Dobra zmiana ze Zmianą w tle

Faszyści znowu zmieniają pośmiertne koszule tymczasowego świata
i odbierają z przechowalni swoje ochronne, czarno-białe sztandary,
które nawet jako nekrologi bywają fałszywe.
(Ryszard Krynicki, „Faszyści zmieniają koszule”)

Tekst homilii, którą dwa lata temu, w rocznicę Powstania Warszawskiego, wygłosił ówczesny metropolita łódzki abp Jędraszewski, jest aktualny i dziś, a sama homilia sprzed dwóch lat ukazuje, jak w środowiskach skrajnej prawicy pisowskiej rozkładają się akcenty, gdy idzie o ocenę Powstania Warszawskiego. Użycie słów „czerwona zaraza” (na co w swoim felietonie w „GW” zwrócił już dwa lata temu uwagę oburzony terminem „zaraza” Tomasz Piątek) zostało nieprzypadkowo wysnute z wiersza „Czerwona zaraza” Józefa Andrzeja Szczepańskiego, poety i żołnierza powstania, który ciężko ranny zmarł w powstańczym szpitalu 10 września 1944 roku.
Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Jędraszewski w swojej homilii poświęconej Powstaniu Warszawskiemu więcej miejsca poświęcił „czerwonej zarazie” niż opanowującej w dniach Powstania Warszawę „zarazie brunatnej”. Powiedział najpierw: „Jak berlińskie wystąpienie prezydenta RP podważyło prawdę historyczną o Powstaniu Warszawskim, tak ostatnio uchwalone przez polski Parlament i podpisane przez prezydenta RP: tak zwana konwencja »antyprzemocowa« i ustawa o in vitro, oraz przyjęta przez Sejm ustawa „o uzgodnieniu płci« mogą być uznane jako zdrada wobec tych wartości moralnych, dla których Powstanie w ogóle wybuchło”, a potem – odwołując się do jednego z przemówień Jana Pawła II – przeszedł do czerwonej zarazy słowami: „Nawiązując do wiersza Józefa Andrzeja Szczepańskiego pod tytułem »Czerwona zaraza«, będącego jednym wielkim oskarżeniem czerwonego bolszewizmu, musimy jednoznacznie stwierdzić: obecnie przychodzi do nas lewacka zaraza”.

Przestrzegając przed lewacką zarazą abp Jędraszewski otworzył jednocześnie bramy łódzkiej katedry dla zarazy brunatnej. 21 kwietnia 2016 roku, koncelebrując mszę z okazji pożegnania majora Zygmunta Szyndzielarza „Łupaszki”, zaprosił do uroczystości przedstawicieli łódzkiego ONR. 19 maja 2017 roku – odsłaniając „pomnik smoleński” – miał Jędraszewski asystę złożoną z działaczy ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Wcześniej – 3 listopada 2016 roku – udostępnił łódzką katedrę na uroczystości obchodów rocznicy powstania ONR, a 9 czerwca 2017 roku, z okazji wyniesienia na ołtarze ks. Ignacego Skorupki, wziął udział – już jako metropolita krakowski – w mszy, z ONR-owską asystą. Jak widać „brunatna zaraza” obecnemu krakowskiemu metropolicie nie przeszkadzała dwa lata temu, nie przeszkadza i dziś. Nie jemu jednemu.

Hierarchów polskiego Kościoła rzymskokatolickiego, którzy dają przyzwolenie na partyjne zjazdy i przemarsze z pochodniami członków ONR oraz Młodzieży Wszechpolskiej jest wielu. Przeor częstochowskiej Jasnej Góry wita narodowców zgromadzonych na jasnogórskich błoniach niemal chlebem i solą, a błogosławieństwem na pewno. Ostatnio do grona dopuszczających do konfidencji z nim narodowców spod znaku „falangi” doszlusował ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, u którego na liście Honorowego Komitetu obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich znalazł się między innymi Bartosz Bekier, twórca i szef ruchu Falanga, kiedyś będącego częścią Obozu Narodowo-Radykalnego. Bekier pełnił na początku jej powstania funkcję wiceprzewodniczącego prorosyjskiej partii Zmiana, utworzonej – jak zapewniają: ABW i prokuratorzy – z pieniędzy Kremla, której lider Mateusz Piskorski – podejrzany o szpiegostwo na rzecz Rosji – siedzi od maja 2016 roku w areszcie. Wśród znajomych na Facebooku Bekiera można odnaleźć m.in. Nabila al-Malaziego, obecnego wiceprzewodniczącego Zmiany.

