak przypomina język minionego okresu: walka z „elitami”, dzielenie na prawdziwych patriotów i tych, co wysługują się obcym mocarstwom, jedyna słuszna racja,itd, insynuacje – wtedy też były. Myślę, że jest zdolnym uczniem.

  120. Slawczan
    22 sierpnia o godz. 12:11

    Na pewno nadawanie przez wpatrzonego w siebie kurdupla nowych znaczeń starym wyrazom – jest. Ale ja słyszałem jego gadkę – już nie słucham – jako starą, omszałą i pustą w środku jak Kościół. Polegała ona na pieprzeniu kotka za pomocą młotka, czyli na nadawaniu banalnym wyrazom mocy sposobem ich natrętnego powtarzania, głośniejszego artykułowania ozdobionego mlaskaniem, i gestykulacją. „Prawda”, „sprawiedliwość”, „uczciwość”, „wierność”, „ojczyzna”, „patriotyzm”, „postęp” i tym podobne, mają w Polsce tyle politycznych znaczeń, że nie znaczą nic;. Gierek też tak mawiał i z początku nawet mu wierzyli. Niewykluczone, że Kaczce też dobry początek się powoli razem z jego zafajdaną „prawdą” kończy.

  121. Trzeba też uznać zasługi przekaziorów wszelakich w rozpowszechnianie chamstwa.Z lubością i wielokrotnie puszczane wypowiedzi madame Pawłowicz,panów Kukiza,Brudzińskiego i właściwie całej pisiatej góry.
    A Karnowscy?Wolski?Długo by wymieniać.Czy tzw.dziennikarzom zależy na przekazaniu informacji?
    A skąd! Podtykają mikrofon Czarneckiemu,Pięcie czy innemu równie interesującemu i jakże kulturalnemu
    nawiedzonemu .Ich durne wypowiedzi rajcują lud pisowski,do końca ich ogłupiając.Może o to chodzi?

  122. @anumlik 22 sierpnia o godz. 9:28
    Najważniejszym „anty-wyróżnikiem” katarstwa jako nie chrześcijaństwa jest to, że Jezus był przez nich uważany za proroka, nie za boga. Podobnie jak w islamie. Czy według Ciebie, Namarginesko, islam jest częścią chrześcijaństwa?

    Oj nie wiem, nie wiem.

    Wiki pod hasłem o katarach: „Dusze ludzkie są fragmentami ducha, albo upadłymi duchami uwikłanymi w materię. Chrystus był najwyższym z aniołów, albo najlepszym z ludzi. Bóg Go usynowił. Jego ciało i śmierć były pozorne. Chrystus odkupił człowieka przez naukę (pewną wiedzę i jej poznanie), a nie przez mękę. Między Bogiem Stwórcą a stworzeniem istnieją jeszcze liczne emanacje boskie, hipostazy boskiej substancji, na których czele stoi Duch Święty i Jezus Chrystus, którzy pochodzą od Boga, ale nie uczestniczą w Jego wszechmocy. Podczas gdy ciało człowieka jest materią, ciało hipostatycznych emanacji byłoby „ciałem chwalebnym”, podobnie jak ciało Jezusa Chrystusa. Ciało w swej istocie jest złem, a wszelka cielesność godna wyłącznie potępienia.”

    Z tego wcale nie wynika, że Jezus według katarów nie był bogiem, tylko że Bogiem był nie całkiem. Z kolei „ciało chwalebne” raczej mi pachnie nie tylko chrześcijaństwem, ale wręcz doktryną katolicką, podobnie zresztą jak (hi hi!!!) dualizm „ciała i ducha” i rzekoma przewaga ducha nad materią.

    Co do ostatniego zdania (tego o islamie), rozumiem że się Waszmość chichrasz. Sam stosunek islamu i katarów do Jezusa (nawet jeśli jest identyczny, czego wcale nie wykazałeś) nie decyduje o klasyfikacji religii. Poza wszelka klasyfikacja jest w dużej mierze kwestią umowną. Wystarczy, że istnieją przesłanki żeby uznać „albigensizm” całkiem po prostu za odłam chrześcijaństwa.

    A wracając do tekstu „Zabijaj wszystkich, Bóg sam rozpozna swoich”, o którym napisałam, że tam chrześcijanie zabijali chrześcijan, to kto właściwie w Béziers był katarem? Cała ludność? Raczej nie. Poza tym ilu wśród zdeklarowanych katarów naprawdę wiedziało, co wyznaje? Przecież na ogół prości ludzie nie mają pojęcia o teologicznych dysputach. I raczej im wisi, kim był hipotetyczny gość Jezusem zwany. Tu jeszcze jeden problem klasyfikacji: po czym poznaje się katara? Po katarze???

  123. @Na marginesie
    Problemu nie ma w Katarze. Tam wszystkie, to zakatarzeni katarzy.

  124. @mang 22 sierpnia o godz. 13:10
    Miłe słowa są jak miód! Pozdrawiam(y).

  125. @gotkowal 22 sierpnia o godz. 14:52
    Bo chyba wszystkie dysputy teologiczne sprowadzają się ostatecznie do absurdu.
    I o to chodzi 😉

  126. tejot
    22 sierpnia o godz. 10:28
    „Ile czasu trwało stworzenie świata?”

    Geolodzy szacują wiek Ziemi na 4 miliardy lat, a według astronomów wszechświat może mieć nawet 15 miliardów lat. Biblia w ogóle nie wypowiada się o tym, kiedy powstał wszechświat.

    Księga Rodzaju nie mówi o początkach tworzenia materii ani ciał niebieskich. Opisuje natomiast przygotowanie już istniejącej Ziemi, żeby mogli na niej zamieszkać ludzie. W pierwszym jej rozdziale, występuje słowo „dzień”, które określa kolejne etapy przygotowywania naszej planety do zamieszkania przez rozmaite formy życia. Kulminacyjnym punktem w tym prostym opisie jest pojawienie się człowieka. Biblia nie precyzuje, jak długo trwały „dni” stwarzania, ale sformułowania użyte w pierwszych dwóch rozdziałach Księgi Rodzaju wskazują na bardzo długie okresy.

    „Ile czasu trwa ewolucja biologiczna na Ziemi?”

    Ponieważ poważnie interesuje się kwestią pochodzenia życia, analizuję także opinie kwestionujące rzetelność propagatorów teorii ewolucji. Badam wnikliwie, co jest bardziej wiarygodne — twierdzenia ewolucjonistów, czy też nauki zawarte w Biblii, i wyciągam wnioski.

    Moim zdaniem, naukowcy uczący o ewolucji nie opierają się na żadnych dowodach. W literaturze naukowej — prestiżowych, specjalistycznych periodykach czy książkach — nie ma ani jednej publikacji opisującej, jak zaszła lub choćby jak mogłaby zajść ewolucja molekularna jakiegokolwiek realnie istniejącego, złożonego systemu biochemicznego.

    Skoro zatem ewolucjoniści nie dysponują dowodami, to dlaczego tak śmiało głoszą swoje poglądy?

    Niektórzy z nich otwarcie przyznają, że sporo uczonych chętnie akceptuje niedowiedzione twierdzenia, ponieważ po prostu nie chce, żeby w grę wchodził ktoś lub coś oprócz samej natury.

    W moim przekonaniu, każda nauka badająca przeszłość wykluczająca a priori możliwość, iż wszechświat został zaprojektowany lub stworzony, przestaje być poszukiwaniem prawdy, a staje się sługą lub niewolnikiem kontrowersyjnej doktryny filozoficznej.

    Rzecz jasna, jako uczeń i naśladowca Jezusa z Nazaretu, niezmiennie trzymam się jego nauki o tym, że Bóg bezpośrednio stworzył dwoje pierwszych ludzi i „uczynił ich mężczyzną i kobietą”.

    Prawdziwość relacji z Księgi Rodzaju potwierdził sam Jezus, który uczestniczył wraz ze swoim Ojcem – w procesie stwarzania (Rodzaju 1:26; Mateusza 19:4).

  127. @Na marginesie
    Jak to miło, zarobkowo liczyć diabły na czubku szpilki…

  128. @gotkowal, z godz. 13:38
    Большое спасибо. Fajny ten urka Stupin. W zamian Jarka Nohavicę zapodaję. Po polsku. Nohavica ostatnio, na starość skrajną czeską prawicę poparł i śpiewa, że „zabije Araba”. Ale co tam, kupę fajnych pieśniczek stworzył.
    https://www.youtube.com/watch?v=HYgLNpC4BJI

  129. Na marginesie

    Namarginesko, nie mogę na Ciebie patrzeć obojętnie, więc w Twe ręce i oczy w ten cholerny deszczowy u mnie dzień. Jedna pociecha, że może się uśmiechniesz, a od ciepła – i od deszczu – coś wyrośnie przy sośnie.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6457088659019119569/6457088656809982146?authkey=CPyOo6LM093R7AE

  130. @anumlik
    Dzięki, Nohavica jak najbardziej, ale jest tam jeszcze Raduza i była Navarova.
    https://www.youtube.com/watch?v=aLOYzNW9_M8
    https://www.youtube.com/watch?v=0-7RWX703KQ

  131. @BROKOZ
    22 sierpnia o godz. 14:25
    Pominąłeś takiego Niesiołowskiego. On też potrafił zapewnić niezły fun gawiedzi. Wałęsa też co nieco wniósł do debaty.
    @wbocek
    22 sierpnia o godz. 13:57
    Sam widzisz pustota pustotą ale księża z tego od prawie 2000lat dobrze żyją a i nasz filut raczej cefałek nigdy nie rozsyłał.
    Co do powtarzania: kiedyś Nietsche powiedział, że ludzie wierzą w to co im sie wydaje przedmiotem silnej wiary, więc i Hitlerowi się udało i naszemu Małemu Rycerzowi Chmurnego Oblicza także.
    Jak to powiedział z niekłamanym zachwytem Mariusz z Ucha prezesa: Pan Prezes to ma robotę – co miesiąc mówić ciągle tak samo ale jednak za każdym razem inaczej. Widać to ,,inaczej” sie wyczerpuje bo ile razy ,,można dochodzić do prawdy, która będzie odkryta”?
    Tak naprawdę co w duszy gra temu ćwierćinteligentowi pokazał mówiąc o ,,zdradzieckich mordach”.
    Za długo się z nim i jego bandą cackano. Palikot pokazał jak należy zwalczać pislam

  132. @anumlik
    Z tym zabijaniem araba, to zgrywa i kpina z kołtuna. Skąd polski dziennikarz ma znać czeski (z wyjątkiem Szczygła i Jagodzinskiego)?
    https://youtu.be/DtZjR3vvbX4
    Ps.: Na akordeonie twój krajan, Robert Kuśmierski.

  133. @wbocek 22 sierpnia o godz. 15:30

    Pombocku, niezmiennie pozostaję nieobojętna!
    I uśmiecham się cieplutko do pięknych zdjęć.
    Pod sosnami już niedługo powinny się pojawić kapelusze.
    Zwłaszcza po tym cholernym deszczu. Sursum corda!

  134. @gotkowal, z godz. 15:56
    Je to krásné. Jaja se robią takie, że o mało nie parsknąłem na ekran herbatą. Ale żeby poważna gazeta wzięła te jaja na poważnie…

    Šabadabada, šabadabada šabadadádá.
    Arab mi šahá na babu, já mu snad oči vydlabu.
    Zabiju toho Barabu, toho Barabu, Alibabu, ze Sýrie.

    Arab mi šahá na babu, já mu snad oči vydlabu.
    Zabiju toho Barabu, toho Barabu, Alibabu, pokud mě nezabije
    .

    Piękna onomatopejka 🙂

  135. konstancja, Namargineska, Neferka

    Kochanieńkie, chciałem trochę przykryć kolorami nie świetny tekst Lewego – szapka bach, Lewy – lecz to paskudztwo, o którym mówi. Biegnąc po falach, się oddalam. Pyk.

  136. @Dezerter83 do tejot 22.08, 15:18

    „W moim przekonaniu, każda nauka badająca przeszłość wykluczająca a priori możliwość, iż wszechświat został zaprojektowany lub stworzony, przestaje być poszukiwaniem prawdy, a staje się sługą lub niewolnikiem kontrowersyjnej doktryny filozoficznej.”

    Szanowny Dezerter83-e,

    Nie do końca wierzę, iż Ty na serio, ale….

    Nie tyle nauka neguje kreacjonizm, ale domaga się dowodów na tyle silnych, na ile teza jest „ekstra-ordynaryjna”. To tak trochę jak z liczbami pierwszymi: istnieje dowód na to, że nie ma największej, ale gdy ktoś twierdzi, że jest – nie przytaczamy (nie musimy) dowodu, lecz Żądamy pokazania takowej.

    Z ukłonami, amarone50

  137. Czołem, kłaniam się Paniom i Panom.
    Niestety tu gdzie jestem , w sercu Bieszczad, mam chimeryczny dostep do internetu; raz jest, raz go nie ma, więc nie moge systematycznie i na bieżąco śledzić życia blogowego
    Przeczytałem wasze komentarze. W moim wstepniaku swiadomie ograniczyłem się do aspektu plugawości języka Kaczyńskiego. Wy dorzucacie inne „przywary” tego karalucha z Żoliborza, największego szkodnika Polski od XVIII wieku. Jego zdolność wydłubywania podobnych sobie kreatur, sprawne stosowanie przypomnianego przez Sławczana prawa Kopernika. Przecież gorszych kanalii jak Czarnecki, Załek, Terlecki, Kuchciński, Brudziński, Jaki, Błaszczak plus frucymer z Kempą, Pawłowicz, Mazurek to chyba nie uświadczysz. Rola KaKa w demoralizowaniu ludzi, to osobny temat, godny pióra Tanaki albo Sławczana.
    Kiedy panowie z PO + ksiadz Sowa gaworzyli sobie u „Sowy i Przyjacioł”, uzywali brzydkich słów na „ch”, na „d”, na „k”. Co tak razi uszka niepokornych plugawców takich jak Semka, Karnowscy, czy pani kania. Plugawiec Kaczyński takich słów nie używa, on używa trudnych „wzrotów” jak to Jasiowi tłumaczył pan majster ; „zakamuflowana opcja”, a jak się rozogni to przechodzi na „zdradzieckie mordy”.
    Może to nieładnie, że panowie używają brzydkich słów, ale co robić, kiedy nawet sam wielki Gałczyński na pytanie Mrożka, „jaka była zupa ? ” odpowiedzial „ch*jowa”. Panowie, nawet wielcy poeci mają tak, że lubia prywatnie rzucić mięsem. Ale wiedzą, kiedy, w jakim towarzystwie, bez dam, nie wchodza do kościola bez majtek, nie plują na dywan na przyjęciu. Co innego w wąskim gronie. A jeszcze w węższym , czyli samemu, nie przy ludziach, można zrobić kupę.
    Ale genialny strateg z Żoliborza dokonał rewolucji kulturalnej i to co może uchodzić w wąskim gronie on stosuje publicznie.Trudno go podsłuchać, podpatrzyć na sedesie, skoro on kupę wali publicznie i sie tego nie wstydzi. No i osmieleni odwagą tego plugawce inni też zdjeli portki i srają (za przeproszeniem) gdzie im przyjdzie ochota. Takich to nawet Ruscy nie potrafią ani podglądać ani podsluchiwać. Co z tego, że Piątek podejrzał Macierewicza. Macierewicz sie wkurzył i złozył skarge na Piątka za to, że ten go podglądnął, jak on sobie publicznie fajdał z lobbystą d’Amato. Kazdy może to ogladac, ale nie powinien tego komentować, bo to obraża i zagraża bezpieczeństwu państwa.
    Jak to powiedziała pewna świnia, parafrazując Kartezjusza „śmierdzę więc jestem” dodając „i dumna z tego jestem”.
    To nie są czasy dla strachliwych drobnomieszczan, którzy przestrzegają jakichs zasad, że np. nie należy obsikać bliźniego swego (11-te przykazanie „nie będziesz obsikiwał bliźniego swego !”) no i bo dlaczego, kiedy Kaczyński szcza na całą Polskę ?

  138. @Namargineska, z godz. 15:58

    Ustawiły się parami:
    Kapelusze pod sosnami.
    Delikatne jak aksamit:
    Kapelusze pod sosnami.
    Dżdż dżdży dżdżowymi łzami
    Kapeluszom pod sosnami.
    Zbierajmy więc je wiadrami:
    Kapelusze pod sosnami.

  139. @anumlik 16:16
    Całkowicie nie pojmują czeskiego poczucia humoru, dla którego nie ma tematów tabu. Humoru, który dopuszcza śmiech z tzw. szarego człowieka, czy bliskiego narodu, z którym było się kiedyś w jednym państwie.
    https://www.youtube.com/watch?v=PoSjktLF2Kw
    https://www.youtube.com/watch?v=hl9vHNLZXvA

  140. @Lewy
    Żebyż tylko szczał. Można by otworzyć parasol.

  141. gotkowal
    22 sierpnia o godz. 16:34

    Są tematy, w których nie zabieram głosu. Do nich należy wąsko rozumiana kultura – ta którą zawiadowało Ministerstwo Kultury i Sztuki. Ale dwa słowa muszę powiedzieć: „Czeski film: nikt nic nie wie” mówiła ulica. A jak ma wiedzieć, jak nie wie. Najlepszy czas czeskiego kina był w 60-tych latach, kiedy latałem we Wrocławiu do kina studyjnego „Polonia” i do DKF. Nie kolekcjonowałem w pamięci tych filmów, choć sporo zobaczyłem, pamiętam teraz ledwie parę – Mentzla „Pociągi pod…”, również jego „Kapryśne lato”, nie pamiętam kogo „O uroczystości i gościach” – ale czeski dystans do wszelkich spraw tego świata, przenikliwość widzenia, nieprawdopodobnie subtelna, cicha ironia są mi tysiąc razy bliższe niż polska niekończąca się martyrologia, w imię Ojca i Syna, i natrętny patriotyczny patos. Gdyby mnie kto pytał, co bym wziął do czytania w piekle, to jasne, że „Szwejka”.

  142. @wbocek, z godz. 17:10
    😀

  143. wbocek
    sytuacja i bliskość językowa sprawia, że wszystko jasne…
    https://www.youtube.com/watch?v=xsr9Jn3MIHw

  144. Red. Kowalczyk
    Dziękuję!!!

  145. wbocek 17:10
    Ateiści nie idą do piekła. Jeszcze czego, zachciało się! Za karę idą do nieba. Tam ubrani w lniane giezła, pogrązeni w wiecznej nudzie, bez końca zawodzą „Barkę” i inne katohiciory.

  146. dezerter83
    22 sierpnia o godz. 15:18

    Mój komentarz
    Dezerterze, nie odpowiedziałeś na moje pytanie :
    a) Ile czasu trwało stworzenie świata?
    b) Ile czasu trwa ewolucja biologiczna na Ziemi?

    Dezerter, cytujesz Biblię. A swoimi słowami, to nie łaska? Aha, nie posiadasz swoich słów. Nie dorobiłeś się ich jeszcze?
    Cytujesz np. w ten deseń – okrężnie, pośrednio (Biblia to, Biblia tamto):
    „Biblia nie precyzuje, jak długo trwały „dni” stwarzania, ale sformułowania użyte w pierwszych dwóch rozdziałach Księgi Rodzaju wskazują na bardzo długie okresy. ”

    Dezerter, Biblia wiele nie precyzuje, lecz akt stworzenia opisuje szczegółowo.
    Generalnie Biblia, to jest zbiór przypowieści, legend rodowych i plemiennych wraz z otoczką medialną (przekaźniczą), która narosła na przypowieściach i legendach w trakcieich wędrówki przez pokolenia wynikająca z tego, że przekazywanie ustne legend i przypowieści było dokładne tylko z grubsza.
    W epoce przedpiśmiennej i potem gdy gdy pismo było w stanie przekazywać zdarzenia tylko bardzo oszczędnie, symbolicznie i umownie w danym kręgu kulturowym, każde pokolenie bajarzy będących nośnikami, przekaźnikami legend i przypowieści dodawało jakieś zapożyczenia,lub ujmowało coś, co było nie pasujące lub niezrozumiałe, modyfikowało przekaz, a odkąd legendy zaczęto zapisywać w języku jako tako sylabicznym, każde pokolenie strażników pisma, pisarzy, redaktorów wnosiło jakieś swoje ulepszenia i retusze.
    Tak więc Biblia była przez tysiące lat ruchomym dziełem stale uzupełnianym, okrawanym, modyfikowanym.

    Niemniej w Biblii jest mowa o tym ile czasu zajęło stwórcy wykreowanie Ziemi, niebios, Słońca, Księżyca, zwierząt, itd. Tu Biblia jest precyzyjna. Ty z kolei udajesz, ze nie wiesz o co chodzi i powołując się na Pismo Święte, tak je interpretujesz (mimo, że pod względem stworzenia jest tam precyzyjny zapis), że właściwie, to Biblia nie podaje jaką długość miał „dzień” stworzenia. Chłe,chłe, chłe – Biblia nie podaje. Jak nie podaje, skoro podaje? Dzień miał długość dnia, czyli 24 godziny.
    Albo się trzymasz słowa objawionego zapisanego w Biblii, wnikliwie je analizujesz, albo tworzysz nowe Pismo Święte, w którym dzień może trwać np. milion lat.

    Ale dezerterze mi nie chodziło o Biblię, o wiarę, tylko o fakty. Takie fakty, jak wiek wszechświata, który jest rażąco sprzeczny z zapisem w Księdze Rodzaju i dlaczego sprzeczny. Ty przechodzisz koło tego jednotygodniowego stworzenia świata nieufnie, niewierząco i kombinujesz z długością „dnia” w trakcie stwarzania świata, chociaż zapis ten został objawiony zapisywaczom przez Stwórcę. Bóg najpierw ustami bajarzy, potem piórami redaktorów biblijnych (ich pisarzy) zawiadomił ziemian w Biblii, jak było. Sześć dni i szlus. Należy się odpoiczynek.

    Dezerter, skoro tak dowolnie można interpretować początek Pisma Świętego, sześc dni biblijnych, to, mogło być sześć tysięcy dni, a może sześć milionów lat, to zachodzi podejrzenie, że środek i koniec można interpretować tak samo – na krzyż, wzdłuż i w poprzek, rozwlekle lub streszczająco, w zależności od tematu – jak pasuje i na której stronie mamy palec przewracający kartki.

    2) Dezerter napisałeś o ewolucji biologicznej na Ziemi bardzo odważnie, krętacko, powierzchownie i uzurpująco, czyli exbiblijnie. Rozwaliłeś naukę, fakty, dowody twierdząc godnie i ostatecznie, że Twoja analiza naukowych twierdzeń o ewolucji pozwala Ci z całą pewnością oznajmić, że nauka kłamie, faktów nie ma, dowody spreparowano, jedno wielkie oszustwo. Biblia zwycięża, ewolucji nie było, bo nie mogło być, bo tak jest napisane w Biblii. Ty do tego samodzielnie, bez pomocy Biblii doszedłeś i sam odkryłeś, że jest to podejście całkowicie zgodne z Biblią.

    Dezerter, i tym razem w odpowiedzi na proste pytanie o ewolucję polegasz na Biblii nie cytując jej dosłownie, lecz powołując się na to dzieło (w kontekście wiary, co nie ma nic wspólnego z rzeczywistością) jako nośnik jedynej prawdy, twór jedynego i ostatecznego autorytetu, a zatem stojący nieskończenie wysoko ponad wszelkimi ludzkimi prawdami, dokonaniami i teoriami, twór napisanymi przez natchnionych i rozumiany tylko przez tych, którzy zawierzyli.
    Jest to archaiczna, przednaukowa metoda objaśniania świata przy pomocy podpórek – legend i podań, fantazmatów, zastępników myślenia.

    Przykład Twojej argumentacji:

    „W moim przekonaniu, każda nauka badająca przeszłość wykluczająca a priori możliwość, iż wszechświat został zaprojektowany lub stworzony, przestaje być poszukiwaniem prawdy, a staje się sługą lub niewolnikiem kontrowersyjnej doktryny filozoficznej.”

    Dezerter, nauka niczego a priori nie wyklucza. Nauka tworzy hipotezy i je potwierdza lub nie. Biblia nie ma tu nic do rzeczy. Tego rodzaju oznajmienie – że w przypadku ewolucji nauka nie jest nauką, tylko kontrowersyjna doktryną filozoficzną jest wpychaniem palców w oczy tejotowi.

    Dezerter, przedstawiasz na niniejszym blogu poglądy, które były głoszone i uważane za jedynie prawdziwie w okresie przednaukowym, w okresie, gdy świat był płaski, dwuwymiarowy, groźny i niezrozumiały, a jedyną metodą objaśniania świata było dyskutowanie, interpretowanie legend, strachów, nakazów i zakazów zapisanych w pamięci ludzkiej oraz w mądrych księgach (nie koniecznie świętych!).

    Tak więc dezerter, mówienie swoimi słowami nie jest Ci dostępne. Mówisz Biblią.
    Pzdr, TJ

  147. @anumlik

    dziekuje za Jaromira Nohavice – nie znalem. Dzisiaj rozmawialem o poczatkach czeskiej grupy Plastic People of the Universe z siostra jednego z zalozycieli grupy Jiriego Stevicha (gitara, 1968 -1972) – kolega szkolny Milana Hlavsy (motor grupy, zmarl 2001)
    Druga grupa czeska, ktorej tworczosc znam dosc dobrze to Blue Effect (Modry efekt)

    Milan „Mejla” Hlavsa (1951-2001), Muchomurky bile
    https://www.youtube.com/watch?v=jpHTHOsatVs

  148. Wiesz co, Lewy. Dzięki że nazwałeś po imieniu.

    Ja bym jeszcze „podziękowała” wszystkim teraz nawróconym Dornom czy Marcinkiewiczom.

  149. Ruski komentarz do zakupu rakiet „Patriot”:
    В Польше праздник: десять ракет им пообещали американцы и одну – русские.

  150. tejot
    22 sierpnia o godz. 18:42
    „Tu Biblia jest precyzyjna. Dzień miał długość dnia, czyli 24 godziny”.

    Napisałem wyraźnie: „poważnie interesuje się kwestią pochodzenia życia”.
    Wydaje Ci się, że nie byłem na tyle wnikliwy, żeby rozważyć taką możliwość ? Dla każdego dorosłego ŚJ to jest elementarz.

    Jak zatem przekonałem się, że „dzień” stwarzania nie mógł trwać 24 godzin?

    W Biblii wielokrotnie użyto słowa „dzień” w sensie przenośnym. Dobitną tego ilustracją, w znaczeniu jednostki czasu o różnej długości, jest relacja o stwarzaniu zawarta w Księdze Rodzaju. Opisano tam tydzień składający się z sześciu dni stwarzania oraz siódmego dnia odpoczynku. Biblijny opis sześciu kolejnych dni stwarzania kończy się słowami: „I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień pierwszy [drugi, trzeci, czwarty, piąty i szósty]”. Siódmy dzień nie został jednak tak podsumowany, co świadczy o tym, iż ów okres, w którym Bóg odpoczywa od dzieł stwórczych w odniesieniu do Ziemi, wówczas się nie zakończył.

    Apostoł Paweł wskazał, że Boży dzień odpoczynku trwał jeszcze w jego czasach, a było to ponad 4000 lat po rozpoczęciu się owego siódmego dnia. Jak stąd wynika, każdy z dni stwarzania, czyli okresów działalności stwórczej, trwał co najmniej tysiące lat.
    W dziele A Religious Encyclopædia powiedziano: „Dni stwarzania były okresami, fazami procesu twórczego, a nie dobami 24-godzinnymi”.

    Wszystkich sześć odcinków czasu poświęconych na przygotowanie planety Ziemi i zwanych „dniami” stwarzania zostało też objętych jednym ogólnym określeniem „dzień”; w Rodzaju 2:4 podano: „Oto dzieje niebios i ziemi w czasie ich stwarzania, w DNIU, w którym Jehowa Bóg uczynił ziemię i niebo”.

    Sytuacji człowieka nie da się porównać z pozycją Stwórcy — nie mieszka On przecież w naszym Układzie Słonecznym i nie musi zważać na obserwowane w nim cykle astronomiczne. O Bogu, istniejącym od czasu niezmierzonego po czas niezmierzony, psalmista powiedział: „Bo tysiąc lat jest w twoich oczach zaledwie jak dzień wczorajszy, który przeminął, i jak straż w nocy”. Podobnie apostoł Piotr napisał, iż „u Jehowy jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat — jak jeden dzień” . Dla ludzi 1000 lat to 365 242 osobne dni i noce, ale dla Stwórcy może to być po prostu jeden nieprzerwany odcinek czasu, w którym podejmuje jakąś celową działalność i doprowadza ją do szczęśliwego końca, tak jak człowiek zaczyna pracę rankiem, a kończy ją u schyłku dnia.

    Wszystko to zgadza się ze znaczeniem hebrajskiego słowa, tłumaczonego na „dzień”. Oznacza ono między innymi: ‛długi okres; czas, w którym się dzieje coś nadzwyczajnego’ (W. Wilson, Old Testament Word Studies, Grand Rapids, Michigan 1978, s. 109).

    Co jeszcze przemawia za tym, że materialne dzieła stwórcze nie mogły powstać 6—10 tysięcy lat temu w ciągu zaledwie sześciu dni?

    Przeczą temu fakty: 1) Na półkuli północnej można w bezchmurną noc zobaczyć Wielką Mgławicę Andromedy. Potrzeba około 2 000 000 lat, aby jej światło dotarło do Ziemi, co dowodzi, że wszechświat musi liczyć co najmniej miliony lat. 2) Istnienie końcowych produktów rozpadu promieniotwórczego w skałach Ziemi stanowi dowód, że niektóre formacje skalne pozostają nienaruszone od miliardów lat.

    Napisałeś też, że „nauka niczego a priori nie wyklucza”. Oto dwa przykłady, które zdają się temu zaprzeczać.

    Zwolennik ewolucji, Richard Lewontin, przyznał, że sporo uczonych chętnie akceptuje niedowiedzione twierdzenia, „ponieważ wcześniej powzięli pewne zobowiązanie — zobowiązanie względem materializmu”. Uczony ten powiedział: „Po prostu nie możemy pozostawić miejsca dla Boga”. ( Richard C. Lewontin, „Billions and Billions of Demons”, The New York Review of Books, 9 stycznia 1997, ss. 28-32).

    Na łamach Świata Nauki przytoczono wypowiedź socjologa Rodneya Starka: „Przez 200 lat wmawiano nam, że jeśli ktoś chce być naukowcem, to musi uwolnić swój umysł z pęt religii”. Stark zauważył też, że na uczelniach prowadzących badania naukowe „ludzie religijni siedzą cicho”. (Edward J. Larson i Larry Witham, „Naukowcy a religia w USA”, Świat Nauki, listopad 1999, s. 75).

  151. Do „fascynującej” (hi,hi) wymiany zdań pomiędzy dezerterem a tejotem, dorzucę cytat z książki Edwarda O. Wilsona „Konsiliencja. Jedność wiedzy”:

    Żadne zaklęcia szamana ani posty na szczycie świętej góry nie potrafią wyjawić prawdy o widmie elektro-magnetycznym. Jeśli prorocy wielkich religii nic nie wiedzieli o jego istnieniu, to nie dlatego, że bogowie byli tacy tajemniczy, ale dlatego, że prorokom zabrakło ciężko wywalczonej wiedzy z zakresu fizyki.

    Wiedzy z zakresu fizyki, biochemii, genetyki, kognitywistyki, proszę Dezertera, nie da się pogodzić z rojeniami uwalonych ziołami proroków, nie męcz więc nas swoimi rojeniami opartymi na oparach tych wizji. Plizzz!

  152. UWAGA KOMUNIKAT
    W tym miejscu warto przypomnieć, że dezerter nie jest normalnym uczestnikiem forum. Jest przedstawicielem jehowickiej sekty produkującym się tu zawodowo. W ramach tej zawodowej działalności notorycznie publikuje przeraźliwe bzdety.

  153. @anumlik
    I ty Brutusie? W duchy uwierzyłeś? I widma? Elektro-magnetyczne?

  154. „Prorokom” być może zabrakło „wiedzy z zakresu fizyki”, ale problem „jedności wiedzy” nie jest taki prosty. Czwartym fakultetem mojego znajomego jest właśnie teologia. Po PPT-matematyce, informatyce i górnictwie. Jak sam żartuje, modli się gorąco, aby jego optymalizacje modelujące komputerowo wybuchy górnicze okazały się poprawne.

  155. Szkoda, że nie przychodzi mi do głowy wspólny temat rozmowy @anumlika z księdzem Lemaître. O czym ksiądz Lemaître mógłby pogadać z takim Eddigtonem czy Einsteinem bardzo łatwo jest mi sobie wyobrazić.
    Jaki fajniejszy byłby świat, gdyby ludziska nie zamykali się w pudełkach swojej niekompetencji tylko, mając nieco bardziej otwarte głowy, dopuszczali wątpliwości.
    100% pewni swego są tylko idioci.

  156. 1) Dezerter, przeczytałem Twoje ambitne, chwiejne i jednocześnie arbitralne „naukowo-religijne” interpretacje dotyczące długości biblijnego dnia stworzenia i ich niemniej ambitne przykładowe uzasadnienie związane z mgławicą Andromedy odległą od Ziemi o 2 mln lat świetlnych.
    Teraz mogę na spokojnie wnikliwie przeanalizować ten dowód i dojść do ostatecznej konkluzji, że dzień stworzenia mógł liczyć 2 mln lat.

    Logiczne. Tylko co począć z takimi faktami? Astronomowie wciąż bombardują naszą świadomość tym, że np. zaobserwowali jakiś obiekt kosmiczny w odległości 1 mld lat świetlnych od Ziemi.
    Czy to oznacza, ze dzień stworzenia mógł mieć 1 miliard lat? Mógł mieć. Zgadza się. I takich sześć dni, to 6 mld lat.
    Albo inaczej. Można założyć, ze z tego powodu, że Biblia nie mówi dokładnie ile dzień stworzenia trwał, to można przyjąć, ze pierwszy dzień stworzenia trwał np. 4 miliardy lat lat, drugi 4 miliony lat, trzeci cztery tysiące lat, czwarty 4 lata, piąty cztery godziny, a szósty był przeznaczony na wykończenie dzieła, więc mógł być błyskawiczny – 4 minuty.

    Czy autorzy Biblii mieli, mogli mieć kilka tysięcy lat temu jakiekolwiek pojęcie o budowie materii, o wszechświecie, o biologii? Może dlatego, ze nie mieli pojęcia, to walnęli te 6 dni potrzebne stwórcy na stworzenie świata. By teraz studiujący Pismo wnikliwi badacze musieli się męczyć, kombinować, domyślać, spekulować ile ten dzień stworzenia mógł trwać.

