Polak jest z nieba, a Duńczyk z Kopenhagi

Dania to jest taki kraj, do którego Polak tęskni. Kraj mały, ale i wielki – od morza do morza. Polska ma odwrotnie – wielka, ale ukwaszona. Dlatego od razu musi być nie tylko od Bałtyku do samiuśkich Tater że hej, ale i od morza do morza, znaczy – Międzymorza. Ale zanim zacznie sobie robić to Międzymorze, już musi mieć Trójmorze. Już tam właśnie słuszni urzędnicy państwa polskiego wyjaśnili mało słusznej Angeli Merkel, dlaczego tak być musi. Mnie się zdaje, że dlatego, że Polak lubi moczyć nogi w ciepłej wodzie. Jak się zrobi od moczenia Czarno (wiemy z historycznych obrazków: Polak nosi czarnoziem na nogach), wsadzi nogi w morze świeże, bo Adriatyckie. A czarna woda spłynie Bosforem w dół mapy i zaleje ruski lotniskowiec.

Będzie dobrze i Trójmorze.

Duńczyk to dziwak. Każdy to wie, kto zna Duńczyka. Weźmy takiego: minister przemysłu Brian Mikkelsen. Minister wziął i otworzył wielką halę multi-kulti – Royal Arena w Kopenhadze. Kiedy skończył otwieranie, wsiadł do rządowego auta, które nie jest wyposażone w szofera, bo Duńczyk musi oszczędzać. Już się przymierzył, by z parkingu wyjechać, ale koniec pieśni: dopadli go dziennikarze – pytać o halę. I już minister coś zaczął mówić, bo w Danii minister rozmawia z mediami – co się w Polsce przestało udawać – ale sami dziennikarze doznali szoku poznawczego: minister nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. Koniec wywiadu był bardzo szybki – minister sam poprosił policję, żeby wystawiła mu mandat za tę wielką zbrodnię.

Inny duński minister, w czasach strasznie dawnych – będzie ze 20 lat temu – jechał autostradą pod tak zwanym wpływem. Zawadził o betonowy kloc zamykający pas autostrady. Nikomu nic się nie stało, bo nikogo oprócz ministra tam nie było. Mógł, zgodnie z prawem, odjechać, bo szkód nie wyrządził żadnych. Ale Duńczyk nie od tego jest, żeby tak odjechać bez niczego. Wziął i zadzwonił na policję. Policja potwierdziła – tak jest, pod wpływem. Ponieważ Dania nie ma na sztandarze Boga-Honoru-Ojczyzny, a jakieś byle co, to i Duńczyk zachował się jak idiota: zaraz zrzekł się wszelkich oficjalnych funkcji i wszystkich solennie przeprosił.

U Angeli Merkel też się dzieją rzeczy nie do pojęcia. Parę lat temu, pewna pani pastor, głowa Kościoła ewangelickiego, jak duński minister – też jechała pod wpływem. Chyba pierwszy raz w życiu. Od razu się przyznała i z funkcji głowy Kościoła zrezygnowała.

***

Wariatów podobno nie sieją. Co widać po Polsce. U nas we wsi Moskal stoi, teraz pod postacią Bolka Wałęsy, chodźta więc przez zboże.

W Polszcze, tej niesłusznej i rządzonej zbrodniczą ręka premiera, co to się z wrogiem skumał i w Smoleńsku zrobił to, co Misiewicz i jego pryncypał wiedzą, a my się boimy powiedzieć, była taka pani w rządzie, której nazwisko uparcie chce się zapomnieć, która miała wyświetlać korupcję. Tak wyświetlała, że znalazła korupcyjny rachunek z restauracji, bodaj za 29,99 złotego. Taki Duńczyk, za te 29,99 (złotego, nie korony) sam by się zgłosił do pierdla albo popełnił cywilne, co najmniej, seppuku. W Polsce są już trzy morza, dlatego minister na autostradzie robi to, co się w Polsce robi. Tradycja obowiązuje, dlatego co roku ginie na szosie miasteczko wraz z plebanią (ale bez proboszcza – on nigdy nie przepada) – i jest dobrze. Na sztandarze jest „Bóg i Honor” oraz Ojczyzna, która może mieć medal ze swastyką – bo to znak miłości. A Polska to Cywilizacja Miłości, o czym wie odpowiedni papież i każda Polka, z której co trzecia dostaje w mordę od męża. Jak mąż kocha, to bije, dlatego na sztandarze ten „Bóg” i ten „Honor”. Duńczyk nie ma Boga w sercu i nie zna się na Honorze, dlatego zgłasza się na policję, a Polak ma odwrotnie.

Podobno mężczyźni są z Marsa, a kobiety – z Wenus. To być bardzo może. Polak jako Marsjanin za nic nie pasuje do Duńczyka, co mieszka na tej Ziemi. Razem za cholerę się we wspólnej Europie nie pomieszczą, na dodatek z Niemcem. Zwłaszcza że Polska musi już mieć trzy morza. Dlatego ma rację prosty poseł z ławy, że powiedział niejakiej Angeli Merkel, jak ma być. Brukseli – zupełnie nijakiej, a właściwie – wrednej oraz wszystkim jej komisjom też już powiedział – gdzie je ma.

Niejaki Alan H. Guth, w 1979 roku sformułował teorię inflacji Wszechświata. W ciągu 0,1 sekundy do potęgi minus 37 od samego Big Bangu, powstały fale grawitacyjne. To się może zgadzać, ale na taki Wszechświat nie zgadza się Polak. Dla Polaka „Bóg”, wraz z Honorem i Ojczyzną muszą zrobić nowy Wszechświat. Do tego Polak nie pasuje. Za wielki jest i za bardzo miłujący bliźniego swego.

Tanaka