Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

25.05.2017
czwartek

Wiara w sztukę i sztuka wiary

25 maja 2017, czwartek,

Jedną z form obrony przed skończonością życia jest uwielbienie „boskości”. W życiu codziennym objawia się to m.in. jako podziw dla osobników lepiej wyposażonych i dobrze wpisuje się w fenomen życia, bowiem dla osobnika obdarzonego samoświadomością problem „celowości” życia jest ciągle nierozwiązany. Choć uznajemy, z konieczności, potrzebę działań racjonalnych, takich jak zdobywanie pożywienia czy odzienia, to w tzw. międzyczasie oddajemy się działalności wysoce nieracjonalnej i przypisujemy jej coraz większe znaczenie.

Stworzyliśmy pojęcie „sztuki” nie dbając o jego definicję. Dzięki temu możemy wielbić wszystko: „Gwiezdne wojny”, Picassa, Madonnę (w tym Czarną), Mickiewicza itd., itp. Jak sztuka, to sztuka. Niejaki Johann Nepomuk Nestroy (1801–62) rzekł był: „Sztuka jest wtedy, gdy się nie potrafi, bowiem nie sztuka, kiedy się potrafi” (przekład mój). Skoro wszelka działalność kulturalna jest nieproduktywna (w sensie materialnego zabezpieczenia życia), to powodzi nam się nieźle, jeżeli możemy sobie na nią masowo pozwolić. Jak napisał nieodżałowany Młynarski: „chleba dosyć, ale rośnie popyt na igrzyska”.

Trzymając się ewolucji możemy przyjąć, że sporadycznie pojawiają się wśród nas osobniki wyposażone ponad przeciętność. Jeżeli celowo lub przypadkowo zapewnimy im możliwość rozwoju i wykorzystania ich szczególnego talentu, otrzymamy zdolnego twórcę i – przy odrobinie szczęścia – zachowamy jego dzieła dla potomności. Do tego jednak, oprócz szczęścia, potrzebne są walory ekonomiczne, czyli: kto ma, ten ma. Czy pan Kulczyk mógłby sobie pozwolić na zatrudnienie pana Michała Anioła? Nie wiem. Obaj już odeszli. Ale dyktatorzy, w tym kk, mogą. I po nich najwięcej pozostaje.

Skoro pojawił się Einstein, Beethoven czy Chagall, to może nasze dziecko też…? Mój znajomy (świetny informatyk) katował swego syna nauką gry na skrzypcach. Bo, skoro Einstein grywał… Syn odziedziczył po ojcu pamięć. Po matce („robiła” w sztuce) nic. I robi pieniądze. Też sztuka.

Przemieszczając się za czasów PRL przez Śląsk Górny podziwiałem różne kopalnie. W tym kopalnie piłki. Jak to jest, że pan Lewandowski, niewątpliwie wspaniały kopacz, otrzymuje za swą działalność pieniądze niewspółmierne z uposażeniem górnika dołowego? Tu objawia się cud wiary w (jednak, może) boskie działanie. No bo jak to możliwe: ja nie mogę, a on może? Cud! Jeżeli konstruktor zbudował most, po którym codziennie przekracza rzekę tysiące pojazdów i pieszych, to dostał za to zapłatę i to by było na tyle. Jeżeli aktor zagrał w filmie, to dostaje za to gażę oraz tantiemy. Jeżeli film jest słabo oglądany, to tantiemy i tak są wypłacane. Jeżeli most nie spełni oczekiwań, to co czeka inżyniera?

Oczywiście każdy z nas jest inny. Mamy zatem różne możliwości fizjologiczne. Społeczność (z rodziną włącznie) decyduje, czy te możliwości wykorzystamy. Jeszcze w szkole średniej mieliśmy porzekadło: „Zostawmy ładne dziewczyny głupcom”. Ile w tym było zazdrości? Nie ważne. Mit „blondynki/a”, czyli osoby na tyle dobrze wyposażonej przez naturę, że nic więcej nie musi, funkcjonuje powszechnie. Tu narzuca się pytanie: może powinniśmy uczyć dzieci patrzeć na wnętrze, a nie na „tapetę”? Może powinniśmy uczyć dzieci uczenia się i siebie? Tak, by każdy dorosły znał swe aktualne możliwości. I by każdy dorosły wiedział, że inni też wiedzą i nie warto oszukiwać.

Przedrostek „naj” implikuje istnienie jednego elementu w zbiorze, który spełnia kryterium. Jak to ładnie określił Loriot: „Skoro wygrywa pierwszy, to po co biegną pozostali?”. Pomimo iż „naj” odnosi się do jednej sceny, do jednej frazy, do jednej piosenki, przenosimy je na cały film, tekst czy zespół. Dlaczego tolerujemy „vicenaj”? Oraz „vice-vicenaj”? Dlaczego milczymy wstydliwie, gdy słyszymy: „Nie znasz się na sztuce”?

Tu pora na pojęcie „mody”. Jest to nieodparta konieczność posiadania tego, co mają inni. Nawet wtedy, gdy jest to kompletnie pozbawione sensu. Moda jest zjawiskiem powszechnym i obejmuje wszystkie dziedziny działalności człowieka. Ponieważ w każdej dziedzinie można rywalizować, wszędzie pojawiają się najlepsi (księga rekordów Guinnessa) i rzesze naśladowców. Im więcej tych ostatnich, tym większe zyski osiągają „organizatorzy”, tym więcej reklamują, tym więcej naśladowców, tym większa moda.

Szczególnie podatna na modę jest sztuka. Wszelka sztuka. Każdy z nas próbował swych sił w różnych dziedzinach i wie, że po przejściu okresu nauki wchodzi się w okres odtwórczy. A jeżeli jest bardzo uparty może dojść do okresu twórczego. I tu zaczynają się bardzo kręte schody, każde dzieło ma bowiem zupełnie inną wartość dla twórcy niż dla oglądacza/nabywcy. Pamiętamy, że chodzi o wartości niemierzalne. Artysta np. malarz musi być przede wszystkim dobrym rzemieślnikiem. Gdy wypracuje swój styl, produkuje kolejne malowidła różniące się głównie treścią. Obiektywnie rzecz biorąc, powiela siebie. Jeżeli zbierzemy wszystkie jego dzieła wykonane w tym samym stylu, to stwierdzimy, że dobre jest jedno, góra dwa. Reszta jest – z konieczności – gorsza. Mając jednak wymówkę w postaci subiektywnego odbioru, możemy spokojnie wielbić wszystkie jego dzieła. Tym bardziej jeśli je nabyliśmy.

Mamy zatem cywilizację, w której gloryfikujemy przyrodzone własności osobnicze, a na wypracowane patrzymy z pobłażaniem. Dajemy tym samym wiarę wierze i na nic się zdają zapewnienia o „pochwale rozumu”. Blondyn/ka ma się świetnie.

Qba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 83

Dodaj komentarz »
  1. Powtórka sprzed chwili i chyba przypadkiem na temat.
    Mała kropla optymizmu – młodzież myśli!
    http://natemat.pl/208815,pamietacie-protest-w-lo-im-staszica-ta-historia-ma-ciag-dalszy-tak-zmobilizowalismy-mlodziez-do-walki-z-fanatyzmem

  2. Temat Qby jednak inny niż myślałam. A tekst dobry i w sam raz prowokacyjny. IMHO. Zajrzę później.

  3. Separating Fact from Fiction

    http://www.moussemagazine.it/app/uploads/0.vittorio-brodmann-kunsthalle-bern-2016.jpg

    Dzieło sztuki musi być zaprezentowana odbiorcy, dopiero wtedy zamyka się artystyczny proces tworzenia. Bez widza, słuchacza, „konsumenta” sztuka nie istnieje. A największą nobilitacją jest zakupienie dzieła przez muzeum, wystawienie na renomowanej scenie, ekranizacja…
    Co to jest sztuka?
    „Kunst gibt nicht das Sichtbare wieder, sondern macht sichtbar.”
    Sztuka nie odtwarza widocznego lecz czyni widzialnym.
    (Paul Klee)
    Sztuka jest pośredniczką niewyrażalnego
    (Goethe)

    Paul Klee

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Paul Klee był nie tylko malarzem, ale i poetą

    Wasser
    darauf Wellen,
    darauf ein Boot,
    darauf ein Weib,
    darauf ein Mann.
    (1906)

    Woda

    na niej fale

    na nich łódź

    na niej kobieta

    na niej mężczyzna

  6. „Może powinniśmy uczyć dzieci uczenia się i siebie?”

