Praktyczna instrukcja celnego plucia

Polska to jest państwo katolickie, czyli najlepsze na świecie i już prawie całkiem – boże. Zaludniona czystym katolikiem i jego biskupem – także czystym, co poznamy od razu po rączkach i oczkach. Pola szumią obsiane zbożem rozmaitem, wokół pachnie dziewanna, topi się Marzanna i każda Anna to przeczysta i nieaborcyjna panna. W krąg też pachnie werbena, a innych niż katolik u nas nie ma. Wierzba zaś się nad wodą wraz z fryzurą Szopena pochyla w zadumie nad parafialnym Polakiem i muzyką w duszy jego. Każdy polityk to zaraz katolik, co się poznaje po nieustających objawach, a objawów tych mamy obecnie 500 procent w polityku. Każdy biskup zaś pochyla się – taka jego posługa, za co ma zasługę w niebie – nad trzema sprawami: Prawdą, Prawdą, Prawdą, czyli nad bałwanem oraz cielcem złotym. I nad czwartą: Świątynią Opaczności imienia tego, co się w grobie przewraca. Albo i nie przewraca.

Opluwanie Polaka przez Polaka to ulubione zajęcie nadwiślańskie. Praktykowane po domach szczęśliwych, podwórkach, zakładach pracy, kościołach i zakładach przyrodoleczniczych. Widać jednak sporą amatorszczyznę w pluciu, znaczny rozrzut strzykającej śliny i nieduże skupienie w celu, co wystawia na szwank godność opluwacza i pozwala czasem opluwanemu ujść spod salwy, lub odnieść tylko nie dość cywilnie lub prokuratorsko śmiertelne rany. To błąd w sztuce plucia, w sztuce womitacji oraz w sztuce kształtowania stosunków publicznych: państwowych i katolickich.

Jak należy fachowo opluwać, dowiadujemy się z aktualnie prawidłowych mediów. Obiekt opluwania nie byle jaki: prezes, dziś eksprezes Trybunału Konstytucyjnego, Andrzej Rzepliński. Katolicka władza partyjno-państwowa ustawiła go na strzelnicy i doskonali na nim umiejętności fachowe. Czytelniku drogi – chcesz udoskonalić ojczyźnianą umiejętność? – udaj się na strzelnicę, z poręczną instrukcją plucia! Będziesz zadowolony – postrzelasz z kolegami, biskupami, i politykami. Gdy się już trochę spocisz, otrzymasz należne błogosławieństwo i posadę w spółce Skarbu Państwa.

Oto praktyczna i poręczna instrukcja plucia, czyli donos w wydaniu prawidłowego ośrodka medialnego. Nazwa ośrodka nieważna – te ośrodki jeden w drugi takie same – ważna technika plucia.

1. „Zarabiający 23 tys. zł miesięcznie prezes Rzepliński na odchodnym otrzymał prawie 140 tys. zł odprawy oraz niemal 170 tys. zł za zaległy urlop”.

Bardzo możliwe, że prezes dostał prawie i niemal. Czy dostał je niezgodnie z prawem? Tego się nie dowiemy. Pisokatolicka władza w zawłaszczonych spółkach Skarbu Państwa dostaje 8,79 złotego, czy dostaje 350 tysięcy oraz milion dwieście? Na dzień dobry, dobry wieczór i dobranoc. Czy to nie PiS jęczał przez lata, że państwowi urzędnicy i menedżerowie w spółkach dostają za wiele – więc sam swoim dał sute – za niekompetencję, ale partyjność – posady?

2. „…były prezes trybunału Andrzej Rzepliński” był przez wiele lat „gwarantem układu, który sam tworzył”. Dotyczyło to m.in. kosztownych kolacji pożegnalnych dla odchodzących sędziów TK. Organizowane w warszawskich restauracjach imprezy kosztowały kasę instytucji ponad 56 tys. zł. „Bawiono się m.in. przy kawiorze i jesiotrach”.

Bardzo możliwe, że jesiotry to były jesiotry, a nie leszcze. Leszcze nie gwarantują istnienia „układu jaki stworzył”, a jesiotry z kawiorem – tak. No i ośmiorniczki. Na tym to polega: kto zeżre jesiotra, gwarantuje układ.

Opluwacz nie podaje, ile było kolacji, ilu uczestników i w jakim czasie te pieniądze wydano, zdradza jednak niechcąco – plucie jeszcze nie skalibrowane – że była ich mnogość, a kolacje zamienia w „imprezy” (już – domyślni – kapujemy, że były tam liczne panienki, z kawiorem na gołych cyckach i że „jesiotr” to pseudonim imprezy z mającymi czym oddychać damami do sędziotowarzystwa).

