Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

24.02.2017
piątek

Polityka dla mas

24 lutego 2017, piątek,

…czyli nas. Cytat niedokładny, ale w ten deseń:

żeby zrobić jubileusz,
bierze się starego pryka,
sadza się go na fotelu
i siarczyście się go tyka:
– jubilatem, jubilacie…

60 lat dla pisma to nie w kij dmuchał. W wielu domach „Polityka” była i jest obecna – może i ciekawie będzie wspomnieć sobie to i owo – czym jest dla nas, czytelników. Dla kogo to, Szanowne Państwo Redaktorstwo, robicie.

 

Tanaka:

Początki z „Polityką” pamiętam dzięki „Forum”, które zacząłem czytać chyba jeszcze przed samą „Polityką” mając lat – plus-minus – 10 albo 11. Ciekawość świata, zaspokajana dzięki „Forum” przywiodła mnie do „Polityki”, która za pierwszy horyzont miała sprawy w Polsce. Ciekawość świata złożyła się w jedno z ciekawością bliższego otoczenia. Oba tytuły kupował tato, a jak czasem nie zdążył kupić, z frajdą biegłem do kiosku. Wspomnienie o tygodnikach jest zarazem wspomnieniem o tacie. Tą samą ciekawość świata oraz ciągłość w czytaniu sam, otrzymawszy wzór, przekazałem następnemu pokoleniu.

Był jeszcze trzeci tygodnik – „Przekrój”, choć kupowany bez pełnej konsekwencji.

Mam takie pierwsze wspomnienie z czasów przedszkolnych: siedzę, półgoły, i jestem badany przez panią doktor, lekarkę mieszkającą po sąsiedzku, w jej mieszkaniu. Na okoliczność, której nie pamiętam. Różyczka? Głupio mi i zimno. Nagle małe odkrycie: na stoliku obok leży „profesor Filutek”, a zza niego wystaje rysunek Kobylińskiego. Przestało być głupio, a może i zimno, zrobiło się ciekawie.

Z czasem odkrywałem te tytuły także w innych domach, zwykle przy okazji podwórkowo-koleżeńskich odwiedzin. Trochę później zaświtała mi w głowie taka myśl: stąd się brała powojenna polska inteligencja oraz z tej inteligencji brały się te tytuły. Jest to konstrukcja dosyć złożona, z której do dzisiaj nie mogę się wyplątać. Pewnie, dlatego że mało się staram.

 

Nefer:

Pamiętam te wielkie płachty, które ojciec otwierał po obiedzie, z papierosem w ręku – wtedy jeszcze palił. Zauważałam, że środek był nie wiadomo dlaczego różowy (tak mi się coś majaczy). Ojciec i różowa gazeta. Nuda. Mały druk, nie ma obrazków. Tusz brudzi palce. I wielkie to takie, ojca zza tego nie widać. No, przepraszam, obrazki były, Kobyliński, to pamiętam. Później już go wypatrywałam i bywało, że nawet zrozumiałam to i owo, na przykład dwóch ludzików przed tunelem, z którego wyjechał czołg. Mówili coś o światełku.

Teraz sama sięgnęłam, już ponad 10 lat temu – jednak ojciec miał rację. Czytam cyfrową, tak łatwiej. „Politykę” zaczynam od polityki, potem felietony, kultura, o gospodarce czy społecznych dramatach rzadko. Co mi daje? Mogę dyskutować na różne tematy. W blogi też wsiąknęłam, chyba mają magiczną moc przyciągania – musi nad wejściem do nich pisze „porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie” albo, w skrócie, „stąd nie wyjdziesz”.

Krótko, „Polityka” jest częścią mojego życia, informacją, odpoczynkiem, ciekawością świata.

 

anumlik:

Jako dziecko nieczytające, słuchałem namiętnie radia, jako dziecko słabo czytające czytałem bajki i opowiastki z życia pionierów na obozach Arteku, ale radia słuchałem równie namiętnie, a moją ulubioną audycją radiową był „Teatr Eterek”, z profesorem Pęduszko, wdową Eufemią i Mundziem. O tym, że Eufemię grała Irena Kwiatkowska dowiedziałem się wiele lat później, podobnie jak o tym, że Mundzia grał Tadeusz Fijewski. Namiętna miłość do „Teatru Eterek” przeszła później w miłość do „Kabaretu Starszych Panów”, stworzonego przez twórców radiowego „Eterka” Jeremiego Przyborę i Jerzego Wasowskiego.

Miłość do tekstów satyrycznych z tzw. podtekstami oraz absurdalnych bez podtekstów, objawiła się w okresie płynnego czytania i ulokowana została na ostatniej stronie „Przekroju”. To był ten sam rodzaj humoru, który anumlik umiłował i któremu jest wierny do dziś. „Przekrój” towarzyszył mi nie tylko z racji ostatniej strony przez lata. Stopniowo jednak do „Przekroju” dołączały inne tygodniki, z których „Polityka” stawała się pismem numer jeden. Później – a to później trwa do dziś – to nie „Polityka” uzupełniała „Przekrój”, ale „Przekrój” „Politykę”. Podobnie jak – z roku na rok, sekwencyjnie – „Politykę” uzupełniało „Forum”, „Życie Literackie” czy „Twórczość”. W latach osiemdziesiątych „Polityka” uzupełniała „Tygodnik Powszechny”, który stał się pismem numer jeden, w nowej zaś szacie i pod nową redakcją „Polityka” na powrót stała się tym pismem, które uzupełniane są innymi. Takimi tam „Newsweekami” czy „Wprostami”.

Dziś „Polityka” nie ma papierowej konkurencji i sama sobie jest zjawiskiem w prasie polskiej niemającym konkurencji. Konkurencją stały się portale, ale – jak dotąd – są one tylko uzupełnieniem portalu Polityka.pl.

 

Konstancja:

„Politykę” czytał mój dziadek; pamiętam czerwone lekko pochylone drukowane litery tytułu i dziadka przemieszczającego płachty wielkiej gazety, bo nie wolno było przecinać – gazeta po dwóch dniach wracała do kiosku i do innego czytelnika. Nie była dla mnie, brzdąca, ciekawa, bo tylko teksty, teksty, a gdzieniegdzie rysunek, zdjęcie nic mi niemówiące. Sięgnęłam po nią w roku 1970, tuż po wypadkach w Gdańsku. Nie znalazłam tam nic ciekawego na ten temat, ale coś mnie w niej coraz częściej interesowało.

Potem była przerwa… dość długa.

Dziadek zmarł, a ja nie kontynuowałam kupowania gazety według zasady narzuconej przez kioskarza, bo nie miałam tyle czasu, żeby w dwa dni przeczytać.

W domach narzeczonych in spe wyszukiwałam tytułów różnych gazet; „Politykę” czytało dwóch kandydatów na teściów. Czytałam „Politykę” w domu rodziców męża, na imprezach rozmawiało się pt. co tam panie w polityce?; dyskutowałam na tematy przeczytane w tygodniku; Tata bardzo cierpliwie objaśniał, tłumaczył.

Lata 90. zaznaczyły się tak wieloma zmianami w naszym życiu, w polityce, która coraz bardziej nas dotykała – tygodnik stał się niezbędny. Już w nowej szacie graficznej, w mniejszym formacie, bardziej poręczny do czytania w pociągu, w tramwaju nawet.

Tak zostało do dziś – wciąż jeszcze w wersji papierowej, w teczce w kiosku, ale coraz śmielej zaglądam na propozycję prenumeraty cyfrowej. I to będzie następny etap mojego tygodnia z „Polityką”.

 

Lewy:
Ja zawsze lekturę „Polityki” zaczynałem od felietonu Michała Radgowskiego. Cudowną ironią, przewrotnym humorem wyróżniał się pośród wybitnych kolegów. Podobał mi się też Bywalec, który w stanie wojennym chciał Amerykanom wysyłać koce dla bezdomnych*. No i taka moja mała przygoda z „Polityką”. Kiedy już napatrzyłem się na opóźnienie cywilizacyjne wsi kieleckiej, napisałem ostry list do „Polityki”, gdzie bezpardonowo zaatakowałem te opóźnienia. No cóż miałem wtedy 20 lat, taki wiek ma swoje prawa. Po kilku dniach dostałem list podpisany przez samego Mieczysława F. Rakowskiego, który młodemu gniewnemu przyznawał rację, że słusznie wytykam zaniedbania, ale że powoli poprawia się w Polsce i że cieszy się, że młodzi ludzie tacy jak ja troszczą się o losy ojczyzny. Byłem bardzo dumny, ten list długo przechowywałem, ale w końcu mi się gdzieś zapodział.

[* Moim zdaniem to był pomysł Urbana, a Bywalec do ówczesne pseudo Daniela Passenta – JK]

Jiba:

„Light My Fire” The Doors odsłuchane z pięćdziesiąt razy – tak wyglądały okoliczności mojego pierwszego świadomego spotkania z „Polityką”.

Trwały Juwenalia. Po koncercie postanowiliśmy kontynuować imprezę w akademiku u mojej koleżanki. Na stole w jej pokoju leżała płachta „Polityki”. Wiedziałam oczywiście, że taki periodyk istnieje, ale nie interesowałam się nim wcześniej. W moim domu było mnóstwo książek, ale prawie żadnej prasy. Wtedy tamten numer przejrzałam, zaciekawił mnie, ale cóż, to nie był czas na czytanie. W końcu impreza znudziła mi się, postanowiłam iść do domu, ale koleżanka zaprotestowała, że przecież jest środek nocy, a tu proszę, jest łóżko, mogę przenocować. Położyłam się, a długie studentów rozmowy trwały dalej. Koleżanka była wielbicielką The Doors z fazą na „Light My Fire”. Włączyła tę piosenkę i odtwarzała ją ciągle od początku dyskutując między innymi o tym, co przeczytała w „Polityce”. „Come on baby, light my fire…” stało się chińską torturą, myślałam, że oszaleję. Uciekłam, jak tylko zaświtało, ale „Politykę” zapamiętałam.

Od tej pory stała się moją towarzyszką podróży, a podróżowałam sporo i w czasie studiów, i długo po nich. Z wirtualną „Polityką” zaprzyjaźniłam się, gdy zostałam mamą. Pomogła mi przetrwać trzyletnią odsiadkę z dzieckiem, kiedy to człowiek ma wrażenie, że za chwilę zapomni, jak się nazywa. Dziecko od dawna chodzi do szkoły, a przyjaźń trwa nadal i nic nie wskazuje na to, by miała osłabnąć.

Sto lat, „Polityko”!

lonefather:

Okoń w „Polityce”

Była w domu rodzinnym od zawsze, czyli była i jest zawsze. Czy się na niej wychowałem? Raczej nie, raczej wychowywałem się w jej obecności. Gdy założyłem własny dom, to i w nim była i jest „Polityka”.
Chyba jak wszyscy piszący, ja też pisząc o obecności „Polityki” w domu, stosuje skrót myślowy, mając na myśli dyskusje, jakie bywały po licznych tekstach w niej czytanych. Myślę, że to właśnie było, często nadal jest najważniejsze, że poruszając ważne i ważkie tematy, nie pozostawiała czytelnika obojętnym. Myślę też, że właśnie ten rodzaj czytelników, ludzi nieobojętnych na otaczającą ich rzeczywistość, przyciągała i nadal przyciąga.
„Polityka” była obecna zawsze, więc i na wyjazdach wakacyjnych też była z nami. To dzięki tej wakacyjnej obecności, wskutek okoliczności sprzyjających, przypadkowo odkryliśmy kulinarne „zastosowanie „Polityki”. I wspomnieniem o nim podzielę się z czytelnikami bloga.

Jakoś tak w połowie lat 60., płynęliśmy z Mazur do Warszawy czteroosobowa rodziną, dwoma składanymi kajakami marki Klepper. Klasycznie, czyli Czarna Hańcza do Kanału Augustowskiego i dalej szlakiem wodnym do Narwi i Kanałem Żerańskim do Warszawy. Ale jakieś „dobre licho” nas pokusiło i zamiast grzecznie skręcić w prawo do Augustowa, skręciliśmy w „lewo” w stronę Białorusi, wtedy CCCP. Pewnie to sprawiła pogoda wspaniała, lub ciekawość, jak wygląda „dzika”, czyli zapuszczona, niewiele odwiedzana przez wodniaków część kanału, że zboczyliśmy z planu i o jeszcze jeden dzień przedłużyliśmy spływ. Nie pamiętam już, czy to była śluza Tartak czy Kudrynki, w każdym razie na którejś z nich śluzowaliśmy się z miejscowymi rybakami, wracającymi z połowów na jeziorze Głębokie. Sami nas zagadnęli, czy nie kupilibyśmy świeżych ryb z nocnego połowu. I kupiliśmy. Żywe, jeszcze pływające w zbiorniku wmontowanym w środku łodzi. Kilka średniej wielkości płoci i dwa spore okonie. Po śluzowaniu popłynęliśmy dalej, ale wypatrywaliśmy ładnego słonecznego miejsca na biwak i w końcu takie znaleźliśmy. Paliwo do kochera dawno się już skończyło, więc jedynie pozostawało ognisko, żeby przyrządzić rybny obiad. Resztki zapasów też nie dawały za wiele możliwości. Końcówka masła, ciut, ciut oleju na dnie butelki, szczypta soli, ograniczały możliwości do minimum. I to zdecydowało o tym, jak przyrządzimy obiad. Sól i patelnia i pierwsze znalazły się na niej plotki. Niezłe były, ale cały olej, jaki mieliśmy wypiły w czasie smażenia. Pozostały okonie. Zero oleju, a masła za mało, żeby je usmażyć. I wtedy przypomniałem o tym, że można by je upiec „w glinie”, w popiele ogniska. Nawet zacząłem się za gliną rozglądać. Ale ktokolwiek pływał Kanałem Augustowskim na odcinku pomiędzy Augustowem a granicą państwową, wie, że tam są tylko piaski, a jeśli jest glina, to głęboko i trudno dostępna.  I to wtedy potrzeba, co jest matką wynalazków, podpowiedziała, że glinę można by zastąpić szczelnie zawiniętym papierem. Żadnego pergaminu nie mieliśmy, za to mieliśmy „Politykę”, stare wielkoformatowe wydanie i to w nią właśnie zawinęliśmy, oskrobane i wypatroszone okonie, lekko oprószone solą. Resztkami masła natarliśmy ryby przed zawinięciem w papier. W zebranym w czasie smażenia płoci popiele wygrzebaliśmy dwa podłużne zagłębienia i szybko przykryliśmy pozostałym popiołem zawiniątka z rybami…

Dyskutowaliśmy problem, jak długo trzeba piec w ognisku ryby w papierze. W końcu stanęło, że co najmniej pół godziny i mniej więcej po tym czasie rozgrzebaliśmy ognisko i wyciągnęliśmy ponadpalane zawiniątka z okoniami. Nadpalone i zwęglone wierzchnie warstwy rozwijaliśmy z duszą na ramieniu, niepewni tego, co w środku się znajduje i czy będzie to jadalne? Wierzchnie warstwy, krusząc się i rozpadając w rękach, rodziły obawę co do stanu zawartości, kolejne trzy czy cztery wewnętrzne warstwy, pozostały w stanie idealnym, pogłębiały niepewność, ale już z zupełnie odwrotnego powodu. W końcu oczom naszym ukazały się okonie. Nie tylko się ukazały, ale i zapachniały przepysznie. Co prawda odbiła się na nich lustrzanie treść „Polityki”, ale smak idealnie upieczonych ryb, dorównywał zapachowi.
Okonie w „Polityce” okazały się kulinarnym strzałem w dziesiątkę! Wielokrotnie w późniejszych latach potwierdzanym. Dodać tylko jeszcze wypada, że próby pieczenia w innych gazetach, czy periodykach, nigdy się nawet nie zbliżyły do oryginalnego przepisu.

Przepis na okonia w „Polityce”:
1) Świeżo złowione okonie, oskrobane, lekko oprószone solą i natarte niewielka ilością masła
2) Zawijamy szczelnie, każdy osobno, w 6 do 8 warstw „starej”, wielkoformatowej „Polityki”
3) I zakopujemy w popiele ogniska na około 30 minut
Skala trudności – obecnie niewykonalne*

* niewykonalne, bo od dawna wielkoformatowa „Polityka” jest niedostępna, a i szansa spotkania miejscowych rybaków na Kanale Augustowskim, co wracają z nocnego połowu i maja żywe ryby w swojej łodzi, to marzenie ściętej głowy; no i zapal sobie ognisko na skraju Puszczy Augustowskiej…

 

Na deser anumlik od anumlika:

Dytyramb na cześć ateistów

A w urzędach, zamiast liści –
szczerząc swe urocze mordy –
przekwitnięci ateiści
tworzą legion i dwie hordy.

Racjo – siebie – nalizują
w sens wklepując cenne racje.
Czasem rzecz trafnie ujmując,
idą wspólnie na kolacje.

Na kolacjach dęte gadki
produkują ateiści.
Miast rozpuszczać w gatkach kwiatki
tkają fetor dziwnych myśli:

To brzuchatego biskupa
na kleryku przyiwanią.
To – gdy mignie czyjaś dupa –
skojarzą ją z Imć Onanią.

Zamiast w sensach łowić stricty
taplają się w dętych bojach,
nie pomni Ockhama brzytwy
tkwią w przedziwnych paranojach.

Gdy Paranoj z Paranoją
owładnie sny ateistów,
oddal Matko Boża moja
zło z Pana Boya artystów.

 

***

A jakie są Wasze wspomnienia o „Polityce”?

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 455

Dodaj komentarz »
  1. Wielkie płachty, czerwony tytuł, nad nim „Proletariusze wszystkich krajów…” Poręczne do robienia papierowych kapeluszy 😉
    Czytanie zaczynałem od ostatniej strony, jak pewnie wielu szukających rozrywki, której więcej pojawiło się w Polityce z czasem i zmianą formatu.
    Mam na strychu jeszcze jakieś numery z początków lat 80.
    „Przekrój” czytałem też od ostatniej, ogólnie pamiętam lepiej Braci Rojek, Krecię Pataczkównę i myśli psa Fafika, savoir vivre Kamyczka i kulinaria Kalkowskiego, rysunki Macedońskiego i entuzjastę Polonii w USA – Zbigniewa K. Rogowskiego (pierwowzór Kolonki z Kraśką) ale „Polityka” była w domu stale prenumerowana.

  2. Jeśli o „Polityce” mowa, to na mnie zawsze nachodzi wspomnienie o Rakowskim – twórcy tego fenomenu medialnego, który funkcjonował sprawnie w czeluściach realnego socjal;izmu, oświecał nie tylko krajan, lecz miał jakiś zasięg inspiracyjny na Wschód.

    Jakim trzeba było być magikiem, chytrusem, spryciarzem by prowadzić tak otwarty (jak na tamte czasy) tygodnik, umiarkowany i śmiały, aprobujący, ale i szukający dziury w całym, aktywizujący, nie bez zamysłu, zobowiązujący do znajomości rolnictwa i przemysłu, stawiający na ostrzu, przyzwalający, pryncypialny gdy trzeba, łapiący w papier każdy temat, gorący, zimny, zjazdowy, partyjny, w obróbce redakcji zawsze był unijny, jednoczący, zachęcający, proszący, wymagający.

    „Polityka”, to była czysta polityka, licencjonowana, lecz tak przyprawiona, że nie zjadała swojego ogona, nie dławiła hasłami, nie odstręczała formalizmem, była zawsze z nami, nie straszyła komunizmem. Od zarania ją czytam i skończyć nie mogę, wciąż przyśpiewuję (jak ś.p. Lutkiewicz) – daj mi nogę, daj mi nogę, daj mi nogę, bo bez nogi, bo bez nogi żyć nie mogę.
    Pzdr, TJ

  3. Chyba rzeczywiście pomyliłem się, Bywalec to był Passent.Urban chyba był Kibicem

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lewy
    24 lutego o godz. 16:48

    Tak jest ! – jeśli mnie pamięć nie myli.

    tejot
    24 lutego o godz. 15:54

    Otóż to! – Mieczysław Rakowski nie był pierwszym naczelnym „Polityki”, ale najsilniej odcisnął piętno i stworzył takie podwaliny, na których dzisiejsza „Polityka” z red. Baczyńskim jako dobrym kontynuatorem się zasadza i z których nieustannie czerpie.

    Tobermory
    24 lutego o godz. 15:53

    Z „Przekoju” bodaj najbardziej zapadł mi w pamięć absudalno-zwariowano-cyrkowe listy Afanasjewa. Ale Fafik, bezwzględnie, też. I setki różnych tekstów na temat, albo i nie, które pamiętam już bardziej jako nastrój niż konkret.
    Fajny był pani Kamyczek.
    Zdaje się też, były, relacje sądowe, pani redaktor Wandy…, dalej zapomniałem.

  6. Na początku był Przekrój , a Przekrój był od Eilego, a Eile był z Krakowa. Ale najbardziej pamiętam Kamyczka alias bracia Rojek alias Alojzy Kaczanowski, czyli Janinę Ipohorską. W 56 krótko było” Po Prostu”m.innymi z walczącym z komunizmem (przynajmniej tak to to odbierałem) Jerzym Urbanem, późniejszym znienawidzonym (jak Timmermans przez PIS), rzecznikiem Jaruzela, to on wysyłał śpiwory do NY, jako Kibic chyba pisał w Szpilkach. Zaraz potem, chyba juz po zamknięciu Poprostu pojawiła się Polityka.Jedno z nielicznych pism rządowych, które zachowało się przyzwoicie w 68 roku. W stanie wojennym odeszło pół redakcji,ale pismo poziom utrzymało, czytam je nadal w formie papierowej, chociaż czasem też coś w internecie , gdy podrzucą do FB. Polityka sama porównuje sie czasami do Spiegla i myślę, że oba te pisma trzymają poziom.

  7. Trzeba opić Politykę bo jeszcze się rozeschnie. Uroczyście zapowiadam że dziś wieczorem mam zamiar zajrzeć do kieliszka. Szukam wspólników 😉

  8. NeferNefer
    24 lutego o godz. 17:53

    Zgłaszam się, walnę sobie lufę, na okoliczność.

  9. @Tanaka
    Czy to nie była Wanda Falkowska ?. Ech ten alzheimer

  10. Ja juz przepijam kieliszkiem Côtes du Rhone. Twoje zdrowie Neferko

  11. Panie Jacku, oraz Neferko-tytułoautorko, mam propozycję lekkiej korekty tytułu, dla uwyraźnienia: „Polityka – 60 lat. Dla mas”.

  12. Tanaka, Lewy

    O, fajnie, dzięki. Ale ja dopiero około 21.00.

  13. Lewy
    24 lutego o godz. 18:10

    Jak w banku, albo prawie. Więc i nie alzheimer. I za to – wesół jak pliszka – wypij z kieliszka. Przyborą.

  14. NeferNefer
    24 lutego o godz. 18:15

    „Panowie, zgrajmy zegarki”
    Z Klossa. Albo jeszcze z czegoś.

  15. Od 17ej jest juz wieczor…
    Wiec sacze „Santa Rita” Pinot Noir 2016 z Valle de Aconcagua.

    Zdrowie juz swietujacych i tych co pozniej dolacza.

  16. Albo masy to kupią, albo nie.

  17. Tanaka
    24 lutego o godz. 18:13

    Hum. Nie. Nie podobuje mi się.

  18. A Pan Jacek wyjechany jest (chyba). Kota nie ma 🙂

  19. Sacze i pacze na nalepke, bo na niej wcale nie ma widoczka tej, tam Valle de Aconcagua, tylko Champs de Elysess, co to wisi w National Gallery w Londynie, a namalowal Camille Pissarro. Kupilem „Santa Rita” i nie dosc, ze mam radoche z saczenia, to na dokladke jeszcze wspieram National Gallery… , „… because by purchasing this vine my contribution ensures future generations enjoy paintings as we do today”

  20. Tytuł jest OK.
    60 lat. Dla mas w sam raz? A dla jaśnie panów – sto lat, sto lat?

  21. Nie jestem, ale zaczyna się impreza w redakcji, więc będę musiał się wyłączyć.
    Pozdrawiam wszystkich świętujących u siebie!
    JK

  22. Ale była ta Polityka w środku różowa? Taki dodatek, coś pamiętam. I czy Kobyliński był w prawym górnym rogu na pierwszej stronie czy na ostatniej?

  23. Niczego – wzorem Klossa – nie zgrywam. Piję merlota od pół godziny. Najpierw einem kleinen Glas w małej knajpce za rogiem, gdzie zajrzeliśmy (po drodze) z syneczkiem podczas zakupów, a teraz, po przeczytaniu Waszej zachęty po jak Bóg przykazał. Prost!

  24. Ja muszę poczekać 🙁

  25. Ryby (pstrągi, łososie) wypatroszone, umyte, ale nieskrobane (skóry się nie je) przyprawia się solą, czosnkiem, ziołami (z dodatkiem masła) od środka, zawija w kilka warstw zwykłej gazety, zwilża pakunek w zimnej wodzie (przez zanurzenie) i kładzie na grillu lub do ogniska na 20-30 min.
    Stary, znany patent.
    Tłuszcz na wierzchu ryby rozpuszcza sadzę z farby drukarskiej.

  26. Znafca hahahhaaa

    Jakzeby inaczej mialo byc, zeby sie znafca wszystkiego, nie odezwal. Bez znafcy byloby wiadomo jak …. hahahaaaaa.

  27. No juz juz dobra. Wiecej juz nie bede. Sacze se dalej… hahahaaa

  28. Uprzejmie uprasza się o elegancję-francję. Nie psujmy sobie tego wieczoru.

  29. @.NeferNefer. Na pierwszej. Dodatek różowy był chyba ekonomiczny.

  30. @NeferNefer
    24 lutego o godz. 18:36

    Ja pamiętam na pierwszej, w prawym górnym.

    Na różowym: Polityka-Eksport-Import

  31. Stachu39
    24 lutego o godz. 18:45

    Właśnie, pamiętam że na pierwszej ale Tobermory mówił o ostatniej stronie i nie byłam pewna. A może z czasem się zmieniało?

  32. Eksport-import, już wiem czemu nuuuudy 🙂

    Dzięki Tobermory.

  33. Co mówiłem o ostatniej?
    Że zaczynałem tam czytanie.
    Od felietonów. To była rozrywka.
    Kobylińskiego zresztą znielubiłem z czasem.

  34. @NeferNefer
    Dokładnie to nie mówiło się, ze strony są różowe, ale łososiowe. I skąd to sie brało, jak wtedy łososia nie zobaczyłeś nawet w encyklopedii. No może w Jastarni dało się go kupić u rybaka za kartki na papierosy.
    Sorry, że ja tak dryfuję, ale skoro my o tych czasach, to ja chyba mam prawo powiedzieć coś o łososiu. Aha, paliłem giewonty, ale to chyba kolejny dryf zramolałego dziadka.Dziewczyny też wtedy były ładne, teraz też są ładne, ale jakieś takie niedostępne.
    Aha, a pamiętacie „Problemy”? Czytałem namiętnie. Tam to nawet sam wielki Lem czasem sie produkował.
    Koniec dryfu.

  35. @Tobermory

    No i tak mi pasowało logicznie że jak rozrywka na ostatniej to może ja coś pokręciłam z Kobylińskim. A dlaczego znielubiłeś?

  36. Lewy
    24 lutego o godz. 18:51

    Łososiowe? Ja to pamiętam jak przez mgłę. Ale wydawało mi się że różowe. Zresztą nieważne.
    Ja to z tamtych czasów pamiętam lemoniadę w proszku 🙂

  37. @NeferNefer
    Lemoniadę w proszku tez spożywałem, zamiast ja rozpuszczać w wodzie wylizywałem z torebki. Ależ to było dobre !

  38. Lewy
    24 lutego o godz. 18:57

    No właśnie, o wylizywanie chodziło, na tym to polegało, ech super…

  39. Czytam jubileuszowe wydanie i doszedłem do kawałka „Moje życie z Polityką” a tam poproszono p. Andrzeja Zybertowicza o wypowiedź.
    Dla tych, co nie czytają, ostatni akapit.

    „Postrzegam Politykę jako część kulturowo-politycznego konglomeratu medialnego – Wyborcza, TOKFM i Plotek.pl, TVN, w tym telewizje śniadaniowe. To ciąży na jakości. Może nie ma z tego dobrego wyjścia. Dzisiaj, w przestrzeni infozgiełkju, Politykę biore do reki raz na kilka tygodni (męczą wstępniaki Naczelnego i poligramoty duetu Janicki/Władyka) – wtedy, gdy są ciekawe rozmowy, teksty o gospodarce, nauce lub reportaże.”

    I to jest zagadka współczesnej Polski, w której żyją ludzie z cenzusami naukowymi, ale oddani prezesowi, zatracają klasę, powiem więcej, zatracają godność.
    Napiszę teraz coś w melodii L. Kinga.
    Marzy mi się, aby liberalne media zaczęły odpowiadać Ziemkiewiczom itp. pięknym za nadobne.
    Kiedyś pisałem na sąsiednim blogu do współautorów: „po nazwisku, Panowie, po nazwisku!”.
    Twórzmy „Listę hańby”!

    I na koniec, przed trzecim kielichem, sprowokowany listą Wprost/Forbes’a, spostrzeżenie.

    Pierwszym kapitalistą w Polsce jest prezes. Zarządza strasznymi miliardami – bez ryzyka.
    Drugim kapitalistą, zbiorowym, jest episkopat. Polecam szacunki majątku kościelnego (w sieci, nawet w archiwum ePolityki).
    Dopiero dalej są dzieci Kulczyka i inni z setki, warci razem nędzne ca 120 mld zł.

    Na zdrowie!

  40. znikam chwilowo bo mus, zaproście jeszcze jakieś inne panie 😉

  41. tejot
    24 lutego o godz. 15:54
    Jeśli o „Polityce” mowa, to na mnie zawsze nachodzi wspomnienie o Rakowskim – twórcy tego fenomenu medialnego, który funkcjonował sprawnie w czeluściach realnego socjal;izmu, oświecał nie tylko krajan, lecz miał jakiś zasięg inspiracyjny na Wschód.

    Hmmm… a mnie się za Rakowskiego dostało onegdaj i tutaj po łapach.
    „Polityka” kojarzy mi się z pewnymi i do dzisiaj istniejącymi jak się wówczas nazywało „Zakłady w budowie” na wschodzie Polski (teraz to S.A.) – pracowałem na nowo uruchomionej „nitce” olbrzymiej instalacji. Zwłaszcza po nocnej zmianie przy śniadaniu czytałem niekiedy „od deski do deski”. Obok leżało „Dookoła świata” i czekało na swoją kolej.
    Tutaj z nieco poźniejszego okresu na dobranockę:
    *https://www.youtube.com/watch?v=Hf0Dm-OaTNk

  42. Lewy
    24 lutego o godz. 18:57
    Lemoniadę w proszku tez spożywałem, zamiast ja rozpuszczać w wodzie wylizywałem z torebki. Ależ to było dobre !
    ……………………………………………………………………..
    No,no… krok dalej i byłoby jak w „Blaszanym bębenku” ;–)

  43. @Lewy

    Nie ty jeden w „prochach” gustowales. A pamietasz lizaki „koguciki”, takie czerwone i landrynkowe? Pamietasz, musisz pamietac, wszystkie dziaciaki je kochaly. Ja tez. Wiec wez teraz i wyobraz sobie, ze kochalem je mniej wiecej do 10 roku zycia. wszystko przez jedna moja ciotke ze Szwajcarii. Cioteczka przysylala czekolady Lindta regularnie. Starzy byli sprawiedliwi, to znaczy sprawiedliwie, czyli po rowno dzielili te szwajcarskie czekolady po rowno. I wlasnie mniej wiecej do 10 roku zycia, swoja dzialke wymienialem ze starymi na te koguciki… I jak dzis pamietam moment, gdy bylismy na spacerze i nadszedl czas na czekolade, gdy cos mnie powstrzymalo od „wymiany” … Skosztowalem prawdziwej gorzkiej czekolady i juz do kogucikow nie wrocilem. Znaczy sie raz, czy dwa probowalem, ale juz tak nie smakowaly, jak przed tem. Cos sie zmienilo od tej czekolady, bo zaczalem przywiazywac wage do smakow. I tak mi do dzis pozostalo. Ale i lemoniade w proszku i koguciki i „Mandarynke” i „PoloCokte”, pamietam, wspominam, jak wspomina kazdy, kto wspomnienia z dziecinstwa zachowal. A nie „zwilzyc i 20 do 30 minut na grillu”.

    Zdrowko.

  44. Lewy
    24 lutego o godz. 16:48
    chyba alzheimer, bo ja pamiętam Jerzego Kibica z tygodnika KULISY. Nie pamiętam, czy był w Polityce, bo lata 80. to u mnie stracona dekada. Małe dzieci, chora babcia, problemy z aprowizacją…wszyscy to znamy.

  45. @NeferNefer
    24 lutego o godz. 18:52

    Kiedy po 1989 zaczął się wstydzić swojej roli „karykaturzysty w komunistycznym systemie” i zerwał współpracę z „Polityką”, bo poczuł się wolny, a „Polityka”, jego zdaniem, nadal służyła staremu systemowi 🙄

  46. Urban pisał w „Polityce” pod pseudonimem Jan Rem.

  47. … między innymi.

  48. Z „Polityką” zacząłem tak, jak Tobermory: od kapeluszy i ew. żeby coś nią podpalić, ku przerażeniu dorosłych 🙂 Prasę zacząłem czytać na studiach (lata 90.), konkurencyjny tygodnik, do którego pisywali wtedy porządni ludzie (np. Kuczyński, Tym), a który z czasem stawał się coraz bardziej nienawistny i niestrawny. Wtedy zdecydowałem się zaryzykować kupno „Polityki”: jawiącej mi się wówczas jako groźna, bardzo poważna i na pewno dla mnie za trudna.

    No i się zakochałem, a miłość trwa do dziś!

  49. Serdeczne życzenia dla Redakcji. Wszystko się zgadza, też tak wspominam stare czasy z tym tygodnikiem. Ale jeśli chodzi o teraźniejszość to jest tak, że od chyba 5-6 lat mamy tutaj tzw. polski sklep (którego nota bene właścicielem jest jakiś podobno Azjata) więc mam dostęp do Polityki zaraz w piątek. Po przeczytaniu 2 egzemplarzy wysyłam je do przyjaciółki mieszkającej w okolicach Lille a ona po przeczytaniu wysyła je do znajomej do Paryża. Mimo dostępu do internetu to jednak papierowy tygodnik to jest to, zwłaszcza dla starszych roczników

  50. stasieku
    24 lutego o godz. 19:06

    Skoro Zybertowiczowi skojarzenia „Polityki”z telewizją śniadaniową ciążą na jakości, nie powinien tak kojarzyć. Od razu mu się ciążenie wydelikaci.
    Wziął i przesadził.

    Ma jednak, ogólną, rację w tym, że Polityka miewa – na mój gust za dużo – tekstów błahych, powierzchownych, przypodobalskich, niekompetentnych. Dochodzących do granic głupkowatości oraz propagandy.
    Jak się to odsączy, zostaje coś, co jest znośne, niezłe, pożyteczne, dobre, czasem – bardzo dobre. Ważna jest też suma „Polityki”, czyli jej rola społeczna i cywilizacyjna. I to uważam za na tyle znaczne że – oprócz wybranych autorów – ciągle dobre (z nieodzowną krytyką) pismo. I ma coś takiego, za co ją można, zwyczajnie, lubić. W sposób falowy.

  51. Ktoś powyżej wspomniał ” Problemy „( chyba miesięcznik?)z Lemem, ale przede wszystkim z Tuwimem,który miał tam taki dział „cicer cum caule.”
    Ktoś wspomniał „Dookoła” A kto pamięta ” Świat”, ilustrowany tygodnik z reportażami? Nie wiadomo dlaczego został zamknięty. Może byli tam syjoniści?
    „Tygodnik Powszechny” kupowało się dla Kisiela.W Polityce jako felietonista błyszczał wspomniany Radgowski, Bywalec i jeszcze ktoś od popularyzowania nauki, w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć nazwiska. Urban tez pisał dobrze, jak poszedł na swoje zrobił sie wulgarny i niesmaczny.

  52. Lewy
    24 lutego o godz. 18:57

    Fachowe spożywanie oranżady w proszku polegało na tym, że jej część wysypywało się na dłoń, po czym część zlizywało, a z resztą biegało się po podwórku, co raz polizując. Jak się porcja skończyła, dosypywało się resztę.

    Inna fachowa metoda była taka, że wódz podwórka, albo zabawy częstował koleżeństwo: każdy wsadzał naśliniony palec do torebki, i co się przykleiło, to jego.

    Kolejna: wziąć do ust z torebki wszystko i poczekać aż się tak zapieni, że zacznie z paszczy wypływać metodą dzisiejszej pianki uszczelniającej wszystko i wszystkich. Było to widowiskowe i można się było tak bawić w zombie, epileptyka,albo ślicznego młodziana podrywającego panienki. Można tak też było straszyć staruszki.

    Najbardziej smakowała mi oranżada pomarańczowa, ale i cytrynowa była super. Dawałem radę zeżreć, bez popjania, z 6 albo 7 paczek, a żołądek jakoś dawał radę z tym kwasem i resztą nieskomplikowanej, ale mocnej chemii. Później pokazała się oranżada o smaku coli, ale rzadko bywała i nie była taka smaczna jak tamte. Kosztowały, chyba, 40 groszy za torebkę.

    Superackie były też dropsy. Miętusy – pycha. I takie groszki, kolorowe albo czarne, udające czekoladowe, a w środku cukrowo chrupiące, zamknięte w okrągłym i płaskim pudełku podobnym do krążka hokejowego, z małą dziurką. Żeby mieć dostęp do słodkości, należało zerwać banderolę na bocznej ścianki i przekręcić wobec siebie część górną i dolną. Wtedy położenie otworów w obu częściach pudełka zgrywało się, i groszki sypały się do ręki. Albo na ziemię.
    Dodatkowa atrakcja była taka, że całość mogła służyć jako instrument muzyczny: grzechotanie groszków, grzebień, gwizdanie, pukanie w cokolwiek – metalowy kubeł ma śmieci, mruczando – i jazzband gotowy.

  53. Melduję się z kieliszkiem 🙂

    Mam pytanie, skoro w Polsce co drugi to lekarz, czy jak zaczyna drapać w gardle oraz nosem pociągać to jak się rąbnie kielicha to to coś da czy to tylko pobożne życzenia?

  54. Kałużyński! On był genialny, zawsze uświadamiam sobie, jak mi go brakuje, gdy nudzę się na jakimś polskim filmie. On wyczuwał filmową nudę jak hart i rzucał się jej do gardła, jak lampart 🙂

  55. Tanaka
    24 lutego o godz. 20:32

    To ja sposób 1 i 3. Zwłaszcza 3. Wiśniowa też była. I były takie wielkie pomarańczowe draże z których skorupkę się obgryzało aż został środek.

  56. NeferNefer
    24 lutego o godz. 20:59

    Zalezy od sily „rabniecia”.

    Wspomniana wyzej szwajcarska ciotka miala, stosowala, propagowala, metode na „kapelusz”…

    Metoda:
    Kladziesz sie do lozka.
    Na stoliku stawiasz butelke czegos mocniejszego. Moze byc koniak, wodka, burbon, whisky i kieliszek.
    Nakrywasz sie koldra po „kokarde” i dodatkowo jeszcze kocem, lub innym pledem.
    Na stopach wyciagnietyc nog kladziesz kapelusz.
    Wypijasz pierwszy kieliszek i po jakims czasie patrzysz na kapelusz.
    Jesli widzisz jeden kapelusz, wypijasz drugi kieliszek.
    Kontynuujesz, do momentu, gdy widzisz dwa, lub wiecej kapeluszy.
    Zakrecasz, lub korkujesz flaszke i spokojnie zasypiasz.
    Pocisz sie do momentu, gdy juz dluzej nie wytrzymasz…
    Wtedy zmieniasz posciel i stroj nocny, na swierze i juz spokojnie spisz do rana.
    Rano jestes jak swierzo narodzona, o ile to nie bylo cos powazniejszego niz zwykle przeziebienie.

  57. lonefather
    24 lutego o godz. 21:13

    Ojć, tak to nie dam rady, po trzech malusich kieliszkach mam dosyć. Piję właśnie coś co się nazywa „Poire William Eau de Vie” (paskudne, 40%, nie, nie stało w łazience) ale ja w poniedziałek mam urlop no i nie chcę być chora. Na na końtro nie mogę patrzeć.

    ****

    Gdzie jest mój pombocek ulubiony?

  58. Maciej2
    24 lutego o godz. 21:07
    Najlepiej widac przenikliwość Kałużyńskiego w ocenie Zanussiego. On tego grafomana narcyza natychmiast rozszyfrował, nie dał się olśnić temu bełkotowi, takiemu niby połączeniu nauki ze sztuką, tym docentom,którzy usiłowali unaukowić tajemnice wiary. Przez Zanussiego bardzo długo nie lubiłem Zapasiewicza, ale potem go polubiłem

  59. Zapasiewicz był doskonały jako Piłat w Mistrzu i Małgorzacie (jeśli mnie kieliszek nie myli)

    Mam gadane 🙁 zdaje się że będziecie mnie musieli jakoś wytrzymać 🙁

  60. Ech! Wam to dobrze, macie takie fajne wspomnienia z oranżadami w proszku wyjadanymi na sucho (próbowałem gdzieś w kątku), ale kiedy one się pojawiły, to ja już „stara dupa byłem” – jak powiedział w „Psach” Linda do siedemnastoletniej panienki. Za mojego dzieciństwa podwórkowego to nawet porządnego loda zjeść się dało, a rarytasem był chleb ze śmietaną (o konsystencji masła) posypany grubo cukrem i woda z sokiem z saturatora ulicznego, w szklance uwiązanej na smyczy. Jak się pojawiły te oranżady w proszku i draże jak koła młyńskie, to ja byłem na etapie jaboli ciągnionych w kółeczku kumpli – z gwinta, po odkapslowaniu butelki. Zaraz potem, z innymi kumplami i (już!) panienkami, przyszły poranne kawy w Empiku, parzone we włoskich ekspresach, z obowiązkową prasą: „Polityką”, „Forum”, „Kulturą”, „Życiem Literackim”, „Argumentami” (uwielbiałem) i dwoma, trzema dziennikami. W „Empiku” na placu Kościuszki we Wrocławiu, wszystkie tytuły, starannie spięte drewniano drucianym stelażem, były dostępne. Ot, godzinka, dwie lektury, plus dwie, trzy kawy i człowiek wiedział po co żyje. Jak nie rano, gdy miałem tzw. drugą zmianę w pracy w bibliotece, to po południu.

