Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

5.06.2017
poniedziałek

Na początku był ogień – krótka historia grillowania

5 czerwca 2017, poniedziałek,

Człowiek grilluje, od kiedy zaczął myśleć. Właściwie to pewnie grillował już, zanim zaczął myśleć, a niektórzy twierdzą, że i dziś do grillowania mózg nie jest bezwzględnie potrzebny. Tak czy owak, jedno można powiedzieć z pewnością, ludzkość dzieli się na mistrzów rusztu i grillowych nieudaczników. Za praojca mistrzów można uznać Abla, nestorem grillowych niedorajd został zaś jego porywczy brat Kain. Chętnie byśmy się dowiedzieli, na jakim urządzeniu zaserwował Wszechmogącemu swe ofiarne żeberka mistrz Abel, ale na ten temat Biblia milczy. Jedno jest pewne – zostały przyjęte i pochwalone.

Za jedno z najbardziej tajemniczych urządzeń do grillowania uchodzi tzw. latający grill kulisty z al-Lahun. Niestety, istnieje tylko jedno, niezbyt wyraźne, czarnobiałe zdjęcie. Jednakowoż źródła (trzeba przyznać, dość podejrzane) internetowe podają, że artefakt znaleziony w Egipcie to okrągły, pokryty hieroglifami obiekt, mogący oznaczać bezpośrednie związki starożytnych Egipcjan z cywilizacją pozaziemską. Erich von Daeniken, zmuszony do milczenia, sugeruje w jednym z aktualnych filmów wideo, że wiele jeszcze tajemnic starego Egiptu jest ukrywanych przed opinią publiczną.

Gorączka grillowania nakłaniała mieszkańców tej planety do stałych poszukiwań coraz bardziej przemyślanych urządzeń do tego celu. Przy czym stale przyświecało jej motto: The bigger, the better.

W X pieśni swojej „Boskiej Komedii” wspomina Dante Alighieri pewien ruszt, na którym pomieści się cały dorosły osobnik. Wraz ze swoim przewodnikiem Wergiliuszem docierają do VI kręgu piekieł, a tam

Idąc okólną ścieżką przy wiszarze
Co go tworzyły ściany w gruz rozbite
Oczom się naszym wielki grill ukaże
 
Trumnie podobny, przez wieko odkryte,
 
Przez kłęby swądu lśni ruszt rozpalony
Na nim, jak baran, papież Anastazy
 
Stary heretyk, zad ma osmalony
 
Model ten chwali mocnymi wyrazy
Mój drogi Dante, to jest grill nad grille…

Legendarny grill do tortur Tomasa Torquemady mieścił już trzy dorosłe osoby. Wynalazca hiszpańskiej inkwizycji i pierwszy Wielki Inkwizytor Hiszpanii wykoncypował go właściwie dla przyjemności w swoim czasie wolnym od pracy. Zainspirował go „spiżowy byk sycylijski” – antyczna konstrukcja z brązu o formie byka, pusta w środku. Wkładano tam poganina, zaprzańca czy co tam, a pod spodem rozpalano ogień. Osadzony niebawem zaczynał ryczeć jak byk – co znakomicie pasowało do nazwy urządzenia.

Pierwszym „upieczonym” w byku miał być sam jego konstruktor Perillus.

Jak sycylijski byk ów, co najpierwej
(I słusznie bardzo) ryknął jękiem tego,
Który go swemi piłami obrobił,
A tak on ryczał głosem udręczenia,
Że chociaż cały urobiony z miedzi,
Zdało się przecie, że go ból przejmuje

(Dante Alighieri „Boska Komedia”)

Grill Torquemady osiągnął swoją największą obecność na rynku dopiero w apogeum prześladowania czarownic w Europie w latach 1550–1650. „Super model! Załatwiam na nim trzy wiedźmy na raz. 5/5 gwiazdek” – pisał pewien dominikanin. Były jednak i głosy krytyczne: „Rdza już po roku używania, tłuszcz nie spływa do rynienki, tylko kapie na ziemię. Błąd montażu albo konstrukcyjny (…) 1/5”.

Serbsko-chorwacki geniusz Nikola Tesla pod koniec XIX wieku też pracował nad kolejną nowatorską wizją. Swój Free-Energy-Grill zaprezentował na słynnym odczycie w New York Academy of Sciences w 1897 roku. Grill miał być napędzany nie węglem, nie gazem ani prądem, lecz jak sama nazwa wskazuje – swobodną energią. Co to dokładnie jest, nie wiadomo, bo Tesla wkrótce zwariował i zniszczył swój grill, spaliwszy na nim uprzednio wszystkie plany konstrukcyjne.

Największy grill świata, The Big Taste Grill, krąży od wiosny do jesieni po USA i ma 20 m długości oraz 6 m szerokości, waży 24 tony, z czego 2,7 t przypada na samą pokrywę.

Czy to koniec fantastycznej historii grillowania? Być może. Gigantyczniejszy grill trudno sobie bowiem wyobrazić. Jedna nadzieja pozostaje. Może któregoś dnia pojawią się kosmiczni stwórcy kulistego grilla z al-Lahun z nowym, spektakularnym grillem, w którym zmieści się cała Ziemia. Trochę przyklepać, posmarować marynatą, porządnie posolić i na ruszt…

Tobermory

PS
Do skromnego użytku w plenerze świetnie sprawdza się ruszt św. Wawrzyńca. A do popijania zamiast piwa warto czasem sięgnąć po pasujące wino. Białe – chablis, sancerre, gruener veltliner, filigranowy riesling z Niemiec…
Czerwone – beaujolais, dolcetto, proste chianti, rioja crianza. Przy solidniejszym kawale pieczeni – malbec z Argentyny.
Zawsze schłodzone, czerwone również. Im bardziej aksamitne i owocowe w smaku, tym chłodniejsze.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 386

Dodaj komentarz »
  1. Nieco bardziej cywilizowana postać grilla – nazywa się roast 😉
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Roast

    A tak był grillowany Donald Trump. Przed prezydencją.
    https://www.youtube.com/watch?v=Nf5BKAS5o6A

  2. Sardynką lecę – grilowaną, prostą;
    cudo chrupkości, co jędrność otacza.
    Popijam zwykłą „żołądkową-gorzką”
    Dobrze zmrożoną. Chablis dziś łonace.

  3. @anumlik

    To Ty?
    Jesli to TY, to dlaczego sie nie podpisales?

    Jak sie „ujawnisz”, to Cie, lub tego co tekst wstepniaka popelnil, zaczne grillowac… (lol)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @anumlik

    Sie nie musisz „ujawniac”!

    Doczytalem, ze autor wstepniaka, to moj osobisty ulubieniec i wielbiciel zarazem…

    Wielbiciela swojego osobistego, nie bede „grilowal”… Wielbicieli sie nie wycina, bo sa na wage zlota.

  6. @anumlik

    Co innego Ty…

    Ciebie moj przyjacielu, to bym chetnie, w imie przyjazni „pogrilowal” z przyjemnoscia i wzajemnoscia, jak mniemam. Co by sluzylo ogolnemu pozytkowi i naszej wzjemnej przyjemnosci zarazem. (lol)

  7. Nieuważny jesteś, Loneczku. Od lat, gdy lecę anumlikiem, to zwykłym drukiem lecę. Gdy kogoś cytuję, to skursywiam i w nawiasie podaję autora. Czasem, ale rzadziej, biorę cytat w cudzysłów.

  8. Faktycznie grillowanie zaczęło się od Abla i to grillowanie z czasem stało się narodowym sportem Izraelitów.Można poczytać w Księdze ileż to byków,baranków i innego stworzenia zgrillowano ,a wszystko w najlepszym gatunku.Woń miła Panu
    biła w niebo jak oznajmia Pismo,bozia była rada,lud się pokrzepił,fajnie było.

  9. Chyba grilowanki nazwiemy to to:

    Wlazł Adaś na grilla;
    podpiekł se co nieco.
    Rzeka mu Maryla:
    Żegnam się dziś z świecą.

    No, Panowie (Panie też), do grilla, ups… Do dzieła.

  10. Nie chcom, a rymujom. Niektóre nieźle nawet. Phiii 😉

    Marcową Idę z demobilu
    posadził na czerwcowym grillu
    wśród innych kokot.
    Wybuch był kłopot:
    Ida obżarła się trotylu.

  11. Niewolnictwo pojeciowe…

    Juz kiedys wspomnialem zaposiadowywanie szwajcarskiego kuzyna. Kuzyn jest z frankofonskiej Szwajcarii i wskutek pochodzenia operuje pojeciami z tego obszaru kulturowego…

    „saucissons au cendre…”

    Niemal pol wieku temu, moi rodzice zabrali „szwajcarskiego kuzyna” na splyw kajakowy po Narwi. Wszystko, no niemal wszystko bylo OK… Poza jednym… Kuzyn tak mial glowe nabita tym, ze „kielbaska ma byc z popiolu”, ze nie szlo nijak mu wytlumaczyc, ze ona ma byc tylko opiekana nad popiolem, czyli nad zarem ogniska …

    Szykowalo mu sie kielbaske ponacinana jak nalezy, zeby lepiej cieplo lapala i nadziewalo na patyk, jak nalezy, a ON, skubaniec, do konca swoich wakacji, ta tak starannie przygotowana do opiekania nad ogniskiem kielbaske, zwyczajnie wtrynial do popiolu ogniska i oblepiona popiolem zazeral…

    Na zaslepienie pojeciowe, chyba nie ma rady… Nie ma sily… Bo jakies dwa lata temu, kuzyn odwiedzil mnie w Londynie i nie majac wiele czasu na wypad w „countryside”, zwyczajnie zabralem go do Hydepark’u. Znalezlismy ustronne miejsce, gdzie rozpalilem, nie grilla, ale tradycyjne zwyczajne ognisko. Na patyki, jak te niemal 50 lat temu nadzialem kielbaski i gdy bylo dosc „zaru”, czyli wegli w popiele, zaczelismy kielbaski opiekac. Ja jak zawsze powoli, trzymajac tuz nad zarem, a kuzyn jak kiedys nad Narwia, zwyczajnie maczajac saoja w popiele ogniska… Na nic tlumaczenia. Na nic testowanie tego co sam uczynil i porownywanie z tym co ja osiagnalem spokojnie opiekajac.Owszem racje przyznawal, ze dobre, ze smaczne, ze lepsze…, ALE I TAK JAK MA BYZ „Z POPIOLU”, TO MUSI BYC Z „POPIOLU…”

    ps. O’zesz!
    Niech juz by byla „z popiolu”, byleby nie z grilla… Jesli kto rozumie o co sie mi rozchodzi… Nie rozymiejacych, uprasza sie o nie reagowanie, na powyzszy post.

  12. anumlik
    5 czerwca o godz. 20:53

    Fakt.
    Nie zauwazylem zmiany. Jak zauwazylem, zaznaczylem… (lol)

  13. @anumlik

    Dzis juz za poznona grilla, o ogniskunie wspominajac, ale nie ma nic lepszego do kielbaski opiekanej, od piwa schlodzonego…

    Twoje… pije Warka Strong, swoja ulubiona…

  14. Grillowane tłuste cielsko (T)rumpa? Ja proszę żeby mi takich wizji nie imputować, zwłaszcza przed obiadem.

    Niech żyje wegetarianizm, szczególnie mentalny. Grillowane roślinki mniej krzyczą.
    A argentyński malbec też do sałatki. I chimichurri.

  15. @izabella 5 czerwca o godz. 21:40
    No to Kain, nie Abel. Z tej tfurczo zaadaptowanej opowiastki 😉

  16. @lonefather, z godz. 21: 24

    Nad widownią popiół prószy;
    musi zaprószyłem uszy
    oraz oczy: Barbecue
    w grill zmieniłem. Promiscue!

  17. Na marginesie
    5 czerwca o godz. 21:44

    Powiastka w dechę, he he. Kain też był wrobiony. Jak Judasz. I Ewa
    Was Cain framed? https://forsythstories.com/2011/07/12/was-cain-framed-amazing-new-bible-mystery/

  18. @izabella, z godz. 21:40

    Ku rozweseleniu będzie ta drobinka:
    Chłopczyka rozweselić zechciała dziewczynka
    smażąc sąsiada, na grillu, w ogródku.
    Westchnął w ostatnim skwierku:
    Dobrze mi w tym chłódku.
    Przesłanie:
    Nie krzycz kszyczku, w koszyczku na krze ułożony,
    Bo odkrzyczysz krzyczkę i nie znajdziesz żony.

    Taką Ci głupawkę na dobranoc zapodaję. A to wszystko przez Tobermorcia, przez którego żołądkową gorzką lecę 😉

  19. anumlik
    5 czerwca o godz. 22:25
    Ach te kobiety, jak nie wałkują, to grillują.

    Ja mam pod ręką Becherovkę. Też dobra na niestrawność :). Ale jeszcze za wczesna godzina.

  20. @anumlik
    5 czerwca o godz. 22:25

    Ta żołądkowa to tak z przekory, czy akurat najlepiej do sardynki leci?
    Przykro by mi było, gdyby ktoś przeze mnie spożywał coś, co mu zaszkodzi 🙄

  21. … chyba że jako lekarstwo 🙁

  22. Przeczytałam, grilluję se w głowie żeby coś adekwatnego wydumać ale nie idzie.
    W każdym razie ciekawe i zgrabnie napisane.

  23. @NeferNefer
    5 czerwca o godz. 22:41

    Dziękuję 😀
    Kometarze nie muszą być na temat.
    W ramach recherche poczytałem o grillowaniu słonicy Topsy przyprawionej uprzednio marchewką z 450 g cyjankali. Nie polecam, zwłaszcza na noc. Becherovka z żołądkową i jaegermeistrem nie pomogą 🙁

  24. „Kometarze” to nie od komety 😳

  25. Ni stąd ni z owąd (wszystko przez namargineskę) zaintrygowała mnie ta historia Kaina i Abla. Bo ona jest jakaś na odwrót. Jeden brat rolnik, a drugi pasterz. I to rolnik zabija pasterza i staje się symbolem zła? Czy nie miałoby więcej sensu na odwrót, ten co hoduje i zabija zwierzęta, zabija również brata. Pasterstwo wygrywa z rolnictwem, a zabijanie (zwierząt i ludzi) staje się normą. Am I missing something? 😟

  26. My nie grillujemy, my mamy barbie. 🙂

  27. @Tobermory, z godz. 22:39
    Ani jedno, ani drugie. Córka wróciła z ekskursji po Portugalii, gdzie żarła grilowane sardynki popijając jakimś lokalnym białym sikaczem (na pewno nie Chablis). Paczuszkę z liofilizowanymi sardynkami, którą przywiozła, poddaliśmy (po nawodnieniu) obróbce termicznej (na grillu). Trochę to trwało. Wino się skończyło, ale żołądkowa-gorzka, pod te sardynki… 🙂 Palce lizać.

  28. Oupws…

    Siebyl i pojawil wreszcie podpis autora!

    Brawo! Panie Jacku! Brawo za wsparcie „techniczne” autorowi udzielone. Autorowi co sie byl i „zapomnial” podpisac, pod swoim dzielem.

  29. Tobermory

    Wybacz, Tobermorku, że nie odniosę się do grilowania, które mnie brzydzi. W ogóle mnie brzydzi mówienie przy ludziach o jedzeniu jako zajęciu obrzydliwym. A człowiekowate jeszcze się zbierają do kupy, żeby żreć, gryźć, mlaskać, mniamniamać, palce lizać, tfu! Jedzenie w dodatku to aluzja do czegoś niewonnego w przyszłości. To, że sam nadawałem o jedzeniu znaczy, że tak samo obrzydliwy jestem jak jedzenie. Fuj, fuj, tfu!

    hetajr

    Chłopcze, jesteś tak samo obrzydliwy jak ja. Więc Ci wyjaśnię, że nim zaczniesz się przykrochmalać do cudzych zachwytów kostką w dziewiczej przyrodzie (jest wielka wszechświatowa moda na robienie obrzydliwych min nad dziełami człowieka, które jakoby nie harmonizują z przyrodą – tak jakby przyroda z nimi harmonizowała i sama była jedną ESTETYCZNĄ harmonią), przyglądnij się swemu stosunkowi do cegły, betonu, asfaltu, drutów w powietrzu, wiatraków, obrzydliwych blaszaków, ryczących motorów, muzyki dum-dum dla głuchych, wiosek, miast, rowerów, pociągów, statków, samolotów, chlania alkoholu, palenia papierosów i leczenia chorób, bo to jedno wielkie odbieranie przyrodzie dziewiczości.

    I odkrochmal się, dziecko, od tego, ile kto pedałuje, bo on pedałuje wedle swoich potrzeb (dziś przepedałowałem 98 km), nie Twoich. Sam pedałuj ku chwale ojczyzny dokładnie tyle, ile Ci w duszy gra i ile potrzebujesz. Tak Ci dopomóż podhalański buk.

    Ewa – Joanna

    Podobnie mnie staremu włóczykijowi trudno wierzyć w dziewictwo przyrody, ale ono jest. W Koszalinie miniona peerelowska władza wymarzyła ogromny szpital wojewódzki – nawet robiłem tam trochę odwodnienia terenu, nim się zaczęła budowa. Plany wtedy, jak wiemy, były świetne, tylko wykonanie – gówniane. Przede wszystkim zabrakło kasy, co nawet przedszkolne dziecko umiejące liczyć do paru miliardów mogło z palcem w buzi przewidzieć. Zakończono budowę ze 30 lat temu po zbudowaniu niezliczonych betonowych pudeł pokrytych stropami (nie wiem, czy to były tylko stropy, nad którymi byłyby jeszcze dachy, wiem, że po zaprzestaniu robót kupa pieniędzy poszła na konserwowanie tego straszliwego trupa – sam trochę pokrywałem te stropy papą. Chodzi o to, że wdała się w ten bardak dziewicza przyroda i ten cały wstyd przykrywa.

    Co do gówniarzy na ryczących paskudztwach służących wyłącznie smarkatym fanaberiom i obrzydzających życie dziewiczej przyrodzie, plażowiczom (bo i na plaże się wdarli, i na morze) oraz ludziom cichym, tak się rozumiemy, że już z nic nie powiem.

  30. @izabella 5 czerwca o godz. 23:14

    Izraelici byli plemieniem koczowniczym, czyli (chyba w związku z tym) pasterzami, a nie rolnikami. Z niebieskiej książeczki wynika, że napadali i rabowali ludy osiadłe (Jahwe kazał im w zdobywanych miastach zabijać wszystko co żyje). Można przypuszczać, że byli w konflikcie z jakąś starszą kulturą (Sumer?) W najstarszych przekazach biblijnych (Księga Rodzaju) można odczytać echa jakiegoś kulturowego przewartościowania, bo ten wąż, który w raju jest szatanem, dla Sumeryjczyków był bogiem, czyli władcą tego rajskiego ogrodu.

    Wąż był czczony, bo zrzucał skórę (czyli wierzono, że się odradza?). No i ten wąż według nowej polityki kulturalnej musiał zostać potępiony. A poza tym starożytne kultury rolnicze czciły boginię-matkę, a koczownicy, pasterze, Izraelici byli społecznością typowo patriarchalną. Nawet ten Jahwe jest taki jakiś… agresywny. Podobno jego pierwowzorem był egipski bóg wulkanów.

    Ale być może o to właśnie chodzi z Kainem i Ablem – konflikt Izraelitów z rolnikami. A Jahwe przecież musiał wybrać Izrael, bo inaczej byłby politically incorrect 😉

  31. Jeszcze trochę a napiszemy całkiem nową Biblię. Fajno! 🙂

  32. @wbocek
    6 czerwca o godz. 1:05
    Wiem, że ono jest, ale w zatłoczonych terenach nawet zielonych raczej o to dziewictwo trudniej.
    U mnie tej dziewiczej przyrody i tej dzikości więcej, a czasem całkiem ona dziczeje i pokazuje marnym ludzikom swoją moc – cyklony, powodzie, pożary – to codzienność Australii.

  33. Ewa-Joanna

    Jaśnisty grom by spalił, zapomniałem się pokłócić. Ewo-Joanno, mogłabyś wyjaśnić, co to takiego „dziewicza przyroda”? Że co – że irysy są z in vitro? A jak z in vitro, to nie dziewicze? Bo mi się zdaje, że jak sam mówię „dziewicza przyroda”, mam na myśli potomków żyć sprzed setek milionów lat, choćby te potomki wyrosły na dachu nowoczesnego trupa szpitala, i mówię właściwie. A jak ktoś wątpi w dziewiczość przyrody, to nie wiem, w co on wątpi. Niestety, padam jak kłoda. Dobranocka.

  34. Kiedy mieszkalam w Polsce to nigdy nie slyszalam o grillowaniu. Nawet ludzi. Ludzi palilo sie na stosie, w przeszlosci, ale jeszcze niedawno w Indiach spalaly sie wdowy. Tak mi sie wydaje.
    W moich polskich czasach bylo ognisko z pieczeniem kielbasy, a w moim rejonie krolowal tzw. kociolek, poniewaz byla to „produkcja uboczna” wielkiego zakladu produkcyjnego. Wszystkich gosci odwiedzajacych zaklad zaopatrywalismy w ten kociolek, ktory potem krolowal na mysliwskich popijawach dygnitarzy.
    O rusztach do smazenia dowiedzialam sie dopiero w Ameryce, wbrew polskiej tradycji mozna grillowac wszelakie warzywka, co duzo osob czyni.
    Grill to nie tylko ruszta, ale tez plyta kuchenna, zwlaszcza w restauracjach, na ktorej kucharze smarza.

  35. Czy to już jest na poważnie:
    https://www.theguardian.com/technology/2017/jun/05/russia-us-election-hack-voting-system-nsa-report

    Producent sprzętu (maszyn i oprogramowania) do głosowania został zhakowany na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi. Jedna osoba jest aresztowana. Na razie.

    Prawne rozsupłanie tego węzła chyba będzie niemożliwe. Bo jak miałaby się na to zgodzić rządząca większość? Chyba że 10 milionów ludzi zjedzie do Waszyngtonu zarządać powtórki wyborów.

  36. Na marginesie
    6 czerwca o godz. 1:18
    „Z niebieskiej książeczki wynika, że napadali i rabowali ludy osiadłe (Jahwe kazał im w zdobywanych miastach zabijać wszystko co żyje). Można przypuszczać, że byli w konflikcie z jakąś starszą kulturą (Sumer?)”
    „Ale być może o to właśnie chodzi z Kainem i Ablem – konflikt Izraelitów z rolnikami. A Jahwe przecież musiał wybrać Izrael, bo inaczej byłby politically incorrect”

    No masz rację oczywiście, coś ten mit musi odzwierciedlać. Sporo tych izraelickich opowieści ma swoje sumeryjskie odpowiedniki (aka oryginały). Pogrzebałam trochę i jest przynajmniej jeden. I na odwrót i inaczej. Jest bóg-rolnik Enkimdu i jest bóg-pasterz Dumuzi. I chodzi o dziewczynę. Dziewczyna woli rolnika, ale pasterz oferuje więcej (mleko za wino, ser za fasolę). Dziewczyna nie ulega, ale, uwaga, konkurent tak. I powiada: „Jak ją tak bardzo chcesz, to se ją weź”. Może wie co go czeka jak nie odpuści.

