Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

19.04.2017
środa

Mniej znane oblicza wiary

19 kwietnia 2017, środa,

Każdy chyba zna popularne porzekadło „wiara czyni cuda”, kojarzone na ogół wyłącznie z wiarą w Boga. Przynajmniej u mnie tak było, choć z tej wiary dawno się wyleczyłam mimo (a może właśnie z powodu) nachalnej indoktrynacji w dzieciństwie.

Do głębokiej refleksji na temat wiary zmusiły mnie późno, bo już po przekroczeniu czterdziestki, dopiero dwa krótkie zdania synka, wtedy może 10-letniego. Szczęśliwie zdarzyło się to już po odzyskaniu przeze mnie zdolności rozwoju; wcześniej nic bym pewnie nie zrozumiała. Moje dziecko, odkąd zaczęło mówić, miało zwyczaj pytać: mama, kochasz mnie? Za każdym razem zgodnie z prawdą zapewniałam, że oczywiście, że ponad wszystko i ze zdziwieniem rejestrowałam niedowierzanie w jego pięknych, wielkich oczkach. Aż raz po jednej z codziennych banalnych scysji mały wykrzyczał mi wzburzony: to nieprawda, ty mnie wcale nie kochasz! Ścięło mnie z nóg! Bez chwili wahania oddałabym dla niego życie, a on wątpi w moją miłość?! Dlaczego? Niedawne doświadczenie nauczyło mnie, że wystarczy zadać pytanie, otworzyć się wewnętrznie i czekać na odpowiedź, ktora zaraz z głębi duszy przychodzi. Tak było i tym razem. Wkrótce potem przy odrabianiu lekcji, kiedy długo odmawiłam synkowi pomocy w rozwiązaniu jakiegoś bardzo prostego zadania, rzucił mi się na szyję i wyszlochał: mama, jak ja się mogę uczyć, jeśli ty we mnie nie wierzysz?

Dosłownie zaniemówiłam, a podczas najbliższej, bezsennej z nadmiaru myśli nocy dotarło do mnie znaczenie tych niesłychanych słów. Zrozumiałam, że jeśli nie wierzę w dobre intencje i możliwości dziecka, nie ufam, że da sobie radę – odbieram mu wiarę w siebie i uniemożliwiam wykorzystanie wewnętrznego potencjału. Prawda tych słów trafiła mnie prosto w serce. Tylko jak dziecko mnie przejrzało? Jaką drogą odebrało uczucia, których sama nie byłam świadoma? Czy jest możliwa telepatia uczuć? Nigdy się z taką teorią nie spotkałam (poza może powieściami SF), co oczywiście niczego nie dowodziło przy licznych lukach w mojej wiedzy. Natychmiast jednak uwierzyłam, intuicyjnie czułam, że odkryłam coś, czego szukałam przez całe życie: klucz do duszy innej osoby. Teraz należało tę hipotezę sprawdzić w praktyce.

Pierwszy eksperyment przeprowadziłam oczywiście na synku. Od dawna bezskutecznie szukałam pomysłu na poprawę naszych relacji, które od wielu miesięcy się pogarszały, a konflikty o błahostki groziły przerodzeniem w stan permanentny. Byłam święcie przekonana, że dziecku z jakichś tejemniczych powodów największą radość sprawia robienie mi na złość. Teraz pomyślałam, że jego „niegrzeczne”, prowokujące często zachowania są protestem, reakcją na nieświadomie zadawany mu przeze mnie ból i krzywdę. Nagle zobaczyłam wszystko z odmiennej perspektywy, dostrzegłam w synku istotę wrażliwą i rozumną, której nie muszę urabiać ani formować. Postanowiłam przyjąć całkowitą odpowiedzialność za jego zachowanie, zaczęłam poddawać surowej kontroli moje myśli i przekonania.

Pierwsze efekty zauważyłam po kilku tygodniach. Na początku dziecko było zdezorientowane, jakby nie mogło uwierzyć, że dotychczasowa tresura należy do przeszłości. Ale jak już uwierzyło… Niedługo później z zamkniętego, odpowiadającego monolasylabami na pytania chłopca zrobiła się prawdziwa gaduła, stał się pewny siebie, zaczął domagać mojego czasu i uwagi. Musiałam przyznać synkowi prawo do odmowy (co przyszło mi chyba najtrudniej) i nauczyć się akceptować jego krytykę. Wkrótce napięcia należały do przeszłości, zastąpione przez harmonię i szczere rozmowy na luzie na najbardziej intymne tematy. „Bo tym masz większe doświadczenie” – słyszałam i zaczynały się pytania. Po paru latach 16-letni już syn chciał mi przyznać Nagrodę Nobla w dziedzinie wychowania. Później przeprowadziłam jeszcze wiele eksperymantów w najbliższym otoczeniu, nikogo o tym nie informując i zwykle relacje zmieniały się pozytywnie. Niestety, nie zawsze. Bywają ludzie przed impulsami z zewnątrz odgrodzeni murem tak grubym, że niewiele do nich dociera.

Po latach potwierdziło się, że moja metoda działa także na odległość, nie trzeba nawet znać się osobiście. Udało mi się w ciągu kilku miesięcy nie tylko odwieść od zamiaru samobójstwa po zdradzie męża kobietę, której nie była w stanie pomóc profesjonalna terapia, ale także przyczynić do odzyskania przez nią wewnętrznej siły i wiary w siebie. Fascynujące dla mnie było tempo i rozmach zmian, kiedy już zdecydowała się zrobić pierwszy krok ku życiu i słońcu. Moja wiara znowu uczyniła „cud”. Uświadomiłam sobie przy tej okazji, że takie „cuda” zdarzają się od zawsze na całym świecie, nawet wśród analfabetów, co dowodzi, że jest w stanie czynić je każdy, kto wierzy w dobro w drugim człowieku.

Myślę, że w wierze rozumianej jako zaufanie tkwi pozytywny potencjał wprost nieograniczony, ponieważ jest to (obok miłości) jedyne dobro, które pomnaża się w miarę rozdawania i wraca do dawcy zwielokrotnione, wzbogacone o wdzięczność, dając satysfakcję i poczucie spełnienia. Ta funkcja zaufania wydaje się być – o dziwo – mało znana, także wśród ludzi wykształconych.

Pracując na dole społecznej piramidy rzadko miewałam okazję do kontaktów z przedstawicielami niemieckich elit, ale czasem się to zdarzało na szkoleniach związkowych z ramienia Betriebsrat, czyli rady zakładowej, której członkiem byłam przez 14 lat. Pamiętam rozmowę o nadrzędnych wartościach w sferze duchowej, zgłoszono miłość, prawdę, wolność. Jako jedyna wymieniłam zaufanie, na co pani dr psychologii i pan profesor socjologii jak na komendę orzekli kategorycznie: jest ono ważne tylko dla ciebie. Zaufanie jako potrzeba indywidualna? Byłam w szoku, bo dla mnie zaufanie należy – obok miłości i prawdy – do uniwersalnych potrzeb każdego człowieka (wolność już niekoniecznie). Nie da się chyba zaprzeczyć, że największa wzajemna miłość tylko tak długo uszczęśliwia i daje poczucie spełnienia, jak długo towarzyszy jej zaufanie. Jeśli ktoś ma wątpliwości, proponuję wyobrazić sobie, co stanie się z miłością i przyjaźnią, kiedy ukochaną osobą nakryje in flagranti we własnej sypialni w ramionach przyjaciółki czy przyjaciela. Wszędzie tam, gdzie powszechna miłość jest niemożliwa do osiągnięcia i właściwie zbyteczna – między obcymi sobie ludźmi w zakładach pracy, szkole czy innych instytucjach, a także między narodami – to właśnie zaufanie lub jego brak decydują o dobrych relacjach bądź konfliktach.

Niestety, wiara czyni nie tylko cuda, posiada również złowrogie oblicze – przekonanie. Historia dostarcza wielu dowodów na to, jak łatwo normalni ludzie pod wpływem propagandy zamieniają się w bestie i gotowi są mordować innych w imię religii czy ideologii. Wyznawca islamu zabijając w bestialski sposób własną siostrę podejrzaną o utratę dziewictwa odczuwa dumę przekonany, że tego wymaga od niego honor rodu. Przekonaniem da się wytłumaczyć stanowisko palestyńskiej matki z widzianego przeze mnie dawno temu reportażu, która czuła się złą muzułmanką, ponieważ żaden z jej pięciu synów nie oddał jeszcze życia w świętej wojnie. Moim zdaniem właśnie przekonania są głównym motorem wszelkich świadomych ludzkich poczynań, zarówno dobrych, jak i złych.

Nie podejmę się oczywiście odpowiedzi na pytanie, komu człowiek zawdzięcza posiadanie duszy – bogom, ewolucji czy może przybyszom z kosmosu, ale skoro zostaliśmy w nią wyposażeni, to powinniśmy otrzymać także „instrukcję obsługi” życia wewnętrznego, prostą i zrozumiałą dla każdego. Po 25 latach spędzonych w labiryncie duszy na badaniu uczuciowych zależności jestem przekonana, że także w tej dziedzinie wszyscy podlegamy prawom natury, działającym jak prawa fizyki, identycznie na świadomych i nieświadomych. Jestem zdania, że dziecko przychodzi na świat z zakodowanym w duszy niczym na komputerowym dysku programem na dobre, szczęśliwe, pożyteczne także dla innych życie. Nieszczęście polega na tym, że ów pozytywny program łatwo można wymienić z zewnątrz na destrukcyjny. Rodzice stosując tradycyjny system wychowawczy często nieświadomie i w najlepszych intencjach krzywdzą swoje dzieci, uzależniając swoją akceptacje od posłuszeństwa. Posługując się wiarą/zaufaniem jako kluczem można także wielu dorosłych dowolnie „zaprogramować” – wystarczy posiadać autorytet i władzę przy braku moralnych skrupułów.

Dziecko tylko wtedy będzie w stanie wyrosnąć na prawego, silnego, szlachetnego i dojrzałego, odpornego na manipulacje człowieka, jeśli otrzyma oprócz miłości rodziców także wiarę w jego wartość, absolutnie niezbędną do zbudowania poczucia własnej wartości, które zdaje się być cenniejsze od życia. Liczne przykłady pokazują, że osoby pozbawione poczucia własnej wartości dla jej zdobycia (czy chociaż namiastki, wynikającej np. z przynależności do plemienia) gotowe są spełnić wszystkie rozkazy przełożonych, z poświęceniem życia włącznie. Przychodzi mi na myśl często wspominana przez prof. Wiktora Osiatyńskiego historia jednej z członkiń zbrodniczej rodziny Mansona, która na życzenie guru zamordowała oprócz żony Polańskiego kilka innych osób i robiła dla niego wszystko za to, że jako pierwszy w życiu dał jej bezwarunkową akceptację, poczucie: taka jaka jesteś, jesteś OK, nic nie musisz w sobie zmieniać.

Co mogłoby poprawić ten nasz świat, zawrócić go z drogi ku samounicestwieniu? Może należałoby całkowicie zmienić paradygmat i zamiast zajmować się głównie indywiduum, przedmiotem zainteresowania uczynić relacje między ludźmi, bo tu kryją się, moim zdaniem, przyczyny największych dramatów. Gdyby powszechna stała się świadomość odpowiedzialności za własną sferę emocjonalną i wpływ na uczucia innych ludzi, wtedy – dopiero wtedy – pojawiłaby się szansa na poprawę.

Ale kto miałby dokonać takiej rewolucji? Raczej nie religie, bo trudno oczekiwać, że nagle zrewidują swoje dogmaty i zrozumieją, iż dobra nie da się wymusić złem, czyli represjami i strachem przed nimi. Poza tym utrzymywanie mas w duchowej ciemnocie i przekonaniu, że bez przewodnika pogubią się w labiryncie własnej duszy, leży w ich żywotnym interesie. Wydaje mi się rzeczą wątpliwą, żeby impuls do zmian wyszedł od przedstawicieli elit, także zainteresowanych chyba utrzymaniem status quo.

Najchętniej sama przyczyniłabym się do rozpętania takiej rewolucji, gdybym wiedziała, jak to zrobić.

gaala

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 455

Dodaj komentarz »
  1. Tanaka 19 kwietnia o godz. 11:51 i pozniej 🙂 na zakonczenie Twojego wstepniaka. Moze dotyka to rowniez sympatyczny debiut @gaali.

    Tutejsi maja takie powiedzonko. „det omöjliga gör vi över dagen, mirakel tar lite längre tid, ca en vecka”. Moje tlum „niemozliwe w ciagu dnia, cudy troche dluzej, okolo tygodnia”. Z autopsja. Dziala. Nie tylko z Jezusem Ermionskim.

    pzdr seleuk

  2. Mamma mia! Na odległość odwieść kogoś od samobójstwa?
    Super! A przywieść? Byłoby paru kandydatów, ale zapewne okażą się „odgrodzeni murem tak grubym, że niewiele do nich dociera”

  3. Rozumiem, że wpłynęłaś wychowawczo na syna na sposób telepatyczny, nie informując go o tym, że właśnie go wychowujesz 😉
    To ciekawe. Może faktycznie napiszesz, jak ten eksperyment wyglądał i dlaczego Twój syn uważa, że został dobrze wychowany?
    Nie słyszałem nigdy o 16-latku, który by coś takiego powiedział 🙄 😉
    Gratuluję! Może jego mózg dojrzał dużo wcześniej?
    Młodzi w tym wieku są impulsywni, irracjonalni, gotowi podjąć ryzyko i skłonni do ignorowania zasad – doprowadzając tym czasami rodziców i wychowawców do czarnej rozpaczy i zwątpienia.
    Jednak nasze potomstwo ma na swoje zachowanie niewielki wpływ, albowiem w jego mózgu zachodzą największe zmiany w całym życiu, proces przemiany z dziecka w dorosłego. Taki mózg wygląda jak plac budowy, po której zakończeniu jest on zdolny tak samo „szybko” myśleć jak dorośli, ale poszczególne regiony tego organu zmieniają się w różnym tempie. Na początek zmieniają się te części mózgu, które kontrolują ruchy, postrzeganie, orientację i mowę, co powoduje, że zachowanie młodego człowieka jest pod szczególnym wpływem tzw. układu limbicznego, którego działanie łączy się z emocjami, a w nim szczególnie ważne są receptory dopaminy, które w młodocianym mózgu dojrzewają jako ostatnie…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Może wejdzie.
    Agnostyk.

  6. Tobermory
    19 kwietnia o godz. 12:58
    Mozna. Kiedys wspomnialem tu o sekcie z Knutby. Co mnie ciekawla. Tam cztery osoby byly. Jeden pastor manipulator/moderator. Trzy panie. „Kristi brud, narzeczona Chrystusa”, dosc przedsiebiorcza, dominujaca, atrakcyjna fizycznie. Druga. Zagubiona, bez wlasnej wartosci, cicha myszka szara. Trzecia, zona pastora, ktorej chetnie sie chcial pozbyc. I pozbyl. Smsami. Panie „urzedowaly” w domu pastora, ktory je zapoznawal na biblijnym sposobem. Potem w podroz pojechal nauczac sasiedztwo. I tak smsami zgladzil zone, za pomoca cichej myszki i „narzeczonej K.”. Zreszta na pierwszej zonie tez dokonal „cudu”. Prad ja zlapal, jak kaloryfera dotknela pod oknem. Ale w tym wypadku prokurator mial problemy dowodowe. Prokuratorzy na cudach sie nie znaja.

    Tak, ze mozna T. Tylko trzeba uwzac, dla cuda pelnosci, zeby kart do tel. kom. nie poplatac. 😉

    pzdr seleuk(os)

  7. @seleuk(os)
    19 kwietnia o godz. 13:12

    SMS-owe metody zdobywają coraz większą popularność. Znajomy młody człowiek pozbył się w ten sposób aktualnej dziewczyny, że „przez pomyłkę” wysłał do niej SMS przeznaczonego dla nowej. „Stara” się oczywiście obraziła i go rzuciła, a on sobie oszczędził tłumaczenia i scen rozstania.
    Obejrzałem sobie wczoraj dwa fajne filmy: szwedzki „Så som i himmelen” (drugi raz już) oraz norweski „En ganske snill mann” – piękny wieczór miałem. Znasz te filmy?

  8. @gaala
    Bardzo sympatyczny tekst, pełen uczuć, empatii. Twoje problemy znane mi sa, bo miałem podobne z moim synem, kiedy zaczął być nastolatkiem. Wcześnie taki posłuszny chłopczyk, nagle zaczął wszystko kwestionować cokolwiek powiedziałem. Jakoś to przetrzymaliśmy i teraz jest to mój najlepszy przyjaciel.
    Ale do rzeczy. Napisałaś tak
    Co mogłoby poprawić ten nasz świat, zawrócić go z drogi ku samounicestwieniu? Może należałoby całkowicie zmienić paradygmat i zamiast zajmować się głównie indywiduum, przedmiotem zainteresowania uczynić relacje między ludźmi, bo tu kryją się, moim zdaniem, przyczyny największych dramatów. Gdyby powszechna stała się świadomość odpowiedzialności za własną sferę emocjonalną i wpływ na uczucia innych ludzi, wtedy – dopiero wtedy – pojawiłaby się szansa na poprawę.
    Zanim Brytyjczycy stworzyli pierwszą nowożytną demokrację, potrzebowali na to kilkuset lat, trup się ścielił gęsto: Wojna Dwu Róż, rządy satrapy Henryka VIII, rzezie przeprowadzane przez Cromwella, zmagania między Parlamentem, władzą królewską, kilkukrotna zmiana dynastii, by wreszcie wypozyczyć sobie niemieckich Windsorów, no jak powoli stworzyli jakiś konsensus, wyczołgali się z z bagna wolno ale skutecznie, a nie jak ten baron Münhausen, który sam z bagna wyciągnął się za harcap. Jestem pesymistą jesli chodzi o skuteczność nakłaniania „zainteresowania się relacjami między ludźmi”, przynajmniej w Polsce. Jest to proces ewolucyjny, trzeba lat, a nawet pokoleń, jak w Anglii, by takie zainteresowanie, jakaś międzyludzka kultura bycia wskoczyła na wyższy poziom. Bo jak przekonać chama do szanowania innych ? Jak chamów jest mało(bo w każdym kraju ich nie brakuje), to jakoś da się na nich wpłynąć czy zmusić do cywilizowanego zachowania. Ale jak ich jest wiecej i jak chamy opanowały wszystkie kluczowe pozycje w kraju, to nie ma siły na zmianę ich zachowania, bo ich zachowania w ich oczach jest normą. Róża Thun w rozmowie takim chamem Czarneckim była bezradna. Cham obrażał, przerywał kiedy chciał i czuł się wyśmienicie. I próbuj tu tę szajkę pisowską uczulić na rlacje między ludzkie, przekonać kler do empatii, szanowania np. ateisty.
    Słusznie nawołujesz do rewolucji, ale nie wiesz jak ja zrobić. To już nie łyżka dziegciu w beczce miodu popsuła Polskę, to beczka pełna dziegciu z łyżką miodu. Te beczkę trzeba opróżnić, wypłukac i napełnić od nowym miodem. Bo jak nie to na nic pobożne życzenia.

  9. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, czym to jeść. „Odpowiedzialność za własną sferę emocjonalną” – jak najbardziej. Ale co to ma wspólnego z „duszą” i „wiarą”? Wiara w powodzenie własnych wysiłków (chodzi o otwarcie się na drugiego człowieka?) nie jest tym samym, co „wiara” religijna – której to wiary brakiem jest ateizm.

    Całość przypomina literaturę New Age i serię „Chicken Soup for the Woman’s Soul” (“pożywny rosołek dla duszy kobiety” – lub kogo tam jeszcze, bo tych książek jest cała seria). Przypomina mi również, chociaż bardziej mgliście, „Potęgę teraźniejszości” Eckharta Tolle, który to Eckhart stworzył coś w rodzaju synkretycznej, zdroworozsądkowej duchowości. Stronę praktyczną takiego podejścia doceniam jak najbardziej – bo medytacja jest rozsądną alternatywą dla alkoholu, narkotyków i wiary w bozię – ale trzeźwa ocena efektów takich działań może przerastać możliwości co poniektórych.

  10. Tobermory
    19 kwietnia o godz. 13:25
    Znam T. One troche nie moj smak. Ale smakow sie nie… Ten „Så som i himmelen” to Moja chyba tez ze dwa razy widziala. Raz mnie nawet do kina na to zaciagnela. A potem jej z Sieci wzialem do jej kompa na torrent. To nie musze do kina latac. 😉

    pzdr Seleuk

  11. Mnie się tylko udało na odległość rozwieść faceta, którego na oczy nie widziałam.
    I coś w tym jest gaala co piszesz. Tak patrząc na swoje życie myślę, że masz sporo racji, choć niestety nie zawsze może się to udać – część osób uzna, że jesteś łatwym łupem.

  12. @seleuk(os)
    19 kwietnia o godz. 13:30

    Ten pierwszy miał trochę irytujących i przewidywalnych sentymentalności, ale fajnych aktorów, a Stellan Skarsgård w tym drugim – oglądający polskie seriale i słuchający Krawczyka „Mój przyjacielu”, te typy ludzkie, czarny humor, przewrotna narracja – w sumie mi pasował bardzo na wczorajszy wieczór i śnieżycę za oknem.

  13. Tobermory
    19 kwietnia o godz. 13:41
    Ja mam takie nastroje to sobie Lodbroka serial puszczam ciurkiem. 2-3 odcinki, najlepiej z ostatniego sezonu. Tam tez Skarsgård 😉 wystepuje.

    pzdr seleuk

  14. Z tym poczuciem własnej wartości to też trzeba uważać żeby jaśnie pan nie nabrał przekonania że „zdolny jestem niesłychanie” bo potem życie mu zweryfikuje.

  15. @Na marginesie, z godz. 13:26
    Masz rację z tym New Agem. Ale ten niuejdż u naszej – skądinąd – sympatycznej debiutantki, tak trochę przefiltrowany został przez lekturę Maxa Freedom Longa. Na odległość czuć hunę oraz rozmówki, jakie z ojcowskim duchem opiekuńczym prowadzi świadoma siebie dusza, nakazująca „wyższemu ja”, aby nagiął świat (z prawami fizyki) tak, jak ja (duszyczka świadoma swej siły) sobie życzę.

    Tak na marginesie, @Namarginesko, wstępniakowi gaali zabrakło tego, co cesarz Hadrian zawarł w swoim epitafium:

    Animula vagula blandula
    Hospes comesque corporis
    Quae nunc abibis in loca
    Pallidula rigida nudula,
    Nec, ut soles, dabis iocos
    .

    Dla pombocka, aby się nie pieklił, podaje tekst epitafium Hadriana w genialnym tłumaczeniu Kazimierza Morawskiego:

    Duszyczko moja tkliwa i ruchliwa,
    Gościu ciała mojego i drużko,
    Co pójdziesz teraz w krainy ciemności,
    Twarde i nagie, i pełne bladości,
    A żartów zwykłych stroić już nie będziesz
    .

    @gaali zaś życzę, aby więcej żartów na blog ateistów zanosiła 😉

  16. @ gaala

    Napisałaś świetny tekst. Przeczytałem w zupełnej ciszy i skupieniu.
    Dotknęłaś bardzo głębokich, zasadniczych dla przebiegu naszego życia kwestii. Linię rozumowania poprowadziłaś bardzo lekko i wiarygodnie.
    Mądre.

    O wierze w bozię właściwie niewiele wprost piszesz, ale cały tekst o tym jest.

    Moje uznanie, cieszę się, że pojawiłaś się jako autorka.

    Do szczegółów wrócę.

  17. NeferNefer
    19 kwietnia o godz. 14:00

    Życie i tak zweryfikuje. Jaśnie pan jest wtedy gdy zaufanie jest dęte.

  18. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 14:36

    Ale weryfikacja na żywo boli. I nie chodzi o zaufanie ale kadzenie niewspółmierne do rzeczywistości.

  19. „Czy marzenia mają moc sprawczą?” – takie pytanie padło na egzaminie gimnazjalnym.

  20. Gaala uważa wiarę i zaufanie za tożsame. W końcu wszędzie czytamy „Jezu ufam Tobie”, prawie na każdym kościele. A komu ufa ateista? On ufa sobie, no może jeszcze nauce. Zaufanie (Bogu, a pośrednio kapłanom) to jeszcze jeden aspekt wiary religijnej- poczucie bezpieczeństwa. Religia daje ponadto poczucie sensu istnienia, wyjaśnia zagadnienia moralne, zaspokaja potrzeby mistyczne, daje udział we wspólnym przeżyciu, uspokaja dzięki rytuałom itd. Każdemu wedle potrzeb, no bo ludzie mają różne potrzeby. I jak tu walczyć z religiami, chyba tylko przez stworzenie nowej świeckiej, byle nie totalitarnej. Wydaje się, że ewolucja wpisała do rasy ludzkiej „potrzebę religijną”. Ciekawe, czy roboty, które nastaną po nas też będą miały tę „potrzebę”. Pisał o tym Dick.

  21. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 13:26 i pozniej

    Ja nieuczuciowy. Kazdy text czyta na swoje obrazy. Ja uwazam sympatyczny jest, nie NewAge. Inaczj, bym inaczej napisal, tak samo. Dac dzieciom experymentowac ze swiatem. To co musza wiedziec, ze bez wzgledu na glupote experymentatorska, za nimi ja stoje. Kazda sytuacja. Od malego do… Dokad jestem. Nie chce zeby byly jak ja. Nie uwazam ze swiat do katastrofy idzie. Moje niezrozumienie czego to, to nie znaczy katastrofa. Dzieci lepiej rozumieja. Bardziej w czasie sa. Niech tylko wiedza, za nimi stoje zawsze. Doswiadczeniem i pieniedzmi. To mam. To ze nie rozumiem czego, to tylko ja nowego nie pojmuje. Nie chcialbym zeby jak ja byly. Nie sa. To nie jest NewAge. Tak ja napisalem/napisalbym, tak rozumiem Gaala text.

    pzdr Seleuk(os)

  22. @seleuk(os) 19 kwietnia o godz. 14:52

    Dzieci lepiej rozumieją? Ale co? Potrzeby chwili? Czy potrzeby dzieci? Inaczej mówiąc masz trochę racji ale chyba w ograniczonym zakresie. Dzieci się czują jak ryba w wodzie w świecie nowinek technicznych – bo innego świata po prostu nie znają. Tu „masz słusznego”.

    A że każdy jest kowalem własnego losu i własne życie musi przeżyć sam – najlepiej według własnego scenariusza – to oczywiste (chociaz nie dla kaka), ale to osobna kwestia. Tylko że kora przedczołowa, czyli część mózgu odpowiedzialna za hamowanie popędów i ocenę konsekwencji własnych poczynań rozwija się w pełni dopiero ok. 20-go roku życia. Jak podejmować decyzje niezupełnie wykształconym mózgiem? Oto jest pytanie.

    Wątku New Age w tekście gaali chyba po prostu nie dostrzegłeś – ale dostrzegł go anumlik (19 kwietnia o godz. 14:31), przejawiając przy okazji ponadczasową finezję i zdrowy dystans 😉

  23. @Stachu39 19 kwietnia o godz. 14:48
    Podobno tzw. prymitywne plemiona w ogóle nie znają chorób psychicznych. Jeśli członek takiego plemienia słyszy głosy, to szaman czy inny plemienny autorytet mówi mu autorytatywnie, że te głosy są tylko urojeniem. I słyszący głosy nie ma problemu, bo ufa temu, co usłyszał. Wygodne, prawda? A jak szalenie uspokajające!

  24. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 15:11
    Ja pozwalalem moim dzieciom experymentowac. Chcialem zeby. Nie tylko „tech nowinkami”. Katastrofy nigdy nie bylo. Byc moze tego NewAge nie dostrzeglem. Ja b duzo niuansow jezykowych nie rozumiem. Ja wiekszosc textow odbieram tutaj jako caly obraz. Taki impresjonizm w pisaniu. Poszczegolnym uderzeniom farby/pedzla nie przygladam blisko. Ja zdaje wiedziec Na Marginesie, moje ograniczenie na tym blogu. Co do zachowywania dystansu, zgadzam kompletnie.

    pzdr Seleuk

  25. @gaala

    Najważniejsze z Twego tekstu jest dla mnie to, że sama do tego doszłaś. I nie istotne, jak to się „fachowo” nazywa i czy to jest akurat wedle aktualnych trendów naukowych właściwe. U Ciebie działa, a więc jest prawidłowe.
    Coś/ktoś wyposażyło nas w dość zdeterminowany (czyli mało elastyczny) system sterowania naszą fizjologią oraz dodatkowy w nim układ, któremu sami przypisujemy funkcjonalność. Brak ograniczeń „myślowych” prowadzi niestety czasem do destruktywnych wypaczeń. W praktyce okazało się, że w większości przypadków grupa ma wpływ wystarczająco leczniczy, bowiem wychowanie w niej nakłada na ten układ mentalne ograniczenia. Są one niestety na ogół zabójcze dla samodzielności, kreatywności, itd. Ograniczenia takie wprowadzane przez pojedynczą osobę (np. rodzica) działają za to często stymulująco, głównie przez nieuniknioną konfrontację z otoczeniem.
    Ogromna sprawność tego układu, pozwalająca na dowolne imaginacje, spowodowała konieczność uwznioślenia. Nazwaliśmy więc ten układ duszą i wciskamy w niego co się da.
    Nie mam pojęcia, czy istnieje telepatia. Być może. Ale możliwe jest też, że mając podobną historię i żyjąc w podobnych warunkach, reagujemy/myślimy podobnie. Z pewnością każdy z nas przeżył wielokrotnie sytuację mówienia w tym samym momencie tego samego, co osoba nam bliska. Albo jakiejś innej reakcji nawet w dużej odległości. Na tej zresztą zasadzie funkcjonują iluzjoniści, wymuszając oczekiwaną reakcję poprzez skojarzenia.
    Sądzę, że odkrywanie swych własnych możliwości, najpierw fizycznych, a później umysłowych, jest najprzyjemniejszą formą spędzania życia. Nie wolno się przy tym dać wrobić w jakiekolwiek współzawodnictwa. Sami dla siebie jesteśmy wzorcem, sami ustalamy ograniczenia i cele. I przy okazji wychowujemy dzieci (i nie tylko), czynimy dobro (w tym kilka wynalazków), cieszymy się życiem i współczujemy tym, którzy muszą wierzyć, aby żyć.
    Amen. Czy jakoś tak.

  26. @Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 15:11

    Podejrzewam, że wątpię. Wystarczy dać naprawdę małym dzieciom zabawki, które zmuszają je do działania … i kopara opada. Sprawdziłem to tyle razy, że teraz długo myślę, zanim dziecku odpowiem. Dość szybko wykombinowałem, że dla ciekawskiego dziecka najlepszą odpowiedzią jest pytanie. Dziecko nie tylko, że się nie denerwuje, ale zaczyna natychmiast samo myśleć i odpowiadać. Przy okazji również na własne pytanie. A żelazna logika dziecka jest dla mnie największym cudem świata.

  27. @Qba 19 kwietnia o godz. 15:39

    Mówisz dziecku: Kotek skrada się chyłkiem.
    A dziecko na to: A gdzie kotek ma chyłek?
    Logika dziecka jest niewątpliwie żelazna.
    Ale jakimi zasadami się kieruje?

  28. Qba
    19 kwietnia o godz. 15:39
    Taka gra w „kreatywnosc” w kazdym wieku. Podsuwac, wszystkie mozliwe scenariusze z tego podstawowej zabawki. Rashmon kreatywnosci. Dac om testowac.
    pzdr Seleuk

  29. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 15:46
    Chylek to ta rurka co kotek musi wlezc do. Choc nogi zadlugie, a rurka niewidzialna.
    pzdr seleuk

  30. @seleuk(os) 19 kwietnia o godz. 15:59
    I to jest właśnie ta „dziecięca” kreatywność 😀

  31. No to ja na chwilę spoważnieję: dziecko (chyba) po prostu nie dostrzega ograniczeń, które dla dorosłego są oczywiste. Dlatego nas, dorosłych, tak zachwyca owa „kreatywność” dzieci. Dziecko raz po raz wyskakuje z czymś, co nam by nigdy nie przyszło do głowy – bo jesteśmy wtłoczeni w określone koleiny myślenia.

    Analogia w kategoriach czysto fizycznych – aparat mowy małego dziecka ma nieograniczoną zdolność artykulacji, dlatego dziecko jest w stanie nauczyć się każdego języka. Wymowa dziecka to kontinuum. Dopiero z czasem narządy mowy sztywnieją i zamiast kontinuum mamy pozycje punktowe – głoski „własnego” języka – polskiego, chińskiego czy jak mu tam. Bo każdy język z potencjalnego kontinuum wyłania tylko określone głoski, które w tym właśnie języku są „znaczące”. Dlatego Japończyk nie odróżnia „L” od „R”. Nie wymawia i z reguły nawet nie słyszy różnicy.

  32. @Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 15:46

    Ha! Jeżeli nauczyciel (rodzic) nie rozumie ucznia (dziecka), to dziecko złe?! Odrzuć naleciałości i rdzę „dorosłego” umysłu i ciesz się, że dziecko prawidłowo (= logicznie) zareagowało. Ono nie ma Twojej – wytrawionej przez lata bycia w społeczności – wiedzy, moralności, grzeczności, itd. Ono jest jeszcze nieskażone obłudą i autorytetami. Ono jest jeszcze wolne. Zazdrościsz mu? Dlatego wciskasz mu szczęśliwe dzieciństwo?

  33. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 16:10
    Na powaznie. Moj najwiekszy „wynalazek” (finans) zrobilem jak zobaczylem efekt nasikania do piaskownicy mojego syna i jego kolegi. Obaj 6 lat byli. 💡 Bardzo zadowoleni z experymentu. Ja tez, bardzo zadowolony, dalej w czasie. 😮

    pzdr Seleuk(os)

  34. @Qba 19 kwietnia o godz. 16:17

    Niczego nikomu nie wciskam – po prostu próbuję wyjaśnić nasze własne reakcje, w tym zachwyt określonymi aspektami dzieciństwa, który jak podejrzewam nie jest całkiem obiektywny i nie bierze się z powietrza, tylko po prostu z czegoś konkretnego wynika. Dlaczego gaworzenie wzbudza w nas ciepłe uczucia? Dlaczego duże oczy i mały nosek są takie rozczulające – u dzieci i przy okazji również u kobiet? Te cechy czysto fizyczne wzbudzają w nas (was, panowie?) uczucia opiekuńcze. To jest biologia. Po prostu.

    A Ty bronisz praw dzieci – ale implicite kwestionujesz moje prawo do powątpiewania właśnie??? No co Ty, co Ty! Niesłusznie mi zarzucasz próby oceniania czegokolwiek. Ja po prostu obserwuję rzeczywistość i od czasu do czasu próbuję wyciągać wnioski. A z kolei mój organiczny wstręt do kaka i wszystkich dzieł jego – to w pewnej wierze reakcja na nachalną, wszędobylską, religiancką normatywność – przymus odruchowego wartościowania wszystkiego i wszystkich, którym bez reszty przesiąknięte są produkty „formacji” kaka.

  35. @seleuk(os) 19 kwietnia o godz. 16:27
    No to mnie zaintrygowałeś. Szczegóły podasz?

  36. @Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 16:34

    To ja cofam ten sęk. Ja cofam wszystkie sęki świata. Ale niesforne dzieci i tak podziwiam. Jedyne z zakresu dyscypliny, czego staram się przestrzegać, to konsekwencja i konsekwencje, czyli – zacząłeś, to skończ i ponoś konsekwencje. Oczywiście ze znacznym umiarkowaniem. Chodzi w końcu o ciąg dalszy, a nie o rekolekcje i spowiedź.

  37. NeferNefer
    19 kwietnia o godz. 14:38

    Jak dziecko jest małe, to my też jesteśmy mali: w umiejętnościach bycia rodzicem i w umiejętnościach rozpoznania współmierności chwalenia wobec potencjału dziecka. Bywa, że przesadzamy, nawet bardzo. Wtedy kicha.
    Jednak gorzej jest niedoceniać. Gasić potencjał. Co w dzieciństwie zgaszone, z trudem się odrodzi, lub wcale. To, jak sądzę, znacznie większy ból,niż ból oberwania po łbie za nadmierne o sobie sądzenie.

    Wiara w siebie to może najważniejszy fundament rozwoju i zdrowia psychicznego. Ci, co przełamua bariery i dokonują niemożliwego dla innych muszą mieć w sobie dziecko.
    Einstein, facet z wąsami, fajką i dziką grzywą, ma oczy dziecka.

  38. seleuk(os)
    19 kwietnia o godz. 12:46
    🙂

  39. Tobermory
    19 kwietnia o godz. 13:11
    Nie słyszałem nigdy o 16-latku, który by coś takiego powiedział
    Gratuluję! Może jego mózg dojrzał dużo wcześniej?

    Myslę, że było to wyznanie 16 latka, który przyglądając się swoim rówieśnikom powiedział, co czuje.

    Jeśli rodzice swoim wychowaniem nie dali, czy nie okazali swojemu dziecku zaufania i wiary w siebie, w swoje umiejętności, to wyrośnie z niego człowiek niepewny siebie, skłonny do obwiniania się za niepowodzenia. Brak mu też asertywności.
    Takie umiejętności pewnie można wykształcić w zyciu dorosłym, trzeba trafić na kogoś, kto zaakceptuje wady i zalety oraz utwierdzać bedzie w przekonaniu, że wszystko jest ok, a jesli teraz nie wyszło, to wyjdzie nastepnym razem.

    Są dwa zwroty, których nie cierpię, nie uzywam w stosunku do nikogo i wybucham, gdy słyszę, uzyte w stosunku do mnie, ale także do moich koleżanek czy osób bliskich. Chodzi o:
    -bo ty zawsze….
    – bo ty nigdy…
    Gaalo!
    słysze czasem, ze nasi politycy tak często odsądzający swoich przeciwników od czci i wiary są w życiu prywatnym fajnymi, ciepłymi, pełnymi humoru ludźmi.
    Jesli tak jest ( w co śmiem wątpić, ale na potrzeby tej wypowiedzi załóżmy, że tak jest) to są to hipokryci, dwulicowcy, karierowicze i całe piekło świata.
    Nie sądzę, żeby udało się to zmienić chyba, że odspawano by ich na zawsze od stołków poselskich i znaleźliby się wśród zwykłych ludzi, którym obce są ww cechy.A i tak rezultat nie będzie zadowalający.

    Takie zadanie przerasta nawet zjednoczone siły wszystkich ateistów na tym blogu wraz z opozycją sejmową.