    Byli czasy 😉

  61. Tanaka
    24 lutego o godz. 20:32
    pewna firma z Kalisza niedawno, latem ub roku wypuściła na rynek produkt pod nazwą „Oranzada w proszku”, zachwalany jako „smak sprzed lat” smak pomarańczowy.Torebki papierowe wielkości takiej, jak pamiętam.
    Kupiłam 3 sztuki, licząc na przyjemnośc właśnie takiego wsypania na rękę lub wprost do ust (najlepsza metoda na pianę w ustach). Zawartość jednak po otwarciu nie zachęciła mnie do tego eksperymentu; produkt okazał się taki sam, jak Szynka Babuni, od Dziadka czy cóś w podobie. Sam cukier, wśród którego kilkadziesiąt drobinek czegoś w kolorze pomarańczowo-wiśniowym.
    A kosztowało 3 razy więcej niż owa oranżada w latach naszego pacholęctwa.
    Nie polecam!

  62. @Neferciu
    Gruszkówka to najlepsza wódka. Jakże Ci zazdroszczę. A z tą chorobą to nie ma rady. Za chwile upojnego szczęścia, trzeba zapłacić. Ze Ty już w piatek myślisz o poniedziałku ! A może w niedzielę jaki wielki meteor walnie w Ziemię i co ? Bedziesz żałować, że nie wykorzystałaś tych trzech dni w upojeniu ?

  63. Lewy
    24 lutego o godz. 21:35

    Ale to smakuje jak jakaś woda toaletowa (podejrzewam) – chociaż chwilowo przestało mnie drapać w gardle. O urlopie to ja zawsze myślę 🙂

    A ponieważ jestem w trakcie kielicha to raz przestanę gryźć się w język i powiem że Polityka ma przystojnego red nacza *kaszelek*

    A ciotunia Makowiecka i Krewni i Znajomi Królika też niech się pokażą 🙂

  64. @Neferciu
    Poire William nie może być żadną wodą toaletową. In vino veritas, a ponieważ Rzymianie nie znali wódki, więc sentencja odnosi sie również do mocniejszych, później wymyślonych przez ludzkość napojów wyskokowych. I ta gruszkówka Cię zdradza. Po trzeźwemu wstydziłabś się przyznać, że sie podkochujesz w red. Baczyńskim.

  65. Ha ha, Zanussi! Pamiętacie, jak Ludwik Stomma się oburzał, że mu go Redakcja przykleiła na plecy? 😀

  66. Lewy
    24 lutego o godz. 21:50

    Zaraz podkochujesz. Tak tylko se oko zawieszam. Czasem 😛

  67. Ja sobie tez zawieszam czasami oko na Elizie Michalik. Ech, gdybym był młody, piękny i bogaty

  68. @NaferNafer
    Mały anumlik zamiast gruszkówki:

    Dym się dymie, dym!
    Podymiłbym z nim,
    Ale głowa moja siwa
    Wiliamsa już nie wykiwa,
    Woli gin na spleen.
    Sycz, że syczu, sycz!
    Sycznij syczu w znicz.
    Sieknij deszczem
    Niech się skleszczem:
    Gżegżółka i dzicz!
    Siecz deszczyku, siecz!
    W Neferkowy mecz.
    Flancuj w grządki
    Jej porządki;
    Niezły będzie skecz

  69. @Lewy
    Jest na czym oczko zawiesić, szczególnie wtedy gdy po Lajonelsku zaryczy w stylu MGM.

  70. anumlik
    24 lutego o godz. 22:05

    Pięknie dziękuję i podziwiam szczerze, zwłaszcza to o syczu i wplecenie gżegżółki

    oraz przysięgam po cichu że gryznę się w jęzor bo jutro będę się chciała wszystkiego wyprzeć a tu czarno na białym :/

  71. @anumliku
    Pogadaj trochę z Neferką, ona potrzebuje towarzystwa, bo do lustra nie lubi pić, a ja już chyba walnę się spać, bo wypiłem całą butelke Cotes du Rhone i nie mam już zadnych perspektyw.

  72. NeferNefer
    24 lutego o godz. 21:21

    Bylem w „brukselce” z mlodym przedwczoraj. Nawet mi przemlnelo przez mysloswiadomosc, coby na privie lunch wspolny zaproponowac. Sie wziolem i wstrzymalem, coby Tobie w pracy nie przeszkadzac, bo my sie wluczylismy po miescie glownie, a Ty ciut z boku, jesli pamietam dobrze pracujesz. Lunch zjedlismy u Francheska w La Cappanina na Petite rue au Beure 12. Z trunkow mocniejszych od wody, na lotnisku nabylem przepieknie opakowana w pudelko z autoportretem Van Gogha, co i tak jest ustepstwem co do napitku. Toto cos co wspominasz, to pomimo zachwytow @Lewego, to ja omijam tak wielkim lukiem, coby nawet nie moc odczytac literek na nalepce.

    Alternatywa dla ciotczynej metody, jest spirytus z pieprzem. Jesli nie zalatwi „bakcyla”, to i tak wykichasz po wypiciu. Natomiast katowanie sie „wynalazkami”, to bardziej mi zakrawa na chrzescijanskie umartwianie sie, niz metode tradycyjnej zdrowotnosci.

  73. NeferNefer
    24 lutego o godz. 22:12
    nie przestawaj, masz wenę i fajnie sie czyta, szczególnie jeśli pozostali prowadzą dialog.
    chiba wszystko u mnie wypite…koleżankom najbardziej smakowała nalewka z Bałkanów…w kolorze wiśniowym, ale nie z wiśni, tylko….nie pamiętam…

  74. lonefather
    24 lutego o godz. 22:24

    czy do zalecanej metody kapeluszowej może byc cylinder? nie szapoklak, tylko porządny cylinder wełniany…znaczy…prawdziwy wełniany filc…
    chciałabym sprawdzić….

  75. @NeferNefer
    Psze Pani, Lewy mnie przysłał!

    Nad Belgią zawisł – rymując smuteczki
    zacny półtorak – prościuteńko z beczki.
    Wzrok wyostrzywszy westchnął do Neferki.
    Ta, pod kołderką westchła: po miodku sztajerki?

  76. Oranżada w proszku była u Grassa, przeczytałem o tej metodzie spożywania oranżady, gdy już jej nie było i nie mogłem wypróbować.

  77. lonefather
    24 lutego o godz. 22:24

    I tak bym nie dała rady bo mi się skiepściło w pracy. Mam nadzieję że dzień wam się udał. A toto jest paskudne ale gardło teraz nie drapie i nos jakby ok więc może nie odchoruję. Więcej nie wypiję bo mam strasznie słabą głowę, jeden więcej i mi zaszkodzi. Koniec na dzisiaj.

    konstancja
    24 lutego o godz. 22:33

    Ale co ja mam się tu sama wygłupiać 😉 myślałam o Tobie dzisiaj jak to tam idzie, mam nadzieję że się wyszło pięknie. Zazdraszczam…

  78. anumlik
    24 lutego o godz. 22:38

    Psze Pana, Lewy to jak niby że z wozu i koniom lżej wedle mnie 😉

  79. konstancja
    24 lutego o godz. 22:35

    Konstancjo,
    tylko beretka sie nie nadaje, bo jest plaskata i wskutek plaskatosci, leczacy sie, ryzykuje przegapieniem momentu zdublowania alkoholowego. Dlatego tez cylinder jest wrecz wymarzonym nakryciem glowy, do zastosowania w metodzie „kapeluszowej”.

    Twoje zdrowie! i POLITYKI przy okazji

  80. @Maciej 2

    Dzięki za przypomnienie Kałużyńskiego. Uwielbiałem go czytać i słuchać. Czy to on nazwał sławetnego reżysera „Zanudzi”?

    @NeferNefer

    Po dobroci ci radzę – żadnego alkoholu na przeziębienie. Herbatkę ze świeżego imbiru, cytryny i syropu z czarnej porzeczki i się wyspać 😎 Dobry byłby też cynk – 10 mg co 2 godziny przez jeden dzień jak tylko zaczną się symptomy, jakie podałaś.

  81. Jak się Wam wszystkim już trunki pokończyły, a i u mnie dno w butelce widać, to zaserwuję na dobranoc onomatopejkę

    Wiła dla Wiła gniazdko uwiła,
    Wilgoć z widłaków wiosną z nim piła.
    Wił się u Wiły Wił niezbyt miły,
    Gdyż się nabawił od Wiły kiły.
    Wywiał Wił Wiłę wprost do mogiły;
    Wywył jej w uszko: Ooo! Taki kij!
    Wiła z mogiły wnet się wywiła,
    Bo się pojawił przystojny Wij.
    Wij i Wijuna pozbawi siły,
    Byle się Wijun ze strachu wił
    Przed zbójem Wijem, co to go kijem
    Wuj Wija z kiszek wysupłał był.

  82. Tobermory
    24 lutego o godz. 22:46

    On, on. Miałam o tym ale zaglądałam do kieliszka (za późno)

    Żadnych z tych ingrediencji (skoro mogę napisać ingrediencji, nawet dwa razy, to jeszcze nie jest tak źle) niestety nie mam… ale dziekuję.

  83. Swego czasu, jeszcze przed wojną i rozpadem Jugosławii znalazłem niespodziewanie w mojej skrzynce czasopismo „Politika” – tygodnik wydawany w Jugosławii.
    Do dziś ukazuje się w Serbii gazeta o tej nazwie, czasopisma chyba już nie ma.
    Zdziwiony poszukałem nalepki z adresem – ta sama ulica, kilka domów dalej. Poszedłem tam, ale w spisie lokatorów nie znalazłem adresata.
    Pomyślałem sobie – wrzucę do skrzynki pocztowej, a poczta już go znajdzie, przecież przez rok jest zobowiązana dostarczać przesyłki na nowy adres.
    Dwa dni później znajduję „Politikę” znowu w mojej skrzynce.
    Następnego dnia przydybałem listonosza i pytam, co to ma znaczyć, dlaczego nie dostarczą właściwemu adresatowi?
    Na to on:
    – Tamten wyjechał nie pozostawiając nowego adresu, a ja (listonosz) wiedząc, że i pan dostaje „Politykę” pomyślałem: a co się ma zmarnować 🙄

  84. NeferNefer
    24 lutego o godz. 22:39

    A czytala Ty Mistrza i Malgorzate? a’?
    Jak czytala, to sama jestes sobie winna. Kto czytal ze zrozumieniem, ten powinien wiedziec, zwlaszcza dama, za jaka Cie mam, ze damie nie podaje sie „wynalazkow”, ale czysty spirytus..

    Ciezko mi przychodzi nazwac te ciut ponad 5 godzin w Brukseli, dniem. Niemniej polazilismy w siapiacym kapusniaczku zwyklymi turystycznymi trasami. W La Capannina zjedlismy nadzwyczaj smacznie i przystepnie, nie wspominajac o wzmocnieniu przyjazni z Francheskiem. My tam juz nie zagladamy do karty, tylk prosimy go o to, zeby podal nam to co on sam uwaza za najlepsze dzisiaj. No i jeszcze zaszalelismy, bo wyjechalismy z Brukseli ubozsi o sporo euro, za to bogatsi o dwa olejne obrazy. Jeden ja, drugi Jas wybral i jest to jego drugi w zyciu obraz, ktory sam z wlasnej woli i wyobrazni i z uzasadnieniem „dlaczego”, wybral i dostal. O tym, ze u Leonidasa obkupilismy sie pralinkami, to az glupio wspominac. Ale i to te popelnilismy. Tak wiec, moze i mozna te nieco ponad 5 godzin w Brukseli, tak intensywnie spedzone, moznaby nazwac „dniem w Brukseli”? Niewazne, wazne ze bylo fajnie i pozytecznie, a nie nudy oczekiwania na lotnisku przez ponad 7 godzin na polaczenie do Londka.

  85. No dobrze, zrobiłam wielką filiżanę herbaty z wielką łychą miodu lipowego i ersatzem cytryny. Problem będzie z „wyspać” bo jestem nocny marek i wysiaduję średnio do 1 rano :/

    Fajnie się muszą teraz bawić w tej Polityce…

  86. I tak grzeszny jestem, wiec co mi tam…

    Dla znaFcy:

    „https://www.youtube.com/watch?v=bvhfSH9CbCw

    I oczywiscie powodzenia w zyciu zawodowym i osobistym….
    { i „rasia”, „buzia”, klapa, gozdzik…}

  87. Pamięta ktoś, chyba z lat 90. drukowaną w „Polityce” (jeśli się nie mylę) piękną historię o radziecko-amerykańskim bardzo udanym joint venture (produkcja prezerwatyw) i życzeniu amerykańskiego kontrahenta, aby zapolować na niedźwiedzia? Z dala od tajgi trudno było spełnić to życzenie, ale w leśnej chacie mieszkał były cyrkowiec-alkoholik z niedźwiedziem, też cyrkowcem i alkoholikiem.
    I ten niedźwiedź miał być (za sowitą opłatą) wystawiony Amerykańcowi na strzał, ale jak szedł przez las, to z naprzeciwka nadjechała, sapiąc pod górkę, listonoszka na rowerze. Na widok niedźwiedzia porzuciła pojazd i uciekła w popłochu w las. Niedźwiedź, zaprawiony alkoholem na ostatnią drogę, zamglonym wzrokiem dojrzał rower, w zamroczonym łbie zamajaczyły mu stare czasy…
    Starszy wiekiem i nienajlepszego zdrowia Amerykanin czekał w napięciu z flintą na polanie. Nagle usłyszał zbliżający się szurgot i… serce mu stanęło – z leśnej górki pędził wprost na niego wielki niedźwiedź na welocypedzie…

  88. lonefather
    24 lutego o godz. 22:45
    berecika na szczęscie nie mam, bo mi nie do twarzy, ale cylinderek kupiłam sobie w camelowym kolorze…bo z wełny wielbłądziej niebarwionej.

    NeferNefer
    24 lutego o godz. 22:39
    było miło, skończyło się u mnie w domu,cdn jutro, bo juz dno się pojawiło, więc…ja już nie daję rady wyjść na zewnątrz, a potem trza wrócić. Nawet do taksi numer odpowiedni wystukać…po dwóch kieliszkach robię się senna, a po trzech zasypiam- jak Ty.
    za mało treningu w młodości…

  89. Nie Tajga, tylko Puszcza Kampinoska.
    Niedzwiedz byl artysta cyrkowym, wypozyczonym z Julinka…

    No fakt jest, ze miejscowy jechal do roboty w Hucie Warszawa i gdy niedzwiedz wyszedl na droge, to porzucil rower i zwial na drzewo. Swoja droga idiota, zeby na drzewo zwiewac. Nidzwiedz co byl przyuczony, ze jak na rowerze pojezdzi to dostanie zarcie, wsiadl na rower i pojechal. Amerykaniec, nic nie wiedomo o prezerwatywach, co na niego mial zapolowac, skamienial i nie strzelil. Niedziwedz dokonal zywota w warszawskim ZOO. Tyle fakty mi znane. Ale jak zawsze, chyba fantazje zwycieza, bo przeciez sa piekniejsze od zwyklej prawdy.

  90. W domu kiedy dorastalam Polityki juz nie bylo (był za to Przekroj) choc mama twierdzila ze czytala na studiach regularnie. Gdzieś na moim trzecim roku (circa ’97) wypatrzylam u kolegi i tak się zaczęło. Jeden numer krążyl z pokoju do pokoju akademika zaczytywany i szeroko komentowany a jak było wystarczająco budżetu to kupowało się własny numer na podróże PKS do domu. I tak jakoś do numerów porzucanych w domu wciągneli się rodzice (najpierw moi potem mojej drugiej polowy) i zaprenumerowali w obu domach. Numer zaczynałam zawsze od felietonów Stommy i Pasenta, później bardzo polubiłam Kawiarnie Literacka – którą do tej pory uważam za rewelacyjna inicjatywe dzięki której poznałam kilku świetnychwilach autorów. Kiedy wyjechaliśmy na Wyspy najpierw pedzilismy wyszukiwać starych numerów w polskich;sklepach (wtedy jeszcze nielicznych) a potem dostaliśmy prenumerate w prezencie od zaprzyjaźnionej pary Polaków – cóż to była za radość! Czytaliśmy i oddawalismy im numery a kiedy skończyła się nasza prenumerata…kupiliśmy w prezencie im! Dużo mieliśmy wtedy frajdy czytając i dyskutując podczas trekow w Yorkshire Dales czy na kempingach w Lake District – dziś trudno uwierzyć że nasze drogi się rozeszły kiedy u mojego męża zintensyfikowal się ateizm pod wpływem lektur Dawkins a u nich katolicyzm. Przykro ale miłe wspomnienia pozostały… Z czasem odeszlismy od papierowej wersji choć do tej pory mi jej brakuje. Pozdrawiam serdecznie swietujacych!

  91. konstancja
    24 lutego o godz. 23:25

    Nie kolor, nie wielkosc, tylko ilosc, maja podstawowe znaczenie w terapii „kapeluszowej”.

    Pare lat temu, nie pomne czy bralas udzial, ale odbyla sie rewia mody kapeluszowej, tuz przed Grand National. Recze Tobie, ze kazdy z proponowanych ekskluzywnych modeli, by sie rownie dobrze nadawal, co wspomniany przez Ciebie cylinderek w camelowym kolorze…

    I tylko mi zagwozdke sprawilas z tym camelowym kolorem, niemal taka sama, jak z kolorem „sliwkowym”, bo wiesz co? Ja to jestem raczej facet, i „camelowy” to bedzie po mojemu burobrazowawy, a „sliwkowy” to po prostu kolor posredni pomiedzy blekitem paryskim, a fioletowym… Ale ja jestem facet i z kolorami tak wlasnie mam, choc w zyciu widzialem niejednego wielblada i zjadlem w zyciu wiele, wiele kilogramow sliwek…

  92. Kostka
    24 lutego o godz. 23:42

    Dzięki, Kostka, za świeży wspominkowy głos bo my się tu kisimy we własnym sosie, zawsze dobrze usłyszeć coś innego 🙂 A czytacze czytają i nie piszą;)

    konstancja
    24 lutego o godz. 23:25

    Zawsze wiedziałam że jesteśmy do siebie podobne 🙂 powoli się na dziś odmelduję, było wczoraj nie czytać Maleńczuka do 2 rano :/

  93. Ale ale…i zapomniałam o najważniejszym! Kiedy już przestalismy prenumerowac papierową wersję…nie wytrzymalismy długo i wykupilismy wersję elektroniczna (mimo że długo się zarzekalam ze nigdy w życiu). I tak odkryłam ku mojej uciesze a utrapieniu rodziny blogi Polityki…A między nimi.. niezrownane Listy Ateisty!… 😉

  94. Nefer! Czytacze może i czasami nie piszą ale czytają, oj czytają! 😉 i dużo uciechy mają! Już od paru lat tu regularnie zaglądam…Tylko czasu troszkę czasem mało żeby komentować… Not enough hours in a day 🙁

  95. lonefather
    24 lutego o godz. 23:45
    kolor camel to kolor naturalnej sierści wielbłądziej ; wielbłąda żywego, choćby w ZOO na pewno widziałeś..
    Sierść wielbłąda na ogół nie jest jednolitej barwy, miewa odcienie; standaryzacja włókien w p[rocesie produkcji to wyrównuje, ale cylinder jest wspaniały!
    Kapelusze uwielbiam, mam chyba z 6-7.Noszę. Ale cylinder jest ulubionym nakryciem głowywśród moich znajomych; wszyscy robią sobie z nim zdjęcia, właśnie ze względu na jego mało charakterystyczny kolor.

    co do śliwkowego – teoretycznie jest to kolor fioletowo brunatny, jak u dojrzałej śliwki węgierki…ale o kolorach z mężczyznami raczej nie dyskutuję- jesli nie są projektantami mody lub artystami- na ogół są quasi-daltonistami ( w sensie nieodróżniania barw i odcieni)
    Cóż, jako faceci macie troche gorzej pod tym wględem…

  96. NeferNefer
    24 lutego o godz. 23:55
    a co masz Maleńczuka?

  97. Ten od naukowych felietonów to był Iłowiecki. .
    Kapelusze! już nikt ich prawie nie nosi, ja jeszcze ciągle i obrzydzeniem patrzę na nakrycia głowy naszych ” mężów stanu „.Kiedyś miałem kapelusz ” eden”, gdzieś zaginął przy ciągłych przeprowadzkach. Może na wyspach jest do kupienia?

  98. Maciej2
    24 lutego o godz. 21:07

    tak jest ! Kałużyński to była filmopostać wielkiego kalibru. Ale może jeszcze większe dla mnie było to, co pisał w książkach, na tematy niefilmowe. Miał wiele cywilnej odwagi. I oryginalnie patrzył na świat.

    Lewy
    24 lutego o godz. 21:29

    Zyzio Kałużyński miał zupełną rację co do Zanussiego, którego zreszta nazywał Zanudzim. Co było złośliwie celne. Bardzo nie lubiłem felietonów, które Zanussi-Zanudzi pisał do „Polityki”. Każdy felieton zaczynał od tego, co właśnie, oczywiście niezwykle ciekawego, cennego i wybitnego robi. A jak coś dalej pisał, to też nieustannie o sobie. Że się spotkał ze studentami szkoły filmowej gdzieś na Kamczatce, a studenci – oczywiście – uwielbiali jego filmy, że właśnie leci samolotem w klasie biznes i popija koniak, zaproszony przez jakaś wybitną uczelnię na serię wykładów, że będzie występował gdzieś we Włoszech, Hiszpanii, Argentynie, albo na Filipinach w debacie o tym jak uratować świat, że właśnie czyta list od jakiejś wielbicielki jego cud-filmów itd. itp. Bufon, narcyz, samolub i prostak z pretensjami, zza których wyzierały kompleksy i zazdrości. Od tych nędznych felietonów Zanudziego zaczynałem mieć problem z lubieniem reszty „Polityki” .

    konstancja
    24 lutego o godz. 21:34

    Co jakiś czas znajduję oranżadę w proszku, w miarę niezłą. To raczej nie ta licha firma z Kalisza, o której wspominasz. Sam proszek niezły, ale torebka już nie ma czaru tych dawnych, bo zrobiona z folii polietylenowej z jakimiś kolorowymi obrazkami. Sztuczne i przesadziste. Ale, czasem, oglądając sobie nocne kino, jakiś thriller (wynalazek Jana Suzina!), wsypię sobie całość w japę i się strasznie pienię. A przy czytaniu książki to na raty, żeby książki nie zapienić.

    NeferNefer
    24 lutego o godz. 21:07

    Kurcze, racja ! Były wielkie pomarańczowe draże, ale i śmietankowe. A czy była wiśniowa oranżada, to nie jestem już pewien Może mniej smakowała i dlatego nie zapisała się w pamięci…

  99. Stachu39
    25 lutego o godz. 0:15

    tak jest!, Iłowiecki.
    Sam,czasem,noszę kapelusze. Wersję „na kowboja”- w ruralistycznych okolicznościach przyrody, albo wersję na eleganta z jedwabnym szalem, dla poderwania panienek.
    Kapelusze: panama, borsalino – cała gangsterka kinowa, od Bogarta, przez Delona, do tego i owego, by nie istniała.

  100. Stachu39
    25 lutego o godz. 0:15
    nie wiem, gdzie mieszkasz, ale modystki wciąż pracują w Polsce. jest ich juz niewiele, bo i moda na kapelusze niełaskawa, a sklepy pełne są chińszczyzny, ale nadal możesz w Polsce kupić prawdziwy kapelusz z kaplina…słynna wytwórnia w Skoczowie istnieje.
    Skoczów był latami najlepszym wytwórcą kaplinów i kapeluszy. Cylinder kupiłam w Skoczowie…

  101. Stachu39
    25 lutego o godz. 0:15

    Not the problem at all…

    To co nazywasz „eden”, to jest zwyczajowo Homburg hat i zostal „wynaleziony”, czy raczej wypromowany przez Edwarda VII. Na wyzyny elegancji wyniosl go Anthony Eden, przez co w popularnej nomenklaturze zyskal przydomek „eden”.

    Co i jak, wiecej znajdziesz:

    https://www.gentlemansgazette.com/homburg-hat-history-style/

    Powodzenia.

  102. Tanaka
    25 lutego o godz. 0:29
    przypominam sobie, że w aptekach można było kupić Visolvit- takie witaminy w proszku dla dorosłych. Podobne w strukturze, pieniło sie jak owa oranżada, tylko bardziej…medycyną zajeżdżało przy wrzyceniu całości w buzię. W płynie nie miało juz takiego posmaku.
    Moje dzieci uwielbiały ten visolvit zamiast wibovitu- ten nie pienił sie w buzi.
    Dzis chyba nie ma ani jednego, ani drugiego

  103. Tanaka
    25 lutego o godz. 0:29

    To Ty ciagle „nalogowiec” jestes, czy co? Najwyrazniej brak Tobie „szwajcarskiej ciotki”, coby Ciebie z nalogu wyleczyla… heh!

  104. konstancja
    25 lutego o godz. 0:52

    Był! Ale smak pamietam tylko mgliście. Dzieci mogłyby mi przypomnieć, bo chętnie wsuwały.
    Ascofer – pamiętasz? Krwistokarminowe pastylki na krew, aptekarskie, w błękitnym, odkręcanym pudełku, z wieczkiem przezroczystym udekorowanym od spodu okrągłą kartką z napisami, a dolna część była właśnie błękitna. Razem – niesamowita kombinacja kolorystyczna: bijące serce krwistego Ascoferu na błękitnym tle. Normalna psychodelia. Po ten motyw kolorystyczny sięgałem we własnej twórczości.

  105. lonefather
    25 lutego o godz. 0:53

    Co się należy, trzeba zeżreć. A „szwajcarską ciotkę”, pod inną postacią, mialem, i to jaką! Od niej, od małego uwielbiam kasztanki z „Wawelu”. Kiedy, po dłuższej przerwie, wróciły na rynek gdzieś bodaj w połowie at 90-tych, doznałem skondensowanego i chrupiącego szczęścia.
    Oprócz kasztanów, chałwę macedońską w puszce. Mniam !

  106. Tanaka
    25 lutego o godz. 0:58
    pewnie, ze pamiętam Ascofer…zażywałam go nawet, bywało. Kolorystycznie był charakterystyczny, właśnie przez dobór barw opakowania.No, i te tabletki….

  107. Tanaka
    25 lutego o godz. 1:02

    „Trafiony/zatopiony” jestem. Ot co! Moja nie dosylala kasztankow z „Wawela”, tylko takie tam Lindtty, czy inne badziewie… uuuuuu

  108. Santa Rita sie skonczyla, chyba wezme sie … no to jeszcze raz … Wezme sie za … o juz wiem! Wezme sie i ide spac.

    Pa wszystkim i do nastepnego… A Stachowi powodzenia w polowaniu na Homburga…

    l.

  109. Tanaka
    25 lutego o godz. 1:02′
    chałwa to moje najwieksze rozczarowanie. W PRL niedostępna, czasem w Pewexie za dutki zielone.
    Mieliśmy w Polsce coś, co nazwano blokiem- masa czekoladopodobna, kakowa, orzechowa lub, rzadziej sezamowa, z zatopionymi w niej kawałkami keksów, wafli, na wagę w sklepach spożywczo cukierniczych. Uwielbiałam ją! Produkowała ją ZPC OLZA w Cieszynie, ale i inni też sie za tę produkcję brali.
    A gdy kiedyś wreszcie mama przyniosła z pracy prawdziwą chałwę, o której słyszałam, że to ambrozja, rozkosz w ustach i och, i ech…przeżyłam największe rozczarowanie! Zupełnie mi nie smakowała,nieprzystawała do moich wyobrażeń smakowych, naprawdę wyobrażałam sobie, że będę miała jakiś odlot. Podobnież sławne Sezamki tez mi nie podeszły.
    Niedawno w jakimś sklepie kupiłam taki blok orzechowy i kakaowy. Furorę zrobił w pracy, każde z nas przypomniało sobie ten smak z dzieciństwa….Od czasu do czasu w moim małym sklepiku znajduję ten blok i kupuję. 300 g opakowanie kosztuje chyba 6 zł, ale teraz nie pamiętam, kto jest producentem.
    Dwa lata temu byłam na Bałkanach i musze przyznać, że macedońska chałwa była zupełnie inna, niz ta pierwsza próbowana. A może dotychczasowe doświadczenia smakowe spowodowały, że nawet przywiozłam ją do Polski jako suwenir….
    ale na pewno nie z powodu macedońskiej chałwy uwielbiam Bałkany

  110. Witam nudzących się emerytów. Wszyscy ateiści? Wpływ Polityki, czy racjonalne myślenie?
    Ja też zaczynałem od wielko-formatowej Polityki kupowanej przez ojca, Przekrój też zawsze był w domu.
    Podziwiam talent @anumlika i rzeczowość @tanaki. Życzę zdrowia.

  111. Przepraszam, że tak się wcinam, ale to miejsce mi odpowiada i chciałbym coś od siebie, na tę rocznicę, hmm.
    Nie pamiętam początków i szczerze mówiąc nie czuję się z tym jakoś głupio. Ot, po prostu gazeta. Pewnie wziąłem do ręki na dworcu, przypadkiem, coś zaciekawiło i tak zostało. W domu nie czytano, raczej w ogóle, nie tylko gazet. Się pracowało, jak to na wsi, w pegeerze a potem na swoim czy u sąsiadów.
    Przez pierwsze lata zaczynałem od Stommy i jego opowieści. Niewiele z tego rozumiałem, gdzie ta Francja, jaki ogród, po co tak często pisać o swojej żonie czy leżeniu pod drzewem. Odłożyłem nawet kiedyś kasę na to kwaśno-gorzkie Chablis, dżizaz … Ale zabierałem się na tę falę. Niosła mnie, chciałem więcej… Ostatecznie wino polubiłem. Przyjdzie czas na żonę.
    Potem był Pilch, żałuję, że nie pisze już w Polityce, nawet bardzo, bardzo. Zróbcie coś z tym, no, jakby się dało oczywiście.
    Potoczyło się. Jak już zacząłem kolejny numer, to ciekawy byłem co dalej i czytałem niemal wszystko. Z zupełnym pominięciem historii. Do dziś tak mam. Wybaczcie, ale czekam na czasy gdy fakty historyczne nie będą traktowane jak glina gotowa do obróbki. Albo inaczej – nudzi mnie historia, niczego nie uczy, bezużyteczna jest.
    Środa – znaczy trzeba gazetę kupić, i tak od 20-tu lat. Teraz na start afisz, potem nauka, spis treści i raczej od początku do końca. Poza wspomnianą historią (przepraszam) i pierdołami spod nazwiska Wojewódzki (po co to?) czytam od deski do deski. Bywa różnie, czasami jest wtórnie i płytko, a czasami dowiem się czegoś nowego i coś zrozumiem. Mam przy okazji prośbę: nie wpadajcie w pułapkę ortodoksji, ja nie chcę ciągle obcować z poglądami bliskimi moim, to nuda. Nie idźcie na łatwiznę, nie zamykajcie się w swojej klatce, nie powielajcie tego samego ujęcia w wielu projekcjach. Bo to karma dla tego samego potwora (albo jego brata bliźniaka).

    Osobne dzięki, że Wam (piszącym tutaj) się chce. Czytam regularnie. Z pozdrowieniami

  112. Listy do Redakcji – takie okienka miały te wymieniane przez rozmarzonych jubileuszem „Polityki” blogowiczów gazety.
    Tak więc (zdania się tak nie zaczyna)….
    Kochana Redakcjo! Gdy rano wstałam w niebo spojrzałam, usłyszałam głos ptaszyny, że są twoje urodziny i życzem wszystkiego najlepszego. Sto lat!
    To chyba jedyny blog we wszechświecie gdzie jednocześnie czytam o znakomitych felietonistach, askoferze, kapeluszach i przeziębieniu, że nie nadmienię o oranżadzie w proszku z lizaniem włącznie. To się nazywa podróż w czasie!!!
    Jesteście Państwo tu piszący niesamowici.
    Natrafiłam tu Szkocji na „namiastkę” naszej oranżadzie w postaci takich małych guziczków w pastelowych kolorach zawinięte w rulonik. Smak łudząco podobny do tego co kupowałam w drodze do szkoły za trzydzieści pięć groszy ale się toto nie pieni, a wsadzić palca nawet nie pytajcie. Próbowałam z kilkoma guziczki na raz i też to był tylko erzac.
    Wychodzi więc na to, że nie da się zatrzymać upływu czasu z czym niektórzy już się wcześniej zmagali…. Pozostają wspomnienia…
    U kotów nazywane jest to zjawisko „niecierpliwością tylnych łap” a u mnie pojawiało się regularnie pod koniec tygodnia gdy z niecierpliwością czekałam na….W poniedziałek dopiero do mojego kiosku przychodził “Przekrój”. W środę „Dookoła Świata”.W czwartek dopiero „Polityka” i „Kulisy”.
    Cudowne i totalne zanurzenie w świecie bez granic i w świecie wykreowanym właśnie niedopowiedzeniem wyobraźni czytelnika.
    Do felietonów Z. Kałużyńskiego ilustracją kinematografii była prześwietna szkoła polskiego plakatu.
    Wyrafinowaną ironię prezentował ówczesny Kibic czyli J.Urban ” na drzewo raszplo zezowata liście pompować…”- tyle jeszcze pamiętam.
    Gdy się nie wiedziało co i jak Kamyczek był niezastąpionym źródłem informacji na temat savoir vivre’u. Pan Daniel Passent, Krzysztof Teodor Teplic a do końca tygodnia zawsze pozostawała nie do końca rozwiązana krzyżówka z „Przekroju”…
    To tyle o kreacji słowem otaczającego nas świata. Cudowne wspomnienia wszystkich tu piszących.
    Za tych co piszą dla nas i za tych co pisać nas nauczyli wznoszę toast kieliszki(ami) Martini „wstrząśniętym, nie mieszanym”…
    Droga Neferko!
    Dzięki za zachętę. Oto jestem. Czytam cały czas. Tylko mnie tak szlak najjaśniejszy trafia, że nie pytaj. Ciekawam co tu na blogu się nam wymyśli w odpowiednim momencie. Szukam teraz spotkania w moim pobliżu na Ósmego Marca. Parasolki mam dwie więc jak się uwinę to może i w Glasgow i w Edynburgu pojawię się, żeby mi ulżyło. Osiemnastego Marca w Glasgow będzie protest przeciwko rasizmowi tam będziemy z synem i jego międzynarodowymi przyjaciółmi. A dlaczego? Bo tak.
    Rozedrgana jestem przeogromnie więc i trudno mi pozbierać myśli, które i tak za mnie piszą Tanaka, Anumlik (znakomite ostatnie wstępniaki) wszystkie komentarze na blogu podobnie emocjonalne.
    Dzwoneczki przebiśniegów jeszcze wciąż rozświetlają przemoczone alejki pośród ciemnej zieleni zeszłorocznych mchów…..
    Ciotunia

  113. Errata
    Krzysztof Teodor Toeplitz.
    Przepraszam.
    Ciotunia taka….

  114. Aleście się rozmlaskali 🙂
    Sięgnę w jeszcze dawniejsze czasy, ale zostało mi do dzisiaj – najlepsze na świecie są cukierki owocowe nadziewane marmoladą! Jak dziś pamiętam ten smak rozciapanych cukierków wyciągniętych przez Ulkę z gruzów i pożeranych z rozkoszą po wydłubaniu z nich mrówek… W przedszkolu wtedy byłam, strasznie to dawno już, gruzy powojenne prawie wzdłuż całej ulicy, „szczęśliwe szkiełka” się tam znajdowały no i te cukierki Ulki z mrówkami… Ech rozmarzyłam się.
    Kapelusze też nosiłam, miałam całą kolekcję ukochaną przez moją trzyletnią córkę – godzinami mogła je sobie nakładać na głowę i podziwiać się w lustrze.

  115. Były tu przytoczone dwie wersje o niedźwiedziu na rowerze. Ja mam trzecią, usłyszaną na Alasce.ale bez niedźwiedzia)
    Jechał sobie w lesie na rowerze cyklista(sic).Jedzie sobie i jedzie, rozglada się i jedzie…no dobrze, nie będę już taki szczegółowy, w każdym razie tak sobie jedzie…gdy nagle zaatakował go samiec karibu, taki co ma potężne poroże. Cyklista porzucił rower i wlazł wysoko na drzewo. Kiedy po kilkunastu minutach na dole ucichło, ostrożnie zszedł, rozglada sie ostroznie wokół, ani śladu karibu, ale również ani śladu roweru. Zaiste tajemnicza sprawa.
    Ale kilka tygodni później zauważono w lesie karibu, który nosił w swoim porożu rower. Towarzyszył mu liczny harem łań karibu. Otóż rogi stanowią u jeleni, łosi karibu najbardziej męską seksualną oznakę (w przeciwieństwie do rogów u ludzkich samców), która szczególnie podnieca i przyciąga łanie tych parzystokopytnych. No i trafiły na takiego supermena, tzn. superkaribu, którego natura w w wyniku teorii ewolucji Karola Darwina, wyposażyła rzeczonego w rogi z rowerem. Panią karibu zamarzyło się urodzenie synków z takimi samymi rowerkami na głowie.

  116. Konstancja
    25 lutego o godz 0.52

    Visolvit i Vibovit! Wow, pamiętam! Zjadałam się jako dziecko obydwoma na sucho co kompletnie dobijalo moją mamę pediatre. Ale Visolvit byl preferowany bo się pieni w buzi… Co za wspomnienie!

  117. Makowiecka

    Owe podejrzane drazetki które wspominasz coś mi łudząco przypominają towar konfiskowany czasami mojemu synowi (kiedy próbuje za dużo na raz zjeść ). Czasami także sie tym dzieli ; -). Tak się zastanawiałam co to tak jakoś retro smakuje…

    Glasgow powiadasz? 😉 Toż to my home turf

  118. Rozmalaskaliśmy się, jak pisze Ewa-Joanna tak, że aż na antypodach słychać. Podrzucę nowy temat do mlasków. Marmolada z blokach, odkrajana przez panią sprzedawczynię długim nożem i pakowana w… cholera, nie pamiętam – w szary papier pakowy czy w pocięte gazety. Tego smaku nie da się z niczym porównać.

  119. mja
    25 lutego o godz. 2:36

    Przepraszam, że tak się wcinam, ale to miejsce mi odpowiada i chciałbym coś od siebie, na tę rocznicę, hmm.

    Ponieważ, jak zwykle, nie mam nic do powiedzenia to powiem, że nie ma co przepraszać, ale należy się udzielać, dając głos. Jak jest dyskusja różniasta, to jest, ten, no – dobrze?

  120. Makowiecka
    25 lutego o godz. 4:35

    Tak jest, Toeplitz. Znakomita postać.

  121. Ewa-Joanna
    25 lutego o godz. 7:48

    Największe rozmlaskanie następowało za pomocą ludowych mordoklejek.
    Dzisiejsze są znacznie mniej mlaskliwe i w ogóle nie ludowe. Może dlatego.

  122. Tanaka
    25 lutego o godz. 11:05

    OK 🙂

  123. „marmelada” w blokach?
    Ochyda. Nie bylem w stanie tego przelknac. Za to sztuczny miod moglem. Zwlaszcza w polaczeniu z „Razowym na Miodzie”, ktory sam tez byl na tym sztucznym, wypiekany…

    Razowy na Miodzie, to bylo to co mi tkwi jak zadra w pamieci i tesknota nie do zagluszenia. Nie ma niczego co by choc w najmniejszym stopniu go przypominalo.

    Z zakazanych na co dzien, wyuzdanych swiatecznych przyjemnosci dziecinstwa, to „panska skorka” i wata cukrowa. Obie ochydy uwielbialem jako dziecko male. Przestalem uwielbiac, gdy poznalem prawdziwa czekolade.

    @Konstancja
    W listopadzie zeszlego roku bylem pare dni w Atenach, gdzie nabylem droga kupna kilka gatunkow chalwy. Wspaniala, przepyszna i zapewne niezbyt zdrowa. Problem w tym, ze to podobno nie jest wcale „grecka chalwa”, tylko turecka, a Grecy ja zwyczajnie Turkom zajumali i sprzedaja jako swoja. Z ta macedonska, to mysle, ze jest tak samo, czyli podwedzona Turkom, co sie im dawno temu sila narzucili.

  124. anumlik
    25 lutego o godz. 10:38
    nie wiem, z jakich lat Ty to pamiętasz, ale przypominam sobie, że pakowano tę marmoladę (kudy dzisiejszej do niej!) jednak w papier. Tak to pamiętam, w domu potem nastepowało pracowite odklejanie papieru od towaru, wrzucało się do miseczki lub kubka emaliowanego.Tak to funkcjonowało w moim domu.
    Moja Babcia nadziewała tym pączki w domu smażone (musowo raz w roku w Tłusty Czwartek) smażyła te pączki w Ceres-ie – owinięte w pergaminowy papier blok ważący ok.pół kg przypominający smalec. Tu link dla niewtajemniczonych
    https://www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=2&cad=rja&uact=8&ved=0ahUKEwia7eOKhKvSAhVMCpoKHdnjAeoQFggnMAE&url=https%3A%2F%2Fpl.wikipedia.org%2Fwiki%2FCeres_(t%25C5%2582uszcz)&usg=AFQjCNER0TG7pJuXf2Tsi8pORE4YYo8wSQ&sig2=nJghqtp2pJE5d7WU5ku_hg

  125. „Polityka” była od zawsze i zawsze. Przyszła w sposób naturalny. Po „Misiu”, „Świerszczyku”, „Płomyczku”, „Płomyku”, „Radarze”, „Świecie Młodych”, podczytywanej siostrze „Filipince”.
    Najpierw czytali nam rodzice, potem my sami. Pamiętam ostre zimy, kwiaty malowane na szybach przez mróz. I wyczekiwanie na ciąg dalszy przygód Filusia i Bałwanka z ostatniej strony „Świerszczyka”:
    Pola śniegiem zasypane
    Idzie Filuś i Bałwanek,
    Rozmawiają o podrózy
    A Bałwanek fajkę kurzy.

