Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

24.11.2016
czwartek

Quebec – dziwna kraina. Raj ateistów

24 listopada 2016, czwartek,

Do roku 1759 była tu Nowa Francja. 13 września 1759 roku Francuzi przegrali z Anglikami bitwę na równinie Abrahama w Quebecu i skończyło się marzenie o Nowej Francji. Obaj dowodzący walczącymi ze sobą armiami, gen. Wolf i francuski gen. Montcalm, zginęli w bitwie, a pomniki obu można dziś zobaczyć w Quebecu. Podporządkowani brytyjskiej Koronie francuscy autochtoni zostali sprowadzeni do drugiej kategorii podanych królów brytyjskich. Mogli być chłopami, rzemieślnikami, uprawiać inne wolne zawody, ale całą administracją kierowali anglojęzyczni urzędnicy, wszystkie wyższe stanowiska czy funkcje społeczne były dla nich zastrzeżone.

W zachowaniu tożsamości kulturowej, językowej pomógł pokonanym francuskojęzycznym Kościół katolicki. Można tu snuć analogię do roli Kościoła w podtrzymywaniu tożsamości narodowej w okresie intensywnej rusyfikacji czy germanizacji Polaków. W obu przypadkach interes Quebekczyków czy Polaków pokrywał się z interesem Kościoła. Gdyby Anglicy, Rosjanie czy Prusacy byli katolikami, to można przypuszczać, że te interesy nie pokrywałby się i możliwe, iż dzisiejsi Quebekczycy zapomnieliby języka francuskiego, a Polacy polskiego. Historia potoczyłaby się inaczej i można się cieszyć z tego powodu, że tak się nie stało. A może ubolewać?

Ów opiekuńczy Kościół uzyskał absolutną władze nad quebeckimi owieczkami. Aby powiększyć stado owiec, a przynajmniej go nie zmniejszyć, księża napominali kobiety, aby jak najwięcej dzieci wydawały na świat. Więc mimo pewnego ucisku politycznego i gospodarczego w Quebecu przybywało francuskojęzycznych katolików.

Kiedy w miarę upływu lat zmniejszał się ucisk anglofonów, Quebekczycy zaczęli odczuwać coraz bardziej ucisk, którego doznawali ze strony Kościoła. Trzeba było jednak wielu lat, aby ludzie ostatecznie wyzwolili się od Kościoła i raz a dobrze odrzucili dogmaty, liturgię, przestali chodzić do kościoła i w ogóle odrzucili autorytet tej instytucji i to do tego stopnia, że nawet ulubionym młodzieżowym przekleństwem w Quebecu nie jest putain, ale tabernac. Prawie wszystkie budynki kościelne zostały zamienione w przybytki użyteczności publicznej, w biblioteki, szkoły, w siedziby uniwersyteckich fakultetów. Jest to w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, najbardziej zlaicyzowane społeczeństwo.

Ludzie są niezwykle życzliwi, powstają różne inicjatywy wolontariuszy, takich w rodzaju Jurka Owsiaka. Nawet w tak wydawałoby się marginalnej sprawie, jak dobrowolne, darmowe odwożenie z dyskotek podchmielonych nastolatków, byle tylko nie chwytali się w tym stanie za kierownicę. Takich inicjatyw jest mnóstwo.

Jedno jest istotne: nie ma tu polskiego Jackowa, więc nie ma tu nic do roboty Tadeusz Rydzyk. Polaków jest niewielu. Bardziej atrakcyjne są dla nich naftowe pola Alberty, dlatego w Calgary czy Edmonton już, niczym wężowe gniazda, tworzą się wokół parafii małe jackowy.

Quebec to ateistyczny raj na Ziemi. A kiedy jeszcze pierwszy śnieg poprószy i pobieli bezkresne lasy Quebecu, to żal stamtąd wyjeżdżać.

Lewy

PS

Była taka kraina, która nazywała się Akadią. Znajdowała się ona na terenie dzisiejszego Nowego Brunszwiku i  Nowej Szkocji. Żyło tam od kilku pokolenie tysiące, osadzonych tam jeszcze w latach 30. XVII wieku przez kardynała Richelieu, francuskich chłopów z Bretanii i Normandii. Kiedy w wybuchła kolejna wojna między Wielka Brytania i Francją, Anglicy po pokonaniu Francji deportowali wszystkich Akadyjczyków, a ich wioski zrównali z ziemią. W samym 1758 roku, mimo okazywanej uległości, gotowości złożenia przysięgi na wierność brytyjskiej koronie 3000 zostało deportowanych do Francji. Z deportacją ludności Quebecu Anglicy jednak nie poradzili sobie, bo była ona zbyt liczna. Była to pierwsza na większą skale przeprowadzona, innowacyjna próba deportowania większej liczby ludzi. Potem Brytyjczycy jeszcze wymyślili w Afryce Południowej obozy koncentracyjne dla Burów. Niedługo później na większą skalę te wynalazki zastosował Hitler i Stalin, rezygnując przy tym z białych rękawiczek, tea five o’clock i pałeczki oficerskiej.

Do dziś żyją po świecie rozproszeni potomkowie Akadyjczyków — w Luizjanie, we Francji — i dla tych ludzi Akadia jest marzeniem, zatopioną Atlandydą, tak jak Lwów dla polskich lwowiaków, a Wrocław dla dawnych mieszkańców Breslau.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 316

Dodaj komentarz »
  1. Wprawdzie bez związku ze wstępniakiem, za to dygresyjnie. Nie oparłem się pokusie i wczytałem się w „O nas”. Samo wlazło mi w oczy zdanie o niesporczakach. Generalnie mało spopularyzowana grupa, a szkoda. Ale nie o tym. To jest ewenement nie tylko z tego powodu, że są prawie niezniszczalne. Jeszcze jedno czyni je wyjątkowymi. Ogrom i znaczenie ich odkrycia polega też na tym, że zostały znalezione i zakwalifikowane jako odrębny typ stosunkowo niedawno. Jedno o wielkim znaczeniu i stojąca w hierarchii systematyki bardzo wysoko. Dość wspomnieć, że my ssaki, w całym naszym bogactwie i różnorodności załapujemy się dopiero do rangi gromady. A nowe? W latach środkowego Gierka przedstawiano je nam jako odkrycie bardzo świeżej daty.

    Ich związki z Quebekiem? Nie wiem. Na pewno znalazłoby się je i tam. I zapewne były tam jeszcze przed Francuzami i Anglikami. Pytanie, czy będą miały szansę przetrwać? Z pewnością. Nie takie kataklizmy przeżyły.

  2. „Trzeba było jednak wielu lat, aby ludzie ostatecznie wyzwolili się od Kościoła i raz a dobrze odrzucili dogmaty, liturgię, przestali chodzić do kościoła i w ogóle odrzucili autorytet tej instytucji i to do tego stopnia, że nawet ulubionym młodzieżowym przekleństwem w Quebecu nie jest putin, ale tabernacle. Prawie wszystkie budynki kościelne zostały zamienione w przybytki użyteczności publicznej, w biblioteki, szkoły, w siedziby uniwersyteckich fakultetów. Jest to w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, najbardziej zlaicyzowane społeczeństwo.”

    Ile lat zajmie to nam w Polsce?
    nie piszesz, ile zajęło to lat Quebekczykom, ale obawiam się , ze pokolenia.
    Nie zapowiada się, żebym dożyła tego czasu, nie jestem Matuzalemem.
    Mimo, ze zapowiadam rodzinie, że do 90 sie nie poddam.
    Potem może być nudno.
    Chyba, że blogowicze tez mają takie postanowienie, będzie z kim wymienić wspomnienia

  3. Anumliku

    pewnie nie dasz się prosić i dopiszesz coś do Jergowej twórczości w Kociarni. O prezydęcie anal-ogicznym.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Konstancjo, jeśli to w jakiś sposób Cię wesprze. Mój plan jest taki: do 100, a potem się zobaczy.

  6. Quebec jak malbec i medoc

    MB. Quebec, DMs. Quebecu, C. Quebecowi, N. Quebekiem

  7. Przepraszam wszystkich, ale jest sprawa do zalatwienia spod poprzedniego wstepniaka.

    @Namarginesko

    Mam propozycje dla Ciebie.

    Propozycja jest taka. Przygladaj sie. Po prostu patrz i czytaj uwaznie. Sama odpowiesz sobie na wszystkie pytania, ktorymi zadreczasz w tej chwili innych blogowiczow. Spokojnie, badz na blogu i pisz o tematyce blogowego wstepniaka, a jak sie dysputa wyczerpie i pojawia sie luzne tematy, to sie do jakiego dolacz. A jak zaden nie bedzie pasowal, zacznij wlasny, albo tylko czytaj i komentuj.

  8. Lewy – jak zwykle świetny tekst. Ale to przekleństwo to chyba nie jest tabernacle? To jest – excusez le mot – tabernac! Z akcentem na ostatnią sylabę. Mocne to jest. I bardzo nieparlamentarne 🙂

  9. Nie mylić z Kłobuckiem 😉

  10. @lonefather 24 listopada o godz. 23:58

    Nie bój nic. Czy będę czytać i pisać – kwestia otwarta. Zależy, co się będzie działo na tym blogu. Bo nie czuję się do niego przywiązana. Pozdrówka.

  11. Ostie de tabarnak! (Merde alors!)
    (tabarnouche, tabarnoune, tabarnache, tabarnane, tabarnik, tabarouette, tabarnage (rzadkie), barnak, tabeurn (à l’anglaise), tabarslak, tabeurslak (à l’anglaise), tabaslak, taboire/tabouare (amalgame avec ciboire – cyborium)

    Ale putin? Zamiast putain?

  12. Poprawione, niech się Pan już nie czepia o literówki. Nie ma o co.
    jk

  13. @Paradoksie, dla Ciebie wszystko. Zajrzyj z łaski swojej do Kociarni 😉
    @Lewusku, wielką żeś mi radość sprawił tym wpisem. Odpowiedź-refleksja-porównanie wymaga namysłu. Ale czasu na namysł mam dwa następne dni. Moje kobiety jadą – każda w swoją stronę, a ja zostaję z kotami, z baterią butelek, które nabyłem za pół ceny, bo znajomy sklep z winami znajduje się w stanie likwidacji oraz z namysłem: na odpowiedź Tobie i na kolejnego wstępniaka, co to mi się w tyle głowy od kilku dni pałęta.

    Pozdrówka

  14. To podwożenie podchmielonych imprezowiczów, którzy sami nie powinni siadać za kierownicą – to nie jest tylko specjalność Quebecu. W ogóle „instytucja” wolontariatu jest bardzo rozpowszechniona w całej Kanadzie. Robią to młodzi ludzie – żeby zdobyć coś w rodzaju życiowego doświadczenia – i z lubością wpisują to sobie w zawodowe życiorysy. Bo bez jakiegoś wolontariatu życiorys byłby jednak niepełny.

    Niektóre instytucje (np. szpitale czy stacje krwiodawstwa) całkiem otwarcie liczą na wolontariuszy – do tego stopnia, że rezygnują z pewnych etatów. Na przykład w recepcji pewnej specjalistycznej kliniki, którą znam – pracują tylko i wyłącznie emeryci. Naturalnie jest to praca honorowa.

    A w Polsce? Nie wiem. Czytałam gdzieś, że w Polsce za „wolontariat” uważa się np. mycie kościelnej posadzki. Czyżbyśmy znów wrócili do tematu KaKa?

  15. @Jacek Kowalczyk
    25 listopada o godz. 0:15

    Przecież się nie czepiam (jak T. o coś pyta, to od razu wiadomo, że się czepia 🙄 ). Putin funkcjonuje już w naszym języku na prawach wulgaryzmu, to pomyślałem, że może i w Quebecu.
    Skoro jednak tylko literówka, to OK.

  16. Ja wiem, że Pan wie, że ja wiem, że Pan wie. 🙂
    jk

  17. Namarginesko

    Ktoś musiał Cię wprowadzić w błąd. Mycie posadzek w kościołach to nie wolontariat, ale zaszczyt. Za jedno umycie w dzień powszedni dostaje się dzień odpustu, a w niedzielę – nie, o tym to nawet myśleć nie wypada.

  18. @Jacek Kowalczyk 25 listopada o godz. 0:25

    To jest TOM – czyli Theory of Mind.
    Bardzo istotny element w rozwoju osobniczym.
    Bo dzieci – do czwartego roku życia – w ogóle tego nie mają.
    Dziecko nie ma żadnego wyobrażenia o tym, co siedzi w głowie INNEJ osoby.
    Trochę żartuję. Ale tylko trochę 🙂

  19. paradox57
    24 listopada o godz. 23:41
    to juz nas dwoje, mam nadzieję, ze i inni dołączą. Bedzie wesoło w obozie.

    NeferNefer zaprosi na popcorn, anumlik dołoży fotele i anumliki, piwo dostarczysz TY (sam sie deklarowałeś), Tanaka orzeszki prażone bez soli, lonek rewolucję kaczystowsko kościółkową, a Pan Jacek będzie przywoływal do porządku, gdybysmy za bardzo sie rozochocili i ubzdryngolili.
    A może będzie na odwrót…:-)

  20. @paradox57 25 listopada o godz. 0:25

    I rozumiem, że niekoniecznie musi to być zaszczyt DOBROWOLNY?

  21. przepraszam, ze pozostałych nie dołączyłam do ew. grona, ale wymieniać wszyskich nie sposób, do rana bym nie skonczyła.
    Ale liczę na was!
    🙂

  22. Na marginesie
    25 listopada o godz. 0:30
    w niektórych parafiach chętnych do mycia wydaje się byc więcej niż posadzek, chętne przenoszą się w inne zakamarki.
    Wszystko po to, by potem zająć dobre miejsce po prawicy.;-)

  23. Konstancja

    Z tym piwem to przecież była aluzją, którą w lot pojąłem. Bo aluzje z piwem związane pojmuję w lot, jak żadne inne na świecie. Ale się nie uchylam. Tylko nie zawsze to będzie bock. Knajpa kaprysi i raz uwarzy, a raz nie uwarzy.
    Ostatecznie będziecie musieli się zadowolić Perłą.

  24. Namarginesko 0:25

    Jaki dobrowolny? Po kolei, według listy. A niechby ktoś się spróbował uchylić. Tacy ochotnicy. Chociaż nie powiem, są i tacy. Do mnie np. raz do roku przychodzi kobieta zbierająca ofiary (ciekawe określenie na kasę) na budowę nowego kościoła. Nie zraża jest to, że konsekwentnie mówię jej, że na kościół nie dam złamanego grosza. W tym roku przyszła samowtór. Ciekawe, w ile przyjdzie za rok.

  25. I z tym postanowieniem kłaniam nisko. Czas w pielesze.

  26. Ośmieliłbym się jednak twierdzić, że „kościelnie zabarwione” przekleństwa dominujące w Quebecu nie są oznaką zeświecczenia i apostazji, lecz pozostałością z czasów, kiedy kościół katolicki miał tam silny wpływ. Ukształtowały się one wówczas, podobnie jak w katolickich ciągle jeszcze Włoszech, Bawarii, Austrii etc. Wyrażają stosunek do organu kontrolującego społeczeństwo i będącego źródłem frustracji. Kiedyś były odważną profanacją, łamaniem tabu, dziś są używane, zwłaszcza przez młodych, w charakterze przerywnika, bez zastanawiania nad etymologią.

  27. @paradox57 25 listopada o godz. 0:40

    Za rok przyjdzie z towarzyszeniem uzbrojonych osiłków z samoobrony…
    To miał być żart. Ale mi ciarki przeszły po krzyżu.

  28. Prosze jak to slicznie i fajnie w tym Quebecku.

    MAlkontentem nie bywam, ale obraz cokolwiek niepelny mi sie wydaje. Brak jest w nim frankofonskosci oscylujacej na krawedzi rasizmu, ktore jesli nie powszechne sa na tyle silne, ze nie sposob ich nie zauwazyc.

    Znajomy co do Kanady wyemigrowal, pierwsza „kanadyjska” robote zalapal na w kiosku na stacji metra. Mial robote cale poltorej godziny, bo mniejwiecej po godzinie trafil sie klient, ktory sie obrazil!

    Nie, ten gosc sie nie obrazil na znajomego, tylko na firme prowadzaca siec kioskow, ze zatrudnila sprzedawce co nie rozumie jego francuskiego i jak stal tak zadzwonil do firmy, a ta w pol godziny dostarczyla podmiane sprzedawcy. Koszty wymiany chcieli sciagnac ze znajmego, ale pokazal im „wala”, to znaczy powiedzial, ze pracuje poltorej godziny i nie nie zarobil tyle co oni chcieli z niego sciagnac.

    Nie gadasz jak oni, nie masz czego tam szukac. Ale znajomy znalazl, bo on byl i jest swietnym programista po warszawskiej informatyce. Znalazl zreszta w Quebecku, a po paru miesiacach znalazla go Sunsystem i sie przeprowadzil do Krzemowej Doliny. Bez zalu najmniejszego za Quebeckiem sie przeprowadzil.

  29. We Włoszech spotkałem całkiem nowoczesne:
    Dio Pseudomonas aeruginosa!

  30. paradox57
    25 listopada o godz. 0:34
    wiesz, ja nawet piwa nie cierpię, nie pijam, ale w dobrym towarzystwie to i upić się warto.Nawet Perłą (to taki gatunek piwa?)

  31. W Quebecu, raju ateistów, liczącym blisko 8 mln ludzi, żyje 413 tys. osób bez wyznania, w tym zdeklarowanych ateistów jest ok. 4,3 tys.
    Obok prawie 6 mln katolików. Modlących się chyba w katakumbach.

    https://www.quebecoriginal.com/en/see-and-do/religious-heritage

  32. Trochę poprawek do wypowiedzi lonefathera.
    W Québec nie jest tak źle z pracą jak ty piszesz. Jestem tutaj 30 lat i prawie cały czas pracowałem. Pierwszą pracę dostałem po 4 miesiącach w wieku 50 lat (o dziwo przy pomocy Polaka), najpierw w Arktyce przy budowie elektrowni wodnych a teraz już bez zadnej pomocy na południu w zarządzie miejskim (dokładnie od 20 lat), za miesiąc skończe 80 lat i nadal pracuję co w Polsce jest raczej nie do pomyślenia. Mówię po francusku z takim akcentem, że po trzech słowach każdy wie, że nie jestem miejscowy i nikomu to nie przeszkadza.
    Z kościołem katolickim też nie jest tak źle, w 2009 tuż obok mojego domu spłonął zabytkowy kościół podpalony (to stwierdzono ale sprawcy nie znaleziono) przez jakiegoś bojowego ateistę lub muzułmanina. Teraz kościół jest pięknie obudowany, siłami tylko parafii, bez pomocy miasta ani rządu i w soboty i niedzielę duża sala jest zawsze pełna.

  33. Spoznione do porzedniego wpisu:

    w mojej powiatowej podstawowce ‚wisieli’ na oltarzu glownym: Edward ale nie Gierek a Ochab (troche wygladal jak napity Gierek jednak) i Aleksander Zawadzki (wygladal, jak nie tak mlody juz Sartre).
    Byl tez, jak ktos wspomnial, i Spychalski po wojskowemu (chyba tez i Nowotko), w nawie po prawej stronie. Wstyd powiedziec po latach, plulo sie na ten poczet kulkami z plasteliny albo tylko papieru (broni palnej nie pamietam, jakies rurki ale z czego?)

    PS do poprzedniej ‚debaty’:
    Lonek, spojrz na siebie troche bardziej krytycznie. Zaczales poprawiac (czepliwie, upierdliwie, i nieslusznie!) Old Shatterhand’a Konstancji na Old Surehand’a grzmotnalwszy cos o ‘Rozkawalkowanejrece’ (to ‘shatter’, to raczej tluc, rozstrzaskiwac, druzgotac itp.) Co najgorsze po pracowitych i slusznych wyjasnieniach E-J i innych osob (wysilek, ktory sie ceni, bo warto uscislac nawet tak male sprawy) ani sie wiecej nie odniosles do sprawy, czyli wlasnego bledu.
    Stosujesz podwojne standardy, czym wraz ze swoimi napadami napuszonej gadatliwosci niejednego ‘swietego’ moglbys doprowadzic do szalu. Nie wiem, czy Tobermory ma cos do Ciebie osobiscie, czy nie (Namargineska na pewno to wysledzi i nam zademonstruje jako glowne objawienie tego blogu), wiem jedno, przy swojej niewatpliwej wiedzy i pasji zaslugujesz na duzo wiecej niz na takie reakcje, jak ta moja wlasnie teraz.

  34. Act

    W związku z historycznością twojego wpisu, specjalnie dla Ciebie buteleczka Lipcowego z browaru w Chełmie. Została mi z lat 70. Nikt nie był w stanie jej dopić. Ani wtedy, ani obecnie.
    Jak widać, nie wolno wyrzucać starych rzeczy, ani wylewać piwa z kąpielą, czy jakoś tak.

  35. @act godz. 7.15 Mam identyczne zdanie.Staram się tylko czytać ale niekiedy aż mnie klawiatura swędzi.

  36. @@act
    25 listopada o godz. 7:15

    Dzięki za uzupełnienie.
    Zawadzkiego najbardziej pamiętam z powodu jego pogrzebu. Było lato, ja pierwszy raz w życiu na koloniach, spędzono nas wszystkich do dusznej sali, gdzie w telewizorze była transmisja…
    U mnie w domu nie było telewizora, pojawił się 2-3 lata później. Na pierwsze odcinki „Czterech pancernych” chodziło się do ciotki. „Stawka większa niż życie” była już na własnym.

    Za resztę też dziękuję.
    Zanim śledztwo wykaże co innego, przyznam się, że osobiście nie mam nic do nikogo na tym blogu, poza dość ograniczonym zaufaniem co do pewnych kompetencji manifestowanych uporczywie przez poniektórych 😉
    Nie mam nic przeciwko kwestionowaniu moich wypowiedzi, jeśli niezgadzający się ze mną uzasadni swój sprzeciw merytorycznie i poda weryfikowalne dowody lub logiczne uzasadnienie. Jeśli mnie przekonają, chętnie koryguję swoje zapatrywania lub stosunek do danej sprawy.

    Fajny film wczoraj widziałem – historię powstania największego włoskiego przeboju wszechczasów „Marina”.
    Rocco Granata jeszcze żyje.

    https://www.youtube.com/results?search_query=Rocco+Granata

  37. Temat dla mnie nieco prowokacyjny.Wg. mnie samo państwo,jego instytucje ,szkoły państwowe,wojsko powinny być laickie bez cienia religijności czy antyreligijności nawet gdy w danym państwie istnieją dominujące religie jak chrześcijaństwo,islam,hinduizm czy inne.Nie interesuje mnie w sensie bytów społeczności czy mają kościoły,meczety czy inne świątynie i czy obejmują większe czy mniejsze grupy ludzkie..To ich prawo ale też ich wewnętrzna sprawa.Ja albo w tym wezmę udział albo nie.Wiem ,oczywiście,że takie stanowisko dla religii jest nie do przyjęcia i każda będzie walczyła o dominację jednak w czasach gdzie na ziemi mieszka ponad 7,5 miliarda ludzi dalsze brnięcie w religijne uniesienia i ideologiczne porywy oraz inne” -izmy”(bo nie tylko oreligie mi chodzi) grozi masakrą światową.

  38. @act
    25 listopada o godz. 7:15

    Co ty wiesz o Aspergerze?
    To co mi zarzucasz jest w moim wypadku po prostu niemozliwe. Pisze o podwujnym standardzie. Niemozliwe bo tak maja ci co maja Aspergera, ze jest tylko jeden standard.

    Oryginal byl Surehand i tyle. Reszta, zanczy sie zmiany nazwiska, to albo film, albo inne popluczyny po popularnosci Maya. Jak sie ustalila poprawnosc oryginalna, to dalej tematu nie walkowalem, bo po co?

  39. Koło Tel Awiwu wykopano prehistoryczną figurkę

    http://bi.gazeta.pl/im/5d/0d/14/z21026397Q,-Mysliciel–nieznanego-autora-sprzed-3800-lat.jpg

    Jednym kojarzy się z „Myślicielem” Rodina, innym – z Chrystusem Frasobliwym.
    Jeden z internautów podsumował:

    Wygląda na to, że człowiek każdej epoki bywał zafrasowany.

  40. @act

    Jak nie wiesz o tym jak dziala Asperger to polecam „Project Rosie” australijczyka Dona Tillmana. (John Tillman)

  41. Wczoraj już przy jeziorze wpadłem w nabożność, co dopiero na jeziorze. Cud pogoda, ani jednej małpy na jeziorze (nie licząc mnie), wiaterek – nie więcej niż dwójka lub nawet dwójeczka – czysty północny, a że jezioro jest ze wschodu na zachód lub odwrotnie, więc w stronę Niemiec jechałem przyjemnym półwiatrem, od Niemiec – identycznie, wiosło służyło wyłącznie jako ster. Ale nim wyjechałem, przypomniałem sobie, że na blogu była gadka o tym, kogo kiedyś w szkołach wieszano. Przypomniałem sobie Gomułkę (Jako szkoła tworzyliśmy mundurowy szpaler, kiedy wizytował Wrocław z Cyrankiem) i to, że chyba za jego późniejszych rządów powstał żart: „Krok do przodu, dwa do tyłu, skłon na wschód”. Skamieniałe żarty interesują mnie tak samo jak polityka, ale sam, jak nikt nie widzi, nie słyszy, lubię sobie czasem żartnąć. Więc właśnie przeflancowałem z lądu na wodę te dziejowe kroki i skłony.

    https://drive.google.com/file/d/0B82_bciMYHJPam4td0pwaVB3aFE/view?usp=drive_web

  42. wmizgat
    25 listopada o godz. 2:41

    Nie o pracy pisalem tylko o frankofonskosci, ktora potrafi zadzialac jak opisalem. Sam nie pracowalem, tylko dwa razy odwiedzilem w Manitobie przyjaciela, ktory tam osiadl. Fakt, ze wiecej o pracowaniu bylo, ale chodzilo ta ocierajaca sie o nacjonalizm frankofonskosc.

  43. Hmm… z tego, co mi wiadomo o społecznej naturze przeklinania, to raczej nie używa się w tym charakterze terminów neutralnych czy zgoła zapomnianych. Tak to jest tylko w starych powieściach dla dzieci (słynne „kurczę blade” i „pieska niebieska”). Przekleństwo musi wiązać się z jakimś tabu, wręcz być bluźnierstwem. I w tej ostatniej kategorii celują kraje romańskie. Przekleństwa włoskie czy hiszpańskie, dosłownie przełożone na polski, natychmiast byłyby podciągnięte pod „obrazę uczuć religijnych” – no bo jak to tak: nawrzucać Madonnie czy naurągać Józefowi od cornutów ;-).
    To quebeckie klęcie też by sugerowało, że nadal sfera religijna jest ważnym punktem językowego odniesienia: nie bluźni się tam, gdzie sfera sakralna jest martwa.
    Mam wrażenie, że często się popełnia dość charakterystyczny błąd, identyfikując religijność z gęstością kaplic na mkw czy częstotliwością udziału w rytuałach. Bez większego już zwracania uwagi na ślady, jakie formacje religijne pozostawiły w codziennych praktykach społecznych. Ten sposób rozumowania owszem, sporo mówi o krajowym typie religijności, ale może prowadzić do mało realistycznego (oględnie mówiąc) opisania społeczności innych krajów. Ten – nadal dość mityczny – Zachód jest o wiele bardziej chrześcijański, niż Polska. W każdym razie tak mogę powiedzieć o krajach, które jakoś znam. A są to i kraje „reformowane”, i katolickie. Naprawdę, jest tam mnóstwo ludzi, którzy sobie nawzajem ufają i tworzą lokalne wspólnoty. Co w tym chrześcijańskiego? Ano, to że poczesne miejsce w tym zaufaniu i wspólnotowości ma to, co nazywa się sumieniem. I ono jest wprost ukształtowane przez system chrześcijański.

  44. Łaskawej uwadze polecam:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Old_Shatterhand

    Old Shatterhand , pochodzący z Niemiec, jest alter ego autora, podobnie jak Kara ben Nemzi (Karol z Niemiec) w innym cyklu opowiadań Karola Maya.
    Pojawia się w 1893 roku w pierwszym tomie „Winnetou”.

    Old Surehand – słynny „Westman”, syn Kolma Puschi, Brat Apanatschki, bratanek Tokbeli und Ikwehtsi’pa.

    Pojawia się w 1894 roku w pierwszym tomie trylogii „Old Surehand”.
    Zostaje tam uwolniony z niewoli u Komanczów przez… Old Shatterhanda 😎

  45. @jael53
    25 listopada o godz. 11:29

    Zgadzam się w całej rozciągłości.