Isakowicz-Zaleski, zapytany czy zaproszenie na uroczystości Bartosza Bekiera jest dobrym pomysłem, odpowiedział Faktowi24: „Nie znam go osobiście. Jeśli organizatorzy chcą, lub nie chcą, by ktoś uczestniczył w tym przedsięwzięciu, to powinni to sobie wyjaśnić”. Dodał, że nie miał żadnego wpływu na wybór członków Komitetu Honorowego. Jego zdaniem takie wydarzenie, jak Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach powinno mieć charakter ponadpartyjny. „Poglądy ludzi są ich prywatną sprawą” – zakończył rozmowę. Pomijając fakt, że Isakowicz-Zaleski będąc przewodniczącym Honorowego Komitetu musiał wiedzieć, jakie poglądy na polską rzeczywistość AD 2017 mają członkowie tegoż komitetu, to publiczne serwowanie zdania – poglądy ludzi są ich prywatną sprawą – w kontekście tak ważnego wydarzenia jak pamięć ofiar ludobójstwa – jest co najmniej dziwne.

Oto fragment rozmowy, jaką Bartosz Bekier opublikował na łamach redagowanego przez siebie Xportalu z Eduardem Limonowem, szefem i założycielem (w 1993 roku) Partii Narodowo-Bolszewickiej, która została decyzją rosyjskiego sądu rozwiązana w 2007 roku, a w której miejsce Limonow w roku 2010 założył do dziś istniejącą partię Inna Rosja. Rozmowa nosi jakże znamienny tytuł „Przywróćmy Polsce Lwów i Wilno”.

Na pytanie Bekiera: „Jak według Pana powinny wyglądać relacje polsko-rosyjskie?”

Limonow odpowiedział: „Sądzę, że członkostwo w UE nic już Polsce nie daje i dać nie może. Z UE dostaniecie najwyżej tłumy migrantów. Tymczasem zbliżenie z Rosją pomoże w odzyskaniu polskich ziem, które w 1939 roku zostały wcielone do ZSRR po pakcie Ribbentrop-Mołotow, a następnie przyswojone przez Ukrainę. Historycznie Polska i Rosja, mówiąc delikatnie, nie lubią się wzajemnie, a czasem nawet nienawidzą. Jednakże tylko wspólnie mogą odebrać ukraińskiemu imperializmowi swoje terytoria, Rosja – obszary rosyjskojęzyczne, Polska – swój Lwów i cztery województwa, naprawdę duży obszar. Na przykład województwo stanisławowskie i inne. W końcu miejsce narodzin Waszej narodowej bohaterki Maryny Mniszchówny znajduje się dzisiaj na Ukrainie. Konieczna jest pragmatyczna transformacja naszych wzajemnych relacji. Polska i Rosja potrzebują się wzajemnie, chociażby w celu rozwiązania kwestii ukraińskiej. Ukraina zachowa prawo do swoich dziewięciu obwodów, będzie wtedy wielkości średniego, europejskiego państwa, z dwudziestoma milionami obywateli, stolicą w Kijowie i brakiem dostępu do morza. Niech tak się stanie”.

„W takim wypadku co dalej z przyszłością tzw. państw bałtyckich? Ktoś mógłby powiedzieć, że np. Republika Litewska w sferze swojej polityki etnicznej już dawno przekroczyła pewną granicę” – pospieszył z pytaniem pomocniczym Bekier.

Limonow na to: „W rzeczywistości rola państw bałtyckich jest bardzo przeceniana. Estonia, Łotwa i Litwa są mniejsze niż średnia dla regionu Rosji (a mamy ich 86), a według standardów europejskich znaczą one niewiele więcej niż Monako i powinny być postrzegane w tej samej kategorii co Luksemburg i Andora. Znaczenie państw bałtyckich w stosunkach międzynarodowych wynika z ich sąsiedztwa z Rosją. Bliskość Rosji – to jest to, czym oni grają, szantażują Zachód swoją geografią. Handlują swoimi antyrosyjskimi stanowiskami i udało im się zarazić UE swoją antyrosyjską histerią. Nawiasem mówiąc, nie wszystkie państwa bałtyckie są jednakowe. Litwa historycznie była częścią Polski. Vilnius jakoś przypomina mi Wilno, czy może się mylę? Nie, nie mylę się. A Kłajpeda, pokaźnych rozmiarów port, była przyłączona do Litewskiej SSR po telefonie od Stalina. W kwestii statusu Kłajpedy działał już na początku lat 2000 pan Rogozin. Jeśli Bałtowie lubią myć Skandynawom naczynia – niech myją. Rosja powinna zapewnić w tych krajach równe prawa dla mniejszości rosyjskiej, a wtedy władzę obejmą tam rządy przyjazne Rosji. Terytoriów państw bałtyckich nie potrzebujemy. Z czasem Bałtowie się uspokoją i zamienią swoje kraje w republiki turystyczne, takie z pocztówkami i gołębiami na rynku”.

Zanim Bałtowie zmienią swoje kraje w pocztówki z gołębiami, ku uciesze Limonowa i Limonowowi podobnym, przypomnę, że podobne poglądy na Priwiśleńskij Kraj, jako bufor dla nacjał-Ukrainy i Pribałtyki, miał i ma Aleksander Dugin, o czym pisałem kilka miesięcy temu we wstępniaku „Jubileusz w cieniu Eurazji”.

Limonow, w rozmowie z Bekierem podkreślił swoje bliskie związki z Marine Le Pen oraz z europejskimi nacjonalistami. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Putintern, czyli sojusz Rosji ze skrajną prawicą europejską datuje się od roku 2006, kiedy to odbyła się w Moskwie zapomniana już przez historyków i publicystów konferencja „O przyszłość białego świata”, zorganizowana przez ludzi takich, jak Dugin i Limonow, na którą przyjechali czołowi europejscy zwolennicy rasizmu i nacjonalizmu. Konferencja zakończyła się przyjęciem apelu do Rosji, żeby zjednoczyła aryjską rasę budując „białą Eurazję”.

Pomysł zacieśnienia współpracy ze skrajną prawicą i wykorzystania jej dla swych celów pojawił się na Kremlu w 2008 r., kiedy węgierski Jobbik, wtedy jeszcze daleki od obecnej zdecydowanie promoskiewskiej linii, poparł rosyjską interwencję w Gruzji. Po stronie Moskwy opowiedziały się też wtedy populistyczne ugrupowania w Bułgarii i na Słowacji.
W roku 2009 powstał Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych (AENM) – skupiający Brytyjską Partię Narodową (British National Party), węgierski Jobbik, francuski Front Narodowy (Front National), włoski Trójkolorowy Płomień (Fiamma Tricolore), portugalską Partię Odrodzenia Narodowego (Partido Nacional Renovador), hiszpański Ruch Społeczno-Republikański (Movimento Social Republicano), szwedzkich Narodowych Demokratów (Nationaldemokraterna), belgijski Narodowy Front (Le Front National) oraz fińską Partię Wolnościową (Vapauspuolue). W 2010 r. powstał Europejski Sojusz na rzecz Wolności (EAF), który zrzesza co do zasady indywidualnych polityków. Należą do niego działacze Vlaams Belang, Frontu Narodowego, FPÖ czy Szwedzkich Demokratów.
Na początku 2012 roku Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych został afiliowany przy Parlamencie Unii Europejskiej. Tym samym Putintern zyskał swoją niemal oficjalną ekspozyturę w UE.

W maju 2014 roku, za zamkniętymi drzwiami ekskluzywnego pałacu Lichtenstein w Wiedniu, odbyło się niezwykle ważne spotkanie. Rosyjski miliarder oraz założyciel prokremlowskiej fundacji Świętego Bazylego Wielkiego Konstantyn Małofiew zorganizował przyjęcie dla radykalnych konserwatystów i prawicowych populistów. Z informacji szwajcarskiego „Tagesanzeiger” obecni byli przywódcy austriackiej FPÖ, francuskiego Frontu Narodowego, a także bułgarskich prawicowych ekstremistów Ataka. Spotkali się oni z rosyjskimi kolegami, wśród których był Aleksandr Dugin – najbardziej wyrazisty gość spotkania. Przepowiadał upadek zachodniego świata.
W lutym 2015 roku powstał Sojusz na rzecz Pokoju i Wolności (APF), a jego pierwszy kongres odbył się w Parlamencie Europejskim. Na jego czele stanął Roberto Fiore, lider włoskiej Forza Nuova (Nowa Siła). Organizacja skupia siedem partii (m.in. grecka Złota Jutrzenka, niemiecka NPD, hiszpańska Narodowa Demokracja) i indywidualnych polityków. Za jeden z priorytetów członkowie APD uznali zacieśnienie współpracy z Rosją.
W marcu 2015 r. w Sankt Petersburgu miało miejsce Międzynarodowe Rosyjskie Forum Konserwatywne, które zgromadziło rosyjskich i europejskich przedstawicieli radykalnych, często wręcz neonazistowskich ugrupowań. Byli na tym zjeździe ludzie z greckiej Złotej Jutrzenki, włoskiej Nowej Zorzy, ale też wielu wolnych strzelców, w rodzaju byłego lidera NPD i eurodeputowanego Udo Voigta. Stronę rosyjską reprezentowały różne środowiska nacjonalistyczne i monarchistyczne, zaś organizatorem całej imprezy była partia Rodina (Ojczyzna).

Nadzieje Kremla na zwycięstwo Frontu Narodowego w prezydenckich wyborach we Francji przekreśliła wygrana Emanuela Macrona, a wymuszone przez amerykański Kongres, sądy, prasę i opinię publiczną sankcje nałożone przez administrację Trumpa na Rosję pokazały, że Kreml mocno się przeliczył w swoich rachubach co do wuja Sama. Słowa Limonowa z rozmowy z Bekierem na temat USA i Trumpa brzmią jak groteska:

„Niebawem inauguracja prezydentury Donalda Trumpa. Jakie przewiduje Pan inne geopolityczne konsekwencje wyboru Amerykanów z perspektywy Rosji?” – spytał Bekier.

„Jeszcze z końca lat osiemdziesiątych znam się prywatnie z Jean-Marie Le Penem. Trump jest politykiem, jak mogłoby się wydawać, typu »lepenowskiego«. Udało mu się zyskać na sile poprzez mówienie Amerykanom gorzkiej i nieprzyjemnej prawdy. Zobaczymy, jak będzie zachowywał się w przyszłości. Moja opinia jest taka, że będzie szukał porozumienia z Rosją, w celu wykorzystania nas w walce USA z Chinami”.

 

Faszyzm według Umberto Eco

W 1995 roku w „New York Review of Books” Umberto Eco opublikował esej „Ur-faszyzm”. Zawarł w nim czternaście wyznaczników polityki faszystowskiej. Do najważniejszych zaliczył kult tradycji oraz odrzucenie nowoczesności. Oświecenie, czyli kult rozumu, postrzegane jest przez faszystów jako początek nowoczesnej deprawacji. Wyróżnikiem nazistowskiej religii, gdziekolwiek się pojawia, jest – według Eco – tradycjonalizm, synkretyzm i elementy okultystyczne. Irracjonalizm, znaczy. Następnym wyróżnikiem faszyzmu, według Eco, jest działanie dla samego działania. W skrajnych przypadkach przybiera ono formy kultu religijnego. Działanie jest pięknem samym w sobie. Zastępuje myślenie, które to myślenie jest formą autokastracji. Kolejny wyróżnik nosi imię niezgoda i krytyka jest zdradą. Krytyka przełożonego (czyli wodza), oczywiście. Faszyzm żąda od poddanych jedności, lęka się różnorodności, co jest kolejnym wyróżnikiem według Eco. Różnorodność jest zabójcza dla faszyzmu, stąd faszyzm jest a priori rasistowski. Rasizm jest immanentnym wyznacznikiem faszyzmu. Odwołanie się do frustracji społecznej to kolejna cecha faszyzmu. Najbardziej sfrustrowaną jest zazwyczaj klasa średnia, gdyż ta zawsze w pomroce dziejów obawia się poniżenia oraz zagrożenia ze strony najbiedniejszych (którym i tak wiatr w oczy wieje). Ponieważ wyznawcy faszyzmu zawsze czują się, jakby byli w oblężonej twierdzy, wszędzie węszą spiski. Spiskowa teoria dziejów to następny wyróżnik faszyzmu według Eco. Kolejnym wyróżnikiem, a właściwie retoryką, jaką posługują się faszyści, jest przekonanie, że wróg jest zarówno silny, jak i słaby. Jaki jest w danym momencie zależy od interpretacji wodza (przewodniczącego faszystowskiej komórki). Dla prawdziwego faszysty nie ma miejsca na myślenie pacyfistyczne. Pacyfizm to wróg numer jeden faszyzmu. Walka, walka i jeszcze raz walka. Po zwycięstwie nad wrogami nastąpi złoty wiek albo inna Tysiącletnia Rzesza. Elitaryzm to jeszcze jeden wyróżnik faszysty. Członkowie rządzącej partii są elitą narodu. Wszędzie, w każdym faszystowskim ustroju. Prowadzi to tworzenia bohaterów. Bohaterem powinien być każdy. Kult heroizmu jest ściśle związany z pogardą dla śmierci. Jak twierdzi Eco, faszysta aż się pali, by ginąć za ojczyznę. W praktyce giną inni – wysyłani na śmierć przez faszystów. Machismo i militaryzacja to kolejne faszystowskie fascynacje. Heroizm i wojna to trudne doświadczenia, dlatego też prawdziwy faszysta walki wojenne zastępuje podbojami seksualnymi. Machismo pogardza kobietami, a niestandardowe zachowania seksualne (czystość, ideologię gender i homoseksualizm) potępia, piętnuje i wypala gorącym żelazem. Selektywny populizm wraz z faszystowską nowomową to kolejne, konieczne do odróżnienia z okalającej faszystę mierzwy ludzkiej, wyróżniki. W telewizorze i w internecie każda bzdura wypowiedziana przez faszystę może (i powinna) być przedstawiona ludziom jako głos narodu. Suwerena, znaczy. Dzięki temu faszyści tak łatwo i tak chętnie odrzucają demokrację parlamentarną – jako zgniliznę i miazmat Oświecenia. Posługują się przy tym nowomową, czyli zredukowanym do kilkunastu haseł słownictwem i uproszczoną składnią. Won ze złożonym, krytycznym rozumowaniem!

Tyle Eco, na którego rozważania o faszyzmie zwróciłem uwagę po lekturze felietonu Przemysława Witkowskiego w „Krytyce Politycznej” z 24 listopada 2016 roku, za co Witkowskiemu składam podziękowanie. Jak się te czternaście prawd przekłada na nasz, polski grajdołek rządzony od dwóch lat przez Prawo i Sprawiedliwość? Jak skrojony u krawca ubierającego rodzinę królewską garnitur. Żadnej fałdki. Wszystko idealnie pasuje.

Studenci oraz młodzież licealna coraz mocniej przesiąkają faszystowską ideologią. W rozmowie z Rafałem M. Suszkiem, fizykiem w Katedrze Metod Matematycznych Fizyki na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, członkiem ruchu Obywatele RP, organizatorem wystawy o ONR na UW, zdeklarowanym antyfaszystą, dziennikarka „Gazety Wyborczej” Patrycja Wieczorkiewicz poruszyła w wywiadzie z 4 sierpnia 2017 roku następującą kwestię: „W Polsce do niedawna funkcjonowało przekonanie, że członkami faszyzujących bojówek są zazwyczaj ludzie młodzi, często wykluczeni ekonomicznie i słabo wykształceni. Tymczasem na Uniwersytecie Warszawskim narodowcy organizują się, by razem uczcić rozpoczęcie roku akademickiego. W ubiegłym roku, za zgodą miasta, rozstawili nawet namiot przed główną bramą na Krakowskim Przedmieściu”.

„Faszyzm to idea drobnomieszczańska, która dobrze przyjmowała się wśród inteligencji – odpowiedział Suszek. – Do niedawna nielegalnie, ale skutecznie, była popularyzowana wśród młodzieży już na poziomie szkolnym, podobnie jak w okresie międzywojennym. Dziś znów staje się widoczna na uniwersytetach, także na Uniwersytecie Warszawskim”.

Kończące wywiad pytanie Patrycji Wieczorkiewicz oraz odpowiedź Rafała Suszka pokazuje jak zmienił się stosunek do faszyzmu polskiego inteligenta z akademickim statusem.

Są wśród wykładowców Uniwersytetu Warszawskiego zdeklarowani narodowcy?”

Wolałbym nie odpowiadać na to pytanie. Są wśród wykładowców osoby, którym być może skończyła się czysta garderoba, więc chodzą po korytarzach uniwersyteckich w koszulce z wilkiem i z powstańczą opaską na ramieniu. Inteligencja ścisła, a także humanistyczna, oddziela się od inteligencji obywatelskiej. Można być obywatelskim idiotą i geniuszem matematycznym. To jednak nie tak, że wcześniej tak nie było. Wcześniej obnoszenie się z takimi poglądami było zwyczajnie wstydliwe”.

Obecnie wstydliwe nie jest, ba – służy nawet „za koło ratownicze”. Bartosz Kownacki, wiceminister w Ministerstwie Obrony Narodowej, oskarżony przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung” o kontakty z rosyjskimi nacjonalistami oraz z prorosyjską partią Zmiana, tak oto się tłumaczy w oficjalnym oświadczaniu: „Nie utrzymywałem, nie utrzymuję i utrzymywać nie zamierzam kontaktów z organizacjami prorosyjskimi oraz partią Zmiana lub panem Mateuszem Piskorskim. (…) W wyborach w Rosji w roku 2012 uczestniczyłem jako obserwator zaproszony przez Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych, organizację afiliowaną i finansowaną przez Parlament Europejski”.

5 marca 2014 r. Sojusz Europejskich Ruchów Narodowych opublikował komunikat, w którym usprawiedliwiał zajęcie Krymu przez Rosję i zaatakował nowe ukraińskie władze, zarzucając im „kolaborację z neokonserwatystami z UE i USA” oraz z „marionetkami neokonserwatystów”, jak choćby polskim rządem, który miał jakoby zbroić Majdan. Czy pan wiceminister od obrony narodowej utożsamia się z poglądami wyrażonymi przez AENM?

Bartosz Kownacki napisał w swoim oświadczeniu, że w – będących Putinowską farsą wyborczą – wyborach w Rosji, 4 marca 2012 roku, uczestniczył jako przedstawiciel Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych. Co zbiegło się z oficjalnym afiliowaniem Sojuszu w Europejskim Parlamencie. Ciekawa koincydencja!

Jak silne są wpływy polskich organizacji faszystowskich w środowisku szkolnym, niech zaświadczy następujące wydarzenie:

Nauczycielka języka angielskiego z wygaszanego gimnazjum w Piątkowisku koło Pabianic skrytykowała na Facebooku Obóz Narodowo-Radykalny. Udostępniła też petycję w sprawie jego delegalizacji. Napisała: „Jestem przeciwko bandyckim mafiom, takim jak na przykład ONR, które działają wbrew demokracji, bez szacunku dla drugiego człowieka, pełni agresji i nienawiści”. Jak podała „Gazeta Wyborcza” z 7 lipca 2017 roku, nauczycielka ta przeprosiła po kilku dniach narodowców za swój wpis. „Czy zrobiła to po rozmowie z dyrektorem szkoły?” – pyta „GW”. Po wpisie nauczycielki ONR wystosował wobec dyrektora szkoły pismo z żądaniem przeprosin i ukarania anglistki: „Mamy nadzieje że będzie to ostatni wybryk braku dyscypliny w tym ośrodku oświaty” – możemy przeczytać w liście-ultimatum.

Czy już mamy zacząć się bać?

anumlik