Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

19.01.2017
czwartek

Od rzemyczka do koniczka. Krótki przegląd afer i aferek

19 stycznia 2017, czwartek,

Rok 1990 zastał Polskę gminną, miejską i wojewódzką jednolitą terytorialnie, choć podzieloną przez system klientelski, dobrze wpisujący się w sieć zależności mieszkańców od mianowanych władz. Mieszkaniec-petent zależny był (niezależnie od stopnia jego „czerwoności”) od urzędnika mianowanego przez lokalną wierchuszkę partyjną. Pomimo zmian w prawie, pomimo „reformy Wilczka”, „reformy Balcerowicza” i ustawy o samorządzie terytorialnym klientelizm, wraz jego pochodnymi – nepotyzmem i kumoterstwem – istnieje do dziś, a w epoce „dobrej zmiany” ma się bardzo dobrze. Ba – nigdy tak dobrze jak dziś się nie miał.

Rok 1990 i następujący po nim 1991 to lata nie tylko znanych i opisanych afer o zasięgu ogólnopolskim i poza granice kraju sięgających – takich jak: afera rublowa, marki wschodnioniemieckiej, alkoholowa, paliwowa, FOZZ, „Telegraf” czy Art B. To także małe aferki na szczeblu lokalnym, popełniane we mgle nieprzystającego do gospodarki rynkowej prawa albo w oparach specustaw, speczarządzeń premiera, ministrów i wojewodów. Wszystkie one działy się na styku – komunalne przedsiębiorstwa państwowe vs jednostki budżetowe gmin i miast, które jeszcze się nie przekształciły w zakłady komunalne par excellence.

Celem numer jeden ówczesnych małych aferzystów – szefów firm czekających na tzw. restrukturyzację – było: zaciągnąć jak najwięcej długów na konto zarządzanej dotychczas firmy i… w krzaki, po ściągnięciu – już na swoje konto – sowitych prowizji. Spłacaniem martwić mieli się inni. Znaczy bezpośrednio gminy, a pośrednio mieszkańcy.

Na początku 1991 roku Rada Warszawy przekształciła dwa państwowe komunalne przedsiębiorstwa w zakłady budżetowe. Były to: Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania i Miejskie Zakłady Komunikacyjne. Przekształcone przedsiębiorstwa przejęto z zadłużeniami: MPO – 75,5 mld zł, a MZK – 213 mld starych złotych (denominowanych potem w stosunku 10 000:1). Największym składnikiem obu zadłużeń był podatek od ponadnormatywnego wzrostu wynagrodzeń, czyli tzw. popiwek – specustawa wprowadzona jeszcze w 1986 roku – który na początku lat 90. był jednym z elementów walki z hiperinflacją. Podatek ten obciążał przedsiębiorstwa, które przekraczały ustalony w przepisach dopuszczalny poziom wzrostu płac. Rada Warszawy długów obu przedsiębiorstw postanowiła nie honorować, nie wystąpiła jednak do rządu o ich umorzenia, tylko przyjęła uchwałę zobowiązującą oba przedsiębiorstwa do spłaty zadłużenia. Odbiło się to natychmiastowym podniesieniem cen usług, co na własnej skórze odczuli warszawiacy płacący wówczas zarówno za bilety tramwajowe i autobusowe, jak i za odbiór śmieci najwięcej spośród mieszkańców wszystkich miast w Polsce.

Warszawski SPEC (przedsiębiorstwo odpowiadające za ogrzewanie miasta) został skomunalizowany dopiero pod koniec 1993 roku; do tego czasu działał na podstawie ustawy o przedsiębiorstwach państwowych, gdyż warszawski samorząd nie chciał przejąć na siebie długów przedsiębiorstwa, które na koniec 1993 roku wynosiły ponad bilion starych złotych, wliczając w to zarówno dług spowodowany przekroczeniem ustawy popiwkowej, wynoszący około 400 mld starych złotych, jak i narosłe od niego odsetki.

Clou całej tej popiwkowej operacji polegało na tym, że dyrektorzy wszystkich trzech (newralgicznych dla funkcjonowania miasta) przedsiębiorstw działali jak typowi mafiosi dbający o „swych poddanych”. Poddani, czytaj – klienci, czyli pracownicy MPO, MZK i SPEC dostali podwyżki w wysokości po kilka-kilkanaście tysięcy starych złotych na twarz, a ich szefowie podwyżki idące w miliardy. Czterech szefów SPEC-u podzieliło się 4 mld, pozostałe zaś 400 mln otrzymało kilkuset pracowników. Całą tę operację – wszystkich trzech „państwowych zakładów komunalnych” – zaakceptowały łaskawie Rady Pracownicze. Czy tym procederem zajęła się prokuratura? A jakże zajęła, szybko jednak umorzyła postępowanie, gdyż winni działali w majestacie… interesów pracowników, a na całe oszustwo zgodę wyrazili wszyscy pracownicy. Od motorniczych i kierowców, po dyrekcję.

 

***

Afera remontowo-budowlana to przykład „skoku na kasę” samorządu warszawskiej dzielnicy Śródmieście, który powinien wejść do annałów opisujących pomysłowość w realizacji finansowych przekrętów.

Każdy z trzech Przedsiębiorstw Gospodarki Mieszkaniowej (PGM) Śródmieścia zarządzał w początkach lat 90. mieniem o wartości biliona starych złotych. Będąc poza jakąkolwiek kontrolą zarządu gminy-dzielnicy (taki miało status warszawskie Śródmieście) pozawierał umowy z wieloma wykonawcami na usługi, konserwację i remonty kapitalne budynków w kwotach od kilku do kilkudziesięciu miliardów starych złotych. Jednym z powtarzających się paragrafów w tych umowach (nosił on we wszystkich, niezależnie od PGM-u numer 5) był ten – grożący, iż „odstąpienie od umowy zobowiązuje stronę odstępującą do zapłacenia kar umownych w wysokości 5% wartości zawartej umowy”.

Zadłużenie trzech PGM-ów Śródmieścia, które likwidatorzy przedsiębiorstw (przypomnę – państwowych) wykryli dopiero w 1992 roku, sięgało na koniec 1992 roku 600 mld starych złotych polskich. Całe zadłużenie zostało dłużnikom wyrokami sądowymi przysądzone do zapłacenia, a nikogo z przygotowujących do podpisania tak niekorzystnej dla miasta Warszawy – bo to miasto w konsekwencji spłaciło należność wynikłą z niezrealizowania zapisu paragrafu piątego wszystkich kilkudziesięciu umów – nie pociągnięto do odpowiedzialności karnej. Umowy te – z rzemieślnikami i firmami budowlanymi na wykonanie remontów kapitalnych większości śródmiejskich kamienic Warszawy były ważne i choć obie strony wiedziały, że takiego zakresu prac budowlanych nie wytrzyma budżet najbogatszej nawet gminy w Polsce, umowy – zawierające paragraf o karach za odstąpienie od nich – zostały podpisane.

Pytanie, które się rodzi, jest następujące: dlaczego stołeczne przedsiębiorstwa komunalne mające status tzw. wojewódzkich jednostek organizacyjnych, czyli – przedsiębiorstw państwowych – zostały skomunalizowane dopiero w 1992 roku (i później), chociaż ustawa z 10 maja 1990 roku zawierająca przepisy wprowadzające ustawy o samorządzie terytorialnym, nakazywała wojewodom przekazać mienie komunalne do końca 1990 roku, w wyjątkowych przypadkach wydłużając ten okres do końca roku 1991? Odpowiedź prosta.

Z powodu dekretu Bieruta.

Wojewodowie w całej Polsce przekazywali mienie państwowych przedsiębiorstw komunalnych w roku 1990 i w pierwszej połowie roku 1991. Także wojewoda warszawski skomunalizował w przeciągu roku mienie 39 gmin województwa warszawskiego, z wyjątkiem gmin-dzielnic Warszawy. Warszawskie przedsiębiorstwa komunalne tedy – od czerwca 1990 do połowy roku 1992 – działały na mocy ustawy o przedsiębiorstwach państwowych, pozostając w bardzo luźnych związkach z budżetami warszawskich dzielnic-gmin oraz z samym miastem stołecznym, mającym odrębny od dzielnic-gmin budżet.

Dekret Bieruta, z 26 października 1945 roku, nacjonalizujący grunty na obszarze ówczesnego miasta stołecznego Warszawy nie został – jak już wszyscy wiemy – uchylony do dziś. Do dziś zatem większość ziem na terenie stolicy należy do Skarbu Państwa i oddana jest miastu w użytkowanie. Nasiliło to – zrodzoną na początku zaistnienia samorządu terytorialnego i działającą do dziś z coraz większą bezczelnością z kadencji na kadencję – bezkarność kolejnych ekip zarządzających Warszawą w zarządzaniu powierzonym im mieniem. Tzw. afera reprywatyzacyjna zaś to zaledwie wierzchołek góry, której na imię urzędnicza bezkarność w dowolności Interpretacji prawa.

Warszawa do dziś nie uporała się z własnym obszarem w zakresie planowania przestrzennego i inwestowania na zaplanowanym. Racjonalne planowanie i inwestowanie blokowane jest bowiem przez nierozstrzygnięte stosunki własnościowe, z obowiązującym do dziś dekretem Bieruta na czele. W Warszawie, w ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia, tysiące domów rok w rok obracało się w ruinę, gdyż nie było (w wielu przypadkach do dziś nie ma) właścicieli, którzy mogliby nimi skutecznie administrować, remontować je i czerpać dochody z ich wynajmowania. Przez wiele lat po 1990 roku stały w Warszawie dziesiątki, ba setki hektarów pustych, uzbrojonych trenów, które zarastały chwasty i pokrywały na dziko wywożone śmieci. Stało wówczas w samym centrum Warszawy wiele dziesiątków bud, budek handlowych (vide plac Defilad), budowli, fabryczek i pseudozakładów, które kokietowały swoją zupełną nieprzydatnością. Gdyby je wówczas wyburzyć, otworzyłyby się setki hektarów terenów pod inwestycje – także ogólnomiejskie. Uciekały wówczas z kasy Warszawy setki milionów złotych z tytułu niepłaconych podatków za te wszystkie domy, budowle i tereny. Dlaczego? Dlatego że wszystkie partie rządzące wówczas Warszawą postanowiły czerpać z owego niejasnego stanu prawnego bieda-dochody. Bieda-dochody tak się mają do dochodów właściwych, jak najszczęśliwszy z ustrojów, który przez pół wieku kosztowaliśmy, do demokracji. Bieda-dochody to były pożytki płynące z na lewo załatwianych dzierżaw. Za sklepy, lokaliki usługowe i tereny pod bieda handel i bieda usługi.

Te tereny dzierżawione były (i są) po uważaniu (to znaczy temu, kto dał większą łapówkę urzędnikowi od dzierżaw). Jedynym beneficjentem Warszawy, który poprzez swoich urzędników czerpał zyski z procederu dzierżaw nie swojego, były partie polityczne sprawujące w Warszawie władzę. W kolejności: Unia Wolności, SLD (przedtem SdRP), Platforma Obywatelska i PiS.
To nie politycy rządzą najczęściej tam, gdzie ich wyborcy wywieją, lecz średnia kadra urzędnicza, a ta średnia kadra urzędnicza w Warszawie, gdy tylko zwąchała, gdzie stoją konfitury, robiła wszystko, aby widmo reprywatyzacji oddalić, zapewniając sobie możliwość decydowania, komu, na jak długo i za ile wydzierżawić lokal na parterze Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu czy w samym Starym Mieście. Podobnie jak w sprawach zwrotu nieruchomości, gdy to urzędnik przygotowywał dokumenty do podpisania szefowi działającemu z upoważnienia prezydenta.mapa-prywatyzacji

Mapa udostępniona przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

 

***

Od 1990 roku nic się nie zmieniło poza szyldem partii zawłaszczających Warszawę: UW zmieniła się na PO, a SdRP na SLD. Za Lecha Kaczyńskiego do gry wszedł PiS, ale większość znaczących dla dzierżaw i prywatyzacji urzędników została, zostały też metody zawłaszczania.

Wszyscy czekali (i czekają) na ustawę reprywatyzacyjną, której częścią byłoby rozprawienie się z nieszczęsnym dekretem Bieruta. Ta – uchwalona 7 marca 2001 roku – została zawetowana przez prezydenta Kwaśniewskiego, a projektu nowej nie widać. Uchwalona w sierpniu 2016 roku tzw. mała ustawa reprywatyzacyjna dotycząca Warszawy, z żadną reprywatyzacją nie ma nic wspólnego i jest nowelizacją ustawy o gospodarce nieruchomościami oraz ustawy – kodeks rodzinny i opiekuńczy. Ustawa ta jest kolejnym przykładem na to, że lobby urzędników zarządzających setkami hektarów terenu w centrum stolicy ma się bardzo dobrze.

Uchwalona w roku 1994, znowelizowana w 1997 oraz w 2015 roku ustawa – prawo budowlane – stanowi, że nikt nie może uzyskać pozwolenia na budowę, jeśli nie legitymuje się prawem do terenu. Musi to być dokument stwierdzający własność lub zgodę właściciela na konkretną inwestycję. W Warszawie na dekret Bieruta, który stanowi, że wszystkie tereny nim objęte są własnością Skarbu Państwa, nałożyła się siatka własności powstałych na podstawie tzw. decyzji lokalizacyjnych – tworu z czasów PRL – pozwalających na zabudowę na państwowym.

Warszawa została odbudowana w przeważającej części w innym układzie geometrycznym bądź zupełnie inaczej w stosunku do zabudowy przedwojennej. Szereg przedwojennych placów i ulic dziś nie istnieje, całe dzielnice zostały zbudowane inaczej, całkowicie ignorując przedwojenne granice własności. W efekcie powstały dwie nakładające się na siebie siatki własności – przedwojenna i obecna. Bardzo często jedna nieruchomość zapisana jest w kilku księgach wieczystych. Ten gordyjski węzeł należałoby przeciąć ustawą reprywatyzacyjną. Chowanie głowy w piasek tylko dlatego, że problem jest bardzo złożony, problemu nie rozwiązuje, za to otwiera – już nie furtkę, ale bramę do kolejnych przekrętów przy wynajmowaniu „państwowego” i oddawaniu „po uważaniu”, bo sąd zasądził.

O tym, jak może sąd zasądzać, wielokrotnie w artykułach i wywiadach pisała i mówiła prof. Łętowska. Lapidarnie można to ująć jednym jej cytatem z wywiadu udzielonego 14 października 2016 roku „Rzeczpospolitej”: Układ mafijny zakłada porozumienie wielu osób, a wedle mojego przekonania tego nie było. Porozumienie mogło istnieć, ale na poziomie przydzielania kuratorów albo wyjmowania w miejskich instytucjach dokumentów dot. roszczeń, gdy zgłaszał się zblatowany z urzędnikami wyspecjalizowany adwokat. Czasami myślę, że w Polsce jest w archiwach przychylność, aby wyjąć jakiś dokument na wierzch kupy, gdy da się choćby pudełko czekoladek.

Pudełko czekoladek za pomoc w uzyskaniu korzystnego wyroku w sprawie zwrotu nieruchomości wartej kilkadziesiąt (często kilkaset) milionów. Zaiste – bardzo to Polskie.

Prof. Łętowska powiada, że nie wierzy w istnienie klasycznej mafii, która zarządza warszawskimi nieruchomościami. Ja także – jak dotąd – nie wierzę i jestem skłonny przyznać, że to nie mafia, tylko nieformalne porozumienie nieruszonych od lat urzędników z politykami, którzy wypromowali kolejnych prezydentów Warszawy i stojąc w cieniu prezydenckich ekip wiedzą, do którego słoika z konfiturami się dobrać, aby dla siebie i dla swojej partii także coś uszczknąć. Co do tego, że wyspecjalizowani w poruszaniu się w meandrach niejasnego prawa adwokaci są zblatowani – jak to Łętowska określiła – z warszawskimi urzędnikami, nie mam wątpliwości. Że owe obie „układające się strony” potrafią działać w sposób zarezerwowany dotychczas dla mafii, pokazuje sprawa Jolanty Brzeskiej, zabitej i spalonej w Lasku Kabackim walczącej z tzw. czyścicielami kamienic. Od działań mafijnych do klasycznej mafii złożonej z gangsterów, polityków i prawników, tylko mały krok.

 

***

Rzemyczek mieliśmy w Warszawie na początku tzw. transformacji. Nieosądzone aferki, małe szwindle, jakieś tam dziwne zapisy w umowach, jakieś przekręty popiwkowe – cóż to było przy tych wielkich aferach, opisywanych w gazetach! Przypomnę, że te „wielkie” afery – paliwowa, alkoholowa, kartoflana, rubli i marek transferowych – także nie zostały osądzone, a ich beneficjentom włos z głowy nie spadł. Osądzono i nagłośniono trzy: FOZZ, Art B i „Telegrafu” w połączeniu z Art B. Podobną im rozmiarem przekrętu (na grube miliony) – aferę „ratowania stoczni gdańskiej” za pieniądze „moherowych dziadków i babć” zrealizowaną z pomocą Maryi z Radia Maryja, Tadeusza Rydzyka, żaden z prokuratorów nawet nie tknął.

Koniczek to jest to, z czym mamy obecnie do czynienia w Warszawie. Afera reprywatyzacyjna rozmiarami podobna jest do tych założycielskich dla III RP, jak dopiero co wymienione FOZZ-y i inne: rublowo-markowo-kartoflano-paliwowe. Nawet nieboszczyków mamy w tle. Jolanta Brzeska ma godnych siebie poprzedników – Waleriana Pańkę, szefa NIK, badającego aferę FOZZ, który zginął w dziwnym wypadku samochodowym (choć raczej był to jednak wypadek), oraz Bolesława Hutyrę, przewodniczącego pierwszego komitetu „ratującego” za pieniądze darczyńców, stocznię gdańską, pod patronatem Tadeusza Rydzyka. Hutyra, jak wcześniej Pańko, także zginął w wypadku samochodowym w niewyjaśnionych okolicznościach, akurat wtedy, gdy jechał na spotkanie z ministrem Skarbu Państwa Andrzejem Chronowskim z dokumentami obrazującymi skalę przekrętu dyrektora toruńskiej rozgłośni radiowej.

Czy doczekamy się szubieniczki? Naiwne pytanie. Wszyscy warszawscy urzędnicy – od najważniejszego rangą i znaczeniem prezydenta stolicy Wojciecha Kozaka poczynając na dyrektorach wydziałów warszawskiego ratusza kończąc – którzy w różnych latach oskarżani byli przez prokuratorów z różnych ekip politycznych za przestępstwa pospolite i urzędnicze, zostawali przez sądy: a) uniewinniani z powodu braku dowodów winy, b) uniewinniani z powodu niewielkiej szkodliwości popełnionych czynów, c) sprawy się przedawniały. Najbardziej spektakularne aresztowanie oraz długo – bo osiem lat ciągnące się postępowanie prokuratorskie i proces Pawła Bujalskiego, wiceprezydenta Warszawy z czasów Marcina Święcickiego i Pawła Piskorskiego – zakończyło się całkowitym uniewinnieniem go ze stawianych mu przez CBA zarzutów. Prezydent Kozak, wraz z całym zarządem miasta, uniewinniony został po trwającym pięć lat postępowaniu prokuratorskim oraz procesie.

