Dżender w synodzie

Jeśli ktoś nazywa gender ideologią, to żadne argumenty, że jest inaczej, tego nie zmienią. Jeśli ten ktoś jest papieżem Kościoła rzymskokatolickiego i nazywa gender „demoniczną ideologią”, to jego słowa oparami siarki piekielnej nasycają te — normalne przecież — cechy osobowości każdego człowieka; jego zachowań, stereotypów i ról płciowych, które powszechnie rozumiane są jako kobiece albo męskie.

Podczas spotkania z austriackimi biskupami, na przełomie stycznia i lutego 2016 roku,  papież Franciszek określił gender mianem „demonicznej ideologii” — co ujawnił na swoim blogu biskup pomocniczy Salzburga Andreas Laun. Podczas spotkania papieża z polskimi hierarchami, jakie odbyło się 27 lipca 2016 r. w Krakowie w trakcie Światowych Dni Młodzieży, Franciszek powiedział:

W Europie, w Ameryce, w Ameryce Łacińskiej, w Afryce, w niektórych krajach azjatyckich istnieje prawdziwa kolonizacja ideologiczna. Jedną z nich – mówię to jasno z „imienia i nazwiska” — jest gender! Dzisiaj dzieci w szkole — właśnie dzieci! — naucza się w szkole: że każdy może wybrać sobie płeć. A dlaczego tego uczą? Ponieważ podręczniki narzucają te osoby i instytucje, które dają pieniądze. Jest to kolonizacja ideologiczna, popierana również przez bardzo wpływowe kraje. I to jest straszne.

Roma locuta, causa finta – można powiedzieć. Czy takie rozumienie słowa gender można zmienić? Obawiam się, że po słowach Jorge Mario Bergoglio nie można. Można je tylko obśmiać. Co niniejszym czynimy.

Szanowne Panie, Szanowni Panowie!

Teatrzyk pod Anumlikiem
ma zaszczyt przedstawić divertimento przechodnie
DŻENDER W SYNODZIE

PROLOG
Dżenderian odwinął – po trzykroć zwinięty –
Dżender wysmukły, długi, zwiewnie kręty.
Wyprostowany dżender prezentował godnie
Dżenderiana myśl wtórną, dwie myśli przewodnie
Oraz lśniące jak słońce – dwa półdupki Zosi.
Na niezły gender – pomyślał – się dzisiaj zanosi.
Gdy Dżenderian igr skończył, wszystkim się zdawało,
Że testimonium virile dzwonią; a to w Zosi grało…

ZOSIA:
Gdy na mainstreamie dominuje gender,
Wyplącz swój zachwyt, zacny Dżenderianie,
Z pęt ud mych. Gdyś – niby Holender,
Z cicha latając – opuszczał w „na boczek”
Cnotliwą Zosię, ufnie czekającą
Na błysk geniuszu twojego (który drzemie),
Gender twój – w gotowości dla skrzących
Bon motów, celnych tyrad i okrzyków –
Drżał.

DŻENDERIAN [zwlókł zad z kanapy; lśnił jak chuć święta w stadzie rozpłodników
i rzekł]:
Złym ci jest, Zosiu, gender tygodników.

KURTYNA

AKT I
GOŚĆ NIEDZIELNY
:
Gdy świeci w sieci pontyfikat,
Nie jeden blednie kanonikat,
Nie jedna zsuwa się muceta
Świętojebliwego faceta.

CHÓR:
Konie w błonie, piłka krótka,
Zagłaskamy dziś Paputka.
A ogary, wszystkie pary,
Niechaj biegną w las.

FRONDA:
Czystyś jak dewitryfikat,
Najprzedniejszyś rektyfikat,
Objawione muz natchnienie,
Nieskalane przyrodzenie.

CHÓR:
Konie w błonie, piłka krótka,
Zagłaskamy dziś Paputka.
A ogary, wszystkie pary,
Niechaj biegną w las.

EPISKOPAT:
W świat niech leci komunikat:
Odbudujemy laikat.
Myśl z nim, mowa i uczynek,
Nasz ci jest Paputulinek.

CHÓR:

Konie w błonie, piłka krótka,
Zagłaskalim dziś Paputka.
A ogary, wszystkie pary,
Po lesie przebiegły się.

KURTYNA 

AKT II 

PIEŚŃ SYNODU O ŚWICIE:
Wzwód wyzuty z męskiej prostytuty
Zgasł, gdy obuty w Moreschi’ego buty,
Strojny w Gammarelli’ego kiecki

Stanął na synod sam abep Gądecki.
Kuse majteczki pobożnej dzieweczki
Kusiły. Stroił zbożnie synod fujareczki;
Skromne chłopięta mrużyły oczęta
Wzwodząc do boju. Kościelni książęta
(Każdy spamięta – kardynał rzecz święta)
Legli w synodu trwodze synodalnej,
Kiedy Gądecki w mowie dość nachalnej,
Zawołał: Beati pauperes spiritu,
Ale nie wszyscy. Geje do niebytu!

GEJ:
Wieszcze, wiedźmy i proroki
Wysysają z Pani soki,
Krzesają smoleńskie duby
Dla Twej, Pani, zguby.
Przecież to nie Pani wina,
Że nie znają słów Puszkina;
Wiedzą tylko, jak się śpiewa
Biesy na cześć Nieczajewa.
Tańców na Twych, Pani, zgliszczach
Nie wymyśliłby i Kiszczak,
Gdyby myśleć jeszcze mógł;
Ostań Pani z Tobą Bóg.