  40. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 16:54
    Widziałem takie zdjęcie,gdzie wielcy fizycy ,(miedzy innymi Niels Bohr) patrzą z ciekawoscią na kręcącego sie bąka.
    O dziecku Nielsie znam dwie anegdoty
    1. Na drzwiach do jego kopenhaskiego laboratorium wisiała podkowa. Kiedys zjawił się tam amerykański student.Kiedy ten zauważył podkową, zapytal zdziwiony Bohra: Jak to, to pan taki wielki uczony wierzy w takie rzeczy ? Bohr mu odpowiedzial: Oczywiście, że nie wierzę, ale podobno podkowa pomaga nawet wtedy, kiedy sie w nią nie wierzy.
    2. A propos prawdopodobieństwa Bohr przytacza film. Prawdopodobne jest , że piękna blondynka poszła na spacer.Prawdopodobne jest, że przechadzając się nad skrajem przepaści nagle potknęła się i zaczęła spadać w przepaść. Prawdopodobne jest, że w ostatniej chwili złapała się wystającego korzenia i na nim zawisła. Prawdopodobne również jest, że akurat w tym momencie znalazł się tam kowboj, który rzucil pięknej blondynce lasso i wyciągnął ją z opresji. Ale nieprawdopodobne jest, że przy tym wszystkim znalazł się jeszcze facet z kamerą i to wszystko sfilmował.

  41. To był Bohr, światły gość i noblista. Ciemny lud wierzy zaś, że faceci z kamerami i mikrofonami zupełnie przypadkowo napotykają CBA przychodzące o 6 rano do różnych takich 🙄

  42. @Toby
    To prawda. Ale to było wiecznie ciekawe świata dziecko.
    Kiedys czytałem o małpach w Japonii. Te makaki, czy jak im tam, żywią się róznymi bulwami. Pewnego razu rozbrykana makacka młodzież zabawiała się rzucaniem do siebie tych bulw i nagle jedna wpadła do morza. Mały makak wyciągnął z wody bulwę włozył do pyszczka i stwierdzil, że taka trochę posolona jest dużo smaczniejsza. Wszystkie dzieciaki zaczęły maczać bulwy w morskiej wodzie, ale nie dorosłe makaki, które nie akceptowały takiego „modernizmu”.Dopiero jak młodzież dorosla, zwyczaj maczania bulw w morzu rozprzestrzenil się na całą małpia populację.
    Inny przykład ograniczeń dorosłej osoby.Przykładem będę ja. Otóż prowadząc w nocy samochód, ciągłe byłem oślepiany przez lusterko wsteczne.Robiłem uniki, schylałem się, żeby uniknąc oślepiającego światła. Wtedy moj wówczas kilkunastoletni syn zapytal mnie, czemu ja sie tak dziwnie zachowuję. Kiedy mu wytlumaczylem, wtedy on, jeszcze bez posiadania prawa jazdy, przestawil mi lusterko na tryb nocny. Czyż, ja stary piernik (a nie bylem wtedy taki stary, bo około 50tki) nie byłem jak te dorosłe makaki ?. A przecież przez wiele lat prowadziłem samochód, ale prawda, że taka dogodność, jak przestawianie lusterka z poczatku nie istniała, wtedy kiedy bylem receptywny jak młody makak.

  43. @Lewy
    19 kwietnia o godz. 17:42

    Mogę Cię pocieszyć, że dopiero po jakichś 3-4 latach zorientowałem się (obserwując innych turystów) że aby nalać herbaty z mojego „nowego” termosu, nie muszę wcale wyjmować korka, wystarczy go trochę odkręcić 🙄 Termos ten służy mi już co najmniej 20 lat.

  44. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 16:36

    W zyciu kazdego jest pare (10???) chwil po rozdrozu isc. Ja kiedys o tym napisalem, jaka inna okazja byla, nie pamietam. Jak dwaj chlopcy nasikali do piasku, inne dzieci patrzyly zadowolone i niezadowolone. To mnie zawolali, to byla piaskownica obok mojego domu, jak mieszkalem na archipelagu. Troche za Stockholmem. To ja przyszedlem zeby sciagnac gume co lezala na tej piskownicy. Zobaczylem ten piach co na gumie byl dokladnym negatywem tych dziur co przedtem zrbili pod guma. I nic. Zaczalem experymentowac ja, bez sikania. Po roku wyexperymentowalem. Funkcjonowalo w moich kompach. Ale problem sie po drodze zrobil. Ja niewiele wiem o organizowaniu wiekszych zespolow. To poszedlem do jednego konsultanta. Pokazalem. Opowiedzialem. Ten konsultant tez niewiele wiedzial poza tym ze takich kreatywnych umial do kupy zebrac. Zebral mnie z jednym Szwajcarem. Ten Szwajcar tez niewiele wiedzial o sikaniu, ale maly chlopiec byl. To pojechalismy na ryby do Norwegii. Wedki i bateria napitkow. Rano ryby, wieczorem napitki i starych Szwajcarow rozmowy. Do ryb i napitkow. To wtedy on mnie powiedzial dwie rzeczy. Starszy byl to wiedzial. Umowe miedzy soba sie robi jak sie jest przyjaciel. To jak sie zostanie wrogiem, to przyjacielskie rozstanie. Drugie mnie zapytal, co ja chce. Byc wielkim przedsiebiorca, czy pieniadze miec od razu. Ja te dwa pytania na rybach to „nie wiem” mialem odpowiedz. To raz jeszcze do konsulta kreatywnych poszlismy. Jeden prawnik z tych konsultow napisal nam umowe na kratywnosc. To byla umowa na 50/50. Za maly pieniazek.

    Ta umowa to byla dluzsza jak wszystkie literki co ja napisalem. Pare razy. Gruba ksiazka prawie. O zaufaniu. To co ja napisalem to nikt nie rozumial dokladnie. To co prawnik ja nie zabardzo. Szwajcar moze wiecej. I zaczelismy sie zastanawiac, ale praktycznie, czy my forse, czy ludzkosc uszczesliwiac bedziemy. Co ja na rybach niewiedzialem, jak dostalem pytanie. Firme znalezlismy, mase komputerow miala, komputerowcow tez ale niekreatywnych. Pewnie po piaskownicach nigdy nie sikali. To do tej firmy co z nasza miala sie ozenic, przyszli finansisci. Ale tak jakos umowy proponowali, ze ja pieniedzy ni kontroli nie widzialem. Ani Szwajcar. Ja to moze niewiele wiem, ale do gdybakow naleze. Gdybac umiem. To juz wiedzielismy obaj, ze kase to sie od zaraz bierze. Nie jak sie ludzkosc uszczesliwi, tylko za sama prop szczescia. To po dalszych poszukiwaniach znalezlismy jeden korp co odrazu chcial z kasa. To jest duzy austriacko-szwajcarski przybytek. Ale nie religijny. Oni to kupili jak leci. Sami prawdopodobnie zrobili cos podobnego. Nie chcieli szansy na jakiegos, gownianego konkurenta, jak ja i moj 50/50 wspolnik. Dwoch chlopcow, co sikac sie nie boja.

    Tak napisalem do Ciebie Na marginesie o jednym rozdrozu dla mnie. Co wynikl z sikania do piaskownicy.

    pzdr Seleuk(os)

  45. @Toby
    No widzisz, jakie z nas stare makaki

  46. @@ Toby Lewy, Panowie, Panowie, w doskonalym tow jestesmy
    Ja to do dzis sie nie nauczylem pralki programowac co sie sama programuje. Jak piore to wszystko na tym samym, co Moja uwaza za sabotaz. Czasem zasadnie 😀
    pzdr seleuk

  47. Na marginesie 15:15

    Bo jedynym w plemieniu, który może słyszeć głosy, jest nie kto inny, tylko szaman. U reszty to urojenia.

    Przy okazji głosów. Mój młody, jak jeszcze pobierał nauki w liceum przyszedł do domu z taką scenką.
    W klasie nauczycielka zwróciła się do uczniów:
    – Chyba słyszę jakieś głosy.
    Na to z tylnej ławki:
    – Ale to chyba można leczyć?

    Szamanka?

    @Konstancja 17:07

    słyszę czasem, ze nasi politycy tak często odsądzający swoich przeciwników od czci i wiary są w życiu prywatnym fajnymi, ciepłymi, pełnymi humoru ludźmi.

    O prezesie tak mówią.

  48. O duchowości słów kilka. Warto przeczytać, gdy za bardzo chcemy naszą siermiężność w duchowości pogrążyć:
    http://mediumpubliczne.pl/2017/04/10-duchowych-dzialan-ktore-sa-totalna-sciema/

  49. Im więcej sera, tym więcej dziur.
    Im więcej dziur, tym mniej sera.
    Zatem: im więcej sera, tym mniej sera!
    Nie?

  50. Niech mnież kto objaśni jakie to mianowicie życie prywatne ma prezes

    Tobermory
    19 kwietnia o godz. 18:51

    🙂 super

  51. zyta2003
    19 kwietnia o godz. 13:05
    „No i ja się w końcu odezwę do Dezertera”

    Pamiętam jak ponad dwa lata temu, na tym blogu, napisałaś bardzo budujący komentarz na nasz temat. Wspomniałaś też wtedy, że masz w rodzinie kogoś, kto jest świadkiem.

    Bardzo się cieszę, że opowiedziałaś to interesujące doświadczenie z wizyty w biurze głównym Strażnicy, w Nowym Yorku. Jak już wiesz, obecnie nasza działalność jest koordynowana z nowej siedziby, zbudowanej w Warwick. W naszej telewizji: jw broadcasting , można obejrzeć kilka ciekawych filmów ilustrujących przebieg budowy.
    Należy wybrać kolejno zakładki: jw broadcasting > filmy na życzenie > nasza działalność > przedsięwzięcia budowlane.

    Tutaj próbka takiego materiału:
    ‚https://www.jw.org/pl/publikacje/filmy/#mediaitems/VODActivitiesConstruction/docid-502016529_P_1_VIDEO

    Serdecznie pozdrawiam i pozostaję z szacunkiem.

  52. @ Tobermory 19 kwietnia o godz. 18:51
    Bo szkopuł w tym, że nie chodzi o ten sam ser.
    Jest go „inna ilościowo cifra” 🙂

    @seleuk(os) 19 kwietnia o godz. 17:55
    Usiłuję podążyć za Twoim tokiem myślenia… i niestety mam za krótkie nóżki 😀
    Ale tak czy inaczej ta historia nie świadczy raczej o kreatywności dzieci, tylko o kreatywności dorosłego, który wyciągnął odpowiednie wnioski, nie tak?

  53. @dezerter83 19 kwietnia o godz. 19:22
    Przeczuwam ostry deficyt chętnych do zapukania do waszych bram.
    Stąd ta nowa zagrywka? Żałosne toto.

  54. Na marginesie
    Nie sadze ze masz az tak krotkie nozki. 😉 Moja historia inaczej. Najlepiej jest byc dzieckiem. Caly czas. Doswiadczenia (doroslosc) to tylko zbior znaczkow pocztowych.

    Anumlik
    Czytalem link. Za duzo lepsze uwazam komentarze pod art. Czesc, najlepsza, tych co nie czytali textu. Tak mnie sie zdaje. 😉

    pzdr seleuk

  55. Podsłuchana rozmowa dwóch niemieckojęzycznych brzdąców w rzymskim Koloseum
    – Wiesz, tu się odbywały walki radiatorów.
    – No, coś ty! Radiatory to grzejniki. Chyba myślisz o gladiolach 😎
    (gladiole = mieczyki)

  56. Czytałem propozycję niemieckiej 12-latki, aby tych Turków, co w Niemczech głosowali TAK, wymienić na tych Turków z Turcji, co głosowali NIE.

  57. @anumlik
    Ciekawe rozważania na temat fałszywej duchowości, albo lepiej duchowości na manowcach. Sam już dawno doszedlem do podobnych wniosków, że takie nadmierne doskonalenie się, kierowanie całej uwagi na to, jest w rzeczywistości skrajnym egoizmem.Z pojęciem egoizmu należy jednak byc ostrożnym, bo jak się ujmie zbyt szeroko, to właściwie każdej działalności człowieka mozna postawić zarzut egoizmu. Nawet jak gram w szachy, to robie to dla przyjemności,więc egoistycznie. Właściwie to należałoby robić tylko takie rzeczy, które nie sprawiają przyjemnosci. Wg Kanta tylko właśnie takie działania są moralne. Mam pomagać ludziom , bo tak mi nakazuje prawo moralne, a jeśli czerpie z tego działania, no to to moje działanie pod względem moralnym nie jest już takie nieskazitelne !
    Ale nie bądźmy takimi rygorystami. Człowiek zanurza się w różną działalność, jest sportowcem, filozofem, krawcem, wędkarzem, grzybiarzem, alkoholikiem, ojcem, mężem…itp cała masa różnych zawodów, zajęć rozrywkowych, funkcji społecznych. Robi to z mniejszą lub większą przyjemnością, ale przestaje myśleć o sobie, zatraca się w działaniach, alienuje sie, jakby to nazwał za Marksem Sartre. W kazdym razie obiektem jego działania jest coś na zewnątrz. Tymczasem człowiek skupiony wyłącznie na sobie, na samodoskonaleniu się jest, jak juz powiedziałem, skrajnym egoistą, narcyzem, dla którego jedynie istotną rzeczą jest samozachwyt.
    Pare lat temu czytałem książkę o buddyzmie. Najpierw bardzo mi się podobalo tam wszystko, ta próba uzyskania dystansu do świata, to przekonanie, że podmiot, czyli ja, pełen namiętności, gniewu, rozpaczy, zachwytu,miłości itp. jest tylko ułudą i jeżeli zrozumiemy to, odrzucimy ułudę, to uzyskujemy wręcz boska równowagę. Razem z podmiotem usuwamy te wszystkie namiętności, które jak powracający huragan, nawiedzają moje ja. Wtedy mój syn w wieku 3 lat zachorował na zapalenie opon mózgowych. Przeżyłem okropny strach, rozpacz, no ale dobrze sie skończyło. Wtedy ogarnęła mnie złość na te wschodnie recepty na wyciszenie dusz. A dlaczego to ja mam wyzbyć si tych namiętności, spokojnie patrzeć jak bliska osoba może odejść na zawsze, bo tak mi jakiś buddysta czy inny stoik podpowiada ?
    Najlepszy jest słynny arystotelesowski złoty środek: troche egoizmu i trochę altruizmu, trochę smutku i troche radości, nawet nuda jest potrzebna, zeby odsapnąć od nadmiaru wrażeń. A najważniejsze, żeby nie mysleć zbyt wiele o sobie, ale troche o sobie trzeba myśleć. Dbac o higienę, ale ni byc przesadnym dandysem, pić alkohol ale nie wpaść w alkoholizm…Oto filozofia przez lata wypracowana przez Lewego.

  58. Tobermory
    19 kwietnia o godz. 18:51
    Genialny sylogizm: dwie przesłanki i jedna konkluzja. Niezły z Ciebie scholastyk.

  59. Niedawno spotkalem pare Swiatkow J. Bylem na platnym andakt (rekolekcje???). Chcialem spotkac tych co do bramy pukali. Z drugiej strony. Zeby wyjsc. Wyszli. Hmm…
    pzdr seleuk
    ps Nie mam ogonkow. „t” jest prawidlowa ortografia

  60. @Lewy
    Zenon z Kition, założyciel szkoły stoików, przedtem był cynikiem, a jeszcze przedtem wyznawcą Sokratesa. To jest bardzo dobra filozofia, tego Lewego, ten stoicyzm.

  61. @Lewy, z godz. 19:51
    Poszedłbym jeszcze dalej. To znakomity pilpul, ten sylogizm Tobermerka. Taki Majmonidesowy.

  62. gaala

    Zaczęło się bardzo ciekawie. Autentyk, kawałek życia – se mówię. Przeczytałem raz i przysnąłem, bo właśnie wróciłem z bardzo pięknej bujanki na Jamnie. Obudziłem się i widzę, że z tego, co się tak ciekawie zaczęło, nic nie pamiętam. Przeczytałem drugi raz. Niestety, gaalu, wiem, że opowiadasz rzecz wielkiej dla Ciebie wagi, ale nie rozumiałem, co odkryłaś i na czym polegało to, co nazwałaś eksperymentem. Sprawy wychowania to długie lata był dla mnie temat numer jeden na świecie. Dlatego nie odpuszczam i Cię molestuję. Oto cytat:

    „Nagle zobaczyłam wszystko z odmiennej perspektywy, dostrzegłam w synku istotę wrażliwą i rozumną, której nie muszę urabiać ani formować. Postanowiłam przyjąć całkowitą odpowiedzialność za jego zachowanie, zaczęłam poddawać surowej kontroli moje myśli i przekonania”.

    Postaw się w roli odbiorcy tekstu, a nie wrażliwej matki. Jeśli nie musisz tej istoty urabiać, to zdanie „Postanowiłam przyjąć całkowitą odpowiedzialność za jego zachowanie” postanowieniu nieurabiania przeczy.

    Wybacz, gaalu, nie czepiam się, lecz chce rozumieć. Mówisz skrótami zrozumiałymi dla Ciebie, niekoniecznie dla odbiorcy. Mnie Twoje doświadczenie bardzo ciekawi nie dlatego, że to jakieś odkrycia nowych psychologicznych możliwości, nieznanych wcześniej relacji między rodzicem a dzieckiem, lecz dlatego, że to odkrycie Twoje, przez Ciebie, dla Ciebie i, rzecz jasna, dziecka, autentyk. Każdy w procesie psychicznego stawania się człowiekiem odkrywa dla siebie wielokrotnie odkryte Ameryki i to właśnie jest ciekawe jako zapis intymnego procesu.

    Powiem tak: to, czego długo u Ciebie nie rozumiałem, zaczęło się wyjaśniać pod koniec. Więc po przeczytaniu drugi raz, przeczytałem trzeci. Wiara w wartość dziecka i OKAZYWANIE mu tej wiary – od tego miejsca zacząłem rozumieć, choć jasnego obrazu jak w słoneczny dzień na Jamnie nie mam. Wybacz, ale nie interesowałem się tym, co mówiłaś o eksperymentach z innymi ludźmi, bo jako zimny wychów skupiłem się wyłącznie na Twoich relacjach z dzieckiem.

    Gratuluję znalezienia drogi do w najnaturalniejszy sposób buntującego się synka. Kochający i analizujący rodzic to dla dziecka skarb. Daj mi znać do krainy wiecznego niebytu, kim będzie za piętnaście lat.

    Jeśli jesteś ateistką, to duszą nie musisz się przejmować, bo to nie żaden byt, lecz wyłącznie poręczne słowo, podobnie jak „Bóg”.

  63. dezerter83
    19 kwietnia o godz. 19:22

    „Jak już wiesz, obecnie nasza działalność jest koordynowana z nowej siedziby”

    Wiesz co, dezerterze, nic nie rozumiem z tą koordynacją. Wiem, że nauczycielem i koordynatorem Izraelitów był Bóg Jahwe. Potem – nie wiadomo skąd wytrzaśnięty niby boży syn Jezus. Ale co ma do koordynowania człowiek? I co w ogóle w religii jest do koordynowania, skoro jest dany elementarz. Żyj, człowieku, i se zgodnie z elementarzem koordynuj. Jak nie potrafisz, to trudno. Bóg nie ma nic do powiedzenia więcej niż powiedział, bo gdyby miał, to by powiedział. Największym nieszczęściem wszelkich religii są waśnie koordynatorzy samozwańcy, ebaut ich pies.

  64. @Na Marginesie
    Tzw. prymitywne plemiona też mają choroby psychiczne , tylko inaczej się objawiają i inaczej są leczone. Każdy choruje ,jak umie.Objawy choroby są odbiciem pojęć , wierzeń i kultury. Nie wszystkie objawy są patologią. Np w wielu kulturach młodzieniec , żeby zostać dorosłym mężczyzną musiał przejść szereg prób z deprywacją snu, picia, jedzenia. W takich warunkach pojawienie się halucynacji jest czymś normalnym. Do tego rozmaite zioła.
    Historia religii jest pełna rozmaitych wizji, głosów z nieba i nikt tego nie uważał ówcześnie za chorobę. Kiedyś w obecności pewnego biskupa wygłosiłem tezę o kulturotwórczej roli schizofrenii, ale nie zostało to dobrze przyjęte.

    Inny temat: wychowanie dzieci. Oczywiście empatia, szacunek, pewna otwartość i uczciwość i konsekwencja. Każde dziecko jest jednak inne, niektóre są trudniejsze i mimo wysiłków rodziców czy opiekunów schodzi „na złą drogę”np narkotyki. Takie jest życie

  65. gaala
    Jako z natury wątpiąca, zauważę tylko że zaufania (lub jego braku) do drugiej osoby nie da się tak znowu bardzo ukryć. Prędzej czy później wyjdzie oczami, otworem gębowym czy nawet pozycją ciała. Więc jestem pewna że syn zauważył lub wyczuł zmianę.
    Co do telepatycznego wpływu na odległość, to musiały mieć miejsce jakieś rozmowy, prawda? A jeśli nie, to był to zwykły zbieg okoliczności. Może by zrobić naukowy eksperyment z grupą kontrolną. Wtedy dam się przekonać.

    Był taki gościu Kaszpirowski który leczył na odległość. Nie widziałam nikogo kto by klękał przed telewizorem z JP2 (jak E-J), za to widziałam wygibasy przed telewizorem z Kaszpirowskim. Ale to było bardziej smętne niż śmieszne.

  66. @Kostka
    19 kwietnia o godz. 10:18

    A twojej organizacji to moze bedzie rosla ale armia zmeczonych wpychaniem sie z butami do polityki i zycia prywatnego

    Moją organizacją jest Stowarzyszenie Kongres Kobiet.
    Czyżbyś jej źle życzyła?

  67. wbocek
    19 kwietnia o godz. 20:30
    myslę, ze ta koordynacja z nowej siedziby polega na tym, żeby żądz moc móc wzmóc.

  68. izabella
    19 kwietnia o godz. 21:12
    ależ Kaszpirowski miał ogromny wpływ i potrafił spełnić marzenia wielu. A że czasem troche w bok to poszło? cóż, nikt nie jest doskonały…
    moja przyjaciółka, wcześnie osiwiała wpatrywała sie w Kaszpirowskiego w jeden wieczór; bardzo chciała, żeby wrócił (za sprawą czarów Kaszpirowskiego) jej naturalny kolor. Wpatrywała sie tyle, ile trwała ta emisja w tivi, no i czarny kolor powrócił.
    Garnek, w którym coś piekła zrobił sie cały czarny.
    Do dziś sie śmiejemy …

  69. konstancja
    19 kwietnia o godz. 21:29

    Gratulacje, konstancjo, na dobranoc za żądz moc noc w noc.

  70. seleuk(os)
    19 kwietnia o godz. 19:36
    a)Najlepiej jest byc dzieckiem. Caly czas.
    Na ten pomysł wpadł już (chyba wcześniej) Günter Grass.
    Zaczynem były obserwacje pewnego brzdąca.
    b)Doswiadczenia (doroslosc) to tylko zbior znaczkow pocztowych.
    Wejściem w tą dorosłość zaczyna wielu od wspólnego oglądania czy też pokazywania owych zbiorów. Skoro przy znaczkach jesteśmy.

  71. Jak się ma dusza do ciała i vice versa ?
    Yon Tichy,słynny draper galaktyczny Lema trafił kiedyś swoją rakietą na jakieś kosmiczne zadupie, gdzie funkcjonowały roboty na parę. Tichemu udało się podsluchać , jak roboty namiętnie dyskutowały, brały się za łby w teologicznej dyskusji na temat, co było pierwsze; robot czy para ? I co sie staję z parą po złomowaniu zepsutego robota ? Czy jego para umiera razem z robotem, czy też gdzieś przenosi się w inny świat, gdzie w nieustannym szczęściu przebywają pary(vapeur) wszystkich zdemontowanych robotów kontemplując oblicze jakiegoś Superrobota, ktory stworzył i zbawił wszystkie roboty. Pary złych robotów, które zgrzeszyły wobec Superrobota – głosił robot dezerter – nigdy nie dostaną się do tego świata, będą się błąkać w bezkresnej przestrzeni Kosmosu, cierpieć męki gdyż w niskiej temperaturze zamienią się w kryształki lodu i tak długo, może nawet milion lat będą wędrować po tych kosmicznych Polach Elizejskich,aż je w końcu pochłonie jakaś supernowa, albo inny potwór, co to będzie miał siedem głów, z paszczami lamparta, kazda głowa będzie miała dziesięć rogów, a a ciało będzie mu pokrywać smocza łuska, jak powiada Apokalipsa według sw.Jana. Tylko ten robot,który posłucha robota dezertera i uwierzy w Superrobota i jego syna, co to został skonstruowany w małym warsztacie na sianku przez wypuszczoną pare z Superrobota, będzie zbawiony i będzie mu dobrze zawsze.

  72. izabella
    19 kwietnia o godz. 21:12

    Nie widziałaś nikogo kto by klekał przed telewizorem pełnym JP II?
    Niemożliwe. Narody klękały. A w Polsce to nawet kilka narodów.

  73. Wspomnienie takie z krótkiego epizodu nauczycielskiego.
    Zbuntowany i kłopotliwy uczeń, niedoszły samobójca – późniejszy samorządowiec i senator RP.
    Grzeczny, bezkonfliktowy uczeń – późniejszy poseł na Sejm który nocą powiesił krzyż.

    Tak sobie jednak myślę, że to dobry tekst, emocjonalny choć pewnie z tego powodu przydługi, ale ma w sobie to coś, co zatrzymuje i zmusza do pomyslenia.
    Seleuk(os) jak zwykle ma nietypowe spojrzenie i ma rację – schematyczność ( to powinno być inne słowo, ale za chiny nie mogę go sobie przypomnieć) zabija kreatywność. Nie na darmo wielkie firmy robią warsztaty dla bardzo młodych ludzików, bo z tego wzięło się sporo nowatorskich pomysłów.

  74. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 22:22

    No widzisz, ja znałam normalnych ludzi. Co nie znaczy że im się nic nie porobiło od tamtego czasu. Pamiętam też dwie dziewczyny z akademika, które chciały krzyczeć przez okno „Precz z papieżem”, podczas jednej z wizyt. Ciekawe co się z nimi dzieje. To było wybitnie ożywcze. Aczkolwiek nawet wśród studenterii nie spotkało się to ze zrozumieniem. Raczej z takim „No co wy?”. Na stosie ich jednak nie spalono. Teraz to kto wie.

  75. Lewy
    19 kwietnia o godz. 22:22

    To musi być prawda z tymi robotami i ich dezertami. Sam widziałem, jak dusza u wyznawcy paruje.
    Ale ja też mam duszę, o czym się dowiedziałem mając lat 8. Nie na naukach komunijnych, bo tam była teoria, ale zobaczyłem własną dusze organoleptycznie.
    Było tak: lato, kaplica, gorąc bucha, duchota bucha i smród niemytych wyznawców też bucha. ja między nimi, zakleszczony, że ani w przód ani w tył. Wyznawców przybyło tylu, że kaplica trzeszczała. Powodu przybycia nie pamiętam, ale musiał jakiś być.
    Czas płynie miło, ale do czasu: jak się tlen skończył na moim poziomie, to miło być przestało. A jak się do atmosfery beztlenowej dodało ten smród cielesny, gorzej jeszcze było.Finał był nieodparty: jak oni tak buchali, to i ja buchąłe. Pawiem, na plecy buchacza przede mną. Całą marynarkę wyznawcy buchnięciem pawia potraktowałem, po czym film mi sie urwał.
    Tak zobaczyłem własna duszę. I zgadza się: parowała, na plecach tego wyznawcy.
    Musiała to być bilokacja, bo gdy mi film wrócił, ciągle mi się zdawało, że stoję w środku, a tymczasem siedziałem na zewnątrz a jakaś wielkopierśna wyznawczyni fachowo mnie do ściany przyciskała owymi urządzeniami i pytała czy żyję.
    Prawdopodobnie dlatego zostałem ateistą, że ten wyznawca poszedł sobie razem z moją duszą na marynarce, a jego wielkopierśna żona sakramentalna fachowo moją duszę z jego maynarki sprała.
    I tak zostałem bez odpowiedniej duszy.
    I dlatego może też mnie nieco dziwi, jak jaki stary i capiący wyznawca mówi do adekwatnej swojej wyznawczyni: duszko !

  76. Ewa-Joanna
    19 kwietnia o godz. 22:32
    To ze słownika synonimów:
    schematyzm , stereotypowość , szablonowość , standardowość , sztampowość , konwencjonalność , nieoryginalność , tuzinkowość , banalność , szkolarskość , trywialność , wtórność , małpiarstwo , płaskość , końskie okulary.

    Końskie okulary? Pierwsze słyszę.

  77. izabella
    19 kwietnia o godz. 22:33

    Są foty z nadlicznych krajowych prezentacji obwoźnych Lolka, na których różni fociarze, klęczący a nawet nieklęczący, pokazali wyznawców klęczących po domach i zagrodach przed telewizorem demonstrującym Świętego. Niejeden całował telewizor, albo jego fachową chusteczke wyszywaną którym tenże był dekorowany.

  78. izabella,
    mnie się czasem okropnie mieszają języki i jak mi jakieś obce słowo wlezie w trakcie pisania jako bardziej poręczne, to umarł w butach – nie przestawię się bez szukania w słowniku, a to z kolei urywa mi wątek. Same nieszczęścia 🙂
    A to brakujące słowo to szablonowość. Dzięki. 🙂

  79. Mam coś mądrego na spokojny sen

    „Wprost” pyta znawczynię wszystkiego panią Staniszkis o przyczynę niezmniejszania się napięcia wokół sprawy Smoleńska. Pani odpowiada, że są dwie:

    „przyczyny tej tragedii do dzisiaj nie zostały wyjaśnione”
    „Brak pomników ofiar katastrofy”

    Profesor przedkładająca paranoika nad fachowców – to tylko w Polsce, w Korei Północnej i w ZSRR. A brak pomników jako przyczyna czegokolwiek, to dowód, że i siebie jako socjologa pani profesor pod wiatr olewa. Czort wie jak to robi, ale widać robi.

  80. Nie chce pisac do konkretnych, z imienia. Jest staronord slowo lagom. W niektorych kulturach/jezykach zblizony odpowiednik. W jezyku pl, kulturze nie znam odpowiednika. Nie umiem wyobrazic sobie, sytuacji jezykowej, fizycznej, jakiejkolwiek w ktorej moglbym zastosowac to slowo w pl sytuacji. W tramwaju, pracy, przedszkolu, dysskusji czy gdzies tam. Moge opisac tak jak sie slowo wzielo w swiadomosci. Zbior b elastycznych zasad. We wszystkim. Jak zasady elastyczne mozliwe? Pijemy ze wspolnej butelki. Trzech. To na kazdego lagom bedzie 1/3. Ta sama butelka na 10 znaczy lagom jeden lyk. To nie jest sprawiedliwie, czy co. Samo slowo znaczy doslownie „dookola zespol”. Tu jest ang tlumaczenie jak etymologia.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Lagom
    Ja nie umiem tego dokladniej tlumaczyc. Co o znaczkach czy dzieciach napisal. Znaczy jak do ciebie pisze/mowie/robie lagom jest inaczej jak do ciebie choc tyle samo. To ang wyjasnienie jest OK.
    pzdr seleukos

  81. wbocek
    19 kwietnia o godz. 21:51
    na dobranoc
    -:) 🙂 😉

  82. izabella
    19 kwietnia o godz. 22:37
    inaczej zwane końskimi klapkami na oczy (tak sądzę)

  83. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 22:42
    sam Lolek Kremówkowo- Kajakarski sam przecież zaraz po przybyciu na jakieś lotnisko klękał i całował ziemię, na którą zstąpił był

  84. @seleuk(os) 19 kwietnia o godz. 23:12
    W som rycht!

  85. @konstancja 19 kwietnia o godz. 23:28

    A patrząc z drugiej strony – dość głupawo był wypięty 😉

  86. Wieczor! Dobry znaczy sie. Jak zwykle pozno sie doczepiam do dyskusji bo zanim wrocilismy ze spaceru to sie wieczor zrobil. Do spaceru musielismy sie mocno zmuszac bo temperatury u nas dwucyfrowe ale z przecinkiem pomiedzy cyframi. Ktos nam buchnal ze Szkocji wiosne ale nie moge za wszystko winic Torysow przeciez…

    Do rzeczy!

    gaala!

    Gratuluje debiutu (nawet jesli ze wzgledu na duzy emocjonalny ladunek niektorym powialo niuejdżem 😉 )

    Jak to Ewa-J napisala przy wstepniaku Qby – kilka watkow to nie wiadomo za co sie zlapac… Ja sie zlapie za dwa – wychowanie i zaufanie:

    Madrze piszesz, ze wychowanie dziecka na czlowieka to nie tresura i kiedy przestaje sie obsesyjnie kontrolowac i narzucac o wiele lepsze efekty wychodza. Duzo zreszta madrych komentarzy pod twoim wpisem na temat wychowania sie pojawilo.

    Pewne elementy do ktorych doszlas sama w relacjach z synem wypracowal australijski psycholog Matt Sanders w programie Triple P (czyli pozytywne rodzicielstwo) wymyslonego jako pomoc dla rodzicow ktorzy sobie z pewnymi zachowaniami nie radza.

    Glowne zalozenia tego programu pokrotce to:

    1. Zapewnienie bezpiecznego i stymulujacego srodowiska do rozwoju (bezpieczne zeby rodzic nie latal w kolko wrzeszczac „Nie rusz, bo ci na glowe spadnie”)
    2. Pozytywne warunki do nauki/rozwoju
    3. Asertywna dyscyplina (zeby dziecko juz pobudzone do eksperymentow nie wlazlo rodzicowi na glowe w trakcie)
    4. Realistyczne oczekiwania (od potomka i od siebie)
    5. Dbanie o siebie jako o rodzica (zeby nie powariowac w miedzyczasie kiedy pracuje sie ciezko nad pozostalymi punktami… 😉 )

    Mi sie osobiscie ten 4 i 5 najbardziej podobal…

    Zanim Lewy mnie znowu zacznie mnie o psychologiczne ciagoty podejrzewac to wyjasnie pokrotce ze wiem o takich cudach tylko dlatego ze u nas Council (gmina) za darmo takie warsztaty okresowo organizuje. Wiec pomyslalam sobie „raz kozie smierc” (bo normalnie w zadne mambo jambo tego typu nie wierze) – skoro juz jako podatnik na takie fanaberie place chcac czy nie chcac to czemu sie nie przejsc i nie skorzystac. Tym bardziej, ze mlodego w tamtym okresie zaczelismy podejrzewac o ADHD (nieslusznie). Bardzo ciekawe w sumie sie to okazalo i kilka mniej lub bardziej przydatnych rzeczy sobie zaadaptowalam na wlasny uzytek. Ciekawy byl nacisk na to ze problem najczesciej nie tkwi tylko w potomku ale najczesciej takze i w rodzicu – jak i gaala zauwazyla w swojej historii. Wiec moze cos w tym jest, ze warto jest sie czasem zastanowic nad tym co sie robi wychowujac nastepne pokolenie. Kiedy zadalam psycholog prowadzacej zajecia pytanie jak to jest ze council takie rzeczy finansuje odpowiedziala, ze maja po prostu nadzieje ze jesli pomoga rodzicom z problematycznym potomstwem, ktorzy sobie nie radza (a takze wszystkim innym zainteresowanym tym zeby ulatwic sobie codzienne zycie) na wczesnym etapie, to duzo bardziej sie to oplaci w dalszej perspektywie niz radzenie sobie potem z klopotami powodowanymi przez problematycznych nastolatow czy doroslych, ktorzy z tych nie radzacych sobie rodzin moga wyrosnac…

  87. Suweren spontanicznie ufetował Tuska.
    Rafał Kalukin twierdzi, że zadziałała wizja mamra.
    I nawet dość ciekawie to uzasadnia.

  88. wbocek
    19 kwietnia o godz. 23:10

    Łożesz! Mąrość pani Staniszkis jest bardzo mądra. Jak ona to robi nie wiadomo, ale robi. bardzo ozdobna kobieta.

  89. @Kostka 19 kwietnia o godz. 23:34

    Chapeu bas przed mądrością Twojego council! Chodzi mi tutaj o profilaktykę, bo mądrość tego psychologicznego podejścia (np. nie przytłaczać ani siebie, ani potomka) to jeszcze insza inszość.

  90. Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 23:33
    ważne jednak że twarzą był skierowany w dobrym kierunku 🙂

  91. Kostka
    19 kwietnia o godz. 23:34

    Mówisz, że w Szkocji są profilaktyczni. W Polsce też: Michnikowski zarządził profilaktyczną totalną ekstrakcję. Po tym sie poznaje, że Polska nie odstaje, a nawet bardziej. I Szkocja może jej ze swoja jakotaką profilaktycznością skoczyć. Nasi zawsze górą.

  92. Podoba mi się to lagom.

  93. Ale mialo byc tez o zaufaniu… Moze nie jestem az tak optymistyczna jak gaala ale wydaje mi sie ze za malo doceniamy role zaufania w zyciu spoleczym. A naprawde pomaga na codzien i to w roznych sytuacjach i pracowych i domowych…

    Moze dlatego tak jest ze Polacy jako narod w wiekszosci sa patologicznie nieufni („Jesli ktos jest mily to na pewno cos chce” itp) wiec zaufania specjalnie w drugiej osobie nie cenia?
    Przyjemniej sie zyje na codzien w kraju gdzie kapital zaufania do drugiego czlowieka jest duzo wiekszy…Na przyklad gdzie rolnik moze wystawic jajka przed dom z karteczka na ktorej napisana jest cena i tzw. „honesty box” czyli skarbonka dla uczciwych nie martwiac sie ze ktos mu buchnie i jaja i skarbonke tylko grzecznie wezmie i zaplaci tyle ile sie nalezy. Wiele razy tak placilam za dzemy domowej roboty czy jaja. Czy ktos tego w Polsce probowal? Jakos nie sadze… Moze wiec trudno sie dziwic ze Polacy sa nieufni… 😉

    Mielismy kiedys smieszna historie z przyjaciolmi wierzacymi mocno. Przyzwyczajeni ze za parking w wielu miejscach sie placi zajechalismy raz na malownicza stacyjke kolejki parowej w Yorkshire Moors. Kolej prowadza wolontariusze i chwala im za to i wsparcie drobne sie nalezy. Tak wiec zajezdzamy, nie ma budki z parkingowym ani parkomatu za to jest „honesty box”. „O, popatrz” ucieszyli sie znajomi ” Nie trzeba placic…” No to my zaplacilismy za oba samochody… 😉

  94. Nadrabiam:

    seleuk(os)
    19 kwietnia o godz. 13:45
    A na Wyspach fani wyczekuja juz na nastepny Bron 😉

    Anumlik
    19 kwietnia o godz. 14:31

    Animula vagula blandula

    Jak to brzmi pieknie w oryginale!