Instytucja taka jak Trybunał Konstytucyjny ma to w sobie mieścić: prawo do uroczystych pożegnań i spotkań z ważnymi dla niej i dla państwa osobami. I na to musi mieć fundusz. Jak każda podobna instytucja publiczna o podstawowym dla funkcjonowania państwa znaczeniu. Sugerowanie, że tak być nie ma, to czysta obłuda i plucie, gdy samemu ma się brudne sumienie. A czy doszło do drastycznego nadużycia finansów, przy uwzględnieniu dorozumianej etycznej reguły pewnego umiaru (etyka i polska katolicka rzeczywistość to są rozbieżne stany) – to osobna i nieustalona jeszcze rzecz. Ten brak ustalenia w niczym nie powstrzymuje jednak opluwacza. Bo opluć trzeba, zanim się co potwierdzi i nie bacząc, czy się potwierdzi. Plucie zawczasu, przed prawdą jest znacznie skuteczniejsze. Każdy zawodowy opluwacz to wie.

„Puls biznesu” opublikował listę tysiąca działaczy PiS i jego znajomych, którzy dostali intratne posady w spółkach Skarbu Państwa i instytucjach publicznych. Tysiąc to oczywiście tylko wierzchołek tej góry. Na pytanie autorów listy, zadane Szydło Beacie, o ten wzorcowy układ, bezczelność nadużycia władzy i najgorsze moralnie draństwo idące ręka w rękę ze szczytową hipokryzją (PiS oskarżał PO o kolesiostwo) Szydło Beata odpowiada z ironiczną pogardą i pychą ulatującą nadmiarem ciśnienia przez broszkę: spodziewałam się bardziej ambitnego pytania; ja mam dużo kolegów i koleżanek…

Układ PiS-u gwarancją układu. Andrzej Rzeplinski miałby do tego potrzebować jesiotra z kawiorem, PiS nie potrzebuje nic poza tym, co w Polsce zawsze najlepiej działa: katolicko-polityczną niemoralnością w kłamstwie idącym w zaparte i dawaniem fałszywego świadectwa o czymkolwiek i o wszystkim. Które za godzinę zostanie zmyte przez śliczną spowiedź u dyżurnego biskupa. Nie, nawet nie dyżurnego: katopolityczni kłamcy mają aprioryczny abonament na odpuszczenie grzechów, dowolnego rodzaju.

3. „Do kosztownych wydatków TK miały również należeć zagraniczne podróże służbowe prezesa, wynoszące w sumie 32 tys. zł. Do najdroższych z nich należała ta do Waszyngtonu, kiedy w maju 2016 r. same bilety kosztowały podatnika ponad 13 tys. zł, a dzienna dieta wynosiła ponad 1 tys. zł”.

Cwany opluwacz się zastrzega: „miały należeć”. Miały – mogły – mogły mieć. I znowu te same pytania weryfikacyjne: ile było i dokąd tych „zagranicznych podróży” prezesa Rzeplińskiego, że się nazbierało „w sumie 32 tys. zł”? Prezes był w Trybunale ładnych parę lat. Czy wydał te 32 tysiące w ciągu miesiąca? Wtedy byłoby to – może – szokujące. Czy wydał to niezgodnie z prawem? O tym opluwacz także nie powie. Gdyby było niezgodne, zaraz by to triumfalnie ogłosił: prawnik łamie prawo! Prezes Trybunału stoi ponad prawem!

Bilet lotniczy do USA kosztuje sporo, zwłaszcza gdy nie leci się tanią linią lotniczą i nie jest to bilet klasy ekonomicznej ani bilet „last minute”. Czy prezes Trybunału ma swoje podróże podporządkować zasadzie „last minute”? Opluwacz na to nie odpowie. Nie na tym plucie polega.

Ale może jednak prezes przesadził? Może podróżował klasą biznes, z usługą masażystki o pseudonimie „Kawiorzyca”? Może złamał prawo państwowe obowiązujące w podróżach? Czy Trybunał posiada regulamin związany z wydatkami na podróże? Czy jest jakaś niezgodność? Opluwacz niczego tu też nie wyjaśni, ważne, żeby brzmiało to odpowiednio sensacyjnie, a nominowany przez samych pisoidów do rangi wroga diabelskiego prezes Trybunału był należycie, kanonicznie opluty.

4. „O rażącej niegospodarności” ma również świadczyć fakt, że „części pracowników Trybunału Konstytucyjnego, aby przyjechali do swojego miejsca pracy w Warszawie, płacono delegacje”.

„Aby” przyjechali – czyli łaska sędziowska. Tak to jest, takie prawo – jak ktoś jedzie służbowo poza miejsce swojego zamieszkania (czy sędziów do TK wybiera się wyłącznie spośród warszawiaków? Czyżby był taki prawny nakaz?) to się mu należy delegacja. Pracodawca który oczekuje służbowych wyjazdów pracownika za jego prywatne pieniądze, łamie prawo. Straszna to niegospodarność te diety, wedle opluwaczy. A może inaczej – żeby sędzia nie musiał ciągle dojeżdżać, płaci mu się za służbowe mieszkanie? Czegoś się dowiemy od opluwacza o formalnych zasadach wynajmu? Dowiemy się wyłącznie tego, jak zebrać więcej śliny i w jad ją ubogacić.

5. „…w czasie całej kadencji byłego prezesa nigdy nie przeprowadzono konkursu na jakiekolwiek stanowisko TK”, a jedyną osobą zatrudnioną na podstawie przejrzystej procedury był strażnik.

