Dziś o dżender (ale bardzo jednostronnie)

Samo słowo bardzo drażni naszych posłów, posłanki i wiele innych prawicowych, konserwatywnych społeczności w kraju naszym nadwiślańskim. Mało która z tych „podrażnionych” nieprzyzwoitym słowem GENDER* osób ma pojęcie, czym jest to zjawisko, jakie jest znaczenie tego pojęcia w naszej kulturze, w naszym kraju. Wiemy, że jest źle odbierane, oskarżane o rozpad rodziny, pedofilię, upadek wartości moralnych i wszelkie zło tego świata. Chcę zaapelować do czytających i komentujących o przeczytanie do końca, zastanowienie się i… skomentowanie w oparciu o swoje doświadczenia z przeszłości i dziś.

Bo rzecz dotyczyć będzie nie tylko kobiet, ale, jak to w gender, obu płci. Rzecz o wychowaniu naszych synów. Głównie zajmują się tym matki; rzadko ojcowie, bo oni zajęci najczęściej zdobywaniem środków na utrzymanie rodziny pozostałe sprawy domowe zostawiają żonom, partnerkom życiowym, matkom swoich dzieci.

Kobiety wychowując synów ponoszą skutki swoich błędów w kształtowaniu ich postaw i stosunku do kobiet bliskich i nieznanych. Wiele w tym „winy” naszych matek, a teraz i my same nie zostajemy bez tej winy. Czy to tylko tradycja i wyniesione z domu wzorce powodują, że mamy wciąż tradycyjne społeczeństwo?

Wychowani przez swoje matki synowie, potem młodzi mężczyźni, nasi narzeczeni i mężowie przywykli do pracy swoich matek w domu; widzieli ojca po pracy na kanapie, zatopionego w gazecie, gdy w tym samym czasie matka po swojej pracy zawodowej gotowała, podawała obiad, zmywała naczynia, prała, prasowała, zajmowała się dziećmi… i nie narzekała na swój los. To był tzw. tradycyjny podział ról, przenikający w XX wiek z czasów, gdy kobiety nie pracowały zawodowo.

Okres powojenny pokolenia naszych babć i matek, pomimo ich pracy zawodowej niewiele zmienił w sytuacji kobiet. Nadal były obecne w kuchni, przy dzieciach, zapomniano o ich pracy zawodowej, zmęczeniu, zapędzono ją do zajęć domowych siłą tej tradycji.

Tę sytuację kobiety domowej zilustrowano nawet w „Elementarzu” Falskiego – kilkadziesiąt roczników pierwszoklasistów od lat 50. do 80. uczyło się z tego podręcznika, w którym mama krzątała się po domu, córka jej pomagała w przygotowaniu posiłków, sprzątaniu i innych pracach domowych, a tatusiowie, jeśli akurat nie czytali gazety, bawili się z synami kolejką, rozkręcali zabawki, studiowali budowę technicznych urządzeń. Córki wychowywano na gospodynie domowe, dostawały małe fartuszki, miotełki i inne utensylia dziecięce do prawdziwego sprzątania. Na gwiazdkę dostawały małe kuchenki, garnuszki i inne naczynia, żeby wprawiały się w przyszłe role, synowie otrzymywali blaszane samochody, lornetki, podręczne narzędzia domowe.

W takiej rodzinie sama wyrosłam i choć moja mama pracowała, w domu babcia dzierżyła stery gospodyni domowej, była księgową, zaopatrzeniowcem; pełniła wiele różnych ról. Nigdy jej nie zapytałam, czy była ze swojego życia zadowolona, do dziś nie wiem, jaka byłaby jej odpowiedź.

Gdy już nieco podrosłam, dostałam swoje zadania do wykonania – sprzątanie po obiedzie, mycie naczyń, sprzątanie, z czasem doszło jeszcze przygotowanie do obiadu i inne prace. Bardzo się buntowałam przeciw tej tradycji, bo w tym czasie moi starsi bracia szli do kolegów, „odrabiali lekcje” i załatwiali swoje ważne chłopięce sprawy. Chłopcy w znanych mi rodzinach byli na ogół wychowywani inaczej niż dziewczynki – w zamyśle swoich rodziców mieli prawo do marzeń o zdobywaniu kosmosu i realizacji ambicji zawodowych i niespełnionych marzeń swoich matek. Walentyna Tiereszkowa z czasem zaburzyła to postrzeganie ról kobiecych i męskich, ale jedna jaskółka wiosny specjalnej nie uczyniła, przynajmniej u mnie w domu.

I tak wychowywani przez dom mężczyźni trafiali się nam jako mężowie. Jeśli miałyśmy szczęście, a oni nie pochodzili z tzw. tradycyjnych domów, umieli nam pomóc w wypełnianiu obowiązków domowych, w wychowaniu dzieci, zajmowali się niemowlęciem i starszym dzieckiem jednocześnie, nie bez problemów czasem, a często z podziwem dla naszych umiejętności łapania pięciu srok za ogon. Mój niestety pochodził z tradycyjnego domu i w naszym domu chciał powielić wzorzec wyniesiony ze swojego. Przyrzekłam sobie, że w moim domu podziału nie będzie. Akurat!

Mąż pracował, wprowadzono właśnie płatne urlopy wychowawcze, miejsce dla dziecka w przedszkolu, gdy chciałam wrócić do pracy, okazało się to nieosiągalne – utknęłam w domu na kilka lat. Nie udało się „wychować” męża, ale udało się z synem. Z córką także, ale bardziej zadbałam o jej asertywność, o umiejętność powiedzenia NIE w stosownych sytuacjach. Można powiedzieć, że tarcia między rodzeństwem to dwa razy stłuczone szyby w drzwiach ich pokojów.

Dziś widzę całe rodziny na spacerach, na zakupach, tatuś z dzieckiem w wózku na spacerze nie jest niecodziennym widokiem, panowie odprowadzający swoje pociechy do żłobka czy przedszkola to już codzienność, coraz popularniejsze są wśród panów urlopy ojcowskie, tatusiowie są dumni, gdy zajmują się swoimi pociechami, jednym słowem – gender ma się w młodym pokoleniu coraz lepiej.

 

Miłe Panie (i Panowie bardzo mili)!

Wychowujmy swoich synów tak, aby byli naszymi sprzymierzeńcami w domu, zapoznajmy ich z działaniem odkurzacza, żelazka i pralki; pokażmy, gdzie są niezbędne do wykonania tych czynności środki i co mają zrobić z brudnym talerzem i szklanką. A przede wszystkim, żeby byli z tych umiejętności dumni!

Synowie nam podziękują, synowe będą wdzięczne, a naszym córkom trafi się młody mężczyzna potrafiący być jej partnerem.

Konstancja

 

PS
W nowym podręczniku do klas I szkół podstawowych znów zapędzono kobietę do kuchni. I jej odnowioną, ale zgodną z tradycją rolę w życiu rodziny podparto stosowna literaturą obowiązkową.

 

* Gender (ang. gender, czyt. dżender; płeć kulturowa, płeć społeczna, płeć kulturowo-społeczna, płeć/rodzaj, czasami także jako płeć psychologiczna lub psychiczna) – jest to suma cech osobowości, zachowań, stereotypów i ról płciowych, rozumianych w danym społeczeństwie jako kobiece lub męskie, przyjmowanych przez kobiety…

Gender – Wikipedia, wolna encyklopedia

https://pl.wikipedia.org/wiki/Gender