    2) Dezerter83, przykłady, które podałeś o naukowcach skarżących się, że w uprawianiu nauki zmuszeni są do wyrzeczenia się religii, są jak najbardziej na miejscu. Religia nie ma zastosowania w nauce. Religia, to zespół wierzeń. Nauka i religia, to dwa odrębne porządki, dwa światy W pierwszym świecie dzień trwa jeden dzień, w drugim dzień może trwać zarówno 2 mln lat, jak i 1000 lat, w zależności od strony, na której otworzymy Pismo Święte.

    3) Dezerter, nauka niczego nie wyklucza a priori. Gdyby nauka wykluczała cokolwiek a priori, to nie byłaby nauką, a religią.

    4) Dezerter nadal nie mówisz swoimi słowami, mówisz Biblią.
    Pzdr, TJ

  157. Wlazł na blog, znowu, @dezerter. Jak zawsze po to, żeby wyrzucić z siebie niewypowiedziane, czyli to, co siedzi w jego umyśle głęboko schowane, nieświadome, męczące, zmuszające do kompulsywnego czytania, bardzo czujnego – on czyta regularnie, szukając jak wirus komputerowy haseł: bozia, duch, Jezusek, pismo., a nawet: długopis, majtki, rączka (ostatnio gadał coś o seksie jehowickoprawidłowym) i tak dalej.

    Jehowicki dezerter z własnego umysłu, w żadnym razie nie włazi po to, żeby dyskutować, o czym się setki razy przekonaliśmy. To dziecię boże włazi, by szukać ukojenia dla zbolałego umysłu, zgwałconego przez jehowitów wyższego sortu niż gwałcony dezerter. Umysł jego bolesny, jak bolesne rany Jezuska, wyje w prośbie o środek kojący, ale dezerter ma umysł tak zgwałcony, więc i niedorozwinięty, że swojej boleści nie umie nazwać. Siedzi ona poza jego świadomością i udręką wymusza na nim nieustające drapanie się – tak jak pies drapie opanowane przez świerzba miejsce na boku czy łapie. Im więcej drapie, tym bardziej dręczy; im więcej dręczy, tym bardziej drapie, rozdrapując ciało do krwi.
    Drapiąc, gada straszliwe brednie, wywala rzeczy zakłamane, nieprawdziwe, oszukańcze, ale wali całymi wywrotkami, na oślep, nie badając tego co wywala, bo kompulsja nie pozwala – pozór ulgi w wywalaniu jest, nie w badaniu, i nie pozwala mu umysł – niezdolny do swobodnego badania rzeczy.

    @Tejot odpowiada zdezerterowanemu, ja nie – z nim nie dyskutuję, to rzecz skończona, dam komentarz w sprawie, dodając nieco do wypowiedzi @Tejota.

    Tako rzecze zdezerterowany: „Biblia w ogóle nie wypowiada się o tym, kiedy powstał wszechświat. „
    Niebieska książeczka w ogóle się o niczym nie wypowiada, książeczka nic takiego nie umie. Bozia się wypowiada, a niebieska książeczka to tzw. Słowo Boże.
    Bozia nie mówi „kiedy powstał wszechświat”, chociaż mógł. Gdyby się wypowiedział jak dziecię szkolne, powiedziałby, że 13,8 mld lat temu. Mielibyśmy miarę czasu, przez który bozia nic nie robił, tylko oglądał przemówienia prostego posła z ławy: 13,8 miliarda lat oglądał i to dopiero początek, bo jak wiemy, prosty poseł dużo gada. Swoim wyrobem glinianym, znaczy człowiekiem i jego posłem z ławy zajmuje się dopiero od jakichś 5,5 tysiąca lat,jak obliczył biskup Asher. Przy takim rachunku: tam 13,8 miliarda lat, tu 5,5 tysiąca,możemy tą ostatnią wielkość matematycznie pominąć.
    Gdyby bozia oświadczył: zmajstrowałem wszechświat 13,8 mld lat temu, dałby dowód, że jest fachowiec i nie gada byle czego. Pustynny Izraelita nie bardzo by kapował co to te miliardy, skoro policzyć do tuzina to już była dla niego spora sztuka, ale miałby szacunek: ten bozia to widać, straśnie mondry jest! Jak tak gada, od razu wiadomo, że bozia ! A dziś, to by astronomowie, fizycy i cała reszta na kolana klękali i bozię za nogi obejmowali (bozia ma nogi, przypominam, na co złożył oświadczenie w niebieskiej książeczce, nie podając jednak rozmiaru sandała) . Każdy naukowiec byłby dziś katolik, a najlepsi to by zaraz byli jehowici, przez co by się stan umysłu @dezerterowi poprawił i byłoby z nim o czy pogadać.
    Mógłby też bozia się oświadczyć jak w każdej porządnej bajce: dawno, dawno temu, za górami, za lasami i za siedmioma rzekami, siedząc przy ognisku, zmajstrowałem Wszechświat. To z kolei z mety skapowałby Izraelita pustynny, choć naukowiec nie padłby na kolana z wrażenia, że bozia taki fachowiec. Kulturalny bozia mógłby tanio zrobić coś dla każdego: przy ognisku za tymi górami ulepiłem Wszechświat 13800000000 lat temu. I wszyscy byliby zadowoleni. Ale nie, bozia w ogóle olał sprawę, czyli mówiąc jak jest – olał swojego glinianego człowieka, a nawet prostego posła z ławy.

    Doskonały bozia jednak oświadczył doskonale precyzyjnie, ile czasu co produkował. W Księdze Rodzaju 1.5 takie dał oświadczenie co do czasu: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy.”
    Po zmajstrowaniu światła w dniu pierwszym, który trwał wieczór, noc i poranek (w nocy robił światło,co jest dosyć słuszne, ale jak on to robił po ciemku???), następne produkcje odstawiał w dniach kolejnych: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień drugi. „
    I tak dalej. Aż siadł i odpoczął.

    @Dezerter sprzeciwia się swojemu bozi, ma go za głupka, który nie wie, co mówi. Jest to normalne zachowanie każdego prawidłowego wyznawcy. Oto co oświadcza @dezerter: „występuje słowo „dzień”, które określa kolejne etapy „, oraz: „Biblia nie precyzuje, jak długo trwały „dni” stwarzania, ale sformułowania użyte w pierwszych dwóch rozdziałach Księgi Rodzaju wskazują na bardzo długie okresy.”

    @Dezerter sprzeciwiając się swojemu bozi, zadając mu kłam, wypróżniając się swoją jehowickością na Jehowę gada, że dzień to nie dzień. Że dzień to „”etap”, że dzień to „bardzo długi okres”. Zanim nauka nie sprecyzowała w jaki sposób następowała ewolucja Wszechświata, każdy wyznawca bozi wiedział doskonale, że dzień oznacza dzień, a nie „bardzo długi okres”, „etap” i tak dalej. Kto się nie zgadzał na to, że dzień to dzień, temu biskupi odcinali „członki ciała”, obcinali głowę, miażdżyli kolana, wyrywali język, robili z niego pieczeń, wypruwali flaki i czynili podobne widowiska o dosyć rozrywkowym charakterze.
    @Dezerter, nieświadomie, użył argumentacji naukowej, zgodził się z nią, wypróżniając się tym samym na oświadczenie Jehowy.

    Następnie jednak @dezerter oświadczył, że ma naukowców tam gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować, takimi oto słowami: „Moim zdaniem, naukowcy uczący o ewolucji nie opierają się na żadnych dowodach. „
    Dowiadujemy się zatem z oświadczenia @dezertera, że ma własne zdanie – co samo z siebie jest rozrywkowe – które polega na tym, że własnemu zdaniu zaprzecza i na Jehowę się wypróżnia, oraz, że naukowcy nie mają żadnych dowodów, więc argumentuje w sprawie stworzenia Wszechświata powtarzając stanowisko nauki, która „nie ma żadnych dowodów”.
    Następnie @dezerter składa oświadczenie, że sam jest naukowiec, albo co najmniej, że się posługuje naukowymi metodami badawczymi: „..poważnie interesuję się kwestią pochodzenia życia, analizuję także opinie…„ oraz: „W literaturze naukowej — prestiżowych, specjalistycznych periodykach czy książkach — nie ma ani jednej publikacji opisującej,…”
    Czyli dezerter zna całą literaturę światową na dany temat, oraz umiał ją tak zbadać, żeby mieć pewność, że nic w niej wartościowego, „żadnych dowodów, nie ma.” Jako naukowiec do potęgi mniej więcej 36-tej, tyle ma pewnie nagród Nobla, doskonale wie też, jak mają wyglądać „dowody”.

    Jako poważny i trzydziestosześciokrotny noblista, naukowiec @dezerter oświadcza więc, że naukowość jest do dupy, a naukowcy kłamią, co zawarł – dodatkowo, poza stwierdzeniem, że naukowcy „nie mają żadnych dowodów”, a gadają jakby mieli – w tym oświadczeniu: „[nauka] przestaje być poszukiwaniem prawdy, a staje się sługą lub niewolnikiem kontrowersyjnej doktryny filozoficznej”.
    A zatem @dezerter wygłosił publicznie oświadczenie: jestem naukowiec do dupy, nie mam żadnych dowodów, jestem niewolnikiem doktryny i sam się wypróżniam na siebie !

    Następnie @dezerter wygłasza kolejną tezę naukową: „Rzecz jasna, jako uczeń i naśladowca Jezusa z Nazaretu, niezmiennie trzymam się jego nauki o tym, że Bóg bezpośrednio stworzył dwoje pierwszych ludzi..”
    Jako naukowiec, dokonuje @dezerter fałszerstwa definicyjnego – co się, nota bene, naukowcom zdarza, więc jest @ezerter-oszust wśród podobnych mu oszustów. W tym twierdzeniu zamienia znaczenie „nauki” w jej czystym znaczeniu oznaczającym racjonalne badanie rzeczy w oparciu o fakty, kryteria wolnego i zdyscyplinowanego logiką rozumu i metodę naukowego postępowania, ze znaczeniem religijnie doktrynalnym właśnie – „nauki”, która oznacza „pouczenie”, tezę nieznoszącą badania oraz zwyczajne gadanie byle czego.
    Naukowcy wykazali, że nigdy nie było żadnych „dwojga pierwszych ludzi”, a @dezerter naukowiec, który jest uzurpatorem i oszustem, gdyby zbadał „literaturę naukową – prestiżowe, specjalistyczne periodyki czy książki”, to by się – oczywiście – o tym dowiedział. Wystarczyłby mu do tego także zwykły, nie bardzo naukowy, ale nieskrępowany religijną doktryną, czyli własny, rozum. Mając nie bardzo specjalistyczną , ale szkolną, powiedzmy na poziomie biologii w liceum, wiedzę o ewolucji, wiedziałby, że nie było żadnej „pary pierwszych ludzi”. Ewolucja to wyklucza.

    Na koniec, by pula bredni i nieprawd wywalonych, jak zawsze, przez @dezertera, osiągnęła określoną objętość, powiedzmy „pełnego kibla gówna” – co jest jednostka standardową w aresztach wydobywczych – wydaje z siebie rzeczony takie oświadczenie:
    „Prawdziwość relacji z Księgi Rodzaju potwierdził sam Jezus, który uczestniczył wraz ze swoim Ojcem – w procesie stwarzania (Rodzaju 1:26; Mateusza 19:4).”
    A zatem, „sam Jezus potwierdził prawdziwość” i opis tego jak potwierdził, znajdziemy pod tymi dwoma adresami.
    Oto pierwszy z nich – „Rodzaju 1:26” : „26 3A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!» „
    Nie ma tam żadnego oświadczenia Jezuska, więc też żadnej prawdziwości nie potwierdza.

    Oto drugi adres potwierdzający prawdziwość, wedle @dezertera –
    „Mateusza 19:4”:
    „4 On [Jezusek] odpowiedział: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? „
    Tu Jezusek faktycznie się pojawił i coś oświadczył. Jego oświadczenie „prawdziwości” polega na tym, że powiedział, że bozia powiedział. Na tym polega dowodzenie, naukowe w dodatku, przez @dezertera.

    Teraz ja złożę dwa oświadczenia dowodzące prawdziwości.
    Pierwsze: mój sąsiad Józek powiedział, że jego żona jest kurew.
    Drugie oświadczenie: oświadczam, że @dezerter jest biedny człowiek, o zgwałconym umyśle. Biedny, ale idiota.

  158. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:19
    100% pewni swego są tylko idioci.

    Z tego wniosek, że do idiotów należą bez wyjątku wszyscy religianci.

  159. @@gotkowal, zza kałuży
    Znajomy rabin swoje modlitwy poleca komputerowi. Zapisuje tekst modlitwy/prośby w laptopie, adresuje do swojego nieżyjącego opiekuna duchowego – cadyka i czeka na odpowiedź. „I co?” – spytałem, gdy mi to opowiedział – „Odpowiedź przychodzi?” – „Zawsze. Ale tylko ja potrafię ją odczytać”.

  160. tejot
    22 sierpnia o godz. 18:42

    Można się zdumiewać, jak łatwowierna jest człowiekowata małpa, która ze śmiertelną powagą siedzi po uszy w słownych zagadkach, z których domniemany Bóg ułóżył Biblię dla swego stworzenia tak, by nic nie rozumiało. Bez wieloletnich wnikliwych – jak powiada dezerter – studiów nie da rady rozumieć. Tylko pod kierownictwem wnikliwych dezerterów (Upodobał sobie onże dezerter wyraz „wnikliwy” jak Lolek Kremówka – wyraz „szczególny”). I wnika, wnika – takiego ma konika. Skutkiem niezmierzonej mądrości Absolutu jest grubo ponad siedem obecnych miliardów małp skazanych na płacz i zgrzytanie zębów przed i po śmierci, bo trzy czwarte świata ma inne święte księgi, a pozostała jedna czwarta nie jest w stanie nie tylko analizować Biblii, ale nawet pół stronicy do poduszki przeczytać, bo wcześniej zaśnie. A znaleźć tak wyrafinowanie mądrego Boga można, niestety, tylko po wieloletnich studiach pod światłym kierownictwem ciemnych jak uczniowie nauczycieli, którzy za dowody mają wyłącznie słowa wymagające dowodów, które to dowody też wymagają dowodów. Czyli poza dezerterem i kilkoma jego kumplami nikt Boga nie znajdzie. Bo ani myśli szukać. A nawet gdyby myślał, to Bóg tak kocha ludzkość, że się zwiał przed nią na koniec świata i ślad po nim zaginął. Widać więc, że ludzkość po to została powołana do życia, by niczego nie rozumiejąc, zdechła pod płotem jak bezpański pies. Taki był widać oszałamiający, przenikliwy, tajny plan najinteligentniejszego z inteligentnych Intelektu.

  161. Wiedzy z zakresu fizyki, biochemii, genetyki, kognitywistyki, proszę Dezertera, nie da się pogodzić z rojeniami uwalonych ziołami proroków.

    Kto jest ojcem genetyki?
    Ksiądz Mendel.

  162. „Wiedzy z zakresu biochemii (…) nie da się pogodzić z rojeniami uwalonych ziołami proroków”.

    W roku 1996 profesor Michael J. Behe, obecnie wykładający biochemię na Uniwersytecie Lehigh w stanie Pensylwania, wydał książkę Darwin’s Black Box — The Biochemical Challenge to Evolution .
    W ciągu ostatnich dziesięciu lat ewolucjoniści starali się podważyć zawarte w niej argumenty. Ponieważ autor jest katolikiem, oskarżano go o to, że przekonania religijne zaciemniły jego osąd naukowy. Niektórzy twierdzą, że argumentacja profesora wręcz kłóci się z nauką. Przedstawiciel Przebudźcie się! zadał Michaelowi Behe kilka pytań, by dowiedzieć się, dlaczego głoszone przez niego poglądy wzbudzają tyle kontrowersji.

    PRZEBUDŹCIE SIĘ!: DLACZEGO UWAŻA PAN, ŻE PRZYRODA DOSTARCZA DOWODÓW INTELIGENTNEGO ZAPROJEKTOWANIA?
    PROFESOR BEHE: Kiedy widzimy skomplikowany mechanizm, zakładamy, że ktoś musiał go zaprojektować. Obecnie nauka rozwinęła się na tyle, że poznajemy podstawy życia. I ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu badacze odkrywają skomplikowane mechanizmy również na poziomie molekularnym. Na przykład w komórkach organizmów żywych można znaleźć mikroskopijne „ciężarówki”, które przewożą „towary”. Maleńkie „drogowskazy” nakazują im skręcać w prawo lub w lewo. Niektóre komórki mają „śruby napędowe”, pozwalające im poruszać się w płynach. Normalnie gdy widzimy gdzieś tak złożone systemy, skłonni jesteśmy uznać, że ktoś musiał je zaprojektować. Innego wyjaśnienia po prostu nie mamy, i to pomimo prób zwolenników darwinizmu. Całe nasze doświadczenie uczy, że takie uporządkowanie dowodzi zaprojektowania. Możemy więc uznać, że i te systemy molekularne miały inteligentnego projektanta.

    JAK PAN MYŚLI, DLACZEGO WIĘKSZOŚĆ PANA KOLEGÓW NIE ZGADZA SIĘ Z KONCEPCJĄ INTELIGENTNEGO PROJEKTU?
    Sporo naukowców nie zgadza się z moimi poglądami, ponieważ dostrzega, że idea inteligentnego projektu ma konsekwencje wykraczające poza naukę — wydaje się wskazywać na coś nadnaturalnego. Taki wniosek niepokoi wiele osób. Ale zawsze mi wpajano, że nauka ma się opierać na dowodach — niezależnie od tego, na co one wskazują. Ignorowanie wyraźnych dowodów tylko dlatego, że mogą one mieć nieprzyjemne konsekwencje filozoficzne, świadczy moim zdaniem o braku odwagi.

    JAK ODPOWIADA PAN KRYTYKOM TWIERDZĄCYM, ŻE PRZYJMOWANIE KONCEPCJI INTELIGENTNEGO PROJEKTU JEST PROPAGOWANIEM IGNORANCJI?
    Wniosek, że przyroda została zaprojektowana, nie wynika z ignorancji. Nie jest on oparty na tym, czego nie wiemy, ale na tym, co wiemy. Kiedy 150 lat temu Darwin opublikował dzieło O powstawaniu gatunków, życie wydawało się proste. Naukowcy uważali, że komórki są tak proste, iż mogły spontanicznie powstać z morskiego mułu. Ale od tamtego czasu stwierdzono, że są one niewiarygodnie skomplikowane — o wiele bardziej niż maszyny XXI wieku. Ta złożoność wskazuje na zaprojektowanie.

    MÓWI PAN O SKOMPLIKOWANYCH SYSTEMACH MOLEKULARNYCH. CZY NAUKA DOSTARCZYŁA JAKICHKOLWIEK DOWODÓW NA TO, ŻE MOGŁY ONE POWSTAĆ W PROCESIE EWOLUCJI, W WYNIKU DOBORU NATURALNEGO?
    Przegląd literatury naukowej dowodzi, że nikt nie próbował we właściwy sposób pokazać, jak w wyniku procesów darwinowskich miałaby powstać maszyneria molekularna. Nie podjęto prób eksperymentalnych ani nie stworzono szczegółowego modelu naukowego. A przecież w ciągu dziesięciu lat od opublikowania mojej książki wiele organizacji naukowych (między innymi Amerykańska Akademia Nauk i Amerykańskie Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Nauki) apelowało do swych członków o dołożenie wszelkich starań, by obalić pogląd, że przyroda dostarcza dowodów inteligentnego zaprojektowania.

    Jak widać, odważni biochemicy, nie mają problemu z pogodzeniem wiedzy naukowej z tym, co mówi Biblia.

  163. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:27
    Mącisz demagogicznie.

  164. @anumlik
    „Znajomy rabin swoje modlitwy poleca komputerowi.(…) Ale tylko ja potrafię ją odczytać.”
    Anegdotki – srotki.
    Kolega robi projekty zaoszczędzające polskim kopalniom grube miliony złotych. Nikt by mu nie zapłacił ciężkiej forsy gdyby sam dzięki jego obliczeniom nie zaoszczędził tych milionów. Wiercić dziury trzeba wiedzieć gdzie i trzeba wiedzieć ile i jak napychać je dynamitem.
    A ty sobie dowcipkuj dalej. Też masz trzy dyplomy plus doktorat z „hard” sciences?

  165. Behe’s claims about the irreducible complexity of essential cellular structures have been rejected by the vast majority of the scientific community, and his own biology department at Lehigh University published an official statement opposing Behe’s views and intelligent design.

  166. @Na marginesie 22 sierpnia o godz. 22:30
    Mącisz demagogicznie.”
    To kto był ojcem genetyki jak nie ksiądz Mendel?
    Ty do szkoły kiedyś chodziłaś? Jakoś temu księdzu udało się pogodzić „rojenia uwalonych ziołami proroków” ze ścisłą, eksperymentalną nauką. A zatem obwieszczenia @anumlika są funta kłaków niewarte.

  167. @zza kałuży
    Darwin też o mało co nie został anglikańskim duchownym, studiował teologię naturalną, a nawet – za Paleyem – próbował udowodnić poprzez dzieła natury istnienie Boga. I co z tego? Nico.

  168. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:32
    Franciszek Longchamps de Berier jest (podobno) całkiem niezłym specjalistą od prawa rzymskiego. Tego raczej nikt nie podważa. Problemy zaczynają się wtedy, gdy xiuncu FLdeB bruździ o bruździe. Dotykowej znaczy.

  169. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:37
    Tylko że z tego rzekomego „pogodzenia” nic nie wynika.
    Nie denerwuj się. Myśl.

  170. Skala intensywności trzęsień ziemi opracowana przez księdza Mercallego, geologa. Też mu te rojenia uwalonych nie przeszkodziły.

  171. @zza kałuży, z godz. 22:37
    Jeszcze chwila, a przywołasz autorytet ks. prof. Michała Hellera. Który miota się pomiędzy nauką, a doktryną religijną. Gratuluję argumentów.

  172. Newton zostawił od groma teologicznych traktatów.
    A więc dało się godzić.

    Celem moich protestów jest tylko zaprzeczenie @anumlikowego obwieszczenia, że wiedzy z nauk przyrodniczych „nie da się” pogodzić z religią. Da się (nawet jeżeli mnie czy @anumlikowi wydaje się to niemożliwe) a ja tylko podałem przykłady potwierdzające moja tezę.

    W tym nie ma demagogii ani niczego innego – ja podaję fakty a @anumlik strzelił ślepakiem.

  173. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:42
    I co z tego? Xiuncu Mercallemu i tak nie wolno było myśleć poza ściśle ograniczoną działką. Jako xiunc był instytucjonalnie otrzebiony. Umysłowo.

  174. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:47
    Podajesz fakty, którymi trafiasz kulą w płot. I nie wyciągasz prawidłowych wniosków.

  175. Jak rozumiem każdy ksiądz czy brat zakonny, który wyprodukował uznane przez moich zdwersarzy za wartościowe wyniki naukowe w naukach przyrodnicznych – z definicji moich adwersarzy – nie mógł być ani dobrym księdzem ani zakonnikiem.
    Albo – albo.

    Kurcze, jaki to kardynał zachęcał kanonika Kopernika do szybszej publikacji De Revolutionibus?

  176. @zza kałuży
    Каждый по-своему с ума сходит 😉

  177. Plugawstwo do plugawstwa ciagnie. Czyli w GW mozna obejzec galerie projektow „pomnika smolenskiego”.

    Co jeden, to wieksze plugawstwo, ale nie o to chodzi, tylko o to, ze te projekty sa FANTASTYCZNE !!!

    Sa absolutnie fantastyczne, bo kazdy z nich jest pod kazdym wzgledem, poza jednym, kompletna katastrofa !!!

    I wlasnie to, ze kazdy z osobna i wszystkie razem, sa katastrofa, jest fantastyczne !!!

    Jest fantastyczne, bo co lepeiej niz katastrofalny pomnik opisze „katastrofe smolenska” ???

    Projekty mozna sobie poogloadc tutaj:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114944,22261150,mamy-projekty-nowych-pomnikow-smolenskich-rece-opadaja,,1.html#Czolka3Img

    Tak wiec sie NIE ZGADZAM , z autorem, ze „rece opadaja” …

    Wrecz odwrotnie W GORE SERCA !!!

  178. zza kałuży
    22 sierpnia o godz. 22:56

    Jedyny „ksiadz, czy zakonnik”, ktory wyprodukowal znaczace naukowo wyniki, nazywal sie Mendel, Gregor Mendel…

    Po nim juz nigdy nikt …

    Dziekuje za uwage.

  179. zza kałuży
    Ks.prof. Włodzimierz Sedlak, twórca polskiej szkoły bioelektroniki, elektromagnetycznej teorii życia oraz pojęcia wszechpróżni, a także paleontolog, był także autorem kilku książek teologicznych. Dla mnie nie do strawienia, choć te naukowe czytałem kiedyś z zapartym tchem.

  180. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:56

    Ależ nie, ależ nie. Co to znaczy „być dobrym zakonnikiem”? Jak zdefiniujesz owo „dobro”? To jest zupełnie urojony problem. Nie chodzi o to, że religia koniecznie wyklucza wszelkie rodzaje wiedzy. Chodzi o to, że religia całkiem realnie zabrania myśleć w określonych kierunkach. A samodzielne myślenie nieodmiennie stawia człowieka w konflikcie z religią. „Tym samym mózgiem myśleć i wierzyć” nie sposób.

  181. @lonefather 22 sierpnia o godz. 23:02
    Widzę, że ty z lekcji fizyki czy astronomii ześ na ryby nad rzekę uciekał…
    Poczytaj sobie o księdzu G. Lemaître.

  182. @anumlik 22 sierpnia o godz. 23:05
    Ks.prof. Włodzimierz Sedlak
    To czego teraz gupoty piszesz, że się nie da? 😉

  183. Mnie się tam Heller całkiem podoba. Od czasów jak byłem pierwszy raz w cyrku i zobaczyłem stojących na głowie i robiących fikołki kolorowych wesołków, mam spore uznanie dla fikołków intelektualnych naukowego księdza Hellera: dowodzi, że bozia nie powiedział co powiedział, że nie łaził po raju w jakiejś tunice, że nie gadał z Mojżeszem, że nie walił z nieba głazami miażdżąc mężczyzn, kobiety i szczególnie – dzieci na krwawe strzępy (bozia kocha wszyskie dzieci, jak słychać z każdej amboby, co się objawia tym, że je kamulcami morduje i jest dobrze), że bozia w ogóle nie istnieje. I za to mu dzięks.
    natomiast kopa w tyłek mu za obłudę: linoskoczek w cyrku niczego nie udaje i musi być wielki fachowiec. Jak spadnie, jak zrobi fikołka krzywo, kark skręci i nie będzie radości wśród gości. Heller gada, że bozia siedzi w formułach matematycznych, a Księga Rodzaju i podobne jej inne księgi niebieskiej książeczki to takie miłe alegorie, a nie konkret, fakt. Bozia matematyczny jest sterylnie nieludzki, matematyka nikogo nie kocha, nie przytula i nie koi do snu odpuszczając grzechy i usuwając zmartwienie albo czarną rozpacz, że mamusia zmarła. To robi wyłącznie bozia osobowy ten co łazi po raju i wali kamulcami w dzieci. Żeby we mnie nie walnął,muszę być dla bozi odpowiednio grzeczny,więc niech walnie w Józia, po tym się pozna, że Juzio dla bozi był mniej grzeczny,albo odwrotnie: kocha, więc zabił – jak w życiu.

    Ponieważ Księga Rodzaju to dla Hellera alegoria, bajeczka dla dzieci i wesołe fantazje ogólne, to i każde inne miejsce w niebieskiej książeczce też jest alegoryczne. A jak należy alegorię rozumieć, to każdy sobie będzie kombinował, bo nie ma na alegoryczność żadnego wzorca, poza może jednym, ale też nie jest to wzorzec absolutny: analiza głębi psychologicznej.

    Nie jest w tej sytuacji niebieska książeczka żadnym „Słowem Bożym”, ale alegorycznymi przypowiastkami, o niejasnej treści, więc każda interpretacja jest równie dobra. Znika Słowo Boże, powstaje Słowo Bożenki. Albo Słowo Sławka.

    W istocie, tak właśnie jest: niebieska książeczka JEST zapisem głębi ludzkich przeżyć: rojeń, marzeń, zmyśleń, nadziei, uroszczeń, stanów chorobowych, świadomych manipulacji, cynicznych zgryw, lęków, przerażeń; zapisem historyccznych wydarzeń o niejasnej precyzji: plotek, fragmentów rzeczywistych, mniemań; szczypty wiedzy, przesądów,zabobonów i religijnych reguł postępowania, zresztą strasznych w wielu miejscach, przeciwludzkich, zbrodniczych. W niektórych przypadkach może i praktycznych dla codzinnej wygody czy higieny życia. Zawiera też nieco mądrości, z tego spora część to mądrości ogólnikowe , banalne czy pustawe w środku lub już zwietrzałe.

    Wtedy, gdy ją zobaczymy w takim świetle, nabiera niespodziewanej i wartościowej treści. Nadaje się do rozważania ścieżki rozwoju człowieka, badania jego przerażeń i dawnych kłamstw, rozważań jak daleko udało nam się odejść od tych boskich koszmarności i zbrodni, szukać pewnych wskazówek o charakterze archeologicznym i tak dalej.

  184. @Tanaka 22:21
    Attalos III, król Pergamonu, też miał swoje zdanie, na dodatek się z nim zgadzał.

  185. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 23:08
    By 1951, Pope Pius XII declared that Lemaître’s theory provided a scientific validation for Catholicism. However, Lemaître resented the Pope’s proclamation, stating that the theory was neutral and there was neither a connection nor a contradiction between his religion and his theory. When Lemaître and Daniel O’Connell, the Pope’s science advisor, tried to persuade the Pope not to mention Creationism publicly anymore, the Pope agreed. He persuaded the Pope to stop making proclamations about cosmology.While a devout Roman Catholic, he was against mixing science with religion,though he also was of the opinion that these two fields of human experience were not in conflict.

    Inaczej mówiąc, Lemaitre był naukowcem i miotał się między nauką i religią. Łudził się przy tym, że te dwie rzeczy nie są w konflikcie. I co z tego?

  186. lonefather
    22 sierpnia o godz. 22:59

    Chyba o to chodzi, żeby każdy taki pomnik to była, jeden w drugi – katastrofa smoleńska.
    W górę serca – wznosimy je do pana!
    Będzie dobrze.

  187. zza kałuży
    22 sierpnia o godz. 22:37

    Wybacz, zakałużniku, liczę, że się nie pogniewasz. Żyję jeszcze trochę językiem – nie jak purysta, lecz odrobinę bardziej zaawansowany uczeń paru językoznawców i wypatruję ciekawostek. Właśnie znalazłem. Napisałeś: „Są funta kłaków niewarte”. To, oczywiście, zniekształcony frazeologizm „Warte/warta/wart funta kłaków”. Frazeologizmy mają swoje utrwalone znaczenie przenośne tylko w jednej, stałej, zasiedziałej formie. Zmiana jednego elementu rujnuje frazeologizm i staje się on dosłownym komunikatem, czasem kuriozalnym. Zdanie „Niewart funta kłaków” miałoby więc znaczenie dosłowne, jakby ktoś chciał coś kupić za funt kłaków, ale po bliższym przyjrzeniu się uznał, że nie jest to warte tego funta, że funt kłaków ma większą wartość. Tymczasem funt kłaków to tyle, co nic, garść baraniej sierści lub włosów wyrwanych z głowy. Kiedy więc mówimy, że coś jest WARTE funta kłaków, znaczy, że nic nie jest warte – taka jest właściwa forma tego frazeologizmu.

  188. @Na marginesie 22 sierpnia o godz. 23:05
    „Tym samym mózgiem myśleć i wierzyć” nie sposób.
    No i apjat’ powtarza pierwotne twierdzenie @anumlika.
    Że ty nie możesz to nie znaczy, ze nie było takich, którzy mogli.
    Ja podałem – i wiecej moge podac – nazwiska takich, którzy byli duchownymi i uznanymi naukowcami o wielkich osiągnięciach.
    Jak moje przykłady ciebie nie przekonały, trudno, przeżyję, nie powieszę się z tego powodu. 😉

  189. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 23:10
    Bo się nie da. Lemaitre był w konflikcie ze swoją religią.

  190. gotkowal
    22 sierpnia o godz. 23:13

    czyli coś wiemy: @dezerter nie jest Attalosem III, królem Pergamonu: ma swoje zdanie, z ktorym się nie zgadza.

  191. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 23:15
    Twoje przykłady o niczym nie świadczą.

  192. Dezerter przemawia do blogu, jak do zbiorowiska naiwnych przedstawiając miedzy innymi cytaty z wywiadu z wyznawcą kreacjonizmu, który jako naukowy dowód na kreacjonizm przedstawił komórki, które „mają napęd” i mogą poruszać się w wodzie.
    Że też ten naukowiec wpadł na takie odkrycie dopiero w stadium dojrzałego badacza. Czy on w szkole nie miał biologii? Nie uczył się o euglenach, pantofelkach, ośmiornicach, mątwach i innych odrzutowych mięczakach? Posiadają te gatunki napęd. Z tego posiadania „napędu” wynika wprost, jak twierdzą kreacjoniści, że ten napęd musiał być zaprojektowany, że nie mogło się to wytworzenie zdarzyć w procesie ewolucji, a zatem ewolucja, to teoria błędna. Itd.

    Takim dowodzeniem zaśmiecane są setki forów o kreacjonizmie. I co z tego wynika. Wynika tylko tyle, że logika dla kreacjonistów, to zwykła maszynka do dowodzenia, jak się ją ustawi, taki wynik daje. Kreacjoniści notorycznie mieszają skutek z przyczyną, tezę z dowodem, hipotezę z faktem.

    Podstawowym narzędziem dowodzenia u kreacjonistów jest zadziwienie, ze tak nie mogło być, to zwierzę z takim napędem nie mogło ot tak sobie powstać w procesie ewolucji, zostało z pewnością zaprojektowane. Itd. Starają się przy okazji takich opowieści jak ta o napędach, przekształcić zadziwienie w wiarę, a następnie wiarę przekręcają w pewnik. To jest naukowa metoda kreacjonistów.
    Pzdr, TJ

  193. @zza kałuży
    Anegdotką poczęstowałeś mnie (i nas) Ty pierwszy. Czwartym fakultetem mojego znajomego jest właśnie teologia – napisałeś. Po PPT-matematyce, informatyce i górnictwie. Jak sam żartuje, modli się gorąco, aby jego optymalizacje modelujące komputerowo wybuchy górnicze okazały się poprawne. Odpowiedziałem anegdotką o rabinie, którą skwitowałeś słowami – Anegdotki-srotki. Znaczy – tylko Ty możesz opowiadać anegdotki, reszta srotkuje. Można i tak. A gdybyś tak zechciał zauważyć, ja także (Twoim śladem) przywołałem nazwiska kilku duchownych (także współczesnych), którzy naukami przyrodniczymi czy fizyką się parali (i parają – jak Heller). I co z tego? I nico – odpowiadam po raz wtóry. Powtórzę raz jeszcze rosyjski bon mot: Каждый по-своему с ума сходит.

