Bóg się rodzi, czyli Jezusa portret własny

Znajdź różnice

rekonstrukcja-twarzy-jezusa-wykonana-przez-dr-richarda-neavea-bbc_jezus_sluszny

Po lewej: Rekonstrukcja twarzy Jezusa, wykonana przez antropologa sądowego dr. Richarda Neave’a, przy współpracy izraelskich archeologów. [(BBC)/Red Vision]. Jezus miał 150 cm wzrostu i ważył 50 kg. Jest to Jezus naukowo najściślej prawdopodobny – czyli po katolicku najściślej niesłuszny.

rekonstrukcja_jezus-sluszny_2

Po prawej: Jezus śliczny i bajeczny; niemożliwy i nieistniejący – czyli katolicki Jezus słuszny i prawdziwy. Niewątpliwie ma 185 cm wzrostu i wagę 75 kg. Tak, w głowach wyznawców, 2000 lat temu wyglądali żydowscy pasterze, cieśle, rybacy, celnicy. Jezus słuszny ma taką właściwość, że jest ich dwóch – co widać. Każdy widział też kolejnych Jezusów, których razem jest więcej niż Polaków. W samej tylko Polsce.

* * *

Jak się Jezusek rodził, to wiemy, jak wyglądał i że był tak samo słodki jak każdy dzidziuś. Wszystkie dzieci są nasze, więc się każdym zachwycamy i kolędy mu śpiewamy. Jezusek to jest nasz milusiński: rumiane liczko, wesoły uśmieszek bezzębnej buźki, w brodzie dołeczek, pupcia okrągła, a nóżki – brykające. My takiego kochamy. Jezusek nie miał zajęczej wargi, szpotawych nóg, hemofilii czy stwardnienia zanikowego bocznego. Taki Jezusek byłby mało estetyczny, wydany na zatracenie i w niego nie uwierzymy. Czyli – niesłuszny.

Jak wyglądał Jezusek, gdy już podrósł trochę? No jak to – jak? Wszyscy wiemy, wyjaśniają to obrazki, jakie każde dziecię boże dostaje (i wszystkie gdzieś gubi) od księdza dobrodzieja trzysta sześćdziesiąt osiem razy: w czasie chrztu, katechezy, komunii, rocznicy komunii, bierzmowania, nabożnego nawiedzenia kościoła, spowiedzi świętej, rekolekcji, odpustu, pielgrzymki, kolędy domowej, ślubu sakramentalnego z rozwodem kościelnym i z okazji lgnięcia do człowieka, do księdza. (Jest taki film: „Rozwodów nie będzie”. Teresa Tuszyńska – piękna kobieta; Magda Zawadzka – zupełna śliczność, nie wiem, która lepiej by wystąpiła jako Matka Boska. Może blondynka? No i Cybulski – spolegliwy sprzedawca syfonów – całkiem jak Jezus).

Na wielkich portretach i rzeźbach w kościele zwykłym, basilica minor oraz major; w muzeum diecezjalnym oraz standardowym, w każdej prawidłowej kościelnej książeczce, „Gościu Niedzielnym”, portalu poświęconym Fronda Jezusek tak samo ślicznie wygląda: piękny, smukły, lnianowłosy mężczyzna z wysoko wysklepionym, znamionującym rozległość myśli czołem, o błękitnym uwodzącym spojrzeniu, wąskim prostym nosie – aryjczyk, typ nordycki. Niewątpliwie dżenderysta: włosy długie co najmniej do ramion, wypielęgnowana specjalnym trymerem bródka, odżywka do miękkich loków, dobry krem na świeżą jasną cerę (ani śladu życia pod ostrym słońcem pustyni). Dłonie smukłe, paluszki ruchliwe, długie, ze starannym manikiurem. Do pracy nie wdrożone. Sylwetka lekka, sprężysta, w pasie szczupła, brzuch płaski, klata dobrze napowietrzona, ramiona rozwarte. Nogi długie i skoczne; stopy wąskie, lekko stąpające, zdradzają umiejętności taneczne. Całość ze skłonnościami do lewitacji. Szata niewspółczesna – dziś ewidentnie kobieca, wygląd ogólny subtelnie nowoczesny i megamodny. Pierwiastek dziecięcy – do którego się lgnie – bardzo wyraźny. Trendsetter, modny bloger, gwiazda Twittera i pogodynka. Frontman, celebryta usuwający w cień tyłek Dody przed Dudą. Od razu go poznajemy: oto syn cieśli z ubogiej miejscowości prowincjonalnej.

