Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

22.12.2016
czwartek

Pusty talerz, pełny talerz

22 grudnia 2016, czwartek,

Kilka tygodni temu poszukiwaliśmy tradycyjnych polskich wartości. Ktoś wspomniał o tradycji pustego talerza przy wigilijnym stole. Taki pusty talerz miał znaczenie w czasach dorożek, pieszych i konnych pielgrzymek lub podróży, które się przedłużyły z powodu nieoczekiwanych problemów w drodze i w tej sytuacji spełniało się przykazanie lub obyczaj nakazujący ugoszczenie, nakarmienie wędrowca, który w zawiei czy zamieci zabłądził pod naszą strzechę. Na najbardziej rodzinnej kolacji w całym roku był przyjmowany jak domownik, jak oczekiwany gość, choć nikt nic o nim nie wiedział. Nadal mamy puste naczynie przy wigilijnym stole i zastanawiam się, czy dziś podjęlibyśmy przy tym stole nieznajomego, w ten wieczór pukającego do naszych drzwi? Nie wiem, czy samotny sąsiad/sąsiadka byłby mile widziany w ten wieczór. Nie mieszkamy już na odludziu, choć często odludkami jesteśmy.

Małgorzata Musierowicz w jednej z powieści „Jeżycjady” opisała pewien wieczór wigilijny pary bohaterów, która w przejściu podziemnym w centrum miasta w wigilijne przedpołudnie natknęła się na osoby bezdomne i wieczorem, zapakowawszy naczynia, smakołyki i składany stoliki w tym przejściu podziemnym poczęstowała stojących tam bezdomnych, ale także innych mijających ich pasażerów domowymi wypiekami (nie pamiętam już szczegółów).

Ta historia, nieważne, czy prawdziwa,  zainicjowała w mieście spotkania wigilijne w tym przejściu, na które kto chciał, czuł taką potrzebę podzielenia się z innymi przynosił, co miał. Oczywiście najczęściej chodziło o osoby bezdomne lub samotne, żeby w ten wieczór „taki ciepły, choć grudniowy” poczuły magię tego dnia. Te spotkania, spontanicznie powołane odbywały się w tym przejściu kilka lat, a gdy ta okolica poddana była remontowi, impreza przeniosła się do pobliskich hal targowych. Nie uczestniczyłam w tych spotkaniach, ale pod przejściem podziemnym widziałam te stoły i ucztujących, a teraz znajoma wolontariuszka opowiada, że choć dziś impreza mniej spontaniczna, ale nie mniej serdeczna, ze sponsorami i organizacjami miejskimi i kościelnymi w tym roku oczywiście znów się odbędzie.

W wielu miastach organizuje się takie wigilijne spotkania; są sponsorzy, dokładający tylko środki finansowe, ale dołączają do nich piekarze, cukiernicy, restauratorzy; produkty dają sklepy i sieci handlowe. Nie tylko bezdomni i samotni korzystają z tych spotkań, zdarzają się też całe rodziny. Jedni cieszą się, że w ten wieczór (popołudnie) nie są sami, inni cieszą się, że dzięki ich pracy i poświęconym kilku godzinom  inni w ten wieczór czują się inaczej. Zdarzają się i obcokrajowcy, którym do domu daleko.

Świętuję ten dzień od dawna bardziej konsumpcyjnie; cieszę się na karpia, kapustę z grzybami i śledzie na kilka sposobów, które najlepiej smakują właśnie w grudniu, a także upominki oraz dwa dni pełnej swobody i wolne od zajęć codziennych. Odwiedzanie znajomych czy rodziny staje się przyjemnością w czasach, w których na co dzień rzadko mamy czas, a wizyta nie ma już religijnego charakteru.

Przypuszczam, że dziś z różnych powodów nie przyjęlibyśmy w domu nieznajomego (bezpieczeństwo choćby), ale z przyzwyczajenia stawiamy ten talerz dla tradycji. Śmiem twierdzić, że już niepolskiej i niechrześcijańskiej  w sytuacji odmowy przyjęcia uchodźców z Syrii czy innych miejsc ogarniętych wojną przez nasz rząd. Jak na najbardziej chrześcijańskie święto w naszym kraju — bardzo to wymowne. Ale sami może zajrzyjmy do sąsiadki, zastanówmy się, czy ktoś, kogo znamy z widzenia, nie jest sam w ten wieczór? Zróbmy z pustego naczynia wędrujący talerz napełniony smakołykami, weźmy kawę, herbatę lub barszcz w termosie i zapukajmy do sąsiada…

Dla jednych te święta mają wymiar religijny, dla innych to tylko tradycja, w której wyrośliśmy, a od jej religijnego charakteru odeszliśmy. Myślę, że nadal dla wielu z nas (a może tylko dla mnie) te dni są przypomnieniem dzieciństwa, gdy czekało się na Gwiazdora (w innych rejonach kraju zwanego Mikołajem lub Aniołkiem), na makowiec i choinkę z błyskiem lampek i bombek oraz innych ozdób. Teraz czekamy na radość dzieci czy wnuków, w pośpiechu otwierających przygotowane dla nich prezenty.

I tej radości w ich oczach i w oczach bliskich sobie życzmy (przy okazji nie zapominając o sąsiadach).

Wesołych świąt!

Konstancja

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 583

Dodaj komentarz »
  1. Święta są we wszystkim śliczne.
    Właśnie wylazłem z auta, którym jechalem w poprzek Polski, albo wzdłuż, zależy jak patrzeć: optymistycznie, wtedy do połowy, czy pesymistycznie, wtedy od połowy. Albo odwrotnie. I w radio leciał kolejny Kuba Strzyczkowski, a u Kuby lecieli radiosłuchacze. Pewna pani spędza święta prawie całkiem sama, więc kupiła sobie spec-urządzenie do pieczenia pierniczków. Pewien pan, barzo zaangażowany apeluje „z tego miejsca” do nas i do kierowników placówek handlowych, „żeby sobie przypomnieli o co naprawdę w święta chodzi”. Nie wyjaśnił bardzo ściśle o co chodzi, ale powtarzał, że chodzi, z czego można wnioskować, że może chodzi, że się Jezusek rodzi.
    Handlowcy jak zwykle apelu nie wysłuchają, bo oni są od czegoś innego: sklep ma zarabiać, a w tle nawet pracownicy, a nie zmawiać paciorki. W miejsce niesłuchających handlowców może posłuchaliby klienci, ale oni też nie słuchają, bo latają i się orgii zakupów oddają.
    Jedni i drudzy to sami katolicy.
    W tej Szczególnej Sytuacji wypowiedział się na antenie ksiądz. Też katolicki w dodatku doktor, choć nie medyk. Mówił coś bardzo ładnie, ale – niestety – jak ksiądz jaki mówi co tak ładnie, to się nie da zapamiętać, bo się w człowieku coś wewnętrznie burzy na takie ładne gadanie. Ale ogólnie to gadał o Jezusku, że coś tam. I że ludzie też coś tam mają.
    Wśród innych przyjemności świąt można znaleźć takie:
    * „zdrówka-zdrówka-zdrówka” wszyscy sobie nieustannie życza, co nic nie znaczy.
    * przełamujemy się herbatnikiem, i życzymy sobie nawzajem wszystkiego najlepszego z naszymi nieustającymi wrogami w najbliższym kręgu rodzinnym. Im kto bardziej nas nie znosi i nam najgrzej rzyczy, z potencjalną wzajemnością, tym z większą oślizgłością i zapałem życzymy sobie wszystkiego i zdrówka za pomocą połamanego herbatnika.
    * ślicznie śpiewamy piosneczki o niczm, czyli o Jezusku i lulaniu. Szczerze śpiewamy o własnym dzieciństwie, do niego wzdychamy – i to ma sens, ale oficjalnie śpiewamy o Jezusku, co jest maskirowką.
    * żremy ma potęgę, żeby było „tradycyjnie”, co się nazywa „postem”.
    * w trakcie żarcia i po nim, gadamy o niczym, unikając gadnia o czymś. Unikamy mówienia z kimś o czymś, o tym co w nas najgłębsze i najistotniejsze. Ale sobie pogadaliśmy, nawet sobie porechotaliśmy i ogólnie jest dobrze. Dlatego mówimy: to najważniejszy czas w roku. Czas dla rodziny, i żeby sobie porozmawiać, bo na to ciągle nie ma czasu.

    Wczoraj byłem na pogrzebie. Przyzwoitej osoby. Msza, ksiądz dobrodziej, trochę ludzi w ławkach i te sprawy. Ksiądz nawija nawijkę w związku ze śmiercią człowieka. Gadał ze 20 minut, na okrągło. Ale nic o tym człowieku, co właśnie zmarł, nie powiedział. Poza jednym, pustym, banałem: on pielgrzymował przez życie. I teraz jest w drodze do bozi. Natomiast o samym bozi, o Jezusku i jego mamusi gadał na okrągło. Dokładnie to samo by gadał – i gada – gdy nie ma przed nim trumny z człowiekiem w środku. Ksiądz jest od tego, by gadać poza człowiekiem. Obok. Trzepać formułki, zaklęcia, gadać frazesami, sloganić. Nie mówić. Nic od człowieka o człowieku do ludzi, wszystko o niczym. Gdy patrzę na takiego księdza, widzę postać która się zaparła siebie, własnego człowieczeństwa. Gada jak ósmy pasażer Nostromo: czymś nieludzkim siedzącym w brzuchu, a może i we łbie. Pustka, smutek, złość – widzieć takiego zombie bez własnego życia. Jest w tym lęk, jest odrzucenie siebie.I musi być jakiś cynizm, jeśli przyjąć, że nie wszyscy są na umysłach porażeni. ktoś może chcieć usłyszeć jakieś ludzkie, autentyczne słowa O zmarłym, o człowieku, o jego istocie, o ludzkich znaczeniach, wreszcie o drobiazgach może, właściwych tej właśnie osobie. Nic z tego. Ksiądz nie zna człowieka i nie chce go znać. Jest jak handlowiec: ma zarobić na własne dobre samopoczucie, na odsunięcie od siebie lęku, że gada o niczym; chce zarobić na fałszywe poczucie, że się znajdzie w niebie bozi.
    Stosunki nie międzyludzkie, ale obiektowe.

    Pusty talerz na stole to ćwiczenie psychologiczne na własny dobry nastrój. Tacy jesteśmy dobrzy, że jak kto przyjdze to proszę: siadaj chłopie, masz gotowy talerz i gadaj, co żeżresz. Jeszcze tak nie było, żeby kto był tak przyjmowany. A modelowy przykład oszustwa talerza wykonało piskupie państwo katolickie wobec uchodźców roznoszących pasożyty. Dostać pasożyta pod choinkę z kolendą Jezuska, to całkiem przykra sprawa.

    Tu i tam się zdarzy, że coś dobrze iskrzy między ludźmi. Jezusek uwielbia lgnąć do takich ludzi. Jest bowiem strasznie samotny w te święta. Jak przez cały rok.

  2. U mnie w domu nie było tradycji pustego talerza, w moim domu też jej nie ma. Jak trzeba, to się po prostu dostawia.
    Na Wigilii jak co roku zbierze się grupa bliskich sobie ludzi, częściowo spokrewnionych, częściowo „tylko” zaprzyjaźnionych, od czasu do czasu ktoś przyprowadza niespodziewanego gościa, ostatni był z Kamerunu. Na co dzień żyjących pojedynczo lub po dwoje, ale w ten wieczór będzie nas spore stadko. Weźmiemy się za ręce i będziemy sobie życzyć „smacznego” we wszystkich językach ojczystych reprezentowanych przy stole. A potem będziemy patrzeć na świeczki płonące na choince, pomuzykujemy trochę, może nawet zaśpiewamy jakąś kolędę znaną wszystkim np. Cicha noc (Silent Night, Stille Nacht), powspominamy osoby, których przy naszym stole już zabrakło…
    A sąsiedzi?
    Dostaną kawałek makowca, sami poczęstują swoimi specjałami, wychylimy po kusztyczku za dobre sąsiedztwo.

    Co roku od rodziny w Polsce dostaję pocztą opłatek. Kiedy zaproponowałem gościom podzielenie się nim (powiedziałem, że to symboliczny chleb, który spożywa się wspólnie po okruszku na intencję dobrego, przyjaznego życia) to tak im się spodobało, że ostatnio zapytali, czy będzie ten papier do jedzenia 😉

  3. @Tanaka
    22 grudnia o godz. 14:52

    Pamiętasz, jak opowiadałem tu o pogrzebie znajomego, którego żegnało dwóch księży, polski i lokalny, ale polski mówił tylko o księżach i prałatach, których znał nieboszczyk i ogólne bla bla o bozi, długo i rozwlekle, głośno i patetycznie) a lokalny – ciepło o zmarłym, jego życiu i kolejach losu, wplatając anegdoty i wzruszające szczegóły.
    To też był ksiądz katolicki, ale nie pełen frazesów, formułek i… aroganckiej obojętności dla przedmiotu (podmiotu?) swojej „posługi”.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Powrócę na chwilę do poprzedniego wątku:

    @anumlik 22 grudnia o godz. 14:21
    „A u zwierząt? To też zagwozdka.”
    (przypomnę, że chodzi o myślenie)

    Odpowiedź:
    Temple Grandin – „Thinking in Pictures”
    A w skrócie tu:
    http://www.grandin.com/references/thinking.animals.html

    Czytałam (dawno i nieprawda) „Thinking in Pictures” – naprawdę otwiera oczy.
    A główna teza – osoby z autyzmem myślą jak zwierzęta
    Dlatego wlasnie one lepiej te zwierzęta rozumieją.

    Tyle, że osoby z autyzmem na ogół nie mają wykształcenia, determinacji
    elokwencji i samoświadomości, jakimi może się poszczycić Temple Grandin.

  6. Konstancja

    Konstancjo, wróciłem właśnie z Bornholmu i nie cierpię świąt, nie cierpię pogańskiego żarcia (to człowiekowatym zostało z lasu, tylko żrą sześć razy więcej), więc nie żrę już 50 lat. Ino Ciebie cierpię, bo jesteś, jak ja, naga…prrr!…powaga. Nie zaśpiewam Ci wesołej kolędy o lulaniu, bo nie piję. Przesyłam Ci tylko choinkę, z której – czy pod którą – Bóg się już dwa tysiące któryś raz narodził. Stąd musi chyba stary być. Więc nie rozumiem, czemu śpiewają: „Me pieścidełko”. Co tu jest do pieszczenia, jak sama kość.

    https://lh5.googleusercontent.com/-8YE4R5sica4/WFvioj43d2I/AAAAAAAAMUQ/FOhRNAY5cQcoJOM8auztfNuczHHN390ZgCL0B/w638-h543-no/2015-02-01%2B08.15.09%2B-%2BKopia.jpg

  7. O dawaniu. Potrzebie naszej. Tak, potrzebie.
    Mamy to w genach. Podobne ZACHOWANIA OBRONNE STADA zaobserwowano powszechnie u małp, słoni, delfinów. Ale i u lwów, antylop.
    Dajemy z egoizmu. To zaskakujące, ale prawdziwe. Poprawiamy sobie opinię u… siebie. Dajemy zawsze dużo biedniejszemu, nigdy stojącemu trochę niżej w hierarchii.
    @ Tanaka celnie dostrzega.
    „Pusty talerz na stole to ćwiczenie psychologiczne na własny dobry nastrój.”
    Można to upiększyć w wysoką moralność, wyższość cywilizacyjną dających. Jednak mamy tę cechę w zaniku. Polepszyło się nam. Siła stada, dalszej rodziny niepotrzebna.

    Inspirujące są słowa Gospodarza: „-czy ateiści mają co świętować?”

  8. Ja to nie miałabym nic przeciwko żeby mnie ktoś ululał 🙂

  9. Pombocku,
    odpowiedziałem ci pod poprzednim wpisem (gdyby. nie zauważył).

    A dawni ludzie żarli zawsze. Jak było coś do żarcia, to napychali brzuchy, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu będzie okazja, aby się nasycić.
    Jak wyszli z lasu (sawanny) i zaczęli uprawiać ziemię, to mieli już troszkę więcej pewności, że nie zginą z głodu, ale atawizm pozostał i trwa.
    Myślę, że teraz nie żrą sześć razy więcej, raczej zużywają mniej energii, być może sześć razy mniej.

  10. @NeferNefer
    22 grudnia o godz. 16:03

    Właśnie natknąłem się na ledwie napoczętą butelkę porto

    http://tridens.ee/wp-content/uploads/2014/09/Royal-Oporto-20-yo-Tawny.jpg

    Sprawdzam, czy aby nie zepsute 😉
    Chyba nie.
    Dla pewności sprawdzę jeszcze raz.

  11. Anumlik

    I ja do Cię na sekundę wrócę.

    Anumliku, żaden system znaków – gesty, rysunki, muzyka, taniec i czort wie, co jeszcze – nie tylko nie byłby odczytywalny bez języka pojęciowego, ale nawet bez niego by nie powstał. Człowiek nie rodzi się człowiekiem, lecz kandydatem na człowieka. Człowiekiem się staje przez uczenie się – powtarza ewolucyjną drogę gatunku – nie przez urodzenie. Gdyby do szóstego, siódmego roku życia nie nauczono go języka pojęciowego – obojętne w jakim kodzie, choćby dotyku, jak w wypadku głuchociemnych), zostałby NIEODWRACALNIE idiotą i dla człowieczeństwa byłby stracony.

  12. Tobermory
    22 grudnia o godz. 16:08

    Chętnie pomogę sprawdzać 🙂 ale do śledzia w majonezie z cebulą nijak nie pasuje:(

    Idę garkotłuczyć, będę wpadać i wypadać

  13. Tobermory
    22 grudnia o godz. 15:25

    Chyba sobie przypominam. U księdza kat nie ma „podmiotu, bo też i on sam nie jest żadnym podmiotem. Jest – pełną gębą – przedmiotem. Tzw. „pracy bożej”. I jest z tego dumny oraz robi się od tego uświęcony. Im bardziej uprzedmiotowiony, tym bardziej uduchowiony.

  14. pombocek
    22 grudnia o godz. 15:53

    Zaraz, zaraz, bo nie wyjaśniasz, skoroś Bornholm wziął i odwiedził: czy to pieścidełko to choinka-lipa odmiany bornholmskiej, czy pełna lipa czyli choinka katolicka nadwiślańska?

  15. Tobermory
    22 grudnia o godz. 16:03

    Ile zużywamy energiii w przeliczeniu na 1 kg tłuszczu i Miażdżycy Naczyniowej Większej ? nie sprawdzałem ostatnio, ale w branży moto, Europejczyk zużywa 7 razy mniej energii niż Amerykaniec amerykański.
    W związku z tym, największy państwowy norweski fundusz emerytalny wycofuje sie z posiadania udziałów w polskich spółkach węglowych. Nie rokują one nadziei na zysk, a wręcz odwrotnie, i przyczyniają się do niszczenia świata.
    Tymczasem w Rosji.., pardon,w Polsce, czyli bardziej niż w Rosji – własnie rząd ogłasza, że będzie następna elektrownia węglowa. Jak powiedział Duda Andrzej Długopis: węgiel to polska racja stanu.
    Czyja jest racja, szybko się przekonamy.
    Aha, bo się przekonujemy – po cichu – że port gazowy w Świnoujściu jimienia świętego Prezydenta Tysiąclecia wawelskiego poległego służy do tego, żeby do niczego nie służył. Tzn. służy: do Straszenia Putina Stratą Finansową. Własną, oczywiście.
    Nic nie szkodzi – polski podatnik zapłaci. Z pińcet plus.

  16. @Tanaka
    22 grudnia o godz. 16:56

    Czytałem o tym gazoporcie na ćwierć gwizdka.
    Dwa lata jesienią temu okrążałem go rowerem, aby dostać się do latarni świnoujskiej. Błoto było dookoła i syf ogólny. Nie wiedziałem wówczas, jakiego będzie miał patrona, ale zanosiło się na takiego od spraw beznadziejnych 🙁

  17. Chyba to porto jednak szkodliwe się zrobiło. Wstawiłem to „jesienią” jak wstawiony jakiś 🙄 😉

  18. Tanaka
    22 grudnia o godz. 16:48

    Właściwie, Tanako, dojechałem nie do samego Bornholmu, lecz w pobliże – do Słupska. Nie pamiętam za bardzo, kiedy – czy to było rok temu, czy o 13.20, ale było na bank. Ale mogło i nie być. Sam rozumiesz, że czas – niepewny. Skąd mam wiedzieć, czy coś było, czy nie było, jak nie wiem. Powiedziałbym nawet, że do dupy z takim czasem. Kononowicz miał rację, że niczego nie będzie. Rozglądnij się, czy coś widzisz. Bo ja – nic. Szedłem do łazienki, pieprznąłem nosem we framugę – napuchł i teraz nie widzę, nawet nie wiem, gdzie sikałem. I to się nazywa, kuwa, święto.

  19. @pombocek
    22 grudnia o godz. 17:24

    Wyrazy współczucia. Najważniejsze, że nie zrobiło ci się ciepło w stopy 😉

  20. Obok Bendyk – jeszcze raz o pisiej „postprawdzie”.

    „Z orwellowską retoryką nie można walczyć wprost, ona nie posługuje się kłamstwem, które można sprostować przywołując fakty, tylko kieruje się zasadą postprawdy (określenie zyskujące ostatnio na popularności). Różnica polega na tym, że kłamstwo uznaje prawdę, zasada postprawdy kategorię prawdy unieważnia. Istnieje tylko hiperrzeczywistość opisana tak dobrze przed laty przez Jeana Baudrillarda i jej przedstawienia w postaci symulakrów.”

    Hiperrzeczywistość – no właśnie. Kto powiedział „credo quia absurdum” i szczycił się, że „prawda boża” musi być prawdziwa, właśnie dlatego że jest absurdalna? Łojce kaka. Kaka wymyślił „hiperprawdę” jako karykaturę rzeczywistości, pardon, Jedyną Prawdziwą Rzeczywistość. Prawdę i życie pisane wielką literą. Umberto Eco ze swoim „Tematem na pierwszą stronę” był dużo później. A kaczotru(m)py to już w ogóle epigoni.

  21. Tobermory
    22 grudnia o godz. 17:42

    Zrobiło się, bo od niedawna chodzę po chacie boso.

    A przy okazji: „zawsze jest ten pierwszy, który sam musiał wymyśleć, bo nie miał nauczyciela”.

    Tyle, Tobermorku, że nie bardzo da się tego pierwszego, który na przykład wymyślił siły lub istoty nadprzyrodzone, wyszperać. Sądzę,że to bardzo długotrwały proces bez pierwszych, dziesiątych, a nawet setnych. Tylko logika sugerowałaby, że musiał być jakiś pierwszy. Ale logika to tylko narzędzie opisywania świata, nie jego budowania.

  22. @pombocek, z godz. 16:09
    Ja też wrócę do wątku z pod poprzedniego wpisu. Nie na sekundę jednak, gdyż post Namargineski (z godz. 15:34) uświadomił mi, że to, co chciałem w pod poprzednim wpisie zasygnalizować tylko, stało się asumptem do rozszerzenia moich rozważań. Pisząc – niektórzy poprzez obrazy, jak na przykład osoby obdarzone (nie piszę upośledzone) autyzmem, które w ekspresji obrazu najlepiej się realizują – nawiązałem (pośrednio) do książki Temple Grandin „Myślenie obrazami oraz inne relacje z życia z autyzmem”. Osobę Temple Grandin przywołała Namargineska, a ponieważ przywołała, to ja „przywołam” co nieco z samej Grandin. Oto co pisze na temat myślenia obrazami Grandin. Mój umysł jest całkowicie wzrokowy, więc praca przestrzenna, na przykład rysowanie, jest łatwa. Kreślarstwa nauczyłam się sama w ciągu sześciu miesięcy. Projektowałam duże stalowe i betonowe zagrody dla bydła, ale zapamiętanie numeru telefonu lub dodawanie liczb w pamięci ciągle stanowi dla mnie trudność. Muszę to zapisywać. Wszystko, co zapamiętuję, ma formę wizualną. Jeśli muszę przypomnieć sobie jakieś abstrakcyjne podejście, wówczas „patrzę” w myślach na stronę książki lub moje notatki i „odczytuję” z nich informacje. Bez wyobrażenia wzrokowego udaje mi się zapamiętywać jedynie melodie. Z tego co słyszę, zapamiętuję niewiele, chyba że porusza to moje emocje lub potrafię z tego stworzyć jakiś obraz. W klasie pilnie notuję, ponieważ zapomniałabym to, co usłyszałam. Kiedy myślę o pojęciach abstrakcyjnych, takich jak relacje międzyludzkie używam porównań wzrokowych. Na przykład relacje międzyludzkie są jak szklane drzwi przesuwne. Drzwi należy otwierać ostrożnie, jeśli się je kopnie, mogą się potłuc. Gdybym musiała się nauczyć obcego języka, musiałabym to robić na podstawie czytania, a potem przełożyć to na obraz.

    I to tyle, jeśli idzie o „myślenie nie słowami”. Jednak to nie odpowiada na pytanie „co to jest myślenie?” Co powoduje, że myślimy (obojętnie – słowami, obrazami, dźwiękami czy tańcem)? To, czy człowiek rodzi się człowiekiem czy kandydatem na człowieka, który w trakcie uczenia się człowieczeje nie powinno w ogóle być w naszej rozmowie stawiane. Jeśli został wyizolowany przez otocznie, które nie rozpoznało w nim „innego”, to dla niego tragedia z naszego, „zdrowego” punktu widzenia. Wielu autystyków nigdy nie nauczy się języka i nie nawiąże bliższych kontaktów z otoczeniem, pozostając zamkniętymi we własnym biologicznym deficycie. Czy jednak w tym zamkniętym świecie ci ludzie (wcale nie idioci) nie myślą? I czy są straceni nieodwołalnie dla – jak je nazwałeś – człowieczeństwa? Nie wiem. Bo nie wiem na czym polega myślenie. Naukowe formułki też mi w tym nie pomogą. Naukową definicję myślenia wstawili do polskich słowników dwaj profesorowie – Józef Kozielecki i Włodzimierz Szewczuk. Dla uproszczenia skompilowałem obie definicje w jedną. Oto ona: Myślenie to złożony proces umysłowy, polegający na tworzeniu nowych reprezentacji za pomocą transformacji dostępnych informacji. Czynność myślenia jest łańcuchem operacji myślowych, za pomocą których przetwarzamy informacje zakodowane w spostrzeżeniach, wyobrażeniach i pojęciach. Dzięki temu człowiek poznaje rzeczywistość. Howk! Jak to z definicjami „wiem, że nic nie wiem” bywa, o tym jak myślimy, nie ma nic. I nigdzie tego nie znajdziesz. Ani u psychologów, ani u kognitywistów. Dzięki mózgowi myślimy, że myślimy, napisał Ambrose Bierce – amerykański pisarz, dziennikarz i satyryk. Satyrycy są bliżsi poznania niż naukowcy – tak sobie myślę. Jako satyryk, oczywiście.

  23. @pombocek
    22 grudnia o godz. 17:54

    Wiedziałem, że odpowiesz, że ci ciepło w stopy, tyle że z innego powodu 😉 Intuicja? A może już pewna znajomość charakteru?

    Logika każe brać pod uwagę, że wszystko się kiedyś jakoś zaczęło. Wynalazców koła mogło być wielu, niezależnie od siebie i bez podpatrywania nawzajem, ale koło zostało wynalezione.
    Wielu mogło obserwować nocne niebo, gwiazdy, fazy księżyca i wędrówkę słońca po nieboskłonie i zauważyć, że dobrze jest skoordynować zasiewy i zbiory z fazami wzrostu dzikich roślin w przyrodzie, a dla pamięci dobrze jest mieć kalendarz. Słońce zaś należy otoczyć kultem, bo jest ono źródłem życiodajnej energii i trzeba się troszczyć o to, by co roku chciało znowu spowodować wiosnę…

  24. A teraz na aktualny temat.
    Kto, znając polską gościnność i tradycję pustego talerza na wigilijnym stole, zdecydowałby się zapukać do obcego domu (no, może nie od razu tak ekstremalnie, do sąsiada z klatki schodowej) i poprosić o gościnę?
    A kto będzie jednak wolał swoje cztery ściany i samotnego śledzika przed telewizorem?
    Potrafię sobie wyobrazić, że z dwóch samotnych sąsiadów, jeden wykaże się inicjatywą i zaproponuje wspólne świętowanie, ale wprosić się do rodziny?

  25. @anumlik, pombocek, Tobermory

    Anumlik – ładny cytat z Temple Grandin. Dotknąłeś chyba czegoś istotnego – bardzo trudno jest ocenić cudzą inteligencję, jeśli brakuje możliwości porozumienia. Języka zwierząt nie rozumiemy – i dopiero od niedawna (dzięki rozwojowi techologii analizy dźwięku) odkrywamy, że np. odgłosy wydawane przez wieloryby składają się na sensowne, powtarzalne sekwencje, które zapewne coś oznaczają dla wieloryba. Nie mamy na razie pojęcia, jak skomplikowany jest ten język i co można w nim wyrazić.

    Poza tym jest jeszcze kwestia różnic bezpośredniej percepcji – jak wyrazić np. świat zmysłów rekina-młota, który ma wyjątkowo marny wzrok, ale wyczuwa pole elektryczne generowane przez żywe istoty? O psim węchu napisano więcej.

    Co do tego, że język – i mowa o konkretnym języku – wpływa w sposób istotny na postrzeganie rzeczywistości – znana sprawa, ale przypomnę: mieszkańcy Arktyki nie znają słowa „śnieg” – ale mają kilkanaście czy kilkadziesiąt różnych słów oznaczających różne rodzaje śniegu. Jest oczywiście klasyka, czyli Lakoff „Women, Fire and Dangerous Things” – rzecz o kategoriach językowych. Te trzy różne rzeczy w tytule publikacji – to jedna kategoria w jakimś „prymitywnym” języku. A co powiedzieć o języku, który np. nie ma czasu przyszłego? Jak to wpływa na odbiór rzeczywistości?

    A skoro mowa o kategoriach, to przechodzimy do świata pojęć – i nieprzekładalności kultur. Właśnie zabrałam się ze smakiem do „Purity and Danger” Mary Douglas. To jest klasyka antropologii, rzecz ma 40 lat, jak na książkę naukową – dinozaur, czyli skamielina. Jednak, jak się okazuje, całkiem nie. Zapowiada się ciekawie.

    Chodzi właśnie o religię i sferę sacrum, która we wczesnych religiach podobno pokrywa się z szeroko pojętym „brudem” – czyli tym wszystkim, czego człowiek „powinien” się brzydzić. Także z tym, co dana kultura odrzuca i z pojęciem tabu. Mary Douglas była antropologiem i zajmowała się szczególnie Starym Testamentem. To „bądźcie święci, jak i ja jestem święty” oznacza tak naprawdę „bądźcie wyłączeni” – a to wyłączenie można rozumieć dwojako – jako nobilitację albo odrzucenie. Podobne właśnie te dwie sfery były blisko.

    Dalej zobaczę i być może doniosę. To znaczy jeśli Mary Douglas mnie nie znudzi : )

  26. Pombocek napisał:
    „nie bardzo da się tego pierwszego, który na przykład wymyślił siły lub istoty nadprzyrodzone, wyszperać. Sądzę,że to bardzo długotrwały proces bez pierwszych, dziesiątych, a nawet setnych. Tylko logika sugerowałaby, że musiał być jakiś pierwszy. Ale logika to tylko narzędzie opisywania świata, nie jego budowania.”

    Mój komentarz
    Tak jest. Ewolucja nie zna pojęcia tego pierwszego. Co było pierwsze – jajo, czy kura. Jajo i kura wyewoluowały równolegle. Bez reprodukcji nie byłoby ewolucji. Należy dodać, że nie wiemy, czy wariant reprodukcji bezpłciowej wszystkich żywych organizmów z ewolucją jest w ogóle możliwy.

    Aby zachodziła reprodukcja musiał być wytworzony mechanizm rozmnażania, wytwarzania kolejnych naprzemiennych składników łańcucha pokoleń (symbolicznie) – jajo zapłodnione – kura – jajo zapłodnione – kura, itd.

    Istotą ewolucji jest gromadzenie się pozytywnych z punktu widzenia środowiska zmian (mutacji) zachodzących w poszczególnych osobnikach (najczęściej te zmiany zachodzą w procesie wytwarzania komórek rozrodczych (gamet żeńskich i męskich). Zapłodniona komórka jajowa nosząca w sobie mutację przyczynia się do powstania osobnika z tą mutacją i jego zwiększone reprodukowanie się w potomstwie, jeśli środowisko uzna tę mutację za pozytywną. Zmutowany pozytywnie osobnik (para płciowa) daje więcej potomstwa lub tyle samo potomstwa, ale o większej przeżywalności.

    Podobnie jest z inteligencją. Pozytywne mutacje kształtujące w dobrą stronę układ nerwowy, co dawało lepszą przeżywalność potomstwa. Osobniki z pozytywną mutacją układu nerwowego lepiej sobie dawały radę w życiu (i reprodukcji) były preferowane w przeżywalności.

    Kiedy powstała inteligencja? Inteligencja jest cechą układu nerwowego, jej zawiązki kształtowały się w wielu kladach (gałęziach ewolucyjnych) równolegle, tak jak oko, które wyewoluowało równolegle u kilkudziesięciu (kilkunastu?) klas ewolucyjnych.

    Toż taka ośmiornica (mięczak) wykazuje inteligencję, albowiem potrafi się uczyć przez powtarzanie, tak jak pies umie ronić ślinę, gdy przychodzi do niego śniadanie. Dlaczego więc ośmiornice nie są tak inteligentne jak człowiek? Ponieważ im taka inteligencja jest niepotrzebna, ich środowisko nie preferuje zwiększonej reprodukcji osobników nadmiernie inteligentnych.

    Psy są inteligentne, koty są inteligentne, małpy są inteligentne, bo są w stanie się nauczyć wielu postępowań. Jaka jest to inteligencja – trudno powiedzieć, ale łatwo ją można dostrzec.
    Z pewnością (chyba) nie jest to inteligencja polegająca na kojarzenie abstrakcyjnych pojęć, jak u człowieka, lecz jest inteligencją opartą o kojarzenie pojęć przedstawianych jako sygnały dźwiękowe nawet bardzo skomplikowane, jak imię psa, lub sygnały obrazowe, również skomplikowane, bo pies jak każdy drapieżnik potrafi odróżnić potencjalną ofiarę osłabioną, chorą od zdrowej po jej ruchach, zachowaniu. Pies rozumie hierarchie w grupie, ma pewien zasób zachowań i umie wykorzystywać taktycznie ten zasób, dobierać zachowanie w zależności od humoru np. przewodnika stada. Mimo, że nie jest to typ inteligencji elastycznej, wyszukującej, kojarzącej odległe od siebie pojęcia, znaczenia, tylko inteligencja oparta na instynkcie, ale jest to pewna forma inteligencji.

    To co napędzało rozwój inteligencji u człowieka, wpychało ją na dużo wyższy poziom, to mowa (i narzędzia). Mowa umożliwiła sprawniejsze współdziałanie w grupie, umożliwiła powstanmie i wzajemne przekazywanie pojęć i ich hierarchię, umożliwiła ich kojarzenie, usprawniła myślenie, przerzuciła je na taki poziom, w którym nie chodziło już tylko o nawoływanie słabo artykułowanymi okrzykami, o skoordynowane akcje, o dawaj, biegnij, goń, odejdź, bo jestem rozzłoszczony, itd. Mowa pozwoliła ukształtować myślenie abstrakcyjne, poczynając od przedstawiania sobie sytuacji wyobrażonych, hipotetycznych i ich prostej analizy – co było gdyby.

    Do myślenia weszło poczucie czasu.

    Narzędzia pomogły stworzyć to poczucie. Wykonując narzędzie człowiek wykonywał je na przyszłość, czyli musiał myśleć naprzód – co będzie nim obrabiał, jak dokładnie ma być wykonane, ile tego ma być wytworzone, oraz podejmował najbardziej inteligencjotwórcze działanie – uczenie innych, a ci inni podejmowali uczenie się. Nie trudno się domyśleć, ze oba te procesy wymagały wykształcenia się nowych pojęć, by nauka nie poszła w las.
    Sprawne przekazywanie wiedzy i jej odbiór wymagało usprawnienia mowy, bowiem narzędzia musiały mieć swoje nazwy, a technologia ich obróbki oraz technika ich użycia również wymagała nazewnictwa, itd.

    Wraz z abstrakcyjnym myśleniem i narzędziami powstało poczucie czasu, odczucie przeszłości i przyszłości, przemijania oraz poczucie tożsamości (my i ja, tamci). Stąd już była krótka droga do religii.
    Pzdr, TJ

  27. @Namargineska
    Jeśli Cię Mary Douglas znudzi, polecam „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena. To o tym jak „myślą” drzewa. Jak dbają o siebie w puszczach, jak ratują się nawzajem w chorobach, jak porozumiewają się między sobą. Na pewno Cię nie znudzi ta książeczka. Fragmencik, s’il vous plaît Madame:
    A zatem każde drzewo jest cenne dla społeczności i zasługuje na jak najdłuższe utrzymywanie przy życiu. Z tego powodu nawet chore okazy zyskują wsparcie i zaopatrzenie w składniki pokarmowe, póki nie wyzdrowieją. Następnym razem sytuacja może się przecież odwrócić i pomocy będzie potrzebować drzewo dziś świadczące wsparcie. Grube srebrzystoszare buki, które tak właśnie postępują, przypominają mi stado słoni. Ono także troszczy się o swych członków, pomaga chorym i słabym odzyskać siły i nawet martwych krewniaków porzuca z najwyższą niechęcią.

  28. Tobermory
    22 grudnia o godz. 18:43

    Tobermorku, ani by mi do głowy przyszło się powtarzać jak jaka egzaltowana kolęda, ale żeś tak zagadał, że przyszło. Mnie to puste miejsce przy stole U OBCYCH, czyli dalej niż na innej planecie, zawsze, kuwa, wzruszało tak, że się za każdym razem trochę posikałem.

    Z TYSIĄCA JEDNEJ NOCY

    zdarzyło się siedzieć przy wigilijnym stole kumpla: on, prawie jego żona, ja i puste krzesło dla tradycji. Była niejasność, czy, jako gość, już sam w sobie jestem puste krzesło, czy trzeba dostawić. Prawie żona uchwaliła, że trzeba, bo byłem umówiony, a puste jest dla nieoczekiwanego. W ogóle było tyle starej i nowej tradycji, że wyszliśmy z kumplem się przewietrzyć. Mróz jak cztery siekiery. Patrzymy: mężczyzna z zapałkami. Przypala papierosa.
    – Co robisz, chłopie, na ulicy w tę jedną noc? – mówimy.
    – Dla kogo jedna, dla tego jedna.
    – Nie masz gdzie pójść?
    – Mam: w lewo, w prawo.
    – To idziesz do nas.
    – Zapomniałem się przebrać.
    – Nie patrz na przebranie, patrz na wątrobę.
    Wracamy wzruszeni, że oto na naszych oczach odwieczne słowo staje się ciałem.
    – Już się nie musisz rozczulać nad pustym krzesłem – mówi kumpel do prawie żony – nareszcie ktoś zasiądzie.
    Ta najpierw zaniemówiła, potem rzuciła takie słowo, że wszyscy trzej wylądowaliśmy na schodach. Siedzimy, milczymy, kumpel co rusz wyciera nos.
    – Przestań się ślinić – mówię. – Krzesło jest po to puste, żeby było puste, naruszyliśmy święty zwyczaj.
    – Nie myślałem, że Jadźka taka ciasna.
    – To co – mówi nieoczekiwany gość – będę spadał. Jak byście mieli parę luźnych fajek…
    Kumpel oprzytomniał.
    – Czekaj!
    Poleciał, wrócił z torbą żarcia.
    – Od niej – mówi. – Wszystkiego najlepszego z okazji świąt.
    Dokłada flaszkę, fajki.
    – A to ode mnie.
    – A to ode mnie – mówię.
    Daję gościowi zapalniczkę, bo sam jestem gość.
    Odprowadzamy do progu.
    – Szlag by trafił – mówi kumpel. – Przepraszam.
    – Jest, chłopaki, jak jest, dzięki za dobre serce. Dla mnie to jedna z tysiąca.
    – W tym sęk – mówię – a nie tam jakieś zasrane krzesło.
    I z ulgą wracamy do tradycji.

  29. anumlik
    22 grudnia o godz. 20:13

    Chciałem Ci, anumliku, odpłacić przerobioną wersją definicji myślenia J.Kozieleckiego z książki Andrzeja Jurkowskiego „Ontogeneza mowy i myślenia”, ale jak chwilę pomyślałem, wyszło mi, że jest tak samo mądra jak ta, którą zacytowałem, czyli zero informacji. Licho z definicjami i myśleniem, zwłaszcza że ta sprawność u mnie powoli odjeżdża w niewiadomym kierunku. Nie mogę się doczekać, kiedy ja będę tu, a moje myślenie – tam i wreszcie je zobaczę. Dlatego się tak szwendam po jeziorze, a może…

  30. anumlik
    22 grudnia o godz. 20:13
    Jak ta, którą ZACYTOWAŁEŚ!!!!!!
    Alzheimer się, cholera, do myślenia bierze.

  31. @anumlik 22 grudnia o godz. 20:13

    Dzięki! Zobaczę, ale „smaczek” trochę jakby zbyt czułostkowy na mój gust. Może się mylę. Z tematem trafiłeś, bo interesuje mnie szalenie. Drzewa to w ogóle zdumiewające organizmy, które mają skomplikowany system komunikacji i tworzą własną atmosferę.

    A co do drzewolubnej czułostkowości – uprawianie ogrodu raczej odziera z senty-mentów, ale gdy trzeba było ściąć kilkuletnią czereśnię (rozrosła się i zacieniała grządki, a owoce na pniu zżerały szpaki) to ryczałam jak bóbr. I nie tylko ja. Sprzeciw przeciwko ścinaniu drzew jest chyba jednak atawistyczny u homo sapiens. Chyba że chodzi o Szyszkę (tfu!)

    Aha, O’Shea („Sea of Faith”) mi się podobał. Dzięki ponownie. Naturalnie wiedziałam o Toledo i arabskim przekładach starożytnych Greków, które dotarły do chrześcijańskiej Europy dzięki „moriscos”, czyli muzułmanom, ale nie wiedziałam, że Palermo i Bagdad też były podobnymi skarbnicami wiedzy. No i te inne… perypetie. Ciekawe bardzo.

  32. @pombocek
    E, tam Alzheimer. Domyśliłem się, bo nic nie cytowałeś.

  33. @tejot 22 grudnia o godz. 19:48

    Doskonałe podsumowanie. Warto dodać, że zdolność używania narzędzi i uczenia się przez obserwację innych osobników wcale nie jest ograniczona do człowieka – małpy umieją np. zaostrzonym kijem sondować dziuple, żeby sprawdzić, czy na kiju są ślady krwi – i rzecz jasna wyciągać wnioski z tych śladów. A przedtem jeszcze przygotować sobie odpowiedni kij. I „nauczyć” tej procedury inną małpę.

    Pies, który zna nazwy sześciu przedmiotów i dostanie polecenie przyniesienia siódmego, którego nazwy nie zna, prawidłowo wywnioskuje, że nieznane słowo oznacza ten siódmy przedmiot. Zwierzęta umieją wnioskować, posługiwać się narzędziami, wykonywać narzędzia i udzielać lekcji poglądowych. Zwykle mają też jakiś „język”.

    Natomiast jeszcze innym elementem, który zadecydował o postępach homo sapiens w zawłaszczaniu środowiska (bo o cóż innego tutaj chodzi?) jest wynalazek pisma, a potem jego rozpowszechnienie. Dopiero możliwość zapisu umożliwiła kumulację wiedzy.

  34. Konstancja

    Umiłowana na poważnie i życzliwa człowiekowatym małpom Damo Konstancjo, kiedy mówisz o tradycji pustego talerza (krzesła, a obecnie wypadałoby chyba dodać kieliszek), to i ja coś powiem. Poza jedynym przedstawionym w tekście „Z TYSIĄCA…” wypadkiem nie spotkałem w ogromnej mej rodzinie spod Wilna ani jednego przypadku takich praktyk. Wiem też od tej rodziny, że nikt w ich wioskach na Mazurach i Pomorzu nie stawiał żadnych talerzy ani krzeseł dla oczekiwanych nieoczekiwanych. W moim domu też, rzecz jasna, czego takiego nie było. Więc chętnie bym usłyszał doświadczeńszych ode mnie, co wiedzą o powszechności tego zwyczaju. Bo że egzaltowane gadanie o tym w mediach jest powszechne, to na pewno. Ale może gada się o tym jak o potworze z Loch Ness?

  35. pombocek
    22 grudnia o godz. 21:13

    U nas się stawiało (centralna Polska) ale anim doświadczona ani uczeńsza w piśmie

  36. Tobermory
    22 grudnia o godz. 18:43

    Jak by kiedyś mi wypadło samej to trudno, tego śledzika zjem przed telewizorem. Nie widzę siebie wybierającej się na te zbiorcze wigilie. No i nie śmiałabym nikomu się wpakować.

  37. „Nadal mamy puste naczynie przy wigilijnym stole…”

    Tu się musiałem zatrzymać. Kto ma? Kto my?

  38. NeferNefer
    22 grudnia o godz. 21:28

    Dziękuję, Neferko. Jużem bogatszy o Ciebie. Czy my się czasem nie spotkali w ścinach?

    Ale na poważnie to podobałaby mi się wigilia, gdyby wszyscy siedzieli przy pustych talerzach i milczeli, kątem plując niepotrzebne narodziny i jeszcze bardziej niepotrzebną śmierć Boga numer dwa na świecie w Trójcy jedynego. Bo jednak żarcie odwraca uwagę od spraw ważnych, a ja tej uwagi właściwie nigdy w czas wigilii nie spotkałem. Najbardziej się skupiałem na pierogach grzybowych (z ciastem nie z mąki, lecz z mielonych gotowanych kartofli – acrcydzięgiel…tfu!…arcydzieło!), kisielu z żurawin, makowcu i kompocie z suszonych śliwek. Niech będzie też pochwalony sernik. Aha – i śliżyki. Aha – i chrusty. O rybie nie mówię, bo mi wstyd, że jadłem trupy.

  39. @Tobermory
    22 grudnia o godz. 18:43

    Znajomi paręnaście lat temu w dużym polskim mieście szukali wieczorem 24 grudnia knajpy, która byłaby otwarta – i mogła ich ugościć piwem, winem i wódką. Znaleźli jedną. Teraz chyba jest nieco lepiej.

  40. @pombocek
    22 grudnia o godz. 21:49

    Coś czułem, żeś kisielista.

  41. pombocku pieprzony, miało być: „Bo jednak żarcie odwraca uwagę od bogów”. No.

  42. pombocek
    22 grudnia o godz. 21:49

    W ćcinach czy ścinach to ja zawsze duchem z Tobą:)

    Tak se myślę pombocku, że w tym roku to owszem będą jedni na drugich pluli ale wedle opcji politycznych. Najpierw się najedzą a jak wódeczka pójdzie to zrobią sobie wesołego alleluja.

    A w temacie postu to jaki znowu Gwiazdor, Gwiazdka 🙂 prezenty są na Gwiazdkę (że zamieszam raz w czym innym niż w gotującym się akurat bigosie)

    Mnie się marzą święta w hotelu, ugotowane, podane i kto inny sprząta.

  43. bubekró
    22 grudnia o godz. 21:54

    Trafiony – czytywałem Kisiela.

  44. Na marginesie
    22 grudnia o godz. 20:57

    Mój komentarz, rozumowanie uproszczone
    Tak jest, ewolucja gdy się rozpędziła, to na zafundowanej w nowej większej czaszce nowej korze rozpleniła nam tyle podłoża do myślenia, przetwarzania informacji, że staliśmy się homo sapiens.
    A jak sapiens, to zaistniało myślenie – co by tu zrobić, jak ich podejść, lub jak ich zjednać lub zbajerować, co zrodziło kulturę.

    Pismo zapewniło dokładniejsze dziedziczenie, przekazywanie kultury z pokolenia na pokolenie i jej doskonalenie (zrazu przystosowawcze tylko) do tego stopnia, że ludzie zaczęli mieć potrzeby i dokonywać wynalazków elitarnych o metafizycznym znaczeniu, jak astronomia, geometria (chociaż ta wynikła z potrzeb budowlanych, pomiarów nieruchomości i astronomii), filozofia. W tym drugim przypadku nie było potrzeb bezpośrednich, praktycznych, poza typowo ludzka potrzebą poznawania więcej i więcej, czyli ciekawością.

    Język się komplikował, powstała klasa mężów uczonych w piśmie, grupowały się wokół nich szkoły, które poprzez uczniów rozsyłały wiedzę wśród ludzi. Pismo, a w szczególności pismo sylabiczne przyspieszyło szalenie rozwój kultury oraz religii. Wierzenia stały sę pisane, stały się częścią państwa, potrzebą i nakazem dla obywateli, zostały poprzez zapisy skodyfikowane, unormowane. A mimo to ewoluowały w różnych rejonach świata niezależnie, bo wymiana informacji była wolniejsza niż ewolucja wierzeń.
    Ewolucja wierzeń uległa uporządkowaniu, rozwój stał się uporządkowany, każda następna idea wynikała z poprzedniej, ponieważ z chwilą ich zapisania podlegały one uważniejszej analizie i rozbiorowi i różni niepokorni i nowatorscy mężowie modyfikowali co nieco, aż te modyfikacje przeobraziły daną religie w nowy odłam.

    Odnośnie inteligencji
    Współczesne badania pokazują, ze bardzo wiele zwierząt wykazuje inteligentne zachowania w sensie doboru modelu zachowania w zależności od sytuacji. Zachowania te, mimo że są nazywane inteligentnymi, to są bardziej instynktowne niż wymyślone. Mimo to nie są dokładnie takie same, istnieją w rożnych wariantach, których dobór jest miarą inteligencji.
    Neurolodzy współcześni studiują anatomię układów nerwowych od robaków do małp, co jednak nie daje im poważniejszych wskazówek do orzeczenia czym jest inteligencja i kiedy, od jakiego momentu zrodziły się zachowania inteligentne.

    Weźmy taki drobny problem dotyczący inteligencji, jak układ nerwowy u mrówek. Układ ten jest bardzo ubogi. Mrówka jest bardzo mała i komórek nerwowych ma niewiele. Lecz mrówki prowadzą ze sobą wojny, w których poszczególni osobnicy walczą ze sobą. Walka, by wygrać wymaga przewagi. Przewagę ma ten, który jest inteligentniejszy. Lecz skąd inteligencja u mrówek?To nie jest zwykłe pożeranie czy spieranie się. To są pojedynki lub walki grupowe, w których taktyka odgrywa dużą rolę. Czy ta taktyka, to jest tylko i wyłącznie – w 100 % sam instynkt, czy jakaś szczypta, zarodek inteligencji (wariantowości) w tym tkwi?

    Inteligencja jest definiowana dla homo sapiens nie poprzez jakieś rozważania genotypowo-systemowe, tylko objawowo i opisywana jest mniej więcej następująco:
    inteligencja jest to sposób myślenia, przedstawiania sobie wyobrażeń, faktów i idei (!), kojarzenie ich i znajdywanie rozwiązań prowadzących do nowych idei, itd. Jest to trochę cofanie się do tyłu lub spadanie w dół. Lecz co innego mają powiedzieć naukowcy? Że inteligencja, to przepływ impulsów w mózgu?
    Pzdr, TJ

  45. @pombocek
    U mnie, Wilniuka z urodzenie, ale z domieszką mazowieckości i ormiańskości, nakrycie „dla podróżnego” zawsze, jak pamiętam, było przygotowane i przez całe święta nie wolno było tego nakrycia ruszyć. Ale tak było we Wrocławiu, gdyż tylko te wrocławskie święta pamiętam.

  46. NeferNefer
    22 grudnia o godz. 21:59

    Neferko, napomkłaś jakże pięknie o hotelu. To Ci powiem, że u mnie na okręcie jeszcze piękniej jest: nieugotowane, niepodane, nie ma co sprzątać.

  47. anumlik
    22 grudnia o godz. 22:02

    Czyli zwyczaj przywieziony stamtąd?

    Mój ojciec – też z Wilna, ale jakoś nie pomyślałem, by zapytać, jak u nich w domu było. Nie pomyślałem do czasu wyjechania na dobre z domu, bo nawet nie wiedziałem, że się w Polsce taki zwyczaj pęta. A potem już nie żyłem świętami, więc się o tym nie gadało, choć najczęściej bywałem wtedy u rodziców. A teraz coś ani mama, ani ojciec nie chcą gadać.

  48. Jutro odezwę się ciepło lirycznie, bo Gwiazdka tuż, tuż, ale dziś wkurw mi nie pozwala.
    http://bi.gazeta.pl/im/47/2e/14/z21161543V,Krata-wstawiona-22-grudnia-2016-r–w-przesmyku-prz.jpg

  49. Wpadne jutro na dłuzej, dziś tylko chciałabym zapytać się o cos, co dostrzegłam w przelocie w TV.
    35 % poparcia dla PiS. Nie rozumiem. Ciągle stabilnie? Mimo wszystko?
    Zaczynam mieć wrażenie, że gdyby PZPR dogadało się z kościołem katolickim, rządziłoby do dziś.

  50. @Jiba
    22 grudnia o godz. 22:23

    Jak najbardziej dogadywało się.

  51. @Jiba
    Zaczynam mieć wrażenie, że gdyby PZPR dogadało się z kościołem katolickim, rządziłoby do dziś.
    Przecież rządzi, tylko nazywa się PiS, nie PZPR. Te 26 lat, to tylko chwilowa przerwa dla podratowania kraju ekonomicznie.

  52. mag
    22 grudnia o godz. 22:20

    To Ci powiem że Wałęsa ze 3 godziny temu na żywo na FB mówił „daliśmy radę w o wiele gorszych warunkach, z sowieckimi wojskami w kraju, damy i teraz”. Tak ku pokrzepieniu serc.

  53. @@anumlik, pombocek
    A kutia u Was była, a? Bo u mnie tak (tata był ź Wilna).
    Powoli wkurw mi przechodzi, choć – podobnie jak @Jiba – nie mogę zrozumieć ziomali zaczadzonych wciąż Kaczelnikiem.

  54. Ta krata co ją zalinkowałam, gdyby ktoś nie pokapował, została zamontowana w jednym z wejść do Sejmu.

  55. Jiba
    22 grudnia o godz. 22:23

    PZPR bylo „dogadane” z kkatem…. Jak cholera bylo. Ale nie bylo dogadane z narodem.

    NAdzeja jest w tym, ze PiS jest dogadany z kkat, kkat jest dogadany z PiSem, ale ani jeden, ani drugi nei jest dogadany z narodem…

    Jeden juz od dawna trzyma narod w petach religijego oglupienia, drugi usiluje oglupiac i jednoczesnie szykuje sie do wziecia narodu za „morde” jesli sie nie da skutecznie oglupic.

    A te 35% to stala PiSowska,, w okresach gdy sie PiSowi powodzi, gdy sie nie powodzi „stala PiSowska” spada do okolo 19,5%.

  56. mag
    22 grudnia o godz. 22:38

    Gdzieś mi przemkło w internetach że PiS mimo obiecanek cacanek nie ZYSKAŁ większego poparcia, nawet pińcet nie pomogło.

    Dzisiaj mnie rozwalił peerelezes, jako Pierwszy Sekretarz z łopatą.

  57. Jak juz odgrzewamy stare gnioty, to tylko wigilijnie. Bo nawet bydleta wtedy klekaja. I prawie ze ludzkim glosem przemawiaja do obrazu

    LASKA. CZYLI PANIE NA SIANIE

    Na miedzynarodowym zjezdzie Bezpartyjnego Zwiazku Inteligentnych Kobiet
    (BZIK) zauwazylismy trzy godne naszego odnotowania wypowiedzi.
    Wszystkie trzy mialy miejsce w pierwszym dniu obrad, toczacych sie pod
    haslem: Lansujemy Akcje Spektakularne Kobiet Agresywnych (LASKA).
    Przytoczymy jedna z tych wypowiedzi. Po dokonaniu koniecznych skrotow.

    (…) Kiedy na sali obrad wreszcie zapanowal jaki taki
    spokoj, do mownicy podeszla postawna i prawie z europejska juz
    wygladajaca

    REPREZENTANTKA LECHISTANU CIEMNOGRODZKIEGO

    panstwa tez stosunkowo mlodego, bo uksztaltowanego w epoce poludowcowej.

    – Z naszych postaci historycznych – rozpoczela swoja przemowe pani z
    Lechistanu – ktore mozna tu wymienic, wybralam tylko dwie. Pierwsza byla
    niejaka Janda, ktora wypada tu wspomniec chocby tylko z tej racji, ze
    zasluzyla sie dla naszego ruchu na wiele wiekow przed jakimikolwiek
    objawami ruchow lasko-wyzwolenczych w kraju mojej przedmowczyni (…)

    Nie chodzi mi wcale o to, iz Janda nie chciala Krzyzaka. Zreszta ten fakt
    historyczny jest ostatnio akurat kwestionowany, np. w traktacie naukowym
    „O Krzyzaku co nie chcial Jandy”. Autorem traktatu jest znany histeryk
    Lech Baczek, a moze Leszek Zuk, ciagle mi sie myli co i kiedy podlega
    zdrobnieniu: stadium poczwarne czy tez forma dojrzala szkodnika. No ale
    mniejsza o spory histerykow. Dla naszego ruchu i jego rozwoju najwieksze
    znaczenie mialo to, CO Janda uczynila w ostatecznym rozrachunku, a nie
    DLACZEGO to zrobila. Bo w tej wszechogarniajacej nas pogoni za
    przyczynami zjawisk zapominamy czesto najpierw zapytac siebie: a o jakiez
    to zjawisko niby chodzi?

    Najwymowniejszym tego przykladem moze byc tak zwane obalenie komuny. Tak
    zesmy dlugo i namietnie analizowali powody upadku tej najwyzszej formy
    rozwoju spolecznego, az w koncu sie okazalo, ze nie tylko komuna wcale
    nie zostala obalona. Ona po prostu nigdy nie istniala! Wykazali to
    ostatnio wyborcy Lechistanu Ciemnogrodzkiego, glosujac na komuchow,
    ktorzy uparcie twierdza iz takowymi nigdy nie byli. Wczesniej zas jeszcze
    nasi wi-lennicy zmudzcy przeprosili swoich komuchow i przywrocili ich do
    wladzy, jednoczesnie usilnie i skutecznie wszystkich przekonujac, ze
    komuchami zadnymi to oni nigdy nie byli. Nawiasem mowiac ta akurat
    duchowa jednosc naszych dwoch wspanialych narodow moze oddalic na
    nastepne przynajmniej pol wieku jeszcze jeden marsz Lechitow na wschod by
    odebrac co nasze, po Dziadku zreszta. No, ale to temat na inna okazje,
    godny poruszania w skansenach emigracyjnych.

    Wracajac zas do Jandy: spektakularnosc jej akcji polegala na owym slynnym
    skoku do rzeki Bzdury. Tak, tak, do Bzdury wlasnie, a nie do zadnej Wisty.
    Bo Wiste zalozyl, w celach ubezpieczeniowych, dopiero senator Baranczak,
    zaraz po napisaniu eseju o Roku Nieustajacej Satysfakcji. Niedlugo po
    zalozeniu jednak sam spowodowal upadek Wisty, a wiec nie moze tu byc mowy
    o czyims wpadnieciu do niej.

    A skoczyla Janda do Bzdury jeszcze przed Przesluchaniem, jak to
    udokumentowal rezyser Jedrzej Wanda. Czyli – skoczyla bez potrzeby, za
    wczesnie. I to ten skok bez celu najmniejszego zrownal ja bezspornie, na
    dlugo przed innymi a swiatowymi naszymi poprzedniczkami, z rodem meskim.
    Mogl bowiem Jankiel, Zyd co prawda, ale mimo to chlop chyba, przygrywac
    bez celu szlachcie na cymbalach. Mogl Natenczas Wojski chwytac za rog,
    zupelnie bez zadnej nadziei na jakikolwiek skutek swojej akcji. No to
    wolno bylo i Jandzie kopnac sie bez sensu w Bzdure, tym bardziej ze
    wyprzedzala obu wymienionych panow o ladne kilka wiekow. Nie mowiac juz o
    tym, ze i spektakularnosc jej czynu dokladnie o glowe, ze uzyje tu
    przenosni, przewyzszala wspomniane akcje meskie.

    Druga historyczna juz dzisiaj postacia, o ktorej chcialabym powiedziec,
    jest slynna Cnocka Panna, jedyna z reszta w swoim rodzaju w moim kraju. I
    choc jest ona juz historia, to jednak do zywych legend wciaz nalezy (…)

    Spektakularnosc wyczynu Cnockiej nie polegala wcale na tym, jak to moze
    komus by sie moglo wydawac, ze znizyla sie ona do roli przewodzenia,
    przez rok nieomal, gabinetowi cieni Lechistanu. Ostatecznie jeszcze przed
    nia inne nasze siostry w historii swiata musialy, z braku laku czy raczej
    kleju w glowach meskich, ponizac sie do stawania na czele czyli przed
    roznymi gabinetami. Nawet przed calkowicie meskimi, lub stojacymi w
    cieniu nadwladcow i wodzusiow narodu, jak w jej przypadku.

