Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

1.03.2017
środa

Czy tożsamość europejska jest elitarna?

1 marca 2017, środa,

„Magazyn Świąteczny GW” czytuję sobie podczas śniadań, raptem przez 15 minut, do niektórych tekstów docieram po pewnym czasie.  Artykuł Ziemowita Szczerka z „GW” 11–12 lutego 2017 (http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21357903,angela-merkel-juz-nie-pocaluje-kaczynskiego-w-reke-nawet.html)  przeczytałam dwa dni temu. Cytuję fragmenty, które nie dają mi spokoju.

  1. „Tożsamość europejska, o ile zaistniała, raczej też jest elitarna. To tożsamość ludzi kręcących się przy Brukseli, złotych dzieci utrzymujących paneuropejskie kontakty. Słynne mieszane małżeństwa. Tożsamość erazmusowa, bo Europa miesza studentów, integruje. Ale inni Europejczycy korzystający na unijnych wolnościach, imigranci, są już po prostu imigrantami. Nie dumnymi Europejczykami. Którzy wszędzie niby jak w domu. Tak, tożsamość europejska, jeśli zaistniała, to tożsamość elity. To ją odróżniało od radzieckiej czy jugosłowiańskiej. Tam dla wielu to była tożsamość bazowa. Ludowa”.

 

  1. „Bo europejska tożsamość nie utworzyła się u dołu. Bułgarskie sprzątaczki we Włoszech nie czują się dumnymi Europejkami. Pewnie by chciały, ale wiedzą, że to by była jednostronna deklaracja. Polscy kolesie i panny ze zmywaków, budowlańcy i hydraulicy w Wielkiej Brytanii. Rumuni we Włoszech i we Francji. Łotysze i Litwini. Słowacy. Mówią po swojemu, nie po włosku, francusku, nie w ogólnoeuropejskim angielskim. Znają oczywiście te języki, ale to nie są ich języki. Mogliby do nich ewentualnie aspirować, i to wiedzą”.

***

Przez parę lat byłam imigrantką. Wyjechałam, bo nadarzyła się okazja, a ja czułam, że w Warszawie nie mam już nic więcej do roboty. Ile lat można pracować na umowę o dzieło podpisywaną co miesiąc?

Nie nazwałabym siebie wtedy złotym dzieckiem. Złote dzieci nie kroją warzyw na sałatki przez kilkanaście godzin i nie pokonują piechotą ok. 28 km w drodze do pracy i z pracy. Fakt, to nie była oferta, która skłoniła mnie do wyjazdu, ale co z tego?  Z biegiem czasu było coraz łatwiej i ciekawiej. Pożyczyłam rower, przeniosłam się do centrum miasta, zaprzyjaźniłam się z urzędem pracy, który pełnił inną rolę niż w Polsce.

Gdy z jakiegoś powodu miałam dosyć swojego zajęcia, szłam do urzędu pracy i przebierałam w ofertach. Przestałam martwić się o pieniądze. Miałam czas, by rozejrzeć się wokół siebie, krzepnąć w nowej kulturze i poznawać ludzi. A paleta narodowości była niezwykle barwna. Poznawałam tubylców, imigrantów legalnych i nielegalnych. Europejczyków, Azjatów i Afrykanów. Kelnerów, sprzedawców, sprzątaczy, budowlańców, personel firemek obsługujących turystów. Wszyscy przyjechali z różnych powodów, głównie dla pieniędzy, ale nie tylko. Uciekali przed przeszłością, szukali świętego spokoju, bo ich wybory życiowe nie były akceptowane w ojczyźnie albo nie wiedzieli, co ze sobą zrobić.

Moja koleżanka, Polka, nazwała ten kraj wyspą rozbitków i miała dużo racji. Kwitło życie towarzyskie. Zapraszaliśmy się na imprezy i częstowaliśmy naszą kuchnią. Nie zapomnę miny Tajwanki, która spróbowała białego barszczu. Cypryjczyk też nie był tą zupą oczarowany.

Im dłużej przebywało się w tym tyglu kulturowym, tym bardziej człowiek nabierał przekonania, że większości ludzi na świecie zależy na tym samym: by mieć trochę pieniędzy, jakiś własny kąt, móc w spokoju wychować dzieci i mieć blisko do lekarza.

Wszystko zmieniło się w 2008 r. Szef powiedział, ze musi zamknąć firmę na zimę. Inaczej się umawialiśmy, ale nie przewidywaliśmy krachu gospodarczego. Starym zwyczajem poszłam do urzędu pracy. Przed budynkiem kłębił się tłum. Po raz pierwszy w historii przyjaźni z urzędem musiałam wyciągnąć numerek. Otwierałam trzecią setkę oczekujących. Usiadłam na krawężniku, poczekałam na swoją kolej i zarejestrowałam się jako osoba bezrobotna. Mimo wszystko moja sytuacja nie była beznadziejna. Wraz z rodziną wróciliśmy do Polski mniej więcej rok później nie tyle z powodów finansowych, co z poczucia, że czas na zmianę. Ale ulice były już opustoszałe. Cały ten barwny tłum musiał wyjechać gdzie indziej w poszukiwaniu pracy. Nasi najbliżsi znajomi, Polacy, też rozjechali się w różne strony świata. Nie wrócili do kraju.

Nikt z nich nie był i nie jest złotym dzieckiem Brukseli. Wyjeżdżali z kraju z pustymi kieszeniami. Ciężko pracowali i nadal pracują na swoje szczęście gdzieś na świecie. Rok 2008 i pojawienie się kaczystowskich narracji spowodowały, że kilkoro z nich przestało lubić swoich niepolskich znajomych. Ale ci, którzy oparli się populistycznym przekazom, czują się nie tyle dumnymi Europejczykami, co obywatelami świata, gdyż wieloletnie doświadczenie emigracji daje przekonanie, że gdziekolwiek człowiek nie pojedzie, da sobie radę. W końcu większości ludzi, kimkolwiek by byli, zależy na tym samym – by mieć jakiś kąt, trochę pieniędzy, móc w spokoju wychować dzieci i nie trudzić się w drodze do lekarza.

Zgodzę się z tezą, że tożsamość europejska nie jest oddolna w sytuacji, gdy ktoś wyjeżdża, by tylko zarobić. Haruje, zbiera pieniądze i wraca nie czując się Europejczykiem, bo i ta Europa nie jest mu do niczego potrzebna. Inaczej sprawa wygląda, gdy ktoś chce się osiedlić na stałe. Chce tam mieszkać, żyć, pracować, zbudować dom, wysłać dzieci do szkoły. Nie wydaje mi się, by tożsamość europejska była im obca, by była jedynie zabawką elity. Chyba że za elitę uznamy właśnie ich, tych wszystkich dzielnych i silnych ludzi, którzy postanowili zakorzenić się gdzie indziej i z mozołem o to walczą.

Wielu czytelników „Listów ateistów” mieszka za granicą. Ciekawa jestem waszej opinii. Czy poczucie, że jest się dumnym Europejczykiem, jest tylko przywilejem klas wyższych?

Jiba

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 266

Dodaj komentarz »
  1. Artykuł Szczerka, dość gorzki w wymowie, wskazywał na sztuczność definicji „dumnego Europejczyka”. Europejczyk, obywatel UE, czyli właściwie któż taki, i na czym miałaby polegać jego duma? Na zmianie kolejnych krajów w zależności od coraz wyższej atrakcyjnej pensji i swoistemu wykorzenieniu się w imię beztroskiego kosmopolityzmu? Taki obraz jest dość pustawy i rozmyty, kojarzony z mitycznym brukselskim „establishmentem”, co podkreślają nasi rodzimi populiści.
    Kryteria narodowe, etniczne, religijne, poczucie przynależności do wspólnoty jakichś tam „naszych”- to konkrety, z którymi łatwiej się utożsamiać, spychane przez naszych internacjonałów do lamusa jako atrybuty wsteczności i zacofania. Szczerek w swym tekście wskazuje, iż „zapomnieliśmy o koncepcji państwa narodowego”, zastąpionej przez quasi-federacyjną Unię Europejską będąca zlepkiem i tyglem państw i narodów spoglądających na siebie ze zmieszaniem, nieufnością i niezrozumieniem.

  2. Największą wartością jako europejczyka jest dla mnie odczucie wolności.Mam 66 lat i jestem w stanie porównać czasy zapyziałego PRL-u do ostatnich 25 lat.Tu na emigracji mam takie odczucie-pochodzę z „miasta” Polska a mieszkam w „kraju” Europa.Najważniejsze jest to,że mogę żyć tu i teraz tak jak chcę i jak mi się podoba.Na dzisiaj możemy się spierać komu jest więcej narodowo czy mniej ,czy UE pozostanie w takim kształcie jak teraz,czy z luźnymi ale otwartymi narodami ale pewne jest jedno ,że jesteśmy skazani na siebie i najważniejsze jest aby kryteria narodowe,etniczne,religijne,poczucie przynależności do wspólnoty jakiś tam”naszych”(cytat z lukasso) nie spychały praw jakichikolwiek większości czy mniejszości w imię wydumanych denicji państwa narodowego (np.polak katolik,czy najwyższą wartością jest Bóg).Można się rozwodzić nad różnymi definicjami tożsamości narodowej ale bez tożsamości europejskiej przecież nie istniejemy.

  3. @Jiba
    Świetna relacja, lepiej wyważona, bardziej wielostronna niż ta Szczereka.To że wyjechało wielu ludzi za chlebem,ludzi,którzy ciężko pracują na zmywaku, nie znaja języków, nie potrafią się zintegrować a przynajmniej komunikować z tubylcami , to fakt.Ale podobnie działo sie od kilkudziesięciu lat w Ameryce. Tam też w takim Jackowie czy na Green Poincie zyją kolejne generacje Polonusów, którzy tkwią w tym polskim kotle, którzy potrafią kupic w sklepie, bo opanowali podstawowe 500 słów angielskich, co im pozwala poruszać się na styku kultury polsko jankeskiej. Miedzy sobą uzywają takiej góralsko-angielskiej gwary typu „Jasiek bierz kara i jedź do syty kupić w storze karoty i kapustę”
    Podobne makaronizmy używają Polacy we Francji, gdzie żona ostrzega męża, żeby wczesniej wyjechał, bo mogą być buszony(korki)
    Ameryka,kraj który wyrżnął Indian, od początku był krajem imigrantów, więc bardziej skłonny do tolerancji (no może z czarnoskórymi albo azjatami, to takiej tolerancji nie było), a Europa od stuleci zatrzaśnieta w swych narodowych opłotkach nie jest przywykła do obcości, do innego. Lud jest nieufny wobec gościa, który nie włada poprawnie jezykiem tubylców i ma taki dziwny akcent.
    Jade Joddle, sympatyczna Angielka,którą lubie słuchać i ogladac, bo sporo tłumaczy na temat języka angielskiego i specyficznych obyczajów Anglików, nagle ujawniła się jako zwolenniczka Brexitu. Tłumaczy ona to tak. Ulubionym miejscem Anglika jest pub. Spotyka tam swoich, pije swoje piwo ale.Ale nagle na miejsce barmana, swojego chłopa, został zatrudniony Polak,który zna dobrze angielski, ale z którym nie da się pogadac, bo go nie interesuja koneksje w rodzinie królewskie i kompletnie nie zna się na krykiecie. Jade Joddle nie ma nic przeciwko Polakom, Czechom itp., ale ten najazd na Wyspy sprawił, że Anglik przestał się czuć dobrze u siebie.
    Prosty Anglik, Francuz, Belg, Holender tez nie czuje się Europejczykiem u siebie jak ta Bułgarka pracująca weWłoszech. To prawda, że Europe stworzyły elity jakiś Schuman, Adenauer, a nie ludzi z pubu. Lecz Ameryke też stworzyły elity, owi ojcowie narodu Washington,Hamilton, Jefferson..i tam lud red necków tez się burzy przeciwko elitom waszyngońskim.Nasz akces do Uni tak entuzjastycznie przyjety przez lud, też przygotowały elity.Poczatkowo polski lud się cieszył, ale wylazły z niego kompleksy, niechęć do Niemca i jakieś poczucie wyższosci do Ukraińca, Białorusina.
    Europę zawsze jakoś tworzyły elity. W Średniowieczu to byli wykształceni zakonnicy, którzy bez problemu krążyli po Europie komunikując się łacin.Jednemu z nich Gallowi Anonimowi zawdzięczamy informacje o pierszych Piastach. Dziś są to beneficjenci Erasmusa.
    A ci na zmywakach, czy są dumnymi Europejczykami ? Przecież dla wielu Europa to jakas abstrakcja.Dla Anglików ta abstrakcja stała się nawet uciążliwa. Oni są przywiązani do swojego Arsenalu, Manchesteru, no do sympatycznej babci królowej, ale jakaś Europa ?
    Ironąią historii jest, że Niemcy, naród, którego alianci na siłę, przez denazyfikację, nauczyli demokracji, są teraz ostoją tej demokracji, Europy bez granic,a w Stanach i Anglii nastapiła jakas przedziwna inwersja.
    Ps
    Mam nadzieje, ze tak jak w Niemczech przeprowadzono denazyfikacje, tak w Polsce niedługo nastąpi depisizacja

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Do Jiby.Podziękowania za prezentację z twoich osobistych doświadczeń.Przypomnienie czy uzmysłowienie tak prostych rzeczy jak np.możliwość własnej samorealizacji tam gdzie się chce żyć i mieszkać.Ta możliwość dla każdego dla ciebie dla mnie i dla innych.Pozdrowienia!

  6. To ja tez pozwole sobie osobiscie. Generacja polowy lat 70-tych, wiec troche komunizm pamietam, poza tym w domu bylo zawsze politycznie i opozycyjnie, zatem tym bardziej rzeczywistosc uwierala. A potem nadzieje lat 90-tych – naprawde wierzylam, ze moge wszystko!
    Pare lat doroslosci sprowadzily mnie jednak na ziemie i podjelam przemyslana, ale i tak nielatwa decyzje o emigracji, w kierunku wcale nie najpopularniejszym. Teraz juz mam tutaj wypracowana stabilizacje, do PL nie wroce.
    Ale: czuje sie Europejka. Tak wlasnie! Juz nie tak mocno zwiazana ze stara ojczyzna, jeszcze nie tak bardzo z nowa. Dlatego wlasnie tozsamosc europejska jest najbardziej moja. Zdalam sobie z tego sprawe, kiedy po raz pierwszy odwazylam sie wyruszyc poza kontynent i kiedy uslyszalam pytanie „skad jestes”.
    Jestem obywatelka Mitteleuropy. I jestem z tego dumna.

  7. Jibo, ciekawie napisałaś.

    Teza Szczerka, że tożsamość europejska jest raczej elitarna nie wydaje mi sie jasna. Żeby się rozjaśniła, powinna zostać przedstawiona jakaś definicja, której nie widzę.
    Z kolei Twoja uwaga, że ci co jadą do innego kraju tylko dla pieniędzy nie chłoną tożsamości europejskiej może jest poniekąd prawdziwa, ale i tu mam wątpliwość. Coś z tej tożsamości chyba jednak przyjmują.

    Za elementy tożsamości europejskiej uważam poczucie wolności, wielonarodowości i wielokulturowości, otwartości, świeckości oraz oświecenia i ewnej dbałości o spojność społeczną, czego wyrazem są zarówno liczne możliwości kształcenia sie jak i programy społeczne, socjalne, integracyjne i pomocowe. To zresztą wyróżnia Europę od Ameryki i wielu innych części świata.
    Ci co wyjeżdżają tylko po to, żeby zarobić, trafiają więc także w środowisko w którym działają zarówno zasady państwa cywilnego i republikańskiego co charakterystyczne dla większości państw Europy, choć w nieidentycznym stopniu, jak i różnorodne kultury, znaczny stopień swobody obywatelskiej, łatwość podróżowania po Europie jak i korzystają z narzędzi społecznych i socjalnych (choćby urzędy pracy o których wspominasz, które zwykle pełnią też obszerniejsze role niż w Polsce). I, niewątpliwie, coś z tego przejmują, korzystają, osadza się to w nich i mają poczucie, że to im się należy jako mieszkańcom Europy, jest częścią nich, a więc i elementem tożsamości.

    Eropejskie państwa małe mają na ogół silniejsze poczucie lokalności i trybalności.Dosyć wyraźnie widać to u Skandynawów, mniej u Holendrów, bo to silnie dynamiczny i przemieszany naród, oraz dosyć spory pomimo niewielkiego terytorium. Z kolei u Francuzów, Hiszpanówczy Niemców, a więc w krajach najludniejszych, o ile mi wiadomo i zgodnie z moim doświadczeniem, raczej działają elementy tożsamości lokalnej, a dajszy krąg robi się już szeroki , bardziej europejski.
    Przenika nie się uniwersum wartości europejskich: cywilnych, świeckich, oświeceniowych, demokratycznych, republikańskich, akceptuących różnorodność wydaje mi się wszędzie obecne, choć w nierównym stopniu i wszędzie to właśnie ta europejska tożsamość.
    dlatego nie bardzo rozumiem, co właściwie za europejską tożsamość ma Szczerek i dlaczego ma to za elitarne tylko.

  8. Świat się składa z elit i reszty

    Denerwuje mnie prymitywizm argumentacyjny mainstreamowych publicystów. Nie chodzi o Szczerka, tylko o metodę wyjaśniania zjawisk społecznych „na elity”.
    Jakiego tematu się nie tkną, to dochodzą do problemu elit i to w kontekście dzielenia świata na dobro o i zło, na ludzi godnych szacunku, stałych, prawych, przewidywalnych oraz na elity, które wszędzie się urządza, mogą nie mieć narodowości, pasożytować potrafią, rządzić, błyszczeć, zachwycać, tanie wygody konsumenckie masom proponować, tuczyć się na niewolniczej harówie tych na zmywakach, itd. Dlaczego akurat na zmywakach?

    Ten podział świata na elity i resztę jest tak banalnie prosty oraz prymitywny, że nic z niego nie wynika, a publicyści głównego nurtu nawiązując do niego wyciągają dla siebie dziesiątki wniosków narodowo słusznych, wartościowych, perspektywicznych, bazowych dla egzystencji ludzkiej. Siłą rzeczy są to wnioski tak globalne jak samo pojęcie „elity” jest globalne (nie w sensie globalizacji, a w sensie wszechobejmowania).

    Ostatni raz tego rodzaju prymitywnej metodologi doświadczałem przez długie lata za komuny, gdzie wyznacznikami dla analizy wszelkich problemów trapiących ludzkość, państwa i społeczeństwa był podział na klasy społeczne, walka klas i słuszna dominacja interesu klasy robotniczej nad interesami innych klas. Podobny sposób analizy do dzisiejszej metody „na elity”, który został wprzęgnięty w służbę polityki by wyodrębniać negatywnie konkurentów politycznych, naznaczać, stygmatyzować, wykluczać ich ze zbioru wartości pozytywnych, że tak powiem.

    Elity lub „drugi sort” lub „ludzie o negatywnych cechach społecznych” (patrz wypowiedź Jarosława Ka w Sejmie) – to nieco różniące się odmiany tej samej „metody” wyjaśniania procesów społecznych oraz wartościowania dokonań i zamierzeń innych grup i środowisk, które są dla mnie konkurencją lub których sensu istnienia nie rozumiem.
    Klasy społeczne są, elity również, poprawność polityczna też, lecz nie są to pojęcia rozciągliwe w każdą stronę i dla każdej potrzeby, przystawalne do każdego rozumowania.

    Normalny prawy patriota nie może się poczuć Europejczykiem, bo nosi w sobie uczciwą, naturalną odrębność. Takiego fałszu i wieloznaczności mogą dostąpić tylko elity. Mniej więcej taka jest jedna z tez Szczerka.
    Pzdr, TJ

  9. Jibo,

    Poruszylas wazki problem. Tak wazki, ze az sie gubie w myslach jakie mi sie w glowie wzbudzily, gdy czytalem wpierw Ciebie, a potem Szczerka w uzupelnieniu. Przeczytalem Szczerka, bo sie do niego odwolalas. Wczesniej uznalem, ze szkoda czasu na „miedlenie” czegos, co moze kiedys sie pojawi, o ile sie wogle pojawi.

    Bo mysle sobie, ze ta „tozsamosc europejska”, to jest cos takiego, jak w jakiejs piosence stalo, ze „pojawiasz sie i znikasz”. W Piosence bylo jeszcze o bziku na punkcie tego czegos, a w przypadku „tozsamosci europejskiej” jakos trudno dostrzec powszechnych znamion bzika. Juz predzej odwrotnie, to znaczy powszechnym zdaje sie byc bzik na punkcie nie mienia „tozsamosci europejskiej”. Chyba zeby uznac, ze opisane przez Szczerka elity brukselskie maja bzika i temu bzikowi tozsamosci ulegaja.

    Nie daje mi spokoju pyatnie Tanaki o defincje omawianej tozsamosci, bo zadaje sobie pytanie pomocnicze o skladniki tego co mialoby sie stac podwalina, czy kamieniem wegielnym tozsamosci europejskiej?

    Zadaje pytanie i szukam odpowiedzi i pierwsze co mi przyszlo do glowy, to integracja.

    Integracja, ktora aktualnie sama z siebie jest uzywana jako argument za zatrzymaniem integracji, lub wrecz za jej cofnieciem.

    Tyle „teoryzowania” w temacie tozsamosci europejskiej.

    A o tym, czy ja odczuwam, czy podzielam tozsamosc europejska? Czy jestem z niej dumny?

    A bo ja wiem? Kiedy nie wiem. Jak jestem w Europie to wszedzie mniej wiecej czuje sie „u siebie”. Znaczy sie jestem w Europie, to jestem „u siebie”. Gdy jestem poza Europa, to bardziej sie czuje Europejczykiem, a Polakiem ciut dalej, jeszcze dalej to jestem Warszawiakiem bardziej niz mieszkancem Londynu. Londyn jak do tej pory wymieniam na drugim, za Warszawa miejscu, choc ostatnie 15 lat w Warszawie jestem kilka razy w roku gosciem. Zabawne, jak dziala podswiadomosc.

    Tyle na razie. Wiem, ze jeszcze glos zabiore, ale na teraz to swiadomosc mnie zagania do obowiazkow codziennych.

  10. tejot
    1 marca o godz. 13:40
    To juz bylo wielokrotnie powiedziane. Stosowanie elity jako chłopca do bicia to stara bolszewicka metoda. Cóz w społeczenstwie sa ludzie wykształceni i niewykształceni. Załózmy, że lekarze, prawnicy,naukowcy, nauczyciele,inżynierowie,ekonomiści,artyści to ta elita. Jak na razie nic w tym złego.Inni nie posiadający tego wykształcenia nie należą do elity, są pożytecznymi,godnymi szacunku hydraulikami, elektrykami, murarzami.To rozróżnienie nikomu nie uwłacza. Ale pośród tej elity trafi się sfrustrowany polityk, prawnik, ekonomista a nawet może to być lekarz lub niedoceniony nieudacznik naukowiec. I to właśnie ten zawistnik,niespełniony członek elity wmawia tym hydraulikom, rolnikom.że ta elita to sobie coś uzurpuje,jakąś lepszość, rzekomą wiedzę. Sam prosty lud nigdy by na taki pomysł nie wpadł, że np.lekarz udaje że wie, że jakiś ekonomista to opowiada te mądrości, bo ma w tym egoistyczny cel, a sedzia kradnie pendrivy albo batoniki. To mu sufluje ów niespełniony członek elity, aż w końcu udaje mu się napuścić lud na elity, zniszczyć auorytet elit. Tak Lenin zrobił wypuszczając hordy ciemnych chłopow na rosyjskie elity. Tak robi Kaczyński opluwając Bartoszewskiego, Rzeplińskiego, Ziobro aresztujący lekarza, Macierewicz niszcząc autorytet generałów.
    Atak na elity zainicjowałli i prowadzą zdegenerowani przedstawiciele elit.Przecież Lenin był wykształconym prawnikiem, a ci panowie z PISu też są w większości po wyższych studiach.No może poza Misiewiczem, ale ten wkrótce zdobędzie dyplom u Rydzyka.

  11. …. „każde widzenie świata jest i pozostaje podwójnie ograniczone. Po pierwsze przez historię po drugie poprzez twórcę odbicia tego świata”….

    Droga Jibo!
    Poczułam się wywołana do odpowiedzi i z wielką nieśmiałością pozwalam sobie na wklejenie mojego felietoniku, który popełniłam przed sześciu laty dla portalu emigracyjnego.
    Nigdy, przenigdy nie planowałam wyjazdu z kraju. Się sam zaplanował, gdy wyczerpałam w moim odczuciu wszystkie możliwości znalezienia pracy (2006 – 2007) na polskiej prowincji pomiędzy Wrocławiem a Poznaniem.
    Moi koledzy od schabowego

    Anna Makowiecka

    13.07.2011

    Są kulturalni i nieśmiali. Nie mają internetu, nie znają języka. W pracy i poza nią tęsknią. Są najwspanialszymi kolegami, jakich w życiu miałam.

    Szybko, dokładnie, od razu. Telefon komórkowy, iPod, internet. Wszędzie i natychmiast spotykamy ludzi, znajomych, kumpli. Porozumiewamy się w zdumiewający sposób. Naszym pradziadkom z czasów pąsowej róży, bilecików, listów pisanych atramentem pod dyktando tykającego zegara, zakręciłoby się w głowie!

    Dżentelmeni z supermarketu

    Pojawili się w moim życiu wtedy, gdy powoli zapominałam jak dobrze jest być koleżanką i mieć kolegę. Po pracy w kasie lubię pomóc w tłumaczeniu urzędowych papierów. W cudownie staroświecki sposób przedstawili się przy głównym wejściu ASDY. Ucałowawszy moja dłoń, wzbudzili wokół zainteresowanie. Zaczęliśmy rozmawiać.

    Był już wieczór, zbliżała się pora zamknięcia supermarketowej kawiarenki. Pisma przetłumaczone, a nasza rozmowa w żaden sposób nie zmierzała ku końcowi.

    Opowiedzieli o sobie wiele: zatrudnieni przez agencję, która sprowadziła ich do wyspecjalizowanej firmy jako wysoko wykwalifikowanych fachowców. Rodziny zostały w Polsce. Mają każdy po pokoiku, pracują ile się tylko da. No i oczywiście „radzą sobie z codziennością życia na emigracji”. Na tyle na ile pozwala 12-godzinna praca.

    Od początku poczułam do tych przeniesionych z ojczystego świata ludzi ogromną sympatię. Radość spotkania, rozmowy w polskim języku, z pięknymi wibracjami dialektów z rożnych zakątków kraju.
    Jak na dobrze wychowanych panów przystało, Kazimierz i Józef, postanowili odprowadzić mnie pod dom. Wcześniej wyjęli z wózka kilka ciężkich reklamówek moich zakupów.

    Podeszliśmy pod bramkę mojego ogrodu. W podziękowaniu za taszczenie siatek zaproponowałam herbatkę… z placuszkiem. Bo mój tato zawsze pytał w niedzielny poranek – „A czy będzie dziś placuszek?”

    Serce za serce

    Za tłumaczenie listu postanowili naprawić furtkę. A chwilę później to już przyjęli się na stale.

    Od kilku „śtachet” się zaczęło. To znaczy oni zaczęli, bo w ten grudniowy wieczór nie byłam na tyle szalona by ciężko pracującym facetom zaproponować fuchę. To oni popatrzyli i uznali, że „właściwie to cały ten płot wymagałby co najmniej solidnej naprawy”.

    Zapadł już zimowy zmierzch. By ocenić zakres prac, ilość materiału, narzędzi, termin i zapłatę, umówiliśmy się na niedzielne popołudnie. To jedyna połowa dnia gdy obaj moi koledzy i ja mamy wolne wszyscy razem.

    Tradycyjnie ugotowałam rosół z makaronem. Trochę się wygłupiłam, kiedy okazało się, że jest to jedna z trzech zup, która należy do ich kulinarnego repertuaru. Jednak moje lane kluseczki wywołały w końcu uśmiech na ich spracowanych twarzach.

    Na drugie danie były wytęsknione przez Kazimierza i Józefa kopytka. Z przepysznym sosem z mieszanki mięsa wołowego i wieprzowego, polskich kostek rosołowych i szkockiej śmietany. Ona, rzecz jasna, ma zdecydowanie inny smak od polskiej ale do mięsnego sosu wpasowuje się idealnie. Do tego surówka z marchewki, jabłuszka i selera (No pycha… powiedz proszę, a gdzie go kupiłaś?).

    A potem zapadła cisza. Tylko dźwięk widelców, noży i zastawy. – A co tak cicho siedzicie jak w kościele? – pytam. – Jedzenie takie dobre, czy tacyście głodni? – Jedno i drugie – rzekł Kazimierz nie podnosząc oczu.

    Dalej nie pytałam. Uświadomiłam sobie, że owszem – są bardzo głodni, ale polskiego smaku. Przypomniało mi się, jak w progu domu najpierw mnie wyściskali a potem Józef mówił rozradowany „już od ASDY to szliśmy po zapachu”.

    Doprawdy trudno o milszy komplement dla pani domu czekającej z obiadem.

    A potem był deser. Najprostszy z możliwych. Babka piaskowa z makiem i rodzynkami. Posypana cukrem pudrem jak na śnieżny dzień przystało.

    Ogród zamiast telewizora

    Ogromne, przeszklone drzwi tarasowe mojej jadalni. Prowadzą na tzw. back yard. W trakcie obiadu przeistoczyły się w telewizor, w którym nadawany był program pt. „Ogród, jakiego z pewnością nie chcielibyście mieć”.

    Moi koledzy spoglądali na niego spod oka. Potem dopijając kawę obliczyli ile i czego mam kupić. Zostałam przeegzaminowana na obecność młotków, wiertel, śrubokrętów i innych takich tam.

    Mozolnie kupowałam je przez wiele lat sama z moja rodziną, czyli młodzieżą męska dorastająca w liczbie jeden. Czasami próbowałam nimi uładzić domowe niedostatki szkockich mieszkań, w których przyszło żyć do czasu znalezienia tej spokojnej przystani.

    Ale chwilę potem, po raz pierwszy w życiu zostałam kompletnie zignorowana jako uczestnik narady. W jej trakcie, w fachowy sposób Józef z Kazimierzem obejrzawszy wszystko dookoła zakreśli zakres prac. Zupełnie tak, jakby to mieli wykonać u siebie do domu.

    Woda, kałuże i ogród

    Prace rozpoczęły się pod koniec lutego i trwały do połowy kwietnia.
    Tych, którzy znają atrakcje tutejszego klimatu (deszcz, błoto, przykry zacinający wiatr) nie muszę przekonywać jaki rzekomo „łatwy i przyjemny” był ten niewiarygodny wysiłek i determinacja moich kolegów. Wykopawszy rów na pół metra głębokości, zamontowali dodatkowe wzmocnienia płotu by poprawić jego stateczność. Uzupełnili brakujące części i wzmocnili w połowie wysokości.

    Miało skończyć się na płocie. Tymczasem kilka dni później jak wryta patrzyłam jak zaharowują się niwelując dwa bezsensowne poziomy gruntu. Ten niższy stale wprowadzał kałuże wody wprost do jadalni czyniąc z mieszkańców domu kandydatów na istoty płetwonogie. Groza!

    W następnym tygodniu zaczęli prace ogrodowe. Od przystrzyżenia zaniedbanego, niezwyklej urody i kształtu laurowego drzewa. Na nowo ułożyli taras, wyremontowali ścieżki. Wytyczyli wygodne miejsce do parkowania motocykla młodzieży męskiej dojeżdżającej na studia.

    W szopie zapanował wzorowy porządek. Znalazło się miejsce na sprzęt do grillowania i wszystko, co nie ma prawa zamieszkiwać w domu. Szopa zyskała nowy, nieprzemakalny dach nad głową.

