Dlaczego jest, jak jest, i co z tego?

Kiedyś było łatwiej. Wystarczyło skopać najsilniejszego w stadzie i mieć wszystko. Oczywiście do czasu, aż następny chętny okazał się bardziej „kopnym”. Potem stada zaczęły rosnąć i zaszła konieczność mianowania wicewodzów. I szybko okazało się, że ich siła, to siła wodza, czyli niewłasna, lecz pożyczona. O dziwo, fakt ten nie tylko nie osłabił rosnących struktur, ale je wręcz umocnił. I trwają do dzisiaj.

Każda złożona z wielu ludzi struktura musi – aby trwać – posiadać respektowane kodeksy postępowania. I tu już zaczyna być śmiesznie – nie ma kodeksu, który nie byłby pełen wyjątków. Dla niektórych. Wiele przypadków jest rozsądnych i uzasadnionych, np. karetki pogotowia mogą, w określonych sytuacjach, przekraczać przepisy kodeksu drogowego. Ale czy musi to czynić jakiś urzędnik państwowy, typu minister? A jednak czyni i jeszcze jest z tego dumny. Wygląda to przy tym tak, jakby szybka jazda była jego główną pracą, więc nie należy mu przeszkadzać. Bo poza tym, to głównie nie robi, nie wykonuje, nie przygotowuje i nie realizuje. Może to i lepiej w tym przypadku? Liczba ofiar mogłaby być znacznie większa, niż w drodze od J.K. do T.R. i z powrotem.

Czy przeciętny człowiek musi wierzyć w kogoś/coś, do kogo/czego może zwrócić się o pomoc? Jak długo jest to bogaty wujek z Ameryki i ruletka czy inne lotto, jestem w stanie taką wiarę zrozumieć i zaakceptować. Prawdopodobieństwo sukcesu da się stosunkowo łatwo wyliczyć. I nawet można mieć na nie pewien wpływ (wujkowi koniak, a w lotto duuuużo kuponów).

Wiara w usłyszane od innych osób „cuda” jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. „Coraz bardziej otaczająca mnie rzeczywistość” udawania mi jednak nieprzerwanie, że przerażająca większość ma takie skłonności, a nawet ciągoty. W swoim naiwnym optymizmie zakładam jednak, że znaczna część idzie po prostu dlatego, iż jakaś grupa już poszła. Generalnie, ci którzy idą w grupie, zdają się na decyzje wiodących. Czyli przypadek „siły pożyczonej” od wodza dotyczy nie tylko wicewodzów, ale wszystkich członków grupy.

Dywagacje te dotyczą wszelkiej wiary, bo przecież komuniści też obiecywali cuda.

Mamy więc typową sytuację, gdy jakaś partia bazująca na jakiejś ideologii (zaliczam tu również wszelkie religie) wykopuje dotychczasowych władców. Jako pierwsi zmianę odczuwają boleśnie (a nawet obleśnie) dotychczasowi wicewodzowie. Ale państwo to bardzo wielkie stado, więc wicewice…wodzów jest bardzo wielu. Następców, czyli tych, którzy rzeczywiście wierzą w nowego wodza, jest bardzo niewielu. Resztę trzeba kupić. Oprócz stanowisk w administracji państwowej, najlepiej do tego nadają się spółki państwowe. Ich absurd polega na tym, iż są własnością całego narodu (kłania się socjalizm), a zarządzane są tak, jakby były prywatną własnością wodza. I do tego niezbyt lubianą, bo prowadzi gospodarkę wybitnie rabunkową.

Większość wodzowskich stanowisk w kraju obsadzona jest zatem przez ludzi jak najbardziej kupnych. Wystarczy więc przedrostek prze-, by dokonać zmiany wodza. Że coś takiego funkcjonuje powszechnie, przekonaliśmy się niedawno z 500+. Śmieszne przy tym jest też to, że poprzednia partia – równie prawicowa i katolicka – pluje sobie publicznie w brodę, że sama na to nie wpadła.

Jesteśmy zatem w sytuacji, gdy dwie główne siły w kraju (podobno demokratycznym) przelicytowują się ponad głowami społeczeństwa, które musi wszystko, a więc zarówno wygraną, jak i przegraną, opłacić. Bo z wiarą wiąże się nierozerwalnie niewiara. Chodzi tu o niewiarę w jakąkolwiek odpowiedzialność jakiegokolwiek wodza, wicewodza, wicewice…wodza.

Historia perfidnie pokazuje, że ludzkość wierząca nie pójdzie za uczciwym wodzem. Bo przecież uczciwemu nie można wierzyć. Wszyscy widzą, jaki jest. Na pewno coś tu jest nie tak. A jak niewiele widać, to można wierzyć, w co się chce. Dlatego język J.K. (same insynuacje, niedopowiedzenia, żadnych faktów) jest bardzo nośny dla ludu wierzącego.

Lekarstwo jest proste i leży wszędzie wokół nas. I w nas. Precz z religią i ideologią z przedszkoli i szkół! Reszta pójdzie sama. Może nie jutro, ale już niedługo.

Qba