Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

29.06.2017
czwartek

SĄD OSTATECZNY (w częściach prozą, II)

29 czerwca 2017, czwartek,

Odprowadzany triumfalnym spojrzeniem Gabriela, Luc D. Belzebub wraca na swoje miejsce.

– Czy świadek zauważyła, że oskarżony Jarosław K. podzielił Polaków na dwa sorty, że temu, jak to się wyraził, drugiemu sortowi, nie przyznawał prawa do bycia prawdziwym Polakiem, kiedy to wykrzykiwał z drabinki „Cała Polska z was się śmieje!”?

– Komuniści i złodzieje! – rozległ się donośny krzyk powołanego na świadka obrony Joachima B.

– Sąd Ostateczny nakazuje świadkowi Joachimowi B. natychmiastowe opuszczenie sali i skazuje go na grzywnę. Świadek zostanie w odpowiednim czasie wezwany na przesłuchanie.

– Joachim, nie przejmuj się! – to inny świadek obrony Krystyna P., zajęta spożywaniem sałatki śledziowej, ujęła się za swym kolegą – ten czarny koleś nie ma żadnej legitymacji do wydawania wyroków i karania świadków. Jego togą mogę se, wiesz co, podetrzeć?

– Wysoki Sąd Ostateczny skazuje świadka Krystynę P. za obrazę Sądu i Pana Boga Jehov. D. Lord, na 5-letni pobyt w gorącej smole. Proszę wyprowadzić i przekazać posłankę w ręce Mariusza B. Lucyfera.

– Tak więc – mecenas Gabriel ponownie zwraca się do Jadwigi S. – zauroczenie Jarosławem K. częściowo ustąpiło. Czy na tę zmianę składały się takie czynniki, jak nieludzka praca umysłowa, pewne niedożywienie (niejadalna żywność), niedoznawanie ciepła ze strony najbliższej osoby…? Czy świadek mógłby to szczegółowo wyjaśnić?

– Czy mecenas Gabriel mógłby sprecyzować, co ma na myśli, mówiąc „niejadalna żywność”? Jest to określenie raczej mgliste – ironizuje Belzebub.

– Proszę bardzo. Czy świadek mogłaby nam opisać to, czym była karmiona w ostatnich latach?

– Po prostu tego nie dało się jeść. W tych sklepach było dużo niejadalnej kiełbasy, jak za Tuska, zagraniczne sery, jakbyśmy nie potrafili sami wyprodukować lepszych serów. Była to antypolska działalność i nic się nie zmieniło, mimo że Tusk wyjechał. Mnie się to po prostu nie podobało i nie smakowało.

– Jeśli mecenas Belzebub przepada za fałszowaną kiełbasa i francuskimi serami, to być może będzie się nadal upierał przy mglistości określenia „niejadalna żywność”.

Śmiech na sali. Obrońca nieporuszony wymienia jakieś uwagi z oskarżonym, który uśmiechnięty, ze splecionymi rączkami wysłuchuje go jednym uchem, po czym Belzebub wstaje: – Mój klient kategorycznie oświadcza, że świadek Jadwiga S. była karmiona zdrową polską kiełbasą, zaś francuski sery i karakale należą do smutnej epoki Polski w ruinie, z której to ruiny szybko się Polska podniosła. Takie były dyrektywy, które oskarżony wysyłał do wszystkich dyrektorów i prezesów państwowych spółek. – Kłamstwo, co za bezczelność!

Wrzawa, harmider są nie do opanowania. Sędzia bezskutecznie używa młotka, wreszcie przekrzykując hałas oznajmia: – Zawieszam przesłuchanie świadków do godziny 15. Ławnicy są proszeni o udanie się do sali obrad.

Na sali wraca spokój, ludzie wstają i wychodzą dyskutując.

W tym czasie na Ziemi minęło 500 lat.

 

Sala obrad ławników

– Za wcześnie na wyrobienie sobie zdania, niemniej jednak jakieś wnioski można już wsnuć – Bruce Chang próbuje zainicjować jakąś wymianę myśli, Venus Washington, gruba Murzynka podejmuje temat: – Sami powiedzcie, jaki cel miałby Jarosław K., aby sprzedawać fałszowaną kiełbasę, przecież to zupełnie nie ma sensu. Wyobraźcie sobie, że na przykład u nas prezydent, albo ktoś tam, wpadłby na taki pomysł. Po pierwsze, przestałby być prezydentem, a po drugie znalazłby się w więzieniu albo u fucking świrów.

– Tak – zamyśla się Tommy Gump, dobrany do składu ławy z klucza jako homoseksualista – cóż nie wszystko wiemy, nie wszystko rozumiemy, tylko to, co dla nas oczywiste, wydaje się nam rozsądne. Ale przecież istnieją inne kultury, inne cywilizacje, wyposażone we właściwe im ryty. Czy my potrafimy zrozumieć ducha kultury znad rzeki Wisły i pojąć, dlaczego tam się zabija konie, prześladuje sędziów, wycina drzewa, bada parówkami lotnicze katastrofy, wynosi się pod niebiosa młodzieńców w brunatnych koszulach, którzy biją każdego opalonego osobnika naszego gatunku? Wiem, że Venus Washington nie czułaby się komfortowo w kraju prezesa Jarosława K. Ale czy my mamy prawo oceniać, potępiać tak oryginalną cywilizację? Tak samo trudno byłoby wytłumaczyć komuś nienależącemu do naszej kultury, naszego kręgu cywilizacyjnego, dlaczego promuje się u nas osoby mniej kompetentne, przyjmuje na uniwersytety mniej zdolnych, tylko dlatego że mają bardziej kolorową skórę, odbiegającą od europejskiego standardu. Jest to ryt naszej kultury, my to rozumiemy, innych może dziwić. Dlatego bądźmy tolerancyjni wobec inności. A swoją drogą, ten Jarosław K. to całkiem, całkiem… W innych okolicznościach, to kto wie.. – zamyśla się.

– Ciekawe jak to długo potrwa – odzywa się Susan Cage (dobrana z klucza „przeciętna kobieta”), sekretarka w wielkiej spółce marketingowej. – Zarówno obrona, jak i oskarżenie dysponują tysiącami świadków. Dobrze choć, że dzięki sędziemu Lordowi dysponujemy nieograniczonym czasem.

– No tak, nie musisz się stresować – Barbara Kunicky uśmiecha się przymilnie do Susan. – Masz rację Susan, spoko, spoko. Powiedz Tommy – zwraca się do swego absolutnego nierywala,

– gdybyś miał do wyboru demonicznego Lucka albo angelicznego Archie?

W tym czasie na Ziemi minęło 200 lat.

 

Sala sądowa

W ławie świadków siedzi Beata M. Odbywa się procedura zaprzysiężenia. Świadek B. zza swych rogowych okularów strzyże oczami raz w lewo, raz wprawo. Kiedy powtarza formułę „prawdę i tylko prawdę” żaden uśmiech, żaden grymas nie pojawia się na tej nieruchomej twarzy, tylko oczy jej latają raz w lewo, raz w prawo.

Tym razem pytania zadaje obrońca Luc D. Belzebub.

– Pani Beato – zwraca się do świadka, skubiąc sobie szarmancko wyczesany ogon. – Jakie jest pani zdanie na temat obecnego tu Jarosława K. Czy pani go rozpoznaje?

– Tak, rozpoznaję.

– Więc niech pani coś o nim powie.

– Pan Jarosław to człowiek uczciwy jak kryształ, nigdy nie oszukał, nigdy nie kłamał. To inni kłamią, obrażają pana Jarosława, a on spokojnie im odpowiada, nie używając brzydkich słów.

– Dziękuję – przerywa mecenas Luc – nie mam więcej pytań do świadka.

Zrywa się z miejsca mecenas Archie. – Ale ja miałbym kilka pytań do świadka Beaty M.

Świadek niespokojnie się odwraca, strzyże oczami na wszystkie strony.

– Sąd zgadza się na przesłuchanie świadka przez stronę skarżącą.

– Świadek powiedziała, że Jarosław K nigdy nikogo nie oszukał. A co świadek sądzi o tym, że Jarosław K. obiecał, że nie zostanie premierem, jak jego brat zostanie prezydentem, a jednak został. Czy świadek nie sądzi, że jednak oszukał?