    Wiosenny ból i płacz, kiedy Bałwanek się roztopił. Długo nie mogłem tego „Świerszczykowi” wybaczyć 😉
    „Polityka” w naszym domu to początek lat 60. Była też „Kultura”. Obowiązkowy „Przekrój”, „Forum”, „Tygodnik Powszechny”, „Życie literackie”, „Mówią Wieki”. Przymilanie się paniom z kiosku. Dzielenie z rodziną i przyjaciółmi, aż do kompletnego zaczytania.
    W trudnych dla „Polityki” latach 80. szwagier inżynier odkrył dla nas „Przegląd Techniczny”, w którym pod technicznym tytułem przemycano problematykę daleką od niej. Felietony pisał tam Michał Ogórek, aktywny był Stefan Bratkowski.
    Od wielu lat prenumeruję „Politykę”. Po przeczytaniu przez rodzinę wędruje dalej. Bo różne są emerytury i możliwości naszych, już wiekowych, przyjaciół. Znowu czytana aż do zaczytania.
    Środowisko „Polityki” to mój naturalny ekosystem.
    Cenię „Politykę” za rzetelność, profesjonalizm i kulturę. Pamiętam początek lat 90.. Awantura wokół „porwania” córki marszałka Sejmu. „Polityka” zamieściła, obok siebie, dwa obszerne kompletnie różne komentarze. Bez agresji, pogardy, poniżania adwersarzy. Dając czytelnikom możliwość poznania całkowicie przeciwstawnych argumentów. Na tym polega otwieranie umysłów.
    Dzisiaj, w czasach hejtu, pogardy dla innych, wszechobecnej agresji, obelg, kłamstw i poniżania, ten styl „Polityki” jest szczególnie ważny.
    Dziękuję Ci „Polityko” :)
    Wszystkiego dobrego dla Redakcji i Czytelników.

  126. nie wszedł był cały link, ale można wyguglować, cóż to było ten Ceres

  127. @lonefather
    25 lutego o godz. 11:21

    Powiedzmy sobie tę trudną prawdę bez ogródek: w dziedzinie wytwarzania słodyczy, mało kto może się równać z Turkami 🙂

  128. No ja się do tego mlaskania przyłączam 🙂
    Czy są tutaj jacyś łodzianie, którzy starsze dzieciństwo przezywali od połowy lat 80-tych? Pytam, gdyż pewnie to był produkt lokalny. Serki homogenizowane w trzech smakach. Naturalny, truskawkowy i czekoladowy. O, rety! Naturalny był najłatwiej dostępny, ale mama mieszała go ze swoimi dżemami. Dalej truskawkowy – pycha i zupełnie deficytowy czekoladowy, który był wykupywany i pożerany prawie że na miejscu:)
    Nigdy specjalnie nie lubiłam słodyczy i nie mam takich wspomnień, jak mój wąż, który rozpływa się wspominając iryski, krówki i czekoladowo-pomarańczowe pastylki. Ale pączki z mlecznego baru „Smakosz” na ul. Struga w Łodzi będę pamiętać do śmierci.

  129. Chyba już pora przypomnieć młodym, że: tylko margaryna mleczna przeciw ciąży jest skuteczna!
    Pod obecnymi rządami ta wiedza znowu jest aktualna 😉

  130. Było też tylko mleczna margaryna da ci zdrowie Gagarina

  131. ZA glosowalo 401…

    Wydadza miliard, a pewnie sporow wiecej…

    Sejm przeglosowal przekopanie Mierzei Wislanej.

    Jedni ze strachu, lub sluzalczo wobec wodzunia, inni kunktatorsko. Mysle, z ejuz mozna to zaczac nazywac Tragedia Wislana….

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,147963,21414071,sejm-niemal-jednoglosnie-podjal-decyzje-o-przekopie-mierzei.html

    I co zrobic z tymi medrkami? Co zrobic, sie pytam?

  132. Jiba

    Czy te serki nie miały aby rysunku z krówka na opakowaniu? Truskawkowego smaku nie pamiętam ale naturalny i owszem. Czekoladowy był trudny do zdobycia… Zabawne jak mocno takie rzeczy wdrukowuja się w pamięć…

    Naszłam ostatnio na jakąś „replikę ” owych serkow w polskim sklepie, w siermieznie wyglądajacym opakowaniu. Mój syn był zachwycony mimo że nic kolorowego nie ma na opakowaniu 😉

  133. A Lata późniejsze, już wrocławskie to niezapomniany koktail huhu.
    Do dzbanka szklanego wlewało się pół litra wódki, jednego jabola i puszkę grejpfrutowego soku Dodoni. Po 15 minutach był gotowy do picia. A potem – hu! hu! jakie skutki 🙂

  134. Maciej2
    25 lutego o godz. 11:29

    Zgadza sie, malo kto. Taka prawda, ze sa genialni w slodyczach i nie tylko. Obok, dwa kroki mam turecka restauracje. Obsluga sprawna kucharz swietny, ceny przystepne. Nic tylko chodzic i tyc, bo porcje podaja nie do przejedzenia.

  135. mohikanin przedostatni
    25 lutego o godz. 11:32

    Raczej szklanka wody.
    Przed? Po?
    Zamiast.

  136. Jiba
    25 lutego o godz. 11:32

    pamiętam te smakowe serki z krówką, najczęściej kupowałam waniliowe, bo w połączeniu z jakąś konfiturą były bardzo smaczne; jesli ich nie było, kupowało sie naturalne i dodawało to, co w domu się znalazło. Robiłam wówczas konfitury z różnych owoców (cukru żelującego nie było jeszcze w Polsce) było w czym wybierać. Do dziś sama robię powidła, mam specjalny garnek do smażenia po babci. Technologia smażenia powideł juz bardziej współczesna.

    lonefather
    25 lutego o godz. 11:52
    myslę, że to są takie Inflanty Morawieckiego i prezesa; nie wiadomo, ską takie środki, bo tu pewnie nie liczą na dofinansowanie unijne- Unia nie dofinansuje projektów, dla których nie ma planu oddziaływania na środowisko, a niewątpliwie ta inwestycja naruszy równowagę środowiskową. A w centrum Elbląga mieści sie jezzioro Drużno- objete ochroną przyrodniczą miejsce lęgowe wielu ptaków wodnych i nie tylko.
    Co prawda minister środowiska jest na bakier z ochroną tegoż; niemniej liczę na protesty Greepeace Polska i innych środowisk, a także samych obywateli i mieszkańców.
    Wcale ta inwestycja nie ma takiego poparcia wśród elblążan; to jest taka inwestycja, jak reforma Zalewskiej lub powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego.Wszystko dla suwerena, któremu coś obiecano. Suweren myśli, ze ta inwestycja zmieni coś w okolicy gospodarczo; moim zdaniem nic nie zmieni, raczej pogrąży nas ekologicznie.

  137. Tabaka,
    a mordoklejki też lubiłam. 🙂

  138. Kostka
    25 lutego o godz. 12:01

    Możliwe, że była krówka, ale raczej nie dominująca na opakowaniu, prawda? Pamiętam głównie kolorystykę. Czekoladowe i truskawkowe wiadomo, a naturalny był granatowo-biały z czymś czerwonym.
    Jesli czekoladowy był nie do zdobycia tzn, że mówimy o tym samym serku 🙂

    O, repliki nie widziałam, a też chętnie przetestowałabym na swoim synu, no i na sobie:)

  139. konstancja
    25 lutego o godz. 12:18

    Jak czytalem, to myslalem:
    – maja?
    – pozycza?
    – nam ukradna?
    Ale pisac sie mi o tym zwyczajnie nie chcialo z roznych powodow. A najbardziej dlatego, ze sadze, ze zaczna kopac i jak to PiSy, zniszcza co sie da, z tej kasy wyciagna dla swoich ile sie da i z braku kasy, rok czy dwa po rozpoczeciu, wszystko stanie …. Czyli nie bedzie tego przekopu, bedzie za to rozkradziona kasa i zdewastowane srodowisko. Jestem, jak widzisz czarnowidzem. Bedzie zle, a nawet gorzej.

  140. O rany Tanaka, przepraszam!!!!!
    Albo okulary zmienić albo wina nie pić.

  141. Padłam wczoraj nad książką, jak zwykle.

    Konstancja

    Tytuł to „Ćpałem, chlałem i przetrwałem” matko, co za typ 🙂 byłam ciekawa co z niego za gość bo ostatnio wpadł mi jakiś artykuł w którym mówił o PiSie to co ja myślę tylko bardzo dosadnie.

    Kostka
    25 lutego o godz. 0:03

    Ale pisacze też są potrzebni, trochę świeżej krwi bo inaczej będzie nudno. Cieszę się że się odezwałaś:)

    mały apelik: czytacze co to są nie pisaty, niech czasem coś skrobną bo jak my tak sami w kółko o tym samym to się robi nudne

    Makowiecka
    25 lutego o godz. 4:30

    Ciotuniu miła, pisz bo masz dryg i aż się przyjemnie czyta 🙂
    Och żebyś wiedziała jaki mnie gniew ogarnia – nie piszę o tym ale nie jestem już w stanie nawet śledzić tej całej hucpy PiSu bo mnie krew zalewa – niczego nie zostawią – wszystko, wszystko niszczą, nawet adopcję dla sierot. Niby tu sobie świergolę wesolutko ale zaczynam mieć ochotę rzucać kamieniami, tak to wygląda.

    mja

    Jesteś potrzebny bo jak wyżej 😉

    w temacie słodyczy, marmolada pfe ale draże śmietankowe, że też o nich zapomniałam :/

    w temacie kapeluszy: oto najpiękniejszy kapelusz na świecie
    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/4b/cd/07/4bcd0737a964a603a3cccf0f5f2673b1.jpg

    Będę dzisiaj wpadać i wypadać bo pakuję walizki (znowu)

    I żeby nie zapeszyć napiszę cichutko że gardło nie boli a nos suchy. Może kieliszek a potem herbata pomogły.

    A sarkającym po cichu że my tu, panie, nie o poważnej polityce powiem że czasem trzeba odpuścić i zebrać siły.

    @Gospodarz

    Jak się udała impreza? 🙂

  142. lonefather
    25 lutego o godz. 12:27
    tez mam podobne, czarne przeczucie….rozkopią, zburzą, zniszczą, okradną, zadłużą i…pozostawią potomnym do posprzątania.
    Co prawda nie oni zaczynali, ale zobacz ruiny budowy elektrowni atomowej w Żarnowcu.

    PS. u sąsiada redaktora Passenta Tomasz Wysocki podrzuca zdjęcie z POlityki z 2013 roku. Ciekawe postaci są tam widoczne; jak zaznacza sam p. Tomasz- są i tacy, którzy nie chcieliby dziś, by to zdjęcie było gdzieś widoczne.
    Sami zobaczcie…

  143. Powracaja Neandertalczycy…

    W najnowszym numerze New Scientist arcyciekawy artykul o tym jaki wplyw wywieraja na wspolczesnego czlowieka Neandertalczycy, choc wymarli circa 50 000 lat temu.

    https://www.newscientist.com/article/2122362-extinct-neanderthals-still-control-expression-of-human-genes/?utm_source=NSNS&utm_medium=ILC&utm_campaign=webpush&cmpid=ILC%257CNSNS%257C2016-GLOBAL-webpush-NEANDERTHALGENES

    Drobiazgowe badania genetyczne nie pozostawiaja zludzen, ze choc od tak dawna ich juz nie ma, to nosimy w sobie ich geny i one wywieraja wplyw na nasze zycie codzienne w tym na odpornosc, lub brak odpornosci w stosunku do sporej ilosci chorob.

    Np. pewne geny neandertalskie chronia swoich nosicieli przed schizofrenia i jednoczesnie pwoduja, ze ich posiadacza sa wyzsi….

    Ciekawy tekst, warto przeczytac uwaznie i sie rozejzec dookola, neandertalczycy sa wsrod nas, choc nie w „calosci”, ale w postaci rozkawaleczkowanej na geny. Tu kawalek, tam kawaleczek, owdzie inny fragmencik Neandertalczyka chodzi pomiedzy nami.

  144. Jiba

    Krówka była dyskretna chyba w rogu opakowania bo to w tamtych czasach jakoś nikt się nad wzornictwem (ani nad nazewnictwem) produktów tak podstawowych jak serek nie rozczulal zanadto… Za to ten smak! Smak wczesnego dziecinstwa w Lodzi, tak jak i smak parowek po które moja babcia wystawala od 5 rano w lokalnym sklepie na rogu….I oglądaniem pana Kleksa w kinie Wlokniarz… 😉

  145. Nefer

    Dziękuję i wezmę do serca! Pisacze z zewnątrz mogą się czasem czuć oniesmieleni wchodząc po raz pierwszy w tak dobrze zżyte towarzystwo… 😉

  146. @Ewa-Joanna, z godz. 12:32
    Arii Skołuby ze „Strasznego Dworu” po winie nie słuchać 😉

  147. @NeferNefer
    Kapelusz – bomba, ale to pod kapeluszem – detonator 🙂

  148. Kostka
    25 lutego o godz. 13:09

    No wiem, ale ja też tu kiedyś byłam nowa, roku pańskiego 2015 w dniu kiedy Duda wygrał przyszłam strasznie pyszczyć i tak już zostałam 🙂

  149. @NeferNefer
    Pamiętam jak się tu pojawiłaś. Jaka byłaś nieśmiała. Ale szybko doszłaś do wniosku, że tu nie ma żadnych nadludzi i rozwinęłas skrzydła. Wprowadziłaś na blog taką sympatyczną atmosferę damskiej nonszalancji. Co sprawia, że męscy intelektualiści starają się też być lekcy i nie zanudzać wiedzą nabytą (a czasami dopiero co nabytą z wikipedi)

  150. @lonefather@Konstancja
    Dzięki za informacje. Kiedyś w Łodzi na ulicy Wschodniej był sklep z kapeluszami ze Skoczowa .Kapitalizm go zmiótł. Ostatnio dostałem od koleżanki kapelusz jej ojca ,ze Skoczowa oczywiście, z podszewką jedwabna, marki „Sir”.

    Wracając do Polityki- jak można było zapomnieć o KTT, dopiero dzisiaj ktoś go przypomniał .

    Słodycze.
    Przed moją szkołą w Radomiu, były to jeszcze lata czterdziestce, starszy pan sprzedawał na takim przenośnym kramiku „wapno „.Była to taka biała ciągutka pokrajana w kostki. Kosztowała 2 zł( przed wymianą ?)Była pyszna.Kupowałem za pieniądze wygrane w cymbergaja (rzadko wygrywałem).

  151. lonefather
    25 lutego o godz. 11:52

    Mój komentarz
    Skandaliczne i ogłupiające jest podstawowe uzasadnienie dla przekopu Mierzei Wiślanej. A mianowicie PiSowcy głoszą z dumą, emfaza i pompą, że przekop ten wzmocni naszą granicę wschodnią, która jest jednocześnie granicą Unii Europejskiej, bo umożliwi dostęp naszym siłom zbrojnym do wód Zalewu. Przekop rzekomo wzmocni bezpieczeństwo Unii Europejskiej.

    Bardziej śmiesznego uzasadnienie dla inwestycji infrastrukturalnej przez ostatnie 2 lata nie dane mi było usłyszeć.
    PiSowcy nie liczą się z niczym i nikim, głoszą swoje banialuki tak napuszonym, kolorowym, bogatym w artefakty i tezy wzięte z kapelusza językiem, że pół Europy by pokładało się ze śmiechu, gdyby tylko zechciało przeczytać tę ich analizę geostrategiczną.

    Przekop taki mógł mieć istotne znaczenie dla transportu w 19 wieku i na początku 20 wieku, gdy transport odbywał się małymi stateczkami i barkami, które miały pół metra, góra półtora zanurzenia, a sieć kolei wąskotorowych miała cywilizacyjnotwórcze znaczenie.

    Pytałem w zeszłym roku oświeconego PiSowca, który poruszył w rozmowie ze mną temat kanału – co do i z Elbląga będzie wożone tym przekopem? Pisowiec odpowiedział – znajdzie się. Port w Elblągu jest, będą mogły do niego przypływać statki, rozładowywać, załadowywać, itd. To był PiSowiec bystry facet, który branże tę znał i miał dobre wyobrażenie, czym jest Zalew Wiślany i jaki ma potencjał transportowy oraz obronny.

    Niestety. Myślenie w logice PiSowskiej rodzi się w ludziach niezależnie od wiary, przekonań, wykształcenia, stopnia, czy stanowiska.
    Pzdr, TJ

  152. Myślę, że się udała. Teraz jeszcze dwa dni sptokań z czytelnikami. Bez mojego udziału (na szczęście).
    Pozdrawiam
    JK

  153. Jacek Kowalczyk
    25 lutego o godz. 14:16

    No to wszystkim się udało bo nam tutaj też, jak widać 😉 a w poniedziałek wracamy do poważnych wstępniaków, a więc czytelnicy nie lękajcie się;)

    Polityka nadaje na żywo na fb, fajnie że mogę zobaczyć bo dojechać nijak.

  154. Konstancja & con.
    Łomajgocie! Pomyśleć że od publikacji tego zdjęcia w „Polityce” z rankingu posłów minęły tylko 4 lata… Toż jakby przewaliła się cała epoka.
    A ileż tych epok było, przełomowych mniej lub bardziej, aż trudno zliczyć.
    Nie na darmo żyjemy w „ciekawym” kraju i czasach.
    Zdarzyło mi się raz pogniewać na „Politykę”, w stanie wojennym, a dziś… żałuję, że wtedy połowa zespołu odeszła, choć rozumiem gest, bo pewnie sama bym go wykonała.
    Oglądałam dziś Śniadanie Mistrzów u Mellera na tefałenie, gdzie było dużo i smakowicie o Polityce z okazji jubileuszu.
    Chyba się jutro wybiorę na spotkanie z czytelnikami. Szkoda że pana Jac ka nie będzie.
    Dlatego tu i teraz na jego ręce składam najserdeczniejsze życzenia dla załogi tygodnika.
    Wszystkiego najlepszego życzę również nam, blogowemu Koleżeństwu, z którym nie raz z niejednego pieca jadłam, co bardzo sobie chwalę.

  155. Dzien dobry!
    Pozwole sobie wyjsc z krzaczkow (tak sie mowi na podczytujacych, ktorzy sie ujawniaja). Albowiem sie rozczulilam! Prawie wszystkie te smaki pamietam. I dawna Polityke tez, podprowadzana tacie. A teraz papierowa jest najprzyjemniejszym prezentem z Polski, bo jednak internet i pdf to nie to samo…
    Wszyscy znajomi wiedza, ze do mnie sie zajezdza w gosci z Polityka i bialym serem!

  156. Ewa-Joanna
    25 lutego o godz. 12:14
    Do dzbanka szklanego wlewało się pół litra wódki, jednego..
    Przypomina mi to happening wg.pomysłu Rafała Wojaczka (tak,tak to ten) w którym miałem okazję brać udział. Z tym ,że zamiast dzbanka od razu było wiadro.. Zawartość:dużo piwa i…
    no właśnie.. Miejsce: Ostrowo, mała osada 2-3 km na wschód od Karwii.
    Skoro o jubileuszu „Polityki”. Do wymienionej Karwii przyjeżdżał
    m.in. Zygmunt Kałużyński czy też Krzysztof Penderecki (jego Mercedes był wydarzeniem w tamtych latach) oraz wielu innych luminarzy kultury.

  157. @Jiba

    Pewni łodzianie próbowali mnie niedawno przekonać, że najlepsza chałwa pochodzi z łódzkiej firmy „Unitop” (od 1949 roku).
    Dostałem 2 kg do testowania, idzie mi nieźle, ale jeszcze nie jestem przekonany 🙄 Moim zdaniem najlepszą chałwę w PRL produkowała „Odra” w Brzegu.

    Już myślałem, że ten blog taki intelektualny od kolebki i nie wypada się przyznawać do „Świerszczyka” i „Świata Młodych” 🙄
    A ja nawet przeglądałem ruskiego „Krokodyla”. Moja rodzicielka prowadziła bibliotekę i to przychodziło „samo”.
    Jakoś nikt nie wspomniał „Naprzełaju” z Lucky Lukiem i Daltonami na ostatniej stronie. Pasjonowali mnie znacznie bardziej niż Tytus, Romek i Atomek. Do dziś pamiętam nazwisko sędziego – Roy Bean 😎
    A potem przyszło „itd” z rysunkami Mleczki i poradami Lwa Starowicza…

  158. Krówki i irysy były dobre tylko wtedy, gdy dały się spłaszczyć pod obcasem, a nie pokruszyć. Lubiłem dropsy mlekomalt, a lodów bambino waniliowych (owocowe były ohydne w smaku i na wygląd) zjadłem raz w jeden dzień 17 porcji (do wyczerpania funduszy) i nic mi nie było 😉

  159. Może to i fauxpas,ale niech tam… Warte grzechu…
    https://photos.google.com/photo/AF1QipMUvz_OA77ROspcc44DcxrgfHQnoN6X8GoWHgK_

    PS. Młodsi zajadali się krówkami, a starszyzna paliła lulki.
    Pany owego czasu kładły na stół „Belwedery”.

  160. Stachu39
    25 lutego o godz. 13:54
    myslę, ze oprócz kapitalizmu ten sklep z kapeluszami, jak i inne drobne wytwórnie rzemieślnicze wykończyła moda na nienoszenie kapeluszy. Ci drobni rzemieślnicy nie ogłaszają się w internecie, chyba że chodzi o szewców, którzy robią buty na miarę, jak w Warszawie na Chmielnej słynny obuwnik, albo krawiec ubierający polityków.
    Młode pokolenie nie zna takiego zawodu jak modystka czy gorseciarka.

  161. A kto pamięta lody calypso o smaku kakaowym (w sreberku, patyczek osobno)?
    Zajadałam się nimi w Trójmieście podczas wakacji. Gdzieś przy Monciaku była wtedy jedna z pierwszych głośnych (w przenośni i dosłownie) dyskotek.

  162. mag
    25 lutego o godz. 17:36
    A kto pamięta lody calypso o smaku kakaowym…
    …były i mleczne. Cena : 2,20zł

  163. Tak sobie dumam wieczorową porą o Polityce. Gdybym miała coś rzec to byłoby mniej tych dramatów „zabili go i uciekł” albo rozdzierająco smutnych, za dużo mnie kosztuje czytanie. Afisz jakoś pomijam bo zbyt rozdrobniony a że nie mogę na nic iść to insza inszość.

    Bardzo lubię artykuły p. Sarzyńskiego o kulturze, wystawach, pięknym językiem napisane. Red. Władykę i Janickiego też ale ostatnimi czasy piszą tak czarno że nic tylko się na suchej gałęzi obwiesić (nie ich wina) Jeszcze niedawno co do słóweczka wyczytywałam panią Paradowską:( Zawsze była moją ulubioną autorką.

    U mnie to wygląda tak że 1/3 na początku przeczytam, potem trochę kartkuję albo zostawiam na święty nigdy i potem czytam koniec, to „Na własne oczy” też jest fajne. No i oczywiście felietony, nigdy nie wiem czy zacząć od deseru jakim są czy zostawić na deser jakim są.

    I generalnie nie zdanżam wyczytać wszystkiego do następnego numeru…

  164. @NeferNefer
    25 lutego o godz. 19:24

    Też tak sobie zostawiam na później, a potem nie ma czasu, ale wyrzucić szkoda 🙁 Rodzina się buntuje przeciw „zwałom makulatury”, to czasem coś wyrzucę, ale właśnie wygrzebałem „Przekroje” z marca… 2008 😯 Nawet krzyżówka jedna jest niedokończona…
    Lubiłem czytać Stommę, Grońskiego, KTT rzecz jasna i Passenta, i Pilcha. Barbarę Pietkiewicz, Władykę, Pietrasika, Waldorffa, nawet Wojewódzkiego lubię za błyskotliwość i dowcip.
    No, chyba tylko ten bufon Zanudzi mnie irytował, a ze współczesnych taki jeden, co lobbuje za GMO i ma się za dziennikarza naukowego, nazwisko znane redakcji 😉

  165. O, i jeszcze Stanisława Podemskiego, Jagienkę Wilczak i Joannę Solską, a także Adama Krzemińskiego, za którego nie trzeba się wstydzić w niemieckich mediach…

  166. Jeszcze o kapeluszach (męskich).
    Dawno temu ,jadąc pociągiem na południe, stwierdzałem, że gdzieś za Kielcami, w Pińczowie wszyscy nagle zamieniali czapki na kapelusze, bo z gołą głową oczywiście nikt nie chodził. Była to zmiana gwałtowna, na poprzedniej stacji wszyscy w czapkach, na następnej już nikt.. Kobiety naturalnie w hidżabach, które wtedy nazywało się chustkami.

  167. @Stachu39
    25 lutego o godz. 20:25

    Moi rodzice oboje nosili kapelusze, starsza siostra jako dziecko – kapelusik, ja musiałem mieć czapkę marynarską. Potem przyszła moda na degolówki, chustki były też modne (nie te w wiejskim stylu), bo Bardotka nosiła. I inne francuskie aktorki. Głównie do jazdy kabrioletem wprawdzie, ale u nas można było na przejażdżkę wfm-ką 😉
    A bikiniarze chodzili w wąskich spodniach jak dzisiaj i w kolorowych skarpetkach.
    Kapelusze przeszkadzały w samochodach, więc w miarę rozwoju automobilizacji ubywało ich w całej Europie.

  168. Tobermory
    25 lutego o godz. 20:16

    Swego czasu deszcz czy wiatr szłam do polskiego sklepu, jeszcze tak do 2010 roku i co piątek (bo dopiero wtedy była) kupowałam Politykę. I jak do niedzieli nie wyczytałam to mogłam wyrzucić. Potem kupiłam pierwszy tablet i prenumeratę, skończyły się wyprawy. A wtedy to było jedyne do czytania, ani biblioteki ani nic, sprowadzanie książek z Polski za drogie. Dopiero w 2009 przeczytałam – w Polityce, a jakże – o nowości jaką był czytnik i natychmiast chciałam mieć. Udało się mniej więcej w tym samym czasie. Więc makulatury nie mam ale stosy cyfrowych niedoczytanych leżą i kwiczą, nie nadążam, jeszcze teraz nowy Przekrój, a gdzie książki, doba za krótka. Często gęsto czytam Politykę online bo mam dostęp. Też wolę papierową ale czas na wyprawę plus przebicie cenowe (zdzierają w sklepie) sprawiło że jednak cyfrowa.
    Grońskiego też lubiłam, red. Passenta czytam wszystko gdziekolwiek jest, Wojewódzki no niby błyskotliwy ale takie tam, nic specjalnego.

    Z gazet to tylko Polityka, Przekrój i Wiedza i Życie bo polityka, kultura i nauka, do szczęścia mi wystarczą. Żadnego babskiego dziadostwa, nawet tego z pretensjami, nie czytam w ogóle (wywiady z panią Piprztyńską-Iksińską i co ona myśli o życiu nic mnie nie obchodzą). Czasem piątkowe wydanie Dziennika Bałtyckiego jak jestem w Trójmieście (ale spsiał trochę niestety) No Newsweek też mi się zdarzy ale tylko jak jestem w Polsce.

  169. Ewa-Joanna
    25 lutego o godz. 12:32

    Tabaka? – to by się prawie zgadzało. Mam kolegę, czarnoskóry. Ten to dopiero jest Kaszub. Miejscowe gbury przed nim klękaja.

  170. mag
    25 lutego o godz. 17:36

    mag, ale się umówmy: nie odzywaj się raz na 60 lat, a raz na pół godziny.
    A z kalipsiaków, oczywiście pamiętam, do dziś wsuwam co raz, a waniliowe to moje ulubione. Były też czekoladowe, a kakaowe – fajowe – rzadziej. teraz jest więcej smaków, i przyznam, że tak są projektowane, że nie kłócą się z dawnymi smakami, sensownie rozszerzając linię.
    mniej tłuste od strasznych szelerów i algid.
    Były małe (125 gramów) i duże, ćwiartki. Figlem było nadziać na patyk dużego tak, żeby się nie oderwał, oraz tak lizać,żeby się zmieścił w paszczy i nie pomazać się dookoła.
    Patyczki były genialne i miały wiele innych zastosowan. Ja je specjanie zbierałem i robiłem z nich modele.
    Na plaży było tak, że kalipsiaki miały swoich wyznawców, ale w okolicach Sopoty lodziaze roznosili „lody mewa”. Zupełnie mi nie smakowały, strasznie wodniste ibezzmakowe. Dzisiaj, powiedzmy, można by je nazwać „sorbetami”. Nigdzie poza Sopotem ich nie widzialem.
    A na molo mieli genialne lody z wielkiej, okrętowej maszyny, o nazwie „giusti”. i ekstra frytki.

  171. Magdalena
    25 lutego o godz. 16:22

    Miło że przyszłaś-wyszłaś 🙂 pewnie że pdf nie to samo ale zawsze coś

    *trącam łokciem Tanakę*

  172. Tanaka
    z g.23:07
    Zagustowałam jakoś w złocie, czyli chętniej milczkiem czytuję cudze myśli niż wypowiadam własne.
    Ot, znudziło mi się pisanie, bo wszystko albo już było, albo ktoś mnie uprzedza w tym, co właśnie chciałabym wyartykułować i czyni to perfekt (np. taki Lewy, Tanaka, anumlik, czy blogowe Dziewczyny), że nic już dodać, a najwyżej ująć. Zresztą poczucie absurdu do imentu coraz częściej po prostu odbiera mi mowę i nie chce mi się komentować kolejnych wyczynów jasnych panisków.
    Siedzę więc sobie jak kot na płocie i obserwuję lub zapadam w spektakularną (?) drzemkę.
    Mój Otello jakoś się wylizał, ale został z niego szkielecik obleczony czarnym futrem. Choć wrócił mu apetyt, pewnie nieprędko się odpasie.
    Co do lodów, to w Sopocie pewnie jak wszędzie królują Grycany, Sowy i in.
    Ech, gdzie te niegdysiejsze lody, po prawdzie dla niewybrednych podniebień, ale jak proustowskie magdalenki – jedyne…

  173. „A jakie są Wasze wspomnienia o „Polityce”?”

    Moje wspomnienia sięgają dnia wczorajszego. Zachciało mi się udzielić na forum po sąsiedzku u jednego takiego Weterańca tygodnika. Zostałem ocenzurowany. To naprawdę zaszczyt, że tak ważna osoba oderwała się od szampana i obchodów, żeby sobie zadać trud i nawiązać do lat dawno, zdało by się, minionych. Powiadają ślimaki – jak skorupka za młodu cenzurą nasiąknie, to tym na starość cię trąci… jakoś przeżyję tę stłuczkę. Tak jest – cenzura to też był element formacyjny tych, co ‚wychowali się na (i w) Polityce’. Ja, faktycznie, wychowywałem się raczej na krześle. A punkt siedzenia…

  174. U mnie sie niestety ani ksiazki ani gazety cyfrowe nie przyjely. Nie umem sie skupic przy czytaniu na wiecej, jak przebiegniecie wzrokiem.
    Raz jeszcze dzien dobry! Dlugo mnie moderowano.

  175. tejot
    25 lutego o godz. 14:14

    Przecięta mierzeja zapewni Polsce bezpieczeństwo wojenne? Tak jest: nieistniejąca Marynarka Wojenna zapewni nieistniejące niebezieczeństwo, czyli razem wyniknie z tego Wielkie Bezpieczeństwo.
    Niech zgadnę, na czym to bezpieczeństwo marynarskie na Zalewie będzie polegać: bez pudła na tym, że jak już polskie pancerniki, lotniskowce i okręty podwodne wpłyną na Zalew, to Putin puknie z rakiety w most nad przekopaną mierzeją, albo we wrota śluzy i pancerniki, lotniskowce oraz atomowe okręty podwodne Marynarki Wojennej będą, jak kaczki, czekać grzecznie na odstrzelenie. Pyk – i lotniskowiec Jak Paweł II zatonie u bram Elbląga. Pyk – i pancernik Dziwisz osiądzie na dnie przekopu. Pyk i atomowy okręt podwodny Pryma Tysiąclecia fiknie stępką do góry na środku Zalewu – w celach przyrodoleczniczych. Okręt obrośnie ćcinami i będzie wyspa – atrakcja da kormoranów,mew, łabędzi i podglądaczy przyrody. Zrównoważy środowisko nauralne, po wycięciu Puszczy Białowieszczańskiej.
    Dobrze będzie, zakłady leczmictwa zamkniętego właśnie otwierają bramy i okna na najwyższych piętrach, a pensjonariusze już czują wiosne i śmiało ulatują w obłoki.

  176. Magdalena
    26 lutego o godz. 8:53

    A, dzień dobry. Tu i tam długo moderują. Ale żeby na blogu pod egidą Jacka Kowalczyka też długo, to nie wiedziałem. Ale już.

  177. mag
    26 lutego o godz. 0:10

    Aaa, i dlatego „złota młodzież”?
    W Sopocie i okolicach bywają – jeszcze? – plażowi lodziarze. Ale nie sprawdzałem co w pudłach mają. „Lodów mewa” już nie ma, może i dobrze (dla mnie), a niedobrze dla ich wyznawców, może „big milk” na patykach?

  178. NeferNefer
    25 lutego o godz. 23:07

    Czy ja, trącony, wypadam z równowagi, czy wręcz przeciwnie?

  179. @Tanaka

    Nie spałam pół nocy z powodu że reise fever to nic mądrego nie napiszę, pozdrawiając z lotniska
    Bawcie się ładnie, jak mi się uda to będę skrobać po tablecie

  180. @oiom
    26 lutego o godz. 4:39
    Sprawdź raz jeszcze – czasem się długo czeka, szczególnie jak jesteś debiutantem.

  181. Dzień dobry, też mam tak jak Kostka, trudno się zdobyć na odwagę i jeszcze napisać coś oryginalnego. W naszym polskim sklepie ceny są faktycznie europejskie ale jest to bardzo ciekawe miejsce: stoję do kasy z Polityką i Newsweekiem a za mną kobieta ( na oko ze 20 lat młodsza) trzyma w ręce wSieci i Wróżkę i patrzy na mnie z politowaniem. Od razu wiadomo, że ja to gorszy sort a ona z tych panów.
    A ze słodkości to pamiętam jeszcze kukułki i kopalniaki, czarne takie trochę przypominające w smaku lukrecję, którą uwielbiam, no i lody Bambino.

  182. Ewamarysia
    26 lutego o godz. 10:22

    Sama widzisz – kto kupuje Politykę i Newsweek’a – już jest odważny. I daje głos na blogu, z tej odwagi, ma się rozumieć.
    To też ciekawe – jeszcze nikomu, kto kupuje „wSieci” i „Wróżkę”, nie udało się na mnie spojrzeć z politowaniem. Jednen powziął taki zamiar, ale ja wtedy spojrzałem na niego i się bardzo skurczył.
    Zobiłem jeszcze inny eksperyment: nabyłem, drogą kupna, miesięcznik angelologiczny pt. „Anioły” – tak jest ! I przechadzając się z tymże „Aniołem” w ręce przed wejściem do kościoła parafialnego w dzień święty, obdarzałem wyznawców spojrzeniem adekwatnym. też się kurczyli. To działa!

    Kopalniaki ! w wielkiej puszce. Kopalnia taka, że mogłem z czeluści koparką na baterie wybierać. Zabawa była przednia, ale smak kopalniaków- taki sobie. Chyba przez tą niezrównoważoną lukrecję.
    Kukułki – tak jest – też klasyk.

  183. Było piwo jasne i piwo ciemne. Jako chyba siedmiolatek spróbowałem i wyplułem z obrzydzeniem. Za to była żółta lemoniada i pomarańczowa oranżada. I to była dla mnie rozkosz. Dziś w zyciu nie wziąłbym do ust tej lemoniady czy oranżady, za to piwo jasne owszem. Ale po piwie głowa mnie boli. Więc pozostaje wino albo wódka, ale nie ta ruda wóda na myszach, czyli whisky.
    Cóż, jak ktoś wyżej napisał:czym skorupka za młodu…Dlatego wolę kaszankę od kawioru, pasztetówkę od foie gras, wódkę od koniaku, zalewajkę od marsylskiej bouillabaisse,ogórek kiszony od fromage marcelin, bigos od choucroute.
    Bo jestem patriotą i jak wieszcz wolę polskie niebo od włoskiego albo francuskiego,polskie łany gdzie biała jak śnieżne lico dziewicy gryka dzięcieliną pała.
    Nawet polscy księża są prawdziwsi, bo chodzą w sukienkach. Bo ci francuscy, to co to za księża, chodzą jak jacyś mężczyźni w portkach, nikt się do nich nie zwraca „proszę księdza”, tylko na „proszę pana”, a do zakonnicy zamiast „proszę siostry” mówi się „proszę pani”
    No tak, zacząłem od lemoniady…To sie nazywa strumień świadomości, a może podświadomości ?

  184. Pokręciło mi się.Pan Adam napisał: Gdzie gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała.
    Czy któraś panna na blogu mogła powiedziec jak jej rumieniec pała, to może w końcu dowiedziałbym się co to jest ta dzięcielina

  185. MANDARYNKA – tak sie nzaywala ta lemoniada z dziecinstwa. Literki slowa „madarynka” byly tak sprytnie powykrecane, ze wygladaly jak chinskie krzaczki, a orientalnosci dodawal zarys pagody, czy innej archtektury z podkrecinymi do gory naroznikami dachow…

  186. @Lewy
    Dzięcielina to u Mickiewicza koniczyna, co to jej kwiaty kolorami panieńskiego rumieńca pałają.

  187. @Lewy
    PS
    Dzięcielina u Orzeszkowej (w „Nad Niemnem”) była i różowa i biała. Rychtyk jak u panienki na liczku 😉

  188. Ewamarysia i Tanaka

    Usmialam się setnie.O przygodach w polskich sklepach (i podobnych interakcjach z Polonią ) to aż się prosi o osobny artykuł…

  189. Politykę czytałem w miarę systematycznie od połowy lat sześćdziesiątych do roku1981.
    Moim zdaniem w tamtym czasie Polityka była mniej serwilistyczna w stosunku do „swojej” władzy, PZPR wtedy a PO w okresie 2007-2015.
    Była też dużo bardziej pragmatyczna i stanowczo mniej bzdeciarska.
    Wtedy nie była dla mas, Partia by na to nie pozwoliła.

  190. Tez moglabym nieco dorzucic nt „Wizyta w polskim sklepie”. Wybralam sie raz pierwszy i ostatni. I zrozumialam tez, dlaczego mnie nie ciagnelo kompletnie.

  191. @anumliku
    Dzięki,nareszcie wiem co to dzięcielina. A czy wiesz może również co pan Adama miał na myśli z tym imieniem 44, Czy chodzi po prostu o rym ?
    Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
    A imię jego będzie czterdzieści i cztery.

    Gdyby nie te bohatery, to przecież mogłaby być inna liczba, np
    Z matki obcej;krew jego to dawna pięść,
    A imie jego będzie czterdzieści pięć (albo 55)
    Podobno profesor Błoński połamał sobie zęby na tych 44.
    A co to za obca matka, hę

  192. @lonek
    Widac, że jesteś młody. Za mojego dzieciństwa (przełom lat 40tych i 50tych) nie były znane takie słowa jak mandarynka, klementynka.Byłay oranżada i lemoniada, koniec kropka..

  193. Dzięki mag. Czyli anumlik miał rację,że to zwykła koniczyna, czyli po francusku trefle.
    A może wiesz coś wiecej na temat tego 44.Bo ktoś kiedyś rzucił myśl, że Mickiewicz przewidział rok w którym wybuchnie Powstanie Warszawskie.

  194. @Lewy
    Na temat Mickiewiczowskiego „44” napisano setki artykułów, a i parę książek z serii political fiction ostatnio powstało. Młodzi autorzy SF i fantasy tak się wypisują. W tym wypisywaniu się i Powstanie Warszawskie się przewija. Ale to wszystko fikcje literackie. Jak u wieszcza 🙂

  195. @Lewy
    obca matka – podobno pochodzila z frankistow, grupy zwolenników Franka, którzy z judaizmu przeszli na chrześcijaństwo. Miało o tym świadczyć nazwisko Majewska, gdyź takie nazwiska od nazw miesięcy przybierali konwertyci. Nie wiem ,czy to zgodne z aktualną wiedzą
    @ewamarysia
    Może ta pani nie spojrzała z politowaniem tylko Ty się czułaś jak na scenie z taką makulaturą w ręku. To, co czytamy ,nas określa i niestety też zamyka w modnej obecnie bańce informacyjnej.Czasem zaglądam, żeby się dowiedzieć, co np. napisał Ziemkiewicz, ale potem przeżywam, skacze mi ciśnienie

  196. Lewy
    Jest tak jako rzecze @anumlik, czyli bezlik spekulacji uczonych mężów, nie tylko historyków literatury, co oznacza liczba 44.
    Poniżej masz w pigułce podaną „mickiewiczowską zagadkę”.
    http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9763

  197. Lewy
    Nie wiem, dlaczego nie wyświetla się ta strona.
    Spróbuj sam. Wystarczy wpisać: „Mickiewiczowska zagadka: A imię jego czterdzieści i cztery”.

  198. Tanaka
    Nie żebym się tego spojrzenia wystraszyła, to przecież śmieszne jest . Ale ten sklep daje do myślenia : kobieta Np z Gościem Niedzielnym w ręce strofuje swoje dziecko w kiepskim niemieckim, gdzie tu patriotyzm suwerena na obczyźnie? Ale do polskich kościołów podobno ludzie chodzą masowo, bo po mszy można zakupić mnóstwo polskich produktów , znam tylko z opowiadań jak na ateistkę przystało

  199. Kostka
    25 lutego o godz. 13:00

    Tu mi wąż, tez łodzianin i słodyczowy łasuch, podpowiada, że na Piotrkowskiej 25 lub 35 była brama, a w tej bramie malutki lokal, nawet nie było witryny, tylko drzwi, otwierało się te drzwi, a za nimi stała pani i sprzedawała rurki z kremem. Podobno stały tam tłumy. Ja tego nie kojarzę.
    Ale kojarzę kawiarnię Katarzynka na Narutowicza. Sprzedawali tam bitą śmietanę z rodzynkami w kubeczku i to lubiłam bardzo.
    Na Pana Kleksa to szliśmy całą klasą.
    Mam szczególny sentyment do kin Wisła i Gdynia. Były naprzeciwko siebie, między nimi szłam do szkoły i po „Niekończącej się opowieści” zawsze kojarzyły mi się z bramą sfinksów 🙂

    @ konstancjo , czyli Ty też łodzianka, czy serki nie były jednak lokalne?

    @Tobermory – nic nie wiem o łódzkiej chałwie:) Pamiętam jakąś przynoszoną w szarym, przylegającym do chałwy papierze, ale skąd to było, nie mam pojęcia.

  200. Do @blogowiczów i @redakcji oraz @do tych co wyleźli byli z szaf, krzaków i zakamarków gdzie ich rzucił los!

    Słowo na niedzielę… brrr…. ależ to nieprzyjmnie brzmi… a kysz!

    To zacznę inaczej.

    Kochajmy się! Już lepiej….

    Ale słodko się na blogu porobiło od wspomnień ile ich mamy i ile zachwytów, tacy byliśmy… młodzi, pełni nadziei i planów pomimo wszystko, ciekawi świata – śmiem twierdzić, że nadal cała ta świetlica u Pana Jacka w „Polityce” takowymi najrzydziurami pozostała.

