Czy jesteśmy już tylko żywymi trupami, co utonęły w kloace?

Generał Piotr Pytel w programie „Kropka nad i” relacjonuje, co mu powiedział minister Macierewicz: „Panie generale, pan jest inteligentnym człowiekiem. Wie pan przecież, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne”. Generał przytoczył te słowa Macierewicza dwa dni temu.

Jeśli generał skłamał, włożył w usta Macierewicza niewypowiedziane przez niego słowa – popełnił czyn niegodny nie tylko oficera, ale popełnił potworność niemoralnego zachowania, oraz przestępstwo o dewastującym oddziaływaniu publicznym. Powinien od tego natychmiast zostać cywilnym trupem. Natomiast jeśli przytoczył faktycznie wypowiedziane przez Macierewicza słowa, to mamy do czynienia z czymś, na co nie ma właściwie ani słownika, ani pojęć i odniesień działających w znanej nam rzeczywistości.

Popełniona bowiem została publiczna, krajowa zbrodnia najwyższego, pozaklasyfikacyjnego rodzaju, zbrodnia Polaków na Polakach: partia samych katolików wyprodukowała nieistniejący zamach, użyła śmierci 96 osób, Polaków, postaci z najwyższego kręgu władzy państwowej oraz prostych szeregów obywatelskich, do skonstruowania cynicznej potworności: narzędzia do miażdżenia ludzi o innych poglądach, narzędzia do potwornie cynicznego okłamywania wyborców, by za pomocą głosów oddanych na potworów niemoralności zdobyć, w sposób bandycko znieprawiony, władzę. Użyła narzędzia do państwowego szantażu wobec wszystkich (także wyborców partii, która rządzi) i niekończących się oskarżeń pod adresem tych, co doskonale rozumieją i wiedzą, że była to tylko katastrofa lotnicza.

96 osób, 96 trupów i setki bliskich w traumie spowodowanej śmiercią bliskich, miliony ludzi głęboko wstrząśniętych szokującym wydarzeniem i współczujących ofiarom, zostało potraktowanych jako ludzka mielonka, jako – najdosłowniej – nawóz z ludzi do zdobycia władzy. Władza ta zasiadła na urzędach, opanowała państwo i ludzkie umysły; kulturę i język, by władać za pomocą pozaskalarnej, cynicznej zbrodni kłamstwa. Monstrualność niemoralności popełnianej przez samych katolików, drwiny z ofiar i rodzin ofiar oraz wszystkich ludzi w Polsce, ale i poza nią; szyderstwo z zasady uczciwości, przyzwoitości, z prawdy, stałoby się oto esencją i fundamentem państwa, podstawą wszelkich stosunków i polską racją stanu. A wszystko wśród codziennie, cogodzinnie, publicznie nadawanego komunikatu: prawda-prawda-Święta Prawda.

Polska, w takiej sytuacji, jest państwem złowieszczym, kanibalnym, państwem zalegalizowanej i uświęconej bandyterii państwowej. Jest państwem, w którym słowa i pojęcia mają znaczenia odwrotne od słownikowych. Najpotworniejsze znaczenia, jakie znamy, są teraz znaczeniami normatywnymi, państwowotwórczymi, doznały kanonizacji i są święte.

Dzieje się to w „ojczyźnie Ojca Świętego”, który teraz będzie – jak słychać – kanoniczny w (zre)zde-formowanych szkołach, zamiast Szekspira i podobnie niegodnych mętów, w której od zarania kolejnej Rzeczpospolitej rządzi ów Święty, jego biskup i nieustająca katecheza formująca z człowieka nadczłowieka – wiary, moralności i cnót wszelkich. Dzieje się to wszystko w kraju, który jest „wzorem moralnym dla Europy i świata”. Dzieje się to w kraju, w którym gdziekolwiek się obróci oczy – zaraz jakiś pomnik Świętego Ojca Świętego, jego plac, park, bulwar, aleja, katedra, szkoła, urząd czy Instytut Myśli. I biskup: ukrzyżowany, upierścieniony i usadzony w pałacowej limuzynie. Bryzgający tłuszczem moralnej wyższości i Jedynej Prawdy. Nie da się chodzić nie depcząc świętości – świętej monstrualności kłamstw.

Katolickie i polskie deptanie po ciągle niewydobytych z ziemi żydowskich macewach – co stało się ongiś w Polsce oczywistą normą – niczym jest niemal przy tej drańskiej monstrualności. Ale i jest jej wcześniejszym objawem i proroczą zapowiedzią teraźniejszości.

W jakim my państwie żyjemy? Co to za chore zjawisko kulturowo-cywilizacyjne – Polska?

Co to za kloaka, skoro miliony karmią się tymi bandyckimi łajdactwami, przeżuwają to w ciszy albo łajdactwu przyklaskują i ciągną z niego zyski?

Od publikacji wypowiedzi generała Pytla minęły dwa dni i nie widać w obiegu publicznym ani powszechnej obywatelskiej niezgody wobec mniemanych kłamstw generała o Macierewiczu i fundamencie dzisiejszej Polski, ani – jeśli słowa generała oddają prawdę – erupcji jeszcze gwałtowniejszego oburzenia na to, co w istocie znaczą i mówią o nas samych słowa głównego ministra rządu, głównego partyjniaka i głównego, katolickiego, moralisty w jednym. Mało kogo dziwią słowa generała, bo czujemy, mamy na to setki i tysiące najmocniejszych poszlak, że powiedział prawdę. Nic z tym jednak nie robimy, poza jednym: wszyscy, może poza jednostkami, siedzimy w tej kloace, nią się narkotyzujemy i nią się pasiemy. To już nasz, wewnętrzny, uzgodniony ze sobą świat. Żyjąc w gównie, łakniemy go więcej i więcej. Między nami a gnojówką zanika różnica.

Tanaka