Nie podważam sądowych wyroków. Dowodów na to, aby to prezydenci Warszawy oraz ich zastępcy brali bezpośredni udział w popełnianych przestępstwach nie było, natomiast same przestępstwa miały miejsce. Zaniżone wyceny sprzedawanych przez miasto budynków i gruntów budowlanych, „ustawiane” przetargi na remonty i usługi, inwestycje wykonywane powyżej rzeczywistych kosztów za prace, których w tzw. SIWZ-ach nie ujęto, to wszystko nie wzięło się z powietrza. Te wyceny, te przetargi, te SIWZ-y przygotowywali urzędnicy warszawskiego ratusza i dzielnicowych ratuszy drugiej kategorii. Im włos z głowy nie spadł. Oni przed żadnymi sądami nie stawali. Co najwyżej byli zwalniani z pracy przez kolejną ekipę rządzącą Warszawą. Albo i nie, jak pokazuje przykład Marcina Bojki, dyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami, który z ekipy Lecha Kaczyńskiego przeszedł do ekipy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Czy zatem mamy w Warszawie do czynienia z mafią urzędniczą, czy ze zblatowaniem stołecznych urzędników z cwanymi adwokatami – sami sobie odpowiedzmy.

anumlik

PS

12 stycznia 1990 roku premier Tadeusz Mazowiecki podpisał rozporządzenie Rady Ministrów – „o rozciągnięciu przepisów o odsprzedaży walut obcych na jednostki rozrachunkowe stosowane w handlu zagranicznym”. Rozporządzenie opublikowane zostało Dzienniku Ustaw Nr 4, poz. 21 z dnia 27. 01. 1990 roku i stanowiło podstawę prawną do tzw. afery rublowej i pokrewnej jej „afery markowo-rublowej” powstałej po zjednoczeniu Niemiec. W czasie istnienia „afery markowo-rublowej” marka wschodnioniemiecka zrównała się na okres kilku miesięcy (od obalenia muru berlińskiego 10 listopada 1989 roku do zjednoczenia walutowego obu krajów niemieckich w lipcu 1990 roku) z marką zachodnioniemiecką, a obie miały taką samą wartość liczoną w rublach transferowych. Okres ten został „twórczo” wykorzystany zarówno przez Niemców, jak i przez Polaków. Firmy niemieckie, które wchodziły w interesy z firmami polskimi, zamiast eksportować fizycznie do Polski sprzęt elektrotechniczny, kosmetyki i inną chemię, której w jeszcze istniejącej – choć na papierze – NRD był nadmiar, eksportowały wyłącznie faktury, za które otrzymywały równowartość marki zachodnioniemieckiej. Spowodowało to – jak ujawniła kontrola NIK z lutego 1992 roku ujemny dla Polski bilans handlowy w wysokości 2 miliardów marek (już tych prawdziwych, zachodnich). W protokole NIK z lutego 1992 roku możemy wyczytać, że: Spekulacyjny charakter transakcji ujawnił również bank niemiecki rozliczający kontakty handlowe w rublach transferowych. Bank ten zakwestionował prawidłowość uzyskania przez firmy niemieckie 67 mln 951 tys. rubli transferowych, które miały stanowić zapłatę za dostawy towarów do Polski, chociaż takich dostaw nie było…

Niemcy, w przeciwieństwie do nas, wzięli się bardzo energicznie za aferę rublowo-markową. Wszyscy dyrektorzy i szefowie firm, którzy robili z Polakami lewe interesy, poszli siedzieć. Wszyscy, co do jednego. U nas nikomu włos z głowy nie spadł.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 139

Dodaj komentarz »
  1. @anumliku
    Przeczytałem raz. Uf, skomplikowane to polskie bagno. Jak Ty, poeto,dajesz radę, żeby przejść jak Dante przez to polskie piekło, które w dodatku brzydko pachnie. Bo ja po przeczytaniu dostałem zawrotu głowy

  2. Uważam, że właśnie taka lektura dotyka istoty sprawy. Nie mam takiej wiedzy na tematy nieruchomości jak anumlik, ale pewność tych wszystkich urzędników, co do swojej bezkarności i niezmienność praktyk występuje też w innych sprawach. I to się właśnie nazywa mina, na którą musi wstąpić każdorazowo władza. Pasztet wysoko niestrawny. Czegoś takiego nikt nie strawi i stąd wiadomo, że PiS też długo się przy tym stole nie pożywi, bo jaki koń jest każdy widzi.

  3. Lewy,

    dla ciebie i zainteresowanych oceną twórczości Wajdy i jego filmu Powidoki popełniłem wpis, który ulokowałem na ostatnim miejscu poprzedniej strony.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Rosa91b
    Przeczytałem Twój post na leżąco, bo w tej pozycji oglądam fenomenalny serial The Crown i poczyniłem do tej czynności przygotowania. Nawet się umyłem. I zęby też…

    Serial chwilkę poczeka, musiałem wstać, usiąść za biurkiem i napisać, że w 120% zgadzam się z Twoją oceną Andrzeja Wajdy, jako reżysera.
    Te same filmy uważam za wybitne osiągnięcia.

    Dla mnie Andrzej Wajda był wybitnym Polakiem i bardzo mądrym człowiekiem.
    Jednej rzeczy u Wajdy nie rozumiałem, mianowicie tego zaczadzenia, zauroczenia Wałęsą.
    Może to jakiś kompleks inteligencki.

    Wracam do koja, dobranoc

  6. @anumlik
    To jest niesamowite dzieło ‘anumliku’, „Człowieku z Pałacu”.
    Jutro przeczytam staranniej i cos pewnie skomentuję.
    Kłaniam się w pas, zawsze czytający

  7. @stasieku
    Na ostatnim miejscu poprzedniej strony to ja zamieściłem wpis komentujący Powidoki. Cieszę się, że mamy podobne opinie na temat Wajdy.
    Pozdrówka

  8. @anumliku
    zawsze dziwiło mnie zaniechanie w sprawie odkręcenia Dekretu Bieruta.
    Można było sie z tym przez ostatnie 26 lat uporać; Twój wpis dowodzi, że właściwie nie jest to nikomu na rękę; każda władza, urzędnicy mają w tym interes, żeby przez nastepne ćwierćwiecze nic sie w tej materii nie zmieniło.
    Konia z rzędem temu, kto przetnie ten węzeł; raczej – nikłeszansedipolone…

  9. Połączenie tekstu z ilustracją wziętą z wypowiedzi prof. Łętowskiej o tym, że w jej przekonaniu nie ma ukladu mafijnego tworzy wrażenie nieprzystających do siebie różości. Prof.Łętowska to fenomen i marka w jednym, oraz były ombudsman. Ma wiedzę płynącą z tej funkcji, z wielkiego dorobku prawnego i mądrość własną. Jednak wobec przytoczonych przez @anumlika faktów oraz ilustracji jak działają procesy, wniosek nie może odkładać na bok konstatacji, że układy mafijne istniały i istnieją. Rady pracownicze zatwierdzające dyrektorom miliardowe wypłaty – to nie zmowa typu mafijnego, wielu osób ? Trop policyjny, prokuraorski oraz model prawny oceny jest oczywisty: to co spełnia kryteria przestępstwa oraz w najpełniejszy sposób pasje do kompletnej układanki stanowi nabardziej prawdopodobny mechanizm działania popełniających przestępstwa stron. I tym tropem ma iść policja prokurator, tajne służby oraz zbadać go dokładnie musi sąd.

    O tym, że wnikanie w zawiłości nieruchomościowe w Warszawie, które są obstawione przez odpowiednio zainteresowanych może grozić śmiercią, wiedzą nie tylko spece od nieruchomości czy adwokaci. Jest to wiedza bez mała potoczna. Niewiele, lub nic z tego nie wynika dla przejrzystości działania państwa, demokracji, wymiaru sprawiedliwości, a w skutkach poczucia sprawiedliwości wśród ludzi. Ponieważ nie wynika, jest z tego kolejny skutek: potoczne poczucie, że państwo jest gówniane, a złodziej siedzi na złodzieju.
    Coś takiego pomaga zwyciężyć w wyborach populistom i zamordystom, obiecującym, że „wreszcie zrobią porządek”. Nie zrobią. Nie tylko dlatego, że nie próbują, ale głównie dlatego, że sami są mentalnie, moralnie skorumpowani, zbaltowani i zdegenerowani, zaś populizm służy im do zdobywania władzy, a nie do rozwiązania problemów zasadniczych dla dobrego działania państwa.
    Wielka część interesu tych co tak zdobywają władzę jest w tym, by skorzystać z możliwości które daje złe prawo, powszechna niemoralność – która nazywa się katolicyzmem, istiejące mafijne układy, w które można wejść i z nich korzystać.

  10. Ateiści na gumnie, czyli jesteśmy durnie…

    Czytając anumlika, aż chce się spojrzeć na gumno z wyższej i szerszej perspektywy niż Pałac Kultury.
    Choć tenże, to nadal najwyższe (sic!) osiągnięcie Państwa Polaków i jego kultury, wieńczące emblematyczną stołecznością cywilizacyjną plaskatość otaczającego publicznego gumna.

    Tak więc, jest stolica, opisana anumlikiem, nie jakąś wybitną i unikatową anomią społeczną i jej wykwitem koronnym, a zwieńczeniem i symbolem durnej wiary ateistów-założycieli w mądrość plemienną uwolnioną samorządowo, uwłaszczoną państwowo, na całym terytorium rychłej priwislanji.

    Tryby i mechanizmy społeczno-kulturowe, ujawnione na blogu przez anumlika, nie są wynikiem żadnego dekretu Bieruta (to tzw. przykrywka), nie są patologią warszawską, a objawem trądu plemienia, powielanym i kwitnącym w każdej gminie, sołectwie, województwie, dymarectwie węglowym, zjednoczeniu Przekrętu Kasy Państwowej (d.PKP), monstrualnym NFZ (rozwinięcie skrótu równie szyderczo prawdziwe jak akronim PiS) dojącym obywateli na setki miliardów (nowych) rocznie, i w ogóle wszystkim, czego się samorządność i państwowość plemienna dotknie.
    Bo to, te „przekręty” są nie patologie, ale nieuchronne objawy konsekwencji powstrzymania ucywilizowania plemienia i stworzenia autentycznej gospodarki rynkowej, na rzecz empatycznego uwłaszczenia ludu.

    Dziś lud, właśnie za te zaniechania zdrowotne i cywilizacyjne, za troskę Państwa na koszt Obywateli o ‚wykluczonych’ i ‚niezaradnych’ wystawia śp. Polsce rachunek ustami swoich władców i przedstawicieli w dymarectwach i spółkach skarbu państwa.
    Po prostu, nie zbudowaliśmy ateizmu od wiary, że państwo i władza są po to aby każda kucharka mogła przejąć dla siebie wspólne koryto, i że demokracja to nie wyżeranie ze spiżarki sąsiadowi, jeśli już się tę władzę ma.

    Zupełnie jest więc tak, jak pisał historyk idei, wielce szanowny i wrażliwy intelektualnie, czyli społecznie, prof. Marcin Król, w słynnym eseju otwierającym drogę pissu do władzy.
    Tak, „Byliśmy głupi”, którzy bezbożnie wierzyliśmy w ateizm, przynoszący ludowi cywilizację z mocy wolności.
    I nadal jesteśmy, jeśli sądzimy (jak p. Król), że to głupota braku troski o plemiennego żula, a nie …jej nadmiaru.

    O tym jest historia anumlika, jak wiwisekcja nie głowy przecież stołecznej zgniłego trupa Polski, ale każdego dziś jej członka.

    Byliśmy głupi więc, i wyszliśmy z tym na durniów.
    W tym nadzieja, że ta właśnie kondycja, ewolucji w durniów, pozwoli załapać się na świecznik dobrej zmiany Polski w odmęty Czartej RP.
    Byle wzrok anumlika nie padł nam na rączki pod kołderką…

  11. konstancja
    19 stycznia o godz. 22:17

    Dekret Bieruta może być nie do odwrócenia bez poważnych krzywd i strat dla nowych przegranych. Były zresztą bardzo poważne przesłanki, żeby taki dekret zozostał wydany. To co powinno było być zrobione to coś takiego, że nowe prawo ustanawia bardzo przejrzyste reguły i działa konsekwenie oraz jest ściśle sprzężone z należnym zadośćuczynieniem dla tych, co wskutek dostosowania prawa do nowych realiów stracą.
    Jest to ednak pewien model teoretyczny. Jest wysoce możliwe, że w ogóle nie da się tego znośnie rozwiązać. Przykładem tego rodzaju kulawości jest ustawa o tzw. mieniu zabużanskim. Ona jest właściwie bardzo prosta: za mienie pozostawione należy sie rekompensata (niepełna), ale natychmiast pojawiaja się problemy szczegółowe. Np jak dowieść praw do nieruchomości, jej stanu formalnoprawnego oraz wartości. Ogromna część nieruchomości w Polsce przedwojennej była zadłużona, nieraz powyżej wartości.Wierzciel ma prawo pierwszeństwa dochodzenia swojej wierzytelności, więc dana nieruchomość realnie do niego należy a nie do formalnego właścicielaZaś „dowodzenie praw”, w bardzo częstej sytuacji braku pewnych dokumentów odbywa się często na gębę: sąsiad, co to (ponoć) mieszkał w tej samej wsi potwierdza, że Kaziuk miał porządny dom z dachem krytym dachówką, pole stąd do lasu, będzie ze 28, 55666 hektara, czyli tyle i tyle morg, sad co dawał 100 kwintali jabłek itd itp. A realnie pole miało 2,5 ha, sad składał się z 8 drzew, a dom kryty dachówką był, ale u młynarza, a nie Kaziuka.

    Z Kościołem kat było bardzo podobnie: nieruchomości najczęściej potężnie zadłużone, realnie w rękach banków, towarzystw finansowych, ziemskich, nieraz w rękach zagranicznych, czasem żydowskich, ale w ramach Komisji Wspólnej Kościół dostawał „rekompensaty” za wszystko co tylko zgłosił jako „swoje” (także zagrabione np. na prawosławnych i Żydach) dostawał ekwiwalent nieruchomościowy lub finansowy. Często za tą samą nieruchomość dostawał wypłatę wiele razy

  12. Gekko
    19 stycznia o godz. 22:55

    Tak. Żródłem jest to, że Polska i jej Polacy są mafią złodziejską od 1050 lat. Wynalazek prawa, równości stron, demokracji, praw człowieka, praw kobiet i dzieci, lojalności wzajemnej – oraz podobne fanaberie, przyjmują się tu skrajnie trudno.

  13. stasieku
    19 stycznia o godz. 22:04

    Być może było to bardziej zaczadzeniem bajką o wolności niż samym Wałęsą. Zaś Wałęsa był sublimatem tej bajki, jej upostaciowieniem.
    Tyle, że jako człowiek mądry powinien raczej odróżnić bajkę od rzeczywistości a przedmiot od podmiotu.

  14. Tanaka
    19 stycznia o godz. 23:03

    Tak tylko gwoli zasadniczości poznawczej: ( 🙂 )
    Wynalazki w przestrzeni społecznej nie ‚przyjmują się’, lecz stają się uświadomioną koniecznością, jeśli system sprawia, że nieprzyjęcie się staje się nieopłacalne (kulturowo, społecznie i ekonomicznie).
    Innymi słowy, samo się nie zrobi; z drugiej strony nie ma determinant niezmiennych. 😉

    Nb, w kwestii gospodarki przestrzennej i kultury prawnej, zauważmy, że kwestia kradzieży nieruchomości, pominąwszy skalę i lokalne koloryty stołeczne, kwitnie w każdym samorządnym mieście i siole, z Krakufkiem na czele przecież.
    I tam, pomimo braku Bieruta, a w przytomności Wawela i KaKowskich Łagiewników, nie kto inny niż oni kręcą tłuste palestry reprywatyzacji od dziesięcioleci.

  15. @Tanaka
    Masz rację w stu, tysiącu i ile jeszcze chcesz procentach. Rzemyczek został – ot, tak, z post-peerlowskiego myślenia (nie moje, państwowe, to i mi się należy) – podpierniczony, koniczek tym rzemyczkiem obkantarowany i okiełznany i każdy kto koniczka dosiada musi się liczyć z tym, że w tyralierze popierdala. W tyralierze takich samych złodziei. Obojętnie czy z KLD-owskiego zaciągu są oni, z UW-owskiego, SLD-owskiegeo, PiS-owskiego, czy Oj-Dyro-wego. Mafijność to, czy „zblatowanie urzędników z cwanymi adwokatami”? – nie potrafię odpowiedzieć. Mechanizm „zbrodni założycielskiej” – jak wiemy z rozprawek Rene Girarda – na końcu łańcucha mimetycznego stawia ołtarz ofiarny. Kto na nim spłonie? Nie wiem. Czy spłonie? Nie wiem. Być może całość przykryję inne popioły. Z większych i poważniejszych palenisk. Wer weiß, Herr Tanaka 🙁

  16. Ja uważam, że jednak ten problem jest przejściowy nawet jeśli „przejście” miałoby trwać następne trzy dekady. Po prostu alternatywą jest degrengolada, którą odczuje pierwsze społeczeństwo i będzie cały czas wymieniać składy rządzących. Tak było z SLD było won. Potem z PO, wzięli – społeczeństwo won. PiS weźmie, też będzie won. Każda z tych formacji zwiędnie i w końcu straci aferalną kasę. Gdzieś ktoś w kolejce do władzy politycznej w końcu pójdzie po rozum do głowy, że to się nie opłaca na dłuższą metę. PiS chciałoby zostać na scenie na dłużej, ale pasztet jest zbyt duży. PO już nie ma, ale na jej bazie może wypączkować nowe ugrupowanie. Wspólne listy, jeden program, wróg Kaczor – nowa nazwa. Nie jest jednak oczywiste, czy przyszedł właściwy, czas czy to teraz. Ewolucyjnie raczej wypada, że trzeba jeszcze odczekać dwie dekady.

  17. anumlik
    19 stycznia o godz. 23:21

    Na tej, długiej, liście zaciągów partyjnych i okolicznych, o czym mówimy, występują dwie kategorie łobuzów, łajdaków, złodziei, kłamców. Grupa drani zwykłych i grupa drani poświęconych. Różnice ilościowe są na drugim planie. Różnica jakości dominuje. Ton nadaje świętość. Polityk, mecenas, spec od tego i owego który łże czy kradnie nie uzasadnia swojego draństwa świętością. Jest w tym, że przywołam Kwintę z mojego poprzedniego tekstu, uczciwszy. bandzior w sukience biskupa to szczyt jakości w draństwie i zbrodni.

  18. Gekko
    19 stycznia o godz. 23:12

    To oczywiste: co jest uświadomioną koniecznością łatwiej się przyjmuje. Do uświadomienia nie doszliśmy i droga jeszcze daleka. Tym dalsza, że przedstawione diagnozy fałszują rzeczywistość, co nie pozwala rozpoznać konieczności.

  19. Dzięki za ten tekst @anumlik, miałam mały kontakt z Polska przez pierwsze 10 lat i dziwowałam się dlaczego Polacy tacy durni byli. A to nie głupota była i lenistwo, ale zwyczajna chciwość i pazerność. Cycki opadają…

  20. Wojna ,powstanie w Warszawie, do tego przegrane , wypalone do cna, wymordowane przez dzicz z Niemiec i Ukrainy, taka wojna resetuje prawo własności w Polsce.
    Dekret Bieruta powinien dalej obowiązywać , bo po tragicznej wojnie był Sprawiedliwy i Prawy , czego nie można powiedzieć kolejnych rządach, a także o „dwóch takich co kradli nazwę”.

  21. „Dekret Bieruta powinien dalej obowiązywać…bo wojna…”

    Otóż to.
    Wybili, panie, zęby, wybili …(Mrożek), czyli jak na wojnie się wzbogacić, jak na cudzym majątku uwłaszczyć, jak cywilizację w karykaturę na swoje gumno obrócić.
    To właśnie jest mit założycielski.
    Nic to, że cywilizacja bez trudu radzi sobie z nierozwiązywalnymi na gumnie problemami tak odszkodowań, reprywatyzacji, jak sznurka do snopowiązłek.
    Polak na swoim i uwolniony, koło wymyśli na nowo i jeszcze na tym zarobi.
    To głupi, że z tekstu anumlika wniosek można wyciągnąć, o skutecznym rad sposobie czyli komunizacji i totalizacji jako rozwiązaniu niewygodnych gumnu praw – majątkowych, osobistych, obywatelskich i wszelakich. To prawo i odwieczna sprawiedliwość Pawlaka i Kargula, z empirii miedzy gumnej wywiedzione.
    Piss nie spadł na nas z nieba, ale wybił z umysłowo-moralnej gnojówki. A poziom lustra rośnie.

    PS
    @ Tanaka, 20 stycznia o godz. 0:12
    „co jest uświadomioną koniecznością łatwiej się przyjmuje”

    Co do tej oczywistości, to nie byłbym taki pewny. To, że system cywilizujący ‚wynalazki’ cywilizacyjne wymusza, na zasadzie bilansu gry transakcyjnej, to nie jest opcja, ale warunek sine qua non. To bardzo istotna kondycja to narzucenie systemowe, bez której żadna ‚łatwość’ nie zachodzi, a przeciwnie – wyradza się w karykaturę.
    Ot niuans, a zupełnie zmienia i drogi i mapy.
    My, oczywiście, jesteśmy i byliśmy w tej geografii du.ie, ukoronowanej krzywdami i rozbiorami na status głowy.