    Nasza prosta, ludzka bliskość

    Zwykle nasze spotkania poprzedzało ustalenie planu działań: niezbędne materiały i polski jadłospis na następne trzy dni prac. Wszystko było zaplanowane prócz wynagrodzenia. Tego, mimo licznych podchodów do tej pory nie udało mi się tego z nimi ustalić.

    Dlatego w międzyczasie obdarowywałam ich swoimi tłumaczeniami. I doświadczeniem w innych dziedzinach. Uświadomiłam sobie, że oto możemy czynić sobie wzajemnie życie w tej naszej nowej ojczyźnie lżejszym. Wzajemnie się wspierać – zarówno pod względem praktycznym (wymiana usług – trochę szyję na maszynie), doradczym jak i towarzyskim. W tym dobrym, tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

    Uświadomiłam sobie, że żyjąc na emigracji niekoniecznie musimy skazywać się na izolację i samotność. Popadać we frustracje prowadzące do uzależnień. Przecież tak o to łatwo, kiedy pustka wkrada się w miejsce zazwyczaj wypełnione przez obowiązki rodzinne.

    Patrzyłam jak ci niewiarygodnie skromni, wspaniali, porządni, uczciwi mężczyźni, mężowie i ojcowie dzielnie zmagają się z tym oddaleniem. Mój dom stał się dla nich oknem na Polskę. Miejscem, gdzie posłuchali nareszcie wiadomości z kraju, przeglądów sportowych, poznali wyniki Totolotka.

    Pomimo schludnych, bardzo skromnie wyposażonych pokoików agencja zatrudniwszy tych ludzi, eksploatując ich umiejętności, fachowa wiedzę (tokarze) i siłę, zupełnie nie dostrzega prywatnej strony ich ludzkiego życia. Bo czym trudnym może być np. opłacenie abonamentu telewizyjnego i udostępnienie polskiej telewizji?

    Czas zapłaty

    Byłam dumna i szczęśliwa, mogąc otworzyć drzwi gościnnego, polskiego domu moim kolegom w dniu wypłaty. Przez te kilka miesięcy staliśmy się sobie bardzo bliscy.

    Nie oglądając się na niedogodności życia codziennego znaleźliśmy czas na pogawędkę, poradę i dodanie otuchy drugiemu człowiekowi. Jak się okazało – zagubionemu wśród nowoczesnych gadżetów.

    Kiedy zapytałam zapłatę za to, że mój szkocki dom i ogród przemienili w polską „bombonierkę z czekoladkami” popatrzyli najpierw po sobie, a potem na mnie – odpowiedź zabrzmiała – „To zrób schabowego. Takiego na cały talerz!”.

    I wtedy w ich oczach zobaczyłam cała Polskę. Śnieżnobiały obrus na stole i tęsknotę za domem. Sama poczułam zapach skoszonej łąki, usłyszałam żabi koncert z pobliskiego stawu w niedzielne niespieszne popołudnie.

    Jak mi się z nimi poszczęściło…

  12. Super Pani Jibo.

    Absurdalny artykul tego Pana Szczerek. Takie bzdury. Unia musi zapewnic ze ci ktorzy nawet nie chca sie nauczyc wloskiego, czuja sie tam dobrze i sa dumni.

  13. lonefather
    1 marca o godz. 14:03
    Padło słowo „integracja”. Co to znaczy? I jak ma wyglądać integracja? Czy wielu mieszkańców West Ham / Barking jest zintegrowanych czy też żyją „obok nas”?

  14. Lewy
    1 marca o godz. 12:17
    …ale ten najazd na Wyspy sprawił, że Anglik przestał się czuć dobrze u siebie.
    Z moich obserwacji wynika ,że tyczy to i Francuzów, Holendrów…

  15. Lewy
    1 marca o godz. 14:10

    Lewy, sięgając do źródeł popełniasz błąd. Nie Lenin jest źródłem tego stawiania „elit” w miejscu przeciwnika, bo źródła sięgają znacznie głębiej w historię i stamtąd, do dziś, biją żywą, prostą niechęcią, przechodzącą w nienawiść. „Elita” jako wróg, to synonim zła, tego czego nie wiemy, nie rozumiemy, czego się lękamy. Elita to szatan, a w Kościele kat elita to byli wszyscy ci odważniejsi, światlejsi, śmielsi, mający inne poglądy na cokolwiek, bądź robiący coś inacze niż nakazał Kościół kat. Zwykle sumowało się to do ludzi bardziej oświeconych, kształconych, a co najmniej – używających rozumu. I taką elitę należało tępić i zlikwidować. Marks dokonał strannego rozbioru problemu pod kątem socjo-ekonomicznym i politycznym, co do dziś jest w miarę niezłym narzędziem analitycznym, choć nie wolnym od wad, ale pamiętajmy, że nic to nowego. I w starożytności też można się doszukać przeciwstawień nas-słusznych przeciw elitom-niesłusznym. Zresztą mamy tu nieustającego gościa blogowego – Jezuska, który jak nic przeciwstawiał się, bardzo ostro, elitom żydowskim. Co – jak wiemy- zostało ladnie zapisane w niebieskiej ksiażeczce przez realnego twórcę chrześcijaństwa – Pawła, zwanego – hecnie – świętym, który napisał co i jak z taką elitą należy robić. Od tej pory żydostwo było przez chrześcijan prześladowane i tępione z wybitną konsekwencją. I do dziś to nie znikło. Różnica tylko taka, że dziś Żyd może się skuteczniej przeciwstawić chrześcijaninowi, więc prawidłowy chrześcijanin odpuszcza bezpośrednie i fizyczne prześladowanie (a i to nie całkiem), na rzecz przemocy werbalnej, która pełni rolę zastępczą.
    Gdyby całkiem przestał spluwać na Żydów i zaprzątać sobie nimi głowę, straciłby swoją chrześcijańską, w tym – dziś – bardziej katolicką, tożsamość. Przestałby się nawet czuć Prawdziwym Polakiem.
    Jak wiemy od Prawdziwych Polaków i Katolików, Europa to jewriejski interes. Dlatego nas brzydzi. I nie może przestać.
    W podświadomości to działa z dużą mocą i co raz wybija na zewnątrz.

    Taka tożsamość.

  16. Pytanie o „tożsamość europejską: jest, automatycznie, pytaniem o tożsamość polską. Jeśli nie wiadomo na czym polega polska, nie da się wysublimować różnic wobec europejskiej.

    Polak ma zasadniczy i niemijający problem z własną tożsamością. Czego erupcji właśnie doświadczamy.

  17. Makowiecka
    1 marca o godz. 15:00

    Czytając, pofrunąłem. Dzięki !

  18. zezem
    1 marca o godz. 16:09

    Sadze za trzeba zadawac pytania o integracje i pytanie „jak ma wygladac?” integracja, nie wydaje mi sie dobrym. Zwlaszcza zawezone do zagadnienia „Czy wielu mieszkańców West Ham / Barking jest zintegrowanych czy też żyją „obok nas”?

    Pytaniem, na ktore w/g mnie warto jest szukac odpowiedzi, jest pytanie o to, po co sie integrowac?

    Innym wartym odpowiedzi pytaniem, jest pytanie o to, dlaczego waro zrezygnowac z kawalka suwerennosci, w zamian za wspolna korzysc?

  19. @Tanaka

    Pod poprzednim wpisem, jest moja odpowiedz, na poruszone przez Ciebie problemy.

  20. Makowiecka
    1 marca o godz. 15:00
    piękna opowieść o Polakach za granicą. Z pozytywnym przesłaniem.
    Bardzo Ci za to dziękuję.
    I ciesze się, że dołączyłąś do nas.

  21. Jibo

    Dobrze sie Ciebie czyta, bez wględu na temat.
    Nie mam doświadczeń emigranckich, ale gdybym była ze 20 lat młodsza łatwiej byłoby podjąć decyzję o emigracji lub wyjazdu dla pieniędzy.
    Dziś też są możliwości, ale wolę być gościem mojej córki za granicą przez kilka dni, niż być tam na stałe. Nie będę się zarzekać, może przyjdzie mi zmienić zdanie; podoba mi się tam wiele tak oczywistych rzeczy, których próżno szukać w Polsce, szczególnie w ostatnich miesiącach.

  22. @lonefather
    Aby wiedzieć „po co”, trzeba by najpierw mieć odpowiedź na czym ma to polegać.
    West Ham… to był taki wtręt pomocniczy. Będąc tam ,zadawałem sobie właśnie pytanie j.w.
    Rezygnacja z kawałka suwerenności na rzecz wspólnej korzyści. Wydaje mi się to b.b. mgliste. Zapytam jaki kawałek ma być tej suwerenności uszczknięty na rzecz jakiej korzyści. Kto to ma definiować?

  23. konstancja
    1 marca o godz. 17:40
    .. podoba mi się tam wiele tak oczywistych rzeczy, których próżno szukać w Polsce, szczególnie w ostatnich miesiącach…
    Przed laty ktoś mi powiedział,że z tego co tutaj widzisz weź 30-40% i to jest prawda.

  24. @Jiba, wpis
    Dziękuję Jibo za wpis. Wasza, emigrantów, obecność na blogu jest bezcenna.
    Przed chwila przeczytałem wspomnienie R. Szulkina w DFormacie GW. Emigracja żydowska po 68’ to osobny rozdział historii emigracji XX wieku.

    @Lewy, 12:17
    Piszesz m. innymi
    (…) a Europa od stuleci zatrzaśnięta w swych narodowych opłotkach nie jest przywykła do obcości, do innego
    a ja na to, że do obcości przywyknąć jest trudno, np. zalecana przez dietetyków dieta śródziemnomorska, nie znajduje zwolenników wśród schabowiczów.
    Druga uwaga, to niezgoda na „zatrzaśnięcie” Europy.
    Przecież zatrzaśnięcia nie było przez całe dziesięciolecia! Miałeś Turków w BRD, Algierczyków we Francji, Hindusów na Wyspach!
    Problem się zaczął wraz z najazdem ludzi z domoludów, a nasilił do fazy kryzysowej po deklaracji p. Merkel i tysiącach z południa, uciekających przed wojną/nędzą/głodem.

    @Tanaka, 13:16 i inne
    Napisałeś m. innymi
    Za elementy tożsamości europejskiej uważam poczucie wolności, wielonarodowości i wielokulturowości, otwartości, świeckości oraz oświecenia i pewnej dbałości o spójność społeczną (…)
    i wtedy chwyciłem za klawiaturę, aby zauważyć, że wszystkie te cechy tożsamościowe są znienawidzone przez „suwerena”, skoro głosuje na prezesa.
    Wniosek: Polak-Europejczyk, to obywatel, który walczy z prezesem. Prezes chce wyprowadzić Polskę z Europy, tylko czeka z deklaracją na lepszy czas.

    Prezes kłamie, łże, a to jest cecha, która w Iranie uchodzi (jeśli skuteczna) za zaletę.
    Kiedy wyjeżdżałem do pracy w Iranie, koledzy, którzy tam spędzili więcej niż parę miesięcy, doradzali mi abym
    1. „nie podnosił głosu”, kiedy chce skarcić personel, a jedynie mam się uśmiechnąć ironicznie.
    2. przyjął do wiadomości, że prawdomówność, to cecha z naszego, europejskiego kręgu kulturowego, a Pers jeśli skutecznie okłamie, może się tym pochwalić znajomym Persom.

    Punkt 2. sprawdziłem pytając o drogę w Meszhedzie. Ilekroć pytany młody/stary mówił skręć w lewo, skręcałem w prawo i trafiałem do celu.

    Pozdrawiam serdecznie, bardzo lubię Was czytać.

  25. stasieku
    1 marca o godz. 17:59

    Tak jest, a to też właśnie problem z polską tożsamością. Tzw. suweren ma z tym duży problem.

  26. lonefather
    1 marca o godz. 17:01

    Jestem może nieco nietypowy biorąc pod uwagę populację nadwiślańską, ponieważ tożsamość definiuję jako stan wewnętrzny wytwarzany własnym wysiłkiem. Jest to konieczny element rozwoju osobowego, a tożsamość powinna być w bardzo wysokim stopniu bytem niezależnym od tego, kto i co co usiłuje z zewnątrz wcisnąć jako „tożsamość”, lub jej część.
    Z taką tożsamością, własną i autonomiczną,można podróżować po świecie i Wszechświecie i wszędzie czuć się nieźle. Co w ogóle nie ma nic wspólnego z „byciem znikąd”. Jest się całkowicie skądś – z siebie samego.

    „Własna suwerenność” – jeśli mówimy o „suwerenności narodowej” to w wielkiej mierze bajka, a nie rzeczywistość. Mniemanie o rzeczach. Suwerenność polska jest hipotetyczna, ponieważ samodzielnie, sobie samemu, niegwarantowalna. Ale przede wszystkim niejasna, bo nie wiadomo o jakiej suwerenności mowa: „od”, czy „do” i w jakiej sprawie. Wszystko i tak sprowadza się do suwerenności osoby, a to bajka do kwadratu. Niesuwerenność wewnętrzna człowieka to jego podstawowy, rządzący stan.

  27. Zastanowiłem się jaka jest tożsamość mojej córki, która od lat mieszka we Włoszech i jest za Włochem. Myślę że w tej kolejności 1. polska 2 .włoska 3.europejska. O moim koledze Szwajcarzy mówili, ze jest bardziej szwajcarski niż Szwajcarzy. Pytanie : w jakim stopniu przyjmujemy tożsamość kraju, gdzie osiedliśmy się. Czy tożsamość europejska to nie jest taki sublimowany lęk przed odrzuceniem. Jak w tym pubie.

  28. Chciałam coś napisać o emigracji i integracji, a mam na ten temat coś do powiedzenia, bo wyemigrowalośmy 33 lata temu z różnych względów, ale akurat zobaczyłam wiadomości ws żołnierzy wuyklętych. Jak człowiek w „tym” kraju może się czuć Europejczykiem pytam się? Ręce opadają młodzi ludzie chodzą w takich śmiesznych pochodach po prostu katastrofa

  29. zezem
    1 marca o godz. 17:43

    Napisales:
    Aby wiedzieć „po co”, trzeba by najpierw mieć odpowiedź na czym ma to polegać.

    Rezygnacja z kawałka suwerenności na rzecz wspólnej korzyści. Wydaje mi się to b.b. mgliste. Zapytam jaki kawałek ma być tej suwerenności uszczknięty na rzecz jakiej korzyści. Kto to ma definiować?

    Aby na calosc odpowiedziec, musze od konca:

    Kto ma definiowac? – ano ci ktorych my w Polsce i reszta Europy u siebie wybralismy, by nas w Brukseli reprezentwali i dbali tam o nasze interesy….

    Poniewaz zadna z rekomendujacych poslow do Brukseli polskich partii politycznych, nie pofatygowala sie, zeby sformulowac jasny przekaz swoich pogladow, ktore maja przedstawiac i bronic wybrani jej przedstawiciele, to odpowiedz na zadne z wczesniejszych pytan nie jest mozliwa, z uwagi na brak wiedzy w tej dziedzinie.

    Mozliwe, ze mieszkajac za granica umknela mi kampania do PE, ale jak moglem sledzilem ja i daje slowo, ze jesli nawet byly jakies przekazy, to byly o sile szeptu pod koldra, bo nic do mnie nie dotarlo.

    Za to dotarlo do mnie co brytyjscy kandydaci w wyborach europejskich deklarowali, dzieki czemu wiedzialem na kogo i dlaczego glosuje. Ot taka roznica drobna pomiedzy umeczona, a uciekajaca z Europy Wielka Brytania.

    ps Przy okazji pytania @Jiby tozsamosc europejska, przyszla mi na mysl tozsamosc brytyjska i moze warto by bylo cos wiecej o niej wspomniec, bo sietnie sie nada do rozwazan w zakresie elit tozsamosciowych, tozsamosci elit i tego czy mamy jakas „europejska tozsamosc”, zeby o niej wogle dyskutowac. Ale o tym w jakims kolejnym poscie, bo mnie obowiazki dopadaja i od kompa odrywaja.

  30. Ciociu Makowiecka, dopiero co przeczytałem Twój felieton. Smakowity, stylistycznie jednolity, formalnie spójny, ileż radości i entuzjazmu w nim. Poczułem się lepszy po lekturze.
    Ciociu, możesz już zacząć pisać nowego Pana Tadeusza.
    Pzdr, TJ

  31. @Tanaka
    Właśnie. Prawdziwa tożsamość to węwnetrzna intergralność,czyli brak potrzeby potwierdzania siebie, godzenie sie z sobą samym i w związku z tym odporność na ewentualne krytyczne ataki. Kiedy mi jakiś Francuz prostak mówi „soul comme un polonais” (pijany jak Polak) to mnie to zupełnie nie dotyka.
    Raz tylko poczułem się patriota, kiedy przed laty trafiłem w Niemczech do mojego starszego kuzyna, który przyjął mnie gościnnie, ale cały wrzucal takie uwagi: Niech kuzyn je, bo tam u was to jecie tylko padlinę. Albo chwaląc sie, że byl na jakimś spektaklu teatralnym dodawał, ze tam u was w Polsce to takiej sztuki nigdy nie zobaczycie. Bo wy Polacy…Co mnie rozwścieczyło, nagle poczułem sie Polakiem i wyszedłem od kuzyna bez pożegnania.
    Opowiedziałem te przygodę mojemu przyjacielowi Francuzowi. On to spointował: ozumiem cie. Jesteś dumny, że jesteś Polakiem .
    Wcale nie jestem dumny ale jestem Polakiem i nie podoba mi sie jak taki świeżo upieczony Niemiec twierdzi, że my Polacy to same niekulturalne niechluje.Podobnie wcale nie jestem dumny z tego powodu, że nazywam się Lewy. Ale jakby ktoś zaczął opowiadać, że wszyscy Lewi to kanalie i złodzieje, to bym sie poczuł lewym patriotą.

  32. Tanaka
    1 marca o godz. 16:38
    Pytanie o „tożsamość europejską: jest, automatycznie, pytaniem o tożsamość polską.

    Mój komentarz
    Zasadnicza trudność dla krajan w problemie opowiedzenia się kim się jest, to sposób myślenia-orzekania jednobitowego (tak, nie, Polak, nie Polak), który to sposób myślenia jest obowiązkowy dla każdego prawdziwego Polaka, jest głęboko zakorzeniony w duszy polskiej.
    Sposób ten pełnił od tysięcy lat pozytywną rolę w identyfikacji zbiorowości i utrzymywaniu spójności tej zbiorowości przez poczucie przynależności. Utwierdzany był intensywnie w Umęczonej przez wieki w mentalności zarówno chłopskiej, jak i szlacheckiej.
    Według tego prostego schematu Polak nie może być jednocześnie Europejczykiem, bo dla prawdziwego Polaka narodowość, to nie jakiś regionalizm, czy strefa kulturowa. To misja przyjęta przez nas od Najwyższego.
    Pzdr, TJ

  33. @Ewamarysia
    Jako kobieta nie byłaś nigdy chłopcem, więc Ci wyjaśnię. Niedojrzałe meskie szczeniaki lubuja się w takich paramilitarnych akcesoriach. Kiedy miałem 12-13 lat wstapiłem do harcerstwa. Z trudem wydusiłem od rodziców pięniądze na kupno mundurku, czapki z daszkiem, skarpety podkolanówki musiałem miec w czarnym kolorze, bo tak wyglądała moja formacja.Ponieważ takowych nie bylo w sklepach, więc sam sobie ufarbowałem na czarno te podkolanówki. Jacy my byliśmy pyszni chodząc w tych mundurkach, jak rozbilismy namioty w jakims zagajniku, spozywaliśmy z menazek parażołnierskie zupy. Kiedy z niedopietym plecakiem szedłem z kolegami przez wies nagle jakas gosposia zawołała na mnie ; druhu, druhu. Druhowi wypadl z plecaka słoik z dżemem.
    Troche mi było głupio z powodu tego dżemu, ale na prawde poczułem sie dumny, ze nazwano mnie druhem.
    No i Ewamarysiu takie niedojrzałe osobniki paradują w mundurkach wyklętych i czują się niesamowicie ważni, męscy. Mnie miłość do wszelakiego munduru przeszła szybko, ale ci przebierańcy mentalnie pozostaja na poziomie 12to latka nawet jak skończą 40 lat

  34. Lewy
    1 marca o godz. 20:04

    Pewien afrykańsko-amerykański Duńczyk przekonywał mnie z wielką żarliwością, że mamy na bardzo wysokim poziomie spektakle baletowe, operowe i koncerty muzyki klasycznej. On, fan powyższego i rozeznany w sprawie w jakichś 20 krajach świata, miał jednoznaczną opinię. Do tego stopnia, że żonę sprowadził zza granicy, żeby sobie co tydzień chodzili na to, albo tamto. Za każdym razem w poniedziałek fachowo mi wszystko komentowal i nieraz porownywał spektakle znane z różnych wykonań w różnych krajach.
    Chętnie się z nim wdawałem w dyskusje, ale miałem, oprócz dyskusji, robotę, a on też miał, ale swoją, duńską – czyli na luzie. Więc mu się japa nie chciała zamykać. Ja zaś, co raz, musiałem japy używać też w innych sprawach.
    Słowem, to co mnie się wydaje w nadwiślańskości bardzo cenne, to własnie kultra, a ściślej, pewne jej przejawy, oraz pewne przejawy sztuki. Jakiś rodzaj łczności, o niecałkiem uchwytnej esencji i fizyczności ma dla mnie znaczenie jako część tożsamości. Grechuta, Niemen, Demarczyk, German, Starsi Panowie, Siostry Sisters z Lipińską, Rudzki, Gołas, Łomnicki, Fijewski, Hanin, Szaflarska, Nowosielski, Michałowski, Wyspiański, Tylman z Gameren, Poniatowski, Boy-o-Boy!; Hen, Kotarbiński.., długo mógłbym wymieniać – to istota rzeczy.
    Natomiast historia, polityka, religia,mity, zaklęcia, histerie i schizofrenie, kulty śmierci i jej szukanie – to dla mnie rzeczy mętne, lub wrogie własnej tożsamości.Wszystke te „zwycięstwa pod Wiedniem” i powstania – które nb. okazywały sie niemal klęskami idiotyczego szaleństwa ( i powstania i te „Wiednie”!), dającymi skutki przeciwne do założonych i wybajdurzonych, jednak produkącymi realne straty i realne ofiary z ludzi, to po prostu coś, czego nie akceptuję jako składowa tożsamości. Nie tylko własnej, bo to w miarę łatwe, ale jak się inni na te choroby powołują jako cnoty, głoszą je i kopiują, to się albo odcinam, albo dostaję wścieklicy na szerzenie takich zaraz.

  35. Stasieku napisał:
    „Kiedy wyjeżdżałem do pracy w Iranie, koledzy, którzy tam spędzili więcej niż parę miesięcy, doradzali mi abym
    1. „nie podnosił głosu”, kiedy chce skarcić personel, a jedynie mam się uśmiechnąć ironicznie.
    2. przyjął do wiadomości, że prawdomówność, to cecha z naszego, europejskiego kręgu kulturowego, a Pers jeśli skutecznie okłamie, może się tym pochwalić znajomym Persom.”

    Mój komentarz
    Ta zasada obowiązuje w wielu krajach muzułmańskich – zasada starszeństwa i dominacji jedynej prawdy, bo prawda jest tylko jedna, właśnie ta. Właściwością dowodzącą prawdziwości prawdy nie jest jej prawdziwość, tylko to, że jest to ta prawda. Jest to obowiązywanie prawdy poprzez objawienie, w praktyce realizujące się przez zakomunikowanie prawdy przez przywództwo.

    Zresztą nie Iran jest monopolistą w takim traktowaniu prawdy, występuje ono na całym globie, gdy tylko znajdzie warunki do zaktywizowania się.
    Na przykład dzisiaj przyjęła się w krajach demokratycznych taka bardzo łagodna wersja tej zasady – kampania wyborcza ma swoje prawa, co oznacz eufemistycznie, ze można nakłamać, naobiecywać rzeczy niemożliwych, szkodliwych byle ich nie realizować.

    W krajach islamu zasada prawdy obowiązującej wszystkich jest całościowo egzekwowana w kulturze (co nie oznacza, że w kampaniach wyborczych mówi się do ludzi cokolwiek więcej prawdziwego) i splata się z zasadą autorytaryzmu przyrodzonego, należnego silniejszym wobec słabszych (łagodzoną przez religijną regułę wspomagania ubogich) oraz mężczyznom wobec kobiet, imamom wobec wiernych, itd.
    Pzdr, TJ

  36. BREAKING NEWS BREAKING NEWS BREAKING NEWS…. wiadomosc sprzed okolo 40 minut

    Government defeated on Brexit bill, (czyli Rzad zostal pokonany w sprawie ustawy „Brexit”

    The government has been defeated after the House of Lords said ministers should guarantee EU nationals’ right to stay in the UK after Brexit.
    The vote, by 358 to 256, is the first Parliamentary defeat for the government’s Brexit bill.

    358 glosami za w stosunku do 256 przepadla w Parlamencie rzadowa Ustawa o Brexit’cie … przynajmniej w czesci dotyczacej prawa do zamieszkiwania w UK obywateli EU…

    Wiecej tutaj:

    http://www.bbc.co.uk/news/uk-politics-39133400

    Blogowicze Listow Ateistow najszybciej poinformowani

  37. tejot
    1 marca o godz. 20:14

    Tą jednobitowość, jak ją nazywasz, uważam za manifestację własnej, tożsamościowej, niepewności.
    To reakcja histeryczna, ponieważ w sytuacji, gdy ta jednobitowość („ja – anty-ja”) przestaje być taka, czyi pojawiają się niuanse, pacjent polski gubi się, traci coś, co uważa za duszę i wpada w panikę histerii. Stąd taka zawziętość, by się silnie i bezwzględnie odróżniać.

  38. lonefather
    1 marca o godz. 20:47

    Lonek, dzięki za błyskawiczność. Znaczy się – robi się coraz ciekawiej…

  39. @Tanaka, z godz. 18:29
    (…) tożsamość definiuję jako stan wewnętrzny wytwarzany własnym wysiłkiem.
    Też tak mam, pozostając w zgodzie z piątym poziomem rozwoju człowieka, opisanym przez Kazimierza Dąbrowskiego – jako integracja wtórna globalna:

    Integracja wtórna globalna jest najwyższym i zarazem ostatnim etapem na drodze rozwoju wewnętrznego środowiska psychicznego. Po przejściu kolejnych poziomów dezintegracji powraca harmonia. Poziom integracji wtórnej cechuje autonomia jednostki, jej autentyzm, najwyższy poziom świadomości, samoświadomości i empatii. Najważniejszym dynamizmem jest tu ideał osobowości. Przy braku napięć ze strony innych dynamizmów, ideał osobowości działa jako najsilniejszy czynnik tego poziomu. Klaruje się i konkretyzuje tu esencja indywidualna i esencja społeczna.
    Ideał osobowości w tym przypadku nie stanowi konstrukcji filozoficznej, ale jest doświadczalny i konkretny, działając w naszym życiu codziennym. Pozostałe dynamizmy słabną, stapiając się ze strukturą osobowości
    .

    Aby pozostawać na tym poziomie (nie wiem czy już na nim się znajduję, ale staram się do tego dążyć) zbędne jest utożsamienie siebie w jakiejś nacji, nadnacji, czy supernacji. Mieszkając w jakiejkolwiek społeczności staram się żyć w zgodzie z tą społecznością, nie narzucać indywidualnie nikomu swojego punktu widzenia na historię, tradycje, czy światopogląd. Fakt. Nie mieszkałem nigdzie poza Polską – choć kilkanaście krajów odwiedziłem, czasem na dłużej – ale moje dzieci są, w kolejności ich współpowołania przeze mnie do życia: 1) Australijką urodzoną w Polsce z drugim prócz australijskiego, obywatelstwem duńskim; 2) Bezpaństwowczynią (tak się określiła wczoraj w mailu do mnie), urodzoną w Polsce, mieszkającą od kilku lat w Szkocji; 3) Wiedeńczykiem (tak siebie określa) urodzonym w Polsce, mieszkającym w Wiedniu, czującym się najpierw Europejczykiem, potem resztą świata; 4) Obywatelką świata, urodzoną w Polsce, najsilniej zakorzenioną w polskiej kulturze i tradycji, w Polsce póki co mieszkającą, studiującą w Polsce, Irlandii, Estonii i USA, gdzie uzyskała drugie magisterium i gdzie ma zamiar wyjechać „na dłużej”. Żadne z moich dzieci nie miało i nie ma (nic o tym nie wiem) problemu ani z tożsamością, ani z asymilacją z mieszkańcami tych miejsc, w których przebywały/przebywają. Aha. To ważne! Każde jak ognia unika kontaktów z lokalną Polonią.

  40. tejot
    1 marca o godz. 20:42

    Polska kultura prawdy jest katolicka, czyli muzułmańska, a kłamstwo jest jej koroną.
    Właśnie zostaliśmy poinformowani, że to, na czym kampanię wyborczą oparł niejaki Duda Andrzej, czyli „twardą obronę frankowiczów” przed zodziejskimi bankami, zostało porzucone. Bo „zmieniły się okoliczności”. Które to okoliczności, oczywiście, wcale się nie zmieniły, poza jedną: pisoidy olały swoją obietnicę wyborczą.

  41. anumlik
    1 marca o godz. 20:53

    Jak wiesz, Dąbrowski szacował najwyższy piąty stopień rozwoju osobowości, na zupełnie rzadko, prawie skrajnie rzadko, występujący wśród ludzi. Co do zasady zatem, ciągle jest pod gorkę, chociaż szczyt osobowościowy, w miarę zbliżania się doń, łagodnieje. Co jest jakąś pociechą, gdy się już przestaje być piłkarskim albo kolarskim juniorem.

    Mieszkałem w kilku krajach, choć nie polegało to na dłuższej „emigracji”, mogę w swoim zakresie potwierdzić, że kontakty z miejscową Polonią to nie jest dobry pomysł. W ogóle mnie to nie zajmowało, ponieważ zajmowałem się sprawami z autochtonami, co jest zwykle ciekawe i stymulujące.
    Zastrzegę jednak, że dotyczy to realiów przedunijnych i wczesnounijnych. Dziś może być pewna róźnica. Powiedzmy, że – śladem opowiastki blogokoleżanki Makowieckiej – na plus.

  42. Niezwykle ciekawy wpis i fantastyczna dyskusja! Duże dzięki, dawajcie tego więcej!

  43. Tanaka
    1 marca o godz. 21:02

    Dzis jest tak samo. Im dalej od miejscowych Polakow, tym lepiej dla mnie. I zapewne dla nich, bo oszczedza im to mojej uszczypliwosci.

  44. Jiba i Makowiecka

    Bardzo fajne te Wasze emigranckie opowieści, dzięki. Dorzucę swoją, nie o europejskiej, ale też tożsamości (chyba). Ja nie miałam aż takich przygód z pracą jak Jiba, bo miałam pracę w swoim zawodzie, szybko jedna wiza, druga wiza, a potem zielona karta. Ale niedługo po przyjeździe znałazłam się daleko od jakiegokolwiek polskiego środowiska. Tak wyszło i specjalnie mnie to nie martwiło. Miałam znajomych, mniej i bardziej bliskich z całego świata, Serba, Rosjankę, Niemkę, Argentynczyków, Greków, Chinkę, Hindusa i bardzo wielu Amerykanów, z którymi chodziliśmy na „happy hour” po pracy i jeździliśmy na narty w weekend. Niech żyje młodość. Mieliśmy więcej ze sobą wspólnego niż z rodzinami i znajomymi ze „starych krajów”. I dobrze, młodzi mają się integrować, bo kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość będzie …, a kto za młodu się nie integrował, ten na starość będzie nacjonalistą. Erazmus to pomysł genialny, ludzie się wymieszają, a nie ma lepszego prezentu dla dziecka niż dwujęzyczność (nawet przed chorobami mózgu chroni, wg badań).
    Ale ta młodzieńcza otwartość nie trwa wiecznie u wszystkich. Mózgi wapnieją (nie na darmo nazywaliśmy rodziców wapniakami). Mój bliski zaprzyjaźniony Serb, kiedyś godzinami gadał o wojnie, z którą nie mógł się pogodzić. O Slobodanie i Franiu, którzy zaczęli siać nienawiść aż się wymknęła spod kontroli. A dekadę poźniej już tylko pomstował na Unię która jest jak Związek Radziecki, a największym wrogiem została Carla Ponti, która ich wzięła i upokorzyła.