    Czym zatem zaslynela Cnocka? Otoz tym, ze z pelnym wyrachowaniem, wrecz z
    precyzja dotad mezczyznom tylko w tej materii przypisywana, doprowadzila
    do upadku swojego gabinetu. Czynem tym przelamala meski monopol dotad
    wszechwladnie panujacy w dziedzinie bezmyslnego pozbywania sie wladzy.

    Produktem jakby ubocznym tego precyzyjnego dzialania naszej bohaterki
    bylo to, o czym juz wspomnialam wczesniej. Czyli odkrycie, w wyniku
    wyborow, ktore nastapily po upadku gabinetu Cnockiej, iz zjawisko komuny,
    czy tez jej upadku, nigdy nie mialy miejsca. Sam ten fakt powinien juz
    wystarczyc by zapewnic Pannie Cnockiej trwale miejsce w panteonie zywych
    legend naszych czasow.

    Legendy te zas beda pieczolowicie pielegnowane przez moje rodaczki, o
    czym chce dzisiaj po raz pierwszy oglosic wszem, wobec i kazdemu z
    osobna. A wiec, poczynajac od swiat Bozego Narodzenia, w prywatnej
    telewizji pani Bogubilly Wander-Zalmy, w programie pt. Panie na Sianie –
    tu wyrazne odniesienie do stolu wigilijnego, z tradycyjnym siankiem pod
    obrusem – bedziemy przedstawiac tylko i wylacznie osiagniecia naszej
    plci!

    Wypowiedz, a szczegolnie dlugo oczekiwana zapowiedz pierwszego w swiecie
    ambitnego programu telewizyjnego przeznaczonego wylacznie dla plci
    ozdobnej, zostala nagrodzona rzesistymi i dlugotrwalymi oklaskami
    zebranych (…)

    PS
    Tekst powyzszy zdaje sie dowodzic calkowitego bezpogladowia, polaczonego z bloga
    bezmyslnoscia piszacego. Stan ten wlasciwy jest okresowi swiatecznemu, w
    zwiazku z czym i Wam wszystkim, Drodzy Blogujacy w Niewierze, go zycze zarowno na swieta jak i na caly Nowy Rok. Do zobaczenia pod stolem, tfu, chcialem
    powiedziec, przy zlobie, tfu, na sianie wigilijnym!

  58. U „mnie”, znaczy sie w rodzinie od trzech pokolen ateistycznej, problem dodatkowego nakrycia powracal nieustannie. Juz nie powraca, bo ostatecznie zgodzilismy sie co do paru podstawowych faktow.

    1. 24 Grudnia zadna bozia sie nie urodzila
    2. 24 Grudnia byl poganskim swietem <Zimowego Przesilenia
    3. kkat „zajumal” to swieto naszym przodkom
    4. dlugo wmawial, ze sie „bozia” urodzila i w koncu ludziska zapomnieli o co chodzi
    5. tym latwiej zapomnieli, ze poza „ideolo” nic sie nie zmienilo…
    6. Znaczy sie imprezka, zarcie i picie …

    7. Dogadawszy sie co do istoty rzeczy, zrozumielismy ze jak sie odrzuci „ideolo” to reszta jest czysto poganska.

    Jak sie jeszcze pogodzic z „choinka” co to ja niemcy wynalezli w dziewietnastym wieku…

    TAk wiec stawiamy puste nakrycie dla „wedrowca” i to stawianie rozumiemy symbolicznie, jako przypomnienie o tym, ze trzeba sie dzielic z innymi. Niekoniecznie zarciem, ale tym co najcenniejsze, czyli swoim czasem.

  59. mag
    22 grudnia o godz. 22:38

    Jezusmariajózef, przyjechał Franciszek Józef!

    Mag, jak ja mogłem tak. Żeby o kutii zapomnieć! Toż to tylko mama i ja za tym przepadaliśmy. Mama przestała przepadać, bo już siedzi po prawicy, a ja jeszcze jak jadłem, zacząłem kupować pszenicę, żeby mieć kutię nie raz w roku, ale jak będzie chęć, to nawet 365. I tak było ładnych parę lat. Żywilim się oddzielnie: mięsożerna żona jadła żywe…tfu, co ja gadam!…ptaki, ja obżerałem się pszenicą i tańczyłem sirtaki. Chyba do niej wrócę, tylko już nie wiem, jako niejedzący, co się z nią robi – rzuca się na nowożeńców, czy jak?

  60. Uwielbiam felietony Jana Woleńskiego, zawsze czytam z wielką przyjemnością

    ‚http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1687940,1,propagandowe-analogie-miedzy-pis-a-prl.read

  61. @@mag, pombocek
    Kutie kutią, ale dla mnie najlepsze na świecie były śliżyki. Postne, lekko słodkie ciasto drożdżowo-makowe, pieczone na kilka dni przed wigilią, aby stwardniało, moczone w zupie z mleka makowego. Niektórzy Wilnianie (bo to typowo wileńska potrawa, w odróżnieniu od kuti, która całe kresy wschodnie – od Wina po Lwów – opanowała) woleli łamańce, które – zamiast bawić się w wałkowanie i wykrawanie ciasteczek – piekli na „plicie”, na blasze znaczy, płat ciasta i łamali je po upieczeniu na małe kawałki. Te moczyli w makowej zupie. Ja świąt z dzieciństwa bez śliżyków nie pamiętam. I bez kołdunów, na same święta. A te… Poezja. Ale to już na inną opowieść. Mogę tylko zdradzić, że wedle mojej babci, która była przednią kucharką, najlepsze na świecie kołduny robiłem ja. Wedle jej przepisu, ale ona ten przepis zabrała ze sobą lat temu dwadzieścia sześć. A ja czasem z niego korzystam przy bardzo wyjątkowych okazjach, bo cholernie pracochłonny on jest. Nie muszę dodawać, że mi go przekazała.

  62. Pombocku
    A może wiesz jak się to ciasto na pierogi robiło?
    ( Najbardziej się skupiałem na pierogach grzybowych (z ciastem nie z mąki, lecz z mielonych gotowanych kartofli – acrcydzięgiel…tfu!…arcydzieło!),)
    Mam córkę bezglutenową i pierogami uszczęśliwiłabym ją niebotycznie.
    Siano pamiętam, dodatkowe nakrycie pojawiło się gdzieś tam po drodze, czy było od początku – nie pamiętam. Moje najwcześniejsze wspomnienia z Wigilii to „gryzące” rajtuzy z owczej wełny w które mnie ubierano dla ciepła jak szliśmy do babci.

  63. pombocku luby
    Tańczyłeś sirtaki? Wileńskie? W guglu piszą, że sirtaki to zorba. Grecka.
    A w nowożeńców rzucało się onegdaj zbożem rozmaitem. Ryż to chińska zapożyczonka.
    Byłam niedawno na wiejsko-miejskim weselu pod Krakowem. Gdy po wyjściu z kościoła goście zaczęli obrzucać młodą parę ryżem, katabas nawrzeszczał, że mu śmiecimy i „kto to będzie sprzątał”. Burknęłam dość głośno, że jako gospodarz może to zrobić sam. Moherowe ciotki zasyczały, a on udał że nie słyszy.
    Dla mnie kutia była zbyt słodka, ale tata ją uwielbiał, także kluski z makiem ( lecz nie tzw. łamańce).
    Pombocku, coś chyba jednak jesz. Nie tylko grzyby, korzonki, pędy roślin i takie tam różne wegańskie przysmaki. Po prostu ciekawam.

  64. anumlik
    Kołduny niezrównane robił mój tata. W sezonie wiosenno – letnim dodawał do mięsa posiekaną pokrzywę.
    A ogórki gruntowe z miodem lubisz? Wydaje mi się, że to wileński przysmak. W każdym razie za taki uchodził w moim domu rodzinnym.
    Ot, i odbiegliśmy nieco od wigilii.

  65. @mag
    Ogórki gruntowe z miodem? Mniam. Jadałem od dziecka i teraz czasem też sobie na nie pozwalam. Ale nie wiedziałem, że to wileński przysmak.

  66. tejot
    22 grudnia o godz. 19:48
    „Co było pierwsze – jajo, czy kura. Jajo i kura wyewoluowały równolegle”.

    Czy to rozsądne?
    Do czego potrzeba większej wiary: aby przyjąć, że jajko pochodzi od kury, czy aby uznać, że kura i jajko rozwinęły się jednocześnie i żadne z nich nie pochodziło od drugiego ?

  67. Ewa-Joanna
    22 grudnia o godz. 23:34

    Ewo-Joanno, nie ma żadnych cudów. Ciasto to mielone przez maszynkę gotowane kartofle, ciut mąki żeby kupy się trzymały – choć pewnie da radę i bez mąki – jajka, i tak samo się robi jak mączne. No i na patelnię.

    Może znasz jeszcze inną okoliczność: szulpiki. Zwykle się robi z farszem mięsnym, ale zdarzało mi się robić z samymi grzybami. Jako okładki tych zwykle większych pierogów albo ogromnych klopsów(jeden wystarczył, by się oświęcimiak najadł) – tak samo kartofle, ale surowe, tarkowane jak na placki. Można całość gotować lub smażyć.

    Jak ostatni raz zjadłem kilkadziesiąt lat temu trzy, tak do dziś jestem syty. Dlatego nic nie jem.

  68. mag
    22 grudnia o godz. 23:34

    Mag umiłowana w kchrzścinie w Pstrzynie, nikt Ci nie mówił, że jedzenie jest szkodliwe?! Nie jestem żaden weganin, jestem nicniejadek. Oprócz surojadek. Bo to są jedyne grzyby, które zawekowane np. bez żadnych przypraw, mają zimą ten sam smak, co świeżo zebrane. Poza tym zjadłbym mag, ale nie wiem jak. Siała baba mak…

  69. @dezerter83
    22 grudnia o godz. 23:49

    Wiary na szczęście nie trzeba. Do niczego.

  70. Pombocku,
    tą patelnią mnie zastrzeliłeś, ale to wiele wyjaśnia. Mąka zdecydowanie odpada, ale spróbuje ” w kółko oblecieć” jakimś substytutem. Ale pomysł niezły. U mnie w domu robiło się pierogi z grzybami ale w sposób tradycyjny – gotowane w wodzie i polewane przysmażaną cebulką.
    Szulpików nie znam… ale się zapoznam, od czegoś w końcu ten wujek Gugiel jest.
    A ogórki z miodem, lub z braku laku, z cukrem to była poezja 🙂
    Lecę robić bezglutenowe ciasto… Sernik już gotowy.

  71. bubekró
    23 grudnia o godz. 0:05
    „Wiary na szczęście nie trzeba. Do niczego”.

    A czego Twoim zdaniem potrzeba, aby uznać, że kura i jajko rozwinęły się jednocześnie i żadne z nich nie pochodziło od drugiego ?

  72. pombocek
    22 grudnia o godz. 15:53

    pięknie! Z dzieciństwa jeszcze pamiętam zimy prawdziwe.
    Dziękuję 🙂
    PS. A ćciny też tak piękne w śniegu?
    ………………….
    Pisząc ten felietonik okolicznościowy pisałam o tym, co pamiętam z dzieciństwa i ostatnich lat.
    Zawsze u nas było dodatkowe, kompletne nakrycie stołowe na wigilijnym stole. Nazywało sie to właśnie pustym talerzem. Ale ciekawa jestem Waszych doświadczeń z tego dnia, tradycji, którą z dzieciństwa przenieśliście do swoich domów.Że o smakach juz nie wspomnę.

  73. Religie da się podzielić kulinarnie na:
    * beztalerzowe i talerzowe
    * oparte na mące zbożowej i oparte na mące ziemniaczanej

    Judaizm – beztalerzowy, oparty na mące zbożowej
    Chrześcijaństwo – beztalerzowe i talerzowe oparte na mące zbożowej
    Pastafarianim – talerzowy, oparty na mące zbożowej
    Buddynizm czekkoladowy – beztalerzowy (salaterkowy), oparty na mące ziemniaczanej

    No i jeszcze scjentologia – talerzowa, co do mąki, to nie jestem pewien – chyba zbożowa (hamburgery i pizza)

    Powrót do korzeni to powrót do bulwy!

  74. dezerter83
    23 grudnia o godz. 0:11

    Dezerterze, pewnie nie wiesz lub słyszałeś, lecz nie akceptujesz jako wierzący w cuda: ewolucji nie uruchomiła żadna logika i żadna logika nią nie rządzi ani tym bardziej – celowość, więc nie ma co do jej rozumienia przystępować z logiką. Lepiej nic nie gadać, lecz poznawać. Najbardziej choćby powierzchowne rozumienie procesu stawania się życia, czyli ewolucja na przestrzeni milionów lat, nie bardzo jest dostępne pospolitym umysłom, jakimi wszyscy co do sztuki tu jesteśmy. My dyletanci wiemy tyle, że ewolucja dzieje się w drodze prób i błędów, a metaforycznie można powiedzieć, że „rządzi” nią przypadek. Jeśli mniemasz, że łatwiej zrozumieć stworzenie świata przez jakiegoś bożka niż równoczesne wyewoluowanie jaja i kury, to życzę sukcesów, ale o stwórcy już wiesz wszystko i znasz jego myśli, więc dla równowagi wypadałoby czegoś się dowiedzieć choćby hipotetycznego o ewolucji jaja i kury. Albo prostego pantofelka. Nie cierpię podsuwania, ale Ci wyjątkowo podsunę: zapoznaj się z elementarzem ewolucji w książce twórcy etologii Konrada Lorenza „Druga strona zwierciadła”. Po tym ewentualnie można by pogadać. bo tak to kowalskim młotem rozbieramy szwajcarski zegarek.

  75. Konstancja

    Konstancjo, fotka jest – jak rzadko u mnie, bo zwykle daję dzisiejsze lub najdalej wczorajsze – wspomnieniowa z lutego tamtego roku, kiedy jeszcze się opiekowałem mamą. Ten śnieg spadł w Słupsku nagle po diable, poleżał parę dni i sczezł. Od tego czasu ślad po nim zaginął. Jeśli w tym roku coś białego spadnie, podrzucą Ci snadnie.

  76. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 0:07

    Ewo-Joanno, sam nie próbowałem, ale pomyślałem, czy takich kartoflanych pierogów nie dałoby się piec, miast smażyć. Albo te mielone kartofle – ugotowane przecież, podobnie jak grzyby – uformować, polać jakim tłuszczem i gotowe.

  77. Nie mam czasu dzis, by przeczytac wpisy kochanych i szanownych blogowiczow, by sie ‚odniesc’. Twoj wstepniak jednak przeczytalem Konstancjo.
    Tylko kobieta tak potrafi (co z tego, ze to stwierdzenie jest niepoprawne politycznie, feministycznie etc hehehehe). Zrobilo sie jakos cieplej w Kanberze (dzis tylko 32 stopnie). Dziekuje Ci Konstancjo. Do uslyszenia w nowym roku.

    Wszystkim kolegom i kolezankom (podkochuje sie w tych paniach skrycie) z tego blogu i Panu
    Kowalczykowi (Pan zgromadzil tu ‚arsenal’ ludzki pokojowy, intelektualny, poetycki i czesto smieszny, zwyczajnie dobry!
    DO SIEGO ROKU.

  78. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 0:07

    Ewo-Joanno, kartofle można przecież zmieszać z masłem i śmietaną do smaku – jak puree – jeśli córce nie szkodzi. Mam 34 śmiertelne choroby, ale się akurat na tej nie znam.

  79. Ewke – Joasie rozumiem, ale co Ty magus robisz po nocach. Acha, przedwigilijna krzatanina ateistow.

    A Orteq jakis milczacy dzis (wczoraj, bo tu u mnie juz jutro).

  80. wigilia, nie wigilia, ale czasem coś bym zjadła.
    A tu takie smakowitości: śliżyki, kutia, pierogi kartoflane ( w Pyrlandii mówi się ziemniaczane) kisiel żurawinowy, śledzie w majonezie z cebulką (nie próbowałam!) makiełki i ogórki z miodem, a potem kompot z suszu.
    I jak tu nie lubić wigilii? nawet ateistycznej.

  81. Jak to milczacy, accie? Ja wciaz jestem w dzisiaj, u siebie. Nie tak wiele godzin temu wkleilem odgrzewke. Nie czytamy zbyt uwaznie?

    http://kowalczyk.blog.polityka.pl/2016/12/22/pusty-talerz-pelny-talerz/#comment-477764

    Czy po prostu przewijamy dluzyzny?

  82. http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,102433,21138798,kosciol-wyszedl-na-glupka-ksiadz-profesor-z-kul-o-sytuacji.html
    Tylko chyba ksiądz dobrodziej wyszedł na głupka.
    Roztargniony, nieobecny skryba -Benedykt w katakumbach przepisuje „nauki” kaka. Na świeżym powietrzu cywilizacji lewituje.

  83. Konstancjo, gratuluje tekstu. Bardzo mi sie podobuje.

    Ateisty ateistami, wyzerka wigilijna wyzerką wigilijną.

    W moich stronach, w dawnych to juz temu latach, zadnego pustego talerza nie bylo. W jego miejsce stala, prominentnie, butelka samogonu. Nie dla zadnego tam niespodziewanego goscia przygotowana tylko dla wigilijnych biesiadnikow domowych. Meskich przewaznie. Pozniej zastepowana pollitrowka czystej zwyklej z niebieska lub czerwona kartka

    Jak sie dzisiaj okazuje, moi bracia nie kultywuja juz tego obyczaju naszego dziadka czy pozniej ojca. Nawet wina nie wystawiaja na stol. Chodzi o to zeby nie chrapac na Pasterce

  84. Kangurdupki hop do kupki. Hop hop hop. Czys baba czy chlop.

    Czekamy na tekstowe wartosci z DownUnder

  85. Film „Smolensk” Krauzego

    http://www.filmweb.pl/reviews/Bez+w%C4%85tpliwo%C5%9Bci-19143

    Przez trzy pelne lata Krauze pracowal nad wyrezysorowaniem tego ujecia. Az mu wyszlo.

    Szkoda tylko, ze nikt, procz dzieci szkolnych, nie jest zaganiany do sal kinowych.

    Bo te filmowe NOGI pani prezydenciny kazdy powinien obejrzec. Czy placacy widz. Czy subsydiowany przez pisianego podatnika

    Gdzie oni z tym kitem, „Smolenskiem”, beda sie teraz pchali? Na Oskara pojdzie natarcie?

    „Tomasz Raczek obejrzał ‚Smoleńsk’: Jeśli Kaczyński chciał zablokować ten film – nie dziwię mu się. Według Raczka, rodziny ofiar, od Barbary Nowackiej po Jarosława Kaczyńskiego, powinny czuć się zranione tym obrazem. Recenzent nie zdziwiłby się, gdyby plotki, o tym że Jarosław Kaczyński próbował nie dopuścić do premiery były prawdziwe.”

    Kto pokryje koszta tej smolenskiej propagandy pisianej, zapytacie? No jak kto. Zawsze ten sam. Wasz do uslug. Kowalski walony w rzyc przez wybrane przez niego samego waadze

  86. Jak moj starszy brat obejrzal TE nogi prezydenciny Kaczynskiej, w filmie „Smolensk” upudrowane, to momentalnie wpadl w depresje.
    – A ja myslalem, ze ona w ogole zadnych nog nie posiadala. Ani niczego innego w tamtym rejonie ciala.

  87. Rozchodzi sie o „Handzia nie ma pindy” Redlinskiego

    http://strajk.eu/okruchy-niepoprawnosci-zycie-w-ciepelku-chamstwa/

    Prezydencina Kaczynska jednakze to nie zadna tam Handzia. Ona kolaniska posiadala jakies tam. Zamiast atrybutow wymaganaych przez Redlinskiego. Zanim Ja ukatrupiono w blotach Smolenska. Tak czy inaczej, ukatrupiono. W Smolensku, glownie inaczej a nie tak po prostu ukatrupiono.

    Waznosc faktu posiadania pindy, uwypuklona przez Redlinskiego w „Konopielce”, jest mocno przesadzona w literaturze obyczajowej. UwarzamRze nadszedl czas na ‚Dobra Zmiane’ i tej materii.

    Za niedlugo, pinda moze byc nie pri czom.

    Ludu roboczy, naprzod marsz.

  88. Nieistniejaca pinda Handzi to wymysl genderowy. Redlinski nic z tym nie mial wspolnego

  89. Bez Redlinskiego nie byloby PiS. Taka prawda. Take or leave it. Doradzam to drugie

  90. Pombocku, poeksperymentuję, co mi szkodzi. Cały dowcip, żeby to zlepić do kupy. 🙂
    Mag, dzięki, zaraz zacznę się dokształcać – problem często tkwi nie w niewiedzy, ale w niedostępności rożnych takich rodzajów mąki. I choć się weź i pochlastaj…

  91. W sprawach lepienia pierogow, polecam Costco. Jesli nie ma Costco w danej jurysdykcji, proponuje sprawdzenie nastepnego w wielkosci supermarket. Powinno zadzialac.

    Z pierogami miesnymi moga byc klopoty. O czym lojalnie uprzedzam

  92. Aż poleciałam zobaczyć która u ciebie Orteq godzina – no wczesny wieczór za wcześnie, żeby od rzeczy.

  93. Orteq,
    Costco ??? Żartujesz chyba, takie świństwo kupować.

  94. U mnie wciaz jest przed obiadem, E-J (3:51). Bo moja godzina jest inna od Twojej. To tak jakbys niczego nie zauwazyla

    Wlacz se seczego. Albo inne GPS. To pierwsze daje lepsze skutki

  95. A Costco to jest to. Jak coca cola A. O. Take it or leave it

    ps. Jak Agnieszka Osiecka mogla przewidziec, ponad pol wieku temu, to co sie dzieje dzisiaj z reklamami? Przewidziala!

  96. pombocek
    23 grudnia o godz. 0:39
    „ pewnie nie wiesz lub słyszałeś, lecz nie akceptujesz jako wierzący w cuda”.

    Mam wrażenie, że to raczej zwolennicy teorii ewolucji wierzą w cuda. Dlaczego ?

    Z własnego doświadczenia zapewne wiesz, że wszystko samoistnie zmierza do coraz większego nieuporządkowania. Jak zauważył chyba każdy właściciel domu, rzeczy pozostawione własnemu losowi psują się i niszczeją. Wspomniany rozpad to rezultat działania czegoś, co naukowcy nazywają drugą zasadą termodynamiki. W uproszczonym ujęciu głosi ona, że wszystko w przyrodzie w naturalny sposób zmierza od stanu uporządkowania do chaosu.

    Codziennie możemy dostrzec skutki jej działania. Nowy samochód czy rower, jeśli nie jest konserwowany, po jakimś czasie nadaje się tylko na złom. Opuszczony budynek staje się ruiną. Wskutek działania praw fizycznych skomplikowane rzeczy (także żywe komórki) z upływem czasu ulegają rozpadowi.

    Jednak zdaniem ewolucjonistów może też zachodzić proces odwrotny. W pewnej książce powiedziano, że przyczyną ewolucji są docierające do Ziemi „porcje energii ze Słońca, dzięki której następuje wzrost stopnia złożoności” (Evolution for Dummies).

    Rzecz jasna żeby chaos zamienił się w porządek, potrzebna jest energia. Ale energia musi być kontrolowana i precyzyjnie ukierunkowana, gdyż pozbawiona kontroli raczej tylko przyśpiesza rozpad — tak jak wpływ promieni słonecznych i czynników atmosferycznych przyśpiesza niszczenie budynku.

    Ta sama zasada dotyczy wszechświata. Można by więc sądzić, że porządek istniejący we wszechświecie powinien się przerodzić w całkowity chaos. Jednakże wszechświatowi daleko do chaosu. Moim zdaniem, wypływa z tego logiczny wniosek, że w chwili początkowej wszechświat był uporządkowany i w dalszym ciągu panuje w nim bardzo duży porządek. W gruncie rzeczy nasze istnienie pozostaje w sprzeczności z tą uznawaną zasadą. Według mnie, ktoś kieruje energią w tak twórczy sposób.

    Dla sprawcy — będącego źródłem potrzebnej mocy — nie jest to żaden cud. Ktoś taki rozumie całe zjawisko i umie je wywołać. Dysponuje niezbędną do tego mocą oraz wiedzą.

  97. dezerter83
    23 grudnia o godz. 8:58

    Dezerterze, swoją postawę wyłożyłem jasno: „ewolucji nie uruchomiła żadna logika i żadna logika nią nie rządzi ani tym bardziej – celowość, więc nie ma co do jej rozumienia przystępować z logiką”.
    A Ty wyjeżdżasz właśnie z logiką. Czyli tradycyjnie, jak to Świadek Jehowy, monologujesz z zamkniętymi uszami, że jest Bóg. Mówisz to do ateisty (do ateistów), którego ateizm jest co najmniej nie słabszy od mocy Twojej wiary. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale gadka wysokich stron, które się nigdy nie zgodzą, ma się na wzajemnym zakomunikowaniu postaw kończyć, nie zaczynać, bo jej jałowość przeczy Twojej kosmicznej logice. Zwłaszcza kiedy do do dziania się wszechświata wprowadzasz takie antropologizmy jak „chaos”, „porządek”.

  98. @tejot
    22 grudnia o godz. 22:00
    Niedawno miałem spotkanie z świadkami Jehowy. Zapytali czy jestem szczęśliwy, a ja antycypując ich pragnienie uszczęśliwienia mnie odpowiedziałem, że niezmiernie jestem szczęśliwy – euforycznie szczęśliwy. Wyjaśniłem, że gdy pomyślę jak mała była szansa na to, że powstanę, jak w łańcuchu prokreacji od praryby, a nawet od bakterii, na każdym etapie z oceanu innych gamet, które mogły się połączyć, połączyły się właśnie te, które doprowadziły do powstania mnie to wpadam w orgazm intelektualny. Jak się ma szansa wygrania w TotoLotka do szansy na to, że powstanę ja, taki jaki jestem. To może brzmi narcystycznie, ale nie zachwycam się sobą tylko unikalnością i znikomością szansy na powstanie takiego akurat życia, które na dodatek potrafi zdawać sobie sprawę z tej unikalności (dzięki Charlesowi Darwinowi). Zresztą dotyczy to wszystkich organizmów żywych, w tym naszych dalszych kuzynów roślin (oprócz $zyszki).

    Odniosłem wrażenie, że nie chcieli mnie już więcej uszczęśliwiać…

  99. Wesołych Świąt wszystkim szanownym Ateistom i wszystkim zaglądającym tu sensownym katolikom! Tym mniej sensownym zresztą też… 🙂

  100. Dzień dobry znad porannej kawy 🙂

  101. @NeferNefer
    Cieść! 😀

  102. anumlik
    23 grudnia o godz. 10:59

    🙂 też w szlafroczku? I w dodatku mam tvn24 na cały regulator. Ja funkcjonuję dopiero po 11.00

  103. pombocek
    23 grudnia o godz. 0:39

    My dyletanci wiemy tyle, że ewolucja dzieje się w drodze prób i błędów, a metaforycznie można powiedzieć, że „rządzi” nią przypadek.

    Ewolucja nie wykonuje „prób”, ani nie popełnia „błędów”. Oba pojęcia odnoszą się do działania celowego i zakładają możność oceny działania, czyli jego wartościowania. Jako „błędne”, „niebłędne”, „dobre”, „trafne”, „pożyteczne” itd. Ewolucja nie ma ani zadania do wykonania, ani celu do osiągnięcia. W ogóle nic nie musi i do nikąd nie zdąża. Dzięki czemu nie ma żadnej napinki, ani nie oszukuje. Bozia ma cel, człowiek ma cel zadany przez bozię, więc i pierwszy i drudzy mają napinkę, żeby robotę odwalić jak należy. Muszą przy tym oszukiwać, bo bez oszukiwania nie osiągną założonego celu. Oszukując też go nie osiągną, co czyni to oszustwo bardzo smutnym i nędznym . Być oszukanym na wesoło jest jakoś lepiej, bo przynajmniej się można było trochę porechotać, co jest jakimś zyskiem w niewesołej doli wielu ludzi i przerwą w napince u bozi.

    Ewolucja dzieje się niechcąco. Jak się zdarzy jakaś mutacja w danym organizmie, to się w konfrontacji z otoczeniem okazuje, czy to zwiększa szanse na przetrwanie, czy zmniejsza, lub od razu zabija. Dzieje się to więc ex post a nie ex ante.

    Gadanie o tym, co było pierwsze: „jajko” czy „kura” jest gadaniem o niczym, czyli gadaniem o bozi. Każdy potomek swojego tatusia i mamusi jest tego samego gatunku co tatuś i mamusia. Nie występują przypadki kaczodylów, gdy potomkiem kaczki jest krokodyl, a synem karpia jest papież.
    Zmiany w genomach organizmów dzieją się niezwykle wolno. Synek, który ma zęby nieco mocniejsze od zębów mamusi, ma większe szanse na sprawniejsze życie- by zabijać i żreć, lub się bronić. Genom synusia ma większe szanse przetrwać, niż genom mamusi i tatusia. Nieco mocniejsze zęby u synusia nie czynią go odrębnym gatunkiem od mamusi i tatusia. Różnice czyni czas Niezwykle długi. Muszą następować kolejne mutacje, i dopiero ich suma pozwala w pewnym momencie stwierdzić, że mamy do czynienia z nowym gatunkiem organizmu. W warunkach swobodnych zmian zajmuje to setki tysięcy lat lub miliony. Jest to niedostrzegalne przez żadnego człowieka, który dysponuje czasem obserwacji raptem kilkudziesięciu lat. Natomiast mógłby to człowiek zaobserwować w sztucznej hodowli, gdy organizmy poddawane są przyspieszonym i ukierunkowanym zmianom. Mutacje w poszczególnych pokoleniach musiałyby jednak zachodzić niezwykle szybko, zatem cykl rozmnażania musiałby być błyskawiczny. Jest to proces pozornie podobny do ewolucji, ale nie jest ewolucją: to proces ukierunkowany i przyspieszony, a nie swobodny i bezcelowy, jak w przypadku ewolucji. Wskutek celowego, przyspieszonego działania wilk stopniowo zamienia się w psa. Ale i to zajmuje tysiące lat i żaden człowiek nie zobaczy, że z tatusia wilka i mamusi wilczycy urodzi się jamnik. Zaś oceny, wydrębnienia, że są jakieś odrębne gatunki dokonujemy ex post. Po tym, jak się organizmy wystarczająco poważnie zróżnicowały wobec swoich bardzo dawnych przodków dokonujemy klasyfikującego nazwania ich gatunkami.

    Rozważania o tym, co było pierwsze: „jajko” czy „kura” są bezcelowe. Pytanie o to można co prawda zadać, bo dowolne głupie pytanie można zadać, natomiast nie ma na nie innej dobrej odpowiedzi, niż ewolucyjna. Idioci-wyznawcy bozi mają jednak własną odpowiedź, która jest oszustwem: byli „pierwsi ludzie” pt. Adam z Ewą, których ulepił bozia. W przypadku niewyznawców bozi, mniemanie o istnieniu Adama i Ewy – „bo tak podpowiada zdrowy rozsądek” – jest objawem bajecznym. Wskazującym też na to, że „zdrowy rozsądek” jest niezwykle zawodny i poza prostymi ocenami typowych zdarzeń w ramach banału, wprowadza nas w krainę ułudy i samooszukiwania się – co w warunkach swobodnie działającej ewolucji ZMNIEJSZA szanse na przeżycie. Gdyby „zdrowy rozsądek” miał WSPÓŁCZESNEMU człowiekowi wystarczyć, niepotrzebna byłaby nauka. „Zdrowy rozsądek” wystarczał naszym bardzo dalekim dziadziusiom i babuniom, ale nie nam.

    Wyznawca bozi jest w istocie własnym dalekim przodkiem: neandertalem, homo erectusem, pitekantropem, australopitekiem, ale nie współczesnym człowiekiem. To jest przypadek @dezertera. Wierzy w wiarę w fantazmat o bozi i ma to za „zdrowy rozsądek”. Odrzuca rzeczywistość, fakty, wiedzę i dowody empiryczne. Odrzuca siebie realnego, na rzecz niesiebie fantazmatycznego.

  104. zetus1
    23 grudnia o godz. 10:06
    Niedawno miałem spotkanie z świadkami Jehowy.

    Mój komentarz
    Zycie jest unikalne. Lecz zważmy na to, że unikalność ta nie powstała w 100 lat, czy 1000 lat. Trzeba było kilku miliardów lat i unikalnych warunków ziemskich, a w nich miliardów miliardów prób by ewolucja zorganizowała materię w żywe organizmy, początkowo bardzo proste, lecz samopowielające się, dzięki reprodukcji i gromadzeniu korzystnych zmian coraz bardziej złożone i różnorodne.

    Takie opowiadanie o ewolucji jest dla SJ wyzwaniem, obrazą, herezją, głupotą i naiwnością.
    Z nawracaniem SJ miałem do czynienia od późnego chłopięctwa, bowiem mój nieco starszy kolega szkolny wraz z rodziną dał się nawrócić przez co bracia i siostry świadkowie Jehowy mieli ułatwione zadanie w docieraniu do ludzi z jego kręgu.

    Każde spotkanie było zaczynane od tego samego – od zachęcającego pytania – przepraszamy bardzo, czy chciałby pan (miałem lat 17+) porozmawiać chwilkę z nami. Chciałbym – padała odpowiedź. Pan słuchał, oni mówili. Wystarczyło wykazać jakiekolwiek zwątpienie, dociekliwość, zadać pytanie – dlaczego, a już książeczki poszły w ruch, szelest kartek i cytaty.
    Sprzeciwianie się wymowie cytatów wywoływało lawinę dalszych tłumaczeń, jeden przez drugiego, również przy pomocy cytatów i co najdziwniejsze tłumaczenia te były w identyczny sposób wystylizowane jak wpisy dezertera tu na niniejszym blogu. Kilkadziesiąt lat temu, a styl przemów i argumentacji identyczny.

    Zawsze w tych nawracaniach była mowa o ludziach, których inteligencja nie pozwala na wiarę bez uzasadnień, którzy umieją myśleć, którzy poszukują, studiują, analizują, itd. I zawsze cytaty z Pisma świętego były podawane jako obiektywne opinie o uporządkowaniu świata i zamysłach bożych, które są zawarte w całości w Piśmie, wystarczy je tylko studiować, analizować, przemyśleć, a każdy uczciwy, szanujący prawdę człowiek dojdzie do wniosku, że mówią one o nas wszystko i nakazują nam jakimi mamy być.

    Jeśli słuchacz (ja) wykazywał odrobinę uległości, zrozumienia, to dyskusja standardowa trwała powiedzmy 20 minut, pół godziny, po czym misjonarze odchodzili w pokoju, a za kilka dni dorywała mnie nowa grupa z tym samym Pismem, ale z nowymi przygotowanymi cytatami. Wyczuwali uległość, podatność i szli dalej, proponowali spotkania w swojej najbliższej siedzibie, podawali adres, miło zapraszali, itd.

    Po kilku tygodniach mojej tam nieobecności pojawiał się nowy patrol i apiat zaczął maglować mnie cytatami. Na to ja do nich z prowokacją. A powiedzcie – kim są dla was księża katoliccy. Kim jest papież. Coś pod nosem któryś z nich wyrzekł wymijająco i na tym spotkanie się kończyło.

    Najlepsze dyskusje były o ewolucji życia na Ziemi. Oni do mnie cytatami z Księgi Rodzaju, a ja do nich o erze archaicznej i paleozoicznej, oceanie jako środowisku i kominach hydrotermalnych. Musiało to ich zbić ich z tropu (wtedy, ileś dziesiąt lat temu), bo wycofywali się z dyskusji.

    Za miesiąc przychodzi nowa grupa popróbować, czy da się w jasyr zaciągnąć zwiedzionego pseudonauką naiwniaka. Przyznam, że byli przygotowani, przestudiowali odpowiednią swoja literaturę, czy tez zasięgli porady starszych, biegłych w temacie.
    Ja o jednokomórkowcach i ich ewolucyjnej przemianie w wielokomórkowce, że w szkole wszyscy się tego uczymy, że inaczej nie mogło być, o kopalnych szczątkach coraz bardziej złożonych organizmów, o ludziach neandertalskich, itd. A oni na to, że nauka wszystkiego nie wyjaśnia, ze są różne poglądy naukowców, że należałoby się z nimi zapoznać, a nie tak od razu, autorytatywnie o wykopaliskach, które nie są dowodem na ewolucję, bo np. nie wiadomo ile mają lat, metody określania wieku są zawodne i w ogóle to są szkielety organizmów stworzonych, a nie wyewoluowanych. To ja na to do nich – a wiecie, że transgresja skorupy ziemskiej wciąż zachodzi, ze tektonika działa i to są dwa podstawowe zjawiska, które dostarczyły temperatury i wzbogaciły roztwory wodne w potrzebne do powstanie i ewolucji życia pierwiastki? Oni na to, że są różne zjawiska, ale Pan wypowiedział następujące słowa, itd. Poszli.

    Za miesiąc znów się zjawili. I tak w kółko. W końcu jednak się zniechęcili, przestali mnie nawiedzać. Pewnie uznali, że w młodym burzą mu się myśli, poczekamy aż zmądrzeje.

    Ewolucja biologiczna jest najbardziej niewygodnym tematem dla SJ. Bo jest to pojęcie w świetle ich nauk trudne do interpretacji, zbyt pojemne by dało się je cytatami obalić, zbyt złożone, by umysł sekciarza był w stanie wniknąć w nie. Stąd biorą się środki zastępcze – bajanie o drugiej zasadzie termodynamiki, o naturalnym wzroście entropii (wszystko porzucone rdzewieje, psuje się gnije i rozpada) i temu podobnych zjawiskach traktowanych i opowiadanych przez SJ dokładnie w tej samej poetyce, jak pogadanki o pękających parówkach ilustrujące wybuch zamachowy w samolocie w Smoleńsku. Dużo mądrych terminów, zero logiki.
    Pzdr, TJ

  105. Na Zachodzie tak zwany Kościół rzymskokatolicki (kolejne nieporozumienie – nie ma nic rzymskiego czy katolickiego (powszechnego) w papizmie, jest on frankistowski i lokalny) lubi przedstawiać się jako oryginalny Kościół z korzeniami tkwiącymi w czasach apostolskich. To zwykły fałsz. W rzeczywistości religia, która nazywa się „rzymskokatolicką”, jest relatywnie nowa, o kilka wieków młodsza od islamu, zapoczątkowana została w XI wieku na fundamencie odrzucenia założeń tysiącletniego chrześcijaństwa. Ponadto religia ta od swojego powstania podlega nieskończonemu cyklowi innowacji, włączając w to XIX wieczne(!!!) dogmaty o nieomylności papieża czy o Niepokalanym Poczęciu. Łacinnicy nie są konserwatystami czy tradycjonalistami, przeciwnie – zawsze byli innowatorami i modernistami.

    Współcześnie istnieje wiele wyznań chrześcijańskich, ale tylko Kościół prawosławny może zaświadczyć, że lokalny kościół Franków nie jest ani rzymski, ani katolicki (powszechny), że jego korzenie nie sięgają czasów Apostołów, a jedynie ciemnych wieków średnich, oraz że nie jest dziedzicem dwutysiącletniej wiary „ofiarowanej przez Pana, wyznawanej przez Apostołów i zachowanej przez Ojców Kościoła”, używając słów świętego Atanazego, łacińska wiara jest niczym innym jak tylko zbiorem dewiacji oryginalnego chrześcijaństwa.
    ”http://zygumntbalas.neon24.pl/post/135882,the-saker-antyczne-zrodla-rusofobii-23-12-2016
    ==========

    Ciekawe ujęcie……

  106. Ciekawe jest to, że teoria ewolucji nie spełnia warunków teorii naukowej Karla Poppera, bo nie da się jej „obalić” (sfalsyfikować), ale to nie dziwota, jak się pomyśli czym jest ewolucja jako taka, tyle że to za dużo jak na jehowicką puszkę mózgową.

  107. @Tanaka
    Czepnę się sympatycznie i stanę w obronie zdrowego rozsądku, choć napisałeś „zdrowy rozsądek”, a powinieneś słuszne mniemanie napisać, aby było jak jest w rzeczywistości.
    Zdrowy rozsądek (episteme, myśleć) jest przeciwieństwem słusznego mniemania (pistis, mniemać). I niech tak zostanie. Zdrowy rozsądek towarzyszy nam, a religiantom słuszne mniemanie. 😉

  108. Sejm RP ogłosił rok 2017 Rokiem Koronacji Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Za tym aktem dewocji głosowało 11 posłów Nowoczesnej i aż 57 z PO w tym Biernacki, Halicki i Siemoniak. ( za FiM)

  109. @E-Jotko, że PeOsie głosowali to się nie dziwie, ale myślałem, że Nowoczesna jest nowoczesna, ale wychodzi, że tylko w połowie (w klubie Nowoczesnej „za” było 11 posłów, 12 przeciw, 4 wstrzymało się od głosu).

    O to Polska katolicka, hiperrealistyczna.
    http://bi.gazeta.pl/im/a8/26/14/z21128104Q.jpg

  110. @Żorż
    ale pajace…
    A nawiązując do tego pustego miejsca przy stole czy też pustego talerza, to właśnie wyczytałam skąd się to wzięło. Otóż wigilia w czasach prasłowiańskich była stypą zaduszną. Tego dnia na ziemi zjawiały się duchy przodków by ucztować z żywymi. Zostawiano im wolne miejsce przy stole. Jedzono grzyby, które pomagały w nawiązywaniu kontaktów ze światem zmarłych, były pokarmem dla duchów, miały zjednać przodków.
    I tak się to wszystko pożeniło zusammen do kupy, Mikołaj z reklamy Coca Coli z niemiecką choinką doprawioną polskimi grzybami. 🙂

  111. @tejot
    23 grudnia o godz. 11:27
    Poznałem ich metody (SJ), ale kiedy mogę to rozmawiam, bo sami do mnie przychodzą, chcą rozmawiać i zastrzegam, że rozmawiamy na równych prawach, a nie jak ci którzy wiedzą z niewiernym. Myślę, że rozmowa może prowadzić do zmiany poglądów w obie strony. I myślę że w jednym przypadku mi się to udało. Czytałem „Selfish Gen” Richarda Dawkins’a gdzie ewolucja jest przedstawiona w rozszerzonym ujęciu (extended fenotype …), więc mam obraz zagadnienia wg wybitnego profesjonalisty. Natomiast metoda rozwadniania poprzez mówienie (np.: różni uczeni mają rożne poglądy, nie znamy wszystkich faktów, trzeba jeszcze to badać…) przypomina metody stosowane w sprawie znanej katastrofy komunikacyjnej, gdzie nadal podobno(?) znajdujemy się na początku drogi…

    W ujęciu satyrycznym polecam TED:Julie Sweeney, o ile nieznane, m.in. nt prozelityzmu mormonów. 🙂
    Pozdr, zetus

  112. Tanaka
    23 grudnia o godz. 11:22

    „Ewolucja nie wykonuje „prób”, ani nie popełnia „błędów”. Oba pojęcia odnoszą się do działania celowego i zakładają możność oceny działania, czyli jego wartościowania”.

    Co do słownikowego, a nawet szkolnego rozumienia wyrazów „próby”, „błędy” masz CZĘŚCIOWO rację. Ale skoro nie uwzględniasz, że na jednym oddechu mówię o braku celu w ewolucji i o sprawczej roli przypadku, to Twój wywód wygląda na pouczenie z katedry. Nie gniewam się, rzecz jasna, bo rozumiem, że zainspirował Cie temat, a nie ja jako jedna z żab, pijawek i nielicznych ryb z jeziora, które wyewoluowało z morza.
    No więc też trochę o języku.
    Przede wszystkim nie ma w języku polskim adekwatnego i poręcznego wyrazu, którym można by nazywać nieukierunkowane, niecelowe, działania natury – sam przecież nie dałeś żadnych zamienników. I na tym mógłbym skończyć. Ale jeszcze słowo.

    Można więc ewolucyjne działania nazwać „doświadczeniem”? Chyba nie bardzo, bo też się z celowością kojarzy. Może więc „empiria”? Może. I co więcej? Nie widzę.

    W powszechnym języku mesjańskiego kraiku niewiele jest z nauki, zaś antropocentryczne widzenie świata sprzyjało przenoszeniu na rzeczy i działania nie-ludzkie nazw odnoszących się pierwotnie tylko do człowieka.

    „Próby i błędy” to od dawna nierozdzielna słowna zbitka (jak np. „cisza i spokój”), wręcz frazeologizm niekoniecznie kojarzący się z działaniem człowieka. Chyba nie posądzasz tejotka o to, że nie rozumie jak się dzieje ewolucja. A przecież napisał: „Trzeba było kilku miliardów lat i unikalnych warunków ziemskich, a w nich miliardów miliardów prób by ewolucja zorganizowała materię w żywe organizmy…”. I co? I nic, i szafa gra. Się rozumiemy.

  113. @pombocek
    23 grudnia o godz. 13:45
    „Próby i błędy”

    US Prezydent elekt zdziwił się jak można się zżymać na przemówienie żony Melanii (plagiat), skoro powiedziała to samo co Michelle Obama i wtedy nikt nie miał zastrzeżeń.

    Zależy kto mówi…

  114. @pombocek
    Przede wszystkim nie ma w języku polskim adekwatnego i poręcznego wyrazu, którym można by nazywać nieukierunkowane, niecelowe, działania natury.
    Ja bym powiedział, że to ewolucja. 😉

  115. @Żorż Ponimirski
    23 grudnia o godz. 11:43

    Byłoby to możliwe. Trzeba byłoby wykazać, że nie zachodzą mechanizmy ewolucji.

  116. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 12:42

    A moze podali tez, kto ufunduje te korone i ile to bedzie nas wszystkich kosztowalo?

    Bo chyba sie ci glosujacy „ZA”, sami z wlasnej kieszeni nie zloza…

    Korona to drogi zakup. Metale szlachetne, kamyki blyszczace i robota precyzyjna, to musi sporo kosztowac. Juz nie wspominajac o kosztach organizacji tej imprezki…

  117. bubekró
    23 grudnia o godz. 14:09

    No właśnie w tym problem, że nie da się tego wykazać.

  118. @pombocek

    Jest termin:

    PRZYPADKOWE , czyli nieukierunkowane, niecelowe, działania natury

  119. @lonek

    Przypadek ma ten feler, że go nie ma, bo jest wtedy, jak człowiek nie zna okoliczności przyrody, a to, że ich zna, nie znaczy, że ich nie ma, a więc lepszy będzie znak prawdopodobieństwo.

  120. @Żorż Ponimirski
    23 grudnia o godz. 14:16

    Replikacja zachodzi – fakt – powielanie struktury DNA
    Mutacje zachodzą – niedokładna transkrypcja uwarunkowana różnymi czynnikami mutagennymi
    Dostosowanie zachodzi – ale to najtrudniej wykazać, bo jedna na milion (czy dwa miliony) mutacji jest dostosowawcza.
    Dobór jest jeszcze trudniejszy do wykazania.

    Ale jest to dokładnie opisane – jak ta maszyna działa – da się zaobserwować wszystkie te zjawiska, więc można falsyfikować. Niefalsyfikowalne są procesy/zjawiska niedostępne. Np. trudno cokolwiek powiedzieć o pierwotnych formach życia, bo nie ma po nich śladów kopalnych – organizmy składające się tylko z miękkich tkanek nie pozostawiły śladów.

  121. lonefather
    23 grudnia o godz. 14:16

    To nie termin, lonek, lecz opis.

  122. @Zorziku

    W Angielskim jest w tym miejscu stosowany termin: RANDOM

    Co oczywiscie sie przeklada na polskie PRZYPADKOWO. Ewolucja nie jest celem, jest skutkiem i efektem, przypadkowych mutacji.

    Przypadkowo, w jezyku polskim slowo „przypadek” ma jeszcze i to znaczenie felerne, o ktorym napisales.

  123. Ewa-Joanna 23 grudnia o godz. 13:07

    A nawiązując do tego pustego miejsca przy stole czy też pustego talerza, to właśnie wyczytałam skąd się to wzięło. Otóż wigilia w czasach prasłowiańskich była stypą zaduszną. Tego dnia na ziemi zjawiały się duchy przodków by ucztować z żywymi. Zostawiano im wolne miejsce przy stole. Jedzono grzyby, które pomagały w nawiązywaniu kontaktów ze światem zmarłych, były pokarmem dla duchów, miały zjednać przodków.

    Thx,
    Czyli mialem racje, gdy napisalem, ze „po odrzuceniu chrzescijanskiego ideolo” pozostaje poganszczyzna nasza, nam przez kosciol katolicki zajumana i do ich bjeczek dolaczona, jako kon trojanski, dzieki ktoremu sie do serc i umyslow naszych przodkow po zlodziejsku wkrecili.

  124. bubekró
    23 grudnia o godz. 14:53

    Jak dla mnie to jest szukanie dziury w całym.

  125. lonefather
    23 grudnia o godz. 14:57

    Nie będę się spierał, bo nie o racje tu chodzi, a opisanie rzeczywistości. Dla Ciebie jest przypadkowa, a dla mnie jest efektem prawdopodobieństwa. Chodzi nam o to samo, tylko innych znaków używamy.

  126. Żorż Ponimirski
    23 grudnia o godz. 14:09

    Toż o niczym innym jak o ewolucji była mowa. Więc inaczej: „Przede wszystkim nie ma w języku polskim adekwatnego i poręcznego wyrazu, którym można by nazywać nieukierunkowanie i brak celowości ewolucji”. Można mówić zastępczo „rozwój”, ale wymienionych znaczeń w tym wyrazie ani śladu. Można od biedy znaleźć więcej nazw, ale zawsze będą wymagały dodatkowego opisu.

  127. @tejot
    23 grudnia o godz. 11:27
    Poznałem ich metody (SJ), ale kiedy mogę to rozmawiam, bo sami do mnie przychodzą, chcą rozmawiać i zastrzegam, że rozmawiamy na równych prawach, a nie jak ci którzy wiedzą z niewiernym. Myślę, że rozmowa może prowadzić do zmiany poglądów w obie strony. I myślę że w jednym przypadku mi się to udało. Po lekturze „Selfish Gen” Richarda Dawkins’a gdzie ewolucja jest przedstawiona w rozszerzonym ujęciu (extended fenotype …), mam obraz zagadnienia wg wybitnego profesjonalisty. Natomiast metoda rozwadniania poprzez mówienie (np.: różni uczeni mają rożne poglądy, nie znamy wszystkich faktów, trzeba jeszcze to badać…) przypomina metody stosowane w sprawie znanej katastrofy komunikacyjnej, gdzie nadal podobno(?) znajdujemy się na początku drogi…

    W ujęciu satyrycznym polecam TED:Julie Sweeney, o ile nieznane, m.in. nt prozelityzmu mormonów.
    Pozdr, zetus 🙂

  128. @pombocku
    Wiem, że chodziło o ewolucje. 😉

  129. @pombocku
    Jeśli chodzi o rozwój to trafiłeś, bo ewolucja jest rozwojowa. 😉

    rozwój
    1. «proces przechodzenia do stanów lub form bardziej złożonych lub pod pewnym względem doskonalszych; też: stadium tego procesu»
    2. «sposób rozwijania się zdarzeń w czasie»
    3. «proces zmian zachodzących w organizmach w ciągu życia osobnika lub w kolejnych pokoleniach»

    • rozwojowy

  130. Czy ewolucja jest bezprzymiotnikowa, pewnie tak, ale tylko wtedy jak człowiek o niej nic nie mówi.

  131. @pombocek
    23 grudnia o godz. 15:10

    Proces (nie mylić z Józefem K.) – spontaniczny, samonapędzający się. Zamiast przypadkowości można używać pojęcia (i używa się go) losowości (nie mylić z fortuną). Do polskojęzycznej literatury (ale do pięknej chyba jeszcze nie) weszło też pojęcie randomizowania.

    Poza tym te procesy opisuje się worami, które są znacznie bardziej precyzyjne niż język obarczony wieloznacznością (szczególnie, gdy przyrodnik próbuje coś wytłumaczyć humaniście). Czytaj: naukowiec wierzącemu.

  132. pombocek
    23 grudnia o godz. 13:45

    Pewnie że się rozumiemy. Wpis zaadresowałem do Ciebie i jest to nawiązanie do sprawy. Do zdezerterowanego bym nie zaadresował, bo dyskusja ze znakiem drogowym „tędy do nieba” wymaga tak wielu pustych prób, że przez najbliższe 886 pokoleń nie będzie rozumnego odzewu. A ponieważ rzeczony czyta co piszesz, choć go co dezawuuje, to i moje przeczyta.

    Język o nas więcej mówi, niżby się jeden z drugim spodziewał, a trzeci – chciał. Brak adekwatnych słów w tego rodzaju sytuacji obnaża nas jako wyznawców, którzy języka precyzyjnego, oddającego myśl dokładnie i naukowego mają tyle co ja mam płaczącego kota. Natomiast język przemodleń, uwzniośleń i reszty bajdurzeń boziowyznawczych przywala nas i przytłacza Na Sposób Szczególny, jak w co drugim zdaniu orzekał Lolek giewontowy.
    Skoro zaś brakuje nam precyzyjnego i jasnego języka rozumu i nauki, trudno jest porozumieć się z boziowyzbawcą, i antyewolucjonistą, dla którego wyrażenia o których mówimy, mają odwrotne znaczenie.

    Spójrzmy na szkołę: jak dzieciakom, wdrożonym do języka boziowyznawczego Adama i Ewy, a niewdrożonym jeszcze do precyzji myśli, przystępnie wyjaśnić istotę i działanie ewolucji, zwłaszcza gdy na poprzedniej lekcji mieli katechetyczne pranie mózgów?
    Było im właśnie, po raz 369 wbijano w główki, że Wszechświat ma cel, co bozia wyjaśnił w niebieskiej książeczce, człowiek ma jeszcze większ cel – boziomiłowanie, boziośpiewanie, boziowyznawanie, boziochwalenie i dziecioróbstwo. Żaba też ma cel, mucha ma cel, wszy i drożdże mają cel – wychwalać Pana. Przerwa – 20 minut na zeżarcie paczki czipsów i zmiana języka: teraz „próba” nie znaczy próba, a „cel” nie jest celem. Bo działa bezcelowa i niepróbująca niczego ewolucja.
    Da się tak dzieciakom do głów rozum włożyć? Przypuszczam, że wątpię. badania to zresztą pokazują: od czasów PRL-u, gdy uczono pawdy, czyli ewolucji, spada ilość ludzi nad Wisłą przekonanych, że istniejemy wskutek ewolucji, a nie wskutek Adama, Ewy i ich bozi.

  133. Przyszedł mi na myśl pewien pomysł. W odpowiedzi na symbol religii kaka wyklejany na bagażnikach samochodu. Ten zarys ryby. Wyszliśmy niewątpliwie z wody (prazupy) . Obnoszenie się z nim wnerwia mnie. Zawłaszcza nachalnie przestrzeń.
    Ostatnio widziałem zarys ryby z wpisanym wewnątrz napisem Darwin. Słabe.
    Czy potrafimy zasugerować, opracować coś bardziej trafnego?

  134. NikodemD
    23 grudnia o godz. 16:31

    Ryba z Darwinem w środku ma do tego nóżki. Ale nie wiem, czemu niby: słabe. Niesłabe, a nawet bardzo dobre są krawaty Richarda Dawkinsa.

  135. Żorż Ponimirski
    23 grudnia o godz. 12:37

    Może być: wyznawcy mają swoje niesłuszne mniemanie, czyli słuszne niemniemanie, a niewyznawcy mają swój zdrowy rozsądek/rozum. Jednak gdy przychodzi do spraw prawie, oraz stricte naukowych, nasz zdrowy rozsądek zawodzi: albo nie wystarcza, albo nas myli. Dlatego też napisałem, że gdyby zdrowy rozsądek wystarczał współczesnemu człowiekowi, niepotrzebny byłby naukowiec. Naszym pradziadziom mógł wystarczyć. Nam – nie.

  136. Kiedyś, podobno 16 miliardów lat temu, oczywiście lat słonecznych, zrobił się Big Bang, powstawały gwiazdy i w końcu planeta, którą nazywamy ziemią , i powoli z zupy chemicznej powstało życie, czyli coś , co potrafi się replikować i oddziałuje na otoczenie. Życie się rozwijało przybierając coraz to nowe formy bardziej skomplikowane i wielorakie, aż wreszcie powstała najbardziej dziwaczna forma ewolucji człowiek – obdarzony mózgiem, który zaczął zadawać głupie pytania {nienaukowe) po co to wszystko, dlaczego to wszystko co jest , jest itd. Człowiek dla ułatwienia sobie życia stworzył sztuczną inteligencję, nieorganiczną. Gdy ta się dostatecznie wzmocniła, zaczęła też sobie zadawać pytania, na początek po co nam ta organika. I zlikwidowała człowieka i inne organiczne wytwory. Potem wpadła w depresję, była już taka wysublimowana, i dokonała samounicestwienia razem z otaczającym ja światem. I był znowu Big Bang.
    To taka opowieść wigilijna na marginesie dyskusji o ewolucji, inteligencji , myśleniu. Oczywiście ateistyczna.

  137. @NikodemD
    23 grudnia o godz. 16:31

    Widać, neurony w naszych mózgach rozwiązują podobne zagadki. Paręnaście postów wcześniej pisałem o dorysowywaniu/doklejaniu nóżek. Koiecznie z pazurkami, aby się nie kojarzyło z Lednicą.

    Można z tej ryby zrobić jakąś kałamarnicę także, ale to zadanie do pastafarian.

    Za to mam jeszcze pomysł na kolejną miesięcznicę – miejsce ustawienia drabinki obstawić białymi i czerwonymi zniczami – ułożyć z nich duży napis „Polska”. Celebrujący będą mieć do wyboru – zdemontować albo podpalić.

  138. Nie jest to list wesoły, w nastroju świąt BN, ale można przeczytać. Podobno robi furorę w sieci.

    Kochany Święty Mikołaju!
    Mateusz Damięcki (to ten ze słynnej rodziny aktorskiej)

    W tym roku byłem bardzo grzeczny
    O wiele grzeczniejszy niż w zeszłym
    Mam piątkę z PeO i z religii
    I już przeczytałem pół Biblii
    Kolega chodzi na etykę
    Wybiłem mu oko patykiem
    Nie znoszę Europejskiej Unii
    I byłem na mszy u komunii
    Mikołaju mój dobry święty
    Czy masz dla mnie piękne prezenty?

    Poproszę najnowszy zestaw klocków lego:
    „Dwóch ONR-owców kopiących czarnego”
    O kij bejsbolowy z nadrukiem kotwicy
    Z napisem – „Polacy Walczącej Stolicy”
    W zestawie z gąbeczką do czyszczenia drewna
    Bez piłki, piłeczka nie będzie potrzebna.
    Zimno? Sprawdź gorące oferty nc+ i wybierz pakiet TV już od 19,99 zł miesięcznie!
    Chcę dowiedzieć się więcej.
    Nie, dziękuję. (pokaż inny program)

    Na drzwiach chcę zawiesić plakat z prezydentem
    Naklejkę z premierką i z Franciszkiem Świętym
    Plakietkę z inskrypcją: Śmierć wrogom narodu”
    Zawieszkę na klamkę: „Nienawidzę KOD-u”
    Naszywkę z napisem „Aleppo” na spodnie
    Bo w szkole mówili, że teraz tak modnie

    I jeszcze poproszę „Smoleńsk” na blureja,
    Książkowy poradnik „Jak rozpoznać geja”
    CD z piosenkami barda uciśnionych
    Żeby Polska była Polską ogolonych
    Poproszę też zestaw do koronowania
    Jezusa, koronę, tron do panowania

    T-shirt z podobizną marszałka naszego
    Piłsudskiego z przodu, z tyłu Kuchcińskiego
    Breloczek do kluczy z wizerunkiem płodu
    Do piórnika zdjęcia: prezesa za młodu
    Prezydenta Wałęsy – zdrajcy, Bolka – w ciupie
    I majteczki z prezesem Rzeplińskim na pupie

    Daj też pieska, szczeniaczka, tak na 6 miesięcy
    Bo potem są wakacje, więc nie chcę na więcej

    Daj mamusi to szczęście, żeby tatuś wrócił
    Tatusiowi daj wódki, żeby się nie smucił
    Siostrze daj torebkę, drogą w chuj, od Prady
    Daj różaniec dla babci, taki z czekolady
    Żeby jednocześnie modliła się i jadła

    A jak nie dasz to spadaj! Już! Won! Idź do diabła!

  139. Myśli bardzo nieuczesane o kierunkowości ewolucji
    Ewolucja nie ma celu, mutacje w niej nie mają celu lecz są przesiewane przez środowisko jakby celowo – post factum – po przyjściu na świat osobnika z przypadkową mutacją (korzystną lub niekorzystną), poprzez reprodukcyjność.
    Mutacja korzystna – reprodukcyjność większa. Mutacja niekorzystna – reprodukcyjność mniejsza lub żadna. W ten sposób w kolejnych pokoleniach w danej populacji przewagę reprodukcyjną uzyskują osobniki z korzystnymi mutacjami. Więcej się rodzi osobników o korzystnych mutacjach niż niekorzystnych aż do wyeliminowania mutacji niekorzystnych (albo ich zdominowania).