  22. Zgadzam się z @woytkiem (@Gekko mnie ubiegł). To wielkie gruzowisko,które zawdzięczamy Niemcom i Powstaniu, można było zostawić jako memento dla przyszłych pokoleń, a stolicą ustanowić Łódź, albo Kraków, co zresztą rozważano. Ale postanowiono inaczej.
    Warszawę z ruin odbudowało całe społeczeństwo, powstało całkowicie nowe miasto.Gdyby konsekwentnie szukać sprawiedliwości, to od owych byłych właścicieli warszawskich nieruchomości, domagających się ich zwrotu, albo rekompensaty, zażądać przy ich przyznawaniu, by z sumy otrzymanej rekompensaty, odliczyć im „wkład” włożony przez państwo, społeczeństwo. Gdyby to skrupulatnie obliczyć, to pewnie okazałoby się, że bilans wychodzi na zero, a włascicielom przedwojennych posesji na Chmielnej czy Złotej nie przysługuje nawet jedna kolumna Pałacu Kultury. Prawda, że mogliby zrezygnować z rekompensat za nieistniejące domy, ale zawsze mogą sie upominać o rekompensatę za teren, parcele. Również mogliby się dopominać pieniędzy za powietrze, które w tych miejscach przecież jest, nie mam tam próżni.
    Zakwestionowanie dekretu Bieruta otworzyło puszkę Pandory, idealny teren łowny dla spryciarzy, adwokatów. Ta podwójna, a nawet potrójna siatka ulic nakładająca sie na Warszawę, daję calkowitą swobodę w arbitralnym decydowaniu o rekompensatach. Jak w „Martwych duszach’ Gogola, pojawiła się tu całą armia Cziczikowów, skupujących za grosze prawa własności od prawdziwych lub rzekomych włascicieli przedwojennych warszawskich budynków. A ceny parceli w centrum Warszawy rosną i maja się nijak do cen przedwojennych.
    To samo dotyczy odszkodowań zabużańskich, gdzie poświadczenia o posiadanych tam domach są mało precyzyjne a nawet niewiarygodne (napisał o tym Tanaka)
    Prawo własności prywatnej jest podstawą demokracji, wolności, ale kiedy przez kraj przetoczy się walec wojny pozostawiając za sobą gruzowisko, wtedy ta cała misterna struktura własności prywatnej, traci na aktualności, owe wpisy do ksiąg wieczystych mają znaczenie historyczne, nie prawne, jak jakikolwiek dokument historyczny wydany przez cesarza, króla czy papieża.
    Życie toczy się od nowa i od nowa odbudowuje się struktura własności prywatnej.
    Parafrazując Biblie powiedziałbym : Na poczatku był rabunek (np.pozbawienie Indian własności ich ziemi, rozkradanie bogactw naturalnych w Rosji przez oligarchów), wojna. Po takim kataklizmie sytuacja się stabilizuje. Utrwala się nowa struktura własności prywatnej, nowi notariusze sporządzają nowe ksiegi wieczyste (czy one są naprawdę wieczyste ?)

  23. Od początku transformacji Ludwik Stomma w swoich felietonach w „Polityce”, powołując się na porewolucyjne doświadczenia francuskie, przestrzegał konsekwentnie przed reprywatyzacją.
    Całkowicie podzielam zdanie Stommy.

  24. @Rosa
    Dzięki za recenzję Powidoków. Nie pójdę na ten film. Anumlik mnie utwierdzil w tej decyzji.
    Wajde też bardzo cenię (Ziemia obiecana, Człowiek z marmuru, Wesele, Katyń), ale jest pare filmów, które nigdy mi się nie podobały. Co do „Popiół i diament” to zupełnie mi ten film nie leży, z różnych przyczyn, może takich mocno subiektywnych,bo ja nie znoszę histerycznej gry Cybulskiego, to jego długie umieranie operowe między rozwieszoną pościelą, jak operowy Otello,który po podrżnięciu sobie gardła jeszcze długo śpiewa mocnym głosem, to głupie pytanie: Człowieku dlaczego uciekałeś ? (W Katyniu, goniący chłopaka żołnierze już takiego pytania nie zadają.) No ale to wina zakłamanej ksiązki Andrzejewskiego.
    Nie znoszę „Wszytko na sprzedaż” film kabotyński, małpujący innego kabotyna „8 i pół’ Felliniego. Słabe jest „Polowanie na muchy”, „Lotna”
    No ale te pare arcydzieł czyni z Wajdy wielkiego artystę.
    Ps
    Przypomniałem sobie.Jednak histeryczna gra Cybulskiego bardzo mi sie podobała w „Pamiętniku znalezionym w Saragossie”. Ale to zupełnie inny rodzaj filmu, oniryczny, szalony wielkiego Wojciecha Hasa

  25. „Również mogliby się dopominać pieniędzy za powietrze…” czyli intronizacja grabieży na tron króla Polokokty?

    Ach, i blog ateistów uzasadnia, że wiszący od lat w powietrzu Polskim smród, to nie smog, ale piss.

    No i dzisiaj mamy inaugurację globalnego przewietrzenia, albo ocieplenia na Osi.

    Wyziewy własności i pyły cywilizacji znikną, jak dymy nad Auschwitz wywiały złe miazmaty z Polokokty.


    PS, oraz @ Lewy.
    Prywatność i wieczystość też powinny zniknąć, tak jak USA stapiają się ‚imperium’ biznesowym Trumpa, czyniąc zupełnie bezcudzysłowowe imperium KGB nowymi szatami globalizacji.

    Qva, za ironię powinno publikować się listy gończe Błaszczaka, bo bez pałki ironii nie razbieriosz, Lewy.
    I to Ty, a nie ja, w tym apelu ubiegłeś chyba samego Lenina… 😉

    PS PS
    Właśnie intronizację Trumpa skomentowała Łubianka (d.Kreml), że: „do tanga trzeba dwojga.”
    Polokokta w swym nada się co najwyżej na gumnianą polepę w tancbudzie.
    Piszmy na Łubiankę dalej, byle z daleka od gumna – tam nadal można więcej, bez niebieskiej tabletki.

  26. Anumlik.Masz wiedzę i pasję.Moje uznanie,że chce ci się jeszcze rzeźbić w pozostałościach tego „gówna”Wspominałeś kiedyś,że pełniłeś dosyć istotną funkcję w zarządzaniu centralnym niegdyś bydynkiem Warszawy i wiedza o tym jak stolica okazała się odporna na reformy pewnie jest ci znana od podszewki.
    W latach 90-ch byłem terenowym urzędnikiem skarbowym.
    Ja z autopsji znam historie przekształcania się kilku PGRów i SKRów w prywatne gospodarstwa rolne.Był to przedziwny(wg. miejscowych społeczności wołający o pomstę do nieba) ale przynajmniej skuteczny proces.Od wielu lat są to kwitnące firmy i żadne politykierstwo nie jest w stanie im zaszkodzić.Zasada powinna być jedna. Państwo powinno się zajmować wprowadzaniem zdrowego prawa w funkcjonowaniu gospodarki a nie bezpośrednim kierowaniem przedsiebiorstwami.To jest po prostu głupie i korupcjogenne a wszystkie partie bronią tych swoich przedsiębiorstw jak niepodległości jak np. w Warszawie (swoisty „węzeł gordyjski”) jak i teraz nazywając to repolonizacją czyli ojczyznę dojną racz nam wrócić Panie(modlitwa obecnych elit rządzących i KK).

  27. oliwy do ognia dodaje fakt, że w wielu księgach wieczystych nie dokonano żadnych wpisów, m.in. o wypłaconych odszkodowaniach, o przejęciu przez państwo nieruchomości z powodu (stosowne wpisać- zadłużenie, brak spadkobierców…). Sprawy tego typu dotyczą nie tylko nieruchomości warszawskich; w całej Polsce za PRL i potem nikt nie zmienił zapisów w KW.
    Przekrętem jest także powoływanie przedwojennych spółek i firm na podstawie jednej dwu akcji przedwojennych, mających wartość kolekcjonerską, a nie materialną. W ten sposób chciano zabrać połowę Katowic, powołując spółkę, której papiery wartościowe zakupiono u kolekcjonera; w Warszawie też powołano takie firemki, których głównym celem nie jest wznowienie produkcji, z raczej zawłaszczenie gruntów.
    Znam kilka takich przykładów lokalnych z udziałem kk oraz innych prywatnych osób; prawo na to pozwala, choć wszyscy wiemy, że mało jest prawdopodobne, żeby właściciel ł poszukiwany przez ustanowionego kuratora przeżył 130 lat.
    Widać władzy każdej po 1989 roku pasują luki prawne; każdy się jakoś obłowi, a że przy okazji w perzynę obrócą się wartościowe pałacyki i inne dobra- zabytki poprzednich epok?

  28. Było tak.
    Przed 1050, na wszystkich kontynentach panowała mądrość, sprawiedliwość, uczciwość, życzliwość, pokój i dobrobyt. Obie Ameryki, Azja, Afryka, Australia i wszystkie ludy Europy nie znały co to wojna, wyzysk, oszustwo, przemoc.
    Po 1050 polscy biskupi i inni polscy „religianci” zaczęli roznosić po świecie polskie bagno.
    To oni podbijali, mordowali, handlowali niewolnikami. Zapędzali dzieci do francuskich kopalń i angielskich fabryk włókienniczych. Wybili Indian. Rozpętali wojnę opiumową.
    To oni instalują fabryki w Bangladesz, mordują kobiety w Meksyku. To oni zmuszają ośmiu najbogatszych ludzi na świecie do posiadania takich zasobów, jakie ma cała reszta ludzkości. To przez nich mamy dziurę ozonową.

    Jaki piękny byłby świat gdyby nie polskie bagno roznoszone przez „religiantów” od 1050.
    „Polska Chrystusem narodów à rebours.

    Czy doczekamy się szubieniczki?
    Jakie doczekamy?
    Namolne wykrzykiwanie: to my, my jesteśmy zakałą ludzkości, my jesteśmy najgorsi ! To nic innego jak pchanie łba pod stryczek.
    Dlaczego niektórzy z nas to robią?

  29. Gekko
    20 stycznia o godz. 9:25
    Lenin był fajny, miał fajną bródkę

  30. @ prospector
    20 stycznia o godz. 9:25
    „Zasada powinna być jedna. Państwo powinno się zajmować wprowadzaniem zdrowego prawa w funkcjonowaniu gospodarki a nie bezpośrednim kierowaniem przedsiebiorstwami.To jest po prostu głupie i korupcjogenne…”

    Dokładnie tak.
    Na tym polega cywilizacja i dokładnie odwrotnie jest małpowana na gumnie.
    – – –

    Lewy, 20 stycznia o godz. 10:09
    „Lenin był fajny, miał fajną bródkę”

    Im dalej siedzenie admiratora od skutków bródki Lenina, tym fajniejsza. Jeszcze fajniejszy jest:
    …wąsik, ach ten wąsik;
    powraca też z nim pląsik…
    – – –

  31. mohikanin przedostatni
    20 stycznia o godz. 9:44
    „Polska Chrystusem narodów à rebours…”

    Jak to, a Kopernik? – pierwsza była kobietą, wiedział to nawet Orwell, małpując…

    Nb. istota rzeczy jest w tym, że „przed 1050” tu jak było, tak zostało. Gdzie indziej poszło dalej, a czasem dalej wstecz, jak za wschodnią granicą plemienia arebourów… 😉

    Żaden głupek nie staje się mędrcem wśród większych głupków.
    No, chyba że na gumnie. 😉

  32. konstancja
    20 stycznia o godz. 9:33
    „…nie dokonano żadnych wpisów…”

    Konstancjo, czy to forma bierna czyni sprawy niedokonanymi?
    Czy też rodzaj nijaki, czyniący bezosobowość i nieodpowiedzialność koniecznym warunkiem kompetencyjnym na urzędach?
    No, a może to po prostu byli ONI, co nie dokonali wpisów. Tak, to byli, są i będą ONI, prawda? 😉
    Ukłony zum shokoladen. 😉

  33. @Gekko
    Domagać się ukłonów za czekoladki? A fe, Gekko. Dobrze wychowany młody (?) człowiek pci mężczyźnianej powinien użyć zwrotu Zusammen mit Schokolade te ukłony dla Szan Pani 🙂

  34. anumlik
    20 stycznia o godz. 11:06

    Anumliku, ja ostatnio skąstatowałem, że w interesie publicznem, pier..lenie zasad odmładza. A sam interes wydłuża, ad mortem defecatam.
    Niemniej, dziękuję za Twój oldskulowy wtręt neoliberalnie-językowy w dyskursie, to ubogaca w gacie.
    Pralinen w podzięce wysyłam ab-cugiem… 😉

  35. Gekko, przychylam się (nie całkowicie) do Twojej opinii o zjawisku opisanym przez @anumlika, a występującym w Warszawie, jako zjawisku ogólnokrajowym, ogólnopaństwowym, ogólnospołecznym, występującym w Umęczonej od wieków. Gdziekolwiek nos się nie wsadzi, waniajet chabarem, wziątką, zrzutką, gratyfikacją i rekompensatą.

    Także podzielam (nie absolutnie) Twoją krytyczną ocenę nadziei związanych z zapuszczeniem samorządności w Umęczonej, która miała zlikwidować w państwie niektóre przykre zjawiska charakterystyczne dla państw bez tradycji prawno-organizacyjnych.

    Jak pamiętamy Umęczona była samorządna przez setki lat, czego najbardziej znanym dziś rezultatem jest widelec jako wynalazek służący do nabijania się przez potomków tamtych szlacheckich samorządowców z bratniego, mało kulturalnego narodu składającego się z chamów (bo widelców nie znali) i półgłówków (nie wiedzą co się w Polsce dzieje) i oszustów (chcieli zawrzeć niekorzystny kontrakt na miliardy PLN). Nierzetelność, buracka pycha, chytrość karbowych wyłazi przez wszystkie szwy PiSowskiej demokracji.

    Podzielam Twoje zastrzeżenia, chociaż nie w całości. Nie jestem przeciwko samorządności, a przeciwnie. Widzę w niej przyszłość. To co uwala demokrację, a w niej samorządność w Umęczonej, to brak woli, czyli niechęć do działań, mentalność korupcyjna (jak się da, to się zrobi) przechodząca w zwykłe cwaniactwo, wysoka tolerancja dla krętactw, nierzetelność na wszystkich szczeblach drabiny społecznej, traktowanie prawa jako uciążliwego dodatku do życia paraliżującego nasze sprytne inicjatywy, niby krępującego wolną wolę, itd.

    Rezultatem braku długofalowych przekształceń, powolności ewolucji państwa i społeczeństwa, jest państwo mało prawne, gdzie nie tylko nie szanuje się prawa, lecz także słowa swojego oraz drugiego człowieka.

    Państwo nominalnie demokratyczne, a mało prawne, jest słabe wobec obywateli, a obywatele są słabi wobec państwa. Obie strony przegrywają. Co po latach funkcjonowania w takich słabościach prowadzi do węzłów i zapętleń, jak w Warszawie – korupcyjno-kolesiowsko-polityczno-mafijnych. To było nieuchronne.

    Zgadzam się z tym, co napisał Tanaka. Każda nowa ekipa pokrzykuje na początku, że rozgoni, naprawi, wyczyści, po czym powolutku, pomalutku zalega cisza, bowiem układ kolesiowsko-partyjno-urzędniczo-mafijny jest tak wżarty w Warszawę, że nowa ekipa nie może sobie pozwolić na jego rozgrzebywanie. Dotyczyło to zarówno SLD, PO, PSL, jak i PiSu dzisiaj dotyczy.
    Państwo mało prawne (w segmencie urzędniczo-samorządowym), jak się okazuje, jest silniejsze od każdej nowej władzy. Nikt nie wie, jak dotrzeć, jaką drogą dojść do państwa prawnego. A PiS nawet o tym nie myśli. Wręcz przeciwnie. Państwo prawne dla PiSu jest zasadniczą przeszkodą w osiąganiu celów politycznych.

    Dla Prezesa ważna jest władza. Przepisy ją ograniczające w razie czego można ominąć, zlekceważyć lub uznać za nieistniejące, do czego służyć powinni i służą wiernie jego podwładni na sznurkach – pan Z, pan D, pani S i inni. PiS państwa prawnego nie zbuduje, bo nie jet to jego celem. A w szczególności nie będzie kruszył kopii o układ warszawski.
    Pzdr, TJ

  36. Lewy
    20 stycznia o godz. 9:16

    Mój komentarz o filmach Wajdy
    Wajdzie nie wszystko czego dotknął, udawało się zamienić w złoto. Tych dotknięć i pozłoceń miał jednakże tak wiele, że w mojej ocenie był on wielkim reżyserem. Histeryczna gra Cybulskiego w Popiele i diamencie? Owszem. Taka maniera. A Kobiela? Również miał swoja manierę, niekiedy irytującą.
    Wajda te maniery aktorskie i wątki Andrzejewskiego posklejał sprawnie, wypucował, dokroił stosownie, by decydentów zaspokoić i wypuścił dzieło przemawiające do serca i rozumu.

    Wajda stworzył tyle wybitnych filmów, ze nie wiadomo, za który się zabrać by jego wielkość jako reżysera potwierdzić.
    Pzdr, TJ

  37. Właśnie skończyłem czytać książkę pt. Syndykat Zbrodni Władysława Bartoszewskiego, gdzie opisuje on ostatnią fazę fizycznej likwidacji naszych przedwojennych politycznych i wojskowych elit przedwojennych. Pozostały po okupacji kolejno sowieckiej, niemieckiej i znowu sowieckiej, niedobitki i z tego zbudowano, właśnie potem satelitę.
    Porządek jednak w tych ustrojach nie może być zachowany, jeśli nie stosuje się oczyszczającego terroru. Wcześniej czytałem książkę Lecha Kowalskiego – „Cze.Kiszczak. Biografia gen. broni Czesława Kiszczaka”, która opisuje także polonizację aparatu represji i kto to tak naprawdę był kto miał realną władzę. W latach 60 mieliśmy wymianę elit na uczelniach i zmianę mentalności. W przypadku nauk społecznych o znaczeniu politycznym jak prawo z cywilizacyjną szkodą dla Polski. Cały czas kształtowano pod kontem nadania nowego wyrazu ideologicznego instytucje nie tylko władzy, ale i ochrony prawnej. Stan wojenny podzielił społeczeństwo na rządzonych i zarządzających. Kryteria naboru dot. kto się za czym opowiedział i w gruncie rzeczy z jakich środowisk pochodzi. Doszło do kompromisu, Zachód był za. W rezultacie po połączeniu substratu osobowego elit i nowym ustrojem, natychmiast po 89r. w ramach dzikiego kapitalizmu pojawił się fenomen znany nam z I RP, jako ukształtowanie się dwóch zasadniczo różnych narodów. Jeden z czworaków drugi z dworów. To jest nowa odsłona podziału na zarządzających i zarządzanych. Weszliśmy do UE trzeba było dać gwarancję przestrzegania pewnych praw. Przyjęliśmy konstytucję i ustawy zwykłe zmieniające ustrój. I mamy taką sytuację, że widzimy, iż co innego jest na papierze, a co innego za oknem. Dla mnie to jest kwestia cywilizacyjna. Nie patrzę w przeszłość i nie chcę rozrachunku, ale chciałbym, by w miarę szybko teoria zaczęła odpowiadać praktyce. Zrobić to można poprzez partykularny system obrony grupowych interesów, gdzie stoją wrogie polityczne, medialne i społeczne obozy, można i w ramach konsensusu na co się nie zanosi. Z praktyki i zapowiedzi wynika, że faktycznie dochodzi do głębokich zmian ustrojowych. Niepokój i zastrzeżenia instytucji międzynarodowych i autorytetów krajowych, elit w kraju i za granicą są uzasadnione. PiS zdjął sobie bezpieczniki i faktycznie ma już ogromną władzę, taktyka opozycji najwyraźniej nie zahamuje bardzo intensywnych przemian. Władysław Bartoszewski w książce pt. Syndykat Zbrodni napisał, że stawiamy sobie cele i w gruncie rzeczy dobór środków zależy od sytuacji. Celem jest istnienie państwa i społeczeństwa i potem jego integralność oraz rozwój cywilizacyjny. Istnienie to może być wojna lub dyplomacja. Integralność i rozwój cywilizacyjny to też może być walka lub porozumienie. Henry Kissinger opierał swoją filozofię ładu międzynarodowego na real polityce. Na tym, że ład Westfalski 1648r. uświadomił państwom europejskim, potrzebę respektowania pewnego minimum reguł. Pomogło to państwo funkcjonującym w ramach tzw. ładu Westfalskiego zbudować nowoczesne państwa. Nam przez wieki się nie udało. Ten proces się jednak dzieje i jesteśmy tego świadkiem. Jeśli nic w układzie międzynarodowym się nie zmieni w sensie powrotu pod skrzydła Rosji mamy wielką szansę na sukces.

  38. @anumlik
    Przeczytałem starannie wpis i komentarze do 12:11.
    Właściwie wszystko skomentowano.

    Kładziesz nacisk na zgoła wschodnią „siłę urzędników”, w ten sposób trochę usprawiedliwiasz polityków.
    Właśnie prezes, w ramach dobrej zmiany, rozwalił podwaliny urzędnicze, tak mozolnie budowane od lat.

    Szkoda, że nie przeliczyłeś (dla młodych) starych złotych.

    Pozdrawiam serdecznie

  39. @@Lewy, tejot
    Andrzej Wajda robił najlepsze filmy w czasach nędzy technologicznej. Ograniczenia budżetu, cenzura, itp. – to był dodatkowy handicap w konkurencji na rynku światowym.
    Ale w Umęczonej ludzie walili do kin na filmy Wajdy.

