Dlaczego nie możemy przyjąć uchodźców. Twarde dowody historyczne

Jak wiadomo, Historia magistra vitae est. Tak jest. Tak oświadczył Cyceron. I tego się trzymamy, a dowodem nasza 1050-letnia historia chrześcijańska. Nikt tak nie ma, a my mamy. I biskupów też mamy i mnóstwo broszek w jednej klapie, czyli pełną klapę. Co jest wersją powiedzenia: mieć pełne gacie.

Czego pełne gacie? Właśnie historii! Historia nasza jest dumna, wybitna i godna Polaka oraz nikt takiej nie miał. Może dlatego, że nie chciał. My może i nie chcieli, ale taką mieli. Jak było, dowiadujemy się od arabskiego terrorysty, o pseudonimie szpiegowskim Ibrahim ibn Jakub, który do spółki z innym szpiegiem – Gallem Anonimem, spisali, jak nad Wisłą było. Teraz cała Polska taka, że cokolwiek się dzieje albo i nie dzieje – ma swoje głębokie uzasadnienie historyczne. Co dzień od rana i od nowa o tym słyszymy: „jeszcze nigdy tak nie było, żeby…”, „zawsze tak było w polskiej historii, że…”, „już nasi ojcowie i biskupi…”, a najbardziej to „Ojczyznę wolną pobłogoslaw Paaaaaanieeee…”, ale dopiero od dnia, jak Ojczyzna wstała w kolan. Bo dzień wcześniej, to „racz nam wrócić Paaaaaanieeeee…”. Eeeeee!!! Hehe – i śmiech więźnie w gardle. Takie katolickie państwo.

O tym, jak wyglądał taki Mieszko, Leszko i Horeszko oraz Gniewko syn rybaka dowiadujemy się od Matejki albo Andriollego. Fachowcem w branży historycznej jest też Wincenty Kadłubek i ksiądz Wujek. Na polskich historycznych zdobyczach światowych najlepiej znał się zaś Jan z Kolna. Który co prawda najpewniej nie istniał, ale to nic nie szkodzi. Każdy z powyższych, jak mu co brakowało, to sobie dorabiał. I było dobrze. Rząd nasz, ten, co wstał z kolan i ma je całkiem sztywne – co poznajemy po nogach pięknych pań z ciężkiej nawy państwowej – też dorabia. I w historii – która musi być politycznie słuszna – oraz w spółkach Skarbu Państwa i w stadninach, u wizażystów i w statystykach. I w ogóle – wszędzie dorabia. Takie malarstwo historyczne. Ekonomista i alpinista się zgadzają, co w Polsce sensacyjne: to się nazywa nawis. Wisi i grozi. Lawiną.

Jak kto jest malarz historyczny, daje dowody na to, jak było. A jak kto jest malarz w ogóle, to się zaraz znajdą tacy, co mu dowody domalują. Malarstwo to dziś główne zajęcie polityka i słusznego katolika. Cel: udowodnić, że uchodźca to zły człowiek i się w Polsce nie sprawdzi: nie ta wiara, nie ten klimat, nie ta dieta i tradycja. Nie ten gatunek człowieka. W ogóle, Polak i katolik to nie ten człowiek, żeby zaraz miał uchodźcę przyjmować.

Najlepsze dowody przedstawiają sobą dzieci. Dzieci i ryby głosu nie mają, więc daje za nie ich właściciel albo biskup, co na jedno wychodzi i lgnie. Ale za to wszystkie – polskie – dzieci kochamy i po pięćset na nie mamy. Dzieci uchodźców nie kochamy, bo one nie z katolickiej mamy.

Zobaczmy więc, jak nam polski malarz, polskim dzieciątkiem, historycznie i słusznie dowodzi, że uchodźcy w pojedynkę albo nawet z dzieckiem nie przyjmiemy.

  1. Portret trumienny dziecka. Autor nieznany.

Nie chcemy takich trupków nad Wisłą. Niech się topią w Morzu Śródziemnym. Co z oczu, to z serca – jak słusznie mówią.

  1. „Portret dziewczynki”. Autor: Aleksander Orłowski.