    A izraelici odwrócili opowieść i jeszcze zrobili z rolnika mordercę i symbol zła. Nie tyle to bajka z morałem co zwykła propaganda.

  37. konstancja

    Konstancjo, nie wiem jak na Ciebie spojrzeć. Mogę podziwiać elektroniczną technikę razem z ludzkim umysłem, ale programujące smarki pokazują, że cywilizacja, idzie do przodu jak za Gomułki: krok do przodu, dwa do tyłu. Normalna ewolucja wstecz. Smarki świetnie się znają na technice, ale są za smarkate, by się znać na człowieku – stąd co rusz walę głową w ich beton. Pstrykłem wczoraj sporo fotek, z tego wybrałem dla Ciebie 19. Miała to być chronologiczna dokumentacja przymorskiego rowerowania od Mielna do Sianożęt. Jak popatrzę na fotki obrobione przez tubę, zamykam oczy ze wstydu – tak są poprzestawiane, jakbym się kręcił jak smród po gaciach. Więc nie mogę Ci przedstawić trasy jak leciała, bo nie umiem tego bardaku naprawić, a na fotkach nie chciałem pisać, co jest co. Poinformuję Cię więc tylko, że teraz w Sianożętach na ścieżce prawie stale, lepiej lub gorzej widać morze.

    No i Ci powiem ciekawostkę. Jechała lasem z naprzeciwka bardzo stara para wapniaków (po jakieś 50 lat). Mijając mnie, babka mruknęła pod wąsem „dzień dobry”. Odmruknąłem, a potem zaczęła we mnie kiełkować myśl, że po co mruczeć, jak można głośno. No i zacząłem dzieńdobrować wszystkim mijanym rowerzystom, również paroletnim brzdącom. I co powiesz – wszyscy odpowiadali ożywieni, z uśmiechem, głośno. Dosyć przyjemnie się zrobiło w lesie. Tyle że jak dojechałem do Podczela, język mi zesztywniał i pół słowa nie mogłem wydusić, bo było rowerowego narodu nie do wytrzymania gęsto.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/HtD7LDu7yz3

  38. wbocek
    6 czerwca o godz. 6:27

    Pombocku, ależ tam przepięknie, jadę w ciemno. A w Sianożętach byłam na wczasach z rodzicami w głębokim dzieciństwie. Pewnie pół Polski tam jeździło. Ale nie pamiętam nic, tylko piasek :(.

    A żeby zmienić kolejność, wchodzisz w album, klikasz w takie 3 kropki (w prawym górnym rogu), tam jest opcja „Edit album”, i sobie te zdjęcia dowolnie przesuwasz. Do skutku.

  39. Ajajaj, izabello, uratowałaś mi życie! Niestety za późno – już nie żyję. Ale bardzo się przyda ta wiedza w następnych życiach. Czyli jednak programy są przez smarków tak sprytnie robione, że…a zresztą licho z nimi, jednak komp ubogaca życie, tworząc niesamowite możliwości. Powyższy komplet miał mieć tytuł „Kuda bieżysz, tropinka miłaja, kuda bieżysz, kuda wiediosz”. Kłaniam się do ziemi za podpowiedź, dziękuję.

  40. lonefather
    5 czerwca o godz. 21:24

    dobre, dobre..

  41. O oczyszczającej mocy ognia

    „Kto nie ma możliwości rozpalenia ognia w Przyrodzie, może w każdej chwili i w każdym miejscu rozpalić tzw. ognisko kwantowe, spalając w nim swój ból, swoje frustracje, swoje nadmierne i najczęściej nieuprawnione oczekiwania wobec innych.

    Ogień rozpalony z intencją doskonale oczyszcza i ekstrahuje nasze pole z nieewolucyjnych algorytmów, z niesłużących nam już treści, zapisanych jednak dotąd uparcie w polu informacyjnym umysłu zbiorowego populacji.”

  42. Tobermory
    6 czerwca o godz. 9:59

    Tobermorku, a ja widziałem wczoraj koło Sarbinowa pierwszy raz od stu dwudziestu lat zająca.

  43. @wbocek
    6 czerwca o godz. 6:27

    Widzę parę znajomych miejsc, ucywilizowanych ścieżką w miejscu dziurawej drogi, usianej dwa lata temu kupami gruzu budowlanego.
    Jak znajdę czas, to zrobię albumik z bałtyckich tras rowerowych od Niemiec do Mielna (z przerwami).

  44. @wbocek
    6 czerwca o godz. 10:02

    Zające to wielka rzadkość. Raz w życiu udało mi się widzieć majowe walki samców na polu z niewysoką oziminą. Jak jakieś kangury doskakiwały do siebie i się boksowały. To było w Czechach.
    A jako dziecko chodziłem z kołatką w obławie napędzającej zające do rozstawionych sieci. Na eksport do Francji. Tyle ich było.

  45. Najpierw wyścig, potem boks najszybszego z samicą, a na koniec przekazanie genów

    https://www.youtube.com/watch?v=rQ_VYpnrApQ

  46. Byli sobie pierwsi Rodzice, Adam i Ewa. Mieli oni dwóch synów – Kaina i Abla. Kain po zabójstwie brata
    „16… odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu.”

    Kto mieszkał w kraju Nod?
    Z kim ożenił się Kain?

    „17. Kain zbliżył się do swej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha. Gdy Kain zbudował miasto, nazwał je imieniem swego syna: Henoch.”

    „25 Adam raz jeszcze zbliżył się do swej żony i ta urodziła mu syna, któremu dała imię Set, «gdyż – jak mówiła – dał mi Bóg potomka innego w zamian za Abla, którego zabił Kain». 26 Setowi również urodził się syn; Set dał mu imię Enosz

  47. @wbocek
    6 czerwca o godz. 1:31
    Śpieszę nadrabiać pokłócenie.
    Dziewicza to oznacza bez ingerencji ludzkiej – sama rośnie jak chce. Nie taka w ogródku czy w doniczce czy nawet w parku.
    Kiedy tak sobie idziesz i patrzysz drzewa, które podobno pamiętają dinozaury. Poszukam zdjęć to pokażę. A na razie to:
    http://www.australia.com/en/articles/nat-australias-rainforests.html

  48. Pan na grilla zapraszał pana.
    Będzie dziczyzna polmosem podlana.
    Odpowiedź kąśliwa, jak jednym zębem,
    Ja z panem kotów palił nie będę.

    Bo ludzki to był pan.

  49. @ponbocek – też mam sklerozę!
    U nas jakoś moda na te quady się nie przyjęła, co wydaje sie dziwne, ale tak. nawet jakiś czas nie wiedziałam co to jest. Wiem, że używają ich farmerzy, bo wygodne w jeżdżeniu po wertepach i mniej kosztowne w eksploatacji.
    Ale na tych motocrossowych motocykielach to warczą w lasach aż cholera bierze. 🙁

  50. @anumlik
    6 czerwca o godz. 11:11

    Znalazłem i przeczytałem gdzie indziej. U „detektywa prawdy”, który jest wstrząśnięty i daje odpór:
    „Przecież największym kłamstwem na świecie jest wmówienie ludziom, że szatan nie istnieje. Jeśli nie istniej to dlaczego istnieje kościół szatana, stowarzyszenia masońskie i okultystyczne i w końcu sam Watykan?

    Jeśli nie istnieje to skąd wojny, szczepionkowe ludobójstwo, skoro Jezus nauczał o miłości?”

  51. @anumlik
    6 czerwca o godz. 11:11

    Może w piekle będzie ZIMNO, poniżej -50°C!!! A my na golasa.
    Gorącem straszy się tych, co stale mają ciepło i marzą o chłodnej oazie.
    O temperaturze w niebie nic nie wiadomo 🙁

  52. Nie chce się otworzyć, to nie. My go z drugiej strony:

    Szokujące słowa generała jezuitów. Według niego diabeł nie istnieje
    Data publikacji: 2017-06-02 08:00

    Wszystko wskazuje na to, że rozpoczął się ostateczny etap procesu upadku wiary. Jedna z najbardziej wpływowych osób w Kościele, generał jezuitów o. Arturo Sosa Abascal, stwierdził, że diabeł nie istnieje. Według jezuity szatan „jest tylko konstruktem myślowym mającym symbolizować zło”. Wcześniej ten duchowny podważał słowa Pana Jezusa o małżeństwie.

    Wstrząsające słowa przełożonego jezuitów padły w wywiadzie udzielonym przezeń hiszpańskiemu dziennikowi „El Mundo”. Ojciec Arturo Sosa Abascal powiedział w nim następujące słowa: „Chrześcijanie wierzą, że zostaliśmy stworzeni na wzór i podobieństwo Boga, a Bóg jest wolny, ale On zawsze wybiera czynienie dobra, bo cały jest dobrocią (…). Stworzyliśmy sobie symboliczne figury takie jak diabeł, żeby symbolizowały zło. Również kondycja społeczna może reprezentować tę postać, ponieważ są ludzie działający na rzecz zła, ponieważ znajdują się w środowisku, w którym trudno jest postępować inaczej”.

    Słowa te stanowią kolejną sprzeczną z katolickimi prawdami wypowiedź generała jezuitów. W jednym z poprzednich wywiadów stwierdził, że słowa Jezusa przeciwko rozwodom są „względne i „każdy może je ocenić zgodnie z własnym sumieniem”. Jezuita wskazał wówczas, że w czasach Chrystusa nie było urządzeń, które by zarejestrowały jego słowa.

    Oto kolejny etap rewolucji w Kościele. Po herezji „pustego piekła” przychodzi nowe, skrajnie fałszywe z punktu widzenia katolickiej teologii stwierdzenie, według którego nie tylko nie ma kary za grzechy (piekła właśnie), ale również sam gospodarz czeluści piekielnych to tylko „konstrukt myślowy” stworzony przez ludzi.
    (Źródło: Catholic Herald)

  53. Otworzyło się, choć przedtem nie chciało. Dziwne 😉

    A z tym piekłem w lodówce, to może i masz rację, Tobermorciu. Chociaż, jeśli chodzi o mnie, to temperatura poniżej 60 stopni pana Celsjusza dobroczynnie wpływała na moje dość zrujnowane kręgi.

  54. source: https://store-us.kabbalah.com/products/satan-an-autobiography

    „Satan: An Autobiography

    It’s been said that the greatest trick the Devil ever pulled was convincing us that he doesn’t exist. Although Yehuda takes creative license with the narrative, he presents a candid and profound representation of Kabbalah’s concept of Satan, aka. The Adversary. It resides within each of us, manifesting as a recurrent little voice of uncertainty and negativity that wreaks havoc in our lives, and the world. By using the practices outlined in this book, we can overcome that voice, banish doubt, eliminate chaos, and transform our nature.”

  55. @MajsterKlepka
    6 czerwca o godz. 11:31

    No to generała jezuitów już przekonał 😉

    @anumlik
    6 czerwca o godz. 11:28

    Dobroczynne działanie krioterapii na całą wieczność?
    Jak chodzę boso po śniegu, to też mi dobrze robi, ale po paru minutach zakładam skarpety i buty 🙄

  56. @anumlik, Tobermory
    Brrrrr! Zboczeńcy z was!

  57. @Tobermory
    I słusznie wprowadził! Wędrowanie nago po śniegu to zboczenie które ma wszystkie zboczenia pod sobą! Przecież tam jest zimno! 🙂

  58. @Ewa-Joanna
    6 czerwca o godz. 13:14

    „Przecież tam jest zimno!”
    Za to nic się nie przegrzewa. Wiesz, co lekarze mówią o szkodliwości ciasnych dżinsów?
    Najzdrowsze by były habity, dżalabije i przewiewne burki 😎

  59. O, jak milo tu, to napisze historyjke z zycia. Czytac nie ma potrzeby, najwazniejsze, ze sobie napisze.
    Moj ziec pomogl bardzo pewnej pani, ktora zamieniala sie w spoldzielni na mieszkania z synem i spoldzielniany zarzad zawinszowal sobie ogromna sume pieniedzy za ta transakcje. Ziec bedacy tam prezesem zavetowal decyzje i udowodnil, ze nie maja prawa brac. Wdziecznosc kobiety jest ogromna i…. troszke meczaca.
    Poniewaz spotkali sie najpierw na wdziecznosciowej kolacji, potem rewanzowym brunchu dowiedzialam sie od mojej corki jaka ciekawa to osoba. Urodzona jeszcze w Tarnopolu, meza miala Niemca, dwoch synow wyszlo na ludzi medyczno-naukowych, trojka wnuczat. Ona sama bedac dlugie lata wdowa zajmowala sie real estate, a takze pracowala jako nauczyciel na zastepstwa. Wiec finansowo bedac juz od lat na emeryturze stoi bardzo dobrze ( co to znaczy bardzo dobrze, dla kazdego co innego), chociaz nie przywiazuje wagi do blyskotek tego swiata. Spelnia sie w czynieniu dobra, a jest ciagle bardzo aktywna w tej swojej jesieni zycia.
    Przez wiele lat byla zaangazowana w budowe szkoly w Tanzanii, potem jezdzila uczyc do Wenezueli, ostatnio jest w komitecie budowy jakiegos osrodka naukowego w Kenii. Kilkanascie lat temu adoptowala dwoje dzieci. Sa to dwie Filipinki – matka i corka. W jakich okolicznosciach i gdzie mloda Filipinka zaszla w ciaze – nie wiem. W kazdym razie widocznie latwiej bylo organizowac prawne zycie nowonarodzonej skoro ja adoptowala mieszkajac rownoczesnie z jej matka. Biologiczna matka mieszka osobno, maja normalne stosunki. Mala mieszka z adoptowana matka mowiac do niej babcia. Dziewczynka jest madra, dobra tyle, ze ma jeden bardzo powazny problem zdrowotny, ale matko-babcia jest oddana w tej sprawie. Jak we wszystkich innych. Ta kilkunastoletnia dziewczynka jest jej oczkiem w glowie.
    Ta kobitka jest uzalezniona od robienia dobrze, rowniez w drobiazgach. Co rusz corka znajduje cos pod drzwiami; a to chleb wypieczony na zakwasie i maslo wg receptury „sprzed 100 lat”. Skad wziela te towary – pies wie. A to wor ziemi i flance pomidorow, cukini, kwiatow… bo niepotrzebnie corka napomknela ze co roku bawi sie w ogrodniczke na swoim ogromnym balkonie. Absolutnie nie chce zadnego rewanzu, poglebiania znajomosci. Wszelakie zaproszenia zbywa, ze milo, ale nie ma czasu, nigdy tez nie telefonuje.
    Temat religijny oczywiscie w czasie dwoch pobytow w restauracji a tym bardziej w czasie konsultacji z zieciem nie poruszano. Ze dwa tygodnie temu przyslala jednak messengera, ze wlasnie byla w kosciele na jakiejs dziekczynnej mszy, gdzie jakas kobitka z Kostaryki opisywala jak za wstawiennicwtwem JPII zostala uzdrowiona. Do tego nawet jakies zdjecia. Zapewne myslala, ze zrobi tym corce przyjemnosc.
    Zgodnie z panujaca na forum opinia wiekszosci ta kobitka jest glupia i nienormalna i na pohybel takim ludziom. A ja wole z nia zgubic niz z niejednym ateistom znalezc.
    Corka nic jej nie odpisala, ale przy spotkaniu w budynku powiedziala grzecznie i z usmiechem, ze ja takie sprawy nie interesuja, bo jest non- religion. Na to ta powiedziala ok. I za dzien wisialy na klamce najlepsze w NY bagle i serek ze stosownych delikatesow.

  60. wbocek

    Czcigodny aczkolwiek nieco popędliwy starcze!
    Życzę Ci aby także wokół jeziora Jamno powstała identyczna ścieżka rowerowa. Będziesz mógł tym razem chwalić się ilością przejechanych okrążeń. Odnośnie ilości kilometrów, chodziło mi o porównanie wysiłku podczas jazdy w terenie i po betonie. Dla mnie możesz wziąć udział i w wyścigu Paryż-Roubaix a następnie triumfalnie obwieścić o tym na blogu. To, że spaskudzono wiele na tym świecie nie jest argumentem do kontynuowania tego procesu, w szczególności tam, gdzie nie jest to konieczne. Pozostań z Bugiem i jego dopływami.

  61. @zyta2003
    6 czerwca o godz. 16:05

    „Zgodnie z panujaca na forum opinia wiekszosci ta kobitka jest glupia i nienormalna i na pohybel takim ludziom. A ja wole z nia zgubic niz z niejednym ateistom znalezc.”

    Na pohybel = na zgubę, na zatracenie, na nieszczęście

    Naprawdę spotkałaś się tu, zyto, z chociaż jednym „ateistom”, który życzyłby śmierci osobie wierzącej w cuda?
    Lubisz sobie poinsynuować? Czy tylko tak się fajnie plecie? A może nie znasz znaczenia słów, których używasz? No, to teraz jedno poznałaś.

  62. hetajr
    6 czerwca o godz. 16:05

    Synku jesteś widać tak zepsuty, że nie wyobrażasz sobie prostolinijnego relacjonowania tego, co się robi – musi być chwalenie się. Idź, zmyj porządnie z siebie stereotypy i wróć na blog jako do rzeczy człowiek. O tym, o co Ci chodziło w sprawie mego wpisu, porozmawiaj z babcią, mnie wystarcza, że sam wiem, o co mi chodzi. Bądź błogosławiony między niewiastami.

  63. Dzisiejsza stumiliardowa ilustracja słuszności starego jak światło – które przemądry i przemądrzały Jahwe stworzył na trzy dni przed źródłami światła – porzekadła: „Kiedy krwawo słońce wschodzi, w marynarzu bojaźń rodzi, lecz gdy czerwień o zachodzie, wie marynarz o pogodzie”. Oczywiście, bojaźń marynarza jest z powodu wiatru.

    Dziś o czwartej rano tak wyglądało słonko. Sztorm się zrobił w porywach do ósemki. Mimo to nawet dzieci mogą się w Bałtyku kąpać, bo wiatr jest na razie południowy, czyli przy naszych brzegach jest prawie glada. Jak przejdzie na zachodni, wtedy bujnie.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/CCN7dtHf2EM

  64. Pombocku, widzę, że czasem warto wstać o czwartej rano!
    Zdjęcie piękne, ale wschody słońca na zdjęciach nigdy nie dorównują tym prawdziwym.
    Nie wiem, czy ludzkie oko nadal odróżnia więcej barw niż aparat, czy może chodzi o ograniczony rozmiar pliku. Ja zawsze jestem zawiedziona patrząc na własne zdjęcia wschodów słońca.

  65. Tobermory
    6 czerwca o godz. 16:18

    Tobermorku, rzeczona, dulską ciotą na kanapie będąc, chce po prostu ni z gruchy, ni z Pietruchy przysrać – taka jej uroda.

    Ledwie opowiedziała historię, a już wie, jaka jest opinia WIĘKSZOŚCI

    „Zgodnie z  panujaca na forum opinia wiekszosci ta kobitka jest glupia i nienormalna”

    Dawno temu informowałem, że ta ciotka to rasowy kołtun – doświadczony obserwator choćby po niefrasobliwym używaniu wyrazu „większość” to pozna. A imputowanie ludziom paskudnej opinii o nieznanej im kobiecie, uczynnej jak moja matka, czyni z kołtuna w dodatku patentowanego durnia.

  66. Cholera, pogrubił się nie tylko cytat, ale i moje słowa, choć wcale nie jestem gruby.

  67. @ Tobermory
    Kto jest autorem przekladu Boskiej Komedii, ktorej fragment cytujesz? Chyba warto cos wspomniec o tlumaczu. Gdyby nie ten przeklad, trudniej byloby Ci powiazac Dantego ze slowem „grillowanie”. A moze skromnie nie przyznajesz sie do autorstwa?

  68. Grillowanie wolskie, gdy Polska jeszcze nie była Wolską, ale ta wkrótce miała nadejść. Materiały źródłowe oraz dydaktyczne.
    http://muzeum4rp.iq.pl/wiki/index.php?title=Grillowanie

  69. Na marginesie
    6 czerwca o godz. 17:03

    Sporo razy, Namarginesko, wstawałem. Masz rację, że fotki to tylko aluzja do rzeczywistości. Ale jednak uwiecznione wspomnienie. Nie znam całej mechaniki powstawania w naturze tej czerwieni – pewnie Tobermorek wyjaśni, bo też wschody, zachody fotkował – wiem tylko, że czerwień jest wtedy, kiedy są chmury. Bo to one robią się czerwone, kiedy padają na nie promienie słoneczne pod określonym kątem, nie królestwo niebieskie. Być może też struktura powietrza odgrywa jakąś rolę. Ale co Tobermorek wykrakał swoim grilem, to wykrakał. Sztorm wykrakał.

  70. wbocek
    6 czerwca o godz. 17:05

    Wyraz „Pietruchy” napisany dużą literą to nie moja robota, lecz smarkaterii, która wymyśliła paskudztwo windows10, które co rusz wyskakuje przed szereg z ich, smarków, przedszkolną znajomością polskiego..

  71. wbocek
    6 czerwca o godz. 16:32

    Prędzej uwierzę w innego boga niż w Twoją prostolinijność w chęci relacjonowania. Niech Cię mój Wodan (któremu na razie jestem wierny)prowadzi.

  72. Też nie bardzo rozumiem co zyta chciała osiągnąć, przykre to.

  73. @wbocek
    6 czerwca o godz. 17:06

    Nie szkodzi. Tym dobitniej przedstawiłeś swoją opinię, z którą się zgadzam.
    Czegoś jednak brakuje tej osobie, skoro zamiast swój przymus pisania kanalizować w intymnym pamiętniku, musi czynić to na publicznym forum i podsuwać ludziom, z którymi wolałaby „nie znaleźć”. Takie masochistyczne nurzanie w „gorszym sorcie”?

    Nie wiem jak wyglądał mój dzisiejszy wschód słońca (twój był super) ale dwa razy złapał mnie na rowerze deszcz, za drugim razem z nagłą wichurą, aż gałęzie i dachówki fruwały, a potem się nagle uspokoiło i słońce świeci jak gdyby nigdy nic. Jakieś znaki na niebie i ziemi (80 km ode mnie nawet lekkie terremoto o poranku) cy co? 🙄

  74. @mag 6 czerwca o godz. 17:16
    Znakomite! To parodia czy paranoja?
    🙂

  75. hetajr
    6 czerwca o godz. 17:26

    To czego szukasz przy mnie? Odczep się i miej spokój. Koniec głupiej gadki ze smarkatkiem.

  76. @kruk
    6 czerwca o godz. 17:11

    Pierwszy „fragment” „Boskiej komedii” to mój własny pastisz na motywach przekładu Edwarda Porębowicza:

    „Idąc okólną ścieżką po wiszarze,
    Co go tworzyły ściany w gruz rozbite,
    Nad okropniejsze przyszliśmy cmentarze.
    Powietrze było tak zaduchem syte,
    Co w przepaścistej otchłani się wszczyna,
    Żeśmy się skryli za grobową płytę,
    Na której napis ryty wypomina:
    Tutaj spoczywa papież Anastazy,
    Zwrócony z drogi prawej od Fotyna”.