  194. @wbocek 22 sierpnia o godz. 23:14
    Absolutnie sie nie obrażam, tylko, za radą mojego polonisty z liecum, żądam dowodów na piśmie!

    Słowniki, encyklopedie, leksykony poproszę. Nazwiska, akapity, numery stron, przykłady z literatury, te ich uzusy ich mać.

    To, ze ktoś jest odrobinę bardziej zaawansowanym uczniem paru językoznawców jest dla mnie funta kłaków niewarte i już!

  195. Szczery zachwyt i łzy wzruszenia, budzą ateiści, święcie przekonani, że bez udziału ducha i reszty trójcy, z Maryją na czele – matematyka i nauki przyrodnicze – nie byłyby tym czym są! W czym nie można odmówić im racji.

  196. @anumlik 22 sierpnia o godz. 23:18
    I dlatego ja napisałem o tym, że zaprzeczasz istnieniu „dobrego” księdza lub mnicha, jednocześnie naukowca. Dobego w sensie, że mu się we łbie nie poprzestawiało. Hellerowi się przestawiło, Sedlakowi sie przestawiło, innym też. Bo @anumlik wie, że nie da się pogodzić.

    No to już teraz musimy zakończyć tą przekomarzankę, gdyż, pomimo mojego niskiego poziomu łebskości, poziom jej zaczyna nurkowac dużo poniżej. 😉

  197. @gotkowal 22 sierpnia o godz. 23:21
    Dlaczego „nie można odmówić im racji”?
    Nauki przyrodnicze wyewoluowały wbrew religii.

  198. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 23:24
    Nadal nie masz żadnych argumentów. Że jakiś taki czy inny xiunc ignoruje podstawowe założenia swojej religii, a wierchuszka mu pozwala być naukowcem? I czego to dowodzi? Niczego przecież.

  199. Kiedyś poproszono Piotra Fronczewskiego (takiego aktora z Warszawy, nie mylić z Frączewskim, o którym bliższe wiadomości, ma posłanka Pawłowicz), by dokończył zdanie, zaczynające się od słowa „chciałbym”. Prośba została spełniona: „Chciałbym zobaczyć miny ateistów na Sądzie Ostatecznym”. Jak widać, niektórzy, czuliby się jak ryby w wodzie!

  200. @Na marginesie
    Kk miał spory wpływ na rozwój nauki. Vide: Galileusz czy pierepałki z teorią heliocentryczną.

  201. @Na marginesie 22 sierpnia o godz. 23:15
    „Bo się nie da. Lemaitre był w konflikcie ze swoją religią.”
    1/ On o tym sam gdzieś napisał? Przeszkadzało mu to? Czy to jest tylko twoja ocena?
    2/ Nawet jeżeli masz rację, to co z tego? Mam na myśli fakt, że w tym stanie konfliktu ze swoją religią wyprodukował coś bardzo wartościowego naukowo. Obiektywnie, czy ktoś jest fizykiem wierzącym, niewierzącym, tobom, mnom czy myszom.

    @anumlik
    twoje „myszów” w jednym z poprzednich anumlików (nb. to ja pierwszy nazwałem twoja twórczość anumlikami „anumliki jakieś pisze”) otóż w jednym z poprzednich anumlików napisałeś „myszów”.
    Moja druga córka patrzyła kiedyś, jak przykręcałem metalowe uszy do szafki na książki, która miała zawisnąć nad drzwiami.
    -Co robisz?
    -Pzrykręcam uszy.
    -Uszy?
    -Tak, uszy.
    -Dla myszów?

  202. tejot
    22 sierpnia o godz. 23:17
    „cytaty z wywiadu z wyznawcą kreacjonizmu, który jako naukowy dowód na kreacjonizm przedstawił komórki, które „mają napęd” i mogą poruszać się w wodzie”.

    On po prostu mówił w taki sposób, żeby zrozumieli jego argumentacje, wszyscy ludzie. Zarówno rozumni jak i nierozumni. To sztuka tak się wypowiadać. Myślałem, że uczyli Cię tego w szkole.

  203. tejot
    22 sierpnia o godz. 23:17

    Wyznawcy bozi i biskupi, nieustannie się plączą w zeznaniach, przez co popadają w głębokie trudności psychiatryczne. Nie da się bowiem zdrowo psychicznie żyć wśród nieustannych sprzeczności, więc zabetonowują je na dnie umysłu. Co jest wyparte męczy strasznie od środka i @dezerter to własnie nieustająco objawia, przemawiając jak popsuty cyborg.

    Biskupi i ich wyznawcy nieustanie oświadczają,że nauka nijak ma się do religii oraz, że nieustająco kłamie i kieruje się ideologią w typie marksistowskim – co właśnie wyżej oświadczył rzeczony oszust. Jednocześnie biskupi nieustannie wyją do nauki, pragną jej namiętnie i sypialnie, by znalazła w sobie łaskę potwierdzania tego, co sami o bozi bredzą. Nauka tej łaski nie udziela, przeciwnie – dewastuje religijne twierdzenia nieustająco, więc to co robią biskupi to nazywanie oszustw nauką.

  204. zza kałuży
    22 sierpnia o godz. 23:20

    No nie, aż takim maniakiem, żeby na rozkaz po słownikach latać to nie jestem. Żyję ze słownikami w zasięgu ręki, ale to Twój interes, by mówić po polsku, nie mój. Dobranocka.

  205. @gotkowal 22 sierpnia o godz. 23:34

    Kaka w swoim czasie „miał wpływ” na wszystko – również dlatego, że nie było świeckich szkół. Czy według ciebie kaka ma wpływi dla rozwoj nauki, bo niezupełnie zamordował Galileusza?

  206. @Dezerter – oszust oświadcza właśnie, że trzeba do ludzi przemawiać zrozumiale. Oświadczył to po wygłoszeniu oświadczenia, że bozia nie przemawia zrozumiale, co jest calkiem zrozumiałe.
    Dzięki temu, że bozia przemawia niezrozumiale, każdy rozumie, o co bozi chodzi. Po swojemu.

    Tymczasem fantaści, miejscowi i zamiejscowi, nieustannie oświadczają, że pora już, by zrozumieć, „co naprawdę mówi nam Ewangelia”.
    W tej sytuacji ja mówię: psychiatria ma nad Wisłą wielką przyszłość !

  207. @zza kałuży 22 sierpnia o godz. 23:35
    To wynika z cytatu przytoczonego w Na marginesie 22 sierpnia o godz. 23:13

  208. @Na marginesie
    Nie chodzi tylko o Galileo. Nie utopili Pascala. A Newton był poza zasięgiem. I to moglo być decydujące. W dodatku Einstein, nie chodził do kościoła!

  209. @zza kałuży
    Wiedza to wiedza, a wiara to wiara. Wiedza o świecie (wszechświecie) była ciężko wywalczana – mówiąc językiem Edwarda O.Wilsona, którego zacytowałem w pierwszym moim pości – przez naukowców: fizyków, biologów, genetyków, badaczy ludzkiej świadomości i samego mózgu. Ciężko wywalczana także z poza szranków okopanych w religijne rojenia żandarmów wiary; jedynej i jedynie słusznej. Wiedza o świecie i o człowieku powstaje w wyniku weryfikowalnych eksperymentów naukowych. Wiara w religijne rojenia i bajdy wtłaczana jest w łebki małych dzieci tak, aby je uformować w prawidłowych wyznawców. Jest łatwa w przyswajaniu. Jeśli religianci (także w sukienkach duchownych chodzący) potrafią „wywalczanie wiedzy” godzić z wiarą w religijne gusła, to Kriszna z nimi. Nie znajdziesz jednak pomiędzy nimi noblistów. Ot, taka przypadłość, musi co.

  210. @gotkowal 22 sierpnia o godz. 23:46
    O mater Dei! Bogu niech będą dzięki! To znaczy, że religia jednak wszystkiego nie dała rady spieprzyć. Co naturalnie nie oznacza, że nie próbowała i nie próbuje.

  211. @Tanaka 23:42
    Na szczęście, odkąd Hiob potraktował bozię, na dowidzenia – szyderstwem, jak kopniakiem – jakoś nie słychać, by najwyższy miał nam coś osobiście do powiedzenia.

  212. zza kałuży
    22 sierpnia o godz. 23:20

    Mówiąc o moim byciu uczniem paru językoznawców, ujawniłem tylko przyczynę mojego zainteresowana Twoją konstrukcją. Ty, mówiąc, że taka informacja jest dla Ciebie „funta kłaków niewarta”, przypisujesz mi bezpodstawnie jakieś dziecinne chwalenie się czy co? Wyrwałeś się o jeden most za daleko. Niepoważnie w stosunku do wodnego dziadka.

  213. @,@lonefather, Tanaka
    Wkrótce, cała Umęczona, będzie jednym, wielkim pomnikiem smoleńskim. Tak obiecało Broszydło, przedstawiając w kampanii, pisi program wyborczy: „Polska w ruinie”.
    https://www.youtube.com/watch?v=c2_OI1TGseg

  214. @wbocek 22 sierpnia o godz. 23:53

    Bo „zza kałuży” raczej nie argumentuje, tylko się piekli. Fakt, że niektórzy uznani naukowcy nosili sutanny wcale nie oznacza, że religia jako taka jest do pogodzenia z nauką. A innych argumentów (poza kilkoma nazwiskami) „zza kałuży” nie przedstawił. Jak można rozwijać teorię wielkiego wybuchu i jednocześnie nie zaprzeczać biblijnej wizji stworzenia świata? Pytanie z zakresu psychopatologii, bo rozsądnie rzecz biorąc nie można.

  215. @wbocek 22 sierpnia o godz. 23:53
    Wyrwałeś się o jeden most za daleko. Niepoważnie w stosunku do wodnego dziadka.”
    Szczerez przepraszam. To miał byc żart, ale jak go napisałem, to już mi coś nie za bardzo świeżo zapachniał… jeszcze raz przepraszam.
    jak chcę kogoś ugryźć to chcę. W tym wypadku to miało byc dowcipne a wyszło dowciapnie.

    Absolwenta Technikum Żeglugi Śródlądowej mogę tylko lubić.
    Zawdzięczasz te uczucia po pierwsze wodniactwu i to jeszcze zawodowemu, po drugie matka mojego bardzo dobrego kolegi projektowała wasze barki i pchacze w Navicentrum a po trzecie twoi koledzy z którymi spędziłem 2 obozy żeglarskie okazali sie być fantastycznymi kumplami.

    Nie chciałem urazić!!!

  216. @Na marginesie nie potrafi chodzić po linie i jednocześnie grać na skrzypcach.
    Z tego faktu @Na marginesie wysnuwa wniosek, że nikt nie potrafi.

    Mało tego, widząc robięcego to właśnie psa sąsiadów krytykuje, że jamnik jest źle ostrzyżony oraz że fałszuje.

  217. @Tanaka
    Michał Heller, twierdząc, że Genesis to alegoria – solidnie naraża się Świętej Kongregacji Nauki Wiary, która ma obowiązek bronić czystości doktryny. Sam Benedykt, i to nie byle jaki, ale z numerkiem, ułożył kiedyś katechizm kk. Stwierdził w nim, że wszystko, co w blue book – to czysto prowda, dokładno prowda, a nie tischnerowsko prowda.
    Martwię się o ks. Michała.

  218. gotkowal
    23 sierpnia o godz. 1:02

    Nic się nie martw. Heller jest gumowy, kulom watykańskim nie musi się kłaniać. On jest katolicki naukowiec. Rozumiesz ? – N.A.U.K.O.W.I.E.C. To się znaczy, że bardziej on potrzebny Watykanowi, Benedyktowi, Lolkowi i tak dalej, niż odwrotnie. Dzięki Hellerom, wyznawanie bozi jest bardzo naukowe. i nie ma sprzeczności między wiarą w bozię podhalańskiego imienia Lolka giewontowego, a nauką.

  219. @Tanaka 23 sierpnia o godz. 1:16
    „On jest katolicki naukowiec. Rozumiesz ? – N.A.U.K.O.W.I.E.C. To się znaczy, że bardziej on potrzebny Watykanowi, Benedyktowi, Lolkowi i tak dalej, niż odwrotnie.”
    Otóż to!

  220. @Tanaka
    To straszna szkoda, że to nie ks. Michał te boskie cząstki, one bozony, odkrył. Tak pięknie mogło być, tak pięknie. Wywiady, autogafy, audiencje u głównego pracodawcy, łaska niebieska:
    https://www.youtube.com/watch?v=0LglqVFl_gU

  221. Wstukalam se percent scientists believe in god. Tak wychodzi, ze na chwile obecna ponad 40% nie wierzy. Qrcze, to te ponizej 60% tworzylo i tworzy falszywa nauke, juz sama nie wiem w co wierzyc i komu wierzyc

  222. Autor wpisu martwi sie ile trzeba bedzie pracy wykonac gdy PiS przeminie, zeby spoleczenstwo znow stalo sie przyzwoite, z szacunkiem do wszelakich organow…
    Nie wiem jakie bylo spoleczenstwo polskie w ostatnich 20 latach. Jednak pamietam, ze dopiero po przyjezdzie do Ameryki uswiadomilam sobie marna kondycje naszej obywatelskosci. Wszak sami z duma mowilismy o najweselszym baraku …. bo wladza marna, a my z niej kpimy. To w ciagu kilkudziesieciu lat utarl sie neologizm zalatwic, co to w ang. nie ma odpowiednika, to z naszych zakladow wynosilismy, a nie kradlismy, to nasze dzieci nie oszukiwaly tylko po prostu odpisywaly, sciagaly (tez sliczne polskie slowko). To szanowalismy partie, sekretarzy, wierzylismy w uczciwosc sadow, ktore orzekaly na telefon, lub za lapowke, to koperta dla lekarxy byla czyms normalnym dla lekarzy, ?….. Nawet byla diagnoza na ta nasza demoralizacje: okupant, zabory, Sowieci….skoro juz to wszystko zniklo i stalismy sie do roku 2015 przyzwoitym, obywatelskim spoleczenstwem to rzeczywiscie jest problem

  223. @zza kałuży 23 sierpnia o godz. 0:38
    @Na marginesie nie potrafi chodzić po linie i jednocześnie grać na skrzypcach.
    Z tego faktu @Na marginesie wysnuwa wniosek, że nikt nie potrafi.
    Mało tego, widząc robięcego to właśnie psa sąsiadów krytykuje, że jamnik jest źle ostrzyżony oraz że fałszuje.

    Oczywiście, są tacy co potrafią.
    Hitler świetnie potrafił godzić ludobójstwo z zabawianiem dzieci, które go uwielbiały.
    A taki jeden komendant obozu śmierci bardzo kochał muzykę symfoniczną i był wrażliwcem. Z kolei xiunc Lemaitre, entuzjasta Big Banga, wcale nie zgłaszał wątpliwości w kwestii sześciodniowego stworzenia świata. Bo wierzył ciurkiem i bezkrytycznie w jedno i drugie. Jak pies sąsiadów „robięcy na linie”, dziw nad dziwy i cudo na patyku!

    Tylko ta biedna Na marginesie nie umie godzić oczywistych przeciwności – za co dyskutant zza kałuży nie omieszka jej serdecznie dokopać. No cóż, różne są zboczenia za kałużą.

  224. No właśnie, początkowy wpis…
    „Skąd się wzięło w Polsce tyle plugastwa, chamstwa? Czy wcześniej go nie było?
    Owszem było, ale tak ukryte jak te choroby endemiczne, które przyczajone, nagle pod wpływem określonego bodźca uaktywniają się. Plugastwa występowały w zamkniętych miejscach, w rodzinach, w półświatku gangsterskim, w pewnym toruńskim radio, ale jak ukryte pod kamieniem robactwo nie miało odwagi wychylić się na światło dzienne, pojawić się w sferze publicznej. Jednak działała w tej sferze jakaś przyzwoitość, podparta prawnymi sankcjami.”

    Zaplute karły reakcji pierwsze przychodzą na myśl. Każdy opozycjonista był sługusem zachodnioniemieckich rewanżystów. Popiełuszko był organizatorem sesji politycznej wścieklizny i seansów nienawiści.

    Ciekawe, że więcej tak „od razu” nie pamiętam. Spróbuję sobie pogóglować „propaganda PRLu”.

  225. @Na marginesie
    Poniżej linkuję prezent dla ciebie.

    Kosciół a wynalazek piorunochronu.

    Nie ręczę za rzetelność informacji, ale jak zawsze, taka strona może służyć za jakiś punkt wyjścia do samodzielnego poszukania. Otóż autor zgromadził dużo informacji na temat trudności, jakie wynalazek piorunochronu napotkał ze strony światłych księży.
    Ile dzwonnic musiało się spalić, ile dzwonów stopić, ilu dzwonników zostać zabitych przez pioruny zanim kościelna tępota uwierzyła w wynalazek Franklina.

    To abyś nie myślała, że ja jestem przekonany o genialności wiekszości kleru. Wręcz przeciwnie… 😉

    Co nadal pozwala mi dostrzegać wielkie osiągnięcia naukowe tego drobnego ułamka, o którym pisałem wyżej. Zupełnie nie przejmując się, czy to czego dokonali jakoś tam pokręciło im w głowie i czy stało lub nie w sprzeczności z jakimś fragmentem ich pism świętych. Jakby mnie to nie ruszało! 😉

  226. zza kałuży
    23 sierpnia o godz. 0:30

    Moje uznanie, Towarzyszu zza kałuży. Ja z kolei mogę tylko lubić ludzi spontanicznych, którzy się potrafią ugryźć w język i głośno o tym POWIEDZIEĆ. Sam co rusz się gryzę, już mało co zostało i trudno rozmawiać. Ale wspomnę, że „Navicentrum” to teraz malutka, choć z wielką historią spółka pracownicza. Pierwszym jej dyrektorem od powstania w 1952 roku jako państwowego Biura Konstrukcyjnego Taboru Rzecznego we Wrocławiu był mój nauczyciel od silników i mechanizmów pomocniczych pan inżynier Śladkowski, a dyrektorem w roku 1971 został mój nauczyciel przedmiotu Budowa i Teoria Statku pan inżynier Zubrzycki. Cuda Ci ludzie projektowali. Przez lata istnienia Biura powstało chyba ze 300 projektów najróżniejszych pływadeł i pływadełek. Kiedy byłem w szkole, podziwialiśmy powstającą na stoczni „Zacisze” koło mojej szkoły przybrzeżną bunkierkę – małą na morzu, ale wielką na rzekach – „Tavoon” dla Egiptu. Potem śledziliśmy z zapartym tchem na terenie Wrocławia jej udaną jazdę z holownikami (zwłaszcza pod mostami) do Szczecina, gdzie miała być doposażana. Sporo Polacy w okrętownictwie za tzw. komuny potrafili. Potem można się było tylko nad rzekami popłakać. Ale Biuro w 20 razy mniejszym składzie TRWA!

  227. wbocek
    23 sierpnia o godz. 8:13

    Niedawno trafiła mi do ucha, złapana przypadkiem, bodaj z radia, informacja podana przez któregoś z samorządowców, że ich – maciupka w sumie, ale dla regionu znacząca – stocznia rzeczna i osbługujący ją pracownicy także z działu konstrukcyjnego – dają sobie radę, choć na granicy życia-nieżycia.
    Ucieszyła mnie a wiadomość, że działają, ale ta mikrość ekonomiczna mnie martwi.
    Swego czasu, ze szczerą dumą słuchałem częstych w radiu i telewizji informacji, że stocznia rzeczna w Płocku, w Gdańsku, albo jakaś inna, znowu zwodowała kolejną barkę, szalandę, bunkierkę, pchacz, na rynek wewnętrzny, albo na zamówienie klienta z Niemiec czy Holandii. A standardem codziennych komunikatów było podawanie stanów głównych rzek i ruchu towarowego na nich. Odra uchodziła za autostradę śródlądową, państwo polskie pękało z dumy, że Czesi zasuwają ze swoimi barkami (a może polskimi) w dół Odry, by dowieźć towary na swoje statki, czekające w Szczecinie na załadunek. Czesi mieli własną flotę oceaniczną, z portem macierzystym w Szczecinie.

    Chciałoby się zapytać, komu to przeszkadzało, ale nie ma co pytać – komu. Zresztą, odpowiedzi są udzielane. Własnie czytałem obszerny wywiad z panią psycholog i terapeutką, która mówiła o tym, jaki wpływ na ludzkie, w tym przypadku „robotnicze” życie, miało przewrócenie do góry nogami gospodarki. Wedle oficjalnych oświadczeń – postawiono ją z głowy na nogi. Robotnik – ten przodownik gospodarki z Sierpnia ’80, chciał, żeby było lepiej. Żeby było lepiej, robotnik wziął i się sam zlikwidował. Ktoś mu tą gospodarkę postawił na nogi, a robotnik obudził się w stanie likwidacji. Żyje teraz z tego pisoidyzm.

  228. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 8:44

    Tanaczku, ja tej transformacji – nie w sensie idei, lecz w sensie gigantycznie barbarzyńskiego i topornego wykonawstwa – nawet jak już będę martwy trup, nie pojmę. Okrętownictwo, silniki okrętowe, Zamech, PGR (jeżdżę dużo, to widzę prosperujące w ich miejscu spółki, ale i widzę ruiny, jakie widziałem pod koniec lat czterdziestych i do połowy pięćdziesiątych; te ruiny i ugorujące ziemie stoją już ćwierć wieku), elektronika na niezłym poziomie, dobry poziom technologii obróbki metali, który mógł być podstawą gonienia za Zachodem, no było trochę tego. Teraz obserwuję u siebie tylko dwie rzucające się w oczy rzeczy: odnawiane (lub budowane nowe – obwodnice) dzięki unijnej kasie drogi i i rozbuchane na przymorskim terenie tanie budownictwo wczasowe – budowane są osiedla drewnianych domków, już nikt nie buduje pojedynczych. W Mielnie nawet już będzie z 10 lub więcej. domków na wodzie na pływających betonowych skrzyniach. Grosz z tego jest, ale nie rozwój w pobliżu Koszalin, który za komuny budował sobie markę na elektronice. Ech, i belka się w oku kręci, i źdźbło. Jeden pożytek: może przyjemnie – lub co najmniej bez żalu – będzie się z życiem żegnać. Inna rzecz, że już od dawna żyję trochę z boku, poza światem.

  229. @Tanaka
    Coś za coś. Transport rzeczny wymaga regulacji, kaskad, śluz – zabicia rzeki. Na zachodzie, mają to już za sobą. Praktycznie i tanio, ale żal ściska za gardło. Na szczęście/nieszczęśce u nas pieniądze są potrzebniejsze na co innego.
    Ludzi ciągnie do wody i ciągle chcą być od niej sprytniejsi. Niektórym się udaje, najlepiej Holendrom, ale dla nich, to być albo nie być. U nas wszystko na urra! Zamiast dogadywać się z Rosjanami – uparcie chcą kopać w mierzei. A port-gigant w Elblągu, tak nam potrzebny, jak pirs węglowy w Sopocie, obok mola, przed Grandem.

  230. gotkowal
    23 sierpnia o godz. 9:50

    Trochę, gotkowalku, przesadziłeś z tymi „ludźmi”. Nie ludzie chcą ryć mierzeję i Rotterdam z Elbląga robić, lecz pisowate ogoniaste małpy.

  231. @zza kałuży
    Kilka słów uzupełnienia do mojego wczorajszego (z godz. 23:46) postu na temat wydzierania wiedzy o świecie przez naukowców (często w sukienkach duchownych) z bastionu religijnej ignorancji. Przypomniały mi się słowa Alberta Einsteina, którymi oddał hołd Maxowi Planckowi podczas uroczystości sześćdziesiątych urodzin Plancka, w roku 1918. W świątyni nauki – powiedział Einstein – spotykamy trzy typy ludzi. Wielu badaczy zajmuje się nauką ze względu na radość, jaką daje człowiekowi świadomość własnych możliwości intelektualnych: traktują badania jako swego rodzaju sport, który zaspakaja ich ambicje. Druga grupa badaczy zajmuje się nauką ze względu na cele czysto utylitarne. Ale jest jeszcze trzecia grupa, i gdyby zstąpił anioł Pański i wypędził ze świątyni wszystkich uczonych należących do pierwszych dwóch kategorii, została by w niej niewielka garstka ludzi, a wśród nich Planck – i właśnie dlatego go kochamy.

    Do tej trzeciej grupy należeli (i należą) najwięksi odkrywcy tajemnic przyrody, tacy jak Planck, sam Einstein, Darwin, Kopernik, Galileusz, czy wspomniany przez Ciebie Mendel. Wielu z takich jak ci badaczy działało we wrogim otoczeniu kościelnej inkwizycji, która nie dopuszczała do publikacji ich odkryć, niektórzy mogli liczyć na przychylność ciut światlejszych biskupów i opatów w klasztorach, każdy jednak wydzierał skrawki wiedzy potajemnie, bądź półtajemnie. Odkryte przez Mendla prawa dziedziczenia zostały w jego epoce przemilczane, a na światło dzienne wychynęły dopiero w początkach XX wieku – ponad sto lat po ich odkryciu.

    Na koniec zapytam po raz wtóry. Znasz noblistów w kapłańskich szatkach, którzy Nobla otrzymali za badania naukowe? Z zakresu fizyki, biologii, medycyny? Mogą to być także protestanccy pastorzy czy biskupi. Mogą i rabini, albo imamowie. Ja nie znam, ale moja wiedza na temat nauki jest nieporównywalnie mniejsza niż Twoja. Piszę to bez cienia ironii.

  232. @anumlik
    Uniwersytet, świecki charakter uzyskał dopiero w oświeceniu. Wcześniej dominowali tam księża. Wsród wykładowców i absolwentów. Kopernik przykładem. Niestety nie dostał Nobla. Poza uniwersytetem, nauką mogli się zajmować ludzie zamożni, z dużą ilością wolnego czasu. Szlachta i księżą.

  233. @gotkowal
    Już nie chciałem o tej oczywistości wspominać.

  234. wbocek
    23 sierpnia o godz. 9:15

    tak było: myślisz – koparka, mówisz – Waryński. Teraz nie ma i „Waryńskiego”, cała maszyneria budowlana to albo Japonia, albo USA i jeszcze coś z Europy. Sprawdzałem niedawno – „Waryński” jest, jako byt mniemany, znaczy – nazwa tylko. Maszyn budowlanych już nie robi, ale handluje jakimiś podrzędnymi maszynami z Korei Pd.

    Transformacji nikt nie pojmuje. A jak ktoś pojmuje, to sądzę, że pojmuje to, że było to zderzenie niewydolności z polityczną i gospodarczą ideologią oraz nieustającym bałaganem i pomyleniem pojęć. A nad wszystkim, jak bozia fruwający nad Ziemią, króluje Sigmund Freud i wewnętrzne sprzeczności.

  235. @anumlik
    Royal Society, pierwsza nowoczesna instytucja naukowa, powstała w 1660 roku. Dzięki temu, że w Angli nie było inkwizycji. Newton miał wtedy 18 lat, Galileo od 18 lat nie żył.

  236. anumlik
    23 sierpnia o godz. 10:26

    O śladowej ilości naukowców wyznających bozię wśród najwyższej ligi światowej nauki, mówił m.in. Dawkins, na podstawie własnych, choć nieściśle naukowych, badań. Sam, jako członek tej ligi, znając mnóstwo innych naukowców i pytając ich także o stosunek do religii, mógł stwierdzić śladowość występowania wiary w bozię u tychże.

    Należy zwrócić uwagę na jeszcze inny, ważny aspekt sprawy „naukowców-wyznawców”: jeśli w cokolwiek transcendentnego wierzą, to w śladowych ilościach w bozię, w „boga osobowego” – co jest kluczowym kryterium możności przypisania osoby do jakiejś religii, ale wierzą w jakieś , zwykle niezdefiniowane przez nich samych „inności”, „pozamaterialności”, „wyższe sensy” i tego rodzaju rzeczy. Sam Einstein też mówił wyraźnie, że nie jest żadnym wyznawcą bozi.

  237. gotkowal
    23 sierpnia o godz. 9:50

    O tym pisałem w dawniejszym nieco wstępniaku. PiS oświadczył, że wyda 70 miliardów na regulację rzek. Nie z pieniędzy unijnych,bo to sie kłóci z kryteriami ich przyznawania, a poza tym, zanim PiS ureguluje, wyschną fundusze z Brukseli, albo Polska wejdzie w unię z Watykanem i Wyspami Fidżi. czyli – pieniędzy ci u nas dostatek.

  238. wbocek
    Nie było czasu, by transformację przemyśleć. Poszło na żywioł. Pod dyktando chłopców z Chicago, którzy o realnym socjaliźmie, czytali tylko w książkach. Keynesa odłożono na dno szuflady. Ekonomiczni guru, wszystko wiedzieli najlepiej, każdy, kto cień wątpliwości posiadał – ten nieuk i obskurant. Ekonomia to przecież nauka ścisła, a kto tego nie pojmuje – to siad płaski i wstydzi się – jak u Borchardta. A dawno temu Keynes przestrzegał: lepiej wiedzieć, coś mniej więcej, niż mylić się precyzyjnie. Generalnie się udało, tylko zdeptanych, nikomu nie chciało się liczyć. Aż znalazł się taki, który policzył. Na dodatek wiedział, że gdy go pokochają, to miłośc ta będzie wieczna, wystarczy im co jakiś czas, nowego złego znaleźć i pokazać.

  239. …Polska katolicka a w sercach kolec ,wiara w tym stylu od wiekow nie sprawdzila sie !!

  240. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 10:57

    Ciekawostka, Tanako. Na razie żegluga na Odrze z węglem z zapuszczonego portu w Gliwicach do Wrocławia ruszyła na dziko, nie patrząc na ruinne śluzy, guzy, patrząc tylko na głębokości, bez których nie ma żeglugi. Szczęśliwie dojechali do Wrocławia, a ma być tych dojechań na 40 tys. ton. Zanim PiS ruszy choćby złotówkę z tych 70 wirtualnych miliardów. No i bodaj z Gdańska do Warszawy chłopaki eksperymentalnie dojechali z jakimś gabarytowym ładunkiem.

  241. Tzw. personel naukowy dzieli się na dwa sorty. Uczonych i badaczy. Uczeni, jak sama nazwa wskazuje, już wszystko wiedzą, bo się przecież nauczyli. Badacze, których jest tylko kilka procent, jeszcze są w lesie. Rozróżnienie wierzących i nie, ma sens tylko biorąc pod uwagę istnienie tych dwóch kategorii ludzi nauki.

  242. gotkowal
    23 sierpnia o godz. 11:23

    W personelu naukowym, prócz uczonych i badaczy, są krzykacze, np. madam Pawłowicz.

  243. wbocek
    Kanał, choć wymaga remontów i inwestycji, jakoś funkcjonuje. Port w Łabędach, zbiornik wyrównawczy Duże Dzierżno, śluzy – jakoś się trzymają. Pytanie, co z Odrą?

  244. Tak sie dobrze dzieje dobra zamiana, a polski katolik cosik jakis taki smutny wciaz, jak kiedys. Rozwaza to kuriozum Pan Makowiecki Jaroslaw w Newsweeku:

    http://www.newsweek.pl/opinie/dlaczego-polski-katolik-jest-smutny-,artykuly,414945,1.html?utm_source=insider&utm_medium=webpush&utm_content=newsweekpl&utm_campaign=redakcja#webPushId=MTkyMg==

    Tak sobie poczytalem o tym smutku polskiego katolika i przeciwstawilem mu piosenke Mistrza Bulata o krolu co sie wybral na wojenke…

    https://www.youtube.com/watch?v=2UPk-5YIRpQ

    Jak on, znaczy sie ten polski katolik jest taki smutny, to jego los jest przesadzony, zostanie spisany na „manko”…

    O czym za Mistrzem Bulatem spiewa Wojciech Siemion.

  245. @wbocek
    23 sierpnia o godz. 9:15
    Cieszę się, że masz podobne obserwacje. Nasz kraj w 1989r wyzwoliwszy się z jednej obłędnej ideologii – bolszewizmu z elementami socjalizmu został poddany barbarzyństwu ideologii neoliberalnej. W jej imię niszczono wszystko co państwowe (czyli w zasadzie prawie wszystko). Sieć komunikacyjną, zakłady przemysłowe, rolnictwo (tak PGRy jak i rolników indywidualnych). Jeżeli w ogóle kierowano się rachunkiem ekonomicznym to tylko tym najbardziej krótkoterminowym.
    Kompletnie nie liczono się z kosztami społecznymi – bezrobociem, degradacją całych obszarów kraju. By zamaskować te koszta – porażające statystyki bezrobocia poupychano ludzi na zasiłkach przedemerytalnych, wcześniejszych emeryturach. Trwale niszcząc państwowy system ubezpieczeń społecznych, dzięki czemu neoliberałowie mogą mówić ,,Jest niewydolny więc należy go sprywatyzować”. Podobnie uczyniono z transportem publicznym CELOWO zniszczono siatkę połączeń, przyzwyczajono ludzi, że jest to coś kompletnie bezsensownego po czym zaczęto suflować prywatyzację jako lekarstwo. Katastrofa zaś okazała prywatyzacja polskiego przemysłu w ręce zachodnich firm. Pierwszą jej ofiara padły działy badawczo-rozwojowe, gdyż centrale miały własne u siebie. Ktoś powie z politowaniem ,,badawczo-rozwojowe…” Kadra była, był potencjał a brakowało know-how . Rzecz w tym, że po 1989r dostaliśmy do niego dostęp. Obecne startujemy z poziomu ,,zero” – montowni.
    Ale jak widzę dyskusja z naszego żuliborskiego plugawca strollowała się na dysputę teologiczną bądź ekonomiczną a nasz filut sobie umknął pośród tych dywagacji…

  246. Wywiad z Pieronkiem, banalny i rytualny. Tyle dobrze, żę są biskupi, którzy głośno i bez owijania, mówią co sądzą o prezesie i jego rządach. Choć niewiele z tego wynika. Konkluzja oczywista swą oczywistością i dołująca. Z Kaczyńskim nie ma o czym i po co rozmawiać. Zostaje pytanie, jak dogadać się z jego wyznawcami, gdy ta smuta (trzeba zachować nadzieję) się skończy. Czy będą w stanie otrzeźwieć, a jeśli nie, to jak razem żyć w jednym kraju? Instytucje, procedury, pozycję w UE – jakoś się wyremontuje, odbuduje i poskleja. Co jednak z tą paranoją i nienawiścią?
    https://wiadomo.co/bp-tadeusz-pieronek-szkoda-slow-dla-kaczynskiego/

  247. @lonefather
    W tym kłopot, szto prianikow sładkich, dla wsiech nie chwatajet i tak.

