Muzealne wyzwolenie z czegoś

Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku to wielkie przedsięwzięcie kulturalne oraz wielka ilość betonu. Tego drugiego więcej niż pierwszego – i to się we wnętrzu czuje. PiS pracuje usilnie, w podziemiu – taka patriotyczna tradycja – żeby muzeum w obecnym kształcie programowym utrupić, ponieważ jest on niesłuszny oraz dlatego, że muzeum powstało pod patronatem Tuska, a ten drań – jak wie każdy wyznawca PiS – zamordował, ręka w rękę z Putinem, Kaczyńskiego Lecha.

Na razie udało się skutecznie zmienić nazwę adresu internetowego. Muzeum II Wojny Światowej ma adres http://www.muzeum1939.pl. Tak jak chce PiS: muzeum września 1939 i polskiej wojny obronnej, z obroną Westerplatte jako motywem wprowadzającym.

Ponieważ mamy czas majowy, a maj 1945 roku to miesiąc wielkiego zwycięstwa nad największym koszmarem świata w XX wieku – nazistowską III Rzeszą oraz źródłem najkrwawszej i najbardziej globalnej z wojen, to nie od rzeczy będzie zwrócić uwagę na to, jak autorzy koncepcji wystawy widzą to największe zwycięstwo w dziejach ludzkiej cywilizacji, tak wielkim kosztem osiągnięte, z polskiej perspektywy.

Stosowna inskrypcja w muzeum brzmi:

„Terror nowej władzy. Mimo pokonania III Rzeszy żołnierze Armii Krajowej nie czuli się zwycięzcami. Od 1944 roku Sowieci i polscy komuniści brutalnie ich zwalczali widząc w nich zagrożenie dla nowej władzy. Wielu żołnierzy polskiego podziemia aresztowano i wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Ci, którzy tego uniknęli i usiłowali kontynuować walkę, trafiali do więzień. Czekały ich tortury, sfingowane procesy i śmierć”.

Tekst jest owocem nowej, słusznej narracji historycznej, jaką uprawia PO. PO nie różni się tu niemal w niczym w stosunku do PiS, który konstruuje nową, słuszną (słusznych polityk historycznych są w Polsce kopy i każda się kłóci ze wszystkimi pozostałymi), po raz kolejny Jedynie Prawdziwą i Słuszną politykę historyczną, tworząc z niej zarówno filar nowomowy i pisoformizacji Polaków (wedle wzoru chrystoformizacji katolickiej), jak i taran do rozwalania wszelkiej myśli niepowolnej pisowskiemu łgarstwu. Bardzo świeżo oświadczenie co do konieczności dokonania nad Polską detonacji wielkiej mocy bomby słusznej polityki historycznej, wygłosił niemający nic innego do roboty pierwszy mieszkaniec Pałacu Prezydenckiego.

Inskrypcja muzealna będąca wyrazem nowej i słusznej narracji historycznej daje obraz techniki produkcji fantazmatu na temat przeszłości rzutowanego w przyszłość: pomieszać rzeczy trafnie i zgodnie z faktycznymi wydarzeniami nazwane, z rzeczami nieistniejącymi, z rzeczami wykonanymi przez kogoś innego lub z daleko idącymi nadinterpretacjami, pozwalającymi grzać się w cieple cudzych zasług.

To się zgadza: wielu żołnierzy dawnej Armii Krajowej (rozwiązanej 19 stycznia 1945 roku) w Polsce pod zarządem Manifestu PKWN trafiało do więzień, było prześladowanych i także bezprawnie zabijanych. Było to winą nowych stosunków politycznych, władzy i konkretnych ludzi, niedbających o sprawiedliwe odniesienie się do żołnierzy byłej AK i zgodnie z humanitarnymi zasadami prawa, czy też szukających osobistej zemsty.

Jednak autorzy inskrypcji łączą w jeden ciąg logiczny i faktyczny: walkę czasu wojny z walką powojenną. Jest to grube nadużycie, oszustwo właściwie. Realia wojny z Hitlerem i jego III Rzeszą były zupełnie innej jakości realiami niż realia konfliktu powojennego. Naziści mieli cel – unicestwić Polskę i Polaków, w sposób totalny. W ciągu 5 lat wojny zabili ponad 6 milionów polskich mieszkańców. W ciągu kilku następnych, zgodnie z doktryną nazistowską i jej bardziej szczegółowym planem – „Generalplan Ost”, mieli zamiar unicestwić 80–85 proc. Polaków, resztę pozostawiając – chwilowo – po to, by przygotowała infrastrukturę do przyjęcia na terenie Polski rasy panów. Po wykonaniu zadania, te nędzne 15–20 proc. Polaków miało wyginąć. Wykonaliby to skrupulatnie, gdyby nie to, że zostali zatrzymani w Stalingradzie przez Armię Czerwoną, naród radziecki i – tak jest – samego Stalina. Tego, co po wojnie narzucił swoją dominację Polsce i pod patronatem którego prześladowano byłych żołnierzy AK oraz innych nieprawomyślnych, w tym i socjalistów, i polskich komunistów. Tyle że na krótko, parę lat, i w niczym nieporównywalnym wobec stosunków wojennych z Hitlerem.