    Kiedyś znalazłam przypadkiem polski sklep, i zakolegowałam się z właścicielką, emigrantką z Jackowa. Zostawiała mi Politykę w każdy piątek (wiwat Polityka !!). Jednego dnia zaproponowała Chodź ze mną do znajomych, poznasz trochę Polaków. No to poszłam. Fajny duży dom, duża rodzina, polskie jedzenie, mięcho, dużo ciast, wódeczka. A nad każdymi drzwiami krzyżyk, i Święty Ojciec Święty patrzył z każdej półeczki. A po mniej więcej 15 minutach rozmowa zeszło na .. no chyba każdy się domyśli na co. Jak to oni rządzą światem i robią te filmy w holiłudzie żeby im dzieci zdeprawować i ogłupić. Ale oni nie dadzą swoich dzieci ogłupić. Wyniosłam się szybko i skończyło się moje poznawanie Polaków. Potem poznałam trochę normalniejszych.

    Nie wiem do końca kim się czuję. Zależy od sytuacji. Z polskiej tożsamości najdłużej zostaje kibicowanie polskim drużynom. Na ostatniej olimpiadzie miałam problem przy męskiej siatkówce, kiedy Polacy zostali przez Amerykanów zmieceni z boiska. Ale potem już kibicowałam Amerykanom.
    W Polsce mnie dużo razi, i nawet nie u tych na dole drabiny, to oczywiste, ale u tych tzw. elit. Mam swoją obserwację, że głupi ludzie są wszędzie tacy sami, to elitami się różnimy. W potocznej mowie jest tyle rasizmu, i różnych fobii. Często nieuświadomionych, ale zwróceni uwagi nie pomaga. Ludzie będą mówić Cygan i Murzyn, bo oni nie uważają tego za obrażliwe, i już. Dowcipów o Obamie nasłuchałam się tyle, że nawet znudziło mi się reagowanie. Nasłuchałam się rad dla Afroamerykanów, że jak im się nie podoba w Stanch to niech se jadą do Afryki (słowo honoru, to od profesora UW). W takich chwilach czuję sie stuprocentową Amerykanką i chcę jak najszybciej wracać do siebie.

  45. @anumlik

    Jesli to nie jest z mojej strony samochwalstwo, to mam ten piaty stopien, w/g skali i definicji Dabrowskiego.

    Posiadanie polskiego obywatelstwa w paszporcie nie stanowilo dla mnie wiekszego problemu, az do 25 Pazdziernika 2015 roku. Nic sie w mojej tozsamosci nie zmienilo, zmienily sie tak zwane „okolicznosci przyrody” i z czystej przezornosci i rownie czystego pragmatyzmu, przestalo mi to wystarczac. Zmiana ta niczego w mojej osobistej tozsamosci nie zmienila. Jest jaka byla.

    Przemieszkiwanie w innym niz urodzinowe otoczeniu i relacje z autochtonami wywoluja zmiany. Kontakt ze mna wplywa na nich. Kontakt z nimi wplywa na mnie. To jest to nieuniknione. Ale nie zaobserwowalem, ani u siebie, ani u autochtonow, zadnych zmian tozsamosciowych. Cholera wie dlaczego, moznaby sie zapytac, ale po co, kiedy wiem, ze to dlatego, ze ani oni mnie, ani ja ich, nie zmuszamy do zmieniania czegokolwiek. Jesli sie cos zmienia, to zmiena sie bez przymusu. I tu lezy, jak mi sie zdaje sedno problemu. Zeby zmiany sie dzialy bez przymusu.

  46. Tanaka
    1 marca o godz. 20:53 „twardą obronę frankowiczów” przed zodziejskimi bankami, zostało porzucone. Bo „zmieniły się okoliczności”. Które to okoliczności, oczywiście, wcale się nie zmieniły, poza jedną: pisoidy olały swoją obietnicę wyborczą.

    Mój komentarz
    Oleli swoje dane z rozmachem obietnice w sposób śliski, dupowaty, beztreściowy, byle jaki, zrobili z gęby cholewę jak Pałac Kultury i Nauki wysoką i szeroką i po cichu mają nadzieję że sprawa przyschnie, rozejdzie się po kościach, że ją zagłuszą kolejne kampanie o Wyklętych, załagodzą rozjazdy Prezesa po Polsce z nowymi analizami o drugim sorcie obywateli, czy ziobrowe reformy na żywym ciele sadownictwa. I głupi lud zapomni.

    Moim zdaniem teraz dla PiSu, czyli dla Prezesa, bo on jest PiSem, najważniejszą dziś sprawą dla jego przyszłości, autorytetu, wizerunku jest przedłużenie kadencji Tuska.

    Kombinacje, które są wyczyniane przez PiSowskich macherów od polityki zagranicznej w tej sprawie są malutkie, podlutkie, dziergane insynuacjami i pomówieniami, są kleceniem podestu z przeżartych desek dla jakiegoś wyimaginowanego przyjaciela PiSu w Radzie Europejskiej przy pomocy młotków wręczonych przez Prezesa akolitom zaprawionym we wbijaniu gwoździ w tyłek wrogom.
    Pzdr, TJ

  47. Nasłuchałam się rad dla Afroamerykanów, że jak im się nie podoba w Stanch to niech se jadą do Afryki (słowo honoru, to od profesora UW). W takich chwilach czuję sie stuprocentową Amerykanką i chcę jak najszybciej wracać do siebie.

    Mój komentarz
    Typowy, często spotykany w Umęczonej stosunek do innego człowieka, do innego świata, wyobrażanie sobie, że musi być tak jak jest u nas i we wszystkich sąsiednich wsiach.

    Ubóstwo, ograniczenie wyobraźni, swoisty dogmatyzm światopoglądowy, prostota odzywek, plemienna nieufność, formułowanie na oślep odpowiedzi typu – jak wam się nie podoba, to się odwalcie, to cechy rozpowszechnione równo wśród braci polskiej niezależnie od stanu, wykształcenia i pozycji społecznej.
    Pzdr, TJ

  48. Maly przerywnik w rozwazaniach tozsamosciowych.

    Mark Knopfler spiewa „Laughs And Jokes And Drinks And Smokes” z albumu Trucker. Bo mi sie widzi, ze pasuje jak ulal:

    https://www.youtube.com/watch?v=_zz2j_tCXLE

  49. przepraszam. że nie na temat.
    ale nigdy do niczego nie dojdziemy, marnując majątek i płacąc niebotyczne pieniądze państwowej spółki kościołowi.
    http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21427593,arcybiskup-glodz-powolal-duszpasterza-grupy-lotos.html

  50. tejot
    1 marca o godz. 20:42
    W krajach islamu zasada prawdy obowiązującej wszystkich jest całościowo egzekwowana w kulturze… i splata się z zasadą autorytaryzmu przyrodzonego, należnego silniejszym wobec słabszych
    Spostrzeżenia słuszne.
    Jakie są szanse na integrację ludzi z tych kręgów np. w Europie w takim wymiarze jak to opisuje @anumlik o swoich dzieciach czy @izabella (o sobie)?

  51. zezem
    1 marca o godz. 22:07
    „W krajach islamu…”, Jakie są szanse na integrację ludzi z tych kręgów np. w Europie

    Dorzucę coś jeszcze o osobie którą niechcący pominęłam. Znałam też Bośniaczkę z Sarajewa, chyba najbardziej wyzwoloną osobę jaką spotkałam w życiu. Przeżyła tam wojnę, najbardziej utkwiła mi w pamięci jej opowieść jak wszyscy zbierali kartki książek fruwające po mieście, kiedy Serbowie zbombardowali bibliotekę. Chustę zrzuciła już jej babcia, o czym opowiadała z dumą. Nigdy nie rozmawiałyśmy w co kto wierzy. Była nie mniej amerykańska niż inni. Ale po wojnie Bośnie się zmieniła, pojawili się fanatycy, pewnie kobiety wróciły do chust.
    W Stanach religia jest sprawą prywatną, nikt się z nią nie chowa ale i specjalnie nie afiszuje. No dobra, teraz jest Trump, i ostatnio strzelano do Hindusów. Ale będę go celowo ignorować, bo on do tego świata nie pasuje.
    Czyli się da. Sam islam nie jest problemem. Teokracja nim jest. Getta. Co nie znaczy, że to będzie w Europie łatwy proces. Bo sam wiesz jak jest w USA, dzieci są amerykańskie. Nie chcą mówić w językach rodziców, czy to w polskim, niemieckim, czy mandaryńskim. Chcą być takie jak inne dzieci. A w Europie będziesz Polakiem przez następne trzy pokolenia. I Turkiem, i Arabem. Więc ja też czarno to w Europie widzę.

  52. zezem
    1 marca o godz. 22:07
    tejot
    1 marca o godz. 20:42
    W krajach islamu zasada prawdy obowiązującej wszystkich jest całościowo egzekwowana w kulturze… i splata się z zasadą autorytaryzmu przyrodzonego, należnego silniejszym wobec słabszych
    Spostrzeżenia słuszne.
    Jakie są szanse na integrację ludzi z tych kręgów np. w Europie w takim wymiarze jak to opisuje @anumlik o swoich dzieciach czy @izabella (o sobie)?

    Mój komentarz
    Krótko perspektywiczne szanse na integrację są bardzo słabe gdy dominuje tendencja do segregacji osiedleniowej, kulturowej, wspólnotowej środowisk imigranckich biorąc pod uwagą dzisiejszy świat, który sprzyja takiej segregacji, umożliwia utrzymywanie na bieżąco szerokich kontaktów z kulturą macierzystą. Słabemu tempu integracji sprzyja także wyjściowa wysoka hermetyczność środowisk napływowych – słaba przenikalność kultury miejscowej do środowisk muzułmańskich ograniczona do spraw praktycznych i mnóstwo innych czynników.

    Historycznie integracje nie odbywały się tak szerokim frontem jak teraz. Były wędrówki ludów, ale te miały formą inwazji zbrojnej albo absolutnej dominacji ilościowej przesiedleniowej i bardzo często wiązały się z opróżnieniem terenu przez ludność autochtoniczną, przemieszczeniu się jej gdzieś dalej. Dzisiaj nie ma tego „gdzieś dalej”. Często były tworzone związki plemienne, które stawały skuteczniejszy opór wędrówkom innych. Integracja była wtedy bardzo powolna, odbywała się poprzez powolne przenikanie kultur drogą wymiany handlowej, kontaktów dyplomatycznych, sojuszy małżeńskich i sporadycznych lokalnych wypraw zbrojnych.

    Efektywną, szybką formą integracji kultur był najazd, a po nim wprowadzanie innej kultury do miejscowej nakazem, przez ustanowienie podległości religijnej, zbrojną lub innej (np. lenna) i kultury się przez dziesiątki lat mieszały, ewoluowały. Dziś nie ma przymusów, są tylko zadane ogólne ramy, prawa i reguły, co mocno zmienia postać problemu. Na przykład taki czynnik jak dzietność w danej kulturze, przy dostatecznie długim czasie może okazać się jednym z decydujących o kierunku integracji.
    Pzdr, TJ

  53. @zezem
    1 marca o godz. 22:07
    Dokładnie tak jak wszystkich innych – dorośli są bardziej oporni, część tkwi korzeniami w przeszłości ale dzieci już są inne, to już produkty nowego kraju.
    Dokładnie to samo dzieje się z muzułmanami co i z katolikami – ci co ścisłe trzymają się „kościółka” ci zostają z tyłu, niezadowoleni i nadęci, niezdolni do zaakceptowania nowego i innego. Zaczynają tworzyć getta i izolują się coraz bardziej. Ale większość młodych akceptuje ten nowy kraj, uczy się, pracuje, staje się obywatelem. Dzieci anumlika nie są wyjątkiem.
    Zmiany widać choćby w centrach handlowych ( u nas w Australii właściwie czegoś takiego jak „ulica” to poza city nie ma) – początkowo cała rodzina „nowych” jest kolorowa i inaczej ubrana, kiedyś nawet widziałam kobietę w burce, ale to trwa 3-4 miesiące. najpierw dzieci i faceci zaczynają się ubierać „normalnie”, starsze kobiety są najbardziej tradycyjne, ale młode szybko zmieniają styl zachowując tylko chustę. I po jakimś czasie inny ubiór jest już tylko sporadycznym widokiem. Aż szkoda czasem.

  54. No proszę, dwie przeciwstawne sobie wypowiedzi, teoretyczna i praktyczna 🙂
    Tejot pisze: szanse na integrację są bardzo słabe gdy dominuje tendencja do segregacji osiedleniowej, kulturowej, wspólnotowej środowisk imigranckich
    I to niby prawda jest. Jackowo nie wzięło się z urzędowego nakazu.
    I z urzędowego nakazu nie biorą się getta etniczne, one biorą się z poczucia niepewności, nieśmiałości pewnej w nowym otoczeniu, to taka kotwica, która niektórych uziemia na długo, innym daje tylko wsparcie tymczasowe. I jak napisałam poprzednio – kościoły (wszystkie, jak je tam zwał) to ostoja ciemnoty i nienawiści, ostoja dla nieudaczników i nienawistników a w konsekwencji radykałów.
    Poza tym co rozumiesz pod słowem „integracja”? Wyrzeczenie się własnych korzeni etnicznych, zaparcie się własnej kultury czy też zwyczajne podjecie pracy, płacenie podatków, wychowywanie dzieci itp?
    Bo można być zintegrowanym obywatelem w turbanie, czy nie można?

  55. Płynna Rzeczywistość
    1 marca o godz. 21:04

    Niezwykle ciekawy wpis i fantastyczna dyskusja! Duże dzięki, dawajcie tego więcej!

    W półtuszach?

  56. Ewa-Joanna
    1 marca o godz. 23:09
    „Bo można być zintegrowanym obywatelem w turbanie, czy nie można?”

    Dobre pytanie. W turbanie chyba można, ale w burce to już raczej nie.

  57. @Konstancjo

    Jak to nie na temat?

    Kiedy jak najbardziej na temat!

    Pzrynajmniej w/g mnie, jest to na temat tozsamosciowy. Bo ujawnia tozsamosc, czyli identyfikacje kkat…

    A ponadto, jest to niezwykle wazne wydazenie w historii KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ, dlatego dzieki newsowi @Konstatncji, wstawiam kolejny odcinek niereguralnie pisywanej:

    KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 493</b

    Majatek "misiu", majatek sie liczy! Objecie "wladztwa dusz", to jak wiemy z praktyki kosciola katolickiego, jest jego droga do objecia we wladanie majatku…

    Jesli ktos wzruszy w tym momencie ramionami, to doradzam temu ktosiowi, zeby se zerknal do „Zapisu Konstantyna” i pomyslal, zanim wzruszy ramionami drugi raz.

    Mamy na naszych oczach bezwzgledny dowod na to, ze kosciol katolicki odslonil sie w tym bezwstydnym kroku do przejecia we wladanie majatku panstwa Polskiego upadajacego pod rzadami uzaleznionego od koscielnego wsparcia Jaroslawa Kaczynskiego.

    Ja widze to tak:

    Glodz sie powazyl na ten krok bo zwietrzyl trupa politycznego, trupa Jaroslawa Kaczynskiego. I jak kazdy sep padlinozerca, tak i Leszek Flaszka Slawoj Glodz, rzucil sie na zdychajaca ofiare…

    Ze jeszcze Jaroslaw Kaczynski zyje?

    Ano zyje. Ja nie pisze o smierci fizycznej Jaroslawa Kaczynskiego, tylko o smierci politycznej. A gdzie, politycznie wyzional ducha Jaroslaw Kaczynski, sie spytacie?

    Ano, nie gdzie indziej, tylko w samym Toruniu, skonczyl sie Jaroslaw Kaczynski, jako samodzielny polityk…

    A jak sie skonczyl politycznie Jaroslaw Kaczynski, sie spytacie?

    Wykonczyl sie na Szyszce i Misierewiczu … hahahhahaahhahhaaa, znaczy sie dokladnie to na Szyszce i Macierewiczu, sie wykonczyl. Powinni byli Szyszko i Macierowicz, dawno temu poleciec na zbity pysk. A tu nie polecieli, bo nie zaryzykowal Jaroslaw Kaczynski zadarcia z ojdyrem Rydzykiem, popierajacym wspomnianych. Nie zaryzykowal i ujawnil slabosc swoja, czyli uzaleznienie od wsparcia.

    Musze przyznac, ze ma wyczucie iscie „diabelskie” moczymorda i jako pierwszy sie rzucil na padline, upadajacego pod rzadami JK panstwa Polskiego.

  58. lonefather
    1 marca o godz. 21:49

    Przy Marku tożsamość mi się poszerza o Knopflera i tak już zostaje.

  59. Tanaka
    1 marca o godz. 23:25

    To tak jak mi. Zupelnie tak samo. Wiec pewnie dlatego Marka dodalem do rozwazan o tozsamosci. Podswiadomie dodalem.

  60. @izabella
    1 marca o godz. 23:15
    No fakt, w burce może być niewygodnie 🙂 Ale w hidżabie można bez problemów. Ja wierze w kobiety 🙂

  61. Jeśli mówimy o dobrych nowinach to jest też ta:
    Pięć kondygnacji nad ziemią i podziemny garaż – taki budynek biurowo-usługowy miał stanąć w istniejącym od XVII w. ogrodzie sióstr szarytek na Powiślu. Plany inwestycji zastopowało Ministerstwo Kultury. Postanowienie podpisała wiceminister kultury Magdalena Gawin, generalny konserwator zabytków.
    http://wyborcza.pl/7,75398,21375968,zabytki-warszawy-minister-ratuje-ogrod-szarytek-na-powislu.html

  62. @izabella, z godz. 22:39
    Piszesz: A w Europie będziesz Polakiem przez następne trzy pokolenia. I Turkiem, i Arabem. Więc ja też czarno to w Europie widzę.
    Tu spotkasz mój sprzeciw. Niewielki, bo sporo racji za Twoją konstatacją przemawia. Posłużę się przykładem swojego syna, Wiedeńczyka, który czuje się przede wszystkim Europejczykiem z Wiednia (nie z Warszawy, gdzie się urodził i wychował). On się z Wiedniem utożsamia głównie dlatego, że – póki co (choć nacjonały austriackie sporo ugrywają w wyborach – najmniej w Wiedniu) wiedeńskie władze samorządowe i austriacki rząd problem migrantów (nie pisze celowo – uchodźców) widzą jako problem number one. Syn, po warszawskiej germanistyce i wiedeńskich gender study, uczy(ł) niemieckiego imigrantów w prywatnej szkole współpracującej z austriackim rządem. Po kilku latach doszedł do wniosku, że sama nauka niemieckiego nic nie daje tym imigrantom. Zaczął więc ich nauczać czegoś więcej. Jak być Europejczykiem, nie przestając być Turkiem, Arabem, Pakistańczykiem, Afgańczykiem, Irańczykiem, Irakijczykiem – a także Polakiem, Ukraińcem, Serbem, Bośniakiem, Albańczykiem. To znaczy – jak się zintegrować nie tracąc tożsamości. Nie było łatwo. Ba… było (i jest) chwilami „pod górkę”. Szczególnie wtedy, gdy fanatyczny salafita afgański zarzyna (dosłownie) na oczach syna i całej grupy innego afgańskiego uchodźcę za to, iż ten, bardziej w „Zachód” zapatrzony, słucha rapu, co jest niezgodne z Koranem. Ten krwawy incydent spowodował, że syn – zamiast spieprzyć do innych, mniej stresujących zajęć – zaczął przekonywać władze (policyjne, municypalne i państwowe) do zmiany sposobu podejścia do imigrantów. Nie był w tym przekonywaniu sam. Obecnie, pod „wysokim protektoratem” Ministerstwa Spraw Zagranicznych Austrii koordynuje program integracji imigrantów, którzy uzyskali w Austrii obywatelstwo. Robi to z grupą uniwersyteckich współpracowników i przyjaciół. Takich samych, jak on (hy,hy) lawaków, jakby o nim napisały polskie prawicowe media. Program i jego dofinansowanie jest rządowy. Efekty? Niby drobne, póki co. Dla syna (i dla mnie, który mu kibicuję) uskuteczniony w epilogu krótkiego incydentu austriacko-polsko-tureckiego. Gdy syn jedną ze swych tureckich uczennic wysłał (po przejmującej z nią rozmowie o tym jak ją mąż maltretuje traktując jak niewolnicę) do stosownego urzędnika zajmującego się przeciwstawianiu się przemocy domowej, to następnego dnia miał na skrzynce mailowej groźby męża Turka, co on i jego tureccy kumple zrobią synowi, jego żonie (mojej synowej) i jego synowi (mojemu wnukowi). Turek ma obywatelstwo austriackie. Policja, po zgłoszeniu zagrożenia życia i zdrowia przez syna, nieźle się Turko-Austriakowi dobrała do dupy. W efekcie Turek syna mailowo przeprosił, a – bita dotąd żona – donosi, że nie jest bita, a co najwyżej opierdalana. Punkt dla integracji 😉 Może to nieco naiwnie wygląda, ale efektem jest nie to, że Turek przestał prać żonę ze strachu przed policją i stosownym urzędem, a to, że dzieci Turka uczone są (także przez matkę) innych zachowań. A na to nie trzeba pokoleń. Przynajmniej w Austrii.

    Aha. Mój syn zaasymilował się w Austrii nie w trzecim pokoleniu, a po ośmiu latach pobytu w Wiedniu, gdzie zapieprzał na początku „na zmywaku” kontynuując studia na Universität Wien. Przeżył swoje.

  63. lonefather
    1 marca o godz. 23:17

    Gratuluję przenikliwości i wyobraźni, że w tym chciwym występku upatrujesz początku końca Jarosława. Ten konflikt prezesa z Rydzykiem tam jest i ja jestem za żeby go niecnie wykorzystać.
    Czy my musimy się opowiedzieć po ktorejś stronie? Bo ja to tak chyba nie chciałabym żeby w tym konflikcie wygrał Rydzyk. Dla dobra kraju wolałabym żeby prezes Macierewicza i Szyszkę wypieprzył. Ale żeby było to zwycięstwo pyrrusowe.

  64. konstancja
    1 marca o godz. 23:44

    Mile, ale jeszcze nieskonczone. Niezaleznie od tego, czy sie opra naporowi kosciola, czy nie, to ta wczesniejsza wiadomosc o ustanowieniu „duszpasterza” dla LOTOSU, jest bez cienia watpliwosci o wiele wazniejsza.

    Pisze duzo obszerniejszy odcinek KONTRREWOLUCJI, gdzie dokadniej wyjasnie co i jak i dlaczego tak jak opisuje, widze.

  65. izabella
    1 marca o godz. 23:56

    Izabello,
    Tak Cie pisze sentymentalnie, bo babcia moja, ktorej nigdy w zyciu nie spotkalem, miala na imie….

    To nie jest „poczatek konca Jaroslawa”. To jest polityczny koniec !

    Polityk uzalezniony od kogokolwiek, jest politycznym trupem. MArionetka w rekach tego, kto ma nad nim wladze. Tak wiec JAroslaw Kaczynski, jest juz skonczony jako samodzielny polityk.

    Niemniej bedzie nadal funkcjonowal w polityce i wszystkim, w tym rowniez jemu samemu, bedzie sie zdawalo, ze to on kieruje i dziala. Ale zakres jego politycznej samodzielnosci jest juz praktycznie zdefiniowany, do tego co pasuje wladzy kosciola katolickiego. Tego co kosciolowi nie pasuje, nie pozwola Kczynskiemu zdzialac.

    Mielismy tego przyklad. Dwa, doslownie dwa dni temu, Kaczynski bunczucznie zapowiedzial zmiane legislacji odnosnie wycinki drzew. Dzien temu, juz sie z tej zapowiedzi wycofal. I nei tylko sie wycofal tchurzliwie, ale nie osmielil sie powtorzyc tego, ze za legislacja wspomniana stal jaks lobbing….

    Zwroc uwage na to, ze sugestia o lobbingu, ta sprzed dwuch dni, sugerowala mozliwosc sledztwa w celu wykrycia lobbingu. Niecale 24 godziny pozniej, wycofanie sie i ani slowa o jakimkolwiek lobbingu…

    Czy JK jest samodzielny? W/g mnie, juz wyraznie nie jest. Znaczy sie jest juz marionetka w rekach tych, co maja na niego wplyw. A to oznacza, ze jako polityk JEST JUZ SKONCZONY.

  66. anumlik
    1 marca o godz. 23:49

    Jestem pod wrażeniem. Udał Ci się syn :). Pewnie robi to co lubi i jeszcze pomaga ludziom. Zintegrować w Europie na pewno się da, zwłaszcza jak się biegle zna język i trafi na podobnych sobie ludzi. Ale nie jest łatwo. Słyszałam o polskiej lekarce w Wiedniu, nigdy jej nie poznałam osobiście ale słyszałam że jest dość wybitna w swojej dziedzinie. Mówiła, że nigdy do elitarnego kółka rodzimych wiedeńskich lekarzy się nie dostała. Zawsze była tą Polką. Z Polką wiedeński lekarz się nie umówi na randkę, a szef nie zaprosi na obiad. Amerykanie się z Polkami umawiają a nawet żenią. Amerykańscy lekarze żenią się i z Polkami i z Chinkami. Na własne oczy widziałam.
    Pewnie każdy zna jakieś anegdoty o tych co się zintegrowali i o tych co nie. Ale czym więcej polskich „lewaków” w Europie, tym łatwiej będzie następnym.

  67. @Lonek, o tych napieprzankach prezeso-ojcowo-rydzkowych pisałem we wstępniaku na temat „Chcemy Żoliborza od morza do morza na stepach Euroazji”. Zaglądnij, jeśli łaska. Nic się w tym temacie nie zmieniło. Oba cwaj bez siebie nic ponad śmiech pokoleń nie ugrają. Żadne tam konflikty, żadne tam homofofrykadelki, żadne tam Macierewicze i ich Misie temu symbiotyzmowi nie zaszkodzą. Taki klimat, Misu Albionczyku 🙁

  68. izabella
    1 marca o godz. 23:56

    Jak Ty, ja tez nie chcialbym, zeby wygral Rydzyk.

    Bylbym nieuczciwy, gdybym zapewnil, ze nie wygra. Niestety jest tak i jest to prawidlowosc historyczna, ze z tylu za „szaroscia”, taka wlasnie „szarscia”, jak ta PiSowska, stworzona przez JK, kryje sie w cieniach czarnosc

    Przy nieszczesliwym splocie okolicznosci, ta „czarnosc” moze przejac wladze.

    Z tego co widac i z tego czego mozna sie domyslic, to tak dlugo, jak dlugo „czarnosc” bedzie sadzic, ze „szarosc” dla niej pracuje i przygotowywuje grunt dla objecia wladzy, tak dlugo, bedzie sie kryc z tylu, w cieniach.

    W protestach KOD, w marszach kobiet, w innych obywatelskich wystapieniach, widac ze sa w kraju sily temu przeciwne. Pytanie, ktore sobie zadaje jest takie:

    Czy te klebiace sie pod powierzchnia sily demokracji i spoleczenstwa obywatelskiego, dojzeja na czas, czy zdaza sie sformulowac i sformulowac alternatywe dla „czarnosci”?

    Jesli zdaza, to Rydzyk i jego konfratrzy, nie zatryumfuja. Jesli nie zdaza, czeka nas kiepski, bardzo kiepski czas, a straty spowodowane tryumfem „czerni” beda ogromne. Beda te straty tak wielkie, ze cale PiSowskie rozkradanie kraju i jego dewastacja, to bedzie male miki, naprzeciwko tego, co zrobi z Polska ta koscielna, katliocka „czern”.

  69. anumlik
    2 marca o godz. 0:26

    Zadnej z Pan, z ktorymi mialem przyjemnosc, nie pozwolilem mowic do mnie „misiu”, „koteczku”, czy podobnie. Inaczej mam na imie. Od Ciebie tez sobie wypraszam.

    Czytalem wstepniaka.

    Pozdrawiam.

  70. @izabella, z godz. 0:26
    Miodku nieco na serce mi wylałaś. O dumie z syna nie będę się wymądrzał. Sama sobie jest i niech tak zostanie. Co do – nigdy do elitarnego kółka rodzimych wiedeńskich lekarzy się nie dostała. Zawsze była tą Polką. Z Polką wiedeński lekarz się nie umówi na randkę, a szef nie zaprosi na obiad – masz rację, ale w części. Syn w czasie studiów – po zmywaku i zapieprzaniu na budowach – podłapał niezłą pracę jako babysitter w męskim wydaniu u rodziny – on biznesmen, ona sędzina wiedeńska. Opiekował się (właściwie był guwernerem) dwóch chłopców. Nie tylko dbał o czas ich posiłków, ich kupki i pieluszki (jeden był „pieluszkowy”). ale i o ich edukację. W rezultacie był przez małżeństwo wiedeńskiej upper-middle class potraktowany jako coś wyżej niż ukraińska podcieraczka dzicięcych dupek. Nawet z „Jaśnie Państwem” wyjechał na urlop „na narty”, jako guwernant. Nieźle płacili, a chłopcy za synem przepadali. Gdy syn ukończył drugi – już wiedeński – fakultet, zaprosił swoich ex precodawców (i dobrodzoiejów) na przyjęcie z okazji „oblewania dyplomu”. Przybyli oboje. Gdy zoczyli jakie (wiedeńskie uniwersyteckie) towarzsystwo się zeszło, opuściłi przyjątko w pośpiechu. Wyraźność wściekłość na dies, Hure, Polaczek nawet nie została należycie zamaskowana. Po artykułach w „Die Presse” i reporatrzu w austrackiej telewizji o programie syna sponsorowanym przez rząd, odazwali się, pełni przyjąni. Ot, taki przeyczynek do nacjonałów austriackiego chowu.

  71. @Lonek, weź i się od… Forma Misu Albiończyku może zostać odczytana jako – albo Misiu, do czegoś się przyssał, albo Mistrzu, czegoś nie chciał zoczyć. Wybierz sobie którą chcesz, ale nie mieszaj do tego pań, z którymi miałeś przyjemność. Co one mnie obchodzą, te Twoje damy 😉

  72. anumlik
    1 marca o godz. 23:49

    tak własnie, drobnymi kroczkami zdobywa się wolności i prawa,często przeciwstawiając sie barbarzyńskiej tradycji przywiezionej z własnego kraju do innej kultury.
    Myslę, że to jest jeden z elementów integracji, o której tu tez mowa.
    Nie da sie tego zrobić skokami; tym bardziej wskazane są takie postawy, jakie prezentuje ów Wiedeńczyk z Warszawy, Europejczyk. Twój syn.
    Masz powód do dumy, szczerze gratuluję.

  73. izabella
    1 marca o godz. 23:56
    ławka rezerwowych w PISie jest krótka; na pewno jest na tej ławce wielu Misiewiczów, ktorzy kariery przy Kaczyńskim nie zrobiliby, bo Kaczyński nie jest łasy na młodzieńcze wdzięki; raczej ufa wiernym giermkom.
    A razem z nimi niech i odejdzie Broszka, bo jej płaczliwy ton wypowiedzi, niezależnie od treści, trudno znieść.
    Nie będę sie „oliwić” jakimiś procentami za każdym razem, gdy ją gdziekolwiek słyszę.

