Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

11.05.2017
czwartek

Mobbing – głos z samego dołu

11 maja 2017, czwartek,

Terror psychiczny istnieje chyba tak długo jak ludzkość, przedmiotem badań naukowych stał się jednak dopiero w ubiegłym wieku. Równości i sprawiedliwości mamy na świecie potężny deficyt, ale akurat ta patologia w relacjach międzyludzkich ma charakter egalitarny – mobbing można spotkać we wszystkich mniejszych i większych zbiorowiskach, na wszystkich szczeblach drabiny społecznej, niezależnie od poziomu inteligencji czy wykształcenia tak sprawców, jak i ofiar. Nie są od niego wolne instytucje, które powinny świecić przykładem jak organizacje kościelne, policja, związki zawodowe…

Definicja jest powszechnie znana, mogę więc sobie darować. Termin „mobbing” w odniesieniu do ludzi (wcześniej określał zachowania zwierząt) został po raz pierwszy użyty przez szwedzkiego lekarza o nazwisku Peter-Paul Heinemann w latach 60. XX wieku do opisania wrogich zachowań dzieci w szkołach. W latach 90. spopularyzował go Heinz Leymann, również szwedzki lekarz i psycholog. Obaj pochodzą z Niemiec. Z mobbingiem prostym mamy do czynienia wtedy, kiedy obie strony znajdują się na równym poziomie w zakładowej hierarchii, z ukośnym – zwanym także bossingiem – jeśli mobberem jest przełożony.

W ostatnich latach temat jest bardzo często obecny w mediach. Najmniej jest głosów z samego dołu drabiny społecznej, gdzie jest wielu – jeśli nie najwięcej – poszkodowanych. Myślę, że posiadam wiedzę potrzebną do zmniejszenia trochę tej luki, ponieważ kilka razy w życiu sama padłam ofiarą terroru psychicznego i albo traciłam pracę będacą podstawą mojej egzystencji, albo niewiele do tego brakowało. Dotknięta niesprawiedliwością do żywego, postanowiłam bliżej zająć się tym zjawiskiem i przez kilka lat prowadziłam własne „studia” przede wszystkim nad przyczynami tej patologii w stosunkach międzyludzkich – skutki dla zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego są powszechnie znane. Własne bolesne doświadczenia, jak rownież przeżycia innych, poznane podczas 14-letniej działalności w Betriebsrat (radzie zakładowej), pozwoliły mi wyrobić sobie częściowo inne od opinii naukowców zdanie na temat tego fenomenu, który kosztuje niemiecką gospodarkę miliardy euro rocznie i dotyczy 1–1,5 mln poszkodowanych. Przypuszczam, że w Polsce i innych krajach jest podobnie.

Na szczęście przyszło nam życ w cywilizowanym świecie, w którym ustawodawca pod groźbą sankcji zakazuje przemocy fizycznej czy werbalnej. Niestety, w niewidzialnej sferze współżycia panują także u nas obyczaje zgoła barbarzyńskie, a terror psychiczny jest zjawiskiem powszechnym. Kiedy mówiłam moim związkowym koleżankom i kolegom, że tutejsza demokracja przynajmniej na dole niczym nie różni się od znanej mi z Polski komunistycznej dyktatury, nie chcieli mi wierzyć. A tak jest naprawdę, zasada jest prosta: kto ma władzę, ten ma monopol na rację. Zależności są identyczne, inny tylko rodzaj represji.

W Niemczech i innych krajach demokratycznych nie grozi utrata życia ani tortury, nie ląduje się w więzieniu za głoszenie poglądów czy opinii innych od oczekiwanych przez przełożonych. Niestety także w naszym kręgu kulturowym, mimo teoretycznie powszechnie uznawanego prawa do własnego zdania, za taką „niesubordynację” można popaść w niełaskę, nierzadko kończącą się dla delikwenta utratą pracy albo – nie waham się powiedzieć – śmiercią cywilną. Rany psychiczne, nawet te śmiertelne, nie krwawią, a sprawca czyjejś samobójczej śmierci nie zostawia demaskujących go śladów, dlatego mobbing kwitnie w najlepsze wykazując z roku na rok tendencję rosnącą. Nie wolno zranić lub wręcz wyeliminować niewygodnej osoby fizycznie, ale właściwie bez żadnych konsekwencji można ją unicestwić pozbawiając wartości jako pracownika i człowieka.

Zwłaszcza zwierzchnik ma niemal nieograniczone pole do popisu. Wystarczy przy każdej okazji, wprost i za plecami kwestionować kompetencje podwładnego, jego inteligencję, charakter, dobrą wolę – jednym słowem ostemplować jako kompletne zero. Można wstrzymywać potrzebne do wykonywania zadań informacje i karać za ich nieznajomość, można dyskredytować osiągnięcia, a najdrobniejszym uchybieniom nadawać rangę katastrof, można wreszcie rozsiewać plotki – wszystko zależy od inwencji. Zgodnie z przysłowiem „kto chce uderzyć – zawsze kij znajdzie”, szukanie rozpoczyna się zwykle od dyscypliny, na drugim miejscu jest prawie zawsze gwarantująca powodzenie wydajność pracy i kompetencje.

Gdyby i tu zawiodła próba znalezienia „haka” (np. przy pracy akordowej), zawsze można postawić zarzut zakłócania spokoju, za co niemieckie prawo przewiduje sankcje z wypowiedzeniem włącznie. Wszystko się zgadza, nie da się bowiem zaprzeczyć, że spokój zwierzchnika został zakłócony. Wprawdzie Kodeks Pracy wymienia całkiem inny katalog nagannych zachowań, ale pod tym właśnie zarzutem, protestując przeciwko nadużywaniu władzy przez bezpośrednią przełożoną, o mały włos wyleciałabym z pracy. Jeśli – co bardzo rzadkie – znajdzie się w zespole ktoś na tyle odważny, żeby głośno mowić o prawdziwych przyczynach konfliktu, szybko zamyka mu się usta według powyższego schematu.

Zgodnie z popularnym w Niemczech porzekałdem, że mieć rację i mieć ją przyznaną to dwie różne sprawy, podważenie opinii przełożonego w przypadku konfliktu jest prawie niemożliwe, bo solidarność kadry kierowniczej wszystkich szczebli przywodzi na myśl kodeks honorowy obowiązujący w rodzinach mafijnych. Kto ośmieli się w imię prawdy stanąć po niewłaściwej stronie, problemy ma jak w banku. Dla większości ludzi dylemat w ogóle nie istnieje, jeśli postępowanie zgodnie z własnym sumieniem odbierane jest przez przełożonych jako nielojalność.

Czy przy takich standardach moralno-etycznych można się dziwić temu, co życie pokazuje na każdym kroku, że tylko bardzo nieliczni straceńcy decydują się na sprzeciw, ryzykując nieunikniony konflikt ze zwierzchnikiem? Wielokrotnie stawiany przed takimi wyborami przyzwoity człowiek niemal nieuchronnie traci uczciwość na rzecz oportunizmu. I nie jestem pewna, czy można kogoś potępiać za brak charakteru – w końcu na samym szczycie hierarchii wartości stoi dla każdego własne dobro; trudno się dziwić, że niewielu jest skłonnych poświęcić je na ołtarzu sprawiedliwości.

Normalnie w życiu darzy się zaufaniem osoby prawdomówne, a nie ufa kłamcom, przynajmniej w teoretycznych deklaracjach nie spotkałam się z innym poglądem. W pracy bywa dokładnie na odwrót: zaufanie zwierzchnika zdobywa się przez gotowość do kłamstw, a za mówienie niewygodnej prawdy często je traci, co jest jednym z wielu życiowych paradoksów. Co z tego, że teoretycznie panuje wolność, a zapis w konstytucji gwarantuje obywatelom poszanowanie godności? Czy jednak można mówić o wolności, jeśli mówienie prawdy naraża na niebezpieczeństwo bardzo często bezkarnych szykan ze strony posiadających władzę? Gdzie ta godność, jeśli w przypadku każdego niemal konfliktu łamane jest jedno z najważniejszych w moich oczach praw człowieka, czyli prawo do sprawiedliwej oceny?

Oczywiście wśród przełożonych nie brak ludzi, którym zwyczajna przyzwoitość nie pozwala zniżać się do nadużywania władzy, jednak rozmiary omawianego tu zjawiska wskazują, że „czarne owce” nie są bynajmniej niechlubnymi wyjątkami. Potwierdzają to również moje osobiste doświadczenia. Typ szefa, z jakim najczęściej spotkałam się w życiu, to „Jego Majestat”, który natychmiast po objęciu stanowiska buduje sobie dwór rekrutujący się z miernych-ale-wiernych pochlebców i potakiwaczy, nie znosi sprzeciwu, za odmienne zdanie karząc niełaską, a podwładnych traktuje jak zwierzęta robocze. Priorytetem nie jest dla niego optymalna organizacja pracy i wydajność zespołu, lecz stworzenie atmosfery, w której nikt nie ośmieli się kwestionować jego nieomylności.

Kreatywność i zaangażowanie, oficjalnie deklarowane jako pożądane, są bardzo niemile widziane, a wszelkie inicjatywy tłumione w zarodku jako zagrażające pozycji JM. Charakterystyczny dla takiego szefa jest niezdrowy klimat z typową dla każdej dyktatury podwójną moralnością: co innego mówi się oficjalnie, a co innego za plecami. Ludzie, zamiast angażować się w pracę, tracą czas na intrygi i rywalizację o względy „władcy”. Potulni mogą liczyć na spokój lub status świętych krów, niepokornym nieuchronnie grożą konflikty. Niesprawiedliwość i faworyzowanie części pracowników powoduje zrozumiałe niezadowolenie pozostałych i nieuniknione animozje.

Przez całe życie buntowałam się przeciwko niesprawiedliwości i w konflikty popadałam zawsze, kiedy los zesłał mi szefa despotę. Kilka razy zdecydowałam się na otwarty sprzeciw, reagując na ewidentne nadużywanie władzy, nie mogłam znieść terroryzowania koleżanek lub kolegów, podczas gdy wszyscy odwracali oczy, albo po prostu głośno mówiłam to, co inni po cichu. Wystarczyło, żebym natychmiast stała się ofiarą zaciekłych prześladowań. Moje motywy nie interesowaly zresztą nikogo, karze podlegał sam fakt owej bezczelności i nie spotkałam się nigdy z jednym choćby przykładem wyciągnięcia konsekwencji służbowych w stosunku do przedstawiciela kadry kierowniczej, nawet wtedy kiedy mogłam na piśmie udowodnić nadużycie przez niego władzy.

Nie spotkałam też przełożonego gotowego podjąć merytoryczną dyskusję. Reakcja była zawsze identyczna – próba dyskredytacji wszelkimi środkami, z pomówieniami i kłamstwami włącznie. Za każdym razem dowiadywałam się, że jestem okropną osobą o wyjątkowo podłym charakterze, nielubianą przez wszystkich, z którą nikt nie chce pracowac (mogę spytać, kogo chcę – słyszałam), a moja praca pozostawia wiele do życzenia. I choć wielu współpracowników zgadzało się ze mną, po cichu zapewniając o podziwie dla odwagi, na oficjalne poparcie nie zdobył się nikt, co oczywiście pozwalało drugiej stronie na przyklejenie mi stempelka buntownika bez powodu, osoby niezrównoważonej psychicznie, która ma problemy sama ze sobą i ponosi wyłączną odpowiedzialność za konflikt.

Pierwsze takie doświadczenie odchorowałam ciężko, zwłaszcza że przez długi czas ani moja praca, ani zachowanie nie budziły zastrzeżeń. Przy kolejnych potwierdzało się, iż według tego samego schematu reagują na krytykę wszyscy szefowie, niezależnie od stopnia wykształcenia, poziomu intelektualnego czy charakteru. Na koniec ze strony zwierzchnika padało sakramentalne stwierdzenie, że wobec utraty zaufania (nikt nie pytał, przez kogo spowodowanej ani co z moim zaufaniem) dalsza współpraca stała się niemożliwa, czego następstwem było rozstanie, w najlepszym razie karne przeniesienie do innego działu. Oczywiście zwierzchnikowi stosowanie takich metod w karierze nie przeszkadza, bo idealnie wpisuje się w ogólnie przyjęte kanony postępowania, nieliczne wyjątki potwierdzają tylko powszechność takich praktyk.

Ciekawe, że większość przełożonych oczekuje szacunku „z automatu”, jakby praw do prestiżu nabywali wraz z awansem. Tak to oczywiście nie działa, pozytywnych uczuć nie da się bowiem wymusić i prawdziwym autorytetem cieszą się tylko ci, którzy na niego zasługują. Nie sposób darzyć respektem zwierzchnika, który oczekuje od podwładnych otwartości na krytykę, a sam reaguje irytacją już na każde odmienne zdanie. Szacunku nie może się też spodziewać szef wymagający od innych przestrzegania dyscypliny, jeśli sam łamie jej zasady, jak w przypadku przełożonej, która narażała się na pośmiewisko notorycznym spóźnianiem, a podwładnych potrafiła „opieprzać” za to samo. Pracowników nie da się oszukać – wszyscy wiedzą, że za arogancją kryje się niepewność, a demonstrowana na każdym kroku wyniosłość ma na celu tylko zatuszowanie deficytu autentycznych wartości.

Bardzo długo oburzało mnie tchórzostwo współpracowników, zagadką był ich brak reakcji na oczywiste przykłady poniżania przez przełożonych, dziś widzę w tym mądre działanie instynktu samozachowawczego nakazującego zachowania pozwalające unikać niebezpieczeństwa. Kopanie się z koniem nie rokuje szans na zwyciestwo, taką życiową mądrość posiada każdy, najprostszy nawet człowiek. Zwłaszcza jeśli na pomoc z zewnątrz szanse bywają niewielkie.

Nawet Betriebsrat nierzadko musiał kapitulować wobec muru przełożonych i zmowy milczenia koleżanek i kolegów, którzy tylko w cztery oczy skłonni byli mówić szczerze, co myślą. Powszechne jest przekonanie, że każdy stojący wyżej w hierarchii społecznej jest w posiadaniu środków potrzebnych do zniszczenia niewygodnej mu osoby i – jak sama miałam okazję przekonać się wielokrotnie – wielką naiwnością jest liczenie na moralne skrupuły mobbera.

Zarysowałam tu ledwie temat, jeśli okaże się interesujący, podeślę napisany już tekst o przyczynach (z mojej perspektywy oczywiście) oraz własnych niekonwencjonalnych i bardzo skutecznych metodach radzenia sobie z mobbingiem prostym. W przypadku bossingu jest dużo trudniej, tylko raz w życiu udało mi się z wrednego szefa zrobić idealnego podczas mocno zakrapianej winem długiej nocnej rozmowy.

Na blogu są ludzie z wielu krajów położonych na różnych kontynentach. Bardzo jestem zainteresowana waszymi doświadczeniami, chętnie poznałabym punkt widzenia przełożonych czy nauczycieli. Prośba specjalna do Lewego – jak to wygląda w francuskiej szkole?

Chciałabym zwłaszcza dowiedzieć się, czy w ogóle istnieją zbiorowości wolne od mobbingu?

Gaala

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 385

Dodaj komentarz »
  1. Odpowiedź: Nie ma.
    Opisujesz zjawisko w otoczeniu zakładu pracy. A jak nazwać to samo, tylko na przykład na blogu, kiedy jedna osoba doczepi się do kogoś i różnymi sposobami usiłuje z tej drugiej osoby zrobić wyrzutka? Czy takie zachowanie mieści się w definicji mobbingu?

  2. Miałem nieco więcej szczęścia i patrząc z pewnej perspektywy było mi dane spotkać dwóch szefów/przełożonych , których doceniałem, a oni (chyba 😉 ) mnie. Natomiast inny, inteligentny i wygadany próbował dać mi „popalić” przez ironiczno-zgryźliwe uwagi tudzież ostentacyjną ignorancję/lekceważenie w pewnych sytuacjach.
    No coż. Było to przykre,ale… jak uderzyć w drugą stronę to podobną bronią. Wysublimowaną kpiną czy uwagami z tzw. podtekstem* osiągnąłem i to ,że w końcu sam zaproponował pewnego dnia…podwyżkę..
    *-przykład: pewnego dnia zwraca się do mnie z uwagą, że rzadko się widujemy, że nie przychodzę do niego i.t.p. Ja na to:
    „pan pownien mi być wdzięczny,że wiele problemów rozwiązuję sam i skutecznie, bez zabierania panu jakże cennego czasu”.
    Oczywiście wszystko w uprzejmej formie z miłym wyrazem twarzy. Inna rzecz, że facet miał też poczucie humoru.

  3. @Gaala
    Ponieważ zwróciłaś się do mnie o informację, więc Ci odpowiem. Spotykalem w szkole różnych ludzi. Zarozumiałych pyszałków szczycących się np. swoją czystością francuską. Ale w sumie nie było tak źle, bo kiedy zacząłem pracować w szkole z moim kiepskim francuskim, to raczej zapamiętałem sobie tych, którzy mi pomagali, kiedy miałem kłopoty z młodzieżą. Gdyby nie oni to bym nawet tygodnia w szkole nie wytrzymał. Potem jak sobie wyszlifowałem język to juz było dobrze.
    Ale dam przykład. Na placu szkolnym chłopak zabawiał się w szczególny sposób; gonił za dziewczynkami i kopal je w pupę. Przyznam się, że mnie to rozwścieczyło (a jako pedagoga nie powinno). Złapałem chłopaka za kołnierzem, postawiłem go przy płocie i powiedziałem mu, żeby się nie ruszał, bo inaczej będzie musiał w ramach kozy przyjść do szkoły w sobotę. No i rozpętała się burza. Chłopak zjawił sie na drugi dzień w specjalnym kołnierzu i opowiadał wszystkim ,że monsieur Lewy uszkodził mu krąg szyjny. Ojciec zażądał spotkania z dyrektorem, na które to spotkanie też zostałem wezwany. Synek partycypował w tym spotkaniu patrząc na mnie triumfalnie. Ojciec zażądał ode mnie przeprosin. Odpowiedziałem mu, że trzymałem chłopaka tylko za kołnierz, że go nie dotknąłem i że moje wzburzenie wynikło z tego, że w Polsce nie ma takich zwyczajow, by chłopcy kopali dziewczynki, co może w dorosłym wieku skutkować poważniejszymi konsekwencjami. Ojciec dalej upierał się, że mam przeprosić. Wtedy zabrał głos dyrektor, Francuz powiedział temu Francuzowi, że w Lyonie jest wiele szkół i jeśli mu się nie podoba ta szkoła, to zawsze może syna przenieść do innej. Stary pieniacz odpuścił, bo jednak to była dobra szkoła, a mały – za przeproszeniem – gnojek już więcej nie kopał dziewczynek.
    Więc Gaala, ja staram się nie myśleć o złych relacjach, a też takie były, ale wole zapamiętywać te dobre. O Francuzach mam bardzo dobre zdanie, mimo ich wielu wad. Widocznie Niemcy są gorsi. A może masz takiego pecha ?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ewa-Joanna 11 maja 11:32

    To jeszcze nie mobbing, ale zjawisko występujące powszechnie – w rozmowie, na forach i blogach, wśród prostaków i ludzi bardzo inteligentnych. Zadziwia mnie nieustannie to wydzieranie sobie z rąk racji, na którą może nie każdy, ale duża część dyskutantów chciałaby mieć monopol. A wystarczyłoby rację zastąpić poglądami i problem sam się rozwiązuje. Każdy ma prawo do widzenia spraw z własnej perspektywy, która często bywa inna, ale tak samo dobra jak moja. Przy takich założeniach rozmowa staje się poszerzającą horyzonty przyjemnością.

  6. @Gaala
    Odpowiem jak Ewa-Joanna. Mobbing występuje wszędzie tam, gdzie są zbiorowości. Od przedszkolnej, po korporacyjną, armijną, wyznaniową, osiedlową i jaką tam jeszcze chcesz. Osobiście z mobbingiem zetknąłem się jako pracownik w mojej drugiej pracy zarobkowej w życiu. W laboratorium przemysłowym, gdzie pracowałem jako laborant. Na 50-osobwą „zbiorowość” laborancką 48 osób to były kobiety (od 18-go do 60-go roku życia) oraz dwóch facetów – ja, 19-letni młodziak oraz szef – tak około 40-letni bufon z tytułem magistra, co podkreślał na każdym kroku karząc się tytułować „magistrem” – nie „kierownikiem”. Bab się bał, ale po mnie postanowił sobie „pojeździć”. I jeździł tak około miesiąca. To analiza nie na czas zrobiona, to szkło nie za czyste, to odczynnik nie tak wlewany do kolby, ot takie tam. Znosiłem, a babiniec się przyglądał. Wkurw się zaczął, gdy od „wytyków” przeszedł do żądań, aby mu usługiwać. Kawę do gabinetu przynosić, po bułki do sklepiku fabrycznego (fabryka, to była Huta Metali Nieżelaznych – spory kawał produkcji na rynki zagraniczne i na nasz, polski, dawała) ganiał. Po kilku takich ekskursjach, gdy z ilości analiz (często na cito) musiałem się wyrobić, przyniosłem z domu narzędzie antymobbingowe. Szczotki, szmatki i pasty do butów. Gdy pan kierownik wlazł do tzw. pokoju wagowego, w którym przygotowaliśmy „odważki” do analizy ilości pierwiastków w stopie (mosiądzu albo brązu), wyjąłem utensylia pucybutowskie i zaproponowałem, że wyczyszczę „panu magistrowi” buty. Takie zakurzone, panie magistrze. Jak się pan w takich butach w dyrekcji pokaże?. Do czyszczenia butów Jego Magisterskiej Mości nie doszło, baby będące świadkami wydarzenia, parsknęły śmiechem, a szef odtąd traktował mnie tak jak każdą inną babę w laboratoryjnym babińcu. Z szacunkiem.

    Mechanizm „pucybutowski” jeszcze kilka razy mi się sprawdzał przy okazjach okołomobbingowych. Działał. Warunek. Upokorzyć głupiego szefa (szefową) przy możliwie dużym audytorium.

    Odwrotnością mobbingu jest – w stosunkach hierarchiczno-zbiorowościowych – włazidupstwo. Ale to temat do pogadania przy innej okazji 🙂

  7. Lewy 11 maja 12:17

    Dziękuję za odpowiedź. I tu i w Polsce spotkałam wspaniałych ludzi, ogólnie mam dobre zdanie o Niemcach. Niemniej rozmiary zjawiska nie pozwalają mówić o marginesie i wiem np. od znajomego lekarza, że jest to fenomen powszechny, także w tej grupie zawodowej.

  8. Gaalu – bardzo ciekawy wstępniak,moje uznanie !

    Co prawda nie jestem @Lewy, wezwany do zeznawania, ani nawet nauczyciel z francuskiej szkoły, ale skoto temat ważki, powiem co wiem, na sposób nieco nietypowy.

    Mam wrażenie, że mobbing działa najintensywniej tam, gdzie są struktury zastane, typu urzędniczego (co nie musi oznaczać urzędu, ale bardziej czegoś, co mieści się w prawach Parkinsona, gdzie wewnętrzne struktury zaczynają się odrywać od celów calej organizacji i żyć same dla siebie), bierne, złożone z wielu pracowników podobnych do siebie i robiących podobne prace, zmajoryzowane jakąś cechą szczególną lub homogeniczne pod względem płciowym. Tam też, gdzie działa silna zsada formalna i silna tradycja posłuchu.

    Wojsko, kler (wybitnie!), szkolnictwo, administracja publiczna, banki, partie masowe (!), państwowe molochy z przerostami zatrudnienia i kadrą świętych krów (zarządy sterowane politycznie, związkowcy – święte krowy nieróbstwa a rządzenia), w rodzaju PKP, czy spółek górniczych zbieranych w konglomeraty itp. – to najlepsze środowiska do szerzenia się mobbingu, a nawet molestowania seksualnego.

    Mobbing działa tak jak opisujesz, a wgląd robisz bardzo szczegółowy i żywy.

    Dotego obrazu dodam jeszcze coś nietypowego, niejako odwrotnego. Jest bosing, a jak się nazywa przeciwieństwo bossingu? To także jest powszechne: jestem szefem i już jestem mobbingowany – pojawiają się pracownice jawnie, lu półjawnie sygnalizujące ochotę na wkradzenie sie w moje łaski, uzyskanie pozamerytorycznych względów i zbudowanie sobie takiej pozycji o jakiej opowiadają tysiące seksistwowskich dowcipów o sekretarkach, asystentkach i pilnych pracownicach. Coraz intensywniejsze perfumy, coraz wyrazistsze malowanie, coraz większe dekolty i krótsze spódnice i cała gama innych środków. Dzieje się to nieraz wręcz automatycznie: jest (nowy) szef, trzeba sie mu przypodobać i na tym zyskać.
    Robią to nie tylko kobiety, mężczyźni teź, choć nieco rzadziej (chyba i nieco) oraz używają innych środków.
    Jest w tym coś z instynktu (wiele) stadnego i walki o pozycję środkami niezwiązanymi z zasadą merytoryczności. W istocie to coś więcej niż prosta refleksja, żeby się nie kopać z koniem.

    Szefowie się do tego raczej nie przyznają, bo to cieszy ich szefowską próżność i samczą władczość (może samiczą też?), ale też jest uciążliwe, żenujące i potrafi nieźle zepsuć stosunki pracy. Każdy wie w organizacji które to są „aniołki szefa” i zwykle trwa wojna, albo ciche uklady: jak się dostać do „ucha prezesa” poprzez aniołka i jaką cenę nalezy za to zapłacić aniołkowi i szefowi.

    Największe moje zdziwienie, swego czasu, było takie, że dobrze wyszkolone „aniołki” to właściwie instytucja, spadła na mnie po poprzednim szefie. Jest tradycja w stadzie, jest tradycja w narodzie i jest z tym problem wobec całego wydziału czy przedsiębiorstwa. Gdzie są aniołki, są – automatycznie i bez woli – antyaniołki, gdzie działa właśnie bossing i prosty mobbing.

  9. Gaala, znow text pelno empatii. Dla mnie co braki ma, najlepsze co pisac mozna. Zdanie mam co Ewa-Joanna napisala i Anumlik. Ty chyba tez, nie wiem. Takich srodowisk, braku mobbingu nie ma. Wszyscy zetkneli, widzieli. Od najmlodzszych lat pamietam. Do dzisiaj w Szwecji. W Hollandi, w Grecji. Wszystkie srodowiska. Jak maly bylem, nie wiedzialem nazwy. Dowiedziale jak w Szwecji wyladowalem, dorosly. O tutejszych stosunkach moge napisac. Sa programy. Szkolne, pracownicze, organizacyjne etc. do zapobiegania. Czasem dobrze dzialaja, czasem mniej. Ale sa. W kazdej org, dowolnego typu, jest obowiazek taki programu zapobiegajacego miec. Obowiazek miec plan. Plan co robic jak pojawi mobbing/bossing. Dotyczy prywatnych, komunalnych, panstwowych org kazdego typu. Mobbing kosztuje pieniadze, obniza efektywnosc. Jak w Niemczech. Wszyscy wiedza, a jest. Mobbing jest. Tak jak E-J, Anumlik napisal. I tyle, ale…

    Ja bym chcial wiedziec, Ty Gaala, jak dalas sobie rade z mobbing. Ja dalem sobie rade. Mialem, mam metode „wlasna”. Jak nie byc mobbad. To szw slowo, znaczy ofiara mobbingu. Od kiedy zauwazylem, nawet nazwac nie moglem. To zamienmy Gaala. Ty/ja. Tobie napisze, tu do blogu. W edytorze, nie chaotycznie. Sprawdze bledy. Ty mnie napisz Twoja „metode” Gaala. Wieczorem jak bede w domu

    pzdr seleuk

  10. Z poprzedniego …

    Lewy
    11 maja o godz. 8:59

    Wpis bardzo dobry, to znaczy sie zgadzam. Chcialbym ze wszystkim, ale nie moge niestety.

    Lewy,
    Skad sie Tobie wziely te „okrety Krassusa”, ktore pokonaly piractwo na Morzu Srodziemnym, to ja nie mam pojecia, bo mam pojecie, ze to byl Pompey Wielki, ktory oczyscil morze z piractwa. Tak wiec okrety tez musialy byc Pompeya, a nie Krassusa, choc to Krassus byl najbogatszym czlowiekiem w Rzymi, to nie on wylozyl kase na budowe floty Pompeya, tylko jak zwykle podatnik… Decyzja Senatu oczywiscie, ale jednak podatnik.

    Tak to wlasnie wyglada, choc nie zawsze, mienie na blogu racji. Tylko szkopul w tym, ze to nie „ja mam racje”, ale Lewemu sie pomerdalo. Mam tez nadzieje, ze ani Lewy, ani nikt inny nie odbierze tego wpisu jako mobbing.

  11. anumlik
    11 maja o godz. 12:26

    Narzędzia antymobbingowe :-))). Fantastyczny pomysł!
    I skuteczny, jak piszesz. Nie miałabym chyba dość zimnej krwi, żeby tak się zachować.

  12. Tanaka
    11 maja o godz. 12:54

    Miałam nadzieję coś takiego tu przeczytać. Interesujące zjawisko, też powszechne. Z pewnością uciążliwe dla szefa, zwłaszcza jeśli nie cierpi na megalomanię.

  13. Sorry, że nie w temacie, ale wracając do motywu z poprzedniego wpisu, to trzeba przyznać, że Lolek kajakarsko-narciarski, miłośnik kremówek i wspinacz giewontowy, stworzył nowe, dość pokaźne stadko śniętych kościoła, kanonizował 482 i beatyfikował 1343 świeckich i duchownych. To wielka zasługa na miarę wielkiego Wolaka, który ma tyle pomników ile powiatów jest w Polszy.

    A mobbingu nie doświadczyłem jak anumlik.

  14. Gratuluję tekstu. Jak na moje wymagania za długi w stosunku do przekazywanej informacji, ale że ładnie napisany, to i czyta się dobrze.

    Moje doświadczenia zbliżone są do @Tanaka (11 maja o godz. 12:54). Będę jednak radykalniejszy. Przyczyną negatywnych zjawisk w miejscu pracy jest niejednoznaczność opisu stanowisk tejże. Wszystkich stanowisk. Może być ona celowa, jednak na ogół jest to trudność (prawie) obiektywna ze względu na np. zmnienność zadań. Aliści wszędzie tam, gdzie generowane są bez rzeczywistej potrzeby stanowiska kierownicze, pojawiają się frustraci, którzy chcą udowodnić np. swą wyższość.
    Generalnie uważam, że – jeżeli się zgodziłem – powinienem wykonać porządnie to, za co mi płacą. W miejscu pracy powinna być atmosfera tejże sprzyjająca. Oznacza to również, że jeżeli mój pracownik ma gorszy dzień (każdemu może się zdarzyć), to ma zostać w domu i tam się nudzić. W pracy chcę widzieć wyłącznie aktywnych. Ponieważ jednak – niestety – średnia malkontentów jest taka sam niezależnie od stanowiska, mendzących w pracy nie brakuje. Dobry kierownik daje sobie z nimi radę. Czasem inaczej nie można i trzeba się rozstać.
    Tzw. mężem zaufania byłem jeszcze za PRL. Bardzo to było niewdzięczne i karykaturalne.

  15. To, co nazwał na końcu swego tekstu anumlik. a na swojej działce rozwinął Tanaka, czyli odwrotność mobbingu, zniewala mnie cudowną prostolinijnością u małp: samica sama z siebie otwarcie podchodzi tyłem do samca.

  16. wbocek
    11 maja o godz. 13:36

    Do szefa alfa, rzecz jasna.

  17. @Gaala

    W szkole podstawowej sie zetknalem, gdy sie zorientowalem, ze nauczycielki to idiotki, ktore wiedza mniej niz ja. Jak mnie scigac zaczely, to sie po prostu ciut wiecej i troche lepiej uczylem i jak sie przekonaly, ze umiem i wiem jeszcze wiecej, to zeby na idiotki mniej wychodzic, odpuscily.

    W pracy roznie bywalo, ale albo mialem szczescie, albo szefow bardziej bojacych sie mnie niz ja ich. Pozniej glownie pracowalem na swoim, a jak zatrudnialem kogos, to traktowalem partnersko, bo z „niewolnika nie ma pracownika”.

    W Uk tylko niecaly rok pracowalem na etacie. Prace mialem swobodna, to znaczy nikt mi na rece nie patrzyl, a rozliczany blem na koniec tygodnia. Kierownik pod koniec tego tygodnia „wsiadl” na mnie z zarzutami, ze to czy tamto, zaniedbalem, czy nie wykonalem. Jego slowo, przeciw mojemu. Wszystko na gebe. Ale wyszedwszy z krolewstwa dupokrytki, bez wachania najmniejszego sam zastosowalem dupokrytke, to znaczy prosciutenki system notatek z kazdego dnia, gdzie mialem zapisane zadania i notowalem godziny i czas. Do tego wstawialem „zlecenia nadzyczajne” burzace agende. Na koniec drugiego tygodnia, gdy zaczal na mnie wsiadac, juz nie na gebe, tylko z notatek z zaznaczonymi godzinami mu odpowiadalem. Przy srodzie juz zrozumial, ze wyszedl na idiote i dal se siana. Nigdy wiecej juz nie probowal na mnie „wsiadac”, bo widzial, ze mam w reku ten swoj notatnik.

    Tak wiec sa metody „techniczne” poradzenia sobie z mobbingiem i pewnie anumlik z seleukosem cos dorzuca jeszcze. A moze i inni tez. Od siebie dodam, a wlasciwie dopowiem, ze najgorsza menda szefowska bedzie wolala zostawic w spokoju i nie ryzykowac konfliktu z kims kto jest silniejszy psychicznie i nie okazuje strachu.

    Jest jeszcze problem w sytuacjach, gdy organizacja „zmienia kurs”, czy sie gleboko przeorganizowywuje i „starzy”pracownicy zachowawczo sie buntuja. Kiepsciak bedzie wymuszal, zdolny przekona.

