Obywatelski dowód zbędności czarnej dziury nad Wisłą

Mało brakowało, a napisałbym: „Czarne dziury i wszechświaty niemowlęce”. Ale nie napisałem – obraziłbym Stephena Hawkinga, a tego bym sobie nie wybaczył. Tak jak Kaczyński nie wybacza. Co do czarnych dziur, to chyba się nie obrażą. W każdym razie jak im się – z grzeczności i na wszelki wypadek – zada pytanie, to nie będzie odpowiedzi. Kościół katolicki. Nie inaczej – czarna dziura: wszystko pożre, nic nie wypuści poza horyzont zdarzeń. Jest z nami, Polanami, Wiślanami, Popielami i Mieszkami „od tysiąca pięćdziesięciu lat”. Dlatego te skutki: niewolnik pańszczyźniany jako dowód miłości bliźniego swego, pańszczyzna dziesięciodniowa w siedmiu dniach tygodnia – czyli „dzień święty święcić”, przemoc państwowa i domowa – czyli „czcij ojca swego i matkę swoją”, oraz czarna pedofilia endemiczna, czyli „nie pożądaj (…) ani żadnej rzeczy, która jego jest”. Oraz cała reszta.

Polska była przedostatnim obszarem Europy (Watykan – ostatnim, to jego pieczęć herbowa), w którym zniesiono niewolnictwo pańszczyźniane. Jak tylko się zaczął świeży wyzwoleniec, nie rzeczywisty jeszcze, bo dopiero nominalny, jakoś przymierzać do bycia człowiekiem i Polakiem – wcześniej Polak to był szlachcic, a nie żaden cham pańszczyźniany – natychmiast został przez ten Kościół katolicki najzajadlej i najbrutalniej zaatakowany za swoją bezczelność i uzurpację: człowiekiem wolnym, chamowi, być się zachciało! Historia Polski jest aż boleśnie gęsta od nieustających potępień Kościoła wobec pańszczyźnianych wyzwoleńców.

„Kościół zawsze z Narodem, Naród zawsze z Kościołem”. Tak gadają biskupi od rana do wieczora i noc całą. Obojętnie o co spytać, zawsze to się usłyszy. „Kościół do dobrego namawia, nie do złego”. Kościół jest od moralności i tego, no – Prawdy. A Prawda jest Jedyna. Pełna i nigdy żadnej innej nie było, nie ma i nie będzie. Jak nie „wartości chrześcijańskie” to tylko nihilizm i cywilizacja śmierci. Chińczycy, Indusi, Arabowie, Zulusi, Maorysi, Eskimosi, Neandertalczycy i ufoki się z tym zgadzają. Muszą, nie ma wyboru. Jak Jedyna Prawda, to Prawda. Taka prawda.

Kościół katolicki ma to w naturze – a natura dana jest od Najwyższego – że nieustająco cierpi. Za każdego i za miliony, i za miliardy. Złotych i euro. Kto zaś tak ładnie cierpi, będzie pocieszony. Tak mówią biskupi, a my im wierzymy. Nie da się nie wierzyć, bo podobno tak samo mówił ten, co żył 33 lata. A potem umarł, a jak umarł, to mu się po chwili poprawiło. Kościołowi też. Cierpiał – od komuny – więc mu się polepszyło: dwadzieścia parę lat działająca Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu zawracała Wisłę kijem – do Watykanu. A mówili, że tylko Chruszczow umiał rzeki zawracać. Cud boski! Komisja tak wspólna, że po obu stronach – ci sami. Sąd kapturowy, żadnej możliwości odwołania, żadnej możliwości kontroli. Ciało pozakonstytucyjne, poza wszelką uczciwością i przejrzystością. Czarna dziura: ciało idealnie sprzeczne z ideałami nieistniejącego frajera – Jezusa z Nazaretu. Idealnie spójne – dwadzieścia parę lat wytężonej pracy – z Kościołem kat. Nieruchomości, te same (jak się nieraz okazywało) po osiem razy zwracane Kościołowi, za pomocą siedmiu – co najmniej – przekrętów, a pewnie i więcej – cóż to za kłopot w takich warunkach zwrócić jedną rzecz 33 razy?