  248. A teraz OFE, jak czytam, do likwidacji.

  249. wbocek
    23 sierpnia o godz. 11:18

    To mnie ciekawi – jak dali radę, przez te zapuszczone śluzy i niepewne nurty? Była to wyprawa lodołamacza „Czeluskin”? Są jeszcze stałe służby wodne sprawdzające nurty, konieczne przekroje nawigacyjne, przeszkody, czy może to takie rozpoznanie bojem? Pustą barką byłoby niewiarygodne, a pełną – ryzyko. Jakie duże barki mogą przejść odcinek? Tysiączki to chyba za duże są, ale jakieś czterysetki może by dały radę, mimo zaniedbania.
    Do Gdańska w górę to żeglownie pewny jest bodaj odcinek 70 km. Dalej to chyba rozpoznanie bojem, czyli wejściem na mieliznę.

  250. @NeferNefer
    Do jakiej likwidacji, gdy w giełdowych spółkach tyle stołków do wzięcia? Trzeba brać i rwać!

  251. Niemożliwe, coś jeszcze Misiewiczom zostało?

  252. Politykę mamy łajdacką, niekompetentną lub durno-chmurną. Schetyna wszystkimi łapami na ziemi. Przynajmnij chce się ogarnąć. Jak się nie ma, co się lubi…
    https://wiadomo.co/grzegorz-schetyna-polski-macron-to-mrzonki-czas-na-zjednoczenie/

  253. Schetyna wyborów nie wygra, on nie ma wabika, nie pociągnie ludzi. Przegapił swój czas.

  254. Durnienia Polaków ciąg dalszy. Groźny. Z podręczników historii znika historia powszechna, za to będzie rozszerzona historia Polski. Coś takiego mają dzieci w Korei Północnej, z tym, że u nas od przedszkola mamy (już!) religię, a w szkole zajęć z religii jest więcej niż biologii i fizyki razem wziętych.

  255. @Ewa-Joanna
    Nie samym Schetyną człowiek żyje. Zobaczymy. Do wyborów dwa lata. Wcześniej samorządowe i europejskie. Okazja by sprawdzić, czy jest szansa na zmianę trendu. Najważniejsze by skończyć z reaktywnością. Samemu mieć do pokazania coś ciekawego i świeżego. Gdy opowieść zajmująca, to i chętnych słuchaczy łatwiej znaleźć .

  256. Jaki prezes, taka partia. Czyli .. ….

  257. Po kilku miesiącach przerwy wczoraj w masochistycznym odruchu zajrzałem na TVP Info. Szybko wyszedłem, ale zdążyłem zauważyć wzmocnienie propagandy lepszej zmiany. To już tylko kościół dla wiernych i przekonanych, zero myśli analitycznej. Wróciłem myślami do dyskusji o plugawym języku posła Kaczyńskiego i pomyślałem, że język Kaczyńskiego, to tylko narzędzie. Kaczyński uruchomił w narodzie procesy rewolucyjne, których nawet on nie będzie kontrolować.
    W skali światowej są potrzebne wielkie zmiany na lepsze, aby sprostać globalnym wyzwaniom, a u nas rozkwita zachowawcza, średniowieczna kontrewolucja. Co nas czeka? Krok po kroku są przesuwane granice przyzwoitości. Rośnie siła, wiara, nietolerancja, znaczenie cudów. Słabnie refleksja, krytycyzm, racjonalizm. Brakuje konstruktywnych działań.
    Gdzie są granice kaczej rewolucji?
    Jeśli społeczny opór będzie słaby, czy dojdziemy do rozwiązań ekstremalnych, znanych z innych rejonów świata? Czy staniemy się peryferium?

  258. Sednem problemu religia, a nauka, jest teoria ewolucji.
    Religia i np. matematyka dają się zarówno łączyć, jak i separować na wiele sposobów, a najczęściej hybrydowo, bo wystarczy orzec, że prawa matematyki, to dzieło boskie i nic nam do tego, dlaczego te prawa działają tak, a nie inaczej. Prawa działają, to sprawa boska, a ny tylko te prawa badamy.

    Trudności przychodzą, gdy rozpatrzymy stosunek religii i astronomii. Są ciała niebieskie, krążą sobie w kosmosie, zgodnie z mechaniką Newtona, prawa boskie działają.

    Lecz w dziale kosmologia jest dużo gorzej. Zbyt wiele filozofowania, doktryny religijne nie bardzo pasują do naukowych teorii (wiek Wszechświata, ewolucja Wszechświata) muszą być uelastyczniane przez teologów nieraz do tego stanu, że mało co z nich nie zostaje.

    Największy problem ludzkość ma z teorią ewolucji Darwina. Od początku jej ogłoszenia była ostro zwalczana przez przede wszystkim KK, deprecjonowana, podważana na wszelkie religijne sposoby, oczerniana, wyklinana, itd. I to z jednego tylko powodu – teoria ta jest fundamentalnie niezgodna z doktryną stworzenia świata (na gotowo).
    Teoria ewolucji co najmniej cofa rękę boga od Ziemi, zabrania mu ingerencji, stawia go tylko jako świadka wobec procesów rozwoju, odsuwa go od nauki, odbiera mu teologiczne atrybuty – wszechmoc i dobra wolę (miłosierdzie) niezbędne dla ingerencji. To jest poważny problem dla teologów. Trudno z niego wyjść, obejść go, wycofać się i nie poharatać teologicznych dogmatów, nie poddać w wątpliwość uznanych idei. Teolodzy w tym różni badacze pism świętych by nie zaprzeczyć sobie, utrzymać swoją wiarygodność i autorytet chwytają się koncepcji wymyślonych naprędce, jako kontrkoncepcje, jako koncepcje obronne mające dać odpór idei teorii ewolucji stawiającej boskość czynu i wszechmoc stwórcy w poczekalni na miliardy lat.

    Taką koncepcją jest kreacjonizm. Jest to idea taka sama jak biblijne stworzenie świata, tylko ubrana w pseudonaukowe szatki i przystrojona przystępnością i dydaktyzmem nie do odparcia, co oznacza, że zawiera w sobie pytania i gotowe odpowiedzi.
    Chodź no tu synu, ta mam taki filmik dla ciebie. Widzisz tego pantofelka? To są specjalne zdjęcia wykonane przez mikroskop. Widzisz jaką skomplikowaną budowę ma to żyjątko? Jak sprawnie się porusza. Jak myślisz, czy coś takiego mogło powstać przez przypadek? -Noooo, nie – dla świętego spokoju odpowiada syn. Dobry chłopak, wie, gdzie jest prawda.

    W ten sposób emocje, naiwność, młodzieńczość są wciągane do procesu poznawania świata i wdrukowywane w mózg jako prawda na całe życie (być może). Tak działają kreacjoniści. Obalają teorię ewolucji jednym obrazkiem, jednym komentarzem do niego. Dysponują wieloma takimi obrazkami, wielu naiwnych daje się nabierać, więc odnoszą wrażenie, ze to oni są nosicielami prawdy, a Darwin był oszustem naukowym, heretykiem albo zwykłym pomyleńcem.
    Pzdr, TJ

  259. @zza kałuży 23 sierpnia o godz. 4:47
    @Na marginesie
    Poniżej linkuję prezent dla ciebie.
    Kosciół a wynalazek piorunochronu.
    Nie ręczę za rzetelność informacji, ale jak zawsze, taka strona może służyć za jakiś punkt wyjścia do samodzielnego poszukania. Otóż autor zgromadził dużo informacji na temat trudności, jakie wynalazek piorunochronu napotkał ze strony światłych księży.
    Ile dzwonnic musiało się spalić, ile dzwonów stopić, ilu dzwonników zostać zabitych przez pioruny zanim kościelna tępota uwierzyła w wynalazek Franklina.
    To abyś nie myślała, że ja jestem przekonany o genialności wiekszości kleru. Wręcz przeciwnie…
    Co nadal pozwala mi dostrzegać wielkie osiągnięcia naukowe tego drobnego ułamka, o którym pisałem wyżej. Zupełnie nie przejmując się, czy to czego dokonali jakoś tam pokręciło im w głowie i czy stało lub nie w sprzeczności z jakimś fragmentem ich pism świętych. Jakby mnie to nie ruszało!

    Mój komentarz: zdecyduj się, co właściwie chcesz udowodnić i komu. Chcesz wcisnąć mi przed oczy „osiągnięcia tego drobnego ułamka” (jakiego znowu drobnego ułamka? Wyżej pisałeś o Mendlach i Big Bangach, czyli o sprawach jednak dosyć różnych), przy okazji zachęcając mnie do „samodzielnego poszukiwania” we wskazanym mi łaskawie przez ciebie kierunku – jakiegoś xiunca, który (hosanna!) na chwałę bozi wynalazł uziemiony drut. Wcześniej (zza kałuży 22 sierpnia o godz. 22:47) deklarowałeś jakby nieco inny cel: Celem moich protestów jest tylko zaprzeczenie @anumlikowego obwieszczenia, że wiedzy z nauk przyrodniczych „nie da się” pogodzić z religią. Da się (nawet jeżeli mnie czy @anumlikowi wydaje się to niemożliwe) a ja tylko podałem przykłady potwierdzające moja tezę. Zmieniając swój deklarowany cel, powtarzasz jednak w kółko ten sam „argument” – że jakiś xiunc dochrapał się sukcesu na takim czy innym poletku nauk ścisłych, z reguły zresztą wbrew własnym przełożonym i na przekór założeniom własnej religii (to ostatnie zupełnie nie potwierdza twoich wcześniejszych założeń, że wiedza z nauk przyrodniczych jednak da się pogodzić z religią). A teraz nagle deklarujesz inny cel po to tylko „żebym sobie nie myślała”. Naprawdę sądzisz, że tu nikt nie umie czytać? W dodatku „nie ręczysz za rzetelność informacji”, co już do reszty dyskredytuje twoje wysiłki.

    Gloryfikując „osiągnięcia” kleru (tego, jak sam przyznajesz „drobnego ułamka”) wpisujesz się w nurt kakalubnej propagandy, która z uporem maniaka wciska ludziom rewelację, że kaka jako taki jest „bez skazy i zmarszczki”, bo wszelkie ohydne efekty jego działalności to „błędy pojedynczych osób”, natomiast wszelkie osiągnięcia owych (tych samych?) pojedynczych osób miałyby rzekomo przyczyniać się do dowartościowania (hi hi !!!) religii ze szczególnym uwzględnieniem kaka. To jest po prostu propagandowy kaka-gniot.

    Przede wszystkim jednak – powtarzam od początku – „naukowe” osiągnięcia pojedynczych sutannitów nie świadczą o tym, że religia da się pogodzić z nauką. Założenia religii i nauki są całkiem różne, różny jest sposób rozumowania i cała mentalność. Fakt, że taki czy inny xiunc jakoś to sobie wycinkowo ułożył we łbie (albo wyparł niektóre oczywiste wnioski z obserwacji) nie świadczy o tym, że te dwie sprawy są do pogodzenia. Twoje „rozumowanie” od początku nie ma sensu, bo – mówiąc najprościej – po prostu nie o to chodzi.

  260. No Lewy .Dałeś to, co trzeba do oceny.A niestety ,towarzycho poszło w długą ,aby nie dotknąć prezesa.A on ,geniusz ,zabezpieczony podwójnie .Konstytucyjnie za nic nie odpowiada,A umysłowo ,po badaniach ,może być zwolniony od odpowiedzialności.Bo geniusz od szaleństwa ,odgradza jedynie boska cząstka,niedawno dodkryta.

  261. @tejot 23 sierpnia o godz. 14:48

    Doskonale ujmujesz sedno konfliktu. Dodam tylko, że religia gloryfikuje ustalony „boski” porządek, a teoria ewolucji go podważa – bo proces ewolucji ex definitione nadal trwa. A zatem religiancka koncepcja „natury” człowieka, którą to „naturę” zna tylko bozia – i tylko bozia, za pośrednictwem kaka, może ustalić, co jest z ową raz na zawsze daną „naturą” zgodne – okazuje się zwyczajnym oszustwem. I to ich boli.

  262. @żyga
    23 sierpnia o godz. 15:10
    Guzik prawda – może on jest zaburzony ale nie na tyle by nie móc ponieść odpowiedzialności karnej za swoje czyny. Bardziej chodzi o to czy znajdzie się paragraf na podstawie której bez naginania prawa będzie można go skazać. A zaręczam, że w tej materii jest on mistrzem – spójrzmy na jego język – zresztą od tego, przypominam zaczęła sie dyskusja na tym blogu. Jest mistrzem pomówienia i insynuacji ale…nie jest to materiał dla sądu. ,,Mam przeświadczenie graniczące z pewnością…”, ,,Pewne osoby dopuściły się zdrady…”, ,,zamknijcie zdradzieckie mordy…zamordowaliście go…” Ci co mają wiedzieć to wiedzą ale czy znajdzie się prokurator, który ulepi z tego akt oskarżenia, który ostanie się w praworządnym sądzie (do czego to doszliśmy ,,praworządny sąd”)

  263. @Na marginesie
    Najzabawniejsze w konflikcie nauki i wiary jest to, że podstawowy, naukowy instrument metodologiczny – brzytwa Ockhama – jest autorstwa mnicha franciszkanina. Co prawda, niezbyt pobożnego. Gdyby nie czmychnął, inkwizycja zrobiłaby mu z tylnej strony, coś na kształt eseju Huizingi o średniowieczu. Bill, świadomie czy nie, poderżnął swym balwierskim przyrządem gardło biednego bozi. Najbardziej namieszał w głowach teologom, którzy miast tkwić w mistycznych ekstazach, zaczęli dowodzić istnienia boga za pomocą logiki. Bóg i logika. Straszne jaja.

  264. tejot
    23 sierpnia o godz. 14:48

    Bardzo trafnie to przedstawiasz, nieco tylko doprecyzuję: centrum problemu religii z ewolucją jest w tym, że ewolucja uderza i dezawuuje rolę człowieka jako istoty bezpośrednio stworzonej przez bozię, a tym samym też, ale to jest nieco w tle, dezawuuje bozię jako takiego.
    Człowiek zostaje,mocą działające ewolucji, strącony z piedestału tworu bozi, a staje się tworem biologii, ewolucji, długiej, krętej, niedoskonałej i wcale nie skończonej drogi ewolucyjnych przekształceń. Ewolucja pozbawia człowieka boskości.

    To trafia prosto w podświadome obszary ludzkiej psyche i wywołuje wściekłość, która nieskończenie przekracza miarę chwilowej wścieklicy dzałającej na poziomie świadomym, która szybko wyparowuje, gdy przestaje działać bodziec drażniący.
    Wraz z pozbawieniem człowieka boskości, ewolucja rozbija cały, tak misternie, przez stulecia budowany, gmach oszustwa religii. Ewolucja demaskuje nieuczciwość kapłanów, przestawia ich jako kłamców kradnących pieniądze metodą na lipną opowieść.
    To najbardziej boli i wścieka i końca tej wścieklicy nie ma, bo nie może być.

    Natomiast centrum problemu z religią jest w tym, że ona działa poza obszarem świadomego umysłu. Jest więc odporna na racjonalność. Ewolucja to proces ściśle racjonalny i rzeczywisty, choć przebiegający wieloma meandrującymi szlakami. Każdy umysł spaczony religijnym kłamstwem, będzie miał fudamentalny problem poznawczy z ewolucją i straszną mękę w podświadomym umyśle. To dla wielu zbyt bolesne -obudzić się ze świadomością, w jakim zakłamaniu się żyło. Więc nawet gdy przeczuwają granicznie, że może jednak w tej ewolucji „coś być” , czyli coś prawdziwego, uciekają do swojego zakłamania. Ono nie boli, albo boli bardzo mało.
    Ofiarą takiego zakłamania jest Lolek kajakarski, który przyznawał, że może ewolucja w jakimś sensie istnieje i że może „coś w niej jest”, ale z aktem stworzenia człowieka przez bozię nie może się w żaden sposób kłócić. Lolek Wojtyła jest przez to postacią – „na sposób szczególny”, jak nieustająco gadał – złamaną i tragiczną. Posiadał znaczną inteligencję i gdzieniegdzie sporą wiedzę o tym i owym, ale inteligencji swojej użył do wybitnego zakłamania i zabicia wolności w sobie i zdolności zobaczenia faktów i rzeczywistości.

  265. Sławczan, tylko człowiek skażony pychą lub czymś bardziej definitywnym jest w stanie tak modyfikować swoje zachowanie, swoje wypowiedzi, by być na granicy prawa, zdrowego rozsądku i przyjętych norm.
    Ta znakomita umiejętność Jarosława Ka w insynuowaniu, w sublimowaniu kłamstw w prawdę i odwrotnie, w zdobywaniu sympatii ludu rzekomym zdecydowaniem i wojowniczością, tylko częściowo jest umiejętnością, czyli czymś zdobytym racjonalnie, wyuczonym.
    To instynkt, przejaw nadekspresji, obsesja prezentowania się dwoiście – jako przeciętny szary, cichy obywatel i jako ten z wyższego podwórka, przewodzący, przewidujący, wskazujący kierunki.

    To jest emisja stanu, sprawność zaogniona, rozbłysk, odwaga rozbudzona, przyśpieszenie i nadaktywność wytłumaczalna „etiologicznie”. To splot zależności, stan zapalny, wzmożenie „polomanii” (obsesyjny splot polityki, jedynie słusznej polskości, podejrzliwości, lęku i nieprzyjaźni do ludzi) oraz tęsknota do łączności z innymi, bycia razem lecz pod swoim przywództwem, na równi z innymi lecz na czele.
    Pzdr, TJ

  266. @Tanaka 15:49
    Mechanizm wiary jest prosty i nieskomplikowany, zgodny z dążeniem mózgu do upraszczania, segregowania i nazywania. Podlegają mu też ateiści, na równi z innymi. Zamiast boga, wierzą po prostu w coś innego. Posiadanie światopoglądu religijnego, najczęściej nie obciąża posiadacza winą. Przeważnie jego mózg, został zainfekowany religią we wczesnej fazie rozwoju i nie potrafi funkcjonować bez niej. Ateizm jest raczej wybrykiem natury, niż normą. Świadczy o tym, że ci którzy wbijali dziecku bozię w główkę, spaprali robotę. Świat jest zbyt skomplikowany, otrzymujemy więcej informacji, niż mamy możliwość zweryfikować, dlatego zdecydowaną większość przyjmujemy na wiarę. WIERZĄC jednocześnie głęboko w ich obiektywność. Resztę załatwia dysonans poznawczy, który nie pozwala rewidować tego co w przegródce z etykietką „wiara”, za pomocą faktów i merytorycznych argumentów. Dlatego, przeważnie, każdy trzyma się swego, bardziej jak krowa a nie filozof.

  267. @gotkowal 23 sierpnia o godz. 16:22

    To co referujesz zahacza o kolejną religiancką ściemę – założenie, że „wiara” w kwarki lub zaćmienie słońca i religiancka wiara w boziosprawczość – to dokładnie taki sam rodzaj wiary. Tym argumentem szermują w necie (i nie tylko w necie) zawodowi religianci. Inaczej mówiąc, to jeszcze jeden gniot pojęciowy rodem z kruchty. Co do „głębokiej wiary w obiektywność”, którą zakładasz – też nie do końca jestem skłonna się zgodzić. Wiara w obiektywność jest chyba raczej podstawą religii, nie jej braku.

    Dążenie mózgu do upraszczania oczywiście jest faktem, podobnie jak dążenie do eliminacji dysonansu poznawczego, ale twoje uproszczenie w cytowanym komentarzu idzie jednak zbyt daleko. Poza tym nie odróżniasz rodzajów „wiary” i nie odróżniasz wiary „komu” i wiary „w co”. I to są tylko najbardziej oczywiste mankamenty tego wywodu. Oczywiście, że świat jest skomplikowany, ale czy wiara religijna go objaśnia? Ależ skąd. Tylko tak udaje.

  268. A w Polsce kaka wywleka teraz biskupa Pieronka, żeby pokazać, że jednak nie do końca akceptuje PISIS. Zabieg poniekąd głupkowaty, ale znamienny. Hitlera kaka przestał popierać po Stalingradzie. Czyżby teraz PiSkupi poczuli smród spalenizny, a Pieronek występuje w roli pierwszego szczura? Pierwsze objawy zmierzchu PiSlandii? Zabawne to.

  269. Jako szeregowy poseł ,nie odpowiada przed TS.I o to mi chodziło.A pyskówki ,i pomówienia ,to śądy cywilne.i psychiatrzy.Przecież już posadził Tuska o zamordowanie braciszka.I Do dziś procesu ,nie ma .Bo po co naginanie prawa dla dla zaburzonego?

  270. P.S. A już naprawdę najzabawniej będzie wtedy, gdy genderyści zdobni w koronki zaczną chóralnie ogłaszać z ambon, że nigdy, przenigdy nie popierali PiSopatów. A zaraz potem tabuny internautów ogłoszą światu, że PiS to emanacja lewackiego zepsucia i efekt zachodniej „cywilizacji śmierci”. Trzoda to kupi…

  271. @tejot
    23 sierpnia o godz. 16:00

    Mitologizujecie obywatele Małego Prezesa (MP). On robi tylko to, co ludzkość od kilkuset tysięcy lat – nie przestrzega zasad. Człowiek tylko dlatego zdobył przewagę nad innymi gatunkami, że poczynał sobie dowolnie czyli bez potrzeby niszczył i zabijał. MP zaczął od nazwania swej partii PiS, bo zamierzał postępować dokładnie odwrotnie. I czyni tak cały czas. Ponieważ zaczął działać w czasie ustabilizowanym czyli takim, w którym różne zasady i reguły weszły społeczeństwu nieco w krew, występki MP wywołały osłupienie, niedowierzenie i całkowitą bezradność. Zamiast po pierwszej próbie kopnąć go w dudę, próbowano z nim dyskutować według zasad, które on odrzucił.
    Sytuacja jest poważna, bo program nauczania w szkołach przestaje się różnić od lekcji religii, zatem zrobić coś w następnym pokoleniu będzie raczaj trudno. Być może staniemy się exporterem terrorystów-samobójców, by w ten sposób „uratować” świat. Katolicki oczywiście.
    Jak mawiał płk. Jakubowski, są trzy wyjścia:
    1. Przyzwyczaić się.
    2. Toczyć dalej mądre dyskusje, aż MP umrze z nudów.
    3. Zrobić pucz wojskowy, bo to jedyna formacja jeszcze istniejąca, której MP się bardzo boi. Stąd działania Antosia mające na celu całkowitą likwidację armii (Amerykanie nas obronią) oraz rozbudowę WOT (Wewnętrzne Oddziały Terrorystyczne) – właśnie trenują posługiwanie się pałkami policyjnymi. Oczywiście pucz musi się zacząć od całkowitego wyłączenia Radyja i Trwać oraz przejęcia TVPiS i postawienia tych g… przed Trybunałem Stanu.
    A póki co: masz pytanie? Napisz do nas. Dziś pytanie, jutro odpowiesz.

  272. @Na marginesie
    W jaki sposób mózg eliminuje dysonans poznawczy? Odrzucając fakty i merytoryczne argumenty, jako niebyłe, utwierdzając się w wierze. Pogadaj z jakimkolwiek religiantem o jego wierze, używając argumentów logicznych i merytorycznych. Jak w ten sposób doprowadzisz któregoś do apostazji, jestem w stanie zjeść blue book, zapijając koranem. Zaprawde powiadam wam, jesteśmy homo fidelis, to sapiens nam się tylko wydaje.

  273. @Na marginesie
    Chesterton (religiant, ale zmyślny) napisał, że jeśli ludzie przestaną wierzyć w boga, zaczną wierzyć w cokolwiek. Częste, regularne kontakty z obywatelami Republiki Czeskiej, przekonują mnie, że miał rację.

  274. tejot
    23 sierpnia o godz. 14:48
    „Sednem problemu religia, a nauka, jest teoria ewolucji.”

    Dziś wydaje się, że masz rację, ale KK podlega ewolucji. Pozwól, że zgłoszę zastrzeżenie co do ponadczasowości tego stwierdzenia, emulując Twój toku rozumowania: Religia, matematyka, teoria ewolucji mogą się łączyć w wielu umysłach, bo wystarczy orzec, że prawa matematyki, ewolucji to dzieła boskie i nic nam do tego, dlaczego te prawa działają tak, a nie inaczej. Prawa działają, to sprawa boska, a my tylko te prawa odkrywamy.

    Tanaka
    23 sierpnia o godz. 15:49
    „Centrum problemu religii z ewolucją jest w tym, że ewolucja uderza i dezawuuje rolę człowieka jako istoty bezpośrednio stworzonej przez bozię, a tym samym też, ale to jest nieco w tle, dezawuuje bozię jako takiego….Ewolucja pozbawia człowieka boskości.”

    Myślę, że powyższy problem, to dla KK jedynie problem natury interpretacyjnej, wynikający aktualnie ze „zbyt bezpośredniego” odczytywania pism bożych. Może znalazł się już prorok, albo teolog KK, który „odkrył” w pismach świętych, że ewolucja, a nawet inżynieria genetyczna i sztuczna inteligencja to sprawa boska, której celem jest doskonalenie, w kierunku boskim, istot żywych i nowych, hybrydowych (humanoidów, itp.) . Siła KK leży w elastyczności interpretacji i dostosowywaniu wierzeń do rozwoju cywilizacji w sposób akceptowalny przez dostatecznie wielu, utwierdzających się wzajemnie ludzi, tworzących masę krytyczną, dzięki której wierzenia stają się święte

  275. @Qba
    Coś w tym jest. Co do pytań, to raczej zrezygnuję, bo nie wiem, jaka będzie jutro treść Kodeksu Karnego, gdyby przyszło odpowiadać.

  276. @anumlik
    22 sierpnia o godz. 21:50 (+ inni śledzący ten wątek)

    Jedność wiedzy …
    Pytanie (retoryczne ?) : Stwórca stworzył rozum by rozumować (szukać, badać, wątpić) lub by błędzić ?
    Odpowiedzi nie ma (jak i może Stwórcy) gdyż w pierwszym wypadku dlaczego by nie używać rozumu (a może to właśnie owoc zakazany!). A w drugim Stwórca mógłby się okazać perwersyjnym narcyzem.
    Zauważam przy okazji że słowo wiara nie znaczy pewność. Wiara pozostaje wiarą mimo wszelkich wątpliwości.

    Ostatnio słuchałem Michel Onfray, odnawiającego tzw. tezę mityczną co do istnienia człowieka Jezusa z Nazaretu (kontynuacja tez badaczy Paul-Louis Couchoud i Prosper Alfaric). -> Mityczna postać, Jezus w rzeczywistości mógł nigdy nie istnieć.

    Pierwszy oryginalny tekst, kopia kroniki (Flawiusz Józef ?), był pisany kilkaset lat po faktach i pewnie już przez mnicha, który ten tekst mógł « uaktualnić ».
    Również pierwsze obiekty materialne (kolce z korony, drzazgi z krzyża, tkaniny, etc.) zostały znalezione, jakby przez przypadek, po oficjalnym chrzcie Konstantyna I Wielkiego i ustanowieniu chrześcijaństwa jako religii, ok. 4 wieki póżniej, znalezione przez matkę tegoż Konstantyna po kampanii poszukiwań w Palestynie.
    Mityczna postać zaistnieć mogła stopniowo, w wyniku narastającej potrzeby, podniesiona do wymiarów archetypu ( jak Mitra, Dionisos, Sol Invictus, Esculape) aż „stała się” oczywistością historyczną.

    Skoro rozum racjonalnie tę tezę stawia to …., no właśnie, co?

    Z pewnością ten temat już się przewinął ale nowym tu, i oczarowany.
    Mang

  277. @gotkowal 23 sierpnia o godz. 17:49

    Tak – tyle tylko, że wyważasz otwarte drzwi, bo ja istnienia dysonansu poznawczego nie kwestionuję. Kwestionuję natomiast stawianie znaku równości między wiarą religijną i wiarą w fakty i twoje twierdzenie, że chodzi o ten sam rodzaj wiary. Poglądy Chestertona znam – ale on w gruncie rzeczy utożsamiał katolicyzm ze zdrowym rozsądkiem, co jest w założeniu całkowitą bzdurą. Argumentował błyskotliwie, co nie znaczy że miał rację. Po prostu miał gadane. To nie to samo.

  278. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 12:34

    Tanako, nie odpowiem Ci na pytania, bo szczegółów obu rejsów nie znam. Wiem tylko, że dwa czy ciut więcej lat temu był też eksperymentalny, z różnymi badaniami po drodze rejs – nie pamiętam, czy z Koźla, czy z Wrocławia – do Szczecina. Też spokojnie przejechali.

    A ja wróciłem właśnie z aukcji. W Łabuszu się odbyła. Aukcja jednego okrętu. I ja byłem tylko jeden. Co za wstyd! Sto razy gorszy niż w Janowie Podlaskim.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6457517164805137794?icm=false&authkey=COyIrZSArYaysgE

  279. @ETo 23 sierpnia o godz. 18:12
    Dziś wydaje się, że masz rację, ale KK podlega ewolucji
    Siła KK leży w elastyczności interpretacji i dostosowywaniu wierzeń do rozwoju cywilizacji w sposób akceptowalny przez dostatecznie wielu, utwierdzających się wzajemnie ludzi, tworzących masę krytyczną, dzięki której wierzenia stają się święte

    Serio??? Bo ja mam wrażenie, że uprawiasz tu kaka-propagandę.
    Takie twierdzenia powiela sam kaka, w ramach auto-gloryfikacji.
    Czy ty naprawdę sądzisz, że kaka jest w stanie odkręcić własne bzdurne dogmaty?
    Takie na przykład o cudownym dziewiczym narodzeniu albo zmartwychwstaniu? A jeśli zmartwychwstanie jest tylko metaforą, to cały wychuchany gmach „wiary” katolickiej w ogóle nie ma racji bytu.

  280. @
    Rozmarzyło mi się. Bo sytuacja jest komfortowo optymalna.
    Wystarczy pucz. Puczyk właściwie. Trzeba zająć Radyjo i Trwać oraz TVPiS i PR oraz internować kogo trzeba – od prezydenta, premiera i ministrów, po posłów, wojewodów, dyrektorów i innych niegrzecznych. W sumie około tysiąca. Może dwa. I natychmiast zrobić im jawne procesy – Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie może wszystko. Nawet, jeżeli nie jest nim już niejaki Ziobro. I żadnych kar więzienia. Zasądzić wszystkim przepadek całgo mienia, również mienia całej rodziny. Takie teraz prawo. Potem odebrać im obywatelstwo i dać bilet autobusowy na bezpośredni kurs do Watykanu. Doświadczą tam (niewątpliwie) miłości bliźniego i luksusu bycia uchodźcą. Może nawet dadzą im obywatelstwo.
    Równocześnie zablokować wszelkie dotacje dla kk. I rozpocząć 10-letnią pracę nad dobrowolnym opodatkowaniem związków wyznaniowych. Praca może trwać i 25 lat, ale cóż to jest w powównaniu z 2000 lat działania biura wyborczego Jezusa.
    Oczywiście trzeba uznać konkordat za nieważny i zasądzić przepadek wszelkich dóbr odzyskanych przez tzw. Komisję Majątkową oraz innymi pokrętnymi drogami.
    A potem ogłosić nabór do zespołów opracowujących (publicznie i jawnie) nowe prawa wszelakie, w tym konstytucję.
    Istotne jest przy tym, że ani granice nie będą zamykane, ani nie będzie jakichkolwiek ograniczeń dla firm, osób prywatnych czy administracji. Żadnych przerw w komunikacji, łączności czy dostawach gazu i prądu. Taka absolutnie aksamitna rewolucja.
    To co, robimy? Przydałby się Jaruzelski. Ktoś chętny na jego miejsce?

  281. Kościół kat nieustająco „pogłębia rozumienie Ewangelii”. Pogłębia tak już 2 tysiące lat, a co pogłębił, a czego nie pogłębił, a wręcz odwrotnie – umysł przytomny wie, lepiej niż biskupi.
    Kościół ma taki modus operandii, że jak rządzi, to interpretacje mu się osłabiają, a jak nie rządzi, to mu się poprawiają. Ponieważ w Europie, poza Polską i kilkoma koloniami nie bardzo już rządzi, przybywa mu grzeczności i elastyczności.

  282. Jezusek nie ma pewności, czy istniał jego ojciec w niebie – jeszcze bardziej nie wie. Jest to poważne zaniedbanie ojcowskie, właściwie należy powiedzieć – zdrada, że ojciec zostawił syna na pastwę niepewności,nie dbając o to, by były jednoznaczne dowody, że był i co oraz kiedy robił, mówił i tak dalej.

    Skoro jesteś nowy i oczarowany, to po pierwsze dobry wieczór, a po drugie, znajdziesz mnóstwo tematów i dyskusji fachowych oraz wrażenie oczarowania wzmagających.

  283. wbocek
    23 sierpnia o godz. 19:17

    Ja cię kręcę, okręt trójmasztowy robi wrażenie !
    Prawie widzę 3 pokłady i 64 armaty. Zdaje mi się, że coś zmieniałeś przy żaglach, chyba są inaczej, albo czym innym klejone.

    jak 2 lata temu szli w dół rzeki to dzisiaj może już ta rzeka zupełnie inaczej wyglądać i znowu trzeba by eksperymentować.

  284. Na marginesie
    23 sierpnia o godz. 19:19

    Namarginesko, łomatko ! Toż Kościół kat od tego jest,żeby kręcić. Jak kręci to i przekręca. W odpowiednio niewygodnych waarunkach, prawie wszystko przekręci. Przecież ciągle pogłębia rozumienie Ewangelii. A Pierwszej części przygód w niebieskiej książeczce to w ogóle nie rozumie, więc sam nie wie, czy pogłębia, czy nie pogłębia.

  285. @mang
    Uciekaj, póki czas, tutaj różne takie-owakie ateisty, niektóre uzbrojone w erudycyjną wiedzę teologiczną, zamiast zająć się czymś pożytecznym, bezustannie ględzą o bogu.
    Co do Jezusa. Zdumiewa, że kilkudziesięciu sprawnych i obiektywnych kronikarzy, rzymskich, greckich i palestyńskich, nie zauważyło tak niezwykłej postaci. Chyba, że było tak.
    Przy ognisku z wielbłądziego nawozu popijało wino kilku gentlemanów. Śmiechy, śpiewy, opowieści, przechwałki, odwłok Maryni. Aż podniósł się promilaż i zeszło na politykę, narzekanie i dialog poszedł w takim kierunku:
    – My to mamy przekichane.
    – Żebyś wiedział, podwyżki, bezpłatne nadgodziny, ciepłe wino i urlop w listopadzie.
    – I jeszcze ten Herod!
    – Herod, Rzymianie, Sanhedryn, faryzeusze i jeszcze zeloci.
    – A JHWH i ten jego zakon?
    – A halacha! Zwariować idzie, czego to jeszcze nie wymyślą?
    – Racja, znikąd nadziei i pomocy.
    – Był taki jeden…
    – Był, chciał pomóc.
    – Ale go zabili!
    – Te gady Rzymianie!
    – Ale nasi im pomogli.
    – Nasi go skazali, a Rzymianie ukrzyżowali.
    – W zaprzeszłym roku.
    – Akurat na paschę, psiajuchy jedne.
    – Byłem przy tym, kazali mu nieść krzyż.
    – Ja też byłem, pomogłem mu nieść.
    I dalej to już jakoś poszło…
    Pozdrawiam

  286. @Tanaka 23 sierpnia o godz. 19:44

    Jasne, przekręca przecież już od zarania, czyli od powstania pierwszej „tradycji” pisanej, łącznie z ewangeliami kanonicznymi i całym Nowym Testamentem, który zdaniem samego kaka jest „katechezą”, czyli mówiąc ludzkim językiem, produktem z założenia propagandowym. A ponieważ niebieska książeczka i tradycja, łącznie z dogmatami i tfurczością „nieomylnych” i coraz częściej świntych papieży, są zapisane już teraz czarno na białym, więc pozostają im tylko akrobatyczne fikołki interpretacji.