    U mnie za oknem „w krainie deszczowców” dla odmiany dzis nie pada tylko leje z góry na dół a ja siedząc przed kominkiem wyobrażam sobie każdego z nas teraz i drzewiej… z tymi wszystkimi słodkościami.
    Pozdrawiam serdecznie i dzięki za chwile wytchnienia od codzienności naszej polskiej, która doprowadza tu piszacych do furii!!!

    Do @Tanako i @anumliku dzięki za nazywanie rzeczy po imieniu – sądzę, że nadeszła pora aby białe rękawiczki zamienić na bokserskie (wtedy taki widelcowy idiota jeden z drugim nie będzie się wywrzaskiwał o „krwi na rękach”). No bo jak to ująć – macie krew na rękawicach bokserskich…raczej komicznie brzmi. No a gdzie mamy mieć?

    Do @lonefather, @lewy, @Maciej2, @mohikaninprzedostatni, @tobermory, @stachu39, @zezem, @stasieku @observer – strasznie fajnie poczytać i poczuć się jak dawniej z kumplami w zespole…

    Do @pambocek – którego od kilku dni „wcięło”, z polszczyzną, której pozazdrościć i ze wszystkimi kolorami dobroci i galanterii wobec pań.. (chyba nie poszedł rozprawić się osobiście z Maryśką mailową ?!?)

    Do @mag – jak miło, że wróciłaś. Mnie też brak sił i inni, zanim się zabiorę do klawiatury, zdążą napisać to co myślę ale musimy znowu się policzyć, zobaczyć ilu nas jest porozrzucanych. Odpoczniemy później.

    Do @jiba, @Ewa Joanna, @konstancja oraz nowe koleżanki – @kostka, @ewamarysia, @mija, @Magdalena – dziękuję za wspólną podróż w czasie i liczę, że spotkamy się ósmego – bo dość tego bezczelnego zaglądania pod spódnice.

    Do @NeferNefer – dziękuję za zachętę do pisania. Bezpiecznej podróży!
    Kapelusz, który zechciałaś pokazać – ten najpiękniejszy tytanikowy nie zmieniłabym na nic!!!
    Zrobiło mi się jak mojej kotusi… siedzę i fukam dookoła z pazurami w futrze gdy otwieram polskie portake informacyjne. Dobrze wiedzieć, że jest się w zacnym towarzystwie, dzięki za szczerość.
    Dobrze, że przypomniałaś wspaniałą Janinę Paradowską. Tylu wybitnych postaci ostatnio odeszło a ta banda nawet żałobną zadumę zochydziła normalnemu człowiekowi.

    Idzie wiosna – pora na zrobienie porządków dziewczyny i zaangażujmy chłopaków – są często pomocni. A poza tym można się wiosną zakochać, więc kochajmy się!

    Poniżej coś dla wszystkich… i dla kapeluszników też.

    Dzięki, że jesteście – miłego słuchania o miłości, której szukając wszędzie znaleźć można obok, bardzo blisko…

    http://i81.photobucket.com/albums/j226/kippique/bece.jpg

    Przystojniak w powyższym linku w Borsalino…

    W linku poniżej Bobby Caldwell sobie śpiewa…..

    https://youtu.be/8NQ-Bk63Hs8

    Miłego wieczoru 😉

    Ciotunia Makowiecka

  201. @mag
    Ale mi się wyświetliła !

  202. Jiba
    26 lutego o godz. 16:25
    nie, nie, kochana, ja jestem poznanianką. Czyli Pyrą.
    Ale serki były podobne w całej Polsce, a produkowały je lokalne mleczarnie.
    Na początku, gdy sie pojawiły serki homogenizowane pamiętam, że panie w sklepie rozcinały je nożyczkami, czasem tak nieszczęśliwie, że jakiś serek z opakowania wypływał.
    Smakowe pojawiły sie nieco później i te juz były nierozcinane.
    …………
    nigdy nie przyszło mi do głowy sprawdzić, co to takiego ta dzięcielina; w mojej wyobraźni była to roślina łąkowa,różowiutka, jak lico dziewicy, jakich pełno na naszych łąkach.
    A tu masz! Lewy pyta, co to takiego; mag podała linka i cóż mam teraz zrobić? zupełnie zburzyło mi moje wyobrażenie o tym kwitnącym badylu. Jak z tym żyć teraz?
    A do tego na zdjęciach dość duża, a przecie to maleństwo jest. Średnica kwiatka to jakieś 1,5 cm.
    Chyba, że źle kojarzę….

  203. @Jiba
    Na Piotrkowskiej zaraz za Narutowicza byly lody u Granowskiej.,tak chyba do lat 60tych.Zawsze była kolejka. A odcinek między Narutowicza _ Zieloną a Struga- Tuwima to był deptak. Tam wypadało się pokazać. Ew wstäpić do Honoratki albo do Spatifu

  204. Wstyd się przyznać, ale ja „Politykę” odkryłem dopiero po wyborach w 2015 roku… Przedtem czytałem ją bardzo okazjonalnie, choć większość redaktorów kojarzyłem z radia czy telewizji.

  205. Co do przekopu, to jest to kolejny gwóźdź do trumny opozycji. Mogli przynajmniej wstrzymać się od głosu, argumentując jeśli nie ekologicznie, to przynajmniej jakoś zrozumiale, np. że budżetu nie stać, skoro jest 500+, emerytury, reforma szkół etc.
    Zwłaszcza że pomysł jest moim zdaniem niepoważny.

  206. A co do smaków dzieciństwa, to… sezamki zakupione osobiście w W-we podczas wycieczki do zoo.

  207. „Polityka” przeżyła i dożyła jubileuszu.
    Było b.dawno,dawno temu też „Po prostu”. W budce „Ruchu” trzeba było mieć tzw. układy aby w.w. dostać.
    „Po prostu” miało krótki żywot, tak jak obietnice dane w październiku 1956r.

  208. I swoim zwyczajem kilka linek przelotnych:

    Hiszpanie o uchodźcach:
    https://twitter.com/MartaNiewierko/status/833273803866255360

    I półka w holenderskim Rossmanie:
    https://twitter.com/MartaNiewierko/status/835875581988319233

    Drodzy tamtochtoni, naprawdę tak wyglądają u was półki w drogeriach??? Ja ***, ale w zadupiu przyszło mi mieszkać…

  209. @konstancja
    Duża też bywa, ta koniczyna. O:
    http://pl.freeimages.com/premium/candy-crimson-clover-1597422
    A swoją dzięcielinę Mickiewicz widział pewnie tak jak Podkowiński. Jego obraz „Wilczyce – pole koniczyny” pokazuje jak ona pała panieńskim rumieńcem, gdy się ją ogląda z odległości, jako łan:
    http://www.imnk.pl/gallerybox.php?dir=SU469&mode=2

  210. Makowiecka
    26 lutego o godz. 17:18

    Dzięki za przemiły wpis, mam nadzieję że nikomu nie umknął przez poczekalnię 😉
    Dojechałam, idę paść.

  211. Makowiecka
    Całuję Cię, Ciotuniu, w oba policzki rumiane (?) za tyle ciepła i pogody, mimo wszystko.
    W załączeniu piękny mężczyzna w pięknym borsalino:
    https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcRleoMpkRS1aC2vHdL4AMpT7fRkjOv-oXHpfocFsKLfk39X0KGD

  212. Panie i Panowie.
    Moja przygoda z Polityką zaczęła się pod koniec lat 60. ubiegłego stulecia. Znajomy mi inżynier A.J. ojciec rockowego muzyka L.J. stał przede mną w kolejce do kiosku Ruchu na placu Kromera we Wrocławiu i kiedy doszedł do okienka kupił „Politykę”. A ja za nim i tak się zaczęło. Lekturę rozpoczynałem jak większość czytelników, od ostatniej strony, na której były felietony KTT, Pasenta i Ludwika Stommy – on dołączył chyba później. Z wielką pasją pisał o naprawie gospodarki pisał red. Wiesław(?) Szeliga, który chyba w latach 80. skapitulował oświadczając, że już stracił wiarę naprawę gospodarki pod auspicjami socjalizmu. A znakomity rysownik Kobyliński napluł później sobie w twarz, składając po transformacji oświadczenie, o tym jak bardzo go praca w ‚Polityce” mierziła. Szkoda, bo wspaniale rysował, z lewicującym kontekstem, a wcześniej w TVP opowiadał ze swadą ciekawe, barwne historyjki, których bohaterką był jego uroczy piesek Czika. Podziwiałem go wówczas za to. Pamiętam jeden z jego rysunków. Fiatem 125p jedzie dwóch obywateli PRL. Prowadzący mówi do pasażera: jak przycisnę pedał hamulca to mnie ściąga na lewo. A później pan rysownik karykaturzysta ogłasza o swoich moralnych katuszach w czasie pracy w Polityce, był koniunkturalistą niestety. Wcześniej ktoś pisał o „Przeglądzie technicznym” czytaliśmy go w pracy – wówczas w pracy robiło się wiele rzeczy oprócz pracy – PT było chyba jedynym czasopismem w PRL, ogólnie dostępnym, które na przykładach kapitalistycznych rozwiązań organizacyjnych obnażało mizerię naszej gospodarki. Pisywał tam Ernest Skalski. Wcześniej, po Misiu, Świerszczyku, Świecie Młodych czytałem Młodego Technika, przyznam, że lekturę tego ostatniego ograniczałem do zamieszczanych tam fantastycznych opowiadań. Mag przypomniała mi calipsiaki, pierwsze lata dzieciństwa i wczesnej młodości, przed Wrocławiem mieszkałem w Elblągu, każde ewentualne wydanie skromnych zasobów porównywaliśmy do ceny calipsiaka a 2,20 zł., to był hit konsumpcyjny. Anmulik pisał o empiku na pl. Kościuszki we Wrocławiu, pamiętam, że w soboty bywały tam długie kolejki po obcojęzyczną prasę. Był miesięcznik Kontynenty, była Kultura, był Przekrój, w nim porady dla fajczarzy, z cyklu „fajka mnie szkodzi” – od papierosów w domyśle – guzik prawda, jak się później okazało, jedno i drugie kancerogenne, no ale było co czytać.
    Życzę wszystkiego najlepszego Polityce i jej czytelnikom.

  213. uważam, ze w kapeluszu każdemu do twarzy, natomiast nie zawsze w bereciku.
    Western, nawet spagretti western nie może obyc się bez koni i kapeluszy. Wyobrażacie sobie kowboja w bereciku?

  214. Hicior sprzed 3 dni…

    Richard Cysterna Wazeliny Czarnecki:

    Mam w tej sprawie wlasne zdanie, ale mysle, ze jest tozsame ze zdaniem PREZESA Kaczynskiego…

    Okolice 9 minuty 20 sekundy audycji:

    https://vod.pl/programy-onetu/burza-polityczna-ryszard-czarnecki-online/bm68gvg

    Nie zachecam do poznawania calosci. Calosc jest identyczna jak zawsze, wiec szkoda czasu. Ale samo to zdanko o „tozsamosci zdania” to cymes, perelka dupowlazenia. Moznaby powiedziec „artysta” na wyzynach geniuszu wazeliniarstwa.

  215. konstancja
    26 lutego o godz. 21:20

    Kazdemu?
    Chyba nie bardzo kazdemu.
    Jeden, czy dwa jakos mi nawet leazaly, ale nawet jak pasily, to i tak zawsze „wolnosc” brala gore i wolalem z gola glowa.

    A hydraulik w borsalino? Klientki moglyby byc do glebi poruszone, ale czy on moglby w Borsalino dokonac jakiejkolwiek naprawy, czy wykonac jakas prace?

    Dywagacje o kowboju w beretce pozostawie bez komentu, z uwagi na prosbe, o nie wymadrzanie sie na blogu posiadana wiedza.

  216. mopus11
    26 lutego o godz. 20:54

    PT tez drukowal fantastyke. Do dzis mam zszywke z wyrwanymi z PT opowiadaniami. Nie wszystkie opowiadania byly drukowane w serii ISKIER „Gwiezdne szlaki”, wiec te wyrwane z PT do dzis zachowalem.

  217. @konstancja
    Bo powiedziała o mnie jedna poetka z Krakowa:
    To głowa nie do kapeluszy! To taka posągowa głowa
    .

    Słowa mistrza Ildefonsa pasują jak ulał do mnie, nie ze względu na posągowość głowy (hy,hy), a dlatego, że żadne – prócz jednego – nakrycie głowy do mnie nie pasuje. W kapeluszach (każdym!) wyglądam durnowato, a czapki mnie śmieszą. Kiedyś w czasie silnych mrozów chadzałem w berecie jak naleśnik, opadającym aż za ucho, ale i to nie dla mnie. Do minus dziesięciu stopni pana Celsjusza łeb mi się grzeje w każdym nakryciu. Co nie znaczy, że taki Delon czy inny Belmondo w borsalino nie jest ciacho (hy,hy). Dla dam oczywiście 😉

  218. To jeszcze lepsze niż borsalino. Kapelusz Don Juana Demarco.
    Nawet nie wiedziałam że mam mam ten film w domu na DVD. Cudowni Johnny Deep, Marlon Brando i Faye Dunaway (właśnie se obejrzałam) i ta piosenka!
    https://www.youtube.com/watch?v=TGC4IWQL6J8

  219. lonek
    sądzę, że hydraulik wchodząc do mieszkania powiesiłby swój kapelusz na wieszaku.
    A w ogóle temat kapeluszy potraktowałam żartobliwie i tak to potraktuj 🙂

    anumlik
    26 lutego o godz. 21:50
    może jesteś zbyt krytyczny co do swojego wyglądu? kapelusz nie chroni przed utratą ciepła, nie chroni uszu; onegdaj panowie do kapelusza zakładali (w polskich zimach, które kiedyś były ho, ho) nauszniki…ale któż to pamięta.

  220. Makowiecka
    26 lutego o godz. 17:18

    W tym właśnie rzecz – nazywać rzeczy po imieniu. Niby to proste, a już trudne. Jakim językiem operować. skoro już przez pisoidów katolickich ukradziony i jak mowić, skoro opozyja taka ostra, że się prawie z pisokatolami zgadza i spod stołu merda.
    Jesteś, i bądź.

  221. lonefather
    26 lutego o godz. 21:35

    Lonek, chyba wziąłeś i zapomniałeś jak było: panie szlachcianki zagrodowe,niczym się od chłopek nie różniące, dumę jednak mialy w sobie i do prac polowych w rękawiczkach szły.
    Załóż borsalino. Klientki będą zadowolone.

  222. konstancja
    26 lutego o godz. 22:17

    elegancja ponad wszystko. Klientka obsłużona w borsalino to zadowolona klientka. Klienta można obsłużyć w bejsbolówce. Nie zauważy różnicy.

  223. Tanaka
    26 lutego o godz. 22:47
    zastanawiam sie,czy wpuściłabym do domu hydraulika w garniturze i kapeluszu…masz rację, elegancja to nie wszystko.
    ale cóż, pomarzyć można; gdyby zapukał Delon w borsalino….

  224. anumlik
    26 lutego o godz. 21:50

    1. każdy mężczyzna wygląda prawidłowo w czapce uszance.
    2. beret można nosić na komandosa, brytyjskiego oficera, na bretońskiego rybaka, albo na francuskiego artystę. Jest z czego wybrać.
    3. dobra jest czapka z daszkiem, skórzana, albo filcowa. dobrze jeśli daszek złamany a rondo czapki z boków wgniecione, a środek nieco, oraz niesymetrycznie, uniesiony.
    3. do długiego płaszcza albo garnituru z fularem i chustką w kieszonce – borsalino obowiązkowo
    4. dla głów gorących, krzywych, z wodogłowiem – opaska typu etno.
    5. kolarzówa a la Szurkowski.
    6. czapka z pomponem, albo czapka bez, ale z płaskim szwem – typ skandynawski.
    7. kapelusik z piórkiem, skórzanymi portkami do kolan,wełniane getry i skorzane półbuty w faszystowskim brązie. Oraz adekwatnym wąsikiem i romerem w łapie.
    8. kowbojski
    9. kepi
    10. frankistówka
    11. sombrero
    12.melonik

    Numery 10 i 11 nieco specyficzne.

    Tak czy siak, coś możesz dla siebie dobrać.

  225. konstancja
    26 lutego o godz. 22:51

    Delon jakoś tak dziwnie do mnie podobny. Czasami.

  226. mopus11
    26 lutego o godz. 20:54

    Oprócz „Przeglądu Technicznego” było pismo „Innowacje”.
    Co te pisma obnażały w porównaniu z Zachodem to obnażały, ale i pokazywały, że są i u nas niewykłej klasy inżynierowie i nieprzeciętnej jakości przedsięwzięcia, których wobec Zachodu nie musieliśmy się nie tylko wstydzić, ale które byly też przez Zachód cenione i pożądane.
    W tym i owym bywaliśmy lepsi.

  227. mopus11
    26 lutego o godz. 20:54

    Kobylinski mnie nie tylko bardzo rozczarował, ale i strasznie wkurzył, tym swoim marnym oświadczeniem, jak to strasznie cierpiał rysując przez bodaj 30 lat w „Polityce” i udzielając się na wszelkie sposoby, łącznie z występowaniem w wielu programach dla dzieci i młodzieży,by tam jej uczyć estetyki, sztuki rysowania, poznawania własnej historii i opowiadania o tym w rysunkach.
    Tak, biedak, cierpiał, że mało kto tak obficie, płodnie i komercyjnie cierpiał. Zilustrował,cierpiąc strasznie, pewnie ze 200 książek, w tym i takie, co traktowały o seksie. Jak on się męczył, by nie przeczytać nic z tych bezeceństw ilustrując je przy tym starannie. Musiał rysować z zamkniętymi oczami.

  228. Czas wzruszeń. Też się z chęcią dołączę.
    Polityka nie była obecna w moim domu. Przekrój owszem. Wolałem raczej te różowe dodatki z niej. Przegląd Techniczny(?-chyba mylę tytuł) z red nacz Głuszczykiem(?). To była jakaś fisza z KC. To było pismo trochę pachnące kapitalizmem. Takie Forum dla zainteresowanych ekonomią.
    Lewy
    25 lutego o godz. 9:57
    To prawdziwa perełka ten karibu z welocypedem na rogach. Świetna przypowieść.

    konstancja
    25 lutego o godz. 1:16

    Też pamiętam ten blok czekoladowy-taki właśnie kakaowy z kruszonką wafli. I w identycznym bloku, krojona , na wagę była chałwa. Przełom lat ’60/70-tych. Musiała być droga. Gapiłem się tylko kupując chleb. Łęczycki-pszenny z makiem-3,10/0,7kg zł lub sandomierski-3,50 zł/kg. Dropsy-55gr./szt. Irysy, sugusy-ok. 1,50zł za 10dkg.
    Oprócz ceresu pamiętam omę. Taka do smażenia wielkości kostki smalcu. Margaryna za 7 zł, masło niebieskie za 15,50?, czerwone za 17/kostka? Do tego sklepu mama posyłali bardzo chętnego przedszkolaka.

    mag
    25 lutego o godz. 17:36
    Calipso.Tak. Dobrze zezem pamieta-2,20/szt. Są do tej pory.
    Ale pojechałaś z kolebką bigbitu. To był słynny Non Stop.
    https://www.youtube.com/watch?v=W11myF2sIdY
    Na początku w Łazienkach Południowych. Takie jakieś trójkątne żagle. Przy stolikach. Potem ta kolebka:) przy ul. Drzymały. Później przeniesiona na Wyścigi. Jest tam jakiś ryneczek teraz. Przy Monciaku to chyba w dawnym BWA też były na początku tańcówki bigbitowe.

    Tanaka
    25 lutego o godz. 23:07

    „…Na plaży było tak, że kalipsiaki miały swoich wyznawców, ale w okolicach Sopoty lodziaze roznosili „lody mewa”. Zupełnie mi nie smakowały, strasznie wodniste ibezzmakowe. Dzisiaj, powiedzmy, można by je nazwać „sorbetami”. Nigdzie poza Sopotem ich nie widzialem…”

    Ja z nimi spotykałem się na meczach Lechii, na plaży. Ich nie było w detalu. Okrągłe, jak świeca w pergaminie. Żółtawe. Takie miały drzazgi owocowe. Czytałem gdzieś, że producent z Gdyni zmarł i zabrał tajniki produkcji do grobu.
    I ten kebab obok PDT na Monciaku. Duża kolejka. Duża buła. W środku kotlet może i z baraniny, dużo warzyw. Modne i dobre to było. Od tej pory nie jadłem. Wole pamiętać tamten smak.
    lonefather
    25 lutego o godz. 11:52

    Podobnie myślimy. Absolutnie bezrozumne wyrzucanie pieniędzy. Pożyczanych. Skandal. Port, stocznia w Elblągu? Radom już nie pasuje? Obecne stocznie i porty mają wielkie moce przerobowe niewykorzystane. Marina dla jachtów z wyjściem przez Królewiec?. Mają Szkarpawę i Wisłę. Zalew ma 2m. głębokości. Jakieś pancerniki tam Antek pośle? Niech sobie kupi dmuchany basenik i statki na sprężynę puszcza. Larum grają Umęczonej. Krew na rękach mają łotry.
    Stu lat życzę Polityce i czytelnikom.

  229. Tanaka
    26 lutego o godz. 22:47

    Klient obsluzony bejsbolem nie bedzie pamietal, czy obsluga bejsbola byla w bejsbolowce, czy czapce uszance. Nie wspominajac juz o tym, ze bedzie klientowi wszystko jedno, co obsluga miala na glowie. Zupelnie tak samo jak roslinom na polu bylo kompletnie wszystko jedno, czy rece je obslugujace byly w rekawiczkach, czy bez.

  230. Nastus, a masz Ty w mieszkaniu wieszak na kapelusze?

  231. @Tanaka
    Nr 13 czerwona bejsbolówka do ciemnego garnituru z krawatem, zaczeska z lekko różowych włosów
    P

  232. Chcialoby sie napisac o „wiadrze zimnej wody”, ale nie da rady, bo to co zaraz zapodam, to wiadro pomyj

    Oto ukazala sie „Encyklopedia Solidarnosci” a w niej, jakzeby inaczej, zyciorysy bohaterow Solidarnosci, czyli Leacha i Jaroslawa Kaczynskich…

    Zdziwieni?
    Bo ja nie. Juz od dawna to sie kroilo i teraz mamy. Wiecej mozecie przeczytac o tych „bohaterstwach” braci Kaczynskich tutaj:

    „http://mediumpubliczne.pl/2016/02/sfalszowane-zyciorysy-lecha-i-jaroslawa-w-encyklopedii-solidarnosci/

    Z dyskusji pod linkowanym tekstem zacytuje wierszyk „modlitwa Polaka”. Mam wrazenie, ze to jakas przerobka, czy „dorobka” czegos innego, ale nie kojaze czego i przez kogo napisanego. Niemniej pasuje do caloksztaltu, wiec niech go w ramach komentowania i tu na blogu zastapi.

    „Kto ja jestem? Polak mały
    Mały, zawistny i podły.
    Jaki znak mój? Krwawe gały.
    Oto wznoszę swoje modły
    Do Boga, Marii i Syna:
    „Zniszczcie tego skurwysyna
    Mego brata, sąsiada,
    Tego wroga, tego gada.”

    „Żeby mu okradli garaż,
    Żeby go zdradzała stara,
    Żeby mu spalili sklep,
    Żeby dostał cegłą w łeb,
    Żeby mu się córka z czarnym
    I w ogóle żeby miał marnie,
    Żeby miał AIDS-a i raka.”
    Oto modlitwa Polaka…”
    Dobranoc.

  233. Stachu39
    26 lutego o godz. 23:34

    Czy to co podrzucilem, pomoglo Tobie w znalezieniu wlasciwego modelu „edena” dla Ciebie? Sa tam same wspolczesnie wytwarzane, wiec dostepne i wydaja sie byc w przystepnych cenach.

  234. Powyzej cytowany wierszyk jakos mi „pachnie” Mlynarskim… Prznajmniej druga jego czesc, bo pierwsza jakas taka slabowita, ze nie wyglada na dzielo mistrza.

  235. @Tanaka
    Tak czy siak, coś możesz dla siebie dobrać
    Nie chcę. Gdy jest poniżej dziesięciu gradusów jest mi wszystko jedno. Może być uszanaka, albo kaptur na łeb (czasem naciągam). Kapelusz – a jakże borsalino i to dobrej firmy – miałem na głowie raz. Podczas zapalania chanukowych świec. I chwatit. Oddałem synowi. On lubi takie klimaty. Pisałem, że cokolwiek na łbie powoduje, że zwoje mi się w mózgu gotują. Albo się smażą – cholera wie, tych zwojów.

  236. @Lonek, cytowany wierszyk to „Modlitwa Polaka” z „Dnia świra”. Linkuję:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=CzpgK-XMCS4

  237. @lonefather
    26 lutego o godz. 23:40
    Nie było protestów, kiedy z Polski Ludowej robiono prawie obóz koncentracyjny, wielcy inteligenci nie pisali listów otwartych przeciw stosowaniu idiotycznych haseł o walce z komuną 10 lat po 89 roku i przekłamywaniu historii, żadna opozycja nie zająknęła się w obronie polskich służb mundurowych, którym odbierano godność i emerytury, więc uczynienie bliźniaków bohaterami narodowymi to już mały pikuś. Za 15 lat młodzi Polacy będą znali poprawioną historię, tak samo jak współcześni młodzi znają poprawiona historię Polski po 45 roku.
    A cegły i cepy należą się prawie wszystkim politykom od lewa do prawa, wyjątków prawie nie ma. Jak słusznie zauważył/a @Płynna Rzeczywistość głosowanie za przekopaniem mierzei jest gwoździem do trumny opozycji.

  238. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 0:18

    Nie „gwozdziem do trumny opozycji”, tylko co najwyzej kolejnym gwozdziem do trumny „klasy politycznej”. Zreszta, dla mnie ta tak zwana „klasa plityczna” sie wykopyrtnela smiertelnie i stala sie zywymi truposzami, gdy po ujawnieniu „Nagran u Sowy”, Janusz Palikot wezwal publicznie do samooczyszczenia sie calej klasy politycznej, a ona wraz z rzadowymi dzinnikarzami i mediami, wespolzespol z tak zwana opozycja PiSowska i jej mediami, razem wspolnie i solidarnie wjechaly na Palikota i go zalatwily …

    I wtedy stalo sie jasne, ze sa zywymi trupami, oni wszyscy sa zdechlymi trupami, co nie chca sie oczyscic….

    Wiec teraz ta Mierzeja Wislana, to nie jest zadna tam rewelacja, tylko kolejny gwozdzik do trumienki truchla politycznego. To ze zaglosowali „opozycjonisci” jak PiS to drobiazdzek potwierdzajacy, ze sa zwyczajnie glupcami. Ba i na nich spadnie odium za przekopanie, ale konfituryy wyjedza wylacznie PiSowcy… Glupcy, co jak mawial Talleyrand, jest gorsze od bledu.

  239. @lonefather
    27 lutego o godz. 0:32
    Jak zwał tak zwał, trudno mi się z tobą nie zgodzić.

  240. anumlik
    27 lutego o godz. 0:04

    thx … juz wiemy, ze sie „rozchodzi o pilke”…

    To teraz dalej. Chodzi o „pilke do metalu” … czyli autora. Znaczy sie pytalem sie o to czy to Mlynarski. Fakt calosc najwyrazniej jeden autor i teraz kto to jest ten autor „Modlitwy”?

  241. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 0:37

    Wiesz, ze najciezej jest sie poddac bez walki. Jest pewna nadzieja, ze ekolodzy sie zmobilizuja, tak jak sie kiedys zmobilizowali w obronie Rospudy. Ale jeszcze wieksza nadzieje daje to, ze planuja kopac od 2018 roku. A to moze oznaczac, ze do tego czasu tak zrujnuja gospodarke i tyle roztrwonia, ze im zwyczajnie na faktyczne rozkopywanie Mierzei zabraknie i niczego nie wykopia. No jest taka nadzieja w polaczeniu tempa zadluzania, ze spadkiem planowanego PKB i „braniem za morde” biznesu jaki tworzy Morawiecki. Jest na to szansa…

    Oczywiscie wolalbym, zeby ta szansa bylo spoleczenstwo obywatelskie, co nie da zgody, ale jak widac, nie ma tego spoleczenstwa obywatelskiego, wiec pozostaje to o czym pisuje w KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ, czyli to, ze sie PiS sam wywroci od wlasnej nieudolnosci…. Cienka to szansa, ale lepsza niz nic, czy liczenia na opamietanie klasy politycznej. Niemniej od ludzi znajacych sie na rzeczy wiem, ze najwiekszy „rozkurz” jest zawsze na etapie organizacyjno planistycznym, czyli ze najwiecej daje sie „wyciagnac” na etapie planowania i organizowania. I z tym w najblizszym czasie bedziemy mieli do czynienia. Jesli pozniej na przelomie 2017/18 gospodarka bedzie dolowac, to ten przekop Mierzei pierwszy znajdzie sie na liscie do skreslenia i Mierzeja bedzie uratowana… Chocby po to, zeby podtrzymac 500+ i dalej miec ochrone przekupionych popieraczy.

  242. Ha, ha, ha! Musicie to przeczytać i zobaczyć! Kocham Czechów!

    ‚http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21407821,jak-polakow-widza-czesi-jestesmy-narodem-do-zadan-specjalnych.html

  243. A skoro przekop ma mieć takie znaczenie obronne dla całego NATO, to może pójść na kompromis i zbudować pod mierzeją tylko podmorski, ekologiczny tunel dla okrętów podwodnych, znaczy się, szwabskich U-botów?

  244. lonefather
    26 lutego o godz. 23:21
    Oczywiście, że mam wieszak na kapelusze. Dwa się mieszczą jednocześnie. I oczywiście pudła okrągłe , odpowiednie do kapeluszy, a jakże.

  245. Puk,puk-
    Kto tam ? –
    Hydraulik-
    Boję sie polskiego hydraulika-
    Nie, to ja, Delon-
    Entrez !
    Wchodzi Delon z borsalino na głowie i z kluczem francuskim nie na głowie lecz gdzie indziej
    Gospodyni mdleje

  246. Mikołaj Gogol donosi z prowincji
    W mieście H. horodniczy postanowił upiększyć miasto, więc kazał wyciąć wszystkie drzewa.

  247. Ale cos przestano mówić o podziemnym przekopie , który mial połączyć Morskie Oko z Baltykiem no i o tym sztucznym jeziorze,które sołtys Zwardonia chciał utworzyć na szczycie Babiej Góry przez postawienie wysokiej tamy. W planie bylo spa, dżakuzy, gorąca, podgrzewana polskim węglem woda, bar z dżynem przegryzanym kiełbasą żywiecką i polskimi grzybkami w occie. Inwestorami mieli być Katarczycy i Omanczycy w 60% na pozostale 40% mieli się złożyć górale z Beskidu Wysokiego, Żywieckiego,Śląskiego, Wyspowego a nawet , nie wiadomo dlaczego, z Turbacza. Tylko gorale z Zakopanego się wycofali z inwestycji. Podobno PIS tym Bachledom, Gąsiennicą i innym Byrcynom obiecał prekopanie Giewontu

  248. mopus11
    26 lutego o godz. 20:54
    Inną „żelazną” ceną obok lodów „Calypso” była cena tzw…. zeltra (po innemu :–) syfon ) czyli wody gazowanej sprzedawanej w jednolitrowych szklanych butlach. Bywało i tak ,że po drugim naciśnięciu kurka-głowicy pokapało parę kropel i po zabawie. Dopiero potem nastąpiła era „syfonów węgierskich” czyli na naboje CO2.

  249. Dzięcielina, świerzop, gryka … znaczy się pora pomyśleć o wiosennych pracach w ogrodzie 😉

    Pozdrawiam pozdrawiających. Kłaniam się przyłączającym się do świętowania jubileuszu i okolicznościowych wspomnień, fajnie że tu jesteście 🙂

    We wdzięcznej pamięci przechowuję „konserwę turystyczną”, która ratowała nas od głodu podczas wędrówek z plecakiem, autostopem wzdłuż i wszerz kraju.
    Czule myślę o kukułkach i raczkach.

  250. Przy obficie wypełnionych mięsem, kośćmi ze szpikiem, kaszą polaną smalcem misach siedzą dwa tłuste owczarki; tata Ryszard i jego synek.
    Tato – zwraca się z pełnym kaszy pyskiem synek do Ryszarda – dlaczego inne psy nie mają w swoich miskach mięsa, skwarków, kości, tylko ziemniaki najwyżej okraszone olejem.
    Widzisz, synu, aby osiągnąć naszą pozycje, trzeba spodobać się małemu ratlerkowi z brzuszkiem. Świat, mój synu, jest skomplikowany i czasami zdarza się, że nie mięśniak doberman, labrador czy jakiś pitbul decyduje o tym czy masz michę z mięsem, czy kartofle polane olejem, lecz mały ratlerek z brzuszkiem.Rzeczy trzeba przyjmować takimi jakie są.
    Tato -przerwał szczeniak – a czy ty czasami nie móglbyś udzielić jakiejś pożytecznej rady ratlerkowi z brzuszkiem, może jeszcze bardziej by cię docenił i micha byłaby jeszcze obfitsza ?
    Synu – przerwał ojciec wyjmując pysk z michy – było paru takich mądrali, którzy chcieli udzielać rad wielkiemu ratlerkowi no i teraz zywią się kartoflami.Taki jamnik Migalski, straszna mądrala, wielki bernardyn Giertych,spaniel Dorn co to ze swoją suką przechadzał się po korytarzach Sejmu. Weź takiego kundla Ziobro. Chciał zająć miejsce ratlerka i co, stracił michę. Tak długo skomlal, łasił się,wąchal podogonie ratlerkowi, że ten w końcu kazał mu podać michę z mięsem.No i co warto było. A my synu, żyjemy sobie spokojnie.Czasem trzeba tylko powiedzieć, że zgadzamy sie całkowicie ze szczekaniem ratlerka i nikt nam michy nie odbierze.
    A co będzie, jak jakiś inny ratlerek, albo inny sprytny kundel zajmie pozycję ratlerka z brzuszkiem.
    Synu, po to pies ma oczy a przede wszystkim nos, żeby przewidzieć taka okoliczność. Pamiętasz jak łaziłem w obroży w biało-czerwone paski z tymi wiejskimi burkami, co to się azywali samoobroną ? Tak trzeba było. I jak bedzie trzeba to założę inną obrożę.
    Ojciec i syn zamikli, ponieważ pyski znów zanurzyli w michach i zajęli się ogryzaniem kości ze szpikiem

  251. Gruźliczanki (woda sodowa ze wspólnych szklanek, płukanych pobieżnie zimną wodą) nie pijałem.

  252. konstancja
    27 lutego o godz. 7:29

    O! Ale mnie zaskoczylas. Jestes wiec wyjatkowym wyjatkiem, ze masz i to dwa. Klaniam nisko, z podziwem bo ja nie mam. Ale to pewnie przez to, ze nie nosze kapelusza. Temat kapelusza, mnie poruszyl bo we wrzesniu nabede i przez dwa tygodnie bede musial miec go na glowie.

  253. Kukułek nie lubiłem, ale raczki i grylażowe – bardzo.

    Co do autora „Modlitwy Polaka”, to jest nim prawdopodobnie autor całego scenariusza Marek Koterski.
    Nie wszystko, co zabawne i krytyczne, musi w Polsce napisać Młynarski.

    „Na całym świecie – kurwa – robole tak samo
    odgrywają robolstwo swe na kałamarzach
    żeby inteligenci czasem nie pospali
    sobie godzinkę dłużej kapkę od roboli
    – przerobiłem to w usa bo na całym świecie
    robole solidarnie mają tę zasadę
    żeby zacząć napieprzać za oknem o siódmej
    i zbudzić skurwysynów co sobie śpią jeszcze
    i kiedy już ich zbudzą – robią sobie przerwę
    żeby zacząć napieprzać znowu gdy kałamarz
    zabierze się do pracy i go rozmontować
    do reszty – skurwysyna – wtedy zdemolować!
    I to już wszystko jedno – czy w Łodzi się dzieje
    przy Piłsudskiego dzisiaj – dawniej Mickiewicza
    – czy w suburbium szikago, w morton gruw, nort feris;
    tak samo: przyjeżdżają – szósta, siódma rano;
    jebut! – przez pół godziny dygoczą młotami
    żeby wytrącić ze snu wszystkich śpiących gnoi
    i zwijają katanę i nie ma ich – proszę:
    ósma; zbudzonym; cicho; tylko ja dygoczę…”

  254. @mohikanin przedostatni
    27 lutego o godz. 9:49

    A pamiętasz „paprykarz szczeciński”?

  255. Pamięta ktoś „Nabijanie syfonów”?

  256. A teraz, jak za PRL, mam własny syfon SodaStream z wymiennymi nabojami, na 50 l wody z bąbelkami, teoretycznie, bo chyba dla tylu nigdy nie wystarczyło.

  257. Makowiecka
    26 lutego o godz. 17:18

    Bardzo Ci dziękuję, natchnęłaś mnie, a co to będzie, być może dowiesz się wkrótce 🙂 Tylko dalej nas odwiedzaj!

    Pozdrowienia serdeczne

  258. Tobermory
    27 lutego o godz. 10:31

    Paprykarza szczecińskiego nie ma co pamiętać, bo on ciągle jest 🙂

  259. Urlopowana Neferko,

    Czy dostęp do internetu masz? Bo wysłałam Ci naprawdę godnego uwagi maila.
    pozdrowienia

  260. @Jiba

    Mam, przeczytałam, problem w tym że ja na tablecie nie wydziubię więcej niż jedno zdanie i do tego weny brak

  261. @zezem
    27 lutego o godz. 9:32
    Syfony, o tak to był przysmak, do końca piłem czystą mocno gazowaną wodę nigdy „ze sokiem”, one już były przed lodami Calypso, biegałem do sklepu z pustą butlą, potem kupowało się naboje i każdy konsument mógł być producentem. Pamiętam scenę z filmu ‚Rozwodów nie będzie”, w której Cybulski uwodząc Zawadzką, z usiłował wydusić z pełnej butli jakieś kropelki.
    @Tanaka – w zasadzie tak, jeśli chodzi o pana Szymona K. Nie chciałem pisać ostro, w myśl zasady „o zmarłych dobrze, albo wcale” ale wspomnienia o nim przywołują mocno nieparlamentarne słowa. Chociaż określenie „nieparlamentarne” straciło już swoje pierwotne znaczenie. Pismo Innowacje, a jakże, do działu, w którym pracowałem należała biblioteka techniczna, jeśli było nieco luzu, a że miało go się w miarę często to zabijało się go techniczno-ekonomiczną lekturą.
    @Lonefather
    Oczywiście, czytało się, ale już z określoną wiedzą dorosłego, w miarę dojrzałego czytelnika, jako dodatek, odtrutkę na ponurą beznadzieję. Opowiadania z MT dla niespełna dziesięcioletniego czytelnika miały nieco inną, bardziej uwodzicielską moc, coś z fantazji, coś z niedalekiej przyszłości. Dla mnie były one pierwszym tekstem, od nich zaczynałem lekturę MT. Ciekawe były publikowane tam pomysły młodych wynalazców, z których najciekawsze nagradzano kwotą 30 000 groszy – jeśli dobrze pamiętam.
    Wracając do Polityki, w poprzedniej epoce słyszało się o niej opinie, że nie podlega cenzurze, co jak sądzę nie było tak do końca prawdą, być może redaktor wydania, czy jakiś redakcyjny umyślny nie biegał ze świeżym numerem na Mysią, wystarczała samocenzura dziennikarzy.

  262. @Jiba
    27 lutego o godz. 11:01

    I smakuje ciągle tak samo?!

  263. Dodam ku pamięci – podnoszenie oczek i napełnianie długopisów (tuszem oczywiście).

  264. … i ksero śmierdzące denaturatem

  265. @ mopus11

    „wystarczała samocenzura dziennikarzy”
    Jeszcze w 1989 r. (do zniesienia cenzury) obowiązywała procedura dostarczania złamanych stron pisma na Mysią, gdzie każda strona pisma do druku była stemplowana i podpisywana przez cenzora jako zwolniona do druku. Nie sądzę, by POLITYKA mogła to omijać. Przedrukowany w numerze na 60-lecie reportaż Hanny Krall o Annie Walentynowicz został w 1981 r. zdjęty w całości przez cenzurę, i nie była to sytuacja nadzwyczajna.
    Pozdr
    jk

  266. @Tanaka
    26 lutego o godz. 22:59

    Arbiter elegancji Tanaka ma rację. Do każdej głowy można dobrać pasujące nakrycie głowy, a niektórym to w każdym rodzaju do twarzy

    https://marsingemini.files.wordpress.com/2012/04/gon.jpg

    http://l7.alamy.com/zooms/a7827c31648948ceb7dd9c4b57535ca5
    /gregory-peck-captain-horatio-hornblower-cygy67.jpg

    http://giphy.com/gifs/to-kill-a-mockingbird-gif-115UfuXjfGPwgU

  267. @Tobermory, (27 lutego o godz. 10:31)
    pamiętam doskonale. Paprykarz szczeciński jest ciągle w sprzedaży, jak pisała @Jiba. Ma się tak do tego z lat 60., jak „szynka babuni” do szynki z tamtych lat 🙁

  268. Umiłowane Siostry i siłą męskiej rzeczy ciutkę mniej umiłowani Bracia, przedstawiam szczęśliwe, najostatniejsze zakończenie melancholijnej sagi rowerzysty, która się składa ze słów i z niczego więcej. Ale słowa są wszystkim.

    „Na początku było Słowo,
    (…)
    Wszystko przez nie się stało,
    a bez niego nic się nie stało,
    co się stało”.
    W Nim było życie”

    Nie podejmuję się rozpoznania źródeł polsko-polskiej, aż czarnej, jak otworzyć gęby, nienawiści – ona mnie obchodzi na blogu, a nie konkretna prezentowana sytuacja – domyślam się tylko krzywd w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości lub nadopiekuńczej matczynej miłości, z czego są kapryśne, upierdliwe dzieci i późniejsze trolle. Trolle w pierwszym rzędzie są, rzecz jasna, z krzywd, z którymi, nie wiedząc o tym, się obnoszą. Rola internetu w upowszechnieniu i eskalacji nienawiści jest oczywista. Nieśmiało podsuwam robocze pytanie, czy internet ma wpływ na wypełnianie się nienawiści głównie w słowie,, bez materialnych następstw.

    Maria: „zamykam…nie ma sensu……zapominam…często, że tym parszywym LEWACTWEM jesteś skażony…..
    straszna to sprawa…….i leży mi na sercu jak młyński kamień”.