  46. Taki mały przykład włoskiego bogactwa
    „figlio della madonna deflorata con un trapano da tutti gli angeli in colonna”
    trapano = wiertło 😉

  47. @Tobermory
    Toż za takie powiedzenie w priewislenkim kraje wypowiadający zarobiłby wyrok bez zawiasów. I kolomna aniołów by nie pomogła 😉

  48. jael53
    25 listopada o godz. 11:29
    Ten – nadal dość mityczny – Zachód jest o wiele bardziej chrześcijański, niż Polska. W każdym razie tak mogę powiedzieć o krajach, które jakoś znam. A są to i kraje „reformowane”, i katolickie. Naprawdę, jest tam mnóstwo ludzi, którzy sobie nawzajem ufają i tworzą lokalne wspólnoty. Co w tym chrześcijańskiego? Ano, to że poczesne miejsce w tym zaufaniu i wspólnotowości ma to, co nazywa się sumieniem. I ono jest wprost ukształtowane przez system chrześcijański.

    Mój komentarz
    Jael53, podzielam niemal całkowicie Twoją opinię. Uzasadnienie zajęłoby zbyt wiele miejsca.
    Pzdr, TJ

  49. @anumlik, 0:16
    Obaj lubimy wino, szkoda, że nie jesteś moim sąsiadem ‘anumliku’.
    Za godzinę spodziewam się ‘Lewego’ na obiedzie. Obgadamy Was Najmilsi, od stóp, do głów.
    ‘Lewy’ pewnie coś opowie z francuskiej Kanady z cyklu „n’est soumise publication”.
    To zabawowy gościu jest, ten ‘Lewy’.
    Ale przyznasz, że wpis to perełka, he?

  50. Jacek Kowalczyk0:25
    To jest śliczna zbitka i bardzo uniwersalna.

    Przy okazji.
    Prowadzi Pan blog wzorcowo, tak trzymać.
    Inne upadają, albo stają się nudne, zapisione hejtem, a Listy kwitną, nawet jesienią.

  51. @anumlik
    25 listopada o godz. 12:10

    A to był zaledwie fragment większej całości 🙄 😉

    Mleczko+Quasimodo

    http://static.polityka.pl/_resource/res/path/6e/e6/6ee60dbd-f926-4ce0-94b0-c3491deb2985_830x830

  52. @tejot, jael53
    A może warto, na forach i w ‘pokornych mediach’, a także w wystąpieniach polityków, podkreślać ubóstwo chrześcijańskich cech u Kaczyńskiego Jarosława.
    Może trzeba pisać „listy otwarte” do biskupów, w których, jako uczciwi katolicy rzymscy, skarżymy się na bezbożność prezesa i jego otoczenia.
    Oczywiście w tekstach powinno się znaleźć wiele przykładów tej bezbożności.
    Przecież nie może być „fałszywego świadectwa” w listach otwartych…
    Pozdr

  53. Mleczko bywa okrutnie celny. I jest swoistą próbą „społecznej drętwoty” – już było, że reakcją na jego koncepty jest urażanie się; widocznie dotyka rozmaitych tabu. Satyryk jako diagnosta – to dobra rola.

    @Tobermory – bardzo piękna ilustracja, choć fakt, fragmentaryczna. Ale Włosi lubią komponować bardzo rozbudowane wiązanki, iście barokowe, a nawet manierystyczne.

  54. Po kilku dniach odrabiania dramatycznych spadków, giełda znowu leci na mordę.
    Zupełnie nie rozumiem, że w ramach krytyki Kaczyńskiego Jarosława, rzadko wspomina się zubożenie spółek giełdowych od maja 2015.
    To dziesiątki miliardów złotych!

    Poważne stacje informacyjne na świecie, wyświetlają w którymś kącie ekranu bieżące wskaźniki rynku, a u nas tylko w niszowym, doskonałym kanale TVNbis.
    No i od 19:50 pyszny Piotr Kraśko! I z nim ciekawi ludzie, mało kłótni, sama wiedza.

  55. @stasieku – nie spodziewałabym się wielkiego efektu takiej akcji. Rzecz bowiem w tym, że w Polsce „duch chrześcijański” jest dość obcy. Wszędzie, episkopatu nie wyłączając. Tu chrześcijaństwo zostało zredukowane do podręcznego zestawu „bałwanów” i mało kiedy jest czym innym. I takie właśnie chrześcijaństwo dominuje. Oczekiwać, że będą rezonować takie postawy, jak np. te wyrażone przez tego autora (i – czasem – jego wspólnika):

    https://www.google.pl/search?q=falk+van+gaver+les+livres&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b&gfe_rd=cr&ei=DyY4WP2pH-6v8wfD0ZSoCw

    jest sporą naiwnością. Przykro mi. Ale uwagę zwracać można i należy – na to właśnie, że Polska jest krajem bardzo mało chrześcijańskim. Właściwie jest w stanie schizmy. Dla instytucji KRK „niedostrzegalnej”, bo ta instytucja nie ma żadnego interesu w publicznym kierowaniu uwagi na takie zjawiska.

  56. @jael53
    25 listopada o godz. 12:58

    Już dość dawno powstało powiedzonko, że w Polsce jest pełno katolików, ale trudno spotkać chrześcijanina 🙄

  57. Oksymoron sie trafil Panu Tomaszowi Lisowi taki:

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,102433,21029019,expose-lisa-to-co-robi-pis-to-nie-jest-sprawowanie-wladzy.html#MT2

    Czy „zamach stanu” moze byc legalny?

    Mi sie wydaje, ze kazdy zamach stanu, jest zamachem, bo jest zwyczajnie nielegalny.

    Gdyby Pan Tomasz Lis czytal „Kontrrewolucje”, to stwierdzajac, ze z powrotem zostala wprowadzana w Polsce „bolszewia”, to wiedzialby, ze to nie jest zaden „zamach stanu”, tylko po prostu Kontrrewolucja.

    *Uwaga, w tekscie ma miejsce lokowanie produktu (lol)

  58. ‚…Prawie wszystkie budynki kościelne zostały zamienione w przybytki użyteczności publicznej…’

    To widocznie pozamieniali już po tym, jak tam studiowałem, w połowie lat 90′?

  59. @turpin
    25 listopada o godz. 13:50

    Faktem jest, że wiele budynków kościelnych zagrożonych jest ruiną z braku funduszy, część jest sprzedawana innym wyznaniom, które mają przypływ ze strony imigrantów (np. baptystom, których znaczna liczba pochodzi z Haiti)
    Z 6 milionów nominalnych katolików zaledwie 6 proc. regularnie uczestniczy w liturgii, ale nadal ponad połowa urodzonych co roku dzieci jest chrzczona w kościele, święto narodowe nadal zwane jest potocznie „la Saint-Jean Baptiste”, tylko politycy i spikerzy w TV mówią „la Fête nationale”. Ulice noszą imona świętych i nikomu to nie przeszkadza.
    Katolicyzm pozostaje tradycją kulturalną, księża nazywają swoje owieczki „ochrzczonymi poganami” i narzekają na traktowanie religii „a la carte”, ale taka jest tendencja w większości krajów zachodnich.

    Może i w Polsce zajdzie z czasem taka „cicha rewolucja”, nie traćmy nadziei.

  60. @jael53, 12:58
    Właśnie się kłócę z ‘Lewym’, który też mówi, że to nie da efektu, bo biskupi to tacy, a Kaczyński to taki.
    Panowie, nie tłumaczcie ‘stasiekowi’ efektów, bo najpierw trzeba spróbować.
    Najgorsze jest zaniechanie prób!

    Kaczyński 8 lat prowokował, robił krajan w konia i wygrał.
    Kukły palił, transparenty ze strasznymi hasłami nosili jego ludzie, nawet z pochodniami chodzili po Trasie Królewskiej, kłamał, a Platforma nie reagowała miesiącami na kretyństwa smoleńskie Macierewicza.

    Kiedy czytam o ‘akolitach’, Dudzie i Szydle, że są be, to mnie mdli. (sorry)
    Trzeba skoncentrować atak polityczny na szefie, szefów – tak myślę.
    Podano do stołu.
    Nara

  61. Generale Jaruzelski! Dla Boga, panie Jaruzelski! Larum grają! Nieprzyjaciel Polską rządzi, a ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu?

    Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje i w moc sprośnemu PiS-owi nas oddałeś. Ześlij nam obrońcę, ześlij sprośnego PiS-u pogromcę, niech tu przyjdzie generał Jaruzelski, niech podniesie upadłe serca nasze i wprowadzi STAN WOJENNY.

  62. „Polska szkoła będzie uczyła prawdziwej historii,
    w której wiadomo, kto był zdrajcą, a kto bohaterem”

    Wraca nowe?

  63. @pombocek 25 listopada o godz. 15:21

    Piszesz „ku pokrzepieniu serc”?

  64. @pombocek

    Jestem zafascynowany twoim nagłym wychynięciem a la Deus ex ćcina z tych szuwarów 😎
    Świetne światło 😎

  65. @pombocek – Twój motyw Trylogii – trochę jednak przenicowany.

    Nie historia, tylko fikcja ale… kto tu jest zdrajcą, a kto bohaterem?
    https://www.youtube.com/watch?v=mEVt6zLRCtg

  66. A ja się uchyliłam i nie chodziłam sprzątać do kościoła, co było chyba niemałym wyczynem. Bowiem w pewnym momencie doszłam do wniosku, że mam dość miasta i postanowiliśmy przeprowadzić się na wieś. I tam to właśnie miejscowe kumoszki przyszły do mnie, aby mi oznajmić, że jest w zwyczaju, mieszkanek oczywiście, sprzątać w kościele i dały do zrozumienia, że nie ma wyjątku. Więc ja im udowodniłam, że jednak wyjątki się zdarzają.
    Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że jednak na wsi nie wytrzymam i wróciliśmy do miasta, tym razem do mojego rodzinnego.

  67. @Tobermory 25 listopada o godz. 15:29

    Pombocek znów odbił i zniknął nam w ćcinach.
    On tak znika i znika… co i rusz.

  68. Paradox 57 25.11. g.0.41,

    to co pisałam powyżej, to była moja odpowiedź na twierdzenie, że to zaszczyt mycie posadzki w kościele i że uchylić się nie było można 😉

  69. pombocek
    25 listopada o godz. 15:21

    @pombocku
    Powinienes wiedziec, ze historia sie farsa wraca…

    Dlatego, bedac „swinia” i chamem, zdradze co sie najpewniej objawi w grudniowym akcie farsy rezyserowanej przez Jaroslawa Kaczynskiego. Zreszta moja „zdrade” usprawiedliwia „zdrada” jaka sam rezyser juz jakis czas temu zapowiedzial. A zapowiedzial byl Jaroslaw „dramatyczne posiedzenia Sejmu w grudniu 2016 roku„.

    Co prawda istoty „dramatycznosci” rezyser od PiSofarsy nie zdradzil, ale coz moze byc bardziej dramatycznego, od wprowadzenia czegos na ksztalt „stanu wojenkowego” czy innej nadzyczajnosci, ktory odda cala wladze w rece Kacz… tfu Naczelnika Panstwa Polskiego, zeby ten sie mogl okazac zbawca Ojczyzny???

    I zeby sie na koniec moglo spelnic jego najwieksze marzenie, ktore tez byl raczyl objawic, czyli zeby mogl byc na starosc emerytowanym „Zbawca Ojczyzny”…

    Tak tak prosze Pan i Panow Szanownych, w tak prosty sposob, nie pozostowiajac niczego na laske przypadku, Jaroslaw Kaczynski swe marzenia w rzeczywistosc moze zamieniac.

  70. @hortensja 25 listopada o godz. 15:43

    Nader skromnie zrzekłaś się zaszczytu 🙂
    A jakie były (i czy były) konsekwencje (czytaj: szykany) ze strony wsi?
    Wybacz pytanie, ale ciekawość mnie ssie.

  71. @hortensja
    25 listopada o godz. 15:43

    To jest niezły paradoks – uchylić się nie mając elastycznego krzyża 🙂
    Gratuluję!

  72. Na marginesie,

    Nie było szykan, ale oczywiście mnie nie pochwalali. A nie wytrzymałam na wsi, gdyż jednak w kilka lat później doszło do nieporozumień z krzyżem w tle.
    Przypuszczam jednak, że ciekawość dalej będzie Cię ssać 😉

  73. pombocek (11.09),

    a te ściereczki na Twoim żaglowcu (zwane czasem przekornie żaglami), to z jakiego tworzywa one są?
    Czy nie obawiasz się, że przy takim żaglowcu mieczyk jest zbyt mały, co przy jakimś podmuchu może spowodować kąpiel na tym rozlewisku i jesienny kaszel masz jak znalazł, chyba, że stan wody jest taki, że brodząc w niej nie ma ona prawa wlać do kaloszy.

    Z takimi małymi okrętami trzeba uważać jak z fascynującymi nas damami w czasie pierwszej randki, bo skutki nieuwagi mogą być daleko idące.

    Kiedyś z żoną wybrałem się na przepiękne (w kształcie krzyża) kaszubskie jezioro Wdzydze.

    Było pięknie, tak że nawet pies jakoś znosił pływanie.

    Lebiega bosman, który udostępnił nam jacht połączył wanty przytrzymujące maszt zbyt krótkimi ściągaczami.

    Przy wzmocnionym powiewie zefirka maszt runął w kierunku żony, która stała za sterem i upadł na pokład w odległości 0,5 m od niej.

    Na szczęście -:) pies i ja byliśmy w bezpiecznych miejscach.

  74. Tobermory,

    Nigdy elastycznego krzyża nie miałam 🙂

  75. @hortensja
    25 listopada o godz. 16:04

    Tak przypuszczałem 🙂

    @Rosa91b
    25 listopada o godz. 16:02

    Nazwałem kiedyś te „ściereczki” workami po nawozie 🙄
    Pombocek się nie obraził 🙂

  76. @hortensja 25 listopada o godz. 16:02

    Nie szkodzi, jestem do tego przyzwyczajona 😉
    Poza tym jest pole do popisu dla dla wyobraźni.
    Ale dzięki i za to. Ach, ta moc tradycji…

  77. @Rosa91b
    25 listopada o godz. 16:02

    Jamno w najgłębszym miejscu dochodzi bodajże do 2 metrów.
    Tych ostrzeżeń nie szczędzimy pombockowi od dłuższego czasu, ale to żeglarz bez lęku i trwogi. Ponadto chodzi po wodzie 😎

  78. Próba wy(t)łuszczenia .
    Ja tu tylko coś sobie sprawdzam
    Uprasza się o niezwracanie uwagi.

  79. Hm. A teraz?
    Próba wytłuszczenia /.
    Ja tu tylko coś sobie sprawdzam /
    Uprasza się o niezwracanie uwagi.

  80. Hortensja 15:43

    Uchyliłaś się, i to tak mocno, że daleko. Więc chylę czoła.

  81. Do trzech razy sztuka
    Próba wytłuszczenia .
    Ja tu tylko coś sobie sprawdzam
    Uprasza się o niezwracanie uwagi.

  82. A-ha. Bingo 🙂

  83. Lonefather 15:43

    W tym scenariuszu musi koniecznie znaleźć się jeszcze jeden akt strzelisty. Jarosław K. powinien na mocy własnego dekretu sam się internować. Wtedy dopiero dopełniłby całości.

  84. @Na marginesie, z godz. 15:35
    Nie ma zdrajców i bohaterów. Są tylko patrioci, prawdziwi wyznawcy Chrystusa, Króla Polski i Maryi, Madonny Częstochowskiej, Królowej Polski. Tacy, na przykład Machabeusze, to nie w Polsce, w Polsce to Kmicice – rzadziej Wołodyjowskie. A nasza chata z kraja, Psze Pani Na marginesie. I żadne papieże nam nie podskoczą.
    http://demotywatory.pl/4712767

  85. Na marginesie wielokrotnie

    Aha, to taki test, jak ten, żeby nie myśleć o słoniu.

  86. paradox57
    25 listopada o godz. 16:51

    Nie musi!

    Jaroslaw Kaczynski spedzil 8 lat w „internacie”.

    Scenariusz jest dopelniony, na co slusznie zwrociles uwage, a ja znaiedbalem jako mniej istotne, a oczywiste w moim rozumieniu, napisac. A to ze „AKTY” PiSofarsy, sa nieco poprzestawiane, to drobiazg, przeciez to tylko farsa.

  87. Paradox57, 25.XI g.16;48

    🙂

  88. @paradox57 25 listopada o godz. 16:53

    Ależ skądże, ależ co tam,
    J-jestem grzeczny hipopotam!

  89. @anumlik 25 listopada o godz. 16:51

    Są tylko patRYJoci, a co nie – to “najgorszy sort” 🙂

  90. Aha, uprzejmie donoszę koleżeństwu – że obok Hartman wymiata – w kwestii Soleńska i przedkatastrofalnej rozmowy braci. Której nadal ani widu, ani slychu….

  91. paradox57
    25 listopada o godz. 16:51

    paradoxie,

    Swoja droga, to jest niezwykle istotny watek, te 8 lat „internatu”, czyli przegrywanych jedne za drugimi wyborow. Bo to „suweren” posadzil Jaroslawa na te najdluzsze 8 lat „internowania” wydajac wyrok na niego, w glosowaniach wyborczych.

    Waznosc tego watku jest tak istotna, w moim rozumieniu, bo to ona wlasnie ujawnia motywacje do tego co rezyser Kaczynski zaplanowal na grudzien 2016.

    Nie jest Jaroslaw Kaczynski znany z tego, ze wybacza. A jesli juz „wybacza”, to dopiero po upokorzeniu i przeczolganiu tych, co mu krzywde wyrzadzili. Nie szukajac daleko mamy przyklady Panow Ziobry i Kurskiego (Jacka), Ktorzy obaj sie publicznie upokorzyli skamlaniem i blaganiem o wybaczenie, z jednoczesnym samobiczowaniem sie polaczonym z pianiem peanow balwochwalczych na czesc madrosci i wielkosci Jaroslawa.

    Mam przeczucie, graniczace z pewnoscia, ze cos podobnego ma w zamiarze zafundowac suwerenowi w grudniu Jaroslaw Kaczynski. No chyba, ze sie zadowoli tylko wzieciem „za morde”, bo jak tu wymusic na „suwerenie” takie ekspiacje, jak te ktorym zostali poddani Korski i Ziobro?

    Co bedzie, zobaczymy. Wiec bez strachu patrzmy w przyszlosc, bo juz mniej wiecej wiemy czego sie spodziewac. Znajac, nie bedziemy zaskoczeni, a tylko nieznane budzi strach.

  92. @Namargineska

    Hipopotama, proszę pana, to jest bardzo wielka dama.
    Nic, że gibkością nie kusi, czasem – ot żartem – przydusi,
    Czasem – chryja to i plama – lwu złego rzuci pawiana.
    Ale zad ma okrąglusi, żabek dla sportu nie dusi, i mamusi
    Proszę pana, wskakuje co noc na kolana.
    Mamusia niezadowolona? Drobiazg, psze pana – niech kona.

  93. Rosa91b
    25 listopada o godz. 16:02

    Te ściereczki jedne blogowiczątko nazwało „workami po nawozach”. Tak mi się spodobało, że używam tej nazwy na co dzień i od święta, choć niewygodna, może przyswoję Twoje czułe „ściereczki”. Jestem marynarzem-mechanikiem słodkich wód z wykształcenia, rybakiem morskim z dziewięcioletniej praktyki, a miłośnikiem wód od czasu, jak byłem w mamie – tam się nauczyłem pływać, chodzić po wodzie, nawet oddychać pod nią. Konkretnie więc – mówię nie jako żeglarz, bo tego manierycznego, bywa, dla mnie towarzystwa, jako zawodowiec, za bardzo nie uważam – nie ma znaczenia, z czego są żagle (mogą być plecionki z ćciny, a mnie się zdarzało pruć na swetrze, na skafandrze, na pałatce), znaczenie ma – jak ciągną. Folia ciągnie fantastycznie. Zdarzało mi się fachowe jachty przeganiać, a tego lata z dorobionym bezanem przy fest wietrze przegoniłem pasażerską „Milę” z Mielna. Ale nie ściganie się jest moją pasją, lecz bycie na wodzie, w wodzie i pod wodą. No i, rzecz jasna, w ćcinie, gdzie chrząszcze, Neferka, a zwłaszcza ciepła, letnia cisza – chrząszcze brzmiące to też cisza, podobnie jak ptaszki. Ojej, tylko nie kaczki z samego rana! Sądziłem, że żagiel z folii starczy na 3 – 4 chodzenia i potem nowy (wprawiłem się i robię żagiel w godzinę), tymczasem jednego używam od tamtego lata do dziś – trwałość zależy od grubości folii. Cienkie długo nie pożyją – choć jeśli nie po wiatrach chodzić, ale po zefirkach, wytrzyma taki za 3 złote całą wieczność – ale są przez to świetne, że świetnie przez nie widać. Poza tym z biedoty się wywodząc, uczyłem się dawać sobie radę własnymi rękami, więc lubię robić rzeczy proste, jak najtańsze, funkcjonalne i niezawodne. Moje ściereczki, jeśli czasem zawodzą, to z braku mądrych klejów. Ostatnio, zamiast klejenia łączę oczkami (jak przy butach)

    Jak chcesz bliżej zobaczyć ściereczki, to proszę – fotka z wczoraj. Dziś wyszła pieruńska mgła. Nie chodziłem po wodzie, bo bym się sam ze sobą stuknął. No i pokazuję ci filmik z powrotu z zachodnim wiatrem z Mielna ze złamaną fajką masztu (na filmie nie widać).

    https://lh5.googleusercontent.com/-HknL4UPDxjQ/WDhtkhIzn4I/AAAAAAAAL30/JYZWWAQO-_wZjltF4rhQDKgwnKUC48SfACL0B/w724-h543-no/20161124_122557%2B-%2BKopia.jpg

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/albums/6319874860873269345/6319874862475046802

  94. A nad czym sie tu zastanawiac, jak przebiegala rozmowa przedkatastrofalnej Lecha z Jarkiem?

    – Jarek, tu sie nie da wyladowac!
    – Lechu, to nie Ty masz ladowac tylko pilot! Ty masz mu tylko powiedziec, ze to Ciebie nie obchodzi jak, ale on ma wyladowac!

    Lub podobnie. Nie chce mi sie analizowac i nasladowac sposobu wyslawiania sie. Oddaje tylko sens tego co zostalo powiedziane.

    Ale jak bylo to sie nawet od amerykanow nie dowiemy. Od „amerykanow” to sie dowiedzielismy, posrednio, tego jak wazna byla ta „przedkatastrofalnej rozmowy braci”.

    A teraz bedzie „political fiction” o tym dlaczego co i jak:

    Byla tak wazna ta rozmowa Jecha z Larkiem, ze bez problemu udalo sie amerykanom „zalatwic” zastapienie Caracali, Blackhawkami. Mi sie to wlasnie tak sklada, zeby wytlumaczyc ten „manewr” handlowo wojskowy, zastapienia jednego drugim w zamian za gwarancje, ze ta rozmowa nigdy nie ujzy swiatla dziennego. Sama „zlosc” na PO, to za malo, no chyba ze byla jakas „inna lapowka”, w zamian za zmiane decyzji. Ale cokolwiek by sie nie wymyslilo, to wszystko beda to jedynie spekulacje z pbszaru „fikcji politycznej”, lub teorii spiskowych rzadzacych swiatem, nawet jesli to, czy owo bedzie mialo znamiona wiekszego prawdopodobienstwa, niz inne teorie.

  95. Tobermory
    25 listopada o godz. 16:11

    Tobermorku, koło dwóch metrów to będzie średnia głębokość Jamna. Najgłębiej będzie 3,5 metra. Na ponad 3 metry był pogłębiany kanał. Rzecz jasna, ani mi w głowie się głębokościami chwalić. Bardziej się martwię tym, że cholerne dziadostwo ani myśli coś zrobić (bo nic nie słychać), żeby ryby nie padły co do sztuki z powodu niemożności wchodzenia do jeziora na tarło. Moczykije – też właściwie trochę bandziory dla przyjemności jak myśliwi – mówią, że mało co zostało w Jamnie ryb. Mówią, ale sami wyłowiliby co do sztuki. Ryby ciągną do kanału, a ci się ustawiają jak pluton egzekucyjny i tną.

  96. @pombocek
    25 listopada o godz. 18:29

    Pruje fale jak ta lala 🙂

    Pombocku,
    założyłem, że „worków po nawozach” nie potraktujesz jako despektu dla twoich żagli. Mnie się skojarzyły, bo pamiętam, że folia takich worków bywała bardzo solidna. No i znając twoją oszczędność…

  97. @pombocek
    25 listopada o godz. 18:39

    Dzięki za przypomnienie, bo tylko te 2 metry mi się pałętały w pamięci.
    Widziałem w Unieściu wędzone węgorze z Jamna, ale nie nabrałem jakoś apetytu.

  98. Pombócku

    Żagle jak żagle. Ale Twoje ćciny wprawiły mnie w stupor i do tej pory w nim tkwię. Lepsze jak te niedaleko ode mnie, czyli w Szczebrzeszynie.
    Bo prawdę powiedziawszy, Szczebrzeszyn z wąwozów lessowych słynie. Tak jak Kazimierz Dolny, Nałęczów i takie tam.

  99. @anumlik 25 listopada o godz. 18:27

    Ależ skądże, ależ co tam – czyli pudło! Motylem jestem 🙂

    https://www.youtube.com/watch?v=Q_prGLy28AQ

  100. Parę uwag będzie jutro. Dzisiaj zmarniałam; do czego przyczyniła się informacja o projektowane ustawie, wedle której tylko miesięcznice, procesje i zgromadzenia rządowe będą mogły pokazywać się na ulicach. Czekam na szczegóły, czy zrobienie spotkania w gronie większym, niż 10 osób będzie zależeć od zgody Właściwego Organu. I mam wrażenie, że nadchodzi (wraca?) Grudzień ’81.

  101. Tobermory
    25 listopada o godz. 18:40

    Tobermorku, taki jestem oszczędny, że mam dwa zmartwiony, dwa tablety i dwa paparaciki, a pielęgniarkom w domach opieki mamy i brata przywoziłem więcej jedzeniowych prezentów niż mamie i bratu. Całe studia zasuwałem łopatą, więc zdarzało się czasem po wypłacie nakupować czekoladowych cukierków i ładnych parę kilo końskiej kiełbasy na Hali Targowej przy placu Nankiera i nie pamiętam, czy mi coś zostawało po tym, jak mówiłem koleżankom: „Częstujcie się”. Wróciłem do oszczędnego życia, kiedy rzuciłem picie.

    A co do węgorzy z Jamna, nie musisz się obawiać. Jamno już dawno doszło do siebie, odkąd jest oczyszczalnia. Poza tym potraktowano je, bodaj we współpracy ze Skandynawami jakimiś bakteriami, które pożarły bakterie szkodliwe. Woda w jeziorach przymorskich nigdy krystaliczna nie będzie, bo są one płytkie, więc mętne, no i te cholerne sinice. Te jeziora potrafią robić złe wrażenie, ale w środku są łagodne. Kiedyś aż mną wstrząsało, jak patrzyłem na moczykijów stojących w wodzie po pas (w piersiówkach) i wyobrażałem sobie, jak wyciągają te śmierdzące ryby. Wiele też ryb widziałem pływających brzuchami do góry, ale to przeszłość. Jeszcze wody z Jamna nie piję, ale kąpię się z upodobaniem.

  102. @Namargineska

    Motyl uleciały z cielska hipopotama
    to nie dama. To super dama!

  103. @anumlik 25 listopada o godz. 19:31

    Coś dla Ciebie: remont Sali Kongresowej potrwa dłużej niż budowa PKiN.

    Anumlik – jakby nieco blady. Waszmość nie liczysz sylab! Buuuu…

  104. paradox57
    25 listopada o godz. 18:43

    Paradoksie, przymorskie płytkie jeziora to jedno wielkie trzcinowisko.
    Przesyłam Ci dwa. Dwie pierwsze fotki to jezioro Gardno. Na jednej widać w oddali – w imię Ojca i Syna i Najświętszej bez dwóch zdań Dziewicy Matki – świętą górę Rowokół, na którą w tym roku przez kolana nawet nie próbowałem leźć. A jest tam fantastyczna nowa wieża widokowa w miejsce starej, na którą też nie moglem leźć, bo byla stara i mogła fajtnąć.

    https://lh4.googleusercontent.com/-M-uIThJsOZw/WDiFLPAIvVI/AAAAAAAAL5Q/g5yTrwteDm8lhDDkWku5T1wVTMkT25REQCL0B/w903-h543-no/2012-06-19%2B14.19.59.jpg

    https://lh6.googleusercontent.com/-qjjynqnr5iQ/WDiFeEX8OxI/AAAAAAAAL5c/dSQd3c4LAXM2D9iKvhQEIGwhkkJrEO2ewCL0B/w903-h543-no/2012-06-19%2B14.15.52.jpg

    Te fotki pokazują trzcinowisko na jeziorze Łebskim w kierunku słynnych Wydm Łebskich. Udało mi się takie fotki pstryknąć, bo przy obu jeziorach są wieże widokowe. Moja koszalińska wioska jeszcze na to nie wpadła. W Mielnie jest rozrywkowe miasteczko. W nim – ogromne koło z pudełkami dla odważnych. Z tego koła byłaby już jakaś perspektywa do pstryknięcia paru fotek Jamna z góry, więc gdzieś dwa lata temu pytałem siebie, czy jestem odważny. Do dziś nie mam odpowiedzi. Jest też obwoźny helikopter, który obwozi trochę nad jeziorem, trochę nad morzem (cztery osoby się mieszczą, cały 10-minutowy lot kosztuje 600 zł, czyli jedna osoba 150 zł, ale żeby poleciał, musi być komplet. Też siebie przy nim pytałem, czy polecę, i też cisza.

    https://lh5.googleusercontent.com/-ujfDGMNvBFE/WDiFOAShtsI/AAAAAAAAL5U/lPIQ-R5PANMcHbPuLa6VcXFVegjzmnzgACL0B/w724-h543-no/20120917_115241.jpg

    https://lh5.googleusercontent.com/-xDJBhEcn44c/WDiFRg0dMSI/AAAAAAAAL5Y/ikzeRwCqiIwoH8ZYfyHFmxIZ7xh64_GVgCL0B/w724-h543-no/20120917_115428.jpg

  105. @pombocek 25 listopada o godz. 20:01

    Strasznie dużo tych ćcin, pombocku.
    A czy w tych ćcinach coś się czasem wylęga?
    Na przykład takie bielutkie i puchate?

