Na zachodzie bez zmian. Ale…

Nie wiem, co ale, ale się zobaczy. Jest tak: Kurski Jacek, prezes TVPiS, nadał w tzw. wiadomościach, za pomocą swoich nadawaczy, informacje i oświadczenia o tym i owym dotyczącym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Jak czytamy w TokFM.pl: „Krótko po tym, jak TVP wydało oświadczenie w sprawie festiwalu opolskiego, materiał na temat zamieszania w tej sprawie wyemitowały »Wiadomości«. Reportaż o »kalendarium manipulacji i ich konsekwencjach« pokazano jako przedostatni, tuż po informacji na temat kobiety, która schudła kilkadziesiąt kilogramów i przed informacją o śmierci Zbigniewa Wodeckiego”.

Odmowa najbardziej znanych polskich artystów wzięcia udziału w hucpie pisoidów zyskała więc niższą rangę niż pięćdziesiąt kilogramów tłuszczu, którego pewna pani się z siebie pozbyła. Taka dobra zmiana: tłuszczu w tłuszczę. Zbigniew Wodecki został mianowany producentem różnych dźwięków, szumów i trzasków jeszcze niższej rangi, co znaczy, że mamy wreszcie Kulturę Narodową.

Prezydent Opola, co się w historii festiwalu nie zdarzyło nigdy z innego powodu niż stan wojenny, wycofał się z umowy z TVPiS na goszczenie i organizację festiwalu. Z oczywistych powodów: skandal ten niszczy markę i rangę festiwalu, niszczy artystów, sztukę i jej smakowanie, sztuka nie jest od wykonywania woli politycznej i albo jest wolna, albo nie ma jej wcale. A oczywiście zasadny protest artystów odmawiających udziału skutkowałby pustką na scenie, widowni, w głowach i miejskim budżecie, czemu zaradzić mogłaby dopiero Brygada Obrony Terytorialnej z Białegostoku, przewidująco sformowana i czujnie przysłana na opolską scenę. Byłby to jednak festiwal pieśni żołnierskiej, co się seryjnie działo w Kołobrzegu, ale okazało się całkiem niesłuszne, więc w Opolu musiałoby się teraz okazać słuszne zupełnie.

Nowy Festiwal Pieśni Żołnierskiej w Kołobrzegu z siedzibą w Opolu, imienia słusznego Prezydenta Tysiąclecia, sam się od tego połączy z festiwalem pieśni radzieckiej w Zielonej Górze. Będzie to najcenniejsze ze szkoleń żołnierzy niedzielnych, ćwiczących zaraz po wyjściu z kościoła III wojnę światowo-partyzancką z Putinem, którą nasz żołnierz po chrześcijańsku uświadomiony będzie toczyć pod Moskwą i na Uralu, czyli język miejscowy i obyczaj trzeba znać. Najlepszy sort będzie walczył z najgorszym, a o to przecież chodzi w Nowym Wspaniałym Świecie imienia Lolka Smoleńskiego i pomników obu. Najlepszy sort załatwi sort najgorszy, nie tylko do synka i wnusia, ale i kolejnych pokoleń, czego Adolf nie dał całkiem rady zrobić Żydom, ale nasi dadzą: wyczyszczą do kości i kościoła słusznego. Jak z tym będzie, oświadczył już Duda Andrzej, zajmujący odpowiednie stanowisko, które załatwić co trzeba bardzo pomaga.

Kultura ma to do siebie, że mało się słucha tego, czego chce dowolny najlepszy sort. Oprócz tego reżysera, co zrobił film „Smoleńsk”, aktora Faraona – których nazwisk nie pamiętamy przez wzgląd na brak fascynacji womitacją – i aktorów pozostałych. I tych, co tak upadli, że zrobili o tym film „Upadek”.

Dlatego też w Cannes urządzono pokaz filmu „Człowieka z żelaza”, roboty Andrzeja Wajdy, który w 1981 roku zdobył Złotą Palmę, wtedy niesłusznie i obecnie znowu niesłusznie, bo przypomina niesłusznego Wajdę, ze specjalnym honorem dla Lecha Wałęsy, znanego najlepszemu sortowi Polaków jako regularny zdrajca i agent bezpieki „Bolek”, zaś najgorszemu sortowi o zasięgu światowym – jako przywódca Solidarności, jej ikona, symbol nowej odsłony Polski, rewelacyjnie rewolucyjnej ewolucji zmian politycznych w Europie, czego skutkiem jest zupełnie nowa architektura polityczna, militarna, gospodarcza, społeczna, kulturowa i wreszcie – cywilizacyjna. Oraz członkostwo Polski w NATO i UE. Wreszcie, Wałęsa jest znany najgorszemu światowemu sortowi jako pierwszy prezydent kolejnej Polski, wybrany w wyborach powszechnych. A na okoliczność festiwalu w Cannes, Wałęsa znany jest z tego, że stał się inspiracją filmu Wajdy, a nawet dwóch już niesłusznych filmów o Wałęsie – i stanowi odniesienie dla polskiego kina jako takiego, w tym dla wszystkich bodaj wartościowych twórców naszego kina.

Wałęsa z Jandą w Cannes – tą obrzydłą pisoidom babą-aktorzycą, inspirującą kobiecy protest czarnych parasolek, ze Skolimowskim łajdakiem, Polańskim znanym pedofilem, Agnieszką Holland znaną z ujadania na pisoidów, wyhodowania zboczonej córki-lesbijki i czepiania się Oko Dariusza księdza profesora i tak dalej, w całości katolickiego i na zbokach się znającego za pomocą rury i tłoka; Małgorzatą Szumowską, którą słuszny Polak rozszyfruje jako szumowinę, Pawłem Pawlikowskim, Jackiem Bromskim, Ewą Braun, Allanem Starskim i całą resztą mętów najgorszego sortu odpowiednio dziedziczących winy ojców i dziadów oraz gronem zaszczyconych zagranicznych gości również najgorszego sortu – to zdarzenie skutkujące pobudzeniem słusznie tępej złości u pisoidów.

Dodajmy do tego protest artystów w sprawie Opola pod samym bokiem pisotelewizji – i mamy eksplozję Kurskiego, który oświadcza w tym duchu, że prezydent Opola jeszcze będzie skamlał i żebrał, żeby mu TVPiS zechciała łaskawie festiwal w Opolu wyrządzić. Pieśniarze, aktorzy i cała reszta kultury pisoidom niepowolna mają im skoczyć i pocałować tam, gdzie pan tego pana może w dupę pocałować.

Jakby bez zmian, ale….

Tanaka