    Drugi fragment „Boskiej komedii” jest oryginalny, przekład A. Stanisławski, 1870 rok.

  77. @mag
    6 czerwca o godz. 17:16

    Świetne!

    „Polska może grillować, a mimo to się zmieniać.” Pod warunkiem, że będzie grillować szczególnie wartościowego pod względem patriotycznym oscypka 😎

  78. „Zastał Polskę kartoflaną
    a zostawił grillowaną”

  79. Tobermory
    6 czerwca o godz. 17:28

    Tobermorku, wystarczy się urodzić, by wiedzieć, jak powstają tornada. Ale na to, żeby mieć wcześniej wiedzę, że będą i co wtedy robić, składają się obserwacje chyba całych pokoleń prognostów. My w Polsce pod tym względem jesteśmy bezbronni jak dzieci. Dlatego uważałem od pierwszego dnia, kiedy na wysokości Gąsek zginęło czterech młodych rybaków od nagłego orkanowego wiatru, jakiego najstarsi rybacy nie pamiętali, że było zero winy tych chłopaków. Jak mogli przewidzieć coś takiego, skoro w ich kierunku szła z południa zwykła chmura. Mogli się spodziewać banalnego szkwału – sam szkwałów przeżyłem na wodzie bez liku – ale żeby coś z tornada?! Nawet w szkole nie uczyli. Zresztą co tam szkoła – to trzeba parę razy przeżyć, by coś wiedzieć. Odnoszę wrażenie, że latem jest u nas tych gwałtownych wiatrów coraz więcej. Dlatego się zastanawiam, czy nie brać ze sobą na dłuższe trasy, pięćset, powiedzmy, kilowego kamuszka.

  80. @wbocek
    6 czerwca o godz. 17:55

    Pięćsetkilowy to raczej na warunki teksańskie. Dopóki nie przeczytasz komunikatów o krowach porywanych przez wichurę z pomorskich pastwisk, to dwustukilowy powinien wystarczyć 😎

  81. Kto lubi patrzeć, może nawet grilować, orzechy tureckie, to na razie ich nie widać (jesienią pokażę). Jest za to za Mielenkiem w stronę Chłopów, a właściwie równolegle do Chłopów, aleja leszczynową z leszczyną turecką – jakieś 500 metrów długa. To drzewa, nie krzaki nasze laskowe. Proszę popatrzeć.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/Tm4wbxtG7Gc

  82. @wbocek
    6 czerwca o godz. 17:17

    Gdy poranne wstają zorze, tobie ziemia, tobie morze… się rumienią, znaczy, że Eos różanopalca na spółkę z Aurorą i najświętszą panienką niebo malują, a wszystko zależy od pozycji słońca nad horyzontem (kąt padania promieni) wilgotności powietrza, ilości aerozolu (pyłów, smogu). Czerwona część widma słonecznego ma większą długość fali i jest mniej rozpraszana niż niebieska, gdy przechodzi przez grubą warstwę atmosfery. Jeśli są chmury, to one pierwsze oświetlane są na czerwono. U mnie rumienią się śniegi.
    W dzień (czyste) niebo jest niebieskie, bo promienie słoneczne rozpraszają się o molekuły gazów w atmosferze we wszystkich kierunkach, przy czym światło niebieskie rozprasza się ok. 16 razy bardziej niż czerwone. To, co widzimy, jest wypadkową światła rozproszonego w całym widmie widzialnym i ze względu na strukturę ludzkiego oka daje wrażenie koloru niebieskiego. Zwierzęta lepiej widzące fiolet widzą być może fioletowe niebo.
    Gdyby nie atmosfera, niebo w dzień byłoby czarne z widocznymi gwiazdami.

  83. Tobermory
    6 czerwca o godz. 18:06

    Tobermorku, z tą łodzią było jak z krową, jeśli nie gorzej. Pierwszy raz usłyszałem, że cholernie mocna, stalowa łódź rybacka w ciągu sekund zatonęła. Tak szybko szło, że dwóch chłopaków nie zdążyło wyskoczyć ze sterówki. Dwóch było na pokładzie – ci leżeli na dnie dalej od łodzi. Ale jednej rzeczy nie mogę pojąć. Rybak, na którego łódce zacząłem łodziową rybałkę, kompletnie nie umiał pływać, za to świetnie biegał jako średniodystansowiec (dwa tygodnie temu zmarł, bo alkoholowe dystanse wolał jednak długie). Ale on był taki na trzyosobową załogę jeden. A na tej zatoniętej czterech by nie umiało pływać?! W mesjańskim naszym kraiku, gdzie wystarczy mieć wiarę jak ziarno gorczycy, by nie tylko pływać, ale i chodzić po wodzie?!

  84. @wbocek
    6 czerwca o godz. 18:44

    Może nawet umieli pływać, ale zaskoczenie, zachłyśnięcie, wyziębienie, może jeszcze ogłuszenie przez jakieś elementy łodzi…

  85. @wbocek 6 czerwca o godz. 18:44
    A kamizelki ratunkowe? Nie są obowiązkowe dla rybaków?

  86. Nie zdążyli założyć?

  87. Gdy poranne wstają zorze śpi wciąż ten co wstać nie może 🙂

  88. Tobermory
    6 czerwca o godz. 18:44

    Ojej, Tobermorku, po tym miniwykładzie będę mądrzejszy od siebie. Dziękuję! W każdym razie jako dyletant szedłem dosyć przypadkowo we właściwym kierunku. Mój prowizoryczny wniosek, że czerwony kolor wstającego słonka – zwykle żółty, pomarańczowy – musi zależeć od kąta padania promieni, od doraźnego składu atmosfery i czego tam jeszcze, bo słonko wstaje co dzień, a jednak bardzo rzadko – na czerwono.

  89. … a jak już wstanie to Tobie śpiewa żywioł w szelki…

  90. Na marginesie, Tobermorek

    Żaden nie miał założonej kamizelki. Wychodzi, że nie zdążyli. PW Polsce przepisy przepisami, ale żaden poważny rybak nie pracuje w kamizelce, choć są wożone, bo czasem inspektor sprawdza. Ja nawet sztormiaka nie cierpiałem i nie zakładałem – wolałem moknąć. Zatonęli w lipcu, więc zabójcza temperatura wody odpada.

  91. Namargineska
    z g.17:3 oraz Tobermory
    Jest to czysta, żywa wolszczyzna zgrillowana i zabezpieczona w Muzeum IV RP.
    Smacznego oscypka!

  92. Pombocku wbocku
    http://s3.flog.pl/media/foto/408611_utka-noca.jpg
    Ot, zagadka. Jaka to pora dnia?

  93. mag
    6 czerwca o godz. 19:20

    Się wtrącę między pombocka i zakąskę i powiem że rano, świt.

  94. A pan Mizerski nam tu pod bokiem takie szpile oto wbija 😉

    https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1698586,1,mizerski-na-bis.read

    Mam jakieś dziwne podejrzenie że on tu czasami podczytuje po cichu

  95. @NeferNefer 6 czerwca o godz. 19:56

    Tylko pozornie dalekie skojarzenie: gdy mój ma-żonek szybko wracał do zdrowia, głównie dzięki medykom i trochę również dzięki rodzinie, nasza głęboko religijna znajoma zapodała: modliłam się za niego. „Na pewno pomogło” – odparłam uprzejmie, z lekką tylko domieszką ironii (no bo to jednak całkiem miła kobieta). „Na pewno!” oświadczyła z dumą znajoma.

    Dlatego w przypadku zwalczenia terroryzmu będzie to niepodwazalny dowód skutecznosci modlitwy franciszkańskiej : )

  96. Ale jaja!
    Wy tak na powaznie, czy dla jaj?

  97. @Na marginesie

    Skoro o dalekich skojarzeniach, modlitwach i mężach to tak mi się skojarzyło
    (skrótowo i nie calkiem na temat bo chwilowo zajętyk)

    https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/18893140_1404994532927761_1545518074440193242_n.jpg?oh=8107a3b98d0dbb3e7e3b391385e03a68&oe=59A59155

  98. @lonefather 6 czerwca o godz. 20:34

    Jaja? Pani Małgorzata Terlikowska stwierdziła w wywiadzie, że miała wielkie kłopoty z zajściem w ciążę, ale po odbyciu pielgrzymki do Rzymu i wielu modlitwach została z owej niepłodności cudownie uleczona. Prowadząca wywiad dziennikarka zagadnęła delikatnie o kurację, której poddała się pani T. Kuracja obejmowała udrożnienie jajowodów, po którym natychmiast skończyły się problemy z prokreacją. „To wszystko prawda” – odparła pani Terlikowska – „ale ja wolę wierzyć w cud!

    I to są właśnie jaja – traktowane najpoważniej.

  99. @NeferNefer 6 czerwca o godz. 20:39

    W ten sposób tryumfuje najsprawiedliwsza sprawiedliwość boża,
    ubogacona w duchu wiary w sposób szczególny 😉

  100. NeferNefer
    Nefciu, niestety, wieczór.

  101. NeferNefer
    6 czerwca o godz. 19:45
    chyba zachód; zobacz, na którą stronę pada cień…

  102. Na marginesie z 6 czerwca o godz. 20:46

    No wlasnie!
    I to sa jaja z jaj w udroznionym jajowodzie…

    W sumie, jakby nie patrzec zboki… Bo jak pacze na madame T, to sie i na zwis obraca, a skoro pan TT „stanal” i byl w stanie, to jest to, jak dla mnie dowod zbaczenia ewidentny…

    O „cudzie” nie wspominajac, zeby osiagniec medycyny nie dezawuwoac!

  103. konstancja
    6 czerwca o godz. 21:04

    Plik nazywa się „łódka_nocą”, więc musiało być późnym wieczorem. Chyba że to dla zmyłki.

  104. izabella
    6 czerwca o godz. 21:50

    tytułu pliku nie zauważyłam…ale:
    słońce wstaje na wschodzie, zachodzi na zachodzie…

  105. lonefather
    Loniu, okrutny jesteś wobec tej madamy z jajnikami udrożnionymi, a przecież urody i „ponęty” nie zbywa również panu TT.
    Dlaczego tylko kobiecie masz za złe, że taka jest jak pan bożyczek ją stworzył na swój obraz(?) i podobieństwo(?)

  106. Mizerskiego nie doczytałam bo mi ucięło, ale za to jak wlazłam na Polityke to sobie znalazłam to:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/ludzieistyle/1703776,1,wyznawcy-teorii-o-plaskiej-ziemi.read
    No czyż nie cudne?

  107. Nie jestem specjalną fanką tego typu krytykowania pań pisówek. Ich problem jest znacznie większy i poważniejszy niż to że niektórym panom przy nim nie staje. Czy jakby stawało to byłoby ok?
    Niedawno czytałam pewną wymianę na twitterze, dotyczącą chyba tej pani co to chciała Tuska w kajdanki. Albo pod trybunał stanu, czy na szafot, mniejsza z tym. Wśród panów zaczęło się na nutę że chłopa jej trzeba, że jakby już tego chłopa, to w ogóle, a panie jedna po drugiej się zmyły, mówiąc dziękuję postoję. Ja też dziękuję postoję.

  108. bu, przegrałam 🙁

  109. i nie dorozumiałam się że utka to łódka, krucafuks, chociaż może dobrze że nie udka :S

  110. @Neferka, z godz. 22:23
    I nie dorozumiałaś (w dalszym ciągu), że utka, to Ustka, skąd pochodzi zdjęcie plaży, morza i łódki (przez „ó” oraz „d”, co zapodałaś) z Ustki 😉
    Nie bucz, nie bucz 😀

  111. Oj dobra, no 🙂 ja nietutejsza. I nie będę palcem pokazywać kto mnie zmylił 😛

  112. Na marginesie
    6 czerwca o godz. 17:03
    Pombocku, widzę, że czasem warto wstać o czwartej rano!
    Zdjęcie piękne, ale wschody słońca na zdjęciach nigdy nie dorównują tym prawdziwym.
    Nie wiem, czy ludzkie oko nadal odróżnia więcej barw niż aparat,

    Mój komentarz
    Ciekawy problem. Generalnie przyjmuje się w technice, ze aparaty cyfrowe dzisiaj rozróżniają tak samo barwy, odwzorowują je tak samo wiernie jak ludzkie oko, przy czym rozróżniają dużo więcej odcieni barw.

    Matematycznie podchodząc do problemu rozróżniają tych barw dużo więcej, rozróżniają takie subtelne różnice, które dla oka są niedostrzegalne.
    Na przykład oko raczej nie rozróżni od siebie dwóch barw zarejestrowanych w aparacie. Dla przykładu jedna brawa, to (Red=120 + Green=166 + Blue=15), druga, to (R=121 + B=167 + G=16).
    Dla aparatu, to pestka, ponieważ aparat zlicza naświetlenie z każdego kolorowego (R lub G lub B) piksela i rejestruje je jako natężenie światła o kolorze R lub G lub B od jednego piksela.
    Aparat odróżnia natężenie światła czerwonego na przykład 120 od natężenia tego samego światła 121 w skali od 0 do 255 (przy założeniu, ze rejestracja (końcowa, w formacie JPEG zdjęcia) jest 8-bitowa.

    Aparaty cyfrowe wykonując zdjęcie w formacie pierwotnym (RAW) rejestrują każdy piksel co najmniej w 12 bitach, co odpowiada skali od 0 do 2 do potęgi 12 – 1, co równa się skali od 0 do 4095. Odpowiada to rozróżnieniu 4096 stopni jasności danego koloru (R lub G lub B) przez oko. Czy to jest możliwe? Być może. Lecz, gdy patrzymy na obraz z pikseli R i G i B się składający, to oko składa te wszystkie odcienie kolorów RGB w całość i powstaje 4096x4095x4096 = fantastyczna liczba kolorów.
    Czy oko da radę je odróżnić? Chyba nie.

    Można przyjąć, że aparat jest sprawniejszy niż oko, z wyjątkiem sytuacji, gdy jest ciemno. Taka sytuacja, to słabość aparatów cyfrowych. W oku (w siatkówce) pracują wtedy czujniki (komórki) niewrażliwe na kolor, a bardzo wrażliwe na światło.
    Pzdr, TJ

  113. mag
    6 czerwca o godz. 22:05

    @magus,
    okrutnie i niesprawiedliwie mnie osadzasz.
    Przeca ja jej jaj nie osadzam, tylko jej gadanie o jajach wysmiewam.

  114. A że łódka się pisze przez ó to akurat wiem bo moja rodzina jest z miasta Uć 😛

  115. mag
    6 czerwca o godz. 22:05

    I mam szczescie takie, ze jestem mezczyzna i obce sa mi zalety, czy inne takie przymioty pana TT. Zeby byc szczerym i otwartym na problem, to pan TT, jak dla mnie jest zwyklym zbokiem, oblesnym i wstretnym. Pod kazdym wzgledem wstretny jest mi ten typek TT…

  116. lonefather
    Przeca rozumiem. Ale bardziej mi przeszkadza paskudność fizyczna i umysłowa jej męża.

  117. A na „zbokow” i inne zyciowe plugawstwa…

    Mark!

    Znaczy sie Mark Knopfler:

    https://www.youtube.com/watch?v=OR0Ky9tFJdc

  118. @magus

    Ja caly czas wlasnie o tym sie wypowiadam. Sam TT jest niestrawny, a co dopiero mowic o „polowce”, czyli madamie T…

  119. @mag

    Piekny…
    Ja jestem „lunatyk” i zwyczajnie taaaaki ksiezyc na mnie dziala fantastycznie. Zajzyj na maila jutro rano i sie zapoznasz z jednym moim doswiadczeniem, wlasnie z takim ksiezycem. Jutro rano, bo teraz noc zapada i nie bede Tobie snu spokojnego zaklucal.

  120. anumlik
    6 czerwca o godz. 22:38
    a nie z Ustronia Morskiego ta łódka?
    tak mi sie skojarzyło…

  121. Tobermory
    6 czerwca o godz. 22:50

    a gdzież znalazłeś słońce o północy???

  122. A to ciekawe, czy w Ustce kutry mają oznaczenie USM?

  123. Konstancja mnie wyprzedziła

  124. anumlik chyba sobie coś utkał hi hi

  125. NeferNefer
    6 czerwca o godz. 23:34

    Miejmy nadzeje, ze nie wpadl w podstepne sidla „Milgrama”….

  126. @konstancja
    6 czerwca o godz. 23:17

    W Norwegii. Na północ od koła podbiegunowego. Dołożyłem jeszcze trochę. Pierwszych pięć – wszystkie o północy. W czerwcu jest tak widno, że trudno jest fotografować słońce bezpośrednio, jeśli nie ma chmur.

    https://goo.gl/photos/PKfweam5podvApVi9

  127. Tobermory
    6 czerwca o godz. 23:48
    tak przypuszczałam, alke ponieważ napisałeś „o północy” zamiast „na” wolałam uściślić.

    Chciałabym sie znaleźć na Twoim miejscu…tam na północy, rzecz oczywista….

  128. Az sie cisnie…. A co to ma wspolnego z grilowaniem?

    Bo ja, taki jestem tradycjnalny, ze wole zwyczajna z „patyka”, niz cudenka fotograficzne, chemiczne, czy cyfrowe, zeby nie bylo, ze nie kapuje wspolczesnosci…

  129. konstancja
    7 czerwca o godz. 0:02

    Pojedz!
    Teraz moze byc drogo, ale poza sezonem… Taniocha…. wystarczy poszukac i zamiast do „Szklarskiej…” wybrac tydzien na polnocy. Cena nie bedzie znacznie wieksza.

    Wiec sie nie wsciekaj, tylko sie otworz i bierz za szukanie rozwiazan… (lol)

    pozdrowka
    l.

  130. @konstancja
    7 czerwca o godz. 0:02

    To było o północy na północy 😉
    Jeśli chcesz to przeżyć, to na kole polarnym słońce nie zachodzi i jest całe widoczne od 12. czerwca do 1. lipca. Na Nordkapie od 14 maja do 29. lipca.
    Kiedy całymi tygodniami słońce nie zachodzi, to jest niesamowite doświadczenie. Chciałbym też zobaczyć polarną noc i sprawdzić, czy duszna jest i parna 😉 W znajomej wioseczce rybackiej na samej północy Norwegii prawie wszyscy rybacy mają żony z Tajlandii. I saunę przy domu.

  131. Porno?
    Parna?

    Jedna norweska ryba… A zony z Tajlandii? To dla Tajek jak spelnienie marzen zyciowych… Z pominieciem watku erotycznego, a pozostaniem wylacznie w obszarze biznesowym…
    Of course…

  132. lonefather
    7 czerwca o godz. 0:09

    Tobermory
    7 czerwca o godz. 0:34
    od dwóch lat myślę, żeby tam pojechać…ale najpierw na Białoruś, już we wrześniu.
    Na przyszły rok nie mam jeszcze planów, ale będę oszczędzać…
    tylko w czerwcu są tak białe noce?

  133. konstancja
    7 czerwca o godz. 0:47

    TYLKO….niestety tylko! W Czerwcu tylko…

  134. Spadowa lozkowa … pappatki. Pa…

    a na dobranoc…

    https://www.youtube.com/watch?v=OfOoo4vmEq4

  135. lonefather
    7 czerwca o godz. 1:01
    no to, kruca fuks, mało czasu, mało czasu….

  136. @konstancja
    7 czerwca o godz. 0:47

    „Białe noce” można przeżyć już w St. Petersburgu i Helsinkach, ale tarczę słońca o północy widać tylko na północ od koła podbiegunowego (na półkuli północnej) i to w terminach podanych wyżej.
    Tak sobie wędruje po niebie:

    http://media.gettyimages.com/photos/norway-midnight-sun-picture-id290186-001?s=170667a

    Dawno temu na dalekiej Północy próbowałem fotografować słońce co pół godziny aż do trzeciej w nocy, mam to gdzieś na slajdach…
    Do polarnego dnia można się tak przyzwyczaić, że jak w końcu zaczyna zapadać noc, a do tego jedzie się szybko na południe, to „niespodziewana” ciemność może przyprawić o lęk. Podobne uczucia można mieć na równiku, kiedy noc zapada bardzo szybko i trwa 12 godzin. Ale łatwiej jest fotografować wschody słońca, bez potrzeby wstawania o 4 rano 😉

  137. @@NeferNefer, konstancja
    Same se szukajcie. Ja nie znalazłem; brak danych 🙁
    http://baza.smacznaryba.pl/index.php/en/yachts/24-uniescie/177-kuter-rybacki-usm-6

  138. Tobermory
    7 czerwca o godz. 1:14
    Byłam na północy Kanady, ale nie aż tak daleko. Odlotowe te Twoje zdjęcia. Może też się tam wybiorę. Lista się wydłuża.

  139. Tobermory
    7 czerwca o godz. 1:14
    w St.Petersburgu byłam w niewłaściwym czasie, nie było białych nocy. Ale inne wrażenia w tym mieście tak bardzo zachwyciły, że zapomniałam o białych nocach i na białe noce wybiorę sie osobno. Może do Helsinek… jeśli nie uzbieram na Norwegię. W razie potrzeby bank pożyczy…
    dziękuję za podpowiedź; Twoje zdjęcia znów pozwalaja pomarzyć…

  140. @anumlik
    7 czerwca o godz. 1:16

    Tu można znaleźć, w Polskim Rejestrze Statków

    https://www.prs.pl/__files/parent519/rejestr_mot_2015.pdf

    To łódź rybacka bezpokładowa. Strona 90.

    USM = Ustronie Morskie
    UST = Ustka

  141. @konstancja
    7 czerwca o godz. 1:24

    W ubiegłym tygodniu odwiedziłem przyjaciół w Niemczech. Oni już kilka razy byli zimą w Norwegii, gdzie uparcie polują na zorzę polarną. Jak zobaczyłem ich zdjęcia z lutego tego roku, to aż mnie skręciło z zazdrości. Dzień bardzo krótki, ale światło niesamowite, a w nocy – zorza! I śnieg cudny, a oni nic sobie z nart nie robią 🙁
    Podróż statkiem Hurtigruten z Bergen do Kirkenes lub odwrotnie, z przerwami w różnych fiordach (statki kursują codziennie w obu kierunkach) to jest coś fantastycznego.

    http://www.fiordy.com/index.php?page=norwegia-rejs-hurtigruten-bergen-kirkenes-bergen

  142. Tobermory

    dziękuję Ci za wszystkie podpowiedzi; adres biura i cała ulotkę zapisałam sobie w notatniku; ceny….hmmmm…niemałe, jeśli chce się dotrzeć do Bergen, ale cóż, Norwegia dla Polaków z Polski zawsze będzie droga. Jakoś uzbieram.
    Fajnie, ze wycieczki fakultatywne można zapłacić w złotówkach, bo zwykle z większości z nich korzystam. Różnie bywało, najczęściej są płatne w euro albo w miejscowej walucie.