    Ewolucja bazuje na zbiorze przypadkowych osobników, w których powstają przypadkowe mutacje (wystarczająco duża populacja i wystarczająco duża liczba pokoleń), na olbrzymiej ilości zdarzeń reprodukcyjnych, prób przetrwania i powielenia się, na olbrzymiej ilości prób z wynikiem negatywnym z bardzo nieznaczną domieszką prób pozytywnie zakończonych.

    Celowość ewolucji kształtuje środowisko. Środowisko jest pewnym wzornikiem, matrycą dla ewolucji. Budowa przeewoluowanego (przystosowanego) organizmu zdradza nam wymagania środowiska. Pokazuje nam, jaką matrycą jest środowisko, pokazuje jego zdolności ukierunkowania ewolucji.

    Środowiskiem jest biotop wraz z biocenozą w nim żyjącą, czyli podłoże mineralne, organiczne, ziemne, wodne, oraz bytujący w nim zbiór organizmów żywych, w tym drapieżników. Drapieżcy mają istotny wpływ na ewolucję innych organizmów. Ukierunkowują ją.

    Czy ewolucja ma kierunek? Próby mutacyjne są losowe, przypadkowe, lecz w tych próbach pewne mutacje są preferowane przez środowisko. Te preferencje tworzą kierunkowość. Preferencje zależą ściśle od środowiska, więc kierunkowość nadaje ewolucji (danego gatunku) środowisko.

    Czy ewolucja biologiczna (jako całość ewolucji świata żywego) jest kierunkowa? W pewnych aspektach tak, w innych nie. Kierunkowość w najszerszym sensie nadają ewolucji prawa fizyki, chemii oraz Ziemia z jej grawitacją, hydrosferą, atmosferą, strefami klimatycznymi, itd.

    Jeśli przyjmiemy, że kierunek, to jest to co widać, to ewolucja na zasadzie masło jest maślane ma kierunek. Jeśli popatrzymy na wierzchowca w galopie, to zaraz pomyślimy sobie – to nie jest twór przypadkowy, w tym tkwi jakiś zamysł, nie może być, by coś takiego przypadkowo powstało metodą prób i błędów, w tym zawarta jest jakaś koncepcja tworzenia. Tą koncepcją jednakże jest środowisko, nisza ekologiczna, którą zajmuje gatunek oraz prawa fizyki.

    Z ewolucją budującą przez przypadek, losowo struktury organizmów żywych jest podobnie, jak z usypywaniem stożka żwiru przez przenośnik taśmowy. Z przenośnika sypie się, spada żwir w jedno miejsce i tworzy się symetryczna figura geometryczna – stożek. Nikt tym nie kieruje, stożek sam się tworzy. Kieruje tym grawitacja, która ściąga w dół ziarenka. O kształcie – kącie usypu stożka decydują rozmiary ziarenek, ich kształt, wilgotność, itd.

    Podobnie jest z ewolucją. Ewolucja przebiega swobodnie, swobodne spadanie zachodzi. Lecz u dołu to spadanie jest ukierunkowane przez środowisko.
    Środowisko jest sitem ukierunkowującym ewolucję, nadającym „kształt” (właściwości wszelkie) organizmom, preferującym mutacje korzystne, odrzucającym niekorzystne, tak jak sito druciane przepuszcza pewne kamyczki, inne pozostawia. Środowisko poprzez swoje specyficzne preferencje przesądza o doborze procesów przemiany materii w organizmie, o strukturze organizmu, o jego właściwościach decydujących o rozwoju, przeżyciu i reprodukcji.

    Środowisko przesiewa kolejne osobniki jak sito. Chociaż, analogia z sitem jest troszkę ułomna.
    Sito druciane jest modelem ewolucji niedoskonałym, ponieważ sito jedną część kamyczków przepuszcza (kamyczki mniejsze niż oczka sita) inną część kamyczków pozostawia (większe od oczek sita). Nisza ekologiczna jest bardziej selektywna, przepuszcza i dopuszcza do rozrodu osobniki o korzystnych i niekorzystnych mutacjach (jeśli nie są one od razu śmiertelne – letalne), ale osobnikom o korzystnych mutacjach udziela większej reprodukcyjności, co przyczynia się do zwiększenia udziału w populacji osobników z korzystnymi mutacjami. W sumie sito środowiska przepuszcza z najwyższą preferencją osobniki najlepiej przystosowane.

    W tym sensie ewolucja jest kierunkowa, ale tylko i wyłącznie w aspekcie danej niszy ekologicznej (oraz wyjściowej postaci organizmu, np. u ryby ewolucja nie wykształci płuc, zanim ta ryba nie przejdzie na teren wodno-ziemny i tam warunki, nisza ekologiczna nie wymusi poprzez preferencję powstania płuc).

    Ewolucja jest bezkierunkowa w tym sensie, ze jej motorem są bezkierunkowe, przypadkowe mutacje, a niektóre z nich stają się preferowane, czyli są kierunkowe i są utrwalane w genotypie danego gatunku.

    Ewolucja w tym sensie może być uznana za niekierunkową, że wytwarza olbrzymią ilość gatunków, jakby przypadkowych, lecz nie przypadkowych, bo solidnie przesianych przez środowisko (przystosowanych) i zbudowanych zgodnie z prawami fizyki.

    Ewolucja wytworzyła drzewo ewolucji, w którym każda gałąź ewoluuje samodzielnie (z pewnymi wyjątkami dotyczącymi transgresji genów poziomej). Lecz gałęzie w drzewie nie zawierają dowolnych gatunków, organizmów zwierzęcych przypadkowo wyposażonych w dwie głowy lub przypadkowo mających jednocześnie skrzela i płuca, kończyny i dodatkowe skrzydła, itp. Fizyka i zasady przeżywalności nie dopuszczają do takich ekstrawagancji.
    Ewolucja nie jest bezkierunkowa w sensie budowania organizmów przypadkowych, np. kręgowców o pięciu lub sześciu nogach, chociaż mutacje z dodatkowymi nogami się zdarzają, ale gdzie by te nogi nie wyrosły, nie będzie to mutacja korzystna, bo mechanika ruchu nie dopuści do reprodukcji posiadacza takiej mutacji. Są kręgowce chodzące na dwóch nogach, na czterech nogach. Lecz nie ma kręgowców na trzech (z wyjątkiem psów z kulawą nogą) lub pięciu nogach. W tym sensie ewolucja jest kierunkowa.
    Pzdr, TJ

  140. Przepraszam za wytłuszczenie czcionki.
    TJ

  141. @tejot

    Mrówka Langtona po 10 tys. krokach zaczyna „budować autostradę”. W tym sensie „ukierunkowana” jest na jej budowę. A to tylko proty automat komórkowy. Dopóki go nie puścisz, to nie wiesz, co będzie jego efektem.

    Ogarniając to inaczej. Jak talerz z barszczem spada na dół, to jego celem jest podłoga. A i tak ostatecznym efektem wszelkich procesów jest „coś jak Etiopia, lecz ładniej”.

  142. bubekró
    23 grudnia o godz. 18:09
    @tejot
    Nie pisałem o celowości ewolucji, tylko o jej ukierunkowaniu przez środowisko.
    Pzdr, TJ

  143. @tejot

    Dodaj do tego jeszcze dryf genetyczny.

  144. @tejot
    Rozgwiazda ma 5 nóżek. ale mówiłeś o kręgowcach.
    @ mag.
    Wierszyk mi się nie podoba .Ja wiem, że to satyra, ale to jest takie domniemywane łączenie cech czy poglądów, to się sprawdza ale nie zawsze: ktoś, kto jest przeciw GMO nie musi być przeciwko szczepieniu. Zwolennicy PISu są bardziej zróżnicowani.Poza tym ja pamiętam takie paszkwilancie opisy np. mniejszości narodowych i to mi się źle kojarzy.

  145. Dzięki czemu istnieje nauka?

    Badania naukowe są możliwe dzięki porządkowi panującemu w świecie fizycznym oraz dzięki temu, że w danych okolicznościach energia i materia zachowują się w sposób przewidywalny i stały. Porządek ten uwidacznia się w podstawowych prawach chemii, fizyki, matematyki i innych dziedzin. Bez niego praca naukowa, rozwój techniczny ani samo życie po prostu nie byłyby możliwe.

    Powstają zatem pytania: Skąd w świecie materialnym wzięły się takie prawa? Dlaczego funkcjonują właśnie w taki sposób? Wiele osób uważa, że najrozsądniejszym wyjaśnieniem jest istnienie Najwyższego Rozumu.

    Czy to się wzięło z niczego?

    Cząsteczki DNA w każdej żywej komórce zawierają skomplikowane, szczegółowe informacje niezbędne do prawidłowego rozwoju organizmów. Cząsteczki te można przyrównać do informacji zapisanych cyfrowo na płycie DVD, choć oczywiście są bardziej złożone. Dane zakodowane na takiej płycie pozwalają odtworzyć film lub utwór muzyczny. A dane zawarte w łańcuchu DNA, przypominającym w kształcie skręcone drabinki sznurowe, umożliwiają uruchomienie wszelkich procesów życiowych. Sprawiają one też, że poszczególne organizmy się od siebie różnią — banany różnią się od fasoli, zebry od mrówek, a ludzie od wielorybów.

    Zapewne nikt by nie pomyślał, że cyfrowe informacje zapisane na płycie DVD mogą być wynikiem splotu przypadkowych zdarzeń. Czy zatem rozsądne jest utrzymywanie, że informacje zawarte w DNA wzięły się z niczego?

  146. Stachu39
    Wydaje mi się, ze to wierszyk, który nie musi się podobać, jak wszystko co nas mocno emocjonalnie dotyka i budzi mimowolny sprzeciw, ale jest, niestety, znakiem czasu. I celnie oddaje jego (czasu) klimat.
    Właśnie w tym rzecz, że przebijają się postawy skrajne, wyraziste. Rządzi czerń i biel, coraz mniej jest miejsca na światłocienie, dystans i rozważny namysł.

  147. @dezerter83
    23 grudnia o godz. 18:52

    Wiele osób uważa, że (tu wstaw dowolną pierdółkę). Uważanie nie zmienia rzeczywistości.

  148. dezerter83
    23 grudnia o godz. 18:52

    Wielkiemu Programiście, nie jest potrzebna wdzięcznosc PROGRAMU.
    Tym bardziej, że Program jest z gatunku ewoluujących i samouczących się.

    Więc te wszystkie dywagacje teologiczne, cytowanie pism, modły, swiątynie, rzezie w imię jakiejś koncepcji boga, są bezsensem totalnym.
    Jedyny sens w tym przedsięwzięciu, to zdobywanie władzy i kasy przez wąskie grono przywódców religijnych
    Szerszy zysk tyczący religijnej społeczności, to zaspokojenie potrzeby przynalezności do grupy.
    I to w religiach bywa cenne.
    Do czasu gdy religijni przywódcy nie rzucą swych wiernych do gardeł innych sekt, religii.
    W tym momencie- czynów nie słów- zaczyna się rola atawizmów.
    I efekty opisane przez Zimbardo, czy Nałkowską, Grzesiuka.
    Człowiek człowiekowi bydlakiem się staje…

  149. Tanaka
    23 grudnia o godz. 16:52

    Mówiąc słabe miałem na myśli wtórność, polemiczność z kaka. I nie dostrzegłem tych nibynóżek.
    Krawat masonów? Nie przybiję go do blachy(.

    dezerter83
    23 grudnia o godz. 18:52

    Korzystasz z okazji ,że rodzice zajęci trzepaniem dywanów i robieniem klusek. A przed kompami dzieci?
    Przychylam się do zakazu obligatoryjnego, federalnego, państwowego kontaktu dzieci z religianctwem.

  150. bubekró
    23 grudnia o godz. 18:24
    @tejot
    Dodaj do tego jeszcze dryf genetyczny.

    Mój komentarz
    Można. Dryf genetyczny jest efektem oddzielenia się od zasadniczej populacji grupy mniejszej, lub redukcji grupy poprzez efekt wąskiego gardła (bottleneck), np. klęska żywiołowa, przez które przechodzą tylko niektóre osobniki, co daje grupę o rozkładzie genów (alleli), częstotliwości ich występowania innej niż w dużej populacji dotychczas ewoluującej. W związku z tym ewolucja w takiej oddzielonej grupie będzie nieco inna, bo przebiegająca na innej nieco bazie genetycznej.
    Pzdr, TJ

  151. Prawa ewolucji można z powodzeniem zastosować do religii.
    Jedne się rozwijają, dostosowują do zmiany warunków, mutują.
    Inne, giną w pomroce dziejów.
    Żadna nie jest dominująca na globie…..

  152. bubekró
    23 grudnia o godz. 19:20
    „Uważanie nie zmienia rzeczywistości”.

    A kto mówi o zmianie rzeczywistości ?

    1. Skoro wszechświatem rządzą określone prawa, to musi istnieć prawodawca, który je sformułował czy ustanowił.

    2. Jądro niemal każdej żywej komórki w naszym organizmie zawiera molekuły DNA, w których w zdumiewający sposób zakodowano informacje genetyczne. DNA można przyrównać do jakiegoś przepisu lub do programu, który kieruje tworzeniem, wzrostem, działaniem oraz reprodukcją bilionów komórek organizmu.
    Skoro rozsądek podpowiada, że wyryty na ścianie napis „bubekró” musiał mieć jakiegoś inteligentnego autora, to czyż nie mają go również nieskończenie bardziej złożone i bogate w treść informacje zawarte w DNA? Informacja pozostaje informacją — niezależnie od tego, gdzie się na nią natrafia lub co jest jej nośnikiem. Słowo „bubekró” mogło napisać nawet dziecko. Ale autorem kodu życia mógł być tylko jakiś nadludzki umysł.

    Taka jest rzeczywistość. Gdyby było inaczej, nie byłoby nas tutaj,

    , jeśli wszechświatem rządzą określone prawa, to musi istnieć inteligentny prawodawca, który je sformułował czy ustanowił. Po drugie, skoro można odnieść wrażenie, że

  153. Dezerter, czy ktoś mówi na blogu, że DNA, bakterie, banany, marchewka, mrówki i delfiny wzięły się z niczego? Wszystkie te organizmy są z materii zbudowane, wg praw fizyki powstałe i funkcjonujące.

    Dezerter, te Twoje retoryczne, podchwytliwe pytania wielu blogowiczów trenowało szereg razy słuchając identycznie jak Ty zwracających się do nich na skrzyżowaniach dróg Świadków Jehowy.
    Autentycznie wracając z pracy napotykałem w miejscach ruchliwych codziennie panie i panów, którzy koniecznie pragnęli ze mną chwilkę porozmawiać, by mnie poinformować, że nic się nie wzięło z niczego i że czeka nas wszystkich wielka katastrofa, jeżeli będziemy żyli w błędzie poza naukami zawartymi w Piśmie Świętym.
    Pzdr, TJ

  154. @NikodemD
    23 grudnia o godz. 19:27

    Nóżki można wyskrobać gwoździem. Można domalować jakimś trudnym do zmycia flamastrem, nanieść sprayem przez szablon. Jest całkiem sporo technik plastycznych, aby tego dokonać.

  155. wiesiek59 – 19:25

    „Człowiek człowiekowi bydlakiem się staje…”

    Lepszy dobremu najlepszym sie staje? Czy po prostu, Polak Polakowi Pisiakiem? Tym spod znaku Zawsze Dziewicy

  156. dezerter83
    23 grudnia o godz. 18:52

    „Czy zatem rozsądne jest utrzymywanie, że informacje zawarte w DNA wzięły się z niczego?”.

    Daj choć jeden przykład, kto tak utrzymuje, bo to tylko Twoje słowa, że ktoś tak utrzymuje.

    Niektóra babcia może to przyjąć na poważnie:

    – No racja – jak coś może być z niczego.

    I z odkrywczego szoku może się przewrócić. Ale nie zapyta o Boga, z czego on się wziął, ani o wiarę dezertera, która też jest z niczego, bo raptem z pustych słów bez desygnatów. Ani nie zapyta, po kiego on dezerter wchodzi po nic na blog jako niby-nauczyciel, skoro niczego nie osiąga. Wypisz, wymaluj – kaznodzieja Jezus, który też niczego nie osiągnął.

    A tropienie wszechobecnego Boga po zakamarkach DNA i logiki, to cud, który właśnie wykpiłeś: coś z niczego.

  157. @dezerter83
    23 grudnia o godz. 19:51

    Kto dał prawo czwórce, by była kwadratem dwójki? Utożsamiasz zjawiska fizyczne i zaobserwowane w innych naukach (prawa) z prawem stanowionym przez człowieka (też prawem). Opanowanie erystyki i żonglowanie pojęciami, które mogą mieć różne znaczenia, nie zbliża do rzeczywistości. Ale próbuj dalej. Pobudzanie mózgu do myślenia pozwala odrzucić wcześniejsze narzucające się argumentacje.

  158. wiesiek59
    23 grudnia o godz. 19:25
    „Jedyny sens w tym przedsięwzięciu, to zdobywanie władzy i kasy przez wąskie grono przywódców religijnych”.

    Raczej pomyliłeś adres. Takie komentarze powinieneś pisać na Berdyczów czyli do Watykanu. Albo W-wa, Skwer kard.S.Wyszyńskiego 6.

    Ja mam inne cele.

  159. @ dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:00

    Jakie masz cele?

  160. tejot
    23 grudnia o godz. 19:53
    „Dezerter, czy ktoś mówi na blogu, że DNA wzięły się z niczego?”

    Gdybyś przeczytał uważnie mój wpis, dostrzegłbyś, że mówię o UMYŚLE jako źródle informacji. Prawa fizyczne i chemiczne nie są przecież zdolne stworzyć złożonych danych ani systemów mających je przetwarzać. A im bardziej rozbudowane informacje wchodzą w grę, tym większej inteligencji potrzeba do ich zapisania.

    Twierdzenie ewolucjonistów, jakoby obszerny zbiór informacji zawartych w DNA powstał w wyniku przypadkowych, niekontrolowanych procesów, kłóci się zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i z ludzkim doświadczeniem.

  161. bubekró
    23 grudnia o godz. 20:16

    Szczegóły na naszej stronie pod hasłem: ŚJ – poznaj nas bliżej.
    ‚https://www.jw.org/pl/

  162. dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:00

    Ambicje polityczne przywódców religijnych, ujawniają sie po przekroczeniu jakiegos procenta populacji.
    Tak pomiędzy 5 a 8%.
    ŚJ nigdzie nie stanowią takiej liczby, więc na razie robicie dobrą robotę, przygarniając różne duszyczki, mające problem z określeniem swojego celu i sensu życia.
    Ale, prawa psychologii są dość wyraziste.
    Waszymi przywódcami sa TYLKO ludzie.
    A by być przywódcą, trzeba być AMBITNYM….

    Nie licz więc na to, że mając do wyboru karierę polityczną czy wzrost osobistego znaczenia, zrezygnują z tego.
    Mormoni dają się kusić blichtrem władzy, uczestnicząc potem w różnych dziwnych decyzjach, nic nie mających wspólnego z ich religijnym przesłaniem.
    Wasi będą DOKŁADNIE tacy sami.

    To tez ewolucja- zresztą.
    Dostanie się na szczyty konkretnego łańcucha pokarmowego, czy awans w hierarchii dziobania…..
    Niedostosowani, czy nie dość bezwzględni, zostają niżej…..

  163. @dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:20

    O, agitujesz. Dziękuję za wykazanie intencji – dlaczego jesteś na tym blogu. A jakie tam są szanse, aby przekonać ludzi, aby weszli na tego bloga?

  164. @ Mag
    Właśnie wołam o światłocienie , dystans i rozważny namysł. Także w stosunku do KK. Nie jest on przyczyną całego zła w świecie, czy w Polsce .Piętnujmy bez emocji.Nie wolno dopuścić do tego, żeby wróg się okopał. Zachowujmy zawsze możliwość dialogu.
    No i wpadłem w tryb wiecowy!
    Zaraz zacznę skandować: Po kój, Po kój, Mi łość , Mi łość. Precz z imperializmem.

  165. wiesiek59
    23 grudnia o godz. 20:27
    „na razie robicie dobrą robotę, przygarniając różne duszyczki…”

    Prowadzimy kampanię edukacyjną – zapowiedzianą przez Jezusa z Nazaretu – w Mateusza 24:14. Poprzedza ona „wielki ucisk”, którego punktem kulminacyjnym będzie Armagedon.

  166. @Stachu39
    23 grudnia o godz. 20:37

    Wiara zabija wątpienie, a więc samodzielne (bez tabu) myślenie. Emocje oczywiście nie pomagają.

    A właśnie – znacie jakąś religię, w której nie ma tabu pokarmowego?

  167. @Stachu39 23 grudnia o godz. 20:37

    „Dialog z kaka to dialog d. z kijem” – powiedzial xiunc.

    Dokładnie tak samo, jak kazdy „dialog” z „dezerterem”.
    Bo ani kaka, ani dezerter, nie mają (po prostu!) żadnego pola manewru.
    Dążą wyłącznie do całkowitej kapitulacji oponenta.
    Dlatego NIC INNEGO nie można im zaoferować
    oprócz prostego i dosadnego „wal się”

    Kaka, owszem, może być tematem wykładu czy nawet dialogu.
    Ale nigdy partnerem w jakiejkolwiek wymianie zdań.

    Rowniez dlatego, że cała jego racja bytu opiera się na PRZECIWIEŃSTWIE
    Wszystkiego tego, co warunkuje rozwój społeczeństw.
    Kaka żeruje tylko na strachu i głupocie. Bez nich jest niczym.
    Dlatego ZAWSZE będzie po ich stronie. Bez emocji : )

  168. dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:16

    Osiągnąłeś sukces w postaci sporego odzewu na Twoje wpisy. Ale ten sukces nie ma nic wspólnego ze służbowymi celami Twego kaznodziejstwa. Zatem rzuciło Ci się prywatnie na ambicję – mówiłem to sporo razy – i wchodzisz tu wyłącznie po to, by się popisywać jako jedyny wiedzący wśród niewiedzących. Tyle że sam na siebie niechcąco zastawiasz pułapki:

    „Twierdzenie ewolucjonistów, jakoby obszerny zbiór informacji zawartych w DNA powstał w wyniku przypadkowych, niekontrolowanych procesów, kłóci się zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i z ludzkim doświadczeniem”.

    Ze zdrowym rozsądkiem i ludzkim doświadczeniem kłóci się przede wszystkim każda bez wyjątku idea Boga, którego nikt w żaden sposób nie doświadcza.

  169. @bubekró 23 grudnia o godz. 20:49

    Trafione! Każda religia – to takie „końskie” klapki na na mózgu.
    Koniom zakłada się takie klapki na oczy,
    żeby patrzyły tylko w wyznaczonym kierunku.
    Bo gdzie indziej nielzia! I o to chodzi.

  170. dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:47

    Taka myśl mnie naszła…..

    Większość mitologii opisuje wojny bogów.
    Normą jest ojco, brato, czy dzieciobójstwo.
    Skąd pewność, że mściwy staruszek ze Starego Testamentu, ni urządził czegoś podobnego synowi?
    Może, Niebo jest puste?
    Pozabijali się?

    Chrześcijańska bozia zdominowała na okres 500 lat znany nam swiat.
    I za cholerę nie mogę sobie uzmysłowić przejawów miłości, głoszonej tak żarliwie pod różnymi szerokościami geograficznymi przez różne chrześcijańskie sekty…..
    Co najwyżej, unicestwianie przemysłowe inaczej myślących mi sie kojarzy…
    Miłość bliźniego w wersji eksportowej, nijak ma się do propagandy.

    Co do Armageddonu…..
    Złoty Cielec panujący globalnie jest symptomem jego początku.
    Chciwość jest DOBRA…..
    Powtarzają media będące w rękach nielicznych.

  171. @Stachu39
    23 grudnia o godz. 20:37
    Jakoś mi to przypomina słynne : socjalizm tak, wypaczenia nie.
    Ale w jednym masz rację – to nie kaka jest przyczyną zła na świecie – to religia.

  172. dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:16
    tejot
    23 grudnia o godz. 19:53
    „Dezerter, czy ktoś mówi na blogu, że DNA wzięły się z niczego?”
    Gdybyś przeczytał uważnie mój wpis, dostrzegłbyś, że mówię o UMYŚLE jako źródle informacji. Prawa fizyczne i chemiczne nie są przecież zdolne stworzyć złożonych danych ani systemów mających je przetwarzać.

    Mój komentarz
    Dezerterze, dość dowolnie i nachalnie nawołujesz tejota, a jakże, do uważności, co jakoby ma świadczyć o tym, że tejot niedokładnie przeczytał Pismo, nie stosował się do Twoich wskazówek- jak czytać Pismo i co z tego wynika.
    Sugerujesz, ze był ktoś, bo tylko ktoś może tworzyć (Twoje opowiastki o budowaniu domu i retoryczne pytania – czy dom może powstać samorzutnie, spontanicznie, sam z siebie), a ponieważ nie było przedtem nikogo oprócz Boga, to stwórcą wszystkiego – DNA, mrówek i delfinów mógł być tylko Bóg. Taka prosta konkluzja wynika z Twojego uważnego czytania Pisma.

    Naciągasz swoje opinie, tezy i zachęty do oczekiwanej odpowiedzi.

    Prawa fizyki niczego nie tworzą, bo prawa nie są od tworzenia. Organizmy żywe nie powstały w akcie stworzenia, nie stworzyły się z niczego, powstały w długim procesie ewolucji materii.

    Również Układ planetarny Słońca nie powstał z niczego, ukształtował się w długim procesie ewolucji obłoku materii rozproszonej po wybuchu supernowej. Przedtem była mgławica, czyli zbiór cząsteczek gazów i pyłu kosmicznego i z tego niczego powstał w ciągu setek tysięcy lat (milionów) układ planetarny, a Ziemia się najpierw rozgrzała w trakcie kolapsu materii, a następnie stygła i stygła, a wszystkie planety krążyły wokół Słońca tak jak dzisiaj krążą.
    I tak jak dzisiaj krążą, to za jakieś 4,5 mld lat przestana krążyć, ponieważ Słońce się rozszerzy i Ziemię roztopi ponownie. Nikt nie będzie musiał niczego tworzyć ani niszczyć. Ewolucja naszej gwiazdy macierzystej trwa i skończy się na etapie najpierw rozszerzenia się Słońca, a potem będzie to słoneczko z Ziemią wewnątrz odparowaną przez setki tysięcy, czy miliony lat gasło i gasło.

    Bakterie mają w sobie tylko ociupinkę DNA, marchewka ma bardzo dużo. I co z tego wynika – dużo, mało, spirala DNA zwinięta, czy rozwinięta?

    Jak pogodzić dosłowność w odczytywaniu Pisma Świętego z ewolucją biologiczną? Nie da się.

    Ewolucja, to niewymowna trudność dla Świadków Jehowy, której nie sposób ominąć inaczej, jak blagując, wciskając interlokutorowi brak uwagi, zdolności poznawczych, umiejętności myślenia i wyobrażania. Bo czegóż dotyczą Twoje niby rozsądne, niby mądre uwagi w rodzaju – jeżeli dokładnie przeanalizujemy lub – czerpaliśmy wiadomości nie z właściwego źródła, itd.
    Pzdr, TJ

  173. @pombocek 23 grudnia o godz. 20:59

    Właśnie miałam się przyczepić do tej samej wypowiedzi „dezertera”.
    Ale trochę pod innym kątem. „Zdrowy rozsądek” czyli tzw. chłopski rozum
    nie jest najlepszym przewodnikiem tam, gdzie wchodzą w grę odkrycia naukowe
    Natomiast doświadczenie – jak najbardziej. Ale nie jest to najprostsze doświadczenie.
    A mózg homo sapiens jest jednak nadal przystosowany do przetrwania z maczugą na sawannie.

    Z kolei co do religii – jak słusznie stwierdzasz – nawet na chłopski rozum i tak trafia kulą w płot. A że chce właśnie na nim bazować – to tym śmieszniejsze.

  174. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 21:14

    Nie ma religii bez Kościoła kat oraz innych kościołów. Też kat. Może jakaś domowa: wierzę we fruwający czajniczek i moje rybki akwariowe też wierzą że wszyscy w to wierzymy. Religie są tworzone przez protokościoły i religie tworzą kościoły. Jest to wzajemnie warunkowane.

  175. @Tanaka
    jak już wysłałam, to stwierdziłam, że to się tak dokładnie łączy, że nie należy rozdzielać. Ale to była pierwsza reakcja na wpis Stacha z cyklu „to nie wiara jest zła, ale kościół” i to nie cały bo przecież są tam porządni ludzie. Bo ten wpis Stacha, to taka pełzająca propaganda w obronie.

  176. wiesiek59
    23 grudnia o godz. 21:06

    Bozia z niebieskiej książeczki to wojownik i rzeźnik jak się patrzy. Większego rzeźnika świat nie widział. Jest to taki wojownik, co ani razu nie przegrał, a każdą bitwę wygrał. Co zawsze polegało na Świętej Rzezi.
    Jest poważny problem z niebieską książeczką. My mamy ten problem, bo niebieska książeczka nie jest całością Objawienia bozi. Bozia napisał też osobiście Wielką Księgę Zwycięstw Pana. Tam były pomieszczone wszelkie dalsze szczególy jak to bozia zwyciężał wrogi swoje. Niestety, jak sam bozia ubolewa, Księga ta wzięła i zaginęła. Żeby u bozi co wzięło i zaginęło to nie jest możliwe, chociaż z drugiej strony bozia wszystko może: może niezaginąć Wielką Księgę i może zaginąć. Przez to, że zaginięta jest, my nie mamy pojęcia o całości Objawienia, i jak co o bozi gadamy, o od razu piąte przez dziesiąte i trzy po trzy. Tymczasem Lolek się zarzeka, że znamy całość Objawienia i innego nie będzie.
    Skoro tak, to znaczy, że ta Wielka Księga Zwycięstw Pana i cała niebieska książeczka to jest Wielka Księga Przygód Tytusa Romka i A’Tomka.

  177. @tejot 23 grudnia o godz. 21:15

    Ewolucja – to sól w oku nie tylko świadków Jehowy, ale również przedstawicieli kaka. Stwierdziłam eksperymentalnie. Przy czym nie chodzi nawet tak bardzo o powstawanie gatunków (bo kaka już nolens volens dopuszcza metaforyczne objaśnienia Księgi Rodzaju) ale przede wszystkim o to, że ewolucja TRWA.

    To ostatnie jest absolutnie nie do przełknięcia dla kakiwistów. Wykłócają się do upadłego, twierdząc (zupełnie bezpodstawnie), że ewolucja zdarzyła się w zamierzchłej przeszłości, a tak w ogóle to już dawno się skończyła. Domyślam się, dlaczego tak ich boli ta nieubłagana ciągłość ewolucji – chyba chodzi o kakistowskie założenie, że homo sapiens to jakiś GOTOWY twór. Naturalnie pochodzący z manufaktury mitycznego bozi.

  178. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 21:31

    Stacha nie czytałem, bo czytam od dołu. Czyli z Piekła Rodem. To jst takie codzienne łajdactwo wyznawców: Kościół kat jest wyłącznie święty, tylko czasem jakiś wyznawca bywa niegrzeczny. To klasyka repertuaru wyparcia winy, klasyka zamordyzmu: podsądny jest własnym sędzią, obrońcą i uniewinniaczem. Czyli uzurpatorem od A do Z.
    Nieistniejąca świętość Kościoła kat nie ma znaczenia.Zło wyrządzane jest ludziom. idzie ono z tej mrocznej, skłamanej firmy. Firma odpowiada za swoich rzeźników.

  179. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 21:34

    Kościół kat manipuluje na potęgę. ten i ów łgarz ze środka tego koncernu gada, że niebieska książeczka dzieli się na dwie części jedna – ta ścisła – służy do Zbawienia i jest niekwestionowalna. A reszta nie służy zbawieniu, więc nie musi być historycznie/faktograficznie ścisła.

    Z bozi robią gębę-cholewę: każda litera i każde muśnięcie papieru przez bozię za pomocą rączki spisywacza jest święte i nienaruszalne, a tu się okazuje, że bozia sobie głodne kawałki robi, wierszówkę wyrabia, żeby więcej zarobić na produkcji 1800 stron maczkiem napisanej niebieskiej książeczki. Z czego większość to kit i ściema i tania rozrywka dla ciemnej gawiedzi, a tu i tam coś jest dla Zbawienia.

    Łajdaki dlatego są łajdkami, żeby nieustannie łgali. I to się nazywa Słowo Święte.

  180. dezerter83
    23 grudnia o godz. 20:16

    Twierdzenie ewolucjonistów, jakoby obszerny zbiór informacji zawartych w DNA powstał w wyniku przypadkowych, niekontrolowanych procesów, kłóci się zarówno ze zdrowym rozsądkiem, jak i z ludzkim doświadczeniem.

    Kłamiesz.
    Ludzki „zdrowy rozsądek” nie obejmuje procesów powstawania DNA ani niczego wokół tych procesów. Ludzie doświadcznie polega na żarciu, wypróżnianiu, tłuczeniu dzieci i jeżdżeniu z nimi do Kołorzegu w celach wypoczynkowych. Nie obejmuje ani ewolucji w ogólności, ani elementów jej procesów.
    Kłamiesz, łżesz dla wyimaginowanego dobra własnej nieistniejącej bozi i własnej dla niej rzekomej zasługi – co jest działaniem z niskich pobudek – czyniąc ludziom realne zło za pomocą kłamstwa.
    Dowodzisz sobą zła bozi, jej religii i wyznawców.

  181. Chyba różnie postrzegamy zdrowy rozsądek. Dla mnie synonimami są przytomność, rozumowanie, myślenie. A takie pejoratywne synonimy jak chłopski rozum dezawuują, bo chłopski rozum nie bazuje na wiedzy. Na chłopski rozum to może Kaziuk z Konopielki główkować, ale ze zdrowym rozsądkiem to się kłóci w moim odbiorze.‎

  182. pombocek
    23 grudnia o godz. 20:59
    „Ze zdrowym rozsądkiem i ludzkim doświadczeniem kłóci się przede wszystkim każda bez wyjątku idea Boga”.

    Pozwolę sobie, nie zgodzić się z Twoją opinią. To właśnie doświadczenie jest naszym najlepszym doradcą.

    Pewien znawca prawa, napisał w I wieku: „Oczywiście każdy dom jest przez kogoś zbudowany”. To logiczne. Żaden dom nie powstanie bez budowniczego.

    Dookoła nas są rzeczy znacznie wspanialsze i bardziej złożone niż dom. Skoro dom wymaga architekta i budowniczego, a posiłek — sprawnych rąk, które go przygotują, to cóż dopiero wszystkie cudowne rzeczy we wszechświecie?

    Skoro więc uznajemy, że istnieją wynalazcy takich urządzeń, jak samoloty, telewizory albo komputery, czy nie powinniśmy też uznać istnienia Tego, który dał ludziom mózg, aby mogli to wszystko wymyślić?

    Naukowcy odkryli ponad 100 pierwiastków chemicznych. Ich budowa atomowa ujawnia, jak złożone są zachodzące między nimi matematyczne zależności. Układ okresowy pierwiastków wyraźnie świadczy o przemyślanym zaprojektowaniu. Czy tak zdumiewający projekt mógł powstać przypadkowo – w rezultacie zwykłego zbiegu okoliczności ?

  183. Szanowni Państwo,
    Piszecie tak szybko i często, że nie idzie za wami nadążyć.
    Chciałem więc tyko poinformować, że w każdej stacj radiowej od tych dzwonków, reniferów, dżingle bellsów i czesnatów rosting on an ołpen faier robi się tak niedobrze, że musiałem się przeprosić z płytami CD.

  184. dezerter83,
    Armagedon to Har Megiddo, miasteczko w Izraelu z ruinami bardzo starożytnej twierdzy na wzgórzu (Har) kontrolującą dolinę Jesreel, znacznie mniejszej od Malborka (zresztą Jordan w porównaniu do Wisły, ech, szkoda gadać, cudze chwalicie, swego nie znacie). Jak będziesz w Izraelu na wycieczce, koniecznie tam wstąp.

  185. Na marginesie
    23 grudnia o godz. 21:34
    @tejot 23 grudnia o godz. 21:15
    Ewolucja – to sól w oku nie tylko świadków Jehowy, ale również przedstawicieli kaka.

    Mój komentarz
    Tak jest. Trudno pogodzić ewolucję z aktem stworzenia, nawet nie wiadomo na jak długi tydzień rozciągniętym. Tutaj poza trudnością, jaką jest skala czasu geologicznego (2,5 – 3 miliardy lat), występuje inna trudniejsza do okiełznania trudność, a mianowicie zmienność. Gatunek ulega zmianie, choć bardzo powolnej, co zaprzecza idei stworzenia gatunków na gotowo, a jak nie na gotowo, to w postaci pewnych prefabrykatów.

    Ewolucja daje zmienność dlatego, że podlega przypadkowi, losowości. To jest najogólniej biorąc postulat przeciwny, sprzeczny z prawem bożym. Prawa boże są statyczne, niezmienne. Jeżeliby wystąpiła w nich zmienność, to oznaczałoby, ze nie są to prawa boże, bo są niedoskonałe. Z tego powodu ewolucji ma nie być.

    My tej zmienności nie jesteśmy w stanie zauważyć i przez sto pokoleń wstecz również nie (chociaż istnieje precedens w postaci zmienności pewnego gatunku motyli w GB, które zmieniają deseń i barwę skrzydeł w zależności od zanieczyszczenia pyłem przemysłowym drzew, na których siadają), bo nasz czas obserwacji, jako ludzkości cywilizowanej jest zbyt krótki by zauważyć zmiany w przyrodzie.

    Jednakże istnieje pewien fakt, który wskazuje na to, ze ewolucja gatunku przez dobór jest możliwa. A mianowicie hodowla roślin i zwierząt. Hodowla nowych odmian, to nic innego, jak dobór naturalny, dokonywany przez człowieka, przez pokolenia ludzi np. na zwierzętach dokonywany, czyli ewolucja sterowana, wymuszona, a przez to bardzo szybka.

    Hodowla ras psów, czy koni nie zmieni konia w słonia ani psa w w tygrysa, ale wydobędzie z gatunku cechy bardzo niektóre z punktu widzenia struktury osobniczej, organizacji ciała, lecz bardzo widowiskowe, jak cechy jamnika, buldoga, czy koni pociągowych. Są to nieliczne cechy, lecz pozwalające przystosować (poprzez dobór naturalny – kierowanie do dalszej reprodukcji osobników z tymi cechami) gatunek do wymagań, kaprysów człowieka-hodowcy.

    Hodowla pokazuje, ze drogą doboru można wzmacniać pewne cechy, usuwać w cień inne, co nie oznacza dokładnie takiego samego mechanizmu, jak w ewolucji naturalnej, ale jest cennym doświadczeniem pokazującym, ze mechanizm ewolucji poprzez dobór do reprodukcji istnieje.
    Pzdr, TJ

  186. Im więcej w nauce matematyki, zidentyfikowanych praw, stałych, tym mniej miejsca dla bytów niemierzalnych.
    Nie sa potrzebne do opisu swiata i jego praw funkcjonowania.

    Ilość agnostyków i niewierzących w globalnej populacji zauważalnie wzrasta raczej, niż ulega stagnacji….
    Miedzy innymi, dzięki działaniom nawiedzonych religijnie oszołomom, zbawiających świat na własną modłę.

    Żaden z bogów nie wytłumaczył się jeszcze z popełnionych błędów przy stworzeniu.
    Potrzebny im był do czegoś rak u dzieci?
    Wojny religijne?
    Zarazy?
    Nieurodzaj?
    Sadysci na tronach?
    Taki był Boski Plan?
    To partacz, nie bóg…..

  187. dezerter83
    23 grudnia o godz. 22:13

    Dezerterze, manipulowaniem cudzymi wypowiedziami w religianckim stylu proszę się popisywać przed Jarkiem Kaczą Dudą. Oto moja wypowiedź:

    „Ze zdrowym rozsądkiem i ludzkim doświadczeniem kłóci się przede wszystkim każda bez wyjątku idea Boga, którego nikt w żaden sposób nie doświadcza”.

    Nikt żadnych z tysięcy bogów w dziejach ludzkości nie doświadczał i nie doświadcza – to jest moja główna myśl. A Ty ucinasz lisowi ogon i robisz z niego zająca. Nie odnosisz się lojalnie do mojej myśli, lecz ją przykrawasz, bo pasowała do Twojej agitki. To typowe dla ŚJ oszustwo. A że materialny, postrzegalny zmysłami dom porownujesz w agitce z „Bogiem”, którego nikt nigdy nie doświadczał i nie doświadczy, więc nie nadaje się do żadnych porównań jako fantasmagoria, to cóż – taka jest nieprzemijalna logika apolgetów, na którą się w opisie świata powołujesz, a której w jego ewolucji NIE MA.

  188. wiesiek59
    23 grudnia o godz. 23:04
    „Żaden z bogów nie wytłumaczył się jeszcze…”

    To naturalne, że człowiek, który nie wie z jakich powodów Bóg dopuszcza zło, skłonny jest powątpiewać, czy On w ogóle istnieje albo czy interesuje się ludźmi.

  189. To o kant potłuc takiego boga, który dopuszcza zło.

  190. Dezerter – „Rzecz jasna żeby chaos zamienił się w porządek, potrzebna jest energia. ” – wręcz przeciwnie: dostarczanie energii zwiększa liczbę stopni swobody układów fizycznych, a wraz z nią entropię, którą utożsamiasz z chaosem. Ponadto z II zasadą termodynamiki problem jest taki, że ona nie obowiązuje w układach otwartych; nie zaryzykowałbym też jej bezrefleksyjnego stosowania w układach niekstensywnych, a więc np. w układach, w których dominującą rolę odgrywają długozasięgowe i niemożliwe do ekranowania oddziaływania grawitacyjne -> por. gwiazdy, nowe, supernowe, galaktyki, gromady galaktyk etc. Mam nadzieję że wiesz, że poza wodorem cała materia, z której się składasz, została wyprodukowana w jądrach gwiazd, a pewna niewielka, acz niezbędna do życia jej część – w wybuchach supernowych.

  191. korekta: nieekstensywnych

  192. @wiesiek59
    23 grudnia o godz. 23:04
    Wiesiu, to co wymieniłeś można podczepić pod działanie człowieka, istoty słabej i grzesznej. Ale wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i związane z tym tsunami, te różne cyklony czy tornada – to boskie dzieło.

  193. Dezerter poza wyświechtanymi argumentami powtarzanymi przez SJ miliony razy w ich misyjnych rozmowach, przytacza infantylne pytania, które każą się dziwić domom, które same się nie zbudowały, delfinom, które ktoś musiał zaprojektować oraz ponad 100 pierwiastkom które są tak różnorodne, nie do opisania w całości, że niepojęte, a więc nie mogły się stworzyć same. – Nieee – chórem odpowiadają dzieci. Nie mogły. A więc? Tu dezerter zawiesza głos.

    W końcu zgłaszają się pombocek z tejotem i pokornie meldują, że nie i jeszcze raz nie -No dobrze. Dalej? To wszystko jest zbyt skomplikowane by mógł to pojąć człowiek, to stworzył Pan Bóg, który w tydzień czasu wykreował światło, potem ziemię, wodę, powietrze, chmury potem rośliny i zwierzęta, a po drodze 108 pierwiastków chemicznych, którym nadał tak rozmaite właściwości, że do dzisiaj naukowcy, wszyscy jak jeden, nie zdołali pojąć ile i jakie są ich własności. Chociaż dysponują rzekomo szeroką wiedzą matematyczną, fizyczną i chemiczną, a tych własności nie potrafią rozszyfrować. Bo to jest dzieło Boże.

    Tak dezerter pombocka i tejota przekonał – przez domy nie powstające bez projektanta, DNA nośniejsze informacyjnie bardziej niż płyta CD, mrówki i delfiny, przeprowadził ich do ponad 100 pierwiastków, w czym nagle pombocek i tejot zobaczyli piękno w prawdzie i prawdę w pięknie.
    Pzdr, TJ

  194. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 23:19

    A w dodatku „Bóg widział wszystko, co uczynił i oto było to bardzo dobre”.

    A potem: „I Jehowa żałował, że uczynił ludzi na ziemi, i bolał w swym sercu”.

    Taki, skurkowany, doskonały, niezmienny i nieomylny.

  195. Niestrudzony dezerterze83 – 22:13

    ” Układ okresowy pierwiastków wyraźnie świadczy o przemyślanym zaprojektowaniu.”

    Domyslamy sie KTO dokonal owego zaprojektowania

    A kogo proponujesz jako projektanta zupelnie nowych, wciaz jeszcze powstajacych pierwiastkow?

    Projektantow pierwiastkow aktualnie tworzonych from scratch w laboratoriach juz znamy. Wiec nie musisz sie trudzic

    „Powstaly cztery nowe pierwiastki z samego końca układu okresowego o liczbach atomowych 113, 115, 117 i 118. W angielskiej wersji ich nazwy teraz brzmią:

    nihonium,
    moscovium,
    tenessine,
    oganesson.

    Jeszcze nie wiadomo, jak zostaną spolszczone przez Polskie Towarzystwo Chemiczne.”

    I kropka nad i:

    „Wszystkie cztery pierwiastki zostały sztucznie wytworzone w laboratorium. Nihonium powstał w japońskim instytucie RIKEN, a reszta – w Zjednoczonym Instytucie Badań Jądrowych w Dubnej. Rosjanie przy tym blisko współpracowali z dwoma amerykańskimi ośrodkami – Lawrence Livermore National Laboratory oraz Oak Ridge National Laboratory.”

  196. tj – 23:38

    Dobrze punktujesz. Ja ci na pomoc pospieszylem. Za nieznaczne opoznienie izwiniajus

  197. tejot
    23 grudnia o godz. 23:38

    Ponadto zauważ, tejotku, że onże Bóg pierwszego dnia stworzył światło, a dopiero czwartego dnia – źródła światła. Dezerter to rychtyk wytłumaczy.

  198. @dezerter83
    23 grudnia o godz. 22:13

    Czy ty w ogóle potrafisz rozmawiać samodzielnie – bez cytatów? Nie odpowiadaj mi, odpowiedz sobie. Czy jesteś czymś więcej niż maszynką do powielania treści?

  199. @Orteq
    23 grudnia o godz. 23:43

    Jak to kto, Mendelejew. Ale jak wsypuję mąkę ziemniaczaną z kakao do mleka, to już w ogóle taki doskonały układ się robi, że zupełnie przebija układ okresowy. A jaka powierzchnia gładka. Łoj.

  200. @pombocek
    23 grudnia o godz. 23:49

    To pewnie jeszcze tajemnica.

  201. Tłumacz Biblii Ronald Knox i uczony John Scott Haldane prowadzili kiedyś dysputę teologiczną. Ten ostatni zapytał: „Czy nie jest rzeczą oczywistą, że we wszechświecie złożonym z milionów planet co najmniej na jednej pojawiło się życie?”

    Knox odpowiedział: „Sir, gdyby funkcjonariusze Scotland Yardu znaleźli w pańskim kufrze zwłoki, czy oświadczyłby pan: ‚Przecież na świecie są miliony kufrów, jest więc rzeczą zupełnie normalną, że jeden z nich zawiera zwłoki’? Przypuszczam, że mimo wszystko chcieliby wiedzieć, kto je umieścił właśnie tutaj”

    Niewątpliwie powinniśmy znać odpowiedź na pytanie, kto nas tutaj umieścił — nie tylko w celu zaspokojenia ciekawości, ale przede wszystkim po to, by temu Komuś wyrazić należne uznanie. Jak czułby się utalentowany malarz, gdyby arogancki krytyk porównał jego dzieło do rezultatu eksplozji w sklepie z farbami?

    Czyż więc nie jest najwyższym lekceważeniem Stwórcy wszechświata przypisywanie Jego genialnych dzieł ślepemu przypadkowi?

  202. @dezerter83
    24 grudnia o godz. 0:16

    Tłumacz z prawnikiem gadali o planetach. To jak z filmu Kondratiuka.

    Zapamiętaj jedno – nie pochodzimy z kapusty, tylko z waginy! Uznanie wyraź matce.

  203. Jakby komu bylo za malo

    „Do połowy lat 40. sądzono, że pierwsze pierwiastki powstały w pewnej określonej chwili po Wielkim Wybuchu, początku Wszechświata, jeszcze przed utworzeniem się gwiazd. Teraz jednak wiemy, że na długo przed gwiazdami powstały tylko pierwsze, najlżejsze pierwiastki – wodór i hel. Z nich powstały gwiazdy i galaktyki. Dopiero w gorących tyglach wnętrza gwiazd narodziły się i do dziś rodzą pierwiastki cięższe.”

    Pewnie bozia wciaz jeszcze tworzy to i owo. Pewnie w osmym dniu tygodnia to czyniac. Odpoczawszy kapke siodmego dnia. Po szesciu busy busy dniach tworzenia swiatla, potem zrodel swiatla. Az po zebro adamowe. Po stworzeniu Adamowego zebra dokonal tylko niedokladnego klonowania. I lulu pa.

    „Ale nawet piekło wnętrza gwiazd nie było w stanie wytworzyć pierwiastków, które mają w jądrze więcej niż około 60 protonów. Gdyby tak było, świat musiałby się obyć m.in. bez wolframu, złota, rtęci, ołowiu i uranu. Te właśnie cięższe pierwiastki mogły powstać tylko w wyniku ekstremalnych warunków i sił towarzyszących eksplozjom gwiazd supernowych. Te katastrofy, największe kosmiczne fajerwerki, którymi kończą życie zbyt ciężkie gwiazdy, rozproszyły pierwiastki po całym Wszechświecie. Trafiły one m.in. do międzygwiezdnych obłoków, z których powstały Słońce i Ziemia.”

    Wiec nasza boska Ziemia to wynik jednej wielkiej katastrofy. Spowodowanej wczesniej przez bozie. Slonce tak samo. To dlatego one okrazaly siebie wzajemnie. Przed Kopernikiem to musialo byc

    To co powyzej jest nieudolna proba naukowego wyjasnienia Teorii Stworzenia Tego Wszystkiego. TSTW. Nie mylic z TWA

    Dodajmy, na koniec, najwazniejsze

    Pierwiastki jeszcze cięższe są nietrwałe i wszystko wskazuje na to, że potrafią je stworzyć tylko ludzie w laboratoriach. Naturze – tj. bozi – tak wielkie atomy widocznie nie były do niczego potrzebne, w okresie Stwarzania. Dopiero o wiele pozniej doszla ta Wyzsza Potrzeba: a jak ja dokonam Armagedonu? Sam uran do tego nie wystarczy!

    Wiec to wtedy zostali STWORZENI Swiadkowie Jehowy. O masie ciezkosci znacznie przekraczajacej zarowno uran jak i pluton. Egzekucyjny jesli trzeba

  204. bubekró (0:27)

    „nie pochodzimy z kapusty, tylko z waginy! Uznanie wyraź matce.”

    A komu maja wyraznic uznanie wszyscy ci co zostali zredzeni w cesarce? Dwojka z mojej trojki latorosli przez zadna tam wagine nie przechodzila. A zyja!

  205. @Orteq
    24 grudnia o godz. 0:43

    A to w tym przypadku cesarzowej.

  206. Tak czytam jak wiedza przytłacza, spycha w czarną dziurę urzędnika bogu.Kiedy ewolucja- przejaw rozumu, POZNANIE zabiło temu panu jego bogu i on nie potrafi się ocknąć, to zrobiło mi się tak po ludzku go trochę żal. Ale bardziej szkoda mi naszych dzieci i wnuków. I dziękuję za każdy gwóźdź wbity w trumnę ich bogu bez sapiens.
    Teraz zrobiłem sobie pachnącą kawę i obserwuję jak w niej szaleją ruchy Browna. Całkowicie chaotycznie. Zgodnie z rozumem.

  207. @pombocek
    23 grudnia o godz. 23:49

    Eh, tłumaczyć trzeba jak dziecku 🙄
    Żeby zrobić chleb, trzeba najpierw zamiesić ciasto. Prawda?
    Żeby ulepić słońce i gwiazdy, trzeba mieć światło.
    I w ogóle, jak się coś tworzy, dobrze jest, gdy jest widno 😎

    Wesołych Świąt i zdrowia po świętach wszystkim tutejszym bywalcom!

    Tyle honoru spotyka tu dziś tego durnia – dezertera od wiedzy i rozumu, że powinien z wdzięczności dać na mszę 😎
    A punktów chyba nazbierał u swojego szefostwa na order z uszkiem i filiżanką barszczu 🙂

  208. Ewa-Joanna
    23 grudnia o godz. 23:22
    „Ale wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i związane z tym tsunami, te różne cyklony czy tornada – to boskie dzieło”.

    Droga Ewo-Joanno !
    Pragnę uprzejmie wspomnieć, że takie zjawiska, jak trzęsienia ziemi, groźne zaburzenia atmosferyczne czy wybuchy wulkanów same w sobie nie są kataklizmami. Stają się nimi dopiero wówczas, gdy pociągają za sobą katastrofalne skutki — liczne ofiary śmiertelne i wielkie straty materialne.

    Sporo ekspertów przyznaje obecnie, że wiele klęsk żywiołowych wywołują lekkomyślne działania człowieka. W pewnym oenzetowskim raporcie napisano w kontekście globalnych katastrof: „Skupiska ludzkie zbyt często są skoncentrowane na terenach zalewowych i innych niebezpiecznych obszarach. Niszczenie lasów i bagien upośledza zdolność środowiska do zapobiegania klęskom. A zwiększona emisja gazów cieplarnianych, spowodowana poczynaniami człowieka, grozi zmianami klimatycznymi i podniesieniem się poziomu mórz”.

    Chociaż wspomniane tu „poczynania człowieka” nierzadko usprawiedliwia się chęcią pobudzenia gospodarki, to w gruncie rzeczy wynikają one z chciwości i samolubstwa, którymi przesiąknięty jest ten świat. Dla wielu ubogich przeprowadzka w bezpieczniejsze okolice bywa po prostu zbyt kosztowna. Nie jest to bynajmniej wina Boga, lecz człowieka. Niejednokrotnie rządy przeznaczają astronomiczne sumy na zbrojenia, mało natomiast robią, by pomóc będącym w potrzebie.

    Wyraźnie więc widać, że w grę wchodzą czynniki polityczne, społeczne i ekonomiczne, z którymi Bóg nie ma przecież nic wspólnego. Są one ściśle związane z działalnością człowieka, który — jak słusznie podkreślono w Biblii — nie potrafi pokierować swymi krokami.

    Oczywiście nie wszystkie cierpienia w czasie klęski wynikają z czyjegoś błędu lub zaniedbania. Niejednego po prostu – jak mówi Biblia – dosięga „czas i nieprzewidziane zdarzenie”. Odkąd ludzie rozmyślnie wkroczyli na drogę nieposłuszeństwa i niezależności wobec Boga, nie ma On obowiązku zapewniać im całkowitej ochrony. Bóg pozwala ludziom korzystać z prawa swobodnego wyboru. Nie narzuca im swego zwierzchnictwa — mogą czynić, cokolwiek zechcą, nawet gdyby w rezultacie mieli ponieść szkodę.

    Mimo wszystko Jehowa nie porzucił ludzkości. Dzięki otrzymanej od Boga zdolności uczenia się człowiek może poznawać ziemię oraz powtarzające się na niej cykle i z większym lub mniejszym powodzeniem wykorzystywać tę wiedzę do prognozowania anomalii pogodowych oraz innych niebezpieczeństw.

    W dobie obecnej nikt z nas nie jest bezpieczny od klęsk żywiołowych. Niemniej, jak wynika z Biblii, w nowym świecie utworzonym przez Boga, problemy tego rodzaju przestaną istnieć. Stwórca sił natury przejmie nad nimi całkowitą kontrolę i sprawi, że ludzie „bezpiecznie mieszkać będą i nie będą się niepokoić z powodu strachu przed nieszczęściem”.

    Pozostaję z szacunkiem.

  209. Tobermory 16 grudnia o godz. 12:21
    „…utknął w lodach jak jaki Shackleton. ” Shackleton nie utknal w lodach Tobermory, tylko Endurance, ta cierpliwa wytrzymalosc (???) 😉 utknela. Shackleton nie bylby „shackletonski” gdyby utknal. Shackleton jest/byl „shackletonski” dlatego ze nie utknal.

    Do mojej „aktywnej nieobecnosci” sklonily mnie dwie przykrosci jakich doznalem na blogu. Dla kogos kto setki/tysiace godzin spedzil na doskonaleniu swojej rownowagi, nie tylko fizycznej rownowagi, w dojo spedzal, wytracenie z rownowagi jest przykroscia. Dowodem na moja niedoskonalosc jest. Ja wiem, ze nigdy do doskonalosci nie dojde, jednak… Konfrontacja z tym dowodem, dwukrotna, sprawila mnie przykrosc. To ze poddalem sie emocjom, dwukrotnie. Jeszcze nie jestem doskonalym „freerider”, i dobrze ze nie jestem. Mam co trenowac.

    Do tego wpisu sklonilo mnie rozbawienie Waszymi przygodami dyskusyjnymi z dezerterem. Wasze jezykowo/pojeciowe przekladance na temat ewolucji emocji przy pustych talerzach. Byc moze rozbawi Was, moje opowiadanie, jak w sposob calkowicie niezamierzony, pozbylem sie jehowitow z mojego otoczenia. Z opowiadania mojego powinniscie wywnioskowac ze z zalem, glebokim. Zaluje gleboko braku odwiedzin jehowitek w moim zyciu. Doslownie, ateisci katoliccy, zaluje. Ja nie wiem dlaczego jehowici/jehowitki mnie odwiedzali. Na moje pytanie, wielokrotne, nigdy nie uzyskalem odpowiedzi, poza miganiem slowami. Podejrzewam, ze taka odpowiedz istnieje. Ma wedlug mnie zwiazek z tym co ja nazywam nikitsuke, wytrzymalosc pierwszego uderzenia. Obowiazek trenowania dokladnosci. Prawdopodobnie u dezertera tez istnieje taki obowiazek i u Was.

    Mam niechec do godzin porannych. Zawsze mialem. Nigdy nie udalo mnie sie wystartowac dnia przed 10-11. Chocbym sie obudzil o 6 rano i sie palilo. Potrzebuje 4-5 godzin na rozruch, cirka. Kawy, prysznice, gazety, gadzety, internety, sniadania, kawy, gazety, do zebow szczotki, internety, gadzety. Przeplatane poblazliwoscia otoczenia i moja. Wyobrazcie sobie zime stulecia tutejsza. Ilosc sniegu. Mroz. Taras wejsciowy domu, odsniezony wieczorem poprzednim i mnie z kubkiem kawy w reku, kolejnym, ale po pierwszych jajkach. Wkladam cztery jajka do zimnej wody. Doprowadzam wode do wrzenia 30 sekund. Rozbijam jajka do kubka. Skorupki do kompostu, do jajek kiwi albo truskawka zgnieciona. Bez soli. Po drugiej kawie, ale przed trzecia, wymieszane. Na mnie tylko kimono, bo sypiam naguski. Jak wstaje zakladam kimono i sie snuje dookola rzeczywistosci i umeblowania miedzy kotami. O ile mnie aktualna moja nie sprowokuje do okladow z cycuszkow. Jest godzina 9 i ja w trakcie niecheci i poblazliwosci jestem. Okladow z cycuszkow ani widac. Wewnatrz zasniezonego domu. Zdjecie pogladowe tutaj.

    Pukanie do drzwi. Delikatnie natretne. Dzwonka nie mam i nie mialem. Prawdopodobnie dlatego natrectwo w pukaniu, ale delikatne. Ja do drzwi podchodze, bezwiatrolapowych. W prawym reku kawa, lewa reka puszczam kimono i klamka drzwi otwieram. W drzwiach mloda adeptka jehowitka, za nia starszy jehowita. Mruknieciem tutejszym ich witam, a oni zaniemowili, po raz pierwszy. Zawsze po moim mruknieciu zaczynali nadawac. Ale nie tym razem. A jehowitka jak zahipnotyzowana albo w medytacji, co rozumiem, bo sam tez czasem medytuje. Ale zeby na tarasie i zima? Tego nigdy nie praktykowalem. Rozmemlane kimono to stroj maloceremonialny. To ja patrze i mowie, zeby hipnoze przerwac. „- Aaaa. To bedziemy sie teraz na biblijny sposob zapoznawac…”. Bo widze ze pisma trzymaja w rekach, co mnie chca zostawic po poznaniu, ale ze teraz mokuso?. I wtedy starszy przerwal medytacje. Szarpnal mlodsza, zawracajac z tarasu i pisma gubiac. W sniegu ugrzezli na schodach i poza. Oboje. Tego sniegu to bylo na jakies dwa metry, bo zgarniany z tarasu. Moja sie pojawila tez i mowi zebym im pomogl sie wykaraskac. Jak to ten jehowita uslyszal, to ze sniegu sie wyrwal, i adeptke wyrwal. Ku mojemu zalowi. Biegli razem przez snieg, w poprzegi, tak jak na zdjeciu widac. A tam sniegu glebokosc byla cirka 1 metr. Skakali jak lanie do asfaltu, albo zajace. I tak sie to skonczylo. Ale to nie koniec. Po moim epizodzie greckiej emigracji, dom inny nabylem, ale w okolicy. Dwadziescia pare km od centrali. I latem pukaja do mnie dwie, dwie sredniego wieku, doswiadczone. Nie zdazylem nawet powitalnego mrukniecia wydobyc, a one od razu krzyknely AAAAAA i uciekly. Tak po prostu. Chyba doswiadczone byly, mniemam, bo nic nie zgubily. Nigdy wiecej zaden jehowita/jehowitka sie nie pojawil kolo mnie. Doslownie. Niektorzy ludzie, jak widze zerkaja na mnie, w sklepie, albo na placyku, albo… I sie oddalaja. Wnosze ze jehowici, bo inni tego nie robia. I na tym polega moj zal, podzielny. Bo ja za jehowitami nie tesknie, ale za jehowitkami.