    Ja: „E tam zapominasz, Mario. Obrzucasz mnie raz w tygodniu inwektywami z urojonych powodów już półtora roku, więc gdzie tu zapominanie. Zwłaszcza że nawet ja nic nie wiem o jakimś swoim lewactwie, a Ty, proszę – wiesz. Wbili Ci w niewinną główkę „parszywe lewactwo” i nieistniejący podział świata na niezidentyfikowanych prawakow i lewaków, więc strzelasz jak karabin maszynowy – bez namysłu. Mówiąc: „parszywe lewactwo”, upoważniasz przeciwną stronę do mówienia: „parszywe prawactwo”. Tak właśnie powstaje zamierzony przez darmozjadów na łatwym chlebie w polityce wrogi podział ludzi wedle starożytnego „dziel i rządź”. Świat jest milion razy bogatszy niż podział prawo/lewo, a Ty – furt „parszywe lewactwo” i „parszywe lewactwo”. Który z Twoich kotów jest parszywym lewakiem? Bo chyba na kimś ćwiczysz w domu bluzgi i nienawiść, skoro ze mną Ci tak biegle idzie? Kto politycznie nie jest z Tobą, jest „parszywym lewakiem”, tertium non datur. Twój świat jest albo czarny, albo biały, innych kolorów nie ma – oto poznawcze bogactwo ludzi, którzy dali się omotać politykom. Odkąd zaczęłaś szaleć politycznie, nie usłyszałem od Ciebie ani jednej spokojnej refleksji – same katolickie bluzgi ze sławnym biskupim i sejmowej jednej damy „spierdalaj” na końcu. Twoje wybuchy to kalka miliony razy powtarzanych w Polsce na społecznościowych forach ogólnikowych mantr i epitetów wypranych z refleksji. Więc nawet się odnieść do nich nie ma jak, bo i do czego. To pogłębiające przepaść między ludźmi kłamstwa, krętactwa, szkalowania i myślowa pustka.

    Nie Ty kłamiesz, Ty stałaś się tylko manekinem, polityczną babą-jagą na patriotycznej miotle. Nawet głos Ci się zmienił na gulgocący jak u indora, postkobiecy. Widać to właśnie było Ci potrzebne, Rozumiem, Mario, gratuluję znaleziska, nie podzielam.

    Skoro jednak mówisz, że leżę Ci na sercu jako młyński kamień, to się wezmę za kołnierz i się zdejmę. Zdradziłaś dla urojeń to, co było wartością realną, dotykalną zmysłami, wielokrotnie sprawdzoną: wspólne odkrywanie i przeżywanie w ciągłym ruchu na ostatniej, króciuteńkiej ścieżce życia urody i zmienności odwiecznego świata. I masz rację, że zdradziłaś. Każdy ma swoją rację – i zdradzający, i zdradzany. A rojenia są piękne, więc kudy tam moim realiom do Twoich urojeń. Na przykład „Prawo i Sprawiedliwość”. Toż w tych słowach jest esencja stworzonych nie przez bogów, lecz przez człowieka oczekiwań i słuszności, esencja tego, co w stadnej małpie najlepsze, bezinteresowne, nieegoistyczne. Identycznie jak „Związek Radziecki” czy „Kraj Rad”, który był pomyślany jako związek mnogich rad, a nie związek naczelnego radcy z samym sobą. Cudnie był pomyślany.

    Nie mam z powodu Twojej zdrady ani cienia żalu czy pretensji. Powiem trochę fałszując: cieszę się. Wybrałaś dla siebie większe dobro niż wspólne włóczykijowanie. Jesteś wybuchowa, więc nienawiść i wrogowie są Ci potrzebni jak powietrze, jak panom prałatom – ateiści, panu Kaczyńskiemu – opozycja i drabinka, a madam Pawłowicz – kanapki. Świetnie rozumiem, że Ci w hodowaniu nienawiści czasem zawadzałem – no bo jak mogłaś nienawidzić błękitne morze, niezmierzone sosnowe lasy w słoneczny dzień z latarni morskiej w Czołpinie. Z Twą niezwykle silną potrzebą posiadania wrogów i wieszania na nich psów tylko urojenia mogą Ci dać paliwo, byś się mogła spełnić: napluć, nabluzgać, naurągać. Bo rzeczywistość jest dla Ciebie za uboga, za cienka. I ja jestem za ubogi – nie umiem Ci odpowiedzieć życiodajną wrogością, byś nie szukała paliwa daleko. Nie odpowiem też „parszywą prawackością”, bo nie umiem się podwórkowo odszczekiwać – nigdy nie brałem udziału w podwórkowych bójkach, pyskówkach, choć byłem mocniejszy od kolegów. Jeśli czasem sprawiam wrażenie odszczekującego się, to jest to tylko wrażenie, a mocne epitety nie są z magazynu trollowej amunicji, lecz są wynikiem namysłu nad żywą duszą. Nazwanie więc Ciebie kobietą delikatną, wrażliwą, dobrą, bluzgającą, wściekłą i nienawidzącą jest matematycznym podsumowaniem, a nie słownym odwetem czy pochwałą.

    Z ateistyczną udawaną radością, że znalazłaś najsłuszniejszy cel i najsłuszniejszą drogę dla żywiołowej swej osobowości – politykę – powiem Ci na pożegnanie jak chrześcijański ateista: Niech Cię Bóg prowadzi nieistniejący, ale nie ten, który niemądrze każe miłować nieprzyjaciół i modlić się za nich, który głupio sprawia, że jego słońce wschodzi nad niegodziwymi i dobrymi, a deszcz pada na prawych i nieprawych”. A jeszcze głupiej mówi: „Bo jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, jakąż macie nagrodę?”.

    Jasne, że miłuję tych, których miłuję, a nie tych, których nienawidzę. Ty też prostolinijnie i otwarcie nienawidzisz tych, których nienawidzisz, a nie tych, których miłujesz. Bo to między innymi złość, nienawiść, gniew są sprawczą siłą człowieczego świata, a nie wymuszana przykazaniem, więc nieistniejąca, miłość. Zatem to Ty masz rację, nienawidząc, nie słaby na głowę, w dodatku wymyślony, Bóg (o mnie to już szkoda gadać). Tak Ci dopomóż jarmuż i kiszona kapusta.

  269. lonefather
    25 lutego o godz. 11:52

    czyli miliardzik pieniędzy czysto krajowych, nie jewriejskich, a naszych, katolickich.
    Ten miliardzik idzie osobno, bo te 70 miliardów na regulację Wisły z Odrą nie ma nic wspólnego z rozwaleniem Mierzei. Brak kontaktu z Wisłą lub Odrą. Chyba, żeby przekopać Nogat, zakopany jeszcze za Prusaka pana naszego przedpowszedniego amen. To będzie dodatkowy biliansik miliardów.I należałoby najpierw zapytać – po co?- ale już wiemy, że o to w Polsce nie pytamy. Wiara przenosi góry, to może i rzeki. Bilanse ekonomiczne, ani zdrowie gospodarki, ani społeczne coś tam, niech się schowają. Przed tą wiarą, przed tą górą i przed tą rzeką.

  270. Tobermory
    27 lutego o godz. 12:29

    jak widać, najsłuszniejszym dodatkiem do fedory jest rewolwer z tłumikiem. Co należy rozumieć jako wojsko obrony terytorialnej.

  271. A oto odpowiedź (w znanym już Koleżeństwu stylu) sprzed sekundy na powyższe moje słowa:

    „Zejdz mi z oczu SZATANIE!!….belkocacy i syczacy zmijowatym jezorem….potrafisz niebywale bluzgac FEKALIAMI…bo taka jest twoja uroda…jak ja moge wloczyc sie z takim POTWOR EM????!!!!…..zabijcie…nie pojme!!!!…PRECZ SZATANIE!!!”.

    Nie dalej jak przedwczoraj odwiedziliśmy w świetnym, przyjaznym nastroju Gąski, Sarbinowo, Chłopy, Mielno, Łazy, a później Maria wpadła w politykę.

    Mógłby mi ktoś wytłumaczyć, czy taki niczym nie sprowokowany atak – w sprawach politycznych ani właściwie w żadnych się nie spieram (komunikuję tylko, że mam inne zdanie), kiedy mam do czynienia z człowiekiem umysłowo zamkniętym – to tylko temperament i nie za wysokie intelektualne loty, czy coś bliskiego patologii?

  272. pombocek
    27 lutego o godz. 13:31

    Pombocku, pierwsza sprawa taka, żeś wziął i chwilowo zaniknął, a my Cię tu wołamy. Wiesz jak jest w parafii: „do ciebie wołamy…” Jak do Ciebie, to do Ciebie, więc nie bądź zanikający. Damy proszą oraz różne pany.

    Druga sprawa taka, że Słowo to jest wszystko i nic innego nie ma, więc Słowo stało się ciałem i dostało rączek oraz nóżek. W ten sposób poznajemy Świętego Ojca Świętego.

    Trzecia sprawa z Twoim listem do onej Marii. Piszesz do niej jak do człowieka, czyli i ladnie i zgrabnie i po samą głębię. Mnie bardzo ciekawi zwłaszcza reakcja onej na ludzką głębię Twojego jasnego wywodu. Jakiś szok poznawczy u niej, że człowik zdolny jest posiadać w sobie głębię? Jakiś przełom w wilku morskim? Długo już tak z nią korespodujesz w warunkach szkodlwych dla zdrowia: ona śle bluzgi nienawistne w Twoją stronę, Ty zbierasz i piszesz – jak wyżej. Zauważasz jakieś oznaki refleksji, jakąś penetrację Słowa w głowie onej? Jakieś pierwociny procesu przemiany Szawła w Pawła i Gawła?

  273. Tobermory
    27 lutego o godz. 11:54

    Młodzież przyszła kiedyś ze szkoły usmarowana na pomarańczowo i charakterystycznie woniejąca. Mówił, że pyszne. Ja się nie skusiłam, polegam więc na opinii @mohikanina.

    @Neferko

    Wiem, widziałam.

  274. Tanaka
    27 lutego o godz. 14:14

    Tanako, refleksji nie ma, bo rzeczoną na nią nie stać. Choć w innych materiach stać na bardzo kobiecą wrażliwość i delikatność. Nie mogę pojąć tego rozejścia się poziomów emocjonalnych człowieka w zależności od zaistniałej materii. Poza tym ostatnio jestem zdruzgotany: do znanej już na blogu anonimowej dwójki pisowatych doszedł kolega z dzieciństwa z ulicy w Słupsku i jedna dobra znajoma. Dalszych wspólnych znajomych żony i moich tak samo szurniętych chyba bym nie zliczył. Największe łajdactwo, największy idiotyzm lub kłamstwo tłumaczą bez mrugnięcia okiem na korzyść pisowatych jaśnie panów. Sporo wiem o szczegółach braku rozumu, czyli umiejętności myślenia, ale co innego ogólnie wiedzieć, a co innego widzieć na żywo. Jak Boga kocham wpadłem w niż. Jak tylko jezioro odpuści – może wypadnę.

  275. pombocek
    27 lutego o godz. 14:01

    No masz, pombocku,ja Cię pytam, a Ty mi – uprzednio, czyli na metodę bozi – po części dajesz odpowiedź.

    Na Twoje pytanie co do świeżej reakcji onej mam taką odpowiedź:

    nr 1: pani owa bluzga szatanem. Nadaje się do egzorcyzmowania. Jest to odpowiedź katolicka, szatanologiczna, a więc słuszna.

    nr 2: (odpowiedź niesłuszna, czyli wzięta z psychologii głębi). Otóż dama owa, bardzo ozdobna, przeżywa męki sama ze sobą. Dręczy ją jej własne życie, przeżycia nieprzeżyte, krzywdy niewyleczone, rany psychczne niezabliźnione, bóle poniżeń wyparte, zło nienazwane, a wszystko sobie głęboko, dla złudnej pociechy i ulgi, schowane na dnie psychiki i otorbione tak, by nie przedostało się z powrotem do wrażliwej, codziennej części psyche.
    Jednak, jak wie i psychologia i inżynieria, zawsze są przecieki. A posiadanie w psychice takiej strefy wypartego zła nie pozwala jej w pełni działać; wyłazi cierniami i dręczy umysł, który ratuje się marnie, bo nieskutecznie, ale szukając przeniesienia psychlogicznego na obiekt zastępczego wyładowania się, szuka chwili ulgi w sobie. Nic to nie zmieni, onieważ ona odmawia sobie przyznania się do posiadnia tych ran, tych cierni. Nie chce im się w ich złej pełni przyjrzeć,bo to boli. Ale ten ból przejścia przez mrok osobowy, silny, ma walor przejściowości: można – przyznawszy się do otorbionego zła w sobie, zadanego przez kogoś innego, a i po części własnego – nazwać go zgodnie z jego istotą, przeżyć to, przetworzyć, i pozwolić mu stopniowo ulecieć, rozpuścić się. te proces może ją uleczyć.Nie uleczy odmawianie przed sobą i nienazywanie tego, co ma w sobie.

    Gdy uda jej się przez dłuższą chwilę nie zbliżać to tych bolesnych ran w umyśle, jest znośna, a może i miła. Ale,jak widzisz, nigdy nie trwa to długo, raz krócej, raz nieco dłużej, ale nigdy to nie zniknie.

    Twoje słowa – po ludzku wielkiej trafności i mądrości – wywołują w niej wściekłe, furiackie ataki (które cymbał egzorcysta nazwałby emanacją szatana), właśnie dlatego, że mówisz do niej po ludzku i tafnie. ta trafność godzi w jej zakłamanie, ujawnia rany i odkrywa je. Stąd ta furia. Zabija ją polityka, bo z jednej strony uzasadnia w niej zakłamanie, za co jest złu poliyki wdzięczna, b daje ulgę, ukojenie i usprawiedlwia, z drugiej zaś, polityka umacnia w niej zakłamanie, uniemożliwiając jakiekolwiek uzdrowienie.
    Dokładnie to samo na powierzchni, ale znacznnie głębiej w psyche, czyni jej wiara katolicka i jej Kościół kat. Zabija ją, daje usprawiedliwienia i ukojenia, odbierając życie. Dlatego ona tak się musi zachowywać – jak zombie.
    Bo, w istocie, ona już jest zombie.

  276. Tanaka
    27 lutego o godz. 14:14

    Pardą, Tanako, nie o różnicę w sile czy jakości reakcji emocjonalnych mi chodziło, lecz o relatywizm obyczajowy i moralny – o te nagłe przeskoki od delikatności do podwórkowych bluzgów i z powrotem.

  277. Tanaka
    27 lutego o godz. 13:58

    Jedyna w miare trzymajaca sie kupy odpowiedzia na pytanie „po co?”, jest ta co to juz ja udzielilem wyzej, ze sie rozchodzi o dodatkowy „cycek” do wyssania pieniedzy publicznych. Mozliwe, ze w gre moze wchodzic jeszcze przydatny argument, ze „realizujemy obietnice”, choc lepsiejsze byloby, ze wdrazaja obiecanki, bo sam wiesz z dziecinstwa, jako i ja pamietam, ze „obiecanki cacanki, a glupiemu radosc”. Czyli markiz de Talleyrand sie dalej moze nasmiewac.

    W dodatku dopowiem, ze nieudanie sie tej inwestycji bedzie tansze, niz gdyby sie udala. Jak sie popatrzy na mapy sprzed kilkuset lat, to Mierzeja Wislana byla takim samym lancuszkem wysepek, jak obecny Hel. Mierzeje utworzyl ten sam „Prad Zatokowy”, ktory stworzyl Hel i ktory cuda wyczynia z Kanalem Jamnienskim, o czym regularnie informuje na blogu @pombocek. A to oznacza koniecznosc stalej i nieprzerwanej pracy co najmniej jednej poglebiarki, zeby utrzymac zeglownosc. Zupelnie tak samo jak we Wladyslawowie. O tym, ze „strumien towarow” z Bialorusi i Ukrainy zapewni oplacalnosc Portu Elblag, to chyba tylko marzyciele i naiwniacy moga wierzyc. Bzdury, totalne bzdury i mysle, ze nawet ci co je glosza wiedza o tym, czli glosza je z powodow wyzej przedstawionych. „Kasa misiu, kasa!”

  278. Tanaka
    27 lutego o godz. 14:33

    Bardzo głęboko, Tanako poszukałeś, dziekuję. Szykuję się do dentysty, więc teraz nie mogę przeanalizować Twego prawie wykładu – zrobię to po powrocie. Z tym, co upatrujesz, na pierwszy rzut nie bardzo mi się zgadza rodzinna historia: świetni, kochani i kochający rodzice, choć ojciec – jak zrozumiałem, średnio prześladowany opozycjonista w solidarnościowym czasie. Maria wspomina jego kilkumiesięczne aresztowanie jak martyrologię i na tym buduje całą nienawiść do lewactwa, czyli wszystkiego, co nie jest PiS-em. Mój ojciec mordował się i harował w ruskich łagrach prawie 5 lat, ale nie nabluzgał nawet jednej setnej tego, co Maria. Raczej spokojnie, czasem ze łzami, opowiadał. Czy ta Maria sama się nie wciela w jakąś kombatantkę, choć w tamtym czasie już żyła w Niemczech?

  279. @pombocku
    Ja Cię nie rozumiem.Żebys Ty z kolei mnie źle nie zrozumiał.
    Juz wyjasniam.Też miałem dobra przyjaciółkę, kiedyś to nawet romansowaliśmy.Dobra dziewczyna, prezd dwudziestu laty byłem u niej w Nowym Yorku dwa miesiące. Nigdy nie dochodziło między nami do żadnych kłótni, zawsze uśmiechnięta, obdarowywaliśmy się prezentami, korespondowaliśmy, telefonowaliśmy
    No i po trzydziestu latach dziewczyna wróciła do Polski. Na facebooku należała do grona moich znajomych. Kiedyś wrzuciłem pieśń o Mackym Majchrze dedykując go pisiorą. Napisała do mnie , że sobie nie zyczy takich ohydnych napaści na jej ukochana partię.Wtedy odpowiedziałem jej Boyem, pytając ją skąd się u niej nagle wziął taki moralny daltonizm, czy ona nie widzi gdzie jest prawdziwa podłość, ohyda łotrostwo. Chyba ją zamurowało, a ponieważ jest to osoba łagodna,która nie potrafi być agresywna, odpowiedziała mi niby ironicznie, że ja to taki petru, petru.
    Widziałem ją później, ale o żadnej rozmowie, wymianie uśmiechów, nie ma mowy. Nie staliśmy się wrogami, ale zupełnie obcymi sobie ludźmi.
    I dlatego nie rozumiem Ciebie, tej waszej wymiany, z jednej strony myśli, z drugiej prymitywnych ciosów.
    A swoją drogą, to straszne jak ten pokurcz potrafił doprowadzić do takich rzeczy, zrywania starych przyjaźni,coraz większego dzielenia Polaków.

  280. pombocek
    27 lutego o godz. 14:53

    Pombocku, wielka wścieklica ma równie wielką i bardzo głęboką przyczynę. Wścieklica z przyczyny płytkiej jest słomiana i szybko zanika, a jej intensywność – marna.
    Opowiastka o miłych rodzicach jest albo bajką na użytek własnego zakłamania, albo są przyczyny inne, ale podobnej bliskości, bo muszą być głębokie. Przyczyny zza siódmej wody nie będą dość głębokie.
    Przyczyny tak bolesne i głębokie, które by jednak rodziców i bliskość rodzinną miały ominąć łukiem, a rodzice nic tego nie być świadomym, są niezwykle mało prawdopodobne. chyba, że rodzice byli ślepi. Ale skoro ślepi – ich kochanie i ich fajność zostają podważone.

  281. lonefather
    27 lutego o godz. 14:45

    Odpowiedzią nie gorszą, a może i lepszą niż „cycek” – choć cyckowi nie odmawiam trafności – jest głęboka, nerwicowa kompulsja. Robienia czegoś, co niepotrzebne, nawet szkodliwe, ale robienia czegoś, co skrzywione łby nazywają sobie w ich pokrzywieniu „wielkimi dziełami”, odmieniającymi „obraz świata” To pokrewne i silnie powiązane z chrześcijaństwem.

    Tak jest zgoda, że w określonych sytuacjach taniej jest, jak się całość rypnie, niż kiedy działa, kulawo, na nieustającym zasilaniu z kroplowki publicznych pieniędz. A ten cały kanał i „port w Elblągu” tak właśnie będzie działał w ramach tego pisoidalnego popieprzenia.

  282. Lewy, Tanaka

    Dziękuję, Panowie, jak wrócę od dentysty, będzie nad czym przysiąść.

    Teraz tylko dwa słowa do Lewego. Lewusku, może jako stary rowerzysta zrozumiesz. Wędrowałem prawie zawsze samotnie. Paru większych rajdów na studiach i po studiach nie liczę. W Marii znalazłem entuzjastycznego towarzysza podróży ze skajpową kamerką. Jeździła ze mną po 5, 8 godzin (nakupowałem baterii do zmartwiona). Była to dla mnie nowość na stare lata i silna motywacja – nie przeżywasz cudów pomorskiego świata sam. Więc nie dość, że robię to, co bardzo lubię, to jeszcze się tym dzielę. Potem po podroży obrabianie ze stu i więcej fotek i wysyłanie. Po prostu piąta czy szósta, nie pamiętam, młodość. Dość niezwykły prezent losu na stare lata. Już mówiłem, że damsko-męskie sprawy nie były na tapecie, co najwyżej rzadkie żarty. No ale kobieta dla chłopa jest jednak kobietą – stąd zupełnie innego kalibru przeżycia niż kilkakrotna podróż z przyjacielem z Słupska. No i obecnie żal, że tak się głupio kończy.

  283. Lewy
    27 lutego o godz. 8:42

    ale sie uśmiałam….

  284. lonefather
    27 lutego o godz. 10:22
    nie chwaląc się…mam w przedpokoju dużą przedwojenną garderobę moich Dziadków z owalnym lustrem do przeglądania sie w kapeluszu choćby, wieszakami na ubrania, półką na kapelusze i,co najbardziej gości kręci, owalną ramą z ociekaczem na parasole.
    Po drugiej stronie stoi wielkie lustro + tremo, w całości jakieś 270 cm wysokości. Zwieńczenie lustra musiałam zdjąć, aż tak wysokiego sufitu nie mam.

  285. pombocek
    27 lutego o godz. 14:01
    hormony buzują?

    a tak naprawdę-bardzo to przykre.
    Można pozostawić dobre wspomnienie po przyjaźni, ale tu zakończenie wyklucza (chyba) taki zestaw wspomnień.

  286. konstancja
    27 lutego o godz. 15:58

    Obawialem sie, ze cos takiego wlasnie odpiszesz. Tylko w takim ustrojstwie, ktore opisujesz wystepuje wieszak na kapelusze… Uwielbiam takie rzeczy, ale u siebie bym tego nie wstawil, bo jedyne czym sie „zawalam”, to sa ksiazki i kolekcja miedzianych swan neck kettles.

  287. konstancja

    Konstancjo, czekam na swą kolej u dentysty i okropnie mnie ciekawi, czy agresywne pisowate mają u źródeł agresji to, o czym mówił Tanaka, czyli traumy z przeszłości. Bo w czysto ideologiczną wojowniczość wierzyć mi się nie chce. Zwłaszcza że nie widzę w PiS-ie ideologii, lecz miszmasz na zmianę z bardakiem. A traum w mesjańskim kraiku, przy ogromnym deficycie wiedzy wychowawczej ci u nas dostatek

  288. @@@Lewy, pombocek, Tanaka
    Wymieniając uroczą korespondencję, zastanawiacie się Panowie między wierszami, co siedzi w umysłach, zdawałoby się normalnych ludzi, kiedyś zaprzyjaźnionych, często ‘zbliżonych’ erotycznie.
    What the fuck się z nimi narobiło?!
    Jak taki zły, kłamiący, zakompleksiony człowiek mógł ich zauroczyć?

    Miałem kumpla rozpolitykowanego, wykształconego, oczytanego, chodziłem z nim na najważniejsze panele w miesiącach do 13 grudnia 1982 roku, byliśmy obaj zauroczeni świeżością i siłą społecznego ruchu.

    Wiele lat temu, kiedy odwiedził mnie ’telegraphic observer’, słynny blogowicz z Kanady, wyciągnąłem tego kumpla z domu, aby „rozszerzyć spektrum poglądów” podczas męskiej nasiadówki przy piwie.
    Na samym początku spotkania kumpel wyjął CD z filmem, na którym jakaś organizacja żydowska z NY okazuje się zbiorowiskiem oszustów, w tle jakieś afery finansowe, robienie w konia donatorów, itp.

    Coś mnie „zadzwoniło” w głowie, kumpel nie lubi Żydów? Przecież sam nie ma rodziców, dziadków, wujków, żadnych rodzinnych fotografii nie widziałem na ścianach, zdolna bestia, fizjonomia – hmm.
    Ale OK, pomyślałem, może pokazuje ten film, jako ciekawostkę z życia starszych braci.

    Po projekcji, po wspólnym stwierdzeniu, że w tym Nowy Yorku to (…) skręciliśmy na politykę krajową.
    To były czasy 1 kadencji PO, PIS już wył, już szkalował, insynuował, kłamał, nie mógł przeboleć wpadki wyborczej i strat smoleńskich. (Ten ‘geniusz’, „genialny strateg”, dał ciała w przyspieszonych wyborach, a miał wszystko, tylko mu było za mało).

    Najpierw myślałem, że u kumpla działa jakaś towarzyska przekora, chęć ożywienia dyskusji, ale po drugiej flaszce piwa nie miałem wątpliwości: to jest kibic PIS!

    Zadałem w niezaczepnej formie pytanie.
    Wiesz XXXXXu, nie mogę zrozumieć, jak taki inteligentny człowiek, jak ty, może przez chwilkę być zwolennikiem prezesa.
    A on do mnie: a ja nie mogę zrozumieć jak ty stasieku możesz być zwolennikiem PO.

    Przestaliśmy się odwiedzać, jesienią ub. roku widzieliśmy się na pogrzebie znajomego.
    Nie miał miny tryumfatora, „cześć, cześć, siemasz” – to wszystko.

  289. pombocek
    27 lutego o godz. 17:05

    trudno mi uwierzyć, że martyrologia ojca po tylu latach może wzbudzać taką wściekłość i zmiany w postrzeganiu swiata. Choć wrażliwość bywa różna, ale aż tak skrajna?
    Czytałam wspomnienia dzieci byłych więźniów obozów koncentracyjnych, więzień stalinowskich- różne były relacje tych osób z własnymi dziećmi, urodzonymi juz po wojnie lub w latach do 1953 r.Myślę, że wiele zależy od samych byłych więźniów – czy sami otrząsneli sie z traumy, jak w opowieściach przekazywali dzieciom gehennę ktorą przeszli, jaki miało to wpływ na ich potomstwo.
    Nie mam doświadczeń w tym względzie; mojej rodzinie zafundowano wysiedlenie z Poznania w Kieleckie, Babcia nam czasem o tych latach opowiadała, ale mimo ciężkich przeżyć i strat Babcia była bardzo pogodną osobą i każdą z takich opowieści kończyła zdaniem-najważniejsze, że żyjemy i razem wróciliśmy do domu. Dziadek tez niespecjalnie ten temat roztrząsał, trzeba go było ciągnąć za język.
    Sądzę, że coś jeszcze musiało sie zdarzyć w sytuacji Marii; pewnie już się tego nie dowiesz, a być może sama Maria nie widzi skutku przyczynowego.
    Nie wiem, ile ma lat, ale pewnie jest w podobnym do Ciebie wieku, więc buzowanie hormonów raczej odpada.

  290. Najmilsi
    „Cóż tu pisać (…)” – jak kiedyś pisała pewna blogowiczka.

    Zauważam, że zaczynamy poruszać w postach wątki osobiste i przyznam nieśmiało, że dla mnie to najciekawsza część rozmów blogowych.

    Czytając od miesięcy dziesiątki analiz politycznych mądrych ludzi, w poważnych, także obcojęzycznych źródłach, jesteśmy skazani na świadome/nieświadome powielanie zawartych tam konkluzji.

    Te przykłady z życia, mają niewątpliwą zaletę oryginalności.

    Ilekroć chcę się teraz ‘wymądrzyć’, zastanawiam się, czy przypadkiem nie powielam myśli gdzieś objawionej, mam strach przed oskarżeniem o plagiat.

    Kiedyś, przed zabraniem ‘poważnego’, w moim przekonaniu, głosu na blogu, czytałem nerwowo aktualne wydania GW i Polityki, Newsweeka, itp., aby mieć pewność, że czegoś nie kopiuję.
    Ostatnio kupuję jedynie świąteczne i jubileuszowe wydania Polityki, a GW jedynie wydanie weekendowe i pon. (w pon. świetny DF i Varga na pokrzepienie ducha, plus dodatek „aleHistoria”).

    Trochę się wstydzę pytać, dlaczego zbuntowana i zubożała klasa średnia w USA, wybrała prezydentem miliardera-celebrytę telewizyjnego, a w Polsce zbuntowany anarchista Kukiz, popiera najwyraźniej etatystyczną partię PIS.

    Uściski, u mnie 10 stopni za oknem. Aby do wiosny!

  291. A mnie sie wydaje, że tych ludzi drąży jakaś głęboko ukryta ambicja. Oni nie mogą się pogodzić z tym,że są niedoceniani. Ich kapitalizm,liberalizm upokarza. O coś takiego podejrzewałem Sartra, Aragona i jeszcze paru intelektualistów, którzy gardzili Ameryką, a wychwalali Związek Radziecki. Przyczyna była prosta, amerykański kapitalista jest bezczelnie pragmatyczny i doceni takich jajogłowych jak Einstein, Feyman,Ulam czy nazista von Braun, ale kiedy taki Sartre miałby wylądować w Nowym yorku,to przyjęła by go garstka fanów, a tak pies z kulawą nogą by się nim nie zainteresował. Natomiast Rosjanie umieli sobie zaspakajać pychę tego typu ludzi, rozwijać czerwone dywany, drukować ich egzystencjalne dzieła w milionowych nakładach, nawet jak trochę się rozmijały z marksizmem leninizmem.
    Zacznę analizę od siebie, bo chyba znam sie dość dobrze. Wiem, że nie jestem najgłupszym człowiekiem, ale też nie najmądrzejszym. Takim średniakiem, ale jestem z tym całkowicie pogodzony i to mi pozwala nie patrzeć z góry na głupszych i nie wpadać w kompleksy z powodu mądrzejszych.Taki jest ten świat i los umieścił mnie na drabinie gdzies po środku. Podziwiam ludzi, którzy potrafią dojść do wielkiego majatku, też chciałbym być bogaty, ale za business wolę się nie brać. Ale nie mam w sobie zawiści,nie zazdroszczę, tych jetów, willi, nie zazdrościłbym LudwikowXIV posiadanie Wersalu. Mam dobry rower i to mi sprawia dużo radości
    Ale są ludzie, którzy na to się nie godzą, pytaja się: Dlaczego nie ja ? Czy ja jestem gorszy ? Przecież jestem doskonały, wspaniały? Skąd ten sąsiad, ma taką brykę ? Przecież jak ma pieniądze, to skądś je wziął !
    No i swoją niedocenioną doskonałość scedowali na smiesznego człowieczka, który tak długo przekonywał, że jest chodzącym dobrem, że w końcu mu uwierzyli. A z wiarą nie można dyskutować.
    Ów pokurcz z brzuszkiem jest dla nich dowodem na to, że doskonałość istnieje, on reprezentuje, potwierdza ich doskonałość. Dlatego z taką wściekłością, zaciekłością atakują wszystkich,którzy ich niedocenionej doskonałości nie postrzegają, ba zaprzeczają jej istnieniu.

  292. pombocek
    27 lutego o godz. 17:05

    Drogi pombocku, napisaleś przepiękny list, taki że kamień tylko by się nie poruszył. Aż mi żal, że sama tak nie potrafię, bo może dotarłabym do co poniektórych bliskich mi ludzi. I co, i nic. Nie jest dla mnie jasne, czy zastanawiasz się nad źródłami jej pisowatości, czy nad agresją u pisowatych. Zacznę od drugiego, bo to chyba łatwiejsze. Nie wiem czy potrafię wymienić nieagresywnych pisowatych, chyba tylko tych którzy nie wierzą, a są w tym dla władzy (patrz Gowin). Cała formacja ma syndrom oblężonej twierdzy, zewsząd słyszą o atakach na kk, na religię, na państwo, na patriotyzm, więc się burzą. Może to dotyka bardziej starszych ludzi, bo nie mają już innych stresów. Szef w pracy nie opieprza, dzieci nie domagają się najnowszego smartfonu, człowiek czuje się mniej potrzebny, i trzeba się z tą pustką zmierzyć. Więc się ją wypełnia. Trochę mi to przypomina związki, jak to się je po naszemu tu nazywa, „on the rebound”. Człowiek wyposzczony po zakończonym związku rzuca się w nowy wszystkim co ma. Bez refleksji i dystansu. I zazwyczaj źle się to kończy.
    Co do źródeł pisowatości, to sama się z tym pytaniem borykam od lat. U kobiet najbardziej prawdopodobnym źródłem jest mąż. Niestety, większość kobiet poglądy przejmuje po mężu. Zwlaszcza jeśli za mąż wyszły młodo, i małżeństwo było udane. Inne źrodła to posiadanie młodszego rodzeństwa, autorytarny ojciec, przemoc w rodzinie. Do pewnych typów ludzkich pis po prostu dociera. Więc przejmuje się ich retorykę. A wyzywanie od lewacta, komuchów to kopiowanie telewizora. Też mnie tak zwyzywano ostatnio. Ze stanu wojennego pamiętam że nie było teleranka, więc jest to absurd nad absurdami. Ale dyskutowanie z tym to jak dyskutowanie z telewizorem.

  293. @stasieku
    Niepotrzebnie sie sumitujesz, obawiasz się o plagiat. Czy wiesz jak najgenialniejszy muzyk Bach zrzynał od Vivaldiego, Corelliego czy Marcella.
    Ja często wrzucam tu jakąś ciekawą myśl, którą znalazłem w internecie, dodając, że to nie moje, tylko dlatego, żeby jakiś skrupulatny, upierdliwiec nie zarzucił mi „intelektualnej”kradziezy.
    Natomiast nie przykladam żadnego znaczenia do własności własnych myśli,żeby świat wiedział jaki to ten Lewy jest inteligentny. To mi się właśnie na blogu podoba, że nie ma tu właścicieli, praw autorskich.
    Powtarzanie jest ok, chyba że opowiada się kawały z brodą długą do samej ziemi

  294. Jeszcze do pombocka.
    A dlaczego to przychodzi falami? Bo wszystko co wymaga energii robimy falami, miłość, sport, przemoc domową. Pani Maria zaatakuje, a potem musi zebrać siły na kolejny wybuch. I w tym czasie jest normalną, miłą osobą.

  295. stasieku
    27 lutego o godz. 18:39

    Najmilsi

    Ale czemu nie Najmilsi w Chrystusie?
    To tak ślicznie brzmi…
    Jak postanowiłem zostać biskupem, to przed lustrem ćwiczyłem fachową mimkę oraz emisję przy wymawianiu tych najmilszych. Dobrze mi szło i do dziś nie mam pojęcia, czemu biskupem nie zostałem.

  296. Tanaka
    27 lutego o godz. 19:26
    może w piusce Ci nie do twarzy?

  297. „wymyślony Bóg”.

    Ponad cztery tysięcy lat temu Jehowa rzekł do Abrahama: „Każde wasze dziecko płci męskiej, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane”. Później to wymaganie powtórzono narodowi izraelskiemu (Rodzaju 17:12). Do czynności tej przywiązywano tak dużą wagę, że dokonywano jej nawet wtedy, gdy ósmy dzień przypadał na sabat, będący dniem odpoczynku.

    Wtedy nie podano żadnego wyjaśnienia, dlaczego został wybrany akurat ósmy dzień, ale teraz już to wiemy. Stosunkowo niedawno ludzie poznali medyczne uzasadnienie dokonywania tego zabiegu w tym właśnie dniu. Otóż dopiero między piątym a siódmym dniem życia pojawia się we krwi normalny poziom witaminy K, która wpływa na jej krzepliwość. Stężenie innego czynnika krzepnięcia krwi, protrombiny, wynosi w trzecim dniu zaledwie ok. 30 procent normy, ale w ósmym dniu osiąga poziom 110 procent i jest wyższe niż w jakimkolwiek innym okresie życia dziecka. A zatem stosowanie się do tego polecenia zmniejszało ryzyko krwotoku.

    Doktor S. I. McMillen tak to skomentował: „Biorąc pod uwagę wyniki badań nad witaminą K i protrombiną, najodpowiedniejszym dniem do obrzezania jest dzień ósmy (…) dzień wybrany przez Stwórcę witaminy K” (None of These Diseases, s. 21).

  298. Najmilsi w jeziorze i co kto może.

    W sprawie wykwitów mentalnych pisoidanych, pragnę zwrócić waszą uwagę na oczywistość faktu, że grunt do takiej mentalności tworzy prawidłowy chrzest, absorpcja prawd wiary, konsumpcje mszy coniedzielnych, katechez nieustających, wychowanie w słusznie bogobojnych rodzinach oraz pozostałe elementy chrystoformizacji.
    Kto gubi z horyzontu poznawczego ten brzemienny fakt, gubi się w pojmowaniu mentalności pisokatolickiej i katopisoidalnej.

  299. @Tanaka
    Szkoda, że nie zostałeś biskupem.Może byś był takim Konradem Walenrodem, co to by rozłożył tę mafie od srodka, tak jak Gorbaczow rozłożył ZSRR od środka, albo Andreas Lubitz, który też dostał sie do kabiny i rozłożyl samolot w Alpach.
    Ale wtedy nie byłoby Ciebie na blogu, a to byłaby wielka strata. Więc ostatecznie dochodze do wniosku, że dobrze, że nie zostałeś biskupem

  300. @dezerter83
    27 lutego o godz. 19:31

    Wymyślony bóg „podyktował” autorom Pisma to, co wiadomo było z wcześniejszych praktycznych doświadczeń – zbyt wczesne obrzezanie kończyło się czasem wykrwawieniem…
    „Stwórca witaminy K” mógł wybrać na jej „stworzenie” też jakiś inny dzień, ale tak mu jakoś wypadło między innymi zajęciami 🙄
    A co wymyśliła bozia dla dorosłych, którzy chcą się obrzezać, aby dziewczyny nie brzydziły się ich shar pei ?
    Jakoś nie słychać o krwotokach z tego powodu 🙄

  301. @dezerter83
    Ten Jehowa odkrył witaminę K ? Ale witaminy C to chyba nie odkrył ?Jak myślisz ?

  302. Lewy
    27 lutego o godz. 19:44

    A co ma piernik do wiatraka? 🙂 Dlaczego biskup Tanaka miałby nie być na blogu?

  303. @Jiba
    Fakt, ale musiałby wystepować pod pseudonimem, żeby go inne biskupy nie zdemaskowały

  304. Lewy
    27 lutego o godz. 19:49

    Może „Amarantowy baron”? 🙂

  305. izabella

    Dziękuję, isabello za życzliwe słowo i odpowiem Ci, że zniewalasz mnie swą wyważoną refleksyjnością i bardzo kobiecą godnością i poczuciem miary – tym, czego u mojej (może byłej) towarzyszki podróży w czasie ataków politycznej wścieklizny brak. To, co mówisz, że do pewnych ludzi PiS po prostu dociera, to chyba słuszne spostrzeżenie. Do pewnych. Konkretniej: do takich, których bym raczej nie posądzał o umysłową lotność. Chyba że ktoś na PiS-ie robi z premedytacją interes. Maria niewykluczone, że zaczęła i będzie robić. Chyba się spotyka w Niemczech ze spisiałą polonią (i tam się wzajemnie nakręcają), bo czasem coś niejasno napomykała – jasno, głośno, bezkompromisowo i bezmyślnie to tylko mawia o parszywym lewactwie, ubekach, zdrajcach, złodziejach, komuchach i konfidentach. Słowem, PiS dotarł do życiowych nieudaczników. Ją samą trudno uznać za udacznika z 1200 euro zarobku po 35 latach w Niemczech. No ale niech jej się wiedzie – jest wrażliwa, solidna, pracowita, pomocna dla ludzi, tylko te niesamowite wybuchy, które może mają jakieś drugie dno.

    Isabello, w tym sęk, że sporo naszych znajomych – i to starych, np. sąsiadka z poprzedniego mieszkania z początku 70-tych lat – dostaje rumieńców, kiedy się nieopatrznie kolnie PiS, i pokazuje kły. Ale ona jest pod osiemdziesiątkę i chyba nie dostanie na pierwsze dziecko, tym bardziej – na drugie. Więc czym ją i jej podobnych ujął PiS? Może tym, że jako pierwszy zaczął głośno mówić o upokorzonych przez transformację? Bo jeśli tak, to ich bojowość, bezkompromisowość, niedbanie o przyzwoitość, o obyczaje, o prawo, o logikę jest żywiołowym odreagowaniem czasu odrzucenia. Na taki żywioł nie ma siły. Najwyżej z jakichś powodów sam zgaśnie.

  306. Jiba
    Może być. Nie do rozszyfrowania

  307. konstancja
    27 lutego o godz. 19:29

    Lewy
    27 lutego o godz. 19:44

    o tym jeszcze nie wspomniałem, ale ćwiczyłem fachowe noszenie piuski. Będzie ze 2-3 razy, jak pojawiłem sie w piusce w przedszkolu. A że byłem wtedy w starszakach, moje poważne zamiary by zostać biskupem, były zupełnie poważne.
    Pani była jakby skonsternowana, czyżby miało to znaczyć, że w piusce mi nie do twarzy? Zaznaczam, że piuskę wykonała, na moją usilną prośbę, babcia, która miała złote ręce do szycia. Piuska była więc fachowa.
    Może pani sądziła, że jako półbiskup, byłem potomkiem odpowiedniego monsignora, nadwiślańskiego lub zagranicznego – bo umiałem mówić językami – i stąd ta jej skonsternowana mina. Raz też miałem ze sobą w kościele fachowe dzwonki, które pożyczyłem od starszego kolegi z góry, wybitnego – w owym czasie – ministranta.
    Przy pastowaniu podłogi zaś ćwiczyłem zaśpiewy wedle wzoru zaczerpniętego od naszego proboszcza, który był wybitnym fachowcem, mającym powszechne poważanie. Umiejętność tą chętnie demonstrwałem na podwórku, co z kolei mnie zapewniało mir wśród kandydatów na ministrantów. Ja jednak – co jasne – mierzyłem od razu wysoko.
    Nie jestem całkiem pewien dlaczego w końcu nie zostałem biskupem. Może dlatego, że w klasie maturalnej zaordynowałem sobie myckę.
    Widać więc jak na dłoni, że mam dryg do poważnych stanowisk, znajomość rzeczy i odpowiednią aparycję.