    No więc właśnie. Ale Qba zahaczył o kwestię znacznie szerszą: o wielość standardów. Normalizacja np. w budownictwie jest jak najbardziej pożądana, zakładając oczywiście, że standard odpowiada lokalnym warunkom (np. śliczne i funkcjonalne hiszpańskie gliniane dachówki nigdy nie sprawdzą się Kanadzie).

    Normalizacja w sztuce skutkuje sztuką… socrealistyczną. Albo sakralno-megalomańskim badziewiem, którego teraz pełno w Polsce. Oczywiście ocena sztuki – a szerzej ideału piękna – jest subiektywna i zależy od przyzwyczajeń (tak wieża Eiffla z czasem stała się piękna, w poczciwy Pałac Kultury też wrósł w krajobraz miasta). Jednym podoba się Beethoven, innym disco polo.

    Ale za sztuką kroczy ideologia – czy może właśnie ideologia kształtuje sztukę? Disco polo nie jest wyłącznie taką sobie muzyczką – epatuje plebejskością, „naszością”, albośmytojacytacy. Do wielbiciela disco polo chyba przemówi hasełko „wstawania z kolan”? Czy Wagner mógł przewidzieć skojarzenie swojej muzyki z hitleryzmem? A jednak hitleryzm naznaczył Wagnera. A gdyby nie fascynacja „miastem, masą, maszyną” nigdy nie powstałby futuryzm. Dowartościowanie powieści kryminalnych to zjawisko z ostatnich lat – naprawdę stały się bardziej ambitne czy po prostu zadziałał lans? Nie tak dawno nie wypadało się przyznawać do ich czytania.

    Istnieje sprzężenie zwrotne między nazwijmy to dominującym klimatem intelektualnym (moda jest chyba tylko jego najbardziej kapryśnym przejawem) a sztuką, literaturą, publicystyką itp. Natrętne religianctwo w Polsce chyba wielu Polaków już nie razi – ale osoby spoza kraju odbierają je jak zgrzyt po szkle. Bo w Polsce jeśli mowa np. o miłości – to mówi się o niej w kategoriach scholastycznych i kremówkowych (miłość i wola, „Miłość i odpowiedzialność”). Jeśli ktoś publikuje tom analiz lektur szkolnych („Ciężkie Norwidy”) – to zajmuje się „Legendą o świętym Aleksym”, reklamą wiary w Boga (Gałczyński i Tuwim be, jakiś katolicki poeta wtryniony w ramach kontrastu jako „odtrutka”) i motywem odwoływania się do Bozi w… „Chłopach” Reymonta. Jeśli wywiad wielkanocny z restauratorką – to opowiada, że rozdaje znajomym własnoręcznie upieczone mazurki, z których jeden przeznacza dla proboszcza. Ale –uwaga!- demonstruje niezależność, bo nie umieszcza na nim napisu „kochanemu proboszczowi – parafianka”. Bo że urzędy pocztowe oferują na sprzedaż dewocjonalia – to chyba nowa „norma” w ramach gotowania żaby?

    I gdzie tu jest, pytam uprzejmie, miejsce na „uczenie się siebie” dla dziecka? Dziecko od dziecka ma szanować katabasa. I przesiąkać nachalnym, wszędobylskim religianctwem.

  7. Wieża Eiffla – naprawdę tragiczna latarnia uliczna, szkielet dzwonnicy (goła konstrukcja, bez fasady, skandal!), żelazny maszt ze sztywnym takielunkiem, nieforemny i niedoskonały, ponury komin fabryczny nad Paryżem, poniżający nasze budowle i monumenty aż do ich zatracenia w tym koszmarze…
    Takimi słowy protestowali przeciwko tej budowli artyści i intelektualiści m.in. Charles Gounod, Alexandre Dumas, Charles Garnier, Guy de Maupassant, Emil Zola…
    Gdyby nie wynalazek radia (telegraf bez drutu), a później telewizji, to wieża zostałaby rozebrana w 20 lat po wystawie światowej, jak początkowo planowano. Jako najwyższy maszt nadawczy w Paryżu okazała się bardzo przydatna.
    Paryskie masy natomiast pokochały konstrukcję Eiffla od samego początku jej budowy.

  8. @Orteg wracajac do po przedniej dyskusji chcialam ci podziekowac za precyzyjny opis przypadlosci nr 45. Czy to jest to samo, co ‚chromanie przystankowe”? Za raczke juz wczesniej szedl z premier Mayowa. Nieobyty, czy slabowity?
    Interesujace sa tez analizy jego umyslowosci. Nikt nie ma watpliwosci, ze ma trudnosci w uczeniu sie, na dodatek 70 lat zycia upewnilo go, ze nie musi sie uczyc ani z ksiazek ani od innych. Zalecil, ze wszelakie przygotowywane mu analizy nie moga miec wiecej niz 1 strona duzego druku. Przyznaje sie, ze cala swoja wiedze wspolczesna czerpie z tv kablowej. Te jego straszne gaffy wynikajace z ignorancji sa dlatego, ze on nie jest w stanie przeczytac zadnego tekstu i nic zapamietac i nikogo nie slucha.
    Wszak poltora idiotycznego zdania jakie wspisal w Museum Holokaustu w Izraelu nie wynika z tego, ze chcial zlekcewazyc, oczywiscie, ze ten caly H……. ma gdzies, ale interesy, to interesy. Po prostu nie byl w stanie zapamietac jakis stosownych trzech zdan, ktore mu podsuwano. A juz wpisujac sie nie mozna bylo korzystac ze sciagi. Nikt nie ma watpliwosci, ze ma trudnosci z czytaniem, nigdy zeznajac w latach ubieglych w sadach nie przeczytal tekstu, ktory polecil mu Sedzia, tlumaczac sie, ze zapomnial okularow. Wszelacy specjalisci sa zgodni, ze jego slownictwo, sposob wypowiadania sie, formulowania mysli jest na poziomie czwartej klasy.
    Wszystko to by mi niewiele przeszkadzalo, gdyby oprocz tego byl czlowiekiem w prawdziwym tego slowa znaczeniu. Wszak nikt nie jest omnibusem, ale mozna znajac swoje braki otoczyc sie stosownymi ludzmi, a samemu grac spokojnie w golfa. Niestety to okrutny, msciwy diabel.

  9. @na marginesie. Slusznie prawisz. Ciekawa jest zaleznosc jaka muzyke preferuja jakies grupy spoleczenstwa, a jaka maja orientacje spoleczno-polityczna. Przepraszam, ze moje przyklady nie beda dot. muzyki z najwyzszej polki.
    Np. nr 45 od zawsze lubil hip-hop, co duzej czesci zespolow hip-hopowych podoba sie. Rappu on nie cierpi, z wzajemnoscia. Nigdy nie lubilam muzyki country, z wyjatkiem Willie Nelsona. Teraz juz calkowicie nia pogardzam ze wzgledu na to kto sie z nia utozsamia. A W.N. serce mi zlamal, ze jest takim redneckowym zlamasem. Przeciez ta muzyka to niekoniecznie samo badziewie. Jazz co to wywodzi sie z czarnej kultury stal sie dosyc elitarna muzyka bialych. Niewielu jest wspolczesnych czarnych jazzmenow i niech nie zwodzi was Nowy Orlean, bo to juz dawno minelo, tak jak minal czarny jazz na Harlemie.
    Moze ktoregos dnia powstanie bijacy wszelakie rekordy zachwytow, popularnosci, mody musical w stylu disco-polo, tak jak wszelakie takie rekordy bije obecnie „Hamilton”
    stworzony w konwencji rappu.

  10. Nie mam dzisiaj dużo czasu, a sporo tu ciekawostek do skomentowania.
    Mamy zatem cywilizację, w której gloryfikujemy przyrodzone własności osobnicze, a na wypracowane patrzymy z pobłażaniem. Dajemy tym samym wiarę wierze i na nic się zdają zapewnienia o „pochwale rozumu”. Blondyn/ka ma się świetnie

    Jest w tym zdaniu założenie, że przymioty umysłu są tylko wypracowane, a nigdy przyrodzone. Talent matematyczny, czy fizyczny to nie jest przecież „bycie blondynką”. A świat nagradza wybitny intelekt. Chyba że autor uważa że każdy może być czym zechce (albo czym rodzice zechcą), byle by dziecko wcześnie zacząć urabiać. I to jest coś o czym można dyskutować.
    Czyli sztuka wymaga talentu, nauka wyłącznie pracy. Myślę że to trochę za proste.