Kościół zawsze brał. Konkordat to maszyneria jednokierunkowego ciągu technologicznego: lista należności państwa polskiego wobec Watykanu i całkowity brak możności odwrócenia kierunku ciągu, albo choćby zatrzymania. O braniu za złotówkę, za 1 proc. wartości tysięcy innych nieruchomości – cóż mówić nie używając przekleństw? Należy się „od tysiąca pięćdziesięciu lat”!

Cóż mówić o wyimkach z reszty: o religii katolickiej rządzącej państwową szkołą, jej substancją i każdą głową? Po to przecież jest ta religia, żeby rozum i moralność porazić, by konkordaty i codzienne lenna były tego skutkiem. Jak mówić o corocznych transferach pieniędzy od państwa do Kościoła kat., które miały maleć – tak to sobie naiwniak minister Michał Boni wyobrażał – więc jak miały maleć, to są jeszcze większe? Cóż mówić o tysiącach posad dla członków kleru opłacanych przez państwowe instytucje i uczelnie albo państwowe czy samorządowe spółki, ale z całkowitym wyłączeniem się spod odpowiedzialności, co jest uwłaszczeniem się na Polsce? Co można innego powiedzieć, jak nie rzucić przekleństwem na zalegalizowane złodziejstwo i fundamentalną niemoralność zwaną „cywilizacją miłości”?

Właśnie sąd – znowu, co jest samo w sobie niesłychaną i ciągle szokującą ekstrawagancją, która po pisoidalnej reformie sądów szybko zniknie – skazał (po niejawnym procedowaniu) księdza-pedofila: ma wysłać do swojej ofiary prywatny liścik w którym – może, jak będzie miał uprzejmy nastrój – bąknie coś takiego: może to nie było całkiem grzeczne, ale cóż zrobić – takie życie, a ja dobrze chciałem.

Kazał sobie Kościół kat. zapłacić za te swoje wszelkie moralne i niemoralne straty: od komuny, teoretycznie. Bo jak wiadomo, z wielu przykładów tejże Komisji Wspólnej, co jest szyderstwem z pojęcia „wspólności” – katolickie państwo i Kościół wspólnie ograbiają Polskę. Jak już tak cierpiał od komuny, to pociechę w nieutulonym cierpieniu mógł znaleźć tylko w żądaniu wynagrodzenia za straty sprzed 200, 300 czy 500 lat. I to takie, które zadała nie komuna i nie Polska. Żądał na przykład zwrotu za kościół i klasztor w Gdańsku, który 500 lat temu sam sprzedał luteranom, bo gdańszczanie woleli Lutra od papieża. Komuna ma aż tak długie ręce, a każdy kto nie prawidłowy katolik to komuch – luteranin też.