  308. @Tanaka
    Co to znaczy wybitny ministrant ?

  309. Tanaka
    27 lutego o godz. 20:30
    poszukaj w swoim drzewie genealogicznym, niewykluczone, że miałes wśród przodków biskupa, stąd te ciągoty 😉
    A przymierzałeś też sukienkę książęcą? taką długaśną do kostek, na 33 guziki…jako ministrant zakładałeś komżę lub coś w tym duchu…może lubisz koroneczki?
    chyba przyjdzie zwracać sie do Ciebie Kardynale…. 🙂

  310. Tanaka
    27 lutego o godz. 20:30
    a o przedszkolnych próbach bycia biskupem juz wspominałeś na tym blogu…

  311. pombocek
    27 lutego o godz. 20:06
    „Więc czym ją i jej podobnych ujął PiS? Może tym, że jako pierwszy zaczął głośno mówić o upokorzonych przez transformację? ”

    Raczej nie tym, bo przynajmniej u „moich pisowców”, to się zaczęło wcześniej. Po katastrofie smoleńskiej były łzy i wiara że zabito wielkiego prezydenta. A przecież za pierwszego pisu nie było ujmowania się za upokorzonymi. Pierwszy pis był dość neoliberalny (obniżka podatków itp). Ja ciągle czekam na ten moment szczerości, kiedy zapytam „powiedzcie mi co Wam się w pisie podoba, dlaczego aż tak jestescie w to zainwestowani?”. Ale jeszcze nie miało to miejsca. Były próby kończące się „A odczep Ty się ode mnie, co mi takie głupie pytanie zadajesz”. Ale nie tracę nadziei.
    I dzięki za dobre słowa. Jako taki „prawie” naukowiec, próbuję mówić tylko to na co mam poparcie w danych. Albo zaznaczam że to tylko moja opinia. Ale i tak czasem mnie ponoszą emocje.

  312. Czy „chrystoformizacja” sprzyja pisowatości jak sugeruje niedoszły biskup Tanaka ( od dawna go o to podejrzewałem ), rzecz wymaga badań, jest prawdopodobne, że my ateiści jesteśmy bardziej uodpornieni, nie dlatego, że nie chodzimy do kościoła i nie słuchamy księży, tylko dlatego, że jednak myślimy bardziej racjonalnie i nie boimy się, że śmierć to po prostu koniec itd.Chociaż w zacietrzewieniu ateistycznym nie brak emocji. Historia pokazuje ŕównież rozmaite inne wybryki ateistów jak rewolucja francuska czy komunizm z terrorem obu tych formacji. Prawdopobnie jest to wynik zastąpienia jednej wiary przez drugą.Jeśli więc myślę o ateistach ,to o takich, którzy są niewrażliwi na inne religie,które mogą sìę nazywać ideologiami, ruchami społecznymi, a są naprawdę innymi religiami.
    Wyznawca jest lojalny, ślepy na wszelkie nielogiczności i ” wypaczenia”zaangażowany emocjonalnie ,a inni to wyznawcy szatana – lidera. czyli konkurenta.
    Tak jak biedny Ponbocek dowiedział się, że przez niego przemawia szatan. Myślę, że w tym konkretnym przypadku byli też „inni szatani”, jakieś rozczarowanie, że oto wymarzony przyjaciel ma ” krew na rękach „, nie jest idealny. POMBOCKU ! Nie moralizuj, nie udawaj pokrzywdzonego, Ty tę kobietę zawiodłeś, nie jesteś idealny i wyznajesz fałszywych bogów !,

  313. Oj tam, oj tam. To tylko kwestia nazewnicza. Jak sie dobrze wczytac, to jest jasne, ze @Tanaka jest blogowym biskupem. Zarowno w kwestiach nauczania, jak i uczestniczenia w codziennych blogowych obowiazkach. Moze sobie sam @Tanaka sprawy z tego faktu nie zdal, ale jak sie patrzy z boczku, jak ja to czynie, to widze wyraznie. I wszystkich kwestia biskupia zainteresowanych, w tym i samego Tanake, grzecznie informuje.

  314. Stachu39
    27 lutego o godz. 21:11

    Gdyby doprecyzowac, ze im glebsza i mniej dyskusyjna „chrystoformizacja”, tym wieksza podatnosc na pisoidalnosc. To zmniejszylaby sie ilosc watpliwosci i uniknelibysmy koniecznosci doglebniejszych badan sprawdzajacych.

  315. Nie zgadzam sie na szerzenie pisiego jezyka klamliwego i rozpowszechnianie falszywych pojec

    Takich np. jak „pokrzywdzeni transformacja”, czy upokorzeni przez transformacje”…

    Same pojecia falszuja rzeczywistosc i tworza zlude, ze transformacja odbyla sie czyims kosztem. To jest wierutne klamstwo PiSiej propagandy.

    Sama transformacja nikogo ani nie upokorzyla, ani nie pokrzywdzila. Jedynie niewiedza, braki edukacyjne i falszywe wyobrazenia o swiecie i jego realiach, slowem edukacyjny brak przygotowania do zmieniajacych sie czasow spowodowal to co PiSia propaganda swoimi zbitkami pojeciowymi wytworzyla. I to tak skutecznie wytworzyla, z enawet ludzie zdecydowanie antypisowscy jak naiwedzieni powtarzaja pisie klamstwa.

  316. @Stachu39
    Świetnie to ująłeś.Ateiści też mogą być religijni.Zamiast kremówkowego Kajakarza mogą sobie znależć jakiegoś Lenina, Stalina albo Hitlera.
    Prawdziwy ateista nie uznaje żadnych świetości, nawet siebie samego poddaje krytyce. Co nie znaczy, że nie uznają autorytetów, którzy sobie na ten autorytet zasłużyli. Ja z pasją czytam o wielkich uczonych, a jakoś zupełnie nie podniecają mnie żywoty świętych, hobbitów, krasnoludków i innych wijów. Chociaz opowiadanie Gogola „Wij” to rewelacja.

  317. Lewy
    27 lutego o godz. 20:37

    to znaczy to samo co „wybitny taternik”, plus nieodzowne: „łaska boża”.
    jak widzisz, Święty Ojciec Święty miał to samo, tylko bardziej.

    konstancja
    27 lutego o godz. 20:50

    Nie przymierzałem, bo zapinanie 33 guzików to czynność zbyt wolno prowadząca do bycia biskupem. tak uznałem.
    Jeśli miałem wśród przodków biskupa, to byby to biskup protestancki. Stąd bycie biskupem katolickim wydało mi się zupełną nowością.

  318. @lonek
    Pełna zgoda na Twoją niezgodę. Nieszczęście tych pokrzywdzonych przez transformacje polega między innymi na tym, że przestano sprzedawać jabcoki.

  319. @Tanaka
    Tylko wybitny Taternik ? Ale przecież wybitny Apinista to coś jeszcze wybitniejszego. A najwybitniejszy to Himalaista.
    A taki co wspina się w Górach Świętokrzyskich to kto ?

  320. lonefather
    27 lutego o godz. 21:25

    Jak wiadomo, „1o milionów członków Solidarności” chciało, żeby było miło: „socjalizm tak, wypaczenia – nie”. Klasa przodująca w socjalizmie – robotnicy – doznawali pewnego zdziwienia tym, jak te hasła się zaczęły materializować, poczynając od 1989-go. Chłop, czyli tzw. rolnik, miał nieco podobnie, ale miał pod ręką żyto, wódkę i świniaka. Robotnik miał tylko „godność”, no i „przodownictwo”. Chłop to teraz albo nikt, albo beneficjent dopłat unijnych, a o robotnikach już dawno nie słychać.

  321. Lewy
    27 lutego o godz. 21:37

    Lewy, trzymajmy się realiów. Jak wiadomo ŚOŚ po Himalajach nie szusował, ani się nie wspinał. Natomiast Tatry miał obcykane w te i we wte. A później i Apeniny. Zauważ: himalaista jest więcej niż taternik, ale jak łaski bożej nie ma, to i tak na nic. A o kimś bardziej świętym niż Święty Ojciec Święty, to dotąd nic nie słyszeliśmy.Nic dziwnego – w przyrodzie większe zjawisko już zapewne nie wystąpi.
    Jezusek jest mniejszy, bo on co prawda miał koneksje, ale nawet Gór Świętokrzyskich nie zaliczył.

    A ten, co jest fachowcem od Gór Świętokrzyskich, to Tytus de ZOO. Pamiętam z książeczki. tym razem nie niebieskiej, a kolorowej. Co wzmacnia pozycję Tytusa.

  322. konstancja
    27 lutego o godz. 20:50

    Jak postanowiłem zostać biskupem, to sobie pomyślałem ładne słowo: papabili Do dziś mi sie podoba.

  323. @Tanaka
    Chłop produkuje jabłka, które sprzedawał Ruskim, ale Putin sie obraził i nie chce polskich jabłek. A wykwalifikowany robotnik wyprowadził sie do Irlandii, Anglii i Niemiec. W Polsce pozostała garstka,która buduje kościoly, naprawia kamery w Sejmie i samochody pancerne Dudy, Szydło i Macierewicza, którym albo strzelaja opony, albo wpadają na drzewa do wycięcia.

  324. lonefather
    26 lutego o godz. 21:27
    Hicior sprzed 3 dni…
    Richard Cysterna Wazeliny Czarnecki:
    „Mam w tej sprawie wlasne zdanie, ale mysle, ze jest tozsame ze zdaniem PREZESA Kaczynskiego…”

    Mój komentarz
    Lonefather, wspaniałe, logika PiSowska w akcji, tytuł powyższy całkowicie zasłużony.
    Polityk PiS wypowie każdą blagę, głupotę i dyshonorne oświadczenie o sobie, łącznie z tym, że deszcz pada, gdy Prezes na niego sikać będzie.
    Pzdr, TJ

  325. @pombocek
    Się kiedyś zastanawiałam nad tym zjawiskiem spisienia, bo niejeden raz na różnych blogach i forach bywałam była zbluzgana i zwyzywana. I tak drążąc temat powierzchownie, bo leniwa jestem, wyszło mi, że to „dziura w zasługach” powoduje to negatywne wzmożenie polityczne. Jakoś tak jest, że bardzo zażarci są ludzie, którzy ów „straszny” stan wojenny przeżyli na zachodzie, albo w obozach dla uchodźców do których truchcikiem pobiegli przed owym stanem wojennym. Drudzy zażarci to ci, którzy bali się nawet słowem wyrazić swój sprzeciw, ci którzy polityczne dowcipy opowiadali w ścisłym gronie rodziny ze strachu, że ich SB zamknie więc portki im się trzęsły. Trzecia grupa to smarki tamtych czasów, które za małe były na rozróby i rodzice nie puszczali.
    Teraz ten brak „wojennego bohaterstwa” oraz własne tchórzostwo i wygodnictwo można sobie rekompensować opowieściami o prześladowaniach i bardzo współczesną nienawiścią do komuny i lewactwa.
    Znaczy odważni inaczej mają swój czas.

  326. @Lewy, z godz. 21:30
    Ktoś tu Wija przypomniał:

    Wiła dla Wiła gniazdko uwiła,
    Wilgoć z widłaków wiosną z nim piła.
    Wił się u Wiły Wił niezbyt miły,
    Gdyż się nabawił od Wiły kiły.
    Wywiał Wił Wiłę wprost do mogiły;
    Wywył jej w uszko: Ooo! Taki kij!
    Wiła z mogiły wnet się wywiła,
    Bo się pojawił przystojny Wij.
    Wij i Wijuna pozbawi siły,
    Byle się Wijun ze strachu wił
    Przed zbójem Wijem, co to go kijem
    Wuj Wija z kiszek wysupłał był.

  327. P.S. do poprzedniego wpisu: bo przecież prezes to taka sama nieudałota tchórzliwa i cyniczna. Ja myślę, że oni mieli umowę – jeden stał po jednej stronie, drugi po drugiej więc zawsze byli kryci.

  328. Z tymi poglądami się zgadzam – jest nas za dużo i mnożymy się jak króliki czort wie po co.
    http://wyborcza.pl/7,75399,21428930,albo-opanujemy-przeludnienie-albo-czeka-nas-katastrofa-alarmuja.html#BoxGWImg

  329. z czasow PRL pamiętam, że było wielu obiboków, którzy pijali w pracy, albo przychodzili do niej „wczorajsi” i odsypiali gdzieś w kącie alkoholowe opary.
    Naduzycie alkoholu bywało także usprawiedliwieniem wypadku kierowcy, nawet ze skutkiem śmiertelnym.
    Było wielu fachowców, ludzi, którzy uczciwie pracowali, dostawali za to pensyjkę na przeżycie swoje i rodziny, ale przecież kobiety pracowały także; społeczeństwo w swojej liczbie stanowiło bardzo spłaszczoną pod względem finansowym strukturę- różnice w poziomie wynagrodzeń nie były tak duże, jak dziś; wiadomo było, że dyrektor, prezes, kierownicy poszczególnych działów mieli wyższe pensje, pozostali zarabiali różnie, wielu pracowało na akord i ile zrobili, tyle zarobili.
    Systemy wynagradzania były różne; ci, którym płacono tzw. dniówkę to przedstawiciele tej klasy, o której sie mówiło, czy się stoi, czy się leży dwa tysiące się należy. O inteligencji w „Okularnikach” pisała Agnieszka Osiecka.
    Innymi przedstawicielami społeczeństwa pracującego byli tzw. I sekretarze Podstawowej organizacji partyjnej zakładu;umiejętności niewiele, za to dobrze gadane w gębie.
    W czasach transformacji ci pierwsi sekretarze od razu poszli na renty; państwo umozliwiło im przejście na renty i tak sobie siedzieli w domach na tych rentach i dumali. Do żadnej roboty sie nie nadawali, bo tez oprócz gadania na zadany temat niewiele potrafili.
    Wielu pracowników skorzystało z tej furtki i świadczeń rentowych. Pomijam przypadki falktycznego inwalidztwa i chorób zawodowych, które uniemożliwiały podjęcie pracy w zawodzie, a na przeszkolenie i znalezienie pracy w nowym było zbyt późno, bo ludzie mieli juz pięćdziesiąt kilka lat, a ZUS oferował przejście na wcześniejszą emeryturę.
    Ale pozostali, którzy nie mieli tyle szczęścia musieli odnaleźć sie w nowej rzeczywiistości-kto był dobrym fachowcem- nie miał problemu ze znalezieniem nowej pracy.Czasem musiał być jakiś czas na bezrobociu, ale tu chroniła jego byt tzw. kuroniówka, czyli zasiłek wypłacany w czasie bezrobocia.
    Żeby nie było- skrótowo rzecz przedstawiam; zdaję sobie sprawę z tego, że wiele firm źle zarządzanych padło, bo nie sprostało nowym warunkom konkurencji i pracownicy byli zwalniani grupowo. W sytuacji miejscowości, w której jeden zakład pracy dawał zatrudnienie 90 % mieszkańców to był dramat. W okolicy żadnej firmy, likwidacja nieopłacalnych linii kolejowych i autobusowych zrobiła swoje. A nie każdy czuł się na siłach otworzyć własną działalnośc gospodarczą.
    Jak w każdym społeczeństwie, także i w naszym jest wiele osób nie radzących sobie w życiu, w pracy, niewykształconych, nieporadnych zyciowo. I tym trzeba pomóc.
    Pozostali „żyją z przyzwyczajenia”, wspominaja czasy, gdy można było coś pokombinować na lewo, spod lady (pamiętacie panie w sklepach mięsnych z wieeeelkimi pierścieniami na palcach?) załatwić, zamienić- żyło sie lekko i pięknie. I kasa zawsze w domu była.
    Istniało nawet takie hasło ” czym chata bogata, w tym pracuje tata”
    I sie skonczyło. I trzeba było zwyczajnie pracować, znów zaczynaliśmy od zera (nie wszyscy, nie wszyscy);jedni są zadowoleni, inni mniej, a jeszcze inni wspominaja komunę. Nie tak dawno głośne było hasło „Komuno!Wróć!”
    Mam wrażenie, ze wśród tych niezadowolonych wiele jest tzw. ofiar transformacji, pokrzywdzonych, do ktorych PIS trafia ze swoim przesłaniem, że Polska w ruinie, że rozkradli, ze sprzedali. Powiedzenie berdzo nośne dla osób, które ze swojej wsi nosa nie wyściubią, bo im się nie opłaca praca za dwa tysiące. Gmina da pomoc socjalną, obiady dla dzieci i opał na zimę.

  330. @Ewa Joanna

    Ja byłam smarkata i w podstawówce, rodzice nie puszczali, nawet znaczka solidarności nie dali przypiąć (miałam za złe) a jestem całkowicie przeciw PiS chociaż zasług żadnych przeciw komunie

  331. @neferNefer
    ale te łyse co z bejsbolami latają to nie Neferki….

  332. @Lonefather
    Pokrzywdzeni przez transformację
    istnieją, bo to się dziedziczy, jak w kaźdej transformacji dziejowej. Niektórzy jakoś się wygrzebali, ale część nie podjęła już żadnej stałej pracy.Padały całe duże fabryki. W Łodzi, gdzie mieszkałem, w powiatowym mieście na Mazowszu, gdzie mieszkałem później ,jedynym poważnym pracodawcą był szpital powiatowy . Dostać posadę sanitariusza, to było marzenie. Jeszcze nie weszliśmy do Unii i ci, co nie mogli znaleźć pracy w kraju, jeszcze nie mogli wyjechać do Anglii. Wyjeżdżali ci najbystrzejsi, znający języki.
    @Tanaka.
    Byłem ministrantem, nauczyłem się confiteor oraz misereatur ale starsi koledzy nie dopuszcżali mnie do służenia do mszy, więc szybko zrezygnowałem , zresztą przechodziłem już przemianę światopoglądową, ale do ZMP się nie zapisałem.

  333. Stachu39,
    Tylko czyja wina? Liberałów, którzy uwierzyli w „radźcie sobie sami, skoro dotąd troszczyło się o was państwo i ten model runął”? Ale czy istniała realna alternatywa?

    U mnie na osiedlu w 1988 roku były 2 sprawne i 1 niesprawny samochód. Teraz jest ich tyle, że nie ma gdzie parkować. A na dokładkę wokół sami emeryci. Czy ludzie to doceniają? Nie, ludzie patrzą na sąsiada albo w telewizor i widzą, że inni maja lepiej.

    W Polsce po 1989 roku nastąpiły ogromne przemiany społeczne. Nie dlatego, że to wina Gieremka, Michnika i Tuska, tylko że wcześniej Polska była zamknięta, zacofana cywilizacyjnie i na progu, a nawet za progiem bankructwa. Można było albo te granice otworzyć, albo pójść drogą Korei Północnej. Więc za te zawirowania odpowiada w pewnym sensie Historia, to się musiało zdarzyć, choć można się słusznie pytać, czy należało opuścić rodziny poPGR-owskie czy generalnie prowincję, ale z drugiej strony ktoś musi na transfery socjalne zapracować, a to są zwykle duże aglomeracje. Jeśli na Zachodzie w rolnictwie pracuje kilka procent ludności, to przyłączenie do takiego Zachodu kraju rolniczego o ambicjach mocarstwowych nie może odbyć się bez dużych zawirowań społecznych.

    Z podobnych powodów, szybkich zmian globalnych i przetasowań warstw społecznych do władzy doszedł Trump, który ma uratować amerykański mit, a wkrótce do władzy dojść też może i Maria Le Pen. Bo świat się zmienia i ludzie się tego chyba słusznie boją, choć lekarstwo wybierają niezbyt racjonalnie: „skoro dotąd leczył mnie lekarz i dalej coś mi strzyka w biodrze, to teraz dam szansę homeopacie labo kręgarzowi: przecież nic, co naturalne, zabić nie nie może”.

  334. JAK się tak rozpędziłem o tej ministranturze, to dodam anegdotkę. W Boże Ciało dostaliśmy, my ministranci, coś w rodzaju małych czerwonych sutann. Dla wszystkich nie starczyło, reszta m.innymi ja, musieliśmy zadowolić się własnymi komżami. ( wyjaśnienie dla prawdziwych ateistów nieskażonych genetycznym papiestwem : komża rodzaj koszuli z koronką biała!,zakładana na ubiór wierzchni ).Procesja szła przez całe miasto (za Stalina, potem już nie uczestniczyłem), zrobiło się gorąco jak to w czerwcu i ci w sutannach błagali ,żeby wziąć od nich tę sukienkę. Jestem ciekaw, czy któryś z nich został potem kapłanem. Byt ( w sukience) kształtuje świadomość.

  335. @Płynna Rzeczywistość
    Nie obwiniam nikogo, być może i prawdopodobnie nie można było lepiej, co nie znaczy, że nie było ofiar. Niektórzy mogą czuć się skrzywdzeni, nie tylko materialnie, zmieniła się hierarchia. Upadło np znaczenie tzw inteligencji, byli biedni, pili marago, mieszkali w blokach ale czuli się ważni.Jeszcze głębiej odczuli to Rosjanie po pierestrojce.Opisuje to wspaniałe Aleksijewicz.

  336. Stachu39
    27 lutego o godz. 22:55

    Najwyrazniej zle napisalem, bo widze, ze nie zrozumiales tego na co zwrocilem uwage.

    Ja nie zaprzeczam, ze duza liczba Polakow wskutek transformacji znalazla sie w duzo gorszej sytuacji. Ale to nie sama transformacja to sprawila i dlatego protestuje przeciwko bemyslnemu powtarzaniu prymitywizmu definicyjnego w rodzaju „ofiary transformacji”, czy „upokorzeni przez transformacje”.

    Te dwa okreslenia zostaly wyprodukowane i wypromowane przez PiSowska propagande i dolozyly sie do tego co mamy.

    Wlasnie dlatego, jakie jest zrodlo tych skrotow myslowych, to ludzie myslacy i przeciwpisowscy, powinni sie wystrzegac bezmyslnego powtarzania PiSowskich zbitek propagandowych.

    ***************

    Tak uwazam, bo rozumiem i uwazam, ze do tego („ofiary transformacji”) doszlo przede wszystkim wskutek niedostatkow edukacji. Szeroko rozumianej edukacji, zeby bylo jasne. Edukacji podstawowej, edukacji spolecznej, edukacji transformacyjnej. Ludzie niewyedukowani, albo nie podejmuja decyzji, bo sie obawiaja je podejmowac, zdajac sobie sprawe, ze moga podjac bledne decyzje, w czym maja calkowita racje. Ludzie co decyduja, a brak im odpowiedniej, czy pelnej wiedzy i jej rozumienia, maja tak samo, podejmuja bledne decyzje. I w tym ostatnim przypadku skutki blednych decyzji dotykaja wszystkich bez wyjatku.

    I to wlasnie, czyli braki i zaniedbania edukacyjne, sa zrodlem zaistnienia „ofiar” i „upokorzenia”, a nie transformacja…

    Mam nadzieje, ze po tym wyjasnieniu lepiej zrozumiesz co mam na mysli i o co mi sie rozchodzi, gdy protestuje i oglaszam niezgode na poslugiwanie sie tymi PiSowskimi propagandowymi zlepkami.

  337. Za Oko.press : https://youtu.be/rzVh5K_qs1o
    Co za obrzydlistwo! Czy to naprawdę takie coś leci w TVP? Czy to tylko taka zabawa – prześmiewcza , w wykonaniu Oko.press?

  338. lonefather
    28 lutego o godz. 0:41

    Lonek, jeśli przyczynę dramatycznej sytuacji pracowników i ich rodzin w skreślonych przez władzę PGR-ch widzisz w braku edukacji, to ja z kolei widzę, że Ty w tym czasie nie tylko martwego PGR-u na oczy nie widziałeś, ale i żywe PGR-y znałeś tylko z piosenek. Brakiem edukacji można tłumaczyć każdą krzywdę, każdą głupotę, każde zło na świecie, tyle że to znaczy nic o krzywdzie, złu, głupocie nie powiedzieć. Ogromna krzywda armii ludzi została spowodowana bandyckimi decyzjami ówczesnej władzy, która zachowywała się z identyczną nonszalacją lub nawet wrogością wobec ducha winnych PRACOWNIKÓW, a nie brakiem edukacji, a Ty się zabawiasz w jakieś słówka i „ofiary transformacji” Ci się nie podobają. Pleć, pleciugo, byle długo.

  339. Pytanie do wszystkich ! czy ktos z Was zna spisiala ateistke ( bez wzgledu na wiek ) ?

  340. Ewa-Joanna
    27 lutego o godz. 22:06

    „Teraz ten brak „wojennego bohaterstwa” oraz własne tchórzostwo i wygodnictwo można sobie rekompensować opowieściami o prześladowaniach i bardzo współczesną nienawiścią do komuny i lewactwa.
    Znaczy odważni inaczej mają swój czas”.

    Pewnie to jedna z ważkich przyczyn, Ewo-J. Mam paru znajomych, których pod koniec roku 80. i na parę miesięcy przed stanem wojennym odprowadzałem na pociąg jadący do RFN. Smutne to były chwile. „I skuszno, i grustno, i niekomu mordu pobit'”.

    Kiedy onej Marii w przypływie złości z powodu jej patriotycznego i antykomunistycznego wzmożenia powiedziałem, że wyjechała do Niemiec nie z powodów patriotycznych, lecz czysto prywtnych, nie pisnęła słówka. Nigdy o powodach i okolicznościach wyjazdu nawet się nie zająknęła. Natomiast jej antykomunistycznego słowotoku nie szlo zatrzymać, gdy już ruszył. Normalnie lawina.
    Na początku znajomości zaszła rzecz o stanie wojennym. Przeżyłem szok, jak zaczęła swoje bluzgi. Ja tu bylem, ale ona wiedziała tysiąc razy więcej, bo ojciec był opozycjonistą. Ojciec – w Polsce, ona – w Niemczech. Ojciec, oczywiście, święty. Jak zaczęła o zbrodniarzach Jaruzelskiego, o zdrajcach, o bandytach, o armii oprawców, którzy aresztowali jej ojca – piana mi leciała z komórki i bałem się, że się wścieklizny nabawię. Próbowałem jej tłumaczyć, że polska, niemal 400-tysięczna armia, to nie żadne komunistyczne sługusy, ale ogromna większość – z obowiązkowego poboru, zwykli chłopcy z miast ze wsi, którzy musieli swoje odpękać i mieli w dupie tzw. komunę jak my wszyscy. Ale moi znajomi zawodowi oficerowie tak samo mieli w dupie, a starszy kolega Włodek opowiadał, że jak w 1956 r. był podchorążym na WAT, cała akademia gotowa była iść przeciwko władzy, jak będzie potrzeba. A stan wojenny niewiele się różnił od stanu niewojennego. Widoczna obecność wojska na ulicach to nie była agresywna obecność – to było nasze wojsko, któremu ja, pracując wówczas w lesie, przywoziłem z kolegami z własnej ochoty drewno na ognisko, żeby chłopaki nie marzli. Po damie takie moje obrazki spływały jak po gęsi: nic, tylko „zbrodniarze”, „bandyci”, „oprawcy”, „zdrajcy”.

    Smarkateria, dobiegająca teraz sześćdziesiątki, natworzyła sobie własnych baśni, opowieści i żadna siła – a już najmniej dokumenty, których im przecież ani w głowie studiować lub przykładać ucho tam, gdzie mówią inaczej – ich z tego do końca życia nie wytrąci.

  341. karo131
    28 lutego o godz. 5:41

    Cześć, Szanowna karo. Znam ze 30 osób pisowatych – prawie same siwe. Nie ma wśród nich ani jednej ateistki, ani jednego ateisty. Dobranocka, dziura po zębie trochę przestała naiwaniać, idę pospać.

  342. @karo131
    28 lutego o godz. 5:41

    Wśród moich znajomych widzę prostą zależność: Im bardziej religijni, tym więcej popierania PiS i wiary w zamach smoleński albo odwrotnie.
    Nie wiem, na ile są wierzący, ale doznałem szoku, gdy kolega profesor nauk przyrodniczych okazał się po latach kształcenia w dziedzinie paleontologii wierzyć w kreacjonizm 😯
    W czasach stanu wojennego biegał po kruchtach na występy zbuntowanych artystów, raz był przesłuchiwany przez SB, ale nikt go nie chciał internować, potem z miejsca uwierzył w zamach i był w komitecie wyborczym kandydata na prezydenta Jarosława K.
    Na ostatnim zjeździe koleżeńskim w maju ubiegłego roku zachowywał się jednak powściągliwie i przekonań nie manifestował, za to drugi kolega, a właściwie małżeństwo (oboje byli na moim roku) zaprzestali uczestniczenia w zjazdach uznając płytkie i banalne turystyczno-rozrywkowe spotkania towarzyskie za marnowanie czasu, kiedy Ojczyzna w potrzebie. To wielce pobożni patrioci, mieszkaniem w Wadowicach narażeni na papieski fallout, co traktuję jako okoliczności łagodzące. To bardzo skromni i przyzwoici ludzie, coś jak pierwsi chrześcijanie, bez internetu na dodatek, a więc izolujący się w swoim świecie na podobieństwo amishów.

  343. @pombocek
    28 lutego o godz. 5:11

    „Brakiem edukacji można tłumaczyć każdą krzywdę, każdą głupotę, każde zło na świecie, tyle że to znaczy nic o krzywdzie, złu, głupocie nie powiedzieć.”

    Też tak uważam.
    Poza tym, cóż to znaczy „brak edukacji”? Brak szkół, nauczycieli, chęci uczenia, niewłaściwy program, czy opór nauczanych w przyjmowaniu wiedzy? Kto winien?
    Biednyś, boś głupi czy głupiś, boś biedny?
    Powtarzanie na okrągło takich banałów w trzecim dziesięcioleciu od transformacji to kadzidło nad trumną z nieboszczykiem.

  344. A ja się zgadzam, że to był brak edukacji, ale nie u zwykłych ludzi ale u tych przekształcaczy. Bo gdyby się tak zainteresowali jak to wygląda w innych krajach, to może by zrozumieli , że poza ekonomią jest jeszcze socjologia i prawodawstwo. Ale oni po tłuczeniu przez lata ekonomii socjalizmu zachłysnęli się liberalizmem i na więcej nie było już miejsca.

  345. Dla uśmiechu na dzień dobry :
    https://www.youtube.com/watch?v=EuhyphHTPvY

  346. @Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 7:44

    A dzisiejsi rządzący? Czym się zachłysnęli, że przekształcają z powrotem?

  347. Świetna ta panda 😀

  348. Na studiach miałem (jak wszyscy) dwa semestry ekonomii. Po jednym na socjalizm i na kapitalizm.
    A „przekształcacze” nie mieli z czego czerpać stosownych nauk, bo przed nimi nikt takich przekształceń i na taką skalę nie dokonywał. Same teorie to trochę mało.
    Dobrze by było, gdyby Polak przynajmniej po szkodzie nie był głupi.
    Na razie jawny dług publiczny polskiego państwa przekroczył bilion (nasz, nie amerykański bilion) złotych.

  349. @Ewa-Joanna
    Chyba trafiłaś w samą istotę; to są dzisiejsi dzielni obalacze obalonej już prawie 30lat temu komuny. Nadrabiają zaległości, dzisiejszym „bohaterstwem”, nieprzejednaniem, czystością moralną przeciwstawiają się owym Bolkom, Michnikom,którzy siedzieli w luksusowych celach więziennych. Którzy w trakcie przesłuchań ‚kolaborowali” z bezpieką. Z takim moralnych kryształem , wielkim wizjonerem z brzuszkiem, żaden esbek nie śmiałby kolaborować. W prawdzie trudno jest to udowodnić, bo ci odważni, bohaterscy obalacze byli niezauważani przez esbeków, ale można przyjąć taka tezę, że skoro esbecja ich nie zauważała, to udawała, że ich nie zauważała, bo piekielnie się bała konfrontacji z tymi dzielnymi ludźmi, a szczególnie konfrontacji z gnomem.
    „Oko”, ktore podrzuciłaś jest tak żałosne, chamskie, prymitywne. Towarzysz Kurski zareagował na „Ucho prezesa” i kazał jakiemuś Wolskiemu albo innemu niepokornemu satyrykowi stworzyć coś analogicznie śmisznego, ale w drugą stronę. No i wyszło jak wyszło. Ale kto wie, pisowskiej czerni może się podobać Baczyński z nogami na stole, pomiatający kobietami trusiami i matka boska kryjąca się w szufladzie.

  350. @Ewa-Joanna, z godz. 3:06
    Nie załapałaś? W tym materiale Oko.press przebiło AszDziennik, który kpi z innych. „Oko…” kpi z siebie. Materiał nakręcony w redakcji „Polityki”, postaci autentyczne – fajna autoironia. W stylu „Wiadomości TVP” robione. Dokładnie ten sam rodzaj szczujstwa, które z telewizji Kurskiego jest prawdziwy.

  351. @Lewy! Też nie załapałeś? Gien humoru musi co Ci lekutko oklapł 😉

  352. Jubileuszowe „Oko” nakręcili redaktorzy „Polityki”, robiąc sobie „jaja” z kurwizji 😉

  353. Ooo, minęliśmy się z @anumlikiem 😉

  354. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 3:06

    myślę, że to specjalny prześmiewczy felieton filmowy, zrobiony przez redakcję Polityki dla gawiedzi.
    W tym mini felietonie rzuciło mi sie w oczy to, czym epatuje PIS, a co ma swoje źródła też w propagandzie PZPR, szczególnie gdy mowa była o zgniłym zachodzie. Najlepszą ilustracją tych zachowań były właśnie nogi redaktora na stole, jak niegdyś kowbojów lub podpatrzone w filmie „Wszyscy ludzie prezydenta”.
    Widać, ze redaktorzy i redaktorki dobrze sie bawią przy nagrywaniu tego felietonu.

    Uwierzyłabyś w to, że jakakowliek telewizja wkroczyłaby na salony POLITYKI?
    Myślę, że w wejściu stoi cerber w postaci ochrony i nie wpuszcza nieumówionych gości poza próg redakcji.

    Moze nawet sama redakcja podrzuciła TV taki filmik….nie wierzę w tak przedstawioną codzienność w gmachu redakcji.
    No i ten zarzut- nie widać na korytarzach ani w pokojach żadnych symboli patriotycznych w postaci orła, biało czerwonej czy krzyża w pokojach redakcyjnych.I te rozmowy po rosyjsku….
    nieźle sie uśmiałam; dobrze zrobione, choć nie wszyscy redaktorzy mają aktorski talent

  355. @ Tobermory, z godz. 6:40 vs @karo131, z godz. 5:41
    Zwolenników PiS-u wśród znajomych ateistów nie spotkałem, co nie znaczy, że takich nie ma – statystyk nikt nie prowadził. Natomiast wśród wierzących, a nawet praktykujących i obnoszących się ze swą wiarą katolików trochę antypisowców znam. Także wśród księży. Ci popierający PiS, kościół traktują bardziej jak sektę (smoleńską ?! – hy,hy) niż potrzebę łączności z transcendentem, czy jak tę wiarę by nazwać. Przybiera to czasem groźną postać. Dopiero co (a dzieje się to in statu nascendi) dwudziestopięcioletnia córka moich przyjaciół od lat – takich sobie letnich katolików, co przykazania wypełniają, ale i bez przypominania o nich z ambony też by wypełniali – związała się z sektą egzorcystów działających pod egidą polskiego Krk. Zrobiła się z niej radykalna PiS-ówa, a na matce (dla świętego spokoju) wymogła, aby ta wyrzuciła wszystkie pamiątki z podróży do Indii i krajów bliskiego i dalekiego wschodu, gdyż te figurki, bransolety, kolczyki i inne dżelaby to dzieła szatana. Zagroziła, że się wyprowadzi z domu, jeśli matka „diabelskich artefaktów” nie wywali. Mamuśka nie wywaliła, a dała na przechowanie. A sekta egzorcystów składa się z kilku księży i sporej grupy świeckich, którzy za cel mają wyleczyć Polskę. Zgadnijcie, koteczki, z czego?

  356. @Konstancja i inni
    Ja ich nie znam, telewizji polskiej nie oglądam, to sąd mogę wiedzieć co kłamstwo a co prawda? Tak koło połowy to zakwitło we mnie, że to żart, ale tak na 100% to nie byłam pewna. Tyle dziwnych rzeczy w Polsce się dzieje…

  357. @Tobermory
    28 lutego o godz. 7:59
    Władzą. I bezkarnością. Do czasu 🙂

  358. Lewy
    28 lutego o godz. 8:18
    przypuszczam, że nogi na stole kładł redaktor Piotr Pytlakowski.

    Tobermory
    28 lutego o godz. 8:09
    zgodzę się z Tobą, że nikt w świecie przed nami nie dokonywał transormacji w drugą stronę, brak odniesienia do podobnych sytuacji w świecie był pewnie przyczyną wielu błędów tej transformacji.
    I nie było jednej przyczyny; pombocek ma rację, że nie tylko brak edukacji zaważył na losie dawnych pracowników PGR, bo to oni są największymi ofiarami przemian gospodarczych ; racje po części na i lonek, wskazując na edukację jako praprzyczynę zacofania i bezrobocia na polskiej wsi; racje masz i Ty w tym wpisie „28 lutego o godz. 7:14”.

    Wielu przyzwyczaiło sie do tego, że władza za nich myśli, zdecyduje, da albo tylko obieca że da; pomstowaliśmy na bezsensowne często poczynania władz w słusznie minionym czasie.
    A potem, w czasie rewolucji przemian, rzuceni na głęboką wodę niektórzy wypłynęli, są i tacy, którzy utrzymują się na powierzchni, nie toną, ale też nie potrafią wypłynąć na brzeg lub poczuć grunt pod stopami; są i tacy, którzy w tej mętnej wodzie czują się jak ryby; wielu też utonęło….że użyję takiej przenośni.

  359. Arogancki Szef, potulni podwładni, redaktorzy bezwstydnie demonstrujący znajomość niemieckiego i rosyjskiego…
    Nic dziwnego, że jedyne wsparcie w Częstochowskiej z Szuflady 😉

  360. Znam pisowca ateistę. Absolwent wydziału matfizchem, profesor belwederski. Aktywny działacz opozycji, więziony w stanie wojennym, stosowna notka w Encyklopedii Solidarności.
    Osobowość autorytarna, sfrustrowany z powodu nieudanego życia prywatnego.

  361. Ano nie złapałem. Człowiek już sie gubi w tych ironicznych ironia, drugich dnach.Ale po zrozumieniu, spodobało mi sie to Oko.Zwłaszcza ta matka boska strachliwie pokazywana przez potulną, ale jakże przywiązaną do tego co najświętsze kobitką. Lubię, jak mnie ktoś dowcipnie zrobi w konia,nabije w butelke,zrobi na szaro, who is pulling my leg.

  362. PGRy likwidowano, w dużej mierze, ze względów ideologicznych. Skoro „komuna” je zakładała, to obalenie komuny wymagało rozpędzenia PGRów. Było to głupie z ekonomicznego punktu widzenia. I okrutne w stosunku do tysięcy pracowników. Niektórzy autorzy tej demolki nieśmiało się później, za późno, do tego przyznawali.

    Mówiąc o transformacji ustrojowej zapominamy często o tym, że szereg rozwiązań było wymuszonych przez międzynarodowych wierzycieli. Nie jest tak, że polskie, niedoświadczone rządy miały nieograniczone pole manewru.

  363. Ale co moje niezrozumienie trochę tłumaczy, to że pisiory na poważnie wyprawiają takie hece, że miedzy ich powagą, a satyrą zatarła sie granica.

  364. @konstancja
    28 lutego o godz. 9:41
    „rzuceni na głęboką wodę niektórzy wypłynęli, są i tacy, którzy utrzymują się na powierzchni, nie toną, ale też nie potrafią wypłynąć na brzeg lub poczuć grunt pod stopami, są i tacy, którzy w tej mętnej wodzie czują się jak ryby…”
    I w tym nie różnią się aż tak bardzo od milionów ludzi w zachodniej Europie, gdzie bezrobocie i bieda dziedziczone są przez kolejne generacje, a władza myśli za nich, tyle że systemy opieki socjalnej funkcjonują lepiej i sprawniej, bo robią to już dłużej i mają nieco więcej pieniędzy.
    Kiedy robotnicy w Polsce pod koniec lat 80. własnymi rękami podcinali gałąź, na której siedzieli, niewielu było świadomych, co sobie szykują. A przecież było już po thatcherowskiej pacyfikacji kopalń w Wielkiej Brytanii, w telewizji co chwila było widać nowojorskich bezdomnych, wiadomo było, że nie ma kapitalizmu bez bezrobocia, tylko naiwnym się zdawało, że zbudują socjalizm z ludzką twarzą?
    A potem się zaczął żywiołowy polski Manchester i tamy puściły. Kto umiał pływać, ten wypłynął, część złapała się nielicznych kół ratunkowych, a reszta poszła z Titanikiem na dno…

  365. Szanuję Jacka Żakowskiego, szanuję Jana Wróbla.
    Z uwagą słucham ich argumentów. Co nie znaczy, że zawsze się z nimi zgadzam.
    Tak radykalnie przeciwnych opinii, jak o spektaklu „Klątwy”, nigdy dotychczas u nich nie słyszałem.

    Jacek Żakowski w poranku TOK FM 24.02.17:

    Klątwa” to „wielkie dzieło sztuki teatralnej”, które pokazuje „odwieczny problem Polski i Kościoła w Polsce”. – W sposób fenomenalny! Pomyślałem sobie: Boże drogi, jak strasznie debata odeszła jakościowo, jeśli my o tym wielkim spektaklu mówimy jako czymś kontrowersyjnym. Jak się temu przeciwstawić? Jak na okładkę „Polityki” dać zdjęcie z tego spektaklu i podpisać „Spektakl dekady” albo „spektakl ćwierćwiecza”?

    Jan Wróbel w poranku radia TOK FM 28.02.17:

    gdybym chciał młodzież szkolną, ale i starsze osoby, zaprowadzić, żeby wytłumaczyć, jak się rodzi faszyzm, jak się rodzi hitleryzm, to właśnie trzeba iść na „Klątwę”. To jest hitlerowskie przedstawienie oparte całkowicie na zasadzie: nienawidź i czyń co chcesz, nienawiść cię wyzwoli. I bardzo wielu przedstawicieli Polski tolerancyjnej, demo-lewicy, szlachetnych i miłych ludzi, prawie ze łzami w oczach oklaskuje tych młodych Hitlerków. Dawno nie byłem tak przejęty, może w mniejszym stopniu tym ohydnym przedstawieniem, ale tą afirmacją płynącą od sporej części widowni. Nie, nie ma dla tego poparcia.

    Żadnemu z panów nie można, moim zdaniem, zarzucić ślepego fanatyzmu, pogardy i nienawiści dla inaczej myślących. Skąd aż taka rozbieżność?

