Jak działa pień. Mózgu?

19 lat od czasu wprowadzenia w Polsce Konkordatu (ratyfikacja w 1998 roku za rządów AWS), czyniącego ją państwem wasalnym wobec Watykanu (Wielka, Milenijna, Przedwieczna, Wymodlona, Przemodlona, Podniesiona i tak dalej, zasługa, Na Sposób Szczególny, przyjaciela wszystkich dzieci oraz dorosłych – Świętego Ojca Świętego, wraz z biskupami, politykami oraz wyznawcami jego) – Wirtualna Polska przeprowadziła sondaż na temat relacji państwa (małą literą, cóż to bowiem – państwo?) z Kościołem katolickim (wielką literą, co wszystko wyjaśnia i jeszcze więcej).

Pytanie brzmiało: „Czy jesteś zadowolony z obecnego rozdziału Kościoła od państwa?”.

W ankiecie wzięło udział ponad 29 tysięcy internautów. Prawie 80 proc. głosów było na „nie”, a 17 proc. – na „tak”. Znaczy: internauci to przytomni ludzie i mają kontakt z rzeczywistością.

Pomijam tu kwestię nieustalonej reprezentatywności takiego badania, bo internauta to ktoś lepiej umiejący czytać i korzystać z cyfrowego świata niż standardowy Polak, pewnie młodszy niż przeciętna, aktywniejszy i chętniejszy do dawania głosu i tak dalej.

To, co specjalnie interesujące w tym sondażu, to komentarze tych, którym się Konkordat (wielkoliterowy) podoba i podobają obecne stosunku państwo – Kościół kat. Dające wgląd w piękny i pozytywny umysł wyznawcy, co wydało ten wymodlony owoc: Konkordat.

Oto wybrane uzasadnienia stanowiska na „tak”:

  1. „Kościół to ludzie – rozdzielanie ludzi od państwa to głupota, a jej efekty widzimy na Zachodzie, gdzie wiara umiera i wszystko się rozpada”.

No proszę: Kościół to ludzie. Tak jest, każdy proboszcz powtarza to z ambony. Prawidłowo przeprowadzony proces chrystoformizacji proboszcza daje skutek w postaci automatyzmu powtórzeń. Pień działa, więcej nie trzeba. Przy czym, jak jacyś nieprawidłowi wyznawcy mają jakieś zastrzeżenia do biskupa albo jego proboszcza, albo jacyś niewyznawcy się czepiają o coś, to się zaraz okazuje, że Kościół to biskupi, a kto rączkę na biskupa podniesie, nieładnie z tą rączką kończy, bo to „atak na Kościół”. Czyli na samego siebie.

A jak wyznawca jest prawidłowy i robi, co biskup każe – to wtedy jest to Kościół wszystkich ludzi. I rączka nie musi usychać i może dalej dawać na tacę.

„Ziemia planetą ludzi!” – zawołał wielkim głosem Franciszek Pieczka – marynarz, w filmie „Hydrozagadka”. Tak jest!

Głos tego wyznawcy jest bardzo katolicki, przy czym jest ściśle islamistyczny. W islamie państwo, religia i osoba to jedno. Z tym katolikiem to jest w ogóle ciekawa sprawa, że on jest wyznawcą Allaha, ale o tym nie wie. Takich ich legiony, zadeptali już Wisłę.

Z drugiej strony, mamy teraz taki luksus państwowo-polityczny, że państwo się stapia z człowiekiem. Siedzi w nerkach, wątrobie, a najwięcej – w mózgu. Mózg, wraz w podrobami, jest własnością państwa i Kościoła kat.

  1. „W Polsce (od dnia chrztu) istnieje powiązanie między Kościołem a państwem. Jeśli to zmienimy, znikniemy znowu na kilkadziesiąt lat albo na zawsze. Tak jak już niedługo zachodnia Europa zamieni się w kalifat. Jeszcze kilkanaście lat i młodzi islamiści przejmą władzę w majestacie demokratycznych wyborów i będzie po Unii Europejskiej. To nieuniknione jak odwilż po śnieżycy. Chyba że znowu ludzie wrócą do chrześcijańskich korzeni, ale jakoś w to nie wierzę”.

Tu zachodzi solidna wątpliwość, kto wcześniej „zniknął na kilkadziesiąt lat albo na zawsze”. Prawidłowy wyznawca był zniknięty? Państwo polskie było zniknięte? Biskup był zniknięty? Kto to taki: „my”? Wyznawca cierpi na manię: „my, Naród”.

Z powodu „niepowiązania państwa z Kościołem” w Polsce za kilkanaście lat w Unii będzie kalifat. To pocieszające, że Polska ma tak duży wpływ na całą Unię i jej (jeszcze) 28 państw. Jak widać, wynik 27:1 dowodzi Wielkiego Moralnego Zwycięstwa Polski. I zabezpiecza przed kalifatem muzułmańskim za pomocą polskiego kalifatu katolickiego.

To będzie dobra i zbawienna propozycja: kalifat muzułmański przeciw kalifatowi katolickiemu. Będzie jak było: wycieczki krajoznawcze z przedłużonym pobytem i fachową instalacją świętych świątyń zawierających odpowiednio słusznego Wszechmogącego oraz usługi w zakładach przyrodoleczniczych: brodzenie we krwi niewiernych, co najmniej po kolana. Krew, jak wiadomo, ma właściwości lecznicze: brodzenie usuwa gościec, platfusa i kurzajki. Na mózg zaś działa podniecająco. Najlepiej zna się na tym biblijny Wszechmogący.

Zna się na tym nie gorzej pewna naukowa i święta pani, aktualnie dowódca programowy ministerstwa od edukacji religijnej, czyli każdej: sperma bardzo korzystnie wpływa na kobiety nadwiślańskie.

Kłopot w tym, że równie korzystnie sperma wpływa na kobiety będące własnością wyznawców innego Wszechmogącego, dzięki czemu szybko się mnożą, znacznie szybciej niż wyznawcy kalifatu katolickiego.

Jest na to prosta rada: mnóżcie się i zaludniajcie Ziemię! Tak jest, przy czym jakby tak wszyscy wyznawcy różnych Wszechmogących mających co do siebie poważne pretensje się mnożyli i zaludniali, to dojdzie do zderzenia. I będzie jak było, choć wtedy nie było tak ciasno.

Biskupi nadwiślańscy, przed wojną jeszcze, zawzięcie żądali od Polaków szybkiej produkcji dzieci urodzonych i zaraz katolicko chrzczonych. Mieli dorównać i przegonić odpowiednią liczbę dzieci po germańskiej stronie granicy. Tam też produkcja trwała w najlepsze, tyle że tamtejszy Wszechmogący był nieprawidłowy, bo głównie protestancki. Zgłaszał protesty wobec polskiej produkcji i polskości ziemi.

Po wojnie i dziś, niby już biskupi głośno nie żądają wojennej produkcji narodzonych, ale z tyłu głowy mają ciągle to samo: rodzina dwudzietna jest mało prawidłowa, a mniej jeszcze dzietna lub niedzietna wcale, to właściwie nie rodzina.

Niedługo cel zostanie nad Wisłą osiągnięty: totalny zakaz aborcji, totalny zakaz antykoncepcji, totalny zakaz mózgu. Pień niech rządzi. Z pnia wszystko wyrasta. Chyba że pień kto utnie. Może, niechcąco, niejaki Szyszko, jak jemu ktoś na posiadłości nocą uciął. Kto po nocy tnie, nieuważnie tnie. I nie ten pień uciął.

Niech więc tną parasolki.

Tanaka