  74. anumlik
    2 marca o godz. 1:15

    A mnie pokretne tlumaczenia.

    Jakby nie wystarczylo proste – przepraszam.

    Czy nie prosciej sprawe zalatwic jednym slowem, zamiast wykretnych tlumaczen?

  75. @anumlik
    Ty wiesz, ze ja wiem. Wiec albo dalej rob z siebie …, albo pokaz ze jestes mezczyzna.

    Inni tego nie „widza”, wiec jak pojdziesz w zaparte, to predzej Tobie uwierza niz mi. Ale to niczego nie zmieni, bo Ty bedziesz wiedzial…

    Wymsknelo sie Tobie. Wiec zamiast krecic, napraw.

    Pozdrawiam

  76. I jeszcze raz Jiba
    Nie odpowiedziałam na Twoje pytanie. Wydaje mi się że integracja europejska jest dla ludzi otwartych i ciekawych świata. Z elitarnością nie ma to nic wspólnego. Chyba że w obecnych czasach elitarność stała się synonimem otwartości.

    A tak w ogóle to jestem fanką Szczerka. Staram się czytać wszystko co pisze, również tu w Polityce. I chyba nie miał zamiaru nawciskać elitom.

  77. konstancja
    2 marca o godz. 1:36

    Jasne, niech Broszka też odejdzie. Dam za to na ofiarę. Czy myślisz że za nią też stoi Rydzyk?

  78. @lonefather, z godz. 2:53 i 3:00
    Nie wiem za co miałbym Cię przepraszać. Nie chcesz być „Misiem”? Nie jesteś, słowo harcerza. „Koteczkiem” też nie jesteś. Nawet Kisiel by na to nie wpadł, choć lubił się tak do interlokutorów zwracać.

    No 😉 tośmy se pogadali jak mężczyzna z mężczyzną, mistrzu!

  79. Integracja? Tożsamość narodowa?
    Te określenia wymyślili ci, którzy mają problemy osobowościowe.
    Żyję poza Polską dłużej, niż w Polsce. „Uciekłem” jeszcze z dawnego PRL. Uczyniłem tak dlatego, iż jedyną istotną wartością jest dla mnie moja wolność. Włócząc się po świecie spotykałem wielu podobnych mi ludzi, również Polaków (w sensie miejsca urodzenia). Poznaję ich m.in. po tym, iż pytań o pochodzenie nie zadają. Naszą cechą wspólną jest samodzielne myślenie co skutkuje racjonalizacją strachu, będącego podstawą bytu. My przestrzegamy zasad ruchu drogowego ale poddajemy w wątpliwość dogmaty religijne, narodowościowe, itp..
    Ponieważ nie mamy specjalnych potrzeb materialnych, nadajemy się na przywódców. Jesteśmy w tym na prawdę dobrzy. Niestety, bardzo tego nie lubimy, bo ogranicza naszą wolność. Czasem jakaś nacja ma szczęście i trzyma uparcie kogoś takiego jako szefa (np. Finlandia). Najczęściej jednak odruch stadny powoduje zwalczanie wszelkich „odmieńców”. Na tym bazują religie, według zasady: Im gorszy, tym lepszy. Żadne inne argumenty czy fakty nie są istotne. Na tle innych nacji, Polacy wypadają nieco gorzej – poza krajem trzymają się kurczowo swoich grup, które zwalczają się nawzajem. Czyli jak w (k)raju. Jednocześnie znam wielu Polaków, którzy świetnie sobie radzą poza krajem. I nikt z nich nie widzi problemu z tzw. integracją. Są, jacy byli.
    Większość też jest, jaka jest. Od czasu wytyczenia pierwszej granicy przez pierwszego „człowieka” niewiele się w tym zakresie zmieniło. Marzenie: Brak konieczności znaczka w klapie. Czy się spełni? Nie wiem. Prognozowanie jest bardzo trudne. Szczególnie, gdy chodzi o przyszłość. Dziś: „Człowiek, to brzmi tłumnie”.

  80. izabella
    2 marca o godz. 4:34
    mam wrażenie, ze choć nie bywa u niego, na pewno ma jego namaszczenie

  81. anumlik
    2 marca o godz. 8:35

    Kim jestem, a kim nie jestem, to wiem i nie potrzebne mi sa czyjekowlwiek potwierdzenia. Wyzej napisalem, ze w/g skali prof Debskiego jestem w 5. Nie musisz mi niczego potwierdzac.

    Ja wiem, Ty wiesz, ze od momentu, kiedy wyszlo na wierzch, jak wygladaja relacje miedzy Antonim Macierewiczem i jego asystentem, slowo „Mis” zmienilo sie z pieszczoty slownej, na obelge.

    Nie udawaj, ze tego nie wiesz.

    Nie obraziles mnie, tylko uraziles i latwo to jest naprawic.

  82. @anumlik
    2 marca o godz. 8:35

    Jak nie padniesz przed infantylem na kolana i łaski nie uprosisz, to będzie psuł blogowe powietrze jeszcze godzinami, jeśli nie dniami 🙄

  83. POETA
    Po całym świecie
    możesz szukać Polski, panno młoda,
    i nigdzie jej nie najdziecie.

    PANNA MŁODA
    To może i szukać szkoda

    POETA
    A jest jedna mała klatka –
    o, niech tak Jagusia przymknie
    rękę pod pierś.

    PANNA MŁODA
    To zakładka
    gorseta, zeszyta trochę przyciaśnie.

    POETA
    – A tam puka?

    PANNA MŁODA
    I cóz za tako nauka?
    Serce – !–?

    POETA
    A to Polska właśnie.

  84. @Jiba,
    Dziękuję za zwrócenie uwagi na tekst Szczerka. Przeczytałem z wielką uwagą. O samym tekście później.
    Najpierw odpowiedzi na pytania, które zadałaś:

    Czy tożsamość europejska jest elitarna?
    Czy poczucie, że jest się dumnym Europejczykiem, jest tylko przywilejem klas wyższych?

    Drugie pytanie zdaje się sugerować, że przyjęłaś bardzo wąską definicję pojęcia elita, że utożsamiasz je z „klasą wyższą”. Jest to dość przestarzałe podejście. Współcześnie uważa się, że elitą są różnorodne zbiory utworzone przez ludzi wyróżniających się w rozmaitych dziedzinach.

    W oparciu o tak zdefiniowaną elitarność, za elitę można uznać panie z Siemiatycz, które w Brukseli „odwalają” tak zwaną brudną robotę.

    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2017-02-11/siemiatycze-wysla-do-brukseli-urzednika-ma-wspierac-polskich-imigrantow/
    http://busy.info.pl/2,33442,46095,siemiatycze,bruksela.html

    Te panie wyróżniają się, in plus, na tle biadolących kłapouchów. Szczególnie trunkowych panów, którym nic się „nie opłaca”. Do elity można też zaliczyć urzędników z Siemiatycz.

    Odrębną kwestię stanowi „tożsamość” pań.
    I tu też warto odwołać się do definicji tożsamości. Przywołam najprostszą i najbardziej czytelną.
    Twórca psychologii amerykańskiej W. James wprowadził pojęcia Ja poznawane (klasyczna definicja Ja – myśli i przekonania dotyczące nas samych) i Ja poznające, – aktywny odbiorca informacji, które przetwarza czyli świadomość. Obydwa składają się na spójne poczucie tożsamości.
    E. Aronson opisuje ją przy pomocy metafory: tożsamość to zarówno książka, jak i jej czytelnik.

    Czyli o ewentualnym europejskim poczuciu pań z Siemiatycz decydować będzie to, co myślą o sobie samych, jakie mają przekonania i jak je same oceniają.

    Czy tożsamość europejska jest elitarna?
    „Tożsamość europejska” jest problemem całej Europy. Elitarność jest przeciwieństwem egalitaryzmu. Brexit, poparcie dla Marine Le Pen, etc., dają jasną odpowiedź na Twoje pytanie.

  85. @anumlik
    2 marca o godz. 8:35

    Jakbyś się nie tłumaczył, to dupa blada bo nawet po fińsku
    misu = pussy-cat, chick, honey 🙄 😉

  86. @Tobermory, z godz. 10:54
    W Umęczonej z kabaretów? Przed Albiońcami z piątką w skali Dąbrowskiego? W życiu!

  87. anumlik – pozdrow syna!
    Bo wynika, ze jestesmy sasiadami 😉

    lonefather – a Marka Knopflera tez uwielbiam.

    Pozwola Panstwo zatem, ze zostane tu na dluzej.

  88. lonefather 1 marca o godz. 23:17,
    Przez chwilę pomyślałem, ze Kaczyński może kiedyś odwrócić sojusze i wbić Rydzykowi sztylet w plecy, a wtedy twoja analiza ląduje w kuble na śmieci. I uświadomiłem sobie, że nie może. Kościół jest ostatnią zwartą, ogólnopolską organizacją społeczną mającą zdolność do agitacji wyborczej, zbierania podpisów referendalnych etc. Bez wsparcia Kościoła nie byłoby na przykład ponad miliona podpisów w „obronie sześciolatków przed nauką” etc. Kaczyński nie może więc odwrócić się od Rydzyka, bo bez Rydzyka zostanie mu w zapleczu pustka, niezorganizowane jakieś grupki plemienne związane z konfiturami w Orlenach czy KGHM-ach (garstka) lub beneficjenci 500+ (którzy w każdej chwili mogą zrobić to, co zrobili byli wyborcy Palikota).

    Tak, Kaczyński zakiwał się. Ale póki co, to nas kopią po kostkach.

    Ciekawe, kiedy okaże się, że Rydzyk też się zakiwał.

  89. konstancja
    „ławka rezerwowych w PISie jest krótka”, bo na niej mogą zasiąść tylko ci, którzy publicznie klękną na kolanach przed biskupami. Albo i za biskupami. To eliminuje wszystkich tych, którzy w życiu doszli do czegoś sami, z wyjątkiem Kaczyńskiego, który zawsze chce więcej, więc taktycznie uklęknie przed samym diabłem.

  90. Angela Merkel już nie pocałuje Kaczyńskiego w rękę. Nawet dla jaj.

    Pisze Ziemowit Szczerek. Co znaczy mnie więcej tyle, że Kaczyński, ze swoimi przeterminowanymi receptami, może spadać na drzewo.
    Niemniej problem, jaki, my Europejczycy, mamy sami z sobą jest poważny. A sprowadza się do zagwarantowania spójności organizmowi złożonemu z wielu bytów etnicznych. Szczerek stawia sobie, nie wyartykułowane wprost, pytania o to:

    • Czy i na ile, spoiwem tym mogłaby być tak zwana „tożsamość europejska”?
    • Jak ją budować?
    • W jakim punkcie tego procesu jesteśmy?

    Odpowiedzi szuka w doświadczeniach z przeszłości. I dochodzi do wniosku, że: tożsamość europejska, jeśli zaistniała, to tożsamość elity. To ją odróżniało od radzieckiej czy jugosłowiańskiej. Tam dla wielu to była tożsamość bazowa. Ludowa.
    Szczerek jest ostrożny i uważny w swoich ocenach:
    Europa popełniła ten sam błąd co stara Austria: jej tożsamość była tożsamością elitarną, nie ludową.
    Może zresztą to nie był błąd. Może odwrotnie: Europa nie chciała popełniać błędów tych, którzy budowali coś, co nie przetrwało. Bała się być zbyt nachalna. Nie chciała być tak ostentacyjna jak ci, którzy budowali tożsamość radziecką czy jugosłowiańską.

    Bierze pod uwagę różne możliwości:
    Bo kto wie, może, z drugiej strony, właśnie dlatego udało się jej przetrwać tak długo. Bo była ostrożna.
    Może to dobry pomysł: najpierw tworzyć naturalne pola integracji, a nie forować tożsamość, której się nie czuje na co dzień, bo nie jest oparta ani na wspólnym języku, ani na kulturze. A jeśli chcemy tworzyć tożsamość opartą na wspólnym interesie, to trzeba sprawić, że ludzie ten wspólny interes poczują.

    Na poparcie tezy, że rdzeniem „tożsamości europejskiej” mógłby być wspólny interes przywołuje ponadetniczną tożsamość Szwajcarii:
    Szwajcaria jest tożsamością ponadetniczną, która powstała dlatego, że mieszkańcy jej kantonów czują interes w byciu razem. Nie dlatego, że wspólni przodkowie czy że propaganda każe go czuć. Nie, federacja po prostu spełnia funkcję, do jakiej została powołana: chronić interesy kantonów i ich obywateli. I niewiele więcej. Szwajcarzy nie są istotami z innego wymiaru. Między kantonami też toczy się konkurencja. I dlatego rząd centralny im zbyt wiele nie narzuca. Waluta, wojsko, sprawy zagraniczne. Austro-Węgier nie ma, Jugosławii nie ma, ZSRR nie ma, nie ma nawet Czechosłowacji, UE się kruszy, a Szwajcaria trwa.

    W tej chwili jesteśmy w fazie chaosu. Ale nie wolno zapominać o pożytkach z chaosu, pisze Szczerek:
    Chrystus i jego następcy zebrali wyklęty lud ziemi i zdobyli Rzym. I na nic wysiłki apostaty: przegrał z „inwalidami, urodami, narkomanami”. Skończył się świat. „Prędzej bogacz przejdzie przez ucho igielne”: to pozostało pustą frazą, świat się zmienił, niekoniecznie na lepsze, ale kropla drąży skałę.”
    Pojawiły się fanatyzm, bigoteria, ale też chrześcijańska myśl społeczna.
    Rewolucja francuska obaliła króla, a zaraz po niej na tron wstąpił cesarz.
    Europa wpadła w krwawy chaos, ale coś jednak po tej rewolucji zostało: republika, instytucje, prawa człowieka. Lenin zrobił to samo: miała być demokracja, skończyło się zamordyzmem, ale widmo krążące po Europie rodziło strach, który niwelował nierówności. Gdy widmo zniknęło, nierówności wróciły jak heroina w „Pulp Fiction”: w wielkim, kurwa, stylu.

    Jest oczywistym dla autora, że:
    PiS jest niebezpieczny i trzeba mu władzę odebrać, ale ci, którzy po nim przyjdą, muszą wyciągnąć wnioski z tego, co zostanie po Kaczyńskim, bo nie jest też tak, że nie zostanie nic. I nie ma sensu sprowadzać Kaczyńskiego wyłącznie do paranoi i szaleństwa, bo nowy świat pozostanie taki, jaki był. Tylko my się do wyrzygania będziemy na niego demonstracyjnie nie zgadzać i zachowywać moralną wyższość, aż nam się od tego wrzucania memów z kotem oczy zepsują. Tak, o sobie też mówię.
    Ergo:
    Trzeba wykorzystać Kaczyńskiego.
    Ale przedtem należy sobie zadać pytanie:
    A do czego się może Kaczyński przydać?
    Kaczyński może się przydać, ale Nie można liczyć na Kaczyńskiego.

    Wniosek:
    Bądźmy skuteczni i coś Europie dajmy, skoro tak bardzo nam na niej zależy, a nie chcemy tylko na niej żerować, a mam podejrzenie, że euroentuzjazm części elit na tym właśnie polega: dajcie nam wspaniałą, zbudowaną przez Zachód Europę zamiast tej naszej prowincjonalnej Polski.

    Szczerek, w żaden sposób, nie sugeruje a tym bardziej nie twierdzi, że „tożsamość europejska” zarezerwowana jest dla „klasy wyższej”. Wprost przeciwnie. Mówi, że należy skończyć z biadoleniem i wymądrzaniem się a zabrać się do solidnej roboty. Od podstaw.

  91. Rzecznik rządu ocenił działania Tuska na posadzie szefa Rady Europejskiej:

    „Nie widzę synergii w działaniu Donalda Tuska. Owoce jego pracy są mizerne.”

    Rzecznik Bochenek zasugerował tą wypowiedzią co dociekliwszym słuchaczom, że nie rozumie tego terminu. Nic to, sugestie się zdekonstruują, a wątpliwości zanihilują. Pozostanie jak było.
    Pzdr, TJ

  92. @tejot, (2 marca o godz. 12:03)
    przynajmniej nie kłamie 😉
    A że nie widzi, cóż poradzić? Tacy już oni są. Widzą, słyszą i mówią tylko to, co im się poda w przekazie dnia.

  93. Płynna Rzeczywistość
    2 marca o godz. 11:32

    Niby moglbym sie ucieszyc i klasnac w lapki, ze sie zgadzasz z maja analiza. Ale sie nie ciesze i nie klaszcze, bo w powyzej umieszczonej analizie pominolem swiadomie chyba najwazniejsza rzecz o Jaroslawie Kaczynskim.

    Nie zaznaczylem, ze to jest stan „na dzis” i jeszcze na jakis czas, ale niezbyt dlugi.

    Jaroslaw organicznie nie znosi i z trudem wielkim toleruje stan uzaleznienia od kogokolwiek. W tej chwili jest skonczony jako samodzielny polityk, bo jest uzalezniony od poparcia kosciola. Nie trzeba wielkiego wysilku intelektualnego, zeby sie domyslic, ze JK „pracuje” intensywnie nad tym, jak sie z tego uzaleznienia wyplatac i odzyskac pelna swobode decydowania. Nad tym pracuje, bo nie ma nic gorszego, niz wladza ktora sie trzeba dzielic.

    Jakie ma szanse Jaroslaw Kaczynski aby sie wyplatac z uzaleznienia od kkat i ojdyra Rydzyka i co musi miec, zeby sie wyplatac, o tym pisze w najblizszym odcinku KONTRREWOLUCJI.

    A szanse na wyplatanie sie z uzaleznien Jaroslaw Kaczynski niewatpliwie ma…

  94. Jiba

    Dzieki za swietny artykul, ktory sprowokowal jedna z lepszych dyskusji! – z przyjemnoscia czytalam niektore wpisy, zwlaszcza Ciotuni Makowieckiej i Izabelli

    Artykul Szczerka…. chmurne i durne niektore stwierdzenia ale co ja sie tam znam… 😉

    Na Wyspach mieszkam od 2004 roku – nie ukrywam ze wyjechalismy z narzeczonym po roku uzerania sie z ekonomiczna rzeczywistoscia – za absolwenckie pensje (spora czesc wyplacana pod stolem a na papierze minimum) stac nas bylo w Warszawie co najwyzej na dzielenie mieszkania ze studentami…my pracowalismy, oni sie uczyli albo imprezowali, kiepski mix – personal space: sypialnia 2×2.5 metry moze (goscie odwiedzajacy tloczyli sie na lozku albo siedzieli na podlodze), kiepskie warunki na rozwoj horyzontow czy rodziny. Czy po to skonczylam studia, trwajace rutynowo prawie 6 lat, a najczesciej dluzej? Nielatwo bylo podjac decyzje o wyjezdzie (duze obawy, ze moge juz nigdy nie wrocic do zawodu) ale…. koniec koncow wyjechalismy nie tylko ze wzgledow ekonomicznych. Zawsze chcielismy mieszkac przez jakis czas w anglojezycznym kraju. No i wio – poszlo szybko. Pierwsza praca – (surprise, surprise….) – kitchen attendant! – czyli oslawiony zmywak. Coz, zadna praca nie hanbi – przeciwnie – po roku stresow i wrednych szefow w Warszawie wreszcie odetchnelam z ulga. Pieniadze przychodzily na czas i tyle ile powinno ich byc, w pracy wszyscy traktowali nas milo i z szacunkiem, zadnego chamstwa i robienia strasznej łaski, ze pozwala sie absolwentowi (a w tym przypadku niewykwalifikowanemu robotnikowi) uczciwie pracowac. Odpowiedzialnosc w hotelowej kuchni niewielka wiec czulam sie jak bohater grany przez Kevina Spacey w „American Beauty” kiedy rzucil powazna prace i zaczal sprzedawac hamburgery. W tym samym czasie zawansowany kurs angielskiego (za darmo bo przeciez jestesmy obywatelami Europy) gdzie poznajemy gromade innych Europejczykow. Po czterech miesiacach znalazlam prace w zawodzie (angielscy znajomi z kuchni bardzo milo pozegnanie mi zgotowali, zadnej zawisci ze z najnizszej pozycji przeszlam plynnie do white collar job) i tak jakos minelo ponad 12 lat…

    Wiec co z ta elitarna tozsamoscia europejska? Mysle, ze to stan umyslu i niekoniecznie ma cos wspolnego z „elita”. Juz w czasach pracy „na zmywaku” czulam sie obywatelem Europy – czego tu sie wstydzic, ciezko i uczciwie pracowalam, w zamian nabywajac prawo to okreslonych swobod i przywilejow i godnego zycia. Cieszylam sie, ze moge mieszkac w dowolnym kraju Europy i poznawac lokalna kulture, a przez nowych europejskich znajomych takze zwyczaje z ich krajow, nie tracac swojej tozsamosci narodowej. Podrozojac po innych krajach, czulam sie u siebie. Moze jest ta Europa mala i czasami zasciankowa, moze ma swoje wady ale to moja kolebka i ciesze sie ze jestem stad. Zycie w innym kraju pozwolilo mi to zrozumiec, ale mysle ze tak samo mozna czuc sie Europejczykiem nigdy nie wyjezdzajac z Polski – jak juz powiedzialam, dla mnie to stan umyslu. Mieszkajac najpierw w Anglii a potem w Szkocji poznalam Polakow, Brytyjczykow i obywateli roznych innych krajow, ktorzy czuli sie (albo nie) Europejczykami – przynaleznosc do jakiejkolwiek elity nie ma z tym nic wspolnego – OK, byc moze wiecej „Europejczykow” znajdzie sie wsrod wyksztalconych liberalow, niezaleznie od nacji ale jest rownie wiele wyjatkow od tej reguly. Tak wiec nie wiem na jakiej podstawie pan Szczerek stwierdza ze „Bułgarskie sprzątaczki we Włoszech nie czują się dumnymi Europejkami”. Przeniesienie pewnych polskich kompleksow na inne nacje?

    Pewnie, ze nie wszystko jest rozowe i nie wszyscy tubylcy sa szczesliwi widzac tlumy „Europejczykow” w ich krajach – przez prawie 13 lat spotkalam sie z roznymi reakcjami, milymi i nie za bardzo – nie wplynely one znaczaco na moje poczucie europejskiej tozsamosci.

    W zespole w ktorym teraz pracuje, jest 15 osob – i tylko jeden Szkot (ktory mawia o sobie ze jest „ethnic minority”, ale na szczescie z usmiechem). Wiekszosc z nas czuje sie i czescia Europy i czescia Szkocji i zwiazana mniej lub bardziej ze swoim krajem urodzenia. Na manifestacjach szkockiej partii narodowej (SNP) rownie czesto mozna zobaczyc flagi szkockie jak i unijne. Z localnego biura poselskiego dostalismy przemila ulotke ze wszyscy Europejczycy sa tu mile widziani i cenieni (pewnie dlatego czesc z moich europejskich znajomych zapisala sie do SNP…). Mysle sobie…wcale nie jest zle byc Europejczykiem… I tylko ze smutkiem patrze czasem na doniesienia z Polski. Tak nam zle w tej Europie? To wczesniej bylo lepiej?

  95. Przeczytałem tekst Szczerka.
    Świetna analiza.
    Osobiście nie spotkałem jeszcze nigdy Europejczyka tj. osoby za takiego się podającej. Spotykam wielu ludzi nie mieszkających w kraju swego pochodzenia, różnie zżytych ze swoją nową ojczyzną lub krajem czasowego pobytu, ale żaden nie mówił, że jest np. z Unii.
    Właściwie jedynie mieszkańcy USA mówią o sobie używając nazwy kontynentu – „Americans”. No i Australijczycy, ale oni się tym kontynentem z nikim nie muszą dzielić.
    Wspomniani w artykule Szczerka Szwajcarzy przedstawiają się tak tylko za granicą. U siebie są Berner, Zürcher, Luzerner, Vaudois…
    Unia Europejska jest jeszcze (w porównaniu z Konfederacją Szwajcarską czy USA) organizmem zbyt młodym, aby można było oczekiwać takiej identyfikacji i świadomości wspólnoty jak u tych dwóch federacji. Szwajcarska demokracja i jedność państwowa docierała się przez 700 lat i nadal się dociera. A pytana o przyłączenie do Unii odpowiada:
    Poczekamy, aż oni poproszą o przyłączenie do nas, na naszych warunkach 😎 😉

  96. „Bułgarskie sprzątaczki we Włoszech nie czują się dumnymi Europejkami” tak samo jak polskie zbieraczki truskawek w Hiszpanii czy ukraińscy robotnicy budowlani w Polsce, jeśli nie byli „dumnymi Europejczykami” już u siebie w domu.
    Swoje kompleksy i poczucie niższości wozi się ze sobą po świecie jak garb, który może się w sprzyjających warunkach skurczyć, a nawet zniknąć, a w niesprzyjających – manifestować np. unikaniem kontaktów z obcym otoczeniem i skupianiem we własnym getcie lub wokół polskiego księdza, albo sztucznie swobodnym stylem zachowania, hałaśliwością i agresją, zwłaszcza jeśli zakonserwować go alkoholem 🙄

  97. @izabella 1 marca o godz. 22:39
    @tejot 1 marca o godz. 22:54
    @Ewa-Joanna 1 marca o godz. 22:56
    Dziękuję za uwagi.
    @izabelladzieci są amerykańskie. Nie chcą mówić w językach rodziców, czy to w polskim, niemieckim, czy mandaryńskim. Chcą być takie jak inne dzieci.
    To kwestia wychowania i warunków w domu i otoczenia – chodzi o lata wczesne dziecka. Później świadomość dorastającego co chce osiągnąć. USA, Kanada to przede wszystkim ludność napływowa, stąd trudniej o „wytykanie palcem”.
    @tejot Krótko perspektywiczne szanse na integrację są bardzo słabe gdy dominuje tendencja do segregacji osiedleniowej, kulturowej, wspólnotowej środowisk imigranckich biorąc pod uwagą dzisiejszy świat, który sprzyja takiej segregacji, umożliwia utrzymywanie na bieżąco szerokich kontaktów z kulturą macierzystą. Słabemu tempu integracji sprzyja także wyjściowa wysoka hermetyczność środowisk napływowych – słaba przenikalność kultury miejscowej do środowisk muzułmańskich ograniczona do spraw praktycznych i mnóstwo innych czynników. …
    Podobnie oceniam , zbieżne z moimi obserwacjami.
    @EwaJoanna ….ci co ścisłe trzymają się „kościółka” ci zostają z tyłu, niezadowoleni i nadęci, niezdolni do zaakceptowania nowego i innego. Zaczynają tworzyć getta i izolują się coraz bardziej. Ale większość młodych akceptuje ten nowy kraj, uczy się, pracuje, staje się obywatelem
    Tutaj zamiast krótkiego komentarza odwrócę nieco role lub jak kto woli kota do góry ogonem.
    Proponuję sobie wyobrazić ,że z jakichś przyczyn osiedlamy się z rodziną np. w Arabii Saudyjskiej lub Pakistanie. Jak wyglądałoby nasze „wtapianie się” w tamtejsze zwyczaje i prawa, społeczność?
    To pytanie retoryczne.

  98. Nie wiem czy ktoś o tym pisał, bo nie czytałem komentarzy, ale pozwolę sobie zarymować.
    Kwestia tożsamości to kwestia świadomości.
    Narody, narody, na chu.. nam narody.
    Trzeba holistycznie patrzeć na siebie i otaczający świat, bo naród ogranicza, ale to raczej kwestia indywidualnego przejścia, a nie wyuczenia się.

  99. „Szwajcarska demokracja i jedność państwowa docierała się przez 700 lat i nadal się dociera. A pytana o przyłączenie do Unii odpowiada:
    Poczekamy, aż oni poproszą o przyłączenie do nas, na naszych warunkach”

    Mój komentarz
    Szwajcarzy nie należą do UE, podobnie jak Norwegia, ale współpracują z krajami Unijnymi bardzo szeroko, w wielu dziedzinach tak jakby te kraje były członkami UE. Nie chodzi o granice, odrębności ustrojowe, czy zapieranie się w odmowie uczestnictwa w ponadnarodowej Unii. Traktaty są od dawna zastępowane mnóstwem umów, przejęciem różnych regulacji handlowych, standardów przemysłowych, prawnych, turystykę, podróżowanie, itd.
    Pzdr, TJ

  100. „Szwajcarzy nie należą do UE, podobnie jak Norwegia, ale współpracują…”
    Oczywiście. I płacą nawet spore sumy nie wyciągając za to żadnych dotacji do swojego rolnictwa czy projektów budowlanych.
    Nawet tunele używane do tranzytu przez EU budują za swoje i nie pobierają extra opłat.
    Wczoraj jechałem tym najdroższym (12 mld CHF). 57 km w ciągu 17 minut. Nic nie widać 🙁

  101. Kilka dni temu były praktykujący ksiądz Międlar usiłował w GB oświecać Polonię o europejskim lewactwie, został zgodnie z prawem deportowany. Tak trzymać.
    Nie trzeba było długo czekać, aż znajdzie się następny idiota przybyły z Umęczonej. J K-M wygłosił w PE taka oto sentencję o kobietach:

    „To oczywiste, ze kobiety muszą zarabiać mniej, bo są słabsze, mniejsze i mniej inteligentne”

    Faszyzujący celebryta będzie chodził w glorii prześladowanego przez lewactwo za mówienie prawdy, a wizerunek Polski schlastany wypowiedziami PiSowców i różnego rodzaju świrów politycznych będzie się nadawał tylko do wieloletniej specjalistycznej renowacji.
    Pzdr, TJ

  102. Płynna Rzeczywistość
    2 marca o godz. 11:37
    miałam na mysli raczej trzeci szereg posłów lub innych osób, które chowają sie w zakamarkach terenowych PISu, a maja tzw, przeszłośc w postaci przynależności do PZPR, albo ich służb, jak niegdyś Piotrowicz. W necie był obraz Piotrowicza otrzepującego pyłki z garderoby Kaczyńskiego- po obejrzeniu filmiku odniosłam wrażenie, że to Kaczyński jest tym biskupem.
    Kaczynski dla swoich celów sięgnie po takie zasoby, wyciągnięci będą mu wierni i wdzięczni za dostrzeżenie i nie ma dla nich znaczenia, co i kogo będą sprzątać. Patrz przypadek Daniela Obajtka, którego awansowano na prezesa Energii za wysprzątanie 1200 osób z poprzednio zarządzanej przez niego spółki (chyba chodziło o ANR lub cóś podobnego) Co prawda Obajtek dawny burmistrz Pcimia nie miał w swoim życiorysie takiej przynależności, bo za młody jest, ale chodzi o typ karierowicza.

  103. Dzień dobry wszystkim!

    Przepraszam, że odzywam się dopiero teraz, ale tak się czasem układa. Wczoraj było już za późno, od rana wiadomo.

