Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

11.06.2017
niedziela

2018 Rokiem Praw Kobiet

11 czerwca 2017, niedziela,

Pomysł ustanowienia 2018 rokiem praw kobiet wniosła Nowoczesna. Były głosy przeciw, także ze strony kobiet parlamentarzystek. Dołożono patronów: arcybiskupa Ignacego Tokarczuka i Ireny Sendlerowej. Oraz Konfederację Barską. Czy to znaczy, że nareszcie nas docenią, dostrzegą naszą pracę, cierpliwość, opiekuńczość, przywiązanie do pewnych zasad i wartości (niekoniecznie katolickich!), zrównają nam płace i możliwości awansowania?

Przez ostatnie półtora roku Sejm i rząd bardzo intensywnie pracował nad tym, żeby triumfalnie postawić kobiety na piedestale i czcić je, jak należy. Oto krótki spis działań:

1. Zamknięcie przez ministra Konstantego Radziwiłła wdrażanego od lat programu „Rodzić po ludzku”, który przywracał kobietom podmiotowość w szpitalach położniczych, w opiece zdrowotnej w czasie ciąży i połogu, tworzył przyjazne ciężarnym szpitale podległe Ministerstwu Zdrowia, badania prenatalne, dostęp do in vitro. Nie wszystko jeszcze było OK, ale szło w dobrym kierunku.

2. Ograniczenie praw do aborcji w sytuacjach przewidzianych w ustawie i tak najbardziej restrykcyjnej w Europie (gorzej jest tylko na Malcie). Kaja Godek, matka niepełnosprawnego dziecka, znów szykuje krucjatę przeciw kobietom mającym prawo skorzystać z ustanowionej w 1993 r. ustawy. Rząd Beaty Szydło zaoferował 4000 zł za urodzenie dziecka z wadą letalną lub ciężkimi wadami genetycznymi. Jeszcze nie zmusza do rodzenia, ale za jakiś czas, kto wie? Kobiety nazwały ten zasiłek „trumienkowym”.

3. Minister Sprawiedliwości odebrał dofinansowanie dla „Niebieskiej Linii” organizacji – centrum pomocy zajmującej się ofiarami przemocy domowej. Na lodzie, bez pomocy zostało ok. 800 tys. osób, głównie kobiet i dzieci.

4. Rząd przygotowuje się do wypowiedzenia pakietu antyprzemocowego, który Polska podpisała po ponad roku od jego ratyfikacji; wielka w tym zasługa premier Ewy Kopacz, bo Donald Tuska nie znalazł na to czasu. Sprawy kobiet zawsze były na dalszym planie, bo „kobiety sobie poradzą”.

5. PiS zajął się alimenciarzami. Kobiety, które alimentów od ojców swoich dzieci nie otrzymują, miały nadzieję na ustanowienie prawa, dającego dzieciom finansowanie ich potrzeb. Tymczasem projekt ustawy stanowi, że do czasu orzeczenia przez Sądy Rodzinne wysokości alimentów zobowiązany tatuś nie ma obowiązku świadczenia na rzecz swoich dzieci; mało tego – wypuści się z więzień i aresztów śledczych wszystkich osadzonych tam za niepłacenie alimentów. Potomstwo takich alimenciarzy przez rok, dwa lata (bo tyle trwają często sprawy alimentacyjne w sądach) nie dostanie nowych ubrań, butów, książek – wszystko pozostaje na głowie ich matek. Czy naprawdę po to im dano te 500 zł?

6. Rząd obniżył wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, nie informując, że kobieta, w naszym kraju najczęściej zarabiająca mniej niż mężczyzna, na tym samym stanowisku dostanie bardzo niską emeryturę. Ponadto część kobiet wyszła z rynku pracy, bo na razie dostaje zasiłek 500+, wypłacany do 18. roku życia dzieci. Ale z czego będą żyły kobiety, gdy zasiłek się skończy, a one nie będą miały wypracowanej emerytury? Może dostaną głodowe zasiłki z pomocy społecznej.

7. Minister Radziwiłł mocą swojego pióra odebrał nam awaryjną pigułkę ellaOne, każąc przynieść do apteki receptę. Zmusił wiele kobiet do życia w niepewności, do poszukiwania lekarza bez sumienia, apteki posiadającej tabletkę. Wszystko dla dobra kobiet, które według niego tabletki po 130 zł za sztukę traktują jak cukierki, jadają je garściami, i w ogóle są nieodpowiedzialne. Za to dla panów wszelkie środki wzmagające potencję są bez recepty.

Można by dodać jeszcze kolejne punkty – z pewnością coś pominęłam opisując listę grzechów aktualnej formacji politycznej. Czy już po zakończeniu Roku Praw Kobiet PiS przegłosuje np. odebranie czynnego prawa wyborczego kobiet?

W katastrofie smoleńskiej zginęło wiele wspaniałych osób, walczących o prawa kobiet: Izabela Jaruga-Nowacka, Jolanta Szymanek-Deresz, Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natalli-Świat. Żona prezydenta Maria Kaczyńska również była orędowniczką kobiet i sprzeciwiała się zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Brak ich na dzisiejszej scenie politycznej, bo brak ten pogłębia nieobecność posłanek zasiadających w poprzednim Sejmie – Wandy Nowickiej, Barbary Nowackiej i kilku innych.

Odebrano nam ważne dla nas prawa, zepchnięto nas do podziemia, w tym podziemia aborcyjnego. Nie liczy się nasze życie, zdrowie, ambicje zawodowe i społeczne. Protesty kobiet w tych sprawach potrafią zaskoczyć rządzących; po Czarnych Protestach odwołano prace nad nową ustawą, ale ten konflikt rządu i Kościoła wybuchnie nam z pewnością ze zdwojoną siłą jeszcze tej jesieni.

Na koniec słowa wygłoszone przez prezydenta Dudę: „Chciałbym, by strefa wolności w naszym życiu publicznym ciągle się powiększała”. Dla mnie Rok Praw Kobiet 2018 to kpina tego rządu z połowy społeczeństwa.

Poddamy się?

Konstancja

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 211

Dodaj komentarz »
  1. Najzabawniejsze, że o ile rozumiem waaadza będzie usiłowała celebrować w atmosferze tryumfalizmu, bo… chodzi o stulecie przyznania praw wyborczych kobietom. Czy jakoś tak. Krytyki poczynań waaadzy w ramach obchodów, oczywiście, nie przewidziano.

    P.S. Biskup Ignacy Tokarczuk patronem??? To przecież kpina z kobiet. Czym wsławił się ten sutannita? Nielegalną budową 430 kościołów? Popieraniem Solidarności – w ramach walki o interesy kaka? Co za cyrk?

  2. To haniebne oferować kobietom 4000 zł za urodzenie upośledzonego dziecka.
    Dla którego nie będzie potem specjalnego żłobka,przedszkola ani niczego co pozwoliło by temu dziecku i jego rodzinie godnie żyć.
    Haniebne,podłe,nikczemne.Po bożemu pisowskie.

  3. @Konstancjo, jestes czujna i precyzyjnie wypunktowalas co kobietom zabrano w ostatnich latach. Dzieki. Mysle, ze mozna temat pociagnac dalej.
    To nawet nie kpina, to naplucie polskim kobietom w twarz Czy Nowoczesna nie zdawala sobie sprawy kto zawladnie tym pomyslem i w jakim kierunku pojdzie swietowanie? A moze chodzilo o mozliwosc wpisania sobie czegos do resume przez Nowoczesna?
    To byla wspaniala chwila i triumf sil postepu te 100lat temu. A teraz cynicznie wykorzysta sie ten fakt. To nie jest tylko moja opinia, tak bedzie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Co można PiS-kupić za 4000 zł? Chazaniątko???
    https://www.youtube.com/watch?v=X3OxR5FbZ7I

  6. @zyta2003 11 czerwca o godz. 17:39

    Moim zdaniem nie należy mieć pretensji do Nowoczesnej. Kto zawładnie tym pomysłem – to inna kwestia. A skoro temat już się pojawił, to owszem, warto nim… zawładnąć. Co Konstancja niniejszym czyni 🙂

  7. Wlasnie przeczytalam w Gazeta.pl jeden z weekendowych artykulow. Chyba na okolicznosc tego swietowania zamieszczono obszerny reportaz o ruchach pro-life w Polsce. Takie rozne obrazki lokalne bez zajmowania stanowiska – jak przystalo na reportaz. Poczatek o zakrwawionych embrionach czy plodach wcale nie przekona przekonanych w ta czy tamta strone.
    Chcialabym sie mylic w przewidywaniach na okolicznosc Roku z biskupem Tokarczukiem. (To on jeszcze zyje?). Tak, wstrzymano na krotko szalenczy projekt, ale znow juz wyplynal, czy tym razem starczy zaangazowania …
    Rzeczywiscie lawina nastapila w ostatnim okresie, ale kula sniezna ulepiona zostala w pierwszym dniu upadku poprzedniego systemu. Kazdy rzad szedl wespol zespol z kk i jego rzadaniami. Mysle, ze panowie u wladzy nie mieli wielkich oporow godzic sie w tych sprawach.
    Oczywiscie sprawa decydowania kobiet o sobie w kwestii biologii nie wyczerpuje tematu. Jak wygladaja zarobki kobiet w porownaniu z mezczyznami, a szansa na zdobycie pozycji zawodowej, kiedy konkurencja jest osobnik plci meskiej, jak wyglada wychowywanie dzieci w placowkach edukacyjnych, gdzie role w spolecznosci dzieli sie w zaleznosci od plci…itd

  8. Należy powołać Komitet, który zajmie się przygotowaniem i sprawnym przeprowadzeniem obchodów. Do prezydium świetnie będą pasowali: abp. Jędraszewski oraz ministrowie Błaszczak i Radziwiłł. Jako sekretarz — prof. Chazan.

  9. Rozumiem wkurzenie, ale mam do tego stosunek dość ambiwalentny. Rzadko kiedy dyskryminowana grupa ma w ręku broń tak prostą w użyciu, skuteczną i pozbawioną ryzyka: nie zapisywać dzieci na religię. Są wakacje, łatwo to zrobić od nowego roku. Za gimnazja, za aborcję, za żywota.
    Czy zrobią? Wątpię. Te które chciały już to zrobiły. A reszta, albo im to nie przeszkadza, albo nie potrafią połączyć jednego z drugim. Albo jak im źle to się modlą. Nie da się nikogo uszczęśliwić na siłę.

  10. Oficjalne ustanawianie jakiegoś dnia , roku czy stulecia, niezależnie kogo dotyczy, jest zajęciem równie jałowym jak głupim. Zwykle nie przekłada się to na konkretne działania lub zyski dla wyróżnionej osoby,grupy. Równie dobrze można rok przyszły ochrzcić, ( przepraszam za słowo), rokiem Prześlicznej Wiolonczelistki. Przydał by się może jedynie Dzień Świadomego Obywatela w którym wszyscy obezwładnieni przez 364 dni w roku przymusem bycia Prawdziwym Polakiem, ‚nauką’ społeczną kościoła, prawem naturalnym ( co to jest) i wszelkim społecznym konwenansem związanym z ideologią, mogliby powiedzieć gromkim głosem „Mam swoje prawa, całujcie mnie wszyscy w d.”

  11. izabella
    12 czerwca o godz. 1:22

    Nie zgadzam się z Tobą. To nie jest takie proste. W małym mieście ciemnota, a wraz z nią prymitywne okrucieństwo ma się bardzo dobrze. Jeśli nie zapiszę dziecka na religię, jego rówieśnicy nie dadzą mu żyć, bo będą słyszeć, co durne mamusie wygadują w kuchniach.
    Zakładnikiem jest dziecko, a to, co go będzie spotykać, jest nie do uchwycenia, by spróbować z tym walczyć.
    Niedawno wraz z rodzicami czekaliśmy na powrót dzieci z wycieczki. Znam tych ludzi od pięciu lat, wydawało mi się, że mniej więcej wiem, kto jest kto. W kółku mamuś temat zszedł na kościół, zaczęły opowiadać, co wydarzyło się na ostatniej mszy. Ile w tym było pasji, ile emocji, jakie przeżycia. I to wszystko w kraju, który pod wpływem koscioła drastycznie ogranicza ich prawa.
    Kiedy jednej z mam, naprawdę rozgarniętej dziewczynie, pokazałam jak mógł wyglądać Chrystus, była wstrząśnięta. Powiedziała, że jest to obraz dla niej nie do przyjęcia, a wierz mi, potrafi dodać dwa do dwóch.

    Nie od dziś rozmawiam z ludźmi o religii w szkole, pytam, czy może nie dogadalibyśmy się i w kilkoro nie wymoglibyśmy lekcji etyki. Nikt się nie zgadza, wszyscy się boją. Sama nie wystawię dziecka do ukamienowania, by dać światły przykład.

  12. @@Izabella,Jiba
    Znów piszę z doskoku, bo ciagle w podróży, ale mam cos do dodania co koresponduje z wypowiedzia Jiby.
    W 1956 roku po krotkiej październikowej odwilży przez krótki okres jednego roku władze ugięły sie i zgodzono sie na wpuszcznie katabasów do szkoły. Mialem 11 lat i z moim o dwa lata młodszym bratem mielismy przechlapane, ponieważ nie chodziliśmy na religię. Milusińskie katolickie dzieciatka wyzywaly nas od bezbożników, bolszewików, Żydów. Kiedys taki zapalczywy młody katolik zaczai się w ubikacji i kiedy wszedłem do kabiny, obsikał mnie z góry świętym moczem. Na szczęśie matka przeniosla mas do TPDowskiej (laickiej) szkoły, gdzie katabasów nie wpuszczono, a po roku, kiedy władza Gomułki się „utwardziła” i stawila opór kaka, klechów wyproszono z wszystkich szkół. Wszystko to miało miejsce ni w jakiejś pipidówce, lecz mieście wojewódzkim znanym z zadziornych scyzorykow.
    Ten niemily eksperyment z

  13. Cos mi sie pokickało na końcu, ale nie szkodzi
    Pozdrawiam

  14. @Lewy
    12 czerwca o godz. 7:32

    Religię ze szkół w PRL definitywnie usunął Sejm ustawą o rozwoju systemu oświaty i wychowania z 1961 roku. Lekcje religii w szkole nakazywała konstytucja z 1921 roku, którą PRL respektowała mimo wypowiedzenia konkordatu w 1945. Pozwolono na 1 lekcję tygodniowo zamiast konstytucyjnych dwóch, a od 1949 zaczęto systemowo usuwać religię ze szkół, co usankcjonowano w 1956 zezwalając szkołom na nieprowadzenie lekcji religii, wciąż jej nie zakazując.
    Dlatego mogli cię rodzice przenieść do szkoły bez religii.

  15. @Lewy
    12 czerwca o godz. 7:32

    W moim wojewódzkim mieście na pewno były lekcje religii w szkole od 1955 do 1957 roku włącznie. Miałem przyjemność na nie nie uczęszczać. Jako jedyny w klasie. A że do tego byłem wtedy mały i dość obfity, więc tłukłem się codziennie. Ale już wtedy byłem świadom tego, że cała niechęć do mnie pochodzi od rodziców, a nie od ich dzieci, bo mówiły mi to wprost. A większość mi po prostu zazdrościła. Oczywiście kontakty towarzyskie były bardzo ograniczone dzięki czemu uniknąłem zarażeniem zazdrością posiadania – nam sie marnie powodziło ale skoro nie bardzo wiedziałem, co być może, to i nie pragnąłem. A jak zapragnąłem, to sam sobie robiłem.

  16. chodziłam do przedszkola prowadzonego przez zakonnice.
    Nikt wówczas nie mówił o szkodliwości ręcznego karania dzieci, więc klapsy zdarzały się i tam. Rodzice, nawet jeśli sami nie karali dzieci pasem w domu, nie protestowali przeciw zakonnicom. Przedszkoli było mało, dzieci były upychane w grupach. Może trudno było nad niesfornymi zapanować, może zakonnice nie miały pedagogicznego przygotowania. Pamiętam, ze jedna z nich była łagodna, a dwie dość ostre i stanowcze w postępowaniu wobec dzieci. Za jakieś przewinienie zamknęły dwie dziewczynki w komórce, ja też tam kiedyś trafiłam. Do dziś nie lubię ciasnych pomieszczeń, choć nie wiem, czy to z tamtego powodu. Do szkoły chodziłam juz bez lekcji religii, nawet prowadzenie przedszkoli przez kk zostało wycofane, o czym wspomina Lewy.
    Gdy przestałam chodzić na religię w 5 klasie ( w czwartej było bierzmowanie) zawsze mogłam powiedzieć, że chodzę na religie do innego kościoła i nikt się nie czepiał. Ale ja mieszkam w dość sporym mieście, gdzie kościołów wiele, nawet w latach 60 było ich sporo. W małych miejscowościach jest problem, o którym wspomina Jiba.
    Religia w szkole powoduje, że dzieci nie mają innego wyjścia i rozumiem rodziców, którzy pomimo braku wiary w domu zdecydowali na uczestnictwo swoich w lekcjach. Zapowiedzi przecież były takie, ze religia odbywa sie na pierwszej lub ostatniej lekcji, że będą lekcje etyki, że lekcje będą bezpłatne. Jak sobie kościół wymusił zmiany – mamy tego świadomość.
    Zamiast ułatwienia dla rodziców mamy utrapienie. Terror kościoła i religii w szkole nazwałabym mobbingiem, ale żaden rząd tego nie zmieni. Rodzice też sie boją o swoje dzieci, ich napiętnowania w środowisku z powodu niechodzenia na religię i jest to zrozumiałe.

  17. Lewy
    12 czerwca o godz. 7:32

    Z końcówki siódmej klasy w 1957 zapamiętałem jedną z ostatnich (lub ostatnią) lekcji religii w szkole. Ksiądz nas przygotowywał do intelektualnych bojów z teorią ewolucji i bezbożnym światem. M.in. powiedział:

    – Będą wam wmawiać, że człowiek powstał z małpy. Wtedy pytajcie, czemu dziś z małp nie powstaje.

  18. Qba
    12 czerwca o godz. 8:27

    Qba, słusznie i ładnie mówisz, ale zapytam: Rzeczywiście nie pragnąłeś? Żeby Ci podsunąć materię, powiem, że nigdy nie miałem własnych łyżew. Gdzieś tak w 51 – 52 była ładna zima (a na zimy czekaliśmy, ojej!), a ja mogłem się ślizgać na butach tylko z górki przy cmentarzu. Bogatszy kolega z klasy miał łyżwy i jednego razu obiecał, że mi pożyczy. Jezu, jak ja czekałem i długo wystawałem pod jego domem! Do dziś czekam. Nawet nie miałem śmiałości zapytać, czemu nie pożyczył. Mocne to było, skoro całe życie pamiętam. Tak się rodziła mentalność biedaka w ustroju równości społecznej.

  19. @Konstancja

    Bardzo celnie i jasno wypunktowane. Naszły mnie jednak myśli że podobną listę można przygotować do wszystkiego, edukacji, wojska, służby zdrowia, ochrony środowiska…

    Po PiSie będzie potrzebna Naprawa Rzeczypospolitej na wszystkich frontach :/

    i jeszcze trochę wspomnień

    Pamiętam sama jak ze zgrozą w głosie dzieci opowiadały w podstawówce o pewnej dziewczynce że „ta to nie chodzi na religię, cała rodzina to bezbożnicy” to chyba była jakaś rodzina świadków, nie pamiętam. Ale atmosferkę świętego oburzenia pamiętam, szkoła w centrum miasta wojewódzkiego. A religia wtedy była w kościele, i tak wiedziały.

    wbocek
    12 czerwca o godz. 9:22

    pombocku, ja sobie kupiłam moje pierwsze prawdziwe piękne łyżwy jakieś dwa lata temu, też marzyłam jako dziecko ale nigdy nie dostałam. No to mam teraz. Jeżdżę trochę rozpaczliwie ale daję radę 🙂

  20. No proszę. Napisałem mądry tekst o sobie jako kobiecie, klikam „opublikuj” – pokazuje się „błąd” i „spróbuj ponownie”. Sam sobie próbuj, jak tekst zniknął. Więc moje joby pod adresem smarkatych programowców są z powietrza?

    Proszę mi nie radzić, co mam robić, żeby tekst pisać gdzie indziej, a na blogu tylko wklejać, proszę molestować programowców, żeby teksty w ogóle nie znikały lub żeby ZAWSZE była możliwość ich przywrócenia. A na razie to całujta wójta, jada na woda..

