O, kominiarz, złapię za guzik! 50 złotych się należy

W kabarecie „Dudek” jest taki świetny skecz – w „Dudku” wszystkie były świetne – o kominiarzu: do lokatora (Dziewoński) przychodzi kominiarz (Gołas) i składa mu życzenia noworoczne. W maju. Lokator zdziwiony takim opóźnieniem, ale kominiarz ma wyjaśnienie: ulica długa i ma dużo numerów. Znowu składa życzenia, lokator odpowiada, rączki sobie ściskają, gospodarz zadowolony, kominiarz oświadcza: pięć dych się należy. Za co? – wykrzykuje zaskoczony lokator. Za życzenia! Ale ja panu też złożyłem! Ale pan nie jest kominiarz! Zobaczysz pan, sprawdzi się panu. Lokator, z pewną niechęcią, która jednak przegrywa z nadzieją na sprawdzenie się życzeń kominiarza, wręcza mu pieniądze. Kominiarz zdradza lokatorowi resztę formuły szczęścia: patrzysz pan na kominiarza, łapiesz się za guzik, myślisz pan sobie coś po cichu, patrzysz się pan na faceta w okularach, musi się sprawdzić, siły nie ma! A gdzie ja teraz znajdę faceta w okularach? Pyta zaskoczony lokator. Zza pleców kominiarza natychmiast wysuwa się facet w okularach (Kobuszewski). Lokator spojrzał. Już? – upewnia się facet w okularach? Już, potwierdza lokator. Należy się pięć dych! – oświadcza okularnik. Za co??? Za popatrzenie!

Skecz nie jest życiowy? Życie nad Wisłą to skecz! Jak to mówią: przerasta! Zjechał nad Wisłę prezydent USA, na parę godzin, nie licząc nocnej drzemki. Wiedział, że się miło wyśpi, a lokator będzie wiwatował i bił frenetyczne brawa. Musiał się przygotować na Hamburg, bo wiedział, że tam tak słodko już nie będzie. Gość oświadczył, że kocha Polskę i Powstanie Warszawskie, a Polacy to fajne chłopaki są. Niewiele w ogóle oświadczył i nic nie oświadczył w sprawie wiz, bo co miał oświadczać, skoro Polska, jako jedyne państwo w UE nieustająco nie spełnia kryteriów bezwizowego wjazdu do USA. Nieustająco też Polska oficjalna i góralska jęczy i płacze, że wiz ciągle nie ma, więc za każdym razem gdy ktoś z USA nad Wisłą się pojawi lub jakiś fajny chłopak z Polski dojedzie do Waszyngtonu zobaczyć się z kamerdynerem asystenta senatora IV rangi, wybucha nad Wisłą to samo co na każdej miesięcznicy, rocznicy i stuletnicy: już-już, za chwileczkę odkryjemy pełną prawdę, już-już za momencik załatwimy sobie wizy! I

Trump-kominiarz pogłaskał po główce i uścisnął rączki, życząc szczęścia, pomyślności. Lokator promieniuje szczęściem: złapie za guzik, marzenia się spełnią. Kominiarz z Ameryki oświadcza: pięć dych się należy! Za co? Za obietnicę „patriotów”. Zza pleców kominiarza wysuwa się facet w okularach: popatrzyłeś pan? Noo..! Pięć dych się należy! Za co? Za obietnicę gazu.

Pięć dych to 50 mld złotych. Taki przelicznik. Ale przecież nie jest szczególarz: co daje Ameryka, lokator weźmie na rachunek nie patrząc. Spełniają się bowiem jego marzenia: został pogłaskany po frustracjach i pretensjach, przytulone zostały marzenia lokatora o byciu wielkim ponad wymiar, okazana mu została elegancka fryzura oraz elegancka małżonka kominiarza. Więc wyciąga portfel, radosny jak skowronek – i płaci.

Tak działa jednokierunkowa technologia robienia interesów: pojedź nad Wisłę, pogłaskaj, opowiedz, jakie to złote chłopaki, sprzedaj to, na czym będziesz mieć zysk godny wielkiej Ameryki. Klient-lokator, wesół jak pliszka wypije z kieliszka*. Zapłaci za wszystko, a najbardziej za poklepanie. Sam nie ma nic do zaoferowania, nie jest przecież kominiarz. Więc kominiarz ma drobny koszt, a wielki zysk. Lokator ma odwrotnie, a jeszcze bardziej zadowolony.

O, pardon! – ma coś do zaoferowania: poklepany, pojedzie na kolejną wojnę pod amerykańskim przewodem, rozleje krew własną i cudzą. A jak uciekinierzy stamtąd, gdzie strzelał, zechcą się dostać do Festung Polen, w której króluje Jezus Chrystus, po raz czwarty i nieustający, załaduje magazynek. Przynajmniej bluzgów. Taki z niego powstaniec warszawski. I taki katolik.

Tanaka

* też z kabaretu, Starszych Panów.