Fenomen Staniszkis

Po warszawskim Krakowskim Przedmieściu chodzi, jak Jurand ze Spychowa, skruszony grzesznik, we włosiennicy (sporządził ją sobie z worka po kartoflach), a na plecach ma zwięzły napis „GŁOSOWAŁEM NA PiS”. Żal mi tego starszego pana, który nie może sobie darować tego grzechu i teraz pokutuje.

Tymczasem w telewizji nieustannie występuje czerwonousta ekspertka od genialności Jarosława Kaczyńskiego, profesor Jadwiga Staniszkis. Sekunduje jej drugi mędrzec, profesor Ryszard Bugaj. Oboje przychodzą do telewizji bez włosiennicy. No, ale dlaczego by mieli, skoro po wnikliwych przemyśleniach doszli do wniosku, że ten Kaczyński to chyba niedobry chłopak? No i chwała bogu, nareszcie znaleźli się bystrzy ludzie, którzy otwierają innym oczy. A w razie czego, gdyby ktoś chciał dokuczyć tym bystrzakom, przypominając, co o Kaczyńskim mówili jeszcze niedawno, zawsze mogą zastosować chwyt faraona, czyli Zelnika, że to nie byli oni, tylko kto inny.

Niestety z ekspertki Staniszkis ciągle wychodzi ta „kto inna”, chociaż rzeczywiście trochę inna, bo nie zachłystując się Kaczyńskim, wciąż zachłystuje się Macierewiczem, który robi dobrze armii polskiej. Aczkolwiek ma pewne zastrzeżenia do Macierewicza, że mógłby sobie dać spokój z Misiewiczem, ale tak ogólnie jest dobry.

Ciekawe, że jakoś zamilkli tacy profesorowie jak Markowski, Rychard, Czapiński, Kuźniar, ledwie co ich widać. Chyba w swoim czasie opróżnili swoje ładownice, wszystko w swoim czasie opowiedzieli o PiS i znudziło ich powtarzanie tych samych rzeczy. Za to Staniszkis i Bugaj są niezmordowani, zawsze ładownice pełne naboi.

Czy to nie jest fenomenalne?

Lewy