  21. @wbocek
    12 czerwca o godz. 9:22

    Jednak nie pragnąłem. Bo to było nieracjonalne. Wiem, jestem odmieńcem. I bardzo mi z tym dobrze. Około początku technikum, gdy zacząłem więcej zarabiać (oprócz prac fizycznych, dobre pieniądze dostawałem z biur tłumaczy jako kreślarz), kupiłem sobie radio tranzystorowe. Ale to było nudne więc wymieniłem je na motocykl w częściach (BMW, 1929). I to było szczęście moje przez lat kilka – tydzień montowania – godzina jeżdżenia (bez rejestracji).
    Zasada – jedna, góra dwie rzeczy na raz. Tyle dawałem radę opanować finansowo (oprócz posiadania, użytkowanie też kosztowało) i emocjonalnie. W tzw. międzyczasie były oczywiście i łyżwy. I narty. I inne atrakcje. I oczywiście dziewczyny. Szybko dowiedziałem się, skąd pochodzi określenie „moja droga”.

  22. @wbocek
    12 czerwca o godz. 10:13

    „Pan Bóg ścierpi wiele rzeczy, jeśli chodzi o zło i słabość człowieka, ale na atak na te sprawy, które odnoszą się do tego, że człowiek jest kobietą i mężczyzną, Pan Bóg ze spokojem patrzeć nie będzie
    (biskup Jędraszewski)
    A więc twoje pretensje do informatyków są nie na miejscu. Vis major.

    Pierwsze łyżwy dostałem pod choinkę gdzieś tak w wieku 10 lat. Były przykręcane do butów na „żabkę” i w okolicy nikt lepszych nie miał, chociaż niektórzy opowiadali o jakichś „panczenach”, a w telewizji pokazywali jazdę figurową w specjalnych, wysoko sznurowanych butach. Do jazdy po zamarzniętym stawie albo ujeżdżonym na twardo śniegu na ulicy i tak by się nie nadały, więc człowiek był szczęśliwy z tym, co miał. Matka zaś każdej zimy kupowała zapas maści ichtiolowej na odmrożone pięty.

    @Qba
    12 czerwca o godz. 10:43

    Taki „trofiejny” motocykl BMW miał mój ojciec. Sam dorobił do niego przyczepkę i tym pojazdem woził nas (matka, troje dzieci i spory pies) nad jezioro.
    Na widok milicji drogowej (lotniarzy) najmłodsze dziecko i psa wpychało się pod brezentowe przykrycie. Motocykl nie miał żadnych liczników ani prędkościomierza i w końcu lotniarze zaczęli to kwestionować, ale kontrole zdarzały się rzadko i jakoś udało się używać „motora” do 1965 roku.

  23. @Tobermory
    12 czerwca o godz. 11:12

    Zakładam zatem, że znasz cudowne opowiadanie Hrabala pt. „Wieczorna lekcja jazdy”. Jeśli nie znasz, to bardzo polecam.
    http://mardziusz.w.interiowo.pl/opowiadania/bh/bhwieczornalekcjajazdy.html

  24. @Qba
    12 czerwca o godz. 10:43

    Nie znałem! Łzy mi jeszcze ciekną ze śmiechu i wzruszenia, bo widzę mojego ojca na BMW, w płaszczu gabardynowym wydętym na plecach, skórzanej pilotce i okularach lotniczych w aluminiowej oprawie…
    I wuja na iżu, w długim skórzanym płaszczu wyglądał jak esesman…

  25. @Tobermory
    12 czerwca o godz. 12:25

    To były czasy! Wiele było wolno (również w sensie – powoli). A Hrabal tak pięknie wszystko opisywał.
    Ubodzy są ci, którzy życia nie odbierają po swojemu, jako wielką, wspaniałą przygodę.

  26. „Żyje się po to, żeby jeździć, jeździ się po to, żeby żyć”
    https://www.youtube.com/watch?v=w6591Vfk1gA

  27. „Czy to znaczy, że nareszcie nas docenią, dostrzegą naszą pracę, cierpliwość, opiekuńczość, przywiązanie do pewnych zasad i wartości (niekoniecznie katolickich!), zrównają nam płace i możliwości awansowania?”

    Docenią i dostrzegą, gdy tego zabraknie. Oczywistych oczywistości się nie dostrzega.

  28. @Qba, wbocek

    https://www.google.pl/imgres?imgurl=http%3A%2F%2Fwww.libormarcik.cz%2Flkbz%2Fbz10x650x392.jpg&imgrefurl=http%3A%2F%2Fwww.libormarcik.cz%2Flkbz2.html&docid=4v7jvFyuWzYH2M&tbnid=8bTEuq8ry71QmM%3A&vet=10ahUKEwjAtfP9q7jUAhVMZFAKHTPYDrUQMwh5KEowSg..i&w=650&h=392&client=opera&bih=696&biw=1366&q=motocykl%20laurin&ved=0ahUKEwjAtfP9q7jUAhVMZFAKHTPYDrUQMwh5KEowSg&iact=mrc&uact=8

    [trzeba skopiować cały adres]

  29. Konstancjo,
    bardzo dobrze rzecz przedstawiasz. Na ostatnie pytanie: „poddamy się?” – odpowiedź jest ta, co dotąd: kobiety są poddane. Nie ma więc możności niepoddawania się, skoro się jest poddanym.

    Każdy z punktów które przedstawiasz, jeden po drugim, mają głęboke dno – choćby 5: niezałatwiona sprawa alimenciarzy i alimentów to wierzchołek góry lodowej upodlenia tysiecy i tysięcy kobiet, a jest ich przecież w realności życia znacznie więcej. Jak się doda punkt do punktu: horror dzisiejszego prawa antyaborcyjnego i perspektywy całkowitej penalizacji przerywania ciąży, z horrorem przeżyć szpitalnych i pobliskich w związku z rodzeniem dziecka, perspektywą męki w związku z możliwymi komplikacjami związanymi z urodzeniem czy upośledzeniem dziecka i wpływem na stan fizyczny i psychiczny matki; koszmar nadchodzącej samotności rodzinnej i finansowej, gdy ojciec dziecka znika i nie płaci alimentów, niższej płacy za pracę, gdy taka samotna i pozbawiona opieki i solidarności państwa kobieta wielkim wysiłkiem i przyspieszonym zużywaniem zasobów życiowych kobieta usiłuje wiązać koniec z końcem, aż wreszcie gdy zazna antyłaski wcześniejszej emerytury, by wegetować po grób wspominając niezwykłość przygód życiowych zafundowanych jej przez zamordystyczne katolickie państwo polskie – rodzi się, w miarę pełny, obraz podczłowieczeństwa kobiety w katolickiej Polsce. Jej poddania podporządkowania, statusu gorszego gatunku.

    Dlatego, kobiety chcące wybicia się do życia mają jedna drogę: bić się. Wrzeszczeć, robić tumult, tłuc, walić parasolką i gazrurką, kopać w tłuste katolickie tyłki codziennie od rana, zamiast grzecznego „dzień dobry, co mogę dla pana/pani zrobić”. I wszystko to robić z głową, w ramach konsekwentnej i stanowczej działalności której celem jest stać się człowiekiem.
    Nie robiąc tego, kobiety ( i ich męscy teoretyczni sojusznicy) same się pozwalają trzymać w zagrodzie, jak kozy – jak w czasach Jezuska.
    A dwa tysiące lat mineło, jak jeden dzień. Jak tak, to jutro też będzie jak za Jezuska.

  30. Niech będzie pochwalony Johnny Cash!

    Każdy niewierzący/bezbożnik/ateista/niereligiant- jak zwał tak zwał- który „dla świętego spokoju” chrzci, posyła na religię, odprawia obrzędy komunijne i inne religijne fanaberie, robi więcej szkody niż mogłoby się wydawać. Nie docierają do mnie argumenty, że chce chronić swoje dziecko. Chyba nie musze tego tłumaczyć.

  31. @Na marginesie
    12 czerwca o godz. 13:50

    Oczywiście – homo mobilis, po naszemu – piórko w tyłku. A przy okazji można coś odkryć, np. jakąś Amerykę.

  32. Mojej babeczki matka wyprowadziła się z Wawki na wieś, emerytura w spokojnym miejscu. Jak wieś się składała na odświeżenie kapliczki z Mateczką, to powiedziała, że na takie coś nie da. Pół roku się do niej nie odzywali, ale im przeszło i z całą wioską dobrze żyje. Wszyscy wiedzą, że nie jest religiantką, ale już to zaakceptowali, jak ją bliżej poznali.

  33. @Żorż Ponimirski 12 czerwca o godz. 15:42

    Nie mogę teraz znaleźć cytatu… ale dwa dni temu ktoś pisał w „Polityce”, że podczas PiSiej miesiączki na Krakowskim przełamano po raz pierwszy pewne tabu: niezakłócania publicznych demonstracyjnych modłów na ulicy. Do rozmodlonych wołano: „Do kościoła!” Drobiazg, ale jednak coś się zaczyna dziać. Może wreszcie ruszy ta lawina?

    We Francji podobno parafianie po prostu mówili swoim xiuncom: „nie”. To wymagało przełamania wielowiekowego tabu. Może Lewy coś o tym? Bo mnie to intryguje. Dlaczego wszystko co dotyczy panoszenia się religii jest traktowane jak zgniłe jajo, cicho sza?

  34. @Żorż Ponimirski
    12 czerwca o godz. 15:42

    Świat jest kiepski głównie przez grzecznych.
    To cytat ze mnie więc bez cudzego słowia.

    A najlepiej sprawę wyjaśnił Kreczmar. Interpretuje Marian O.
    https://www.youtube.com/watch?v=wNCQh-Pevww

  35. @Qba 12 czerwca o godz. 15:54

    Nie tylko to. W przypadku tej piosenki – magia Zachodu, w tym Dzikiego Zachodu. „Route 66” to symbol importowanego z juesów etosu drogi, plus oczywiście elementy kultu macho, tego samego kultu, który uosabiają westerny. „Dziary” to z kolei subkultura – grypsery chyba?

    A co do magii szybkiej jazdy motocyklem – nie działa na mnie, ale znam z relacji mężczyzn. Podobno uskrzydla, właśnie haustem adrenaliny. Pewien kierowca, który wiózł nas w Kostaryce (łomatkozcórkom, te rozchwiane kładki nad rzeczkami podobno pełnymi krokodyli, te wertepy, te podmyte szosy, ci totalnie zwariowani piraci drogowi!) tłumaczył mi, że dzień bez wypadku na drodze jest dniem straconym – bo przecież coś się powinno zawsze dziać! 😉

  36. Tobermory
    12 czerwca o godz. 12:25
    też sie popłakałam ze śmiechu.
    Mój ojciec woził nas w przyczepce na Zundappie, z umlałem nad U. Jeździlismy ponad 60 km do jego pszczół, na Pałuki. To nie były takie drogi asfaltowe jak dziś, były to drogi brukowane nawet kocim łbem, więc trzęsło bardzo. Mam wrażenie, że w przyczepce było sie bardziej wytrzęsionym.

  37. @Qba 12 czerwca o godz. 15:58

    Dobry ten Opania! Przy okazji odkryłam piosenkę „pierdolnięci dekadenci”, ale nie przytoczę. Jak ktoś chce, to niech sobie sam wyszuka. Zabawne to, ale złośliwe jest nadzwyczaj.

    Za to wszystkim niespokojnym duchom i blogowym heretykom dedykuję to:
    https://www.youtube.com/watch?v=L5sCm9-FX2Y

  38. Jiba
    12 czerwca o godz. 7:01

    Ja to rozumiem, a przynajmniej trochę. W mojej podstawówce było paru niereligijnych (dzieci partyjnych dygnitarzyków, plotkowało się o nich że komunię miały gdzieś na wsi), ale nikt nigdy im nie dokuczał (może nawet była to jakaś elita). A w liceum to już w ogóle temat nie istniał. Ale wiem, że teraz jest gorzej. Pewnie małe miasta w awangardzie nie będą, za to duże muszą. Bo jakie jest wyjście. Ktoś musi zacząć, z roku na rok będzie więcej. Jak się nic nie zrobi, to się nic nie zmieni.
    Powiedz więcej o tych paniach upasionych ostatnią mszą. Jaki jest ich stosunek do czarnego protestu? Czy głosowałyby na Twoją kobiecą partię? Czy z czymkolwiek byłabyś w stanie do nich dotrzeć? I czy uważasz że takich jest tam u Ciebie większość.

  39. Trochę nie na temat, albo na temat sprzed paru dni. John Oliver o wyborach w UK i brexicie. Mam nadzieję że w Polsce to działa, bo jest bardzo śmiesznie (choć dla brytyjczyków będzie to raczej śmiech przez łzy). I Tusk się pojawia. No ale niestety po angolsku 🙁
    https://www.youtube.com/watch?v=fyVz5vgqBhE

  40. @izabella 12 czerwca o godz. 17:10
    Mnie nie otwiera. Czy to to samo? Jest link do wideo w tym artykule
    http://www.avclub.com/article/john-oliver-digs-deep-brexit-bucket-last-week-toni-256642

  41. Żorż Ponimirski
    12 czerwca o godz. 15:54
    podany przez Ciebie przyklad jest odpowiedni dla postepowania wobec dorosłych osób. One sobie poradzą w takich sytuacjach.
    Dzieci bywają inne, czasem bardziej okrutne, napędzone plotkami i kuchennymi rozmowami dorosłych dokuczają (to czasem słabe określenie) wyróżniającym sie dzieciom. Nie chodzi tylko o religię, ale i stan posiadania, noszony ubiór, brak gadżetów, pracę rodziców. Szczególnie w małych miejscowościach, z jedną szkołą dla kilku wsi.

  42. Na marginesie
    12 czerwca o godz. 17:28

    Aha, to samo. Niestety, jutubka ma różne ograniczenia. Mi często się nie otwiera to co ludzi podsyłają, bo w moim kraju nie ma licencji.

  43. @konstancja
    12 czerwca o godz. 16:36

    Zündappa miał mój wuj, przed triumphem i iżem. Nie pamiętam jego widoku, ale pamiętam fachowe rozmowy na temat motocykli, a nazwy ich były tak egzotyczne, że mi do tej pory tkwią w pamięci.
    Obok BMW, który wyglądał mniej więcej tak:

    http://www.eurooldtimers.com/temp/stroj_zoom_32088.jpg

    tylko boczny wózek był własnej roboty, ale podobny, bez koła zapasowego i tych skrzynek na amunicję.
    Kiedy w 1961 roku w Karkonoszach miał miejsce międzynarodowy obóz harcerski „Malta 61” i moja starsza, wówczas 12-letnia, siostra wzięła w nim udział, ojciec postanowił ją odwiedzić. Zabrawszy dla towarzystwa przyjaciela ruszył w podróż tym motocyklem. Uwinęli się w jeden dzień tam i z powrotem, ponad 460 km, ale przyjaciel przez kilka dni nie mógł chodzić, tak go wytrzęsło na tylnym siodełku, które było na osobnej sprężynie. Gdyby nie pałąk do trzymania, to ojciec nie jeden raz by zgubił naszą małą i drobną matkę na poniemieckich kocich łbach i wybojach 🙄
    Obok BMW miał ojciec jeszcze dużo mniejszy i słabszy motocykl ILO, też poniemiecki.
    Szczytem ówczesnej dekadencji była jazda BMW po leśnych dróżkach i zbieranie prawie z motocykla (najdalej 2 metry od niego) borowików wprost do kosza na przyczepce 😉

  44. @konstancja 12 czerwca o godz. 17:30

    Sama piszesz, że dzieci bywają okrutne tak ogólnie, na różnych tłach. Na przykład dzieci wybitnie zdolne mają u kolegów przechlapane – bo są inne i nie są w stanie tego ukryć. Czy zatem warto za wszelką cenę chronić dziecko przed wszystkimi konfliktami – czy może od najmłodszych lat przyzwyczajać, że czasem jednak warto być wbrew i ze w inności jako takiej nie ma nic niewłaściwego?

    Taką rolę powinna, oczywiście, odgrywać szkoła, ale w Polsce jest to marzenie ściętej głowy. Nie bardzo wiem, jak to ująć (bo naturalnie rozumiem troskę rodziców o dobro dziecka) ale czy nie jest to przypadkiem wpajanie dziecku tego samego konformizmu, który potem, w dorosłym wydaniu, zasila różne kaka-PiSy?

  45. pombocku, wiesz co. Jadę sobie właśnie cija autobusem. Cały autobus prawie pusty tylko przede mną siedzą dwie paple. I paplają paplają paplają paplają po francusku i będą tak paplać całą drogę. Ale ja mam SŁUCHAWKI.
    Wiem że mnie zrozumiesz.

  46. @Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:10

    Tak, dzieci bywają okrutne z różnych powodów, ale głównie z zawiści i zazdrości albo znajdują słabszego od siebie, aby kompensować krzywdy zaznane od innych, na których nie mogą się odegrać, bo to silniejsi, a często też dorośli. Rolą dobrych pedagogów jest zapobieganie takim konfliktom, ale to rodzice powinni wpajać dziecku poczucie pewności siebie i własnej wartości. Dzieci potrafią dokuczać „odmieńcom”, ale jednocześnie są dumne, gdy mają w klasie dobrego sportowca, zwycięzcę olimpiady czy kolegę grającego dobrze na gitarze. Silne osobowości są podziwiane i szanowane, czasem otwarcie, czasem skrycie, niekiedy dowiadują się o tym dopiero po latach.

  47. Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:10

    No właśnie, tu się z Tobą w zupełności zgadzam. Pamiętam pierwszą wizytę w moim mieszkaniu pewnej koleżanki ze szkoły. Po której koleżanka rozpowiedziała w klasie, że u mnie na półkach nie ma kryształòw, tylko książki. Poskarżyłam się mamie i mama wyjaśniła mi co i jak. Na pewno nie zastąpiła książek kryształami żeby zadowolić głupie koleżanki. To pewnie nie ta skala, ale trzeba właśnie wyjaśniać dziecku, że konformizm nie popłaca. Człowiek jest kim jest.

  48. izabella
    12 czerwca o godz. 17:09
    Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:10
    mam nadzieję, że to się zmieni, może jeszcze za naszego życia, albo trochę później. W samym PISie słychać, cieniutkie jeszcze, głosy przeciw religii w szkole. Nie są one powodowane argumentami, które tu przytaczamy, bardziej troską o atmosferę tych lekcji, o przekaz religijny i inne imponderabilia, o które w szkole jest trudniej.
    Moje wnuki mają jedna lekcję religii tygodniowo w szkole (w Niemczech) ale jest to religioznawstwo. Potem w domu dopytuja rodziców o szczegóły różnicujące poszczególne religie. I takiemu pomysłowi przyklasnęłabym, pod warunkiem wszakże, że nie byłyby te lekcje prowadzone przez katechetów.
    Tak postrzegany przedmiot przestałby być indoktrynacją, byłby bardziej poznawczy, podobnie jak geografia czy nauki przyrodnicze.

  49. Czy takie rajdy motocyklowe, jak tu opisujecie, byłyby możliwe dzisiaj, tym bardziej z dziećmi? Podejrzewam, że nie za bardzo – po prostu inne są standardy bezpieczeństwa. Wspomina się je z łezką, ale bez chęci naśladowania. A wtedy – no cóż, nie było innych możliwości, a kilkoma siniakami nikt się nie przejmował.

    A PRL-owskie dzieci z kluczem na szyi? Musiały sobie same radzić. A powroty do domu z rozkwaszonym nosem – bo zaistniała różnica zdań między kolegami? A gdy koledzy dokuczali – oddawało się często z nawiązką. Człowiek się uczył walczyć o swoje.

    No i właśnie – do tego zmierzam. Zahaczając mimochodem o kwestię chodzenia lub niechodzenia na religię. Albo posiadania drogiego obuwia, które akurat jest w modzie. Bo to są w sumie bardzo podobne sprawy, moim zdaniem.

  50. Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:10
    sądzę, że gdy mówimy o małych dzieciach w szkole, w wieku przedgimnazjalnym, to wykluczenie ich z jakiegokolwiek powodu, np. braku kryształów w domu , ale bardziej z powodów religijnych powoduje, że matki mogą sie obawiać o rozwój społeczny i emocjonalny swoich dzieci. Czytaliśmy w różnych mediach o tym, co książa lub katechetki za plecami tych nieuczęszczających na religię dzieci potrafią przekazać pozostałym, przy czym najłagodniej brzmiało powiedzenie dziecku: oj, jakiś ty biedny że nie chodzisz na religię, masz rodziców bezbożników.
    Ja się Jibie nie dziwię. Nie nazwałabym jej konformistką, bo Ona jednak próbuje coś zmienić w swoim środowisku; pisała o rozmowie z matkami, żeby zorganizować lekcje etyki.