  11. Nie znam się- z góry zaznaczam.

    Ale, moim zdaniem, sztuka ma wywoływać emocje.
    Od refleksji, po entuzjazm.
    Jeżeli nie wywołuje, sztuką nie jest.

    Wszelkie wydmuszki wyprodukowane za pomocą marketingu, typu bidet, pakowanie Bundestagu, ananas w gablocie, są dla idiotów.
    Czy stada snobów, podążających za wskazówkami mediów.

    Umiejętność wywoływania i kanalizowania emocji- to jest sztuka wysoko opłacana. Jej realizatorzy zarabiają miliony.
    Koszykarz, piłkarz, reżyser, wokalista, pisarz….
    Utalentowanych w dziedzinie kreowania emocji jest może 1% populacji.
    Reszta za przeżywanie ich, płaci krocie.
    Z braku samodzielnego kreowania samemu sobie takich przepływów psychostymulantów…

  12. @zyta2003 25 maja o godz. 18:14

    No właśnie! Powiedz mi jaką muzykę lubisz a powiem ci kim jesteś? W Polsce z kolei fascynacje muzyczne np. Pink Floydem kształtowały wrażliwość pokolenia – te kasety przemycane z Zachodu pachniały wolnością. Dla innych podobną rolę spełniał Wysocki. A Bob Dylan? Zetknięcie po latach z tym ideałem młodości może wyglądać na przykład tak: https://www.youtube.com/watch?v=9bxu4hUK35w

  13. @izabella 25 maja o godz. 18:17

    A co ze sztuką stawania się sobą – o ile taka w ogóle istnieje? To jest następna obsesja religiantów – „Bóg ma dla ciebie, właśnie dla ciebie, wspaniały plan! Musisz tylko do tego planu dorosnąć – a my już tutaj wskażemy ci drogę!” I właśnie w tym entuzjastycznym „wskazywaniu drogi” tkwi cały szkopuł, bo wszędzie gdzie wdepniesz aż się roi od pouczaczy. A przecież wszyscy jesteśmy tutaj – dorośli! Wtłaczanie dzieci i młodzieży w schematyczne ramki – jest chyba częściowo odpryskiem tego religianckiego mechanizmu – urawniłowki? Innym odpryskiem są ambicje rodziców i wyścig szczurów.

    Zmieniając perspektywę – z indywidualnej na zbiorową – pamiętam felieton Szymona Hołowni o tym, że człowiek jest jak pralka automatyczna, do które Bóg dostarczył instrukcję obsługi w postaci – a jakże! – religianckich nauk. Taka wizja człowieka zakłada niezmienność, ale co z ewolucją? Przecież ona trwa nadal, tylko w dostępnym nam przedziale czasowym trudno ją dostrzec. I w tym miejscu Darwin naprawdę rozwala fundamenty religianckiej cywilizacji. I stąd zaciekła i beznadziejna walka religii z teorią ewolucji.

  14. Na marginesie
    25 maja o godz. 18:54

    Darwinizm z religiantami można z łatwością pogodzić.

    Jak na jakimś przyjęciu z udziałem Darwina powiedziała pewna utytułowana pani:
    „Od małpy? To ja pochodzę od INNEJ niż pan”……

    Krzyżowanie się gatunków praludzkich jest ponoć udowodnione.
    Może da się też wydzielić geny odpowiadające za religijność.
    Ale jak na razie, korelacja inteligencji z ateizmem jest faktem bezdyskusyjnym.

  15. @Tobermory 25 maja o godz. 17:32

    Nie pamiętałam o tym maszcie nadawczym. I tym sposobem utylitaryzm wpłynął na… sztukę? A w każdym razie na długofalowe postrzeganie architektury. Przyzwyczajenie =
    druga natura. Zabawne to!

  16. @wiesiek59 25 maja o godz. 19:04

    Tak, zostało udowodnione to krzyżowanie. Neandertalczyk był innym gatunkiem niż homo sapiens. Geny odpowiadające za religijność? Być może, ale moim zdaniem chodzi raczej o dobór naturalny (znowu Darwin!) Osobniki niereligijne w społeczeństwie, gdzie brutalna urawniłowka była konieczna dla przetrwania, a przy tym wszyscy wszystkich kontrolowali (popatrz np. na średniowieczne malarstwo – ci ludzie żyli dosłownie „na kupie”) – takie osobniki nie mogły żyć zbyt długo, a tym bardziej się rozmnażać. Ateizm jako opcja niezwiązana z brutalnym ostracyzmem istnieje od bardzo niedawna.

    Ale mnie nie o to chodziło z tą ewolucją. Punktuję jeszcze raz: cała chrześcijańska doktryna i teoria człowieka opiera się na niezmienności – i dlatego teoria ewolucji ją rozwala.

  17. Na marginesie
    25 maja o godz. 15:07, 16:54

    Problem szkolnictwa w Polsce to chyba woła o osobny wstępniak. Od kogoś kompetentnego w temacie. Fajny ten link który przysłałaś, szczypta optymizmu, ale niestety widać w nim przede wszystkim zidiocenie nauczycieli. Przerażające zidiocenia. Już to w jakimś komentarzu napisałam, nie ma się co dziwić, że nie obronili gimnazjów. No cóż, nauczyciele są jak reszta społeczeństwa.

    Obawiam się jednak że ci uczniowie z linku to kompletny margines. Z moich szkolnych czasów pamiętam że każdą głupotę się zauważyło i obśmiało. Na szacunek nauczyciel musiał zasłużyć. Nie jestem pewna czy obecna młodzież potrafi głupotę zauważyć. A jeśli zauważy to napiętnować. Może za wcześnie uczą się konformizmu. Czy „szacunku dla autorytetów”. Nie wiem, czy to jest efektem indoktrynacji religijnej w szkole. Można stawiać taką hipotezę, ale trudno ją przetestować. Obecna młodzież chyba też uznaje rodziców za o wiele większy autorytet, niż ja to pamiętam. Bunt już nie popłaca. Rodzice dadzą na gadżety, ciuchy, zabiorą za granicę. Może i pracę załatwią. Zresztą może my się buntowaliśmy, ale bycie za czy przeciw komunie dziedziczyliśmy po rodzicach. To było niekontestowalne. Tak jak teraz nie kontestuje się pisowatości.

    Rzeczywiście uczniowie w Staszicu zaprotestowali przeciw Terlikowskiemu. Ale od moich staszicowych wtyk wiem, że bardzo wielu się ten protest nie podobał. To jest najlepsze matematyczne liceum w Polsce, ale pisowość, kukizowość i żołnierzowyklętość kwitną jak wszędzie indziej. I przerwy w lekcjach na rekolekcje. Jak powiedziało jedno dziecko, intelekt może iść w parze z wiarą i prawicowością. Oczywiście ten jego „intelekt” to głównie „talent do rozwiązywania zadań matematycznych”, ale logicznego myślenia wymaga. Więc można logicznie myśleć i popierać pis. Ciężko mi to zaakceptować, może jak na razie wynika to z niewiedzy co ten pis tak naprawdę oznacza. Ale można przeżyć w hipokryzji całe życie.
    Wierzące dzieci ze Staszica twierdzą że bóg stworzył i człowieka i ewolucję. Bo niby dlaczego nie mógł. Mógł wszystko.

  18. izabella
    25 maja o godz. 19:23

    Od moich wtyk z dawnych lat, pracujących jeszcze wiem, że strach przed utratą pracy w szkole, jest dominujący.
    Stąd wymuszony konformizm braci nauczycielskiej.
    Kontestować?
    Kwestionować decyzje dyrektora, kuratora?
    Obawiam się, że znowu odwaga cywina drożeje….

  19. @izabella, Wiesiek

    „Kontestować decyzje dyrektora, kuratora”?
    Wiesiek, kpisz czy o drogę pytasz? Żaden dyrektor szkoły w Kaka-landzie nie podskoczy lokalnemu biskupowi. A kuriewne sutannowe wtyczki ma na miejscu.