– Protestuję! – przerwał Luc. – Mecenas Archie nie ma prawa sugerować świadkowie tego, czy mój klient oszukał, czy też nie. Mój kolega z palestry posuwa się stanowczo za daleko.

– Wysoki Sąd Ostateczny prosi oskarżenie o to, by się nie posuwał za daleko w sugerowaniu ocen świadkowi.

– Dobrze, więc zadam pytanie tak: co świadek sądzi o tym, że Jarosław K. najpierw powiedział, że czegoś nie zrobi, a potem to zrobił?

– Myślę – zaczęła spokojnie, z namysłem świadek Beata – że każdemu człowiekowi zdarza się coś obiecać, a potem zmienić zdanie… tylko krowa nie zmienia zdania… hy, hy, hy.

– Ale zmiana zdania to nie to samo co niedotrzymanie obietnicy. Jak bym ja obiecał pani w czymś pomóc, a potem nie pomógł, to jakby to pani oceniła?

– Ja pana pomocy nie potrzebuję!

– No dobrze, przejdźmy do czegoś innego. Świadek powiada, że oskarżony Jarosław K. nigdy nie obrażał innych ludzi. Czy nazywanie innych gorszym sortem, mordercami, zdrajcami, złodziejami, którzy jak mają pieniądze, to skądś je mają, nie jest obrażaniem?

– Nie jest, bo rzeczywiście skądś je mają.

– Czy świadek nie sądzi, że udziela wykrętne odpowiedzi, za co Wysoki Sąd może świadka ukarać?

– Ja się tego czarnego kolesia nie obawiam.

Mecenas Belzebub gwałtownie zrywa się na nogi: – Niech Wysoki Sąd wybaczy świadkowi tę wypowiedź, to osoba trochę niedorozwinięta i mało okrzesana.

– 5 lat w gotującej smole – pada sentencja wypowiedziana głosem podirytowanym – za kolesia. Wyprowadzić i oddać w ręce Lucyfera.

– Proszę Wysokiego Sądu Ostatecznego o niebranie pod uwagę skandalicznego zachowania się świadka. Nie chciałbym, aby to zachowanie, tak nieprzystojne, rzutowało na opinię o moim kliencie, znanym z kultury osobistej, wrażliwości, delikatności i wykwintnego języka.

– He, he, wykwintnego języka – ironicznie mruknął mecenas Archie.

Cdn.

Lewy

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 68

Dodaj komentarz »
  1. Pierwsza! 🙂

  2. pocieszające, że życie na Ziemi będzie jeszcze trwało, gdy zbierze się Sąd Ostateczny (dla niektórych, bez podziału). Nawet, jeśli na „tej ziemi” nie będzie juz żadnego z człekokształtnych.
    Przed oblicze najwyższego Jehov. D. Lorda nikt nie będzie sie pchał do obsłużenia poza kolejką.
    Lewy!
    tak trzymać 🙂

  3. Na mój rozum to już dawno temu oskarżyciel próbowałby skojarzyć w głowach ławników postać Jarosława K. z Tedem Kaczynskim. Wymawiając oba nazwiska tak, jak to w tamtych kręgach się robi, czyli Kaczynxi.
    Wszyscy ławnicy mieliby od razu łatwe odwołanie do czegoś znajomego a oskarżyciel wygraną w kieszeni.

    Z tą długością rozmyślań ławników też mi coś nie pasuje. Przecież zarobek takiego ławnika w porównaniu z jego normalną pracą to są jakieś śmieszne grosze. Nie wszyscy pracodawcy płacą swojemu pracownikowi jego regularne zarobki w czasie, gdy jest ławnikiem w sądzie.
    Taka „sekretarka w wielkiej spółce marketingowej” pewnie ma zapłacone, to ona może sobie filozofować, bo normalne godziny jej lecą, ale ten homoseksualista? Jak on jest np. wolny zawód, to w sądzie jako ławnik zarabia ok. 20$ dziennie zamiast 300$ na godzinę w swojej praktyce. To jaki on ma sens dzieleniu zapałki na czworo? On siedząc tam jest wściekły do immentu bo na tym społecznym obowiązku traci kuuupę forsy!

    Tu mamy też wskazówkę jak wygląda zwykle skład ławników tu, gdzie żyję. Każdy w miarę normalny człowiek wieje gdzie pieprz rośnie i symuluje jak męski student w peerelu ze strachu przed wojskiem. Na bycie ławnikiem godzą się tylko albo bezrobotni, albo nawiedzeni Powołaniem Do śłużby Społecznej, czyli Lepsze Świry. 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Hm. Moim zdaniem to zaczyna być zabawne.

  6. Nie czekamy na sąd ostateczny, sami będziemy sądzić
    http://www.abc.net.au/news/2017-06-29/cardinal-george-pell-charged-sexual-assault-offences/8547668
    Dla tych, którzy myślą, że papa Franio jest w porządku, to podrzucam, że zabrał Pella do Watykanu jak mu się tyłek w Australii palić zaczął.

  7. @Tjot
    Z przyjemnością przeczytałem Twoje dywagacje na temat paralelnej ewolucji po armagedonie. Lubię takie tematy. Na kanale science&vie pokazana jest seria „reportaży” pt. „Population Zéro”. Ludzkość nagle znika (jak? Tego nie wyjaśniają) i co się dzieje z tymi ludzkimi wytworami, tą cywilizacyjną skorupą po roku, 5 latach, 100, 1000 latach. Autorzy tego serialu z masochistyczną lubością pokazują rozpad budynków,mostów, brak prądu powodujący szybką degradacje nowoczesnych budynków, niedopilnowane centrale nuklearne wybuchają, szczury najpierw opanowują metro, potem wydostają się na powierzchnie i dobierają się do żywnościowych zapasów pozostawionych przez człowieka, zepchnięte przez człowieka na margines , zagrożone wyginięciem zwierzęta, takie jak łosie, karibu, bizony, wilki, niedźwiedzie odzyskują teren, po zdewastowanych autostradach krążą kojoty i pumy oraz mniejsze koty, pełzają grzechotniki. Zacumowany na Rzecze Św. Wawrzyńca statek po 100 latach zrywa cumy i powolipłynie w kierunku wodospadu Niagara; ah co to za spektakl,kiedy statek na wodospadzie łamie się na pół i spada w wodne czeluście. Szkoda , że juz żaden człowiek nie może tego zobaczyć.
    To co dla Amerykanów jest największą świętą świętością, chronioną pod pancerną szybą konstytucję, też w końcu dosięga los, po kilkuset latach szyba ulega erozji, pęka i wilgoć niszczy podstawę amerykańskiej demokracji.
    Najdłużej wytrzyma staruszek Koloseum, zbudowany z naturalnych kamieni, bez wsparcia elektrycznością, bez wind, bez sztucznych tworzyw, plastików wytrzyma tysiące lat, będąc siedzibą figlujących małp.
    I tak sie stanie, jak Tanaka zostanie papieżem.
    A potem zobaczy się; czy szczury wyewolułują w kolejnego człowieka.

  8. Pytanie do Tanaki
    Zaintrygowały mnie słowa tej pieśni
    Nie jestem godzien panie
    byś w sercu moim był
    tyś królem wszego świata
    a jam jest marny pył

    Dlaczego „wszego świata” ? Czy ten król jest panem jakichś wesz ? W ogóle odmiana wszy jest trudna ;kto co: wesz ,kogo czego: wszy ,komu czemu;wszy, kim czym; wszą(wszem), o kim o czym ; o wszy, wołacz ; o wszo! (moze o weszo !) liczba mnoga Kto co;wszy, kogo czego wszów, komu czemu; wszom,kim czym ;wszami, o kim o czym ; o wszach, wołacz; o wszy ! (o weszy !)

  9. @zza kałuży
    29 czerwca o godz. 2:58

    Byłem w USA w czasie, gdy w Montanie pojmano Unabombera i wszystkie media prześcigały się w relacjach z tego wydarzenia. Kaczynski wymawiano jednak jak „Kazinski” (Theodore John „Ted” Kaczynski (/kəˈzɪnski/;)
    Sąd Ostateczny będzie miał miejsce po Apokalipsie (Armagedonie). Myślisz, że wtedy jeszcze ktoś będzie miał swoje biuro?