Chyba ma coś słowiańskiego w urodzie, wszak jego mama jest rodowitą częstochowianką, a duży Jezusek po raz czwarty z rzędu został Królem Polski. Jednak nie: Słowianie nie są do tego zdolni – jak się dowiadujemy z serialu „Stawka większa niż życie”. Żeby jednak wyglądał jak Semita, czyli tak jak wyglądał – co to to nie! Po naszym, katolickim, trupie!

Poza tym, że Jezusek w ogóle nie wyglądał, bo jego realne istnienie jest nad wyraz wątpliwe, to jednak możemy być uczciwi, rzetelni i metodami naukowymi (Kościół naukę ponoć uważa – do pewnego momentu, o czym dalej jeszcze będzie) odtworzyć najbardziej zbliżony do mitycznego Jezuska realistyczny wygląd osoby. I takiego uznać, wyznawać i wielbić.

Jezusem po lewej się brzydzimy. Po wykonaniu naukowej rekonstrukcji przeprowadzono badanie : czy chciałbyś lecieć obok niego w samolocie? Bodaj 90 proc. odpowiedzi było jasnych: NEIN! Taką samą odpowiedź znamy także instynktownie: każdy wie, że tysiące lat temu ludzie wyglądali jak małpiszony. A każdy prawidłowy Polak ma zakodowane w główce od Chrztu Świętego: Żyd ma krzywy, garbaty i gruby kinol, grube łuki policzkowe oraz brwi, owalny łeb, durnowate spojrzenie na poły z cwaniackim, a czarne kudły dziko zmierzwione. Tacy Żydzi byli tropieni przez chrześcijan od zarania, za Hitlera i z różnych innych okazji. Wyznawcy Jezusa od razu wiedzieli, kogo wsadzać do gett i kogo wydać na mękę.

Jezuska po prawej uwielbiamy. Wiadomo: mój ci on jest! – jak zawołała Danuśka w „Krzyżakach” na widok Zbyszka-Jezuska. I my się z Danuśką zgadzamy. Na co się zgadza rzeczywistość, to już inna sprawa. W tym miejscu Kościół i rzeczywistość naukowa właśnie przestają się zgadzać. Nauka się pyta o geny: skoro Jezusek był synem Maryi i Wszechmogącego – miał tylko połowę ludzkich genów. To nieco utrudnia Jezuskowi pełną człowieczość oraz urodziwość: więcej niż połowę ilości genów, jaką ma człowiek, posiada drożdż. Jezus o wyglądzie drożdża nie budzi naszej sympatii ani szczerej wiary. W dodatku łatwo przepada w drożdżówce.

Z kolei jeśli Jezus ma pełna pulę genów ludzkich oraz był w pełni człowiekiem (jak niezmiennie naucza Kościół katolicki), są to geny Maryi. Bóg-ojciec genów przecież nie posiada. Jezus jest więc Maryją, a Maryja – Jezusem. Dżender w pełni modelowy! Geny Jezusa były do zbadania: do początku lat 80. w pewnym włoskim kościele znajdowała się Relikwia Nad Relikwiami: Święty Napletek Jezusa. Wcześniej relikwii napletków Jezusa było multum po kościołach, klasztorach pielgrzymkowych i kolekcjach prywatnych, czemu się nie dziwimy: każdy Napletek Działa Na Sposób Cudowny, a jak się ma takie geny można mieć worek napletków. Co się z innymi stało, nie pytajmy, ważne, że ostał się ten jeden. Niewątpliwie ten sam, który święta Teresa z Avilla ssała i połykała, po czym napletek Cudownym Sposobem wracał jej na język, Teresa znowu ssała i znowu połykała – i robiła to na okrągło (tak jest!).