    Dlaczego Mistrz zakończył swoje reżyserowanie kiepskim filmem z którym odważnie rozliczył się grający bohatera, Bogusław Linda?
    Niezbadane są decyzje Mistrzów…
    PS
    Wiele lat temu, w hali odlotów w Sztokholmie, oglądałem wiadomości na ekranie lotniskowym.
    Patrzę, a tam wywiad z Wajdą, który mówi, że już nie będzie robił filmów.

  40. Gekko
    20 stycznia o godz. 10:39
    ujęłam to w czasie przeszłym, niedokonanym, (albo i dokonanym) bo nie mam pojęcia, kto w tamtych latach był odpowiedzialny za wpisy w KW.
    Władza ludowa niewątpliwie pokpiła sprawę i teraz mamy pasztet.

  41. może lekarstwem na Dekret Bieruta jest przeniesienie stolicy do innego miasta? np Bielsk Podlaski wydaje sie być w sam raz…
    od razu ceny nieruchomości w stolicy spadną, bo stolica już nie tu; urzędnicy wyjadą do nowej stolicy, a tam…nie było Dekretu.
    Poddaję pod rozwagę

  42. No ale jakie lekarstwo zastosować na prawników, aby chcieli przestrzegać prawa?

  43. Ziobro w akcji: Krajowa Rada Sądownictwa będzie wybierana przez… parlament.

    http://wyborcza.pl/7,75398,21270572,ziobro-zapowiada-reforme-sadow-krajowa-rada-sadownictwa-bedzie.html

  44. Na marginesie
    Następny krok – parlament wybiera parlament. Taniej i szybciej.

  45. @mag 20 stycznia o godz. 16:39

    A tak w ogóle to po co parlament? Wystarczy robot do naciskania guzików. Taniej i szybciej, a efekt ten sam. Tu miał być uśmiech, ale mi wcale nie do śmiechu.

  46. A może wystarczy sam Mrożek i refleksja dobra na wszystko i praktycznych półpancerzach? No, ale w praktyce nie wystarczy temu, kto się zetknął z problemem. Poniżej wklejam z Internetu wypowiedź, dlaczego:

    ” a nie mam sił prowadzić sprawy w sądzie, jestem strzępkiem nerwów, dwa lata straciłem ze swojego życia, Sąd dopuścił się wielu nadużyć a mój adwokat zaniechań w trakcie sprawy. Adwokat następnie nieodbierając wyroku doprowadził do odrzucenia środka odwoławczego (nawet sama konstytucja RP zapewnia mi dwuinstancyjność). Gdzie mam się udać? Przecież w tych aktach są nieprawdziwe protokoły! Czy w tym kraju istnieje prawo?!?! Nie mogę do końca swojego życia walczyć z urzędnikami z powodu jednego Sędziego który na białe mówi czarne bo ma możliwość \”swobodnej oceny materiału dowodowego\”, a nie mam możliwości odwołania się od tego, bo adwokat nie dopełnia swoich podstawowych obowiązków (dodatkowo żywił mnie informacjami że adwokat strony pozwanej to były sędzia sądu, w którym odbywała się sprawa sądowa a pomimo tego nie wniósł o wyłączenie wszystkich sędziów z danego sądu rejonowego i przekazanie sprawy do sądu w innym mieście). Jak powinienem postąpić w obecnym stanie? Od czego zacząć? Póki co sprawa jest oddalona o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji. Co teraz? Jest jeszcze skarga do SN na postanowienie sądu II instancji? Pozostawić pełnomocnictwo adwokatowi (żeby mógł do końca bronić swojego stanowiska przed sądem ze jego działanie nie pozwala na odrzucenie wniosku o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji) czy wypowiedzieć mu je już teraz i wystąpić o ustalenie adwokata z urzędu i zwolnienie z kosztów sądowych w sprawie odwołania się do SN, a następnie powiadomić ORA, wystąpić do Sądu o adwokata z urzędu w sprawie roszczeń wobec byłego pełnomocnika? Moje prawa zostały pogwałcone na każdym kroku. Tak ma działać aparat sprawiedliwości? Mam poświecić rok, dwa, może kolejnych 5 lat na dochodzenie swoich roszczeń tym razem od Skarby Państwa i od adwokata? A może mam nic nie robić i najlepiej odejść…”

  47. Powyżej to jest głos tego internauty, który najwyraźniej jest znalazł się w czworakach systemu, a Pan feudalny go sądzi i Pan go broni. Widać, że wcale nie musi stosować prawa, ani jeden Pan ani drugi.

  48. @głos zwykły 20 stycznia o godz. 17:51

    Wypowiedź, którą cytujesz, jest chaotyczna i po prostu nic mi nie mówi.
    JAKIE prawa tej osoby zostały pogwałcone? O co chodziło?
    Sprawdziłeś fakty? Skąd wiesz, że ta osoba mówi prawdę?
    A przede wszystkim: skąd ten cytat?

  49. @Na marginesie
    Wypowiedź tą znalazłem pod tym adresem:

    http://www.lex.pl/forum/-/message_boards/message/3545692

    Internauta zarzuca, że sąd w sprawie działa nieprofesjonalnie podobnie jak adwokat. Sprawa trwa dwa lata. W międzyczasie internauta stracił pracę i został bezrobotnym. Teraz musi się starać zasądzić adwokat, to następne 5 lat, aby to uczynić musi wziąć adwokata z urzędu, który w powszechnej opinii osób które korzystały z takiego adwokata jest też niefachowy. Myśle, że to bardzo analogiczna sprawa do tej co przedstawiał anmulik, ale akurat z dziedziny prawa pracy. Chodzi tutaj o brak zaufania do sądów. Anmulik nie ma też zaufania do autorytetu naukowców z dziedziny prawa. Ja prawdę mówiąc też. Można to traktować podejrzliwie, jako drobne potknięcie dobrze funkcjonującego wymiaru sprawiedliwości, a może też i insynuować, że coś tutaj poważnie śmierdzi. Z własnego doświadczenia mogę jedynie powiedzieć, że nie da się zasądzić od pracodawcy niewypłaconego wynagrodzenia, jeśli to jest koncern, który ma w biznes planie nie płacenie za nadgodziny. Mam jednak i inne doświadczenia np. że sąd administracyjny ignoruje wszelkie argumenty podatnika. W zasadzie pisze sobie byle co. W sądzie administracyjnym najczęściej są sędziowie z dorobkiem naukowym piszący monografie lub komentarze, a także osoby z doświadczeniem z pracy w skarbówce. W sprawach drobnych np. 30000-50000 nie ma w ogóle szans na zwrócenie sobie kosztów doradztwa prawnego lub podatkowego na dobrym poziomie, ale bez jakichś szczególnych gwarancji. W praktyce więc jako podatnik pozostaje jedynie prowadzenie sprawy samemu. Jeśli weźmie się prawnika indywidualnie prowadzącego kancelarię adwokacką, radcowską lub podatkową, np. za 3000 zł. to będzie tylko kłopot, kto chce korzystać z prawnika z urzędu, to spotka się z iluzją pomocy prawnej, bowiem stawka urzędowa dla niego to 200 złotych. Nie słyszałem, żeby ktoś za tą kwotę chciał osoby korzystające z prawnika z urzędu należycie reprezentować. Czasami jednak jest przymus adwokacki przy wnoszeniu kasacji. Wówczas jednak wszyscy tacy pełnomocnicy procesowi piszą pisma, że nie ma podstaw. Nawet nie kontaktują się z klientem z urzędu. To samo ze skargą do TK. Taka sama cena za ich pracę. Tak to wygląda w praktyce, kto pracuje nieuczciwie czy nie jest kompetentny w zawodzie prawniczym nie ponosi żadnej odpowiedzialności, poza jednym przypadkiem, gdy ma bogatych klientów z których się utrzymuje i których może stracić.

  50. Nie podważam wypowiedzi tego internauty ani twierdzenia, że być może adwokat nie prowadził sprawy jak należy. Jest zresztą w necie mnóstwo takich emocjonalnych wypowiedzi, których autorzy skarżą się, że świat wali im się na głowę. Kiedyś czytałam anonimowy post, w którym ktoś skarżył się na agencję ubezpieczeniową, która przysłała mu wezwanie do zapłaty za ubezpieczenie samochodu, który on dawno sprzedał. A on nie rozumie, czego od niego chcą. Pierwsze pytanie, które mi się nasuwa: czy powiadomił ubezpieczyciela o zbyciu samochodu? Autor tego postu nie wspomina o tym ani słowem.
    Drobny szczegół, który (w moim pojęciu) jednak całkowicie zmienia postać rzeczy.
    Chodzi mi o to, że z jednej strony wszyscy wiedzą, że przepisy prawa w Polsce są niejasne, urzędnicy nie zawsze kompetentni, a oszustwa dość często się zdarzają. Z drugiej strony jednak wiele osób chyba nie przewiduje skutków własnych poczynań i nie rozumie, że jeżeli nie radzą sobie z życiem – to niekoniecznie kwestia systemu, okoliczności czy jakichś „onych”. Raczej tych „onych” wini się ciurkiem o wszystko, jednocześnie obsadzając siebie w roli ofiary. I to są dwie strony medalu – dokładnie tak, jak w aferze z Amber Gold. Bo nikt nie zmuszał amatorów szybkich zysków do lokowania oszczędności w niesprawdzonej instytucji. Ludzie pomstują, że nic nie działa prawidłowo i że nie mają zaufania do systemu. Ale często od siebie nie już wymagają niczego. Oczekują natomiast od państw (gospodarza?) że ich uchroni przed wszelkim nieszczęściem i ewentualną nieuczciwością „onych”.

  51. @głos zwykły 20 stycznia o godz. 20:42

    Kto jest niekompetentny w zawodzie prawniczym – zostaje z łaski PiSu prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Dobra zmiana!

  52. @głos zwykły
    Anumlik ma zaufanie do autorytetów w dziedzinie prawa, nie ma natomiast zaufania do polityków, którzy prawo uchwalają oraz do tych, którzy – dla doraźnych politycznych korzyści partii będącej akurat u władzy – kiepskich prawników na najwyższe prawnicze stanowiska powołują. Kto jest niekompetentny w zawodzie prawniczym – zostaje z łaski PiSu prezesem Trybunału Konstytucyjnego – napisała dopiero co Namargineska. Mogę zasypać blog przykładami ustaw, które przygotowywano „pod konkretną partię”, albo – gorzej – „pod konkretną grupę (hi, hi!) lobbystyczną”. Sporo by było do czytania. W ugruntowanych demokracjach takie procedowanie ustaw, z jakim obecnie mamy do czynienia, w ogóle nie istnieje. Gdyby politycy w Polsce słuchali prawniczych autorytetów uchwalając obowiązujące wszystkich prawo, lepiej by nam się żyło. Ale to temat na odrębnego „wstępniaka”.

  53. @stasieku, z godz. 12:26
    Kładziesz nacisk na zgoła wschodnią „siłę urzędników”, w ten sposób trochę usprawiedliwiasz polityków.
    Nie usprawiedliwiałem polityków, napisałem jeno, że zostawali (co do jednego) uniewinniani przez sądy z zarzucanych im czynów.

    Szkoda, że nie przeliczyłeś (dla młodych) starych złotych.
    Liczę na ich znajomość arytmetyki na poziomie szkoły podstawowej. W nawiasie, w środku tekstu, pojawiła się informacja (denominowanych potem w stosunku 10 000:1). Z każdego miliarda należy „odciąć” cztery końcowe cyfry i otrzymasz kwotę w „nowych” złotych.

  54. anumlik 20 stycznia o godz. 21:16;
    Ewa Łętowska jest autorytetem w dziedzinie prawa. Piszesz: „Prof. Łętowska powiada, że nie wierzy w istnienie klasycznej mafii, która zarządza warszawskimi nieruchomościami. Ja także – jak dotąd – nie wierzę i jestem skłonny przyznać, że to nie mafia, tylko nieformalne porozumienie nieruszonych od lat urzędników z politykami, którzy wypromowali kolejnych prezydentów Warszawy i stojąc w cieniu prezydenckich ekip wiedzą, do którego słoika z konfiturami się dobrać, aby dla siebie i dla swojej partii także coś uszczknąć. Co do tego, że wyspecjalizowani w poruszaniu się w meandrach niejasnego prawa adwokaci są zblatowani – jak to Łętowska określiła – z warszawskimi urzędnikami, nie mam wątpliwości. Że owe obie „układające się strony” potrafią działać w sposób zarezerwowany dotychczas dla mafii, pokazuje sprawa Jolanty Brzeskiej, zabitej i spalonej w Lasku Kabackim walczącej z tzw. czyścicielami kamienic. Od działań mafijnych do klasycznej mafii złożonej z gangsterów, polityków i prawników, tylko mały krok.”
    ———–
    Mafia to zorganizowana grupa przestępcza o dużych wpływach, powiązaniach z osobami na różnych szczeblach władzy, policją, biznesem, prowadząca działalność gospodarczą finansowaną z przestępstw, to jednak co opisujesz to tzw. działalność mafijna. Prof Ewa Łętowska jest zdania, że: „Układ mafijny zakłada porozumienie wielu osób, a wedle mojego przekonania tego nie było. Porozumienie mogło istnieć, ale na poziomie przydzielania kuratorów albo wyjmowania w miejskich instytucjach dokumentów dot. roszczeń, gdy zgłaszał się zblatowany z urzędnikami wyspecjalizowany adwokat. Czasami myślę, że w Polsce jest w archiwach przychylność, aby wyjąć jakiś dokument na wierzch kupy, gdy da się choćby pudełko czekoladek.”
    Ja jednak uważam, że jest to pogląd naiwny. W nieruchomościach przy dużych aferach mafia już była od samego początku, mogli być też i członkowie nadzorujący mafię z ramienia polskiego i zagranicznego wywiadu w różnych okresach czasu. Z zwyczaju dawania pudełka czekoladek nie może wyniknąć tak duża afera, która jest skutkiem że literalnie wszystkie odpowiedzialne instytucje nie działają, jak należy. Podobnie jest z Amber Gold. Z psychologii półpancerzy pół praktycznych nie wynika wcale, że wyłączną winę w powstaniu tej afery ponoszą ludzie chciwi, którzy chcą mieć 10% na kapitale.

    Taka sytuacja może przynieść prywatną szkodę każdemu, nie tylko społeczności, która jest okradana w wyniku pasożytnictwa różnych grup interesu. W przypadku, gdy chcemy jednak dochodzić odpowiedzialności za własne szkody od sądu lub od adwokatów, albo od urzędników, takiej odpowiedzialności w praktyce nie ma. I dlatego właśnie przytoczyłem ten wpis Internauty, ponieważ i ja sam, mam takie same doświadczenia, jak ten Internauta. Odczuwam, jako obywatel, bezradność wobec arbitralnego postępowania państwa wobec mnie. Uważam, że formalnie zagwarantowano mi pewne prawa do ochrony własnych interesów wobec państwa w sferze prawa publicznego i innych silniejszych ode mnie podmiotów w sferze prawa prywatnego. W praktyce jednak funkcjonuje mechanizm uniemożliwiający realizację tych praw związany z określonym poziomem i funkcjonowaniem właśnie polityków, urzędników, prokuratury, sądów i adwokatów oraz radców prawnych. Niezależnie od tego czy chodzi o 200 złotych podatku, czy o 2 mln. złotych ten mechanizm blokowania praw obywateli, funkcjonuje podobnie, jednak gdy ma się okazję walczyć o owe 2 mln złotych ( ale jednak 20 mln jest bliższe rzeczywistości) można sobie już wziąć adwokata np. pracownika naukowego, który np. był wcześniej wiceministrem, tworzył prawo, administrował jakimiś sprawami państwowymi, był pracownikiem naukowym i wykładał w różnych instytucjach m. in. takich jak sądy, prokuratura, a więc zna bardzo wiele osób z najwyższej półki urzędników, polityków, prawników różnej specjalności. Wiadomo, że jeśli np. zgodziłbym się zapłacić takiemu prawnikowi co ma własną kancelarię, to miałbym świadomość, że nie oczekuję, iż jedyne co zrobi to przeglądnie pismo sporządzone przez aplikanta w mojej sprawie. 🙂

    I teraz można sobie wyobrazić jak dobrą sytuację w Polsce ma duży międzynarodowy koncern. W sprawach pracowniczych, gdzie się nie płaci za nadgodziny. Koncern nie pójdzie do takiego profesora, weźmie sobie adwokata, który ma wrobione stosunki w sądzie. Jeśli pracownik nie przegra od razu. Sprawa się rozciągnie w czasie. Ja np. już 7 rok sprawę prowadzę w sądzie pracy o kwotę bez odsetek 13 tys. złotych z czego 3 tys. to tzw. roszczenie o zapłatę. Sąd i radcowie prawni, którzy reprezentują mnie w sprawie, zrobili wszystkie możliwe błędy, aby uwalić sprawę. Jednak w międzyczasie strona przeciwna przyznała się i przedstawiła dowody, że jest winna, że fałszowała ewidencję czasu pracy i nawet zrobiła wyliczenia z których wynika, że obliczając wynagrodzenie pominęła konkretne przepisy, zniżając stale moje zarobki. I właśnie dlatego to postępowanie trwa 7 lat. Sąd w ogóle pominął niekorzystne dla mojego przeciwnika dowody i napisał wyrok, tak jakby to zrobił adwokat dla swojego klienta. Jeśli koncern się zirytuje moją postawą, to może i wynajmie na etapie kasacji jakiegoś profesorka, kto wie….
    W każdym razie jest oczywiste, że nikt za zachowanie które jest skandaliczne wobec prywatnej osoby nie poniesie odpowiedzialności. Podobnie jak anmulik o aferach publicznych, ja mogę godzinami sypać przekładami z takim bardziej prywatnych spraw. To jest w gruncie rzeczy ten sam problem. Powiedzieć można że to nie mafia, że to nie układ mafijny, a jednak rozsądnym postępowaniem z punktu widzenia czysto utylitarnego w życiu jest stałe całowanie ojców Corleone w pierścień i potem jak to się potocznie mówi cały dawanie mu dupy. Z terminologii jaką znalazłem u Ericha Fromma to się nazywa jednak nie miłość, lecz zjednoczenie symbiotyczne.

  55. Post scriptum do dyskusji na temat skuteczności programów edukacyjnych.

    Wierzy pani w to, że zmiana możliwa jest na każdym etapie życia i w każdym wieku?
    – Oczywiście. Czasem wystarczy zrobić jeden krok w odpowiednią stronę i to już jest zmiana. Ona nie musi być radykalna, może być powolna i stopniowa. A nawet taka powinna być, żeby samego siebie przekonać, że jest właściwa i korzystna.

    http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21269284,ewa-woydyllo-malkontenctwo-staje-sie-filozofia-zyciowa-ale.html#TRwknd

  56. Też czytałam.
    Może być też tak, że półtoraroczny szkrab będzie wyciągać rączkę do obcego człowieka i usłyszy, żeby tego nie robił, bo pan jest zły, może go porwać albo zabrać mu zabawkę. Jeśli ktoś został wychowywany w atmosferze ciągłego zagrożenia, to zostaje zaprogramowany do negatywnego sposobu myślenia o sobie, innych i zdarzeniach w życiu.
    *To, co mówimy naszym dzieciom, nie jest aż tak ważne w porównaniu z tym, w jaki sposób się do nich zwracamy i jaki panuje klimat w naszej rodzinie.

    To na temat programowania rodzinnego. I tacy zaprogramowani do nieufności, podejrzliwości i malkontenctwa muszą oczywiście korzystać z programów edukacyjnych. O ile chcą. I o ile są w stanie pojąć, że muszą.

  57. @głos zwykły, (21 stycznia o godz. 9:31)

    …Z terminologii jaką znalazłem u Ericha Fromma to się nazywa jednak nie miłość, lecz zjednoczenie symbiotyczne.

    Obawiam się, Fromm mógłby się przewrócić w grobie, gdyby to przeczytał.
    Istotą miłości symbiotycznej (zjednoczenia symbiotycznego) jest brak umiejętności jasnego określenia własnych granic psychologicznych. W efekcie czego następuje zatarcie, rozmycie własnej tożsamości, własnego Ja. Brak umiejętności dokonania rozdziału pomiędzy własnym Ja a Ja obiektu „miłości”. Jest to rodzaj uzależnienia.

    Układy mafijne czy para mafijne budowane są na wspólnocie interesów. Granice pomiędzy tożsamościami i obszarami Ja są jasne, choć nie zawsze uświadamiane i werbalizowane. Istota relacji polega na podporządkowaniu organizacyjnym i proceduralnym, któremu wcale nie musi towarzyszyć zatarcie, rozmycie granic tożsamości, własnego Ja.
    Jest to typ zależności.
    Uzależnienie i zależność to nie to samo.
    Zależność może przerodzić się w uzależnienie, czego przykładem jest syndrom sztokholmski, ale nie musi.