Dzieje się teraz nad Wisłą niezwykle wiele, czasy są ciekawe, więc obyś w nich żył: wzorowi i zawodowi katolicy, Prawdziwi Polacy, czyli Prawdziwi Katolicy, Polacy Najlepszego Sortu kradną, znieprawiają, rozwalają Polskę. Obryzgują kłamstwem, gwałcą młodą demokrację, niedorosłą jeszcze obywatelskość. Czynią polityczną pedofilię. Jadosław – jak go trafnie nazwano, usiłuje zadać republice śmiertelne ukąszenie, a jego żmijowe plemię dławi się od nadmiaru trucizny, więc usiłuje kąsać każdą szyję. Codziennie, co godzinę, w każdym miejscu Polski i na forum publicznym, stają kwestie dobra i zła, uczciwości i znieprawienia, faktów i kłamstw, zasad jasnych i zasad ciemnych, czystości i łotrostwa. Nieograniczona przestrzeń dla działania moralnego. Nieograniczona przestrzeń dla przypominania zasad i cnót co je nazywają „ewangelicznymi”. Nieograniczona konieczność stanowczego, jasnego, wszędzie słyszalnego głosu uczciwości. Robota – dzień i noc – dla każdego biskupa, dla każdego członka kleru i dla każdego poczciwego katolika. I co? Jajco – czarna dziura! Kościół katolicki, ta wielka, ponad wszystko, instytucja, działający mocą tzw. Ducha Świętego, wszelkich największych cnót i świętości, zespawany w jedno z Narodem, a Naród z Kościołem – nieobecny! Nie ma go, zniknął, zapadł się pod ziemię, skurczył się do rozmiaru czarnej dziury. Żadnego mocnego, konkretnego i koniecznego głosu. Ba! – głosu, co do którego jest, wedle własnego oświadczenia, jedynym uprawnionym! Moralność-prawda-uczciwość-dobro wspólne! Czyli Fidel i rewolucja! Nie ma Kościoła, wyparował z Polski! Cóż za święto wolności, fiesta obywatelska i taniec na ulicach, cóż za święto niepodległości! Po tysiącu lat z okładem – nareszcie!

Ale przecież wiemy, jak będzie. Będzie jak zawsze było. Znaczy, wie każdy, co miał w szkole kurs fizyki i jest właścicielem własnej głowy: nieograniczenie mała, nędzna i żadna czarna dziura ma nieograniczenie wielką siłę grawitacji i nienasycalny apetyt. Wyczołga się z niebytu ta sama czarna łapa, wylezą te same lepkie i czarne tłustości, zaświecą się te same wprawione w mamieniu oczka i zażądają od obywatela zapłaty za niewykonaną usługę. Pieniędzy za nieobecność, za zaparcie się, wyparcie i zdradę. Zdradę człowieka i samego Jezusa, skoro się doń nieustannie odwołują.

I gorzej jeszcze: gdyby mieli znieprawić Polskę jawni zbóje, byłoby pół biedy. Ale tu nie ma złodzieja w swoim fachu uczciwego, co się przyznaje do złodziejskiej roboty, ale jest złodziej czarny w duszy, a dobrotliwy na gębie, który powie, że przyszedł łączyć i błogosławić i dobrą nowinę głosić. Dla czarnego złodzieja, „od tysiąca pięćdziesięciu lat” nowina zawsze dobra.

Jesteśmy świadkami czegoś eksperymentalnego. Czegoś co bodaj pierwszy raz się zdarzyło: w przestrzeni publicznej występują wyłącznie obywatele! Motywowani cywilnymi i świeckimi wartościami oraz duchem wspólnotowym i etyką własną, a nie kościelną nędzą. Ta nasza obywatelskość i odważna wolność, wedle orzeczeń biskupów i ich polityków to jednak czysty nihilizm i cywilizacja śmierci! Tak więc już wiemy mamy czarno na białym, co są warte te potępieńcze biskupie i polityczne słowa: ten rzekomy nihilizm to najlepsza część nas samych.

To oni – obywatele, to my, widzimy i przeciwstawiamy się niemoralności, kradzieży prawd, praw i języka; kłamliwej i szerzącej fałszywe świadectwa podłości władzy złożonej z samych wzorowych katolików i trzymającej zespawaną sztamę z Kościołem kat. Nie ma wśród obywateli jasnych obywateli czarnych strojem i duszą.

