Suweren zamiast społeczeństwa

Hasło towarzyszące zeszłorocznej kampanii wyborczej obecnego rządu wmawiało nam, że 8 lat rządów poprzedniej koalicji (poprzedniej, bo ten rząd też jest zlepkiem różnych kanapowych partyjek) zostawiło nam „Polskę w ruinie” – antonim hasła „Polska w budowie”. Przecieraliśmy oczy, zastanawialiśmy się, czy ulegliśmy omamom wszyscy, bo większość z nas widziała jednak zmiany w otoczeniu. Nie myślę o autostradach, ekspresówkach czy inwestycjach bardziej lub mniej widocznych; mam na myśli zmiany, których dokonali wspólnym wysiłkiem sami obywatele, jednocząc się dla dobra wspólnego, wspólnej sprawy niezależnie od tego, czy służyło to kilku, kilkunastu osobom (Wspólnoty Mieszkaniowe), czy wielu mieszkańcom (Rady Osiedli), czy też miało większy zasięg, choć pewnie nie do końca uświadamiany.

Jako obywatele powoływaliśmy fundacje, stowarzyszenia na rzecz osób, zwierząt, ochrony przyrody; dziesiątki i setki takich organizacji powstały po 1989 r.; wiele z nich po przełamaniu naszej nieufności (niebezpodstawnej) do przekazywania swoich środków, a także wolnego czasu wolontariuszy okrzepło w naszej świadomości i w portfelu. Organizacje te uświadamiają nam, jak sami możemy poprawić swoje życie, nawiązać kontakt z zainteresowanymi tematem innymi; mają określony cel, statut, są transparentne i od czasu upowszechnienia internetu dają nam wgląd w swoje budżety i rozliczenia. Nabraliśmy do nich zaufania, niektórzy z nas działają w nich lub im sprzyjają choćby w formie 1 proc. podatku. Fundacje i stowarzyszenia prowadzą także działalność w ramach zadań zlecanych przez instytucje publiczne i jako organizacje pozarządowe biorą udział w konkursach, zdobywają granty na swoją działalność, dostają środki unijne na zadania publiczne w zakresie szkoleń, dofinansowują badania społeczne, angażują wielu społeczników-ekspertów w swoich dziedzinach. Uczą społeczeństwo od lat 90. OBYWATELSKOŚCI w całym znaczeniu tego słowa.

Do lat 90. byliśmy obywatelami PRL, ale niewiele jako obywatele mieliśmy do roboty; ot, raz na jakiś czas mieliśmy jakieś wybory do Sejmu, Rad Narodowych, czasem jakieś czyny społeczne, ale większości wyborów dla obywateli dokonywał I sekretarz KC PZPR. Ludzie skupiali się w stowarzyszeniach mniej lub bardziej obowiązkowych dla przedstawicieli tej czy innej profesji lub w związkach hobbystów, np. Związku Filatelistów. Pozostali żyli swoim życiem.

Ale dzisiaj furtka otwarta w latach 90. kształcąca i kształtująca społeczeństwo obywatelskie powoli się zamyka. Corocznie atakowany jest Jerzy Owsiak ze swoją Wielką Orkiestrą, a pomimo ataków w czasie 25 lat gry tej orkiestry zmienił naszą świadomość, otwierając nasze dusze i portfele, zmienił wygląd i funkcjonowanie szpitali, ośrodków rehabilitacyjnych dla najmłodszych, a od kilku lat pomaga zbierając środki dla starszego pokolenia. Wielu z nas wrzucało pieniądze do puszek Wielkiej Orkiestry, poczytując sobie to za „dobrowolny obowiązek”, bo Jerzy Owsiak od początku prowadził przejrzyste finanse, rozliczał się z zebranych pieniędzy i zdobył niemal powszechne zaufanie.

Uczestniczymy też w dobrowolnych lub obowiązkowych szkoleniach, prowadzonych przez organizacje pozarządowe. Prasa i inne media udostępniają swoje łamy i czas antenowy takim działaniom zachęcającym do aktywności wszelakiej. Rzadko zastanawiamy się nad kosztami takiej edukacji, wynajmu sal wykładowych, oświetlenia, nagłośnienia, dobrego wykładowcy, którego słowa zachęcą nas do podniesienia się z kanapy, choćby tylko dla naszej własnej aktywności fizycznej, dla naszego zdrowia. Na tym blogu mamy chyba świadomość, jaką wartość do życia społecznego wnoszą te rozmaite organizacje, fundacje i stowarzyszenia.

Ale zaczyna się już odwrót; już nie tylko Jerzy Owsiak, lecz każda organizacja, której działalność nie sprzyja obecnemu rządowi lub ma w swym gronie członków rodziny osób postrzeganych jako trudne, bezkompromisowe, niewygodne dla rządu, staje się obiektem podejrzeń. Podważa się wartość ich działalności, kwestionuje źródła finansowania, podejrzewa o agenturalność i działanie na szkodę Polski. Powody takich oskarżeń są błahe: drobne błędy, które przecież mogą się zdarzyć w każdej działalności i rolą państwa byłoby wskazanie tych nieścisłości, korekty, a nie potępianie w czambuł. Przedstawienie ich w mediach jako niewiarygodnych w wielu mniej świadomych obywatelach wzbudza podejrzenie o czystość intencji i zagrabianie majątku lub kasy publicznej.

I o to chodzi w „dobrej zmianie”! Rzucić podejrzenie, bezpodstawnie oskarżyć, a za jakiś czas, gdy prawda wyjdzie na jaw, większość z nas i tak nie będzie pamiętała, o co chodziło, ale obrzucenie błotem zawsze zostawi ślady. Bo to nicowanie funduszy i finansów instytucji pozarządowych odbywa się tym głośniej, im ciszej jest nad finansami organizacji ostatnio wygrywających konkursy na edukację i zadania zlecane. Głównie są to organizacje, które mają w klapie Matkę Boską, działają pod osłoną krzyża czy z Jezusem w nazwie.

Państwo reprezentowane przez obecny rząd chce nas, społeczeństwo, pozbawić możliwości zdobywania wiedzy, informacji i edukacji obywatelskiej u źródeł. Chce nam odebrać te organizacje, które uczulają na pewne zjawiska, budują poczucie dumy z przynależności do określonej, świadomej swoich praw grupy społecznej. Te organizacje przekształciły nas w prawdziwych obywateli; włączaliśmy się w działania na rzecz choćby najbliższej okolicy, środowiska; powodowały, że na zewnątrz naszych granic powoli przestawaliśmy się wstydzić swojego kraju, a nawet czuliśmy dumę z dokonań swojego państwa.

Zniszczenie tych instytucji przez podważanie ich dorobku, zaufania do nich to następny krok tego rządu po nieustających próbach niszczenia autorytetu i dorobku Trybunału Konstytucyjnego, paraliżowania jego prac (finał w grudniu?); po próbach odwołania Rzecznika Praw Obywatelskich, którego główną wadą jest, że został powołany w ubiegłej kadencji Sejmu. Ma to prowadzić do ubezwłasnowolnienia obywateli, poddania społeczeństwa jedynie słusznej idei, trzymania za twarz wszystkich niechętnych obecnej władzy. Wkrótce czasy PRL mogą nam się przy tym wydać sielanką pomimo ich dramatycznych i tragicznych kart. Gdzie po tym wszystkim jako obywatele naszej Umęczonej znajdziemy ukojenie i obronę naszych podstawowych praw i wolności? Na Nowogrodzkiej?

Konstancja