  106. Albo przynajmniej jakiś chrząszcz?
    Chrząszcz brzmiał w ćcinie…

  107. Mnóstwo wszystkiego się wylęga, Namarginesko. Jeżdżę przy samych ścinach, to widuję. Ale nie zaczajam się na długo i nie maskuję, żeby ptaszęctwa, szczury wodne czy inne amerykańskie norki podpatrywać, nie chcę im zawracać gitary. W ogóle nie jestem takim miłośnikiem zwierzaków, żeby głaskać, gadać: „No co, no co, dooobry pies”. One – sobie, ja – sobie. Chodzę se po wodzie i się cieszę, że też jestem zwierz – trawojad, niegroźny nawet dla smacznych węgorzy czy sandaczy, ba – nawet dla smacznych panienek. Panienki mogą śmiało ze mną kajakować. Niech Neferka powie.

  108. @Na marginesie
    Budowa od podstaw zawsze trawa krócej niż remont/rekonstrukcja z zachowaniem takiego samego wystroju, akustyki i większości detali. Problemem od wielu lat było zapewnienie bezpieczeństwa w razie ewakuacji oraz nowe normy unijne dotyczące odległości pomiędzy rzędami foteli, głębokości i szerokości samych foteli oraz zaprojektowanie i realizacja takiej możliwości odcięcia widowni od sceny/estrady, aby rozsuwanie i wsuwanie ewentualnej kurtyny ogniowej nie kolidowało z paldamentem nad sceną/estradą i częścią widowni. Paladament to to coś, co stwarza wrażenie lekkiej materii unoszącej się nad sceną/estradą, a jest masywną, ważącą wiele ton konstrukcją betonową na stalowym szkielecie, ozdobioną fintifluszkami imitującymi brokat i wykończanymi złotem (7 kilko złota na to poszło). Sam paldament zawieszony jest na stalowych linach przymocowanych do betonowych żeber tworzących konstrukcję zadaszenia Sali Kongresowej. Po demontażu ozdobnych powłok bocznych okrywających ściany oraz drewna i wykładzin podłogi, okazało się, że wszystko izolowane jest azbestem, który trzeba usunąć w warunkach wyjątkowej ostrożności. Rosjanie, budując Pałac Kultury i Nauki nie zostawili dokumentacji projektowej, a kolejne ekipy pracowały na dokumentacji powykonawczej, uzupełnianej latami. Wcale się zatem nie dziwię, że remont potrwa dłużej niż budowa.

    A co do anumlika. Pośpiech jest dobry do łapania… motyli. A wystarczyło wyrzucić „uleciały” i sylaby z rymem się zgrają. O tak:

    Motyl z cielska hipopotama
    to nie dama. To super dama!

  109. Pomócku

    Nad Łebskiem bywałem, ale tak głęboko w ćciny się tam nie zapuszczałem. Z daleka podziwiałem. A te widoki z góry…. Nawet nie muszę się sam siebie pytać o stan mojej odwagi przy helikopterach, wieżach widokowych i kółkach, jak również wyciągach , trolejbusach na różne góry. Byłoby to działanie bezsensowne, jako że moja odwaga w pobliżu takich obiektów nabiera właściwości bozonu Higgsa. Prawdę powiedziawszy już widok krawężnika przyprawia moje plecy o zmarszczki.

    Raz byłem nawet w Mielnie. Ale to był koniec listopada 1979 roku i zakwaterowali nas w jakimś domku kempingowym. Marnie to sobie wspominam. Trzeba by to było chyba odczarować.

  110. @Namargineska
    Na chrząszcze w ćcinach – anumlik:

    Szeleści poczwara w przyleśnej przesiece.
    Szuwary aż szumią od szaleństw. Deszcz siecze.
    Nie szemrzyj deszczyku, szturchnięty szelestem;
    Szur szczurów, szurniętych nieszczerym pochrzęstem
    Rozgąszczył za gęste krze z krzywym narzęstem.
    Chrzęst chrzęści w trzcin gąszczu. Paszoł won chrabąszczu!

  111. @anumlik 25 listopada o godz. 20:49

    Sympatyczne! Ale ten „narzęst” to chyba coś jak „głoka kuzdra”?

    Albo na przykład leśmianowskie „zmrocze”.
    „Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze
    Nie wie, co z sobą począć w sennej bezzadumie”

  112. @pombocek 25 listopada o godz. 20:31

    O, co to, to ja też nie! Nad zwierzakami się nie rozczulam – chociaż lubię się im przyglądać. Czasem długo i z rozbawieniem 🙂

  113. W 1980 roku zaledwie co 20. Polak rodził się poza małżeństwem, w 2015 roku było to już co czwarte dziecko – wynika z najnowszych danych GUS.

    W 2003 roku aż 72,9 proc. zawieranych małżeństw było związkami wyznaniowymi, w ubiegłym roku – 62,1 proc.

    Skąd bierze się spadek małżeństw sakramentalnych? – Widzę jedną poważną przyczynę takiego stanu rzeczy – mówi „Wyborczej” ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. – Ślub cywilny można brać wielokrotnie, a kościelny – tylko raz.

    A ja uważam, że ludzie traktują ślub kościelny bardzo poważnie i dlatego rezygnują z niego, zdając sobie sprawę, że nie wierzą.

    Jak bowiem można inaczej pogodzić deklaracje, że 95% z nas jest katolikami, z tym, że aż 1/4 dzieci rodzi się poza jakimkolwiek, nawet świeckim małżeństwem? Jeśli tylko 62% małżeństw jest wyznaniowe, to pozostałe 33% żyje świadomie w grzechu ciężkim? A w czym żyją ci, co na kocią łapę? Czyżby więc ponad połowa polskich katolików żyła w grzechu ciężkim?

  114. paradox57
    25 listopada o godz. 20:40

    Paradoxku, małe nadmorskie miejscowości, gdzie dominowało rolnictwo i rybołówstwo, powoli się stawały wczasowe gdzieś od końca lat pięćdziesiątych. Lata 60-te to była epoka domków z dykty, jak się mówiło. Z Ustki pamiętam spore miasteczka takich domków w lesie. Mieszkam w Koszalinie od 1971., ale domkowej sytuacji z tamtych czasów za bardzo nie pamiętam – pociągało mnie morze i bezmałpie zadupia. Łazy wtedy były prawie puste na przykład. Natomiast teraz to zupełnie inny standard. Nawet kiedy ktoś buduje niewielkie osiedle drewnianych domków wczasowych, to są eleganckie gustowne domki z drewna, a nie ze sklejki pokrytej na dachu papą. Gorzej z ciężką artyleria – apartamentowcami. Obrzydliwe się przez nie robi Mielno ze swoją niską zabudową trzymającą trochę atmosferę życia na uboczu, w intymnym gniazdku. A jeszcze jeden zwariowany Norweg rozkochany w tej krainie zaczął powoli robić jakieś w zachodnim stylu wczasowisko-kłębowisko Monte Mielno czy cóś – Monte Carlo ma się schować.Mam nadzieję, że wcześniej splajtuje. Nie cierpię tych artystów, którzy jak zobaczą kawałek pustego pola, zaraz by je zabetonowali, zamurowali, zaszklili i parkingów narobili.

  115. Pombócku
    Myśmy w ramach koła studenckiego w końcówce lat 70. kartowali zespoły roślinne kilku jezior leżących w obecnej otulinie Drawskiego Parku Krajobrazowego. Konkretnie Lubicko, Śniadowo, Pile, Kocie i Jeleń. W samym miasteczku (Łubowo) więcej było czerwonoarmiejców niż miejscowych.
    Po tym wszystkim, w listopadzie pojechaliśmy do Mielna oddać sprawozdanie z tych badań. Dojechaliśmy po ciemku, domek zobaczyliśmy w całej okazałości dopiero rano. Jak piszesz, sklecony z płyty paździerzowej. W środku wszystko wyziębione, zawilgocone. Musieliśmy się ratować napojami rozgrzewającymi, które przezornie zabraliśmy. Spać za bardzo się nie dało.
    Ale może tak było lepiej bo młodsi byliśmy?

  116. @Płynna Rzeczywistość 25 listopada o godz. 21:22

    A jak jeszcze porównasz dane o aborcjach Polek z krajów ościennych…
    To zobaczysz, że robią to gorliwe katoliczki
    Takie, które nawet nie mają prawa wiedzieć, że antykoncepcja jest na świecie 🙂

  117. @Płynna Rzeczywistość 25 listopada o godz. 21:22

    A ksiądz Sadłoń całkiem po prostu łże jak z nut. Ślub kościelny też można brać wielokrotnie. Trzeba tylko załatwić sobie rozwód kościelny, zwany dla niepoznaki unieważnieniem małżeństwa. Nie jest to zwykle usługa tania, ale powodem może być np. brak dojrzałości psychicznej do małżeństwa. Naturalnie po takim kanonicznym myku żadne alimenty się nie należą (bo żadnego małżeństwa nie było, tak?) a dzieci, kanonicznie uznane za potomstwo z nieprawego łoża, zostają na lodzie. Tak się to załatwia w łonie KaKa.

  118. @Namargineska.
    Krzywy narzęst – bezdurno i po anumlikowemu wsiany storczyk (tak w „Ilustrowanym słowniku języka polskiego”, Michała Arcta – wydawcy, z roku 1916, nazwany jest storczyk) w gęste krze, które należy rozgęścić. Na neologizm, rodem z Leśmiana, też się ten narzęst nadaje. Narzęścić => storczykować. Narzęszczona narzeczona => Contessa obdarzona bukietem storczyków.

  119. Anumliku

    Pod warunkiem, że to będą storczyki z hodowli lub kwiaciarni. Nie wywleczony z krzów gęstych. Zresztą nasze to tak za bardzo krzów gęstych nie preferują.

  120. @anumlik 25 listopada o godz. 22:31

    Jasne, bo jak się narzęści, to się rozgęści, a jak się krze rozgęści, to się rozkrzy.
    A może nawet zdekrzykalizuje. W sumie to jednak lepiej te krze wystorczykować, nawet przyjmując, że jest to krzywy narzęst 🙂

  121. @paradox57 25 listopada o godz. 22:34

    Ale z kolei w tropikach to one są najlepsze w krzach.
    Orchidee znaczy. Też narzęsty 🙂

  122. Co tam „aborcje”, czy „antykoncepcje”, grunt to, ze „dobra zmiana” juz nie tylko urzedowo, czy gospodarczo, swiecie tryumfy KULTURALNE…

    KULTURALENE?

    Niestety tak!

    A jak je „swieci” i osiaga, to mozna sie zapoznac:

    „http://wyborcza.pl/7,75517,21027571,ekspertka-instytut-ksiazki-skompromitowal-sie-w-londynie-przed.html

    Mi slow kwalifikowanych, znaczy sie kulturalnych brak. Wiec komentarza nie bedzie. Cenzura blogowa, caly post by wykasowala… Z czym sie osobiscie zgadzam i zgadzajac sie, sie autocenzuruje, wycinajac koment, w imie pozostania postu.

    Dziekuje za uwage
    lonefather

  123. Czy potraficie wytlumaczyc dlaczego nikt z wywiadu I prokuratury nie zajmie sie pracujacymi na waznych stanowiskach pracownikami grupy deweloperskiej RADIUS Janiszewskim i Babińskim. Nie mowiac o obywatelu Kotasie.

    W 2012 roku w odstępie kilku miesięcy Janiszewski i Babiński otwierają dwie restauracje w Warszawie: Ole i SOWA I PRZYJACIELE

    Prezesem grupy Radius jest od 2002 Jacek Kotas były wiceminister obrony narodowej w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Rezygnuje z funkcji prezesa w wakacje 2016 roku. Dzisiaj pełni funkcję prezesa Narodowego Centrum Studiów Strategicznych. To blisko związany z Ministerstwem Obrony think thank, który opracowywał koncepcję obrony terytorialnej. Przygotowywal rowniez szczyt NATO.
    Narodowe Centrum Studiow Strategicznych powiązane jest personalnie z zarejestrowaną na Cyprze spółką Radius kontrolowaną przez związanego z Rosją szwajcarskiego biznesmena, który jest dyplomatą Gambii (!) w Moskwie. Vice-minister Obrony Narodowej Szatkowski byl przez wiele lat prezesem Narodowego Centrum Studiów Strategicznych.Obecnie prezesem NCSS jest Jacek Kotas. Obaj zaangazowani w plany OBRONY TERYTORIALNEJ.
    CYPR TO KROLESTWO ROSYJSKIEGO KAPITALU gdyz tam bodaj mozna kupic obywatelstwo .nie proceuralnie lecz zwyczajnie kupic za kase ………tak wiec zapewne nikt nawet nie wie ze dany obywatel cypru to zakamuflowany kapital rosyjski gdyz skad to mozna WIEDZIEC .
    No I pamietajmy ze Macierewicz I jego zastepcy Tomasz Szatkowski I Bartosz Kownacki zlikwidowali polski wywiad I kontrwywiad, przekazujac raport o stanie tych sluzb Ambasadzie Rosyjskiej

    Niektorych ośmiorniczki zgorszyły? Zobaczycie ile ten cyrk będzie nas kosztował!

  124. @@Oboje narzęszczeni:

    Krzywy narzęst skrzeczy w krzach
    wyszydzony. W szelest wsusza
    jego dusza z szynku Szynszylinkę.
    Narzęszczona narzeczona
    Z szynku na szlak wyproszona
    rzęzi: Szapo sza, szalona. Kona.

  125. @karo131, z godz. 23:00
    Też sobie ze Stasieku,Tejotem i Tanaką zadajemy podobne do Twoich pytania. Musi co w Polsce splatają się interesy wszystkich liczących się służb. Od rosyjskich, przez izraelskie, po amerykańskie. I one, te służby, splątane są tajemnymi nićmi tajemnych powiązań. Mimo, że to groteskowo brzmi, groteską to nie jest. W normalnym kraju Macierewicz z Kaczyńskim już dawno byliby osądzeni i skazani. Ale jesteśmy w Polsce. Czyli nigdzie, jak napisał w „Królu Ubu” Jarry.

  126. Na marginesie,
    Chyba żartujesz? Przecież ślub kościelny jest jednocześnie ślubem cywilnym? Nie wiem, pytam, bo ja mam dwa śluby. Jak więc unieważnienie ślubu kościelnego może nieskutkować prawem do alimentów? Czyżby potrzebny był dodatkowy pozew cywilny? Naprawdę tak jest czy tylko strzelił(a/e)ś?

  127. @@@@ – już nie wiem, kto i dlaczego

    Narzęszczona (szepleni):
    Narzęst w krzach się wykrzywia szpotawo
    Szwarnych ćcin poszepszony szurszawką
    Puszczyk chrząszcza przyszpilił niemrawo
    I zachrzęścił po puszczy czczą czkawką

  128. @Płynna Rzeczywistość 25 listopada o godz. 23:21

    Jeśli ślub kościelny jest jednocześnie ślubem cywilnym albo są dwa śluby, to potomstwo zabezpiecza oczywiście państwo, z racji ślubu cywilnego. Ale z punktu widzenia prawa kanonicznego ten anulowany ślub kościelny NAPRAWDĘ jest niebyły. Ze wszystkimi konsekwencjami nigdy niezaistnienia. O ile wiem.

  129. @lonefather 25 listopada o godz. 22:48

    Ten artykuł jest tylko dla subskrybentów, więc zobaczyłam tylko kilka pierwszych wierszy.
    Naprawdę tak się skompromitował Zysk? Ten sam Zysk, co wydaje Cejrowskiego?

  130. @Namargineska

    Czcił nabożnym ją czczeniem,
    Nie czniał, szczycił marzeniem,
    Szuwarkowi się wszyć dał pod ksiuty.
    W szczycie szwisął i… zwisnął.
    Sczeznął szarm i czar prysnął,
    Szpilą w szparkę przecisnął
    Się. Absztyfikant wyszczuty.

  131. Dla nie majacych subskrypcji…

    Wicedyrektor IK Krzysztof Koehler i wydawca Andrzej Zysk amatorskimi wystąpieniami działają na szkodę polskich wydawców i agentów, a przez to również autorów – pisze doświadczona agentka literacka Magdalena Dębowska i rezygnuje z udziału w Targach Książki w Londynie. Polska w 2017 r. będzie ich gościem honorowym.
    Poszło o spotkanie w ramach programu „Market Focus”, które odbyło się 17 listopada w British Council w Londynie. „Market Focus” to program Targów Książki w Londynie (The London Book Fair), jednej z największych imprez tego typu na świecie, który przybliża literaturę danego kraju. W tym roku bohaterem targów był Meksyk, w przyszłym będzie właśnie Polska.

    Na program składają się rozmaite wydarzenia mające sprawić, że przedstawiciele branży z innych państw spojrzą na polski rynek – na którym rokrocznie ukazują się 32480 tytuły – łakomym okiem. Pierwsze wydarzenia w ramach tego programu miały miejsce już na zakończenie tegorocznych targów w kwietniu.

    W spotkaniu „Poland Market Focus: Rights Forum” przygotowującym grunt pod targi zaplanowane na 14-16 marca 2017 r. w londyńskiej hali Olympia wzięli udział Krzysztof Koehler, wicedyrektor Instytutu Książki (tytułowany „Professor” – jest doktorem habilitowanym), oraz wydawca Andrzej Zysk (były pracodawca nowego dyrektora Instytutu Książki Dariusza Jaworskiego) i Sonia Draga.

    Zawieszenie materiałów z „Market Focus Forum” na stronie Targów Książki w Londynie wywołało burzę w mediach społecznościowych. Część środowiska literackiego, wydawniczego i księgarskiego jest zażenowana, rozbawiona i/lub oburzona planszami dokumentującymi wystąpienia Koehlera i Zyska.

    Najgłośniejszym echem odbił się list do dyrektora IK napisany przez Magdalenę Dębowską, agentkę literacką (a także wspólniczkę w wydawnictwie Karakter). Przytaczamy go w całości za zgodą autorki.

    „Szanowny Panie,

    Jestem agentką literacką, od ośmiu lat prowadzę własną agencję, a sprzedażą praw zajmuję się od lat piętnastu. Regularnie uczestniczę w polskim stoisku podczas targów we Frankfurcie oraz Londynie, w zakresie mojej pracy agencyjnej od lat współpracuję z Instytutem Książki, którego pracownicy, merytorycznie świetnie przygotowani, zawsze działali profesjonalnie. Jestem jedną z nielicznych osób, które konsekwentnie, od wielu lat i z dużym zaangażowaniem poszukują zagranicznych wydawców dla polskich autorów.

    Jestem wzburzona prezentacją Andrzeja Zyska podczas Market Focus Forum 17 listopada w Londynie, która dostępna jest na stronie internetowej targów londyńskich (w samym forum nie uczestniczyłam, tak jak większość zajmujących się sprzedażą praw osób z Polski, które nie otrzymały informacji ani tym bardziej zaproszenia na to wydarzenie).

    Jest ona – poza oczywistymi niedociągnięciami formalnymi – rażąco nieprofesjonalna merytorycznie. Polski rynek nie jest nowym głównym rynkiem ani ze znakiem zapytania, ani z kropką. Jest rynkiem jak każdy inny, a podmioty tego rynku od lat uczestniczą w międzynarodowym obiegu wydawniczym. Prezentacja nie daje żadnych danych na temat polskiego rynku, nie odpowiada na pytanie, które sam prelegent stawia na początku (‚How to buy from Poland?’).

    Zaprezentowane na trzecim slajdzie zestawienie agencji sprzedających rzekomo polskie prawa można znaleźć na stronie Instytutu Książki, a ponadto z wymienionych firm większość nie zajmuje się aktywną sprzedażą praw za granicę! Działają albo na linii autor-polski wydawca, albo organizują autorom spotkania autorskie w Polsce, albo reprezentują zagranicznych wydawców i agentów w Polsce, działalność w drugim kierunku traktując jako dodatek.

    Wymienienie wydawców bez komentarza (z błędami w nazwach!), bez kontekstu, jest bezcelowe. Natomiast ostatnia część prezentacji – 3 punkty odpowiadające na skądinąd mało zrozumiałe i dość dramatycznie sformułowane pytanie: ‚But why?’ – to po prostu kompromitacja. Po co żonglować zestawem nazwisk wszystkim znanych autorów, z których czterech reprezentują agencje zagraniczne, a nie polskie (sic!), i którzy w dodatku WSZYSCY są z sukcesem wydawani za granicą, w tym w Wielkiej Brytanii? Dlaczego Polska nazwana jest krajem egzotycznym (nie bardzo, ale jednak)? Co ma do tego imigracja – domyślam się, że chodzi o Polaków w UK.

    W głowie mi się nie mieści, że – mogąc skorzystać z doświadczenia i wiedzy profesjonalistów działających na rynku od lat – na kluczową prezentację zaprasza się osobę, która nie potrafi wznieść się ponad banały i wklejenie tabelki z adresami. To zaprzepaszczanie wieloletniej pracy, podkopywanie zaufania, na które z trudem pracujemy od lat – my, agenci i szefowie działów praw polskich wydawnictw, a przede wszystkim pracownicy merytoryczni Instytutu Książki.

    Obecność Polski w Londynie w 2017 roku – rola tzw. gościa honorowego – to efekt wieloletniej pracy bardzo wielu osób. Dzięki staraniom ekipy Instytutu Książki, dzięki żmudnej pracy agentów i rights managerów, wydawcy zagraniczni coraz chętniej wydają polską literaturę, interesują się trendami na polskim rynku, inicjują współpracę. I w takim momencie, kiedy zbudowaliśmy rozległą siatkę kontaktów z wydawcami zagranicznymi, kiedy polska literatura jest zauważana za granicą, kiedy ruch w obrocie licencjami jest tak duży jak nigdy wcześniej – odbywa się takie wystąpienie, które zaprzecza wszystkiemu, co zostało wypracowane. To działanie na szkodę polskich wydawców i agentów, a przez to również autorów.

    Nie mniej bulwersujące jest wystąpienie wicedyrektora Instytutu Książki, Krzysztofa Koehlera, który, jak się wydaje, kompletnie nie rozumie, jak działa proces sprzedaży praw oraz jakimi pobudkami kierują się wydawcy zagraniczni. Twierdzenie, że wydawcy angielscy coś muszą (tu: lepiej zrozumieć swoich sąsiadów), jest zwykłym nietaktem, kuszenie dotacjami jest niegrzeczne, a twierdzenie, że wydawanie polskiej literatury jest zyskowne, to po prostu ignorancja. A już odwoływanie się do moralnego obowiązku jest jednym wielkim nieporozumieniem.

    Doprawdy, nawet nie wiem, od czego zacząć wyjaśnianie, co w tej prezentacji jest nie w porządku – jest z gruntu nieuczciwa i kompletnie mija się z tematem – świadczy o głębokim niezrozumieniu tematu przez autora, a jedynym jej efektem będzie niechęć – tak zaprezentowaną literaturą żaden wydawca się nie zainteresuje [w wystąpieniu są także błędy w nazwiskach pisarzy, np. Miłoszewicz zamiast Miłoszewskiego].

    Mówiąc krótko – Instytut Książki wystąpieniami panów Zyska oraz Koehlera kompromituje Polskę, polskich wydawców oraz całą branżę. I nawet profesjonalne i porządnie przygotowane wystąpienia pani Antonii Lloyd-Jones oraz pani Soni Dragi tego wrażenia nie zatrą.

    Nie zgadzam się na takie działania, szkodliwe dla polskich autorów, wydawców i agentów. Jako agentka nie mam zamiaru firmować swoim nazwiskiem tego typu działań Instytutu Książki, który ignoruje nas – fachowców. Dlatego niniejszym rezygnuję z udziału w stoisku polskim podczas targów w Londynie w 2017 roku, nie będę też wykupywać miejsca na polskim stoisku na żadnych innych targach. Z wydawcami zagranicznymi spotkam się poza stoiskiem i porozmawiam z nimi o dobrej literaturze – nie moralnej czy egzotycznej – ale po prostu o świetnych książkach, które reprezentuję.

    Bez wsparcia Instytutu Książki, funkcjonującego bądź co bądź z podatków wszystkich obywateli, sprzedaż praw będzie trudniejsza, ale i tak sobie poradzę, bez firmowania tej amatorszczyzny. Mam nadzieję, że obecne władze Instytutu Książki opamiętają się, zanim zniszczą cały wspaniały dorobek tej instytucji i jego renomę na świecie.

    Z poważaniem,

    Magdalena Dębowska”

    ps. Moja wina. Moja wina… ze skopiowalem i udostepnilem nie majacym subskrypcji. Ale wala mnie subskrypcyjne prawa, gdy sie o kraj i jego przyszlosc rozchodzi. Wiec wal sie Agoro, ze swoimi prawami i jak chcesz to mnie pozywaj do sadu. Dane udostepni Pan Jacek Kowalczyk, w razie potrzeby.

  132. Pomylilem sie.

    Wcale nie „wala” mnie prawa subskrycyjne. Przestrzegam ich, jak powinien kazdy przestrzegajacy prawa OBYWATEL.

    Daltego prosze Agora S.A. o skierowanie do mojej skrzynki mailowej na Gazeta.pl nickname >have2b3< ugodowej propozycji zalatwienia sprawy, z uwzglednieniem intencji jakie mna kierowaly, gdy rzeczony tekst opublikowalem bez uzyskania stosownej zgody wlasciciela.

    Z powazaniem
    lonefather

  133. @Na marginesie, 25 listopada o godz. 23:43
    Szef wydawnictwa „Zysk i spółka” nazywa się Tadeusz Zysk, a wydawnictwo wydaje autorów związanych z dobrą zmianą, między innymi Cenckiewicza i Wildsteina. Krzysztof Koehler, z-ca dyrektora Instytutu Książki, jest jednocześnie dyrektorem kanału TVP Kultura i wykładowcą Akademii Ignatianum w Krakowie (ot, takie fuchy na boku). Też z bandy dobrej zmiany się wywodzi. Przedtem był redaktorem we Frondzie. Wklejam linka do nielimitowanego artykułu opisującego londyński skandal:
    ‚https://oko.press/instytut-ksiazki-kompromituje-sie-londynie-bledy-nazwiskach-brak-taktu/

  134. Lonefather

    Nie będę dociekał polityki GW i Agory. Ne sądzę jednak, żeby chcieli kruszyć kopie o udostępnienie tekstu. Zysk (nomen omen?) byłby chyba niewielki. Ale mogę się mylić.

  135. PS.
    Poza tym w artykule pominięto jakże ważny fakt. Koehler w papierach tytułowany był Director professor

  136. @anumlik 25 listopada o godz. 23:52

    Śliczny turpizm – ale jak dla mnie zbyt depresyjny.
    A ja w kontrze – Przybory nie przebiję 🙂

    „https://www.youtube.com/watch?v=dEu8B6hjpyU

  137. Dzięki – lonefather za wklejony artykuł, a anumlik za link do innego.
    Na razie tylko przejrzałam pobieżnie, ale wygląda to na rzeczywiście większy skandal.

  138. paradox57
    26 listopada o godz. 0:21

    Nie wiem na ile to udostepnienie zostanie wycenione i ile moze sostac doliczone za zlamanie prawa wlascicielskiego. Ale ile to bedzie, to po negocjacjach zaplace.

    Zlamalem prawo i tyle. Wiec poczekajmy i zobaczymy co sie stanie.

  139. Qruca bomba!

    Jestem przestepca i ze tak powiem „dobrze mi z tym”! Bo wiem, ze nie zrobilem niczego zdroznego, a mimo to jestem przestepca, bo zlamalem prawo.

  140. @Na marginesie
    Przyborę mało kto przebije, ale Irena Kwiatkowska słuchana ze zdartej płyty to foux pas. Wklejam oryginał:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=lKXg8bxSDYU

  141. „Chlopaki i dziewczyny” z Agory maja teraz zagwozdke jak z tym „fantem” postapic….