    Powiedzcie mnie katoliccy ateisci jak mam przekonac jakas jehowitke do biblijnego zapoznania, na biblijny sposob? Cytatami, po jednym dla kazdej? Czy myslicie, ze wizyta w zoltym domku, centrali jehowitek, zal moj by zaspokoila?

    Ale nie to rozbawienie albo dwie przykrosci mnie zastanowily. Czego rezultat tutaj. Tylko jeszcze jeden wywiad, z nadwislanskim profesorem od religii. Przeczytalem przypadkiem jak zwykle. Link do linku do linku link. I on tam napisal mase madrosci o korporacyjno/wigilijnych zwyczajach. Nie majac pojecia o jakielkolwiek korporacji. Ja pomyslalem sobie, czytajac te bzdury, ze byc moze Wy tez nie macie pojecia o korporacjach. W Pl jest tylko jedna korporacja, katolicka. A Wy nie jestescie wspolpracownicy tej korporacji. To jak macie wiedziec. Ten profesor napisal o „wyscigu szczurow” i dualizmie. Ja zrozumialem, ze to pejoratywne okreslenie. Byc moze jest tak, ze moje wpisy tak blednie rozumieliscie. W Pl nie ma korporacji. Sa tylko dzialy sprzedazy roznych korporacji z innych obszarow. To znaczy, ze ten profesor powinien uzyc zwrotu „wyscig kasjerow/kasjerek”. To obowiazuje we wszystkich korporacjach, w dzialach sprzedazy i pakowania. Tutaj tez. Dzial sprzedazy nie jest korporacja, tylko filia, albo corka. I paczkowalnia. To znaczy rowniez, ze to jest moj blad, ze tego nie rozumialem, piszac do tego blogu. To mam nadzieje, ze sie teraz poprawilem.

    Czytanie i pisanie to dwie umiejetnosci. Nie rownolegle. Osobne. Tyle o Shackletonie. Pisane w edytorze.

    Seleukos pozdrawia tych co czytac umieja. Nie tylko tych co pisac.

  210. bubekró (0:45)

    „A to w tym przypadku cesarzowej.”

    O tej cesarzowej prawisz?

    „A jak już podeżre zdrowo,
    To przynoszą mu w lektyce
    Bardzo fajną cysorzową.
    Słychać bębny i fanfary,
    Prezentują broń ułani:
    – Posuń no się trochę, stary!
    Mówi Najjaśniejsza Pani.
    Potem ruch się robi w izbach,
    Cysorz z łóżka wstaje letko”

    Moglo tak byc, moglo. Choc nie musialo.

    Tfu, co ja gadam. Moja cesarzowa byla fajna od day number one.

    Zawsze wstawalem z lozka letko. Palenie papierosa PO, czy zapadanie w sen zaraz POTEM, mnie jakos omsknelo. Fart mialem taki. Polski fart. Nie mylic z angielskim fartem. Choc tam pewna zbieznosc istnieje, istnieje

  211. Tobermory
    24 grudnia o godz. 0:46
    „Wesołych Świąt (…) Tyle honoru spotyka tu dziś tego durnia – dezertera”.

    Patrzcie Państwo !
    Ekspert od wszystkiego, w dodatku ateista, świętuje trzydniowe katolickie szaleństwo jedzenia i picia, które dla uspokojenia swoich sumień nazywają „Bożym Narodzeniem”.

    Tenże ateista – podobnie jak wielu nominalnych chrześcijan – nazywa bliźniego: „durniem”. Ponieważ ten ośmiela się mieć inne poglądy – niż Jego.

    Ja także życzę Ci, Tobermory, samych dobrych rzeczy. Ale nie koniecznie z okazji „świąt”. Tak na co dzień.

  212. Jeszcze jedna złośliwostka na dobranoc. Nie wiem, jak przebiega trasa marszu podczas miesięcznicy, ale zakładam, że od Kapitana Tacy do miejsca rozstawienia drabinki. pewnie po jakimś chodniku – na którym da się tekst powitalny wpisać (najlepiej kredą, by nie niszczyć mienia). Przepraszam za formę – ale to po tym, jak widziałem wzrok Krystyny Paw. gdy szła chodnikiem z sejmu do policyjnej taksówki. Treść też nie do końca wysmażona – ale to pod wpływem rozpinania kurtki przez Brylewskiego przed Jackiem Kur.

    Prezesie Jarosławie!
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Wiedz o tym, że
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    nie zapomnimy
    .
    .
    .
    .
    .
    o naszym
    .
    .
    .
    .
    .
    Prezydencie
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Lechu
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    .
    Wałęsie

  213. @1:07

    Nie popieram slowa ‚duren’. Nigdy nie popieralem. Choc slowo ‚duren’ nie jedno ma imie

    Moje przypadlosci SJ-owskie sie nie zmienily, w miedzyczasie. Dalej mam do czynienia z ‚shunning’ odszczepienczej corki przez jehowicka rodzine. Podczas gdy jej narzeczony, niejehowitka, cierpi. Co w okresie tzw. Christmasowym , jest pewnym problemem. Mnie pomaga w tym problemie moja ateickosc panajackowa. Mojej corce nic nie pomaga w tym problemie. Bo ona nie jest zdolna do zrozumienia ‚filozofii’ SJ.

    Ja jej nawet nie musialem mowic, ze tzw. ‚filozofia Swiadkow Jehowy’ to zamysl zalozyciela tej sekty. Rutheforda bodajze:

    „Wciskac ludziom ciemnote az sciemnieja wszyscy ”

    Ale nie do konca pomaga. Tak mi sie wydaje

  214. Nie mogę, nie wyrabiam, turlam się ze śmiechu!

    Zdezerterowany postanowił się obrazić i starannie zbluzgał Tobermory’ego.
    Wytykając mu: a) ateizm b) zamiłowanie do dobrej kuchni
    A te ciężkie działa dezerter wytoczył po to, żeby DAĆ ODPÓR za nazwanie go „durniem”.

    Inaczej mówiąc, chciał pokazać, że durniem NIE JEST?
    Hi hi hi !!! Idę się turlać dalej.

  215. @pombocek,
    a mnie się najbardziej podoba, że stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje. To albo spieprzył robotę, albo sam taki spieprzony. Z każdej strony kicha!

  216. @dezerter
    Bzdura drogi Dezerterze! Kataklizm to kataklizm, bez względu na to gdzie występuje i ile ofiar sprawi albo i niekoniecznie. Ja już nie będę się odnosiła do skali kosmicznej, ale i na naszej matce ziemi wystarczy naturalnie występujących kataklizmów, żeby wyeliminować jakąkolwiek silę sprawczą.
    Idę teraz robić uszka dla duchów przodków i będę świętować wigilię w gronie rodzinnym a jutro i pojutrze pogrążę się w błogim lenistwie, bo mamy dni świąteczne. Mniemam, że ty dla zaprotestowania, pójdziesz do pracy, bo jakże to tak mieć wolne z katolikami i ateistami. Nie uchodzi.
    Mam do ciebie pytanie pobożne, ale to jak będę miała więcej czasu.
    Czuj duch!

  217. seleuk(os) – 0:57

    „Shackleton jest/byl „shackletonski” dlatego ze nie utknal… Do mojej „aktywnej nieobecnosci” sklonily mnie dwie przykrosci jakich doznalem na blogu… Ja wiem, ze nigdy do doskonalosci nie dojde jednak…Bo ja za jehowitami nie tesknie, ale za jehowitkami… Mam co trenowac.”

    Marudzisz cos z tymi przykrosciami doznanymi na blogu. Ale, nie mniej, trenuj ile wlezie. Shackletona jednakze nie przeskoczysz. Czy do jehowitek sie w koncu nie przyblizysz to, you know, you never know. The only thing you can do is to try again. Wiec probuj. I probuj. I jeszcze jeden i jeszcze raz.

    Nie wolno utknac w lodach Antark… err jehowickich

    To na tyle. Pozdrawiam swiatecznie

  218. http://1.fwcdn.pl/ph/09/57/650957/653496_1.2.jpg

    Kolana „Smolenska”. Przed „Smolenskiem” Krauzego one nie zaistnialy. Wylonily sie w wyniku zamachu

  219. I wybuchow buch buch.

    Czy ktos jeszcze mysli, ze wybuchy na pokladzie Tu-154 moga byc udowodnione? Szesc lat po zdarzeniu i bez wraku tutki?

  220. O zejsciu samolotu na poziom brzozy, w poszukiwaniu we mgle pasu startowego, juz nawet wspominac nie chce.

    Tam orkiestracja zamachu byla tak doskonala, ze dzisiaj mozemy tylko organizowac coraz to nastepne Konferencje Smolenskie. Konferencje o niczym

  221. I organizowali. I organizowali oni te konferencje smolenskie. Antyputinowe, znaczyt’, wielokrotne „konferencje”. Niczemu nie naukowemu nie przypisywane. Az Putin powie, co juz za niedlugo uczyni: chwatit etyt pierdol.

    Wtedy zacznie sie nasz, skansenowy, odwrot. Niekoniecznie dobrze zorganizowany. To moze byc, natenczas , nasza polska rejterada. Ta z parcia na Moskwe zawsze w historii wynikajaca.

  222. Bo wkroczy faktor Donald Trump. Popierajacy Putina.

    Wciaz czekamy na reakcje Kaczego w tej sprawie

  223. Rozwazania teologistyczno-logistyczne , na tym blogu, sa jak najbardziej pozadane, jednakze. Rowniez w innych jenzykach. Czy w innych rozumieniach jezyka angielskiego. Czy jakiegokolwiek innego

  224. Czy, na przyklad, ktos kojarzy jak jezyk Jezusa – aramejski podobno – sie przekladal na angielski jezyk biblijny?

    O przekladaniu tamtego jezyka na dzisiejszy polski dezerterowy, nie smiem wspominac

  225. Czy, na przyklad, ktos kojarzy jak jezyk Jezusa – aramejski podobno – sie przekladal na angielski jezyk biblijny?

    O przekladaniu tamtego jezyka na dzisiejszy polski dezerterowy jezyk,, nie smiem wspominac

    http://wiadomosci.wp.pl/tag/konferencja%20smole%C5%84ska

  226. Czy wy, ludy wierzonce w jakies gusla , wiecie o czym wy mowicie?

  227. Pogodnych i miłych Świąt Gospodarzowi i wszystkim Blogowiczom 🙂

  228. Ewa-Joanna
    24 grudnia o godz. 4:31
    „a mnie się najbardziej podoba, że stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje”.

    Mnie też się to bardzo podoba. Grzecznie wyjaśniam dlaczego:

    Człowiek został stworzony na obraz Boga w tym sensie, że potrafi odzwierciedlać Jego przymioty, czyli miłość i sprawiedliwość. Ponadto mądrością i zdolnościami przewyższa zwierzęta. Dzięki temu dostrzega wartość tego, co ceni Bóg: ma zamiłowanie do piękna i sztuki, posługuje się mową oraz umiejętnością myślenia. Co więcej, człowiek pojmuje sprawy duchowe, może poznawać Boga i utrzymywać z Nim więź.

    Nawet odrzucenie Jego kierownictwa nie pozbawiło ludzi tych wrodzonych umiejętności. Cały czas potrafią oni czerpać radość z życia. Jest tak właśnie dlatego, że zostali stworzeni na obraz Boga i Jego podobieństwo. Czyż nie zasługuje On na wdzięczność ?

  229. @dezerter83
    24 grudnia o godz. 1:07

    Jeszcze nie północ, a dezerter odezwał się ludzkim głosem 😯

    Szanowny agitatorze,
    bzdury, jakie tu usiłujesz wciskać (kolejny raz wklejasz dosłownie te same teksty) inteligentnym ludziom, sugerują, że mam do czynienia z umysłem bardzo ograniczonym, szczelnym i impregnowanym na wiedzę i tej wiedzy nieciekawym.
    Kiedy wczoraj tu zajrzałem i zobaczyłem, ile czasu i uwagi poświęcają twoim bajaniom mądrzy ludzie, to mnie troszkę poniosło.
    Przepraszam za „durnia”, powinno być „his masters voice”, bezrefleksyjne pudło rezonansowe, zakuta pała…
    A co do świętowania, to nie będą to „trzy dni”, a co najmniej dwa tygodnie albo i jeszcze dłużej.
    Ateista może świętować, kiedy chce i co chce, i nic na to nie poradzisz. Może też rozmawiać z byłymi ŚJ, którzy dla ciebie są „zagrożeniem duchowym” i niewskazane jest dla ciebie ich towarzystwo.
    Może też przyjaźnić się z ludźmi o różnych wyznaniach lub zupełnie niereligijnymi.
    Jak ci zapewne wpojono dogłębnie, każdy nie-świadek jehowy jest pod wpływem Szatana, więc wchodząc na ten blog wdajesz się w niebezpieczną sytuację, ale (to dla twoich przełożonych, kontrolujących twoją robotę) jak dotąd Szatan nie ma do ciebie dostępu. Bronisz się jak lew, argumenty naukowe odbijają się jak groch o ścianę od twojej szczelnej mózgownicy, nadałbyś się na profesora smoleńskiego 😉
    Bądź zdrów w twoim beznamiętnym życiu, czekaj na przyjście Królestwa, może się doczekasz. Tylu już ŚJ odeszło z naszego puebla niedoczekawszy 🙁

  230. Jak już przestanie fascynować się własnymi argumentami a rozmowy z dezerterem, który po każdym doznaje wzmocnienia własnej wartości, przeczytajcie rozmowę z Viet Thanh Nguyenem, amerykańskim (z obywatelstwa) pisarzem wietnamskiego pochodzenia (i urodzenie). Jego „Sympatyka” już zamówiłem.
    PS
    @Tobermory, nie masz się czym frasować. Dezerter powinien być wdzięczny losowi, że ktoś w ogóle chce mu poświęcić jakiś epitet. On na żadną uwagę nie zasługuje.
    Pozdrówka

  231. „Ateista może świętować, kiedy chce i co chce…”

    W czasach PRL–u, wielu funkcjonariuszy jedynie słusznego systemu, w rozmowach ze ŚJ, szczerze wyrażało swój stosunek do religii katolickiej. „Jestem wierzący ale nie praktykujący”. Wiemy dlaczego tak mówili.

    Do niedawna ateiści, agnostycy, wolnomyśliciele bądź świeccy humaniści, uważali wiązaną z tym świętem historię o narodzinach Jezusa za zwykły mit. Obecnie, wielu z nich kultywuje związaną z nim tradycję i przy tym twierdzi : „Jestem nie wierzący ale praktykujący”. W związku z powyższym, szczerze powiem, że podziwiam tę elastyczność wielu „ateistów”.

  232. dezerter83
    24 grudnia o godz. 1:07

    „Tenże ateista – podobnie jak wielu nominalnych chrześcijan – nazywa bliźniego: „durniem”. Ponieważ ten ośmiela się mieć inne poglądy – niż Jego.”

    Dezerterze, przypisanie Tobermorkowi motywacji nazwania Ciebie ładnym słowem „dureń” z powodu, że „ośmielasz się mieć inne poglądy niż Jego” jest kolejnym dowodem, że znasz myśli nie tylko swego nieistniejącego Boga, ale i istniejących małp. Poza tym odegrałeś się na nim, nazywając siebie wobec niego „bliźnim”. Brrr, co za śliskie słowo!

    Wczoraj zastanawiałem się nad przyczynami Twojej tu dużej i negatywnej popularności. Chyba są takie same jak atrakcyjność tego blogu dla Ciebie: biegunowa odmienność światopoglądów. Przekonanych nie bardzo miałbyś o czym przekonywać, a tu masz okazję do filipik i my mamy. Człowiek jest przede wszystkim małpą gadającą. Stąd generalna prawidłowość w internecie: wierzący wolą wchodzić na strony, gdzie ich spotykają bluzgi, bo i sami mogą pobluzgać. Ty nie bluzgasz, ale swoją wyższość z racji znania niemal na pamięć jednej książki nie raz demonstrowałeś wprost – próżność to mocna towarzyska racja, a konfrontacja zawsze jest ciekawsza niż wzdychanie do głuchoniemych bogów.

    Czy Tobermorek Cię nazwał „durniem” z powodu odmienności Twoich poglądów, jak mu to przypisałeś? Nie siedzę w jego głowie, więc nie powiem, mogę natomiast powiedzieć, z jakich powodów nazwałbym Cię „durniem” ja (raz chyba nawet nazwałem). Na pewno nie z racji odmienności poglądów – to dość powszechna reakcja durniów, którzy za swoją ogólnikową „innością” chowają własną myślową nieporadność lub wręcz infantylizm. Kiedy nazwę „durniem” gościa nazywającego zygotę „człowiekiem”, to przecież nie dlatego, że ma INNY pogląd, lecz dlatego, że ma pogląd ignorancki, obskurancki, durny, podsłuchany, papugomałpi, niewłasny, czyli że w ogóle nie ma poglądu, a bredzi jakby miał. Tak więc nie jest powodem nazywania człowieka „durniem” – przynajmniej na tym blogu – inność poglądów, lecz ich waga intelektualna. Sam też nie nazwiesz „mądrym” człowieka, dla którego dwa razy dwa jest trzy i pół.

    Drugim – a właściwie dla mnie pierwszym – powodem, ewentualnego nazwania Ciebie „durniem” – jest uparte, syzyfowe, niekończące się wchodzenie tam, gdzie Cię nie chcą i gdzie niczego jako głosiciel bożego słowa nie osiągasz i nigdy nie osiągniesz. Twój Nauczyciel mianował głosicielami wyłącznie ówczesnych apostołów, a nie dzisiejszych Świadków Jehowy czy biskupów, ale nie powiedział „Idźcie i nauczajcie natrętnie wszystkie narody”, a nawet nakazywał odejść z miejsc, gdzie ich nie chcą i otrzepać pyl z nóg. Wytykałem Ci parę razy olewanie tego nakazu Jezusa. Ty odpowiedziałeś jakże na temat – że przecież każdy może wchodzić na blog.

    Podejrzewałem też i podejrzewam, że możesz wchodzić na blog dla ćwiczeń, bo słabnie Twoja wiara, więc ją językowymi ćwiczeniami wzmacniasz.

    Z drugiej strony życzyłbym Ci, gdybym miał zwyczaj życzyć, by Twoje poszukiwania Boga w atomach, komórkach, genach, neutrinach, DNA i dipitrenach zakończyły się pełnym sukcesem i byś dowiódł jego istnienia nie logiką i matematycznymi równaniami, lecz pokazaniem go światu choćby nadzianego na szpilkę, ale żywego, poruszjącego rączkami i nóżkami. Dopóki tego nie zrobisz, istnienie Boga wszystkich bez wyjątku ludzi, więc i analfabetów, ale tylko w pisanym słowie, będzie podejrzane.

  233. Pochwalę się moim miastem, choc nie mam z tym nic wspólnego

    http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,21163794,pierwsza-taka-wigilia-44-obcokrajowcow-19-narodowosci-w-domach.html

    http://poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36037,21165621,kaponiera-wrocila-ale-wigilia-pod-rondem-sie-nie-odbedzie.html

    Z najlepszymi zyczeniami pogodnych, cieplych, rodzinnych dni świątecznych.
    Albo tylko wolnych od pracy.

  234. dezerter83
    24 grudnia o godz. 9:30

    „Człowiek został stworzony na obraz Boga w tym sensie, że potrafi odzwierciedlać Jego przymioty, czyli miłość i sprawiedliwość. Ponadto mądrością i zdolnościami przewyższa zwierzęta. Dzięki temu dostrzega wartość tego, co ceni Bóg: ma zamiłowanie do piękna i sztuki, posługuje się mową oraz umiejętnością myślenia.
    (…)
    Nawet odrzucenie Jego kierownictwa nie pozbawiło ludzi tych wrodzonych umiejętności”.

    Kolejny raz demonstrujesz, dezerterze, swoją zdumiewającą jak na nauczyciela ignorancję. Wrodzone to są – śladowe u człowieka – instynkty, np. instynkt ssania, nie umiejętności. I czujesz się dotknięty, gdy Cię ktoś nazywa „durniem”. Nie znasz elementarza wiedzy o człowieku, a nauczasz.

  235. pombocek
    24 grudnia o godz. 11:30
    „Wrodzone to są instynkty, np. instynkt ssania, nie umiejętności”.

    Kiedy pisałem o „wrodzonej umiejętności”, miałem na myśli to samo znaczenie tego terminu, którym posłużył się Leszek Kołakowski mówiąc: „Wszystkie swoiste cechy języka kształtują się w procesie jego używania, ale samą zdolność mówienia dostajemy od natury”.

    Powszechnie wiadomo, że niemowlę przychodzi na świat GOTOWE czyli ZDOLNE do chłonięcia wszelkich otaczających je obrazów, dźwięków i innych bodźców. Wrodzona zdolność w tym przypadku, oznacza cechę kogoś będącego w stanie coś zrobić. Na przykład nauczyć się przejawiania miłości.

  236. dezerter83
    24 grudnia o godz. 9:30

    Oczywiście, możesz nieliczne zachowania instynktowne nazwać „umiejętnościami”, np. ściskanie przez niemowlaka palca lub piersi matki, ale kiedy „wrodzonymi umiejętnościami” nazywasz mądrość, miłość (od razu po urodzeniu umiałeś płodzić dzieci?), mowę i myślenie, to zalecam Ci okłady z pokrzywy od pasa w górę, jak przyjdzie wiosna.

  237. dezerter83
    24 grudnia o godz. 11:55

    Widzisz, jaki z Ciebie Krętacz Jehowy? Mówiłeś o „wrodzonych umiejętnościach”, teraz mówisz o zdolnościach. Utożsamianie umiejętności ze zdolnościami to ignoracja do 18. potęgi. Dziecko, które do szóstego roku życia nie przebywałoby w mówiącym otoczeniu, nie nauczyłoby się mówienia już nigdy – byłoby do końca życia idiotą. Przyrodzone zdolności, a nawet przyrodzony aparat mowy, to nie wystarczające warunki bycia człowiekiem. Człowiekiem małpa staje się w wyniku UCZENIA SIĘ, a nie samego urodzenia.

  238. Pouczac Swiadka J. kiedy malpa sie staje czlowiekiem moze tylko ktos kto zapomnial czynnosci myslenia. W ramach teorii ewolucji pojmowanej na odwyrtke dokonujac tego zapomnienia.

    Dezertera to nie ubodzie w najmniejszym stopniu. On swoje zapomnienia wypracowuje, z mozolem, w ramach teorii Stworzenia.

    Zupelnie inna plaszczyzna prowadzenia slowotocznosci. Choc efekt wywierany na audytorium ten sam.

    A Gwiazdka juz tuz tuz. Czy nie czas na rozpoczecie truchlenia mocy?

  239. @pombocek
    24 grudnia o godz. 11:13

    Zupełnie jakbyś siedział w mojej głowie 🙂

  240. Jak mozna nauczyć się przejawiania miłości?

    Co jest wazniejsze: przejawianie czy milowanie?

    Czy to dotyczy istot zywych myslacych? Czy po prostu wszystkich istot istniejacych? Czyli i tych, ktore za niedlugo przemowia ludzkim glosem?

  241. Świadkowie Jehowy, ewolucja, procesy chemiczne
    Świadkowie Jehowy w swoich pseudofilozoficznych konstrukcjach i debatach teologicznych są odgraniczeni, odizolowani od rzeczywistości wiarą w dosłowność interpretacyjną Pisma Świętego tak dalece, ze za nic mają logikę, matematykę, fizykę, chemię, zdrowy rozsadek i wiedzę.

    Dezerter przytaczając argumenty o niemożliwości powstania inaczej życia, jak przez stworzenie, abstrahuje dalece od wiedzy, nauki i racjonalnego osądu rzeczy.

    Dezerter żongluje takimi pojęciami jak prawdopodobieństwo próbując wmówić blogowiczom, to znaczy będąc przekonanym, ze on nie wmawia tylko przekonuje, że dowodem na stworzenie świata jest to, że dom się nie może złożyć samoistnie do kupy z elementów rozrzuconych gdzieś tam, jak również samolot nie może się złożyć przez przypadek z kupy złomu. ktoś musi zbudować dom, ktoś musi zbudować samolot. Ponieważ życie jest daleko bardziej skomplikowane niż dom, czy samolot, więc życie tym bardziej musiał zaprojektować i złożyć ktoś. Tym kimś był Bóg. Taka jest argumentacja dezertera. Jest to argumentacja typu masło maślane. Ponieważ masło jest maślane, wiec jest masłem.

    Dezerter nie ma zielonego pojęcia o prawdopodobieństwie i prawach fizyki, a w tym o procesach, w których (w uproszczeniu) prawdopodobieństwo zajścia pojedynczego zdarzenia jest niezwykle małe i biorąc pod uwagę nasze codzienne doświadczenia takie zdarzenia są niemożliwe.
    Ta niemożliwość jest koronnym argumentem dezertera na rzecz aktu stworzenia. Dziwnym trafem procesy takie jako suma zdarzeń niemal niemożliwych zachodzą bez udziału aktu stworzenia.

    Przykładem takiego procesu o pozornie zerowym prawdopodobieństwie, a jednak skutecznego, jest działanie lekarstw. Dajmy na to poprzez spożycie pigułki zawierającej 5 mg substancji czynnej oczekujemy jej efektu zdrowotnego poprzez interwencję tej substancji w nasze organy, układy.

    Otóż te 5 mg substancji czynnej wchodzi do około 5 litrów naszej krwi. Jest to 1 mg na 1 l krwi, czyli jedna część lekarstwa na milion części krwi. Załóżmy że to lekarstwo ma działać na komórki wątroby (poprzez krew). W wątrobie znajduje się powiedzmy pół litra krwi, więc lekarstwa w niej będzie 10 razy mniej i to w stężeniu 1 do miliona we krwi.
    Jaką szansę mają cząsteczki lekarstwa, by trafić na odpowiednie cząsteczki organiczne wątroby, je ożywić lub zablokować, lub inaczej na nie zadziałać?
    Według naszego codziennego oglądu mają małą szansę, jakieś 1 do miliarda, albo jeszcze mniej – 1 do miliard miliardów, albo jeszcze mniej. Tak małą, że leczenie wątroby nie powinno się zdarzyć, tak jak samolot nie złoży się sam ze złomu. A jednak takie lekarstwo działa bardzo szybko i zwykle po kilkunastu minutach ból przechodzi.
    Jakim cudem zdarza się to, co nie ma prawa się zdarzyć, bo szanse na zdarzenie tego czegoś są niezwykle małe, żadne.

    Tego dezerter nie rozumie. Lekarstwo dociera gdzie trzeba w kilkanaście minut, odnajduje gdzie trzeba odpowiednia cząsteczki, a cząsteczek w wątrobie są miliardy miliardów, pośród nich tych właściwych cząsteczek jest ułamek ułamka promila, a jednak cząsteczki lekarstwa trafiają w nie.

    Taki sam mechanizm działał w czasie powstawania życia. Odpowiednie cząsteczki trafiały po wielu miliardach miliardów prób na inne odpowiednie cząsteczki, co dawało nową jakość biochemiczną. Te inne nowe cząsteczki z kolei po miliardach miliardów prób trafiały na inne odpowiednie cząsteczki i dając dalszą nowa jakość. Tak zapoczątkowany został proces kreacji życia, ożywianie bulionu oceanicznego, powstawanie nowej jakości – z chemii powstała biochemia (termin nie do końca adekwatny do dzisiejszego), a z tej wykształciły się struktury samopowielające, z tych struktur żywe – autonomiczne organizmy.

    Przykładem struktury samopowielającej się (priony, to inna kwestia) jest wirus. Wirus nie jest żywym organizmem, nie zachodzą w nim w czasie „spoczynku” żadne procesy przemiany materii. Wirus jest programem swojej replikacji zawartym w cząsteczce RNA lub DNA otoczonej osłonką białkową.
    Program ten przestawia maszynerię replikacji DNA w komórce na replikację DNA, czy RNA wirusa oraz maszynerię wytwarzania białek na białka wirusa potrzebne do złożenia osłonek na zreplikowanych wirusowych cząsteczkach DNA lub RNA.

    Komórka żywa zostaje przestawiona przez program wirusa na produkcję wirusów, staje się martwa, po czym nowo wytworzone wirusy zdolne do wnikania do innych komórek rozprzestrzeniają się po organizmie w krążącej krwi. Wirus nie jest żywy, ale ma zdolności samopowielające przy wykorzystaniu aparatu biochemicznego żywej komórki.
    Pzdr, TJ

  242. Konstancja
    23 grudnia o godz. 0:12

    U mnie też był pusty talerz dla nikogo.
    Jako dzieciak nasłuchałam się, że to właśnie dla zbłąkanego wędrowca, choć nikt nie chciał, by rzeczywiście ktoś przyszedł. Poza tym klasycznie: choinka, dzielenie się opłatkiem, parę razy babcia wyciągnęła mnie na pasterkę. Zasypiałam w ławce, o ile udało się usiąść. Najprzyjemniejszy był powrót do ciepłego domu.
    Ale najsilniej wspominam wigilię, kiedy to mój młodszy brat dostał czołg na baterie, a ja jakaś durną lalkę czy lusterko, wszystko jedno. Czołg był cudowny, strzelał nawet plastikowymi nabojami. Do dziś pamiętam uczucie rozpaczy, kiedy patrzyłam jak brat bawi się czołgiem :))
    Rok temu na wigilii wąż zapytał swoją mamusię, czy ten talerz to dla uchodźcy. Wysłała mu takie spojrzenie, że dla przyzwoitości powinien zamienić się w kamień.
    Natomiast ja w tym roku mam gości, od niedawna moją rodzinę. Myślałam właśnie o tym talerzu, bo Twój komentarz przeczytałam wcześniej, gdy siedzieliśmy wczoraj przy stole i jedliśmy kolację. Myślałam, że to są ci moi wędrowcy. Z daleka przybyli, bo aż z Timisoary, ciepli, mądrzy ludzie, którzy z racji tego, że są Rumunami, w Polsce spotkaliby się z dyskryminacją. Przykre to.

  243. Tobermory
    24 grudnia o godz. 12:43

    No popatrz, a nigdy bym się nie ośmielił mówić tak, jakbym w cudzej głowie siedział, choć to ma ładną nazwę – imputowanie – i nawet jest tu paru specjalistów od tego.

    Ale nie wytrzymam i zaraz będę siedział. Nie w głowie – w okręcie. Pogoda paskudna, ale ciągnie mnie tradycja, bo w tamtym, roku w wigilię chodziłem po wodzie i słuchałem, czy chrząszcze mówią w ścinie ludzkim głosem. W Sylwestra też chodziłem, a nawet 3. stycznia zacząłem nowy sezon chodzeniowy. Jak mi wytną serce, to może już nie będę chodził. Ale dziś ważniejszym motywem od tradycji jest ciekawość. Właśnie dolaminowałem do miecza szpulkę, która mi załatwi podnoszenie i opuszczanie miecza sznurkiem. Chodzę po wodzie, ale też po brzegach, ścinach, czyli po plyciźnie, gdzie miecz trzeba podnosić, żeby się nie połamał, a potem opuszczać, a spacerowanie po moim okręcie grozi zwrotem przez stępkę. Po roku kombinowania przypomniałem sobie jak podnosiliśmy na kutrze włok – właśnie windą; tę rolę spełnia moja szpulka. Tyle że miecz będę mógł i podnosić sznurkiem, i opuszczać. Niech się z pogodą dzieje, co chce, jadymy na woda, bo bym się spalił z ciekawości jak winda mieczowa zadziała, jeśli nie pojadę.

  244. @pombocek, z godz. 12:10
    Po raz drugi zwracam Ci uwagę, abyś z głębi ćcin wystawił uszka i przyjął do wiadomości, że człowiek, który nie nauczył się mówienia za pomocą „aparatu mowy” nie jest idiotą. Zmienia tylko sposób komunikowania się z fonetycznej na niewerbalną – koordynowaną przez gesty, spojrzenia oraz wokalizację przekazu. Także poprzez rysunek, pisanie rysikiem na tabliczce oraz stukaniem w klawiaturę laptopa czy innego zmartwiona.

    To jak w procesie ewolucji kształtowała się mowa (wraz z aparatem mowy) u homo sapiensa, jest – jak dotąd – jedna z tajemnic, nie do końca wyjaśnioną. Taki na przykład Chomsky uważa (od połowy lat 60-tych tak uważa), że człowiek ma genetycznie zakorzeniony instynkt mowy. Twierdzi, że ludzie mieli wrodzoną zdolność językową. Według Chomsky’ego umysł ludzki zbudowany jest z organów mentalnych, wyspecjalizowanych i zróżnicowanych tak samo jak inne organy ciała. Język jest – według niego – jednym z takich organów mentalnych, można więc język oddzielić od innych zdolności poznawczych. Przeciwnicy Chomsky’ego (zaliczam się do nich) uważają, że głosi on kryptokreacjonizm. Ich (i moim) zdaniem mowa powstała w wyniku selekcji naturalnej – znaczy artykulacja mowy kształtowała się od zwierzęcych przodków. Być może pierwszym przedstawicielem człowiekowatych, który mógł mówić, był Homo erectus.

  245. „Podejrzewałem też i podejrzewam, że możesz wchodzić na blog dla ćwiczeń, bo słabnie Twoja wiara, więc ją językowymi ćwiczeniami wzmacniasz.”

    Wierzenie w ‚slabnaca wiare’ innych jest podstawa powstawania co raz to nowych religii. No bo ten nowy ugor ktos musi zagospodarowac!

    SJ to bardzo SWIEZA religia. Wynikajaca z obserwacji, ze wciaz istnieje potrzeba na cos nowego w wierzeniach ludzkich.

    Niezbyt odkrywcza to obserwacja

    Ateisci z tego samego wierzenia wychodzą. Nie mając najmniejszego pojecia JAK ten ugor mozna zagospodarowac. Ktorą to nieumiejetnoscią ulegają Swiadkom wzdluz, wszerz i w poprzek. A nawet i na szage liczac.

    Postepy czynione przez ateistow, te w dziedzinie szerzenia ich „wiary”, nie odbiegaja zbytnio od postepow w tej samej dziedzinie czynionych przez SJ.

    To zapewne dlatego wspolpraca ateistycznego blogu z panem dezerterem83 jest taka owocna

  246. Ateisci ze Swiadkami ido rowno. I jedni i drudzy ido zeby zebrac… zloto.

    „To jest tak ja w produkcji zlota. Lejesz wode, sypiesz piasek. I nie wolno ci myslec o bialym sloniu”

  247. anumlik
    24 grudnia o godz. 13:20

    Z przyjemnością, anumliku, czytam Twoje amatorskie wywody i z przyjemnością po raz drugi informuję, że mówiłem i mówię to, co wiem od specjalistów. Mówię więc, że umiejętność mowy – pod czym się rozumie mówienie językiem pojęciowym – kandydat nabywa od otoczenia. Jeśli nie będzie w otoczeniu mówiącym do szóstego mniej więcej roku życia, pozostanie na zawsze homo alala i idiotą. Po prostu jest wiekowa granica, do której może się dziecko mowy uczyć. Język głosowy, język słów, język pojęciowy – to główne narzędzie mówienia i myślenia. Ale można też kandydata na człowieka nauczyć innych kodów: migowych, rysunkowych, a nawet kodu dotykowego jak w wypadku dzieci głuchociemnych (słynna Helena Keller). To tylko dopasowane do możliwości konkretnego człowieka wersje artykulacyjne jednego języka, anumliku.

  248. Konstancja
    24 grudnia, g. 11:30
    Szapobas dla Poznaniaków, wśród których mam serdecznych przyjaciół. A Ty w osobie swej jesteś dla mnie kwintesencją wszelkich zalet Poznańczyków (sądząc po Twoich wpisach).
    Jeśli mieszkasz na Jeżycach, to tym bardziej. Jestem absolutna fanką „Jeżyciady”.

  249. anumlik
    24 grudnia o godz. 13:20

    Dodam, Szanowny Analityku anumliku, którego we wszystkich innych sprawach podziwiam, że bez języka pojęciowego ani słynne rysunki w jaskini by nie zaistniały, ani muzyka, ani balet, ani nawet tak niewymowna niby rzecz jak miłość – byłby ino pociąg byle jaki.

  250. Jestem zbudowany tymi językami pojęciowymi. Ktore to kandydat nabywa od otoczenia. Naprawde.

    Czy ktos zna PRAWDZIWE prawdy?

  251. anumlik
    24 grudnia o godz. 13:20

    Jezusjózefmariat, dopiero teraz zauważyłem, coś Ty, anumliku, palnął (bo skupiłem się na szykowaniu do okrętowania i zara lete)

    „człowiek, który nie nauczył się mówienia za pomocą „aparatu mowy” nie jest idiotą. Zmienia tylko sposób komunikowania się z fonetycznej na niewerbalną”

    Co to znaczy „zmienia” – idzie do sklepu i zmienia? To Ty jeszcze nie wiesz, że się UCZY, a nie sobie zmienia?! Nie on sobie zmienia, lecz jemu zmieniają, a właściwie nie zmieniają, lecz UCZĄ innego kodu niż język słowny, pojęciowy. Ale żródłem innego kodu jest właśnie język słów, pojęć. Powiedziałeś herezję, Uszanowany anumliku. Letę, bo po ciemku mogę zajechać do Kłajpedy.

  252. @pombocek, z godz. 13:47 i 13:53
    Nie będę dzielił ćcin na jamnejskim wietrze i nie będę Ci wypominał ile razy pisałeś o idiotach i homach alala w kontekscie języka mówionego. Że o język pojęciowy Ci biega zapodałeś dopiero co. I tu jesteśmy w domu. Nie byłoby naskalnych rysunków w jaskini Altamity gdyby nie język pojęciowy. Ale… Zawsze jest jakieś „ale”. Osobnicy całkowicie wyalienowani z otoczenia (obojętne – ludzkiego czy zwierzęcego, jak dzieci „wychowywane” przez wilki, albo małpy) nie istnieją, bo ktoś (człowiek albo zwierzę) musi malcem do lat sześciu się zaopiekować. I taki maluch (człowiek przecież) pojęcia z najbliższgo mu otoczenia sobie przyswaja. I nie jest idiotą.

  253. @pombocek
    Jednak dzielisz ćciny. Zamień – Zmienia tylko sposób komunikowania się z fonetycznej na niewerbalną – na Zmienił się tylko sposób komunikowanie się z fonetycznej na niewerbalną. Resztę, tę „o uczeniu się od otoczenia” masz w poście z 14:17. Nie jestem homo alala i kumam w moim małym rozumku co to jest „proces uczenia się”.

  254. Wszystkiego dobrego wszystkim, cokolwiek robicie 🙂

    Udało mi się zobaczyć kawałek Siedmiu wspaniałych, ten Yul Brynner, no;)

  255. anumlik
    24 grudnia o godz. 14:17

    Cholera, jeszcze ubrany w skafander podwodny zaglądnąłem. Anumliku, z daleka widzę, że kończyłeś specjalność literaturoznawczą. Dla językowca rozumie się samo przez się, że język człowieka – w odróżnieniu od języka pszczół, delfinów, wielorybów – inny być nie może , jak tylko pojęciowy. Nie mu to co wyodrębniać sposobu jego artykułowania. Ceś!

  256. Bywalcom i czytelnikom bloga „Listy Ateistow” zycze udanego wieczoru. Dobrego jedzonka w/g gustow wlasnych i serdecznej atmosfery w gronie, w ktorym wieczor bedziecie spedzac.

    Najlepszego wszystkiego, kazdemu jak mu sie tam widzi i marzy.

    lonefather z Jasiem

    ps Miejscowki dwie sa dzis przy moim stole. Jak by ktos zapukal, to posadze, a tym co mam sie podziele. Najwazniejsze jest dla mnie to, ze mam w sobie ta gotowosc do podzielenia sie, jesli zajdzie taka potrzeba.

  257. Strasznie daleko padło jabłko od jabłoni.
    Geny nie takie?

    Porównując starego Jahwe- mściwego, pazernego, zazdrosnego, okrutnego, zwalczającego wszystkich innych bogów, nie wahającego się eksterminować całe populacje za bzdurne przewinienia, z Jezuskiem, można dojść do wniosku że „jedynie matka jest pewna”…..

    Ci następcy ponoć uczniów Jezusa, swoim zachowaniem pasowali by raczej do starotestamentowych wzorców zachowań, niż do tych teoretycznie propagowanych za pomocą ognia i miecza….

  258. Pobieżnie przejrzałem blog i przeczytałem kilkanaście wpisów (w jego końcowej części), które poprawiły mi nastrój.
    Po tej duchowej strawie mój nastrój ustabilizował się na poziomie, nie jest bardzo źle, ale nie jest też beznadziejnie -:).

    Marzy mi się żeby piszące na tym blogu, odchodzące pokolenie starzyków -:), nie schodziło w przekonaniu, że przyjazna egzystencja ludzi w tym kraju (tak dobrze nadającym się do popisów zbrojnych bogów wojny) funkcjonowała jedynie w krótkich antraktach.

    Serdeczne pozdrowienia dla Wszystkich piszących i, tych z zainteresowaniem, czytających.

    pombocek,

    w swoim wpisie wspomniałeś, że wróciłeś z Borholmu.
    Zdarzyło się, że i ja w roku 1978 lub 79 przymusowo wylądowałem na tej wyspie (mimo, że Dania w tym czasie niechętnie wpuszczała na swoje terytorium komunistow) , bo na Bałtyku szalał od paru dni wściekły sztorm.
    Po zejściu na ląd, moim oczom ukazał się raj, który utwierdził mnie w przekonaniu, że między ludźmi nie muszą panować stosunki takie jak w dżungli.

    Życzliwość. Otwarte domy. Piękna architektura.
    Po prosty chce się tam być.

    Czy coś się zmieniło od tamtego czasu?

  259. Jiba
    24 grudnia o godz. 12:56

    cieszę się, że „zabłąkani goście” mają u Ciebie gościnę. Choć oni nie zabłąkani, ale goście jak się patrzy. A co na talerzach?
    W tym roku będę spędzać wigilię z Ukrainkami i to ja będę ich gościem, choć puste nakrycie i tak zostaje – może będzie potrzebne.
    mag
    24 grudnia o godz. 13:51
    na Jeżycach pracuję, mieszkam na Grunwaldzie.Ale oczywiście wszyscy znamy „Jeżycjadę”, bo to miejsce i ta ulica ( Roosevelta) jest łącznikiem między tymi dzielnicami, blisko torów kolejowych i w ogóle blisko wszędzie. Choć duży hałas.
    (nawiasem mówiąc, mniejszy fragment ulicy R miano przemianować na Kaczyńskiego.
    Mam nadzieję, że niedoczekanie..).

    Za chwilę już wychodzę, życzę wszystkim smacznego jajka i …śniegu.
    Bo zimy nijak nie uwidiem.

  260. Wszelkiej pomyślności!

  261. anumlik
    24 grudnia o godz. 14:27

    Duda Jasiu, nie pojechałem. Popadało, a na przystani droga do mojego okrętu jest gliniasta. Wypróbuję mieczyk kiedy indziej.

    Anumliku, muszę się pokajać. Rzeczywiście z rozpędu podzieliłem ćcinę na szesnaście z tym „zmienianiem”. Winowat.

    Druga, ważniejsza rzecz, to tych pierwszych sześć latek, kiedy jest najważniejszy okres uczenia się bycia człowiekiem – że jeśli w tym czasie nie będzie nauki języka, dziecko pozostanie tylko człekokształtne. To rzeczywiście jednak tylko hipoteza. No bo któż byłby aż takim barbarzyńcą, by zdobyć się na eksperyment trzymania dziecka bez kontaktu z ludźmi. Ale częściowe przesłanki do tej tezy nie są z powietrza. Wiesz przecież o Kasparze Huserze, o dziewczynkach Amali i Kamali o tzw. dzikich dzieciach wychowanych przez wilki. Nie odnoszę się do prawdziwości tych sytuacji, mówię tylko, że nawet jako legendy, dały poznawczy impuls. Helena Keller, byłaby choćby częściowo upośledzona, gdyby się nią nie zajęła mądra opiekunka. Ale mamy też miliony, ba – miliardy doświadczeń pośrednich: na przykład różnicę w biegłości mówienia u dzieci mrukliwych i zamkniętych w sobie rodziców, i u dzieci, które trajkotały od rana do nocy z empatycznymi rodzicami.

  262. Rosa91b
    24 grudnia o godz. 14:37

    Moim oczom też się ukazał na Bornholmie raj, zwłaszcza dla rowerów, ale chyba cztery lat temu, bo ostatnio tylko żartowałem, że tam byłem – sprostowałem Tanace, że byłem w pobliżu, czyli w Słupsku. Pod Bornholmem byłem kutrem sporo razy, ale na Bornholmie – raz. Pojechałem z Kołobrzegu wodolotem z załogą w całości po mojej szkole i byłem raptem parę godzin, więc i opowiedzieć za bardzo nie potrafię, byś mógł porównać, czy się coś zmieniło. Spotkanie na morzu ze swojakami było takim przeżyciem, że zapomniałem o zwiedzaniu.

  263. a pytając o jajko i kurę, nie można zapomnieć o pytaniu co było pierwsze: komputer czy program komputerowy? Dziś jedno bez drugiego powstać nie może.

  264. Kochani
    z najlepszymi życzeniami dedykuję Wam piękną kolędę do tęczowego boga (jeśli już). Bardzo na czasie.
    https://www.youtube.com/watch?v=ZTq5U_AtwCk

  265. Czy bydleta przemowia ludzkim glosem za niedlugo? Ukleknawszy najsampierw, ofkors.

    Bóg się rodzi, Cyganiątko,
    obok niego śpi jagniątko,
    Bóg się rodzi, Pakistańczyk,
    słońce mu we włosach tańczy.

    Rodzą się bożątka licznie,
    rodzą się dzieciątka ślicznie
    i pytają: gdzie jest raj?
    I pytają: gdzie jest raj?

    Ach, jak pięknie się rodzić,
    czy w Aleppo, czy w Łodzi…
    Ach, jak trudno się rodzić
    w małej łodzi na wodzie…

    Gdzie jest kraj i kraj to który,
    gdzie się Bóg tęczowej skóry
    może ukryć przed wojnami,
    przed lękami i głodami?

    Gdzie się Bóg nie trwoży trwogą,
    bo cóż trwogi bogom mogą?

    Bóg się rodzi, niebożątko,
    lulajże, Afrykaniątko…

    Ach, jak pięknie się rodzić,
    czy w Aleppo, czy w Łodzi…
    Ach, jak trudno się rodzić
    w wodzie, chłodzie, o głodzie…

    Bóg się rodzi, Polak mały.
    Jaki znak twój? Nosek biały.

    Bóg się rodzi, śliczny skrzat,
    niechaj mu przybywa lat,
    w kraju-raju, pięknym kraju,
    w kraju-raju, pięknym kraju,
    którym właśnie jest nasz kraj…

    Baju-baju, baju-baj…

    Ach, jak pięknie się rodzić,
    czy w Aleppo, czy w Łodzi…
    Ach, jak trudno się rodzić
    w małej łodzi na wodzie…

    Ach, jak pięknie się rodzić
    w Mińsku, Lwowie czy Łodzi…
    Ach, jak dziwnie się rodzić
    na Zachodzie i Wschodzie…

    [Dzieki mag(us)]

  266. O tym jak „slowo cialem sie stalo i kamieniem mlynskim u szyi zawislo…”

    Rodzicow goscilem dzis na wieczerzy. Przed chwila wrocilem, po odwiezieniu ich do domu. Domu mojego dziecinstwa. Sasiadow mam tam od dziesiecioleci zaprzyjaznionych, wiec zadzwonilem do ich furtki, coby zyczeniami obdarowac i pozdrowic. Otworzyla drzwi synowa, na ktorej slubie u Sw. Anny bylem kilkanascie lat temu. Nie poznala mnie, wiec sie z glupia frant zapytalem:

    -„Czy znajdzie sie przy Waszym stole miejsce dla „wedrowca”?

    [Przeciez jestem, u licha, „wedrowcem”, co nie?]

    I uslyszalem:

    – „Za pozno Pan przyszedl! Juz skonczylismy i juz sprzatamy ze stolu…

    Na to odparlem, zgodnie z prawda, ze ja sie nie pytam o poczestunek, tylko „o miejsce przy stole”…

    Niestety nie dowiedzialem sie co by na to odpowiedziala, bo przyszla do drzwi gospodyni domu i od pierwszego spojzenia mnie poznala. Tlumaczyla synowa na wszelkie soposoby, a najsmieszniejszy byl ten, ze:

    „Sorry, ale „taki mamy klimat”, ze kazdy sie boi i woli dac „5 zloty”, byle nie ryzykowac, bo nie wiadomo co sie moze stac, bo tacy rozni sie teraz tutaj kreca …

    Miejsca przy stole tez nie mieli dla „wedrowca”, z pustym, czy pelnym talerzem, zajedno.

    Komentowac mi sie nie chce. Bo i co tu komentowac? Jak i tak wszystko jasne…

    Spokojnej nocy

  267. lonek! Ja tiebia sorry. Ja twaju (job jej) mat’ sorry. W ogole, ja jest wielki dla ciebie sorry

    ___________________________________

    Popsujmy conieco wigilijny nastroj. U mnie sporo czasu pozostaje do ukazania sie Gwiazdki

    Włodzimierz Czarzasty:
    – Koniec ściemniania. Wiem, dlaczego SLD jest w miejscu, w którym jest, i co zrobić, by było inaczej. Nie będziemy już mianowali Magdaleny Ogórek kandydatką SLD na prezydenta, ani współpracować z Januszem Palikotem. Koalicja nie była błędem, próg wyborczy jest błędem.
    – Nie będziemy już wyznaczać sobie bariery ośmiu procent – oznajmił Włodzimierz Czarzasty , komentując porażkę SLD w ostatnich wyborach parlamentarnych.

    On dalej nie wie, ze to nie tylko ZA WYSOKI prog wyborczy – 8% dla koalicji lewicy – spowodowal dojscie PiS-u do wladzy. On w ogole nie zdaje sobie sprawy z faktu, ze prawie wszystkie glosy oddane na utracona przez 8-procentowy prog LEWICE, zostaly zagarniete przez PiS. Tzn. przez PRAWICE, ktora sie wysforowala na czolo, zdobywajac 37% glosow w wyborach.

    Po dolozeniu glosow oddanych na inne partie, utracone przez progi wyborcze, PiSowi naliczono 51% mandatow poselskich. Taki niespodziewany awans z 37% na 51%. Wszystko dzieki metodzie D’Hondta. Wybranej przez samego pana prezesa cwierc wieku temu.

    Skad on juz wtedy wiedzial, ze metoda STV – Single Tranferable Vote – nigdy by nie doprowadzila moherow do wladzy? Podczas gdy metoda D’Hondt GWARANTOWALA takowe doprowadzenie?

    Wystarczylo wysforowanie sie PiS-u na czolo peletonu w wyborach. Reszty dokonala „metoda”. Czarzasty zna tylko polprawde.

    Bo, okazuje sie, nikt nie wie, ze to Kaczysty zadecydowal, 26 lat temu, o systemie wyborow nazywanym ‚proporcjonalna reprezentacja’. A pozniej o tym, ze progi wyborcze, 5% i 8%, zostaly wyznaczone dla polskich warunkow. Podparte D’Hondtem. W polaczenieniu, te tricki MUSIALY dac 100% wladzy Genialnemu w 2015.

    No to i daly. Merry Christmas! And a happy New Year. Jesli dozyjemy

  268. mag,
    Za nową kolędę – duże dzięki! Jakoś nie słychać jej w radiu?
    W rewanżu – Preisner i Rybotycka, i puste miejsce przy wigilijnym stole:
    https://www.youtube.com/watch?v=ZpGC7zKq7lI

  269. mag,
    Za nową kolędę – duże dzięki! Jakoś nie słychać jej w radiu?
    W rewanżu – Preisner i Rybotycka, i puste miejsce przy wigilijnym stole:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=ZpGC7zKq7lI

  270. Oczekujemy na przemowienie ludzkim glosem blogowym tych bydlad, ktore dotad nie przemawialy. Inne bydleta tez oczekiwane sa. Na ich przemowienie za 21 minut.

    Ludzkie bydleta? I don’t care. W tej uroczystej ceremonii

  271. Orteq,
    ciągle powtarzasz o tym Kaczystym, że to on zadecydował o wyborze metody D’Hondta. Możesz podać jakieś żródła czy coś, bo z tego co pamiętam z tamtych czasów, to metoda proporcjonalna była zachwalana przez Francuzów jako ta sprawiedliwa i demokratyczna, popierana przez środowisko bliskie Geremkowi a progi to już była późniejsza sprawa po bałaganie partyjnym pierwszego „wolnego” Sejmu.

  272. sedno zmiany, która obecnie dzieje się dookoła, postrzegam tak, jak opisuje to Maria Janion: naród, który swoją tożsamość opiera na cierpieniu, musi sam sobie zadawać cierpienie. To straszna diagnoza, ale bardzo pasuje do tego, co dzieje się obecnie. Najwyraźniej musimy się ukrzyżować, żeby później odbudowywać to, co zostało zaprzepaszczone.

    Grzegorz Turnau (w najnowszym wywiadzie dla GW)

  273. Tym razem gotowali Polacy. Z uznaniem spotkał się smażony karp, kapusta z grochem, zupa grzybowa, pikantny śledź w oleju (tzn. naszym zdaniem pikantny), pierogi z kapustą i grzybami i kompot z owocowego suszu. Makiełki nie bardzo:)
    Jeśli chodzi o trunki, to na dzień dobry zapytano nas, czy mamy tę wódkę z cynamonem i pomarańczową etykietką, czyli Żołądkową Gorzką. Mieliśmy 🙂
    Latem byłam w Rumunii i wtedy raczyłam się rumuńską kuchnią. Wszelkie ciorby, czyli zupy, mogę jeść z zamkniętymi oczami. Są boskie. Ale „village pepper” (papryczki pasteryzowane przez ciocię) nie jestem w stanie przełknąć. Dostałam cały słoik, czasem Wąż dodaje jedną, cienką jak dżdżownica, papryczkę do kapusty z kminkiem rzymskim i wtedy wiadomo, że ma dla siebie cały garnek. Nikt inny jej nie zje.
    A wsiowy, z całym szacunkiem, bimber pędzony przez rumuńskiego dziadka to poemat.
    Rumunia jest jak ocean. Powierzchnia mniej więcej czytelna. Komunistyczny klimat znajomy. To, co siedzi w głębinach, jest dopiero do odgadnięcia. Mam przewodników, brakuje czasu.

    Przyglądam się dzieciom osadzonym w zjednoczonym, mniej więcej, świecie dorosłych.
    Trzyletnia córka Rumunki i Polaka gada jednocześnie w pięciu językach: rumuński, polski, niemiecki, chiński, angielski. Dla niej to bez znaczenia.
    Siedmioletni syn Polaków, który zaginął gdzieś w dziecięcym rejwachu, zostaje po godzinie 21-szej znaleziony na imprezie Bułgarów. Nie chce wracać do domu. Bułgarska mama dwóch chłopców przekonuje, że Alexandros, choc wcale tak nie ma na imię, zjadł konkretną kolację, bo go przypilnowała, a teraz biega gdzieś z drewnianym mieczem wrzeszcząc, że jest Jackiem Sparrowem, a reszta go ściga.
    Nie rozumiem, jak można zamykać się przed ludźmi z innych krajów. Czym się różnią?

    Wszystkiego dobrego, kochani!

  274. Konstancja
    24 grudnia o godz. 15:08

    Powyżej odpowiedziałam na Twój komentarz:)

  275. Na Kociarni ułożyłem życzenia inspirowany wpisem Jerga (gospodarza Kociarni). Z niewielką zmianą wklejam tu. Życzenia to życzenia, są aktualne wszędzie:

    Ciurka Jergowy ciurkaniec
    prosto w uszka córki ciurka;
    stygnie na goździkach grzaniec,
    szczerzy się w paście cieciórka,
    uszka z barszczu poszły w tan,
    karp wyskoczył z galarety.

    Unosząc do góry dzban
    życzę, aby same wety
    skakały wam spod poduszki,
    a ten mały – w kątku tam –
    aby suche miał pieluszki.

    Do Jergowego bajenia,
    spopod żłobka co jest w kąt-
    -ku, dodaję swoje życzenia:
    Wesolutkich świąt(ków)!

  276. Twoja dziewczyna zachodzi w ciążę, chociaż nigdy z nią nie spałeś.
    Twierdzi, że dziecko zrobił anioł, a ona dalej jest dziewicą.
    Młode się rodzi i nagle zjawia się trzech obcych facetów z prezentami.

    Wiara w Józefie musiała być silna…

  277. E-J – 23:42

    Metoda D’Hodta, zwykle zwana po prostu regułą D’Hondta (znana również w niektórych krajach jako system Hagenbacha-Bischoffa, a w Izraelu jako metoda Badera-Ofera) jest jedną z najpopularniejszych metod proporcjonalnego przeliczania głosów. Zwykle uważana jest za sprzyjającą większym partiom.”

    PiS, jako NAJWIEKSZA partia wysforowana w wyborach 2015, zagarnela 100% waadzy w panstwie o nazwie POLSZA, tylko dzieki tej METODZIE. Zdobywszy tylko 37% glosow w wyborach powszechnych.

    Metoda przeliczania zdobytych w wyborach glosow na mandaty poselskie pn. D.Hondt, gwarantuje wladze partii, ktora wysforowala sie na czolo peletonu w wyborach powszechnych. Bo metoda ta przekazuje glosy oddane na partie opozycyjne, dla partii ktora zdobyla najwiecej glosow w ostatnich wyborach. Taka prawda smutna

    37% tylko procent oddanych na PiS w wyborach 2015. Wystarczy zeby zrobic z tego ‚wiekszosc’ parlamentarna czy nie wystarczy?

    A to o tym dzisiaj rozwazamy w ramach polskiej demokracji. Choc nie wszyscy wiedza ze to o to chodzi chodzi.

    Mamy my demokracje w Polszy? Czy dopiero Putin ja nam dostarczy?

  278. @Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 0:15

    Wżenił się w rodzinę, która dysponowała zakłam stolarskim. Reszta go nie interesowała.

  279. *zakładem

  280. Mohery to stala wartosc na polskiej scenie politycznej. Okolo 1/4 wyborcow PiS. Czy polscy propagandzisci nie potrafia zaplanowac jak nie dopuscic do 100 procentowej wladzy cwiertwiartowcow?

  281. Wykonywanie waadzy 100 procentowej to dosyc paskudny obowiazek patriotyczny

  282. Orteq,
    nie tłumacz mi oczywistości metod wyborczych. Znam wystarczająco.
    Ale promujesz tu informację o genialnym kaczym strategu, który już 26 lat temu przewidział obecną sytuacje, mało, doprowadził do niej. I o to pytam – skąd taką informację wziąłeś i gdzie można ją potwierdzić. Bo moje wspomnienia są inne, ale potem byłam wyjechana i mnóstwo informacji misnęłam.

  283. @bubekró
    aaa, ślub dla ukrycia kompromitacji?

  284. Ewa-Joanna (1:33)

    „nie tłumacz mi oczywistości metod wyborczych. Znam wystarczająco.”

    No to ja ciebie izwiniajus

    „promujesz tu informację o genialnym kaczym strategu, który już 26 lat temu przewidział obecną sytuacje, mało, doprowadził do niej. I o to pytam – skąd taką informację wziąłeś i gdzie można ją potwierdzić. Bo moje wspomnienia są inne, ale potem byłam wyjechana i mnóstwo informacji misnęłam.”

    Moglas misnac, z powodu rozjazdow emigracyjno-imigracyjnych.

    Wyjasniam po raz kolejny.

    Rok byl 1990. Na Bergamuty zjechala delegacja nowowybranych poslow polskiej prawicy. Na zaproszenie bergamuckiej prawicy. Prywatnej zreszta.