  143. Biegówki w nocy? 😮

  144. @konstancja
    7 czerwca o godz. 1:57

    To biuro napatoczyło mi się jako pierwsze, może są jeszcze inne.
    Te statki widywałem w różnych fiordach, ale sam byłem samochodem, więc korzystałem najwyżej z promów, ale fascynowały za każdym razem. Przywiozłem nawet książkę o tej linii i pożyczyłem sąsiadowi do obejrzenia. Zachwycił się i postanowił wybrać się tam z żoną, gdy ta skończy 60 lat. Czekał tak, czekał kilka lat, a ona zachorowała ciężko w wieku 59 lat i wkrótce po 60. urodzinach zmarła 🙁
    Podróżować trzeba, póki ma się siły i entuzjazm. A i świat staje się coraz mniej przyjazny naszym planom 🙁

  145. @tejot 6 czerwca o godz. 22:45

    Wykazałeś ponad wszelką wątpliwość, że aparat jest sprawniejszy niż oko!

    Ale chyba pozostaje jeszcze kwestia skali, bo oko na obrazie nie rozróżnia poszczególnych pikseli. Z kolei w bardzo dużym powiększeniu zawodzi ostrość i obraz robi się rozmazany. Poza tym zdjęcia w formacie RAW, który najlepiej odzwierciedla rzeczywiste parametry, to olbrzymie pliki, których nie można tak zwyczajnie zobaczyć na ekranie. To znaczy ekran jest po prostu za mały, żeby dostrzec na nim wszystkie odcienie barw, dlatego obraz jest z konieczności uproszczony. W dodatku jeszcze zdjęcia są płaskie, czyli w zasadzie dwuwymiarowe.

    Tłumaczę nieporadnie, ale chodzi mi o to, że na zdjęciach to jednak nie jest to. Na przykład magiczny efekt „neblina” czyli takiej nadmorskiej mgiełki o wschodzie słońca na Kubie wyszedł mi na zdjęciu po prostu szaro i to całkiem przyzwoitym aparatem. Tak samo wschód słońca nad jeziorem Arenal w Kostaryce wcale nie był na zdjęciu taki zniuansowany jak w naturze. Może po prostu za wiele oczekiwałam od tych zdjęć i nic nie zastąpi bezpośredniego przeżycia?

  146. @izabella
    7 czerwca o godz. 1:59

    Przy takim świetle się da 😉

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b0/High_Moon.jpg/1024px-High_Moon.jpg

    Noc polarna nie trwa aż tak długo. Od 20 listopada do 22 stycznia na Nordkapie słońce nie wychyla się ponad horyzont, ale nie znaczy to, że panują tam egipskie ciemności. Przynajmniej nie w południe. Pojawia się wtedy bowiem mistyczne, niebieskawe światło i rozświetla okolicę. Na narty wybrałbym się jednak dopiero w lutym albo marcu. W fińskiej Laponii bywają znakomite warunki, jeśli nie nastąpią niespodziewane roztopy albo mróz – 40 🙄 Pogoda bowiem wszędzie jest kapryśna i nieobliczalna.

  147. Na marginesie
    7 czerwca o godz. 2:14

    To zależy od ekranu. Na przykład większość sprzętu apla to retina, czyli duża rozdzielczość (gęstość piksli) i do tego 24-bitowa głębia koloru (8 bitów na kanał, czyli 16mln kolorów). Więc jeśli zrobisz zdjęcie „raw”, to na dobrym ekranie wyświetlisz wszystkie pixle. Ale RGB jest względne, więc czasem trzeba zrobić „kalibrację” ekranu, jeśli chcesz żeby kolory odpowiadały czemuś konkretnemu. Drukarki nie mają aż tak dobrych parametrów, więc wydrukowane zdjęcie nie będzie miało porównywalnej głębi.

    A na zachody słońca i tak najlepszy jest photoshop.

  148. Tobermory
    7 czerwca o godz. 2:21

    To ja się tam już zaklepuję na koniec lutego. Tylko tam pewnie bardzo zimno. ❄
    Ale i tak wolę to niż białe noce. Nie da się spać i po paru dniach człowiek jest zupełne zombie

  149. mag
    6 czerwca o godz. 19:20

    Dzień doberek, mag, i bądź pozdrowiona.

    Twoja zagadka jest tak łagodną zagadką, że aż nie wiem jak odpowiedzieć. Odpowiem tak: Zagadką numer jeden na tej fotce nie jest zachód słonka naszego powszedniego widoczny na łódce z Ustronia Morskiego, gdzie rybaczyłem parę lat, lecz to, gdzie ta łódka sobie leży. Otóż od paru ładnych lat na czas przebudowywania przystani w Ustroniu Morskim łódki przeniosły się głównie do kołobrzeskiego portu, być może pojedyncze znalazły przytułek w Chłopach i Unieściu. Sprawy z przystanią w Ustroniu tak się ślimaczą (zbudowano betonową pochylnię, rozdziewiczając tym dziewiczą wydmę, oraz nowy typ dalby, którego nie znam), że do dziś tam łódek nie ma. Więc nie zadana przez Ciebie zagadka numer jeden wygląda dla mnie tak: Gdzie leży ta łódka – w Ustroniu Morskim przed przebudową przystani, w Chłopach, w Unieściu? Jezuniu, może nawet w Dąbkach? Te lokalne brzegi takie są do siebie podobne. Tej zagadki rozwiązać o własnych siłach się nie da – tylko wywiad środowiskowy. Może zresztą sama robiłaś tę fotkę, to wiesz.

  150. Tobermory
    7 czerwca o godz. 2:09
    nie mam samochodu, nie mam prawa jazdy, ale …mam konto w banku, używam innych elektronicznych gadżetów, więc nie czuję podobieństwa z nikim (wiadomo z kim).
    Jestem skazana na biura podróży, które wożą tu i ówdzie, wg swoich planów albo zainteresowania turystów. Te wycieczki daja pobieżny ogląd zwiedzanego kraju, ale cóż… jestem na nie skazana.

  151. Próbka

  152. Ojej, wyszło! 🙂

  153. a co próbowałaś?

  154. Tego płatka śniegowego

  155. 𓃩

  156. Już więcej nie będę 🐨

  157. @tejot
    6 czerwca o godz. 22:45

    Miałem okazję brać czynny udział w przejściu z obrazowania analogowego na cyfrowe. Moja wiedza jest następujaca: Cyfrowy obraz (dotyczy zarówno fotografii, jak i obrazów ruchomych) jest – w porównaniu do analogowego – oszustwem. Jak sama nazwa wskazuje, technika analogowa jest prostym odwzorowaniem rzeczywistości i w związku z tym nie ma „stopni” odwzorowania, czyli nie ma żadnej liczby pixeli czy bitów. Ilość niuansów szarości lub barw jest nieskończona.
    Przykład: W dawnej fotografii czarno-białej używano tak dużo jodku srebra, że rozdzielczość była fantastyczna. We wczesnych latach osiemdziesiątych nabyłem bardzo stary aparat skrzynkowy z kilkoma naświetlonymi i wywołanymi płytami szklanymi. Na jednej z nich był widok łąki z miasteczkiem w tle. Na łące jedno drzewo. Na dużym powiększeniu widać było rower oparty o drzewo, na bardzo bardzo dużym widać było wyraźnie i ostro każdą szprychę.
    Podsumowując: Jakość fotografii analogowej (również barwnej) mogła być dowolna – to tylko kwestia ceny.
    Technika cyfrowa ogranicza drastycznie (16 milionów : nieskończononość) zarówno liczbę punktów obrazowych, jak i niuansów szarości czy barw. Daje jednak stosunkowo prostą możliwość manipulacji. Wystarczy zwiększyć kontrast (różnice wartości szarości lub barw) pomiędzy sąsiednimi punktami obrazu, by wywołać wrażenie lepszej ostrości, czystości barw, itd. Powiększyć takiego obrazka nie można. Oczywiście można zwiększać liczbę pikseli i wyjść tym samym daleko poza możliwość naszego postrzegania różnic. Jest to jednak tak, jak z nagrywaniem muzyki: Nagranie analogowe zawsze może być lepsze, niż najlepsze cyfrowe.
    Ważny aspekt: Manipulacja obrazem analogowym jest znacznie trudniejsza, niż cyfrowym. I znacznie łatwiejsza do wykrycia.
    Zmianie winna jest oczywiście ekonomia – technika cyfrowa jest tańsza, bo ograniczenie rozdzielczości daje się łatwo i tanio opanować w produkcji masowej.
    Ciekawostka: przed techniką cyfrową istniały komputery analogowe, które symulowały procesy rzeczywiste, a więc pracowały zawsze w czasie rzeczywistym. Dla komputerów cyfrowych jest to ciagle szczególne wyzwanie.

  158. @
    Lat temu kilka odbyłem w lutym podróż samochodem (na dziko, czyli bez rezerwacji) poza kołem podbiegunowym – Szwecja, Norwegia, Finlandia. Było wspaniale. Pogoda rewelacyjna, a temperatury znośne (do minus 30). Pobocza szos oznaczone tyczkami, i tylko one wystawały spod śniegu. Nie jedzie się po asfalcie, a po ubitym śniegu. A na (prawie) każdym parkingu możliwość podłączenia grzałki silnika samochodu do prądu. Dzięki temu, rano silnik odpala bez problemu i od razu jest ciepło w samochodzie.
    A wszystko dlatego, że od dziecka czuję awersję do zorganizowanych wyjazdów.

  159. @Tobermory

    Też sobie zapisałam, jak Konstancja, w kajeciku bo właśnie taka wyprawa to moje marzenie. Piękne zdjęcia.

    @Konstancja

    Do Bergen wizzair lata z Gdańska, ech…

  160. NeferNefer
    7 czerwca o godz. 9:27

    No masz, ja też nad kawą.
    Petycja zawiera trafne uzasadnienie, ale zupełnie eleganckie. To co wyrabia Rydzyk przekracza do sześcianu grzeczny opis z uzasadnienia. Trafność oczywistej obserwacji, że episkopat nie tylko temu nie przeciwdziała „i imię chrześcijańskiego Jezuska”, ale – co też oczywiste – gremialnie sprzyja Rydzykowi i mu zazdraszcza zarówno biznesu, gwiazdorzenia na lodzie, w tańcu, na rurze, na jarmarku i w każdym innym miejscu – to też oczywista oczywistość.
    Publisia katolicka bije frenetycznie brawo, w rączki monsiniora Tadeło całuje, w stułę też cmoka, klęka i łazi za nim na kolanach, chociaż padają oświadczenia państwowe, że z kolan dawno wstała oraz paciori ku chwale rzeczonego z fachowo złożonymi rączkami nieustająco – gdzie trzeba – zanosi, a ten, któremu paciorki są zanoszone, Dzieło Tadeo wychwala, błogosławi mu i za wzór całkiem jak fatimskiej słonko fikające koziołki, przed gały wyznawców i publiczności światowej – stawia.

    Co oznacza, że taki właśnie jest nadwiślański katolicyzm. Oraz katolicyzm jako taki. Bo jak co bozia z Tadziem robią to przecież nie na użytek nadwiślańki tylko.
    W związku z tym jest ładnie i jest dobrze: taki jest katolik nadwiślański i szlus. Nie ma co pisać do Franciszka, pisane zesztą było: i do Lolka, i do Benka – i co? Jajco, jak mówią na podwórku, o ile jeszcze są jakieś podwórka.
    Jajco właśnie dlatego, że rzeczy są takie, a nie inne.

  161. Qba
    7 czerwca o godz. 9:26

    Tak jest. Ale w wesołym autobusie wycieczkowym można zawrzeć korzystną znajomość z panią Krysią a nawet Ziutą, oraz przekonać się w ruchu ile hektolitrów autobus da radę wypić, a następnie zwrócić wypite z nawiązką.

  162. Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:41

    Ja wiem że nie ma po co. Ale na zasadzie „a masz”. Lepiej mi się zrobiło i tyle.

  163. Qba
    7 czerwca o godz. 9:18

    Tak jest, ale nie całkiem.
    Jodek srebra to ziarna, bardzo małe, ale ziarna. One właśnie reagują na świato i przybierają określony ton. A ściślej – nasz mózg, poprzez oko, tak to odczytuje. Nie ma więc żadnej „nieskończoności” zarówno w możliwości powiększania jak i uzyskania różnic tonalnych. Ludzki mózg nie rejestruje więcej niż ok. 3 miliony róźnic w gradacji tonalnej i to nie w skali szarości, ale w całym spektrum rejestrowanych kolorów. Ekran monitora dający „16 milionów kolorów”, a tym bardziej „256 milionów kolorów” – na tyle przekracza rozpiętość zdolności naszego postrzegania, że więcej w tym efektu marktingowego niż wizualnego.

    Zgoda: obrazem cyfowym można manipulować w ogromnym stopniu, w obrazie klasycznym, opartym na reakcji chemicznej, znacznie mniej. Obrazowanie cyfrowe jest spójne ze światem, w którym żyjemy w tym, że mało co w nim nie jest manipulacją.

  164. NeferNefer
    7 czerwca o godz. 9:49

    Kawa +”a masz” – dobrze nastara na resztę dnia.
    Skojarzenie nie całkiem przypadkowe: „a masz” pamiętam z piaskownicy, gdy jeden drugiemu „kopał do tyłka”* za wszelkie podwórkowe zbrodnie.

    * że się wyrażę należycie elegancko.

  165. @@NeferNefer, Tanaka
    Petycja była, ale się zmyła. Autor petycji zamknął kampanię, nie można już składać podpisów – czytamy. Rydzyk ma – jak widać – dość środków piorących, aby takie petycje zmyć. Co dobitnie zaświadcza, w jakim kraju żyjemy.

  166. @Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:41

    Media propagują ewenementy, a nie codzienność. Pokazują więc garstkę obcałowującą na kolanach Tadeusza Tłustego i wychodzi na to, że to mnóstwo luda, bo nie pokazują dziesiątków milionów, którzy tego nie robią. Komentarz nie pomaga, bo obraz znacznie lepiej przemawia – nie trzeba myśleć nad przetworzeniem informacji.
    PiS i im podobni będą tak długo wygrywać, aż reszta pozbędzie się „przyzwoitości” i użyje języka PiSu, czyli kłamstwa, a potem to już tylko w mordę…
    JPII dokonał cudu w Polsce, bo przekonał ludzkość, by wierzyła w kościół, a nie w boga. I to funkcjonuje, jak widać.

    @Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:43
    Każdemu według potrzeb/p.

  167. anumlik
    7 czerwca o godz. 9:56

    Odświeżyłam com podpisała i dalej jest, może to fake news?

  168. Qba
    7 czerwca o godz. 10:01

    Wiara w bozię jest tak trudna, że – właściwie – prawie niemożliwa. Da się natomiast wierzyć w wiarę w wiarę. Wiara bozioidalna w ogóle ma najczęściej bardzo krótki zasięg: wierzymy w święte obrazki i to, że jak się takim potrze brzuch, zniknie choroba, co dowodzi świętości Świętego Ojca Świętego.
    Ci wyznawcy co nie chodzą na kolanach za sinjorem Tadeo nie mają żadnego znaczenia: gdyby chcieli mieć znaczenie, czapką by Rydzyka nakryli (skoro ich miliony), wynieśli do studni albo rzeki i tam wrzucili – całkiem jak chłop robi ze ślepym szczeniakiem. Ale te miliony tego nie robią, co znaczy, że im Tadeo w niczym nie przeszkadza i nie mają przekonania, że jego produkcje to „obraza boska”.
    Kto nie reaguje na zło, sam włazi w krąg jego współsprawców, zwłaszcza wyznawca. On ma wyższe standardy, bo klęka przed bozią, a nie szefem w biurze. W biurze nie mamy aż takich ambicji.

  169. Qba
    7 czerwca o godz. 10:01

    Tak jest – każdemu wedle potrzeb, przy czym mało kto ma pojęcie o własnych potrzebach.
    Dlatego też wybieram włóczęgę nietłumną.

  170. Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 8:57

    Łorety! Jak Ty to robisz, że tak robisz?

  171. izabella
    7 czerwca o godz. 2:49

    Ja tam uważam, że na zachody słońca najlepsza jest odpowiednia dziewczyna, a nie tam jakiś fotoszop.

  172. NeferNefer
    6 czerwca o godz. 22:49

    Hm.., a nie jest to miasto Auć?

  173. @tanaka
    Przypomniałam co mówił seleuk(os) i podglądnęłam Izabellę pijąc ☕

  174. 3600 osób mniej więcej podpisało do tej chwili

  175. @Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:52

    Waść zapomniał o harmonicznych. Tak, jak przy sygnałach akustycznych, tak i przy świetlnych, obraz tworzy nałożenie się sygnałów poszczególnych barw. Kiedyś – dla wygody, zrozumienia, manipulacji – rozłożyliśmy sygnał świetlny na barwy podstawowe, które są tym samym, co harmoniczne w sygnale dźwiękowym – poszczególne częstotliwości. Im tych składowych więcej, tym lepszy obraz, dźwięk. W naturze jest ich nieskończenie wiele. Interesujące jest przy tym, że ciągle zakładamy, iż nie ma sygnału o częstotliwości ułamkowej.
    Poza tym, jodek srebra reaguje na światło nie „ziarnem”, ale jego masą, czyli rozdzielczość jest znacznie bliżej analogowej nieskończoności niż jakakolwiek dzisiejsza technologia cyfrowa. Nawet bez założenia, że nie ma nic najmniejszego.
    Ciekawostka: Pod koniec ery masowej fotografii analogowej wprowadzono klisze o znacznie zmniejszonej ilości materiału światłoczułego. Celem było drastyczne zmniejszenie ceny, bo jakość – jak wykazała technika cyfrowa – nie była dla masowego klienta istotna.

  176. @anumlik,
    wejdź jeszcze raz – u mnie bowiem jest!

  177. podpisują aż się kurzy…

  178. Qba
    7 czerwca o godz. 10:21

    Co masz na myśli mówiąc, że „jodek srebra reaguje masą” a nie ziarnem?
    W naturze jest pełno tego i tamtego, mówimy wszelako o postrzeganiu przez człowieka, który ma liche zdolności postrzegania, jego mózg „widzi” jedynie niezwykle skromny fragment tego co zobaczyć można. Całości nikt nie widzi, poza bozią. Który też nie widzi, ale z prostszego powodu.

    Powiększanie obrazu analogowego, prowadzi do progu, kóry ujawnia poszczególne ziarna. Ziarnostość fotografii ma swoje zalety, kiedyś była poniekąd modna, tworzy swoistą estetykę, o ile ma dobre uzasadnienie w zamysle fotografa. Nie ma żadnej „nieskończoności”, ae – rzecz jasna – może być precyzyjniejsza od możliwości matrycy cyfrowej określonego rodzaju.
    Filmy analogowe o niskiej czułości mają drobniesze ziarno, stąd można je – relatywnie wobec filmów wysokoczułych – bardziej powiększyć, zanim ziarno stanie się widoczne.

    Oczywiście – publiczność masowa mało co się interesuje jakością. Stąd wielka poplarność psytykaczy, dziś na czele ze zmartwionami: pstryk i jest, cokolwiek.

  179. Przed wylotem na Jamno informuję Damy i Damów, że polityka.pl zeszła na psy. Proszę zauważyć jak na stronie tytułowej niniejszego bloga sprzedajna aktorka dramatyczno-reklamowa dramatycznie reklamuje karmę dla psa. Głos w laptopie mam wyłączony, więc początkowo myślałem, że ona opowiada o udanej akcji ratowania turysty, który na boso postanowił zdobyć zimą całe Tatry. Niech będzie pochwalony buk w swoich jemiołach i w swych buczętach.

  180. Szanowny Panie Pieczul!
    Czy kupuje Pan nasze pismo, a może w jakiś inny sposób wspiera istnienie niezależnych od władzy mediów? Czy też sięga tylko po treści „za darmo”?
    Narzekanie na reklamę, która daje szansę na istnienie względnie wolnego słowa, wydaje się reakcją, delikatnie mówiąc, niedomyślaną.
    Jeśli nie może Pan znieść reklam, proszę włączyć sobie AdBlockera albo coś w tym rodzaju. Nie schodzimy na psy, tylko chcemy przetrwać.
    JK

  181. Dobry skan analogowego slajdu do druku zdjęcia w formacie 30×34 cm (kalendarz) zaczyna się od 60 MB.
    Przywykliśmy do łatwości i szybkości robienia zdjęć cyfrowych, więc nawet nie pamiętamy, a młodsi w ogóle nie mają pojęcia, że można było odbyć 3-miesięczną podróż z 10 rolkami filmów Agfa i dopiero po powrocie dać je do wywołania i w zimowy wieczór obejrzeć z przyjaciółmi 330 slajdów rzucanych przez projektor na dobry ekran (jak kto miał) albo i na białą ścianę 😉

  182. Qba
    7 czerwca o godz. 10:21

    Pombocku – na poczatku to był wodór, a nie Jamno. Albo bozia, wedle własnego oświadczenia. W wodoru wzięło się Jamno i niechybnie dlatego takie pięknościowe: najdoskonalsze i najlżejsze. Niech Ci w drodze przyświeca kapusta.
    U mnie się wyświetla nie karma dla psów, co ją uwielbia znana aktorka, ale kawa Tchibo na zmianę z filmem”Mumia”. To nie tyle przez zejście na psy „Polityki”, a coś jej schodzi, fakt, ale dlatego, że jak się używa kompa, to trudno nie dać mu się załapać na ciateczka software’owe, które nas nastepnie biją po oczach reklamami.
    To może być słuszne i zbawienne : na portalu „Frondy” wyświetliła mi się lista zbiorników na gnojówkę. W cenach promocyjnych.

  183. @Tanaka
    to rzeczywiście karma dla psów lepsza 🙂

  184. Jacek Kowalczyk
    7 czerwca o godz. 11:14

    Świat cyfrowy jest dla @Pombocka światem siuśmajtkowym, jak często oświadcza – i dlatego te skutki. 🙂

  185. Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 11:23

    jak na „Frondzie” – to te zbiorniki są jak u siebie. 🙂

  186. Qba
    7 czerwca o godz. 10:01
    @Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:41

    JPII dokonał cudu w Polsce, bo przekonał ludzkość, by wierzyła w kościół, a nie w boga. I to funkcjonuje, jak widać.

    Jakiego cudu, sie pytam?

    Kosciol widac, slychac i czuc! I to jak czuc!
    „Uwierzyc” w to co widac, slychac i czuc, to jest cud mniemany. Takich „cudow” to jest na peczki, albo jeszcze wiecej. Co wiecej, to kkat od dawna o sobie twierdzi, ze jest „ziemska emanacja Jezuska”, jego „ziemskim cialem”. Tak wiec Lolek Kremowkowy, nie dokonal zadnego cudu.