Widać to jak na dłoni: obywatelom Kościół kat. do niczego nie jest potrzebny, w niczym pomocny, a we wszystkim szkodliwy. By odróżnić dobro od zła, wystarczy być człowiekiem, wystarczy rozum, etyka wolna, a nie katolicka moralność. Nie ma ani przed Sejmem, ani przed siedzibami sądów i przed domem tego, co wyryczał: „mordy zdradzieckie, mordercy i kanalie!”, żadnych procesji, żadnych dzwonków, kadzideł, feretronów i monstrancji w uroczystych pochodach ku czci prawdy, dobra i wolności człowieczej. A jeśli są, to pośród tych, co mają comiesięczny monopol na sianie zła i jadowite kąsanie, na którym zbili katolicki kapitał do rządzenia Polską. Kościół katolicki dał widowiskową demonstrację własnej zbędności w nowoczesnej Polsce i całkowitej uzurpacji w swoich mniemaniach i w swoich żądaniach.

To trzeba mieć w rozumie i w obywatelskim fundamencie: w czasie weryfikującej próby nie ma Kościoła kat. Są tylko obywatele. Polsce Kościół nie jest do niczego potrzebny, a jeśli jakiemuś Polakowi – niech będzie prywatnie. Jest tylko odwrotna potrzeba: Kościołowi potrzebna jest Polska i jej Polak: poddany szantażowi, karmiący się iluzją, oddający wszystko, co ma i więcej, swoje i nieswoje własnemu gnębicielowi i deprawatorowi. Zobaczmy, zostało to nam przedstawione demonstracyjnie i wyciągnijmy z tej lekcji konieczne wnioski. Skoro się chcemy wyzwolić od złej władzy politycznej – wyzwólmy się od tego, z czym jest ona zespawana – od Kościoła kat. Zła władza polityczna zasadza się na złej władzy Kościoła kat., a zło Kościoła jest wspierane przez złą władzę polityczną. Pojmijmy tą lekcję najpierwszą i jej nie zmarnujmy, bo to lekcja życia: wyzwolenie połowiczne nie istnieje, to ułuda, która – nierozpoznana – nieustannie się mści. Każdy dzień pokazuje, jak bardzo niepotrzebny jest Kościół, który jest czymkolwiek więcej niż prywatną ostoją zagubionego człowieka.

Idźmy za tym dowodem, który sami przeprowadziliśmy, przejdźmy całą drogę. Odnajdźmy siebie. Dojdźmy tam, gdzie są państwa obywateli, czyli państwa demokracji.

Na koniec, dla porządku odnotowania:

1. Jest głos biskupa, taki:

„Nie zgadzam się ze stylem podejmowania fundamentalnych rozstrzygnięć dla naszej Ojczyzny”. „Co takiego dzieje się, że reforma jest przeprowadzana w takim trybie, który pomija możliwość konsultacji społecznych?” „Dlaczego Sejm przypomina oblężoną twierdzę z płotami, policją, armatkami wodnymi, tak jak za czasu stanu wojennego? Przecież żyjemy w wolnym kraju, jesteśmy członkami Unii Europejskiej, NATO, nie grozi nam wojna. Dla mnie takie tempo prac usprawiedliwione byłoby jedynie w wypadku zagrożenia wojną”.

I na koniec to, co biskupa całkiem demaskuje: „system wartości narzucony poprzez »Kościół większości« jest nie tylko niezgodny z konstytucją, ale też wbrew nauce Kościoła katolickiego”.

Tak jest – to nie biskup katolicki! To biskup kościoła ewangelicko-augsburskiego w Polsce Jerzy Samiec tak wrednie gada. Ale przecież wiemy, od samego Świętego Ojca Świętego: oni nie mają pełni środków zbawienia. To taki lipny Kościół, gorszego sortu. Albo najgorszego, jak wszyscy niewyznawcy biskupów i jego Kaczyńskiego.

2. Głos dał inny biskup. Prawidłowy, chociaż nie jest to raz na zawsze pewne – Pieronek. Tako rzekł o wrzasku Kaczyńskiego w Sejmie: „Te słowa są tak obrzydliwe, że każdy człowiek, który ma jakiekolwiek rozeznanie moralne i estetyczne, wie, co o tym myśleć. A jeżeli ktoś zarzuca zbrodnię całej formacji politycznej, nie mając na to dowodów, to jest to już sprawa karna”.