    Problem w tym, że religia, która zbytnio rozluźnia rygory „wiary”, jakby częściowo się rozmywa i traci wyznawców. Paradoksalne, ale prawdziwe. Pisał o tym (chyba) Daniel Dennet. Więc chcąc nie chcąc muszą dbać o „twardy elektorat”, co w praktyce oznacza trwanie między młotem a kowadłem. Do tego dochodzi erozja „autorytetu” i skandal za skandalem. Jak tu żyć?

  287. wbocek 19:17
    Narowisty, przy kręcącym wietrze – bedzie trochę zabawy z fałami.

  288. Własnie dziś w EKG w tokfm powiązano likwidację OFE polanowana na lipiec 2018 z pomysłem PISu, żeby w grudniu 2018 roku emerytom i rencistom dać po 500+. Bedzie z czego, bo pieniędzy w OFE jest jeszcze ok. 160 mld, a 25% tej kwoty to sumka, która wystarczy i na dziecięce 500+ i dla emerytów. Wszystko oczywiście przed wyborami parlamentarnymi i samorządowymi; pójdzie w eter info, że inne partie nie chcą wam, drodzy emeryci i rencisći dać po pięć stów, tylko my, PIS zapewnimy wam dobrodziejstwo.
    A w nastepnym roku szablą odbierzemy, tzn. podwyższymy ceny tak, że wam te 500 odbierzemy i każemy dopłacić za nasze wspaniałe pomysły (ale o tym wiemy tylko my, Jarek i Morawiecki w Pisie).
    Oczywiście, okaże się to taką samą zmyłką jak bezpłatne leki dla emerytów po 75 rż i 500 na każde dziecko.

  289. @gotkowal – wspomniałeś o „naturalnym” dążeniu homo sapiens do uproszczeń i eliminacji dysonansu poznawczego, a poza tym o tendencji do utwierdzania się we własnych przekonaniach. Ja dorzucę jeszcze jeden automatyzm – przywiązywania się do tego, co nas kosztuje. Stwierdzono, że im więcej wyrzeczeń wymaga np. związek międzyludzki, tym silniej owe wyrzeczenia mogą przywiązywać do partnera czy dziecka.

    Jak tą skłonnością manipuluje kaka, chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Wiara wymaga cierpienia i wyrzeczeń, nieś człeku swój krzyż, kochaj Jezuska i poświęcaj się dla niego… cały arsenał wirtualnego zniewolenia i wymuszone zaangażowanie emocjonalne. To jest cyniczna manipulacja, skuteczna chyba tylko w przypadku, gdy naiwna ofiara jej nie dostrzega.

  290. Na marginesie
    23 sierpnia o godz. 19:19

    „Czy ty naprawdę sądzisz, że kaka jest w stanie odkręcić własne bzdurne dogmaty?”

    Nie, ja tylko pisałem, że „siła kaka leży w elastyczności interpretacji i dostosowywaniu wierzeń do rozwoju cywilizacji w sposób akceptowalny przez dostatecznie wielu, utwierdzających się wzajemnie ludzi, tworzących masę krytyczną, dzięki której wierzenia stają się święte”. Oczywiście kaka dociera tylko do tych, których stan umysłu pozwala uwierzyć. Nieważne, że obiektywnie może to być nielogicznie, nieracjonalnie. W podobny sposób mnożą się wyznawcy teorii spiskowych, nawet z tytułami naukowymi.

  291. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 19:40

    Tanaczku, maszty, uosywiśsie, dwa, ino żagle – trzy: grot i foch…pardą…fok – jednego się trzymią masztu. Natomiast po wielu ekskremen…kurde, co te klawisze!…eksperymentach przestałem żagle kleić i rurki do wsuwania masztów i bomów łączę oczkami. Już dwa miesiące zdają egzamin, choć byłem już na takich wiatrach, że uszy mi chciało urwać, a oczka, popatrz, nie puściły. Zrobiłem też nowy typ bocznego pływaka, ale ciut niedokończony, bo mi się nie chce (wolę teraz chodzić po wodzie niż w chacie dłubać). Jak skończę, pokażę w działaniu.

    Chyba odczułem wpływ sinic. Lazę do mojego okrętowego garażu w ścinach na golasa w dół, ino przycięte gumiaki mam, bo na połamanych ścinach w dnie można fest stopy poharatać (raz przebiłem, to 3 miesiące się goiło). Przy wiatrach z północnych kierunków sinice się zbijają w okropnej grubości kożuchy przy moim południowym brzegu, więc muszę do okrętu przez nie się przebijać. Zaraziły mi nogi jakąś malarią czy cóś, bo trochę swędzą bez widocznej przyczyny. Ale mi się zdaje, że jak nogi swędzą, to dobrze, bo znaczy, że jeszcze jesteś. Jesteś, to jesteś, a jak cię nie ma, to też niewielki kram.

    Okręcik na fotce jest sprzed dwóch tygodni. Zmieniłem tydzień temu bezanik na większy, żeby w razie większego wiatru zastąpił grota, który by już mnie tysiąc razy wywrócił, gdyby nie to, że nie wywrócił. Już wypróbowałem nowego bezanika w roli grota przy dużym wietrze. I dobrze ciągnie, i nie wywróci. Mogę spokojnie przy dużym wietrze jechać i bajki żabkom opowiadać.

    ‚https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6457544903566540033/6457544904193226082?authkey=CI7zgu6UpIG2QQ

  292. ETo
    23 sierpnia o godz. 18:12
    tejot
    23 sierpnia o godz. 14:48
    „Sednem problemu religia, a nauka, jest teoria ewolucji.”
    Dziś wydaje się, że masz rację, ale KK podlega ewolucji. Pozwól, że zgłoszę zastrzeżenie co do ponadczasowości tego stwierdzenia, emulując Twój toku rozumowania: Religia, matematyka, teoria ewolucji mogą się łączyć w wielu umysłach, bo wystarczy orzec, że prawa matematyki, ewolucji to dzieła boskie i nic nam do tego, dlaczego te prawa działają tak, a nie inaczej. Prawa działają, to sprawa boska, a my tylko te prawa odkrywamy.

    Mój komentarz
    Tego rodzaju postępowanie (przystosowanie się kościołów do bieżącej sytuacji) jest tak stare, jak stary jest KK i wszelkie inne religijne instytucje przed KK. Każda z nich starała się uzgodnić z otoczeniem oraz wpływać na to otoczenie, czyli ulegała ewolucji pod względem formy i treści, instytyucjonalnie, doktrynalnie i kultowo.

    Wierzenia, religie nie opierają się w całości na logice, nie zawierają aksjomatów, tylko dogmaty. Aksjomaty są niezmienne, dogmaty są płynne, ruchome, redefiniowalne. W religiach nie jest wymagana jednoznaczna zgodność wewnętrzna i spójność w dowodzeniu. Wszelkie niezgodności są zaklejana wiarą z powoływaniem się na „Bóg tak chciał” lub „duch święty wieje kędy chce” lub „nie znamy zamiarów Bożych”, itd.

    Religie nie tworzą teorii weryfikowalnej wg ścisłych nieprzekraczalnych zasad, nie opierają się na kartezjańskich zasadach poznania, nie są odporne na falsyfikację. Wierzenia i religie były dużo wcześniejsze niż logika i Kartezjusz i miały się dobrze bez tego rodzaju ograniczeń.

    Religie aranżowane są, konstytuowane na wypracowanych przez daną cywilizację mitach, które są przekształcane metodami manipulacji poznawczej w fakty i od tego momentu traktowane są jako realna podstawa, generalne założenie, z którego można z grubsza poprawnie wyprowadzić doktrynę religijną.

    Ewolucja biologiczna jest o tyle trudnym problemem dla KK, dla jego doktryny, że eliminuje z rozważań akt stworzenia, bowiem ewolucja biologiczna by zaszła, musi być poprzedzona ewolucją materii nieożywionej do takich form, które pozwalają przekroczyć „próg życia”. Życie powstaje nie w pojedynczym akcie stworzenia, a w długim procesie, w którym z materii nieożywionej powstaje samorzutnie, samoczynnie materia ożywiona.

    Powstanie życia według przeciwników ewolucji w długim procesie doboru jest niemożliwe, absurdalne. Prawdopodobieństwo samorzutnego powstania tak złożonego systemu jak życie jest zerowe – jak twierdzą oni a priori (bez dowodu i na wiarę), a tym samym powstanie życia wymagało interwencji siły wyższej.

    Teoria ewolucji jest potwierdzona, zweryfikowana milion razy, a jej podstawowe założenie nie wypowiadane wprost mówi, że życie nie zostało „stworzone”, tylko powstało samorzutnie w szczególnych warunkach.
    Co więcej, teoria ta implikuje, że jeśli gdziekolwiek we Wszechświecie takie warunki do ewolucji materii jak na Ziemi by zaistniały, to tam również może zaistnieć życie. Ewolucja nie potrzebuje w żadnym momencie udziału stwórcy, ponieważ ewolucja to ciągły proces różnicowania się materii, powstawania nowych form. Akt stworzenia w niej nie zachodzi.

    Materia nie dlatego ewoluuje, że otrzymała boskie właściwości nadane jej przez stwórcę, tylko ewoluuje, bo takie właściwości ma cała materia we Wszechświecie. Cała różnorodność pierwiastków i cząsteczek chemicznych z nich złożonych wyewoluowała z wodoru, pierwiastka najprostszego jak to możliwe. Jeden proton z towarzyszeniem jednego lub dwóch neutronów oraz jeden elektron.

    Galaktyki ewoluują, gwiazdy ewoluują, a w nich jądra pierwiastków łączą się i dzielą dając nowe pierwiastki, które w jakimś momencie ewolucji gwiazdy są wyrzucane w przestrzeń i następnie (przy sprzyjających warunkach grawitacyjnych) biorą udział w kondensacji materii w układ planetarny wnosząc na planety układu wielorakie właściwości, które to właściwości w odpowiednich warunkach chemofizycznych stają się aktywne, zaczynają działać i dają napęd (lokalnie, na planecie) dalszej ewolucji materii aż do wytworzenia życia.
    Pzdr, TJ

  293. gotkowal
    23 sierpnia o godz. 20:05

    Właśnie o zabawę chodzi, gotkowalku. Ale przy całkiem dużym wietrze wychodzę się pobujać na falach bez żagli. Przybrzeżne jeziora są płytkie. Gdybym, na żaglach jadąc, robił zwrot przez stępkę, mógłbym łeb rozbić o dno.

  294. Na marginesie
    23 sierpnia o godz. 20:02

    Zauważ, co obserwujemy od dziesięcioleci we wzajemnej interakcji zachowania ludzi i Kościoła kat : tam gdzie się spodziewają wyznawcy czegoś poważniejszego, jakiejś spójności przekazu ale na wyższym poziomie refleksji etycznej i niejakich drobin intelektualnych, oraz wyrażania poważnego stosunku do świata – tam się rozczarowują i dają sobie spokój. To przypadek głownie Europy Zachodniej.
    Tam, gdzie niespecjalnie się nastawiają na sprawy bardziej zaawansowane, a raczej na emocje oraz tam, gdzie działają religie konkuencyjne – sa konwersje i podkradanie sobie wyznawców. To głównie Ameryka Południowa.
    Polska to specjalny przypadek. Nie ma konkurencji religijnej, nie ma treści, powagi, poziomu, są emocje i odruchy bezwarunkowe.

    Owszem, potrzebne jest „twarde jądro”, bo inaczej ludzie się gubią i zaczynają wreszcie zadawać sobie pytania: o co tu chodzi? To w końcu jak jest: tak, siak, czy owak?
    Ale jednocześnie obserwujemy zjawisko rozlewania się mentalności supermarketowej: w tym miszmaszu, ludzie sobie sami wybierają co im u bozi pasuje, a co nie – dają sobie z tym spokój. Robią tak i Polacy, moralości seksualnej wedle nauk biskupów przestrzega 2-3%, reszta olewa częściowo, albo całkowicie. Bozią mało kto z wyznawców się interesuje, prawie nikt nie ma o nim pojęcia. Bozia strasznie nudny jest i męczący. O Jezusku niewiele więcej wiedzą: byłmały Jezusek i śpiewał kolędę „Jezus malusieńki” swojemu tatusiowi – Józefowi. Potem Jezusek był duży i gdzieś chodził, a na końcu go przybili do krzyża. No i że byli jacyś tacy co za nim chodzili, ale potem przestali.

    Wdzisz co się dzieje, gdy na blo wlezie jakiś religiant: tak rypie durnotami, że od razu widać, że nie ma pojęcia o swoim bozi. A religiant jest i mu to nie przeszkadza, że się nie zna. Nie o znanie przecież chodzi. Jak takiemu cymbałowi wyjaśnimy, jak to z bozią jest i co on w ej swojej książeczce z przygodami gada i wyrabia, to się religiant obraża, oburza i popada we wścieklicę.

    Prawidłowy wyznawca ani wie, ani go to interesuje o co chodzi z tym bozią. Wystarczy, że ma biskupa, może się zebrać w jakiś tłum, że to nasi, pośpiewa kolędę, „Barkę” lolkową, paciorek jaki, czasem wsunie herbatnika – i jest zadowolony. A jak „przekażecie sobie znak pokoju” zrobi , to po wyjściu z kościoła, kopnie tego bliźniego swego w tyłek.
    I jest dobrze.

  295. konstancja, Namargineska, Neferka

    Te kwiaty są historyczne – jak Akropol czy ściana kościółka w Trzęsaczu koło Rewala, gdzie wkrótce się wybieram. Są – te kwiaty – świadectwem nikczemności człowieka przy blaszaku (chyba się zgodzicie, że jak człowiek stoi przy swoim blaszaku, to przechodnie patrzą na blaszak, nie na człowieka, co nie?). Bo oto działki zostały zrównane z ziemią, a ostatnim po nich znakiem jest właśnie ta słoneczna kępa. Teraz tu się robi wielka obwodnica Sianowa i Koszalina o długości 20 km.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6457548105953723346?icm=false&authkey=COGe3JHZjLGhiQE

  296. Chyba mi się link z kwiatami dla pań popieprzył z borówką amerykańską, którą żona z działki przyniosła. Może ten będzie właściwy.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6457548105953723346?icm=false

  297. konstancja
    23 sierpnia o godz. 20:14

    Przede wszystkim, zagarnięcie OFE skończy się tym, że emerytury i renty będą mniejsze. A jak pisoidy „dadzą” 500+ emerytom, to znaczy, że jeszcze więcej podwędzą z byłych OFE czyli jeszcze chudsze będą świadczenia. A podwyżki to jeszcze osobna i dodatkowa sprawa.

  298. wbocek
    23 sierpnia o godz. 20:58

    Oczywistość – maszty dwa, ale okręt taki mi się wielki i piękny przestawił, że jestem sądowy świadek naoczny: proszę sądu kochanego, jak bonie dydy – tszy maszty żem widział !

    A propos – masz może pojęcie, skąd te „bonie dydy”, z jakich zakamarkow mowy się wzięły? Ja nie mam pojęcia, a z dzieciństwa pamiętam to jako powszechność podwórkowej mowy.

    Nie bardzo mam doświadczenie ze skutkami działania na ciało sinic, bo nigdy nic mi nie zrobily pomimo tego, że w morzu miałem z nimi do czynienia standardowo. A dzieciaki i młodziaki wręcz się bawiły sinicami, lepiąc z nich kule i się nimi rzucając. Może dzialały leczniczo? Pływało się też nieraz w zupie z sinic – i nic. Może dlatego, że się kiedyś nie wiedziało, że sinice są złe, więc było dobrze.Jak się człowiek dowie, to popada w stres i wtedy jest niedobrze. Nie wiem od czego bardziej: sinic, czy stresu.

  299. tejot
    23 sierpnia o godz. 20:59

    Dzięki za wyczerpujące wywody. Nic dodać, nic ująć.

  300. @Na marginesie
    To bardzo interesujące, że tego co mamy za darmo, nie mamy w wielkim poważaniu. Facet który nie bije, widocznie nie kocha!
    Poza tym, dobry katolik, oprócz mania w pogardzie siebie i swojego życia, preferowania katoszariatu nad prawo stanowione, musi jeszcze naśladować we wszystkim J., a więc cierpieć. Bo mus czekać tej szczególnej łaski, jaką jest doświadczanie. Wiadomo, gdy się kogoś mocno kocha, największą radość sprawia nam, gdy możemy go doświadczać, radować się jego cierpieniem. A J. kocha nas bez granic, stąd i atrakcje stosowne nam funduje. Alleluja i amen. I awomen (dla wierzących generystów).

  301. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 21:32

    Jasne, że też jakboniedydowałem i to na początku 50-tych lat. Nie szukałem nigdy źródła, więc nie wiem, skąd to. Mogę tylko przypuszczać, że to jakaś lokalna twórczość, która się spodobała i rozprzestrzeniła.

    Z sinicami to tylko moje przypuszczenie, od paru lat łażę w tej zupie i nic się nie działo, więc to malutkie, co się dzieje, może z sinicami nie mieć żadnego związku. Jak jechałem okrętem morzem do Łaz spotkałem więcej niż hektar sinic. Wcale im nie robi różnicy, czy słone, czy słodkie.

  302. @gotkowal 23 sierpnia o godz. 22:01

    Na gruncie międzyludzkim – to chyba kwestia inwestycji 🙂
    Emocjonalnej również. Tak samo zresztą bywa z inwestycją finansową – jeśli włożymy w coś pieniądze, to trudno nam się pogodzić z faktem, że to stracimy i tak po prostu wycofać wkład. Tako rzecze Daniel Kahneman („Myślenie szybkie i wolne”).

  303. @wbocek 23 sierpnia o godz. 21:17
    Śliczne i słonecznie żółciutkie – dzięki!

  304. Tanaka
    23 sierpnia o godz. 21:32

    Zerknąłem do internetu. Niewykluczone, że „jak bonie dydy” to warszawka. Pewnie z bozią ma coś wspólnego (jak Boga kocham; Jak Bozię kocham). Pochodzenia „dydy” pan Bańka nie zna. Ja też.

  305. @Na marginesie
    Zgadza się. Ochrona inwestycji.

  306. @Tanaka 23 sierpnia o godz. 21:15

    Bo w ogóle religia w Umęczonej funkcjonuje na zasadzie prymitywnych odruchów i gniotów pojęciowych (bez Boga ani do proga, nie ma Polski bez Kościoła itp.) Arcypolski Lolek kremówkowy świadomie stawiał na ludowe, obrzędowe, bezmyślne religianctwo. Zainteresowanie treścią „wiary” nie jest w środowiskach kaka dobrze widziane, bo nawet grupy oferujące „pogłębione przeżywanie wiary” (np. neokatechumenat) kładą nacisk na rozmodlenie i odzwierciedlenie „wiary” w codziennym życiu, a nie na krytyczną ocenę tego, jak funkcjonuje kaka ani na treść dogmatów – te rzeczy w ogóle nie są tematem roztrząsań „wiernych”. W dodatku nie są tematem roztrząsań w ogóle, bo kremówkowy Lolek upupił teologów, likwidując odpowiednią komórkę w Watykanie. Trzoda ma „wierzyć” przydzielonym jej „pasterzom”, ale za bardzo się nie zastanawiać, bo z tego zastanawiania wynikają… no schizmy przecież. A zatem cicho sza, pogłowie, masz praktykować, deklarować, nie wnikać w zawiłości i łożyć kasę.

  307. @Na marginesie 22:32
    Są jeszcze tacy, którzy potrafią głęboko przeżywać wiarę:
    https://www.youtube.com/watch?v=SKLtgj1_vxY

  308. wbocek
    23 sierpnia o godz. 21:17
    zółciutko w każdym z tych przypadków. Aż słonecznie zrobiło się w pokoju.

    Szkoda, że dla blaszaków nam przyroda zanika, ale zmęczonym hałasem i smrodem mieszkańcom Sianowa i Koszalina zupełnie nie żal.
    ………………………………………..
    Tanaka
    23 sierpnia o godz. 21:24
    będzie to likwidacja OFE juz zupełna. Za chwilę mozna zrobić skok na IKZE, zwolnione z podatku Belki. Pieniądze (bo w OFE są pieniądze, a nie zapisy elektroniczne) zamieni sie na zapis w ZUS i można hulać z kasą, bo wybory tuż, tuż i trzeba znów naobiecywać.
    Emerytury będą niższe, szczególnie od października, gdy hurtem ruszą do ZUS uprawnieni do emerytury.

  309. Może wam sie przyda w waszych biblijnych studiach 🙂 Niestety po angielsku.
    http://www.abc.net.au/news/2017-08-23/same-sex-marriage-what-bible-has-to-say-robyn-whitaker/8831826

  310. pombocku!

    nie wiem, czy na pewno od sinic, ale gdy sie kiedyś ich nałykałam będąc akurat w kapieli morskiej, trzy dni potem chorowałam, a na koniec w szpitalu w Trzebiatowie dostałam kroplówkę z powodu odwodnienia. Tam słyszałam, że choroba wzięła sie właśnie od połknięcia (wody ) sinic.

    Ale może na samą skórę to nie działa. Chyba, że jest uszkodzona

  311. „Cała różnorodność pierwiastków i cząsteczek chemicznych z nich złożonych wyewoluowała z wodoru”.

    Mój komentarz:
    Warto wiedzieć, że eksperyment, który Stanley Miller przeprowadził w roku 1953 ma jakąś wartość wyłącznie przy założeniu, że pierwotna atmosfera Ziemi miała właściwości redukujące, co w szczególności oznacza, iż zawierała tylko śladowe ilości wolnego tlenu. W książce The Mystery of Life’s Origin: Reassessing Current Theories wyjaśniono, że gdyby w atmosferze znajdowało się dużo wolnego tlenu, ‛żaden aminokwas nie mógłby nawet powstać, a gdyby w jakiś sposób się pojawił, szybko uległby rozkładowi’.

    Jak dalece uzasadnione były założenia Millera dotyczące pierwotnej atmosfery?
    W znanej pracy, opublikowanej dwa lata po owym eksperymencie, Miller napisał: „Są to rzecz jasna przypuszczenia, gdyż nie wiemy, czy po uformowaniu się Ziemi istniała na niej atmosfera redukująca. Żadnych bezpośrednich dowodów na razie nie znaleziono” (Journal of the American Chemical Society, 12 maja 1955 roku).

    Czy kiedykolwiek je znaleziono?
    Około 25 lat później popularyzator nauki Robert C. Cowen zauważył: „Naukowcy są zmuszeni na nowo przemyśleć niektóre ze swych założeń. Prawie ŻADNE DOWODY NIE PRZEMAWIAJĄ ZA ATMOSFERĄ BOGATĄ W WODÓR, silnie redukującą, SĄ natomiast pewne DOWODY świadczące PRZECIWKO takiej hipotezie” (Technology Review, kwiecień 1981 roku).

    A może coś znaleziono jeszcze później?
    W artykule opublikowanym w Świecie Nauki w roku 1991 John Horgan napisał: „W ostatnim dziesięcioleciu narosły wątpliwości co do założeń Ureya i Millera dotyczących składu atmosfery. Eksperymenty laboratoryjne oraz rekonstrukcje komputerowe atmosfery sugerują, że promieniowanie ultrafioletowe ze Słońca, obecnie zablokowane przez ozon w atmosferze, ZNISZCZYŁOBY cząsteczki związków bogatych w wodór. Atmosfera tego typu [złożona z dwutlenku węgla i azotu] nie sprzyjałaby więc syntezie aminokwasów i innych prekursorów życia”.

    Dlaczego w takim razie wielu dalej utrzymuje, że dawna atmosfera Ziemi miała własności redukujące, że nie było w niej większych ilości tlenu? W książce Molecular Evolution and the Origin of Life Sidney W. Fox i Klaus Dose udzielają takiej odpowiedzi: Atmosfera musiała być pozbawiona tlenu między innymi dlatego, że „eksperymenty laboratoryjne wskazują, iż ewolucja chemiczna zostałaby niemal całkowicie zablokowana przez tlen”, oraz dlatego, że takie związki, jak aminokwasy, „w obecności tlenu nie zdołałyby przetrwać okresów geologicznych”.

    A zatem, twierdzi się, że pierwotna atmosfera posiadała właściwości redukujące, gdyż w przeciwnym razie nie doszłoby do samoistnego powstania życia. Ale w istocie nie ma żadnej pewności, iż miała właśnie taki skład.

    Wydaje się, że zapewnienia o ewolucji biologicznej na poziomie molekularnym to najzwyklejsza bufonada.

  312. Jak bonie dydy. Bożylim się w podstawówce i w liceum we Wrocławiu, więc rodowód warszawski odpada, choć słownikowe lingwisty – z Warszawy te bożenie się wysnuwają, nie wiedząc skąd „dydy” pochodzą. A tak naprawdę to o cycki boże się rozchodzi. Zamiast „jak Boga kocham”, albo „jak babcie drypcie”, co jest pochodną owego bożenia się, wymyślono „jak bonie dydy”. Bonie, bo boskie, a dydy, to cycki w wielu gwarach. Jak bonie dydy, znaczy ni mniej ni więcej – jak boskie cycki. Wiem, bo wymyślilim przy bełcie „patykiem pisanym” z kolesiami z podstawówki.

  313. Ja tam wolę korale-mecyje

  314. UWAGA KOMUNIKAT
    Internauta dezerter nie jest normalnym uczestnikiem forum. Jest przedstawicielem jehowickiej sekty produkującym się tu zawodowo. W ramach tej zawodowej działalności notorycznie publikuje przeraźliwe bzdety.

  315. Życie na ziemi powstało w oceanie, bez kontaktu z atmosferą, zabezpieczone przed promieniowaniem UV.

  316. A swoją drogą to wzruszające, jak kompulsywnie dyżurni religianci usiłują zdyskredytować teorię ewolucji i jak zażarcie szukają dziury w całym. W imię czego? Iluzorycznej wizji świata wysmażonej przez autorów niebieskiej książeczki. A w jaki sposób? Powołując się (hi hi !!!) na wyrywkowe i bezładne badania (he he !!!) naukowe.

  317. Miller zrobił eksperyment, próbki spleśniały w garażu, ale nagle wyskoczyły jak diabeł z pudełka. Sensacja. I dalej ją obrabiać. I dyskredytować. Szkoda tylko, że wcześniej, żaden poważny badacz nie potwierdził, że eksperyment Millera wyjaśnia fenomen powstania życia.

  318. @dezerter83
    Ja myślę, że zrobisz wielką karierę w swojej kongregacji dzięki ateistom. 🙂
    *
    @gotkowal
    Ja się nie znam, ale jednemu jak spleśniały to wyszło z tego naukowo serce jezusowe.

  319. @Na marginesie
    24 sierpnia o godz. 0:28
    No bo są 3 pola walki religijnej:
    ewolucja
    sobota
    wieprzowina
    Mnie najbardziej podoba się wieprzowina.

  320. Ten pracuś bozia napocił się, naściubił, natyrał z tym małym paskudztwem, z tymi protonami, elektronami, neutronami, neutrinami i tysiącami innych mikroskopijnych pierdółek, ale się nie pochwalił i pary z gęby nie puścił. Oddzieleniem światła od ciemności się pochwalił (że zrobił, jak – nie powiedział) i innymi głupotami, a takim majstersztykiem, takim precyzyjnym rękodziełem – nie. Dziwak!

  321. @Ewa-Joanna
    Wieprzowina, gdyby mogła głosować (a więc jeszcze żywa), zapewne poszła by za JHWH i Allahem. Fani Jezusa, mogą jej nie leżeć.

  322. Na marginesie
    23 sierpnia o godz. 22:32

    Lolek upupił teologów, przy czym teolog w sosie własnym to samodzielne upupienie. Jehowicki teolog i naukowiec w jednym, powyżej wszystko ładnie wyjaśnia, łżąc koncertowo. Znaczy – organista on też jest.
    Mam niejaki podziw, mniej więcej taki jak przy obserwacji pleśniejącego sera, dla polskiej myśli teologicznej zalęgłej w uniwersytetach, za sprawą naszego ulubionego Lolka narciarskiego: tyluż dzielnych badaczy w typie miejscowego jehowity międli złote myśli maopapieskie i rośnie im od tego sto kwiatów i nic – pustka kosmiczna jak była tak i jest. na wieki wieków amen. Ale jedna rzecz u nich wybitna, wynalazek niezwykłej pożyteczności: z pełnego – budżetu państwa polskiego – lanie w tą próżnię syci tych próżnych z niezwykłą skutecznością. W języku ludzi porządnych to się nazywa kradzieżą, czyli w teologii – darem bożym.

  323. „bonie dydy” = „boże cycki”?
    To by może miało sens jęzkowy, taki mały kamuflarzyk i ciocia nie łapie o co biega?
    No dobrze, ale boże cycki powinny mieć jakiś sens teologiczny. Mieć jakąś rolę zbawczą. Uwznioślać i tak dalej.
    Ale zaraz, to się może zgadzać. W VII C była Bożenka F. i wszyscy chłopacy się do niej modlili.
    Chyba, że chodzi o Portret upadłej madonny z wielkim cycem, van Klompa.

  324. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 1:31

    No i sam widzisz: @dezerter doznaje przemiany, chrystoformizacji i już jest z niego ksiadz profesor Heller. Bozię widzi w atomie, molekule i w instrukcji montażu, którą – jako fachowy inżynier budowli kosmicznych – czyta spawaczom przed robotą.

    I pomyśleć, że bozia mógł być dla człowieka bardziej przystępny i go nieco oświecić, co by zaopatrzyło puste, starożytne i mało wiedzą skażone makówki, w pierwszą dawkę edukacji przyrodniczej.
    Rzecze bozia, całkiem jak Zarathustra: słuchajta no, chłopy, a wy baby nie słuchajta ino spieprzajta kozy doić, nie dla was to nauki ale dla ludzi. Zrobiłem tak: dnia pierwszego, który trwał 8 godzin roboczych z przerwą na zupę regeneracyjną pomidorówkę z pół merem kiełbasy podwawelskiej, zrobiłem światło, bo ciemno było. Światło zrobiłem z gwiazdy – o tej, widzita chłopy? Gwiazda to je takie coś, co jest okrągłe, i się pali w środku. I sie świeci, sami wiecie jak jest jak sie co pali. Aha, a Ziemia, co ją dla was zrobiłem, też jest okrągła. Co, chłopy, myślita, że jak co jest okrągłe, to się po tym nie da chodzić i się spada? Tak jest, ale nie u mnie, u mnie makówka pracuje i jak już was ulepiłem dnia szóstego przed fajratem, to tak, żeby wszystko działało. Nie spadata z Ziemi, tej Ziemi, bo was do niej ciągnie grawitacja, o!
    Co to ta grawitacja? Ano, takie coś, co nie widać, a jest. Sami kapujecie, to jak ze mną: jestem, ale mnie nie widać. No i możeta sobie sprawdzić: podrzućta kamień w górę, to wam na łeb zleci z powrotem. Sami wiecie – to jest własnie grawitacja.
    I tera tak: to co świeci i jest jasno, to też taka kula jest, jak Ziemia, ta Ziemia. Że co – czemu wam na łeb nie spadnie? Bo też grawitacja, łby zakute! Przecież mówię: grawitacja ! wszędzie działa. Patrzta, chłopy do góry – widzita? Pełno tam takich kul świecących. No! i tera jest tak: każda kula ma grawitację i te grawitacje wszystkie tak się ciągną – każda w swoją stronę – że razem jest porządek, jest cisza i spokój. No, tak to działa. I wtedy wam na łeb te gwiazdy nie zlecą, a Ziemia też jest w grawitacji i na te świecące kule też nie zleci.
    Że co, po co ta cała grawitacja? Ot, durne wy strasznie ! Po to ja ją obmyślił, żebyśta się mogli pozabijać, jak który na dach chałupy wlezie, albo na szczyt góry po pijaku, to zleci, łeb skręci i zaraz u świętego Piotra przed brama się zamelduje. Żona płacze,dzieciaki rozpaczają, ale to głupoty. Jest tego Wieksze Dobro Boże !
    No i ja – wasz Stworca, od razu o wszystkim pomyślał: grawitacja wam się przyda, jak Ruskie sputniki w kosmos wypuszczą, a potem i Amerykańce. Na łeb wam nie spadną, bo się te różne grawitacje będą miały w rownowadze: ta co ciągnie w lewo będzie taka sama jak ta co ciągnie w prawo! No wiecie jak to działa – w przeciąganie liny to każde dziecko się bawiło. A po co te sputniki? Ot, durne ludzie: telewizja będzie, transmisje z pielgrzymek Lolka nadwiślańskiego, Telewizja Trwam będzie!
    Tak będzie!

    No! I tak mógł bozia ludzi w pierwszych słowach swojej książeczki wziąć i wyedukować. Ale nie wyedukował, przez co się ludzie w ciemnocie chowali, jak polski chłop pańszczyźniany pod knutem ekonoma i jego dziedzica. Dlatego do bozi nie mamy nabożeństwa.

  325. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 1:31

    Gotkowalku, w tym sęk, że w wielkiej księdze bożej mądrości nie ma nawet ćwierci bożego słowa o szczegółach budowy i mechanizmach zamierzonego funkcjonowania świata, choć jest mnóstwo innych szczególików, np. ogromna instrukcja z uwzględnieniem szczególiczeczków zamierzonej budowy świątyni Salomona czy szczegółowe instrukcje o sprawianiu ofiarnej turkawki. Prosto, a nie apologetycznie jak dezerter, ułożony człowiek skwituje to prosto: Starożytni ulepili swego bożka z tego, co sami wiedzieli – nie mogli ulepić z tego, co miało się stać znane najświatlejszym dopiero po tysiącach lat. To, co robią religianci – projektowanie wstecz z tego, czego się dowiedzieli od mądrzejszych od siebie – jest karykaturą stawania się świata i ludzkiego intelektu.

    Dla przykładu.