  10. @Lewy
    29 czerwca o godz. 6:58

    Co będzie po zniknięciu człowieka?
    Bardzo inspirujące i nader realistyczne reportaże na ten temat powstały już w okolicach Czernobyla w opuszczonym mieście Pripjat.
    Małpy tam jeszcze nie hasają, ale dzika zwierzyna ma się dobrze.

    http://www.fotocommunity.com/photos/pripjat

  11. Lewy
    Czy określenie „po wsze czasy” oznacza, że dzisiaj czasy są wszawe?
    Albo, że takie nadchodzą?

  12. Ciekawa dyskusja pod poprzednim wstępniakiem, o inspiracji religijnej, artystach i pieniądzach.

    @Lewy

    🙂 fajne

    A teraz kolejny ciężki dzień w pracy jak już dojadę…

  13. c.cd. (odc. 128,5)
    A swoją drogą to przy takich rozważaniach przychodzi jedno do głowy:
    Może by od razu zorganizować Festiwal Pieśni Kościelnej (1503 rocznica). I skoro ateiści to główni specjaliści od ich analizy bo komu innemu chciałoby się o tym myśleć, mieliby duże szanse na pierwsze miejsca.

  14. @Tobermory 29 czerwca o godz. 8:14
    „Kaczynski wymawiano jednak jak „Kazinski” (Theodore John „Ted” Kaczynski (/kəˈzɪnski/;)”

    Następny anglista… 😉
    A o kim ja pisałem kilka komentarzy temu?
    O moim koledze, angliście -perfekcjoniście, pamiętasz?

    Jak ja bym się ciebie, @Tobermory zapytał po angielsku, to co ja bym zrobił?
    „I would ask you”, nieprawdaż?

    No ale standardowi ławnicy, tacy, których opisałem, otóż oni „would ax you”, drogi @Tobermory, tak, tak, oni by ciebie „ax” wymawiane po polsku aks, a nie żadne tam „ask” wymawiane jak „ask”.
    Tak jak ciebie w szkole uczyli. 😉

    Ebonics ciupinkę różni się od Standard English.

    Powinienem postawić uśmieszek przy tym Kaczynxi. 😉

    ********************

    Oczywiście ty masz rację podając telewizyjną wymowę.

    „Sąd Ostateczny będzie miał miejsce po Apokalipsie (Armagedonie). Myślisz, że wtedy jeszcze ktoś będzie miał swoje biuro?”
    Prawnicy z pewnością! Zresztą cały wymiar sprawiedliwosci będzie musiał działać tak jak zwykle, nawet od ciecia do sprzątania sali posiedzeń ławników, ubikacji, itd.
    Ja tam myślę, że biurokracja po Apokalipsie tylko sie zwiększy, bo Ministersto Sprawiedliwości przejmie wszystkie inne ministerstwa wraz z ich urzędnikami. Bedzie musiało to zrobić, gdyż inaczej nie nadąży z obsługa Sądu Ostatecznego.
    Teraz drobny ułamek obywateli ma sprawy w sądach a jakie masz opóźnienia, jakie dalekie terminy! Wyobrażasz sobie co sie stanie jak WSZYSCY ludzie wyladuja w sądzie? I to na dodatek w JEDNYM sądzie?
    Ten pierwszy Armagedon to przy tym, co się będzie wtedy działo ludzkość będzie wspominała z tkliwą łezką w oku!

  15. Wkrótce koniec świata, według różnych znaków
    Bóg ukarze ludzi, z wyjątkiem Polaków

    Cieerp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona
    A jak nie pocierpisz, będziesz poootępiona

    Na tym lewym Sądzie dziwne jakieś siedzo
    Sąd będzie w Toruniu, wsze Polaki wiedzo

    Cieerp, cierp…

  16. @zza kałuży
    29 czerwca o godz. 9:15

    Wybacz, nieuważnie czytałem, tak wcześnie rano… 🙁 Nie obracałem się też w „tamtych kręgach” i nie znam ebonics 🙁

  17. Lewy
    29 czerwca o godz. 7:12
    mnie sie wydaje, że „wszego” świata jest skrótem „wszystkiego” świata, wszechświata.

    Wszak bozia panuje też we wszechświecie – jak mawiała siostra zakonna indoktrynujaca mnie w czasach, gdy w lot kosmiczny poleciał Gagarin; wg niej był tam pod opieką samego Boga, który załatwił mu szczęsliwy powrót na Ziemię.

    Za drugim razem w podróży Gagarina w Kosmos Bóg sie nieco zagapił…

  18. @konstancja
    29 czerwca o godz. 9:39

    „wszego” może też być skrótem od „wszelkiego”

    A o Gagarinie była onegdaj piękna ballada

    Żył na Syberii Jurij Gagarin w chatynce z brzozy karelskiej,
    Hodował żone i córek parę, co oczy miały niebieskie.

    Czasami żonie swojej się zwierzał: „Nuda”, powiadał, „niezmierna”,
    Potem przed chatkę wynosił leżak i czytał książki Żul Verna.

    Raz wyniósł leżak aż na pagórek, żeby odpocząć po pracy.
    Tam go dobiegły wołania córek: „Tato, ach tato, Kozacy!”

    Patrzy – faktycznie, z kopyt tętentem kibitka przed domem staje,
    A z niej wysiada w burce rozpiętej olbrzymi Kozak z nahajem.

    Jurij w try miga jaszczyk spakował, pożegnał żone i chatę
    Potem w kibitce się zadekował i w świat pojechał z sołdatem.

    Długo jechali tak na trzy zmiany, Jurij i Kozak z jamszczykiem,
    Kraj Rad łopotał transparentami a lud ich witał okrzykiem.

    W ciemnej ziemiance, gdzieś za Uralem, do pracy zagnany z mety
    Siedem instrukcji przeczytać musiał, wypełnić cztery ankiety.

    Na kark mu wdziali waciak kosmiczny, co złote miał epolety,
    Jurij wziął jeszcze butelkę whisky i wsiadł do wnętrza rakiety.

    [ UWAGA: whisky wymawiać jak napisane, po polsku ]

    W rękę mu dali nagan nabity, torbę z lornetką i mapą.
    W kabinie wisiał portret Nikity nad pozłacaną kanapą.

    Przyszedl sekretarz, dwóch generałów, i kilku cywilów z CzeKa,
    Jurij wlazł w środek, zamknęli włazy i zanitowali wieka.

    Jakiś marszałek nacisnął pedał, ogień ukazał się w rurze
    Jurij się zdążył trzykroć przeżegnać i poszybował ku górze.

    Nad Ameryką jęki okropne wstrząsnęły jego uszami
    To kapitalizm lud tam katuje, ciskając weń dolarami.

    Gdy nad Australią tuż przelatywał, widział przez lornetkę z góry,
    Jak akademik Maklucho-Maklaj sam obrączkował kangury.

    A nad Afryka fetor straszliwy w nos syberyjski uderzył,
    To kolonializm gnije w Afryce, dobrze mu, dobrze, cholerze.

    Nad Antarktyda widział z orbity, pośrodku lodów krainy,
    Jak komsomolcy, w ciepłych walonkach, bezczeszczą z nudów pingwiny.

    Gdzieś nad Chinami wychodka użył, zapisał, że stolec zdrowy,
    A że się zblizał koniec podróży, przeszedł na lot docelowy.

    Już w kukurydzy statek zlądował, w miejscu obranym od dawna
    Jurij wyskoczył, zasalutował: „Gdie tu kamanda jest gławna?”

    Na powitanie przybył Nikita, salutowali Kozacy
    „Hurra” krzyczała ludność spędzona z pobliskich obozów pracy.

    Jakiś pop z brodą szczerze się wzruszył: „Chwała ci, o Gagarinie!
    Socjalizm zginie, komunizm zginie, a Twoja chwała nie minie”

    I tylko szkoda, że w noc kwietniową, ciągnąc za soba smród spalin,
    Nie cały Sojuz w kosmos wyleciał, a tylko jeden Gagarin…

  19. @Konstancją
    Ja wiem skąd to „wszego”, ale ja lubie bawić sie w domoroslego,lingwistę i tak mi sie skojarzylo, jak Mickiwiczowi cmentarz ze smętkiem (a moz Słowackiemu, pieron wie)

  20. @Vera
    Nie pogniewaj się, ale jesteś troszku uszczypliwa i chyba sobie nieco ironizujesz z ateistów, co to maja zorganizować festiwal piesni kościelnych. Ale jesli piszesz to poważnie, bez złośliwości, to ja mógłbym postarac sie zdobyc te pierwszą nagrodę.
    Zresztą moglibyśmy wystapić chórem po wszechczasy

  21. Mickiewiczowi się nie kojarzyło, on czerpał z etymologii ludowej

    „Swadźba jedzie szumnie, tłumnie.
    Nie powiozą do ołtarza,
    Powiozą mię do smętarza,
    A pościelą chyba w trumnie.”