  187. Masz kurczaczka 🍗

  188. Albo put the shrimp on the barbie 🍤

  189. A nie masz oscypka?

  190. może to się nada o ile wyjdzie? 🏉

  191. Jacek Kowalczyk
    7 czerwca o godz. 11:14

    Szanowny Panie Jacku, korzystając z tego, że cielesność moja nie wyszła na wody z uwagi na szykującą się burzę, duchowość luźno z nią związana mówi: Wiem, Panie Jacku, że nic nie jest za darmo – nawet Bozia. Nie akceptuję tego, bo jestem z czasów, kiedy obiecywano – ale nie za głośno – że każdemu będzie dane według jego potrzeb, zgodzić się wszak muszę – nie chcem, ale muszem. Co do papierowej „Polityki”, to mam tak, że raz kupię, raz żona z biblioteki przyniesie, bo trudno się oderwać, skoro się czytało 50 lat. Tylko Pan może za dosłownie odczytał. Ja się bardziej z damulki odgrywającej dramat o granulkach śmieję niż na „Politykę” narzekam. Wystarczy, że pisowate mają „Politykę” za ubeckie szambo, by przy niej wiernie być.

  192. no nie, wyszło ale co innego, mydła na grillu nie fcemy

    ikona oscypka, uśmiałam się 🙂

  193. Oni oscypka nie znają, te siuśmajtki programisty.
    To ewentualnie może być… 🍠

  194. @NeferNefer
    7 czerwca o godz. 11:58

    Blady trochę, ale na grillu się przyrumieni. Dziękuję 😀

  195. @Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 12:01

    Dzięki, to chyba jakieś sweet potato ale biorę 😉

  196. To może robić za oscypka – małe to trudno odróżnić co to
    🏉

  197. Oszustwo! Obie się nabrałyśmy 😉

  198. O rany, powinnam pewnie zrobić coś z ta klawiaturą. Albo z okularami…

  199. @wbocek
    7 czerwca o godz. 11:59

    Adblock jest dobrą sugestią. Trzeba się jednak z tym liczyć, że coraz więcej stron w internecie finansuje się przy pomocy reklam i po zainstalowaniu programu blokującego nie da się z tych stron korzystać. A niektóre są tak cwane, że adblock nie działa 🙁
    Oglądałem buty górskie w internecie, potem je kupiłem, a oni mi ciągle podsuwają reklamę tych modeli, które najczęściej (albo najdłużej?) oglądałem.

  200. @Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 12:07

    Japanese dolls for grill? Głodny się zrobiłem.
    Dzięki 😉

  201. Weź niedźwiedzia 🙂

  202. Tobermory
    7 czerwca o godz. 12:10

    Tobermorku, dziękuję za opiekuńczość, ale to wszystko przerobiłem i mam dystans jak stąd do tamtąd. Ale bądź obojętny na taką reklamę granulek. Albo bądź obojętny – kiedy patrzysz, bo jak nie patrzysz, to nie przeżywasz – na wszystkie bez wyjątku reklamy z damamy i panamy, na których damy i pany zanoszą się dzikim, otwartojapym śmiechem bez względu na temat, nastrój, dzień w tygodniu, porę roku, dnia, pogodę. Jakby życie to był jeden gupi śmiech. Weź tedy szanuj autorów tych infantylizmów – smarków i siuśmajtki.

  203. Nareszcie mogę zaserduszkować cały blog 😈

  204. Wspominałem tu kiedyś „ekskluzywne” rozsypanie na górskiej polanie prochów ojca zaprzyjaźnionej rodziny. Gościłem dziś na noc jego córkę. Przy śniadaniu opowiadała nieco o życiu swojej matki, prowadzącej samotnie hacjendę u podnóża Pirenejów. W ogrodzie pomaga jej młody, tułający się bez pracy, emigrant z Senegalu. Kiedy rozmowa z nim zeszła na temat naszej planety, był bardzo zaskoczony wiadomością o jej kulistości. Płaskość Ziemi była dla niego oczywistością. Czy do końca uwierzył w kulistość, nie wiadomo.

  205. Kiedy zawiedzie GPS, a rude włosy są typowe dla czarownic (również farbowane)…

    https://www.youtube.com/watch?v=aa5WQ99m0Zc

    to pozostaje jedynie nadzieja w informacji online, czy tutaj dzisiaj przed 500 laty spadł deszcz 🙄

  206. Ja zupełnie nie na temat
    Na marginesie
    7 czerwca o godz. 2:14
    Qba
    7 czerwca o godz. 9:18
    Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:52

    Mój komentarz dla dociekliwych
    Qba napisał:
    „Cyfrowy obraz (dotyczy zarówno fotografii, jak i obrazów ruchomych) jest – w porównaniu do analogowego – oszustwem. Jak sama nazwa wskazuje, technika analogowa jest prostym odwzorowaniem rzeczywistości i w związku z tym nie ma „stopni” odwzorowania, czyli nie ma żadnej liczby pixeli czy bitów.”

    Mój komentarz
    Qba, nie jest oszustwem.

    Rozdzielczość obrazu „analogowego” na kliszy fotograficznej jest ograniczona wielkością kryształów halogenków w emulsji fotograficznej pokrywającej błonę fotograficzną oraz dyfuzją światła przechodzącego przez emulsję. Emulsja na tyle zakłóca drogę promienia świetlnego, że zabiera ostrość obrazowi, ogranicza ją.

    Obraz na kliszy foto jest w pewnym sensie pikselowy, pikselami są światłoczułe ziarna halogenków emulsji pokrywającej kliszę. Rozdzielczość obrazu rejestrowanego na emulsji światłoczułej nie może być dowolna.

    W fotografii zarówno analogowej, jak i cyfrowej, klisza fotograficzna, czy sensor obrazu, to nie wszystko.

    Występuje drugi czynnik, który ogranicza bezwzględnie ostrość. Jest to obiektyw kamery. Obiektyw aparatu fotograficznego ma ograniczoną prawami fizyki zdolność rozdzielczą – czyli zdolność tworzenia takiego obrazu dwóch czarnych linii rozdzielonych białą linią, w którym te czarne linie są odczytywane jako oddzielne. Tego ograniczenia w obiektywie nie da się przeskoczyć w żaden sposób.

    To jest skomplikowana sprawa, ponieważ wchodzi tu w grę tzw. mikrokontrast, w jakim obiektyw jest w stanie „przeczytać” np. dwie linie na planszy i przekazać na kliszę fotograficzną lub sensor obrazu. Problem przeniesienia mikrokontrastu z fotografowanego obiektu na kliszę foto (sensor foto) jest definiowany przez tzw. funkcję MTF – Modulation Transfer Function). Ale to jest dłuższa sprawa.

    Generalnie zagadnienie się przedstawia tak

    W oku są trzy rodzaje komórek światłoczułych – komórki wrażliwe na kolor czerwony, komórki wrażliwe na kolor zielony (najczulsze), komórki wrażliwe na kolor niebieski. Oko daje obraz pikselowy składający się z naprzemiennie rozmieszczonych „punktów” czerwonych, zielonych i niebieskich. Mózg te punkty łączy analogowo w całość i mamy kolorowe widzenie w bardzo wielu „odcieniach” barw.

    Na siatkówce nie jest tworzony obraz analogowy, jest to obraz pikselowy. Każda komórka światłoczuła o danym kolorze melduje do mózgu natężenie światła w tym kolorze, a mózg składa te pojedyncze meldunki metodą analogową w jedną całość – obraz tego, co widzimy.

    Sensor aparatu cyfrowego jest odpowiednikiem siatkówki oka.

    Generalnie idea rejestrowania obrazu w aparacie cyfrowym jest wzorowana na rejestracji obrazu w oku – tu i tam obraz jest tworzony przez trzy grupy pikseli (komórek) rejestrujących kolor czerwony, zielony i niebieski.

    Dochodzimy do problemu ograniczeń rozdzielczości.
    W aparacie cyfrowym obraz jest dostarczony na sensor obrazu przez obiektyw, którego rozdzielczość jest ograniczona. Obiektyw ma swoją rozdzielczość ograniczoną prawami fizyki. Sensor ma swoją rozdzielczość ograniczoną twierdzeniem Shannona o przenoszeniu informacji.
    O rozdzielczości łącznej układu obiektyw – sensor decyduje rozdzielczość elementu słabszego.

    Dzisiaj w technice foto cyfrowej amatorskiej (i zawodowej) „słabszymi” elementami są z reguły obiektywy (chociaż nie tak do końca, ściśle, lecz jest to temat na dłuższą dyskusję – MTF)

    Słowem sensory w aparatach cyfrowych maja większą rozdzielczość niż są w stanie dostarczyć do nich obiektywy w dużym mikrokontraście (znów funkcja MTF się przypomina, by wyjaśnić problem rozdzielczości dokładniej).

    W oku obraz jest dostarczany również przez obiektyw (soczewkę oka) na sensor (siatkówkę oka), . Dokładnie tak samo jak w obiektywie foto. Soczewka ma ograniczoną rozdzieelczość, sensor (siatkówka) ma ograniczoną rozdzielczość.

    Łączna syntetyczna rozdzielczość aparatu cyfrowego lub oka jako układów obiektyw-sensor zależy w głównej mierze od dwóch czynników – od rozdzielczości obiektywu dostarczającego obraz na sensor (w oku jest to soczewka oka) oraz od rozdzielczości sensora obrazu (w oku jest to siatkówka).

    Dokładniej jeśli chodzi o sensor – rozdzielczość rejestrowanego obrazu jest ograniczona przez ilość pikseli na jednostkę powierzchni sensora obrazu.
    W oku jest to ilość na jednostkę powierzchni komórek światłoczułych na siatkówce, czyli gęstość pikseli na siatkówce. W oku największa gęstość pikseli występuje w plamce żółtej – bardzo małym obszarze o średnicy około 0,2 – 0,5 mm (w centrum plamki największa gęstość, ku brzegom się zmniejsza). Na pozostałym obszarze siatkówki gęstość pikseli jest stosunkowo mała.

    Oko ma pewien mechanizm, który zwiększa jego zdolność rozdzielczą zarówno w środku siatkówki – na żółtej plamce, jak i poza żółtą plamką. A mianowicie oko może się poruszać mikroruchami w oczodole, co pozwala „skanować” szczegół obrazu bardzo nieznacznymi ruchami soczewki oka. Wpatrujemy się w przedmiot, oko wykonuje bardzo nieznaczne ruchy, a mózg to wszystka składa, co daje większą rozdzielczość niżby to wynikało z teoretycznej rozdzielczości siatkówki nieruchomej.

    Tę właściwość oka wykorzystano w aparatach firmy Olympus z serii OM, gdzie wbudowano mechanizm „dwuzdjęciowania” tego samego obiektu. Pierwsze zdjęcie wykonuje się i zaraz potem drugie, ale po bardzo nieznacznym ruchu w bok „siatkówki” aparatu, czyli jego sensora obrazu, ruch mniejszy niż rozmiar piksela. Aparat musi być utwierdzony na statywie. Złożenie dwóch tak wykonanych zdjęć daje znacznie większą rozdzielczość obrazu.

    Sądzę, że dzisiejsze aparaty cyfrowe dają obraz o większej rozdzielczości niż oko.
    Pzdr, TJ

  207. Tobermory
    7 czerwca o godz. 12:10
    @wbocek
    7 czerwca o godz. 11:59
    Adblock jest dobrą sugestią. Trzeba się jednak z tym liczyć, że coraz więcej stron w internecie finansuje się przy pomocy reklam i po zainstalowaniu programu blokującego nie da się z tych stron korzystać.

    Mój komentarz
    Witryny internetowe dlatego są „darmowe”, że finansują się poprzez reklamy. Czy to reklamy jawnie wyskakujące, kłujące w oczy, czy reklamy przemycane trickami programistów – kliknij tu, a to „tu”, to nie wiadomo, czy trójkącik, czy strzałka obok, czy żółty prostokąt powyżej.

    Tak czy inaczej innej drogi darmowości dostępu do witryn i portali, jak reklamiarstwo, nie ma. Z tego żyją portale, z tego żyje google. Umożliwia to efekt skali – setki milionów ludzi przeczesujących sieć, każdemu z nich można podsunąć indywidualnie dobrana reklamę na podstawie śledzenia jego buszowania w sieci.

    Internauci są przezroczyści, są prześwietlani przez programy podglądające. To dlatego ukazuje się po każdym pierwszym wejściu na portal komunikat o ciasteczkach (cookies), w którym jesteśmy nakłaniani, by zezwolić na ich wykorzystywanie, czyli na śledzenie nas.

    Jeśli zainstalujemy jakiś adblock, to coraz więcej witryn pokazuje nam na wstępie po wejściu – taki wał – odblokuj adblocka, to będziesz korzystał z naszej witryny, itd.
    Ekonomia jest czynnikiem bezwzględnym. Z czegoś muszą dostawcy informacji żyć. Żyją z reklam podsuwanym nam na podstawie nas podglądania.
    Pzdr, TJ

  208. tejot
    7 czerwca o godz. 13:30

    I taka, pogłębiona, dyskusja, mi się podoba.
    Do układu: matryca-obiektyw dodać jeszcze należy oprogramowanie przetwarzające uzyskane na matrycy wzbudzenia. Dopiero ta triada elementów daje wynik, przy czym nie jest to wynik końcowy, ponieważ nasze oko zdane jest na obraz generowany za kolejnym pośrednictwem – monitora, wyświetlacza.
    Kiedy obraz na montorze zobaczymy, rejestruje go nasze oko, a mózg przetwarza. Jest to więc dwukrotne (co najmniej, bo i obiektyw przetwarza [biernie] i matryca przetwarza [biernie – niedoskonałości konstrukcji i czynnie – zamierzony przez konstruktora efekt], oraz oprogramowanie także przetwarza) przetworzenie obrazu. To co „widzimy”, czyli to o czym decyduje nasz mózg test w sumie imaginacją, fantazją na temat, a nie „obiektywnym” i precyzyjnym obrazem rzeczywistości.

    Na nieistniejącą „obiektywność” nakładają się nasze emocje, uczucia, skojarzenia, uprzedzenia, spodziwania związane z obrazem. W związku z tym, dwie osoby patrzące na ten sam obraz pokazany na tym samym monitorze, lub wiszący na ścianie, nigdy dokładnie tak samo go nie widzą, nie odbierają i nie wzbudza on ientycznych wrażeń i emocji.

  209. To ja też dodam troszkę musztardy 😉
    Ten sensor w aparacie fotograficznym to tzw. matryca złożona z milionów fotodiod czyli elementów wrażliwych na światło. każda fotodioda ma własną soczewkę, która zapisuje intensywność czerwonego, zielonego lub niebieskiego światła. Nad fotodiodami umieszczona jest mozaika filtrów RGB (red, green, blue). Każda fotodioda zapisuje wartość (luminancję) światła dla danego koloru, a pozostałe są obliczane na podstawie informacji z sąsiednich fotodiod (pikseli).
    I teraz jakość zapisanego obrazu zależy nie tylko od liczby elementów światłoczułych (pikseli), ale i od ich wielkości, bowiem im większy jest element światłoczuły, tym więcej światła potrafi pochłonąć. Więcej światła oznacza, że sygnał elektryczny do stworzenia obrazu potrzebuje mniejszego wzmocnienia. W skrócie, im większy element, tym mniej cyfrowego szumu zobaczymy na zdjęciu.
    Aparat kompaktowy może upakować 500 x 500 pikseli na milimetr kwadratowy. Wysokiej jakości lustrzanka cyfrowa z pełną klatką może mieć tylko 150 x 150 pikseli na mm2. Ale lustrzanka ma większą matrycę. Stąd przy wyborze aparatu nie należy się sugerować tylko liczbą możliwych pikseli.

  210. @Tanaka
    7 czerwca o godz. 10:54

    Elementy światłoczułe w fotografii analogowej produkowane sa w postaci ziaren ale to nie znaczy, że jedno ziarno daje jeden punkt obrazowy. Daje ich mnóstwo ale o różnym natężeniu. A czułość materiału nie zależy bezpośrednio od wielkości ziaren, a od ich ilości. Im dłużej naświetlamy, tym wyraźniej widzimy ziarna. Aby uzyskać możliwośc dużego powiększenia powinniśmy bardzo krótko naświetlać, czyli wykorzystać bardzo czuły materiał i/lub dobrze oświetlić obiekt.

  211. @Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 12:16

    Żartujesz sobie, a tymczasem w mojej okolicy sfotografowano tydzień temu najprawdziwszego dzikiego niedźwiedzia! Pierwszego od prawie 200 lat! Prawdopodobnie uchodźca z Włoch.

    https://img.nzz.ch/S=W540/O=75/http://nzz-img.s3.amazonaws.com/2017/5/29/20ac9281-09fb-49f8-bd23-a96f7d16f06f.png

  212. @lonefather
    7 czerwca o godz. 11:28

    Wiara w boga nie jest niczym szczególnym, bowiem mozna sobie pod tym pojęciem wyobrazić wszystko. Natomiast wiara w rzeczywisty kościół, widoczny dla każdego, jest cudem, bowiem jest on zupełnie inny, niż jego obraz do wierzenia. To tak, jak patrzeć z ISS na Ziemię i wierzyć, że jest płaska.

  213. @Tobermory
    7 czerwca o godz. 14:40
    No widzisz, na barbie jak znalazł! Winnetou mówił, że łapy niedźwiedzie to przysmak. 🙂

  214. Na grzyby będę teraz chodzić z kołatką 🙄

  215. 😍
    To znowu próbka i nie na temat

  216. @tejot
    7 czerwca o godz. 13:30

    1. Problem obiektywów wynika z dużej liczby soczewek, z których każda jest daleka od ideału. Oczywiście postęp postępuje (np. soczewki asferyczne). Z materiałem jest nieco gorzej, bo długość fali świetlnej jest znacznie mniejsza, niż osiągalna małość struktury materiału soczewki. Stąd jej „pixelowatość”.
    2. Problem interferencji po nałożeniu źródła i odbiornika, z których każdy jest w gruncie rzeczy pixelowaty. Jeżeli nie jesteśmy w stanie znacznie zróżnicować rozdzielczości (oczywiście zwiększając jedną, a nie zmniejszając drugą), to musimy sztucznie rozmywać uzyskany obraz. W przypadku odbiornika cyfrowego możemy to czynić dowolnie celowo.
    3. Użyłem określenia „oszustwo”, bowiem całe przejście z techniki analogowej na cyfrową (szczególnie przy obrazach ruchomych), spowodowane jest tylko i wyłącznie ekonomią. Pierwsze rejestratory wideo (system D1) zapisywały na taśmie pełne kanały barwne. Przy odtwarzaniu analogowym obraz można było odświeżać z częstotliwością 100 Hz przy wielkości obecnej HD. Ale to się nie opłacało. Powstały więc systemy redukcji sygnału (np. YUV, D2, D3, D4, itd.), wykorzystujące m.in. właściwości nierównomiernego postrzegania barw przez nasze oczy. Rezultatem jest bardzo marna – w porównaniu z systemem analogowym – ilość przekazywanej informacji. Ale za to bardzo kontrastowa. W przypadku telewizji ma to nawet sens. Przykładowo, system PAL plus funkcjonuje tylko w przypadku emisji obrazów statycznych. Gdy zaczyna się ruch na ekranie, emisja odbywa się w systemie PAL. Plusa i tak nikt nie zobaczy.

  217. Tobermory
    7 czerwca o godz. 15:01
    Ja na jego miejscu to z ciekawości bym przyleciała zobaczyć, co to za cholera tak hałasuje 😉

  218. @Ewa-Joanna
    7 czerwca o godz. 15:06

    😀
    Podobno to jednak (na razie) młode i płochliwe stworzenie, ale jak okrzepnie… 🙄

    @NeferNefer
    7 czerwca o godz. 15:07

    Śliczne ❣️

    @Qba

    A propos ograniczonych możliwości manipulacji fotografią analogową, to stalinowscy mistrzowie „znikania” niepożądanych osób ze wspólnego obrazka z generalissimusem doszli do wysokiej perfekcji.

  219. No to 🐷 muszę wypróbować, bo może sie przydać – do tego grilla oczywiście.

  220. Ale oscypka nie ma…

  221. To może chociaż owieczka?

  222. 🐑

  223. Dziękuję! Nazwę ją Abel.

  224. tejot
    7 czerwca o godz. 13:51

    Tejotku, nie wiem jak Tobermorek, ale ja odnoszę się do jakości reklam i do niczego więcej, bo choć dzięki nim mam darmowe strony – za co bardzo dziękuję – to merytorycznie obchodzę mnie one tyle, co zeszłoroczny śnieg w Australii. Jak sięgam pamięcią nigdy z reklamy żem nie skorzystał. Jak czegoś potrzebuję, wiem bez reklam, gdzie szukać. Sam też niczego nie reklamuję – zwyczajnie opowiadam, w co nie uwierzył pewien smark. Mam reklamować schody do lasu? A po co? Niech kto chce, popatrzy, bez ciasteczek i bez reklamy. To wejście do lasu, którym jest pokryta Góra Chełmska w Koszalinie, a który się ciągnie do Tanaki, a może i do Kłajpedy jako prawdawna morena czołowa.

    Nie odróżniam analogowości od cyfrowości, ale cieszę się, że smarki wymyśliły samoobsługującą się technikę i nie muszę odróżniać. Fotki są dla mnie dokumentem, który z sentymentem. Będę oglądał w urnie. Artystyczna jakość nie gra roli. Co nie znaczy, że nie podziwiam wyrobów Tobermorka. Po prostu każdemu – swoje.

  225. tejot
    7 czerwca o godz. 13:51

    Aż to zupa wołowa ze mnie! Wejścia do lasu zapomniałem wtyknąć.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/1RwdDoqmU1F

  226. wbocek
    7 czerwca o godz. 16:08

    Dalej nie wierzy!

  227. Nie widzę tu na razie takich fachowców od obsługi internetu jak izabella, która mi fachowo podpowiedziała jak przesuwać fotki w albumie tuby (one się u mnie ładnie przesuwają, tylko że jak zdejmę palec z myszki lub tuczpedu, wracają na stare miejsce – identycznie jak we wszystkich bez wyjątku folderach), więc nie mam kogo zapytać, czemu mój windows10 nie otwiera niezniebieszczonych linków – muszę czekać, aż będą niebieskie. To właśnie smarkata nowoczesność: im nowiej, tym głupiej.

  228. @Tobermory
    7 czerwca o godz. 15:21

    To troszkę inna para kaloszy. Zwróć proszę uwagę na marniutką jakość dostęnych odbitek i brak dostępu do oryginału – bo co tu jest jeszcze oryginałem? jaka technika, takie oszustwo. Pasuje też do kk dzisiaj.

  229. wbocek
    7 czerwca o godz. 16:28

    Jak to wracają, nie mają prawa wracać 🤔. Czy widzisz taką pionową kreskę tam gdzie przesuwasz? Inne zdjęcia powinny się „przesunąć”, nowe zdjęcie robi „myk” i już tam siedzi. A potem trzeba kliknąć na ✔ w lewym górnym żeby zapisać.

    A co robisz z nieniebieskimi linkami? Możesz w skrócie opisać? 😀

  230. Qba
    7 czerwca o godz. 15:02
    Użyłem określenia „oszustwo”, bowiem całe przejście z techniki analogowej na cyfrową (szczególnie przy obrazach ruchomych), spowodowane jest tylko i wyłącznie ekonomią.

    To akurat tyle znaczy, że nic nie znaczy. To samo można powiedzieć o pralce frani i o wozach drabiniastych.

