Quebec – dziwna kraina. Raj ateistów

Do roku 1759 była tu Nowa Francja. 13 września 1759 roku Francuzi przegrali z Anglikami bitwę na równinie Abrahama w Quebecu i skończyło się marzenie o Nowej Francji. Obaj dowodzący walczącymi ze sobą armiami, gen. Wolf i francuski gen. Montcalm, zginęli w bitwie, a pomniki obu można dziś zobaczyć w Quebecu. Podporządkowani brytyjskiej Koronie francuscy autochtoni zostali sprowadzeni do drugiej kategorii podanych królów brytyjskich. Mogli być chłopami, rzemieślnikami, uprawiać inne wolne zawody, ale całą administracją kierowali anglojęzyczni urzędnicy, wszystkie wyższe stanowiska czy funkcje społeczne były dla nich zastrzeżone.

W zachowaniu tożsamości kulturowej, językowej pomógł pokonanym francuskojęzycznym Kościół katolicki. Można tu snuć analogię do roli Kościoła w podtrzymywaniu tożsamości narodowej w okresie intensywnej rusyfikacji czy germanizacji Polaków. W obu przypadkach interes Quebekczyków czy Polaków pokrywał się z interesem Kościoła. Gdyby Anglicy, Rosjanie czy Prusacy byli katolikami, to można przypuszczać, że te interesy nie pokrywałby się i możliwe, iż dzisiejsi Quebekczycy zapomnieliby języka francuskiego, a Polacy polskiego. Historia potoczyłaby się inaczej i można się cieszyć z tego powodu, że tak się nie stało. A może ubolewać?

Ów opiekuńczy Kościół uzyskał absolutną władze nad quebeckimi owieczkami. Aby powiększyć stado owiec, a przynajmniej go nie zmniejszyć, księża napominali kobiety, aby jak najwięcej dzieci wydawały na świat. Więc mimo pewnego ucisku politycznego i gospodarczego w Quebecu przybywało francuskojęzycznych katolików.

Kiedy w miarę upływu lat zmniejszał się ucisk anglofonów, Quebekczycy zaczęli odczuwać coraz bardziej ucisk, którego doznawali ze strony Kościoła. Trzeba było jednak wielu lat, aby ludzie ostatecznie wyzwolili się od Kościoła i raz a dobrze odrzucili dogmaty, liturgię, przestali chodzić do kościoła i w ogóle odrzucili autorytet tej instytucji i to do tego stopnia, że nawet ulubionym młodzieżowym przekleństwem w Quebecu nie jest putain, ale tabernac. Prawie wszystkie budynki kościelne zostały zamienione w przybytki użyteczności publicznej, w biblioteki, szkoły, w siedziby uniwersyteckich fakultetów. Jest to w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, najbardziej zlaicyzowane społeczeństwo.

Ludzie są niezwykle życzliwi, powstają różne inicjatywy wolontariuszy, takich w rodzaju Jurka Owsiaka. Nawet w tak wydawałoby się marginalnej sprawie, jak dobrowolne, darmowe odwożenie z dyskotek podchmielonych nastolatków, byle tylko nie chwytali się w tym stanie za kierownicę. Takich inicjatyw jest mnóstwo.

Jedno jest istotne: nie ma tu polskiego Jackowa, więc nie ma tu nic do roboty Tadeusz Rydzyk. Polaków jest niewielu. Bardziej atrakcyjne są dla nich naftowe pola Alberty, dlatego w Calgary czy Edmonton już, niczym wężowe gniazda, tworzą się wokół parafii małe jackowy.

Quebec to ateistyczny raj na Ziemi. A kiedy jeszcze pierwszy śnieg poprószy i pobieli bezkresne lasy Quebecu, to żal stamtąd wyjeżdżać.

Lewy

PS

Była taka kraina, która nazywała się Akadią. Znajdowała się ona na terenie dzisiejszego Nowego Brunszwiku i  Nowej Szkocji. Żyło tam od kilku pokolenie tysiące, osadzonych tam jeszcze w latach 30. XVII wieku przez kardynała Richelieu, francuskich chłopów z Bretanii i Normandii. Kiedy w wybuchła kolejna wojna między Wielka Brytania i Francją, Anglicy po pokonaniu Francji deportowali wszystkich Akadyjczyków, a ich wioski zrównali z ziemią. W samym 1758 roku, mimo okazywanej uległości, gotowości złożenia przysięgi na wierność brytyjskiej koronie 3000 zostało deportowanych do Francji. Z deportacją ludności Quebecu Anglicy jednak nie poradzili sobie, bo była ona zbyt liczna. Była to pierwsza na większą skale przeprowadzona, innowacyjna próba deportowania większej liczby ludzi. Potem Brytyjczycy jeszcze wymyślili w Afryce Południowej obozy koncentracyjne dla Burów. Niedługo później na większą skalę te wynalazki zastosował Hitler i Stalin, rezygnując przy tym z białych rękawiczek, tea five o’clock i pałeczki oficerskiej.

Do dziś żyją po świecie rozproszeni potomkowie Akadyjczyków — w Luizjanie, we Francji — i dla tych ludzi Akadia jest marzeniem, zatopioną Atlandydą, tak jak Lwów dla polskich lwowiaków, a Wrocław dla dawnych mieszkańców Breslau.