    Bardzo wszystkim dziękuję za tak wspaniały odzew.
    Szalenie się cieszę, że zechcieliście wziąć udział w dyskusji na temat, który mnie zaintrygował. Przeczytałam większość komentarzy, bardzo ciekawych i bardzo różnych, dzięki którym mam jeszcze więcej pytań niż miałam do tej pory 🙂

    Możliwe, że napiszę teraz trochę chaotycznie, wykorzystuję przerwę, która nie trwa za długo.
    W 2004 r., gdy wchodziliśmy do Unii, pracowałam w Warszawie, a jakże, na zmywaku. Rozwiązali nasz zespół w styczniu, pracę, która mi odpowiadała, znalazłam w czerwcu, między styczniem a czerwcem trzeba było coś jeść i jakoś płacić czynsz , a za nic w świecie nie chciałam wracać do rodziców. 1 maja 2004 r siedziałam na tyłach jednej z warszawskich restauracji i słuchałam odgłosów pikniku zorganizowanego z okazji wstąpienia do Unii. Myślałam wtedy o tym, że od dziś mogę wsiąść na rower i przez nikogo nie zatrzymywana pojechać w Pireneje albo gdzieś na wybrzeża Bretanii. I tak myślę cały czas. Gdybym miała określić, gdzie jest moje miejsce, wskazałabym na obszar między Morzem Śródziemnym, Atlantykiem i Arktyką. Jak mam określić swoją tożsamość?
    Coraz częściej słyszę o tym, jak straszne jest „wykorzenienie”, które nam grozi przez Unię. W ogóle nie rozumiem, na czym ma polegać ta tragedia. Kultywowanie tradycji narodowych jest indywidualną potrzebą człowieka, jeden będzie biegał w stroju krakowiaka owinięty biało-czerwoną flagą przez kolejne trzy pokolenia, drugi w dwa lata po wyjeździe z kraju zapomni polskiego w gębie. Ani w jednej ani w drugiej postawie nie widzę nic złego, gorzej, gdyby postanowili zostać mordercami lub złodziejami.
    Padło pytanie o elitę. W artykule zostało to napisane dość wyraźnie (nawiasem mówiąc ja też bardzo lubię Ziemowita Szczerka, co nie znaczy, ze muszę się z nim we wszystkim zgadzać). Złote dzieci Brukseli i związki erasmusowe. To oni mają się czuć Europejczykami, którzy są wszędzie u siebie, ale już nie sprzątaczki, które nie czują się Europejkami, bo wiedzą, że gospodarze kraju, w którym przebywają, tego nie akceptują. To się nie zgadza z moim doświadczeniem życiowym i dlatego zaczęłam nad tym myśleć. Pomyślałam, że jest pewien błąd w założeniu, a wierzcie mi, że gdybym wiedziała, jak naprawdę będą wyglądać początki tej mojej emigracji, wróciłabym potulnie do domu rodzinnego i zrobiła wszystko, czego ode mnie oczekiwano:)

    wracam do pracy, miłego popołudnia!

  104. @Jiba
    2 marca o godz. 15:36

    Szczerek nie mówi, kto ma się czuć Europejczykiem. Moim zdaniem stawia on diagnozę, kto już się takim prawdopodobnie czuje.
    Brukselskie „elity” i studenci na wymianie czują już podświadomie tę swobodę i bycie „u siebie”, gdziekolwiek by nie gościli, bo ich status jest zupełnie inny, niż tych, co wywędrowali za chlebem.
    To jest kwestia mentalności, która też musi dojrzeć i to po obu stronach, imigrantów i kraju korzystającego z pracy przybyszy, ale i znoszącego ich obecność i fakt, że przyczyniają się na przykład do stagnacji zarobków albo nawet dumpingu płacowego.
    Także elity i wiele zarabiający specjaliści i menedżerowie „z importu” powodują wzrost cen mieszkań w atrakcyjnych lokalizacjach, wypychają miejscowych z rynku pracy i powodują wiele innych rzeczywistych lub wyimaginowanych problemów.
    To wszystko musi się jakoś „dotrzeć” i dopasować, starzy mieszkańcy muszą się przyzwyczaić i zaakceptować nowy obraz swojej ulicy i swojego pubu, nowi – poczuć akceptowani i traktowani normalnie.
    Na to trzeba czasu, wysiłku, dobrej woli, korzystnej aury politycznej. Tego nie da się zadekretować.
    Kilka lat temu nad morzem w okolicy Eastbourne wdałem się w rozmowę z Anglikiem w średnim wieku. Po zwyczajowym omówieniu pogody (wczesny maj, zimny wiatr) i pochwaleniu urody jego psa zapytałem mimochodem o politykę rządu GB. Usłyszałem długi krytyczny monolog i rozważania nad emigracją do Nowej Zelandii, bo „Anglia już nie jest tą Anglią, w której da się żyć” 🙁

  105. Ciekawostka z Ameryki. Nasz nowy prokurator generalny (attorney general) Jeff Sessions, nawiasem mówiąc człowiek mający na koncie parę rasistowskich czynów i wypowiedzi, został przyłapany na kłamstwie (pod przysięgą). Znowu idzie o Rosję. Podobno spotkał się z ambasadorem rosyjskim w czasie kampanii wyborczej, a w czasie przesłuchania senackiego powiedział że żadnych kontaktów z Rosją nie miał. Szykuje się dochodzenie. Spodziewam się że niedługo będzie dymisja.
    Nie da się uniknąć porównań do Ziobry i jego zachachmęcenia unijnych funduszy. Prokuratura Ziobry oczywiście nie ruszy. Zastanawiam się skąd bierze się największa różnica. Czy ona jest w ludziach czy w prawie. Na pewno jest spora różnica w ludziach, bo prawda jest taka że prokuratorzy w Polsce mogą (powinni) dalej wykonywać swoje obowiązki, ryzykując utratę pracy tudzież zsyłkę na prowincję. Takie jest ryzyko tego zawodu. Ale w USA jest też dodatkowy motywator, prawo. Nikt za Trumpa nie pójdzie siedzieć. Ani za pana Sessions. A prawo i rychliwe i sprawiedliwe. Nie byłoby tłumaczenia, że szef kazał.

  106. Żorż Ponimirski
    2 marca o godz. 14:02

    Żorżu, w imię ojca i córki, się, broń Boże, nie nabijam. Trzy razy użyłeś wyrazu „kwestia”. Mógłbyś wyjaśnić, co to za źwierz?

    Cię podprowadzę. Źwierz ma trochę synonimów, np. zagadnienie, sprawa, problem. Ale one są tyle samo warte przy bezczasownikowym użyciu: tworzą epidemicznie używane niby skróty jakiejś myśli, tylko nie wiadomo jakiej. No bo co to takiego „kwestia tożsamości”? Co się dzieje z tożsamością, kiedy „kwestia”przy niej stoi? Żeby komunikat był Komunikatywny, znaczeniowo pełny, pasowałby jakiś czasownik, np. „Moja tożsamość jest zielona”, „Policja ma kłopoty z ustaleniem tożsamości Grzyba – wiadomo tylko, że Grzyb”, „TEN, KTÓRY JEST nie ma tożsamości”. Nie wiem, czy rozrywkowe wyjce, czy jaki wierszorób wprowadził dawno temu konstrukcję równie nic nie mówiącą jak „kwestia tożsamości”, „kwestia wiary”, „kwestia kaca” – „wsiąść do pociągu”. Każdego dnia powstaje osiemnaście tysięcy…przesadziłem – ze sto czterdzieści podobnych: „Poznać kobietę”, „Kupić szewroleta”. Co, kuna, „wsiąść do pociągu”? O co chodzi? Co autorzyna chciał powiedzieć? Bo jeśli oceniać wedle komunikacyjnych reguł, powiedział, co wiedział, ale nie wiadomo, co wiedział, więc nic faktycznie nie powiedział. Bezokolicznik, jak sama nazwa wskazuje, jest bez okoliczności, jest tylko nazwą czynności i niczego nie komunikuje. Podobnie nie są komunikatami „kwestia tożsamości”, „zachmurzenie”, „miłość”, „Biedronka”, „kawa na ławę” – są czymś w rodzaju wrzasku noworodka: „Aaa!”. Prawo ekonomizacji środków poewoluowało nad poziomy:

    – Jak, kurwa, ten, to tego, co?
    – Dokładnie. To tylko kwestia ten….no, kurwa, wiesz.
    – Git, lecę. Baj!
    – Baj!

    Ani mi w głowie sprowadzać człowiekowatych do poziomu mówienia podręcznikowego – mówię tylko o komunikatywności.

  107. Mam wrażenie, że nie do końca zrozumiała Szanowna Pani artykuł Szczerka.
    On pisze o tożsamości europejskiej, a nie o byciu Polakiem gdzieś w Europie.
    Polaków w Europie, poza Polską, są miliony. Większość z nich jako podstawową tożsamość ma tę polską. Niektórzy, jeżeli wyjechali jako dzieci, mają jako drugą, czy i nawet pierwszą tożsamość brytyjską, angielską lub niemiecką.
    Według tego, co pisze Szczerek, chodzi mu o tożsamość europejską – w pierwszym pytaniu „kto ty jesteś?” odpowiada się „Europejczyk (mały)”. Nie Polak, Niemiec czy Anglik. Europejczyk.
    Rzeczywiście, zgadzając się z tezą autora, twierdzę: to bardzo rzadkie. Pewnie trzeba by pomieszkać przez pewien czas przynajmniej w kilku różnych krajach: Włoszech, Francji, Anglii. Zinternalizować kanon tamtejszych kultur. Zobaczyć, co w nich wspólne, a co różne. Poznać nasze źródła: antyczną kulturę Grecji i Rzymu, a także spuściznę judeochrześcijańską.
    Wszystko to wymaga czasu, wysiłku i pieniędzy – albo nieprawdopodobnie szczęśliwych zbiegów okoliczności.
    Takich szczęściarzy, nazwanych przez autora „złotymi dziećmi”, nie ma wielu. Choćby z tego powodu ten sposób budowy tożsamości europejskiej jest elitarny.
    Zatem Pani wpis, skądinąd ciekawy, nie jest na temat tożsamości europejskiej. Ale zawsze miło poczytać.

  108. @pombockowi w ćcinach:

    Pani Kwestia z kwesturze
    zasadziła róże w rurze;
    testowała kwestię w kweście,
    w filologicznym cieście.

  109. @pombocek
    2 marca o godz. 17:10

    W kwestii kwestii to może nie zauważyłeś, że co najmniej w jednym zdaniu Żorża jest czasownik domyślny
    Kwestia (…) to (jest) kwestia (…)
    nadający zdaniu charakter wnioskowania, uzasadnienia, uwydatniający powiązanie przyczynowe lub logiczne
    Czas to pieniądz
    Co kraj – to obyczaj
    😉

  110. Kostka
    2 marca o godz. 13:10
    jeszcze jeden pozytywny oddźwięk na wpis Jiby. Mimo kilku wspomnianych niedogodnych sytuacji, których z pewnością było więcej, optymizmu w tym nie brak.
    Dobrze się czyta takie wpisy

  111. @pombocek, masz słusznego, nie ma co polemizować z tym co piszesz, ale to tak na szybko w robo myśl napisana bezładnie. Trzecia kwestia do zastąpienia. 😉

    A przy okazji, lubię czytać jak zwracasz uwagę na język. ‎

  112. Konstancjo, koło Ciebie też już tną:
    http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,21445442,wycinka-drzew-w-poznaniu-pod-topor-ida-drzewa-przy-rezerwacie.html
    I jeszcze 4 hektary wycięto koło Łeby:
    http://wyborcza.pl/7,75248,21440049,nielegalna-masowa-wycinka-w-lebie-burmistrz-wsciekly-to-z.html

    Mam wrażenie, że w kraju podnosi się gigantyczny wqurw.
    Zaczynam myśleć o pisie w kategoriach co nas nie zabije, to nas wzmocni. Kluczowe tu jest nie zabije.

  113. Żorż Ponimirski
    2 marca o godz. 18:18

    No to ja Cię, Żorżyku, też. To jest, kurde, szkoła. Nie wiem, co by w tej sytuacji powiedziała pani prefesor

  114. Szlag by trafił technikę- samo ucieka. Więc nie wiem, co by powiedziała pani prefesor Pawłowicz, ale ona kiedyś w sejmie powiedziała do mnie i do Ciebie, i nawet do Neferki: „Spie.dalaj!”.

  115. niestety, te straty nie są do odrobienia. A Żurawiniec jest jedyny w swoim rodzaju.
    Widziałam karczowisko po Łebskim lesie; naprawdę, ktoś powinien za to beknąć.
    Juz jestem wkurzona nieziemsko.
    Słucham rozmowy o nowym standardzie opieki porodowej w Polsce za sprawą Przewodniczącego Komisji ds nowych procedur wtym względzie.
    Średniowiecze to mało powiedziane…wykrzyczę to wszystko 8 marca…

  116. @pombocek
    O używaniu bezokoliczników bez okoliczności, choć w okolicach niedonazwanych, czyli rzecz o zapatrzeniu (się):

    Malarz Kramskoj namalował wspaniały obraz pod nazwą „Zapatrzony”. Krajobraz zimowy, las, w lesie zaś na ścieżce zabłąkany chłopak w podartej odzieży i łapciach, sam jak kołek, stoi zadumany, ale nie myśli o niczym, tylko się „zapatrzył”. Gdyby go trącić, drgnąłby, popatrzał, jakby ze snu zbudzony, nieprzytomnie. Oczmuchnąłby się rychło, to prawda, lecz gdyby go zapytać o czym myśli, nie umiałby sobie nic przypomnieć, na pewno jednak zataiłby owo głębokie wrażenie, które odczuwał przez cały czas „zapatrzenia się”. Wrażenia te są mu bardzo drogie, zbiera je z pewnością nie zdając sobie z tego sprawy, nie wiedząc czemu i po co. Może znienacka, zebrawszy przez wiele lat sporo takich wrażeń, rzuci wszystko i pójdzie jako pątnik do Jerozolimy szukać zbawienia, a może rodzinną wieś puści z dymem, a może zrobi jedno i drugie. Wielu jest takich „zapatrzonych” wśród ludu
    (Fiodor Dostojewski, „Bracia Karamazow”)

    Ot, zapatrzeć się. Ot, wsiąść do pociągu byle jakiego. Ot, przespać się z byle kim. Ot, podumać filologicznie. Ot, trwać.

  117. Tobermory
    2 marca o godz. 17:51

    Tobermorku, w imię ojca i jamneńskich głębi, jak ja nie zauważyłem, to ja nie jestem ja, ino kto inny. Ta „kwestia” stojąca goło przy rzeczowniku ma zawsze czasownik domyślny „ja”. Ale czy on domyślny, czy nie domyślny, nic nie jest przez niego jaśniejsze. Wiemy tylko, że „jest kwestia”, ale co to takiego kwestia, czym jest, co robi, z czym się je – czort jeden wie. Dałem wyżej przykłady, że świetnie się można wyrazić – i jaśniej! – ze znaczącym coś czasownikiem przy „kwestii” lub całkiem bez niej, za to z bardziej znaczącym wyrazem. Zamiast na przykład „To jest kwestia zapatrywań” – „Ja to widzę inaczej”.

  118. Tożsamość europejska……

    No, nie wiem….
    Ile WIEKÓW by trzeba ja budować?
    O ile wiem, nie istnieje tożsamość brytyjska, niemiecka, włoska.
    W dużej mierze, pomimo wieków koegzystencji, pokrewności języka, w dalszym ciągu istnieją regionalne tożsamości i antagonizmy.

    Wielka Brytania po tysiącu lat wspólnotowości, dalej ma swoje mniejszości…..
    Czucie się Katalończykiem, niekoniecznie jest tożsame z poczuciem się Hiszpanem.

    Na określenie czucia się Europejczykiem, odświeżyłbym stary termin.
    KOSMOPOLITA.
    Czyli człowiek czujący się dobrze wszędzie.
    Inteligentny, obyty, znający języki i obyczaje, z łatwością dostosowujący się do nowych wyzwań, czy środowiska.

    Takich ludzi jest może kilka promili w populacji.
    Należą do nich nasze dzieci, byc może nasze wnuki.
    Tyle że to będą w dalszym ciągu wyjątki od zasiedziałej reguły.
    Większość z 500 milionowej europejskiej populacji, nie będzie w stanie zaadoptować się szybko do tak błyskawicznych zmian.
    ========

    Odrębną kwestią jest pojęcie ELIT.
    Zawsze moim zdaniem będą wsobne, zachowawcze, konserwatywne, hierarchiczne, zamknięte na szeroko rozumianych „obcych” zaburzających hierarchię dziobania.

    Elity brytyjskie, francuskie, czy austriackie, nie zniosą parweniuszy.
    Przypuszczam, że można się w nie wżenić, kupić dzięki talentom, wpływom, błyskotliwości czy finansom pobyt tolerowany.
    Ale nigdy nie zostanie sie jednym z nich.
    Elitarność jest z urodzenia, bardzo rzadko z zasług.
    No, chyba że wcześniej przeszła rewolucja……

  119. PiS się zaplątuje we własne ustawy. Tną jak leci, wołanie – ratunku – się nie rozlega, Prezesowi z wysiłku aż czoło się świeci, a Szyszko mruczy – ostał się jeden lebiega.

    Sierakowski moim zdaniem używa w swoim artykułu pojęcia Europejczyk, europejskość nadmiernie szeroko – jako rodzaj etniczności (której jeszcze nie ma) oraz jako pojecie kulturowe, cywilizacyjne, co skłania go do nadmiernego żonglowania argumentacją o elitarności europejskości i zmienności przystosowawczej elit wynikającej z ich klasowości.
    Moim zdaniem Europejczykiem można się poczuć bez wyjeżdżania na stałe z Polski na przykład.

    Tnąc drzewa, tną europejskość w Polsce.
    Pzdr, TJ

  120. Ujmując rzecz bardziej ogólnie, odrodzenie religijne, jakiego widownią stał się cały świat, stanowi reakcję na sekularyzm, relatywizm moralny, egoistyczne pobłażanie sobie. Potwierdza takie wartości, jak porządek, dyscyplina, praca, pomoc wzajemna i ludzka solidarność. Grupy religijne zaspokajają społeczne potrzeby zaniedbane przez państwową biurokrację. Chodzi tu między innymi o opiekę zdrowotną, szpitale, przedszkola i szkoły, opiekę nad ludźmi starszymi, szybką pomoc w wypadku naturalnych i innych katastrof, pomoc i wsparcie społeczne w razie pogorszenia warunków materialnych. Załamanie się porządku i niepowodzenie społeczeństwa obywatelskiego tworzą próżnię, w którą wkraczają ugrupowania religijne, często o charakterze fundamentalistycznym 15.
    https://newtimesnews.pl/wojna-kultur-powrot-chrzescijanstwa-i-odrodzenie-islamu/
    ==========

    Tak na marginesie……..

    Interesujący portal z interesującymi tekstami.
    Niektóre są inspirujące do przemyśleń.
    Szczególnie w czasie interregnum…..

  121. @JIBA i inni.
    Dzięki za artykuł. Szczerka czytuję od jego pierwszej książki o Ukrainie. Czasem się powtarza o tej Rurytanii, ale wiadomo, żeby coś wbić do głów, trzeba powtarzać.Wolę go od Stasiuka.
    Problem tożsamości ( inaczej kwestia albo zagadnienie,ale wtedy narażamy sìę Pombockowi ) jest wielopiętrowy. Zapytałem moją córkę od mieszkającą w Italii i zamężną z Włochem, o ķtórej napisałem wczoraj, że na trzecim miejscu postawìłaby tożsamość europejską. Ona jest po erasmusach zna języki, powodzi sìę jej dobrze. Powiedziała mi, że jej zdaniem nie ma takiego kraju, jak Europa, ona się czuje bardziej obywatelem świata, uważa, że tożsamości europejskiej nie ma w przeciwieństwie do australijskiej czy amerykańskiej .
    No właśnie – znasz języki (angielski ), jesteś europejczykiem.
    Teraz pytanie nie do emigrantów, tylko autochtonów, ilu z nas czuje się Europejczykami takimi w ogóle, a ilu tylko Europejczykami wschodnim, w odróżnieniu oczywiście od tych azjatyckich.
    Czy tożsamość europejską czeka ten sam los, co radziecką? Też zdominowaną
    przez jeden język.

  122. Rzecz o tożsamości

    Tożsamość poszła przodem,
    taka bardziej swojska;
    zniesmaczona narodem
    woła: Jestem Polska!
    Za tożsamością hardo
    pomroczność już tupie –
    myślących inaczej
    ma głęboko w dupie.
    Za pomrocznością,
    w mroku ócz się kłębi,
    zadziwiając lekkością,
    obłoczek gołębi.
    Nad wszystkimi woń snuje,
    świeżo wypuszczony,
    dla każdego tożsamy,
    zapaszek mamony.

  123. Aby nie czuć się wykluczonym w obcym kraju, trzeba przede wszystkim znać język, a znajomość języków zawsze będzie elitarna, bo do tego trzeba się urodzić w odpowiedniej rodzinie i/lub mieć odpowiednie zdolności.

    Język w ogóle jest jednym z fundamentów wspólnej tożsamości. Z Europą jest ten problem, że nie ma ona „swojego” języka. W USA czy ZSRR język narzuciły grupy dominujące. W UE dominują Niemcy, ale gdyby chciały ogłosić niemiecki głównym językiem urzędowym UE, to Francuzi na drugi dzień wypowiedzieliby im wojnę. Oficjalnych języków Unii Europejskiej jest 24. Teoretycznie są one równoprawne, w praktyce organy unijne używają angielskiego. Nie ze względu na Wielką Brytanię, która zawsze podkreślała swoją odrębność, a ostatnio w ogóle wystąpiła z Unii, tylko dlatego, że angielski jest od dawna lingua franca na całym świecie, dziś również w Internecie.

    Angielski stał się też językiem „Europejczyków z Erasmusa”, z tym że jest to tzw. international English – język trochę sztuczny. „Prawdziwy” język jest zawsze powiązany z kulturą, literaturą, historią itp.

    Moja krewna, która wyszła za Włocha, wyjeżdżając z Polski mówiła biegle po włosku, ale potrzebowała co najmniej roku, żeby poczuć się językowo „u siebie”, tzn. rozumieć wszystko, co do niej mówią i powiedzieć wszystko, co ma na myśli. Bo żeby rozumieć niuanse, powiedzonka czy dowcipy, musiała nie tylko pomieszkać wśród Włochów, lecz również przeczytać trochę książek, obejrzeć „kultowe” filmy i programy TV, posłuchać piosenek.

    „Erasmusowy” angielski nie ma takich podstaw. To się wyczuwa zwłaszcza w międzynarodowym towarzystwie, gdzie wszyscy mówią po angielsku, ale nikt nie jest „native speakerem”. To jest język rozmów biznesowych i komentarzy na YouTube. Książki jeszcze nikt w tym języku nie napisał i raczej nie napisze. Z tym, że opanowanie nawet takiego angielskiego wymaga lat nauki, więc pozostanie przywilejem mniejszości.

    Inną sprawą jest przepaść dzieląca Europę Wschodnią od Zachodniej. Nie tylko ekonomiczna. Na przykład oni mieli kolonie za morzem, my – Rosję i Turcję za miedzą (to jedna z głównych przyczyn zróżnicowanego podejścia do uchodźców). Gdy oni rozwijali cywilizację przemysłową, my byliśmy ich zapleczem rolniczym. Dlatego ukraińska sprzątaczka łatwiej się integruje w Polsce niż bułgarska we Włoszech, choć Bułgaria jest w UE, a Ukraina nie.

  124. @Wiesiek 59
    Tak jest! Kosmopolita! Już nie odrażający. Ale zawsze jakoś wiążący się ze zgniłym zachodem. Tożsamość kosmopolityczna – wiadomo arystokracja ,bankierzy czyli elita i oczywiście Żydzi. Kosmopolita przeciwieństwem patrioty, kochającego ojczyznę i Kraj Rad.

  125. Tobermory

    Tobermorku, parę sekund temu byłem w Chłopach. Zerknij na wspomnienie, które i dla Ciebie jest wspomnieniem. Nie wiem tylko, czy unowocześniona przez smarków tuba czegoś nie schrzaniła, bo sam mam z nową o wiele większe kłopoty niż ze starą. Chyba na tym polegają nowoczesność i postęp,

    https://youtu.be/24GVcpufR9s

  126. Próbą wprowadzenia uniwersalnego języka, było esperanto.
    Dalej zreszta funkcjonujące jako ciekawostka.
    Istnieje nawet ponoć jeszcze stacja radiowa, nadająca w tym języku.
    W…Finlandii……

  127. @Tobermory
    2 marca o godz. 16:19

    „To wszystko musi się jakoś „dotrzeć” i dopasować, starzy mieszkańcy muszą się przyzwyczaić i zaakceptować nowy obraz swojej ulicy i swojego pubu”
    ====

    Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek zaakceptują to, o czym piszesz (dumping płacowy, wzrost cen nieruchomości itp.). To są dla nich straty. Aby je zaakceptować, musieliby w zamian otrzymać jakieś korzyści, a brak kontroli na lotnisku podczas wycieczki do Krakowa na wieczór kawalerski to jednak trochę mało. Z drugiej strony Polska, przynajmniej na razie, jest na wielkim plusie (dotacje, eksport bezrobocia, możliwości kariery dla zdolnej młodzieży itp.). Dlatego Anglicy wybrali Brexit, a „stara” Unia coraz częściej przebąkuje o odcięciu się od słabiej rozwiniętych krajów.

  128. @wiesiek59
    2 marca o godz. 19:10

    Fajnie, tylko tak się składa, że najlepszą „opiekę zdrowotną, szpitale, przedszkola i szkoły itd.” zapewniają kraje, które wieki temu wybrały wartości Oświecenia, kierują się racjonalizmem, a religię traktują jako sprawę prywatną. To do tych krajów walą drzwiami i oknami reprezentanci ludów, które same osiągnęły niewiele, bo gardzą rozumem, a na pierwszym miejscu stawiają „prawdy objawione”, i wrzeszczą, że „im się należy”. Dotyczy to oczywiście świata islamu, choć w pewnym stopniu również katolickiej Polski. Jeśli ktoś stawia tzw. wartości religijne ponad nowoczesność, to niech żyje jak Amisze, oni przynajmniej są uczciwi.

  129. Kosmopolityzm (z gr. kosmos „świat”, polis „miasto” i ismos „pogląd”) − pogląd negujący wszelkie podziały kulturowo-polityczne i terytorialne. Zwolennicy kosmopolityzmu uważają za swoją ojczyznę nie kraj czy inny sformalizowany obszar, ale cały świat. Dążą oni do politycznej i społecznej jedności świata, wolnego od podziałów i konfliktów, stopionego w jedną wspólnotę ogólnoludzką. Tak sformułowana doktryna jest przeciwieństwem patriotyzmu i nacjonalizmu.

    „Jestem obywatelem świata”, taka miała być odpowiedź Diogenesa na pytanie, gdzie jest jego kraj ojczysty. Od użytego w tym wyrażeniu greckiego słowa kosmopolites pochodzi wyraz kosmopolita. Sokrates miał powiedzieć podobnie, że należy nie do Aten ani do Grecji, lecz do świata. Kosmopolityzm propagowali później stoicy. Seneka Młodszy w liście do Lucyliusza pisał, że cały świat jest jego ojczyzną (łac. „patria mea totus hic mundus est”).

    Współcześnie kosmopolityzm jest promowany przez globalistów, część anarchistów[1] i trockistów[2] oraz pewne nowe ruchy religijne takie jak Ananda Marga[3].
    ============

    Tyle mówi definicja z wiki.

    Dodawanie do tego idiotycznych kontekstów, świadczy o głupocie i nieznajomości rzeczy……

    Diogenes był sporo czasu przed innymi ideologami, zawłaszczającymi jego przemyślenia, dla własnych korzyści.

  130. remm
    2 marca o godz. 20:01

    Podobają mi się teksty na tym portalu, skłaniające do przemyśleń, czy przewartościowań własnych pomysłów na interpretację świata.
    Te tezy nie sa aksjomatami, tylko mogą być podstawą dyskusji.

    Zwrot w stronę religii mi się nie podoba.
    ale, niestety, jest FAKTEM o zasięgu globalnym.
    Implikacje tego sa nieciekawe.
    Wojny religijne są znacznie okrutniejsze od domowych…..

    Nie oceniam, nie wartościuję.
    Muszę przetrawić.
    A nie jest to ani proste, ani jednoznaczne.
    Poszukiwanie TOŻSAMOŚCI , stabilności, wartości niezmiennych, moze prowadzic nawet wielkie masy ludzi w niebezpiecznych kierunkach.

    Promowane przez media wartości w stylu elastyczność, dyspozycyjność, mobilność, mogą odpowiadać procentowi populacji, niekoniecznie jej większości.
    Stąd poszukiwania jakiejś stabilnej platformy, punktu orientacji w zglobalizowanym świecie.
    Nie każdy urodził się do życia Nomadem…..

  131. Korekta
    Jest
    Sierakowski
    Ma być
    Szczerek
    Pzdr, TJ

  132. Stachu39
    2 marca o godz. 19:38
    @Wiesiek 59
    Tak jest! Kosmopolita! Już nie odrażający. Ale zawsze jakoś wiążący się ze zgniłym zachodem. Tożsamość kosmopolityczna – wiadomo arystokracja ,bankierzy czyli elita i oczywiście Żydzi. Kosmopolita przeciwieństwem patrioty, kochającego ojczyznę i Kraj Rad.

    Mój komentarz
    Stachu, z ust mi to wyjąłeś. Cele i zadania wieśkowej misji na blogach Polityki.
    Pzdr, TJ

  133. @remm
    2 marca o godz. 20:01
    Dotyczy to oczywiście świata islamu, choć w pewnym stopniu również katolickiej Polski.
    Ja uważam, że katolicka Polska jest dużo gorsza.

  134. @Wiesiek59
    Chodziło mi o to,że pewne słowa , na skutek pewnych zdarzeń nabrały nowych znaczeń albo skojarzeń jak kosmopolita czy socjalizm, którego chciał bronić Jaruzelski. Może czas im przywrócić dawne szlachetne znaczenie.

  135. anumlik
    2 marca o godz. 18:57

    „Przespałem się” – to komunikat. „Przespać się” – to tylko temat ewentualnego komunikatu.

    Fascynowałem się Dostojewskim na pół gwizdka. Dokąd sobie nie uzmysłowiłem, że ten mistyk bredzi o cudzych myślach jakby w nich siedział. Inaczej mówiąc, tworzy sobie cudze niby myśli na swój strój i podobieństwo, jak kiedyś ludzie bogów tworzyli. Odtąd wszystkowiedzący autorzy przestali dla mnie istnieć.

  136. Stachu39
    2 marca o godz. 20:34

    Jestem przywiązany do STARYCH znaczeń różnych terminów.
    Wiadomo było, co konkretnie oznaczają.
    Obecnie rozmnożyło sie tych „Wielkich Językoznawców”.
    Nowomowy, czy innych Orwellowskich „dwójmyśleń”……

    Mistrzowie takiej metody istnieją zarówno na wschodzie, jak i zachodzie.

    Według pewnej teorii, nie istnieje fakt, zjawisko, proces, jeżeli nie istnieje słowo na jego określenie.
    Nie ma nazwy, nie ma problemu.
    Zabełtanie w głowach ludzi , choćby adekwatności terminów, to wieloletnia gra propagandowa różnych centrów decyzyjnych.

  137. remm
    2 marca o godz. 20:01

    ‚Fajnie, tylko tak się składa, że najlepszą „opiekę zdrowotną, szpitale, przedszkola i szkoły itd.” zapewniają kraje, które wieki temu wybrały wartości Oświecenia, kierują się racjonalizmem, a religię traktują jako sprawę prywatną.”
    ========

    Kubek w kubek portret……. KUBY?

  138. Lewy
    Ja też chciałam być harcerką ale matka odmówiła kasy na mundurek a potem w szkole (1000 szkół an tysiąclecie) otwarli klasę sportową i trza było o trampki się starać, najlepsze były w Czechsłowacji.
    Co do integracji: Europejczyk, Polak, Węgier i kto tam jeszcze , na co dzień ludzi wszędzie obchodzi to na tyle ile Polaków-patriotów TK, SN itd czyli nic.