  22. Notabene, książka (horror) Stephena Kinga „Pet Sematary” została wydana w Polsce pod tytułem „Smętarz dla zwierzaków”

  23. Naści, @Tobermorciu, kilka nowych zwrotek dziadowskiej pieśniczki:

    A Morpiona żona wlazła w polskie krzaki,
    Naskładała gnidów, wylęgną się wszaki.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

    Końca świata ni ma na tej polskiej ziemi,
    Wszak z Torunia łaski dzieli między swemi.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

    Łaska Króla Lula wpływa w podłe wszaki,
    Wszy świat jest Toruński, reszta jest do paki.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

  24. @konstancja 29 czerwca o godz. 9:39
    „Za drugim razem w podróży Gagarina w Kosmos Bóg sie nieco zagapił…”
    Nie było drugiego razu… Gagarin chciał polecieć jeszcze raz ale po wypadku Komarowa już nie było o tym mowy.
    Zginął w wypadku lotniczym a nie w kosmosie.

  25. @zza kałuży 10:30

    Kto go tam wie, gdzie on chciał samolotem polecieć.

  26. Jak saga, to saga (w kilku odsłonach, jak u Lewego)
    cd.

    Złapał se Toruńczyk relikwiarz bojowy,
    Poszedł na pohańca, a wrócił bez głowy.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

    Głowę Toruńczyka podmienił Antoni,
    Z relikwiarzem w łapie gorszy sort pogonił.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

    Gorszemu sortowi odrastają macki,
    Nad Toruniem krążą już złowieszcze gacki.
    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    a jak nie pocierpisz, będziesz potępiona.

  27. @Tobermory
    Wwczoraj w górach w pewnym momencie z zaskoczeniem zauważyłem ,żemój „Garmin” zamiast liczyć przebyty odcinek do przodu, nagle zatrzymał się przy wskazaniu odległości , a następnie zaczął się cofać. Trwało to jakiś czas. Zbliżała się burza więc zacząłem się wycofywać… „Garmin” raz pokazywał „do przodu” by potem znowu się „cofać”. Pomyślałem – zepsuł się i już… Ale po przebyciu kilkuset metrów w dół, nagle „ożył” by zacząć wskazywać już normalnie… Zastanawiam się nad przyczyną tego efektu.
    Miałbyś jakieś sensowne wytłumaczenie?

  28. @zezem
    29 czerwca o godz. 11:12

    Skoro zbliżała się burza, to pewnie zakłócenia pola magnetycznego, silne naładowanie elektrostatyczne czy coś w tym rodzaju. Elektronika jest wrażliwa i może jej palma odbić.
    Kiedyś w środku silnej burzy znalazłem się na grani powyżej 3000 m, to mi normalnie włosy dęba stanęły, z palców szły iskry, a czekan zaczął „śpiewać” jak dawniej druty telegraficzne, takie cieniutkie zzzzz…
    Na rowerze mam taki mały komputerek do liczenia km, czasu, prądkości itp. Kiedy przejeżdżam koło centrali telekomu, to mi pokazuje 164 km/h 😉

  29. Anumliku,super!
    Jak będę miał czas i natchnienie, to jeszcze coś dodam.
    Tymczasem chwilowo nie pada, więc hajda na drabinę…

  30. Lewy
    29 czerwca o godz. 6:58
    @Tjot
    Lubię takie tematy. Na kanale science&vie pokazana jest seria „reportaży” pt. „Population Zéro”. Ludzkość nagle znika (jak? Tego nie wyjaśniają) i co się dzieje z tymi ludzkimi wytworami, tą cywilizacyjną skorupą po roku, 5 latach, 100, 1000 latach.

    Mój komentarz
    Jeśli katastrofa ma być globalna, to obejmie nie tylko człowieka, ale i wiele gatunków ssaków, najprawdopodobniej dużą większość, bo czynniki, które powodują śmierć ludzi, tak samo będą oddziaływały na pozostałe ssaki. Biologicznie człowiek mało (relatywnie) różni się od pozostałych ssaków, nawet takich myszy, bo przecież to doświadczenia na myszach dostarczają medycynie wiadomości wstępnych o zachowaniu się organizmu pod działaniem lekarstw.

    Armagedon atomowy spowodowałby rozprzestrzenianie się chmur radioaktywnego pyłu, co zabiłoby wiele zwierząt i uszkodziło wiele roślin, być może zabiłoby wszystkie latające, chodzące, pełzające zwierzęta. Być może jakieś w ziemi chowające się ryjówki by ocalały, lecz po wyjściu z nor przebywałyby w radioaktywnym środowisku, a radioaktywność, to mnóstwo mutacji, ewolucja traci kierunek. Radioaktywność także oddziaływałaby mutacyjnie na rośliny, na ich cykle rozwojowe.

    Armagedon pyłowy spowodowany upadkiem meteorytu byłby cięższy dla Ziemi ale nie radioaktywny. Chociaż kto wie, czy przy współczesnej technice wojennej wojna nuklearna nie wznieciłaby na Ziemi równie dużo pyłu, co upadek dużego meteorytu.

    Ziemia spowita by została w pyle, nie byłoby dopływu światła przez jakiś czas.
    Jakie organizmy by przetrwały? To zależy od wielkości meteorytu – ile pyłu i o jakiej granulacji rozprzestrzeniłoby się w atmosferze i przez jaki czas ten pył by się utrzymywał w powietrzu.
    Jeżeli zapylenie Ziemi byłoby krótkotrwałe, to jakieś ssaki by przetrwały. Jeżeli długotrwałe, to chyba nie, bo ssaki nie mają przetrwalników.

    Po upadku dużego meteorytu przetrwanie owadów (np. karaluchów) nic nie daje, bo nie są to kręgowce, i niemożliwe jest wyewoluowanie z nich kręgowców, niemożliwe jest przejście ewolucyjne od szkieletu zewnętrznego, skorupowego do szkieletu wewnętrznego.

    A może przetrwałyby mięczaki, jakieś ślimaki dajmy na to? Czy gdyby ewolucja szła, to u ślimaków nagich powstałaby struna grzbietowa? Ale czy za tym poszłoby powstanie kończyn? Kończyny są niezbędne by powstała istota inteligentna, ponieważ kończyny (przednie) potencjalnie mogą być chwytne, a zatem powstaje potencjalna celowość chwytania czegoś i posługiwania się nim, a za tym idzie rozwój ośrodkowego układu nerwowego, potrzebnego do współpracy z tym chwytaniem i posługiwaniem się.

    Być może jakaś roślinność by się uratowała z nasion potrafiących przetrwać, lecz zwierzęta lądowe? Może te, których jaja posiadałyby zdolność przetrwania najgorszej (zapyleniowej) fazy katastrofy (jakieś owady lub pajęczaki?).

    Życie w morzu zostałoby również przetrzebione, bo podstawą łańcucha pokarmowego w morzu, tak samo jak na lądzie, jest roślinność, plankton.
    Czy znów ewolucja podjęłaby mozół połowy miliarda lat na wychodzenie zwierząt wodnych na ląd, kształtowania gadów i równolegle na marginesie ssaków? Czy znów by coś niedużego walnęło w Ziemię, wyniszczyło gady i zrobiło miejsce dla rozplenienia się ssaków?

    Ewolucją rządzi środowisko. Jeśli jakiegoś elementu brakuje w środowisku, to ewolucja tego nie przeskoczy.
    Mam na myśli porównanie ewolucji małp w Afryce, w Ameryce Południowej i w strefach azjatyckich subtropikalnych i tropikalnych.
    Tylko w Afryce zaszła przemiana małpy w homo erectus i dalej w homo sapiens. Dlaczego nie zaszła w Ameryce lub gdzieś na Borneo lub na Półwyspie Indochińskim?