    A w zupelnosci sie z Toba zgadzam, ze im mniej w czlowieku, tym silniej ukrywa to „mniej” i tym bardziej wymusza, a opornych dyscyplinuje mobbingiem. Coz na to poradzic w ogolnosci to nie wiem, kazdy przypadek inny jest i wymaga oddzielnego podejscia zeby zrozumiec i poradzic.

    Pozdrawiam
    l.

  18. To już mniej więcej wiem – ustawiacie zjawisko hierarchicznie z góry do dołu. Ale istnieje przecież to samo zjawisko na tym samym poziomie – między równymi sobie, między uczniami, między pracownikami itp.
    Mnie bardziej odpowiada, bo może bardziej obyta jestem z nazwą, słowo bullying. Obrazowo mówiąc dla mnie mobing to kilka ratlerków ogryza jednego, bullying to duży pies gryzący ratlerka.
    U nas też jest wiele programów, bo problem jest spotęgowany przez media społecznościowe. Dużo się robi nie tylko, żeby pomóc ofiarom, ale pokazać sprawcom, że to złe i krzywdzące.
    I właśnie ta obojętność czy też strach biernie obserwujących. To też część problemu.

  19. Żorż Ponimirski
    11 maja o godz. 13:32

    Moja mama mruczała na ten temat że ich narobił (tych świętych) jak głupi klusek…

    Mnie od stycznia nie jest łatwo w pracy, no cóż.

  20. @Nefcia, takie hobby miał, każdego kanonizowanego/beatyfikowanego stawiał w gablotce jako figurkę ręcznie malowaną. Pewnie Dziwisz przejął kolekcję, patrzeć jak wystawi ją na ebay’u.

  21. lonefather
    11 maja o godz. 13:08
    Tak, to nie Krassus, to Pompejusz

  22. @Neciu
    Czy ktoś Ciebie mobinguje od stycznia ? Może ja niedyskretny ?

  23. Żorż
    No ale sam został najświętszym ze świętych. Sama widziałam jak jedna starsza pani padła przed pomnikiem na kolana, zapaliła świeczkę,ucałowała
    JPII w rękę i zaczęła się mmodlić.

  24. @zuzanna51
    To słaba sytuacja bo prawidłowo powinna pocałować w nogę, znaczy w stopę. 😉

  25. Lewy
    11 maja o godz. 14:09

    Szefową mam typu „dziurki nie zrobi a z jajka uleje” czyli w białych rękawiczkach i z uśmiechem.

  26. W naszym, przepełnionym miłością bliźniego, kraju, mobbing jest normą, nie patologią.

  27. Ewa-Joanna
    11 maja o godz. 13:46
    Tylko barbarzyńca kopnąłby człowieka chorego lub kalekę. Do potykającego się zaraz wyciągają się pomocne dłonie. A jak reaguje przeciętny, uchodzący za przyzwoitego człowiek, na słabości w sferze niewidzialnej – niższy poziom inteligencji, błędy spowodowane brakiem koncentracji, niepewność, roztargnienie, trudności w nauce? Zaryzykuję twierdzenie, że większość obrzuci ofiarę „razami“ i „kopniakami“ w postaci szyderczych uwag, groźb, kwestionowania dobrej woli czy zdolności, apeli do poczucia obowiązku itp. Nie mają świadomości, że w ten sposób uniemożliwia się człowiekowi osiągnięcie naturalnej równowagi, ani że zaszczutemu ogromnie zależy na udowodnieniu swojej wartości, kompetencji i dobrej woli – rozpaczliwie chce, ale nie może, bo inni nie pozwalają mu stanąć na nogi. Długo nie mogłam tego zrozumieć, aż kiedyś nagle pojęłam: to wcale nie podłość ani skłonności do sadyzmu. Ludzie często po prostu nie wiedzą, co czynią. Kopiąc potykającego się lub już leżącego usiłują pomóc mu wstać!
    I nawet jeśli zrozpaczony delikwent w skrajnym przypadku popełni samobójstwo, nie są świadomi swego udziału w tragedii ani tym bardziej odpowiedzialności – oni przecież mieli dobre zamiary!

  28. Rolę szefa można wykonywać na różne sposoby.
    Zależne jedynie od wyobrażeń osobnika, co do tej roli.
    W zalezności od nich, będzie dobierał środki, by osiagać cel.
    Ważne jest chyba również, jakie miał wzorce zachowania szefów, którym kiedyś podlegał.
    Uczymy się głównie przez naśladownictwo….

    Prawie z tej beczki pytanie.
    Czy mobbing to jedynie wynalazek naszej- łacińskiej- cywilizacji?
    Bo wydaje mi się że w innych, hierarchicznych, nie ma chyba nawet na to słowa. Tam rzeczą naturalną jest, że wykonuje się wszystkie polecenia szefa. Wodzowi, przywódcy klanu, plemienia, szejkowi, członkowi rodu panującego….
    Te zachowania- uniżoność- mogą również występować i u nas.
    Miliarder, biskup, gwiazda filmowa, prezes korporacji, uważają za naturalne nadskakiwanie im z gorliwością lokaja przez wszystkich.
    Hierarchia dziobania…..

  29. NeferNefer
    11 maja o godz. 14:38

    U mnie w rodzinie sie mowi: „Dziurki nie zrobi, a krew wyssie…”

  30. Problem z mobbingiem/bullyingiem/bossingiem, a dodatkowo jeszcze z seksizmem i wszelkiego rodzaju „dyskryminacją” polega na tym, że ustalenie obiektywnych kryteriów jest problematyczne, poza tym patologiczny szef (odsetek psychopatów na kierowniczych stanowiskach podobno jest dość wysoki) ma swój przeciwny biegun w postaci podwładnego, który czuje się niedowartościowany i swoje subiektywne odczucia przekłada na bezkompromisowe oskarżenie szefa.

    Inaczej mówiąc, moja prowda i twoja prowda nie musi być koniecznie taka sama. Do tego dochodzi (korporacyjny?) kontekst kulturowy czyli fakt, że te same zachowania mogą być bardzo różnie interpretowane.

    Felieton gaali ładnie napisany (gratulacje!) ale zgadzam się z przedmówcami, że trochę za długi, poza tym brakuje mi perspektywy tej drugiej strony. Rozumiem, że gaala czuje się pokrzywdzona, ale… na razie muszę coś gdzieś – rodzina wzywa.

  31. @Gaala
    Nie ma skutków bez przyczyn , tak działa ten świat.
    Dlatego też bardziej ciekawią mnie Twoje przemyślenia co do nich(przyczyn) , bo to ,że jest tak jak napisałaś, od niepamiętnych czasów ,wiadomo też od dawna.
    Tekst jak najbardziej prawdziwy.
    Dzięki.
    Czekam na przyczyny(przyczynę).
    Pozdrawiam.

  32. @Ewa -Joanna. To czym o wspominasz jako pierwsza dyskutantka, ze wystepuje tez na blogu – kazdym, tym tez- nazywa sie bullying i przynajmniej w USA w 99% dotyczy zachowan w szkole podstawowej sredniej , a czasami na studiach. Definicje co to jest kazdy moze sobie znaleszc jesli ma ochote.
    Upublicznienie tego znanego zjawiska spowodowalo, ze w szkolach USA sa pogadanki dla dzieci i rodzicow w tym temacie, nie mowiac o naglasnianych tragicznych przypadkach ofiar cwanych chlopczykow, czy dziewczynek bawiacych sie czyjac odmiennoscia, czy slaboscia.

  33. gaala
    11 maja o godz. 14:46

    Jesteśmy więźniami lęku, uprzedzeń i fobii oraz żądań religii. W sprawach widocznych, fizycznych i prostych – widzimy człowieka, co się przewrócił, osobę bez nogi itp. – w miarę łatwo budzimy w sobie chęć pomocy i dobrze się z tym czujemy. Dostajemy nagrodę moralną i hormonalną: jestem empatyczny, hurrra! zasłużyłem się mojemu bozi, dobry ze mnie człowiek, będę zawiony – hurrrra!

    Zupełnie inaczej jest, gdy mamy przed sobą osobę innej kultury, innego zachowania, niepełnosprawnego intelektualnie, zanurzonego we własnym, obcym nam świecie psychicznym. Reakcja najczęstsza: to wariat! Poszedł stąd, gnojku! Albo omijanie delikwenta szerokim łukiem, udając że w ogóle go nie ma. Tacy nie istnieją.

    Obawa przed innością jest stara, jak cywilizacje i pewnie jak człowiek. Na tej inności budowne są lęki i przerażenia, wzmacniane przez religie, nieraz w towarzyszeniu społeczności. Oczywisty przykład: czarownica. Która mogła być odmienna psychicznie, ale też bardziej wolna niż jej sąsiedzi-niewolnicy, religii lub pana – co na jedno wychodzi – albo dużo bardziej inteligentna czy mająca wiedzę wykraczającą poza przesądy dookólne. To w zupełności wystaraczało, by ją pozbawić czci, pozycji, potępić i skazać na każdy rodzaj kary, zwlasza taki który polegał na szczególnym udręczeniu i cierpeniu.

    Boimy się naszej psyche, naszej głębi osobowej. Obawiamy się demonów w niej tkwiących, zwłaszcza demonów mniemanych. To w ogóle może nie są demony, ale tak są definiowane przez kultrę i religię, a następnie te demony są potępiane i wyklinane, co tym bardziej nas przeraża co do siebie. Religie zawodowo zajmują się zarówno przerażaniem nas, sprzeciwianiem sie poznaniu i kojeniu naszych demonów jak i zawodowym utrzymywaniu nas w opozycji do siebie samych.
    To jest mobbing i cała reszta do potęgi i na zawsze. od urodzenia do śmierci, z pokolenia na pokolenie.

  34. Nie mialam czasu ‚przeleciec wpisu, a t teraz widze, ze juz padlo wczesniej to slowo bullying, ale i tak uwazam, ze sie n ie powtarzam. Zwlaszcza, ze to nie relacje zwierzchnik przeciw podwladnemu, ale grupa naogol rowna spolecznie z ofiara – przeciw jednostce.

  35. @zyta2003 11 maja o godz. 16:20

    Skoro już mowa o sytuacji blogowej – wymóg tolerancji dla inności ma jednak swoje lustrzane odbicie w postaci szantażu emocjonalnego na zasadzie: ja jestem inny i jako inny mam świnte prawo się tutaj szarogęsić! Pamiętam pewnego współpracownika, który był narcyzem, lizusem i karierowiczem, wysługującym się wierchuszce, a poza tym oferującym swoje usługi w każdym projekcie (dodatkowe godziny przebywania w biurze były, oczywiście, płatne w stosunku półtora do jednego), po czym z niewinną miną i rozbrajającym uśmiechem pięć minut przed „dedlajnem” rozwalał nam ten projekt, bo tępy był nadzwyczaj i wszystko w ostatniej chwili robił na opak.

    Był przy tym zdeklarowanym gejem, epatującym swoim gejostwem, a każdą krytyczną uwagę tłumaczył sobie bardzo dobitnie – homofobią współpracowników! W końcu awansował blyskawicznie do biura ministra, z którego wyleciał po roku, po czym słuch o nim zaginął. Wnioskuję, że w końcu naraził się niewłaściwej osobie 😉

    Analogie z „dezerterem” i innymi religiantami są tak oczywiste, że na razie nie będę ich rozwijać. Mówiąc łopatologicznie, każdy kij ma dwa końce, a tolerancja powinna mieć jednak swoje granice.

  36. Nie wiem jak byloby dzis, ale te iles dziesiatkow lat temu moj pierwszy szef wtedy juz dobrze starszy pan o przedziwnym nazwisku, przedwojenny doktor nauk scislych odnosil sie do swojego licznego grona podwladnych kobiet fatalnie. Wlasciwie wogole sie do nas nie odnosil, polecenia wydawal glownie przez swoja prawa raczke prostaczka Jasia, ktory byl mily i biegly w swoich zadaniach. W swoim gabinecie mowil o nas „te moje malpy” i bardzo nie lubilysmy, zeby krazyl po laboratorium, a juz nie daj Boze wezwal. I…. bardzo go szanowalysmy, za wiedze, sprawiedliwosc, szerokie horyzonty, panska postawe. Jego nazwisko bylo osmieszajace, ale nikt nigdy nie robil sobie z tego zabawy, tylko przyjezdzajacy w delegacje czasami mowili: o, jakie szokujace nazwisko. Czyli mial autorytet, ale nie wiem jak by sie to odbywalo w dzisiejszej rzeczywistosci. Po pierwsze, czy znalazby sie szef w zakladzie przemyslowym tak godny szacunku.

  37. Tanaka
    11 maja o godz. 16:45
    Masz całkowitą rację. Ale strach przed własną psyche można przezwyciężyć i wtedy okazuje się, że w duszy wcale nie mieszkają demony, lecz stłamszone „wewnętrzne dziecko”, które tylko czeka na uwolnienie, żeby odbarzyć nas siłą i szczęściem.

  38. Oczywiscie, ze mobbing jest wszedzie. Jest wrodzinie, w klasie, na uczelni, we wspolnocie religijnej, w partiach i setkach innych zbiorowosci. Dla wierzacych zaczal sie juz…w raju. Bogu nie podobalo sie mianowicie, ze Adam i Ewa zbyt duzo wiedza(wiec mu zagrazaja), to ich wymobbowal. Buddyzm tybetanski zrobil to „subtelniej”: jestes na dole i cierpisz? Byles zlym czlowiekiem w poprzednich zywotach, to masz to, co masz. Partie komunistyczne wymobbowaly wszystkich, ktorzy (chocby) powatpiewli w ich wszechwiedze. I tak to sie „kreci” nadal . Wszedzie, czy w demokracjach, czy w dyktaturach. Jest jakas nadzieja? Nie ma. Chyba, ze jak sadza np.fantasci New Age, kiedys bedziemy istotami czysto duchowymi. Nie bedzie ciala, natury i praw ewolucji. Ale, to chyby nie predko… Na dzis–trzeba z tym syfem walczyc i szukac przyjaciol i grup, ktorzy chca sie wyzwolic. Ale bez fanatyzmu–tego prawego i lewego.

  39. lonefather
    11 maja o godz. 13:41
    Tak – dobry przekona, a kiepściak wymusza.

  40. Optymatyk
    11 maja o godz. 15:36
    Wydaje mi się, że najważniejsza przyczyna mobbingu tkwi w duchowym analfabetyźmie bardzo wielu ludzi. Powszechne jest przekonanie, że światem rządzi pieniędz i to on umieszczany jest na pierwszym miejscu w hierarchii wartości. Może przesadą byłoby twierdzić, że elementarną ludzką potrzebą jest konieczność pracy nad rozwojem umysłu, ale ambicje poszerzania wiedzy są powszechne, nie tylko wśród ludzi wykształconych. Zupełnie inaczej mają się sprawy z rozwojem duchowym, którego stan okresliłabym jako bliski analfabetyzmowi. Zdumiewająco wielu ludzi i to niezależnie od poziomu wykształcenia i stopnia inteligencji posługuje się prostymi, żeby nie powiedzieć prostackimi kryteriami podziału na dobro i zło: moje (rasa, narodowość, kultura, religia, system wartości, uczucia, gusty, poglądy wreszcie) jest dobre, wszystko inne zasługuje na lekceważenie, odrzucenie albo zwalczanie jako złe i obce.
    Dyskryminować można więc za wszystko, inność wystarczy.

  41. gaala
    11 maja o godz. 18:19

    Z wychowaniem dorosłych- w tym szefów zespołów- jest jak z wychowaniem dzieci….
    Wynalezienie skutecznych recept i nauczenie rodziców innych niż standardowe metod wychowania, zajęło w przodujących krajach jakies 150 lat.
    Przedtem dziecko było własnością rodziców.

    Wychowanie szefów zajmie podobny okres czasu.
    O ile presja społeczna będzie podążać w tym kierunku.
    Tomy napisano o sposobach i stylach kierowania ludźmi.
    Oraz ich efektywnosci.
    A i tak wielu szefów po prestiżowych kursach, powiela schematy, całkowicie nie będąc w stanie zmienić swoich nabytych zachowań.

  42. @gaala, 11.5, 16.45,

    Dotknela pani fundamentalnego problemu. Jacy jestesmy dla samych siebie? Co robimy gdy psychopatyczny szef zmusza nas do odejscia? I w wielu podobnych sytuacjach. Zalamujemy sie czy szukamy glebszego kontaktu z samym soba? Kto w nas cierpi? Ja, ten dorosly czlowiek, czy owo „stlamszone dziecko”? Moze sie zdarzyc, ze bolesna sytuacja prowadzi do wyzwolenia. Jesli tak, to jest to w tym bardzo pozytywne. Kazdy dzien bez zludzen, moze byc dobrym dniem. Jestesmy „czyms” wiecej niz mobbing, „dziecko”, czy obecna sytuacja. Brzmi idealistycznie, ale tak rzeczywiscie jest.
    Pozdrawiam

  43. Swego czasu czytałem niezłe opracowanie tyczace kierowania firmami azjatyckimi.
    Ścisła hierarchia, absolutny autorytet szefa, nie pozwalał na podsuwanie mu nowych pomysłów, burzę mózgów, konkurencyjność rozwiązań.
    Zdanie inne niż szefa, MOGŁOBY podważyć jego autorytet.
    To była według zachodnich badaczy główna bariera mikrej innowacyjności tamtejszej nauki i przemysłu.
    Jak się zdaje, chyba ją przezwyciężyli, uczac się od nas…..

    Podobna analiza dotyczyła wartości bojowych różnych armii i ich skuteczności działania.
    Armie arabskie to system feudalny, zarządzany centralnie.
    Bez decyzji oficera, nie dzieje się nic.
    Zero inicjatywy podoficerów i żołnierzy…..
    W starciu z armiami państw zachodnich, są jak dzieci we mgle….
    MUSZĄ mieć przywódcę.
    Jego likwidacja powoduje panikę i chaos…..

  44. gaala
    tekst jak na ten czas, gdy dobra zmiana wymiata z zakładów pracy niewygodnych pracowników, nie oglądając się na kompetencje zawodowe i społeczne zwalnianego.
    W myśl zasady: dajcie człowieka , a paragraf się znajdzie.

    Samo pojęcie mobbing, szczególnie w pracy, w zależności służbowej mimo, że jako zjawisko znany od lat, dopiero niedawno został naprawdę nazwany i ujęty w kodeksie pracy. Z definicją i procedurami oraz karami za udowodniony mobbing.

    Dwa lata temu zwolniono (ale bez szykan) szefa w mojej pracy. Pracownicy na piśmie złożyli skargę na traktowanie ich przez nowego dyrektora.
    (Naprawdę trzeba przyznać, że zachowywał się chamsko, dezawuował umiejętności i kwalifikacje pracowników z wieloletnim stażem w firmie; a tym, którzy sie przeciwstawiali jego słowom obcinał lub zupełnie pozbawiał premii kwartalnej).

    Przyjechała komisja kilkuosobowa z centrali; w odrębnym pomieszczeniu każdy z pracowników został poproszony o określenie stosunku dyrektora do jego, jako pracownika; cała sprawa trwała dwa dni…wszyscy pracownicy sie wypowiedzieli; po trzech tygodniach do sekretariatu wkroczyli przedstawiciele służb kadrowych z centrali i wręczyli panu dyrektorowi odwołanie za stanowiska. Natychmiastowe, ale nikt nie czekał na zebranie przez dyrektora swoich rzeczy do kartonu; państwo przedstawiciele odjechali, a dyrektor zamknął się w swoim pokoju i do godz. 17 zdążył obdzwonić wszystkich swoich znajomych zawiadamiając ich, że on, niewinny został odwołany.

    A dodać chciałabym, że tuż po objęciu stanowiska przez nowego szefa przyjechał do nas przedstawiciel firmy zajmującej się szkoleniami pracowników i zrobił nam szkolenie na temat mobbingu. Całodniowe, z przykładami, odpowiedziami na pytania.
    Przydało się, jak znalazł.

  45. Płynna Rzeczywistość
    11 maja o godz. 9:43 ( z poprzedniego wpisu)
    ten plac nazywał sie Czerwony z powodu sąsiedztwa miejskiej rzeźni; zmieniono nazwę chyba tylko dlatego, żeby nie kojarzył sie z wiadomym placem w Moskwie.
    Poza tym trzeba było uczcić Lolka Kajakarskiego, a nie wypadało nadać świętobliwą nazwę ulicy czy placowi na peryferiach.

  46. @gaala 11 maja o godz. 18:19

    Zupełnie inaczej mają się sprawy z rozwojem duchowym, którego stan okresliłabym jako bliski analfabetyzmowi. Zdumiewająco wielu ludzi i to niezależnie od poziomu wykształcenia i stopnia inteligencji posługuje się prostymi, żeby nie powiedzieć prostackimi kryteriami podziału na dobro i zło: moje (rasa, narodowość, kultura, religia, system wartości, uczucia, gusty, poglądy wreszcie) jest dobre, wszystko inne zasługuje na lekceważenie, odrzucenie albo zwalczanie jako złe i obce.

    Komentarz: z tekstu wynika, że utożsamiasz „rozwój duchowy” – który przeciwstawiasz „rozwojowi umysłu” – z próbą obiektywnej oceny człowieka, która to obiektywna ocena jest moim zdaniem jak najbardziej funkcją rozwoju umysłowego. A zatem „rozwój duchowy” o którym piszesz nadal pozostaje niezdefiniowany. Czy mogłabyś sprecyzować, co rozumiesz przez „rozwój duchowy”?

  47. Ze względu na precyzję wolałabym oddzielić bullying od mobbingu, bo są to zupełnie odmienne problemy (na co kilka osób zwróciło już chyba uwagę). Wredny szef to zwykły bullying, może być dotkliwy i grozić utratą pracy, ale psychicznie nie jest aż tak wykańczający jeśli delikwent ma wsparcie u innych pracowników (nawet ciche) lub rodziny. Mobbing od słowa mob – tłum, tłuszcza, to jest gnojenie przez otoczenie, współpracowników, sąsiadów, uczniów, które sprawia że człowiek czuje się osaczony jak zwierzę i czasem kończy się depresją a nawet samobójstwem. Nawet przykład podany przez autorkę to bullying. Nie lekceważę go, ale łatwiej dotrzeć do ludzi i powiedzieć szef jest be i nagi i to co robi jest brzydkie, niż przeciwstawić się mobbingowi.

    Bardziej problem mobbingu wyjaśnia Tanaka, jest to problem nieradzenia sobie z innością. Inność powoduje lęk i zachowania stadne. Bardzo mnie ciekawi mechanizm i metody przeciwdziałania. Jeśli takie istnieją, poza oczywistą ucieczką.

    Ja przyznam się osobiście nie miałam z tym wiele do czynienia. Trafił się czasem współpracownik-bully, ale dobry szef jest to w stanie załatwić. A do szefów raczej miałam szczęście. W porządnych firmach istnieją na to procedury, firma ma za dużo do stracenia przez złą dynamikę w grupach: cenny czas, talent, albo i reputację jeśli sprawa wyląduje w sądzie. W prasie jest dużo takich historii, ale to raczej wynik transparentności, a nie tego że w Ameryce jest gorzej. Porównując do polskich historii, uważam że jest dużo lepiej. Dobry pracownik to atut a nie zagrożenie dla szefa. Wiele racji ma Qba i Tanaka, że sporo tych lizusowskich zachowań wobec szefów bierze się ze źle zdefiniowanych wymagań i kwalifikacji. Jeśli praca wymaga konkretnych zdolności i pracownik je ma, to nie musi się nikomu podlizywać lub bać. Jeśli kryteria są uznaniowe, a człowiek jest zastępowalny, to robi co może żeby przetrwać.
    Włączając zachowania kobiet wobec męskich szefów i żeńskich małp wobec męskich małp, od czego zrobiło mi się lekko niedobrze 🤢.

  48. seleuk(os)
    11 maja o godz. 12:58
    Pracowałam przed laty jako kelnerka w bardzo dobrej restauracji; szef był bardzo wymagającym pedantem. Nagle, nie wiadomo dlaczego, popadłam w niełaskę i krytykowana ze wszystkich stron, wkrótce nie byłam w stanie przyjąć bezbłędnie prostego zamówienia. Musiałam odejść, wolałam nie czekać na załamanie nerwowe. Pół roku później wróciłam i od razu sprowokowałam trwajacą całą prawie noc rozmowę z wszechwładnym szefem przy dużej ilosci wina, podczas której szczerze powiedziałam mu o wszystkim, co od dawna leżało mi na sercu. Dowiedział się, że w czasie poprzedzającym moje odejście krytyka odczuwana jako szykany stopniowo odbierała mi wiarę we własne możliwości, aż w końcu większość mojej energii psychicznej pochłaniały wściekłość i poczucie krzywdy – uczucia odbierające sen, apetyt i wszelką przyjemność z pracy. Moje myśli krążyły obsesyjnie wokół jednego: za wszelką cenę pracować bezbłędnie, nie dawać okazji do szyderstw i zjadliwych uwag. Niestety, efekty okazały się dokładnie odwrotne od zamierzonych. Mimo – czy może właśnie z powodu potężnej presji, która sama sobie narzuciłam, byłam bezsilna, w końcu nie widziałam innej alternatywy jak odejście. Poczułam się pokonana, choć wtedy rok życia oddałabym za sposób na opanowanie nerwów i przezwyciężenie wewnętrznego impasu uniemożliwiającego koncentrację. Ta niełatwa na początku rozmowa okazała się przełomem. Pamiętam, że słuchał z pełną niedowierzania uwagą kompletnie zaskoczony moimi słowami. Nad ranem zmienił o mnie opinię uznając, że jestem w porządku. Pracowałam tam później jeszcze przez pięć lat z najlepszym szefem, jakiego można sobie wyobrazić. Wobec innych pozostał sobą, nadal budząc postrach, ale dla mnie stał się odtąd wyrozumiały i dobry, przestał karać za błędy (które zresztą zdarzały się coraz rzadziej) swoimi typowymi zwalającymi z nóg uwagami. Tylko raz w życiu udało mi się zmienić wrednego szefa w ideał.
    W przypadku mobbingu prostego jest łatwiej. Czasem wystarczy rzucona na luzie uwaga, jak w przypadku koleżanki mającej w zwyczaju krytykować wszystko i wszystkich. Z niewinną miną powiedziałam z uśmiechem: możesz to widzieć pozytywnie, im gorsi są inni, tym lepiej wypadasz na ich tle. Odpowiedzią był pąsowy rumieniec i dwa sztylety w spojrzeniu. Przez wiele lat bałam sie panicznie zjadliwych werbalnych napaści. Zwykle reagowałam zgodnie z powszechnie obowiązującym wzorcem postępowania, nakazującym odpłacać pięknym za nadobne. Dziś uważam, że atak jest najlepszą formą obrony tylko wtedy, kiedy zależy nam na wojnie – gwarancja powodzenia jest niemal stuprocentowa. Zauważyłam przy okazji, że w praktyce najczęściej stosowany jest zmodyfikowany nieco kodeks Hammurabiego: za jedno oko nalepiej obydwa, za jeden ząb – wszystkie. Zeby raz na zawsze dać nauczkę!
    Ta metoda prowadzi jednak tylko do eskalacji przemocy, nie sprawdza się rownież „przełykanie” przykrości, bo brak reakcji prowokuje do zuchwałości.
    W przeszłości często popełniałam ten błąd, miesiącami potrafiłam ze strachu przed konsekwencjami tłumić gniew i poczucie krzywdy. Aż dotarło do mnie wreszcie, że ta droga prowadzi nieuchronnie do katastrofy, bo w końcu kiedyś miarka się przebierała i dochodziło do gwałtownego wybuchu z mojej strony, po którym nie był już możliwy żaden kompromis. Zdecydowałam się więc diametralnie zmienić swoje zachowanie zaczęłam reagować natychmiast, kiedy poczułam się źle traktowana.
    Nie atak, nie nadstawianie drugiego policzka, lecz po prostu mówienie prawdy o własnych odczuciach jest najskuteczniejszą – moim zdaniem – formą obrony.
    Tylko jasno i konkretnie wyrażone przesłanie „nie mów/nie rób tego – to boli“ może skłonić przeciwną stronę do przemyślenia swojego stanowiska i zmiany postępowania. Może, choć też nie zawsze. Zdarza się wprawdzie, że ktoś zawstydzi się i natychmiast przeprosi, jeśli nie zdawał sobie sprawy i nie miał intencji zranienia. Cześciej jednak spontanicznym odruchem bywa kwestionowanie odczuć i oburzenie, któremu towarzyszy lekceważenie dla słabości. To zupełnie tak, jakby uderzywszy czy zraniwszy kogoś zgłaszać pretensje o krwawienie i odczuwanie bólu. Taka reakcja, posiadając zresztą pewną logikę – sprawca bólu przecież nie czuje, choćby zakatowal ofiarę na śmierć – pokazuje rozmiary znieczulicy i stan wiedzy o uczuciowych zależnościach ludzi postrzegających się zwykle jako wrażliwych – niestety, tylko na własną krzywdę.

  49. @Szymonowicz 11 maja o godz. 18:56

    To samo w ujęciu katolickim (św. Teresa z Lisieux) „pokora jest prawdą o sobie”. Tyle że katolicyzm lokuje to w kontekście „wszechmocnego” Boga i kajającego się w prochu człowieka, który wszystkiego od owego Boga oczekuje. Inaczej mówiąc katolicka „prawda” jest tak natrętnie feudalna, że absurdalna. Buddyzm ujmuje ludzką kondycję podobnie, chociaż jeszcze bardziej radykalnie, bo tam nawet indywidualne „ja” jest iluzją.

    W obu wypadkach „wyzwolenie” polega na uwolnieniu się od subiektywnej oceny zjawisk i (w buddyzmie) współczuciu, czyli współ-odczuwaniu z wszystkimi żywymi istotami.

    Klasyczny przykład „wyzwolenia przez cierpienie” opisuje Eckart Tolle w „Potędze teraźniejszości”. Najpierw, przytłoczony rzeczywistością, mdleje z bólu, potem odzyskuje przytomność i zachwyca się światem, jakby go widział po raz pierwszy. Opisuje, jak wziął do ręki butelkę i nie mógł się nadziwić, że jest taka piękna. Trudno powiedzieć, czy akurat on rzeczywiście to przeżył, ale opis jest dość typowy. Rzecz jasna nie ma w tym nic „nadprzyrodzonego”, po prostu tak funkcjonuje homo sapiens.

  50. A jakby podany tu problem bullyingu i mobingu , który zapodała Gaala rozważyć szerzej ? Czy to, co wyprawia mały gnom czyli wielki wuc Kaczo, nie naświetla najlepiej tego procederu ? Przecież to, co ten człowieczek stosuje w stosunku do Maliniaka, czy tej co wyszła z worka i pozostałych pisiorków, to typowy bullying, czyli mówiąc po polsku zwykłe gnojenie. Największym nieszczęściem tego bullingowca jest to, że najbardziej przez niego znienawidzony Tusk umknął spod jego bullyimgowej władzy i skrył się poza jej zasięgiem w Europie. Natomiast stado bullyingowane przez skrzeczące zwierzątko, odbija to sobie na na normalnych Polakach mobingując ich.
    Gaala Twój wpis dostarczył jeszcze jednego klucza do zrozumienia tego co się obecnie w Polsce dzieje; to totalny bullying i totalny mobing.
    Dzięki Gaalu

  51. @gaala 11 maja o godz. 19:11

    Czyli szef po Twoim zapodaniu, że czujesz się przez niego bardzo skrzywdzona, zmienił się – ale tylko w stosunku do Ciebie? Twoich współpracowników nadal traktował z buta, a Ty uznałaś, że to jest w porządku? Bo co – bo tylko Ty jedna odznaczałaś się wyjątkową wrażliwością? Skoro miałaś aż taki wpływ na szefa, to dlaczego nie upomniałaś się o innych? I jak ci inni reagowali na to, że szef – jak piszesz – traktował Cię preferencyjnie? Czy dali Ci odczuć, że coś jest nie tak?

  52. @Lewy 11 maja o godz. 19:41
    Bullying globalny nazywa sie zamordyzmem 😉

  53. neoliberalny rynek pracy, ktory rozwija sie obecnie w ue, doprowadzi w ostatecznosci do tego, ze pracownika zastapi najemnik (wlasciwie ekonomiczny niewolnik) i mobbing stanie sie zwykla metoda socjotechniczna wtedy, kiedy zabraknie oporu takich organizacji jak zwiazki zawodowe, czy rady pracownicze;

  54. @byk 11 maja o godz. 19:45
    Mam wrażenie, że dość dowolnie okreslasz mobbing.

  55. Fascynujący opis mobbingu na polskiej prowincji daje powieść Ewy Ostrowskiej „Śniła się sowa”. Rzecz dzieje się w „przepięknej” wsi, na którą sprowadza się amerykańskie małżeństwo. Co było dalej jest, być może, do przewidzenia.
    Ja musiałam tę książkę odchorować. Może wrócić do niej po latach to byłby masochizm, ale trochę kusi.

  56. wyekspediowany z socjalu na smieciowki prekariat zaostrzy dodatkowo konkurencje na rynku pracy, bo neoliberalna elita ekonomiczna, a zwlaszcza jej bully’s wykorzystaja te grupe spoleczna, aby zwiekszyc nacisk
    (a tym samym podniesc ich efektywnosc) na istniejace zespoly pracownicze;

  57. na marginesie:
    jasne, mobbing mamy juz w biblii (abel i kain), tak, ze mozna sie rozpisac na kilka tysiecy znakow, ale mnie interesuje tutaj spoleczny kontekst tego fenomenu;

  58. NeferNefer
    11 maja o godz. 14:38
    Szefową mam typu „dziurki nie zrobi a z jajka uleje” czyli w białych rękawiczkach i z uśmiechem.

    Zawsze możesz się umówić z szefową na całonocną popijawę i wytłumaczyć jej że rani Twoje uczucia. Ona pewnie nie jest duchowo rozwinięta.

    Zanim zostanę zmobowana, dodam, że moja bliska koleżanka lekarka w Polsce była gnojona przez swą szefową, która nawet groziła jej niedopuszczeniem do specjalizacji. Musiała zacisnąć zęby i przeczekać ale kosztowało ją to duże zdrowia.
    W Belgii pewnie łatwiej i pracy jest dużo. Może nie warto się męczyć.

