Aaa, aaa, były sobie kotki dwa. Edukacja

Rozmowa z pisowcem, starszym panem, kolegą z liceum. Szukam tematu neutralnego, żeby nie doprowadzić do konfliktu. Może coś o szkole, raczej nie o likwidacji gimnazjów, bo to by mogło wywołać bezsensowną kłótnię. Wydaje mi się, że znalazłem temat w miarę neutralny: sześciolatki w szkole czy w domu? Mówię koledze, że w większości cywilizowanych krajów sześciolatki, a nawet pięciolatki chodzą do szkoły. Na to kolega reaguje łagodnie, ale z miną zatroskanej cioci: – A czemu odbierać maluchom dzieciństwo? A niech się jeszcze beztrosko pobawią! Po co je tak wcześnie męczyć?

Nie wytrzymałem i to ja zaatakowałem. Po co posyłać siedmiolatki do szkoły? – przerwałem koledze – Jasne, dajmy im trochę wolności, przedłużmy im dzieciństwo. A właściwie to po co ośmiolatki mają chodzić, a nawet dziewięciolatki? – rozpędziłem się – Czy nie będą bardziej szczęśliwe, jak będą się mogły beztrosko bawić w żołnierzy wyklętych!

Tak to widzą pisowcy, uwiedzeni nowoczesną pedagogiką państwa Elbanowskich.

A teraz o kotkach. Hoimar von Ditfurth w swej książce „Duch nie spadł z nieba” przytacza następujący eksperyment. Kiedy kotka urodziła kilka maluchów, dwa zostały natychmiast oddzielone od matki i umieszczone w ciemności. Kilka razy na dobę jednego kotka wkładano do lekko podświetlanego walca z poziomymi paskami, drugiego do walca z pionowymi paskami-pierścieniami. Po paru dniach kotki oddano mamie i te zaczęły figlować ze swymi braciszkami i siostrzyczkami. Ale okazał się, że w wyniku przeprowadzonego wcześniej eksperymentu, to pierwsze kocie nie było w stanie dostrzec linii pionowych, np. nie potrafiło wejść na drzewo, to drugie nie dostrzegało poziomu. W ich mózgach nie wytworzył się odpowiedni program do postrzegania albo linii pionowych, albo poziomych. Kiedy eksperymentator pokazywał takiemu kotkowi ołówek pionowo, kotek atakował ten ołówek, ale kiedy go ustawił poziomo, kotek przestawał go widzieć. Z drugim było podobnie, ale w odwrotnych pozycjach. Tego „okaleczenia” nie dało się już nadrobić i oba kotki pozostały na zawsze kocimi inwalidami.

Eksperyment ten daje dużo do myślenia. Pierwsza faza rozwoju jest taka ważna i z pewnością dotyczy to również innych małych ssaków, ludzkich dzieci. Jeśli się ją pominie czy przegapi, rezultaty będą katastrofalne, ale nikt tego nie będzie wiedział, bo nikt a priori nie wie, jakie możliwości drzemią w mózgu małego człowieczka. Oczywiście mózg człowieka jest bardziej skomplikowany, jego rozwój przebiega w dłuższym czasie. Ale istota tego procesu jest podobna. W mózgu dochodzi do połączeń między neuronami. Jedne połączenia są trwałe, inne chwilowe. Te najbardziej trwałe powstają we wczesnym okresie rozwoju. To wtedy małe dziecko poddane odpowiedniej dawce informacji, niczym dobrze podlewana roślina, rozwija się prawidłowo, a dziecko pozbawione tych stymulujących bodźców zatrzymuje się w rozwoju i ten zastój trudno jest później nadrobić, albo w ogóle jest to niemożliwe. Utalentowani ludzie biorą się właśnie stąd, że we wczesnym okresie byli karmieni odpowiednią informacją, ich mózgi nasycały się nią niczym gąbka. Mama małego Fryderyka albo niania śpiewały mu, nuciły owe tęskne polskie pieśni, które dorosły Chopin przetwarzał w arcydzieła muzyki światowej.

Natura stworzyła taki niebywały instrument, jakim jest ludzki mózg. Aby go odpowiednio wykorzystać, trzeba ten instrument od samego początku stroić, uruchamiać. Niestety w większości przypadków ta szansa jest niewykorzystana, mamy do czynienia ze straszliwym marnotrawstwem. Wrzaskliwe hasło „ratujmy maluchy” zmierza do zwiększenia tego marnotrawstwa. Polacy będą głupsi od Finów, Francuzów, Niemców, ale za to mają mieć przedłużone, szczęśliwe dzieciństwo.

Równie ważne jest przekazywanie małemu dziecku, wręcz wpajanie mu empatii. Gdzieś w Polsce jest taki dom porzuconych niemowląt, które czekają w kolejce do adopcji. Działa tam grupa wolontariuszy, którzy przychodzą tam tylko po to, aby wziąć na ręce maleństwo, popieścić je, dotykać, pocałować. Jest to najważniejsza faza w rozwoju uczuciowym człowieka i trudno przecenić wartość takich zabiegów. Kto wie, czy ci wolontariusze nie chronią nas przed pojawieniem się jakiegoś kolejnego psychopaty, Breivika czy Kaczyńskiego.

Kościół doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest nasycanie owej gąbki odpowiednimi treściami od samego początku, więc nasyca chrztem, komunią, mszami, słowem bożym, emocjami rodem ze słodkich kolęd. Tak spreparowane polskie zombi nie postrzega linii i wielu innych rzeczy, za to ma głowę pełną treści wymyślonych 2000 lat temu przez starożytnych rybaków, pasterzy, prostaczków i szaleńców.

Aaa, kotki dwa, luli, luli, lulajże Polsko.

Lewy