  231. @izabella
    7 czerwca o godz. 16:49

    Oczywiście masz rację. Powinienem dodać, iż zmiana przyniosła ewidentne, mierzalne pogorszenie jakości emisji/odtwarzania. Głównym argumentem prekursorów tej zmiany była możliwość uruchomienia większej liczby kanałów telewizyjnych. A każdy kanał, to dodatkowy zarobek. Efekt był już wtedy (koniec lat osiemdziesiątych) łatwy do przewidzenia – większość kanałów emituje to samo, a reszty i tak nie da się oglądać. Jest to kolejny dowód prawdziwości stwierdzenia, iż gorsza technologia wypiera lepszą. W gospodarce rynkowej.

  232. izabella
    7 czerwca o godz. 16:38

    Izabello, nie będę opisywać, bo parę lat je zwyczajnie otwierałem. Na nowym laptopie z programem windows10 linki z apostrofem czy innym znaczkiem się nie otwierają. Po kliknięciu prawym pokazują się tylko dwie możliwości: „Zaznacz wszystko” i „Kopiuj” – nie ma żadnego otwierania. Nie mam pretensji do Ciebie, izabello, lecz do smarków, którzy owszem, wymyślają na przykład przeniesienie fotek z karty pamięci do folderu prostym zaznaczeniem i przesunięciem zaznaczonego elementu na nazwę folderu, ale już nie ma tak samo prosto z przesunięciem zdjęć w folderach – w ogóle nic nie ma, bo się nie da przesuwać. Sama widzisz, że na tubie są jakieś dodatkowe czynności, o których TRZEBA WIEDZIEĆ, a które nie podpadają pod jakąś jedną logikę. Dlatego mówię, że internet jest nie tylko in statu nascendi, ale – na samym początku tego statu. Ale spróbuję zobaczyć, co wyjdzie z Twojej kolejnej podpowiedzi. W każdym razie dziękuję w imieniu mojego serca i wątroby.

  233. Podrzucam lekturkę i lecę nad rzekę (Narew).
    Do zoba
    @wbocek
    Mnie też smarkata nowoczesność w bok albo w plecy, a żyć trzeba, choć nie wiem czy warto. Zwłaszcza w ty postPolsce, czyli Wolsce.
    https://koduj24.pl/rozmowka-polsko-polska-miedzy-panem-wojtem-a-plebanem/

  234. Qba
    7 czerwca o godz. 15:02
    @tejot
    7 czerwca o godz. 13:30
    1. Problem obiektywów wynika z dużej liczby soczewek, z których każda jest daleka od ideału. Oczywiście postęp postępuje (np. soczewki asferyczne). Z materiałem jest nieco gorzej, bo długość fali świetlnej jest znacznie mniejsza, niż osiągalna małość struktury materiału soczewki. Stąd jej „pixelowatość”.

    Mój komentarz
    Problem ograniczania rozdzielczości obiektywu przez błędy wykonania, błędy optyczne oraz dyfrakcję

    Ograniczenie, którego nie można przełamać, to bezwzględne zmniejszenie rozdzielczości przez dyfrakcję światła na brzegach obiektywu. Im mniejsza średnica obiektywu w stosunku do jego ogniskowej, tym większa dyfrakcja, tym mniejsza rozdzielczość obiektywu.
    Ograniczenia, które można częściowo pokonać, to inne zjawiska fizyczne wynikające z dyfrakcji, jak np. aberracja chromatyczna oraz błędy geometryczne wykonania soczewek i zmontowania obiektywu w całość.

    Błędy wykonawcze i optyczne można minimalizować, lecz wpływu dyfrakcji się nie przeskoczy. Rozdzielczość obiektywu nie jest nieskończona.

    Dyfrakcja ogranicza rozdzielczość obiektywu w zależności od średnicy wejściowej obiektywu i ogniskowej obiektywu, co ujmuje się w jeden parametr – liczbę przysłony F. Dyfrakcja jest zależna od F.

    W obiektyw jest wbudowana przysłona, tj. zespół ruchomych blaszek tak ukształtowanych i zestawionych, że tworzą w obiektywie otworek o zmiennej ustawialnej średnicy. Im mniejsza jest średnica tego otworka, tym mniejsza jest teoretyczna rozdzielczość obiektywu. Teoretycznie, gdy nawet pokonane są błędy optyczne (zminimalizowane), to przy zmniejszaniu średnicy przysłony rozdzielczość teoretyczna obiektywu maleje, niezależnie jak dobrze obiektyw jest wykonany, bo wchodzi w grę, zaczyna efektywnie obniżać rozdzielczość dyfrakcja.

    Teoretycznie największą rozdzielczość obiektyw ma, gdy przysłona ma największą średnicę, jest całkowicie otwarta. Wpływ dyfrakcji jest wtedy najmniejszy. Lecz wtedy soczewki obiektywu pracują całą średnicą i zwiększa się wpływ błędów soczewek na rozdzielczość obiektywu. Jak nie kijem go, to pałką.

    To są prawa fizyki, praw fizyki się nie przeskoczy. Wynika to z natury światła. Światło jest falowe i podlega ugięciu (dyfrakcji) przy przejściu poprzez obiektyw na jego teoretycznym brzegu. To dyfrakcja światła ogranicza rozdzielczość teoretyczną w zależności od średnicy przysłony. Im mniejsza jest średnica przysłony tym wpływ dyfrakcji jest większy, tym mniejsza jest rozdzielczość teoretyczna obiektywu.

    Tak więc na rozdzielczość obiektywu wpływają dwa czynniki – średnica przysłony oraz błędy optyczne i błędy wykonania soczewek i ich zmontowania.
    Dla dużych otworów przysłony rozdzielczość obiektywu jest zmniejszana przez błędy optyczne i wykonania obiektywu, dyfrakcja w takim przypadku również redukuje rozdzielczość obiektywu lecz do wartości wyższej niż błędy obiektywu to robią.
    Dla małych otworów przysłony dyfrakcja przeważa nad błędami i to ona radykalnie zmniejsza teoretyczną rozdzielczość. W każdym obiektywie, nawet produkcji Carl Zeiss Jena.

    Dla każdego obiektywu (przy danej ogniskowej) istnieje tzw. sweet spot, czyli optymalna średnica przysłony (wyrażona przez liczbę przysłony F), przy której kombinacja wpływu błędów optycznych i dyfrakcji jest najmniejsza, co daje maksymalną rozdzielczość.
    W tzw. normalnych obiektywach aparatów małoobrazkowych (około 50 mm ogniskowej) jest to wartość przysłony najczęściej około 5,6. Poniżej tej wartości i powyżej tej wartości rozdzielczość obiektywu jest mniejsza.

    Qba, nie rozumiem zdań:
    „Z materiałem jest nieco gorzej, bo długość fali świetlnej jest znacznie mniejsza, niż osiągalna małość struktury materiału soczewki. Stąd jej „pixelowatość”.

    Z jakim materiałem jest gorzej?
    Co to jest „małość struktury materiału soczewki”?
    Co to jest „jej pixelowatość”?
    Pzdr, TJ

  235. izabella
    7 czerwca o godz. 16:38

    No widzisz, izabello – spróbowałem: po otworzeniu albumu nie ma żadnej pionowej kreski ani ptaszka. Żeby ustawić pożądaną kolejność, muszę nie album robić, lecz każdą fotkę oddzielnie w chcianej kolejności. Łatwo, kiedy chodzi o trzy fotki, gorzej, gdy – o dziewiętnaście.

  236. Qba
    7 czerwca o godz. 17:03
    „Głównym argumentem prekursorów tej zmiany była możliwość uruchomienia większej liczby kanałów telewizyjnych.”

    Akurat z telewizją cyfrową miałam trochę zawodowej styczności kiedyś tam. Pewnie że chciano uruchomić więcej kanałów, ale i ludzie chcieli oglądać więcej kanałów. W Stanach tych kanałów były i są setki, i przestrzeń analogowa przestała na to wszystko wystarczać. Zważ ile sygnałów pakujemy w powietrze, radio, telewizję, internet, telefonię komórkową. Jak by się ich porządnie nie upakowało, to po prostu pewnego pięknego dnia wszystko byłoby zajęte. I żadna nowa aplikacja już by nie weszła.
    A już co do jakości telewizji, to niestety nie ma to nic do rzeczy. To nie jakiś wielki wódz rozważa czy warto dokładać nowe kanały skoro one takie kiepskie, tylko różni ludzi robią swoje kawałki w życiu. Co oczywiście doskonale wiesz. A wypadkowa tych wszystkich akcji jest jaka widać. Ale mogło być gorzej. Lepiej też, ale to akurat mało prawdopodobne.

  237. wbocek
    7 czerwca o godz. 17:22

    A wszedłeś w „trzy pionowe kropki” w prawym górnym i wybrałeś „edit album”?

  238. izabella
    7 czerwca o godz. 17:29

    Według rozkazu, izabello. Niestety, jesteśmy z równoległych systemów albo światów. Nie przymierzając – o, zając! – jak dwa na słońcach swych przeciwne bogi.

  239. @tejot
    7 czerwca o godz. 17:16

    Materiał soczewki ma rzeczywistą strukturę, która nie jest dla światła idealnie przezroczysta. Nie może być, ponieważ soczewka ma mieć wpływ na światło. Jeżeli raster struktury materiału przez który przechodzi światło nie jest skorelowany z długością jego fali, mamy do czynienia z (prawie) niezakłóconym przejściem. Im większa korelacja, tym większe zaburzenia przejścia. A my chcemy, by te zaburzenia były określone.
    Użyłem określenia „małość” struktury, bo „wielkość” wydała mi się za duża. A chodziło mi o wyżej opisaną korelację. Pixelowatość obrazu to skutki interferencji struktury materiału i długości fali. Przy projektowaniu soczewki trzeba ją uwzględniać, a ponieważ wygląda kiepsko na zdjęciu, usuwa się ją już na wstępie przy tworzeniu materiału soczewki.

  240. Żeby tam zaraz bogi. Pan Jacek zaraz nas stąd przepędzi, że to jakaś pomoc techniczna się tu robi. Ale jak już jesteś tam gdzie jesteś, to łap myszą za zdjęcie i ciągnij 🙁

    Żebym ja tak mogła to zobaczyć to by było łatwiej.

  241. @izabella
    7 czerwca o godz. 17:27

    Cyfrowa telewizja powstała właśnie dlatego, że skończyła się przestrzeń na analogową. Pierwotne projekty nie zakładały istotnej zmiany jakości, jednak zysk emisyjny okazał się z jednej strony za mały, a z drugiej na tyle atrakcyjny, że zaczęto badać wrażliwość widzów na jakość. I szybko okazało się, że większość i tak niezbyt dobrze widzi i słyszy.
    Co do decyzji w sprawach emisyjnych, to jednak mają one zasięg międzynarodowy i wymagają współpracy. Już od dawna działają międzypaństwowe gremia z mocą ustawodawczą. I jakoś to funkcjonuje. Ale to tylko strona techniczna, czyli opakowanie. Zawartość to już inna dyskoteka. Ze zwiększeniem liczby kanałów wzrosło zapotrzebowanie na treść emisyjną. I tak jakość przeszła w ilość.

  242. Qba
    7 czerwca o godz. 14:41

    Ty @Qba, ale rozsmiesasz niemozebnie… (lol)

    Popacz sobie sam na foty Ziemi z ISS zrobione i co widzisz? Widzisz cienie, widzisz „kraglosc”, widzisz kulistosc i widzisz wypuklosc… Na zdjeciach widzisz, a gdybys na zywo sam popatrywal, to widzialbys jeszcze bardziej. I Ty lecisz na latwizne falszywego argumentu. I to wlasnie mnie rozsmiesza w Twojej pisaninie. Reszty mi sie nie chce przywolywac. Ale nie z lenistwa mi sie „nie chce”, tylko z litosci, bo bym musial Ciebie gleboko wdeptac w glebe blogowa… I tego wlasnie wdeptywania mi sie nie chce uskuteczniac.

    Pozdrowka
    l.

  243. izabella
    7 czerwca o godz. 18:02

    Izabello, nic innego nie robię, tylko łapię i ciągnę. Ale dociągnę na początek, puszczę – a to samo, jak na gumce, wraca. Taka to Syzyfa praca. Ale czort z nią z tą kolejnością – nie będę dochodził, bo stracę resztę życia na głupstwa. Dobrze, że się jeszcze człowiek rusza i coś widzi. Bo słyszeć już za bardzo nie chcę. W każdym razie dziękuję za gotowość do pomagania i niech będzie ona pochwalona.

  244. Qba
    7 czerwca o godz. 17:57

    Mój komentarz
    Qba, zupełnie nie rozumiem Twoich wyjaśnień. Posługujesz się językiem uproszczonym do absurdu, który nie przystaje do pojęć fizycznych, które chcesz opisać.
    1) Np. piszesz:
    „Materiał soczewki ma rzeczywistą strukturę, która nie jest dla światła idealnie przezroczysta. Nie może być, ponieważ soczewka ma mieć wpływ na światło. ”

    Qba, każdy materiał ma rzeczywistą strukturę. Gdyby nie miał rzeczywistej struktury, to nie byłby rzeczywistym materiałem.

    Żaden materiał nie jest idealnie (w 100 %) przeźroczysty dla światła. To nie oznacza, że szkło obiektywów zatrzymuje znaczącą ilość światła. Zatrzymuje ono zaniedbywalną ilość światła.
    Co innego zachodzi w szkłach fotochromowych. Te zatrzymują bardzo dużo światła, same ciemnieją gdy natężenia światła padającego na nie się zwiększa.
    Lecz takich szkieł nie stosuje się do wyrobu obiektywów.

    Straty światła zachodzące przy przejściu przez obiektyw są zdecydowanie największe, najistotniejsze przy przechodzeniu światła przez granice powietrze – szkło, których we współczesnych obiektywach jest wiele. Straty te są redukowane przez nakładanie na soczewki tzw. warstw przeciwodblaskowych.

    Straty światła wewnątrz soczewek obiektywu wobec strat na granicach powietrze – szkło są bardzo małe, są do pominięcia.

    2) Qba napisał:
    „Jeżeli raster struktury materiału przez który przechodzi światło nie jest skorelowany z długością jego fali, mamy do czynienia z (prawie) niezakłóconym przejściem. ”

    Co oznacza termin „raster struktury”? Pierwszy raz spotkałem się z takim pojęciem. Szkło soczewek nie ma rastra w strukturze.

    3) Qba napisał:
    „Użyłem określenia „małość” struktury, bo „wielkość” wydała mi się za duża. A chodziło mi o wyżej opisaną korelację. Pixelowatość obrazu to skutki interferencji struktury materiału i długości fali.”

    Qba, światło widzialne nie „interferuje” ze strukturą szkła soczewki. Jakby to miało zachodzić? Ta interferencja?

    Światło oddziałowuje ze szkłem soczewek, lecz bardzo, bardzo nieznacznie, dlatego mówimy, że szkło jest przeźroczyste dla światła. Generalnie szkła optyczne zatrzymują znikomy procent światła w sobie.

    Przypadek interferencji fal promieniowania ze strukturą materiału zachodzi dla fal dużo dużo bardziej krótszych, np. dla promieniowania Rentgenowskiego.

    Podczas przechodzenia światła przez szkło soczewki nie powstaje pikselowatość. Co to jest ta pikselowatość? Czym się objawia na obrazie wytworzonym przez obiektyw? Obiektyw nie dają „pikselowatych” obrazów.

    4) Qba napisał:
    „Przy projektowaniu soczewki trzeba ją uwzględniać, a ponieważ wygląda kiepsko na zdjęciu, usuwa się ją już na wstępie przy tworzeniu materiału soczewki.”

    Powyższe zdanie nic dla mnie nie oznacza (narracja magiczna), nie wiadomo co do czego.
    Pzdr, TJ

  245. @lonefather
    7 czerwca o godz. 18:41

    Zapewne umknęło Tobie, że mamy dwoje ócz, by widzieć stereoskopowo. Znaczy trójwymiarowo.
    I oczywiście jestem Ci wdzięczny, że nie wdeptałeś mnie głeboko w glebę. Tę glebę.

  246. wbocek
    7 czerwca o godz. 18:52

    No to już widzę. Nie zniechęcaj się pombocku, już prawie działa. Następnym razem, spróbuj zmienić kolejność dwóch zdjęć gdzieś w środku. Przesuń to pierwsze w prawo za drugie, i zobaczysz że to drugie się usuwa, pojawia się pionowa linia i trochę miejsca. I zdjęcie pierwsze tam wpada. Wtedy już będziesz wiedział czego się spodziewać. Jak chcesz inne zdjęcie wrzucić na sam początek, to nie puszczaj myszy, potrzymaj zdjęcie myszą, aż pojawi się pionowa linia i miejsce na zdjęcie. Dopiero wtedy je „puść”. To naprawdę proste.

  247. @Tanaka 7.06 godz.9:41
    Mam nadzieje, ze nie przyszlo Ci do glowy zlozenie podpisu pod petycja do papieza. Twoj udzial skompromitowalby te ze wszech miar pozadana akcje.

  248. @tejot
    7 czerwca o godz. 18:58

    Przepraszam za ordynarny (w sensie prosty) język. Już za chwilę nie będę.
    Jeszcze tylko – materiał soczewki jest ciałem stałym i do tego mieszaniną spieczoną. Jako takie ma strukturę i to dosyć zgrubną. Nawet, jeśli jej „gołym” okiem nie widać, bo światło przez nią przechodzi prawie swobodnie.
    Oraz – światło jest falą i jako takie może interferować z każdym innym drganiem, a w temperaturze znacznie powyżej 0 K drga wszystko, nawet sztywne struktury.

    A teraz wycofuję się z tematu i przepraszam za mącenie. Niech sobie będzie światło w dwoistej postaci. Amen.

  249. @ kruk g. 19.09
    Jakieś uzasadnienie opinii? Czy tylko tak podszczuwamy, żeby coś się działo?

  250. izabella
    7 czerwca o godz. 18:02

    Przepraszam, izabello, za ciekawość językowca. Czy „Izabella” miałoby znaczyć „Sama piękność”?

    W każdym razie, nie czekając na Twoją odpowiedź, odpowiadam nieswoimi słowami:

    „Izabela to osoba bardzo dokładna i precyzyjna. Do tego jest świadomą swej wartości kobietą. Uczy skrupulatności innych, ceni i wymaga punktualności. Cechuje ją opanowanie, pozwalające stawiać czoła trudnym sytuacjom. Pracuje zawsze bardzo pilnie i poświęca się swoim ideałom. Niestety boi się ryzyka i zmian. W niektórych okolicznościach staje się dość agresywna, zwłaszcza gdy styka się z chamstwem, gruboskórnością i wandalizmem. Izabela to ekstrawertyczka, która uzewnętrznia swoje reakcje i łatwo przystosowuje się do otoczenia. Jest osobą jednocześnie obiektywną i subiektywną, ale nigdy egoistyczną! Odczuwa silną potrzebę dawania siebie innym, dlatego jest dobrą żoną i matką.

    Izabela jest to imię pochodzenia hiszpańsko-portugalskiego, od imienia Elżbieta (Bóg moją przysięgą) lub hebrajskiego imienia Jezabel (wywyższona przez Boga).

    Miłość Izabeli także cechuje zorganizowanie i pewna surowość. Jest nieraz despotyczna i ma za wysokie wymagania wobec swojego partnera. Jeśli jednak zaufa i odda komuś swój czas – na pewno niczego im nie zabraknie. Izabela jest kobietą, która odczuwa silną potrzebę dawania siebie innym, dlatego jest opiekuńczą i troskliwą żoną oraz matką. Zdecydowanie realizuje się jako pani domu, który prowadzi na wysokim poziomie, w dostatku, a urządza go ze smakiem. Izabela ma bardzo dobry gust, nie tylko w kwestii wyboru partnera życiowego. Potrafi wydawać mnóstwo pieniędzy na luksusy, dlatego jej mąż również musi dbać o zapewnienie rodzinie stabilności materialnej.

    Na szczęście nie jest egoistką! Ale są ludzie, którzy tak ją postrzegają, ponieważ Izabela wśród znajomych cieszy się z własnych osiągnięć i chętnie dzieli się swoimi sukcesami. Jest jednak taktowna, opanowana i otwarta na potrzeby innych. Łatwo dopasowuje się do środowiska, w którym przychodzi jej przebywać i jest urodzoną dyplomatką. Ma cechy wielkiej damy – postępuje według zasad dobrego zachowania, nie toleruje chamstwa, gruboskórności i wandalizmu. Ujmuje tym ludzi, ale na przyjaciół wybiera osoby naprawdę wyjątkowe. Posiada doskonałą pamięć i wykorzystuje ją w kontaktach z innymi – nie zapomni o żadnej okazji do sprawienia przyjaciołom radości! Chętnie także niesie pomoc i jest bardzo przydatna. Ludzie jednak nie zawsze mogą ją zrozumieć, ponieważ czasem zapomina o komunikacji słownej, a wymaga odczytywania jej myśli. Sama zresztą jest w tym bardzo dobra. Wszystkie drzwi, tak naprawdę, stoją przed nią otworem.

    Stanowcza, zorganizowana i świadoma swej wartości kobieta. Wybiera tylko drogi prowadzące do sukcesu i dostatku. Izabela nie lubi martwić się o sprawy doczesne, dlatego dąży do stabilizacji finansowej na wysokim poziomie. Jest obowiązkowa i dokładna w tym co robi. Niestety boi się ryzyka i zmian. Jeśli nie jest do czegoś przekonana – nie podejmie się tego! Ma w sobie coś z bohaterki – pracuje bardzo pilnie i poświęca się swoim ideałom. Nierzadko przypłaca to zdrowiem. Izabela stworzona jest do niesienia pomocy innym i w takich zawodach najlepiej się realizuje. Poza tym kocha szeroko pojętą kulturę oraz sztukę i zna się na modzie. Może być dobrym doradcą.

    Izabela sprawdzi się jako księgowa, inżynier, naukowiec oraz aktorka”.

    Żałuję, że mi na chrzcie nie dano „Izabella”, obojętne z iloma „l”. No i z racji swego językostwa wtyknę uwagę, że w tym cudnym naukowym opisie Izabeli jest to oto językowe paskudztwo: „Wszystkie drzwi, tak naprawdę, stoją przed nią otworem”. Spróbuj, szanowna i godna podziwu izabello, wypieprzyć z tego zdania manieryczny i pusty znaczeniowo idiotyzm „tak naprawdę” i zobacz, czy bez niego coś się w zdaniu zmieni.

  251. izabella
    7 czerwca o godz. 19:02

    Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Dziękuję, izabello, lecę próbować. Wiedziałem, że mam z nie byle kim do czynienia.

  252. izabella
    7 czerwca o godz. 19:02

    Inna rzecz, izabello, że jak internetowe programowce zaczynają instrukcje od „to naprawdę proste”, wieję na Jamno – bo dopiero tam jest wszystko proste. No ale nie kraczmy, sprawdzajmy.

  253. wbocek
    I to wszystko z mojego imienia? 😰 Taka chodząca doskonałość? Może powinnam iść zmienić imię, bo jeszcze ktoś pomyśli że to o mnie 😳
    Obiecuję już nigdy nie powiem, że coś jest proste.