Jednak pierwsze nadużycie, manipulacja wkraczająca śmiało w strefę oszustwa, znajduje się w pierwszym zdaniu: „Mimo pokonania III Rzeszy żołnierze Armii Krajowej nie czuli się zwycięzcami”.

Owszem, kto chciał, mógł nie czuć się zwycięzcą. Tyle że Armia Krajowa nie pokonała III Rzeszy. Nie wyzwoliła ani Polski, ani jej części. Ma swoje niewątpliwe zasługi w utrudnianiu hitlerowcom dzieła wyniszczania Polaków. Równocześnie jednak urządziła szokujące, krwawe, szaleńczo nieodpowiedzialne i niekompetentnie zorganizowane, skrajnie krótkowzroczne Powstanie Warszawskie, zresztą wbrew planom działań w kraju. W skutkach potwornie dewastacyjne, dla miasta, dla jego mieszkańców i dla Polski jako całości. Polskę wyzwoliła – i nie była to zamiana jednej okupacji na drugą, jak głosi obecnie słuszna polityka historyczna oszustów, ale właśnie realne wyzwolenie – Armia Czerwona i działająca z nią razem polska Armia Ludowa, obecnie całkiem niesłuszna i uważana za bandę zdrajców i – jak się wyraził pewien polityczny nienawistnik, swego czasu prominentny w Polsce – „polskojęzyczne oddziały zbrojne”.

Obecna, słuszna Polska strasznie cierpi, że nie ona wyzwoliła, tylko „polskojęzyczni bandyci”. Musi więc zakłamywać historię, by siebie stawiać na pomnikach i burzyć pomniki wyzwolicieli. Stawianie pomników słabowitemu prezydentowi, wyznawcy polityki historycznej „poległemu pod Smoleńskiem” w 2010 roku, jest tego koniecznym i komicznym skutkiem. „Zna(j) proporcją, mocium panie” – należałoby powiedzieć za Fredrą. Ale cóż to znaczy w słusznych łbach – znać proporcję rzeczy? I w ogóle – mieć o rzeczy pojęcie? Nie po to jest słuszność, żeby się na czymś znać.

III Rzesza, ze swoim ładnie uczesanym wodzem, rozwaliła ponad 40 proc. z całkowitej polskiej gospodarki i substancji materialnej. Zabiła ponad 6 milionów mieszkańców, z czego połowę stanowili polscy Żydzi, kolejne miliony pozostawiła w niezaleczalnych ranach fizycznych, a jeszcze więcej – w koszmarach traum psychicznych. I niemal wszystkich – ze śladowo małymi lub żadnymi środkami do życia. Ci zniewoleni przez Stalina, ci „polskojęzyczni bandyci z karabinami”, i ci byli żołnierze Armii Krajowej, co to się nie czuli zwycięzcami, Polskę odbudowali. I zapewnili Polakom to, czego nigdy w „tysiącpięćdziesięcioletniej historii” nie mieli. W Muzeum jest na to stosowna tablica. Podaje, ile tysięcy gospodarstw rolnych zostało zniszczonych, ile set tysięcy budynków mieszkalnych. Mówi o „zapoczątkowaniu procesu odbudowy” unikając nazwania tych, co odbudowywali. Taka, podręczna, manipulacja. Może to Armia Krajowa odbudowała Polskę?

Jest też kolejna tablica. Mówiąca o porażce aliantów i prawa, bo nie rozliczyli tych, co ponosili odpowiedzialność za wyrządzone zło. To prawda. Przywódcy Polski podziemnej nie ponieśli żadnej – ani prawnej, ani moralnej, ani historycznej odpowiedzialności – ani za powstanie i jego koszmarną klęskę, znaczoną dwustu tysiącami trupów w samej Warszawie i jej totalnym zniszczeniem, ani za nic innego. Stoją za to obecnie na pomnikach i stanowią oficjalny i uświęcony wzór do naśladowania. Nie ma się co dziwić – w Polsce nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności. Chyba że ktoś słaby i złapany przypadkiem; w dodatku nie ten, co szkodę zrobił. Trybunał Stanu jest ciągle bezrobotny. PO zrobiła wszystko, by żaden pisoid przed Trybunałem nie stanął. Może – w ramach dobrych usług – PiS postawi przed Trybunałem Tuska. Za mord w Smoleńsku, za Unię Europejską i w ogóle – za wszystko. Wreszcie będzie Prawda i Sprawiedliwość. Czyli trzecia wersja prawdy, zgodnie z nomenklaturą ks. Tischnera. Otake Polske walczyłem – jak mówił aktualny agent bezpieki Bolek, wskutek zdrady i spisku wiadomych sił – niesłuszny były i słusznie zdezaktualizowany prezydent RP. Zaiste, w Muzeum II Wojny Światowej najwięcej jest betonu.

Tanaka