Mieć Relikwię Ciała samego Jezusa Chrystusa – toż to świętość tak wielka dla każdego wyznawcy, że życie odda za nią bez mrugnięcia i co tydzień do niej z pielgrzymką pojedzie. Honor gigantyczny, a odpowiedzialność jeszcze większa. I miażdżący dowód przeciw zbrodniczym masonom, komuchom, ateistom, naukowcom i reszcie niewierzącej hołoty! Co się stało z Relikwią Ciała Pana Naszego Jezusa Chrystusa? – jak to co – Cud Boski! W 1982 roku, w czasie, gdy naukowcy (tak jest – ci dranie!) mogli już określić DNA na podstawie szczątków ciała, Święty Napletek zniknął. Przecież nie doznał zniszczenia, a więc – wniebowstąpienia! Czy była z powodu tak gigantycznej straty Świętej Relikwii Ciała jakakolwiek żałoba, lament, bicie w dzwony, rwanie włosów, Procesje Rozpaczliwe po całym bożym świecie, a nawet święte samobójstwa? Nic z tych rzeczy. A może była równie wielka Boża Radość Na Wieki – że wniebowstąpienie? Nasz Święty Ojciec Święty Jan Paweł II Karol Wojtyła, Papież, co Pozostał Człowiekiem, ani się o tym zająknął. On – „następca Jezusa na Ziemi” – jak sam o sobie głosi od 2000 lat – tak strasznie zlekceważył to najstraszniejsze i zarazem Najważniejsze Wydarzenie Świata od czasu przyjścia na ten świat Jezusa w całości? On – największy jego Wyznawca, Zastępca, Kustosz, Sługa i Przyjaciel? Czyż nie należy tego nazwać po imieniu: zaparciem się, porzuceniem, zdradą Pana? W sposób permanentny, zimny i konsekwentny? I następcy – to samo! Benedykt XVI – Ratzinger, ten precyzyjny po automatyzm znawca, wyznawca i autor biografii Jezusa, więc i fachowiec od Napletka – też zdrajca? I Franciszek? Tak niski czyn może znaczyć tylko jedno: papież i jego Kościół katolicki to od tamtej chwili uzurpatorzy-oszuści. Z wszelkimi tego konsekwencjami. Kto się zaś z nimi dalej zgadza, automatycznie popada w kacerstwo. Nie jest katolikiem, tylko zdrajcą Jezusa. Łotrem, Worem Szatana skazanym za życia na piekło. Niezależnie od każdego innego powodu.

Jest też trzecia możliwość: Jezus w ogóle nie posiada genów. Oraz czwarta – może najbardziej zdumiewająca i brzemienna w skutki: Wszechmogący – jako tatuś Jezuska ma geny! Konsekwencje byłyby z tego tak poważne, że lepiej tego nie badajmy. Można dostać kamieniem od prawidłowego wyznawcy. Jako Znak Miłości Bliźniego. Rozszyfrujmy ten język uwznioślenia: bliźni znaczy blizna. W optymistycznym przypadku.

W sprawie Jezusa na coś należałoby się zdecydować. Są w tej sprawie dwie prawdy: naukowa i prawda ekranu wyznawcy. Ta druga jest nieprawdą – ją wybierają prawidłowi wyznawcy. Jednak uprawiając nieprawdę, powinno się w tej nieprawdzie być jakoś prawdziwym. Jak Henryk Kwinto w „Vabanku”: – Zresztą zamiast kraść jako dyrektor, fabrykant, sekretarz czy inny prezes lepiej już kraść par excellence jako złodziej. Tak jest chyba uczciwiej. Tymczasem prawidłowy wyznawca Jezuska nieustannie oszukuje, a udaje uczciwość: nieistniejący Jezusek, który gdyby był, wyglądałby jak ten po lewej.

Jak oświadcza Kościół katolicki – Bóg, Biblia, Jezus i o nim nauka są niezmienne. Tak niezmienne, że ciągle się zmieniają. Jezus jest ofiarą katolickiej mody. Musi się dostosować. Nie wygląda tak jak wygląda, ale tak jak tego żąda wyznawca. Wyznawca Jezusa kocha go gorąco, ale tylko pod warunkiem, że jest odpowiednio ładny oraz atrakcyjny i we wszystkim – słuszny. „Do Ciebie wołamy….” – śpiewają – bośmy sami pośledniej urody, więc śliczny Jezus nas uwzniośla. Od razu czujemy się lepiej.

W jednym z polskich kościołów widziałem Jezusa na krzyżu, który jest całkiem jak Pudzian: niby przybity do krzyża, ale to raczej krzyż jest przypięty do jego atletycznych barków. Krzyż okazuje się przyrządem z siłowni do ćwiczenia masy mięśniowej.

Człowiek – tak go Pan Bóg stworzył – nie umie wierzyć w to, czego nie widzi, nie słyszy, nie czuje. Z czym się zgadzał Ojciec Kościoła Święty Tomasz z Akwinu, którego uwielbiał nasz Święty Ojciec Święty – papież z dalekiego kraju. Jezus mówił, że sama czysta wiara ma wystarczyć i żadne Tomaszowe wkładanie palca w jego ranę nie jest potrzebne, a nawet wskazuje na niewiarę. Tomasz jednak lepiej od Jezusa znał się na ludziach i usiłował korzystać z racjonalnego dowodu. Gdyby włożył palec, włożyłby w bajkę. Jezus zaś nie miał pojęcia, jakimi jego ojciec stworzył ludzi: bez działania zmysłów nic do nich nie przemówi. Człowiek wiarę w wiarę myli z wiarą i swoją niemożność wiary w Jezusa (wraz z całą biblijnych fantazji) wprost i sposób niezależny od zmysłów usiłuje zakamuflować pustym automatyzmem powtarzanego zaklęcia, które jest wewnętrznie sprzeczne i psychologicznie niemożliwe, ale ma mu dać alibi: Boże, choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję.

