Sąd Ostateczny (w częściach prozą)

Wystrój jak w amerykańskiej sali sądowej. Oskarżony – niewysoki Jarosław K. – obok niego szepcze mu coś do ucha jego adwokat, mecenas Luc D. Belzebub, elegancki brunet, którego wyróżniają wypielęgnowane rogi i starannie wyczesany ogon. Oskarżycielem jest przystojny blondyn, twarz uduchowiona, wyróżniają go małe skrzydełka, które sterczą ponad ramionami. Nazywa się Archi Gabriel. Pochylony, uważnie studiuje jakieś papiery. Na sali zgiełk, grupki ludzi rozsiane po całej sali przyglądają się sobie nieufnie, podniecenie narasta.

Woźny sądowy podnosi młotek, stuka nim trzykrotnie i woła: Proszę wstać, sąd idzie! Rozmowy cichną i w drzwiach pojawia się sędzia w asyście dwóch asesorów i 12 ławników. Sędzia, jak to w amerykańskich filmach, jest Murzynem, jeden asesor Azjatą , drugi Czerwonoskórym Amerykaninem. Ławników sprawiedliwie reprezentują obie płcie, są wśród nich przedstawiciele różnych ras, Latynosi, Żydzi, różnych opcji seksualnych, lobby antynikotynowego, polski ksiądz, jeden zielony…

(Uwaga na stronie skierowana do Polish White Power: Bóg może być Murzynem, w piśmie świętym nie ma nic na temat koloru skóry boga, więc się nie wkur… tak bardzo).

Wszyscy siadają. Sędzia stawia na stole tabliczkę, na której można przeczytać Jehov. D. Lord. Następnie zwraca się do oskarżonego:

– Oskarżony, proszę wstać.

Prezes podnosi się.

– Oskarżony nazywa się Jarosław K.?

– Tak, proszę Wysokiego Sadu Ostatecznego.

– Oskarżony Jarosław K. sprawował władzę nad nieznacznym obszarze ziemskim i oskarża się go o to, iż sprawując tę władzę nadużył jej, przyczyniając się do zdemoralizowania tysięcy Polaków. Czy – tu sędzia Lord zwraca się do mecenasa Luca Belzebuba – oskarżony będzie broniony z pozycji winny czy niewinny?

– Niewinny – pada odpowiedź.

Sędzia kiwa głową: – Możemy więc przejść do wysłuchania , co ma do powiedzenia strona oskarżająca? Proszę, mecenasie Gabrielu.

Mecenas zrywa się energicznie, prostuje się, wypina pierś, ujmując koniuszkami palców niczym klapy marynarki, swe skrzydełka. Powoli podchodzi do stołu sędziowskiego:

– Wysoki Sądzie Ostateczny, oskarżenie zamierza przedstawić mnóstwo świadków przestępstw popełnionych przez oskarżonego Jarosława K.

– Protestuję! – przerywa mecenas Belzebub. – Oskarżenie nie ma prawa antycypować werdyktu Wysokiego Sądu Ostatecznego (tu robi ukłon w stronę ławników). Jak na razie mój klient występuje tu tylko w charakterze podejrzanego i zanim Wysoki Sąd Ostateczny ustali stopień jego winy, jeśli w ogóle ustali jakąkolwiek winę, oskarżyciel nie ma prawa sugerować istnienia odpowiedzialności obecnego tu Jarosława K. Mój szanowny kolega zapomina o starej rzymskiej zasadzie In dubio pro reo, czyli że oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym orzeczeniem sądu, a więc niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.

– Protest przyjęty. Sąd zwraca uwagę stronie oskarżającej, że winna się ona powstrzymać od tego typu stwierdzeń. Proszę kontynuować.

Na ławie świadków zasiada Jadwiga S. Jeden z asesorów kładzie przed nią Biblię. – Proszę za mną powtarzać – mówi do Jadwigi S. – Przysięgam na Pismo Święte, że wszystko, co powiem jest prawdą i tylko prawdą.

– Świadek Jadwiga S. – mecenas Gabriel cedzi wolno słowa – urodziła się pani w Nowogródku w roku 19**, więc dokładnie 70 lat przed tymi godnymi ubolewania wydarzeniami, które tak głęboko przeorały psychikę Polaków i doprowadziły do rozmontowania demokratycznego społeczeństwa i państwa, brutalnego rozprawienia się z instytucjami demokratycznymi i końmi w Janowie.

– Protestuję – energicznie interweniuje mecenas Luc D. Belzebub – ocena psychiki Polaków i rzekomy stopień rozmontowania systemu demokratycznego nie należy do sprawy, która właśnie toczy się przed Sądem Ostatecznym.

– Wysoki Sąd Ostateczny zwraca uwagę obronie, że winna się ona powstrzymać od wyrażania wartościujących, subiektywnych ocen i trzymać się linii procesu.

Wybucha wrzawa, krzyki, gwizdy. Niektóre są aprobujące: „Brawo!”. Te ostatnie pochodzą od grupki wierzących smoleńszczyków, którzy tu przybyliby, by wesprzeć duchowo Jarosława K.

Sędzia wali młotkiem w stół i grozi, że jeśli zgromadzona w sądzie publiczność się nie uspokoi, zostanie wyproszona, a sprawa będzie się toczyć za zamkniętymi drzwiami. Na sali wraca spokój.

– Tak więc świadek urodziła się w 19** roku – podejmuje mecenas Gabriel – następnie świadek przeniósł się wraz z rodzicami do Warszawy. Czy tak?

– Tak.

– Po ukończeniu studiów, świadek podjęła praca naukową na swojej uczelni. Czy się zgadza?

– Tak.

– Przez dłuższy czas świadek podziwiała tu obecnego Jarosława K. za, jak to świadek mówiła, jego genialną inteligencję. Czy świadek mogłaby coś o tym więcej powiedzieć?

– Proszę Wysokiego Sądu Ostatecznego, w dalszym ciągu uważam, że Jarosław K. jest po prostu politycznym wizjonerem, ale był źle otoczony. Po prostu nie miał godnych siebie doradców, a ci, których miał, źle mu doradzali. Dlatego trochę się rozczarowałam do Jarosława K., ale dalej szanuję go po prostu jako wielkiego człowieka.

– Czy świadek mogłaby wyjaśnić, że tylko z powodu otoczenia, czy też z jakichś innych niejasnych powodów, zmienił się trochę stosunek świadka do Jarosława K.?

– Protestuje, oskarżyciel nie ma prawa używać określenia typu „niejasne powody”. Być może są one na razie niejasne dla nas, do czasu, kiedy Wysoki Sąd Ostateczny ostatecznie je wyjaśni.

– Wysoki Sad Ostateczny odrzuca protest obrony, oskarżenie ma prawo stosować określenie „niejasne powody”.

Cdn.

Lewy