Vivat strażnik! Jest wreszcie w Polsce jakaś „przejrzysta procedura”. Taka Polska nędza: procedur albo nie ma, albo są mętne, niekompetentne lub ustawiane pod wujka Karola i tę firmę, co to wiemy a wy rozumiecie. A jak są niemętne i kompetentne, to są rachitycznie rzadkie, więc – dla dobra publicznego – należy je karmić i rozwijać. PiS właśnie zlikwidował te rachityczne „przejrzyste procedury” wyboru na publiczne stanowiska i zawłaszczył instytucje, firmy i urzędy. Gdzie i kiedy stosował „przejrzyste procedury” publicznego naboru najbardziej kompetentnych pracowników?

Ale, jak trzeba, to się Rzeplińskiego uczepimy: powinien był zatrudniać transparentnie i wedle kompetencji. Może tak nie było. A może było. Opluwacz bowiem ani się zająknął o tym, jak PiS państwo czyni skorumpowanym, co jest gigantycznym przekrętem, a pomstuje na Rzeplińskiego, udając cnotliwego. To od razu likwiduje jakąkolwiek wiarygodność opluwacza i każe najpierw przyjąć, że i to oskarżenie jest pomówieniem.

6. „…były prezes wiele nie pracował. Lubił za to spotkania i posiadówki ze swoimi ulubionymi sędziami” – wskazano wymieniając w tym miejscu nazwiska sędziów Rymara, Zubika, Tulei i Biernata.

To klasyk wśród oskarżeń. Jaka jest miara „wielepracowania”? Miara główna jest jedna: wydawanie wyroków najściślej i najniepodważalniej opartych na Konstytucji RP, mających walor powagi, mądrości i umacniania sprawiedliwego państwa. Jest też miara pomocnicza: trzymanie się dającego się solidnie obronić harmonogramu. Na wyroki nie można czekać w nieskończoność. Niech sędzia Rzepliński w ogóle nic nie robi. Może ciągle spać. „Jak się śpi, to się nic nie robi” – powiedział mój klasowy kolega, tłumacząc polonistce dlaczego słowa „spać” nie uznaje za czasownik. Wystarczy w zupełności, jak Rzepliński będzie przez sen orzekał o ustawach w sposób zgodny z obowiązującymi Trybunał zasadami i jego rolą w państwie. I za to należy mu się i pensja, i diety, środki na podróże i spotkania służbowe oraz kolacja pożegnalna. Może być – czasem – z jesiotrem, chociaż bez panienek.

O czym więc pomawiający opluwacz gada? O tym, co zwykle: spluwam na Rzeplińskiego, kopię go i skaczę.

7. „Rzepliński natomiast zawsze był pod wielkim wpływem Marka Safjana (byłego prezesa TK – red.). To jego mentor i doradca. Odkąd Safjan zasiada w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, Rzepliński jest w niego jeszcze bardziej wpatrzony”.

Ja tam byłem wpatrzony w moją panią od wuefu. Oraz w koleżankę Basię. Naród jest wpatrzony w Matkę Boską, no i w Świętego Ojca Świętego. Jest pod wielkim wpływem. W dodatku „jeszcze bardziej”, czego skutki widać. I w te same postaci był wpatrzony, z wielką wzajemnością, Marcial Maciel – wybitny członek kleru, wybitny pedofil i gwałciciel urzędowy – wraz w resztą pedofilów i gwałcicieli w sutannach. Jak to więc jest z tym „wpatrzeniem” i byciem „pod wpływem”?

Cały PiS jest wpatrzony i jest „pod wielkim wpływem” swojego właściciela. Z dnia na dzień jest „jeszcze bardziej wpatrzony”. Jak się ma wpatrzenie do skutków dla państwa, widać: nienawiść upaństwowiona oraz uświęcona destrukcja i patologia.

Opluwacz powinien był zrobić jakiś porządny rozbiór sprawy. Czy Marek Safjan to wróg publiczny państwa polskiego, czy może porządny sędzia Trybunału i prawnik, wobec którego „bycie pod wpływem” nie jest kwestią alkoholizmu czy gangsterskiego związku, ale bycia równie porządnym (i mądrym) prawnikiem? A ponieważ Safjan jest też sędzią Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, może „bycie pod wpływem” oznacza coś takiego, do czego i dobry prawnik i Polska w Europie powinni zmierzać, w najlepszym interesie własnym i wspólnotowym? Strasznie boli opluwacza ten dorobek sędziego Safjana i europejskie uznanie jego kwalifikacji. W ramach realnie przejrzystych procedur, a nie kumoterstwa pisowskiego. Opluwacz musi strzykać jadowitą śliną. Taka jego racja bytu. Taka wolność przymusu.

Czytelniku plujący na bliźniego i rodaka swego: wytnij poręczną instrukcję, włóż ją do książeczki od nabożeństwa i schowaj nabożnie na sercu. Niech cię prowadzi w tych niepewnych czasach! I bądź pod nieustającym wpływem wiadomego Obrazka.

Tanaka