  59. n.p. bashing, stalking, trolling – czy to tez nie sa formy mobbingu?

  60. @byk 11 maja o godz. 20:11

    Ja rozumiem zjawisko – i widzę, jak wygląda w praktyce. Ale to jest raczej wyzysk ekonomiczny wymuszany przez system oparty na dyktaturze pieniądza. Celem każdej korporacji jest maksymalizacja zysku, a sposobem tej maksymalizacji – między innymi wyzysk jednostek. Staruszek Marks się kłania

  61. @byk 11 maja o godz. 20:18
    Stalking to nie jest mobbing. Stalking to stalking. Wrzucasz wszystko do jednego worka 🙂

  62. @izabella 11 maja o godz. 20:17
    Ąć! 😀

  63. Na marginesie
    11 maja o godz. 19:08 i 19:11
    Zgodzisz się na trójpodział: ciało, umysł, dusza? Tu, na tym blogu, dowiedzałam się, że dla niektórych dystutantów pojęcie „duszy” jest nie do zaakceptowania jako umowne, o religianckich konotacjach. Chodzi mi o sferę emocjonalną i uczuciową, o szeroko pojętą duchowość – zgodnie z definicją Lewego w niedawno publikowanym tu wstępniaku

    Rrzeczywiście, wtedy myślałam głownie o sobie zamiast upomnieć się także o innych. Wstyd mi teraz.

  64. margines:
    nie, max weber;

  65. albo hobbes;

  66. U mnie raczej nie ma. Nieprzyjemne rzeczy się zdarzają, ale stanowią ogromną rzadkość.

  67. przeczytaj „lewiatana”, polecam, chociaz tez staruszek;

  68. @Na marginesie, gaala
    Po co trójpodział? Czym ma być ta dusza tak pdrębnym od umysłu?

  69. @gaala 11 maja o godz. 20:25

    Nie, nie mogę się zgodzić na taki trójpodział. To tradycyjny scholastyczny model, który w praktyce po prostu nie istnieje. „Umysł” i „ciało” tworzą konglomerat, bo umysł jest funkcją ciała i poza ciałem nie ma racji bytu. Pisał o tym np. Antonio Damasio. Z kolei „dusza” to wydumane pojęcie z dziedziny religii.

    Zahaczasz o New Age, przynajmniej w sferze terminologii. A ja nadal nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi z tą „duchowością”. Bo Lewy w swoim felietonie chyba jednak pisał o czym innym. Mam wrażenie, że chodziło mu głównie o emocje, chociaż to też nie jest zbyt precyzyjne określenie. Zresztą może Lewy sam się wypowie. W każdym razie „duchowość” to chyba nie jest to. Uporządkowanie własnej sfery emocjonalnej? Kontrola emocji? Informowanie innych o własnych odczuciach? O to chodzi?

  70. czy ktos jest w stanie przetlumaczyc angielskie slowo mobbing na polski?
    bylbym bardzo wdzieczny;

  71. nękanie

  72. chociaz chinska teologia opiera sie na pieciu elementach, to nie mamy problemu zrozumiec ich sposob myslenia, bo europa miala juz wlasciwie wszystko patrz n.p. oltarz pergamonski (obecnie w berlinie);
    kiedys myslano, ze atomu rozbic sie nie da – figa z makiem, pasternakiem!

  73. Jacek Kowalczyk
    11 maja o godz. 20:48
    dziekuje bardzo;

  74. mob – angielski
    polski – tłum; w socjologii zbiorowość ludzka przyjmująca formę czasową i niezorganizowaną. Jednostki w tłumie zawsze przebywają w bliskości fizycznej(? -chyba juz obenie nieaktualne, p.m.) i mają wspólny obiekt zainteresowani.(za wiki);

  75. obcujemy na tym blogu rowniez FIZYCZNIE, ale to jest inna forma istnienia, niz w przypadku zwyklego tlumu, n.p. nie moge tutaj nikogo (jeszcze) kopnac w kostke;

  76. zuckerberg twierdzi, ze to tylko kwestia czasu (kopanie w kostke);

  77. @namaginesko
    Nie bądź taka zero-jedynkowa. I nie oddawaj w pacht klechom duchowości, bo stajesz sie ich sojusznikiem, tak jak Macierewicz nie zdając sobie sprawy jest sojusznikiem Putina.
    Duchowośc posiada również ateista, który jest wrażliwy na piękno np. przyrody, muzyki, poezji itp. To wszystko co wykracza poza czysty intelekt.Czego nie posiada komputer, ktory intelektualnie może pokonac w szachy człowieka, nie posiadając tej duchowości. Bez tej duchowosci nie jesteś w stanie zrozumieć Szekspira, słuchać Bacha, zrozumieć szalonych i cudownych wierszy np.Gałczyńskiego. Na prawdę obok ciała i intelektu jest jeszcze ta trzecia „władza” w człowieku zwana duchowością. I nie ma to nic wspólnego z zafałszowaną przez religię podróbką duchowości. Nie oddawaj klechom tego, co jest tak ważne w życiu człowieka, bo oni tylko na to czekają, żeby mówić: „no widzicie, ateista to człowiek bez wrażliwości , pozbawiony zmysłu piękna, wzniosłości, to taka maszyna a nie człowiek.”
    Mysle, że coś Ci umyka, namarginesko, i Gaala jest mi bliższa

  78. Na marginesie
    11 maja o godz. 20:44

    Zawstydzasz mnie. Widzę, jak bardzo jestem do tyłu – nic mi nie mówi nazwisko Antonio Domasio, niewiele New Age. Przy całym respekcie dla Twojego punktu widzenia, lubię słowo „dusza” i nie zamierzam przestać go używać.

  79. @Lewy 11 maja o godz. 21:23

    Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o … duchowość?
    Ja rozumiem imponderabilia. Ale co ma piernik do mobbingu – nie rozumiem.
    Dlatego tak się czepiam. Precyzji wypowiedzi 🙂

  80. @byk 11 maja o godz. 21:10

    Znakomita „Masa i władza” Eliasa Canettiego.
    Ciarki przechodzą, jak ten gość jest przenikliwy.

  81. @gaala 11 maja o godz. 21:28

    Ależ używaj go sobie na zdrowie! Ja po prostu postuluję, żeby jednak wyjaśnić, co przez to rozumiesz. Antonio Damasio jest neurologiem i trochę filozofem. Interesuje go też historia idei w jego własnej dziedzinie. Napisał kilka fascynujących książek, z których zrozumiałam piąte przez dziesiąte, bo ja nie jestem neurologiem. Ale warto było przeczytać, bo to i owo jednak z nich wyniosłam 🙂

    New Age to taka współczesna duchowość, dokładniej tu https://pl.wikipedia.org/wiki/New_Age

  82. @namarginesko
    Chyba krecisz. Bo co to jest duchowosc, to jasno Ci wytlumaczylem; A piernik do mobingu polega na tym, ze dyskusja zeszla na duchowosc i odwolalas sie do mnie w polemice z Gaala. No ale jak w zakresie duchowosci zadasz precyzji, to zostaja tylko szachy z komputerem.

  83. izabella
    11 maja o godz. 20:17

    Nie będę się wywnętrzać ze szczegółami bo nie miejsce to a poza tym nie lubię, publicznie, zwłaszcza że zostanie na wieki wieków amen na blogu a po co mi to. Rozumiem doskonale drugie zdanie, komentarz też sobie zostawię, zdaje się że mamy podobnie. Owszem, podjęłam działania.

  84. @Lewy 11 maja o godz. 21:44
    Nie ja, tylko gaala się do Ciebie odwołała. A ja po prostu poszłam za ciosem.
    Nie nerwujsia. Precyzja nie boli 😀

  85. gaala
    11 maja o godz. 17:29

    W zasadzie tak, ale niezupelnie.
    Jeden z największych lękow człowieka, może największy, to lęk przed sobą, także w drugim człowieku.
    Nasza głębia osobowia kryje w sobie zwierzę, takie samo jak małpa, pies, świnia i tak dalej. Kryje w sobie wszelkie złe doznania z dzieciństwa, zepchnięte na dno psyche, wyparte i zabetonowane. Kryje w sobie furie i lęki, wścielkłości i wszelkie blokady. Gdy się czasem uwolni, nie poznajemy siebie, jesteśmy sobą przerażeni i podobnie jest gdy jesteśmy świadkami cudzej manifestacji tego rodzaju.

    Do dzisiaj, a potrwa to jeszcze długo, na wszelką głębię i odmienność reagujemy lękiem albo potępieniem, krzycząc: wariat! Ten, którego nie rozumiemy, to zaraz wariat, chory psychicznie. A choroby psychiczne wywołują w nas przerażenie. nasz świadomy umysł nie chce się przyznać do istnienia świata głębszego, boimy się, że to zakaźne, że sami możemy popaść w tak coś przerażającego. Takie osoby, patrząc na to historycznie, zawsze były odseparowywane od innych (co nota bene czyniło poprawę wręcz niemożliwą, a pogorszenie stanu wręcz pewnym), oraz – nierzadko – ekstermincję.

    Wielkim wrogiem poznania siebie jest chrześcijaństwo. Ono się wypiera istnienia głębi psychologicznej, potępiało od zarania psychologię, a psychologia głębi, badająca te najniżej położone warstwy nas samych, budzi w wśród kler przerażenie połączone z wściełkłym potępieniem.
    Poza powyższymi powodami, jest i taki, też fundamentalny, że psychologia głębi dezawuuje pojęcie człowieka jakie wypracowała religia. A jest to pojęcie sprzeczne z autentycznością naszego głębokiego ja.

    Skutek jest tragiczny: chrześcijaństwo zawzięcie głosi to, co nazywa dobrem i zawzięcie uniemożliwia jego realizację. Zawzięcie,panicznie głosi „pokój” i równie automatycznie mu sie sprzeciwia, ponosząc nieustanne klęski. Jest to nie do przezwyciężenia, ponieważ religia i jej bozia kłóci się z ludzkim autentyzmem.

  86. @namarginesko
    Proszę, błagam, nie używaj takich chwytów erystycznych, że coś „nie boli”
    Wiesz ile razy czytałem na blogu, ze „myslenie nie boli”. A w Twojej wersji chodzi o precyzję. Przeciez to nic nie znaczy, poza tym, że komuś się insynuuje , ze nie myśli, albo, że nie jest precyzyjny. Ale i tak Cie lubię, więc mam nadzieje, że spełnisz moją prośbę.
    Wybacz, ale na mnie już pora, więc muszę wyłączyć kompa i lulu

  87. @Lewy 11 maja o godz. 22:02
    Ależ Lewy, ja też Cię lubię. Tylko dlaczego jesteś nagle taki… sieriozny?

  88. Przeczytalem wszystkie Twoje Gaala wpisy do godz 21.28. Do mnie 19.11. Napisze „moja” metode. Kawe rano. Porzadnie co obiecalem.
    pzdr seleuk

  89. @Tanaka 11 maja o godz. 22:00

    Dopowiem: chrześcijaństwo zawzięcie głosi „miłość”, która jest jakimś chorym wynaturzeniem, wymagającym katowania siebie i własnej rodziny. A wszystko to podlewa obficie sosem „Prawdy” – koniecznie wielką literą – jakby tą inkantacją do „Prawdy” usiłowało zakrzyczeć fakt – że łże.

  90. Tanaka
    11 maja o godz. 22:00
    Chciałabym odnieść się do Twojego wpisu, ale potrzebuję trochę czasu na przemyślenie. Napiszę rano.

  91. Rozumiem Lewego, ale duchowość to powiedzmy umownie taka wrażliwa cześć umysłowości, jej estetyczno- fantastyczne piętro. Prościej. Stany umysłu, który jest funkcją mózgu. Póki co najlepsze jest proste wyjaśnienie, że umysł jest tym co robi mózg. Kognitywistyka ciekawie odpowiada na intrygujące pytania w tym zakresie, ale nie mam mocy przerobowych anumlika, aby o tym pisać. 

  92. @Tanaka z 22- ej. Psychologia głębi… czuję ten wpis. Musiałem to napisać. ‎

  93. Ciągle nie mogę się pogodzić z oddzielaniem mobingu od bullyingu i lekceważenie tego drugiego. Przecież one ściśle się łącza! Obie formy to uporczywe nękanie jednych przez drugich, indywidualne albo grupowe. Z bullyingu się nie wyrasta, dlatego tak wielką wagę przywiązuje się w Stanach czy w Australii do przeciwdziałaniu temu zjawisku.
    Ma racje Tanaka, że wszystko łączy się z naszym rozwojem psychicznym i naszą „zwierzęcością” ( zachowanie i hierarcha stadna) i mając tego świadomość możemy zapobiegać niepożądanym zjawiskom. Ja to na własny użytek nazywam „wychodzeniem z jaskini”, rezygnacją z atawistycznych agresywnych zachowań i zastosowanie prostego myślenia – odwrócenie sytuacji i przemyślenie emocji towarzyszących.
    Jedno jest pewne – w każdej sytuacji reagować trzeba, zwracając uwagę na niewłaściwość zachowań i kontrolując własne.

  94. Na marginesie
    11 maja o godz. 22:37
    W chrześcijaństwie nic nie jest wprost, bezpośrednio od człowieka do człowieka, ale zawsze poprzez trzecią osobę – bozię.
    Jest to sprzeczność z żądaniami co do miłości i wszystkiego innego i czyni z człowieka przedmiot. Ale chrześcijaństwo tak ma: zaprzeczyć sobie, by – strasznie się męcząc – siebie szukać. Zawsze tylko w bozi.

    Między małżonkiem sakrametalnym, a małżonką sakramentalną zawsze jest bozia, i poprzez bozię ze sobą rozmawiają oraz uprawiają komunię ciał.

  95. @Na marginesie
    Zalinkowane artykuły o reemigrantach bardzo znamienne. Ja sobie nie wyobrażam powrotu do Polski, udusiłabym się chyba w ciasnocie. I miejsca i poglądów.

  96. Lewy
    11 maja o godz. 21:23
    „Duchowość posiada również ateista, (…) I nie ma to nic wspólnego z zafałszowaną przez religię podróbką duchowości”.

    Nikt rozsądny nie odbiera ateiście prawa do posiadania „duchowości”. Dlaczego zatem ateista nazywa „podróbką duchowości” – podejście do życia, oparte na wartościach religijnych?

    Co było wiadomo do tej pory na temat „duchowości”, zanim zamieściłeś swój oryginalny komentarz?

    Według słowników „duchowy” to taki, który odnosi się do religii lub do wewnętrznego życia człowieka. A w pewnej encyklopedii „duchowość” zdefiniowano jako „działanie człowieka ukierunkowane na świat wartości religijnych” (Encyklopedia PWN).

    To prawda, że cześć osób uważa, iż duchowość w ogóle nie ma związku z wiarą w Boga, lecz z poszukiwaniem wewnętrznego spokoju i sensu życia. Ich zdaniem rozwijanie duchowości nie musi mieć żadnego wymiaru religijnego. Człowiek powinien raczej wejrzeć w siebie, zrozumieć swe najskrytsze uczucia. W pewnym artykule ujęto to następująco: „Prawdziwą duchowość odkrywa się w głębi swego jestestwa. Jest to twój sposób kochania, akceptowania i odbierania otaczających cię ludzi i świata. Nie odnajdziesz jej w kościele ani w wierzeniach religijnych”.

    A zatem, ludzie bardzo się różnią w poglądach na duchowość. Chociaż opublikowano już tysiące książek opisujących, jak ją rozwijać, to trzeba szczerze przyznać, że ich czytelnicy nazbyt często nie czują się usatysfakcjonowani, lecz wręcz zdezorientowani. Dlaczego ?

    Ponieważ większość osób odczuwających potrzebę rozwijania swej duchowości, pomija pewne źródło, które zawiera ponadczasowe rady w sprawach duchowych. Chodzi o Biblię. Księga ta, jak żadna inna, kompleksowo wyjaśnia, jak można się stać człowiekiem duchowym i jakie to przynosi dobrodziejstwa. Bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu.

  97. UWAGA KOMUNIKAT
    Dezerter nie jest normalnym uczestnikiem blogu. Jest przedstawicielem sekty jehowitów, produkującym się tu zawodowo. W ramach jehowickiej działalności trolla publikuje na tym forum przeraźliwe bzdety.

  98. @Ewa-Joanna 11 maja o godz. 23:23
    Rozumiem doskonale!

  99. „Może przesadą byłoby twierdzić, że elementarną ludzką potrzebą jest konieczność pracy nad rozwojem umysłu,…” Gaala

    Wg. mnie wcale nie byłaby to przesada, jedynie ta konieczność pracy nad rozwojem umysłu wynika z elementarnej nieznajomości, co może ją poprawić (pracę umysłu).
    W każdym razie wszytko to ,co się w tej materii robi nie jest tym czym być powinno bo problem narasta i końca nie widać.
    Nie bez przesady powiem , że „pies jest pogrzebany”,przyczyna tkwi w biologii. A to co się dzieje jest jedynie tego skutkiem, tej patologii. Wszelkie opisy i systematyzowanie tego nie rozwiązują żadnego z problemów jakie tworzy realnie patologia rozwojowa umysłu.
    Problem tkwi w ludzkich głowach nie gdzieindziej. Skutki opisałaś z autopsji. Każdy ich doświadczył w mniejszym lub większym stopniu, ale mało kto doszedł do rzeczywistych przyczyn tych zjawisk. Powstały nauki (Z.Freud jego następcy (E.Fromm) i całe szkoły psychoanalizy,psychologii i psychiatrii) , które jednak skutecznie tego nie rozwiązują.
    Ekonomizacja, finansjalizacja wszystkiego zabrały człowiekowi rozum, miast go przydawać. Innymi słowy SYSTEM. Denaturalizacja życia.
    Ciąg przyczynowo-skutkowy nie wziął się z nikąd.
    Jak mawiał klasyk, „nie poznamy prawdy nie poznając przyczyn”. Tylko boję się, może na wyrost, że prawda jest jak dupa , każdy siedzi na własnej.

    „Istotą historii są cierpienia ofiar, których nie da się uzasadnić z pomocą żadnych sztuczek rozumu.” P.Ricoeur

  100. dezerter83
    11 maja o godz. 23:37

    „Nikt rozsądny nie odbiera ateiście prawa do posiadania „duchowości”.

    (…) pewne źródło (…) zawiera ponadczasowe rady w sprawach duchowych. Chodzi o Biblię. Księga ta, jak żadna inna, kompleksowo wyjaśnia, jak można się stać człowiekiem duchowym i jakie to przynosi dobrodziejstwa. Bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu”.

    Czyli jak nie kręć, dupa z tyłu: Ateista może mieć duchowość, ale z Biblią (i „Strażnicą”?) pod pachą. Bez Biblii jego duchowość będzie pozbawiona sensu. Siłą rzeczy to samo MUSI dotyczyć wszystkich bez wyjątku ludzi – shintoistów, wedystów, buddystów, alpinistów i filipa w konopiach. Dzień doberek, jesteś berek.

    Przy okazji: Co to zwierz – PRAWDZIWA istota duchowości?

    Informowałem wielokrotnie z upoważnienia mojego Najwyższego, że pochodne od „prawda” – nierzadko i sama „prawda” – są myślowo puste, są semantycznym zerem, nie znaczą nic. Dotyczy to również odmienianego przez wszystkie przypadki „prawdziwego Boga” w Biblii. „Prawdziwa kawa”? A jaka jeszcze może być? Wdział kto napis „Nieprawdziwa kawa”? Nieprawdziwa nie jest kawą. Nieprawdziwe mleko nie jest mlekiem. Więc po cholerę reklamiarstwo pisze „Prawdziwe mleko”. Ano dla sobie tylko znanych propagandowych celów. Infantylnych, jako że nawet ogoniasta małpa na głupawe reklamiarstwo nie patrzy. Nikt też wychowany w religijnej wierze nie mówi, nie myśli, a nawet pobożnie nie śpiewa o „PRAWDZIWYM Bogu”. Jest pieśń „My chcemy Boga”, nie „My chcemy prawdziwego Boga”.

    Wniosek jest jeden: Biblia niechcąco informuje, że już w starożytności funkcjonowała słowna reklamiarska tandeta. „Prawdziwy Bóg” więc to formalny infantylizm, tandeta i realne nic. Podobnie jak „prawdziwa istota duchowości”.

  101. Miałem nie reagować na dezerterowego kleszcza, ale sobie uzmysłowiłem, że on cznia wszystkie razem wzięte reakcje i ich brak – robi swoje. tyle że jego szkodliwość można co najwyżej wykoncypować – jak szkodliwość brzęczenia muchy – bo realnej, weryfikowalnej – ani widu, ani słychu. A koncepcjonista staje się podobnym jemu ideistą z obsesją, żeby nie powiedzieć – chyziem. I może się zrodzić nowy temat: kto bardziej jest natrętny? Dla mnie – chyba żaden, starzeję się. Wyrżnęły mi się wprawdzie nowe zęby, ale kto wie, czy nie sztuczne.

  102. Do ewentualnych korektorów: może być „Wyrznęły się zęby” i „Wyrżnęły się zęby”. Ale w nowej dla mnie sytuacji może też być „wypadły zęby z gęby”.

  103. wbocek
    12 maja o godz. 6:01
    „Informowałem wielokrotnie z upoważnienia mojego Najwyższego, że pochodne od „prawda” – nierzadko i sama „prawda” – są myślowo puste, są semantycznym zerem, nie znaczą nic”.

    Pytam jako laik. Czy kiedy mówimy: „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, mając na myśli to, że dopiero w trudnej sytuacji okazuje się, kto jest nam naprawdę życzliwy – to takie stwierdzenie, także jest myślowo puste ? A kiedy mówimy, że nie było w tym roku prawdziwej zimy albo prawdziwego lata, to też – nic to nie znaczy?

    Zapytano kiedyś profesora Jerzego Bralczyka: „Czy dopuszczalne jest użycie zwrotu, który jest często spotykany w polskich mediach – prawdziwy patriota ?”

    Oto jego odpowiedź: „Określenie prawdziwy patriota nie ma w sobie nic językowo niestosownego. Bywało jednak (i chyba jest nadal) nadużywane, przez co zyskało możliwość używania w nieco ironicznym kontekście”.

  104. Ewa-Joanna
    11 maja o godz. 23:12
    Masz całkowitą rację. W Niemchech bullying określa głównie zachowania dzieci w szkołach i definiowany jest przeważnie jako odpowiednik mobbingu w pracy. Powinnam była o tym wspomnieć.

  105. W zwiazku co napisalem tu:
    http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2017/05/08/muzealne-wyzwolenie-z-czegos/#comment-490692
    to ostatni wpis do blogu.

    A poza tym Gaala. Jestem z kawalka Warszawy. Osobnego. Na kazdej klatce herszt. Duzo klatek, w podworkach. W podworkach pare kwiatkow, wysepka jezusmaryji czy podobnego. Na kazdej ulicy wiekszy herszt. Troche handlarzy zlotem, dolarami. Troche bezpruderyjnych. Czasem nie mialem gdzie uciec. Kryjowke znalazlem. Slup na plakaty na dwoch nogach, drewniany. Od dolu wejsc. Dziure w plakatach zrobic. Dobre miejsce. Jeden kryjowke mnie zabral. Dorosly. Dlugo szukalem nowej. Znalazlem. Nigdy juz stamtad mnie nikt nie wyrzucil. To byl Teatr na Wodzie w Lazienkach. Jak sie weszlo wieczorem. Nikt nie zauwazyl. Przez druty kolczaste przelazlo teatru. Teatr byl zamkniety i park. Teatr zawsze, park noca.

    Wszyscy chlopcy w pilke grali. Jak pilka byla. Niektorzy chcieli. Jak ja. Rzadko mnie wybierali. Specjalny ceremonial. Jak juz, na tzw „obrone”. Reszta patrzyla. Co wybierali, byli Pele, Garincha albo Eusebio albo… Butelki zaczalem zbierac, slady bezpruderyjnych. Pol roku pilke kupilem. Bylem ceremoniarz. Czasem Pele, Garincha tylko ogladali. Czasem mnie bramke dali strzelic. Potem pilka sie rozwalila. Grac przestalem.

    Szkoly zmienialem. Rodzice, jak zauwazyli jakiegos kolege, szkole zmieniali. Raz mnie zmienili daleko. Do klasy trafilem, duzo „przerosnietych”. Jak pierwszy raz wszedlem, jeden mnie zaatakowal. Nie zauwazylem, szybko do kaloryfera mnie sprowadzil. Duzo do powiedzenia nie mialem, nie mowilem. To sobota byla. W poniedzialek przyszedlem wczesniej. Usiadlem przy drzwiach na taborecie drewnianym. Przerosniety, powoli do klasy wchodzil. Dobrze go trafilem. Z drzwi nie wypadl, oparl o polowe. To drugi raz taboret go trafil, jak kaloryfer precyzyjnie. Zaniemowil na tydzien. Na wagarach byl. Przerosnieci mieli klopoty. Z matematyka, fizyka takie inne. Ja mialem na odwrot. To jak klasowka byla, kartkowka, ktory siadal obok mnie. Moglem swoja, jego napisac i temu co z tylu. Od kaloryfera nigdy. Sprytne nauczycielki dzielily rzedy, dla niesciagania. Teraz mysle, nauczycielki sprytniejsze byly z przerosnietymi. To pasowalem. Przestaly na rzedy dzielic.

    Potem nic specjalnie nie dzialo sie. Zaczalem zeglowac. Wiatru nie balem. „Finna” potrafilem balastowac, pare mokrych swetrow. Inne akcje bralem udzial na Zegrzu albo gdzie indziej, na szkolnych zapleczach. Przyjechalem tutaj. Duzo „przerosnietych nadwislanczykow”. Oni moje klasowki chcieli pisac. Ja niechetny, to mnie zbanowali. Akcje lubie, zaczalem uprawiac po japonsku. Ogladac nie lubie, uprawiac. Jak wiele lat medytuje, to medytacja w ruchu. to zmienia. Mniej akcji, wiecej pustki. Ja jestem stary, to w dojo najblizej shomen. U innych, ten co prowadzi, zaprosi mnie prowadzic. Mam dan co znaczy mistrzowskie pasy. Te medytacje to prowadzil zawsze ten co przezyl. Tak bylo dawniej. To tak zostalo, tradycja. Ja jestem Gaala Dwoch Niebios Szkola, Dwa Miecze. To sie po jap nazywa Niten-Ichi-Ryu. Wszystkie rodzaje broni, do wszystkich. Dwa miecze krotki i dlugi. Cwiczenia, medytacje, jeden droga dystans zwieksza/zmniejsza. Zawsze widziec, nawet oczy zamkniete. Wyobrazic oponenta zanim. Byc do cm precyzyjny. Nie atakowac. Czekac odpowiedz. Atakujacy nic zmienic nie moze. Za pozno. Fokus na tobie ma. Sprowokowac. Myslec przedtem. Konfrontacja na odruchach. Tu link do jednego z tysiaca momentow. Po jap. zeby Tobie jezyk nie przeszkadzal, rozpraszal Gaala.
    https://www.youtube.com/watch?v=K0oSM-z5714 (3min)
    Jak w Kista korporacjach pracowalem, tam nie bylo mobbingu i calej reszty. Projekty zmienialy, na rezultat byly, dziesiatki. Gdyby slad wystapil, zaraz grupe rozwiazano by. Tam bylo najlepiej. Certfikaty nie tylko dojo bralem. Placili za rezultat. W innych korporacjach, tradycyjnych, wszyscy ze wszystkimi probowali wojowac, wszystkie varianty, bez ang/szw slow.

    Raz cwiczenia mialem. Starsi studenci. Szkola wspolpracowala z jedna am. i jedna aus. Trzeci rok, lepsi, mogli wymienic z am/aus studentami. Koniec roku drugiego. Wszyscy lepsze, gorsze bzdety pokazuja. Trzy miesiace pracy. Ostatnia studentka. Mila przyjemna. Tylko ja i ona. Reszta oceny dostala. Znikneli. Pokazuje co ma. Nic nie ma. Do Australii jechac. Bez mojej b dobrej oceny nie pojedzie. Podnosi koszulke. Cycuszki na wierzchu. Mowi, moze sie spotykac ze mna, na co tylko mam ochote. Ja do mojego szefa pobieglem, sekunda. Mowie mam problem. Mila pani, chce jechac, nie pojedzie. Projekt trzy miesiace dlubala. Niedostateczny. Szef sie nie ucieszyl. Do pomocy jedna pedagogiczna wzial. My nie pedagodzy. Duzo kawy, gadania bylo. Niechetnie, b niechetnie zgodzilem. Raz jeszce indywidualnie, od pocztku. Tak pare dni na sofie u mnie przesiedzielismy. Duze okna. Widok na statki do Stockholmu. Napisalem projekt. Kod funkcjonujacy. Na moim laptopie. Butik w sieci zalozyc na bazie danych produktow. Prawa reka. W lewej cycuszki trzymalem. Pojedynczo, grupowo. W calej szkole slawa, jaki doskonaly pedagog. Ho ho. Naturalny, bez ped. certyfikatow. Gdybym inaczej zareagowal. Bylejak, ktos zobaczyl, rozmowe. Katastrofa reszta zycia. Zadnej porzadnej pracy. Szkola kupiona byla dalej troche. Jeden duzy kupil, studentow duzo. Ponad tysiac. Kazdy student 60tys/termin(3mies). Skr. Polaczyli. Nowi ludzie. Duzo starych musi odejsc. Nie wiekiem, stazem. Nie stazem, odleglosc do nowego wlasciciela. Zaufanie. Tu w Szwecji jest prawo LAS (Lag om anställningsskydd, Prawo ochrony zatrudnienia). Zasada, ostatni przychodzi, odchodzi pierwszy. Ja problem mialem. Moja, co jestem dzis poznalem troche przedtem. Daleko. Podroze klopotliwe. Nie b wiedzielismy rozwiazanie. Ona nie chciala do Stockholmu. Ja za miastem mieszkalem, w szkierach. Do miasta nie chcialem. Koty, zaglowka, woda. Kort tenisowy 300m. Ten nowy wlasciciel dosc niechlujny. Integracyjne spotkanie wymyslil. Dwoch firm ludzie integrowac. Widzialem go pare razy. Zawsze wymiety. Zadzwonilem do mojego zwiazku. Akademikow. Czy pomoc prawna dadza. Nowy synergii szuka. Standartowa sprawa w SadziePracy. Oczywiscie. Standart rowniez wysokosc odszkodowania. Plus koszty, tego co synergii w LA(e)Sie szuka. Oczywiscie Akademicy prawnie, bez kosztow. To ja integracyjnie na integracyjne spotkanie. Najlepszy garnitur, koszula ostatni kolnierzyk, krawat na 1km widoczny. Do manikiurzystki poszedlem. Ogladalem te nowe, na szpilkach. Blisko nowego. Wreszcie nie wytrzymal. Glupawym usmieszkiem, niewinnie zapytal. Kto jestem, co robie? Cisza. Jak taki pyta, cisza integracyjna. To ja oczywiscie. Odpowiem. tez mam pytanie. Integracyjne. „Kto jestes, co tu robisz? Koszule masz brudniejsza od mojego samochodu. Sprzatacz?” Cisza dalej. Pare slow wymienilismy stylowo. Powietrze wyszlo integracja. Trzy miesiace pozniej wypowiedzenie dostalem. Oczywiscie rozumiem, profil sie zmienia, ale ja jestem jeden z najdawniej zatrudnionych. Bede walczyl zawziecie, mowie wszystkim zmartwiony. Akademicy pomoc dadza. Pare rozmow dalej, wypowiedzenie napisalem ja. LAS nie obowiazuje wtedy. Raczka brudasa roczna pensje dostalem jednorazowo. Bez kosztow. Wplacilem duza czesc na zadatek domu. W okolicy co teraz, 30km. Dom w szkierach sprzedalem. Koty, zaglowke przenioslem. Moja sprzedala swoje. Wyszlo sie zintegrowac, Mojej mnie.

    Moja „metoda” Gaala. Nie kazdy umie/moze. Czasem freerider czasem hatamoto. Nigdy do zadnego klanu nie naleze. Kto naczelnik, szaman, jaki, sprawdze zanim. Dokladnie. Boisko tez. Freerider, hatamoto w kazdym klanie.

    pzdr seleuk

  106. wbocek
    12 maja o godz. 6:01
    dezerter83
    11 maja o godz. 23:37
    „Nikt rozsądny nie odbiera ateiście prawa do posiadania „duchowości”.
    (…) pewne źródło (…) zawiera ponadczasowe rady w sprawach duchowych. Chodzi o Biblię. Księga ta, jak żadna inna, kompleksowo wyjaśnia, jak można się stać człowiekiem duchowym i jakie to przynosi dobrodziejstwa. Bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu”.

    * * *

    Pombocku. Cytat z cymbała zdezerterowanego, który podajesz, zawiera jeszcze inne cymbalskie smaczności. Ateiście nikt rozsądny nie odbiera prawa. Do posiadania duchowości. Dowiadujemy się, że są tacy, co nie odbierają. A mogliby. Jak Stalin – pogłaskał po główce, a mógł zabić. Jest to łaska tych, co nie odbierają.
    To taka maniera, zewsząd się wylewająca: ależ ja pani nie odbieram prawa do noszenia kapelusza w maju. Znaczy, ten co nie odbiera, ma władzę decyzji – tak, czy nie. Musi to by jakaś ważna osoba. Co najmniej kierownik odcinka.

    Dalej trąbi zdezerterowany: niebieska książeczka zawiera „ponadczasowe rady w sprawach duchowych”. Jest to teza, że zawiera. Druga, że ponadczasowe, a mogą być i czasowe, trzecia, że w sprawach duchowych, a co to są sprawy duchowe to w ogóle niejasna sprawa.
    Dalej gada cymbał: Książeczka ta, „jak żadna inna…” – kolejna teza. I to jaka! Gruba rura i tłok w tyłku, jak u Oko księdza. Znaczy, cymbał zna wszystkie inne książeczki traktujące o „sprawach duchowych”, wie na czym duchowość polega, posiada (skąd?) miarę do ich ważenia i po zważeniu orzeka, że właśnie niebieska książeczka zawiera co należy, jak żadna inna.
    Rzeczony cymbał posiada miarę do mierzenia i ważenia, nie z telewizji przecież,ani od Kanta, więc z niebieskiej książeczki. Zajrzy – i już wie, że ona jak żadna inna. To jest fenomen cymbalstwa.