    Mam propozycje:

    1) Oszacujcie ilosc mozliwych „udostepnien”
    2) Pomnozcie ja przez cene jednorazowego udostepnienia
    3) Rachunek przyslijcie na moj adres

    Z powazaniem
    lonefather

  142. @Lonek, czyś Ty się szaleju objadł. Udostępniłeś w celach marketingowych, a nie komercyjnych. To jedno. A na przyszłość – udostępnij najpierw na facebooku, a gdy tam się ukaże w całości – przeklej facebookowe udostępnienie. Konto na FB warto mieć.

    Pozdrówka

  143. Ewa-Joanna
    24 listopada o godz. 9:58
    Mówisz Orteq, że z Niezabitowską na roku byłeś?
    Na którym? Bo i z Ziemkiewiczem byłeś…

    Nie bylem na zadnym roku z Ziemkiewiczem. On jest szczyl wiekowy, w porownaniu ze mna.

    Natomiast bylem na roku z Michalkiewiczem. Stanislawem. Nawet zesmy razem mieszkali, krotko, w jednym
    pokoju w akademiku na Jelonkach

    O studiach podyplomowych mowa jest. To z racji tego mieszkania w jednym pokoju – co zaowocowalo dosyc wyrazna roznica pogladow nas dwoch – Michalkiewicz odwiedzil mnie na Bergamutach razy ze dwa. Wypilismy natenczas razem co trzeba. Znowu, po latach wypilismy. A i zakonsilismy tez. Roznice pogladow pozostaly. Co nikomu w niczym nie przeszkadzalo. On swoje, ja swoje. Jk za dawnych lat bywalo

    Ewo-Joanno! Wciaz jestem zbudowany Twoja przyjaznia mnie okazywana. Ja tiebia toze liubliu!

    Przyjaznia mnie okazywanana jestem zbudowany. Tylko za raczke i do karczmy ich. Jak dziecka.

  144. anumlik
    26 listopada o godz. 1:00

    Nie dziala. Znaczy sie nie dziala, jak nie masz subskrypcji.

    Albo cos z instrukcji zapodanej chrzanie, co tez jest mozliwe.

    A poza wszystkim, to @anumliku, to ja udostepnilem, znaczy sie wkleilem, bo uznalem za wazne spolecznie udostepnienie wiedzy i szlus.

    Zadne tam „marketingi”, czy insze „komercje” w mojej glowie nie goscily…

    Zrobilem, co zrobilem. Zaproponowalem co widac…

    Jak w pokerze. To jest nic innego, jak powiedzienie Agorze S.A. – SPRAWDZAM.

    I przyznam, ze jestem ciekawy, co uslysze.

  145. Gdybym nie byl przyjaznie usposobniony do otoczniea, to bym uzyl wyrazistego slowa suka. Poniewaz jednak jestem przyjaznie usposobiony, uzyje slowa innego. Hunwejbinstwo.

    Ciesze sie, ze wykidajlo blogowy nie zna pewnych terminow.

    Na koniec, pozdrawiam pomowego wredniowca. Nienawidzacego,nieznaszacego pod zadna postacia dzieci. Rozkoszniaczek taki on jest. To rozkoszniactwo to dopiero ma przyszlosc na tym blogu.

    Damy blogowe! Lubujcie sie w hejterze dzieckow. Tylko on wam naprostuje kregoslup.

    Nigdy przedtem nie bylem w towarzystwie az tak nawiedzonych swirow

  146. Orteq
    26 listopada o godz. 1:00

    Jak Ty mieszkales na Jelonkach, to my sa „krajanie”…

    Bo ja jestem na Jelonkach zameldowany od 16 Pazdziernika 1955 roku. Nawet moj rodziciel jest zameldowany dopiero od 27 Pazdziernika, niemal dwa tygodnie pozniej niz ja.

    A ten, tego Michalkiewicza, gdy byl asystentem, tez mialem okazje poznac i pozalowac, ze poznalem niemal w tym samym momencie, gdy poznalem. Poznawszy nie pilem. Trzeba sie szanowac i z byle kim nie pic.

  147. Orteq
    26 listopada o godz. 1:25

    Ty mnie od Hunwejbinow?

    Sie z rozumem rozstales ostatecznie?

    Ja Cie nie wyrzucam jak jakis durny wykidajlo (za przeproszeniem wykidajlow), tylko Cie do porzadku przywolalem.

    Pozdrowka

  148. loniu

    idz space. Jest nikla nadzieja, ze po przespaniu sie bedziesz troche madrzejsze pierdoly wyglaszal. Szczegolnie jako inicjator Inicjatywy Oliwskiej.

    Takich pierdol jak tzw. Inicjatywa Oliwska nigdy wczesniej nie slyszalem. No ale skoro Gospodarz to firmujom, to cus w tym musi byc.

    Zeby tylko infantyle nie zostaly dopuszczone do glosu

  149. @Orteq

    Osiedle nie „umarlo”, gdy Ty sie z niego wyprowadziles. Nie umarlo tez, gdy ja sie do Londka przprowadzilem… Jelonki nadal zyja.

    Specjalnie dla @Orteqa:

    „https://www.facebook.com/odkrywki/?hc_ref=SEARCH

    ps.Ortequ. Jak zdolasz, a wierze ze zdolasz, oddzielic osobiste odczucia, od tak zwanego „biznesu”, to zrozumiesz ze sie nalezalo. Gdybys „wszedl w moje buty”, zrzbilbys dokladnie to samo co ja zrobilem. Wiec sie juz nie dasaj, tylko zrozum, ze tu nikt nie jest niczyim wrogiem. Za to kazdy powinien byc wrogiem „wrazych” i innych szkodliwych zachowan.

  150. @anumlik 26 listopada o godz. 0:49

    Przykro mi, ale niedostępne in my country.
    Pozostaje mi tylko – zdarta płyta…
    Ach, zrozpaczenie!

  151. Ortequ

    Czy przed, czy po spaniu. Jak wyglaszam jakies pierdoly, to sa to te same pierdoly. Spanie ma jedynie taki zwiazek z pierdolami do wygloszenia, ze moga byc wygloszone ciut przedwczesnie, albo ciut za pozno…

    3-ym sie
    lonek
    ps….. idem spac, spokojny, ze Cie widze w dobrej formie.

  152. lonek,

    idz spac. Pieprzysz tak, ze wytrzymac trudno. Ja tez sie udaje tam skad nie bedzie wypowiedzi nikomu do niczego niepotrzebnych.

    Zeby jeszcze ten nasz Gospodarz zmondrzeli kapke. W tej swojej roli wykidajły

  153. Jelonki, idźcie na piwo!

    „https://www.youtube.com/watch?v=mpTcu_h1xuE

  154. Lewusku,

    dzienki za wypracowanie bergamuckie. Napracowales sie. Na dzien dzisiejszy, odpuskam polemike MERYTORYCZNA. Bo mi zalezy na tym, zebys pozostal w GLORII.

    Nigdy za duzo o Quebecu

  155. @ prospector 25.11, 10:41
    Byc moze sklonnosc do fanatyzmu religijnego czy tez z innych zrodel (Sprawa, Narod) mamy wpisana w genach. To moze byc sposob matki natury na przywracanie rownowagi miedzygatunkowej. Przemek Berg pisal niedawno w Polityce o pewnej prognozie na rok 2100. Ludnosc ma wtedy spasc do 1 mld. i potem zyc w zgodzie ze srodowiskiem. Co mialoby sie stac w miedzyczasie mozna sobie dopisac.

  156. kruk
    26 listopada o godz. 2:25

    Dopisac w/g jakiego scenariusza?

    Mam wlasne przemysllenia i wnioski, ale ciekawia nie szelkie inne.

  157. A ja wracam jak pijany do plota. Jesli w roku panskim 2015 (rzady PO) w Wielkiej Brytanii aresztowano powyzej 300 (TRZYSTU) szpiegow rosyjskich, a w Polsce bodajze szesciu.
    pisowi pomagal niewatpliwie swietny PR (pijar po polsku) rosyjski, skoro Putin szczyci sie takim poparciem. Czemu nie. Juz mnie dziwia rozbiory, zabory, okupacje. Walczyli, a nie mieli nawet Facebook’a. Serce mi sie sciska i bezbozna dusza.

  158. karo131

    rzucmy nieco swiatla w tOmacie popularnosci Putina

    ‚http://www.independent.co.uk/news/world/europe/eu-approves-resolution-to-fight-back-against-russian-propaganda-warfare-a7436036.html

    „Antyrosyjska rezolucja parlamentu UE budzi sprzeciw przede wszystkim w krajach UE”

    Ten Putin. Skad on taki mundry? Z tego ze taki bogaty? Czy tez moze z tego, ze prawiczek?

  159. Ateiści ante deportas, czyli prosto do raju, z instytutem książki na kolanach w tutce

    Wbrew licznym objawom poplątania społecznościowego inicjatyw ateistycznych, dobre naoliwienie mechanizmu bloga zaowocowało jakże dyskretną i kompetentną ofertą Lewego, ofertą destynacji ateizmu w tych ciężkich od krzyża pańskiego czasach dla ogółu przymusowych pasażerów tutki PL zmierzającej wprost w objęcia bieriozki.
    Mnie, jako niegdysiejszego, choć okazjonalnego mieszkańca Jelonek, od razu ta Kanada skojarzyła się z nisko przelatującymi samolotami, co ponad Jelonki startują z pobliskiego Okęcia, choćby i do Kanady.
    Mamy przecież na Okęciu, z perspektywą lotu nad Jelonkami, po 27 latach wolnej Polski, wspólnym społecznym czynem, warunki znacznie nowocześniejsze, niż ongi, w analogicznej sytuacji, dość obskurny dworzec Gdański.
    Choć zapowiedzi z megafonu dla odjeżdżających wygłaszane są z pozycji tych samych, co wtedy, kęp i moczarów i tym samym językiem (karmionym dziś ‚bubliczkami’ u sowy i przyjaciół?).
    Kanada i Quebec w szczególności, to dla ateistów też znacznie realniejsza destynacja wyrzutków z katopolokokty, niż zapomniany przez świat Madagaskar.
    Warto też zauważyć, że bezbożne paszporty w tę jedną stronę, na miarę naszych czasów i możliwości, wyszły z błogosławionej sumieniem fazy poczęcia w powijakach i postępują do etapu Pieluchy. Tyle, że dziś oszczędnościowo będą otulone w miękkich okładkach niebieskiej książeczki deportacyjnej, na Papieże umysłowo wyczerpanym.

    W tych okolicznościach, pozostaje ważna kwestia poruszona przez Lonka – co czytać w podróży do Kebeku, bo widok z góry porzucanego osiedla Przyjaźń, szczodrego daru tubylców Kałmucji dla umęczonego budową kultury pałacowej Narodu Polskiego, może okazać się niestrawny.

    Chcąc przygotować się do odlotu, już wcześniej zapoznałem odlotową -także dla cytowanej tu p. Magdaleny Dąbrowskiej- ofertą literacko-kulturową unarodowionego unią personalną Instytutu Zysku&Polski Ltd. dla otępiałego zgnilizną Zachodu.
    Można śmiało powiedzieć, że to oferta chojna jak krzaczaste chojaki mazowieckich pól i chaszczy i czytelna, jak perspektywa stepów Kałmucji na dnie ócz ministra Ochrany narodowej.
    Tak się składa, że Gekko ma co nieco zawodowo związku z komunikowaniem treści i form koncepcyjnych na forach międzynarodowych, co sprawia, że obejrzane przeze mnie slajdy Zysk i Koehlera, od strony profesjonalnej i z punktu widzenia pasażera cywilizacji, budzą wrażenie zderzenia odrzutowca z mongolską jurtą na pustym stepie prostactwa, pomieszanego z ignorancją i pychą zaprawioną arogancką bezczelnością chama.
    To, co pani Dąbrowska pisze o „ofercie”, jest -imho- wirtuozerią delikatności i elegancji w komentowaniu zepsutej, nieświeżej buły wysmażonej w pantalonach niemytej duszy zapyziałego zadupia.
    Toteż popieram Lonka najusilniej, aby każdy ateista szerzył te (i inne takie) treści, będące zapowiedzią i planem podróży tych, co w tutce katopolokokty pozostać zamierzają, odlot ku Kebekowi odwlekając.
    Ewentualne represje ze strony tej czy innej agory, będzie można użyć na immigration desku kebeka, jako argument azylu kulturowego.
    Nie mówiąc o tym, że represjonowani przez organy Michnika, z całą pewnością, gdyby na kebek się nie załapali, już wkrótce będą nad Wisłą mieli perspektywę uzyskania milionowych odszkodowań od sowy, jej mocodawców i przyjaciół.
    No więc, życząc wszystkim ateistom smacznego kebeku, polecam w drodze LL (lektury Lonka), choćby po to, aby zrozumieć jak ludność od dawna cywilizowana postrzega źródło, skąd przybywają na emigrację polokokcianie.

    PS
    Nie zdziwi mnie, jeśli pojawią się jakieś ‚listy ateistów’ komentujące stanowisko i morale kościoła w komentowanej sprawie instytutu&zysku na kebeku.
    Też byłbym ciekaw, co kaka a sprawa polska, bo chciałbym umocnić swój ateizm, a osobiście -się- nie wyznaję. 😉

  160. @stasieku, ( 25 listopada o godz. 12:45 )

    ….A może warto, na forach i w ‘pokornych mediach’, a także w wystąpieniach polityków, podkreślać ubóstwo chrześcijańskich cech u Kaczyńskiego Jarosława.
    Może trzeba pisać „listy otwarte” do biskupów, w których, jako uczciwi katolicy rzymscy, skarżymy się na bezbożność prezesa i jego otoczenia.
    Oczywiście w tekstach powinno się znaleźć wiele przykładów tej bezbożności.
    Przecież nie może być „fałszywego świadectwa” w listach otwartych…

    (25 listopada o godz. 15:01 )

    …Właśnie się kłócę z ‘Lewym’, który też mówi, że to nie da efektu, bo biskupi to tacy, a Kaczyński to taki.
    Panowie, nie tłumaczcie ‘stasiekowi’ efektów, bo najpierw trzeba spróbować.
    Najgorsze jest zaniechanie prób!
    Kaczyński 8 lat prowokował, robił krajan w konia i wygrał.
    Trzeba skoncentrować atak polityczny na szefie, szefów – tak myślę…

    ZA a nawet PRZECIW.

    PRZECIW
    Pisanie do biskupów, to pisanie na Berdyczów. Nie widziałem, nie słyszałem, poza jednym wyjątkiem, o biskupach, którzy zawracaliby sobie głowę „wiarą”. Tym wyjątkiem jest arcybiskup senior Alfons Nossol. Ale jego nie widać nie słychać, bo zajmuje się tym, w co wierzy.
    „https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfons_Nossol”
    Reszta rady nadzorczej korporacji KrK w Polsce robi to, co do niej należy. Pilnuje interesów firmy. Wchodzi w alianse dla nich korzystne. A potem bez cienia skrupułów porzuca sojuszników. Vide Wałęsa, Krzaklewski (kto go jeszcze pamięta?), LPR, etc..

    ZA
    Zgadzam się że Najgorsze jest zaniechanie prób! Tyle, że inaczej definiuję „próby”.
    • Widzę KrK w Polsce jako przeciwnika społeczeństwa otwartego, demokratycznego
    • Jesteśmy w stanie ostrej wojny cywilizacyjnej
    • Najgorszym błędem, jaki można popełnić jest niedocenianie przeciwnika
    • Żeby uzyskać przewagę nad przeciwnikiem trzeba go najpierw dobrze poznać
    • W starciu z przeciwnikiem trzeba szukać sprzymierzeńców
    • Jeżeli jest się mikroskopijną mniejszością, pozbawioną realnych wpływów, należy szukać sprzymierzeńców w obozie przeciwnika

    Zgadzam się z Krzysztofem Pieczyńskim, który pisze:
    W moim życiu KK nie zajmuje nawet jednego procenta czasu ani uwagi. Nie mam ochoty się nim zajmować. Jednak z powodu istniejącej sytuacji muszę to robić.

    „http://www.krzysztofpieczynski.com.pl/”

    Od siebie dodam, że ograniczanie się do odreagowywania negatywnych emocji, infantylna prześmiewczość nie wnoszą niczego twórczego, poza chwilową ulgą dla spuchniętej wątroby.
    Szukając sprzymierzeńców, warto poznać takich, którzy wychodzą poza bezmyślność ludowej pobożności. Którzy uczą myśleć. Być samodzielnym. Człowiek, który raz rozsmakuje się w myśleniu i zacznie być samodzielny raczej się już nie cofnie do poddaństwa wobec totalitarnej organizacji.
    Warto przytoczyć przykłady Obirka, Węcławskiego (teraz Polaka), Bartosia.
    Poważnym błędem jest malowanie sobie obrazu KrK w Polsce jedynie w oparciu o zachowania Hosera, Dziwisza, Rydzyka, Oko.
    W KrK jest też nurt antyklerykalny
    „http://lingruby.ovh/2012.10.25.Antyklerykalizm.mp3”
    Nagranie trwa blisko godzinę, ale warto posłuchać, co dominikanin Adam Szustak ma do powiedzenia na temat kapłaństwa powszechnego, roli „kapłana” w kościele. Ociera się to wyraźnie o protestantyzm. Taki etap zaliczył też, na początku lat 2000., Węcławski.
    Dla mnie zaniechaniem jest odmowa poznania i zrozumienia:
    • Odmowa poznania i zrozumienia potrzeb, jakie zaspakaja religia
    • Odmowa poznania i zrozumienia roli, jaką w życiu Polaków pełni KrK,
    • Odmowa poznania i nawiązywania kontaktów z potencjalnymi sprzymierzeńcami.

  161. @Orteq, z godz. 8:31
    Figur na figur, jak mawiał święty Igur (brydżowe – znane na Jelonkach):
    ‚https://www.wprost.pl/swiat/10032208/Rosyjski-polityk-grozi-NATO-bronia-nuklearna-Zostanie-wymierzona-w-obiekty-min-na-terytorium-Polski.html

  162. @mohikanin przedostatni, 9:41
    Zaraz po otwarciu bloga od tyłu, wpadłem na Twój adresowany do mnie post.
    Dziękuję za głos, jednak wydaje mi się, że nie zrozumiałaś przesłania.

    Tak jak nasze, tu na blogu, adresy często nie dotyczą adresata, a zawierają myśli skierowane do blogosfery, tak mój „pomysł” listów otwartych zakłada otwarcie zawartego tam przesłania.

    ‘mohikaninie’, mnie tak, jak Pieczyńskiemu (nb mojemu sąsiadowi, któremu na przejściu przez ulicę dziękowałem za odwagę), zwisają biskupi jak funt kitu. „Otwarcie” korespondencji, jak sama nazwa wskazuje, oznacza (…) – nie chce mi się tłumaczyć, wybacz lenistwo poranne.

    Weź sprawę „rosyjskiego łącznika” i jakiegoś dziwnego milczenia większości mediów w tej sprawie.
    PP Piątek, Żakowski – to za mało!
    W takiej sytuacji, jakaś organizacja pozarządowa powinna napisać „list otwarty” i zadać pytanie, na które – tak myślę – odpowiedzi nie będzie, albo będzie bleble, jak ostatnio bleblał rzecznik MON.

    Czy my piszemy na Berdyczów?
    A te pisowskie trolle zalewające Internet w 2015 roku? Czy myślisz, że Internet nie załatwił ca 5% poparcia prezesowi i Kukizowi?

    Pozdrawiam w słoneczny, już prawie zimowy poranek i idę czytać dalej.

  163. Gekko
    26 listopada o godz. 8:53
    Bądź troszku wyrozumiały dla Koelera. W porownaniu z innymi polskojezycznymi(wyłącznie)Polakami z pisowskiego siewu, on chodził na kursy języka angielskiego, a ze nie doszedł do bardziej skomplikowanych struktur gramatycznych, jakichś past perfect continuous, czy innych zaprzeszłych i zaprzyszłych, to on jeszcze do nich dojdzie na level advanced. Ale musisz przyznac, ze jest to spryciarz, skoro obiecuje Angolom Zysk&Profit jak się zajmą zainteresowaniem polskiego sąsiada (To ostatnie przetłumaczyłem z poprawnej angielszczyzny Koelera)

  164. anumliku, też w Śródmieściu i na Mokotowie!
    Kiedy byłem studentem, zarabiałem brydżem (często) i pokerem (rzadko, bo rekiny miały więcej kasy).
    Ściskam

  165. anumliku,

    Figur na Figur to inna wersja trzecia renka placze a bije.

    To zupelnie jak z nami bylo. Moja renka plakala a ilustrowala prezesa publicznej instytucji takim zdjeciem jakie wyskoczylo na googlu. Pan prezes za biurkiem w swoim gabinecie. Czyz moze byc lepsza ilustracja?

    Przypominam. Zdjecie zostalo ogolocone z jakichkolwiek tekstow. Jesli ktos tekstow chcial to musial poszperac. Ja do szperania nikogo nie zachecalem. Bom ja nie jest wredny z natury. Jak niektorzy inni

  166. @stasieku, (26 listopada o godz. 10:00)

    Dziękuję za głos, jednak wydaje mi się, że nie zrozumiałaś przesłania.

    Uważam, że zrozumiałem 🙂
    Przeczytałem raz jeszcze wczorajsze Twoje wpisy i ten dzisiejszy skierowany do mnie. I niczego bym nie zmienił w poscie z 9:41

    No, może zamieścił bym informację dla tropicieli „religianckich dywersantów”, że link do Szustaka pokazuje sposób, w jaki można wspierać emancypację „owiec”. Zgodnie z zasadą „kto mieczem wojuje …”

    Podobieństwo sprawy „rosyjskiego łącznika” do emancypacji,leczenia umysłów uzależnionych, zmanipulowanych, wypranych jest efektowne, ale pozorne. Mamy do czynienia z różną materią.

  167. A as bierze raz, Panowie! No, chyba, że się atutowa blotka wytrzynaści 😉

  168. @stasieku, (26 listopada o godz. 10:00)

    jakaś organizacja pozarządowa powinna napisać „list otwarty” i zadać pytanie,

    Weźmy się i ZRÓBCIE ?!

  169. mohikaninie!

    Czys ty tez z Je-lonek?

    Zwracam uwage na fakt, ze przyznawanie sie do Jelonkowej akademickosci to przyznawanie sie do alzeimerstwa. Kalendarz nasz doganial. Az dogonil.

    Jedno z Jelonek pamietam. Zimna wode w kranach. Zupelnie jak na obozach wojskowych

  170. A wracajac do Puti Puti

    Trynd, swiatowy dodajmy, zmierzajacy do rzadow autorytarnych, zapoczatkowal Putin. Bylo to w wieczor Sylwestrowy 1999. Wiek XXI rozpoczal sie marszem ku swietlanej przeszlosci pn. ZAMORDYZM.

    To co sie dzieje 16 lat pozniej, czyli obecnie, to logiczna konsekwencja wahadla posuwajacego sie w druga strone. Po dosyc dlugim okresie romansowania z lewicowoscia roznej masci, to biedne wahadlo MUSIALO zaczac swoj kurs w druga strone. Czy nasze marsze protestacyjne potrafia zatrzymac nieuchronnosc posuwania sie w strone ktora budzi, w normalnym czlowieku, wstret? Podejrzewam wlasna sceptycznosc w tej materii

  171. Ortequ

    Juz przestan marudzic, prosze.

    Zimna woda to nie jest jedyne co z Jelonek pamietasz. I doslownie kazdy, kto sie choc otarl o Jelonki, w oczy Ci to powie.

    I jesli sam tego wciaz nie dostrzegasz, to ja Ciebie nie „wywalalem”, tylko powstrzymalem przed zrobieniem tego, ze co zostalbys wywalony. Mowiac wprost, to powstrzymujac Ciebie, uartowalem przed wywaleniem. Tyle w temacie.

    A Ty wciaz wracasz do tego?

    Jeszcze raz. Ostatni.

    Prosze Ciebie grzecznie, ale stanowczo. Przestan drazyc temat. Przestan wracac do niego i go maglowac. Postapisz jak uwazasz.

  172. @Orteq, (26 listopada o godz. 10:46)

    mohikaninie!

    Czys ty tez z Je-lonek?

    Niestety nie, Ortegu! Nigdy nie zaznałem uroków życia w akademiku. Choć miałem tam kumpli.
    W brydża grywam regularnie. Między innymi w ramach obrony przed tych cholernym niemieckim doktorem na A 😉

  173. Choc juz sie wydawal niesmiertelny, to dzis w nocy o 22:29 zmarl El Comendante.

    Milosnik kobiet i wielbiciel zycia, jak go wspominaja…

  174. Wahadlo swiatowej cyklicznosci dziejow jest nie do zatrzymania. Autorytaryzmu, popartego nadchodzacym zamordyzmem Donalda Fryzury, nikt nie jest w stanie zatrzymac. LUD POPIERA ZAMORDYZM. Tak methinks.

    My, Polacy, mamy jednakze szanse. Zadnej innej nacji nie przyslugujacej. Nasza szansa jest w PREZESIE. Nie w prezesie anumliku, bron nas panie ateistyczny. Nasza szansa jest w w panu prezesie JEDYNOWLADCY.

    Takiej infantylności jak ta z kradziezy ksiezyca wynikajaca nawet anumlik i lonek nie portafia wygenerowac

  175. lonefather
    26 listopada o godz. 0:08
    Wyłapałem trzy fragmenty:

    1) W omówieniu wystąpienia wicedyrektora Instytutu Książki:
    „Twierdzenie, że wydawcy angielscy coś muszą (tu: lepiej zrozumieć swoich sąsiadów), jest zwykłym nietaktem, kuszenie dotacjami jest niegrzeczne, a twierdzenie, że wydawanie polskiej literatury jest zyskowne, to po prostu ignorancja. A już odwoływanie się do moralnego obowiązku jest jednym wielkim nieporozumieniem.”

    2) W omówieniu prezentacji Andrzeja Zyska:
    „Dlaczego Polska nazwana jest krajem egzotycznym

    Mój komentarz
    Ad (1) Wytykanie wydawcom angielskim, że muszą coś zrozumieć jest analogiczne do frazesów Prezesa i Waszczykowskiego o niezrozumieniu naprawczych działań PiSu względem TK przez niedoinformowanych i niewykształconych polityków unijnych. Odzwierciedlające stosunek PiSowskich światowców do Zachodu. Ten sam styl, ta sama groteskowa pycha, te sama nieudolność w formułowaniu swojego stanowiska, w prezentowaniu swoich racji. Apelacja o wykazanie się moralnym obowiązkiem ukazuje ubóstwo przemyśleń i zaściankowy konserwatyzm w postrzeganiu świata

    Ad (2) Kokietowanie egzotycznością Polski wydawców w takim wystąpieniu, to kompleks niższości, prowincjonalizmu, gorszości kulturalnej – przybywajcie, bierzcie naszą literaturę, czytajcie, zobaczycie, jak u nas jet oryginalnie, egzotycznie, kolorowo. Ładnie, prawda?

    Przedstawiciele dobrej zmiany oddelegowani na odcinek kultury i wysłani do Londynu, by instruować tamtejszych handlarzy książkami, są identycznie uformowanymi karierowiczami i patafianami, jak mianowany na odcinek hodowlany dyrektor stadniny koni arabskich.
    Stosownie do wymaganej w PiSie postawy dzielą świat na my i oni. Obaj niedoświadczeni, prostactwem promieniujący, nachalni i mało co rozumiejący.
    Pzdr, TJ

  176. W 1936 roku w sali Zgromadzenia Narodowego zawisł krucyfiks…

    „try to toy with Quebeckers’ selectively chosen Catholic traditions and you risk losing an arm. André Boisclair, the former Parti Québécois leader, almost lost his when he suggested, in 2007, that the time had come to remove the crucifix from the National Assembly. When the Bouchard-Taylor commission on the so-called reasonable accommodation of religious and ethnic minorities made the same recommendation last year, Premier Jean Charest didn’t even wait until the ink was dry to reject it. He knew instinctively what Quebeckers wanted.”

    2013 – petycję
    „La place du crucifix de l’Assemblée nationale est dans un musée.”
    podpisało 1635 osób.

    Krucyfiks wisi sobie dalej

    http://2.bp.blogspot.com/-tEL9gYoeF7g/UjoKUOee4BI/AAAAAAAAUpg/Hf6AW8p4IpQ/s1600/tmp.png

  177. lonek,

    Tys jest dzidzius, prawda?

    Wienc ja ci dzienkujem za uratowanie mnie.

    O ty, Oliwska Inicjatywo
    kto ciem odkrywo
    musi patrzec krzywo
    na swiat.
    Z pierdolami bendonc za pan brat.