  366. @Tobermory, (28 lutego o godz. 10:08)

    Kiedy robotnicy w Polsce pod koniec lat 80. własnymi rękami podcinali gałąź, na której siedzieli, niewielu było świadomych, co sobie szykują

    To samo robią dzisiaj młodzi popierający rozwalanie państwa prawnego.
    O ile przywódcy robotników z lat 80. sami nie do końca byli świadomi do czego to zmierza. O tyle przywódcy dzisiejszej demolki dokładnie wiedza, co robią. Manipulują świadomie, cynicznie, bez skrupułów.

  367. pombocek
    28 lutego o godz. 5:11

    Czytasz nieuwaznie i „po lebkach”. Skutek jest taki, ze nie rozumiesz co napisalem i wydajesz niesprawiedliwa opinie.

    Wyrwe z calosci:

    Ludzie co decyduja, a brak im odpowiedniej, czy pelnej wiedzy i jej rozumienia, maja tak samo, podejmuja bledne decyzje. I w tym ostatnim przypadku skutki blednych decyzji dotykaja wszystkich bez wyjatku.

    I to wlasnie, czyli braki i zaniedbania edukacyjne, sa zrodlem zaistnienia „ofiar” i „upokorzenia”, a nie transformacja…

    Mam nadzieje, ze po ochlonieciu z oburzenia na mnie i moja opinie, czyli po zrozumieniu o czym napisalem, zmienisz opinie.

    ps A PGRy przed i po transformacji znalem. I to nie zza okien samochodu. Ja jestem z wyksztalcenia rolnikiem i pracowalem w zawodzie kilkanascie lat i to nie na „wlasnym” gospodarstwie, bo go nigdy nie mialem, tylko jako wynajety pracownik. Wiec sie nie wyglupiaj i nie rob z siebie niewiadomo co, piszac co napisales.

    ps2 Mozesz miec inne od mojego zdanie i nei zadac sobie trudu zrozumiena tego co ja uwazam. Ale inne zdanie nie daje Tobie prawa do takiego traktowania ludzi co uwazaja inaczej nz Ty.

  368. mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 10:11

    Przez Zakowskiego przemawia jesli nie ateizm, to co najmniej agnostyzm.

    Przez Wrobla przemawia prawidlowy polski katolik, co choc wyedukowany i na poziomie, to da sie za kosciol katolicki pokroic, spalic i zycie odda, o rozumie nie wspominajac.

    Stad ta roznica w pogladach. Ot co.

  369. @mohikanin przedostatni, z godz. 10:11
    Na „Klątwę” wybiorę się gdy będę mógł – to znaczy gdy zdobędę/kupię jakiś bilet lub wejściówkę do „Powszechnego”. Z jednego powodu. Aby porównać ten rodzaj ekspresji i przesłanie Frljića z tym, co oglądałem/przeżywałem na spektaklach-misteriach Jerzego Grotowskiego. Jeśli Oliver Frljić choć w części „odrobił lekcję” z Grotowskiego, to będę bronił tego rodzaju prowokacji. Oglądałem większość przedstawień wrocławskiego „Teatru Laboratorium” (przedtem – w Opolu – „Teatru 13 rzędów”), a „Akropolis” i „Apocalypsis cum figuris” po kilkanaście razy na przestrzeni kilku lat. Grotowski był obłożony swoistą anatemą, kardynał Wyszyński potępił jego „Apocalypsis”… w liście pasterskim, ale sam Grotowski na widzów pułapek nie zakładał. Nie nagłaśniał, nie skandalizował. Tworzył. Fakt. Czasy były inne i katoliccy religianci, którzy spektaklu nie widzieli i pewnie gdyby go widzieli, nie zrozumieliby, nie manifestowali na wrocławskim rynku przeciw bluźnierstwom i obrażaniom ich uczuć. Teraz wystarczy, że byle proboszcz, albo inny moher napisze, że został w uczuciach religijnych obrażony, a natychmiast prokuratory ścigają artystów.

  370. lonefather
    28 lutego o godz. 10:29

    @mohikanin przedostatni, (28 lutego o godz. 10:11)

    Przez Wrobla przemawia prawidlowy polski katolik, co choc wyedukowany i na poziomie, to da sie za kosciol katolicki pokroic, spalic i zycie odda, o rozumie nie wspominajac.

    Nie znam takiego Wróbla, jakim go malujesz. Czy możesz podać przykłady jego zachowań, które by potwierdzały Twoją opinię o nim?
    Znam go jako konserwatystę, człowieka krytycznego, ale otwartego na argumenty innych. Dlatego nie chcę odfajkować jego opinii przy pomocy etykietki: „prawidlowy polski katolik”.

  371. @mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 10:19

    „przywódcy dzisiejszej demolki dokładnie wiedza, co robią. Manipulują świadomie, cynicznie, bez skrupułów.”
    A młodzi, którzy popierają tę demolkę, mają przecież dostęp do wiedzy, do tego, jak państwo prawa funkcjonuje w krajach, które podziwiają i do których tęsknią.
    Nie wiem, jak można dotrzeć do tych polskich czerepów rubasznych, do kolejnych pijanych dzieci we mgle Przecież oni nie uznają już żadnych autorytetów, nie ufają nikomu, a idą na lep takim szczurołapom 🙄

  372. anumlik, (28 lutego o godz. 10:33)

    „Apocalypsis cum figuris … Grotowski był obłożony swoistą anatemą, kardynał Wyszyński potępił jego „Apocalypsis”… w liście pasterskim

    Cieszę się, że piszesz o Apocalypsum. Przypomniał ten spektakl dominikanin Tomasz Dostatni przy okazji awantury o „Golgota Picnic” w artykule zatytułowanym „Nie ma tematów zabronionych”, (GW 20.06.14)
    Apocalypsum został ostro oprotestowany, w połowie lat 70., przez biskupa, skądinąd pozornie nie twardogłowego, Bronisława Dąbrowskiego. A przez Wyszyńskiego, w kazaniu na Skałce, nazwany „prawdziwym świństwem”.
    W 1998 roku Grotowski dostaje wielką kościelną międzynarodową artystyczną nagrodę Fra Angelico w Rzymie. Przewodniczącym komitetu honorowego był kardynał Glemp.
    Dostatni przywołuje opinię Konstantego Puzyny o Grotowskim zmierzył się z mitem Chrystusa i dokonał transgresji za pomocą dialektyki prowokacji i bluźnierstwa z jednej strony, a fascynacji i tęsknoty z drugiej strony.
    I dodaje od siebie Co się z nami dziś stało, że … nie podejmujemy trudnej sztuki dialogu i wzajemnego poznania racji?

  373. To żart jubileuszowy zrobiony na obchody 60-lecia.
    Może zbyt insiderski.
    JK

  374. @Tobermory, (8 lutego o godz. 11:04)

    Nie wiem, jak można dotrzeć do tych polskich czerepów rubasznych …

    Dokładnie tak samo, jak do brytyjskich brexitowców, amerykańskich trumpowców, francuskich lepenowców. Przez pierwszy układ sygnałowy (Pawłow). Czyli nie ma zmiłuj, muszą dostać w d… .
    Niestety, my dostaniemy odłamkami.
    Ciągle przeceniamy racjonalność. Homo ludens, od zawsze i wszędzie, pragnął w pierwszym rzędzie chleba i igrzysk. Łatwego chleba i igrzysk cudzym kosztem. Myślenie go nudzi. Taka jest prawidłowość. To tacy jak my są wybrykiem natury, dziwactwem na tle prawidłowości. Sorry Winnetou 😉

  375. @Tobarmory, z godz. 11:04
    Przecież oni nie uznają już żadnych autorytetów, nie ufają nikomu, a idą na lep takim szczurołapom
    Religia, Tobermorciu. Umiejscowiona w sektach, które działają pod szyldem Krk. Te ruchy oazowe, te stowarzyszenia egzorcystów, te koła Rodziny Radia Maryja. One, te sekty, niczym się nie różnią od sekty smoleńskiej. Ojciec dyrektor popiera, na Jasną Górę jadą, gdzie prowincjał paulinów także popiera. Córka moich przyjaciół, którą znam od chwili jej urodzenia, o której pisałem o godz. 9:32, zwolniona została z krytycznego myślenia. Za nią myślał najpierw ksiądz proboszcz, później (całkiem świecki, normalny, raczej komercyjny) teatr, którego była fanką, ale na to by być aktorką nie miała szans, bo bozia w talent aktorki i szansonistki nie wyposażyła, a gdy się na „sztukę teatralno-wokalną” obraziła – sekta egzorcystów, pospołu z PiS-em.

  376. @mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 11:29

    Myślenie nudzi, czytanie jest dziwnym zajęciem…
    Z wczesnego dzieciństwa pamiętam matkę zatopioną w lekturze „Przekroju” i sąsiadkę zdegustowaną tym widokiem:
    – Znowu czytasz? 🙄

    Wspominałem tu już o przekonaniu, że cukier się nie rozpuści, jeśli do herbaty najpierw wlejemy sok cytrynowy.
    Natychmiast chciałem eksperymentalnie udowodnić, że to bzdura, ale rodzina dała mi (piorunującym spojrzeniem) do zrozumienia, że „gość w dom itd” i nie wypada udowadniać mu, że wierzy w zabobony 🙄
    Jednakowoż do termosu lałem najpierw sok, a potem sypałem cukier i nie mieszałem, a goście po powrocie z nart chwalili, że herbata była idealna i słodka w sam raz 😉

  377. @pombocek, odnośnie Twoich przygód ze znajomą

    Mieliśmy taką nauczycielkę w liceum, która jak kogoś polubiła i dawała piątki, to było wiadomo, że ta osoba jest skończona. Zaczynały się jazdy na przemian miłości i nienawiści. Przy czym dość szybko i ostatecznie zwyciężała nienawiść, a radosny piątkowicz sprzed paru miesięcy, ciężko znerwicowany, trwale osiadał w strefie uczniów miernych.

    To były lata 90. i mała miejscowość; wówczas takie numery jeszcze przechodziły, licealni nauczyciele byli dosyć szanowani, rodzice nie straszyli sądami. Parę lat później tę panią zmuszono do odejścia ze szkoły.

    Dziś bym powiedział, że ta nauczycielka usiłowała odgrywać za pomocą nas, uczniów, pewien scenariusz przemocy. Teraz już wiem, że ofiara przemocy typowo doświadcza na przemian okresów miłych, przyjemnych oraz wybuchów agresji. Prowadzi to do uzależnienia psychicznego ofiary, której świat zaczyna coraz bardziej obracać się wokół osoby stosującej przemoc.

    Możesz się zastanowić, problem Twojej znajomej nie jest z tego gatunku, zaś Ty nie jesteś wdrażany do roli ofiary. Uzasadnienia i powody, które Twoja znajoma podaje, nie miałyby wówczas znaczenia. Pozdrawiam!

  378. mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 10:49

    A po co ja mam Tobie podawac przyklad, skoro Ty sam go juz podales?

    Jak „Klatwa” wskazuje na koniecznosc uwolnienia sie spod koscielnego jarzma (drobna przesada) to reakcja Wrobla jaka? – Faszyzm !

    No to ile „przykladow” potrzebujesz, zeby sobie uswiadomic, ze red Wrobel jest prokoscielny i reaguje prawidlowo, po katolicku? Czyli atakiem i inwektywami wymierzonymi przeciwko tym, co wyraznie i bez ogrodek mowia, ze dosc juz i jesli cokolwiek mamy miec szanse zmienic, to musimy pogonic w diably kosciol katolicki. Prawidlowy polski katolik jest z Wrobla, co widac slychac i czuc.

    A wczesniej wielokrotne dawanie do zrozumienia, ze jest po koscielnej stronie, nawet w swoich delikatnych jak jedwab krytykach kk tez go wspieral. Choc te jego niby „krytyki”, mniej uwaznemu sluchaczowi mogly umykac.

  379. mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 10:49

    Jeszcze raz z nieco innych pozycji to samo.

    Moglby red Wrobel zapodac zastrzezenia estetyczne chocby, a dyskutowac z przekazem sztuki. Ale nie, estetyczne zniesmaczenie tak go po katolicku kropnelo w glowke, ze po katolicku prawidlowo zareagowal – FASZYZM

    Wlasnie sposob zareagowania zdradza we Wroblu prawidlowego polskiego katolika.

  380. Anumlik, ty idź i obejrzyj tę Klątwę żeby my wiedzieli co o niej sądzić 🙂

  381. lonefather
    28 lutego o godz. 0:41

    „Ja nie zaprzeczam, ze duza liczba Polakow wskutek transformacji znalazla sie w duzo gorszej sytuacji. Ale to nie sama transformacja to sprawila i dlatego protestuje przeciwko bemyslnemu powtarzaniu prymitywizmu definicyjnego w rodzaju „ofiary transformacji”, czy „upokorzeni przez transformacje”.

    Te dwa okreslenia zostaly wyprodukowane i wypromowane przez PiSowska propagande i dolozyly sie do tego co mamy”.

    Masz prawo mnie podsumowywać jak sobie chcesz, ale najpierw porównaj swoje SŁOWA z moim komentarzem, a nie swoje myśli, bo ja po cudzych myślach chadzać nie umiem.

    A co jeszcze, prócz transformacji, spowodowało gorszą sytuację ludzi – układy planet, muchy w nosie, brak wiedzy, brak szkoleń? Czyli gołej, bandyckiej transformacji nie towarzyszyły żadne przygotowania. Więc na czym by miał polegać błąd mówiącego, że biedę spowodowała transformacja? Więcej: gdyby nawet transformacja była przygotowana – na czym by miał miał polegać błąd mówiącego również w takiej sytuacji, że biedę spowodowała transformacja? Bezrobocie jest immanentną cechą kapitalizmu, więc i tysiąc szkoleń by wielu nie pomogło. Widać nie wiesz, szkoleń, na które kierują urzędy pracy jest w Polsce od cholery, ale nie one się przyczynily do spadku bezrobocia.

    A przede wszystkim cholera mnie wzięła na Twoje wymądrzanie się o „prymitywizmie definicyjnym” i przypisywanie nie żadnym definicjom, lecz zwyczajnym opisowym sformułowaniom „ofiary transformacji”, „upokorzeni przez transformację” pisowskiego pochodzenia. Ja tych sformułowań używałem już bodaj w 1991. roku, a czy ich używa również PiS, mnie nie interesuje.

    Najśmieszniejsze natomiast jest dla mnie Twoje amatorskie oburzenie na używanie tych sformułowań. Jak mieliby się ludzie komunikować, jeśli nie wyrazami lub ciut większymi zbitkami – nosić ze sobą worki z kontekstami, opowiedzeniami, wyjaśnieniami? Nie ma też nic do rzeczy, czy takie słowne klocki są słuszne, czy niesłuszne – są jednostkami komunikacji i kropka. Nie Ty je stworzyłeś i nie Ty będziesz usuwał.

    „Pracująca sobota” jest słuszna? Niesłuszna, nawet głupia, bo sobota nie pracuje. Spróbuj ją usunąć. Możesz najwyżej śmiesznie pogadać.

  382. Juz bylo wiadomo, ze PGRy zostana zlikwidowane. Trwaly proby znalezienia rozwiazan problemu co po nich. Uczestniczylem w takiej probie.

    Jeden z lepszych mazurskich PGRow, z zerowym zadluzeniem i spora kasa na koncie. Srednio niemal 60 qwintali pszenicy z hektara. Pelne umaszynowienie, znakomita obora mleczna, tuczarnia nowoczesna jak marzenie. Trwa zebranie zalogi, ktorej przedstawiono 3 mozliwosci:

    1) rozwiazanie i bruk
    2) wydzierzawienie dzialek pod indywidualne gospodarstwa z perspektywa wykupienia na wlasnosc
    3) zawiazanie spolki pracowniczej, ewnentualnie spoldzielni produkcyjnej, lub innego rozwiazania pozwalajacego na wspolne kontynuowanie dzialalnosci

    ad 1)
    Protest i niezgoda

    ad 2)
    Brak zainteresowania, moze poza kilkoma pytaniami.

    ad 3)
    Pierwsze to przerazenie, ale zaraz za tym podejzliwe popatrywanie po sasiadach z sali. Oczy spod przymrozonych powiek szacujace jednego po drugim sasiada. Zmarszczone czola z wysilku myslenia. I nie trzeba wielkiej wyobrazni, zeby wiedziec jakie pytania sie klebia za tymi zmrozonymi oczyma i zmarszczonymi czolami…

    Ja obstawiam, w dowolnej kolejnosci:
    – Ja mam robic na tego pijaka?
    – I co, bede samego siebie okradal?
    – Kto zagoni tego lenia i migacza do roboty?

    I inne podobne, moze tylko innymi slowami wyrazane.

    Juz tylko dla porzadku dokoncze, ze skonczylo sie na ad 1)…

    Z rozmow z kolegami ikolezankami, ktorzy tez znali rzeczywistosc transformowanych PGRow, wychodzi, ze bylo identycznie, tam, gdzie doszlo do podobnych ofert skladanych zalogom.

    Wtedy tych ludzi nie rozumialem, nie rozumialem dlaczego tak, a nie inaczej poszlo. Teraz rozumiem. W efekcie kilkudziesieciu podobnych prob, ze wspolnym efektem, w postaci braku efektu, Balcerowicz podjal decyzje o likwidacji, przekazaniu majatkow rolnych po zlikwidowanych PGRach do ANR, ktora miala sie zajac dzierzawieniem i sprzedawaniem. Po tych niemal 30 latach zrozumialem i wskazuje na braki i niedostatki edukacyjne. I wcale nie mam na mysli pokonczonych szkol i posiadanych dyplomow, gdy calosc okreslam terminem edukacja….

  383. pombocek
    28 lutego o godz. 12:36

    Mnie tez zredukowano z upadlego wskutek transformacji PGRU.

    Czy teraz siedze z innymi zredukowanymi na zasilku?

  384. anumlik
    28 lutego o godz. 9:04
    @Ewa-Joanna, z godz. 3:06
    Nie załapałaś? W tym materiale Oko.press przebiło AszDziennik, który kpi z innych. „Oko…” kpi z siebie.

    Mój komentarz
    Anumlik, przez pierwsze 5 s nie załapałem, ale podpadła mi nadzwyczaj demoniczna mina (chłe, chłe) i dyktatorskie maniery Baczyńskiego. Po 15 sekundach byłem już w domu. Świetna parodia, pastisz PiSowskich propagandówek
    Pzdr, TJ

  385. pombocek
    28 lutego o godz. 12:36

    Nie siedze na zasilku. Bo mam to czego nei mieli inni. Mam wiedze. Mam umiejetnosci. Mam zdolnosci. I to wszystko mam dzieki edukacji i zdolnosci do ciaglego uczenia sie.

    Nie jestem beneficjentem transformacji, ale nie jestem tez jej „ofiara”. Z zalem patrze, ale zal i smutek nie przeslania mi prawdy, ze gdyby inni mieli odpowiednia edukacje, to podejmowaliby inne decyzje. A najwazniejsze, to by zrozumieli, ze musza sami wziac na siebie odpowiedzialnosc za siebie i swoje rodziny…

    Ale byli potomkami tych co tkwili w panszczyznie. Sami tez tkwili w quasi panszczyznianym PGRowskim zniewoleniu.

    Ale zniewolenie to nie sa kajdany na rekach i nogach.

    Zniewolenie tkwi we lbie…

    Szkoda dalej gadac, jeslis do tego momentu nie zrozumial i odmawiasz przyznania racji, ze to co dotyczy zawartosci lba, to edukacja, albo jej odwrotnosc, czyli indoktrynacja.

  386. lonefather
    28 lutego o godz. 13:07

    Przeczytałem parę zdań i dość. Rozmawiaj, lonek, z równymi sobie o tym, co by było, gdyby na Gobi były ryby, a babka miała wąsy.

  387. pombocek
    28 lutego o godz. 13:15

    A co? Tobie nie dorownuje? Z Toba nie moge rozmawiac?

    Ale dobrze, niech bedzie jak chcesz. Zrozumialem. Nie bede.

  388. @pombocek
    28 lutego o godz. 13:15

    Pombocku, jak ty nic nie kapujesz 🙄
    A sprawa jest prosta.
    Te tysiące intelektualistów po studiach w Szkołach Przysposobienia Rolniczego, przyuczonych do obsługi krów, plewienia buraków oraz jazdy traktorem z przyczepionymi bronami, mogło przecież w porę zdobyć stosowne dyplomy i po upadku PGR otworzyć biura notarialne, zostać tłumaczami przysięgłymi lub pielęgniarkami i wyjechać do Norwegii albo z odpowiednią aparycją robić karierę jako plombier polonais w Paryżu 😎
    Edukacji im zabrakło, ot co.

  389. Czy słyszeliście o Klubie Jagiellońskim ? Stworzyli go superpatrioci.Nie jakieś bycze karki z kijami bejsebolowymi w ręku, lecz mlodzi dobrze wyksztalceni ludzie. Należą do klubu historycy, informatycy, inżynierowie… Co ich łączy, to marzenie o wielkiej Polsce od morza do morza. Wychowani na pismach wieszcza od świeżopa i Polski Chrystusem Narodów, z niechęcią przyjeli fakt, że znormalniała po transformacji Polska, nie stała się mocarstwem, wzorem dla wszystkich,lecz jest takim jednym z wielu, średnim krajem (dla nich narodem).
    Dopatrzyli się w Lechu Kaczyńskim wielkiego, odważnego wizjonera,który się kulom ruskich nie kłaniał. Kiedy ten wielki wizjoner zginął w katastrofie smoleńskiej, do bólu nad męczeństwem dołączył ze łkaniem klub jagielloński.
    Tym szlachetnym żółtodziobom jawił się jako zamęczony, poległy Ordon. I cała miłość do wielkiego Lecha, bezgraniczne zaufanie przenieśli na brata Jarosława, który nosi na swych barkach spuściznę po wielkim Lechu.
    Żadna hucpa tego małego człowieczka nie mogla mu zaszkodzic w ich oczach. Przecież Dziadek przed wojna też używał brzydkich słów. Świadczyło to o męskości, twardości Jarosława, a jak się buduje mocarstwo, to nie ma przepros, trzeba mocno uderzyć tych, którzy stoja na drodze Ojca wielkiego narodu w trakcie budowy.
    Ale coś tam pękło. Do tych nawiedzonych młodzieńców zaczęło docierać chamstwo, głupota, bezczelność, nepotyzm…tej szajki. No cos ten wódz chyba przesadził, dlaczego obraża bez powodu ? No dobrze, chcemy Polski mocarstwowej, ale dlaczego on rozwala tę niemocarstwową, ale która mogłaby się stać zalążkiem mocarstwa.
    O tym rozczarowaniu romantyków pisał Tygodnik Powszechny dwa tygodnie temu.
    I co ci osieroceni superpatrioci teraz poczną ? Czy znajda sobie jakiegoś nowego idola, o kryształowej moralności.
    Ta Polska to taka marna, ani to mocarstwo ani Chrystus Narodów, jakaś taka banalna.

  390. @mohikanin przedostatni
    28 lutego o godz. 10:11

    Jaka znowu rozbieżność?
    Sprawa „Klątwy” jest zupełnie prosta

    http://bi.gazeta.pl/im/de/6b/14/z21412318V,Andrzej-Rysuje—Teatr.jpg

  391. PIS przytula „ofiary transformacji” i dlatego nie należy o nich mówić? .Nie wiem nic z autopsji o pegieerach, bo nie mieszkałem wtedy na wsi, mieszkałem natomiast w Łodzi, gdzie padły wszystkie duże zakłady włókiennicze i się nie odbudowały. Padły z powodu braku surowca.Krótkotrwałą karierę milionera zrobił jeden z pracowników textilimpexu, który, dzięki znajomościom, załatwił w systemie barterowym dużą partię bawełny ,z którejś szykującej się do niepodległości republiki środkowo azjatyckiej. Transformacja dotyczyła nie tylko nas ale i sąsiadów. Ciekawe czy ten opisany powyżej PGR miałby rynki zbytu, fachowców od marketingu. Czytam aktualnie ciekawą książkę p.Elizabeth Dunn.Prywatyzując Polskę. Jest to uczestniczące badanie amerykańskiej antropolożki o problemach prywatyzacyjnych Anima Gerber.

  392. @@lonefather, pombocek (a w tle @Tobermory(
    Słów kilka od człowieka, który PGR-y trasnsformował. Znam dobrze Tańskiego, także osobiście. W tym czasie, kiedy dokonywało się przekształcanie PGR-ów w – prawda – nie wiadomo co byłem szefem zespołu przekształceń własnościowych Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu, a mój były zastępca w gminie którą kierowałem, dyrektorem departamentu zajmującego się zagospodarowywaniem PGR-owskich nieruchomości: zdewastowanych (najczęściej) pałacyków, dworków, spichlerzy i takich tam. To, o czym mówi Tański w rozmowie z Krystyną Naszkowską jest prawdą. I tyle w temacie. Z perspektywy ćwierćwiecza można se różnie dywagować. Także o krzywdach i wykluczeniach. O jednym nie można jednak nie widzieć. Tamte ekipy widziały problem i próbowały go rozwiązać. Większość jednak ówczesnych pracowników PGR-ów działała według schematu – jak to trafnie opisał Lonek:
    – Ja mam robic na tego pijaka?
    – I co, bede samego siebie okradal?
    – Kto zagoni tego lenia i migacza do roboty?

    Taki klimat 🙁

  393. Stachu39
    28 lutego o godz. 14:12

    Masz absolutna racje, ze problem transformacji ustrojowej byl niezwykle zlozony, skomplikowany i wieloaspektowy. Najwieksza „bolaczka” byl brak wiedzy. Klania sie edukacja. Zmiana ustroju zerwala wiezi, ktore nie byly ekonomiczne, ale „polityczne”, czyli decyzje ekonomiczne podlegaly decyzjom politycznym. O czym sam napisales w zwiazku z bawelna. Facet co „zalatwil” dostawe z „zaprzyjaznionej” kiedys republiki, drugiej nie zalatwil, bo politycznie zostal odciety. A poza wspomniana republika byl cieniutki jak dziecie we mgle. I takich przykladow moznaby mnozyc w tysiacach, jak mniemam. Mozliwe, ze moznaby kupic wspomniana bawelne gdzie indziej, ale na ot trzba by bylo miec forse. Polska byla bankrutem i forsy nie bylo. Nie bylo forsy, nie bylo kontaktow i nie bylo wiedzy…

    Wszystkiego sie trzeba bylo nauczyc. Doslownie wszystkiego. Rzadzacy i spoleczenstwo. Trzeba sie bylo nauczyc byc spoleczenstwem. Uczestniczylem w probie opisanej. Tamten PGR w/g mnie mnial szanse przetrwac transformacje jako spolka pracownicza. Mial tez szanse, gdyby dopuszczono do tego do czego dopuszczono w przemysle, czyli na przejecie menedzerskie. W PESIE jak wiesz sie udalo i mysle, ze w okolo 30/40 % PGRow tez by sie udalo. Przynajmniej w tych, gdzie kierowali fachowcy, a nie „nadani” przez wladze.

    Klopot z PGRami najwiekszy byl taki, ze ich zalogi, to byli potomkowie panszczyznianych niewolnikow z utrwalonym „widzeniem swiata”. Tak jak nikt nigdy, poza samym zyciem, nie edukowal postpanszczyznianych, ze sa wolni i sami musza sie kolo siebie zakrzatnac, tak nikt nie zadal sobie przez caly PRL trudu edukacyjnego, w sensie nauczenia bycia wolnym. Ze w PRLu tego nie uczono, to zrozumiale, niewolnikiem, postniewolnikiem, czy nieuswiadomionym, ze jest wolnym, latwiej sie kieruje i steruje. Efektem byl strach wynikajacy z niewiedzy, strach co nie pozwolil ani samodzielnie gospodarowac, ani zawiazac spolke pracownicza, albo spoldzielnie produkcyjna.

    Policzylem sobie, ze od skonczenia studiow 5 razy prowadzilem dzialalnosc gospodarcza w roznych dziedzinach i w roznych krajach, 4 razy pracowalem na panstwowym etacie i 11 razy pracowalem dla prywatnych przedsiebiorstw, czy osob. Wykonywalem bodajze 12, czy 12 roznych zawodow, wymagajacych roznych umiejetnosci. A ci pracownicy PGRow, umieli tylko jedno, byc poddanym… Od dzialania powstrzymywala ich nieumiejetnosc podejmowania decyzji, a moze wygoda zdania sie na „PANA”, ktory wszystko wymysli i da zyc i na zycie, nawet jesli to co wymyslil bedzie do bani.

    Zby nie bylo, ze nie „widze”. Wiem i widze, ze byly popelniane bledy i widze tez z jakim trudem przychodzilo i przychodzi prostowanie popelnionych bledow. Patrze na to i zdaje sobie sprawe, ze to wlasnie nieumiejetnosc (znow ta nieszczesna edukacja) do przyznania sie do bledu, powoduje jego trwanie.

    To dlatego zeby skrocic do minimum, mowie ze problem lezy w edukacji, a dokladnie w jej braku, czy brakach. Jeszcze raz dopowiem, ze dotyczy, to rzadzonych i rzadzacych.

    Jeszcze gorsza od braku edukacji jest indoktrynacja. Jej skutki sa juz nie tyle oplakane, co dewastujace. I to co mamy teraz, to jest nawrot indoktrynacji, po 29 latach transformacji. Transformacja sie nie udala, wracamy. Nikt tego nei powiedzial, ale jak obserwujemy, to widzimy, ze to wlasnie jest robione. Gostek, co robi za ministra od spraw zagranicznych, w Brukseli mowi wprost, ze najwiekszym atutem polski jest wyksztalcona kadra i niskie place… Slowem zacheca kapitalistow do przyjezdzania i eksploatowania „suwerena”. Cudne, co nie?

  394. anumlik
    28 lutego o godz. 15:23

    Uzupelnie.
    Opisalem probe w jednym PGR. Wiem, ze bylo ich wiecej. Dopiero beznadzieja, tych prob spowodowala podjecie decyzji likwidacyjnej.

    Tanski nie wspomnial o tym, ze choc byla proba wprowadzenia do Ustawy Likwidacyjnej „przejecia menedzerskiego” to niajki Waldemar Pawlak z kumplami nie dopuscili do tego. Sadze, ze jakies 30 do 40% PGRow mogloby nadal swietnie funkcjonowac pomimo trnsformacji. Bo zarzadzajaca nimi kadra to byli fachowcy od rolnictwa, czyli od prowadzenia wielkich gospodarst rolnych. (znow ta nieszczesna EDUKACJA … cholera by ja w koncu wziela, ze sie wciaz @pombockowi narazam)

  395. lonefather
    28 lutego o godz. 13:30

    Z równymi sobie, czyli z takimi, którzy gdybają – ja nie z tej wsi.

  396. Tobermory
    28 lutego o godz. 13:35

    A w razie biedy, mogliby jeść ciastka z kremem.

  397. pombocek
    28 lutego o godz. 15:49

    Napisalem, ze nie bede, to nie bede. Nawet jesli to co wiem i uwazam, nazywasz gdybaniem, a nie jakby nalezalo opinia.

  398. anumlik
    28 lutego o godz. 15:23

    Wychodzi na to, anumliku, że powiedziałeś mniej więcej to, co słynny fachowiec od języka lonek: naród w PGR-ach był do dupy i nie był żadną ofiarą transformacji. To transformacja była ofiarą narodu: wystarczyło w PGR-ch wymienić naród, zamiast PGR-y zamykać, nicht wahr?

  399. @pombocek

    Tez mi cos – „wymieniac narod w PGRach”?

    Tkwisz Jerzy w okowach pogladu. Okowy uniemozliwiaja najwyrazniej, na spojzenie chocby ciut szersze na problem. Poglad jaki wyznajesz, jest uproszczeniem zlozonosci wielu czynnikow. Jako prosciutnkie zlozenie likwidacji PGR z faktem znalezienia sie zalogi na bruku. To by sie zgadzalo….

    Jesli sie nie chce Tobie wyjsc i zobaczyc, a co gorsza zrozumiec ciut wiecej ze zlozonosci. To juz wiecej nie bede Ciebie wyciagal na pogaduchy o zlozonosci. I przepraszam, ze sie wogle osmielilem. Tym bardziej przepraszam, ze „od lat” znam Twoja w tej materii opinie. I tym gorzej dla mnie, ze znajac, kolejny raz osmielilem sie powiedziec cos niezgodnego i zaburzajacego ten prosciutenki schemacik.

    Przepraszam solennie. Daje slowo, ze juz wiecej nigdy tego nie zrobie. W tym temacie, nigdy wiecej do Ciebie nie bede pisal, nawet jesli Ty do mnie napiszesz. Ale jak temat wroci, to dalej bede sie wypowiadal zgodnie z tym co wiem i co uwazam.

  400. anumlik
    28 lutego o godz. 15:28
    szkoda, że nie mogę przeczytać w całości.

    Mogę ze swej strony potwierdzić o to, co mówił lonek, i Twoje słowa, anumliku i pombocka. Bo wszystkie te sytuacje miały miejsce na wsiach, w dawnych pgr.
    Mam kuzyna na wsi, do dziś gospodarzy na ponad 50 własnych ha i do tego dzierżawi około 20. On akurat wykupił swoje hektary od ANR i od nich też dzierżawi resztę.Ma jednak kłopot z zatrudnieniem pracowników w porze prac polowych- większośc się do tej pracy nie nadaje (alkohol), nie chce pracować.
    W tamtych czasach właśnie tak było: zebranie, propozycja zawiązania spółki pracowniczej, brak decyzji ze strony pracowników, upadek.
    Albo drugie wyjście: zawiązanie spółki pracowniczej, postawienie dawnego dyrektora na czele załogi wraz z obsługą administracyjną- zapowiedź dyrektora, że nie będzie żadnych deputatów mlecznych, węgla, wprowadza się niewielkie opłaty za mieszkanie i ogrzewanie (PGR miały nawet swoje bloki mieszkalne) i wyrzuca dyscyplinarne wszystkich złapanych na kradzieży pasz, mleka i innych tzw. środków produkcji oraz alkohol w pracy.
    Załoga zgodnie powiedziała tak; po roku z tej pierwszej załogi zostało ok. 40 %, pozostali za kradzieże, pijaństwo w pracy, udowodnione zaniedbania została zwolniona.
    Po dwóch latach załoga się odbudowała, do załogi dołączyły ich rodziny i teraz wiodą w miarę przyzwoite życie w swojej wsi.
    Można i tak.
    Myslę, że we wpisach wszystkich jest prawda; każdy z Was patrzy na tę reformę przez pryzmat włąsnych doświadczeń, a sytuacje były różne: w jednej wsi sie udało, w pięciu nic nie wyszło.

  401. @pombocek
    Przeczytałeś rozmowę z Tańskim? Ani on nie twierdził, ani ja tego nie sugerowałem, że naród w PGR-ach był do dupy. Był ofiarą – ale nie tylko transformacji, a tego co było przed transformacją. Odebrania rolnikom (już po wojnie) przyznaną im w wyniku nacjonalizacji ziemię i jej zamianę na Państwowe Gospodarstwa Rolne oraz – w wyniku kolektywizacji w roku 1959 (to już po Stalinie było, a za późnego Gomułki!) – na SKR-y przymusowo zrzeszone w Centralny Związek Kółek Rolniczych. Oni, ci kilkakrotnie nacjonalizowani chłopi, wykorzystywani przez państwo robotniczo-chłopskie (hy,hy) jak bydło do produkcji „państwowej” żywności, mieli w dupie kolejne „przekształcenia własnościowe”. Ona się, pombocku, odbywała co kilka lat, ta zabawa w nadawanie, odbieranie i ponowne nadawanie. Jak mówi stare przysłowie – kto daje i odbiera, ten się… Fakt. Ciasteczkami z kremem się nie nażrą, ci biedni, co to zawsze im wiatr w oczy.

    Tym bon motem a’la Maria Antonina o ciasteczkach toś se Jureczku pojechał, jak welocypedem po jamnejskich ćcinach 😉

  402. konstancja
    28 lutego o godz. 16:53

    Ten „rok”, o ktorym piszesz, to wlasnie jest to co ja pisze z takim uporem. EDUKACJA

    Wyedukowali sie. Zycie ich wyedukowalo. Ideologia nie edukuje. A wlasciwie to edukuje do bezradnosci i jak widzimy to jest wlasnie ten „ideal”, ktory wprowadza panstwo PiS. Bedzie „edukacja” spoleczenstwa przez zastraszenie.

  403. anumlik
    28 lutego o godz. 16:58

    Se pojechal, bo mu basuje taki jeden podlizuch, co go „wazelina” utwierdza w mylnym bledzie. Problem z PGRami, z cala posocjalistyczna „ekonomia” byl i jak terazniejszosc pokazuje, jest nadal, zlozony. Z jednej strony skladal sie z ulubiencow wladzy, bez stosownych kwalifikacji, z drugiej z samych uwarunkowan systemu, a z trzeciej z tkwienia ludu miejscowego w mentalnych okowach wyksztalconych przez kilka wiekow systemu panszczyznianego.

    Ja wskazuje na edukacje, jako jedyna sensowna droge wyjscia.

  404. @lonek
    Ten podlizuch kiedyś opisał taką ofiarę transformacji, która w kufajce rozciągnieta na drodze, słodko sobie drzemała. Wtedy miało to być świadectwo polactwa, co to w swej dzikości odstaje od standardów europejskich. Wtedy podlizywał sie komuś innemu, a teraz łka nad losem kufajkowej ofiary, robiąc takie smutne buu, żeby pombocek nie czuł sie samotny

  405. @anumlik
    28 lutego o godz. 16:58

    Gdzie i jakim indywidualnym chłopom odebrano ziemię i wcielono siłą do PGR?
    Na terenach, które znam (Ziemie Zachodnie) PGR powstały w miejsce poniemieckich majątków junkierskich. Obok funkcjonowali chłopi przesiedleni z kresów, którzy radzili sobie dobrze i bardzo dobrze, zwłaszcza po zniesieniu obowiązkowych dostaw. Były próby kolektywizacji i tworzenia spółdzielni, ale opór był tak silny, że tylko miejscami się udawało, kresowiacy za nic nie chcieli do „kołchozu”.
    Były kółka rolnicze, potem powstały tzw. MBM-y czyli międzykółkowe bazy maszynowe, gdzie można było wynająć kombajn, opryski i inne usługi.
    Do PGR-ów trafiły głównie osoby bezrolne i bezradne, zbieranina z Polski centralnej, kieleckiego, Podkarpacia… Przed wojną wolni najmici, wiejska biedota, analfabeci. Dostali mieszkania z łazienkami, pracę, przydziały mleka, kolonie dla dzieci, przedszkole, a nawet wczasy nad morzem. To i owo dawało się ukraść.
    Personel wyższy, dyrekcja się zmieniała, ale załogi trwały. Co ambitniejsze i zdolniejsze dzieci kształciły się i wyjeżdżały, ale reszta miała byt bezpieczny i zapewniony.
    Kiedy przyszła transformacja, to było dla nich jak otwarcie domu opieki specjalnej troski i powiedzenie:
    – A teraz radźcie sobie sami 😎
    Tego się nie robi zwierzętom w ZOO i tego nie wolno było zrobić ludziom w PGR-ach.

  406. anumlik
    28 lutego o godz. 16:58
    chyba ta organizacja pn Związek Kółek i Organizacji Rolniczych nadal istnieje- jej prezesem jest Władysław Serafin.Jeszcze niedawno, dwa lata temu spierał sie w tivi z Pawlakiem i Sawickim; Sawicki zrezygnował z bycia prezesem PSL po oskarżeniu go o jakiś szwindel (szczegółów nie pamiętam); sprawa sie wyjasniła, oczyściła Sawickiego z zarzutów, ale oliwy do ognia dodawał sam Serafin.
    Tak to pamiętam…

  407. anumlik
    28 lutego o godz. 16:58

    Anumliku, staram się mówić tak precyzyjnie, że mówię tylko to, co mówię. Głównie mnie poniosło wymądrzanie się lonka na temat sformułowań „ofiary trnasformacji” i „upokorzeni przez transformację”. To znaczy, że nie interesuje mnie w tym momencie, ile było przyczyn dobicia przez transformację pegeerowców, lecz wyłącznie to, że są ofiarami. A jeszcze Ty wyjeżdżasz z jakimiś przyczynami. Byli ofiarami i kropka. O innych przyczynach można pogadać, jak wrócę z kolegą z rejsu kajakiem uod kanału Jamneńskiego do Rowów, Bo już nie mogę wytrzymać, tak mnie to ciśnie. Czekam tylko na sprzyjające wiatry, żebym tam i z powrotem jechał za darmo, a nie na wiosłach.

    To, co powiedział Tobermorek, to cała prawda i tylko prawda. Ja żem na Mazurach był od roku 1946, a w Słupsku – od 1949. Parę miesięcy u ciotki koło Słupska. Potwierdzam to, co mówi Tobermorek: okropnie się zabugowcy nogami i rękami zapierali przed spółdzielniami, no i w znanym mi rejonie w okolicy Łupawy spółdzielni tych nie założono. W ogóle okropnie mało ich na Ziemiach Zachodnich widziałem, prawie wcale. W wielu wioskach i PGR-ów nie szło założyć, bo nie było ludzi.

  408. lonefather
    28 lutego o godz. 17:01
    nie wiem, czy załoga się wyedukowała; podjęli taką decyzję, bo mieli zaufanie do swojego dyrektora, a innego wyjścia nie mieli. To Wielkopolska wprawdzie, ale juz jej obrzeża (Pałuki), wszędzie daleko, brak komunikacji PKP, PKS- trudno znaleźć pracę w pobliżu.

    W Poznaniu PGR Naramowice dlugo sie trzymał rynku, za czasów PRL posiadał sklepy warzywne i mleczarskie; na ich ziemi na północy Poznania powstaja teraz bloki mieszkalne. Ale w sklepach nadal można kupić ich masło, mleko i sery. Skupili sie tylko na produkcji mleczarskiej i jakoś przędą.

    W tej dyskusji o PGR zapomnieliśmy też o uwolnieniu cen(urynkowieniu) 0 tym, że produkcja żywności była zawsze dotowana przez państwo, a gdy zabrakło dotacji, całe branże stanęły w obliczu likwidacji.
    sami jako konsumenci też sie troche do tego przyczyniliśmy: chcieliśmy zachodnich samochodów, telewizorów, tkanin i ubrań;nasz cały przemysł był państwowy, brakowało pieniędzy na jego unowocześnienie, nowe technologie pozwalające na odbicie od dna.
    Bo na dnie byliśmy.
    Całe lata 80. i początek 90. to był koszmar dla wielu.
    Z tych złogów socjalizmu zostało nam tylko górnictwo-niereformowalne do dziś.
    Wiele firm sie odbudowało, kontynuują swoja produkcję; z dawnych pańsstwowych molochów powstały małe firmy, często spółki pracownicze czy firmy rodzinne.
    Najgorzej było tym, którzy w swojej okolicy mieli tylko jeden zakład produkcyjny, ponad połowa miasta tam pracowała i gdy upadły-wszyscy mieli problem.
    Mieszkańcy wsi zawsze mieli gorzej- nie pojechali za pracą, bo PKP i PKS likwidowały połączenia , w mieście też było wielu bezrobotnych- to właśnie lata 90-97, gdy bezrobocie było dwucyfrowe.