  51. @Tobermory, izabella, konstancja

    No właśnie. Wybaczcie odpowiedź hurtem, ale bardzo mi trafiają do przekonania Wasze komentarze – bo każdy ujmuje problem z trochę innej strony. Poza tym jeszcze dręczy mnie pytanie – jak wykrzesać z dzieciaka asertywność, ale bez agresji? Przecież to dzieciak, rozumie tylko proste przekazy.

  52. @konstancja
    12 czerwca o godz. 17:30
    @Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:10

    Dzieci z natury nie są okrutne. Tak, jak młode wszystkich gatunków, tak i ludzkie młode trenują od szczeniaka dorosłe życie. To rodzice i otoczenie przekazują dzieciom okrutność psychiczną. I to jest do dupy.
    Z własnego doświadczenia wiem, że dzieci są z natury solidarne. Jeśli jest w klasie ktoś lepszy np. z matematyki i pomaga innym, to jest automatycznie pod ochroną silniejszych. To funkcjonuje. Owszem, zdarzają sie wyjątki (inaczej świat tkwiłby w miejscu), często bolesne. Ale do rozumienia i przeżycia, boć to właśnie wyjątki.
    Wniosek generalny: Nie przeszkadzać naturze. To właśnie ona pozwoliła nam przeżyć od 300.000 lat temu. Czyli jest efektywna i chyba dla naszego dobra, w przeciwieństwie ….

  53. @konstancja 12 czerwca o godz. 18:49

    To racja, ale… przecież dzieciom chodzącym na religię katecheci potrafią wpoić podejrzliwość i wstręt do własnych rodziców. Takie na przykład wypytywanie, czy w domu wisi krzyż. Albo kampania wypytywania matek (przez dzieci z poduszczenia katechety) – mamusiu, czy ty przypadkiem nie zabiłaś mi braciszka? Na pewno?

    Albo pokazywanie dzieciom na katechezie przekłamanego filmidła „Niemy krzyk”.

  54. Przypomniał mi się stary lokalny dowcip, ale może ktoś nie zna.
    Ze świeżo skoszonej łąki na ruchliwą szosę wjeżdża mały traktorek z przyczepą, na niej baba i sprzęt do koszenia. Jadą sobie powoli, silnik pyrka i posapuje, aż tu nagle wyprzedza ich motocyklista, bez… głowy. Po chwili drugi, też bez głowy.
    – Ki czort? – zastanawia się zdumiony chłop na traktorku, po chwili błyska mu jakaś myśl, odwraca się do baby i krzyczy:
    – He, stara! A odwróć no kosę w drugą stronę!

  55. @konstancja
    12 czerwca o godz. 18:49

    Dzieci doskonale wyczuwają nastroje rodziców, w tym szczególnie strach. I przejmują wszystko, bo to wiek (prawie) bezrefleksyjnej nauki. A teraz wyobraźmy sobie sytuację, gdy dziecko przeciwstawia się – konkretnymi argumentami – nauczycielowi. Owszem, nauczyciel może doraźnie ukarać dziecko, ale już wobec jego rodziców szanse ma marne. A wystarczy, by ktoś zaczął. Zdarzyło mi się wielokrotnie klęczeć (za karę) w kącie klasy, na grochu, z rękami w górze. Aż zrobiłem awanturę i nauczyciela szybko przeniesiono. I nikt już więcej nie klęczał.

  56. @Tobermory 12 czerwca o godz. 18:57

    Dobre! To dowcip z serii „Elementary, my dear Watson”. Poza tym w wersji politycznie poprawnej to jednak baba musiałaby być mądrzejsza 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=DVqctqpEQPc

  57. @Qba 12 czerwca o godz. 18:51

    Elementarne poczucie sprawiedliwości mają nawet zwierzęta. Na przykład nagradzanie za to samo nagrodami o bardzo różnej atrakcyjności (z punktu widzenia zwierzęcia) wywołuje u nich oznaki sprzeciwu. Czy może chodzi o solidarność z tym niedostatecznie nagrodzonym współ-zwierzakiem? W każdym razie zwierzęta reagują na takie sytuacje. Więc jak oceni przeciętny dzieciak kolegę, który np. nie chodzi na religię albo nie ma odpowiednich gadżetów, ale pomoże w matematyce albo przywali komuś, kto go bije? Zwycięży solidarność z innym dzieciakiem czy podszczuwanie przez rodzicow?

  58. izabella
    12 czerwca o godz. 18:27

    Kolega mojego syna, dziecko jednej z matek, o których wspomniałam, przyszedł kiedyś do nas, rozejrzał się i krzyknął:
    – Ale wy macie mały telewizor!
    – Nie szkodzi. Mamy za to dużo książek. – odparłam.
    I on to, wyobraź sobie, przyjął do wiadomości.

    Pytasz o matki. Nie da się jednoznacznie ocenić. Dwie są głupie jak stołowe nogi i nie ma tu co krygować się, że jest inaczej. Jedna jest religijną fanatyczką, jeszcze jedna jest przytomna i fajna, ale tematu kościoła nie da się przeskoczyć. Reszta mówi o sobie, że jest wierząca, ale niepraktykująca. Chodzą, kiedy potrzebują, ale wszelkie standardowe praktyki odbyć sie muszą.
    Ksiądz po kolędzie jest przyjmowany, ale nie zawsze ma łatwo. Kiedy rozwódkę zapytał, czy ma jakiegoś nowego partnera, odparła, czy jest może chętny, skoro pyta.
    Właściwie ci ludzie tutaj i my między nimi to temat rzeka. Ostatnio była afera z martwym pracownikiem kościoła. Mięsista, dotykająca do żywego, huczało całe miasto i miało za co.

  59. Pokiełbasiłam z tymi matkami.
    Jest tak: dwie głupie, trzecia fanatyczka i czwarta fajna. Reszta neutralna.

  60. Tak w sumie trochę ni w pięć ni w dziewięć, ale też chodzi o asertywność dzieci: nie pomnę kto, ale chyba Malcolm Gladwell pisał coś o forach, jakie od najmłodszych lat mają dzieci z rodzin tzw. uprzywilejowanych. I nie chodzi nawet o pozycję czy pieniądze tatusia, ale o uświadomienie dziecku, że ma głos i jest w stanie zapanować nad sytuacją. Przykład z tamtej książki: matka podwozi dziecko do lekarza i po drodze tłumaczy: „ty też możesz lekarzowi zadać pytanie”. „Jak to ja?” autentycznie dziwi się dzieciak. No i właśnie. To jest drobiazg, ale też nauka od najmłodszych lat. Dzieciak ma głos, w ograniczonym zakresie, ale jednak.

  61. @Jiba 12 czerwca o godz. 19:31

    Salomonowa odzywka 🙂

  62. @Na marginesie
    12 czerwca o godz. 19:28

    Dobra ta Emma! Ale przyczepę ładował chłop, baba tylko siadła, tyłem zapewne i nawet tych bezgłowych nie widziała 🙄

  63. izabella
    12 czerwca o godz. 17:09

    „Powiedz więcej o tych paniach upasionych ostatnią mszą. Jaki jest ich stosunek do czarnego protestu? Czy głosowałyby na Twoją kobiecą partię? Czy z czymkolwiek byłabyś w stanie do nich dotrzeć? I czy uważasz że takich jest tam u Ciebie większość.”

    Pytałaś nie tylko o religię.
    Nie wiem, jaki jest ich stosunek do czarnego protestu. Sądzę, że raczej popierają do granicy kompromisu aborcyjnego, ale czynnego udziału nie wezmą. Nie głosowałyby na „moją” partię (wcale nie chcę jej zakładać, ale to inna sprawa), nie sądzę, by głosowały w ogóle. Są żonami „wyjechanych”, czyli pracujących w Niemczech. Mąż jednej z nich to wielbiciel Kukiza. Byłabym w stanie do nich dotrzeć i mam zamiar to zrobić działaniem długofalowym i dla niepostrzeżenia od flanki. Skutków spodziewam się za parę lat:)
    Takich jest tu zdecydowana większość. Ale nie kreśliłabym w barwach czarno-białych. To raczej kwestia nieświadomości.

  64. Jiba
    12 czerwca o godz. 20:03
    To Ci życzę powodzenia. Gdyby każde miasteczko miało swoją siłaczkę, to może inaczej by życie w Polsce wyglądało. Nie wątpię, że gdyby Twoje dziecko nie chodziło na religię to te panie nie chciałyby nawet z Tobą rozmawiać. Ale może też zobaczyłyby że można być niewierzącym i całkiem normalnym.

    Jest to w ogóle świat zupełnie mi w tym momencie nieznany. Bywam jeszcze w jednym małym miasteczku okazjonalnie, i mam wrażenie że jest kompletnie podzielone, antyklerykały chwalące komunę i niewpuszczające księdza po jednej stronie, i słuchacze radia maryja po drugiej. Nic po środku. Ale nie znam proporcji. Pewnie tych pierwszych dużo mniej.

    Tylko to mi jeszcze chodzi po głowie, że jeśli nie da się dzieci wypisać z religii, to nic się nie da. Chciałabym się mylić.

  65. Qba
    12 czerwca o godz. 18:51 ( i później)
    Na marginesie
    12 czerwca o godz. 18:54
    dzieci z natury nie są okrutne, nawet jeśli robią doświadczenia z muszkami i ich skrzydełkami. Ale w sytuacjach, o których wspomniałam, przekazują zasłyszane od rodziców słowa. Nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo dotyka to „tych innych”, jak bardzo są w tym okrutne .
    Chodzenie na religię w czasach, gdy ja do nich chodziłam nie było związane z wykluczeniem mnie z grona klasowego; nigdy tego nie czułam. Moje dzieci miały religię w szkole, ale zwykle nie „zdążały” na pierwsze lekcje; nie były w tym jedyne.
    Natomiast powrót religii do szkół MOŻE wyobcować dziecko ze społeczności, szczególnie jeśli ta społeczność jest niewielka.

  66. Neferka

    Wieczór dobry, Neferko. Trochę polnej ciszy na Twe zapaplane, zaklekotane uszy, w dodatku – Jezusmariat! – po francusku! I kawałek cichego ogórka…tfu!…ogródka w czasie, kiedy nie ma pieprzonych grillowiczów z wrzeszczącymi bachorami. Mnie na ogródku prawie nie ma, ale święta żona o wrzaskach i smrodach opowiada. Niech będzie pochwalony bób.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/4beeEmvZmwu

  67. @

    Najdosadniej obrysował dzisiejszą Polskę Marek R.

    http://kulturaonline.pl/marek,raczkowski,2,+,2,5,marek,raczkowski,galeria,25119,38500.html

    czyli żądana reakcja niezależnie od bezsensownej treści. Brawo kk. Świetna robota.

  68. Na marginesie
    12 czerwca o godz. 15:58

    Katolicy do kościoła to ja od zawsze stosuje. 😉

    Qba
    12 czerwca o godz. 15:58

    Dziga Wiertow napisał jakoś tak- bezładny pośpiech ludzi aktywnych i demoralizująca ospałość biernych. Coś w tym jest. 😉

    konstancja
    12 czerwca o godz. 17:30

    Jako dziecko dałem sobie z tym radę. Byłem raczej traktowany „z podziwem” przez rówieśników, pewnie dlatego, że oni nie mieli na to odwagi, ja to z domu wyniosłem niewiarę, stąd miałem przewagę i mam odwagę aby się temu przeciwstawiać. Mój Zochun dostanie podobne wzorce, a więc da se radę wśród strzyżonych owieczek. 

    Bez wnikania w morfologię zjawiska. Wg mnie uleganie tradycyjnym obrzędom z uwagi na presję to objaw słabości. Ktoś się godzi na taki konformizm, jego sprawa, to jest uzależnione od osobowości i środowiska, które ją ukształtowało. Dla mnie to byłaby porażka. Świat Jiby jest mi obcy, znany tylko z opisów. Nie mógłbym żyć w takim środowisku, to niekomfortowe i pewnie zakłóca higienę psychiczną. Inny świat, Polska Be. ‎

  69. Qba
    12 czerwca o godz. 18:51

    „Dzieci z natury nie są okrutne.”

    Raczysz zartowac Qba (albo nie domyslales), mow za siebie i pomysl zanim wypowiesz takie okragle slowa. Mnie te niewinne istoty ustawily tak w zyciu, ze do dzis nie moge rozwiazac moich wczesnych (i terazniejszych) dylematow. ‚Pieklo to inni’ – mawial Sartre. Pieklo to dzieci – mowie ja.
    Nie znam innej prawdy, jesli myslisz inaczej, Twoj problem.
    Poza tym kocham dzieci, mam dwojke doroslych, go figure. One nie beda traumatyzowac innych, ja juz o to zadbalem. „Dzieci z natury nie są okrutne.”
    – a jesli to Ty masz racje, uchylam szapki. Temat Qba jest nieslychanie
    wazny, dlatego tak uczepilem sie Ciebie, wybacz 🙂

  70. Qba
    …mialem na mysli one (moje dzieci) nie traumatyzowaly innych dzieci, bo tak byly nauczone w domu. Twoje pytanie Nature or Nurture pozostaje waznym. Powiem prosto dzieci nie znosza (nie rozumieja) innosci. Moje cholerne doswiadczenie.

  71. Addendum:
    ‚dzieci’ to nie dziewczynki (one chyba inne), slynny eksperyment: (kto zna referencje, bylbym wdzieczny) udawano wiec w przedszkolu (chyba w Ameryce), ze chlopczyk jest bity, chlopcy, ktorzy bawili sie klockami nie zwracali najmniejszej uwagi, klocki byly wazniejsze. A dziewczynki co do jednej plakaly.

  72. Jest takie powiedzenie, do ktorego sie dopisuje: ‚dziecko jest ojcem czlowieka’ (w oryginale ‚The child is the father of the man’’), strach sie bac, gdy sie o tym mysli, Hitler i Stalin, nie mam watpliwosci, byli, dla ich mam, tiu, tiu, tiu, slodkimi bejbikami brrrrrrrrrrr……….

  73. @@act
    13 czerwca o godz. 4:22

    Targają Tobą emocje i nieco przesłaniają rzeczywistość. Jeżeli twierdzisz, że dzieci są okrutne, to znaczy tyle, że natura jest okrutna. A to jest taka sam prawda, jak to, że deszcz jest bezczelny.
    Jeżeli zgadzasz się z twierdzeniem, iż człowiek jest takim samym produktem ewolucji, jak każdy inny gatunek na Ziemi, to powinieneś móc łatwo sprawdzić, że młode każdego gatunku zwalczają wszystko i wszystkich w ramach instynktownej obrony. Podstawą przeżycia jest przecież uniknięcie niebezpieczeństwa i to jest odruch wrodzony. Ponieważ natura nie mogła przewidzieć warunków, w jakich młode się urodzi, musiała użyć narzędzia bezwzględnego: Odruchowego zwalczania wszystkiego i wszystkich, nawet matki. Od najbliższego otoczenia zatem zależy, jak i jak szybko dziecko przyswoi najlepszą taktykę przeżycia w konkretnych warunkach.
    Poza bardzo nielicznymi wyjątkami (koniecznymi ewolucyjnie), problemy wychowawcze są winą rodziców, nigdy dzieci. Zasada: Jeśli uczeń nie rozumie nauczyciela, to jest to zawsze wina nauczyciela, nigdy ucznia.
    Gdyby nie to, że kk zawładnąl pokrętnie tym pojęciem, użyłbym tu określenia „prawo natury”, jako najlepszej drogi porozumienia z nowo narodzonymi. Jest to w przypadku małych dzieci szczególnie łatwe, bowiem każda ich reakcja ma prostą, fizjologiczną przyczynę. Przecież całej socjologii, psychologii, itd. jeszcze nie znają, a na pewno jeszcze nie potrafią jej stosować. Piszę o całkiem małych dzieciach, które przyswajają instynktownie podstawy dalszego rozwoju osobowościowego. Trudno to potem odkręcić. To trochę tak, jakby nauczyć kogoś francuskiego z polska wymową. Niby zna, ale porozumieć sie nie sposób.
    Tu trzeba wyciągnąć wniosek, iż nie dorośliśmy do myślenia. Jesteśmy nim tak zachwyceni, że nie dostrzegamy różnic i – jak małe dzieci – zakładamy, że wszyscy muszą myśłeć tak samo. Wydaje mi się, że ze względu na bardzo złożony proces uczenia, osobnik wyposażony w mózg powinien żyć kilkaset lat, by mieć szansę na właściwe wykorzystanie tego wspaniałego narzędzia. Dziś to wygląda trochę jak wbijanie gwoździ laptopem.

  74. act

    Przede wszystkim, accie, „z natury” („on jest z natury zły/dobry”) to jeden z niezliczonych słownych stereotypów, używany BEZREFLEKSYJNIE jako podpórka lub podniebny dowód oceny osobnika. „On jest z natury zły/dobry” znaczy przecież „genetycznie zły/dobry”. A któż to ma wgląd w geny w maglowej rozmowie? To gadka z tych samych ideistycznych szerokości, co orzekanie, że „człowiek jest z natury zły” lub „z natury dobry”.

    Kiedy żona się wścieka (pod koniec życia mniej) na bardak w MOIM pokoju, czyli w najintymniejszym moim miejscu w życiu – który jest porządkiem inaczej – zawsze podsumowuje, że jestem z natury bałaganiarz. Nigdy nie odpowiadałem, że ona jest z natury długonosą wiedźmą, bo nie mam kompetencji do takich kwalifikacji. Tyle mogę powiedzieć, że z natury na pewno jest dwunożną, kędzierzawą małpą bez ogona, cholero-sangwiniczką, dla samców – atrakcją. Bo nawet jej chwilami słodki głos nie jest z natury, lecz z wyuczonej kalkulacji: czegoś wtedy ode mnie chce.
    Choć właściwie…tego, ten… nie jestem pewien, czy zamiatanie ogonem przed silniejszym nie jest Z NATURY.

  75. Barbara Nowacka zrezygnowała z członkostwa w Twoim Ruchu. Ludzie pytają, czy zakłada swoje ugrupowanie, ale nie odpowiada. Taki news o poranku.
    Do zobaczenia po południu

  76. @Jiba, z godz. 8:46
    I znów księżniczka Anna spadła z konia.
    W powietrzu się unosi kaczy puch
    .
    Koń samodzielnie pobiegł w błonia.
    I na lewicy znów się zaczął ruch.

    Taka odpowiedź na news o poranku.

  77. Jako kobieta nie mam nic wspólnego z kobietami i wcale bym nie chciała mieć. Na przykład mąż. Chciałybyście mieć wspólnego? Albo na przykład onże mąż leży z pilotem na brzuchu na kanapie i chrapie wciąż . No i co z tego – nażarł się, to chrapie. Bo co ma robić – prać, sprzątać, gotować, dzieci chować? A za jakie grzechy? Ja to co innego – grzeszna jestem od początku świata, to muszę zapier…tego, bo dobry Bóg tak zaplanował. Sprzeciwiać się jego woli? Kurde, jedyne, co mi wolno za zgodą Pana i bez ograniczeń, to właśnie się nie sprzeciwiać. Dlatego szczęśliwa jezdem, bo siedzę cicho i się nie sprzeciwiam. Sąsiadka się kiedyś sprzeciwiła, to tak dostała po ryju, że już piętnaście lat nie słychać. Panu Bogu się to podoba. Powiedział przecież: „Błogosławieni, którzy przynoszą pokój”. Właśnie niesprzeciwiające się kobiety to przynoszą. Każdy głupi wie, że sprzeciw rodzi sprzeciw, a na ten sprzeciw jest kolejny sprzeciw. Jeśli ktoś tego łańcucha nie przerwie – to kto? Tylko kobieta. Poza tym ze sprzeciwiania się nie ma dzieci, kobieta zaś jest po to, żeby były. Ja mam dziewiątkę, czternaste – w drodze. Czwórkę musiałam przerwać, bo ile można. Ale okazało się, że można. Trzeba tylko chcieć. A mnie się ciągle chce. Mężu też.

  78. pombocku, wielkie dzięki za polną ciszę. Dziubię po telefonie, dlatego krótko

  79. 60vito
    12 czerwca o godz. 5:59

    Dzień dobry na blogu, chyba wszystkim uciekło bo wisiałeś w poczekalni.