    PS. Z utensknieniem wielkim oczekujem na wejscie WREDNEGO. Tego co to dzieckow nie znosi. Pod zadnom postaciom

  178. @tejot
    26 listopada o godz. 11:53

    Kokietować egzotycznością Polski może gość, dla którego czytanie literatury w ogóle, a polskiej w szczególe jest zjawiskiem egzotycznym samo w sobie.
    A jak sobie wyobrazi cudzoziemca zainteresowanego czymś takim… 🙄

  179. @Orteq

    Strzeż się pociągu 😎 😉

  180. Kiedys na tym blogu pisalo sporo roznych wesolkow. Dzis ich jakos nie widno. Choc wykidajlo chyba nie mial nic z tym wspolnego. Bezposrednio ujmujac sprawe. Posrednio ujmujac, mogl cos miec. I dunno

  181. Strzegem jak mogem, Tobciu. Sciskajac oba konce zwieraczami

  182. @anumlik
    Zatkawszy nos, zajrzałem ‘obok’, a tam widzę pod nowym wpisem.

    MR (to ten niby Włoch) ‘schowany’ przez admin., ale nie słabnie kłamczuszek, liczy na czytelników zalogowanych, siedzi godzinami przy kompie i pracuje na dobrą zmianę w blogosferze.

    Ma, przynajmniej jednego, ‘normalnego’, ale oddanego wyjaśnianiu sprawy smoleńskiej, który nawey po 6 latach niektórym wyjaśnia fakty nt katastrofy.
    Kiedy chce podtrzymać dyskurs, próbuje unieść się nad nieświeżym tematem i zamieszscza post rymowany.
    Oto próbka poezji, którą skopiowałem dla Ciebie, ‘anumliku’.
    (Edycja ‘stasieku’, wybacz ‘tejocie’, że nie pytam o zgodę, ale Ty to nie Agora)

    Za chwilę może być
    – brzoza w Sopocie,
    Jarosław w kłopocie,
    Putin katem,
    Donald kamratem,
    gacie na płocie
    i po robocie.

    łolaboga…

  183. mohikanin przedostatni
    26 listopada o godz. 9:41

    „Dla mnie zaniechaniem jest odmowa poznania i zrozumienia:
    • Odmowa poznania i zrozumienia potrzeb, jakie zaspakaja religia
    • Odmowa poznania i zrozumienia roli, jaką w życiu Polaków pełni KrK,
    • Odmowa poznania i nawiązywania kontaktów z potencjalnymi sprzymierzeńcami”.

    Przepraszam, przedostatni (za długi nik), kto to tak odmawia poznania i zrozumienia? Bo bez nazwania sprawcy rozmowa ogólnikami jest o niczym. A gdybyś miał na myśli takich jak ja ateistów, to melduję, że jestem z rodziny katolickiej, byłem w dzieciństwie ministrantem i nigdy się z bardzo bogobojna mamą o religię nie kłóciłem. Świetnie rozumiałem, że musi czytać ze swej świętej książeczki i ją całować, choć zna ją na pamięć i widzi się z nią parę razy na dzień. Słowem, rozumiałem wszystko, co można w tej materii rozumieć, a zwłaszcza to, że niewiele tam jest do rozumienia.

    Kiedy mówisz o potrzebach, jakie zaspokaja religia, masz na myśli potrzeby WYWOŁANE przez religię i przez nią zaspokajane, czy potrzeby przypisywane przez odjechanych myślicieli naturze człowiekowatych małp?

    Nie wiem, kto odmawia poznania i rozumienia roli Kościoła, bo lud pracujący miast i wsi świetnie tę rolę, zwłaszcza w prywatnych gadkach, rozumie i umie oddzielać domniemane sacrum od kościelnej prozy. Natomiast z samego postawienia sprawy przez Ciebie widzę, że to Ty nie bardzo rozumiesz, że lud rozumie. Chyba że Ci chodzi o…właściwie nie wiem, o co Ci chodzi. Nawiasem: niepotrzebnie – a jest to religiancki zwyczaj – wprowadzasz patos do przymiotników, pisząc: „KrK”. To skrót od „Kościół rzymskokatolicki”.

    I kto to tak odmawia „poznania i nawiązywania kontaktów z potencjalnymi sprzymierzeńcami”? Pewnie pracowałem trochę inaczej niż Ty, bo prawie wyłącznie z tymi „sprzymierzeńcami”, czyli z, jak się to mówi, wierzącymi. Nie byłoby to możliwe bez „poznania i nawiązywania kontaktów”. Ale Ci z dużego doświadczenia powiem, że poznanie i kontakty nie dotyczyły takich spraw prywatnych, do jakich należy np. religia bądź relacje z żoną, z innymi kobietami. Nie było żadnych sytuacji, w których mielibyśmy potrzebę nawiązywania kontaktów na tym gruncie, choć koledzy wiedzieli, że jestem ateistą, bo kiedyś z jakiegoś powodu bąknąłem. A trumnę naszego kolegi przejechanego w lesie przez ciągnik nieśliśmy w asyście księdza i tłumu odprowadzających z pieśnią „Dobry Jezu, a nasz Panie” dwa kilometry na zmianę – i oni wierzący, i ja ateista.

  184. lonek – 11:04

    loniu! Tera z kolei ja wszedlem w faze oczekiwania na przeprosiny. Za oskarzenie mnie przez ciebie o obrazenie rymujacego wesolka. Intencjonalne niby obrazenie to mialo byc. A NIE BYLO

    Przypominam, ze czasy przepraszania za nic minely bezpowrotnie. Wiec ja zadnych przeprosin tez nie oczekuje

    Za ewentulna wymiotnosc kogokolwiek jednakze z gory oraz szczerze przepraszam

  185. roso, z poprzedniego wpisu.

    Masz racje. Mojsze tez ja ma. Oraz Icek. Wraz z zona rabina. My wszyscy mamy racje. Ze ta nasza racja nic nikomu nie daje? W tym tez jakas racja musi byc.

    Na dzien dzisiejszy, zaglosujmy, ze Puti Puti oraz Fryzura maja racje. Bedzie to dosyc bezpieczny glos.Glosowanie na Leszka Millera to strata czasu

  186. @Orteq
    26 listopada o godz. 12:38

    Odruchy wymiotne ma tu na razie tylko jeden „oliwczyk”(?) zazdroszczący swojemu „mrocznemu obiektowi pożądania” dobrej pamięci

    „jak sie pomysli, czym TA wlasnie „pamiec” jest napedzana, to sie chce tylko pozygac… doslownie pozygacl.”

    (pisownia oryginalna, żeby nie było, że manipuluję)

  187. Anumlik

    Wybacz mi. Jednak się nie da.

  188. Orteq
    26 listopada o godz. 12:38

    WSZYSCY oczekiwalismy i oczekujemy, zaprzestania walkowania tematu tozsamosci…

    Przeprosiny juz nieoczekiwnane przez @anumlika, sie z tym wlasnie wiazaly.

    I wiecej juz tego tematu nie poruszaj.

    Prosze !

  189. @paradox
    Wola boża i skrzypce 🙁

  190. Pod koniec października dr Leszek Wroński, filozof z Uniwersytetu Jagiellońskiego, napisał petycję przeciwko udziałowi Rafała A. Ziemkiewicza w Targach Książki. Ostatecznie publicysta wziął udział w imprezie, podczas której przeciwko jego obecności protestowała grupa osób.

    Ziemkiewicz w liście do rektora UJ prof. Wojciecha Nowaka poskarżył się na działanie dr. Wrońskiego i poprosił władze uczelni o jego „należyte pouczenie” i „przykładne ukaranie”. Rektor w piśmie do publicysty napisał, że „w pełni rozumie jego oburzenie, co do treści wypowiedzi oraz działań dr. Leszka Wrońskiego”. I zapewnił prawicowego publicystę, że osobiste przekonania dr. Wrońskiego nie są prezentowane na odbywających się w uczelni zajęciach dydaktycznych. Rektor także „sprawę skierował do rzecznika dyscyplinarnego ds. nauczycieli akademickich z prośbą o wydanie opinii, czy doszło do naruszenia obowiązujących przepisów prawnych, uzasadniających zastosowanie trybu postępowania dyscyplinarnego”.

    Według rektora taka reakcja to po prostu odpowiedź z zachowaniem powszechnie przyjętych form kurtuazji 😎

    Koledzy z UJ solidaryzujący się z Wrońskim piszą autodonosy do rektora

    „Nie wiem, jakie przekonania na swoich zajęciach prezentuje dr Wroński, ale oświadczam, że ja na prowadzonych przez siebie na Uniwersytecie Jagiellońskim zajęciach dydaktycznych jawnie i wprost prezentuję studentkom i studentom swoje przekonania w kwestii będącej przedmiotem kontrowersji, zbieżne z publicznie wyrażonymi przekonaniami dr. Wrońskiego” – napisał w liście do rektora UJ dr Tomasz Żuradzki, filozof z UJ.

  191. @lonefather
    Lonek, też zaprzestań. Mnie na ukrywaniu tożsamości nie zależy, gdym chciał ją ukryć – ukryłbym. A tak na marginesie mego szefowania PKiN. Ukazał się właśnie artykuł Iwony Szpali ukazujący skalę niekompetencji i próby „kręcenia lodów” przez kolejne dwie ekipy zarządzające Pałacem po moim odejściu na emeryturę. Napisać – za moich czasów do tego by nie doszło, to za mało. Ja natychmiast, po pierwszym sygnale o korupcyjnej propozycji, złożyłbym doniesienie do prokuratury zawiadamiając panią prezydent HGW o takim doniesieniu. I tyle w tym temacie. A jak se Orteq chce aluzjować, to niech se aluzjuje. Musi co żyć bez tego nie może.

    Wklejam linka do artykułu Szpali:
    http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,150427,21027307,remont-sali-kongresowej-stracone-miliony-i-korupcyjne-propozycje.html

  192. PS
    Aha – to „aha” to do Orteqa i Namargineski, najbardziej zainteresowanych krzyżem w gabinecie prezesa PKiN. Tak, przy okazji Jelonek mi się przypomniało. Osiedle na Jelonkach, będące przez lata akademikiem, zbudowali Rosjanie dla budowniczych Pałacu Kultury i Nauki. Po skończeniu budowy, wyjechali do Sojuza, a osiedle zostało przekazane warszawskim żakom. Nie wszyscy budowniczowie wyjechali, część pozostała w Warszawie na zawsze. Mają swoją kwaterę na cmentarzu, na Woli. Co roku, w rocznicę zakończenia budowy PKiN, składałem na ich grobach wieniec, w towarzystwie prawosławnego metropolity Warszawy i całej Polski – Sawy. Od niego też dostałem w prezencie krzyż prawosławny. Stał (nie wisiał – fakt) w gablocie. Mam sentyment do pamiątek i symboli – także religijnych. Do kultów – mniejszy, choć – jak trzeba – i w składaniach wieńców, zapalaniach chanukowych świeczek, uroczystym odsłanianiu choinek świątecznych – uczestniczyłem nie raz. Zapalałem chanukową świecę w jarmułce. Tak każe ich – Żydów – religia i tradycja.

    Aha (to już trzecie). Jestem agnostykiem oraz antyklerykałem, co chyba wynika z moich postów i anumlików. Takimi wierszykami jak moje nikt by swojej wiary w Najświętszą Panienkę nie zakamuflował.

    Pozdrówka

  193. anumlik z. 14:08

    anumliku,

    OK sie zastosuje.

    ps. zajzyj na maila prosze.

  194. Wspomnial @anumlik o Jelonkach.

    Bedac mieszkancem od urodzenia zaczne od sprostowania. Malego, ale waznego.

    Osiedle „postawili” Rosjanie, ale same domki skonstruowali Niemcy, a nie Rosjanie.

    Domki studenckie, „baraki” i domki jednorodzinne zostaly skonstruowane w Niemczech, jako koszary dla wojsk niemieckich na front wschodni. Baraki dla zolnierzy, domki dla oficerow…

    Nie wiem, ktora niemiecka fabryka je wytwarzala, mozliwe ze bylo tych fabryk wiecej, bo choc plan ogolny jest wspolny, to w poszczegolnych domkach sa roznice konstrukcyjne.

    Drewno do ich skonstruowania pochodzilo chyba z calej Europy, bo na belkach konstrukcyjnych sa stemple lasow polskich, norweskich, finskich, czeskich i niemieckich. Te stemple zidentyfikowalem w „swoim” domku, gdy zagospodarowywalem strych.

    Drewno jest tak znakomicie zabezpieczone, ze pomimo uplywu lat, nie ima sie go kornik, ani woda. Ewidentny i namacalny dowod sukcesu niemieckiej chemii. Jedyne zniszczenia jakie daja sie zaobserwowac, to sa zniszczenia spowodowane przez slonce. Polnocne strony sa wolne od jakichkolwiek zniszczen i drewno odsloniete z farby wyglada tak jakby wczoraj opuscilo tartak.

    Njaslabszym punktem sa podmurowki z „warszawskiej” porozbiorkowej cegly i zadaszenia. Po zdjeciu „oszalowania” domki daja sie rozebrac na segmenty i przeniesc w inne miejsce.

  195. Baraki na Jelonkach zostały zbudowane z materiałów pochodzących z rozbiórki Stalagu I-B Hohenstein koło Olsztynka.
    Baraki późniejszego Stalagu zostały zbudowane jeszcze przed wojną na obchody 25 rocznicy bitwy pod Tannenbergiem (Grunwald).
    Po wybuchu wojny zostały ogrodzone drutem kolczastym i przekształcone w obóz jeniecki.

    „Po zakończeniu działań wojennych, przejęciu terenu Warmii przez polskie władze, okoliczna ludność rozpoczęła rozbiórkę obozowych baraków pozyskując w ten sposób materiał budowlany potrzebny do łatania własnych, zniszczonych domów, budynków gospodarczych. W ciągu kilku lat rozebrano wszystkie baraki i wywieziono cały materiał. Drut i słupy ogrodzeniowe rolnicy wykorzystali do budowy płotów na pastwiskach, których terytoria sięgały również terenów byłego obozu. Ostatecznie większą część materiałów wysłano pociągami do Warszawy. Dzięki temu powstały, stojące do dzisiaj, domki na Jelonkach. W tamtym czasie zamieszkane były przez robotników budujących Pałac Kultury i Nauki a następnie przeznaczono je studentom”

    Do poczytania tutaj

    http://www.tannenberg-denkmal.com/html/12_Stalag_IB.php

    Domki fińskie przybyły z Finlandii.

  196. Coś dla byłych „jelonkowiczów”.
    Ja mieszkałam przez chwilę ma równie kultowym Kicu, czyli w akademiku na Grochowie.
    https://www.youtube.com/watch?v=82uXsnI_UNk

  197. @mag 26 listopada o godz. 16:48

    Masz na myśli akademik na Kickiego?

  198. Tia … Stalag I-b… hahhahahaaaa

    I pomyslec, ze wystarczy otworzyc link, ktory podeslalem @Orteqowi, zeby uniknac napisania tak dalekiego od prawdy tekstu, jak ten o pochodzeniu Jelonek z rozbiorki Stalagu I-B.

    No dobra.

    Prosze otworzyc link @Tobermory i przypatrzec sie fotce na ktorej z tylu za jencami znajduje sie barak obozowy,

    http://www.tannenberg-denkmal.com/html/12_Stalag_IB.php

    a nastepnie otworzyc ten link :

    https://www.facebook.com/odkrywki/photos/a.388465224653564.1073741828.388442574655829/388465944653492/?type=3&theater

    … zeby zobaczyc uderzajace ! wrecz bijace po oczach podobienstwo ! No po prostu nikt nie zaprzeczy identycznosci … Przynajmniej nikt, kto wierzy w @Tobermorego … i w to, ze jest on zrodlem i krynica prawdy i prawdomownosci.

  199. Widzę również, że Mohikanin nie ustaje w wysiłkach… agitacyjnych.

    Zabawne to. Ale mam pytanie: czy tak drobiazgowo wypracowany program postulujący, aby ateiści zadbali o potrzeby (hi hi !!!) religianckie przewiduje również agitację wśród religiantów, aby zadbali o podstawowe potrzeby ateistów?

    Jestem dziwnie spokojna, że wątpię 🙂

  200. Wykorzystanie materiałów z rozbiórki Stalagu nie oznacza jego rekonstrukcji 😎

  201. I sie wyjasnilo !

    Dlaczego na 25 lecie WOSP Owsiaka nie ma znaczka pocztowego. Jest za to znaczek z Rydzykiem i Radiem M.:

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,21034591,poczta-polska-sprzedaje-znaczek-z-okazji-25-lecia-radia-maryja.html#Czolka3Img

  202. @lonefather 26 listopada o godz. 17:03

    Ależ obrzydliwa ta niewiasta na znaczku. Powinni pozwać pocztę ci sami ludzie, którzy pozwali redakcję „Nie” za niezbyt mądrą minę Jezusa na obrazku 🙂

  203. Glupota i bezmyslnosc, to oznaczaja tylko glupote i bezmyslnosc.

    Glupota polega na bezmyslnym i bez sprawdzenia, wdawaniu sie w polemike na temat, na ktory nie ma sie pojecia.

    Modrosc i rozwaga doradzilyby albo wstrzymanie sie od zabierania glosu, albo sprawdzenie w innych zrodlach … Tym bardziej, gdy sie ma zamiar wdac w polemike z mieszkancem Jelonek od 61 lat.

  204. @lonefather 26 listopada o godz. 17:07

    I właśnie tak to należy rozgrywać. Jeśli już koniecznie musisz 😉
    Cool and to the point.

  205. Na marginesie 26 listopada o godz. 17:06

    Mnie obrzydzenie ogarnia nie od znaczka i wizerunku bozimamy, ale na to, ze nie wydrukowali znaczka na 25 lecie WOSP.

  206. Na marginesie
    26 listopada o godz. 17:09

    Ja niczego nie rozgrywam, tylko prostuje glupoty i rozpowszechnianie klamstw.

  207. Baraki z rwandy.

    Ponieważ pięknie sie rozwija wątek ateistyczny o kolejnej personalnej napaści Londka na Kota z bajki, warto zauważyć, zanim zginie w odmętach, kto ofiarą a kto agresorem.
    Link źródłowy, neutralny o pochodzeniu baraków został skonfrontowany z wizją lokalną racji stanu, czyli oglądu jutuba.
    Po co?
    Odpowiedź w puencie witza o żabie i skorpionie.
    Głupie, niskie, więc warto łeb ukręcić w zarodku.
    Szkoda.
    – – –
    @ Lewy (10:00) – a propo zysku ze spółki instytucjonalnej
    Sugerujesz tolerancję… ja tam nie widzę podstaw do tolerowania chamskiej, prostackiej chucpy w imieniu (!) polskiej kultury, tym bardziej że szerzonej na zagranicę.
    Pewnie obaj mamy, a Ty o niebo większe, prawa aby się jeszcze z jakas kultura utożsamiać, i jej oraz własnej godności bronić.
    Tak też odczytuję Twe intencje w responsie na mój post.
    Pozdrawiam.

    Oczywiście

  208. Na marginesie
    Dokładnie – Kickiego 12, vis a vis akademika męskiego.
    Nie zna życia, kto nie mieszkał na Kicu, choćby tylko na waleta.
    http://wawalove.pl/Miejsca-z-klimatem-Akademik-na-Kickiego-a6606

  209. @ mag

    Kicki był też istotnym rozgrywającym w „sposobie” u Niziurskiego.
    Nb. w moim otoczeniu akademickim, akademik żeński nazywa ten od płci przeciwnej – „mięsnym”.
    Dziś pewnie miałby ksywkę „ciacharnia”, zwłaszcza na awuefie…
    O ksywkach na akademiki żeńskie, kulturowo zmilczę 😉

  210. Ten autor też zapewne fantazjuje, bo nie skonsultował z Londynem

    „W 1952 roku wzniesiono barakowe osiedle „Przyjaźni Polsko-Radzieckiej” dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki. Otaczał je drut kolczasty, a bramy strzegli wartownicy. Na terenie osiedla znajdowały się wszystkie niezbędne obiekty: kino, stołówka, klub, biblioteka, poczta, łaźnia i kotłownia. Wzniesiono domy dwóch rodzajów: baraki dla robotników i domki jednorodzinne dla kadry. Baraki na osiedlu zostały zbudowane z materiałów z rozbiórki obozu jenieckiego Stalag I-B „Hohenstein” koło Olsztynka. Część domków sprowadzono z Finlandii. Pierwszą dostawę domków z Finlandii sprowadzono rok po zakończeniu wojny. Polska zawarła kontrakt: domki za nasz węgiel. Pomysłodawcą transakcji wiązanej z Finami był Jan Mitręga, minister górnictwa i energetyki. Dlatego domki fińskie znajdują się głównie na Śląsku, ale nie tylko – postawiono je także w stolicy dla budowniczych PKiN.”

    http://www.osiedleprzyjazn.pl/historia.html

  211. Gekko
    26 listopada o godz. 17:19

    No to jeszcze tylko zdradz nieco na temat tego „lba do ukrecenia”, bo sa trzy mozliwosci, co najmniej.

  212. lonefather
    26 listopada o godz. 17:36

    Chodzi mi o to, aby zanim ponownie nakręcisz spiralę, która zamąci w głowach potencjalnym młodym i ew. nowym uczestnikom bloga, zauwazyć, że w postach Kota nie ma nic, co przeczyłoby Twojemu doświadczeniu i wpisowi o pochodzeniu baraków.
    Robisz z tego konfrontację zupełnie bezpodstawnie.
    Ku szkodzie wszystkich, z Toba na czele.
    „Ukręcić łeb”, to znaczy nie dopuścić do rwandy, jaką zapewne bezświadomie nakręcasz na blogu.
    Nie ma to ani sensu, ani nie musisz niczego tym bronić, mając niezaprzeczalne zasługi i kompetencje dla społeczności bloga.
    Nie psuj tego.
    I am seriuos.

  213. Skąd by nie pochodziły jelonkowe domki (nie baraki) nie warto się spierać. Grunt że trzymają się do tej pory. Podobnie jak fińskie (resztki w okolicy Ujazdowa niedaleko Łazienek).
    I tu i tam miałam znajomych. Na Jelonkach błękitny domek zamieszkiwało rozrywkowe małżeństwo młodych asystentów na SGGW (klimaty prywatkowe były takie, jak w linku wcześniej podesłanym), a w ogródku domku fińskiego (ostatnie chwile prze ich zniknięciem pod budowę Trasy Łazienkowskiej) zaprzyjaźniona paczka z mojej tzw. grupy na studiach uczyła się do egzaminów. Pamiętam jak siedząc na dorodnej czereśni wkuwałam wraz z koleżeństwem, rozłożonym malowniczo na trawie, gramatykę starocerkiewno-slowiańską.

  214. mag
    26 listopada o godz. 17:48

    Osiedla domków fińskich są też liczne w okolicy, gdzie bywałem w młodości. Nie dalej jak kilka lat temu, pewna organizacja sprzedawała zrujnowane resztki tych domków, moi znajomi nabyli …4 sztuki, montując z nich jeden, większy, stanowiący obecnie ekscentryczną dość willę w centrum miasta (choć ukrytą w ogródku).
    Tak jak oni, jestem fanem domków fińskich.

  215. Mieszkam na Jelonkach od 61 lat.

    Bajania o tym, ze sa to odpady z rozbiorki Stalagu I-B znam od „dziecka”.

    Jedyne materialne slady wiazace Jelonki z Finlandia stanowia finskie stemple na krokwiach, czy legarach. Na 24 krokwie i tyle samo legarow stropu, odslonietych w czasie przerobki, na 16 elementach byly czytelne stemple. Tylko jeden poswiadczal finskie pochodzenie. Jak bylo z innymi „finskimi” domkami to nie wiem. Wiem ze z tych 16 „osteplowanych” belek 8 pochodzilo z Norwegii, 4 z Niemiec, jedna z Czech i 3 z polskich lasow.

    Technicznie mozliwe wywiezienie tego calego drewna do Finlandii zeby je na domki przerobic. Tylko klopot w tym, ze „finskie domki” sie roznia od jelonkowskich.

    Poagalem znajomym i przyjaciolom, ktorzy mieszkali w barakach, w przerobkach i modernizacjach. Wszystkie odkryte stemple lesne sa w wiekszosci norweskie, lub z krajow Europy Srodkowej.

    Cala wymieniana glownie w na poczatku lat 60tych armatura, hydraulika, CO, klamki, zawiasy i wszelkie okucia, kontakty elektryczne, liczniki pradu, doslownie wszystko, bylo prosto z niemieckich fabryk.

    Cale osiedle zostalo wyprodukowane w Niemczech na potrzeby frontu Wschodniego. Nigdy tam nie trafilo, za to po pokonaniu Niemiec Rosjanie je zabrali w ramach reparacji wojennych. Gdy zdecydowali sie postawic w Warszawie PKiN, to postawili je jako osiedle dla swoich pracownikow.

    Mieli je, po zakonczeniu budowy rozebrac i wywiezc do Rosji. Zdecydowali sie je jednak podarowac Ministerstwu Szkolnictwa Wyzszego na akademiki i domki dla kadry naukowej warszawskich wyzszych uczelni. Osiedle podarowane, zostalo w podziekowaniu nazwane „Przyjazn”. I tak sie wciaz jeszcze nazywa. I mam nadzieje, ze sie dalej bedzie nazywac, to znaczy, nazwa osiedla nie zostanie zdekomunizowana.

    Epatowanie cytowankami z pokrecona, czy pomylona wiedza, moga doprowadzic do jej utrwalenia, tak jak religianckie pisma i pisemka doprowadzily do utrwalenia sie wiary w Maryje i Jezuska.

    Ale wolna droga. Jesli ktos woli wierzyc, ma prawo wierzyc w cokolwiek tylko chce. Rowniez i w to, ze Jelonki zbudowano z odpwdow z Stallagu I-B. Zwlaszcza po tym, gdy powyzsza informacja jest uzupelniona ta, ze wczesniej miejscowa ludnosc szabrowala Stallag ile sie tylko dalo, przez ladnych pare lat. Jak sie pomysli co „Polak potrafi”, to watpie, zeby z tego Stallagu wiele ocalalo, poza betonowymi slupami ogrodzenia.

  216. Gekko
    Za moich czasów klub na dole w Kicu żeńskim zwał się „Ubab”. Przynajmniej formalnie.
    @@lonefather, Tobermory
    Zabawne, bo jak pierwszy raz byłam na Jelonkach i nie znałam bliżej historii Osiedla Przyjaźń (wiedziałam tylko, że mieszkali w nim onegdaj budowniczowie Pałacu Kultury), byłam przekonana, że to oni je „postroili”. Styl tych kolorowych domków z ganeczkami, okiennicami kojarzył mi się z rosyjską wioską, nawet przedrewolucyjną, albo z ilustracjami do bajek, np. o koniku Garbusku.
    Baraki były postalagowe, ale czy domki?

  217. @mag

    Calosc. To znaczy i domki i baraki wszystko prosto z Niemiec. Dokladnie taka sama „skrzynkowa” konstrukcja scian. Wszedzie identyczne kartonowe ocieplenie scian. Wewnetrzna konstrukcja scian domkow i barakow zdradza swoje identyczne pochodzenie.

    Kazda „skrzynka” ma wklejona wstawke izolacji termicznej, ktora sklada sie z 27/28 kawalkow impregnowanej tektury. Te kawalki tektury, sa oddzielone od siebie „ramkami” tekturowymi o sciance 5milimetrow…. Przekladaniec ramek i pelnych kawalkow jest szczelnie opakowany w smolowany papier i zaklejony. Prosty skuteczny izolator termiczny, obliczony nie na polski klimat, tylko na warunki rosyjskie. Identycznie sa skonstruowane domki i baraki.

    Pomysl, ze baraki pochodza ze Stallagu, jest skutkiem rozpowszechniania falszywych, czy „domyslnych” informacji.

    Jako mieszkaniec Jelonek daje Tobie slowo @mag, ze zarowno baraki jak i domki, zostaly wyprodykowane w Niemczech, jako przewozne koszary na Front Wschodni. I wiem co pisze, bo ja znam domki i baraki nie tylko z tego jak wygladaja, ale wiem jak sa wewnatrz skonstruowane. Identycznosc konstrukcyjna, oraz materialy jednolitego pochodzenia, poza drewnem, wykluczaja rozne pochodzenie.

  218. @lonefather 26 listopada o godz. 18:06

    Jeszcze lepiej! Keep cool. O to mi chodzi. Brawko.

  219. Gekko
    Też jestem fanką. Tych domków.
    A wprost nie znoszę, co wydajesz się podzielać, absurdalnych sporów na zasadzie: Golono! Nie, bo strzyżono. A właśnie że golono itd. Zazwyczaj dla zasady umiłowania najmojszej prawdy.
    Im dłużej to trwa i czym błahszy pretekst, tym niechęć po obu stronach narasta i się samonakręca, co widać, słychać i czuć.
    Człowiek patrzy z boku i mu przykro, głupio. Chciałby krzyknąć – zgoda, zgoda! No i kto rękę poda?
    Wprawdzie do Rwandy nam jeszcze ho, ho! (nadiejus), ale UWAGA!
    Na gumnie dookolnym bębny już warczą, trąbka gra.