  20. Mi chodziło o protesty uczniów, nie nauczycieli. A czy nauczycielami kieruje wyłącznie strach, czy raczej własne przekonania? Sami oceńcie.
    Ewa K. mówi, że niektórzy nauczyciele są negatywnie nastawieni do osób o innych poglądach religijnych i nie pozwalają o nich mówić w szkole. Inni, na przykład, cenzurują lektury, które odnoszą się do treści lewicowych. Tak to odbiera. – Zabroniono mi używać słów „proletariat” i „burżuazja” w odniesieniu do „Lalki”, czy „Ludzi Bezdomnych”. Mimo iż słowa te padają w lekturze. Usłyszałam, że to komunistyczna propaganda, że te określenia są zbyt radykalne i w ogóle, nie jest to główny temat lektury. Że powinnam się skupić na wątkach patriotycznych – mówi.

  21. izabella
    25 maja o godz. 18:17

    Czyli sztuka wymaga talentu, nauka wyłącznie pracy. Myślę że to trochę za proste.

    Jestem zdania, ze sztuka wymaga i talentu, i pracy, i potu i lez.
    Pewnie cos podobnego mialas na mysli.

    Przeczytalam sporo ksiazek o malarstwie i architekturze, bo te dziedziny najbardziej mnie interesuja. Sporo w nich informacji o malarzach, o ich drodze do slawy; okazuje sie, ze oprocz talentu objawionego we wczesnych latach, zupelnie nieobecnego w rodzinie, potrzeba bylo jednak ksztalcenia, podgladania innych, szukania wlasnej drogi do przelania na plotno swojego widzenia swiata.
    Czasem, gdy sztuka, sposob jej wyrazania wyprzedzal epoke zyjacych i tworzacych artystow, mozna bylo umrzec z glodu, bo i na zycie i farby brakowalo (Modigliani, Gauguin), w czasach dawnych najwiekszymi zamawiajacymi byli biskupi, krolowie i bogaci mieszczanie( nieco pozniej).

  22. Qba
    fajny temat podrzuciles.
    Ja nie znam sie na malarstwie ani architekturze, ale potrafie przeciez okreslic, czy obraz do mnie przemawia, podoba mi sie, czy nie.

    Sztuka zakresla coraz szersze kregi i to, co kiedys jako sztuka nie bylo postrzegane, dzis juz jest do tej dziedziny zaliczane. Np moda, taka prezentowana na wybiegach i taka codzienna. Rozni ja jedynie pierwsza litera- ta tworzona przez wielkich kreatorow jest pisana duza litera i zalicza sie do sztuki, ta codzienna, uliczna sztuka podobno nie jest. Choc tu podobno sztuka jest jej zestawianie z innymi lelementami ubiorow.

  23. @izabella
    25 maja o godz. 18:17

    Wydawało mi się, że to oczywiste: Piekną/ym blondynką/em (według aktualnych kanonów) jest się od urodzenia. Jedyna działalność to zachowanie status quo. Ale już sportowcem, podobnie jak np. naukowcem, trzeba się stać. Czyli odwalić kawał roboty. Same warunki fizyczne – w przypadku sportowca, czy talent matematyczny są jedynie punktem wyjścia do rozwoju. Blondyn/ka natomiast po prostu jest. Na nieszczęście, wiele takich blondynek/nów próbuje sił w aktorstwie i występuje w przeraźliwie durnych produkcjach za przeraźliwie wysoką gażę. A wszystko dlatego, że przeraźliwie wiele osób takie filmy ogląda.

    @konstancja
    25 maja o godz. 20:28

    Ciekawe jest określenie, iż „sztuka wymaga pracy”. Czy sztuka, która wymaga pracy jest jeszcze sztuką? To poważne pytanie, ponieważ samo pojęcie „pracy” ma dziś znaczenie – niestety pejoratywne. To też jest cechą współczesnej cywilizacji – czynimy w życiu nie to, co lubimy, ale to, co pozwala nam przeżyć. A przecież człowiek jest istotą aktywną i bardzo rzadko zdarzają sie osobniki pozbawione tej cechy. Tak rzadko, że każdy przypadek jest sensacją medialną.

  24. @izabella 25 maja o godz. 20:27

    Nie podejmuję się tego rozgraniczać : ) Chyba nawet nie sposób. Czytałam gdzieś, że właśnie postawa nauczycieli (ultrakatolicka, antykomunistyczna i roszczeniowa) zadecydowała o światopoglądzie młodzieży i postawie młodych ludzi w ostatnich wyborach. Roszczeniowa dlatego, że nauczyciele gremialnie czuli się rozczarowani tym, co im dała III Rzeczpospolita i byli skłonni do kontestowania wszystkiego, co zaszło w Polsce po roku 1989. I przelali tę swoją gorycz na uczniów? Tyle tamten artykuł.

    Nie wiem, ile w tym prawdy. Ale konformizm wciska się wszędzie. Poza tym skoro xiunce i Bogdan Chazan funkcjonują jako konsultanci programów szkolnych… to dalej wiadomo. Pani Urszula Dudziak jest tylko ukoronowaniem zjawiska, które istnieje przecież od wielu lat.

  25. @wiesiek59
    25 maja o godz. 18:27

    „sztuka ma wywoływać emocje. Od refleksji, po entuzjazm.”

    No i wywołuje. Akcje „pakowania” przez Christo różnych obiektów też wywoływały emocje. Mnie się bardzo podobały. Gdybyś na żywo zobaczył paryski most

    http://www.merian.de/sites/merian/files/styles/590×443/public/merian/bildarchiv/2011-11/pont-neuf-paris-frankreich.jpg

    albo zimowy sad owocowy opakowany w srebrzystą materię, zmieniający swój wygląd w zależności od tego, czy świeci słońce, czy jest mgła, czy patrzysz pod światło czy nie…

    https://www.kunst-fuer-alle.de/media_kunst/img/32/m/32_13374.jpg

    A pamiętasz ataki wściekłości polskiej publiki na widok papieża przygniecionego przez meteoryt?

    http://www.orbit.zkm.de/files/catellan_lanonaora.jpg

  26. Sorry, widzę, że link do mostu już nieaktualny. Może ten się nada?
    http://www.orbit.zkm.de/files/catellan_lanonaora.jpg

  27. Rzeczywiście bardzo światłe i postępowe towarzystwo dyskutuje na tym forum.
    Chciałbym wiedzieć co to jest (wg tak światłych i postępowych ludzi) dziecko nienarodzone.
    Czy to jest bezkształtna masa, którą można wyrzucić na śmietnik, czy też coś innego. Jak wielu Wam wiadomo w USA aborcja jest dopuszczalna do końca 9 mca. W wielu Stanach toczy się zacięta walka o zakazanie aborcji po 20 tyg.. Amerykańscy postępowcy sprzeciwiają się temu zaciekle. Jak należy ich ocenić? To są wasze bratnie dusze. Tak samo jak Wy uważają Trumpa za głupka i ciemniaka. Dla mnie oceną człowieczeństwa jest właśnie stosunek do dzieci nienarodzonych (do zwierząt i do środowiska naturalnego też). Uprzedzam krytyków. Ci wszyscy, którzy uważają, że dziecko nienarodzone nie ma żadnej wartości i można je zamordować i wyrzucić na śmietnik to są dla mnie głupki i ciemniaki. Wy uważacie ludzi wierzących za ciemnote, ale wasza ciemnota jest znacznie większa.

  28. Tobermory
    25 maja o godz. 21:11

    jaki ułamek promila był świadkiem niepowtazalnego zdazenia- jednostkowego zresztą?
    Jak powtarzalna jest taka „ekscytacja”?
    Ile takich zdarzeń mogą wypromować media?

    Dla mnie, jest to dęte.
    Ale, każdy ma własną wrażliwość i odbiór zdarzeń z tej dziedziny.
    Dzieł ponadczasowych, przemawiających do różnych kultur na dodatek, nie ma na świecie zbyt wiele.
    I tu jest pole do kreacji bzdurnych często koncepcji, czy instalacji okrzyczanych przez media jako znaczące.

  29. @konstancja 25 maja o godz. 20:35

    To rozszerzenie pojęcia sztuki i traktowanie jej jako elementu szeroko pojętej kultury (czyli rozmycie) jest jednym z elementów postmodernizmu. W literaturze – zatarcie podziału na „klasykę” i „literaturę niskiego lotu”, zacieranie granic między gatunkami, w sztukach plastycznych – kompozycje multimedialne, w myśleniu (i to jest chyba najciekawsze) podważanie podstaw samego myślenia i odkrywanie, że te podstawy są relatywne.