    Na marginesie
    19 kwietnia o godz. 15:11

    To juz chyba od kazdej rodziny indywidualnie zalezy co przekazuje i co podsuwa 😉 Choc nowinkom coraz trudniej konkurencje robic nie da sie ukryc

    Qba
    19 kwietnia o godz. 16:45
    Tanaka
    19 kwietnia o godz. 16:54
    konstancja
    19 kwietnia o godz. 17:07

    Swietnie napisane!
    paradox57
    19 kwietnia o godz. 18:31

    Reszta to ma szamanowi konkurencji nie robic! 😉

    Lewy
    19 kwietnia o godz. 19:47

    Bardzo mi sie podoba twoja filozofia, pewnie dlatego ze tez podobna stosuje!

  95. wbocek
    19 kwietnia o godz. 20:30
    „Wiesz co, dezerterze, nic nie rozumiem z tą koordynacją”.

    Biuro główne ŚJ mieszczące się w Warwick w stanie Nowy Jork, kieruje ogólnoświatową działalnością edukacyjną, prowadzoną obecnie w 240 krajach przez około 8,5 mln głosicieli.

    Poza tym, sprawuje nadzór nad działalnością redakcyjną i wydawniczą. Obejmuje ona publikowanie, tłumaczenie i dystrybucje literatury w formie drukowanej i elektronicznej – w ponad 800 językach.

    Oprócz wielu milionów egzemplarzy Biblii oraz książek i broszur, każdego miesiąca ukazują się czasopisma Strażnica oraz Przebudźcie się. To pierwsze w nakładzie 61,5 mln w 300 językach, a drugie – 60 mln w 115 językach.

  96. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 23:43

    Michnikowski jak w Michnikowski od Addio pomidory? 😉

  97. @Kostka
    19 kwietnia o godz. 23:46
    No właśnie owa cudza honesty zmusza człowieka do własnej honesty 🙂
    Mnie się to bardzo podoba, u nas takie straganiki przydrożne ze słoikiem na zapłatę są nagminne, uwielbiam okazjonalne korzystanie z nich przy krajoznawczych wycieczkach. Zapasy miodu to mam chyba na 10 lat, bo nie miałam drobnych i jakoś głupio mi było grzebać w tym słoiczku…
    Wiele rzeczy tutaj funkcjonuje na zasadzie zaufania, początkowo było to dla nas dziwne, teraz normalne. I tak jest lepiej dla wszystkich.

  98. konstancja
    19 kwietnia o godz. 23:28

    Taka nadilość wzajemnych całowań lolkozwrotnych każe sądzić zasadnie, ze i u Lolka i u jego wyznawców bardzo poważny deficyt całownia występował.
    Nic to dziwnego: „duch święty różeczką dziateczki bić radzi”. A o buziakach nic. Jak rózeczka i brak buziaczka, to z tego takie skutki. I pedofilia.
    Psychologia głębi.

  99. Kostka
    20 kwietnia o godz. 0:06

    Tak jest, przy przy czym ten Michnikowski co zażądał profilaktycznie totalnej ekstrakcji to z „Divertimenta stomatologicznego”. Co zrozumiale: na miejscu musiał być fachowiec.

  100. Przekonanie, że człowiek posiada jakiś program, „kod” dobra jest… no właśnie, jest tylko przekonaniem. Człowieka, jego ethos i wartości kształtuje otoczenie, przede wszystkim poglądy i zachowania osób z którymi jest emocjonalnie związany.

  101. Kostka
    19 kwietnia o godz. 23:46
    smutne to, co mówisz o Polakach, ale tak jest.
    Polak ufa rodzinie (ale nie całej) najlepszemu kumplowi z wojska albo z lat młodości (jeśli takowego posiada); przypuszczam, że w ekstremalnych warunkach nie uifa nawet sobie.

    Trudno sie dziwić takiej postawie, jesli zdradzi cie przyjaciel, przyjaciółka prześpi sie z twoim mężem – ale to pojedyncze przypadki . Mogą wiele znaczyć w życiu pojedynczego człowieka, ale ilu tych pojedynczych.
    Aswoje doświadczenie przenosimy na innych. Na wladzę, która jak mowi że da, to tylko mówi; każdego przedsiębiorcę, nawet drobnego uważa za przestępcę, którego tylko chwilowo nie udało się złapać, ale jak ostatnio mówią- jeśli nie ma dowodów na przestępstwo, to znaczy, że dowody zostały zniszczone.
    Od czasów szkolnych mamy z tym do czynienia: ściąganie na klasówce jest postrzegane jako spryt, zaradność; mało kto napiętnuje takiego ucznia za nieuczciwość, bo zaraz będzie, ze skarżypyta.
    A potem bywa gorzej – donoszenie na kolegę z pracy, podpisywanie listy obecności za spóźnionego, ukrywanie bumelanctwa, mnóstwo małych grzeszków poza pracą, czasem i w domu.
    Widuję w dużych sklepach na półkach puste opakowania po wypitych/zjedzonych napojach, drobnych przekąskach- mnóstwo ludzi sie z tych drobnych kradzieży rozgrzesza.
    To Polska właśnie.

  102. @@ E-J, Kostka
    Ja domu nie zamykam jak wyskakujemy na blisko. Do sklepu, lunch takie. Koty wartowniki. Tut miodu nie sprzedaja. Truskawki. Ja mieszkam na kancie malego miasteczka
    pzdr seleuk

  103. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 0:06

    Skoro odpowiedni wyznawcy głoszą bozię jehowickiego w 240 krajach, to mają jak Terlikowski – ewangelizuja kosmitów, bo na Ziemi krajów brakuje. Co jaki jehowicki astronom nową planete odkryje, to zaraz są tam jehowiccy ci, no – nie głosiciele, ale głośniki.

  104. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 0:15

    Silly me, of course! Ząb, zupa, dąb… etc!

    Dzieki za przypomnienie, usmialam sie setnie

  105. konstancja
    20 kwietnia o godz. 0:22

    Smutne jest to co piszesz, kiedy sie zobaczy czarno na bialym i nie wiem co musialo by sie stac zeby zaczelo sie to zmieniac po trochu. Praca od podstaw w szkole? (no bo przeciez kk jakos takich rzeczy nie uczy mimo ze „kochaj blizniego swego jak siebie samego”).

  106. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 0:13
    skoro juz przy całowaniu i klerykach oraz biskupach jesteśmy, to znów widziano Paetza obok Gądeckiego na wielkanocnej mszy. Co przyzwoitsi wyszli z kościoła na jego widok.

  107. Kostka
    20 kwietnia o godz. 0:33

    Myslę, że większość nas jest przyzwoita, ale opinię w swiecie robią nam właśnie takie sytuacje, jak drobne kradzieże w sklepach, pijaństwo, przekleństwa. Niezaleznie od miejsca, w którym przebywamy.
    Czasem wstyd przyznać, że jest się Polakiem.

  108. konstancja 20 kwietnia o godz. 0:34
    Tanaka 20 kwietnia o godz. 0:13
    Z tym Petzem to ja nie wiem. Klerykow molestowal? To sie ktos obruszyl. Co komu do tego jak sex dwoch, trzech pieciu uprawia jak sie im podoba. Przeciez klerykowie to dorosli calkiem, czy co? Ja rozumiem, ze celibat, ale to koscielny grzszek, nie cywilny czy co? Ja o tym kiedys czytalem, ale nie blogowalem, to nie moglem nic napisac, zeby wiedziec. On jest w Poznaniu biskup? To ten?
    pzdr seleuk

  109. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 0:46
    Paetz w Poznaniu mieszka, arcybiskupem jest, papież zabronił mu posług kapłańskich. Nie chodzi o to, z kim seks uprawia, ale czy za jego zgodą.
    A to byli młodzi klerycy,może jeszcze cnotliwi i Paetz robił to wbrew ich woli ani bez ich przyzwolenia.Był ich przełożonym, wykorzystywał okazję.
    Ci młodzi klerycy składali skargę na niego, ale te zachowania były znane kościelnym hierarchom i skargi młodych nie trafiały do Watykanu. AZ wreszcie powiedziała o tym papieżowi (chyba JP II) Wanda Połtawska, przyjaciółka Karola. I sprawa sie wydała. Stąd tez zakaz posług kapłańskich, dożywotni. Paetz ma chyba ponad 70 lat, żyje jak pączek w maśle w pałacu arcybiskupim. I pomimo nałożonego zakazu jest widywany na procesjach, pokropkach i innych uroczystościach publicznych.
    W Poznaniu nieliśmy jeszcze aferę związaną z dyrygentem Słowików, chóru męskiego o światowej sławie. Krollop tez lubił młodych chórzystów; gdy wybuchł skandal, najgorzej zachowały się matki i ojcowie tych chórzystów. Dziennikarzy nagłaśniających sprawę wyzwali od….ostatnich drani, a głownie chodziło o to, że ci chłopcy zarabiali na tych wyjazdach niezłe kwoty, często przekraczające dochody tych rodziców.
    Proceder i z Krollopem, i z Paetzem trwał lata, o Krollopie wiedzieli gospodarze miasta i nic z tym nie robili. Krollop był nastepca Jerzego Kurczewskiego, o którym wiedziano, że jest homoseksualistą.
    Krollop został uznany winnym, skazany na więzienie, a zwolniony z powodów zdrowotnych kilka miesięcy przed śmiercią (miał HIV).
    Szkołę chóralną prowadzi dziś jedna ze Steczkowskich, wszyscy ją chwalą, sytuacja sie uspokoiła, ale od tego czasu w Poznaniu ukuło sie powiedzenie „miasta zza firanek”, w sensie przyglądanie się brudnym sprawkom, ale braku reakcji na nie.
    Wiesz, tu nie chodzi o to, jak i z kim kto zyje, ale o gwałt na młodych, niewinnych chłopcach.

  110. chodzi o zarobki na wyjazdach za koncerty tych chórzystów, . A nie o pieniądze z nierządu czy wykorzystywania ich przez dyrygenta

  111. @seleuk(os) 20 kwietnia o godz. 0:46
    Kleryków molestował – czyli swoich podwładnych, którzy w hierarchii kaka nie mają nic do gadania. Nawet szef w zwykłej korporacji odpowiadałby za nadużycie władzy, a kaka nie jest zwyczajną korporacją, u nich epidiaskop to „przedstawiciel bozi na ziemi” czy jakiś podobny bzdet. To ocena w kategoriach normalnych ludzi. Z kolei w kategoriach kaka – każdy seks pozamałżeński jest „grzechem śmiertelnym”. Paetz się ześwinił w obu porządkach, tyle tylko że z nieco innych pododów.

  112. konstancja
    20 kwietnia o godz. 1:44
    Ta afera słowikowa zrobiła na mnie spore wrażenie. Do tej pory mąci mi to obraz Poznania. Wydaje mi się bardzo kołtuńskim miastem, może niesłusznie. Tam podobno pół miasta wiedziało, nie tylko gospodarze. Pamiętam z jakiegoś reportażu człowieka który sam był molestowany jako dziecko, po czym jako dorosły wysłał do chóru swojego syna. Nie pamiętam jak on to usprawiedliwiał. I syn chyba też był molestowany. Taki reportaż po którym trzeba wziąć prysznic.

  113. Ewa-Joanna
    19 kwietnia o godz. 22:56
    Ja też tak mam, czasem mam na końcu języka idealne słowo do sytuacji, a jak je sobie w końcu przypomnę to okazuje się nie w tym języku.
    I co gorsza, jak kiedyś na początku emigracji tłumaczyłam polskie myśli na angielski, z mieszanym skutkiem, to teraz bywa na odwrót. Walczę z tym, ale też z mieszanym skutkiem. Mózg bywa bardzo leniwy.

    wbocek
    19 kwietnia o godz. 23:10
    Chciałabym uwierzyć że pani Staniszkis tylko weszła w buty ludu pisowskiego, jak przystało na socjolożkę. Ale obawiam się że jest to zbyt wielkoduszne z mojej strony.

    konstancja
    19 kwietnia o godz. 23:28
    Lolek całował ziemię i niejaki Marek Siwiec też ją całował, chyba jedyny polityk który miał czelność i się na takie obrazoburstwo odważył. Żarty z Lolka? Rzecz niesłychana. Ale krzywda mu się nie stała, przynajmniej wtedy. Wtedy też wygrało SLD i Kwaśniak, przegrał Krzaklewski i AWS, to była chyba jakaś inna Polska. Ktoś nam chyba podmienił kraj. Nie wiem jak to się stało, bo mnie przy tym nie było. Ale może to była tylko tęsknota za PRLem, marzenie które się właśnie ziściło. I to bez Kaszpirowskiego.

    seuluk
    wujek G tłumaczy lagom jako umiarkowanie, tudzież moderation. Dobrze czy źle?

  114. Tanaka
    19 kwietnia o godz. 22:42
    Widzę oczami wyobraźni te klęczące babiny w chustach. Więc może i kiedyś naprawdę widziałam. Babiny i chłopiny czcią przejęte. Bo „trzeba być czcią przejętym, żeby paść na kolana.”
    Na wsi w ogóle klękało się często:
    https://wobroniewiaryitradycji.files.wordpress.com/2016/05/47b3ba686ab60b7emed.jpg?w=427&h=317
    Jedyne pocieszenie że to nie jest dziedziczne. Obie moje babcie na starość (może i dłużej ale wcześniej ich nie znałam) niestety bardzo zdewociały (brzydkie słowo, ale lepsze nie przychodzi mi do głowy).
    Ale dwa pokolenia później i ani po tym śladu.

  115. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 0:06

    Nie zrozumiałeś, dezerterze, lub udajesz, że nie rozumiesz. Jeśli Wasz Bóg nie jest wymysłem, to przecież jego żywotnym interesem i racją istnienia jest samodzielne i własnoręczne koordynowanie relacji między nim a jego ludem. Do czego Wy jako Świadkowie Jehowy (co za pyszna i fałszywa nazwa! Jesteście co najwyżej interpretatorami Biblii – taka jest zresztą druga Wasza nazwa: „Badacze…”) jesteście mu potrzebni, skoro wszystko wie i nawet Wasze włosy ma na głowie policzone. Istnienie szamanów, Świadków, pełnomocników, interpretatorów, badaczy i tłumaczy jest najdobitniejszym dowodem nieistnienia Boga. Zwłaszcza wszechobecnego, wszechwiedzącego i wszechmocnego.

  116. wbocek
    20 kwietnia o godz. 5:07

    ”I ta dobra nowina o królestwie będzie głoszona po całej zamieszkanej ziemi na świadectwo wszystkim narodom; a potem nadejdzie koniec” – zapowiedział Jezus w odniesieniu do naszych czasów (Mateusza 24:14)..

    Do zrealizowania tych jego słów, potrzebne było utworzenie społeczności, która podejmie wspólne wysiłki w celu wykonania tego zadania. Z oczywistych względów, zadanie to mieli wykonywać uczniowie Jezusa, czyli osoby, pragnące naśladować wzór pozostawiony przez niego.

    Spełniając to proroctwo, podejmujemy zatem wspólne wysiłki, aby głosić dobrą nowinę na całym świecie. Wzorem Jezusa i jego uczniów nawiązujemy rozmowy z ludźmi. Nie czekamy, aż ktoś do nas przyjdzie.
    Głosimy między innymi od domu do domu i na ulicach. Prowadzimy też na życzenie osób zainteresowanych, domowe studia biblijne. W tę działalność zaangażowani są wszyscy ŚJ.

    Aby wywiązać się z zadania głoszenia dobrej nowiny, urządzamy też cotygodniowe zebrania. Uczestniczenie w nich wiąże się ze zdobywaniem wiedzy. Obecni słuchają przemówień biblijnych oraz studiują Biblię. Uczą się również, jak coraz lepiej głosić dobrą nowinę.

    Celem naszej działalności nie jest nawrócenie świata. Wiemy, że gdy Jehowa uzna naszą pracę za wykonaną, nadejdzie przepowiedziany przez Jezusa „koniec”.

  117. Co do sera, to jest to ta trzecia prawda niestety.

  118. Kostka
    20 kwietnia o godz. 0:29

    Otóż to właśnie, otóż to !

  119. konstancja
    20 kwietnia o godz. 0:34

    Co przyzwoitsi wyszli? To znaczy, że wiemy ilu jest wśród wyznawców przyzwoitych. Na mszoimprezie było, powiedzmy, tysiąc? Stu wyszło? Byłoby – no szok szoków – 10%. Dziesięć procent przyzwoitych. Cudne.
    Bo może trzech wyszło na tysiąc?

  120. Juz kiedyś na blogu o tym wspominałem, ale wstępniak @gaali każe mi przypomnieć te historię jeszcze raz.
    Chłopak jedynak, oczko w głowie ambitnych rodzicow. Sa przekonani, że mają genialnego syna i nie dają mu żadnej szansy na bycie normalnym, przeciętnym człowiekiem. Chłopak zdaje maturę i zapisuje się na medycynę(we Francji każdy może się zapisać , a pierwszy próg jest po pierwszym roku, na drugi rok z 1000 pierwszoroczniaków dostaje się tylko 80 studentow; taki limit) Nie dostaje się na drugi rok, ale nie ma odwagi przyznać się rodzicom, którzy tak głęboko w niego wierzą. Więc prowadzi podwójne życie. Rodzice mają pieniądze, więc finansują „studia” syna, a ten spędza czas bawiąc się, nudząc, czasem spędza godziny w samochodzie na stacji benzynowej (pokazuje to film gdzie Daniel Auteuil grał tego chłopaka). Po 6-7 latach „kończy” studia, zakochuje się, żeni. Kupuje sobie dom z pomocą rodzicow, pieniędzy żony i banku, który ma zaufanie do tej znanej rodziny i tego zdolnego „doktora”, który teraz kontynuuje symulację,opowiadając , że jest zatrudniony w Szwajcarii w w jakimś międzynarodowym instytucie medycyny.Żona rodzi mu dwójkę dzieci. Ale twarda rzeczywistość zaczyna trzeszczeć, bank zaniepokojony, że z owego instytutu w Szwajcarii nie ma żadnych przelewów, chwilowo rodzice uzupełniają te nieplacone raty kredytu, ale też zaczynają wypytywać syna o przyczyny tej zwłoki. Chłopak jest zaszczuty,kilka dni spędza w samochodzie na przygodnych parkingach. Wreszcie podejmuje decyzje. Nie chce rozczarować rodziców, żony, dzieci. Zaopatrzony w karabin najpierw udaje sie do swojego domu i zabija żonę i dzieci, następnie to samo robi z rodzicami. Natomiast samobójstwa nie udaje mu się skutecznie popełnić, jest ciężko ranny , odratowany. Proces mial miejsce w Lyonie.
    Morał z tej historii oczywisty: Jeżeli twoja córka albo syn marzą o tym aby być krawcem/ krawcową albo fryzjerem/fryzjerką, a ty chcesz , zeby koniecznie był panem/panią doktor albo panem/panią mecenas, to uważaj, bo może skończyć się tragedią.

  121. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 0:46

    W zasadzie to nic nikomu do tego, że chłopiec świeży z chłopem nieświeżym rączki sobie w majtki wsadzają i wesoło śpiewają.
    Kłopot – w zasadzie – w tym, że jeden z drugim, oraz z siódmym (jest siedmiu, jest impreza) wyznają, że rączek sobie w majtki nie wsadzają, bo bozia nie lubi wsadzania, a o skutkach nielubienia przez bozię dowiadujemy sie z niebieskiej książeczki.
    Drugi kłopot taki, że jednej chłopiec świeży jest podwładnym nieświeżego, co nieświeżemy daje możliwości mało eleganckie.
    Trzeci kłopot taki, że oni, jeden w drugiego strasznie zawzięci, jak jacy inni chłopcy, albo dziewczęta, rączki sobie w majtki nawzajem wkładają. Bardzo nieładnie ich przeklinają. Na zlecenie bozi. Sami robią to, czego innym nie dają, oraz ich nieładnie nazywają.
    Są i inne kłopoty, ale po co o nich gadać, kiedy wiosna idzie i tyle rączek w cudzych majtkach gmera. Pięknie jest.

  122. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 8:12

    Właśnie pokazujesz niezdolność do samodzielnego myślenia. We wszystkich religiach świata nie bogowie są postaciami numer jeden, lecz pośrednicy, szamani. Co to za choroba u bogów, że pełno ich, a jakoby żadnego nie było? Nie rozumiesz absurdalności sytuacji, że Bóg mocarz wszędobylski i wszechwiedzący potrzebuje takich jak Ty gadających mrówek, bo sam jednego słowa nie potrafi pisnąć. A dureń pisze: „Bogiem było Słowo”. Istnienie szamanów jest WYSTARCZAJĄCYM dowodem nieistnienia Boga i bogów. A najpełniejszym dowodem wystrugania Boga z kija przez pastuchów jest Biblia.

  123. „Skoro wyznawcy głoszą w 240 krajach – to ewangelizuja kosmitów, bo na Ziemi krajów brakuje”

    Nie brakuje:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_pa%C5%84stw_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_liczby_ludno%C5%9Bci

  124. wbocek
    20 kwietnia o godz. 9:02
    „Nie rozumiesz absurdalności sytuacji, że Bóg potrzebuje gadających mrówek, bo sam jednego słowa nie potrafi pisnąć”.

    On nie tylko potrzebuje „gadających mrówek”, ale wyjaśnił też dlaczego:
    „Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Koryntian 1:21) .

  125. izabella
    20 kwietnia o godz. 4:34
    och, oburzenie z powodu czynu Marka Siwca było ogromne. Sprawę dlo sądu podał Ryszard Nowak (?) naczelny organizacji przeciwdziałającej sektom, obrażaniu uczuć religijnych(?) i ścigania takich tam…Nazwy nie pamietam, ale działa do dziś. Tu link do
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=6&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwiWnYuSvLLTAhWKiCwKHWTbCQIQFghdMAU&url=http%3A%2F%2Fnonsensopedia.wikia.com%2Fwiki%2FRyszard_Nowak_(ur._1953)&usg=AFQjCNEtpmd7Uo8ACbctCyny8ZVFChbTiw&sig2=45lyNuo6zZbnqSRkT5MMKA
    Ta obraza uczuc religijnych to taki wytrych; nie ma definicji uczuć religijnych, każdy może sie narazić. Choc Trybunał Konstytucyjny za prezesa Rzeplińskiego wydał orzeczenie o mozliwości obrazy tychże uczuć, nie precyzując wszakże, czyn te uczucia są.
    Jakoś nikt dotychczas nie zastanowił sie nad obrazą uczuc ateistów…

    Tanaka
    20 kwietnia o godz. 8:45
    nie wiem, ilu wyszło, ale było to bardzo widoczne, bo ostentacyjnie wyszli z katedry ludzie z pierwszych ław. Media nie podaja procentowej ilości; msza była w katedrze. Informacje podało lokalne radio.

  126. @konstancja
    20 kwietnia o godz. 9:15

    Dostateczna liczba musiała być, bo z Poznania nie donoszą o deszczu z siarki i ognia 😉

  127. @Lewy
    19 kwietnia o godz. 19:47
    20 kwietnia o godz. 8:48

    Na potrzeby własne wymyśliłem utopijnie, iż:
    1. W zakresie zorganizowanego społeczeństwa: Minimalna, konieczna ilość demokracji oraz maksymalna, możliwa ilość wolności.
    2. W zakresie jednostki: Absolutny egoizm, czyli każdy robi co chce (w ramach 1.), a więc najchętniej i najlepiej. Zanika również pejoratywne pojęcie „pracy”.

    @konstancja
    20 kwietnia o godz. 0:22

    Moja sekretarka (intensywna katoliczka) twierdziła, iż z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach.
    A Polska to taki kraj, gdzie jedno z najpopularniejszych powiedzeń brzmi: Uczciwy, czyli głupi.

    @izabella
    20 kwietnia o godz. 4:34

    Znawcy twierdzili, iż święty ojciec święty całował lotnisko dlatego, iż latał Alitalia.

  128. izabella
    20 kwietnia o godz. 4:32
    ja nie wiedziałam o tej sprawie, choć o skłonnościach poprzedniego dyrygenta wiedziało wielu. Nie było afery, a może sposobem została zamieciona pod dywan. Reportaż o aferze pedofilskiej był zamieszczony w Dużym Formacie, dodatku do GW.

    Ale wiosna! wiosna! choć chwilowo przysypana śniegiem wstrzymała gmeranie w cudzych majtkach i pięknie jest. Jako rzecze Tanaka…

  129. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 9:12

    Każde Twoje wejście na blog jest dowodem nieistnienia Boga. Każde słowo Biblii jest takim dowodem. Wszystko, co odtwarzasz jako grająca taśma, jest dowodem nieistnienia Boga i Twojego zaczadzenia. Tak wielkiego zaczadzenia, że przez dwa lata czy ile tam, niczego tu nie osiągnąłeś, nikogo nawet w milionowej części nie przekabaciłeś, a mimo to dalej krążysz jak wół czy osioł w kieracie i tylko ośmieszasz siebie, nieistniejącego Boga, całą chrześcijańską ideologię. Nie ma lepszego sposobu na natrętne religianctwo niż jego ośmieszanie.

  130. Dezerter 9:04
    Ciekawe te państwa, zwłaszcza pięć ostatnich na liście. Z zerowym stanem ludności. Zgodnie ze źródłem, które podałeś.
    I działalność misyjna musi być fascynująca. Zastanawia mnie, na czym głównie skupiacie swoją uwagę. Na albatrosach chyba trudno, bo wysoko latają, i głównie latają. Prawie całe życie latają, poza krótkimi okresami, kiedy muszą jaja złożyć i młode odchować. Więc chyba pozostają tylko porosty i mchy, jako najliczniej reprezentowane. Albo pingwiny. Ale te już swoją opieką objął niejaki ksiądz Oko.

    Georgia Południowa i Sandwich
    Roślinność jest uboga, typowa dla obszarów podbiegunowych, jednak pod względem gatunkowym jest bogata. W Georgii Południowej rośnie 125 gatunków mchów i 150 gatunków porostów. Tam gdzie nie występują lodowce istnieje roślinność tundrowa i trawiasta. Na wyspie nie ma lasów. Fauna reprezentowana jest przez takie gatunki jak słonie morskie, uchatki i liczne też ptactwo, głównie pingwiny i albatrosy.

  131. Tobermory 12:58, 13:11

    Przywieźć do samobójstwa z pewnością też można, wszystko zależy od treści przekazu.

    Co do syna. Przekonana byłam, że tzw. trudny wiek to tylko szkodliwy, zwalniający rodziców z odpowiedzialności mit, dlatego nie zamierzałam pogodzić się z nieuchronnością problemów z nim związanych i zacząłam szukać niekonwencjonalnych rozwiązań. Ale to synkowi zawdzięczam naprowadzenie mnie na właściwy trop. Zrozumiałam, że warunkiem wyjścia z błędnego koła nieporozumień jest przyjęcie przeze mnie całkowitej odpowiedzialności za jego zachowanie, że muszę przestać obarczać go ciężarem współodpowiedzialności za problemy w naszych relacjach, bo jest za mały, żeby go udźwignąć. Taki tradycyjny podział odpowiedzialności powoduje klincz, który uniemożliwia osiągnięcie upragnionej przez obie strony harmonii. Narzekając na problemy z dziećmi rodzice deklarują na pewno szczerze swoją dobrą wolę, której towarzyszy całkowita bezradność wobec domniemanego braku tejże u potomstwa. U dzieci na odwrót, uważają, że „zgredy to naprawdę już nic nie kumają” – jak kiedyś śpiewał Kazik. Między nami panuje od tego czasu pełna harmonia i luz. Choć oczywiście zdarzały się przez cały czas kłótnie, to nigdy więcej nie wróciło to trwałe, męczące napięcie z eskalującymi konfliktami o byle co. Dlaczego syn uważa, że został dobrze wychowany? Nie wiem nawet, czy tak uważa :-), wyraził uznanie dla moich nowych metod wychowawczych tylko. Dziś ma 34 lata, nie jest ideałem i nie wszystko w jego postępowaniu mi się podoba, ale ma prawo być sobą i iść własną drogą. Na szczęście nie jest zablokowany w rozwoju wewnętrznym.

    Ps. Wczoraj rano tekst jeszcze nie „wisiał”, później nie miałam czasu zajrzeć, dlatego nie włączyłam się wcześniej do dyskusji.

  132. jesteśmy w fazie rozerotyzowania społeczeństwa

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/10,114927,20804720,abp-hoser-o-problemie-pedofilii-w-kosciele-jestesmy-w-takiej.htm

    obłuda, hipokryzja i cały ocean kłamstwa!

  133. Kostka
    19 kwietnia o godz. 23:46
    Ale mialo byc tez o zaufaniu… Moze nie jestem az tak optymistyczna jak gaala ale wydaje mi sie ze za malo doceniamy role zaufania w zyciu spoleczym. A naprawde pomaga na codzien i to w roznych sytuacjach i pracowych i domowych…
    Moze dlatego tak jest ze Polacy jako narod w wiekszosci sa patologicznie nieufni („Jesli ktos jest mily to na pewno cos chce” itp) wiec zaufania specjalnie w drugiej osobie nie cenia?

    Mój komentarz
    Dołączam swój głos. Polacy są nieufni. Poziom nieufności w społeczeństwie jest zastraszająco niski. Mają to w genach.

    Pytanie precyzujące – w genach biologicznych, czy w genach kulturowych. Odpowiedź moja – mają to w kodzie społeczno-kulturowym, a kod ten jest odkuwany przez rodzinę, szkołę, otoczenie na genach biologicznych każdego człowieka.
    Przyznaję dużą większość tej pierwszej przyczynie, ponieważ zdarzało mi się spotkać Polaków generatywnie polskich, lecz zachowujących się, myślących i postępujących jakoś tak inaczej niż przeciętnie spotykany krajan w Umęczonej.
    Byli spontaniczni lecz nie rozmemłani, ciekawi drugiej osoby lecz z szacunkiem, ciekawi byli świata, lecz z pomysłem, planem w głowie, lubili się chwalić, lecz przyznawali się do błędu też potrafili, mieli swoje zdanie o innych, lecz rzadko to było miotanie się od miłości do nienawiści, byli rozsądni lecz bez przesady, jak była okazja, to szli na cały gaz. Itd, itp.
    Pzdr, TJ

  134. @@ Konstancja, Na marginesie, Izabella, Tanaka
    Dziekuje za odpowiedz na moje pytanie/a. Jak rozwiniecie o chor.

    Moj problem z ta historia, czy tymi historiami, wynika na podstawowej roznicy. Wasze wyjasnienia konkretne przyblizaja. Roznica jest. Tak bym sformulowal. Sex i gwalt nie maja nic wspolnego. Nic. Sex jest uprawiany zawsze za zgoda wszystkich uprawiajacych. Dowolny uklad. Gwalt jest wyrazem dominacji bez zgody zdominowanego. Cos jak ciezkie pobicie uliczne. Dowolny uklad. Postawa rodzicow w historii choru chlopcow jest sutenerstwem. W pzypadku nieletnich, nie mozna uznac zgody uprawiajacych za uprawniona do czynnosci. Tzn sex dorosly z nieletnimi jest zawsze gwalt. Przejazdzka nad jezioro, ladna pogada nie jest to samo co przejazdzka na autobusowym przystanku, jak pasazerowie czekaja. W obu przypadkach rowne narzedzie. Auto. Kiedys dawno (chyba z Tejotem wymiana mysli), probowalem opisac sytuacje z J.Assange (Wikileaks). Jak zwykle watek zniknal, religijne „zaklocenia” nastapily. Zgoda na sex (umowa) zostala w polowie przerwana „nie” partnerki. Powod nieistotny. Proba kontynuacji przez J.A. jest proba gwaltu. Jaki dzis historia ma status nie wiem. Prawdopodobnie dalej siedzi w amb. Ekwador w Londynie, uchodzca. Wedlug tutejszych standartow, jest bez watpliwosci, skazac klienta prostytutki za gwalt i prostytucje (2 przestepstwa). Jak prostytutka „nie”, woda na kawe zagotowala naprzyklad. Prostytutki nie. Wiekszosc gwaltow jest w rodzinie lub osobach socjalnie bliskich. Stad moje problemy z Petzem.

    Umiarkowanie ma dokl tut tlumaczenie återhållsamhet, moderation ma zachowanie aktualnego statusu. Oba Izabella sa czesciowymi synonimami. Bliskoznaczne tylko. Ja mam ~120 dobrych krawatow. Ilosc lat temu uzywalem je logom. Dzis uzywam ~5 ulubionych, logom uzywam. Moge wyobrazic, potrzebe kupna 100 nowych za troche. Razem 220. Bede mial logom ilosc, uzywal. Moge wyobrazic za trche czasu, zaden krawat. Zero jest logom Izabella. Ten ang wiki jest ok.

    Ewa-Joanna. Mnie (tez) podoba sie lagom, kraina Lagom. 😉 W chowaniu dzieci tez.

    pzdr seleuk(os)

  135. @seleuk(os)
    Punkt dla ciebie a ja pewnie muszę wyczyścić okulary. 🙂

  136. Lewy 13:25
    Masz rację we wszystkim.

    Ale nie uważam, że rozwoju duchowego świata nie można przyśpieszyć dziś, w czasach internetu.
    Największym moim zdaniem problemem ludzkości od tysiącleci jest wtórny duchowy analfabetyzm (wtórny przy założeniu, że w program na dobre, spełnione życie wyposażeni zostaliśmy seryjnie przychodząc na świat), który ma tę wielką zaletę, że można się go pozbyć. Jeśli mnie, osobie pod każdym względem przeciętnej, o własnych siłach się to udało, to może udać się każdemu. Warunkiem jest oczywiście świadomość posiadanego potencjału, której ludziom brakuje.
    Z niemałym zdumieniem widzę, że bardzo wielu ludzi nie wierzy w możliwość jakichkolwiek zmian. Myślę, że gdyby dać przeciętnemu człowiekowi najprostszą receptę na poprawę jakości życia lub nawet osiagnięcie szczęścia, odrzuci ją przed zapoznaniem się. Wcale nie z lenistwa, ale z powodu sceptycyzmu i lęku przed rozczarowaniem woli tkwić w swoim piekiełku wołając o pomoc i odpychając ją, kiedy nadejdzie.
    Właściwie trudno się temu dziwić, w końcu od zarania ludzkości rząd dusz sprawuje kasta wtajemniczonych kapłanów i filozofów, blokująca duchowy rozwój reszty. Przez parę tysięcy lat zdołano wpoić ludziom, że bez przewodnika pogubią się w labiryncie uczuć, a stosy inkwizycji zapadły w zbiorową pamięć wystarczająco głęboko, żeby odebrały chęć zgłębiania na własną rękę tajemnic duszy. Utrata przez religie monopolu na rząd dusz na rzecz nauki zmieniła tylko tyle, że dziś z problemami natury psychicznej i emocjonalnej idzie się do specjalisty. Ja nie byłam inna, też pewnie bym tak zrobiła, szczęśliwie w czarnej godzinie nie mogłam sobie pozwolić na czekanie na kojące działanie czasu i brakowało mi pieniędzy na terapię.

    Tylko dlatego dowiedziałam się, że można się z tego schematu wyłamać odzyskując zdolność rozwoju w bardzo krótkim czasie.

  137. konstancja
    20 kwietnia o godz. 1:44

    W Poznaniu, z chórem, Krollopem, włodarzami miasta, rodziami i całym środowiskiem był jeszcze znaczniee gorzej niż piszesz. Swego czasu dużo było o ty publikacji i reportaży. Po prostu wstrząsające.
    Sprawa pedofilenia przez Krollopa chłopaczków z chóru ciągnęła sie w sumie bodaj ze 20 lat. Właśnie, wszyscy tym wiedzieli:władze Poznania cicho siedziały, bo prestiż i komercja z jednej, a z drugiej – hańba. Rodzice sidzieli cicho – bo chłopaczki prezenty przywoziły, i też – sława w środowisku i zazdrość sąsiadów. Środowisko – bo się grzeje w blasku sławy chóru.
    Rodzice – realnie – sprzedawali synków na gwałt, w zamian za ten prestiż, pychę i te prezenciki.
    I tak 20 lat.
    Aha, i wszyscy do kościoła pod rączke chodzili, komunie, spowiedzi, nabożne nawiedzenia, kolędowania wraz z całą resztą.

    Biznes is biznes – jak mówi dr Plama.

  138. @gaala
    My tu z Tanaką promujemy taką postawę tekstem Łukasza Brody (Zbyszek Cybulski) do Andrzeja „Pingwina” (Andrzej Kozak).
    Trzeba wierzyć w człowieka, koleś.
    🙂

  139. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 9:04

    Brakuje, dziecię bezgłowe

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84stwa_%C5%9Bwiata

    taki wikipedziarz umi czytać wiki

  140. Żorż Ponimirski
    20 kwietnia o godz. 10:53

    O, widzisz, trzeba świeżej koleżance przedstawić, jak się sprawy mają.

  141. gotkowal
    20 kwietnia o godz. 0:17

    Człowiek nie rodzi się tabula rasa, ma zapisany „kod”, ale nie kulturowy.

  142. Się wie, senior Tanaka.

  143. tejot
    20 kwietnia o godz. 10:17

    Tejotku, zdradzisz, po co wprowadzasz coś tak mylącego – bo nieistniejącego – jak geny kulturowe? Jeden się uśmiechnie, drugi powie: „No jak, kuwa, nie ma genów kulturowych, jak sam czytałem na naukawym blogu!

  144. @tejotku, a nie jest tak, że natura geny, a kultura memy, ale co ja tam wiem, blogowy siuśmajtek. 🙂

  145. Na marginesie 19.04 13:26

    wiara jest wiarą, w cokolwiek. Determinuje nasze życie, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie. Przyznam, że nie czytuje literatury New Age, nie słyszałam o Tolle. Za to wiem, jak wiara działa w praktyce: wierzę w dobro w drugim człowieku, generuję dobro, wierzę w podłość – doświadczę podłości. Oczywiście są wyjątki – przez ten mur, którym ludzie odgradzają się od świata. Nie pomoże też w konfrontacji z uzbrojonym napastnikiem np.
    Zmieniam świadomie przekonania – uczucia zmieniają się już automatycznie. Daje to niesamowite możliwości wpływu na siebie i innych.

  146. gaala
    20 kwietnia o godz. 10:46

    Ja też się z Tobą zgodzę, ale się nie zgodzę: skoro Ci sie udało, własnymi siłami w dodatku, a nie cudzymi, to znaczy, że co najmniej pod jednym względem nie jesteś przeciętna, a ściślej – jesteś nieprzeciętna.
    Na innych Twoich przeciętnościach się w ogóle nie znam, czyli się znam: skoro w tak ważnej dzedzinie Ci się udało, i to zwornikowej, to to udanie promieniuje tez na inne względy. Co znaczy, że nie tylko w jednym względzie nie jesteś przeciętna.

    Wynika też z tego kolejny wniosek, właśnie przypomniany przez Żorżyka Ponimirskiego: trzeba wierzyć w człowieka, koleś

    Natomiast żeby dzięki netowi rozwój duchowy miał znacząco przyspieszyć, to ja nie wierzę. Wierzę w człowieka, koleś, ale nie w net i nie w biskupa. Wierzę, że człowiekowi marnie idzie z tym rozwojem,choć się czasem nawet, przez chwilę, postara. Ale, czasem, tu i ówdzie, coś wyjdzie. Wtedy sie pytają: a co to?