  254. Zakobiecenie – choroba dziedziczna?

    „Świetnym środowiskiem dla rozwoju zakobiecenia jest społeczeństwo, które czci kobiety nieistniejące (…) albo wyobrażenie na temat kobiet”

    http://natemat.pl/209871,ta-choroba-dotyka-wiekszosci-polek-w-naszym-kraju-jest-dziedziczna-trudno-uleczalna-i-moze-zniszczyc-zycie

  255. @wbocek
    „Wieka księga imion”, z której zaczerpnąłeś tę śliczną charakterystykę Izabelli (bez podania źródełka – zyg, zyg, marchewka), nie jest co prawda chińską „Księgą przemian”, ale ociera się o magię (brrr) i okultyzm (brrr, brrr, jeszcze większe) 😉

    Jureczku, czy gdy się wybierasz na długie welocypedowanie, albo na mrożącą krew w żyłach wyprawę w Jamno, liczysz ćciny, sumujesz ilość napotkanych po drodze i z numerologii przyszłość wyprawy odczytujesz? Tak se pytam 🙂

  256. anumlik
    7 czerwca o godz. 20:14

    Jak Ty, anumliku, tylko tak se pytasz, to ja tylko tak se odpowiadam: nie. Ale dalej nie wiem, co by miał znaczyć manieryzm „Tak se pytam” lub „Tak tylko pytam”, na co już dawno termu chciałem zwrócić uwagę blogostwa. To znaczy, wiem co by miał znaczyć, ale że ślepy widzi, że nic nie znaczy, to nie odpowiem.

  257. @wbocek, z godz. 20:51
    Jakbym zapytał – równie manierycznie, ale z dźwiękiem dzwonu brzmiącym pytajnikiem z wykrzyknikiem – ODPOWIADAJ ?!, to też byś nie odpowiedział? Ę? Tak tylko pytam – manierycznie i nie bacząc na Twoje językowe fobie. No… fobijki 😉

  258. izabella
    7 czerwca o godz. 19:37

    Izabello, dziękuję Ci niezmordowanie za pomocniczość, ale apiać nic nie wyszło. Może nie wiesz, że windows10 w porównaniu z tysiąc razy praktyczniejszym i jaśniejszym dla zielonych małp jak ja windows7 jest stresującą szkaradą, w każdym razie dla mnie. Więc rzucam w diabły dochodzenie do własnego cienia, a że nie mam nic słodkiego pod ręką, przesyłam Ci widok Polski z mego okna. Tam na północ, gdzie to kretowisko…tfu!…horyzont, stoi moje morze. Jak siądę na szóstym piętrze na parapecie i się dobrze wyciągnę, mogę nogi moczyć. Te widoki przesyłam Ci przez to, że może chwilami zapominasz, jak socjalistyczno-blaszakowa Polska wygląda. Dobranocka uod pombocka.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/48heXqdcUhS

  259. anumlik
    7 czerwca o godz. 21:02

    Anumliku, coś mi się zdaje, że z mojej strony wyszło zadziorne. A za cholerę tego nie chciałem. Przepraszam uniżenie. Chciałem przeciągnąć parę razy pod kilem chłopaków od programów, które pasują jak krzywy kij do miotły i chyba trochę na Ciebie padło.

    Natomiast moje fobie – to jedno, a manieryczne używanie pustych ozdobników mowy – to drugie. Moje fobie mógłbym ukryć, natomiast puste ozdobniki pozostaną pustymi ozdobnikami.

    Twoja uwaga co do podawania żródła cytatu uważam, że jest z innej rzeczywistości. Wg mnie na rzecz rozmowy blogowej wystarczy zasygnalizowanie, że rzecz jest nie moja. Pstrzenie tekstów w towarzyskiej gadce dokładnym podawaniem źródła odbiera rozmowie trochę waloru…nie pamiętam, jakiego.

  260. Polską rządzi „Liliputin” Kaczyński 😯

  261. Pombocku,
    masz całkiem ładny widok z okna.
    Jeżeli zaś używasz do zdjęć progamu gugla, to system operacyjny twojego komputera nie powinien Ci w tym przeszkadzać.

  262. @wbocek, z godz. 21:18
    Każdy ma takie fobie, na jakie zapracował. Moją są źródełka przy cytacjach, ale tu już się kłania kilkunastoletnie w sumie redaktorowanie 🙂

  263. anumlik
    7 czerwca o godz. 21:02

    Anumliku – a nu mliku dawaj! – liczę, że nie posądzisz mnie, że moja reakcja na fobie i miotłę…ajć!…cytatne źródła, były odgryzaniem się za wszelką cenę – to stare moje przekonania. Ani mi w głowie się odgryzać poważnym ludziom.

  264. Właśnie mnie gugiel powiadomił, że mi wystylizował zdjęcie 🙄
    Wschód słońca nad Oceanem Indyjskim, godz. 5:46

    https://goo.gl/photos/xuTyAyXuzt74XrMu7

  265. @Tobermory
    Liliputin – smaczne i trafne. Twoje? Jeśli tak, proszę o pozwolenie na użycie w jakimś anumiku.

  266. No właśnie, Tobermory, dobrze to ująłeś. System nie ma znaczenia.
    Jeśli by Ci się jednak Pombocku kiedyś jeszcze bardzo chciało te zdjęcia poprzestawiać, to służę skajpem. Jakoś tak jak coś zacznę to lubię do końca. Nie wiem czy to było w tej „Izabeli”. Mam nadzieję że nie, nie lubię być przewidywalna.

    A z takim widokiem z okna, to też bym się głownie rowerowała i kajakowała. Ale może dlatego to zdrowo. Nic gorszego niż piękny widok z kanapy, bo człowiek siedzi i się gapi.

    To dobranoc. Znaczy nie dla mnie. Dla mnie jeszcze dzisiaj kupa pracy.

  267. Tobermory
    7 czerwca o godz. 21:21

    Tobermorku, używam programu PhotoScape. Czyj on ci – nie wiem. Początkowo długo używałem go wyłącznie do poziomowania obrazów, zwłaszcza na wodzie i horyzontu na morzu, teraz zaczynam się wygłupiać. Tylko czy to wygłupy, skoro zmartwiony i tablety i tak rzeczywistości nie odwzorowują?

  268. wbocek
    7 czerwca o godz. 21:30

    Aj, no to Tobermory znalazł gdzie pies pogrzebany. Toż ja cały czas zakładam że Ty używasz gógla. Bo przecie wysyłasz nam albumy gógla. No i jak to teraz? 🙁

    A tam też możesz wypoziomować, przestawić, itp, itd. To może jeszcze jedna próba?

  269. Tobermory
    7 czerwca o godz. 21:26

    Ale coś takiego, żeby mnie jakiś gugiel-mugiel stylizował, to nie – robię (czasem) tylko parę operacji, np. rozjaśnij, wyostrz, podświetlenie. A takie proste jak przycięcie fotki robię przy pomocy „edytuj”. Nie chcę sztukować (uod „sztuka) fotek – to ma być dokument na pośmiertną wieczność.

  270. izabella
    7 czerwca o godz. 21:36

    Uo matko moja, izabello! Linkuję fotki w tubie, znaczy – w YouTube. Nie wiem, do kogo to należy. A Twoja chrześcijańska propozycja może oznaczać szukanie jakiegoś nowego programu. Jezusmaria, umrę ze strachu w kwiecie lat, izabello.

  271. @izabella
    7 czerwca o godz. 21:36

    No właśnie, ja też tak sądziłem, skoro albumy są w guglu. Obsługa jest tam intuicyjna, porządkowanie tak, jak opisałaś. To teraz nie wiem, co ten Pombocek jeszcze chce? Potrafił zrobić album, a zdjęć nie poprzesuwa?
    Nie wierzę 🙄

  272. Tobermory
    7 czerwca o godz. 21:42

    Tobermorku, Ciebie podziwiam, ale sam robie inaczy. Jest jutuba, która na windows10 jest piętnaście razy wolniejsza i głupsza niż była kiedyś. Album sam się robi, bo oni taką wyraźną i jasną dla małpy możliwość podsuwająi, a ja tylko się kapnąłem, że zamiast robić dla każdej fotki oddzielny link, robię album i daję jeden link. Nic więcej nie rozumiem i nie potrafię. Z rowerowanie idzie mi o niebo lepiej, a z chodzeniem po wodzie to już w ogóle szkoda porównywać.

  273. Pombocku
    Idź do „http://photos.google.com, wprowadź swoje hasło (jeśli pytają), i tam wybierz album który chcesz poprzestawiać. I te wszystkie instrukcje co podałam powinny działać.
    Jutub też należy do wujka G, więc pewnie jest podobieństwo. Może to nawet i to samo.

    Żeby nas tak w bambuko robić 😵

  274. Pombocku,

    Nakliknij na ten link, co nam tu pokazałeś. Jak się otworzy, spojrzyj w prawy górny róg ekranu. Jeśli zobaczysz tam kwadracik złożony z 9 mniejszych kwadracików, to go nakliknij. Otworzą Ci się tam różne takie, między innymi YouTube i kolorowy wiatraczek z podpisem „zdjęcia”. Nakliknij ten wiatraczek i znajdziesz się w swoim zbiorze zdjęć, które dotąd zamieściłeś w albumach.

    Jeśli dojdziesz do tego miejsca, to daj znać.

  275. Liliputina też przuważyłam na pierwszej stronie wybórczej. Nobla dla autora, może się przyjmie. Wreszcie jakaś zabójcza ksywa.

  276. @anumlik
    7 czerwca o godz. 21:26

    Bogać tam, moje! Myślałem, że jesteś na bieżąco z prasą, jak Izabella i ja na ten przykład 😉 I że ja to (jak przeważnie) ostatni odkryłem 🙄

  277. A w Maroku szczątki H. sapiensa stare na co najmniej 315 tys. lat!

  278. Liliputina nie znałam ale widziałam Macrona i Microna

  279. Tobermory
    7 czerwca o godz. 21:53

    Przepraszam, izabello, ale już zrobiłem to, co kazał Tobermorek.
    Tobermorku, już zrobiłem to, co kazał Tobermorek.

  280. @wbocek
    7 czerwca o godz. 22:05

    I co? Otworzyło się? Jeśli tak, to po lewej stronie powinny się ukazać, pionowo jeden nad drugim, znaczki „Asystent”, „zdjęcia”, „albumy”. Naklikasz albumy i pokazują Ci się wszystkie dotąd utworzone. Każdy z nich możesz sobie dowolnie porządkować(trzy kropki po prawej – edytuj) albo wybierać zdjęcia i tworzyć nowe albumy

  281. Tobermory
    7 czerwca o godz. 22:14

    Dziękuję, Tobermorku, ale wszystkiego nie zapamiętam, bo może nie mówiłem, ale jestem stary dziad, więc sobie spiszę i jutro będę ćwiczył. Jak wyjdzie, to podziękuję, jak nie wyjdzie – też. Dobranocka uod pombocka i uod wbocka.

  282. Izabella

    Izabello, też Ci dziękuję za duchowe wsparcie i naprowadzanie na trop. Najważniejsza jest motywacja, która u mnie zgasła. Ty dałaś iskrę, z której znów rozgorzał płomień. No, nie przesadzajmy – płomyk. Dziękuję i jak żyjesz ze sześć godzin wcześniej, to dobry wieczorek.

  283. @Izabella i@wbocek. Przenoszenie plików (np. fotografii) w folderze było możliwe w XP. Od Visty jest to sprawą niemożliwą. Dlatego nigdy nie porzucę XP-eka. Jak nie będzie mi otwierał Internetu, to z niego zrezygnuję. Z Internetu oczywiście. Mam W7 na laptopie. Piszę i czytam, w tej chwili, za pomocą W..XP. Genialny system. Pozdrawiam wszystkich, bez wyjątków, Forumowiczów. Pozdrawia również, a właściwie, szczególnie, Pana Jacka Kowalczyka.

  284. @ bukraba
    Pozostaje mi jedynie podziękować.
    JK

  285. Nie znam się na „mikroszrocie” 🙁 Mój pierwszy (i ostatni) był bodajże Windows 98.

  286. @bukraba
    7 czerwca o godz. 22:40

    Zrezygnujesz z czytania tego blogu? Przez głupi system operacyjny?! Bój się Bugu! 😉

  287. @Tobermory
    Jakoś nie zwróciłem uwagi, a okazuje się, że określenie LiliPutin biega po internecie już od 2009 roku. O:
    https://www.youtube.com/watch?v=8W4dJ09l_c4
    Połączenia (udanego) z Kaczyńskim dokonał rzeczywiście w dzisiejszy wydaniu GW Maciej Stasiński. Przeoczyłem ;(

  288. @ Jacek Kowalczyk
    Przyznaje, ze chcialam, zeby cos sie zadzialo. Zestawienie tekstu petycji podanego przez @NeferNefer z komentarzem, jaki napisal do niego @Tanaka, jest swietnym materialem dla szkolnego wychowawcy, ktory chcialby mlodziezy przedstawic temat „jezyk krytyki a jezyk nienawisci”. Polityka ciagle oglasza sie strefa wolna od hejtu.

  289. Tobermory

    Nie wytrzymałem, Tobermorku, i spróbowałem. Niestety, jak nieśmiało se prognozowałem, nic nie wyszło. Nie ma nawet śladu jakichś opcji przesuwania, układania zdjęć. Ba, nie ma śladu licznych ostatnich zdjęć do przesuwania. Jest to samo, co było na początku: zdjęcie przesuwa się z kursorem i jak przestanę przyciskać przycisk myszy, wraca na stałe miejsce. To już chyba nie ja, lecz system. Twój, Tobermorku, jest staromodny, dlatego działa, mój – nowoczesny, więc do de. Dziękuję uroczyście i bardzo i wracam do de…tfu!…do rzeczywistości, w której ja jestem dla systemu, a nie on – dla mnie. W końcu też jak burkraba – wezmę i pieprznę. Dobranocka.

  290. Widzę, że temat ognia nie podnosi temperatury dyskusji (ani ziębi, ani grzeje? 😉 ), ale dołożę jeszcze nieco historii, a mianowicie informacji, że przodek sapiensa umiał się obchodzić z ogniem (nie wiadomo od kiedy go rozniecać) od co najmniej 1.7 mln lat. Najstarsze ślady ogniska z tego czasu (wraz z nadpalonymi kawałkami kości i resztkami roślin) pochodzą z jaskini Wonderwerk w RPA. Inne palenisko, ze spalonymi resztkami ludzkiej żywności, znaleziono w Izraelu i datowano na 790 tys. lat. Miejsce jest powiązane ze znaleziskami narzędzi przypisywanych H. erectusowi.
    Najstarsze udokumentowane ślady w Europie to szacowane na 400 000 lat miejsca ognisk w Anglii (Beeches Pit), Terra Amata koło Nicei i
    Vértesszőlős na Węgrzech.

  291. @wbocek
    7 czerwca o godz. 23:13

    Pombocku, ja używam (fakt, nieco już w leciech) systemu OS X 10.6.8 i jak wspomniałem, windows to jest dla mnie czarna magia, ale google+ to są apps czyli aplikacje działające na pewno w obu systemach.

  292. @anumlik
    7 czerwca o godz. 23:05

    A nie mówiłem? Od 2009 roku, a ja dziś „odkryłem”. W zestawieniu z prezesem podoba mi się lepiej.
    Micron-Macron też niczego sobie 😉

  293. Tanaka
    7 czerwca o godz. 9:55
    „a masz !” w piaskownicy głównie polegało na okładaniu się łopatką, a w skrajnym przypadku na dołożeniu wiaderkiem i przyklepaniu grabkami, za mojego dzieciństwa wyrób metalowo- drewniany. Na głowę wiaderka wcisnąć sie nie dało.

    Neferka
    po lekturze książki, którą Ci kiedyś polecałam, jeszcze bardziej mam na tę wyprawę ochotę; od dzieciństwa marzę o zwiedzeniu Islandii, a ten apetyt podnosi „Świat z góry” na Planecie, wzbogacony o nowe odcinki także stamtąd.

    Sąsiadka mi wylała ze dwie wanny na sufity i ściany…

  294. Przeczytałam ponownie tekst Tanaki 7 czerwca o godz. 9:41
    I nie widzę w nim nigdzie „języka nienawiści”.
    Z kolei pani kruk nieodmiennie bluzga miłością i zieje wiarą.
    I nic poza tym nie ma nigdy do powiedzenia…

  295. @Tobermory
    Tak czy owak to Ty mnie zainspirowałeś do napisania anumlika. W temacie Twego wstępniaka on Ci jest:

    Lliputin, zlazłszy z Lilith
    (na środeczku Żoliborza)
    zapatrzył się na Putina:
    Sen mój od morza do morza!
    By nie stracić ani chwili
    (zapał niósł go wprost w przestworza)
    szepnął – moja wielka wina,
    moja Lilith, córko Boża.
    Długo żeśmy się nie mścili
    (Smoleńczycy są jak zorza)
    zemsty wybiła godzina,
    na wrogów niech spada groza!
    Spadła! W postaci stu grilli:
    Na terenach międzymorza
    bandę Tuska i Putina
    grillowania dopadł pożar.

  296. konstancja
    7 czerwca o godz. 23:34

    Współczuję, konstancjo. Mam takich nad głową ok. dwudziestu lat. Zalewali mnie z różną intensywnością – czasem były to tylko zacieki, które żeby zamalować, trzeba najpierw zagipsować – 23 razy. W sumie w tym mieszkaniu jesteśmy 33 lata i zalani byliśmy 33 razy – co rok, to prorok. Zanim się państwo (z dwójką dzieci) rozwiedli, były długie, głośne nocne pijaństwa plus muzyka dum-dum w dzień, lekko przyciszona w nocy, no i łomotanie w twardych butach, w szpilach po nocy, nad ranem. Wobec takiego sąsiedztwa wszystkie ważne sprawy tego świata to malutki pryszcz.

  297. Na marginesie
    7 czerwca o godz. 23:49

    Ona się zwraca do Tanaki jak przejęta jego losem żona. Albo więc nie rozumie, że takie zwracanie się to nie rozmowa, lecz bezczelna zaczepka, albo z całą premedytacją i satysfakcją spełnia z łaski Pana rolę baby-jagi.

  298. anumlik
    8 czerwca o godz. 0:05

    Lilith zarży tryumfalnie
    Z nozdrzy dym wypuści siny
    A on wskoczy i nie spadnie
    Dziś nie trzeba mu drabiny
    Lilith choć ma wygląd krowy
    I na pysku kropki bordo
    To koń niskopodwoziowy
    Na pohybel Tuska hordom

  299. wbocek
    8 czerwca o godz. 0:17
    dziekuję Ci 🙂
    Sąsiadka nalewała wody do wanny i przysnęła na kanapie.
    A ja remontowałam mieszkanie w ub. roku, wszystko wylało mi sie na to wyremontowane. Najgorszy jest czekający mnie bałagan. Znów bałagan.
    Zobaczymy,jak to będzie wyglądać jutro lub za dwa, trzy dni. Będą na pewno plamy, farba mi odchodzi ze ścian…okropność.
    Dom powstał w latach 1956-57.
    przepraszam za tę prywatę, ale zdruzgotało mnie lekko…

  300. „Dymy… siny…” … hhahhahahhhaaa …

    Wredny nie jestem!
    Wiec reszte grilowania, zostawie @anumlikowi…

    ps „Czaestochowa”, to za wiele…, za wiele…

  301. @Tebermory, z godz. 0:30

    Lilith wierzgła świętym zadem.
    Skryta za melancholiją
    światłość z drabiny wraz z PAD-em
    legła na kraju leliją.
    Liliputin obosiecznym
    mieczem z kuźni Hefajstosa
    kręćnął młynkiem tak skutecznym,
    że odciął se kawał nosa.
    Nad Żoliborz zachodzący
    Polską – od morza do morza –
    niczym ogień gorejący
    błyszczy nos jego – jak zorza!

  302. konstancja
    8 czerwca o godz. 0:43

    Konstancjo, prywata to realne życie, a na blogu to ino słowne hocki-klocki. Dobranocki.

  303. @wbocek 8 czerwca o godz. 0:26

    Roztaczanie kuriewnego smrodku to standardowa kakatechnika internetowa. Wtyczka najpierw się przyczaja i obserwuje, a potem obsry… dalej wiadomo. Tanaka rzeczywiście został „szczególnie wyróżniony” – bo jest dowcipny i trafia w sedno. A śmieszność bardzo uwiera kaka, który to kaka żeruje na strachu. O tym, że śmieszność eliminuje strach – o tym wie nawet Harry Potter, który uczył się w szkole wolnej od katechezy 😉 Tak gdzieś od drugiej minuty.

    https://www.youtube.com/watch?v=doxxfXqpKYA

  304. Na marginesie
    8 czerwca o godz. 1:10

    Ty też trafiasz w sedno, Namarginesko. Śmiech potęgą jest i basta.

  305. A fe…, a gdzie sie „dymy siwe” podzialy?

    No rozumiem „wierzgniecia zadem”, zawsze lubialem konie „wierzgajace”…., ale „dymy”…?

    Nie godzi sie o „dymach”, zwlaszcza „siwych dymach” zapominac, wszak tutka smolenska juz od dawna w powietrzu miala plonac, a co plonie to i dymic musi… nes pa…?

  306. Noblista John Steinbeck o historii Abla i Kaina:
    „…to jest najbardziej znana historia na świecie, ponieważ jest historią każdego człowieka. … symboliczne dzieje duszy ludzkiej. … Największą zmorą dziecka jest obawa, że może nie być kochane, a odtrącenie jest piekłem, którego się lęka. Sądzę, że każdy na świecie w mniejszym lub większym stopniu doświadczył tego uczucia. A z odtrąceniem przychodzi gniew, z gniewem jakaś zbrodnia czy zemsta, ze zbrodnią zaś wina – i oto jest historia ludzkości. Myślę, że gdyby można odjąć człowiekowi lęk przed odtrąceniem, nie byłby tym czym jest. … Wszystko w tym tkwi – to jest zalążek, początek. Dziecko, któremu odmówiono upragnionego uczucia, kopie kota i chowa w sekrecie swą winę; inne kradnie po to, aby pieniądze dały mu miłość; trzecie podbija świat – i wciąż mamy winę, zemstę i znowu winę”
    „Na wschód od Edenu”

    Wikipedia:
    „Na wschód od Edenu” to jedna z najpopularniejszych powieści XX wieku. Podczas gdy w warstwie fabularnej jest realistyczną sagą rodziny kalifornijskich ranczerów, jej drugie, głębsze dno można odczytywać jako reinterpretację biblijnej historii o Kainie i Ablu i przypowieść o walce dobra ze złem w człowieku.

