Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka Listy ateistów - Blog obywatelski. Pod redakcją Jacka Kowalczyka

4.11.2016
piątek

Okiem „emigranta”

4 listopada 2016, piątek,

Dobrych parę lat za granicą. Ale czym właściwie jest dzisiaj emigracja? Wiele razy słyszy się opinie „oni nie powinni głosować, nie mieszkają w kraju”. Tak, jakie mamy prawo, my, z własnej woli czy okoliczności niebędący już solą tej ziemi? „Ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił”.

Zaraz, jak stracił, co stracił? Ach, można przecież zapomnieć, wiadomości przynoszone są przez gołębie pocztowe, ukradkiem wysyłane ze stryszku, bo we wsi Moskal stoi. Przeterminowane gazety docierają dyliżansem w kuferku podróżnym po paru miesiącach, przywożąc jakże ożywcze wieści z Ojczyzny. Takie gazety, zaczytane na śmierć, przechowujemy jak cenne relikwie. Pomocny jest też ksiądz, bo gdzież ich nie masz, jak już odwiedzi nasze sioło z Nowiną.

Nie mamy prawa. Nie wiemy. Jesteśmy ciemni.

Czyżby?

Nef

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 734

Dodaj komentarz »
  1. Mam na strychu roczniki „Przekroju” i „Polityki” z lat 80. Po te cenne relikwie sięgnę może niebawem, gdy strażnicy czystości ideologicznej tego blogu naostrzą gilotynę 😎

  2. Dołączam się do Tobermory’ego. Brawo, Nef 🙂 Jak widać można w kilku żołnierskich (nie bij, Nefka) słowach powiedzieć to samo, co niektórym by kilka stron zajęło.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. @Tobermory
    A kysz, z takimi proroctwami 🙁

  5. Ależ macie wszyscy jak najbardziej prawo: brać udział w głosowaniach na prezydenta, Sejm a nawet samorządowych. Nawet z daleka jesteście zainteresowani swoim miejscem na ziemi, małą ojczyzną, miejscem swojego dzieciństwa, młodości i pierwszych dorosłych decyzji, także tych związanych z wyjazdem „na chwilę, na jakiś czas”.
    Czy uważasz, że solą tej ziemi są tylko mieszkający w granicach? oni często nie interesują sie tym, co za rogiem, o ile nie mają powodu obawiać się o stan swojej twarzy, którą inni ewentualnie mogą obić; mamy obecnie taki stan, że w Polsce nie głosuje ponad 60% uprawnionych!
    dałabym 10 % na tych, którzy nie głosują, bo naprawdę nie mogą; przykuci do łózka nie dotrą do skrzynek, a sama skrzynka nie przyjdzie juz do nich, jak to kiedyś bywało.
    Któż, jeśli nie świeży emigranci najbardziej bywają związani z krajem?
    a jeśli dodać prenumeratę czasopism,książki polskich autorów wzbogacone o obcych autorów czytanych w oryginale, poszukiwanie polskich śladów (choć niekoniecznie ludzi) w nowym miejscu, możliwość porównania kraju, w którym sie obecnie jest z tym, z którego się wyjechało – to jest wielka wartość.
    I dlatego uważam, że osoby świadome swojej obecności i mocy swojej kartki wyborczej jak najbardziej właściwi są temu, żeby uczestniczyć w życiu publicznym swojej gminy, czy kraju bo właśnie „Ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto cię stracił”.

    Może nie byłabym za przyznaniem takich praw osobom, które przebywając poza krajem nie znają języka miejscowego, którzy zapewne z tych powodów nie wnoszą wartości do poprawy swego losu; pewnie nie decydowaliby o kraju, z ktorego wyjechali, bo nie byli tym zainteresowani przed emigracją.

    Nie czytając, nie znając stanowiska różnych stron nie będąc zainteresowanymi światem dookoła łatwo poddają się różnym krzykaczom…a może niesprawiedliwie ich oceniam

  6. Jak to lecialo w „madrosciach ludowych”?

    Aaaa… Na zjodzieju czapka gore !!!

  7. @konstancja
    4 listopada o godz. 13:17

    „Może nie byłabym za przyznaniem takich praw osobom, które przebywając poza krajem nie znają języka miejscowego, którzy zapewne z tych powodów nie wnoszą wartości do poprawy swego losu; pewnie nie decydowaliby o kraju, z ktorego wyjechali, bo nie byli tym zainteresowani przed emigracją.”

    Nie decydowaliby?
    Wyniki głosowania Polonii amerykańskiej na prezydenta RP mówią same za siebie. Prawie 81 proc. głosów na Dudę przy 80-proc. frekwencji.
    To jest troska i patriotyzm 😎
    Bo chyba nie nuda, po sumie w polskim kościele?

  8. dodałabym, że w dobie internetu, dostępu do różnych źródeł wiedzy, do książek na tabletach, e bookach i wielu innych możliwościach czerpania wiedzy o świecie, pozbawienie prawa decyzji o losach swojego kraju byłoby krzywdą dla emigrantów.
    Polska się zmieniła; kto nie był w Polsce kilka lat, ma zafałszowany obraz i naprawdę skłonny jest uwierzyć, że „kraj w ruinie”.
    Marzą mi sie takie kolejki do głosowania, jakie były w 2007 roku w Londynie, Berlinie i wielu krajach, do których wyjechało pokolenie młodych Polaków.

  9. (obserwuję z mysiej nory)

    Dziękuję 🙂

    (praca chwilowo przeszkadza)

  10. Tobermory
    4 listopada o godz. 13:29
    właśnie sie odniosłam do Twojego stwierdzenia.
    Jeśli ktoś nie chce, nie czerpie wiedzy o swoim kraju z różnych źródeł, łatwo uwierzy w takie dudowe zapewnienia o niezłomności, o powstawaniu z kolan, o kraju zrujnowanym i we wszelkie obiecanki, w które uwierzyło w kraju ponad 50 % społeczeństwa, wybierając marionetkę prezydentem.

  11. @konstancja
    4 listopada o godz. 13:36

    Gwoli sprawiedliwości, to nie trzeba przebywać parę lat za granicą, aby uwierzyć w „Polskę w ruinie”. Sama piszesz o 50 proc. głosujących tubylców, przyjmujących na wiarę taką propagandę.
    Problemem nie jest polska diaspora, choćby najbardziej ciemna i skołowana, ale te krajowe masy reagujące na proste bodźce emocjonalne plus 500 złotych.

  12. Nawet przez sekunde nie mialem poczucia, ze z „wyjechaniem” trace prawo do zajmowania sie sprawami polskimi. Mozliwe, ze gdybym wyjezdzal poklucony z krajem, czy na niego obrazony, to byloby inaczej. Gdy wyjezdzalem Polska byla w przededniu wstapienia do Unii, a sama Unia zmierzala do jeszcze silniejszego politycznego zjednoczenia. Wyjezdzalem nie na emigracje, tylko zmienilem miejsce zamieszkania, tak jak nie „emigruje” mieszkaniec Lodzi, przenoszac sie do Warszawy.

    Sadze, ze podobnych do mnie Polakow, mieszka w roznych miejscach Europy duzo wiecej. I sadze, ze nie da sie wszystkich wsadzic w schemat „latarnika”. Co wiecej proby ujmowania w schemat emigrancki, nawet jesli kuszace, sa skazane na porazke, bo co czlowiek to inny przypadek i tak naprawde tylko on sam moze zdecydowac czy ma prawo glosowac, czy nie. Tak sie zreszta dzieje w praktyce, co daje sie zaobserwowac w postaci uczestnictwa w wyborach.

    Wlasny stosunek „wyjechanych” do spraw krajowych to jedna strona problemu, druga jest stosunek krajan krajowych do tych co wyjechali i ich praw obywatelskich. Jestem „wyjechany” od niemal 15 lat i wlasciwie poza jedna, czy druga uwaga spotkana gdzies w necie, nie uslyszalem nigdy, ze wyjezdzajac stracilem prawo do zabierania glosu w sprawach kraju. Moze takie glosy gdzies padaja, ale tylu Polakow mieszka i pracuje za granica, ze chyba kazdy mieszkaniec Polski zna osobiscie kogos kto wyjechal, co w wiekszosci przypadkow zmienia stosunek do problemu.

    Ostatnie napisalem z „dusza na ramieniu” bo mam swiadomosc, ze wiem za malo i to co obserwuje to jest maly wycinek spoleczenstwa i silniejsze od zrozumienia jakie moze byc efektem znania „wyjechanego”, moze byc uczucie zazdrosci i wynikajaca z niego niechec… Sam tego nie doznalem, ale dopuszczam mozliwosc.

  13. konstancja
    4 listopada o godz. 13:17

    A kto mialby oceniac, ze sie dany obywatel interesuje sprawami polskimi i je zna? JAk niby mozna to zbadac i ocenic? Mysle, ze lepiej pozostawic to indywidualnym ocenom ludzi. Jak sie interesuja to ida i glosuja, jak nie, to nie glosuja.

  14. Nefciu
    Delikatnie cię pchłam do czynu (nie dam se odebrać tej zasługi), no i proszę. Ta-damm!
    Fajny tekst. Jądro sedna uchwycone za pomocą ładnej prozy poetyckiej.

  15. (spod sterty papierów)

    mag
    4 listopada o godz. 14:25

    Zaśpiewam serenadę specjalnie dla Ciebie (kapelusz i gitara z wstążkami, pod balkonem)

    „Tyś pchła, tyś pchła, tyś pchłaaaaaaa
    mnie do miłości tej”

    Dziękuję. Ale tekst jako zapchajdziura powstał 2 miesiące temu i selerzał (od selera) w szufladzie aż się przydał bo nie było komu pisać.

    Nowi autorzy by się przydali bo ja tylko łatam 😉

  16. @NeferNefer, 🙂 🙂 🙂

    A co do „mieszania kijem w mrowisku”, kupię coś w aptece na kwas mrówczy i spróbuję 😉
    Na kiedy i na jaki adres wysłać?

  17. Boli mnie. że niektórzy „wyjechani” jakby zaczynali się trochę odwracać od Umęczonej, odkąd PIS bierze wszystko za pysk i coraz sprawniej rozwala kraj.
    Nie wiem jak to ując ze stosownym wyczuciem. W każdym razie było mi przykro, gdy usłyszałam od synowej, że z wielka niechęcią wpadła teraz na kilka dni do Polski i tylko dlatego, że były jakieś sprawy do załatwienia. Mimo udanych spotkań z bliskimi, zaliczonych spektakli teatralnych itp. odlatywała z wyraźna ulgą.
    Nie dało się, oczywiście, uniknąć rozmów o polityce, rysowania raczej czarnych scenariuszy, a mnie gorzkich myśli o tym, że jak nigdy dotąd nie brałam pod uwagę emigracji, to teraz chyba bym się nie wahała. Tyle że dla mnie jest za późno.
    Do głowy mi nie przyszło, że dożyję PRL-bis ubogaconej triumfem kaka.

  18. lonefather
    4 listopada o godz. 14:05

    też napisałam, że może niesprawiedliwie to oceniam.
    Ale miary na taką ocenę w żaden sposób nie posiadam.
    ………………………
    Tobermory
    4 listopada o godz. 13:54
    mam nadzieję, że w przyszłości ta społeczność omamiona 500+, mieszkanie plus i koryto + pójdzie do urn, gdy trzeba będzie odwołać tych darczyńców, choćby wówczas, gdy zbraknie na 500+.
    Choć to może zbyt optymistyczne założenie.

  19. Tobermory
    4 listopada o godz. 12:59

    i

    anumlik
    4 listopada o godz. 13:10

    Dziękuję wam obu, miło mi 🙂

    mohikanin przedostatni
    4 listopada o godz. 14:54

    Na koniec listopada, na adres Gospodarza (bez jego pozwolenia nie podaję)

    Jedna uwaga, żeby nie było rozczarowań: tekst może ale nie musi być przyjęty, o tym decyduje wyłącznie Gospodarz bo blog jest pod jego redakcją.

  20. @NeferNefer, alias Nef

    I bach i jest, i dobrze. I lelum-polelum.

    To w ogóle jakaś dziwnie skomplikowana sprawa z tym emigrantem, emigrantem mniemanym i Polakiem nadwiślańskim nad Wisłą siedzącym, to i tamto o tych pierwszych mniemającym. Nie wiem, czy często się słyszy, że ci wyjechani powinni cicho siedzieć, ale razy kilka słyszałem bezpośrednio, a i tivi przy jakichś okazjach, pewnie wyborczych też o to zahaczała.

    Rację ma @lonek, że nie ma się co czuć wybytym, bo jak spojrzeć na reczywistość uijną, to przenieść się z Sanoka do Gdańska może być większą różnicą niż do Londynu.

    Inaczej to wyglądało, gdy kto się z Polski wynosił w dawniejszych czasach. Wtedy to jak do innego świata. Mam w różnych okolicach rodzinnych takie osoby, co dobre kilkadziesiąt lat temu wyemigrowały do Australii, i od tamtej pory ani słychu, ani widu.
    Zdaje się, może Ewa – Joanna mnie poprawi, że swego czasu Australia chętniej przyjmowała kobiety, bo na miejscu było ich mniej niż mężczyzn. A to profilowało nie tylko płeć, ale i wiek emigranta, oraz cel przyjazdu: by się wydać za mąż. To niewątpliwie wpływało na dalsze losy takich osób, mogę się domyślać w jaki sposób, ale nie chcę spekulować.

    Jeszcze inne losy mieli polscy emigranci z czasów przedwojennych, lub tuż powojennych trafiający do Ameryki. Jakieolwiek one były indywidualnie, to obraz zbiorowy tych polonusów jest taki, że należą do najniżej społecznie, ekonomicznie i politycznie usytuowanych mniejszości w całych Stanach.

    Ciekawa byłaby obserwacja socjologiczna struktury Polaków dziś wyjeżdżających do krajów UE i dynamiki zmian ich udziału w losach społeczeństw tych państw. Czy mają sporą łatwość wnikania i osadzania się w społeczeństwach, odnajdowania w kulturze, uzyskiwania coraz lepszej pracy i perspektyw, zyskiwania lokalnego uznania, aktywności w społecznościach lokalnych, w polityce. Czy może jest inaczej: jakieś zbijanie się w gęste grupy swoich, trzymanie się „polskości” z parafialnościa na czele, coś ksenofobicznego i wyobcowanego.

    Jak to widzisz z perspektywy Brukseli?

  21. @mag 4 listopada o godz. 14:57

    WIESZ, jak to ująć ze stosownym wyczuciem. Trafiłaś w sedno.
    Kto może, wyjedzie. Po prostu w skatolonym bagnie nie da się żyć…
    Tym bardziej teraz.

  22. Tanaka
    4 listopada o godz. 15:21

    Dobry Jezuuuu a naaasz paaaanieee (że Ci przypomnę) 😉 ja nie mam czasu na pisanie pracy magisterskiej. Może coś później wymodzę, się nie gniewaj

  23. Na marginesie
    4 listopada o godz. 15:36
    Qrde, czy ja wiem, jakoś da się żyć, skoro nie planuje emigracji, ale ja mieszkam w samym środku wszystkiego (stolyca, Śródmieście Pn), stąd nie dotyka mnie osobiście katolski klimat. Poza tym nie zadaję się z religiantami, a skatolone zabiegi na państwie znam tylko z telewizji, prasy i opisów na blogu. Zakłóca to estetyczny odbiór nadwiślańskiej rzeczywistości, ale nie ingeruje póki co w moje życie.

  24. Jak tak popatrzeć na nasz blog to więcej jest emigrantów niż miejscowych. Chyba się nie mylę?

  25. @Żorż Ponimirski 4 listopada o godz. 16:04

    W Polsce się zawsze „jakoś” dało żyć 🙂

    Hartman opisał kiedyś, jak ksiądz Tischner po wypiciu w napadzie szczerości wyznał, że xiunce z komunistami się znakomicie dogadywali – bo jedni i drudzy „lubieli wypić”.
    No i, rzecz jasna, w tej komunistycznej Polsce wspaniale kwitło życie religijne.

    Nie wykluczam, że teraz jest odwrotnie – ateiści egzystują gdzieś po cichu, opluwani z ambon, pacyfikowani w internecie, tępieni na każdym kroku… ale NA RAZIE nic im złego się nie dzieje… po warunkiem, że wysłuchają kazania dyżurnego katechety 😉

    A co do różnego oglądu spraw z wewnątrz i z zewnątrz – chyba Jacek jak zwykle trafił w sedno. Nie twierdzę, że się zaraz koniecznie z nim zgadzam – bo on to widzi, jak zwykle on, bardzo ostro i nawet brutalnie, ale istotę sprawy ujął bezbłędnie.

    https://www.youtube.com/watch?v=dQUHQunKbSQ

  26. @Tanaka
    ‚Czy może jest inaczej: jakieś zbijanie się w gęste grupy swoich, trzymanie się „polskości” z parafialnościa na czele, coś ksenofobicznego i wyobcowanego.’
    Niestety,na przykladzie Londynu widze,ze to wlasnie zachodzi. Sam kiedys zachodzilem do POSK w Londynie,ale przestalem, kiedy okazal sie on przybudowka PiSu. W ogole wielu napotkanych rodakow sprawia jak najgorsze wrazenie: tepe,nadete buce, ktorych zycie ogranicza sie do odkladania funtow na budowach i chlaniu na umor. I czesto sa to ludzie mieniacy sie magistrami..Te jednostki,ktore odniosly sukces za granica,zazwyczaj trzymaja sie z dala od polskiego ghetta i jego koltunstwa.

  27. Na marginesie
    4 listopada o godz. 16:32

    Jakoś specjalnie się nie obnoszę ze swoim bezbożnictwem, ale wszyscy, którzy mnie choć trochę znają, wiedzą, że jestem ateistą pełną gębą (tak mnie wychowano), a dyżurny klecha, kimkolwiek by nie był, posłuchu u mnie ma tyle co nic. Zresztą każdy sobie rzepkę skrobie- albo jak wolisz- orze jak może. 😉

    Kaczmarskiego nie trawię, dźwięk jego gitary i głos powoduje, że jest mi niedobrze.

  28. Żorż Ponimirski
    4 listopada, g.16:04
    Jasne że da się tu żyć, zwłaszcza jak człowiek „ma swój intymny mały świat”. Nie zadaje się z religiantami, mieszka w stolycy w dobrym punkcie, no i ma niezłą pracę tak jak ty albo generalnie mogą mu skoczyć, tak jak mnie.
    W niechcianą ciążę nie zajdę, z roboty mnie nie wywalą, bo już jestem na emeryturze, do kościoła nie chodzę, do żadnych partii, związków i stowarzyszeń nie należę. Krótko mówić – nic nie muszę.
    I byłoby komfortowo, gdyby nie to, że „estetyczny odbiór nadwiślańskiej rzeczywistości”, a także nieustanne obrażanie mojej inteligencji i gwałt na wpojonym głęboko poczuciu przyzwoitości (tak mnie wychowano) są dysonansem wystarczająco zobrzydzającym życie.
    Przynajmniej mi.
    Jest czas siewu i czas zbioru. Głupio się dowiedzieć, że coś marne te plony, ktoś je po drodze jakby podpiź…

  29. mag
    4 listopada o godz. 16:47
    Otóż to, @maguś, to jest ten intymny świat, do którego nie mają wstępu, bo jest ostra selekcja. 😉

  30. mag 4 listopada o godz. 16:47

    No chyba – znowu w sedno! Masz dobry dzień 🙂
    A ja właśnie odkryłam – nie znałam tego. Dobre jest.

    https://www.youtube.com/watch?v=dQUHQunKbSQ

  31. @Żorż Ponimirski 4 listopada o godz. 16:53

    Ale bardzo, bardzo, BARDZO się starają.
    Nawet tu… a może przede wszystkim 😉

  32. @Namarginesko, wiesz przecież, że akurat nam, to mogą co najwyżej skoczyć, choć nie wiem jakby się starali. 😉

  33. @Żorż Ponimirski 4 listopada o godz. 16:45

    Ja też nie przepadam za jego głosem, a przede wszystkim denerwuje mnie cała jego osobowość. Ale niektóre teksty ma znakomite. Niektóre 🙂

  34. Jako wyjechana czesto podczytywalam polajanki, zeby ci co zabrali d……nie wtracali sie, bo….tak najlatwiej, bo…. n ie maja pojecia. Jakby mieszkanie w Polsce zapewnialo prawidlowa ocene sytuacji w kraju. Dobra zmiana cieszy.
    Prawo do glosowania powinni miec wszyscy obywatele – polscy tez, chociaz tak sobie mysle, ze nie beda to zawsze sluszne glosy. (Dla kogo sluszne, dla tego sluszne.) Wlasnie osoba z mojej rodziny w USA zostala wyrwana z lapanki do jakies sondy w polskiej tv na okolicznosc wyborow amerykanskich. Tresc wici byla: czy bedziesz, albo znasz kogos kto bedzie glosowal na H. Clinton. P. redaktorka z mikrofonem piala ze szczescia, bo od kilku dni poluje i ma tony glosujacych na Trumpa Polakow i ta jedna osobe co sie przyznala, ze bedzie glosowac na H. Clinton i jeszcze z checia podala argumenty dlaczego. Jak powiedziala pani redaktor jednym z podnoszonych argumentow przeciw H.C. bylo, ze ludzie ktorzy jej sie sprzeciwiaja zostaja ‚zniknieci’ – jak w Ameryce Pld. Smolensk wiecznie zywy. Nie mylic z dodatkowa krwia na jej rekach z wojen.
    Co do prawa do glosowania to Amerykanie mieszkajacy za granica moga to robic. Musze sie pochwalic, ze moj wnuk studiujacy w Londynie, posiadajacy obywatelstwo amerykanskie, a wzrastajacy przedtem w Polsce „stanal na glowie”, azeby w nadchodzacy wtorek zaglosowac. Chyba te komplikacje zamieszkania spowodowaly ze byly trudnosci z zarejstrowaniem sie. Jednym z problemow byla niemozliwosc przeslania jakiegos formatu przez internet, poniewaz A4 rozni sie ulamkiem milimetra, no moze kilkoma mm, od amerykanskiego letter format. Ale jakos to wspolnymi silami pokonali, chociaz mlody byl rozczarowany, ze nie moze wybrac sobie „swingujacego” stanu, bo oddanie glosu w stanie NY nie wplynie na ostateczny wynik wyborczy.
    Z obecnych wydarzen w Polsce najbardziej zbulwersowala mnie jeszcze „cieplutka” ustawa 4000zl. Co to jest? Inzynieria spoleczna, szalenstwo, podlosc, cynizm….
    Musi sie urodzic, niewazne na co naraza sie nieszczesny plod niezdolny do zycia, albo zdolny do zycia w straszliwych cierpieniach z zerowa jakoscia zycia, na jakie tortury naraza sie matke w tej ciazy, a potem wynagrodzi sie jej drobnym pieniazkiem. A wszystko po to, zeby dostac imie z wody swieconej, przeciez panstwo zapewni hospicjum ( i dom wariatow dla matki?). Czy ja snie horrory? O innych aspektach tego handlu nie wspominam.
    W tej potwornosci znalazlam dla mnie „dobra strone”. Ta informacja odwrocila nieco moja uwage od goraczki przedwyborczej w USA.

  35. Wybrancy narodu katolickiego przeglosowali ustawe p.t. „Gwalcikowe i Trumienkowe”, czyli po 4 tysiaki kobiecie za urodzenie uposledzonego dziecka, czy dziecka z gwaltu. Ustawka ta jest czystej wody korupcja i sama mysl o tym w jaki sposob wybrancy traktuja kobiety powoduje u mnie odruch wymiotny.

    Wybrancy glosowali tak:

    http://bi.gazeta.pl/im/ee/f6/13/z20931822Q,Glosowanie-Sejmu.jpg

  36. moze najwiecej prawdy
    jest w domyslach
    (Miron Bialoszewski)

    ***
    Paredziesiat lat poza Krajem. Nie mam tam nikogo. Pisal kiedys rosyjski pisarz Wladimir Maksimow: ” Moja ziemia —odtracila nas, krnabrnych pasierbow, i bez zalu patrzyla, jak odchodzimy”. Geografia emigracji jest rozlegla, jak chociazby w songu Jacka Kaczmarskiego – tutaj uklony @Na marginesie. Budowalismy nowe hierarchie wartosci
    i bylismy swiadkami badz czynnymi tworcami nowych mitow. Bylismy i jestesmy czesto skloceni. Dosc czesto nasze slowotworstwo jest bardzo wymeczone i dziwaczne. O dzieciach nie wspominam – z reguly nie znaja jezyka z Kraju pochodzenia rodzicow.
    Wielu nigdy nie uwazalo sie za emigrantow i twierdzili ze obca im jest mentalnosc ochodzcy.Niektorzy opuszczali Kraj w przekonaniu, ze spelnia szczegolna misje dziejowa.Wyjezdzano z roznych wzgledow – a to kontestacja polityczna, wzgledy narodowosciowe, ekonomiczne czy wzgledy tworcze (wolnosci publikacji, wypowiedzi, dostep do informacji). Wiekszosc wyjechala z przeswiadczeniem, ze juz nigdy nie powroci. Inni ze czasowo i wczesniej czy pozniej wroca.
    Tak pisal Andriej Siniawskij (A. Terc) o uciekajacych Zydach z Rosji: „Rosja-Matko, Rosja-Suko – odpowiesz kiedys za te swoje dzieci, ktore najpierw wykarmilas, a potem haniebnie wyrzucilas na smietnik”

  37. Do powyzszego postu jeszcze dodam osobny koment.

    Absolutna pogarda dla kobiet i kpina z rozumu i przyzwoitosci, jaka dzis pokazali wybrancy narodu katolickiego, jest jednoczesnie dowodem na to, ze Polska rzadzi Kkat. Rzadzi zza kulis, lub jesli ktos woli rzadzi w glowach wybrancow, podporzadkowanych nawet nie tyle poleceniom kkat, ile temu co maja juz w glowach namieszane. Niewypowiedziane zyczenia wladcow Polski sa wcielane w prawo, ktore uchwalaja.

    Przypomne na pocieche to co stwierdzil Bertrand Russell, ze tylko wspolne wyzwalanie sie narodu spod jazma opresji cywilnej i religijnej konczyly sie sukcesem. Po 1989 roku Kkat udawal, ze on tez sie wyzwolil z komunistycznego ucisku wraz z spoleczenstwem, dzis juz ta sztuczka sie mu nie uda i poleci wraz z PiSem, gdy narod bedzie sie spod ucisku wyzwalal.

  38. Dzięki, ozzy :)

    Ale pomyliłam linki i dwa razy wrzuciłam ten sam.
    Tu jest ta piosenka, której nie znałam wcześniej – i na temat.
    https://www.youtube.com/watch?v=c7MEoJtWqcQ

  39. Namarginesko
    A to znasz?
    Kaczmarski jak Kaczmarski, ale jakie śliczne lanszafty bieszczadzkie…
    https://www.google.pl/search?q=kaczmarski+bieszczdy&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab&gfe_rd=cr&ei=QbkcWLyIDMOv8wfmpKPoAQ
    Pozdrówka żoliborskie
    Nie moja ani w ogóle żoliborzan wina, że Kaczelnik niszczy legendę tej pięknej dzielnicy. Tu jest zreszta dość powszechnie znienawidzony.

  40. @lonefather 4 listopada o godz. 17:34

    Ostatnie zdanie – mam nadzieję 🙂
    Coś podobnego zdarzyło się we Włoszech, gdy kojarzona z KaKa partia wplątała się w skandale korupcyjne. Ale zauważ, w jakim kierunku idą teraz wysiłki dyżurnych na forach. Chodzi im o to, żeby przemycić jakiś respekt dla religianctwa – w formie (jak sądzą) strawnej dla ateistów. Dlatego ględzą o Frommie, decentracji i oddaniu. Aha, i o zmartwychwstaniu jako micie 🙂 Inaczej mówiąc, chcąc ratować co się da – z plajtującej firmy – kameleonią.

  41. @mag 4 listopada o godz. 17:45

    Ładne – nie znałam tego… Ale świetnie koresponduje z taką właśnie „emigracją wewnętrzną”, o której piszecie. Poza tym Jacek… nigdy nie wiadomo, czy on jest sentymentalny, czy się od tego sentymentu dystansuje.

    A tu – sprowokowałaś mnie. Dwie z wielu moich ulubionych.
    Tym razem chodzi o swoiste wizje – historii.
    Ostre, przenikliwie i chyba trochę cyniczne.

    https://www.youtube.com/watch?v=Gw5rfaWzOo4
    https://www.youtube.com/watch?v=NLHLl1LpoKA

  42. lonefather
    „Gwałcikowe” i „trumienkowe”, jak to skrótowo ująłeś, jest pomysłem tak podłym i haniebnym, że… że, no nie wiem. Wyć się chce i przeklinać tych skurwieli do entego pokolenia.
    Nie da się bez emocji ogarnąć całego tego pisiego syfu.
    Chyba, chcąc nie chcąc, zmierzamy chyżo w stronę samozagłady, o której c.d. upominał się wieszcz smoleński JM Rymkiewicz.
    Antoni – minister wojny – swoje prywatne wojsko już ma. Ciekawe kiedy i na jaki odcinek je rzuci.

  43. I ja spotykałem się z opiniami, że emigranci, opuszczając Polskę, w jakimś sensie ją zdradzili, a skoro są zdrajcami, to nie powinni brać udziału w wyborach i w ogóle nie powinni się wtrącać do tego, co dzieje się w Polsce. Dodam, że takie opinie pojawiały się w mediach pisowskich i pojawiają się nadal, ale tylko w przypadku, gdy autorem komentarza jest osoba, która krytycznie wypowiada się o PiS albo o narodowcach, natomiast emigranci propisowscy, czy usposobieni narodowo, są traktowani inaczej, lepiej.

    Nie zrzekłem się jeszcze obywatelstwa polskiego, mam więc podwójne. Jest to w pewnym sensie rodzaj bigamii, no, ale skoro, w tym przypadku, jest ona legalna, to nie widzę powodu, żeby z niej rezygnować. Tyle że nie to jest głównym powodem. Zachowałem polskie obywatelstwo, ponieważ -cokolwiek to znaczy – czuję się Polakiem – być może moje „czucie się” nie jest zgodne z kanonami narodowo-katolickimi, nawet na pewno nie jest, ale mam prawo do -choćby – udziału w wyborach, istnieje wiele więzów bowiem, które mnie z Polską łączą, a które, choć mocno wrzynają się we mnie, pozbywać się nie chcę i dlatego uważam, że powinienem jakoś, choćby w tym minimalnym zakresie, jaki ma wyborca, wpływać na rzeczywistość w moim rodzinnym kraju. Po drugie płaciłem i nadal płacę – choć już tyle, co wcześniej – podatki w tym na wszystkich polskich nierobo -dzieciorobów (mam na myśli tych, którzy mogliby pracować, lecz im się nie chce), kiboli oraz dofinansowanie partyj politycznych do prawa do lewa, moje pieniądze idą na posłów, senatorów, których nie cierpię, na rząd, którego nie akceptuję, na kurdupla, który mnie obraża, na psychola smoleńskiego, cwaniaczka toruńskiego, na eśdeemy, na innych klechów, na tumana Misiewicza, na Marka Jurka, Chazana, na podkomisję smoleńską oraz ekshumacje, pomniki św. Narciarza oraz „pomordowanych” na Siewiernym, wyklętych, poczętych, niepoczętych, napoczętych oraz Ułanów Jazłowieckich.

    Piszę o sobie, ale nie jestem wyjątkiem. Ponadto emigranci, nazwani, swego czasu, przez Kaczysyna nieudacznikami ślą co roku grube miliardy euro, funtów, dolarów, koron, ich rodziny wydają te pieniądze w Polsce, „wyjechani” stanowią o poziomie bezrobocia w Polsce – dzięki nim mieści się on w granicach przyzwoitości. Tak więc to, czy emigranci mają prawo do współdecydowania o losach swojego kraju jest poza dyskusją – po prostu mają takie prawo.

  44. ozzy
    3 listopada o godz. 21:21

    To moje tlumaczenie tak wyszlo przypadkowo, bo chcialem przerwac jakos to lomotanie cytatami religijnymi tak jak muzyka. Oczywiscie ze powinienem napisac do NeferNefer w tym wpisie o A.Zaluska-Strömberg. Ja mam w mojej bibl. skand. jej tlumaczenie polskie Saga o Egilu / pos. Gerard Labuda, wyd. – Poznan. Bardzo je lubie. Mam tez oczywiscie inne sagi, ale po szw. norw. Mam w tym Edda poetycka i proza. Wiem ze A. Zaluska-Strömberg tlumaczyla na pl. i zostalo ona wydana we Wroclawiu, Zakl.Nar. Ossolinskich. To wyd ma ISBN: 83-04-01852-7, ale nigdy nie udalo mnie sie kupic. Saga o Gunnlaugu Wezowym Jezyku. byla wydana we Wroclawiu w Ossolineum w 1968 (bez ISBN). Tez nie mam po pl. Nie wiedzialem nawet, ze istnieje. Saga o Gunnlaugu jest moja najbardziej ulubiona saga. Inne jej tl. tez nie maja ISBN. Ja mam chyba wszystkie (prawie) sagi staro-nord, ale po szw. norw, czesc jeszcze przed reforma jezyka. I jej gram. staroislandzkiego (tutejsza) Dluga polka. Dziekuje Ci, ze zrobiles wpis o A. Zaluska-Strömberg, przypominajac ja. Zreszta teraz widzicie wszyscy dlaczego pomylilem wydawnictwa i miasta. 🙂

    @Na marginesie. To na tym polega zeby 99 razy wymieniajac, nigdy tego setnego nie wymowic 😉 Byl taki jeden Poeta [skald] ktoremu siedem poziomow udalo sie powiedziec.

    Dziekuje @anumlik tylko. Zadnych komplementow Gunnlauga tym razem, o czym pozniej w sadze jest do czego to prowadzi. I masa przypisow do zrozumienia.

    A do @Konstancja pytanie, czy Ty po nocach „bibule” drukujesz? 🙂

    A poza tym do innych co to czytaja, i moze beda czytac moje tlum. do NeferNefer. Celem spisywania/powtarzania tych sag bylo zabezpieczenie prawa do dziedziczenia ziemi. Ludzie ci byli historyczni. A tu pare linkow, jak dlugi okret byl budowany (anim. 5.5min):
    https://www.youtube.com/watch?v=_gFGBljJPdA
    replika dl. okretu w ciezkiej pogodzie ~20m/sek(8Beauf) na M. Labradorskim (8min):
    https://www.youtube.com/watch?v=XORSpUUy0lQ

    To teraz dla @NeferNefer dwa rozdzialy… wrzutka o przyszlym emigrancie, na obcych dworach.

    pzdr seleuk(os)

  45. 3. Torstein wyrusza na ting

    Latem szykowal sie Torstein na ting. Zanim wyruszyl, rozmawial z Jofrid: „Zdaje mnie sie”, powiedzial, „ze bedziesz miec dziecko. Porzucisz je, jezeli bedzie dziewczyna, ale jak chlopak daj mu zyc.” W tym czasie, kraj byl poganski. Bylo u biedaków w zwyczaju porzucac niechciane noworodki. Patrzono na to jednak jak na zly postepek.

    Jak Torstein powiedzial to, odpowiedziala Jofrid: „Mowa taka nie przystoi tobie, i nie mozesz myslec ze to prawy postepek, ty co taki jestes bogaty.”

    „Znasz moje usposobienie”, odpowiedzial Torstein, „i wiesz ze lepiej nie sprzeciwiac mnie sie” i pojechal na ting.

    Kiedy go nie bylo urodzila Jofrid dziewczynke, najpiekniejsza jaka widziano. Kobiety chcialy polozyc ja do niej. Nie zgodzila sie, tylko wezwala swojego pasterza owiec. Torvard zwali go. Do niego rzekla: „Wez mojego konia i siodlo i jedz z dzieckiem na zachód do Hjardaholt, do Torgerd, córki Egila. Pros ja, zeby wychowala dziecko w tajemnicy, tak zeby Torstein nic sie nie dowiedzial. Ja tak sie z niej ciesze ze nie porzuce jej. Masz tutaj trzy marki srebrem. To twoja zaplata. Torgerd da ci miejsce na statku na zachód i zywnosc na droge przez morze.”

    Torvard zrobil jak mu przykazala. Pojechal z dzieckiem do Hjardaholt i oddal je Torgred. Ona oddala je na wychowanie jednemu ze swoich dzierzawców w Leysingjastad w Hvammsfjordzie. Torvard dostal miejsce na statku w Skeljavik, zywnosc na podróz i wyjechal z kraju. Saga wiecej o nim nie mówi.

    Kiedy Torstein wrócil z tingu do domu, Jofrid powiedziala, ze porzucila dziecko tak jak on rozkazal i ze owczarz uciekl i ukradl konia. Torstein powiedzial, ze zrobila jak powinna i znalazl innego pasterza.