  147. @gaala, ja swojej córci Belzebubince daje pełną swobodę i nie ma to nic wspólnego z wiarą. To postawa względem drugiego człowieka, a nie wiara jako taka. To trzeba wierzyć w człowieka, koleś to dla mnie taka figura, która determinuje postawę.
    Wiem (pombocku), że można się do tego przyczepić, bo napisałem ogólnikowo, ale jak będę na emeryturze, rozwinę tę myśl. 😉

  148. I te trzy razy „to”. Zaraz mnie pombocek zgani. 😉

  149. @Chłopaki, Tobermory & Lewy

    Wrzutki z serem i Bohrem mniamuśne.

  150. @seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 10:18

    Z tym JA to sytuacja wyglądała tak:
    Assange przyjeżdża do Szwecji (11.8.2010) na imprezę częściowo zorganizowaną przez panią A. Zatrzymuje się w jej mieszkaniu pod jej nieobecność, ale za jej zgodą.
    3 dni później spotykają się na seminarium, gdzie JA jest głównym mówcą. Oboje uprawiają seks tej nocy.
    Na tym samym seminarium JA poznaje panią W, z którą ma seks 3 dni później (17. sierpnia 2010). W przeciągu kilku kolejnych dni panie A i W spotykają się i zaczynają mieć wątpliwości na temat pewnych zachowań seksualnych JA, o czym opowiadają dziennikarzom…
    Nooo, jak to nie jest podstawa do oskarżenia o gwałt… 🙄
    Jakie szanse ma w tej sytuacji facet oskarżony o coś takiego przez dwie mściwe kobiety?

  151. @tejot
    20 kwietnia o godz. 10:17

    „Poziom nieufności w społeczeństwie jest zastraszająco niski.”

    Osoby znające się na tym zagadnieniu można policzyć na palcu jednej ręki 😉

  152. Żorż Ponimirski
    20 kwietnia o godz. 11:04
    @tejotku, a nie jest tak, że natura geny, a kultura memy, ale co ja tam wiem, blogowy siuśmajtek.

    Mój komentarz
    Mogą być memy.
    Pzdr, TJ

  153. Lagom = w sam raz
    Cieszyć się z życia, ale w rozsądny i umiarkowany sposób i brać tylko tyle, ile nam faktycznie potrzeba. Nie więcej. Umiar i rozsądek w gospodarowaniu żywnością, energią, wodą, odpadami, z pozytywnym skutkiem dla zdrowia i środowiska.

  154. gaala
    20 kwietnia o godz. 10:46
    podpisałabym się pod Twoim wpisem. Dodałabym jeszcze, że wielu z tych, ktorym podsunełoby sie pod nos gotową receptę na zmianę (pracy, żecia, mieszkania czy czegkolwiek) może i te próbę by podjeło, ale otoczenie wbija takiego delikwenta w pesymistyczny wynik; nie próbuj, to sie nie uda, po co to będziesz robił, źle ci- itd. Zgodnie z twierdzeniem, że lepsze jest wrogiem dobrego.

    Kilkanaście lat temu sprzedawałam mieszkanie na lokal użytkowy. Mieszkanie na parterze, przy głównej ulicy, ciąg kamienic z lokalami handlowymi, tylko w nasszej kamienicy nie było lokalu handlowego. Bardzo dobrze położone, mieszkało się tak sobie, bo pokoje byly w amfiladzie. Wejście od oficyny. W tym mieszkaniu mieszkali moi dziadkowie od początku istnienia tego domu, ale po wojnie, z powodu braku mieszkań to wielkie, przedwojenne mieszkanie moich dziadków zostało podzielone na dwa, każde z nich miało osobne wejście,. z tym, że nasze miało wejście tzw, kuchennymi schodami.
    Wymysliłam więc sposób na sprzedanie tego jako lokalu uzytkowego do adaptacji; trzeba było postarać sie o wszelkie dokumenty związane z przebudową, czyli dokonanie zmian w elewacji budynku, plany ew. przebudowy, poszerzenie otworów drzwiowych, wybicie drzwi wejściowych od ulicy ( były tylko dwa okna). Musiałam wydać sporo kasy na architekta, który to narysuje, zrobi odpowiednie plany. Musiałam tez postarac sie o inne dokumenty ( w sumie było ich ponad 10), na podstawie których wystawiono mi pozwolenie na przebudowę.
    Na każdym etapie zdobywanie tych dokumentów opłacałam różne koszty; rodzina,
    niektórzy znajomi usiłowali mnie powstrzymać od wydawania pieniędzy na to wszystko, bo to sie nie uda, nikt nie kupi, zostaniesz z długami itp. Miałam tylko jednego kolegę, który mnie wspierał, mobilizował, podpowiadał, kazał siadać do maszyny do pisania (to było jeszcze przed powszechną erą komputerową ) i pisać nastepne pismo, nie czekać, nie odpuszczać.
    Zdobywanie dokumentów i pozwoleń trwało prawie rok; ogłoszenie w prasie, kilku chętnych. Wątpiącym kupcom okazywałam dokumenty z pozwoleniem na przebudowę.
    Bez tych dokumentów cena mieszkania byłaby o wiele niższa i nie wystarczyłoby mi środków na zakup innego. Kupujący mógł od razu , z tymi dokumentami przystąpić do adaptacji.
    Sprzedałam mieszkanie; po adaptacji kupujący zrobił przebudowę i do dziś działa lokal uzytkowy w tym miejscu. Mieszkanie miało 73 m kw.
    Ja kupiłam sobie mieszkanie takie, jakie chciałam i pamiętam to uczucie ogromnej siły,wiary w siebie, w swoje mozliwości i na przekór wszystkim gadającym i będącym przeciw.
    Czasem wystarczy jedna osoba, która w ciebie uwierzy, żeby samej w swój sukces uwierzyć.

  155. Kapitalna, moim zdaniem, anegdota z udziałem synka. W moim życiu pojawił się mężczyzna, który okazał się miłością życia.
    Wtedy były liczne rozmowy na serio i na śmiesznie, a także próby szantażu i popis zachowań naprawdę strasznych. Pewnego razu moje dziecko powiedziało otwierając drzwi: „idź gdzie indziej p…ć“ – tu padło najbardziej ordynarne ze znanych mi okresleń, na co mężczyzna odpowiedział ze spokojem: „możesz to i tak nazwać, my nazywamy to kochać“ czym tak zaskoczył małego buntownika, że ten zamilkł z otwartą buzią nie znajdując argumentow.
    Lata później dowiedziałam się, że miał nadzieję na reakcję, która wywołałaby moje oburzenie, podważyła zaufanie, a może nawet spowodowala między nami konflikt najlepiej kończący związek. „Osiagnąłem skutek odwrotny, bo wasz związek umocnił się, a w dodatku on zdobył i moją sympatię“ – dodał mój dorosły już syn. Ten trwający sekundy incydent definitywnie zakończył walkę.
    Zdumiewające, że czasem jednym zdaniem można zmienić coś, co nie daje się zmienić przez lata – trzeba tylko zrezygnować z potępiania i zareagować w sposób odbiegający od stereotypów. Kiedy niedługo poźniej po raz pierwszy rozstaliśmy się facet okazał się Casanową, dziś – po 20 latach przerwy znów jesteśmy szczęśliwą parą), usłyszałam: „tak bym chciał, żebyście byli razem, miałbym znowu szczęśliwą mamusię“.

  156. @Tobermory
    20 kwietnia o godz. 11:43
    Czy też masz brudne okulary? 🙂
    LOGOM nie LAGOM

  157. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 10:50
    o tym, co się działo w chórze dowiedziałam się, gdy afera wybuchła. Było mi wstyd za swoje miasto, mieszkańców, a najbardziej oburzająca była reakcja właśnie tych rodziców. Pamiętam że zebrali sie rodzice pod aresztem śledczym w Poznaniu; na sali rozpraw jako swiadkowie mówili jednak coś innego. Niektórzy widac zrozumieli, jak wielką krzywdę zrobili swoim dzieciom nie wierząc w ich słowa, albo je bagatelizując. Ale wielu było takich i pewnie nadal uważają, że Krollopowi wyrządzono krzywdę. Trudno.
    Żal mi tych chłopców, których zawiedli rodzice.

  158. Tanaka
    20.04 11:05
    Wcześniej to ja byłam kompletną, żyjącą w chaosie idiotką. Jedna bezsenna noc i stałam się zupełnie innym człowiekiem, przy czym bardziej jeszcze niż zasięg zmian zaskoczył mnie fascynujący przebieg tego procesu, który rozpoczęty cierpieniem spowodowanym zdradą, zakończył się uzyskaniem wewnętrznej wolności i równowagi, niezależnych od powodzenia w miłości.

    Mam wrażenie, jakbym przez wiele lat, kosztem mnóstwa czasu i energii starała się z tysięcy posiadanych kawałkow puzzli bezskutecznie ułożyć obraz sensownego życia, co udało mi się cudownie łatwo dopiero po odrzuceniu sztywnych, tradycyjnych zasad i zastąpieniu ich własnymi. Automatycznie zniknąl towarzyszący mi od zawsze niepokój i nerwica serca. Ich miejsce zajęła uwolniona po zakończeniu układanki i wyjściu z zamętu potężna ilość pozytywnej energii, która z wiekiem niewiele straciła na intensywności.

  159. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 11:32
    @tejot
    20 kwietnia o godz. 10:17
    „Poziom nieufności w społeczeństwie jest zastraszająco niski.”
    Osoby znające się na tym zagadnieniu można policzyć na palcu jednej ręki

    Mój komentarz
    Tobermory, każdy, kto ma oczy otwarte, jest samorodnym specjalistą w dziedzinie nieufności. Umęczona, to poligon idealny dla badaczy tego zjawiska, tej właściwości.
    Pzdr, TJ

  160. @tejot
    20 kwietnia o godz. 12:08

    Zdumiewasz mnie pobieżnością odbioru. Nie pierwszy raz.
    Moim zdaniem ten poziom jest zastraszająco wysoki

  161. @@Tobermory, tejot
    A ja myślałam, że czegoś nie rozumiem. A to tejot sie sypnął.

  162. @Ewa-Joanna
    20 kwietnia o godz. 11:55

    Brudne okulary? Żeby tylko brudne 🙄 Chyba jeszcze za słabe.
    LOGOM?
    I co to ma znaczyć?

  163. gaala

    Bardzo dziękuję Ci za ten wstępniak.
    Na razie tyle mogę napisać.
    Do zobaczenia wieczorem

  164. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 11:28

    Jedna z pan, w trakcie sexu z J, zauwazyla pekniecie gumki. Prawdopodobnie intensywnosc doznan miala miejsce. Zwrocila sie do J o zmiane. Niestety J. nie posiadal zapasu gumek. Lecial na ostatkach paliwa 😉 W zwiazku z tym pani tutejsza zaproponowala zeby poszedl do kuchni, napil zimnej wody. Chyba J. nie uwazal zimnej wody ekwivalent. Niestety odmowa partnerki jest ostateczna wg tutejszych. Rozmowy z przyjaciolkami dziennikarzami, pieciodniowe rozwazania, rozwazania krzyzowek sudoku etc etc etc. nic do braku gumek, brak paliwa, (powod odmowy kontynuacji lotu) nie maja. Tyle.

    Ja rozumiem T. ze to trudno zrozumiec. Mnie tez jest b. trudno wiele zrozumiec z tego na blogu co czytam. Poniewaz wiekszosc blogowiczow ma podstawowy poglad jak ja, akceptuje zasadnos tego co pisza, niemalo jednak trudno mnie rozumiec. Choc kazde slowo umiem. Lezy we mnie moje ograniczenie. Zaakceptuj Ty tez T. ze sa rzeczy poza Twoim rozumieniem. Jakkolwiek bys duzo nie czytal. Ja ta historie J.A. to dalem tylko przyklad. Ona szczegoly mnie nie interesuje. Przyklad to znany miedzynarodowy. To nie trzeba sto slow. Ok 20 jest. Ja to napisalem w tlumaczeniu dlaczego zapytalem o Petza. Ja tego nie rozumiem calkiem Tobermory.

    pzdr seleuk(os)

  165. @Tobermory
    Się zapytaj seleuk(os)a – on używa z krawatami 🙂
    http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2017/04/19/mniej-znane-oblicza-wiary/#comment-487722
    Czy też prócz okularów powinnam wymienić mózg? 🙁

  166. @Ewa-Joanna
    Bym się nie upierał.
    Seleuk(os) 19.04 g. 23:12 dał link
    https://en.wikipedia.org/wiki/Lagom

  167. Musze napisac, ze uszczypliwosc nie jest najlepszym sposobem rozmowy. Slowo o ktore czyscicie okulary pisze sie LAGOM. To slowo po pl brzmi logom.

    Moj nick po pl jest seleukos. Wymowa tego jest sielieukus. Tobermory wymowa jest tubiermury. Uszczypliwosc w rozmowie jest bez zmian.

    pzdr seleuk

  168. @seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 12:33

    Czy JA potwierdził tę wersję z brakiem zapasowych gumek i niechęcią do picia wody?

  169. Ja rozumiem rowniez niechec (np Pombocka) do uzywania obcych jezykow/sformulowan. Wiele razy trudno powiedziec bez tego. Ale to mozna zastosowac do wykluczenia tez. Jak z tymi monetami kasjerki bylo. Po tutejszemu tez ma nazwe. Jante Lagen. Pisownia niefonetyczna. Sluzy wykluczaniu. W dowolnym (moim tlum) moge podac wersje, jak kto by mial zainteresowanie, a nie mogl przeczytac
    Seleuk(os)

  170. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 12:48
    Mnie JA nie interesuje
    pzdr seleuk(os)

  171. @konstancja 11:57

    Pytanie, ilu wśród tych rodziców było takich, którzy wiedzieli i akceptowali. Mogli i tacy się zdarzyć.
    To jeszcze gorsze niż brak wiary w słowa własnych dzieci.

  172. A z Petzem już Ci wytłumaczono. Niby seks między dorosłymi (do seminarium idzie się po maturze) ale jednak nadużycie, bo w sytuacji zależności. Została zastosowana przemoc psychiczna.

    Jak pani „gwałcona” przez JA zauważyła pęknięcie gumki „w trakcie seksu” to też ciekawe. Na ogół zdarza się to przy pospiesznym zakładaniu kapturka albo po fakcie. Dopiero konsultacje z koleżanką spowodowały, że poszła na skargę do mediów?

  173. @Tobermory
    Przypadek JA.
    Jak można ugrząść pokazuje także sprawa Jörg’a Kachelmann’a.

  174. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 12:57
    Ja piszac ze JA mnie nie interesuje, napisalem rowniez „nie wiem”. Ja sam uprawiam sex „bezpieczny”, ogumiony lub bez pare razy do roku. Inne formy sexu „bezpiecznego” sa nie do opisania na pruderyjnym blogu. Nie ma pojec wspolnych. Opis prowadzi zawsze do zlosliwosci, wulgarnych komentarzy etc, etc. To zauwazylem pare m. dawno. Tylko zaakceptowac. Dlaczego? Nie wiem. Dotyczy to rowniez wielu innych poza sexualnych tematow. Czy to jest dostateczne wytlumaczenie? Ja lepszego nie umiem sformulowac. Musial bym slowa tlumaczyc, co pl vokabular nie ma. Jak np o formach rodzinnych. Co tez bylo po tut „rapakalja”, rozmowa migowa na blogu 🙂

    pzdr seleuk

  175. @zezem
    20 kwietnia o godz. 13:05

    No właśnie. Ale do tego trzeba być wystarczająco prominentnym. JK i JA spełnili ten warunek.
    Niezdrowo jest być kochliwym prominentem 🙁

  176. Oczywiscie ze trzeba byc celebryta. Do opisow w gazetach. Nie wiem jak w Niem. W Szw. „niecelebryci” w podobnych wypadkach siedza w pudle. Nie w ambasadach ekwadorskich np. I malo kto o nich pisze. Na tym polega roznica. Bo w prawie nie ma. Chyba w Pl. byla jakas historia ze znanym dziennikarzem. Nazwiska nie pamietam, szczegoly tez nie. ~ 2lata temu. W duzym skrocie jestem niezainteresowany zyciem celebrytow.
    pzdr seleuk

  177. PS. @Tobermory
    Sprawę Jorg’a śledziłem nieco ” z biodra”. Teraz spojrzałem na fotkę „zgwałconej”… Ma coś z harpii…

  178. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 13:09
    Niezdrowo jest być kochliwym prominentem
    …………………………………………………………………
    I never…
    *https://www.youtube.com/watch?v=VBe_guezGGc
    Good evening..
    *https://www.youtube.com/watch?v=UEmjwR0Rs20
    ;–)

  179. A tak poza tym Panowie na tym blogu. To bedzie moj zlosliwy dowcip. Z podejsciem do tematow damsko-meskich w wydaniu nadwislanskim, mielibyscie duzy problem z „bezpiecznym” sexem tu. I tut paniami tez. Jedyna forme jaka moglbym zarekomendowac szczerze, onanizm jednoosobowy.
    :mrgreen:
    pzdr seleuk(os)

  180. @seleuk(os)
    Zwyczajnie myślałam, że się pomyliłam z tym lagom-logom i że to ja coś pokręciłam, co mi się czasem zdarza, stąd te okulary, bo nie da się ukryć, że niedowidzę.

  181. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 10:50

    W Poznaniu, z chórem, Krollopem, …. Aha, i wszyscy do kościoła pod rączke chodzili, komunie, spowiedzi, nabożne nawiedzenia, kolędowania wraz z całą resztą.

    Pomyliłeś chóry. To chór Stuligrosza, nazywany poznańskimi słowikami, był chórem bardzo religijnym. Co bardzo raziło władze. Dlatego powołały do życia, i bardzo promowały, chór konkurencyjny pod dyrekcją Kurczewskiego.
    Oczywiście w niczym to nie umniejsza grozy sytuacji.
    Niemniej, dobrze byłoby trzymać się faktów i nie wtykać wszędzie swoich religijnych obsesji.

  182. Ewa-Joanna
    20 kwietnia o godz. 13:38
    E-J. Nigdy nie zauwazylem ze probowalas byc zlosliwa Ty. Ja tez umiem, ale nie lubie. Przykro mnie ze czasem trzeba.
    pzdr Seleuk(os)

  183. „Brakuje…”

    Jak Ci brakuje, to znaczy że masz problem. Jeszcze raz pomogę. Podane przeze mnie zestawienie, we wstępie zawiera taką oto informację:
    „Lista państw świata i terytoriów zależnych według liczby ludności – przedstawia państwa świata i terytoria zależne uszeregowane według liczby ludności. Należy zauważyć, że dane te niejednokrotnie dalece odbiegają od danych podawanych przez ONZ oraz wyników spisów powszechnych”.

    Zachęcam do czytania ze zrozumieniem.

  184. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 12:11
    @tejot
    20 kwietnia o godz. 12:08
    Zdumiewasz mnie pobieżnością odbioru. Nie pierwszy raz.
    Moim zdaniem ten poziom jest zastraszająco wysoki

    Mój komentarz
    Tobermory, masz rację. Powinienem był napisać – poziom zaufania jest zastraszająco niski.
    Przy okazji uściślę znaczenie:
    – zaufanie do ludzi
    – zaufanie społeczne
    – zaufanie obywateli do siebie
    Pzdr, TJ

  185. @seleuk(os)
    No to spokojnie mogę iść spać. 🙂

  186. Ewa-Joanna
    20 kwietnia o godz. 13:56
    Dobranoc. 🙂

  187. mandragora
    20 kwietnia o godz. 13:41

    Niemniej, lepiej będzie jak się złapiesz za głowę i coś z głowy powiesz. Pisałem o Krollopie, a nie o takim czy owakm chórze. Mamusie i tatusie z chłopcami przez Krollopa pedofilonymi do kościoła nabożnie chodzily; miej w sobie tą nieuprzejmość nie łgać tak byle jak. Jak łgasz, łgaj dowcipniej.

  188. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 13:48

    Ja Ci nie pomogę. Wystarczy. terytoria zależne i nieuznawane to nie państwa.

  189. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 14:04

    Jest nawet wiecej niż 240 państw. ŚJ doliczają państwa Kowalskich, państwa Wińniewskich, państwa Nowaków etc.

  190. gaala
    20 kwietnia o godz. 12:07

    Tak działa człowiek: żyje wedle cudzych zasad, ale gada – „jestem sobą”.
    Tobie to zajęło sporo czasu, aż wreszcie jedna noc dokonała przełomu, bo najwidoczniej dojrzewał od dawna. Tak to zwykle działa, jeśli działa.

    Inni mają prostsze sposoby:
    1. „łyknij Pepsi, bądź sobą”.
    2. „weź Snickersa, bo nie jesteś sobą.”

  191. paradox57
    20 kwietnia o godz. 12:55
    proces sądowy i przesłuchiwanie swiadków odbywało się w utajonym procesie, że względu na dobro małoletnich i sama sprawę. Nie wiem, czy uczestniczyli w niej włodarze miasta. Wielu rodziców pewnie po wyroku oprzytomniało, zdając sobie sprawę z krzywdy, jaką zrobili swoim dzieciom, nie wierząc w ich słowa, bagatelizując lub lub przedkładając korzyści materialne osiągane przez chórzystów z zagranicznych wojaży.
    Nie znamy losów tych chłopców; może kiedyś wypłyną…

    mandragora
    20 kwietnia o godz. 13:41
    Masz rację; Poznańskie Słowiki to chór pod dyrekcją Stefana Stuligrosza; tamten nazywał się Chórem chłopięcym i męskim Jerzego Kurczewskiego.
    Poznań chórami stoi.

  192. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 14:08

    To musi być racja. Jest jeszcze państwo niebieskie. To od niebieskiej książeczki. Ma status królestwa. Może być, że nalezy do Commonwealthu. Ono musi zastępować bardzo dużo państw. Bo nie jest takie byle jakie jak państwa na Ziemi, tej Ziemi.

  193. @Konstancja 14:13

    Prymat w tym zbiorze dzierży chór wujów w sutannach

    @Tanaka 14:13
    Najciekawiej i tak musi wyglądać ich działalność misyjna w Watykanie.

  194. do VIPowskiej serii nadużyć seksualnych dodajmy jeszcze sprawę Francuza, wysokiego przedstawiciela Banku Europejskiego, przed wybuchem afery nawet kandydata na prezydenta Francji (Dominik Strauss Kahn), ktorego pokojówka oskarżyła o gwałt.
    Stracił szansę na wszelkie stanowiska, chyba nie jest nawet obecny w strukturach UE

  195. @konstancja
    20 kwietnia o godz. 14:22

    On się nawet (fonetycznie) nazywa, adekwatnie do aktualnej sytuacji – Stroskan 😉

  196. „terytoria zależne i nieuznawane to nie państwa”.

    Napisałem, że działamy w 240 krajach, a nie państwach. Jeżeli nie potrafisz odróżnić, to polecam słownik języka polskiego.

    W podanym przez Wiki zestawieniu, nie ma żadnych nieuznawanych państw. Powtarzanie kłamstwa nie sprawi, że stanie się ono prawdą.

  197. @dezerter83
    20 kwietnia o godz. 14:26

    Czy Watykan to kraj?

  198. Od kraja do kraja – i moja chata z kraja 😀
    A że sekta promuje łgarstwo – to oczywiste.
    Każda sekta na łgarstwie się opiera.

  199. W samych Czechach jest 14 krajów, w Niemczech 16 landów (Land = kraj)…

  200. konstancja
    20 kwietnia o godz. 14:13
    „Nie znamy losów tych chłopców; może kiedyś wypłyną…”
    Znamy Konstancja. ~50% bedzie alkoholikami, bardzo trujace zwiazki, dzieci wlasne jak obcy, etc. etc. (podobne). Jedynie tym sie jakotako uda zycie, ktorzy wyjda (coming out ???). Publicznie opowiedza o swoich traumach. To jest b trudne bo beda musieli opowiedziec o swoich rodzicach. Bardzo zle. To jest zlamanie chyba podwojnego tabu spolecznego. Nieakceptacja rodzicow, nieakceptacja konwenansu spol (???), b trudna sytuacja rodzin ich aktualnych. Moze odrzucenie. Ale to jedyna szansa, statystycznie.

    pzdr seleuk

  201. Tak Świadek kraje jak mu wikipedii staje 😉

  202. Wbocek 19.04, 20:06

    Nie widzę sprzeczności w przyjęciu odpowiedzialności za zachowanie dzecka z nieurabianiem go. Do tej pory sądziłam, że to na mnie spoczywa obowiązek przygotowania go do życia, wpojenia wszystkiego, co uważałam za ważne. Zmieniła to myśl, że jeśli dziecko posiada wrodzony system wartości, to mogę sobie moje nauki odpuścić, bo krócej żyjąc jest mniej zdeformowany ode mnie i muszę pilnować się tylko, żeby nie przeszkadzać mu w rozwoju, wspierać, kiedy tego potrzebuje i być zawsze gotowa odpowiadać na pytania.
    Dziś ma 34 lata, jest wspaniałym synem, dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Obiektywnie raczej przeciętny, choć zdolny do rozwoju i obdarzony głębią. Po doświadczeniach z dzieciństwa ze mną ma pewnie trochę łatwiej.

  203. Na podobnej zasadzie polski kaka chwali się wzrostem liczby… chrześcijan.
    Bo katolików rzymskich chyba raczej nie przybywa, zatem odgórnie zmieniono terminologię. I teraz wtyczki kaka nazywają się… chrześcijanami.
    Aneksja retoryczna, to jest to.

  204. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 14:32
    nie chciałam być taką pesymistką, ale …pewnie i tak sie zdarzy. Mam nadzieję, że w mniejszym procencie.

  205. …w Belgii 10, a Szwajcaria to pies?

    ale województwo to nie kraj „nie da rady, oba samce” 🙁

  206. seleukos
    w wielu rodzinach wciąż pokutuje przekonanie, że brudy pierze się we własnym domu. Dzieci z takich rodzin mogą mieć problem z coming outem i potem może sie stać to, co tak prorokujesz.

  207. gaala
    20 kwietnia o godz. 14:37
    To najlepsze jak czytalem o wychowaniu dzieci na blogu. To do Pombocka co teraz. A ktos Tobie o NewAge probowal…
    pzdr seleuk

  208. @seleuk(os) 20 kwietnia o godz. 14:46
    Udało mi się w ciągu kilku miesięcy nie tylko odwieść od zamiaru samobójstwa po zdradzie męża kobietę, której nie była w stanie pomóc profesjonalna terapia, ale także przyczynić do odzyskania przez nią wewnętrznej siły i wiary w siebie. Fascynujące dla mnie było tempo i rozmach zmian, kiedy już zdecydowała się zrobić pierwszy krok ku życiu i słońcu. Moja wiara znowu uczyniła „cud”.

    Nie czujesz tu wplywu New Age? Naprawde?

  209. konstancja
    20 kwietnia o godz. 14:45
    To jest tut statystyki. Nie sadze ze psychika jest rozna w krajach, do traumatycznych przypadkow. Jeszcze jedno. Ty napisalas Konstancja o przesluchaniach. Ja nie wiem czy nie zle czytalem ale… Dzieci sie nie przesluchuje. Dzieci tylko opowiadaja, do np ukrytek kamery albo komputera. Bez zadawania pytan. Ale ja nie wiem czy dobrze przeczytalem. Przesluchanie to ja odbieram (slowo) siedza w duzym gronie (sad, masa ludzi) i maja na pytania odpowiadac. Ale nie wiem czy to dobrze przeczytalem
    pzdr seleukos

  210. @konstancja
    20 kwietnia o godz. 14:13

    W późniejszym okresie, pod koniec kariery, Kurczewskiego, nazwano ten chór polskimi słowikami. W ten sposób próbowano przykryć poznańskie słowiki.
    Rzeczywiście Poznań ma się czym poszczycić jeżeli chodzi o chóralistykę 🙂

  211. Ja bym się chętnie dowiedział, na czym polegało to „odwiedzenie od zamiaru samobójstwa”, tak technicznie i prozaicznie. Bezpośrednia perswazja i kontakt werbalny z kandydatką czy wpływanie na odległość, siłą woli, magią, bez jej wiedzy?
    Tekst wpisu jest dla mnie pod tym względem kompletnie enigmatyczny.

  212. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 14:26

    Ani nie kraje. Mącisz i ściemniasz.

  213. @seleuk Szczesliwie zyjesz w kraju, w ktorym sexual harassment at work nie jest zjawiskiem powszechnym. Dlatego wyglosiles opinie, ze skoro wszyscy sie godza i sa pelnoletni to o co chodzi z tym arcybiskupem. A skad wiedziales, ze wszyscy sie godza? Pominales najwazniejszy aspekt sprawy – zaleznosc sluzbowa- co powoduje paraliz osoby molestowanej. Skrajny przypadek – gwalt to juz zupelnie inna kategoria. Nie musi to byc z przystawieniem noza do szyi: nie to znaczy nie.
    W Ameryce gdzie mieszkam, sexual harassment jest bardzo istotna sprawa zycia publicznego. Caly swiat o tym wie i np. polscy korespondenci pisza anegdoty jak to w amerykanskim biurze nie mozna sie zblizyc do kolezanki i powiedziec jej, ze ladnie dzisiaj wyglada, albo zostac z nia w boxie biurowym sam na sam przez 2 min. Bo delikwent zostanie oskarzony o gwalt. Pechowi ci rozmowcy polskich korespondentow z USA. Na pewno szefowie w Ameryce boja sie oskarzenia o dyskryminacje ze wzgledu na rase, plec, wiek, religie , czy orientacje seksualna, a nie o to, ze panienka oskarzy go o dwuznaczna propozycje.
    W sumie jest to skuteczna bron przeciwko oblesnym szefom kazdego stopnia, ktorzy znajac swoja wladze i mozliwosci ( nie zaawansuje, nie da podwyzki, zwolni) robia co chca. Oczywicie kobiety, ktore zglaszaja problem musza miec odpowiednia determinacje, odwage i mozliwosci dotarcia do odpowiednich instytucji. Bo to wcale n ie jest takie latwe i przyjemne, jak sie polskim korespondentom wydaje.
    Wlasnie wylecial z pracy za „sexual harassment at work” pierwszy gwiazdor pierwszej tuby konserwatystow i milosnikow nr 45, czyli kanalu FOX – Bill 0’Reilly. Guru republikanow, ogladalnosc jego programu za pierwszy kwartal tego roku srednio 3,7 mil. ogladaczy, najwyzsza z wszelakich programow publicystycznych . Za tym ida reklamy, a teraz w sumie 40 firm slynnych i najslynniejszych wycofalo sie z reklam w czasie jego programu, a zawsze na koncu chodzi o kase.
    A o co poszlo? Dosyc zdolna dziennikarka z 10 lat temu dostala od n iego propozycje wspolpracy, sprawa przeszla juz wszelakie instancje formalne tego kanalu i tak jak by na zakonczenie zaprosil ja O’Neill na kolacje, proponujac po niej rowniez wspolne sniadanie. Dziennikarka nie byla glodna, no to i roboty, ktora miala zaczac za kilka dni nie dostala. W ciagu nastepnych lat chcial ja przekupic kwota 13mil dolarow, ktora to kwote zaniosla do odpowiednich medii. No i poszlo dalej, wiele kobiet ze stacji zaczelo zglaszac jego podobne zachowania, ordynarne odzywki do kolorowych pracownic, wulgarne, o seksualnym podtekscie slownictwo, niedwuznaczne propozycje chamstwo.. Dotychczas baly sie utraty pracy. Tj. „ona powiedziala, on powiedzial”, ale nie tak do konca. Prawo amerykanskie wyraznie stwierdza, ze sexual harassment nie musi miec nic wspolnego z fizycznoscia. I omal n igdy nie ma, bo fizycznosc to juz sprawa kryminalna.
    Nie watpie, ze Polityka zamiesci szczegolowy artykul o upadlej gwiezdzie kanalu FOX, mnie wystarczy, ze upadl. Chociaz niewiele to zmieni, bo na jego miejsce znajda sie inni, a jego milosnicy odpuszcza mu, alb o wrecz powiedza, ze to nagonka. Znacie takie postawy na kazda okolicznosc w kraju.
    Zapewne, jest to etap walki politycznej. No to trzeba sie zachowywac przyzwoicie jak przystalo na pierwszego piewce wartosci republikanskich.
    Co do Poznania: Paetz byl i jest zboczurem, zostal bardzo lekko potraktowany przez kk. Biznes to biznes, ze tak powiem. Ale dlaczego w obronie biskupa pisaly listy do gazet i petycje najwazniejsze postacie swiata sztuki, nauki, zycia spolecznego w tym miescie – wzorze wszelakich cnot obywatelskich i przez 20 lat kryto zboczone zachowanie szefow chorow. Czy inaczej jest w innych miejscach w Polsce?

  214. @Tanaka
    20 kwietnia o godz. 14:02

    Kolejny raz dajesz dowód prostactwa, agresji i pyszałkostwa. Twój problem.

  215. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 14:50
    Ja wiem co jest NewAge. Ja nie jestem w jakiejkolwiek sekcie, NewAge tez nie. Moje dzieci wychowalem w wolnosci wlasnego experymentowania. Chroniac oboje przed ew. skutkami experymentalnych niepowodzen. Moje dzieci oboje sa z powodzeniem, oboje w tzw kreatywnych zawodach. Jedno nawet w BBC Creative 😉
    pzdr seleukos

  216. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 14:32

    Tobermory
    20 kwietnia o godz. 14:32

    Zdezerterowany gada o 240 krajach,ale sam doczepia linka do wiki z państwami, który zawiera też listę niepaństw, terytoriów zależnych i nieuznawanych, żeby mu się „państwa” zgadzały z „krajami”.
    Złapany na manipulacji , z tą samą wiki, ale z listą państw – gada, że nie o państwach gada, ale o „krajach”. A jak o krajach, to jak strafnie Tobermory zauwazyłes, same Czechy mają ich ponad tuzin, Niemcy też, Neferka przypomina o Belgii i Szwajcarii, francuske regiony to też odpowiednik krajów, w Rosji są kraje związkowe w federacji i w wielu innych państwach jest podobnie.

    Ale po to mamy wyznawcę na blogu, żeby ściemniał.

  217. gaala
    20 kwietnia o godz. 11:04

    „wiara jest wiarą, w cokolwiek. Determinuje nasze życie, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie. (…) wierzę w dobro w drugim człowieku, generuję dobro, wierzę w podłość – doświadczę podłości”.

    Teraz już wiem, że pomijając parę rozpoznawalnych dla mnie i ciekawych rzeczy, jakie mówiłaś o relacjach z synem, nic z tego, co mówisz, nie rozumiem. To kompletnie mi obca mowa fideisty. „Wiara jest wiarą” nadaje się na żart, nie na definicję. Więc nie wiem, co to u Ciebie wiara. Sam takich egzaltowanych wyrazów nie używam, nie tylko dlatego, że rażą mnie ogólnikowe kazania rodem z ambony, ale przede wszystkim dlatego, że nie są mi do niczego potrzebne. Nie są narzędziami poznawania rzeczywistości. Podobnie wyrazy „prawda” z pochodnymi, „życzyć”, „życzenia”, „dobro”, „zło” i sporo innych, które nie przychodzą mi w tej chwili do głowy.

    Poznawanie nie polega na wierzeniu w dobro w drugim człowieku ani w zło, lecz w przyglądaniu się jego zachowaniom, również eksperymentalnie, wyciąganiu wniosków i ich kwalifikowaniu. Dlatego Twoje zdania „wierzę w dobro w drugim człowieku, generuję dobro, wierzę w podłość – doświadczę podłości” nie mają dla mnie nie tylko żadnej wartości poznawczej, ale i niczego nie komunikują. Stąd już wiem, że nie wiem, o czym mówisz. A nie chcę się na własną rękę domyślać. Natomiast przestrrzegam Cię jako językowiec przed używaniem formy „my”. To dość powszechna uzurpacja – takie nieuprawnione rozszerzanie własnych doświadczeń na „nas”, na świat. Ja i dwie moje koleżanki tak sądzą, więc większość ludzi (lub wszyscy) tak sądzi. Jeśli jakaś konkretna wiara – nie ma czegoś takiego jak wiara w ogóle, bez przydziału – jest moim udziałem i ma wpływ na moje życie, uczciwiej jest mówić wtedy o sobie, a nie szukać podpórki w liczbie mnogiej.

    Niezależnie od Twojej niezrozumiałej dla mnie mowy na pewno coś ważkiego dla siebie odkryłaś i osiągnęłaś wychowawczy sukces – i to jest najważniejsze.

  218. mandragora
    20 kwietnia o godz. 14:57

    Ładnie mówisz: „twój problem”.
    Twój problem. W tym, że wpadasz i nie umiesz wyleźć. To trochę trudne miejsce dla wpadaczy co nie umieją wyłazić.

  219. zyta2003
    20 kwietnia o godz. 14:56
    Dziekuje ze to napisalas. Ja o tym Petzu to tylko sie jeden aspect pytalem. Ja wiem co to jest sexual harassment at work. Nie pamietam, zeby jakis tutejszy przyklad dac. To bylby ewenement duzy. To nie znaczy ze nie istnieje zjawisko. Po tut nazywa sie „sexuella trakaserier” Nie slyszalem o dziennikarzach, politykach etc. Byc moze istnieje w prywatnym przedsiebiorstwach. Sladowo jak jest. Moglbym Tobie napisac moja historie jak bylem w wyzszej szkole nauczycielem i mialem tez cwiczenia laboratoryjne. Ale nie wiem czy ten blog jest z powodu co pisalem wyzej cos, odpowiedni. Dzieki za text
    pzdr seleuk

  220. gaala
    20 kwietnia o godz. 14:37

    „Zmieniła to myśl, że jeśli dziecko posiada wrodzony system wartości, to mogę sobie moje nauki odpuścić”.

    Przykro mi gaalu, ale po tych słowach wszystko już dla mnie jasne i się zamykam. „Wrodzony SYSTEM wartości” to najczystszy fideizm i zero związku z naukową wiedzą.

  221. „Mącisz i ściemniasz”.

    Tak myślałem, że sięgniesz w końcu po ten najbardziej przekonujący „argument”.

  222. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 15:09

    To kolejne trollątko wystawiające cenzurki za pięć groszy. Kupił ten głupawy chwyt „Twój problem”, nie rozumiejąc jego głupawości. Bo ślepy widzi, że nie Tobie nie daje spać Twoje domniemane prostactwo, agresja i pyszałkostwo, ale – jemu. Radziłem gówniarzowi, żeby wchodził z własnymi tematami, a nie żerował na innych, ale co poradzisz, jak sama kość.