    Na przykład wiele pisano o różnych językach i o tym, jak język narzuca kategorie, determinując wizję świata. George Lakoff wydał „Women, Fire and Dangerous Things” w roku 1987. Chodziło o to, że np. w języku dyirbal kobiety, ogień i rzeczy niebezpieczne należą do jednej rzeczownikowej kategorii. A w ogóle to australijscy aborygeni nie znają przyimków lokujących obiekt w przestrzeni w odniesieniu do podmiotu mówiącego (np. przed, za, ode mnie). Wszystko określają według stron świata.

    Trochę się zapuściłam w maliny, ale to jest w zasadzie wciąż ten sam kierunek poszukiwań – podważanie znanych i uznanych kategorii. Zabawa jajogłowych, ale jednak czasem produktywna.

  30. @roman17
    25 maja o godz. 21:18

    Co sądzisz o dzieciach narodzonych molestowanych przez księży, dręczonych przez zakonnice w przytułkach, sprzedawanych przez rodziców producentom filmów pornograficznych, stręczonych przez katolickie matki swoim kompanom od popijaw?

    Skoro a priori przyjmujesz, że tutejszy stosunek do „dzieci nienarodzonych” (dlaczego nie do zarodków i płodów?) oraz do zwierząt i środowiska naturalnego musi być odpowiednio negatywny, to ci powiem, że masz rację. To zresztą po każdym ateiście od razu widać, że twarz mu blednie, włos mu rzednie, psują mu się zęby przednie, a wszystko przez ten stosunek.
    To jest towarzystwo dla ciebie zdecydowanie nieodpowiednie.

  31. @roman17 25 maja o godz. 21:18
    A może wkleisz coś na temat cen skupu drobiu?

  32. @Tobermory 25 maja o godz. 21:38
    Dobre! 😀

  33. roman17
    25 maja o godz. 21:18

    Dzień dobry wieczorek, młody, ciut niedorobiony człowieku. Mógłbym zapytać, coś tu zgubił i co byś chciał znaleźć, ale ty i bez pytania się obnażasz.

    „Chciałbym wiedzieć co to jest (wg tak światłych i postępowych ludzi) dziecko nienarodzone. (…) Czy to jest bezkształtna masa, którą można wyrzucić na śmietnik, czy też coś innego”.

    E tam zaraz chciałbyś wiedzieć. Przecież wlazłeś po to, by trąbić, że WIESZ. Dlatego na koniec mówisz nie po chińsku, lecz po katolicku – bluzgasz i plujesz na bliźniego w imię Ojca i Syna, i Matki Dziewicy.

    „Ci wszyscy, którzy uważają, że dziecko nienarodzone nie ma żadnej wartości i można je zamordować i wyrzucić na śmietnik to są dla mnie głupki i ciemniaki”.

    Bóg twój nieistniejący z tobą, młodzieniaszku i z dudą…pardą…z duchem twoim jeszcze bardziej nie istniejącym.

  34. @wiesiek59
    25 maja o godz. 21:28

    Sztuka bywa elitarna i bywa masowa. Nie musi się wszystkim podobać, nie wszyscy muszą wszystko znać, tak jak nie wszyscy oglądają te same filmy, lubią operę czy muzykę poważną, czytają te same książki czy oglądają te same filmy, ale dla każdego znajdzie się coś, pod warunkiem, że została w nim wykształcona w ogóle potrzeba obcowania ze sztuka.
    Jeśli ta potrzeba formowana była przez kościelne jasełka, estetykę papieskich pomników i disco polo, to na nic mu zapakowany Bundestag 🙁

  35. roman17
    25 maja o godz. 21:18

    Dziecko nienarodzone- jak sama nazwa wskazuje, w większości systemów prawnych, nie jest dzieckiem.
    Nie posiada emocji, uczuć, samoświadomości.
    Czy jest istotą ludzką?
    I w którym momencie, według jakiego boga, się nią staje?

    No i oczywiście w którym wieku zadecydowano o tej dość umownej kwestii.
    XXI ?

  36. @konstancja
    25 maja o godz. 20:35

    …sztuka jest jej zestawianie z innymi lelementami…
    Wyrwałem z kontekstu bo wydaje mi się, że ma znaczenie znacznie szersze – przecież wszystko co tworzymy polega na doborze/zestawianiu. Dotyczy to również sztuki wszelakiej. Moda w sztuce – zwana trendem/szkołą/itp. – jest tak samo śmieszna/ciekawa, jak w ubiorach czy stylach jazdy na nartach. Widać to ostatnio po okularach: Szkła kontaktowe stały się jakby mniej modne i ludzkość (ta, która chce być widziana) rzuciła się na okulary – im oprawki bardziej widoczne, tym lepiej. Czyli chowają się za okularami. A przecież ubiór, biżuteria, okulary, itd. mają jedynie podkreślać naszą urodę, bo wszyscy wszak jesteśmy urodziwi. Każdy na swój sposób. Dlatego dążenie do wyglądania jak XXX jest na ogół żałosne.

  37. Qba
    25 maja o godz. 20:48
    a dlaczego praca Twoim zdaniem ma wydzwiek pejoratywny?
    Przeciez praca to tworzenie czegos nowego, przetwarzanie; praca jest dzis dobrem poszukiwanym.

    Czy praca ( w sensie czynnosci) malarza, rzezbiarza nie jest warta docenienia?Pisarze pracuja od-do lub caly dzien, gdy maja wene; tworzacy sztuke tez pracuja.

  38. @konstancja
    25 maja o godz. 22:16

    Praca jako czynność zarobkowa nie ma w Polsce wysokiej konotacji społecznej. Ponieważ używamy tego samego określenia do wszelkich czynności, to wychodzi, jak wychodzi.
    Kiedyś wymyśliłem taką odpowiedź na pytanie, czym się zajmuję: Zajmuję się coraz to inną dziedziną i czynię to tak długo, aż opanuję ja na tyle, by móc na niej zarabiać. I wtedy ją zmieniam, ponieważ wtedy zaczyna sie praca, a ja pracować nie lubię.
    Zatem zgadzam się z Tobą całkowicie, jeno język ubogi, a wyrazy składać trzeba z liter, choć komputery niby takie sprawne…

  39. „To nie jest kwestia walki z Kościołem, tylko normalnego funkcjonowania państwa”

    Wywiad z Katarzyną Lubnauer
    http://www.newsweek.pl/polska/polityka/konwencja-nowoczesnej-w-arsenie-ursynow-program-nowoczensej,artykuly,410701,1.html?src=HP_Section_2

  40. @Qba 25 maja o godz. 22:36

    Ale opanowanie czegoś wymaga właśnie pracy. Tych 10 tysięcy godzin wg Malcolma Gladwella. A po wykonaniu tej pracy zaczyna się zabawa – można się upajać własną wirtuozerią. Dopiero wtedy.

  41. Mąż stanu całą gębą i kawałkiem
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114871,21864898,andrzej-duda-tryskal-dobrym-humorem-przed-fotoreporterami,,1.html#Prze
    To było dwóch pajaców na tym spotkaniu, tylko czy ten wesoły zrozumiał co mówił ten nr 45?
    Widzę, że polskie media bardzo łagodnie traktują Trumpa, my tu oglądamy w tv jak się przepchał przez prezydenta Montenegro i ustawił na pierwszym planie.

  42. @Na marginesie
    25 maja o godz. 22:46

    Tu przejawia się właśnie różnica w podejściu do życia:
    1. Uczę się jednej czynności, doprowadzam ją do możliwej perfekcji i zaczynam tworzyć. Życie wypełnia mi cyzelowanie szczegółów. Mam swój azyl, mam poczucie bezpieczeństwa, wartości, przydatności. I spokój.
    2. Uczę się kolejnej czynności. Niektórych dłużej, innych krócej. O większości zapominam. Życie ma wiele wymiarów. Jest wielowymiarową sztuką. Jest niespokojne. Jest pierońsko ciekawe, ponieważ zaczynam widzieć korelacje pomiędzy wszystkimi dziedzinami życia. To jest mój azyl – szukanie nowości.

    Oczywiście w praktyce wszystko się zazębia i rozmywa. Ale chodzi o główną zasadę, do której najczęściej wracamy.