    Dalej tłucze tłuk, że książeczka „kompleksowo wyjaśnia”. Żeby mieć pojęcie o „kompleksowości” trzeba znać „duchowość” w całym zakresie. Cymbał i uzurpator zna się na wszelkiej duchowości jaka w ogóle istnieje i stąd wie, że książeczka tą wyjaśnia ją kompleksowo. Bezczelność dla wyznawcy standardowa.

    Ale z cymbałem jest tak, że nie wie, co mowi. Książeczka wyjaśnia, ale to, „jak można się stać człowiekiem duchowym” Wyjaśnia możność stawania się, nie duchowość. I to wyjaśnia, jakie to przynosi dobrodziejstwa, znaczy, możność stawania się. Wracamy więc do początku: „ateiście nikt rozsądni nie odbiera prawa”. Tu jest możność wyznawcy. Jemy też – chyba – nikt nie odbiera prawa do możności? Ale może jaki ateista odbiera?

    Uzurpator tłucze dalej: bez tej wiedzy – o możności – wszelkie (sic!) dywagacje na temat „prawdziwej istoty duchowości” – jakaż śliczna konstruckja duchowości: jest duchowość i jest jej „prawdziwość” oraz jej „istota” będą „pozbawione sensu”. Cymbał, jak wynika z cytatu, który kupi od cymbalstwa, zna się też na „sensie”. W dodatku duchowości”.

    Szajbusów podobno nie sieją. Wygląda jednak na to, że sieją. Chodzą wariaci po polach – jak w dowcipie – i sadzą nasionka z kolejnymi cymbałami. Wiosną puszczają pędy. Zbiór ręczny jest mało wydajny, tyle ich wyrasta. Trzeba kombajnem. Rolnictwo nad Wisła zawsze miało wzięcie. Taka Tradycja. Od 1050 lat.

  107. gaala

    Adresuję do Ciebie pytanie, bo wprost mówisz, że doświadczałaś i tropiłaś temat „mobbing”.
    Jest coś takiego realnie, czy to tylko naginanie rzeczywistości do modnego słowa?
    Podobnie myślę o słowie „gender”, „stalking” (czy „sralking” – nie pamiętam),„dziecko, człowiek” (o zarodku), „prawdziwy, naprawdę” (w potocznym użyciu), uzbierałoby się więcej słownych zombi niepolskiego chowu. Ale nie jestem przeciw obcym słowom – pytam czy są potrzebne.

    Wyjaśnię, dlaczego pytam. Nigdy nie słyszałem wyrazu „mobbing”, dokąd nie zacząłem słyszeć. Dużo do nas przychodzi ze świata rzeczy, których wcześniej nie było. Na przykład gdybym pod koniec 50-tych lat pokazał komuś na autostopie środkowy palec, człek by nawet nie spojrzał. Sam nigdy na to nie wpadłem, żeby jakieś smarkate konwencje pokazywać. A ludzie i kandydaci na ludzi potrafią się o nie zabijać.
    Nie tylko nie słyszałem wyrazu „mobbing”, ale i samego mobbingu nigdy w życiu nie doświadczyłem – chyba że od kleszczy. Więc mnie ciekawi, czy jest o czym gadać. Tylko cztery lata przepracowałem jako belfer w ciut większym zespole, większość zawodowego życia – pod chmurką, jako operator łopaty w pojedynkę, we dwóch, trzech, a majster przyjeżdżający w teren raz na tydzień wcale nas nie mobbingował – sami delegowaliśmy jednego po wódkę; rybak, robol przy tęczowych pstrągach i takie tam. Ale może jednak doznałem mobbingu, jeśli dobrze rozumiem znaczenie wyrazu – na przykład ze strony wspomnianych kleszczy, komarów, meszek, os w lesie, deszczu, śniegu, morza, papierosów, alkoholu. Najwięcej mnie mobbingowały skurkowane papierosy. Aż się wściekłem i od razu przestały. Czy kwaśne miny żony 16 razy na dzień nazwałbym „mobbingiem”. Po co? Kwaśne miny nazywają się „kwaśnymi minami” i starczy.

    Inaczej mówiąc, Gallu, człek gada przez całe życie, bo taka jego uroda, ale dopiero jak mu ktoś powie, że gada prozą, widzi, że to ho-ho, panie, nie takie sobie gadanie, lecz gadanie prozą. Więc, czy mobbing jest aż tak częstym zachowaniem, że wymaga odrębnej nazwy, czy jest jakiś praktyczny pożytek z nazywania pospolitego czepiania się – żeby było światlej – „mobbingiem”, czy też może by to samo było, gdyby zostało swojskie „czepianie się”, „czepiactwo” lub jakieś inne?
    Oczywiście, pogłębiona wiedza ludzi uczonych wymaga adekwatnych narzędzi, więc ich nie kwestionuję, mówię tylko, że mnie wyraz „mobbing” nigdy nie był potrzebny i nigdy go w swoim świecie nie słyszałem i na co dzień nie słyszę do dziś – poza blogiem i internetowymi stronami, które tylko trochę są moim światem.

  108. dezerter83
    12 maja o godz. 7:17

    Oczywiście, że wyraz „prawdziwy” nie ma w sobie niczego niestosownego – on nie ma w sobie nic. Nie ma żadnych konkretnych znaczeń, a upychać w tym wyrazie można wszystko, się komu zamarzy jako pozytywna ocena czegokolwiek i kogokolwiek. Nie jest to wyraz wyraźnie cokolwiek komunikujący, więc – zero. „Prawdziwy Bóg” – to zero, nic.

  109. Tanaka
    12 maja o godz. 8:12

    Tanako, rozłożyłeś wypowiedź dezertera na czynniki pierwsze tak pięknie, że nic nie dodam. Dodam tylko, że drobiażdżek dodam jak ta z tyłu Doda.

    „Masz prawo do tego, śmego, owego” to w potoczności wszechobecna mantra. Po jej wypowiedzeniu następuje detaliczne odbieranie prawa lub co najmniej dowodzenie, żeś tłuk

  110. seleuk(os) z godz. 8:00

    Twoje, potwierdza moje. Masz i znasz wartosc, nie boisz sie. Soba samym kierujesz. Odpornosc na mobbing.

    Odwrotnosc, jestes ofiara, lub potencjalna ofiara. Strach decyduje. To podstawa. Na to nakladaja sie zlozonosci i indywidualnosci. Masz podstawe, swiadomosc wlasnej wartosci, nie boisz sie.

    Masz slabosc, zostanie wyczuta, czy odkryta, masz slaby punkt i w niego mobber uderza, jak w dojo, czy na wietrze. Przewraca, czyli trafia w slabosc.

    Pisalem wyzej. Co tu wiecej pisac?

  111. galla/Galla

    Jestem jak najbardziej za indywidualizowaniem języka, ale takim, które nie sprawia kłopotu innym, tylko ich, uczciwszy uszy, ubogaca. Kiedy sprawia kłopot – jest kłopot. Podpisałaś się pod wstępniakiem: „Galla”, a swoje komentarze opatrujesz: „galla”. Nazwiska, imiona piszemy, rzecz jasna dużą literą, ale nicki to wyraz woli nosiciela, więc trzeba pisać tak, jak on pisze. Jeśli więc pisze małą literą, trzeba we wszystkich pozycjach pisać małą. Poza początkiem zdania – jeśli się zaczyna od nicku – który woli nosiciela nie podlega jako rygor powszechnie obowiązujący. Więc się zdecyduj Gallo/gallo/Gallu/gallu, by przypadkowy przechodzień nie wychodził na kmiotka.

  112. Nie pmietam, Gaala, czy Na Marginesie, a moze jescze ktos inny, napisal o tym ludzkim niewidzeniu, ze krzywdza.

    Przestaja, gdy sie dowiedza. Ale przstaja krzywdizc tego, kto powiedzial. Reszte krzywdza dalej, bo reszta nie powiedziala.

    Strach powiedziec.

    Odwaga powiedziec. Wybrac trzeba, czy sie bac, czy przestac sie bac.

    A co zrobic, zeby sie nie bac?

    seleuk(os) i ja wyzej pisalismy, miec wartosc, znac wartosc, to podstawa, zeby sie nie bac. A wartosc sie nabywa z nabywaniem wiedzy i doswiadczenia.

    Nie uczysz sie, pozostajesz slaby, boisz sie i jeszcze zanim ktokolwiek zaczal mobbing, juz jestes jego ofiara.

  113. @@wbocek, Tanaka
    „Każdy ma prawo do gorącego kartofla” – to jeden z ulubionych zwrotów mojej ulubionej dyrektorki jednego z liceów warszawskich. Skoro ma prawo do kartofla – i to gorącego – to ma prawo do wszystkiego. Także do noszenia kapelusza w maju oraz do wiosennego wzdychulstwa do panienki z dobrego domu, co jest bardzo przyjemną odmianą duchowości.

  114. dezerter83
    11 maja o godz. 23:37
    Oto dwa cytaty
    Nikt rozsądny nie odbiera ateiście prawa do posiadania „duchowości”. Dlaczego zatem ateista nazywa „podróbką duchowości” – podejście do życia, oparte na wartościach religijnych?
    I drugi
    Chodzi o Biblię. Księga ta, jak żadna inna, kompleksowo wyjaśnia, jak można się stać człowiekiem duchowym i jakie to przynosi dobrodziejstwa. Bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu

    Jako rozsądny człowiek nie odbierasz ateiście prawa do duchowości, by na koniec twierdzić że bez Twojej książeczki wszelkie dywagacje o duchowości będą pozbawione sensu. Nie przeszkadza Ci to, że gubisz sę w sprzecznościach ? No tak, raczej nie przeszkadza.
    Dlaczego ateista nazywa religijną duchowość podróbką ? A dlaczego normalny człowiek nazywa Kaczyńskiego łobuzem ? Gdyby ten łobuz nie miał władzy wpływającej na los całego narodu, to bym się nim nie interesował. Gdyby religia nie uzurpowała sobie monopolu do duchowości, to bym się tą podróbką nie interesował. Skoro zaś Ty dalej głosisz , że tylko ta podróbka wyjaśnia kompleksowo jak można stać się człowiekiem duchowym,no to jeszcze raz Ci powtarzam: fałszywe pieniądze da się wcisnąć naiwnemu człowiekowi, ale przecież istnieją prawdziwe pieniądze i to da się sprawdzić, tylko do tego wystarczy trochę przenikliwości.
    No dezerterku, po raz pierwszy odpowiedziałem Ci tak kompleksowo, wiem że to gadanie do obrazu, ale po dwóch kawach zrobiłem się gadatliwy.

  115. @dezerter
    Podrzucam Ci jeszcze jeden dowód na istnienie Boga
    . Wiersz Boya skomponowany na bazie infantylnego kanonu niejakiego Jachowicza

    Deszczyk

    „Mamo, rzekł Jaś, deszczyk rosi,
    Poplami kapelusz Zosi,
    Jakżeż niepotrzebnie pada!”
    Tu matka dziecku wykłada:
    „Za to po deszczu,me dziecię,
    Drzewko bujnie puszcza kwiecie,
    Co gdy przyjdzie czas jesieni,
    W soczysty owoc się zmieni.
    Owoc zaś,kiedy dojrzeje,
    Mama araczkiem zaleje,
    Doda cytrynki i wina,
    Parę kropel maraskina,
    Troszkę wody (nie za wiele)-
    I sprawi dzieciom wesele.
    Każde ze słomką zasiędzie,
    Dopieroż to radość będzie!
    Tak to deszczyk wszystko krzepi:
    Kwiatek, drzewko rośnie lepiej,
    Bo Bóg wszystkim mądrze włada,”
    „O, kiedy tak, to niech pada!”

    Prawda, jakie to śliczne i bez tych gwałtów, których pełna jest Twoja kompleksowa książeczka .

  116. @lonefather vs @seleuk(os)
    Pokazując moją obronę przed mobbingiem (wtedy nie nazywaliśmy tego tak po zagranicznemu, a zwyczajnie – „przypierdala się bez powodu”) ukazałem jedną z metod skutecznego odmobbowania się szefa od podwładnego. Ośmieszenie go. Ale to jest broń obosieczna: inteligentny szef-sadysta może najpierw cię odośmieszyć, a potem zgnoić, tępy zacznie mściwie gnoić od razu. W starciu z takim zawsze wygra silniejszy psychicznie, a silniejszy psychicznie, to osobnik (osobnica) znający (a) swoją wartość. Znaczy – merytorycznie przygotowany. Ale tacy, nawet jak bywają na jakimś etapie ich życia mobbowani, później stają się szefami. Gdy nie chcą, bo nie lubią szefować – samodzielnymi pracownikami. Nie zawsze naukowymi – także rąbiącymi drzewa w lesie i „operującymi łopatą w pojedynkę”, jak pombocek. To silni ludzie są, hy,hy. Jak pombocek 😉

  117. Jest takie staropolskie określenie- ZASZCZUWANIE.
    Chyba bardziej adekwatne w sensie znaczeniowym, od anglojęzycznego mobbingu…..

    Nawiasem mówiąc, przyczyny takiego a nie innego kierowania zespołami
    ludzkimi, tkwia w osobowości szefa.
    Jedną z nich może być strach, niepewność, niekompetencja.
    Strategia pozbywania się potencjalnej konkurencji do stanowiska, ludzi kompetentnych mogących udowodnić szefowi jego braki, lęk przed zbłaźnieniem się, jest stara jak świat……

  118. @anumlik

    Sie tobie udalo z tym @lonefather vs @seleuk(os).

    Mozesz swobodnie dodac @anumlik vs @lonefather vs @seleuk(os).

  119. wbocek
    12 maja o godz. 9:22
    który komentarz opatrzałam podpisem innym niż gaala?
    Nie udało mi się znaleźć.

  120. gaala
    12 maja o godz. 10:02

    Przepraszam, gallu, nieuważnie czytasz – nie pisałem w wypadku „Galla” o komentarzu, lecz o wstępniaku. Nie żyje i trwa do końca świata wiosna!

  121. Tanaka
    11 maja o godz. 22:00
    Wielu ludzi na świecie jest złych, nie da się zaprzeczyć. Na szczęście są też dobrzy, inaczej ludzkość dawno utonęłaby w oceanie zła. Różnimy się natomiast w poglądach na pochodzenie tych furii, lęków, nienawiści, chciwości, tego dzikiego zwierza ukrytego w głębi naszego ja. Jesteś zdania, że taka jest ludzka natura i nikt ani nic nie jest w stanie tego zmienić. Dzielisz takie przekonania z większością chyba ludzi na świecie. A może to nieprawda?

    Dopuścisz możliwość, że elementarne potrzeby każdego człowieka w sferze psychicznej są identyczne, tak jak jednakowe dla wszystkich potrzeby ciała nie są zależne od rasy, budowy ciała, płci, rysów twarzy czy koloru skóry? Może przy całej różnorodności wszyscy podlegamy prawom natury (np. prawu grawitacji), które działają na świadomych i nieświadomych? Może istnieją analogiczne prawa regulujące zarówno życie wewnętrzne każdego z nas jak i nasze relacje z innymi na wszystkich płaszczyznach współżycia? A całe zło bierze się z nieprzestrzegania tych praw?
    Można zdeformować każde ciało i stworzyć z dziecka potwora, jak w „Człowieku śmiechu” Viktora Hugo, można też (w moim mniemaniu) na tej samej zasadzie wyhodować monstrum we wnętrzu każdego człowieka.
    Wiadomo już chyba po upływie tysiącleci, że ani perspektywą kary więzienia czy nawet haniebnej śmierci w majestacie prawa ani wizją smoły piekielnej nie da się skłonić człowieka do miłości bliźniego, dobroci, sprawiedliwości czy szlachetności. Może, biorąc pod uwagę koszty i rezultaty uswięconych tradycją zasad obcowania ludzi między sobą, należałoby wreszcie pozbyć się iluzji, że dobro można wymusić złem czyli represjami i strachem przed nimi? Może należałoby zadać sobie pytanie, jakie okoliczności zewnętrzne decydują o kierunku rozwoju wewnętrznego? Niezaspokojenie jakich potrzeb czyni człowieka złym?
    Dla mnie całe zło i okrucieństwo tego świata są lustrzanym odbiciem przemocy i okrucieństwa panujących w sferze duchowej czy psychicznej, niematerialnej, niewidzialnej – czy jak to chcemy zwać.

  122. @gaala
    Też, jak wbocek/pombocek mam kłopot ze zwracaniem się do Ciebie, bo Twój wstępniak opatrzyłaś podpisem „Gaala”, a poszczególne posty – „gaala”. Jak się odnoszę do twoich wypowiedzi en bloc, to powinienem z dużej litery Twój nick potraktować, a jeśli do poszczególnego postu się odniosę, to z małej. Niby drobiazg, ale…

  123. Jeśli już, to gaala/Gaala i tak jest podpisane.

  124. A co z najwiekszym w dziejach ludzkosci mobberem, czyli kosciolem katolickim, czy innymi religijnymi mobberami, majacymi udzial w psychicznym okaleczaniu?

    @Gaala z 10:16

    NApisala o „lustrzanym odbiciu” przemocy i okrucienstwa w sferze duchowej i innych.

    Mi sie widzi, kojazy, wlasnie z krk. Tylko, ze nie oceniam tego jako lustrzanego odbicia, a konsekwencje „zasady misia”.

    „Zasada misia”:
    Tate zje***li w robocie…
    Tata w domu odbil sobie i zje***al mame…
    Mama odbila sobie i zje***la Jasia…
    Jas odreagowal i zje***al misia…
    Kogo ma zje***ac misio, zeby sobie ulzyc?

  125. A tak w ogole, to czy trzeba odreagowywac na innych?

    Moze pomknac jak selek(os) na zagle?
    A moze jeszcze inaczej?

    Ale tego trzeba sie wpierw nauczyc. Jak sie nie umie, to sie po najmniejszej linii oporu, na „misiu” odreagowywuje.

  126. @lonefather
    Kogo ma zje***ać misio, żeby sobie ulżyć?
    Pytaka 😀

  127. @anumlik

    Slusznie, slusznie, byle bylo „vs”… (lol)

  128. anumlik
    12 maja o godz. 10:21
    Masz słuszność, muszę na to uważać.
    gaala jestem

  129. Żeby obrona przed mobbingiem była skuteczna, powinna uwzględniać:

    • Taktykę mobbingu: upokarzanie, zastraszanie, pomniejszanie kompetencji, izolacji, poniżania, utrudniania pracy
    • Fazę mobbingu: konflikt, stygmatyzowanie, izolowanie ofiary, wykluczenie ofiary
    • Czynniki decydujące o powodzeniu obrony: siła mobbera, siła własna, kontekst organizacyjny
    • Warianty sytuacyjne:
    1. Sytuacja pierwsza: umiesz się bronić, sytuacja jest korzystna, ale mobber jest groźny. Zdecydowanie warto się bronić.
    2. Sytuacja druga – mobber jest groźny, sytuacja korzystna, ale Ty nie umiesz się bronić. Umiarkowane unikanie. Dostosowywanie. Trening asertywności. Zdrowie – najważniejsze.
    3. Sytuacja trzecia: umiesz się bronić, sytuacja jest korzystna, mobber jest niegroźny. Zdecydowanie należy się aktywnie bronić – wszystkie czynniki są „za Tobą” i nie ma powodu, aby oddać pole.
    4. Sytuacja czwarta: nie umiesz się bronić, sytuacja jest korzystna a mobber niegroźny. Mimo wszystko, podjęcie obrony. Zalecany treningach psychologicznych.
    5. Sytuacja piąta – Ty umiesz się bronić, ale sytuacja jest niekorzystna a mobber groźny. Unikanie i podjęcie walki dopiero wtedy, kiedy jest to bezwzględnie konieczne.
    6. Sytuacja szósta: Ty nie umiesz się bronić, ale mobber jest niegroźny, niemniej sytuacja jest niekorzystna. Może warto stanąć w obronie swoich pozycji, pamiętając o kosztach. Podniesienie swoich możliwości obronnych.
    7. Sytuacja siódma: Ty umiesz się bronić, mobber jest niegroźny, sytuacja niekorzystna. Podjąć obronę. Bacznie obserwować otoczenie.
    8. Sytuacja ósma: Ty nie umiesz się bronić, sytuacja jest niekorzystna a mobber groźny. Dopóki nic się nie zmieni – wycofaj się. Reakcje unikania i dostosowania w takim zakresie, w którym nie przynoszą ci wielkiej szkody (tj.: jako naruszanie istotnych dla wartości) są jak najbardziej na miejscu.

  130. gaala
    12 maja o godz. 10:16

    „Niezaspokojenie jakich potrzeb czyni człowieka złym?”.

    Może jakieś niezaspokojenie czyni, ale przede wszystkim „zło”, „dobro” to nazewnicze konwencje, a nie biologiczna jakość.

    „Dla mnie całe zło i okrucieństwo tego świata są lustrzanym odbiciem przemocy i okrucieństwa panujących w sferze duchowej czy psychicznej, niematerialnej, niewidzialnej – czy jak to chcemy zwać.

    Czyli na początku było Słowo, duch, Bóg, skoro Z DUCHA zło i okrucieństwo zstępują na ziemię.

  131. Jacek Kowalczyk
    12 maja o godz. 10:30

    Nie bardzo, Panie Jacku. Jeśli „galla” jest nickiem, to nie ma i dla komputerowych potrzeb nie może mieć wariantów – komputer nie przyjmie choćby pół kropki więcej lub mniej.

  132. @lonefather, z godz. 10:40
    To Ty jesteś Versus Pytaka?
    Ale draka!

  133. gaala
    nie: galla

    Wytyka Pan błędy popełniając błędy. Czepiam się czepialskiego.
    Pozdrawiam
    jk

  134. gaala
    12 maja o godz. 10:16

    Inaczej mówiąc to, co o Twojej wypowiedzi powiedziałem, Najuszanowanniejsza gallu: duch zstąpił i zapaskudził oblicze ziemi. Tej ziemi.

  135. wbocek
    12 maja o godz. 10:49
    gaala
    12 maja o godz. 10:16

    Napisalem. Religianci co zawlaszczaja duchowosc, a zawlaszczajac gwalca. W konsekwencji „zgwalceni” zlosc i wscieklosc gwaltem pierwotnym wywolane, obracaja na innych, zeby sobie ulzyc, czyli odreagowac.

    Mozna i trzeba borykac sie i walczyc ze skutkami. Ale skutki beda sie na okraglo pojawiac, bo beda nieustannie gwaltem pierwotnym powstawaly.

    ***Ten „gwalt pierwotny” to mi sie automatycznie pojawil wskutek polaczenia z kosciolkiem katolickim, bo jego ofiary obserwuje cale zycie, choc one o „gzechu zalozycielskim” wola bredzic.

  136. Mogę bez związku ze wstępniakiem i ciągiem dalszym pod nim? Chociaż jakichś paraleli można by się spróbować doszukać. Wybaczcie przydługi cytat, raczej odrębne cytaty:
    To co wykropkowałem wyjaśni się na końcu.
    Egalitarne społeczeństwa mają jednak swoje własne problemy. W dużych… z dziesiątkami tysięcy… stłoczonych razem, agresja jest wciąż obecna – ale bez ustalonej hierarchii dominacji, poprzez którą można by rozładować to uczucie, agresywne zachowania są adresowane w przypadkowy sposób. Czasem prowadzi to nawet do żądzy krwi, nieprzyjemnego przejawu… osobowości, która wydaje się bezsensowna dla dzisiejszej wysoko wydajnej produkcji. Gdybyśmy mogli całkiem wyplenić agresję z … społeczeństwa, czyż nie byłoby nam wszystkim lepiej?

    Ojciec Randalla, kierował… w północnej Kalifornii od lat 60 i zawsze żywo interesował się zachowaniem…, często wciągając syna w dyskusje na temat… Głównie o tym, dlaczego te cholerne … tyle walczą. Gdyby … dogadywały się lepiej,… zaoszczędziłaby pieniądze.

    Tu następuje opis tego, co Randall Wise wprowadzał. No tak, ale on zajmował się kurami. Między innymi. Założył firmę, która produkowała szkła kontaktowe dla kurczaków. Przez te szkła kurczak widział świat na czerwono, co zmniejszało ich agresję. Jak to często bywa, próba ulepszania świata spowodowała więcej problemów niż ich rozwiązywała, co jednak nie jest tematem mojej wrzutki.

    Konkluzja.
    Randall Wise wyciągnął cenne wnioski: zadzieranie z podstawowymi instynktami społecznymi jest ryzykowne. Nawet jeśli porządek dziobania jest dla nas niejasny, dla kurczaków jest sprawą życia i śmierci. Agresja i dominacja nie zawsze mogą być pożądane, ale służą jakiemuś celowi. Próba pozbycia się tych cech mogłaby tylko spowodować więcej problemów, niż ich rozwiązać. Czasami lepiej jest pozwolić naturalnemu porządkowi, aby on sam się ułożył.

  137. @Jagoda, z godz. 10:43
    Aby określić twoje/moje położenie, proponujesz rozrzucanie łodyg krwawnika, czy rzucanie monetami. Bo to, co zaprezentowałaś (merytorycznie masz słusznego) przypomina mi wróżenie z I Chinga:

    Heksagram szósty: konflikt
    (CH’IEN: Niebo, tworzący – K’AN: Woda, niezgłębiony)
    OBRAZ: Jest szczery, lecz mimo to napotyka przeciwności. Ostrożne zatrzymanie się wśród drogi przynosi szczęście. Dążenie do końca przynosi nieszczęście. Korzystne będzie spotkać się z wielkim człowiekiem. Niekorzystne będzie przekroczenie wielkiej wody.
    OSĄD: Rozchodzą się drogi nieba i wody: obraz KONFLIKTU. W każdym ze swych przedsięwzięć człowiek szlachetny starannie rozważa początek
    .

    😀 😀 😀

  138. Jacek Kowalczyk
    12 maja o godz. 10:54 Jasny piorun, Panie Jacku, faktycznie! Padam plackiem z przeprosinami. Od pół godziny jestem wylocie i nie mogę wylecieć, bo nie ma prądów wznoszących. Ale ja się odnosiłem tylko do pisowni dużą/małą literą – co mnie, flejtucha, rzecz jasna, nie usprawiedliwia. Pana – też.

  139. anumlik z godz. 10:53

    Nie obracaj „Pytaka”, zebys sam nie zostal obrocony.

    Lepiej juz badz „vs”, bedziesz przyjemniejszy (lol)

  140. @anumlik

    BLAD
    I-Ching to nie jest wrozenie…
    I-Ching to sposob odczytywania aktulanego stanu pomiedzy Ying i Yang. A nie wrozenie, co pozwalam sobie zauwazyc.

  141. @anumlik

    A nie zajalbys sie „gwaltem pierwotnym”?
    Czy tez jak zawsze cala robote bedzie musial odwalic @Tanaka?

  142. @gaala

    Śledząc wpisy pod Twoim textem, zauważyłem ciekawostkę: Cały czas jest mowa o celowym działaniu na niekorzyść pokrzywdzonego. Może warto jednak przyjąć i inny wariant. Są ludzie – i pewnie takich niemało – którzy nie są w stanie/nie potrafią/nie próbują spojrzeć choć trochę poza własne ego. Oni po prostu wszystko odbierają jako atak na nich. W pracy zespołowej (najczęstszy przypadek), oprócz celu nadrzędnego działania zespołu, czyli wykonania zadania, występuje szereg indywidualnych mikrodążeń: Ty teraz pijesz kawę zamiast mi pomóc, dlaczego przesuwasz to tak szybko, zamknij okno bo zimno, itp. Jeśli ktoś jest dodatkowo kompletnie pozbawieny poczucia humoru na swój temat, staje sie ofiarą na własne życzenie. Bo w pracy trzeba pracować i nie każdy ma czas/siły/ochotę opiekować się słabszym/wolniejszym współpracownikiem. Każdy więc musi trochę ustąpić.
    Przyjąłem kiedyś do pracy sekretarkę. Po miesiącu stwierdziłem, że jest średnia czyli wymaga częstego popychania. Poprosiła o rozmowę po pracy, w czasie której z płaczem (nieprzyjemne, kobieta po 40.) wyłuszczyła argumenty poruszane w powyższych wpisach. Nie nazwała tego mobbingiem ale na to wychodziło. Rozmowa z nią nie była długa. Po niecałej godzinie opuściliśmy firmę. Od tego czasu miałem super sekretarkę, samodzielną, odpowiedzialną, która potrafiła szefa (czyli mnie) opieprzyć. A ja przepraszałem, kiedy miała rację ale czasem dyskutowałem i ona przepraszała. Bez żadnych konsekwencji. Ot partnerka, a nie podwładna. Warta była dużych pieniędzy, których zażądała.
    Podsumowując: Konieczne jest właściwe oszacowanie siebie, chęć podejmowania zadań czyli traktowanie życia jako czegoś fajnego i pogodzenie się z własnymi niemożliwościami. Bo inaczej:
    „To są właśnie najgorsze w życiu sytuacje, kiedy się traci wiarę we własne siły i ma się w dodatku rację.”

  143. @lonafather, z godz. 11:11
    Pozwoliłeś sobie zauważyć, co pozwoliłeś – wolno Ci, ale ja na co innego sobie pozwoliłem, na co – z właściwym Ci wdziękiem – nie zwróciłeś uwagi.

    Jeśli czytasz Księgę przemian tak, jakbyś czytał każde inne dzieło (choćby niebieską książeczkę), to byłoby to odczytywanie aktualnego stanu pomiędzy Ying i Yang. Tyle, że ja na wstępie mego postu do Jagody zapytałem, czy określając położenie – mobbingowany vs mobber – ma zamiar użyć łodyg krwawnika, czy monet, gdyż I Ching, także do wróżenia służy (za pomocą wyrzucania owych łodyg – tradycyjnie, albo monet – współcześnie, w środowiskach wróżbiarskich).

    Co do „wstępniaka o gwałcie pierwotnym” – fajny pomysł 😀

  144. anumlik
    12 maja o godz. 9:25

    I dlatego kontytucja nadaje się do kosza: w preambule powinno być o prawie do kartofla dla każdego, a nie że bozia i tak dalej.

    Ale dlaczego wzdychać tylko do panienki z dobrego domu? Ja tam nie rozróżniam. tym bardziej, że „dobry dom”, jak się bliżej przyjrzeć, nieraz wygląda na kartofla. Albo zimnego, albo nadmiernie gorącego.

  145. @Tanaka, z godz. 12:01
    Panienka z dobrego domu miała ilustrować duchową odmianę wzdychulstwa (albo wzdychuliczną odmianę duchowości – dla mnie wsio ryba), a nie gorącego kartofla – panienko z dobrego domu 😉

  146. wbocek
    12 maja o godz. 8:32
    Poniżanie, zaszczuwanie, złe traktowanie, tyranizowanie, terror psychiczny… Aż ktoś to nazwał mobbingiem/bullyingiem i się przyjęło.
    Jedne słowa znikają, inne wchodzą do użytku – normalna rzecz.

  147. gaala
    12 maja o godz. 12:14

    U nas, gaalu, nic si ę nie przyjęło. Mam te wyrazy, jakie wymieniasz i więcej. Jesteśmy pawiem narodów i papugą, więc to, co się przyjęło tam, nagle się stało okropnie potrzebne i nam. Teraz można w ciemno powiedzieć, że zna je tylko część inteligencji, zwłaszcza do pogadania na forach, zaś sól ziemi o nim nie słyszała i może nigdy nie usłyszy, co znaczy, że nie ma masowego zapotrzebowania na takie słowo. Oczywiście, nie wykluczam, że będzie. A Ciebie pytałem, jeśli masz orientację, jak jest częstość występowania zjawiska zwanego „mobbingiem”. Pytanie jest stąd, że nigdy lub prawie nigdy słowa „mobbing” w rozmowach ze znajomymi nie słyszałem. Czy więc mobbing jest tak częsty, że nikt o nim nie mówi, czy ludziom wystarczają nasze słowa?

  148. gaala
    12 maja o godz. 12:14

    Oczywiście, „MAMY te wyrazy, jakie wymieniasz…”.

  149. gaala
    12 maja o godz. 10:16

    Gaalu, stawiasz mnóstwo pytań, zatem ja się też o coś zapytam: gdzie w moim wpisie jest stwierdzenie tego rodzaju: „Jesteś zdania, że taka jest ludzka natura i nikt ani nic nie jest w stanie tego zmienić. „?

    Niewiele stwierdziłem o „naturze ludzkiej” a nic o tym, że nie da się („natury ludzkiej”) zmienić. Stwierdziłem natomiast, że dzielimy ze zwierzętami (lepiej byłoby stwierdzić: z innymi zwierzętami) bardzo podobne, lub identyczne pokłady psychiki, emocjonalności i zachowań stadnych. My – ludzie – nieco sobie na tym nadbudowaliśmy, ale tylko nieco.
    Niewiele ma to wspólnego ze „złem”.

    Dalszy pakiet pytań jakie mi przedstawiasz, jest w związku z tym nieadekwatny do mojego wywodu. Do kilku z nich sie odniosę: pytasz, to odpowiadam.

    „Może przy całej różnorodności wszyscy podlegamy prawom natury (np. prawu grawitacji), które działają na świadomych i nieświadomych?”