  409. @LONEFATHER
    Pisałem o książce p.Dunn.Gerber, gdy przejął A minę zaczął od szkolenia, w tym również od szkolenia menedżerów i marketingowców w asertywności, prowadzono psychodramy mające doprowadzić do zmian w osobowości uczestników. Może przydałyby się takie psychodramy dla pracowników PGR ów. Tylko, czy było w Polsce wtedy tylu psychologów i trenerów i „coachów ” co teraz.

  410. Nie będę się do każdego postu odnosił z osobna. PGR-y oraz SKR-y to temat złożony, w części (polskiej po wojnie) dawnej Kongresówki tworzone były z ziem chłopów małorolnych, niedawno uwłaszczonych na znacjonalizowanych areałach i często na siłę, to znaczy – metodą „łagodnej perswazji”. Na terenie Małopolski i Wielkopolski – podobnie. Na tzw. Ziemiach Odzyskanych tworzono albo od razu Państwowe Gospodarstwa Rolne, albo zostawiano ziemię indywidualnym rolnikom, którzy na poniemieckim się uwłaszczyli. To mozaika była. O różnych formach własności przed jej skołchozowaniem. Najlepiej wiodło się PGR-om w opolskiem. Te duże kombinaty rolne liczące sobie po kilka tysięcy ha znam z autopsji i niemal od środka. Mój bliski (już nieżyjący) krewny był zastępcą do spraw produkcji dyrektora Marszałka, szefa kombinatu w Kietrzu – jednego z najlepiej funkcjonujących w Polsce PGR-ów. Do dziś zresztą funkcjonującego. Kto chce, niech se wygugluje, co to za zwierzę ten Kietrz.

    Litować się nad biednymi tzw. wykluczonymi z byłych PGR-ów nie mam ochoty, podobnie jak nad gospodarującymi na kilkuhektarowych areałach, którzy z dotacji unijnych żyją, a czasem (jak trzeźwi) coś sobie na własne potrzeby wyhodują. Tak samo, jak nie lituję się nad tymi, którzy stracili zakłady pracy produkujące w czasie istnienia RWPG na potrzeby tegoż RWPG (głównie Związku Radzieckiego). Tracąc dojście do surowców oraz rynki zbytu nie wytrzymały konkurencji z tymi z Zachodu. I znów – jedni „zbiorowo” zwolnieni pracownicy otrzymane (duże, albo bardzo duże) odprawy zainwestowali „w swoje”, inni zainwestowali w wypasione bryki, a jeszcze inni przepili. Oni też za wykluczonych biegają. I tak się to kręciło w pierwszym okresie „transformacji”. Tu i ówdzie kręci się do dziś. Celowo do tego kociołka z wykluczonymi po transformacji nie wtykam kościoła ani PiS-u, bo potrawa zaczęła by się z kotła wylewać. Krk, w okresie gdy to wszystko się przekształcało, nie pomógł, ba – najszybciej jak to możliwe sam się pouwłaszczał – często na nieswoim. PiS też na uwłaszczeniach na nie swoim skorzystał – jako Porozumienie Centrum. Czerpie z tego korzyści do dziś.

  411. @anumlik
    Swietne wszechstronne przedstawienie transformacji. No może zabrakło trochę sentymentalizmu. Po prostu jesteś zimnym draniem

  412. konstancja
    28 lutego o godz. 18:13

    Ja, choc nie znam twgo konkretnego, przytoczonego przez Ciebie przykladu, to odczytuje, to ze poszli „za swoim dyrektorem”, wlasnie jako objaw wyedukowania sie…

    Sama wiesz jak bylo przed transformacja, dyrektor pelnil role PANA i robol uwazal go za swojego naturalnego „wroga”, ktoremu sie klanial, od ktorego zalezal, na ktoregoza plecami psioczyl. A tu masz! Tylu ten dran pozwalnial, odebral deputaty, tylu pozwalnial … i co? I co takiego sie stalo, ze go nie wywiezli na taczkach? W/g mnie wyedukowali sie. Widzieli co sie dzieje dookola. Ciezko bylo, ale bylo i sie zylo. Nie wiem na pewno, czy ktokolwiek przeprowadzil analize doglebna, czy wystarczylo, ze mieli prace, zarobek, ze gospodarstwo nie upadlo, a oni nie poszli na bruk, dzieki tym zmianom, ktore zaakceptowali i ktore wlasnie daly im to, co daje posiadanie pracy.

    To tez jest wlasnie edukacja.

    Tak, Konstancjo, wiem jak bylo ciezko i jak sie zwijalem, zeby na rodzine zarobic. Oczywiscie mi bylo latwiej. Bylo latwiej dzieki temu, ze mialem zdolnosc do elastycznego kierowania soba, dzieki edukacji i zdolnosci do nieustannego uczenia sie i zdobywania nowych kwalifikacji. Mi w pojedynke bylo latwiej, ale jednoczesnie mam w pamieci to opisywane zebranie zalogi i to co wyczytalem z twarzy, z oczu, ze zmarszczonych w myslowysilku czolach i tego co nie zostalo wypowiedziane, ale kamieniem wisialo w powietrzu.

    Popatrz sama. Mieli wybor i wybrali nie wybieranie. Co w/g mnie jest reakcja „panszczyznianego”, ktory juz sie odzwyczail do decydowania za siebie i woli pozostawic innym decydowanie o swoim losie, w zamian za zapewnienie bezpieczenstwa.

  413. @Lewy
    Sentymentalny nie jestem, fakt. A z tym zimnym draniem ciut przesadziłeś. Tylko ciut. Jeśli przez 20 lat zarządzania dużymi grupami ludzi oraz majątkiem społecznym – nie twoim – podejmujesz decyzje, często niepopularne, albo godzące w jakąś grupę, to nie ma to tamto. Trza być zimnym. Co nie znaczy, że nie było i nie ma we mnie empatii.

  414. @Stachu39

    *Nie „krzycz” imienia mego, bo nie trzeba. Malymi literkami tez odczytam.

    **Wiem, ze piszesz o edukacji, wspominajac ta ksiazke. Nie wiem, czy to by cokolwiek dalo. Ja znam/lem pobieznie kilkanascie PGR i jeden w detalach. Mozliwe, ze takie szkolenie przydaloby sie, gdyby zaloga zdecydowala sie kontynuowac dzialalnosc juz nie jako PGR, ale jako Spolka Pracownicza.

    ***W opisanym przykladzie zebrania zalogi, uczestniczylem z ramienia wlasciciela, czyli Ministerstwa Rolnictwa. Przed trafieniem do MR pracowalem niemal dwa lata w doradztwie rolnym, gdzie sie podszkolilem w rozmawianiu z rolnikami indywidualnymi. Nie bylem zielonym szczawiem, ale pomimo tego nic do tych ludzi nie docieralo, nic nie bylo sie w stanie przebic. Oni nie wierzyli, ze nikt nie przejmie zlikwidowanego PGR, a jak przejmie, to wraz z „inwentarzem”, czyli z nimi…, co na miejscu sa…

    ****Moznaby ironicznie powiedziec, ze w pewnym stopniu mieli racje. PGR zostal przekazany w ramach rekompensat Kurii Warminsko-Mazurskiej. Kosciol nei podjal dzialalnsci, tylko natychmiast calosc wydzierzawil. Dzierzawca jednego, czy drugiego probowal zatrudniac, ale jeszcze szybciej zwalnial, niz zatrudnial. Gdy w 2004 roku wstapilismy do UE, Kuria zmienila dzierzawce. Nowym dzierzawca okazala sie F-ma agrarna dzialajaca na ziemiach dzierzawionych od kosciola katolickiego, od Opolszczyzny po Mazury. Dzierzawia ziemie w zamian za rezygnacje z doplat unijnych. Doplaty bierze wlasciciel, czyli kosciol katolicki, ktory niczego nie uprawia, nikogo nie zatrudnia i nie ma najmniejszej litosci dla „ofiar transformacji”. F-ma zatrudnia ze 30 mechanikow do obslugi sprzetu rolniczego. Maja oni przerwe urlopowa od listopada, do marca. W marcu zaczynaja na Opolszczyznie i na Opolszczyznie w Listopadzie koncza prace. Pomiedzy dzierzawionymi ziemiami sa przewozeni ciezkimi zestawami samochodowymi. Calkowicie zmechanizowana, przemyslowa produkcja rolna. Oni tez sie „ofiarami transformacji” nie przejmuja.

  415. Kto jest ciekaw PISowskiej mentalności, wiernopoddańczego wd..włastwa, do którego każdy PiSowiec jest w stanie się wdrożyć, niech przeczyta list otwarty ministra Jana Szyszko do wszystkich. Jak zastrzega minister, list prywatny, nie wyrażający zdania Szyszki jako posła lub ministra, a całkiem prywatną opinię Jana Szyszko – prawdziwego Polaka o Ojcu Rydzyku – wielkim patriocie, uczonym i przywódcy duchowym narodu.
    Ten nie za łatwo myślący osobnik na wysokim stanowisku państwowym nie zdaje sobie sprawy z tego, ze sięgając po takie środki pogrąża o następną kreseczkę siebie wraz z PiSem.

    Żenujące. Czy Ci ludzie posiadają, jak to przed wojną się mówiło, jakąkolwiek zdolność honorową?
    A Rydzykowi jak by ktoś kolejny milion dorzucać zaczął do zasobów. Prestiż Ojdyra prędzej czy później będzie wymieniony na twarda walutę.
    Pzdr, TJ

  416. @anumliku
    Małe nieporozumienie. Ech ja nie tylko przesadziłem, ale nawet żartowałem. Twoja analiza bardzo mi się podobała. Ja lubie ludzi, lubie pomagac innym, ale nie rozczulam się, zresztą nad sobą też sie nie rozczulam.

  417. Ciekawa dyskusja ale dziurawa.
    Bo:
    – zapominacie o sankcjach jakie były nałożone na Polskę i ich wpływie na gospodarkę
    – pisząc o edukacji Lonek zapomina, że Jaś nawet jak założy własną firmę, to nie da rady jej prowadzić bez pomocy taty. A w PGRach taty już nie było, był ojczym, niechętny i obcy.

    Coś mi tam jeszcze przyszło do głowy przy czytaniu, ale zapomniałam, skleroza ni chybi. Mało ważne pewnie było.
    Ale PiS zaczął się wtedy, te 27 lat temu.
    I nie ma co się wybielać, było jak było, na stan tamtejszej wiedzy o świecie i ekonomii pewnie jak najlepiej, ale tej edukacji lonkowej zabrakło przede wszystkim rządzącym.

  418. Często spotykam sie ze zdziwieniem, że PIS otwiera nowe fronty konfrontacji, co może niektórych początkowo sprzyjających odstraszyć.Nic takiego, przynajmniej w mierzalnej formie nie występuje. PIS jest partią idąca na całość , czyli totalną. Opozycja też jest totalna, czyli jak coś od PISu to jest złe.. Mam wątpliwości co do dwóch budzących emocje spraw.
    1 Przekop Mierzei.Czy rzeczywiście zaszkodzi to środowisku? Pamiętam zalew z dawnych lat- zarośnięty trzcinami płytki akwen, w którym nie miało się ochoty na kąpiel. Nie dziwię się Elblążanom, że nie chcą być uzależnieni od kaprysów Władimira Władimirowicza lub jego następców. Zamknięcie cieśniny pilawskiej już miało miejsce.Być może nadzieje na to ,że Elbląg stanie się wielkim portem przeładunkowym są przesadzone, ale przekop na pewno ułatwi rozwój portu i mariny, bez strachu,że zostanie odcięty od morza.Dbajmy również o mniejsze społeczności!
    2. Wycinka. Uprzednie prawo było absurdalne. Można było posadzić świerczek i pilnie strzec ,żeby nie przekroczył 10 roku życia, bo potem ,czy zacienia mi mieszkanie, czy grozi katastrofą w razie burzy decydował urzędnik, a kary były drakońskie. Znam przypadki zaniedbanej, odziedziczonej i ogrodzonej działki w centrum miasta, w której nic nie można było zbudować, ponieważ w międzyczasie wyrósł tam las.
    Może jednak nie krytykować totalnie , bo to PIS.

    PIS i tak robi bokami.

  419. Stachu39
    28 lutego o godz. 22:37

    @Stachu,
    Niby masz racje i bez specjalnego klopotu moglbym swoje myslenie zaadaptowac i dostosowac do Twoich postulatow dwuch…

    Ale NIE!!!!

    Nie wolno!

    Nie wolno ze wzgledu na „caloksztalt”, czyli z uwagi na cala reszte tego co Jaroslaw Dobry Pan Kaczynski, nam wszystkim funduje…

    Bo widzisz, lub nie widzisz @Stachu39, uznanie chocby najmniejszego kawaleczka PiSowskiej „racji” zostanie natychmiast uzyte przeciwko nam…

    I dlatego, chocby sie chcialo, to zwyczajnie, z powodow politycznych, NIE WOLNO !!!

  420. karo131,
    Nie znam. Natomiast znam spisiałego ateistę. Żeby było śmieszniej, jest to prawdziwy narodowiec areligijny, ktory w rządach PiS upatruję szansę na powstrzymanie zalewu obcych karakali.

  421. Stachu39
    28 lutego o godz. 22:37

    A jesliby spojzec na to, ze „PiS robi bokami… „, to co najwyzej „robi bokami z powodu przezarcia sie i niezdolnosci strawienia tego co juz zdazyl zezrec…

  422. Stachu39,
    Ad 1) Moim zdaniem koszt utrzymania tego przekopu będzie niewspółmierny do jakichkolwiek zysków ekonomicznych. Tym bardziej, że on będzie oddziaływał na całą mierzeję. Dlatego uważam przekop za głupi pomysł (kierują mną nie względy ekologiczne, a gospodarcze).
    Ad 2) Moim zdaniem poprzednie prawo było głupie, ale można je było zmienić mądrzej. Na przykład tak, bym na mojej działce mógł wykarczować każdą samosiejkę nawet po 100 latach od wysiania, a na sąsiada – już niekoniecznie 🙂

    Robienie afery z wycinki wydaje mi się przesadzone, bo te cięcia które robi się teraz, to odreagowanie drakońskich zakazów z przeszłości. Nawet kilkadziesiąt tysięcy drzew to kropla w morzu, za to jest szansa, że ludzie, nie bojąc się kar, zaczną powoli zadrzewiać swoje działki czymś więcej niż iglakami czy drzewkami owocowymi.

    Sam na wieści o pomysłach powrotu do poprzedniego stanu prawnego zastanawiam się, czy mojego kawałka ugoru nie wykarczować tak na wszelki wypadek.

  423. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 22:00

    No to masz klopot, bo ja znam namacalne przyklady sukcesu. Wez sobie i rozwaz chocby taka PESE z Bydgoszczy. O wielu innych mniej znanych, nie bede wspominal, bo nie chocdzi o zarzucenie Ciebie faktami, tylko o zasade. I jedna PESA wystarczy, zeby potwierdzic, ze oddanie, przekazanie, tanie sprzedanie, we wlasciwe rece, znaczy sie wlasciwym, wyedukowanym glowom… znow edukacja Psze Pani… doprowadzilo nie tylko do przetrwania transformacji, ale do ewidentnego i bezdyskusyjnego sukcesu. Sukcesu pomimo sankcji, pomimo uwarunkowan identycznych, sukcesu pomimo glupocie i krotkowzrocznosci rzadzacych.

  424. Stachu39
    28 lutego o godz. 22:37
    „2. Wycinka. Uprzednie prawo było absurdalne. ”

    Ja nie uważam, że było absurdalne. Ale to jest rzecz do debaty, której nie było. Nie zapytano expertów, opinii publicznej. Nikogo kto mógł przewidzieć następstwa. Wg wyborczej: „W Warszawie wykarczowano w tym roku już ok. 20 tysięcy drzew. – Tyle ile w całym 2016 r. – mówią stołeczni urzędnicy. Drwale: – Ludzie popadli w szał. Chcą wyrżnąć wszystko”. Wg tvn: „Maszyna, która właśnie rozpoczęła pracę na budowie Pomorskiej Kolei Metropolitalnej, może wycinać kilkanaście drzew na minutę. Błyskawicznie je ścina, odrywa gałęzie i tnie na mniejsze kawałki. W ten sposób ma usunąć 20 tysięcy drzew”.
    Ja osobiście wolę niedogodność ubiegania się o pozwolenie, niż wycięcie tylu drzew. Zwłaszcza teraz, kiedy Polska walczy ze smogiem, i ma kłopoty ze standardami emisji dwutlenku węgla (które unia zresztą planuje zaostrzyć).

  425. Stachu39
    28 lutego o godz. 22:37
    Ludzie chcą byc szczęśliwi i nikt im tego nie zagwarantuje. Podobnie PIS decydując sie na przekop mierzei też niczego nie zapewni, bo moim zdaniem to mrzonki.

    Wpływ tego przekopu na środowisko będzie znaczny i myślę, ze skonczy się tak, że przekop będzie rozgrzebany, środowisko zniszczone (w samym Elblągu jest Jezioro Drużno, siedlisko ptaków wodnych i innych, objęty programem Natura 2000), i elblążanie zostana z niczym; turyści będą uciekać z miasta, a jest to jeden z elementów kanału Ostróda – Elbląg, i miasto straci dochody z turystyki, a mieszkańcy miejsca pracy.
    Napisałam, że to mrzonka PISu- bo plany mają wielkie(plan Morawieckiego) a pieniędzy znikąd. Unia nie dołoży żadnych środków na ten pomysł włąśnie z powodu zniszczenia środowiska, w Polsce nie ma tylu idiotów chętnych do wyłożenia pieniędzy na ten poroniony pomysł.
    Zachowajmy ten zakatekj w takim stanie, jak jest, zadbajmy o promocję i reklamę kanału Ostródzko- Elbląskiego; jestem przekonana, że z turystyki będzie większy profit, niż z mariny. I przekopu. To jest moja opinia, nie musisz się z nią zgadzać.

    Nawiasem mówiąc- każdemu, kto tam jeszcze nie był polecam przejazd kanałem zaczynając od Ostródy w sierpniu najlepiej. Wpłynięcie na jezioro Drużno jest niesamowitym przeżyciem dla miłośników przyrody, ptactwa i całego kanału z jego śluzami, wózkami, różnicami poziomów między jeziorami.W sierpniu ptaki już uczą się latać, widok jest niesamowity, nieporównywalny.Trzeba zaopatrzyć sie w lornetkę.

  426. Płynna Rzeczywistość
    28 lutego o godz. 23:26
    statystyki mówią, że 98 % wniosków o usunięcie drzew z własnej działki było pozytywnie rozpatrywanych. Z pozostałych 2 % na jeszcze 40 % druga instacja odwoławacza dawała przyzwolenie.

    Tak to bywa z prawem pisanym na kolanie, niechlujnym, niedbałym bez uwzględniania skutków tych przepisów
    PIS nadużywa tzw.projektów poselskich, bo dla ich wprowadzenia nie trzeba żadnych sondaży, badań, wystarczy 15 podpisów posłów, które posłowie podpisują in blanco, nie ważąć wartości swojego podpisu. Potem okazuje się, że naqwet nie wiedzą, doc zego posłużył ich podpis.

  427. Lonek.
    nawet kilka jaskółek wiosny nie czyni, więc sobie możesz protekcjonizm darować. Mnie chodzi o generalne osiągnięcia a nie jednostkowe, a generalnie to jest jak jest i było jak było. Pamiętam taki drobiazg: z powodu zamknięcia mleczarni ( podobno z powodu zanieczyszczeń środowiska) chłopi czyli rolnicy zostali z krowami i mlekiem. Przylecieli z awanturą i po radę – ok, weźcie sprawy w swoje ręce, proste?
    proste. Wzięli. Zorganizowali sprzedaż mleka „prosto od krowy” dowożonego na osiedla, założyli spółdzielnię i robili masło i sery metodami tradycyjnymi i sprzedawali „na rynku” i w kilku sklepach. Ogromne powodzenie i zadowolenie klientów. I co? I cyco! Sanepid i urzędnicy bardzo skutecznie inicjatywę ukręcili nieustającymi kontrolami i stosowaniem przepisów z czasów no, wiesz – nielubianych.
    Ale przepisy były i przepisów nikt nie zmienił!
    I tu jest pogrzebany ten szkielet z szafy.

  428. Ja jeszcze wyjaśnię swoje idiotycznie infantylne stanowisko z tamtych czasów – mnie się bowiem myślało, że najpierw siądą sobie mądrzy – prawnicy, ekonomiści, socjolodzy, ekolodzy i masa innych i przelecą te tysiące praw regulujących życie państwa i obywateli i wypieprzą głupoty, uproszczą regulacje, ułatwią życie ludziom i przedsiębiorcom itd. i ZANIM zaczną drastyczne pociągnięcia w gospodarce to zadbają o ludzi, bo to najwartościowszy materiał każdego kraju.
    No, wiem, głupia byłam…

  429. @Jurek

    Boli mnie mysl, zarowno o sporze z Toba, jak i tego sporu przyczynach.

    Choc lamie wlasna deklaracje, to lamie ja z uwagi na Ciebie i na relacje z Toba.

    Z zalinkowanego przez @anumlika wywiadu z bylym Ministrem Rolnictwa, Panem Adamem Tanskim, „wyrywam dla Ciebie” i specjalnie dedykuje:

    Pan uważa, że najważniejsze jest wykształcenie?

    – Tylko tak można przerwać ten zaklęty krąg. Wykształcenie daje szansę. Nie trzeba być socjologiem, by stwierdzić że jedni ludzie są aktywni, a inni bierni.

    Calosc wywiadu, zebys nie musial przewijac:

    http://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,16230362,Tanski__Nie_zamordowalem_pegeerow.html

    Mozna i byc moze wrecz trzeba sie uzalic i cos zrobic, zeby syndrom „ofiar” czegos tam sie nie powtarzal. I z uporem powtorze, ze tym czyms co uwazam za podstawe, jest EDUKACJA. Nie wyksztalcenie, bo wyksztalcenie, jak pokazuja przyklady nadaremnego wyksztalcenia Dudy, czy Szydlo, czy innych szyszkow, nie jest gwarancja wystarczajaca. Edukacja, sama w sobie zapewne tez nie za bardzo. Ale edukacja daje wieksze nadzieje na przerwanie tego „zakletego kregu” niemoznosci, wieksze niz samo tylko wyksztalcenie. I sobie po cichu mysle, ze Adam Tanski, choc powiedzial „wyksztalcenie”, to mial na mysli wyedukowanie.

  430. Ewa-Joanna
    28 lutego o godz. 23:59

    pif/paf…
    „dycha”
    lezem i kwiczem …. zastrzelony

    Ale sie zapytam, nim ducha wyzione, czy my o tym samym, czy czyms innym? Tak sie pytam, nim sie „odwine”…

    *To byli „indywidualni”, co wskutek swojej indywidualnosci byli, sa i beda przyzwyczajeni do brania inicjatywy w swoje rece

    **”urzedasy”… [autocenzura]

    ***Przywolany przyklad mleczarni i inicjatywy localsow, potwierdza to co wypisuje, a nie zaprzecza.

  431. Kaczyński na początku oburzył się wycinką drzew, a potem czym prędzej się z tego wycofał, mówiąc, że ten zły lobbing ma na celu zmianę ustawy na taką jaką była. Czyli Szyszki nie dał rady ruszyć. Tak samo jak nie dał rady ruszyć Misiewicza. Czyżby więc nie tylko Duda i Szydło bylo figurantami, ale figurantem okazał się też Kaczyński? Może to jego powinniśmy na demonstracjach nazywać marionetką.

  432. Lonek,
    ja nie mam czasu się z tobą kłócić. Zafiksowałeś się na jednym i furt nie potrafisz wyjść z tego zaklętego kręgu własnej koncepcji.
    Edukacja i edukacja.
    I co dała ta edukacja Polakom wyedukowanym? Zmywak w Londynie? No weź i przestań. Mówimy o wczesnych latach 90, wtedy obowiązywało jeszcze wykształcenie socjalistyczne, bez religii i dzieci nawet biednych rodziców miały dużo więcej możliwości startu życiowego. Zjazd w dół rozpoczął się potem. Ale i Herkules dupa kiedy przeszkód kupa – do dziś dnia prowadzenie przedsiębiorstwa w Polsce jest wyższą szkoła jazdy nie tylko na drzwiach ale i na fiskusie. I o to mi chodzi – o łatwość i przejrzystość przepisów a nie o edukację, bo taki Rysio Branson szkoły nie skończył a miliarderem został…
    I ciekawi mnie jak rozumiesz tę edukację w pegeerach.
    Bo z trzeciej strony, może komuś zależało na tym, żeby było właśnie tak? Bardak i kolesiostwo? Mętna woda.
    Bo za kij nie mogę zrozumieć dlaczego padły zakłady oparte na lokalnych surowcach i mające zbyt na swoje produkty.

  433. Izabella,
    to jest „złapał kozak Tatarzyna”. 🙂 Oni wszyscy chyba mają wzajemne haki. Stara szkoła PC.
    ” Od 1991 był działaczem Porozumienia Centrum, a od 1996 wiceprezesem zarządu głównego tej partii.”

  434. Ewa-Joanna
    1 marca o godz. 1:31

    Chetnie odpowiem.

    Dosc dawno temu poczytalem sobie ksiazke napisana przez Stefana Bratkowskiego „Najdluzsza wojna nowoczesnej Europy”. Choc to byla wojna, nie padl na niej ani jeden strzal. Za to niewielka garstka rozumnych wielkopolan rozpoczela edukacje wsi wilekopolskiej. Edukacje, powtorze z uporem. Edukacja tymsie rozni od wyksztalcenia, ze uczy rozumienia. W efekcie teoretycznie skazana na przegrana, ludnosc polska, nie tylko nie dala sie calej wszechpoteznej machinie panstwa Pruskiego, obronila swoje posiadanie ziemi, ale rozpoczela ekspansje ekonomiczna na tereny Niemiec.

    Wszedzie gdzie obserwujemy „wygrywanie” wbrew okolicznosciom, tam u zrodel wygrywania znajdujemy ludzi niekoniecznie legitymujacych sie super wyksztalceniem, za to zawsze tak czy inaczej wyedukowanych, to znaczy rozumiejacych i umiejacych.

    Doslownie kilkunastu ludzi doprowadzilo, to znaczy ekonomicznie wyedukowalo wystarczajaca ilosc mielkopolskiego chlopstwa, zeby wystarczylo to do unicestwienia palnu germanizacji Wielkopolski. Zaczeli skromnie, od zalozenia sieci bankow samopomocowych. Ale to dalo podstawe do ekonomicznej edukacji. Raz uruchomiony proces doprowadzil nie tylko do sukcesu tych bankow, ale wymusil na pozyczkobiorcach edukacje rolnicza. W calosci przelozylo sie to na trwajaca do dzis, przewage ekonomiczna Wielkopolski nad innymi ziemiami polskimi, pomimo uplywu niemal stu lat od zakonczenia tamtego procesu edukacyjnego.

    To o czym pisal Bratkowski, to nie byly szkoly, gimnazja, uniwersytety, to bylo edukowanie, czyli dawanie wiedzy wraz z rozumieniem i umiejetnoscia praktycznego stosowania. Slowem EDUKACJA.

    Wlasnie na jej brak wczoraj caly dzien wskazywalem, jako na zrodlo niepowodzen. A jej obecnosc, jako na zrodlo sukcesow. Poswiecilem dzien, z niezbyt imponujacymi rezultatami jak widac, skoro Ty sie mnie pytasz na koniec o powod mojej upartosci. A moze nie jest tak zle, moze ktos, cos z tego co wczoraj pisalem zrozumial?

  435. izabella
    1 marca o godz. 0:44

    Za Macierewiczem i za Szyszka stoi murem ojdyr Rydzyk, ktoremu sie wieszaja jeden przez drugiego wymienieni wyzej. Ot i cala tajemnica wiary, tfutfutfu, zmieny postawy Kaczynskiego. Zanim ojdyr nie skonczy wycinac tego co chce wyciac, to ustawki o wycince sie nie zmieni… Skonczy ojdyr wycinac to pozwoli zmienic ustawe. Znaczy sie skonczy sie lobbing i Kaczynski bedzie se mogl zmienic co chce zmienic.

  436. Gratuluje Polityce ktora czytuje z przerwami od lat szescdziesieciu, a od 25 lat mam ja odlozona w “teczce” na wierzchu moich ulubionych pism jak Newsweek, znakomity Przeglad, Angora, Nie I oczywiscie jak kobiecie przystalo “Twoj styl” za ktorym staram sie nadazac jak moge, nie zwazajac na zasluzony wiek I asphyxje (zeby zabrzmialo elegancko).
    Odkad pojawila sie Superstacja a w niej moja ulubiona sp. redaktor Jadwiga Paradowska (obok pieknej I wspanialej Elizy Michalik) ktora ogladlam kiedy moglam. A teraz kiedy bylo mozliwe cofanie programow w czasie dzieki internetowi I innym cudom mojej ulubionej techniki, ogladalam prawie codziennie. Kilka lat temu slucham rozmowy red. Paradowskiej z poslem (wowczas Po) Zalkiem. Pod koniec rozmowy red. Paradowska powiedziala ze jestesmy z dwoch przeciwnych swiatow, I nigdy nie uda sie nam porozumiec. Od tamtej pory zapraszala gosci z ktorymi mogla jak wiemy porozmawiac w cudowny, swietnie przygotowany sposob.
    Przyszlo mi do glowy po przeczytaniu informacji ze jesli chce sie z informacja do posla najepiej wykorzystac jego sejmowy adres internetowy. Wiec byloby swietnie aby wykorzystujac wasz talenty do poslow docieral “przekaz dnia” . Do pan z Nowoczesnej czy PO pisze notki ( bez odpowiedzi niestety) kiedy szlak mnie trafia. Adres internetowy jest na stronie kazdego posla, moglabym sie zajac adresami I wysylka, jesli zadbalibyscie o tekst. Ale musielibyscie miec moj adres, mysle ze od gospodarza blogu mogloby sie udac. Do dziela !

  437. Czesto sie zastanawiam co wplynelo na zmiane moich pogladow. Kiedy w wieku lat 16 zdawalam mature
    bylam ostro wojujaco komunistka. Pomimo ze Babcia byla dzialaczka AK. Mama byla zrozpaczona bo ojciec zginal w Katyniu. Chodzilam do bibloiteki na Mokotowskiej studiowac dziela Lenina. Oczywiscie nic z nich nie pojmowalam, ale walczylam z kazdym do upadlego kto byl anty. Po zakonczeniu studiow technicznych poglady zaczely mi sie prostowac. Zapewne dzieki rozszerzaniu horyzontow przez znakomitych przedwojennych profesorow. Wplynelo tez na to pobieranie prywatnych nauk od lat pieciu. Wplynely tez lupnie personalne od owczesnej nomenklatury. O tym ze jestem ateistka zadecydowalam w wieku lat 11tu. Wydaje mi sie ze wyksztalceni mlodzi zachwycaja sie 500+ dopoki nie dostana pierwszy i potem drugi raz. Wtedy zaczna myslec.Jestem pewna ze mlodzi wyksztalcemi MUSZA zaczac myslec. Troche czasu to im zajmie.
    Oczywiscie studia nie zawsze cos znacza. Znalam wielu durniow mgr.inz. Wowczas myslalam ze wyksztalcenie w reku glupca to niebezpieczenstwo, kiedy o maly wlos nie zginelam w wypadku lotniczym, gdy mgr.inz. zadecydowal o wlozeniu podkladki miedzy nakretke i przeciwnakretke. Byc moze byl on ksztalcony w Akademii Smorgonskiej,

  438. Ewa-Joanna, lonefather
    1 marca o godz. 1:34, 2:07
    „Oni wszyscy chyba mają wzajemne haki.”,”Za Macierewiczem i za Szyszka stoi murem ojdyr Rydzyk”

    Na pewno macie w tej kwestii rację, ale mi nie chodzi o prawdziwą prawdę. Od roku nazywamy Kaczyńskiego naczelnikiem państwa, dyktatorem, i tylko mu łechtamy próżność. Wykrzywia te bezzębne wargi i trzęsie brzuchem jak rozradowany budda (or eveil twin). Więc może by tak zmienić narrację. Że władza prezesa jest czysto powierzchowna, może tam sobie krzyczeć i zmieniać fasadę państwa, ale interesów różnych ludzi (Rydzyków i innych) ruszyć nie może. Poparli go bo wiedzieli że nic nie kuma z gospodarki czy biznesu i wszystko można mu wcisnąć. Taka atrapa. A rządzi Rydzyk. Prezes jako marionetka Rydzyka.
    Nawet to głupawe „Ucho prezesa” mogło się przydać. W pierwszych odcinkach prezes ustawia Kurskiego, Dudę, Ziobrę. A w kolejnym odcinku ustawia go Maciarewicz. To już by się tak bardzo nie podobało.
    Może by się prezes zdenerwował i chciał pokazać kto tu naprawdę rządzi. Najwyższy czas, żeby sobie skoczyli do gardeł.

  439. konstancja,
    A to nie wiedziałem… Dziś sobie uświadomiłem, że wiele działek w centrach miast ma prywatnych właścicieli i że np. po zmianie właściciela każdy może sobie drzewo lub drzewa wyciąć i zbudować kamienicę.

    Jakiś kompromis jest potrzebny, by chronić drzewa tam, gdzie jest ich za mało. Ja miałem szczęście większość życia spędzić w podmiejskiej zieleni i właśnie w warunkach podmiejskich poprzednie prawo było zbyt uciążliwe.

  440. karo131
    1 marca o godz. 3:59

    Magistrów bez głowy nie brakuje. Niełatwoznaleźć magistra z głową. Z profesorami jest podobnie, bowiem samo wykształcenie nie jest synonimem mądrości, dojrzałości i wewnęrznej autonomii. Chciaż zanim się zacznie przymiarki do magistra, co jak gadam, nawet licencjata, to się trzeba wykazać dojrzałością. Maturalną.

    Mnie nieustannie interesują zjawiska związane z umysłową wylinką u ludzi, stąd z zaciekawieniem cztam takie mikropowiastki na temat,, jak Twoja. Zastanawia mnie rozbieżność w czasie Twoich wylinek ateiską postanowiłaś zostać mając lat 11, a dopiero na studiach zaczęłaś inaczej postrzegać sprawę komunizmu/socjalizmu wobec innych światopoglądow. Standard jest taki, że jeśli ktoś „przejrzał na oczy” to się przefancował na prawidłowego, a nawet wzorowego wyznawcę Jezuska.

  441. izabella
    1 marca o godz. 5:12

    Nazywanie Kaczyńskiego „naczelnikiem” – to zupełny błąd, łechcący jego chorowitość nienawiści i pychy. Ja nie używam tego niecelnego terminu, najczęścij mówię „prosty poseł z ławy”, albo właściciel Szydło Beaty i Dudy Andrzeja, oraz pozostałych pisoidów. Uważam to za trafnie oddające stan rzeczy i nienadające prstemu nadmiernego znaczenia.
    Dyktatorem, owszem, jest. I to z kolei należy mówić wprost.

  442. lonefather
    1 marca o godz. 2:01

    Bratkowsi to był cenny publicysta, a dzieje Wielkopolan wśród Niemców/Prusaków podkreślają z całą mocą znaczenie edukacji, oświecenia i wykształcenia. Jak wiesz, z całą mocą działa zarówno Kościół kat jak i państo pisoidalne, żeby zanegować te trzy filary autonomii w człowieku. Prusacy byli rozpoznani jako przeciwnik, więc i łatwiej było z nimi walczyć. Kościół kat – przeciwnik najbezwzględniejszy, uważany jest przez ciemny lud za zbawcę i łaskawcę. w tym wielki problem.

  443. @mag

    Zajrzyj, proszę, do swojej poczty.

  444. A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli nowy wpis — Jiba pyta o elitarność.
    Pozdrawiam czytelników!
    JK

  445. @Izabella.
    Czy mają na siebie haki, pewnie tak i chyba nie wahają się ich użyć w razie potrzeby .Mnie to imperium pisowskie przypomina coraz bardziej , z zachowaniem wszystkich proporcji, imperium hitlerowskie z samorządnymi książętami takimi jak Goering, Himmler, Frank i inni.Nie twierdzę,że mamy państwo totalitarne i broń Boże zbrodnicze, ale te relacje wzajemne elity rządzącej i walka o wpływy nasuwa mi takie porównanie.
    Karo131
    Byłaś wojującą zetempówą.? Jak ich nie cierpiałem.! Udało mi się przejść szkołę bez ZMP , ale to głównie zasługa mojej ciotki, która powiedziała, że po jej trupie. Były naciski,że nie dostaniesz się na studia itd. Na szczęście przyszła odwilż i Październik.
    Jeśli chodzi o informowanie posłów o tym, co się pisze na blogach, to myślę,że każdy poseł ma swego asystenta od informacji, który sortuje wiadomości.Poza tym czvta się tylko to , co odpowiada naszym poglądom.
    @ Konstancja @ Płynna Rzeczywistość
    Problem przekopu podałem jako przykład. Na ten temat są różne opinie. Mnie chodzi o to, żeby dyskutować, a nie potępiać z góry, bo pisowskie.
    Wycinka . Statystyki znam. Sam korzystałem z zezwoleń na wycinkę i nie było problemów. Sposób uchwalenia tej obecnej ustawy był skandaliczny.Ale mimo wszystko uważam, że poprzednia ustawa była zła, zbyt rygorystyczna, szczególnie w przypadku małych przydomowych ogródków.

  446. Tanaka
    1 marca o godz. 8:44

    *Bratkowski w swojej znakomitej ksiazce pominal jeden niezwykle istotny fakt. Mianowicie choc wielkrotnie zaznaczal, ze glownym animatorem byl ksiadz Marciniak, to nigdy ani jednym slowkiem, nie zajaknal sie o tym, ze niemieccy kolonisci sprowadzani na wykupywane wielkopolskie ziemie, to byli Luteranie. Dla kkat to byla wojna o zachowanie stanu posiadania duszyczek i dlatego poszedl wielkopolski kosciol na ta edukacje. W imie zachowania stanu posiadania, zaryzykowali edukacje spolecznosci wiejskiej. Ten aspekt wielkopolskiej akcji edukacyjnej przemilczal Stefan Bratkowski, co jest ewidentna wada tej znakomitej pod innymi wzgledami publikacji.

    **Jestem w wielkim klopocie @Tanako, gdy mam cos powiedziec o wspomnianych przez Ciebie „trzech filarach autonomii czlowieka”, bo to co wymieniles we wczesniejszym zdaniu, to przez wiekszosc zostanie uznane za jedno i to samo, choc ja utozsamiam edukacje z oswieceniem, ale juz wyksztalcenie sytuuje jako jedna z kilku skladowych edukacji. Odnosze wrazenie, ze miales na mysli cos tak oczywistego, ze tego nie napisales. Mysle, ze nie tylko ja, ale inni blogowicze rowniez oczekuja z „zapartym tchem” na to co Ty uwazasz za trzy filary autonomii czlowieka

    ***Zgadza sie co do joty i igreki, ze PiS reka w reke z Kosciolem Katolickim, odzieraja czlowieka ze zdolnosci ufania i wspolpracowania z innymi ludzmi. Czlowiek odarty z tej zdolnosci szuka oparcia i znajduje szeroko rozwarte ramiona kosciola, czy PiSu, „oferujacych oparcie” w zamian za calkowite ulegniecie Kosciolowi, czy PiSowi.

    Poddajesz sie, masz oparcie… Sprzeciwiasz sie, zostaniesz zniszczony w osamotnieniu… … raczka w raczke to samo wspolnie czynia !

    ****Nie tylko jest kkat przeciwnikiem najbezwzgledniejszym, jest rowniez najgrozniejszym wrogiem, bo jest rakiem toczacym i wysysajacym zdrowie z narodu, ktory tak doglebnie opanowal.

    Groza raka polega na tym, ze sie tak umiejetnie kamufluje, ze system obronny organizmu nie rozpoznaje komorek raka jako wrogich i nie zwalcza ich…

    Dlatego nazywam kkat RAKIEM toczacym nasz narod, ktory nie tylko, w swojej masie nie rozpoznaje wroga, ale staje w jego obronie i broni swojego wlasnego niszczyciela.

    *****Piszesz, ze jest kkat „ uważany przez ciemny lud za zbawcę i łaskawcę.„. Nie wiem, czy „ciemny lud” tak uwaza, bo za malo mam do czynienia z „ciemnym ludem”. Niemniej sadze, ze i z ludem prostym nie jest tak. Sadze, ze ten „ciemny lud” stosuje znacznie prostsza taktyke, przyczajenia sie i potakiwania i robienia swojego po ciychutku i nie przeciwstawiania sie. O wiele grozniejsze od postawy ciemnego ludu jest to co jest w glowach takich ludzi jak chocby red Wrobel, ktorego rekcja na „Klatwe” budzi nie tyle zdumienie, co groze.

    Ludzie tacy jak Wrobel, Gowin, Glinski i im podobni sa o niebo grozniejsi dla spoleczenstwa, bo bedac intelektualnie zniewoleni katolicko, albo kunktatorsko ulegli jak Gowin, maja jednoczesnie wielki wplyw na myslenie spoleczenstwa… I to, to istnienie znacznej liczby znakomicie wyksztalconych, o wielkich wplywach ludzi, ktorzy sa jednoczesnie mentalnie uzaleznieni katolicko stanowi najwieksze zagrozenie.

    ******Popatrz sam Tanako i inni czytelnicy, na to jakie owoce straszliwe, przynioslo to mentalne zniewolenie katolickie Tadeusza Mazowieckiego, czy kunktatorstwo polityczne Aleksandra Kwasniewskiego z SLD? Wyposazyli kkat w wielomiliardowy majatek, dali mu rzad dusz w polskich szkolach …

    Rak powiadm, RAK !

    Rak, ktory powolutku i za naszym wlasnym wsparciem, zadusza i zniewala nas coraz mocniej i skuteczniej.

  447. lonefather
    1 marca o godz. 13:02
    chyba chodzi o księdza Wawrzyniaka.

  448. konstancja
    1 marca o godz. 15:10

    Dzieki wielkie za errate. Jako Wielkopolanka masz to lepiej niz ja w pamieci. Dzieki.