    Musi nie było tam warunków do zajścia takiej przemiany ewolucyjnej. Tych korzystnych warunków, koniecznych dla powstania małpy chodzącej dwunożnej warunków nie znamy. Lecz możemy się domyślać. Najprawdopodobniej były to strefy klimatyczne i szata roślinna w nich powstała, w których małpy miały możliwość płynnego przejścia ewolucyjnego z drzew na ziemię, czyli dżungla – lasostep – sawanna – coś takiego.
    Bliskie sąsiedztwo (krajobrazowe – od lasu do sawanny), a właściwie płynne przejście od lasu do sawanny musiałoby trwać dość długo, bo ewolucja jest bardzo powolna i warunki nie mogły się zmieniać z roku na rok.

    W Ameryce Południowej takich warunków dla ewolucji małp nie było, bo tam dżungla albo step, chociaż jakieś przejście między gęstym lasem a rzadkim lasem i stepem musiało być.
    Pewnie w Azji też nie było takich sprzyjającym powstaniu postawy wyprostowanej warunków.

    Ciekawy jest przypadek kangurów. Chodzą (skaczą) na dwóch nogach, mają górne kończyny wolne i co z tego? Kończyny górne zamiast ewoluować do formy porządnych chwytnych rąk, poszły w odwrotną stronę – zmarniały do koniecznego minimum. Musi co w tym środowisku, gdzie kangury egzystowały i egzystują, nie były potrzebne sprawne ręce, nie było impulsów do ich stosowania, a zatem nie było impulsów do ich ewolucji. Kangury nie były wyposażone w wystarczająco wysoki poziom inteligencji, taki jak małpy, by móc wykorzystywać na wiele sposobów (inteligentnie) chwytność rąk. A więc nici z posługiwania się narzędziami, wytwórstwem narzędzi i związanym z tym myśleniem.

    Tak więc Afryka pozostaje ojczyzną gatunku homo sapiens.
    Co dowodziłoby jednego – aby człowiek powstał, muszą być zapewnione określone warunki klimatyczne, a te generują szatę roślinną. Odpowiedni klimat, nasłonecznienie,podłoże terenowe, szat roiślnna tworząca bazę żywnościową, odpowiedni gradient zadrzewiania – przejście od gęstego lasu z pełnią pożywienia w zasięgu rąk do lasu rzadkiego, a z tego do sawanny, tam gdzie pożywienie trzeba zdobywać, a nie zrywać gotowe z gałęzi na drzewie na którym się siedzi.

    Ta konieczność zdobywania była impulsem do zmiany przeznaczenia kończyn górnych z chwytających gałęzie do chwytających narzędzia (początkowo proste, jak kamienie, kije), do kombinowania jak ułamać kij by stał się bronią, jakie kamienie i gdzie są najlepsze do rozbijania orzechów i miażdżenia nasion, jak coś upolować, jak sklecić schronisko. Stopniowo kombinowanie przerodziło się w bardziej uporządkowanie myślenie o tym jak pilnować dzieci, chronić się przed drapieżnikami jako stado, jakie trasy wędrówek po żywność obierać, w czym trzymać wodę, itd. Myślenie zaczęło grać równorzędną rolę z instynktem, by na jakimś etapie ewolucji przeważyć.
    Pzdr, TJ

  31. Dzięki @tjocie
    W prawdzie wiem to wszystko, ale przyjemnie przeczytać to, napisane w tak uporządkowany,logiczny sposób.
    Coraz mniej mi sie chce czytać literaturę piękną, a coraz więcej czytam i oglądam książki i programy popularno-naukowe. Wczoraj np.oglądałem angielski program o mechanice kwantowej.
    Dla mnie tacy ludzie jak Bohr, Heisenberg, Dirac, Planck, czy nasza Maria Skłodowska to są ci nadludzie.
    Szkoda, że nie chciało mi się uczyc w młodości matematyki i fizyki, a teraz za późno.Liczę na to, że jeśli z tą reinkarnacją to prawda, to w następnym wcieleniu wezmę się za przedmioty ścisłe od kołyski i może dołącze do tych geniuszu.Problem tylko,że mogę zamienić się w żabę, albo jakiegoś pisowca i nici z moich marzeń.

  32. Lewy
    29 czerwca o godz. 7:12

    Podobnie ma się rzecz z Tarzanem: Tar-zan ci on, czy Ta-rzan? Bo że Tanaka-san, to się wie.
    Podobno jest film: karaluchy i ludzie. O podobnym z wszami nie slyszałem.
    To też się wie: świat jest, ogólnie, wszawy. I dlatego Jezusek, co nic nie zmieniło. Czyli jego robota też nie była jakaś taka porządna. Być wysłanym na z góry nieudaną misję, w dodatku przez tego, co wszy wyprodukował – czyż to nie w klimacie?

  33. @tejot
    29 czerwca o godz. 11:57

    Zanim powstał człowiek (dwunożna małpa wyprostowana) i jego droga rozeszła się z innymi małpami naczelnymi (ca 5-6 mln lat temu) przez 4 miliony lat trwała specjacja czyli takie zmiany w genomie, które uniemożliwiły wymianę genów między gatunkami i powstanie bariery rozrodczej. Powstały nowe gatunki gromadzące swoistą pulę genową i nawet gdyby goryl czy inny bonobo skrzyżował się z jakąś habilką, to nic by z tego nie było.
    Afryka pozostaje ojczyzną gatunku homo sapiens, ale i orangutana na Borneo, bo wyodrębnił się od innych małp dopiero ok. 400 000 lat temu.

  34. zezem
    29 czerwca o godz. 11:12

    Kiedyś byłem świadkiem rozmowy chirurga kosmetycznego i dorodnej pani: nooo, pani to się czas cofa! – oznajmił chirurg. No widzi pan! – oświadczyła dorodna pani.
    Problem z Gaminem musiał mieć podobną naturę. Obok przechodziła pani, albo może oddawała się odpowiednim myślom.

  35. Tobermory
    29 czerwca o godz. 13:54

    Orangutan był bodaj pierwszą z człekokształtnych, wyodrębnił się znacznie dawniej.

  36. @Tanaka
    29 czerwca o godz. 13:51

    Po naszemu oczywiście Ta-rzan, bo się tarzał 😉
    Byłem nieźle zaskoczony słysząc pierwszy raz Tar-zan.
    Albo Najagra 🙄

  37. @Tanaka
    29 czerwca o godz. 13:56

    Oczywiście masz rację, dwa gatunki orangutana rozdzieliły się 400 tys. lat temu, ich przodkowie wywędrowali z Afryki w stronę Azji już 16-19 mln lat temu.

  38. tejot
    29 czerwca o godz. 11:57

    Dwie uwagi: inteligencja nie jest aprioryczna wobec rozwoju przednich (górnych) kończyn – co przedstawiasz na przykładzie kangura. To jest raczej proces wzajemnych wpływów, działający metodą prób i błędów, co u niektótyh tylko gatunków wykształciło stałą ewolucyjną cechę coraz doskonalszego wyspecjalizowywania się tych kończyn. Wiele gryzoni ma chwytne, sprawne i precyzyjnie działające przednie kończyny, ale nie poszedł za tym taki rozwój mózgu jak w przypadku człowiekowatych.
    Prawdopodobne wydaje się to, że – co w ewolucji częste – w pewnym momencie, u niektórych zwierząt pojawił się moment krytyczny, od którego ewolucja poszła w kierunku wzajemnie się stymulującego rozwoju pary: umysł-kończyny przednie.

  39. Tobermory
    29 czerwca o godz. 14:01

    nie widziałem, żebyś te 400 tys. lat przyporządkowal rozdzieleniu się orangutanów na dwa gatunki, a wyglądało to z opisu na powiązane z wyodrębieniem się ze wspólnego pnia rozwojowego hominidów.

  40. marilla
    29 czerwca o godz. 10:48

    Robienie zamachów z ofiarami śmiertenymi by bronić „godności człowieka” przed cywilizacją i jej technicyzacją wydaje się na demokratycznym Zachodzie całkowicie nieusprawiedliwione. Czy takie stanowisko się utrzyma w długiej perspetywie, gdy ocena Teda Kaczynskiego okaże się trafna – sam chciałbym wiedzieć.

  41. Sąd Ostateczny – myślę ,że jak Jarosław K. to przeczyta , to się przestraszy i szybko nawróci się na ateizm, bo ateiści w SO nie wierzą , a jak nie wierzą, to go nie ma. Nie wiem , czy przeczyta całe, może dadzą mu jakiś skrót i wtedy nie będzie tego efektu.

  42. @Tanaka
    Ta- rzan, Old Schaterhand, Tomek Sawyer i nie wiadomo dlaczego Winnetu. Howgh

  43. A w kwestii zastosowan górnych kończyn kangura…
    https://www.youtube.com/watch?v=FIRT7lf8byw

  44. @Tobermory
    To byłoby pewne wyjaśnienie. Ale tylko pewne. Bowiem opisywany fenomen obserwowałem na pewnym odcinku (tam i z powrotem). Tym nie mniej dziękuję za zwrócenie uwagi n.t. pola magnetycznego.

  45. @zezem
    29 czerwca o godz. 14:58

    Możesz trochę przybliżyć lokalizację?

  46. @Ewa-Joanna, 29.6, 4.38

    Dzekuje za link. Przeczytalem. Takze dlatego, ze dzis czytam iz Franciszek(lub jesli wolisz Franio) wyslal tego Pella do Australii by „wyjasnil” sprawe…Pewnie znowu zakosztuje to kilkaset milionow… Pikus. W roku, chyba, 2003 JPII i Joseph Ratzinger(pozniejszy BXVI) wtedy szef Kongregacji Wiary czyli nasepczyni Inkwizycji wydali UKAZ, ktory zabranial ksiezom donoszenia do swieckiej prokuratury o przypadkach pedofilii—pod grozba tzw. ekskomuniki…
    O Franio mozna myslec, co sie chce. Jednak jedno robi dobrze. Jego walke o uchodzcow uwazam za pozytywna. Ta wkurwia Jedraszewskich, Glodzow, Dziwiszow&Co do obledu! Chyba nawet ateistow nie-nienawidza tak bardzo jak tego Franio. Cos sie dzieje w KK? Takie zalozenie, byloby zbyt optymistyczne. Nasze pokolenie, niestety, nie dozyje zmian w KK. Ale moze wnuki naszych wnukow…

  47. @Szymonowicz 29 czerwca o godz. 15:08

    Franio, jak każdy funkcjonariusz kaka, ma na uwadze po prostu interes FIRMY.
    Jeśli jeżdżenie autobusem lub „upominanie się o uchodźców” (do kogo właściwie on tak apeluje? Do władz państwowych? Lepiej niech się zajmie własnym podwórkiem, bo Pell to przecież jego podopieczny) służą po prostu celom propagandowym.

    Kaka katastrofalnie traci wpływy. Jeszcze trzydzieści lat temu było nie do pomyślenia, żeby w USA xiunc stanął przed sądem. A media nie były zainteresowane ujawnianiem sutannowych pedofili, bo czytacze byliby zgorszeni tematem skandali w łonie świntej matki kaka. Co do reformy w owym łonie – nie rozśmieszaj mnie. Kaka jest niereformowalny. Tak twierdzą nawet jego właśni funkcjonariusze – ci nieco bardziej trzeźwi niż przewiduje ustawa.

  48. @Ewa-Joanna 29 czerwca o godz. 4:38

    Moim zdaniem to się skończy tak jak z Józefem Pedofilem Wesołowskim. Konfratrzy po prostu wykończą go po cichu. A sprowadzenie Pella z Australii do Rzymu, rzekomo po to, by zreformował przeżarty mafią watykański bank i był twarzą „reform” Frania – to naprawdę zabawny sposób ratowania spedofilonego kardynała. W żadną ekstradycję nie wierzę – myślę, że Watykan do tego nie dopuści.

  49. @Ewa-Joanna

    Oglądam australijski serial „The Code”, druga seria, fajny thriller. Znasz?

  50. @zezem 29 czerwca o godz. 11:12
    „ale po przebyciu kilkuset metrów w dół, nagle „ożył” by zacząć wskazywać już normalnie… Zastanawiam się nad przyczyną tego efektu.”
    Chwilowa utrata sygnału od satelity/tów? Gęsty las, wysokie góry w okolicy, droga /ścieżka wchodzi/wychodzi z głębokiej i wąskiej doliy, gęste chmury/deszcz?

    Wreszcie nie da się wykluczyć nisko przelatującej czarnej dziury…

  51. Szanowna Kruk!
    Specjalnie dla Ciebie, amatorki humoru i błysków elokwencji, pozwalam sobie przypomnieć żydowską anegdotę o jednym z postępowań na Sądzie Ostatecznym. Usłyszałem ją na zgrupowaniu młodzieżowym z roku 1949 od kolegi uratowanego z holokaustu – Wojtka, z którym zaprzyjaźniłem się. Wojtek był skarbnicą żydowskich anegdot. Niektóre z nich znalazłem później, w książce „Przy Szabasowych Świecach” Horacego Safrina. Wiele z anegdot żydowskich opowiadanych przez Wojtka, nie nadawało się do druku. Oto treść anegdoty o Sądzie Ostatecznym:
    W jakimś państwie do gabinetu Ministra do Spraw Bardzo Ważnych na umówioną wizytę zgłosił się interesant, syn narodu wybranego, wyznania handlowego. Gdy po zapukaniu, na głośne „wejść” znalazł się przed obliczem cerbera – sekretarza Ministra, został obcesowo powiadomiony, że Szefa nie ma, i nie wiadomo, kiedy będzie. Interesant, zapowiedział więc, że przyjdzie jutro, na co nie otrzymał odpowiedzi. Nazajutrz, zgłosił się do gabinetu, i został odprawiony przez sekretarza stwierdzeniem, że Szefa nie ma, i nie wiadomo, kiedy będzie, znów zapowiedział więc, że przyjdzie jutro. Historia powtórzyła się w następnych dniach, w których został odprawiany okrzykiem: szefa nie ma! Ale cierpliwy interesant nadal przychodził do ministerialnego gabinetu, i pewnego dnia po usłyszeniu okrzyku sekretarza: szefa nie ma, odparł: a ja dzisiaj nie do szefa, ale do szanownego Pana Sekretarza. Zdziwiony ale zaciekawiony sekretarz zapytał jaka to sprawa.
    Interesant rzekł: w niezupełnie dawnych czasach kupiec korzenny Natanson, który z bardzo dalekich krajów przywoził statkiem imbir, gałkę muszkatołową, cynamon i inne korzenie, raz przywiózł paskudna chorobę, która nazywa się syfilis. Lekarze zapowiedzieli mu długą terapię, ale niecierpliwy Natanson nie zgodził się na nią, wybierając doraźną amputację członka, którego po zabiegu kazał pochować w mogile przeznaczonej dla siebie. Z kolejnej wyprawy Natanson nie wrócił, ponieważ utonął w morzu wraz ze statkiem. Gdy skończył się świat, zaczął się Sąd Ostateczny. Wtedy Archanioł Gabriel zdął w trąbę i zawołał: Apfelbaum wstań, i chodź na sąd. Otwarła się mogiła, wstał Apfelbaum, i udał się przed oblicze Jehowy. Kolejno według alfabetu Archanioł wywoływał przed sąd. Mogiły otwierały się, i ludzie szli na sądzenie. Ale gdy zawołał Natansona, żadna mogiła nie otwarła się. Zawołał więc Natansona powtórnie i znów bezskutecznie. Wtedy Archanioł zdenerwował się i wrzasnął: Natanson, do cholery ciężkiej, wstań i chodź na sąd bo będzie z tobą źle. Wtedy otwarła się mogiła, i wstał mały, parszywy, syfilityczny, „hm, hm, hm,* ” i zawołał: SZEFA NIE MA!!!
    Szanowna Kruk, może znajdziesz w tym opowiadaniu Wojtka i trochę humoru i nieco błyszczącej elokwencji, chociaż w nienajlepszym podwórkowym wydaniu.
    Przesyłam ukłony.
    Kropkozjad – ateista niemal od urodzenia
    * Tutaj czytelnik powinien wstawić najbardziej wulgarną nazwę męskiego członka.

  52. @Na marginesie 29 czerwca o godz. 15:26
    „Moim zdaniem to się skończy tak jak z Józefem Pedofilem Wesołowskim.”
    Moja pierwsza myśl.

    „Konfratrzy po prostu wykończą go po cichu.”
    Niekoniecznie, wystarczy jak będą sprawę przeciągać wystarczająco długo. Pell podobno jest chory.

    „A sprowadzenie Pella z Australii do Rzymu, rzekomo po to, by zreformował przeżarty mafią watykański bank i był twarzą „reform” Frania – to naprawdę zabawny sposób ratowania spedofilonego kardynała.”
    I tak i nie. Tzn. obie pieczenie mógł papież F. chcieć upiec na jednym ogniu. Czasami nie doceniamy jak trudno jest szefowi rzeczywiście dużej organizacji wybrać odpowiedniego (do zadania i do własnych preferencji) kandydata. Często okazuje się, że paradoksalnie „nie ma z kogo wybrać”. 😉
    Myślę, że taki australijski Pell mógł F. z Rzymu i z Argentyny właśnie dlatego przypasować, że był z Australii. Nie było dalszego od Argentyny kraju… Bo gdyby była taka np. Extremalis położona dwa razy dalej od Argentyny i od Rzymu to z pewnością papa F. wybrałby kardynała z Extremalis… 😉

    „W żadną ekstradycję nie wierzę – myślę, że Watykan do tego nie dopuści.”
    To zawsze zależy od wyniku odejmowanka; co jest większe? Lokalna nienawiść między personami – aktorami dramatu w Watykanie (decyzyjni w Watykanie vs. Pell) czy naczelna zasada bronienia obrazu korporacji przed obcymi (my vs. świat zewnętrzny)?

  53. Diodor przedstawia rytuał sati w następujący sposób: „Druga zaś niezmiernie uradowana ze zwycięstwa oddaliła się w kierunku stosu pogrzebowego, uwieńczona przepaskami przez kobiety należące do jej domowników, przystrojona wspaniale, jak gdyby na jakieś zaślubiny była wysłana przez krewnych śpiewających hymn na cześć jej cnoty. Gdy znalazła się blisko stosu, zdjąwszy swój strój ozdobny, rozdała go domownikom i przyjaciołom, pozostawiając po sobie – jak mógłby ktoś powiedzieć pamiątkę tym, którzy ją kochali. Jej strój ozdobny był taki: na rękach mnóstwo pierścieni wysadzanych drogimi kamieniami i mieniących się kolorami, na głowie niemała liczba złotych gwiazdek urozmaiconych różnorodnymi kamieniami, na szyi mnóstwo łańcuszków, jednych mniejszych, innych stopniowo coraz większych. W końcu pożegnawszy domowników, przez brata została wprowadzona na stos i podziwiana przez tłum zgromadzony na to widowisko, po bohatersku zakończyła życie. Albowiem zanim spłonęła, cała armia pod bronią obeszła trzy razy stos pogrzebowy, ona zaś – położywszy się obok męża i podczas narastania ognia nie wydawszy żadnego niegodnego okrzyku – u jednych spośród oglądających wzbudziła litość, u innych przesadne pochwały. Niemniej jednak niektórzy spośród Hellenów ganili te zwyczaje jako dzikie i okrutne” [19,34.3-6].

    Diodor nie potrafił nadziwić się niezwykłym zwyczajom Indusów. Uważał, że sati, które w przekazie zostało przedstawione w heroiczny i pełen oddania sposób, wzięło swą genezę z kary, jakiej poddawano nieuczciwe, młode żony. Kara ta jednak z czasem przybrała rolę zaszczytu.
    ”https://wolnemedia.net/sati-swieta-droga-przez-plomienie/
    =============

    Taka ciekawostka……

    Liczbę umarłych na naszym globie, szacuje się na około 40 miliardów.
    Wszyscy chrześcijanie to zaledwie kilka procent tej liczby.
    Jak więc ten „co będzie sądzić żywych i umarłych” wybrnie z problemu jaki stanowi gigantyczna liczba ludzi i człekopodobnych SPRZED narodzin religii- nawet judaizmu?

    Konkurencja w liczbie wiernych pomiędzy Jezusem, a jakimś Ra, czy Manitou, może być śmiertelnie niebezpieczna, pod względem statystycznej liczby wyznawców i czasu trwania religii….

  54. @zza kałuży 29 czerwca o godz. 17:27

    Słusznie zauważyłeś, że Pell jest w kurii outsiderem, tym bardziej znienawidzonym, że sprowadzonym z antypodów po to, by ich, kuriewnych, zreformować. Ale myślę, że zbiorowy interes FIRMY wygrywa zawsze i wszędzie – chociaż niekiedy może być różnie rozumiany. Jeśli chodzi o tuszowanie skandali, wygrywa zawsze kodeks kanoniczny, który wyraźnie nakazuje unikanie „zgorszenia” za wszelką cenę. Jeśli ukaranie sprawcy czynu mogłoby się wiązać z ryzykiem ujawnienia czynu, kodeks nakazuje odstąpić od ukarania sprawcy.

    Jeśli chodzi o „kary” dla sutannowych pedofili, to ograniczają się do ojcowskiego napomnienia przez biskupa. Dlatego żaden proces kanoniczny nie doprowadzi do rzeczywistego ukarania sprawcy, ale za to doprowadzi do zobowiązania ofiary (pod groźbą ekskomuniki i kar piekielnych) do milczenia w sprawach omawianych podczas procesu! Do wymuszenia tajemnicy wykorzystuje się również sakrament spowiedzi.

    Współpraca ze świeckim wymiarem sprawiedliwości jest w zasadzie nie do pomyślenia. Przykłady, np. perypetie irlandzkich prokuratorów szukających pomocy w Watykanie i postawę francuskiego episkopatu w sprawie ujawnionego sutannowego pedofila opisał np. Geoffrey Robertson w książce „Czy papież jest winny”. Aha, w dodatku kary przewidziane za pedofilię zostały złagodzone przez kremówkowego Lolka przy okazji zmian w kodeksie kanonicznym. Bezkarność pedofila w kaka jest zagwarantowana nie tylko mafijną mentalnością, ale wewnętrznym obowiazujacym prawem kaka.

  55. E tam, każdy bóg będzie sądzić swoich 😎

  56. Tobermory
    29 czerwca o godz. 17:51

    Ciekaw jestem, jak z problemu wywikła się dezerter….

    Istnieją prawdopodobnie bogowie liczący sobie kilkanaście tysięcy lat- szczególnie ci, którzy panowali w nad gęsto zaludnionymi cywilizacjami rzek.
    Uzurpowanie sobie prawa do uniwersalności, czy jedynego PANA STWORZENIA, to zwykła pycha, i oczywiście nieznajomość innych kultur w momencie spisywania Biblii.
    Stąd te głupawe deklaracje umieszczone w jej tekście.

  57. Tanaka
    29 czerwca o godz. 14:06
    tejot
    29 czerwca o godz. 11:57
    Dwie uwagi: inteligencja nie jest aprioryczna wobec rozwoju przednich (górnych) kończyn – co przedstawiasz na przykładzie kangura. To jest raczej proces wzajemnych wpływów, działający metodą prób i błędów, co u niektótych tylko gatunków wykształciło stałą ewolucyjną cechę coraz doskonalszego wyspecjalizowywania się tych kończyn. Wiele gryzoni ma chwytne, sprawne i precyzyjnie działające przednie kończyny, ale nie poszedł za tym taki rozwój mózgu jak w przypadku człowiekowatych.
    Prawdopodobne wydaje się to, że – co w ewolucji częste – w pewnym momencie, u niektórych zwierząt pojawił się moment krytyczny, od którego ewolucja poszła w kierunku wzajemnie się stymulującego rozwoju pary: umysł-kończyny przednie.

    Mój komentarz
    Moim zdaniem nie tylko prawdopodobnie, ale na pewno pojawił się moment krytyczny, w którym zadziałało pozytywne sprzężenie zwrotne w ewolucji – ręce chwytały przedmioty, zapotrzebowanie na myślenie się wzmagało, a lepsze myślenie dostarczone osobnikom przez dobór naturalny stwarzało okazję do komplikowania podejścia do przedmiotów i tak pojawiło się wytwórstwo narzędzi, co stwarzało w miarę stosowania tego myślenia do obsługi narzędzi i pośrednio przez nie do prowadzenia różnorodnych procesów (wytwórstwo nowych narzędzi, obrona przed drapieżnikami, przed obcym stadem, polowanie, wykopywanie bulw, itd.) wzrost zapotrzebowania na dalszą komplikację myślenia, na dalszy rozwój mózgu, co preferował dobór naturalny. Ludzie myślący lepiej w tamtejszej naturze reprodukowali się wielokrotniej niż ci mniej myślący.

    Takich momentów krytycznych, gdzie zbiega się ze sobą kilka czynników, które tworzą pętle sprzężeń dodatnich w ewolucji było mnóstwo. Na przykład powstanie skrzydeł u ssaków. Musiało być zapotrzebowanie u małych ssaków nadrzewnych na lot przez szybkie przemieszczanie się w powietrzu pomiędzy drzewami, czy gałęziami, lecz ssaki nie miały skrzydeł.

    Te ssaki, którym wyrosły mutacyjnie błony między kończynami leciały sprawniej i dalej, więc reprodukowały się lepiej, ulegały mniej drapieżnikom, bo nie musiały schodzić na ziemię, itd. Aż doszło w pewnym szczególnym momencie ewolucji, gdy błony dostatecznie wyewoluowały (mutacyjnie) u któregoś z nich do lotu aktywnego, czyli nie ślizgowego. I ten zreprodukował siebie ciut więcej niż nielotne osobniki (był bardziej odżywiony, silniejszy do samic, dłużej żył), a jego potomkowie jeszcze więcej. Powstały nietoperze.

    W ewolucji jest mnóstwo problemów na które nie ma twardych dowodów takich jak w fizyce. Są dowody poprzez porównywanie współczesnych gatunków w aspekcie ich podobieństwa, co do których przyjmuje się, że wynika z ewolucji, ale by takie porównania były dowodowe muszą być osadzone w modelu ewolucyjnym materialnie, czyli powinny mieć dowody w postaci gatunków kopalnych osadzonych w szerokich materiałach pokrewnych by można było zbudować gałąź drzewa jakiejś rodziny organizmów.

    Kopalne dowody na ewolucję przez zwolenników inteligentnego projektu są określane jako rzekome, fałszywe lub śmieszne (test falsyfikacji przez wyszydzanie), bo czy paleontolog widział to zwierzę, którego kostki pokazuje, obserwował je w naturze i temu podobne argumenty, co ma świadczyć rzekomo przeciwko ewolucji, a za inteligentnym projektem.

    Dokładnie taka sama metoda dowodzenia, ten sam styl debaty jest forsowany przez smoleńczyków – odwracanie faktów i znaczeń. Głoszą oni – prawdopodobnie był wybuch w Smoleńsku, ponieważ z samolotu zostały szczątki, a w eksperymencie termobarczyno-wybuchowym Berczyńskiego również zostały po wybuchu tylko szczątki.
    Więc można przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, prawda jest tuż tuż, że tam nie było katastrofy komunikacyjnej, tylko zamach wybuchowy. Mamy dowody bezsprzeczne, ale nie mamy dowodów ostatecznych, bo ruskie nie chcą zwrócić wraku, nie chcą odkopać w Smoleńsku szczątków, lecz cała ta teoria Laska o katastrofie jest nieudowodniona. To co przedstawiły tzw. komisje lotnicze badające wypadek w Smoleńsku, to same kłamstwa.

    Analogicznie jak z paleontologami i inteligentnym projektem. Paleontolodzy mówią – mamy kości, to są fakty, a zwolennicy inteligentnego projektu na to – paleontolodzy kłamią, bo nie wiemy skąd są te kości, ile lat mają, do kogo należały, itd.
    Odwracanie faktów i znaczeń.
    Pzdr, TJ

  58. @Na Marginesie, 29.6, 15.21,

    No patrz. Napisalem do @Ewy-Joanny. I dodalem tez skandaliczny Ukaz JPII i Ratzingera, o ktorym byc moze? nie wszyscy na blogu wiedza…
    Mialem dziwna intuicje, ze odezwie sie @margineska. Tak ja pieszczotliwie nazywaja jej sympatycy. Nawet ostanio wzywali ja do „spokoju”. Na prozno.
    Wystarczy jedno pozytywne zdanie o Franio. I ateistyczna rewolucjonistka rusza na barykady…
    To dla przypomnienia: W Unii zyje 510 milionow ludzi. Po Brexit zostanie 450 milionow. 100-150 milionow to katolicy, lub tacy ktorzy tak siebie identyfikuja. Wiekszosc z nich jest pozytywnie nastawiona do uchodzcow. Niestety, co jest skandalem, poza Polska!!!
    To , ze katolicy ich akceptuja w Europie, wynika takze(choc nie tylko) z tego, o czym mowi ich Franio.
    Tobie nie miesci sie w glowie, ze ciemniactwo moze cos pozytywnego zrobic.
    PS: dlaczego Franio chce przyjmowac uchodzcow, jesli 90% z nich to muzulmanie? Szykuje sobie gilotyne? Taki glupi chyba nie jest…

  59. Tobermory
    29 czerwca o godz. 9:54
    🙂
    piękna rzecz, nie znałam dotąd.

  60. Lewy
    29 czerwca o godz. 10:01
    wiedziałam, że z Twojej strony to zabawa, ale chciałam uściślić. Tobermory dodał jeszcze „wszelkiego”.

    Natomiast odmiana „wszy” bardzo mnie rozbawiła. „Wesz” odmieniona na piśmie, przeczytana w kolejności…no nie, takie obrazy widziałam dawno temu na tablicy szkolnej

  61. zza kałuży
    29 czerwca o godz. 10:30

    🙂

  62. @Szymonowicz 29 czerwca o godz. 19:12

    Blog jest publiczny, więc nie ma na nim prywatnej wymiany zdań. W moim skomentowaniu Twojego postu nie ma nic niezwykłego ani niewłaściwego. Z kolei Twoje głupkowate insynuacje i dziecinne wycieczki ad personam rzeczywiście wskazują na „ciemniactwo” i brak obycia. Ośmieszaj się dalej, mnie to zupełnie nie przeszkadza.

  63. @Szymonowicz
    W poście Namargineski do Ciebie, z godz. 15:21 nie było żadnego, nawet najmniejszego, przytyku do Ciebie. W ogóle w postach do Ciebie mało jest wycieczek ad personam. Chyba, że sam sprowokujesz, co Ci się zdarza. Twoja napaść na Namargineskę z godz. 19:12 wydaje się nie na miejscu. Chyba Ty jednak na megalomanię jakąś zapadasz od czasu do czasu, albo co. Bo potrafisz nieźle argumentować bez zacietrzewiania się.

  64. Szanowni!
    W ramach przerwy w serialu (który powróci) Jiba dzieli się w nowym wpisie nie tylko emocjami.
    Zapraszam!
    JK

  65. tejot
    29 czerwca o godz. 18:22

    czyli mamy bardzo podobne w sprawie zdanie. Dodałeś przykłady rozszerzające, ale smaku sprawie dodaje też sięgnięcie po brednie smoleńskie, z czym się zgadzam – to taka sama logika w nielogicznościach jak w sprawie paleontologii i działania ewolucji.

    Skoro jesteśmy przy Smoleńsku: piszesz o katastrofie ze znawstwem i pasją, w czym mamy też podobieństwo. Nie mamy w tym, że pomimo mojej dawnej zachęty,nie dołączyłeś do grona autorów bloga. Przypomnę się więc i zachęcę do dołączenia do autorów znowu, bo zarówno czytanie wpisów jak i sama dyskusja z Tobą nie mogą mnie do zaproszenia nie skłaniać.
    Z wpisów jakie dajesz, łatwo zrobić wstępniaki. No, powiedzmy, że prawie łatwo. 🙂

  66. @ Lewy
    Coraz ciekawiej. Znakomita jest postac Beaty M.

  67. @Kropkozjad 29.06 godz.17:23
    Dziekuje za zydowska anegdote. Jakze nam teraz brak tego swoistego poczucia humoru, a to tylko jedna z rzeczy, jakie stracilismy wraz z utrata Zydow.

  68. @anumlik, 29.6, 20.35,

    Jesli uwazasz, ze bywam megalomanem to nie mam z tym problemu… Tak myslisz. I to jest Ok. Nie mam z tym problemu. Co innego jak mi ktos wmawia(wiecej „wciska ciemnote”), ze jestem tym, kim nie jestem. Poczytaj niektore wpisy @tanaka lub @ Na Marginesie na pierwszej czesci Sadu Ostatecznego o mnie. Wiedza(o czym ja nie wiem(sic!)), ze jestem katolem. Pieprza o paciorkach, spowiedziach i i i . „Psychoanalitycy” na urlopie? I to POMIMO, ze x-razy mowilem, ze ani z kk ani z innymi kosciolami nie mam nic wspolnego…Ale oni wiedza lepiej…
    Sorry, ale to nie deszcz pada…to cos innego. Wiesz co?
    Pozdrowienia.