  139. @pombocek
    2 marca o godz. 19:50

    Chłopy… Jaka tam pogoda, a u mnie jak w Rumunii, leje, leje, leje 🙁
    Jeśli zauważysz pierwszego lajka – to ode mnie 🙂

  140. @pombocek, z godz. 20:40
    Cieszę się, że się przespałeś. Komunikat dotarł. „Przespać się” to nie tylko temat ewentualnego komunikatu, to też komunikat. Jeno podmiotu lirycznego, różnego od ja rzeczywistego. Występuje… Tu posłużę się moim ulubionym Flaubertem:

    W stylu SŁOWNIKA KOMUNAŁÓW Gustawa Flauberta:
    Bezokolicznikowe ja liryczne – Figura literacka, którą trudno utrzymać na wodzy, kiedy przedziera się przez ćciny jamneńskiej kałuży. Z uwagi na trudność utożsamiania się z czymś, co jest bliskie metafizyki, bezokoliczniki zostają zastąpione formami zakorzenionymi w czasie, miejscu i rodzaju zakorzenienia. Po wyjściu z ćcin, ja liryczne z powrotem przybiera formę bezosobowego bezokolicznika.

    Dostojewski też mnie znużył lat temu, ho, ho… jak dawno, ale niektóre kawałki fruwają w podsufitce. Jak ten o zapatrzeniu, z obrazu Kramskoja.

  141. @remm
    2 marca o godz. 19:59

    Wiem, że to straty. Do tego jeszcze wysokie wpłaty do kasy unijnej, a korzyści takie sobie, jeśli w ogóle.
    Napisałem, że „starzy mieszkańcy muszą się przyzwyczaić”, w sensie „musieliby chcieć”, a tego nie da się zarządzić, kiedy widzą szturmującą zewsząd szarańczę, obcą ich kulturze i zagrażającą wiekowym przyzwyczajeniom 🙁

  142. Szanownym Blogowiczom polecam książkę pt. „Tworzenie Europy” autor: Robert Bartlett., a pod tytuł to: „Podbój,kolonizacja i przemiany kulturowe 950-1350”. Pozdrawiam wszystkich.

  143. Nigdy nie byłem emigrantem.
    Chciałem. Miałem stosowne zaproszenia, załatwioną pracę w swoim zawodzie. Nie zgodziła się moja Lepsza Połowa. Z bólem serca zostałem w socjalistycznej ojczyźnie.
    Dużo podróżowałem i nadal podróżuję.
    Czuję się Europejczykiem polskiego pochodzenia. Szczególnie kiedy wracam z Azji lub z Afryki. Czuję wtedy, jak bardzo jestem zakorzeniony w Europie. Ukształtowany przez europejską kulturę. Często łatwiej jest mi się porozumieć z przyjaciółmi z innych europejskich krajów niż z Polakami. Zwłaszcza z tak zwanymi prawdziwkami.
    Wiele czasu spędziłem na europejskiej prowincji. I nie widzę specjalnej różnicy pomiędzy prowincją polską a europejską.
    Zgadzam się ze Szczerkiem, że „tożsamość europejska” ma charakter elitarny. Nie ma wymiaru powszechnego.

  144. anumlik
    2 marca o godz. 21:08

    Anumliku pochwalony i uwielbiony, podmiot liryczny to właśnie udawanie znawstwa cudzych przeżyć i myśli – stąd samo nazwanie „zadumaniem” stanu człowieka, który się zgubił w lesie, jest bzdurą (chyba że to był mistrz zen), cóż dopiero wyobrażanie sobie jego myśli.

  145. @Tobermory, (2 marca o godz. 21:09)

    Napisałem, że „starzy mieszkańcy muszą się przyzwyczaić”, w sensie „musieliby chcieć”, a tego nie da się zarządzić, kiedy widzą szturmującą zewsząd szarańczę, obcą ich kulturze i zagrażającą wiekowym przyzwyczajeniom

    Nazywasz ludzi „szarańczą”???!!!

  146. Tobermory
    2 marca o godz. 21:01

    Dziś polało, Tobermorku, ale od kutra…ten…od jutra – polepszenie z pociepleniem. Dlatego trenuję teraz wykreślanie wyżów/niżów, żeby przewidzieć, obok fachowych, własną pogodę, która mi pozwoli pojechać morzem bez wiosłowania, na workach po nawozach, do Rowów i z powrotem. Główny cel: pielgrzymka pod pałac wypoczynkowy braci redemptorystów i pokłonienie się tym świętym kamieniom, z których jest zbudowany, i zapytanie ich, po czym wypoczywają panowie bracia i czy wypoczywał kiedy pan Rydzyk. Tak mi dopomóż Bóg.

  147. mohikanin przedostatni
    2 marca o godz. 21:36

    Mówisz, nie wypada?

    „Nagle, jakby trąba powietrzna zapuściła korzenie w samym środku miasteczka, zjawiła się kompania bananowa, a w ślad za nią szarańcza. Wymieszana, wrzaskliwa szarańcza, złożona z odpadków ludzkich, resztek z innych miasteczek; plewy z wojny domowej, która wydawała się coraz bardziej odległa i nierzeczywista. Szarańcza była bezlitosna. Zatruwała wszystko zbełtaną wonią tłumów, odorem wydzielin skóry i skrytej śmierci. Przybyły tu, wymieszane z ludzką szarańczą, porwane przez jej rwącą siłę odpadki ze sklepów, szpitali, domów rozrywki, elektrowni, odpadki samotnych mężczyzn i kobiet… ”

    (Gabriel Garcia Marquez – „Szarańcza”)

  148. Poczytałam, pomyślałam, wyszło mi, że owa tożsamość to świadomość wspólnego celu, dążeń, realizacji i odpowiedzialności. Ale sama się nie zrobi, trzeba jej pomóc. Może tak jak to robi Australia?
    https://www.youtube.com/watch?v=NYVZ9R9op_0

    We are one, but we are many
    And from all the lands on earth we come
    We share a dream and sing with one voice:
    I am, you are, we are Australian

    Całość tu:
    http://alldownunder.com/australian-music-songs/i-am-australian.htm

  149. mohikanin przedostatni
    2 marca o godz. 21:36

    Przepraszam, mohikaninie, w czym dziecię natury szarańcza jest mniej nobliwa od człowiekowatego dziecięcia natury, że nazwanie go jej imieniem miałoby być ujmą? I przede wszystkim wedle jakich miar.

  150. Pombocek,
    póki jeszcze nie wyruszysz… Zapytaj proszę żonę o przepis na ten żurek na zakwasie, bo ja nigdy w życiu nie gotowałam a mąż tęskni za zupką. Zakwas mam.

  151. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 22:00

    Ewo-J, jak zapytałem żonę, wykrzywiła się, że ja taki durny, i podała przepis:

    – Jakie tam przepisy, nie mam żadnych przepisów – gotuję i tyle. Zrozumiałem tylko, że gotujesz jak każdą zupę: kartofli, warzywy – ona dodaji kawałki kiełbasy, pokrajane jajki. Jak to się ugotuji, wliewa zakwas, zagotowuji i gotowe. Dzięki Ci, Panie, za Twe hojne dary.

  152. pombocek
    2 marca o godz. 22:14
    To nie ty durny, tylko ja! Jak coś jadłam to ugotuje, ale takiego żuru na zakwasie nie jadłam i pojecie o smaku mam mętne. Tutaj na potrzeby rodziny wymyśliłam fałszywy żurek z powodów trudności w kupieniu odpowiedniej mąki ( teraz w związku z modą na „organiczność” już kupić można) to tak się nieco zboczyłam, bo to bardziej odmiana białego barszczu niż żurku.

  153. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 22:00

    Anumliku, jeśli już śpisz, to na „dzień dobry”, a jeśli nie, to na dobranoc.

    Mógłbyś wskazać podmiot liryczny w manierycznym, bezokolicznikowym durnoctwie „Być jak modelka”? Modelka jak najbardziej z lirycznością Misie kojarzy, tyle że moją, podmiot – tak samo: to ja. Więc mówię porządnie i logicznie: Jestem modelka. Lub z podręcznikową poprawnością: Jestem modelką. W dodatku chodzę po wodzie. Konstrukcje typu „Być jak modelka” uznałem ponad 50 lat temu za pretensjonalne, artystowskie przydawanie znaczeń pustce i unikam jak zepsutego powietrza.

  154. @pombocku równie umiłowany (nie tylko z ćcinach, ale i we wspomnieniach), zadumanie to stan, a nie tylko zagubienie w lesie przez jurodiwych (a taki ci był ten „zapatrzony” na obrazie Krymskowo). Poobserwuj kiedyś kota, gdy „zapatrzy się” – rzekłbyś metafizycznie – przerywając czynność mycia się, po zeżarciu (ptaszka, myszy, Whiskasa). On, ten kot, nie gapi się na coś, on się „zapatrza”. Jako kociarz to potwierdzam. Może i Tobermorek też to – jako kociarz imię kota przybrawszy – potwierdzi.

    Jako pokorny sługa mistrzów zen mogę Ci tylko taką ramotkę w stylu haiku zafundować:

    Krawędź klifu
    Zapatrzony słucham
    Jak wyższość ględzi
    O ludzkości

  155. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 22:23

    Może się to i „bialy barszcz” nazywa. Na wiosce w centrali, skąd żona pochodzi, robili też postną wersję (nie dlatego, że post, lecz dlatego, że nic nie było): kartofle i zakwas, eto wsio. Ewentualnie jak były niesprzedane jajka – w początkach PRL były w sklepie na wsi pieniądzem – to jeszcze ze dwa jajka na siedmioro.

    Moja mama tego nie robiła albo nic nie pamiętam. Ojciec, który był niezłym kucharzem, na pewno nie robił. Poznałem żur dopiero u teściów. A zakwas u żony musi być w lodówce zawsze – już 40 parę lat.

  156. Ewa-Joanna
    2 marca o godz. 22:23

    Na Antypodach nie ma produktów typu Winiary, albo Knorr?
    Żurek wchodzi w skład produktów spożywczych.
    Chwalę sobie smak.
    Zamówić?
    Przypuszczalnie, poprzez sieć nie byłoby problemu.

    Dodatkowo, moja kuzynka z Brisbane produkuje różne kulinarne pierdoły…

  157. anumlik
    2 marca o godz. 22:41

    Anumliku, prezentujesz typowe myślenie o cudzych myślach i to tak zaawansowane, że się nawet w kota wcielasz. Ciekawe, co na to kot.

  158. Anumlik

    Anumliku, dla jasności na dobranoc (choć właściwie na dobranoc lepsza jest ciemność). Mówię tylko o moim odbiorze takich konstrukcji. Jeśli coś w mojej gadce dało się zrozumieć inaczej – że to jakiś uniwersalny, wpisany do dekalogu głupot kiks – to przepraszam i pardą. Mam swój prywatny zbiór językowych głupot, ale osobnicza wrażliwość jest osobnicza. Nawet wśród papugomałp.

  159. @Ewa-Joanna
    Być jak modelka może być manieryczne, pretensjonalne i – brrr – artystowskie. Ale też może być czystą liryką i metafizyką. Ot, jak w tym wierszyku haiku podobnym:

    Być jak modelka

    Jesień
    Opuszczona przez pismaków
    Już nie tańczysz walca
    W woalce

  160. Żur jest na zakwasie z mąki żytniej, biały barszcz na zakwasie z mąki pszennej.

    @anumlik
    2 marca o godz. 22:41

    W zasadzie to ja od pewnej szkockiej studni (Tobar Mhoire) podobno dedykowanej najświętszej panience, ale i omodlonej odpowiednio (zdrowaś studnio, whiskyś pełna) bo w pobliżu pewnej destylerni, co to i kot się przy niej kręci… 😉 Ale potwierdzam: jak się kot zamyśli, to fachowców trzeba wołać, jak nic 🙄

    https://www.youtube.com/watch?v=2DmE8-Xg0Kg

  161. bukraba
    2 marca o godz. 21:12

    Bardzo dziękuję za podpowiedź. Poszukam.

    kamyk_wj
    2 marca o godz. 17:16
    W filmie „Spotlight” (@Lewy, dzięki za polecenie) jest taka scena. W jakiejś knajpie siedzi naprzeciwko siebie dwóch Amerykanów. Grają ich Mark Ruffalo i Stanley Tucci, w oryginale to Mike Rezendes i Mitchell Garabedian.
    Stanley Tucci pyta o pochodzenie Ruffalo. Odpowiedź brzmi:
    – Jestem Portugalczykiem.
    – A ja Ormianinem.
    Zobaczyłam Azję i Europę siedzącą naprzeciwko siebie i popijającą kawę ze styropianowego kubka.
    Też siedziałam naprzeciwko Azji i piłam kawę, ale nie było w tym żadnej równowagi. Tylko ja miałam unijny paszport.
    Czy nie nadinterpretowuje Pan tekstu Z. Szczerka? Ilu ludzi w Europie mogłaby dotyczyć tego rodzaju tożsamość? I dlaczego pan Szczerek miałby jej wymagać od zwykłego człowieka, który przekroczył granice za chlebem?

  162. Jiba
    2 marca o godz. 23:13

    Chyba jest różnica

    – przekroczyć granicę z wyboru
    -z przymusu ekonomicznego
    -politycznego

    Czy jesteśmy do przekroczenia przygotowani
    -materialnie
    -emocjonalnie
    -kulturowo
    -językowo

    No i oczywiście istnieje druga strona medalu.
    Czy świat w który się zanurzamy, nas oczekuje……

    Na przykładzie UK, można to nieźle prześledzić.
    Od „nikt nigdy nie zawdzięczał tak wiele tak nielicznym” do kolejnych odsłon………

  163. @wiesiek59
    2 marca o godz. 22:45
    Nie ma. Tutejsze jedzą pizzę ewentualnie chińskie żarcie. Albo pieką barana. Etniczne to na ogół chińskie, lub wyspiarskie, europejskiego mało.
    Czasem coś pewnie można dostać u ruskiego rzeźnika, ale to 150 km w jedna stronę… i jak zobaczę te wszystkie szynki i kiełbasy, makowce i czekoladki to rozum tracę i kupę pieniędzy wydaję a potem żremy jak te durne…
    Jest polski sklep w polskim klubie podobno, ale nie chodzę, raz byłam nie zachwyciło mnie.
    To jestem skazana na samosie. Zakwas mam zrobiony, bo chleb pieczemy. Ale jak @pombocek napisał – żur/ek to potrawa polska a ja też zza Buga po kądzieli.

  164. P.S. Wiesiu a to jest w butelce czy w woreczku? Bo butelka nie przejdzie przez kwarantannę, woreczki puszczą – to mogłabym kupić.

  165. @ anumlik
    2 marca o godz. 22:57

    @Ewa-Joanna ???????
    A coś się do mnie przyczepił z tą modelką? 🙂 Ja co prawda model bywam, co ma innych modeli pod sobą, ale tym razem to nie ja!

  166. @Jiba
    2 marca o godz. 23:13
    Pytanie ‚skąd pochodzisz’ jest w Australii na porządku dziennym, nie jest ofensywne, to zwyczajna życzliwa ciekawość. A odpowiedź – moi rodzice przyjechali z… nikogo nie zaskakuje. Bo Australijczykami po prostu jesteśmy i już. Największe potępienie jakiegoś zachowania to określić je jako „unaustralian”. A ktoś wyróżniający się pozytywnie, robiący coś dla innych to true blue Aussie, bez względu na to skąd jest i jaki ma kolor.

  167. Tobermory

    2 marca o godz.13.52

    W samo sedno utrafione

  168. @ wiesiek59
    2 marca o godz. 23:37

    Czy jesteśmy do przekroczenia przygotowani

    -emocjonalnie
    -kulturowo

    Nigdy nie będziemy przygotowani. To emocjonalny i kulturowy szok, ale ważne jest żeby być otwartym, a nie zamykać się na to nowe. A i tak nam, przybyszom z Europy, jest łatwiej niż Azjatom.
    Nie ma prostych rozwiązań, ale trzeba się starać.

  169. Jiba
    2 marca o godz. 15:36

    Pamiętam ten piknik i atmosferę święta w Warszawie . Na placu Zamkowym chyba tłum ludzi śpiewających „All you need is love”…Pamiętam to uczucie radości, lekkości i optymizmu że tylke nowych perspektyw się otwiera wraz z wejściem do Unii. Tak jak u ciebie moja pierwsza myśl była – od teraz będzie moge pojechać wszędzie. ..6 lat wcześniej w ’98 jako studenci pojechaliśmy na miesiąc objechac Szkocje i Irlandię za pieniadze ciężko zarobione w pubie. Na kontroli granicznej staliśmy w długim ogonku…”non EU” a nieprzyjemne odpytywanie „a po co? Do kogo? I czy na pewno nie do pracy? pamiętam do dziś… Cóż, szybko się człowiek do dobrego przyzwyczaja…

    PS do poprzedniego tematu – legendarne rurki z kremem i kultowe lodzkie kina pamiętam choc łodzianin jestem wykorzeniony – wprowadziliśmy się kiedy miałam 5 lat ale wakacje/ferie przez następne 8 regularnie spedzalam u dziadków na Bałutach

  170. wiesiek59
    2 marca o godz. 19:07

    Nie wiem do końca czy tak jest z tożsamościa brytyjską…

    Taki oto obrazek. Mój kolega Szkot (rocznik ’57). Tło: krajobraz po referendum w sprawie Brexitu. Szkocja nie chce wychodzić z EU a First Minister zaczyna spokojnie wracać do tematu referendum niepodległościowego…

    John (który głosowal za pozostaniem w EU a rok wcześniej za pozostaniem w UK) zszokowany, płaczliwym glosem :

    „Ale jak to się mogło stać? Jestem Szkotem ale czuję się i Europejczykiem i Brytyjczykiem….nie chcę nigdzie wychodzic”

    I jeszcze taki obrazek, przed szkołą mojego syna 24 czerwca 2016, ranek po Brexit apokalipsa otaczają mnie chaotyczna grupka szkoccy rodzice ” Wiesz co? My cię naprawdę przepraszamy za tych idiotów na poludnie od Gretna Green”. Zaczynam się śmiać i mówie żeby się tak mna nie przejmowali, nie biorę tego osobiście. „Ale czy na pewno jesteś OK?”

    Wcześniejszy obrazek: pierwsza akademia w szkole syna. Mój wzrok przyciąga poważanie wyglądająca flaga z haftem „Proud to be Scottish. ..” Już się prawie nastroszylam bo kto to widział takie narodowe slogany, a co jak ktoś nie jest? Ale przypatrzylam się jeszcze raz…cały napis glosi: „Proud to be Scottish CITIZENS!”. Taka mała różnica zdawałoby się…

    Więc w moim przypadku…jestem Polką i się tego nigdy nie wypieram ale jestem Europejka i obywatelka Szkocji. I dobrze mi z tym. Jedno drugiego nie wyklucza ani się ze sobą nie gryzie…;-)

  171. Do @anumlik
    2 marca o godz. 22:41

    KOT SZKOCKI A SPRAWA POLSKA

    „Droga Ciotuniu,
    Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze.
    Mam takie zapytanie, a mianowicie jedna starsza pani z Coatbridge
    szuka osoby, która by się zaopiekowala jej kotem na kilka dni, gdy trafi do szpitala na badania itd.
    Chciałem zapytać czy była by taka możliwość tak na wszelki wypadek.
    W chwili obecnej nie ma takiej potrzeby ale ta pani bardzo jest zaniepokojona tym faktem, że musiałaby zostawić kota w domu bez opieki i chciałaby  mieć możliwość zaplanować taką opiekę dla zwierzaka.
    Daj mi proszę znać co o tym myślisz .
    Yours Sincerely,
    Kamil T”

    „Cześć Kamilu!

    WSZYSTKO ZALEŻY OD KOTA

    1. Od października 2016 opiekuję się Kićką pakistańską o imieniu Cziłi – nie reaguje… miało być na trzy tygodnie. Właśnie  gdy odpisuje na Twoje „Zapytanie w sprawie kota” Kićka wymruczykowywuje się na moich kolanach. Tak więc lekko licząc pięć miesięcy minęło ” jak z bicza trzasnął”.

    Usprawiedliwienie jest takie, że Pańcia musiała pojechać do Pakistanu zaopiekować się swoimi mocno starszymi rodzicami i nie wiadomo kiedy wróci. Regularnie przesyłam zdjęcia Kićki w pozycjach różnych aby podtrzymać na duchu rozerwane tęsknotą i wyrzutami sumienia serce Pańci.

    Ten, który przyniósł mi był w koszyku (syn Pańci) tę przerażoną futrzaną istotę odwiedzał był ją codziennie przez tydzień aż do swojego wyjazdu na trzy tygodnie do Japonii.
    Mnie przywiózł gościniec a mianowicie alkohol Sake (boję się tego ruszyć, bo może trucizna;-) ) kotu – nic z rzeczonej Japonii. Został obdarowany przez nas przydomkiem „Wyrodny Ojciec”. 
    Przynosi jednak jedzenia dla Kićki i jest to osiągnięcie bo sam o sobie często zapomina aby coś zjeść. Mama u dziadków a siostra na uniwersytecie w Anglii. Wyrodny ojciec regularnie przynosi żwirek – wyłącznie dla Cici ma się rozumieć. 

    We wtę niedzielę odwiedziła Kicię i też nas przy okazji Yassmine – ze świeżym dyplomem – nowa Pani policjantka, który to dyplom a ściślej rzecz ujmując jego zdobywanie, stał się również powodem rozłąki na teraz i w przyszłości „bo służba nie drużba” – mieszka obecnie na południe od Szkocji obok miasteczka Londyn czy London – jakoś tak…. 

    2. Kiciołek przez pierwszy tydzień nic nie jadł i pomieszkiwał pomiędzy „ścianą a tapetą” za biblioteczką w mojej sypialni. Ja nie spałam wcale zamartwiając się o jej stan fizyczny i psychiczny i przemawiałam najczulszymi słowy do tej ściany i kotary. 

    Bardzo pomagały przez ten pierwszy tydzień codziennie wizyty „Wyrodnego ojca”, który na moją prośbę poprzynosił ubrania z zapachem najbliższych jej domowników aby Citusi uspokoić najważniejszy ze zmysłów. 

    3…..bo kotka (dziewczynka)  jest. Nie dość, że domowa to do tego blokowa, bo z bloków. 
    U mnie taras z ogrodem oraz pokusa dla kotów rozmiłowanych w ornitologii jakich mało a mianowicie stołówka dla pary gołębi dla rudzika z żoną dla sikorek w liczbie dużej oraz wiewiórek z córką, że o srokach nie wspomnę… 
    To całe towarzystwo uważa mój ogród za swój i paraduje przed oszklonymi drzwiami tarasu lekceważąc domowych czyli nas i Kićkę też. 

    Zrobiłam dla niej że skrawka welwetu myszkę (ma na imię Leokadia), w ramach części procesu zapoznawczo – dydaktycznego zanim będzie ciepło na tyle, że drzwi tarasowe będą otwarte na stałe. Na razie nauka przychodzi z trudem bo Kiciołek gustuje w krewetkach rozgrzewanych w mikrofali NATYCHMIAST PO WYJĘCIU Z ZAMRAŻARKI. Każda zmarnowana sekunda to rozdzierające uszy rozpaczliwie miauczenie. W wolnym tłumaczeniu z języka panjabi (Kićka Szkotka jest ale myśli, że jest Pakistańska z uwagi na język konwersacji z Pańcią) na nasze – „od dwudziestu minut nic nie jadłam”… 

    Proszę abyś tę sytuację przedstawił tej starszej Pani.

    Jestem skłonna ZARYZYKOWAĆ wzięcie na siebie tak dużej odpowiedzialności pod warunkiem, że dowiem się więcej o kotku, który miałby zamieszkać w moim pensjonacie. 

    Trudno nazwać mi moim domem miejsce, w którym kot (tzw. cudzy) nie dość, że śpi zawsze pośrodku mojego łóżka (nie wyraziłam zgody), korzysta z wanny ” polując ” na wodę, korzysta z kuwety regularnie podczas naszych posiłków spożywanych przy stole, nie w kuwecie rzecz jasna. Do tego jeszcze nie doszliśmy. Korzysta z MOJEGO laptopa bezceremonialnie kładąc się na nim jakby ktoś runął na kupę suchych liści…

    Jak wszyscy wiedzą kot jest istotą terytorialną więc kolejny dylemat. 
    Starałam się w miarę obrazowo przedstawić sytuację jako kierowniczka pensjonatu. 
    Przedstaw proszę tej Pani. Może wszystko się ułoży między kotami, tego nikt wiedzieć nie może. 
    Postaram się pomóc ale musi też być plan B.
    I najważniejsze. 
    KIEDY? 
    NA JAK DŁUGO? 

    Pozdrawiam Ciebie, starszą Panią i kota – chyba mówi po angielsku? Kot…
    PENSJONAT EUROPEJSKI „POD KUWETĄ”
    Ciotunia Makowiecka

    PS. Bardzo dziękuję za miłe słowa odnośnie moich wyznań o życiu na… chciałam napisać na obczyźnie ale ona ta nowa kraina już jest przeze mnie oswojona jak moja, niemoja kotka….
    Do @Kostki.
    Dzięki za przypomnienie!
    Istotnie otrzymaliśmy od naszego posła do Parlamentu Szkocji przepiękny list o tym ile my Polacy wnosimy wartości naszym życiem i pracą oraz jak bardzo nadal jesteśmy w Szkocji mile widziani.
    Posła Jamie’go Hepburna znam osobiście. Kilka razy otrzymałam wsparcie w sprawach urzędowych. W pokoju gdzie przyjmuje petentów nie ma biurka. Siadamy przy okrągłym stoliku i rozmawiamy. A właściwie to on słucha z uwagą.
    Wybaczcie drodzy blogowicze to lekkie moje pióro na dobranoc. Wcale nie jest mi lekko. Wycinaniem drzew i sądów jestem zdruzgotana i wyć mi się chce….
    Moi szkoccy przyjaciele mówią o takich jak ja…

    Edna St. Vincent Millay — ‚My candle burns at both ends;It will not last the night;But ah, my foes, and oh, my friends—It gives a lovely light!’

    Dobrej nocy Europo!

  172. Do @EwaJoanna
    2 marca o godzinie 22:23
    Jeśli pozwolisz maleńka podpowiedź z centralnej Polski. To się nazywała zalewajka.
    Gotowanie z byle czego i biedy. Ziemniaki w kostkę takaż cebula i z a l a n a zakwasem.
    Pomiędzy Łódzią a Łaskiem w czasach mojego dzieciństwa zbierane były maślaczki.
    Lekko kwaśny, welwetowy smak, puszystość ziemniaków i aromat lasu….. Sól i pieprz.
    U w i e l b i a m! Biały barszcz czy żurek mogę jeść pasjami
    Możesz dokupić coś wędzonego, boczek w tym polskim sklepie pokroić w kostkę i reszta tak jak powyżej @pombockowa małżonka powiedziała.
    Sądzę, że specjalny smak uzyskasz przez dodanie do gotowania liścia laurowego bądź majeraneku albo ziela angielskiego (w Szkocji nazwa produktu All Spices).
    Na koniec gotowania ząbek startego czosnku.
    Gdy dla moich szkockich znajomych zrobiłam to co powyżej plus gotowane jajko ze świeżym koperkiem. Cały garnek zalewajki zniknął jak sen jakiś złoty… Ach gdybym jeszcze kiedyś mogła zaszaleć z maślaczkami…
    Życzę smacznego i pozdrawiam serdecznie!

  173. Z dalekiej i bezpiecznej Kanady, gdzie odbieramy setki uciekinierow z USA, polecam dajaca do myslenia ksiazke Vincenta Severskiego “Nielegalni”( juz sam maly fragment o tym swiadczy);
    “Rupert moze byc kretem! Wiem z dobrego zrodla, ze Rosjanie maja agenta w Polsce, ktory grzebie przy naszj sprawie. No I syn Mnistra Obrony pasuje tu idealnie! Poprosu strzal w dziesiatke. Zawsze czulem, mowil mi moj operacyjny nos, ze Michal Popowski zna Polske I Polakow na tyle, ze nie moze sobie odpuscic takiego kaska jak IPN I musi tam miec swojego agenta…IPN to krynica Sluzby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej w Rzeczpospolitej Polskiej. A Rupert syn ministra Obrony Narodowej jako asystenet prezesa IPN to nawet lepszy agent, nizby mogl by nim byc sam Prezes.
    -Jak Gunter Guilaume* ?
    —————-
    *Gunter Guliaume – szpieg niemecki. Agent Stasi ktoremu udalo sie dojsc do stanowiska Willy’go Brandta.”

    Likwidacja demokracji w Polsce idzie tak sprawnie, ze pewna jestem ze stoja zatym Sluzby Rosyjskie, jedne z najlepszych sluzb na swiecie. Ich departament polski musi zatrudniac wiele osob pracujacych i w Rosji jak i rowniez w Polsce. Jedna sklerotyczna glowa na Nowogrodzkiej, zarzadzajaca tylu durniami i umyslowo chorymi, takiej dzialalnosci by nie podolala. Putin dolozyl sie do wyboru Trumpa, a teraz doprowadzil zgodnie ze swoim planem w nadzwyczaj szybkiej destabilizcji Polski, ale i do calkowitej likwidacji DEMOKRACJI, co prowadzi do oddanie rzadow brunatnym kibolom. Namawiam do kontry o ktorej pisalam w poprzednim wpisie.

  174. Do Tanaki;
    Napisales ze „Zastanawia mnie rozbieżność w czasie Twoich wylinek ateiską postanowiłaś zostać mając lat 11, a dopiero na studiach zaczęłaś inaczej postrzegać sprawę komunizmu/socjalizmu wobec innych światopoglądow. Standard jest taki, że jeśli ktoś „przejrzał na oczy” to się przefancował na prawidłowego, a nawet wzorowego wyznawcę Jezuska.”
    W czasach wielkiej nedzy powojennej zachwycilo mnie bolszewickie pojecie „dobra rownego dla wszystkich” (rawno pa wsiem), pamietaj ze mialam lat 16. I do tej pory jestem “lewaczka”. Dopiero znacznie pozniej dotarly do mnie ksiazki Aleksandra Wata, czy wielu rosyjskich pisarzy opisujacych bolszewicka Rosje czy Gulagi. Pierwsze otrzezwienie przyszlo do mnie w sprawie Katynia ktore najpierw docieralo z ust do ust.
    Nalezy przypomniec ze nawet konserwatysci kanadyjscy sa daleko NA LEWO od jakichkolwiek lewakow w Polsce. Konserwatysci kanadyjscy to feminizm, dostep do usuwania niepozadanej ciazy, przyjmowanie ok. 300 000 emigrantow rocznie, bezplatna nauka nawet w college’ach z ktorej notorycznie korzystalam. Roczny kurs Auto CAD z programowaniem dla kobiet-inzynierow imigrantek ktory pozwolil mi wrocic do zawodu inzyniera mechanika w wcale nienajmlodszym wieku.
    Tak wiec Kanada to WOLNOSC ktora kocham i doceniam, a ktorej brak poraz pierwszy dojmujaco odczulam, gdy pobity przez kibola przy namiocie przed Palacem Prezydenckim maz (2014), wyladowal ze zlamana podstawa czaszki w szpitalu na Solcu. Mysle ze juz nigdy tam nie wroce, pomimo ze pasjonuje sie polska polityka dzieki wszystkim polskim kanalom TV (lacznie z trwam ktore skutecznie omijam) z ulubiona Eliza Michalik I Jackiem Zakowskim w Superstacji, oraz najwazniejszym pismom z Polityka na czele.

  175. Jak to dobrze, że nie tylko ja się tu błąkam po nocy…
    Piszesz Karo131 o WOLNOŚCI. Słusznie piszesz. Ale tak sobie myślę, że dla wielu ludzi w Polsce to puste słowo.

  176. Ewa-Joanna

    masz piszą z brzegu stronkę internetową, z linkami do producentów różnych zupek w proszku.
    Zdaje sie, wysyłają na zamówienie.

    Zestaw od grzybowej, ogórkowej, po barszcze.
    To co produkuje Winiary, czy Knorr pod nazwą „Smaki polskie” chyba musiałby ci ktoś stąd wysłać.
    http://www.kupujepolskieprodukty.pl/2016/04/gotowe-zupy-i-dania-o-dobrym-skadzie-od.html

  177. @Tobermory, (2 marca o godz. 21:51), @pombocek, (2 marca o godz. 21:57)

    Czy mam rozumieć, że to też Was nie razi?