  43. Ewa-Joanna
    Czy o tę fotę Ci szło? Swawolnego Dudusia na Szczycie?
    https://twitter.com/KLubnauer/status/867800771508809728/photo/1

  44. @mag
    Oczywiście, że o tę! Linek się pomerdał, bo doczepił się jakiś duduś… 🙂

  45. @Qba
    25 maja o godz. 23:20
    Powinno być miejsce i dla tych co cyzelują i dla tych co pędzą dalej w poszukiwaniu nowych doświadczeń. Uzupełniają się, nie sądzisz?

  46. @Qba, E-J
    Ja myślę, że tu chodzi nie tyle o podejście do życia i poszukiwanie doświadczeń, ile o to, co nazywamy pracą. Ale tak czy inaczej wyszło z tej wymiany zdań coś ciekawego 😉

  47. @Tobermory 25.05 o godz.16:34
    Jak mowa o sztuce, to trudno o lepsze cytaty. Dzieki za nie. Artysci pozwalaja nam ujrzec swiat takim, jakim bysmy go sami nie ujrzeli. Pamietam z odleglej mlodosci widok z okna na pewna dosyc smetna dzielnice Lodzi, ktory nagle wydal mi sie obrazem Brueghla. Uswiadomilam sobie wtedy, ze gdyby nie Breughel, nigdy byc moze nie dostrzeglabym w tym widoku nic szczegolnego. Patrzac oczami Breuhla wydal mi sie piekny. Nie przemawia przeze mnie znawca malarstwa, tylko zwyczajny odbiorca.
    To samo mozna powiedziec o wielkiej literaturze – odkrywa przed nami swiaty, ktorych sami bysmy nie spenetrowali. Zastanawiam sie nawet czy bylibysmy kim jestesmy, gdyby nie wielka literatura. A muzyka? Moje wrazenie po wysluchaniu np. jednej z ballad Chopina – skad to do niego przyszlo?
    Niedawno rozmawialam z mloda Meksykanka, ktora studiowala historie sztuki u siebie w kraju i w Hiszpanii. W rozdziale o arte mudejar zadano studentom pytanie czy dla jego tworcow Bog byl geometra. Chetnie posluchalabym wykladu na ten temat.

  48. @Tobermory
    Zajrzalam do opakowanego Pont Neuf. Znalam to zdjecie (w Paryzu mnie wtedy niestety nie bylo) ale z przyjemnoscia obejrzalam je znowu. I wiesz z czym mi sie skojarzylo? Z sukniami pokazywanymi ostatnio w hiszpanskim programie o modzie. Niektore z nich przywodza na mysl rzezby. Przyobleczony Pont Neuf, przyobleczona w fantastyczne draperie kobieta, jeden ksztalt ukrywajacy sie z lekka pod innym. Moje uznanie dla projektantow mody wzroslo.

  49. @Qba, nikt nie watpi, ze uroda, zreszta nie tylko blondynki bardzo pomaga na starcie zyciowym. Podobnie jesli mezczyzna jest przystojny, wysoki, z pieknym usmiechem i stosownym usciskiem dloni wykosi lysego kurdupla z pocacymi sie rekami. Potem juz bywa trudniej, licza sie nie tylko uklady, ale dobrze tez jest miec co wpisac do resume.
    Jesli podajesz przyklad, ze sportowiec to ciezko pracuje na sukces, a piekna modelka tylko pielegnuje urode to jestes w mylnym i glebokim bledzie. Modelka pracuje rownie ciezko jak na ten przyklad Lewandowski. Wiele amerykanskich i nie tylko tych aktorek nie ma nadzwyczajnej urody, a dostaja najwazniejsze role i sa uwielbiane przez publicznosc. Nazwiska sa rozliczne, nie tylko jest to pierwsza gwiazda amerykanskiego kina Meryl Streep. Oczywiscie zdarza sie, ze bozia poskapila talentu, a jest sie na topie.
    Mysle, ze w ogolnosci, nie tylko w temacie urodziwych blondynek, nie nalezy zatrzymywac sie w swoim ogladzie swiata. Swiat sie zmienia, na lepsze, na gorsze na inne.

  50. Tobermory
    25 maja o godz. 21:11
    Christo szykował projekt w stanie Colorado, na rzece Arkansas. W niebywale pięknym miejscu. Miało się to nazywać „Over the river”. Było sporo protestów ekologów i okolicznej ludności, ale i tak miałam nadzieję że się odbędzie i chociaż jeden project uda mi się zobaczyć na żywo.
    Ale Christo zrezygnował z projektu w styczniu po wyborze Trumpa. Taki sobie protest :(. Jakbyśmy byli niewystarczająco ukarani.

    Tu rysunek niedoszłego projektu: https://static01.nyt.com/images/2017/01/26/arts/26CHRISTO1/26CHRISTO1-master768.jpg

  51. zyta2003
    26 maja o godz. 1:32
    Dobrze że napisałaś, bo też miałam to samo dodać. Qba jest trochę chaotyczny w swoich wywodach. Dzieli ludzie na tych którzy pracują na sukces, i na tych co dostają wszystko za darmo. W pierwszej grupie naukowcy i sportowcy, w drugiej artyści i blondynki. Ale zaraz, artyści też ciężko pracują na sukces. Pozostaje już tylko nawrzucać blondynkom.
    Tyle że okazuje się że i modelki i aktorki zapieprzają tak jak sportowcy. Więc nie ma już komu nawrzucać. Gdzie nie spojrzeć, potrzeba trochę talentu od pana boga (metaforycznego) i masę ciężkiej pracy.

  52. Jednak zgadzam się z Qbą, że może powinniśmy uczyć dzieci patrzeć na wnętrze, a nie na „tapetę”. Ale dzieci trudno jest oszukać. Jak się samemu wierzy w A, to choćby się im wbijało do głowy B i C, to one i tak wyczują A.
    Scena z dzieciństwa, późne przedszkole, albo wczesna podstawówka. Dwie starsze kuzynki, jedna przyniosła świadectwo z paskiem, a druga ma chłopaka. Rodzina zachwyca się świadectwem,… przez 5 minut. Reszta wieczoru spędzona na omawianiu chłopaka. Tylko głuche lub ślepe dziecko nie załapie co jest w cenie. A każdy dorosły wie, że zdolnemu łatwiej, a urodziwemu łatwiej podwójnie. Więc jak tu przekonać dziecko że jest inaczej.
    Poza tym uroda jest jakimś tam wskaźnikiem genetycznej jakości. Długie nogi są skorelowane z dostępnością pożywienia we wczesnych miesiącach życia (nie pamiętam już czy po urodzeniu, czy przed). Więc nie jest aż tak oczywiste co jest próżnością a co rozsądkiem.

  53. @izabella
    26 maja o godz. 2:15
    I tu masz słusznego. 🙂
    dzieci ludzkie tak jak i dzieci innych ssaków uczą się przejmując zachowania rodziców. To można się zagadać na ament, jeżeli zachowanie nie zgadza się z tym co mówimy – fiasko wychowawcze.
    Bardzo dobrze mi się to zilustrowało kiedy na wychowaniu miałam possumową sierotkę – jadł lody, sernik i pizzę dosłownie wydzierając nam to z gęby. Potem jak obserwowałam je w naturze, robiły dokładnie to samo – małe nie zjadło niczego, czego nie wydarło matce z pyszczka, jak już raz wiedziało, że to jadalne, to jadło aż miło. Dlatego też wiedziałam kto pożarł moje banany. 🙂

  54. Na marginesie
    25 maja o godz. 21:38

    „To rozszerzenie pojęcia sztuki i traktowanie jej jako elementu szeroko pojętej kultury (czyli rozmycie) jest jednym z elementów postmodernizmu.”

    Postmodernizm – jako ‚anything goes’.
    Oczywiscie, ze tak ale mamy jeszcze post-postmodernism, metamodernizm…takze trans-postmodernism i wiele innych costam-modernizmow.
    John Barth juz pol wieku temu pisal o ‚literaturze wyczerpania’.
    Inni (Barthes?) o smierci autora etc.
    Ja tam jak ogladam obrazy Bacona, czy rzezby Giacomettiego
    nie mam potrzeby intelektualizowania sztuki. Sa rzeczy naprawde niesmiertelne jak np. opwiadanie Kafki, czy Juana Rulfo.
    Vita brevis, ars longa, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile.