    Nazwe tej prawicy przybrano natenczas ‚Porozumienie Centrum’. Kaczysty byl niekwestionowanym przywodca tego ‚porozumienia’. Ja zostalem oddelegowany, przez mojego rzadowego pracodawce bergamuckiego, do ‚obslugiwania’ tej delegacji. Wiec obslugiwalem ja przez bodajze tydzien. I to wtedy wydarzyly sie rzeczy, ktore do dzisiaj determinuja polityke polska.

    Chodzilo o ordynacje wyborcza w Polsce. Delegacja PC miala za zadanie, wyznaczone jej przez wodza Kacza, zdeterminowac, czy bergamucki system wyborczy by sie nie nadal dla Polszy post komuszej. Wiec zesmy to walkowali przez 7 dni. Spotykajac sie z roznymi specjalistami.

    Kiedy doszlo do decyzji, iz brytyjski system ‚winner takes all’ nie nada sie w Polsce, padla propozycja STV. Single Transferable Vote.

    https://en.wikipedia.org/wiki/Single_transferable_vote

    Rzecz byla w tym, ze zanosilo sie na zbyt wielka ilosc partii politycznych w Polsce. Moze az 17. Trzeba bylo cos z tym rozdrobnieniem zrobic, bez zbyt wielkiego naruszenia regul demokratycznych.

    „Oddac lewicy co ichnie, podobnie traktujac prawice.” Taka regula byla podstawa myslenia STV. Nic z tego nie wyszlo.

    Po kilku negocjacjach telefonicznych z Zoliborzem okazalo sie, ze STV mozemy sobie odpuscic.

    Tym bardziej, ze na Bergamutach panowal system ‚winner takes all’ i STV przegrywal w przymiarkach referendalnych. Kacz zadecydowal, w jednej rozmowie telefonicznej – w ktorej ja uczestniczylem – iz w Polszy bedzie system reprezentacji proporcjonalnej. Z zastosowaniem metody D’Hondta do przeliczania glosow oddanych w wyborach na mandaty poselskie.

    Decyzja ta zarezultowala wygrana PiSu w ostatnich wyborach. And the rest is miserable history.

    Pozdrowienia jednakze przesylam wciaz serdeczne

  285. Ludzie nie zdaja sobie sprawy z faktu, iz ich zycie jest okreslane, od ponad cwiercwiecza, przez zoliborskiego gnoma

  286. A to sobie Polacy sami narobili bałaganu. Poczytaj to:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_1991_roku#Ordynacja
    Znaczy niekoniecznie Kaczysty maczał w tym palce, bo każdy kręcił jak mógł usiłując przepchać własne interesy.
    Ale dzięki za wyjaśnienie.

  287. To wyjasnienie, E-J, jest o tyle wazne, ze rzuca swiatlo na zaszlosci tzw. backgroundowe. Na to co sie dzialo w pracach przygotowawczych do przewrotu systemu wyborczego w krajach postdemoludzkich

    Przewrocic system Frontu Jednosci Narodu na, na przyklad, jakis tam STV, czy inny ‚winner takes all’ bergamucki, to nie bylo w kij pierdzial

  288. A wracajac do spraw podstawowych swiatecznych

    DO KTÓREJ CZYNNE SKLEPY W WIGILIĘ 2016? Z powodu protestów związków zawodowych wszystkie markety w wigilię 2016 będą czynne krócej niż przed laty. A to oznacza, że po godz. 14 nie zrobimy zakupów w Auchan, Lidlu, Biedronce, Tesco, Carrefourze, Kauflandzie, Dino. Krócej będą czynne także galerie handlowe: manufaktura, Galeria Łódzka, Port Łódź oraz M1. Osoby, które nie zdążą kupić potrzebnych rzeczy do godz. 14 mogą liczyć na stacje benzynowe oraz drobnych sklepikarzy.

    Czytaj więcej: http://www.expressilustrowany.pl/swieta24/a/do-ktorej-czynne-sklepy-w-wigilie-2016-do-ktorej-czynna-biedronka-tesco-lidlauchan,11620010/

  289. Rozchodzi sie o uchronienienie SIODMEGO dnia odpoczynku. No bo o co innego?

  290. o kasę. 😉

  291. Dzień Dobry.
    Długo mnie nie było, no bo starość i nie to zdrowie.
    Ale ożywiłem się, kiedy przeczytałem Wasze dywagacje na temat bezcelowości ewolucji. W zasadzie zgadzam się z tą bezcelowością, ale chciałbym abyście wzieli również pod uwagę argumenty zwolenników celowości.
    Przytoczę tu argumenty na rzecz celowości francuskiego pisarza (Jacques Bernardin de Saint Pierre), który podał takie dowody na występującą w przyrodzie celowość:
    1) Pan Bóg stworzył rozłożyste drzewa w tym celu, aby w upalny dzień dać ochronę przed słońcem znużonym wędrowcom.
    2) Pan Bóg tak zmyślnie skonstruował melony, aby matce było łatwiej podzielić je i rozdać dzieciom po równym kawałku.
    3) Pan Bóg stworzył pchły w kolorze czarnym, tak aby łatwiej je było dostrzec na białej skórze i je złapać.
    Trudno jest zbić te teleolgiczne argumenty, które jednocześnie wskazują autora tej zmyślnej celowości jak i nieodparcie udowadniają konieczność jego istnienia.
    Argument z czarnymi pchłami jest trochę chwiejny, bo Pan Bóg nie pomyślał o murzynach, ale te rozłożyste drzewa i melony nie dają sie obalić.

  292. @Lewy
    25 grudnia o godz. 9:33

    I na wszelki wypadek mężczyznom stworzył sutki.

  293. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 4:35
    chyba niewielu z nas pamięta nazwy tych kanapkowych partyjek, ktore zdobyły mandat w Sejmie. Chyba najbardziej egzotycznie brzmiąca Polska Partia Przyjaciół Piwa i jakoś patriotycznie brzmiące nazwy prezentowane przez Romana Bartoszcze, później kandydata na prezydenta.
    Ale metoda, o której wspominacie działa także na korzyść innych partii, które zgarniają punkty tych, którzy nie osiągnęli progu wyborczego. W ubieglym roku po raz pierwszy do Sejmu nie dostała się lewica i inne ugrupowania np. Razem, które też nie osiągnęło 5 proc. progu i te wszystkie głosy zgarnął PIS.
    Na codzień posługują się kłamstwem, że PONAD POŁOWA głosujących Polaków ich wybrała.Nie znający zasad rodacy mogą przypuszczać, że skoro mają ponad 51 % posłów w Sejmie, to tak jest, a tymczasem PIS ma tylko swój żelazny elektorat oscylujący w granicach 30-35 % ogółu głosujących. Ale za to szalenie zdyscyplinowanych, głosujących za nimi we wszelkich wyborach i referendach; poza tym PIS zbudował sobie media im sprzyjające,a rydzykowe radio i tv (pomimo kilkuprocentowego udziału w rynku mediów) oraz księża na mszach robią swoje.
    I nie da się ukryć, że odwiedzanie wszystkich powiatów i wielu gmin, które nigdy dotąd nie miały szams zobaczenia na żywo posła czy jakieś znaczącej postaci partyjnej robi swoje- wyborcy z małych miast i miasteczek czują się wyróżnieni tym, ze ktoś zaszczycił ich wies czy gminę swoim przyjazdem.
    O przyczynach wygranej PIS powstało tyle prac i artykułów w prasie i rozmów w mediach, ze niczego nowego tu nie wymyślę. Możemy sobie tylko pożartować, że 26 lat temu Kaczyński wymyślił patent na wygraną. Tak sie składa, że w czasach swoich rządów miał dobrą sytuację gospodarczą, ktorej owoce wykorzystywał w czasie swoich rządów. Kryzys nastał dopiero w 2008, a obecne rządy pozwalają im korzystać z owoców dobrej koniunktury lat rządów PO. A teraz maja ból głowy, skąd wziąć kasę na obietnice rozdawanie pieniędzy i przywilejów.

  294. Jiba
    25 grudnia o godz. 0:03
    Twoj opis dań wigilijnych jest bardzo ….apetyczny. U mnie króluje kapusta z grzybami, ale mój zięć gotuje kapustę z grochem. O alkoholach nie wspomnę, ja pijam tylko wino, bo wódeczka czysta nie wchodzi w rachubę- po dwoch kieliszkach idę spać. Ale zołądkowa gorzka jak najbardziej może być -jeden maleńki kieliszeczek.
    Wczorajsza wigilia z Ukrainkami dostała dodatkowe trzy puste nakrycia- zjechali rodacy mojej Ukrainki z spod Olsztyna, z okolic Opola i jeszcze jednej miejscowości niedaleko Gorzowa. Są tam jedynymi Ukraincami i chociaż jeden z nich dostał zaproszenie na święta od rodziny jednego z polskich kolegów z pracy,to zdecydował sie na wyjazd do Poznania.
    Pozostali zostaliby sami w święta, więc też przyjechali do swoich.
    Było gwarnie, hałaśliwie i wesoło; polewano wódką i winem, podjadano nasze i ukraińskie potrawy ( oprócz barszczu ukrainskiego bardzo smakuje mi SZUBA i sałatki z fasoli i czegoś jeszcze). Właściwie więcej sie gadało niż jadało, szczególnie, gdy juz było po pierwszym kieliszku wina czy wódki.
    Spiewy też były, a jakże!

  295. Zaloba.

    W katastrofie TU154 (a jakze by inaczej) zginal legendarny Chor Aleksandrowa, spadajac tuz po starcie z Soczi, do Morza Czarnego:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,21167936,to-oni-byli-na-pokladzie-rozbitego-tu-154-legendarny-chor-aleksandrowa.html#MT2

    Pomijajac tragedie, zadam pytanie, czy odwrotnie legendarny Zespol d/s Katastrofy Smolenskiej, bedzie mial cos do powiedzenia w sprawie?

  296. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 12:57

    Wyglada na to, ze „losy kolekcji” sa juz przewazone… Moze kiedys wyjda na jaw niejasne obecnie motywy i powody.

    Jak dla mnie, to jesli ta kolekcja mialaby trafic do Panstwa, czyli w posiadanie Narodu, to tylko w drodze darowizny, bo powstala nie z pracy Czrtoryskich, tylko z pracy i wyzysku ich panszczyznianych poddanych.

    Najwieksze watpliwowsci w calej sprawie budzi dymisja Zarzadu Fundacji, wraz z towarzyszacymi dymisji wyjasnieniami jej powodow. I jeszcze ten pospiech i tajnosc negocjacji, tez powinny byc starannie i w sposob nie budzacy watpliwosci wyjasnione.

  297. Chyba się napiję… wody 🙂

    https://youtu.be/1KrjBPIyzUg

    Wesołych Świąt paniom (i panom)

  298. NeferNefer
    Aż się zakrztusiłam… wodą.
    Hi, hi, hi!

  299. ygtttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttt4jjj000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000jik

    Powyzsze to jest post „napisany” przez Bajke rasy Niebieski Moskiewski, po powrocie ze spaceru, w czasie wygrzewania sie na laptopie.

  300. lonefather
    25 grudnia o godz. 12:39

    Oczywiście ! Odwrotność oznacza, że urzędujący polski premier, z pewną pomocą prezydenta Rosji wykonali brawurowy zamach.

  301. NeferNefer
    25 grudnia o godz. 13:15

    Tak, tak – to jest Jesus from Ipanema. Jest to Jesus melodyjny i taneczny. W poprzednim wstępniaku rzecz dokładnie wyjaśniłem.
    https://www.youtube.com/watch?v=UJkxFhFRFDA

  302. NeferNefer
    25 grudnia o godz. 14:30

    😀 😀

  303. Konstancja
    25 grudnia o godz. 10:23

    Było też takie ciało: Partia Właścicieli Magntowidów.

  304. Lewy
    25 grudnia o godz. 9:33

    Polscy katoliccy myśliwi, a kler katolicki jest niezwykle umyśliwiony – lubi mordować – zna pokrewne argument na rzecz stworzenia przez bozię: sarny mają kupry w białym futerku, zające podobnie, a kaczki mają kupry do góry – żeby łatwiej było celować z dubeltówki.

    Są też inne agrument na boziostworzenie, wszystkie z pokrewnej branży. Weźmy taki – bardzo poważny i Brzemienny w Skutki: gdyby bozia chciał, żeby człowiek latał, to by mu zamiast rąk stworzył skrzydła. W związju z tym niemożliwe jest, żeby samolot latał, a używanie go przez człowieka jest Sprzeciwieniem Się Woli Bożej – za co się od razu należy rozstrzelanie, przybicie do krzyża, wyśmianie, oplucie i Wieczne Piekło.
    Biskup jednak olewa Prawo Boże. A najbardziej wtedy, gdy doznaje zawału/wylewu/zapaści/złamania główki kości udowej/zniszczenia kolan/krążków międzykręgowychh i pozostałych kawałków siebie z powodu obżarstwa, ochlaństwa i pozostałych Grzechów Głównych (sic!) i każe sobie wstawić same sztuczności: zastawkę w serce, by-pass, drenaż, sztuczne biodro z ceramiki i tytanu, ordynuje sobie maszynę płucoserca, a na codzień żre pół kilo piguł. Sama chemia i same sztuczności.
    Ale in-vitro to dla niego podła sztuczność. Bo jego nie dotyczy.
    Gdyby bozia chciał, żeby biskup nie odwalił kity z powodu obżarstwa/ochlaństwa itd itp to by go tak ulepił, żeby mógł biskup codziennie wytrąbić wiadro whisty z nieustannym zdrowotnym zadowoleniem.

  305. mag
    25 grudnia o godz. 14:48

    NeferNefer
    Aż się zakrztusiłam… wodą.
    Hi, hi, hi!

    Tego powinni zakazać ! Tych powinni pozamykać !
    Jakie to propagowanie seksizmu przy wykorzystaniu Świętego M. i kolorów NARODOWYCH !
    Przypomniał mi się dowcip…
    Lato.Upał. Pod sklep podjeżdża rodzina.Wychodzą ze sklepu z butelkami z wodą. Piją łapczywie.
    Na oczywistej ławeczce pod sklepem siedzi dwóch miłośników płynu sfermentowanego ( nazwy nie znam, żeby nie kusić ). Jeden mówi: patrz kolego-wodę piją. Drugi dialoguje: nooo. Patrz-jak zwierzęta. Jak zwierzęta !

  306. Orteq
    24 grudnia o godz. 6:09

    Ja Shackletona nigdy nie mialem zamiaru przeskakiwac. Ze wzgledu na temp. wody. 😉 Lubie jedynie ciepla wode o temp powyzej 20st C. W F. sam policz Orteq. Ale z Twoich przekomarzanek z E-J wnioskuje ze powazne zamiary miales Ty zostac Solonem „demokracji polskiej”. Wnioskuje rowniez, ze Twoja niechec do Kaczynskiego, ma zwiazek z tym, ze czujesz niejaka odpowiedzialnosc za pozostanie, bycmoze, Chlodvigiem nadwislanskiej ochlokracji. Wewnetrznie czujesz, jak Lex Salica wyszlo na lex nadwislanica, a reke Twoja przykladales do tego.

    Co do reszty pelna zgoda. Kobiety egzotyczne sa i byly zawsze jedna z moich wiekszych slabosci. Slowa „egzotyczne” nie rozum Orteq w pojeciu Kapuscinski/Herodot. Pielegnacje slabosci nie rozum inaczej Orteq, jak yasuragi dla duszy uprawiana. Jehowitki, w moim pojeciu, sa prawdopodobnie jednymi z najbardziej egotycznych. Zadnych geograficznych wzgledow sie nie trzymaja. Czytajac przekomarzanki innych z tut. zdezerterowanym i Twoje, powoli zarysowuje pewna koncepcje moja na uzytek zapoznania egzotycznosci. Nie na cytaty, zadnych cytatow. Tutaj jest dosyc sekt religianckich, nie tylko jehowickich.

    Jedna taka w Uppsali nazywa sie Livets Ord (Slowa Zycia). Jakis czas poznawalem jedna egzotyczna z tamtad, tak ze propedeutyke mam za soba. Na biblijny sposob oczywiscie. W ramach gier zakonczeniowych, chyba, zaciagnela mnie ona raz na spotkanie publiczne z Pastorem do tej Uppsali. Ja, jak zwykle wszystko na odwyrtke majac, zgodzilem sie byc zaciagniety w ramach gier wstepnych, gier do biblijnosci nastepnych. Dalem wrazenie niechetnego zaciekawienia mojej egzotycznej. I co tam sie Orteq dzialo w tej Uppsali? Ja tam bylem w srodku i to widzialem. Jak ten Pastor przemowil w odpowiednim momencie. Mezczyzni, jak muchy niektorzy, padali na podloge. Z wyczerpania. Kobiety niektore, orgazmu dostawaly na stojaczka. Ja tam w srodku Orteq bylem i to widzialem. Moge znaczy Orteq dac swiadectwo. Pod sadowa przysiega swiadectwo. Ale Ty Orteq, jako czlowiek biegly w wyszukiwaniu linkow, sam mozesz sobie to znalezc, jak jestes ciekawy. Tak ze wracam do mojej egzotycznej. Moja miejscowa egzotyczna tylko drzala. Pozniej pojechalismy do mnie. Jakis czas pozniej zwierzyla mnie sie ze dwoch orgazmow zycia doznala, jak ja z jej biblijna geografia sie zapoznawalem po tym spotkaniu z Pastorem. Jeden zaraz po drugim. To ja sie jej zwierzylem, ze sama tez jest nienajgorszym geografem biblijnym. Bez zbednych tabu. Tak zesmy sobie grami wstepno/zakonczeniowymi pogrywali. Niestety wszystko co dobre ma swoj koniec. Spostrzezenie zrobilem. Otoz od czasu do czasu, jako ten dobrze sytuowany, prezenty robilem wigilijne ale caly rok. Taki tu zwyczaj wigilijny zwany szwedzkim stolem. Moja egzotyczna miala budowe prawidlowa. To moje prezenty byly dla podkreslania tych prawidlowosci. A tu nic z tego. Srodki moje, krwawica wypracowywane u corpow, szly do Uppsali. Zamiast podkreslac prawidlowosci budowy. Wzmacniac tym jakby moja biblijnosc. Tak sie to skonczylo Orteq, moja empatia uppsalanska. Ale to nic, bo ja bushido uprawiam na kazdym poletku. W innym miejscu, na uboczu troche w Knutby, takie dyonisia sie tam odbywaly, ze tutejsi swingersi oddech wstrzymywali. Prasa krajowa, nieopiniotworcza sie zachlystywala i rekordy nakladow bila. Raz sie artykul kompleksowy ukazal w jednej opiniotworczej co prenumeruje. W tv pokazywali w dziennikach. Tez sie chcialem zapisac, ale tam nie bylo zadnego corpa, ani na dystans nikt mnie nie chcial z corpow w Kista wyslac, jak do tego Maastricht. Zanim ja zdazylem ten dylemat rozwiazac, to miejscowy prokurator rozwiazal towarzystwo. Nie zdazylem, i co mialem zrobic? Tyle o propedeutyce do Ciebie Orteq. Ale Åsa Waldau w mojej pamieci na zawsze pozostanie.

    Zwyczajow i kompletow jadalno/rodzinnych nie komentuje okiem tutejszym, dla niewprowadzania zametu w ateickosc pojeciowo/znaczeniowa. Calorocznej wigilijnosci na szwedzkim stole. Cirka 364 dni w roku, jak nie przestepny, czy cos takiego. Ale spijam ta atmosfere ateickich wigiljii na blogu, po tut. julafton, jak kompot ze suszonych sliwek. Ja taki kompot i latem pije, bo tu sliwki suszone dostepne calorocznie a ja ten kompot lubie jak maloslodzony. Jak moje dzieci sie zjechaly do mnie latem na tut. julafton co sie midsommar nazywa to siedzielismy cztery dni pod choinka co z brzozy byla zrobiona. Z bombkami. Moje dzieci byly ze swoimi respektywnymi i wnuczek, jeszcze bez respektywnej. Zeby moja pierwsza na mnie sie nie wkurzyla, to tez przyjechala ze swoim. Boby sie wkurzyla na mnie, ze dzieci u niej nie bylo, tylko u mnie. Ja nie wiem jak on sie po nadwislansku nazywa, ten respektywny, bo oni mieszkaja ze soba tylko dwa, trzy dni na tydzien, ale caly rok. Od 12 lat. Byl tez mojej syn ze swoja. Oni mieszkaja od siebie na odleglosc autobusowego przystanku i maja wnuczke mojej i moja, ktora tez nie wiem jak sie po nadwislansku nazywa, zwiazek autobusowy musi. Ale ma juz tyle lat, ze do trzeciej klasy chodzi w jednej szkole niereligijnej. Bo ten syn jest agnostyk jak ja i moj syn. Ale ta jego, co tez byla i co mieszka na odleglosc autobusu, jest ateistka. I wyobraz sobie Orteq, ze siedze ja z moim wnuczkiem na kolanach pod brzozowa choinka, reszta opycha sie wigilijnymi potrawami, zgodnymi z tradycja, a tu przychodzi sasiadka. Nie ta Sasiadka co listy do tego blogu pisala tylko sasiadka. Z prezentem dla mnie. Bo ten urbanista co zaprojektowal moj garaz i podjazd nie przewidzial ilosci wigilijnych srodkow komunikacyjnych. I sasiadka przyszla, zeby zebym dwa srodki przesunal na jej podjazd, to bede mogl z WooHoo z garazu wyjechac za potrzeba. Co bys Orteq zrobil? Tylko sie uklonic i do stolu zaprosic. Mowie wez talerz pusty, nabierz co ci pasuje i siadaj. Pokazalem tez palcem, gdzie jaka popitka stoi, nisko i wysokooktanowa. I tyle na temat pojecia habitat Orteq co ma zwiazek z wigiljami.

    Jak ja czytalem tego profesora wyklad o dualizmie, to chcialem napisac do niego o jednej corp wigilji co ja mialem ok 20 listopada na jednym statku, co w miescie glownym jest zakotwiczony. Dwadziescia lat temu. To byla jedna z najlepszych w jakich uczestniczylem, dosc kameralna. Wigilijczycy tylko zaproszeni. Bez talerzy. Ale pomyslalem odrazu tez, ze zamet bym w jego glowce prof/nadwislanskiej tylko wywolal, a mnie to poko zamet wywolywac. Ja juz czekam z niecierpliwoscia na wpisy jak bedzie ateicka wielkanocna pora. Mniam niam Orteq. A niedlugo swieto Trzech Jarlow Orteq.

    🙂

    Mmmmmmmmmm…

    Pzdr Seleuk(os)

  307. @@Tanaka, NeferNefer
    A to Ipanienka w wykonaniu Franka Sinatry. Podoba się?
    https://www.youtube.com/watch?v=NldPFVKYmiw&list=RDNldPFVKYmiw#t=4

  308. mag
    25 grudnia o godz. 18:27

    Z tego by wychodzilo, ze Jezus byla dziewczynka. O ile dobrze rozumiem tekst spiewany przez Frania… Kopernik kobieta, a Jezusicka dzieweczka.

    Slodkie ! I na dodatek takie genderowe, znaczy sie ponadczsowe.

  309. lonefather
    Loniu, gdzie świętujecie z Jasiem BN? W Polsce czy w Londynie?
    Wszystkiego najlepszego dla Panów.

  310. Jezus Ipanienko? Znaczy się, naszym królem Ukrainiec???

  311. Aj, aj, zrobiłam na Gazecie test z ewangelii i wyszło mi 5/16. Bardzo zły wynik…

  312. Wracając do tej kolekcji Czartoryskiego – mało wiem, ale wydaje mi się, że przez lata była chroniona i konserwowana przez państwo. Nie wiem na jakiej zasadzie trafiła z powrotem w ręce Czartoryskiego z uporem nazywanego księciem, ale od ceny sprzedaży należy odliczyć cenę opieki, konserwacji itp za te lata.

  313. @Płynna Rzeczywistość
    Popatrzyłam na ten słodki obrazek matki z dzieckiem i jakoś mi się to skojarzyło z tymi kardashiankami i innymi celebrytkami – w sumie to ta sama metoda – podsuwać ładny obrazek przeciętnej osobie i mówić: jak uwierzysz, jak zrobisz to czy tamto, to będziesz taka jak ona. To działa w reklamie, działa też pewnie w religii i taka kobieta w ciąży widzi siebie z „dzieciątkiem” jako ta matkaboska. Słownictwo też podpasowane do obrazka, ciu ciu ciu, zdrobnionka, emocjonałki i różowości.
    Tylko dlaczego wiele osób mówi „pieniążki” ? 🙂

  314. Ewa-Joanna,
    Widziałem kiedyś dość nagie zdjęcie tej Kardiaszan. Cóż mogę powiedzieć? Ona jest młoda – i to jest jej jedyny atut. Bo w sumie jest brzydka. I to mnie zdziwiło, że takie wokół niej much ado about nothing.

  315. mag
    25 grudnia o godz. 19:15

    BN nie swietuje, bo jestem ateista i nie wierze ani w tego, ani w jakiegokolwiek innego bozie.

    Swieta „Godow” spedzamy podrozniczo w Polsce. Rozdaty jestem pomiedzy Lodzia i Warszawa. Wiecej na mailu napisze, bo moze uda sie spotkac.

  316. @Płynna Rzeczywistość
    25 grudnia o godz. 21:42

    Much ado about her big derrière 😉

  317. Kiepsko mi poszlo jak na ateiste, niestety tylko 11/16…

    „Ciala” dalem na:
    – odruchu Maryi
    – imieniu
    – zlobie
    – pasterzach
    i
    – zagranicznych wojazach (dalem sie nabrac na „okazje do podrozowania”) hehehhee

  318. mag
    25 grudnia o godz. 18:27

    Niezłe. Różne klasyczne standardy bywają później wykonywane na takie dialogujące sposoby, z różnym skutkiem.Ten brzmi nieźle, chociaż mam pewnie podobnie jak wielu – co zdignozował inż. Mamoń: lubimy te przeboje, które znamy. Stąd wersje pierwotne chyba najbardziej przekonują. Jak „Szczęki”. Nr 3, 4 i 28 to już nie to, co te pierwsze szczęki.

  319. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 21:24
    „Aj, aj, zrobiłam na Gazecie test z ewangelii…”

    Nie wiedziałaś, że nie było żadnych „trzech króli” ?

  320. @dezerter83
    25 grudnia o godz. 22:44

    Potrafisz zakpić. Brawo!

  321. Króli było czterech. Jeden poszedł na skróty.

  322. I z powodu tych wyboistych skrótów ciągle mu z głowy zlatuje korona.

  323. Płynna Rzeczywistość (21:50)

    „Widziałem kiedyś dość nagie zdjęcie tej Kardiaszan. Cóż mogę powiedzieć?”

    Jesli to bylo to zdjecie

    https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/58/e3/76/58e376373f8295e78ca8b67d050be6c4.jpg

    to ja moge powiedziec, iz faktycznie brzydactwo z niej takie ze az hadko patrzec

    A tu jeszcze wigilijne zdjecie tejze samej

    http://mac.h-cdn.co/assets/15/29/980×490/landscape-1436813616-screen-shot-2015-07-13-at-25315-pm.png

    Troche tematyki swiatecznej i od razu taka roznica!

    seleuk(os)ie! Ktora wersja bardziej ci podpada?

  324. Tu są trzy małe król(iki) z zalążkami koron.

    ttp://www.andrzejrysuje.pl/rysunek/radosnych-swiat

  325. @dezerter83
    25 grudnia o godz. 22:44
    jak to nie ma? A 6 stycznia to co?

  326. Ewa-Joanna
    25 grudnia o godz. 23:37
    „jak to nie ma?”

    Przecież napisałaś, że test dotyczył Ewangelii a nie konfabulacji KK.

  327. @dezerter
    Nie wymądrzaj się. Króli było skolko ugodno, ale mędrców ze wschodu – od dwóch do setki co najmniej. Ta opowieść o mędrcach (nie królach) to fajny midrasz, skądinąd. Mój wynik w tym teście 15/16. Wstyd, że na jedno z pytań błędnie odpowiedziałem. Ciekawym Twojego wyniku znawco ewangelii.

  328. Nie było żadnych mędrców. Rodzinę Jezusa w domu w Betlejem – kilka miesięcy po narodzinach dziecka – odwiedzili astrolodzy.
    Dlatego niektórzy tłumacze NT używają określenia „obserwatorzy gwiazd”.

    Jeżeli chodzi o mój wynik testu – był zbliżony do Twojego.

  329. Tanaka
    No to na dobranoc inna bossanova (najbardziej lubimy te przeboje itd.)
    https://www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=bossanova+do+poduszki

  330. Kontynuując wątek muzyczny – niedawno odkryło mi się coś takiego: https://www.youtube.com/watch?v=L6X0PqIWfzQ

    Rzadki przypadek, gdy cover jest zdecydowanie lepszy od oryginału, choć nie dziwi, że ma niemal 100 razy mniej wyświetleń na YT.

  331. Tobermory – 22:24

    „Much ado about her big derrière”

    Velike joške tez niczego sobie

    http://i4.mirror.co.uk/incoming/article5812201.ece/ALTERNATES/s615b/Kim-Kardashian-latex-outfit.jpg

    A ado o nich zadnego. No fair!

  332. coś przemknęło w zagranicznych mediach, ze George Michael nie zyje.

  333. seleuk(os) (17:32)

    „Twoja niechec do Kaczynskiego, ma zwiazek z tym, ze czujesz niejaka odpowiedzialnosc za pozostanie, bycmoze, Chlodvigiem nadwislanskiej ochlokracji. Wewnetrznie czujesz, jak Lex Salica wyszlo na lex nadwislanica, a reke Twoja przykladales do tego.”

    Posuwasz taka gora, ze ja, ceper nizinny, nie nadazam. Ale nic to. Niecheci do Kaczynienskiego nie bede zaprzeczac

    „Jak ten Pastor przemowil w odpowiednim momencie. Mezczyzni, jak muchy niektorzy, padali na podloge. Z wyczerpania. Kobiety niektore, orgazmu dostawaly na stojaczka. Ja tam w srodku Orteq bylem i to widzialem. Moge znaczy Orteq dac swiadectwo.”

    Swiadectwo nie bedzie konieczne, seleuk(os)ie. Ja uwierze w kazdy orgasm bez swiadectwa

    „Moja miejscowa egzotyczna tylko drzala. Pozniej pojechalismy do mnie. Jakis czas pozniej zwierzyla mnie sie ze dwoch orgazmow zycia doznala, jak ja z jej biblijna geografia sie zapoznawalem po tym spotkaniu z Pastorem. Jeden zaraz po drugim.”

    I w te dwa tez uwierze. Jeden do drugim. W trzeci tez bym uwierzyl

    ” Moja egzotyczna miala budowe prawidlowa. To moje prezenty byly dla podkreslania tych prawidlowosci. A tu nic z tego. Srodki moje, krwawica wypracowywane u corpow, szly do Uppsali.”

    Tu ci wspolczuje szczerze i otwarcie. Widze zes sie dal nabrac dezerterowanu na to, iz jehowici o mamone nie dbaja. I w ogole niczego nie przekazuja do centrali jehowickiej. W Upsali czy gdziekolwiek indziej. Co jest ichniejszym nastepnym lgarstwem.

    Nie innym od tego, iz oni niby nie probowali flirtowac z AH. Niedlugo po jego dojsciu do wladzy 33-m.

    Chodzilo o wspolnego wroga. Czyli o te nacje nienawistna dla chrzescijanskiej wiekszosci, ktora ukrzyzowala naszego niebieskookiego Jezuska. Wszystko zawarte w „Deklaracji Faktow” SJ z 1933 roku:

    „Największym i najbardziej gnębicielskim imperium jest imperium anglo-amerykańskie. Przez to należy rozumieć Imperium Brytyjskie, którego Stany Zjednoczone Ameryki stanowią część. To kupieccy Żydzi brytyjsko-amerykańskiego imperium są tymi, którzy zbudowali i nadal rozwijają ‚wielki kapitał’ jako środek wyzysku i ciemiężenia wielu narodów. Dotyczy to zwłaszcza Londynu i Nowego Jorku, bastionów ‚wielkiego kapitału’. Fakt ten jest oczywisty w Ameryce, że istnieje przysłowie dotyczące Nowego Jorku: ‚Żydzi go posiadają, katoliccy Irlandczycy rządzą nim a Amerykanie płacą rachunki.'” [1934 Yearbook of Jehovah’s Witnesses, s.134]
    Obecny rząd Niemiec wypowiedział się zdecydowanie przeciwko ciemiężcom reprezentującym ‚wielki kapitał’ i jest przeciwny szkodliwemu wpływowi religii w polityce narodu. Takie jest dokładnie nasze stanowisko i w naszej literaturze przedstawiamy przyczyny istnienia gnębicielskiego ‚wielkiego kapitału’ i szkodliwego wpływu religii.” [1934 Yearbook of Jehovah’s Witnesses, s.135]”

    Na tym poprzestane. Drugi dzien Swiat sie zaczyna tu i owdzie. Wiec potrzebny jest pokoj na Ziemni. Potrzebny ludziom dobrej woli. A nawet i taki ludziom jak ty czy ja

  334. @Konstancja
    Nie żyje. George Michael zmarł wczoraj. U nas poinformowało o tym Polskie Radio godzinę temu:
    http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1708326,Nie-zyje-George-Michael
    [*]

  335. George Michael zmarł niestety, a był wielkim artystą, o czym świadczy, choćby i ta piękna bossanova A.C. Jobima, którą George Michael zaśpiewał wspólnie z wybitną wokalistką jazzową – Astrud Gilberto. Oto”Desafinado”-
    https://www.youtube.com/watch?v=5ABHxOrdOtY

  336. Ce specjalnymi życzeniami dla @dezertera, który przyznał, że – jak ja – tak całkiem na pamięć nie zna Nowego Testamentu, czym mi – po raz pierwszy – zaimponował.
    http://opinie.wp.pl/prof-jerzy-vetulani-zachowanie-polskiego-rzadu-jest-niekatolickie-6072300849713793a

  337. „My ateiści mamy jedną przewagę nad wierzącymi. Nie martwimy się tym, co będzie z nami po śmierci” (Jerzy Vetulani)

    Czy profesor nie przeszacował Swojej przewagi nad wierzącymi ?

    Już na pierwszy rzut oka widać, że pomylił wierzących z nominalnymi chrześcijanami – którzy z powodu braku rzetelnej wiedzy – mogą żywić jakieś obawy związane ze śmiercią.
    Natomiast osoby znające Biblię – niczego się nie obawiają. Dlaczego ?

    Trzy tysiące lat temu zanotowano w Piśmie: „Jest bowiem coś, co się przytrafia synom ludzkim, i coś, co się przytrafia zwierzęciu, a przytrafia im się to samo. Jak umiera ono, tak i on umiera; i wszyscy mają jednego ducha, tak iż nie ma żadnej przewagi człowieka nad zwierzęciem, bo wszystko jest marnością. Wszyscy idą na jedno miejsce. Wszyscy powstali z prochu i wszyscy do prochu wracają” (Kaznodziei (Koheleta) 3:19, 20).

    Co oznacza powrót do prochu?
    Zwrot ‛wracać do prochu’ przywodzi na myśl wypowiedź Boga skierowaną do pierwszego człowieka: „Prochem jesteś i do prochu wrócisz”. Oznacza to, że ludzie, podobnie jak zwierzęta, są stworzeniami fizycznymi. Nie są duchami, które jedynie zamieszkują w ciele. Dlatego wraz ze śmiercią ciała zanika funkcjonowanie umysłu. O umierającym człowieku Biblia mówi: „Wydaje ostatnie tchnienie, wraca do prochu; i w tejże godzinie kończy się całe jego myślenie”.

    Co w takim razie dzieje się z umarłymi ?
    Pismo daje jasną odpowiedź: „Żyjący są świadomi tego, że umrą, lecz umarli nie są świadomi niczego”. Śmierć nie jest przyjacielem przenoszącym nas do lepszego życia; w Biblii nazwano ją „ostatnim nieprzyjacielem”, ponieważ kładzie kres wszelkim naszym poczynaniom.

    Jest też dobra wiadomość dotycząca śmierci.
    Dla milionów zmarłych śmierć jest jak sen, z którego się przebudzą. Pewnego razu o zmarłym przyjacielu Jezus powiedział do uczniów: „Łazarz, nasz przyjaciel, udał się na spoczynek, ale ja tam idę, aby go obudzić ze snu”. W drodze do grobowca pamięci napotkał tłum ludzi pogrążonych w żałobie. Gdy tam przybył, polecił go otworzyć i zawołał: „Łazarzu, wyjdź!” Wtedy człowiek ten, martwy od czterech dni, wyszedł. Wskrzeszając Łazarza, którego ciało zaczęło się już rozkładać, Jezus pokazał, że Bóg jest w stanie zapamiętać wszystkie szczegóły dotyczące umarłych — ich osobowość, wspomnienia i wygląd. Może im znowu przywrócić życie. Innym razem Jezus powiedział: „Nadchodzi godzina, w której wszyscy w grobowcach pamięci usłyszą jego głos i wyjdą”.

    Pismo zawiera jeszcze inne dobre wieści: „Jako ostatni nieprzyjaciel ma zostać unicestwiona śmierć”. Nigdy więcej ludzie nie będą musieli wtedy iść pogrążeni w żalu na cmentarz, by pochować ukochaną osobę. Biblia zapewnia: „Śmierci już nie będzie”.

    A zatem, osoby służące Bogu, mogą spoglądać w przyszłość bez żadnej obawy. Wiedzą, że dzięki zmartwychwstaniu będą mogli w czasie wyznaczonym przez Boga znowu cieszyć się życiem. A cóż to będzie za życie! Pismo nazywa je „rzeczywistym życiem”, czyli życiem wiecznym.

    Nie ulega zatem wątpliwości, że biblijny punkt widzenia na stan człowieka po śmierci, przynosi ogromną ulgę. Gdyby profesor Vetulani studiował Biblię – sam mógłby się o tym przekonać.

  338. Zatrzymałam się na „Swojej” z dużej litery. To jakaś nowa moda w Polsce? Może ktoś emigrantów oświeci?

  339. Skoro tematem wpisu jest pusty talerz, pełny talerz, teraz będzie o pisowskim pełnym talerzu. Staszek Tym napisał w ostatnim felietonie: Nagle z bożonarodzeniowego drzewka opadły wszystkie igły. Oto na polecenie ministra Macierewicza najważniejszego dowódcę w polskiej armii prawdopodobnie zastąpi znany amerykański dermatolog. Otworzy on konferencję MON (uwaga, to nie żart): „Najnowsze rozwiązania i światowe trendy rozwojowe w technologii wpływające na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego, a także urządzeń technicznych podwójnego zastosowania…”.

    Otóż ten dermatolog to ojciec niejakiego Janningera, który zasłynął jako najmłodszy doradca MON, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nowy-doradca-macierewicza-20-latek-doradca-w-mon,597235.html

    Poza tym syn zaczął publikować z ojcem prace dermatologiczne już jako czternastolatek, co całkowicie odpowiada moim wyobrażeniom o tzw. ludzie pisowskim.

    Dokąd to wszystko doprowadzi?

  340. Zmartwychwstaną i co? Będą znowu żyli aż do śmierci czy jak? Czy też będzie ich – o zgrozo!- czekać zycie wieczne? Jak tak to co ni będą robić – Biblię ciągle czytać czy co?
    Zawsze mnie to ciekawiło… Te życie wieczne. Przecież to jak przekleństwo.

  341. NeferNefer
    26 grudnia o godz. 12:24

    Neferko, nałogowe pisanie dużą literą (nie „z dużej litery”) rzeczowników pospolitych (np. „Policja”, „Mama”), przymiotników (np. „Polski” – „Polski naród”), zaimków („Siebie”, „Swego”, „On”) jest powszechną manierą. Wynika z uszanowaniowej egzaltacji i językowej ignorancji, zbiorczo mówiąc: papugomałpiego szmergla.

  342. Ewa-Joanna
    To straszne! Dlatego mam nadzieję graniczącą z pewnością, że życia wiecznego nie ma.
    Byłby to ostateczny dowód na niezmierzone okrucieństwo boga.

  343. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 12:37

    Czy bezkresne życie w doskonałych warunkach w końcu nas nie znudzi?

    Warto się nad tym zastanowić. Nuda często dokucza tym, którzy nie widzą sensu życia i są zmęczeni monotonią dnia codziennego.

    Musimy wziąć pod uwagę, że życie wieczne obiecuje nam Bóg. Jego głównym przymiotem jest miłość Jehowa bardzo nas kocha i to od Niego pochodzą wszystkie dobre dary, które sprawiają nam radość.

    Nasz Stwórca wie, że do szczęścia potrzebna nam jest ciekawa praca. W raju nikt nie będzie się czuł jak mało znaczący trybik w wielkiej machinie. Każdy będzie mógł razem z bliskimi w pełni korzystać z owoców swojej pracy. Jeśli miałabyś stałe, pasjonujące zajęcie, które pozwalałoby ci się realizować, czy twoje życie byłoby nudne?

    Trzeba też pamiętać, że nie każdy będzie mógł żyć w raju. Jehowa pozwoli na to tylko tym, którzy naśladują Jego Syna. Podczas służby na ziemi Jezus wręcz rozkoszował się spełnianiem woli swojego Ojca. Słowem i czynem uczył swych naśladowców, że prawdziwe szczęście wynika nie z brania, lecz z dawania. W przyszłym raju wszyscy będą przestrzegać dwóch największych przykazań — będą miłować Boga i bliźnich. Wyobraź sobie, że żyjesz wśród ludzi, którzy lubią swoją pracę i okazują ci szczerą miłość. Czy w takim towarzystwie byś się nudziła?

    Poza tym, każdego dnia będziemy mogli dowiadywać się czegoś nowego o naszym Stwórcy. Uczeni dokonali mnóstwa niezwykłych odkryć dotyczących dzieł stwórczych. Ale w gruncie rzeczy odsłonili przed nami zaledwie rąbek tajemnicy o otaczającym nas świecie. Czy sądzisz, że kiedykolwiek znudziłoby ci się zdobywanie nowych informacji o Stwórcy?

    Nawet dzisiaj ci, którzy wykonują pracę przynoszącą korzyści drugim i przysparzającą chwały Bogu, rzadko kiedy odczuwają nudę. Możemy mieć pewność, że jeśli będziemy zajęci taką pracą, nuda nigdy nas nie ogarnie — nawet gdy będziemy żyć wiecznie.

  344. jobrave
    Mogę słuchać bez końca „Kissing A Fool”. Wymiękam.
    https://www.youtube.com/watch?v=omsBhh8vA7c

  345. pombocek
    26 grudnia o godz. 12:47

    Dzięki pombocku. To tak jak odgięty mały paluszek podczas trzymania filiżanki. Zęby mnie bolą od tego „Jego” w stosunku do osoby żyjącej i bynajmniej nie zasłużonej (ja mam problemy z nie i częściami mowy, zapomina mi się bo po polsku piszę tylko tu)

  346. Chrześcijańska koncepcja funkcjonowania po śmierci, wydaje się mocno niedookreślona….

    znacznie konkretniejsze były sposoby spędzania czasu w Asgardzie, Nawii, czy na Olimpie.
    Juz nie mówiąc o muzułmańskim raju dla mężczyzn….

    Sporo pisarzy s/f brało sie za temat długowieczności, nieśmiertelności.
    I dość często pojawiał się problem NUDY nieśmiertelnych.
    Bez nowych podniet, bodźców, wyzwań, rywali, człowiek nie za bardzo ma po co żyć.
    Co można robić przez tysiąclecie chocby?

  347. dezerter83
    26 grudnia o godz. 12:13

    Dezerterze, nie masz dobrej wiadomości dotyczącej śmierci ani też „osoby służące Bogu” nie wiedzą, że dzięki zmartwychwstaniu będą mogły znowu cieszyć się życiem.

    Wiadomość to informacja o tym, co istnieje, istniało, dzieje się, działo się, a nie o tym, co się będzie lub może dziać. Słowem, wiadomość to nie informacja o przyszłości ani tym bardziej – o przyszłości wyczytanej w baśni.

    Dlatego „osoby służące Bogu” (nawiasem mówiąc, ładna nazwa, mógłby też być z tego blogowy skrót: OSB) nie mogą WIEDZIEĆ, co będzie po śmierci – mogą co najwyżej WIERZYĆ. Polityk nie jest w stanie wiedzieć, co będzie po roku funkcjonowania ustawy, a Ty raczysz pieprzyć o wiedzy o tym, co będzie po śmierci. Rozumiem, że wyraz „wiedza” ma większe oddziaływanie propagandowe niż wyraz „wiara”, ale albo się trzymasz utrwalonej semantyki języka polskiego, albo tworzysz własny. Tyle że na tym blogu Twoje kazania dają impuls wyłącznie do poćwiczenia mowy i do niczego więcej. Więc nie ma znaczenia, co mówisz i jak.

  348. NeferNefer
    Znam kogoś, kto mówi o sobie moja osoba. Całkiem serio.

  349. pombocek
    26 grudnia o godz. 13:26

    Stwórca mózgu, dobrze wie, co się dzieje z ludźmi po śmierci. Zna prawdę o stanie umarłych i wyjawia ją w swoim Słowie, Biblii.

    Zawarł tam prostą naukę: Kiedy człowiek umiera, przestaje istnieć. Śmierć jest przeciwieństwem życia. Umarli nie widzą, nie słyszą ani nie myślą. Po śmierci ciała nie pozostaje żywa żadna cząstka człowieka. Życie ludzkie przypomina płomień świecy. Kiedy płomień zgaśnie, nigdzie się nie przenosi. Po prostu go nie ma.

    Niektóre osoby, WIEDZĄ zatem co będzie po śmierci, ponieważ Bóg, któremu służą – objawił im to na kartach Pisma. Nie tylko im zresztą. Wszystkim ludziom.

  350. Myśliwi i księża postroili „naturalistyczną” bożonarodzeniowa szopkę w jednym z wrocławskich kościołów. Wśród wypchanych zwierząt jest m.in. tygrys. Krok dalej to chyba wypchany Jezusek.
    http://bi.gazeta.pl/im/58/2f/14/z21167960Q,Pasterka-w-kosciele-Najswietszej-Maryi-Panny-Krolo.jpg

  351. wiesku, -13:21

    „I dość często pojawiał się problem NUDY nieśmiertelnych.”

    Nuda niesmiertelnych bedzie musiala byc ogromnie zroznicowana. Np. nuda wskrzeszonego 20-latka to nie to samo co nuda kogos kto umarl w wieku lat 103 i byl calkowicie zdziecinialy..

    Albo znow nuda gejow i nie gejow. Ci pierwsi przeciez beda sie musieli zaczac zupelnie inaczej zachowywac, zmartwychwstawszy. Biblia otwarcie i jednoznacznie potępia rozpustę, do której należą również kontakty homoseksualne (List do Rzymian 1:26, 27; List do Galatów 5:19–21).

    Sami Świadkowie Jehowy nie aprobują homoseksualizmu i zdecydowanie odzegnuja sie od praktyk/czynów) homoseksualnych. No bo te są jednoznacznie zabronione i potępione w Biblii. Jaka nuda czeka homoseksualistow w zyciu wiecznym? Szkoda gadac.

    Noo chyba ze bozia, zanim powskrzesza tych wszystkich umarlakow, ponaprawia wszystkie bledy popelnione przy ich tworzeniu. „Pismo” nie jest zbyt pouczajace w tej materii..

  352. dezerter83
    26 grudnia o godz. 13:47

    Dezerterze, powiedziałem Ci: albo trzymasz się semantyki języka polskiego – wtedy Twoje użycie wyrazu „wiedza jest nadużyciem, albo tworzysz własny. Wolisz tworzyć własny. To se pleć do lustra i pal męki Ci na drogę.

  353. Pouczenie wynikajace ze wskrzeszenia Lazarza nie daje pelnej odpowiedzi

    „Wskrzeszając Łazarza, którego ciało zaczęło się już rozkładać, Jezus pokazał, że Bóg jest w stanie zapamiętać wszystkie szczegóły dotyczące umarłych — ich osobowość, wspomnienia i wygląd. Może im znowu przywrócić życie.”

    Wiec z jednej strony, mamy powrot do zycia ciala, ktore juz zaczelo sie rozkladac. Zachecajaca to wiadomosc. Z drugiej jednakze wyraźnie czytamy, ‚że Bóg jest w stanie zapamiętać wszystkie szczegóły dotyczące umarłych — ich osobowość, wspomnienia i wygląd. Może im znowu przywrócić życie.’

    Niezbyt to dobrze wrozy gejom. Oni beda musieli powrocic do zycia jako, niestety, geje. A tym grozi przerazliwa nuda w zyciu wiecznym: im nie wolno bedzie praktykowac tego, stanowi ich osobowosc!

  354. pombocek
    26 grudnia o godz. 12:47

    Ja wprost przepadam, jak jaki biskup gada z wielkich liter. Nie posiadam się z radości, gdy Lolek co oświadcza Na Sposób Szczególny. Bo on ciągle tak coś oświadcza.
    Polityk też tak oświadcza, ale nie ma tego Przemodlenia i Uwznioślenia w swojej Substancji, by mu te Wielkie Litery wychodziły tak niekostropato jak u jakiego biskupa.

  355. Orteq
    26 grudnia o godz. 14:28

    Raj jest jeden, jego stwórca również….

    Co z tego wynika?
    Że w jednym miejscu, poza czasem, znajdą się osobniki z czasów Noego i powiedzmy XXI wieku.
    Ukształtowane przez kompletnie inne warunki, kulturę, technikę, normy społeczne, poziom wiedzy, etc….

    Wdzięczny temat do rozważań.
    Jak Bozia rozwiąże problemy?
    Wymaże im pamięć, człowieczeństwo, nabyte doświadczenie, pamięć?
    Lobotomia rozszerzona?
    Roslinki w stanie wegetatywnym?
    Mierząc ludzka miarą- bezsprzecznie.
    Boski Plan, ale niezbyt zachęcający.

  356. Orteq
    26 grudnia o godz. 14:52

    Na bizantyńskim dworze roiło się od kastratów….
    Zapewne wielu wiodło godny zbawienia żywot.
    I co?
    Bozia przywróci?
    Bo pamięta jak miało być, choć oni nigdy nie używali, pozbawieni w dzieciństwie?

    Piszący Biblię, a raczej kompilujący ja z wielu źródeł jej twórcy, są dość enigmatyczni co do przyszłości zbawionych duszyczek.
    Byc może, w apokryfach istnieja bardziej porywające wizje.
    Ale, ocenzurowano je, by starcom rządzącym kosciołem nie podnosić ciśnienia….

  357. wiesku,

    Nie zapominaj, ze do raju bozia jehowicki ma wziasc tylko 144 tysione wybranych Swiadkow i ani jednego wiecej. Reszta wskrzeszonej holoty, pewnie glownie jehowickiej, bedzie sie turlala po wiecznej juz wtedy Ziemni

  358. @Orteq
    Po zmartwychwstaniu , ci którzy dostaną się do raju, (nie będzie też tam gejów, bo wszyscy będą bezplciowi , zresztą geje nie zasługują na raj ),więc , ci którzy się dostaną będą na takim haju na skutek maksymalnej i nieustannej produkcji endorfiny, że będzie im wszystko jedno, w jakim wieku umarli , i nie będą się nudzić śpiewając hosanna. W piekle to co innego, niewykluczone , że sam Lucyper jest gejem i za to został strącony i być może będzie tam rządzić koteria gejowska.

  359. W rozmowie z Poncjuszem Piłatem Jezus oświadczył: Moje królestwo nie jest częścią tego świata (Jan 18:36). I to właściwie wszystko co wiemy o tzw. Królestwie Bożym, albo Niebieskim. W „Modlitwie Pańskiej” wierni powtarzają: Przyjdź Królestwo Twoje, ale kiedy ono mam przyjść – nikt nie wie. To znaczy wie ewangelista Jan, który całą swą „Apokalipsę” temu właśnie poświęca. Po klęskach, aniołach zagłady, różnych „biada”, osądzeniu, odsianiu złych od dobrych, ukaraniu jednych i wywyższeniu drugich, obraz królestwa niebieskiego jawi się dziwnie znajomo. Feudalny władca otoczony gromadą aniołów i ludzi dopuszczonych do oglądania jego chwały, grzejących się w jego chwale i chwalących jego chwałę w pieniach. Wszyscy oni są błogosławieni. O tak: Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała
    i aby bramami wchodzili do Miasta. Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy, kto kłamstwo kocha i nim żyje
    (Ap 22. 14-15) Kotów nie ma na zewnątrz, chwała ci Janie.

    Sam Jezus o Królestwie Niebieskim (królestwie ojca) mówił – poza tym co powiedział Piłatowi – w przypowieściach: o kąkolu (Mt 13, 24-31), o ziarnku gorczycy (Mk 4,26-34, o skarbie (Mt 13, 44 ), o perle (Mt 13, 45-46). Przypowieść o sieci (Mt 13, 47-50) najpełniej wyraża to, co Jezus mówił o – nie tyle o królestwie bozym, ile o tych którzy do niego zostaną dopuszczeni. Gdy sieć się napełni, zostanie wyciągnięta na brzeg. Dobre ryby wsadzone zostaną do naczynia, a złe – zostaną wrzucone w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

    W islamie z tym życiem wiecznym w królestwie niebieskim jest duuuużo ciekawiej. W Koranie (9:111) czytamy: Zaprawdę, Bóg kupił u wiernych ich życie i ich majątki, w zamian za co otrzymają Ogród. Oni walczą na drodze Boga i zabijają, i są zabijani. W nagrodę otrzymują Hurysy strzeżone w namiotach… Nie dotknął ich przed nimi ani żaden człowiek, ani dżin (Koran 55:72-74). Będą tam hurysy o wielkich oczach, podobne do perły ukrytej – w nagrodę za to, co czynili (Koran 56:22-24). Zaprawdę, stworzyliśmy je w sposób doskonały i uczyniliśmy je dziewicami, kochającymi, jednakowego wieku – dla tych po prawicy (Koran 56:35-38. Tłumaczenie przytoczonych sur – Józefa Bielawskiego).

    Ibn Kathir, komentator koraniczny, tak rozszerzył słowa Proroka: Zostało wspomniane przez Daraj Ibn Abi Hatim, że Abu al-Haytham, Adullah Ibn Wahb opowiedział od Abu Sa’id al-Khudri, który słyszał Proroka Muhammada mówiącego „Najmniejsza nagroda dla ludzi w Raju jest miejscem, gdzie znajduje się 80.000 służących oraz 72 żony, nad którymi jest gmach udekorowany perłami, akwamarynem, rubinami, i jest tak duży jak od al-Jabiyyah do Sana. Inny koraniczny komentator, Al-Suyuti, poszedł jeszcze dalej w swej interpretacji Koranu i napisał: Za każdym razem śpiąc z hurysą odnajdujemy jej dziewictwo. Poza tym penis Wybranego nigdy nie mięknie. Erekcja jest wieczna. Uczucie kiedy za każdym razem się kochasz jest absolutnie wyśmienite i spoza tego świata. I nawet gdybyś chciał zrobić to samo na ziemi, to byłbyś na to za słaby. Każdy Wybrany ożeni się z 70 hurysami, poza kobietami ożenionymi na ziemi, i wszystkie będą miały smakowite waginy.

    Jeśli mogę coś do tego dodać – dodaję: Straszna perspektywa. Ta Nowotestamentowa równie straszna, choć nie tak nudna.

    Howk. Wszystkiego najlepszego w dzień pierwszego męczennika. Szczepana, znaczy. Ciekawe – z hurysami jest w raju, czy ogrzewa się blaskiem Jahwe?

  360. @mag
    a co pokazuje ten kapłan? .ciekawe, czy mówi ma ma przy kladzeniu na plecy.

  361. anumlik – 15:19

    „Sam Jezus o Królestwie Niebieskim (królestwie ojca) mówił – poza tym co powiedział Piłatowi – w przypowieściach: o kąkolu ”

    Kąkol, kąkol. Skad ja to znam? Aaa, juz wiem: ze „Szkolki Kaziowej”. Tak zesmy nazywali podyplomowe Studium Dziennikarskie na UW. Dziekanem byl prof Kazimierz Kąkol. Lata byli zamierzchle.

    Ale zeby az tak zamierzchle, ze do czasow Pilata sie nawracaly? Tego nie wiedzialem

  362. @anumlik
    Wszyscy tworzą obraz raju na miarę swego czasu. Tak zastanawiam się ,czy te hurysy i ci służący to potępieńcym. czy stworzone specjalnie dla potrzeb wybrańców jakieś anielice, dziś powidzielibyśmy androidy czy hosty jak w serialu Westworld

  363. Stachu39 (15:16 )

    „Po zmartwychwstaniu , ci którzy dostan,wią ęsic , ci którzy się ę do raju, (nie bdostanęą dzie tebż ętam gejów, bo wszyscy bdęą dna takim haju na skutek maksymalnej i nieustannej ą bezplciowi , zresztą geje nie zasługują na raj )”

    Pelna zgoda. Wedle SJ, w raju bedzie 144 tys. jehowitow. Wlaczjac w te liczbe 12 apostolow. Trzynasty chyba sie nie zalapie. On mogl byc gejem. Wiadomo, zdrajca

  364. Cos ten cytat ze Stachu39 taki jakis poprzestawiany. Ciekawe przez kogo?

  365. @dezerter83 26 grudnia o godz. 0:22
    „Nie było żadnych mędrców. Rodzinę Jezusa w domu w Betlejem – kilka miesięcy po narodzinach dziecka – odwiedzili astrolodzy.”

    Komentarz:
    JAKĄ rodzinę? W JAKIM Betlejem? Wszelkie związki biblijnego Jezusa z Betlejem to wymysł Kaka. Chodzi o to, żeby „spełniło się” starotestamentowe proroctwo, że zydowski „mesjasz” będzie pochodzić z Betlejem. Dlatego łatkę Betlejem doczepiono na siłę ukrzyżowanemu buntownikowi, który –jeśli w ogóle istniał – pochodził z Nazaretu i z żadnym Betlejem nie miał nigdy nic wspólnego.

    Stąd zresztą dodatkowe bajeczki o rzekomym „spisie powszechnym”, który wymagał ni mniej, ni więcej, tylko wędrówki ludów – Józef (koniecznie z ciężarną żoną) „musiał” powędrować do Betlejem. Sięganie prawą ręką do lewego ucha, żeby tylko skojarzyć Jezusa z Betlejem. Żałosna religiancka trawestacja.

    Aha, i jeszcze jedno. Zdezerterowany PRZECIWSTAWIA tradycję Kaka jakiemuś wydumanemu „słowu bożemu”, który rzekomo znajduje w KANONICZNYCH ewangeliach. Kanonicznych – czyli zatwierdzonych i arbitralnie wyróżnionych – przez Kaka właśnie. Spośród mnóstwa podobnych przekazów, które istniały w latach 100 – 400 naszej ery, a które zniknęły, bo przestano je przepisywać. Przypomnę – wtedy kopiowano pisma ręcznie. Nowe spojrzenie na tę kwestię zapewniły pisma odkryte stosunkowo niedawno – np. w Nag Hammadi – i rozwój dyscypliny zwanej krytyką tekstu.

    Jest to jezcze jedna śmiesznota sekty dezertera – myślą, że ODERWALI się od tradycji Kaka. To naprawdę bardzo zabawne. Bo bazują –w dodatku niewolniczo- na tej właśnie tradycji. Innej nie mają. Namiętnie czczone jehowickie „ewangelie” zostały arbitralnie wybrane spośród wielu innych, równie bajdurkowatych – a wybrane przez Kaka właśnie. Według Kaka musiały być akurat cztery, bo –przypomnę- są cztery wiatry. I tylko na rzekomym autorytecie Kaka zasadza się ich rzekoma „boskość”. Hi hi hi !!! Coraz zabawniej.

  366. Biedny dezerter! Usiłuje nawrócić grupkę zatwardziałych bezbożników, a oni biorą go na serio i z nim polemizują.Žyczę powodzenia obu stronom i może w kimś coś drgnie i uwierzy w prawdę dezertera, albo on uwierzy, że nie wierzy i dokonana konwersji na stronę, gdzie nie ma wiecznego życia i zbawienia.

  367. @anumlik 26 grudnia o godz. 15:19

    Wizje „królestwa bożego” są całkiem różne u różnych ewangelistów, bo ci różni autorzy wkładają w usta Jezusa inne gadki. Mówiąc najkrócej – „królestwo” które „jest tu” ale go nie widać – to jedna wersja. Inna wersja – Jezus umarł, ale zmartwychwstał i zaraz przyjdzie, po czym będzie królem w swoim królestwie. Chodzi o „królestwo” w życiu podobnym do obecnego tu, na ziemi. Następna wersja (bo minęło lat kilkadziesiąt, a Jezus jakoś nie przyszedł) to królestwo „w niebie” czy gdzieś w zaświatach, po indywidualnej śmierci. Bajeczka się zmieniała pod wpływem nieubłaganej rzeczywistości.

    Co do „niebiańskich rozkoszy” – według tradycji patrystycznej owe rozkosze obejmowały m.in. nieustanny ogląd grzeszników smażących się w piekle (ach, rozkosz!). Obłąkany sadyzm wpisany jest w „etykę” Kaka od samego początku.