    Minelo szesc lat i nic z tego sie nie wydalo. Torstein pojechal na przyjecie do Hjardaholt, do Olava Pawia Hoskuldssona, swojego szwagra, który byl jednym ze znaczniejszych przywódców w zachodniej czesci kraju. Zostal dobrze przyjety, bo tak bylo w zwyczaju.

    Jednego dnia, powiadaja, siedziala Torgerd i rozmawiala z bratem a Olav Paw rozmawial po drugiej stronie stolu z innymi. Na lawie na wprost siedzialy trzy male dziewczynki. Torgerd zapytala brata: „Co myslisz o tych dziewczynkach co siedza tam naprzeciw ?”

    „Ladne dzieci”, odpowiedzial, „ale najurodziwsza jest jedna z nich. Ma swój wdziek po Olavie, ale jasna cere i rysy twarzy rodu Myra.”

    Torgerd odpowiedziala: „To prawda, co mówisz, bracie, ze ona ma jasna cere i rysy twarzy rodu Myra, ale nie po Olavie ma wdziek, bo nie jest jego córka.”

    „Jak to mozliwe”, zapytal Torstein, „kiedy ona jest twoja córka ?”

    „Prawde mówiac”, odpowiedziala Torgerd, „dziewczynka jest twoja córka, nie moja.”

    I opowiedziala wszystko jak bylo, proszac, zeby wybaczyl jej i zony nieposluszeñstwo.

    „Nie moge miec wam tego za zle”, powiedzial Torstein, „zdarzylo sie tak jak byc powinno, i obydwie naprawilyscie moja bezmyslnosc. Bardzo mnie sie dziecko podoba i mysle ze to wiele szczescia je miec. Ale powiedz jak sie ona nazywa ?”

    „Helga”, odpowiedziala Torgerd.

    „Helga Urodziwa”, powiedzial Torstein. „Przygotuj wszystko, zeby wrócila ze mna do domu.”

    Tak zrobila Torgerd. Torsteina odprowadzono z darami. Helga wrócila z nim do domu i rosla pieszczona i kochana przez ojca i matke i wszystkich krewniaków.

    Przyp:
    Skeljavik: w Steigrimsfjordzie jest czesto wymieniany jako miejsce startu podrózy za granice.

    odprowadzono z darami: bylo to znakiem czci dla goscia.
    ————————————–

    4. Illuge Czarny z Gilsbakke

    W tym czasie w Gilsbakke, wyzej od strony Hvitå, Bialego Potoku, mieszkal Illuge Czarny, syn Hallkela Hrosskelssona i Turid. Po Torsteine Egilssonie byl najpierwszym w Borgarfjordzie. Bogatym byl tez i twardym ale ostoja dla przyjaciól. Za zone mial Ingibjorg, córke Asbjörna Hordssona z Örnolvsdal i Torgerd co córka Skegge z Midfjordu byla.

    Ingibjorg i Illuge mieli wiele dzieci ale o niewielu opowiada ta saga. Hermund zwal sie jeden ich syn. Drugi byl Gunnlaug. Dobrze sie zapowiadali i byli juz dorosli. Gunnlaug, powiadaja, wczesnie dojrzaly, wysoki i silny, Jasne brazowe wlosy, czarne oczy, nos brzydki ale poza tym ladna twarz mial. Waski w pasie i szeroki w ramionach. Usposobienie, juz za mlodu, niespokojne, ambitne, zawziete. Byl dobrym skaldem i chetnie ukladal szydercze piosenki, dlatego zwali go Wezowym Jezykiem. Hermund byl powazniejszm z obydwu, z przywódcy postawa.

    Kiedy Gunnlaug mial pietnascie lat, poprosil ojca o wyposazenie wyprawy. Chcial jechac za granice, mówil, zeby poznac zwyczaje innych ludzi. Illuge nie bardzo byl chetny zadosc uczynic zadaniu. Nie wierzyl, ze Gunnlaug da sobie rade u obcych, kiedy w domu trudno z nim bylo.

    Jednego ranka, zdarzylo sie, ze Illuge wyszedl wczesnie. Zobaczyl, ze jego komora stoi otwarta, ze wory z towarami leza na kamieniach przyzby, szesc sztuk i kilka der koñskich. Zastanawial sie co to znaczy, kiedy zobaczyl jak Gunnlaug prowadzil cztery konie.

    „To ja wyjalem pakunki”, powiedzial Gunnlaug.

    Illuge zapytal dlaczego. Gunnlaug odpowiedzial, ze potrzebuje je na podróz.

    „Nie sadz”, powiedzial Illuge, ” ze wezmiesz wladze ode mnie, czy pojedziesz gdzies predzej, jak ja zechce.” I wrzucil pakunki z powrotem do komory.

    Gunnlaug wyjechal wtedy z domu i na wieczór przybyl do Borgu. Torstein zaprosil go zeby zostal i Gunnlaug przyjal zaproszenie. Póznej opowiedzial Torsteinowi, co sie zdarzylo miedzy nim a ojcem. Torstein powiedzial, ze moze zostac na Borgu jak dlugo chce. Byl tam caly rok, uczyl sie prawa u Torsteina i wszyscy go lubili.

    Helga i Gunnlaug czesto siadali do warcabów i spodobali sie sobie nawzajem, jak sie pózniej okazalo. Byli prawie rówiesnikami. Helga byla piekna, i wielu twierdzilo, ze byla najpiekniejsza kobieta na Islandii. Wlosy miala tak dlugie, ze mogla sie nimi owinac, w kolorze kutego zlota. Zaden zwiazek w calym Borgarfiordzie i dalej jeszcze nie wydawal sie odpowiedni dla Urodziwej Helgi.

    Jednego dnia, przy ludziach, powiedzial Gunnlaug do Torsteina: „Jest jedna rzecz w prawie, ktorej mnie nie nauczyles, zareczyn.”

    „To proste”, powiedzial Torstein, i pokazal jak to sie robi.

    Gunnlaug powiedzial: „Spróbujmy czy zrozumialem. Wezme twoja reke i udajmy ze to zareczyny z twoja corka Helga.”

    „Sadze, ze jest to zbyteczne”, powiedzial Torstein.

    Wtedy zlapal Gunnlaug jego reke i powiedzial: „Zrób to dla mnie teraz !”

    „Rób jak chcesz”, powiedzial Torstein, „ale wszyscy tu obecni niech wiedza, ze to jest tylko na próbe, i nic sie za tym nie kryje.”

    Póznej powolal Gunnlaug swiadków, zareczyl sie z Helga i spytal czy zgodnie to bylo ze zwyczajem. Torstein odpowiedzial, ze tak, a ci co patrzyli smiali sie z tego.

    przyp:
    warcabów: w org. /brädspel/ [Hnefatafl] po polsku [tablut] ale to nieznane slowo.
    ————————————–

  46. Tanaka
    4 listopada o godz. 15:21

    Dobrze, powiem co widzę. Nic nie widzę. Po 10 latach na miejscu nie udało mi się zaprzyjaźnić z żadnymi Polakami czy Polkami na dłużej. Ja jestem trochę odmieniec i generalnie nie pasuję a to utrudnia życie. Znam tu dwie ulice dalej jedną polską rodzinę lepszego sortu, wymieniliśmy uprzejmości dwa razy się zaprosiwszy i samo padło. W pracy chodzę na kawę czy obiad z dwoma Polakami z którymi szeroko omawiamy tematy polityczne i krajowe ale nigdy nie spotkaliśmy się po godzinach.

    Do kościoła nie chodzę więc czy się co zbija w jakie środowiska nie wiem. Pewnie tak. Widuję czasem panie ze sfery sprzątającej ale przy całej sympatii nie mam z nimi wspólnego języka. No i tak sobie żyję, osobno. Za to w części w polskim kokonie. Mam polską telewizję, gazety, internet, polski sklep za rogiem, polskie książki (jako ebooki). Nie odczuwam żadnego braku, a kura nie ptica, Belgia nie zagranica, 1,5 godziny samolotem. Brakuje mi tylko rozmów na poziomie w znanym mi kręgu kulturowym i dlatego tu wysiaduję.

    Nie ciągnie mnie do tutejszych środowisk polonijnych, raz czy dwa zajrzałam ale mało wyrafinowane. A różne grupy czy towarzystwa kobiet w Brukseli trochę mnie odstraszają. Jak się tak z boku popatrzy to generalnie jako nacja słabo wypadamy, takie małe cwaniaczki. Chociaż ogólnie pracowite.

    lonefather
    4 listopada o godz. 17:19

    Ubawiłoby mnie to polskie poczucie humoru gdyby nie było tak tragiczne.

  47. seleuk(os)
    4 listopada o godz. 18:18

    Bardzo dziękuję, właśnie miałam prosić o drugi odcinek. Ale podzielę się z Konstancją bo jej też się bardzo podoba. Zaraz przeczytam.

    I też chciałam przerwać te katolickie wywody więc jak nas powieszą to oboje 😉

  48. To już będzie naprawdę ostatni link, obiecuję!

    https://www.youtube.com/watch?v=5tHK69SHuW8

    Przy czym, jak zwykle polecam przede wszystkim – dobry tekst.
    I wgląd w to, co Jackowi w duszy grało?

    – Gonimy czas
    Czas goni nas
    Chłoszcze po piętach raz po raz
    I nie nadzieja każe pozbyć się wytchnienia.
    Wśród drzew i chat
    Od lat, od lat
    Gna ludzi niewidzialny bat
    I lęk przed snem, bo w czasie snu bat rytm swój zmienia.
    Więc choćbym chciał –
    Nie będę spał;
    Tańcem i śpiewem będę rwał
    Do góry dusze poduszone własnym ściskiem.
    Stąd widzę, gdzie
    Szukają mnie
    I w całym świecie czuję się
    Jak brzdąc w kołysce, gdy go ręce pieszczą bliskie.

  49. @Tanaka, @zly

    Tanaka – mogę coś dorzucić do odpowiedzi na Twoje pytanie.

    Tak się złożyło, że spędziłem kilka miesięcy na Kaukazie, znajdując zajęcie w branży turystycznej. I właśnie to nowe doświadczenie pozwoliło mi poznać wielu Polaków, którzy od kilku bądź kilkunasty lat mieszkają na zachodzie Europy, a do nas przyjeżdżali w celach turystycznych. Byli to niemal zawsze ludzie nieźle osadzeni w tamtejszych społeczeństwach, mający dobre prace, miejscowych przyjaciół i znajomych. Czasem też przybywali w mieszanym, międzynarodowym towarzystwie, razem z kolegami z pracy, itp.

    Ludzie ci zaczynali z reguły od marnych posadek, ale z czasem – dzięki zaangażowaniu w pracę i coraz lepszym władaniu miejscowym językiem – awansowali i dziś oceniają swoją sytuację jako co najmniej dobrą. Powrotem do Polski nikt z nich nie był zainteresowany

    Dla mnie to było odkrywcze, do tej pory nie miałem styczności z osobami, które np. wyjechały na wyspy brytyjskie; wiedzę o Polakach na wyspach czerpałem z mediów. Które piszą raczej niepochlebnie: zmywak, nieznajomość języka, pijaństwo i tak dalej. Polscy emigranci, których poznałem, są zupełnie inni: spokojni, pewni siebie i swojej pozycji, stosunkowo zamożni, NIENARZEKAJĄCY! Jestem pod wrażeniem poznanych Polaków! 🙂

  50. NeferNefer
    4 listopada o godz. 18:22

    Zgadza sie. Tragiczne ! Ale to nie jest „poczucie humoru”, tylko oswajanie tragedii wysmianiem. Jedyna bron bezsilnych, by nie ulec ponizeniu calkowitemu.

    Za tym kryje sie nie kto inny jak tylko sam Jaroslaw Kaczynski, maly podlec, ktory uwielbia ponizac pokonanych. On juz uwaza, ze jestesmy pokonani i dlatego osmiela sie ponizac. I dodam tylko to, ze uwazam, ze sie myli co do pokonania.

  51. Na marginesie
    4 listopada o godz. 17:03

    Otóż to właśnie, otóż to !
    Się nie przemogłem. Od początku mnie Kaczmarski odpychał, czymś. Może tym, że jak sie ktoś nadmie słusznymi emocjami, to wolę się przyjrzeć, czym on jest nadęty. Może w ogóle mnie nie brały te sweterki, tłuste brody, dziarscy opozycjoniści trzepiący w gitary i wyjący swoje słuszne pienia od rzu dożylne, chociaż jeszcze ż życia niewiele poznali. A jak już sobie dożylnie powyją, dziewuchy im poklaszczą, pokiwają, to następnie pokochają, wódka sie rozleje – po szczerych buziach, po brodach, swetrach oraz majtkach szczerych kobiet szczerych opozycjonistów.
    Ten romantyzm, straceńczość naklejenia ulotki na schodach i matkopolkowość wymiotna, która mi się z Kaczmaskim skleiła nieodklejalnie, jakoś mnie nie bierze.
    To tłuczenie w struny i wycie Kaczmarskim na spływach kajakowych, chlańsko przy ogniskach i womitacje w śpiwory, spoceni zdobywcy sklejeni ze zdobytymi panienkami chrapiący o słusznej Polsce.., no nie.., nie bierze.
    A Polska właśnie taka: chrapiąca, stękająca, spocona, pozlepiana. Obecnie styl ten jest stylem państwowo-partyjnym.

  52. @mag

    Magus ja tego nie wymyslilem, ja to znalazlem w necie i uznalem, ze tak doskonale opisuje o co chodzi, ze sam tych okreslen uzylem. Autora nie znam, wiec nawet nie ma komu oddac chwaly doskonalego skojarzenia z „becikowym”.

  53. Maciej2
    4 listopada o godz. 18:34

    Właśnie – to jakaś osobliwa przyjemność – spotkać zagranicznego Polaka, który dobrze ma się ze sobą i w świecie. Rzecz rzadka, pewnie stąd ta przyjemność.
    Mieszkając okresowo w kilku krajach, jeśli spotkałem Polaka, to – niestety – był to zwykle widok przykry. stąd też nie szukałem kontaktów, wolałem przebywać z autochtonami Więcej się poznaje i lepiej rozumie te kraje gdy sie jest wśród miejscowych. I jest znacznie ciekawiej.

  54. Tanaka
    4 listopada o godz. 18:55

    ha ha ha 😀
    auć

    Ja też go nie lubię, dla mnie zawsze był „za bardzo”

  55. Jacka Kaczmarskiego poznalem w latach 70; rodzice wspaniali i goscinni ludzie i znakomici arysci plastycy (moj kolega ma prace jego matki).
    Goscilismy Kaczmarskiego w Szwecji. Mam film nagrany z jego koncertu –
    jako ciekawostka: jedyna tasma w moim posiadaniu.
    Wypowiedz @Tanaki. Nie komentuje. Za wczesnie.

  56. Namarginesko
    Akurat zgadzam się z @Tanaką co do Kaczmrarskiego i z @Nef, która ujęła rzecz lapidarnie, że on jest taki „za bardzo”.
    Właśnie dlatego „Pobojowisko” i ten drugi utwór odbieram jako patetyczną publicystykę, bez półcieni i póltonów.
    Na drugim biegunie widzę przejmujące, ale nienamaszczone „Orszaki, dworaki” do słów Agnieszki Osieckiej, śpiewane rewelacyjnie przez Ewę Błaszczyk.
    Voila
    https://www.google.pl/search?q=ewa+blaszczyk+orszaki+dworaki&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b-ab&gfe_rd=cr&ei=ds8cWMKVGeSv8wfkz63ADQ

  57. @Tanaka 4 listopada o godz. 18:55

    Dokładnie tak. On się zresztą sam usilnie próbował odciąć – po latach – od tego solidarnościowego sztafażu.

    Jako człowieka go nie lubię – razi mnie cynizm i maniera pewnego siebie kobieciarza i pieszczoszka losu – ale cenię ten sam cynizm w piosenkach. „Wojną postu z karnawałem” mnie oczarował, kilkoma innymi też. Cenię jego złośliwą przenikliwość – ostry jest. Cóż powiedzieć, lubię go wybiórczo. Ale zabawne, że Kaczmarski – mnie w sumie jako człowiek obojętny – wzbudza na forum aż tak skrajne emocje („auć”!)

  58. ozzy 4 listopada o godz. 19:24

    Ja rodziców Jacka znam tylko z opisu – w biografii Krzysztofa Gajdy „To moja droga”. Rzeczywiście to byli wyjątkowi ludzie – ale Jacka wychowali dziadkowie. Rodzice nie mieli dla niego czasu. Od dziecka był wyjątkowo uzdolniony – pisał świetne (jak na małolata) teksty literackie. Na pewno jest postacią kontrowersyjną – pił na umór, podobno również na koncertach. Prawie zadręczył dwie kolejne żony. Dopiero ostatnia („pomnisz, Alusiu…”) wydobyła z niego nieco innego człowieka.

    Z kolei jego utwory – te późniejsze, już po powrocie z Australii – moim zdaniem są znakomite. Zresztą niektóre wczesne – także. Jest gdzieś w necie nagranie „Samosierry” – młodziutki Jacek śpiewa z wielkim przejęciem. On po prostu nicuje polskie mity historyczne. I niektóre europejskie też.

  59. Tanaka
    4 listopada o godz. 18:55

    Heh, dobre sobie. Z głowy mi to wyciągłeś. Czuję identyko. 😉

  60. Emigrant emigrantowi nierówny. Bo czymże jest dzisiaj emigracja? Może to tylko wyjazd na dłuższy czas poza granice kraju z pozostawieniem sobie obywatelstwa. A może wyjazd i pozostawienie spraw swego kraju poza sobą? Jestem obywatelem Polski i tylko Polski. Nie posiadam innych papierów i nie decyduję o losach innych ludzi poza swoim otoczeniem lokalnym i kraju. W relacji do dwu- a nawet wielo-obywateli z rozmaitymi paszportami i prawem wielokrotnego głosowania, jestem człowiekiem praw ograniczonych. Ograniczonych wyłącznie do swego kraju i swej okolicy. I to może być kwestią do dyskusji. Na ile człowiek, nie mieszkający w Polsce, gdzie indziej płacący podatki i posiadający oprócz polskiego także inny paszport, może decydować i wpływać na wybory tych, którzy nie mają szansy wpływać na warunki życia ludzi na emigracji.
    Czy Amerykanin, Brytyjczyk, Francuz polskiego pochodzenia głosujący w w kraju pobytu, może także wpływać na wybory Polaków mieszkających w Polsce? Czy może tak czynić, z racji posiadanego przez siebie drugiego paszportu? Osobiście mam wątpliwości.
    Natomiast nie widzę problemu z Polakiem mieszkającym poza krajem. Ma prawo decydować o przyszłości Polski i regionu, z którego pochodzi. Bo kiedyś wróci w warunki, które sam tworzył z oddalenia. Oczywiście, o ile nie miesza w wyborczym kociołku miejsca swego pobytu. Bo uważam, iż każdy winien mieć tylko jedno prawo wyborcze. W imię równości praw każdego człowieka.

  61. @mag 4 listopada o godz. 19:24

    Ta Osiecka mi się podoba – ale mnie nie porywa. Po prostu mamy chyba inny rodzaj wrażliwości – co jest normalne w wielorakim świecie 😉 Z kolei Jacek jest złośliwy, brutalny i cyniczny – ale też „chirurgicznie” przenikliwy, właśnie w swojej wizji historii. Człowiek – skalpel. I chyba to u niego mnie najbardziej zachwyca.

  62. Odnalazlam na polce ksiazke kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood „Opowiesc podrecznej”. Oto zajawka z ostatniej strony: „Orwellowskie piekło kobiet. Witamy w alternatywnej rzeczywistości rodem z najgorszego koszmaru, jaki może przyśnić się kobiecie. Oto inna wersja historii świata, w której reżim i ortodoksja są jedynym prawem, prawem stanowionym przez mężczyzn i dla mężczyzn, gdzie kobieta została sprowadzona do roli niemej reproduktorki. Oby tylko ten świat mógł okazać się ponurym snem… „Opowieść podręcznej” to wstrząsająca antyutopia, jedna z najlepszych powieści słynnej kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood.”
    Wielce polecam, chociaz trzeba miec zdrowie, zeby ja teraz przeczytac.

  63. zak1953
    4 listopada o godz. 19:49

    „Czy Amerykanin, Brytyjczyk, Francuz polskiego pochodzenia głosujący w w kraju pobytu, może także wpływać na wybory Polaków mieszkających w Polsce? Czy może tak czynić, z racji posiadanego przez siebie drugiego paszportu? Osobiście mam wątpliwości.
    Natomiast nie widzę problemu z Polakiem mieszkającym poza krajem. Ma prawo decydować o przyszłości Polski i regionu, z którego pochodzi. Bo kiedyś wróci w warunki, które sam tworzył z oddalenia. Oczywiście, o ile nie miesza w wyborczym kociołku miejsca swego pobytu. Bo uważam, iż każdy winien mieć tylko jedno prawo wyborcze. W imię równości praw każdego człowieka”

    Nie zgadzam sie. W imie rownosci kazdy czlowiek powinien miec mozliwosc wyboru w wielu miejscach.

    Pytanie/przyklad extrem. tutaj. Ile masz mozliwosci wyboru Clinton-Trump jako nadwislanczyk? Przeciez ten wybor, bedzie praktycznie znaczyl wiecej nad Wisla, niz wybor jakiegokolwiek koziolka-matolka lokalnego. Przez najblizsze lata. W skali panstw, czasowej, prawdopodobnie niewiele to znaczy. Inne trendy maja znaczenie. W skali czasowej zycia jednego czlowieka, osiem lat to masa czasu. I mozna ten czas stracic. Nie majac mozliwosci wyboru.

    pzdr seleuk

  64. Kaczmarskiego wybiorczo, innych tez wybiorczo, nawet u Marka Knopflera jest kilka „kawalkow” ktorych unikam. Chyba kazdy tak ma, ze cos na niego dziala czasem in plus, czasem na odwrot. Z „kaczmarskiego” to najbardziej mi lezy „Lekcja Historii Klasycznej”, ale i ona najpewniej zawdziecza to temu, ze po prostu interesuje sie starozytnym Rzymem.

  65. @zak1953 4 listopada o godz. 19:49

    Prawo głosu należy się (po prostu) każdemu obywatelowi. Czy wiesz, na jakich zasadach można się starać o polskie obywatelstwo? Raczej nie do siódmego pokolenia, ale może je uzyskać np. wnuk. Który w dodatku nie mówi ani słowa po polsku. Oczywiście, jako obywatel, będzie mieć prawo głosu. Ale pocieszmy się – ten człowiek wcale nie będzie chciał mieszkać w Polsce. Po prostu polskie obywatelstwo otwiera drogę do pracy w innych UE. I na tym polega atrakcyjność tej procedury.

  66. @Na marginesie

    moja „znajomosc” z rzeczonym JK to polowa lat 70 i do 1986 (Lund, Göteborg) – dalej nie mam pojecia o niczym. Nagrywalem koncert w 1986 na duzej kamerze Bauer/ Bosch(27.02.1986). Pozniej spotkalem go wraz z jednym pracownikow RWE – zgadzam sie, ze lubil wypic (bylem, nie pilem – taka moja uroda). „Czlowiek skalpel” – zgrabnie to ujelas.
    I na tym koncze.

  67. @lonefather 4 listopada o godz. 20:14

    Znam, pasuje mi. Nawet bardzo.

  68. @zyta2003 4 listopada o godz. 19:51

    Mam dziwną awersję do Margaret Atwood – ale postaram się przeczytać.
    W Twoim opisie brzmi ciekawie.

  69. seleuk(os)
    4 listopada o godz. 18:18

    Dziękuję. Miło się przenieść w inny, nieznany świat. Przypomniała mi się „Krystyna, córka Lavransa” chociaż to co innego, ale zawsze jak czytam mam wrażenie że przechodzę przez drzwi do innego świata i czasu, tak żywe są te opisy.

    A jeśli chodzi o wybory to mówiłam kiedyś mamie w lokalu wyborczym (będąc małym dziecięciem) że ma głosować na Cartera bo ładny (jakieś wybory były w Polsce w tym samym czasie)

    zak1953
    4 listopada o godz. 19:49

    Ja też jestem tylko obywatelem Polski. Ale o regionie z którego pochodzę nie mogę decydować, w samorządowych nie wolno głosować przez konsulat lub ambasadę. W wyborach do Sejmu mogę głosować tylko na okręg warszawski a nie na swój. W belgijskich wyborach nie mam prawa brać udziału bo nie mam obywatelstwa i nie chcę, nie jest mi do niczego potrzebne.

  70. lonefather
    4 listopada o godz. 20:14
    Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:16

    Kazdy text musimy zwiazac z innymi obrazami/textami/zdarzeniami wlasnymi. Im wiecej tych zwiazkow tym lepiej. Inaczej to tylko puste slowa.

    pzdr seleuk

  71. zyta2003
    4 listopada o godz. 19:51

    Książki nie znam, wygląda mi z opisu na kolejną odmianę tego samego co dotąd. każdy słuszy system oparty na Słusznych i Prawdziwych Wartościach musi się kimś karmić. I tak wychodzi, że najchętniej zdaja on kobiety oraz dzieci.
    W normalnych warunkach, w co trzecim systemie, zjadałby mężczyzn. Ale nie zjada.

  72. @seleuk(os) 4 listopada o godz. 20:31

    Niekoniecznie. To nie jest aż takie proste.

  73. NeferNefer
    4 listopada o godz. 20:30

    To o Jimmy C. to chyba „ukradne” Tobie. Przerobie troche po swojemu i zastosuje w moich praktykach. Dobre o wyborach. 😉

    pzdr seleuk

  74. NeferNefer
    4 listopada o godz. 20:30

    Z „Krystyn, córek…” bardzo mi się podoba Grzegorz Rosiński, rysownik i współtwórca serii „Thorgal”. Świetnie rysuje, klasyczną szkołą, sięgającą parę wieków wstecz. Jego Thorgal ma głębię, realność, jednocześnie coś ponadrealnego,mrok, jasność; mocne osadzenie w klimatach północy i wiarygodność.

  75. Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:34
    To napisz mnie i przekonaj.
    pzdr seleuk

  76. @Tanaka 4 listopada o godz. 20:33

    Kiedyś ktoś (naturalnie mężczyzna!) zwrócił uwagę, że np. w reklamach zwykle ośmieszani są mężczyźni. Ośmieszenie kobiety byłoby uznane za seksizm, więc według niepisanego kodu to mężczyzna „musi być” głupkiem czy brutalem. W reklamach.

  77. @seleuk(os) 4 listopada o godz. 20:37

    Ale o czym? Wyraziłeś opinię. Ja mam inną. Nie sposób udowodnić, że któreś z nas ma rację – zbyt śliski temat 🙂

  78. seleuk(os)
    4 listopada o godz. 20:35

    Tak było. Na dodatek wyraziłam opinię dość głośno, ku ambarasowi mamy.

    Tanaka
    4 listopada o godz. 20:37

    Nie znam niestety ale chętnie odszukam.

  79. Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:41

    Potrafie przeczytac/obejrzec z „wlasnymi” komentarzami text/film etc japonski. Do textu/filmu np. arabskiego nie mam zadnych „wlasnych” komentarzy. Bez tych wlasnych odnosnikow, jakikolwiek przekaz jest dla mnie pusty. To byl tylko przyklad. Ja nazywam sie Seleuk. Z jakiegos powodu. Przekonaj mnie, ze mozna byc czyms zainteresowanym nie majac przypisow. Umiec dokonywac wyborow bez calej otoczki przypisow. Taka zabawa blogowa. 😉

    Pzdr seleuk(os)

  80. @Tanaka

    Kreska Rosińskiego dość mocno ewoluowała – w Yansie była ostra, w Thorgalu na początku chropowata, a w ostatnich numerach poszedł w pędzel. Chyba parę lat temu zresztą się taki trend zrobił – być może za Bilalem.

  81. @seleuk(os) 4 listopada o godz. 21:00

    Nadal nie bardzo rozumiem, o czym piszesz.
    Chodzi Ci o język czy o kontekst kulturowy?
    Czy o jakieś odniesienia czysto osobiste?

  82. @seleuk(os)

    Zen.

  83. bubekró
    4 listopada o godz. 21:07

    Artysta cały czas dojrzewa. Thorgale powstawały wiele lat, więc i warsztat oraz prowadzenie ręki nie są niezmienne. Jak się dobrze przyjrzeć robocie ręki, biegom linii, detalom nerwu kreski, to jasne jest, że to stara szkoła.

  84. Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:39

    Seksizm jest i ma sie dobrze. Głupkowate reklamy proszków do prania, płynów do naczyń, past do zębów, mopów i podobnych kosmicznych wynalazków są standardowo obsługiwane przez durnowate panie, które są przeszczęśliwe, że pasta pastuje, płyn płynie, a proszek się sypie. Swoje szczęście ogłaszają mężom, sąsiadkom, dęby dębom, bukom buki.

  85. Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:14
    mam wrażenie, że wnuk nie znający polskiego, starający się o obywatelstwo rzeczpospolitej ma największe szanse na pszport z orzelkiem, gdy jest potomkiem zeslańców lub przesiedleńców wschodnich. Zdobycie paszportu polskiego daje mu szansę wyrwania się z tego grajdoła dalej na zachód dzięki przynależności do Unii.
    A może jest to bardziej widoczne, promowane jako sprawiedliwość dziejowa; nie slyszalam, żeby emigranci z zachodu kołatali do drzwi wnioskiem o przyznanie obywatelstwa.

  86. @Tanaka

    Ale w tych wygładzonych brakuje mi właśnie chropowatości, znikających obiektów itd. To robiło wrażenie ruchu. Nieciągłość.

  87. bubekró
    4 listopada o godz. 21:12
    hozon

  88. seleuk(os) – nie widzę problemu, gdy głosujesz tam gdzie jesteś. Ale jeśli dodatkowo wpływasz na życie ludzi w innym regionie, z którymi w danym momencie nic cię nie łączy, jest to naruszenie równości praw. Może w ramach jednolitej Europy, prawo głosu związane byłoby z rejonem pobytu, a nie konkretnym paszportem, byłoby jakimś rozwiązaniem.
    na marginesie – czyli mówimy o ludziach z krajów spoza EU, dla których paszport PL jest tylko kluczem do innej strefy. Do USA bez wizy z naszym paszportem jednak nie wjadę.

  89. Konstancja
    4 listopada o godz. 21:18

    Ale Anglicy mogą teraz chcieć się żenić z Polkami, z powodu paszportu.

    Oh, how the tables have turned 🙂

    Tanaka
    4 listopada o godz. 21:18

    Ja cały czas szukam tej pralki z reklamy, z której wyciąga się już uprasowane ubrania ale jeszcze nie znalazłam w żadnym sklepie:(

  90. Na marginesie
    4 listopada o godz. 20:39
    a ja mam przeciwne wrażenie. W reklamach mądry facet tlumaczy blondynce, jakie efekty osiągnie uzywając tego, a nie innego proszku do prania, co potrafi zrobić pralka, lodówka czy inne urządzenie, albo uzycie stosownego środka na muchy i wszelkie insekty.
    W tym pierwszym piorącym celuje Chajzer, w pozostalych różni panowie, mniej lub bardziej znani.
    Na lodówce w kuchni mam magnesik z uroczym mottem:
    CZYSTY DOM ŚWIADCZY O ZMARNOWANYM ŻYCIU.

    I tego się trzymam.
    Większośc reklam jest bardzo seksistowska i traktuje kobietę jak służącą – domowi, synowi, mężowi lub księdzu. Reklam, w ktorych mężczyzna jest glupiutki jest niewiele.

  91. Pisałem już winnym wątku, że twórczości Kaczmarskiego nie trawię, tak-jak w ogóle nie trawię większości polskich bardów solidarnościowych, tych bardziej i tych mniej znanych. Mnie te pieśni „ku pokrzepieniu” nijak nie pokrzepiały, lecz drażniły swoim patosem, manierycznością, pomimo widocznego, naturalnego zaangażowania. Sam się sobie dziwię, bo nie wyzbyłem się tego uprzedzenia, pomimo zapoznania się -dużo później -z innymi przejawami jego twórczości, z utworami niezaangażowanymi. Jestem pod wielkim wrażeniem jego talentu, panowania nad językiem, ale mnie to nie rusza. Być może ma to związek z moimi traumatycznymi przeżyciami z wczesnych lat 80. Po wyjściu z internowania byłem zapraszany na różne spotkania odbywające się w prywatnych domach. Puszczano tam – do porzygu – zjechane na maksa taśmy z „murami”, „obławami” i trzeba było siedzieć z zamkniętą mordą i nie wiercić się na krześle, żeby -boże broń -nie zaskrzypiało, bo wówczas wszyscy patrzyli z wyrzutem na tego, co zaskrzypiał – tak, jakby gazy jakoweś wypuszczał.

    Audytorium stanowili tłustobrodzi [brawo Tanaka 🙂 i tłustowłosi kontestatorzy, i wyzute z seksapilu panienki w długich burych, bezkształtnych spódnicach, rozciągniętych patchworkach albo czarnych swetrach też o kilka rozmiarów za dużych. Panienki te zawsze dzierżyły w dłoniach kubki z herbatą, moda była taka, żeby trzymać je w obu dłoniach i koniecznie uszkiem zwróconym w stronę „odsiebną”. Siedziały zasłuchane z podwiniętymi nogami (też moda taka k….). Modne też było picie wina, ale niestety dla smaku tylko ( jedna butelka na 15-20 osób). Były to, niestety wina wytrawne – białe, albo czerwone, ja takich win nienawidzę, bo kwaśne jak cholera (z win uznawałem jedynie jabola). Czasami, ale rzadko niestety, przychodził jakiś „zakazany” poeta, w sensie, że odrzucany przez cenzurę. Większość z nich była trunkowa, więc jako honorarium życzyli sobie litr wódki albo dwa, a że nie mieli z kim wypić, bo w takim towarzystwie uważano picie wódki za obciach, to poeci pili ze mną, a kończyliśmy w knajpie. Niektórzy z nich są teraz bardzo znani. W każdy razie, jak słyszę nazwisko Kaczmarski, to natychmiast widzę te smutne i brzydkie laski w patchworkach trzymające oburącz kubki z herbatą, albo szklanki. Dlaczego oburącz, przecież nie były to duże kubki, wystarczyło za uszko trzymać. Nigdy tego nie pojmę!

  92. NeferNefer
    4 listopada o godz. 21:26
    Anglicy mogą chcieć się żenić z Polskami, bo fama głosi, że one takie porządne, gospodarne i uslużne, a malo pyskate (ha, ha-!)

    Po kilku latach pobytu w Anglii moja przyjaciółka nauczyła sie języka na tyle dobrze, że jej mąż zauważył tę zmianę i napomknął, ze tuz po slubie nie byla tak pyskata.

  93. zak1953
    4 listopada o godz. 21:23

    Wiele decyzji spolecznych/gospodarczych/politycznych, majacych wplyw na moje prywatne zycie, podejmowanych jest przez ludzi na ktorych decyzje nie mam wplywu. To jest dosc jasne dla mnie. Np. na moje mozliwosci w banku ma wplyw, bardzo duzy, FED. Moj bank nie jest am. Czy nie byloby dobrze, gdybym mogl miec wplyw na wybor polityki FED? To byl przyklad.

    Jaki wybor beda mieli nad Wisla, jezeli Europa calkiem przestawi sie na odnawialna energie? To byl przyklad

    Moglbym podac 15 innych przykladow. Czy nie jest rozsadniej miec wybor (umowy, glosowania, referenda, akcept innych pogladow w celu szukania rozwiazan, etc) w wiekszych obszarach, organizacjach niz lokalne (krajowe/narodowe)?

  94. „becikowe”? Wczoraj w telewizorze jedna z protestujących przeciw tej ustawie kobiet nazwała to „drugim zasiłkiem pogrzebowym”. I zdaje się, to określenie znacznie lepiej oddaje sens ustawy.

  95. Seleuk(os)
    Z ciekawością przeczytałem Twoje tłumaczenia islandzkich sag. Językowo mi się spodobały, rozważne, solidne, opowieści-przypowieści. Odczułem (przeczułem) także adekwatność tłumaczenia do klimatu tamtych odległych czasów (racjonalny paternalizm), co jest chyba najtrudniejszym zadaniem do wykonania przez tłumacza

    Zadziwia mnie u Skandynawów, a szczególnie u Islandczyków wypracowanie w takich mrokach Europy, jeszcze średniowiecza, swojej własnej kultury i posługiwanie się pismem. Gdy w Polszcze łacinę w piśmie znali tylko duchowni, rozumieli tylko niektórzy z nich, a o literaturze nikt nie słyszał, to w Islandii, która miała trzech mieszkańców na krzyż zapisywano i kultywowano sagi. No i ten parlament (nie parlament, a zgromadzenie ogólne), zalążek demokracji, samorządzenia się.
    Pzdr, TJ

  96. bubekró
    4 listopada o godz. 21:20

    To nie bardzo wiem, co masz na myśli mówiąc o chropowatości. Rosiński ma chropawą kreskę, a na ile pamiętam Yansa, bo dawno juz zaglądałem, to tam było trochę niedorysowania i nieco niezgrabności, choć mało, bo Rosinski to fachman.

  97. zak1953
    4 listopada o godz. 21:23

    Zreszta ten caly blog jest o tym. Wybory lokalne/globalne w KorporacjiKatolickiej. Ich wplyw na zycie codzienne. Te trzy zdania sa przenosnia poetycka malego kalibru.

    pzdr seleuk

  98. Jobrave
    Może czasem trudno uwierzyć, ale nadal tu i ówdzie pokutują jeszcze grupki wielbicieli Kaczmarskiego i Gintrowskiego. Robią sobie nawet wspominkowo-sentymentalne spędziki, żeby przy ognisku pośpiewać sobie przy akompaniamencie źle nastrojonej gitary co lepsze kawałki z obowiązkowymi „murami” na czele. Nawet wygląd niewiele im się zmienił. Posunęli się tylko w latach, może ten i ów wytarł sobie owłosienie, posiwiał, brzucho urosło, głos zeszpetniał. Ale dalej zawodzą, popijając wino. I chyba nawet te swoje nieśmiertelne sweterki gdzieś z dna szafy wyciągają.

  99. paradox57
    4 listopada o godz. 21:52

    🙂

    (a kaszel się chyba sam wyjaśnił w międzyczasie)

  100. NeferNefer
    Nie taki zły ten kaszel. I lekować nie trzeba było.

  101. @Tanaka

    W starych Thorgalach było więcej „zakamarków”. Obrazki nie były „ładne jak malowanie” (jak teraz), ale były gęste – pędzel tego nie daje. Można było odkrywać różne ciekawe fragmenty w tle, szczególnie w tych wszystkich przepoczwarzeniach. Mniej pastelowych kolorów, więcej niedopowiedzeń na bardziej mrocznych/brudnych planszach.

  102. tejot
    4 listopada o godz. 21:46

    Islandczycy zabrali to z soba z Norwegii. Dzisiejszym jezykiem mowiac, trwala wojna domowa. Harald Pieknewlosy (??) i pozniej syn Erik Krwawy Topor probowali pozbawic znaczenia lokalne zgromadzenia (fylkesting). Ci co nieakceptowali, mogli tylko wsiasc na okrety z dobytkiem i rodzinami i odplynac. Czesc odplynela do Islandii. Czesc do Anglii, czesc Fryzji. Ci co trafili na Pomorze stworzyli Jomsborg (dzis Kamien Pomorski). Tzn. poza materialnym dobytkiem wzieli tez sposob org spoleczenstwa/miejsc.

    Na temat pisma jest dobra polska stron, krotko i bez wiekszych bledow:
    http://www.up.krakow.pl/whk/pismo/runy/index.html

    Dodajac od siebie, i w kontexcie blogu, moge napisac, ze jest to jedna z przyczyn odmiennosci pln/zach Europy od reszty. Nie tylko /limes/ ces. rzymskiego. Nikt na tym obszarze, nie czul sie nigdy podlegly czy gorszy. A jezeli mu sie cos podobalo gdzie indziej, to szedl i bral. Chrzescijanstwo jest religia niewolnikow. Na tym obszarze tez zaakceptowano idee Chlodwiga. Historia w Pl. traktuje prawo salickie, jako okreslenie sukcesji tronu. O idei porozumiewania sie nie wspomina. Chlodwik byl wodzem/krolem Frankow(germ.).

    @Tejot, tego tematu nie da sie opisac w okienku. Przepraszam.

    pzdr Seleuk(os)

  103. bubekró
    4 listopada o godz. 21:42

    Zajrzałam, frekwencja w Belgii 92,52% i PO przed PiS (o włos ale zawsze)

  104. paradox57
    4 listopada o godz. 21:52
    Sweterków może już nie wyjmują, nie wkładają, ale wszystko inne plus te pieprzone kubki trzymane oburącz, pozostało. 🙂

  105. @Konstancja 4 listopada o godz. 21:18
    Bo ci zza oceanu nie kołaczą bezpośrednio w Polsce. Od tego są konsulaty.

    @Konstancja, Tanaka
    Oboje potwierdzacie rozbieżność kulturową.
    Ten komentarz o traktowaniu mężczyzn w reklamach NIE był wygłoszony przez Polaka.

  106. @Tanaka, Nefer Nefer, jobrave i inni
    Te Wasze negatywne komentarze o Kaczmarskim – fascynujące i dla mnie nowe.
    Ale to zabawne, jak klimat polityczny jest w stanie zepsuć odbiór naprawdę ciekawych utworów. Dużo późniejszych, niż te „solidarnościowe”. Ale teraz rozumiem lepiej, dlaczego Jacek tak bardzo chciał się odciąć od swojej łatki „barda Solidarności”. I dlaczego miał taki ambiwalentny stosunek do swoich wielbicieli. Te laski w workach… 😉
    W sumie patrzycie na niego przez pryzmat. A ja to chyba nie mam tego pryzmatu.
    A teraz nagle dowiedziałam się, że jest. Ach, te zaszłości…

  107. Rosa91b (2 listopada o godz. 21:00)

    „to już pożartować nie można?… Orteq napisał coś zabawnego, co rozbawiło mnie na cały wieczór. Zwróćcie uwagę na tego ostatniego, który swoje na blogu przeżył i jaką oryginalną ostrość (i dowcip) przez to demonstruje u ateistów. Nieco inny charakter ma łaskotanie mojej muzy blogowej mag. Dokuczanie mag ma charakter wiejskich zalotów męskiej części bloga (o co jestem zazdrosny)… Ament.”

    A jaki character ma, Twoim Rybenko/Stanie/Roso zdaniem, upierdliwosc Ewy-Joanny? Dokuczajacej niektorym wspolglogowiczom nie tylko z powodu ich sexistowskiego, jej zdaniem, poczucia humoru, ale jeszcze i z powodu zdrabniania nickow? Wedle kangurzego podejscia do zycia, humory blogowiczow, oraz ichnie nicki, powinny byc ubrane w takie polsko-skansenowe burki. Najlepiej uszyte na antypodach przez polskich immigrantow tamze rezydujacych. No bo immigranci niepolscy, np. Chinksy, sa nie do zniesienia. I tak na dobra sprawe powinno sie ich przemalowywac sukcesywnie jesli DownUnder w dalszym ciagu ma pozostawac jako tako green

    „Słońce i Księżyć czekają.”

    A dyc tam czekajo. Listopad jest. Ciemno zarowno we dnie jak w nocy. No ale tys pod kocykiem

  108. Ja się na dziś odmeldowywuję, padam na nos…

  109. jobrave
    4 listpada, g.21:31
    Jakby mi się odemkła w głowie jakaś klapka.
    Wszystko o czym piszesz, przecież pamiętam. Mam wprost w oczach te nabożne zasłuchania w „Mury” i „Obławy”, nieprzytomne wprost jaranie podłych papierosów że aż czarno było od dymu, hektolitry wypijanej herbaty (w kubkach!) ale oprócz cienkiego winka nierzadko bimberek, bo pędzenie było na topie, co się czuło na klatkach schodowych. No i te swetry powyciągane, nierzadko osobiście dziergane przez patriotyczne panienki, co najmniej wąsiska zamaszyste, jeśli nie brody, u chłopaków i chlebaczki typu wojskowego, ale już dziewczyny niekoniecznie szaro-bure, bo ze „spadów” dostawało się nie tylko kawę czy inne rarytasy lecz i ciuchy kolorowe.
    Były klimaty. Przyznaję, że w swoim siermiężnym przesycie czasem wkurzające, ale wymagać wtedy dystansu, czyli na bieżąco? Nie przesadzaj. A dziś można nawet poczuć pewien smuteczek po utraconej naiwności, ba – niewinności.

  110. bubekró
    4 listopada o godz. 22:01

    Dobra, w wolnej chwili porówam starsze Thorgale z nowszymi. Może będę miał podobny odbiór do Twojego, w każdym razie zaciekawiłeś mnie tymi uwagami. Jak będę miał więcej wolnych chwil, to może popełnię studium warsztatu rysunkowego Rosińskiego. W każdym razie mam na to ochotę.

  111. @NeferNefer

    Ale i tak najwięcej głosów idzie ze Stanów, gdzie mają w entym pokoleniu mityczne wyobrażenie o Polsce. Są takie ciekawe analizy pokazujące, że drugie pokolenie dopiero intensywnie próbuje identyfikować się z krajem pochodzenia rodziców, ale właśnie wyobrażenie o kraju zależy od tego, co mu przekazano. A to z kolei zależy od powodów emigracji.

    Te procenty chyba odnoszą się do ogółu ludzi, którzy zabiegali o udział w wyborach, a nie do całej diaspory w danym państwie (+ oczywiście stacjonujących tam z różnych powodów). Afryka jest zadziwiająco pomarańczowa – być może turyści i biznesmeni.

  112. Na marginesie
    4 listopada o godz. 22:47
    niedopowiedzialam; wydawało mi sie oczywistością, ze nie do drzwi na Nowogrodzkiej czy na Żoliborzu.
    Widuje reklamy w różnych tv, niemieckiej, holenderskiwj, angielskiej – ilośc reklam z udzialem głupiutkiej blondynki i faceta, ktory objaśnia jej dzialanie pralki czy proszku w ostanich latach zdecydowanie sie zmniejszyła.
    Polakowi tłumaczącemu swojej rodaczce dzialanie proszku czy pralki doradziłabym
    WYPIERZ SAM

  113. jobrave
    4 listopada o godz. 21:31
    Dlaczego oburącz, przecież nie były to duże kubki, wystarczyło za uszko trzymać. Nigdy tego nie pojmę!
    ……………………………………………………………………………..
    To początki artrozy. Na którą kobiety podobno zapadają częściej.

  114. @Tanaka

    O! To jest dobra myśl. BTW – serie odpryskowe tworzone przez innych rysowników są bliższe młodszemu Rosińskiemu.

  115. Na marginesie
    4 listopada o godz. 22:58

    Fascynujące, mówisz?
    Ja właśnie przeżyłem fascynację śmiercią własnych plemników, które stanowczo odmówiły współpracy na widok pani o nazwie Dudziak Urszula dr hab. KUL od pisoidalnego katolickiego seksu ministrialnego.
    I to jest fascynująco fascynujące.

    No, z Kaczmarskim tak mam i nic nie poradzę, bo nawet nie chcę. Przyjmuję do archiwum wiadomość, że dla niektórych, w ilości znacznej, wielkim poetą gitarośpiewu on był, ale mam Gombrowicza w głowie: no jak zachwyca, jak nie zachwyca..?
    Gdybymi się udało Kaczmarskiego odkleić od jego wyznawców, to może bym miał jakoś inaczej. Te zachwyty, ulewanie się duszy szczypiącej w szklanki i brudne kubki, te wódczane słoiki i pety zgaszone w obrusach, te szczege gęby szczerbate i klawiszujące, ziejące mrokami żołądków nieszorowanych, a filozofujące o wartości bytu peerelowskiego; te dziewczyny w kształcie dżdżownic wpatrzone w swoich herosów żółtozęych i bezzębnych, a tłustobrodych i łupieżowłosych w dziurawych skarpetach sztywnych z przewagi filozofii nad mydłem, te ciąże rewolucyjne i koncerty po kościołach pełne przemodleń, przepielgrzmień i rojeń o bytach fantastycznych wśród brzęku butelek i bekających wzlotów wielkiego ducha – tego się nie da od Kaczmarskiego odzielić. Jo jestiunctum jakieś polskie, gleba, gleby podglebie i podgardle świni zarzynanej na podwórku. Polska taka.

  116. (głos z kanapy)

    bubekró
    4 listopada o godz. 23:15

    Tak, procenty (frekwencja) to ilość wykorzystanych kart do głosowania. Widać nad grafiką z rozkładem głosów na partie. O Jackowie i reszcie może „inną razą”, baterie mi się wyczerpały.

  117. bubekró
    4 listopada o godz. 23:20

    taki tekst wstępniaka a propos emigracji? Rosiński nie wiem, czy emigrant jest,, ale od dawna za granicą mieszka.
    Nie wiem też, co to za inni rysownicy bliscy Rosińskiemu, bo nie jestem reguarny fan komiksu jako takiego Tzn. jestem, ale specyficznego i wyłącznie dobrego. Tytusa de ZOO, ale nie z ostatnich książeczek, bo już Papcio Chmiel połykał własny ogon po same uszy, Janusza Christy – w większości, bo był niesamowicie własny i niesamowicie drobiazgowy: jeden kadr potrafił wygladać jak dłubany przez tydzień drzeworyt. Tadeusz Baranowskii jeszcze pewnie ten i ów, np. z zeszytów Kapitana Żbika, gdzie także rysował Rosiński. No i kapitalne komiksowe animacje – „Koziolek Matołek”, „Masz szczęście Joe”, czy „Pies i kot” – totalne odjazdy wariactwa kreski. I fabuły. Dla mnie bomba !

  118. Wpisala sie, bardzo oszczednie, Nef, na samiutkiej gorze obecnej odslony blogowej, tak:

    „Nie mamy prawa. Nie wiemy. Jesteśmy ciemni. Czyżby? ”

    Bardzo czujne jet to Twoje ‚czyzby’ , Nef(ciu)

    (Te nawiasy dla ciu nadane sa umozliwieniem na niezgodzenie sie ze zdrobnianiem nickow. Nie zgadzasz sie ze zdrobnieniem Nef na Nefciu? No to nie czytaj tego co w nawiasie zostalo umieszczone, po wymienieniu nicku Nef. Natychmiast wtedy masz slusznego. Dotyczy to rowniez nie czytania wszystkich postow pod obecnym wpisem na tym obywatelskim blogu)

    Przeca ze jestesmy ciemni. Mnie sie cos przypomina, ze pod poprzednim wpisem zaczely sie pojawiac dosyc ciemne komentarze dotyczace emigranctwa. Na przyklad takie:

    Orteq, 26 października o godz. 18:11
    „Mnie nie chodzilo, pod 3:47, o TWOJE wybrzydzanie na ‚innych immigrantow’. Bo ja nawet tak sie pogubilem, ze zapomnialem iz ty tez immigrantka. Mnie chodzilo o sympatyczna Ewe-Joanne. Wybrzydzajaca, nieco mniej sympatycznie, na chinskich jej sasiadow downunderowych. Immigrant immigrantowi – immigrantem? Kiedys bylo Polak Polakowi – Polakiem.. Tejot, pod 17:39, zdaje sie, troche o to zahacza”

    Na marginesie, 26 października o godz. 18:21
    „Aha, pojęłam. Trochę rozumiem Ewę-Joannę, bo ja też nie lubię niektórych zachowań Chińczyków. Ale mamy też znajomego Chińczyka, który swoich rodaków wręcz nie znosi… i często się z nich wyśmiewa. Go figure 🙂 Coś jak z Polakami?
    W ogóle imigranckie środowiska wydają mi się bardzo… no nie wiem. Pełne właśnie resentymentów, dziwacznych pretensji, złych emocji, wtykania innym przed oczy, co (materialnie) osiągnęli… Chociaż na pewno nie dotyczy to wszystkich i wszędzie. Zresztą może na imigracji (z racji narodowości) spotykają się ludzie tak różni, że w kraju pochodzenia na pewno obracaliby się w różnych środowiskach i nigdy się ze sobą nie zetknęli? Moźe o to chodzi?”

    Orteq, 26 października o godz. 19:11
    „Namarginesko, w miedzyczasie, na boczku, poprawiono me. Powiedziano: nie Polak Polakowi – Polakiem, tylko Polak Polakowi – Polactwem. A jak to strawestowac, przerzucajac na nasze immigractwo? Moze: immigrant immigrantowi – Jackowem? Tym sposobem bysmy oddali czesc nalezna pisiorom”.

    Nie oddaje sie czci PiSowi. Ot co. Jedynej partia, ktora sie cieszy powszechnym mirem na Jackowie.

    Gdy zaczniemy oddawac nalezna panu prezesowi czesc za to, ze on docenia madrosc oraz sofistykacje emigracji jackowskiej, czy innej greenpointowej, od razu zaczniemy byc postrzegani, my emigranci z Polski, jako kwiat z polskowosci sie wywodzacy. Inaczej dalej bedziemy uwazani za cos nizszego niz polkatol. Ten w parafii nad Wisla patriotycznie umiejscowiony

  119. Zezem
    Ale artroza jest stanem przejściowym. Poza tym musiałaby występować masowo akurat u tej części populacji. Taka nadreprezentacja. To ciekawe epidemiologicznie.

  120. @Tanaka

    Powstały „podserie” Thorgala z innymi rysownikami. Powiedzmy – licencjonowane fanfiki. A wariactwa lat minionych raczej nie wrócą. Raczej sztuka wszelaka ostatnio idzie w stronę powagi/patosu/ważności/dopasowania. I „Ikei”, skoro mowa była też o reklamach.

  121. Orteq

    „Czyżby” zasugerował Gospodarz, więc jemu honory nie mnie.

    Na dziś się wyłączam, przepraszam.

  122. Tanaka 22:58
    U mnie na mieście mówią o p. Urszuli, że sama jest chodzącą antykoncepcją. Skoro Ty (raczej Twoje plemniki) tak zareagowały na jej zdjęcie, to wyobraź sobie, co przeżywamy my, mieszkańcy Koziego Grodu, mając świadomość, że nie znamy dnia ani godziny. I w każdym momencie możemy spotkać się z nią oko w oko na ulicy, przystanku, sklepie. Kościół w moim przypadku nie wchodzi w grę z oczywistych powodów.

  123. Jako immigrantka z dlugim stazem, ( nie mylic emigrantow z imigrantami) zgadzam sie z opinia, ze kazde srodowisko imigrantow to skansen. Zreszta w kazdej grupie etnicznej jest tak samo. Wystarczy obejrzec film „Greckie wesele’ i kilkanascie innych. Niekoniecznie w zlym znaczeniu ten skansen. Jaka piekna polszczyzna mowia starzy, ale inteligenckiego pochodzenia, immigranci. Nawet jesli im czasami slowa brakuje. Wiec tu mozna spotkac prawdziwie piekna polszczyzne. Do dzis nie moge zapomniec spotkania z Ewa Rubinstein w klubie polskiej gazety. Urodzona w Argentynie, w Polsce byla po raz pierwszy w 50+-tym roku zycia, meza miala amerykanskiego pastora, a mowila piekna polszczyzna, bez akcentu. Jak pani Nella Rubinstein to osiagnela? Blad rzeczowy, ta pani nie byla zadna e-, ani i- migrantka.
    Sympatyczne jest tez przechowywanie tradycyjnej polskiej kuchni, gdy czytam obecne polskie przepisy, to wlos mi sie jezy, a ulubiony placek mojego syna juz nikt w Polsce nie piecze. Taka niemodna zenada. Takze wystroj wszelkich uroczystosci etnicznych, czy w Polsce w miastach dzieci dalyby sie tak poprzebierac w ludowe stroje? Gorzej, ze to tez omal calkowity skansen polityczny.
    Potwierdzam tez opinie, ze na emigracji ludzie z najrozniejszych srodowisk nigdy w Polsce by sie nie spotkali na stopie towarzyskiej. A na emigracji, czemu nie.

  124. Zaintrygował mnie ten Tanaka… zatem wyguglowałam. Bez komentarza, bo mowę mi odjęło.

    http://www.wykop.pl/link/3432197/ta-kobieta-napisze-nowy-program-do-wychowania-do-zycia-w-rodzinie/

  125. @mag,
    Ja napisałem, jak było w Krakowie nie wykluczając, że Warszawie było nieco inaczej, nie do końca snobistycznie. O, przypomniałaś mi – palić nie można było, a wyjść w trakcie słuchania Kaczmarskiego albo innego Kelusa, nie wypadało, chociaż tego drugiego dawało się jeszcze słuchać, nie męczył tak. Gdy bywałem na takich „niezależnych” wieczornicach, to sentymentem wspominałem esbeków, którzy pozwalali mi palić do woli podczas przesłuchań. Jakoś nie wpadli na, to, żeby mi je zabrać, nie wiedzieli, że ja po 10. ciu minutach bez papierosa zacząłbym sypać wszystko i wszystkich. Niby nie musialem brać udziału w tych imprezach, ale miałem pewne zobowiązania wobec organizutarów.
    Bardzo modne było, w owym czasie, noszenie plecaków, które były akceserium charakterystycznym dla tajnego kuriera, najczęściej dostawcy bibuły.
    A tu dla Ciebie: urocza sambeczka w wykonaniu Viniciusa de Moraesa, Marii Creuzy, i Toquinha:
    https://www.youtube.com/watch?v=RLxmudlRyz4

  126. @jobrave

    Charakterystyczne trzymanie oburącz kubka z herbatą, to takie symboliczne ogrzewanie rąk zziębniętych na samą myśl o grożącej podróży kibitką na Sybir 😎
    Mam kolegę ze studiów (dziś profesor wierzący w wiadomy zamach), który do tej pory z przejęciem opowiada o 2-godzinnym przesłuchaniu (jedyne zatrzymanie w całej „opozycyjnej” karierze), kiedy twardo nie wydał Piniora, choć ten ukrywał się w wielkim bloku, gdzie kolega mieszkał. Wszyscy podobno wiedzieli, nikt nie wydał 😎 Wprawdzie esbecy wcale go o Piniora nie pytali, ale on i tak nie wydał 😎
    Zapytałem raz, żądny detali, bo od maja 1980 poza krajem, czy go posadzili na odwróconym taborecie, obraził się na mnie śmiertelnie.
    Ten kolega biegał na wszelkie takie wieczornice i występy bardów oraz artystów niepokornych po kościołach.

  127. @Tanaka,
    W swoim opisie prześcignąłeś i Flauberta i Zolę :), ale rację masz, bo rzeczywiście tu i ówdzie tak bywało. Mnie raczej zapraszano do tzw. dobrych domów, a nawet bardzo dobrych i choć były to czasy, kiedy brakowało mydła, nawet szarego, że o szamponach już nie wspomnę i choć rzeczywiście od niektórych facetów zalatywało, to – na ogół- daleko słabiej niż w tramwajach, ale w innych domach, to już różnie bywało.
    A te brodziska były, najczęściej nieczesane, oszczędnie pielęgnowane, rzeczywiście modne, to był atrybut konspiratorów, byłych internowanych, tak jak za okupacji bryczesy khaki i oficerki.
    Ja miałem dobrze, ponieważ otrzymywałem paczki od znajomych z Niemiec, a w nich mydła „Atlantic” przejmująco pachnące, takież proszki do prania, pasty do zębów i mandarynki, salami oraz niezbyt używaną odzież, więc warto było konspirować 🙂

  128. @zezem, @paradox,
    A, to ciekawe! Może by jakąś rozprawę naukową napisać np. „Oburęczne trzymanie kubków z gorącymi napojami, jako symptom choroby zwyrodnieniowej stawów”. 🙂

  129. @Tobermory,
    I zapewne konsekwetnie głosuje na PiS.
    A te kubki – niewykluczone, że masz rację 🙂

  130. zyto, 1:01

    Mowisz:

    „kazde srodowisko imigrantow to skansen. Zreszta w kazdej grupie etnicznej jest tak samo. Wystarczy obejrzec film „Greckie wesele’ i kilkanascie innych. Niekoniecznie w zlym znaczeniu ten skansen. ”

    Takas madra w tej sprawie jest. A ja mam takie moje imigranckie wspomnienie. Tak, imigranckie. Bo juz bylem natenczas obywatelem Obcego Panstwa. Oto wspomnienie

    Przed sporo laty dawalismy sobie seczego z Konsulem Generalnym RP. Po godzinach, zupelnie prywatnie, we dwojke. Na obczyznie prowadzac nocne Polakow rozmowy.

    Mielismy troche wspolnego z dawnej przeszlosci. On dzialal, swojego czasu, w ZSP, ja dzialalem w ZSP. On na szczeblu Rady Okregowej, ja na szczeblu Rady Okregowej. W innych miastach tylko zesmy to czynili. On szefowal Komisji I & P, ja szefowalem Komisji I & P. Lata byly ok/po Marcowe. Lawirowanie w I & P bylo intensywne natenczas. A dla tych co nie byli w matuszce Partii, jeszcze intensywniejsze. Wiec mielismy podobne doswiadczenia gimnastyczne. Uciekajac z wiecow Marcowych, np. politechnicznych, od palowania. Byli czasy. Potem oni mineli. A my wzieli i wyjechali z Polszy

    Anyway, przerzucmy sie w koncowke czasow prezydentury Lecha Walesy. Konsul Generalny RP, z walesowego nadania, na moim imigranckim terytorium, byl niezwykle aktywny w srodowisku . Przybywal na prawie wszystkie polonijne zebrania i tzw. okazje okolicznosciowe. Przemawial za kazdym razem. Najczesciej raczej nieco odmiennie od naszych Przywoccof jackowo-podobnych..

    Wiec kiedy pozniej, we dwojke, przeprowadzalismy debriefingi takich okazji okolicznosciowych, blisko, nierzadko, polnocy, moj kompan od seczego nigdy nie zapominal dac swojego ulubionego termu of endearment:

    Skansen, k.rwa. No k.rwa, normalny skansen.

    Wiec teraz caly swiat bedzie znal skad sie wywiodlo MOJE uzywanie pieszczotliwego terminu ‚skansen polski’. Ono siem wywiodlo z MSZ odrodzonej, po Roku Cudow, Umeczonej RP. Konkretnie, z Konsulatu Generalnego RP w obcym panstwie

  131. Pan red. prowadzacy Jacek Kowalczyk 2 listopada o godz. 21:43 wyrazil sie niezbyt pochlebnie o postach przez niego nazwanych „wsobne”. Czyli o pie.dolach blogowych wylewających żale, oraz pretensje, wypominające przeszłe błędy. Jeszcze inaczy mowioncy, takie jakby zwyczajne pie.doly pisiarskie. I to tem danem momenci ja siem zapytalem samego siebie:

    czy post wsobny to jest to samo co chow wsobny?

    Nie znalazszly odpowiedzi pomiedzy wlasnymi uszami, popedzilem w te pedy do Krynicy Wiedzy Wszelakiej.

    W KWW jest powiedziane o chowie wsobnym. Nie ma ani slowka na temat powiazania postow wsobnych z chowem wsobnym. Czyli z kojarzeniem krewniaczym. A kojarzenie wsobne to HODOWLA w pokrewieństwie.

    Ostatnio zjawisko HODOWLI w pokrewieństwie dotyka nagminnie populacje zwierząt, występujące na obszarach odizolowanych wskutek gospodarczej działalności człowieka. Jednym z wielu gatunków zagrożonych ujawnieniem chorób genetycznych w wyniku chowu wsobnego jest gepard. Zwierzeta gepardy som tom wsobnosciom najbardziej dotkniete.

    Wiec ja siem pytam:

    to co my tu, kurka gaska, zaczelismy HODOWAC, na tym obywatelskim blogu? Wymyslonym przez lonefathera, w jego Inicjatywie Oliwskiej? Gepardy?

    Przyznawac sie mi tu kto juz jest gepard. A kto dopiero aspiruje do tej wsobnosci

  132. Bo wsobny gepard to wciaz nie nie zadna tam wsobnosc IO

    ‚Ciało geparda jest smukłe i muskularne z długimi łapami, mimo iż wygląda na wątłego i delikatnego. Klatka piersiowa jest obszerna, a talia wąska. Ma małą głowę i krótki pysk, wysoko umieszczone oczy, duże nozdrza i małe okrągłe uszy. Jest jednym z nielicznych kotowatych, który nie potrafi chować pazurów (obok kota kusego, kotka wyspowego i kotka cętkowanego). Futro geparda jest płowe z okrągłymi czarnymi plamkami i czarnymi liniami po bokach pyska. Dorosłe samce ważą przeciętnie 42–65 kg, z kolei samice 30–45 kg. Długość ciała wynosi od 112 do 150 cm, wysokość w kłębie od 60 do 80 cm, podczas gdy ogon mierzy do 90 cm. Samce są przeważnie większe niż samice, mają także nieco większą głowę i bardziej muskularne ciało.

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2b/Cheetah_in_Singapore_Zoo_290706.jpg

    Gepard jest nietypowym członkiem rodziny kotowatych (Felidae), który poluje, polegając raczej na swoim wzroku i szybkości, niż z ukrycia. Jest najszybszym zwierzęciem lądowym i na krótkich dystansach może osiągnąć prędkość blisko 100 km/h. Zarejestrowany rekordowy czas biegu na 100 m wynosi niecałe 6 s.
    Gepardy są jedynymi wielkimi kotami, które nie ryczą, lecz wydają inne dźwięki. Potrafią ćwierkać, szczekać, syczeć, mruczeć, miauczeć i rechotać. Inaczej, cheetah

    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2b/Cheetah_in_Singapore_Zoo_290706.jpg

  133. Wiecie. Ta wsobnosc. Blogowa czy inna.

    Jesli wsobnosc gepadrow – jeden jedyny gatunek przez tyle lat ewolucji dotad nie wypleniony, pomimo przeciwnosci losu – nie wyplenila tygo gatunku w sfere ekstynkcji, to jaka nadzieje ma ten blog na wyplenienie ateistow?

    Blog pt. Listy Ateistow nia ma najmniejszych szans na jego wyplenienie.

    Wsobnosc to bugus issue. Pan red prow Kowalczyk pewnie o tym wie. Ale nie po-wie

  134. Ten blog nie ma najmniejszych szans na chow wsobny. Jednogatunkowosc geparda nie daje szans na zaistnienie chowu wsobnego.

    Bo my tu mamy zbyt wielkom ilosc gepardow. Gepardy napewno tu istnieja. I to ony ukierunkowujemy proces prokreacji blogowej. W jak najbardziej dla gepardow pozadanym kierunku.

    Chyba znowu sie udam. Jesli mi zezwolom

  135. @Orteq
    5 listopada o godz. 6:12

    Gepardy… Na blogu… Rechoczące, syczące, szczekające, mruczące i ćwierkające… I szybsze niekiedy niż myśl, co się zastanawia, czy się do końca wykluć…
    A jakże! 🙂
    Dzięki za wywołanie tej wizji. Gepardy… 😎
    Miałem dotąd mniej przyjemne wyobrażenia o niektórych partycypantach 🙄
    Gepardy… Kotki…
    Niecierpliwie wywijające długim ogonem, gotowe do skoku, polujące czasem we dwóch

    http://pixcore.com/file/112/600×338/16:9/%5B296416-2048×1450%5D-gepard-ohota-savanna-afrika_1555445344.jpg

    Szybkie w galopie, ale na krótki dystans

    http://www.chovzvirat.cz/images/zvirata/gepard_fzg76cw.jpg

  136. Szanowni Panstwo, obywatelskie blogowisko

    ten blog przeradza sie w buffo o charakterze rodzinnym.
    Naleze do realistow nad.
    Nad polskim absurdem.

  137. Wczoraj wieczorem, w TOK FM, red. Hanna Zielińska (?) rozmawiała z autorem książki Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym Maciejem Czarneckim.
    Tematem rozmowy były problemy wynikające z odmiennego podejścia do opieki nad dziećmi.

    Z recenzji książki:

    Choć pięciomilionowa Norwegia przyciąga Polaków wysokimi zarobkami i poziomem życia, na idealnym obrazie tego kraju jest rysa. Barnevernet – instytucja siejąca postrach, przed którą imigranci z Europy Wschodniej ostrzegają się na forach internetowych: zabiera dzieci, rozdziela rodziny, posądza rodziców o niestabilność psychiczną, podburza małoletnich do zeznawania przeciwko bliskim.

    Czy jednak na pewno wszystko jest czarno-białe? Jaki związek z Barnevernet miał Anders Breivik? I dlaczego detektyw Rutkowski w norweskiej prasie nazywany jest Rambo? Maciej Czarnecki przedstawia obie strony medalu, zamiast czerni i bieli ukazując całą gamę szarości i oddając głos norweskim pracownikom społecznym, rodzicom zastępczym, ekspertom. Przede wszystkim jednak słucha uważnie i dokumentuje dzieje rodziców i odebranych dzieci. Jego książka to wstrząsający reportaż o tym, jak cienka potrafi być granica między rajem a piekłem.

    Czarnecki mówił w czasie audycji, że Barnevernet odbiera więcej dzieci emigrantów niż rdzennych Norwegów. Najwięcej z rodzin emigrantów z poza Europy.
    Więcej dzieci z rodzin norweskich niż z rodzin polskich.
    Bardzo ciekawa audycja. Można znaleźć w archiwum radia.

  138. @Mohikanin

    jako lekture uzupelniajaca polecam Macieja Czarneckiego tekst z GW z czerwca 2016
    „Norweski pomysl na uchodzcow”.
    Jedynym p o m y s l e m w Kraju jest przewazajaca niechec Polakow wobec uchodzcow.

  139. Powyzszym koncze moja obecnosc na tym blogu
    i zycze wielu dobrych pomyslow.

  140. @ozzy, (5 listopada o godz. 8:19 i 8:39) bez przesady!
    Nie da się żyć ciągle na wysokim C. Nawet wirtualnie 😉
    To bardzo dobrze świadczy o Blogowisku, że potrafi „otrzepać się”, od czasu do czasu, z sieriozności. Wyjść poza kwadraturę koła.
    Rozważania na temat „sto sposobów trzymania kubka a sprawa polska” zainspirowały mnie do przyglądania się, jak trzymam kubek w czasie śniadania 😉

  141. Dla spragnionych thrillerów, znaleziony w sieci, dalece niepełny zapis „zasług” krk dla państwa i społeczeństwa polskiego 👿
    https://nexxblog.wordpress.com/2016/10/06/koscielne-zaslugi-dla-polski/

  142. mag
    4 listopada o godz. 23:09
    jobrave
    4 listpada, g.21:31
    Jakby mi się odemkła w głowie jakaś klapka.
    Wszystko o czym piszesz, przecież pamiętam.

    Mój komentarz
    Mag, podobnie pamiętam. To znaczy było wtedy cokolwiek siermiężnie z dzisiejszego wupucowanego, wykafelkowanego punktu widzenia, ale blogowicze najeżdżający nie biorą pod uwagę jednego – wszystko wtedy było siermiężne, a to co nie siermiężne, mogliśmy oglądać tylko na obrazkach, stąd się brał nabożny zachwyt dla Zachodu, który utożsamiano z porządkiem, dostatkiem, bogactwem – taki rodzaj myślenia dwuwartościowego. U nas szaro i biednie. Tam kolorowo i bogato.
    Także ówczesna twarz patriotyzmu była po części siermiężna (kraj izolowany), chociaż określenie to uznaję za nadmierne. Lecz jaki inny można by wyobrazić wtedy?

    Kaczmarski, gdy usłyszałem nagrania po raz pierwszy zdobył mnie szturmem. Potem miał różne koleje i jego twórczość jak u wielu wybitnych miała swoje maksima i minima. Ważąc plusy i minusy u mnie wychodzi na zdecydowany plus (jeśli chodzi o doznania muzyczne).
    Pzdr, TJ

  143. Orteq
    W kwestii gepardów. Nie jest z tymi gepardami tak tragicznie, jak by się wydawało. W każdym razie to nie wsobność najbardziej im chyba zagraża. Natura sama z siebie całkiem nieźle sobie z tą wsobnością by poradziła. W tej chwili istnieją dwie, wydawałoby się, mocno oddzielone populacje gepardów. Jedna afrykańska, druga azjatycka (ta jest zdecydowanie mniej rozpowszechniona i chyba znana). Musiałbym gdzieś podrążyć, ale majaczy mi się, że kiedyś natknąłem się na jakieś wyniki prac genetycznych, w których stwierdzono, że genetycznie to obie te populacje są dosyć tożsame. No cóż, gepard to gepard. Ale ta właśnie izolacja powoduje, że jest nadzieja dla gepardów, o ile inne czynniki nie wpędzą ich w strefę ekstynkcji. Specjacja przy izolacji geograficznej przebiega w różny sposób. Nieuchronne spontaniczne mutacje zachodzą w różnych miejscach, powiększając w ten sposób pulę genową. Nacisk środowiskowy też swoje znaczenie ma.

  144. Kontynuując.
    Abstrahując od gepardów, bo one muszą stawić czoło nietypowym wyzwaniom. Formalnie rzecz biorąc my, jako gatunek też od, licząc w geologicznej skali, niedawna się różnicujemy. Cała ta ludzka różnorodność powstała ze stosunkowo niewielkiej grupki, która z sobie tylko znanych powodów wybyła ze wschodniej Afryki. Wędrowniczki takie.
    Albo taki chomik syryjski. Cała obecna populacja chomików pochodzi z kilku par, które jakimś cudem udało się znaleźć na terenie Azji, a o którym to gatunku sądzono, że zabrał się z tego łez padołu. I tak dalej i tak dalej. A jakby komuś przyszło mieć wątpliwości, to niech jeszcze pomyśli o żubrach i bizonach i gibbonach. Zresztą i teraz kombinują, żeby zróżnicowanie genetyczne żubrów nieco wspomóc. Rozdziela się stada i przemieszcza na oddzielone tereny, żeby tam sobie funkcjonowały przez kilka pokoleń. I krzyżowanie wykonuje się między osobnikami tych oddzielnych grup, które już jakiś czas pozostawały we wzajemnej izolacji.

  145. paradox57
    5 listopada o godz. 11:41

    Soboty na blogu są ogólnie leniwe i mały ruch w interesie 😉
    Miło że tu dołączyłeś.

  146. NeferNefer
    Dzięki. Tymczasowo. Trochę w ramach rekompensaty za Sadową, której Autor realizuje się obecnie na innych polach, nie mniej istotnych.

    Dobrze was się czyta. Więc pewnie głównie na tym będę poprzestawał.

  147. paradox57
    5 listopada o godz. 12:37

    „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”
    Też tak kiedyś myślałam.

  148. Szaleju musi co się objadł ten Dorn:
    http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,20934116,ludwik-dorn-moj-przyjaciel-kaczynski.html

    Witaj, @paradoxie. Jak miło spotkać starych znajomych. Neferka ma rację – tu się wsiąka na dłużej 😉

  149. A ja z uporem maniaka o zniewoleniu polskich kobiet. Przeczytalam, ze prezes fundacji Ordo Iuris Jerzy Kwasniewski twierdzi, ze karanie kobiet za aborcje jest swiatowym standartem a przepisy w Polsce sa bardziej liberalne od analogicznych w Belgii czy Anglii wiec i weszlam w koncu na strony o tej fundacji. Oooo, to nie jacys glupi proboszcze, nawiedzione babiny – to kwiat polskiej palestry, tuzy uniwersyteckie, zajmujacy sie roznymi problemami na szczeblu panstwa. A jacy gladcy, elokwentni. Mlodzi, rzutcy, usmiechnieci przerosli mojego ulubienca Zolla. Ani jednej kobiety, te wysyla sie na pierwsza linie frontu w postaci rzecznika od wychowania w rodzinie, albo pisania podrecznika o tym.
    A co po przeciwnej stronie? Fundacja Helsinska, co chyba dziala na innej zasadzie? Ilu adwokatow podejmuje sie prowadzic pro bono sprawy kobiet tak, zeby naglasniany byl problem? Ile kobiet po doswiadczeniach Alicji Tysiac chce zostac sztandarem?
    Mimo czarnych protestow czarno widze przyszlosc w tym temacie. To zludzenie, ze w kolejnych wyborach spoleczenstwo wybierze swiatlych przedstawicieli do ciala ustawodawczego. Moze nawet nie bedzie takich kandydatow i chetnych do glosowania na nich. Czy panie z Nowoczesnej, a poza sejmem z Ruchu angazuja sie na powaznie w te sprawy? Chyba kalkulacja polityczna nie pozwala na to.

  150. Anumlik
    Nie ma co ukrywać, że za Twoją to przyczyną się stało. Stara prawda, że reklama szeptana jest reklamą najbardziej skuteczną. Jedynie na Sadową trafiłem trochę przez przypadek. Pozostałe to już wiadomo. Poszło za koleją. Idzie się tam, gdzie polecają ludzie, do których nabrało się zaufania. Bo generalnie mało blogowo się udzielałem. Jakoś te wszystkie szafiarki i kucharki mnie odstraszały, a to głównie na stronach świeciło mi w oczy.
    A i tak początkowo głównie obwąchiwałem.

  151. @Orteq – teksty z ostatniej nocy.

    Nie wiem, jak to powiedzieć, żeby Cię pochwalić, a nie urazić..
    To jest DOBRE. Monologujesz Z SENSEM. I przeczytałam te Twoje monologi z zainteresowaniem i z przyjemnością. Chociaż całkiem niekoniecznie się ze wszystkim bez zastrzeżeń zgadzam.

  152. @paradox57, (4 listopada o godz. 23:46 )

    U mnie na mieście mówią o p. Urszuli, że sama jest chodzącą antykoncepcją. … wyobraź sobie, co przeżywamy my, mieszkańcy Koziego Grodu, mając świadomość, że nie znamy dnia ani godziny. I w każdym momencie możemy spotkać się z nią oko w oko na ulicy, przystanku, sklepie.

    Przyjmij wyrazy 🙁
    Może dobrze byłoby dokumentować takie spotkania. Poszerzając o stosowną dokumentację medyczną. Starannie przechowywać, dopóki nie nadarzy się okazja do ubiegania się o papiery kombatanckie. Parę groszy do cienkiej emerytury będzie, jak znalazł 😉

    A już całkiem serio. Są takie dni, w których żałuję, że piekło nie istnieje. Bez cienia wahania posłałbym tam Wojtyłę. To on, inspirowany przez doktor Połtawską, zablokował zdjęcie odium z pigułki antykoncepcyjnej przez II Sobór Watykański.
    Szwadrony śmierci zabijały tysiące dzieci w favelach. Nie słyszałem, żeby coś dla nich zrobił.

  153. Nabawiłem się ostatnio, w ramach wdzięczności na parapecie, dwóch litrów spirytusu. Jako okazjonalny wytwórca nalewek. Z naciskiem na okazjonalny.
    Zastanawiam się czy o tej porze roku da się to jeszcze sensownie zutylizować, czy trzeba czekać na przyszłoroczny wysyp owoców?

  154. @zyta2003, (5 listopada o godz. 13:25) podzielam Twoją opinię w całej rozciągłości.
    Dlatego uważam, że przeciwnika należy poznać i traktować poważnie. Samemu podciągnąć tabory a sojuszników szukać wszędzie.
    Liczę czas smuty na jedno, dwa pokolenia.

  155. @zyta2003 5 listopada o godz. 13:25

    Racja. Ale to jest chyba nie tylko – i nie przede wszystkim – sprawa kobiet. Kobiety po prostu obrywają rykoszetem, ale „dzieje się” teraz na wielu frontach. Co do kobiet: nie wiem, czy mi odpowiada takie stawianie sprawy, ale ktoś na innym forum porównał prawo aborcyjne do instalacji cieplnej, a kobietę – do kaloryfera, argumentując, że nie można rozwiązać problemu instalacji na poziomie kaloryfera. No fakt, nie można – jeśli w ogóle takie porównanie ma jakiś sens.

    Ale – idąc dalej za logiką tego porównania – konstrukcja całej instalacji cieplnej powinna uwzględniać głos – nie tyle kobiet, co przeciwników opcji reprezentowanej przez Ordo Iuris. Jest oczywiste, że ci „młodzi, rzutcy, uśmiechnięci” serwują gawiedzi już nie tylko półprawdy, ale niesamowite łgarstwa. Łgarstwa i półprawdy utrwalające lęk przed światem spoza grajdołka (w Norwegii odbierają Polakom dzieci !!!) i życzliwie informujące, że w Belgii karze się kobiety za aborcje. Niedawno ktoś na innym forum informował, że Izrael dba o przyrost naturalny, całkowicie zabraniając aborcji, a Żydzi – wiadomo – zawsze wiedzą, co robią.

    Takie informacje można dość łatwo sprawdzić i zdementować, ale nawet sprawdzenie w necie wymaga pewnej dozy krytycyzmu i często znajomości języków obcych. Nie wiem, czy wysłuchałaś „wykładu” pani Urszuli Dudziak, do którego podałam link wczoraj wieczorem. Ta kobieta jest tak słodziutka, dobrotliwa i świątobliwa, że normalnemu człowiekowi chce się wyć. Najpierw pozdrawia dyżurnego xiunca i odmienia słowo „prawda” przez wszystkie przypadki, a potem twierdzi, że stosowanie antykoncepcji degraduje człowieka. Powołując się przy tym na taki „autorytet” jak Wanda Półtawska. To jest przemysł, kampania zakłamania i jedyną obroną jest krytycyzm i odporność na bzdet. A kto prowadzi tę kampanię? No przecież. Kościół.

  156. @mohikanin przedostatni 5 listopada o godz. 14:03
    Nie wysilaj się, aktywisto. Przeciwnika należy poznać – ale nie mylić go z sojusznikami.

  157. @zyta2003, z godz. 13:25
    Ciekawa jest ta firma Ordo iuris. Przez młodych konserwatywnych katolickich prawników założona (rzadko który ma czterdzieści lat), o finansowych powiązaniach prowadzących do… Rosji via Ameryka. Znaczy – wszystkie drogi prowadzą do Putina. Ale żarty na bok. Finanse Ordo iuris chciała prześwietlić Gazeta Wyborcza, a próbę prześwietlenia opublikowała w artykule „Ordo Iuris lubi cień. Nieprzejrzysta działalność znanej fundacji antyaborcyjnej i antygenderowej”:

    http://wyborcza.pl/1,75398,20665495,ordo-iuris-lubi-cien-nieprzejrzysta-dzialalnosc-znanej-fundacji.html

    W odpowiedzi redakcji GW, organizacja Ordo iuris, odpowiadając na zarzuty red. Siedleckiej na temat nieprzejrzystości finansowej i osobowej, powołała się na wymóg poufności. Na uwagę zasługuje następujące zdanie – Na marginesie warto dodać, że tekst Ewy Siedleckiej jest najlepszym potwierdzeniem słuszności polityki ochrony prywatności i danych naszych darczyńców i sympatyków, co jest zresztą naszym prawnym obowiązkiem. Doświadczenia ze świata uczą, jak często darczyńcy instytucji występujących przeciwko lewicowym radykałom stają się obiektem nacisków i kampanii nienawiści ze strony skrajnie liberalnych mediów i środowisk – napisał któryś z prawników Ordo Iuris.

    Ale co to ma do powiązań z Rosją? Otóż według Wojciecha Krysztofiaka ma wiele. Artykułu profesora ze Szczecina streszczał nie będę, każdy może się z nim zapoznać:

    http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/09/antyaborcja-ordo-iuris-i-amway-czy-sily-stojace-za-trumpem-chca-zdestabilizowac-polske-001139351.html

    Zadam tylko, za Krysztofiakiem, pytanie: Czy projekt ustawy antyaborcyjnej jest narzędziem destabilizacji w ręku amerykańskich stronników Putina? Warto się nad tym pytaniem zastanowić, szczególnie teraz, kiedy już tylko trzy dni nas dzieli od wyboru – być może! – Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki.

  158. @anumlik 5 listopada o godz. 14:19

    No przecież ja się „zapytowywuję” od dawna – kto finansuje tego rodzaju projekty? Kaja Godek – to przedstawicielka FUNDACJI. Skąd te fundacja czerpie środki na działalność? Dla porównania: wrzaski z ambon o „prześwietlenie” Jerzego Owsiaka, który corocznie składa JAWNE sprawozdania – zakrawają na kpiny. Ale to nie są kpiny – to codzienność.

  159. jobrave
    5 listopada o godz. 1:56
    Jeszcze o trzymaniu kubka (oburącz).
    To nie jest tylko domena (wspomnianych) polskich pań.
    PS. Same obserwacje dot. j.w. są w pewnym stopniu interesujące.

  160. Mohikanin przedostatni
    W temacie nalewek i utylizacji spirytusu na obecną chwilę mógłbym podrzucić Ci kilka inspiracji. Na szybko przychodzą mi do głowy: – tarninówka – pora akurat stosowna, bo owoce mogą być już po pierwszych nocnych przymrozkach, a nawet jeśli nie, to kilka dni w zamrażalniku powinno sprawę załatwić
    żurawinówka – owoce albo do zebrania dla tych zaawansowanych, albo do kupienia od jakiejś baby na bazarku – co do przemrożenia – podobnie jak w przypadku tarniny
    śliwowica żmudzka – ta jest akurat odporna na zmiany sezonowe, bo robi się ją z suszonych śliwek. Ale najlepiej jest robić ją ze śliwek suszonych tegorocznych.
    porterówka – podobnie jak żmudzka odporna na zmiany sezonowe, bo surowiec do jej produkcji jest dostępny na dobra sprawę zawsze
    Imbirówka – j.w
    Muszkatołówka – j.w

    I cała masa innych

  161. @Na marginesie, z godz. 14:26
    Ta codzienność coraz jaskrawiej przyobleka się w maskę „nowej Targowicy”, co jest szczególnie wyraźne w świetle ujawnianych (nic w dobie internetowej globalizacji nie jest w pełni tajne) powiązań organizacji kościelnych sprzed Vaticanum II z takimi ludźmi jak Aleksander Dugin, bliski współpracownik Putina i twórca koncepcji neo-eurazjatyzmu. Zważ, że wielu polskich biskupów popiera Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, zwane lefebrystami. Jednym z członków Bractwa jest Stanisław Cenckiewicz, współpracownik Antoniego Macierewicza, dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego, członek Kolegium IPN oraz – co ważne dla meritum tego postu – profesor w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. O samym Tadeuszu Rydzyku nie ma co mówić, jego związki z Rosją – najpierw sowiecką, a później Jelcynowską i Putinowską – są znane.

  162. Ni z gruszki ni z pietruszki, Trump vs Clinton (po angielsku) dość ciekawe.

    http://edition.cnn.com/2016/11/04/opinions/why-do-americans-hate-hillary-rogan-opinion/index.html

    Obawiam się, a właściwie jestem prawie pewna że Trump wygra. I będzie bal.

  163. @NeferNefer 5 listopada o godz. 15:00

    Na czym konkretnie opierasz swoją pewność, że Trump wygra? Niezadowolenie Amerykanów – i nie tylko Amerykanów – znane i dyskutowane od lat. W pigułce: podstawową przyczyną jest globalizacja i podmywanie bazy ekonomicznej klasy średniej. Bogaci się na tej globalizacji niewiele osób, ubożeje – całe mrowie. A ci, którzy odczuwają skutki – obwiniają „establishment”, częściowo słusznie, ale tylko częściowo.

  164. @anumlik 5 listopada o godz. 14:47
    Mógłbyś przy okazji podrzucić więcej linków do takich i podobnych informacji? Niekoniecznie teraz. Ale mam wrażenie, że poniekąd otwierasz mi oczy.

  165. Dzięki, @paradoxie!

  166. Mohikanin przedostatni.

    Ależ proszę Cię uprzejmie. Nawet stosownymi recepturami mogę służyć. Np. na tarninówkę dla bardzo pracowitych. Ale efekt powyżej wszelkich oczekiwań.
    Jak się człowiek nie pochwali to siedzi jak opluty. Więc trzymając się tej prawdy rzec mogę, że moje nalewki cieszą się sporym uznaniem od Lublina do Wrocławia.

  167. Na marginesie
    5 listopada o godz. 15:06

    Na ogólnym porównaniu z tym co się na świecie dzieje, skręt w stronę pustego populizmu i w teorii łatwych rozwiązań problemów wszelakich. Wygrało u nas, wygrało w UK. Przypuszczam że Amerykanie się też nie oprą. Ale bardzo chciałabym się mylić.

  168. Nie śmiałem prosić, ale skoro sam proponujesz, to bardzo proszę 🙂

  169. O gepardach co je na wyginiecie skazano, bo z genetycznego punktu widzenia sa klonem, slow kilka uzupelniajacych, a wyjasnieniem dla lamentu przez @Orteqa podniesionego, bedacych.

    Faktem jest, ze jakies 20, czy 30 lat temu, gdy zajzano gepardom w genetyke, to sie podniosly glosy o ich rychlym wyginieciu wskutek wsobnosci wynikajacej z braku roznorodnosci genetycznej. Problem wygladal na tak powazny, ze przebadano doslownie wszystkie gepardy bedace w niewoli i ile sie udalo z tych co sobie n a wolnosci same radzic musza. Przebadano i sie wlos zjezyl na glowach naukowych, bo co badaja genotyp kolejnego kota, a tu im wychodzi ze i on jest identycznym z juz poznanymi. Jedyna roznica to ta co plci decyduje i zadnych innych roznic nie ma, poza X i Y, z ktorych wychodza chlopcy, lub dziewczynki gepardzie…

    „Klamka zapadla” i naukowo los tragiczny gepardow zostal przesadzony. W probach ratowania przed unicestwieniem pojawialy sie juz nawet projekty, zeby „dolac” gepardom troche genow od innych kotow, ale na szczescie dla nich, z powodow techncznych wtedy nie bylo to mozliwe.

    TAk wiec swiat ze smutkiem oczekiwal konca ulubionych kotkow Hajle Selassije, ale czas lecial, czy ciurkal, gepardy jak sie mnozyly, tak sie mnozyly i wyginac, skubane, jakos nie mialy zamiaru. Czym sie narazily licznemu naukowemu gronu, kpiac w zywe oczy z autorytetu nauki.

    Tajemnica gepardow zostala odkryta kilka lat temu. Mechanizm pozwalajacy gepardom zyc i nie doswiadczac zgubnych skutkow identycznosci genetycznej zostal zidentyfikowany. Nie ma sensu go opisywac, bo wiekszosci blogowiczow nic on nie powie, ani nie objasni. Istotne jest to, ze jest i pomimo tego ze genetycznie to wszystkie gepardy sa klonem, zagrozenie wsobnoscia sie ich nie ima. Beda istniec dopuki beda mialy warunki do zycia. Wiec nie genetyka „zalatwi” gepardy, ale zrobia to pospolu ludzka zachlannosc pod ramie ze zmianami klimatycznymi, ktore tez sa skutkiem wspomnianej zachlannosci.

    A co do zwiazku wsobnosci gepardow z „wsobnoscia” postow blogowych, to szkoda czasu na rozwazania zwiazku jednego pojecia jezykowego z tym jak to rozmie genetyka. Nie mowiac o tym, ze to samo slowo u kazdego moze oznaczac co innego.

  170. Swój post ograniczę do minimum.
    To teraz zresztą chyba taka moda u Ateistów .
    Mając w pamięci ostatni wstępniak Tanaki i rozwartość aktualnego można powiedzieć, że idzie nowe.
    A zresztą nie mam ochoty być skróconym o dwa posty przez jakiegoś blogowego stróża światopoglądowej ogłady.
    Pragnę jedynie poinformować, że piszą o Was.
    O Was, czyli „ nowych ateistach” zamieściła w wydaniu świątecznym niezły artykuł GW.
    Jego tytuł: „Ateista przyjaciel Bogów”.

    Nieźle się uśmiałem pod nosem podczas jego lektury.

    Jakby co, to jestem z Wami.
    Musimy sobie przecież jakoś pomagać.
    Na koniec tylko krótki cytat z artykułu:

    „Jeźdźcy” we fragmencie to Wy – ateiści:

    „Ale ofensywa jeźdźców przyniosła niezamierzony skutek uboczny: wzrost świadomości religijnej wierzących. Setki debat, w których brali udział „nowi ateiści”, to również setki debat z udziałem teistów.
    Okazało się ,że w bezpośrednim starciu z ateistą człowiek religijny potrafi się nie tylko bronić, ale także atakować”.

    Oczywiście atakować do czasu, bo jak się przekonałem na własnej skórze:

    Dyskusja dyskusją , ale racja musi być po Waszej, „wolnej myśli” stronie.

  171. NeferNefer
    5 listopada o godz. 15:26

    Powinnas byla czytac uwaznie co pisuje o UK. Wlasnie zaczyna sie realizowac to co przewidywalem. Mianowicie choc Theresa May chciala rozpoczac wdrazanie procedury opisanej w Artykule 50, to jej decyzja zostala zaskarzona do High Court przez Pania Gine Miller i High Court Justice Sale, Lord Thomas i Sir Terence oglosili wyrok, ze glosowanie parlamentarne jest niezbedne bo Brexit prowadzi do utraty praw obywateli UK, gwarantowanych prawem EU.

    Torysi co prawda zamierzaja odwolac sie do Supreme Court, ale ten ostatni musi uwzglednic to co wskazal swoim wyrokiem High Court.

    Na szczescie dla UK wciaz dziala tu prawo, wiec spokojnie poczekajmy na wyrok Supreme Court, ktoremu Therese May i Torysi beda musieli sie podporzadkowac.

    Tak wiec po raz kolejny musze przywolac do porzadku zarowno krakanie o Brexicie, jak i przedwczesne „polozenie laski” na obecnosci UK w EU, bo mam coraz silniejsze przekonanie, ze brytyjczycy robia co moga, zeby nie wyszlo, ze „olewaja” wynik referendum i jednoczesnie, zeby nie wyjsc z EU. Tak wiec wszystkim czarnowidzom, po raz kolejny doradzam zachowac nerwy na wodzy i doczekac wpierw do wyroku Spreme Court (Sadu Najwyzszego), a pozniej do glosowania w Commons, czyli Izbie Gmin.

    Do wiosny duuuuzo czas i ten czas ujawnia coraz wyrazniej, coraz wiecej skutkow fatalnych ewentualnego Brexitu, co bez cienia watpliwosci wplynie na wynik glosowania.

  172. Mohikanin ostatni

    Ale że tak publicznie? Jak sobie stryjenka życzy.
    1,5 kg owoców tarniny (przemrożonej)
    4 szklanki wody mineralnej (takiej jaką lubisz)
    1 kg cukru
    1 kg miodu (najlepszy ciemny gryczany lub wrzosowy. Ale może być jakikolwiek
    2l litry spirytusu (70% – ja mieszam 1:1 95% i wódkę czystą)
    szklanka winiaku (może być brandy)
    duża cytryna
    duży rondel z grubym dnem

    Do rondla wsypać owoce, zasypać cukrem i zostawić na 2-3 godziny. Zalać wodą (3 szklanki) doprowadzić do wrzenia i gotować na małym ogniu 40 minut.
    Wystudzić, przelać do dużego słoja, dodać upłynniony miód i spirytus, dokładnie wymieszać. Cytrynę umyć, sparzyć, pokroić w cieniutkie plasterki, pozbawić pestek i położyć na wierzchu. Słój przykryć grubym płótnem (złożonym kilka razy), obwiązać i położyć na to talerz.
    Zostawić na 4 tygodnie. Po tym czasie delikatnie zlać nalewkę (jakieś naczynie z wąską szyjką (gąsiorek albo coś w tym stylu), owoce zalać szklanką przegotowanej wody i zacząć solidnie tym potrząsać.
    To co się jeszcze wypłucze wlać do tego co uzyskałeś wcześniej. Gąsiorek szczelnie zakorkować i zostawić na kilka dni (do tygodnia). Potem przefiltrować (używam papierowych filtrów do kawy), rozlać do butelek, szczelnie zamknąć i do piwniczki.
    A potem trzeba się uzbroić w cierpliwość. W moich rodzinnych stronach, skąd przepis pochodzi (czyli na Mazowszu) mówią, że powinna dojrzewać tyle, ile trwa fizjologiczna ciąża u człowieka. Lepiej tyle ile u humbaka, a naprawdę dobra zaczyna być w wieku przedszkolnym.

    Pozostaje mi tylko życzyć niesamowitych doznań smakowych.

  173. lonefather
    5 listopada o godz. 15:54

    A dlaczego powinnam? 🙂

    A poza tym ja to wszystko śledzę gdzie indziej, dziękuję ale nie musisz mi streszczać.
    Chodziło mi o to że Brexit wygrał w referendum a co dalej z tym pasztetem to zupełnie inna inszość.

  174. @NeferNefer 5 listopada o godz. 15:26

    A w Kanadzie (na razie) wygrało – i nadal wygrywa – coś wręcz przeciwnego.
    Po ośmiu latach ostrego skrętu w prawo.
    Każde wahadło… rozumiesz, wiesz. Ale spox, jeszcze tylko trzy dni.
    A dalej się zobaczy… jak zwyczajowo powtarza ktoś mi bliski 🙂

  175. @lonefather 5 listopada o godz. 15:32
    Ramen 🙂
    Zestawiasz metaforę z rzeczywistością, co zawsze robić warto, a nawet trzeba.

  176. @Aateista 5 listopada o godz. 15:47

    Twój komentarz zapewnia wgląd w psycho(pato)logię „wierzących” i ich dziwaczne wyobrażenia o ateistach. O tym, że religianctwo zabija normalne myślenie – pisałam wielokrotnie. Nie bez racji.

  177. Zapomniałem podać autora artykułu o ateistach.
    Jest nim Filip Pachla. Pan Filip jest filozofem, doktorantem w Zakładzie Filozofii Religii na UW.
    A skoro już jestem, to wrzucę 2 zdania autorstwa ( cytowany w artykule) Fransa de Waala.
    W razie czego, Redaktor Kowalczyk przybliży Wam to, kim jest de Waal.

    Oto ten cytat:

    „Główny problem ateizmu, czyli (nie) istnienie Boga, wydaje mi się koszmarnie nudny. Co zyskujemy, emocjonując się kwestią czegoś, czego istnienia lub nie istnienia nikt nigdy nie dowiedzie”.

    Jakiś czas temu ukazywałem głupotę takich manewrów ( dowodzenie nieistnienia Boga), ale jedynie Lewy uznał, że to zadanie dla dzieci specjalnej troski.

  178. paradox57
    5 listopada o godz. 15:58
    Wreszcie coś konkretnego 😉

  179. Do wszystkich:

    Aateista 5 listopada o godz. 15:47 pisze:
    Okazało się ,że w bezpośrednim starciu z ateistą człowiek religijny potrafi się nie tylko bronić, ale także atakować”.

    Zwracam uwagę czytaczy na to zdanko. Ono niechcący precyzuje sedno myślenia zaszczepionego trzodzie od kołyski. KaKa obecnie jest jak nigdy skłócony wewnętrznie, tym bardziej, że media nie czują się już w obowiązku dyskretnie milczeć na temat skandali, a także na temat (jak mam to ująć) określonej specyfiki nieodłącznej od tej instytucji.

    W tym układzie – logicznie rzecz biorąc- co światlejsi „wierni” powinni walczyć o ten swój KaKa, przeciwstawiając się hierarchii i promując własną wizję. A tymczasem co robią „wierni” tacy jak Aaaa i Mohikanin? Wtarabaniają się na ateistyczne fora, żeby onanizować się wizją… ateistów. I tymże właśnie ateistom dawać odbiór tudzież „nawracać” ich na łono… własnej wizji, ale własnej wizji KaKa!

    Żeby przypadkiem ci ateiści nie poczuli się za dobrze we własnym gronie – koniecznie trzeba im aplikować… miazmaty KaKa. Naturalnie przyprawione tak, żeby koniecznie udawały co innego. Z czym do ludzi? I do JAKICH ludzi?

  180. @paradox57, (5 listopada o godz. 15:58 ) Bóg Wom zapłać, Stryjku 😉

  181. @Aateista 5 listopada o godz. 16:45

    Głównym problemem religiantów jest fakt, że ich religia jest koszmarnie nudna.
    Dlatego tak im źle we własnym sosie, że muszą szukać towarzystwa… ateistów.
    Naturalnie wyłącznie po to, żeby im wcisnąć… no jak to co? Religię przecież.

  182. ———————————————
    5. Onund z Mosfellu

    Onund zwal sie maz, co mieszkal na Mosfellu, na poludniowej stronie. Byl bardzo bogaty i wlosci mial dookola. Zonaty z Geirny, córka Gnupa, który byl synem Molda Gnupa co wzial ziemie przy Grindavik na poludniu. Synami ich byli Hravn, Toraren i Eindride. Wszyscy trzej dobrze sie zapowiadali, ale pierwszy we wszystkim byl Hravn. Wyrosniety i silny, wygladal dobrze i byl dobrym skaldem. Prawie dorosly, bywaly w wielu krajach, wszedzie gdzie przybyl ceniony.

    W tym czasie, w dole na Hjalle w okolicy Olvus, mieszkal Torrod Madry Eyvindsson i jego syn Skapte, tlumacz prawa na Islandii. Matka Skapte byla Rannveig, córka Gnupa Gnupssona. Skapte i synowie Onunda byli siostrzeñcami. Pokrewieñstwo szlo z przyjaznia w parze.

    Na Raudamel mieszkal Torfinn Seltoresson. Mial siedmiu synów, wszyscy objecujacy. Zwali sie: Torkel, Torgils, Stein, Galte, Orm, Tororm i Tore i byli najpierwsi w okolicy. Wszyscy tutaj wymienieni zyli w tym samym czasie.

    Zdarzylo sie wtedy najlepiej jak moglo sie zdarzyc, ze caly kraj ochrzczono i ludzie rzucili stara wiare. Gunnlaug Wezowy Jezyk, byl w ciagu tych trzech lat, jak poprzednio mówiono, na przemian na Borgu u Torsteina albo w domu na Gilsbakke u swojego ojca Illuge. Mial teraz osiemnascie lat, i miedzy ojcem i synem byla zgoda.

    Torkel Czarny zwal sie jeden z domowników, krewniak Illuge, wyrosly na Gilsbakke. Przypadl mu spadek na Ås w Vatnsdalen, i poprosil Gunnlauga zeby mu towarzyszyl. Tak zrobil Gunnlaug. We dwóch pojechali w góre Ås, i dzieki obecnosci Gunnlauga otrzymal Torkel swój dzial od tego co go trzymal. Kiedy jechali znowu na poludnie, zagoscili w Grimstunga u bogatego kmiecia, który tam mieszkal. Nad ranem wzial jeden z owczarzy konia Gunnlauga, i oddal go spoconym. Gunnlaug bez opamietania zbil owczarza. Kmiec zazadal grzywny. Gunnlaug chcial zaplacic jedna marke, ale kmiec uwazal, ze to malo. Wtedy Gunnlaug ulozyl wiersz:

    „Kmieciowi, biednemu, daje
    ja marke cala i prosze
    zadosc zatrzymac
    i miec dla zysku.

    Pozwolisz srebru mojemu przeleciec
    obok mieszka twojego, badz pewien,
    bedziesz pózniej zalowal.
    Nie zobaczysz go wiecej.”

    Spór zakoñczyl sie ugoda, po mysli Gunnlauga. Pózniej pojechali na poludnie w strone domu.

    Krótko potem po raz drugi poprosil Gunnlaug ojca o srodki na podróz za granice.

    „Teraz tak bedzie, jak chcesz”, powiedzial Illuge. „Teraz lepiej jest z toba niz bylo poprzednio.”

    Illuge wyjechal z domu. Od Auduna Obrozy odkupil, na rachunek Gunnlauga, polowe udzialu w statku. Statek stal wyciagniety przy ujsciu Guvuån. Kiedy wrócil do domu, Gunnlaug bardzo mu dziekowal. Torkel Czarny przygotowywal sie do wyjazdu z Gunnlaugiem. Towary które z soba brali, wozili na statek. Gunnlaug byl na Borgu, kiedy inni statek do wyjscia szykowali. Uwazal, ze przyjemniej bylo z Helga sie spotykac niz pomagac kupcom w pracy.

    Jednego dnia spytal Torstein Gunnlauga czy chce z nim jechac do Langavatnsdalen, Doliny Dlugiego Jeziora, dojrzec koni. Gunnlaug powiedzial ze chce, i obaj udali sie do gospodarstwa Torsteina przy Torgilsstad. Bylo tam stado koni, Torsteina wlasnosc, kasztanowej masci. Ogier byl bardzo piekny, jeszcze nie ujezdzony. Torstein chcial darowac konia Gunnlaugowi. Ten odmówil. Nie mial uzytku dla koni teraz kiedy wyjezdzal z kraju. Pózniej przyjechali do innego stada, karego ogiera i czterech klaczy. Ogier byl najlepszym w calym Borgarfjordzie, i jego chcial Torstein dac Gunnlaugowi.

    „Tego konia chce równie malo jak poprzedniego”, odpowiedzial Gunnlaug, „ale dlaczego nie dasz mnie tego co ja sam chce ?”

    „A co ty chcesz”, zapytal Torstein.

    „Córke twoja, Helge Urodziwa”, odparl Gunnlaug.

    „Tego nie nalezy rozwazac w pospiechu”, powiedzial Torstein i zaczal mówic o czym innym. I pojechali w strone domu w dól Langån.

    Wtedy powiedzial Gunnlaug: „Chce znac twoja odpowiedz na moje oswiadczyny.”

    „Nie bede sobie glowy zawracal twoim gadaniem”, odpowiedzial Torstein.

    „Mówie powaznie, to zadne gadanie”, rzekl Gunnlaug.

    Torstein odpowiedzial: „Co ty wlasciwie chcesz. Czy nie postanowiles wyjechac z kraju ? A teraz wyglada na to, ze chcesz sie zenic. Ty i Helga nie pasujecie do siebie. Jestes niestaly, malzeñstwo nie wchodzi w rachube.”

    „Z kim chcesz polaczyc córke”, zapytal Gunnlaug, ” jezeli nie z synem Czarnego Illuge ? Jest tutaj w Borgarfjordzie ktos bardziej powazany jak on ?”

    „Nie wdaje sie w zadne porównania”, odpowiedzial Torstein, „ale bylbys mezem jak on, nie odrzucilbym cie.”

    Gunnlaug zapytal: „Jezeli nie mnie, to komu chcesz dac córke ?”

    „Jest tutaj wielu dobrych mezów do wyboru”, odpowiedzial Torstein. „Torfinn na Raudamelu ma siedmiu synów, wszyscy zdolni mezowie.”

    „Czy Torfinn czy nikt inny równac sie nie moze z moim ojcem”, odparl Gunnlaug, „nawet ty nie zdzierzysz. Z czym wystapisz ty, kiedy on w sporze z Torgrimem Dobrym Kjallakssonem i jego synami na tingu w Torsnäs , sam wzial wszystko o co sie sprzeczali ?”

    Torstein odpowiedzial: „Ja przepedzilem Steinara, syna Onunda Sjonesa, i ludzie uwazaja to za niemale dzielo.”

    „Egilowi, twojemu ojcu, mozesz za to dziekowac”, rzekl Gunnlaug. „Zreszta, nikt by dobrze nie wyszedl na tym, ze nie chca byc moim tesciem.”

    „Grozic mozesz tym w górach, tu w dolinach nic tym nie zyskasz”, odpowiedzial Torstein.

    Pod wieczór byli w domu z powrotem. Nastepnego dnia pojechal Gunnlaug na Gilsbbake i poprosil ojca jechac na Borg z oswiadczynami.

    „Ty nie wiesz sam co chcesz”, powiedzial Illuge. „postanowiles wyjechac z kraju, a teraz mówisz, ze chcesz sie oswiadczyc. Nie bedzie to po Torsteina mysli, wiem to.”

    „Mam zamiar jechac i tak”, odrzekl Gunnlaug, „i zle bedzie, jak nie zrobisz co ja chce.”

    I zjechal Illuge dwunastka ludzi silny na Borg, i zostal dobrze przez Torsteina przyjety. Nastepnym rankiem zwrócil sie Illuge do Torsteina: „Chce mówic z toba.”

    „Pójdzmy na góre”, odpowiedzial Torstein, „tam sie rozmówimy.”

    Tak zrobili. Gunnlaug byl z nimi.

    Illuge zaczal: „Mój syn Gunnlaug mówi, ze rozmawial z toba o malzeñstwie i oswiadczyl sie Heldze, twojej córce. Chce wiedziec, jaka dasz odpowiedz. Wiesz, jakiego on jest rodu i jak wiele ja wladam. Z mojej strony, na gospodarstwie czy znaczeniu oszczedzac nie bede, jezeli ulatwi to sprawe.”

    „Jedna rzecz mam przeciw Gunnlaugowi”, powiedzial Torstein, „to, ze jest niestaly. Mialby to samo usposobienie co ty, zaprawde nie watpilbym.”

    Illuge rzekl: „Z nasza przyjaznia jest koniec, kiedy ja i mój syn malo warci dla ciebie jestesmy.”

    „Dla ciebie i naszej przyjazni bedzie Helga obiecana Gunnlaugowi, ale nie narzeczona, i bedzie czekac na niego trzy lata”, powiedzial Torstein, „kiedy Gunnlaug za granica poznawal bedzie dobre obyczaje. Jak nie wróci na czas z powrotem, albo niezadowolony bede z niego, to wolny jestem od calej umowy.”

    Na tym sie rozstali. Illuge odjechal do domu a Gunnlaug na okret. Przyszedl wiatr, wyszli w morze i wyladowali w pólnocnej Norwegii. Fjordem zeglowali do Nidaros. Legli w porcie i wyladowali towary.

    przyp:

    co mieszkal na Mosfellu: to ten sam Mosfell co w „Sadze o Egilu”, gdzie Egil Skallagrimsson zyl swoje ostatnie lata.

    Skapte, tlumacz prawa: w org. Skapte szw. [lagsagoman] isl.[lögsögumaður] ang. [lawspeaker] doslownie znaczy „opowiadacz prawa”. Text w pl wiki b.dobry, haslo [lögsögumaður]. Skapte (moja forma imienia) to Skafti Þóroddsson w text. Jedna z najwazniejszych funkcji w ówczesnym spoleczeñstwie Islandii. Przechodzila czesto pokoleniami w jednej rodzinie i szkole. Pierwszy raz spisano prawa w 1118 roku. W innych miejscach tlumaczenia uzywam slowa Sedzia jako przydomka Skapte bo tak lepiej pasuje w kontekscie tekstu wg. mnie. W org. jest zawsze [lögsögumaður]. Skapte byl tym ktory stworzyl wyzsza instancje sadu (fimtardómr, sad konstytucyjny ???). O Skapte Sedzim jest art. w ang. Wiki haslo [Skapti Þóroddsson] , w norw i isl. tez. W szw wiki jest pomylka w dacie urodzin.

    ze caly kraj ochrzczono: W roku 1000. Chrzescijañstwo zatwierdzono w prawie na Alltingu. Chcialbym zebyscie przeczytali w polskim wiki jaka i jak decyzje, podjal parlament isl. Allting haslo [Þorgeir Ljósvetningagoði Þorkelsson]. Ponad 1000 lat temu. Debaty nie bede cytowal 😉

    Auduna Obrozy: „Saga Rodu z Laxdalu” wymienia go tez.

    w sporze z Torgrimem Dobrym Kjallakssonem: opowiada o tym „Saga Rodu z Eyrbyggarna”.

    Ja przepedzilem Steinara: spór Torsteina Egilssona ze Steinarem Onundssonem i pomoc jaka dal Torsteinowi Egil Skallagrimsson opisuje „Saga o Egilu”.

    Nidaros: dzis Trondheim

    ———————————————

    6. Gunnlaug przybywa do Norwegii

    W tym czasie rzadzil Norwegia jarl Eirik Hakonsson i Svein, jego brat. Jarl Eirik siedzibe mial na Hlade, swojej ojcowiznie, i byl poteznym wladca. Skule Torsteinsson byl druzynnikiem jarla i stal wysoko w jego laskach.

    Powiadaja, ze Gunnlaug i Audun z piecioma ludzmi przybyli do Hlade. Gunnlaug mial na sobie szara opoñcze i biale spodnie. Mial rane na nodze, nisko przy kostce, i jak szedl, krew i ropa szla. Tak wystapil przed jarlem z Audunem i reszta. Pozdrowil jarla ze czcia. Jarl znal Auduna i spytal go o nowiny z Islandii. Audun opowiedzial te co byly.

    Pózniej spytal jarl Gunnlauga kim byl i Gunnlaug odpowiedzial imieniem i rodem.

    „Skule Torsteinssonie”, powiedzial jarl, „kim jest ten maz na Islandii?”

    „Panie”, odpowiedzial Skule, „przyjmij go dobrze. Jest on synem jednego z najpierwszych na Islandii, Illuge Czarnego z Gilsbakka, i jest moim krewniakiem.”

    „Co jest z twoja noga, Islandczyku”, spytal jarl.

    „Rane mam”, Gunnlaug powiedzial.

    „A jednak nie kulales”, rzekl jarl.

    „Dlaczego mialbym kulec, kiedy obie nogi sa równie dlugie”, odpowiedzial Gunnlaug.

    Jeden z jarla druzyny, zwany Tore, powiedzial: „Zadziorny jest Islandczyk. Moze go troche wystawmy na próbe.”

    Gunnlaug spojrzal na niego:

    „Druzynnik tutaj jeden,
    zla pelny i zwady.
    Czarny jest paskudny,
    nie wierz mu na krzyne.”

    Tore zlapal za topór.

    „Spokojnie”, rzekl jarl. „Nie bierz tego do siebie ! Ile ty masz lat, Islandczyku ?”

    „Osiemnascie”, odpowiedzial Gunnlaug.

    „Wróze”, powiedzial jarl, „ze nie doczekasz drugich osiemnastu.”

    Wtedy Gunnlaug obnizonym glosem powiedzial: „Nie zycz mnie zle, sobie zycz dobrze !”

    „Co mówisz Islandczyku”, jarl zapytal.

    „Prawda jest”, Gunnlaug odpowiedzial, „ze nie powinienes mnie zla zyczyc, tylko sobie dobra.”

    „Jak to”, spytal jarl.

    „Zebys nie mial takiej smierci, jak jarl Hakon, twój ojciec mial.”

    Jarl poczerwienial jak krew i rozkazal zaraz ujac szaleñca. Wtedy Skule stanal przed jarlem i rzekl: „Wypelnij ma prosbe panie, pozwól mu odejsc, jak szybko zdola.”

    „Niech tak bedzie. Niech odejdzie szybko jak moze i nigdy nie wróci do mego królestwa.”

    Skule spieszyl z Gunnlaugiem na dól do pomostów. Stal tam statek, do Anglii zeglowac gotowy, i na nim wyrobil Skule pozwolenie zeby Gunnlaug i Torkel jechali. Wlasny statek i majatek, którego nie wzial, zostawil Gunnlaug w reku Auduna. Wyszli w morze do Anglii. Jesienia byli przy pomostach w Lundun i wyciagneli statek na lad.

    przyp:

    druzynnik : w org szw. hirdmen, isl. hirð, ang. [hird]. Domownik wladcy, zaufany, bez pokrewienstwa. Pozycje wyznaczala umiejetnosci w walce, na osobistym okrecie wladcy i umiejetnosci skalda, przy stole wladcy na podwyzszeniu w czasie oficjalnym. Nie znam pl odpowiednika. Najblizszy jest macedon. hetairoi i japonskie hatamoto. Jednym z najwyzszych obowiazkow moralnych wladcy byla szczodrosc dla swoich hirdmen, w druga strone bezwzgledna lojalnosc do wladcy. Skule zwracajac sie z prosba do jarla nie mogl przekroczyc granicy lojalnosci i nie przekroczyl. Jarl nie mogl odmowic prosbie i nie odmowil. System ten w ciagu ok 500lat zostal na koniec, w 14 wieku, sformalizowany.

    smierci, jak jarl Hakon: jarl Hakon zostal zabity we snie, przez wlasnego niewolnika, pod podloga chlewu dla swiñ, gdzie schowal sie w czasie ucieczki przed Olavem Tryggvassonem. Tryggvasson wynagrodzil niewolnika i kazal go sciac. Gunnlaug obrazil jarla, dwa rozdzialy pozniej zobaczycie jak jarl wybaczyl zniewage i dlaczego wybaczyl zaocznie Gunnlaugowi. O Tryggvasson(ie) zrobie pozniej dluzszy przypis bo ma zwiazek z Piastami (Mieszko, Chrobry) przez corke i siostre Swietoslawe (prawdopodobnie Sigrid Storråda)

    Lundun: Londyn.

    ———————————————
    7. Gunnlaug przybywa do Anglii

    W Anglii panowal wtedy Adalrad Jatgeirsson i byl dobrym królem. Tej zimy siedzial na zamku w Lundun. W tym czasie mówili tym samym jezykiem w Anglii jak w Norwegii i Danii. Pózniej inny jezyk mieli. Kiedy Vilhjalm Bastard wzial kraj, jezyk wywodzil sie z Vallandii.

    Gunnlaug wystapil bez zwloki przed królem i ze czcia pozdrowil. Król spytal z jakiego byl kraju. Gunnlaug powiedzial jak bylo, „przybylem do ciebie panie dlatego, ze piesñ ulozylem o tobie i chce zebys jej wysluchal.” Król odpowiedzial, ze tak zrobi i Gunnlaug wystapil dobrze i z sila. Tak zapamietano:

    „Szczodry, w boju chrobry,
    króla wojownicy wielbia
    go jak Boga, i cala
    Anglia chwali Adalrada.”

    Król podziekowal za piesñ, i dal Gunnlaugowi nagrode skalda, plaszcz purpurowy, podszyty najlepszym futrem i zlotem az do dolu. Przyjal go tez do swojej druzyny. Cala zime byl Gunnlaug u króla, i w wielkich laskach.

    Pewnego dnia wczesnie rano spotkal Gunnlaug trzech ludzi na drodze. Tororm nazywali pierwszego. Byl wyrosniety i silny i ciezki w obejsciu.

    „Czlowieku z pólnocy”, powiedzial, „pozycz mnie troche pieniedzy.”

    „Pozyczac nieznajomym nigdy rozsadnie nie jest”, odpowiedzial Gunnlaug.

    „Zwróce ci oznaczonego dnia”, powiedzial ten drugi.

    „Dobrze, odwaze sie”, rzekl Gunnlaug i dal mu pieniadze.

    Jakis czas pózniej zszedl sie Gunnlaug z królem i opowiedzial o pozyczce.

    „Nie masz szczescia”, król powiedzial. „Ten czlowiek jest najgorszym zbójem i wikingiem. Strzez sie go ! Ja oddam ci tak duzo jak jemu pozyczyles.”

    „Zle musi byc z nami, twoimi wojami”, odpowiedzial Gunnlaug, „napadamy ludzi bez powodu, ale takim jak ten pozwalamy brac co nasze. Tak sie nigdy nie zdarzy.”

    Wkrótce spotkal Tororma i zazadal pieniedzy. Tororm odpowiedzial, ze zamierza ich nigdy nie zwrócic. Wtedy Gunnlaug ulozyl piesñ:

    „Niezbyt madry, ale odwazny,
    jestes, kiedy mnie
    chcesz ograbic z pieniedzy,
    zwabionych podstepem z mieszka.

    Nie wiesz, ze weza jezyk
    dostalem za mlodu na imie.
    Nie bez powodu dano mnie,
    Zauwazysz to wkrótce.”

    „Chce wezwac cie, na wybór wedlug prawa”, powiedzial Gunnlaug, „wyplac mnie moje pieniadze albo stañ do dwuboju, od dzisiaj za tydzieñ.”

    Zasmial sie wiking. „Wyzwac mnie na dwubój”, powiedzial, „nikt sie nie wazyl przed toba. Zle w walce ze mna idzie wszystkim. Chetnie z toba stane.”

    Tak rozeszli sie na ten raz. Gunnlaug opowiedzial królowi jak sprawa sie miala.

    „Zle z toba”, król powiedzial. „Ten czlowiek biegly jest we wszystkich broniach. Zrób tak jak ci powiem. Masz tu miecz który ci daje. Tym walcz, ale pokaz mu inny.”

    Gunnlaug podziekowal ze czcia królowi.

    Kiedy stali szykujac sie do boju, spytal Tororm Gunnlauga, jaki miecz mial. Gunnlaug wyciagnal swój miecz i pokazal, ale ten miecz co król dal mu, petle przy glowni mial i zawiesil przy dloni.

    Kiedy wilkolak zobaczyl jego broñ, powiedzial: „Tego miecza nie boje sie.” Cios zadal Gunnlaugowi swoim mieczem i cios rozrabal prawie cala tarcze. Gunnlaug uderzyl zaraz z powrotem darem króla, i wilkolak stal bez ochrony, i myslal ze uderzenie dostal ta bronia co Gunnlaug pokazal. Gunnlaug od razu dal mu cios smiertelny.

    Król dziekowal jemu za ten wyczyn. Gunnlaug stal sie slawny w Anglii i szeroko dookola.

    Wiosna gdy statki zaczely zeglowac miedzy krajami, poprosil Gunnlaug króla Adalrada o pozwolenie odjazdu. Król spytal gdzie zamierzal plynac. Gunnlaug odpowiedzial: „Chce zrobic to co przyrzeklem”, i ulozyl ta piesñ:

    „Goscic u królów chce ja
    trzech i jarlów dwóch,
    dotrzymac obietnicy która
    ( – – – – – – – ) dalem.

    Powróce ja, królu,
    kiedy do boju wezwiesz.
    Bogate naramienniki czerwone
    ty wkrag siebie rozdajesz.”

    „Tak bedzie skaldzie”, powiedzial król i dal Gunnlaugowi zlota obrecz o wadze szesciu öre. „Ale obiecaj mnie, ze wrócisz nastepnej jesieni. Meza z twoimi umiejetnosciami nie chce od siebie puscic.”

    przyp:
    Adalrad Jatgeirsson: Ethelred II z przydomkiem Bezradny, król Anglii w latach 979-1016.

    Vilhjalm Bastard: Wilhelm Zdobywca, król Anglii od 1066 roku po zwyciestwie w Hastings. Przeprowadzil znaczne zmiany w administracji, dzielac ziemie miedzy skandynawskich przybyszów.

    Vallandii: dzisiaj pólnocna Francja, Normandia.

    przybylem do ciebie panie dlatego, ze piesñ ulozylem o tobie i chce zebys jej wysluchal: O tym juz pisalem przy innej okazji, ale musze powtorzyc o tym ceremonialnym wejsciu. Spoleczna funkcja skalda byla bardzo wazna. Wiele opisów w sagach jest takich: skald staje przed wladca i jego otoczeniem i recytuje wiersz na jego, wladcy, czesc. Jest to zawsze, najwyzszym obustronnym zaszczytem: i dla wladcy i dla poety. Jest to sposób na osiagniecie powodzenia w podrózach, wsród obcych. Skald jest zawsze uprzywilejowanym gosciem i jest zawsze obficie wynagrodzony, bez wyjatku. Konwencje poezji robily, ze byla bardzo trudna nawet dla jej wspólczesnych. Zobacz przypis na poczatku do NeferNefer o poezji staroislandzkiej.

    dwuboju: w org. holmgång. Doslownie znaczy „pojsc na wyspe” /obaj/

    wilkolak: w org. bärsärk, w czasie walki wpadal w szal, stajac sie prawie niezwyciezonym.

    Kiedy stali szykujac sie do boju, spytal Tororm Gunnlauga, jaki miecz mial (i dalej): opis tego spotkania jest niejasny dla wspolczesnych czytelnikow, nie uzywajacych bialej broni. Gunnlaug wyjal prawa reka miecz i pokazal Torormowi. W lewej rece mial miecz krola, zawieszony na reku, za tarcza, ukryty. Tarcze byly drewniane, dla amortyzowania uderzenia. Silnym uderzeniem, rozbijajac tarcze, grzeznac mieczem w drewnie, Tororm zrobil sie bezbronnym sam. Odslonil tym samym bron Gunnlauga od ktorej zginal. Gunnlaug tylko puscil rozbita tarcze i uderzyl.

    zlota obrecz o wadze szesciu öre: dzis ok. 27gram X 6 ~ 160gram zlota obrecz
    ———————————————

  183. @ozzy 5 listopada o godz. 8:39
    Nie znikaj! O ten blog jednak warto powalczyć. Moim zdaniem

  184. @seleuk(os) 5 listopada o godz. 17:03

    Coś tłumaczyłeś tejotowi o rzekomym braku miejsca w okienku?
    No proszę Cię 🙂

  185. @Na marginesie, (5 listopada o godz. 16:55)
    po raz kolejny przekracza Pani zasady elementarnej kultury i reguły netykiety.
    Oświadczam Pani, że podoba mi się ten blog, cenię piszących tu ludzi. I zamierzam tu bywać tak długo, dopóki Redaktor Kowalczyk nie poinformuje mnie, że nie życzy sobie mojej obecności na blogu, który redaguje.
    Po raz ostatni odzywam się do Pani bezpośrednio. Zostawiam Panią sam na sam z Jej fobiami i urojeniami.
    Bez pozdrowień i bez odbioru.

  186. A co się dzieje z pombockiem? Pombocek, ahoj!
    Wszystkie ręce na pokład! Bo skatoleni ante portas 😉

  187. Na marginesie
    5 listopada o godz. 17:07
    Ja nie tlumaczylem brakiem miejsca. Ja tlumaczylem szybkoscia pisania do okienka odpowiedzi „na goraca” i roznica/odpowiedzia na zadany temat, wykonana obok i tylko wkopiowana do okienka. Dla mnie to roznica 😉

    pzdr seleuk

  188. @mohikanin przedostatni 5 listopada o godz. 17:08

    Już ci wyjaśniłam, że blog jest publiczny i że o publikacji decyduje moderator.
    Dotyczy to zarówno Twoich jak i moich komentarzy.

    Dodatkowo – każdy opublikowany tu komentarz może stać się przedmiotem publicznej dyskusji. A nawet krytyki. Z kolei obrażanie się i fochy – po prostu nie są żadnym argumentem.

    Jeśli z jakichś powodów musisz przebywać na ATEISTYCZNYM blogu, promując religianctwo – nie moja broszka. Ale nie sposób ukryć faktu, że usiłujesz sprzedać religianstwo – ateistom. I o to chodzi.

  189. @seleuk(os) 5 listopada o godz. 17:12

    Aha. No powiedzmy, że przyjmuję za dobrą monetę 😉

  190. @mohikanin przedostatni 5 listopada o godz. 17:08

    A skoro zapowiadasz, że nie już odezwiesz się do mnie bezpośrednio –
    od tej pory trzymam Cię za słowo.

  191. Zadziwiające – taki duży net.
    Taka maleńka Namargineska.
    I tak przeszkadza…

  192. @seleuk(os) 5 listopada o godz. 17:03

    Przeczytałam kawałek. O sagach nie wiem nic. Ale dlaczego w tej imiona są już inne? Nie ma wszechobecnej końcówki „sson”. Inne nazewnictwo? Inna parafia? Inny naród? Czy Ty te sagi piszesz, czy tłumaczysz? A jeśli tak, to z jakiego języka?

  193. Na marginesie
    5 listopada o godz. 17:08

    Nie róbmy tu nagonki na nikogo. Proszę.

    Obecność wierzących mi tu nie przeszkadza, zwłaszcza uprzejmych jak mohikanin. Aateista drażni (nie tylko mnie) swoją napuszonością i nieustannym cytowaniem ale to nie powód żeby kogokolwiek traktować per nogam.

  194. @seleuk(os) 5 listopada o godz. 17:03
    Aha, rozumiem. Oni po prostu nie zawsze podaja patronymic.
    D-uh 😉

  195. @NeferNefer 5 listopada o godz. 17:23

    Tylko dlaczego prosisz o to MNIE?
    Przecież od dawna na tym forum trwa regularna i konsekwentna nagonka na ATEISTÓW.
    Nie dostrzegasz tego? Czy Ci ona nie przeszkadza?

  196. @ Na marginesie
    Ja „nagonki” nie dostrzegam. To najwyżej jakieś pohukiwania w lesie.
    Bardzo czułe ma Pani radary, może wychwytują sygnały w szumie, których nie ma?

  197. Na marginesie
    5 listopada o godz. 16:42

    pisała m.in:
    ” O tym, że religianctwo zabija normalne myślenie – pisałam wielokrotnie. Nie bez racji.”

    Mój komentarz.

    „Ja jestem piękna, ja jestem silna, ja jestem mądra, ja jestem dobra. I ja to wszystko odkryłam.”

    Prawie…Jerzy Stanisław Lec.

  198. @NeferNefer 5 listopada o godz. 17:23

    I nie chodzi o to, że „Mohikanin” jest wierzący.
    Chodzi o to, że jest aktywistą szerzącym określone poglądy.
    Nie twierdzę, że jest to powód do usunięcia kogokolwiek z forum.
    Ale jest to – moim zdaniem – powód do jasnego sformułowania, do czego zmierza.

  199. @Jacek Kowalczyk 5 listopada o godz. 17:39

    Zobaczymy. Ale ja czytam (w porywach) dość uważnie.
    Na razie znikam – dla świętego spokoju 🙂

  200. Na marginesie
    5 listopada o godz. 17:32

    Jestem tu już od półtora roku ale żadnej regularnej nagonki na ateistów nie widzę. Może dlatego że ja jestem wyjątkowo odporna na jakąkolwiek indoktrynację, a przypuszczam że reszta uczestników, dorosłych, świadomych siebie ludzi również.

    Ciebie proszę bo nikt inny nie nawołuje „wszystkich rąk na pokład”. Niepotrzebne i nie wypada. Ale zrobisz jak uważasz. Z mojej strony to tyle.

  201. @Aateista 5 listopada o godz. 17:40

    Prawo natury: każda krytyka religianctwa wywołuje natychmiastową, wredną i niewybredną krytykę – OSOBY krytykanta. Działa za każdym razem. Niezawodnie.

  202. @NeferNefer 5 listopada o godz. 17:44

    Ja troche żartowałam. Ale podobne żarty ze strony Aateisty – Cię nie rażą.
    Jeszcze jeden przyczynek do moich obserwacji. Uff. OK, nie ma mnie.

  203. Aateista
    5 listopada o godz. 16:45
    Aaronku, przyjemnie spotkać mądrego człowieka, dobry wieczorek. Dr Waal też jest bardzo mądry, bo ma, jak Ty, dwa „a” i też go przyjemnie spotkać. Jeśli on jest jakaś sława, to nie znam i nie potrzebuje, bo nie jestem „ateizm”. Przypuszczam, że Ty też nie jesteś „katolicyzm”. Więc pogadajmy jak nieateizm z niekatolicyzmem. To, co dr Waalowi „się wydaje”, to, co Ty „ukazywałeś” i to, co Lewy „uznał”, to każdego z was z osobna własność. Pokażę Wam swoją. Ona nie polega i nigdy u mnie nie polegała na dowodzeniu nieistnienia Boga, bo do niczego mi to nie jest potrzebne i nikomu niczego nie chcę udowadniać, lecz na szukaniu dla samego siebie w głównym źródle judaizmu i chrześcijaństwa śladów ludzkiej ręki w ulepieniu ze słowa pomysłu zwanego „Bogiem Jahwe”. Efektami, rzecz jasna, czasem się dzieliłem. Ale nie żebym był jakiś „ateizm”, bo nawet nie wiem, co to jest i czy w ogóle jest. Jestem ja, nazywam się Jerzy Pieczul i jestem własnego chowu bezbożnikiem. Robienia znaku krzyża przed śmiercią, co uczynił na wszelki wypadek mój ojciec, który nie chodził do kościoła, nie planuję. Tak mi dopomóż zając, co zwiał kicając i będzie już tysiąc lat, jak skurkowańca, podobnie jak pana Jahwe, nie widuję.

  204. NeferNefer
    5 listopada o godz. 17:23

    Zgadzam się w całej z Tobą- że tak powiem – w całej rozciągłości, choć rozumiem rozdrażnienie Namarginesovej.
    @NA
    Myślę jednakowoż, że nie tyle mamy tu do czynienia z nagonką, co raczej poczuciem niepewności u blogowych wierzących. Polemizując z ateistami, z ich argumentami próbują dać odpór nachodzącym ich wątpliościom, które muszą, przecież, dopadać człowieka myślącego. Z ich wpisów nie wynika, że powzięli zamiar krzewienia wiary wśród ateistów, lecz poprzez udział w dyskusji chcą raczej wzmocnić swoją wiarę. Nie widzę w tym jakiejś nachalnej, ofensywnej indoktrynacji, a na ewentualne ataki spuszczajmy zawsze zasłonę chrześcijańskiego milosierdzia, którego tak chrzejścijanom brakuje 🙂

  205. NeferNefer
    5 listopada o godz. 15:00
    „Obawiam się, a właściwie jestem prawie pewna że Trump wygra. I będzie bal.”

    Stąd nie widać jak Trump miałby to wygrać. Wyborcza arytmetyka jest nieubłagalna. Chyba 90% białych mężczyzn musiałoby na niego zagłosować. Czyli świat musiałby kompletnie zwariować. I jeśli rzeczywiście takie są ich poglądy (ukryte), to nie wiem jak spojrzelibyśmy sobie wszyscy w oczy następnego dnia. W jakim kraju znajdziemy się w środę.
    Kiedy czytam w polskiej prasie te przewidywania (zwlaszcza na lewicy, vide pan Sierakowski), to chce mi się krzyczeć „co wy ludzie, to niemożliwe”. Ale się wstrzymuję, bo jak ja to potem odszczekam. Kiedy mi powiedzą „Czyżby?”.

    Bać się trzeba, ale wierzyć też. To mój kraj, znam go już chyba na tyle. Kraj który wybrał Obamę, nie może wybrać Trumpa.

    Chyba że go jednak nie znam. Wszystko się okaże za trzy i pół dnia. Balot gotowy, jedyne co mogę zrobić.

  206. @Ozzy,
    Nie rób tego, przemedytuj to i przemyśl swoją decyzję, bez Ciebie blog będzie miał wyrwę, która nijak nie zarośnie.Dedykacja dla Ciebie:
    https://www.youtube.com/watch?v=Vunw1SurRVc&list=RDbo8og3xw-Ys&index=6
    Pozdrawiam z nadzieją na zmianę decyzji.

  207. @NeferNefer, (5 listopada o godz. 17:23)

    dziękuję bardzo za miłe słowa 🙂

    Równocześnie chcę zwrócić uwagę, że nie deklarowałem się jako osoba „wierząca”. Deklarowałem zrozumienie i szacunek dla cudzych potrzeb religijnych. Przy jednoczesnym, jednoznacznym krytycyzmie wobec religii zinstytucjonalizowanych, a zwłaszcza wobec instytucji religijnych. Ze szczególnym uwzględnieniem polskiej wersji krk.
    Problematyką religii interesuję się od bardzo dawna. W różnych jej aspektach.
    Zależy mi bardzo na świeckim państwie. Boleję nad tym, co się dzieje w Polsce. Ale, jak już tu pisałem, jestem od Kuronia, Gandhiego, Woltera.
    Lubię i szanuję ten Blog. Mam nadzieję, że możemy się „różnić pięknie” i wymieniać poglądy.
    Pozdrawiam 🙂

  208. @pombocek

    Prawdopodobnie zbyt poleciałem podmiotem domyślnym, albo innym środkiem wzmocnienia ekspresji wypowiedzi, ale przywołując de Waala nie ciebie miałem na myśli. Przyszedł mi do głowy obecny… duchem, na tym blogu Redaktor Kowalczyk, który swego czasu zachwalał ( recenzował pochlebnie) „Filozofów….” , albo „Bonobo…”( chyba tych pierwszych).
    Mam nadzieję, że nie mylę Kowalczyka z Rotkiewiczem, bo ten ostatni też w Waalu „siedzi”.
    Najwyżej po raz kolejny dostanę którąś z kolei kartkę.
    A poza tym @pombocku nie w poglądach Twojej osoby dostrzegam istotę tego ateizmu, który uważam za mało wyszukany od strony merytorycznej , jak i formalnej.
    Tanaka i od jakiegoś czasu penetratorka jego blogowych dokonań,czyli @na marginesie jest celem mojej szczególnej troski.
    A mój rzekomy „niekatolicyzm”

    Będąc prawie cały świadome życie, wadzącym się z katolickim Bogiem, nie mogę dokonać jednoznacznej wykładni tego gdzie akaurat się znajduje.
    Wiem skąd chce uciec, podążam jakąś drogą , gdzieś znajduje się w tej chwili, podążam w kierunku Rzymu( tak mówią drogowskazy), ale po drodze również się rozglądam i czasami majaczą (albo tylko tak mi się wydaje) na horyzoncie kopuły prawosławnych świątyń, a także ( ale to już chyba raczej fatamorgana) postaci buddyjskich mnichów.

    Ale na dzisiaj staram się dźwigać dorobek i „adorobek” katolickiego kościoła.

  209. @Na marginesie,
    Nie wiem dlaczego wskoczył mi ten skrót -„NA” – miał być cały nick. Sorry.

  210. Na marginesie
    5 listopada o godz. 17:41

    Zwalczaj poglady, a nie gloszacego je.

  211. @izabella

    Wierzyć nie trzeba.

  212. @lonefather, (5 listopada o godz. 18:36)
    warto by też było odróżniać adwersarza od swoich projekcji na jego temat 😉

  213. Namarginesko
    5 listopada, g.17:41
    Czyżbyś dbała o „czystość szeregów”?
    Sami ateiści ( a więc z wykluczeniem jakichś mohikaninów) mają się utwierdzać wzajemnie w ateizmie, a może jeszcze ścigać się, kto większym ateistą jest?
    Mam nadzieję, że tylko sobie żartowałaś, by tchnąć życie w nieco ospałe sobotnim późnym popołudniem towarzystwo.
    Ufff! Odetchnęłam. Jeszcze raz przewinęłam do góry i zauważyłam, że jednak trochę żartowałaś, jak sama przyznajesz w poście do Nefki.

  214. Czytuję ten blog czasem „ku pokrzepieniu serc”, ale te konflikty (nie wymienię z nazwiska), nie tyle nie krzepią, co nawet dołują. Sama niewierząca (nie lubię się tak charakteryzować przez zaprzeczenie, niech to będzie opcja domyślna) , wierzących znajomych mam mało. Z doświadczenia widzę, że o tym czy da się rozmawiać decyduje inteligencja, nie wiara.
    Z człowiekiem inteligentnym zawsze warto pogadać, wiara jest drugorzędna. I tylko czasem wychodzi. Wtedy się grzecznie zgadzamy ze się nie zgadzamy.

  215. Aateista
    5 listopada o godz. 18:29

    Tylko dla sprecyzowania, Aaronku. Mówiąc „niekatolicyzm” zakpiłem sobie z pana Waala, który – nie mam wątpliwości – tylko na chwilę zapomniał, że nie istnieje coś takiego jak „ateizm”, istnieją natomiast konkretni ateiści, którym nie da się przyfastrygować en bloc jakiegoś jednakiego dla wszystkich głównego problemu. Spróbowałem pokazać, że to, co pan Waal przypisuje jakiemuś bezosobowemu ateizmowi, mnie ateisty akurat nie bardzo dotyczy. Chwalmy pana (Urbana).

  216. seleuk(os)
    5 listopada o godz. 17:03

    Dziękuję, wszystko przeczytane.

    jobrave
    5 listopada o godz. 18:09

    Dziękuję. Rozdrażnienie moim zdaniem niepotrzebne ale każdy sobie rzepkę skrobie.

    izabella
    5 listopada o godz. 18:09

    O, nowa pani, jak miło 🙂

    Dziękuję za odpowiedź. Ja tak myślałam zanim (na naszą małą skalę) nie wygrał Duda. „Przecież oni nie mogą aż tak zwariować” Okazało się że mogli. A to że Kukiz w pierwszej turze otrzymał niezliczone głosy świadczy o jakiejś atrofii myślenia w społeczeństwie (żul prezydentem RP??? co ci głosujący myśleli, zabawa kartką do głosowania na złość mamie?!). To był ten pierwszy raz kiedy naprawdę zwątpiłam w polityczny rozsądek Polaków, a jego brak potwierdzony jeszcze później wygraną PiSu. Kompletne szaleństwo. Oczywiście można długo analizować dlaczego i co na to wpłynęło, analizy takie już powstały. Mnie mimo to ani Duda ani PiS nigdy na siebie nie namówią, musiałabym właśnie „z uma zejść” bo inaczej tego się nie da wytłumaczyć.

    Kraczę ale szczerze życzę żeby jednak nie Trump.

    mohikanin przedostatni
    5 listopada o godz. 18:29

    Zasłużone 😉

    Och, świeckie państwo. Niedoczekanie nasze 🙁

  217. ozzy
    Nie uciekaj! Poczekaj aż minie moment zniechęcenia i nie zarzekaj sie, że to koniec, bierzesz rozwód z blogiem.
    Twoje wpisy są ożywcze jak zapach skandynawskiego powietrza (ale mi sie „grafomnęło”!).
    Masz tu przyjaciół w sensie ludzi, z którymi nadajesz na podobnej fali. I to jest ważne. Wspierać się, nie tylko spierać

  218. mag
    5 listopada o godz. 18:43

    Dla mnie zaczyna czasami być za dużo tego „tchnięcia” ale to pewnie przez mój charakter.

  219. Wszędzie gdzie spotykam się z uporczywym wytykaniem mi ateizmu (takie miejsce, takie środowisko), każdy usiłuje mi wmówić, że ja „wierzę” w nieistnienie czegoś tam. I to ja powinienem przedstawić dowód na to nieistnienie. Więc, @Aateisto, cytat z de Waala jest mało przystający do rzeczywistości. Gdybym miał się odnieść do ujęcia zbliżonego do statystycznego, to dokonując analizy próby zostałbyś przeze mnie zaliczony do danych odstających, a tym samym wyeliminowany z dalszych obliczeń. A na krzywej rozkładu znalazłbyś się gdzieś daleko na peryferiach tej krzywej.

    Nie twierdzę, że grupa z jaką mam do czynienia, jest grupą reprezentatywną, ale to i tak więcej, niż pojedynczy osobnik prezentujący swoją opinię.

  220. @paradox57
    5 listopada o godz. 19:00

    Odpowiedź czasami może być prosta – „nie wierzę w istnienie różowego znikającego jednorożca”. Wiem, stare, oklepane. Ale z jakiej paki miałbym w to wierzyć? Nie zajmuję się wierzeniem. Nie kieruję się wiarą. Nie wierzę w nieistnienie boga czy czegokolwiek innego, ani w istnienie.

  221. NeferNefer
    5 listopada o godz. 18:50

    Ja wiem, też mnie te porównania dręczą. Też się tego nie spodziewałam jeszcze dwa lata wcześniej. Zwiodło mnie referendum za unią i 8 lat platformy. Ta nagroda dla JK w Krynicy w 2015 uzmysłowila mi, że coś przeoczylam, coś co dla innych było już widoczne.
    A co do Dudy, to był już przecież Tymiński, który przeszedł do drugiej tury. I postępująca dominacja kk(k) przez ostatnie 20 lat jest faktem. Jak to u nas mówią, „the hindsight is 20/20”, ale znaki były. Jak wygra Trump też znajdziemy dużo znaków. Dzisiaj ich jeszcze nie widzę.

  222. Może znów wyjdę na durnia, ale spytam: – Co za różnica, czy wybory wygra Donald Trump, czy Hillary Clinton?
    To może okazać się nawet korzystne dla Polski, a kto wie może nawet dla świata?
    Trump zapowiadał, że ograniczy imigrację i emigrację, ale przecież to nic nowego – USA od dawna to czynią, bez względu na to, czy rządzą demokraci, czy republikanie – zawsze, z nielicznymi wyjątkami straż przybrzeżna zawracała łodzie płynące z Kuby czy innego Surinamu, na granicy z Meksykiem zawsze stawiano ogrodzenia, wysadzano tunele.

    Deklaracja Trumpa na temat zmian w relacjach amerykańsko-rosyjskich, z wrogich na przyjazne, jeśli się zmaterializują, to chyba też nic złego, ponieważ zakończy się zimna wojna wszczęta przez Obamę, poprzez doprowadzenie do zamachu stanu na Ukrainie, a w konsekwencji do wojny rosyjsko-ukraińskiej i pogorszenia stosunków pomiędzy UE a Rosją. Polska przestanie być państwem frontowym, nie będzie żadnych tarcz ani baz wojskowych, co -po zakończeniu pisowskich rządów – sprzyjać będzie normalizacji stosunków polsko-rosyjskich. Zapowiadane wycofanie się z Bliskiego Wschodu zaowocuje stabilizacją w tamtym rejonie – Asad wykończy opozycję finansowaną przez USA, która chce uczynić z Syrii państwo ortodoksyjnie wyznaniowe, ISIS również się rozleci i co – równie ważne – Bliski Wschód przestanie produkować uchodźców i tzw. uchodźców, co może podziałać uspokajająco na Europę i zapobiec nadmiernej aktywności prawactwa, które na tym żeruje, więc może bez histerii?

  223. @mohikanin przedostatni, z godz. 18:29
    Przemówiłeś jak Kościuszko w liście do Adama Jerzego Czartoryskiego, w 1814 roku. List jest mało znany, a na język polski został przetłumaczony przez Mariana Skrzypka, emerytowanego profesora PAN, w roku 2014, w dwusetną rocznicę jego napisania. Oto list:

    Trzeba przyznać, że wszyscy ludzie są obdarzeni wystarczająco zdrowym rozsądkiem, aby odróżnić dobro od zła, aby odpowiednio się zachowywać, przeprowadzać rozumowania, ujmować i porównywać stosunki, jak również rozszerzać swe idee drogą refleksji i studiów (wyłączam spośród nich tych, którzy rodzą się szaleńcami, ale istnieją szpitale, aby im uniemożliwić czynienie szkody).
    Czy nie lepiej byłoby zacząć od rozumowania razem z ludźmi, aby dać im poznać, że w prawdziwym ich interesie leży działanie uczciwe i sprawiedliwe, żeby byli raczej dobrymi ojcami i synami przywiązanymi do swej ojczyzny i posłuszni prawom, niż żeby sobie szkodzili i oszukiwali się nawzajem pozbawieni wszelkiej spokojności umysłu i miotający się, by się przeciwstawić zasadzkom i podstępom innych; jeśli do takiego wychowania dodacie dobre prawa, które karząc zbrodnie, utrudniają jednocześnie pomnożenie się występków; jeśli do tego dodacie jeszcze swoją własną osobą przykład cnót we wszelkich okolicznościach, niewątpliwie cały lud pójdzie za wami, gdyż ludzie są z natury naśladowcami podobnie jak małpy.
    Ale – przeciwnie – jeśli zaczniecie od oświecania księży, dostarczycie im więcej środków do zniewolenia ludu i do trzymania go silniej pod ich wpływem; albowiem wszelkie ciało udzielne w narodzie będzie działało przeciw poczynaniom rządu, przy którym będą istniały utajone rewolty, konspiracje, w które niestety obfituje historia; nie można spodziewać się, że zmienią postępowanie, gdyż w ich interesie leży istotnie fascynowanie oczu ludu kłamstwem, strachem przed piekłem, dziwacznymi dogmatami i abstrakcyjnymi czy też niezrozumiałymi ideami teologii.
    Księża zawsze wykorzystają ciemnotę i przesądy ludu, posłużą się religią – w co nie możecie wątpić – jako maską, by przykryć swą hipokryzję i niegodziwość swych przedsięwzięć. Lecz w końcu cóż z tego wynika? Lud nie wierzy więcej w nic, jak na przykład we Francji, gdzie chłopi nie mając obyczajów ani religii, są bardzo ciemni, przebiegli i występni.
    Widziano rządy despotyczne posługujące się tą zasłoną religii w przekonaniu, że była ona najmocniejszą podporą ich władzy; wówczas to wyposażono w sposób możliwie najbogatszy księży kosztem nędzy ludów. Przyznano im najbardziej oburzające przywileje łącznie z zasiadaniem przy tronie. Słowem, do tego stopnia rozmnożono łaski, dobra i bogactwa duchowieństwa, że połowa narodu z tego powodu cierpi i jęczy w nędzy, podczas gdy oni nic nie robiąc, opływają we wszystko.
    Obecnie, kiedy znamy złowrogie skutki tego błędu, wydaje mi się, że nie ma lepszego środka, jak pozwolić im, by popadli w upodlenie i ustanowić na koszt rządu szkoły dla chłopów, gdzie będą mogli uczyć się moralności, rolnictwa, zawodów i rzemiosł.
    Przemawiam do filozofa i do zręcznego polityka; rząd niezależnie od jego charakteru nie powinien mieć innej religii poza religią Natury. Ten niezmierny glob zapełniony nieskończoną ilością gwiazd, jak również nasze serca szukające bezwiednie ucieczki od wszystkich naszych nieszczęść, świadczą w sposób oczywisty o istnieniu Istoty Najwyższej; my jej wcale nie rozumiemy, ale czujemy ją wewnętrznie i musimy ją wszyscy wielbić. Zostawmy więc wszystkim sektom i wszystkim religiom wolność uprawiania kultu, pod warunkiem, że będą one posłuszne prawom ustanowionym przez naród
    .

    Nic się nie zmieniło od czasu, gdy Naczelnik pisał te słowa. Ba, kler w coraz większe majętności i przywileje obrasta.

  224. izabella
    5 listopada o godz. 19:08

    Prawda, Tymiński, chociaż to chyba był wypadek przy pracy bo później takich niespodzianek juź nie było. My przeoczyliśmy to coś ale Kaczyński nie, wykorzystał, posmarował i jedzie. A kk napuściły do polityki wszystkie partie po kolei, nikt się nie odważył zadrzeć, może jeden Palikot ale marnie na własne życzenie skończył. Że też Rydzyka na czas nie przyduszono (metafora, żeby nikt nie miał wątpliwości) jak jeszcze można było.

  225. Na marginesie, 13:37

    „teksty z ostatniej nocy. Nie wiem, jak to powiedzieć, żeby Cię pochwalić, a nie urazić.. To jest DOBRE. Monologujesz Z SENSEM. I przeczytałam te Twoje monologi z zainteresowaniem i z przyjemnością. Chociaż całkiem niekoniecznie się ze wszystkim bez zastrzeżeń zgadzam.”

    Dzieki i za jedno i za drugie. Szczegolnie za to ewentualne niezgadzanie sie. Dzieki temu niezgadzaniu sie moze uda nam sie uniknac okropnych skutkow wsobnosci blogowej.

    Chodzi o to zeby kojarzenie blogowych osobników blisko spokrewnionych (tzw. inbred) nie zaowocowalo przyspieszonym dryfem genetycznym blogu.

    Nie mozemy bowiem dopuscic do zwiększenia homozygotności i zmniejszenia różnorodności populacji gepardow ateistycznych.

  226. jobrave
    5 listopada o godz. 19:12

    Dobre pytanie, myślę ze podobnie ktoś stąd mógłby zapytać „Co za różnice czy wygra pis czy po” i wyłuszczyć masę argumentów, że żadna. Dla kogoś stąd ogromna, że tylko wymienię supreme court, zmiany klimatu, reformę ubezpieczeń zdrowotnych, relacje z sąsiadami, i ogólnie zwykłą ludzką przyzwoitość. Dla Polski, wydaje mi się że tez ważne. Ale nie będę się wypowiadać, bo temat jak rzeka.

  227. @Lonefather,
    Czyli chyba jest tak, z tym BREXIT, „jak my gadali” – duma, dumą, ale kasa ważniejsza. 🙂

  228. @izabella
    5 listopada o godz. 19:22

    Nawet na tym blogu ktoś wyłuszczał, dlaczego warto aby Duda wygrał, porównują wyborców do małp wyciągających orzeszki z dziupli (czyt. uparcie optujących za tym, aby powstrzymać proces pisizacji poprzez niedopuszczenie do objęcia urzędu prezydenta prze Dudę).

  229. jobrave
    5 listopada o godz. 19:12

    Nieufnie podchodzę do nie całkiem jak się zdaje (z wyglądu i zachowania) zrównoważnonych osób składających rozliczne obietnice wyborcze :/

    ***

    Zostawię was na dziś, pozdrawiam wszystkich.

  230. anumlik
    5 listopada o godz. 19:18
    Dziekuje, za zacytowanie „blogowicza” ktory juz 200lat bloguje bez skutku. Tylko pozostawalo by zacytowac jeszcze starszego, ale nie znad Wisly. Tam gdzie on „blogowal” inni przeczytali z dobrym skutkiem. Kiedys nawet chcialem, machnalem reka.
    Pzdr seleuk(os)

  231. @Izabella,
    Niby to samo, a jednak nie to samo. PiS dokonuje w Polsce przewrotu, dokonuje zamachu na ustrój państwa, podporządkowuje, a praktycznie likwiduje instytucje stojące na straży demokracji. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego było możliwe w USA, żeby ktoś nawet o tym pomyślał, o tym, by podporządkować władzy wykonawczej wymiar sprawiedliwości, organy ścigania itp. Poza tym w USA prezydent musi się też liczyć z Kongresem i nawet, gdy jego partia ma w kongresie większość, to nie ma gwarancji, że ta większość go poprze.

  232. @Orteq,
    Ja to się zawsze z Tobą zgadzam, nawet jeśli się nie zgadzam 🙂

  233. Neferko*,

    a ja mam mieszane uczucia co do prawa do głosowania osób mieszkających na stałe w innym państwie.
    Mam taką znajomą, w zasadzie już tylko formalną, która za PiS i kk da się pokroić. Mieszka w UK. Głosowała, oczywiście. Wielbi i chwali nowe polskie władze nie czując słodyczy ich rządów na własnej skórze.
    Może iść do apteki i kupić, co chce, w zależności od tego, jakie ma akurat plany rozrodcze. Rozumiesz?
    Zgotowała mi koszmar, za który nie płaci.

    * Mistrzyni Krótkiej Formy, no kurczę 🙂

  234. @NeferNefer,
    Ja to – w ogóle – nie mam zaufania do polityków, poz tym nierzadko okazuje się, że ten nienormalny jest jednak normalny, a normalny – nienormalny. Nie dotyczy to jedynie Kaczego, Macierewicza i pozostałych kaczysynów – oni zawsze byli i będą nienormalni.

  235. @Tobermory, 8:16
    „Gepardy… Na blogu… Rechoczące, syczące, szczekające, mruczące i ćwierkające… I szybsze niekiedy niż myśl, co się zastanawia, czy się do końca wykluć… A jakże!
    Dzięki za wywołanie tej wizji. Gepardy… Miałem dotąd mniej przyjemne wyobrażenia o niektórych partycypantach Gepardy… Kotki… Niecierpliwie wywijające długim ogonem, gotowe do skoku, polujące czasem we dwóch
    ‚http://pixcore.com/file/112/600×338/16:9/%5B296416-2048×1450%5D-gepard-ohota-savanna-afrika_1555445344.jpg
    Szybkie w galopie, ale na krótki dystans
    ‚http://www.chovzvirat.cz/images/zvirata/gepard_fzg76cw.jpg ”

    Ja sprobuje uzupelnic ilustracje wsobnosci, czyli endogamii, tekstem historycznie uterazniejszonym:

    Uprawiana przez lata endogamia nie miała u Rothschildów dewastujących zdrowotnie skutków, takich jak w dynastii Habsburgów. Ryzykowna genetyczna loteria nie doprowadziła do ich fizycznej czy umysłowej degeneracji.

    Dziś nie wszyscy Rothschildowie są bankierami – jedną z potomkiń tego rodu była zmarła w 2005 r. wybitna brytyjska uczona, Fellow of Royal Society (członkini honorowa brytyjskiej akademii nauk) i Dama Imperium Brytyjskiego Miriam Rothschild.

    Ceniona jako zoolog i entomolog – szczególnie zasłużyła się w badaniu pcheł – Miriam nie miała formalnego wykształcenia i wszystkie jej tytuły naukowe były honorowe. Nie musiała też ubiegać się o granty na swe badania.

  236. @@jobrave, Izabella
    Wygrana Trumpa nie oznacza rewolucji w USA, amerykanie mają wystarczająco wytrzymałe mechanizmy demokratyczne, aby do faszysyzacji nad Potomakiem nie dopuścić. Wygrana Trumpa może wyjść na złe Polsce, jeśli Putin zechce (czy zechce? – nie mnie wyrokować, ale wolę dmuchać na zimne) wprowadzać w czyn obłędne idee Dugina (patrz mój post z godz. 14:47 – dziś).

  237. jobrave
    5 listopada o godz. 19:24

    Duma to narowista kobyla jest i ujezdzac ja, to jest sztuka. Ze tak powiem obrazowo. A jak wyjdzie to obaczym. Po tym wyroku High Court jestem lepszej mysli, co do rozwoju wypadkow. Zaryzykuje i powiem, ze jak bedzie nie bedzie „pomocy” zewnetrznej, chocby pod postacia Tuska ponaglajacego, to sama dolujaca ekonomia dostarczy argumentow za pozostaniem. Jak znam Anglikow, a wciaz ich nie znam wystarczajaco dobrze, to jednak bym postawil na to, ze rozum zwyciezy, czyli Commons MP zaglosuja zeby zostac, czyli odrzuca wynik referendum. Sadze wiecej, mianowicie mysle, ze i Torysi tez na to wlasnie licza, bo nie slowa jakie wyglasza Theresa May sie licza, ale to co faktycznie robia.

  238. jobrave – 19:50

    Twoje zgodne niezgadzanie sie, na tym blogu praktykujacym hodowle wsobnych gepardow, jest bezcenne. Moze nie na miare dzzu dla kani ale bardzo blisko. Dzzu dla rydzyka moze?

  239. @Jiba,
    Kobieta, o której wspominasz jest najprawdopodobniej – za przeproszeniem – członkinią tzw. żelaznego elektoratu PiS, a więc kimś dla kogo Kaczyński, cokolwiek by uczynił, pozostanie bóstwem. Gdyby Kaczyński zgwałcił tej pani córkę, albo syna, zabił nawet, ona zawsze to jakoś usprawiedliwi. Gdy jakiś kaczysyn popełni przestępstwo, albo – w ogóle -zachowa się nie „comme il fault”, pisowcy zawsze powiedzą, że to prowokacja, że to nie on, że coś tam sfałszowane było, że ktoś się podszył, że układ, komuniści, Ruscy, Soros, Niemcy, może nawet Czesi. Nic nie zwiedzie jej z raz obranej drogi.

  240. @Jiba,
    Zapomniałem dodać, że na Wyspach dwukrotnie wygrywała PO i Komorowski również wygrał prezydenturę, choć wybory odbyły się kilka miesięcy po „zamachu”. PO miała tu sporo zwolenników, ale paskudnie ich zawiodła, więc zagłosowali na Kukiza albo na Korwin-Mikkego, albo się nie stawili.

  241. No i proszę, zadziałało! Wrócił pombocek, objawiła się Izabela.
    Wystarczy trochę zakołysać łajbą i wrzasnąć „wszystkie ręce na pokład!”
    Pozdrawiam Was oboje i natychmiast się udam spocząć na laurach.

    @Orteq – no właśnie. Warto się starać o zróżnicowanie populacji ateistycznych gepardów. Dlatego trochę „tfurczo” rozciągam ten no, materiał genetyczny 🙂

    A ponieważ ogłoszono niedobór materiału na wstępniaki (Czy jest tu ktoś, kto umie pisać? Izabela???) być może wkrótce zaproponuję – temat z kosmosu. Jak najdalszy od Klechistanu…

  242. A w Londynie „wojna”. Hczy od malych, duzych i wielkich wybuchow. Niebo rozswieltlaja tysiace jedno i wielokolorowych wybuchow ogni sztucznych. Slowem „Remember, remember, the fifth of November„, czyli Guy Fawkes Day. Majstersztyk propagandy i edukacji demokratycznej, ozeniony z ludowym swietem ognia.

    I pomyslec, ze my w Polsce nie tak dawno mielismy okazje zmarnowana, zeby dorobic sie czegos podobnego. Problem w tym, ze u nas prawo i demokracja nie sa rownie wazne jak byly juz w poczatkach dziewietnastego wieku w Wielkiej Brytanii. Takie powiedzonko chyba wciaz aktualne jest, ze jestesmy 200 lat „za murzynami”, choc anglicy to nie sa „murzyni”, mimo tego, ze calkiem sporo murzynow jest Brytyjczykami.

  243. anumlik
    5 listopada o godz. 19:57
    „Wygrana Trumpa nie oznacza rewolucji w USA”

    Nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się z Twojej wiary w mechanizmy amerykańskiej demokracji. Ja mam jej trochę mniej. Nie powstrzymały Busha przed zaatakowaniem Iraku. Z nory powyłaziły różne Rumsfeldy i Cheneye, tak jak z nory zawsze wylezie Maciarewicz.
    Rewolucji nie trzeba zaczynać, ona już jest, i czasem tylko prezydenckie weto broni nas przed extremizmem. Tylko pomyśleć jak inaczej wyglądałaby rewolucja pisowska z normalnym (wetującym) prezydentem.
    Trump nie jest jedynym świrem na prawicy. Ale nice chce mi się już dywagować na jego temat. Bez znaczenia co teraz mówimy. Za parę dni wszystko się wyjaśni i trzeba będzie z tym żyć. Też idę spać (no prawie).

  244. @lonefather 5 listopada o godz. 20:30

    Właśnie oglądam – po raz kolejny – „Downton Abbey” – jako przyczynek do socjo- (mito?)logii Anglików. Ta babunia, którą gra Maggie Smith… Niepokalanie arystokratyczna, nigdy nieprzyznająca się do błędu, snobistyczna, jędzowata, nie do zniesienia… ale jak bezwzględnie pragmatyczna. Jeśli na takich cechach budowano imperium – to Brexit chyba Europie nie grozi.

  245. jobrave
    5 listopada o godz. 20:10

    No, no. Droga drogą, zwłaszcza ta długa, jasna, prosta, ale wpadka po czterdziestce to zupełnie inna sprawa.
    Na wszelki więc wypadek pani wielbicielka PiS zamieszkała w UK po prostu kupi sobie pigułkę „po” , a ja w tej samej sytuacji musiałabym… sięgać pod ladę:)
    I wg najnowszych danych poczty pantoflowej pigułka z receptą kosztuje ok. 50 zł, bez recepty 150 zł w aptece należącej do lekarza. Które kupowane są częściej?

  246. @lonefather
    High Court to jeszcze nie Sąd Najwyższy. Od jego decyzji rząd pani May może się odwołać do Sądu Najwyższego Wielkiej Brytanii, a w razie niekorzystnego dla rządu wyroku, do Sądu Unii Europejskiej, co w kontekście Brexitu byłoby nawet… hm… zabawne. Najgorszy scenariusz – zgoda brytyjskiego parlamentu na Brexit – może przenieść się do Buckingham Palace, gdzie dziewięćdziesięcioletnia królowa może zawetować decyzję parlamentu. Ma takie uprawnienia, choć angielscy królowie od początku XVIII wieku z nich nie korzystali. Elżbieta II, będąc królowa całej Wielkiej Brytanii, nie dopuści do rozpadu Zjednoczonego Królestwa. O tym wszystkim pisałem tuż po Brexicie, więc – jak sądzę – a sądzę, ze wśród albiończyków obowiązuje gentlemen’s agreement – uszanuj mój (nazwijmy go tak) Copyright w pierwszeństwie dziba… ups… w pierwszeństwie wieszczenia 😉

  247. (głos z kanapy)

    Jiba
    5 listopada o godz. 19:50

    Ależ, moja droga, ja tu za Ciebie wyłącznie na dyżurze 🙂 już kajet oddaję bo nie moja rola:)

    jobrave chyba ma rację, na tę panią nic by nie pomogło. Ja się starałam przeciwdziałać ale też nic:(

    ***

    Pomamroczę do siebie że więcej ludzi wychodzi komentować jak się robi…hmm… trochę ciszej.

  248. Jiba
    5 listopada o godz. 19:50

    Jiba, zgadzam się z Tobą, też mam wątpliwości co do głosowania zza granicy. Kiedyś wymyśliłam ulepszenie, człowiek może głosować, ale jeśli jego opcja wygra, to ma obowiązek wrócić i z tą opcją żyć. Co by innym „nie zgotowywać losu”, którego się nawet nie chce dla siebie.

  249. izabella
    5 listopada o godz. 21:18

    Całe Jackowo ciupasem do Polski 🙂

  250. izabella
    5 listopada o godz. 18:44

    Skoro jednak czytasz, to choć może nie sprawdzasz, suma wychodzi dla czytania korzystna. Co jakiś czas ten i ów popada tu wyrzut swarliwości, ale taka – chwilami męcząca – uroda tego bloga.
    Miło mi, że oprócz czytania, o którym nie wiem, dajesz głos, co czyni mnie wiedzącym.
    Rozgość się tutaj.

  251. Gorąco polecam ten wywiad z Ludwikiem Dornem, to naprawdę łebski facet. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,20934116,ludwik-dorn-moj-przyjaciel-kaczynski.html#BoxGWImg
    Poniżej tylko fragment, ponieważ artykuł jest płatny.
    (…)
    „Czy to faktycznie tak zła władza, jak piszemy?

    – Różnie. Program 500 plus – świetnie, że to zrobili. Na czym polegał nazizm? To był bunt niższej klasy średniej, która czuła się zagrożona społeczną degradacją i stała się siłą napędową NSDAP. Po wojnie wyciągnięto wnioski i w ramach państwa socjalnego zadbano, żeby niższa klasa średnia nie musiała się bać spadania w szeregi lumpenproletariatu. Prowadzono politykę pełnego zatrudnienia, stałego wzrostu płac, wzmacniano związki zawodowe i inwestowano w usługi publiczne. W Polsce lęk przed degradacją społeczną istnieje w bardzo wielu środowiskach. Mamy sporą grupę „biednych pracujących”, czyli ludzi, którzy zasuwają po czternaście godzin na dobę, do domu wracają tylko pospać, a i tak żyją od chwilówki do chwilówki. Program 500 plus stabilizuje tę grupę.

    Na korzyść PiS.

    – Nie. To błąd, że w ten sposób to widzicie. Stabilizacja służy każdej władzy. Zwiększa przywiązanie do instytucji państwa, któremu wreszcie coś zawdzięczają. Program 500 plus powinien być absolutnie ponadpartyjny. W Wielkiej Brytanii program państwa opiekuńczego wprowadziła po wojnie Partia Pracy, w następnych wyborach konserwatyści zaczęli straszyć, że to marksizm, socjalizm, samo zło. I przerżnęli. A potem powiedzieli: akceptujemy. I rządzili dziesięć lat, nie wycofali się z tego.

    Co jeszcze pańscy dawni koledzy robią dobrze?

    – Stawiają diagnozy. III RP ma sporo za uszami i nie można udawać, że problemy nie istnieją. Ten cały Ziobro w jednym ręku trzyma kubeł dziegciu, ale w drugiej kubeł miodu. Miesza, to jest niestrawne. Ale nie możemy obywatelom wmawiać, że w Polsce nie istnieje problem z korporacją sędziowską albo jakością prokuratury. Czy można bronić reformy prokuratury, którą przeprowadziła PO? Oddano całą władzę korporacji wewnętrznie skonfliktowanej, nad którą nikt nie czuwał, były tam kliki, sitwy, oportuniści, leniuchy.

    Czy to oznacza, że rozsądne jest ponowne połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego?

    Nie. Tyle że nikt nie przedstawia alternatywy dla pomysłów Ziobry. Wszyscy mówią, że on niszczy jakąś wartość i zabiera obywatelom jakieś dobro. A wielu obywateli pyta: „Jakie niby dobro?”. Dlaczego nie pomachać odważniej takim sztandarem, jak próbuje prof. Zoll, który powiedział niedawno, że podejrzewa korupcję w sądach przy reprywatyzacji. I że ma lepszy niż Ziobro pomysł nadzoru nad sądami. To ginie.

    Bo wielu się boi, że to wzmacnia melodię PiS. Zoll słyszy od kolegów: „Stary, no nie teraz!”.

    – Teraz! Prof. Łętowska mówi: „W polskich sądach sprawiedliwość trzeba sobie wyszarpać”. Od kilku lat to powtarza. Dla wielu ludzi to jest ta lepsza twarz obozu III RP. Zoll i Łętowska, krytykując, dają jasny sygnał, że nie chcą, aby było tak, jak było. I na tym się trzeba oprzeć.

    Prof. Ewa Łętowska: Sprawiedliwość trzeba sobie u nas wyszarpać
    Ale wtedy się Kaczyńskiemu przyznaje rację, że było źle.

    – Bo w wielu sferach było źle, trzeba mieć kontakt z rzeczywistością. Jak się ujawniło aferę reprywatyzacyjną w Warszawie, to trzeba też pokazywać, co z tym szambem zrobimy. Bo inaczej powstaje niespójność. Z jednej strony ludzie widzą szambo, a z drugiej słyszą, że trzeba chronić sądy przed sukinsynami z PiS. Nie ta melodia.

    Pan by jaką śpiewał?

    – Opozycja powinna mówić coś takiego: „Ziobro ma kubeł dziegciu, do którego wprowadza łyżkę miodu. A my mamy kubeł miodu bez dziegciu. Wiemy, jak III RP naprawiać”.

    Każdy przytomny wyborca powie na to: „Osiem lat mieliście. OSIEM LAT. Jesteście niewiarygodni”.

    – „Przepraszamy!”.

    -No jasne. „Ukaraliście nas w wyborach. Dostaliśmy nauczkę. Dzięki wam poszliśmy po rozum do głowy. Dziękujemy”. Wyborca to uwielbia. „Obłożyłem go batem, a on jeszcze dziękuje. Pokorny polityk!”.
    Mamy przed sobą trzy lata chaosu. Z planu Morawieckiego też nic nie wyjdzie, bo jeśli państwo ma skutecznie wyznaczać kierunki polityki rozwojowej, to trzeba je najpierw uleczyć z magmowatości, czyli nauczyć ludzi współpracy i zbudować zaufanie. Rzeczywistość ma charakter sieciowy i każda władza, która chce coś załatwić, musi umieć negocjować z różnymi elementami tej sieci. Ale to muszą być negocjacje, a nie wydawanie poleceń. Tymczasem trwa wywijanie pałką, rozkazywanie, przymuszanie, odpychanie kolejnych środowisk.
    Do wyborów dotrwają, a potem je przegrają. I trzeba będzie umieć posprzątać.”

  252. Ciekawe są te Twoje pomysły z kanapy (Całe Jackowo ciupasem do Polski), @Neferko 😉

  253. mag
    5 listopada o godz. 18:51

    Rety – ozzy chce nawiać??
    Ozzy, no nie popełniaj takiej desperacji. To było jakoś tak, w pewnej piosneczce komunijnej: jeeeestemm – jeeestem – jestem-o-tobie(boziu)-pamięęęęętaaaaammmm…!
    Nie gwarantuję ścisłości produkcji, ale sam wiesz, co tu ważne: że jesteś i bądź i ta druga część też ważna.
    Mag ma rację – ta skandynawskość dobrze tu pachnie.

  254. @Lonefather,
    No właśnie, moje kotki Munia i Rysia i Dora (dobermanka) boją się wyjść na zewnątrz przez te „bonfires”, a kilka dni temu Sikhowie mieli też jakieś swoje święto i przez trzy dni katowali zwierzynę wybuchami.

  255. @Jiba,
    Nie jest tajemnicą, że pisówki dość selektywnie traktują zlecenia Kk, w przypadku „dopustu bożego”.

  256. @Izabella,
    Jeśli Trump spełni swoje obietnice, to będzie jednym z najbardziej pokojowych prezydentów. Może nawet pokojowego Nobla dostanie.

  257. @jobrave, z godz. 21:23
    Łebski facet? No, nie. Zwyczajny koniunkturalista. Ciekaw jestem, czy gdy był u władzy zdobyłby się na niektóre, hi, hi, refleksje. Post factum to se można prorokować. Gdy powstawało PC, był przy Kaczyńskim, gdy powstawał PiS był przy Kaczyńskim, ba, wspólnie ten PiS organizowali. Nie usłyszałem wówczas, a słuchałem go pilnie, że – jak mówi teraz – Nie ma capo di tutti capi. Są sitwy, które mają zaplecze polityczne albo historyczne, a inne nie mają. Niektóre sitwy walczą ze sobą, a inne się dogadują. Niektóre są rodzinne, koleżeńskie, a inne dość przypadkowe.
    A przecież ten mechanizm – sitw tworzonych ad hoc, dla doraźnej korzyści – istniał od czasu „Magdalenki” i Okrągłego Stołu. Jedna z tych sitw nazywała się Porozumienie Centrum i „opanowała” spory kawałek warszawskich gruntów, wraz z zabudowaniami, na rogu Alej Jerozolimskich i Nowogrodzkiej oraz udziały spółki Art B. w spółce Telegraf. Ten mechanizm, z udziałem wszystkich partii – od UW i PC, przez SLD i PSL, po PiS, PO, a obecnie znów PiS – opanowywał Warszawę (bo od niej się zaczęło) już w 1990 roku. Napisałem o tym kilkanaście artykułów i poświęciłem temu rozdział w książce poświęconej problemom ustrojowym Warszawy. Niektóre z moich tekstów były publikowane w ówczesnej (Piotra Wierzbickiego) „Gazecie Polskiej”, niektóre w samorządowej „Wspólnocie”, inne w „Życiu z kropką”. Dorn wtedy milczał. Teraz mówi – Afera reprywatyzacyjna w Warszawie to kilkanaście takich sitw, czasami działają razem, czasem rywalizują, niektóre zapewne miały swoich urzędników. Identycznie w przesłaniu, tylko innymi słowami, ująłem to w swojej książce, która wydana została w 1998 roku, kiedy Dorn był „trzecim bliźniakiem”. Powtórzę pytanie, które zadałem rekomendując na facebooku wywiad z Dornem: Żartuje, czy o drogę pyta? Choć samą rozmowę – zgadzam się z Tobą, @jobrave – warto przeczytać. Sporo tam trafnych konstatacji, które wielu osobom powinny dać wiele do myślenia.

  258. lonefather
    5 listopada o godz. 15:54

    Nie miałem takiego bezpośredniego wglądu w codzienność w UK jak Ty, odosłem jednak wyraźne wrażenie, że przed referendum w sprawie ‚Brexitu’ nie odbyła się wcześniej odpowiednio długa i pogłebiona dyskusja pubizna, która powoliłaby obywatelom Królestwa porządnie wyrobić sobie zdanie. Nie o wypracowanie poważnego zdania też chodziło, ale raczej o interes Camerona i jego partii, co nie najlepiej świadczy o powadze demokracji. Pisałem o tym jakiś czas temu.

    Dopiero teraz, gdy pani premier wierci się by coś w tej sytuacji zrobić – ale co i na czyją rzecz; gdy decyzję ogłosił High Court, Brytyjczycy zaczynają się stopniowo dowiadywać, co właściwie wzięli i zrobili.
    Jak widać, nawet dojrzałe demokracje nie chronią przed dziecinadą: najpierw robię, później myślę. O ile w ogóle później myślę, bo to wcale nie jest takie pewne, żeby człowiek był myślący.

    Oświadczenie pani May, że „Brytyjczycy zdecydowali”, czy jakoś tak też jest dziwaczne. Rozkład procentowy jest taki, że za ‚Brexitem’ jest minimalna większość, mówienie więc, że „zdecydowali” – co ma oznaczać coś jednoznacznego – jest ewidentnym nadużyciem. W sprawach tak dużej wagi należałoby stawiać odpowiednio wysoki próg decyzji. Może 60% może 66%, ale nie 50% głosujących + 1 głos.

    To jest taka ściema polityków, co ćwiczymy własnie nad Wisłą: minimaln zwycięstwo PIS, niecał 19% Polaków na nich głosowało (też nie bardzo kapując na co głosują), a pisoidy ryczą, że reprezentują całego „suwerena”.

  259. @anumlik,
    Koniunkturalizm nie wyklucza łebskości, a poza tym, ta jego ocena, w porównaniu z innymi jest jednak głębsza i – rzekłbym nawet – że tchnie świeżością (wg mnie).

  260. @anumlik

    Najwyrazniej nie przeczytales dostatecznie uwaznie i przegapiles to, ze napisalem wyraznie, ze Torysi zapowiedzieli odwolanie sie do Supreme Court, ktory jest wlasnie Sadem Najwyzszym. Jestem wyczulony na prawne niuanse, wiec nie zaniedbalem tej mozliwosci i o niej wprost i dokladnie napisalem.

    Calosc swojego dzisiejszego pisania w temacie zakonczylem konkluzja, ze jestem lepszej mysli. Ale jak bedzie to zobaczymy, choc jeszcze raz wspomne o swoim odczuciu, ze Brytyjczycy zmierzaja jednak w kierunku tego co wydaje sie niemozliwe, czyli tego, zeby zjesc ciasteczko BREXITU i jednoczesnie miec ciasteczko pozostawania w UE.

    Zdumiewajace, ze najwyrazniej czeka nas to, ze do wyjscia „po angielsku”, moze dolaczyc „pozostanie po angielsku”. Chyba zadna inna nacja na swiecie nie bylaby do tego zdolna, zeby powiedziec glosno, ze sie zegna i wychodzi, poczym nie wyjsc i pozostac…

    Chyba zaczne byc dumny z tego, ze sie stalem Brytyjczykiem, pozostajac Polakiem, jesli tak sie wlasnie sprawy potocza. Jak nie, to bede se w brode co ja posiadam plul.

  261. @Tanaka,
    Była dyskusja, oj była, były konsulatacje społeczne, jak to zwykle w UK bywa, nawet przy znacznie mniej ważących projektach rządowych i nie-rządowych. Ponadto na kilka miesięcy przed referendum, kiedy widać było, że babka ciągle na dwoje wróży w mediach zaczęły pojawiać się ogłoszenia, w których przedstawiano bilans przyszłych zysków i strat, a już przed samym referendum, Cameron wręcz się pienił, zachęcając do głoswowania z pozostaniem w UE.

  262. @Lonefather,
    „Pozostanie po angielsku” – dobre :). Też tak uważam.

  263. NeferNefer
    5 listopada o godz. 20:59

    A na cóż Ci kajecik, skoro wystarczy pudełko od zapałek? 🙂
    I wcale Ci nie zazdroszczę.
    Mistrz wyznaczył standardy:)

  264. jobrave
    5 listopada o godz. 21:38

    Jest mi doskonale wszystko jedno, co pisówki robią ze swoim życiem. Martwi mnie to, co robią z moim.

  265. @anumlik, (5 listopada o godz. 19:18)
    Te słowa Kościuszki
    wówczas to wyposażono w sposób możliwie najbogatszy księży kosztem nędzy ludów
    skojarzyły mi się z katedrą w Łodzi, którą katolickim robotnikom ufundowali niemieccy, protestanccy fabrykanci.
    Nie zrobili tego w trosce o „nieśmiertelne dusze” swoich robotników. Po prostu potrzebowali kogoś, kto trzymałby ich za twarz. Przypominając gdzie jest ich miejsce. Toteż zrzucili się na katedrę dla polskiej bidy. Choć o ekumenii jeszcze wtedy nie słyszano.
    Jeszcze kilka lat temu odprawiano w katedrze ekumeniczną drogę krzyżową. Różne wyznania mogły prowadzić modlitwy, przy kolejnych stacjach, zgodnie ze swoim rytem. Zlikwidował to abp Jędraszewski. Powiedział protestantom, że owszem mogą przyjść, ale nie mają nic do gadania. Będzie po katolicku. Koniec, kropka. I tak się skończyła ekumenia.
    Pan abepe nie potrzebuje protestantów. Polscy katolicy wzbogacili się na tyle, że sami mogą utrzymywać „swojego okupanta”.

  266. @jobrave, z godz. 21:57
    Tchnie świeżością. Na tle woniejących naftaliną komentarzy – może i tchnie. Nie bez przyczyny przywołałem list (seleukos nazwał go – jakże trafnie – „postem” na blogu) Tadeusza Kościuszki, który liczy sobie ponad dwieście lat, a jest dalej tak aktualny, że żadna naftalina konserwować go nie musi. Dorn słowem się nie zająknął (fakt – Sroczyński go o to nie pytał) na temat roli Kościoła Rzymsko-Katolickiego w kształtowaniu polskiej polityki AD 1990- 2016. Wyręczę Dorna cytatem wodza Insurekcji Kościuszkowskiej (przypominam – przeciw Targowicy insurekcjonionej): Księża zawsze wykorzystają ciemnotę i przesądy ludu, posłużą się religią – w co nie możecie wątpić – jako maską, by przykryć swą hipokryzję i niegodziwość swych przedsięwzięć. (…) rząd niezależnie od jego charakteru nie powinien mieć innej religii poza religią Natury.
    I to by było na tyle jeśli idzie o „tchnienie świeżości”.

    Pozdrówka

  267. NeferNefer 21:18
    Nawet mi o tym nie mów. Na samą myśl skóra mi się marszczy na plecach. Wolałbym raczej PiS do Jackowa. Niech im tam urządzają.

  268. izabella
    5 listopada o godz. 21:18

    Ok, poddaję się. Niech nie wracają:)

  269. paradox57
    5 listopada o godz. 22:50

    🙂

  270. (dalej z kanapy)

    anumlik
    5 listopada o godz. 21:23

    No bo przecież 🙂

    a, przypomniało mi się, Dorn może „ma raczej własności starego sera, co to podnieca chore żołądki, ale prosty smak może pobudzić do wymiotów”

    (jobrave, tylko nie bierz do siebie ja chciałam tylko cytatem w towarzystwie zabłysnąć 😉 )

    Jiba
    5 listopada o godz. 22:23

    Jejuny, nawet mi to przez głowę nie przemkło. Ja tu łatam dziury a Ty mi tak 😉 wcale nie chcę, nawet pudełka. Poważka.

  271. paradox57
    5 listopada o godz. 22:50

    PiS do Jackowa! Fantastyczny pomysł 😀
    Ale cały, żeby nie były Dudy w miech.

  272. Dorn sformułował ciekawe spostrzeżenie:
    „Z planu Morawieckiego też nic nie wyjdzie, bo jeśli państwo ma skutecznie wyznaczać kierunki polityki rozwojowej, to trzeba je najpierw uleczyć z magmowatości, czyli nauczyć ludzi współpracy i zbudować zaufanie. Rzeczywistość ma charakter sieciowy i każda władza, która chce coś załatwić, musi umieć negocjować z różnymi elementami tej sieci. Ale to muszą być negocjacje, a nie wydawanie poleceń. Tymczasem trwa wywijanie pałką, rozkazywanie, przymuszanie, odpychanie kolejnych środowisk.”

    Mój komentarz
    „uleczyć z magmowatości, czyli nauczyć ludzi współpracy i zbudować zaufanie”.
    Tacy jesteśmy jacy jesteśmy i Dorn to zauważa.
    A państwo jest takie, jacy jesteśmy. Uleczenie jako jednorazowy akt naprawy państwa nic tu nie da. Społeczeństwo nie może się stać inne z dnia na dzień – poprzez „uleczenie”.

    Kaczyński i Dorn mówią jednym głosem – trzeba uleczyć państwo. Otóż na leczeniu, czy, jak głosi w całej Europie prawica, budzeniu, nie da się zbudować od razu i za jednym zamachem sprawnego państwa.

    Po pierwsze trzeba mieć wizję, która uwzględnia głębokie aspekty kształtowania takiego państwa, co oznacza zależności i powiązania nie jakieś „sieciowe”, co teoretyczni politolodzy lubią głosić i co jest prawdą, ale tylko dla modelu, który przedstawiają, lecz nie jest pełną analizą, ogarnięciem przyczyn i spodziewanych skutków, które mają pójść w kierunku tzw. naprawy państwa w realnych warunkach.

    Państwo z demokracją będą dokładnie takie na dłuższą metę, jakie jest społeczeństwo. Tutaj żadne doraźne budzenie, czy rozplątywanie sieci powiązań, czy też apele do ludzi, na krótką metę nie przyniosą oczekiwanych skutków.

    Wizja, to analiza historii, doświadczeń, tradycji, analiza porównawcza oraz długofalowy plan działania, długofalowe założenia.

    Negocjacje są potrzebne, rozplątywanie sieci również, współpraca rządzących ze społeczeństwem, itd., lecz samo apelowanie, rozplątywanie sieci (układów, jak to nazywa Prezes) oraz współpraca (zwykle werbalna) polityków ze społeczeństwem na jedną kadencję, by przyklepać sprawy, zareklamować się jako dobry wujaszek, odegrać kilka komedii, skontrolować słupki i dobranoc do jutra (do następnej kadencji), to są środki na krótką metę, poprawiające nastrój i samoocenę polityków. Państwo od tego się nie polepszy.

    Nauczenie ludzi współpracy, to zadanie na dziesiątki lat, a nie jak Dorn sugeruje – trzeba nauczyć ludzi współpracy – i będzie dobrze.

    Właśnie dlatego nie jest dobrze a tylko dostatecznie powiedzmy z jakimś małym plusem, że ludzi nikt nie uczył współpracy, oraz ludzie (społeczeństwo) również wzajemnie nie wykazują pędu do uczenia się współpracy.
    A już najbardziej odstręczające ludzi od współpracy jest prowadzenie się partii PiS, dzielenie ludzi na sorty, na resortowe dzieci, czerwoną agenturę i prawdziwych Polaków, którzy nie donoszą na Polskę do UE, itd.
    Gdzie tutaj jest miejsce na współpracę? Kogo z kim? Czy koncepcja tzw. uzdrowienia państwa przez tzw. wymianę elit, to jest uczenie ludzi współpracy? Wspieranie antyspołecznych inicjatyw (filmów, książek), które propagują wrogość, wskazują na spiski i agentury, to jest uczenie współpracy? To jest ta wizja, która PiS wypełnia treścią?
    Pzdr, TJ

  273. @Jiba
    Nic nie zrobią. Nie zdążą – przeminą.

  274. NeferNefer 22:58
    Tu się zgadzam. Najlepiej byłoby dupę w troki i wypad z baru.

  275. NeferNefer, paradox57, Jiba

    Ja tylko chciałam, żeby oni przestali głosować :).

  276. Izabella
    To nierealne. Chyba że Jackowo przestanie głosować na PiS. Wtedy PiS o 2 w nocy przegłosuje ustawę, a Duda o 2:15 ją podpisze.

  277. Albo nawet o 1.45

  278. paradox57
    5 listopada o godz. 23:03

    Przypomniało mi się jak to sobie Skrzetuski Czaplińskim drzwi otwierał, ej, pomarzyć dobra rzecz…:)

  279. bubekró
    5 listopada 19:07
    Różowy jednorożec? Czemu nie. Przy obecnych możliwościach manipulacji genetycznych? Drobny problem może być tylko ze znikaniem, ale i z tym sobie jakoś poradzimy. Jest jakiś pomysł na grant. Jakby co, będę miał na uwadze pomysłodawcę i przyszłego partycypanta.

  280. Po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że znikanie może być w tym całym interesie najmniejszym problemem. Naród mamy zdolny i nie takie rzeczy potrafiliśmy zniknąć.

  281. NeferNefer
    To skoro wspominamy takie miłe rzeczy, warto byłoby dorzucić Andrzeja Kmicica, któren rajców miejskich batożkiem po śniegu kazał przegonić.

  282. paradox57
    5 listopada o godz. 23:19

    Albo
    „i mogę ci jako prywatnemu odpowiedzieć?” a potem co następuje 🙂

  283. Dawno Jutubki nie słyszelim. Wklejam. Bardzo na czasie i stale occurrent, choć piosneczka nagrana w 1981 roku:
    https://www.youtube.com/watch?v=jeGL2K4JN0g

  284. Neferka, bierz pudełko i nie stresuj się. Całkiem fajne zadanie. Napisałam o Mistrzu, bo mi się za nim zasmuciło. Nie obraziłby się, tak myślę 🙂
    A może…
    Kupię jutro pudełko z zapałkami i spróbuję popisać.

    Może wszyscy pobawimy się?
    Co Wy na to?
    Ile treści można zmieścić?

    Wracam do 39, 2 stopnie gorączki. Wiadomo, weekend.

    Poza tym horror ze szkołą jeszcze wg standardów PO, czyli rodzice w amoku między zielnikiem a przedstawieniem jesiennego drzewa, prowadzący dziennik badań nt. doświadczenia z kryształami soli, bo siedmioletnie dzieci w II klasie SP interesują się głównie tym, kto kogo skopie na przerwie, a nie jakieś tam solniczki w słoiczku.

    No i sensacja roku – mamy Misiewicza we wsi.

  285. @anumlik 5 listopada o godz. 23:25

    No właśnie – piosenka była o Gierku. A teraz – pasuje jak ulał.
    Nawet ten „prezes” jakby się proroczo spełnił.

  286. @tejot,
    Wydaje mi się, iż Dorn tym się wyróżnia spośród reszty polityków, że dotrzega i artykułuje to, czego nie chce widzieć ta reszta, a już na pewno nie chce o tym mówić. W niepublikowanej przeze mnie części wywiadu, Dorn mówi o tym, że tylko dwóch ludzi w Polsce „po-ludowej”, miało wizję państwa: Michnik i Kaczyński, były to skrajnie różne wizje. Do czasu, gdy władzę po raz pierwszy objął PiS szło to raczej – z grubsza – po linii Michnika, później dwa lata przerwy i znów, polityka bliższa Michnikowej wizji, z kolei Kaczyńskiego przestała napędzać jego własna wizja, bliski był nawet rezygnacji z czynnego uprawiania polityki, ale dostał potężny impuls do powrotu – pomścić śmierć brata. To go teraz napędza i to go prawdopodobnie zabije, i polegnie razem z PiS, a raczej PiS razem z nim. Dorn zawsze podkreślał, że jest państwowcem, a państwo, żeby było państwem musi mieć jakiś kręgosłup, jakiś nienaruszalny, akceptowany przez wszystkie strony, trzon, coś, co stanowi o trwałości, stałości, ciągłości państwa. W Polsce tego nie ma, a nie ma dlatego ponieważ, każda nowa władza zaczyna od burzenia wszystkiego co zbudowali poprzednicy, bez względu na to, czy było to dobre, czy złe. Nasi politycy za nic mają rację stanu. Dorn to właśnie punktuje, to, że co kadencję, co dwie, następują generalne demolka, zamiast poprawić niedawno zbudowany dom, zachować to, co dobre, leci rozpizducha na całego. Obie strony dokładają wszelkich starań, by nie porozumiewać się nawet w tych najważniejszych dla państwa sprawach, stawać okoniem, choćby dla zasady. To ciągle są grzechy, które w odległej niedawnej przeszłości szkodziły Polsce, czyniło nasze państwo słabym. To się nie może dobrze skończyć. Nawet jak PiS przestanie rządzić.

  287. @ozzy

    Zostan z nami… Gdzie Ty znajdziesz na Swiecie szerokim, takich jak ja chocby, co poza Markiem Knopflerem sluchaja:

    https://www.youtube.com/watch?v=LCUv9W0ViRc

    lub:

    https://www.youtube.com/watch?v=1UPlyQow2rI

    lub:

    https://www.youtube.com/watch?v=nBvtPsHxhQM&list=RDnBvtPsHxhQM

    No i powiedz sam, o szlachetny @ozzy, gdzie u diabla Ty znajdziesz taka zbieranine, jak my tu na blogu ateistycznym? No gdzie, Ty spotkasz takiego jak ja chocby co pasjami slucha Czarodziejskiego Fletu i Lucy In The Sky?

    No gdzie?

    A o Wysockim z jego 500 „za” i 500 „przed”, to juz z litosci nie wypominam.

    Ale… Bo Kurde balans, zawsze jest niestety jakies „balans”, to jesli ostatecznie sie okresliles…

    To ja
    lonefather
    mowie
    DZIEKI OZZY, ZE BYLES… I, ZE PISALES … NA TYM BLOGU !!!

    lonefather

  288. @tejot 5 listopada o godz. 23:00

    Współpracy (pracy w grupie) i tolerancji dla inności trzeba uczyć DZIECI. Od przedszkola. Dorosłych – sztuki negocjacji, formułowania celów, uzgadniania stanowisk. Skutecznej komunikacji – również. To są (przynajmniej częściowo) wyuczone umiejętności, które nie spadną ludziom z nieba. O wzajemnym zaufaniu już nie wspominam – i nie promowałabym go za wszelką cenę. To jest coś, co w społeczeństwie albo jest, albo nie.

    Kiedyś spotkałam zawodowo jakąś polską delegację – ludzie z tej samej branży, z różnych miast. Zaproszeni w konkretnym celu. Gdy zaczęli dyskutować, prawie skoczyli sobie do oczu. Było to poniekąd żenujące. A potem któryś z tych Polaków powiedział mi, że i tak jest postęp – kilka lat wcześniej przy podobnej okazji prawie się pobili – na oczach gospodarzy. Gdyby ktoś ich nauczył podstawowych korporacyjnych umiejętności… Przecież to im nie spadnie z nieba.

  289. @Paradoxie (cudnie zadomowiony 😀 ) do znawcy i ewentualnego współtoastowicza toastu z okazji trzeciej rocznicy urodzin mego wnuka – Wiedeńczyka par excellence – mam pytanie. Co na tak znakomitą okazje nadaje się bardziej: Gentleman Jack z destylarni Jack Daniel, którego dostałem w prezencie od Amerykańca, być może przyszłego zięcia – dla mojej najmłodszej (kręci nosem, ale ja – i żona – nie mielibyśmy nic naprzeciw), czy nalewka z czarnego bzu, która liczy sobie więcej latek niż wnuk, a która aż się uśmiecha do takiego toastu. Odpowiedź przed północą, plizzz, bo jutro to już nie będzie nastroju.

    Poleję szczodrze wszystkim obecnym blogowiczom 😀

  290. Ozzy, wróć!
    Pomijając wszystko inne, z kim Ci będzie tak źle jak z nami?
    Blog bez Ciebie będzie NIEKOMPLETNY!

  291. Polewam patriotycznie – polską czteroletnią bzówką. Prost! O bogowie, jaki smak.

  292. Anumlik

    Wybacz spóźnienie, ale widzę, że dałeś sobie doskonale radę i bez moich podpowiedzi. Mimo to pozwolę sobie napisać to, co i tak bym napisał.
    Zdecydowanie to co otworzyłeś. Porządne owoce czarnego bzu, z pietyzmem zebrane i zalane spirytusem produkcji polskiej (ewentualnie ukraińskiej, bo od jakiegoś czasu tenże w modzie ze względu na taniość).
    A ten gentleman. Cholera, nie wiem jak to napisać, żeby zaprzyjaźnionego z Tobą Amerykańca nie urazić. Dobra, tak. Jak potrzebuję zaprawić czymś mięso do duszenia, zwłaszcza wieprzowinę, to wyciągam flaszkę takiego Jacka czy innego pluskwiaka i wlewam mniej więcej hojnie. Potem i tak się to na patelni wysmaży i zredukuje. Na wszelki wypadek nie mów mu tego, bo jeszcze gotów się zrazić z powodu takich znajomych. A flaszka dana ze szczerego serca i pewnie jeszcze uważa, że to dobre.

  293. Na marginesie
    5 listopada o godz. 23:53
    Mój komentarz
    Popieram w całej rozciągłości Twoje zdanie o nabywaniu umiejętności współpracy, co jest pięta achillesową polskiego społeczeństwa – umiejętność współpracy i umiejętność uczenia się jej oraz potrzeba uczenia się. Krajanie są do dzisiaj ludźmi typu – nie będzie nam nikt dyktował, jak mamy postępować, nie będzie nikt nas pouczał, myśmy Francuzów uczyli widelcem jeść.
    Tę dumę narodową widzimy na co dzień w wydaniu elitarnym, gdy załączając TV natykamy się na dyskusję polityków. Nawet dwoje polityków nie przejdzie gładko przez argumentację, tylko jak w Trylogii Sienkiewicza – bacikiem, kijaszkiem go. Dałaś przykład braku umiejętności współpracy.

    Krajanie w większości nie pojmują takiej prostej rzeczy, że empatia nie jest tym samym, co sympatia, a kooperacja, to nie jest to samo, co przeciąganie liny. Tych prostych prawd należy nauczać od przedszkola.
    Pzdr, TJ

  294. Inna sprawa, że u mnie czteroletnia nalewka to straszny młodziak. Co prawda na wszelki wypadek dołuję swoje wyroby w piwnicy i przywalam stertą różnych rzeczy. A do spożycia na szybko to jedynie porterówka. Tej wystarcza pół roku.

  295. Hmm, Wiedeńczyk.
    Może tak?
    likier Fischer’s Wiener Blut
    Ale o tym trzeba było wcześniej pomyśleć.

    Ewentualnie, z powodu takiej a nie innej pory roku i coraz chłodniejszych wieczorów:

    Stroh

    Tylko nie amerykańskie bimbry

  296. Informuję, że też jestem emigrantem.
    a) Od ok. 10 lat moim podstawowym radiem jest RMF Classic, dla którego porzuciłem Trójkę – najpierw ze względu na nachalne reklamy, a później – pierwszy zarząd PiS, który zrobił z niej Trujkę. I tak mi zostało.
    b) Od wielu lat nie mam telewizora – bardzo pomogło przejście na sygnał cyfrowy, wystarczyło wyrzucić odbiornik analogowy i nie kupować nowego.

    Nie wiem więc, co się w kraju dzieje, co zastąpiło Idola, Tańce z Gwiazdami, Plebanię. Czy ja jeszcze mogę głosować, czy jestem Polakiem?

  297. Zapytam nieśmiało czy jd to ruda wóda na myszach?

  298. Informuję Nefcię, że prawdziwego emigranta poznaje się po tym, że poczucie wolności i równości odzyskuje, szczając do dworcowego pisuaru, gdyż przed pisuarem każden równym jest. Emigrantki mają więc przerąbane, nie dostąpią emigranckiej nirwany.

    To byłem ja, Stanisław Mrożek.

  299. @NeferNefer
    5 listopada o godz. 22:58

    „Kurs na Jacków” – dobry temat na program w TVP

  300. NeferNefer
    Na myszach, na pluskwach, co komu przyjdzie do głowy i co ma akurat pod ręką. Zresztą sam nie wiem, co oni tam do tego bimbru dolewają.

  301. Płynna Rzeczywistość
    6 listopada o godz. 0:36

    No i teraz nie wiem czy się śmiać czy płakać 🙂 🙁

    bubekró
    6 listopada o godz. 0:38

    A może „Jacek na Kursk”?

    ***

    Jak zwykle, głosem Kobuszewskiego powiadam

    Dobranoc Państwu

  302. Płynna Rzeczywistość 0:32

    Jesteś całkiem na bieżąco. Tańce, Idole. Tylko Plebania nam się rozrosła niebywale.

  303. @paradox57
    5 listopada o godz. 23:17

    Aaa, tak łatwo się nie da. On ma być znikający permanentnie, a nie zniknięty. Wolałbym jednak partycypować w rodzimoniewierstwie.

  304. jobrave
    5 listopada o godz. 23:48

    Mój komentarz
    Z grubsza podzielam Twoje zdanie o wypowiedzi Dorna, tak gdzieś w 55 procentach.
    Nie podzielam natomiast jego koniunkturalistycznej teorii o tym, że w Polsce były tylko dwie osoby, które miały wizje – Michnik i Kaczyński. To jest taka forma u domyślnego usprawiedliwiania się, dlaczego Dorn szalał z Kaczyńskim w PiSie (łżeelita, wykształciuchy i inne kwiatuszki dornowego słowotwórstwa, nienawistnego, podżegającego, niszczącego kulturę polityczną). On tym tłumaczeniem chce powiedzieć, że nie szalał, tylko przychylił się do jednej z dwóch wizji. A wizje były tylko dwie, więc gdzie miał pójść.

    Otóż Dorn jak najbardziej był współtwórca wizji Kaczyńskiego, on się przyłączył do niej, on ja podgrzewał, współtworzył. On się nie przyłączył do Kaczyńskiego, bo tak się złożyło z tymi tylko dwiema wizjami na krajowym podwórku politycznym. On się przyłączył dlatego, bo przy boku Prezesa, to było optymalne miejsce dla kontynuowania kariery, a posiadanie wizji przez Kaczyńskiego było elementem do rozegrania.

    Dorn po prostu wziął i przyłączył się koniunkturalnie do tej wizji, pielęgnował ją i podgrzewał dokładnie tak samo koniunkturalnie, jak teraz pielęgnuje antywizję z Kaczyńskim w roli niespełnionego przywódcy i mściciela tragedii smolenskiej.
    Pzdr, TJ

  305. @NeferNefer
    6 listopada o godz. 0:41

    Kurs na Jacków
    Jacek na Kursk
    Ziemia dla ziemniaków
    Pałeczki do buddyniu

  306. Tanaka
    5 listopada o godz. 21:21
    Dzięki za zaproszenie i dobre słowa. Postaram się rozgościć, choć z natury jestem słomiany ogień.

    jobrave
    5 listopada o godz. 21:40
    A jak nie pokojowego, to już na pewno z literatury. Cóż za głębia myśli, i strumień świadomości godny Joyce’a. Udało Ci się wbić kilka szpilek jednym krótkim zdaniem. Podziwiam, ale zignoruję :).

  307. To i ja się pożegnam. Wypiwszy zdrowie wnuka anumlikowego nie tyle bzówką, co dziadem z babą.

  308. @izabella
    6 listopada o godz. 0:45

    W takim razie będziemy się starać, aby słomy nie zabrakło.

  309. @@paradox, NeferNefer
    Strohemem to se wytapetuję (nie powiem co, ale to na dłuuuugie rzyganie), Fischer’s Wiener Blut bez Sachertorte o tej porze nie wchodzi (może by i wszedł, ale rano… o, ho, ho i jeszcze trochę!). Pozostanę przy bzówce. Nic to, że czteroletnia dopiero, ale mocy po czystym, polskim, kartoflanym, kilka razy rektyfikowanym spircie, nabrała.

    Neferko, ta ruda wóda, to tennessee’ówka – kukurydzianka dwukrotnie przez trzymetrową warstwę klonowego węgla drzewnego przepuszczana. Takiej nie piłem. Szczególnie samotnie. Baby mnie opuściły (bo ktoś musi – no, q…rva, musi) zostać z kotami. Jedna na urodziny wnuka pognała do Wiednia, a druga Amerykańcowi Trójmiasto pokazuje. Ot, słomiany wdowiec z gorzałkami na pocieszenie pozostał. Chyba dam se seczego 😀

  310. anumlik,

    Wypowiedź Wodza Insurekcji Kościuszkowskiej przeczytałem w o l n o trzy razy.

    Mimo wnikliwej i mądrej oceny
    chorobowego zjawiska, nie udało się znaleźć na nie skutecznego antidotum przez następne pokolenia Polaków.

  311. Pije „czysto”, choc po dziadku jestem nie tylko milosnikiem, ale i wytworca nakewkowym. Ale tak nawijacie, tak gadacie, tak piszecie, ze „pije czysta, przeczysta”.

    pappatki
    yours lonefather

  312. @Rosa91b
    Jedyna rada (na dzisiejszą noc), to dać se seczego.
    @Lonek, też Ci dobranockuję 🙂 Na czyst(ą)o 😉

    Wszystkim innym też. Pora na @Orteqa 😀

  313. Jak pora to czas, anumliku. Daje odpor

    Na marginesie – 23:55. Oraz inni zawywacze na puszczy

    „Ozzy, wróć! Pomijając wszystko inne, z kim Ci będzie tak źle jak z nami? Blog bez Ciebie będzie NIEKOMPLETNY!”

    Przestancie „wy” sie mizdrzyc do ozzy’ego.

    On mial swoje judeo-teoistyczne zadanie do spelnienia na blogu ateistow. Jesli uznal ze chwatit’ tego spelniania, to co wy fcecie od nieboraka?

    Owszem, sympatyczny osobnik to jest. Ale pozwolmy mu pozostac takowym w naszej drogiej pamieci!

    Oprocz tego, co fair is fair. Jesli deserter, dzisiaj wierny wyznawca SJ, czy inni aateisci, ciesza sie KRYTYCZNA UWAGA na blogu ateistow, to dlaczego nie zastosowac takowej KRYTYCZNOSCI w stosunku do ozzy’ego? Czemu nie rzucic mu pod nogi tego i owego z Tory?

    Tak prawde powiedziawszy, ozzy sie doprasza o wyjecie go ze wsobnosci hodowlanej JEDNOLITEGO blogu ateistow. Bo on jest inaczej genetycznie uwarunkowany, jak sie wydaje.

    Ozzy nie zyczy sobie byc inbredem ateistow

  314. Niektorzy z nas, niedowiarkow boziowych, nawet nie zdaja sobie sprawy z tego, iz my, na tym blogu, jestesmy pewnym WYNATURZENIEM religijnym.

    Ta niedowiarskosc bozina. Skad jom naslano na nasz umeczony kraj? Czy na nasz umeczony blog?I dunno

    Ale nie tylko koniecznie o polkatolskie wynaturzenie religijne tu siem rozchodzi .

    O jakie jeszcze wynaturzenie religijne siem rozchodzi jesli siem rozchodzi o niedowiarstwo boziowe blogowych osobnikow?

    To temu zagadnieniu powinien byc poswiecony nastepny wpis na tym NAJCZESCIEJ KOMENTOWANYM blogu „Polityki”

  315. „Ozzy nie zyczy sobie byc inbredem ateistow”

    Jesli ktos tego nie wylapal. Jesli nie panial, to jego strata

  316. 316 komentarzy praktycznie, w jeden i troche dnia. Czy taki fenomen kiedys zaistnial na jakimkolwiek blogu „Polityki” ?

    Zeby wyrownac co nieco statystyki postow versus wpisy, proponuje komentatorom tymczasowe odwelcowanie siem od tego tutaj blogu.

    Sam siebie nie plasujem ja ani tu ani tam. Bo ja mam calusienka noc do przespania. Zanim wyrusze na lotnisko. W afrykansko podroz kilkotygodniowo siem udajonc odwaznie

  317. izabella
    6 listopada o godz. 0:45

    jobrave
    5 listopada o godz. 21:40
    A jak nie pokojowego, to już na pewno z literatury. Cóż za głębia myśli, i strumień świadomości godny Joyce’a. Udało Ci się wbić kilka szpilek jednym krótkim zdaniem. Podziwiam, ale zignoruję :).
    ———————————–
    Być może mylisz mnie z kimś – blog mi świadkiem, że nigdy, przenigdy nie udało mi się zawrzeć tego, co chciałem przekazać, w jednym zdaniu, a tym bardziej krótkim. Np. na opisanie tak nieskomplikowanego narzędzia, jakim jest młotek, potrzebuję około 100 zdań, ponadto, gdy cokolwiek piszę, to zawsze dzieje się tak, że w połowie pisanego przez siebie tekstu, zapominam, o czym zamierzałem napisać, więc piszę o czymś zupełnie innym, znakiem czego na Twój podziw absolutnie nie zasłużyłem.
    Co się tyczy pokojowego Nobla dla Trumpa, to ironizowałem, tyle że zapomniałem opatrzyć to zdanie emotikonem „smile”, więc wyszło na to, że ja tak na poważnie…chociaż…kto wie, bo przecież skoro Obama Nobla otrzymał, a wcześniej Roosvelt – też nie wiadomo za co, to dlaczego nie Trump?

  318. Lyrics for Płytki dół by Maciej Maleńczuk & Psychodancing
    Może lekarsta, a może gaz?
    Jeśli się nie uda, spróbuję jeszcze raz.
    Może o próg, a może o stół?

    Maciej Maleńczuk & Psychodancing

    Później wykopię gdzieś płytki dół.
    Mętlik mam w głowie, jeszcze nie wiem co powiem.
    Trzeba coś wymyślić wtedy nikt się nie dowie.
    Jakoś to będzie w tym względzie na komędzie.
    Z moimi warunkami poradzę se wszędzie.
    Może lekarsta, a może gaz?
    Jeśli się nie uda, spróbuję jeszcze raz.
    Może o próg, a może o stół?
    Później wykopię gdzieś płytki dół.
    Może wypadek, a może upadek.
    Ważne by nie był przy tym jaki świadek.
    Może wysoki, tajemniczy pan?
    Może ułożę sobie taki plan?
    Z tyłu zadał cios to był dla mnie wstrząs.
    Wysoki miał wzrost i być może wąs.
    Jakoś to będzie w tym względzie na komędzie.
    Z moimi warunkami poradzę se wszędzie.
    Może lekarsta, a może gaz?
    Jeśli się nie uda, spróbuję jeszcze raz.
    Może o próg, a może o stół?
    Później wykopię gdzieś płytki dół.
    A kiedy wszysto wspaniale się uda, założę stringi i odsłonię uda.
    Wyrwę się wreszcze z życiowego bagna.
    Na tę dzielnicę, to ja jestem załadna.
    Trochę to wszystko wygląda złowrogo.
    Może zatańczę jeszcze w klubie GO-GO.
    Zmienię wizerunek i poszukam stylu.
    Wysokich panów wszak w koło jest tylu.
    Może lekarsta, a może gaz?
    Jeśli się nie uda, spróbuję jeszcze raz.
    Może o próg, a może o stół?
    Później wykopię gdzieś płytki dół.

  319. Stanowczo protestuję przeciwko ubierania w te paskudztwa wszystkich opozycjonistek! 🙂
    Kaczmarskiego i innych słuchało się w koszmarnych technicznie nagraniach na kasetach, wtedy wszystko co w jakiś sposób było przeciw, bardzo się podobało ( vide Pietrzak). Mnie też, nie wyprę się. Ale jak kiedyś robiąc porządki włączyłam stare kasety to mnie zatrzęsło – rany, jakie to denne i jak mi się to mogło podobać? Atmosfery zabrakło, tego poczucia wspólnoty którego spoiwem byli ci wszyscy twórcy. Czasem szkoda tego poczucia wspólnoty, nie uważacie?

  320. @ izabella
    5 listopada o godz. 21:18
    @Jiba
    5 listopada o godz. 19:50

    Całkowicie się zgadzam. Ja nie głosuję, bo uważam, że to nieuczciwe, kiedy na wybory wpływ maja ludzie, którzy praktycznie nie są już Polakami – żyją od lat w innym kraju, mają tego kraju obywatelstwo, nie zamierzają wrócić do Polski i z Polską łączy ich właściwie tylko to obywatelstwo. Ciekawe coby wybrali, gdyby tak musiało być tylko jedno… Ja wiem.
    Inaczej trochę wyglądają te sprawy w Europie, zawsze jest jakaś szansa na powrót, ale uważam, że glosować powinni w kraju zamieszkania jeżeli mają jego obywatelstwo.
    Lecę czytać dalej…

  321. Ewa-Joanna
    Jasne że szkoda.

  322. jobrave
    5 listopada o godz. 22:08

    Jeśli dyskusja była, jak piszesz, to – patrząc z perspektywy czasu po wyniku referendum, nie znosi pytania o to, o czym ona była i na ile pogłębiona oraz przyjęta do poważnego rozważenia przez każdego posiadacza prawa głosu.
    Dopiero „po” – jak widać – Brytyjczycy zaczęli się zastanawiać, co właściwie zrobili i zaczęły do nich docierać wieści o poważniejszych i głębszych skutkach tego, o czym zdecydowali. Jakby zaczęli przecierać oczy. Stąd też zasadność pytania o to, na ile rzetelna, pogłębiona i wywołująca namysł była to dyskusja. Dyskutować można na okrągło, zupełnie bez efektu. To zresztą jedna z metod spędzania czasu, dla niektórych miła,dla innych męcząca: gadać, gadać, gadać i wyjść ztego z niczym, albo wręcz ze złością, że każdy gadacz bredził.

    Dyskusje albo generują synergie poszczególnych osób prowadzące do wspólnych mądrych decyzji, albo wywołują efekty przeciwne.

  323. tejot
    5 listopada o godz. 23:00
    Stawiasz trafne pytania i trafnie widzisz problemy. Dorn opowiada dyrdymały, gada coś, co nie ma pożywnej treści, jest tylko celulozą. Kaczyński i cała polska pisoidalność nie miała, nie ma i nie będzie nigdy mieć na celu „nauczyć ludzi współpracy i zbudować zaufanie”. O się sprzeciwia kanonicznym zasadom mentalnym i operacyjnym PISu. Natomiast gadają i będą gadać o jakiejś „wspólnocie” i „potrzebach”, że ma być razem” – stosując taką i podobną frazeologię, która za wyłączny cel ma omamić, oszukać i podporządkować celom PISu ludzi, a dokładniej – właściciela PISu. PIS, co jest całkowicie jasne, to wódz-właściciel, aparatczycy-lokaje, oraz szara masa, a wszyscy z nich są własnościa wodza PISu.
    Celem PISu, niespecjalnie nawet skrywanym, jest ulepienie „prawidłowego Polaka”. Ma to być człowiek zrobiony pod ideologiczny strychulec. Nie ma to nic wspólnego z nieodzownymi zasadami kształtowania się człowieka pełnego: wolności, swobody dostępu do wiedzy i korzystania z niej, podejmowania własnych wniosków i nimi się kierowania, swobodnej krytyki i niezgody na żadne presje, przymusy, szantaże, wykluczenia, w pełni równego i demokratycznego wzajemnego traktowania, itp.
    Wykluczone jest więc jakiekolwiek „edukowanie”, „uczenie”, budowanie wzajemnego zaufania”. Te pojęcia kryją w sobie ich przeciwienstwo, którym rządzi się mentalność i praktyka pisoidów: „edukacja” to propaganda, „uczenie” to tresowanie, „budowa zaufania” to tworzenie ścisłych kręgów lojalnych wykonawców woli właściciela i wykluczanie wszystkich mających inne zdanie.

  324. Ewa-Joanna
    6 listopada o godz. 9:30

    Poczucie wspólnoty jest – wzasadzie – fajne i cenne. Treść tamtej wspólnoty już nie była taka jasna, ale niech będzie: „coś było” – wspólnotowego.
    Ta wspólnotowość zarazem miała taką moc sprawczą, że ubierała dziewczyny w worki, kazała słuchać okropności, zachwycać się okropnymi facetami i nabijać sobie gowy okropnymi wyobrażeniami.
    Tym cenniejsze były dziewczyny dla siebie własne, indywidualne, „niewspólnotowe”, jedyne-takie.

  325. anumlik z 5 listopada o godz. 20:53

    @anumliku,
    Jak mialbym wieszczowi odebrac palme?

    Wieszcz wieszczy o „ostatniej desce krolewskiego ratunku”, o czym ja sie nawet nie zajaknalem, wiec sie nie bede wcinal pomiedzy wieszcza i Krolowa. Przysiegam i jestem gotow zlozyc ta przysiege przed Supreme Court, ze wieszczba o Krolewskim zatrzymaniu UK w EU, gdy juz wszystko inne zawiedzie, wyszla z Twojej klawiatury, o ile jej wczesniej nie wywieszczyles werbalnie.

  326. @anumliku

    I tylko drobiazg tytulem uzupelnienia obrazu. To Ty jestes wieszczem, a ja jestem tylko „spekulantem”, bo spekuluje w obszarze mozliwosci i przeczuc, z racji szczuplosci wiedzy posiadanej w temacie zarowno BREXIT’u, jak i tego co uczyni Elzbieta II i czy bedzie to zlamanie ponad 400 letniej tradycji.

    A co do ostatniego, to spekulacja wyglada tak:

    Jedynym elementem angielskiej mentalnosci, ktorego jestem niemal na 100% pewny, jest szacunek bezwzgledny dla tradycji… Dalej to juz sam wiesz, co nie? No chyba, ze w wieku 90 lat Krolowa wejdzie na sciezke rewolucyjna i zlamie 400 lat tradycji.

    Ech !
    Przyszlo nam zyc w ciekawych czasach. Co nie?

  327. Tanaka, wizja państwa, jaką rzekomo posiada Kaczyński (wg Dorna), to zbiór narodowo-romantyczno-zamordystycznych klisz od Sasa do lasa, których nie da się zestawić w spójna wizję, lecz doskonale da się nimi żonglować, szermować.

    Prezes sadzi, że upartym szermowaniem tych oddzielnych konceptów, wyjmowanych ze składzika dziewiętnastowiecznych narodowo-demokratycznych idei, da się jakoś krajan przekonać, pociągnąć za sobą, a jak nie, to zblatować lub przymusić i w końcu Polska będzie prawdziwie suwerennym, silnym samodzielnym państwem, przy czym we mgle prezesowego myślenia samodzielne państwo, to takie, które nie da sobie w kaszę dmuchać nikomu, nawet traktatowym sojusznikom, co najwyżej mogą się oni uczyć od nas demokracji i posługiwania się widelcem, bo na tyle stare i doświadczone jest to państwo nasze, że nie będzie Niemiec pluł nam w twarz.

    Jeśli chodzi o uczenie przez PiS współpracy we wspólnocie, to po pierwsze wspólnota wg Kaczyńskiego, to jedynie słuszni na czele, a reszta za nimi, a współpraca, to działanie w interesie państwa i narodu, interesie, który definiują jedynie słuszni wybrani przez suwerena.
    W takim państwie wspólnota jest kategorią ważną, lecz najważniejszą jest porządne rządzenie sprawowane w imieniu ludu i dla ludu przez oświeconych.
    Demokracja nowego typu, jak to orzekał kilka razy jej czołowy głosiciel i realizator – Orban. Putinowska Rosja jest pewnym wcieleniem takiej demokracji.
    Pzdr, TJ

  328. Ewa-Joanna
    6 listopada o godz. 10:37

    Jak dożyję w dobrym zdrowiu do emerytury to wracam, mieszkanie mam i cały czas płacę. Tutejszego obywatelstwa nie mam i nie potrzebuję. I nie chcę leżeć (a raczej stać w wazoniku na półce) na obczyźnie.

  329. Tanaka
    5 listopada o godz. 21:51

    Tanako,
    Torysi zaplatali sie w pulapke zastawiona przez Camerona na Borysa. Na poziomie werbalnym Borys jezdzil jak dziki po Cameronie, Cameron wplatywal Borysa, a poziom merytoryczny byl w ulotce, ktora Rzad Jej Krolewskiej Mosci rozeslal do wszystkich brytyjskich domow. Ulotce, ktora rzeczowo pokazywala ile UK wplaca, a ile dostaje i co zawdziecza UK temu, ze jest w EU.

    Tresc zawarta w ulotce w moim odczuciu nie wywarla nalezytego efektu, to znaczy nie ona stala sie osia dyskusji, a odczucia jakie naplyw imigrantow wywolal wsrod Brytyjczykow. Tak wiec dyskusja, owszem byla, ale jej przedmiotem bylo nie to co powinno. To co powinno byc, dopiero teraz sie przebija i skutki przebicia sie zaczynaja przynoscic efekty. Przebicie sie, okazalo sie mozliwe dopiero wtedy, gdy opadly emocje.

    Pdobnego efektu w umeczonej sie niestety nie spodziewam. W umeczonej dyskusja powszechna sprowadzi sie do +500, czy „trumienkowego”, czyli tego co jest konkretem finansowym. Ale mozliwe, ze nie doceniam i obrazam rodakow niedocenieniem. Zreszta swoje przewidywania w tym obszarze wole przekazywac w Kontrrewolucji, gdzie moge sobie pozwolic na nieco wieksza swobode wypowiadania sie.

  330. lonefather
    6 listopada o godz. 12:28

    Właściwie potwierdzasz mój ogląd z zewnątrz. Ulotka nie jest przecież „dyskusją”, obywatele nie kondensatem liczb i faktów sie kierowali, nie namysłem nad tym, czym jest UE w sferze także nieekonomicznej, ale raczej sentymentem antyimigracyjnym; całość była nie tyle racjonalnym rozważaniem poważnej sytuacji mającej kolosalny wpływ na przyszłość w bardzo długiej perspektywie (jak się raz wyjdzie z UE nie da sie za parę lat wejść znowu), ale w dużej mierze rozgrywkami między Cameronem a Johnsonem, aś jeśli, jak piszesz, „dyskusja była, ale jej przedmiotem było nie to co powinno” – to znaczy, że dyskusji po prostu nie było. Dyskusja na temat łowienia ryb, sklejania modeli okrętów, focenia ptaków na Orkadach, wywożenia śmieci z City i tak dalej, nie jest dyskusją na temat wspólnej Europy i tego, czy się z niej wypisać, czy nie i dlaczego. Wszyscy się, zapewne, bardzo nagadali, ale niewiele omówili.
    Polska nijak się nie ma nawet do dyskusji nie na temat, bo w ogóle nie ma żadnej dyskusji. Jak wiesz, jedyna metoda zastępcza jest taka, jak zaprezentowała część kobiet: wyjść na ulicę i głośno krzyczeć o tym, o czym odmawia się im prawa (i całej reszcie) dyskutować.

  331. NeferNefer
    6 listopada o godz. 12:28

    To jest najwidoczniej organiczna właściwość takiego mięczaka, że jak przemówi, to zaraz w tym brzmią ohydne i fałszywe nuty.

  332. Tanaka
    6 listopada o godz. 12:49

    Zmanipulowany odtwarzacz plików dżwiękowych.

  333. tejot
    6 listopada o godz. 12:11

    Dorna w całości jeszcze nie czytałem, bo jak tego rodzaju typ coś gada, to wiem, że krzywo gada. Więc jeśli w ogóle czytam, to dla porządku rejestracyjnego, oraz w celach badawczych: rozpoznawania ludzkich skrzywień w głowach osób inteligentnych. Dorna sobie poczytuję po kawałku. Jego twierdzenie o wizji, jaką rzekomo posiada Kaczyński oceniam tak samo jak Ty – ściema robiona dla własnej korzyści.
    Kaczyński nie jest zdolny do posiadania jakiejkolwiek wizji odpowiedniej dla państwa w perspektywie nastepnych 50 lat, które funkcjonuje w coraz bardziej złożonej rzeczywistości. Jego wybrażenia o państwie, o sferze publiczej i o sferze osobistej: ludzi, ich postaw, wyobrażeń, wartości, celów życiowych, wspólżycia w społeczeństwie, wsród społeczeństw i państw sąsiednich, w przestrzeni globalnej, to totalne, anachrorniczne, brednie.
    Czytam np. brednie Dorna o „wizji” Kaczyńskiego: „poparliśmy plan Balcerowicza, ale banki powinny być polskie…” To czysty idiotyzm – plan balcerowicza jako jeden z fundamntów potraktował pieniądz, finanse i banki. Pomijam tu kwestię tego, na ile Bacerowicz miał rację, ale jeśli się ktoś nie zgadza „w sprawie banków”, to sie nie zgadza z planem Balcerowicza. Co więcej, Balcrowicz na okrągło powtarza, że im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej. Miał juz wielkie pretensje do PO, że za dużo tego państwa trzymała, choć PO ideowo jest nieskończenie bliżej Bacerowicza niz PIS, który jest zaprzeczeniem Balcrowicza.

  334. NeferNefer
    6 listopada o godz. 12:56

    Otóż to – radyjko, na kryształkach. Kryształkiem jest „pierwsza dama”, co siedzi cicho, bo „nie da się zmanipulować” jest to więc kryształek ozdobny: Svarovski w klapie, co i tak lepsze od broszki ciążącej manekinowi, zaś dźwiękoproducent to po prostu pudło rezonacyjne.

  335. Inna ciekawostka z życia KK.

  336. @Orteq 6 listopada o godz. 5:30

    Piszesz tak:
    „Oprocz tego, co fair is fair. Jesli deserter, dzisiaj wierny wyznawca SJ, czy inni aateisci, ciesza sie KRYTYCZNA UWAGA na blogu ateistow, to dlaczego nie zastosowac takowej KRYTYCZNOSCI w stosunku do ozzy’ego? Czemu nie rzucic mu pod nogi tego i owego z Tory?”

    Odpowiedź: Orteq, czy Ty naprawdę nie rozumiesz, o co biega? Przeczytałam co najmniej kilkadziesiąt komentarzy ozzy’ego. Kilka razy wymieniliśmy się poglądami. W pierwszym kontakcie wręcz odmówił dyskusji ze mną – bo raził go mój zbyt kolokwialny styl wypowiedzi 🙂 Potem odbyliśmy kilka przyjaznych rozmów na tematy rozmaite.

    I nigdy (teraz uważaj!) NIGDY nie pobudził mnie do zastanowienia, czy jest katolem, jehowcem czy hinduistą. Po prostu nie było tej kwestii.

    Jak możesz porównywać akurat jego (bez względu na wyznanie!) z kimś, kto wchodzi na forum głównie po to, żeby je zasypać paździerzowatą religiancką treścią? Albo promować jakieś teorie psychologiczne spłodzone przez katolickiego teologa? Albo (to moje ulubione!) regularnie przywalać ateistom za to, że są ateistami? Albo pouczać ich, że powinni mieć głębokie zrozumienie dla CUDZEGO religianctwa, bo jak nie to… udowodni z Frommem w ręku, że tacy niekoszerni ateiści są… niedojrzali? Albo cytować katolickiego publicystę tokującego, że ateiści odpadają w dyskusji z religiantem?

    Oczywiście, że w Umęczonej KaKa bardzo aktywnie promuje model „dobrego” ateisty, któremu można napluć w nos za ateizm, a on będzie udawać, że deszcz pada. Oczywiście, że w Klechistanie jest PARAGRAF przewidujący kary więzienia za obrazę… „uczuć religijnych”. I wystarczy opublikować wizerunek Jezusa z wykrzywioną buzią żeby zostać oskarżonym i wleczonym po sądach za obrazę domniemanego majestatu. Ten paragraf – to ewenement i wstyd dla kodeksu karnego.

    Ale tu przyhamuję, mówimy o ozzym. Nie wiem, jakie zaszłości przeżywała blogowa stara gwardia i o co tutaj się kiedyś kłócono. Nie jestem nawet pewna, czy chcę wiedzieć. Ale w kwestii ozzy’ego – moim zdaniem po prostu nie masz racji.

  337. @Jacek Kowalczyk 6 listopada o godz. 14:57

    Dziękuję! Historia z Rwandy. Polscy „ojcowie” (nie pamiętam nazwy zgromadzenia) przy śniadanku omawiają grożące niebezpieczeństwo – sytuacja na zewnątrz grozi masakrą. Pada decyzja – będziemy chronić konsekrowane hostie. Do ostatniego tchu! Bohaterscy ojcowie pełnią dyżury przed tabernakulum – na które nikt nie dybie. W tym czasie bojówki pod drzwiami klasztoru mordują LUDZI. Tak było…

    W świetle praw panujących wewnątrz KaKa znieważenie wafelka to STRASZNA zbrodnia. Znieważenie dziecka – to zgoła nic. Tak wynika z ichniej hierarchii wartości. I takie właśnie „wartości” wpaja się młodym adeptom seminariów.

    Co do „nadprzyrodzonego” statusu „kapłana” – musiałabym odszukać cytat. Nie tak dawno net obiegła przemowa Stefana Wyszyńskiego – „sam Bóg oddaje się w ręce kapłana” – „przychodząc na jego wezwanie” – a w domyśle: stoicie wyżej od (wydumanego) Boga. A cóż dopiero od podległej wam TRZODY. W tym jest logika, wbijana ludziom do głów.

  338. A propos ciekawostki Redaktora Kowalczyka.

    No cóż, przypadki tego typu zachowań zdarzają się nawet w najbardziej wysublimowanych etycznie i estetycznie towarzystwach, że o dokonaniach ateistycznej socjety wieku XX-tego nie wspomnę.

    Przez skromność i układność to czynię.

  339. Jacek Kowalczyk
    6 listopada o godz. 14:57

    Owszem ciekawostka. Ale jeszcze wieksza ciekawostka bedzie to, czy teraz do akcji wkroczy Pan Prokurator Generalny i Ministrant Sprawiedliwosci.

    Przyznam sie, ze sie zdziwie bardzo jesli nie wkroczy i nie przywola do porzadku szamotulskich sedziow. No bo jak mozna posadzac ksiedza o to, ze sie z prawda rozmija twierdzac, ze zarabia tylko 2500 zl miesiecznie? Jesli sad ma podstawy powatpiewac, to powinien skierowac do prokuratury wniosek z podejzeniem popelnienia przestepstwa oklamania Sadu i przedstawienia falszywych dowodow. Czyz nie? Bo jesli nie skierowal, to znaczy sam sad popelnil przestepstwo ukrywania przestepstwa. Czy jakos tak… W kazdym razie Pan Zbyszek ma otwarte pole do podjecia dzialan i sadze, ze je podejmie. Wiec choc wyrok jest prawomocny, to nie sadze, zeby ksiadz i jego obroncy zaplacili odszkodowanie dobrowolnie bez odwolania sie.

  340. Hostia.

    Duda „uratowal” hostie i nie zaliczyl policzka. 10 letni chlopczyk tez chcial hostie uratowac i dostal w buzie. Pierwszego awansowano na niemal swietego, drugi i jego rodzice zapewne stana sie wrogami kosciola, co nie tylko chca swobodnie profanowac hostie, ale jeszcze na dodatek kaplana po sadach ciagaja i przyspazaja pracy Panu Zbyszkowi.

  341. Aateista
    6 listopada o godz. 15:18

    Mam nieodparte wrażenie że twoja obecność tutaj wisi na coraz cieńszym włosku.

  342. NeferNefer
    6 listopada, g.13:44
    „Wyciskarkę” (oczywiście nie w takiej formie) ponad 200 lat temu wymyślili Wolnomularze czyli masoni polscy mocno zaangażowani w powstanie Konstytucji 3 maja. Świątynia miała być formą dziękczynienia, rodzajem wotum i nadzieją na boską Opatrzność.
    Bozia nie bardzo wzięła to sobie do serca lub wręcz Opacznie potraktowała.
    Jak nie jęczeliśmy w niewoli pod zaborami, to nas Hitler wespół ze Stalinem wykańczał, Wielki Brat na dziesięciolecia w „komunie” pogrążył, a na koniec, gdyśmy wiatr złapali w żagle (NATO, UE) zesłał PIS umocniony ubogaconym i upasionym na III RP kaka.
    No i mamy paradoks paradoksów. Nienawidzący masonów kościół doprowadza budowę do finiszu i kąpie się w jej bajeranckim blasku za ciężkie pieniądze wyszarpane od kolejnych rządów, czyli z naszych podatków, a nie dobrowolnych datków, bo tych by nigdy nie starczyło.

  343. mag
    6 listopada o godz. 15:40

    Słyszałam że jak Bozia kocha to szczególnie doświadcza.
    Świątynia Opaczności Bożej (nie moje)

  344. Wyciskarka wilanowska juz wycisnela 160 milionow, a teraz ruszy do dalszego wyciskania. Wsrod wyciskanego grosza jest tez stala pozycja na beizace utrzymanie muzeum przytulonego w wyciskarce. Poza tym zobaczymy ile bedzie rokrocznie brakowac na utrzymanie samej wyciskarki i kto za to zaplaci. A reszta co bedzie wyciskana na wszelkie mozliwe i niemozliwe do wyobrazenia sposoby, tez bedzie niemala, bo wokolo wyciskarki pelno domow zamieszkalych przez „cytryny” dojzale do wyciskania.

  345. „I nigdy (teraz uważaj!) NIGDY nie pobudził mnie do zastanowienia, czy jest katolem, jehowcem czy hinduistą”.

    Ileż żółci w tej niewieście, w słodkich powierzchownościach ukrytej.

  346. mag
    6 listopada o godz. 15:40

    Calkowicie nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze „Nienawidzący masonów kościół doprowadza budowę do finiszu i kąpie się w jej bajeranckim blasku za ciężkie pieniądze wyszarpane od kolejnych rządów, czyli z naszych podatków, a nie dobrowolnych datków, bo tych by nigdy nie starczyło.

    Nie zgadzam sie z przekazem, choc samo twierdzenie zawiera sama prawde, bo:

    KrK zawsze i od zawsze przejmowal i zagospodarowywal, to co uwazal za sobie wrogie.

    Wlasciwie mozna by powiedziec, ze wiekszosc tego co sie sklada na codzienna religie, to sa elementy przejete od wrogow kosciola. Przejecie i „zagospodarowanie” tego co wrogie, pozbawia wrogow ich tozsamosci, a kosciolowi ta mimikra pozwala udawac, ze jest czyms innym niz w rzeczywistosci jest. Tak sie stalo chocby z Godami, czy Poganskim Swietem Wiosennego Przesilenia zwiazanego z obrzadkami rolniczymi. Tak i teraz KrK przejal masonska idee i ja po swojemu zagospodarowal, przejal nazwe i idee budowy, ale wolnomularskie idee zastapil swoja prymitywna interpretacja tego co masoni nazwali „Boza Opatrznoscia”. Postepowe idee masonskie zostaly zastapione umocnionym katolickim wstecznictwem. Nazwa zostala przejeta, ale jest maluczkim, ciemnym i nieokrzesanym umyslowo, sprzedawana z pakietem katolickiej sciemy. Sciema polega na tym, ze idea tej masonskiej swiatyni miala byc wdziecznosc za sukces 3cio Majowej Konstytucji, ktorej kosciol jak mogl tak sie przeciwstawial, lacznie ze zdrada narodu w postaci spiskowania z wrogami Polski, wylacznie po to, zeby postep spoleczny uniemozliwic.

    Ale to nie pierwszy raz tak kosciol czyni. Pierwszym byl Boleslaw Szczodry (dla kosciola), ktory zostal przydomka pozbawiony, przez zastapienie go „Smialym”. Smialym zostal Bolko przechszczony w ewidentnej kpinie, bo sie osmielil ukarac ewidentnego zdrajce biskupa. Bolko marnie skonczyl na wygnaniu, a zdrajca jest swietym patronem Polski.

    Wyciskarka i idea z niz zwiazana jest tylko kolejnym kamyczkiem, z ciagle tej samej budowli. Dlatego wlasnie ze tak jest, pozwalam sobie calkowicie nie zgadzac sie z przekazem jaki niesie Twoje skad innad jak najbardziej prawdziwe twierdzenie. Bo jesli na tym pozostanie, to KrK bedzie sie nieustannie udawalo dokonywac takich manipulacji prawda.

  347. jobrave
    6 listopada o godz. 7:56

    Dlaczego wymienieni przez Ciebie @Jobrave otrzymali nagrode Nobla, mozna przeczytac tu. To jest text testamentu. Nagrode te daje [ting] ktory sie nazywa dzis Storting (Wielki Ting). To znaczy przydziela nagrode wg. testamentu. Jest egzekutorem testamentu. Tutaj text (i foto):
    //http://www.nobelprize.org/alfred_nobel/will/testamente.html
    Latwo tez znalezc uzasadnienie krotkie, przez egzekutora napisane, do kazdej nagrody, po lewej stronie ekranu.

    Moje tlumaczenie bajki z przed tysiaca lat zawiera, wazne prawie dla kazdego rozdzialu, slowo [ting]. To slowo oczywiscie ma tlumaczenie. Ting = „rzecz” doslownie. To znaczy, ze o mlotku mozna powiedziec ting. Ale ja nigdy nie chcialem tego slowa tlumaczyc. Bo to slowo rowniez ma znaczenie inne w zestawieniach. Allting znaczy Wszystkich Rzecz. Storting znaczy Wielka Rzecz. Tutejsi uzywaja nazwe Riksting to znaczy Krajowa Rzecz. Innych polaczen nie przedstawiam z powodu braku miejsca. Tlumaczenie tego slowa pozostawilem czytelnikom mojej bajki, podajac ewentualne linki do poszukiwan. W jednym z nich byla zawarta lista marszalkow konkretnego sejmu od 9 do 13 wieku, prawnikow przewaznie, po kolei. Nie pra_wnykow tylko prawnikow. Nowoczesny sposob szukania. Wtedy gdy robilem moje tlumaczenie, tylko papierowe zrodla byly dostepne, trudne do szukania. Dlatego dzis uzupelniam moje przypisy, nie mam czasu na tlumaczenie innych bajek przeszlosci. Pisze bajki przyszlosci, tzn „fantasy” i wyklocam sie systematycznie na zebraniach z podobnymi bajkopisarzami w realu. Oni wszyscy czytali bajki z przeszlosci.

    To, po czesci, jest rowniez odpowiedz do @@ Tejot, Tanaka, Mag, Na marginesie, Lonefather i innym, ktorym mniej uwagi wydawaloby sie, poswiecilem w „okienku”.
    Ewa-Joanna 6 listopada o godz. 9:30 Nie, nie szkoda. Dlaczego? Przeczytaj Twoj wlasny wpis jeszcze raz od poczatku.

    Wracajac do Nobla @Jobrave. Zeby nad Wisla, mozna bylo zrozumiec dlaczego, proponuje (bez copyright) „rzecz” nastepujaca. Wprowadzic nagrode, testamentem jakiegos wielkiego nadwislanczyka okreslona. Wtedy napewno nie bedzie problemow ze zrozumieniem testamentu intencji. A „prawnyki i histeryki” sejmowe po dlugich dyssskusjach wskaza laureata wlasciwego. Histerykow nie mylic z historykami proponuje rowniez.

    A teraz dwa nastepne rozdzialy z przypisami, bajki dla @NeferNefer, o „freerider” Gunnlaug co sie wzial i zakochal.

    pzdr Seleuk(os)

  348. 8.Gunnlaug przybywa do Irlandii

    Zeglowal Gunnlaug z kupcami z Anglii do Dyvlinu. W tym czsie w Irlandii panowal król Sigtrygg Jedwabnobrody, syn Olava Kvarana i królowej Kormold. Krótki czas byl panem kraju.

    Przed nim stanal Gunnlaug i pozdrowil ze czcia, i król przyjal go z szacunkiem. Gunnlaug powiedzial: „Ulozylem piesñ o tobie. Wysluchaj jej.”

    „Nigdy sie nie zdarzylo przedtem, ze ktos przybyl z piesnia”, odpowiedzial król. „Chetnie jej wyslucham.”

    Gunnlaug wystapil i tak ja zapamietano:

    „Czarownicy koniowi
    dal Sigtrygg zwloki na radosc.”

    A dalej jest:

    „Rozumiem ja
    kogo cenic.
    Kvarana prawego syna
    slawe glosze.

    Nie bedzie wódz mnie
    zlotych pierscieni szczedzil.
    Wczesnie nauczony
    szczodrym byc.

    Powiedz królu,
    slyszales ty
    chwale swoja
    w lepszej piesni jak moja.”

    Król podziekowal za piesñ i przywolal skarbnika: „Jaka nagrode mam dac za piesñ ?”

    „Co myslisz sam, panie ?” spytal ten.

    „Czy bedzie nagroda, jak dam jemu dwa statki”, spytal król.

    „To jest za duzo, panie”, odpowiedzial skarbnik. „Inni królowie daja w nagrodzie skaldowi drogie podarki, miecze czy dobre zlote pierscienie.”

    I dal król Gunnlaugowi szate z nowej purpury, zlotem haftowany kaftan, plaszcz podszyty cennym futrem i pierscieñ zloty o wadze jednej marki. Gunnlaug podziekowal po dworsku, zostal krótko a póznej wyruszyl na Orknöarna.

    Na Orkanöarnach panowal w tym czasie jarl Sigurd Hlodvesson. Cenil on Islandczykow. Gunnlaug pozdrowil jarla ze czcia i powiedzial ze chce wyglosic piesñ przed nim. Jarl odpowiedzial ze wyslucha, dla slawy rodu Gunnlauga na Islandii. Gunnlaug powiedzial piesñ i byla ona dobrze ulozona. Jarl dal jako skalda nagrode szeroki topór, caly wykladany srebrem. Zaprosil go tez zeby zostal. Gunnlaug podziekowal za dar i zaproszenie, ale musi jechac na wschód, do Svitjod, powiedzial. Pózniej wszedl na poklad u kupców, co zeglowali do Norwegii, i na jesien przybyli do Konungahelli. Torkel, powinowaty, byl caly czas z nim.

    W Konungahelli znalezli przewodnika w góre, do zachodniego Gautaland i przybyli na targowisko, zwane Skara. Rzadzil tam jarl Sigurd i byl juz dobrze w latach. Gunnlaug wystapil przed nim, pozdrowil ze czcia i powiedzial ze ulozyl piesñ o nim. Jarl piesni wysluchal, podziekowal, wynagrodzil dobrze i zaprosil do siebie na zime.

    Zima wyprawil jarl Sigurd gody swiateczne. Dzieñ przedtem przybyli poslañcy od jarla Eirika z Norwegii, dwunastu mezów. Przybyli z darami dla jarla Sigurda. Jarl przyjal ich dobrze i na czas godów posadzil obok Gunnlauga. Przy pijatyce zabawiali sie wszyscy w najrozmaitszy sposób. Goci mowili, ze nie ma jarla wiekszego i slawniejszego jak Sigurd. Norwegowie, ze jarl Eirik byl pierwszy. Tak sprzeczali sie, i obydwie strony wziely Gunnlauga na rozjemce. Gunnlaug ulozyl taka piesñ:

    „Wysoko, druzyno, chetnie,
    wy siwowlosego jarla
    slawcie, fale wielkie
    ogladal on jak pedzily.

    Przeciez widziano zwycieskiego
    Eirika, jak odrzucal
    piane blekitna, wokól
    dziobu na wschodnim szlaku.”

    Obie strony zadowolone byly z sadu, ale bardziej zadowoleni byli Norwegowie.

    Po skoñczonych godach poslañcy odjechali z darami jarla Sigurda dla jarla Eirika. Opowiedzieli jarlowi o sadzie rozjemczym Gunnlauga. Jarl uwazal, ze Gunnlaug okazal mu i odwage i przyjazñ. Oglosil, ze Gunnlaug bedzie mial pokój w jego pañstwie. Gunnlaug dowiedzial sie pózniej o tym. Jarl Sigurd dal Gunnlaugowi przewodników na wschód do Tjundaland i Svitjod, tak jak on zadal.

    W tym czasie panowal w Svitjod król Olav Szwedzki, syn Eirika Zwycieskiego i Sigridy Storråda, córki Skoglar Toste. Byl poteznym i powazanym wladca i bardzo zachlannym slawy.

    Gunnlaug przybyl do Uppsaler krótko przed tingiem wiosennym. Wystapil przed królem i pozdrowil go. Król przyjal go jak bylo w zwyczaju i spytal kim byl. Gunnlaug powiedzial ze jest Islandczykiem. U króla Olava byl wtedy Hravn Onundsson.

    „Hravn”, spytal król, „kim jest ten czlowiek na Islandii ?”

    Wstal, z lawy naprzeciw stojacej, maz wysoki z odwaga w spojrzeniu. Stanal przed krolem i powiedzial: „Panie, on jest przedniego rodu, sam nieustraszony.”

    „Niech usiadzie obok ciebie”, powiedzial król.

    Gunnlaug wtedy: „Ja piesñ ulozylem, zeby przedstawic tobie. Daj mi posluchanie.”

    „Idzcie i usiadzcie”, powiedzial król. „Teraz nie pora sluchac piesni.”

    Tak uczynili. Zaczeli rozmawiac, Gunnlaug z Hravnem, i opowiadali nawzajem o swoich podrózach. Hravn, jak poprzedniego lata przybyl z Islandii do Norwegii i z zimy poczatkiem na wschód do Svitjod. Zostali szybko dobrymi przyjaciólmi.

    Jednego dnia, kiedy ting byl zakoñczony, staneli obaj, Gunnlaug i Hravn przed królem. Gunnlaug powiedzial: „Teraz, panie, chcialbym abys wysluchal mojej piesni.”

    „Teraz moge”, powiedzial król.

    „Teraz ja chce przedstawic moja piesñ, panie”, rzekl Hravn.

    „Ja chce przedstawic moja wpierw, panie”, rzekl Gunnlaug.

    A Hravn: „Moim prawem przedstawic pierwszy, bo ja pierwszy przybylem do ciebie.”

    A Gunnlaug na to: „Gdzie zdarzylo sie i kiedy, ze mój ojciec szedl po twoim ? Gdzie, jak nie nigdzie ? Tak bedzie i z nami.”

    „Pokazmy dobry obyczaj”, powiedzial Hravn, „nie wszczynajmy klótni. Dajmy królowi stanowic.”

    Na to król powiedzial: „Gunnlaug niech zacznie. Jak nie bedzie po jego mysli, wezmie to do siebie.”

    I Gunnlaug zaczal piesñ o królu Olavie. Kiedy zakoñczyl zwrócil sie król do Hravna.

    „Hravn”, powiedzial, „jak ci sie wydala.”

    „Dobra jest, panie”, odpowiedzial Hravn, „z rozmachem, ale nie bezbledna i troche kanciasta, tak jak Gunnlaug jest sam z usposobienia.”

    „Ty Hravn”, rzekl król, „mów teraz swoja.”

    Tak zrobil Hravn. Kiedy byl gotowy zwrócil sie król do Gunnlauga.

    „Gunnlaug”, powiedzial, „jak ci sie wydala.”

    „Dobra jest, panie”, odpowiedzial Gunnlaug, „i piekna, jak Hravn sam jest, ale bez rozmachu, Dlaczego o królu tak prosty wiersz ulozyles ? Nie myslisz, ze wart jest lepszego ?”

    „Zakoñczmy teraz”, powiedzial Hravn, „innym razem pomówimy w tej sprawie.” I tak sie rozeszli.

    Krótko po tym wstapil Hravn do druzyny Olava i poprosil o pozwolenie na odjazd. Król dal zgode. Kiedy Hravn byl gotowy oddalic sie, powiedzial do Gunnlauga: „Koniec jest z przyjaznia miedzy nami. Chciales osmieszyc mnie przed wodzami. Ja tobie odplace sie teraz. Nie gorzej, jak ty mnie chciales.”

    „Na nic twoje pogrózki”, odpowiedzial Gunnlaug. „Tam nigdy nie przyjdziemy, gdzie mnie wezma za gorszego od ciebie.”

    Król Olav dal Hravnowi cenne podarki przy rozstaniu, i ten udal sie w droge.

    przyp:

    Dyvlinu: dzis Dublin.

    Olav Kvaran: najbardziej znany ze skandynawskich dowódców wojskowych na Wyspach Brytyjskich. Zmarl w 981 roku.

    Czarownicy koniowi: w znaczeniu wilkowi.

    Orknöarna: Orkady.

    Svitjod: dzisiaj Szwecja.

    Konungahelli: ówczesne miasto w poblizu dzisiejszego Göteborga, dzis Kungsbacka.

    Gautaland: Kraj Gutow, Götaland, poludniowa czesc dzisiejszej Szwecji.

    Skara: dzis miasto w poludniwej Szwecji.

    gody swiateczne: w org. jul, swieta przesilenia nocnego. Wg. wierzacych swieta na pamiatke bozego narodzenia.

    na wschodnim szlaku: przez Wschodnie Jezioro (Östersjön, pl. Baltyk), wielkie rzeki [Garðaríki, dzis Rosja] do [Miklagård] dzis Istambul i na M. Kaspijskie. Na zachodnim szlaku znaczy Vinland, Irland, Normandia etc. Tych dwoch pojec, uzywano tylko na wyprawie po lupy, nigdy dla handlu w tych miejscach.

    król Olav Szwedzki, syn Eirika Zwycieskiego i Sigridy Storråda, córki Skoglar Toste: omowienie tego tematu przy dzisiejszym stanie badan, wymagaloby osobnego dlugiego artykulu. Ma to zreszta implikacje z popularnym dzis tematem exhumacji w celu… Ale nie dotyczy Sagi o Gunnlaugu. Podaje tylko jeden link:
    //https://pl.wikipedia.org/wiki/Sygryda_Storr%C3%A5da

    Tjundaland: dzisiaj srodkowa Szwecja.

    Uppsaler: dzisiaj Uppsala.

    Dlaczego o królu tak prosty wiersz ulozyles ?: w org. dlaczego ulozyles /en flokkr/ ? Gunnlaug ironizuje tutaj. Hravn nie zdolal zbudowac rymu który by mial szesc zglosek w wierszu, trzy pierwsze akcentowane, a kazda strofa miala osiem wierszy, z aliteracja do polasonansu, tzw. drottkvätt, staronord [dróttkvætt] w rodzju [ljóðaháttr] ktory sie krolowi nalezy. Wyglosil przed królem tzw [flock], staronord [flokkr], który byl uznawany za latwiejszy rodzaj poezji, regul nie podaje, choc mniej skomplikowane. Jeden skald, Torarin Lovtunga, wyglosil kiedys przed Kanutem Wielkim flock i zostal skazany za obraze majestatu, ale ulaskawiony pozniej bo na szafocie flokkr na [stef] przerobil. Ja w moim tlumaczeniu zastapilem te wszystkie slowa dwoma, wiersz i piesn. Byc moze ironia Gunnlauga rowniez przepadla.

    ————————————————-

    9.Hravn prosi o reke Helgi

    Hravn udal sie wiosna na zachód i przybyl do Trondheimu. Przygotowal statek do zeglugi i latem wyruszyl na Islandie. Przybyl statkiem do Leiruvåg ponizej lak na Mosfellu. Rodzina i przyjaciele ucieszyli sie jego powrotem. Tej zimy mieszkal w domu u ojca.

    Latem spotkali sie na tingu obaj krewniacy, Skapte Sedzia i Hravn Skald.

    Hravn powiedzial: „Chcialbym twojego wsparcia dla oswiadczyn u Torsteina Egilssona, o Helge, jego córke.”

    „Czy ona nie jest juz przyobiecana dla Gunnlauga Wezowego Jezyka?” spytal Skapte.

    Hravn odpowiedzial: „Czy nie minal juz czas umówiony miedzy nimi? Zreszta on teraz jest tak zarozumialy ze nie mysli przejmowac sie ta umowa.”

    „Zróbmy jak chcesz”, powiedzial Skapte.

    Udali sie pózniej, a wielu im towarzyszylo, do siedziby tingowej Torsteina Egilssona. Torstein przyjal ich dobrze.

    Skapte zaczal: „Hravn, mój krewniak, chce oswiadczyc sie o twoja córke Helge. Znasz jego ród i wiesz, jak jest bogaty, i jakie umiejetnosci ma on sam, i jak wielu i znacznych krewnych i przyjaciól.”

    „Moja córka jest obiecana Gunnlaugowi”, odpowiedzial Torstein, „i ja chce dotrzymac wszyskiego, co z nim sie umówilem.”

    „Czy nie minely trzy zimy umówione miedzy wami”, spytal Skapte.

    „Tak”, powiedzial Torstein, „ale jeszcze nie koniec lata, i on moze przybedzie.”

    „Jezeli nie, zanim lato przeminie”, spytal Skapte, „jakie widoki mamy w naszej sprawie?”

    „Za rok”, odpowiedzial Torstein, „spotkamy sie tutaj znowu, zobaczymy jak temu zaradzic. Teraz nie warto mówic wiecej o sprawie.”

    Tak sie rozstali, i ludzie z tingu rozjechali sie do domów. Ze Hravn oswiadczyl sie Heldze nie bylo zadna tajemnica. A Gunnlaug nie wrócil na Islandie tego roku.

    Na tingu nastepnego lata ciagnali zywo, Skapte i Hravn, oswiadczyny dalej. Torstein byl wolny od umowy z Gunnlaugiem, mówili. Torstein odpowiedzial: „Niewieloma córkami opiekuje sie, i niechetnie bym widzial, jak sa powodem walk. Wprzód chce sie spotkac z Illuge Czarnym.” I tak zrobil.

    Zeszli sie i Torstein powiedzial: „Nie uwazasz, ze jestem uwolniony z umowy z twoim synem Gunnlaugiem?”

    „Tak, pewnie ze jestes”, odpowiedzial Illuge, „jezeli chcesz. Ja nie mam wiele do powiedzenia o tym, bo nic nie wiem, jak jest z moim synem Gunnlaugiem.”

    Torstein poszedl do Skapte, i umówili sie, ze malzeñstwo zostanie zawarte na Borgu w pierwszych dniach zimy, jezeli Gunnlaug nie wróci na Islandie tego lata. Jak wróci i zechce dopelnic zwiazku, Torstein bedzie zwolniony z umowy z Hravnem. Poczym ludzie z tingu rozjechali sie do domów. Gunnlaug dal czekac na siebie. Helga nie czula sie najlepiej myslac o malzeñstwie.

    przyp:

    Skapte Sedzia: dalem wyjasnienie wczesniej.

    ————————————————-

  349. (wyjatkowo)

    ad.@ Na marginesie,

    tej sympatycznej n i e w i e s c i e z pozdrowieniami

    PS poprzestaje na blogach muzycznych (pani Doroty Szwarcman i pana Bartka Chacinskiego)

  350. mag
    6 listopada o godz. 15:40
    „Bozia nie bardzo wzięła to sobie do serca lub wręcz Opacznie potraktowała”.

    Dwa tysiące lat temu, naśladowców Jezusa zobowiązano w Biblii do nie angażowania się w politykę ani konflikty społeczne. Napisano w niej: „Przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem. Kto więc chce być przyjacielem świata, czyni siebie nieprzyjacielem Boga”.

    Religie, które popierają przywódców politycznych – w zamian otrzymują różne przywileje – w Biblii przyrównano do prostytutki i zapowiedziano, że Bóg niebawem sprowadzi na nie nagłą zagładę.

  351. dezerter83
    6 listopada o godz. 16:50

    Znow bezmyslnie walisz cytacikiem. Bezmyslnosc Twoja jest powalajaca, bo Ty tu siejesz reklama nie jednej prostytutki, ale caly burdel wciskasz.

    Jak zwykle bez odbioru. Gdybys sie byl i zapomnial, coby do mnie nie pisac.

  352. Na marginesie – 15:03

    „I nigdy (teraz uważaj!) NIGDY nie pobudził mnie do zastanowienia, czy jest katolem, jehowcem czy hinduistą. Po prostu nie było tej kwestii.”

    Zauwaz prosze uwage do Ciebie skierowana przez dezertera na temat tego wlasnie cytatu. I pomysl o tym, iz wymienilas tylko trzy religie. Pomijajac te najwazniejsza: ozzy’owa. Dlaczego pominelas?

    Zgadzam sie z tym, iz sympatyczny meloman ozzy nie byl natretny w przypominaniu o swojej religijnosci

  353. @ozzy 6 listopada o godz. 16:47

    Fair is fair :)
    Pozdrawiam również.
    Mam nadzieję, że się na trwałe do nas nie zrazisz.

  354. lenofather do Jacka Kowalczyka,
    g. 14.47

    Prezes Trybunału prof. Rzepliński w „kropce nad i” bardzo ciepło mówił o nieobecnym w studio Prokuratorze Generalnym per Zbyszek.
    Wszyscy którzy znają wyczyny pisowskiego rewolwerowca przyjęli ze śmiechem to jako ironiczne podkreślenie profesjonalnego dystansu, który dzieli obu prawników.

    Niby nic wielkiego, ale uśmiech na twarzach zastraszonych telewidzów (i samej M. Olejnik) zapowiedziami dobrej zmiany w wymiarze sprawiedliwości przez parę dni gościł na ustach.

  355. Orteq 6 listopada o godz. 18:04

    „Zauwaz prosze uwage do Ciebie skierowana przez dezertera na temat tego wlasnie cytatu. I pomysl o tym, iz wymienilas tylko trzy religie. Pomijajac te najwazniejsza: ozzy’owa. Dlaczego pominelas?”

    Dlaczego najważniejszą? Dla mnie żadna religia nie jest ważna. Na tym polega istota ateizmu. A religie wymieniłam na chybił trafił. Dlaczego tylko trzy? Bo uznałam, że wystarczy, żeby zilustrować moją tezę, do której się w ogóle nie odniosłeś. Dlaczego? Czyżbyś NADAL nie rozumiał?

    Co do uwagi dezertera – jest (jak można przewidzieć!) szczujna i obrzydliwa. Myk powszechnie stosowany przez religiantów polega na włażeniu w niechętne sobie środowiska i wyłapywaniu niechętnych sobie komentarzy. Odpowiednikiem byłoby moje wejście na forum skatolonych i głośny wrzask, gdy ktoś na tym forum użyje terminu „worki skórno-mięśniowe”. To jest ichnie określenie ateistów. Standardowa odpowiedź religianta brzmiałaby, że „jestem sama sobie winna” – bo po co włażę na religianckie forum? O tym, że zostałabym natychmiast zbanowana już nawet nie wspominam.

    Wiesz, na czym oparto pozew przeciwko Nergalowi? Ktoś kupił bilet na zamknięty koncert zespołu Behemoth. Ten ktoś wyraźnie bardzo pragnął, żeby jego „uczucia religijne” zostały obrażone. Tak to działa. Niektórzy robią to z całą premedytacją.
    Czy sądzisz, że „dezerter” tak w ogóle kogoś lubi na tym forum? Albo że go interesuje jakikolwiek temat poza katarynkowym trzepaniem „nauki” jehowców i rytualnym obrażaniem się, gdy tylko znajdzie pretekst? On tu jest zawodowo. Taka gmina.

  356. @Rosa91b 6 listopada o godz. 18:26

    Nie tak dawno prezes Rzepliński został odznaczony jakimś kościołowym medalem, podobno na wniosek Nycza. Medal był za zasługi we wdrażaniu w życie nauk Naszego Wielkiego „człowieka, który został talerzem”. Przy tej okazji wypominano mu, że nie powinien przyjmować kościelnych odznaczeń piastując stanowisko państwowe. Nie jest to zabronione, ale powszechnie uznawane za faux pas. O implikacji stronniczości na rzecz KaKa już nie wspominam.

    Prezes Rzepliński odpowiedział na te (uzasadnione!) zarzuty bardzo niegrzecznie – wręcz po chamsku. