Obywatelu, obudź się! (cz. 3)

Maj 2005. Tę datę zapamiętałam na zawsze. Profesor miał wygłosić wykład w pierwszych dniach kwietnia. Ale okazało się to niemożliwe. Cały naród pogrążony był w żałobie po JPII. Wykład przesunięto o miesiąc. Profesora Wiktora Osiatyńskiego znałam z publikacji i bardzo ceniłam. Ale o przyjściu na wykład zadecydował jego tytuł: Uzależnienia a obywatelskość. Zestawienie zaskakujące. Trzeba jednak wiedzieć, że profesor był ekspertem w obu tych dziedzinach. Bardzo byłam ciekawa co wyniknie z tego zestawienia.

Profesor postawił tezę, że istnieje silny związek pomiędzy poziomem dojrzałości obywatelskiej danego społeczeństwa a stopniem popadania w uzależnienia. W pierwszej chwili teza wydaje się nieco fantastyczna. Szczególnie, kiedy popatrzymy na nią przez pryzmat konkretnych uzależnień. No bo niby jaki jest związek pomiędzy seksoholizmem a obywatelskością? Albo pomiędzy pracoholizmem a obywatelskością? Japończycy uczynili z pracoholizmu cnotę obywatelską. Alkoholizm, narkomania, tak, to wydaje się mieć związek, bo przecież człowiek otumaniony z mózgiem przeżartym używkami nie ma głowy do zajmowania się sprawami publicznymi.

Teza nabiera sensu, kiedy zamiast koncentrować się na poszczególnych uzależnieniach, skoncentrujemy się na ich fundamencie. Wspólnym mianowniku. Na cechach myślenia, które Lee Jampolsky nazywa systemem myślenia uzależnionego. Czyli na: strachu, życiu przeszłością lub przyszłością, osądzaniu i poczuciu, że czegoś w nas brakuje, czyli braku pełni. Kiedy uświadomimy sobie, że zachowanie osób uzależnionych skoncentrowane jest na łagodzeniu napięcia powstającego w wyniku braku dostępu do obiektu uzależnienia. Czyli na likwidacji syndromu odstawienia.

Druga teza, jaką Profesor postawił, mówi, że narody na wschód od Łaby nigdy nie wyszły z niewolnictwa. Tezę tę przejął od badacza węgierskiego Jeno Sucza. Istota bycia niewolnikiem sprowadza się do poszukiwania dobrego pana. Dobry pan charakteryzuje się tym, że daje jeść, daje dach nad głową, nie bije i pozwala się oszukiwać. Ostatnia cecha pozwala niewolnikowi zachować poczucie własnej wartości. Skoro mogę oszukać pana, to znaczy, że jestem od niego sprytniejszy.

Pojęcie obywatela nie jest jednoznaczne. Obywatel to zarówno posiadacz obywatelstwa danego kraju, jak i postawa wobec otaczającej rzeczywistości. Postawa określana mianem obywatelskości. Sposób, w jaki realizujemy swoje bycie obywatelem. Obywatelskość rozumiana jest jako zespół postaw poznawczych i normatywnych oraz odpowiadających im wzorów działania, preferencji wartości i celów, które są podstawą emocjonalnego i intelektualnego zaangażowania jednostek – członków określonej wspólnoty politycznej (państwowej) – w sprawy publiczne, ich poczucia identyfikacji i akceptacji tradycji oraz systemu wartości własnej wspólnoty polityczno-kulturowej (Leksykon Politologii).

Zatem poczucie obywatelskości, mówiąc najprościej, wyraża się przekonaniem, że „coś do mnie należy”. W przeciwieństwie do niewolnika, do którego praktycznie nic nie należy. Obywatelskość łączy się z funkcjonowaniem społeczeństwa obywatelskiego i będącej jego nieodłączną częścią, sfery publicznej, której koncepcje sformułował po raz pierwszy w 1962 roku Jurgen Habermas . Fundamentem społeczeństwa jako wspólnoty jest komunikacja. To dzięki niej powinny zostać wypracowane wartości. A na nich powstawać instytucje społeczne, począwszy od rodziny na instytucjach politycznych kończąc.

Ponadto, skuteczna komunikacja pomiędzy obywatelami a władzą, a także pomiędzy obywatelami, może się przyczynić do zwiększenia poczucia odpowiedzialności obywateli. Do przełamania dystansu pomiędzy jednostką a wydającą się odległą i niedostępną władzą. W konsekwencji powinno mieć pozytywny wpływ na kształtowanie się społeczeństwa obywatelskiego opartego na zasadach wspólnotowości i odpowiedzialności.

Ale nade wszystko, obywatel to osoba wolna, mogąca podejmować suwerenne i niezależne decyzje. Z pewnością nie jest nią, w wymiarze psychologicznym, niewolnik jakiegokolwiek nałogu. Nawet wtedy, kiedy z formalno-prawnego punktu widzenia, posiada wolność.

Obywatelskość wiąże się z zaangażowaniem jednostki w życie państwowe. Nie można jej sprowadzić jedynie do posiadania pewnych praw i przywilejów. Równie ważne jest branie odpowiedzialności za losy państwa. Obywatelem jest osoba posiadająca wpływ na poczynania władzy, a więc posiadająca podmiotowość. I świadomość własnej podmiotowości. I znowu nasuwa się myśl, że trudno mówić o świadomości, kiedy mózg zamroczony jest używkami chemicznymi czy też przymusem wykonywania pewnych działań.

I wreszcie, obywatelstwo nie jest tylko instytucją prawną, wiąże się z określonym etosem oraz zespołem cnót, takich jak odpowiedzialność, szacunek dla wartości politycznych i społecznych. Obywatelskość to nie tylko kwestia praw i obowiązków wobec państwa. Wyraża się również aktywnością i zainteresowaniem sprawami społecznymi. W swoim najbliższym otoczeniu. Uczestnictwie w nich, w oparciu o zasady tolerancji i dialogu społecznego.

Warto dodać, że nie ma zgodności co do stopnia i formy obywatelskiej aktywności. Inaczej się ją definiuje w tradycji liberalnej demokracji, kładąc nacisk na indywidualne, autonomiczne jednostki. A inaczej w nurcie komunitarystycznym. Tu kluczowym jest pojęcie historycznie ukształtowanej wspólnoty (community). A bycie obywatelem oznacza przede wszystkim przynależność do tej wspólnoty, zakorzenienie w pewnej tradycji i podzielanie wspólnych wartości wraz z innymi jej członkami.

 

Powróćmy do istoty uzależnienia. Do systemu myślenia uzależnionego. Człowiek, którego myślenie zdominowane jest przez strach o pracę, bezpieczeństwo socjalne, strach przed wojną czy uchodźcami, ma ogromne problemy z angażowaniem się w „nieswoje” sprawy. Człowiek skoncentrowany na zaprzeszłych sukcesach, rozdrapujący wczorajsze klęski. Czy też snujący fantastyczne pomysły na temat świetlanej lub strasznej przyszłości, z trudem koncentruje się na tym, co „tu i teraz”. Człowiek, który za swoje życiowe niepowodzenia obwinia innych, skoncentruje się na ich ściganiu i karaniu. Nie w głowie mu sprawy publiczne. No chyba, żeby sprowadzały się do wyrównywania rachunku krzywd. I wreszcie człowiek, który nie ma poczucia pełni, sensu swojego życia, czuje wewnętrzną pustkę, będzie raczej szukał sposobów ucieczki od tego stanu. A jeżeli zaangażuje się w działania o charakterze społecznym, to nie jednokrotnie na zasadzie zamiany jednego uzależnienia na drugie. Jak trzeźwi alkoholicy uzależniają się od pomagania pijącym alkoholikom.

Widzimy zatem, że teza profesora Osiatyńskiego o współzależności pomiędzy obywatelskością a uzależnieniami jest uzasadniona. Jampolsky mówi o systemie myślenia opartego na miłości jako przeciwstawnym myśleniu uzależnionemu. Jak twierdzi, jest on niezwykle prosty: wymaga jedynie od ciebie wyrzeczenia się postaw obronnych właściwych myśleniu uzależnionemu i gotowości do kochania.

I znowu, w pierwszej chwili brzmi to co najmniej zaskakująco. Dopóki nie doprecyzujemy rozumienia pojęcia miłości. Bo kiedy wyjdziemy od definicji zorientowanej na cel, to natychmiast widzimy, że ma to swoje głębokie uzasadnienie. Przypomnijmy. We wczesnej mitologii Eros był stwórcą życia na ziemi. Grecy wierzyli, że wiedza, a nawet etyczne dobro niemożliwe jest bez Erosa, który popycha nas do jedności z tym, do czego przynależymy. Eros w człowieku to tęsknota, która prowadzi do poświęceń, szukania wzorów szlachetnego i dobrego życia. Starożytni uczynili Erosa jednym z bogów albo dokładniej daimonionem. Dając w ten sposób wyraz swojemu przekonaniu, że Eros zawsze prowadzi nas do przekroczenia samych siebie. U Platona eros jest siłą wszystko ożywiającą, demiurgiem ustanawiającym twórczego ducha w człowieku. Przekraczanie siebie jest nieodzownym warunkiem postawy obywatelskiej. Wymaga ona kreatywności, czyli ducha twórczego.

A kiedy przypomnimy, że zdaniem Fromma, na miłość produktywną składają się: troska, odpowiedzialność, szacunek i wiedza, teza Jampolsky’ego o leczeniu myślenia uzależnionego poprzez system oparty na miłości, przestaje brzmieć jak egzaltowane nawoływania nawiedzonej pensjonarki.

Okaże się, że obywatelskość to „kwestia decyzji, zadanie dla woli”.

Jagoda