Dziecko arabskie się nad Wisłą nie sprawdzi. Nie może chodzić w koszulce z odkrytymi ramionami i szyją, oraz w stroju podkreślającym figurę. Dla wrednego islamisty to harram. Dla ich własnego dobra: niech zostaną, gdzie są („pomocy należy udzielać tam, gdzie są, na miejscu” – jak oświadczyła pewna ozdobna pani, co ma sztywne kolana i jeszcze sztywniejszą głowę).

  1. „Błękitny chłopiec”. Autor: Piotr Michałowski.

Chłopiec arabski w takim typie, na koniu, całkiem się w Polsce nie nada, bo wywoła zagrożenie terrorystyczne. Za bardzo przypomina mrocznego Maura. Nie po to się chrześcijańska Europa biła w Maurami w Iberii, a pieśń była o Rolandzie, zresztą w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego. Boy-Żeleński, sam z siebie, stanowi okoliczność obciążającą, więc do Polski takich nie wpuścimy. Stadniny są zresztą nasze, a araby to konie słowiańskie. Zresztą powiedzieć: arab, to od razu Polaka obrazić.

  1. „Chłopiec żydowski”. Autor: Piotr Michałowski.

Z samym Piotrem Michałowskim jest pewna subtelność, bo on coś za swobodnie malował. Jakoś podejrzanie lekko mu pędzel chodził, jak u tych dekadentów wieku i sztuki – impresjonistów. A sztuka teraz nad Wisłą dostojna ma być i poważna, oraz konkret z branży AGD: wyciskarka do cytryn jak w Wilanowie i wiertło w koronie jak w Toruniu.

Gorzej jeszcze, że namalował dziecko żydowskie, jakby polskich nie było pod dostatkiem. Dlatego polska historia była taka i Żyd do dziś gnębi Polaka, co jest częścią słusznej narracji polityki historycznej. Zaś pani ze sztywnymi kolanami dała słuszny rzeczy wyraz w Auschwitz, mówiąc że państwo musi bronić swoich obywateli. Jak bronić, to i przez Żydem, i przed uchodźcą. Takich tu nie chcemy.

  1. „Lekcja historii”. Autor: Antoni Kozakiewicz.

Co nam obca moc wydarła, szablą odbierzemy. Co my tu będziemy tłumaczyć – każdy Prawdziwy Polak wie, na co mu szabla: na Turka, Rusina, pohańca, każdą czerń i tłuszczę. Jagiełło pod Grunwaldem, Batory pod Pskowem, Sobieski pod Wiedniem i ogólnie – hołd pruski; Powstanie Warszawskie i zamach smoleński. Niech się trzymają od nas z daleka. Oni gardła podrzynają, to niech się lepiej zastanowią i przyjrzą ostrej, polskiej szabli. Bo im zrobimy kęsim kęsim, jak w Iraku i Afganistanie. Nie z nami takie numery.

  1. „Dziecięca rozkosz”. Autor: Ludwik Gędłek.

Nie będzie nam tu żaden terrorysta, islamista, uchodźca, polskiej dziewki mamił ani psował. Nawet Jagny nie damy, choć to ladacznica okrutna była: z tatusiem i synusiem naraz. I pół wsi jej chciało, a cała – zawistna po grób. Sami ją w gnojówce i pierzu wytarzamy. Dość się już nasze nadobne chrześcijanki od złych ludzi nacierpiały, przez co się na dziewicę konsystorską nie nadały.

Fachowo cierpienie przedstawił nadwiślański malarz. Kto się będzie z tego śmiał, ten dostanie w ryj – patrz punkt nr 5.

6A. „Dirce chrześcijańska”. Autor: Henryk Siemiradzki.

A tego to już u nas w ogóle nie będzie: nie będzie golizny i poruty, a będą uliczne plakaty z serii „stop aborcji” i „szpitale bez aborterów” oraz odpowiednie oddziały specjalne: spec-naz. Nie będzie mordowania dzieci nienarodzonych, edukacji rodzinno-seksualnej i małpiej ewolucji w szkołach. O to Naród zadba i żadne tam czarne parasolki najgorszego sortu nie pomogą. Do internetu dostęp też się ograniczy. I wszystko co się da i nie da. I prawem i lewem, nie po dobroci to kolanem, pałą i obroną terytorialną.

6B. „Szał”. Autor: Władysław Podkowiński.