  80. @@act 13 czerwca o godz. 4:55

    Chłopcy bawili się klockami, a dziewczynki płakały, gdy „na niby” bito chłopca? Ale co z tego wynika? Dlaczego dziewczynki płakały? Ze współczucia czy ze strachu, że je może spotkać ten sam los? Czy może uzewnętrzniły się emocje lustrzane lub automatyczne reakcje na płacz (jedna dziewczynka zaczęła płakać, a inne po prostu przyłączyły się do chóru). Płacz, podobnie jak śmiech i ziewanie, jest zaraźliwy. Z kolei chłopcy – jeśli nie reagowali, to znaczy że są pozbawieni uczuć? Czy może byli tak zaabsorbowani tymi klockami, że po prostu nie dostrzegli nic poza tym?

    Nie znam tego eksperymentu, ale nie sądzę, żeby naprawdę o czymś świadczył, tym bardziej jeśli opisywany efekt nie był przewidywalny i powtarzalny. Zbyt wiele niewiadomych, po prostu.

  81. Teza, że dzieci „z natury nie są okrutne” jest idealizowaniem rzeczywistości.

    Większość bytowania na Ziemi jako gatunek homo sapiens spędził wg dzisiejszych norm i odczuć w warunkach okrutnych, bezwzględnie egzekwujących przymioty i wady. Dzieci homo od miliona lat (około) wyrastały w tych warunkach spotykając się z okrucieństwem doświadczając go i praktykując. Chociażby utrzymanie hierarchii w stadzie (hierarchia, to porządek). Wymagało często okrucieństwa.
    Z natury, to większość ludzi jest okrutna, jeśli tylko nastaną warunki, patrz eksperymenty Milgrama, Zimbardo, II Wojna Światowa, rewolucje od Meksyku po Rosję, itd.

    W człowieku wszystko siedzi gdzieś tam, w to wszystko nas wyposażyła natura. Natomiast człowiek sam wyposażył siebie w cywilizację, co pozwoliło wyhamować pewne działania i skłonności jako nieracjonalne w nowym świecie, w nowym środowisku bytowania, na ich miejsce powołać nowe. Środowisku nie tyle sztucznym, co mocno odmiennym, unikalnym, samoorganizującym się na wyższym poziomie.
    Pzdr, TJ

  82. Droga Konstancjo, z bólem serca muszę przyznać Tobie racje i poprzeć to co napisałaś. Dodam jeszcze jedno – czekam, kiedy kobiety w Polsce będą zmuszone do noszenia burek tak jak muzułmanki. A wszystko wskazuje na to, że najchętniej rząd wraz z klerem chcieliby traktować nas jak przedmioty a nie podmioty. Pamiętniki podręcznej przeczytałam wiele lat temu ze zgrozą i ta historia coraz bardziej zaczyna nabierać realnych kształtów. Ogłoszenie roku 2018 rokiem kobiet odbieram jak policzek, bo jest to dobitnym dowodem, że nasze prawa są wciąż łamane skoro trzeba taki rok ogłaszać. Do listy, którą stworzyłaś dodam jeszcze najnowszą informację o zaleceniu minister Zalewskiej o nie przyjmowaniu matek z dziećmi, szukających ratunku, w domach opieki. A domów dla matek z dzieci jest zaledwie garstka.

  83. @tejot 13 czerwca o godz. 15:38

    Nieagresja (lub usankcjonowana agresja) w obrębie własnego plemienia przynosiła wymierne korzyści. Poświęcenie dla „swoich” i egoizm grupowy – całkiem podobnie. Jedno z najstarszych znanych praw stanowionych – biblijny dekalog – dotyczy właśnie ograniczenia agresji i konfliktów w obrębie plemienia, bo „nie zabijaj” nie stosowało się do „obcych”, zwłaszcza tych akurat podbijanych.

    Jared Diamond pisze o kulturze, która istniała na jednej z wysp Oceanii. Mieszkańcy stworzyli cywilizację opartą na nieagresji, a wszystkie konflikty rozstrzygali drogą negocjacji. Wyspa była odizolowana, co zapewniało jej spokój na długi czas, ale miała dość atrakcyjne zasoby naturalne. W końcu została zaatakowana przez plemiona z sąsiednich wysp. Mieszkańcy zostali wybici do nogi zanim zdążyli nawet pomyśleć o negocjacjach. Tyle Diamond. Oczywista niepokojąca analogia: wysyłanie w kosmos informacji, że tutaj mamy taką piękną, nadającą się do życia planetę.

    Kwestia tego, jak zrównoważyć ten naturalny (?) instynkt agresji z korzyściami płynącymi ze współpracy i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa jest chyba stara jak ludzkość. Paradoks wychowania w cywilizacjach zachodnich polega na tym, że w szkole wpaja się zasady tolerancji i pokojowego współistnienia, a kilka lat potem w wojsku – uczy chłopaków (i dziewczyny) zabijania.

    Zrównoważenie tych dwóch instynktów, paradoksalnie, wymaga wiedzy. Wiedzy o instynktach i rzeczywistych uwarunkowaniach homo sapiens. Szkopuł na razie polega na tym, że zamiast wiedzy mamy z jednej strony religiancki idealizm i myślenie życzeniowe, a z drugiej – równie idealistyczny otwarty cynizm. Najbardziej obiecująca droga to – jak zwykle – kurs pośredni między ekstremalnymi biegunami z naciskiem na poznanie i uwzględnienie rzeczywistych uwarunkowań. Chodzi o wiedzę. Szkopuł w tym, że wiedza z natury rzeczy jest zawsze niepełna, a poza tym dla wielu osób atrakcyjniejsza jest wizja… polukrowana.

  84. @Konstancja

    Masz racje, wiec nie ma co „dyskutowac”, tylko zwyczajnie zgadzam sie i popieram.

    Przyczyny i powody sa oczywiste, choc sa wyadkowa zlozenia sie wielu skladnikow.

    W uproszeczeniu wielkim, jest to wszystko efektem wieloletniej, usilnej i wytezonej „pracy” kosciola katolickiego, ktory jako „religie”, wcisnal poglady o hierarchii spolecznej i wyzszosci mezczyzn nad kobietami. Wlasnie takie poglady, ktorych efektem jest to co mamy.

    A do tego mamy obecnie wladze, ktore zdobyly wladze przy poparciu kosciola katolickiego i splacaja dlug wdziecznosci zaostrzajac restrykcje prawne wobec kobiet.

    Jest to mozliwe dzieki stanowi umyslowemu, w jakim tkwi wiekszosc mieszkancow Polski. Pisze mieszkancow, bo nie sa oni obywatelami panstwa polskiego, choc posiadaja jego obywatelstwo. Niestety posiadanie obywatelstwa, nie jest rownoznaczne z byciem obywatelem. Gdyby ekstrapolowac badania prof Czapinskiego nad polskim spoleczenstwem, to mamy nieco ponizej 10 obywateli, do tego dochodzi jakies 15, moze 18% „polobywateli”. Pisze „polobywateli”, z uwagi na bycie obywatelami w niepalnym zakresie. I mamy cala reszte, czyli „cwierc” i „zero bywateli” w ilosci od 72, do 75%, w porywach.

    Pewna ilustracja kategorii „polobywateli” sa ci, ktorzy maja zapatrwania podobne do sedziow Sadu Najwyzszego, ktorzy odmowili muzykom i aktorom bycia tworcami, o czym slusznie i dokladnie pisze prof Jan Hartman:

    http://hartman.blog.polityka.pl/2017/06/12/sad-najwyzszy-tepi-sztuke/?nocheck=1

    Ile w tym wyroku jest wplywu kosciola katolickiego, to nie sposob oszacowac, ale z pewnoscia jest, bo obszarem, w ktorym kkat miesza najbardziej, jest wlasnie ten kawalek ludzkiego myslenia, od ktorego zalezy rozumienie i pojmowanie swiata. Wlasnie umyslowe ograniczenie, ktore stoi za wyrokiem SN w sprawie artystow, ujawnia zrodlo, z ktorego sie wzielo.

    Aaaaa i jeszcze jedno…
    Nie mam najmniejszej watpliwosci, ze „petla prawna” na szyi polskich kobiet bedzie coraz mocniej zaciskana, czyli beda ich prawa, prawa nalezne wszystkim ludziom po rowno, coraz bardziej ograniczane.

    I dlatego wspieram i popieram kobiety i ich walke o zwykle ludzkie prawa, bo ich lamanie jest jednoczesnie lamaniem i moich praw.

  85. W pospiechu pewnym wyzej pisalem i sie pare literowek wkradlo.

    Literowki sensu nie zmieniaja, choc swoimi smiesznostkami moga zaklucac czytanie i rozumienie, za co przepraszam.

    l.

  86. Jeszcze na temat tej polukrowanej wizji – często narażam się, nie tylko kompulsywnym czcicielom zygot (bo przecież nie chodzi tu o żadną „obronę życia”!) pisząc, że z punktu widzenia biologii ssaczy płód jest w zasadzie pasożytem. Zapłodniona komórka, wbijając się brutalnie w ścianę macicy tworzy otwartą ranę, po czym chemicznie przeprogramowuje organizm kobiety, oszukując przy tym jego układ odpornościowy. Proces ten – i stosowane związki chemiczne – są te same, co w przypadku pasożytów różnych gatunków. Tak potraktowany chemicznie organizm żywiciela wytwarza łożysko i inne elementy potrzebne do przeżycia pasożyta. Niejednokrotnie układ odpornościowy odrzuca intruza, dlatego wysoki procent zapłodnionych komórek nie trafia do macicy i kończy żywot w kanalizacji.

    Nieodmiennie, taki sposób ujęcia tematu wywołuje okrzyki oburzenia ze strony czytaczy, wychowanych na kato-dyskursie nazywającym zygotę „dzieckiem poczętym”. Ludziom po prostu nie mieści się w głowie, że rzeczywistość jest wielowymiarowa. Spotkałam katolickie matki, które były oburzone implikacja, że „mój synunio, obecnie pięcioletni, mógł w wieku trzech miesięcy nie być człowiekiem”.

    Fakt, że płód pasożytuje na ciele matki nie przekreśla miłości macierzyńskiej ani przemożnego w większości wypadków – i też chemicznie uwarunkowanego – imperatywu ochrony nowego życia. Jednak ignorowanie aspektów biologicznych i prawnych (jeśli płód jest człowiekiem, to popełnia przestępstwo, bo wykorzystanie cudzego organizmu do własnych celów bez zgody właściciela jest nielegalne) prowadzi w prostej linii do ekscesów prezentowanych przez Ordo iuris i podobnie zaangażowane Jajo-Smrodki.

    A już odlot „na skrzydłach wiary” od zhakowanej, wyidealizowanej biologii („zygota to człowiek, bo w sprzyjających okolicznościach i pod warunkiem wielomiesięcznego wykorzystania cudzego organizmu może nim zostać”) do formułowania prawa państwowego jest… no tak. Odlotem właśnie.

  87. @lonefather 13 czerwca o godz. 17:35

    A ja tylko przypomnę dość znamienną różnicę prawną między Polską (i całą Europą) a np. Kanadą. W Europie mowa jest zwykle o „ochronie ludzkiego życia”, w tym życia zarodka. Oczywiście, polska ustawa antyaborcyjna jest już teraz jedną z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Z kolei w Kanadzie człowiekiem jest kobieta i prawo do przerywania ciąży jest ujmowane w kategoriach praw człowieka, przy czym człowiekiem jest – oczywiście! – kobieta, a nie płód.

    Różnica niby w praktyce niewielka (bo realia przerywania ciąży w Kanadzie i na zachodzie Europy są, jak przypuszczam, całkiem podobne), ale w samym podejściu do sprawy – fundamentalna.

  88. @lonefather 13 czerwca o godz. 17:35

    Jest to mozliwe dzieki stanowi umyslowemu, w jakim tkwi wiekszosc mieszkancow Polski. Pisze mieszkancow, bo nie sa oni obywatelami panstwa polskiego, choc posiadaja jego obywatelstwo.

    Rozumiem wprawdzie, co masz na myśli (obywatela konstytuuje jego „obywatelska postawa”, a ta postawa jest wypadkową np. osiągniętej dojrzałości) jednak takie sformułowanie jest o tyle niebezpieczne, że powiela retorykę tzw. „prawdziwych Polaków”, gdzie miano „Polaka” jest przyznawane arbitralnie i związane raczej mgliście ze zmitologizowanym pochodzeniem etnicznym i jeszcze słabiej określoną „naszością”.

    Warto przypomnieć, że koncepcja państwa narodowego (etnicznego) jest w wielu krajach zastępowana koncepcją państwa obywatelskiego, gdzie o przynależności decyduje właśnie obywatelstwo. W tym układzie Polakiem jest osoba, która posiada obywatelstwo tego kraju i nie ma różnicy między rdzennym Irakijczykiem, Ślązakiem, Kaszubem, Tatarem czy etnicznym Niemcem z Poznańskiego, pod warunkiem, że wszyscy posiadają obywatelstwo polskie.

    Obecny zamęt w Polsce wynika w dużym stopniu właśnie z histerycznej obrony kryterium „narodowości” kosztem pojęcia „obywatelstwa”. Jeśli zbytnio zrelatywizujesz owo pojęcie obywatelstwa, to efektem jest dzielenie ludzi na „lepszych” i „gorszych” dokładnie tak samo, jak czyni to ONR.

  89. Na marginesie
    13 czerwca o godz. 18:32

    Mam swiadomosc wspomnianego przez Ciebie ryzyka uzycia, zastosowanych przeze mnie terminow, do deprawacji tego o czym napisalem.

    Majac swiadomosc, podjalem ryzyko i napisalem tak jak wyzej Ty i wszyscy inni blogowicze moga przeczytac.

    Nie jestem politykiem i nie musze „owijac w bawelne”, zeby przypadkiem nie urazic „cwierc obywatela”. A poza tym, to sadze, ze doslownie nikt sie nie odezwie, chocby dlatego, zeby nie byc posadzonym o bycie cwierc obywatelem. Bo widzisz, to jest tak, ze nawet ewidentni „zero obywatele” siebie samych nazywaja obywatelami

    Tak wiec, podjalem to wyzwanie, zeby wyrazic to co mysle i co chcialem odpowiedziec @Konstancji i przy okazji reszcie czytajacych blog.

  90. Na marginesie
    13 czerwca o godz. 17:35
    @tejot 13 czerwca o godz. 15:38
    „Kwestia tego, jak zrównoważyć ten naturalny (?) instynkt agresji z korzyściami płynącymi ze współpracy i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa jest chyba stara jak ludzkość. Paradoks wychowania w cywilizacjach zachodnich polega na tym, że w szkole wpaja się zasady tolerancji i pokojowego współistnienia, a kilka lat potem w wojsku – uczy chłopaków (i dziewczyny) zabijania.”

    Mój komentarz
    Zgadzam się. Jest to niesłychanie trudny i stary jak cywilizacja problem – negocjacje, czy wojna, zrozumienie, czy nienawiść?

    Agresja u większości ludzi jest przyrodzona, lecz rzadko objawia się losowo, bez bodźców.
    Do wyzwolenia agresji w stadzie, społeczeństwie muszą zadziałać różnorodne czynniki, crescendo emocji, autorytarna zachęta aprobująca walkę, klimat społeczny, nastrój w grupie, itd.

    Agresja kontrolowana
    Mentalność kadeta, czy rycerza sprawiedliwie zabijającego kształtuje się na bazie instynktu połączonego ze zbiorem reguł wyznaczających bariery, określających pola, na których dopuszczalne jest wyzwolenie tego instynktu. Kiedy i co można, kiedy nie można. Agresja w tramach.

    Generalnie zgadzam się, że wychowanie w rodzinie połączone z edukacją szkolną, to sfery najważniejsze, ponieważ kształtują mentalność człowieka i wyposażają go w wiedzę o sobie i społeczeństwie. W krajach po prawej części mapy jest dużo do zrobienia, łącznie z Umęczoną.

    Tak ogólnie patrząc na poczynania polityków PiSu, to starają się oni szerzyć memy, wzorce, dają sami przykłady sprzyjające agresji – uprawiają propagandę przesyconą nieufnością, wykluczeniem, hejtem, wrogością do obcych i nie tylko do obcych, także do innych.

    Pozwala im to podzielić społeczeństwo na swoich i obcych, zakładać trwałe przegrody w państwie i twierdzić, ze my PiS jesteśmy prawdziwi, narodowi, prawdomówni, itd., a tamci, to łapówkarze odcinani od koryt złodzieje, kłamcy, synowie zdrajców, itd. Jesteśmy warci odgrodzenia się od nich.

    Do liderów PiSu (czyli do Jarosława Ka) nie dociera, że igrają z ogniem. Są przekonani, że w razie większego konfliktu ideologicznego, politycznego, czy społecznego i tak oni wygrają, bo mają w swoich rękach wszystko, a jak jeszcze nie maja, to za chwilę będą mieli. Agresja, żadna agresja nie jest im straszna – tak zdają się myśleć ci zwolennicy autorytarnych rozwiązań. Wsączając swoje insynuacje, epitety, wyzwiska i wykluczające hasła w społeczeństwo sądzą, że podejmują pozytywne, uzdrawiające działanie, że naprawiają społeczeństwo, uzdrawiają Polskę, uwalniają ją swoimi radykalnymi posunięciami od ciężaru złych nawyków, złej tradycji, podstępnych ideologii i knowań obcych sił.

    Tymi innymi wg PiSowców, to są ludzie drugiego sortu, komuniści i złodzieje, agenci obcych państw, polskojęzyczni niepolacy, synowie zdrajców, itd. Te epitety przyczyniają się do kształtowania postaw nieufności, atmosfery wrogości wszystkich wobec wszystkich, sprzyjają wyzwalaniu się agresji, rodzą konflikty. Agresja ta na początku jest tłumiona normami społecznymi, strachem, wstydem, szacunkiem dla władzy, itd., lecz ciśnienie, jakie wywiera na społeczeństwo, napięcie jakie stwarza, są traktowane przez PiSowców (przez Jarosława Ka) jako atut polityczny, ponieważ PiSowcy (Jarosław Ka) sądzą, że po pierwsze jest to wina opozycji z tą agresją (dla PiSowców winni są zawsze ONI), po drugie my mamy rację, po trzecie mamy wszystkie atuty, środki i siły –, mamy władzę, mamy mandat społeczny od suwerena, jesteśmy zdecydowani.
    Wszystko inne (jakaś alimenciarska, KODziarska, czy inna opozycja, jacyś politycy-durnie i politycy-pijacy unijni, szaleńcy z Brukseli i to całe lewactwo europejskie mogą nam nagwizdać, ponieważ to nas naród wybrał, nas naród (suweren) poparł i poprze w każdym decydującym starciu.
    Tak malują sobie przyszłe scenariusze rozwoju wydarzeń PiSowcy.
    Pzdr, TJ

  91. Jak to nazwac?

    Rodzina „+” ?
    Lesniczanka na „swoim” ?
    Nieodplatna protekcja ?
    Amatorski HR ?

    Zreszta jak zwal, tak zwal, bo niezaleznie od nazwy prawidlowej, prawidlowo z nog zwala !

    Zreszta co ja bede …, sami se popatrzcie i posluchajcie:

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-06-13/to-jest-taka-corka-lesniczego-niecodzienna-wymiana-zdan-przed-posiedzeniem-rzadu/

  92. A tu inny przyklad PiSu „na swoim”, czyli dawania „swoim”, czyli od siebie zaleznym:

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-06-13/gdanska-kardiochirurgia-bez-dofinansowania-z-nfz-czy-najlepszy-oddzial-w-kraju-przestanie-istniec/

    Dla nie posiadajacych umiejetnosci czytania „miedzy wierszami” kwaleczek rozjasnienia:

    NFZ dzieli kase.
    Majac w reku „dzielenie kasy”, daje ja tym co sa od NFZ zalezni i dawanie kasy, uzalezni ich jeszcze bardziej, bo nikt nie „podskoczy” ze strachu przed utrata kasy…

    Pieniadze przyznane Polsko-Amerykańskiej klinice serca w Gdańsku, beda pieniedzmi „straconymi”, bo ani sie tam nie wcisnie jakiejs „corki lesniczego”, ani kuzyna „w potrzebie”, nie mowiac juz o tym, ze bedzie mozna cokolwiek narzucic.