    Dobrze jest odróżniać prawa fizyki (grawitacja) od „praw natury”. Prawa fizyki są częścią praw natury, lub też prawa natury są czymś innym. to zależy od definicji „natury”.
    Jesteśmy, przez religie, od paru tysięcy lat uczeni, że „prawa natury” to prawa bozi. Gdyby tak było, to sprawa robi się poważna,mętna i śmieszna. Jeśli zaś „prawa natury” to prawa ewolucji, życia organicznego, to „prawa natury” są – uogólniając – prawami tego rodzaju, co prawa fizyki. Przy czy ewoluca organiczna ma swoje prawa działające miekko, nieściśle (w krótkim okresie i zakresie), fluktuacyjnie, z licznym meandrami i regresami, a nie stale i w sposób jednorodny, jak grawitacja.
    Lepiej więc nie zrównywać jednego z drugim jeśli mówimy o „naturze człowieka”. Grawitacyjną częścią naszej natury jest to, że jesteśmy mniejsi do wieloryba. A co do reszty, grawitacja się o nas nie troska. Chyba, że ktoś jest wypity. Wtedy zaraz mu się grawitacja odzywa. Potrafi wtedy zadziałać odwrotnie niż się fizykom zdaje.

    Z Twoich pytań wynika jakaś nienazwana teza, że są jakieś obiektywne „prawa” wyższeo rzędu niż to co sie bierze z praw fizyki i ewolucji. Czyli jakiś osobowy producent praw. O nieistnieniu takiego producenta mówiłem 6548 razy, więc tu nie ma potrzeby powtarzać.
    Ale, owszem, to oczywiste, bo wynika to ze sposobów działania ewolucji: podlegamu jej działaniu, podlegamy ewolucji zachowań gatunków, podlegamy zachowaniom stadnym, podlegamy działaniom nieświadomej i podświadomej części naszego umysłu – i są to właśnie te „prawa”, choć z tą nazwą należy się obchodzić ostrożnie.Nie mają nic wspólnego ze sztywnością, kodeksowością i ponadewolucyjnym nadaniom.

    Pytasz: „Może należałoby zadać sobie pytanie, jakie okoliczności zewnętrzne decydują o kierunku rozwoju wewnętrznego?”

    Ależ nauka zastanawia się nad tym od dawna i dużo o tym wie. Nieco o tym wspomniałem wyżej oraz często i obszernie się na ten temat wypowiadam, także we wstępniakach.

    I dalej: „Dla mnie całe zło i okrucieństwo tego świata są lustrzanym odbiciem przemocy i okrucieństwa panujących w sferze duchowej czy psychicznej, niematerialnej, niewidzialnej.”

    Może nie tyle jest to lustrzane odbicie, a skutek. istnieją dwa główne źrodła zła czynionego przez ludzi:
    1. dziedzictwo ewolucji, o czym wspomniałem. Za to zło ponosi winę (tak jest – winę!) bozia. My nie mamy z tym nic wspólnego.
    2. zło, jakiego zaznajemy głównie w dzieciństwie. Ono w nas wnika najgłębiej, najbardziej deformuje, niszczy, a najtrudniej je zidentyfikować i je usunąć. Za to winę ponosi bozia oraz (w mniejszej części) ludzie.
    Gdyby mały Adolfek miał fajnego tatusia, mamusię, rodzinę, otoczenie społeczne i mógł oglądać „Czterech pancernych i psa” oraz „Ekran z bratkiem” , to nie wyrósłby z niego Hitler. Stalin miał tak samo. Powinien był częściej chodzić na plażę. Opalanie się ma własności zdrowotne.
    Razem z obydwoma obywatelami podobne trudności miały miliony. Te miliony głosowały na Hitlera i dostały to, czego chciały. Oraz premię za słuszne głosowanie.
    Tego też chciał bozia.

  150. anumlik
    12 maja o godz. 12:12

    ja tam nie mam trudności z ilustrowaniem dowolnej panience tego co i owszem. Nie musi zaraz z dobrego domu. Wystarczy, że panienka, sama z siebie – dobra.

  151. anumlik
    12 maja o godz. 12:12

    Duchową odmianę wzdychulstwa -pamiętam ze szkoły – też dawałem radę przy dowolnej panience stosować. Z wzajemnością.

  152. wbocek
    12 maja o godz. 12:33

    W Niemczech słowo mobbing przyjęło się i jest często używane.

  153. @gaala, z godz. 13:04
    U nas też, ale nie w ćcinach 😉

  154. gaala
    12 maja o godz. 13:04

    Mówię wyłącznie o papuziej Polsce i papugomałpim języku polskim. Przyjmowanie obcych słów wzbogacających widzenie świata jest wzbogacające. Przyjmowanie obcych słów tylko dlatego, że się wśród swoich nie chce szukać, jest przykrą manierą (mówię w ogóle, nie o „mobbingu”).

    Kiedy wklepuję sobie jakiś program i naraz wyskakuje cała strona po angielsku, a pod spodem – dla akceptacji lub odrzucenia łaskawie przetłumaczone „tak”, „nie”, to tylko współczuć smarkom, że się tak napracowały.

  155. @anumlik
    12 maja o godz. 13:08
    😉

  156. anumlik
    12 maja o godz. 13:08

    Anumliku, czy w Warszawie jest jakieś inne „u nas” niż, dajmy ma to, w domu kultury w Słupsku, kiedyś z teatrem poezji „Rondo”, zespołem „Arabeska”, gdzie nigdy nie usłyszałem „mobbing” w rzeczowych rozmowach, w żartach – owszem?

    Wyraziłem tylko przekonanie o ograniczonym występowaniu WYRAZU „mobbing”, z samym zjawiskiem nigdy się nie spotkałem i już nie spotkam. Chyba że nazwę „mobbingiem” entuzjastyczne witanie przez zaprzyjaźnione z przystanią pieski, które aż skaczą na mnie, dopraszając się o datki.

  157. Lewy
    12 maja o godz. 9:37
    „Gdyby religia nie uzurpowała sobie monopolu do duchowości”.

    Gdybyś czytał ze zrozumieniem mój komentarz, zdołałbyś bez problemu zauważyć, że nigdzie nie napisałem o religii, która posiada „ monopol na duchowość”. Napisałem natomiast, że Biblia, „jak żadna inna książka, kompleksowo wyjaśnia, jak można się stać człowiekiem duchowym”. Wspomniałem też, że „bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu”.

    Twoje uczucie do posła Kaczyńskiego wydaje się być tak silne, że nie pozwala Ci zrozumieć prostego twierdzenia. Napiszę zatem najprościej jak potrafię, raz jeszcze.

    Z punktu widzenia osoby wierzącej, duchowość ateisty, pozbawiona wiedzy biblijnej dotyczącej tego zagadnienia, jest co najwyżej namiastką wewnętrznego życia człowieka, które jest oparte na ponadczasowych wartościach.

    PS Mój komentarz – czego także nie zauważyłeś – zawierał przede wszystkim pytanie adresowane do Ciebie, na które nie raczyłeś odpowiedzieć. Pytanie brzmiało: Dlaczego ateista nazywa „podróbką duchowości” – podejście do życia, oparte na wartościach religijnych? W drugiej części starałem się wykazać, że nazywanie „podróbką” czegoś, o czym nie ma się pojęcia, jest zwykłym nadużyciem.

  158. UWAGA KOMUNIKAT
    Internauta dezerter nie należy do normalnych uczestników forum. Jest zawodowym trollem i tubą jehowickiej sekty. Seryjnie produkuje przeraźliwe bzdety i zalewa nimi blog ateistów.

  159. dezerter83
    12 maja o godz. 13:47

    „W drugiej części starałem się wykazać, że nazywanie „podróbką” czegoś, o czym nie ma się pojęcia, jest zwykłym nadużyciem”.

    A nie jest identycznym nadużyciem nazywanie duchowości ateisty „co najwyżej namiastką wewnętrznego życia człowieka”? Co Ty, zaćmiony szeregowcu, możesz wiedzieć o wewnętrznym życiu, anumlika, Tanaki, mag, Neferki, Konstancji i wielu innych. Bo kogoś takiego jak „ateista” nie ma – to tylko niejasny, zbiorowy byt wyobrażony, podobnie jak „religiant”, „wierzący”, „człowiek”,” Świadek Jehowy”.

    Powoli wyłazi z Ciebie pycha, którą zauważyłem ze dwa lata temu. Bo poznawcza ignorancja już dawno wylazła.

  160. dezerter83
    12 maja o godz. 13:47

    No i się rozkręcacie, szeregowcu: coraz częściej się wykłócacie, zamiast odbębnić kazanie i się odmeldować po angielsku. Powoli trza się będzie przestawić na nazywanie Cię „nadużyciem Świadków Jehowy” lub zwyczajnie „podróbką”.

  161. faktycznie, męczące.

  162. @wbocek, z godz. 13:34
    Pojęcia „mobbing”, w znaczeniu „dopierdala się bez powodu” używam od jakichś trzydziestu lat. W słupskim domu kultury – żałuję – nie byłem, ale bywałem w łomżyńskim i tczewskim i tam proceder dopierdalania się bez powodu określany był słowem „mobbing” 🙂

    @wbocek, z godz. 14:14
    😀 😀 😀

  163. dezerter83
    12 maja o godz. 13:47

    Jeszcze drobiazg, choć nie liczę, że zrozumiesz. Prawomocnie to Wy, Obywatelu Szeregowy, możecie się wypowiadać wyłącznie w imieniu własnym. Więc sformułowanie „Z punktu widzenia osoby wierzącej” jest nadużyciem. Masz prawo mówić wyłącznie tak: „Z mojego punktu widzenia jako osoby wierzącej”. Inna rzecz, że nie tylko Ty będziesz za karę w raju wierzbową korę jadł, ponieważ wszyscy, łącznie ze mną, używają nieprawomocnie takich ogólników, przez co obraz świata, bez względu na to, z której strony patrzeć, jest fest skrzywiony.

  164. @dezerterku
    No dobra pogadam sobie z Tobą. Widzisz, od pojawienia się na na Ziemi homo sapiensa było już pewnie kilkadziesiat milardow ludzi, którzy coś mowili, a potem nawet zapisywali to co mowili.Jedni ciekawie inni mniej, jedni blyskotliwie inni marudzili. Niektórzy używali mowy tylko do celów praktycznych, np. o mamut !, albo podaj mi młotek.! Natomiast niektórzy ludzie lubią używać języka do celow nie praktycznych, jak np.my na tym blogu. Ale wśród tych niepraktycznych byli ludzie, którzy opowiadali ciekawie,jakiś Szekspir, Proust, Joyce czy Olga Tokarczuk.
    No i był taki w Galilei nawiedzony człowiek, który prostaczkom rybakom zaczął wmawiać jak Kaczyński smoleńszczykom, że jest on synem Ojca, a ten Ojcie to Bóg. Potem wieść ta rozeszla się po całym swiecie i dotarła do Ciebie. Ty uznałeś , że tylko znajomość cudów na patyku tego włóczęgi jest tak ważna, ważniejsza od Szekspira, od Prousta itp , że bez niej życie duchowe człowieka jest tylko namiastką. Więc ja Ci odpowiadam, że życie duchowe oparte na tej książeczce jest podróbą. I nic Ci tu nie pomoże, jak będziesz mi zarzucał, że czytam nieuważnie, bez zrozumienia i próbował mi uprościć Twój punkt widzenia, żebym ja moim małym rozumkiem mógł pojąć. Powiadasz, że nigdzie nie napisałeś, że religia ma monopol na duchowość, po czym oznajmiłeś, że bez tej wiedzy, wszelkie dywagacje na temat prawdziwej istoty duchowości, będą pozbawione sensu Czy tego Cie dezerteku uczą, krętactwa ? Bo jeśli Ty napiszesz np. „dużo ludzi wierzy w Boga” a ja Ci zaprzeczę mówiąc, że to nie prawda, że „wielu ludzi wieży w Boga”, To Ty już mnie złapałeś na nieścisłości, bo Ty nigdzie nie użyłeś słowa „wielu”. W starożytnej Grecji mistrzami od takiego wyprowadzania w pole gamoni byli sofiści. Ale takimi chwytami to bys im raczej nie zaimponował.
    Ale wiesz, dla mnie jest to zupełnie niezrozumiałe, że spośród tych wielu miliardow ludzi,którzy przewinęli się na Ziemi, tylko ten jeden jest tak ważny a nie np. Lucy, której szkielet znaleziono w Afryce.No może dlatego, że ona była jeszcze errectus. Może ? A dlaczego nie Kaczyński, no dlaczego, tez łazi, może nie po Galilei tylko po Krakowskim Przedmieściu ,ale cóż to za różnica, i też opowiada niedorzeczności nadwiślańskim rybakom.

  165. anumlik
    12 maja o godz. 14:43

    Być może okazjonalnie zmyślasz. Bo ja nie przypadkiem przywołałem dom kultury z „Arabeską”. Te dziewczyny aż się prosiły samym swoim istnieniem o mobbing i może realnie był, a mimo to w gadkach, powiedzmy, do trzech lat wstecz, dokąd mój przyjaciel dyrektorzył, więc tam bywałem, takiego wyrazu nie słyszałem. Może dlatego, że od dawna jestem abstynent. W polskim życiu publicznym to bardzo świeży nabytek (broń Boże, nie mówię o abstynencji), choć niepublicznie był znany z całą pewnością.

  166. A ja jeszcze na temat szkół. Ktoś napisał, że słowa „mobbing” i „bullying” są w Polsce nieznane. Nie ma terminu, „nie ma” zjawiska. Szkoła nie uczy tolerancji dla inności. A kto miałby ową tolerancję wpajać uczniom, skoro nauczyciele sami publicznie ośmieszają dzieci, które „odstają” od religianckiej normy?

    Ksiądz do dziewczynki, która nie chodzi na katechezę: „a kto ciebie ochrzcił, dziecko? Chyba w basenie?” (na takie dictum lizusowski rechot dzieciaków). Przemiła pani katechetka do uczennicy: „ja ci dziecko współczuję takiej wrednej matki!” Bo dziewczynka, pouczona przez matkę, oświadczyła, że nie chodzi na religię bo jej mama sobie tego nie życzy.

    W sprawie żenująco nieprofesjonalnej katechetki szkoła nawet nie ma nic do powiedzenia; katechetkę zatwierdza kuria biskupia, a kuria nie ma do wrednego babsztyla zastrzeżeń.

    A gdy 14-letnia Ania, zaszczuta przez kolegów, popełniła samobójstwo, nauczyciele byli bardzo zdziwieni. Bo oficjalnie problem „bullying” nie istnieje. Żadna szkoła się do niego nie przyzna.

  167. Czego „nie ma”?
    -„kocenia” pierwszoroczniaków?
    -klasowych ofiar i przywódców rej wodzących?
    -grup rówieśniczych ze swoją stratyfikacją?

    Z synka wyrywającego skrzydełka muchom, jaki wyrośnie szef?
    Albo z gnebiącego słabszych i młodszych?
    Wzorce zachowań wobec „innych” kształtuja się w młodości, i mało kto je później modyfikuje.

  168. Duchowość……

    Lud miał dość przaśną, nastawioną na walkę o byt.
    Nie miał czasu na pierdoły, tak jak Jaśnie Państwo.
    Na jakim piętrze potrzeb plasuje się duchowość w znaczeniu religijnym?
    Czy duchowość to ezoteryka, Mesmeryzm, zjawiska paranormalne, potrzeba kontaktu ze sztuką, literaturą?
    Czy tylko obcowanie z Bozią w stylu
    „mówił dziad do obrazu, a obraz doń ani razu” charakterystyczna dla katolików w szczególności?

  169. @Lewy 14:49

    Żeby nie wprowadzać kolejnego zamieszania do faktów. Od razu zaznaczam, że pomijam całkowicie wywody tyczące @dezertera, bo tu nawet nie ma o czym gadać. Rzecz w czym innym. Przywołałeś Lucy, jak przedstawiciela erectus. Otóż mnie się wydaje, że rzeczona Lucy została sklasyfikowana przez swojego odkrywcę do gatunku Australopithecus afarensis. Nazwa gatunkowa pochodzi od prowincji Afar w Etiopii, gdzie jej szkielet został odkryty. Natomiast nazwa gatunkowa erectus przynależy do azjatyckiej linii hominidów, konkretnie Homo erectus, wcześniej znanemu jako Pithecantrhopus erectus, zdecydowanie młodszemu od Lucy.
    Chyba że jesteś w posiadaniu bardziej aktualnych danych paleoantropologicznych.

  170. Na marginesie
    12 maja o godz. 15:15

    Z przykrością stwierdzam przed śmiercią, że ja mówiłem o nieznanym do dziś w Polsce wyrazie „mobbing”. W Polsce znaczy, że może na 38 milionów zna go i rozumie zjawisko półtora miliona z kawałkiem, choć głowy bym nie dał, czy bardziej półtora miliona, czy bardziej kawałek. A z jeszcze większą przykrością stwierdzam, że moje (może moje) mówienie sprowadzasz do starożytnego stereotypu „Nie ma terminu – nie ma zjawiska”. Chyba że nie mnie miałaś na myśli. Bo ja mówiłem o tym, że W SWOIM ŻYCIU belfra, łopaciarza i rybaka nigdy nie zetknąłem się ze zjawiskiem, a wśród znajomych innego kalibru nigdy nie zetknąłem się z wyrazem „mobbing” (albo, cholera, już nie pamiętam) z czego wyciągam wniosek, że MOŻE nie było gardłowej potrzeby jego używania. Podobnie jak żaden normalny dezerter nie ma potrzeby używania wyrazu „gender”. Moja postawa nie tak jest krytyczna, jak refleksyjna: Czy zjawisko mobbingu w Polsce jest na tyle zauważalne, że jest o czym gadać? Rzeczywiście, jak zauważył anumlik, chodzący po ćcinach mogą być w tej sprawie mocno dotylcowi. Do czego na samym końcu bezwstydnie się przyznaję.

  171. Wiesiek 59

    Słusznie rzekłeś. Ja o mobbingu myślałem w sposób zawężony raczej do pracy. Oczywiście jego postaci może być tysiąc – wtedy trochę inna gadka. Ale już muszę lacieć.

  172. wiesiek59 15:56

    Bez bicia się przyznaję. Tak. Dziecięciem będąc wyrywałem muchom skrzydełka, a kosarzom nóżki. Dziecięciem będąc robiłem również inne dziwne rzeczy. Skrzek zbierałem i hodowałem kijanki żab, albo traszek, jak wypadło. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak odróżnić skrzek żabi od traszkowego. Po kijankach już umiałem. Ryby łowiłem i je sprawiałem. Kurkę potrafiłem zaciąć i też wypatroszyć. Albo kaczkę. Z tą było zawsze ciężej. Nie mam pojęcia, jaki szef ze mnie wyrósł. Nie mnie to oceniać. Na wykopaliskach radziłem sobie nieźle, w robocie też. Ale to nie jest najważniejsze. Niezły za to biolog ze mnie wyrósł.
    Więc nie wiem, co ma wyrywanie obrywanie skrzydełek muchom do bycia „jakimś” szefem.

  173. @wbocek, z godz. 14:57
    Nie zmyślam okazjonalnie. Słowo „mobbing” wprowadził do języka prawniczego (a chwilę potem do potocznego) Heinz Leymann, szwedzki specjalista od psychologii pracy, w początku lat osiemdziesiątych. Słowo szybko weszło do obiegu w wielu krajach, także w Polsce. Ja, zarówno ze słowem, jak i ze zjawiskiem, zetknąłem się z końcem lat dziewięćdziesiątych, podczas prac nad nowelizacją Kodeksu Pracy. Oficjalnie do polskiego Kodeksu Pracy termin „mobbing” wszedł w roku 2003. Do artykułu 94 k.p., par. 2, w brzmieniu: Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Od 1990 roku byłem nieprzerwanie szefem „dużych zespołów ludzkich” (tak się to to nazywa) i nie mogłem nie znać Kodeksu Pracy – ani w starym (przed nowelą), ani w nowym brzmieniu. W ćcinach Jamna oraz w zespole „Arabeska” słupskiego domu kultury mogliście sobie tego terminu nie znać. W niektórych miejscach Warszawy – też nie. Nie upieram się.

  174. paradox57
    12 maja o godz. 15:45
    Pewnie to Ty masz racje. Ja tak tylko sobie z ta Lucy strzeliłem. Nie zawsze chce mi si sprawdzać, więc czasem napiszę niedokładnie, tak jak z tym Krassusem i Pompejuszem, co mi wytknął lonek. Ale dobrze, że to wytykacie. Chodziło mi o jakiś kontrprzykład do wyjątkowosci Jezusa, więc Lucy mi przyszła do głowy.
    Dzięki Paradoksie, bez takich jak wy, to bym już dawno wpadł w krzaki

  175. Na marginesie
    12 maja o godz. 15:15

    Przywołujesz dziewczynę, właściwie dziewczynkę, która poddana mobbingowi, popełniła samobójstwo. Nauczyciele, koleżeństwo – nic. Sami katolicy. Rodzina nie wiem co, z tym jest różnie, ale zakładam, że powinna była pozabijać sprawców i milczących belfrów, ale może też siebie powinna była zabić. W rodzinach dzieją się rzeczy koszmarne, produkuje się ofiary, które mają siedzieć cicho: o tym nie rozmawiamy, to co jest, to tego nie ma, a w ogóle to dzieci są własnością rodziców i księdza z bozią i siedz cicho gówniarzu!

    Parę zdań o innych katolikach: w Polsce, oficjalnie, według statystyk policyjnych, 90 tysięcy kobiet, we własnych domach (tak jest!) doświadcza przemocy. Są to dane skłamane, bo drastycznie niezgodne z rzeczywistością, ofiary siedzą cicho. Zgodnie z naukomymi badaniami prof. Beaty Gruszczyńskiej, ta liczba sięga 800 tysięcy!
    Znana zasada: ciemna liczba jest wielkokrotnością, tu około 9x, przestepstw ujawnionych.
    95% sprawców przemocy to katolicy. Nie mają z tym problemu, by lać, tłuc, wyzywać, opluwać, rozmazywać kobiety na podłodze, gwałcić – i być prawidłowymi wyznawcami bozi.
    49% Polaków (w 95% katolicy !) uważa, że tłuczona, opluwana, gwałcona kobieta akceptuje swój los. Zasłużyły, lubią to, bo bez tego w domu nudno.

    Wyżej mówiłem, że chrześcijanie nieustannie gadają o „miłości bliźniego” i są nieustającymi wyznawcami miłości jako takiej, oraz Lolka z jego bozią i nieustannie się temu sprzeciwiają. Chrześcijanie i przemoc to rzeczy nierozłączne.

  176. paradox57
    12 maja o godz. 15:45

    Sprawa może jest całkiem prosta i masz rację, a może bardziej złożona i racje podzielone. Żeby @Lewy nie siedział pod krzakiem, to dobrze jest dodać, że erectus oznacza osobnika wyprostowanego. I dlatego Lew-Starowicz.
    Lucy, zdaje się, była wyprostowana, więc była i erectus. Zaś homo erectus wywodzi się z Afryki, z Etiopii też, czyli stąd, skąd i Lucy. Azja tu mniej do wyjaśnienia pasuje.

  177. @Tanaka 16:23
    Co do zasady, może być. A różnic zdań obecnych w różnych obozach paleoantropologów (tak, tak, są takie) nie będziemy tu chyba roztrząsać. W końcu, blog ma być nienaukowy. I mógłby być mało że nudny, to jeszcze nudny upierdliwie. Jak nie przymierzając taki jeden.

  178. paradox57
    12 maja o godz. 15:53

    Może moja wiedza jest już przestarzała, ale na wykładach z genetyki nic nie mówiono o genach agresji, natomiast z psychologii, sporo o warunkowaniu zachowań ludzkich od dzieciństwa.
    Celowe szkolenie obejmuje na przykład wyzbywanie się lęku, uczuć, oporów moralnych.
    Buduje się natomiast więzi lojalności pomiędzy członkami grupy.
    I mamy oddział do zadań specjalnych……

    Nie bierz tego do siebie, ale korelacja pomiędzy wzorcami zachowań z dzieciństwa, a życiem dorosłego człowieka, jest udowodnionym aspektem psychologii człowieka.
    Dziecko- sadysta, z dożą dozą prawdopodobieństwa wyrośnie na sadystę dorosłego, szefa nawet.
    Jakie jest to prawdopodobieństwo?
    Ponoć 80%….

  179. anumlik
    12 maja o godz. 16:06

    Anumliku, wpadłem i wypadłem – tym razem lecę w ćciny wypróbować nowy trókjkątny bezan, mniejszy od poprzedniego, bo tamten mi za bardzo skręcał du…rufę. Dziękuję za wyjaśnienie. Ja, rozumie się samo przez się, przy łopacie mobbingu sam wobec siebie nie zażyłem, ani w łodzi, na której tylko raz przy sztormowej pogodzie pojechaliśmy w czterech i dostaliśmy pół łódki samej meduzy, a tak to jeździliśmy we dwóch, potem ja swoją skorupką żaglowo-wiosłową – sam. Letę.

  180. wiesiek59 16:55

    Tak twierdzisz. W takim razie 80% z nas ówczesnych (a była to spora gromada), statystycznie rzecz biorąc, powinno wyrosnąć na sadystów, przestępców czy innych zwyrodnialców. Bo obrywaliśmy muchom skrzydełka. Nic takiego się nie zdarzyło. Coś mi się zdaje, że czepiłeś się tego przykładu zupełnie z d… Więc może zastanów się nad konsekwencjami warunkowania psychologicznego dzieci, biorąc na warsztat inne przykłady. Doprawdy, wyrywanie muchom skrzydełek. Mam wrażenie (nie poparte rzecz jasna, wiarygodnymi badaniami, więc jest to tylko wrażenie), że takie zachowania przytrafiały się całkiem sporej części dzieci – wówczas. Korzystam z wiedzy o zachowaniach mojej grupy, pewnie niezbyt reprezentatywnej. I co się takiego stało? Ja się wykształciłem na biologa, inni różnie.
    Odnośnie wykładów z genetyki. Nikt w moich czasach studenckich ani na wykładach, ani na ćwiczeniach z genetyki nie zajmował się genetycznymi uwarunkowaniami zachowań. Dla studentów. Może potem coś się zmieniło.

  181. Pombocku, a to dmuchane cudo pływająco-fruwające nie za lekkie?

  182. paradox57
    12 maja o godz. 17:32

    Muchy się nie podobają?
    To może przykład armii japońskiej i szkolenia ich rekrutów w Chinach?
    Albo wychowanie w Hitlerjugend?

    Coś z naszego podwórka.
    Czy z naszych podpalaczy kotów, psów, bezdomnych, coś sensownego wyrośnie?
    Szefowie „bandy obcinaczy palców” na przykład?
    A może prowodyrzy ” ustawek” kibolskich?

    Resocjalizacja to taki kierunek, gdzie sporo wiedzy z rożnych nauk usiłowano nam przełożyć na język praktyczny.
    Uczono znajdować współzaleznosci, obserwować, diagnozować, znajdować metody wpływania na zachowanie grupy.
    To były działania PRAKTYCZNE.
    A ty zdaje się teoretyzujesz nieco, na podstawie osobistego doświadczenia.

    Pooglądaj, czy poczytaj może trochę kryminałów.
    A szczególnie tę ich stronę techniczną.
    Profilowanie psychologiczne, badanie cech osobowości, wywiad środowiskowy- po co się to robi?
    Sztuka dla sztuki, czy jednak takie działania cos dają?

    Zachowania szefów, polityków, idolów nastolatków, czy innych osób, podlegają takim samym kryteriom.
    Ocena biskupów, czy naszego Lolka Kremówkowego, również.
    Ich wszystkie działania, postawy, nastawienia, reakcje, Z CZEGOŚ wynikają.
    Wzorce, reguły, dotyczą WSZYSTKICH ludzi bez względu na pełnione funkcje.
    Formalne, czy nieformalne.

  183. paradox57
    12 maja o godz. 17:32

    Paradoksie, jak Ty mówisz co cymbała „Więc może zastanów się”, to ja nie wiem, do kogo mówisz.

  184. Szanowni!
    Bez żadnego sensu i uzasadnienia informuję, że niniejszy blog (od początku istnienia) zarejestrował przeszło 100 000 wpisów komentujących.
    Nic z tego nie wynika, ale miło.
    Pozdrawiam
    JK

  185. Anegdotka z życia….

    Zwiedzaliśmy ZK dla kobiet w Lublińcu.
    Miła pani vice- naczelnik, osobiście oprowadzała nas po obiekcje, z wielkim kółkiem kluczy.
    Po przejściu jednych drzwi, czy krat, starannie zamykała za nami, przed otwarciem następnych.
    Trwało to trochę.
    Na pytanie czy w domu też tak robi, odpowiedziała- ODRUCHOWO.
    Byt, czy funkcja, modeluje świadomość…..wymusza odruchy warunkowe.

  186. @Jacek Kowalczyk 12 maja o godz. 17:55
    Prosit!
    🙂 🙂 🙂

  187. Nie na temat – ale ciekawe. Cos na zasadzie „róbmy swoje”
    „http://natemat.pl/207939,to-jej-biedron-ustapil-miejsca-nie-ma-w-polsce-wielu-takich-kobiet-oto-elzbieta-radwan-ktora-rzadzi-miastem-pis

  188. Jacek Kowalczyk
    12 maja o godz. 17:55

    A kto wygrał talon na balon?

    Już nie będę mówić co trzeba zrobić żeby się nie rozeschło bo znowu będzie na mnie 😉 no to nic nie mówię. Nic a nic.

  189. Passenta zamknęli za nieprawomyslność, czy coś mu się stało?
    Od rana blog martwy…..

  190. wiesiek59
    12 maja o godz. 18:07

    Chyba wszyscy wiszą w moderacji, ja też bo spróbowałam i wiszę, pierwszy raz.

  191. Kwestia WIARY…..

    Dość ostro zainwestowano w propagację FOREXu.
    Spoty reklamowe, wywiady ze szczęśliwcami, itp.
    W ciągu roku, straciło wszystko 82% nieszczęśników.
    W ciągu trzech lat, 99%.

    I tak jest zdaje się z każdą religią.
    DOPŁACA się do interesu, wygranymi są albo bardzo nieliczni, w szczególnosci „kapłani” albo bardzo grube ryby…..decydujące o trendach.

    Jaka jest stopa zwrotu z inwestycji w odpusty, fundacje religijne, pielgrzymki, modlitwy, czy podobnego typu bzdety?
    Psychologicznie, zapewne ma to sporą wartość jednostkową.
    Emocje są bezcenne.
    A praktycznie?
    Zarabiają niezliczone rzesze organizatorów.
    Jedynie……..

    Kto zarobił na Dniach Młodzieży, kto dopłacił do interesu?
    I czemu JA, jako niezainteresowany, sponsorowałem?

  192. @Nefciu
    Sobota to dopiero jutro. Jak my sobie zaczniemy seczego w piątek, to potem może w czwartek, w środę..szkoda naszych wątrób.
    Ale okazja panie Jacku jest. No to ja tylko jedno belgijskie piwo

  193. Lewy
    12 maja o godz. 18:30

    No nie, ja tylko dużo gadam, a poza tym jak za często to się znudzi. I niezdrowo, masz rację.

    Burza za oknem.

  194. wiesiek59
    12 maja o godz. 18:26
    Wiesio, świat jest po prostu zły i Ty znajdujesz kolejne dowody na to zło. Świety Tomasz znalazł kilkanaście dowodów na istnienie boga, no to Ty go dawno przegoniłeś w ilości dowodów. Właśnie dowiodłeś, że kaka zarobił na Dniach Młodzieży i większość na tym blogu osłupiała z niedowierzania. Jak, co kościół zarobił ? Wszyscy tu uważają, że to jest taka dobroduszna, wielkoduszna i w ogóle wszechduszna instytucja ! Ale może masz rację.Gdyby to była prawda, to świat jest naprawdę zły, jesli i ci dobrzy ludzie z kaka robia takie nieladne rzeczy. Nic tylko sobie w łeb strzelić.
    Ps
    Dlaczego porzuciłeś żydowskich bangsterów ?

  195. Jacek Kowalczyk
    12 maja o godz. 17:55

    Łorety!
    A jak miło, to miło !

  196. NeferNefer
    12 maja o godz. 18:05

    Są tu tacy i owacy, co ciągle gadają. Jak by tak zmierzyć co oni wygadują, to nie wiem co by było.

  197. NeferNefer
    12 maja o godz. 18:38

    A świerszcz w kominie.
    Ty – Neferko – dużo gadasz? Dajta spokój, stanowczo za mało.

  198. wiesiek59 17:52

    No, teoretyzuję. Chociaż chyba napisałem, że to obserwacja mojej grupy „rówieśniczej”, niezbyt reprezentatywnej? A może nie napisałem? Łatwo sprawdzić. A Ty mi teraz zaczynasz udowadniać, że warunkowanie zachowań jest procesem bardziej złożonym i długotrwałym. Fascynacja skrzydłami u much nie może trwać długo (nudne) i z tej racji nie wywrze istotnego wpływu na rozwój sadystycznych skłonności. Czyli się zastanowiłeś, co ci się chwali.
    Coś mi się zdaje (zwróć uwagę, że mi się zdaje), że bardzo przywiązujesz się do swoich przekonań a te muchy to taki odpowiednik ogólnoświatowego spisku żydowskiej finansjery, ze szczególnym uwzględnieniem Rotschildów. No i przy okazji dokonałeś niebywałego odkrycia, o którym nie omieszkałeś nas poinformować. Za co jestem Ci niezmiernie wdzięczny. Te ostatnie akapity, których nie chce mi się przytaczać.

    Tanaka 17:53

    I za to wypiję odrobinę seczego. Jak również za te 100k wpisów. Ale dopiero nocką, jak wrócę z Nocy Bibliotek. Będzie jeszcze jedna okazja. Znajoma występuje ze swoimi wierszami.

    Zainteresowanych informuję, że otwieram Soplicę staropolską.

  199. Lewy
    12 maja o godz. 18:42

    Lewusku miły nasz…..
    Twój kolega Alzheimer się kłania?
    Czy też insynuacje uprawiasz?

    Centra finansowe świata są tam gdzie są.
    największe kontrolowali do niedawna Anglosasi.
    W tym, kilka dynastii wywodzących się z kręgu żydowskiego.
    Obecnie oni wszyscy wyznają od dawna jedną religię.
    Zysk za wszelką- ludzką również- cenę.

    Niezrozumienie tego, jest dla przeciętnie inteligentnego człowieka jakąś aberracją.
    Obecnie Semici- plemiona arabskie- z pewną pasją i zacięciem się wyżynają.
    Czy stwierdzenie tego faktu, będzie tez antysemityzmem?

    Dowody tego że niejaki Stwórca spieprzył świat, obserwuję naocznie, prawie codziennie.
    Twoja wiara w dobroć tegoż, jest wzruszająca.

    Co do Dni Młodzieży…..
    Sporo rachunków jest jeszcze do zapłacenia- jak czytam.
    Prywatni właściciele jadłodajni, czy noclegowni, dalej czekają na kasę.
    Kto zapłaci?
    Bóg zapłać?
    Czy Bóg im w niebie wynagrodzi?
    A jeśli część z nich to ateiści?

  200. Termin używany przez „anumlika” od 30 lat ma dwie zalety: jest określeniem polskim, a na pewno słowiańskim, etymologicznie wywodzącym się -jak podejrzewam- z czeskiego słowa „perdel” określającego część ciała usytuowaną pomiędzy lędźwiami a stawami biodrowymi. Drugą zaletą równie ważną jest precyzyjność „dopier*alanie” jest bowiem, czymś znacznie gorszym, a więc poważniejszym, niż zwykłe czepianie się bez powodu – nb. ja od wczesnego wieku młodzieńczego używam określenia „przypier*alanie”. Kiedy mówię: „mobbing” albo „workplace bullying”, to myślę: „przypier*dalanie się”, kiedy o tym zjawisku rozmawiam z przyjaciółmi, niezmiennie używam wersji tożsamej z „anumlikową”.
    W związku z powyższym proponuję, by wersję oficjalną, zastąpić wersją „anumlikową” (może jakaś inicjatywa społeczna), nie tylko z ww. powodów, bo jest jeszcze jeden równie ważny, a którego istnienie wlaśnie sobie uświadomiłem. Otóż wielu Polaków nie wie, podobnie jak p. Jourdain nie wiedział o tym, że mówi prozą -iż są obiektami mobbingu, bullyingu, ponieważ nie zna znaczenia tych słów, dlatego się nie prawują, jednak gdy „damy rzeczy (polskie) słowo” rodacy ruszą do sądów po sprawiedliwość.

    @anumlik – beczka armaniaku dla Ciebie! 🙂

  201. 100 tysięcy wpisów na blogu uważam za dowód na istnienie bozi.

  202. Ahem.

    @anumlik, jobrave

    Disclaimer: Gospodarzu, niech Pan tego może nie niebieszczy bo nieeleganckie

    Lekcja polskiego dla anglojęzycznych (po angielsku, no, prawie) od 18 lat.

    ‚https://youtu.be/FTgT-IU–zM

  203. @Wiesio
    Tak trzymac. Twoja bystrosc i rozumienie np. ironii godne podziwu. Ale sprawdz te rachunki. Bo az mi sie nie chce wierzyc zeby ci poczciwcy z kaka sobie cos przywlaszczyli. Przecie oni baliby sie piekla. Ech Wiesio, Wiesio, ta twoja nieustanna podejrzliwosc

  204. @NeferNefer
    Ty się sumituj,
    @Lewy
    Ty się nie martw o wątrobę,
    @Paradox
    Witam Twoją Soplicę na „stoliczku nakryj się”,
    @Namarginesko
    Pros’t! Zaczęłaś niezłym polonezem,
    @Panie Jacku,
    Pańskie zdrowie! Wznoszę je kieliszkiem Chablis 1er Cru Vaillon. Zacny trunek, akurat na tę okazję.

    Za następne sto tysięcy komend 😀 😀 😀

  205. @Nefer
    Znakomity kurs, troche basic, alle trzeba od czegos zaczac zanim sie bedzie przekladac Kochanowskiego na jezyk Szekspira

  206. @NeferNefer, z godz. 19:21
    Niezły ten Twój toast. A jakim trunkiem wzniesiony?

  207. @jobrave, z godz. 19:08
    Beczka armaniaku??? Dziękis wielkis! Stawiam na „stoliczku, nakryj się”. Ale się upierdolimy 😉

  208. Lewy
    12 maja o godz. 19:26

    Zwal to na „zboczenie zawodowe” z kim przestajesz, takim się stajesz.
    Prawie pewne, że praca z młodzieżą trudną wpływa na nastawienia wobec świata.
    Sądząc po twoich nastawieniach, było ci zdecydowanie łatwiej, albo „twardszy” byłeś….

    Niewątpliwie, do moich sukcesów pedagogicznych zaliczam „bliskie spotkania” z bandą dawnych wychowanków w piwiarni.
    Obskoczyli i zamiast sklepać michę, pić kazali za swoje zdrowie i moje.
    Bo nie skończyli jak rodzice, tylko wyszli na ludzi.
    Czyz może być większy dowód uznania?

    paradox57
    12 maja o godz. 18:55

    Udowadnianie że nie jest się wielbłądem, pozostawiam innym.
    Nie interesują mnie nazwiska, wyznania, narodowości, tylko czyny i ich efekty.
    Traktuje wszelkie zjawiska jako INFORMACJE- podstawy do wyciagania wniosków.
    To pozwala formułowac tak nielubiane przez niektórych pieknoduchów związki przyczynowo- skutkowe.
    Mam nadzieję że nie jest ci obca, skoro ma powszechne zastosowanie w historii, archeologii, medycynie, psychologii?
    Insynuacje i dyskredytacja na ich podstawie cudzego zdania nie jest najlepszą metodą dyskusji…..

    Zresztą, nie ma wymogu dyskutowania, czy wymiany pogladów na tematy interesujące strony….

  209. Pombocek co to se posedł wbocek‎
    12 maja o godz. 12:33

    Wśród siuśmajtków z dużych miast takich jak ja, wśród ludzi w robo takiej jak moja, każdy zna ten znak językowy. ;)‎

  210. Naukowiec twierdzi, że podręczniki zatrzymują się na Homo Sapiens, czasem wspominają o neandertalczyku, ale dlaczego wyginął już nie wspominają. Bo boją się rodziców.

    – Jeden opowiadał mi, że rodzice poszli do dyrektora, skarżąc się, że ideologizuje dzieci. Jego „winą” było to, że uczył je o pochodzeniu człowieka i mówił, że nasi przodkowie oderwali się od pnia rozwojowego ssaków jakieś 2,5 mln lat temu. Dla niego to była wielka sprawa. Dla rodziców też – opowiada naukowiec.

    W takiej sytuacji jest coraz więcej nauczycieli, którzy nie chcą uczyć teorii ewolucji, przekazywać wiedzy o pochodzeniu człowieka. Zdaniem Drobniaka bierze się to z przyzwolenia politycznego.
    http://strajk.eu/teoria-darwina-zniknie-z-polskich-szkol/
    =========

    Mobbing po polsku, skierowany na nauczycieli…..

    Szczujnia pracuje pod dyktando zainteresowanych.

  211. Kolejny toast wznoszę armaniakiem z beczki:

    Miszcz Ateusz pędzlem świętym
    uwypuklił elementy
    skryte za melancholyją,
    co ojczyzny świętość ryją
    biadoleniem bezskutecznym.
    Pędzlem zdjął on obosiecznym:
    złe miazmaty, paczkę chrupek
    oraz prezesa półdupek,
    wzniosłym aktem się wznoszący
    nad Żoliborz zachodzący
    Polską – od morza do morza.
    Blog niech błyszczy nam jak zorza!

  212. Na zakąskę świetnym naszym ateistycznym damom, u których damoń dezerter widzi tylko duchowość będącą „co najwyżej namiastką wewnętrznego życia człowieka”, proponuję dzisiejsze tulipany z działki. Oglądajcie, jedzcie ciało pańskie i darz bór…kurrr!…coś mi się poturbuliło. Ale nie żałujcie sobie.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/Wowxj1LVbca

  213. @wbocek 12 maja o godz. 21:11
    Śliczne, pomocku! U mnie w ogrodzie też kwitną.
    A są bardzo smaczne, więc żrą je dzikie króliki.

  214. Tanaka
    12 maja o godz. 17:51

    Tanako, dopiero zobaczyłem ten wpis. Jeszcze dmuchańca nie mam, ale im lżejszy, tym dla mnie byłby lepszy. Bo po rejsie składam jak chusteczkę do nosa (uznaję tylko staromodne płócienne), wkładam do kieszeni, wsiadam w pociąg czy w co i wracam do macierzystego portu. Słowem w powrotnej drodze nie muszę oglądać się na wiatry. Mam mały pontonik, ale bez mieczy taki okręt jest nieprzydatny – już wypróbowałem. Dmuchanym kajakiem mógłbym może nawet rower za sobą holować na pontoniku. Ech rozmarzyłem się.

  215. pombocku
    nie jestem językoznawcą, wybacz proszę ten prosty język, jakim odniosę sie do Twojego sporu o słowo mobbing.
    Tak, mamy wiele polskich określeń na działania przynoszące wstyd komuś, kto terroryzuje swoich pracowników(albo tylko jednego)pomiata nimi słownie i ficzycznie (czyli znęca się), daje im zadanie nie do wykonania w założonym czasie i pozbawiając stosownych narzędzi.
    Lata całe istniały takie zachowania szefów względem podwładnych; mało kto sie skarżył, co najwyżej rzucał robote w jednej firmie i szedł do drugiej.
    Jeśli przez takie działania ofiara takich zachowań, znęcania się psychicznego miała jeszcze resztki wiary w siebie i uważała, że takie postepowanie jest niesprawiedliwe wobec niego, jako pracownika, nawet nie miała do kogo sie odwołać; Rada Zakłądowa rzadko bywała po jej stronie, często pogłębiała frustrację ofiary próbując udowodnić, że naprawdę dała plamę nie wykonując na czas swojej roboty, wypominając drobne grzeszki, nie zauważając większych grzechów innych.
    Koleżanki i koledzy takiej ofiary co najwyżej poklepywali po plecach lub cieszyli się, że to nie oni są ofiarą, ostatecznie kwitowano takie zachowania jednym zdaniem: „jeszcze nie dyrektor, a już świnia”.
    Te zachowania o których, jak wspominasz, nikt nie słyszał w poprzedniej epoce gospodarczej istniały; może nie było to działanie na taką skalę, może nie były uświadomione 236 nm albo ofiary tych działań wyparły je ze swojej pamięci.
    Ta nazwa -mobbing- przyszła do nas zapewne wraz z zaistenieniem na naszym rynku różnych firm zagranicznych, nazywanych korporacjami. Tak przypuszczam.
    Chcę nawiązać do innych działań, o których latami sie nie słyszało, a które istniały i mało kto sie do tego przyznawał. Ofiary- wiadomo- wstydziły się; ich skargi nie znajdowały ani zrozumienia wśród bliskich, ani posłuchu w organach ścigania. Sami sprawcy oczywiście nie ujawniali się z takimi działaniami.
    Mam na mysli pedofilię.
    Jej ofiarami padały głownie małe dzieci, które ani wiedzy, ani umiejętności obrony, ani też swiadomości, że stają się ofiarami działań, które odcisną swoje piętno na całe ich przyszłe życie.
    W ich wypadku uświadomienie sobie, z czym się ze strony księdza, nauczyciela czy trenera spotkały, co im zrobiono, trwały lata całe- dopiero dziś po latach są ujawniane, podobnie jak inne grzechy dorosłych względem dzieci.
    Przypomnijmy sobie księdza z Tylawy, którego proces pod przewodnictwem prokuratora Piotrowicza trwał kilka lat; jakim piętnem w tej wsi obdarzono ofiarę -dziewczynkę i jej rodzinę; skargi dzieci lub ich rodziców, którzy składali skargi na niegodne zachowanie miejscowego księdza jego biskupowi i co ten biskup robił z tym księdzem; skargi chórzystów na dyrygenta i jak długo to trwało, zanim Krollopp został oskarżony i osądzony; wreszcie skargi kleryków na biskupa P. które zawsze bywały zduszone w zarodku i nie trafiały tam, gdzie powinny.
    Przypuszczam, że zaistnienie w przestrzeni publicznej tych zjawisk istniejących przecież latami ma też związek z miejscem, w jakim teraz jest Polska. Obowiążują nas przepisy unijne, ale i przed wejściem do Unii mieliśmy w naszym kraju Polski Oddział Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, powołano wiele instytucji nieznanych w przeszłości- Rzeczników Praw Obywatelskich, Rzecznika Praw Dziecka….
    Mamy też większą świadomość własnych praw; dzieci nie wolno w szkole dotknąć, nawet na nie krzyczeć; dzieci mogą poskarżyć się na zaniedbanie ze strony rodziców-oczywiście, jeśli mają świadomość jaki prawa są im przynależne.
    A że te działania nazywają się mobbing, stalking, dżender albo jakoś z angielska? cóż globalizacja ma również swoje wady…

  216. Na marginesie
    12 maja o godz. 21:37

    Gdybym ten, to zaraz bym za Twoje zdrowie chlapnął, Namarginesko, ale ja nie tego. Chyba że kompotem jabłkowo-rabarbarowo-aroniowym. No to w Twoje nieprawdopodobne możliwości pod sufitem, Namarginesko, perswaduję w ten fantastyczny wiosenny wieczór jako zapowiedź ciepła i nareszcie wiosny.

  217. Witam w dobrej formie. Mogę się na… coś tam, o czym wspomniał @anumlik. Z Soplicą się stawiam, jak obiecałem. Może być pod stokrotki.

  218. konstancja
    12 maja o godz. 21:50

    Konstancjo, kajam się w części, w której nieufnie się odnosiłem do samego istnienia mobbingu. Już wspomniałem, że w głowie miałem wyłącznie mobbing w pracy, a że biurowcem nigdy nie byłem i w moich zawodach coś takiego jak mobbing nie istniało, poza tym się o nim nie słyszało, dałem głupi pokaz subiektywizmu. Winowat. Dziękuję Ci za uzmysłowienie ogromu problemu. Zresztą gaala też tak pisała, ale ja się zasugerowałem własnym brakiem mobbingowych doświadczeń, dureń jeden.

  219. @paradox57
    Soplica ze stokrotkami
    wchodzi jak aksamit.

    Pros’t!

  220. Chwilowa nieobecność w związku z oglądaniem „Parszywej Dwunastki” razem z młodzieżą lat 9

  221. NeferNefer

    Jak już skończysz oglądanie, zapraszam na flaszeczkę koszernej pejsachówki. Kto chętny, niech też dołączy. Starczy spokojnie.

  222. Okazuje się, że oprócz trzech tajemnic fatimskich istnieje jeszcze czwarta, niefatimska co prawda, ale z nimi związana, otóż Maryja Królowa Polski, a ściślej jej Niepokolane Serce, pomagała Stalinowi! Tę szokującą tajemnicę ujawniła dziś „Fronda”.
    „(…)W dniu 31 października 1942 r. w orędziu radiowym skierowanym do Portugalii z okazji zamknięcia jubileuszowego roku objawień w Fatimie, papież Pius XII poświęcił Kościół oraz cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi. Natomiast 8 grudnia tego samego roku ponowił uroczyście ten akt poświęcenia w Bazylice św. Piotra.

    Ten akt miał zbawienne konsekwencje dla udręczonej wojną ludności i zapoczątkował koniec wojny. Bowiem po nim nastąpiła seria klęsk wojsk Paktu Trzech (Berlin, Rzym, Tokio) na wszystkich frontach. Zadziwiające jest to, że te klęski przypadały w znaczniejsze wspomnienia, święta lub uroczystości Maryjne.
    I tak, 2 lutego 1943 r. w święto Ofiarowania Pańskiego – czyli Matki Bożej Gromnicznej – skapitulowała pod Stalingradem armia niemiecka dowodzona przez Friedricha von Paulusa.(…).”

  223. NeferNefer
    12 maja o godz. 19:21
    a ja mam 404 error

  224. jobrave
    12 maja o godz. 23:16

    takich maryjnych cudownuch wydarzeń jest dużo i są one bardzo niepomyślne dla Kościoła kat. Może napisze o tym wstępniaka.

    Maryja Niepokolana, heh !

  225. NeferNefer
    12 maja o godz. 22:10

    Który raz? Ja oglądałem 79 razy w całości i 195 razy w częściach.
    W związku z tym, jestem coraz bardziej młodzież lat 9.

  226. Na sto tysięcy wpisów
    ateistycznych urwisów:

    Ergo bibamus
    rzekł Nostradamus
    wieść o stu tysiącach
    jest bardzo gorąca

    Każdy zazdrosci
    co tu włazi w gości
    działa tu mesmeryzm
    i wściekły ateizm

    Ojciec Pio nas czyta
    na raty
    i otwierają mu się
    stygmaty

    Matka Boża
    też zagląda
    by się sobie
    poprzyglądać

    I Jezusek
    tutaj wpadnie
    gdy pod krzyżem
    co raz
    upadnie

    Bardzo wtedy jest
    zdziwiony:
    łojezu, jak ja mogłem
    gadać takie
    androny

    Ci moi ewangeliści
    strasznie nazmyślali
    aliści

    Tak to jest mieć
    takiego tatusia
    co na synku
    to i owo
    wymusza

    Na koniec rzecze Jezusek:
    ja tu jeszcze wróce !
    Nich się blog ateistów
    dobrze dzieje
    jak tu wpadam
    gęba mi się
    śmieje !

  227. Tanaka
    13 maja o godz. 0:57
    cudeńko! nawet sam pan bucek się roześmiał

  228. konstancja
    13 maja o godz. 0:58

    Konstancjo -dzięki. Zdaje się, że pan bucek to ja: strasznie się rozchichrałem. 😀

  229. gaala

    Gaalu, nie miałem racji. To Ty masz rację. Od tego Twojego zdania zaczęło się moje wątpienie w mnogość, więc i wagę społeczną zjawiska mobbingu:

    „W ostatnich latach temat jest bardzo często obecny w mediach. Najmniej jest głosów z samego dołu drabiny społecznej, gdzie jest wielu – jeśli nie najwięcej – poszkodowanych”.

    Ograniczyłem się myślowo do środowisk pracowniczych, ale że sam mobbingu nie doświadczyłem i raczej przed transformacją w takich środowiskach go nie było – przynajmniej w ilości uzasadniającej wprowadzenie nowego słowa – skręciłem w bok i wpadłem w mrok. Poznawczy. Dopiero konstancja, przedstawiając wachlarz mobbingowych zaszłości i możliwości mnie obudziła. Nie przepraszam Cię, bo przecież nie obrażałem, ale z poznawczą przyjemnością przyznaję, że to Ty miałaś rację, nie ja.

    A Twoje zdanie: „A wystarczyłoby rację zastąpić poglądami i problem sam się rozwiązuje” mnie ujęło. Wprawdzie jest tylko utopijną teorią, ale ładną. Sam też kiedyś sobie powiedziałem, że nie chcę mieć racji, lecz wiedzieć, i staram się to stosować. Ale z tego, że ten czy ów rzucił palenie, korzyść dla zdrowia społeczeństw jest chyba niezauważalna.

  230. Gratulacje (100K!)
    My, niepismienni (a jest nas wielu), wznosimy toast za wszystkich niezmordowanych blogowiczow.

  231. Ciekawy tekst (choć spod pióra „wroga’ – ateisty :).
    Mobbing ma się dobrze, a szczególnie w ostatniej dekadzie, kiedy to powstała wręcz „kasta zarządcza”, która zajmowała się przyznawaniem przywilejów (np. grantów), wyjazdami na szkolenia (daleko od kraju), nieograniczona w swoich poczynaniach. W praktyce czuła się całkowicie bezkarna. Wreszcie jest szansa, że coś drgnie.

  232. każda mała społeczność może być toksyczna – powiedział dziennikarz do Mikołaja Grynberga
    – Masz rację, ale w ciężkich czasach, które nadchodzą w Polsce i na świecie, ratunkiem są małe społeczności. Dobrze jest być wśród ludzi dających poczucie bezpieczeństwa i dobrze się rozumiejących. – odpowiedział Grynberg

    To jakby o naszym blogu

  233. anumlik
    12 maja o godz. 11:32

    Wdzieczny jestem, ze z wlasciwym sobie wdziekiem, na moje wdzieki, zwrociles uwage.

    Co do „wrozbiarskosci” I-Ching, czyli zdolnosci przewidywania przyszlosci, to jest na poziomie ogladania fusow, wnetrzosci drobiu i wszystkich innych tarotow. Jedyna roznica polega na poetyckosci serwowanych wrozb, ktore tak jak wszelkie inne wrozby, zeby dzialaly, musza byc i sa, dostatecznie enigmatyczne i wieloznaczne, dzieki czemu „sie spelniaja”. Nasi przodkowie racjonalnie myslacy, kwitowali to krotko: NA DWOJE BABKA WROZYLA

    Co, bez zbednego wdzieczenia sie, przypominam.

  234. @Jacek Kowalczyk

    Vivat Gospodarz! Vivat Blogowicze! Vivat Czytelnicy nieudzialajacy sie!

    Gratulacje dla nas wszystkich, bo stworzylismy, co prawda niewplywowy, za to sympatyczny byt, ktory swoim istnieniem nam wszystkim dostarcza przyjemnosci swoim istnieniem. A moze i ciut wiecej, niz tylko przyjemnosci prostych, bo przyjemnosci spotykania ludzi zdecydowanie ciekawszych, niz sie powszechnie spotyka.

    Nie majac dostepu, jednak pilem zdrowko wczorajszego wieczora 18letnia Glenmorangie lezakowana w beczkach po Porto.

  235. wbocek
    13 maja o godz. 6:09
    fajnie, że dałeś się przekonać 🙂
    Dla mnie to nie utopia, tylko codzienność. Jeśli popadam w skłonność do zacietrzewienia się w obronie własnych racji, przypomianam sobie niezbyt ładne niemieckie powiedzonko, popularne wśród „Malochern” czyli robotników: „Meinungen sind wie Arschlöcher – jeder hat eins”.
    Dla nieznających niemieckiego: zdanie jest jak dziura w d…e, każdy ma własne.

  236. AOlsztynski
    13 maja o godz. 7:07

    Skąd się wzięła szansa na drgnienie – zbierani z ulicy dyletanci i chuligani, jakich dotąd przy rządach nie było, ją Polsce podarują? Malowani katolicy od początku budują Polskę na podziale na wcielone dobro i wcielone zło, czyli na nienawiści – to ma być drgnienie? Nepotyzm w stopniu, jakiego Polska nigdy nie zaznała – to ma być drgnienie? Najwyższe stanowiska dla gówniarzy-kochanków – to drgnienie? Rozdawnictwo niezarobionych pieniędzy – to drgnienie? Chłopie, tyś z wysokiego byka spadł i złamał w głowie gnat. Gdyby rządzący obecnie nie zaczęli rządzenia od zawłaszczania państwa, od łgarstw takich, że aż uszy wykręca do tyłu, od rozdawnictwa niezarobionych pieniędzy, skłócania Polski z Unią, wymyślania 33. milionom obywateli od ubeków i zdrajców, uchwalania ustaw po nocach, od bezczelnego łamania konstytucji i w ogóle prawa, lecz w dniu wygranych wyborów wyciągnęli do opozycji rękę do zgody i powiedzieli w ewangelijnym duchu: „Budujmy inaczej niż dotąd – na wzajemnym zaufaniu, a nie na podejrzliwości i nienawiści – budujmy razem; co było, a nie jest nie pisze się w rejestr”, wtedy można byłoby mówić o drgnieniu. A tak to tylko pieprzenie. Kotka. Skoro widzisz tylko 500+, czyli rozdawnictwo, a nie widzisz skłócenia Polski z Unią i światem, skłócenia Polaków z Polakami na pokolenia, takiego samego służalczego jak przez PO rozdawania pieniędzy pasożytniczemu Kościołowi i feudalnej władzy wpieprzającej się nawet w to, jakiego koloru szczotkę ma mieć sprzątaczka w ministerstwie karykaturalnej sprawiedliwości, skoro nie widzisz, że po półtora roku władzy nie ma śladu czegokolwiek konstruktywnego, prócz zawłaszczania państwa przez malutkiego, zakompleksionego starego dzieciaczka na drabince to idź i nie grzesz więcej. Ale i tak będziesz grzeszył. Bo nawet tu właśnie po to wszedłeś. Jedz kapustę i niech Cię bób prowadzi.

  237. Automobbing istnieje.

    Bez bicia sie przyznaje, ze wielkorotnie w swoim zyciu sam siebie mobbingowalem. Slow jakimi siebie wyzywalem niegodzi sie publicznie wymieniac. W myslach, nie ryzykujac potepienia ewentualnych swiadkow pozwalalem sobie na wszystko, co tylko mi do glowy przyszlo.

    Gorszego mobbera, to w zyciu nie spotkalem. Dran, wszystko o mnie wiedzial. Kazda slabosc wyszydzil, wysmial i od najgorszych zwyzywal. Uszy mi puchly, sumienie na strzepy sie rozsypywalo, wscieklosc ogromna ogarniala i zlosc taka, ze sie draniowi rownie mocno odgryzalem.

    Jestem pewien, ze kazdy, gdy uczciwie zajzy w swoja dusze i wspomnienia, to pryzna mi racje, ze automobbing jak najbardziej istnieje i kropka.

  238. gaala
    13 maja o godz. 8:25

    No to wpadam w zachwyt Tobą od samego rana. Moja stara myśl okazała się nie tylko żywa, z krwi i kości, ale i jest kobietą. Niech przez cały rok będzie wiosna! I maj.

  239. lonefather
    13 maja o godz. 8:31

    Brawo, lonek! Wyrazy uznania.

  240. twój komentarz czeka na mordercę, ups, moderację (ja u passenta);
    cenzura to tez forma przemocy i gwaltu;
    towarzysze,he,he, pochowali sie po synagogach, meczetach, kosciolach etc. i zarzucaja innym to, co sami czynili, wcale nie tak dawno;

  241. lonefather
    13 maja o godz. 8:31

    Na automobbingu najlepiej zna się ksiądz. Nazywa sie to samogwałt.

  242. wbocek
    13 maja o godz. 8:29
    Toczka w toczkę myślę tak jak Ty. Martwię się bardzo, żeby atrapa satrapy na drabince nie zamienił obecnej dyletantury w dyktaturę.

  243. gaala
    13 maja o godz. 9:21

    To pozwól, gaalu, że zdradzę Neferkę w dziedzinie żółcieni, które ona lubi i powiem, że mało kto nie lubi, boć to może główny kwiatowy kolor wiosny – jeśli, rzecz jasna, przymknąć jedno oko na kwiaty białe – owocowe, tarninowe, głowowe…tfu!…głogowe i insze. Fanfan tulipan w Twe ręce prosto z kubeczka, ale najpierw – z działki.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/d1E3Zo2YwSZ

  244. wbocek
    13 maja o godz. 9:35
    Dziękuję 🙂

  245. Tanaka i anumlik – uznanie za wierszyki

  246. @pombocek
    Ja to już przyzwyczailem się do takich indywiduów jak L.e.v.a.r czy AOlsztyński. Te amoralne typy, które zachwalają złodziei, nieudaczników, chamów, hipokrytów niszczących wszystko od podstaw demokracji po stadnine koni, są liczni w kraju nad Wisłą. Najpierw myślałem, ze ta ewolucja coś sknociła tworząc takie odrażające osobniki. Ale potem pomyślałem, że ta ewolucja nie może być taka głupia. Przecież właśnie takie proste istoty jak choćby dżdżownice istnieją na tej ziemi, jak powiedział JII dużo dłużej, zanim się zjawił homo i jego najwiekszy reprezentant , który te dżdżownice zbawił. A skoro ,jak tą przekonana o własnej piekności świnkę Piggy nikt nie przekona, że nie jest piękna, tak nie da się przekonać AOlsztyńskiego,że jest amoralny, bo on uważa się za wrzorzec moralności, tak jak mały kurdupel z drabinki. Nad Wisła tego typu osobniki są lepiej dostosowane do życia; zawsze potrafią w imię miłości bliźniego walnąć krzyżem w krzyż, albo różańcem po głowie.

  247. Ha, zrozumiałem. To przez L.e.v.a.r.a. Czujny jest ten panajackowy komputerowy stróż

  248. Na dzieńdoberek, do – być może – kolejnej kawy poranno-przedpołudniowej. Jakoś mi tek nie do śmiechu po tych obrazkach.
    http://memnews.pl/img/27641/rycerze-chrystusa-przyszli-przed-sejm-odprawiac-modly/

  249. anumlik
    właśnie sobie uświadomiłam (gaala w tym pomogła 😉 ), że odpowiedniego peanu za Twoje wierszyki nie napisałam 🙂

    Uświadomiwszy sobie, ze lepiej posługuję się prozą, niniejszym składam Ci hołd za te piękne, do każdej sytuacji dostosowane poemaciki (lub poematy).

  250. @konstancja
    😀 😀 😀

  251. @ Lewy
    🙂

  252. @anumlik
    Ale są tu śmieszne fragmenty. Kiedy ten satyryk ubrany w czerwoną kapę w białe rękawiczki mówi dostojnym głosem JPII, że Polska jest zagrożona zagrożeniami. A zebrani wokół satyrycy udają powagę. Oni są na prawdę dobrzy. Bo wiesz, że najgorszy jest taki satyryk, który się z własnych dowcipów śmieje. Klasa !

  253. Dzień dobry 🙂

    @Tanaka

    Lepiej mnie za mało niżby się przejadło 😉 „Parszywą dwunastkę” widziałam trzysta czterdzieści dziewięć razy ale mały pierwszy raz. A zabawny wierszyk bardzo fajny.

    @paradox57

    Zgłoszę się następnym razem, okazja na pewno się znajdzie:)

    Lik wolny
    13 maja o godz. 6:41

    Dzięki za gratulacje ale co taki nie pisaty 😉

    A poza tym

    https://scontent-bru2-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-0/p526x296/18403093_10154734544888722_4105314806232503414_n.jpg?oh=9535f2544b4bd7f4464bb0be2639f080&oe=597530B1

  254. @Lewy, z godz. 11:29
    Całość jest śmieszna, nie tylko fragmenty. Ale tylko wtedy, gdy to jako happening potraktujemy. Ale oni są śmiertelnie i zagrażająco poważni, ci rycerze Chrystusa. Jak wyjdą z nerw (a wyjdą prędzej czy później), to tymi krzyżami i różańcami zaczną naparzać zachodnią zgniliznę. Tak jak w czasie ostatniej „miesięcznicy”, gdzie już do rękoczynów dochodziło, mimo ogromnej ilości policji. Tak – ze czterech policjantów na jednego demonstrującego (po jednej i po drugiej stronie) przypadało.

  255. Przesłanie Elizy Michalik na dziś do ludu, niekoniecznie ateistycznego:

    Wyobraźcie sobie, jak wyglądałby świat, gdybyśmy wszystkie były jak Brigitte. Pewne siebie, seksowne, radosne i wyluzowane, mające gdzieś księży, połajanki zakompleksionych facetów (bo mężczyznami ich nie nazwę) i infantylne umoralniające gadki.

    Całość tu:
    http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21802584,byc-jak-brigitte-macron.html

  256. @anumliku
    Wiem, wiem. Mnie się też nóż w kieszeni otwiera, jak widzę tę fanatyczną hołotę , więc próbuję się śmiać.

  257. anumlik
    13 maja o godz. 12:11

    No tak, być jak Brgitte Macron i być jak John Malkovich. Ale nie nad katolicką Wisłą. Tu się jest jak Broszka, Gnom i Maliniak.
    Te Francyje i okolice to są inne kosmosy. Tam bozia słabo dziala.

  258. I ja przyłączam się do gratulacji dziękując grupie inicjatywnej aktywnie, z wielką determinacją działającej na rzecz zachowania bloga, oraz Gospodarzowi za to, że -choć targały nim wątpliwości – przystał na ten pomysł, patronuje mu i wspiera.
    Dobrze mi z tym, że mogę być razem z Wami. 🙂

  259. @Lewy
    Oni naprawdę tak wrzeszczą, te katoliki ze smoleńskiej sekty. Sam słyszałem 🙁
    @Tanaka
    Pomarzyć nie można?

  260. Przylaczam sie do gratulacji.
    Szczegolne podziekowania za inicjatywe dla tych, ktorzy „chcieli i chca” utrzymac ten blog.
    Zawsze jestem pelna podziwu dla takich, ktorzy sie nie zrazaja, poswiecaja czas. Tu sie pieknie udalo, wiec i nagroda dla nich jest najwyzsza – satysfakcja.

  261. Skoro wspomniano tu bullying w szkole na tle religijnym, czyli niereligijnosci, to mozna sobie wyobrazic na co byloby, czy bedzie narazone dziecko w polskiej szkole, kiedy bedzie wiadomo, ze wyznaje islam.
    Uwazam jednak, ze nawet w Polsce wiekszym problemem w szkole jest innosc w postaci niezadekretowanej przez ogol spoleczenstwa orientacji seksualnej, transgenderyzm. Nie ma tego w polskiej szkole? Bo ukrywaja swoj stan zarowno dzieci, jak i ich rodziny i nie mowi sie o strasznie trudnym okresie dla tych mlodych ludzi. Sporo z nich troche pozniej po prostu wyjezdza z Polski do krajow, gdzie bardziej moga egzystowac.
    Znam z Polski sprzed lat dwa przypadki dzieci, ktorych plec mozgowa byla inna niz ciala. Na szczescie obydwoje mieli zamoznych i swiatlych rodzicow, ktorych stac bylo na operacje, leczenia, stosownych terapeutow. Oczywiscie teraz juz jako dorosli ludzie w Polsce nie mieszkaja.

  262. @paradox57

    że to niedziela już się zbliża, już puka do mych drzwi…

    a pombocek może pozna a może nie

    https://goo.gl/photos/m3tdKYzhe8dzFzyc6

  263. Lewy
    13 maja o godz. 13:27

    Tak jest. Taki szczery Polak, jak w mordę da takiemu chudemu Francuzikowi, to mokra plama, bez dwóch zdań.
    Ta maszyna krocząca, co się nazywa Broszka, kudy do niej takiej cienkonogiej Francuzali podskoczyć… się nie da, nie ma nawet co startować.

