Pusty talerz, pełny talerz

Kilka tygodni temu poszukiwaliśmy tradycyjnych polskich wartości. Ktoś wspomniał o tradycji pustego talerza przy wigilijnym stole. Taki pusty talerz miał znaczenie w czasach dorożek, pieszych i konnych pielgrzymek lub podróży, które się przedłużyły z powodu nieoczekiwanych problemów w drodze i w tej sytuacji spełniało się przykazanie lub obyczaj nakazujący ugoszczenie, nakarmienie wędrowca, który w zawiei czy zamieci zabłądził pod naszą strzechę. Na najbardziej rodzinnej kolacji w całym roku był przyjmowany jak domownik, jak oczekiwany gość, choć nikt nic o nim nie wiedział. Nadal mamy puste naczynie przy wigilijnym stole i zastanawiam się, czy dziś podjęlibyśmy przy tym stole nieznajomego, w ten wieczór pukającego do naszych drzwi? Nie wiem, czy samotny sąsiad/sąsiadka byłby mile widziany w ten wieczór. Nie mieszkamy już na odludziu, choć często odludkami jesteśmy.

Małgorzata Musierowicz w jednej z powieści „Jeżycjady” opisała pewien wieczór wigilijny pary bohaterów, która w przejściu podziemnym w centrum miasta w wigilijne przedpołudnie natknęła się na osoby bezdomne i wieczorem, zapakowawszy naczynia, smakołyki i składany stoliki w tym przejściu podziemnym poczęstowała stojących tam bezdomnych, ale także innych mijających ich pasażerów domowymi wypiekami (nie pamiętam już szczegółów).

Ta historia, nieważne, czy prawdziwa,  zainicjowała w mieście spotkania wigilijne w tym przejściu, na które kto chciał, czuł taką potrzebę podzielenia się z innymi przynosił, co miał. Oczywiście najczęściej chodziło o osoby bezdomne lub samotne, żeby w ten wieczór „taki ciepły, choć grudniowy” poczuły magię tego dnia. Te spotkania, spontanicznie powołane odbywały się w tym przejściu kilka lat, a gdy ta okolica poddana była remontowi, impreza przeniosła się do pobliskich hal targowych. Nie uczestniczyłam w tych spotkaniach, ale pod przejściem podziemnym widziałam te stoły i ucztujących, a teraz znajoma wolontariuszka opowiada, że choć dziś impreza mniej spontaniczna, ale nie mniej serdeczna, ze sponsorami i organizacjami miejskimi i kościelnymi w tym roku oczywiście znów się odbędzie.

W wielu miastach organizuje się takie wigilijne spotkania; są sponsorzy, dokładający tylko środki finansowe, ale dołączają do nich piekarze, cukiernicy, restauratorzy; produkty dają sklepy i sieci handlowe. Nie tylko bezdomni i samotni korzystają z tych spotkań, zdarzają się też całe rodziny. Jedni cieszą się, że w ten wieczór (popołudnie) nie są sami, inni cieszą się, że dzięki ich pracy i poświęconym kilku godzinom  inni w ten wieczór czują się inaczej. Zdarzają się i obcokrajowcy, którym do domu daleko.

Świętuję ten dzień od dawna bardziej konsumpcyjnie; cieszę się na karpia, kapustę z grzybami i śledzie na kilka sposobów, które najlepiej smakują właśnie w grudniu, a także upominki oraz dwa dni pełnej swobody i wolne od zajęć codziennych. Odwiedzanie znajomych czy rodziny staje się przyjemnością w czasach, w których na co dzień rzadko mamy czas, a wizyta nie ma już religijnego charakteru.

Przypuszczam, że dziś z różnych powodów nie przyjęlibyśmy w domu nieznajomego (bezpieczeństwo choćby), ale z przyzwyczajenia stawiamy ten talerz dla tradycji. Śmiem twierdzić, że już niepolskiej i niechrześcijańskiej  w sytuacji odmowy przyjęcia uchodźców z Syrii czy innych miejsc ogarniętych wojną przez nasz rząd. Jak na najbardziej chrześcijańskie święto w naszym kraju — bardzo to wymowne. Ale sami może zajrzyjmy do sąsiadki, zastanówmy się, czy ktoś, kogo znamy z widzenia, nie jest sam w ten wieczór? Zróbmy z pustego naczynia wędrujący talerz napełniony smakołykami, weźmy kawę, herbatę lub barszcz w termosie i zapukajmy do sąsiada…

Dla jednych te święta mają wymiar religijny, dla innych to tylko tradycja, w której wyrośliśmy, a od jej religijnego charakteru odeszliśmy. Myślę, że nadal dla wielu z nas (a może tylko dla mnie) te dni są przypomnieniem dzieciństwa, gdy czekało się na Gwiazdora (w innych rejonach kraju zwanego Mikołajem lub Aniołkiem), na makowiec i choinkę z błyskiem lampek i bombek oraz innych ozdób. Teraz czekamy na radość dzieci czy wnuków, w pośpiechu otwierających przygotowane dla nich prezenty.

I tej radości w ich oczach i w oczach bliskich sobie życzmy (przy okazji nie zapominając o sąsiadach).

Wesołych świąt!

Konstancja