    A chorzy?
    A kto sie bedzie nimi przejmowal w NFZ?
    Zwlaszcze kto by sie w NFZ przejmowal „zawalowcami” i innymi „sercowymi”, gdy sie dziecmi nie przejmuja i likwiduja miejsca szpitalne dla dzieci przeznaczone:

    http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-06-13/warszawskie-szpitale-likwiduja-miejsca-dla-malych-pacjentow/

    Waaaaaadza Panie ! Waaaaadza …. !!!

  93. @Na marginesie godz.18:32
    Sęk w tym, że Prawdziwy Polak, jest najczęściej kompulsywnym filistrem i egoistą, dla którego kultura czy społeczeństwo obywatelskie, to jakieś kretyńskie fanaberie jajogłowych. No, w każdym razie, nie da się ich wydoić, ani wsadzić w garnek (kultury i społeczeństwa — oczywiście, nie jajogłowych).

  94. @gotkowal 13 czerwca o godz. 21:51
    Wydoić kulturę i społeczeństwo obywatelskie to by się chyba nawet dało. Sęk w tym, że korzyści nie da się zgarnąć tak od razu. A poza tym wspólne korzyści raczej nie kręcą Karguli i Pawlaków. Bo Kargulowi nie chodzi przecież o to, żeby i jemu, i Pawlakowi bylo lepiej, tylko żeby ten zaraza Pawlak zzieleniał z zazdrości. No i nie będzie jajogłowy pluł mu w twarz 😉

  95. @lonefather 13 czerwca o godz. 20:57
    A kamera Polsatu też mu wcale nie przeszkadza. Kabaret!

  96. @Na marginesie
    Oczywiście, ale najsamprzód, mus pogonić elyty — i wtedy już bydzie dobrze. A jak ftoś bydzie marudził, to sie zgniłka tyż pogoni.

  97. Na marginesie z 13 czerwca o godz. 22:26

    Bo on „robi tylko za listonosza” …
    Wlasciwie to jedyie mozna by zarzucic, ze pozbawia Poczte Polska dochodu… No bo mogla „corka lesniczego” znaczek kupic, zaadresowac poprawnie i wrzucic do skrzynki pocztowej, lub na Poczcie nadac poleconym, przy okazji kupujac cos z bogatej oferty, nazwijmy to ogolnie „dewocjonalnej”, jaka sie ostatnio w Urzedach Pocztowych wzmogla, czyli rozpanoszyla. (lol)

  98. Dzień dobry, no 🙂 jest tu kto?

    Mam niejakie wrażenie że to może leśne ruchadło list napisało z prośbą o posadę

  99. NeferNefer
    14 czerwca o godz. 8:59

    Pamiętam jak dziś, a nawet jak jutro: mając 6 lat postanowiłem sobie udowodnić, że jestem świetny kolarz, nadający się do Tour de France, oraz strasznie odważny mężczyzna. Siadłem na rowerek marki żabka i popędziłem nim na złamanie karku wprost do ciemnego lasu. Jak się już wtarabaniłem w środek lasu taki, że ciemno i straszno dookoła było, to w krzakach nad strumieniem coś się nagle poruszyło.
    Musiało to być leśne ruchadło.
    Zrobiłem w tył zwrot i jeszcze szybciej popędziłem z powrotem, na łąki. Na pewno pobiłem rekord prędkości kolarskiej, osiągając prędkość naddźwiękową.

  100. Tanaka
    14 czerwca o godz. 9:37

    Byłeś super odważny 🙂

    Pamiętam jak nad Biebrzą o zmierzchu w oddali porykiwały jakieś takie niewiadomoco – wcale się nie dziwię że powstało tyle strasznych opowieści bo jakby mi coś takiego zaryczało w ciemnym lesie to matko przenajświyntso, tylko nogi za pas

  101. @tejot
    13 czerwca o godz. 15:38

    Spróbuję inaczej. Najpierw przykład analogiczny.
    Niejaki Wojtyła, otrzymawszy posadę szefa największej na świecie sekty misyjnej, bardzo pilnie realizował zadania statutowe, czyli jeździł po świecie i agitował. Każda taka podróż przygotowywana była przynajmniej z rocznym wyprzedzeniem. Kraj docelowy nawiedzało mnóstwo sukienkowych i mnóstwo ich po wizycie zostawało, kontynuując dzieło nawracania. Nie udało mu się jedynie z Rosją, bo cerkiew brzydko mu odmówiła oraz z Jerozolimą, którą chciał częściowo zaanektować. Natomiast część nawiedzonych krajów opanowana była mniej lub bardziej pokojowo, ale na tamte czasy stabilnie, przez różne inne sekty, w tym przez muzułmanów. Jako liczna i bojowa sekta, sprzeciwiali się oni obcemu nawiedzaniu, szczególnie bojowemu, jak w Afganistanie. Ale świat, czyli głównie USA, były po stronie Watykanu. No to islamiści zrobili buuum. Po 11.09.2001 cały katolicki świat ma wspaniałą wymówkę – bić terrorystów. A skąd i dlaczego oni się wzięli – o tym nie należy mówić.
    A teraz do rzeczy. Pisząc, iż „dzieci z natury nie są okrutne” miałem na umyśle nasze (ludzi) predyspozycje osiągnięte ewolucyjnie. Nasza cywilizacja, z całym jej dobrem i złem, trwa stanowczo za krótko, by mieć jakikolwiek wpływ ewolucyjny. Nasze dzieci są zatem ciągle przystosowane do przetrwania w określonym otoczeniu, przy czym ich główną bronią jest mózg. Od urodzenia są więc zdolne do przetwarzania odbieranych bodźców – oczywiście dość długo odbywa się to podświadomie. Kryterium jest jedno – przetrwanie do wieku rozrodczego. Dziecko świetnie wykorzystuje warunki i nastroje otoczenia i staje się takie, jakim może najwięcej osiągnąć. Stąd wniosek, że to my, dorośli, tworzymy okrutne dzieci, bo taką stworzyliśmy cywilizację.
    To jest jeszcze jeden przyczynek do stwierdzenia, że zupełnie nie dorastamy do naszego mózgu. Może, gdybyśmy żyli 300 lat, mielibyśmy szansę go lepiej wykorzystać. Tu można zastanowić się, czy nie jet to przyczyna braku kontaktów z inną inteligencją we wszechświecie. Jeżeli jest i nas zna, to nie dziwota, że woli poczekać co z nas wyrośnie. Ale może takowej nie ma, bo eksperyment ewolucyjny w takim wydaniu generalnie nie ma szans przetrwania – albo wykończymy sami siebie albo razem z planetą, na której żerujemy.

  102. @Qba godz. 10:18
    Przeciwstawianie islamskich terrorystów, cywilizacji „katolickiej”, to raczej ślepy zaułek. W porównaniu z globalnymi wyzwaniami, terroryzm jest akcydensem, bez dominującego znaczenia. Zarówno chrześcijaństwo, jak i islam –bliźniacze w swej agresywności sekty, wywodzące się z innego, radykalnie szowinistycznego monoteizmu — sprawowały władzę poprzez terror. Terroryzm jest jego perwersyjną mutacją, bardziej przejawem bezsilności, niż elementem wielkiego, demonicznego planu. Do globalnych strategi wprowadza tylko korekty, znakomicie natomiast nadaje się do odwrócenia uwagi od spraw naprawdę istotnych. A istotą rzeczy, jest brak jakiegokolwiek pomysłu, na to co dalej? Co z postępującym geometrycznie przyrostem ludności, której liczba już wielokrotnie przekroczyła granicę bezpieczeństwa dla planety o wielkości i zasobach Ziemii? Co z perspektywą braku pracy, związaną z rozwojem sztucznej inteligencji? A co ze sprawiedliwym systemem ekonomicznym, likidującym drastyczne nierówności ? Takie drobiazgi pozostają bez odpowiedzi. Zresztą, może ruszy „głową” — wspomniana AI.
    Ludzie natomiast, czyli także dzieci — kształtowani są przez otoczenie i tzw. liderów. Od starszego brata, przebojowego kumpla po społeczników i polityków. Właśnie Polacy, są świetnym przykładem, że największy wpływ (dobry lub zły) na światopogląd i postawy , mają posiadacze tzw. charyzmy.

  103. @Qba
    14 czerwca o godz. 10:18

    Wybacz, ale nie było moim zamiarem przeciwstawianie jakichkolwiek religii. W dzisiejszym wykonaniu większość z nich jest dla mnie niebezpiecznymi sektami, mającymi ten sam cel i stąd ich walka. Chodzi mi o to, że niepohamowana żądza posiadania powoduje coraz to nowe konflikty, których rezultatem jest m.in. terroryzm jako forma obrony przez atak. Taka zglobalizowana partyzantka.
    Zgadzam się, że liczba mieszkańców na Ziemi przekroczyła kolejną wartość krytyczną, jednak nie z powodu ekonomicznego. Już dawno okazało się, że Ziemia wyżywi i odzieje znacznie więcej ludzi. I energii do ogrzania jest więcej niż dosyć. Problemem jest jednak wysoka jakość jednostki cywilizacji (człowieka) w porównaniu z możliwością znalezienia mu adekwatnego zajęcia i tym samym utrzymaniu go w ryzach. Jesteśmy bardzo sprawnymi indywiduami (inaczej nie mielibyśmy szans ewolucyjnych) i bardzo niechętnie poddajemy się dyktatowi innych. Dlatego (obiektywnie rzecz biorąc) intensywne „ogłupianie” narodów przez różnorakie sekty ma być może jakiś doraźny sens. Niestety, władzę przejmują ci co bardziej ogłupieni. I to już jest katastrofa.
    Nie bardzo wierzę w globalne strategie. Owszem, na świecie opracowywane są bez przerwy przeróżne strategie, jednak nie słyszałem, by którąkolwiek udało się kiedykolwiek przeprowadzić. To, co możemy przeczytać, to są analizy długo po wszystkim. Jeżeli ktoś w nich sugeruje, że było tak planowane, to zwyczajnie kłamie. Nawet kk ze swoją tysiącletnią ciągłością tradycji i doświadczeń nie był w stanie przewidzieć, że Ratzinger się podda. Jako absolutnie pierwszy.
    To też jest efekt naszego umysłowego indywidualizmu. Choć w pracy jesteśmy w stanie stanowić element większej całości, to w przypadku procesów czysto myślowych, współpraca udaje się tylko bardzo nielicznym i bardzo rzadko. Zdajemy się więc na przypadek w wyborze kierunku i reakcję otoczenia, bo to jest coś konkretnego.
    Już kiedyś pisałem, że w przypadku konfliktów, na front wysyłani są ci najbardziej ogłupieni, dzięki czemu po wojnie ma kto odbudowywać. Przynajmniej tak było dotąd. Teraz mamy wszystko globalne i być może będzie inaczej.

  104. @gotkowal
    14 czerwca o godz. 13:18

    Sorry, powyższe miało być zaadresowane do Ciebie. Chyba się na siebie za bardzo zapatrzyłem.

  105. Qba
    14 czerwca o godz. 10:18

    Mój komentarz
    1) Qba, nie rozumiem, jakiego rodzaju związek przyczynowo-skutkowy miały podróże papieża z agresją u dzieci.

    2) Nie rozumiem, jaki jaki zawiązek ma poniższe stwierdzenie z agresją u dzieci:

    „Dziecko świetnie wykorzystuje warunki i nastroje otoczenia i staje się takie, jakim może najwięcej osiągnąć. Stąd wniosek, że to my, dorośli, tworzymy okrutne dzieci, bo taką stworzyliśmy cywilizację.”

    Powyższe zdanie traktuje trochę jak masło maślane – ponieważ po okresie dzikości gatunku homo sapiens nastąpił okres cywilizacji, a dzieci dzisiaj, czyli w cywilizacji, są agresywne, stąd wniosek, że to cywilizacja wpaja agresję dzieciom.

    3) Poniższe stwierdzeni jest całkowicie gołosłowne. Zabawa w słowa i znaczenia.

    „To jest jeszcze jeden przyczynek do stwierdzenia, że zupełnie nie dorastamy do naszego mózgu. Może, gdybyśmy żyli 300 lat, mielibyśmy szansę go lepiej wykorzystać.”

    Co to znaczy „nie dorastać do naszego mózgu”?
    Pzdr, TJ

  106. Tanaka
    14 czerwca o godz. 9:37

    Zgdza sie!
    Najwieksze sa te strachy, ktore tworzy nasza wlasna wyobraznia, ktora jak sama jj nazwa wskazuje, potrafi sobie wyobrazic nawet lesne ruchadlo.

    A jak jeszcze sie lesne ruchadlo odezwie na twitterze, to juz dopiero zaczyna wyobraznia pracowac tak wydajnie, ze sie z ruchadlem lesnym twituje po nocach, a nie osiaga szybkosc naddzwiekowa rowerkowa, chyba ze sie twituje naddzwiekowo. Ale to juz zupelnie inna bajka, bo sie wiaze z innymi wyobrazeniami.

  107. gotkowal
    14 czerwca o godz. 13:18

    Mój komentarz
    Gotkowal, masz rację twierdząc, że terroryzm motywowany religijnymi hasłami, to próba interpolowania siłą, zastraszeniem w przyszłość tego, co terroryści i ich ideolodzy znają, widzą i o czym orzekają, że najlepsza przyszłość z nami. Z tym co było.

    Było przez tysiące lat w innych warunkach, z czasem płynącym wolno, z naturą, która ingerowała ostro w przeżywalność, rozrodczość, wielkość plonów, z techniką, która niemal stała w miejscu jak na dzisiejsze odczucia, np. od wynalezienia technologii papieru w Chinach do opanowania jego produkcji w Europie minęło tysiąc lat!

    Dzisiaj powstały wyzwania nie cierpiące tysiącletniej zwłoki.
    Tempo rozwoju techniki jest szybkie, oszałamiające, tempo przyrostu zaludnienia jeszcze szybsze. Kilkadziesiąt lat dzisiaj, to cała epoka.

    Zaludnienie Ziemi eksploduje, a zasoby odnawialne decydujące o równowadze ekologicznej, wyznaczające pojemność ekologiczną Ziemi są wciąż takie same.
    Pzdr, TJ

  108. @Qba
    Pełna zgoda, co globalnych strategii i poziomu ich realizacji.
    Czy Ziemia odzieje, ogrzeje i wyżywi — to kwestia poziomu indywidualnej konsumpcji. Mieszkańcy 3-go świata uważają, nie bez racji, że są tacy sami jak ci z północy, więc też im się należy. Przy wyrównaniu poziomów konsumpcji, a w grę — z oczywistych powodów, wchodzi tylko równanie w górę, zaczną się problemy.

  109. @tejot
    14 czerwca o godz. 13:49

    1) Nie twierdziłem, że jest związek, chciałem jeno dać przykład dogłębnej oceny sytuacji, czyli szukania rzeczywistych przyczyn, a nie tych, które akurat pasują.
    2) Wydawało mi się, że wyraźnie napisałem, iż dziecko dopasowuje się do otoczenia w sensie największej szansy przeżycia. Jeżeli w jego otoczeniu argumentem jest przewaga fizyczna lub psychiczna, to dziecko jest agresywne.
    Ciekawie brzmi określenie „dziki człowiek” w zestawieniu z „prawem naturalnym”. A może to my jesteśmy dzicy, skoro niszczymy wszystko dookoła i siebie przy okazji?
    3) Oczywiście w naszej dumie bycia rozumnym człowiekiem możemy nie dostrzegać faktu, że używamy rozumu o ogromnej mocy przerobowej do podjęcia decyzji o kolorze auta. To właśnie znaczy nie dorastać do swego mózgu. Sami tworzymy problemy pod kątem ich rozwiązania i jesteśmy dumni, gdy uda się nam je przezwyciężyć. Rzeczywistych problemów unikamy zasłaniając się bogami, szefami, a w ostateczności polityką jako siłą wyższą.

    @tejot
    14 czerwca o godz. 14:10

    Z tym tempem rozwoju techniki to chyba jednak przesada. Przykładowo to, że telefony komórkowe rozpowszechniły się w ciągu kilkunastu lat wcale nie zmieniło sytuacji gospodarczej świata – jakość przekazywanej informacji drastycznie się obniżyła, liczba wypadków znacznie zwiększyła, jakość pracy i nauki spadła. A technologia była już znana i stosowana. Ciągle używamy silników spalinowych z ubiegłego wieku, ciągle nie mamy sposobu magazynowania energii (szczególnie elektrycznej), ciągle bazujemy na tranzystorze z 1953 roku i ciągle nie wiem co zrobić z genetyką, choć wydaje się nam, że jesteśmy blisko. A jeśli jest branża, w której odnotowujemy znaczny wzrost, to koszty długofalowe lub w branżach sąsiednich są ogromne. Ale na bieżąco ich nie wliczamy.

  110. @gotkowal
    14 czerwca o godz. 14:17

    Dwa dni temu jechałem przez bogaty kraj europejski z pewną starszą panią pamiętającą naprawdę dawne czasy. Wskazując na mijaną okolicę mówiła, że za jej czasów tu wszędzie były pola uprawne. Dziś to głównie dzikie łąki. Potwierdza to fakt ogromnej wydajności przemysłu rolno-spożywczego. Na świecie pracuje w nim kilka procent ludzkości dostarczając jedzenie wszystkim. Niestety, system gospodarczy nie przewiduje braku godziwego zysku, więc niszczymy przemysłowo ogromne ilości pożywienia. Już dziś wystarczyłoby go dla wszystkich również popojutrze.

  111. Pozdrowienia z pieknych Moraw, krainy pięknych róż, wina, piwa, pogodnych,życzliwych ludzi, gdzie ponad 50% populacji to ateiści.Co i tak mniej niż w pozostalych Czechach, gdzie liczba ateistów oscyluje w oół 80%, gdzyż maja tu na Morawach swojego Cyryla i Metodego.
    Ludzie lubią swój kraj, nie uganiają się za pracą w jakiechś Angliach czy Niemczech, budują tradycyjne domy, mało tu McDonaldów, Burgerów i innych jankeskich jadłodajni.Za to wspaniale knedliczki, boskie piwo i wesołe towarzystwo. Qrwa, jak to oni robią bez pana boga ?
    Ps
    Jak się ustabilizuję po 20tym to przyłaczę się do rozmowy. Na razie chciałem Wam pprzekazać, że na południe od Tatr istnieje wymarzona kraina,gdzie nie ma Kaczyńskiego, Chazana,Jędraszaka,Nycza, Dydycza, Rydzyka, Głódzia i całej reszty tego szamba.

  112. @Qba
    14 czerwca o godz. 15:51

    „Dziś to głównie dzikie łąki. Potwierdza to fakt ogromnej wydajności przemysłu rolno-spożywczego.”
    Potwierdza to ogromną wydajność tam, gdzie możliwa jest produkcja masowa, ale przede wszystkim zbyt wysokie koszty produkcji żywności w bogatych krajach przemysłowych. Znacznie taniej jest importować żywność z krajów specjalizujących się w wielkotowarowej produkcji rolnej, mających bardziej sprzyjający klimat lub tanią siłę roboczą.
    Jakim kosztem społecznym i ekologicznym powstają w Afryce, Azji, Ameryce Południowej te miliony ton soi, kukurydzy, oleju palmowego i innych surowców do tuczenia bydła, świń, kurczaków i… ludzi w bogatych krajach, to się chętnie bagatelizuje i przemilcza.

  113. @Lewy
    14 czerwca o godz. 15:57

    Na południe od Tatr jest katolicka Słowacja 😉

  114. … ale i tam jest co najmniej 13 proc. ludzi bez religii.

  115. Mój znajomy Słowak Cyryl, melancholijny i dręczony przez nostalgię emigrant z 1968, cieszy się za każdym razem (ca raz w roku) kiedy mu przypominam, że każdy Cyryl ma swoje metody 😉

  116. @Tobermory
    14 czerwca o godz. 16:10

    A mnie się zawsze wydawało, że to Kanada, USA i Francja są największymi na świecie eksporterami np. pszenicy. A może jednak mam rację?
    Pszenica to jednak podstawa wyżywienia znacznej części ludzkości.
    A co do wyzysku, toć przecież nie po to zwyciężyliśmy socjalizm, żeby teraz sobie nie powyzyskiwać. TKM!