KURTYNA

AKT III
ANTYFONA DANIELI O ŚWICIE
:
W jedności z duszą jest człowiek. A ciała –
Jeśli kto biskup w prawie – bez mała
Nie ma. Może nad ranem, gdy suchość ona
Trąci mu lustro wymiotem z kapłona
Nad muszlą, gdzie młódź Głódzia wątpia
W przeświadczenia złe zmienia, glątwa
Przyziemnymi macki czaszkę mu oplata.
[Dość pobożnie czknął]

BISKUP:
Z kraja moja chata,
Paputek w Watykanie, dzionek nie tak krótki,
W jedności duszy z ciałem napijmy się wódki.

CHÓR:

Pogładził gustowną tonsurkę,
Oksydą wygładził dwururkę,
Breneki wprowadził w komory,
Już gotów polować na zmory.
Dwururka pokropkiem święcona,
W mocarnych biskupa ramionach,
Rozwala już w puch złe dżendery:
Tęczowe pedalskie bajery,
Potworki z bruzdą Longchamba,
Breneką sprowadza do szamba,
Dla wszystkim z in vitro zarodków
Nie szczędzi śrutowych pokropków.

PIEŚŃ BISKUPÓW NIESYNODALNYCH:

Wyławiamy śmieci z sieci
Krusząc im ciasteczka,
Gdy przebywa w rejsie w fejsie
Synek i córeczka
Przebieramy bajty w majty,
W kolorowe spodnie,
By zbierając dzieci w sieci
Wyglądały modnie.

CHÓR:

Zamieniają błoto w złoto,
Jak jakie Midasy.
Wyławiają dzieci w sieci:
Dla chwały i kasy.

KURTYNA

 

AKT IV

KSIĄDZ OKO [na plenarnej sesji Synodu]:
Mam przyjaciół homoseksualistów, ale sam stosunek homoseksualny można porównać do tłoka w silniku, który zamiast w silniku porusza się w rurze wydechowej. Taki samochód nie może działać. Zakończenie przewodu pokarmowego nie do tego służy. Tam jest kał, krew, mieszają się te wydzieliny i stąd wszystkie choroby homo się biorą. To brutalny seks ogierów.

CHÓR:
Gdy rozrodczości stanie na przeszkodzie
Paskudny gender – co jest sił w narodzie
Odeprzeć musi święte plemię nasze
Judyty Butler, występne misz-masze:
Drag queeny i drag kingi, trzy subwersje,
Seks – podmieniony na seksu inwersje
Oraz pokrętne miazmaty przechodnie,
Których wyziewy przechodzą w seks zbrodnie
Na dziatkach – nieskalanych gender-złem.
Wypleńmy gender z prapiastowskich ziem.

ANUMLIK [zza kulisy]:
Wyłapał Oko z tygodników wszystkie złe dżendery;
Wypalił złego ducha, z Erzacem chodzi na spacery.
Erzac odwalił Oka wszystkie argumenty:
Księżulku – odrzekł Erzac – tyś dalej pieprznięty.

KSIĄDZ OKO [odpowiada Erzacowi]:
Pułapka, na wzór Maryjej stworzona,
Ku nam wznosi swe ramiona:
Niech niebiański wzór czystości
W polskich domach zagoooości!
A ty nasz Boski Bozonie
Wrogom naszym ześlij koniec.
Niech zaraza ich dopadnie,
Niech się w piekle smażą na dnie.

CHÓR:

Nie rzucim Higgsa na pożarcie
Bezbożnym ciotom ni ich sukom.
W boju śmiertelne czeka zwarcie
I śmierć szatańskim ich naukom.

KURTYNA

AKT V
MODLITWA DO ŚWIĘTEGO MINISTRA ANTONIEGO

Zaimplantował mnie bezbożny masończyk.
Sondę mi w rzyć zapuścił oraz liścik gończy.
Gdzie ja się ukryję przed Sorosa zgrają,
kiedy w mojej rzyci implanty ćwierkają?
Ratuj mnie przed sodomią ministrze Antoni!
Proszę cię znakiem Krzyża i znakiem Pogoni,
proszę cię znakiem Orła i Booza znakiem.
Polska nie jest już Polską, a Polak Polakiem!

DŻENDERIAN  [śpiewa dytyramb na pobożnego proboszcza polskiego]:
Kwadrans po roratach udziergał dzierlatce
ślicznego bobaska w proboszczowskiej chatce.
Wypił wino mszalne, zakąsił brewiarzem,
dzierlatka piwo spija z proboszcza mirażem.
Ta, co pić nie chciała, wraz z czarownicami
wyje pieśń ponurą pod proboszcza drzwiami.
Proboszcz egzorcyzmem śwista zamaszyście,
czarne są te umbrele, na biskupiej liście.

CHÓR:
Niech se one wyją, te czarne umbrelki
pies po nich zawyje, po nim jego szelki,
po nich się świat cały zawyje po szyje,
kiedy czerń umbrelek czerń z Polski odwyje.

EPILOG:
Pomroczność wstała. Jasna, chociaż wroga,
Złowrogie imię przybrała – Stonoga.
Świat wywróciła na nice, choć był przewrócony,
Wyjąc i kwiląc, w pomroce mamony.
Lekcji nie zrobiła, zębów nie umyła,
Głos oddała dzisiaj na Pawła Kukiza,
Jutro, noga w nogę, odda na Stonogę;
Pomroczności jasnej to zwisa.

DŻENDERIAN:
Dżender spod koronki się wyrwał u cioty;
Sapnął, załkał cicho: To nie dla mnie psoty.

KURTYNA

ANUMLIK SPOD KURTYNY:
Zagłaskalim już dżendera?
Chyba nie. A to cholera.