    Czytałem dni temu parę, jak jakaś polska feministka chyba, pomstowała na podwójny standard moralny – w Polsce szczery, we Francji – jak zwykle – choroba francuska. W Polsce owóż,pewna nauczycielka zaciążyła z bodaj 14-letnim uczniem, to ją ze szkoły zaraz wywalili.Molestacja, znaczy, i pedofilia, albo co najmniej efebofobia była. takie polskie standardy moralne, rozumiesz.

    A taka Macronka, co jeszcze nie była Macronka, to jak jej uczeń Macronek,lat mając 17 oświadczył stanowczo: i tak się z tobą ożenię, to nie wywalon został, a ona też – nico, tylko dalej czułości z gówniarzem odstawiać. Od razu widać, żetam cywilizacja śmierci rządzi, a u nas – abepe Jędraszewski z umiłowanym Michalikiem i Świętym Ojcem Świętym, za pomocą Torunia i tego małego, Cywilizację Miłości i Płodności umacniają.

    Francja ginie, Polska płynie. Pod flagą biało-czerwono-żółtą.

  264. NeferNefer
    13 maja o godz. 15:01

    …pobiegnę ją przywiiiiiiiiiiitaććć…
    z radości serce drżyyyyy….

    Ech..!

  265. NeferNefer
    13 maja o godz. 15:01

    tak jest! To morze i ten Orzeł, to tymi pastelami Wielkiej Mocy?

  266. Jeśli (neo)liberałowie naprawdę obawiają się rozpadu Europy, zaniku współpracy międzynarodowej, odrodzenia nacjonalizmów, to muszą w końcu nauczyć się patrzeć na świat z nowej perspektywy. Takiej, w której Trump i Podemos, PiS i Razem, prawica i lewica, ksenofobia i otwartość na świat, homofobia i walka o prawa mniejszości, kampanie finansowane przez miliarderów i oddolne ruchy, ustępstwa na rzecz wielkich korporacji i walka o polityczne wpływy dla zwykłych obywateli – są dwiema zupełnie odmiennymi odpowiedziami na to, jak mają wyglądać nasze społeczeństwa, a nie przejawem tego samego zagrożenia. Innymi słowy, jeśli (neo)liberałowie na serio chcą walczyć z nacjonalizmem i ksenofobią, powinni zacząć od pożegnania się ze słowem „populizm”. Słowem należącym do starego świata, którego nie da się już przywrócić.
    ”https://wolnemedia.net/precz-z-populizmem/
    =========

    Niezły tekst…..
    Dokąd zmierzamy?
    Jak lemingi, czy owce?

  267. Tanaka
    13 maja o godz. 15:06

    Tak, Wielkie Pudło zostało dzisiaj pierwszy raz użyte, nabierało mocy urzędowej. Ale jaki orzeł paniedzieju to jest mały ptaszek i węglem.

  268. Czy to jeszcze bullying czy już tu-mi-pisizm? Głos pokolenia 500+?
    Czy może raczej nie warto załamywać rąk, bo to przecież tylko jednostkowy przypadek?

    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21805186,gimnazjalistki-brutalnie-pobil-kolezanke-pod-szkola-ich-kolega.html

  269. @wiesiek59 13 maja o godz. 15:10
    Skoro już chcesz dyskutować o „przeżytkach” – ja proponuję pożegnać się ze słowem „leming”.

  270. @Tanaka
    Ale pan Szydło nosi kamizelkę, a Macron nie. Tak mnie zastanawia, jak oni ci państwo Szydłowie z takimi brzuchami sfabrykowali księdza. Ej, czy tam nie maczał palców duch święty i pan Szydło musi teraz świecić oczami. Chociaż może mu odpowiada niepokalana dziewica w charakterze żony. A ksiądz i tak nazywa się Szydło. Strasznie to wszystko skomplikowane.

  271. @Nefciu
    Ty na prawdę jesteś dobra ! Namalować tak ptaszka tak trochę po japońsku, to sztuka. Jakbyś przyjechała do Lyonu,to bym Cie zaprowadził do parku. Przechadzają się tu dostojnym krokiem, szczypiąc trawę między wylegującymi się Lyończykami amerykańskie gęsi, takie szare , przepiękne.Mogłabyś taką namalować. Ja nie tego, żeby no tego Cię zapraszam,ale no wiesz, te gęsi warto zobaczyć.Nie pożałowałabyś>

  272. @Lewy 13 maja o godz. 15:44
    Gęsi? Oj, chyba wdepłeś.

  273. To są te śliczne szare gęsi amerykańskie?
    One są w stanie skrzydłem połamać nogi psu.
    Przy czym akurat tu występuję najwyżej para gęsi.
    A one zwykle chadzają stadami, nawet w miastach.

    https://www.youtube.com/watch?v=AMdhAFPWzFw
    https://www.youtube.com/watch?v=agDnZxySW3Q

  274. @namarginesko
    To jakaś katolicka gęś, agresywna jak te pobożne kobitki z Krakowskiego Przedmieścia. Te w Lyonie są bardzo przyzwoite. Tylko syczą na psy. Nawet wśród gęsi trafiają się świry.Nie wolno nam uogólniać, bo to będzie antygęsi rasizm

  275. @Lewy 13 maja o godz. 15:58

    Jeszcze o gęsiach – tych amerykańskich i nie tylko.
    Jeśli są w parku, trzeba bardzo uważnie patrzeć pod nogi.
    Bo sprzątanie po własnym psie – to peszek.
    Gęsi są niczyje, więc po nich nikt nie sprząta. Skojarzenia pozostawiam…
    P.S. Jadłam już taką gęś, ale była twarda i łykowata.

  276. @namarginesko
    Nigdy nie brałem pod uwagę aspektu kulinarnego. Te ptaszyska mi sie podobaja, tak jak koty,jak dziewczyny i nie przechodziło mi przez myśl, ze mogą być łykowate. Chociaż jak się długo gotuje to i ze starego koguta można uzyskac całkiem jadalne mięsko.

  277. Lewy
    13 maja o godz. 15:44

    Dziękuję;) gęsi, powiadasz. Toto tutaj uchodzi za „kanadyjskie” i też są, we wszystkich parkach. Ale że w Lyonie jeszcze nie byłam to kto wie, może kiedyś…

  278. @Nefciu
    Sa również lwy, tygrysy, małpy, żółwie.i wiele innych. Były dwa słonie ale znikły. Podobno chorowały na gruźlice. Aha jeszcze żyrafy. I co Ty na to ?

  279. Ciekawi mnie, co by się stało, gdyby na ring wpuścić lwa i białego misia polarnego. Kto by wygrał ? Trzeba by dla sprawiedliwości ustalić jakąś pośrednią temperaturę, żeby miś się nie spocił, a lew przeziębił. Bylaby to walka stulecia.

  280. albo z rekinem żarłaczem. Byłoby jeszcze trudniej ustalić warunki

  281. NeferNefer

    Nadlatująca niedziela i mnie cieszy. Możem kontynuować bez bólu serca.

    @Lewy
    Czy ty przypadkiem nie obrywałeś skrzydełek muchom? Bratnia dusza.

  282. Nie zrazam sie i chociaz widze, ze ges amerykanska ( o, jaka ladna ksywa dla mnie!!) wzbudzila ogromne zainteresowanie, a moj post o problemach ludzi napietnowanych za swoja seksualna odmiennosc – zadne – kontynuuje dzielnie temat.
    Wiec celem przyblizenia powyzszego zagadnienia przypomne film amerykanski p.t. „Chlopcy nie placza”. Z Hilary Swank w roli glownej, za ktory zreszta dostala Oscara. Oparty na „faktach autentycznych”, co nie jest „maslem maslanym” bo obecnie mamy tez w fakty alternatywne
    Kilka lat potem ukazal sie polski film z Linda pod takim samym tytulem. Widocznie ten pierwszy nie byl znany w Polsce, albo znany pod innym tytulem.
    O gesiach tez moge sie wlaczyc. Moj znajomy jest kierowca u straszliwie zamoznych Amerykanow na Long Island, co to maja hektary posiadlosci. Dwa razy dziennie przylatywala tam awionetka, azeby rozpedzic sr….e gesi. Od kilku lat w dobie postepu lataja nad trawnikami drony.

  283. @zyta2003

    „Chłopaki nie płaczą” jest komedią z Maciejem Stuhrem, nie z Lindą.
    A tamten miał u nas tytuł „Nie czas na łzy”.

  284. @zyta2003 13 maja o godz. 17:40

    Ja od dronów mimo wszystko wolę gęsi.
    One nie są amerykańskie, Nefer ma rację, to są „canada geese”.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Canada_goose

    A po polsku (o dziwo!) nazywa się toto bernikla. Ale też kanadyjska.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Bernikla_kanadyjska

    Nie będzie USA pluł nam w twarz i te rzeczy 😉
    A że te gęsi wiedzą dobrze, że w powietrzu nic im nie zagrozi i nie zboczą z kursu przed żadnym samolotem… Scully świadkiem. I lądowanie na Hudsonie. Z pieczoną gęsią wkręconą w silnik (yuck!)

  285. W 2003 roku, badacz Dacher Kelner postanowił sprawdzić co się dzieje z ludźmi, gdy dojdą do władzy i utracą kontrolę nad zachowaniem. Do eksperymentu – opisanego w Psychological Review – zaprosił studentów, których podzielił na grupy. W każdej byli „pracownicy” i „szefowie”. Gdy tylko młodzi ludzie otrzymywali stanowiska zaczynali inaczej się zachowywać. Zmiana uwidaczniała się nawet w momencie jedzenia (w trakcie eksperymentu wnoszono bowiem na talerzu ciastka). Szefowie grupy mlaskali podczas jedzenia, nie zamykali ust, byli bardziej łapczywi. Wszystko co mówili i robili było bardziej ostentacyjne. Władza, którą dostawali na czas eksperymentu, sprawiała, że zachowywali się wobec współpracowników w mało elegancki sposób.
    http://forsal.pl/praca/aktualnosci/galerie/1037443/zdjecie,1,sprawdz-czy-jestes-toksycznym-wspolpracownikiem.html
    ==========

    Idealnie na temat……

    „Władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie”.
    CBDO…..

  286. Kelner kazał wnosić ciastka… i wszystko jasne!
    Kacz też mlaska. Czyżby waaadza uderzyła mu do głowy?

  287. W ubiegłym roku, jesienią, poruszając się w terenie ze wspomaganiem (przekładnia w piaście), ujrzałem następującą scenę: Na tzw. nieboskłonie duży klucz gęsi udających się na (chyba) południe. Z krzykiem, jak to gęsi. W pewnej chwili, trójka gęsi oddziela się od klucza, tworzy kluczyk i – z krzykiem, jak to gęsi – podąża w innym kierunku. Zatrzymałem wspomaganie i patrzę. Mija następna chwila i kilka gęsi – z krzykiem, jak to gęsi – dołącza do kluczyka. Jeszcze chwila i z kluczyka tworzy się klucz i na odwrót. Po kolejnej chwili cały pierwotny klucz leci w nowym kierunku. Zdarzenie zapisałem w pamięci trwałej do późniejszej analizy.
    Uruchamiam wspomaganie i podążam w pierwotnym kierunku. Po kilkunastu kilometrach potykam się o osobnika w „blaszaku”, który pyta mnie o drogę, bo jego nawigacja mówi mu, że ma jechać w prawo, a tam mur. Wyjaśniłem mu kilkuletnią historię przebudowy skrzyżowania i jadę dalej. I – podświadomie – wywołuję z pamięci trwałej historię gęsi. Może one też miały nieaktualną mapę w nawigacji?

  288. @wiesiek59

    Może oni mlaskali dlatego, że po prostu mlaskali. Taki obyczaj wynieśli z domu. Ja mam czasem do czynienia z mlaskaczami, mimo że żadnych kierowniczych funkcji nie sprawują. Ot, po prostu chamy.

  289. A końca świata nie ma. O 17:20 miał nastąpić według trzeciej przepowiedni fatimskiej. Na warszawskim Ursynowie spokojnie i słonecznie. Bez mi zakwitł pod samym oknem, a rododendron w kącie ogrodu. Siedzę na tarasie i delektuję się winem. Jeśli tak mają wyglądać końce świata, to nie mam nic przeciw temu.

  290. jobrave
    13 maja o godz. 13:26

    Alleluja i do przodu !

  291. Myśl dnia.

    Twierdzenie, że wierzący czuje się szczęśliwszy od niewierzącego, nie znaczy nic więcej jak to, że pijany jest szczęśliwszy od trzeźwego.

    G. B. Shaw‎

  292. Na marginesie
    13 maja o godz. 15:23

    Coraz większa ilość danych o zachowaniach ludzkich, pozwala na coraz lepsze ich przewidywanie. A więc i wdrożenie mechanizmów kontroli nad populacją lemingów.
    Społeczeństwo stało się PRZEWIDYWALNE, jego reakcje również.
    Taką wiedzę już wykorzystują elity władzy dla własnych potrzeb.

    Mozna to oczywiście bagatelizować.
    Ale……..

    Każde z nas ma własne poglądy, stosunek do świata.
    Dla mnie informacje z dziedziny psychologii, czy zachowań ludzkich sa ważne. Wprowadzone do odpowiedniego algorytmu, mogą dać sporą władzę.
    Co w przypadku Trumpa zostało udowodnione.

  293. paradox57
    13 maja o godz. 19:12

    Przełóż to na imprezę integracyjną, na której szef opowiada kiepskie dowcipy, a wszyscy się z nich śmieją.
    To sporo mówi o kondycji ludzkiej małpy….

  294. @wiesiek59 13 maja o godz. 20:46
    Mogę potwierdzić… że jesteś przewidywalny.

  295. @wiesiek59 20:53

    Czyżbyś takie organizował? kiedyś?

  296. Na marginesie
    13 maja o godz. 21:04

    Pomijając oportunistów i outsiderów, zachowania populacji ludzkiej są przewidywalne, można je modelować.
    Tym zajmuje się psychologia- wpływ na zmienną, i socjologia- wyodrębnienie danych i czynników znaczących.

    Na podstawie twoich kilkudziesięciu wpisów można skonstruować twój profil osobowości.
    Co udowodnił Kosecki.

    Ja nie odbiegam od normy niczym.
    Tym bardziej że jestem KONSEKWENTNY.

  297. paradox57
    13 maja o godz. 21:20

    Brałem udział, i obserwowałem zachowania.
    Szczególnie po świeżym mianowaniu z szeregowego nauczyciela na dyrektora pewnych osobników.
    Sam organizowałem, ale nie opowiadałem dowcipów, zasięgałem opinii, co zrobić w konkretnych sprawach.
    Co wiedza często starszych, mówi na temat sposobu rozwiązania problemu.

  298. Żorż Ponimirski
    13 maja o godz. 20:35

    😀

  299. @wiesiek59 21:30

    Ciekawa reakcja. Nawet nie sugerowałem, że mogłeś opowiadać czerstwe dowcipy. Pytałem jedynie, czy organizowałeś.

  300. @Wiesio
    Już dobrze, dobrze. Powtórzę za Tobą, nauczyłem się na pamięć , żebyś już nie musiał siebie i innych męczyć . Otóż, hm..hm.. Są trzy prawdy odkryte przez naszego Wiesia
    1. Akcja wywołuje reakcję, a reakcja jest wywołana przez akcje
    2. Świat jest zły (bangsterzy)
    3. Ludzie są przewidywalni.
    Mam nadzieję, że dobrze powtórzyłem. A teraz idę lulu

  301. paradox57
    13 maja o godz. 21:41

    Jak się pełni funkcje kierownicze, do etykiety roli należy spełnianie pewnych obowiązków.
    To jest wpisane w funkcję.
    Nie osiągnąłem- z braku starań- poziomu naszego Halena, Alumnika, czy Tanaki.
    Ale, zapewne sporo mogliby na ten temat napisać.
    Kod kulturowy WYMAGA pewnych funkcji ceremonialnych.

    Jak to leciało?
    -szef kroczy
    -uświetnia
    -inicjuje
    -otwiera
    -pochyla się
    -rozstrzyga
    -przewodzi…….

  302. @namarginesko

    W Twoje ręce perswaduję kielonek pejsachówki. Chyba że wolisz mieszankę malinowej z dereniem. To w takim razie większy kielonek.

  303. Lewy
    13 maja o godz. 21:46

    Gdyby głupota mogła fruwać, byłbyś gołębiem.
    Choć nieco infantylnym…

    Twoje przemyślenia jakoś mało treściwe są.

  304. @wiesiek59 21:51

    Ale tak konkretnie, to o co Ci właściwie chodzi? Chyba nie wypiłeś za dużo, bo język Ci się plącze.

  305. @paradox57 13 maja o godz. 21:51
    Zdrowie! Dobra śliwowica nie jest zła.

  306. @Paradox
    Bardzo mu się plącze, temu Wieśkowi, ten język. Ale dobrze, że nie nazwał mnie An’Umlich, jak jeden taki 😉
    @Wiesiek
    Dobry szef nie kroczy, nie uświetnia, nie otwiera, a deleguje do otwierania w jego imieniu (ale imię szefa musi być wypowiedziane prawidłowo, z lekką dozą czułości w głosie wypowiadającego), inicjuje (zawsze w małym, zacnym gronie, aby to grono roznosiło po kątach, kto jest rzeczywistym inicjującym), pochyla się zatroskany nad najsłabszym w zespole, rozstrzyga (no, niechby ktoś chciał to zrobić za szefa!), siedzi – gdy musi – w drugim, albo trzecim rzędzie, ale tak układa ciało przy „siedzeniu”, żeby wszyscy wiedzieli, kto tu przewodzi.
    Howgk 😉

    Panów zdrowie! Tym razem kropelką pejsachówki. W końcówce dna końca świata: Sabath Szalom !

  307. @anumlik

    W Twoje ręce również. Jak śliwowica, to będzie śliwowica.
    I popatrz. Pisał, że opowiadanie sucharów to nie on. A ja tam widzę w jego wpisie opowiastkę o kwaśnych winogronach.

  308. anumlik
    13 maja o godz. 22:33

    Przypuszczam, że szefów o wyższej i niższej pozycji od twojej, poznałeś sporo.
    Przeanalizuj ich zachowania na różnych spędach.
    Mój opis różni się od twojego, średniej statystycznej?
    Spotkałeś więcej ludzi z klasą, niż buców?

    Może mój opis psychologicznych uwarunkowań jest nieadekwatny do waszej wiedzy, czy znanych wam faktów.
    A najbardziej, w stosunku do dość znanych eksperymentów psychologicznych i ich wyników.
    WIERZYCIE?
    W krasnoludki?
    a nie w homo homini lupus?
    Wolno wam.

  309. za to własnie bernikle kanadyjskie spowodowały awarię silników tego boeninga który lądował na Hudsonie w styczniu 2009.
    Każda bernikla waży podobno do 8 kg

  310. @wiesiek59

    Eksperymenty psychologiczne powiadasz. Znakomicie, dają jakieś pojęcie o zachowaniach grupy. Mam z tym tylko jeden problem. Wszystkie one są przeprowadzane na ograniczonej grupie, wyselekcjonowanej, w ściśle określonych, i równie ściśle kontrolowanych warunkach. W dodatku w izolacji. Więc ich wartość poznawcza jest. Ale dla takich właśnie warunków. Żadne środowisko nie jest aż tak ściśle ograniczone, jak to, o których piszesz. Ciekawy jest też sposób konstruowania takich doświadczeń. W moim przekonaniu mają służyć bardziej udowodnieniu czegoś, niż obiektywnemu zbadaniu jakiegoś zjawiska.

    Parę osób przywoływało tu nazwisko Fransa De Waala. Może spróbowałbyś zajrzeć od jego książek. Sporo pisze na temat właśnie konstruowania badań nad zachowaniami.

    PS. Szczerze Ci współczuję, że częściej musiałeś obcować z bucami.
    Jeszcze jedna sprawa. Posługujesz się oklepanymi schematami, pozbawionymi jakiegokolwiek sensu. Rozumiem, że bardzo przywiązany jesteś do tradycji z tym „lupus”?

  311. PS. Przepraszam, jednej rzeczy nie wziąłem pod uwagę. Przecież mogłeś mieć na myśli „człowiek człowiekowi toczniem”. Faktycznie paskudna choroba.

  312. @wbocek

    A gdzie pan był, gdy

    • psuto państwo
    • obywatel został sprowadzony do roli petenta
    • a poziom kapitału społecznego sięgnął bruku?

    Dopiero dojście Kaczyńskiego do władzy spowodowało Wasza histerię, a następnie prawdziwą furię i wściekłość?

  313. AOlsztynski
    14 maja o godz. 7:36

    Chłopcze, na przekomarzanki udaj się tam, gdzie są komarzyce i komary.

  314. Kiedy skończyłem 6 lat ojciec kupił mi na urodziny „małego stolarza”. Była to drewniana walizeczka, w której znajdowały się wszelakie trochę zminiaturyzowane narzędzia do obróbki drewna: młoteczek, piłka, wiertło, obcążki, metr stolarski i ołówek stolarski , którym dało się rysować kreski na drewnianych powierzchniach. Zabrałem się ostro do stolarstwa, udało mi się pociąć parę desek na mniejsze deseczki, które następnie składałem zbijając gwoździkami. W ten sposób skonstruowałem coś w rodzaju domku dla ptaszków. Ale, cóż, jak to w życiu bywa, moje losy potoczyły się inaczej i później nigdy już nie wróciłem do stolarstwa.
    Dlaczego to wspominam, bo wydaje mi się, że na tym blogu niektórzy nasi polemiści jak np. dezerterek, albo Wiesio kochany dysponują taką drewnianą walizeczką „małego dyskutanta”.
    Jakież to narzędzia można znaleźć w tej walizeczce ? Ano zobaczmy.
    1. Myśl, myślenie nie boli
    2. Czytasz nieuważnie, czytanie uważne nie boli
    3. Gdyby głupota miała skrzydła, to byś już leciał w Kosmos (To byłbyś gołębiem, nieco infantylnym, to Wiesio mi tym narzędziem przywalił)
    4. Nie potrafisz zrozumieć, że wszystko się wiąże ze wszystkim
    5.Twoje przemyślenia jakoś mało treściwe są (to znów Wiesio o mnie)
    6. Ja jestem KONSEKWENTNY
    7. Każdy z nas ma własne poglądy (to ciekawe narzędzie z walizeczki Wiesia, posługuje się nim wtedy, kiedy brak mu innego narzędzia, ta tolerancja Wiesia ma skonfudować, jest to groźne narzędzie, no bo jakże ktoś może mieć niewłasne poglądy)
    8.Władza deprawuje, władza absolutna deprawuje absolutnie. W walizeczce Wiesia nie ma narzędzia na temat władzy relatywnej, czy władza relatywne deprawuje relatywnie ?

    No i tak dalej. W walizeczce Wiesia i dezerterka są jeszcze inne ciekawe narzędzia. Z pewnością zostaną w potrzebie użyte.
    Przeczytałem gdzieś: Kto pierwszy porównał kobietę do róży był genialnym poetą, ten drugi , który to powtórzył jest cymbałem’
    Na blogach jestem od ponad dziesięciu lat, wiecie ile razy czytałem zdanie : Gdyby głupota miała skrzydła..Po prostu jest tu wielu posiadaczy walizeczki „małego dyskutanta”

  315. AOlsztynski
    14 maja o godz. 7:36

    Czytaj Lewego, Towarzyszu AOlsztyński, zamiast niczego nie osiągać.

  316. wbocek
    14 maja o godz. 10:24

    Dzień dobry pombocku. Właśnie sobie myślałam że skoro niektórym nie chce się czekać w moderacji obok to przyjdą tutaj, nie daj się wciągnąć.

    @Lewy

    A gdyby głupota nie miała skrzydeł to co wtedy.
    Paczcie państwo, dopiero co z łóżka i bez kawy a jaka inteligętna.

  317. AOlsztynski
    14 maja o godz. 7:36

    Zadam Ci, Chłopcze, jako temu z lepszych, niezdrajców, nieubeków, niekonfidentów, niegwałcicieli, niezłodziei, niekomunistów, no i mam nadzieję, że ani razu nie dokonałeś sobie pogrzebaczem aborcji itd., skomplikowane pytanie: „Co zrobisz?”.

    Otóż wracasz moją pirogą z morza. Na kanale krzyczy na Ciebie moczykij:
    – Halo!
    Atawistycznym odruchem wiedziony (kiedyś smarknąłem, specjalnie głośno, z trąbieniem – pół ulicy się obejrzało) odwracasz się, a on mówi grzecznie, czy mógłbyś mu odczepić haczyk, bo tak się kijem zamachnął, że haczyk poleciał na drugi brzeg do lasu. Więc co Ty na to – odczepisz mu ten haczyk, czy pouczysz, że tam stoi tablica informująca, że wędkowanie na kanale jest zabronione?

    Chodzi o to, że może pierw potrenuj sobie rozwiązywanie prostych lub pozornie prostych zadań, a dopiero po jakichś 40. latach pytaj, „gdzie pan był, gdy?”.

    Pierw nie chciałem Ci na to śmieszne pytanie odpowiadać, bo nie lubię rozmawiać z dziećmi. Ale co mi tam… Więc byłem, Chłopcze, TAM, GDZIE TY – w Polsce. Państwo PO nazywałem „bezpaństwem”. Teraz państwo PiS nazywam „kaczym folwarkiem”.

  318. Szanowna Pani, chętnie podzielę się swoimi uwagami w kontakcie bezpośrednim. Emai: jbconsulting@o2.pl

  319. NeferNefer 10:44

    Z góry więcej widać. I szerzej.

  320. @ JaBu
    Zakładam, że Pańska propozycja jest próbą pomocy, a nie reklamą własnej firmy. Tego drugiego nie akceptuję. Więc kolejne takie wpisy będę kasował.
    jk

  321. Tam dopiero są wszelkie formy mobbingu;
    „Instytucji nieludzkiej, irracjonalnej, niezdolnej do poznania, sparaliżowanej strachem. Ja nie tylko mogę, ale mam też moralny obowiązek, żeby to wszystko powiedzieć – i to bez owijania w bawełnę – mówi Krzysztof Charamsa w rozmowie z Emilią Padoł o swojej książce „Kamień węgielny. Mój bunt przeciwko hipokryzji Kościoła”.
    http://facet.onet.pl/krzysztof-charamsa-oszczedzam-kosciol-opowiadam-mu-tylko-doswiadczenie-cierpienia/y89rsv

  322. @JaBu
    Czy Twego postu nie można czasem podciągnąć pod reklamę swojej firmy? Jeśli tak, to chyba nie na tym forum.

    Dla ewentualnych klientów firmy JB Consulting, krótkie ostrzeżenie znalezione w necie (po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwy firmy:

    jB Consulting, której Właścicielem jest (usunięte przez administratora) jest znanym biurem rachunkowym w Krakowie. Można się w nim wiele nauczyć Jednak praca w (usunięte przez administratora) to bardzo nieprzyjemne doświadczenie. Pracodawca stosuje metody zastraszania pracownika poprzez podpisywanie lojalek, Pracownik musi pracować przez cały czas trwania umowy za minimalne wynagrodzenie; około 1000 zł, w przypadku zerwania umowy z winy pracownika, pracownik zapłaci kare umowną w wysokości 3 miesięcznego wynagrodzenia, wobec pracowników stosują niezgodne z prawem pracy zasady pracy, Płacą tylko za 8 godzin pracy w rzeczywistości pracownik jest zmuszany do pracy powyżej 12 godzin dziennie dodatkowo w soboty i w niedziele pracowaliśmy na zdalnym pulpicie w domu, wynagrodzenie jest nieadekwatne do ilości pracy jaką się wykonuje w JB nie polecam nikomu do tego nie można liczyć na pomoc głównej księgowej do wszystkiego trzeba dochodzić samemu. Praca w JB to prawdziwy koszmar wiele wylanych łez i zniszczone nerwy i brak jakiejkolwiek pomocy osób z nadzoru.

    Przydałby się Twój komentarz do tego ostrzeżenia, @JaBu.

  323. @Jacek Kowalczyk
    Ubiegł mnie Pan swoją czujnością. Ale myślimy podobnie.
    anumlik

  324. @Nefciu
    Tryb warunkowy źle użyty.Więc Ci wytłumaczę jak Wiesio, który rozumie (trzecie prawo Wiesia),że wszystko się wiąże ze wszystkim,prawo motyla, czyli, że nie można gdybać „co by było gdyby głupota nie miała”, skoro ona onych nie ma.
    Albo poważniej w stylu mądrego tejota
    Mój komentarz.
    NefeNefer nie zauważa, że tryb warunkowy czyli conditional stosujemy wtedy, kiedy dana sytuacja lub rzecz w danym momencie kiedy o tej sytuacji albo rzeczy dany rozmówca mówi nie ma miejsca albo nie zachodzi. Ale jeśli zachodzi albo ma miejsce jak w danym przypadku, kiedy to w żadnych okolicznościach głupota nie miała, nie ma i nie może mieć skrzydeł ergo takie założenie jest logicznie puste,jest antynomią pleonazmu, gdyż zamiast powiedzieć mało maślane, zakłada się taki warunek: a co by było, gdyby masło nie było maślane
    pozdr tjot

  325. Lewy
    14 maja o godz. 13:15

    😀

    Ale o wielokropku zapomniałeś….

    Bez tego nieważne….
    (zawsze więcej niż trzy kropki….)

  326. Jak widać, co poniektórzy zabrali sie do mobbingu w stosunku do mojej osoby…
    Poprzez poniżanie innych, raczej nie zbuduje sie własnego autorytetu.
    Idealny przykład szczucia, tak charakterystyczny dla klimatu Pomrocznej….

    Cóż, każdy ma własny ogląd świata.
    Polemizuję z poglądami, zwracając uwagę na błędy rozumowania bądź luki w wiedzy.
    Nie polemizuję z ludźmi nie mających własnych przekonań, których nie potrafią uzasadnić konkretami, faktami.
    A z dogmatykami przekonanymi o własnej omnipotencji dyskutować nie warto…

  327. @Nefciu
    Gdzie…gdzie ten wielokropek? Na prawdę ? Zaraz go dorzucę ! No koniec swiata.!
    Zauważyłas, że jak widać, poniektorzy zabrali się do mobbingu w stosunku do mojej osoby, tzn, nie mojej Lewego i ci poniektórzy nie mający własnych przekonań są dogmatykami z potencją. Ciekawe kto to taki ? Może to chodzi o Ciebie, Nefciu ? Nigdy bym tak o Tobie nie pomyślał. Ale już nieraz pomyliłem się w stosunku do zdawałoby się wiarygodnych osób. Będę Ci się uważniej przyglądał

  328. Chodźmy zatem krok dalej. Co powiedzieć o klientach, którzy już po stracie ogromnych pieniędzy u „łowców frajerów” dalej wpłacają im pieniądze, bo „doradca” obiecał im, że się odkują? Tylko np. teraz trzeba zainwestować na rynku zboża.

    Psychologia już znalazła odpowiedź na to zagadnienie. To efekt utopionych kosztów. Ludzie niechętnie przerywają inwestycje przynoszące straty, bo musieliby się z tym pogodzić. Dlatego nawet jeżeli jest mętna szansa na odzyskanie środków, to dołożą, bo liczą na to, że wyjdą co najmniej „na zero”.
    ”http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/profesor-tomasz-zaleskiewicz-wywiad,39,0,2314535.html
    ===========

    Co prawda, w głowach niektórych dyskutantów, nie istnieje socjologia, psychologia, kulturoznawstwo, czy dziedziny pokrewne zajmujące się społecznością i heh funkcjonowaniem, lub jednostką.
    Ale, pod rozwagę daję ten tekst.
    Jak za pomocą wiedzy z nieistniejącej psychologii, doi się naiwniaków w realu, z konkretnych dóbr.

    Z tego samego mechanizmu korzystają również od tysiącleci, szamani wszelkiej masci.

  329. @paradox57 13 maja o godz. 23:23
    Toczeń-lupus dwa bratanki.

  330. @Lewy 14 maja o godz. 9:54
    Walizeczka dyskutanta – koncept wart upowszechnienia 😉

  331. @wiesiek59 14 maja o godz. 14:22

    Daniel Kahneman, „Thinking Fast and Slow”, polski przekład „Myślenie szybkie i wolne”. Takich mechanizmów jest o wiele więcej, ale Ty przytaczasz je ni z gruszki, ni z pietruszki. A na fajerwerk ta rewelacja się nie nadaje.

  332. @wiesiek59 14 maja o godz. 13:53

    Mobbing – termin wywodzący się z języka angielskiego od wyrazu „mob” (z łac. mobilis „ruchomy”) co oznacza „tłum, natłok, banda”. Odpowiednikiem polskiego mobbingu po angielsku jest na ogół workplace bullying lub workplace harassment. Workplace mobbing używany jest w tym znaczeniu jedynie w literaturze naukowej. Mobbing oznacza prześladowanie podwładnego lub współpracownika w miejscu pracy.

    Jeśli ten blog jest Twoim miejscem pracy to…

  333. @na marginesie 15:30

    Aha, drugie wcielenie @d… (żeby tylko nie wywołać lupusa z lasu). Zawsze w pracy.

  334. @paradox57 14 maja o godz. 15:37
    😀

  335. @namaginesko
    No to jesteśmy na tropie, dzięki Twojej przenikliwości.Bo jeśli Wiesio jest mobbingowany na tym blogu, no to przez kogo ? Pytam. I znalazłem odpowiedź: Przez szefa ! A szefem kto tu jest jak nie pan Jacek ?
    Bo nabijanie się z nadętego Wiesia, szczypanie, przekłówanie balonika przez jakiegoś szeregowego blogowego Lewego nie wchodzi w zakres definicji mobbingu. No bo gdybyśmy każde nabijanie się z Wiesiów podciągali pod mobbing, to trzeba by zamknąć kabarety.

  336. @Lewy 14 maja o godz. 15:47

    Przypowiastka na okoliczność: jeśli usłyszysz od kogoś, że jesteś osłem, nie zwracaj na to uwagi. Jeśli usłyszysz to od dwóch osób, to się zastanów. Jeśli od trzech – udaj się po siodło.