  117. Niektóre bogate kraje fundują sobie rolnictwo, które bez subwencji dawno by już na wolnym rynku zbankrutowało. Japonia, Norwegia, Korea Płd. i Szwajcaria fundują swoim chłopom co najmniej połowę ich dochodów.
    Szwajcaria, której rolnictwo (ca 53 tys. gospodarstw) wytwarza poniżej 1 proc. BIP, wydaje na utrzymanie własnego sektora agrarnego ponad 1 proc. BIP. Co roku w stronę rolników płynie 7 mld CHF w postaci subwencji, w tym 2,8 mld to dopłaty bezpośrednie. Tyle samo przeznacza się rocznie na budowę i utrzymanie sieci dróg, autostrad i tuneli.
    Własna produkcja żywności zaspokaja potrzeby kraju w ca 63 proc. W tym zaopatrzenie w produkty pochodzenia zwierzęcego – prawie 100 proc. Chłopom płaci się za pielęgnację krajobrazu, układanie krowich placków w gustowne piramidy, niewycinanie grusz śródpolnych itp. Jest projekt dopłat za nieusuwanie krowom rogów.
    Za nieużywanie dmuchawy z silnikiem benzynowym do zgarniania siana na stoku – 100 Fr. Tyle samo za ułożenie bel kiszonki w plastikowych kondomach w sposób pasujący do krajobrazu…

  118. @Qba
    14 czerwca o godz. 18:01

    No to ci się zdawało.
    Najwięksi producenci zbóż to (w tej kolejności) Chiny, USA, Indie, Indonezja, Brazylia, Francja
    Samej pszenicy – Chiny, Indie, USA, Rosja, Francja, Kanada
    Chiny produkują cztery razy tyle pszenicy co Kanada i ponad dwukrotnie więcej niż USA

  119. Qba
    14 czerwca o godz. 15:45

    Mój komentarz
    Qba, przede wszystkim piszesz nie na temat, unikasz odpowiedzi na konkretne pytania

    1) Qba napisał:
    „Nie twierdziłem, że jest związek, chciałem jeno dać przykład dogłębnej oceny sytuacji, czyli szukania rzeczywistych przyczyn, a nie tych, które akurat pasują.”

    Qba, opisałeś przedsięwzięcia papieża z pielgrzymkami do świata w kontekście dyskusji o agresji u dzieci – skąd ona się bierze. Nadal unikasz odpowiedzi – jaki związek miały pielgrzymki papieża z agresją u dzieci.

    2) Qba napisał:
    „Wydawało mi się, że wyraźnie napisałem, iż dziecko dopasowuje się do otoczenia w sensie największej szansy przeżycia. Jeżeli w jego otoczeniu argumentem jest przewaga fizyczna lub psychiczna, to dziecko jest agresywne.”

    Qba, napisałeś jak najbardziej wyraźnie i jasno, że przyczyna agresji u dzieci jest cywilizacja. Przypominam Twoje słowa:
    „Stąd wniosek, że to my, dorośli, tworzymy okrutne dzieci, bo taką stworzyliśmy cywilizację.”

    Ten wniosek sugeruje, że przed okresem cywilizacyjnym nie było agresji, to cywilizacja stworzyła agresję.

    3) Qba napisał:
    „Ciekawie brzmi określenie „dziki człowiek” w zestawieniu z „prawem naturalnym”. A może to my jesteśmy dzicy, skoro niszczymy wszystko dookoła i siebie przy okazji?”

    Określenie stosowane dla homo sapiens w stanie dzikim (przedcywilizacyjnym, używa się też nazwy człowiek pierwotny) nie ma nic wspólnego z dzisiejszym pojęciem „prawo naturalne”.
    Dziś już nie ma takich ludzi,. Są plemiona żyjące w dżungli np. amazońskiej w stanie „naturalnym”, lecz po pierwsze są to chronione odizolowane cywilizacyjnie enklawy, po drugie mają mniejszy lub większy styk z cywilizacją, a więc ten stan „naturalny” jest trochę sztuczny.

    4) „Oczywiście w naszej dumie bycia rozumnym człowiekiem możemy nie dostrzegać faktu, że używamy rozumu o ogromnej mocy przerobowej do podjęcia decyzji o kolorze auta. To właśnie znaczy nie dorastać do swego mózgu.”

    Zdanie o mocy przerobowej mózgu niewspółmiernej do naszych decyzji jest bałamutne, głupie, retoryczne. Jeśli człowiek ma np. przejść przez kałużę suchą noga po rozrzuconych cegłach, to też używa niewspółmiernie mało mocy przerobowej mózgu, a jak kupuje paczkę papierosów za 12 zł, to zużywana moc przerobowa jest bliska zera – płaci, bierze paczkę, rozpakowuje, wkłada szluga do ust i podpala. Ile trzeba mocy przerobowej mózgu do tego? Czy to oznacza, że mózg jest niepotrzebny, niewykorzystywany przez gatunek homo? Jedni wykorzystują na maksa, inni prawie wcale. Czego to dowodzi? Ze mózg jest za duży?

    Po takim wstępie rozwijasz swoją swoją mglistą ideę pisząc:
    „Sami tworzymy problemy pod kątem ich rozwiązania i jesteśmy dumni, gdy uda się nam je przezwyciężyć. Rzeczywistych problemów unikamy zasłaniając się bogami, szefami, a w ostateczności polityką jako siłą wyższą.”

    To co piszesz, to poezja egzystencji.
    Pzdr, TJ

  120. Głównym zbożem (podstawą wyżywienia) na świecie jest ryż. Pszenica jest na drugim miejscu.

  121. @Tobermory
    14 czerwca o godz. 18:06

    Ja pisałem o krajach, które są największymi eksporterami pszenicy. Ale i tak dzięki za te informacje. Nie śmiałem ich użyć, ale skoro sam je podałeś… One ślicznie podkreślają moją tezę, że produkujemy za dużo, że mamy wszystkiego za dużo, a że nie chcemy się podzielić? No cóż, taki system. Jednak globalna produkcja dóbr podstawowych jest na świecie większa niż zapotrzebowanie. Czasem nawet znacznie większa. Trzeba zatem trochę niszczyć, by cena nie spadła. Na tym też można zarobić. Na ujemnej wartości dodanej?
    Tak samo z pracą – trzeba mieć bezrobotnych, by wartość pracy nie spadła. Bo cena może, a nawet powinna. Taki system. Taka cywilizacja.
    PS
    Zapomniałeś dodać, że jeszcze niedawno Szwajcaria miała drugie miejsce na świecie w eksporcie maszynowym. Cholera, jak oni to robią? 4 języki, 28 kantonów i góry.

  122. @tejot
    14 czerwca o godz. 18:24

    Zetknąłem się kiedyś z sektą scjentologów, którzy próbowali mi wcisnąć drogie kursy albo chociaż podręcznik „dianetyki”, aby poprawić wykorzystanie „mocy przerobowych” mojego mózgu, albowiem przekonani są, że człowiek używa tylko 10 procent możliwości „procesora” w swojej czaszce. Kiedy zaproponowałem, żeby mi książkę swojego guru Hubbarda najpierw pożyczyli na próbę, dali mi spokój 🙁

  123. @tejot
    14 czerwca o godz. 18:24

    Wybacz, nie będę Cię więcej niepokoić. Starałem się używać słów uniwersalnych i łączyć je w konkretny kontekst. Rozumiem, że preferujesz analizę jednego zdania na raz. I, że jesteś zachwycony tym co masz i możesz. Tak trzymać.

  124. @Qba
    14 czerwca o godz. 18:27

    Co to znaczy „nie chcemy się podzielić”?
    Jak wyobrażasz sobie dzielenie się żywnością z ludźmi, którzy nie mają pieniędzy na jej kupno?
    Widziałeś może kontener chłodniczy z tłustymi kurczakami z nadmiernej produkcji w Europie, rozdawanymi lub sprzedawanymi za bezcen na afrykańskim rynku i wiesz, co to oznacza dla lokalnego chłopa, który jedzie rowerem kilkanaście kilometrów do miasteczka, aby na tym rynku sprzedać swoje dwa chude i żylaste kurczaki i kupić np. naftę do lampy albo zeszyty dla dzieci?

  125. @Tobermory
    14 czerwca o godz. 18:20

    Jak to różne źródła różnie podają. Ale wymowa danych raczej się nie zmienia. Produkują bogaci i są bogaci, bo produkują.

    @Tobermory
    14 czerwca o godz. 18:27

    Nie twierdziłem, że jest inaczej.

    @Tobermory
    14 czerwca o godz. 18:35

    A ja nawet kiedyś tę ich biblię otrzymałam. Od najlepszego dentysty, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Na jego prośbę próbowałem czytać. Niestety, nie zgodziłem się już z pierwszym zdaniem i na nim czytanie zakończyłem.
    Ponieważ poznaliśmy się z tym dentystą dosyć dobrze, mogłem go po prostu zapytać o jego przynależność. Odpowiedział, że stać go na to, a dają mu to, na co nie ma absolutnie czasu, czyli spokój psychiczny. Doskonale zdawał sobie przy tym sprawę z rodzaju sekty i jej działalności. Ale cóż, niektórzy palą i piją, choć wiedzą, że to szkodzi. Właściwie dozowana trucizna może być lekarstwem.

  126. Qba napisał:
    „Ciągle używamy silników spalinowych z ubiegłego wieku, ciągle nie mamy sposobu magazynowania energii (szczególnie elektrycznej), ciągle bazujemy na tranzystorze z 1953 roku”

    Mój komentarz
    Qba idea silnika spalinowego, to idea – tłok, korbowód, wał korbowy, 4 suwy, cykl Carnota, itd. Jest taka sama dzisiaj jak 100 lat temu. Natomiast produkt odpowiadający tej idei, to dziś zupełnie inna maszyna niż kiedyś, choć działająca na tej samej podstawowej zasadzie.
    Po pierwsze maszyna ta jest zbudowana z materiałów mocno innych pozwalających zwiększyć osiągi do niebotycznych wartości oraz wyposażona w rozwiązani konstrukcyjne, które dzięki coraz to nowszym, o coraz to lepszych własnościach materiałom i produkowanym coraz taniej, pozwoliło zwiększyć osiągi silników i zmniejszyć ich rozmiary. I na końcu weszła do dziedziny silnikowej (jak i do wielu innych) elektronika, która pozwoliła znacznie zwiększyć osiągi silników, elastycznośc pracy, zmniejszyć zużycie paliwa, itd.

    To nie są ciągle te same silniki, co 100 lat temu!
    100 lat temu jeździły po torach parowozy. Od kilkudziesięciu lat już ich nie ma. 100 lat temu samoloty, to były ciężkie, wolne maszyny, dzisiaj, itd. Idea samolotu jest taka sama. Lecz latające maszyny są zupełnie inne.

    Qba, tranzystor z 1953 roku, to idea wiecznie żywa, lecz wdrażanie tej idei do praktyki technicznej zmienia się gwałtownie. Ta sama idea, która pozwalała produkować 1 tranzystor jako taki malutki powiedzmy grzybek z nóżkami dzisiaj pozwala produkować układy scalone z milionami takich elementów.

    Nawet rowery, proste konstrukcyjnie urządzenia są mocno inne, choć idea roweru (dwa koła, korba z pedałami, 2 koła zębate plus łańcuch) jest wciąż taka sama.

    Qba, znaj proporcje.
    Pzdr, TJ

  127. @Qba
    14 czerwca o godz. 18:27

    Jak oni to robią? Pracują zamiast się modlić i rozmawiają ze sobą mimo tych 4 języków 😉 Na zasadzie „zgoda buduje, niezgoda rujnuje”.
    Ponadto jako jedni z pierwszych na świecie wprowadzili powszechne nauczanie elementarne, szkoły podstawowe i średnie są bezpłatne, w wielu kantonach (jest ich 26) bezpłatne są też podręczniki. Podczas obowiązkowej szkoły (9 klas) państwo (podatnicy) funduje wszystkie pomoce szkolne (zeszyty, ołówki, kredki, pióro wieczne, kalkulator, cyrkiel itd.) Podręczniki są własnością szkoły i wracają do następnych roczników.

  128. @Tobermory
    14 czerwca o godz. 18:43

    Jakiś czas temu państwo obłożyło podatkiem pewnego piekarza za to, że niesprzedane pieczywo rozdawał wieczorem potrzebującym. Taki system. Twoje oburzenie też się tu wpisuje. Ale to właśnie cytowana przez Ciebie Szwajcaria sprawdzała niedawno w referendum, czy może jednak każdy Szwajcar ma dostawać podstawę (solidną) do życia, niezależnie od tego czy i co robi.
    Jeżeli tak poważnie traktujesz gospodarkę rynkową, to może powinniśmy wrócić do czasów rzeźni w Chicago i ich wspaniałej rotacji kadrowej z powodu dużej śmiertelności? Może sprowadzić tych wszystkich głodujących i niech pracują na nas?

  129. A propos roweru, to kilka dni temu w Niemczech świętowano 200-lecie tego wynalazku. W 1817 roku pan Karl Drais z Sauerbronn opatentował pojazd jednośladowy – maszynę biegową, którą wprawiano w ruch odpychając się nogami. Miała to być alternatywa dla konia wobec ciągle rosnących cen owsa. Pojazd osiągał prędkość 13-15 km/h. Dzisiaj przeżywa renesans w postaci odpychanych nogami rowerków dla dzieci. Pojazd nazwano drezyną.

  130. @tejot
    14 czerwca o godz. 18:52

    Jednak chyba piszemy o innych światach. To wszystko, co wymieniłeś, to – ważne – ale duperele, upiększenia. Zasady – jak sam raczyłeś zauważyć – pozostają ciągle te same. Takim samym skokiem technologicznym było hartowanie drewna w ogniu jak i stali. Ten sam proces. A że materiał nieco inny?
    A układy scalone mają już miliardy tranzystorów, ale czy ilość przechodzi w jakość? Możesz przetworzyć milion razy więcej informacji w sekundę, ale to ta sama sekunda i ta sam informacja.
    Ja jestem wielbicielem techniki w sensie jej tworzenia i dlatego potrafię docenić to, co się (za mojego życia) zmienia. Ale widzę też, że to jest ciągle wykorzystywanie starych odkryć. I wiem, że przyczyna leży w systemie – jak długo można z zyskiem sprzedać stare, tak długo nie będzie nowego. Jedynie państwo mogłoby sfinansować badania podstawowe. Ale jakoś nie finansuje. System patentowy nie sprzyja.

  131. @Qba
    14 czerwca o godz. 19:00

    C’mon, Qba! Zostaw tę tanią demagogię. W owym referendum Suweren był przeciwny. Głównym argumentem przeciwników było demoralizujące „dawanie pieniędzy za nic”.
    Wcale nie chodzi mi o gospodarkę rynkową, ale o rozchwianie i tak słabej gospodarki biednych krajów.
    Jeśli zaczniesz rozdawać żywność w okolicy, która tę żywność również produkuje, to niszczysz podstawę utrzymania lokalnych producentów. Albo zacznij rozdawać rowery pod fabryką, która także produkuje takie pojazdy… A potem możesz zacząć rozdawać kurczaki ludziom zwolnionym z tej fabryki.

  132. @Tobermory
    14 czerwca o godz. 19:17

    Wybacz, ale nigdy nigdzie nie wspominałem o rozdawaniu.
    Świat ludzi (podobno rozumnych) nie jest w stanie wprowadzić systemu, który były efektywny, tzn. wykorzystywał w równym stopniu możliwości każdego. My zawsze mamy system, w którym ci najbardziej nieefektywni wykorzystują tych najbardziej efektywnych, a cała nauka to popiera, bo też w takim systemie działa. A dla tych nieco mniej efektywnych mamy co najwyżej pobłażanie. I jałmużnę.

    Szkoda, że tak odebrałeś wynik referendum. Dla mnie istotna była znaczna liczba głosów „za”. Tak znaczna, że nawet autorów zaskoczyła. Stwierdzili, że w takiej sytuacji jest sens powtórzyć referendum już za dwa lata.

    Twierdzenie – „demoralizujące dawanie pieniędzy za nic” jest właśnie demagogią i do tego durną. Na całym świecie sprawdzono to setki razy – taki system działa dokładnie odwrotnie – mobilizująco. Ale to nie pasuje do naszego najlepszego systemu, w którym kilku ma tyle, co reszta. Bo to dopiero jest bodziec!

  133. @Qba
    14 czerwca o godz. 19:40

    „Szkoda, że tak odebrałeś wynik referendum”

    A jak ja twoim zdaniem odebrałem wynik tego referendum?

    Oczywiście, że argumenty przeciwników zakrawały na demagogię, ale odbierane był przez ludzi ciężko pracujących i widzących, na co idą ich wysokie podatki. I nie potrafiących wyobrazić sobie, że komuś o zagwarantowanym podstawowym dochodzie będzie się chciało zakasać rękawy i zasuwać nadal, jak dotąd. Chociaż na przykładzie rolników mają już prototyp takiego modelu 😎

  134. Ale o co chodzi 🙂

  135. @NeferNafer, z godz. 19:52
    O kwadraturę koła. Jak zaczną pisać o wędce zamiast ryby, to wyłączę się z czytania 🙁

  136. Czemu rewelacje Wyborczej, że za aferą podsłuchową stoją agenci Kamińskiego, nie cieszą się zainteresowaniem?
    Ciekawa jestem

  137. @Jiba
    Bo to wcale nie są rewelacje, ale oczywista oczywistość.

  138. anumlik
    14 czerwca o godz. 20:46

    Ty to wiesz i ja to wiem, ale czy suweren to wie?
    Moim zdaniem powinien. Ze trzy razy dziennie.

  139. anumlik
    14 czerwca o godz. 20:18

    coś koło tego bo mam podobne odczucia 😉

    Jiba
    14 czerwca o godz. 21:01

    suweren ma to gdzieś chyba że ksiądz z ambony powie a i to niepewne.

  140. Qba
    14 czerwca o godz. 19:13
    @tejot
    14 czerwca o godz. 18:52
    Jednak chyba piszemy o innych światach. To wszystko, co wymieniłeś, to – ważne – ale duperele, upiększenia. Zasady – jak sam raczyłeś zauważyć – pozostają ciągle te same.

    Mój komentarz
    Qba, chrzanisz o technice opartej o ciągle te same zasady, narzekasz, że nie powstają nowe.

    Qba, koło zawsze będzie okrągłe i nic z tym dalej nie da się zrobić. Grawitacja ziemska wynosi 9,81 m/s^2 i nic z tym nie da się zrobić. Ciśnienie na powierzchni Ziemi (to ciśnienie, które wtłacza powietrze do silników, to ciśnienie, które pozwala zasysać pompom i dmuchawom powietrze) wynosi 1 bar Jest to ciśnienie, przy którym prowadzona jest asymilacja w roślinach i nic się z tym nie da zrobić. itd. Można obejść te warunki otoczenia, lecz tylko w szczególnych przypadkach. Człowiek musi mieć w atmosferze tlen i ciśnienie 1 bara i odpowiedni zakres temperatur, rośliny muszą mieć światło, wodę, NPK jako pierwiastki pierwszej potrzeby, mikroelementy, ryby wodę o odpowiednim składzie i temperaturze, itd.

    Praw fizyki i warunków przyrody nie przeskoczysz. Zasoby ziemskie (nie chodzi o węgiel, czy rudy metali, tylko o biocenozę ziemską, o ekosystem ziemski) są ograniczone. Tego też nie da rady przeskoczyć.

    Bajanie, ze żywności jest dużo i będzie dużo, jest nadprodukcja, wystarczy dla wszystkich (dla ilu – 10, 20 milionów), tylko nie chcemy się dzielić z innymi, to nie tylko przejaw demagogii, ale i ignorancji.
    Ziemia ma skończoną wielkość. Mieści tyle produkcji roślinnej i zwierzęcej ile jest w stanie zrównoważyć składem powietrza, wody, asymilacją prowadzoną przez świat roślin, obiegiem pierwiastków i związków chemicznych, obiegiem materii w świecie ożywionym, itd.
    Pzdr, TJ

  141. anumlik
    14 czerwca o godz. 20:46

    nie zdziwiłoby mnie nawet jak by za tym stały ruskie.

    a paradox to gdzie się podział?

  142. @Qba
    14 czerwca o godz. 18:27

    Oni to robią tak:
    „https://www.youtube.com/watch?v=xjzVEqr0FR8”

    Byli i są pralnią brudnych pieniędzy. Dlatego Hitler zostawił ich w spokoju. Teraz trudnią się produkcją brudnego złota, dewastując biedne kraje.
    Na szczęście Kalwin dał im podstawy demokracji. Bieda nauczyła oszczędności.

  143. Qba
    14 czerwca o godz. 19:13
    @tejot
    14 czerwca o godz. 18:52
    Jednak chyba piszemy o innych światach. To wszystko, co wymieniłeś, to – ważne – ale duperele, upiększenia. Zasady – jak sam raczyłeś zauważyć – pozostają ciągle te same. Takim samym skokiem technologicznym było hartowanie drewna w ogniu jak i stali. Ten sam proces. A że materiał nieco inny?