Zabierzcie człowiekowi ikony, obrazki, rzeźby, przedstawienia, procesje, trąby, kadzidła, melorecytację, drewno, wodę – słowem wszystko co zmysłowe – a przestanie wierzyć. Jezus zanika, gdy człowiek przestaje go widzieć. Dlatego od Giewontu po Bałtyk musi stać Milion Krzyży Upewniających i jeszcze z 10 tysięcy figur Świętego Ojca Świętego, które przedstawiają 10 tysięcy różnych Świętych, za to każdy prawidłowy. Lolka w tym figurach nie rozpoznajemy, ale się zgadzamy na hasło. Jednak i to nie wystarczy: zorza polarna też musi być wprzęgnięta do wyświetlania Jezusa – ludzie święcie wierzą, bo na zorzy widzą:

jezus-w-zorzy-polarnej

źródło: Jack Lihaug

A Maryja? To samo. Oprócz konkretnego wyglądu częstochowianki Objawia się też na drzewie. I to w pobliżu miejsca zamieszkania, co jest bardzo tanie – pod Częstochową. Oraz na brudnej szybie, w kałuży, na ścianie i gdzie sobie kto życzy:

maryja-na-drzewie_1

maryja-na-drzewie_2

Fot.: Katarzyna Zaremba/se.pl

Objawiła się też w Fatimie. Sama oświadczyła, że będzie ekstra widowisko: W październiku (…) uczynię cud tak wielki, że wszyscy będą mogli uwierzyć, że objawienia te są prawdziwe. No pewnie – właśnie o tym mowa! – będzie naoczny konkret – będzie wiara. Podała też konieczne szczegóły czasu, miejsca i programu. 13 października na łące czekało już 70 tysięcy widzów. Znamy wszystkie detale wykonania: tarcza słońca z szaloną szybkością wirowała wokół własnej osi, jakby była gigantycznym ognistym kołem, i zbliżała się do ziemi… Słońce trzykrotnie się zatrzymywało i trzykrotnie ten niesamowity taniec na nowo się powtarzał. W pewnym momencie słońce zaczęło spadać i zygzakami zbliżało się do ziemi.

Nasz Święty Ojciec Święty oprócz tego, że wyznawał Tomasza z Akwinu, to wyznawał najściślej Maryję Fatimską. Był też naukowiec, co rozpoznajemy po tym, że z Objawieniami fruwająco-zygzakującego Słońca najosobiściej się zgadzał, widząc w nich swoje credo. Jak jest wie też każdy biskup, zwłaszcza Hoser Henryk, bo on wszystko wie, a najwięcej o Rwandzie. Potwierdza z całą mocą urzędu, że Maryja w 1920 roku fruwała nad polem bitwy i przerażała czerwonoarmistów, którzy wiali przed Nią ze strachu gubiąc portki, karabiny i książeczki partyjne. Co się nazywa Cud nad Wisłą. Maryja Fruwająca wygrała bitwę, with a little help from Piłsudski i Marszałek Weygand. A tysiące świadków siedzących na kominach, kalenicach, drzewach i opłotkach widziało, jak było. Są zeznania, niewymuszone aresztem wydobywczym! Tak było.

A jak to jest z Bogiem-ojcem? Ano tak: Jestem który jestem oświadczył Mojżeszowi. I to starczy za wszystko – wierzymy. I to rozumiemy, bo dzisiaj każdy tak po bożemu gada: jestem, jaki jestem. Zwłaszcza na Facebooku. A jednak – ma działać, a nie działa, co jest bardzo dziwne. Wyznawca żąda konkretu. Bóg porzuca własną esencję i poznajemy go w szczegółach: jest to regularny mężczyzna poważnego wieku, solidnej budowy, który uwielbia niuchać smród zabijanych i palonych na jego cześć zwierząt, który (w sandałach, a może w kowbojkach i na pewno w adekwatnym stroju; tylko nieudane produkty – Adam z Ewą – są nadzy) przechadza się po Raju w porze kiedy był powiew wiatru (tak jest!, ważny szczegół – pora bez wiatru byłaby niewidowiskowa) i nawołuje Adama: a kuku, gdzie jesteś? Bóg się osobiście konkretnie przedstawia: Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego na ciemięzców, znam więc jego uciemiężenie. Posiada więc oczy, uszy i zna się na rzeczy. Jest to jeszcze dziwniejsze: jako Wszechwiedzący, o sprawach Izraelitów dowiaduje się dopiero od Mojżesza, a nie jak się po nim spodziewamy – wie od zawsze. Jezus – jak się dowiadujemy od papieży był przewidziany przed początkiem Stworzenia. A tu proszę – jak jest, trzeba dopiero Bogu wytłumaczyć.