    Teraz pytanie lingwistyczne. Czy wysłanie kogoś po siodło ma jakąś nazwę? Mówię o nazwie innej niż wysłanie po siodło. Rzecz jest istotna, bo gdyby kacza w porę wysłano po siodło to nie byłoby kaczego bigosu.

  337. A ja jeszcze o mobingu ale z może innej perspektywy: moi rodzice oboje powyżej 80 i schorowani, ponieważ nie są w stanie poradzić sobie z normalnymi codziennymi zadaniami i obowiązkami, dostali możliwoość zostania w swoim mieszkaniu ale z opiekunką z Polski. Pierwsza, dyplomowana pielęgniarka z doświadczeniem wytrzymała 3 (słownie: trzy) tygodnie i z płaczem (autentycznie) pojechała do domu. Druga, kobieta bez specjalistycznego wykształcenia ale z doświadczeniem wieloletnim pracy we Włoszech ( bez znajomości języka) rzuciła ręcznik po 5 tygodniach i stwierdziła, że wolałaby kamienie w kamieniołomie rąbać niż pracować, za niezłe pieniądze , u moich rodziców. Potem przeżyliśmy jeszcze dwie ale mobbing trwa: ja jestem workiem do bicia i odpowiedzialna za całe zło , łącznie z pomówieniami o kradzież forsy i takie inne. a na to nie ma paragrafów a do tego to przecież rodzice moi, jedynej córki

  338. @Ewamarysia 14 maja o godz. 16:35

    Podobne zachowania osób w podeszłym wieku znam ze swojego otoczenia. Nie wiem, jak zaradzić. Warto byłoby ustalić przyczynę, ale podejrzewam, że jest bardzo prosta: czują się znudzeni i coraz bardziej bezradni, a znęcanie się nad otoczeniem to ich jedyna rozrywka. Może początki Alzheimera?

    Taki pomysł ni w pięć ni w dziewięć: może zaangażować dziewczynę z Azji? Moi znajomi zatrudniają Filipinkę i są z niej bardzo zadowoleni. Podobno anioł, ale świetnie sobie radzi z humorami i fochami starszej osoby.

  339. Ewamarysia
    14 maja o godz. 16:35

    Współodczuwam. Wyczytałam swego czasu że częste oskarżenia o kradzież to jeden z typowych objawów demencji. Nie wiem, nie jestem ekspertem, a swoje co przerobiłam to przerobiłam, dlatego rozumiem (też jedynaczka)

  340. Masz rację nudzi się mój ojcie matce z demencją jest wszystko jedno, tylko: potrzeba dla niej dializa i mierzenie insuliny 3 razy dziennie. Póki co ojciec zabrał matkę wbrew zdrowemu rozsądkowi do Polski i będzie mobbował sąsiadów ( za opłatą ale zawsze) a potem mnie telefonicznie że trzeba jeszcze to i tamto. Każdy telefon to dla mnie mobbing, bo pewnie coś się stało?

  341. @Ewamarysia – mobbing to raczej nie jest (definicja!) ale harassment prawdopodobnie tak. W każdym razie wzorem Nefer należy współczuć, ale pomóc też by się chciało, choć raczej nie ma jak. Twój ojciec zabrał do Polski matkę, która ma demencję, to znaczy jest ubezwłasnowolniona? I Twój ojciec jest jej prawnym opiekunem? A Ty nie masz nic do powiedzenia, poza rolą dziewczyny na posyłki?

  342. P.S. Może zacznij negocjować i postaw warunki? Pomogę – ale… Dzwoń do mnie tylko w określonych godzinach. I nie gwarantuję, że będę w stanie wszystko załatwić. Powrót do Polski był twoją, tato, decyzją, zatem ja nie odpowiadam za konsekwencje. Nie mogę być w dwóch miejscach na raz. Poza tym nie odpowiada mi rola ofiary, więc się na mnie nie wyżywaj. Ustalmy warunki.

  343. Ewamarysia
    14 maja o godz. 17:26

    Pamiętam jak miałam wrażenie że polski telefon to nie telefon tylko syczący wąż w kieszeni, zmieniłam potem dzwonek bo do dziś sztywnieję na dźwięk tamtej melodii
    klocki w zęby i jakoś to otorbić bo można oszaleć :/

  344. P.S. Ewamarysia – bo jeśli rodzina doprowadzi Cię do załamania nerwowego, to tym bardziej tej rodzinie nie pomożesz. Własne zdrowie i (względnie) dobre samopoczucie przede wszystkim. Od tego zależy, czy skutecznie pomożesz ojcu. Dbaj o siebie.

  345. Na marginesie
    14 maja o godz. 15:15

    Wszystkie poruszane przeze mnie wątki psychologiczne, tyczą jednej rzeczy.
    Psychomanipulacji dokonywanej na tłumie, przez osoby zainteresowane konkretnym działaniem tegoż.

    Wpływ przywódców, prezenterów, osób znaczących.

    Dla mnie pewne sprawy sa oczywiste.
    Widzę zwiazki przyczynowo- skutkowe.
    jak widzę, nie każdy je dostrzega.
    Ewentualnie, sporo robi by takich oczywistości nie widzeć.
    Ale, to nie mój problem….

  346. To co podała Ewamarysia, to poważny problem. Ale jego rozwiązanie to dość delikatna rzecz. Ponieważ już przekroczyłem 70tkę więc moge nieśmiało coś na ten temat rzec. Jestem zwolennikiem eutanazji, czyli samobójstwa wspomaganego. Niestety w większości krajów jest to zabronione a wspomagającym grożą więzienia za zabójstwo. Póki co jestem jeszcze sprawny i fizycznie i psychicznie, ale przyjdzie taki moment i to pewnie niedługo, kiedy trzeba będzie się z tym światem pożegnać.
    Kościół jako dogmat uznał świętość życia, bo to bóg dał i tylko on może odebrać np. w zamachu terrorystycznym. I zadziwiające jest, że w wielu krajach nawet ateiści mają wpojone przez kościół przekonanie o świetości każdego życia, nawet takiego, gdzie cierpiacy na raka, plujący krwią człowiek na siłe jest trzymany przy życiu.
    A jak taki starszy gość jak ja będzie miał pecha i nigdy nikt nie przeprowadzi w pobliżu niego zamachu, to będzie żył i żył, aż osiągnie taki stan ducha i ciała, że ani jemu dobrze, ani jego dzieciom, wnukom, otoczeniu. Więc pozostaje samobójstwo niewspomagane, żeby nikt nie został ukarany.
    Jest jeden problem;jak wyczuć ten moment, że już właściwie nie ma sensu dalej zyć, bo jeśli przekroczy sie ten próg, straci się świadomość własnych czynów, i w dalszym ciągu ten instynkt samozachowawczy będzie blokował ? Kurcze, nie chciałbym stać się złośliwym warzywem .
    Szanuję Holendrów, nie tylko za to, że jako jedyny europejski kraj powiększyli swe terytorium bez napadania na sąsiada, ale za to , że nie boją się przeciwstawić się tabu „świetości życia”
    Aha jest jeszcze jeden argument przeciwko eutanazji: naziści ją praktykowali. Jest to nieprawda, oni mordowali.

  347. @wiesiek59 14 maja o godz. 18:01

    „Widzenie związków przyczynowo-skutkowych” nie oznacza, że takie związki rzeczywiście istnieją ani (bo to jeszcze osobna kwestia) że są to akurat związki przyczynowo-skutkowe. Mózg homo sapiens jest ewolucyjnie przystosowany do wyławiania „logicznych” schematów z chaosu faktów, bo na sawannie takie przystosowanie decydowało o przeżyciu.

    Szkopuł w tym, że skłonność do nakładania logicznej siatki na obraz rzeczywistości jest mankamentem – bo ta logiczna siatka często istnieje tylko w Twojej wyobraźni. Mózg ją sobie tworzy. Krytyczne myślenie nie polega na samym tylko dostrzeganiu związków, a teorie spiskowe – to nie jest efekt krytycznego myślenia. Weź wyluzuj.

  348. @Lewy 14 maja o godz. 18:11

    Masz rację, że to bardzo delikatny problem. W którym momencie „nie ma sensu dalej żyć”? O tym każdy decyduje sam – o ile stać go jeszcze na samodzielną ocenę sytuacji. Nikt nie chce być ciężarem dla bliskich, ale z drugiej strony jednak warto być egoistą – to Twoje życie. Dopóki jesteś w stanie czerpać z niego jakąkolwiek radość – jest Twoje. I nikt nie ma prawa Ci wmówić, że jest inaczej.

  349. Psiakość, zaczynam wpadać w poradnicze tony ciotki Matyldy. Chyba przeniosę się na inne forum i tam przywalę jakiemuś pis-lamiscie. Bo w realu od trzech dni czeka mnie sprzątanie – a nie lubię, wiec odwlekam.
    https://www.youtube.com/watch?v=nzlDYKR5otM

  350. @namarginesko
    Zanim sobie pójdziesz, to Cie zapytam. Czy Ty czytałaś coś Hume’a, Berkeley’a albo samego Kanta ? Bo argumenty (nieistnienia związkow przyczynowo skutkowych w realu) , które przedstawiłas Wiesiowi, to jakby prosto od tych filozofów. Hume twierdził, że w rzeczywistości istnieją tylko nastęstwa zdarzeń, a nasz mózg je łączy i zaczyna , jak Wiesio, wierzyć w związek przyczynowo-skutkowy. Ciekawe, gdybyś bez czytania, sama doszła do tych myśli, to byłabys wielką filozofką. Ale myślę, że gdzieś to czytałaś. Ale i tak jesteś wielka, tak samo jak Twoja przyjaciółka NeferNefer

  351. nabożne westchnienie

    żebym cija się nigdy Lewemu na jęzor od klawiatury nie dostała bo oj matko

    🙂

  352. @Na marginesie
    Prokrastynacja to paskudna przypadłość, wiem coś o tym. Ale starcza demencja gorsza. A jak jeszcze połączona ze złośliwością, to nie daj panie Kryszna i pani Kali. Moje babcia zeszła na kilka dni przed 90-tką. Ostatnie lata to było piekło. I nic na to piekło nie można poradzić. Trza zacisnąć zęby i… Życia się czepiała do samego końca. A jeszcze w wieku 80 lat była kochaną kobietą. Jak pisze Lewy – jeżeli zaczną się u mnie oznaki demencji – won ze mną do przechowalni dla niedoszłych nieboszczyków. A w jakąś ampułkę z cyjankiem pewnie się zawczasu zaopatrzę. Tylko, cholera, czy starzec czepiający się życia, jak moja babka, zechce sam z siebie tę ampułkę rozgryźć?

  353. Na marginesie
    14 maja o godz. 18:18

    Mózg bazuje na zdobytej wiedzy i doświadczeniu.
    Czyli, każde z nas jest niepowtarzalnym osobnikiem.
    tam gdzie ja widzę schematy, ty widzieć będziesz chaos.

    Nie kłócę się, z prostego względu.
    Czyj ogląd świata jest bardziej zbliżony do obiektywnego, adekwatnego, rozstrzygnie i tak czas.
    Przemówią fakty, nie ich interpretacje.
    Ja jedynie zakreślam mój punkt widzenia, który ktoś może zbagatelizować, odrzucić, bądź wzbudzić refleksję.

    Ty masz własne doświadczenia, wiedzę, punkt widzenia.
    Na zasadzie luźnych asocjacji- bez podtekstów- takie skojarzenie:

    Ja robię swoje, a ty swoje. Nie jestem na tym świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania, a ty nie jesteś na tym świecie, by spełniać moje. Modlitwa gestalt
    Ty to ty, a ja to ja. I jeśli przypadkiem natrafimy na siebie to wspaniale, jeśli nie, to nic nie można na to poradzić.”

    Któraś z naszych poetek- Pawlikowska?
    Napisała dokładnie tak samo.
    A może ta grupa wzięła z jej tekstu swoje motto- bardzo mi bliskie.

  354. anumlik
    14 maja o godz. 18:51

    Ja wymyśliłam i zawczasu zapowiedziałam żeby mnie, gdy będę w takim stanie, zawieziono w pobliże klifu a potem pokazano gdzie mam iść, tak żeby na nikogo nie było

  355. W wypadku ojca o negocjacjach nie ma mowy: ma być tak jak mówię i koniec. A faktem jest , że nawet jak jest nie wiem jak źle, ludzie trzymają się tego życia jak tylko można. Ja dzisiaj też bym powiedziała, że tak jak moi rodzice nie chciałabym żyć, ale chyba to jest tak, że jak jakiś punkt zostaje przekroczony, to potem nie jest to tak oczywiste.
    I nie ma wtedy znaczenia, że cała rodzina ma problem. Mam szczęście, że mój mąż i synowie wspierją jak mogą albo i więcej, bez tego Namarginsko, depresja pewna. Nefer Nefer u nas nie ma klifów niestety

  356. NeferNefer
    14 maja o godz. 18:56

    kwestia jurysdykcji…..

    W dalszym ciągu istnieją kraje, w których próba samobójcza- nawet bez udziału osób postronnych- jest karalna.
    Obywatel jest własnością Państwa.

    Jesteśmy dumni ze statystyk tyczących długości życia.
    Tyle że statystyki nic nie mówią o jakości tegoż u schyłku.
    Co najwyżej o kosztach podtrzymywania wegetacji.

    Spora częśc z nas dożyje setki.
    Tylko…..PO CO?
    I jakim kosztem dla najbliższych?

    I tu zahaczamy o cel i sens istnienia jednostki.
    kolejny trudny temat.

    Ps.
    Mam pecha, po przerabiałem pana Alzheimera niedawno, przerabiam i obecnie.
    Poczucie obowiązku wobec starszych, zmusza do pewnych zachowań.
    Za pieluszki trzeba się odwdzięczyć pieluszkami.
    Dobre i to, że obecne nie są z tetry……

    System „umieralni” jednak, uważam za bardzo niehumanitarny.
    Trzeba spełnić po prostu swój OBOWIĄZEK.
    Choć koszty są wysokie.
    Zawsze można się z kimś na blogu zmierzyć w ramach odskoczni na szermierkę słowną….

    „Choćby Lewy, to dostoję!!!”……

  357. „Fakt” przyłapał posła PO Rafała Trzaskowskiego na tym, że dał potrzebującej i proszącej o wsparcie kobiecie… 20 groszy.

    Polityk wysiadł z taksówki i poszedł do jednej z najdroższych warszawskich cukierni. U Magdy Gessler kupił sobie cztery ciastka za 44 złote. Gdy zadowolony wychodził z cukierni zaczepiła go kobieta, która zbierała pieniądze na lekarstwa. Trzaskowski postanowił pomóc starszej pani i wręczył jej… 20 groszy. – Nie miałem innych monet, żadnych drobnych Przeprosiłem potrzebującą kobietą, że mogę ją wspomóc tylko tak małą kwotą…

    Komentarz Prawego – Istotnie nie mógł. W końcu jest biedny – ma 300 tys. zł oszczędności, dwa mieszkania, zarabia krocie w Sejmie, na uczelni i na prawach autorskich oraz powiązania z największym dobroczyńcą ludzkości George’m Sorosem.
    ”http://prawy.pl/50733-trzaskowski-zaszalal-dal-potrzebujacej-kobiecie-20-groszy/
    ==========

    PRAWDZIWY KATOLIK……
    Najtańsza bułka jaką widziałem, kosztuje 29 groszy…..

  358. @wiesiek59, z godz. 18:51
    tam gdzie ja widzę schematy, ty widzieć będziesz chaos
    Nie wzywaj imienia chaosu Twego na daremno. Chaos to schematy. Matematyczne zapisy liczb zespolonych, które układają się we fraktale o dziwnej konstrukcji, zwanej atraktorami. Jak atraktor Lorenza czy Poincarégo. Upraszczam, ale sedno tego uproszczenia jest takie: Wszystko jest policzalne, a to co policzalne – istnieje jako formuła matematyczna. Ani zbiór Mendelbrota (pierwszy fraktal, który ten Francuz polskiego pochodzenie odkrył), ani sam zbiór liczb zespolonych (odkryty przez Gerolamo Cardano w 1545 roku) nie zostały wymyślone. One zostały odkryte, gdyż same sobie są. W jakichś tam przestrzeniach istnieją, niezależnie od działań matematyków. Wyznaczają granice chaosu. Który Ty przywołujesz, jak gdyby nigdy nic 😉

  359. @Wiesiek (z godz. 20:10)
    A komentarze pod tym żenującym tekstem czytałeś? Zacytuję jeden. A co miał jej kartą zbliżeniową zapłacić? Mógł odejść, a wtedy podstawiona przez Fakt kobieta powiedziałaby – taki majętny, a nic nie dał. Że podstawiona – piszę. Skąd Fakt wiedział, że Trzaskowski dał te nieszczęsne 20 groszy? Od baby, co to na lekarstwa zbierała ponoć. Czy Ty, Wieśku, nie widzisz, ze to jest dziennikarska manipulacja? Ja płacę za wszystko kartą. Rzadko mam w kieszeni jakąś gotówkę. 20 groszy pewnie bym nie dał, ale złotówkę czasem zdarzało mi się dać „potrzebującemu”, choć najczęściej proponuję, że kupię mu jakieś wiktuały, albo zapłacę za lekarstwa (oczywiście w granicach rozsądku). Czasem korzystają, choć częściej odchodzą, coś obrzydliwego pod moim adresem mrucząc pod nosem.

  360. @ wszyscy

    Coś mi się wydaje ,że panu bogu nie udała się starość, oj nie udała.

  361. Emanuel Macron od dzisiaj gospodarzem Pałacu Elizejskiego. Holland mu przekazał symboliczne klucze. Francuzi, którzy tak krytycznie odnosili się do Hollanda pożegnali go kwiatami, tłumy go żegnały.
    Żal, kiedy porównać to z pisowską hołotą i jej niewychowanym wodzem; jak oni traktowali poprzedników. Trudno, jestem Polakiem, nie Francuzem i zazdroszczę Francuzom tej klasy.
    W czasie inwestytury Macrona nie było żadnego hierarchy, a nawet zwykłego księdza. Te bezbożniki nie potrzebują czarowników, żeby przeprowadzić taką bardzo solenną uroczystość. W przeciwieństwie do Amerykanów,którzy nawet na dolarze maja Boga, Francuzi zupełnie ignorują w takich okolicznościach Najwyższego i nie używają zaklęć typu „i tak dopomóż mi Bóg”. Mają Boga w d.pie, a Bóg ma ich też tam. No chyba , że Bóg tego dudy nie ma.

  362. @Lewy 14 maja o godz. 18:38

    Na pewno gdzieś to wyczytałam, ale nie w kontekście historii filozofii. Raczej chodziło o współczesną psychologię, bardzo możliwe że o cytowaną książkę Daniela Kahnemana „Myślenie szybkie i wolne”. I nie chodziło o to, że nie istnieją następstwa zdarzeń, tylko o to, że mózg aktywnie szuka związków, w tym przyczynowo-skutkowych i czasem dopatruje się tych związków tam gdzie ich nie ma. Podobnie zresztą wygląda sprawa interpretacji „inputu” zmysłów. To, co „widzimy” – to wybiórcza interpretacja spreparowana automatycznie przez mózg.

    I nie tylko w tak oczywistym przypadku, jak ten tu, z gorylem którego nikt nie zauważył:
    http://www.theinvisiblegorilla.com/gorilla_experiment.html

  363. ” No chyba , że Bóg tego dudy nie ma.”
    Jak to nie ma? ,przecież stworzył nas na wzór i podobieństwo swoje? ,nie?

  364. @wiesiek59 14 maja o godz. 18:51
    „Ja robię swoje, a ty swoje. Nie jestem na tym świecie po to, by spełniać twoje oczekiwania, a ty nie jesteś na tym świecie, by spełniać moje. Modlitwa gestalt”

    Komentarz:
    Po raz kolejny publikujesz deklarację, której nie mam do czego przykleić. Twoja modlitwa czy gestalt to Twoja sprawa. Ale każdy komentarz opublikowany na forum jest publicznie dostępnym artefaktem, który od tej chwili staje się przedmiotem oceny. Przy czym nikt nie ocenia Twojej osoby jako takiej, tylko treści, które tu zamieściłeś i walory Twojego tekstu – lub ich brak.

    Na przykład w kwestii zmieniania pieluch starszym osobom – czujesz się w obowiązku zmieniać rodzicom pieluchy – to je zmieniaj, nikomu nic do tego. Ale z chwilą, gdy ogłaszasz na forum, że osobista zmiana pieluch jest obowiązkiem potomka – w tym momencie każdy czytelnik ma prawo Ci powiedzieć, że to nieprawda. Obiektywnie rzecz biorąc nie ma takiego obowiązku. A dla Twoich rodziców może to nawet być krępujące. Poza tym czy na pewno zrobisz to lepiej niż np. przeszkolona pielęgniarka? Rodzina w roli opiekuna to często w Polsce smutna konieczność, po prostu z braku fachowej opieki, ale na pewno nie bezwzględny obowiązek.

  365. @anumlik 14 maja o godz. 18:51

    Oj, chyba kokietujesz tą starczą demencją. Choroba atakuje mózg stopniowo, a utrata sprawności zależy od (że tak powiem) stanu początkowego. Twój „kapitał” jest grubo ponadprzeciętny, co konsekwentnie demonstrujesz na tym forum. Tak że o cyjanku raczej zapomnij, bo zasobów umysłowych wystarczyłoby Ci, jak mniemam, na kilka żyć 😉

  366. Lewy
    14 maja o godz. 18:11

    Lewusku, uważam, że państwo prawem kaduka wtranżala się w prywatne decyzje niby wolnego człowieka co do zakończenia życia. A w tej najdonioślejszej, obok narodzin, chwili powinno być pomocne, bo po to jest. Cywilizacja gryzie własny małpi ogon, nie pomagając człowiekowi zejść, kiedy chce. Wcześniej czy później, zamiast obłudnie pleść odreligijne androny o świętości życia, będzie pomagać. Jeśli jeszcze wcześniej nie pieprznie w ziemię coś z Betlejem. Ja tę pomocniczość państwa widzę tak, że jest w każdym powiatowym mieście przy policji, przy szpitalu, przy nadleśnictwach, masarniach, cukierniach lub przy czymkolwiek komórka do spraw eutanazji i oferuje parę możliwości. Jedną z nich jest przechodni pistolet jednostrzałowy wypożyczany w specjalnych hotelach na godziny. My tej przyjemności nie dożyjemy ani Neferka, więc dawno temu wymyśliłem swój sposób skorzystania z wolności „od”, czyli od państwa z jego tak pierdzistołkowatymi prawami, że nawet popiołu po matce, żonie, dziecku nie można sypnąć pod kapustę lub do zsypu. Kupię sobie pistolet, okręt już mam. Idę, powiedzmy, 30 kilometrów od brzegu (żeby bliżej nie wpaść w rybackie sieci stawne) z plastykową kartką z napisem „Całujta wójta”i odwracam się dnem do góry jak dawny Eskimos. Oczywiście, uprzednio strzeliwszy sobie w łeb. Pistolet uważam za narzędzie najszybsze, niezawodne i nieodwracalne, kiedy się naciśnie spust. Dlatego mam śrutowy pistolet i trenuję nieodwracalność. Już się zabiłem z pół tysiąca razy. Z czasem to wchodzi w nawyk i nabiera się wprawy. Nigdy się nie zastanawiałem nad wyborem odpowiedniej chwili – sama przyjdzie.

  367. Często same jej sobie nie dają. Wchodząc do męskiego świata biznesu, czy szerzej – na rynek pracy, przyjmują panujące w nim zasady i zaczynają rywalizować wcale nie z mężczyznami, a między sobą.

    To efekt tego, że im wyższy szczebel zawodowy, tym mężczyźni tworzą bardziej hermetyczne środowisko. Kobiety często są natomiast same i muszą stawiać czoło tym męskim towarzystwom wzajemnej adoracji. To zabija różnorodność, która jest bardzo ważna w każdej firmie, bo umożliwia jej rozwój i bardziej efektywne funkcjonowanie. Różne doświadczenia życiowe, poglądy i sposoby oceniania zjawisk procentują. A jak się spotka trzech facetów, którzy kończyli tę samą szkołę, siedzą w tej samej firmie, a po pracy chodzą jeszcze razem na golfa i whiskey, to jest wielce prawdopodobne, że będą dochodzić do identycznych wniosków i w identyczny sposób. A podejmowane w ten sposób decyzje często okazują się nieracjonalne i nieefektywne. Przykład tego mieliśmy podczas kryzysu finansowego w 2008 roku. Dlatego dziś dość powszechnie bada się, jak na działalność firmy i jej efektywność wpływa fakt, że w jej ciałach decyzyjnych znajduje się więcej kobiet.
    ”http://wiadomosci.onet.pl/kraj/szklany-sufit-to-takze-wina-kobiet-to-one-rodza-i-wychowuja-chlopcow-na-egoistycznych-wywiad/vvhntry
    ==========

    Niezły kawałek, interesujący wywiad.

  368. Może kobiety robią za mało, żeby tej zmiany dokonać?

    Część winy spada też na kobiety, bo to przecież one rodzą i wychowują tych chłopców na egoistycznych samców, którzy uważają, że wszystko im się należy. Dlatego nawet bardziej niż mężczyzn winiłabym te kobiety, które nie potrafią przekazać swoim synom i córkom, co naprawdę jest ważne, tylko ich obsługują i przyzwyczajają do przekonania, że wszystko im się należy. A potem dziwią się, że jak idą do pracy, to spotykają takich właśnie mężczyzn. Wszystko zaczyna się od przedszkola i tego, że dziewczynka na różowo i do lalek, a chłopiec na niebiesko i do klocków. Podstawowe kwestie kulturowe, tutaj czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy.
    ========

    Ha!!!

  369. Na marginesie
    14 maja o godz. 21:45

    Każde z nas ponosi pełną odpowiedzialność za własne przemyślenia zamieszczane w domenie publicznej, jaką jest blog.
    Robimy to w pełni świadomie, na podstawie własnych przemyśleń i doświadczeń.
    To są nasze prywatne poglądy.

    Nie widzę najmniejszego powodu by podążać za stadem.
    I nie mam takiego obowiązku.
    Albo się z kimś zgadzam, albo polemizuję z cudzymi pogladami, szukając argumentów.

    Stosunek do rodziców- czy jest to obowiązek, czy nie, należy do takich właśnie dyskusyjnych spraw.
    Które i tak każde z nas będzie rozwiązywać osobiście we własnym umysle.
    Nikt za nas tego nie uczyni…..

  370. anumlik
    14 maja o godz. 20:40

    Większość materiałów dziennikarskich jest manipulacją.
    Mają wywołać określony oddźwięk.
    Manipulują stacje telewizyjne, dziennikarze którzy mają różny światopogląd, liderzy partii politycznych.
    Przekazują „najprawdziwszą prawdę” podaną z własnego punktu widzenia.

    Jaka jest ta prawda obiektywna?
    Taka jaka ujawnia się przy okazji różnych podsłuchów, czy wycieku maili.

    Jaka jest klasa naszych elit?
    Ich poziom empatii?
    „Spieprzaj dziadu” jest moim zdaniem niezłym podsumowaniem….

  371. Art. 87 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego: rodzice i dzieci obowiązani są wspierać się wzajemnie. Przez wzajemne wsparcie, o którym mowa w art. 87 K.r.i o. należy rozmieć: pomoc materialną, psychiczne wsparcie w chorobie, cierpieniu i kalectwie, pomoc intelektualna przy podejmowaniu ważnych decyzji lub załatwianiu spraw życiowych oraz pomoc fizyczna przy wykonywaniu różnych czynności.
    Ustawodawca ustanawiając normę art. 87 nie przewidział jednocześnie żadnej sankcji za jej nieprzestrzeganie. Można wystąpić do dzieci o alimenty, jeśli znajdzie się w niedostatku art. 133 § 2 K.r.io.
    W stanie niedostatku pozostaje osoba, która nie może własnymi siłami samodzielnie zaspokoić swoich usprawiedliwionych, podstawowych potrzeb. Te usprawiedliwione potrzeby to np. potrzeby mieszkaniowe, związane z pożywieniem, a także potrzeby zdrowotne.

  372. Lewy, 14 maja o godz. 18:38

    „Czy Ty czytałaś coś Hume’a, Berkeley’a albo samego Kanta ?”

    Podobuje mi sie to wejscie blogowe. Nie rozumiem dlaczego pominieto filozofa Kaczynskiego?

  373. wiesiek59
    15 maja o godz. 8:39

    Wiesiek, ja Cię bardzo uważam za wiedzę i pasję, z którą ciągniesz pod górę różne tematy, nawet flaki z olejem. Ale czasem mówisz jak z gruba ostrugany kij. Czy Ty do przedszkola nie chodziłeś, że cytatów nie ubierasz w cudzysłów? Link to nie jest cudzysłów. Jak czytam, muszę jasno widzieć, które słowa są cudze, które – autora komentarza, czyli Twoje. Jak są nietwoje, to wszystko gra, ale jak Twoje, to czemu piszesz o sobie: „winiłabym” – jesteś madam bender?

    No a same te słowa Ciebie-pani nie są za mądre:

    „bardziej niż mężczyzn winiłabym te kobiety, które nie potrafią przekazać swoim synom i córkom, co naprawdę jest ważne, tylko ich obsługują i przyzwyczajają do przekonania, że wszystko im się należy”.

    Ono WINIŁOBY kobiety, że nie potrafią przekazywać! A kto tych parę miliardów matek UCZY przekazywać? Kto je uczy CO przekazywać? Natura? Z głupią wiedzą się urodziły?
    Ja Ciebie, Wiesiu, chyba z całym szacunkiem podam do sprawy przed onym don Ziobro z krainy ziobrowców, że Ty tu takie cóś od Indian Tarahumara na blogu rozpropagowywowywujesz .

  374. @wiesiek59, z godz. 8:55
    Skoro wiesz, że – jak piszesz – większość materiałów dziennikarskich jest manipulacją – to po co wklejasz materiał będący ewidentną dziennikarską manipulacją?

  375. wbocek
    15 maja o godz. 10:05

    Zwykle wybieram ciekawy fragment tekstu, pod spodem daję link, podkreślam, a potem komentuję.
    Wydaje mi sie to dość przejrzyste….

    Matek nikt nie uczy.
    Powielają wzorce podpatrzone we własnej rodzinie, modyfikując je nieco ze względu na fakt, iż partner pochodzi z rodziny o innych wzorcach.
    Teoretyczna wiedza ma tu niewiele wspólnego z praktyką dnia codziennego.
    Tomy napisano na ten temat w psychologii, czy pedagogice.

    Czy jest tak, jak mówi pani Bochniarz?
    Mnie wydaje się że celnie obserwuje świat korporacji.
    Nasze „koproludki” mogą podzielić się własnymi obserwacjami, co zresztą czynią.
    Dyskusję zaczęliśmy od mobbingu w takim właśnie środowisku….

  376. anumlik
    15 maja o godz. 10:28

    Jako ilustrację pewnej tezy- że informacja zabójczą bronią jest…..
    Takie drobiazgi zmieniają nastawienie opinii publicznej wobec osoby.

    Tak mi się skojarzyło z Salem, generowanie psychozy powoduje skutki.
    Ofiary wszelkich procesów czarownic są dość liczne.
    Nagonek politycznych, jeszcze liczniejsze….

  377. Szanowni!
    Proponuję (wraz z Lewym) przesiąść się pod nowy wpis. Trochę abstrakcji nie zaszkodzi.
    Zapraszam
    JK

  378. wiesiek59
    15 maja o godz. 10:36

    Niesłusznie mówisz, że matek nikt nie uczy. Przede wszystkim uczy Kościół. On najlepiej się zna na płodzeniu, ciąży, rodzeniu i wychowaniu. Ale zaraz. Po Kościele, a nawet przed Kościołem uczy rodzina. Powielanie wzorców to też uczenie. W wychowaniu nie ma białych plam: dziecko się uczy zawsze i wszędzie. Chyba że jest urodzonym mędrcem jak smark Jezus. Kiedy jednak mówisz: „Teoretyczna wiedza ma tu niewiele wspólnego z praktyką dnia codziennego”, to mnie się odechciewa żyć. A to z czego się ta teoretyczna wiedza bierze – bociany w dzióbkach z kosmosu przynoszą?

    Stały mój postulat od stu lat: Pensje nauczycieli powinny być najwyższe ze wszystkich, a co najmniej 5 razy wyższe od pensji policjantów.

  379. wiesiek59
    15 maja o godz. 10:36

    Wiesiek, co do tego, co Ci się wydaje, dodam, że są graficzne rygory nie na wydawaniu się oparte, lecz na praktyce. Mówiłem Ci, że link nie jest cudzysłowem. Najjaśniej pokazuje autorstwo cudzysłów. Link jest z innego obszaru – nie należy do ortografii ani do interpunkcji.

  380. @anumlik
    Mimo że większość materiałów dziennikarskich jest manipulacją, to Wiesiowi nie przeszkadza rozpowszechnianie ustawki dziennikarskiej z podstawioną bidulą,mającą na celu zdyskredytowanie jednego z niewielu wiarygodnych polityków, jakim jest Trzaskowski. Bystre oko Wiesia tu nie dostrzega manipulacji, a może dostrzega, więc zadając pytanie w stylu Wiesia cui bono. Czemu Wiesio wierzy jakiejś „Do Rzeczy”, czy „W Sieci”. Czy może chodzi o to , że wszystkie media kłamią oprócz tych dwóch wymienionych, a cały świat jest zły oprócz „dobrej zmiany” w stosunku 27-1. Czy te gromy, grzmoty, które spadają na zły świat ze strony przenikliwego Wiesia nie są jakoś dziwnie wybiórcze.

  381. @Lewy, z godz. 11:08
    Czy te gromy, grzmoty, które spadają na zły świat ze strony przenikliwego Wiesia nie są jakoś dziwnie wybiórcze?
    Są!

  382. @lewy, anumlik.
    Ament i bomba. Maciek rozszyfrowany : )))