  55. @Ewa-Joanna
    25 maja o godz. 23:56

    Ależ ja nie wartościowałem w żaden sposób. Każda droga życiowa jest dobra, gdy została samodzielnie wybrana i nie szkodzi innym. Napisałem co napisałem dlatego właśnie, by podkreślić różnorodność.

    @zyta2003
    26 maja o godz. 1:32
    izabella
    26 maja o godz. 2:13

    Pewnie niecałkiem jasno sie wyraziłem. Mnie nie chodzi o tych, którzy żyją samodzielnie i świadomie (niezależnie od tego, jaką drogę obrali), a o ogromną masę ludzi, którzy bezmyślnie naśladują to, co im się pod nos podsuwa. A w pracy modela/lki czy aktora/rki bierze udział ogromna ekipa tak, że rzeczona/y ma głównie być i wykonywać zadane ruchy. Co oczywiście nie znaczy, że jest to też – nie rzadko – ciężka praca. Jednak głównie odtwórcza.

  56. Qba
    26 maja o godz. 7:16

    ogromna masa ludzi czasem nie ma wyboru

  57. anumlik
    26 maja o godz. 9:49

    zdegraduje do najnizszego stopnia oficerskiego. I obetnie fundusze na Ordynariat polowy

  58. @konstancja
    26 maja o godz. 7:55

    Ten argument słyszałem zawsze i wszędzie (do tego: Co ty możesz wiedzieć?), również od moich Rodziców, również poza Polską. Aliści zawsze byłem niewierzący do tego stopnia, że sam proces myślowy „uwierzenia” moje zwoje omijał. Udowodniłem kilkanaście razy, że można, że jest wybór. I co? Ano nic. Stałem się „trochę bledzszy, trochę śpiący, trochę bardziej milczący”. Czyli przestałem reagować. Doszedłem do wniosku, że z tą możliwością wyboru jest jak z wolnością: Trzeba sobie samemu wziąć.

  59. @anumlik
    jeden jaskółek nie czyni wiosny niestety.

  60. @Qba

    Stworzyliśmy pojęcie „sztuki” nie dbając o jego definicję

    Jak jest pojęcie, to jest definicja. Bez definicji nie ma pojęcia. Choćby to było intuicyjne, potoczne, byle jakie.
    Sztuka się – częściowo – definiuje sama, poprzez pojęcie piękna – też niemającego definicji takiej, jak się co do sztuki spodziewałbyś. Ale piekno też się półdefiniuje samo, tym razem inaczej niż sztuka, bo poprzez nasze atawistyczne stany i uczucia, co z kolei jest związane z ewolucją. A z ewolucją nie ma żartów.
    Z tych pierwocin biorą się relacje międzyosobnicze, życie społeczne, kultura, no i jest od razu piękno i sztuka, czego nikt w międzyczasie nie zauważył. Nie było, a jest.
    W związku z tym żadna definicja sztuki nie jest potrzebna ani nie jest możliwa.

  61. Ewa-Joanna
    26 maja o godz. 10:05

    Jakółek nie, ale kret, owszem.

  62. mag
    25 maja o godz. 23:33

    Żałosność, fałszywość, pustka i nędza tego gestu Dudy Andrzeja tak powala, że jest prawie śliczna.

  63. @@Ewa-Joanna, Tanaka
    Ani jaskółek, ani kret. Nie w naszym kraju:

    Czary-mary od szeptuchy,
    karaluchy pod poduchy,
    a na drogach niech sedesy
    straszą, jak z dna piekieł biesy.

    http://www.poranny.pl/magazyn/art/5221182,ksiadz-zginal-przez-sedes-na-drodze-oskarzone-o-czary-siostry-nie-przyznaja-sie-do-winy,id,t.html

  64. Qba
    26 maja o godz. 10:03
    mam wrazenie, ze nieco upraszczasz. Ja mam na mysli tych, ktorym miejsce urodzenia, wychowanie i sytuacja rodzinna nie daja mozliwosci zmiany ani miejsca pracy, ani jej wybor; brak wiary we wlasne mozliwosci wynikajace z wychowania, obowiazkow rodzinnych nie pozwala sie realizowac wg swoich mozliwosci czy marzen. Mieszkaja w malym miesteczku, na wsi czy gdziekolwiek poza wielka aglomeracja i biora to, co w poblizu. Niewielu ma tyle wiary w siebie i odwagi, by szukac swojej drogi zyciowej za horyzontem. Dodatkowo wybor utrudnia przywiay´zanie do miejsca wynikajace z m.in. kredytu na dom, mieszkanie- takie uwarunkowania ograniczaja mobilnosc nie tylko kredytobiorcy, ale i rodziny.
    Sama jestem przeciw programowi Mieszkanie +, bo dochodzenie do wlasnosci po wynajmie rodzi *nowych chlopow panszczyznianych*bez zgody banku nie majacych mozliwosci na zamieszkanie tam, gdzie jest praca, mozliwosci spelnienia sie i zaczerpniecia swobody i mozliwosci decydowania o sobie

  65. Tanaka
    26 maja o godz. 10:20

    Trudno się z Tobą nie zgodzić.

    😉

  66. @Tanaka
    26 maja o godz. 10:20

    Chodziło mi o to, że brak definicji też jest definicją. Czyli w zasadzie się zgadzamy. Co do możliwości zdefiniowania sztuki, nie byłbym taki pewny. Może jednak udałoby się ją zdefiniować. Pytanie tylko, po co?

    @konstancja
    26 maja o godz. 10:47

    Oczywiście masz rację w tym sensie, że gdyby nie było szerokiej warstwy „nieruchawej”, to nasza cywilizacja byłaby (gdyby była) raczej inna. Rzeczona „nieruchawość” wynika w Polsce również z tradycji PRL, kiedy „praca” była zawsze i wszędzie. Myślę, że dziki polski kapitalizm mógłby uruchomić „nieruchawych”, aliści obecny rząd dąży raczej do powtórki PRL, bo to jedyne co prezio zna.
    Przytoczone przez Ciebie argumenty są raczej skutkami, a nie przyczynami. W normalnych warunkach gospodarka przystosowuje się do warunków (budownicto, kredyty), a nie na odwrót. Ponieważ jednak od normalności odchodzimy w kierunku dobrej zmiany …

  67. @Qba
    Chyba niesłusznie zwalasz nieruchawość na PRL, bo ona nie wynika z tradycji PRL, ale najzwyczajniej w świecie z braku mieszkań. Ludzie muszą gdzieś mieszkać, a jeżeli ich nie stać na wynajem w nowym miejscu to trzymają się tego co mają w starym nawet kosztem bycia na bezrobociu.
    W Australii z przemieszczaniem się kłopotów nie ma bo nie ma problemu z mieszkaniami, zawsze można znaleźć coś na swoją kieszeń, kupić albo wynająć. Nie ma problemu z przeniesieniem pożyczki z jednego domu na inny, jeden sprzedasz, drugi kupisz. Wynajmowanie też jest uregulowane przepisami chroniącymi zarówno właściciela jak i lokatora. W Polsce to nadal działa trochę dziko.

  68. Tanaka
    26 maja, g. 10:27
    Duduś jest swawolnym Dyziem, wesołym głuptaskiem (patrzcie przy kim ja stoję! I na samiutkim szczycie!), który został prezydentem przez przypadek i nieporozumienie. Prawie zrobił „zajączka” nad głowami Macrona i Merkel. A jak się uhahał z własnego „dowcipu”.
    Założę się, że w prezydenckiej limuzynie i na stoku górskim Adrian podśpiewuje dziarsko „z drogi śledzie, bo król jedzie”.
    ONI w ogóle świetnie się bawią: Macierewicz żołnierzykami, niestety prawdziwymi, a nie ołowianymi, Waszczykowski bryluje na salonach dyplomatycznych, wprawiając interlokutorów w osłupienie, a Szyszko wozi się stylową karetą wraz z zaprzyjaźnionym biskupem. Ten to ma fantazję jak… stodoła myśliwska.
    A reżyser całości siedzi z tyłu sklepu i zawija sreberka, pomlaskując z zadowolenia.