    Już gadaliśmy na blogu o kuriozalnym oddzielaniu przez Jahwe światła od ciemności. Ale jeśli stworzona na początku ziemia „była bezkształtna i pusta i ciemność panowała na powierzchni głębiny wodnej, a czynna siła Boża (wnerwia mnie pisanie religiancką modą przymiotników dużą literą, ale cytat jest cytat) przemieszczała się tu i tam nad powierzchnią wód”, to te słowa nie mogą być relacją z tamtego czasu, nawet gdyby je z niewiadomych powodów plótł do siebie sam Bóg (zresztą plecie, tylko – do kogo, skoro niczego jeszcze nie było?). Starożytni wymyślacze Boga mogli mówić o bezkształtności, pustce, ciemności, powierzchni głębiny wodnej, bo znali z doświadczenia kształty, niepustkę, jasność, znali powierzchnię i wiedzieli, że są głębiny. Nie mogło być przecież wiedzy o ciemności, dokąd nie było światłości. Nie ma ani słowa w Biblii, że Bóg stworzył ciemność, za to są słowa, że stworzył światłość: „I Bóg przemówił: ‚Niech powstanie światło’. POTEM widział Bóg, że światło jest dobre, i Bóg oddzielił światło od ciemności”.

    Najpierw stworzył, POTEM oddzielił. Najpierw stworzył człowieka, POTEM oddzielił ręce od nóg, wątrobę – od serca, głowę – od paznokci. Ale nie w tym jest największe kuriozum, największe jest w tym, że światło stworzył pierwszego dnia, a źródła światła – dnia czwartego. We wtorek zjadłem świeżynkę ze świni, którą zabiję w sobotę.

    Kto umie myśleć nie tylko o prostych sprawach egzystencjalnych i chce rozumieć jak powstawał Bóg wystarczy, że przeczyta cztery i pół strony Biblii do miejsca, gdzie Bóg mówi do Kaina, który z zazdrości (skąd się wzięła zazdrość, skoro nie ma ani słowa o jej stworzeniu?) zabił swego brata, że każdego, kto zabija Kaina, spotka pomsta siedem razy. Od samego początku świętej księgi, która mówi: „Nie zabijaj”, jest z nadania samego dobrego, łaskawego i sprawiedliwego Stwórcy zabijanie jako powszechny sposób porządkowania stosunków między ludźmi.

    Ale jeszcze bardziej od początku – bo na samym początku świata, kiedy była tylko bezkształtna, pusta ziemia i panowała ciemność „czynna siła Boża przemieszczała się tu i tam nad powierzchnią wód”.

    Przemieszczać się może tylko coś, co nie wypełnia sobą całej sfery, w której się przemieszcza. Wszechobecny i wszechmocny Bóg ma naszą logikę w boskiej dupie: jest równocześnie tu i tam, a równocześnie się przemieszcza tu i tam; jest miłosierny, ale równocześnie nie pozwoli winnemu ujść bezkarnie; mówi równocześnie: „Nie zabijaj” i „Zabijaj”, a nawet sam zabija; mówi: „Nie kradnij”, a równocześnie sam namawia do kradzenia; jest tak dobry i cierpliwy, że każe zabijać w odwecie tylko do siódmego pokolenia; zakazuje tworzenia jakichkolwiek wizerunków, ale wizerunki cherubów na świątyni Salomona tolerował albo i sam wymyślił. A niech go chudy Mojżesz z jego mądrością!

  326. @Tanaka
    Ty nie tylko słowo boże i grawitację u dezertera potrafisz przetłumaczyć na nasze (jak biskup jaki, którym niewątpliwie jesteś), ale i sens bonich dydów rozkmimiłeś, dopowiadając do mojego wyjaśnienia Bożenkę F. z VII C. Przypomniałeś mi, że u mnie była Danuśka S. z VII B, która miała taki cyc, że… ups! Raz my z kumplami z klasy wracali nieco uwaleni jaboloami i jeden taki Janusz wołał przez całą drogę; „Ja kocham Danuśkę, bo ona ma duży cyc”. Któryś z nas (może nawet ja) dopowiadał: „Jak bonie dydy”. I poooooszło! W Polskę, znaczy. Jak słowo boże 😉

  327. anumlik
    24 sierpnia o godz. 8:51

    Z tym Waszym autorstwem mogłeś przeholować, anumliku. Chyba że się podśmiechujesz. Ja to pamiętam z ulicy Długosza w Słupsku – kiedy jeszcze mawiałem „Jak Boga kocham” – z której wyprowadziliśmy się w 1953. Ale zarzekać się nie będę, jak bonie dydy.

  328. @wbocek
    Może my to gdzieś zasłyszeli, a może nie. Ale jak Janusz z VII B wołał, że kocha Danuśkę z VII B, bo ona ma duży cyc, to my odpowiadalim (ja na pewno), „jak bonie dydy!”

  329. Bańko nie zna słowa „dydy”, ale przypuszcza, że to spolszczone obce słowo. Myślę, że słusznie przypuszcza, bo po niemiecku
    Titte/Titten = cyc/cyce
    Pamiętam, że na dziewczyńskie biusty mówiło się „dydki”, a niemowlęta dostawały „dydusia” czyli pierś do ssania. Ewentualnie smoczek, również zwany dydusiem.
    Widzę, że jest nawet polska firma „Dyduś” produkująca smoczki, gryzaki i butelki dla niemowląt.

  330. W gwarze poznańskiej/wielkopolskiej
    dydki = piersi

  331. Gwara poznańska, podobnie jak „język” śląski, zawiera dużo germanizmów. Zacząłem je lepiej rozumieć, kiedy na dobre opanowałem niemiecki 😉

  332. @@@wbocek, Tanaka, Tobermory
    No i rozkinilim wespół w zespół powiedzonko jak bonie dydy . Boże cycki one są. Jak bonie dydy 😉

  333. @anumlik
    24 sierpnia o godz. 10:05

    Jak bum cyk cyk! 😉

  334. wbocek
    24 sierpnia o godz. 8:43
    „światło stworzył pierwszego dnia, a źródła światła – dnia czwartego”.

    Mojżesz sporządził swoje sprawozdanie z punktu widzenia ziemskiego obserwatora. Słońce i Księżyc istniały już w przestrzeni kosmicznej na długo przed pierwszym „dniem”. Jednak dopiero w czwartym „dniu” atmosfera oczyściła się do tego stopnia, że stały się one widoczne z Ziemi.

    „Wszechobecny Bóg (…) jest równocześnie tu i tam, a równocześnie się przemieszcza tu i tam”.

    Bóg nie jest wszechobecny, ponieważ Biblia mówi, że przebywa w określonym miejscu. Król Salomon modlił się do Jehowy: „Ty racz wysłuchać z niebios, twego ustalonego miejsca zamieszkania”.

    „Przemieszcza się tu i tam”, jego czynna siła, czyli duch święty. Można to zilustrować przykładem słońca. Znajduje się ono w konkretnym miejscu, ale w każdej chwili dostarcza energię ogromnej części naszej planety. Podobnie Bóg mieszka w określonym miejscu, lecz swoją wolę może realizować w dowolnym obszarze wszechświata, za pośrednictwem ducha świętego.
    Bóg ma do dyspozycji również stworzenia duchowe nazywane aniołami. Wcale więc nie musi być wszędzie, żeby wiedzieć, co się dzieje z Jego dziełami stwórczymi.

    „zakazuje tworzenia jakichkolwiek wizerunków, ale wizerunki cherubów na świątyni Salomona tolerował albo i sam wymyślił”

    W Biblii zabroniono sporządzania wizerunków, które miałyby być używane w celach kultowych. Drugie przykazanie Dekalogu mówiło: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył”(Wyjścia 20:4,5).

    Nie oznaczało to jednak, iż nie wolno wykonywać żadnych podobizn czy posągów. Wskazuje na to późniejszy nakaz samego Jehowy, który polecił by na pokrywie Arki Przymierza umieścić dwa cheruby ze złota. Podobnie wnętrze świątyni Salomona było upiększone płaskorzeźbami cherubów, które wyobrażały po prostu niebiańskie stworzenia oraz symbolizowały obecność Jehowy. Jednakże wizerunkom tym nie oddawano czci.

  335. anumlik
    24 sierpnia o godz. 8:51

    Najbardziej rozkminiające rozkminienie jest takie , że te bonie dydy to język freudowski: chłopię komunijne, bierzmowalne albo chłop jak drąg o cycusiu marzy. Jak zobaczy Matkę Boską w kościele albo na obrazku od kolędowego księdza dobrodzieja to łomatkobosko ! – i potem się musi księdzu z samogwałtu spowiadać. Z Bożenką F.i Danuśką S. tak samo jest, ale Maryja nad wszyskim góruje, jako Symbol, Artefakt, Wcielenie, Ucieleśnienie i Marzenie: do ciebie szłem… i dlatego te skutki !

    Duduś, ten z „Podróży za jeden uśmiech” bez pudła był, lekko jedynie, przerobiony z bonich dydów. Dzidzia z niego była taka przy doroślejszym Poldku, że nic tylko co cycusia przystaw.

  336. @anumlik
    Po takiej rozkminie, stare garuchy, skręcają sie z zazdrości.

  337. Byłby komunikat, ale na zachodniej półkuli – noc. Trzeba jeszcze zebrać konsylim anatomów, żeby wskazali, którego żebra brakuje mężczyźnie. Chociaż pewnie, zaraz budiet izwiestno, że brakowało go tylko pierwszemu. Reszta ma żebra w porządku.

    @Tanaka
    Z tymi gwiazdami, co to nie ślatują, bardzo podejrzane jest. W pozaprzeszłym tygodniu ślatywały! Na własne oczy widziałem. Nawet życzenie pomyślałem, ale się nie przyznam jakie. Jaki czuwa!

  338. Ewa-Joanna
    24 sierpnia o godz. 1:2
    „Ja myślę, że zrobisz wielką karierę…”

    Jezus uczył, że źródłem prawdziwego zadowolenia jest usługiwanie innym — nie wyłączając tych, którzy tego nie cenią.
    Powiedział do swoich uczniów: „Kto by się chciał stać wielkim wśród was, ma być waszym sługą”.
    Jako naśladowcy Jezusa, wszyscy jesteśmy sługami. To jest najlepsza „kariera”.

  339. Filip Łobodziński, jako subtelny intelektualista, bez trudu może ubogacic tę wykwintną wymianę poglądów na temat dydów i nie tylko:
    https://www.youtube.com/watch?v=foym3raKMdo

  340. @gotkowal
    24 sierpnia o godz. 11:01

    Już dość dawno ustalono, że jedynym „żebrem”, którego brakuje mężczyźnie, jest os penis czyli baculum 😎

  341. dezerter83
    24 sierpnia o godz. 10:49

    Dezerterze, lepszy, bo wnikliwy, znawco myśli i zamiarów Boga Jahwe niż on sam, Ty mi niczego nie wyjaśniaj, bo jesteś wnikliwym brzęczeniem muchy. Tak samo jak wnikliwy Ty wiem o Bogu wszystko, jak również jestem lepszym znawcą jego myśli niż on sam. Dlatego nie Tobie, lecz Bogu, KTÓRY JEST w Tobie wnikliwie wyjaśniam, że go nie ma, że jest pomysłem nierozgarniętych, niewnikliwych pasterzy, z których szybko się wykluli rozgarnięci szamani i zaczęli wnikliwie zarządzać Bogiem, jego nieporadnym Słowem i w konsekwencji – bożą hołotą.

  342. @dezerter83
    24 sierpnia o godz. 11:07

    Na twoim miejscu nie byłbym z siebie prawdziwie zadowolony, bo nie służysz dobrze, zwłaszcza tym, którzy ci tu zadają konkretne pytania i bardzo ceniliby rzeczową odpowiedź.
    Przypomnę moje pytanie o torbacze na arce. Były tam misie koala czy nie? A kangury? I jak wróciły do Australii, a nigdzie indziej (poza ZOO) ich nie ma?

  343. @Tobermory
    Gdyby JHWH miał odrobinę oleju w złośliwej, pustej pale, to nie tylko nie pozbawiłby nas tej kości, ale i sam organ, jak większość naprawdę przydatnych – byłby parzysty!

  344. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 11:26
    … lecz myśl o Krysi już zabija wszelką chuć….

    konkretną Kryśkę mieli na myśli?

  345. @konstancja
    Jedną taką z Warszawy.Tę przy apetycie.

  346. Lewy &
    wbocek
    21 sierpnia o godz. 21:08

    Być może nieodżałowany Bartoszewski nieświadomie sparafrazował, a przy tym uszlachetnił Max Weber(a). Tenże w “Etyce protestantyzmu ….” pisał o Amerykanach iż uważają że opłaca się, w znaczniu popłaca, być uczciwym. Co więcej, uważają, pisze Weber, że dla biznesu również opłaca się praktykować religię (dokładnie ewangelizm). Dziś, bardziej golf lub fitness, – przynajmniej poza Wolską.
    “Ethique protestante et esprit du capitalisme»

    Tanaka
    23 sierpnia o godz. 19:36
    Dzieńdobry, dzięki za przywitanie.

    gotkowal
    23 sierpnia o godz. 19:47
    pewnie ucieknę stąd, choć czuję że lgnę jak lep do muchy.
    Raz, że jakikolwiek militantyzm nieznośnym mi jest, a ateizm jest swego rodzaju prozelityzmem (już wolę agnozę).
    A dwa, chociażby z braku czasu, którego min. 1/3 na dobę, oprócz niedziel, świąt i urlopów, poświęcam pacy zawodowej, a ściślej mojemu pracodawcy.

    @konstancja
    23 sierpnia o godz. 23:03
    … w Trzebiatowie! o kurcze blade! (małopolskie (?)., gdzie bonie dydy nieznane, przynajmniej dla roczników 60-65, bierzmowanych masowo przez JP2, ówcześnie kardynała wawelskiego).
    Trzebiatów, przecież tam na kolonii letniej byłem ! 72,73, a możę 74?.
    Zgorszony, bo wychowawca naszej grupy podrywał wychowawczynię dziewczyn, a nawet się macali na ciszy! ( pieścili – , pieszczoty jakie ładne słowo). A ona naprawdę miała bonie dydy.

    Dobrego dnia

    PS
    Z żeglarzami chętnie podzielę doświadcznia z zat. Szczecińskiej, za informacje dotyczące ewentualnej żeglugi po zatoce Wiślanej i torped Wladimira P.

  347. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 12:05
    tak sądziłam…jasnowidze to są.

  348. mang
    24 sierpnia o godz. 12:14
    bonie dydy” słyszałam juz jako nastoletnia istota, wczesniej było „kurczefelek” lub w wykonaniu mojego Dziadka, gdy bardzo był poirytowany „psiakrenc” lub w warunkach najwyższego wzburzenia _Doneweter_pewnie jakaś diabelska woda. Nigdy nie słyszałam tego w Niemczech…

    Kolonie odbywałam corocznie, czasem nawet i dwa razy w wakacje, gdy jakieś inne zachorowało i nie dojechało.
    Zależy, skąd były Twoje kolonie. Moje były z WZSP- kto jeździł, ten wie.
    Pozdrowienia dla byłego kolonisty

  349. @mang
    Militantyzm dawkujemy sobie z umiarem, chyba, że ktoś intensywnie nas nawraca.

  350. dezerter83
    23 sierpnia o godz. 23:41
    „Cała różnorodność pierwiastków i cząsteczek chemicznych z nich złożonych wyewoluowała z wodoru”.
    Mój komentarz:
    Warto wiedzieć, że eksperyment, który Stanley Miller przeprowadził w roku 1953 ma jakąś wartość wyłącznie przy założeniu, że pierwotna atmosfera Ziemi miała właściwości redukujące, co w szczególności oznacza, iż zawierała tylko śladowe ilości wolnego tlenu. W książce The Mystery of Life’s Origin: Reassessing Current Theories wyjaśniono, że gdyby w atmosferze znajdowało się dużo wolnego tlenu, ‛żaden aminokwas nie mógłby nawet powstać, a gdyby w jakiś sposób się pojawił, szybko uległby rozkładowi’.

    Wydaje się, że zapewnienia o ewolucji biologicznej na poziomie molekularnym to najzwyklejsza bufonada.

    Mój komentarz
    Dezerter, Twoje wyjaśnienia z powoływaniem się na naukowe opinie dotyczące niemożliwości powstania życia na Ziemi są niezrozumiałe.

    Wpierw tłumaczysz, że eksperyment Millera (dotyczący powstania pierwszych związków organicznych, tzw. prebiotycznych na Ziemi) ma wartość wyłącznie przy założeniu, że pierwotna atmosfera Ziemi miała własności redukujące.
    Następnie tworzysz sprzeczność, nie wiadomo do czego ją przypiąć, że gdyby w atmosferze znajdowało się dużo wolnego tlenu, to żaden aminokwas nie mógłby powstać, bo uległby szybko rozkładowi.
    Z tego co ma wynikać – że gdyby było, czy gdyby nie było. Było, czy nie było?

    Dezerter, naukowcy zgadzają się co do tego, że w atmosferze pierwotnej nie było wolnego tlenu.
    W pierwotnym oceanie ziemskim również nie było rozpuszczonego tlenu.
    Wolny tlen istniejący dzisiaj w atmosferze i rozpuszczony w wodach Ziemi wytworzyły organizmy żywe (wodne) – fotosyntetyzujace bakterie i rośliny.

    Jeśli chodzi o tlen, to należy jego obecność rozpatrywać w kontekście procesu tzw. oddychania komórkowego. Każda komórka musi oddychać, co jest procesem niezbędnym jako że każda komórka pobiera energię z otoczenia by ją wykorzystać do napędzania rekcji chemicznych w swoim wnętrzu. Oddychanie jest mechanizmem chemicznym, który umożliwia komórce wykorzystywanie pobieranej zewnątrz energii.
    Pierwsze organizmy powstały w wodzie, były jednokomórkowe i oddychały beztlenowo.

    Eksperyment Milera wykazał, że w pierwotnym środowisku ziemskim (atmosfera z parą wodną) było możliwe powstanie związków chemicznych tzw. prebiotycznych wskutek wyładowań elektrycznych w „mokrej” (nasyconej parą wodną i kroplami wody) atmosferze.

    W eksperymencie Millera w atmosferze przez niego zasymulowanej nie było wolnego tlenu. Z tego powodu nie było, że w pierwotnej atmosferze ziemskiej również nie było tlenu. Laboratoryjna atmosfera Millera naśladowała pierwotną beztlenową atmosferę Ziemi.
    W tej atmosferze w kolbie laboratoryjnej Millera zostało wytworzonych szereg związków organicznych, które w pierwotnych warunkach ziemskich przechodząc do wody mogły dalej reagować tworząc złożone układy. Część cząstek mogła być rozbijana, uszkadzana przez promieniowanie UV w atmosferze, lecz jakiś procent docierał do środowisk wodnych, gdzie mogły być chronione albo przez grubą warstwę wody (minimum 10 m) lub wniesione w szczeliny skalne lub przykryte przez twory zawiesinowe.

    Zycie powstało w wodzie, nie w atmosferze. Eksperyment Milera wykazał, że związki prebiotyczne mogły powstać w atmosferze, skąd przechodziły do wody.

    Duża część naukowców przychyla się do hipotezy, że w ewolucji chemicznej zachodzącej w wodach Ziemi zasadnicza rolę grały zjawiska na granicy faz, czyli cieczy i ciała stałego – wody i pewnych skał posiadających właściwości katalityczne, co umożliwiło powstawanie i replikację coraz bardziej złożonych cząsteczek i w dalszej kolejności układów cząsteczek chemicznych posiadających funkcje katalityczne i katalityczno-replikujące. Powierzchnia skały przestała być potrzebna do dalszej ewolucji.
    Pzdr, TJ

  351. @konstancja
    Donnerwetter – burzowa pogoda, awantura, chryja.

  352. @konstancja
    24 sierpnia o godz. 12:26

    „Donnerwetter” jest w Niemczech doskonale znane i popularne. Oznacza burzę (pogodę z piorunami).
    Donner = piorun, grzmot
    Wetter = pogoda

    Śląski „dunder” = piorun (donner)
    Niech to dunder świśnie 😉

  353. @konstancja 12:20
    Owsiak, coś ostatnio na ten temat, ale dokładnie nie śledziłem, co.

  354. dezerter

    Ida na woda, więc pokażę Ci na „do widzenia” drobną Twą manipulację. Pardą, jaką Twą?! Ty ją tylko wykułeś na blachę od tych, co ją wykuli od tamtych, a tamci – śmamtych.

    Stoi jak byk: Nie wolno robić żadnych wizerunków – KROPKA. Zabranianie kłaniania się wizerunkom to odrębna myśl wyrażona w odrębnym zdaniu. Kto Ci pozwolił, jego mać, interpretować to na swój strój? Na podstawie czego piszesz: „W Biblii zabroniono sporządzania wizerunków, które miałyby być używane w celach kultowych”. Na podstawie tego, że gdzie indziej Bóg zezwolił na wizerunki cherubów? A czemu nie w odwrotnym kierunku: „Bóg zezwolił na sporządzenie cherubów, ale zapomniał, że wcześniej zabronił”? Kto Ci pozwolił arbitralnie decydować, co ważniejsze? Ty potrafiłeś jasno napisać, a Bóg doskonały nie potrafił?! To on tu powinien wpaść i Twoje szarogęsienie się wśród jego słów ukrócić, a nie Ty go będziesz ludziom wyjaśniał, poprawiał. Ja, doskonałym pombockiem będąc, napisałbym tak samo jasno i prosto jak Ty: „Zabraniam, kurrr, robienia jakichkolwiek wizerunków dla celów kultowych!”. No i jeszcze bym napisał: „Zabraniam paplania o mnie. Com napisał, napisałem”.

  355. @konstancja
    Towarzysze trudu, podpowiadają mi, że Owsiak, kusił pannę K., jak szatan św. Antoniego. Daukszewicz twierdzi, że pono mu się udało:
    https://youtu.be/gYb6vAKbcfQ

  356. Dezerter wytłumaczył następująco sprzeczność logiczną wskazaną przez wbocka – bóg stworzył najpierw światło a potem źródła światła:

    dezerter83
    24 sierpnia o godz. 10:49
    „Mojżesz sporządził swoje sprawozdanie z punktu widzenia ziemskiego obserwatora. Słońce i Księżyc istniały już w przestrzeni kosmicznej na długo przed pierwszym „dniem”. Jednak dopiero w czwartym „dniu” atmosfera oczyściła się do tego stopnia, że stały się one widoczne z Ziemi.”

    Mój komentarz
    Z wyjaśnienia dezertera wynika następna sprzeczność pokazująca, ze w religii logika nie obowiązuje – Mojżesz był obserwatorem stworzenia świata będąc sam jeszcze nie stworzonym. Mojżesz sporządził z tego obserwacyjnego nie bycia sprawozdanie. Uhaha!
    Pzdr, TJ

  357. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 12:36

    Znasz, Tobermorku, niemiecki tak dobrze, że rozumiesz frazeologizmy? Bo przecież „donnerwetter” to łagodne (chyba łagodne, niuansów nie jestem w stanie rozumieć) przekleństwo, dlatego nie we wszystkich słownikach je znajdziesz. Nasz „piorun” bywa głównym składnikiem słownych wybuchów: „Niech to piorun spali!”, „Niech go piorun trzaśnie!”, „Do pioruna!”, Pieruna kandygo!”, „pieruństwo” i inne.

  358. tejot
    24 sierpnia o godz. 13:02

    No i skąd wziął, że „Słońce i Księżyc istniały już w przestrzeni kosmicznej na długo przed pierwszym „dniem”? Wyłącznie z tendencyjnego, nieuprawnionego interpretowania innych słów. I tak od manipulacji do manipulacji – i mamy kolejną chrześcijańską sektę. Jedną 41 tysięcy manipulujących każda po swojemu. Lete.

  359. konstancja
    24 sierpnia o godz. 12:26

    Moje z WZGS (kolonie)
    A póżniej przeszedłem, mimo oporów starych, na harcerstwo i obozy (krakowskie harcerstwo to “coś” – do kościoła w mundurach!). Ale tam też się macali, i ja też, mam nadzieję, wręcz pewność, że z odwzajemnioną przjemnością.
    “kurczefelek”, „psiakrenc” – tak
    “Doneweter” w Małop. nie,
    ale słyszałem “krucafuks”, u wujka na wsi, (za to naganianego). – Pewnie od franc. Crucifix pochodzącego od crucifixus, czyli z grubsza “ukrzyżowany”.
    Tenże wujek do konia by cofał mówił “curik”. Pewnie spóźcizna c.k. (austro-węgry) od “zurück”?
    Również “niech to szlak trafi” nie od szlaku pochodzi podejrzewam, a od “schlag” (bat? bicz?)
    A niedawno, będąc nad Wisłą, słuchałem z ciekawością kazania. xsiąc przez kilka § mówił, apelował wręcz, by nie używać tego “brzydkiego” słowa, które parafrazował, opisywał, wskazywał, ale nie ośmielił się powiedzieć jasno “q.u.r.v.a “ na co z niedowierzaniem, niecierpliwością i .. rozbawieniem czekałem.

    gotkowal
    24 sierpnia o godz. 12:29

    Notuję.
    Ale zostaje ta cholerna robota (zawodowa).
    na razie.

  360. @wbocek
    24 sierpnia o godz. 13:06

    Nie wiem, czy 37 lat stałego (a przedtem 7 lat dorywczego) obracania się w strefie języka niemieckiego jest dostateczną referencją, ale powiem ci, że niuanse tego języka są mi co najmniej tak znane, jeśli nie lepiej, jak mojego języka ojczystego.
    Donnerwetter oznacza też na przykład kazanie, reprymendę wygłoszoną podniesionym głosem przez wzburzonego rodzica.

    Więcej na razie nie będzie, bo wyłączają mi prąd na godzinę 🙁

  361. @mang
    24 sierpnia o godz. 13:21

    Schlag w tym znaczeniu (niech to szlag…) to też raz, uderzenie (piorunem)

  362. Nie jadę na wodę, jadę do wody. Koło Darłowa łososiowa rzeka Grabowa przerwała wał. Jadę zobaczyć.

  363. Dezerter tłucze tak durnowato, że staje się przykładem ewolucji działającej wstecz: od homo sapiens do drożdża.
    Prawie byłbym spadł z krzesła ze śmiechu, czytając takie jego produkcje: Mojżesz sporządził swoje sprawozdanie z punktu widzenia ziemskiego obserwatora. Słońce i Księżyc istniały już w przestrzeni kosmicznej na długo przed pierwszym „dniem”. Jednak dopiero w czwartym „dniu” atmosfera oczyściła się do tego stopnia, że stały się one widoczne z Ziemi.

    Zanim się zajmę tym pitoleniem na poziomie umyslowym drożdża przypomnę, że ten drożdżowy wyznawca bozi oświadczył ciut wcześniej, że „dzień” to wcale nie znaczy dzień tylko jakiś „okres”, może „etap” i w ogóle – coś długo trwającego. teraz drożdż umysłowy znowu gada,że Słońce i Księżyc istniały „na dlugo przed”. Ten sam idiotyzm wyznawcy jehowickiego o umyśle drożdża: co to znaczy „długo”? Jaka to miara? Może tak samo długa jak „dzień” ,który nie jest dniem, co już drożdż oświadczył? Albo dłużej, albo krócej? Tak gdybając, odrywamy się od wszelkiej możności dyskusji, wszelkiej substancji myśli i przechodzmy do strefy bajań o niczym.. W tej strefie Księżyc mógł być stworzony przed Big Bangiem – jak długo to długo.

    Bóg jest wszędzie – to oświadczają w nieskończoność papieże, drożdż zaś oświadcza, że nie wszędzie ale w jakimś miejscu. Skoro w jakimś, to miejsce to ma swoje parametry: położenie i wielkość co najmniej. Skoro ma te parametry, to bozia także: musi się w tym miejscu mieścić, bo inaczej będzie wszędzie.Bozia ma więc swój wzost, albo objętość. Bozia, wedle drożdża jehowickiego się przemieszcza. Zatem bozia prusza się po jakiejś drodze w linii prostej, łamanej, albo paraboliczno-hipebolicznych krzywych, których punkt w przestrzeni opisuje matematyka. Czyli w sumie bozia ma cechy badalne. Ale jednocześnie nie ma przecież żadnych cech badalnych, bo bozi nie da się zbadać: on jest doskonały, a człowiek to byle co. Co jest niższe i marne nie może badać wyższego i doskonałego.Doskonały jest niepojmowalny dla niedoskonałego, a w istocie dla byle jakiego. Albowiem ludzka niedoskonałość jest tak wielka, że śmieszne jest w ogóle to, że ma się za cokolwiek więcej niż drożdża.

    „Sprawozdanie” Mojżesza, „z punktu widzenia ziemskiego” jest niczym innym jak oświadczeniem będącym absolutną uzurpacją. Intelektualnym łajdactwem, mówiąc dokładniej. Wyznawca nic nie może niełajdacko powiedzieć o kimkolwiek i czymkolwiek, ponieważ nic nie dzieje się bez woli bożej,czyli jego udziału. Od decyzji bozi zależy wszystko i zawsze. Bozia może „sprawozdanie” Mojżesza zrobić sprawozdaniem z punktu widzenia Księżyca, Marsa,mgławicy andromedy, albo sprawozdaniem z punktu widzenia kiszonej kapusty. Każdy wyznawca, który ma swoje widzenia, wizje, mistyczne przeżycia, doznaje stanów pozaczłowieczych i mogą to być stany z perspektywy kapusty albo ufoka. Bozia może w ludzki umysł włożyć wszystko, albo z niego wszystko wyciągnąć, na co ma ochotę. Nie darmo mówi każdy wyznawca, że jak bozia chce, to człowiekowi „rozum odejmuje”.
    Bozia zresztą, o czym każdy papież stanowczo poucza, sam się nie zgadza z prawami przyrody które stworzył i nieustannie je zawiesza. Żeby Izraelici mogli skutecznie wymordować swoich przeciwników, bozia zatrzymuje Słońce, żeby w nocy nie musieli mordować,bo mogliby mordować nie dość starannie, i któregoś po ciemku przeoczyć. Maryja w Fatimie wyprodukowała fjne widowisko, że Słońce robiło na niebie fikołki, ale Ziemia od tych fikołków Słońca w ogóle nie zadrżała, z orbity Słońca tak zaburzonej nagle przez bozię na zamówienie Maryji nie rozpadła się na kosmiczny pył wskutek działania nagłych i gigantycznych sił rozrywających oraz miażdżących albo nie odleciała poza Układ Słoneczny poza którym życie na Ziemi zostałoby natychmiast unicestwione, a układ planetarny rozwalony,co wywołałoby lokalną, galaktyczną katastrofę.

    Kłamca-dezerter produkuje biblijne nowości: „Oczyszczanie atmosfery”, „stopnie oczyszczenia”, więc kłamca-dezerter-naukowiec ustalił już szczegóły tego oczyszczenia, takie, że oko Mojżesza nie zaznało złudzeń związanych z atmosferą i jej zanieczyszczeniami i żadnej fatamorgany, ale „naprawdę” zobaczył Księżyc i Słońce. A Słońce zostało stworzone przed stworzeniem przez bozię światła. W dodatku Księżyc też został stworzony zanim bozia cokolwiek stworzył. Dzień nie jest dniem tylko nie wiadomo czym, ale atmosfera się oczyściła nie byle jak, ale bardzo szczególnie i dokładnie, żeby Mojżesz się nie pomylił i dokładnie rozpoznał co jest czym. I tak dalej i tak dalej. Co słowo to idiotyzm,brednia, parszywe kłamstwo @dezertera i jego szefów od „Strażnicy” i całej reszty szajsu.

    Byłby w tym oszustwie @dezerter i jemu podobni idioci jakoś uczciwszy, gdyby gadał coś takiego: było jak było, jest jak jest i szlus! Ale nie, on będzie gadał jak „naukowiec”, będzie kłamał, kręcił, wywracał na nice. to jest nędza każdej religii: wiara wiarą, ale trzeba ją „naukowymi” łganiami opakować, bo sama wiara to nic.

  364. @Tanaka

    Bozia jest w niebiosach. Dezerter poda nam teraz namiary i będziemy wiedzieć. Są to zapewne okolice nieco dalsze, niż niebiosa zwiedzone najpierw przez Gagarina, a potem jeszcze dalej przez innych śmiałków. Gdzieś poza orbitą Księżyca, dlatego modlitwy tak słabo tam docierają. Sieci nie ma 🙁
    A dzień i noc się stały, jak bozia dał prztyczka Ziemi wprawiając ją w ruch obrotowy.
    Bozia na niektórych zbyt niesubordynowanych ma sposób: razi piorunem albo apopleksją i wtedy się mówi, że coś (kogoś) szlag trafił.

  365. UWAGA KOMUNIKAT
    Przy okazji warto przypomnieć, że dezerter nie jest normalnym uczestnikiem forum. Jest przedstawicielem jehowickiej sekty produkującym się tu zawodowo. W ramach tej zawodowej działalności notorycznie publikuje przeraźliwe bzdety.

    P.S. Czy mój komentarz brzmi militarystycznie? Myślę, że wątpię.

    Ale mamy kolejny tekst z cyklu „ja tak was lubię i chętnie bym tu został(a), ale…”
    Jeśli jest jakieś poważne „ale” to serdecznie żegnamy. Moim zdaniem.
    Internet jest rozległy. Naturalnie do chwili, gdy PiSopaci go upupią.
    Wygląda na to, że już niedługo, niestety.
    http://wyborcza.pl/7,156282,22269462,pis-szykuje-siec-na-internet-chce-walczyc-z-trollami-ale-i.html

  366. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 13:29

    Schlag, a nie od od schlagen ( bić) ?

    „kurde mol”! A poszerzając temat : “q.u.r.v.a “ działa jak tabu, tyle że przecież w nie pogańskim kraju tabu (ów) oficjalnie być nie może.

  367. @Tanaka
    Nietzsche (i wielu innych) stwierdził, że to człowiek stworzył boga na własny obraz i podobieństwo. Skoro neolit i epoka brązu, dawno za nami, potrzebujemy bozi w wersji 2.0, naukowego, więc takiego też dostajemy. Bardziej wiarygodnego. Od Hellera, Strażnicy i całej reszty nawiedzeńców. A rozwydrzeni malkontenci, konserwatyści-tradycjonaliści, jak my, woleliby coś, jak z „Dziejów apostolskich”, by otwierały się niebiosa i widać było chóry anielskie. Pombocek ładnie by to skręcił i obfotografował, i było by co podziwiać w długie, zimowe wieczory, sącząc seczego.

  368. @mang
    24 sierpnia o godz. 15:28

    Albo Schlagen od Schlag 😉 Uderzać, razić, bić.
    Schlag = raz, uderzenie, cios, bicie (serca), wybicie (godziny), porażenie, lanie, porcja, (Nachschlag = dolewka), udar, pokrój, typ, a nawet gołębnik (Taubenschlag) i rasa

    Schlagen = einen Schlag versetzen; mit Schlägen traktieren, prügeln

    Jeśli chcesz wiedzieć, ile znaczeń i zastosowań ma „schlagen”, Duden stoi do usług:
    http://www.duden.de/rechtschreibung/schlagen

  369. Tanaka
    24 sierpnia o godz. 15:04

    Miałem jechać do wsi Porzecze koło Darłowa, ale uznałem, że ciut późno. Wracaj potem po nocy. 30 km w jedną stronę, czyli w sumie 60 km samej jazdy, a jeszcze się trzeba pogapić, pofotkować. może pogadać. Pieprzę dziś wodę, siedzę na de.