Bóg osobiście, własnymi rękami (tak jest! – ma i ręce, więc muszą być zadbane, co od razu zgadujemy – Bóg jest doskonały we wszystkim. Sam posiadanie rączek zresztą osobiście potwierdza: Wyciągnę przeto rękę i uderzę Egipt różnymi cudami) rzuca głazy z nieba (doskonale, a więc bardzo celnie) i rozkwasza ludzi na widowiskową miazgę: ręka-noga-mózg na skale. O tym jednak (na razie) nie rozmawiamy. Rozkwasza na miazgę mężczyzn, kobiety, dzieci i dzieci poczęte. To jeszcze bardziej ekscytujące widowisko – aż się chce wierzyć w takiego Boga! I każdy papież, biskup, Terlikowski Tomasz (z sakramentalna małżonką i gromadką dzieci bożych), Pawłowicz Krystyna, Rydzyk Tadeusz, Duda Andrzej z tatusiem i mamusią oraz resztą prawidłowych wyznawców wierzą i w zachwycie klaszczą Bogu w posiadane rączki. Chociaż strasznie wrażliwi są na mordowanie dzieci w łonie matek. I każde inne mordowanie, a nawet brzydkie wyrazy – jak gadają i się tym bardzo wzruszają. Nie mają też nic przeciw karze śmierci za zabójstwo z okrucieństwem, a nawet się jej domagają. (Taki pogląd przedstawia około 75 proc. polskich katolików, co wynika z powtarzalnych badań). Realnie chcą więc kary śmierci dla swojego Boga, chociaż go nad wszystko miłują. Ich Bóg ma więc licencję na zabijanie. Chociaż nie: o Bogu-egotyku i mordercy po prostu nie rozmawiamy, więc takiego nie ma. Jest miłujący na okrągło tatuś – deficyt w psychologicznej głębi – do którego lgniemy. O Jezusku jasnookim Nordyku rozmawiamy i go oglądamy – więc jest. Też deficyt – i dlatego śliczny.

Tak ma wyznawca: nie ma Jezusa bez obrazka. Czego nie chce wi(e)dzieć, tego nie ma. Co mu pasuje – to jest. Nieprawda jest fundamentem jego życia. Dlatego nazywa ją Prawdą Przenajświętszą. Wyznawca nieustająco porusza się w sidłach nieprawd, które sam na siebie zastawia: uroszczeń, fantazmatów, niemożności, sprzeczności i manipulacji samym sobą. Nie waha się oszukiwać innych ludzi oraz swojego Jezusa i jego ojca. Musi więc budować, z niezwykłym mozołem gmach oszustwa i zakłamania. Coraz dziwaczniejszych, niedorzecznych, kłócących się z logiką, rzeczywistością faktów i dowodów matactw teologicznych, bredni żądań, nakazów i potępień. A wszystko oszukane, przeciwludzkie, sztuczne, pozbawione życia. Ale niewzruszalne oraz wieczne. I wszystko dla Jezusa, dla Maryi, dla Życia Wiecznego w Chwale Pana. A zwłaszcza dla władzy oraz interesu. Tak żyjąc, tracą własne życie. Wyrzekają się siebie, własnej podmiotowości, autentyzmu osoby i wolności. Będąc niewolnikami miłości bożej gadają, że mają jakąś wolną wolę, która im zapewni Niebo i Życie w Łączności z Panem. Nie ma łączności między istotą wolną a zniewoloną. Żadna z istot Biblii nie jest wolna: ani Pan, ani człowiek. Pan sobą zniewala siebie i swoje marne dzieło. I tym o sobie świadczy.

Jest to niegodne życia autentycznego. W ogóle – życia.

A teraz – co się należy w tej prawdziwie radosnej sytuacji kalendarza: smacznego ciasteczka, czyli żywego ciała Jezusa Chrystusa. Bierzcie i jedzcie i w byle co nie wierzcie.

Tanaka