  223. @wbocek
    20 kwietnia o godz. 15:12

    Mnie ten „wrodzony system wartości” też się rzucił w oczy, ale już tyle pytań zadałem @gaali i na żadne nie uzyskałem odpowiedzi, to na razie dalej nie będę drążył.

  224. Poza tym…
    Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 14:50
    Ja wiem ze sa rozdroza, co zmieniaja duzo myslenia. Ja mialem ciezki wypadek samochodowy. Cztery dni bylem w „niebie”. Mase czasu na myslenie. Sztwny dwa dni. Potem mnie zbanowali z nieba. Rozwiodlem sie z moja pierwsza zona. Polka. Zmienilem techniki postepowania. Pomoglo mnie w zawodowych rzeczach, miedzy wiecej. Dzis z moja pierwsza spotykam sie dwa trzy razy w roku. Troche plotek o pogodzie, no i dzieciach (wspolne), dlatego sie spotykamy. Do rzadnej sekty sie nie zapisalem. Ja mam przewodnikow do myslenia, ale nie religijnych posrednikow/szamanow jakiejs religii albo „religii”. Tych posrednikow mam za sutenerow.
    pzdr seleuk

  225. errata: zadnej sekty

  226. @Tanaka 20 kwietnia o godz. 15:09

    To się chyba nazywa „trudny wychód”. Mandragora go ma.
    A z tym „prymitywizmem” zarzucanym…. Tanace to…
    Jak by to w miarę delikatnie ująć? No to rzeczywiście 🙂

  227. @dezerter83 20 kwietnia o godz. 15:22
    To nie był argument, tylko podsumowanie wątku.
    Mącisz i ściemniasz, co widać, słychać i czuć.

  228. @seleuk(os) 20 kwietnia o godz. 14:59

    Nikt tu nie sugeruje, że jesteś w sekcie ani że masz coś wspólnego z New Age. Twierdzimy natomiast, że tekst gaali zawiera elementy sugerujące wpływ New Age. Tobermory właśnie poprosił o wyjaśnienie, co gaala miała na myśli w tym fragmencie, który zacytowałam. Poczekamy, zobaczymy.

  229. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 15:22

    Tak myślałem

    Dziecię jehowickie, szukaj teraz w wiki informacji o tym co to jest myślenie.

  230. dezerter83
    20 kwietnia o godz. 15:22

    Dezerterze, Ty czasem faktycznie masz coś ludzkiego. Tym razem chodzi o zdolność do żartowania. Że oczekujesz od ateisty argumentów. Racjonalna rozmowa na argumenty to również gotowość do przyznania się do błędu i przyznania racji rozmówcy. Słyszałeś o takim dziwolągu jak dezerter przyznający ateiście rację i przyznający się do błędu? Więc co dla Ciebie za różnica kto co do Ciebie mówi, skoro po każdej wypowiedzi rozmówcy i tak włączasz starą zgraną płytę.

  231. wbocek
    20 kwietnia o godz. 15:27

    Zilustrujmy rzecz na przykładzie.
    Posiadacz skrzynki e-mailowej, a dziś prawie każdy to posiadacz, dostaje interesującą wiadomość:
    „Chcesz się ruchać? Moge jutro od 9-tej do 9:10 w krzakach koło „Biedronki”.
    Adresat odpisuje: nie jestem zainteresowany.
    Odpowiedź: twój problem !

  232. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 15:56

    To kwestia ewolucyjna: mandragora ma trudność z wylezieniem z wody na ląd. Ten proces trwa dosyć długo i nie jest pewne jak się skończy.

  233. @seleuk(os) 20 kwietnia o godz. 15:37

    Zmieniłeś sposób myślenia pod wpływem osobistych przeżyć. To zrozumiałe. Ale nie nazywasz tego „cudem” ani nie twierdzisz, że jest w tej zmianie coś „nadprzyrodzonego”. Co do terminu „sutenerzy” na określenie religianckich kolporterów – coś tym jest 😀

  234. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 16:05

    Ok Na marginesie. Ja moge moim rozumkiem zaakceptowac „nasze” czekanie. Ja nie wiem nic o Gaala. Ale…

    Co jest jak Gaala nie potrafi lepiej opisac swojego rozdroza jak to zrobila? Czy musi sie tlumaczyc? Czy skresla ja to z tego ze moze napisac cos o przelomowym momencie w zyciu? Czy formalna nieumiejetnosc, potencjalna, dowiedzie tego ze jest np…
    Takie pytania z drugiej strony. Ja sam nic nie wiem o Gaala. Ja skomentowalem tylko to co jak umialem przeczytac. Tez niedoskonaly w pisaniu po pl. Gdybym byl doskonaly, tobym sie nazywal np H.S. i „pokrzepil wasze serca”. Czy Gaala, ktokolwiek inny, nie ma prawa do „niedoskonalosci”? Jak slusznie Lewy dawniej uznal, ja sam jestem „boski”. Dlatego bo posiadam wszystkich bogow wady. Tego przedtem nie pisalem, teraz przymusilas mnie Na Marginesie 😉

    pzdr Seleuk

  235. @Tanaka 20 kwietnia o godz. 16:26

    Etap pośredni – płucotchawki na odwłoku 😀

  236. dodam szybko ze wady drogo nabyte, dlatego niebywale cenne.
    😉
    pzdr seleukos

  237. wbocek
    20 kwietnia o godz. 16:15
    „Słyszałeś o takim dziwolągu jak dezerter przyznający ateiście rację i przyznający się do błędu?”

    Opanowałem tę umiejętność wiele lat temu. Na tym blogu nie miałem jeszcze okazji, żeby zrobić z niej użytek. Większość dyskusji kończy się tutaj w podobny sposób. Oto jedna z ostatnich perełek z kanonu ateistów: „szukaj teraz informacji o tym co to jest myślenie”.

    Jak brakuje argumentów, to zaczynają się co? Uprzejmości.

  238. @seleuk(os) 20 kwietnia o godz. 16:32

    No i dobrze, że poczułeś się przymuszony 😉
    A gaala odpowie, jeśli będzie miała ochotę.
    W sumie no pressure. Nacisku niet.

  239. @dezerter83 20 kwietnia o godz. 16:34
    No więc właśnie. Dlatego tak się… wyuprzejmiasz.

  240. @pombocek
    Jureczku będe bronił @gaali. Ona ten blog obserwowała przez pewien czas, spodobaliśmy się jej, ty też. Dlatego poprosila pana Jacka, żeby mogła opowiedzieć o sobie, o swych przezyciach tutaj, bo tu szuka przyjaciół. Gaala jest trochę egzaltowana, wypowiada się nieprecyzyjnie o tej przełomowej nocy, ale nie widzę u niej fałszu, żadnej agresywności.
    Nie wszystko co człowiek przeżywa jako ważne, jest tak samo odbierane przez innych,którzy nie widzą w tym nic ważnego. Gaala nic nam nie próbuje narzucać, nie poucza, jak dezerter, nie próbuje nas uczyć wyższej kultury jak mandragora czy kruk, tylko chce żebysmy ją życzliwie wysłuchali. A opowiada ciekawie, jak się w to wsłuchac.
    Nie bądźcie tacy bezwzględni Ty, namargineska, Tobermory.
    Ja bym chciał, żeby Gaala z blogu nie uciekła.

  241. @Lewy 20 kwietnia o godz. 16:41
    Ale dlaczego Gaala miałaby uciekać? Nie o to chodzi.

  242. Lewy
    20 kwietnia o godz. 16:41

    Jak ja lubie twoj glos rozsadku! 🙂 Troche za duzo poszczypywania czasem odchodzi i po co 😉

    Juz nam z blogu zniknela Ciotunia Makowiecka wszak a szkoda. Moze starczy

    Dzieki!

  243. gaala

    Gaalu, co wytykam, to wytykam, ale zawsze potem powiem, że najbardziej mi żal…lasu.
    Jak się nie gniewasz, to Ci daję moje najulubieńsze drzewa – daglezje. Te mają ze 150 lat. Zapach ich żywicy jest taki, że raz wąchnę i z rozkoszy umieram. Już z tysiąc razy umarłem i zmartwychwstałem. Może i z Tobą tak będzie.

    Chłopaki i Panie, u mnie jeszcze zostało trochę lasu – samosiejnego, nie że tam jakieś rzędy i szeregi, kolejno odlicz. Jak wejdę do lasu, tak się nie chce wyjść, a mam tak blisko, że rukoj podat’.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/album/6411095682743817473/6411095684756945666?authkey=CMv7taqvsZWRmgE

  244. A odpowiadajac gaali (20 kwietnia o godz. 14:37) nie czepiajac sie do formy ale do tresci – piszesz: „Do tej pory sądziłam, że to na mnie spoczywa obowiązek przygotowania go do życia, wpojenia wszystkiego, co uważałam za ważne. Zmieniła to myśl, że jeśli dziecko posiada wrodzony system wartości to mogę sobie moje nauki odpuścić”

    No i tu sie roznimy bo o ile zgodzilam sie z wieloma punktami z twojego wczorajeszego tekstu to ostatnie mi sie nie do konca zgadza. Nie wiem czy kazde dziecko ma wrodzony system wartosci. Na pewno nie moj siedmiolatek a jesli juz to nie do konca i czesc z wartosci ktore juz posiada raczej wyniosl z domu obserwujac rodzicow. Inne dopiero trzeba (albo trzeba bylo) mu tlumaczyc. Jakos trudno mi uwierzyc, ze na przyklad dzielenie sie przychodzi malym dzieciom naturalnie – to dorosly najczesciej musi wkroczyc kiedy jest draka o zabawke czy slodycze i powiedziec sakramentalne „Trzeba sie dzielic”. Wiec ja osobiscie jak najbardziej uwazam, ze spoczywa na mnie obowiazek przygotowania mojego dziecka do zycia i wpojenia mu tego co uwazam za wazne. I wcale nie musi byc to robione na sile czy przez tresure. Co z tego wybierze i zapamnieta na przyszlosc to jego. Ja moge co najwyzej probowac. Ale – jak juz ustalilismy – kazdy ma swoje metody i jesli dzialaja to najwazniejsze.

  245. @namarginesko
    Rózni są ludzie.Moze gaala nie jest takim twardzielem jak Ty. Przypomnij sobie jaki łomot Ci sprawił na przywitanie nasz jemeński marynarz. Jest to poczciwy człowiek o charakterze wqrwenicznym, ale do rany przyłóż. Właśnie ofiarował gaali zapach daglezji. Tobie też ofiarował bukiet czegos tam (kaczeńcow, czy stokrotek). Obawiam się, że nasz kochany pombocek stracił w swoim zyciu majątek na przepraszalne kwiatki.

  246. @ Gaala Bardzo szlachetne co piszesz i…. zazdroszcze ci twoich umiejetnosci „przezycia zycia”. Masz godne podziwu cechy osobowosciowe i umiesz je dobrze spozytkowac. Masz syna, ktory moze po mamie juz sam z siebie jest dobrym i madrym czlowiekiem, ale ktoremu na pewno ulatwilas dojscie do tego. Masz tez partnera, ktory umial nawiazac dobre relacje z Twoim synem. To wcale nie jest latwe i nie trzeba byc zlym czlowiekiem, zeby nie umiec tego. Wartosciowy z Ciebie czlowiek.
    Ja zdaje sobie sprawe, ze w wychowaniu moich dzieci popelnialam wiele bledow za ktore oskarzam sie do dzis, bo mogli miec moze latwiej. Nie bede ich wymieniac. Jednak moje daaawno dorosle dzieci wyrosly na przyzwoitych, zaangazowanych ludzi. One tez popelniaja bledy w stosunku do swoich dzieci. Nie mam prawa ich pouczac, wiec komentuje wylacznie zartem, albo przypominajac jakie fajne sa te wnuki i zeby nie traktowali wszystkiego tak serio. Dwoje z moich wnukow juz wyroslo na mlodych wartosciowych i zaangazowanych ludzi.
    Zaufanie, wiara w druga osobe daje dobre rezulataty w przypadkach dzieci ze zlych domow, samotnych, ktore weszly w kolizje z prawem. Czasami te dzieci stosownie prowadzone otworza sie i stana sie wartosciowymi ludzmi. A czasami nie. Moja przyjaciolka profesjonalnie zajmujaca sie problemami emocjonalnymi dzieci, kiedy wspominam jej o tym, ze zle postepowalam, albo opisuje postepowanie roznych rodzicow odpowiada: dzieci sa resilient (wytrzymale, elastyczne), inaczej caly swiat skladalby sie z nieprzystosowanychn do zycia. Dla mnie najwazniejsze jest nie ponizac dziecka, to zrozumialam dopiero w Ameryce.
    A teraz anegdota rodzinna z zeszlego tygodnia. Moj najmlodszy wnuk lat 7 i 4m mial w szkole book fair na jakis szlachetny cel. No to matka powiedziala dzieciom wezcie sobie ze swoich portmonetek po $5 i kupcie co tam wam sie spodoba. Poniewaz mialam wtedy dzien rozwozenia ich na aktywnosci pozalekcyjne bylam swiadkiem wieczornego rozwoju wydarzen. Mlodszy banknotem 100dolarowym chcial zaplacic pani za ksiazeczke, ktora juz zreszta mial w domu. Oczywiscie pani nie przyjela banknotu, zaraz email do rodzicow, nie z jakas wymowka tylko informacja. Maly zapewne nie zdawal sobie sprawy z wartosci pieniadza, wzial oprocz tej setki i dwudziestke, bo lezaly luzno rzucone w szufladzie z ich portmonetkami. Po powrocie matki z pracy, tata ciagle tam byl, – placz. Mial czy nie mial pieniadze w swojej portmonetce, dlaczego… itd. Mama tak wiecej w stylu New Age tlumaczy, a glupia babka ,czyli ja, wystapilam z argumentami( bo wlasnie idzie do komunii – wyjasniam, ze milo mi na ta okazje, bo po kosciele, restauracji bedzie mily piknik na ich yardzie czyli zielonym podworku): jak on sie wyspowiada ksiedzu, a nastepnie opisalam mu w skrocie wiezienie w Alcatraz…Wiem , wiem, trzeba dociec dlaczego to zrobil…Przy niedzielnym stole wielkanocnym, dzieci sie zmyly do innych pomieszczen, no to zaczelismy o tym mowic. Zostalam przez wszystkich religion i non- religion skrytykowana, ze jak moglam dziecko straszyc ta spowiedzia, bo co do Alcatraz to chyba i on nie uwierzyl. Nastepnie okazalo sie, ze omal wszyscy podkradali pieniadze, czasem raz, a czasem i nie raz. To jak z tym zaufaniem do 7-latka, ze juz mu sie to n ie powtorzy? Jego nieco starszemu bratu, ktory jest akuratny we wszystkim na pewno moznaby zaufac. Niedawno mialam z nimi taka historyjke, ide z nimi w ciemna zimowa noc pusta uliczka na spacer, azeby wyprowadzic pieska. W pewnym momencie slysze jeki starszego: babciu, babciu.. odwracam sie, lezy na chodniku przy skraweczku trawki pod jakis ulicznym drzewkiem i szuka. Czego? Kupeczki wielkosci mojego malego palca, ktora zrobil piesek, zeby ja wyrzucic. Tez padlam na kolana i szukam, nie znalezlismy, placz, obiecuje, ze wstane switem i poszukam. Chol… Ten mlodszy od pieniedzy mowi, jak by mnie Nemo (imie pieska) tak zrobil to bym udawal, ze znalazlem i poszedlbym do domu. Kazdy czlowiek, od najmlodszego wieku, jest inny. Wazne zeby sobie nawzajem nie szkodzic.

  247. Kostka
    20 kwietnia o godz. 17:03

    To właśnie elementarz, gdzie zgody wysokich stron być nie może (co nie znaczy, że musi być awantura). Poza paroma rzeczami przyrodzonymi – np. temperament, odruch ssania, ciekawość otaczającego świata – człowiek się wszystkiego UCZY.

  248. wbocek
    20 kwietnia o godz. 17:10

    🙂

    I ladne bardzo twoje zdjecie. To ci wierszyk posle:

    „i gdy człowiek wejdzie w las, to nie wie,
    czy ma lat pięćdziesiąt, czy dziewięć,
    patrzy w las jak w śmieszny rysunek
    i przeciera oślepłe oczy,
    dzwonek leśny poznaje, ćmę płoszy
    i na serce kładzie mech jak opatrunek…”

    K.I. Galczynski

    A teraz zmykam dokonczyc robote bo tez chce dzis do lasu! 😉

  249. Ciekawość – pierwszy stopień do wiedzy.
    Uprasza się nie mylić z natrętnym wścibstwem i nachalnym wypytywaniem o intymne szczegóły z życia.
    Skoro ktoś próbuje zaprezentować tu jakąś szczególną drogę dojścia do ładu i porozumienia ze sobą, z dorastającym dzieckiem i w ogóle ze światem, i daje do zrozumienia, że wypracowana metoda działa również na odległość, to chyba zrozumiałe jest, że chciałbym tę metodę i sposób jej zastosowania poznać.
    Jaki sens miałoby rozsnuwanie tu jakiejś ezoterycznej mgły i enigmatycznych wskazówek w stylu: mnie się udało, to i wam też się może udać, a najlepiej to wpływać na stosunki międzyludzkie… 🙄

  250. Lewy
    20 kwietnia o godz. 17:05

    Lewusku, byłem praktyczny i za bardzo kwiatków nie uważałem, dlatego przepraszalna była kiedyś u mnie na przykład (studia) końska kiełbasa z Hali Targowej przy placu Nankiera we Wrocławiu. Bywały też ptysie. No i flaszka.

  251. @Kostka
    Przykład z dzieleniem się jest bardzo dobry. Zilustruje to na własnym przykładzie. Kiedy miałem 4-5 lat, a moj brat o rok młodszy, ojciec skąds wytrzasnął dwie tabliczki czekolady (To były wczesne czasy stalinowskie i o czekoladzie tylko sie słyszało). W domu stała wystrojona choinka,ja postanowiłem, że moja czekolada zawiśnie na niej między bombkami. Ojciec zaproponował mi i bratu, ze w takim razie czekoladę mojego brata podzielimy na pół i każdy zje połowę, a po dwóch tygodniach, kiedy choinkę będziemy rozbierać, to tę moją czekoladę zjemy na spółkę z bratem. Po dwóch tygodniach zdejmuję ci ja moją czekoladę z choinki, a mój brat z pretensjami do jakiejś połowy. Oczywiście byłem oburzony. Nie chciałem mu dać. Więc ojciec wyrwal mi czekoladę, podzielił na pół i sprawiedliwie dal każdemu po połowie. Byłem wstrząśnięty tą niesprawiedliwością. Uciekłem do pokoju , rycząc, litując sie nad sobą za doznaną krzywdę, zeżarłem swoją porcje, że aż twarz miałem całą umazaną we łzach i czekoladzie. Dopiero ojciec mi ja porządnie umył.
    Ale zapewniam Cie Kosteczko, że już takim egoista nie jestem. Życie parę razy dało mi nieźle popalić i najpierw z oporem ale coraz chętniej zacząłem sie dzielić z ludźmi.
    Szkoda, że Jakosława K życie nic nie nauczyło i on stary piernik (no nie, ja jestem starszy !) bezczelnie uważa, że mu sie należy cała czekolada.
    Musi co pan Rajmund i pani Jadwiga niczego nie wieszali na choince.

  252. Lewy
    20 kwietnia o godz. 17:05

    ja tam myślę,że @ppmbocek majątku nie stracił, bo od kwiatkopodarowania jemu nie ubywa, a przybywa.
    Podobnie jak wody w tym cholernym kanale – też przybywa.

  253. Lewy
    20 kwietnia o godz. 17:24
    Jak czlowiek doswiadczony przez psychologow (3 zony, wszystkie psychology) mam inna koncepcje, na prawdopodobienstwo. Domu Kurdupla nie znam szczegolowo ale…

    Wieszali wieszali. tylko jedna drabinke mieli w domu. Kurdupel wlazil, cala czekolade zzeral… Tak mu zostalo. Drabinka (jedyna) w spadku. Uwazam teorem uprawomocniony. (3 zony psychology)
    pzdr seleuk

  254. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 17:38
    Czy to Ty wybierałes na żony psycholożki, czy to one Cie wybierały ? I jak to wytrzymałeś ? Zdaje się, że stanowiłeś dobry materiał do obserwacji. Ja w charakterze swinki morskiej nie czułbym się najlepiej. Kiedyś krótko romansowałem z psycholożką,ale kiedy zczęła mi narzucać według jakichś fachowych schematow, kim jestem i że nic o tym nie wiem, a ona jako fachowiec wie, to przerzuciłem się na polonistkę. Ta nie zajmowała się moją podswiadomością, tylko wpływem poezji Słowackiego na poezję Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.Miałem więc spokój.
    Ale z tą drabinką to calkiem możliwe. Biedny mały, zasmarkany Lechu stał u stóp drabinki a na szczycie drabinki skrzeczał mały Jareczek

  255. @Lewy
    20 kwietnia o godz. 17:24

    Gdybyś przeszedł szkołę u starszej o 4 lata siostry, to dziś nie miałbyś co pisać o problemie z dzieleniem 😉 Rodzeństwo wychowuje nie mniej niż rodzice. Ja byłem, od kiedy pamiętam, przyuczony do sprawiedliwego dzielenia cukierków na trzy kupki, niepodzielna reszta (1-2 sztuki) dostawała się któremuś z rodziców. Za czytanie Świerszczyka musiałem starszej płacić z mojej puli cukierków, więc w wieku 6 lat nauczyłem się czytać samodzielnie. Już nawet nie te cukierki, ale upraszanie łaski tak mnie zdopingowało. Poza tym nigdy nie potrafiłem delektować się sam żadnymi słodyczami, kiedy moje cwane rodzeństwo swój udział wchłonęło i potem smutno i z wyrzutem w oczach patrzyło mi na ręce. Do dziś nie potrafię jeść czekolady czy jakiegoś podzielnego smakołyka bez zaproponowania go osobie, z którą wymieniłem już słowo lub uśmiech (sąsiad w pociągu, samolocie, na górskim szczycie).

  256. No i na zakonczenie mojego strumienia swiadomosci. Haslo nie ponizac, ktorego sama czesto nie przestrzegam nie dotyczy tylko relacji slabe dziecko, silny dorosly, ale kazdej. Nie powinno sie ponizac glupszych, czasem w naszym mniemaniu, niezdolnych, naiwnych, po prostu innych, ktorzy nie sa wg naszego wzorca skrojeni.
    Wiele nieszczesc w skali mniejszej i globalnej pochodzi wlasnie z tego,ze grupy ludzi ,spoleczenstwa czuja sie ponizane. Czesto w sposob najprostszy -uogolnieniem.

  257. Mój przyjaciel miał żonę-psychologa, która wypróbowywała na nim swoje różne testy. Doszło do tego, że zamykał się w WC i grywał tam na flecie lub robił na drutach 🙄 Teraz mieszka na Alasce, nadal z tą samą żoną, od ponad 40 lat. Chyba się uodpornił.

  258. gaala
    20 kwietnia o godz. 12:07
    Mi to już trochę pachnie Paulem Coelho. Sorry.

  259. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 12:33
    Szacun że to napisałeś. Ja też znam właśnie te szczegóły, i gdybyś nie napisał to bym się odezwała. Ale ty jako pan i tak masz tu większą wiarygodność. Sorry, taki mamy klimat.

  260. Lewy
    20 kwietnia o godz. 16:41

    Lewusku, jeszcze na chwilę w sprawie obrony przez Ciebie gaali. Czyżbym chciał coś złego dobrej matce zrobić? Powiedziałem, że nie mam pojęcia, co to za zwierzę WIARA (poza religianckim rozumieniem) jako składnik życia. I dalej kompletnie nie wiem, z czym to jeść. Znam wyraz, ale tylko z widzenia w tekstach i ze słyszenia – sam dla siebie nigdy nie używałem i nie miałem takiej potrzeby. Dałem parę innych wyrazów, których nie używam. A przed chwilą sobie przypomniałem o wyrazie „szczęście”, którego też nie używam. Gaala nie powiedziała wystarczająco jasno, bym zrozumiał, co ta wiara dla niej znaczy i to właśnie powiedziałem, mając duże uznanie dla jej dociekliwości w sprawach relacji z synem. Miłość rodzicielska wsparta rozumem to najlepsze, co dziecko od rodziców może spotkać. Gala o tym opowiedziała i chwała jej za to. Parę niezupełnie właściwych słów tej chwały nie przekreśla.

  261. Kostka
    20 kwietnia o godz. 17:03
    Zmieniła to myśl, że jeśli dziecko posiada wrodzony system wartości to mogę sobie moje nauki odpuścić”
    No i tu sie roznimy bo o ile zgodzilam sie z wieloma punktami z twojego wczorajeszego tekstu to ostatnie mi sie nie do konca zgadza. Nie wiem czy kazde dziecko ma wrodzony system wartosci.

    Mój komentarz
    To jest bardzo ciekawe zagadnienie rodzące szereg zasadniczych pytań.

    a) Czy system wartości jest wrodzony, a wychowanie tylko go „uaktualnia”?

    b) Czy system wartości wpaja się przez wychowanie, wprowadzenie reguł i zasad do mózgu na jakimś jego ugorze, niezagospodarowanym kawałku, który musi osiągnąć dojrzała fazę rozwoju, musi być wstępnie przygotowany przez to wychowanie, uprawiony dostatecznie do przyjęcia systemu wartości by można było cokolwiek z wartości, reguł, zasad na nim zasiać i by cokolwiek wyrosło.
    Zapędziłem się, z pytania zrobiła się odpowiedź.

    Pombocek promował tutaj swój pogląd (który mi jest bliski) dotyczący nauki mowy na przykładzie dzieci wychowanych od małego wśród zwierząt. Te przypadki pokazują, ze jeśli dziecko nie nauczy się w pewnym okresie życia mówić, a mowa jest rozumieniem pojęć i operowaniem nimi, to już nigdy nie nauczy się mówić.

    Te przypadki mówią nam, ze w mózgu jest gotowy obszar, taki rodzaj ugoru gotowego do uprawy, a może nie tylko ugór, a stanowisko z ustalonymi przez geny predylekcjami. A także z ograniczeniami do zadziałania nauczania tylko do pewnej fazy we wzrastaniu, potem już nic się nie da zrobić, predylekcje rogowacieją, stają się głuche na naukę.
    Na tym i tylko na tym przeznaczonym do mowy ugorze można zainstalować umiejętność mówienia. I tylko w pewnym przedziale wiekowym.

    Tak więc wedle tej teorii w mózgu są ukształtowane jakieś zawiązki, jakieś systemy połączeń, które są przeznaczone do lokowania w nich np. mowy lub, co zapewne jest bardziej złożone, systemu wartości. Te obszary są matrycami zgrubnie i odpowiednio ukształtowanymi do przyjęcia mowy, wartości, itd. Matrycami, które tracą, przynajmniej w przypadku mowy, z upływem czasu gotowość do przyjęcia nań informacji operacyjnych.

    Co rozumiem przez naukę mowy? Nauczenie się pierwszego języka.
    Jest to bardziej przyjęcie, nabycie umiejętności posługiwania się gramatyką, logiką niż konkretnym językiem. We wszystkich językach siatka pojęć i logika są na tyle podobne, że mózg może je traktować jako takie same.
    Stąd przypuszczenie, że ośrodek mowy nic nie umiejącego każdego dziecka homo sapiens posiada gotowe, przeznaczone do przyjęcia mowy obszary wstępnie nasycone logiką, przygotowane do przyjęcia pojęć i operowania nimi (gramatyka wrodzona wg Chomskiego).

    Składnia, rodzaje, odmiany, to szczegóły które nie są implementowane raz do ośrodka mowy do mózgu. Ośrodek mowy staje się kompletny – matryca zostaje uzupełniona o nadkład językowy wprowadzony z zewnątrz, ukształtowane zostają stałe połączenia.
    Raz nauczony człowiek mowy w jakimś języku jest zdolny do przejścia na inny język. Nie każdy, ale to jest inna sprawa.
    Pzdr, TJ

  262. Lewy
    20 kwietnia o godz. 17:49 i Tobermory tez. Zapewniam ze w wc na flecie nie grywalem czy recznych robotek. Jednak sam sie nad tym zastanawialem. Zastanawianie sie (gdybactwo) jest jednym z moich ulubionych. I doszedlem do…

    Prawdopodobnie spotkanie takiego jak ja wymaga przygotowania akademickiego. Wiekszosc kobiet jakie spotkalem w Realu, uwazaly ze jestem doskonaly. Trzy dni, trzy tygodnie, 3 miesiace. Dluzsze okresy bywaly. Niemniej na rzeczywiscie dlugie okresy trzeba miec akademickie fachowe dojrzenie. Zeby moja doskonalosc dluzej obserwowac. Na pytanie kto kogo wybieral. U mnie musi byc abs zgodnosc, obopolna. Nikt nikogo, oboje. To jest tajemnica, pozwalajaca spotykac tutejsze, a iinych rejonach tez.
    pzdr seleuk

  263. Korekta
    Jest
    Składnia, rodzaje, odmiany, to szczegóły które nie są implementowane raz do ośrodka mowy do mózgu.
    Ma być
    Składnia, rodzaje, odmiany, to szczegóły które implementowane tylko raz do ośrodka mowy do mózgu.
    TJ

  264. @Lewy 20 kwietnia o godz. 17:05

    Oczywiście, że ludzie są różni. To truizm. Dlatego również na tym forum dochodzą do głosu różne opinie, chociaż na tani spirytualizm raczej nie ma zgody, bo ateiści mają skłonności do sceptycyzmu – to ich wyróżnik. „Może gaala nie jest twardzielem takim jak ja?” Weź się zastanów. Nie poczuwam się do bycia „twardzielem” i nie mam pojęcia, kim jest gaala, Ty raczej też nie, prawda? Więc na jakiej podstawie wysnuwasz swoje wnioski? Czy uważasz, że gaali nie należy zadawać pytań o treść jej własnego tekstu, opartego (podobno) na najwłaśniejszych przeżyciach? Jeśli tak, to chyba chcesz mi „sprzedać” jakąś wizję tego forum, która jest mi całkowicie obca.

    Oczywiście, pamiętam jak mnie tu przywitano i dogryzał mi wtedy nie tylko pombocek. Ale -w porywach- jednak nadal tu zaglądam. Jednak jeśli Wasze dyskusje w przyszłości się ograniczą do wzajemnego picia sobie z dziobków, to przestanę. Towarzystwa wzajemnej adoracji są beznadziejnie nudne, a ja nudy nie trawię. Howgh.

  265. @Toby
    Ja miałem siostrę starszą o 6 lat, kochana dziewczyna (zmarła w zeszłym roku), raczej nam matkowała. To my dwa męskie szczeniaki, ciągle o cos sie tłukliśmy . Byłem starszy, więc silniejszy i lałem mojego brata (też niestety nie żyje). Ale brat był strasznie zadziorny,nigdy sie nie poddawał. W końcu obrałem taka taktykę: sprałem go a potem chowałem się do ubikacji. Chwilę czekałem, wychodziłem a brat czyhał, żeby mnie uderzyć. No uderzal, a ja mu nie oddawałem i on w ten sposób uznawał się za zwycięzcę.
    Byliśmy okropnymi, małymi barbarzyńcami

  266. Przyznaje szczerze, że miałam wczoraj kilka swoich przemyśleń na temat tego, co napisała gaala, ale znakomicie wyczerpujecie temat i w zasadzie niewiele mam do dodania:)

    @gaala – widzisz to zaufanie lęgło mi się pod czaszką, gdy pisałam ostatniego wstępniaka, ale go nie złapałam. Pytałam o to, co dobrego możemy zyskać dzięki prawicy, krokiem następnym byłaby próba zaufania.
    Pomyślałam, czy dla odmiany nie moglibyśmy pozwolić sobie na jego odrobinę wobec prawicowców. Gdybyśmy wszyscy nawzajem dali sobie jakieś malutkie pole, by móc sprawdzić, co się stanie, może wyszłoby to nam na dobre.
    Pozdrawiam serdecznie!

  267. Wrodzony system wartości
    Bardzo zgrzyta. Jeżeli taki mielibyśmy posiadać, to wszyscy bylibyśmy tacy sami, podobnie jak wszyscy mamy oczy, uszy, itd. Założenie, iż każdy ma wrodzony własny system wartości jest bez sensu, bowiem determinuje różne zachowania, a tym samym skazuje większość populacji na zagładę. Biorąc pod uwagę naszą fizyczną niedoskonałość, jedynym logicznym wyjaśnieniem jest brak wrodzonego systemu wartości. Oznacza to bowiem możliwość przystosowania do środowiska, czyli szansę przeżycia.
    Czytając text Gaali założyłem, iż takie było jej odczucie, bowiem jej syn miał już kilka lat, a więc pewien system wartości już posiadł.

  268. @Jiba 20 kwietnia o godz. 18:30

    Ale PiS dostał – ogromne pole do poPiSu.
    Zresztą wielu wyborców nie chciało wierzyć, że zrobi co zrobi.
    Dlatego właśnie głosowali na PiS – bo zaufali.
    Czym się to skończyło? Efekty widać, dzień po dniu.

  269. @Izabella
    No trudno, niech Ci pachnie Coellho. Róznica jest taka, ,że gaala nie pretenduje do jakichś grafomańskich głębi, nie pisze kiepskich książek, ale usiłuje się podzielić swoimi wrażeniami, uczuciami. Może rzeczywiście niepotrzebnie sięga po religianckie terminy , jak wiara, cuda itp. Nie produkuje,nie usiłuje olsnić głupawymi złotymi myślami w stylu mistrza Coellho, tylko chce wyrazić na tym blogu coś, co mocno przeżywa. Widocznie gdzie indziej nie ma takich możliwości.Ale tak na prawdę tomy wszyscy tu piszący chcemy coś wyrazić, jakos się komunikować, bo taka, jakby powiedział pombocek, nasza małpia natura. I dopóki ktoś nie usiłuje ustawiać innych po kątach, nie ględzi,nie indoktrynuje monotonnie jak dezeter,a jest sympatyczny, to ja nie będę się czepiać niejasnego stylu.
    Jeszcze jedno, jest róznica między gaalą a mohikaninem. Gaala opowiada tylko sobie, a mohikanin bredził na temat jakichs połamanych skrzydeł, które Polakom nie pozwalają latać.

  270. @izabella
    20 kwietnia o godz. 18:08

    Tu jest więcej szczegółów.

    „https://www.theguardian.com/media/2010/dec/17/julian-assange-sweden

    Zaprawdę, interesujące jest, z czego można ukręcić człowiekowi stryczek.
    Nie mam zamiaru ujmować się jakoś szczególnie za JA, powinien być bardziej ostrożny w swojej sytuacji, ale naprawdę uważasz, że zgwałcona kobieta ma ochotę dzielić potem przez tydzień łóżko ze sprawcą swojej krzywdy? A ta druga, co najpierw migdali się z gościem w kinie, potem sprowadza go do swego mieszkania w jednoznacznym celu, chandryczy się w nocy o prezerwatywę, ale nie wyrzuca go z domu, tylko spędza z nim w łóżku dalsze godziny, robi zakupy i znowu się z nim kładzie? I w końcu cała sprawa ląduje na policji, bo gość najpierw nie ma ochoty ani czasu zrobić testu na choroby weneryczne, potem klinika jest zamknięta, a policja nie może go zmusić do testu bez prokuratora.
    Prokurator zaś musi mieć solidny powód, a więc zgwałcenie.

  271. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 18:41

    Ale ja wcale nie mam na myśli partii PiS. Chodzi mi raczej o ludzi o poglądach prawicowych, którzy szanują demokrację.
    Poza tym PiS przed wyborami urządziło szopkę z ukrytym prezesem i protektorem Misiewicza i orżnęło swoich wyborców. Chodziło im tylko o dorwanie się do władzy, a po nich choćby potop. Mam wrażenie, że rzeczywiście będzie to potop.

  272. zyta2003
    20 kwietnia o godz. 14:56

    Dobrze napisałaś o problemie dyskryminacji w Stanach. Duże firmy mają dużo do stracenia, bo jest je o co sądzić, a i reputacja się liczy. Dlatego są bardzo ostrożne. Nie jest jeszcze tak jak w UK, że informacje o zarobkach są jawne (tego tutejszy biznes bardzo nie lubi), ale w wielu miejscach nie negocjuje się już wynagrodzenia (jako że kobiety są w tym gorsze). I bardzo dokładnie dokumentuje się zastrzeżenia do pracownika. Pracowałam kiedyś w korporacji, która miała biura po całym świecie. Z różnych rozmów z paniami z krajów europejskich było jasne że Stany i Kanada są o niebo przed Europą w kwestii dyskryminacji. Firma mogła swoje narzucać, ale to zawsze sprowadza się do konkretnych ludzi.
    Kiedyś będąc w Polsce dłuższy czas, udałam się do warszawskiego biura mojej firmy. Potrzebowałam dostęp do czegoś tam. I byłam świadkiem darcia się jednego gościa na drugiego, bo ten drugi śmiał rozmawiać z podwładnym pierwszego bez jego pozwolenia. Było to niezwykle żenujące. Ale ktoś mi powiedział że to norma.

  273. Tobermory 20.04 o 14:56

    Chętnie Cię poinformuję. Otóż parę lat temu przeczytałam na forum wpis kobiety, że zamierza popełnić samobójstwo, z powodu zdrady męża. Chcieć się zabić z powodu miłosnego zawodu? To nie mieściło mi się w głowie. Mając (jak się później dowiedziałam) wybierającą się wlaśnie na studia córkę? Musiałam koniecznie coś przedsięwziąć. Pomyślałam: spróbuję, choć zdawałam sobie sprawę z ryzyka.
    Zaczęłyśmy korespondować, bardzo intensywnie, czasem dwa, trzy maile dziennie i tak intymnie, że bardziej się nie dało. Na początku odbierałam najczarniejszą rozpacz, jaką znałam doskonale z własnych doświadczeń. Na pierwsze zmiany czekałam kilka tygodni. A po paru miesięcach stawiała warunki „zdrajcy”, otoczeniu, losowi…. Dla mnie doświadczenie zupełnie niesamowite. Nic właściwie nie zrobiłam, dałam jej tylko całą moją uwagę, reszty dokonała sama.

  274. @Lewy 20 kwietnia o godz. 18:44

    Ten tekst gaali wcale nie jest zły, zwłaszcza jak na debiut. Poza tym masz zupełną rację, że jej tekst wypada dobrze w porównaniu. A że doborowe towarzystwo na blogu chce wiedzieć – to chyba normalne? Pytania padają o rzeczy dość istotne, więc nie nazwałabym tego czepialstwem.

  275. wbocek
    20 kwietnia o godz. 18:11
    Wiara, Jureczku, to znaczy, że ja wierzę w Ciebie, ja wierzę, że Twoje eskapady po jeziorze są prawdziwy, że Twoje zdjęcia nie są falszywe. Śmiało używaj tego słowa. Religianci przywlaszczyli sobie te słowa i Ty temu ulegasz. Można uzywać słowa wiara bez odnoszenia się do kolegi dezertera, tylko dlatego, że dezerter wierzy w swojego kolege, to co, to mi nie wolno wierzyć w Twoje istnienie ?
    Tak samo „szczęście” doskonale funkcjonuje poza religią. Bywam szczęśliwy lub nieszczęśliwy. Są to abstrakcyjne powszechniki, skróty myslowe jak sprawiedliwość, wolność i również szczęście. Nie bardzo rozumiem dlaczego Ty tych pojęć nie rozumiesz ? Czyżby dla Ciebie tylko takie konkrety jak stół, grzyb, drzewo miały znaczenie i a inne są słowami pustymi. Zdaje się, że jesteś zwolennikiem filozofii Kotarbińskiego, tzw. reizmu. Ja sobie tego filozofa niezbyt wysoko cenię.
    Uwierz mi Jureczku a widzisz”uwierz) boga nie ma a sprawiedliwość jest (nie zawsze)
    Wpadło mi do głowy, kiedy główkowałem nad genialnym sylogizmem Toby’ego, że im więcej sera tym mniej sera; czy można nie wierzyć w nieistnienie boga, bo na pewno nie można nie wierzyć w nieistnienie słoni.
    Ten Toby zaraził mnie scholastyką.

  276. Qba
    20 kwietnia o godz. 18:34

    Wrodzonym systemem wartości może być samouczek, jak przetrwać:) Człowiek tego nie potrafi zrobić sam przez pierwsze lata życia, chcąc nie chcąc, uczy się od starszych.

  277. @gaala
    20 kwietnia o godz. 18:57

    Dziękuję, teraz rozumiem. O to mi właśnie chodziło. Czyli całkiem normalne współczucie i zainteresowanie, wsparcie, które przydało sił i przywróciło pewność siebie. Od tego ma się czasem przyjaciół.

  278. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 18:45
    Przepraszam T. ze wpis do Ciebie choc nie pytany. To jest wlasnie roznica. Midzy tymi slownikowymi pojeciami. W slowniku gwalt po polsku = våldtäkt (szw). Nie wiem jak jest w innych krajach. Szw def gwaltu jest kompletnie rozna od pl definicji. Jakiekolwiek sa, czy jest trudno zrozumiec ze sa. Nie musisz akceptowac szw. Ja akceptuje i uwazam za prawidlowa. Ja dlatego sie wtracilem, bo uwazam te wszystkie pl historie kobiece (protesty, prawo etc, etc) za barbarzynstwo. To barbarzynstwo ma konsekwencje gospodarcze, spoleczne, rodzinne etc, etc. Zrodlem tego barbarzynstwa jest KK. Efektem cywilizacyjna zapasc. Czy chcesz ze mna T. przeprowadzic polemike na statystyki zarobkow, gospodarcze jakie chcesz? Obaj sie przygotujemy. Po weekend (bo jestem zajety)?
    pzdr seleuk

  279. @namarginesko
    Ok. Mnie się trochę nie spdobał ton. Np. Porównywanie gaali do Coellho. Ale pytac wolno i już gaala odpowiedziała Tobermory’emu.
    W żadnym wypadku nie chciałbym,żeby blog stał sie miejscem wzajemnego picia sobie z dziubków.

  280. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 18:45
    Drażliwy temat, ja wiem. Mogło być tak i tak. Może one po prostu bardzo chciały się dostać do gazet. Ale jeśli one mówią prawdę, to to nie jest psychologicznie nieprawdopodobne. Kobiecie czasem bardzo długo zajmuje uświadomienie że ktoś jej robi krzywdę. Ona do końca nie wie, czy to było złe, czy może jest przewrażliwiona. Czy w ogóle warto robić z igły widły? Bo nagonka będzie, będą jej nawet grozić śmiercią. Trzeba się zastanowić czy warto. A tu znalazła się druga z podobnym doświadczeniem. Będzie łatwiej, wsparcie, większa wiarygodność.
    Nie wiem czy posłuchałeś choć paru minut z linku od namargineski. Przecież przebywanie z kimś takim nawet jednego dnia nie mieści się w głowie. Ja miałam bliską koleżankę. Trochę nam się drogi rozeszły, a szkoda. Dziewczyna ogromnie uzdolniona, dusza towarzystwa, już po trzydziestce dostała się i skończyła ciężkie studia medyczne w Stanach. I potem wyszła za mąż, za religijnego Polaka. Gnojenie zaczęło się tuż po ślubie. Nie fizyczna przemoc, za to się idzie do więzienia. Ale nieustanne codzienne poniżanie, karanie, ustawianie. Po paru latach cała radość z życia z niej wyparowała. Ale się nie rozwiodła. Bo to, bo tamto.
    Ja wiem że to już trochę ni na temat, ale podobny syndrom. Ja tego nie rozumiem, ale tak jest.
    Lęk, bo to co znane lepsze niż co nieznane.

  281. gaala
    20 kwietnia o godz. 18:57
    Taka funkcja tutaj nazywa sie kurator (w sluzbie zdrowia). Aktualna Moja byla ok 10lat. To jest b wyczerpujaca psychicznie funkcja. Tacy kuratorzy maja tez swoich „kuratorow”, co tez pomagaja im zachowac dystans. Moja ma ok 40lat doswiadczen psych spol, psych kliniczny, socjonom. Ja nie wiem gdzie Ty mieszkasz, to nie wiem jak u Ciebie taki system funkcjonuje. W kazdym razie nie na mailach. Tutaj jest seria ~cotygodniowych „wysluchan” ok 1godz spotkanie.
    pzdr seleukos

  282. @Toby
    Parę słów na temat afery Dominika Strauss Kahna.
    Oczywiście mamy do czynienia z człowiekiem chorym na seks. Czytałem na ten temat rózne teorie, nawet takie spiskowe, że to prawica podstawiła mu tę pokojówke, żeby go umoczyć jako kandydata na prezydenta.
    A ja moim malutkim rozumem, czyli rozsądkiem tak sobie to ułożyłem.
    Strauss Kahn spieszy się na samolot, bierze prysznic, wychodzi z łazienki, a tu czarna pokojówka z ładną pupą jeździ odkurzaczem po dywanie. W szefie FNI uruchamia sie program seksualny, wyciaga z portfela np. 500 dolarów i proponuje dziewczynie szybki seks oralny, no bo nie ma czasu. Dziewczyna możesię zgadza, może waha, wtedy on dodaje jeszcze druga pięćsetkę i on się ogodzi ulżyć prezesowi banku. Pan Domniqe zbiera się, zamawia taksówke i jedzie na lotnisko, w drodze przypomniał sobie, że zapomnaił komórkę więc z lotniska prosi kogoś w hotelu, żeby mu te koórkę ktos przywióz, bo ma jeszcze czas.
    Tymczasem dziewczyn ma przewę, więc zeszła do kanciapy dla pokojówek i dzwoni do swojego boufrienda, chwląc się, że zarobiła 1000 dolarów. Ten obiezyświat pyta ją o tożsamość klienta i kiedy sie dowieduję, że to Strauss Kahn, mówi: Ales ty głupia, przecież to żyła złota, a ty sie zadowoliłaś marnym tysiącem. No to kobitka zaczyna mysle co tu robic. Zjawiaja się koleżanki z pracy. Ta zaczyna beczeć.Co sie stało. Ano, taki Francuz mnie na słuzbie zgwałcił ! Zgwałcił ! Ntychniast łaps za telefon . Policja ! Policja szybko pedzi na lotnisko i łapią bogu ducha winnego prezydenta Francji in spe i zaczyna się spektakl. rwa to jakiś czas, do NY przylatuje żona Dominika Anne Sinclaire. Wynajmuje najlepszych adwokatów. Ci dogaduja się z dziewczyną i niebagatelna suma pieniędzy przepływa na jej konta i ona rezygnuje z dalszego oskarżania Strauss Kahna. Wkrótce potem Ane Sinclaire rozwiodła się z niedoszłym prezydentem.
    A boyfriend triumfował: Widzisz głupia, gdybym nie ja, to dalej musiałabyś zapieprzac w tym fucking hotelu.

    Ale to moj scenariusz. Można by nakręcić niezły film

  283. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 14:52
    prawo, które nakazuje dzieci przesłuchiwać tylko raz, w obecności psychologa i innych służb oraz nagrywać ich zeznania do odtworzenia w sądzie jest u nas od kilkunastu lat. Przypuszczam, że dzieci byly przesluchiwane zgodnie z tym nakazem; częśc z nich , jako juz dorosła w toku spraw sądowych, mogła sama zeznawać.
    Jak zaznaczyłam, sprawa sądowa nie była publiczna, nie było na niej dziennikarzy i innych osób postronnych.Szczegółów prasa nie opisywała,podano tylko wyrok.

  284. Lewy
    20 kwietnia o godz. 19:09
    No trudno że Ci się mój ton nie spodobał. Ja zresztą nie odniosłam się do wstępniaka, tylko do tego konkretnego wpisu. Wstępniak był ciekawy, trochę inny (ja jestem za różnorodnością) i sprowokował emocjonującą dyskusję. Ale ten jeden wpis miał już dla mnie cechy Coelho. Uwierz w siebie, zmień w swoje życie, a spotkasz prawdziwą miłość. I bliscy staną się idealni. I takie tam.
    Mohikanin jak widzę wraca w dyskusjach. Ja też zacietrzewienia Twojego i namargineski nie rozumiałam. Ciągle mam lekki niesmak. Ale Wasze prawo. Dla mnie był jak inny człowiek, inny. Czegoś można się było dowiedzieć, podyskutować. Inny punkt widzenia na życie. Parę linków do przejrzenia.
    Czasem jest tu ostro, jedni to lubią, inni nie. Ładnie że bronisz gaalę, bardzo rycersko. Ale może ona tej obrony nie potrzebuje. I sama sobie da radę.

  285. W depresji wypisuje się różne rzeczy, które właściwie są wołaniem o pomoc. Miałem do czynienia z prawdziwą próbą samobójczą, kiedy znajoma pielęgniarka postanowiła się zabić, bo żona jej kochanka dowiedziała się o ich związku i postawiła mu ultimatum: ona albo ja. Kochanek zaś był lokalnym pastorem próbującym ratować nieukładające się małżeństwo swojej parafianki. Ratował do tego stopnia, że zaczął z nią sypiać w swoim parafialnym biurze, bo sam też był jakoś niezbyt szczęśliwy w swoim związku. Kiedy afera wyszła na jaw, pastor wybrał jednak własną żonę i czwórkę własnych dzieci oraz dom, który zakupił w trakcie miłosnej afery, zamiast cudzej żony z dwójką cudzych dzieci. Mąż znajomej o niczym nie wiedział i wszyscy znający sprawę pilnowali się bardzo, aby się nie dowiedział, bo jako porywczy człowiek pozabijałby nie tylko zdrajczynię i kochanka, ale i posłańca przy okazji. Nieszczęśliwa żona zaś postanowiła się zabić bardzo efektownie, bo wstrzykując sobie śmiertelną dawkę insuliny w kościele podłego kochanka. W ostatniej chwili jednak chyba się rozmyśliła, bo słaniając się na nogach pojawiła się u mnie w domu. Cóż miałem robić?
    Wzywać pogotowie?
    Powiadomią policję, dojdą, że insulinę podprowadziła w szpitalu, straci pracę, mąż się dowie o wszystkim, a wtedy nic, tylko się zabić 🙄
    Nie wzywać? Pomyślałem, że póki jest jako tako przytomna, nie wezwę. Miałem w domu glukozę, zacząłem wlewać w nią roztwór, karmić czekoladą, pilnować, by nie zasnęła… Wyszła z tego. Wróciła do domu. Potem rozmawiałem z nią często. Snuła plany zabicia się wraz z dziećmi, by zaoszczędzić im życia bez matki, wyperswadowałem mówiąc, że sama może się zabić, kiedy indziej, ale dzieci dadzą sobie radę bez niej, najwyżej będą jej nienawidzić przez resztę życia…
    O dziwo, pomogło. Z czasem odzyskała równowagę, wyprowadziła się od męża, w ciągłej nadziei na zmianę decyzji przez kochanka…
    Mijają lata, pastor żyje ze swoją rodziną, niczym nie niepokojony i chyba rad, że żona przerwała tę kłopotliwą sytuację. Na wydziale teologii zaś wykłada przyszłym pastorom etykę i pewnie ostrzega przed niebezpieczeństwami czyhającymi na duchownych w pracy duszpasterza 😎

  286. Lewy, 20.04, 16:41

    Najchętniej bym Cię uściskała za to, co napisałeś. Tak, jestem może trochę egzaltowana, o tej nocy mogę wypowiedzieć się precyzyjnie, opisałam to dokładnie w wydanej własnym sumptem e-książeczce, którą przysłowiowy pies z kulawą nogą się nie zaintresował; gdyby ktoś chciał, chętnie mu przyślę: Hanna.Lipinska@gmx.de. Nie prosiłam pana Jacka, sam do mnie napisał, kiedy na blogu zgłosiłam chęć napisania wstępniaka.

  287. @Jiba
    20 kwietnia o godz. 18:59
    Wrodzonym systemem wartości może być samouczek, jak przetrwać:) Człowiek tego nie potrafi zrobić sam przez pierwsze lata życia, chcąc nie chcąc, uczy się od starszych.

    Nie rozumiem. Czy zaliczasz do wartości umiejętność ucieczki? A jednocześnie piszesz, że uczy się od starszych. To wrodzone czy wyuczone? Wydawało mi się, że wartości to sposób zachowania się w określonych sytuacjach społecznych, stosunek do bliźnich, itd.

  288. Sorry, pomyłka: Hanna.Lipinski@gmx.de. Mieszkam w Niemczech

  289. @Lewy
    20 kwietnia o godz. 19:32

    Fajny scenariusz. Bardzo prawdopodobny.

  290. @gaala
    20 kwietnia o godz. 19:45

    Troszkę ryzykowne jest zamieszczanie swojego adresu na forach internetowych, z pełnym imieniem i nazwiskiem na dodatek.

  291. Lewy, Tobermory

    Sięgnęliście do dzieciństwa, to z racji nieboracji i ja sięgnę. Przepraszam jako dziad, że rzecz powtórzę, ale już nie chce mi się nowych pisać – grzyby są ciekawsze, wiosna, woda, coraz dłuższe podróże. Tak bym se szmyrgnął z Wrocławia do Koszalina pontonem Odrą i brzegami Bałtyku, ale na razie tylko marzę. Kiedyś ledwie bym pomyślał, na drugi dzień już jestem w drodze.

    A ten tekst pokazuje nierówną życiową ścieżkę, mimo mocno w dzieciństwie wdrukowanej prostości.

    JAKĄ ISTOTĄ CZŁOWIEK JEST

    Pamiętam, nikogo nie ma w domu, jestem jedynakiem, na stole leży cukierek. Chodzę dookoła, oglądam, nawet biorę do ręki, ale nie wezmę, bo nie napisane, że dla mnie – trzeba czekać na specjalne zezwolenie.

    Potem, pamiętam, jestem dorosły, ale bez przesady – zbieramy się z kumplem stawiać siatki. Wpada zziajany Władek.

    – Postawcie, chłopaki, dziesięć moich – mówi – potrzebuję na gwałt skrzynkę flądry. Nie opłaca się jechać swoją łódką po takie głupstwo.
    – Co za to będzie, Władziu?
    – A co chcecie?
    – A tego dorsza, co wpadnie w twoje siatki. Twoja flądra, nasz dorsz.
    – Nie ma sprawy.

    Jak nie, to nie – postawiliśmy. Na drugi dzień jedziemy zbierać. Tak wyszło, że najpierw żeśmy zbierali swoje. Dorsza – na lekarstwo, flądry – od metra, ale cholera na płask kosztuje grosze, a my jesteśmy potrzebujące, że choć się powieś. Dojeżdżamy do Władka siatek. A żeby cię! Cud na jeziorze Galilejskim: dorsz na dorszu, ręki nie ma gdzie wsadzić przy wyciąganiu. Ciągamy, ciągamy, ale patrzymy, że nam miny rzedną. Nie wytrzymałem – wyraziłem głośno to, co myślałem po cichu:

    – Ty, a jak Władziu zobaczy, ile dowaliło tego dorsza i z wrażenia zapomni jak żeśmy się umawiali?
    – Cały czas o tym myślę. Da z łaski po dwie sztuki i żegnaj, marynarzu.

    A trzeba wiedzieć, że jak się ciągnie siatki z piętnastu metrów głębokości, nie bardzo jak jest myśleć.

    – To właśnie mnie niepokoi – mówię. – Człowiek bardzo zmienną istotą jest.
    – A jeszcze – Władziu.
    – No właśnie: jeszcze – Władziu.

    Ciągnie kumpel, nie prosi, żeby przypalić fajkę i wsadzić mu do gęby, czyli że ma większy ciężar. Widać i po tym, że czoło niespotykanie pomarszczone.

    – Ty – mówi – nie wiem, czy się ze mną zgodzisz – ja bym na wszelki wypadek przerzucił trochę jego dorszy do naszych.
    – Co bym się miał nie zgodzić – też o tym myślę.

    Fala na morzu była martwa, niekoniecznie musiało się stać przy sterze. Zacząłem kraść dorsze z Władkowych siatek – w końcu nie mają napisane na czole skąd pochodzą. Co ukradnę – coraz bardziej się wściekam, że Władziu może się okazać taka świnia. A kumpel jeszcze sobie przypomniał, że kiedyś się pobił, znaczy – Władek, z własnym bratem o jednego gównianego łososia. Po takim czymś byłem już całkiem pewny, że Władek jest świnia – kradłem świni jak w transie.
    Z Władka siatek wyszła skrzynka flądry i trzy – dorsza. Z tym że jedna od razu była przeze mnie zarekwirowana, a w dalszym ciągu byliśmy zainteresowani co się stanie z resztą.

    Zjeżdżamy na przystań. Jesteśmy przed dalbą, Władziu już wrzeszczy:

    – Jak tam flądra?

    Nie odwrzaskujemy, bo po co przekrzykiwać silnik, dojedziemy – sam zobaczysz, oszuście. Wyciągamy się na brzeg. Jeszcze jesteśmy trochę w wodzie – Władziu już wtyka nosa.

    – Tak tam twoja flądra – mówimy – że jakbyś zgadł, jest skrzynka. Ale dorsza też masz niewąsko – ze sto kilo.

    Władziu zbladł.

    – To mnie nie interesuje – mówi twardo – dorsz jest wasz.

    Rybak – co tu gadać.

    – Tak? – udajemy, że się dziwimy, ale naprawdę się dziwimy.
    – No a jak? Chyba była umowa.
    – Władziu, chcesz, to weź od nas jeszcze skrzynkę flądry.
    – Na kiego grzyba mi wasza skrzynka, potrzebuję tylko jedną.
    – To bierz, już masz powyciągane.
    – Tak? Złote chłopaki – jakbyście wiedzieli, że się spieszę. Schowajcie moje siatki do siebie, jutro postawię piwo.

    Wrzucił skrzynkę do skarpety, zatrąbił na pożegnanie, pojechał.

    A my z kumplem do dziś nie bardzo możemy na siebie patrzeć. Znaczy, on – na mnie, ja – na niego.

  292. Dla przerwnia zapalczywosci w dzisiaj dyskussji. Wlasnie przeczytalem wiadomosc. Jedna religijna sekta zdelegalizowala druga sekte. Za pomoca „prawa” , pomoc panstwa. Swiadkowie Jechowy zostali zdelegalizowani w Rosji wyrokiem sadu. Prawdopodobnie bedzie proces do Sadu Europy. Ja ta uwazam za smieszne i pozytywne. Najlepiej by bylo jakby sie sekty same wygniotly. Bez sadow.

    Poza tym chyba mialem dzis za duzo wolnego. Zadnych zajec poza torrent, blogowanie, zalegle czytelnictwo i takie. Objecuje poprawe na pare dni 😉

    pzdr seleuk(os)

  293. @seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 19:51

    A gdzież Ty dostrzegłeś zapalczywość w dzisiejszej dyskusji?

  294. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 19:38
    A skąd wiedziałeś że po przedawkowaniu insuliny trzeba podawać glukozę? Czy tego uczą w szkole? Jestem pod wrażeniem. Ale trochę ryzykowałeś, bo gdyby jednak wyzionęła ducha, to byłoby zabójstwo, chociaż może bez premedytacji.

  295. gaala
    20 kwietnia o godz. 18:57

    Może nie słyszałaś o tym, ale niedawno rząd pisokatolicki odebrał finansowanie „Niebieskiej linii”. Jest to linia, na którą dzwonią osoby w trudnych, ciężkich, desperackich sytuacjach życiowych. Właśnie takie, z jaką Ty się zetknęłaś wchodząc w dialog z kobietą mającą zamiar ze sobą skończyć.
    „Linia” udziela informacji – praktycznych, technicznych, prawnych, medycznych. Zgodnych z wiedzą współczesną. Pomaga – w pierwsze chwili – psychologicznie i ratunkowo, a następnie proponuje bliższy kontakt z ośrodkami pomocy i poradniami psychologicznymi. „Linia” niesie ulgę w udręce i pomaga odzyskać się w zagubieniu wśród dramatu własnego życia i jego zdarzeń. Nie ideologizuje i nie szerzy kłamstw katolickich.

    „Niebieska linia” robi nieocenioną, bardzo ludzką, sensowną, nieraz dosłownie ratującą życie, robotę. Pisokatolicy zabrali jej pieniądze. Komunikat jest jasny: won!
    Linia przepadłaby, zniknęła. Ale żyje. Dlatego, że znaleźli się prywatni donatorzy oraz firma „Avon” – którzy podtrzymują życie „Linii”.

    Nie jest to rozwiązanie systemowe, ale ratunkowe.Co będzie dalej – nie wiadomo.

    Tak polskie państwo pisokatolickie rozwala, utrupia dobro, by praktykować własne – które jest złem wcielonym.

    Zrobiłaś więc coś,co robi „Niebieska linia” Możliwe, że realnie uratowałaś kobiecie życie. Prostym działaniem: uważnym wysłuchaniem, daniem poczucia, że jest drugi, życzliwy człowiek – co jest nieraz zupełnie fundamentalne.
    Tym samym sprzeciwiłaś się katopaństwu polskiemu.

  296. Qba
    20 kwietnia o godz. 19:41

    Dowcip, Qba. Uważam, że małym człowiekiem kieruje to samo, co małym żółwiem, który po wykluciu się pędzi do wody, bo tak. System wartości człowiek zawdzięcza tym, którzy się nim opiekują przez pierwsze lata. Skoro przeżył, znaczy, że działają.

  297. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 20:18
    Tak sie mnie zdalo Tobermory, ze temperatura urosla. Moze sam sie przyczynilem niepotrzebnie. To z kobietami dziecmi szkola takie to u mnie troche „zapalczywe” tematy. Ja b chetnie moge pisac/komentowac cos o korporacjach bo to mnie calkiem zimno. Tabelki patrzec tak dosc beznamietnie. Tyle
    pzdr seleuk

  298. Lewy
    20 kwietnia o godz. 18:59

    Lewusku, Ty sobie gadaj, a dla mnie, pomijając, oczywiście, rozmowy na blogu o wierze religijnej, pojęcie wiary nie istnieje ani na co dzień, ani od święta, tak jak istnieją i są żywe np. „szlak”, „trasa”, „droga”, „rower”. „okręt”, „kanał”, „Jamno”, „morze”, „Chudzinka” i wiele innych. Nie ma sytuacji, w których to pojęcie byłoby potrzebne i coś wyjaśniało, przywoływało jakieś obrazy, nastroje, stany. To, co mówisz o wierze, to tylko słowne konstrukcje dla uzasadnienia potrzeby wiary w życiu człowieka. Ale wiara jako ogólnik to tylko słowo bez desygnatu, abstrakt, który kiedyś człowiek wymyślił z konkretnych powodów, a później ono się rozmnożyło na milion znaczeń, które nic nie znaczą, całkiem jak „prawda”. A ja nie potrzebuję w codzienności żadnej wiary – ani ogólnej, ani szczególnej. Oczywiście, można się uprzeć, że potrzebuję: wierzę, że Australia leży, gdzie leży, że sklep, do którego idę, jest otwarty, że wychodząc, zamknąłem drzwi na klucz itd. Ale to tylko okazjonalne użycie wyrazu „wiara” dla dobicia mnie. Bo ty też tego pojęcia za bardzo nie potrzebujesz. Wszystkie pojęcia kiedyś zostały przecież wymyślone. Był więc długi czas bez „wiary”, bo nie było potrzeby używania takiego abstraktu. Z czasem człek do niego może dorósł. Ale ja, widzisz, nie – i żyję. Bez wiary, nadziei, no i, psia jej mać, miłości.

  299. @wbocek 20 kwietnia o godz. 19:50

    Z tym niezjedzeniem cukierka to jest (przypadkiem) klasyka psychologii.
    Dziecko ma wybór: albo zjedz jeden od razu, albo poczekaj – i dostaniesz drugi.
    Jak sobie radzą z pokusą? Wygląda to dość zabawnie:

    „https://www.youtube.com/watch?v=QX_oy9614HQ
    Ale rokowania na sukces w dorosłym życiu są lepsze dla tych dzieci, które umieją czekać.

    A co do ryby – jednak mogło być odwrotnie 😀

  300. gaala

    Kurde, siedziałem w zupełnie innej materii, a Tanaka przypomniał mi o kobiecie, do której wyciągnęłaś pomocną dłoń. To coś bezcennego, zwłaszcza że skutku nigdy nie da się przewidzieć. Idziesz w ciemno, ale idziesz, masz ten motor. Piękna sprawa. Bardzo to doceniam. Bo do swojego najmłodszego brata też dłoń wyciągnąłem, niestety – grubo za późno.

  301. No i melduję się z powrotem. Piękny mielismy spacer (ja z kijami, mlody z rowerem) choc pogoda depresyjna jak i wczoraj, kota mozna dostac. Trochę wiosny się jednak pokazalo w lesie choc buki ciagle calkiem bezlistne. Meszkom piekielnym tez pogoda nie przeszkadza i juz sie pierwsze pokazaly. A i tak pozazdroscilam dalekobieznym wedrowcom, ktorzy objuczeni maszerowali po West Highland Way do Fort William. Tez chce!

    Jak się odbłoce to wlaczę sie z powrotem do dyskusji bo sie piknie rozwija 😉

  302. Tobermory
    20 kwietnia o godz. 19:38

    Swoją opowieścią z życia przypomniałeś mi nadwiślańskiego pastora pt. Kaziu Marcinkiewicz, na posadzie premiera pisoidalnego. Był taki.
    Ówże, zajmował się wykładami dla sakramentalnych małżonków katolickich,po jakichś znaczniejszych klasztorach, może w Tyńcu a może na tzw. Jasnej Górze, na temat świętości i prawidłowości katolickiej życia i pożycia męża z żoną katolicką – i odwrotnie.
    Rzeczony Kaziu był fachowiec w sprawie – miał żonę sakramentalną i czwórkę dzieci, w wieku niedorosłym jeszcze.
    Zdaje się że jeszcze w trakcie tych wspaniałych wykładów dla małżonków sakramentalnych, używał sobie już innej żony – Izabeli coś tam z Londynu – przy czym druga żona nie była sakramentalna, tylko taka bardziej niesakramentalna i całkiem miła.

    Następnie Kaziu rzucił swoją sakramentalną w cholerę i udał się do Londynu w celu zarobkowym („cała Polska szuka pracy dla Kazia” – który to Kaziu przestał być p.o. premiera za sprawą Kaczyńskego) oraz w celu dalszego używania Izabeli, która od tego używania zaczęła pisać , chyba na FB różne częstochowsko-miłosne wierszyki, oraz udzielać rad dobrym ludziom, w rodzaju: jest miło, gdy jest przyjemnie; albo: jest wesoło, gdy jest radośnie.

    Zdaje się, że w tym zestawie nadwiślańskim nikt nie popełnił samobójstwa, ale Izka z Kaziem spotkali się w sądzie rozwodowym,ona z ręką na temblaku, bo Kaziu zaniedbał Izkę, a Kaziu miał podkrążone oczy i zupełnie marny wygląd starego capa.

    Wniosek z tego taki, że są pastorzy nad Wisłą,chociaż ich nie ma.

  303. Kostka
    20 kwietnia o godz. 21:03

    A nie masz foty jakiej z tej spaceropiękności?

  304. @Lewy, (13 kwietnia o godz. 17:11)

    Mnie sie wszystko Tokarczuk podoba,… kazda nowa ksiaka jest o czyms innym… Bieguni o szalonym swiecie lotnisk…

    Zdaniem filozofa @Lewego „Bieguni” to książka o szalonym świecie lotnisk.

    Jednakże zdaniem samej autorki:
    Ta książka stara się być lojalna wobec kakofonii i dysonansu naszego doświadczania świata, wobec niemożliwości jego ujednolicenia, wobec jego chaosu, rozpadania się i ponownego tworzenia nowych konfiguracji. Jestem w niej wierna peryferiom, obszarom niedopowiedzianym, zamazanym. Powtarzam w niej własne błędy i wydaje mi się to absolutnie konieczne.

    Zdaniem recenzentów:
    Głównym tematem powieści jest sytuacja egzystencjalna człowieka w podróży.
    Tytuł nawiązuje do odłamu rosyjskich staroobrzędowców, biegunów (bieżeńców), wierzących, iż świat jest przesiąknięty złem, które ma do człowieka trudniejszy dostęp, gdy pozostaje on w ciągłym ruchu. Aby złu nie ulec, konieczne jest nieustanne przemieszczanie się.
    Fabuła utworu skonstruowana jest w formie przeplatających się, niepowiązanych ze sobą na pierwszy rzut oka, wątków. Obok wątku podróżowania (podróże samej autorki oraz kilku bohaterów), obecny jest także temat pragnienia unieśmiertelnienia człowieka, tym razem nie w aspekcie duszy, ale poprzez konserwację jego martwego ciała (historia XVII-wiecznego anatoma, Filipa Verheyena oraz XXI-wiecznego lekarza, Blaua).

    Powiedzieć, że „Bieguni” to książka o szalonym świecie lotnisk to to samo, co powiedzieć, że „Odyseja” jest podręcznikiem do nawigacji a „Proces” Kafki komentarzem do kpk.
    Pan @Lewy albo kompletnie nie rozumie tego, co czyta. Albo nie czyta, tylko udaje oczytanego.
    W tej sytuacji mogę jedynie powtórzyć: Kto ma przeciwko sobie głupców, zasługuje na zaufanie. (Jean-Paul Sartre)

    Chciałem spuścić kurtynę milczenia nad żenującą wypowiedzią @Lewego. Ale skoro tak bardzo za mną tęskni, nie mogę zawieść jego oczekiwań.

  305. Kostka
    20 kwietnia o godz. 21:03

    Jezu, Kosteczko patyczkowa, Ty się nie obrażaj, bo ja nie dla obrazy, lecz z dobrego serca. Jak widzę i słyszę „kijki”, samo się tłumaczy na „patyczki”. A z kolei patyczki to coś takiego, że nie idzie spokojnie przejechać i muszę śmignąć szóstką, żeby czegoś śmiesznego obok patyczków nie powiedzieć. Oczywiście, mam do powiedzenia same dobre rzeczy. Np.: „Rzuć w cholerę te patyczki, bo nic nie dają, skup się lepiej na oddechu”. Ale jak kiedyś znajomej powiedziałem (bo głównie się kobiety dały na patyczki nabrać), wyszła prawie kłótnia, bo znajoma nic ze sportem, ćwiczeniami i kulturą fizyczną wspólnego nie miała, dlatego jest mocno nawiedzona, a patyczki to dla niej fetysz i świętość: nawet jak stoją w szafie, znajoma jest zdrowsza – w każdym razie tak mówi. Wiara czyni cuda,

  306. @mohikanin przedostatni 20 kwietnia o godz. 21:29
    Łojejkujejku! Lewy w przelocie nie zrecenzował Olgi Tokarczuk? I nie posłużył się przy tym słowami szanownej autorki? Sodoma i Gomora, że tak powiem 😉

  307. @Tanaka
    Teraz Kazio obnaża intensywnie niecnego Kaczora. Ciagle pojawia się jako drugi obok Miśka Kamińskiego ekspert od pisuaru.Pokazuje od podszewki nieuczciwość swojego dawnego pana, który go jak psa wykopał. Kto wie, czy nie posądza Kaczora również o to, że przez niego opuścił żonę i cztery male Marcinkiewiczki i pchnął go w ramiona Dżezabeli, femme fatale dla biednego Kazia. Przecie Kazio był emocjonalnie nieprzygotowany do spotkania takiego wampa, co to pisze wierszyki. Taki fajniutki premierek co to spełniał obietnice zlożoną przez Jarka solenie narodowi, że jak brat prezydent, to on nie ma mowy żaden premier, no i Kaziu przez kilka miesięcy pomagał Kaczorowi spełniać tę obietnicę, tańcząc na studiniówkach, odgrywając takiego fajnego gościa w styl JPII. Ale sen się skończył i Kaziu jako ekspert wylądował w Londynie.Ci bankowcy to chyba myśleli, że on był prawdziwy premier, to mu dali tę fuchę, bo liczyli, że on im udostępni polskie bogactwa, ale okazało się , że kaka było szybsze i żadnych już bogactw nie ma , no to i Kazia zwolnili. Więc on teraz ekspert, a Dżezabela pisze listy, fajsbukuje i jawi sie jako ekspert od niecnego Kazia.
    Pomysleć,że to było takie poczciwe pachole, posłuszny ministrant, narzeczony, małżonek … i wszystko przez Kaczora,zrobił z niego takiego trochę niedorobionego męża stanu, jak z Sariusza Wolskiego. Kaczor to ma łeb, a Kazio niech się dalej mści.

  308. Kostka
    20 kwietnia o godz. 21:03

    My tu mamy klub patyczaków na blogu, ja, Konstancja i teraz Ty. No to witaj w klubie 🙂

    pombocku miły, babie nie wyonacys, ja i tak bedem z kijami chodzić, hej.

  309. @mohikanin
    No to ze wstydu muszę sie spalić. Ale mój poczciwcze, ja tak szybciutko przebiegałem nad twórczością dla mnie genialnej Olgi Tokarczuk, bo tematem było wtedy, czy kobieta jest głupsza od mężczyzny i ja przytoczyłem Tokarczuk i Marie Curie Skłodowską, jako przykłady genialnych kobiet, nie rozpisując się. Chciałem tylko podkreślić wielowątkowość Tokarczuk, że kazda książka to zupełnie inny temat, że jedna o Niemcach we Wrocławiu, inna o Żydach i jeszcze inna o lotniskach w Biegunach. Oczywiście chłopcze w Biegunach jest dużo więcej, nie tylko o lotniskach. Mogłeś mi zarzucic , że nie napisalem, że Curie Skłodowska jest jedynym podwójnym laureatem Nobla, no nie napisałem, więc jestem żenujący A ty biedaku trudziłes się, grzebałeś w internecie i walnąłeś mnie Kafką,chociaż chciałeś spuścic kurtynę milczenia na żenującego Lewego.
    Ech Mohikaninie, dlaczego ty jesteś taki no….niemądry, zeby nie użyć mocniejszego określenia np. bałwan

  310. @ zyta2003
    Nie ponizac. Masz racje, powinien to byc glowny imperatyw rozmowy, dyskusji, zartow – tak z dziecmi jak i miedzy doroslymi. Ale wybralas sobie nieodpowiednie miejsce na przypominanie go. Na tym blogu ponizanie przeciwnika jest najlepsza zabawa i glownym powodem wystepow wielu uczestnikow. Ks.prof.Hellera mozna wysmiac za szukanie Boga w bozonach, papieza nazywa sie z upodobaniem „kremowkowym Lolkiem”( najwyrazniej z przekonaniem, ze to wystarczy do odebrania mu jakiegokolwiek znaczenia), ludziom wierzacym odmawia sie zdolnosci myslenia. Nie mowiac juz o stylu dyskusji z nieortodoksyjnymi uczestnikami blogu. W tym palme pierwszenstwa oddaje @Tanace, @wbockowi i @Na Marginesie.
    Wlasciwie nie trzeba im psuc zabawy. Bawia sie jak najlepiej potrafia.

  311. @kruk 20 kwietnia o godz. 21:54

    Jak tak – to po co usiłujesz nam „psuć zabawę”?
    Skoro jak twierdzisz blog nie dla Ciebie – wniosek prosty.

    Tomasz Jastrun pisał kiedyś o religiantach, że są jak pieski – koniecznie muszą obsikać (czytaj: ukrzyżować) każdy kąt. I każde forum.

  312. NeferNefer

    Neferko, jak mówię do dezertera, to chcę go wyonacyć? W życiu! Przecież mówię, że mówię i tylko mówię. Ty mówisz, ja mówię, my mówimy, wy mówicie, uny mówiom.

  313. Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 22:03

    Właśnie chciałem oną czarną damę zapytać, co ją siłą wciąga w to szambo.

  314. Uny kracom. Jako corne kruki, wrony.

  315. @wbocek 20 kwietnia o godz. 22:08
    Musi co chyba imperatyw 😀

  316. O pardon. „Glowny imperatyw”. Otóż to.

  317. Kijków nie dam sobie odebrać!
    Pombocek jest niereformowalny pod tym względem; juz kiedyś nam tłumaczył bezsens trzymania i chodzenia z kijami.
    Nie wiem, jak Ty, Neferko, ale chodzić i tylko oddychać-to dla mnie za trudne. Zapominam po piętnastu krokach.
    Kijki nadają chodzeniu pewien rytm, oddech sam się reguluje i w lesie Marcelińskim wdycha jod i wszwelkie inne dobrodziejstwa; poza lasem kije w rękę, jak niepotrzebny chwilowo parasol- nie oddycham, bo smog tej zimy był wszędzie odczuwalny.
    Miło mi, że moja imienniczka też hołubi kije dwa.

  318. @Na marginesie
    20 kwietnia o godz. 14:50
    Nie wiem co to New Age ale też wyciągnęłam z opresji kobietę zdecydowaną na samobójstwo. I na dodatek nie znając jej osobiście, bo cała sprawa odbyła się przez internet. I żadne New Age, po prostu zauważyłam jej krzyk o pomoc i podałam jej rękę. Dlatego przyjmuję to co napisała gaala, bo wiem, że to możliwe.
    @Tobermory
    Często wystarczy deklaracja ‚jestem z tobą nie jesteś sam/a’ i rozmowa.
    Nawet przez GG czy Skype.

  319. U nas popularne jest chodzenie z ciężarkami. Mięśnie rąk się ćwiczy, a można też komuś przywalić w potrzebie. Kijkiem zresztą też. Chociaż sama chodzę bez :|.
    A tu trochę wiosny: https://goo.gl/photos/Gs5QGxB8J22E1RV5A
    U nas już nawet bez kwitnie. Jakoś za szybko.