    Z tej okazji do Twojego niezgadzania się przez pombocka z prawami przyrody, które sam stworzył, dodam nieśmiało niezgadzanie się z właściwościami samego siebie, które wymyślił ktoś większy od niego – lud. Onże pombocek jest wszechwiedzący. Ale. Kiedy miał wymordować własnoręcznie pierworodnych w Egipcie, kazał, żeby lud Izraela posmarował swoje drzwi krwią, żeby pombocek swoich nie pomylił z obcymi. On już wcześniej się mylił. Na przykład kiedy najpierw widział, że wszystko, co stworzył, jest dobre, a potem żałował, że stworzył człowieka. A czemu drzwi akurat krwią kazał pomazać? Może dlatego, że lubił toczyć krew.

  370. Dość tych pseudonaukowych bajań. Powróćmy do tematu wstęniaka. Trzeba, by Lewy uściślił, co dokładnie się działo, kiedy prezes J.K. stwarzał świat.

  371. @Na marginesie
    24 sierpnia o godz. 15:17

    Brzmi nieco obcesowo, ale na pewno nie militarystycznie. „Bzdety” to nie termin militarny.
    Bzdury, androny, banialuki, dyrdymały, brednie i niedorzeczna sieczka — tym jest napompowany i tylko to z siebie wydala, biedaczek, i nigdy nie pojmie, że jest tylko His Master’s Voice – tubą manipulatorów z Brooklynu. Nie mylić ze słynnym wydawnictwem muzycznym.

  372. Poza tym szykuje się dekoncentracja-likwidacja niepatriotycznych mediów, uporządkowanie internetu, więc wkrótce przyjdzie się pogodzić z Kurvizją:
    http://www.sokzburaka.pl/show-mem/facebook-post/1452015088365848_2051925541708130

  373. @wbocek
    24 sierpnia o godz. 15:45

    Czemu drzwi krwią? Bo to farba podręczna od prawieków. Jakby kazał na niebiesko, to idź, dostań ultramarynę w piątek wieczorem 🙄

  374. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 15:57

    A czemu zaraz ultramarynę? Nie może być sama Maryna?
    Albo błękit paryski? No owszem, Francuzi w piątek nie chcą pracować, więc może być pewna trudność, ale Marynę się tam dostanie w ruchu ciągłym.
    Albo lepiej błękit pruski? Prusaki to zdyscyplinowani ludzie, bozia dostanie ten błękit na każde żądanie.

  375. @,@Na marginesie, Tobermory
    O militantyzm chodzi, o wzmożenie, zaangażowane takie…

  376. wbocek
    24 sierpnia o godz. 15:45

    Otóż to. Bozia tak się sam stworzył, co nie jest całkiem łatwe, że się w ogóle ze sobą nie zgadza, a nawet jeszcze bardziej. Natomiast zgadza się, żąda, dostaje, nagradza oraz osobiście przeprowadza widowiskowe morderstwa. To mu nadspodziewanie dobrze wychodzi.
    Oto słowo boże.

  377. @Tanaka 16:05
    W piątek wieczorem, jeśli chodzi o Marynę, to łatwiej można dostać d…, niż ultra.

  378. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 15:33

    Pombocek już nam tu kiedyś przedstawił pombocka, któren się całkiem na goło, tapla w kanale melioracyjnym, albo jakim strumieniu nadbałtyckim. Wiemy jak ten bozia wygląda, oraz gdzie przebywa. Może Pombocek udostępni adres zameldowania @dezerterowi, jak grzecznie poprosi. Każdy prawidłowy wyznawca pragnie wiedzieć, gdzie jest bozia, skoro nie wszędzie. taka wiedza jest zresztą dosyć korzystna: można na boku kurzyć faję i pociągać z gwinta, a bozia nie zobaczy, skoro siedzi z drugiej strony chałupy.

  379. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 16:10

    Oszsz, niefachowiec jesteś. Za dopłatą – ultra!

  380. @Tanaka
    Bezbożni twierdzą, że są miejsca, gdzie za dopłatą Maryna, cała wymalowana na niebiesko, albo nawet purpurę kardynalską.

  381. Wpadam i wypadam, u mnie jest stopniowane, Jezus! (coś okropnego) Jezus Maria! (prawie zagrożenie życia) do Jezus Maria Józef jeszcze nie doszłam i wolę nie 🙂
    Bywa że pożyczam godverdomme

  382. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 15:43

    Był to również rodzaj kary cielesnej w armii austr. I niem. i stąd pewnie imigrował do franc. – “schlague”
    Mener qqn à la schlague
    Albo nie.
    Natomiast (i tu zabłyszczę) ultramaryna nie od Maryny ani jej przyrodznia tylko z franc. od rodzaju koloru niebieskiego “ bleu ultramarin”, inaczej “niebieskość zamorska”.

  383. Jak skończę wakacjować w niedzielę (ła ła ła) to się będę bardziej udzielać (maile też, przepraszam wszystkich za opóźnienia) bo ten tablet autocorrect to godverdomme, pół godziny jedno zdanie :/

  384. Na samej górze strony, nad nazwą blogu, reklama: UCZELNIA PRZESZŁOŚCI Psychologia dla magistrów i licencjatów, studia magisterskie w 3,5 roku.
    Serce roście! A neurochirurgię, pewnie będzie można zaliczyć, w łykend. Łykając, oczywiście, w trakcie.

  385. Tanaka
    24 sierpnia o godz. 16:13

    Ojej, Tanako, przypomniałeś mi, że bozia może siedzieć. Dawno już zapomniałem, że miałem wizytę i bozia faktycznie siedziała.. Kiedyś o tym mówiłem, ale już mnie samego znudziło. Była nie była (to ruskie, więc akcent na „a”), raz kozie śmierć, powtórzmy, piosenki śpiewają po sto raz, jeszczio mnogo, mnogo raz.

    STARY DZIAD – A MOŻE

    Sprawiłem sobie jedyną w życiu niewinną radość: wiosłowo-żaglową skorupkę.
    Wonczas wziąłem cztery śledziowe sieci, pojechałem w morze na nockę. Nocka wygląda tak: stawiam pływające siatki, wiążę koniec zestawu do łódki i dryfuję do rana, gdzie poniesie los. Bardzo to uważam jako dziad.
    Postawiłem, wytrąbiłem flaszkę, leżę na wznak. Dwie rzeczy napełniają mnie podziwem: niebo gwiaździste nade mną i kiełbie we łbie. Naraz – nikt nie uwierzy – na łódkę spływa Światłość.
    – Ty sobie nie rób żartów – mówi.
    – Jakie żarty! Cieszę się, że cię choć raz widzę i słyszę.
    – Wierzysz teraz, że j e s t e m?
    – Przeciwnie: w i d z ę. Mogę dotknąć?
    Podeszła z wyciągniętą ręką. Uścisnęliśmy sobie, siadła na dziobie i gadamy o wszystkim i o niczym. Mnie najwięcej ciekawi wszystko. Mówię:
    – Uczyli mnie, jak jeszcze na chleb mówiłem „bep”, że świat się składa z ducha i z materii. Duch jest wieczny, wszechmocny, wszechwiedzący i wszechobecny, materia służy mu chwilowo za mieszkanie.
    – Prawidłowo uczyli.
    – Ale nic nie dało. Jaki on wszechobecny, skoro siedzi na dziobie? Tym samym nie ma go na rufie, bo tu leżę ja.
    – Ot plemię żmijowe! Nie rozumiesz, że jest i na dziobie, i w tobie? Czyż powietrze nie jest równocześnie w Rzymie i w Izraelu?
    – Chyba jeszcze jest. A na Śląsku?
    – Co to takiego?
    – A to Polska właśnie.
    – Nie znam.
    Przypomniałem sobie, że nikt w Piśmie nie wyprorokował tego mesjańskiego kraiku – sam się wypromował – a wszechwiedząca Światłość pofatygowała się na świat po to, by się wypełniło Pismo – po nic więcej.
    – To o samochodzie też nic nie wiesz? – mówię.
    – Szatanie! Nie będziesz wystawiał na próbę Najwyższego Dobra!
    – To jak mam poznać, czy najwyższe? Sam dałeś przykład wystawiania – przypomnij sobie drzewo poznania. A gada kto do raju wpuścił?
    – Co wolno wojewodzie, to nie tobie, diable. Jest napisane: „Panu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.
    – Ajwaj! Ty rządzisz, czy to, co napisane? Wyjaśnij tylko, jak ma służyć Najwyższemu Dobru ten, którego przeznaczeniem jest siać zło, i już się robi.
    – Idź precz, szatanie!
    Zerwałem się dotknięty, że ktoś mnie śmie wyganiać z mojej własnej łódki – i wypadłem za burtę. Wgramoliłem się z powrotem: ani żywej duszy! Kapnęło z flaszki na język parę kropel tego, co zostało na dnie, i zasnąłem.
    Rano morze dało pięćdziesiąt kilo śledzia do każdej siatki plus jeden cud: ośmiokilowy łosoś. Mówią: „Prosiliśmy i stało się”. Ja o nic nie prosiłem, a też się stało.
    Com widział – powiedziałem. Mogę pokazać flaszkę krowę jako nie-zbity dowód.

  386. @mang 24 sierpnia o godz. 15:28

    Taby są w każdym kraju. W Stanach ostatnio na indeksie jest Robert Lee, dowódca konfederatów, nadal uważany za bohatera na południu. Jego pomniki są teraz masowo likwidowane. Ofiarą tego trendu padł jego przypadkowy imiennik nazwiskiem Robert Lee. Tak się składa, że imiennik jest… Chińczykiem. Śmiesznie i strasznie.
    https://www.thestar.com/sports/2017/08/23/espn-pulls-broadcaster-robert-lee-from-virginia-football-game-over-name-coincidence.html

    A co do niecenzuralnego słowa na q. największy ubaw mają Włosi. „Prendi quest curva” oznacza „Weź ten zakręt”.

  387. @Tobermory 24 sierpnia o godz. 15:54
    🙂 🙂 🙂

  388. @wbocek 24 sierpnia o godz. 16:55
    Szapka bach!

  389. @Na marginesie
    Odrobinkę się rozmarzyłem, czytając o likwidowaniu pomników. Niepotrzebnie.

  390. @mang
    24 sierpnia o godz. 16:28

    Kara chłosty w armii francuskiej faktycznie miała niemiecką nazwę, ale wymierzana była przy pomocy baguette 😎
    Nie, nie (czerstwą) bagietką, lecz prętem.
    Kije dostawało się już nawet w armii rzymskiej 🙄

    Ultramaryny (naturalna była drogim i bardzo trwałym pigmentem malarskim) używało się dawniej do optycznego wybielania białej bielizny i pościeli. Tzw. farbka to była, syntetyczna raczej, za to gwarantująca stałe spektrum barwy.
    Dziś bielizna bywa kolorowa i nikogo to nie szokuje 😉
    W proszkach do prania widać czasem takie niebieskie punkciki – to wybielacz optyczny czyli ultramaryna.
    Nową karierę robi błękit egipski – najstarszy (już 6 tys. lat temu) wytwarzany przez człowieka pigment, stosowany do barwienia grobowców i posągów, a dziś wypróbowywany w technikach medycznych i elektronice.

  391. tejot
    24 sierpnia o godz. 12:30
    „naukowcy zgadzają się co do tego, że w atmosferze pierwotnej nie było wolnego tlenu (…) Zycie powstało w wodzie, nie w atmosferze. Eksperyment Milera wykazał, że związki prebiotyczne mogły powstać w atmosferze, skąd przechodziły do wody”.

    Nie wiem po co piszesz o „naukowcach”, którzy „zgadzają się co do tego, że w atmosferze pierwotnej nie było wolnego tlenu”. Ja też o tym pisałem.

    Wiadomo, że każda próba określenia składu pierwotnej atmosfery Ziemi, może się jedynie opierać na domysłach lub przypuszczeniach. Nikt nie wie na pewno, z czego się ona składała. Szkoda, że nie odniosłeś się do wzmianki o braku dowodów, które miałyby potwierdzić tę opinię.

    Jeśli chodzi o rzekome powstanie życia w wodzie, to uprzejmie napomknę, że już krótko po tym, jak ta teoria ujrzała światło dzienne, rzetelni naukowcy wykazali ponad wszelką wątpliwość, że jest ona zupełnie nieprawdopodobna. Dlaczego można tak powiedzieć ? Pokrótce przybliżę kluczowe argumenty:

    Ta sama energia, która mogłaby spowodować rozpad prostych związków chemicznych w atmosferze, jeszcze szybciej doprowadziłaby do rozpadu każdego nowo powstałego złożonego aminokwasu. Ciekawe, że w swoim doświadczeniu, polegającym na przepuszczaniu wyładowań elektrycznych przez „atmosferę”, Miller ocalił 4 uzyskane aminokwasy tylko dlatego, iż usunął je ze strefy oddziaływania tych wyładowań, w przeciwnym razie bowiem spowodowałyby one ich rozkład.

    Jeśli się nawet założy, że aminokwasy jakoś dostały się do oceanów i były zabezpieczone przed niszczącym promieniowaniem nadfioletowym w atmosferze, to co dalej? Pod powierzchnią wody nie byłoby dosyć energii potrzebnej do wywoływania dalszych reakcji chemicznych; woda w każdym wypadku hamuje wzrost bardziej złożonych cząsteczek.

    Jeżeli więc aminokwasy znalazły się w wodzie, to musiały się z niej wydostać, aby utworzyć większe cząsteczki i białka proste, niezbędne do powstania życia. Po wydostaniu się z wody natychmiast jednak znowu byłyby narażone na zabójcze promieniowanie nadfioletowe. Innymi słowy teoretycznie rzecz biorąc, nie ma szans przebycia nawet tego pierwszego i względnie łatwego stadium tworzenia się aminokwasów w ewolucyjnym powstawaniu życia.

    Wbrew powszechnemu mniemaniu, że życie powstało samorzutnie w oceanach, środowisko wodne nie sprzyja koniecznym do tego reakcjom chemicznym. Trudno więc dociec, jak łączenie się mniejszych cząsteczek w większe, mogło przebiegać w wodnym środowisku pierwotnego oceanu, skoro obecność wody sprzyja raczej rozpadowi dużych cząstek na mniejsze. Samorzutny rozpad jest o wiele bardziej prawdopodobny, ponieważ następuje znacznie szybciej niż spontaniczna synteza. To znaczy, że w ogóle nie było gromadzenia się „pierwotnego bulionu”! Wielu naukowców nadal uważa to za najpoważniejszy problem, który stoi przed ewolucjonistami.

    Jest jeszcze inny, uparcie powracający problem, z którym się boryka teoria ewolucji. Jak wiadomo, istnieje ponad 100 aminokwasów, z których tylko 20 jest potrzebnych do budowy protein, czyli białek prostych, będących składnikami żywych organizmów. Co więcej, występują one w dwóch postaciach: Jedne cząsteczki są „prawoskrętne”, a drugie „lewoskrętne”. Gdyby powstały przypadkowo, jak to rzekomo miało miejsce w teoretycznym bulionie pierwotnym, wówczas najprawdopodobniej jedna połowa z nich byłaby prawoskrętna, a druga — lewoskrętna. Poza tym nie wiadomo, dlaczego w żywych organizmach jedna postać miałaby być uprzywilejowana. Tymczasem wszystkie 20 aminokwasów, z których składają się proteiny w żywych organizmach, są lewoskrętne.

    Jak to możliwe, żeby w „bulionie” połączyły się przypadkowo akurat te potrzebne odmiany? Trzeba przyznać, że wyjaśnienie tego w dalszym ciągu jest jednym z najpoważniejszych zagadnień strukturalnych aspektów życia. Część uczonych uważa, że chyba nigdy nie uda się tego wyjaśnić.

    Aby zgłębić lub tylko zacząć badać to, co się dzieje w naszych komórkach na poziomie molekularnym, potrzeba inteligencji i gruntownego wykształcenia. Czy zatem rozsądny jest pogląd, że te skomplikowane procesy zaszły po raz pierwszy w „prebiotycznym bulionie” samorzutnie, spontanicznie, przez przypadek?

    A może wchodził tu w grę jakiś inny czynnik?

  392. Po co bozi te wszystkie DNA, RNA, komórki haploidalne, diploidalne, mitochondria, aminikwasy, geny, telomery? Przeca z prochu lepił to i w proch się obróci. Ważne by nadprzyrodzoną, boską mocą – działało. Po co ta groteskowa, z bożego punktu widzenia, maszyneria? A w środku jeszcze te atomy, elektrony, protony. Brrr! Obrzydliwość.
    A najbardziej obrzydliwe, jest to namolne fanzolenie. JHWH dobry, mądry wszechmocny i bardzo nas kocha. Ale zbawia, pod warunkiem wiary. Niechże da jakiś niezbity dowód na kreacjonizm, dezerter nam go dostarczy w zębach, my biegusiem się nawrócimy i zapanuje radość, szczęście i królestwo.

  393. Aby zgłębić lub tylko zacząć badać historię powstania naszej planety a na niej wulkanów, gór, oceanów, rowów oceanicznych, złóż ropy naftowej, węgla, diamentów, złota albo choćby marmurów karraryjskich, potrzeba inteligencji i gruntownego wykształcenia.
    Czy zatem rozsądny jest pogląd, że te skomplikowane procesy zaszły samorzutnie, spontanicznie, przez przypadek?
    A może wchodził tu w grę jakiś inny czynnik?
    Bo skąd taki Michelangelo wiedział, w którym bloku marmuru ukrywa się goły Dawid, a w którym ubrany Mojżesz?

  394. Tanaka

    Tanaczku, drobna – bez szczegółów – moja odpowiedź ze strony Żegluga Śródlądowa” na Twoje pytanie-przypuszczenie co do zapuszczonej trasy. Do kupy – jeśli dobrze pamiętam – będzie z Gliwic do Wrocławia 28 śluz, w tym 6 na kanale Gliwickim.

    „GLIWICKI PORT ZNOWU ZACZĄŁ TĘTNIĆ ŻYCIEM

    Po zakończonym powodzeniem próbnym transporcie, żegluga śródlądowa na stałe wraca do gliwickiego portu. W Gliwicach początek ma Odrzańska Droga Wodna łącząca Górny Śląsk z portami morskimi: Szczecin i Świnoujście oraz połączona z siecią kanałów Europy Zachodniej. Negocjowany obecnie kontrakt zakłada dostawę ok. 20 000 ton węgla miesięcznie z Gliwic do Elektrociepłowni we Wrocławiu.

    Uruchomienie transportu węgla z Górnego Śląska do Opola i Wrocławia zapowiadał podczas niedawnej wizyty w gliwickim porcie Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marek Gróbarczyk. W spotkaniu wzięli udział również Sekretarz Stanu w Ministerstwie Energetyki pan Grzegorz Tobiszewski, Wojewoda Śląski pan Jarosław Wieczorek, Prezydent Miasta Gliwic Zygmunt Frankiewicz oraz posłowie. Tematem wizyty było podkreślenie rangi i znaczenia żeglugi śródlądowej dla gospodarki polskiej oraz determinacja rządu RP w realizacji planów rewitalizacji i rozbudowy śródlądowych dróg wodnych. Ponowne otwarcie drogi wodnej nie byłoby możliwe, gdyby nie doświadczeni kapitanowie płynący pchaczami TUR nr 78 i 55 oraz specjaliści ŚCL realizujący operacje portowe”.

    https://plus.google.com/u/0/photos/photo/101580844869959615096/6457877770686241138?icm=false&iso=true&authkey=CM_214mn-tKQmwE

  395. I co z tymi kangurami, dezerter?

  396. @wbocek
    24 sierpnia o godz. 18:31

    Zaklinanie rzeczywistości jak za Gierka. Dwa pchacze, a port tętni życiem 😉 Widać to świetnie na ilustracji. Na razie negocjują (kontrakty), podkreślają (rangę i znaczenie oraz determinację), coś jak z tą stępką pod niezaprojektowany prom w nieistniejącej stoczni 😉

  397. @Tobermory
    Nie bądźcie obywatelu nachalni (sprawdzić w istrukcji pod „n” – nachalny dyskutant: A gdyby wasz, synek, ze stuosobową grupą kolegów został ŚJ, to też byście czepiali się każdej pierdółki, może jesze o dziobaki zahaczylibyście? I nie mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie).

  398. @Na marginesie
    24 sierpnia o godz. 17:08

    Fajne to z „questa curva”, ale to nie Włosi sie bawią, chyba że polsko-języczni, lecz Polacy słysząc.
    Więc Robert Lee, par excellence, nie jest tabu gdyż się go właśnie obala !
    A polska qurva ponoć nie od łacińskiej curvy pochodzi lecz od rodzimej, słowiańskiej “kury” – kura, dawno, dawno to żienszczina o “petite vertu”, in. małej cnoty, choć wtedy pewnie o cnocie się nie mówiło.
    W polskim, qurva – słowo jako tabu dobrze się trzyma, i pewnie jeszcze długo nie tylko qurva qurvie łba nie urwie.
    Wańkowicz o niej niegdaj pisał zdaje mi się.

    @Tobermory
    24 sierpnia o godz. 18:10

    błękit egipski – chemicznie, czy mineralnie lub organicznie, co to?
    Les Ultra-marins (Ultramaryni ? Ultramarynowie ? – Zamorzanie? ) to mieszkańcy francuskich departamentów zamorskich. Gen. określenie “ultra-marin” znaczy zamorski. Po polsku mogłoby być “błękit zamorski” ale chyba nie ma.

    A tu otwierają się nowe horyzonty : czasem sie czyta że Trynidad i Tobago były polskimi koloniami (nie letnimi). , – niedokładnie.

  399. @Tobermory
    Najmocniej pana przepraszam, zapomniałem sprawdzić, czy nie jest pan księdzem!

  400. „zapomniałem sprawdzić, czy nie jest pan księdzem!”

    Ksiądz to taki facet, do którego wszyscy zwracają się „ojcze”.
    Tylko jego dzieci mówią do niego „wujku”.

  401. @mang
    Co za dzień, jakiś taki. Od samego rana niewiedzieć co, słowa same niewymowne. Po śląsku kura to cipa. Na szczęście czyta się przez c, a nie ć. Dosyć popularne nazwisko w okolicach Pszczyny i Rybnika. Nie daj boże, gdy kto wymowę pomyli!

  402. @gotkowal
    24 sierpnia o godz. 18:55

    Ja sobie, proszę pana, wypraszam taką dyskryminację. Że jak ksiądz, to nie może synka mieć? 🙄

    @mang
    24 sierpnia o godz. 18:54

    Błękit egipski to krzemian wapniowo-miedziowy, tworzy warstewki tysiące razy cieńsze od ludzkiego włosa. Te natomiast emitują promieniowanie podczerwone zbliżone do tego wykorzystywanego przez narzędzia do obrazowania medycznego, piloty od telewizorów, zamki samochodowe i inne sprzęty. Pigment z przyszłością.

    Ultramaryna ma w większości języków podobną nazwę, Francuzi nazywają ją le bleu outremer.
    Najlepsza ultramaryna naturalna (sproszkowany lapis lazuli) pochodziła z Afganistanu

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/da/Lapis-lazuli_hg.jpg/800px-Lapis-lazuli_hg.jpg

    i faktycznie była sprowadzana zza morza. Używał jej na przykład Fra Angelico do swoich cudnych błękitów niebiańskich

    https://images.fineartamerica.com/images/artworkimages/mediumlarge/1/the-death-and-the-assumption-of-the-virgin-fra-angelico.jpg

    Takoż Tycjan, Vermeer i jeszcze paru innych…

  403. @gotkowal
    24 sierpnia o godz. 19:08

    Cipa, krewna ciplionka – цыпленкa ? Цыган на цыпочках цыпленку цыкнул цыц.

  404. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 18:44

    Masz rację, Tobermorku, co do niefortunnej konstrukcji słownej, ale ta akurat strona internetowa była i jest bardzo krytyczna wobec obietnic i tego, co od dawna dzieje się – a właściwie nie dzieje się – z żeglugą śródlądową – fachowcy ją prowadzą. Natomiast trzeba wiedzieć, że żegluga śródlądowa w Polsce praktycznie przestała istnieć, zaś armatorzy jeździli za miedzę i nawet kadry Niemcom żeśmy szkolili i dostarczali bez żadnych ich kosztów. W takiej sytuacji trochę usprawiedliwiona jest egzaltacja kolegi z mojej szkoły, który napisał „tętnić życiem”.

    W poprzednim tekście o żegludze na Odrze napisałem, że planowane jest przewiezienie 40 tys. ton węgla. W inkryminowanym tekście widać, że planowane jest 20 tys. ton miesięcznie, czyli grubo więcej. Nie bardzo wiem, jakie kontenery pcha „Tur”, który był budowany z przeznaczeniem na górną Odrę, czyli powyżej Wrocławia. Silniejszy „Bizon” pcha z Wrocławia do Szczecina zestaw dwóch kontenerów po 500 ton każdy, czyli jednorazowo 1 tysiąc ton. Oczywiście, zależy od aktualnej głębokości toru. Nie wiem nawet, czy są jeszcze takie służby pomiarowe. Pewnie „Tur” pcha z Gliwic jeden kontener 500 ton. W 1977 jeździłem „Bizonem” na dolnej Odrze, ale raz byliśmy w Gliwicach i wiem, że na kanale pcha się jeden kontener.

    Kiedy były barki holowane, wszystkie pływadła wpływające na kanał Gliwicki musiały mieć kotwice wyciągnięte na pokład, żeby tego koryta z giny, jakim jest kanał Gliwicki, nie przedziurawić kotwicą i żeby woda nie uciekła.

  405. @Tobermory
    Jeszcze raz najmocniej przepraszam. Tym razem, to już za całokształt.

  406. @dezerter83 24 sierpnia o godz. 18:12
    rzetelni naukowcy wykazali ponad wszelką wątpliwość
    Punktuję typowy myk sekciarzy i religiantów. Dalej już można nie czytać – strata czasu.

  407. @mang
    Всё ето возможно.

  408. @mang
    24 sierpnia o godz. 18:54

    Wańkowicz z lubością fotografował swojego Królika na krętej południowoamerykańskiej drodze pod szyldem „Curva peligrosa” 😉
    Kiedy przed laty pierwszy raz jechałem w lokalnym towarzystwie wąską i pełną zakrętów drogą na alpejską przełęcz, to też się rozglądałem po poboczach przy każdym okrzyku: Achtung, Kurve!
    A tam ani człowieka 🙁

  409. @wbocek
    24 sierpnia o godz. 19:22

    A propos niebezpieczeństwa przedziurawienia kanału, to ja ten widziałem na własne oczy (cały był) w okolicach Magdeburga

    http://www.wsv.de/wna-md/images/Bruecken/Verkehrsfreig.jpg

  410. To betonowe koryto na szczudłach (przechodzi nad Łabą) ma 918 metrów i jest najdłuższe na świecie.

  411. gotkowal
    24 sierpnia o godz. 18:25

    Od dawna to mówię. Jak tak nas kocha, niech przyjdzie, powie każdemu: „Dzień dobry, jestem twój Bóg, od dziś będziesz żył zdrowo 900 lat, tylko uważaj z dziećmi, bo ziemia nie wyrobi” i zapanuje szczęście i pogoda, szczęście i pogoda, pójdziemy se razem do ogroda, pójdzie-e-my se razem do ogroda.

  412. @Tobermory
    24 sierpnia o godz. 19:19

    Wdzięcznymżem za oświecenie błękitem egipskim i jego grafeno-podobną przyszłością!
    Outremer = ultra-marin ( à peu près, tylko trochę bardziej nadymane)
    A przy okazji, że ultramaryna, ten barwnik zamorski niesłychanie najdroższym był, to dla jakich postaci w malarstwie był używany, i to bardzo długo?

    Tak, zgadza się, dla boskich, np stroje boskiej panienki.

  413. @Tobermory 19:30
    To było w Meksykie. Zresztą, z tą Meksyką, to żona Wankowicza miała doświadczenia jeszcze przed wojną. Gdy przekradała się do męża, który miał „resztówkę” pod Kownem, i na zielonej granicy, złapali ją litewscy pogranicznicy, na pytanie skąd jedzie, tłumaczyła, że od Meksyki.

  414. wbocek
    24 sierpnia o godz. 18:31

    Pombocku, z infomacji tekstowej oraz z foty widzę, że to projekt ideologiczny, a nie gospodarczy. Chyba, że to początek lawiny przewozów (skąd?)
    Wnioski opieram na nastepujących przesłankach:
    – z Gliwic do Wrocławia jest blisko, drogą około 160 km. Tyle – plus-minus parę kilometrów ma do pokonania ciężarówka z węglem na pace
    – koleją – odległość podobna, dla składu wagonowego zupelnie niewielka
    – dla przewozu rzeką – odległość śmiesznie mała fizycznie, natomiast musi być dosyć kosztowna sumarycznie ze względu na liczne śluzy po drodze, które wymieniłeś. Ich utrzymanie i obsługa kosztuje, pytanie kto płaci: państwo (właściciel drogi wodnej) czy klient wiozący ładunek.
    – zdjęcie pokazue bardzo poważnie wykonaną infrastukturę portową (niemal na pewno – Gierek, ew. późny Gomułka – początek, a za Gierka, może z pewnymi dodatkami – za Jaruzelskiego, koniec.
    – zasobnie węglowe wielkie i czyściutkie, bo od lat wielu nieuzywane. Obliczenia pojemności i rat przeładunkowych niewątpliwie przyjęto jak dla poważnie pracującej rzeki, jak w Niemczech czy Holandii. Bo tak mialo być.
    – żuraw – może węgierskiej produkcji, może niemieckiej (Takraf?), też mi wyglądający na gierkowski, a mało zużyty.
    – barki chyba nie mniej niż pięćsetki, więc dwie w dzień (zmieszczą się w jednej śluzie?) załatwią transport 30 tysięcy ton w miesiąc. Dwie barki + pchacze na dzień na Odrze to śmiesznie nieznacząca ilość. Koszty utrzymania i obsługi tej rozległej infrastruktury w żadnym razie nie zostaną pokryte przez opłaty za 30 tys ton węgla.

    Sądzę, że znacznie taniej przewiozłaby to kolej, tak jak to standardowo robi. Kilkanaście składów w miesiąc i 30 tys ton przewiezione. Żadnych kosztów dodatkowych, których wymaga rzeka dla tak drobnej sprawy.
    Transport kolejowy, na odległość mniejszą niż 200 km, w przypadku towaru tak niewymagającego jak węgiel, jest dla kolei modelowy, dla żeglugi śródlądowej to zwykle zdecydowanie za krótki odcinek, żeby było to opłacalne. Może gdyby koszty związane z infrastrukturą były minimalne (maleją, gdy ruch na wodzie rośnie) – to miałoby sens. Chyba, że skarb państwa pokrywa koszty, ale to też są koszty, tyle, że nie musi ich płacić bezpośrednio klient. Jest to więc rodzaj dotacji, dumpingu cenowego, co z kolei źle wpływa na ekonomikę transportu kolejowego.

    Jako eksperyment – tak, nie ma co kruszyć kopii. Jako stałe rozwiązanie: drobna ilość towaru na niewielką odległość, bez strategicznych rozwiązań uruchamiających siły gospodarcze przewożące rzeką miliony ton towarów rocznie, a nie 30 tysięcy – to ideologia, a nie gospodarka.

  415. @mang 24 sierpnia o godz. 18:54

    Ależ ubaw mają Włosi, jak bonie dydy!
    Historyjkę o „prendi questa curva” opowiedziała mi Włoszka, piejąc z zachwytu.
    Powodem rozbawienia był fakt, że moi rodacy boją się wymawiać „takie zwyczajne słowo”.
    Analogiczna jest reakcja Polki na rewelacje kilkuletniej córki, że podobno lalka po niemiecku nazywa się „pupa”. To niemożliwe – odparła matka dziecku – Niemcy na pewno nie używają takich brzydkich słów!

  416. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 18:25

    No, okrutny jesteś dla miejscowego szajbusa 😀

  417. wbocek 19:40
    Byle nie do ogroda. Tam się wszystko zaczęło. Lepiej nie prowokować.

  418. Na marginesie
    24 sierpnia o godz. 19:52

    ‚pupa’ to po angielsku poczwarka. Straszne to wszystko jest. Że też ludzie tylko o tym seksie gadajo !

  419. Ajwaj, zypa wyłowa ze mnie! Materiał, który cytowałem, jest na stronie moich kolegów ze szkoły „Żegluga Śródlądowa”, ale to nie ich materiał, lecz portalu „Logistyka.net.pl”. Perdoname toda gente, idę się topić…nie…mogę wypłynąć…idę się wieszać i zastrzelić.

  420. wbocek
    24 sierpnia o godz. 19:22

    Jakk pchacz bierze dwie barki, długość zestawu rośnie prawie dwukrotnie. To znaczy, że przekroj i profil podłużny drogi wodnej musi mieć zupełnie inne parametry dla dłuższego zestawu, a to z kolei oznacza, że utrzymanie szlaku wodnego robi się bardzo kosztownym przedsięwzięciem. Po co, skoro tylko 30 tysięcy ton na miesiąc do elektrowni na jakieś 200 kilometrow?

  421. Tanaka
    24 sierpnia o godz. 19:49

    Tanako, prócz kosztów jest jeszcze ekologia, ale dyskucić nie będę, bom niedzisiejszy. Natomiast na pierwszy etap po jakichś inwestycjach – z pewnością chodzi o infrastrukturę i pogłębienie Odry – przewidziany jest przewóz na całej trasie Gliwice – Szczecin 1,5 miliona ton, na drugi – 3 miliony ton.

  422. Tanaka
    24 sierpnia o godz. 19:49
    jakos nam sie opłacało wozić węgiel do portu w Szczecinie (?) Odrą….gdy jeszcze wysyłaliśmy mnóstwo na eksport. 😉
    Z powrotem przywożono rudy żelaza ze Szwecji.
    tu byłyby puste powroty
    Albo cós podobnego.
    Uczyłąm sie o tym ze swojej pierwszej czytanki, mogę szczegółów nie pamiętać, gdzie co wieziono i za ile. Że o tym, jak długo to płynęło-nie wspomnę.

    Ale serio serio- słyszałam, że rząd niemiecki dotuje przesyłki-przewozy rzeczne. Jakoś opłącają się w ekologii

  423. wbocek
    24 sierpnia o godz. 20:04

    Oczywiście chodzi o roczny przewóz.

  424. @Tanaka
    24 sierpnia o godz. 19:58

    Jeśli tylko z Gliwic do Wrocławia i tylko węgiel, to transport kolejowy (bez śluz) jest zdecydowanie mniej kosztowny.