    Mój komentarz
    Qba, pisząc o hartowaniu drewna i stali jako tym samym procesie ujawniasz swoją dowagę w prawieniu banialuków.
    Hartowanie drewna, to nazwa procesu konserwowania i upiększana faktury drewna nie mająca nic wspólnego z procesem hartowania stali. Absolutnie nic wspólnego.
    Pzdr, TJ

  144. tejot
    14 czerwca o godz. 14:10

    Zaludnienie Ziemi eksploduje, a zasoby odnawialne decydujące o równowadze ekologicznej, wyznaczające pojemność ekologiczną Ziemi są wciąż takie same.

    Zaludnienie eksploduje ==>>> Zgadzam sie…

    Zasoby odnawialne, …., sa wciaz takie same ==>>> NIE ZGADZAM SIE…!!!

    Bo jest cos takiego, jak Earth Overshot Day, czyli dzien zuzycia rocznej produkcji Ziemi w zakresie dobr odnawialnych.

    Poczytaj sobie:

    Earth Overshoot Day
    The concept of an environmental credit is aligned to Earth Overshoot Day (Ecological Debt Day). Earth Overshoot Day is the point in the year at which the world economy moves from generating growth with renewable resources, to generating growth with non-renewable resources. After Earth Overshoot Day, humanity is dependent on environmental credit to sustain its standard of living. Currently just over a quarter of the year is spent living on environmental credit.

    {Koncepcja kredytu srodowiskowego jest zwiazana z „Dniem Przestrzelenia”, czyli z dniem zaciagania „Dlugu Ekologicznego”. „Dzien Przestrzelenia” jest tym dniem roku, w ktorym swiatowa gospodarka przestaje generowac wzrost w oparciu o zasoby odnawialne… (tu przestaja sie zgadzac z zacytowanym oryginalem i dalej wypowiadam mysl wlasna….) , i dalej rozwija sie, zuzywajac zasoby srodowiska, ktore w roku nastepnym juz sie nie odtworza.Oznacza to, ze zeby zachowac standard zyciowy, ludzkosc zaciaga kredyt srodowiskowy, ktory obecnie osiagnal poziom 5cio miesiecznej „produkcji” ziemskiego srodowiska.}

    Earth Overshoot Day (EOD), previously known as Ecological Debt Day (EDD), is the date on which humanity’s resource consumption for the year exceeds Earth’s capacity to regenerate those resources that year. Earth Overshoot Day is calculated by dividing the world biocapacity (the amount of natural resources generated by Earth that year), by the world ecological footprint (humanity’s consumption of Earth’s natural resources for that year), and multiplying by 365, the number of days in one Gregorian common calendar year:

    {Swiatowy „Dzien Przestrzelenia”(EOD), poprzednio znany jako Dzien Dlugu Ekologicznego (EDD), jest data dniam, w ktorym ludzkosc przekracza swoim zuzyciem zdolnosc Ziemi do odtworzenia zuzytych w danym roku zasobow. „Dzien Przestrzelenia” jest obliczany przez podzielenie swiatowej biozdolnosci (wielkosci zasobow odnawialnych, odtworzonych w danym roku przez planete Ziemia), przez „swiatowy odcisk ekologiczny”, czyli to co ludzkosc konsumuje w danym roku z zasobow odnawialnych Ziemi i pomnozeniu przez 365, czyli liczbe dni w roku zgodna z powszechnym kalendrzem.}

    Progression of the dates of Earth Overshoot Day with equivalent number of Earths
    When viewed through an economic perspective, EOD represents the day in which humanity enters an ecological deficit spending. In ecology the term Earth Overshoot Day illustrates the level by which human population overshoots its environment.

    Jak powyzsze rozumiem, bo z tlumaczeniem sie nie do konca zgadzam:

    {„Dzien Przestrzelenia” czyli EOD, z punktu widzenia gospodarki, oznacza dzien, w ktorym ludzkosc wchodzi w deficyt. Z ekologicznego punktu widzenia EOD oznacza poziom przeeksploatowania srodowiska… }

    Earth Overshoot Day is calculated by Global Footprint Network and is a campaign supported by dozens of other nonprofit organizations. Information about Global Footprint Network’s calculations and national Ecological Footprints are available online.

    Na przyklad ten artykul, jeden z wielu na temat „overconsumption”:

    „http://www.euractiv.com/section/sustainable-dev/news/wwf-human-consumption-is-outpacing-earth-s-capacity/

    Osobiscie sadze, ze jest znacznie gorzej, bo nigdzie nie spotkalem sie z kalkulacja uwzgledniajaca „overconsumption” bazujaca na stratach spowodowanych „overconsumption” w roku poprzednim. Niemniej, jesli nawet ten czynnik nie jest uwzgledniany, to i tak sie „wlos ostatni” na glowie ze strachu jerzy, gdy sobie czlowiek uswiadomi, co oznaczaja podane nizej dane.

    A tu niepelna tabelka obrazujaca narastajacy problem „kredytu ekologicznego”, zapewne niepelna, bo oparta wylacznie na tym co moze byc bezspornie udokumentowane:

    Date of EOD on the release year
    Year Overshoot Date
    1987 December 19…….. – 31 – 19 = 12
    1988 …… estimation …………….. = 17
    1989 …… estimation ……………… = 20
    1990 December 7……….. – 31 -07 = 24
    1991 …… estimation ……………… = 26
    1992 …… estimation ……………… = 30
    1993 …… estimation ……………… = 33
    1994 …… estimation ……………… = 37
    1995 November 21 …….. – 61 -21 = 40
    1996 …… estimation ……………… = 44
    1997 …… estimation ……………… = 48
    1998 …… estimation ……………… = 52
    1999 …… estimation ……………… = 56
    2000 November 1 ……… – 61 – 01 = 60
    2001 …… estimation ……………… = 62
    2002 …… estimation ……………… = 65
    2003 …… estimation ……………… = 67
    2004 …… estimation ……………… = 69
    2005 October 20 ………. – 92 – 20 = 72
    2006 …… estimation ……………… = 69
    2007 October 26 ………. – 92 – 26 = 66
    2008 September 23 ….. – 122 -23 = 99
    2009 September 25 …. – 122 – 25 = 97
    2010 August 21 ………. – 153 – 21 = 132
    2011 August 27 ………. – 153 – 27 = 126
    2012 August 22 ………. – 153 – 22 = 131
    2013 August 20 ………. – 153 – 20 = 133
    2014 August 19 ………. – 153 – 19 = 134
    2015 August 13 ………. – 153 – 13 = 140
    2016 August 8 ……….. – 153 – 08 = 145
    2017 August 2 ……….. – 153 – 02 = 151
    =========================
    RAZEM………….. = 2257 DNI

    Co rowna sie = 6.18356 roku….

    Od 1987 roku do dzis, ludzkosc zaciagnela dlug srodowiskowy calkowity – ED total = 6,2 roku…

    Zeby wyrownac, czytaj splacic, zaciagniety dlug, ludzkosc musialaby na okolo 6,2 roku wstrzymac oddychanie, picie, jedzenie i wszelka inna aktywnosc ekonomiczna, o zyciowej aktynosci nie wspominajac, czyli doslownie NIC nie pobierac ze srodowiska…

    Dlugi trzeba splacac…

    Czym i jak zaciagniety od srodowiska dlug splacimy, gdy przyjdzie do nas „komornik”?

    Powyzsze, moj drogi @tejocie, napisalem w poscie do Ciebie adresowanym, ale z mysla o wszystkich innych blogowiczach, zeby mieli o czym sobie na „dobranoc” pomyslec…

    Do Ciebie, mam jedna tylko uwage:

    Niestarannie i nieuwaznie napisales o „pojemnosci ekologicznej Ziemi” uwazajac, ze jest niezmienna. Zapewne tak napisales, nie majac wiedzy na ten temat. Jest to dokladnie taka sama sytuacja, w ktorej innym wytykasz popelnianie bledow. Tym razem, to Ty blad popelniles…

    @Wszyscy

    Poznajac dane wyzej przedstawione, wyobrazilem sobie „ludzkosc”, pod postacia czlowieczka na czubku wysokieeeego drzewa. „Czlowieczek” scial juz czubek drzewa i sporo galezi ponizej „czubka”. Siedzi na kolejnej usychajacej galezi i zawziecie ja piluje i na zmiane rabie toporem… Jest juz, mniej wiecej w 3/4 wysokosci pierwotnej, tego drzewa… Drzewa Zycia, jakby sie kto pytal, bo nie rozumie o co chodzi…

  145. @NeferNefer, z godz. 21:47
    nie zdziwiłoby mnie nawet jak by za tym stały ruskie.
    Stoją. Powiązania Falenty z rosyjską mafią węglową oraz ze „służbami” zostały udowodnione, a Falenta stał się przykrywką dla Kamińskiego.
    a paradox to gdzie się podział?
    Nie widzę go też na innym blogu, gdzie się często spotykaliśmy.

  146. @lonefather 14 czerwca o godz. 22:24

    Eckart Tolle w jakimś wywiadzie ujął to dość lapidarnie: „jeśli organizm chce się pozbyć bakterii, po prostu podnosi temperaturę o kilka stopni…” Ziemia czyli globalny ekosystem może łatwo pozbyć się zarazy. Póki co, jednak warto się cieszyć każdym dniem. Zanim przejmą po nas schedę jakieś na razie nie sprecyzowane pierwotniaki 🙂

  147. @lonefather, z godz. 22:24
    Tejot napisał w jednym – ostatnim – akapicie, o godz. 21:46 dokładnie to samo, co Ty w dłuuuugim wywodzie 😉

  148. Karaluchy lubią ciepło 😎
    Tymczasem Włochy przymierzają się do przestawienia swojego rolnictwa na typowe dla strefy subtropikalnej. Na Sycylii pojawiły się warunki do uprawy avocado, papai, mango…

  149. Lonefather, zgadzam się. Zasoby odnawialne przestały się odtwarzać w ilości zapewniającej ciągłość funkcjonowania ekosystemu w równowadze.
    Zgadzam się z koncepcją kredytu ekologicznego. Generalnie wyznaję zasadę, że nie tylko należy przewidywać, co się może podziać w dłuższej perspektywie (kilkadziesiąt lat, kilkaset lat) z ekosystemem ziemskim, lecz należy dmuchać na zimne.
    Pzdr, TJ

  150. Spotykają się dwie planety
    – Coś marnie wyglądasz?
    – Eh, wiesz, mam homo sapiens 🙁
    – Nie martw się. Samo przejdzie

  151. anumlik
    14 czerwca o godz. 22:35

    Na rękę im było pozbyć się Komorowskiego i wygrana PiSu żeby odsunąć Polskę od Europy zachodniej, znakomicie się udało. Nikt się chyba wtedy nie domyślał po co te ośmiorniczki itede. Szkoda że byliśmy polem ćwiczebnym i awangardą przed Brexitem i Trumpem, dobrze że chociaż Francja na czas na oczy przejrzała :/

    Ręce mi opadają na widok tego co PiS robi i sił zaczyna brakować, że też Polskę musiało takie nieszczęście jak Kaczyński trafić – oraz reszta służalców, karierowiczów, chciwców. A niektórzy już się urządzają, w tej…

  152. Nie lękajcie się, zaraz będę rozkoszniusio świergolić bo inaczej mnie krew jaśnista zaleje 🙂

  153. Ja też lubię ciepło 🙁 wydało się

    Mój ulubiony portret ulubionego artysty

    http://www.2plus3d.pl/assets/images/872_lightbox_8_Daniel_Mroz.jpg

  154. @NeferNefer
    14 czerwca o godz. 22:54

    To też masz szansę przetrwać global warming
    Ja potrzebuję chłodzenia, śniegu i lodowców 🙁

  155. tejot
    14 czerwca o godz. 22:44

    … dmuchać na zimne i… sadzić drzewa, a nie wycinać.

  156. A Donald T.Rump nie wierzy w globalne ocieplenie. I co mu zrobicie?

  157. anumlik
    14 czerwca o godz. 22:43

    Czytalem, ale wyjasnienie, nie wyjasnia tego o co sie w rooooozciaglosci problemu rozchodzi.

    Wiec co?

    Masz mi za zle, ze podalem fakty?

    Czy tylko sie zwyczajnie czapiasz, zeby cokolwiek powiedziec?

  158. Są tacy co wierzą, że ziemia jest płaska – i twierdzą, że mają prawo do własnej opinii.
    A że zdjęcia z kosmosu? Zmanipulowane w Photoshopie! I nikt się na to nie nabierze.

    W XVIII wieku te reformy były do kolan, ale za to jakże przewiewne! Sądząc z obrazka.

  159. @lonefather
    Oczywiście, że się czepiam. Nie zauważyłeś, że najczęściej nie mam nic do powiedzenia, a chciałbym jakoś istnieć na tym blogu? Loneczku, przeca Ty bystry jesteś… 😀

  160. @anumlik 15 czerwca o godz. 0:03
    To ironia czy krotochwila?

  161. O cholera!
    Chyba zablokowalem Pana Andrzeja Celinskiego….

    Umiescilem wlasny koment, czyli post, pod jego ostatnim blogowym wpisie na „Emerytowanym Demokracie”…

    http://celinski.blog.polityka.pl/2017/06/13/tylko-satrapia-walczy-z-piosenka/#respond

    I od wczoraj ZERO komentow…ZERO MODERACJI…

    Nigdy do tej pory to sie nie zdarzalo, wiec mam wrazenie, ze sie to stalo wskutek mojego postu, i koniecznsci podjecia decyzji, czy go „wyciac”, czy zaakceptowac…

    Moj post napisany 14 czerwca o godz. 3:07 12716:

    lonefather
    14 czerwca o godz. 3:07 12716
    @Pan Andrzej Celinski

    Az mi glupio to pisac, ale doslownie wstrzasnelo mna, ze Pan ktory tyle razy celnie pisal o Kaczynskim i jego PiSie, tak sie mota w dzisiejszym wpisie blogowym, zadajac pytania, ktore jak dla mnie sa retoryczne, tylko…

    „W imię czego? Wobec jakich konieczności? Dla jakiego dobrego projektu?”

    Co u diabla ciezkiego, powoduje ze Pan, znajac odpowiedz, w co nie watpie, stawia pytania i sam na nie nie odpowiada?

    W imię czego?
    W imie paranoicznej zadzy wladzy Jaroslawa Kaczynskiego.

    Wobec jakich konieczności?
    Wobec „geriatrycznej” potrzeby zaspokojenia chorej „koniecznosci” dokonania zemsty, na faktycznych i urojonych wrogach. W tym na Polsce i Polakach „en mass„, ktora to Polska i Polacy, w kolejnych wyborach odmawiali, jemu Kaczynskiemu, udzielenia tej „waaaaadzy”…

    Dla jakiego dobrego projektu?
    Teraz juz zadnego …
    Kiedys, te jakies dwadziescia pare lat temu, to moze i mial, on Kaczynski, jakis „projekt”, bo cos tam z tego co mu po glowie sie paletalo, zdradzil w wywiadzie rzece Teresie Toranskiej. Ale to bylo kiedys i dzis juz jest nieprawda, bo paranoiczne obsesje, ktore tocza Kaczynskiego, „zzarly” i powypaczaly wszystko cokolwiek sensownego mial kiedys do zaproponowania i jedyne co pozostalo i z czego dokonaniem sie tak spieszy, to tylko wspomniane, wladza i zemsta…

    Ten caly PiS, to moze kiedys i byl partia polityczna. Wodzowska, autorytarnie rzadzona partia, zbieranina roznego rodzaju frustratow i nieudacznikow. Ale pod wodza Kaczynskiego, w momencie ponownego zdobycia wladzy, z partii politycznej zmienili sie w organizacje przestepcza.

    Tak, to sa twarde slowa prawdy, ale trzeba jej odwaznie spojzec w oczy i zobaczyc rzeczy jakimi sa, a nie jak sa nazywane, czy jak tlumaczone. W tym i przez Pana tlumaczone…

    Tak jak mozna nozem do chleba, kroic chleb, tak mozna tym samym nozem poderznac gardlo. Identycznie mozna metodami politycznymi, powszechnie akceptowanymi, uprawiac polityke ku wspolnemu dobru, tak samo mozna, tymi samymi „politycznymi metodami” uprawiac polityke niezgodna z dobrem powszechnym …

    Wymienil Pan kilka najglosniejszych, z zapewne juz tysiecy nieznanych, przstepstw przeciwko prawu, przyzwoitosci i rozumowi, jakich sie dopuscili „ludzie Kaczynskiego” w imie swoich interesow i interesikow. Jedne lepiej rozumiemy, innych jeszcze nie, ale wszystkie maja wspolna ceche, sa chronione, bo popelniaja je ludzie majacy „carte blanche od wodzunia Kaczynskiego, w zamian za bezwzgledna wiernosc i poparcie wodzunia.

    Tak, tak Panie Andrzeju, Pan to wie, rownie dobrze jak ja. PiS jest zorganizowana grupa przestepcza, ktora popelnia na razie glownie zlodziejstwo i dewastacje kraju i prawa, ale wylacznie kwestia czasu jest, gdy do rejestru przestepstw bedziemy musieli dopisac znacznie ciezsze wykroczenia i byc moze rowniez i zbrodnie. Bedziemy je dopisywac, bo taka jest nieunkniona kolej rzeczy, zgodnie z regula, ze przemoc wywoluje opor, a rosnacy opor jest dlawiony represjami. I tylko kwestia czasu bedzie, ze na jakims policyjnym posterunku …., lub w czasie dlawienia jakiejs demonstracji …

    Sam Pan wie jak to bylo i wie Pan, ze Kaczynski wladzy zdobytej, dobrowolnie nie odda.
    I nei tylko on nie odda. Wszyscy beneficjenci Kaczynskiego, obdarowani przez niego i skorumpowani, wolnoscia kradziezy i czastkami wladzy. beda wladzy zdobytej bronic z uwagi, zarowno na posiadanie, jak i ze zwyklego strachu przed rozliczeniem.
    I co wiecej, beda w tym wspierani przez Kosciol Katolicki, ktory jest najwiekszym beneficjentem Kaczynskiego…

    Pan to przeciez wie, prawda? A pyta sie Pan o, za przeproszeniem, „duperele” malo wazne…

    Twój komentarz czeka na moderację.

    {Ma „zagwozdke” najwyraznej Pan Andrzej Celinski, czy ocenzurowac, czy „puscic”…}

  162. anumlik
    15 czerwca o godz. 0:03

    Nie jestem „czepiakiem”, ale po kim, jak po kim, ale po Tobie to sie zdecydowanie wiecej spodziewam…

    No chyba, ze mnie z tego spodziewania sie, zwolnisz. Ale to ostatnie to musisz jakos wyrazniej zaakcentowac, zebym zrozumial ja i inni blogowicze, ze sie zdecydowales isc na „latwizne”… Twoja decyzja Panie.

  163. @Na marginesie, z godz. 0:06
    Poważna odpowiedź na poważne pytanie bardzo poważnego komentatora 😉

  164. tejot
    14 czerwca o godz. 22:44

    Znow niby slusznie, ale jakze mylnie jednoczesnie…

    Problem nie w tym, ze sie „zasoby nie odtwarzaja”, tylko w tym, ze planeta traci zdolnosc do odtwarzania zasobow.

    Prosze, przemysl problem, nim znow napiszesz. Przemysl, zebym nie musial Ciebie nieustannie korygowac. Bo mi jest zwyczajnie glupio to robic… Bo sobie nadzwyczajnie cenie Ciebie i Twoje spostrzezenia na blogu prezentowane.

  165. Dla tych co sie jeszcze spac nie polozyli…

    Droga kupna, wydajac £1.15 wszedlem w posiadanie 2 (dwuch slownie) popularnych w angloterre brukowcow, Daily Mirror i The Sun.

    Brukowce w odroznieniu od „mainstreamu” zwracaja sie do wekszosciowej czesci spoleczenstwa i wlasnie dlatego, przypatrzmy sie co wiekszosci angielskiego spoleczenstwa oferuja na pierwszych stronach dwa najpopularniejsze w UK brukowce…

    Jesli myslicie, ze bedzie to pozar 24 pietrowego wierzowca, to sie mylicie.

    W The Sun, pozar wierzowca znajdziemy na … zadnej sronie… w calym, doslownie calym 56 stronicowym wydaniu, ani jednej, powtorze ani jednej strony sie nie znajdzie, z informacja o pozarze, ktorym tak sie Polska zajmuje…

    A co znajdziemy?