  220. lonefather
    Wierzę ci, ale przestań się przejmować tymi pieprzonymi domkami!
    Jest mi całkiem zarówno, skąd one pochodzą. Fajnie że obrosły legendą, jeszcze slłużą ludziom i tyle.

  221. Przyznam sie, ze stale odzywanie tej legendy stalagowej, zaczyna byc zloszczace.

    Na linku z Jelonkami, ktory wkleilem jest „Grupa Odkrywkowa”, badajaca zarowno przeszlosc Jelonek, jak i organizujaca zycie mieszkancow i wspierajaca wpisanie osiedla do rejestru. Zadalem im pytanie o ta „stallagowa plotke” i odpowiedziel, ze najpewniej jest ona produktem zazdrosci…

    Ci co sie nie zalapali na mieszkanie na Jelonkach, wyprodukowali ta plotke, zeby dokuczyc tym co dostali, a moze spowodowac, ze ktos zrezygnuje, mylac Stalag z Oswiecimiem…

    Mozliwe, mysle ze to wytlumaczenie jest calkiem mozliwe. Przeciez i teraz mieszkanie na Jelonkach jest atrakcyjne ze wzgledu na zycie w zieleni. W zniszczonej wojna Warszawie, zamieszkanie w poradzieckim osiedlu, to musialo byc marzenie dziesiatek tysiecy… Jakos znaczace jest to, ze teraz 61 latach, ta plotka o pochodzeniu z rozebranego Stallagu I-B, sluzy do niemal dokladnie tego samego celu.

  222. @mag 26 listopada o godz. 18:40
    „absurdalnych sporów na zasadzie: Golono! Nie, bo strzyżono. A właśnie że golono itd.”

    Oczywiście. Zgadzam sie z Toba. Ale zauważ, że to raczej Tobermory celuje w sarkastycznym czepialstwie – co zaprezentował na samym początku tego wątku i co nawet wypunktował Redaktor. Chodziło wtedy o DROBIAZGI. Co więcej, Tobermory wykłóca się, nawet gdy staje się zupełnie jasne, że nie ma racji (choć nie przeczę, że często ją ma). Przy czym chodzi nie tylko o wytykanie drobnych błędów, ale o sposób, w jaki to robi Tobermory.

    Z kolei niewątpliwą słabością lonefathera jest to, że częściej niż Tobermory traci panowanie nad sobą (bo Tobermory w razie czego chowa się za ścianą sarkazmu, insynuacji i.t.p., jak to zrobił ze mną na końcu poprzedniego wątku). W sumie – gdyby Tobermory był mniej prowokujący i sarkastyczny, a lonefather bardziej opanowany (czyli cool) to mogliby sobie spokojnie i merytorycznie porozmawiać. O to mi chodzi.

  223. @mag 26 listopada o godz. 18:45

    Jeśli lonefather ma rację – to mu jej nie odbieraj.
    Tobermory by nie przestał. Dostrzegasz to?

  224. @mag

    Ja mieszkam tam od urodzenia. Mieszkam, gdy jestem w Polsce. Mam od lat kupiona dzialke i wmurowany zabezpieczony daszkiem fundament. Jak kiedys beda „rozwalac osiedle, to sobie swoj domek na ta dzialke przeniose. Dlatego kiedys poswiecilem czas na dokladne poznanie detali konstrukcyjnych.

    Temat juz jest wyczerpany. Wiec jesli ktos z nim powroci, to nie bede to ja.

  225. @lonefather 26 listopada o godz. 18:47

    Mnie przekonałeś 😉

  226. Gdzie jest logika w produkowaniu drewnianych domków (z kompletem instalacji i liczników prądu) na front wschodni i trzymaniu ich w magazynie, nie będę dociekał.
    Stylem trochę syberyjskie, to pewnie ukłon w stronę wschodniej kultury.
    Ciekawe, gdzie była ta fabryka?

    „Stolica” w numerze 9 z 1 maja 1952 roku:
    Osiedle mieszkaniowe dla budowniczych
    Dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury i Nauki powstaje w Jelonkach pod Warszawą specjalne osiedle mieszkaniowe, budowane kosztem ZSRR. Za 3 lata, po ukończeniu prac związanych z budową Pałacu osiedle to przekazane zostanie ludności Warszawy. Budowa osiedla, które będzie się składało z 200 domków jedno i wielorodzinnych, zakończona zostanie w sierpniu. Osiedle to, podobnie jak wszystkie warszawskie osiedla mieszkaniowe, wyposażone zostanie we własne urządzenia gospodarcze, socjalne i kulturalne. Powstanie tam obszerny lokal klubowy, kina, ambulatoria, sklepy, stołówki, boisko sportowe, baseny, korty tenisowe itp. Bogata zieleń osiedla stanowić będzie Jeden z jego zasadniczych elementów. Zostanie tam zasadzonych około 40.000 krzewów i 4.000 dekoracyjnych drzew z pozostawieniem istniejącego drzewostanu. Sieć asfaltowych dróg i ulic o łącznej długości około 8 km zapewni dogodną komunikację wewnętrzną. Wszystkie budynki zostaną skanalizowane, zelektryfikowane i zradiofonizowane. Centralna kotłownia zapewni całemu osiedlu energię cieplną.

    Na czterdziestohektarowym obszarze budowy osiedla każdy dzień dyktuje coraz szybsze tempo pracy. Im prędzej zostaną wykonane domy mieszkalne, tym szybciej będą mogli tu zamieszkać radzieccy budowniczowie, tym szybciej ruszy budowa Pałacu. (…). Na budowie osiedla dokonano pierwszych prób pracy radzieckimi maszynami do kopania rowów pod instalacje wodno-kanalizacyjne. W czasie tych prób koparka wykonała w ciągu 6 godzin ponad 60 m. b. rowu. Pracę tę musiałoby wykonać w tym czasie ręcznie 300 ludzi. Świetnie zorganizowane kombajny w niezwykle szybkim tempie przeistaczają puste pola Jelonek w willowe miasto-ogród. Nieprzerwanym transportem dostarczane ze Związku Radzieckiego elementy prefabrykowane, urządzenia wnętrz oraz dokumentacja techniczna gwarantuje szybkie i terminowe ukończenie osiedla, na które oczekują budowniczowie warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki.”

    Wszystko to oczywiście propaganda, pociągi szły prosto z Niemiec 😎

  227. A może jeszcze coś o Old Surehandzie i Old Shatterhandzie?

  228. @ mag – no i widzisz, co się dzieje? Golono, strzyżono?

    Kto tu dolewa oliwy do ognia?

  229. @Tobermory 26 listopada o godz. 18:56

    Może jeszcze jakiś materiał z ówczesnej Polskiej Kroniki Filmowej?
    Na pewno będzie skrupulatnie prawdziwy, Kurski style.

  230. Namargineska
    26 listopada, g.17:06
    No to Poczta Polska dała d…, zważywszy że jednocześnie po raz pierwszy olała WOŚP!
    Oprócz znaczka z Królową Polski NMP (360 tys. nakładu) będzie też okolicznościowa koperta z ohydnej urody wyciskarką do soku z Opaczności. A kiedy pamiątka z intronizacji, znaczek + z Królem Polski Jezusem Chrystusem?
    ‚http://bi.gazeta.pl/im/e7/0f/14/z21034727Q.jpg

  231. @mag 26 listopada o godz. 19:02

    Hm. Nie wiedziałam, że PO RAZ PIERWSZY olała WOŚP. Live and learn 🙂
    A że znaczek obrzydliwy – to też prawda. Nie wiem, dlaczego ikonografia religijna musi być zawsze tak ohydna? Przecież w zasadzie powinna wzbudzać u „wiernych” jakieś pozytywne uczucia?

    Że już przezornie nie wspomnę o urodzie sławetnej częstochowskiej ikony… Ciekawe, czy ocena estetyczna podpada pod „obrazę uczuć religijnych” w Klechistanie?

  232. @Tobermory

    Poszukaj tej fabryki na terenie bywszej Radzieckiej Strefy Okupacyjnej. Ja nie znam niemieckiego, wiec sobie dalem „siana” z szukaniem. Ty masz zarowno jezyk jak i przewyzszajaca mnie umiejetnosc szukania w necie. Wiec moze Tobei uda sie znalezc.Ja gdybym znal niemiecki zaczalbym od przegladu duzych tartakow, firm przetwarzajacych drewno i podobnych. Ktoras z nich w ramach produkcji wojennej mogla sie podjac budwy tych przenosnych koszar.

    Druga sciezka mozliwych poszukiwan jest znaczaca ilosc surowca norweskiego. Jesli daloby sie znalezc do jakich zakladow w niemczech to norwseskie drewno szlo, to zaweziloby to obszar poszukiwan.

    Trzymam kciuki i jestem bardzo ciekaw, ktora z niemieckich fabryk wyprodukowala moje Jelonki.

  233. @Tobermory

    Jesli bys sie na powaznie zajal szukaniem, to slady prowadza do Drezna, lub jego okolic. W trakcie remontu jednego z domkow znaleziono przybity do krokwi fragment kolejowego listu przewozowego z odrecznie wpisana stacja nadawcza „Dresden”.

    Wiecej informacji juz nie znam.

  234. Same smutności mnie dziś napadły. Oto list koleżanki ze studiów – nie z mojego roku – z którą dłuższy czas korespondowałem. Do dziś. Psia jego mać, co jest takiego w tych Niemczech – chodzi o niemiecką Polonię – że tak Polacy tam pisowacieją? A może to nie tylko niemiecka, ale w ogóle Polonia wpada za granicą w patriotyczną furię, patos i egzaltację i obietnice polityków bierze za spełnienie? Akurat na blogu są inne Polonusy, ale chętnie bym usłyszał Wasze zdanie, bo rzecz, która mi się przydarzyła, odebrała mi nie tylko humor, ale i przyłamała. Nobliwa dama pokazała się jako podwórkowy chuligan – aż mnie zatkało.

    Pierwszy, pogrubiony akapit jest cytatem koleżanki z mojego mejla, tyle że użytym przez nią przeciwko mnie. Cytowany przeze mnie list nie jest złamaniem zasady lojalności wobec autorki, jako że nie ma w nim żadnych danych umożliwiających identyfikację.

    ” …….Jurek, najsilniej ludzie się wadzą nie o fakty, kiedy je dobrze znają, lecz o domniemania, o przypuszczenia, obietnice, o to, w co chcą wierzyć. To, co demonstrujesz jako polityczne dziecko, a równocześnie skrajny oszołom, jest tak niemęskie (u mnie było: niekobiece), tak pozbawione obiektywizmu i tak nieintelektualne, że aż obrzydliwe. Twój polityczny zawzięty głos jest mi wstrętny. Nie chcę go więcej słyszeć. Mówię, że Ciebie!!!!!!! nie chcę słyszeć – nie chcę słyszeć tej bolszewickiej nienawiści, odwetu. Nie chcę Cię znać jako polityka, w dodatku – BOLSZEWIKA!!!!!!!!!!!

    ……zejdź mi z oczu …..NIESIOŁOWSKI OSZOŁOMIE…..i to byłoby na tyle co do  usilnych prób porozumiewawczych…..wracaj do swych lewackich blogów…AGORY…..i zboczonych kodziarzy…..z czasem stajesz się wenerycznie obrzydliwy  tak jak oni – zadymiarze uliczni,nie mający nic do zaoferowania prócz chamstwa ..nawoływania do rozlewu krwi i zboczenia,któremu sami ulegli…..NIEPOTRZEBNE MI JEST TWOJE  ORAZ ICH TOWARZYSTWO!!!!!…bo cuchniecie POmorem , rozkładem I śmiercią!!!…….WRACAJ DO SWOICH!!!!..TAM JEST TWOJE MIEJSCE…..

    ….i jeszcze raz na odchodne….nie zawracaj NAM POLAKOM głowy..KONFIDENCIE…..WASZE miejsce to SZAMBO mafijnych struktur SOROSA I zdeprawowanego LEWACTWA…..ale chociażbyście wystrzępili wasze ozory na frędzle  i tak wam się nie uda zdemontować POLSKI!!!!!….marzy wam się WŁADZA!!!…..będzIecie ją mieli jedynie w czterech ścianach waszych latryn…..o to się już Naród postara…..”.

  235. W kanadyjskiej prowincji Quebec nie jest tak różowo jak to „Lewy” nam tu maluje, bo i politycy i zwykli ludzie to mnóstwo pozostających w stałym kontakcie i na usługach swoich religii i kościołów.
    Uczestniczą w tym i emigranci z Polski, których demograficzny i edukacyjny przekrój w USA, w Kanadzie i w wielu innych krajach świata to w 90% wieś, małe miasteczka i bardzo słabo wykształceni ludzie, których poziom intelektualny i wszystko, co z tym jest związane jest żenująco niski. Tacy ludzie nawet po kilkudziesięciu latach pobytu na emigracji nie umieją mówić po angielsku, nie potrafią i nie chcą się go nauczyć, co pcha ich nieuchronnie w szeroko otwarte ramiona pazernego, katolickiego kościoła, gdzie klechy z Polski tylko czekają na taki obfity połów. Jest to tym łatwiejsze, że to 90% przyjechało z Polski już religijnie zindoktrynowane i odurzone kościelnym kadzidłem.
    Całe emigracyjne życie nierozgarniętych Polaków skupia się przy polskich kościołach, gdzie przychodzą głupi i niezaradni życiowo parafianie w celu zakupu „bożych łask”, „odpustów” i „rozgrzeszenia”, przetłumaczenia na język angielski lub z języka angielskiego pism, dokumentów i wytłumaczenia zawiłości obcego „bezbożnego” świata, ale także i ci, którym się mniej lub bardziej poszczęściło, żeby podziękować i finansowo odwdzięczyć się „stwórcy” oraz „najświętszej panience – zawsze cierpiącej w swoim dziewictwie” za uzyskane dobra i złożyć ich część na tacę „księdza dobrodzieja”…
    W polskim kościele i przykościelnych organizacjach plotkują, nienawidzą, zazdroszczą, chlają, poznają się, pobierają, indoktrynują potomstwo i pielęgnują swoje zacofanie oraz demonstrują niechęć do społecznej asymilacji i normalnego, codziennego życia w cywilizowanej rzeczywistości, a tak zwana „solidarnościowa emigracja” to „ministranci”, „prawdziwi polacy i patrioci” służący nadal klerowi i potępiający wszystko, co nie katolickie i nie polskie (nawet kraj, który ich przyjął, dał im wolność, demokrację i dobrobyt).
    Rodacy Wojtyły i Wałęsy przywożą tutaj także swoją nienawiść i złe traktowanie zwierząt, zamiłowanie do zabijania dla przyjemności i wszystkie inne wady w „łojcyźnie” nabyte.
    To identycznie jak w religijnym polskim grajdole antysemici, homofoby, seksiści, rasiści i naziści.

    Do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać polskojęzyczne media w których aż roi się od chrześcijańskich „wartości” i tematyki prosto z ambony masowo przedrukowywane z polskich kościelnych gazecin takich jak „Nasz Dziennik”, „Gość Niedzielny, „Gazeta Polska” i imm podobnych…
    Trzeba dodać ciągle przybywających z Polski sutannowych guślarzy w rodzaju Dziwisza, biskupów, Rydzyka i im podobnych „emisariuszy” i mnóstwa innych prokościelnych „gwiazd” (Krawczyk, Pietrzak, Rosiewicz…)
    oraz „narodowych bohaterów” (Macierewicz, Kaczyński, Gosiewska, Fotyga…), którzy w zamian za trochę wyświechtanych propagandowo frazesów i parę „patriotycznych” homilii oraz pseudoartystycznych chałtur prezentowanych w salkach polskich kościołów wracają do kraju z wyłudzoną kasą i z nieodpartym zamiarem następnych zaoceanicznych wojaży już w najbliższej przyszłości.

    Nawet to najmłodsze pokolenie emigrantów polskiego pochodzenia, już na emigracji urodzonych, jest przez swoich tępych i nawiedzonych rodziców poddawane religijnym gusłom, indoktrynowane przez kler w kościołach i poprzez uczęszczanie do prowadzonych pod kleszym protektoratem polskich szkółek niedzielnych, gdzie pod pretekstem „utrzymania polskości, języka i narodowych tradycji” religijne pranie mózgów odchodzi na całego.

    Przedstawiciele takiej polonii, są także przyczyną zjawiska tzw.antypolonizmu na Zachodzie i nie ma się co dziwić, bo nikt nie lubi tępego, nawiedzonego, antysemickiego, homofobicznego, rozpitego i okrutnego motłochu, który
    nienawidzi nikogo i potępia wszystko, co nie kaczyńskie i nie kościelne, który pełen jest egoizmu i moherowej obłudy, co wyraźnie prezentują w swoich opiniach wypowiadający się tutaj i na różnych forach niektórzy emigranci.

  236. Rany Jurek, to prawdziwe?
    Pytałeś o innych – powiem o sobie i o tych, których znam. Fakt, znam mało,bo nie chce.
    Ale wygląda to tak: część Polonusów opanowała angielski, odtworzyła dyplomy i zaczęła prace jako fachowiec i jako tubylec pochodzenia polskiego, ale to wymagało wysiłku i pewnych wyrzeczeń. Niestety duza część rzuciła się z punktu na bylejaka prace, żeby się dorobić i pokazać rodzinie w Polsce jak im tu rajsko, zaniedbała naukę języka ograniczając się do „dog English” czyli niepoprawnego i prostego języka komunikacji, w rezultacie pozbawili się możliwości poznawczych nowego świata i to ci właśnie – oparci na polskich dziennikach bogoojczyźnianych i przekazach kościołów polskich, nie czytający polskich gazet poza darmowymi rozdawanymi w kościele, ci właśnie tworzą trzon pisowskiej diaspory. Trudno pojąc, ale są ludzie mieszkający tu 30 lat i nie mówiący po angielsku.
    To takie moje obserwacje, ale mogę się mylić.
    Osobiście obejrzałam kilka polskich dzienników tv w naszej telewizji etnicznej SBS i poczuwszy się zmuszona do rzewnego patriotyzmu pol i łanów przyprawionego martyrologia wiecznych durniów, zrezygnowałam z oglądania.

  237. @ WojtekA
    mam podobnie, ale ty napisałeś to lepiej 🙂

  238. Gekko
    26 listopada o godz. 17:19
    Chyba mnie nie zrozumiałes. Przecież ja sobie kpię z tej pisowskiej hołoty. A ponieważ już nie wiem jak o tych durniach , chamach mówić, to w koncu „sugeruję tolerancję”, jak ty mi sugerujesz. Gekko, czy na prawdę moje drugie dno jest takie głębokie i nieprzejrzyste ? Z jaką to kulturą miałbym sie utożsamiach i bronić jej i swojej godności ?
    Pozdrawiam, ale się zasępiłem

  239. Napisałem dłuuuugi komentarz dotyczący sporu i… poszedł w chmurę. Nie będę się wyrażał. W skrócie. Artykuł ze „Stolicy”, który przywołał Tobermory opublikowany został 1 maja 1952 roku, czyli dokładnie w dniu rozpoczęcia budowy PKiN. Jeśli ktoś myśli, że ówczesny, stalinowski propagandzista napisałby, że budowniczowie Daru Stalina dla Narodu Polskiego mieszkali na osiedlu, do którego materiały sprowadzono z Niemiec, to jej w bardzo dużym błędzie. Wszystko było radzieckie. Kropka. Soso Dżygaszwili Niemcy traktował wówczas jako dojną krowę i rwał od Niemców wszystko, co się dało. Sam zaś PKiN, a mówię to jako jego wieloletni szef, zbudowany jest z materiałów z całego świata (z USA włącznie). Wymienianie ich zajęłoby kilka stron. W sporze o to, skąd pochodzą materiały do budowy domków na osiedlu „Przyjaźń” i gdzie zostały sprefabrykowane, jestem po stronie Lonka. Zamiast się spierać czyje na wierzchu, warto zrobić solidne badania. Masz pole do działania, Tobermorciu.

    Pozdrówka

  240. Popieram i zgadzam się z opiniami „Ewy-Joanny” i „Wojtka A.”
    Napisali prawdę.
    Byłej znajomej „pombocka” odpowiem tylko: katolicko-pisowska paniusiu F… you, moron!

  241. @@Wojtek A, E-J
    W Quebecu może jest tak ladnie, jak namalowałem, bo nie ma dużo Polaków.Mój malunek jest oczywiście subiektywny i ogranicza się do samego miasta Quebecu. Moja córka tam mieszka, jest nauczycielką francuskiego (po studiach w Lyonie) otoczona samymi quebekami i quebeczkami. Może w Montrelu jest trochę inaczej, ale i tam nie ma dużo Polaków, więc nie grozi tam powstanie kolejnego jackowa niekumatych polonusów.

  242. Wojtek A.
    26 listopada o godz. 20:29

    Dziękuję, Wojtku, za ten wpis. To nie była odpowiedź na mój, ale trochę sobie z niego wyciągnąłem. Oczywiście, moja koleżanka jest okropnie mocną chrześcijanką, co chyba widać po jej aż się przelewającej przez brzegi mojego laptopa miłości bliźniego. Nie znam szczegółów jej 40-letniego życia w Niemczech i się nie dopytywałem, ale przypominam sobie, że czasem napomykała o spotkaniach w kościele, a ostatnio – o jakimś stowarzyszeniu Prawdziwych Zatroskanych Polaków czy jakoś tak. Więc wychodzi, że miłość do PiS i nienawiść do całej reszty, czyli ponad 30. milionów, w tym nastolatków, którzy wszyscy co do sztuki byli konfidentami, jest ORGANIZOWANA.

  243. Pombocku, otwieram pierwszy lepszy dział komentarzy w witrynie onet lub innej pod dowolnym artykułem i czytam dokładnie to samo, co Ty zacytowałeś.
    To jest szablon według którego ludzie wierzący w PiS jako wybawicielkę narodu od wszelkich ciemiężeń, okrucieństw i klęsk, wręcz biblijnie pojmowanych, prezentują na wszystkich możliwych forach.

    Taka karma, taka odmiana kodu społeczno-kulturowego zagnieździła się w części krajan (niezależnie gdzie aktualnie przebywają). Na tej odmianie Prezes z pomocnikami wygrywa swoje melodie. Pombocku, siła kodu jest taka, że niezależnie od wykształcenia, poziomu intelektualnego, zawodu, etycznej postawy, siedzi w człowieku i odzywa się dokładnie tak, jak jego struktura to dyktuje.

    Ekspresja namolnych, destrukcyjnych części tego kodu może być intensywna lub subtelna i jest uruchamiana przez sygnały płynące poprzez społeczność, fale telepatyczne, fale propagandy, obietnic, chmury i opary wieszczenia, podbechtywania, zmartwień i frasunków, itd. Jeśli te fale są zgodne z kodem, to następuje odbiór, czyli rezonans z kodem dokładnie taki sam, jak w odbiorniku radiowym nastawionym na daną stację (częstotliwość). Jeśli fale są niezgodne, to przelatują poprzez, obok i bez skutku.

    Jest to moja trochę magiczna interpretacja poprzez analogię z fizyką.

    Fale te maja również tę właściwość, że przy intensywnym ich współdziałaniu z kodem w głowie odbierającego tworzy się zakątek rzeczywistości równoległej, który w określonej sprawie (ale tylko w tej, np. że tejot jest agentem, wrogiem, szkodnikiem), przejmuje funkcje intelektualne mózgu ze zdrowym rozsądkiem włącznie.
    Taki odbiorca staje się w tej sprawie natchnionym, zaczadzonym, przestaje być sobą w sensie łączności z różnorodnym otoczeniem. Kontakt duchowy takiej jednostki jest możliwy tylko z osobnikami podobnymi do niego, w podobnym stanie pobudzenia, jak on sam jest. Następuje rygorystyczna interioryzacja, wspólnota zawęża się do podobnie myślących, inni są albo szkodliwi, albo sterowani przez wrogie siły, podlegli złu.
    Pzdr, TJ

  244. pombocek 26 listopada o godz. 20:02
    Wojtek A. 26 listopada o godz. 20:29
    Ewa-Joanna 26 listopada o godz. 20:30
    tejot 26 listopada o godz. 21:01

    Tutejsi maja regule w szkole podstawowej, dla dzieci emigrantow. Wszystkie dzieci maja prawo do nauki jezyka „domowego” (hemspråk). Wynika to z dobrze okreslonego celu. Znajomosc kilku jezykow jest wysoko ceniona wartoscia. Latwiej jest uczyc sie jezyka ktorym posluguja sie wszyscy domownicy, rodzina. Oczywiscie to prawo do nauki jest dobrowolne. Nam tez zaproponowano lekcje polskiego dla naszych dzieci. Moj syn i corka byly jedynymi uczniami poch. polskiego w szkolach do ktorych uczeszczali. Oboje urodzeni tu. Trzy razy w tygodniu dwie godz. lekcyjne. Spotkalismy nauczycielke, zanim podjelismy decyzje, rozmawialismy rowniez z rektorem szkoly. Zajecia mialyby sie odbywac kosztem nauki szwedzkiego i angielskiego (te same godziny lekcyjne). Oczywiscie odmowilismy. Moj syn nie mowi zupelnie po polsku, nie rozumie rowniez najprostrzego pytania. Corka mowi, jezykiem nazwalbym bardzo szkolnym. Uczyla sie sama, bez kursow.

    To jest czesc ceny jaka trzeba zaplacic za wyjscie z getta. Trzeba sobie odpowiedzic czy sie chce zyc w gettcie. Ja na to pytanie odpowiedzialem sobie trzydziesc siedem lat temu. Sa tez tacy ktorzy uwielbiaja zycie w gettcie.

    pzdr seleukos

  245. pombocek
    26 listopada o godz. 20:02
    Też tak miałem. To znaczy miałem jeszcze z licealnych czasów świetna koleżankę. Mieszkał w Nowym Yorku. Kiedyś (15 lat temu) przesiedziałem u niej 1,5 miesica. Dzięki niej zwiedziłem na piechotę cacły Manhattan.
    Niedawno wrociła do Polski. Spotkaliśmy się, znów było miło, gdy nagle powiedziała: „Ta kanalia Michnik”. – Jak tak mozesz mówić – zapytałem. Bo to jest kanalia – odpowiedziała.
    No to ja ci w takim razie powiem, że kanalią jest Kaczyński.
    O nie mój drogi, to jest krystaliczny człowiek – powiedziała patrząc na mnie z pogardą.
    Indoktrynacja Radia Maryja i greenpoinckiego klechy wyprała kompletnie mózg tej kiedyś sympatycznej kobiecie.

  246. tejot
    26 listopada o godz. 21:01

    Dziękuję, tejotku, za wnikliwą analizę. Od dawna obserwuję to zamknięcie się przed ludźmi nadającymi innym kodem – sam w końcu na pisowatą indoktrynację czy, powiedzmy, indoktrynację dezertera też jestem zamknięty. Ale zamknięcie się na indoktrynację i analiza treści indoktrynacji to dwie różne rzeczy. Ja pisowate treści – choć polityczakiem nie jestem – analizuję. Kiedy jednak proponowałem to samo koleżance, leciały pisowate bluzgi bez choćby cienia rozumowania. Nie da się ukryć, że podział Polaków zainspirowany przez Kaczkę, to podział na gorzej i lepiej wyedukowanych. Moja koleżanka jest po studiach, ale obserwowałem tu na miejscu trochę koleżanek po studiach, które gdzieś od pięćdziesiątki zaczynały tracić żywiołowość i radość życia i stawały się nieprawdopodobnie zasadniczymi, a nawet ponurymi dewotami z rozumem takim, jakby go nigdy nie bylo.

  247. Lewy
    26 listopada o godz. 21:32

    Lewusku, właśnie o podobnej transformacji tu w Polsce, a nie za morzami powiedziałem przed chwilą tejotkowi. Uomamuniuuu, dzie som te dziouchy? Oczywiście, nie mam na myśli tutejszych trzeźwych, może i po cichu kochanych, mądrych pań.