  425. @dezerter83, z godz. 18:12
    Czy Ty na innych forach posługujesz się nickiem dagny? Jeśli nie, to dlaczego zrzynasz słowo w słowo czyjeś argumenty, nie zająknąwszy się choć słowem, że nie są Twojego autorstwa? Opisałeś mechanizm – jakoby – wątpliwości naukowców „w temacie powstania samorzutnie życia” w tzw. pierwotnym bulionie, po czym przeszedłeś do konkluzji – cytuję – istnieje ponad 100 aminokwasów, z których tylko 20 jest potrzebnych do budowy protein, czyli białek prostych, będących składnikami żywych organizmów. Co więcej, występują one w dwóch postaciach: Jedne cząsteczki są „prawoskrętne”, a drugie „lewoskrętne”. Gdyby powstały przypadkowo, jak to rzekomo miało miejsce w teoretycznym bulionie pierwotnym, wówczas najprawdopodobniej jedna połowa z nich byłaby prawoskrętna, a druga – lewoskrętna. Poza tym nie wiadomo, dlaczego w żywych organizmach jedna postać miałaby być uprzywilejowana. Tymczasem wszystkie 20 aminokwasów, z których składają się proteiny w żywych organizmach, są lewoskrętne. Ten – rzekomo Twojego autorstwa – cytat, jest na chama przepisany z dyskusji, która miała miejsce pod koniec lipca 2009 roku na portalu Onet. Pl. Autorem tych słów był internauta o nicku dagny. Wklejam linka do całej dyskusji.
    http://wiadomosci.onet.pl/tablica/erykowi-b-dlaczego-uwazam-ze-zycie-nie-moglo-powst,1666,270154,43892447,watek.html

    Ciekawa zbieżność, nie?

    Jednocześnie słowem nie wspominasz, że argumenty dagny (a także Twoje z jego splagiatowanej przez Ciebie wypowiedzi) rozbił w pył, w proch i na atomy inny z dyskutantów, o nicku pinus strobus. Po trzech niespełna godzinach je rozbił w pył.

    Dezerterze, dotychczas wklejałeś brednie ze „Strażnicy”, nie podając źródła. Nie reagowałem na to, w końcu jesteś nasłaną na blog ateistów emanacją bzdur jehowickiego kierownictwa z Brooklyny. Na jawny jednak plagiat zmuszony jestem zareagować. Czyjeś myśli, gdziekolwiek by one powstały – nawet w internetowej dyskusji – powinny, ba muszą być chronione.

    Tłumacz się!

  426. Tobermory
    24 sierpnia o godz. 19:35
    musi jakaś ekstra okazja była-trzy statki wycieczkowe na magistrali, dwa pod nią, i mnóstwo ludzi na części dla pieszych. Oraz piekna pogoda.

    Marzy mi się przepłynięcie statkiem wycieczkowym kanału Du Midi prowadzącym od Atlantyku do morza Śródziemnego, tuz przy Pirenejach i granicy hiszpańskiej. Kanał ma trochę mniej lat niż nasz augustowski, budowany był prawie 40 lat i statki wycieczkowe zawijają do portów rzecznych, wycieczkowicze wysadzani są na ląd i po całodziennym zwiedzaniu płyną dalej. Cała wycieczka to ok. 7-8 dni na stateczku.
    Nigdzie nie ma takiej oferty.
    Znam ten kanał tylko z programu w Planecie…może kiedyś zrealizuję. Byle przed ukończeniem 90 lat!

  427. konstancja
    24 sierpnia o godz. 20:04

    Konstancjo, jeździłem w 1963 r, jako mechanik za marynarza do Szczecina na barkach holowanych przez parowce. W dół szło się chyba tydzień. Zestaw miał przeważnie 5 barek na sznurkach. Barki – po 600, 700 ton każda. Tak jak mówisz: w dół – węgiel, w górę – „apatyta, fosforyta”, jak mawiał sternik Hońka, Ślązak. Czas jazdy w górę do Wrocławia – do dwóch tygodni.

    Na „Bizonie” w 1977 roku z Wrocławia: w dół – dwa kontenery po 500 ton w 3 doby (jazda 24 godziny na okrągło), w górę ze Szczecina – też 1 tysiąc ton w tydzień jazdy na okrągło.

  428. @konstancja
    24 sierpnia o godz. 20:11

    Można też na kanale Du Midi wynająć barkę « mieszkalną” i w “swoim” towarzychu płynąć, chyba nawet specyjalne prawo jazdy nie jest wymagane.
    A w Bèziers, tym od kataru albigensowskieo, to majestatycznie kanał nad rzeką prowadzon jest, a dalej zespół 7 czy 8 śluz – niezwykłe wspięcie.
    Ojciec i syn go budował, ale nie ten z nieba ultramarynowanego.

  429. mang nowy a paczcie państwo jak pasuje 🙂

    Tylko mnie nie zapomnijta przypadkiem :/

  430. @konstancja
    24 sierpnia o godz. 20:11

    Kanał du Midi jest też bardzo popularny wśród indywidualnych turystów/rodzin/małych grupek. Wynajmuje się taki stateczek (Hausboot), mieszka na nim i samemu obsługuje śluzy, a zatrzymuje tam, gdzie się chce. Wzdłuż kanału można też jechać rowerem.

    Na tym kanale w Niemczech to była ekstra okazja na otwarcie trasy w 2003 roku. Ale normalnie jest tam też spory ruch, zarówno dołem jak i górą. Spacerowałem tam parę raz i zawsze coś płynęło. Jednakowoż z planowanych w 1998 roku 30 mln ton (już w trakcie budowy zredukowano do 20 mln) na rok udało się dojść do niecałych 7 mln.
    Inwestycja kosztowała 500 mln euro i skróciła drogę z Berlina do Dolnej Saksonii o 12 km, niektórzy nazywają ją grobem dla milionów (euro) 🙄 Jako atrakcja turystyczna przyciąga jednak sporo ludzi, także rowerzystów, którzy mogą się potem pochwalić, że przejechali rowerem pod kanałem 😉

  431. mang
    24 sierpnia o godz. 20:30
    właśnie o tym w tym dokumencie była mowa- że twórca tego kanału \ architekt, jakis utytułowany markiz lub baron sam sfinansował te budowę, a gdy zmarł, budowę kontynuował jego syn.
    Podobały mi się miasta, miasteczka, które można zwiedzić- z pewnych względów wolałabym sama tego nie organizować, ale mieć to juz zorganizowane. Wiesz, przewodników, stateczek na tydzień, kilkanaście osób o podobnych zainteresowaniach obok, szum wody, te kaskady i stopnie wodne….
    A potem do przepłynięcia tylko Kanał Panamski….nie wiem nic, czy moi przodkowie wyszli z wody czy co, że jedna w rodzinie mam takie architektoniczno-wodne zainteresowania.

    wbocek
    24 sierpnia o godz. 20:22

    coś mi zostało w głowie z tej nauki geografii w szkole. Inna rzecz, że uczyła mnie pasjonatka geografii, p. Florentyna Miszczyszyn- to był jeden z ulubionych przedmiotów w szkole.

  432. No właśnie, mang 😉 Szybki jak naoliwiona błyskawica 😎

    Na taki stateczek nie potrzeba żadnego prawa jazdy. Wszystko pokażą na starcie, a potem jedzie samo 😉

  433. NeferNefer
    24 sierpnia o godz. 20:39

    Neferko, ja bym ukląkł, ale w klękaniu przed blogodamami niedościgły jest Pombocek, nawet kiedy nie ma kolan.Zanim zdążę klęknąć, damy już Pombocek porwie w ćcinne pląsy, prze co robię się nieco nieśmiały.
    Ale nie bądź tak małomówiąca, bo więcejmówienie u dam poprawia skład blogosfery i podnosi jej walory wszelkiego rodzaju 🙂

  434. Amerykanska grupa ALLAH -LAS miala wystapic w Rotterdamie (Maassilo) 23.sierpnia
    – policja znalazla furgonetke / hiszpanska rejestracja/, wypelniona butlami z gazem. Koncert odwolano.
    https://www.youtube.com/watch?v=80cT-8WsMqo Allah-Las, „Every Girl”

  435. konstancja
    24 sierpnia o godz. 20:50
    wbocek
    24 sierpnia o godz. 20:22

    Pisałem o śródlądziu w jednym z dawniejszych wstępniaków, ale mnie też kusi, by do sprawy wrócić. Tak jest – co roku miliony on towarów były Wisłą i Odrą przewożone, oraz odcinkami kanałów i rzek przynależnych. Nad rzekami, albo w ich pobliżu byo wiele zakładów przemysłowych, jeszcze przedwojennych, oraz po wojnie świadomie nad rzekami stawianych po to, by z rzek, jako autostrad transportowych korzystać. Było, działało, rozwijalo się,ale się rypło: kryzys gospodarczo-polityczny, wreszcie nowe: spółdzielnia Nowy Świt imienia agenta Bolka i nie ma autostrad oraz nie ma fabryk na wodę nastawionych.
    Ze środowiskiem też problem: w Holandii, Niemczech, czy też i Szwajcarii oraz Francji budowano międzynarodowy system dróg wodnych jeszcze w epoce mało wrażliwej na środowisko, podobnie jak w PRL-u,więc rzeki regulowano, kanalizowano, zabudowywano śluzami,nabrzeżami i pozbawiano naturalnych właściwości co jednak było i konieczne, zwłaszcza w Holandii.Holendra i Holandii by nie było, gdyby nie regulacja rzek. Ponieważ w Polsce to zostało zamrożone w czasie i przestrzeni, zatem odmrożenie tego (kiedy wreszcie???) postawi zagadnienie przez zupełnie nowymi problemami.

    i jeszcze jedna rzecz: Konstancjo, nie ma nic wspanialszego w szkole, może poza pierwszą miłością nastolatka,niż mieć nauczycieli z pasją. I nic gorszego, niż zmęcznonych życiem i sobą wyrobników edukacji, ktorzy zabijają w młodzieży budzące się, albo jeszcze nieobudzone pasje poznania. to ciąży później na życiu.
    no kurcze, właściwie to już walnąłem pół wstępniaka.

  436. @Tanaka

    Ścimbolę po jednym zdaniu bo inak nie mogę, jak wrócę na wygnanie to będziecie się ode mnie oganiać (byle nie kijem)
    Zaraz ukląkł, ale masz, w tym roku raz do roku w Jelitkowie nikak niet

  437. anumlik
    24 sierpnia o godz. 20:10
    „dotychczas wklejałeś brednie (…) jesteś nasłaną na blog ateistów emanacją bzdur”

    Głęboko zakorzenione uprzedzenia, zawsze są złym doradcą. Powinieneś to wiedzieć. Zamiast zarzucać mi plagiaty – lepiej uzasadnij zarzuty, dotyczące rzekomych bzdur, które wklejam.

    W kwestii formalnej. Pojawiłem się na blogu Polityki w 2014 roku. Tylko tutaj i nigdzie więcej. Jeżeli bawi cię rola poszukiwacza haków,na moją skromną osobę – to wyluzuj. Nie mam – tak jak Ty – parcia na szkło. Nie zagrażam Ci.

  438. Tanaka
    24 sierpnia o godz. 21:09
    widze na tym blogu wielu znawców tematu oraz amatorów transportu rzecznego. Wstępniak w Twoim wydaniu na ten temat? czekam niecierpliwie….każdy z nas chyba płynął wycieczkowo jakim stateczkiem, na tym temacie, podobnie jak na ekonomii, zdrowiu i jeszcze wielu tematach znamy sie wszyscy.
    Jesli jeszcze zrobisz to w swoim stylu….oklaski!
    …………………………………
    W Poznaniu znów pływa latem stateczek wycieczkowy, ale kiepsko u nas z wodą i stany wód są zby t niskie nawet na tak płaskodenne stateczki, jak niegdyś, za mojego dzieciństwa pływająca „Dziwożona”; nie wiem, jak nazywa się obecny stateczek wycieczkowy

    Pamiętam jeszcze czynny port rzeczny w moim mieście, wszystko zbudowane „za Niemca, panie, za Niemca” Transporty rzeką odbywały się przecież wiekami.

  439. @anumlik
    24 sierpnia o godz. 20:10

    Oni wszyscy zrzynają od siebie nawzajem. Dagny (lipiec 2009) skopiowała „Jak wiadomo, istnieje ponad 100 aminokwasów, z których tylko 20 jest potrzebnych do budowy protein etc.” to, co napisał
    Szalony Odys, dnia 1.10.2008, 15:44 na

    http://www.forumowisko.pl/topic/751-jak-powstalo-zycie/page-17

    Cały tekst można napotkać co roku na różnych forach, słowo w słowo wklejany przez różnych kreacjonistów. Kto wie, czy to nie żywy cytat ze „Strażnicy” 🙄
    Wszystkie świadki go dostają i muszą cytować, jak się nadarzy okazja dyskusji z inteligentnymi 😉

  440. @dezerter

    I co z tym misiem koala? Był na arce czy nie?

  441. @dezerter83, z godz. 21:21
    Cała argumentacja internauty dagny, którą wkleiłeś jako swoją, bez podania adresu cytatu, jest piramidalną bzdurą, którą rozbił swoimi argumentami – zdanie po zdaniu – pinus strobus. Ja Ci nie zarzuciłem plagiatu, ja Ci udowodniłem plagiat. To nie jest szukanie na Ciebie haków, to jest pokazanie jak nieuczciwy jesteś. To, że pojawiłeś się na blogach „Polityki” w 2014 roku, nie powinno zaprzeczać temu, że mogłeś w roku 2009 pisać gdzie indziej pod innymi nickami. Choćby jako dagny. Jeśli tak – przyznaj. Zarzut, że przepisałeś swoje wynurzenia sprzed lat nie podając źródła jest niczym wobec zarzutu plagiatu. Nic więcej w tym temacie nie mam do dodania.

  442. @anumlik
    No i proszę bardzo! Parcie na szkło. Zostałeś zdemaskowany, jak nie przymierzając przewodniczący Komisji Akustycznej, w pewnej, mało znanej powieści. Kiedy debiut w „Tańcu z gwiazdami”?

  443. anumlik
    24 sierpnia o godz. 21:45

    Bóg szczodrze udziela mądrości każdemu, kto żywi pewne uprzedzenia, lecz usilnie stara się wyrugować je ze swego serca. Serdecznie zachęcam do przemyślenia takiego rozwiązania.
    Unikniesz kolejnych konfabulacji.

  444. @Tobermory, z godz. 21:41
    Nie widzę żadnego, najmniejszego powodu, aby tolerować Dezertera w swoim towarzystwie. Jeśli się na tym blogu pojawi, będę go omijał. I tyle. „Robię” w słowie ponad 50 lat. Podpisuję się (nazwiskiem albo nickiem) tylko pod swoimi przemyśleniami. Jeśli kogoś cytuję, podaję źródło cytatu. Jeśli (co się zdarza każdemu) pomylę źródło i autora – przepraszam. To są według mnie standardy, które – jak widzę – nie obowiązują w kraju nad Wisłą. Także w środowisku Świadków Jehowy.

  445. @dezerter

    Zapodaj jeszcze coś o histonach 😎

  446. @anumilik
    Ukórz się przed najwyższym. Włosiennica, Canossa, a może Ci wybaczy i w przypływie wielkoduszności, udzieli choć odrobinę mądrości. Ufaj!!!

  447. ONI RATOWALI HONOR ROSJI

    25 sierpnia 1968
    wyszli demonstrowac przeciw inwazji wojsk Paktu Warszawskiego na Czechoslawacje na Lobnoje Miesto, Plac Czerwony:
    Larisa Bogoraz, Konstantin Babitsky, Vadim Delaunay, Vladimir Dremliuga, Pavel Litvinov, Natalya Gorbanevskaya, Viktor Fainberg, Tatiana Baeva
    Oto niektore hasla:
    «мы теряем лучших друзей»
    «Позор оккупантам!»
    «Свободу Дубчеку!»
    ___________________________________
    Пуcкай грехи мне
    не простят –
    К тому предлогов слишком много,
    Но если я просил
    у Бога,
    То – за других,
    не за себя.

    Let my sins
    not be forgiven
    the reasons for this are many
    but if I ever prayed
    to God for something
    it was for others
    never for myself
    Vadim Delaunay (1947-1983)

  448. @anumlik
    24 sierpnia o godz. 21:54

    ŚJ mają tylko jedno źródło: Strażnicę, która przeżuwa biblię i „naukę”, i tą papką z pełnego wola karmi swoich podopiecznych.

  449. NeferNefer
    24 sierpnia o godz. 21:13

    Ja tam mam przygotowane, na okolicznosc, pudełko adekwatnej wielkosci.

  450. @ozzy
    Za kilka dni wystąpią w Warszawie. Jest szansa by im pokazać, co spotyka tych, co Allaha ważą sobie lekce.

  451. @ozzy
    Przepraszam, Allah Las właśnie gra w klubie, nomen omen „Niebo”. Więcej policji niż widzów.

  452. @dezerter83
    Albo Pan wyjaśni przepisywanie cudzych myśli, albo zostanie Pan zbanowany. Jak na człowieka tyle mówiącego o moralności, zachowuje się Pan poniżej wszelkich norm. Pańskie uniki są obrzydliwe, a cała postawa odpychająca.
    Jacek Kowalczyk

  453. dezerter83
    24 sierpnia o godz. 21:21

    Powiedziałeś do anumlika: „Nie mam – tak jak Ty – parcia na szkło”.

    Gdybyś tego nie powiedział, ja bym też nie powiedział, bo dawno temu parę razy powiedziałem. Że Ciebie wyrzucają dźwiami, a Ty wracasz oknem, wyrzucają oknem – wracasz kominem. Jezus kazał z takich miejsc uciekać i nie wracać, a Ty masz w zupie jego nauki i wracasz. Po co? Po nic. Bo nic tu nie kupujesz, ino sprzedajesz. Ale od Ciebie też nikt nie kupuje i nie kupi, bo nikt tu nie jest taki Drupi. Zarzekasz się, że nie masz parcia. To jak się nazywa takie obsesyjne parcie, jak nie „parcie”?

  454. @Tanaka

    Tę papierową torebkę nadal mam, panie dzieju 🙂

  455. wbocek
    Dla ŚJ Jezus nie jest żadnym wielkim autorytetem. Prawdziwy autorytet jest kolegialny i przebywa w Warwick, New York.

  456. Jacek Kowalczyk
    24 sierpnia o godz. 22:08
    „Albo Pan wyjaśni przepisywanie cudzych myśli, albo zostanie Pan zbanowany”.

    Nie mam czego wyjaśniać.
    Poza tym, skoro już Pan ocenił całą moją postawę, jako odpychającą, to przecież – jako Gospodarz – nie może Pan jej dłużej tolerować. Prawda ?

  457. @dezerter83
    „Nie mam czego wyjaśniać”.
    Ma Pan, ale nie potrafi lub nie chce.

    „jako Gospodarz – nie może Pan jej dłużej tolerować. Prawda?”

    Prawda. Zatem zwalniam Pana z tej ciężkiej służby wśród ateistów. Skompromitował się Pan już zbyt wiele razy.
    Jacek Kowalczyk

  458. To dziwne, że to red. Kowalczyk jest winien tego plagiatu, którego niewinną ofiarą jest pan d. Do tej pory zawsze winien był kto inny. Donald T.

  459. Dziwne to jakieś. Ale może wreszcie przestaniecie gadać o biblii i zaczniecie jakiś ciekawszy temat.

  460. Na pożegnanie Pana, którego pożegnałem, tekst od Lewego, który może rozpocząć nową rozmowę.
    Zapraszam!
    JK

  461. Nigdy się tyle o religii nie naczytałam co tu 🙂

  462. dezerter83
    24 sierpnia o godz. 18:12
    Mój komentarz kilkupunktowy

    1) Teza dezertera:
    Powstające w atmosferze pierwotnej Ziemi pod wpływem wyładowań elektrycznych aminokwasy byłyby niszczone przez energię tych wyładowań natychmiast po powstaniu

    Dezerter napisał:
    „Ta sama energia, która mogłaby spowodować rozpad prostych związków chemicznych w atmosferze, jeszcze szybciej doprowadziłaby do rozpadu każdego nowo powstałego złożonego aminokwasu. Ciekawe, że w swoim doświadczeniu, polegającym na przepuszczaniu wyładowań elektrycznych przez „atmosferę”, Miller ocalił 4 uzyskane aminokwasy tylko dlatego, iż usunął je ze strefy oddziaływania tych wyładowań, w przeciwnym razie bowiem spowodowałyby one ich rozkład.”

    Dezerter, wyrażasz się enigmatycznie o „tej samej energii”, która doprowadziłaby do rozpadu każdego aminokwasu w doświadczeniu Millera. Dezerter, wyładowanie elektryczne odbywają się w atmosferze po różnych ścieżkach, tak więc raz wytworzona cząsteczka aminokwasu miała szanse zawędrować do wody. Atmosfera ziemska, to nie kolba w aparaturze chemicznej. Było w niej dość miejsca na wyładowania elektryczne i na wędrówkę wytworzonych aminokwasów do wody.

    Po drugie Miller nie ocalał w swoim doświadczeniu wytworzonych aminokwasów, one same się ocalały. Miller udowodnił, że wyładowania elektryczne w atmosferze o odpowiednim składzie wytwarzają cząsteczki związków chemicznych prebiotycznych.
    Dezerter, w doświadczeniu Millera powstały nie 4 aminokwasy, lecz 20 aminokwasów.
    Jesteś pod względem znajomości doświadczenia Millera w dużym niedoczasie.

    2) Woda „hamuje wzrost cząsteczek”
    Dezerter napisał:
    „Jeśli się nawet założy, że aminokwasy jakoś dostały się do oceanów i były zabezpieczone przed niszczącym promieniowaniem nadfioletowym w atmosferze, to co dalej? Pod powierzchnią wody nie byłoby dosyć energii potrzebnej do wywoływania dalszych reakcji chemicznych; woda w każdym wypadku hamuje wzrost bardziej złożonych cząsteczek.”

    Mój komentarz
    Woda w każdej temperaturze ma jakąś energię. Reakcje chemiczne i biochemiczne przebiegają w jakimś zakresie temperatur w wodzie. Jeśli woda miała odpowiednią temperaturę, to reakcje zachodziły. Dla reakcji biochemicznych zachodzących w organizmach żywych na ogół są to temperatury w przedziale od powiedzmy kilku stopni Celsjusza do nieco ponad 40 stopni. Niektóre organizmy bytujące w gorących wodach siarkowych (gejzery) utrzymują swoje funkcje życiowe przy temperaturach znacznie wyższych, bliskich temperaturze wrzenia wody, co świadczy o tym, że i w takich temperaturach mogą zachodzić reakcje biochemiczne.

    Woda nie hamuje „wzrostu cząsteczek” z tego powodu, ze jest wodą. Woda umożliwia tworzenie się cząsteczek, jak i rozkład cząsteczek będąc środowiskiem dla różnych reakcji. Woda jest środowiskiem dla reakcji chemicznych. Reakcje polegają z grubsza na tym, że z jednej (kilku) cząsteczki coś ubywa, przyłącza się do drugiej i powstają produkty reakcji.

    Reakcje biochemiczne rzadko występują jako izolowane, pojedyncze reakcje. Z reguły biorą w nich udział katalizatory, cząsteczki katalizujące (białkowe) i najczęściej reakcje tworzą łańcuchy (cykle metaboliczne), w których następują kolejno różne reakcje, w których biorą udział różnorodne substraty znajdujące się w środowisku, tzn. w wodzie.

    W każdej komórce organizmu żywego zachodzą rekcje biochemiczne, a środowiskiem dla nich w komórce jest cytoplazma – woda w postaci roztworu o konsystencji żelu (ze szkieletem z włókien białkowych) zawierającego bardzo wiele różnych cząsteczek.

    Teza o „hamowaniu wzrostu cząsteczek przez wodę” jest niedorzeczna.
    Jeśli chodzi o możliwość zajścia reakcji biochemicznych w wodzie, to najważniejsze są dwa parametry – temperatura i pH roztworu wodnego. Jeśli nie będzie odpowiedniej temperatury i odpowiedniego pH, to reakcja nie zajdzie, lub będzie zachodzić na tyle wolno, że nie będzie miała znaczenia dla utrzymania cyklu biologicznego w ruchu.

    3) Aminokwasy musiały się wydostać z wody do atmosfery
    Dezerter napisał:
    „Jeżeli więc aminokwasy znalazły się w wodzie, to musiały się z niej wydostać, aby utworzyć większe cząsteczki i białka proste, niezbędne do powstania życia. Po wydostaniu się z wody natychmiast jednak znowu byłyby narażone na zabójcze promieniowanie nadfioletowe. Innymi słowy teoretycznie rzecz biorąc, nie ma szans przebycia nawet tego pierwszego i względnie łatwego stadium tworzenia się aminokwasów w ewolucyjnym powstawaniu życia. ”

    Dezerter, cząsteczki aminokwasów nie musiały się wydostać z wody. Bo niby dlaczego musiały?
    Reakcje chemiczne mogły zachodzić tylko w wodzie (w roztworze wodnym). Woda jest środowiskiem dla reakcji chemicznych.

    Skąd się wzięło Twoje nonsensowne założenie o tym, ze aminokwasy musiały się wydostać z wody?

    Dezerter napisał:

    „Wbrew powszechnemu mniemaniu, że życie powstało samorzutnie w oceanach, środowisko wodne nie sprzyja koniecznym do tego reakcjom chemicznym. Trudno więc dociec, jak łączenie się mniejszych cząsteczek w większe, mogło przebiegać w wodnym środowisku pierwotnego oceanu, skoro obecność wody sprzyja raczej rozpadowi dużych cząstek na mniejsze. Samorzutny rozpad jest o wiele bardziej prawdopodobny, ponieważ następuje znacznie szybciej niż spontaniczna synteza. To znaczy, że w ogóle nie było gromadzenia się „pierwotnego bulionu”! Wielu naukowców nadal uważa to za najpoważniejszy problem, który stoi przed ewolucjonistami. ”

    Dezerter, to jest teza odwrotna, przeciwna do rzeczywistości. Środowisko wodne jest sprzyjające wszelkim reakcjom chemicznym. Sprzyjanie, czy nie sprzyjanie tego środowiska reakcjom zależy, jak napisałem powyżej, od dwóch podstawowych parametrów – temperatury i pH oraz od obecności w wodzie cząsteczek odpowiednich związków chemicznych (substratów), które mają reagować ze sobą.
    Woda (H20) jest spośród bardzo wielu związków w stanie ciekłym przebadanych przez chemików i biologów najprzystępniejszą i najbardziej sprzyjającą cieczą jako środowisko dla reakcji chemicznych, a szczególnie dla złożonych reakcji w cyklach metabolicznych. Jest jedynym takim środowiskiem na Ziemi. Woda ma wyjątkowe, szczególne własności sprzyjające reakcjom chemicznym. A Ty dezerterze ni z gruszki ni z pietruszki piszesz, że w ogólności woda nie sprzyja „koniecznym do tego reakcjom chemicznym”, co oznacza, że tak w ogóle to może i sprzyja, lecz tym koniecznym, tym akurat niezbędnym do powstania życia reakcjom woda nie sprzyja.
    Dezerter, to są gołe słowa, Takie sobie założenie przyjęte na czuja, pod publiczkę i pod Pismo Święte. Założenie o wodzie niesprzyjającej jest całkowicie nierealne, bałamutne, populistyczne, fałszywe, lewe, przypadkowe i mataczące temat powstania życia w praoceanie ziemskim.

    Najsprzeczniejsze logicznie i przez to najciekawsze jest zdanie dezertera:
    „Samorzutny rozpad jest o wiele bardziej prawdopodobny, ponieważ następuje znacznie szybciej niż spontaniczna synteza. To znaczy, że w ogóle nie było gromadzenia się „pierwotnego bulionu”!”

    Dezerter, o tym, w która stronę reakcja przebiega, w stronę syntezy, czy w stronę rozpadu, decyduje termodynamika, warunki reakcji, energetyczny zysk lub strata w reakcji oraz obecność katalizatorów, a nie dowolne założenie, że w wodzie cząsteczki złożone się rozpadają samorzutnie ponieważ rozpad jest szybszy niż spontaniczna synteza.
    Dezerter, w chemii i biochemii nie ma tak prosto – samorzutnie i natychmiast. Jeśli cząsteczki się rozpadają, są degradowane, to albo pod wpływem innych cząsteczek albo pod wpływem wysokiej temperatury, alb zbyt wysokiego stężenia substancji szkodliwych wchodzących w reakcje z nimi, degradującymi te związki, zbyt skrajnego pH, itd. Woda sama z siebie nie rozkłada cząsteczek.

    4) Dezerter napisał o problemie cząsteczek lewoskrętnych i prawoskrętnych zapytując jak to możliwe, by przypadkowo, spontanicznie powstały organizmy zbudowane z cząsteczek lewoskrętnych.

    Dezerter, a dlaczego nie miałyby być zbudowane z cząsteczek lewoskrętnych? W trakcie ewolucji lewoskrętne aminokwasy zdobyły przewagę i wyparły te prawoskrętne, a prawoskrętne cukry z kolei zdobyły przewagę i wyparły lewoskrętne cukry.

    5) Skomplikowane procesy nie mogą zajść samorzutnie bo są skomplikowane

    Dezerter napisał:
    „aby zgłębić lub tylko zacząć badać to, co się dzieje w naszych komórkach na poziomie molekularnym, potrzeba inteligencji i gruntownego wykształcenia. Czy zatem rozsądny jest pogląd, że te skomplikowane procesy zaszły po raz pierwszy w „prebiotycznym bulionie” samorzutnie, spontanicznie, przez przypadek?”

    „Dezerter”, piasek sypany w klepsydrze „przez czysty przypadek” się sypie, a jednak układa się nieprzypadkowo – w stożek. Powtarzalnie, zawsze. Nikt tym nie kieruje, tylko grawitacja, poszczególne ziarenka piasku są w każdym sypaniu gdzie indziej i zawsze po usypaniu utworzą regularny stożek. Co jest w tym dziwnego?
    W komórkach biologicznych cząsteczki krążą w cytoplazmie zupełnie przypadkowo i dopiero wtedy, gdy trafi swój na swego odbywa się rekcja chemiczna.

    Co jest w tym dziwnego? Zjawiska masowe mogą przebiegać kierunkowo i mimo, że składają się z miliardów przypadkowych zderzeń, jak w komórce biologicznej, odbić, uchwytów i odepchnięć dają w sumie określony rezultat. Co jest w tym dziwnego?

    Czy jeśli odbywa się w takiej otoczce paznokcia (w jądrze jej komórki) kopiowanie RNA z DNA, następnie odpłynięcie takiej kopii RNA z jadra do cytoplazmy i taka kopia krąży i krąży w cytoplazmie, aż załapie się na maszynę biochemiczną do wytwarzania białka w postaci rybosomu, to na tym rybosomie całkiem przypadkowo z nim zderzające się cząsteczki tRNA całkiem przypadkowo budują z aminokwasów cząsteczkę białka wg kodu zawartego na RNA i ta cząsteczka białka całkiem przypadkowo zwija się w odpowiedni kształt (konformację), bo tak jej każe termodynamika i chemia kwantowa, po czym całkiem przypadkowo jest „zmywana” z rybosomu do cytoplazmy, gdzie całkiem przypadkowo napotyka pasujące jej substraty, do których jest w stanie się doczepić, przyczepia się na błysk reakcji do jednego z nich, by ten substrat w całkiem przypadkowym spotkaniu z innymi wykonał reakcję biochemiczną, której wynikiem jest produkcja cząsteczki np. keratyny będącej budulcem paznokcia. W uproszczeniu tak to wygląda.

    To się nie dzieje przypadkowo, mimo że szanse na spotkanie ze sobą właściwych cząsteczek są pozornie bardzo małe, lecz ponieważ cząsteczki wykonują olbrzymią ilość drgań i ruchów w różne strony w roztworze, a są tych cząsteczek miliony w bardzo małych objętościach, więc spotkanie właściwej z właściwą prędzej czy później następuje i reakcja biochemiczna zachodzi.

    Przesiewanie żwiru przez sito też jest przypadkowe, ale pod sitem pozostają tylko ziarenka mniejsze niż oczka w sicie. Czysto przypadkowy proces prowadzi do nieprzypadkowego wyniku.
    Pzdr, TJ

  463. Ewa-Joanna
    24 sierpnia o godz. 22:51

    Nie chciałem już niczego do Ciebie adresować. Przesunę jednak samozakaz i powiem, że masz równe prawo z innymi do zaczęcia „jakiegoś ciekawszego tematu”. Obowiązku gadania o Biblii i czytania onych gadań nie ma.

  464. @NeferNefer 22:58
    Ateistyczny Kącik Katechetyczny. AKK.

  465. TO CHYBA ZASLUGUJE NA ***BREAKING NEWS****BREAKING NEWS***BREAKING NEWS***

    Wojna sie zaczela…

    Albo to tylko awaria techniczna…

    http://audycje.tokfm.pl/audycja/Poranek-Jacek-Zakowski/120

    Wlaczcie i posluchajcie sami.

  466. Mi sie wydaje, ze jednak PiSy na wojne z TOK FM poszly, bo dzis w planach Jacka Zakowskiego jest rozmowa z Lechem Walesa…

    Mam przekonanie, ze to PiSowska zagluszarka.

    ps. Mam prosbe do Pan : Dominiki Wielowiejskiej i Ewy Siedleckiej, zeby przestaly traktowac PiS jak normalna partie polityczna. Prosbe wyrazilem. Watpie, zeby posluchaly.

  467. @NeferNefer
    24 sierpnia o godz. 20:39

    Pzyćmić słońca nie w mojej intencji było, błyszcz nam zatem Neferteti, (a ja się trochę poopalam).
    Że pasuję, dzęki, choć to trudne i bolesne, bom bierzmowan przez samego JP2, a to geometrię utwardza.

    @Tobermory
    24 sierpnia o godz. 20:52

    “Dzień dobry, cześć i czołem! Pytacie skąd się wziąłem?! “ jak naoliwiona błyskawica.
    Metafora zgrabne, wolę od gwiazdy betlejemskiej, ale już mniej od perseidy. Za szybko poszło? sypię popiół na głowę – widać nie będzie bo włosy sól i pieprz (pomyślę o ultramarynie).
    I milknę gdy do Was mówię (tym bardziej, że nowy post Lewego jest)

    konstancja
    24 sierpnia o godz. 20:50

    opuszczę więc słoneczny Canal du Midi ( Canal de Bourgogne też w dechę – ?burgundzki) obsadzony platanami i zejdę pod ziemię.
    Niekoniecznie nudno będzie bo tam również szlaki wodne są, jak ten Styks. Kanałem w tunelu pod paryskim brukiem bulwaru Richard Le Noir nawet stateczkiem można dopłynąć do kanału St Martin, a tam, przez Bassin de la Vilette do Kanału Ourcq, do Marny, hop, drang nacht osten i hulaj dusza, może do Polski tak bym się dotaplał.
    trzymanko