    Strona tytulowa: Charity WASTE fury, czyli przekret w organizacji dobroczynnej RSPCA, ktorej lokalny w hrabstwie Kent boss, donowal rocznie £1 000 000 (jeden milion fontow) na dom, w ktorym jego wlasna corka opiekowala sie 12 (dwunastoma) kotami. On sam i jego zona, czyli rodzice dziewczynki, mieszkali we wspomnianym domu nie placac czynszu …

    Str 2: Deal z DUP dzis oczekiwany, czyli rozwazania o kosztach poparcia Polnocno Irlandzkich Unionistow. Dodatkowo tekst o tym, ze Torysi utracii poparcie „niebieskich kolnierzykow”.

    Str 3: „porno dla ubogich” czyli fota rozneglizowanej Mel Sykes i plota o tym, ze Ed Milliband byly lider Partii Pracy bedzie gosciem DJ’a w Radio2.

    Str 4: Wiodacy art to „Aspiryna „zabija””. Reszta smiecie informacyjne.

    Str 5: Art dokladnie opisujacy kulisy przekretu finansowego ze strony tytulowej.

    Str 6: Inflacja podskoczyla do 2,9%. Sex zabawki dla astmatykow i „Mama bedaca swiadkiem smierci na torach, obawia sie, ze zostanie oskarzona o spowodowanie tejze smierci”…

    Sie mi nie chce wiecej …

    A w Daily Mirror, czy znajdziemy cos o pozarze wierzowca?

    Szukam…

    Strona tytulowa: Zolnierze SAS (elita elit wojsk specjalnych), uzbrojeni pelnia sluzbe na ulicach Londynu i innych miast, przebrani za zebrakow, z pelna gotowoscia do akcji, na wypadek atakow terrorystycznych podobnych do tych z Manchesteru i Londynu…

    Str 2: Brexit spowodowal wzrost inflacji do poziomu sprzed 4 lat, info ze to jest 2,9% w 4 linijce tekstu. Poza tym, aspiryna, czyli ze jedna tabletka dziennie „zabija” czyli stopuje koagulacje krwi w pewnych rodzajach zakazen.

    Str 3: Fotoreprtarz z Konga, z Sierocinca dla gorskich goryli, o tym jak gorylica Matabishi pociesz swojego opiekuna Matthieu. Foty ladne i wzruszajace. A poza tym info, ze smierc bylej kochanki Keitha Richardsa ze Stonesow, Anity Pallenbergh, powalila go na kolana, czyli zdewastowala.

    Str 4 i 5: Posiwiecone terrorowi w UK… czyli „spiochom” panstwa islamskiego..

    Str 6 i 7: O tym, ze „wielcy” sposrod Konserwatystow „odstrzeliwuja” Premier May i powoduja chaos w rzadzie.

    Lece dalej, czyli szukam pozaru…

    Str 12: Gang „odessal” £ 1 000 000 w paliwie z rurociagu…

    lozeszzzzz…. Str 14/15: Gwiazdka Chizzy wyznaje, ze po zawiedzinej milosci ma nadzieje na swietlana przyszlosc i znalezienie Mr Right… cokolwiek to ma znaczyc…

    Str 19: Pan Bill Bent myslal, ze wygral pol litra mleka, a to sie okazal byc £1 000 000 (jeden milion) funtow… Poza tym finanse rozwodowe rodziny Sharp, czyli £2 000 000 funtow zasadzone przez Sad Rodzinny Panowi Sharp, ajko wyrownanie po tym, gdy jego byla zona dostala ponad 10 milionow £ w bonusach…

    Str 20: Wzruszajaca i powalajaca story o tym ze po 66 latach wreszcie sie pobrali, po tym gdy ich byli/le zony i mezowie poumierali … opatrzone stosowna fotka siwowlosych nowozencow.

    Str 26: Story o „kacie Hitlera”, ktory zabil dla niego 3000 ludzi, a pozniej wykonywal noryberskie wyroki smierci. Odrazajace.

    Str 29: Sudoku

    Str 30: Komiksy i horoskopy.

    Str 36: Obawy o emerytury pod „nowymi” rzadami, czyli cos czym prawdziwi Polacy sie wogle, lub niemal wogle, nie przejmuja. Czytelnicy pytaja, redakcja odpowiada…

    reszta to reklamy, program TV i sport…, a o pozarze, jak w The Sun, ani jednego slowa.

    Czy byl wczoraj w nocy pozar 24 pietrowego wiezowca w Londynie? Gdyby sie oprzec na wspomnianych wyzej tabloidach, to nie bylo w lOndynie zadnego pozaru… W calym UK nie bylo zadnego pozaru, co tu o Londynie wspominac i sie rozdrabniac… wszak bylo tyle innych ciekawych rzeczy.

    ps To dla blogowiczow i ku waszej uciesze i wiedzy nabylem i zdalem sprawe z lektury

  166. …. i zdalem sprawe z lektury The Sun i Daily Mirror.

    Dopisuje, bo sie jakos tam cos nacisnelo i uciaeklo nim pisanie zakonczylem…

  167. Dla tych co sie jeszcze spac nie polozyli…

    Droga kupna, wydajac £1.15 wszedlem w posiadanie 2 (dwuch slownie) popularnych w angloterre brukowcow, Daily Mirror i The Sun.

    Brukowce w odroznieniu od „mainstreamu” zwracaja sie do wekszosciowej czesci spoleczenstwa i wlasnie dlatego, przypatrzmy sie co wiekszosci angielskiego spoleczenstwa oferuja na pierwszych stronach dwa najpopularniejsze w UK brukowce…

    Jesli myslicie, ze bedzie to pozar 24 pietrowego wierzowca, to sie mylicie.

    W The Sun, pozar wierzowca znajdziemy na … zadnej sronie… w calym, doslownie calym 56 stronicowym wydaniu, ani jednej, powtorze ani jednej strony sie nie znajdzie, z informacja o pozarze, ktorym tak sie Polska zajmuje…

    A co znajdziemy?

    Strona tytulowa: Charity WASTE fury, czyli przekret w organizacji dobroczynnej RSPCA, ktorej lokalny w hrabstwie Kent boss, donowal rocznie £1 000 000 (jeden milion fontow) na dom, w ktorym jego wlasna corka opiekowala sie 12 (dwunastoma) kotami. On sam i jego zona, czyli rodzice dziewczynki, mieszkali we wspomnianym domu nie placac czynszu …

    Str 2: Deal z DUP dzis oczekiwany, czyli rozwazania o kosztach poparcia Polnocno Irlandzkich Unionistow. Dodatkowo tekst o tym, ze Torysi utracii poparcie „niebieskich kolnierzykow”.

    Str 3: „porno dla ubogich” czyli fota rozneglizowanej Mel Sykes i plota o tym, ze Ed Milliband byly lider Partii Pracy bedzie gosciem DJ’a w Radio2.

    Str 4: Wiodacy art to „Aspiryna „zabija””. Reszta smiecie informacyjne.

    Str 5: Art dokladnie opisujacy kulisy przekretu finansowego ze strony tytulowej.

    Str 6: Inflacja podskoczyla do 2,9%. Sex zabawki dla astmatykow i „Mama bedaca swiadkiem smierci na torach, obawia sie, ze zostanie oskarzona o spowodowanie tejze smierci”…

    Sie mi nie chce wiecej …

    A w Daily Mirror, czy znajdziemy cos o pozarze wierzowca?

    Szukam…

    Strona tytulowa: Zolnierze SAS (elita elit wojsk specjalnych), uzbrojeni pelnia sluzbe na ulicach Londynu i innych miast, przebrani za zebrakow, z pelna gotowoscia do akcji, na wypadek atakow terrorystycznych podobnych do tych z Manchesteru i Londynu…

    Str 2: Brexit spowodowal wzrost inflacji do poziomu sprzed 4 lat, info ze to jest 2,9% w 4 linijce tekstu. Poza tym, aspiryna, czyli ze jedna tabletka dziennie „zabija” czyli stopuje koagulacje krwi w pewnych rodzajach zakazen.

    Str 3: Fotoreprtarz z Konga, z Sierocinca dla gorskich goryli, o tym jak gorylica Matabishi pociesz swojego opiekuna Matthieu. Foty ladne i wzruszajace. A poza tym info, ze smierc bylej kochanki Keitha Richardsa ze Stonesow, Anity Pallenbergh, powalila go na kolana, czyli zdewastowala.

    Str 4 i 5: Posiwiecone terrorowi w UK… czyli „spiochom” panstwa islamskiego..

    Str 6 i 7: O tym, ze „wielcy” sposrod Konserwatystow „odstrzeliwuja” Premier May i powoduja chaos w rzadzie.

    Lece dalej, czyli szukam pozaru…

    Str 12: Gang „odessal” £ 1 000 000 w paliwie z rurociagu…

    lozeszzzzz…. Str 14/15: Gwiazdka Chizzy wyznaje, ze po zawiedzinej milosci ma nadzieje na swietlana przyszlosc i znalezienie Mr Right… cokolwiek to ma znaczyc…

    Str 19: Pan Bill Bent myslal, ze wygral pol litra mleka, a to sie okazal byc £1 000 000 (jeden milion) funtow… Poza tym finanse rozwodowe rodziny Sharp, czyli £2 000 000 funtow zasadzone przez Sad Rodzinny Panowi Sharp, ajko wyrownanie po tym, gdy jego byla zona dostala ponad 10 milionow £ w bonusach…

    Str 20: Wzruszajaca i powalajaca story o tym ze po 66 latach wreszcie sie pobrali, po tym gdy ich byli/le zony i mezowie poumierali … opatrzone stosowna fotka siwowlosych nowozencow.

    Str 26: Story o „kacie Hitlera”, ktory zabil dla niego 3000 ludzi, a pozniej wykonywal noryberskie wyroki smierci. Odrazajace.

    Str 29: Sudoku

    Str 30: Komiksy i horoskopy.

    Str 36: Obawy o emerytury pod „nowymi” rzadami, czyli cos czym prawdziwi Polacy sie wogle, lub niemal wogle, nie przejmuja. Czytelnicy pytaja, redakcja odpowiada…

    reszta to reklamy, program TV i sport…, a o pozarze, jak w The Sun, ani jednego slowa.

    Czy byl wczoraj w nocy pozar 24 pietrowego wiezowca w Londynie? Gdyby sie oprzec na wspomnianych wyzej tabloidach, to nie bylo w lOndynie zadnego pozaru… W calym UK nie bylo zadnego pozaru, co tu o Londynie wspominac i sie rozdrabniac… wszak bylo tyle innych ciekawych rzeczy.

    ps To dla blogowiczow i ku waszej uciesze i wiedzy nabylem i zdalem sprawe z lektury Daily Morror i The Sun…

    A na dobranoc slowianszczyzna wieczorna, czyli Zanna Biczewskaja spiewa Wierczorny Dzwon:

    https://www.youtube.com/watch?v=r_EsrQ_2q8c

  168. A w kraju dziewczynki (‚zwykle bardzo grzeczne i z dobrymi stopniami w liceum’) spalily zywcem jeza. Bezinteresowne okrucienstwo dzieci (?), o tym nieudolnie probowalem pisac do Qba ze dwa wstepniaki temu.

  169. Chinskie przyslowie mowi: jak nie masz nic do powiedzenia zacytuj chinskie przyslowie, ktore mowi, ze jak nie masz nic….

  170. W kwestii Czech, gdyby ktoś szukał na mapie

    https://goo.gl/photos/ntwy3WJLWMrprHpm7

    Płonący „wierzowiec”… Może będzie w dzisiejszych brukowcach? Ja bym nie tracił nadziei. Wczorajsze były już wydrukowane, jak się zaczęło palić 🙄

  171. lonefather
    15 czerwca o godz. 0:20
    tejot
    14 czerwca o godz. 22:44
    Znow niby slusznie, ale jakze mylnie jednoczesnie…
    Problem nie w tym, ze sie „zasoby nie odtwarzaja”, tylko w tym, ze planeta traci zdolnosc do odtwarzania zasobow.
    Prosze, przemysl problem, nim znow napiszesz. Przemysl, zebym nie musial Ciebie nieustannie korygowac.

    Mój komentarz
    Lonefather, napisałem, że uznaję wyłożoną przez Ciebie koncepcję kredytu ekologicznego, który ludzkość zaciągnęła u Ziemi jako formę podania problemu utraty równowagi w odnawianiu się zasobów przez Ziemie, czyli bilans nie wychodzi na zero, a na minus. Ten minus, to kredyt ekologiczny – pojęcie bardziej przyswajalne przez ogół świadomych zagrożeń ekologicznych ludzi niż utrata równowagi inne wymądrzania na temat ekosystemu ziemskiego.
    Pzdr, TJ

  172. Tobermory
    14 czerwca o godz. 23:22

    Lodowców to może tak bardzo nie potrzebuję ale śnieg pod narty to i owszem.

    Znowu mi wczoraj tablet spadł na nos, nawet nie wiem kiedy.

  173. A tu, paczcie państwo, roamingu nie ma. Czy wszyscy na telefonach i nie piszą? 😉

  174. Czy Trump zdąży przyjechać do Polski, wobec aktualnego rozwoju afery z Comeyem?
    Przytomny internauta odpowiada:
    „W najgorszym przypadku przyjedzie jako uchodzca.”

  175. To jest poczucie humoru! 🙂
    Co ten Putin ma w tym pięknym szklanym czajniczku? Herbatę gruzińską?

  176. Czajniczek faktycznie piękny, moze z jakimś napojem rozweselającym.
    Ale mają ubaw na tym Kremlu :/

  177. A już wiem. Wszyscy w kościele a ja najpiękniejsza we wsi, nareszcie 🙂

  178. Na procesji z feretronem 😎

  179. … a dziewczynki sypią kwiatki 😀

  180. A tak serio, to pewnie w korku przed bramką na autostradzie. Kierunek – morze.

  181. Długi przewód myślowy miałam gdzie to wszystkich wywiało. Pombocek z anumlikiem w pierwszej parze baldachim niosą… tejot brewiarz czyta…
    Ciekawe ile im jeszcze ołtarzykow zostało? 🙂

  182. A wszystko zaczęło się w Belgii ponad 770 lat temu. Mistyczka i wizjonerka, przeorysza konwentu augustianek, nielubiana przez współsiostry i dwa razy przez nie przegnana Julianna z Brabancji zobaczyła w jednej ze swych licznych wizji niepełną tarczę księżyca.
    – Znak od Chrystusa, niechybny, a to z braku stosownego święta czczącego najświętszy sakrament – uznała i doniosła o tym swemu biskupowi.
    – OK – powiedział biskup – porządna procesja przyda się jak najbardziej. I zarządził stosowną uroczystość w Liege.
    Niedfługo później „cud w Bolsenie” sprawił, że i papież zajął się sprawą i nakazał święto w całym Kościele.
    No i stoją ludziska w korku 🙄

  183. Ktoś wielebnego pod łokcie podtrzymuje…

  184. … Tanaka kadzielnicą macha 😎

  185. @NeferNefer
    Ołtarzyków, w korku, przed bramką na autostradzie, nie ma. A-n-i j-e-d-n-e-g-o! Za to ścigają mnie demony postępu i nowoczesności siejąc wielkie spustoszenie w mej duszy 🙁 Ścigają mnie znikające krzyże z instytucji publicznych (jeden, zdjęty przez nauczycielkę matematyki, Grażynę Juszczyk z Krapkowic, ściga mnie aż od Opola, do Gdańska) oraz głosy prezydenta, premiera i ministrów, którym broni się wyznawania wiary na Krakowskim Przedmieściu. O czym właśnie – gdy stoję w tym cholernym korku – przebijając się przez głos Tejota czytającego brewiarz, poinformował mnie głos świętego Actimelka, arcybiskupem Głódziem przez pomyłkę zwanego. O, ten głos mnie poinformował:
    http://natemat.pl/210447,demon-postepu-i-nowoczesnosci-czyni-wielkie-spustoszenie-tak-abp-glodz-uswietnil-swieto-bozego-ciala
    🙁 🙁 🙁

  186. Tobermory
    15 czerwca o godz. 18:33

    BISKUPA do kadzielnicy zdegradowałeś? Och!

  187. @NeferNefer
    15 czerwca o godz. 18:42

    Mirra i kadzidło w godnych rękach 😎 Jak się nawącha z bliska, to będzie potem co czytać 😎

  188. Chciałam z laptopa odpisać to mi jakiś demon komentarze wywala w kosmos

  189. anumlik
    15 czerwca o godz. 18:37

    jak tego demona nowoczesności gdzie tu w zgniłej Europie przyuważę to dam znać :/

    no to ciekawe co Głódź na to bo nie wie lewica co czyni prawica czy coś koło tego

    https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-0/p480x480/19247781_10211718964282856_7514218018037445233_n.jpg?oh=7769dce89b3e48a4424ea3bf04bd5c2d&oe=59D8C562

    a tymczasem Lewy śpiewa, Konstancja z Ewą-Joanną kwiatki sypią, izabella w białym gieźle za nimi 😎

    Tobermory
    15 czerwca o godz. 18:47

    no 😀

  190. @NeferNefer
    15 czerwca o godz. 19:05

    A wszystkie z wianuszkami na głowie 😎

  191. Religia smoleńska listami z kurii to się najwyżej powachluje 🙄

  192. Ale jakby która nie miała to co to oznacza? 🙂

  193. odespałam nocne festiwalowanie i długie rodaków rozmowy i stawiam się wywołana przez Neferkę.
    Nie jestem nigdzie wyjechana, siedzę sobie w ciepłe, bom wymarzła srogo na na dworze (festiwal w plenerze).
    Co tu wiele gadać…zatopiona w muzyce zapomniałam o swiecie realnym.

  194. @NeferNefer, z godz. 19:13
    Że jest córką leśniczego, znaczy leśnym ruchadełkiem 😉

  195. Dziubię po tablecie to będzie po jednym zdaniu i powoli

  196. @Tobermory

    Albo na podpałkę pójdą albo…

  197. Hę? Co ja byłam przeczytałam że Epidiaskop imigrantów będzie sprowadzał wbrew PiSowi?

  198. @NeferNefer, z godz. 19:56
    Przykład idzie z góry. Sprzeciwianie się papieskiemu jałmużnikowi nie jest mile widziane w Watykanie:
    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,21959793,abp-krajewski-prawa-reka-papieza-franciszka-oddal-mieszkanie.html

  199. Oddał mieszkanie w Rzymie? Zapewne jedno z kilkudziesięciu lub kilkuset, jakimi dysponuje papieski jałmużnik. Może jeszcze umyje komuś nogę, będzie ślicznie!

  200. tak mi sie skojarzyło…z linkiem anumlika
    http://zespolmi.pl/post/2435/wczoraj-betlejem-dzisiaj..

  201. @Na marginesie, z godz. 20:55
    To ironia, czy krotochwila?
    😉

  202. @konstancja, z godz. 22:12
    To skojarzenie do abepa Głódzia, czy do abepa Krajewskiego się odnosi?

  203. do wszystkich księży, biskupów etc. Widziałaś gdzieś księdza jadącego maluchem, że o rowerze nie wspomnę?

  204. @konstancja
    Wiedziałem. Niegdyś. Obecnie nie widuję, ale też i nie mam okazji do widywania. Ostatnio natknąłem się na proboszcza zamożnej parafii warszawskiej, którego poznałem jako pobożnego wikarego, oddanego posłudze biednym. Wysiadł z wypasionego SUW-a. Nie podszedłem, on też chyba nie chciał mnie zauważyć.

  205. Szanowni!
    Coś na nowy, ale i stary temat. Zapraszam wraz z Lewym.
    JK

  206. Jak slysze uprawnienie kobiet automatycznie przypomina mi sie lazienka, ktora dzielilem onegdaj z moja ‚moja’. Nie liczylem dokladnie ale ja mialem jakichs 10 artykulow higieny osobistej w tejze lazience, a ona wtedy ukochana miala ich okolo 281, a ja z trudem moglem poprawnie nazwac artykulow tych moze ze 12.

    Jerzy nasz odludny i jeziorny ma jak zawsze racje, no moze nie zawsze,
    szczegolnie z pleonazmami; slowa, partykuly, i inne czastki jezykowe
    nie musza byc logiczne, sluza czemus, przeciez wiesz sam. Moze Na margineska wyjasni, czy isc piechota to pleonasm, czy nie. Ta pani, ehhhh….