  320. NeferNefer
    20 kwietnia o godz. 21:45

    Super! Milo mi to slyszec!

    Pombocku, ja sie nie obraze bo mam do reacji na patykowanie iscie flegmatyczne podejcie ;-). Na Wyspach kije nie przyjely sie tak jak w Niemczech czy w Polsce wiec przyzwyczailam sie, ze jak sie ludzie na mnie gapia to im kacik ust drga tak jakos podejrzanie… 🙂 Swoje i tak wiem, bo jak sie tymi kijami wezmie dobry zamach w szybkim tempie i pod odpowiednim kątem to sie potem wszystkie miesnie czuje tak jak trzeba 😉

    Nie wiem czemu ale nikt sie nie chichra na widok facetow z gołymi łydami, ktorym siodełko waskie i niewygodne wzyna sie w zadek albo ubranych w żarówiaste lajkry i truchtajacych z obledem w oczach a baba z patykami zawsze kogos rozbawi. No i dobrze, smiech to zdrowie! Wiec niech sie ktos pocieszy 🙂 Tutejszy klasyk to: „Ojojoj, zgubilas narty?”

    U mnie to naturalnie wyszlo bo jakos nie lubie biegac a chodzic i owszem. Mam szczescie bo i wczesniej, jak mieszkalam pod Yorkiem i teraz, pod Glasgow mam przepiekne tereny do chodzenia tuz pod nosem. Z kijami albo bez a takze na rower.

  321. @wbocek
    20 kwietnia o godz. 15:12
    Gaala nie podpiera się naukową wiedzą, używa określeń jakie wg niej sa odpowiednie do tego co chce przekazać. To nie jest rozprawka naukowa, to refleksje o swoim życiu. A ty się czepiasz słownictwa. Bez sęsu.(sic!)

  322. Tanaka
    20 kwietnia o godz. 21:04

    A tak wlasnie sobie dzis na spacerze pomyslalam, ze czas zalozyc jakas galerie dostepna ogolnie bo fajnie by sie bylo czasem czyms podzielic. Sprobuje w weekend sie do tego zabrac moze. Dzis mimo burego nieba nisko nad glowa piekne byly widoki – lisci na drzewach nie duzo za to mchy i porosty (a jest tutaj tego duzo) az fosforyzowaly na zielono.

    Wiec nie mam zdjec wlasnych ale kilka w linku ponizej oddaje klimat choc troszke:

    http://blueskyscotland.blogspot.co.uk/2009/11/mugdock.html

    To tylko przedsmak „dzikiej” Szkocji bo granica prawdziwych Highlands zaczyna sie pol godziny drogi od nas na polnoc, ale w sam raz zeby wyskoczyc wieczorem

  323. konstancja
    20 kwietnia o godz. 22:15

    🙂

    izabella
    20 kwietnia o godz. 22:20

    Z ciezarkami nie probowalam za to kijami juz raz pogonilam amstafa, ktory sie za bardzo probowal spoufalac… Piekna macie wiosne!

  324. Znow mnie cos zaintrygowalo, az sie musze zapytac. Zaznaczam jednak. Nie chce wywolywac krwawej dysskusji. Chcialbym dostac odpowiedz jedynie. Nie bede nic sam pisal. itd itp etc etc.

    Pombocku, wyjasnij mnie dlaczego jestes przeciwnikiem kijkow? Ewentualnie odeslij do poprzednich wyjasnien co przegapilem.

    Dla ulatwienia dodaje, ze nie mam kijkow. Chodzic nie lubie. Lubie plywac jak woda ca 20stC.

    pzdr seleuk

  325. Lewy
    20 kwietnia o godz. 21:54

    No i bylo sie oczytaniem popisywac?! 😉 Az sie mohikanin zbulwersowal. Moze trzeba mu bylo J.F Coopera zrecenzowac a nie jakas Tokarczuk i to w dodatku po lebkach

  326. wbocek
    20 kwietnia o godz. 19:50

    Piękne!

  327. Kostka 22:36

    I po coś pogoniła amstaffa? Może on chciał z Tobą pobiegać wedle nowej mody? Biegania z psem? Chociaż kilka razy zdarzyło mi się widzieć sytuację odwrotną. Faceta biegnącego przed psem. Tylko w oczy rzucał się brak koordynacji między oboma.

  328. oj te damsko-męskie rozmówki dzisiaj

    https://youtu.be/2g5Hz17C4is
    🙂 Shaggy zawsze mnie rozśmiesza

    zaraz poodpisywam, tylko trochę zajentyk

  329. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 22:38

    Proszę bardzo, seleukosku. A mówię jak jajakobyły kulturysta nieszpanujący, lecz ćwiczący dla sprawności, biegacz, siatkarz, pingpongista, gimnastyk, pływak, kajakarz i pedał…ten…pedalarz. Aha, i marszobiegający, zwłaszcza nocami (trzy razy nocna trasa Koszalin – Słupsk – 67 km). Marsz z uregulowanym oddychaniem, a nawet z różnymi ćwiczeniami w marszu i w ewentualnych przerwach w marszu – jak najbardziej. Patyczki dają tyle samo, co podnoszenie łyżki z zupą lub pawie piórko w dupie. Na tysiąc patyczkujących dam, ze cztery robią to energicznie, choć też to psu na budę, reszta patyczki NOSI, a służą one głównie do rozmawiania. Największy pożytek z patyczkowej mody mają producenci i handlowcy.

  330. paradox57
    20 kwietnia o godz. 22:49

    Za amstaffami jeszcze jakos od czasu pracowania w lecznicy nie przepadam. Uprzedzenie mam bo jakos wtedy wlasnie zaczela sie na nie moda i w polowie przypadkow wlascicielami byli ludzie nie majacy na nimi zadnej kontroli. Jakos zawsze mnie probowaly uchapac 😉 Ale to juz taki subiektywny punkt widzenia…

    Ten pogoniony tez wlasnie jakos tak biegal z panem (pan kilkaset metrow za nim drac sie wnieboglosy ” COME HERE, YOU F**** SUCH AND SUCH” . To go profilaktycznie przesunelam ze sciezki, jak mnie chcial oblizac.

  331. W kwestii kijków. Może jakiś atawizm się odzywa, z czasów kiedyśmy do biegania używali czterech. Poza tym podobno bardziej efektywne. Przyznacie, że głupio by wyglądało bieganie na czterech własnych, a to z racji takiej dysproporcji długości kończyn.

  332. @mohikanin przedostatni
    Jednym zdaniem celnie zrecenzować książkę tak, aby wydobyć jej sens jest bardo trudno. Lewemu udało się to po mistrzowsku. Zdanie o książce Tokarczuk Bieguni o szalonym świecie lotnisk jest taką mistrzowską recenzją. „Bożeńcy” w świecie odhumanizowanego zgiełku lotnisk – Heathrow w Londynie, John F. Kennedy International Airport w Nowym Jorku, czy Aeroporta Szeremietiewo w Moskwie – to metafora ukazująca dwa odległe sobie światy. Ale, aby to zrozumieć, trzeba umieć poruszać się w świecie metafor. Ty tego nie umiesz. Niektórzy tak mają.

  333. Też mam te patyki – Neferka i Konstancja mnie nawróciły na kupno, ale jeszcze nie maiłam okazji używać – jakoś nie wyszło. Ale nie tracę nadziei…

  334. seleuk(os)
    20 kwietnia o godz. 22:38
    Dziekuje za odpowiedz
    pzdr seleuk

  335. Odkąd opanowałem metodę, chodzę na dłuższe spacery z kijkami i pombocek może mi nafikać 😉

  336. Kostka

    Ja rozumiem. Amstaff to poważny pies. Do nas ostatnio trafił na obserwację pies, który własnemu pańciowi chciał uchapać rękę. Właściciel nie pamiętał, czy pies był zaszczepiony. Czyli nie był. Ratlerek.

  337. Paczcie państwo, ukryta opcja kijow.. nie. Kijczana?

  338. wbocek
    20 kwietnia o godz. 22:59
    Tylko niechlujne pociagniecie mysza. 😉

  339. Z takim amstaffem można biegać, tenże nóżki ma krótkie, to może i właściciel nadąży. Ale jak się miało pies pracujący, który miał wybiegać 30 km … rozpacz. 🙂
    Kostka,
    umieszczamy swoje zdjęcia na Google i wpisujemy link do tej tabelki „strona www” nick się niebieszczy i wiadomo czego oczekiwać. Tobermory ma przepiękne zdjęcia. Neferka też.

  340. Paradox
    no żesz miałam ratlerka – to była bardzo bitna bestia 🙂

  341. @Anumlik

    Odpuść mu, temu mohikanowi. Przepisanie tak długiego fragmentu z cudzej recenzji musiało wymagać dużego wysiłku. więc skąd miał wziąć siłę na to, żeby napisać coś od siebie? Z sensem?

  342. NeferNefer
    20 kwietnia o godz. 22:53
    Tak jest Shaggy się nada :). Zaczęłam go słuchać na Jamajce. Biedny kraj, ale luzacki, wariacka jazda, bez przestrzegania jakichkolwiek przepisów, otwarte okna w starych gratach i na cały regulator albo Bob Marley albo Shaggy właśnie. Tak mi się on teraz kojarzy.

  343. I znow ta nieodparta ciekawosc…
    paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:09
    Czy pies nie musi byc szczepiony? (Ksiazka szczepien) nawet czczczczczua
    Kazda odp przyjme bezdyskusyjnie.
    pzdr seleuk

  344. Ewa-Joanna
    Abo w nim siedzi doberman. I ciasno mu w ratlerku. Więc trafia go wrrrw.

    Seleuk(os)

    Musi, obowiązkowo na wściekliznę. Co roku. Ale u nas niektórzy pańciowie są tak zajęci, że zapominają. Mimo że akurat to szczepienie jest tanie jak barszcz. Może gdyby było droższe, to by pamiętali. Tak z 1000 zł grzywny za zapominalstwo.

  345. paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:20
    Dzieki seleuk

  346. Seleuk(os)

    Uzupełnienie. U nas jest tak, że jeśli pies kogoś pogryzie, obowiązkowo jest poddawany obserwacji. Czy ma ważne szczepienie, czy nie. Tyle że w tym pierwszym przypadku rygory takiej obserwacji są złagodzone.

  347. W zwiazku z tym mam pyt dodatkowe (bezdyskusyjne). Czy pies nie musi chodzic na smyczy?
    pzdr seleuk

  348. konstancja
    20 kwietnia o godz. 22:15

    Konstancyjeczkojajeczko, to nie ja jestem niereformowalny, lecz patyczaki. Ja po prostu z dużego doświadczenia w analizowaniu ruchu, z uprawiania różnych sportów, z życia w ciągłym ruchu i z ponad dwudziestoletniej ciężkiej pracy fizycznej wiem, ile jakiego wysiłku trzeba, żeby coś osiągnąć.
    Nie krytykuję więc samego ruchu, stwierdzam jedynie, że patyczki są dla leniwych, którym się nie chce robić żadnych ćwiczeń, a chodzenie ze wszystkich ćwiczeń jest najprostsze, najmniej fatygujące, więc i najmniej dające, choć, oczywiście, lepsze niż leżenie do góry brzuchem. Panie, zwłaszcza babcie, uwierzyły, że zdrowie i sprawność są w patyczkach, więc je ze sobą NOSZĄ. Oczywiście, sama psychiczna mobilizacja dzięki patyczkom, też ma wartość, ale ja oceniam patyczki jako przyrząd gimnastyczny – ich wartość przy chodzeniu jest zerowa.

    Jak się ktoś uprze, to nawtyka do komentarza na ich temat 150 dobroczynnych skutków, podobnie jak reklamiarze przypisują wartość panaceum reklamowanym lekarstwom, co stało się epidemią.

    Oczywiście, z patyczkami czy bez, bydźta zdrowe. Tak Wam dopomóż bóg patyczak.

  349. @paradox57
    Bo i siedzi 🙂 Nasz nie na darmo miał ksywkę Pan Michał, aczkolwiek na imię Pikuś.

  350. Wracajac po przerwie…

    tejot
    20 kwietnia o godz. 18:13

    Myslalam sobie o tym na spacerze.

    a) Mysle, ze system wartosci w takim sensie w jakim rozumieja go dorosli nie jest u dzieci wrodzony. Ja na pewno na to nie licze w przypadku wlasnego potomka. Gdyby wszyscy ludzie mieli ow mityczny system wartosci wrodzony to po co ktos by sobie zawrocil glowe stworzeniem na ten przyklad dekalogu. Albo nie przymierzajac kodeksu Hammurabiego. Albo jakichkolwiek innych zbiorow norm wraz z konsekwencjami.
    b) (i reszta twojego wpisu)…Wydaje mi sie tez (ale chcialabym wiecej doczytac na ten temat, zeby nie bylo ze cos mi dzwoni ale nie wiadomo gdzie dokladnie) ze jako gatunek mamy predyspozycje do pewnych „wartosci” (altruizm na przyklad) i odpowiedzialne za nie w mozgu obszry rozwiniete w procesie takiej a nie innej sciezki (czy sciezek) ewolucji. Czyli owa matryce. (tak jak istnieje obszar odpowiedzialny za sklonnosc do wiary w wyimaginowane). Dochodza tez pewnie roznice osobnicze – jedni maja wieksza sklonnosc do empatii, inni do depresji. Wiadomo tez ze mozg jest niesamowicie plastycznym organem i rozwija sie przez cale zycie – pewne sciezki i polaczenia sie utrwalaja, inne zanikaja, jeszcze inne sie tworza. Wiec teoretycznie jest ogromna pojemnosc na utrwalenie czy utworzenie owego systemu wartosci – ale podejrzewam ze tylko do pewnego stopnia czy do pewnego okresu w zyciu

    Przytoczyles ciekawe rozwazania na temat mowy…W zeszlym roku ogladalismy fascynujacy serial „The Brain” na BBC. Nie wiem czy jest gdzies z polskimi napisami, musialabym poszukac wiecej. Oryginal tutaj:

    https://www.youtube.com/watch?v=3MSw2irv0-A

    W kazdym razie – nie wiem jak to jest z osrodkiem mowy ale byl juz w pierwszym odcinku opisany byl ciekawy przypadek mezczyzny, ktory byl niewidomy od wczesnego dziecinstwa. Nauczyl sie jednak wizualizowac swiat za pomoca innych zmyslow i radzil sobie swietnie (byl nawet paraolimpijczykiem). Po 40 latach zaproponowano mu operacje odzyskania wzroku (ktora sie powiodla, jesli chodzi o organ wzroku jako taki i polaczeniam miedzy oczami a mozgiem). Niestety – mozg przyzwyczajony przez lata do procesowania bodzcow w zupelnie inny sposob zagospodarowal juz sobie obszary ktory normalnie odbieralby bodzce wzrokowe przetwazajac je i zrobil to do tego stopnia, ze kiedy te bodzce zaczely wreszcie docierac z oczu nie bylo juz na nie miejsca w miejcu gdzie normalnie obraz powinien zostac przetworzony. Po prostu ten fragment dysku zostal juz zapisany i impulsy wzrokowe nie mialy gdzie sie podziac do dalszej przerobki. Po 10 latach od operacji jest juz duzo lepiej, jednak czlowiek ten odzyskujac „oczy do patrzenia” nigdy nie odzyskal wzroku w taki sposob w jaki my sie nim poslugujemy. Co tylko swiadczy o tym jak malo wciaz wiemy o mozgu jako takim, jego mozliwosciach i ograniczeniach.

  351. No nie zdanżam.

    wbocek
    20 kwietnia o godz. 22:06

    pombocku czy ja coś mówię że mówię? Ja nic nie mówię.

    konstancja
    20 kwietnia o godz. 22:15

    Oj ja z kijkami zasuwam aż się kurzy i piach leci. Też sobie nie dam wyrwać 😉

    Kostka
    20 kwietnia o godz. 22:24

    Ja też nie lubię biegać. Prosz, mamy już całkiem pokaźną grupę 🙂

    izabella

    U mnie też bez kwitnie, prawie wszystko miesiąc wcześniej niż normalnie. Zaraz zobaczę zdjęcia.
    Ja jeszcze mało świata widziałam niestety, w tym teledysku jego miny zawsze mnie wprawiają w dobry nastrój

    Ewa-Joanna

    To się bierz zasiębiernie. I dzięki za dobre słowo

    paradox57

    Ja mam okropną wyobraźnię, oczyma duszy swojej zobaczyłam ten atawizm z kijkami 😀

    jak coś pominęłam to pomyłujcie

  352. Seleuk(os)

    Aleś ty dociekliwy.

    No powinien. Tylko od powinien do chodzi długa droga. Jest też przepis, że pies na łańcuchu nie może być trzymany dłużej niż 12 godzin w ciągu doby. A łańcuch nie może być krótszy (chyba) niż 1,5 metra. Mogę przy jakiejś najbliższej, nadarzającej się okazji zrobić parę fotek z któregoś wyjazdu do pacjentów na wsi.
    Zeszwedździałeś zupełnie w tej Skandynawii.
    Mam gdzieś jeszcze zadekowane sfotografowane cielaki w obórce. Ale zbyt drastyczne, żeby je na jakimś forum upowszechniać. Poszły do nadzoru weterynaryjnego (zdjęcia). Zrobione niecałe dwa miesiące temu.

  353. paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:43
    Dzieki seleukos

  354. paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:09

    😉

    Mielismy kiedys lecznicowy ranking najbardziej „gryzacych” ras w sensie, tych co to sprobowaly bohatersko przez kaganiec przydzialowy (bo jakos nigdy ze swoim nie przychodzily). Wiec w zasadzie to na pierwszym miejscu byly… cocker spaniele. A na drugim yorki. Amstaffy dopiero na trzecim. Ale to w przeszlym zyciu bylo 😉

  355. anumlik
    20 kwietnia o godz. 23:07

    Sądzisz, że brałoby mnie na fikanie z powodu Twoich patyczków? Znający się na zegarkach zegarmistrz mówi tylko, że konkretny zegarek nic nie jest wart – to wszystko. Co właściciel z nicniewartością robi – nie zegarmistrza rzecz. Oczywiście, nie tylko patyczki się nadają do chodzenia. Można chodzić na przykład z krzesłem, z dwoma wiadrami z wodą, z łukiem, z różą w butonierce, z drzwiami. Jezus na przykład chodził z kacem i rozmawiał z drzewami.

  356. Ewa-Joanna

    Może byś narysowała z wyobraźni ten atawizm. Niedziela tuż tuż.

  357. @ Na Marginesie, @wbocek
    Tak, nadajecie parszywy ton na tym blogu, ale jest z tego ten pozytek, ze poszerzyliscie moja wiedze o ludziach. Jednak moja ciekawosc bardziej budza teraz komentarze paru innych osob i jest to powod, zeby tu zagladac. Gdyby tylko o Was chodzilo, dalabym sobie spokoj, bo nie spodziewam sie, zebyscie mnie czyms zaskoczyli. A poza tym czemuz nie mialabym czasem powiedziec co o Was mysle?

  358. Pombocek

    Chodzić można też z obrazem. To popularna u nas dyscyplina sportu. Od domu do domu.

  359. @dezerter83

    „Rzeczywiście około trzech tysięcy lat temu na Bliskim Wschodzie pojawił się bardzo niezwykły typ. Przy czym nie był on jednym a z drużyną sobie podobnych, ale będących pod jego komendą. Od razu chcę uprzedzić czytelnika aby nie patrzył na moje badania przez pryzmat religii lub czegoś podobnego. Jestem bezstronny w znaczeniu wiary w Boga. Przeprowadzam suchą analizę tekstu oraz jego psychologicznych elementów. Tak więc po pierwsze – bóg Jahwe i jego drużyna nie są Ziemianami. Oznacza to, że są oni obcymi przybyszami z innego świata. Nie dziwcie się takim wnioskom. Zwróćmy uwagę na sposób odzywania się samego Jahwe jak również członków jego drużyny do ludzi. Używane przez nich wyrażenie „Syn Człowieczy”, w języku psychologów znane jest jako dystansowanie. Ani Jahwe ani żaden z jego towarzyszy, a jest to opisane, nie utożsamia się z ludźmi. Oni sami twierdzą, że nie są synami ludzkimi. Po drugie – nie wydaje się dziwne, że Jahwe w tamtych zamierzchłych czasach posiadał wiedzę i zdolności na poziomie współczesnym. Ten kto jest obeznany z tekstem Starego Testamentu powinien o tym wiedzieć. Jahwe obeznany jest z wirusologią, bakteriologią, medycyną, genetyką. Wie o wpływie pożywienia na organizm człowieka. Mocny jest również w socjologii i wojskowości. Wymaga przestrzegania norm zachowania właściwym współczesnemu społeczeństwu, chociaż z pewnym niuansem – o którym później…”

    wiecej tutaj https://treborok.wordpress.com/kim-jest-jahwe/?preview=true

  360. Kostka
    20 kwietnia o godz. 22:33
    piękna fontanna z długokłymi morsami…kolorowa jak w disneylandzie, Pozostałe widoki – kojące… a te drzewa na pierwszym zdjęciu obsypane różowym kwieciem? taki sam szpaler drzew stoi przed moimi oknami…na początku maja mam rożowy widok z okna, potem, z czasem liście robią sie mocno bordowe, prawie brązowe. Co to jest za drzewo?

  361. wbocek
    20 kwietnia o godz. 23:47

    Pombocku drogi, ze tak sie zapytam…hmmm. A probowales kiedykolwiek, ze tak sie kategorycznie wypowiadasz, ze kompletnie nic nie warte? Ja nie mowie, zeby z tego robic dyscypline olimpijska i wiem tez ze sa sporty bardziej silowe, ruchowe i ogolnorozwojowe. Ale ze nic nie warte to mocne stwierdzenie. Bo widzisz jest duza grupa ludzi ( czasem starszych, otylych, czy po prostu z problemami zdrowotnymi) dla ktorych dyscypliny ktore wymieniles beda o kant Dudy potluc i w zyciu ich nie podejma a jak zaczna atawistycznie przebierac czterema podporkami zamiast dwoch to humor i zdrowie im sie poprawia a to chyba najwazniejsze?

  362. NeferNefer
    20 kwietnia o godz. 23:41

    Neferko, nie chcę aż tak się mądrzyć, żeby kogoś do czegoś zniechęcać, ale kto wie, to wie, że notoryczne bieganie w młodości jest przyjemne – niemal człek fruwa. Skutki mogą, choć niekoniecznie muszą, być odczuwalne w późniejszych latach. Najprędzej w kolanach. Bieg to znacznie większy nacisk na stawy niż przy chodzeniu. Gdyby zaczynał nowe życie jako zmartwychwstaniec, biegałbym nie więcej niż kilometr dwa razy w tygodniu, a nie, cholera, 5 – 6 – 10 km za jednym zamachem. Tu uważam, że zdrowsze patyczki z marszem i i jakimkolwiek piórkiem.

  363. paradox57
    20 kwietnia o godz. 23:03

    Nefer

    Z tym atawizmem to nie wiem ale wiem na pewno ze latwiej sie nie gwizdnac w bloto jak sie ma kije czyli cos w tym jest 😉 Wiec mimo, ze nacisk i pozycja inna niz w kijach trekkingowych to i tak rownowage latwiej utrzymac

  364. Kostka
    20 kwietnia o godz. 23:57

    Kosteczko, w imię matki i tatki odróżnij marsz od patyczków! Nie deprecjonuję marszu, lecz wyłącznie patyczki jako przyrząd marszowy o zerowej wartości.

  365. wbocek
    21 kwietnia o godz. 0:04

    Czyli nie 😉 (do do mojego pytania bylo…)

    Nordic Walking w zalozeniu i wykonywany poprawnie (zwlaszcza w wersji power walk kiedy maszeruje sie z predkoscia z jaka sie truchta biegnac niezbyt szybko) ma wymusic prace gornej polowy ciala a takze stworzyc dodatkowy opor (przez kije) wiec daje o wiele wiecej korzysci niz zwyczajne chodzenie a jest mniej obciazajace dla stawow. Fakt , ze duzo ludzi ktorych widzialam nie wykonuje zamachu kijami tak jak powinno sie to robic – ale – po mojemu – jesli nie pomoze to raczej nie zaszkodzi a kazdy sposob jest dobry na wyciagniecie ludzi z domu, zeby sie poruszali.

    PS. Moj instruktor uprawial sporty rozne i wszelakie, ganial ultra-maratony i takie tam a kijami nie pogradzal 😉

  366. konstancja
    20 kwietnia o godz. 23:56

    Oj, nie wiem ktore bo jak szybko znalazlam link do zdjec z mojej okolicy (Mugdock) to nie sprawdzilam co jeszcze autorzy wrzucili! Zdjecia tym razem nie moje jeszcze

  367. Ewa-Joanna
    20 kwietnia o godz. 23:12

    Dzieki, wyprobuje nastepnym razem. Ale podejrzewam, ze trzeba jakies konto sobie zalozyc? Pytam z glupia frant bo w niektorych sprawach jestem backwards (choc zajmowalam sie social media dla swojej firmy kiedys)

  368. pamietam kilka lat temu, gdy wchodziła moda na ten nordic, pojechałam tam, gdzie mieli nauczać chodzenia z patyczzkami. Na miejscu wypożyczali, dopasowali do wzrostu i hajda nad Maltę. Dookoła jeziora to jakies 4 km…panie wuefistki co rusz kogoś poprawiały,mnie sie to łażenie z kijami bardzo podobało, jakos lekko mi było, a widoki też niczego sobie.

    Nastepnego dnia czułam wszystkie mięśnie, nawet te, o których nie miałam pojęcia, że je mam.
    Jestem entuzjastką takiego chodzenia, w ogóle chodzenia. Z różnych powodów, ale głownie bezpieczeństwa nie pojadę rowerem po mieście, choc są przez 20 minut darmowe i nawet ścieżki rowerowe wszędzie, wszędzie, gdzie się da, się buduje.
    Ale miejskie rowery są cięzkie, nie dla mnie więc. Nie załuję sobie jazdy rowerem, gdy jestem u córki – odległości jak w małym miasteczku, rowerem jeżdżą nawet 80- latkowie, dzieci do szkół, czuję się też bezpieczniej.Tam nie ma komunikacji miejskiej, rower jest podstawowym środkiem lokomocji. Samochody też, ale mnie odpowiada piesza wędrówka lub własnie rowerek.
    Fajnie jest w wolny dzień wziąć moje kije (czasem i samobije) i połazić w zielonym lesie. Mozna i bez kijków, ale wiem po sobie, że chodzenie (prawidłowe!) z kijami odciąża stawy kolan i miednicy, uruchamiają górne partie ciała i wymuszają oddech.
    Widzę osoby z kijami, które mają kije zbyt długie i ciągną te kije za sobą albo stawiają przed sobą;pewnie ich pombocek ma na mysli…

  369. @Kostka
    21 kwietnia o godz. 0:25
    Trzeba mieć konto mailowe na gmail.com. Żaden problem, a potem to już masz możliwość ładowania zdjęć, zakładania albumów i przede wszystkim linkowania, co jest ważne. 🙂
    Mój Pikuś, prawie ratlerek
    https://goo.gl/photos/wWffhQxsj9ah1pYT7

  370. konstancja
    21 kwietnia o godz. 0:26

    Dokladnie! Super to opisalas. I naprawde (z wlasnego doswiadczenia) duzo daje kiedy ktos po raz pierwszy pokaze jak to robic, zeby wyciagnac z tego jak najwiecej. Rozumiem pombocka usportowionego kiedy mowi ze to dla leniwych. Albo sie skreca kiedy widzi niektore okazy bo tez sie czasem smieje. Wazne jest to ze sprawia nam frajde. Jak przedawkowalam kilka razy to mialam takie zakwasy w roznych miejscach, ze nikt mi nie wmowi ze to nic nie daje ;-). A bardzo jest egalitarny sport i oprocz kijow nie wiele w niego trzeba wkladac. Ja tylko „stopki” dokupuje co jakis czas jak zedre (bo wole ze stopkami, zeby nie stukalo)

  371. @izabella
    20 kwietnia o godz. 20:30

    Skąd wiedziałem, że na insulinę glukoza? Pomyślałem, skoro diabetycy biorą insulinę, bo mają za wysoki poziom cukru we krwi, to i vice versa – cukier na wysoki poziom insuliny. A jaki cukier jest najszybciej przyswajalny? Gronowy czyli glukoza. Miałem w domu na wypadek pierwszej pomocy przy odwodnieniu (biegunka) – do zrobienia płynu elektrolitowego. Każdy harcerz to wie 😉
    Czy się bałem? Pewnie, że tak. Brałem na siebie odpowiedzialność za cudze życie, ale nie groziło mi oskarżenie o zabójstwo, raczej o nieudzielenie (niewezwanie) pomocy. O tym w ogóle nie myślałem, miałem raczej rozterki duchowe, co ważniejsze – wezwanie fachowców, rozkręcenie całej machiny i zrujnowanie jej przyszłości czy amatorskie ratowanie życia i utrzymanie sprawy w dyskrecji, ale z ryzykiem ewentualnego zaszkodzenia jej zdrowiu.
    Dla pewności jednak po napompowaniu jej cukrem zadzwoniłem jeszcze do całodobowego telefonu tox info, gdzie potwierdzono słuszność mojej metody i zaproponowano też adresy dyskretnych lekarzy, tyle że odległych o 150 km 🙄

    Znajomej zapowiedziałem, że przy następnym takim eksperymencie niech robi to sama, bez wprawiania przyjaciół w dylematy i stres, a najlepiej niech w ogóle zaniecha zabijania się przynajmniej do emerytury. Może to było brutalne i niedelikatne, ale poskutkowało. Byłem naprawdę zestresowany i nawet nie mogłem nikomu ze wspólnych przyjaciół opowiedzieć, bo obiecałem dyskrecję. To było prawie 20 lat temu, a ja nadal mam przed oczyma, jak staje w progu, próbuje coś powiedzieć, sprawia wrażenie pijanej, ale z kieszeni wyciąga buteleczkę po insulinie. Nie życzę nikomu znalezienia się w takiej sytuacji.

  372. Obejrzałem sobie dziś na arte angielski krótki serial pod tytułem „Capital”, dziejący się w londyńskiej dzielnicy Clapham w obliczu rosnących cen nieruchomości i nadchodzącej gentryfikacji. Znakomicie sportretowani mieszkańcy – Anglicy, rodzina pakistańskich sklepikarzy, azylantka z Zimbabwe etc. nie brakuje też akcentu polskiego – brygady remontowej, a jakże 😉
    Wiecie, jak na niemiecki (podpisy) przetłumaczono polskie: „O ja cie kręce!”?
    – Heilige Mutter Gottes! (o święta matko boska)

  373. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 0:47
    nie byłam harcerką, więc Twoje wyjaśnienie dla mnie jest pouczające.Choć nie przypuszczam, żeby taki przypadek mi sie trafił..tfu, na psa urok!
    dziwię się, że polscy budowlańcy tak grzecznie przeklinają, na ogół, nie tylko u tych fachowców słychać bardziej dosadne przekleństwa….

  374. @konstancja
    21 kwietnia o godz. 1:13

    No, jakoś nie było słychać tych najczęstszych przerywników, a angielskie dziecko nauczyło się nawet mówić „rę-ka-wicz-ka”, ale jeden z Polaków miał opinię Casanowy, co gorszyło drugiego, bardzo porządnego katolika. Nawet się pobili, bo porządny wytykał temu łajdaczącemu się co chwila z inną, że wykorzystuje te dziewczyny i traktuje jak dziwki, a ten się zrewanżował, że ze swoją katolicką żoną pewnie mało ma okazji do bzykania 🙄
    Casanova się nawet ustatkował zakochując w bardzo ładnej węgierskiej niańce.

  375. E-J – piekny Pikus i co za mina! Fajna fotka

    Tobermory – (bo zapomnialam poprzednim razem napisac) – szokujaca jest twoja historia, moge sobie tylko wyobrazic jaki to musial byc dla ciebie stres tez. Dobrze, ze wszystko sie dobrze skonczylo dla wszystkich stron. Smutne jest kiedy ludzie dochodza do punktu kiedy trudno im zobaczyc inne wyjscie z sytuacji.

    konstancja/Toby – usmialam sie, bo na ogol to jest odwrotnie – na ekranie slychac co naprawde mowia „O zesz ty wrrwa” a napisy ida w stylu „a niech cie kaczka kopnie” i „odejdz daleko ode mnie”

    Dobranoc wszystkim bo nie wstane rano… Tak to jest jak sie czyta blogi jakies po nocy zamiast raporty sprawdzac. To potem trzeba robote nadrabiac jeszcze bardziej w nocy… 😉 Ale fajnie sie z wami gada wiec trudno sie oprzec czasem

  376. Przespalem nocną wymianę myśli na temat kijków nordikowych, zwanych przez pombocka lekceważąco patyczkami. Miłe Panie, my z panem Jurkiem to stare chłopy niezdolne do takich modernizmów. Ja bez patyczków przebieglem w zyciu chyba długość połowy równika, a może i więcej, bo bywało, że codziennie pokonywalem 10 km, aż mi kręgoslup siadł. No to może gdybym nie biegał, a chodził z patyczkami, to bym miał kręgosłup sprawny.
    Kilkanaście lat temu z moim synem zdobyliśmy najwyższą górę Norwegi Galdhopiggen (2469 m) w trampkach, bez kijków, mimo, że to był lipiec , brodziliśmy pod koniec po kolana w śniegu. Obeszliśmy drewniane schronisko, zamknięte na cztery spusty i biegiem w dół. Patrzymy się a tam jak w Himalajach powoli krokiem szerpów, powiązani linami, opierając się na kijkach posuwa się grupa zdobywców
    japońskich.
    Przed laty panowała w Zakopanem taka moda, żeby się przejść po Krupówkach w skafandrze Fishera, z nartami Salomona, butami San Marco. Jakiej marki kijków używacie do chodzenia ? Czy posługiwanie się kijkami firmy Biały Dunajec to jest obciach ?

  377. Kostka
    21 kwietnia o godz. 0:14

    Kosteczko, ciń doberek, jesteś berek. Na koniec patyczkowej przygody: kiedy kto wpadnie w patyczkową religię, nie istnieją dla niego żadne argumenty, bo ma swoich tysiąc, w tym – wymyślonych na poczekaniu. I patyczki mu na drogę. Ja przecież nie wojuję z religią, tylko mówię z pozycji ateisty, co wiem i sprawdziłem, a przecież nikt ateisty nie posłucha, więc nie jestem groźny. Patyczkowe modły zgodne z pierwotnymi założeniami są jak pierwsze gminy chrześcijańskie: trzyma się tego wzorca jeden na dwanaście tysięcy wiernych. Albo i mniej. Każdy natomiast wierny wytworzył swój psychiczny kokon, żyje w nim bezpiecznie i oby zdrowo, drugiemu swoją wiarą nie zawadza, odwrotnie niż ja swoją niewiarą, i o nic więcej nie chodzi. Niech będzie pochwalony patyczek zawsze dziewiczek.

  378. Lewy
    21 kwietnia o godz. 5:48
    nie mam pojęcia, jakiej marki są moje kije. Czyli no name.
    Wyjątkowo nie są czerwone, tylko fioletowe i jak to kije, mają buciki i pasek do dłoni.
    Chciałam dodać, że czerwone kije są najszybsze, podpobnie jak czerwone samochody…

  379. @anumlik, (20 kwietnia o godz. 23:05)

    Powtórzę raz jeszcze. Twierdzić, że „Bieguni” to książka o szalonym świecie lotnisk, to to samo, co „Odyseję” nazwać podręcznikiem nawigacji a „Proces” Kafki komentarzem do kpk.

    Ale, aby to zrozumieć, trzeba umieć poruszać się w świecie metafor. Ty tego nie umiesz. Niektórzy tak mają.

    Najwyraźniej Ty i @Lewy książki nie czytaliście albo nic z niej nie zrozumieliście. Zasłanianie się metaforami nic tu nie pomoże.

    Dobre i to, że nie miotasz obelgami. W przeciwieństwie do …

  380. Lewy, wbocek i patyczaki

    Schodze dzis rano do kuchni, czekam az sie kawa zmieli, popatrujac sobie leniwie coz to mnie pombocek od religii jakis nawyzywal i co Lewy na kregoslup narzeka a tu jak nie ryknie z radia Vangelisa „Rydwanami Ognia”! Az podskoczylam… A kysz! Jeszcze mi co telepatycznie beda nasylac… 😉

    A to tylko wywiady z biegaczami przed London Marathon co to w weekend bedzie…

    Pojawiam sie i znikam, do dzieck sie sam do szkoly nie odstawi

  381. Lewy
    21 kwietnia o godz. 5:48

    Łorety ! A toś mnie uśmiał z tymi trampkami, ale najbardziej z tą paradnością w Zakopanem. Tak było. Zadawanie picu narciarskiego, nawet jak się jeździć nie umiało. Paradna paradność.
    I japońskie klapki na Giewoncie.
    Dlatego co raz musi jakiś cymbał w przepaść pofrunąć. Ale za to stylowo.
    Teraz jest jeszcze lepiej: szpilki na Giewoncie . Taki serial, w jakiejś TV.

  382. Lewy
    21 kwietnia o godz. 5:48

    Też się uśmiałam, Ty to zawsze tak tongue in cheek co właśnie tygrysy lubią (przepraszam pombocka, nie wiem jak wyonacyć). Nie powiem jaka rasa ale za to mam dwie pary, na pticę i na zagranicę.

  383. Lewy
    21 kwietnia o godz. 5:48

    No właśnie, dotąd biegałeś, aż Ci kręgosłup padł. Ja z 10 km zaczęłam w tamtym roku, cały sezon biegałam w rytmie 5km, nastepny dzień 10 km, dzień przerwy. Nawet nieźle mi szło, zimą niestety biegac się nie dało, głównie dlatego, że nie było gdzie. Jedna jedyna bieżnia w mieście, a raczej piaszczysta ścieżka, albo była zalana wodą z roztopów albo była skuta lodem. Twardo ćwiczyłam w domu. Zima minęła, woda wsiąkła, wróciłam do biegania, oczywiście ostrożnie, na krótsze dystanse i ku mojemu zdumieniu – bolą mnie kolana. Nie mogę wrócić do rytmu z tamtego roku, a biegam znów od miesiąca. I co z tym zrobić?

  384. @Tanaka
    Ja na Giewoncie niejeden kubek kefiru kupionego u chytrej góralki wypiłem. Po ten kefir to się kolejki ustawiały zamiast sie modlić pod krzyżem. To było dawno, jak jest dzisiaj to nie wiem, ale chyba w dalszym ciągu kefir cieszy się większym powodzeniem u tych bezbozników.