    Żydostwo to letnia i zimowa szarańcza naszego kraju, która zaraża powietrze zgnilizną, roznosi próżniaczego ducha swych ojców, wśród pracowitego ludu utrzymać się nie może i tam tylko się gnieździ i mnoży, gdzie próżniactwo ma ochronę.

    Stanisław Staszic „Przestrogi dla Polski. O przyczynach szkodliwości Żydów”

  178. Brakuje mi we wspaniałych powyższych wypowiedziach jednego stwierdzenia: Miejsce urodzenia jest przypadkowe z punktu widzenia rodzonej/go. Aż do uzyskania samodzielności, nie ma on/a wpływu na przypisaną jej/mu narodowość, a tym samym tożsamość. Doznaje języka, kultury, religii, itd. jakiejś przypadkowej okolicy. Jest zatem sprawą bardzo indywidualną, zależną od osobowości, wychowania, itp., czy dany osobnik czuje się związany „na zawsze” ze znanym mu światkiem, czy też ciągnie go dalej.
    Pojęcie elity jest uogólnieniem określeń typu profesor, dyrektor, biskup, itd., czyli stojących wyżej w danej grupie społecznej. Jeżeli ktoś osiągnął w danej grupie wysoką pozycję i ją opuścił, to znaczy na ogół, że grupa go nie chce albo, że ta pozycja już nie jest taka wysoka, jak kiedyś.
    Podsumowując: Elitarność emigrujących jest taka sama, jak np. górołazów: Kiedyś było ich kilku, dziś są miliony.
    A Europa powinna w końcu zacząć pracę na wspólnym (światowym) językiem. Mamy dziś wystarczającą wiedzę na temat większości języków świata, a także narzędzia (w tym fundusze) do tego, by znaleźć wspólny mianownik, jako podstawę komunikacyjną nie tylko pomiędzy ludźmi ale również pomiędzy człowiekiem, a maszyną. I każdy uczyłby się tylko dwóch języków i byłby obywatelem świata. Taki system byłby oczywiście zabójczy dla zapędów prezesa i kk. I o to chodzi.

  179. @pombocek, z wczoraj o godz. 22:46 i 22:57
    Jako papugomałpa poczęstuję Cię najbardziej trafnie użytym bezokolicznikiem Wisławy Szyborskiej, z „Kot w pustym mieszkaniu”:

    Umrzeć – tego się nie robi kotu.

    „Wsiąść do pociągu” – to pikuś w porównaniu z tym „umrzeć”.

  180. @Ewa-Joanna, z wczoraj, o 23:59
    Pombocek, 2 marca o godz. 22:33, zaadresował do Ciebie – @Ewa-Joanna, 2 marca o godz. 22:00 – pytanie skierowane do mnie. O bezokolicznikowym zwrocie „być jak modelka”. Odpowiedziałem mu przeklejając z rozpędu adres do Ciebie. Sorry. Przy okazji na anumlika się załapałaś.

  181. @wiesiek59
    3 marca o godz. 7:22
    Wygląda to wszystko smakowicie, ale nie wiem co na to australijska służba celna. I zaryzykowałabym przyprawę do zup Knorra, ale niestety nie wysyłają do Australii. Przykrość taka.

  182. @anumlik
    3 marca o godz. 8:16
    Wiem. Żartowałam sobie.

  183. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 9:30

    Kto pyta, nie błądzi…..
    Zawsze możesz zasięgnąć informacji u służby celnej, albo poszukać w lokalnym internecie, czy jakiś sklep nie prowadzi takich produktów.
    Pod pierwszym tekstem masz namiary podawane przez innych emigrantów, dzielą się wiedzą o dostępności.

    No i zostaje rodzina.
    Nie wiem, jaki byłby koszt kilogramowej paczki z Polski do Australii…
    A to byłoby z 30 zupek….

  184. Ech Wiesiu, w lokalnym internecie wsio chińskie. Poradzę sobie – tyle rzeczy już się nauczyłam. Ser biały umiem zrobić, buraki zakisić, chleb żytni na zakwasie upiec. Poradzę sobie i z zupą, pombocek dał mi wskazówkę, o jajkach nie wiedziałam. Cały dowcip polega na tym, że produkty są inne – mąka czymś zaprawiana nie kiśnie ale gnije, mleko tylko homogenizowane i takie tam. Ale się nie daję 🙂

  185. @mohikanin przedostatni
    3 marca o godz. 7:47

    Może spróbuj to widzieć tak:

    „Niczym ludzka szarańcza, w dalszym ciągu obdzieramy naszą planetę do gołej ziemi, a nasz głód wydaje się być nienasycony.”

    Jest różnica, czy do owej „szarańczy” zaliczamy również siebie, czy – jak rasista Staszic – widzimy tylko w obcych (szczególnie rasowo) szkodnika, intruza, nosiciela chorób i zepsucia.

  186. Ciotunia Makowiecka – „koci” wpis przepiekny! 🙂 Usmialam sie setnie…

    I jeszcze na temat tozsamosci i przynaleznosci do miejsca w swietle naszych szkockich doswiadczen z lokalnymi politykami – w Polsce nigdy nie angazowalam sie aktywnie w polityke, nie przyszloby mi nawet do glowy szukac kontaktow z lokalnymi poslami w jakiejkolwiek sprawie bo wydawalo mi sie to kompletnie bezsensowne – ci ludzie zawsze wydawali mi sie kompletnie oderwani od rzeczywistosci (fakt rowniez, ze mieszkajac w Polsce bylam chyba jeszcze w takim wieku ze inne rzeczy wydawaly mi sie wazniejsze). Bynajmniej nie mowie ze postawa taka byla sluszna… ale okolicznosci jakos nie zachecaja. Tutaj czuje sie to jakos innaczej… Po raz pierwszy mialam ochote napisac list do polityka z podziekowaniem kiedy Nicola Sturgeon powiedziala po referendum: “People from other EU countries who have done us the honour of choosing Scotland as their home are welcome here. I want to make sure that is a message we get across strongly.” Z rozbawieniem obserwowalam potem kolejnych europejskich znajomych deklarujacych albo poparcie dla SNP albo zaczynajacych sie udzielac politycznie albo wrecz zapisujacych sie do partii… Pewnie, ze to akurat sprawa ktora dotyczy nas bezposrednio (i jest SNP na reke, nie da sie ukryc!), ale lokalnie dzieje sie duzo innych rzeczy, ktore caly czas konsultowane sa z obywatelami – skutecznie czy tez nie – przynajmniej wladze grzecznie sie pytaja co obywatel na dany temat mysli -moze dlatego tez i latwiej mozna sie tym obywatelem poczuc…

    Dzieki za wpis o zalewajce! To kolejny smak dziecinstwa….. i juz wiem co bedzie na obiad w weekend!

  187. karo131
    3 marca o godz. 4:20

    Nawet konserwatysci brytyjscy, ktorym zawdzieczamy Brexit i nakrecenie medialnej spirali any imigranckiego hejtu (ktorzy na oko sa bardziej konserwatywni of kanadyjskich konserwatystow) wydaja sie na lewo od polskiej lewicy….

    Szokujace to co napisalas o tym co cie spotkalo w Polsce, na prawde przykro o tym czytac

  188. anumlik
    3 marca o godz. 8:05

    Dziwię Ci się, anumliku, lub dowcipu nie rozumiem: te dwie konstrukcje nie mają ze sobą nic wspólnego. Przypuszczam natomiast, że mówisz amatorsko z zaskoczenia. Może nie obserwowałeś tych konstrukcji niemal 50 lat, więc nie jesteśmy nie w tym samym miejscu – i poznania, i emocji. Śmiem więc powiedzieć, że się kompletnie nie rozumiemy. Ale że na wkus i cwiet towariszczej niet, to nic się nie stało.

  189. @Tobermory, (3 marca o godz. 11:46)
    nie wydaje mi się żeby te dwie Twoje wypowiedzi miały taką samą wymowę:

    szturmującą zewsząd szarańczę, obcą ich kulturze i zagrażającą wiekowym przyzwyczajeniom

    „Niczym ludzka szarańcza, w dalszym ciągu obdzieramy naszą planetę do gołej ziemi, a nasz głód wydaje się być nienasycony.”

    Przyjmuję, że przy pomocy drugiej wycofujesz się elegancko z pierwszej 😉

  190. @Ciotunia Makowiecka
    Wpis o kocie (kotach) prześlepiłem, ale już jestem po lekturze. Przedni. Potwierdzasz to, o czym wiem od ohoho, jak dawno, że to nie my wybieramy koty, a one nas. Jak się zadomowi, gałgan (gałganica), to zaanektuje wszystko co twoje. Łóżko, laptop, fotel (!) oraz kolana, na które lezie, gdy siedzisz zmęczony (zmęczona) w ulubionym bujaczku, z książką i szklaneczką seczego. A ten kawałek o kuwecie, z której korzysta akurat wtedy gdy jemy uroczyście obiad czy kolację, potwierdza moją refleksję. On (ona – mam w domu Jego Wysokość Kota i Jej Wysokość Kotkę) musi sikając, albo kupkajac zaakcentować swoją obecność jako członek (członkini) stada, gdy stado w całości zebrało się przy stole. No musi, cholera 😉

  191. @mohikanin przedostatni
    3 marca o godz. 12:30

    E tam, zaraz elegancko 🙄
    Już pisząc to pierwsze pomyślałem, że ktoś zareaguje.
    Byłem ciekaw, kto?
    Masz rację, to nie to samo, ale tak widzi to wielu „najeżdżanych”.
    Czy razi cię również „stonka” używane wobec turystów i nie tylko?

  192. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 10:12

    Wstukałem „polish soup in australia”….
    Nawet na Amazonie możesz kupić….
    To tak na marginesie….
    ========

    A wracając do tematu…
    Dość mało uwagi poświęcamy codzienności.
    A od maleńkości przywykamy do smaków, zwyczajów, form zachowań.
    Wsiąka w nas otoczenie kulturowe.

    Niewielka część z nas jedynie, to urodzeni nomadzi.
    Wiekszość, „ukorzenia się”.
    Przynajmniej takie jest moje zdanie.

    Obecni tu globtroterzy, z różnych powodów przebywający gdzieś w świecie, chcący podzielić sie swoimi wrażeniami, to też dość nieliczny odsetek z ogółu tych, co wyjechali.
    Ich dzieci z łatwością wsiąkną w nową rzeczywistość….

  193. mohikanin przedostatni
    3 marca o godz. 9:37

    Wkurzenie Zakowskiego bylo nie tylko na samego Wrobla, ale i na to, ze Wrobel pozwolil sobie na ta wredna mowe na zywo, na antenie TOK FM i za to glownie przepraszal Zakowski.

    Inna sprawa jest to co teraz „wybilo” z Wrobla, ale zawsze bylo mniej czy wiecej widoczne w jego audycjach, czyli na jego katolickie zniewolenie umyslowe. Gdyby sie na tym oprzec, to reakcja Wrobla, byla reakcja typowego katolickiego fanatyka. …

    Coz mam czasy przelomu i pytanie podstawowe jest takie, czy sie przelamie na strone Katolickiego Panstwa Narodu Polskiego i tak na bardzo dlugo pozostanie, czy sie tak polamie, ze od polamania sie rozpadnie i z resztek co pozostana trzeba bedzie cos nowego pozlepiac.

    Poza tym, to co powiedzial Wrobel, to jest swoista deklaracja ideologiczna, ktora jak to wskazal Zakowski ustawia Wrobla w TVP Kurskiego, a nawet jesli nie, to z cala pewnoscia pokazuje, ze red Wrobel do linii TOK FM juz dluzej nie pasuje.

    Wrobel odlonil sie i pokazal swoja reakcja, postawe typowa dla katolickiego fanatyka. Pokazal ze fanatyczne oburzenie odebralo mu rozum i zdolnosc do zrozumienia … Taka prawda o religii, ze nawet wyksztalconym i inteligentnym rozum kastruje, tam gdzie cokolwiek dotyka ich mentalnego uzaleznienia.

    Gdyby sie dalej wglebiac w to co chlapnal na antenie red Wrobel, to widzimy, ze jest ta jego reakcja wywolana strachem, ze to w co wierzy jest „kloaka” … wiec broni tego, zeby kloacznosc jego wiary i jego kosciola nie wyszla na swiatlo dzienne, bo wtedy straci to w co wierzy i wyjdzie na szkodliwego idiote, a cale jego wczesniejsze zycie i jego sens, bedzie mozna zanegowac i podwazyc … Typowa reakcja wywolana strachem panicznym, zeby prawda nie wyszla na wierzch i mozna bylo dalej zyc spokojnie, w blogim przeswiadczeniu, ze wszystko jest OK…

    Ale jest tez niestety i druga mozliwosc. Mianowicie taka, ze uznal Wrobel, tak jak wczesniej wielu innych, ze KONTRREWOLUCJA KACZYSTOWSKA zwyciezy i na wiele, wiele lat opanuje Polske, a jakos zyc trzeba…

    I sie zwyczajnie zdecydowal, zeby sie „w dupie” ustawic…

    Widze wspomnane dwie mozliwosci, ale bardziej obstawiam ta pierwsza, czyli „katolickie fanatyczne odbicie”…

    A moze jakies pokretne trzecie, polaczenia obu wspomnianych mozliwych wytlumaczen mialo miejsce? Poczekajmy i zapewne nie tak duzo czasu minie i poznamy, ktora z powyzszych mozliwosci zaistniala.

  194. Do @karo131
    3 marca o godz. 4:20

    Jeżeli moje współczucie odrobinę chociaż wesprze Ciebie i Twego małżonka to niniejszym posyłam czarami wyobraźni bukiecik szkockich krokusików, które już się pojawiły niecierpliwie wyglądające wiosny. Tyle tylko chcę i potrafię napisać.

    Na to co przeżyliście brakuje mi słów…..

  195. Ciotunia Makowiecka
    3 marca o godz. 1:19
    Witaj mila ciotuniu
    Piszę , żeby Cię ostrzec. Rozumiem Twój dylemat; wziąc tego kota czy nie wziąć. Dowiedz się więcej o nim, zanim się zgodzisz.
    Ja miałem nastepujacą przygode zkotami.Mieliśmy śliczną, rudą kotkę Sidonię. Podarowali nam ją przyjaciele Francuzi, więc zostaliśmy przy tym imieniu. Bardzo szybko zaadaptowała się w rodzinie. Jej ulubionym miejscem odpoczynku były albo moje plecy albo brzuch, w zależności od tego w jakiej pozycji spałem. Mam sporo zdjęć , które mi dzieci zrobiły, kiedy razem z Sydonią ucinaliśmy sobie drzemkę.
    Pewnego razu polscy przyjaciele wyjężdzali na wakacje i poprosili mnie, czy bym się zaopiekował ich kotem. Czemu nie, pomyślałem, jeden czy dwa co za różnica. A koty to takie miłe stworzenia. I to był wielki bład. Kot miał pretensjonalne imię Remington, więć go przechrzciłem na Pimpusia.
    No i zacżęło się. Ledwie Pimpuś zjawił się , został zaatakowany przez Sidonię. Biedak uciekał, krył się przed nią w szafie, pod łóżkiem, w piekarniku kuchenki. Wreszcie w panicznej ucieczce skoczył na okno i wypadł na zewnatrz. Spadł z trzeciego pietra na asfalt. Zbiegłem na dół , znalazłem przestraszonego Pimpusia kryjącego się pod samochodem. Trochę mu pyszczek krwawił. Zaniosłem na góre, oglądam, widze, że Pimpuś ma jakoś dziwnie przekreconą tylną łapkę, na której nie mógł stanąć. Pojechałm z Pimpusem do weterynarza. Ten założył mu na nogę usztywniający opatrunek i zapewnił, że za parę dni Pimpuś będzie zdrowy jak każdy kot.
    Wróciliśmy. No i zaczęło się. Ale role odwróciły się. Dyszący zemstą , stwierdziwszy, że jest większy i silniejszy, Pimpuś postanowil dać szkołe damskiej agresorce. Zaczęła się pogoń po całym mieszkaniu. Tylko wskakując na wysoką szafe, karnisz,wysoką lodówkę, Sydonia mogła znaleźć się poza zasięgiem rozsierdzonegoPimpusia, który ze względu na sztywną łapę chwilowo był pozbawiony możliwosci wspinania się. Musieliśmy rozdzielić koty, pozamykac wszystkie drzwi, i jak w łodzi podwodnej, kiedy przechodząc trzeba się poddac dekompresji, musieliśmy patrzec pod nogi, żeby nie dać Pimpusiowi przekraść się do pomiesczenia, gdzie kryła się przed nim Sydonia.
    Poza tym Pimpuś, jak prawdziwy mężczyzna, zaczął intensywnie zaznaczać swoje terytorium obsikując wszystkie stołowe i łóżkowe nogi, firanki…
    Po dwoch tygodniach przyjaciele odebrali swojego Remingtona, a my wraz Sydonią odetchnęliśmy z ulgą

  196. Tobermory
    2 marca o godz. 16:19

    „Szczerek nie mówi, kto ma się czuć Europejczykiem. Moim zdaniem stawia on diagnozę, kto już się takim prawdopodobnie czuje.”

    No tak. Ja jedynie uważam, że tych ludzi jest więcej.

  197. @pombocek, z godz. 12:20
    Tośmy se pogadali jak Bladaczka z Syfonem. Masz rację – na wkus i ciwet tawariszczej niet. Ale – trawestując inne rosyjskie powiedzenie – Wkusno i aromatno, a roża wsio rawno kierpicza prosit. Tylko, broń Kryszna, nie bierz tego do siebie 😉

  198. @Lewy
    3 marca o godz. 1:19

    Dear Mr L!
    Bardzo dziękuję za troskę i poradę. To o czym piszesz to „świnto prowda i tys prowda” i ja o tym wiem. A „cało prowda” jest taka jak napisał @anumlik cytujacy noblistkę – „Umrzeć. Tego kotu się nie robi”…

    Starsza Pani chce być damą wobec kota i po prostu chce odejść po angielsku….

    Kopiując na blog moją prywatną korespondencję pragnęłam dołączyć swój głos w dyskusji na temat europejskich elit by nie powiedzieć wręcz światowych zważywszy na mnogość języków obcych którymi posługują się opisane przeze mnie sierściuchy nieskromnie podkreśliwszy iż w rankingu zaufania na pierwszym miejscu znalazł się Pensjonat Europejski „Pod kuwetą” gdzie wśród pensjonariuszy przyjęto za zasadę konwersację w języku polskim.
    Cieszę się z tego bardzo.
    Wolałbym jednak nie otrzymywać kota w testamencie.

    Wszystkie te powyższe wypowiedzi przeinteresujące i ważne pokazują nam tu czytającym na blogu, że warto od nowa poukładać sobie w głowie obrazy ze świata. Kiedyś dawniej dziesięciolecia ilustrowały to w jakim kierunku świat się kręci dziś są to miesiące. Dynamika zmian jest niesamowita.
    O tym też próbowałam pisać w żartobliwy i sentymentalny sposób myśląc serio i poważnie o tym co po sobie pozostawię….choć póki co jeszcze nie ślęczę nad redakcją zaproszeń na mój pochówek.
    Mr. L – lubię czytać Twoje wypowiedzi, bo nie muszę już nic pisać tak bardzo często się z tymi poglądami zgadzam i z poczuciem humoru też.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  199. Barrrrdzo wkurrrrr***ny wyborca PiS-u:
    ‚http://mygorszysort.pl/wkuwiony-wyborca-pisu-cisnie-ziobrze-i-kaczynskiemu-2/

  200. @anumlik
    Obejrzałem. Fajnie, jak się chłopina wkurwił i rzuca kurwami. No bo przecież jak Polak Polakiem, a chłop chłopem, zawsze obuchem zabijał świnie, a ten pis, kurwa, zamiast zażądać od Niemców żeby nam zwrocili 6 bilionów za straty wojenne, to nie pozwala nam zabijać świń.
    Rozumiem chłopine,który głosował na pis, a teraz wszystko mu się w głowie miesza. Jak ten pis nie pozwoli chłopom zabijać świnie, to nie daj boże, nawet Rydzyk nie pomoże, kosy na sztorc i po tych Biedronkach i Auchanach, które sprzedają holenderskie sery i niemiecką wieprzowinę, zostaną zgliszcza

  201. Ciotunia Makowiecka
    3 marca o godz. 15:17
    Ciotuniu, zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Bo ja mam taki charakter, że lubię być lubiany przez ludzi, których lubię.
    Czekam na kolejne wieści ze Szkocji. I uważaj na koty, to są przemiłe gałgany, ale mogą narobić takiego bigosu, że potem długo trzeba wietrzyc mieszkanie

  202. anumlik
    3 marca o godz. 14:45

    No popatrz: jest trochę zbieżności. Nie dalej jak trzy miesiące temu moj korabl’ imienno kirpicza prosił. Po prostu cegła lub jaki betonowy krawężnik to najmniej pracochłonna kotwica, a czasem trzeba pilnie stanąć na środku Jamneńskiego oceanu, żeby pomyśleć. Zamyślanie się w czasie jazdy na mojej lukstorpedzie grozi wpieprzeniem się na brzeg, a z cegłą bezpieczniej. Nie chce mi się łazić po złomowiskach, szukać materiału, ciąć, wyginać klepać, żeby zrobić czteroramienną kotwiczkę, ale chyba trzeba będzie. Bo z cegłą to bardziej żart, choć kiedy rybaczyłem, krawężnik jako kotwicę, owszem, woziliśmy – przy szkwałach, kiedy nie chcieliśmy się poddać i kontynuowaliśmy robotę, ten krawężnik świetnie hamował dryf łodzi. Więc dziękuję, że mi tym kirpiczem przypomniałeś. Właśnie się szykuję do fruwającego sezonu.

  203. Cudzych kotów nigdy nie przechowywałem, ale gościłem raz kotkę-neurasteniczkę, w celach prokreacyjnych, bo miałem niekastrowanego kocura z referencjami. Pochodził on bowiem z dzikiego ogrodu wspólnych przyjaciół, którzy opiekowali się całą gromadką różnych przybłęd. Raz pojawiła się tam piękna czarno-biała i długowłosa kotka z przychówkiem, jedno z kociąt zebrało na odwagę i zażyczyło sobie przenieść się 200 km na północ do mojego domu, gdzie już był 7-letni ex-kocur właśnie osierocony przez matkę.
    Panowie bez problemu zaprzyjaźnili się ze sobą i jadali z jednej miski przez kolejnych 15 lat, ale to już inny temat.
    O kocim weselu zatem.
    Zanim personel rzeczonej panienki Luany ją w koszyku podróżnym dostarczył, dostałem zdjęcie panny do pokazania kotu oraz książkę o kociej psychologii do przestudiowania i odpowiedniego przygotowania domu, siebie i kandydata na męża.
    W dniu przybycia narzeczonej czekaliśmy w napięciu na pierwszy kontakt i… katastrofa 🙁
    Kiedy kocurek pełen ufności i ciekawości podbiegł do wiklinowego koszyka, dobiegło stamtąd wściekłe mrrrauu!!! i czarna jak smoła łapa pacnęła go błyskawicznie po nosie 🙄
    Na takie dictum acerbum kot dał nogę do łazienki, wskoczył do umywalki i nakrył się ogonem. No, to my kotkę z koszyka też do łazienki i zamknęliśmy drzwi. Zapadła pełna napięcia cisza…
    Po jakimś czasie doszło nas miłosne zawodzenie kotki. Zajrzeliśmy przez uchylone drzwi, a tam na podłodze wiła się uwodzicielsko jak Mata Hari czarna Luana, a niedoszły małżonek udawał, że śpi i nie ruszał się z umywalki.
    Wstyd nam się zrobiło.
    Dawaj dzwonić do profesjonalnej hodowczyni persów i pytać o przyczyny męskiej oziębłości.
    – Pewnie jest jeszcze za młody
    – Ma 4 lata…
    – No, właśnie, trochę młody. Hmm… Może ona mu się nie podoba?
    – A może on ma inne skłonności?
    – E, niee. Dajcie mu czas.
    Następnego rana kot skorzystał z chwili nieuwagi i dał nogę na dwór. Luany nie wypuszczaliśmy z łazienki w obawie, że przepadnie w obcej okolicy. To była wprawdzie wielkomiejska panienka, niewychodząca na ulicę, ale w miłosnej potrzebie…
    Z łazienki nie korzystaliśmy ze strachu przed kocicą, która zajęła umywalkę i łypała na nas wielkimi złotymi oczami.
    Golenie, mycie zębów, poranne ablucje – na wszystko musiała wystarczyć mała umywalka w toalecie.
    Panicz wrócił głodny pod wieczór, więc po kolacji za frak i do łazienki.
    I znowu nic, bo wskoczył do plastikowej miski i łeb schował pod puchatym ogonem. A Luana tańczyła wokół…
    Trzeciego dnia mieliśmy dosyć. Wypuściliśmy oboje „na pokoje”, panienka się wiła i wabiła, panicz chował po kątach…
    6-letnie dziecko za każdym powrotem z przedszkola pytało, czy już?
    I szeptało kotu do ucha:
    – Wiesz, czego ona chce? Ko-pu-la-cji!!!
    Czwartego dnia właściciele Luany odebrali ją patrząc wyniośle na nas i na niedoszłego żonkosia. O ile mi wiadomo, nie doczekali się żadnego przychówku 🙁

  204. @pombocek, z godz. 17:15
    Ja szczas’liw szto tolko Twoj korab’l kirpicza prosit. A roża u niewo jest’? 😀

  205. anumlik
    3 marca o godz. 15:58

    Przesłuchałem, anumliku, jestem pod wrażeniem, mimo żem trawojad, a właściwie to w ogóle się jedzenia brzydzę, wolę się żywić dobrym słowem. Fakt, że widywałem i tradycyjne okrutne zabijanie świń. Dostała taka żywina obuchem w łeb i latała pół godziny po podwórku, wrzeszcząc wniebogłosy. Aż dziw, że w królestwie Jezusa i Maryi technika służąca zabijaniu ludzi jest cudownej jakości i skuteczności, a inteligentne świnie po staremu – obuchem.

  206. Pytasz, anumliku, czy roża u niewo jest’. Oczywiście. Ja to pies?

  207. Ewa-Joanna
    śląski żurek: ugotować wywar z czegoś wędzonego, np wędzone żeberka albo boczek i suszonych grzybów oraz 1-2 ząbki czosnk, jak grzybki będą miękkie wlać zakwas, zagotować. Ziemniaki gotować osobno i rozdrobnić ale nie na papkę. Pokrojoną kiełbasę podsmażyć na oliwie. Wszystko razem wymieszać i gotowe. Smacznego!
    Czuję się Europejką jak najbardziej, choć wewnętrznie jestem trochę rozdarta: mieszkam w Niemczech dłużej niż mieszkałam w Polsce, często odwiedzamy stare kąty. Jak wracamy z wizyty w Polsce to się cieszę, że wracam do domu, a jak jedziemy do Polski, mam takie same odczucie. Niemcy to moje dorosłe życie a Polska to moja młodość i szkolne przyjaźnie, których mi tutaj bardzo brakuje

  208. @pombocek, z godz. 18:20
    No i jak nie kochać tego Pieczula? W ćcinach, na welocypedzie i na korabl’e 😉 No, jak w tej pieśniczce Osieckiej: Na całych jeziorach On. / A głos Jego brzmi jak dzwon. / W jamnejskiej głębinie, / W grzybinie i ćcinie On. / Tylko On.

  209. Zamiast się pieklić, niech sobie chłopi zorganizują niewielką, zgodną z przepisami, międzygminną ubojnię albo zatrudnią wędrownego rzeźnika z uprawnieniami i pistoletem na bolce.
    Wywabienie wiadrem marchewki z chlewika, celny strzał i sprawne cięcie nożem w tętnicę szyjną, i zwierzę nawet nie zauważyło, że już nie żyje.
    Tak sobie radzą niewielkie gospodarstwa w Niemczech i Austrii, wszystko zgodnie z przepisami i bez okrucieństwa.
    Chyba że polskiemu chłopu nie smakuje świnia, co nie kwiczała wniebogłosy przed śmiercią 🙄
    You are what you eat.
    Pożerasz strach, cierpienie i stres kwiczącej świni…

  210. @Ewamarysia
    Sympatyczna niedoszła harcerko.Mieszkasz w Niemczech. Przez dobrych pare lat na blogach polityki, wtedy głównie u Daniela Passenta był bardzo aktywny bloger Cynamon. Bardzo go lubiłem,jego poczucie humoru, pewną dezynwolturę.Mieszkał w Hamburgu.Jakieś dwa lata temu zamikł. Prawdopodobnie nie żyje.
    Dziwne to jest uczucie. Przywiązac się do kogoś, kogo nigdy się nie spotkało w realu, a mimo to wydaje się jakby sie go widzialo, jego uśmiech.
    Przez te lata odeszło z blogów wielu przesympatycznych ludzi. Była kiedyś Zosieńka, inteligentna, dysponująca niesamowitym poczuciem humoru Pani.Nie znalem ani jej wieku, ani wyglądu, a mimo wszystko stała sie dla mnie tak bliska, ze nawet wyznałem jej na blogu miłość. Przyjęła to z wielką powagą,obiecując mi, że w przyszłym życiu umówi się ze mna i może coś z tego wyjdzie. Dała mi szanse i ja ją trzymam za słowo. Zosieńki też już na tym świecie nie ma.
    Odszedł prawdopodobnie na zawsze antonius, który już poruszał sie na wózku inwlidzkim, reprezentant mniejszości niemieckiej,który jako fizyk spedził parę lat w Paryżu. Człowiek o mentalności Colas Breugnon albo Greka Zorby. Całą marność tego świata, tych zaklamanych, podłych polityków oceniał z przymrużeniem oka. Kiedy pisał na blogach mial już 90 lat. Zawsze zwracał sie domnie z rewerencją monsieur Gauche
    Był Czesław, operujący trochę staropolskim językiem, poznaniak, były pilot. Z antoniusem przeanalizowali wszystkie przyczyny katastrofy smoleńskiej, zanim Miller i Lasek zabrali sie do roboty. smkierci Czesława powiadomila blogowiczów jego corka.
    Ciągle jest, żyje, bo od czasu do czasu sprawdzam telefonując, moja stara przyjaciółka, wspaniała dziewczyna mag, jest stasieku, tjot, nawet nawiedzony w swym antykapitalizmie Wiesiek, to też jakiś bliski mi człowiek.
    Wiec Ewamarysiu, uważaj,wchodzenie na blog to wciąga. Jesli nie jesteś uczuciowo oziębła, jesteś tak jak ja sentymentalna, to za pare lat zrobisz tak jak ja teraz , bilans z blogowego życia.Przywiążesz się do niektórych ludzi. Zwłaszcza tu, na blogu ateistów.
    A ja wtedy będę chodził po Polach Elizejskich trzymając za rękę uśmiechająca się do mnie Zosieńkę.

  211. Tobermory
    3 marca o godz. 19:18

    Tobermorku, ani przez sekundę nie pomyślałeś, co są warte takie porady dla chłopów na blogu Listy Ateistów?

  212. @pombocek
    3 marca o godz. 19:46

    Pombocku, niechaj żywi nie tracą nadziei…
    Myślisz, że chłopi nie miewają czytających dzieci, wnuków, chrześniaków, znajomych rozglądających się za pomysłem na biznes?
    Może nawet Unia coś odpali na rozwinięcie interesu?

  213. Tobermory
    3 marca o godz. 19:24
    Opis solidny, dokładny, rzetelny. Z dobrym wizualnym podkładem.
    To chyba jeszcze stara szkoła.