    Co do „płaczu i zgrzytania zębów” – Ehrmann cytuje pytanie, zadane całkiem poważnie, czym będą zgrzytać ludzie pozbawieni uzębienia. Odpowiedź brzmiała: dostaną od Boga protezy. Jakbym słyszała zdezerterowanego – dokładnie ta sama „logika”. Jaaaasne – dla bozi nie ma nic niemożliwego : )

  368. @Stachu39 26 grudnia o godz. 16:22

    To jasne, że „dezerter” nikogo nie „nawróci”. On musi wypluwać te bzdety na zasadzie katarynki – bo sekta mu kazała. Z kolei reszta towarzystwa po prostu bawi się jego kosztem. Że nikt nikogo nie przekona – to też jest dla mnie oczywiste. Tego rodzaju „dyskusja” utwierdza tylko OBIE STRONY w ich przekonaniach. I tyle właśnie osiągnie tu dezerter.

  369. @na marginesie.
    Ale dezerter już raz dokonał konwersji ,jak wskazuje jego nick. Są ludzie poszukujący, którzy zmieniają wyznania kilkakrotnie. Chociaż bezbożnictwo to nie wyznanie tylko grzech. I nie ma dla nas raju ani hurys, o których tak ładnie pisał anumlik. A dla kobiet muzułmańskich, które dostąpiły raju mlodzieniaszkowie?

  370. @Stachu39 26 grudnia o godz. 17:11

    Rozśmieszyłeś mnie tym „bezbożnictwem” i „grzechem”. Oba pojęcia wzięte żywcem z języka religiantów. Cóż, pojęcie „szczęścia” też jest uwarunkowane kulturowo. Dla pobożnych będą hurysy albo niebiańska radość z oglądania CUDZYCH piekielnych mąk. Albo królestwo Izraela z niejakim Jezusem na tronie. Każda religiancka wizja świadczy po prostu o wizjonerze. Ten właśnie element ludzkiej fantazji jest w niej ciekawy – i zabawny.

    Nawet tzw. „doświadczenia mistyczne”, czyli religianckie halucynacje, są zakorzenione w danej religii – katolicy widzą Jezusa, inne wyznania – swoje bóstwa. A czasem bywa jeszcze inaczej. Andre Frossard „zobaczył” przeobrażoną rzeczywistość i się szybciutko i prawidłowo skatolił, Eckart Tolle „zobaczył” mniej więcej to samo (sądząc z opisu) i napisał „Potęgę teraźniejszości” – luźno zahaczającą o buddyzm.

    Zabawne – właśnie to, co się wykluwa czasami w ludzkiej głowie. I ten nieprzewidywalny mętlik, który wynika z życiowych doświadczeń. Taki dezerter… przecież to jest śmiech na sali. A jednak bidula usiłuje wierzyć w to, co bzdeci.

  371. (…)Trzy tysiące lat temu zanotowano w Piśmie(…)
    to pismo święte ma juz trzy tysiące lat? Napisano pismem obrazkowym czy zawarto na skałach jaskiń.
    Wyszło mi że starsze jest od samego Bozego narodzenia…ale może tylko się czepiam. Tysiąc lat w tę czy wewtę- jakie to ma znaczenie wobec zycia wiecznego, aplikowanego nam przez dezertera…

  372. mag
    26 grudnia o godz. 13:44

    a ja często czytam w piśmie o postępowaniu wobec ” mojej osoby” czasem nawet moja osoba pisana jest duża literą.
    Rozumiem, ze masz na myśli określonego polityka….ale tylu ich juz słyszałam. Celuje w tym R.Czarnecki

  373. Nie chodzi o przekonanie tutejszych ale szeroką dostępność bloga do argumentów SJ. Bo te wszystkie argumenty zostają i mogą być czytane przez… potencjalne ofiary. Nakręcanie katarynki i wdawanie się w polemiki tylko temu sprzyja.

    mag
    26 grudnia o godz. 13:44

    Nieźle. Dopiero teraz piszę bo właśnie wróciłam z kina (Rogue One)

  374. Jak powinien wyglądać MÓJ OSOBISTY RAJ?

    Każdy ma własne wyobrażenie…..

    Mój prywatny jest na K:
    -kawa
    -koniak
    -konwersacja
    -kobiety
    -karty
    -komputer
    -kontakty
    -książki
    -kuchnia

    Cóż więcej człowiekowi do szczęścia potrzeba?
    Wymuszanie na INNYCH siłą akceptacji CUDZEGO raju i preferencji, to bedzie PIEKŁO……..

  375. Konstancja
    26 grudnia o godz. 17:42

    Celował w tym Dorn.
    I kilku prawników bawiących w sejmie przelotem.

  376. Stachu39
    26 grudnia o godz. 16:22

    Nie badź, Stachu tym milionowym, który odkrywa Amerykę, że „oni” biorą dezertera na poważnie. Namargineska jest chyba bliżej sedna, kiedy mówi o bawieniu się. Ja biorę go na poważnie, ale nie co do treści jego kazań, lecz raczej co do ich konstrukcji, no i cały czas szukam motywacji, z jaką tu wchodzi. Nie sądzę, by, jak mówi Namargineska, sekta mu kazała. To w końcu nie są ludzie jołopowaci, lecz tylko zaczadzeni i rozumieją, że gdzie jak gdzie, ale tu – darma praca, lepiej podrywać babcie na ulicy. Więc sądzę, że dezerter sam sobie to przytulne gniazdko znalazł. Pytam go od dość dawna, czemu tak uparcie siedzi, skoro go tu nie chcą, a jego Nauczyciel kazal z takich miejsc spadać i otrząsnąć pył z nóg. Na to on jedyny raz odpowiedział – swoim zwyczajem nie na temat – że każdy może wchodzić. A ja nie mówiłem, że nie może, lecz przywoływałem zalecenie Jezusa – w imię ojca i matki, i tej rudej kudłatki – żeby z nieprzyjaznych miejsc spie..alać. Więc ten uczeń Jezusa słucha nauczyciela, kiedy mu wygodnie. Jak niewygodnie – nie słucha. Czym się nie różni od innych bałwochwalców.
    Ale i od bywalców tego blogu za bardzo się nie różni. Uważam, że zaraził się, przywiązał i nie może blogu opuścić, bo mu żal. No a wchodzi z tym, co ma wgrane. Choć, jeśli kto uważał, to zauważył, ze ostatnio zdarzało mu się mówić po cywilnemu. I wtedy mi wyglądał na gościa całkiem do rzeczy.

    A co do powodzenia, którego obu stronom życzysz, to nie wiem, o jakie powodzenie może chodzić, skoro się tu wchodzi głównie, żeby popaplać. Owszem jest paru, którzy decydują tu o losach świata, ale to margines społeczny. Tu się, Stachu, trajkocze, a nie powodzenia szuka. Czy się trajkocze z dezerterem, czy z generałem – jeden pies.

  377. Mi tam @dezerter zupełnie nie przeszkadza. Po prostu przynudza, jak to jehowita, więc go przewijam.
    Jeśli dobrze się czuje w naszym gronie, może nawet snobuje na bywanie na blogu ateisty, a prześmiechy blogowiczów go tylko rajcują, to niech mu będzie na zdrowie.

  378. NeferNefer
    26 grudnia o godz. 18:17

    Neferko, nie surmuj się tak bardzo. Ofiary Świadków Jehowy nie różnią się specjalnie od ofiar katolicyzmu, islamu i innych omamów. ŚJ jest teraz ciut ponad 8 milionów. Katolików, powiedzmy, miliard(nie pamiętam dokładnie liczb).

  379. pombocek
    26 grudnia o godz. 18:47

    E tam, się sumuję czy surmuję. Ale co insze jest się urodzić w środku czegoś a co insze dać sobie do głowy wmówić z niczego. dezerter też mi nie przeszkadza.

    A film bardzo mi się podobał.

  380. Orteq
    25 grudnia o godz. 23:30 i pozniej

    Ja krotko piszac, nie umiem tego rozstrzygnac bo Wiedzy nie mam. Kim, po tutejszemu to moze kazda/kazdy sex miec i dowolne foto. Tutejsze i tutejsi to maja tez imiona jak Kaj albo Maria albo… Sexu takie imie nie okresla, a kazdy gender (???) moze miec, albo nawet pomieszane gendery (???), piec, szesc nawet. Zeby Twoje erotyczno/podchwytliwe pytanie rozstrzygnac to ja musze miec Wiedze. Zdjecia zalinkowane Wiedzy mnie nie daja, czy fragmenty jutupka. Moja Wiedza, na kazdy temat, nawet erotyczny jak chcesz Orteq nie polityczny, opiera sie na czterech filarach stabilnosci. Teraz nastepne swieta sie zblizaja, Swieconek Kurczaka z Rozna, z szybkoscia na Kaczych lapkach sie zblizaja, calorocznie. To ja Tobie Orteq dam poglad moj na temat jednego filaru Wiedzy w zastosowaniu do stolu ze swieconkami agnostycznymi. Co ja 300pare dni swiece. Ja nie ateista Orteq, a agnostyk, to Ty porzuc Orteq katolicki ateizm na chwile. Jak chcesz czytac oczywiscie. Znaczy okulary zaloz wlasciwe, albo calkiem zdejmij, jak tam u Ciebie z tym. Po bergamuckiemu to Orteq eyes wide shut zrob manewr taktycznie albo shut off tinnitus.

    Ja to jajka lubie. Kazdej wielkosci i rodzaju. Od przepiorczych do strusich. Najbardziej z majonezem. Zawsze swiezym majonezem. Nigdy cos kupowanego. Zawsze sam robie majonez. Nawet jak nie mam zoltek i oliwy. Do tego potrzebna jest bezpruderyjna, moze byc religiantka. Trzy podstawowe figury to lechtaczka miedzy gorna warga a jezyk, miedzy dolna warga a jezyk, miedzy dolna gorna bez jezyka. Zawsze oczekuje pomocy od bezpruderyjnej. Po paru takich doswiadczeniach wprowadzam jajka przepiorcze na twardo, ale bez skorupek. Jak to idzie z tym majonezem mozesz Orteq przeczytac w ***** na koncu. Dalsze historie to sobie sam dospiewaj. Dlaczego ja foto nigdy nie oceniam, tylko Wiedze musze miec. Bez tej Wiedzy to dla mnie zadna religiantka czy ateistka jest nieinteresujaca. Zeby mnie caly swoj album zaprezentowala. Zeby byla CEO z jakiejs gieldowej nawet, czy co. Czasem sie zdaza, zauwaze ze z majonezu nic, a juz zaszlem daleko. To sie wycofuje, w zaleznosci od pruderyjnej. Czasem powiem o woda sie przypala na herbate, albo ojojo zelazka zapomnialem wylaczyc, albo przechodze na naprzyklad na poezje lacinskie Horacjusza, czy notowania gield materialowych, fluktuacje. Takie honorowe rei. Calkowicie dopasowane do zainteresowania pruderyjnej, ale zeby nie czula sie pominieta/odrzucona. Na dowolny temat rei. Przeczytaj dokladnie co jest w ***** przypisie.

    Rekapitulujac, to Ty Orteq masz lepsza wiedze na temat Kim Kardashian mozliwosci z majonezem ode mnie. Bo blizej mieszkasz i masz zainteresowanie forma/format. Ta wiedza, Wiedza o Kim, pozwolilaby mnie wybrac perfect zdjecie jakiekolwiek bez ogladania jakiegokolwiek, w ciemno. Brak Wiedzy nie pozwala wybrac nawet jednego, zebym tysiac obejrzal w pelnym sloncu przez szybe czy LCD. Dotyczy to nawet zdjec McDonalda anorektyczek, kolekcji Rubens/Voque/Modigliani/Lempicka/Zorn 😉 czy co chcesz za kolekcje Orteq. Forma/format bez znaczenia.

    Co do drugiego Twojego wpisu do mnie to ja musze jedna rzecz skorygowac. Ci z Uppsala to zielonkawoswiatkowcy, nie jehowici, osobna sekta chyba. Parcie na kase maja rownorzedne albo jeszcze lepsze jednak. U mnie to wszystkie sekty na tym samym poziomie leza. KK tez, ale to corp, nie zapominam nigdy. Ta egzotyczna egotyczka to mnie rozczarowala nie tym ze kase przekazywala na Uppsale, tylko tym ze moja kase probowala. Jakby tylko swoja przekazywala tobysmy sie dalej biblijnie orgazmowali. To jest zrab mojej koncepcji na te jehowitki z zoltego osrodka szkoleniowego jehowitek. Ja im zlote rybki bede pokazywal, nawet w obecnosci tzw starszych, a sam sie bede zapoznawal biblijnie z ich natura, swojej nie skapiac. Nawet wsrod cytatow dzwieku 😉 One zawsze parami chodza. To sie moga zmieniac na cytaty jakby ktorej majonezu zaczynalo brakowac. A cytaty to jakby Hallelujach Haendla w trakcie, taki bonus. Od czasu do czasu rybke zlowic, zeby sie nie ploszyly moim milczeniem, dalbym. Z KK konceptem omijania to mnie jakos nikt nie zrozumial, tak ze przetestowac nie moge. Ten na zolto osrodek lezy odemnie na kawalek dystansu, to ja brakujacych lenkow nie potrzebuje dla testowania. To jest centrum tego co mnie Ozzy z rownowagi wyprowadzil. Przykrosc jest moja wlasna produktem, ze sie dalem wyprowadzic z dystansu.

    Ja to Tobie Orteq bez japonszczyzny wytlumacze, co to jest samurajowanie. W nowoczesnosci. Teraz jak to czytasz, przerwij i zlap sie za ucho prawe lewa reka bez lusterka albo camery. Albo wez dwoma rekoma za glowa je polacz. Albo cos podobnego zrob. Wez szklanke z woda i lyknij bez patrzenia. Albo… Pelny sukces co? Bez myslenia i lusterek sie ogolic potrafisz. Dlaczego? Bo dystans znasz, pamiec masz w Twoim muskulaturze. Tysiace razy to robiles. Pamiec nie w mozgu, tylko w kosciach i miesniach. Geometrie ruchu. To rozumiesz Orteq, ze taka pamiec mozna wytrenowac do innych czynnosci. Tysiace razy powtarzajac godzinami. Znac z zamknietymi oczami, odleglosc do oponenta od koncowki miecza. Z zamknietymi oczami, obracac sie dookola, w kazdym momencie wiedziec gdzie oponent jest i jak daleko. Czy na kleczkach jestes. Kolo Ciebie Orteq jest wiele dojo. Kazdy bardziej utytulowany, paroma czarnymi paskami, Tobie to pokaze praktycznie. Dystans i rownowage zawsze, nie szybkosc i sile. I tak jest tez z projektami w corpach. Z politykowaniem. To jak ja napisalem ze Mazowiecki z Piaseckim w jednej lawce siedzieli, klotnie dla galerii uprawiali, to Ozzy sie obruszyl bo jeszcze o michnikowaniu bylo. Dystans skrocil. Ja zamiast odejsc z prawa w lewo albo na odwrot, w leb mu dalem na zlym dystansie i rownowage stracilem. Zamiast odejsc i dopiero. Dla mnie Orteq to kaczynskie rydzyki sa na piasecczyznie chowane, nawet jak przyjdzie wielkopolsczyzna z lbem szetynki pomalowana to z mazowieckich piskow petrku zakodowana, ta sama lawka. Release 5.0, albo… Hatamoto to Orteq w lawke wali, nie w tych co na niej siedza. To jak sie lawka sypie, to smieci co siedza sie sypna. Wtedy dopiero sens bedzie w budowie nowoczesnych produktow, sensu wyksztalcenia czy jakijs sensownej spolecznosci. Moze za jedno pokolenie, nie wiem. Teraz to wyglada ze 20letni sa emerytami, intelektu emerytami. Idz do dojo Orteq to zobaczysz. Ja nie wiem w jakich org Ty trenowales. Ale czy Ty myslisz Orteq, ze jak rozebrano monopole wytworni plyt muzycznych czy telefonow protokolow, czy dystrybucji filmow, hoteli czy taksowek. Ci co uzytkuja musza zarabiac. Nie ma takiej sily co ich od tego zatrzyma. To znaczy Orteq, ze na rozebraniu KK z kasy musza katoliccy nadwislanczycy zarobic i zarabiac permanentnie od odrazu. To oni sie beda modlic Orteq zeby brac udzial w rozbiorce kasy, po kosciolach modlic, zeby zakrystie, ambony i przybytek proboszcza rozebrac, jehowitki obok katoliczek. Zaraz po kazaniu, a chlopaki do rozbiorki. Albo na odwrot, jak lokalne warunki nakazuja rozbieranie lawki. Ja to w Vallhall bede obok dwoch sköldmö (shieldmaiden) w tym czasie, gdzie Ty Orteq nie wiem. 😉

    ***** To teraz Orteq znajdz wiedze o Kim K. co potrzeba, to sam zdjecie moglbys wybrac, tak jak ja bym wybral sam. Jak ktoras z Pan, co dotad dojechala, sie obruszyla na mnie, ze ja malo delikatny albo… To ja moge Jej libretto do „Rapsodii rezurekcyjnej” o majonezie zadedykowac. Bez ogladania zdjec, ze zamknietymi oczami na klawiaturze 😉 mojego compa. A jak nie to Paniom/panom obruszonym, proponuje przeczytac „Powiesc o Rozy” jednego sredniowiecznego z Prowansji, nie z Francji. Ale ich dwoch bylo 😉 do jednej rozy, cos kolo 20 tys wierszy napisali do jednej rozy do spolki. Za ilustracje shunga malarstwo, grafike, zabawki z Muromachi okresu. Poczatek „The Dream of the Fisherman’s Wife” po jap. tako to ama z dodatkowym textem. Reszta ilustracji latwizna na wlasna reka. Tutaj adres z jap textem obrazka na angielski pod spodem:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Shunga#/media/File:Tako_to_ama_retouched.jpg

    pzdr Seleuk(os)

  381. Oczywiście żartuję z tym grzechem, to jest pojęcie religijne i w tym kontekście go użyłem – odszczepieństwa. Coś czego nie powinienem robić, na co nie pozwala mi mój kodeks etyczny – nazwałbym inaczej,- winą ,sprzeniewierzeniem się, właściwie to nie wiem.
    Co do dezertera to ożywia ten blog, jak już robi się nudno, to z czymś wyskakuje i czuje, że jest czytany, to przyjemne uczucie. Fajnie spotkać ludzi zaangaźowanych. Pzdr.

  382. „Namiętnie czczone „ewangelie” zostały arbitralnie wybrane spośród wielu innych, przez Kaka właśnie”.

    Jestem w stanie zrozumieć, że wersja propagowana przez krytyków Biblii Ci odpowiada.

    Niemniej, żywię jednak nadzieję, że rozsądek podpowie Ci, iż dokonanie mądrego wyboru spośród dwóch przeciwstawnych opinii na jakiś temat, wymaga starannego rozważenia – każdej z nich. Każdy, kto ma otwarty umysł zapewne przyzna, że nie byłoby rozsądne zamykać się na jakąś argumentację. Jeżeli kiedyś zapragniesz – dla równowagi – zapoznać się z także z tą, która umacnia zaufanie do Biblii – chętnie służę pomocą.

    Tymczasem polecam artykuł, omawiający wątpliwości wyrażone w Twoim komentarzu.
    ‘https://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/wp20100301/zaufanie-do-biblijnych-ewangelii

  383. @dezerter83 26 grudnia o godz. 19:39

    Nie ma czegoś takiego, jak „wersja propagowana przez krytyków Biblii”.
    Po raz kolejny demonstrujesz brak elementarnej WIEDZY.
    A ględzenie o „otwartym umyśle” w TWOIM wykonaniu jest naprawdę bardzo zabawne.
    Coś jak pisdzielcy promujący… demokrację.

  384. @seleuk(os)
    A jak przepiórczych nie masz pod rę…, ups, pod językiem, a strusie, to też wprowadzasz?

  385. anumlik
    26 grudnia o godz. 15:19
    „W rozmowie z Poncjuszem Piłatem Jezus oświadczył: Moje królestwo nie jest częścią tego świata. I to właściwie wszystko co wiemy o tzw. Królestwie Bożym”

    Czego jeszcze Jezus uczył o Królestwie Bożym ?
    Kilka szczegółów przypomniałem w komentarzu z 11 grudnia o godzinie 0.20.

  386. anumlik
    26 grudnia o godz. 20:20
    Ze strusimi to nie probowalem nigdy, bo to nie oto mnie… Ja to umiem male jajka winogronami czy czeresniami zastapic. Lokalne warunki. Nie chce sie na ten temat rozpisywac, ale stabilny stol jest moim erotycznym meblem i krzeslo min jedno. Bez rozpisywania tematu Anumlik 😉
    pzdr seleuk

  387. @seleuk(os)
    Rozumiem. Lubisz patelnię z wiśnią 😉

  388. @dezerter, z godz. 20:24
    Nic w komentarzu z 11 grudnia o godzinie 0:20 nie przypomniałeś. Zerżnąłeś z jehowickiej „Strażnicy” z 2010 roku i nawet słowa nie zmieniłeś.
    ‚http://wol.jw.org/pl/wol/d/r12/lp-p/2010245
    Nie lepiej było wkleić linka. Przynajmniej byś o plagiat nie był posądzony.

  389. seleuk(os) – 19:24, 20:31

    Nie wyrabiam. Nie te diapazony, sorry.

    Moze anumlik ci potowarzyszy swiatecznie?

    Zycze samych sukcesow

  390. Na marginesie
    26 grudnia o godz. 20:08

    Jak miałem 6 lat, to postanowiłem, że zostanę biskupem. Dlatego miewam nabożeństwo poranne, majowe, czerwcowe oraz od razy całe roraty, gdy słyszę lub czytam, jak jaki wyznawca wyznaje, że posiada „otwarty umysł”, albo, że „żywi nadzieję…”, że „zwyły rozsądek wystarczy…” i podobne wciórności.

    Wyznawca o „otwartym umyśle” miałby pojęcie o tym,że „krytycy Biblii” przefllancowali ją na tyle wersji, podwersji i rodzajów, że karmią się tymi wersjami ze 4 miliony durnowatych teologów i 41 tysięcy oficjalnych wyznań jezuskowych, oraz miliard sto milionów katolików, z których każdy posiada w głowie własną niebieską książeczkę, składającą się z 5-6 zdań zapamiętanych krzywo od księdza. I więcej nigdy nie pozna.

    Popadam w krótkotrwały zachwyt i długotrwały szatański rechot, gdy posiadacz otwartego umysłu deklaruje, że może służyć pomocą.
    Jest w tym coś na rzeczy: zdezerterowany służy na blogu jako pomoc naukowa.

  391. @Tanaka 26 grudnia o godz. 21:05

    Właśnie w tym rzecz – on jest przedmiotem, nie podmiotem : )

  392. Z jechowickiej „Strażnicy” z kórej rżnie zdezerterowany, do której link podał @anumlik:
    Jezus mówił o tym Królestwie bardzo często, czyniąc je najważniejszym elementem swego orędzia

    Najważniejszym elementem orędzia Jezusek zrobił piekło. Gadał o nim jakieś 72 razy, albo i więcej, strasząc nim, przerażając, szantażując i przekupiając. Mało mu czasu zostało na co innego. Oto jezuskowe orędzie.
    Datego mówimy, że Jezusek jest bardzo pokojowo nastawiony, oraz jest miłością i mówi samą miłością.

  393. @Orteq, z godz. 21:04
    Uprzejmie dziękuję. To też nie moja estetyka. Te diapazony omijam, choć świntuszenie nie jest mi obce. Ale co można w gronie kumpli przy wódeczce, to nie uchodzi na blogu publicznym, choć on wolnomyślicielski jest.

  394. Na marginesie
    26 grudnia o godz. 21:08

    Tak jest: każdy prawidłowy wyznawca jest narzędziem w ręku Pana
    Są z tego bardzo dumni i mają się za ciągle nie dość unarzędziowionych.

  395. wiesiek59 (18:27)

    „Jak powinien wyglądać MÓJ OSOBISTY RAJ? Każdy ma własne wyobrażenie…..
    Mój prywatny jest na K:
    -kawa
    -koniak
    -konwersacja
    -kobiety
    -karty
    -komputer
    -kontakty
    -książki
    -kuchnia
    Cóż więcej człowiekowi do szczęścia potrzeba?”

    Przynajmniej jeszcze jedno wyobrazenie na K:

    – kaszyzm.

    Wtedy znajdziesz sie w prawdziwym raju. I to wciaz na Ziemi pozostajac.

    Bowiem raj, dla 144 tys. wybrancow wyobrazony i przyobiecany, w niebiesiech sie znajduje. A to wymaga przeprowadzki

    „Wymuszanie na INNYCH siłą akceptacji CUDZEGO raju i preferencji, to bedzie PIEKŁO”

    No to i jest pieklo. Odbywajace sie kazdego dnia na bardzo duzej ilosci miejsc na Ziemi. I bardzo duzej ilosci CIAL dotyczace. Nie wiadomo jak jest z duszami. Tymi z KaKa duszami.

    Jehowici nie maja tego problemu. Oni w dusze po prostu nie wierza i maja z czapy

  396. Jakiś egzaltowany meteorolog podał, że idzie do nas ORKAN „Barbara”. On już jest, ale jak to orkan, to ja jestem monstrum. Na razie trzeźwiejsi podają w rybackiej prognozie wiatr południowo-zachodni do zachodniego 7-8, potem 9 i ewentualnie w porywach do 12. Owszem, fest, ale to silny sztorm, nie orkan. Tyle że u nas daleko mu do 9. Jutro jeszcze fest podmucha i do południa będzie siadać. Niewykluczam, że u mag parę gałązek złamie.

    Jak był „Ksawery”, wybrałem się rowerem do Mielna. Z trudem, bo z trudem, ale dojechałem. Wraz z wolnością dotarło do Polski katastroficzne nazewnictwo.

  397. Cholera, „niewykluczam” się samo napisalo razem! A to bestia!

  398. anumlik
    26 grudnia o godz. 20:44
    „Nic w komentarzu nie przypomniałeś”.

    Dzięki skorzystaniu z fragmentów tego artykułu, opartego w całości na Biblii – osoby nie uprzedzone mogły przeczytać coś zachęcającego. A ja jestem pewny, że pokorne jednostki, odniosły z tego pożytek.

    Czytając Twój komentarz z godziny 15.19, zauważyłem po raz kolejny, że brakuje Ci podstawowej wiedzy z zakresu znajomości Pisma. Dlatego życzliwie chciałem pomóc.

  399. @dezerter, z godz. 21:45
    Jeśli moją ironię bierzesz za brak podstawowej wiedzy na temat „Pisma” to gratuluję. Z ponurymi belframi nie mam ochoty rozmawiać. Za życzliwą pomoc dziękuję. Jeśli zaś przepisanie in extenso całego artykułu ze „Strażnicy” nazywasz skorzystaniem z fragmentów to gratuluję dobrego samopoczucia. To był plagiat, proszę jehowity. Poza tym ów „fragment” oparty był nie na Biblii, a na Biblii Świadków Jehowy. To są dwie różne Biblie. Ale szkoda mi czasu na egzegezę. I jeszcze jedno. Tu! Na tym blogu! Nie znajdziesz ani jednej jednostki pokornej w twoim rozumieniu pokory! Po cholerę więc się tak trudzisz?!

  400. @dezerter83
    26 grudnia o godz. 13:03
    Znaczy standardowy bełkocik. Pewnie jeszcze wszyscy będą zdrowi i oczywiście szczęśliwi.
    Czy starcza ci wyobraźni na uzmysłowienie sobie co oznacza”wieczność”?
    I jeszcze z tą miłością bożą – a to tornadko, a to tsunami a to pożar i powódź. Dla urozmaicenia. Ha!
    Przyjmij wyrazy współczucia, jeżeli w to wierzysz, lub kopniaka w tyłek jeżeli jesteś łapaczem naiwnych.

  401. dezerter83
    26 grudnia o godz. 21:45

    Dezerterze, chciałem Ci tylko przed snem złożyć uznanie z powodu poetyckiej Twej mowy. Tyś Jan od Apokalipsy! Zamiast walić prosto jak kowal: „Nie znasz Pisma” czy „Słabo znasz Pismo”, tworzysz cudownie jak zegarmistrz Patek: „Podstawowa wiedza z zakresu znajomości Pisma”. „Wiedza z zakresu znajomości”. Inaczej: wiedza z zakresu wiedzy. Piękne.

  402. Rozważając zagadnienie – po co dezerter tu przychodzi, myślę że :
    1. Musi sobie udowodnić, że jego wiara jest solidna, a gdzież indziej może to zrobić lepiej niż tu? Po po co argumentować, jak wszyscy maja to samo zdanie?
    2. Zwyczajnie lubi nas czytać.

  403. Czepiactwo jezykowe nie jest najwyzsza forma dyskusji.

    Inna rzecz ze przejsc obok dezertera i go nie zaczepic mogloby wygladac albo na arogancje albo na ignoranctwo. No czepiajmy sie czegokolwiek. Slow najlatwiej.

    Bo na poczatku bylo Slowo

  404. Strach przed śmiercią, czy sama smierć, jest całkiem niezłym BIZNESEM.
    Zabawa marketingowa polega na tym, że mozna sprzedawać bilety do nieba, bez mozliwości sprawdzenia warunków i celu podróży.
    Reklamacji, nie przewiduje się…..

    Ktoś reklamował warunki RAJU?
    Jakaś firma sprzedająca podróż, wypłaciła odszkodowanie?

    Na tym polega sztuczka.
    Za materialne walory, zdobyte w życiu doczesnym, sprzedaje się coś niematerialnego.
    Ułudę, złudzenie, marzenia….

  405. No czyż to nie boskie? 🙂
    Pustynia zamieniona w jezioro…
    http://www.abc.net.au/news/2016-12-26/uluru-closed-homes-damaged-by-flashfloods-in-central-australia/8148430
    Resztki cyklonu utworzyły Niagare na Uluru. Filmik na końcu artykułu.

  406. anumlik
    26 grudnia o godz. 22:12
    „To są dwie różne Biblie”.

    Jestem przekonany, że niestety nie wiesz o czym mówisz. Cóż, najlepszym się zdarza.

    Wikipedia podaje:
    „Przekład Nowego Świata został uwzględniony w obszernej analizie współczesnych przekładów Biblii na język polski, opublikowanych po roku 1945. W niektórych miejscach został oceniony lepiej od najbardziej znanych polskich przekładów Biblii, choćby tak renomowanego i rozpowszechnionego jak Biblia Tysiąclecia”. (Marek Piela, Grzech dosłowności we współczesnych polskich przekładach Starego Testamentu, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2003, s. 31, 146, 207, 282).

  407. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 22:28

    Od dawna sądzę, że głównym jego impulsem jest pycha. Popisuje się znajomością Biblii, nie rozumiejąc, że tu akurat tym się nie popisze, bo kogóż wśród tutejszych erudytów-ateistów obchodzi szczegółowa znajomość jednej księgi, w dodatku tzw. świętej. Żeby zostać ateistą, niepotrzebna jest w ogóle znajomość baśni o Bogu Jahwe i kaznodziei Jeszui, więc dezerter popisuje się tańcem na linie przed ludźmi odwróconymi do niego tyłem. I jeszcze im wytyka, że nie mają podstawowej wiedzy o religijnej księdze. Kto chce, to ma, a innym – po co ona?

  408. pombocek
    26 grudnia o godz. 21:35
    dziś slyszalam kilka razy ostrzeżenie, że na morzu będzie powyżej 11 w skali boforta. Czy ten wymiar może wyskoczyć poza skalę? A może ja mam nieaktualne dane?

    Chciałam Cię nawet prosić, żebyś te wichury przeczekał gdzieś w ććinie, ale chyba lepiej, żebys z domu nie wyjeżdżał, bo z rowerem od razu wylądujesz na Bornholmie…

  409. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 22:13

    kiedyś już się zawartością zdezrterowanego zajmowaliśmy, nawet więcej niż raz. Szukanie w rzeczonym motywów inych niż psychologiczne, o charakterze kompulsywnym, uważam za niepełne i niewyjaśniające.
    Rzeczony włazi i gada, ponieważ musi poczuć i zobaczyć, że się napracował. Poświęcił się bozi. Ma zasługę w niebie. Gdy tu włazi i gada, jest regularnie obśmiewany, wykpiwany i ma poczucie, że dostaje po gębie. Znosi to dzielnie, stara się być – we własnym skrzywionymm rozumieniu – grzeczny, nie używać brzydkich wyrazów i cierpieć z godnością. Cierpieniem zarabia sobie na niebo u bozi Jehowy. Jest jak, i jest Jezuskiem: cierpi i zbawia.
    Jest masochistą o zautomatyzowanych odruchach mesjanistycznych. Wie że zostanie wykpiony i obśmiany, ale nieustannie czyta te wprawiające go w cierpienia komentarze i odzywa się mając pewność, że spotkają go następne cierpienia.
    Uważa się za grzecznego, a jest bezczelny: na cudze słowa, pochodzące z umysłów komentatorów odpowiada nie własnymi, autentycznie osobowymi słowami, ale nieosobowym automatyzmem cytatów i niereaktywnych wrzutek pomieszanych ze splagiatowanymi wywodami z jehowickich propagandówek.
    Źródła tych jego skrzywień są niewątpliwie głęboko ukryte i zabetonowane na dnie psyche delikwenta. Automatyzm zachowania jest mechanizem maskującym to co ukryte i zaprzeczone, oraz stanowi zaporę przed parciem wewnętrznym tego co wyparte i co chce się wydostać na powierzchnię świadomości. Dlatego nie może mówić jak żywy, reagujący naturalnie, zastanawiający się nad sprawami człowiek, który wchodzi w dialog, a nie jego pozór.

  410. Konstancja
    26 grudnia o godz. 22:56

    Jak już ma pombocek gdzie od wiatru wylądować, to raczej w Opolu, albo Rzeszowie. Tak by wynikało z wybrzeżowej róży wiatrów.

  411. anumliku

    Oto co nt. biblii w wersji SJ podaje inne niz Wiki zrodlo

    „Świadkowie Jehowy posługują się własną wersją Pisma Świętego, która nosi nazwę „Przekładu Nowego Świata” … Jest to przekład wysoce zmanipulowany, pełen przeinaczeń, mających na celu „dopasowanie” Pisma Świętego do nauk, które wykreowało Towarzystwo Strażnica.”

    http://stacja7.pl/wiara/swiadkowie-jehowy-7-najwiekszych-sciem/

    I o tlumaczeniu polskim:

    „polskie wydanie Biblii Świadków Jehowy jest tłumaczeniem z języka angielskiego. To tak, jakby ktoś „Trylogię” Sienkiewicza przetłumaczył z języka niemieckiego na język węgierski. Tak się we współczesnej biblistyce nie postępuje, bo to po prostu jest niepoważne. Zaglądając do „Przekładu Nowego Świata”, nigdzie nie znajdziemy nazwisk tłumaczy, a więc jest to opracowanie anonimowe… główną zaletą jest tu zgodność z nauczaniem „Strażnicy”. Przekład Nowego Świata powstał bowiem po to, aby nauki Świadków Jehowy mogły być bardziej „zgodne” z Pismem.”

  412. Tanaka
    26 grudnia o godz. 23:04
    wiesz, jesli wiatry są w tym kierunku, to i na Capri pombocek może się znaleźć.

  413. Konstancja
    26 grudnia o godz. 22:56

    Konstancyjoneczkokochaneczko, dziękuję za pamięć. Z csścin nie wyjadę za Boga. Zwłaszcza na Bornholm, bo właśnie wiatr będzie odtamtejszy, czyli biednemu w oczy, czyli wmordewind. Ale z tego, co widzę i słyszę za oknem, nie bardzo mi się chce wierzyć w podawaną na Bałtyk dwunastkę w porywach, ani jedenastkę, dziesiątkę – może. Podają największą prędkość wiatru do 85km/godz, a dwunastka to 118 km/godz i lepiej. Ale w sumie dobrze, na samym brzegu nie będzie strat. Na moim wybrzeżu przy zachodnim sztormie strat zwykle nie ma. Północno-zachodni jest gorszy, ale też nie dramat. Dramat jest przy czystej północy, bo jest fala rozbujana na całej długości Zatoki Botnickiej. Gdybym nie miał trzy ćwierci do śmierci, poleciałbym jutro wieczorem na bursztyn, ale co z nim będę robił w grobie – gryzł dla zdrowia, jak nie mam czym?

  414. @pombocek
    26 grudnia o godz. 22:53

    Przypasowałam go do znajomych mi adwentystów – i tak myślę – pycha pychą, ale głównie to jednak zagadywanie własnych wątpliwości. Po po jaką cholerę powtarzać w kółko to samo? A jeszcze ta wieczność go czeka 🙂

  415. Orteq
    26 grudnia o godz. 23:05
    „Jest to przekład wysoce zmanipulowany”.

    Jeżeli stać Cię na coś więcej niż szkalowanie – podaj proszę przykłady tej „manipulacji”. Życzliwie jednak uprzedzam, że na pewno się ośmieszysz.

  416. Tak będzie, Tanako. Ale na Rzeszów mnie nie poniesie z racji, że będę pedałował uparcie w odwrotnym kierunku: metr do przodu, dwa do tyłu, ale pojadę. Bo chcę pojechać. Dawno słoneczka nie było, a jutro będzie. To siedzieć w chacie? Ja cię!

  417. pombocku kochany
    ale wiatr może się „zawinąć ” w drugą stronę i cisnie Tobą i Twoją łódeczką na Bornholm…i co tam będziesz robił w takiej porze roku…zimno, ciemno i do domu daleko.

    nie chcę Cię zamartwiać nowinami,ale pewnie slyszałeś o sprzedaży praw do wydobycia bursztynu zagranicznej firmie. Pozwolenie dotyczy właśnie wybrzeża słupskiego.

    nie wspominając o tym, ze w pakiecie ustaw przy budzecie nielegalanym doszło też do przeglosowania prawa do ścinania drzew na własnej dzialce, ale i drzew przydrożnych i wszelakich,poza pasem drogowym.
    Czyli piła w ruch…
    Załuję, że są piły elektryczne, bo gdyby ręcznie trzeba było piłować, wiele drzew jeszcze by stało.

  418. Ewa-Joanna
    26 grudnia o godz. 23:16

    Ewo-Joanno, ten wątek własnych wątpliwości i ich zagadywania na blogu, podobnie jak Ty sobie postawiłem przed oczami i obdumywałem. Tyle że to jest jednak trudno weryfikowalne lub wcale, więc w końcu zostawiłem za pokwitowaniem, uznając, że niech sobie będzie jako jeden z możliwych impulsów jego działań właśnie tu. Jezu, chciałem powiedzieć „dobranocka”, a Ty się może idziesz kąpać do jakiego Pacyfiku, czy gdzie tam. Dzień doberek.

  419. Konstancja
    26 grudnia o godz. 23:28

    Konstancjo umiłowana, podrzuciłaś mi myśl! W ogóle nie myślałem o okręcie. Rowerem do Mielna, czyli nad kanał bym jechał, czyli pod wiatr. Ale jak mi podsunęłaś okręt, to zobaczę jutro, co wybiorę. Bo i na Jamnie będzie fest fala, a chciałoby się przed cudną śmiercią tu poszaleć, żeby zobaczyć, co mój okręt zniesie. Tak czy tak jakaś dokumentacja jutrzejszego dnia będzie. Branocka, umiłowana Pani i Damo.

  420. dezerter83 (23:20)

    „Jeżeli stać Cię na coś więcej niż szkalowanie – podaj proszę przykłady tej „manipulacji”. Życzliwie jednak uprzedzam, że na pewno się ośmieszysz.”

    Jesli juz jakies osmieszenie, to nie mnie tylko podawanych linkow. W ktorych to ‚osmieszanie’ sie dokonywalo

    http://bednarski.apologetyka.info/swiadkowie-jehowy/przeklad-nowego-swiata-biblia-sw/zalety-i-wady-przekadu-nowego-swiata-cz-1,463.htm

    http://bednarski.apologetyka.info/swiadkowie-jehowy/przeklad-nowego-swiata-biblia-sw/zalety-i-wady-przekadu-nowego-swiata-cz-2,464.htm

    http://bednarski.apologetyka.info/swiadkowie-jehowy/przeklad-nowego-swiata-biblia-sw/zalety-i-wady-przekadu-nowego-swiata-cz-3,465.htm

    Dajmy jeden, wzglednie niewinny przyklad

    „Towarzystwo Strażnica z powodów doktrynalnych, aby ukazać to, że rzekomo istnieją dwie klasy zbawionych i jedni ludzie przebywają w świątyni na ziemi (dziedziniec ziemski świątyni niebieskiej), a drudzy w świątyni w niebie, w tekście Ap 7:15 przetłumaczyło greckie słowo naos na „świątynia”, a w Ap 11:1-2 na „sanktuarium świątyni” „

  421. Konstancja
    26 grudnia o godz. 23:28

    Konstancjo, ojej, co do bursztynu, to mnie zasępiłaś. Nie wiem wprawdzie jak wygląda przemysłowe pozyskanie, ale nie wyobrażam sobie, żeby było bez szkód dla środowiska. Tak jak ciągłe rozbudowywanie dróg dla króla świata – blaszaka.

  422. Konstancja
    26 grudnia o godz. 23:10

    Tak jest, ale nie jest pewne, czy na Capri są ćciny.

  423. Tanaka
    jest wiele wody wokół, dla statku pombocka raj, bo i fale nieustające oraz baławany morskie. Daloby się ten stateczek wypróbować ze wszelkim osprzętem. Ćcin pewnie tam nie ma, ale jakieś wysokie trawy na pewno są.

  424. Przepraszam za przynudzanie

    Tu jeszcze wyjasnienie dlaczego nasz wlasny dezerterek wywolal mnie do tablicy, kazac przytoczyc ‚przyklad’

    „Organizacja Świadków Jehowy nie tylko instruuje głosicieli w kwestii SJ wersji Biblii, ale i ich w tej sprawie szkoli:

    Gdy pada zarzut: »Wy macie swoją Biblię«, Nasza odpowiedz ma byc dyskusja z obecnymi na podstawie książki „Prowadzenie rozmów.” Co powiedzieć, gdy ludzie nie chcą nas słuchać, bo korzystamy z Przekładu Nowego Świata?
    – Postaraj się, aby wcześniej głosiciele przygotowali podane propozycje własnymi słowami. Popros o przyklady”

    No i teraz wszystko staje sie jasne jak slonce. Dezerter postepuje dokladnie tak jak mu nakazano. Bowiem Towarzystwo Strażnica szkoli swych głosicieli, by wiedzieli jak mają bronić się przed zarzutami dotyczącymi ich zmienionego przekładu. Czyli, ich wlasnej wersji Biblii.

    Nie zeby mnie te bajki za bardzo interesowaly

  425. Konstancja
    26 grudnia o godz. 23:52

    Pombocek, jako Chodzący Po Wodzie Za Pomocą Okrętu z Żaglem za PLN 3,50 i Jedzący Tylko Grzyby da radę i na Capri. Wszędzie da.

    Teraz mam dla Ciebie wiadomość w sprawie -w zasadzie – tytułowej. Otóż otrzymałem właśnie wiadomość ze znacznego miasta Łodzi. Na moje pytanie, jak spędziła święta, pewna znajoma osoba stwierdziła, że – wreszcie – znakomicie: po 20 latach rozwiodła się i w ten sposób pozbyła się także i teściów, wigilię i święta może wreszcie spędzić wyłącznie z tymi, z którymi ma ochotę je spędzić. Problem pustopełnego talerza, buzi-buzi-zdrowka znad ciasteczka i cała reszta – zostały rozwiązane. Życzenia wreszcie mogą być spontaniczne i szczere.
    Normalnie luksus.

  426. Tanaka
    27 grudnia o godz. 0:16
    co do akapitu pierwszego- nigdy nie wątpiłam, że poza jamneńskim morzem pombocek nie dalby rady.Ze swoim stateczkiem z żagielkiem lub żaglem? nie ma takiej opcji.

    Co do drugiego: ma luksus kobieta. Nie zazdroszczę, też mam.

  427. Konstancjo – 0:28

    Wlasnie wyjasnilas dlaczego rozwodow nie bedzie

    http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?fotos=162101_1&galeria=152101

    ‚Wrodzony wdzięk i intuicyjna zdolność manipulowania emocjami mężczyzn nadaje poczynaniom filmowych pań prawdziwej finezji.’

    To Twoje niezazdroszczenie pewnie ma cos wspolnego z przerysowana finezja. Obym sie mylil

  428. Ilosc rozwodow w Polsce, po ukazaniu sie filmu „Rozwodow nie bedzie”, zaczela wzrastac w tempie zastraszajacym. Mogla to byc wina gomulkowskiej komuny. Ewentualnie, mogla to rowniez byc wina swiatowego tryndu.

    Tak czy inaczej, nie odstajemy za bardzo od swiatowej czolowki w tej konkurencji. Pomimo zapoznien komuszych w danej dziedzinie

  429. Orteq
    26 grudnia o godz. 21:04
    i
    anumlik
    26 grudnia o godz. 21:14

    … inni ewentualnie co cicho przelkneli.

    O estetyce relacji, pytan ilustrowanych i odpowiedzi na nie rowniez ilustrowanych :-), o pieknie folwarcznosci Andrzej Leder, jak na zamowienie, b.dobra polszczyzna habitatu opis:

    http://krytykapolityczna.pl/kraj/leder-relacja-folwarczna/

    pzdr seleuk(os) ale tylko tych co ze zrozumieniem czytac umieja i to zrobili

    PS Na komentarze nie odpowiadam, nawet posrednie. Do wizyty agnostykow zaprzyjaznionych sie przygotowuje w Realu. Sorry…

    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  430. Bez dezertera blog ateistów uległby atrofii, straciłby power, a dzięki temu barankowi bożemu, wciąż ożywa, wyrywa ateistów z letargu. No bo pomyślcie, jak długo bez niego moglibyście dyskutować na temat nieistnienia boga, przekonywać sie wzajemnie do tej oczywistości. A tu nagle wyskakuje taki filip z konopi i co za uciecha ! Plecie trzy po trzy, można się wyżyć wykazując mu sprzeczności, niewiedzę,głupotę…
    Podstawowa zasada dialektyki, zapamietajcie ją sobie: Wszystko daje się zauważyć, zdefiniować, określić przez swoje przeciwieństwo. Gorące przez zimne, jasne przez ciemne, grube przez chude itp. Gdyby nie było dezertera, przestalibyście być zauważalni, wasza mądrość pozbawiona kontrastu dezertera stałaby się banalna, nudna.
    Więc niech ten dezerter dalej trwa, jak to ziarnko piasku w perle, albo kamień w bucie, bo tylko dzięki niemu zachowujecie tożsamość.
    A teraz przejdę do innego sposobu zdefiniowania nas ateistów, bez odnoszenia się do dezertera.
    Są dwa rodzaje ateistów; amoralni i moralni.
    Ci amoralni z tego, że nie ma boga wyciągają praktyczny wniosek, że każdy chwyt jest dozwolony, gdyż moralność pozbawiona podstawy transcendentnej jest głupotą i tą głupotą należy karmić głupców. Tak robi ateista Kaczyński i tak robią ateiści księża, biskupi, papieże. Prosty lud przestraszony jakimiś wymyślonymi przez Kościół boskimi karami, stara się „nie podpaść” panu bogu. Zarówno ci cyniczni ateiści pasterze, jak i te przestraszone owieczki postępują moralnie ze strachu lub niemoralnie ze wzgledu na grożące potępieniem sankcje. Oczywiście dla tych pierwszych jako ateistów, sankcje nie istnieją, więc nie mają się czego bać. Przecież gdyby papieże, taki Borgia np, wierzyli w Boga i karę boską, to nie popełnialiby tych wszystkich zbrodni. Nasz biskup Wesołowski czy poczciwy ksiądz Gil, tez by nie gwałcili chłopców na Dominikanie.
    No i pozostają ci osobliwi ateiści, którzy mają sumienie, którzy odróżniają zło od dobra i starają sie postępować zgodnie z kantowskim rygoryzmem moralnym. Są to takie dziwolągi, no bo jakże to ? Nie ukraść, jak mnie nikt nie przyłapie ? Nie kłamać? Nie oszukiwać? Przecież to sie opłaca. Ten dziwak Bartoszewski rzucił jakąś osobliwą myśl, „że warto być przyzwoitym !”
    Skąd się biorą takie dziwadła ?
    Może ktoś mi odpowie ?

  431. Lewy
    27 grudnia o godz. 10:12

    Lewusku, zara lete orkan „Barbarę” oglądać (widziałem już w mieleńskiej kamerce, ale co na żywo, to na żywo), więc krótko.

    ” przestraszone owieczki postępują moralnie ze strachu ”

    Od tego się moralność zaczęła. Ale współcześnie to ja tego strachu przed karą boską za bardzo nie dostrzegam. A i z ateistami, co z racji ateizmu sądzą, że każdy chwyt jest dozwolony, fest przeteoretyzowałeś. Moralność to pewien porządek w społecznościach, boć muszą być w grupach jakieś rygory, żeby się grupy trzymały kupy. Więc tylko presja otoczenia wymusza zachowania moralne, a nie księża czy inne dupęża. Ale jak otoczenie nie widzi, to się na moralność gwiżdże. Albo nie – zależy, co kto z domu rodzinnego wyniósł. Bywaj, idu na grozu.

  432. Orteq
    27 grudnia o godz. 0:45
    „To Twoje niezazdroszczenie pewnie ma cos wspolnego z przerysowana finezja. Obym sie myliL”

    na szczęście się mylisz.

  433. pombocek
    27 grudnia o godz. 11:42

    mam nadzieję, ze orkan (jak zwał, tak zwał) nie wytarmosił Ci czupryny ani nóg na rowerze nie pomieszał. Dziś już słyszałam, że w porywach nad morzem wiatr może mieć ponad 120 km/h.
    Że o oderwaniu z Twoich rąk paparaciku nie wspomnę…tyle zdjęć !

  434. @Lewy, (27 grudnia o godz. 10:12)

    Ten dziwak Bartoszewski rzucił jakąś osobliwą myśl, „że warto być przyzwoitym !”
    Skąd się biorą takie dziwadła ?
    Może ktoś mi odpowie ?

    Odpowie Kohlberg
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Lawrence_Kohlberg
    wszystko zależy od poziomu rozwoju moralnego.
    Rodzaj wyznawanej religii lub jej brak nie ma z tym nic wspólnego.

  435. Nie rozumiem skąd to wyboldowanie?

  436. Normy moralne….

    Religijne są teoretycznie zachęcające- w prawie każdej religii świata.
    Gorzej z praktyką.
    Im wyżej w hierarchii stoi taki osobnik, tym bardziej założenia przegrywaja z pragmatyzmem, efektywnoscia działania, cynizmem.
    W imie Większego Dobra czyni sie mniejsze kompromisy czy wręcz świństwa……

    W polityce zaś, szkoda gadać.
    Cel uswięca środki…..

    Do tego mozna by dołożyć jeszcze jeden czynnik.
    INDYWIDUALIZM.
    W znaczeniu, że liczy się jedynie indywidualny sukces za wszelką cenę.
    Religia budowała jednak jakis zakres wspólnoty losów.
    Cywilizowała stosunki międzyludzkie.
    Chciwość ,nie może zbudować niczego.
    Poza może instrumentalnym podejściem do człowieka.
    Co juz zreszta zaczyna być w świecie zachodnim widoczne.
    „Cięcie kosztów osobowych” to podstawa…..
    Jeżeli człowieka redukuje sie WYŁĄCZNIE do kosztów, to perspektywy są drastyczne…..

  437. @@pombocek,mohikanin
    To było trochę prowokacyjne pytanie. Ale musicie przyznać, że wśród kleru większość to chyba zakamuflowani ateiści. Sa wśród nich iluminowani, nawiedzeni prorocy, jak św.Augustyn czy Tertulian i to ich „Credo quia absurdum”, ale rządzi tam zgraja cynicznych ateistów w rodzaju Rydzyka, którzy świetnie sprzedają ludowi produkt pod nazwą Jezusik, czy Wieczna Dziewica.
    Ale dzieki Ci Indianinie za Kohlberga, który skonstruował teorię moralnego rozwoju dziecka. Teoria Kohlberga ujmuje w rozwój moralny trzy poziomy, z których każdy obejmuje dwa stadia rozwoju moralnego dziecka. Rezultatem końcowym jest ukształtowanie człowieka dojrzałego z klarownym poczuciem dobra i sprawiedliwości. Zgodnie z logiką rozwoju poznawczego żadnego ze stadiów nie można przeskoczyć. Nie wszyscy też osiągają najwyższe stadium. Większa część dorosłych dochodzi tylko do poziomu konwencjonalnego.

    Ciekawe na którym stadium zatrzymał się Kaczyński i ile stadiów przeskoczył ?

  438. @mohikanin , z godz. 16:49
    Do Lawrence Kohlberg „dorzuciłbym” Jeana Piageta, najwybitniejszego uczonego zajmującego się badaniami z zakresu psychologii dziecka oraz – naszego – Heliodora Muszyńskiego, profesora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ten ostatni został „jakby” zapomniany za karę „za niesłuszne poglądy” oraz za próbę wdrożenia własnej koncepcji reformy oświaty w „minionym okresie”. Według mnie jego prace, a szczególnie „Rozwój moralny” (wyd, 1983, drugie – uzupełnione – wydanie 1986), stają na równym poziomie z pracami Piageta i Kohlberga będąc niejako ich uzupełnieniem.

    Pisząc – Rodzaj wyznawanej religii lub jej brak nie ma z tym (jak rozumiem „z przyzwoitością”) nic wspólnego – zapominasz o tym etapie rozwoju dziecka (od 2-go do 7-go roku życia), który Piaget określa jako rozumowanie oparte na zdarzeniach zewnętrznych (a nie na operacjach logicznych), które cechuje: (m.in.) animizm, artyficjalizm, antropomorfizm i sprawiedliwość immanentna.

    W tym okresie dziecko nadając ciałom martwym życie i świadomość – niejako „artyficjalizuje go” – uważając, że świat jest przez kogoś wykonany lub wykonywany. Dzieci w tym wieku uważają, że ludzie są odpowiedzialni za wszystkie zdarzenia na świecie. Jeśli dorosły – wyprowadzając dziecko z błędu, że to nie on jest wszechmocny – podsunie mu (odpowiedzialnego za zdarzenia) stwórcę – boga, to dziecko ze stadium artyficjalizmu wchodzi w (nieopisane, niestety, bo nieprzebadane) stadium „religianctwa”. W okresie następnym bowiem – antropomorfizmu – dziecko przypisując człowiekowi cechy nadludzkie (stwórcze) tak też i wyobraża sobie boga, którego – jako byt abstrakcyjny – do jego dziecięcej imaginacji wkłada (zawsze wkłada) nadreligiant: szaman, kapłan grecki, rabin, ksiądz, imam.

    I w tym właśnie momencie rozwój moralny człowieka w bardzo ważnym okresie – od dwóch do siedmiu lat – zostaje pochłonięty przez wymyślony przez środowisko, w którym się wychowuje – rozwój religijny.

  439. mohikanin przedostatni 27 grudnia o godz. 16:49

    Kolhberg uwaza ze (w najwyzszym stadium, postkonwencjonalnym, to jego nazwa): moralnosc = praworzadnosc(sprawiedliwosc). To jest absolutnie nieprawda (przez zaniechanie, niedopowiedzenie, unik). To jakby powiedziec, woda jest jedynym rozpuszczalnikiem. Po wykresleniu slowa jedynym ze zdania, to prawda. Tylko co z toluenem albo acetonem? 🙂 Kto siedzi na Twoim tronie Mohikanian? Jest Litwa ojczyzna Twoja? A pozostali romantycznomitologiczni ateisci, tylko explicit argumenty (5 szt.), jak? Co z implicit argumentami (4 szt)

    Mam to sprowadzic do blogowych pogadanek przykladow? Nikt sie na pewno nie obrazi, albo nie poczuje…? Experyment?

    🙂 🙂 🙂 seleukos 🙂 🙂 🙂

    Na kaczke mnie wolaja z jablkami i mandarynkami, zadnych czeresni tym razem Anumlik, to pozniej wpadne chyba… ale nie wiem kiedy…

  440. Elementarne poczucie sprawiedliwości mają zakodowane np. małpy. Stwierdzono, że gdy widzą, że nagrodą za to samo jest coś innego (np. jedna małpa dostaje winogrono, które jest przysmakiem, inna marchewkę, która przysmakiem nie jest) to ta małpa, która dostaje winogrono, czuje się nieswojo i nawet nie chce przyjmować nagrody.

    Nie pamiętam szczegółów, ale taki mniej więcej był sens i wynik eksperymentu. Gdyby małpy były prawidłowo religijne, to by się dowiedziały, że bozia wymaga dyskryminacji małp, które w bozię nie wierzą. Albo wierzą w bozię nieprawidłowego. I od razu weszłyby te małpy na wyższy szczebelek, ehem, rozwoju etycznego.

  441. @Płynna Rzeczywistość 27 grudnia o godz. 19:38

    „To ma być taka Polska, w której kto jest dla niego niewygodny, ten jest odstrzelony.”
    Nic dodać, nic ująć.

  442. „Prawo moralne we mnie, niebo gwiaździste nade mną” było wytworem KONKRETNEJ kultury, w której Kant był zanurzony od maleńkości.
    Zinternalizował je w postaci takiego zdania.

    W jakim bajorku zanurzone sa współczesne dzieci, taka bedzie ich moralność jako dorosłych.
    Jakie są wzorce osobowe?
    Przekazy medialne?
    Autorytety?
    Dostępne ścieżki sukcesu?

    Nieprzypadkowo KK naciskał na religię od przedszkola.
    Docenili wagę problemu.
    Ktoś jeszcze?

  443. @wiesiek59
    Nieprzypadkowo KK naciskał na religię od przedszkola. Docenili wagę problemu.
    Czytać umieją, a prace Piageta są znane od kilkudziesięciu lat. Studia z psychologii dziecka zostały u nas wydane w 1966 roku. A na zachodzie jego prace są znane od lat pięćdziesiątych. To o animizmie, , artyficjalizmie i antropomorfizmie to już nie teoria, aksjomat. Przedszkole to wiek, w którym dziecku objawia się bóg, bożek, istota mająca wpływ na świat i człowieka. Uwierzyć w niego jest łatwo, szczególnie, gdy się go przedstawia jako Jezusiczka maleńkiego, który wszystko może, jak maluch pięcio…-siedmioletni, czyli ja.

  444. Carrie Fisher, czyli księżniczka Leia z „Wojen Gwiezdnych” nie żyje. Zmarła w samolocie z Londynu do Los Angeles w wieku 60 lat. Żal 🙁

  445. Lewy
    27 grudnia o godz. 18:18

    U zarania kariery księżowskiej stoją niemal zawsze głębokie deficyty psyche, zranienia i pragnienia doznania satysfakcji i skompensowania zła za pomocą wiary (nieuświadomionej wiary w wiarę), co się podobnie dominująco łączy z gotowością poświęcenia siebie, a więc złożenia własnej wygody (czasem nawet życia) na służbie u bozi i jako ofiara (przebłagalna).
    W trakcie rozwoju kariery część członków kleru, wskutek licznych zderzeń z rzeczywistością, wybudza się z rojeń i fantazmatów, a bozia się w takim delikwencie rozpuszcza i zanika. Wtedy stają przed dramatycznym wyborem: albo pogrążyć się w nihilizmie (dlatego biskupi tak kompulsywnie gadają o tym „nihilizmie”, bo przeczuwają jak silnie im zagraża, lub są już w nim zatopieni), albo poddać się rozpaczy i depresji rezygracji gdy odkrywają, że są więźniami zamkniętego świata bezwzględnego nakazu służby i upezedmiotowienia w ktorym się – dzięki dziecięcym rojeniom i kuszeniu przez czuyjny kler – znaleźli. Nie widzą dla siebie dobrego wyjścia, są odcięci od rzeczywistego świata, nie znają go, nie rozumieją, jest dla nich obcy i groźny Jedyne, choć pozorne i cyniczne oparcie mają we własnej zamkniętej kaście podobnych więźniów. Oparcie to jest pozorne i pogłębiające dramat, bo działa tylko gdy się chce dalej tkwić w tej pułapce. Wyznanie, że się chce zrzucić jarzmo i wyjść na wolność, to wyrok co najmniej śmierci cywilnej, jeśli nie fizycznej. Wśród tych załamanych członków kleru najwięcej jest alkoholików, szprycerów, dziwkarzy, desperatów. Muszą się odurzać i muszą się karać za winy które tylko w części ( i to nieraz w nieznacznej) są ich winami.
    „Oddanie się na służbę bozi”, bycie członkiem kleru, robienie wśród kleru kariery wymaga zaprzeczenia istotnemu sobie. Trzeba się skutecznie zakłamać i zabić siebie autentycznego, lub nigdy do siebie nie dorosnąć – co najczęstsze (skuteczność jest jednak zawsze względna i nieraz się kruszy). Można też się stać (zwykle nie od dnia pierwszego, ale z czasem) cynikiem, nihilistą.
    Mechanizmy psychologiczne i logika wyborów ludzich jest tego rodzaju, że zwykle im kto znaczniejszą karierę robi jako członek kleru tym więcej w nim cynika. Prosty proboszcz jakoś sobie ułoży życie w tej rozpaczy: będzie się pocieszał kochanką, praktyką pedalską czy dziwkarstwem, wódą. Cynik i nihilista jest lepiej zorganizowany, więc zrobi większą karierę: ksiądz dziekan, biskup pomocniczy, nadbiskup, nuncjusz, albo i papież.
    Alternatywą dla papieża cynika jest papież odciety od siebie w sposób niemal doskonały. taki też zrobi karierę. To zapewne przypadek Wojtyły. Natomiast nihilista to zapewne przypadek Bertone.