Pieronek wie, jak jest, bo jest fachowiec w branży, większy niż Duda z byle doktoratem: profesor nauk prawnych. Byłyby te słowa cokolwiek może warte, gdyby nie to, że on często gada co popadnie, a nawet znacznie gorzej. To Pieronek oświadczył na temat Izabeli Jarugi Nowackiej, broniącej tych tak ograniczonych praw kobiet do decydowania o sobie i o ciąży: „To feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże”.

Skoro się zgadzamy, że w Smoleńsku był zamach i prezydent poległ, to musimy się zgodzić, że kwas solny Pieronka pomógł na Nowacką, która była w tym samym samolocie. A poza tym, Pieronek wyraził swoją prywatną opinię, a nie żadne „stanowisko Kościoła kat.”. A co Pieronek gada – widać.

3. Jak już wolni obywatele zmusili Dudę do odmowy podpisu na dwóch papierach, obudził się jeden biskup – rzecznik Episkopatu: „Należy mieć nadzieję, że zwycięży faktyczna troska o państwo i praworządność. Nie jest to łatwe zadanie, ale – jak mówi Ewangelia – komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie”.

Jeden obudzony obudził i drugiego: „Abp. Stanisław Gądecki w liście do prezydenta zwrócił też uwagę na zasadność trójpodziału władzy. Przypomniał słowa Jana Pawła II, który stwierdził, że władza sądownicza powinna być równa władzom ustawodawczym i wykonawczym. Papież stwierdził, że każda władza ma określone kompetencje, żeby jedna nie dominowała nad drugą, ponieważ jest to gwarancja prawidłowego funkcjonowania demokracji”.

To jakoś bezbrzeżnie smutne w tym całym cynizmie gadania: Wojtyła, który całkiem wziął i zniknął, albo inaczej – wyprodukował tych biskupów i tych wzorowych państwowych katolików, teraz został wyciągnięty z muzeum niepamięci i zagadał z Domu Pana. Wojtyła, który patronował temu złodziejskiemu przeflancowaniu Polski na państwo przykościelne, Wojtyła, który nie gromił tym swoim trójpodziałem władzy, gdy działała Komisja Wspólna, w znieprawieniu, ale transferująca Kościołowi wszystko, na co miał ochotę i co do czego łgał. Gądecki obrzydliwie zagadał Wojtyłą – cóż za potwarz dla moralności i dla rozumu!

Gdyby wziął i pomyślał, gdyby miał w sobie dobro, uczciwość i moralność, nie przechrapałby całego protestu obywateli, nie przespałby całego procesu rozwalania konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego. Nie przekimałby tych niemal dwóch lat pomówień, kłamstw i bluzgów katolickiej władzy. A ponieważ i cała reszta biskupów tak nie zrobiła, to jasne jest, co zrobili. Teraz produkują fałszywe weksle.

Jutro się niechybnie dowiemy, że sukces obywateli stał się możliwy tylko dlatego, że biskupi, że Święty Ojciec Święty i Maryja jego. Wyciągną te sfałszowane weksle – jak robili to od czasów rzymskiego Konstantyna – i zawołają jak zawsze: a mówiliśmy! Kościół zawsze z Narodem! A na zapleczu ciche żądanie: płacić! Powiedzmy więc im to, co powiedział Kaczyński w Sejmie do posłanki z opozycji: won! Łatamy dziury w czarnym asfalcie, z pomocą Unii, pozbądźmy się i tej czarnej dziury, ojca wszystkich dziur.

To jest esencja Kościoła i to znaki jego niepotrzebności. To jego nieusuwalny fundament, herb jego sprzeciwienia się powadze, dobru wspólnemu, podmiotowej wolności i prawdzie. To przeciwieństwo obywatelskości pomyślności i konieczności: wolnej Polski i wolnego, sobą władającego Polaka.

Tanaka