  214. @Tobermory
    Gdyby się chcieli nauczyć.
    Nie chcą. Podobnie jak inne grupy mające się za wykluczone. Jako grupy, bo indywidualnie, to sobie radzą. Postawili na PiS w przeświadczeniu, że obroni ich przed prawem, które w UE działa restrykcyjnie, skutecznie, ale też zmusza do zorganizowania się we wspólnoty obywatelskie (międzygminna ubojnia, albo wędrowny rzeźnik z pistoletem na bolce opłacany przez grupę hodowców świń to taka wspólnota). Że zwierzę cierpi? A co, zwierzę nie człowiek, a i ten cierpi. Filmik, który zalinkowałem, o wiele więcej mówi o „tożsamości europejskiej” niż uczone rozprawy. Jak to śpiewał Grześkowiak? Bo nie ważne czyje co je, ale ważne co je moje. Czym zakończył nasz wkur…ny kmieć? Donosem na Żydów, którzy mogą więcej niż on, Polak-katolik.

  215. Lewy
    3 marca o godz. 19:28

    Pięknie mówisz, Lewusku, i też bym chciał coś dodać, ale że aż z dwiema damami spacerujesz i gawędzisz, to sie nie wtrancam. W kużdem razie mądre słowo mówisz. Przejąłem się bardzo Antoniusem. Jeszcze ileś miesięcy temu mignął mi na którymś z blogów.

  216. Tobermory
    3 marca o godz. 19:51

    Nie myślę o ich dzieciach ani o postępie za 18 pokoleń, lecz o tym, że zamiast mamrotać pod nosem, mógłbyś otwierać oczy tam, gdzie by to miało sens. Ja nie mam czasu ani chęci na naprawianie świata – w nieodległej perspektywie mamy z żoną już teraz zauważalne kłopoty z samymi sobą

  217. @pombocek
    3 marca o godz. 20:09

    To mówisz, że mam robić za apostoła wśród polskich rolników?

    Z Antoniusem wymieniłem się uwagami na temat czerwonych maków na Monte Cassino w styczniu 2015…
    Z tego, co o sobie opowiadał (studiował w Katowicach w latach 50.) to był dzieckiem wojennym lub lekko przedwojennym. W czasach dyskusji o „zamachu” smoleńskim nie miał jeszcze osiemdziesiątki.

  218. @zezem
    3 marca o godz. 19:56

    Taką solidną starą szkołę można jeszcze spotkać w wielu miejscach.
    Szkoda, że temu polskiemu chłopu tak łatwo przychodzi wqurw i złorzeczenie, a tak trudno się dostosować do nowej sytuacji i wymyśleć coś konstruktywnego.
    Nie dosyć, że za okupacji było lepiej, bo Niemiec mógł zastrzelić (za zabicie świni) ale i nie zastrzelić, to jeszcze Żydom (teraz) więcej wolno 🙄

  219. anumlik
    3 marca o godz. 20:00

    Anumliku, przegapiłem coś w filmiku? Gdzie Ty tam donos na Żydów wypatrzyłeś – w PS? Nie nadinterpretowujesz zwykłego przytoczenia obrazka dla kontrastu? Niestety, w zgryźliwościach intelektualistów na temat ludu widzę tylko zgryźliwości, natomiast nie widzę, po pierwsze, armat, czyli przyjęcia do wiadomości, że jest jak jest i to się nie wzięło z powietrza ani z wolnej woli danej jakoby przez dobrego pombocka, lecz z wiekowych zaszłości. Trochę to szydzenie, że jakiś chłopek orze ciapkiem, a nie klimatyzowanym ursusem. Poza tym żeby znów nie było, że tępe chłopki inteligencję będą widłami od pisowatych hunwejbinów wyzwalać, jako że inteligencja jest od gadania i nabijania się, nie od wyzwalania.

  220. Moi ateiści kochani! Czy mogę tak tylko szybciutko wtrącić ze fantastyczna z Was banda! Gdzie indziej w tak płynny sposób z dyskusji o tożsamości europejskiej (i nie tylko) przechodzi się na opowieści o kotach (zahaczajac o żurek i kilka innych rzeczy ).?! Chwile wcześniej zajrzałam na chwilę między raportem a raportem postanawajac ze wrócę potem żeby pogratulować Lewemu i Tobermory kocich opowieści….No i wracam a tu dyskusja przesunęła się na tych co odeszli…Piekny wpis Lewego. Przejmujący bo pamiętam wszystkie te postaci świetnie – komentuje od niedawna wprawdzie ale blogi o dyskusje pod nimi czytam od lat choć z braku czasu nie tak regularnie i dogłębnie jak kiedyś. Zastanawiałam się czasami gdzie zniknęli niektórzy z moich ulubionych korespondentów…. No to już wiem…

    „Śpieszmy się kochac ludzi, tak szybko odchodzą…”

    Pozdrawiam serdecznie wszystkich!

  221. @Kostka
    3 marca o godz. 20:31

    Dziękuję bardzo 🙂
    Przeczytałem, co napisałem i się nieco skonfundowałem moją zawodną pamięcią 🙁
    Napisałem, że dziecko było 6-letnie. Otóż nie. Sześć lat miało, kiedy rzeczony koci panicz u nas zamieszkał, a podczas prób skojarzenia kociego małżeństwa miało już lat 10 i jako jedyne przeczytało w owej książce o kotach rozdział o ich rozmnażaniu, ze stosownymi ilustracjami, rzecz jasna. Stąd te fachowe szepty:
    „Wiesz, czego ona chce? Ko-pu-la-cji!!!”

  222. @pombocek
    3 marca o godz. 20:28

    Pombocku, na samym końcu, po wyłączeniu kamery gość wraca i już spokojnym głosem mówi o uboju rytualnym.

  223. Tożsamość europejska to ego Pana, który zagarniał kolejne kontynenty, wykorzystywał i grabił coraz to nowe ziemie, niszcząc, gwałcąc i plądrując, a w zamian zostawiając w darze koraliki i swoje bóstwa: jezusa i liczne maryje spod różnych znaków zodiaku. Wyższość sekty na wymarciu. Szczerek ma sporo racji, ale nie wiem czy dostrzega dramat. Pozdr

  224. @pombocek, z godz. 20:38
    Tobermory mnie ubiegł. Cytuję cały ten fragment:
    Chcę jeszcze tylko dopowiedzieć. Mówicie, że chłop z okrucieństwem zabija świnie. Spójrzcie i zobaczcie jak wygląda ubój rytualny. Obserwowałem i widziałem jak pewna nacja bije w polskich rzeźniach krowy. Żywcem się wiąże jej nogi, podnosi się do góry i jednym pociągnięciem noża podrzyna się jej gardło. Bez ogłuszania. To jest rytualny ubój. To jest legalne. To jest normalne, To jest dobre. To jest po chrześcijańsku. To jest po polsku. Prawda? Tak być powinno, bo tak nam ktoś każe.

    Żeby nie było to tamto. Jestem przeciw rytualnym ubojom bydła, znam halachę i wiem jak szechita ma być przeprowadzona. Krowa jest do końca świadoma swego końca. Całego rytuału zapisanego w Księdze Powtórzonego Prawa nie przytoczę, dodam tylko, że przeciw szechicie występował polski parlament już w okresie międzywojennym, nasz we wrześniu 2002 roku nakazał ogłuszanie wszystkich bez wyjątku zwierząt, ale Trybunał Konstytucyjny 10 grudnia 2014 roku uchylił ten zakaz tłumacząc respektowanie szechity wolnością religii i sumienia.

  225. Tobermory
    3 marca o godz. 20:41

    Nie wiem, skąd wytrzasnąłeś, Tobermorku, że tego nie widziałem, nie słyszałem. Nazwałem to PS (post scriptum). I co by miał znaczyć ubój rytualny – że to żydzi? A nie islamiści? Dlatego nazwałem to „nadinterpretacją”. Ale mogłem coś przegapić, bo myślałem o tym, że to tacy wściekli mogą przegonić pisbolszewię, a nie papierowa inteligencja.

  226. Lewy
    Antoniusa pamiętam , Zosieńki nie. Przed czym mnie ostrzegasz? Przed zaangażowaniem się bo blog jest jak narkotyk? No to trudno. Długo opierałam się chęci napisania czegokolwiek bo dla „starych ” blogowiczów za głupa jestem ale co mi tam. Jakoś to będzie

  227. anumlik
    3 marca o godz. 21:06

    No tak, teraz aluzja jest jasna. Dziękuję, anumliku. Ale to taki właśnie wkurw przegoni muchy tse-tse, nie inteligenckie szyderstwo.

  228. @Ewamarysiu
    No to jestes na dobrej drodze. Sokrates powiedział „wiem że nic nie wiem” Ty to inaczej ujęłas: „Za głupia jestem” Zważ, że Sokrates to kolebka europejskiej myśli. Więc dobrze zaczynasz. Nie ma nic gorszego niż zadufany w sobie buc, który wie, ze wszystko wie.
    Tu jest Twoje miejsce. Wsród „starych blogowiczów” tez jest troche bałwanów. Pan Jacek troche ich wytrząsa, ale z nimi nigdy do konca nie poradzisz.

  229. Nie wiem, ile miałem lat.
    4-5?
    W każdym razie zapadło mi w pamięć, jak sąsiad zabijał świniaka.
    Przywiązał za nogę do muru, uderzył obuchem siekiery w nos, wpił nóż pod lewą przednią, podstawił miskę, by krew ściekała.
    Świniak został ogłuszony i zabity fachowo i chyba bezbólowo.

    Śmierć zwierzęcia niespodziewana, znacznie się różni od uboju przemysłowego.
    Halal był INDYWIDUALNY, nie przemysłowy, nastawiony na masówkę i cięcie kosztów.

    Wiejskie dzieci były oswojone ze śmiercią, często swoich ulubieńców.
    Miejskie, nawet nie rozumieją, skąd mięso w lodówce….

  230. @pombocek, z godz. 21:20
    Zgoda. Tylko taki wkurw. Inteligentnie to my se na blogu możemy szydzić. Chłopy – jak widać – są coraz bardziej wkurwione. Nie tylko przez świnie, ale i z powodu zakazu swobodnego obrotu ich ziemią, o czym wiem nie z filmiku. Inny – ostry wkurw – ogarnia coraz większe rzesze samorządowców. Jeszcze inny – prawników in gremio. A jeszcze inny nauczycieli i świadomych rodziców. O kobietach nie wspominam czekając na 8 marca. Sądzę, że dużo czarnych parasolek spotka się podczas ogólnonarodowego wkurwu.

  231. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno w piątkowe wieczory kwitła tu frywolna poezja…
    Co ten PiS z nami zrobił? 🙄

  232. mja
    3 marca o godz. 20:47
    Prawda. Tylko Czesi, Slowacy, Rumuni, Serbowie,Finowie no i może my Polacy jesteśmy niewinni, choć cos tam usiłowaliśmy osiagnąc na Ukrainie , a nawet na Madagaskarze, o czym pisze Szczerek w swej science fiction „Rzeczpospolita Zwycięska”, gdzie mamy w końcu odkupiony od Francuzów Madagaskar.
    A najgorsi to sa Anglicy, Francuzi,Holendrzy, Belgowie, Hiszpanie.
    Ej, zapomniałem. Szwajcarzy nie mieli kolonii.Ciekawe dlaczego

  233. anumlik
    3 marca o godz. 21:32

    W czerni – nadzieja.

  234. Pombocku, wkurw nie jest od przeganiania, wkurw, to stężenie emocji, które znajduje gdzieś ujście. Gdy ujście się odbędzie, dalszych czynności nie ma, bo wkurw, to tylko wkurw.

    To, co ten rolnik na tle dziwnego emblematu jakby prawicowej jakiejś konfraterni, wygaduje, to nie jest treść, a wkurw – komunikat słowny o wkurwie. Historia wielokrotnie dudniła w Umęczonej wkurwem, wielokrotnie para szła w gwizdek, bo sam wkurw, to odruch, pęczek emocji, pretensje do świata i hajda na koń. Mało co z tego może wyniknąć, bo to jest typowy objaw Polnische Wirtschaft – bez reguł, bez planu działania, bez celu, lecz z naskokiem, napadem, zajazdem podburzaniem i wiecowaniem.
    Pzdr, TJ

  235. @Ciotunia Makowiecka
    Pojęcia nie mam jak mogłam przegapić taki świetny tekst o kotach! Ślepawa skleroza. Przepis wykorzystam.

    @Ewamarysia
    Przepis brzmi ciekawie, z tym podsmażaniem kiełbasy trochę ryzyko, ale jak osobno to zaryzykuję. Raz podsmażyłam i zamieniła się w coś co przypominało kupkę brudnego plastiku. A tak ładnie wyglądała przedtem!
    @Wiesiu
    trochę się minęliśmy. Zupki z worków nie są zbyt naturalne, choć mi smakują. Ale trudność polega na bardzo restrykcyjnych australijskich przepisach dotyczących żywności. Kiedyś to można było liczyć na to, że psy nie wywęszą, chociaż cwane cholery są, ale teraz to już i różne rentgeny czy inne wynalazki stosują. Nie, to się tylko pozornie łatwe wydaje 🙂 No i te koszty przesyłki…

    @Lewy,
    Ja mam wrażenie, że Cynamon z jakiegoś powodu się nie ujawnia ale pisze czasami jako Vertigo.

    @ anumlik
    3 marca o godz. 20:00
    Gdyby się chcieli nauczyć.
    Nie chcą. Podobnie jak inne grupy mające się za wykluczone.

    Coś w tym jest. Mamy chyba nierozwiązywalny problem z Aborygenami.

  236. Lewy
    3 marca o godz. 21:38
    Niewinni? Czyżby? Czyli uważasz, że jesteśmy inni? Zupełnie bez winy, bo mieliśmy wybór i my tak świadomie, że nie? Czy po prostu się nie udało, choć strasznie chcieliśmy. I pozostała rola ofiary, co skrzętnie pielęgnujemy. A może zguba była wcześniej przeznaczona? W regułach z biblii rodem, gdzie ziemię trzeba czynić sobie poddaną, a każda walka musi wyłonić zwycięzcę?

  237. Lewy
    jestem absolwentką historii więc wiem, kto co powiedział. Chociaż dzisiaj jako absolwent historii to tylko wstydzić się trzeba. Poza tym UŚ to żadna tam uczelnia była w tych „komunistycznych ” czasach.

  238. Posłuchałam tego rolnika z linku @anumlika. Jakoś te pierwsze 2 minuty mnie zraziły, zazuję sie posłucham dalej, ale brzmi mi to z jednej strony fałszywie, jak skecz a nie rzeczywisty wkurw, a z drugiej ta argumentacja suchowolska taka…
    6-ta minuta – nie zmieniam zdania…
    Koniec. Jednak jest robione na zamówienie. Szczucie zawodowe.

  239. @mja

    Alez jestesmy niewinni jak ci Szwajcarzy, którzy nie mieli dostepu do morza, to im sie nic nie udało skolonizować.Przeca ja z ta nasza niewinnoscia sobie zartuje. Czlowiek, czy naród jest niewinny jak dlugo nie ma szans, a jak tylko ma szanse, to ja wykorzystuje. Niemców bardzo wkurzalo,ze im ten swiatowy tort kolonii został sprzątniety przez kraje majace lepszy dostep do morza. Dlatego postanowili nadrobić to lebensraumem na wschodzie, no i sie przeliczyli. Teraz to oni sa najbardziej poprawni.Wynika z tego, że żeby byc poprawnym, to trzeba najpierw oberwać. Dlaczego my, mimo, że tyle razy oberwaliśmy, nie jestesmy poprawni i dalej szukamy guza. Dziwnym jestesmy narodem

  240. tejot
    3 marca o godz. 21:43

    „Mało co z tego może wyniknąć, bo to jest typowy objaw Polnische Wirtschaft – bez reguł, bez planu działania, bez celu, lecz z naskokiem, napadem, zajazdem podburzaniem i wiecowaniem”.

    Daj Boże kaszubski, tejotku, by bez reguł, planu, celu, lecz z naskokiem PiS zakończył żywot dziejowym wyrokiem.

  241. Tak przeczuwałem, ale nie znamy się i wolałem dopytać. Pełna zgoda.
    Jesteśmy zwierzętami ze zbyt dużą głową. To nas zgubi, w dziejach ziemi bardzo szybko.

  242. @Ewamarysia
    UŚ czy nie Uś. A czy ty wiesz, że niejaki Legutko to profesor UJotu. a połowa owych ipenowskich prokurtorów to ujotowscy historycy. Albo ten Duda, co to chwalił się, że jest niezłomny, to też pomiot ujotowski.Więc nie narzekaj, że jesteś po UŚ a nie po UJ

  243. Ewa-Joanna
    3 marca o godz. 22:23

    Ewo-J, wyobrażasz sobie spontaniczny wkurw w studiu, choćby nawet polowym? W pełni spontaniczny byłby wtedy, gdyby aktor dostał od Lewandowskiego szpica w tylną część. Ale i tak był w dużym stopniu spontaniczny, bo aktor własnymi słowami w miarę mówienia się nakręcał. Tylko że nie chodzi o estetykę przedstawienia, lecz o treść. Poza tym czyż można wykluczyć, że z iskry rozgorzeje płomień? Ja, choć znam trochę nastroje na różnych wioskach, nie miałbym odwagi rokować. Zwłaszcza że nie wiem, co o tym wszystkim myślą świnie.

  244. A co do kwestii Niemców. Potrafią czytać liczby (demografia). Dzisiejszy podbój to nie terytoria mierzone granicami państw. Czy się przeliczyli? Dziś przegrali partię, pytanie jak rozegrają resztę. A my? Po prostu ciągle tak samo głupi.

  245. Jiba
    >>Czy nie nadinterpretowuje Pan tekstu Z. Szczerka? Ilu ludzi w Europie mogłaby dotyczyć tego rodzaju tożsamość? I dlaczego pan Szczerek miałby jej wymagać od zwykłego człowieka, który przekroczył granice za chlebem?<<
    Ależ zupełnie możliwe, że nadinterpretuję.
    Ale, po pierwsze, Szczerek pisze, że tożsamość europejska jest elitarna, czyli dostępna dla nielicznej, wąskiej grupy. Nie znaczy wcale, że ta grupa jest w jakimkolwiek sensie lepsza. Jest po prostu niezbyt liczna.
    Po drugie – Szczerek niczego od nikogo nie wymaga. Rozważa pojęcie tożsamości europejskiej i dochodzi do wniosku, że, jak dotąd, takowa niemal (poza wspomnianą wąską grupą) nie istnieje.
    Według mnie takie stwierdzenie nie jest wartościujące, ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym. Po prostu, konstatacja faktu.

  246. W piątkowe wieczory niektórzy chodzom na mecz hokeja jak som w Umęczonej:) Więcej dzisiaj chyba nie nadziubię.

  247. pombocek
    3 marca o godz. 22:44
    Treść nie podobała mi się jeszcze bardziej – typowa propagandówa a facet to aspirant do rządzenia, tylko nam władzę dajcie. Ten kawałek białego z kwiatkiem, co to on jest na tle, na pewno coś znaczy. Napisałam poprzednio może trochę mało zrozumiale, że argumentacja suchowolska. Kiedyś spędziłam w owej Suchowoli pewien okres czasu i to było najgorsze doświadczenie mojego życia a z ludźmi tamtejszymi to mi w żadną stronę nie było po drodze. Tępo religijni kościółkowcy, pazerni i egoistyczni, zapatrzeni w pieniądz i wizy do Ameryki, dla własnej korzyści obdarli by cię ze skóry.

  248. Do @Lewy
    3 marca o godz. 19:28

    @Kostka już powiedziała wszystko na temat blogowiczów od redaktora Passenta.
    Smutno mi!

  249. Do @Ewa – Joanna
    3 marca o godz. 22:05

    Nie przegapiłaś. Do rana tekst był w moderacji. Pozdrawiam i życzę powodzenia w sprawach kulinarnych również.

    PS. Czy masz możliwość nabycia mąki wloskiej?
    Od kiedy zaprzestałam kupować produkty mączne brytyjskie moja udręka się skończyła.
    Dowiedziałam się tego przypadkiem. Chodzi o inny rodzaj żaren do mielenia. Mikroskopijne rożnice a mąka grubiej zmielona ta włoska i polska właściwie nabiera i zachowuje powietrze podczas pieczenia.
    Obecnie w Szkocji mamy pełen wachlarz polskich wyrobów wszelkich ale poza tym co lubię tradycyjnie wprowadzam do jadłospisu różne różności z całego świata… 🙂

  250. @Tobermory
    3 marca o godz. 17:57

    😉 ….o kotach i psach można w nieskończoność…

    Z przyjemnością czytam Twoje komentarze. Pozdrawiam serdecznie.

  251. Lewy
    3 marca o godz. 19:28

    Na miejscu @mag natarłabym Ci uszu:)
    O Czesławie wiem, co do Antoniusa podejrzewam. Niestety, nie wiem, jak nazywał się naprawdę, a jest to istotne, bo napisał książkę, którą chciałabym przeczytać. Jeśli odszedł, tym bardziej. Może coś o niej wiesz?
    Ale cynamon? Proszę Cię. Miał napady nieobecności. Po blogach skakał. Widywałam go to tu to tam. Fakt, przyznawał się do poważnych chorób, długo milczał, a później pojawiał się i zbierał za radykalizujący się język.
    Ja np. bardzo lubię Passenta, ale pisać na jego blogu już nie chcę, bywa, że w ogóle nie zaglądam na portal Polityki, co nie znaczy, że nie żyję. Zosieńki nie znałam. A Nela? Po prostu odmówiła współpracy.
    To, że ktoś znika, nie znaczy, że fizycznie.
    Zamiast opowiadać o Polach Elizejskich, przyjedź w Ujazdowskie. Albo w ogóle na wieś.

  252. @Ewa -Joanna napisala „Poza tym co rozumiesz pod słowem „integracja”? Wyrzeczenie się własnych korzeni etnicznych, zaparcie się własnej kultury czy też zwyczajne podjecie pracy, płacenie podatków, wychowywanie dzieci itp?
    Bo można być zintegrowanym obywatelem w turbanie, czy nie można?”
    Otoz to, otoz. A co to jest integracja? To slowo wytrych, wydmuszka, za ktora nic nie stoi. Ale wszyscy miela go na okraglo.
    Najpierw niedrastyczne przyklady. Jesli Polak w drugim pokoleniu nie preferuje kielbasy, a woli kluski wloskie na rozne sposoby, a moze nawet chinczyka, to sie integruje, czy zatraca swoje korzenie. Jesli w jego domu jezyk polski z czasem w miare dorastania nowych pokolen zamienia sie na lokalny, ci lepiej wyksztalceni siegaja po angielski oryginal, bo polskie tlumaczenie z pospiechu jest reguly fatalne, to wstyd, czy sluszna integracja i staranie sie zeby mowic idiomatycznie z jak najmniejszym akcentem. Jesli juz nie latam na popularne sztuczeczki z ktorymi w ramach poprawienia stanu kasy przyjezdzaja polscy artysci ( absolutnie nie mam im za zle), a wybieram cos innego, niepolskiego to jestem przykladem slusznej integracji z nizsza kultura amerykanska, czy zwyczajnym wyrzutkiem narodu polskiego?
    Greckie Wesele oddalo to bardzo dobrze. To oni sie wszyscy zintegrowali, czy nie? A dot. wylacznie jednej bialej rasy i zachodniej kultury.
    A jak ma wygladac integracja wlasnie tego w turbanie, ktora jest jednakowo niemozliwa jak i z kobieta w zaslonietej twarzy. I tu zachodzi pytanie. A po co ich na sile integrowac? Ameryka juz bardzo dawno porzucila melting pot, jako bzdure. I oprocz „ostatniego wypadku przy pracy pod nazwa so-called president” ludziska zyli se w swoich gettach, czasem nieco mieszali i byl spokoj. To dot. nowych przybyszy, bo zasiedziali czarni bez watpienia stanowili najwiekszy problem, ktorego pierszym podproblemem jest zatwardzialy rasizm wobec czarnych.
    W Ameryce nie ma w uzyciu takiego slowa jak integracja, za to jest ( zbytek optymizmu – byla!!!) podswiadoma mysl, zyj jak chcesz i gdzie chcesz i daj zyc innym. Teraz obecna ekipa robi wszystko, zeby doprowadzic do problemow jakie sa w Europie, wprawdzie nie chodzi o integracje, ale o supremacje bialych gloszona juz wlasciwie oficjalnie.
    Jak napisala @!E-J integracja to podjecie pracy, placeniem podatkow, wychowywanie dzieci…no i kilka innych rzeczy, ktore wpisuja sie w zwykle relacje spoleczne. Bez wielkich slow i dywagacji.

  253. @Ciotunia Makowiecka
    4 marca o godz. 0:01
    Jedyne co u mnie jest to włoska Farina 000 i wg mojego rozeznania to bardzo drobno mielona, jak tortowa, ale nie macałam jeszcze. Pomacam. Istnieje coś takiego jak mąka kontynentalna – namiastka polskiej krupczatki. Jedno wiem, że żadna z mąk tutejszych nie daje się zakwasić ale gnije. Moda na organiczne sprawiła, że mogę kupić w młynie mąkę żytnią i ta się kisi. Ale ostatni worek był jakby inny, gorszy. Niestety tu jakoś nie ma przywiązania do jakości, co wyjdzie to jest.
    I to ja muszę się dostosować do warunków, bo te warunki furt mnie olewają. Robię co mogę i jak nie mogę przeskoczyć to w kółko oblecę.
    Tak naprawdę to wcale nie dlatego, że jestem taka przywiązana do polskich dań, ale tu wszystko jest solone a ja soli mam unikać. To jak mam unikać to wolę smacznie. 🙂

  254. @Tobermory, (3 marca o godz. 13:10)
    Problem „najeżdżanych” jest poważny. Nie wolno go nie zauważać, lekceważyć. Udawać, że go nie ma. Doskonale rozumiem, że mogą w nich buzować różne negatywne emocje. Dlatego nie można ich zostawić samych sobie. Masz rację zwracając na to uwagę. Jesteśmy skoncentrowani na przybyszach, zapominając o gospodarzach. Sfrustrowani, zirytowani będą rozładowywać złe emocje tak, jak potrafią. Czasem poprzez dehumanizujące epitety: „szarańcza”, „gnidy”, „stonka”. To zawsze jest bardzo niebezpieczne. Jak się raz da upust pogardzie …

    Zgadzam się z Tobą, że my ludzie zachowujemy się w stosunku do świata przyrody, jak szarańcza. Niszczymy bez opamiętania.

  255. @lonefather, (3 marca o godz. 13:20)
    Nie spostrzegam Wróbla jako „typowego katolickiego fanatyka”, nie widziałem w jego audycjach „katolickiego zniewolenia umysłowego”. Katolickie, konserwatywne poglądy tak.
    Z zainteresowaniem oglądałem w TVN24 audycję „Dwie prawdy”, w której spierał się z Romanem Kurkiewiczem.
    Tym bardziej chciałbym zrozumieć dlaczego tak widzi „Klątwę”. Co go tak bardzo zabolało?
    Jest mi dużo bliżej do poglądów Żakowskiego. Ale też nie uważam, że zawsze ma rację. Czasem zdarza mu się przesadzić. Mnie interesują „racje” i argumenty. Etykietki niewiele wyjaśniają. Są poręczne jedynie przy dokonywaniu podziałów.

    Zgadzam się, że jesteśmy w czasach przełomu. Na razie fakty wskazują na to, że przełamuje się na stronę „Katolickiego Państwa Narodu Polskiego”. Ciągle mam nadzieję, że to się dzieje tylko powierzchniowo i że społeczeństwo za chwilę powie: dość.
    Masz rację, że wcześniej czy później trzeba będzie ten bajzel jakoś posprzątać. Posklejać. Nie da się tego zrobić bez wysłuchania argumentów obu stron. Plucie, inwektywy, pogarda, etykiety pozwalają na chwilowe rozładowanie złych emocji. Na dłuższą metę niczego nie załatwiają. Wręcz przeciwnie, nakręcają spiralę zła.

  256. @Ciotunia Makowiecka
    4 marca o godz. 0:08

    Ciotuniu, i nawzajem 🙂
    Masz niezwykle lekkie pióro i dar opowiadania, rób to dalej! Aż by się chciało zobaczyć ten płot i wprosić na zupę 😉

    @Ewa-Joanna

    Co do Cynamona i Vertigo, nie sądzę, aby to była ta sama osoba. Przy tej znajomości angielskiego… Styl też inny.

    O żurku
    Jadałem różne. Byłem świadkiem masowego nim zatrucia całej międzynarodowej grupy studenckiej w karczmie „Rzym” w Suchej Beskidzkiej. No, może nie całej, bo Polakom i Słowakowi nic nie było, ale Anglicy, Belgowie, Francuzi, a nawet Bułgarzy i Węgrzy odchorowali ciężko.
    Razu pewnego, w Wieliczce, natrafiłem na żurek mego życia, idealny w smaku, konsystencji, składzie. Restauracja nazywała się „Królewska”.
    Sam bym takiego na pewno nie ugotował, w ogóle pewnie, choć po fachowych wskazówkach na tym blogu, kto wie, może się odważę.
    Tymczasem w jakimś sklepie po drodze nabyłem na pamiątkę żurek z Winiar. Po jakimś czasie, wiedziony sentymentem, ugotowałem go na kawałku wędzonego boczku, dodałem resztkę myśliwskiej i jajko na twardo i… smakował jak ten w Wieliczce 😎

  257. Dzień dobry,
    o kotach zawsze! Jako personel pozostający na usługach rudego Sokratesa i czarnego Szamana każdego dnia dziękuję Dobremu Mzimu, że oddaliśmy dom we władanie Kotów, odnajdując swoje miejsce w szyku i porządku kosmosu 😉

    „Tożsamość europejska”. A czym jest dzisiaj „europejskość”? Kiedyś mówiło się, że Europa opiera się na trzech filarach: judechrzescijańskim systemie wartości, greckim poczuciu piękna i rzymskim prawie.
    Czy to jest, i na ile, aktualne? Czy filary nie chwieją się u podstaw? Czy wiatry historii nie nadkruszyły ich w sposób dramatyczny?

  258. Szanowni czytelnicy!
    Niespodzianka, proponuję przemaszerować pod nowy wpis – Konstancja pisze o genderze.
    Zapraszam!
    JK

  259. Jeśli nie drgną sondaże, to moja opinia o ‘suwenerze’ jeszcze bardziej się pogorszy.

    W blogowej dyskusji o „tożsamości europejskiej”, często czytałem odniesienia do tożsamości narodowej.
    Nie zabierałem głosu, bo coraz mniej się utożsamiam z krajanami.

    Jakieś 20 lat temu, za granicą, nieznajomi, pierwszy raz spotkani, brali mnie za Niemca (wygląd, okulary), a kiedy mówiłem żem Polak, zauważałem jakiś smutek w oczach rozmówcy.
    Pod koniec mojej pracy, poczułem od kolegów z Europy coś w rodzaju zmiany nastawienia do Polski.

    Wyobrażam sobie teraz moje dzieci, zatrudnione w zachodnich korporacjach, odwiedzające (szkolenia) różne kraje, wyjeżdżające ze świadomością pochodzenia z kraju, w którym do rządzenia wybrano gang, z szefem szefów w ornacie.

    A może to czarno-widzenie…
    Oby.

    Zmieniam wątek, bo wg mnie sprawą nr 1 dla Polski jest odnalezienie charyzmatycznego/ej lidera opozycji. PP Schetyna i Petru nie rokują dobrze.
    Sukces Regana i Trumpa podpowiada mi, że może jakiś wybitny/a aktor/ka mógłby się w tej roli spełnić. Albo jakiś profesor? Prof. Rzepliński nie jest niestety „wymowny”.
    A może Owsiak? Ten to ma output! I słuchają go wszyscy.
    Tak, tak – Owsiaka szkoda, bo jego dzieło jeszcze trwa.