  69. @Ewa-Joanna
    26 maja o godz. 11:19

    Oczywiście masz rację. Pisząc o PRL jako o przyczynie nieruchawości użyłem wyrazu również, czym potwierdziłem istnienie wielości przyczyn. Ale nawet w PRL można było ruszyć za pracą i „mieszkać” w hotelu robotniczym. Było ich rzeczywiście sporo.
    O stanie prawnym dzisiejszej Polski pisałem (i inni) wielokrotnie. Ciągłe zmiany kadrowe na wszystkich szczeblach we wszystkich urzędach państwowych nie sprzyjają tworzeniu zespołów fachowców. Szczytem osiągniętym przez dobrą zmianę jest zamawianie licznych ekspertyz przez obecny skład Trybunału Konstytucyjnego. Dla mnie to podobna kategoria, jak jednostka wojskowa chroniona przez prywatną firmę. Ale cóż, mamy kapitalizm, więc wszystkim można handlować.

  70. @mag,Taaka
    Ktoś wczoraj wysłał do Szkla Kontaktowego smasa;
    Trump dlatego rozmawiał chwilę z Waszczykowskim i Macieriwiczem, bo chciał się osobiście przekonac, że takie dwa dziwolągi rzeczywiście istnieją. O Du*pie pewnie nie słyszał, więc go nie zauważyl

  71. @Lewy
    Taki sam pajac, to poczuł swoich.

  72. W latach 90. zakolegowałem się Maciejem Gutowskim https://pl.wikipedia.org/wiki/Maciej_Gutowski
    Choć był starszy ode mnie o dwadzieścia parę lat, to imponował młodzieńczością, świeżością spojrzenia, ogromną wiedzą nie tylko z dziedziny sztuki, był również autorem najkrótszych recenzji, mówionych i wyrażanych natychmiast po obejrzeniu dzieła.
    Pewnego razu wybraliśmy się na wernisaż jakiegoś znanego malarza – nazwiska już nie pamiętam – który „wystawiał się” w krakowskim BWA, tłok panował niemiłosierny, goście przyglądali się w milczeniu, lub szeptem wyrażali swoje opinie – z tego, co udało mi się podsłuchać, wynikało, że wyłącznie pozytywne. Na mnie te obrazy nie robiły żadnego wrażenia, były to jakieś figury geometryczne, porozrzucane na pomarańczowym, lub jasnobrązowym tle. Swój obojętny stosunek do wspomnianych dzieł tłumaczyłem swoim prymitywnością, niską wrażliwością, marną wiedzą itp., ale Maciek też mijał je bez większego zainteresowania. Wśród obrazów eksponowanych w galerii, tylko jeden miał tytuł, który brzmiał: „Rzeka III”. Na intensywnie pomarańczowym tle artysta namalował trzy czarne linie równoległe biegnące przez środek obrazu, a nad nimi, w lewym rogu u góry -czarne kółko. Maciek postał chwilę przed tym obrazem i wykrzyknął: – Kur**, widzi tu ktoś jakąś rzekę?!”
    Niemal natychmiast pojawił się przy nim autor, który zaczął wyjaśniać, co miał na myśli, ale Maciek po każdym jego zdaniu powtarzał: – Oszukujesz bracie, oszukujesz.
    Później, po części oficjalnej nastąpiła część nieoficjalna, dla wybranych i przy wódeczce, doszło do dyskusji, w dużym stopniu niezrozumiałej dla mnie, ze względu na specjalistyczną terminologię, a dotyczyła, ta dyskusja, głównie oszustw popełnianych przez uznanych artystów, odcinających kupony od swojej sławy – przestali już tworzyć i produkują swoje dzieła taśmowo, z prędkością jednego dzieła na godzinę, kilka maźnięć, jakiś -najlepiej dziwny -tytuł i już jest obraz wart tysiące bądź dziesiątki tysięcy. Gdybym ja maźnął co bądź i maźnięcie wystawił, pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się moim dziełem.

    Artyści nieprofesjonalni mają trudny żywot, szczególnie w Polsce, albowiem brak dyplomu wyższej uczelni zazwyczaj blokuje im dostęp do prestiżowych galerii, jak również mniej prestiżowych, ale zawiadywanych przez ludzi po akademiach sztuk pięknych, czy innych uczelniach plastycznych, bo oni rządzą wszelkimi państwowymi galeriami wojewódzkimi, powiatowymi itp.
    Pewien mój znajomy, malarz nieprofesjonalny w tym sensie, że nie miał kwitu z ASP, czy czegoś podobnego nie mógł się przebić do „profesjonalnej” galerii, pojechał do Niemiec, pracował tam jako operator karuzeli, a wolnych chwilach chodził na jakiś tani kurs plastyczny, nie po to, by poznać techniki, doskonalić swój warsztat itp.,bo to był kurs podstawowy, lecz dlatego, że chciał uzyskać kwit, którym mógłby błysnąć w Polsce. Placówka oferująca kursy miała szumną nazwę Neue Kunst Institut lub jakoś podobnie, a kwit prezentował się całkiem imponująco i stał się przepustką na salony, ponadto ów kolega miał kilka wystaw w Niemczech, co prawda w jakichś nieznanych, garażowych galeryjkach, ale ich nazwy już tylko z powodu samej obcojęzyczności, budziły respekt.

  73. Chyba pojawił i objawił się nam nowy głosiciel prawdy w osobie smutnego Romana, i -zapewne- jak na prawdziwego katolika przystało, nie widzi problemu w tym, że w katolickim kraju całkiem sporo dzieci doświadcza katowania rodzicielskiego, a niektóre wskutek bestialstwa rodziców tracą życia u zarania. Los nienarodzonych bliższy mu, niż narodzonych. Pomyśl smutny Romanie, obrońco krzyża, wiary, że samogwałcąc się codziennie (a może killka razy dziennie) mordujesz miliony potencjalnych istnień ludzkich, tak więc broniąc nienarodzonych zacznij od swoich, ale pierwej wyspowiadaj się z uprawianego przez siebie świntuszenia, bo to grzech nad nad grzechy. Amen(t)

  74. jobrave
    26 maja o godz. 16:19

    Mniej więcej, na tym cały szwindel z „nowoczesną” sztuką polega…
    Przy odpowiedniej reklamie, można sprzedać wszystko ciemnemu ludowi, snobującemu się na znawców.

    Promocja wszystkim, talent bez niej- niczym…..

  75. Czy ja (w końcu już przy końcu tego życia) doczekam choć kilku lat normalności w tym q…rewskim kraju?
    http://www.newsweek.pl/polska/pilkarze-z-kielc-nie-moga-korzystac-z-szatni-bo-nie-zostala-poswiecona,artykuly,410759,1.html

  76. PS
    Żeby mi jacyś – kurwa – proboszczowie wyznaczali standardy postępowań w każdej dziedzinie życia!

  77. @anumlik – z rozpędu zacytuję komentarze 😉

    anus dei : To jest naruszenie przpisow jeszcze obowiazujacej konstutucji. Prosze Burmistrza o kontakt do tego ksiedza bo mam setki rolek papieru toaletowego do poswiecenia. Pozniej, po poswieceniu ofiaruje ten papier Panu Burmistrzowi.

    antyklerykał : To normalne jaja są. Haszek się kłania: A kto z was nie żyje, musi się w ciągu 3 dni zameldować, żeby jego zwłoki mogły dostać pokropek… czy jakoś tak – wrzeszczał pijany kapelan.

  78. Parafialny Klub Sportowy, czego tu oczekiwać.

  79. @izabella 26 maja o godz. 17:20
    Ale to miasto wydzierżawiło obiekt. Więc jak to jest? Parafia ma, a miasto płaci?

  80. Szanowni!
    Dwugłos po przegłosowaniu w Sejmie recept na pigułki „dzień po” – ale nie tylko o tym. Jiba I Tanaka.
    Zapraszam!
    JK

  81. anumlik
    26 maja o godz. 17:07
    O ja ********!
    Jeszcze trochę PiS porządzi i z nowo wybudowanych szaletów publicznych również nie będzie można korzystać, zanim proboszcz nie pokropi, a będzie miał do tego prawo, ponieważ każdy kibel znajduje się albo się znajdzie na jakiejś parafii.

  82. anumlik
    26 maja o godz. 17:07
    w komentarzu jest mowa o Parafialnym <klubie sportowym Polonia Bialogon.
    Skoro Parafialny, pokropek musi byc.
    Choc nadal to dziwne, bo to miasto zakupilo czy wydzierzawilo kontener.A proboszcz ma komunie, bierzmowania i sluby i na sam pokropek bez zagrychy niepredko pewnie pojdzie. Sukcesy beda sukcesami ksiedza, porazka bedzie miejska