    Jak się wpada we wsysający dzieciaka wir boży, dosyć niedawno wyjawił w różnych aspektach ex jezuita Stanisław Obirek. Już nie jezuita i nie ksiądz (nieksiądz w rozumieniu funkcyjnym, bo święcenia kapłańskie jako sakrament są nie do zmazania wg Kościoła kat). Ta zmaza zostaje w człowieku lub z człowiekiem na całe życie.

  446. @Lewy, (27 grudnia o godz. 18:18)

    Ale musicie przyznać, że wśród kleru większość to chyba zakamuflowani ateiści.

    Wyrażasz się w sposób niezwykle taktowny. Ja to widzę dużo ostrzej. W formie pytania: dla kogo „miłość do…” stanowi źródło utrzymania? Co więcej, źródło władzy i prestiżu.
    To nie jest, według mnie, problem „zakamuflowanego ateizmu”. To coś dużo gorszego.

  447. Płynna Rzeczywistość
    27 grudnia o godz. 19:38
    Lepper zza grobu o współczesnym Kaczyńskim:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/225840,1,jak-uwodzi-jaroslaw-kaczynski.read

    Mój komentarz
    Wywiad z Lepperem z 2005 roku, to potwierdzenie sylwetki politycznej Prezesa – manipulant oraz cwaniak, podstępny hipokryta.
    Chociaż, jak to Lepper podkreśla, trudno ulec takim osądom, gdy słucha się w niby szczerej rozmowie miłych, ludzkich, swojskich zwierzeń Prezesa, czego Lepper dostąpił ileś razy. Lepper dopiero gdy zaczął być w opałach, te miłe rozmowy zreinterpretował i wyszło mu to, co znajomi Prezesa przeczuwali od dawna – manipulant, podstępny manipulant, facet bez krzty… Ignorant, ale cwany.
    Pzdr, TJ

  448. @Tanaka
    Twoja analiza „duchowości” kleru jest, jak zwykle, dużo głębsza niż mój uproszczony obrazek.Ale mój obrazek też chyba oddaje,mimo uproszczeń, istotę.
    Juz ci kiedyś pisałem,że jesteś znakomitym kontynuatorem wielkiego Boya

  449. Konstancja

    Konstancjo umiłowańsza od wszystkiego, któraś szczęśliwa jest i z tego bardzo cieszę się, oczywiście, że nie mogę Ci pokazać 50 obrazków orkanu, bo żadnego orkanu nie było. W nocy gwizdło mocniej, ale w dzień to sama zobacz: wywróciło jedno drzewko przy ścieżce rowerowej na Mielno. Ale tylko dlatego, że jakaś żywina korzenie zjadła. Owszem fala podeszła pod klif, ale taka tam fala. Na morzu byłoby o wiele gorzej, ale jest na to rada: schowałby się człowiek z głową pod koc i miałby spokój. Ale, jak mówiłem, północno-zachodni sztorm na środkowopomorskim brzegu nie jest taki straszny.
    Poziom wody na kanale się podniósł fest – prawie pali nie widać – ale tylko przez te cholerne wrota sztormowe. Bez nich fest natleniona woda z morza weszłaby do jeziora i rybki nie musiałyby jeść bez soli.
    Jak wyruszałem z Koszalina, myślałem, że w pewnym momencie mnie poniesie i, zamiast w Mielnie, wyląduję w Kłajpedzie, ale chyba za dużo ważę – na oko ze trzydzieści kilo. Może to przez głębokie wydechy i wdechy, trza ciut płycej oddychać.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/albums/6368869537423592689/6368869542202806738

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/albums/6368870917134485809/6368870914805705874

    https://lh4.googleusercontent.com/-2YuUMSS56hU/WGLGx3Y-KcI/AAAAAAAAMa4/qtVXo0DwEUQqF0_ATBr52hf4gkwhF39-ACLcB/w903-h543-no/data%2B011.jpg

    https://lh6.googleusercontent.com/-oUSMO0uUbqg/WGLGxy7hNJI/AAAAAAAAMa8/5tHgYbWbFEQ4Yn17qQjCqoZVH3kt9r-1gCL0B/w903-h543-no/data%2B016.jpg

    https://lh4.googleusercontent.com/-vsbLb25oGzc/WGLG5NdywLI/AAAAAAAAMbA/k9YuQ70hoMwPi4ahBLY3v2DubXeGjpeZwCL0B/w960-h540-no/DSC04131.JPG

  450. @anumlik, (27 grudnia o godz. 18:41)

    Do Lawrence Kohlberg „dorzuciłbym” Jeana Piageta, najwybitniejszego uczonego zajmującego się badaniami z zakresu psychologii dziecka

    Piaget wprowadził pojęcie decentralizacji, czyli zdolności do spostrzegania rzeczywistości z odmiennych, od własnych, punktów widzenia. Zdolność do decentralizacji związana jest ze zdolnością do głębokiej refleksji i myślenia krytycznego. Dla Piageta istotne było rozwijanie autorefleksji. Autorefleksji nie da się pogodzić z fiksacją na „jedynie słusznym” poglądzie.

    oraz– naszego – Heliodora Muszyńskiego, profesora Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w PoznaniuTen ostatni został „jakby” zapomniany za karę „za niesłuszne poglądy” oraz za próbę wdrożenia własnej koncepcji reformy oświaty w „minionym okresie”. Według mnie jego prace, a szczególnie „Rozwój moralny” (wyd, 1983, drugie – uzupełnione – wydanie 1986), stają na równym poziomie z pracami Piageta i Kohlberga będąc niejako ich uzupełnieniem.

    Teoria, i system, wychowania Muszyńskiego bazowała na, przetłumaczonej przez niego „Psychologii społecznej” Newcomba. Jak na polskie warunki (lata 70. XX wieku) była to wiedza „postępowa” w stosunku do psychologii społecznej bazującej na marksizmie. Niemniej była to wersja psychologii behawioralnej.
    Kładziono w niej nacisk nie na refleksję podmiotu, ale na jego tresurę.
    I do tego sprowadzał się system wychowawczy Muszyńskiego. Do ćwiczenia zachowań pożądanych. Było to „wychowanie socjalistyczne” odpowiadające na zapotrzebowanie ówczesnego systemu politycznego. Zafiksowane na „jedynie słusznym” człowieku socjalistycznym. Za stworzenie tego systemu Muszyński dostał nagrodę „drożdże” „Polityki”.
    Każde wychowanie przymiotnikowe stoi w sprzeczności z wychowaniem człowieka otwartego, krytycznego, zdolnego do autorefleksji.

  451. @mohikanin
    Trafiłeś bardzo wnikliwie z tym źródłem utrzymania. Ale moja taktowność ma swój cel. Chodzi mi o to, żeby głośno mówić, podkreślać, że to są zakamuflowani ateiści. Mówić to temu zaczadzonemu ludowi, bo jest to argument, który może być skuteczny. Może to naiwne, ale coś trzeba robić. Samo naigrywanie się z nonsensów, które głoszą cyniczne katabasy nic nie da. Skuteczniejsze moze by było trąbienie na cały świat, że oni w to co mówią, nie wierzą, ze oni,proszę chrześcijan,drwią sobie z waszej wiary. Nie jest to nowy pomysł, bo zrobił to już Luter i wielu inni jemu podobni, co wyszło tylko na korzyść ludom, które posłuchały tych demaskatorów rzymskiej ladacznicy. A to, że tam też są zaczadzeni niebieską książeczką nie jest tak szkodliwe (no porownajmy Szwecje z Polską), jacyś wyznawcy kreacjonizmu, albo nasz sympatyczny dezerter, który ma nadzieję trafic do tej ilus tam tysięcznej grupy wybrańców, to nie jest, potarzam, tak szkodliwe, jak ta organizacja, cynicznie eksploatująca- jak to świetnie ująłeś – „miłość” jako źródło utrzymania.

  452. mohikanin przedostatni (20:46)

    „dla kogo „miłość do…” stanowi źródło utrzymania? Co więcej, źródło władzy i prestiżu. To nie jest, według mnie, problem „zakamuflowanego ateizmu”. To coś dużo gorszego.”

    Musialem sobie przestopniowac: zly, gorszy, najgorszy..

    Duzo gorszego od zakamuflowanego ateizmu? Czy od ateizmu jako takiego? Bo ja w ateizmie niz zlego nie widze. Noo, moze procz jednego: ateisci, podobnie jak jehowici, oraz jak wszyscy inni nawiedzeni religianci, uwazaja ze tylko oni maja racje.

    Czyzbym i ja tez tak uwazal? No bo jesli nie, to jaki ze mnie ateista?

  453. tejot
    27 grudnia o godz. 21:14Płynna Rzeczywistość
    27 grudnia o godz. 19:38
    Lepper zza grobu o współczesnym Kaczyńskim:

    Mój komentarz
    Wywiad z Lepperem z 2005 roku, to potwierdzenie sylwetki politycznej Prezesa – manipulant.
    Chociaż, jak to Lepper podkreśla, trudno ulec takim osądom, gdy słucha się w niby szczerej rozmowie miłych, ludzkich, swojskich zwierzeń Prezesa, czego Lepper dostąpił ileś razy. Te miłe rozmowy Lepper zreinterpretował i wyszło mu to, co znajomi Prezesa przeczuwali od dawna – manipulant, podstępny manipulant, facet bez krzty… Ignorant, ale cwany.
    Pzdr, TJ

  454. @Orteq
    Ty to masz fajnie, bo możesz wszystko wyśmiać. Gdzie takiemu,jak ja, ponurakowi, do ciebie, ortesiu. Darwiniści sa tacy sami jak kreacjoniści, bo i ci i tamci uważają,że tylko oni, to znaczy ci albo tamci) maja rację.
    Doradź mi, jak to zrobić, by uzyskać taki punkt widzenia, aby wszystko wyglądało jednakowo śmieszne i właściwie nie różniło się od siebie. Tez chciałbym sobie tak pochichotać

  455. Lewy
    27 grudnia o godz. 21:17

    Jeszcze bardziej skondensowany obrazek niewiary kleru w bozię jest taki, że oni wierzą w wiarę w to, że wierzą. tak jak prawie każdy inny wyznawca. Wierzyc wprost potencjalnie mogą tylko ci, co mają jakąś szczególność genetyczną, mutację, w warunkach zwykłych nieujawnialną, poza skrajnymi wypadkami. Nie jest to bowiem mutacja tak oczywista, jak trzecia ręka albo wodogłowie.
    Nie może człowiek stricte niedoskonały wprost wierzyć w to co stricte doskonałe, absolutne i totalne. To jest absolutnie poza zdolnością pojmowania, wiara w istotę zaś musi się opierać na pojmowalności, choćby powierzchownej. Inaczej jest to wiara w „wygram w totka”, czyli w czysty przypadek. Wiara w bozię musi być wiarą opartą na substancji nie zaś na czystym przypadku; substancji bozi nie da się poznać w żaden sposób, czyli jest absolutnie niepoznawalna. Zero poznania. Zero poznania można natomiast zastąpić tysiącami ton gadania o bozi i wiary w to gadanie. Do tego potrzebna jest niebieska książeczka z Jezuskiem o którym pisałem w poprzednim wstepniaku: jak mamy portrecik ślicznego Jezuska, to wierzymy w portrecik. Jak Jezusek na portrecie jest brzydki, to w Jezuska nie wierzymy. Bozia przechadza się po raju w trampkach, woła do Adama, posiada rączki i nóżki – więc w obrazek takiego bozi, co ma rączki, nóżki, słuszny głos i trampki chętnie wierztmy. Taki bozia jest nasz, swojski, zupełnie jak wuj Rycho: on rządzi na dzielnicy, zwaliste chłopisko, w ryj da, ale i pomoże, jak na wódkę zabraknie oraz trzeba dowalić innemu.

  456. @mohikanin przedostatni, z godz. 21:28
    Ciut uprościłeś to, co robił (i robi – nie tak dawno z nim rozmawiałem) Heliodor Muszyński. Jego – rzekłbym – tragedią było to, że „materiałem badawczym” do prac z zakresu pedagogiki (nie zapominaj, że Muszyński, w odróżnieniu od Piageta i Kohlberga jest pedagogiem nie psychologiem od rozwoju dziecka) byli uczniowie szkół PRL-u, a on sam z PRL-em najmocniej był (już nie jest) związany. Koncepcja Just community School podjęta w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku przez
    Kohlberga, była w Polsce o wiele wcześniej realizowana przez Muszyńskiego.

    Jeszcze jeden drobiazg. Heliodor Muszyński nie indoktrynował religijnie, jak obecni – pożal się Boże – wychowawcy. Jeśli uważasz, że obecna tresura behawioralna oparta o – naturalne w tym wieku (od dwu do siedmiu lat) – odbieranie świata na poziomie animizmu (przy nim pozostaję, nie rozszerzając owego poziomu o artyficjalizm i antropomorfizm), a praktykowana przez księży katechetów i panie katechetki, różni się metodą od – jak ją nazwałeś – „jedynie słusznego wychowania socjalistycznego”, to jesteś w błędzie. W grubym błędzie, Mohikaninie.

    PS
    Coś mi się widzi, że Namargineska nieźle Cię jednak rozszyfrowała. Ty mi bardziej na zakamuflowaną opcję religianctwa wyglądasz, z ty swoim: Zafiksowane na „jedynie słusznym” człowieku socjalistycznym. Za stworzenie tego systemu Muszyński dostał nagrodę „drożdże” „Polityki”. Dobrze, żeś zakończył zdaniem – Każde wychowanie przymiotnikowe stoi w sprzeczności z wychowaniem człowieka otwartego, krytycznego, zdolnego do autorefleksji. Pod czym się podpisuję czterema łapami.

  457. Lewy
    27 grudnia o godz. 21:43

    Sądzę, że do ludu najskuteczniej trafia się, gdy się mówi szczerze i prosto. twierdzenie, że kler to w istocie ateiści jest ryzykowne: skoro mówię to ja, ateista, a ateista to coś wrednego, to jestem niewiarygodny szkalując katolicki kler. Nastepne pytanie jest takie: skoro kler to ateiści, to gdzie jest ten prawdziwy nieateistyczny kler i dlaczego od 1050 lat wierzymy w kler ateistyczny i go słuchamy? Wnioski są straszne, nie do wytrzymania przez lud

    Prościej i szczerze jest (a szczerość ma wielką siłę, nie wymaga też lawirowania) mówić, że wolny, niezależny, władający sobą człowiek to dobro, a zniewolenie kłamstwem i brednią to zła rzecz, co widać po katolickim klerze i jego złej religii (sic! – i to możemy wskazywać na okrągło)

  458. mohikanin przedostatni
    27 grudnia o godz. 21:28

    chyba pomimo wdrożenia zasad wychowania czy tresowania dzieci wg Muszyńskiego nie jest z nami tak źle.
    ( zakladając oczywiście, że ten system jakoś wdrożono). Mam wrażenie, że wcześniejsze, z lat 60. pokolenie było bardziej wdrażane w „system socjalistyczny” juz od przedszkola.
    Dziś wychowanie socjalistyczne zastępuje wychowanie katolickie, ale nie wiadomo, jak to sie przełoży na pokolenie poddanych tej indoktrynacji. Co prawda, mamy juz przynajmniej jedno dorosłe pokolenie dzieci wyrosłych z religią w szkole, i jakoś nie widzę zagrożenia dla ich umysłów- nie są porażone wiarą w takim stopniu, jak to oczekiwał kaka. Być może mam za mało danych, bo obserwuję tylko pokolenie młodych ludzi, których znam, wywodzących się z jednej szkoły.
    Ciekawa jestem, czy są jakieś dane dotyczące pokolenia, które od żłobka poprzez przedszkole i szkoły jest poddane takiej próbie. Nie mówią nic na ten temat nawet informacje dotyczące uczestnictwa w mszach, bo tu mam wrażenie, że wymiera pokolenie, dla których msza jest pewnego rodzaju ceremonialem, szczególnie na wsiach. A w tej kwestii wiadomo, że ilość uczestników mszy spada w calym kraju, nawet w tych zatwardziałych katolicko rejonach kraju jak Podkarpacie czy Sądecczyzna lub Podlasie.

  459. Jako uzupełnienie mego wstępniaka „Jubileusz w stepach Eurazji”, dopiero co opublikowanego, wklejam fragmenty wywiadu z Aleksandrem Duginem, który ukazał się w pierwszym numerze z 2017 roku pisma „Do Rzeczy”. Jest to reklama całego wywiadu. Smaczna. Czekam na całość. Czyż to nie jest kolejny dowód na to, że ta „władza” to agenci Kremla?
    http://www.mysl-polska.pl/1108

  460. pombocek
    27 grudnia o godz. 21:21

    ze filmików wynika, że morze jest przy tym wietrze strasznie hałaśliwe i przekracza normy iluś tam decybeli- nawet w pobliżu lotniska nie mam takiego hałasu.
    Jak dla mnie, fale podmywające wydmy są dośc przerażające, a do tego jeszcze ten grzmot fal… i ten niewielki Twoim zdaniem wicher przechylił bardzo ważną tablicę informacyjną o kosztach przedsięzięcia wrzuconych w wodę.
    Nie wierzę, że głowa pod kocem miałaby spokój… może w ććinach, pod okręcikiem z żagielkiem

  461. Lewusku,

    Jakie wysmiewanie, jakie wysmiewanie.

    Ja najzupelniej powaznie UrzamRze religianctwo, wlacznie z ateisjanstwem, zbyt pogrzebowo podchodzi do swoich wierzen. Wszystko zapewnie wynikajace z jednego powodu: strach przed ostatecznym zejsciem.

    Podobaja mi sie religie, w ktorych zywi urzadzaja pickniki, popijawy i nawet tance na grobach niezywych czlonkow rodzin czy komun. Ci chyba zbyt seriozno nie biora swoich religii. Chociaz, kto ich tam wie

  462. tejot,
    W pracy miałem kiedyś „kolegę”, który później przysłał pod rząd z sześć L4, aż wyleciał z pracy. Zanim do tego doszło, miałem okazję widzieć go w akcji, jak negocjował z ekspedientką cenę czegoś tam. Szczerze, to lekko się przeraziłem, bo on ją zbajerował zupełnymi gruszkami na wierzbie, obiecując rzeczy, których szansa spełnienia była nie większa niż 1 promil, jak by były pewne. Wtedy uświadomiłem sobie, że ma dar do wyczuwania, co komu potrzeba, co kto chce usłyszeć, i mówienia mu – także mnie – tych rzeczy głosem, który w warstwie pozawerbalnej niesie w sobie 100% szczerości. Nie wiem na co chorował, ale nazwisko lekarza, który podpisywał te L4, wskazuje na specjalizację – psychiatria. Mój kolega z pracy był schizofrenikiem lub paranoikiem lub czymś takim.

    Ja w Kaczyńskim rozpoznaję bardzo wiele cech tego mojego znajomego z pracy. Ludzie chorzy psychicznie to nie tylko pacjenci szpitali. Zanim do tego dojdzie, jest jeszcze długa droga. Oni mieszkają wśród nas i mogą wieść pozornie zupełnie normalne życie, a nawet z łatwością manipulować osobami „normalnymi”.

  463. No, no, mmmm…

    Czytalem to opowiadanie o Lepperze jakbym jakas Krolewska Sage czytal sprzed lat tysiaca norweska. Nieznana zupelnie dla mnie. Jedna z takich sag tutaj na blogu tlumaczylem. Smak mam na takie soczyste kawalki. Troche mnie brakowalo tych odnosnikow do nazw skrotowych i imion rodowych w komentarzach. Magrud, 2007-08-08 dala probe calosciowego widoku na krajobraz morski, jak ciezka pogoda. Reszta tylko na fakty sie prztykala komentatorow, nawet 5 lat po faktach sie jeszcze prztykala. Ale samo danie wykwintnie pyszne. I to seppuku na koniec Sagi glownego bohatera, jak sie pozniej doczytalem. Przepyszne, ja takie soczyste zagrywki uwielbiam.

    Jak bym tak zmienil imiona i nazwy na japonskie, troche slow zastapil slowami, to…
    … dzieki Płynna Rzeczywistość za szkic do monogatari gunki z sengoku epoki. Ja bym jeszcze tylko Amaratu potomkow i bakufu dolozyl, paroma zdaniami. Czas. Paroma tylko jisei no ku. Epitafium.

    seleuk(os) pyszne.

  464. Płynna Rzeczywistość
    27 grudnia o godz. 22:40

    Borderline

    pzdr seleuk

  465. Anumlik, przestudiowałem wywiad z nawiedzonym, z lekka jurodiwym Duginem. Zauważyłem, że gada on na jedno kopyto – globalizm, liberalizm, oszustwa, wroga propaganda,itd.
    Od czasów komuny zmieniła się terminologia lecz styl pozostał ten sam. Przeciwstawianie sobie dwóch światów, dwóch obozów – dobra i zła. Jeden przegrywa, drugiemu przepowiadane jest ostateczne zwycięstwo.

    Przykłady duginowskich zbitek:

    1) „Globaliści szermują kłamliwymi opowieściami o „złej Rosji”, „wspaniałym Zachodzie”, „ukraińskich bohaterach”, „cierpieniach narodu polskiego” i innymi mitami  ”

    Globalistyczne opowieści dotyczące ukraińskich bohaterów lub cierpień narodu polskiego? Cóż to takiego?

    2) „Polacy w awangardzie procesu globalistycznego”

    Hmm, coś się po mętlikowało Duginowi.

    3) „Macie słowiańską tożsamość, ale katolicyzm i inne aspekty kultury wiążą was z Zachodem. Jednak obecna antychrześcijańska, masońska, liberalna Unia nie ma nic wspólnego z tą, niech i nawet rusofobiczną, ale konserwatywną tożsamością Polski. A zatem Polska powinna być niezależnym państwem, choć pozostającym w przyjaźni nie tylko z Rosją, lecz także z wielką Ameryką Trumpa, która przecież nie chce kontynuować strategii atlantyckiej. Polska powinna być nie prorosyjska, ale i nie proatlantycka, nie globalistyczna. Neutralna i niepodległa. Przykładem niech będą dla was Węgry”

    Chłe, chłe, Polska nie powinna być w Unii, bo ona jest masońska, antychrześcijańska i liberalna. Przykład Węgier jest tak kuszący propagandowo dla Dugina, że stawia ten kraj jako wzór dla Polski (co n.b. jest zgodne z taktyką uprawianą przez Prezesa), mimo że Węgry jakąś znaczniejszą lubością do duginowskiej Rosji się nie odnoszą. Co innego rozgrywanie polityczne, a co innego wdepnięcie w duginowskie aksjomaty.

    4) „Okazało się, że są dwie Ameryki: globalistyczna i amerykańska. Ta amerykańska powinna być naszym sojusznikiem, bo mamy wspólnych wrogów: liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa… Trzeba stworzyć sojusz konserwatywny ze wszystkimi narodami, wzmocnić związki z Turcją i Iranem, ale nie na korzyść Turcji ani Iranu, ale na korzyść Eurazji. Musimy stworzyć nową wielobiegunową architekturę świata, opartą na paradygmacie konserwatywnym. Musimy zatrzymać islamską imigrację, pomóc Trumpowi uczynić Amerykę wielką, wzmocnić Europę z jej niszczonymi przez globalistów tradycjami chrześcijańskimi i grecko-rzymskimi. Musimy, jak to mówi Trump, osuszyć bagno. Nasze zadanie to osuszyć bagno rosyjskie, Polaków – bagno polskie. ”

    Oszałamiające podsumowanie
    Po pierwsze Dugin wymienia in extenso wrogów Rosji, a tym samym świata – liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa…

    Liberałowie i zwolennicy otwartego społeczeństwa. To jest to co najbardziej gryzie Dugina, o czym on zapewne stara się zawiadomić i przekonać Putina i czemu zdaje się Putin troszkę, albo i więcej ulega, albo udaje, że ulega, bo takie są trendy, a Putin, to nie jest filozof, tylko wykonawca.

    Polacy otrzymali zadanie od Dugina – osuszyć bagno polskie na korzyść Eurazji.

    Co jest ciekawe w związku z wywodami Dugina, to to, że Rosja Putina bardzo intensywnie flirtuje ze skrajną prawica europejską, a narodowo-socjalistyczna prawica w Polsce niemal bez zastrzeżeń podziela poczynania Rosji w sferze ideologii oraz wsparcie Rosji dal konserwatystów, jak się Dugin wyraża o skrajnej prawicy, w wielu przypadkach kryptofaszystów.

    Ciekawa jest analogia, która tu się nasuwa. Czy w przedwojennym poparciu dla Niemiec Adolfa nie było podobnych intencji i motywów, jakie prezentuje Dugin – my jesteśmy tu, mamy swoje udziały, swój teren, swoją kulturę, dziedzictwo, wy jesteście tam, macie swoje udziały, swój teren, swoje dziedzictwo. Nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Rozumiemy się?
    Przez dość długą chwilę tak było.

    Czyżby Dugin śnił o odbudowaniu takiej równowagi, a w tym celu apeluje o posprzątanie przez Polskę swojego bagienka? Cóż to może oznaczać? To posprzątanie bagienka?
    Pzdr, TJ

  466. Płynna Rzeczywistość
    27 grudnia o godz. 22:40
    tejot,
    W pracy miałem kiedyś „kolegę”, który później przysłał pod rząd z sześć L4, aż wyleciał z pracy. Zanim do tego doszło, miałem okazję widzieć go w akcji, jak negocjował z ekspedientką cenę czegoś tam.

    Mój komentarz
    Też miałem takie analogie. Miałem bardzo dobrego kolegę, który zachorował stopniowo. Imponował mi, gdy przystępował do targowania się. O byle co i o wszystko. Mówił z takim przekonaniem, z taką nie do odparcia logiką, swobodnie, naturalnie, ciepło, komunikatywnie i dowcipnie, że w porównaniu ze mną uzyskiwał o jakieś 300 % lepszy rezultat w każdej negocjacji, co wprawiało mnie zawsze w podziw i malenie w swoich oczach, kurczenie się do zwykłego żuczka, którego byle pyskacz może rozdeptać.
    Ten kolega był bardzo pozytywnie zakręcony, był sympatyczny, niezłośliwy, dowcipny, przyjazny. W przeciwieństwie do postaci centralnej tego wątku.
    Pzdr, TJ

  467. @tejot, z godz. 23:28
    Cóż to może oznaczać? To posprzątanie bagienka?
    Jak to co? Masonów, liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa, a także pedałów i cyklistów – za druty, a potem do gazu. Ateistów z blogu Listy ateistów też.

  468. Co jeszcze przegłosowano w Sali Kolumnowej, a o czym nie trąbią media?
    ‚https://oko.press/zarzna-instytuty-badawcze-pomysl-morawiecki-wykonanie-gowin/

    To jest kolejny przypadek trafnej diagnozy (PIB-y generalnie są mało efektywne i potrzebują radykalnej reformy), po której następuje zupełnie księżycowa terapia szokowa.

  469. Nastepna bubujaca wiadomosc

    „Wszystkie autostrady beda platne w najblizszych latach w Polsce. Wprowadzenie oplat musi poprzedzic wylonienie nowego Krajowego Systemu Poboru Oplat. W zarzadzie Generalnego Dyrektora Drog Krajowych jest aktualnie 624 km autostrad. ”

    Te 624 km autostrad nie jest liczba bijaca rekordy swiatowe. Niemniej, niespodziewane wprowadzanie oplat za uzywanie autostrad zawsze jest odpierane z pewnym najezeniem sie przez producentow benzyny. „Co, nie lubicie nas?”

    Rzecz w tym, ze pomiedzy wprowadzaniem oplad za autostrady a zuzyciem paliwa na tych autostradach, wystepuje odwrotnie proporcjonalny stosunek. Im wiecej oplat za autostrady, tym mniej tego zuzycia. Taka ekonomiczna zaleznosc nastepuje.

    Istnieje pewne podejrzenie, ze posuniecie autostradowe rzadu Dobrej Zmiany moze byc wymierzone w Puti Puti. Bo to on ma troche wspolnego z producja petrolu spalanego na polskich drogach i autostradach.

    Ciekawe jak najnowszy wspolnik Puti Puti, Donald Fryzura, bedzie rozgrywal te polska karte autostradowo-paliwowa. Zupelnie odpusci toto, jako smiec nie wart jego uwagi? Czy tez moze jeszcze raz wysle do wschodniej Europy swoich Guliano-Mackayow z pewnymi ‚zaleceniami’ dla krajow baltyckich?

    Tym razem bada to juz prikazy urzedujacego prezydenta. Naszego nowego pana i wladcy

  470. tejot (23:28)

    „Polska powinna być nie prorosyjska, ale i nie proatlantycka, nie globalistyczna. Neutralna i niepodległa. Przykładem niech będą dla was Węgry…Chłe, chłe… Przykład Węgier jest tak kuszący propagandowo dla Dugina, że stawia ten kraj jako wzór dla Polski (co n.b. jest zgodne z taktyką uprawianą przez Prezesa), mimo że Węgry jakąś znaczniejszą lubością do duginowskiej Rosji się nie odnoszą. Co innego rozgrywanie polityczne, a co innego wdepnięcie w duginowskie aksjomaty.”

    Chle chle, indeed. Te duginowskie aksjomaty to, m.in. realpolitik dzisiejszych czasow. A ta realpolitik dla wschodniej Europy to przede wszystkim wypracowanie modus vinendi w stosunkach z Rosja. Bez tego ani rusz.

    Orban ma te przewage nad Kaczystym, ze nie ciagnie za soba kuli u lapy pn. Smolensk. Wiec porownywanie Wegier i Polski, jesli o relacje z Rosja chodzi, kuleje odrobine.

    Ale tak w ogole to cieplo cieplo

  471. anumlik (23:44)

    „Cóż to może oznaczać? To posprzątanie bagienka? Jak to co? Masonów, liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa, a także pedałów i cyklistów – za druty, a potem do gazu. Ateistów z blogu Listy ateistów też.”

    O to to. O to ‚do gazu’ idzie.

    Skad my to znamy? W Katyniu gazu nie stosowali. Ani w Smolensku tez nie. Wiec skad ten gaz duginowski?

    Jesli masz na mysli, anumliku, nastepny pakt Ribbentrop-Molotow – powiedzmy nie 1939 tylko 2017 – to chce zwrocic uwage na drobna roznice.

    Owczesny specjalista od gazu, AH, to jednak nie to samo so dzisiejsza jego nastepczyni na kanclerskim stolku, AM. Specjalistka od przyjmowania do swojego kraju uciekinierow wojennych z Bliskiego i Srodkowego Wschodu i nie tylko.

    Wiec nie wydaje mi sie, ze tym razem znowu moze latwo dojsc do gazowania niepozadanych populacji przez tych samych specjalistow od gazowania co trzy czwarte wieku temu. Bo takich specjalistow w tej dziedzinie nikt, nawet Puti Puti, nie jest w stanie sam wyksztalcic, praktycznie przetrenowac i wprowadzic do systemu dzialajacego niczym austriacko-niemiecko-szwajcarski zegarek.

    Co zrobic z popiolami? Mamy polution problem

  472. Przychodzi baba do Prawdziwego Menzczyzny

    – Was is das Aniela?
    – Niczewo, niczewo, Volodia. Chcialam tylko zapytac czy ten Orban to pewniak? Czy to nastepny Kaczynski?

  473. Jeżeli zgodzimy się z definicją mówiącą, że:

    Rozwój moralny – proces przemian osobowości człowieka, prowadzących do uformowania się pewnego systemu wartości i odpowiadających mu reguł postępowania. Posiada dwa poziomy – poznawczy (rozumowanie, oceny moralne) i behawioralny (działanie moralne).

    Wtedy różnica pomiędzy Piagetem, Kohlbergiem a Muszyńskim jest bardzo czytelna. Punktem wyjścia dla dwóch pierwszych jest poziom pierwszy poznawczy.
    Dla Piageta wyznacznikiem dojrzałości poznawczej a zarazem moralnej jest zdolność do decentracji. Umiejętność uwzględniania różnych punktów widzenia.
    Kohlberg mówi o stadiach rozwoju rozumowania moralnego.
    Tymczasem w przypadku Muszyńskiego mamy do czynienia z położeniem akcentu na poziom behawioralny.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_pozna%C5%84ski

    Konsekwencją podejścia Piageta i Kohlberga jest wychowywanie człowieka wewnątrzsterownego. W przypadku Muszyńskiego jest to orientacja na człowieka zewnątrz sterownego.

    PWN o Muszyńskim:
    Heliodor Antoni, ur. 6 VI 1931, Rogowo,
    pedagog i psycholog społeczny;
    od 1973 profesor UAM w Poznaniu; 1987–89 czł. Kom. Ekspertów ds. Edukacji Nar.; 1984–93 przewodniczący Kom. Nauk Pedag. PAN; autor teoret., zgodnych z socjalist. ideologią podstaw reformowania pol. systemu oświat. w okresie PRL, w tym systemu wychowawczego szkół podstawowych; Podstawy wychowania społeczno-moralnego (1967), Zarys teorii wychowania (1976), Rozwój moralny (1983).

    Brak jego biogramu w wiki. Dlaczego?

  474. @Orteq, (27 grudnia o godz. 21:43)

    Duzo gorszego od zakamuflowanego ateizmu? Czy od ateizmu jako takiego? Bo ja w ateizmie niz zlego nie widze. Noo, moze procz jednego: ateisci, podobnie jak jehowici, oraz jak wszyscy inni nawiedzeni religianci, uwazaja ze tylko oni maja racje.

    Czyzbym i ja tez tak uwazal? No bo jesli nie, to jaki ze mnie ateista?

    Dużo gorszego od „zakamuflowanego ateizmu” w odniesieniu do kleru czyli funkcyjnych wierzących z racji urzędu. I nauczających „lud boży”.
    „Zakamuflowany ateizm” może, choć nie musi, stanowić etap przejściowy.
    Dużo gorszy jest fałsz i obłuda.

  475. @Konstancja, (27 grudnia o godz. 22:22)
    socjalistyczna indoktrynacja wyszła tak, jak wyszła, bo duży był podskórny opór społeczny.
    Teraz jest podobnie.
    Co nie znaczy, że wszystko jest okey. Płacimy za to wysoką cenę. W postaci braku społecznej, obywatelskiej odpowiedzialności – niski poziom uczestnictwa w wyborach, w życiu obywatelskim.
    W postaci dwoistości norm moralnych. Moralności Kalego. Przerzucaniu odpowiedzialności na „innych”. A w konsekwencji szukanie „mocnego człowieka”, który rozwiąże nasze problemy. „Zbawi”.

  476. @mohikanin przedostatni
    Brak jego biogramu w wiki. Dlaczego?
    No właśnie. Za karę? Też tego nie rozumiem. W uzupełnieniu:
    W latach 1976-1995 Heliodor Muszyński odbywał kilkakrotnie staże zagraniczne jako visiting profesor. Najpierw w Hochschule der Kuenste w Berlinie, następnie w Uniwersytecie w Salzburgu, a wreszcie także w Niemieckim Instytucie Międzynarodowych Badań Pedagogicznych we Frankfurcie nad Menem. Współpracował czynnie z Uniwersytetem w Tybindze, w Bochum oraz Berlinie, które wielokrotnie odwiedzał (i odwiedza, mimo podeszłego wieku) z wykładami i wystąpieniami na konferencjach. Wyjazdy te były (i są!) ściśle związane z ożywioną współpracą Muszyńskiego z tymi, a także innymi – w Moskwie, w Pradze i Freiburgu – naukowymi ośrodkami zagranicznymi, co znalazło odzwierciedlenie w wielu jego publikacjach wydanych za granicą.

    Trzy słowa komentarza na temat człowieka wewnątrz i zewnątrz sterowanego. Wydawało mi się, że piszemy o człowieku w okresie, gdy jego świadomość zostaje dopiero kształtowana (wiek od 2-ch do 7-u lat). Jest to świadomość – by tak rzec – samosterująca się w określonym otoczeniu, które na owo samosterowanie wpływa. Znaczy – jest z zewnątrz sterowana. Porównywanie par excellence pedagoga Muszyńskiego z psychologami – Piagetem i Kohlbergiem jest ciut nieuprawnione, gdyż ten pierwszy zajmuje się wychowywaniem, a dwaj pozostali badaniem tego, co wychowaniu (na każdym etapie) zostaje poddawane. Widzę tu pole do działania zarówno dla Muszyńskiego (i jego następców), jak i dla Piageta (z uczniami i następcami) i Kohlberga (z uczniami i następcami).

  477. @mohikanin przedostatni
    Jeszcze kilka słów o Heliodorze Muszyńskim w kontekście Twojej wypowiedzi do Konstancji: socjalistyczna indoktrynacja wyszła tak, jak wyszła, bo duży był podskórny opór społeczny.

    W okresie swojej pracy uniwersyteckiej Muszyński zorganizował i prowadził rozległe badania nad systemem dydaktyczno-wychowawczym szkoły. Skupił wokół siebie zespół złożony z młodych pracowników naukowych oraz nauczycieli – praktyków, z którymi przeprowadził kilka lat trwający eksperyment nad wychowawczym funkcjonowaniem szkoły. Jego doświadczenia i wyniki zostały upowszechnione w serii publikacji pod jego naukowym kierownictwem pt. „System wychowawczy szkoły podstawowej” (wydawanej przez PWN w latach 1974-1975). Sam opublikował wiele rozpraw dotyczących problematyki wychowania, teorii szkoły oraz metodologii badań pedagogicznych. Wyniki eksperymentu – w postaci opracowanej całości koncepcji organizacji wychowawczej działalności szkoły – zostały wprowadzane do tysięcy szkół w Polsce. Był to jedyny (nie tylko w Polsce) przypadek, kiedy naukowy eksperyment zakończył się masowym ruchem wdrażania jego efektów przez szkoły do praktyki. Był to także – muszę to zaznaczyć, a obserwowałem ów eksperyment in statu nascendi jako dziennikarz – ruch czysto oddolny. Heliodor Muszyński, jako kierownik eksperymentu, bardzo mocno sprzeciwiał się wprowadzaniu opracowanego systemu wychowawczego do wszystkich szkół za pomocą nakazów administracyjnych. I za to, a nie za – jak napisałeś bardzo krzywdząc Muszyńskiego – zafiksowane na „jedynie słusznym” człowieku socjalistycznym – Heliodor Muszyński dostał nagrodę drożdże od redakcji ówczesnej „Polityki”.

  478. @anumlik, (28 grudnia o godz. 10:25)

    Brak jego biogramu w wiki. Dlaczego?
    No właśnie. Za karę? Też tego nie rozumiem.

    Kto miałby go karać i za co? Skoro w wiki są biogramy Jaruzelskiego, Kiszczaka, Gomułki, Cyrankiewicza, to komu niby miałby przeszkadzać biogram Muszyńskiego.
    Taki biogram może zamieścić praktycznie każdy. Zastanawiające jest to, dlaczego żaden z jego studentów czy współpracowników o to nie zadbał.

    Wydawało mi się, że piszemy o człowieku w okresie, gdy jego świadomość zostaje dopiero kształtowana (wiek od 2-ch do 7-u lat).

    Na jakiej podstawie? Przywołałem Kohlberga odpowiadając na pytanie @Lewego dotyczące zachowania ludzi dorosłych.

    Porównywanie par excellence pedagoga Muszyńskiego z psychologami – Piagetem i Kohlbergiem jest ciut nieuprawnione

    Według mojej wiedzy Muszyński ukończył psychologię na UAM. Potwierdza to notka PWN: „pedagog i psycholog społeczny”.
    Dlaczego robił to, co robił, to zupełnie inna kwestia.

  479. PS
    Pisząc obszernie o Heliodorze Muszyńskim korzystałem z moich notatek, które zgromadziłem w osobnym pliku – Heliodor Muszyński. Przeoczyłem odnośnik. za: Piotr Kowolik – Muszyński twórca teleologii wychowania. Wklejam linka do artykułu Kowolika, gdyż moje słowa pokrywają się w kilku przypadkach z tymi z artykułu, a nie chcę, aby ktoś zarzucił mi plagiat.
    http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Nauczyciel_i_Szkola/Nauczyciel_i_Szkola-r2007-t1_2_(34_35)/Nauczyciel_i_Szkola-r2007-t1_2_(34_35)-s277-283/Nauczyciel_i_Szkola-r2007-t1_2_(34_35)-s277-283.pdf

  480. @mohikanin przedostatni, z godz. 12:14
    Według mojej wiedzy Muszyński ukończył psychologię na UAM. Potwierdza to notka PWN: „pedagog i psycholog społeczny”.
    Piotr Kowolik wyjaśnia, że Muszyński nie mógł zdawać na pedagogikę, gdyż tej w Poznaniu w roku 1951 jeszcze nie było. Dlatego wybrał psychologię. O sobie jednak mówił i pisał – jako o pedagogu.

    Uff. Wystarczy o prof. Muszyńskim.

  481. Jeszcze jedno oczywiste łgarstwo waaadzy.
    Głosowanie w Sali Kolumnowej było sfalszowane.
    http://natemat.pl/197811,mrowcza-praca-obalono-zapewnienia-kaczynskiego-w-sali-kolumnowej-glosowalo-9-poslow-mniej-niz-mowia-dokumenty

  482. anumlik
    28 grudnia o godz. 12:32

    Moim zdaniem, Stratfor jest jeszcze jedną agencją z bogatej palety „szczujni”, przygotowującą analizy pod kątem usprawiedliwiania decyzji politycznych, które zapadaja w całkiem innych gremiach.
    Rosja jako zagrożenie militarne, doskonale usprawiedliwia zbrojenia.
    Rosja jako rynek zbytu, wymiany handlowej, zaplecze surowcowe Europy, presji na zakupy broni w USA by nie dostarczało.

    Czy Polska ma byc mocarstwem regionalnym?
    Czy Polakom powinno na tym zależeć?
    Mocarstwo regionalne wasalizuje sąsiednie, słabsze kraje, podporzadkowując ich politykę własnym interesom.
    Jesteśmy w stanie to zrobić?
    Nie sądzę…..
    Naszym wodzom byc może roją się takie marzenia.
    Tyle że mogą za takie ciągotki zapłacić życiem tysiące naszych obywateli.
    Sny o potędze zawsze przekładają się na straty ludzkie.

    Możemy sobie odtworzyć na przykład plan Rapackiego, czy pójść za koncepcjami Kissingera tyczących Ukrainy- finlandyzacja.
    Tak byłoby dla nas zdrowiej.
    Nie pozwoli nam jednak na to nasz Wielki Brat zza Wielkiej Wody.
    Polska MUSI być podstawą do ataku sił lądowych na wschód, o ile kiedykolwiek miałoby dojść do niego.
    Równie dobrej, po prostu nie ma z przyczyn geograficznych.

  483. Płynna Rzeczywistość
    28 grudnia o godz. 0:59
    Co jeszcze przegłosowano w Sali Kolumnowej, a o czym nie trąbią media?
    ‚https://oko.press/zarzna-instytuty-badawcze-pomysl-morawiecki-wykonanie-gowin/

    Mój komentarz
    Ta ustawa jest kolejnym środkiem mającym dyscyplinować, czyli zastraszać pracowników nauki. Dyrektorem instytutu naukowego od teraz może zostać człowiek bez wiedzy, lecz pokorny, a członkiem rady naukowej takiego instytutu może być dowolny, mianowany przez władze ignorant.

    Ustawa jest kolejnym sygnałem wysłanym do wszystkich naukowców – nie podskakujcie, szczególnie w obszarze smoleńskich hipotez, bo może to wam zaszkodzić w karierze, w pozyskiwaniu funduszy, w doborze ludzi do zespołów, itd.
    Prezes, to manipulant pierwszej klasy. Wraz z ministrem wojny i szefami służb specjalnych rozgonią wszystkich, którzy będą kłapać jadaczkami na władze lub poddawać w wątpliwość osiągnięcia komisji smoleńskiej, narzekać na politykę PiSu.

    Jak na razie, to dobra zmiana idzie całkiem podobnie jak w państwach (wiemy to z historii), w których rodziła się autorytarna władzy. Kroczek po kroczku, schodek po schodku aż się obudzimy w innej krainie.
    Rządzonej przez ignorantów, manipulantów, spryciarzy-kawalarzy (prezydent, premier, min. od kłótni zagranicznych, szefowie sejmu i senatu, minister wojny, jego główny asystent coraz bardziej nabierający wagi i pewności siebie, szef policji, szefowie służb, szef od stradnin.

    Obywatele w większości tych chytrych manewrów przeprowadzanych przez zbawcę Polski nie zauważają, a jak dostrzegają, to nic z tego nie wynika, traktują je jako normalkę, porządkowanie państwa, ponieważ obywatele w znakomitej większości nie interesują się państwem ani swoim obywatelstwem. No przecież nie pałują na ulicy, nie strzelają, ani nie aresztują, więc co mi do tego. Tak myśli milcząca większość. Wciąż są to kategorie myślenia 19–wieczne – skoro nie ma jaskrawej przemocy, aresztowań, zapełniani więzień, rozruchów, strzelanek, to nic się nie dzieje, państwo funkcjonuje.
    Pzdr, TJ

  484. anumlik
    28 grudnia o godz. 12:32
    Niezłe nadęcie się. Polska regionalnym mocarstwem:

    Mój komentarz
    Cała ta prognoza trochę przypomina mi hipotezy wykreowane na podstawie studiowania Pisma Świętego.
    Drętwa mowa, szablony rozumowania, terminologia militarna – Alpy barierą chroniącą Włochy, Karpaty barierą chroniąca Czechy, Węgry, Rumunię, itd, Beneluks – państwa na równinie, itd.
    Niemcy przodują i by nie chciały lub chciały, bo to ich rola, Francja by chciała, państwa skandynawskie – naturalne sojusze, itd.
    Pzdr, TJ

  485. wiesiek59
    28 grudnia o godz. 14:33

    „Moim zdaniem, Stratfor jest jeszcze jedną agencją z bogatej palety „szczujni”, przygotowującą analizy pod kątem usprawiedliwiania decyzji politycznych, które zapadaja w całkiem innych gremiach.
    Rosja jako zagrożenie militarne, doskonale usprawiedliwia zbrojenia.”

    Jeżeli z pierwszym zdaniem można się zgodzić, to z drugim absolutnie nie. Mogą zachodzić i zachodziły zjawiska tworzenia zagrożenia przez różnorakie grupy nacisku, lobby wew. n.p. USA. Lobby wielkich koncernów za przyzwoleniem rządów, nawet za ich inspiracją tworzy spiski, pucze w Afryce surowcowej.
    I teraz imperialna na powrót Rosja pod naszym bokiem mając wynajętą bazę wojenna na Krymie zajmuje dużą , ważną część Ukrainy. I cały Krym. O tak. Pstryk.
    I my wobec takich zagrożeń musimy szukać usprawiedliwień do wzmocnienia obronności? Niby przed kim mamy z tego się tłumaczyć? Przed własnym narodem? Przed NATO ? Przed Rosją?
    Polskę findlandyzować w ramach NATO? Przyznasz,że to jakiś absurd. Taniec kozaczoka w takt Moskwy. To już niemożliwe.

    ” Polska MUSI być podstawą do ataku sił lądowych na wschód, o ile kiedykolwiek miałoby dojść do niego.
    Równie dobrej, po prostu nie ma z przyczyn geograficznych. ”

    Pokazanie „szczujnej” mapki to powód wniosku co Polska „MUSI”?
    A atak sił lądowych (NATO rozumiem) jest chyba tylko w chorej wyobraźni z Płn. Korei. Po co to NATO, Europie, USA, Polsce?

  486. NikodemD
    28 grudnia o godz. 16:31

    Przy założeniu, że zachodni politycy są w dużej mierze marionetkami korporacji, świat jest zdecydowanie prostszy i bardziej zrozumiały.
    Od tysięcy lat toczy się walka o ZASOBY.

    I moim zdaniem, nic się w tej sprawie nie zmieniło.

    Nie chcę przytaczać ci przykładów.
    Weź po prostu mapę surowcową świata.
    I sprawdź, kto kontroluje dany obszar, bądź jakie korporacje mają koncesje na wydobycie.

    Niewiele jest krajów które władają własnymi zasobami naturalnymi.
    Nieliczne jedynie nie są poddane zachodniej kontroli.
    I to one właśnie są celem agresji pod różnymi pozorami.
    Zachodnie korporacje MOGŁYBY zarobić tam biliony, a nie pozwalają na to tamtejsze rządy.
    Bezczelne, nie chcą sprzedać praw do surowców za 10% ich wartości….

  487. Ps…..

    Wojska krajów NATO buszują po kilku kontynentach.
    Od 15 lat zresztą.

  488. Co się w tej Wyborczej wyprawia?


    Trzeba tu wiedzieć, że przez całe stulecia to właśnie epidemie, z chorobami wenerycznymi na czele, spowodowały więcej ofiar śmiertelnych wśród żołnierzy niż pola bitew. Nie chce mi się czołgać przez chaszcze liczb, ale coś mi się wydaje, że jeśliby polskie prostytutki zarażone kiłą lub syfilisem uchylały się od przymusowego leczenia i jako takie, z taką właśnie bronią biologiczną w pochwie, spółkowały z Niemcami, więcej byłoby z tej armii pożytku niż z działalności Armii Krajowej, a już na pewno z powstania warszawskiego.

    Całe Planty usiane były prezerwatywami, więcej ich było niż liści. Kleiły się do podeszew, krakowianie człapali z nimi do domów, dzieci brały je do ust, żeby nadmuchać, a gdyby istniał jeszcze kabaret Zielony Balonik, zmieniłby nazwę na Biały. W Warszawie tylu Niemców paradowało po ulicach z prostytutkami, że nie wiadomo było, czy to jakiś pionierski Międzynarodowy Dzień Seksu, czy okupacja. Wychodzi na to, że my, Polacy, przelewaliśmy wtedy krew, a oni, Niemcy, spermę. A wiele Polek brało czynny udział w ruchu oporu, tym miarowym, biodrami.

    Miejsce akcji: ulica Nowogrodzka, Warszawa, czas akcji: 23 października 1943. Do domu publicznego dla SS wpada oddział Gwardii Ludowej i strzela do wszystkiego, co się rusza. Trupem pada 18 esesmanów, tak, ale jeszcze więcej mieszkających tam prostytutek. Straty kolateralne, co tam, chłopcy pozamiatali. Skubani. Zuchy nasze polskie. Ludowe. Przaśne. Kochane chłopaki nasze, bojowe i przebojowe. To jedna z najwybitniejszych kart w dziejach oręża Gwardii Ludowej. Ile męstwa potrzeba, żeby przenieść na tamten świat dywersyjny i uzbrojony po zęby oddział prostytutek.
    Na Nowogrodzkiej 15 wisi sobie tablica pamiątkowa, stoi na niej: „Chwała bohaterom walk o wolność ojczyzny. W tym miejscu 23 października 1943 r. grupa żołnierzy Gwardii Ludowej dokonała zamachu na lokal hitlerowski. W wyniku tej akcji zginęło 18 SS-manów i gestapowców”. Ile jeszcze takich półprawdziwych tablic? Ile tych lekcji historii, które trzeba odrobić?

    Trzy miliony Polaków coś tam z niemieckością mających wspólnego i nic z niemieckością niemających wspólnego zwróciło się do władz niemieckich o zarejestrowanie na folksliście. Tych drugich Niemcy nazywali Niemcami koniunkturalnymi lub zdobycznymi. Z liczbą wszystkich Polaków biorących czynny udział w ruchu oporu nie chce mi się porównywać, przytoczę za autorką, że w Warszawie było to tylko sześć procent ludności. Więcej Polaków chciało się zniemczyć, niż walczyło z Niemcami.

    Zaśpiewam wam na końcu piosenkę z „Zakazanych piosenek”. Na melodię „Czerwonego jabłuszka”. Pierwsza jej zwrotka jak pocisk, trafia w sedno: Idzie sobie panna/ Ze szwabem pod rękę,/ Bardzo z tego dumna,/ Z getta ma sukienkę./ Za taką córeczkę/ Jak ci nie wstyd, ojcze?/ Nie wstyd, bo jak córka,/ Stałeś się folksdojczem.

  489. wiesiek59
    28 grudnia o godz. 19:54

    Sam to podnoszę i akcentuję. Wolę jednak rozmawiać na zadany temat.

  490. @Płynna Rzeczywistość, z godz. 19:57
    Co się w tej Wyborczej wyprawia?
    A co się ma wyprawiać. Janusz Rudnicki opublikował recenzję/esej o książce Maren Röger, „Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji”, wydanej miesiąc temu przez Wydawnictwo Świat Książki. Jak możemy przeczytać w zajawce wprowadzającej – Maren Röger w swojej książce opisuje kontakty dobrowolne, ale też liczne gwałty i brutalne wymuszenia oraz sytuację panującą w domach publicznych utrzymywanych przez wojsko, w których kobiety zmuszane były do prostytucji. Przedstawia wstrząsające losy kobiet, padających ofiarą brutalnych przestępstw seksualnych. Opowiada też o parach, które połączyła miłość i o rozpaczliwych próbach uzyskania przez nie pozwolenia na ślub.

    Sześcioletnia prawie okupacja rodziła różne postawy – heroiczne i kurewskie. Zdrajcy, folksdojcze, szmalcownicy i prostytutki pomieszani byli z bohaterami i bojowcami. Ot, kawałek historii.

    Maren Röger – jak możemy przeczytać na obwolucie książki – ur. w 1981 roku, studiowała kulturoznawstwo i historię w Lüneburgu i Wrocławiu, doktoryzowała się na Uniwersytecie Justusa Liebiga w Giessen. W latach 2010-2015 była pracownikiem naukowym w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. W 2015 roku objęła stanowisko profesora na Uniwersytecie w Augsburgu.

  491. A „Polityka” nam przybliża dylematy policjantów… Biedacy rozdarci jak koszula Rejtana.
    Bić czy nie bić? Oto jest pytanie.

    Przy okazji – ballada pozytywna. Byt określa świadomość przecież.
    „https://www.youtube.com/watch?v=9Yt4ODG71Gg

  492. Pardon, nie Polityka, Newsweek.
    „https://www.youtube.com/watch?v=uAB3GS0E

  493. @anumlik
    27 grudnia o godz. 22:28
    „…fragmenty wywiadu z Aleksandrem Duginem, który ukazał się w pierwszym numerze z 2017 roku pisma „Do Rzeczy”. Jest to reklama całego wywiadu. Smaczna. Czekam na całość. Czyż to nie jest kolejny dowód na to, że ta „władza” to agenci Kremla?”
    =====

    PiS to raczej „agenci” USA. Już w czasie afery taśmowej w 2014 roku ptaszki ćwierkały, że to USA pomaga PiSowi w rozpoczęciu kampanii wyborczej, bo w związku z nową sytuacją geopolityczną (wojna na Ukrainie) Amerykanom bardzo pasowałoby, aby w Polsce rządy objęła partia antyrosyjska, antyniemiecka i zorientowana na tzw. Międzymorze. Platforma, która budowała układy „równoleżnikowe”, stała się niewygodna. Dowodów na takie działania służb amerykańskich oczywiście nie ma i nie będzie. Faktem jest jednak, że po objęciu władzy PiS zaczął się zachowywać, jakby spłacał USA jakiś dług (poparcie dla TTIP/CETA, afera helikopterowa itp.).

    Po wyborze Trumpa sytuacja się zmieniła. Trump chce zgody z Rosją: prawdopodobnie, zgodnie z zaleceniami swojego nowego doradcy Kissingera, uzna zajęcie Krymu przez Putina i w ogóle „odpuści” sobie Ukrainę. W tym nowym układzie agresywnie antyrosyjski PiS mógłby stać się dla Amerykanów tak samo „niepasujący do koncepcji”, jak kiedyś Platforma. W związku z tym Kaczyński, aby utrzymać władzę, może zmienić front wobec Rosji i Putina o 180%.

    Ten wywiad z Duginem w PiSowskiej gazecie może być pierwszą oznaką tej zmiany. PiSowcy będą „urabiać” swoich wyborców, przekonując ich, że lepszy „sojusz suwerennych państw” z Rosją niż dobrodziejstwa Unii i Schengen, za które płacimy „brakiem suwerenności”. Czy lud pisowski to kupi? Wszystko kupi. Jak Wodzu powie, że czarne jest białe, to znaczy, że jest.

  494. Ale Polityka, piórem Roberta Krasowskiego, przypomina czytelnikowi, czym są współczesne partie.
    Pisaliśmy, ciągle piszemy o tym na wielu blogach Polityki, ale poważny głos w ważnym tygodniku opinii, co pewien czas nie zaszkodzi.

    Chcę tym postem zachęcić Państwa do przeczytania felietonu RK, a zniechęcić do nawoływania w rodzaju „chcemy programu, a nie demonstracji!” w epoce (pardon) postprawdy.

    Był POPIS, biskupi zastanowili się – „kto da więcej” – i postawili na PIS bezbożnika-szkodnika.

    Naczelnik grzeszy codziennie kłamstwem, a w telewizorze słyszę opinie, że „Kaczyński nie rozumie, że…”.
    On wiele rozumie, ale kłamstwa się nie wstydzi. A p. Kolenda z TVN wtrąca „no przecież to jest polityczna retoryka”

    Oj tam, oj tam – najwyżej się wyspowiadam.
    Tak sobie myśli ten niedobry człowiek…
    PS
    Politykę kupiłem, bo świąteczna. Gorzki i bardzo smutny wstępniak Naczelnego.

  495. remm
    28 grudnia o godz. 22:12

    Mój komentarz
    Analiza bardzo unikalna. USA państwem obrotowym, PiS budowniczym na dwa fronty, Obama za, Trump za innym za, państwa jak marionetki, każdy orze jak może, pociąga za sznurki i wychodzi Międzymorze lub inne laurki. Koncepcja-układanka, elegancka i praktyczna, stosowalna w rzeczywistościach równoległych.
    Pzdr, TJ

  496. – Ci uzależnieni od władzy, światowi przywódcy, skorumpowani politycy, którzy wykorzystują dzieci, sami nimi są. Nigdy nie dorośli, ale teraz mają władzę i zrobią wszystko, by nigdy nie czuć upokorzenia. Byli wykorzystywani, teraz sami to robią z zemsty. Te dzieci, które to przeżyją, podobnie jak ja, mogą tylko nauczyć się wykorzystywać swoją siłę, by o tym zapomnieć. I co najważniejsze, wybaczyć, zrozumieć i współczuć tamtym – dodaje Anneke.
    ”http://kobieta.wp.pl/miala-6-lat-gdy-matka-ja-sprzedala-w-klubach-dzieci-traktowano-jak-przedmioty-6074096312164993a
    ========

    Gdzie TAKIE ELITY mogą zaprowadzić świat?
    Strach się bać…..

  497. @tejot 28 grudnia o godz. 22:40
    🙂

  498. tejot
    28 grudnia o godz. 22:40

    Dalej nie wyciągasz wniosków z tezy lorda Ashton?
    Imperia nie mają ani przyjaciół, ani wrogów.
    TYLKO interesy…..
    Pan Trump jako człowiek interesu powinien to doskonale rozumieć.
    A pionki?
    Cóż, będą musiały byc poprzestawiane, bądź poświęcone….

  499. @remm, z godz. 22:12
    Dodam do głosu Tejota: Analiza unikalna, acz nie pozbawiona prawdopodobieństwa. W takim samym jednak wymiarze, który Wańkowicz zawarł w bon mocie: Towarzystwo było wprawdzie nieliczne, ale za to wyjątkowo… francowate. Francowatość bowiem pisowców polega na tym, że – za prezesem – pójdą tam, gdzie pojawia się okazja do uszczknięcia więcej władzy. Nieliczni są (w wymiarze nie tylko światowym, ale i europejskim), ale skuteczni. Wpuszczenie „na salony PiS-u” Dugina przypomina mi jeden z pierwszych tekstów bardzo PiS-owskiego publicysty, Piotra Lisiewicza z „Gazety Polskiej”, który – tuż po wygranych przez partię Kaczyńskiego wyborach – napisał w swoim (i Kaczyńskiego) organie, że „socjalnemu” PiS-owi bardzo blisko do partii „Razem” Adriana Zandberga, bezczelnie smaląc cholewki do nowej (i być może liczącej się w przyszłości) siły „na lewicy”. Nie wierzę, że Lisiewicz pisał to sam z siebie. Kaczyński po prostu testuje nowe możliwości dla siebie. Dugin/Putin -> Trump -> ktoś po Merkel (może i sama Merkel, zauważ, że zła retoryka wobec Niemiec jako odwiecznego polskiego wroga zniknęła ostatnio) i już mamy przeciwwagę dla miazmatów UE, z jej liberalizmem, kosmopolityzmem, masoństwem, pedalstwem i welocypedyzmem. Ani Zandberg, ani inny polityk z partii „Razem”, nie odpowiedzieli na umizgi Kaczyńskiego, zobaczymy, co odpowie po 20 stycznia Trump. Podejmie czy nie podejmie wątek rosyjski. Na razie zdecydowanie opowiedział się jako przyjaciel Izraela, czym mnie specjalnie nie zaskoczył, ale jego kilka słów na Twitterze mogły nieco zbić z tropu Putina, który mocno się zaangażował w poparcie Syrii, z którą nie do końca po drodze jest Izraelowi.