W ogóle o seksie nie rozmawiamy, sieksa u nas niet. Aborcji też niet. A rozumu – najbardziej. A taki islamista, to nic, tylko się rozmnaża. Przegoni katolickiego Polaka, który się rozmnaża ujemnie i nawet pięćset nie pomoże. Sam prof. Starowicz potwierdza: uprawiamy dziś seks rzadziej i krócej niż kiedyś. I choć tabletki dzień po już bez recepty nie kupisz, a lekarz i aptekarz ma katolickie sumienie jak Chazan – nie pomoże. Ech, gdzie te mroczne czasy stanu wojennego, kiedy Polacy się radośnie mnożyli jak króliki Lejzorka Rojsztwańca i ogólnie – Chałupy welcome to, no i więcej nas było niż mrówków. Czapkami byśmy takich islamistów nakryli, jak nas Chińcyki, co trzymają się mocno, że im musi minister odpór wojskowy w Łodzi dawać. A w dodatku, Chopin gdyby jeszcze żył, to by pił. A tak – NIET i NEIN. Zresztą, niech myślą o swoich hurysach. U siebie.

  1. „Kiedy ranne wstają zorze”. Autor: Witold Pruszkowski.

Polski, prawidłowy katolik ciągle zapomina, bo ma słabą do wiedzy głowę, więc po to ma biskupa Wątrobę, Dydycza, Deca, Głódzia, Nycza w całą resztą kompaniji całej, żeby mu przypominał, jak jest:

Kiedy ranne wstają zorze
Tobie ziemia, Tobie morze,
Tobie śpiewa żywioł wszelki:
Bądź pochwalon, Boże wielki!

Sam kapujesz, nędzny islamistyczny uchodźco – o naszym Bogu śpiewamy! Naszym, nadwiślańskim, Jedynym Prawdziwym i tak dalej. A wasz islamski to ściema, nieprawdziwy i w ogóle całkiem śmieszny: żeby taki Mahomet do nieba na koniu… – toż to brednie, durnoty i zabobon. Nie to co Maryja fruwająca nad polem bitwy i przerażająca wrogów. Albo Słońce w Fatimie fikające na niebie koziołki, co mocą uchwały Sejm Polski, Prawdziwy i Katolicki wziął i potwierdził. My tu niekatolików nie chcemy.

  1. „Na ulicy”. Autor: Antoni Kozakiewicz.

O! Do tego to by się, ewentualnie, uchodźca nadał: ulice zamiatać i kamienie na drodze łupać! Poznałby twardą i miłującą bliźniego piąchę polskiego kibica katolicko-patriotycznego. Arbeit macht frei – jak to mówią. Ktoś ulice zamiatać musi, by prawidłowy Polak mógł je psią kupą ozdobić. A nieprawidłowy Polak od razu w kupę świętą flagę nadwiślańską z orłem wsadzi, psia jego – malarska, pijacka, kurewska i naćpana – mać!

A Polak stworzony do wyższych wartości, o czym codziennie z radia się i od proboszcza dowiaduje. Gdyby taki brudny uchodźca wziął miotłę do ręki, zaraz zacząłby kombinować, jak by tu nic nie robić, ale zarobić. Nakradnie, podpali, zabije i dzieci narobi, a Polsko – płacz i płać! Albo i tak zwieje do Niemiec. I tamci, wehrmachtowcy, będą mieć pretensje, wytykać nielojalność i grozić odebraniem funduszy.

Ale taki ten uchodźca już jest: nic tylko roznosi pasożyty, choroby, gwałty i terroryzm. Zagraża Tradycji, Dziedzictwu, Wierze Ojców Naszych, chrześcijaństwu i integracji Kościoła z państwem, państwa z obywatelem, a obywatela ze smyczą, kagańcem i obrożą. Boga w sercu nie mają. W każdym razie nie tego naszego, Prawdziwego. Kto jest oszust i nierób – to my go nie chcemy. U nas rządzi Konkordat, biskup, prosty poseł z ławy i potrójna Prawda. A nad wszystkim – Święty Ojciec Święty i tęcza spalona. Malarz zrozumie: siena palona. Malarz, poeta, „Klątwa” i Chopin – wszyscy muszą się napić. Taka Polska właśnie, że Polaka w mordę trzaśnie.

Tanaka