    I jeszcze raz J. Steinbeck:
    „…Kain nosił piętno, które nie miało go zniszczyć, ale ocalić. I była rzucona klątwa na każdego człowieka, który by go zabił. To piętno go chroniło. … Kain wyżył i miał dzieci, natomiast Abel żyje tylko w tej opowieści. My jesteśmy dziećmi Kaina”
    „Na wschód od Edenu”

  307. Czy jesteśmy dziećmi Kaina?
    Jeśli już, to raczej potomstwem Seta, trzeciego syna Adama i Ewy, który spłodził Enosza, a ten Kenana i poprzez Mahalalela, Jereda, Henocha, Matuzalema, Lamecha był praprzodkiem Noego. Tak, tego od potopu. Set żył 912 lat i to za jego życia zaczęło się wzywanie pana boga (JHWH), przeważnie nadaremno. Potomstwo Seta uchodzi w tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej za szczególnie bogobojne i pobożne, a jednak Pan wkurzył się czemuś, wytopił większość, a życie ludzkie skrócił do 120 lat 🙁
    Były pogłoski, że to wszystko przez rozpustne żeńskie potomkinie Kaina, które uwiodły przyzwoitych wnuków Seta 🙄
    Och, to jednak jakieś geny…

  308. @Tobermory
    A wszystko przez Lilith. Nie chciał praojciec Adam być przez córę Samaela ujeżdżany, to mamy co mamy. Ale spoko: Adaś po śmierci Abla odszedł był od Ewy i po 130 latach separacji związał się ponownie z Lilith. A my w genach nosimy Lilihtowe demony 😉

  309. No i mamy to, co mamy 😎

    Konstancjo,
    wyrazy współczucia z powodu potopu.
    Czy w Polsce jest obowiązkowe ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej w takich przypadkach?

  310. A propos rozniecania ognia, to najstarszą „zapalniczkę” datuje się na ca 32 000 lat. To kamień pirytowy ze śladami krzesania ognia znalezione w śladach paleniska w jaskini Vogelherdhöhle w niemieckiej Wirtembergii.
    Piryt iskrzy od uderzenia krzesiwem np. krzemieniem.
    Ślady hartowania krzemienia, a także drewna przy pomocy ognia są znacznie starsze.
    Obok konkrecji pirytowych znajduje się także markazytowe (oba minerały to siarczki żelaza) ze śladami używania jako narzędzia do rozpalania ognia.

  311. Tobermory
    8 czerwca o godz. 10:24

    Znam coś lepszego i prostszego, Tobermorku. Niestety, nie u nas, lecz w kraju myślących pierdzistołków. Jeśli w spółdzielczym bloku przydarzy się coś takiego jak konstancji, odnowienia mieszkania dokonuje spółdzielnia na koszt sprawcy. Chyba że sprawca udowodni, że nie jego wina. Miałem taką sytuację, kiedy nad ranem, przy dużym ciśnieniu pękła u mnie miedziana, falista rurka doprowadzająca wodę do umywalki. Teraz takich rurek sp-nia nie stosuje.

  312. @@ Jacek Kowalczyk, namargineska, Pombocek

    Słuszne to jest i zbawienne, jak się jaki wyznawca do nogawki mej przyczepi. Zwłaszcza, że nie bardzo ma czym, co widać. Zgodnie z raportem medycznym sprzed kilkunastu lat, standardowy Polak nadwiślański, w wieku lat 43 nie ma 17 zębów.
    Właściwie nie ma też głowy.
    Z tym, że w tym roku jest – znowu – wzmożenie kleszczy.
    Trzeba strząsać.

  313. @wbocek
    8 czerwca o godz. 10:41

    Remont na koszt sprawcy to jasne, ale jeśli sprawca jest niewypłacalny?
    Każdemu może się zdarzyć, że niechcący wyrządzi szkodę sąsiadowi i od tego można się ubezpieczyć.

  314. Tobermory
    8 czerwca o godz. 11:01

    Niestety, Toibermorku, remont na koszt sprawcy to nic jasnego. Kto ma w Polsce ten remont przeprowadzać? Ano poszkodowany. Kiedy służbowo, regulaminowo i bezceregielnie robi spółdzielnia, poszkodowany nie jest podwójnie karany za to, że został zalany, czyli finansowo i mocno fatygująco – bo nie musi sam wszystkiego załatwiać. Niedawno zalali nam lekko łazienkę – zacieki na suficie i ścianie. Dostaliśmy za to coś koło 400 zł od ubezpieczyciela. Jeśli się chce zamalować zacieki, to się nie zamaluje: trzeba zedrzeć starą farbę (emulsja!) w całej łazience, pokryć wszystko gipsem z emulsją i na końcu pomalować. Ciut więcej to kosztuje niż 400 zł. Plus, oczywiście, nie kończące się joby pod nosem i wcześniejsze zejście z powodu stresu. W Polsce nic nie jest dla człowieka. To człowiek jest dla Polski czyli pierdzistołków.

  315. @Tobermory
    Ubezpieczenia (oprócz samochodowego OC) nie są w Polsce obowiązkowe, co skutkuje tym, że za klęski żywiołowe nikt nie płaci. Powiedzenie „mogli się ubezpieczyć”, po powodzi w 1997 roku, przez Cimoszewicza skutkowało radykalnym spadkiem poparcia dla niego i jego rządu. Kraj nad Wisłą i Odrą to kraj ludzi, którym żal kilkuset złotych rocznie na ubezpieczenie domu, którzy jednocześnie żądają od państwa pomocy w razie klęski powodzi, zalania przez sąsiadów czy pożaru.

  316. @wbocek
    Zmień ubezpieczyciela. Ma on (ten ubezpieczyciel) zwrócić za wszystkie poniesione przy remoncie (naprawie w przypadku samochodu) udokumentowane koszty. Tak więc rachunki za zdartą starą farbę, gipsowanie i ponowne malowanie (a także suszenie, o czym mało kto pamięta) muszą być honorowane. Ale te rachunki należy przedstawić.

  317. @wbocek
    8 czerwca o godz. 11:12

    Ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (to, jakie znam) reguluje to inaczej. Kiedy nastoletni syn sąsiada w ramach popisów przed kolegami przebiegł po dachach parkujących samochodów, to rzeczoznawca (warsztat samochodowy) ocenił koszty usunięcia szkód lub spadek wartości pojazdu (jeśli ktoś nie chciał naprawy), a ubezpieczyciel rodziny sprawcy bez szemrania uiścił.
    Kiedy się zdarzy, że lokator mieszkania w bloku czy kamienicy zaleje kilku sąsiadów albo zaprószy ogień w swoim mieszkaniu i przyjadą strażacy, którzy gasząc zaleją parę sąsiednich mieszkań, to kosztem tych szkód również obciąży się sprawcę. Dlatego sumy ubezpieczenia mają wartość kilku milionów. Składki natomiast nie są wysokie, bo praktycznie wszyscy są ubezpieczeni.

  318. anumlik
    8 czerwca o godz. 11:26

    Trochę spokojniej, anumliku i Tobermorku. Mówiłem o zjawisku, nie o sobie. Jak o sobie, to mam, z przeproszeniem, w dupie ubezpieczycieli, odszkodowania i z tym związane korowody i upokorzenia. Nigdy też nie dawałem niczego do reklamacji: jak coś świeżo kupionego nie nadaje się do użytku – na przykład ostatnio ładowarka za 140 zł – wyrzucam i nie chcę o tym rozmawiać, zapominam też o sklepie, gdzie kupiłem. Jak się drugi raz urodzę w innej Polsce, może będę inny, na razie mam swoją pieprzoną ojczyznę z jej porządkami w tylnej części. Jak najdalej od pierdzistołków, głupawych rozmów z nimi i tłumaczeń. Hauk, jada na woda.

  319. To podobno nie jest mem

    https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/19029240_1684327614928919_7118138475950016538_n.jpg?oh=a8fad2cc3532e082c62f70f0ddd2684e&oe=59E1F675

    No i jak normalność ma kiedykolwiek wygrać?

    Dodatkowo, czytam że żona niejakiego Pereiry została właśnie rzeczniczką TK.

  320. Tegoroczny „Jezus na lodowisku” w Nowym Targu to już czwarta edycja tego „wydarzenia ewangelizacyjnego”.
    Znakomita okazja, by odnowić przysięgę małżeńską w obliczu relikwii świętych rodziców świętej Tereski. Oboje bowiem chcieli wstąpić do klasztoru, ale on z przyczyn formalnych (nie znał łaciny) , ona – ze zdrowotnych (problemy z oddychaniem i bóle głowy) nie zostali przyjęci. Pobrali się więc i zajęli prokreacją, skuteczną w dziewięciu przypadkach…
    Ciekawe, jakie „kawałki” obojga będą wystawione w Nowym Targu.

  321. czwarta edycja 🤦

    @Tobermory

    Przy okazji, znalazłam wczoraj listę absolutnie wszystkich ikon. Patrzę ja sobie, jest mermaid czyli syrenka. A obok MERPERSON. Jak przetłumaczyć na polski merperson? Poprawnośc polityczna jako kompletny absurd.

  322. syr-osoba to chyba niezupełnie to :/

  323. Syr-osoba! 😀 😀 to raczej baca produkujący oscypki na hali 😉
    Jak ta/ten MERPERSON wygląda?

  324. @Tobermory

    🧜

    Tu na blogu jak poprawna syrenka, nie wiem czy na Macu zobaczysz bo nie ma odpowiednika. Najciekawiej na FB, coś jakby baba ryba z brodą ale tak małe że trudno rozpoznać.

  325. A nie, nawet tu nie widać, trudno, świetnie.

  326. merman też jest 👀

  327. Raczkowski jest świetny 😉
    Mam do tej pory wycinek sprzed lat, kiedy wybuchła panika przed chorobą wściekłych krów. Obrazek przedstawia dwie galopujące krowy, każda z przerażoną owieczką w pysku, trzecia akurat porywa baranka, i pędzącego za nimi bacę z kijem we wzniesionej ręce. Obok bacy biegną dwa psy, w tle szałas i spokojnie pasące się owieczki…

  328. Bozia…
    Steinbeck i #Na wschód od Edenu#?

  329. P.S. „Potencjalnym rozwiązaniem jest oddanie nietoperzem dzwonnic w nadziei, że skłoni je to do wyprowadzenia się z wnętrz kościołów.”

  330. PB
    Ale wpadka… Aż zajrzałam do książki…. Przepraszam…
    Jakoś ciągle mi to nie pasuje do Steinbecka. Cóż, jeszcze raz przepraszam.

  331. Mnie się też zawsze najpierw kojarzy z… Elią Kazanem 😉 i Jamesem Deanem

    https://www.youtube.com/watch?v=dG6C9JuB4YA

  332. Mnie się kojarzy ze Steinbeckiem, bo przebrnęłam przez książkę. Jest to prawdziwa saga, film koncentruje się na drugiej części, życiu Adama i jego synów (Caleba i Arona). A w książce najpierw jest Adam i Charlie, też skłóceni bracia. Czyli dwie pary Caina i Abla. Ale nikt nikogo nie zabija. A poza tym dużo szczegółów o brutalności życia w Ameryce na początku XXw.

  333. PiS-kupi znów podnoszą wrzask przeciw in vitro…

    Wybrany komentarz: akurat o gwałceniu to wy klechy wiecie bardzo dużo 😉

    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,21932028,rada-warszawy-dyskutuje-o-in-vitro-a-episkopat-to-pogwalcenie.html

  334. @izabella 8 czerwca o godz. 16:38
    Jak nie wiadomo o co chodzi… to chodzi o to, żeby pisarza – noblistę skojarzyć w świadomości czytaczy z mundrościami niebieskiej książeczki.
    Zauważ, że ten wątek zapoczątkował PB vel Bozia 😉

  335. Ja się poczułam jak licealistka 🙂

  336. Na marginesie
    8 czerwca o godz. 16:45

    No tak, pewnie masz rację ;). Dodam więc że Steinbeck religijny nie był. Używał może biblijnych metafor w powieściach, jako że wychował się w religijnym środowisku, ale raczej był zwykłym lewakiem.

  337. @izabella 8 czerwca o godz. 16:57

    Mnie przez pewien czas nawet odpowiadał klimat prozy Steinbecka. I pochłaniałam te ciężkie dzieła z własnej i nieprzymuszonej woli. Ale sęk w tym, że te biblijne wątki to w wielu wypadkach po prostu archetypy, o wiele starsze niż niebieska książeczka. Motyw dwóch synów, z których jeden jest kochany, a drugi mniej? To chyba motyw stary jak sama ludzkość. A czy można np. „Grona gniewu” porównać do historii Hioba, gdzie rolę Hioba pełni zbiorowość, nie jednostka? Jasne że można – jak się ktoś koniecznie uprze. Można analizować „Chłopów” Reymonta pod kątem… roli modlitwy w życiu wsi. Autentyczne! Widziałam taki myk.

  338. @Tobermory
    Potencjalnym rozwiązaniem jest oddanie nietoperzem dzwonnic w nadziei, że skłoni je to do wyprowadzenia się z wnętrz kościołów.
    Oddawanie dzwonnic odbywać się będzie sukcesywnie, aktami notarialnymi. W imieniu nietoperzy umowy podpisywać będzie Batman.

  339. P.S. Można również przygotować referat o cierpieniach Jezusa na krzyżu i przedstawić go na konferencji lekarzy. No bo to przecież, panietentego, medycyna jest! A co! Dodam, że ten referat całkiem naprawdę odczytano w Umęczonej. Na konferencji lekarzy. Hi hi hi !!! Ale to wcale nie jest wesole.

  340. @anumlik 8 czerwca o godz. 17:17

    W Teksasie oddali im most.

    https://www.youtube.com/watch?v=LI8gS32b8BQ

  341. anumlik
    8 czerwca o godz. 17:17

    🤣
    Może by te nietoperze zaimportować do polskich kościołów 🙁

  342. @izabella
    Mamy Jaskinię Nietoperzową oraz setki pomniejszych. Ale do świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, to bym kilka setek zaimportował. W Licheniu też nieco miejsca by się znalazło.

  343. Na marginesie
    8 czerwca o godz. 15:14

    Nietoperze to wysłannicy piekła i to jest oczywista oczywistość watykańska. Kościół anglikański – to też jasne jak fatimskie słoneczko fikające do góry nogami i rączkami pod kołderką – to zaprzaniec watykański i cywilizacja śmierci, więc musi tam rządzić nietoperz – wysłannik tego, do ktorego nie udał się nasz ulubieniec, bo się udał do domu tego co wiemy.
    I że nietoperz wyrządza szkody to też jasne jak to, że wiemy, gdzie jest nasz ulubieniec. Ci z piekła tak mają.

    Oddanie nietoperzom dzwonnic w nadziei na to i owo, to ta sama nadzieja, na którą sie ciągle nadziewamy: zbaw nas od wszelkiego złego.

  344. Na marginesie
    8 czerwca o godz. 17:18

    Nie bój, już niejedna konferencja medyczna się na temat Jezuska odbyła i niejedna praca naukowa, bardzo fachowa.
    fachowi leśnicy, jeden w drugiego doktor od drzew, profesor i dowódca plutonu egzekucynego bażantów też się na fachowej konerencji dowiadują, od księdza profesora, że ekologia to odmiana nazizmu, a nawet coś gorszego.
    Nauka nadwiślańska tsyma siem mocno.

  345. @izabella, anumlik, Tanaka
    Zaimportować jak najbardziej! „Wysłannik piekła” jest nieposkromionym insektożercą. A w sumie chyba jednak łatwiej pokochać nietoperze niż… (no powiedzmy) komary. Albo pingwiny.

  346. @anumlik
    8 czerwca o godz. 17:17

    😯
    Jestem za, ale to nie ja zacząłem o nietoperzach. Bardzo lubię te zwierzątka, zwłaszcza wieczorem, gdy bezszelestnie uganiają się za komarami. Mogą przenosić wściekliznę, więc lepiej im nie przeszkadzać, kiedy sobie tak wiszą

    https://goo.gl/photos/sRecroavnVhMrUgt8

  347. anumlik
    8 czerwca o godz. 11:26

    Polak oddaje się pod opiekę Maryji, Jezuska, wszystkich świętych i tak dalej. Jest to opieka znacznie lepsza. Co się poznaje po skutkach..

  348. A w onym kościele wiszu nietoperzy
    Chociaż ony kościół ludziom sie należy

    Cieerp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawioona
    A jak nie pocierpisz, będziesz potępiona

    Dali im dzwonnice to chco konfesjonał
    Że tam ucho czułe, różny się przekonał

    Cieerp, cierp duszo moja…

  349. @Tobermory

    jeszcze 😀

    (powtarzam NL na egzamin w sobotę, jak widać)

  350. Wypłoszyły gacki ksiundza ze stodoły,
    Patrzo, on bez gatek. I w ogóle goły.

    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    A jak nie pocierpisz, będziesz potepiona.

    Wisi gacek wisi, pod kiecko u Krzysi,
    Krzysia się zarzeka, że un człeka czeka.

    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    A jak nie pocierpisz, będziesz potepiona.

    Leci gacek leci, nad obrazem świentym,
    Jak zleci na Mańke, bedo alimenty.

    Cierp, cierp duszo moja, a bęęędziesz zbawiona,
    A jak nie pocierpisz, będziesz potepiona.

  351. @anumlik, Tanaka, Tobermory
    Szeptunki widzieli, słyszeli, aa?
    Polecam taką jedną z Podlasia na ciała bolenie i duszy mrowienie…
    https://www.youtube.com/watch?v=niKilHkFBec

  352. @mag
    Widzieli i słyszeli. Znaczy ja widział i słyszał. Od babci, która na ciała bolenie i duszy mrowienie miała jedno lekarstwo. Nalewkę litewską Trejos Devynerios, czyli trzy dziewiątki, z 27 ziół przygotowaną. Nazywała ją trydiewinies, a zioła sama zbierała i zalewała spirytusem. Po roku nalewka była gotowa do spożycia. To, co produkuje firma Stumbras z Kowna w ogóle nie przypomina tego, co robiła maja babuszka. Jej babka, a moja pra-pra-babka, mieszkająca w Lidzie była „widząca”, „szeptucha”, znaczy. Na jej pogrzeb pod koniec XIX wieku, przyszło koło tysiąca ludzi z całej wileńszczyzny.

  353. @mag 8 czerwca o godz. 19:31

    „Księżyc zachodzi a ziemia wschodzi, wszystko to wiemy, nic nam nie szkodzi
    Tylko gdy mysza piśnie na dachu, wtedy krzyczymy… z wielkiego strachu
    Oj dana!

    A na duszy mrowienie – najlepszy Kaczmarski 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=4fydufgrbIs

  354. @anumlik 8 czerwca o godz. 19:59
    Miała szczęście Twoja babcia, że nie spalono jej na stosie.
    Gdyby się urodziła nieco wcześniej, to kto wie…

  355. NeferNefer
    8 czerwca o godz. 14:32

    Neferko, dziękuję za pamięć i macierzyńską troskę. Taki kpiarski rysownik zawsze i na wszystko może powiedzieć, że kpi. No to ja też. Ta medialna mantra wymyślona przez piękne panie, że trzeba w lesie być przykrytym, to kleszcz nie napadnie, jest jednym ze śmieszniejszych panieńskich idiotyzmów. Otóż paniom, które podziwiam, szanuję i zajzdroszczę, kleszcz pomylił się z myśliwcem F-16, który atakuje gołe miejsca z lotu koszącego. Kleszcz chodzi, nie lata, więc czy ty będziesz nakryty, czy nienakryty, nie ma znaczenia. Jak się dostanie na twoje sznurowadła, buty, nogawkę lub tyłek, kiedy siedzisz na trawie – przepadłeś, jesteś jego. Możesz nawet mieć skafander kosmonauty – wlezie na niego i poczeka, kiedy zdejmiesz. Przyniosłem na sobie do domu parę tysięcy kleszczy, a napatrzyłem się na ich wędrówki po moim ciele do przesytu, więc wiem, co mówię. Na razie jedyny sposób na kleszcze: nie szwendać się po zielonym.

    Ale to tylko przy okazji, bo jestem wzruszony Twą troską. Dziś było o co się troszczyć. Te fotki, których kolejność tuba zawsze mi schrzani są preludium do tego, co było potem. Widzisz przecież tę chmurę. Dopadła mnie na środku jeziora, jak wracałem z północnego brzegu. Wiesz lub nie wiesz: taka chmura to gwarantowany szkwał, czyli ostry wiatr powstały dzięki niej i jej towarzyszący. W innych szerokościach z czegoś takiego jest tornado. Więc gdyby nie to, że mam skończone 18, kręciłbym się wokół wzdłużnej osi kajaka do tej pory. Balastowanie na kajaku to rzadka rzecz, a ja tak się wychylałem dla zrównoważenia odwiatrowych przechyłów, że z 50 razy mało nie wypadłem. Mówię o tym, bo się okropnie cieszę, że było tak fajnie. Gorzej z deszczem: lunął jak z cebra. A ja mam paparaty. Matkobosko, chroń je! Trochę uchroniła, bo tylko ciut zamokły, ale już schną. Może za późno zacząłem prosić.

    I Ty byś się, Neferko, ze mną cieszyła – o wiele większa atrakcja niż leżenie bykiem na słonecznej plaży czy świergolenie w ćcinach – gdybym zrobił z tego film i Ci podrzucił. Nie mogłem, bo nie mam niczego wodoodpornego, żeby w czasie ulewy filmik kręcić. I to jest główny smutek w radosnej mej przygodzie.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/hHK9mx35JrU

  356. Nas, tu zebranych, @Namarginesko, spaliliby na stosie, jak nic. I wyłapaliby skądkolwiek bądź. Z Warszawy, z Londynu, z Ameryki, z Kanady, z Lionu. I z Kargulandii tyż 😉

  357. Szanowni!
    Proponuję kontynuowanie swobodnej wymiany tego i owego pod nowym wpisem, który przygotował @Lewy. Dość nietypowy, ale cóż nas ogranicza (oprócz okrutnej cenzury Gospodarza)?
    Zapraszam
    JK

  358. Myslalem, ze po „The God Delusion” Dawkinsa (2006) sprawa halucynacji w Biblii jest zalatwiona. Okazuje sie jednak, ze Tobermory odnalazl jeszcze grillowanie… Co jeszcze znajdziemy? Jak nie bedzie nic do znalezienia? Od ksiazki Dawkinsa minelo 11 lat. A i paru innych autorow tez pisalo…
    A na powaznie. Proponuje takie tematy jak: pedofilia i ich obronca Wojtyla. Lub emocjonalny zwiazek Wojtyly z filozowka Anna Tymieniecka. Wymienili miedzy soba setki listow. Dopiero jak JPII zapadl w „ciemnosc”, to kuria zabronila jej jej przyjezdzac do Watykanu. Te listy sa podobno w Bibliotece Narodowej. Ale bez zgody „Jozka” Dziwisza nie ma do nich nikt dostepu. To jest wspolczesne grillowanie. Pozdrowienia.

  359. Tobermory
    8 czerwca o godz. 10:24
    jesli chodzi o mieszkania, to nie ma obowiązkowego ubezpieczenie OC, jak w pojazdach.
    Sama wiele lat miałam mieszkanie nieubezpieczone, najlepszym ubezpieczycielem był mój sąsiad z przeciwka.
    Dziekuję za wyrazy; jutro przyjdzie likwidator -rzeczoznawca, ma wycenić straty.