  500. remm,
    28 grudnia o godz. 22:12
    Nie wiem, kto zacz ten Duginin, ale jak ulał pasowałby do jakiejś komisji smoleńskiej.

    Streszczenie: Amerykanie obstawili prezydentami parówkę czarną i białą, czas, by ich najwierniejszy sojusznik organoleptycznie posmakował czerwonej.

  501. @tejot
    28 grudnia o godz. 22:40

    „Analiza bardzo unikalna”.

    Nie taka znowu unikalna.

    Bracia Kaczyńscy od dawna chcieli stworzyć w tej części Europy blok zwany umownie „Międzymorzem”, najlepiej aż po Gruzję, pod protektoratem USA, który miał wzmocnić pozycję Polski wobec Niemiec i Rosji oraz zapewnić nam większe bezpieczeństwo. USA nie mówiło „nie”, ale przez lata ograniczało się do słownych deklaracji i poklepywania po plecach, bo nie chciało mieszać szyków Unii i psuć stosunków z Rosją.

    Najlepiej było to widać podczas kryzysu gruzińskiego w 2008 r. Lech Kaczyński chciał wykorzystać sytuację, żeby przekonać USA do swojej koncepcji („patrzcie, do czego zdolna jest Rosja, następnym razem zaatakuje Łotwę albo Polskę”). Dlatego zabrał wtedy do samolotu szefów państw Pribałtiki i Ukrainy, i tak się spieszył, że zażądał od pilota złamania zasad bezpieczeństwa. USA nie okazało mu jednak wsparcia, ostatecznie „w imieniu Zachodu” kryzys załagodził Sarkozy, a Kaczyński wyszedł trochę głupio. Z kolei Tusk miał inną wizę geopolityczną – chciał bliskich związków z Niemcami i poprawnych stosunków z Rosją, i gdy USA chciało tu zainstalować bazę przeciwrakietową, zaczął w tym mocno przeszkadzać, no i zirytował Amerykanów. Sprawy te opisał szczegółowo Robert Krassowski w swojej książce „Czas Kaczyńskiego”.

    Pogłoski o tym, jakoby za aferą taśmową stały służby USA, też traktowałem z dystansem, dopóki PiS po objęciu władzy nie zrobił się zaskakująco proamerykański. Na przykład Kaczyński zawsze oskarżał Zachód, że nas „kolonizuje”, „drenuje z kapitału” itp., ale zdecydowanie poparł TTIP, i to w wersji „hard”, która oznaczałaby jeszcze większe uzależnienie polskiej gospodarki od zachodniego kapitału. W dodatku tak jakby się tego wstydził – na pierwszej linii medialnej opowiadał o „patriotyzmie gospodarczym” i „przemyśle narodowym”. Poza tym pozatrudniał w ministerstwach jakichś dziwnych ludzi z USA, w błyskawicznym tempie zorganizował budowę amerykańskich baz wojskowych itp.

    Szczerze mówiąc, miałem cichą nadzieję, że jeśli Trump wygra i rzeczywiście zrobi „reset” z Rosją, to PiS może zostać „odwołany” jako niepasujący do nowej koncepcji. Bo przed drugą kadencją PiS-u mogą nas uratować jedynie czynniki zewnętrzne. Bez nich, mając przeciwko sobie tylko taką opozycję, jaką ma, Kaczyński będzie rządził Polską aż do śmierci.

  502. @anumlik
    28 grudnia o godz. 23:22

    „pójdą tam, gdzie pojawia się okazja do uszczknięcia więcej władzy”.

    Fakt, poszli nawet z „Samoobroną”, ale zawsze, jak dotąd, byli przeciwko Rosji. Ich elektorat też jest antyrosyjski.

  503. anumlik
    28 grudnia o godz. 23:22
    Mój komentarz
    Anumlik, a pamientasz Ty, jak Kaczyński smalił cholewki do lewicy opowiadając o Gierku?
    To jest polityk z poglądami tak ruchomymi, że nie wiadomo, gdzie tył, gdzie przód, gdzie wierzch, gdzie spód, gdzie idea, gdzie blaga, kiedy spryciarz, kiedy łamaga (polityczna). Kaczyńskiego główna wytyczna, to burzyć, budować od nowa, taka jest z nim i o nim każda rozmowa.

    Szkoda rymów na tego człowieka, spłynie rzeką dziejów, mości anumliku dobrodzieju.
    Pzdr, TJ

  504. remm (0:03)

    „USA nie okazało mu jednak wsparcia, ostatecznie „w imieniu Zachodu” kryzys załagodził Sarkozy, a Kaczyński wyszedł trochę głupio.”

    Kaczynski Lech wyszedl wiecej niz troche glupio. On wyszedl tak glupio na kryzysie gruzinskim, ze w ladowaniu we mgle poltora roku pozniej nie mogl liczyc na zadna pomoc Rosjan. I tej pomocy nie otrzymal

    ” miałem cichą nadzieję, że jeśli Trump wygra i rzeczywiście zrobi „reset” z Rosją, to PiS może zostać „odwołany” jako niepasujący do nowej koncepcji. Bo przed drugą kadencją PiS-u mogą nas uratować jedynie czynniki zewnętrzne. Bez nich, mając przeciwko sobie tylko taką opozycję, jaką ma, Kaczyński będzie rządził Polską aż do śmierci”

    Albo i jeszcze dluzej. Dokonujac glosowan sejmowych w Sali Kolumnowej po polnocy. I liczac glosy tak zeby prawo i sprawiedliwosc byly po jego stronie

  505. remm – 22:12

    „Trump chce zgody z Rosją: prawdopodobnie, zgodnie z zaleceniami swojego nowego doradcy Kissingera, uzna zajęcie Krymu przez Putina i w ogóle „odpuści” sobie Ukrainę.’

    Jesli neokony mu na to pozwola. Co nie jest takie pewne

    „W tym nowym układzie agresywnie antyrosyjski PiS mógłby stać się dla Amerykanów tak samo „niepasujący do koncepcji”, jak kiedyś Platforma. W związku z tym Kaczyński, aby utrzymać władzę, może zmienić front wobec Rosji i Putina o 180%. Ten wywiad z Duginem w PiSowskiej gazecie może być pierwszą oznaką tej zmiany.”

    Moze byc ta oznaka. Za wiele jednak to nie bedzie w praktyce oznaczalo. Przed nami wciaz jeszcze ujrzenie jakiegos gestu, iz Trump potrafi sie znizyc do dealowania z gnomem z Zoliborza. A bez trumpowej reakcji na „zmiany” Kaczynskiego, Genialny Strateg bedzie mogl te swoje unizone wobec USA poklony potrzaskac o kupe kaczego guana.

    Czy jest jakis kraj w swiecie, ktory sie zniza do dealowania z faczystami kaszymi? USA pod rzadami Trumpa nie beda tym pierwszym krajem

  506. Na Bliskim Wschodzie bz. No bo popaczmy na ostatnie zaszlosci

    Sekretarz stanu USA John Kerry bronił decyzji USA z ubiegłego tygodnia, by umożliwić przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej nielegalne w świetle prawa międzynarodowego żydowskie osadnictwo na terenach palestyńskich.

    ‚http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kerry-o-izraelu-i-palestynie-nadzieja-na-pokoj-sie-oddala,703030.html

    – Celem było zachowanie rozwiązania opartego na dwóch państwach – podkreślił. Zaznaczył, że USA ani nie napisały, ani nie były inicjatorami tej rezolucji.
    – Nie możemy z czystym sumieniem niczego nie robić i niczego nie mówić.

    Dlaczego on nie dodal tego co my na tym tutaj blogu znamy na pamiec? Z motta blogowego to znajac na wyrywki:

    „Nie badz postronnym obserwatorem niegodziwosci i glupoty. W grobie bedziesz mial dosc czasu na milczenie.”

    Jakby byl to dopowiedzial, mielibysmy pewnosc, iz sekretarz Kerry nasz blog i czyta i wedle naszych wskazan postepuje. Bez tego dopowiedzenia, wciaz pozostajemy w nieutulonej niepewnosci. Prowadzacej prosto do milczenia grobowego. Milczenia na ten temat Kaczynskiego w szczegolnosci.

    Chyba zem czegos nie doslyszal

  507. Wydaje sie, ze prezydent elekt Trumpy bedzie mial inne nieco niz Kerry podejscie do problemu palestynskiego

    ‚http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/trump-wzywa-izrael-by-pozostal-odporny-na-krytyke-ws-osiedli,702972.html

    „Nie możemy pozwolić, by Izrael był traktowany z tak całkowitą pogardą i brakiem szacunku. Kiedyś mieli w Stanach Zjednoczonych wielkiego sojusznika, ale już tak nie jest. Początkiem końca było straszne porozumienie z Iranem, a teraz to (ONZ)! Izraelu, pozostań silny, 20 (stycznia) szybko nadchodzi!” – napisał na Twitterze Trump.

    Trump ma jedna jedyna maczuge. Te na terrorystow islamskich zaprojektowana i wyprodukowana.

    „Uwalic ISIS. Nawet przy pomocy Putina”

    Jak to sie ma do rozwiazania problemu palestynskiego? A nijak sie ma.

    Wiec teraz Kaczysty bedzie mial pole do POPiSu:

    Wejsc w krok Trumpowi w polityce popierania Izraela?
    Czy wejsc jeszcze gebiej w ten krok?

    To stad sie bierze milczenie kaszystow w tOmacie.

    Do czego „ONI” prowadza ten dzisiejszy swiat? Ja nie znaju. Ale sie domyslam

    Wiesku! Daj glos

  508. Orteq
    29 grudnia o godz. 9:21

    Schemat…..

    Ave Cezar, Rulez Britania, Deutschland uber alles, America first…..
    Metody są te same od wieków- siłowe narzucanie własnego przywództwa i czerpanie z tego korzyści ekonomicznych.

    Tymczasem, nieco zmienił sie ponoć świat, ale nie metody sprawowania władzy.
    No i wyrosła ta niezależna od polityków siła- banki i korporacje poza kontrolą państwa. Nie łożące na aparat przymusu, ale wykorzystujące go do maksymalizowania swoich dochodów- na koszt podatnika, czyli społeczeństwa.

  509. @Orteq, z godz. 9:21
    Do czego „ONI” prowadza ten dzisiejszy swiat? Ja nie znaju. Ale sie domyslam. Wiesku! Daj glos
    Gdybyś uważniej czytał, to byś wyczytał, że o 23:22 (wczoraj) tak wątek – zaangażowania się Trumpa w ponowne rozciągnięcie nad Izraelem parasola ochronnego przez USA, przyznaję, że jednym zdaniem – ująłem tak: Na razie (Trump) zdecydowanie opowiedział się jako przyjaciel Izraela, czym mnie specjalnie nie zaskoczył, ale jego kilka słów na Twitterze mogły nieco zbić z tropu Putina, który mocno się zaangażował w poparcie Syrii, z którą nie do końca po drodze jest Izraelowi.

    Albo Putin odpuści sobie Syrię pozwalając, aby Izrael przy amerykańskim wsparciu rozwalił wspierane przez Syrię Hesbollah i Hamas, co będzie się równało likwidacji autonomii palestyńskiej i – być może – podzielenie Syrii na dwie strefy wpływów (rosyjską i amerykańską), albo będzie stał dalej po stronie Asada, czyli po stronie palestyńskiej. Podejrzewam jednak, że Putinowi bliżej do Izraela, o czym świadczy czerwcowe spotkanie z premierem Netanjahu (trzecie w ciągu półrocza), gdzie podpisana została umowa o emeryturach dla byłych obywateli ZSRR, którzy przed 1992 rokiem wyjechali do Izraela i których pozbawiono obywatelstwa radzieckiego. Na mocy tego porozumienia około 30 tysięcy obywateli Izraela będzie otrzymywało emerytury z rosyjskiego budżetu. Po 20 stycznia możemy się spodziewać, że lobby izraelskie w USA postawi „na ostrzu noża” sprawę zwrotu mienia pożydowskiego przez Polskę. W naturze, albo w dudkach, co kaczystów z kolei wprowadzi w stan schizofrenii, a ONR-rowskich wyborców PiS-u doprowadzi do…

    No, Ortequsiu… Do czego to wszystko może doprowadzić?

  510. @Orteq
    PS
    Wieśka wystarczy nacisnąć, aby – jak katarynka – nadawał o bankach i korporacjach, które – będąc poza kontrolą państw – maksymalizują zyski za pieniądze łożone przez te państwa na obronę ich korporacyjno-banksterskich przywilejów. Ale świat troszkę bardziej jest skomplikowany i – gdy do głosu dochodzę różne ONR-y czy inne Fronty Narodowe – banksterów wiesza się na latarniach, a banki nacjonalizuje. Co nie daj Kryszna. Ament.

  511. anumlik
    29 grudnia o godz. 11:41

    W przeciwieństwie do ciebie, uznaję iż banki są rzeczywistą siłą rządzącą przeważającą częścią świata.
    Przynajmniej, tego zachodniego.
    To tam zapadaja najważniejsze decyzje.
    Władza ekonomiczna przekłada się na polityczna w sposób dość oczywisty.
    A że demiurgowie współcześni wolą stać w cieniu?
    Gniew ludu skupi się przeciez na figurantach, nie na decydentach…..

    Afer z finansowaniem polityków było tak wiele, że nawet nie ma co do tego faktu żadnych wątpliwości.
    Ale, jak ktoś chce wierzyć w demokrację, czy krasnoludki, przeciez mu wolno…

  512. @Wiesiek, z godz. 13:33
    Nie napisałem, że banki nie są rzeczywistą siłą rządzącą. Od czasów Fenicjan były. Gniew ludu skupi się rzeczywiście na figurantach. Tu zgoda. Tyle, że napisałem o tych ONR-ach i innych Frontach Narodowych, którzy te banki znacjonalizują, gdy tylko się dorwą do władzy. I wtedy decydenci dostaną po kieszeni. Co oczywiście, w konsekwencji, spowoduje spadek PKB kraju, gdzie banki – pozbawione dostępu do globalnego koryta, z którego, gdy trzeba, to się do lokalnych korytek podlewa – splajtują, a brunatna zaraza zakwitnie na latarniach, albo w lokalnych pierdlach. Money makes the world go around – jak śpiewała Liza Minnelli i Joel Grey. O tak:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=I8P80A8vy9I

  513. anumlik
    29 grudnia o godz. 13:58

    Money makes the world go around

    Mój komentarz
    Odkąd ludzkość wynalazła pieniądz (w wielu miejscach niezależnie), to kasa, czyli kapucha dla jednych stała się przekleństwem, dla innych marzenniem, dla jeszcze innych złem niekoniecznym, które dało władzę nad światem banksterom.

    Ludzkość wynalazła także władzę, media, prawo, banki, policję, więzienia, itd. między innymi po to by geopolitycy sieciowi brali te pojęcia na swój geopolityczny warsztat by sporządzać z nich nieskończoną ilość jedynie słusznych teorii-układanek słownych o elitach, metropoliach i peryferiach, wirtualnych pieniądzach i prawdziwych pieniądzach, pułapkach długu, prywatyzacji zysków i uspołecznieniu strat, o państwach anglosaskich i o Protokołach Mędrców Syjonu, które nigdy się nie zdezaktualizują.
    Pzdr, TJ

  514. anumlik
    29 grudnia o godz. 13:58

    Ludzie są bezradni wobec decyzji przekupnych polityków.
    Stąd frustracja, która rodzi agresję, poszukiwanie alternatywy dla obecnego porządku, elit które zdradziły.
    To zjawisko zaczyna występować w całym bogatym świecie.

    Zwykłych ludzi dotyczy prawodawstwo danego kraju.
    Uchwalane pod kątem korzyści nie ich, tylko sponsorów kampanii wyborczych.
    Kampanie wyborcze nie tyczą instytucji biurokratycznych, czy rad nadzorczych wielkich korporacji.
    Polityk może nie zostać wybrany, ponieść jakieś konsekwencje.
    Biurokrata czy szef korporacji nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
    Nawet gdy zrujnuje miliony ludzi, pozbawi ich przyszłości, skaże na śmierć.

    Cos z tym trzeba zrobic…

  515. @Wiesiek
    Coś z tym trzeba zrobić…
    Władzielcow bankowskich akcji – rasstrielat’!

  516. anumlik
    29 grudnia o godz. 15:49

    Dziwię się nieco, że nie chwytasz analogii.
    Władza- to kontrola.
    Kto kontroluje system monetarny, kreację pieniądza, ten kontroluje świat.
    Poprzednio, władzę zapewniała kontrola ziemi uprawnej, kopalin, surowców, szlaków handlowych, technologii, mediów.
    Obecnie, wystarczy mieć pod kontrolą banki.

    Nieprzypadkowo Mojżesz spuściwszy z oka swą trzódkę, po powrocie musiał obalać nową religię- Złotego Cielca…
    Obecnie, trzeba kolejnego Mojżesza, by obalił panującą religię i jej kapłanów….
    Albo, innego Spartakusa, który wyzwoli niewolników z kajdan długów.

  517. @Wiesiek
    Ja zachwatił anałogiju. I iszczo raz napiszu: Kto władzitiel, etawo pod ścienku. To nie banki kontrolują, a właściciele banków. Kapłani, według Twojej nomenklatury. Ich nada rasstrielat’. A co potem? Po nich choćby potop. Czy to jednak nie jest zbyt prostackie? A?

  518. Wiesiek.
    na litość boską, jak nie dezerter ze swoją Strażnicą,to Ty z korporacjami i bankami.Czyzby znowu jakieś strzały z Aurory albo pogromy? Może trzeba zakładać własne banki? Ciągle tylko narzekasz na wyzysk .To nie jest chyba aż tak proste, jak to przedstawiasz, a w każdym razie raczej nie trafia do do czytelników. Pozdrawiam.

  519. zuzanna51
    29 grudnia o godz. 17:05

    Nie chce mi się łopatologicznie naswietlać rzeczywistości.
    Prosty przykład.
    Kto i po co sfinansował partię Petru?
    Tak obecnie przechwytuje sie władzę w bananowych krajach.
    Wychodzi taniej niż wojna.
    A ambitnych cwaniaczków do kupienia, na pęczki…..

  520. @Wiesiek
    Kto finansował partię Petru? Wiesz? Kawę na ławę. Organizacje, korporacje, fundacje, osoby. A jak nie pokażesz, to powiem, że „robisz w spiskach”. A to do „Protokołów mędrców Syjonu” prowadzi. Jak już napiszesz – „kto?” – być może poznamy odpowiedź – „po co?.

  521. wiesiek59
    29 grudnia o godz. 13:23

    anumlik
    29 grudnia o godz. 11:41

    „W przeciwieństwie do ciebie, uznaję iż banki są rzeczywistą siłą rządzącą przeważającą częścią świata.
    Przynajmniej, tego zachodniego.
    To tam zapadaja najważniejsze decyzje.
    Władza ekonomiczna przekłada się na polityczna w sposób dość oczywisty.
    A że demiurgowie współcześni wolą stać w cieniu?
    Gniew ludu skupi się przeciez na figurantach, nie na decydentach…..

    Afer z finansowaniem polityków było tak wiele, że nawet nie ma co do tego faktu żadnych wątpliwości.
    Ale, jak ktoś chce wierzyć w demokrację, czy krasnoludki, przeciez mu wolno…
    Ludzie są bezradni wobec decyzji przekupnych polityków.
    Stąd frustracja, która rodzi agresję, poszukiwanie alternatywy dla obecnego porządku, elit które zdradziły.
    To zjawisko zaczyna występować w całym bogatym świecie.

    Zwykłych ludzi dotyczy prawodawstwo danego kraju.
    Uchwalane pod kątem korzyści nie ich, tylko sponsorów kampanii wyborczych.
    Kampanie wyborcze nie tyczą instytucji biurokratycznych, czy rad nadzorczych wielkich korporacji.
    Polityk może nie zostać wybrany, ponieść jakieś konsekwencje.
    Biurokrata czy szef korporacji nie ponosi żadnej odpowiedzialności.
    Nawet gdy zrujnuje miliony ludzi, pozbawi ich przyszłości, skaże na śmierć.
    Cos z tym trzeba zrobic…”

    Co do końcowej sugestii. Wykaż się . Zorganizuj marsz ludu robociarskiego przez Wall Street i wołaj do nieba:
    skaczcie na bruk, skaczcie na bruk.
    Patrz chorera. Okna się tam nie otwierają. Jak by skoczyli to raj na ziemi mamy.
    Po kolei.
    -Jak to władza bankiera przekłada sie na polityczną w Polsce?
    -Jakie to najważniejsze decyzje zapadają w bankach?
    -Wiara w demokrację, to wiara w krasnoludki?
    -Ludzie są bezradni wobec przekupstwa polityków?
    No tak . Jacy ludzie? Bezdomni, analfabeci z mokradeł Amazonki?
    -Elity w całym bogatym świecie, to korupcja i ty proponujesz ludowi iść na barykady.
    -Biurokrata, czy szef korporacji nie ponosi żadnej odpowiedzialności? I skazuje na śmierć?

    Tak zapytam, czy ty wiesz po co ludzie tworzą banki?
    Patrzę na twój nick i uporczywie nasuwa się mi myśl, że tę rewolucyjność proletariacką wyniosłeś z domu. Tata stonkę zbierał, kartofle w nieurodzaju, a te bankstery, imperialiści, Trumany sypały stonkę na pola i piach w tryby lokomotywy postępu. Nasypały w oczy, uszy, do głowy tego piachu…

  522. anumlik
    29 grudnia o godz. 19:51

    Kredyt z PKO BP na dwa miliony, dotacje różnych osób i firm, na ponad 500 000- to był początek Nowoczesnej.
    Plus jakieś cztery fundacje.

    Resztę możesz sobie wygooglać.

  523. Orteq i Koło Dyskusyjne,

    w dyskusji o losach pobojowiska urządzonego pod rządami leninowskiego Klona, warto wziąć pod rozwagę (w tej rozgrywce) kartę jaką mogą być skuteczne sankcje finansowe zastosowane przez Unię.

    Karta taka w żadnym przypadku nie będzie blotką.

    Widmo powrotu do półek sklepowych obficie zastawionych butelkami octu skutecznie zmiecie ze sceny nawet obecną operetkową władzę z jej klerykalnym poparciem.
    Już to przeżyliśmy. Wówczas poparcie także nie pomogło.

    Mimo, że Balcerowicz powstrzymał w końcu wiszącą w powietrzu głodową anarchię, to ja, mimo że ucieszyłem się z możliwości kupna cukru bez kartek, przestałem ostatecznie pić słodzoną kawę i herbatę.

    Jednak doświadczenie zawodowe podpowiada mi, że dla niektórych bohaterów
    toczącego się dramatu ostatnią linią obrony może być wyciągnięcie z rękawa tzw. żółtych papierów.
    Warto zajrzeć do ocen psychologów zamieszczonych w Polityce krótko po tragedii smoleńskiej.

  524. NikodemD
    29 grudnia o godz. 19:53

    Możesz nie rozumieć- jak większość populacji- hierarchii dziobania w świecie…..

    III. Prawda i przemilczenia

    Aby uzasadnić swe stanowisko, Song Hongbing prowadzi nas przez stulecia „wojny o pieniądz”, opisując drogę bankierskich elit z Rothschildami na czele, do zdobycia realnej władzy, opisanej stwierdzeniem Mayera Rothschilda: „Dopóki jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto w nim stanowi prawo.” Ujawnia zakulisowe działania oraz sens kolejnych celowo indukowanych kryzysów, które każdorazowo kończyły się poszerzeniem bankierskich wpływów na międzynarodową skalę. Do pewnego momentu ogranicznikiem był parytet złota – dopóki ktoś nie wpadł na pomysł, zrealizowany przez Keynesa oraz jego następców, że „złoto to barbarzyński przeżytek”. Wszak o wiele więcej pola manewru daje pieniądz fiducjarny – czysto matematyczny twór oparty na arbitralnie ustalanych przelicznikach. W momencie upadku systemu z Bretton-Woods w 1971 roku i ostatecznym wycofaniu się Ameryki z parytetu złota, wrota przed ekonomiczną destrukcją zostały otwarte ostatecznie.
    ”http://blogpress.pl/node/17684
    =========

    Masz, do przemyslenia….

  525. @Wiesiek, z godz. 21:14
    Wiem. Sam byłem jednym z donatorów. Stawiałem i stawiam na Nowoczesną. I co z tej Twojej listy wynika? Jakieś prawo zostało naruszone? Jakiś spisek zawiązany? Popierałem PO (jak wielu). Po wyjeździe Tuska do Brukseli i odpuszczeniu sobie partii i Polski, postawiłem na Nowoczesną. Jak wielu. Coraz więcej ludzi stawia na Petru. Ostatni (z wczoraj) sondaż IBRiS daje Petru poparcie 43,7 % głosów. Następny – Duda – dostał 33,2 %. Kolejna osoba – Barbara Nowicka 33 %. Schetyna jest na 9. miejscu z poparciem 24.9 %. To także w jakiś sposób przekłada się na poparcie dla partii. PiS w dalszym ciągu na czele, ale już Nowoczesna i PO razem są w przewadze. Możesz w tym wszystkim widzieć spisek banksterów i korporacjonistów spod znaku Sorosa i Trumpa, ale ja widzę, że vox populi zaczyna widzieć w jakim kierunku psychol Kaczyński pcha Polskę.

  526. anumlik
    29 grudnia o godz. 21:36

    Nic na to nie poradzę, że mój dar empatii sygnalizuje mi fałsz w zachowaniu i wypowiedziach pana Petru.
    A i jego neoliberalny program mi sie absolutnie nie podoba.
    Jego wprowadzenie w życie byłby katastrofą.

    Różnimy sie w tym przypadku dość znacznie.
    Co nie przeszkadza mi pozostawać w szacunku do twojej wiedzy i klasy.
    Czas okaże, kto miał rację w ocenie…..

  527. @Rosa91b
    29 grudnia o godz. 21:22

    „warto wziąć pod rozwagę (w tej rozgrywce) kartę jaką mogą być skuteczne sankcje finansowe zastosowane przez Unię”.
    ====

    Problem polega na tym, że taka możliwość praktycznie nie istnieje. Sankcje wymagałyby jednogłośności pozostałych członków, która jest nieosiągalna, bo Kaczyński dogadał się z Orbanem. A gdyby nawet był osiągalna, to od uchwalenia do wdrożenia minęłyby pewnie ze trzy lata, bo Unia jest organizacją ociężałą i generalnie d*powatą.

    Kaczyński doskonale o tym wie i śmieje się Unii w nos. W sumie mu się nie dziwię. Polska ma przydzielone pierdyliony euro bodajże do 2020 roku i nikt jej tego nie cofnie. Kaczyński może spokojnie budować swój nowy, wspaniały świat za pieniądze unijnego podatnika, a Unia może co najwyżej wyrażać głębokie zaniepokojenie.

  528. Edwin Bendyk napisal (tuz obok) interesujacy tekst o tym czym moze by religia w XXI wieku. Zaczerpniety od filozofa zgrabny bon mot, ze „XXI wiek bedzie wiekiem religii albo go nie bedzie wcale” przynajmniej w pierwszej polowie zdania jest coraz bardziej prawdziwy. Zachodzi jedynie pytanie, czy spelni sie druga czesc i swiat przetrwa ten wiek. Z religia, czy bez.
    A na koniec wpisu optymistyczny obraz nowej religijnosci, z czym sie nie zgadzam, bo azeby czlowiek czlowiekowi stal sie czlowiekiem, to do tego nie potrzeba zadnej religii- ani nowej ani starej.
    Oczywiscie tekst dotyczy religii w skali globalnej, a nie w skali dezertera i polskiego kk, czy wyliczanki jak zmniejsza sie procent Polakow chodzacych do kosciola.

  529. zyta2003
    29 grudnia o godz. 22:34

    Wyjaśnisz, co rozumiesz pod „człowiek człowiekowi – człowiekiem”?

    Bo innej możliwości dla człowieka niż bycia człowiekiem jeszcze nie spotkałem. Podobnie jak bycia pstrąga dla pstrąga pstrągiem, kleszcza dla kleszcza – kleszczem.

  530. @zyta2003, z godz. 22:34
    Bendyk już z samym bon motem zaczerpniętym z Malraux dość dyskretnie, ale polemizuje. Reintegracja bogów to nie to samo, co stworzenie nowej religii (jakakolwiek by ona nie była – marksistowsko-leninowska, post-egzystencjalna, czy (hi, hi) smoleńska). Nie chcę się wdawać w (dość jałowe) rozważania na temat transcendencji czy idealnego ładu Bożego, opartego, jak w ewangelii, na równości i sprawiedliwości. To zostawiam dezerteropodobnym. Refleksje Terry Eagletona na temat „zwykłej” (bezprzymiotnikowej) „moralności” w obliczu – z jednej strony rozbudowanych struktur organizacji religijnych (chrześcijańskich, islamskich, judaistycznych, sintoistycznych, buddyjskich) oraz – z drugiej strony sekciarsko pojmowanej korporacyjności, są naiwne. Obecnie nie ma (poza blogiem „Listy ateistów”- hi, hi) moralności bezprzymiotnikowej. Z solidarności z ubogimi i wykluczonymi także żadna nowa religia się nie narodzi. Przykład jak przez wieki traktowane jest „osiem błogosławieństw” pokazał to wyraźnie.

  531. zyta2003
    29 grudnia o godz. 22:34
    „bo azeby czlowiek czlowiekowi stal sie czlowiekiem, to do tego nie potrzeba zadnej religii”.

    Fakty nie potwierdzają tej teorii. Oto przykład:
    W książce The Day America Told the Truth James Patterson i Peter Kim zamieścili wyniki badań, które ujawniły, że 91 procent Amerykanów systematycznie kłamie. Autorzy stwierdzają: „Większości z nas trudno przetrwać tydzień bez kłamstwa. Co piąty nie może się go ustrzec nawet przez jeden dzień — a mamy tu na myśli świadome, rozmyślne mijanie się z prawdą”.

    Czy w innych krajach jest inaczej ?
    Byłoby tak, tylko w sytuacji opisanej przeze mnie
    20 grudnia o godz. 22.37.

  532. Ciekawe. Czy fałszerstwa jehowitów w przekładaniu niebieskiej książeczki można nazwać kłamstwem? A jeśli nie, to jakim terminem je określić? Postprawda?

  533. Ileż żółci w tej niewieście, w słodkich powierzchownościach ukrytej.

  534. No i mamy KOLEJNE łgarstwo jehowity…

  535. Bo przecież łgarstwo jest nieodłączne od religii.
    W ramach religii nosi ono nazwę Bożej Prawdy.

  536. Religia polega na gloryfikacji łgarstwa przecież : )

  537. A tu, jak widzimy, prawidłowy jehowita rozdziera szaty nad tym,
    jak rzekomo systematycznie kłamie… Amerykanin.

    Przecież to jest niesamowicie śmieszne! Moim zdaniem.

  538. dezerter83
    29 grudnia o godz. 23:26

    Dezerterze, może Ty wyjaśnisz małpie, co do Ciebie pisze, co znaczy „Człowiek człowiekowi – człowiekiem”?

  539. zyto,

    Czy czlowiek czlowiekowi czlowiekiem ma cos wspolnego z Polak Polakowi Polakiem?

    Bo w tej sprawie istnieja przynajmniej dwie szkoly. Dosyc do siebie opozycyjnie ustawione.

    Wychodzi na to, ze rownanie czlowiek=Polak, nie dla kazdego jest oczywiste. Co zapewne sie wywodzi z podejrzenia, ze kacz to nie zaden czlowiek

  540. Dla niezorientowanych

    Mowa jest o czlowiek czlowiekowi wilkiem. To dlatego Tuska ubrano w te skore. W piora ubrano tego drugiego

  541. Malpa malpie dezerterem?

  542. A co oznacza „Człowiek człowiekowi – człowiekiem”, wyjasnia prawda ‚prawda chicagowska’.

    Imigrant imigrantowi moherem

  543. „Izrael kiedyś miał w Stanach Zjednoczonych wielkiego sojusznika, ale już tak nie jest – napisał w środę prezydent elekt USA Donald Trump.”

    ‚(http://www.tvn24.pl)

    Wracaja czasy wielkiego sojusznika Izraela. Wszystko w ramach walki przeciwko rownaniu ISIS=Palestyna=Syria. Bo tak chyba uwaza anumlik.

    Co na to kacz? Nie wiadomo

  544. dezerter83
    29 grudnia o godz. 23:26

    Minęła godzina duchów, wiec może już śpisz. To ja za Ciebie odpowiem.

    Wypowiedź zyty2003 – „bo azeby czlowiek czlowiekowi stal sie czlowiekiem, to do tego nie potrzeba zadnej religii” – skomentowałeś: ‚Fakty nie potwierdzają tej teorii”.

    Twój komentarz świadczy o tym, że rozumiesz, co znaczy „człowiek człowiekowi – człowiekiem”, nie zgadzasz się tylko ze zbędnością religii.

    Ja się ze zbędnością religii zgadzam jak najbardziej. W tym duchu, w jakim mój starszy kolega z katedry siadł na parapecie bardzo wysokiego, bodaj trzeciego, piętra w akademiku ze zwieszonymi nogami w czasie żakinady z rozwiniętym transparentem „Marksizm do wszystkiego i do dupy”.

    A co do zbędności religii, by człowiek człowiekowi był człowiekiem, to jest ona zbędna zbędnością religii do tego samego, by komar komarowi był komarem. Prościej mówiąc: „Człowiek człowiekowi – człowiekiem” jest idiotyzmem powstałym z nazywania ludzkich pożądanych społecznie zachowań „ludzkimi”, a niepożądanych – „nieludzkimi”. To mylące i niepotrzebne przydawanie neutralnym wyrazom wartościujących znaczeń. Wszystko, co czyni człowiek – i zło, i dobro – jest autorstwa człowieka, jest człowiecze, ludzkie, tak jak wszystko, co robi wilk jest wilcze. Do tak oczywistej kwalifikacji niepotrzebna więc żadna religia.

    Ale Ty, wchodząc w metaforyczną poetykę wyrazu „człowiek” (jako istota czyniąca dobro), powiadasz, że fakty nie potwierdzają teorii, że do czynienia dobra niepotrzebna jest religia. I jako wybiórczy przykład dajesz, że 91% Amerykanów systematycznie kłamie.

    Dezerterze, ja upadłem na głowę czy Ty, czy może obaj? Kłamanie nie jest zachowaniem kwalifikowanym jednoznacznie – bywa złem i bywa dobrem – więc czego ten Twój fakt nie potwierdza? Bo skończyłeś w pół słowa, jakże grzecznie kierując zainteresowanych do Dzieł Zebranych Dezertera Pana.

  545. Trump:

    „Izrael kiedyś miał w Stanach Zjednoczonych wielkiego sojusznika, ale już tak nie jest – napisał w środę prezydent elekt USA Donald Trump.”

    Wracaja czasy wielkiego sojusznika Izraela. Wszystko w ramach walki przeciwko rownaniu ISIS=Palestyna=Syria. Bo tak chyba uwaza anumlik.

    Co na to kacz? Nie wiadomo

  546. Rosa91b (21:22)

    „w dyskusji o losach pobojowiska urządzonego pod rządami leninowskiego Klona, warto wziąć pod rozwagę (w tej rozgrywce) kartę jaką mogą być skuteczne sankcje finansowe zastosowane przez Unię. Karta taka w żadnym przypadku nie będzie blotką.”

    remm, pod 22:30, juz ci odpowiedzial:

    „Problem polega na tym, że taka możliwość praktycznie nie istnieje. Sankcje wymagałyby jednogłośności pozostałych członków, która jest nieosiągalna”

    Dopiedziec mozna jedno: mozliwosc taka nie byla jeszcze probowana. Przez kilkadziesiat lat istnienia Unii. Wiec po co sobie klawiature nadwerezac na takie nadzieje, Roso daragoj?

    Pobozne zyczenia tylko do pewnego momentu wypelniaja pozadana role. Po tym momencie – np. po uplywie roku rzadzenia niemilych dla UE rzadow PiS – przestaja taka role wypelniac. Wtedy bowiem staja sie dosyc uciazliwym przynudzaniem.

    Ja tiebia z tego powodu sorry, dear Roso. I twaju mat’ sorry. O reszcie rodziny zamilcze

    „Widmo powrotu do półek sklepowych obficie zastawionych butelkami octu skutecznie zmiecie ze sceny nawet obecną operetkową władzę z jej klerykalnym poparciem. Już to przeżyliśmy. Wówczas poparcie także nie pomogło.”

    Widma tego dzisiaj nikt z Polakow juz nie potrafi ujrzec w wyobrazni. Wolanie na puszczy, Roso. Znowu, ja tiebie za to sorry

    „Mimo, że Balcerowicz powstrzymał w końcu wiszącą w powietrzu głodową anarchię, to ja, mimo że ucieszyłem się z możliwości kupna cukru bez kartek, przestałem ostatecznie pić słodzoną kawę i herbatę.”

    Aha. To w wyniku twojego zaprzestania uzywania cukru kubanskiego, Jaruzel wprowadzil stan wojenny. Pewne rzeczy staja sie zrozumialsze odrobine dopiero teraz.

    Lubie twoje rozumienie przebiegu dziejow najnowszych. Ogromnie lubie

    ‚Jednak doświadczenie zawodowe podpowiada mi, że dla niektórych bohaterów
    toczącego się dramatu ostatnią linią obrony może być wyciągnięcie z rękawa tzw. żółtych papierów. Warto zajrzeć do ocen psychologów zamieszczonych w Polityce krótko po tragedii smoleńskiej.”

    To twoje zawodowe doswiadczenie mi umyka. Mozna poprosic o rozwiniecie? Wstep oraz zakonczenie rozumiem. Z rozwinieciem mam pewne trudnosci

  547. Cztery lat PiSu mamy jak w banku SKOK. A ptem zapewne nastepne cztery. Dzieki wykreowaniu, przez niektore banki, partii Nowoczesna. Dzielaca glosy antypisowskie pomiedzy PO Petru.

    Co te dzisiejsze KODOwe podchody sejmowe moga dac? Ja nie chaczu znat’. Oni tez chyba nie chotiat’

  548. Najwazniejszym zadaniem Genialnego Stratega jest podzielic polska scene polityczna tak, zeby mohery, ok 25%-30% wyborcow, zawsze byly na gorze. Wtedy, przy pomocy metody D’Hondta, mozna wygenerowac WIEKSZOSC parlamentarna w sejmie. Czego to wlasnie Genialny dokonal w ostatnich wyborach. 37% glosow=51% mandatow poselskich. Mozna rzadzic!

    Opozycji zas pozostaje rola okupowania mownicy sejmowej. Praktyka nieznana w Unii Europejskiej. Jak dotychczas nieznana

  549. Bogus z Downunder znow mnie zhakowal. Przed chwila. „Nu nu nie komentujemy” napisal na ekranie mojego peceta. Po moim wcisnieciu przysku OPUBLIKUJ KOMENTARZ. Wiec musialem sie przesiasc na apple.

    To co sie dzieje w dziedzinie hakowania, zamraza mozgi. Tylko kangury i kangurzyce wcia maja sie wzglednie dobrze. Do czasu az i ch to dopadnie

  550. Hakusiu. Hello?

  551. anumlik (11:41)

    „świat troszkę bardziej jest skomplikowany i – gdy do głosu dochodzę różne ONR-y czy inne Fronty Narodowe – banksterów wiesza się na latarniach, a banki nacjonalizuje. Co nie daj Kryszna. Ament.”

    No ament.

    Rzecz w tym jednakze, anumliku daragoj, ze to nie o wieszanie banksterow sie rozchodzi. Oni, mimo wszystko, sa tylko WYKONAWCAMI „systemu”.

    Wieszanie MUSI dotyczyc klasy politykierskiej. Bo to ta legitymizuje owa wladze banksterow.

    To od kogo zaczynamy wieszanie?

    Walesa? Wciaz zyw.
    Balcerowicz? Byl wicepremierem, bodajze. Pomniejsze pionki ustawiawiajace w kolejke pod stryczek, to zapewne Suchocka, Bielecki, Pawlak. Oraz pozostale ofiary Systemu Przemian Ustrojowych.

    Cysorz wcale nie ma klawego zycia. Szczegolnie taki cysorz, ktory tylko sam siebie za cysorza uwaza.

  552. pombocek
    30 grudnia o godz. 1:39
    „Kłamanie nie jest zachowaniem kwalifikowanym jednoznacznie – bywa złem i bywa dobrem”.

    Znasz kogoś, kto lubi być okłamywany ?

    Według definicji słownikowej kłamstwo to „twierdzenie niezgodne z rzeczywistością, wypowiedziane z zamiarem wprowadzenia kogoś w błąd”. A zatem jest to celowe oszustwo.

    Moim zdaniem, kłamstwo nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem, więc kiedy powiedzenie prawdy mogłoby stworzyć kłopotliwą sytuację – lepiej nic nie mówić. Pewne przysłowie głosi: „Kto raz skłamie, temu już nie uwierzą, choćby nawet mówił prawdę”.

  553. Wedle znanego 5-punktowego schematu, taki powinien byc przebieg REWOLUCJI:

    1. Musi nastapic strzal z dziala Aurory. Z jedynego ladunku tego dziala
    2. Rzad Kierenskiego musi zostac uwalony. Jako zdradziecki rzad
    3. Nowy rzad musi zawierac calkowicie nowe twarze. Niewazne jak paskudne
    4. Wiec je zawiera. Wlacznie z paskuda Dzierzynskim. Feliksem. Choc to polski szlachcic
    5. Zwyciestwo rewolucji jest dopiero wtedy gdy zostanie ogloszone jako takowe przez rewolucyjne wladze. Wszystkie wczesniejsze zwyciestwa sa tylko wstepem do nastepnych zwyciestw rewolucyjnych.

    REWOLUCJA TO NIEUSTAJACY PROCES.

    A nie jakies tam jednostkowe zwyciestwo pomazancow tzw. rewolucyjnych

  554. Dla mnie czas konca roku, jest czasem refleksji. Podsumowania. Masa wolnego czasu. Z takim posumowaniem zaczynam cos od nowa, gdzie indziej troche. Kontynuacja jak, to troche inaczej, gdzie indziej.

    Do zaprezentowania/przetestowania/przeprowadzenia jakiejkolwiek idei potrzebna jest intelektualna dyscyplina. Efektem tej dyscypliny moze byc, ze idea nabierze konkretnego wymiaru w rzeczywistosci lub zostanie zmodyfikowana/przeniesiona lub odrzucona w calosci. Dac moze rowniez cos zupelnie innego, niz poczatek pomyslu. Bez tej dyscypliny, jakakolwiek „nitka” (tlum. z ang. nie znam pl odpowiednika) nie moze wyjsc ze stadium piaskownicy, faq po ang. Moje kolejne proby, wyrazenia zgody Waszej, na taka dyscypline spelzly na niczym. Zaczalem od prosby anonsowania tematu nastepnego (chyba do @Lonefather) skonczylem na prosbie do Redaktora o wprowadzenie technicznej modyfikacji obok tych lapek, w gornym rogu wpisow. Po drodze, roznymi technikami, probowalem sam. Ilosc mozliwosci wyczerpalem. Odkrylem rozbieznosc oficjalnego zalozenia od realizacji. To nie byly proby narzucania tematu.

    W gruncie rzeczy, dotyczy to kazdej rozmowy. Rozmawiamy na zadany temat, do wyczerpania tematu. Nawet przekonanie kogokolwiek o Twojej racji nie wyczerpuje tematu. Ty mozesz sie mylic, chociaz przekonales.

    Kazda z uczestniczek/uczestnikow wie wiele, przeczytal/a wiele, ma wiele przemyslen i doswiadczen. Kazda, kazdy. Ale nie kazdego moze interesowac juz ta konkretna nitka. Nie ma potrzeby przepychanka na nitki. Cokolwiek nie wiesz, cokolwiek nie przeczytalas/przeczytales. Jakichkolwiek periodykow nie prenumerujesz. Na jakie wyklady dzis nie chodzisz. Pomysl, inni tez to zrobili, mniej wiedzy nie maja. Inna wiedze maja. Daj to co umiesz, jak masz ochote, ale nie przeszkadzaj. Na kazdym cotygodniowym zebraniu projektu, tylko to sie liczy co mozesz wniesc naprzod. Ilosc materialu do takiego zebrania jest tak duza, ze zaden z uczestnikow (np 10 osob) nie jest w stanie tego opanowac. Dziela sie. Kazdy bierze fragment zanim i referuja pozniej. Tylko to referuja co pcha projekt do przodu. To znaczy tysiac stron ktore przeczytali, dziesiatki tabel co analizowali, do dziesieciu minut, urywka bez znaczenia reszta. Nie jest rowniez interesujace dlaczego juz w tym projekcie jestes. Jedyna odpowiedzia jest, bo masz zdolnosc i potencjal. Ta odpowiedz jest wystarczajaca i jedyna. To jest dyscyplina. Mozesz byc uczestnikiem wielu projektow jednoczesnym. Masz tez swoj staly zakres, codzienny, tylko ten co ty ciagniesz. To jest intelektualna dyscyplina. Co za wartosc ma 15 milionow odpowiedzi, na proste pytanie, w gugluu?

    Oczywiscie blog nie jest zadnym projektem korporacyjnym, w moim rozumieniu sensu obecnosci. Nie jest rowniez forum dotyczacym spraw jednej komuny, organicznego, ograniczonego obszaru. Niemniej z takiego blogu moglaby, w ten sposob, wylonic sie grupa ludzi jakimkolwiek projektem zainteresowana. Kilkoma projektami, czemu nie. Doprowadzic rozmowe do poziomu rozwiazan. Konkretnych odpowiedzi na konkretne problemy. Byc moze do poziomu, – nie, nie ma dzis rozwiazan tego problemu. To tez prawomocna odpowiedz.

    Bylem obserwatorem biernym tego blogu, z Grecji. W Grecji zauwazylem jak tamtejszy ortodoksyjny kosciol spycha Grekow na peryferie, swiadomie to robi. Ja nie znam greckich kulturowych sygnalow. Ta sama sytuacja panuje w Polsce. Tutaj ten zespol kulturowych zachowan nie jest mnie obcy, jak jeszcze daleki. To spostrzezenie rowniez greckie, wyklulo idee produktu dla przeciwdzialania takiemu cywilizacyjnemu cofaniu sie. Czy zatrzymaniu. Wszedzie. Dla mnie ta obecnosc blogowa tutaj, byla jak cofnac sie w czasie. Przyspieszony kurs, po lebkach lizniecia, czterdziestu lat historii nadwislanskosci, ktora ominalem. Przypadek sprawil, ze tu w Szwecji moglem przeskoczyc 50-100 lat w czasie do przodu. Przypadek, nie moja nadzwyczajnosc, wyimaginowana wielkosc. Przypadek bo inaczej… Nigdy bym tej kulturowej nieobecnosci, w czasie terazniejszym obecnosci, nie przeskoczyl. Z konsekwencja zycia w skansenie. W np tutejszym jackowie. Tez sa. Ale nie one nadaja ton. Dla mnie cofniecie nie jest mozliwe do muzeum na stale. Do skansenu cofka, to tutejsza nazwa, swiatowa. Bo tutaj Skansen to dzielnica Stockholmu, swiadomie zachowana, stad nazwa. Samo slowo znaczy przedpole twierdzy, bastiony, transze, albo… chyba znaczy po pl. Raz na tydzien, dzielnica otwierana na weekend, jak ladna pogoda. Wieksze miasta maja swoje. Najblizszy mnie nazywa sie Wadköping. Zywy skansen. Ja tam bardzo lubie bywac. Raz na miesiac, dwa jestem, caly rok. Pol dnia, latem zima. Do knajpy pojde, u stolarza krzeselko zamowie czy tace, ksiazke stara znajde w antykwariacie, nawet lodke budowana 300 lat temu moglbym zamowic, moge rzeczke przeplynac starym promem na sznurku reka ciagnac, kowal jest, albo… Znajomych spotkam, co tez lubia. Piwo wypijemy na starej recepcie piwa. Potem na koncert czy tancbudy. To wszystko. Sekta amish, w Pensylwanii chyba jest, jest interesujaca zeby ogladac jak sie za bilet zaplaci. Nie wiem czy maja takie bilety amishne. Ale wiem, ze gdyby probowali wprowadzic amish w calym kraju toby znikneli. Natychmiastowo. At is.

    Przeciez ta nedza ze Stanford prison experiment polaczona z Stockholm syndrome nie tylko na peryferiach daje katastrofy dla calych spolecznosci. Szczegolnie tam, gdzie peryferie maja poczucie wielkosc, o wielkosc spieraja. Ktora peryferia tego nie robi, walczy o nalezna jej wielkosc, z urodzenia nalezna? Grecka czy Ahmenidow czy jaka? Szamanizm zinstytucjonalizowany funkcjonuje tez niedaleko mnie, albo Bergamutach i Kangurow na Kiwi. Na zasobnych obszarach, bogatych. Kompradorskiego wsparcia tam nie ma, wewnetrznej potrzeby bycia niewidzialnym. Dotyczy wtedy tylko jednostek, ich rodzin. Katastrof jednostek, zbyt wstydliwych moze dla upubliczniania we wlasnej oswieconej okolicy. Nie calych spoleczenstw, co media opisuja zagraniczne, max dwa dni na pierwszej stronie. Inne swiatlo. Ja nie jestem psychologiem, mnie terapie nie interesuja. Efektywnosc po czasie tych terapii. Ja uwazam, ze produkt, typ „pastylka po” mozna by sprzedawac na tony za grosze dla Tutsi/Hutu na przyklad, a za setki USD na Bergamutach za sztuke. Ja uwazam, ze produkt, typ „pastylka po” mozna zastosowac na katolickiego ayatollaha Misiewicza. Przyklad szeroko znany blogosferze, jako przyklad dalem, szeroko opisywany przez blogosfere. On tez w ciazy uwazam. W piatek, w londynskim meczecie zaplodniony zostal. Tylko recepty na niego nie znalazl z powodu klauzuli aptekarz. Cena bez opakowania kosztownego i pocztowych przesylek. Ta tabletka z recepta/bez to tylko jeden przyklad w przykladzie. Zglobalizowac produkt to znaczy znalezc sfinansowanie do dzialania.

    Nie moge tu powstrzymac sie od wpisania pewnej zlosliwosci. Podwojnej zlosliwosci. Duzo miejsca na tym blogu zajmuja/zajmowaly systemy demokratycznego wyboru. Metody. Rozne zdania miec mozemy na temat tzw „sprawiedliwosci”, adekwatnosci czy dobre gdzies, tam czy tu, swiadomosc spoleczna, umiejetnosci pedagogicznych w uswiadamianiu etc… Donald zostal wybrany przez 25% wyborcow, okolo. Za dwa tygodnie bedzie urzedujacym prezydentem. Hilary, gdyby zostala prezydentka pierwsza, bylaby rowniez wybrana przez ok 25% wyborcow, okolo. Bylaby urzedujacym prezydentka pierwsza. Obydwa wybory beda niewatpliwie mialy/mialyby, konkretne konsekwencje. Rozne zdania mozemy miec na ten temat. Opisy tych konsekwencji, rowniez mechanizmow wyboru, nie moga wyjsc poza truizmy. Mechanizmy znamy wszyscy, rownie inteligentni i oczytani jestesmy wszyscy. Faktem bezspornym jest jedynie 25%, naga liczba, nie truizm. Przypadkowosc pogody byc moze jest faktem. Nie hakerzy (20 dyplomatow rosyjskich wyrzuconych, non grata), nie systemy wyborcze, nie ukryte zrodla finansowania, nie „rzad/nierzad swiatowy” czy co tam jeszcze, na pewno.

    Krotko mowiac. Blog bylby bardzo interesujacy gdyby nazywal sie Listy Geopolitykow (blogowych). Blogowych, znaczy nie pobierajacych pensji za wypisywanie przeciwstawnych sobie truizmow. Truizmow opartych na szczatkowych informacjach. Oczywiscie nie blogowal bym wtedy tutaj. Z prostej przyczyny, nie jestem geopolitykiem blogowym. Gdybym byl, to blogowal bym w The Economist, prawdopodobnie ze skandynawskim focus.

    Chce podziekowac Wszystkim Uczestnikom blogu i Panu Redaktorowi za umozliwienie mnie aktywnego uczestnictwa. Wszystkim uczestnikom podziekowac. Za cenny wglad, jak funkcjonuje bezsilnosc w sprawnym intelektualnie srodowisku, ale homogenicznej kulturowo wsobnosci. Dla agnostyka nowe doswiadczenie. Jakby czas cofnac w skansenie. Tego by nigdy nie uzyskal bierny obserwator.

    Seleuk(os)

  555. seleuk(os)ie

    Czy jest jakis sens w tym twoim nicku?

    Cala reszta to irunda. Sorry, sele. Choc doceniam wysilek

  556. dezerter83
    30 grudnia o godz. 8:41

    Dezerterze, tematem mego wpisnięcia był manieryzm przypisywania wyrazom „człowiek”, „ludzki” w funkcji frazeologicznej („być człowiekiem”, „zachowywać się po ludzku”, „traktować po ludzku” itp.) znaczenia wyłącznie pozytywnego. Kiedy użytkownik tego manieryzmu mówi: „Ten lekarz jest człowiekiem”, znaczy to przede wszystkim, że lekarz ma życzliwy stosunek do pacjenta. A kiedy policjant „zachował się po ludzku”, znaczy na przykład, że odstąpił od wymierzenia mandatu i tylko życzliwie pouczył. „Jest człowiekiem”, „Zachował się po ludzku” nigdy nie użytkownik nie powie o tym, kto mu gwizdnął rower, choć gwizdnął człowiek, nie wiewiórka.

    A co do kłamstwa.
    „Znasz kogoś, kto lubi być okłamywany?” – powiadasz.

    Oczywiście. Świadkowie Jehowy na przykład. Ale i wszyscy religianci świata. Staruszkowie, którym się mówi, że młodo wyglądają, nie za piękne panie, którym się mówi, że są piękne, głupcy, którym się mówi, że są mądrzy, genialny strateg Kaczyński, któremu innych rzeczy niż kłamstwa żadna nadworna małpa nie powie. Objętości Twojej Biblii, dezerterze, byłoby za mało, gdyby do niej wpisać lubiane, a nawet uwielbiane przez ludzi kłamstwa.

    Jako zadanie domowe masz zdecydować, czy powiesz prawdę żonie Twego dobrego znajomego, że widziałeś, jak jej mąż na Twój widok chował głowę za plecami jednej pani, a dłoń miał na jej biuście.

  557. Pewnie wszyscy słyszeli już o tej historii:
    http://www.tvn24.pl/ciekawostki-michalki,5/pies-na-torach-pilnowal-suki-potraconej-przez-pociag,702444.html
    ale nigdy dość o „człowieku koronie stworzenia” i o „zezwierzęceniu”.

  558. Komentarz do „elit” ktore chcecie wybierac w przyszlych wyborach, jak beda wybory. Elity, beda rowniez w przyszlosci, prowadzic dzialalnosc operacyjna na Waszym zyciu.

    1. Zbiory Czartoryskich zostaly sprzedane za 200 mln euro. Wlasnosc rodzinna.
    2. „Szara Dama” nie zostala sprzedana za 1 miliard USD. SzaraDama jest tez wlasnoscia rodziny.

    Pytanie proste: co to jest xxx(ilosc) miliardow yyyy (czegostam)?

    Ps. Wiadomosc 1. z prasy zagranicznej, kraju ktory domaga sie „zwrotu” tzw. marmurow lorda Elgina. Chyba chcieliby sprzedac dalej, jak mysle. Dla Saudow? Dam uzasadnienie jak chcecie, o Saudach, logiczne, racjonalne.

    seleuk(os)

  559. seleuk(os)ie.
    Widocznie naszym elitom daleko do innych. A czy przypadkiem to nie ten Czartoryski który jest w PiSie? To by wiele tłumaczyło. Jako członek i to aktywny nie ma pewnie oporów moralnych. A może jakiś szantażyk został uskuteczniony?
    Chyba zbyt wiele się spodziewasz po tym blogu. Przypuszczam, że większość przychodzi tu, żeby sobie pogadać, czy tylko poczytać.Trochę się spieramy, ale żeby wymyślać nowe teorie- no nie wiem.
    Ale Twoją sagę czytałam z wielką przyjemnością i nie obrażaj się, że nie za bardzo podejmowane są Twoje sugestie. trochę sie buntujemy, gdy zostają przekroczone granice, ale żeby cos zmieniac , to chyba jeszcze nie my.Bo byc może jestesmy narodem, ale czy społeczeństwem? Więc trochę ponarzekamy, a potem i tak rząd zrobi co zechce.Pozdrawiam.I życzę odwiedzin dwóch ładnych młodych dziewcząt wczesnym rankiem.(tak między drugą i trzecią kawą)

  560. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku wszystkim piszącym na tym blogu i jak i zaglądającym tylko. Prognozy są czarne, może być tylko gorzej, a różnice poglądów dotyczą tylko kiedy. Być może czytam złe gazety. Moim zdaniem żyje nam się lepiej niż kiedykolwiek, przynajmniej tutaj. Wprawdzie nie jestem samotną schorowaną matką z pięciorgiem dzieci bez zaplecza rodzinnego i moje problemy są zupełnie inne, ale i tej matce w porównaniu z okresem przed 30- 50 – 100 lat poprawiło się znacznie. Innym bardziej i to może budzić zawiść czy poczucie krzywdy.W PRL nie było takich różnic, a jak były, to były ukrywane.Mimo wszystko jestem optymistą : Europa się nie rozpadnie, Trump okaże się pragmatyczny i rozsądny, Putin nie chce wojny, Kaczyński nie zniszczy wszystkiego do końca, i może nie wygra następnych wyborów. I – to specjalnie dla Wieśka- banksterzy i korporacje będą się zachowywać moralnie i dbać o interesy wszystkich ludzi, nie tylko swoje.Powiedziałem.

  561. pombocek
    30 grudnia o godz. 11:01

    Dajesz zdezerterowanemu zbyt trudne zadania. Albo zbyt łatwe, ale nie w sam raz na jego pustą głowę. Skoro jehowita zawsze mówi wyłącznie prawdę – to zaraz o mężu znajomej który złapał za biust zupełnie inną panią – znajomej powie w prawdzwych szczególach: ile razy złapał, za który biust (prawy, lewy?) i czy się przy tym tylko ślinił, czy też podejmował inne czynności o charakterze seksualnym.
    Kłopo może być już na początku, z pojęciem biust Wyznawcy Jehowy nie mogą znać tak grzesznego słowa, ani nie znają odpowiednich czynności z udziałem biustu.
    W takiej sytuacji powiedziałbym zdezerterowanemu tak, jak zdezerterowany mówi nam: służę odpowiednią pomocą, gdyby nie to, że tak mu nie powiem. Prawdopodobnie dla jego dobra, chociaż w ogole nie jest jasne, co jest dobre dla wyznawcy Jehowy.
    Jeśli jednak zdezerterowany miałby już powiedzieć prawdę o biuście znajomej męża znajomej rzeczonego, to „stworzyłby kłopotliwą sytuację”. Wtedy nic nie powie, bo skłamać to on ani razu w życiu nie skłamie, że pan się pani tylko grzecznie kłaniał.
    Pojawia się wtedy ciekawy problem teologiczny: „kłopotliwość sytuacji” zwalnia z mówienia prawdy. Jest to problem nawet poważniejszy, bo „kłopotliwość” staje się ważniejsza od jehowickiego bozi. Bozia każe nieustannie gadać jak było, a górująca nad bozią „kłopotliwość” pozwala nie gadać jak było.
    Na końcu i tak się okaże, że żona się dowie, że mąż zajmował się biustem (wraz z częściami powiązanymi) swojej znajomej, a zdezertwroany wiedział, ale nie powiedział. Żona kopnie zdezerterowanego w tyłek wniebogłosy wrzeszcząc; czemuś mi, cholero, nie powiedział skoro widziałeś??? Tak bym od razu ustawiła do pionu albo rzuciła w cholerę tego dziwkarza, a teraz to on cały majątek rodzinny wyprowadził do tej zlodziejki mężów i z dzieciakami z niczym zostałam !
    Można by się nieco zakłopotać takim skutkiem kłopotliwej dla zdezerterowanego sytuacji, ale on kłopotu już nie ma: zrobił, jak mu jehowictwo każe i resztę ma w głębokim paciorku.

  562. Szanowni czytelnicy!
    Czas na zmianę nastroju. Nowy teatrzyk Anumlika na koniec i początek roku. Zapraszam do lektury!
    Życzę udanego sylwestra, dobrego 2017 roku i wytrwałości w prowadzeniu tego eksperymentalnego bloga, który rozkwitł, gdy wreszcie zamilkłem :-).

    Jacek Kowalczyk