  58. @Ewa-Joanna, (21 stycznia o godz. 9:58) dokładnie tak.
    Bez wysiłku własnego nic się na da zrobić.
    Ale to nie znaczy, że programy edukacyjne można „o kant dupy rozbić”.
    Zmiany są możliwe zawsze. Trzeba chcieć, trzeba się wysilić.
    I nie oczekiwać natychmiastowych i spektakularnych cudów. Po cuda to wiadomo gdzie się udać. Kiedy pisałem o zainfekowaniu mózgów katolicką wizją człowieka, nawet u ateistów, miałem na myśli, między między innymi, ten typ oczekiwań. Natychmiastowego, bezbolesnego, bez wysiłkowego, radykalnego sukcesu na miarę cudu.
    Nic z tych rzeczy. To jest żmudna, trudna droga step by step. Pełna meandrów, raz do przodu, raz w tył. Rzecz w tym, żeby przyjąć na siebie odpowiedzialność za własne życie.
    „Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce szuka powodu”.

  59. Słów kilka na temat tego, jak ważne jest dobre prawo.

    Stefan Starzyński w rocznicę wojny bolszewickiej, tak w roku 1938 opowiadał do weteranów wojny z 1920 roku na temat kryzysu z początku lat trzydziestych, który dotknął Warszawę:
    Kasa miejska była pusta i pracownicy miesiącami nie otrzymywali swych poborów (…), to samo dotyczyło emerytów, wdów i sierot, dostawcy nie otrzymywali należności, stałe opóźnienie w wypłacie z natury rzeczy wkalkulowywali w ceny, podrażając wszelkie zakupy. Asygnaty miejskie nie pokrywane przez kasę sprzedawano na czarnej giełdzie za 50 proc. wartości. Gmina nie mogła w tych warunkach uzyskać normalnego kredytu, płacąc nieraz lichwiarskie procenty (…). Magistrat zatrzymywał inkasowane na rzecz Skarnu Państwa Podatki („Rozwój Stolicy”, Warszawa 1938, s. 33).
    Obraz, który przed oczami weteranów wojny bolszewickiej rozciągnął Starzyński można by nałożyć na sytuację, w jakiej znalazły się wszystkie polskie miasta w II Rzeczpospolitej. Sytuacji winien był z pewnością także ogólnoświatowy kryzys lat trzydziestych, rozpoczęty słynnym czarnym czwartkiem na nowojorskiej giełdzie z 24 października 1929 roku, ale gdyby nie polskie ułomne prawo bankowe, do tak wielkiej dewastacji finansów publicznych by nie doszło. Słów zatem kilka o ostrzeżeniach, które zostały zlekceważone.
    Reformowanie polskiego samorządu w II RP zakończyła uchwalona 11 sierpnia 1923 roku ustawa „o tymczasowym uregulowaniu finansów komunalnych”. Dała ona samorządom możliwość konstruowania budżetów w oparciu o własne władztwo podatkowe, dała im również do ręki oręż bardzo niebezpieczny, mianowicie zaciągania niemal nieograniczonych kredytów bankowych, szczególnie krótkoterminowych. Ustawa została mocno skrytykowana przez znawców finansów publicznych. Prof. Adam Pregier tak o niej pisał: Przepis ten oparty ściśle na wzorze pruskim zezwala związkom komunalnym wszelkich typów na zaciąganie pożyczek i na obejmowanie poręki z zastrzeżeniem zatwierdzenia władz nadzorczych. Bez tego zatwierdzenia mogą być realizowane tylko pożyczki przeznaczone na czasowe zasilenie funduszów kasowych, ulegające zwrotowi w krótkim czasie. Ustawa (…) nie wymienia wyraźnie celów, na jakie wolno związkowi komunalnemu zaciągać pożyczki długoterminowe, jak czyniły niektóre dawniejsze ustawy.
    Mimo wyraźnego ostrzeżenia prof. Pragiera, ustawa bankowa z 1924 roku nie ujednoliciła zakresu zakresu działania komunalnych banków i kas oszczędnościowych (które – uwaga! – były parabankami) działających w ogromnym rozdrobnieniu i bardzo nierównomiernej koncentracji kapitału. Większość tych parabanków posiadała bardzo małe kapitały własne, a całą działalność opierały na kredytach państwowych, w szczególności na kredytach Banku Gospodarstwa Krajowego (wypisz wymaluj nasze SKOK-i). Gdy po roku 1929 nastąpił lawinowy odpływ zagranicznych wkładów w polskie banki, jednym z pierwszych, w którym załamały się finanse był Bank Gospodarstwa Krajowego. W latach 1929 – 1934 wkłady w polskich bankach prywatnych spadły z 959 do 454 milionów złotych. Instytucje kredytowe – jedna po drugiej – ogłaszały upadłość.
    W roku 1929 budżety gmin, miast i powiatów osiągnęły najwyższy poziom w historii II RP. Wynosiły one – 1179 milionów złotych w dochodach oraz 1176 milionów w wydatkach. Wystarczyły jednak zaledwie cztery lata, aby samorządy osiągnęły najniższy poziom swych dochodów (645 mln. zł), a pięć lat, aby osiągnęły najniższy poziom wydatków (660 mln. zł).
    Deficyt budżetowy będący skutkiem tych wydarzeń rósł z roku na rok osiągając w roku 1933 poziom 220 milionów złotych. Deficyt pokrywano zaciągając kredyty krótkoterminowe, na które ustawa zezwalała bez ograniczeń. Gdy w 1932 roku doszło do płatności zobowiązań 560 polskich miast (bez Warszawy), na ich ogólną liczbę 635, okazało się, że łączna suma długów wynosi 214 milionów złotych, co przekładając na poszczególne budżety stanowiło przeciętnie 60 procent budżetów tych miast. Akurat tyle, aby ogłosić ich upadłość.
    Upadłości nie ogłoszono, ba nie przewidziano takiej okoliczności. Powołana Centralna Komisja Oszczędnościowo-Oddłużeniowa dla Samorządu w opublikowanym w 1937 roku sprawozdaniu napisała: Spadek dochodów zwyczajnych, spowodowany załamaniem się koniunktury (…) potęgowany jest odbieraniem (względnie uszczuplaniem) samorządom pewnych źródeł dochodowych, odebraniem prawa egzekucji podatków itp. Z drugiej zaś strony, Państwo, usiłując poprawić swoją coraz cięższą z powodu kryzysu sytuację finansową, przesuwa na barki samorządu pewne wydatki, odciążając w ten sposób budżet państwowy.
    I rzeczywiście. Kryzys gospodarczy lat trzydziestych silniej dotknął budżety gminne i powiatowe niż budżet państwa. Ten ostatni bowiem w latach 1929 – 1936 uległ obniżeniu w wydatkach o 22 procent, podczas gdy wydatki budżetowe samorządu terytorialnego spadły w tym samym okresie o 36 procent.

    Czy czeka nas „powtórka z historii”? Działania wicepremiera Morawieckiego zdają się na to wskazywać.

  60. mohikanin przedostatni 21 stycznia o godz. 10:12;
    O zjednoczeniu symbiotycznym napisałem w kontekście stosunku obywatela do państwa, gdzie struktury mafijne lub układy mafijne są niejako elementem jego instytucji. Podobnie musi takie zjednoczenie odczuwać osoba uzależniona od wychowania w jakieś patologicznej rodzinie np. gdzie panuje alkoholizm, głębokie upośledzenie i wykluczenie społeczne. Trzeba powiedzieć, że jako społeczeństwo z awansu społecznego tym czynnikiem, który nas wyciągnął z samych dołów był nacjonalizm w różnych postaciach. Teraz jednak dla 80% „awansowanych” w sposób niehumanitarny, czy wręcz barbarzyński zwłaszcza dla ofiar różnych systemów, także okupacyjnych wystąpiło równanie w dół do czworaków z wszystkimi tego patologiami. Nic więc dziwnego że korzyści zdegradowana grupa awansowanych będzie szukać w nacjonalizmie. Nacjonalizm ma szereg radykalnych cech, takich jak: cecha nienawiści, cecha agresywności, cecha fanatyzmu, cecha elitaryzmu, cecha dążenia do władzy. W łagodniejszych formach nacjonalizmu wszystkie wyżej wymienione cechę będą obecne, ale będą łagodniejsze. W ostrzejszej formie nacjonalizmu narosłe patologie pozostaną i wzmocnią tylko mafijny charakter państwa i konstytucyjnych wpływy elit społecznych. Kto inny zostanie capo di tutii capi, i będzie miał wpływy i pieniądze. Komu innemu będzie służył lud, sądy i prawnicy. Taka forma nacjonalizmu oznacza dla Polski dalszą degrengoladę. Jeśli więc ktoś jest za liberalizmem i indywidualizmem, za otwartością , prawem do wyboru, brakiem podporządkowania grupie, narodowi, powinien w pierwszym rzędzie być zainteresowany likwidowaniem patologii,a nie jej ignorowaniem. W pierwszym rzędzie powinien być zainteresowany ustanowieniem w rzeczywistości a nie w teorii minimalnych standardów praworządności. Minimalnych standardów dobrego funkcjonowania administracji i urzędów, oraz instytucji, które mają pomagać obywatelom chronić ich prawa w sferze prawa publicznego i prywatnego. Adwokatura i radcowie prawny to muszą być zawody profesjonalne i dostępne dla każdego, a prawnicy z tych korporacji muszą być skuteczni w egzekwowaniu podstawowych standardów praworządności. Nie może być tak, aby oni tylko służyli władzy publicznej i jak psy ujadali za pieniędzmi od bogatych tego świata.

  61. anumlik

    Przepraszam, anumliku. Z ciekawością czytam, nie na każdy temat mam coś do powiedzenia.

  62. Czy czeka nas „powtórka z historii”?
    __________
    Czytałem, że właśnie taki problem występował w II RP i on źle odbił się na rozwoju gospodarczym kraju, wzmacniając tendencję interwencjonizmu państwowego. Jednak obecnie Polska jest w zupełnie innej sytuacji niż II RP. Regulacje które istnieją i relacje, które istnieją zabezpieczają stabilność finansów. Brak dalszej obniżki ratingu w Standard & Poor’s, czy też Fitch, potwierdza, że nic złego się tutaj nie dzieje. Do tego mamy stabilny kurs złotego. Wydaje się więc że nie ma sensu martwić się o coś co nie występuje, a należy skupić się na tym, aby państwo dalej nie funkcjonowało tak jak funkcjonuje z strukturalnym podziałem na dwór i czworaki, co jest wynikiem wyzysku, pasożytnictwa i bezprawia.

  63. mohikanin przedostatni
    21 stycznia o godz. 10:25

    Oj mohikaninie, na wiele tematów nie mam nic do powiedzenia, na ten, co teraz powiem, też za bardzo nie będę mówił, choć znam go nieźle. Upiększyłeś mi dziś życie tym cytatem:
    „Kto chce, szuka sposobu. Kto nie chce szuka powodu”.
    Dziękuję. Odwdzięczę Ci się stosowną ilustracją.
    Okropnie lubię coś wymyślać, projektować i własnoręcznie wykonywać. Wymyśliłem więc i wykonałem trochę różnych prościuteńkich przyrządów gimnastycznych, choć od szkoły średniej najbardziej mi pasują ćwiczenia bez przyrządów, wyłącznie z własnym ciałem. Dlatego po okresie ciężarów, kulturystyki, gimnastyki sportowej, pływania, biegów i gier z piłką zszedłem na psy…tfu!…na samo ciało. W ostatnich latach – jako tysiąckrotnie kontuzjowany kaleka, bo się jako ćwiczeniowiec i zawodowy robol nie oszczędzałem. Chcę Ci pokazać ilustrację Twojego cytatu, a Neferce bym pokazał tysiąc ćwiczeń prostych jak patyczki, ale dla zdrowia i sprawności przydatniejszych. Tu chodziło o rozkalibrowane kolana.
    Dawno temu zrobiłem sobie do ćwiczeń strzemiona pokazane na filmiku. Wszystkie moje przyrządy mają jeden feler: jak już je zrobię – leżą i nie chcą ćwiczyć. Dziś odkryłem po latach, że jak je wezmę w swoje ręce – będą ćwiczyć. A chodzi o taką rzecz
    Kolana mam do dudy. Dla polepszenia warunków pracy poharatanych stawów dobrze mieć względnie mocne mięśnie. Ćwiczeń jest moc, ale z poharatanymi stawami trzeba uważać, bo ćwiczeniami można jeszcze bardzie poharatać. Można bezpiecznie zginać nogi w kolanach bez obciążenia, ale to trochę za mało na wzmocnienie mięśni. A zwykłe przysiady mogą być niebezpieczne, bo kolana dźwigają ciężar prawie całego ciała – więc nietrudno o jakiś odprysk chrząstki lub naderwanie przyczepów. No i dziś znalazłem te dawno temu zrobione strzemiona, które wisiały mi nad wyrkiem sporo lat na wypadek, gdyby były potrzebne. Nie były – dopiero dziś. Więc proszę popatrzeć. Rękami mogę stawiać dowolny opór przy opuszczaniu nóg, więc mięśnie pracują nie za słabo i nie za mocno – pracują bezpiecznie. Oczywiście, to tylko przykład, jako że ten przyrządzik da się wykorzystać do wszystkiego – nawet dlo przejścia na drugi brzeg Lety.

    Ale filmik ma być ilustracją cytowanej przez Ciebie mądrości. No i ilustracją innej podobnej: „Kto szuka, ten znajdzie”. Nie dla chwalenia się to pokazuję, lecz dla podzielenia się pewną postawą dawania sobie rady samemu. Lekarz dawno temu skierował mnie na operację obu kolan. A ja, kurde, jeżdżę na rowerze, ćwiczę, słowem – ruch uprawiam. No i jak dotąd, od stanu prawie kalectwa, kiedy z trudem mogłem przejść do Biedronki 100 metrów i miałem kłopot z powrotem do domu, trzy tygodnie temu odwiedziłem brata w Kobylnicy koło Słupska, zasuwając od busa pieszo w obie strony ok. 6. kilometrów. Szedłem z coraz większym trudem, ale, kurde, szedłem.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/albums/6378018547502266177/6378018544991608226

  64. @anumlik
    Wybacz ‘anumliku’, że nie na temat wpisu, ale otworzyłem Listy, aby poszukać komentarzy moich Ulubieńców na temat ‘dobrej zmiany’ w USA.

    Nie dziwię się, tłumaczę te milczenie swoistym ‘zapowietrzeniem’, bo ja wysłuchałem starannie mowy inauguracyjnej Trumpa, szczypałem się wielokrotnie, aby upewnić się, że nie śnię…
    Trump zapożyczył kilka zdań z przemówień Fidela Castro, trochę prezesem pachniały niektóre frazy, całość właściwie powtórzeniem, zbitką haseł z kampanii.
    Za to ostatnie, tę konsekwencję, ma Trump u mnie jedyny plus.

    Kiedyś słuchałem o wersji upadku ZSSR, w której przeważa opinia, że ścisłe kierownictwo w porozumieniu ze służbami, doszło do wniosku, że KDLe się przestały opłacać, że trzeba je innym sposobem, np. gospodarczym podporządkować.

    Myślę sobie, że ludzie Trumpa zrobili bilans imperium i doszli do tego samego wniosku.
    Przypominam, że projekt budżetu wojskowego na 2017, przedstawiony Kongresowi to $583 mld. To są „okolice” PKB Polski.
    To jest więcej, niż na wojsko wydaje cala Europa.

    A teraz do lektury GW. Ciekawe co napisali.
    Pozdr

  65. Myślę sobie, że ludzie Trumpa zrobili bilans imperium.
    ———–
    Z pewnością najbogatsi i najpotężniejsi ekonomicznie ludzie na świecie, zrobili sobie pewien bilans zysków i strat i wypadło im że skorzystają finansowo na kolejnej dobrej zmianie. Na poprzednim kursie bezsprzecznie zyskali. Świat się szybciej rozwijał, a kasa miliardami płynęła do ich kieszeni. Nowe potęgi, głównie Chiny, jednak po zapłacie frycowego na rzecz USA za przyspieszony rozwój, doszły do słusznego wniosku, że najbardziej zależy im na własnych pieniądzach i interesach. Wiadomo, że po konfrontacji USA ZSRR przyszedł czas na konfrontację ekonomiczną i wojskową USA Chiny. Skorzystać tym razem może na tym Rosja. A my możemy akurat stracić. Francja i Niemcy, albo Włochy nas nie obronią, bo nie mają odpowiedniej militarnej siły, a jeszcze mniej niż USA mają w tym interes. Przyszło więc nam żyć w ciekawych czasach. Właściwe pytanie z kim trzymać. Kaczyński stawia gospodarczo na Chiny a militarnie na USA. Czy ma jednak rację, czas pokaże. I to nie za długo.

  66. @głos zwykły, (21 stycznia o godz. 12:17)

    O zjednoczeniu symbiotycznym napisałem w kontekście stosunku obywatela do państwa, gdzie struktury mafijne lub układy mafijne są niejako elementem jego instytucji. Podobnie musi takie zjednoczenie odczuwać osoba uzależniona od wychowania w jakieś patologicznej rodzinie np. gdzie panuje alkoholizm, głębokie upośledzenie i wykluczenie społeczne.

    Nie widzę naukowych podstaw na potwierdzenie Twojej tezy.

    Różnice tkwią w motywacji, osobowości, mechanizmach i celach.
    Motywy predysponujące do związków symbiotycznych sytuują się w warstwie potrzeb typu przynależność, akceptacja. Motywy stojące za budowaniem zależności o charakterze mafijnym w warstwie potrzeb typu znaczenia, mocy.
    Osobowość wikłających się w związki symbiotyczne ma charakter neurotyczny. Mafijna, psychopatyczny lub socjopatyczny.
    Mechanizm symbiotycznych to negowanie własnej wartości lub jej przecenianie. Mafijnych kalkulacja zysków i strat.
    Celem związku symbiotycznego jest relacja osobowa. Uległości lub dominacji. Celem organizacji mafijnej jest posiadanie i władza, głównie w wymiarze charakterze komercyjnym.

    Być może obraz jest podobny, ale mało prawdopodobne wydaje mi się twierdzenie, że Podobnie musi takie zjednoczenie odczuwać osoba uzależniona od wychowania w jakieś patologicznej rodzinie…

    I wreszcie kwestia bardzo ważna a mało podkreślana. Rola rodzin dysfunkcyjnych. Rodzin, które nie przejawiają cech patologii, ale dostarczających sprzecznych wzorców identyfikacyjnych. Mówiąc prostym językiem, fundujących dzieciom kompletny chaos i huśtawkę nastrojów.

  67. mohikanin przedostatni 21 stycznia o godz. 16:08;
    Dziękuje bardzo za wyjaśnienie tej kwestii. Jeśli chodzi o relacje z państwem mafijnym, rozumiem, że osoba będąca jedynie zależna i bezsilna, ale nie będąca jego beneficjentem jako członek jego układu mafijnego – będzie więc kalkulowała zimno swoje zyski i straty. Nie będzie odczuwała patriotyzmu czy dumy, ani żadnej szczególnej więzi. Kiedy tylko będzie mogła postara sobie o znalezienie lepszego miejsca do życia w innym kraju. Takie rozwiązanie wybrało wielu Polaków. Ostatnia ucieczka to jest 2,5 mln. Badania jednak nie wykazują, że jest to rezultat tak wielkich patologii i wynikających z tego motywacji, o których napisałem wyżej. Wyjeżdżają przeważnie ludzie młodzi.

    Fala emigracji w Polsce wcale nie słabnie, lecz przybiera na sile. Źle to się odbije na ludziach starszych i tych którzy korzystają z solidarności państwa w potrzebie, odbije się to na przyszłych emeryturach i zabezpieczeniach socjalnych w Polsce, oraz na służbie zdrowia. Mierność i bierność starszego pokolenia w walce z patologiami władzy i państwa w Polsce uderzy więc ekonomicznie w ich własny status materialny. Pewne już dziś jest, że następne pokolenie emerytów i rencistów w Polsce będzie miało tylko gorzej.

    Newsweek jest zdania, że:

    Kolejna fala emigracji: 4 mln Polaków chce wyjechać
    Data publikacji: 11.05.2016.

    Niemal co piąty Polak w wieku produkcyjnym rozważa emigrację. Cel? Głównie Niemcy.

    To zmiana pokoleniowa – oceniają badacze Work Service, twórcy raportu „Migracje zarobkowe Polaków”. Coraz mniej młodych osób boi się opuszczać rodzinne kręgi, by podjąć zawodowe wyzwanie za granicą. Według ich szacunków liczba Polaków, którzy chcą wyjechać na Zachód, wzrosła o 4 pkt procentowe w stosunku do jesieni ubiegłego roku. 7 proc., czyli 1,5 mln osób, podjęło już decyzję o wyjeździe, a 17 proc. spośród badanych chciałoby zostać za granicą na stałe. Co ciekawe, wcale nie odstrasza ich unijna decyzja o ograniczeniu zasiłków dla cudzoziemców.

    Kto chce wyjeżdżać?

    Aż 19,1 proc. Polaków w wieku produkcyjnym i przedprodukcyjnym, a więc kluczowym naszego rynku pracy, chciałoby wyjechać z Polski za granicę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Co więcej, 7,1 proc. podjęło już taką decyzję i przygotowuje się.

    Kim są? To przede wszystkim osoby młode, które nie ukończyły jeszcze 35. roku życia. Mniej skłonni niż w poprzednich latach są z kolei starsi Polacy, którzy ułożyli sobie życie w ojczyźnie – w stosunku do 2014 roku odsetek osób w wieku 35-60 lat, które chciałyby wyjechać, spadł o 11 pkt proc.

    Wśród chętnych do emigracji dominują Polacy z wykształceniem średnim (29 proc.) i podstawowym (32 proc.), a także o dochodach poniżej 2 tys. zł (24 proc.) oraz bezrobotni i uczący się (w sumie 53 proc.).

    Dla porównania, na emigrację zdecydowałoby się tylko 20 proc. Polaków z wyższym wykształceniem i 10 proc. osób, które zarabiają powyżej 3 tys. zł na rękę. Autorzy badania zauważają, że w stosunku do poprzedniego raportu bezrobotni i osoby z najniższym wykształceniem coraz tęskniej patrzą na Zachód. W 2014 roku o wyjeździe myślało 39 proc. niepracujących.

    Motywacja zależy też od miejsca zamieszkania. Najwięcej osób (38 proc.), które chcą wyjechać, pochodzi ze wsi ze wschodu Polski. O emigracji myślą również osoby z miejscowości do 100 tys. mieszkańców. Najmniej skłonni do opuszczenia kraju są z kolei Polacy z dużych miast (9 proc.).

    Moda na Niemcy

    34 proc. ankietowanych wybrałoby Niemcy. W grę wchodzą ponadto: Wielka Brytania (18 proc.), Holandia (6 proc.), Hiszpania (5 proc.) i Norwegia (4 proc.). W sumie 3 proc. respondentów jako kraj docelowy wskazało USA lub Kanadę.

    Jak zaznaczają autorzy raportu, w ostatnim roku zapanowała moda na Niemcy. Co zachęca Polaków do wyjazdów zarobkowych za Odrę? „Duża dostępność pracy i dobre wynagrodzenia, przeciętnie trzykrotnie wyższe niż w Polsce. Nawet biorąc pod uwagę wyższe koszty życia, bilans wychodzi dodatnio. Do tego stosunkowo nieduże odległości, dzielące miejsce pracy od domu” – ocenia Artur Ragan, ekspert Work Service Express. Jak zaznacza, Niemcy chętnie przyjmują do pracy Polaków. Warunek jest jeden: znajomość lokalnego języka, a z tym wciąż rodacy mają kłopot.

    Z kolei popularne dotąd Wielka Brytania, Holandia i Norwegia cieszą się coraz mniejszą sympatią. Dla porównania, jeszcze w 2014 roku Wyspy wybrałoby 30 proc. Polaków, Holandię – 23 proc., a Norwegię – 10 proc.

    Dlaczego wyjeżdżają?

    Głównym i niezmiennym od lat motywem wyjazdu za granicę są kwestie ekonomiczne. Wyższe zarobki jako powód wskazało 78,8 proc. osób, które planują emigrację w ciągu najbliższego roku. Inne motywacje to: wyższy standard życia (58,9 proc.), lepsze warunki socjalne (37,3 proc.), lepsze perspektywy rozwoju zawodowego (35,7 proc.). Liczą się także możliwości podróżowania i zwiedzania (44 proc.), korzystniejszy system podatkowy (15.6 proc.), przyjazna administracja publiczna (11,7 proc.) czy bezpieczniejsze położenie kraju (11,4 proc.).

    Co wiąże Polaków z ojczyzną?

    Przede wszystkim krąg znajomych i rodzina, których nie chcą porzucać. Przywiązanie do najbliższych jako barierę emigracji wskazało ponad 70 proc. badanych.

  68. @głos zwykły, (21 stycznia o godz. 16:47)

    Jeśli chodzi o relacje z państwem mafijnym, rozumiem, że osoba będąca jedynie zależna i bezsilna, ale nie będąca jego beneficjentem jako członek jego układu mafijnego – będzie więc kalkulowała zimno swoje zyski i straty.

    Nie, najwyraźniej nie rozumiesz tego, co napisałem. I tego, co napisano w literaturze przedmiotu na temat zjednoczenia symbiotycznego. Porównujesz pięść do nosa i wyciągasz wnioski na temat ucha.

  69. mohikanin przedostatni 21 stycznia o godz. 16:57;

    No, to w takim razie wdzięczny byłbym abyś wyraził swoje zdanie na podstawie literatury przedmiotu, którą znasz jak byś określił relacje z państwem mafijnym, osób będących jedynie zależnymi i bezsilnymi, ale nie będąca jego beneficjentem jako członek jego układu mafijnego.

  70. Jak mały Jasio rozumie gospodarkę globalną

    Przez media, od tabloidów po Gazetę Wyborczą przeleciała bulwersująca wiadomość, że 8 ludzi posiada ponad połowę całego światowego majątku.
    Jaka ma wartość światowy majątek ? W jakiej walucie, po jakim kursie można go obliczyć, bo przecież waluty fluktuują.Dopiero wtedy można by obliczyć połowę tego majątku i dodać te trochę ponad.
    Kto wchodzi w skład tej ósemki ? Co to są za dobra, które oni posiadają ?
    Weźmy takiego clocharda; posiada on psa, buty, spodnie, okrycie na głowę, plecak, śpiwór. Jego majątek nie przekracza, załóżmy, 500 zł. Ja należę do wyższej, bardziej uprzywilejowanej klasy, bo mam rower, keyborda, kuchenkę indukcyjną, telewizor, skrzynię z książkami, szafę z ubraniami itp. i trochę zaskórniaków na koncie w banku. W sumie mój majątek może jest wart około 50 tys. zł.Czy ja się mieszczę w pierwszym miliardzie najbogatszych ludzi ?
    Z pewnością do ósemki krezusów należy Putin., gdyż oprócz kilkudziesięciu miliardów zaskórniaków posiada on cała Rosję. Kiedy jednak ja mogę moją własność np. rower wrzucić na allegro i sprzedać, Putin tego z Rosją zrobić nie może. Do Putina należą oprócz Rosji wszystkie rakiety, czołgi, samoloty, domy, ulice, mosty, lasy itd. W prawdzie są w Rosji oligarchowie, którzy niby są właścicielami czegoś, ale wiadomo, że to wszystko jest Putina, bo on w każdej chwili może takiemu Abramowiczowi odebrać parę miliardów i dać swojemu misiowi Miedwiediewowi.
    No dobrze, ale kto są ci inni, ta pozostała siódemka ? Może Kim, który też posiada całą Koreę, albo Łukaszenko ?
    No tak, Bill Gates – może, chociaż trochę podupadł.Jest jakiś Hindus, który posiada wszędzie na świecie huty,odlewnie,walcownie..może to on ?
    Gdyby tak zidentyfikować całą ósemkę i odebrać jej tę ponad połowę światowego majątku ?
    Jak ? – No nie wiem, może coś w rodzaju dekretu Bieruta ? Może po leninowsku całą ósemkę rozstrzelać ? Wtedy większa połowa światowego majątku wróciłaby do 7 miliardów ludzi, wszystkim by się poprawiło i mnie też by coś skapnęło.
    Ale jak obliczyć wartość uzbrojenia Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów? Ile są warte te lotniskowce, F16, Rafale,czołgi, bomby wodorowe , a które przecież nie są własnością tej ósemki, no może poza Putinem i Kimem) Czy te miliardy wpakowane w zbrojenia nie zmniejszają proporcjonalnego udziału tej ósemki w majątek światowy ?
    Niech taki miliarder ma swego jeta, helikopter, dom na Long Island i na Manhatanie, hotel na Karaibach i jeszcze kilka miliardów na kontach..to i tak wartość jego majątku nie dorówna wartości majątku , który jest w posiadaniu Pentagonu, czyli całego narodu amerykańskiego.
    Chciałbym aby nasz elokwentny @głos zwykły, albo nasz @Wiesio kochany zabrali głos, udzielili rad, jak poradzić sobie z problemem wielkiej ósemki

  71. @głos zwykły
    Na temat zjednoczenia symbiotycznego mohikanin przedostatni udzielił Ci wyczerpującej odpowiedzi. Erich Fromm owo zjednoczenie nazywa psychiczną więzią symbiotyczną określając tak stan dwóch dorosłych osób żyjących kosztem siebie. Ten rodzaj więzi nie ma nic wspólnego z siecią zależności w zhierarchizowanym świecie Cosa Nostry, Yakuzy, czy innej Triady, mafii watykańskiej nie wyłączając. Jak się ten rodzaj zależności przekłada na państwa, niech Ci odpowie krótki wierszyk Bertolda Brechta, „Rozwiązanie”:

    Po wybuchu powstania siedemnastego czerwca
    sekretarz Związku Pisarzy
    kazał rozdać w Alei Stalina ulotki,
    w których można było przeczytać,
    że naród zawiódł zaufanie rządu
    i tylko przez zdwojoną pracę
    mógłby je odzyskać.

    Czyż nie byłoby przecież prostszym rozwiązaniem,
    gdyby rząd
    rozwiązał naród
    i wybrał drugi?

  72. @Lewy
    Najbogatsi ludzie świata z ich źródłami majątku to:

    1. Bill Gates, założyciel Microsoftu (75 mld dol. majątku)
    2. Amancio Ortega, twórca sieci Zara (67 mld dol.)
    3. Warren Buffett, inwestor giełdowy, założyciel Berkshire Hathaway (60,8 mld dol.)
    4. Carlos Slim Helu, magnat telekomunikacyjny, właściciel Grupo Carso (50 mld dol.)
    5. Jeff Bezos, założyciel i prezes Amazona (45,2 mld dol.)
    6. Mark Zuckerberg, prezes i współzałożyciel Facebooka (44,6 mld dol.)
    7. Larry Ellison, współzałożyciel i prezes Oracle (43,6 mld dol.)
    8. Michael Bloomberg, założyciel i prezes agencji Bloomberg (40 mld dol.)

    Oni mają połowy majątku światowego, który w 2015 r . wynosił nominalnie 73 170 986 mld USD. Zgodnie z raportem Oxfam International 3,6 mld najbiedniejszych ludzi na świecie (połowa populacji) ma ok. 426 mld dol. To tyle co ośmiu najbogatszych. Widać z tego, że osiem najbogatszych osób świata ma mniej majątku niż Polska. A ich majątek w stosunku do GNP krajów z których wywodzi się ich sukces w biznesie to zaledwie promile. Natomiast z zestawienia miliarderów widać, że najważniejszy wkład w tworzeniu przesłanek do stworzenia takiego bogactwa, któremu odpowiada wkład w światową cywilizację ma USA. Motorami cywilizacji jest natomiast Ameryka Pn i środkowo zachodnia Azja. Wynika z tego jasno, że źle postawiłeś problem, ale Ale jeśli zależy ci na odpowiedzi to jednak musisz porozmawiać na ten temat wśród podobnych sobie osób, które odpowiadają twojemu poziomowi intelektualnemu, oraz majątkowi, który dotąd zgromadziłeś . Nie jest jednak pewne do jakich wniosków dojdziecie i na jaki temat. .

  73. Oni nie mają połowy majątku światowego, który w 2015 r . wynosił nominalnie 73 170 986 mld USD.

  74. O Babciach i Dziadkach przy okazji Ich święta:

    http://www.tnsglobal.pl/coslychac/2017/01/20/najbardziej-oddani-dziadkowie-w-europie/

    Z najlepszymi życzeniami 🙂

  75. Jako dziadek i mąż babci – dziękuję Ci, o Przedostatni. A do zalinkowanego artykułu dodam, że na sprawność fizyczną (bo z umysłową jakoś sobie radzę i bez ich pomocy) nie ma nic lepszego niż gonitwy za trzylatkiem, albo ucieczki przed trzylatkiem. One tak mogą godzinami, te wnuki. Ufff 🙁

  76. @anumlik

    Czyli zostałeś Bohunem 🙂

  77. @NeferNefer
    Nie kumam, psze Pani. Znaczy – literackim czy historycznym. O ich wnukach ani Sienkiewicz, ani annały ne pisaty.

  78. anumlik
    22 stycznia o godz. 12:30

    A fe. „Żeby dziadzio był Bohunem i porwał Longinka”. Pasuje jak ulał 🙂

    Tymczasem stoję na stołku i ścieram pyłek, będę zaglądać 😉

  79. @NeferNefer
    Dobrze, będę Bohunem, ale raz jeden tylko. Aż tak daleko w głębiny Potopu nie zaglądałem 😉
    Jak zejdziesz ze stołka to się ładnie przywitaj: umyj się, uczesz się i wybieraj kogo chcesz, nie musisz klękać na kolanko, ani podpierać się w boczki 😀

  80. anumlik
    22 stycznia o godz. 12:57

    A to musi poczekać, bom teraz rozczochrany kocmołuch 😉

  81. @NeferNefer
    Ty? Rozczochrany? Kocmołuch? Nie wierzę 😉

  82. anumlik
    22 stycznia o godz. 13:47

    No. A tu co tak cicho, znowu wszyscy w kościele? 🙂

  83. Przez caly swiat, nie mowiac o USA, gdzie demonstracje w Waszyngtonie i ponad 100 innych miastach przeszly wszelkie oczekiwania nie dopatrzylam sie wzmianki o demonstracjach w Polsce, ani tez zadnej wrzutki fotograficznej na profilach spolecznosciowych z Polski. Dzisiaj tylko znalazlam w GW nosny temat ile bylo tam osob, a nie co bylo, w jakim celu. Wiec przypomne, ze wiodacaym tematem b ylo haslo „my body my choice”. Tak nie dawno Polki w tym temacie demonstrowaly, tu tez czytalam reportarze. Szkoda, ze wczoraj Polki nie tylko nie poparly swoich amerykanskich i z calego swiata siostr, ale przegapily okazje do kolejnego zaistnienia. To jaki kolejny krok w Polsce o uprzedmiotowienie kobiet? Czy chodzilo o to, ze Ameryka jest passe? Albo jak zwykle wyszlo -moja chata skraja w trakcie walko frakcyjnych i jak p……c przeciwnikowi. Mysle, ze duza strata dla polskiego ruchu kobiet i gdzie b yly kobitki z Kongresow kobiet. Jesli sie myle, to z przyjemnoscia posypie glowe popiolem.
    Tak sobie uswiadolmilam, ze o ile w jezyku angielskim sa slowa brotherhood i sisterhood, to w j. polskim jest tylko braterstwo. No i wczoraj byl tego piekny przyklad.

  84. zyta2003
    22 stycznia o godz. 14:37

    Też mnie to zaskoczyło (ten brak). Ameryka (w tv) wygląda jak za pierwszych miesięcy PiSu. Guzik to wszystko dało a z KODu nici bo nie wierzę że się pozbiera.
    Chyba żeby ktoś jak Frasyniuk, albo on sam.

  85. @NeferNefer, z godz. 15:10
    (…) z KODu nici bo nie wierzę że się pozbiera.
    Mało kto wierzy. Czeka nas niezłe szambo. Wklejam linka do omówienia wczorajszego spotkania w Koblencji. Specjalnie zapodałem głos „drugiej strony”. Nic, tylko się cieszyć.
    http://wpolityce.pl/swiat/324372-marine-le-pen-proklamuje-w-koblencji-powstanie-nowego-swiata-2017-bedzie-rokiem-przebudzenia-narodow-europy-srodkowej-zdjecia

    Czekałem na wyniki tego spotkania. Sekwencję wydarzeń, które do tego doprowadziły przedstawiłem pod poprzednim wpisem, 19 stycznia o godz. 19:14. Wszystkie poprzednie odbyły się z inspiracji Rosji, wczorajsze w Koblencji spod skrzydeł Putina jakby się urwało. Musi co Kreml doszedł do wniosku, że „przebudzona Europa” już sobie sama ze zgniłym liberalizmem, muslimami i genderyzmem poradzi.

  86. anumlik
    22 stycznia o godz. 15:52

    Całkiem jak przed wojną… :/

    A tymczasem dzisiaj w ogrodzie szpak źle skończył 🙁

    ‚https://goo.gl/photos/2TuRqGf8skPZyxuZ7

  87. @NeferNefer, z godz. 18:34
    Za to pana jastrząb najadł się do syta. Ç’est la Vie.

  88. @anumlik

    Ponoć to krogulec. Już nie pierwszy raz się tu kręci.
    A na 20 parę zdjęć te 3 mi wyszły.

  89. @NeferNefer
    Może krogulec. Ponoć najliczniejszy z jastrzębiowatych. Ale na Twoich zdjęciach widać całą jego siłę. Fajnie 🙂

  90. anumlik
    22 stycznia o godz. 19:08

    Już miałam pisać żeśmy to sami zostali 😉 dzięki. Ale jednak szkoda że reszta zdjęć do niczegój bo rozmazane, głową kręcił i pozować nie chciał. A robione przez szybę, z ponad 20 metrów.

    ***

    Widziałam na FB że Łódź „powitała maleńkiego”

  91. Zresztą nie mam już o czym pisać bo „sów brak”. Przeczytałam właśnie blog Hartmana, ręce i nogi opadają.

  92. NikodemD
    22 stycznia o godz. 19:13

    Mój komentarz
    Burak w szatkach inteligenta.
    Pzdr, TJ

  93. 100% trafny komentarz Dorna
    „Obóz władzy tak bardzo uwierzył we własną propagandę, że łatwo go teraz upokorzyć i ośmieszyć, co mu się należy”

    http://koduj24.pl/dorn-czuje-krew-w-powietrzu/

  94. Dlaczego PiS wygrywa (37% poparcia)- refleksje sympatyków KOD-u.

    http://koduj24.pl/dlaczego-pis-wygrywa/
    ————
    Być może to dobry temat do następnego wpisu na blogu.

  95. Dlaczego PiS wygrywa (37% poparcia)
    —————
    Jakie są tego przyczyny zdaniem opozycji i jej elektoratu.

    Na stronach KOD czytam, dlatego że:

    1). Polacy są narodem cokolwiek durnowatym, któremu da się wcisnąć byle g…, pod warunkiem, że będzie zawinięte w błyszczący różowy papierek.
    2). Polacy w szczególności, nie tyle zgłupieli, co się po prostu zdemoralizowali: stali się egoistyczni, egocentryczni, aspołeczni i na dokładkę przekupni.

    Innych poza owymi psychologicznymi – tez nie ma, a więc wychodzi, że zdaniem sympatyków KOD przyczyną porażki opozycji są sami Polacy. Widzę, że poza tą tezę nikt też nie wychodzi na blogu.

    Anmulik dodaje jednak, że Putin skutecznie wsparł narodowe ruchy na całym świecie. Przyjąć więc należy, że Putin i jego służby stoją za zwycięstwem PiS w Polsce, że to Putin i jego służby przekonały Polaków do PiS i jego programu.

    Szersza refleksja jest taka, że Rosja w skali światowej, jedynie za pośrednictwem działania swoich służb specjalnych a więc w gruncie rzeczy szerząc określone treści przez swoją agenturę wpływu na całym świecie, będąc organizacyjnie i materialnie, jako państwo w dość kiepskim stanie – osiąga swoje polityczne cele, jakimi jest upadek USA i rozpad EU na państwa narodowe.

  96. Sondaż dla „Rzeczpospolitej”: PiS i PO zyskują głosy, wielki spadek poparcia dla Nowoczesnej

    PiS niezmiennie na czele sondaży. Co więcej, partia Jarosława Kaczyńskiego może liczyć na utrzymanie samodzielnej władzy. Takie są wyniki najnowszego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Olbrzymi spadek notowań dotknął natomiast partię Ryszarda Petru.

    Takie wyniki oznaczałyby, że PiS może liczyć aż na 232 mandaty w Sejmie, czyli bezwzględną większość. PO wprowadziłaby z kolei 104 posłów, Nowoczesna – 54, Kukiz’15 – 31, PSL – 27, a Sojusz Lewicy Demokratycznej – 11.

    System dwupartyjny. System dwóch partii dominujących – system partyjny występujący w państwach najczęściej demokratycznych, charakteryzujący się polaryzacją sympatii wyborców, przez co na scenie politycznej danego państwa są widocznie jedynie dwie partie. Nie oznacza to, iż inne partie nie istnieją: są one po prostu zmarginalizowane przez dwóch potentatów, przez co ich poglądy ulegają zradykalizowaniu (np. Libertarian Party lub Constitution Party w USA).

    Tworzeniu się systemu dwóch partii dominujących sprzyjają jednomandatowe okręgi wyborcze.

    System dwóch partii dominujących występuje w względnie starszych systemach demokratycznych. Mimo pozornej polaryzacji, poglądy obydwu partii kierują się ku centrum.

    Przykłady systemów dwóch partii dominujących :

    *Stany Zjednoczone – Partia Demokratyczna i Partia Republikańska,
    *Wielka Brytania – Partia Konserwatywna i Partia Pracy,
    *Japonia – Partia Liberalno-Demokratyczna i Partia Demokratyczna.

    Ciekawym zjawiskiem występującym w systemach dwóch partii dominujących jest tzw. gabinet cieni, „rząd oczekujący” będący odpowiednikiem rządu, tworzonym przez partię opozycyjną i komentującym posunięcia gabinetu „rzeczywistego”.

  97. głos zwykły
    23 stycznia o godz. 9:42
    Głosie kochany. Skopiowałeś z Rzeczypospolitej artykuł z banalną analizą systemów dwupartyjnych, z „ciekawym zjawiskiem tzw. gabinetu cieni”, które autor odkrywczo nazwał „rządem oczekującym”.
    Jak już zafascynują cię takie odkrywcze artykuły i chcesz sie własną fascynacja podzielić, to nie lepiej podać link, i jak kto chce, to go sobie otworzy, a nie zaśmiecać bloga takimi rewelacjami ?

  98. Ewa-Joanna podała link, a nie wywaliła całego tekstu na blog, mimo, że tekst jest bardzo interesujący, w przeciwieństwie do twoich banałów z Rzeczypospolitej, moj poczciwy Głosie

  99. @Lewy
    Social media marketing od momentu rozlania się fali mediów społecznościowych po sieci penetrują nas i personalizują informacje handlowe zgodnie z profilem ustalonym przez algorytmy wymyślone przez informatyków. Albo to zaakceptujemy (nie piszę – polubimy) albo zamkniemy się w szafie (w lesie, na pustyni) bez dostępu do sieci. Taki matrix groźny jest w filmach braci Wachowskich, ale w rzeczywistości – jeśli nie jesteś politykiem czy inną celebrytą – dotarcie do indywidualnego indywiduum to pieśń dalekiej przyszłości. Dla potrzeb wyborczych wystarczy stworzenie profilu zbiorowego – i sru na podprogi. Jak ten mechanizm znasz – ignorujesz, podobnie jak w supermarkecie ignorujesz „okazje dnia”, a na blogu banały głosa zwykłego.

  100. Czytam wyniki najnowszego sondażu:

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/nowy-sondaz-pis-i-po-zyskuja-wielki-spadek-poparcia-dla-nowoczesnej/n5tsq48

    I widzę, że po 15 miesiącach bezwzględnego brania za twarz wszystkiego co się rusza, począwszy od koni na puszczańskich drzewach kończąc, rozdawnictwie i zapowiedziach kolejnych prezentów dla suwerena. Wykonującej 500% normy kurwizji, zbiorowych modłów toruńskich i jasnogórskich. Notariusza zainstalowanego w Pałacu Namiestnikowskim. Aparatu przymusu w ich rękach PiSowi ani drgnęło.
    Mimo, że zwycięscy zawsze mają wielu przyjaciół i klakierów.
    Ma 38 % w porównaniu do 37,58 w wyborach z 2015

    Po 15 miesiącach kompletnego zagubienia, poniżania, ośmieszania PO, mimo że praktycznie nic nie ma do zaproponowania w dającej się przewidzieć przyszłości, straciło 5% (24,09 % w 2015, 19% w najnowszym sondażu). A przecież nikt nie lubi być po stronie przegranych.

    Trzecia siła parlamentarna, Kukiz’15 ma 7% w stosunku do 8,81% w 2015. Różnica w granicach błędu statystycznego.
    .Nowoczesna ma 11% w porównaniu do 7,60% w 2015. Sytuuje się przed Kukiz’15, ale wyraźnie za PO.
    Wzrost notowań PSL, 7% w stosunku do 5,13% w 2015, również w granicach błędu statystycznego. Praktyczne bez zmian pozostają notowania Razem i SLD.
    Spadły notowania KORWiN z 4,76% do poniżej 1%

    Generalny wniosek, jaki wyciągam z tego sondażu jest taki, że społeczeństwo nie dało się sqrwić!
    Jest to dla mnie wniosek optymistyczny.

    W tej chwili będą się ścierać dwie tendencje: otrząśnięcie się z emocji towarzyszących żałobie po zagrabionej demokracji, ta trwa zwykle około roku (wzrost aktywności), i naturalnej tendencji do przystosowania się do tego, co jest (pogłębianie się bierności).
    Wybór jakiego dokonamy jako społeczeństwo zadecyduje o naszej przyszłości. Czy zwycięży malkontenctwo („nic się nie udało”), narcyzm („powiem wam, jacy wszyscy są durni i nic nie warci”). Czy dojrzałość w ocenie zasobów i deficytów i organiczna praca od podstaw.
    To, że nie sqrwiliśmy się jeszcze, nie oznacza, że nie będziemy systematycznie podgniwać w bierności.

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/krzysztof-lozinski-chce-zostac-szefem-kod-i-zapowiada-nowe-otwarcie/83xcvj8

  101. @mohikanin przedostatni
    Życzę Łozińskiemu jak najlepiej, w końcu jest „ojcem chrzestnym” KOD-u. A co do statystyk – jeszcze się zmienią, gdy okaże się, że kasy na 500 plus brakuje. O ile nie dojdzie do „nocnego” uchwalenia nowej ordynacji wyborczej, to PiS w wyborach polegnie.

  102. @zyta 2003, NeferNefer, anumlik

    A’propos braku protestu kobiet w Polsce i KOD-u

    Kłopot polega na tym, że nie da się już reagować na wszystko. Nie wiem, czemu protest kobiet nie odbył się też w Polsce, akurat to bardzo znaczące i głosne wydarzenie ogólnoswiatowe, ale tez przyznam, że zaczynam się gubić. Na facebooku jest tyle nawoływań do wzięcia udziału w protestach, że zaczynam się czuć jak pies goniący za własnym ogonem. Nawet nie podam Wam przykładów, bo już ich nie ogarniam. Wszystkie popieram całym sercem, ale gdybym miała wziąć w nich udział musiałabym być stale w drodze. A to przeciwko reformie edukacji, a to przeciw szerzącemu się rasizmowi, a to w obronie praw kobiet,a to przeciw PiS-owi.

    Siła PiS i innych rozlewających się po świecie chętnych do zamordyzmu polega na tym, że mają jasno określony rdzeń wartości, które chcą wszystkim narzucić.
    Mam wrażenie, że ich przeciwnicy swoje wartości postrzegają w sposób nieco poszatkowany. Nie da się biec na demonstrację przeciwko łamaniu praw kobiet, a dwie godziny później na demonstracje przeciw nieuzasadnionym deportacjom. W gruncie rzeczy to obrona tych samych wartości.
    KOD długo twierdził i nie wiem, czy twierdzi dalej, że broni tylko Trybunału, ale Czarnego Protestu nie wspierał, przynajmniej tego pierwszego, bo im nie klamkowało, że prawa kobiet i niezależność TK to równoważna wartość.

    Nie wiem, czy rozumiecie, co mam na myśli. To tak, jakby po jednej stronie stała karna armia wyznawców, a po drugiej oddziały, który będą biły, ale każdy kogoś innego. Jeden oddział tylko tych w różowych gatkach, drugi przeciwników w kapeluszach z piórkiem, a trzeci samych brodaczy. W ten sposób nie da się za wiele ugrać.

  103. Wyłączyłam się na trochę z sieci, bo czego nie otworzę, zewsząd patrzy się na mnie gęba Trumpa. Kiedy media zaczynają dyskutować o kreacji pierwszej damy, a politycy kłócą się o długopisy którymi nowy prezydent podpisał nominacje, to mamy przegwizdane. Legitymizacja Trumpa przez media oczywiście nie zaczęła się wczoraj. Legitymizację kłamstw widzę od kilkunastu lat, a pewnie była też wcześniej, tylko nie zwracałam uwagi. Ale co ma zrobić biedny dziennikarz. Powiedzieć „ależ pan kłamie” i zaryzykować koniec kariery. Więc mówi, „ach tak, dziękuję za rozmowę”. Był u nas taki dziennikarz Tim Russert. Bardzo dobrze się przygotowywał do wywiadów, wynajdywał kłamstwa i sprzeczności i „grilował” rozmówcę bez litości. Niczego nie przepuścił. Zmarł na zawał.
    Nawet porządni starej daty dziennikarze z publicznej telewizji PBS nie wiedzą jak reagować na jawne kłamstwa szacownych senatorów, sekretarzy i innych pomniejszych polityków. „Dziękuję za rozmowę”.
    Przypomina mi się bardzo dobra książka „Cywil w Berlinie” Sobańskiego, zapiski z jego podróży do Niemiec w latach trzydziestych. Może jeszcze raz do niej zajrzę i szczerze polecam. Jak zaczyna się zło i jak wszyscy udają, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje.

  104. anumlik
    23 stycznia o godz. 10:39

    Też mam podobne do Twojego podejście, chociaż fb unikam. I niczego z natury nie lajkuję. Internet nic od tego nie traci, a wręcz przeciwnie. Tak jak mówisz, jak znasz ten mechanizm to go ignorujesz. Ale całe masy nie znają i nie ignorują. A jak widać wystarczy dotrzeć do dwóch procent, żeby być może nawet zmienić wyniki wyborów. Więc trzeba się martwić, szerzyć wiedzę gdzie się da. Nie wiem czy coś jeszcze da się zrobić, poza wprowadzeniem cenzury, która zawsze jest mieczem obosiecznym. Jakimś cudem zawsze ktoś da się złapać na penny stock i na garnki za 10 tysięcy.

    Wielkie dzięki za rzucenie światła na najgorsze polskie afery. Pamiętam trochę te pierwsze lata po transformacji. Co tydzień regularnie kupowałam politykę, która równie regularnie pisała o aferach, przekrętach, kradzieżach, oszustwach, partyjnych i nie. W pewnym momencie, dla własnego zdrowia psychicznego musiałam przestać to czytać. Z jednej strony górnolotne hasła, typu „jesteśmy wreszcie we własnym domu”, a z drugiej darcie sukna, bez wstydu i umiaru. Ciężko żyć z taką prawdą o sobie, bez popadnięcia w obojętność czy cynizm. Na pocieszenie można tylko wierzyć że były i są liczne przypadki kiedy ktoś zachował się przyzwoicie, uczciwie, mógł wziąć a nie wziął, mógł skłamać a powiedział prawdę.

    Reprywatyzacja w Warszawie, nawet w tym nie najlepszym kontekście, jest wyjątkową tragedią i wstydem. Dyskusja czy za tym stoi struktura mafijna, czy nie, jest trochę akademicka. Partie niestety mają strukturę niemalże mafijną. Człowiek wybrany na urząd, nawet przyzwoity i z dobrymi chęciami szybko dowiaduje się, że temu i tamtemu jest coś winien. A jeśli nie posłucha władz partyjnych to długo nie porządzi. Za mało znam polskie prawo, żeby wiedzieć co może prezydent miasta. Czy głosowanie np. na „miasto jest nasze” może przynieść realne zmiany? Czy może te zmiany utkną w sądach, gdzie sędziowie być może też mają niejasne powiązania, albo ktoś im przyniesie czekoladki.

  105. @anumlik
    Mój anioł stróż pilnuje mnie abym nie ulega żadnym rewelacyjnym promocją. Do sklepu idę z kartką, na której zapisałem sobie: marchewka, kawa, ser, wino itd i nigdy nie improwizuję w sklepie, dlatego nie zdarzyło mi się kupić praktycznego półpancerza.
    Jak dzwonią do mnie z jakąś rewelacyjną ofertą, to kiedyś grzecznie tłumaczyłem, że nie reflektuję,potem poirytowany odpowiadałem, że nie zyczę sobie takiego nachalnego wmawiania mi, co ja potrzebuję, a teraz jak jest taki nieznany telefon, to ja podnosze słuchawkę i chwilę czekam, tam też jest chwila ciszy, która ma wzbudzić we mnie zaciekawienie i kiedy wreszcie odzywa sie damski(bo na ogół to kobiety są zatrudnione w takiej reklamie), to ja bez bonjour ani au revoir, odkładam słuchawkę.
    Co do głosa naszego kochanego zwykłego to mozesz mieć rację, że należy go ignorować, ale czasem nie wytrzymam i kiedy go spotkam , a łatwo ze względu na jego nadaktywność natknąć się na niego, to zwracam mu uwagę. Przyznasz, że robie to grzecznie bo i @głos jest grzeczny, choć męczący

  106. Jiba
    23 stycznia o godz. 11:52
    Bardzo dobra metafora odnośnie wybiórczego traktowania siedmiu głów smoka. Zamiast zaatakować smoka, atakuje sie głowy, które nawet jeśli szczęzną, to odrosną pod inną nazwą. Trzeba włozyć do jednego wora, które nazywa się zło, wymienić te wszystkie głowy: chamstwo, mizoginizm, rasizm, antysemityzm, ksenofobię, niszczenie demokracji, postprawdę, brak szacunku dla myslących inaczej, nawet brak szacunku do swoich, do kultury, podłość, nieuctwo. Wszystko to jeden wielki ohydny smok, totalne ZŁO
    My mamy takiego fizycznie małego smoczka, ale w zakresie zla, ohydy, nie ustepuje on swoim większym kuzynom

  107. Nie wiem, czy już to widzieliście, ale życie przerosło właśnie kabaret na skalę wcześniej zupełnie niewyobrażalną:

    http://natemat.pl/199893,historia-wg-macierewicza-minister-obrony-uwaza-ze-pilsudski-i-dmowski-czerpali-z-dziedzictwa-powstania-warszawskiego

  108. @Płynna Rzeczywistość
    Profetyczne antycypacje Piłsudskiego i Dmowskiego są powszechnie znane i nie należy ich wyśmiewać. Minister od obrony jeno o nich przypomniał. W świecie, gdzie Najświętsza Panienka wali do bolszewików z nieba z Iskanderów wszystko dzieje się naprawdę.

  109. Jiba
    23 stycznia o godz. 11:52

    Jibo, ależ da się reagować na wszystko reagując na jednego: biskupa i jego stułę przenajświększą oraz fioletowe skarpetki.
    Biskup to plecha (thallus, nie mylić z phallus, a pomyłkę u klechy łatwo z tzw. naturalnych powodów) – od niego włókna sięgają wszędzie.
    PIS to też plecha, ale licha. Jak zareagujesz tylko na PIS to nie ukrócisz plechy biskupa na tyle, by sczezł i nie wypuścił więcej: Phallus impudicus L. (sromotnik smrodliwy); Phallus impudicus (sromotnik bezwstydny); czy Phallus hadrianii Vent. (sromotnik fiołkowy, czyli bez pudła – biskupi)
    PIS czerpie z włókien biskupa, a biskup jest cudzożywny: wysysa sok z człowieka.
    Kto psuje biskupa, ten uzdrawia polskie środowisko przyrodnicze.

  110. @Tanaka
    No tak , jak tak abstrakcyjnie dywagowałem na temat ZŁA, a tymczasem to zło jest konkretne, nie abstrakcyjne, bo w fioletowym kolorze.

  111. Lewy
    23 stycznia o godz. 15:13

    No właśnie nie wiem, czy dobrze jest nazwać tego smoka Złem.
    Ludzie, którzy to forsują, sądzą, że czynią dobrze. Ja nie rozumiem argumentacji, że jak w kraju zostaną sami niebieskoocy blondyni to zapanuje powszechna szczęśliwość, ale oni tak myślą. Moja teściowa sądzi, że jesteśmy tylko o krok od ziemskiego raju, w którym każdemu będzie dobrze i ona każdemu życzy dobrze, nawet mnie, o ile zrozumiem, że mam myśleć tak, jak ona.
    Jak jej powiem, że jest zła, to tego nawet nie usłyszy. A to chyba trzeba tak mówić, by słyszano, choć miłe nie będzie.

  112. Tanaka
    23 stycznia o godz. 17:01

    Tak, u nas to biskupi, ale kto w Stanach? A w Turcji, na Węgrzech itd. ?
    To raczej chodzi o to, by było jak dawniej: kolorowi do siebie lub w dyby, homo do więzienia, kobiety do obsługi właściciela, a mężczyzna na piedestał.

  113. Jiba
    23 stycznia o godz. 17:36

    Tam? – to samo. Religia i jej robotnicy wszysko sobą każą.
    Kto jak nie religia, z wybitnym i przodującym udziałem chrześcijaństwa, usprawiedliwiał wszelką nierówność i niesprawiedliwość między ludźmi, kto tak nie chrześcijaństwo z segregacji rasowej, z niewolnictwa, z przemocy czynił cnotę i ją uświęcał, a tych, co podejmowali wysiłki by skończyć z tą świętą zbrodnią – święcie potępiał, poniżał i mordował?
    Islam ma tak samo, tyle, że nie ma jeszcze tak wybitnego dorobu jak chrześcijaństwo.

  114. Jiba
    23 stycznia o godz. 11:52
    napisałam tekst w odpowiedzi na Twój wpis, ale zapomniałam opublikować i wyłączyłam kompa. Nie wiem, czy jutro odtworzę.
    Ale potwierdzam, że PIS tak nas bez przerwy atakuje różnymi pomysłami odbierająmi na wolność i równość, o demokracji nie zapominająć. Musielibyśmy być na protestach cały dzień; PIS jest niezmordowany w swoich pomysłach ograniczających nam to, co udało się osiągnąć przez lata. Nie było to doskonałe, ale jakieś zaczątki normalności były.
    A teraz: trzeba by nieć dyżurny plakat z napisem:protestuję przeciw……i tu tylko zmieniać napis, przeciw czemu protestuję.
    Jedno jest pewne:ilebyśmy nie protestowali, gdzie i w jakim składzie, przyjdzie nam sprzątnąć tę stajnię Augiasza i mam nadzieję, że jakąś rzekę do przepuszczenia jej przez to bagno będziemy mieli na podorędziu.
    A z drugiej strony: nie zafundujemy naszym dzieciom i wnukom kontrreformy oświaty, trzeba będzie raczej zreformować reformę Zalewskiej, pozostając przy tym podziale szkół.
    Kóre pokolenie wytrzyma nieustające reformę szkoły; jakie pokolenie wyjdzie z tej zreformowanej Zalewskiej szkoły? cóż będą potrafili w swoim życiu osiągnąć jej absolwenci, szczególnie dzieci pochodzące z mniejszych szkół, słabiej wyposażonych.
    Znów powołamy nowy NFZ lub jego odpowiednik po reformie Radziwiłła?
    Reforma oświaty i zdrowia z roku 1999 spowodowała wielomiesięczny i nawet dłużej trwający chaos, to samo z pozostałymi reformami.
    PIS chyba liczy na to, oferując nam przewlekłą biegunkę projektową i reformatorską, że nie będziemy w stanie wciąż trwać w protestach.
    Ale moja parasolka stoi w pogotowiu….

  115. Płynna Rzeczywistość
    23 stycznia o godz. 16:26
    Nie wiem, czy już to widzieliście, ale życie przerosło właśnie kabaret na skalę wcześniej zupełnie niewyobrażalną:

    Mój komentarz gorzko-zabawny
    Ci ludzie (Min Mac, Prezes, PD, PBS), są w takim oszołomieniu, w amoku zwycięstwa, że nie są w stanie zapanować nad swoją wyższością, mądrością i przebiegłością, mieszają im się wątki, daty, zdarzenia, fakty i wymysły, real z rzeczywistością równoległą.

    To odurzenie, zaczadzenie przykrywane jest, jak u Prezesa, maską rozsądnych min, tonowanych insynuacji i rozsądnych epitetów, to wszystko jest triumfalizmem, oszołomstwem, amokiem ostatecznego zwycięstwa, które należy dalej umacniać, przeć do przodu, taranować, olewać argumentację partnerów, gnoić drugim sortem i ubecką agenturą wszystkich, który zadają kłopotliwe pytania, drążą istotę dobrej zmiany, pokazują pustkę obietnic, jej solidność domku z kart.

    Bajania Macierewicza o Piłsudskim, to chęć przypodobania się szefowi, pójścia po jego linii respektu dla wodzostwa Marszałka-Naczelnika, prezesowej koncepcji poszanowania silnej władzy i ofiarnych czynów, które są muszą być inspiracją, zaczynem dla dzisiejszej dobrej zmiany, naprawy ojczyzny, wyzwolenia jej od wpływów obcych, itd.

    Podczepianie się pana Antoniego pod marzenia Prezesa tym razem skończyły się tylko na wpadce, kompromitującej, ale tylko wpadce.

    Tymczasem poważniejszy problem zamachu smoleńskiego, skonstruowanej na życzenie Prezesa monstrualnej hucpy, by zaspokoić jego ego, ukoić i zaślepić winę, sprawa ta leży i kwiczy. Problem powoli prowadzi szarmanckiego Antoniego w potrzask, co do którego Prezes dobrze wie, że znajdzie się w nim razem z Antonim. Ten potrzask spokojnie czeka.
    Amok nie ustąpi. Wgoni ich w końcu w jakieś maliny, krzaczyska, w których nie będzie ruskich winy, a czar będzie jak pryskał na oczach ludu i nie pomoże żadne łubududu.
    Pzdr, TJ

  116. Moi Kochani!!!

    Nie ma powodu, abym nie był grzeczny, skoro przez dłuższy czas publikuje na różnych forach swoje komentarze i mam spore doświadczenie, co do reakcji poszczególnych osób. Zrozumiałe jest dla mnie działanie mediów i pozostawanie określonych kręgów osób pod ich wpływem. Nie będę więc was obrażał, bo po co? Nie chcecie spotykać się z innymi opiniami to nie. Nie wiedzę w tym jakiegoś dramatu, Wbrew temu co myśli anmulik nie jestem społecznym kaznodzieją dobrej nowiny, czy też dobrej zmiany. Po prostu uważam III RP za kraj dogłębnie skorumpowany i nie mający nic wspólnego z praworządnością ani też z demokracją. Stąd też mam złe zdanie o SLD i PO, w ogóle o całym tym systemie politycznym. Kiedy Kaczyński mówi np. że wymiar sprawiedliwości jest nie do obrony, to podzielam to zdanie. Korporacje prawnicze też są nie do obrony. Wielu pracodawców, naukowców, dziennikarzy jest dla mnie też nie do obrony. Powiedzieć można że PiS ma sraczkę reformatorską etc. Ale przynajmniej mu się chce. Ja nie jestem lewicowy, ale mam pewną intuicję, że powstanie system dwupartyjny i pozostanie arbitralne państwo takie jaki jest, choćby dlatego, że nie ma systemu kontroli dla żadnej władzy. Aby taki system kontroli powstał potrzebny jest konsensus, a JEGO NIE MA. Właśnie to jest szansa dla lewicy, żeby była, stanąć za rzeczywistymi reformami państwa, gospodarki i społeczeństwa.

    No, ale widzę z blogu i z mediów, że po prostu lewica nie takiego potencjału. Koła liberalne natomiast są tylko na papierze. PO, podobnie jak wcześniej SLD, to była partia władzy, partia dość wąsko zakreślonych interesów grupowych, i zresztą bardzo krytycznie o tym pisano w Gazecie Wyborczej. Poza tymi interesami partyjnymi było całe społeczeństwo, wobec interesów których nasza klasa polityczna jest obojętna, ona ma do zaoferowania społeczeństwu tylko jedno: dziki kapitalizm, chciwość, pogardę. Tak są wychowane już młode pokolenia i sami przekonacie się prędzej czy później o tym, jeśli znajdziecie się na ich łasce w Polsce.

    Natomiast jeśli chodzi o linki to moje wpisy z linkami są moderowane. Stąd też wrzucałem teksty, ale nie całe.

  117. dziś mija 9 lat od katastrofy CASY pod Mirosławcem. Oczywiście był apel poległych z apelem smoleńskim (a jakże!); szkoda, że nie wdrożono zaleceń komisji badającej tę katastrofę ( a lotnicy wracali z konferencji poświęconej ….bezpieczeństwu lotów), aby wyższa kadra, można rzec-VIPy, nie latała jednym samolotem.
    Dwa lata później mieliśmy to, co mieliśmy.
    Żadnych wniosków do dziś; nadal ładują się wszyscy do jednego pojazdu, samolotu, autokaru; może wszyscy zmieszczą się w swoim czasie na taczce…

  118. konstancja
    23 stycznia o godz. 20:58
    A jakby tak wszyscy z Kaczorem wsiedli do jednego samolotu i….Ale szkoda pilotów, stewardess..

  119. @głos zwykły
    Miałam to napisać wcześniej – linki na tym blogu są zatwierdzane przez Gospodarza, więc każdy z nas wisi w poczekalni jak się wyrwie z linkiem aktywnym. Na zasadzie umowy dżentelmeńskiej my podajemy linki poprzedzone apostrofem, czyli nieaktywne a pan Jacek je potem uaktywnia.

  120. @@Konstancja, Lewy
    Dokładnie to samo pomyślałam…
    Ale Kaczysty boi się samolotów.

  121. Do Pań na blogu: Mag,Jiby, Konstancji,Ewy-Joanny, Nefer. Przeczytajcie Bendyka. Podniesie to Wam morale

  122. @Lewy, a gdzie niby ten zakapior miałby lecieć, jak on tylko Żoliborz- Sejm- Nowogrodzka kursuje i raz w miesiącu na Wawel, odwiedzić Lecha.

    @anumliku, też myślę życzeniowo, że to jedna kadencja będzie. 😉

    Jest źle, a będzie jeszcze gorzej. 

    A przy okazji, jest nowe „Ucho”.
    ‎https://m.youtube.com/watch?v=2J2jdcU0SYM‎

  123. @Lewy,
    Nic mi nie podniosło, pesymistka jestem w tym względzie.
    To rzeczywiście maraton i jesteśmy dopiero w blokach startowych. Dużo czasu trzeba aby zrozumieć co oznacza równość w praktyce. Kobiety powinny zacząć od synów, bo to przecież przechodzi z pokolenia na pokolenie. Mężowie na ogół straceni 🙂
    Mój ojciec wychował się bez ojca, który jak poszedł na tę I WŚ tak i nie wrócił, więc bez obciążenia wzorcem „prawdziwego mężczyzny” był mężem, którego zazdrościły matce wszystkie sąsiadki i fajnym ojcem dla mnie i siostry, ale także dla dzieciaków z podwórka.
    I to co dla mnie jest naturalne i oczywiste, często takie nie jest dla mojego męża obciążonego wzorcem domowego samca, co to nie wie jak się robi herbatę i gdzie stoi cukier. Całe szczęście, młodsze pokolenia są już bardziej wyzwolone ze stereotypów i w tym cała nadzieja. Ale póki przy władzy są te stare durnie…

  124. @Lewy
    Ty nasz francuski pocieszycielu, nie wprowadzaj kobiet, w stan euforii hip, hip, hura uwzmoralniającej się samoistnie protestami czarnych umbrelek. Bendyk zasłonił się na wstępie swojego felietonu artykułem pani Joanny Gierak-Onoszko z Polityki i zza niego poucza nas, kobiety oraz kobietoidealnego anumika. Wklejam linka do właściwego artykułu:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1691292,2,kobiety-buntuja-sie-na-calym-swiecie-rzadzacy-moga-ich-nie-pochwalac-ale-musza-docenic.read

    Dla ostudzenia zapału proponuję także lekturę trzech dramatów (co z tego, ze komedii) Arystofanesa: „Lizystraty”, „Sejmu kobiet” i „Plutosa”. Stareńkie te komedie, prawie dwa i pół tysiąca lat liczące, ale nic a nic na aktualności nie straciły.

  125. Lewy
    23 stycznia o godz. 21:40

    Moje morale ma się nieźle zupełnie. Podobnie jak u @konstancji czarna parasolka, która zresztą dostałam od teściowej, czeka w pogotowiu:)
    I w pochmurne dni na wszelki wypadek noszę ją w torebce, a torebka to już zupełnie inny kaliber.
    Kiedyś przez tydzień nosiłam w niej znaleziony na ulicy wyjątkowo dobrze leżący w ręku młotek, zanim przypomniałam sobie, czemu ta torba taka ciężka.
    Na miejscu PiS ani kogokolwiek innego nie rozjuszałabym kobiet.

  126. Dziewczyny, a wiecie coś na temat tego złożonego ponownie do komisji sejmowej projektu o całkowitym zakazie aborcji?

  127. Ech, to znowu ja 🙁
    Tym razem o Trumpie, niestety po angielsku.
    http://www.abc.net.au/news/2017-01-23/trump-will-conform-or-be-removed-former-bush-adviser-says/8205094
    W sumie to tak jak myślałam – poskacze chwilę i spasuje, zrobi parę głośnych acz bylejakich pociągnięć i na tym się skończy.
    Na razie uderzył w aborcje wprowadzając zasadę ograniczającą temat do zera we wszystkich finansowanych przez Amerykę organizacjach pozarządowych.

  128. Jacek Rostowski stwierdził, że jest przekonany, że w 2019 roku PiS przegra wybory z kretesem. Nie przeszkodzą w tym ostatnie wydarzenia związane z Mateuszem Kijowskim. – Ludzie popełniają błędy, ale organizacje są większe niż poszczególni ludzie – powiedział były minister finansów.
    —————
    Uważam, że Jacek Rostowski się myli. KOD nie jest w stanie pokonać PiS z prostego powodu. Nie jest to ruch obywatelski. KOD potencjalnie mógł być i jeszcze dalej może być koniem trojańskim demokracji i zmiany jakościowej w Polsce. Wymagałoby to jednak zmiany postawy liderów z administrowania zapleczem elektoratu zblokowanym partiom politycznym na niezależną od tych partii działalność. Sądząc jednak z poziomu członków KOD działalność niezależna jest poza ich intelektualnym i emocjonalnym zasięgiem. Mówiąc wprost: są za głupi. Dlaczego w Polsce elektorat jest głupi i nadaje się tylko do manipulacji politycznej. Moim zdaniem z ogromnej przewagi wszelkich struktur władzy nad obywatelami. Władza zawsze coś wie na każdy temat dla niej ważny. I nie jest to wcale zła wiedza. Przykładowo sekretarze gminni to całkiem dobrze zorientowani ludzie. Dobrze posługujący się wiedzą. Kiedy jednak wychodzimy z gminy do członków społeczności gminnej, szybko orientujemy się, że są to ciemniaki, a w najlepszym razie dyletanci. Tak więc nasz model rządzenie wcale nie jest odległy od Chińskiego, gdzie każda władza zazdrośnie strzeże wiedzy o tym na czym polega rządzenie…. przed społeczeństwem chińskim.

  129. Zmarł René Artois ‎(‎Gorden Kaye) z‎ „‚Alo ‚alo!”. Serial z mojego dzieciństwa. 
    http://i.iplsc.com/och-rene/000497SX68NM88HQ-C122-F4.jpg‎

  130. Apostrofy ze smutku pozjeżdżały.

  131. @Lewy, Ewa-Joanna, Żorż

    Niech jedzie Orient Expressem. Straty w ludziach ograniczone są do niezbędnego minimum, no i ogólnie wystarczyłoby samo aresztowanie:)

    @konstancja
    23 stycznia o godz. 18:59

    PiS rozwalił system bez skrupułów. Ja jestem zła bardzo. Moje dziecko jako sześciolatek musiało iść do szkoły. I, żeby była jasność, absolutnie nie miałam nic przeciwko i nie mam do tej pory, wkurzyło mnie zlekceważenie obaw rodziców, a te były uzasadnione.
    Pierwszego dnia szkoły pomyliłam się w odczycie na planie lekcji, kiedy dzieci kończą zajęcia. Byłam dziesięć minut po rozpoczęciu przerwy. Klasa zamknięta, dziecka nie ma. Polecono mi, bym poszła na świetlicę, na świetlicy dziecka nie ma. Na stołówce dziecka nie ma. W ogóle go nie ma. Złapałam wychowawczynię, powiedziała, że zaprowadziła na świetlicę wszystkie dzieci, które miały tam iść. Odpowiedziałam, że przecież on nie wie, co to jest świetlica. Zaczęłyśmy go szukać po całej szkole i gdy już huczało mi w głowie, a kolana miałam miękkie jak masło, moje dziecko weszło przez główne drzwi z zewnątrz i było równie wystraszone jak ja. Powiedział, że nigdzie mnie nie było i z boiska, które przecina się zanim wyjdzie się na ulicę, zawróciła go jakaś pani, która powiedziała, że mama na pewno jest w środku i żeby poszedł z powrotem do szkoły.
    Innym razem zostałam wezwana, by przywieźć bieliznę i spodenki, bo zdarzył się wypadek w toalecie. Byłam raczej przygotowana, że to biegunka, więc zabieram go ze szkoły. Pojechałam, weszłam do klasy, dzieciak skonfundowany, ale na pierwszy rzut oka zdrowy. Wyszliśmy na korytarz, pytam, co się stało, a dzieciak „bo w toalecie nie ma papieru”. Poszliśmy do łazienki, rzeczywiście nie było w ani jednej kabinie. Wróciłam do klasy, a pani mówi, że przecież zostało przekazane dzieciom, że jeśli potrzebują, to mają sobie odwijać papier z rolki, która wisi przy drzwiach klasy i z tym papierem mają wychodzić do łazienki. Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć, czułam się jak w filmie Barei. Papier wkrótce pojawił się w łazienkach i jest w nich do dziś.
    Ale z perspektywy czasu to był dobry ruch, szkoła okrzepła, zaskakuje mnie to, co te dzieci potrafią, a co dopiero potrafiłyby będąc od pięciu miesięcy w szkole. Niech sobie przypomnę… Poznawałyby literkę „F”? A płynnie czytają i mnożą do trzydziestu.
    Ja jestem przygotowana na douczanie w domu. Książki kompletuję jako druga generacja, czterdzieści lat upychania w podwójnych już rzędach na półkach, podręczniki zachowane z pokolenia mojego i rodziców, wyciągnie się średnią i przekaże latorośli. Ale też liczę na mądrość nauczycieli, a ci nie są wielbicielami deformy PiS-u. Oj, nie są. Chyba, że PiS w ramach dezubekizacji wywali wszystkich, którzy uczyli do 2015r.

  132. Chyba, że PiS w ramach dezubekizacji wywali wszystkich, którzy uczyli do 2015r.
    —————-
    Obawiam się, że to akurat jest jeden z ich głównych punktów programu politycznego. Kluby Gazety Polskiej, trzeba powiedzieć, że zieje od ich członków głupotą i jest to niby dobry przeciąg, taki tam wiuuu. Myślę, że na ich wzór założono KOD jako zaplecze nowej partii władzy. Na początku sądziłem, że nic nie może przebić głupoty prezentowanej na manifestacjach Klubów Gazety Polskiej. Jakże się myliłem! Okazuje się, że opozycja też potrafi! I mamy spór dezubekitazatorów i ubekitazorami. Dekomunistami z rekomunistami. Nie ma co Polak potrafi!

  133. tejot,
    No ja się dziwię, że śledztwo nie jest umiędzynarodowione a wrak nie został zwrócony. Ile oni juz rządzą? Półtora roku? I co? Jedyny postęp, to mniejsza intensywność pomysłów z helem, strzałami z przyłożenia itp. Nuda!

  134. Religia, sztuka i nauka mają wspólne korzenie. Są nimi:
    • Potrzeba zrozumienie siebie i świata
    • Potrzeba nadania sensu swojemu istnieniu
    • Potrzeba wsparcia i przynależności

    Historia religii jest historią ścierania się wpływów pomiędzy religiami matriarchalnymi a patriarchalnymi. Duży wkład w przypomnienie tego faktu miał Bachofen
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Johann_Jakob_Bachofen

    Atrakcyjność chrześcijaństwa polegała na włączenie wątków matriarchalnych do patriarchalnego judaizmu. Stąd pozyskanie szerokich mas. Szczególnie spośród wcześniej wykluczonych. Kolejność była taka, że najpierw chrześcijaństwo zyskało popularność a dopiero ta popularność spowodowała decyzję Konstantyna o nadaniu mu statusu religii państwowej. Co ostatecznie zdemoralizowało Krk.
    Apostoł Paweł, faktyczny twórca ideologii chrześcijańskiej, był mizoginem, ale nie był rasistą.
    Relacje pomiędzy religią a sztuką i nauką są złożone. Powstanie potężnych instytucji religijnych dysponujących aparatem przymusu pozwalała na represjonowanie sztuki i nauki. Szczególnie wtedy, kiedy mogły podważyć monopol religii.
    Co nie znaczy, że wszystkie religie, zawsze i wszędzie, były i są nośnikami ciemnoty, zacofania i przemocy.
    Ciekawym przykładem jest system wiedzy kahunów na temat ludzkiej psychiki. W świecie zachodnim dopiero Freud odkrył to, o czym oni wiedzieli dużo wcześniej.
    Williama Jamesa (1842 – 1910) amerykańskiego filozofa, psychologa, psychofizjologa, psychologa religii, prekursora psychologii humanistycznej i fenomenologii uważa się za prekursora współczesnej wiedzy na temat tożsamości, struktury Ja.
    Jako pierwszy wprowadził pojęcie jaźni jako zdolności do postrzegania samych siebie jako obiektów.
    Inspiracją dla zajmowania się obserwacją samych siebie była teoria predestynacji, którą Kalwin przejął od Augustyna. Protestanci reformowani traktowali ją niezwykle poważnie. W obserwacji samych siebie szukali wskazówek co do swojego pośmiertnego losu. Dało to podstawy rozwoju psychologii osobowości. Wpłynęło na rozwój sztuki.
    USA stworzyli WASP, biali anglosascy protestanci. Wzorem struktur demokratycznych były dla nich gminy religijne.

    Oczywiście, ludzie dla własnych merkantylnych celów czy pod wpływem swoich obsesji potrafią wypaczać i niszczyć nawet to, co zrobili dobrze.
    Pouczający jest opis stosunku Krk do gender
    http://studioopinii.pl/stanislaw-obirek-ucze-gender-od-20-lat/

    Najogólniej rzecz biorąc, o kształcie życia decydować będzie miejsce, jakie zajmiemy w obrębie 10 megatrendów Johna Naisbitta, według którego rozwój sytuuje się na osiach:

    1. Od technologii siłowej do ultratechnologii (high tech – high touch)
    2. Od społeczeństwa przemysłowego do społeczeństwa informatycznego
    3. Od gospodarki narodowej do gospodarki globalne
    4. Od myślenia krótkofalowego do długofalowego
    5. Od centralizacji do decentralizacji
    6. Od pomocy zinstytucjonalizowanej do samopomocy:
    7. Od demokracji przedstawicielskiej do demokracji uczestniczącej
    8. Od hierarchii do sieci
    9. Z Północy na Południe
    10.Od schematu albo-albo do wielokrotnego wyboru

  135. Głos zwykły napisał:
    „Tak więc nasz model rządzenie wcale nie jest odległy od Chińskiego, gdzie każda władza zazdrośnie strzeże wiedzy o tym na czym polega rządzenie…. przed społeczeństwem chińskim.”

    Mój komentarz
    Głosie zwykły, każda władza wie więcej. I co z tego ma wynikać? Chiński model rządzenia, polski model rządzenia – wójt wie wszystko, a obywatele wiedza małą i dlatego są głupi?

    Obywatele np. nie znają stanu wszystkich kont gminnych, numeru buta wójta lub nie czytali ostatniej uchwały na temat opłat za śmieci, itd. i to ma definiować wg Ciebie @głosie model rządzenia w Polsce? Ta szczegółowa niewiedza?
    Czy obywatelom nie wystarczy wiedzieć, że np. wójt jest głupi i nic mu nie wychodzi w rządzeniu lub że wójt nie wiadomo czy inteligentny, czy nie, ale robi wiele dla gminy, dla ludzi?

    Głosie, mieszasz wiedzę szczegółową, która nie jest potrzebna obywatelom, bo obywatele nie administrują państwem, czy gminą, z wiedzą o polityce, z wiedzą obywatelską, której pełno w mediach, tylko wziąć i zapoznać się.
    Czy obywatele są mądrzy, czy głupi, jeśli chodzi o IQ, to wiemy, bo statystyki mamy, lecz dlaczego obywateli w Umęczonej nie interesuje zbytnio państwo (połowa obywateli nie chodzi na wybory), tego nie wiemy, możemy tylko snuć hipotezy.
    Pzdr, TJ

  136. Szanowni czytelnicy!
    Nefer proponuje przeniesienie dyskusji na nowe forum pod nowy wpisem. Lem wiecznie żywy!
    JK

  137. Lewy
    Morale mam na swoim miejscu, ale słusznie zwracasz uwagę blogowych dziewczyn na wpis red. Bendyka. Jednak krzepiący.
    Swoją drogą, to dziwactwo z jego strony, że regularnie publikuje teksty, a zarazem jakby neguje powszechnie stosowaną poetykę blogu, bo nie interesuje go odbiór czytelników, którym odbiera możliwość dyskusji.
    Kobiety, nie tylko w USA, zamanifestowały przeciw Trumpowi, wybranemu ponoć na zasadzie „zemsty białych wściekłych mężczyzn”. Nie mogę się doczekać mega manify wściekłych kobiet w Polsce przeciw rządzącym mężczyznom.
    P.S. Otello jest bardzo chory. Weterynarze robią co mogą, ale nie wiadomo czy się wyliże.

  138. Kupiłem sól himalajską. Na opakowaniu stoi, że ma 250 milionów lat. Data trwałości – 2018 rok. Jak to dobrze, że ją w porę wydobyto 😎