  248. seleuk(os)
    26 listopada o godz. 21:17

    Seleukosku, przybiło mnie do krzyża rozstanie z koleżanką, jako że to bardzo stara znajomość, kiedyś się nawet w niej podkochiwałem. Stąd ruszyłem wirtualnie na wodę, żeby odreagować. Znalazłem filmik i dopiero się kapnąłem, że to właśnie ten miał wczoraj być o chodzeniu po wodzie, a nie ten, który faktycznie wstawiłem. Jak kto popatrzy, może pomyśli, że nie tak źle się mój okręt z żaglami z worków po kartf…po nawozach sprawuje.

    https://plus.google.com/u/0/photos/101580844869959615096/albums/6357390063480430721/6357390061905972242

  249. Tolerowanie, czyli syndrom zatrutej studni.

    @ Lewy.
    Wszystko gra; ja rozumiem intencję i podzielam.
    Chodzi mi o słowo „tolerancja”, wiem że uzyłeś kolokwialnie.
    W istocie, jest ogromna różnica pomiedzy tolerancja, jako postawa a tolerowaniem, jako metodą.
    Ta pierwsza szanuje obopólne prawa, w ramach wzajemnie uzgodnionych i niesprzecznych granic, ta druga to przymykanie oka na łamanie ustalonych granic.
    Na to chciałem zwrócić uwagę, przy okazji Twoich słów, ale w szerszym niż one kontekście.
    Pozdrawiam.
    – – –
    @ mag
    Dzięki za spajające uwagi o kickach i fińskich domkach.
    To jest kwestia pewnej wrażliwości, którą jak mi się zdaje, podzielamy.
    W sprawie pochodzenia domków na osiedlu, to jest kwestia jawnego i publicznego zagłaskiwania i zamiatania pod dywan toksycznej patologii socjopatycznej, niestety, nawracającej kadencyjnie i nieusuwalnej medycznie ani towarzysko.
    Niszczącej tkankę społeczna i relacje tak, że wreszcie wszyscy dla świętego spokoju np. wybierają prezesem Polski lansującego swe „61 jedno letnie doświadczenia” w produkcji mitomańskich idiotyzmów jako racji, moralnego i intelektualnego karła.
    Lekceważąc dowody i płosząc z tego kraju czy bloga co normalniejszych czy trzeźwych.
    Co niniejszym w opcji drugiej, ma skutek na mej skromnej osobie i wyraża zdrową reakcję na syndrom zatrutej studni.
    Piszę to oczywiście także w kierunku i na marginesie, któremu użyczyłem mimowolnie a nieopatrznie nicka.
    Kolejna moja na blogu stracona w tę studnię pożyczka.
    Dobrze choć, że bywa tu takie źródło świeżości, jak Ty.
    Pozdrawiam Cię.

  250. W stylu Marianowicza:

    Gekko jak ciotka, wpadł do studni
    i od stu dni w studni dudni;
    uważajcie, moi złoci,
    aby się nie napić cioci.

  251. @@pomocek, Lewy
    No to mam więcej szczęścia. W przeciwieństwie do Was nie doznałam tak przykrych rozczarowań, gdy chodzi o dawnych przyjaciół i znajomych. Za wyjątkiem jednego, Stasia M., który swój niewątpliwy talent publicystyczny oddał w pacht Belzebubowi z Torunia, a przy okazji stal się albo wreszcie ujawnił jako antysemita.
    Żadna z moich bliskich koleżanek nie zdewociała. Nawet wprost przeciwnie, obnoszą się z radykalnym antyklerykalizmem i antypisizmem. Można rzec, że robią za cioty kolejnej rewolucji.
    Nowe znajomości po prostu ucinam, gdy tylko wyczuję pisowski ryt w myśleniu i osobliwy sznyt w tzw. obejściu, czyli rodzaj pogardliwego lub współczującego, co się czasem nakłada, traktowania z góry „nie swego”. Tak charakterystyczny też dla religiantów wobec ateistów, których uważają za istoty co najmniej ułomne i pożałowania godne, jeśli nie wrogie.
    Fałszywe sytuacje towarzyskie szybko wychodzą bokiem, niezależnie od tego, czy unikasz zwady, czy idziesz na zwarcie. Po cholerę się męczyć z kimś w imię wymuszanej na sobie tolerancyjności , skoro zderza się z absolutnym jej brakiem z drugiej strony i trudnej, bo bezradnej empatii. Chyba że lubi się mocne wyzwania.
    Czy w ogóle można się „pięknie różnić”, przestając z umysłem wycofanym/zabetonowanym i przeprojektowanym na wzór sekty?
    A co robić, gdy się ma częściowo albo całkowicie (uchowaj bóg) radiomaryjną rodzinkę? Czego szczerze współczuję jej „posiadaczom”.
    U mnie sam „drugi sort”, czego innym życzę.
    @Lewusku
    Fajnie było się spotkać. Od razu dostałam powera.

  252. @pombocek, Lewy, Ewa-Joanna, seleuk(os), WojtekA

    A’propos maila przyjaciółki @pombocka

    Wczoraj odbyło się całkiem udane spotkanie towarzyskie, w którym uczestniczyła sympatyczna dwudziestoparolatka.
    Dziewczyna opowiedziała o swoim epizodzie emigracyjnym, który trwał jakieś 6 m-cy, bo jest prawdziwą patriotką i bardzo tęskniła za polskim językiem, polską kulturą i polską mentalnością i dlatego wróciła.

    Nie pytałam, skąd pewność, że prawdziwy patriotyzm związany jest z koniecznością pobytu w kraju, odpowiedziałam za to, ze mam tak serdecznie dosyć polskiej mentalności, że chętnie wyjechałabym stąd właśnie po to, by od tych Polaków odpocząć.
    Widziałam wyraz jej twarzy, gdy to mówiłam. Równie dobrze mogłabym ją uderzyć.
    Zastanawiam się, czemu tak to odebrała i pomyślałam, że albo to kwestia hierarchii wartości, tzn. najpierw polskość, później człowieczeństwo, czyli dopuściłam się jakiejś zdrady wobec narodu, albo odebrała to osobiście, czyli, że za granicą nie chciałabym z nią rozmawiać.

  253. mag
    27 listopada o godz. 0:32

    Dobry wieczorek, nocna mag.

    „Czy w ogóle można się „pięknie różnić”, przestając z umysłem wycofanym/zabetonowanym i przeprojektowanym na wzór sekty?”.

    Można, mag. Wtedy, kiedy ktoś jest kobietą, a ja – odwrotnie. I wtedy, kiedy jest sporo wspólnych przeżyć, wspomnień i różnorodnych więzi.
    Rozstanie wówczas to ciężki, kolejny krok ku śmierci.

  254. Gekko
    Nie słuchaj upiornego @anumlika, który wieszczy twój pobyt w studni do stu dni.
    Zatrutą wodę zawsze można wypompować. Studnię odkazić i nalać świeżej wody.
    Wchodzę w to.
    Pozdro

  255. pombocek
    Zlituj się! Takie ponure myśli na dobranoc?

    „Trumienko podaj mi rączkę”
    (S. Grochowiak)

  256. Jiba
    27 listopada o godz. 0:37

    Nauka myślenia i rozwijanie przyrodzonej wszystkim zwierzakom ciekawości świata są u nas może na poziomie życia starożytnych plemion w dżungli. Kto miał szczęście spotkać ludzi z otwartym umysłem, stał się obowiązkowo podobny do nich, bo tacy ludzie sobą zarażają. Niestety, tych otwartych jest garstka, więc uczenie szkolne jest przede wszystkim uczeniem stereotypów, co ma z otwartym, poznawczym myśleniem akurat tyle wspólnego, co szykowanie bitych kotletów. Ale człowiekowata małpa nauczona prostego myślenia egzystencjalnego myśli, że myśli, że jest w stanie rozumieć wszystko, a a stereotyp zwany „patriotyzmem” jest dla niej wartością najwyższą. Ani jej w głowie, że umierać będzie sama, nawet najbliższy człowiek z nią nie pójdzie, nie mówiąc o takiej abstrakcji jak patria.

  257. mag

    Dobranocka, mag. Jak myślę o Tobie, chce mi się żyć. Przykrywam się z głową, żeby pomarzyć.

  258. W Quebec’u religie katolicka zastapila religia NHL.
    Cale rodziny modla sie do bogow hokejowych(powaznie, hokey gods) coby synal dostal kontrakt. No bo jak taki podpisze kontrakt z druzyna NHL to jakby nieprzierzajac w Polsce syn wyswiecony na ksiedza zostal, benefity sa porownywalne….err, the materialne benefity, wiadomo przeciez, ze w Polsce najblizsza rodzina swiezo wyswieconego, procz ziemskich dostatkow ma darmowy wjazd pod bramy Niebios, a mama z babka, tego wyswieconego, to nawet przez uch igielne, jak wielblad przelazic nie musza.

  259. @pombocek
    27 listopada o godz. 0:58

    Tak, tak, tak. Zarażać, a dokładniej – wstrzykiwać szczepionkę. Po kilka razy. Nie martwić się rozstaniami, nie ratować więzi za cenę zgody na tolerowanie zatracania się w obłędzie. Rodzimoniewiercze szczepionki przygotowywać każdego dnia i wstrzykiwać.

    Patrzeć, kto rokuje i działać intensywniej.

    Albowiem w Świątyni Bul-Ka-Coś padło profanumentalne pytanie: „Co bulka?”

  260. Jiba
    27 listopada, g.0:37
    Ja bym też chciała odpocząć od polskiej mentalności. Nawet na zawsze. Mam tej mentalności „po kokardę”, jak pisała @Nela z Wrocławia (brakuje mi jej rozsądku i poczucia humoru).
    Przyznam, że zafrapowało mnie, co pozytywnego mogła mieć na myśli rzeczona dziewczyna pod tym – hasłowym w końcu – określeniem, skoro twoja reakcja ją dotknęła. Może chodziło o jakieś sentymentalne skojarzenia związane z POLSKĄ rodziną, POLSKIMI obyczajami świątecznymi, czyli najlepszą nadzwyczajnością NAJSWOJSZĄ (jaka by ona nie była), a może enigmatyczno-magiczne wartości chrześcijańskie w rozumieniu (oraz w praktyce) epidiaskopów i ludu PISiego miast i wsi.
    Nie próbowałaś pociągnąć tematu?

  261. mag
    26 listopada o godz. 19:02
    nie znam się na tym, niemniej zabiorę glos
    Poczta Polska nie wydaje karty z Wyciskarką Opczności, a z nowym kościołem toruńskim, chyb a w tym roku oddanym do użytku. Byla na otwarciu cala generalicja waadzy. Na kopule jest stylizowana korona.
    PS. to mało ważne, ale ciekawa jestem w jakim stylku zrobiono koronę dla intronizacji króla Jezusa w łagiewnikach.
    PS.PS…miałam sen…obudziłam się w Polsce bez kościoła, Kaczyńskiego i jego wazeliniarskiej świty.
    Obawiam się, że Lewy swoim wpisem obudził we mnie …upiory?

  262. pombocek
    26 listopada o godz. 22:35

    Musze przyznac Pombocek, ze troche Twoje filmiki mnie zainspirowaly. A moze to zazdrosc. Nie wiem, nazwij jak chcesz. Chyba nabede action camera zebym tez mogl sie filmowac z WooHoo jak zaczne w marcu czy kwietniu na randki chodzic. Ja przypuszczam. ze Ty robisz Twoje filmy telefonem komorkowym czy aparatem fot. z reki. Ja niestety zeglujac nie posiadam wolnej reki. Gdybym probowal zlapac za telefon, to wyladowalbym odrazu w wodzie, calkiem bez sensu. Dlatego musze zamocowac pare wysiegnikow do camera. To co najczesciej mozna obejrzec na jutubku, to co przypomina moje zeglarstwo, jest filmowane z obok plynacej szybkiej motorowki. Tez tego jestem pozbawiony. Ale takie filmowanie swoich wyczynow uwazam za b. dobry pomysl. To ta zazdrosc czy inspiracja.

    A poza tym mam pytanie. Dlaczego Ty nie uzywasz vang (obciagacz bomu) w Twoim osprzecie? To jest kawalek sznurka albo drutu laczacy stope masztu z bomem, po przekatnej. Nie pozwala podnoscic sie bomowi do gory. Kadlub ma zupelnie inna stabilnosc na wszystkich kursach, szczegolnie wolnych. Zagiel ma lepszy kat natarcia na calej wysokosci, bez skretu.

    I jeszcze jedno. Ale to troche tez do Jiba.
    Co to jest patriotyzm? Do czego jest potrzebny i komu? Co to jest ojczyzna? Co to jest ojcowizna? Co to jest polskosc? Czy tradycje mozna „wybierac” jak rodzynki? Czy Litwa jest ojczyzna moja? Czy jest to „cala paczka” ktora sie nie da podzielic na czesci? Gdzie lezy granica „innosci”? Czy mozna byc „outsiderem” w praktyce zyciowej? Takie pytania.

    pzdr Seleuk(os)

  263. pombocek
    27 listopada o godz. 0:58
    Jureczku napisałeś tak „Kto miał szczęście spotkać ludzi z otwartym umysłem, stał się obowiązkowo podobny do nich, bo tacy ludzie sobą zarażają. ”
    Obawiam się, że jest odwrotnie, że to właśnie ci z zatrzaśnietym umysłem zarażają. Zarazić można chorobom a nie zdrowiem. Oczywiście spotkanie człowieka z otwartym umysłem może pomóc stać się podobnym do nich, ale do tego trzeba mieć własne predyspozycje, chcieć się stać podobnym, czyli już jakoś być otwartym na otwarcie tego spotkanego.
    Jednym z najbardziej horendalnych, demagogicznych argumentów, który zastosował Bush i jego banda, by napaść na Irak, było głoszenie tezy, że jak się zainstaluje demokracje w Iraku, to nastąpi efekt domina i demokracja jak zaraza rozpęłznie sie po wszystkich krajach arabskich, czyli leżące klocki domina zaczną sie jeden po drugim podnosić, jak w puszczonym do tyłu filmie, że zdrowy Irak swym zdrowiem zarazi np. taką Arabie Saudyjską.
    Otwartość można kształtować i trzeba pielęgnować od samego początku, od dziecka, bo u dorosłych, w większości przypadków, jest już za późno. Tragiczna jest nasza sytuacja, gdyż ową otwartość właśnie od dziecka tępi Kościół, każąc wierzyć w absurdalne dogmaty, blokując dostęp do krytycznego myślenia.
    Trochę bym odwrocil Twoja myśl ” „Kto miał nieszczęście spotkać w dzieciństwie ludzi z oganiczonym umysłem, stał się nie koniecznie obowiązkowo podobny do nich, bo tacy ludzie sobą zarażają”.
    No ale są i tacy, którzy spotkali, ale udało im sie wyrwać z choroby, o czym świadczą tacy ludzie choćby jak Ty.
    Ale kto by pomyślal, że jeszcze 20lat temu konfrontowanie darwinizmu z kreacjonizmem było absurdem, a dziś wydaje się normalną, ciekawą ofertą do podania dzieciakom, tak jak kofrontowanie wyników Komisji Millera z odkryciami Zespołu Macierewicza ma świadczyć o równoprawnieniu obu gremiów.
    Koniec świata – jak mówił pan Poiołek

  264. @mag
    Ciesze się, że obudziłem Cię z letargu. Rozmowa z Toba tez mi bardzo pomogła. Wychodziłem od Ciebie pogodny, a nawet troche radosny.

  265. seleuk(os)
    27 listopada o godz. 6:22

    Seleukosku, mój okręt, kiedy jadę z workami na masztach, jest jednoosobowy. Chodzę po nim wyłącznie tyłkiem. Gdybym spróbował stanąć na dwóch, zwłaszcza na fali – obowiązkowo zwrot przez stępkę. Tyle że ja pływam, aparaty idą na dno. Tak się mówi: „pływam”. Spróbuj na przykład w styczniu dopłynąć kilometr do brzegu. Poza tym wczesną jesienią wyjechałem z bosmanem przystani – on motorówką, ja swoim – żeby zobaczyć, jak dam radę sam sobie pomóc, kiedy fajtnę na fali. Guzik dałem radę. Okręt zrobiłem niezatapialny, ale kiedy ma pełno wody, jest tak niestabilny, że nie dałem rady się na niego wczołgać – furt się przekręcał. No i musiałem wleźć na łódkę bosmana, przywiązać do niej swój okręt i z trudem wróciliśmy na brzeg.

    No więc z powodu przesuwania się po okręcie wyłącznie na tyłku – na przykład po to, by szybko zdjąć grotpatyk w razie większego szkwału – muszę mieć jak najmniej przeszkód, w tym – sznurków. No i chodzę po wodzie po to, by się cieszyć wodą, niebem, falą lub brakiem fali, być w samotności, w ciszy, na ptaszki patrzeć (na przykład jest na Jamnie chyba para orłów rybołowów, widziałem z daleka jedno udane pikowanie), fotki i filmiki pstrykać, a to czy pójdę dwa centymetry szybciej czy wolniej – ma małe znaczenie. Gdyby mi się chciało zrobić ster, miałbym dwie wolne ręce, ale to kolejne zagracanie okrętu, wystarczy mi wiosło, które się nauczyłem przytrzymywać kolanami. Oczywiście, Twoja chochla przy mojej łyżeczce to transatlantyk, więc zupełnie inna polityka.

  266. Lewy
    27 listopada o godz. 8:35

    Lewusku, cieszę się, że rozszerzasz myśl, bo mówisz obrazowo i pouczająco. Ale. W gadce na żywo pewnie byśmy szybko doszli, że rozumujemy podobnie. Szkolny, a nawet wyżejszkolny nauczyciel, rodzic, literacki bohater, starszy kolega albo i rówieśnik, który czymś zaimponuje tak, że staje się dla brzdąca inspiracją – pożądaną społecznie lub naganną – to dla mnie – okazjonalnie powiedziane – zarażanie, ale może być inna nazwa, nie upieram się. Można operować „wzorcem osobowym” lub czym innym. Nie mam natomiast wątpliwości, że systemową przyczyną kształtowania się zamkniętych umysłowo osobników jest brak uczenia dzieci i młodzieży myślenia. Brak teoretycznego i praktycznego uczenia myślenia (kiedyś w liceach była logika lub propedeutyka filozofii, ale to nie to), ale i uczenia O MYŚLENIU. Poza tym brak u władz chęci uczenia czegoś tak niby oczywistego (boć wszyscy umieją myśleć). Wystarczy zaapelować: „Trzeba myśleć”, „Pomyśl” lub ten dobijający mnie idiotyzm „Myślenie nie boli”. Z równym skutkiem można apelować do wilka, żeby żarł korzonki.

  267. Lewy
    27 listopada o godz. 8:35
    Otwartość można kształtować i trzeba pielęgnować od samego początku, od dziecka, bo u dorosłych, w większości przypadków, jest już za późno. Tragiczna jest nasza sytuacja, gdyż ową otwartość właśnie od dziecka tępi Kościół, każąc wierzyć w absurdalne dogmaty, blokując dostęp do krytycznego myślenia.

    Mój komentarz
    Tak Lewy, im wcześniej będzie wyrobiona otwartość umysłu i osobowości u człowieka na innych, tym będzie trwalsza. Wpajanie takich cech poprzez edukację szkolną nie jest procesem skutecznym w 100 %, jednoznacznym, jest to statystycznie przejawiający się proces, z dwóch powodów – a) każdy człowiek jest inny, b) każdy człowiek podlega naciskom i formowaniu równoległym przez inne otoczenia niż czysto edukacyjne, szkolne – przez środowisko rodzinne, rówieśnicze, medialne.

    Szkoła i rodzina są najważniejsze jeśli chodzi o kształtowanie otwartości na drugiego człowieka i otwartości w myśleniu.
    Problem otwartości jest dla konserwatystów narodowo-socjalistycznych w Polsce czerwoną płachtą na byka. Oni uczepili się w swojej ideologii rodziny jako jedynej, niezawodnej kotwicy chroniącej przed złem. Wszytko inne dla nich, to lewactwo.

    Odrzucają oni idee uspołecznienia człowieka połączone z kształtowaniem otwartości, ponieważ tych idei nie rozumieją, nie chcą zrozumieć i aby to swoje niezrozumienie i odrzucanie wytłumaczyć plotą o Oświeceniu, które zepsuło ludzi, zaszczepiło, rozpowszechniło podmiotowość i zarazem grzech, zaczęło niszczyć wiarę, o zboczeniach, które weszły na społeczeństwa zachodnie, o zaniku wartości, o gniciu zachodniej kultury, w ogóle Zachodu, itp. wykwity myśli antyreformacyjno – antyjakobińsko – antykomunistycznej.

    To co pozostaje po takim odrzuceniu, staje się po części wychowaniem autorytarnym, szablonowym, drętwym, opartym w dużej części na tłoczeniu osobowości młodego człowieka w podległościowe schematy i hierarchie przy pozostawieniu umiejętności praktycznych, przydatnych państwu, przede wszystkim zawodowych.

    Moim zdaniem nauczanie otwartości, nauczanie stosunku do inności, kształtowanie postaw tolerancji, życzliwości, zrozumienia, itd., powinno się odbywać na wszystkich etapach edukacji, na każdym etapie w innej formie. Wiadomo, że dzieciom siedmioletnim tłumaczy się pewne sprawy inaczej, niż np. 15-letniej młodzieży.
    W polskiej edukacji w ostatnich kilkunastu latach w stosunku do poprzedniego systemu trochę większy nacisk kładziony jest na samodzielność myślenia, co dało pewne pozytywne efekty. O otwartości mało się mówi, mało kto o niej słyszał.
    Pzdr, TJ

  268. Jadę zaraz na basen, wiec tylko słów.

    @mag – pociągnęłam temat, ale odpowiedzi były dość, nie wiem, jak to nazwać, naiwne? Opowiem ze szczegółami, jak wrócę.

    A jeśli chodzi o te polskie rodziny, patriotyzmy, tradycje, co to jest polskość, to jest to temat, który mnie ostatnio mocno intryguje.

  269. @pombocek, (26 listopada o godz. 12:36)

    …kto to tak odmawia poznania i zrozumienia? Bo bez nazwania sprawcy rozmowa ogólnikami jest o niczym.

    Odmawia zrozumienia, między innymi, ten kto infantylizuje i wyśmiewa. Śmiech, poza innymi, pełni funkcję pomniejszania, degradowania, unieważniania. Wyśmiać, to trochę unieważnić. „Wziąć w ontologiczny nawias” (Janina Puzynina)
    Ogólniki. Nie istnieje „statystyczny” człowiek. Każdy może, jeżeli zechce, odpowiedzieć sobie na pytanie czy jest „sprawcą”. Można mówić jedynie o uniwersalnych zasadach i regułach. Jesteśmy, albo i nie, w drodze. Każdy w innym punkcie. Każdy na swojej niepowtarzalnej drodze.

    „https://www.youtube.com/watch?v=3l4nVByCL44”

    Przez ile dróg musi przejść każdy z nas
    by mógł człowiekiem się stać?
    Przez ile mórz lecieć ma biały ptak,
    nim w końcu opadnie na piach?
    Przez ile lat będzie kanion ten trwał,
    nim w końcu rozkruszy go czas?
    Odpowie Ci wiatr wiejący przez świat,
    odpowie Ci, bracie, tylko wiatr.

    A gdybyś miał na myśli takich jak ja ateistów, to melduję, że … rozumiałem wszystko, co można w tej materii rozumieć, a zwłaszcza to, że niewiele tam jest do rozumienia.

    „Zrozumiałem wszystko”. No cóż, przyjmuję do wiadomości, że w tej chwili tak właśnie uważasz. Zauważ, że jest to postawa zamykająca POZNAWANIE. Osobiście bliższa jest mi postawa otwarta. Sokratejskie wiem, że nic nie wiem.

    Kiedy mówisz o potrzebach, jakie zaspokaja religia, masz na myśli potrzeby WYWOŁANE przez religię i przez nią zaspokajane, czy potrzeby przypisywane przez odjechanych myślicieli naturze człowiekowatych małp?

    WSZYSTKIE. I te, które leżą u źródeł tworzenia bóstw. I te, które kreowane są przez religie i kościoły w ramach polityki marketingowej.

    Nie wiem, kto odmawia poznania i rozumienia roli Kościoła, bo lud pracujący miast i wsi świetnie tę rolę, zwłaszcza w prywatnych gadkach, rozumie i umie oddzielać domniemane sacrum od kościelnej prozy.

    Ani słowem nie pisałem o odmowie „poznania i rozumienia roli Kościoła”. Pisałem o roli religii w życiu człowieka. A to są zupełnie różne kwestie.
    A skoro już poruszyłeś kwestię mądrości „ludu”, to warto zwrócić uwagę na jedno. Ewolucja eliminuje nie tylko zbędne, na danym etapie, organy. Eliminuje też zbędne emocje. Dlaczego nie wyeliminowała u tegoż ludu, wręcz stadnego, uczestnictwa w kościelnych obrzędach? Czy „lud” jest mądry tylko na jedno oko, na jedną nóżkę? A może, w sposób intuicyjny, wie, że znajdzie tam coś dla siebie ważnego? Zauważ, że nie piszę: mądrego, słusznego, prawdziwego. Co ten „lud” tam odnajduje?
    Odpowiedź, że znajduje tylko to, co mu sprytnie podsuwa paskudny kler, jest z jednej strony nadawaniem kościelnym korporacjom przesadnego znaczenia. Z drugiej, nieliczeniem się z prawami ewolucji.

    niepotrzebnie – a jest to religiancki zwyczaj – wprowadzasz patos do przymiotników, pisząc: „KrK”. To skrót od „Kościół rzymskokatolicki”.

    Od kiedy to używanie skrótów jest przejawem religianctwa? Czy Ty skracając mój nick też jesteś religiantem? 😉
    Nie chce mi się pisać pełnej nazwy. Odmawiam używania nazwy „kościół katolicki”, bo nie akceptuję zawłaszczania słowa „katolicki”. Odmawiam używania nazwy „Kościół”, bo kościołów jest od metra i jeszcze więcej. Nie zamierzam brać udziału w manipulacji stawiającej jeden z kościołów ponad innymi.
    Od kiedy to używanie poprawnej nazwy jest patosem?

    I kto to tak odmawia „poznania i nawiązywania kontaktów z potencjalnymi sprzymierzeńcami”?

    Jak wyżej. Każdy sam powinien sobie odpowiedzieć na to pytanie. Ilość kontaktów społecznych o niczym nie przesądza. Zostało to już dawno opisane przez socjologów:
    „http://lubimyczytac.pl/ksiazka/132654/samotny-tlum”
    W sztuce nie raz pojawia się motyw całkowitej nieznajomości, braku zrozumienia i samotności w trwających dziesiątki lat małżeństwach.

    … poznanie i kontakty nie dotyczyły takich spraw prywatnych, do jakich należy np. religia … nie było żadnych sytuacji, w których mielibyśmy potrzebę nawiązywania kontaktów na tym gruncie…

    Obawiam się, że te czasy, niestety, już minęły. Teraz katobolszewicka religia wciskana jest wszędzie. Inna sytuacja wymaga innych narzędzi. W tym narzędzi poznania i komunikowania.

  270. słów kilka:)

  271. Punkt za merytoryczność 😉

  272. Jak poinformował na FB Waldemar Kuczyński – Facebook na żądanie Radia Maryja usunął filmik Jachiry w Obronie Terytorialnej. No to go dołączam. Też go dołączam, bo jest na YouTube:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=RA09C3W5bW0

  273. Jakby powiało wielebnym Jorge z „Imienia róży”

  274. P.S. @anumlik – moja uwaga nie do Ciebie 🙂

  275. mohikanin przedostatni
    27 listopada o godz. 10:21

    Pewnie po fajrancie wrócę do Twojej reakcji, ale teraz nie mam czasu, więc tylko czysta formalność.

    Pisanie dużymi literami zaimków w trzeciej osobie, przymiotników, innych wyrazów nie w nazwach, np. „Policja”, „Straż”, „Marszałek Sejmu” to patetyczny zwyczaj wzięty z Biblli, który po transformacji stał się w Polsce powszechną manierą, świadczącą o coraz gorszej kondycji językowej internetowych rodaków. W Twoim skrócie druga litera „K” jest duża. Pokazałem ci rozwinięcie skrótu, który jest oficjalną nazwą Kościoła katolickiego, a Ty jeszcze nie rozumiesz. To jest ortograficzny elementarz, niepotrzebne są te ambicjonalnie dywagacje

  276. Kobiety w kamasze!
    Macierewicz pragnie powoływać: farmaceutki, fizykobiochemiczki, lekarki dentystki, pielęgniarki, ratowniczki, kobiety wykształcone w kierunku oganizacyjno-technicznym, psycholożki. Te ostatnie mogą być powołane do służby w razie… konfliktu.

  277. W decyzji facebooka o usunięciu satyrycznego klipu video zaważyło moim zdaniem jedno – swastyka pokazana przez moment w filmiku. Inne treści nie miały znaczenia, hackenkreuz wystarczył za wszystko.
    Swoją drogą, to filmik jest szyderczy, jadowity, jak na mój gust całkowicie relevantny do poczynań kamaryli Pisowsko-terytorialno-smoleńskiej.
    Pzdr, TJ

  278. @tejot
    Klaudia Jachira stała się publicznym wrogiem numer jeden Radia Maryja, o czym poinformowała telewizja Trwam:
    ‚https://www.youtube.com/watch?v=Ay5VjpRGGcI

  279. Zafrasowałam się, czytając serię opowieści o tym, jak nasi starzy znajomi wpadli w odmienne stany świadomości. Doświadczam całkiem podobnie, bo tego mam pecha, że część aktualnych naszych władców to ludzie, których znam ze studiów. Albo zgoła z kiedysiejszego sąsiedztwa. Niejeden mnie nie zdziwił, bo ledwie dał się zauważyć, to już jako istota pilnie wietrząca za karierą. To więc, że „wątpiący” się nawraca i szaleje, jak neoficie przystało, zdziwienia nie budzi. Ale to, że ludzie nijak o inklinacje polityczne niepodejrzani, stali się neofitami, to już i owszem, zaskakuje.
    Tak nawiasem, długo usiłowałam sobie przypomnieć panią Szydło – bo znaki na ziemi wskazywały, że musiałam ją oglądać. A tu uparcie ni cholery w głowie nie kołatało. I co? Klasyczne wyparcie – oporna bardzo do otwarcia byłą ta szufladka, w której wpadło jej rodowe nazwisko i związane z nim wspominki. jak raz, małe i nijakie.

    Kilku moich cenionych wykładowców, ludzi – zdawałoby się – trzeźwych, doznało przedziwnego zaniku nawet nie samego krytycyzmu, ale i pewnej części przyzwoitości. Tak bardzo, że gotowi byli publicznie upokarzać kolegów z uczelni, wywlekając różne ich sprawy osobiste, bynajmniej nie będące wykroczeniami. Miarę, że ich własne zachowanie jest demoralizujące, też stracili.
    Tyle dobrego, że ze znajomych bliższych nie nurza się nikt w tych odmiennych stanach. Przynajmniej na razie.

  280. @jael53 27 listopada o godz. 11:41

    Nie wiem, czy to coś wyjaśni, ale eksperymenty wykazują, że homo sapiens jest konformistą i łatwo poddaje się presji. Znam eksperyment, w którym proszono o wskazanie, która kreska jest dłuższa. Rzecz oczywista? Niekoniecznie. Bo kiedy podstawieni uczestnicy twierdzili stanowczo, że krótsza jest dłuższa, to zdumiewająco wysoki odsetek badanych im przytakiwał… wbrew temu, co widzieli na własne oczy.

    Marci Shore opisuje sfingowane procesy w Czechosłowacji, gdy ludzie oskarżani o „sprzyjanie burżuazyjnym tendencjom” czy coś równie bzdurnego, sami bili się w piersi i prosili o najwyższy wymiar kary. A w Polsce – zawsze jest jakaś grupa ludzi, na którą silnie wpływa panujący klimat – i często są to tzw. elity, które pragną pozostać elitami. Wiele znanych życiorysów powiela schemat: aktywny działacz PZPR, potem sztandarowy katolik.

    Wyczuwanie koniunktury przynosi często konkretne korzyści. A w Polsce zmian koniunktury było kilka. No bo jeśli np. prezydent Warszawy deklaruje, że Bóg ją powołał na to stanowisko… to mnie się od razu zapala w głowie czerwona lampka. Ale bardzo wiele osób nie zobaczy nic nadzwyczajnego w takim dictum. Sorry, taki mamy klimat?

  281. @Na marginesie
    27 listopada o godz. 11:04

    Jorge u Umberto Eco miał przydomek „czcigodny”. Ale to może zależnie od tłumaczenia. Macierze z Diuny też raz były wielebne, raz czcigodne.

  282. Konstancja
    27 listopada, g.1:40
    Oj budzą się, budzą upiory. Już nawet boję się w nocy wyciągnąć rękę spod kołdry , żeby mnie jaki za nią nie capnął. A nakryć się na głowę – strach, bo zmora dusi.
    Z rana dopadają mnie lęki poranne, gdy pomyślę że „nad Wisłą (znów) wstaje PIS – owski dzień”.
    Powiedzmy, że ciut przesadzam, bo troskam się wprawdzie o Umęczoną i jej Dzieci, ale najbliższa ciału koszula. A ta mnie uwiera (szlachetne zdrowie coś szwankuje).
    Zauważ, że od jakiegoś czasu bez większych przeszkód ze strony ludzi oświeconych rozkwita obskurantyzm i na naszych oczach dokonuje się swoista „cafka”. Jest to zresztą zjawisko globalne, którego symptomy są akurat bardzo wyraźne w Umęczonej.
    Tysiące ludzi potrafi zapełnić Stadion Narodowy, wierząc w czary mary szamana z Afryki, który ponoć wskrzesza ludzi. Rodzice, zamiast poddać dzieci szczepieniom, zabierają je na „party odry” albo innej francy, by się „uodporniły” przez zarażenie się choroba od innych dzieci.
    Dzięki ekspresowej reformie edukacji może już za rok przybędzie lekcji religii, a ubędzie np. informatyki. Każdy uczeń, by nie przemęczał głowy myśleniem, zostanie pouczony na lekcjach historii czy polskiego kto wielkim bohaterem, artysta, poetą był, a kto zdrajcą, miernotą, zaprzańcem itp. itd. Niewykluczone, że z nowych podręczników zniknie teoria ewolucji, a zastąpi ją kreacjonizm.
    Zwycięska partia rządząca ma wszystkie znamiona sekty, a religia smoleńska to polska odmiana katolicyzmu.
    Czyżbyśmy pogrążali się w mroku zwiastującym zmierzch cywilizacji? TEJ cywilizacji?

  283. @pombocek, (27 listopada o godz. 11:09) tu mnie masz! Z ortografią byłem na bakier od dziecięctwa. Staram się, ale raz po raz d.. o beton. Sorry, Winnetou 😉

  284. Powiedzmy, że konformizm rzecz ludzka. A nawet oportunizm; w końcu całkiem przyzwoici ludzie swego czasu do różnych dziwności się zapisywali, ot tak na wszelki wypadek. I żeby się nie wychylać.
    jesteśmy tu w gronie mniej więcej dojrzałym, więc zapewne pamięta się nam ta fraza o „niewychylaniu” tudzież o „niemieszaniu się”. Tak miała większość koleżeństwa na studiach – NZS, gdy się zorganizował, bynajmniej nie był tłumny. Bo to już było „wychylenie się”. Na tzw. kierunkach elitarnych w złym tonie było wprawdzie należeć do SZSP; ale i w niedobrym było należenie do czegokolwiek. Można było bywać na dość zamkniętych spotkaniach, ale żeby popierać coś deklaracją i podpisem? O, nie! raczej dowcipkowano sobie z różnych „pochodni gorejących” (u nas były to Koleżanki Anna Krajewska i Małgorzata Bator) czy „dyżurnych zbawców” typu Konstanty Miodowicz czy Zbigniew Fijak. Inna rzecz, że gdy im działa się jakaś krzywda, to jednak wspierano, najzupełniej konkretnie… Ale też, z całym tym bardzo konformistycznym dystansem, była jakaś przyzwoitość. Wspomniany tu jeden pan, młody naówczas asystent, miał sprawę karną za „działalność antypaństwową”. Dostał wyrok bez zawiasów; i na chwałę UJ trzeba powiedzieć, że uczelnia zachowała się nadzwyczaj przyzwoicie, bo urlopowała chłopaka.
    Ta właśnie miara oraz przyzwoitość znikły. I takie mam od dobrych 15. lat wrażenie, że im bardziej w przestrzeni publicznej dominuje ta osobliwa „sfera pseudosacrum”, im więcej jest zaklinania się na wartości, tym tych dwóch cnót jest mniej, chociaż nie należą one do heroicznych.

  285. @mag, 13:24
    Wczoraj nie mogłem zasnąć po przeczytaniu dwóch postów.
    Napisali: ‘pombocek’, 19:35 i następny, dobijający ‘Wojtek A.’, 20:29

    Nie wiem, ‘mag’, czy powinniśmy się tylko pocieszać? – chyba nie, bo to sprawia ONYM przyjemność.

    Po przeczytaniu w GW felietonu „Sześć zasad życia w dyktaturze”, pomyślałem, że warto je upowszechnić na blogu.
    1. Uwierz autokracie
    2. Nie daj się zwieść drobnym oznakom normalności
    3. Instytucje cię nie uratują
    4. Oburzaj się
    5. Nie idź na kompromisy
    6. Pamiętaj o przyszłości

    Wiem, że hasła mało mówią, ale już coś znaczą.
    Pozdrawiam najserdeczniej, trzymajmy się!

  286. Upiorna chmura nad Warszawą, coś wisi w powietrzu, chyba zaraz p…..lnie.
    Najlepiej hop, pod kołdrę.

  287. @tejot
    Dobrze, że nie zareagowałeś na moja złośliwość – świadczy to o Twojej klasie.
    Cóż, każdy miewa zły dzień, wkurw go męczy i wtedy (…)
    Nie przepraszam, bo sprawa błaha, a znamy się blogowo od lat.
    Pozdr

  288. @mohikaninie – jesli ten punkt za merytoryczność odnosil się do mnie, to powiem Ci, że w komentarzu wczesniej zgubiłam jeden wyraz i chciałam go uzupelnic w kolejnym, a Ty wstrzeliłeś się między nie. Tych „słów kilka” nie było do Ciebie:)

    Wracając do dziewczyny oburzonej moja niechęcią do mentalności Polaków, rozmawiałysmy dalej tak, jakby każda miała coś innego na mysli. Tzn. ja nie rozumiałam jej odpowiedzi 🙂
    W odpowiedzi na moje słowa, powiedziała, że chyba dużo zalezy od znajomych, jakich człowiek ma. I tu juz mialam klopot, bo faktycznie dobrze jest mieć sympatycznych znajomych, co ma do tego polska mentalność. Opowiadała dalej, jak dobrze czuje się ze swoimi przyjaciółmi, dzięki nim się rozwija, mają to samo poczucie humoru itd.
    Jeszcze tylko odparłam, ze przeciez chyba czasem chodzi do sklepu i spotyka ludzi, którzy nie są jej znajomymi, słyszy co mówią, a przede wszystkim, jak niektórzy z Polaków urządzają nam państwo.
    I znów odpowiedź, że jeszcze nie wiadomo, jak nam państwo urządzą, zobaczymy za pięć lat.
    Tu nie ma sensu przytaczać pełnego dialogu, nie rozumiałyśmy się na płaszczyźnie podstawowej, jakbyśmy znały inne definicje pojęć.

    Później rozmowa przy stole zeszła jeszcze na temat uchodźców, że nie powinniśmy być aż tak ze wszystkim tolerancyjni, co zabrzmiało jak głupi dowcip w kraju, które uchodźców nie przyjęło wcale.
    I tego, między innymi, mam dosyć w Polsce.

  289. @bubekró 27 listopada o godz. 12:59

    Czcigodny czy wielebny – solidnie obłąkany Jorge w „Imieniu róży” chciał objąć cenzurą śmiech w ogóle – a przede wszystkim chichranie się z religiantów. Jorge po prostu dobrze wiedział, gdzie boli KaKa, dlatego właśnie w kierunku – przeciw przekłuwaniu święto.ebliwego balonika – zwracał z zapałem swój toksyczny oręż.

    Dziś ślepy Jorge powiedziałby, że religiant jest twoim potencjalnym sprzymierzeńcem, a jako takiego nie można brać go w „ontologiczny nawias” – tylko trzeba starać się zrozumieć jego zboczone religianckie „potrzeby” – a w szczególności powinni to robić… ateiści!

    P.S. I nie należy pisać KaKa, bo to jest bardzo nieprawidłowe! Należy pisać wyłącznie KrK 😉

  290. @Jiba 27 listopada o godz. 15:32

    Tak działa każda sekta – zapewnia akceptację i milutkie ciepełko pod warunkiem powielania kodu sekty. Wszystkie odpowiedzi, jakich Ci udzieliła koleżanka są po prostu – katechizmowe. Tak mi się zdaje. Inaczej mówiąc, wpojona RELIGIJNA mentalność rzutuje na całokształt stosunków międzyludzkich. I nie ma tu znaczenia, czy ta osoba wierzy, czy nie, w potrójną bozię, chodzenie po wodzie i cudeńka bush-obory. Ona wierzy w autorytet pasterzy i „świętych obcowanie” w pracowicie wyhodowanym przez nich stadzie. I nie zadaje sobie „niepotrzebnych” pytań.

  291. @Jiba, (27 listopada o godz. 15:32), nie, nie do Ciebie. Do wcześniejszej dyskusji na temat nauki samodzielnego myślenia. Rodzina stała mi nad głową i tupała spacerowo. Stąd ten brak precyzji.
    Pozdrawiam 🙂

  292. Jiba,

    Życzę pełni szczęścia z pływania. Ja zawsze jestem szczęśliwy, gdy taplam się w wodzie i mimo, że tzw. pływalność mam
    lichą (głębokie zanurzenie w przeciwieństwie do Cynamona, który był mistrzem klasyka, czyli żabki), to, zgodnie ludową mądrością mówiącą o szczęściu które można znaleźć wszędzie, ja je znajduję właśnie w wodzie lub na wodzie na żaglch).
    Ale uwaga, gdy znajduję się w takich sytuacjach mam taki przypływ adrenaliny, że staję się niebezpieczny sam dla siebie.
    Dla mnie pływanie i chodzenie po górach zawsze odbywa się na najwyższych obrotach i dopiero, gdy padam ze zmęczenia dopiero dociera do mnie, że to jest to.
    Uwaga druga, to chyba jesienią różni ludzie, a może pogoda, przynoszą co roku na basen różne bakterie.
    Mnie się zdarzyło, że ostatnio załapałem przeziębienie i temperaturę.

    P.s.
    I jeszcze, na koniec, miałem napisać coś specjalnego dla Ciebie i mag, ale pies cały czas napastuje mnie żeby go wyprowadzić, więc muszę zachować się jak przy działaniu siły wyższej.

  293. @stasieku, z godz. 15:18
    Pod pled na foteliku bujanym z książką i kieliszeczkiem seczego. Mam w planie otworzyć butelkę Mayor De Castilla z hiszpańskiego Ribera del Duero. Ma sześć lat i dwoma medalami jest opieczętowana. Nie znam. Cena – bajeczna jak na – być może – genialną zawartość. Ale to rosyjska ruletka. Albo niebo w gębie, albo przesiąkła korkiem. Po Twoim poście, Stasieku, wyszedłem przed dom zobaczyć tę chmurę w całej okazałości. W samą porę, bo zaczął padać grad wielkości orzechów laskowych i zdążyłem samochód schować do garażu. No, lezę pod pled. Prost!

  294. Spod pledu nieźle widać, nawet plac Piłsudskiego. A tam, podczas pasowania żołnierzy na oficerów, Macierewicz powiedział: Ale siła Polski leży w polskiej armii, ale siła tej armii jest w waszych rękach i jest w tej wielkiej tradycji, którą symbolizuje Grób Nieznanego Żołnierza (…), ale siłę tej armii stanowi wielka wiara narodu polskiego, najlepiej symbolizowana przez krzyż Jana Pawła II stojący tu, na placu Piłsudskiego.

    Przekujemy lemiesze na różańce oraz na kropidła pancerne i krasnoje wiłki zaszczita. Zamiast Caracali.

  295. A tymczasem naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się teraz na blogu Szostkiewicza.

  296. Duda senior dał głos. A to dopiero!

    „http://natemat.pl/195529,teraz-juz-jasne-dlaczego-andrzej-duda-przesiaduje-w-kruchcie-przeczytacie-wypowiedzi-jego-ojca-lewaki-lepiej-usiadzcie

    P.S. Pamiętajcie, Rodacy, że NIE WOLNO się z takich rzeczy śmiać!
    Bo „prawdziwy ateista” czci i szanuje wierzenia religianta.

  297. stasieku
    27 listopada, g.15:13
    Pójdę dalej – wymienione przez ciebie zasady można przełożyć na praktykę. Niech z wkurwu coś wynika.
    Zanim więc łykniesz seczego, przepijając do @anumlika, weź i pomyśl, czy nie warto by pójść np. w ślady pewnej mieszkanki Lubartowa,
    Elżbiety Wąs, która złożyła w miejscowym sądzie pozew przeciwko Skarbowi Państwa. Powodem są… „straty moralne i psychiczne”, wywołane katastrofą smoleńską i niekończące się postępowanie w tej sprawie. Pani Wąs nie była spokrewniona ani spowinowacona z żadną ofiarą katastrofy, ale wyjaśnia, że ciągłe rozdrapywanie nie do końca zagojonej rany sprawia, że żyje w ciągłym napięciu i stresie.
    „Powoduje to powstawanie konfliktów i podziałów, co odbieram jako sytuację szkodliwą nie tylko dla całego kraju, ale i dla mnie osobiście” – można przeczytać w dokumencie.
    Domaga się 500 tysięcy złotych odszkodowania, które zamierza przeznaczyć na cele społeczne. – „Ten pozew może i jest kontrowersyjny, ale chodzi mi o to, żebyśmy w końcu zamknęli wieko tej trumny” – tłumaczy Elżbieta Wąs w „Dzienniku Wschodnim”.
    Idąc tym tropem, obatele mogliby upierdliwie (stadnie i z osobna) pozywać poszczególne agendy towarzystwa TKM za straty moralne, psychiczne i materialne ponoszone wskutek robionych na kolanie i niekonsultowanych z suwerenem ustaw, a nawet reform, które godzą w poczucie jego szeroko pojętego bezpieczeństwa i godności osobistej.
    Niech się ciemniaki-wolaki pogimnastykują, bo muszą zareagować zgodnie z procedurami.
    Uściski serdeczne

  298. @Na marginesie, z godz. 18:15
    Pan Lukas (ideolog nowej lewicy) wymyślił, że wystarczy obrzydzić kobiecie mężczyznę, a mężczyźnie kobietę – powiedział Jan Duda.
    Teraz zrozumiałe dlaczego prezydentowi Najjaśniejszej Umęczonej podetknięto pod oczka pupę Dody. Aby se czasem kobity nie obrzydził. Czyżby PAD-owi już zbrzydła własna ślubna? Tak tylko pytam, bez cienia uśmiechu nawet.

  299. Na marginesie
    27 listopada o godz. 15:36

    Wróciłem ze sztormowego rowerowania i pierwsze, co mi wpadło w oko, to właśnie Ty. Namarginesko, nie „KrK”, lecz „Krk”. Drugie „k” to skrót od „katolicki” – nie ma potrzeby pisania dużą literą. Przepraszam, jak raz zacząłem, idę za ciosem, ale nie mam natrętnego zwyczaju wytykania błędów. Od przedostatniego dziecka się zaczęło i tak leci.

  300. Na marginesie

    A z nieprawidłowością pisowni „KaKa” przesadzasz – to żart, a nie podręcznikowy zapis. Fakt, że słuszniej byłoby „Kaka”, ale jak się przyjęło inaczej, to licho z nim – i tak żart, i tak żart.

  301. Jiba i mag,

    Wracam do przerwanego tekstu.
    W końcówce mojego wpisu miało być o czym moje gwiazdy blogowe (mag i Jiba) piszą o rodaczkach, którym w ostatnim czasie (głównie w ostatnich 12. miesiącach) przeorano świadomość.

    Odwołuję się tu do wpisu zrezygnowanej mag z g. 1.37, 27.11, a więc pory nocnej przy pełni księżyca.
    Otóż droga mag, postaram się pocieszyć Ciebie (Jibę też), a siebie już pocieszyłem, o czym niżej.

    Więc do rzeczy.
    Były szef mojej żony posiada spory księgozbiór, który przekazał w testamencie bibliotece uniwersyteckiej, a resztówki z jego pasji bibliofilskiej (które wstydzi się przekazać tak szacownej instytucji) upycha wśród znajomych.

    Tym sposobem trafiła mi do ręki książeczka p.t. „Pożegnanie z Anglią” (tytuł nawiązuje do „Pożegnania z Afryką”, tej ostatniej nie czytałem, ale widziałem piękny obraz filmowy) dziennikarki telewizyjnej o aryjskiej urodzie Moniki Richardson.
    Jej fascynacja kulturą (czytaj wyższością kultury) angielskiej i, oczywiście, wyższością cywilizacyjną Anglików popchnęła ją w ramiona dwóch kolejnych angielskich dżentelmenów, którzy na dodatek zostali jej mężami.
    Jeden dziennikarz, a drugi oficer, pilot Raf-u.

    Żeby bardziej zgłębić stosunki panujące na tej fascynującej wyspie, która rodowitym Anglikom wydaje się, oczywiście wążniejszą (a niektórym patriotom nawet większa) niż pobliski Kontynent, zamieszkała w Anglii i urodziła dwójkę dzieci.

    Opis swoje gehenny opisała w modnym obecnie wywiadzie rzece.
    Są tam opisy począwszy od posiłków, które autorka uważa, że dadzą się skonsumować, poprzez system edukacyjny, stosunki towarzyskie (relacje damsko męskie i sąsiedzkie) aż po rozpaczliwy rozwód, który nastąpił z powodu niemożliwości przebicia się przez utrwalone o niewrażliwe na zmiany w Europie nowe relacje międzyludzkie.
    Kobiety od dziecka znają swoje miejsce w szeregu, a na dodatek hermetyczny sposób wychowywania dzieci, a zwłaszcza dziewczynek i później traktowania kobiet, powoduje, że czują się one ograniczone i niezbyt urodziwe.

    Przed chwilą odszedłem od telewizora i , po latach, zobaczyłem p. Monikę,
    która przygaszona mówiła coś, co do mnie nie docierało, a zwracałem jedynie uwagę na jej wycofanie.

    Pomyślałem, że u nas zupełnie inne obezwładniające oddziaływania społeczne sprowadzają się do tego samego (np. ograniczenia umysłowe kobiet i mężczyzn też), ale, póki co na razie nieśmiało się sprzeciwiamy.

  302. mohikanin przedostatni
    27 listopada o godz. 14:06

    To się cieszę – nie dlatego, że mam rację, ale dlatego, że mądrze zareagowałeś. Muszę Cię tylko przeprosić, że chyba nie odniosę się dziś do Twego odniesienia się do mego podniesienia, bo wprawdzie tylko 45 km rowerowałem, ale ponad połowa z tego pod sztormowy wiatr. Wlazłem teraz po lamę (koc z wełny lamy) i zara się zalaminuję.

  303. Na marginesie
    27 listopada o godz. 16:18

    Dziewczyna wyraźnie odcięła się od kościoła, choć nie jest to jednoznaczne ze zmianą myślenia. Co wpojono, to wpojono i być może ma jeszcze przed sobą odkrycie, że powiela schematy. To młoda osoba i wbrew pozorom niegłupia, tylko te definicje:)

    Rosa91b
    27 listopada o godz. 19:00

    Nie czytałam książki p. Moniki, ale moja koleżanka, która mieszka w UK od kilku lat nie jeden raz mówiła, że to zhierarchizowane społeczeństwo i nie jest łatwo przebić się z jednej warstwy do drugiej.
    Poza tym, nie wiem, czy widziałeś kiedykolwiek serial „Morderstwa w Midsomer”. Ja oglądam go z dużą przyjemnością, ale pokazane tam stosunki społeczne raczej nie zachęcają do przeprowadzki. Cieszę się, ze nie muszę do nikogo mówić: „lordzie”, choć, gdy kiedyś pan J. Santorski powiedział w tv o „księżnej Dominice Kulczyk – Lubomirskiej” to zwyczajnie spadłam z krzesła:)
    Masz rację, u nas kwitną za to inne kwiatki.
    Tez mam do Ciebie wyjątkowy sentyment:)

  304. @anumlik, 15:10
    Ribera del Duero była moim kochanym winem podczas dwuletniej, z przerwami, pracy w Valladolid, hiszpańskim Krakowie.
    Niektóre roczniki są b. drogie, ale kiedy zaprzyjaźniłem się z jednym ‘specjalistom od wyszukiwania win za 10 EUR’, znajdowałem znośne RdD za 5 EUR.

    Ostatnio – uśmiejesz się może – znalazłem RdR w Rossmann’ie (!) pod Warszawą za chyba 25zł!
    Było niezłe, obiegłem Rossmann’y w Śródmieściu, nigdzie nie sprzedają tam win i jeszcze robia zdziwione miny.
    Biegnę na Pakt II.
    Nara

  305. @stasieku, z godz. 20:10
    Właśnie sączę; niezłe. Tuż tuż (jakieś 50 metrów) koło metra „Stokłosy” na Ursynowie jest Rossmann, gdzie często nabywam wina w przyzwoitych cenach. Czasem trafiają się prawdziwe perełki. RdD nie spotkałem, ale będę baczniej się przyglądał podczas zakupów.
    Pozdrówka

  306. Autor tego wpisu to hochsztapler ktory kompletnie nie rozumie o czym mowi. Na przyklad tak zwane Jackowo jest znane w Ameryce jako kolebka hipsterstwa. I to jest podrecznik, od kilkunastu lat. O czym Polaczek na goscinnych wystepach ma prawo nie wiedziec.

    Pozdrowienia z Montrealu, Oingo Boingo.

  307. Czytelnicy!
    Temat do namysłu podpowiada Jiba. Jest o czym dyskutować.
    Pozdrawiam
    JK

  308. Rosa91b
    Witaj mój Ulubieńcze!
    „Pożegnania z Anglią” nie czytałam, ale wpadło mi w oko w wyguglowanej właśnie recenzji takie oto zdanko: „Polska bez ugrzecznionych uśmiechów i „szczera wredność” mieszkańców naszego kraju bardziej odpowiada Monice Richardson niż powierzchowność Anglików”.
    Nie wiem co ja na to, bo w UK nie byłam. Myślę jednak że Albiończycy przypominają mentalnie Skandynawów, o których mam całkiem spore pojęcie, więc cziiizy i swoista wstrzemięźliwość w okazywaniu zainteresowania czy emocji w tzw. stosunkach międzyludzkich raczej by mi nie przeszkadzały.
    Szczerość aż do bólu „swojaków”, nierzadko na granicy dobrego smaku – mówiąc delikatnie – nie wydaje mi się zaletą,
    Jeśli to właśnie przejaw „polskiej mentalności”, o czym trochę dyskutowałyśmy z @Jibą, to ja pardą, ale mersi.
    A „Pożegnanie z Afryką” i Meryl Streep – cudo!
    Wczoraj widziałam ją o ponad 30 lat starszą w filmie „Sierpień w hrabstwie Osage” (na „Kulturze”, wciąż piękną i fascynującą.

  309. Jacej Kowalczyk
    Obie z Jibą podpowiadamy, OBIE.
    Pozdro

  310. No dobrze. Namargineska wysłała do Szostkiewicza, ze niby ciekawa dyskusja. Może ciekawa, ale Szostkiewicz to już dawno odpłynął z reality w odmęty fantasmagorii. Prościej mówiąc jak ta szkapa dorożkarska.
    *
    Co do skrótu krk czy kaka. To określa tylko jeden kościół, fakt największy i najbardziej szkodliwy w Polsce, ale te inne też nie są lepsze, tak samo indoktrynują i tak samo ciągną ile się da z głupich wyznawców i państwa.
    Dezerterowe naczalstwo pławi się w luksusie, zarządzając bez kontroli olbrzymimi połaciami ziemi, przedsiębiorstwami i inwestycjami. Adwentysci prowadzą szereg interesów, w tym domy opieki i szpitale, na które nie stać ich własnych członków.

  311. @mag, nie strzeliłam tego tekstu dzisiaj. Aż tak dobra nie jestem 🙂

  312. Bez żadnego, najmniejszego nawet zamiaru wytykania @Lewemu czegokolwiek a tylko w kwestii formalnej.

    „Jackowo” należy rozumieć jako mentalność czy stan ducha a nie jako miejsce geograficzne, koncentracja Polonusów. Jako skupisko polskich, wiejskich i bardzo praktykujących imigrantów dzielnica ta zanika, dogorywa. Według wielu osób bardzo już widoczny upadek datuje się na początki lat 90-tych zeszłego wieku, a więc jakieś ćwierć wieku temu.

    Kościół św. Jacka nadal bardzo często wypełniony a sala gimnastyczna to nadal obowiązkowy punkt programu pisrydzykowych polityków, dziennikarzy, aktorów, piosenkarzy i profesorów ale przykościelna szkoła już zamknięta. Młodsi, dzieciaci imigranci wyprowadzili się do innych dzielnic Chicago albo (częściej) na przedmieścia a wśród starszych i na Jackowie zasiedziałych biologia czyni nieubłagane postępy.

    Liczbę najbardziej zatwardziałych pisrydzyków dokładnie zmierzyły polskie wybory i wynika z nich, że parafie św. Konstancji i św. Ferdynanda (nieco dalej na północ od Jackowa) odnotowały większą frekwencję niż punkt wyborczy u św. Jacka.

    Jackowo to już polonija historia.

  313. Zdjąłem z półki tom „Canada” z serii „World Libray” wydawnictwa Life.
    Drugie wydanie z 68-go, (pierwsze było w 1963) a w nim rozdział pt. „Wiatry zmian w Quebecu”.

    To tak trochę w nawiązaniu do jednego z komentarzy zastanawiającego się „jak długo im zajęło” 😉

    Teraz poczytam co tam o Quebecu napisali w ukochanym „Geographicu”.

  314. @ Zzza kaluzy

    Znasz taki dowcip? Slon i mrowka ida po drewnianym moscie. W pewnym momencie mrowka zwraca sie do swojego towarzysza „Sloniu, ale tupiemy co?”. Nie udawaj ze rozumiesz co Biala Bwana mowic.

  315. @oingo boingo 28 listopada o godz. 19:51
    Odezwij się jak przeskoczysz zbyt trudny dla ciebie etap instalacji polskich znaków diakrytycznych.
    Jeżeli się jakimś cudem już rozmnożyłeś – zaoszczędź sobie 2 tygodnie internetowych studiów i poproś wnuczka.