  385. Mnie nikt nie zmusi do biegania, nie ma gupich.

  386. Czytam sobie podczytuje, kawka popijam, przerzucilem troche nieblogowego, blogowego rowniez nawet zakopianskich fryzurach modzie, koty miau miau miaucza to ja kawka popijam i tak sobie zastanawiam na temat…

    Czy niemyslicie, sytuacje opisywane uszczypliwymi komentarzami, recenzje glebokoplytkie, takie tam inne przypominaja historie indian polnocnoam. po przybyciu osadnikow na zaglowym statku i dalej? Irokezow, Angolkinow, Huronow i jak im tam bylo. Cywilizacja miejscowa, oparta na piorach, dziwnych fryzurach, tomahawkach i pasaniu bizona spotkala cywilizacje oparta na tkaninach, perukach, dwururce i krowy mlecznej pasaniu. Spotkanie tych cywilizacji dalo rezultat zwiekszone zapotrzebowanie na tkaniny grubo tkane zwane kocami i plyny rozweselajace zwane woda. Czy nie myslicie ze taka sama sytuacja nastapila niedawno w Europie? Dwie cywilizacje sie spotkaly, recenzuja wzajemnie, jedna druga zarzucila komorkowymi telefonami i innym swiecidlem, paciorkami szklanymi, druga chce duchowoscia Wielkiego Manitou placic? Czy analogi nie widzicie? Co z tego wyniknie w futuryzmie nie tylko, nawet w przyszlosci?

    Tak nad poranna kawa z kotami miaucze i pozdrawiam Seleuk(os)

  387. Moze pytanie zbyt rozwlekle. Skroce. Czy cyw. krowy pasania zamknie cyw. bizona pasania do rezerwatu?
    pzdr seleuk

  388. Kefir na Giewoncie?
    Zwykłe kwaśne mleko to było 🙄
    Do kefiru potrzebna kultura. Grzybek taki, kaukaski.
    Na Giewoncie byłem raz w życiu. Za karę. Byłem niesubordynowany i się samowolnie oddaliłem z obozu w Kościelisku, aby z trzema kumplami wspinać się na Kościelcu. Kościelec zdobyłem, ale potem musiałem zaprowadzić zbieraninę studencką na rzeczoną Górę z Krzyżem. Dla młodych adeptów taternictwa stanie w kolejce do łańcuchów, pośród płaczących dzieci, spoconych ojców rodzin, zakonnic, dam w klapkach i biustonoszach bieliźnianych… nie było większej poruty i upokorzenia 🙁

  389. @seleuk(os), z godz. 9:55
    To zależy od tego, czy jesteś pensjonariuszem czy budowniczym rezerwatu 😉

  390. konstancja
    21 kwietnia o godz. 7:5
    Chodzenie z kijkami bez nazwy, czyli skonstruowanymi byle jak, przez jakiegoś szemranego majster klepkę jest nie tylko obciachowe, ale wręcz niebezpieczne dla Twojego zdrowia. Ale spuśćmy zasłonę milczenia, jak powiada pewien myślący bałwan

  391. anumlik
    21 kwietnia o godz. 10:08
    😉 😉 😉
    Pensjonariuszem budowniczych rezerwatow
    pzdr seleuk(os)

  392. Znad drugiej kawy…

    wbocek
    21 kwietnia o godz. 7:34

    Sam jestes berek i jeszcze panie ateistki od religijnych ciagot wyzywasz co jest chwytem brzydkim, a fe! Wiec jak sie nie uspokoisz to ci tu zaraz Sekte Czcicielek Kija zalozymy pod nosem (o juz widze jak sie co niektorzy ciesza bo sie im co inne skojarzylo…. 😉 ). I zazadamy zawieszenia symboli kija w wszystkich urzedach publicznych. Oraz wprowadzenia nauczania Kija do szkol, co bylboby bardziej pozyteczne niz to czego naucza obecna nasza tam konkurencja

  393. Jiba
    21 kwietnia o godz. 9:27
    Jako doświadczony kretyn, życie mnie doświadczylo, powiem Ci tylko: nie biegaj w byle jakich butach.Ja biegałem w czym popadlo, po asfalcie, po betonie, taki byłem chojrak. Kilka razy mijający mnie Francuzi zatrzymywali się, pokazywali na moje buty i gorąco mi odradzali w nich biegać. A ja zadufany Polak sobie myślałem; A co on się wtrąca, taki mądrala. No i jak miałem chyba 55-56 lat pierwszy raz strzeliło w krzyżu. Ale przeszło. Potem drugi raz, trzeci raz. Pan doktor obejrzał radio mojego kregosłupa i oznajmił mi, że kręgi są ciut zbite. Zapytałem go, czy da się coś z tym zrobić. Powiedział krótko: rien !
    Ale rower,pływanie mogę uprawiać, bo bez sportu to chyba bym już zeszedł z tego świata, bo jestem od sportu uzależniony. Jak mam przerwę w sporcie, to zaraz lecę do sklepu po wino,a potem łeb boli.
    Więc po tych długich dywagacjach, meandrach mojego strumienia świadomości docieram do konkluzji: Biegaj w dobrych butach !
    Bierz przykład z blogowych koleżanek, które używają markowych kijków, oprócz konstancji, która chyba jest rownie beztroska jak ja i za parę lat przekona się, że miałem rację. Ale kto słucha doświadczonego kretyna ?

  394. NeferNefer
    21 kwietnia o godz. 9:33
    Nefciu, z kijkami nie da się biegać, więc nie ma mowy, żeby Ci ktoś do niemożliwej rzeczy zmusił

  395. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 10:07
    Nie może być, Toby, to smakowało jak kefir. Przysięgam. Góralka może zaświadczyć

  396. @Jiba
    21 kwietnia o godz. 9:27

    Biegać trzeba tak, jakTO robią jeże, czyli ostrożnie. Po kilkunastu latach biegania (codziennie rano, bez względu na pogodę) musiałem się przenieść na siodełko rowerowe, bo bieganie na sztucznych kolanach nie rokuje.

    A propos: Wyraz siodełko pochodzi ze staropolskiego, kiedy mówiono „siodejcie”. Dziś powinniśmy mówić „siadałko”. Czy jakoś tak.

    A propos: Kiedyś wbiegam do pobliskiego lasku i moje oczy widzą dwie panie ubrane we właściwe stroje z właściwymi kijkami, stojące i gaworzące. To był nordic talking.

  397. Kostka
    21 kwietnia o godz. 10:28
    Kostka, czy ja moglbym zostac czlonkiem honorowym tej religii? Ale rzeczywistym. Jakie skladki? Inne warunki. Na ciemno obiecuje spelnic.
    pzdr seleukos

  398. Po płaskim chodzę bez trzymanki, ale w góry już nie ruszam się bez Leków

    https://www.rei.com/media/product/782399

  399. A na powaznie to ja sie nawet do sekty tu zaliczyc nie moge bo na Wyspach czcicieli kija jak na lekarstwo… 🙁

    I jeszcze ci powiem, pombocku, ze w moim przypadku to nawet z zadnej mody nie wyniklo bo juz 20 lat z okladem temu jak lazilam po Bieszczadach czy Niskim to zawsze mialam kije, tyle ze wtedy wylamane z leszczyny. Jeden zawsze a czasami dwa jak mocno pod gore albo z gory bylo. No wiesz, ja u Harasymowicza: „Ide wymachujac kosturem”. Bo zauwazylam juz wtedy, ze jak sie ma ciezki plecak na garbie to jak sie kijami podpiera mniej plecy i kolana bola i latwiej sie idzie. Narzeczeni jakos nigdy nie chcieli wszystkiego nosic, nie wiem czemu bo widywalam takie pary – facet objuczony powyzej czapki a panienka za nim z lekkim plecaczkiem idzie i kwiatki zbiera z mina sugerujaca ze i tak sie wystarczajaco poswiecila w ogole zgadzajac sie na to spanie w namiocie… 😉
    Co zreszta jest ponadczasowe i ponadnacjonalne bo to samo widze czasem u tych co z naszej wioski ruszaja na West Highland Way.

    To bylo dlugo przed tym zanim dotarla moda na kije trekingowe i do Nordic…

    A potem poszlo tak – kilka late temu mzonek zaczal biegac i trakotwal to z religijna gorliwoscia neofity, probujac mnie nawrocic tez. Zeby sie odczepil i nie meczyl mowie mu, ze biegac nie lubie i juz nawet predzej bym sobie kije sprawila. No to mi kupil na Gwiazdke ateistyczna. Przelezaly kilka miesiecy w ukryciu a potem pewnego dnia ogloszenie ze jeden trener z Yorku organizuje na wrzosowisku, na ktorego skraju wtedy mieszkalismy kurs kijkowy. No to juz nie bylo wymowki bo 2 minuty na nogach mialam do parkingu na ktorym sie grupa spotykala… Po kilku sesjach tak sie zapalilam, ze chcialam robic kurs instruktora (coby glosic dobra nowine dalej) ale w miedzyczasie akurat dostalam obecna robote ktora jest upierdliwa bo duzo czasu i energii zajmuje to i nie bylo jak.

  400. A czy widział ktos biedaka,ktorego nie stac na kupno kijków, nawet takich jakie ma z podejrzanego źródła konstancja i jak chodzi sobie z kijkami wyciętymi osobiście z leszczyny ?
    Kiedy z moją Panią wędrowaliśmy szlakiem do Santiago w Masywie Centralnym w mieście Puy en Velay kije (nie kijki tylko kije) chodziły w cenie 10 euro. Miały wygodne uchwyty, zaopatrzone w rzemyczki, co by taki kij pielgrzymowi w drodze nie wypadł. Myśmy obeszli sie bez tych produktów myśli inzynierskiej kaka.

  401. Ja za 3 tygodnie jadę na urlop, to sobie te bylejakie kijki wezmę. I wypróbuje. Do biegania to ja się nadaję jak wół do karety – zadyszkę mam i po 50 m świńskiego truchtu padam prawie trupem.

  402. Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:30

    Da sie ale strasznie smiesznie to wyglada…

    https://www.youtube.com/watch?v=qqFshsIfTNg

    https://www.youtube.com/watch?v=kyfymPKxUgQ

  403. No popatrz, popatrz Kosteczko, chyba między nami zachodzi jakaś chemia,bo my oboje naraz o leszczynie. A Toby nie wierzy w telepatie.
    No to może się teraz przekonał ?

  404. @Kostka
    Nie widzę tu nic śmiesznego. Ta panienka z kijkami bardzo mi się podoba

  405. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 10:36

    Moje tez Leki. Biale, maja rodzaj uchwytu na reke ktory mozna przyciskiem odczepic. Roznia sie tym ze bardziej smukle i uchwyt inny bo pod innym katem sie trzyma. Ale na upartego mozna sie podeprzec jak sie wlazi (albo chodzic jak technika nakazuje). Zuzyte mocno i uchwyty maja sciachane od opierania o skalki czy murki ale w dobrym stanie wiec nie zastapie ich poki sie nie rozpadna 😉

  406. Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:53

    🙂

  407. @Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:53

    Czy ja gdzieś deklarowałem niewiarę w telepatię?
    Z bliskimi osobami też miewam takie „czytanie myśli”, ale od lat nie udaje mi się ustalić, kto jest odbiorcą, a kto nadajnikiem 🙄
    Nie udaje mi się jednak telepatyczne wpływanie na odległość na nieznane osoby. Może dostają zbyt wiele sprzecznych sygnałów od zbyt wielu nadawców 😉

    @Kostka
    21 kwietnia o godz. 10:57

    Moje są czerwone. Na początku potykałem się o nie i trochę ich wstydziłem, ale teraz nie wyobrażam sobie schodzenia ze stromego stoku bez podpórki.

  408. Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:55

    Na moim kursie wszyscy byli starsi o dobre 15-20 lat (i wiecej), same babki i jeden duzy facet. Na jednych zajeciach instruktor zarzadzil taki rodzaj biegu z podskokami z tymi kijami. No to zaczelismy plasac skocznie kwiczac ze smiechu bo tego sie na serio nie dalo ogladac i w pewnych momencie mijajac sie w podskokach ow pan rzuca konspiracyjnie: „Ja sie tylko ciesze, ze mnie kumple od rugby nie widza teraz!” 😉

  409. seleuk(os)
    21 kwietnia o godz. 10:36

    Skonsultuje z innymi wysokimi kaplankami i damy ci znac… 🙂

    Podobal mi sie twoj wpis poranny bardzo i jak juz wroce z pracy to cos wiecej skrobne bo ciekawa koncepcja. Bylismy w marcu na koncercie Loreeny McKennitt (muzyka celtycka ale wykonawczyni z Kanady) i ona z kolei porownala dzisiejszych uchodzcow z Syrii z tym ktorzy w dziewietnastym wieku zjezdzali do Kanady zaglodzeni z Irlandii (pewnie, ze wiecej roznic niz podobienstw by sie znalazlo ale tez duzo punktow wspolnych sie znajdzie).

    Ale teraz musze juz zmykac, ludzie do mnie wydzwaniaja jakby sie powsciekali, poza tym musze odwiedzic mojego nowego Katalonczyka jak mu idzie. Wiec do pracy rodacy i do zobaczenia potem!

  410. Jiba, Kostka, konstancja, no damy.

    Jiba pytała nie „Jak żyć?”, ale „Co robić?”. Żeby kolana nie bolały. Proszę bardzo. To tylko jeden przykład z 6. milionów. A Wy, przepraszam, jak te kozy przy pochyłym drzewie: patyczki i patyczki.

    https://plus.google.com/101580844869959615096/posts/XcNz7kQU6q8

  411. Kostka
    21 kwietnia o godz. 11:13

    Moja refleksja przybyla obrazem zderzenia, jakiego doznalem w lusterku do golenia. Musze udac sie do duzego miasta co nie mam lozka cieplego ani stolu. Znaczy w hotelu. Tam spotkam niewatpliwie paru jak ja kwasnych. Zderzenie cywilizacyjne zmusilo mnie do tego. jak sie Vikingow cyw. zderzyla z… Doswiadczenie moje wskazuje, nie spotkam zadnej zony ktoregos z kwasnych, tylko samego kwasnego. To napelnia mnie glebokim oburzeniem. Wzmocnione czytaniem. Jest do butow pasta. Tam instrukcja na pudelku/tubce. Pasta na zaglowym statku przyszla. Huronowie ja na glowe zakladaja dla wzmocnienia fryzury. Co za idea, nie zaczac instrukcji pasty do butow czytac. Zamiast glowe smarowac. To zderzenie Vikingow z cyw. inna rezultat taki, ze musze od nowa jedno pozwolenie/cert zrobic co go mialem u Vikingow od niepamietnosci. Zeby sie radyjkiem poslugiwac, a nie maryjki wcale. To mnie kwasnoscia napelnilo i refleksjami Kostka

    Poza tym info dla Szan. Blogowiczek/Blogowiczow i Ciebie. Jedynym zajeciem, poza mysleniem, ktore nie powoduje ew problemow obciazajacych aparat ruchowy jest plywanie w wodzie. W kazdym innym zajeciu, nieumiejetnosc, prowadzi do kontuzjowania, dluzszego krotszego, czasem permanentnego. Szczegolnie u ambitnych, zwiekszajacych obciazenie, szybkosc, odleglosc, czas cwiczen etc, etc. Plywanie nigdy, bez wzgladu do umiejetnosci, na aktualna kondycje fizyczna. Rek. dowolnego lekarza/fizjoterapeutyka na konsultacje lokalna. Pisze staruszek/emeryt z zaswiadczeniem lekarskim o ~45letniej fizjologii.

    pzdr seleuk

  412. Pałka zapałka, dwa kije
    w ćcinach jamnejskich się kryje.
    Pałka zapałka, dwa barany,
    kozioł jamnejski zaklepany…

    […na pochyłym drzewie, gdy wskakuje nań udając, że to ćciny]

  413. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 11:07

    O! Jedyna okoliczność, kiedy noszenie ze sobą patyczków jest sensowne. Sam nie noszę, tylko na miejscu szukam, bo moje morenowe górki obfitują w patyczki.

  414. seleuk(os)
    21 kwietnia o godz. 11:25

    W zasadzie się, seleuku, zgadzam. Wyjątki mogą być. W tamtym roku ćwiczyłem przewrotkę razem z okrętem. Teoretycznie nie przewidziałem, ale mnie praktyka szybko nauczyła. Okazało się, że dalej od brzegu za cholerę nie dałem rady wleźć do kajaka z wodą: ani z boku, ani od dziobu, ani od rufy. Równowaga kajaka z wodą była pieruńsko niestabilna. Więc się namordowałem i mało się nie rozerwałem w kroku, jak chciałem wleźć na oklep od rufy. Tak więc i w wodzie można się czegoś nabawić. Ale, oczywiście, trzeba specjalnie szukać. Ja – szukam.

  415. Kostka
    20 kwietnia o godz. 23:39

    Mój komentarz
    Kostka, tak samo myślę jak Ty.
    Pzdr, TJ

  416. wbocek
    21 kwietnia o godz. 11:48
    Kajak Pombocku jest urzadzeniem eskimoskim. Ja bym zaczal od przeczytania eskimoskiej instrukcji zachowania stabilnosci. Pozniej inne tez sa. Twoja ew przygoda z rozkrokiem nie ma nic z woda doroboty. Jakbys nieumiejetnie stolek w wannie napelnionej uzywal, tez w kroczku dostaniesz problema. Rowniez w pustej wannie. Dlatego laczenie kajaka, wody i problemow w rozkroczku jest tylko pozornym determinizmen (tzw socialistycznym).

    To by tak jakby w deszczu stanac, zaczac dmuchac plucami na chmury, po dwoch godz dojsc do wniosku ze sie chmury/deszcz rozpedzilo dmuchajac. Logiczna kolejnosc zdarzen.

    pzdr seleuk

  417. Tobermory
    21 kwietnia o godz. 10:36

    To są trekkingowe (o czym wiesz oczywiście 😉 )

    mam swix i gabel

    @Konstancja

    Chciałam czerwone (najszybsze, he he 🙂 ) ale wtedy były za drogie a ja dopiero zaczynałam i nie wiedziałam czy to będzie słomiany ogień czy nie – a teraz czerwone wysprzedane. To mam białe a drugie, no, sama widziałaś 😉

    ***
    co do bycia odbiornikiem na odległość to owszem zdarza mi się, już nie raz bywało, jak raz ostatnio we wtorek wieczorem, że tak sobie mętnie pomamroczę do siebie na boku

  418. @Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:33

    To była jakaś wyjątkowa góralka, wyjątkowe mleko (ze śmietaną) albo wszystko razem 😉
    „W górach takie mleko smakowało bardziej, niż inne kwaśne mleka”

    http://24tp.pl/n/11220

  419. @NeferNefer
    21 kwietnia o godz. 12:10

    Trekingowe? No, wiem, ale innych, jak wspomniałem, nie używam. Poza narciarskimi jeszcze.

  420. anumlik
    21 kwietnia o godz. 12:12
    Sutener cicho siedzi od wczoraj jak to podalem. Moze starszakow wykladnie zaczerpia.
    pzdr seleuk

  421. seleuk(os)
    21 kwietnia o godz. 12:02

    Seleuku, nie przepadam za powagą i z zasady instrukcji nie szukam – sam dochodzę. Jak widzisz – doszedłem. W tym roku dojdę jeszcze dalej: wypróbuję, jaka jest stabilność kajaka dnem do góry i czy da się tak awaryjnie jechać na oklep. Starodawni Eskimosi to byli niewątpliwie fachowcy, ale z całą pewnością nie gimnastycy w kąpielowych majtkach. Na wodzie to oni byli w pracy, a ja już tylko baraszkuję. No i nie mieli moich kajaków, lecz trzy razy mniejsze, szczelne w kokpicie pływadełka, które w razie czego pozwalały robić przewrotki na sucho. Najwyżej potem im woda z nosa ciekła.

  422. Lewy 10:55

    Spróbowałbyś ją dogonić.

  423. Ok. Toby. Ja trochę z tym kefirem czy jogurtem żartowałem. Kefir dotarl do Polski chyba w latach 60tych, a jogurt jeszcze poźniej, chyba z Bułgarii. A kwaśne mleko to chyba zaczęło się jeszcze za króla Popiela.
    Że też my nie potrafimy sprzedać tego polskiego napoju razem z zalewajką, bigosem i flakami. Mi kiedyś chodziło po głowie by założyć taką polską sieć wyżywieniową konkurującą z Mac Donaldami. Miałem nawet nazwę Mac Polbar, ale jak to zwykle u Polaka, skończyło się na chodzeniu po głowie.

  424. Mili blogowicze, jak widać, zaproponowany przeze mnie temat nie wzbudził zainteresowania, więc odtąd znowu będę tylko czytelnczką. Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli się wypowiedzieć.

  425. ja na chwilkę, miałam napisac cos innego, ale gaala mnie zaskoczyła.

    Jaki temat, @gaalo, nie wzbudził zainteresowania??? 300 komentarzy w tomacie to brak zainteresowania? Chyba, że ja coś przegapiłam, a mogłam, bo wszystkiego nie dałam rady przeczytać.

  426. Jiba, ale z tych ponad 300 góra 10 % komentarzy na temat, więc dla mnie to przejaw nudy.

  427. @gaala
    21 kwietnia o godz. 12:35

    A jak powinno wyglądać właściwe zainteresowanie tematem podanym przez Ciebie?
    Może uda mi się jeszcze dostosować do oczekiwań?

  428. gaala
    21 kwietnia o godz. 12:35

    Ależ tu nikt nigdy tematu się nie trzyma, taka uroda bloga, zawsze zjeżdża na Marynię. Moje głodne kawałki miały mniej komentarzy i żyję. Gospodarzowi też śmy brewerie wyczyniali łońskiego roku.

    Autorzy pilnie potrzebni 🙁

    Tobermory
    21 kwietnia o godz. 12:14

    Ja wiem że Ty wiesz, bardziej uwaga do tych co na oczy nie widzieli kijków do nordic walking – że to nie te

    ***
    bez związku z tematem czegokolwiek, powyżej potrójne polskie przeczenie, ha, spróbuj angolom wytłumaczyć. Albo: „nikt nigdy niczego nie widział”

  429. @gaala
    Tak to tu jest. Najpierw jesteśmy przy temacie, a potem towrzystwo rozchodzi się po kątach, jak to bywa na party, z kieliszkami szampana, każdy gada sobie z wybranym do gadania partnerem, plotkuje. Nie ma się co obrażać, że ludzie przestają po jakimś czasie słuchać głównego prelegenta. To tylko w pisie tak jest, że oni do końca piją prawdę z ust człowieczka na drabince krzycząc od czasu do czasu: Jarek, Jarek !
    Takiej atmosfery tu nie ma. Sam bolesnie to odczułem, kiedy po chwilowym zainteresowaniu moim fantastycznym wstępniakiem towarzystwo zaczeło się dzielić na pary; pombocek pokazywał neferce jakieś zdjęcia (przyzwoite),anumlik wyskoczył z krotochwilnym wierszykiem, Toby wrzucił sylogizm, namargineska rzuciła się wściekle na mruczącego pod nosem coś o koledze z nieba dezerterze. Więc co mi pozostało: albo obrażonym opuścić to niepoważne towarzystwo, albo przykleić się do kogoś.
    Powiedz gaalu, czy ty chodzisz z kijkami czy bez ?

  430. @Nefciu
    Czy Ty nie umiesz liczyć do czterech ? Nikt nigdy niczego nie..no ile to razy ? Policz na palcach

  431. wbocek
    21 kwietnia o godz. 12:22
    A widzisz Pombocek. Odkryles pierwsza tajemnice stabilnosci kajaka, kazdego. Bez wody byc. Jak to zrobic? Kto wie? Te eskimosy to nie takie glupie. Oni oczywiscie w pracy byli to i „eskimoskie zwroty” musieli umiec w suchym kajaku. Ale potem przyszli innni. Co eskimoskich zwrotow tez nie lubili, eskimoski kajak lubili bardzo. To tez instrukcje pisali o stabilnosci. Jakby release 2.0 pisali
    pzdr seleukos

  432. @Lewy
    21 kwietnia o godz. 12:26
    No to ja się doczepię z moim ulubionym tematem polskich ogórków. Czy Polska wreszcie zastrzegła nazwę i recepturę? Oczywiście nie.
    I jest taki dziwoląg jak „Polski ogórki” produkowany w Indiach. Koszmar!!! Po takich produkcjach nikt już nigdy polskich ogórków nie kupi.
    Co prawda kupiłam chrzan czerwony polskiej firmy Polan i wyrzuciłam – był nie do jedzenia – sam ocet i trochę koloru. Świat schodzi na psy… 🙂

  433. gaala
    21 kwietnia o godz. 12:35
    My tu zawsze Gaala o temacie rozmawiamy. Regula. Kazda ma wyjatek jeden. Z tym wyjatkiem ja tez walcze z poczatku mojego istnienia. Z tymi religijnymi cytatami bezladnymi, najmalszego sensu, pryszczami z jednej ksiazki. Ze smietnikiem. Bez powodzenia dotychczas ale… A wszystko inne? Reszta? To przygody, ludzi myslacych. Samodzielnie Gaala.
    pzdr seleuk

  434. Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:55

    Lewusku, podobanie się pani panom to jedno, śmieszność patyczków – drugie. Fakt, że w biegu są śmieszniejsze (patyczki), zwłaszcza że nie spełniają żadnej roli, prócz tego, że dyndają. Marsz jest fajn, bieg – mniej, patyczki są dla mnie zawsze śmieszne. Pomyśleć, że miliony lat człowiekowate chodziły bez i doszły do dziś. Sam wpadłem ponad 50 lat temu, równolegle do ćwiczeń z różnymi przyrządami, że mogę nawet siłowe ćwiczenia robić bez przyrządów – choćby pompki w stójce na rękach. Powoli na takie ćwiczenia się właśnie przestawiłem. Uzależnienie się od przyrządów jest trochę hołubieniem złudzenia, że jakaś wartość jest w przyrządzie, jest robieniem z niego fetyszu – nawet przez ateistów. Wartość jest wyłącznie we mnie, nie poza mną.

    Oczywiście, można skrzyżować patyczki, czyli martwą materię i się do niej modlić. Ale wtedy to, nie jestem na bank pewien, może zboczenie?

  435. @Ewa-Joanna
    Tak tak moja pani, kiedyś kapusta to była kapusta, a nie takie coś .Pani, z chrzanem też było lepiej. Mój stary też był do rzeczy, a teraz ii..lepiej nie mówić ! Co to sie na tym świecie porobiło . Kiedyś to człowiek wiedzial, że coś było coś, a nie takie nie wiadomo co. Kiełbasa z Tesco też jakaś dziwna. Mój stary jej nie lubi, ale trzeba cos jeść. Słyszała pani, jutro w Lidlu sprzedają buty, ponoć na wagę. Trzeba być wcześniej rano bo znowu Cyganie wykupią. Ksiądz znów mówił, że ludzie sa grzeszni, a dach w kościele przecieka. No to z bogiem.

  436. @Lewy
    21 kwietnia o godz. 13:06

    Nie bądźże taki marudny jak autorka aktualnego wstępniaka.
    Pewnie nawet nie zauważyłeś, że pod Twoim wpisem o duchowości ateistycznej pojawiła się reakcja samego prezesa Towarzystwa Humanistycznego – Andrzeja Dominiczaka (Racjonalista.TV) i w ogóle kilka nowych nicków z komentarzami, które przeszły niezauważone, bo pewnie czekały na moderację.

  437. wbocek
    21 kwietnia o godz. 13:28
    Przyczepiłeś się Jureczku do tych patyczkow jak dezerter do blogu ateistów. To, że ludzkość przez tysiące lat nie używala kijków, to żaden argument. Nie używała internetu, to co, mamy się zjechać w jedno miejsce i bez tego narzędzia wymieniać nasze myśli ?
    Może te patyczki są śmieszne, ale byłyy jeszcze śmieszniejsze gdyby na nich zainstalować wiatraczki. Ale niech sobie będą jakie chcą, ja ich nie zauważam, kiedy widzę ładną dziewczynę. Taką mam opcję wzrokową

  438. gaala
    21 kwietnia o godz. 12:35
    Mili blogowicze, jak widać, zaproponowany przeze mnie temat nie wzbudził zainteresowania, więc odtąd znowu będę tylko czytelnczką. Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli się wypowiedzieć.

    Mój komentarz
    Gaala, jakie jest Twoje zdanie? Czy dziecko przychodzi na świat z predefiniowanymi w genach wartościami, które są w trakcie rozwoju przepisywane z genów do mózgu oraz w trakcie tego rozwoju uzupełniane wychowaniem?
    Czy to uzupełnianie, to tylko wygładzanie, polerowanie tego, co już w dziecku jest nieuchronnie zapuszczane przez ekspresję genów w trakcie dorastania?

    Dorastanie mózgu trwa do 21 lat (?), być może do 25 lat, a niektórzy sądzą, że całe życie, co ja uważam za przesadną opinię.
    Coś w tym jest, bo przepisy konstytucyjne szeregu państw ustanawiają dolny limit wieku dla kandydatów (kandydatek) na prezydenta np. na 32 lat.

    Trzecie pytanie
    Czy mężczyźni dojrzewają mentalnie później niż kobiety?
    Pzdr, TJ

  439. @Toby
    Ojej, to ja niesłusznie się wzburzałem. Ale Ty też zaraz wlazłeś w ciemny kąt, by romansować już nie pamiętam, z konstancją albo Jagodą. Ja to zauważyłem. Chrząkałem znacząco, dawałem do zrozumienia, a Ty nic .
    Idę do parku popatrzeć na magnolie, gęsi, kaczki i dziewczyny.

  440. Lewy
    21 kwietnia o godz. 13:09

    😛 jak nie umiem jak umiem. Napisałam „powyżej” (że trzy) i „albo” wiedząc dobrze że to albo jest poczwórne. Co to dzisiaj wszystkich pokąsało 😉

  441. @Lewy
    21 kwietnia o godz. 13:43

    Z nikim nie romansowałem, no, może z jedną taką prawie bezzębną (2 dolne siekacze), bo real mnie wciągnął z brutalną siłą i nie odpuszczał przez cały weekend. Zostałem otóż nawiedzony przez siostrzenicę z 8-miesięczną córeczką, która trzymała wszystkich w zaczarowanym kręgu swojego uroku i umiejętności poruszania się na czworakach z prędkością małego tygryska. Byłem wykończony strzeżeniem kociej miski, butelek z whisky, gniazdek elektrycznych, butów turystycznych, padłem pokotem…
    że tak pojadę tejotem 😉

  442. @anumlik 21 kwietnia o godz. 12:12
    Proponuję go o to dogłębnie wypytać gdy tylko się pojawi i zacznie truć 😉

  443. Na marginesie 13:53

    Lepiej nie, bo naprawdę zacznie truć.

  444. Rozmowa na temat duchowości ateistycznej z jezuickim xiuncem Obirkiem to rzeczywiście genialny pomysł – który mógł się wykluć chyba tylko w Umęczonej. Podobnie jak święcenie szamba i gościnne występy krukomandragor. Wcale nie wątpię, że rodzimy kaka bardzo chętnie obejmie ateistów opieką… duszpasterską. Śmiać się czy płakać?

  445. @paradox57 21 kwietnia o godz. 14:07

    Ale odpowiedzi na trudne pytania są w jego wykonaniu tak pokrętne, że przebija sam siebie. Kiedyś Orteq wypytywał go o rozbijanie rodzin, to znaczy zabranianie rodzicom kontaktów z dzieckiem, które zamieszkało z nie-jehowitą. Zdezerterowany odpowiedział formułką, która pod osłoną frazesów świadczyła o niewiarygodnym zezwierzęceniu.

    Gdy zagadnęłam go o to samo kilka dni temu, udał że nie wie o co chodzi i zarzucił mi… kłamstwo. Z linku podanego przez anumlika wynika, że w uzasadnieniu delegalizacji w Rosji wymieniono m.in. właśnie rozbijanie rodzin przez jehowitów.

    Zresztą kaka uprawia podobny proceder – gdy dziewczyna czy chłopak wstępuje do zakonu. Przy okazji zakon wciąga w swoją orbitę również rodziców, kusząc możliwością widywania się z dzieckiem. Co do „bogobojnego” uzasadnienia tych działań – wypisz wymaluj argumenty jehowity.

  446. Lewy
    21 kwietnia o godz. 13:38

    Przyczepiłem się faktycznie do patyczków jak komsomolec do komsomołki. Nie mam usprawiedliwienia. Może tylko to, że od rana strugam z przerwami patyczek. To ma być trzon do składanego wiosła. Z pozyskanego wczoraj nielegalnie suchego modrzewia z pięćdziesięcioma sękami. Pewnie mi się więc patyczki mylą. Nawiasem mówiąc, gdybym był patyczak, w życiu bym nie kupił, tylko nielegalnie pozyskiwał.

  447. Na marginesie 14:24

    To nie powinno dziwić. W końcu z jednego pnia wyrośli.

  448. @@@ Na marginesie, Paradox, Anumlik i inni
    Ja uwazam zapisanie jechowitow do terrorystow za calkiem zasadne. Co napomnknalem i logiczne. Jezeli ich kolezka wywola kataklizm (wiekszy niz IS, AlNusra, AlKaida etc moze razem), Zostanie ich ca 140tys. Znaczy 70tys starszakow + 70tys dzieci. Takiego terrorystycznego programu to nawet te org wymienione nie maja. Coby nie pisal o ruskiej sprawiedliwosci, to elementarnej logiki im nie odbiera. Rachunkowosc na poziomie kasy supermarketowej. Mam blad?
    pzdr seleuk

  449. gaala
    21 kwietnia o godz. 12:35

    Gaalo, skoro wcześniej byłaś czytelniczką, to wiesz jak blog działa, bo czytałaś. @ Lewy, powyżej, nieco na temat przypomniał, ja też coś dodam, bo jako przemysłowy wytwórca wstępniaków, to i owo o tym wiem jako półlichy pachołkogospodarz, w gospodarstwie pod światłym i pełnym gospodarskim przewodem Jacka Kowalczyka.

    Kiedy blog działał w poprzedniej formule, ze wstępniakami wyłącznie pana Jacka, było tak jak i teraz. To znaczy, blogowicze zwykle zaczynali
    harce od odniesienia się i skomentowana treści i kwestii pomieszczonych we wstępniaku, a następnie oddawali się swobodnym figlom wszelakiego rodzaju, partykulariom na boku i stosunkom towarzyskim. Po czym odzywały się powrotne sentymenty i znowu komentarze wraały do treści wstępniaka.
    Ruch falowy.
    Owszem, pojawiali się i tacy gadacze, którzy w nosie mieli autora wstępniaka, gadali o czymkolwiek i wdawali się w kłótnie, swary albo ewangelizacje. Trolle i szatany też tu czynne bywały.

    Mieliśmy, z @pombockiem i jeszcze paroma blogowiczami, takie usilne ciągi do apelowania do reszty towarzystwa, by się miarkowała, nie fikała, tylko gadała wyłącznie na temat zapodany przez Gospodarza.
    Da się, ale się nie da. Tak to – stety-niestety – dziala. bardziej jako kawiarenka pod ateistycznym globusem, niż nieustająca konferencja naukowa.
    Tym niemniej, suma dyskusji na tematy podawane we wstępniakach, w mojej opinii, jest znacząca. Ponadto bywają, nierzadko, nawroty, już pod kolejnymi wstępniakami, do tematów poprzednich. Zwłaszcza wtedy,gdy wstepniaki są przytomne, ciekawe, coś wnoszą nowego, wartościowego i poruszają blogowisko.

    Podobnie jest i teraz. Patrzę na to z dwóch perspektyw. Poprzednia, gdy wstępniaki pisał wyłącznie pan Jacek, była nieco inna. Lżej się widzi i prościej, gdy się tylko komentuje, a pewnie jeszcze łatwiej, gdy się tylko biernie czyta i śladu po własnych myślach na blogu nie zostawia. Kiedy sie samemu pisze wstępniaki, już tak wyłącznie lekko nie jest. Trzeba wyprodukować w głowie coś co ma sens, trzyma się czegoś znośnego, czytelnika nie znudzi a może nawet zaciekawi lub pobudzająco oburzy; przeflancować tą produkcję w głowie na produkcję zmaterializowaną, dać temu twarz, która co prawda jest nickiem, ale nick to też twarz – i świecić gałami za własne wyroby.

    I trzeba na czas produkować wstępniaki, bo one wymagają ciągu techologicznego, a próżni nie znoszą. Blog siada. To całkiem jak z rakietami atomowymi za czasów Chruszczowa, który je produkował jak kiełbaski: jedną za drugą i musiał niekumatym Amerykanom wyjaśniać, jak działa technologia takiej produkcji.

    Z takim samym skutkem to działa teraz jak wcześniej: też ten i ów gada na temat, oraz są harce, fikołki, głupawki, naparzanki co jakiś czas, nawiedzenia przez wysłanników bozi i trolle.

    Twój wstępniak jest całkiem pożywny, co sama, jak sądzę, możesz zobaczyć. Fajnie, że napisałaś, a napisawszy, podzieliłaś los innych wytwórców tekstów.
    Nie miej więc rozczarowania co do siebie lub blogowiczów, raczej patrz na to z optymizmem. I ochotą na kolejny tekst. A w międzyczasie, na uczestniczenie w dyskusjach, w sposób przez Ciebie wybrany.

  450. Szanowni czytelnicy!
    Kto chce, może kontynuować rozważania o wychowaniu, a kto chce czegoś nowego, to właśnie opublikowałem kolejny debiut @Jagody. Bardzo ciekawy.
    Zapraszam
    JK

  451. Jestem umówiona na kijki, idę do parku.
    Wszystko przemyślę i odniosę się wieczorem.

  452. wbocek
    21 kwietnia o godz. 7:34

    zapewniam Cię, że częsciej chodzę bez patyczków, niz z patyczkami. Na codzień biegam po mieście czy okolicy bez nich, ale specjalnie wybieram się na spacer z kijami w weekendy.
    Można to przypisać wyznaniu kijowskiemu lub nazwać religia patykową.
    Masz swój statek, który udoskonaliłeś żagielkami i pływakami( co szczerze podziwiam!), ja swoje niedzielne spacery wzbogacam kijami. A nuz sie przydadzą do odganiania amstafa?

  453. Lewy
    21 kwietnia o godz. 10:11
    moje kije nie są z leszczyny ani z podobnego surowca,mają swoją markę, ale żadną z tych słynnych marek narciarskich. Nazywają się Quechua i dostałam je kiedyś od zięcia.
    Ale dzieki za troskę…
    Mam tylko dwie nogi i dwie ręce; nogi muszą mnie nieść jeszcze jakieś 35 lat, dbam więc o nie, zapewniam im wygodne obuwie, ale nie żałuję i butów na kilkucm obcasie….

  454. wbocek
    21 kwietnia o godz. 11:20
    dopiero teraz dotarłam do Twojego filmiku, jak chodzić…gratulacje! szczególnie z tym ukłonem….
    ………………………
    biegałam jako nastolatka w klubie sportowym, uczestniczyłam w zawodach, głownie krótkie dystanse -100; 200; 400 m. Trwało to 5 lat, aż zrozumiałam, że nie mam szans na olimpiadę ( 😉 ), potem połamałam nogi i się skończyło.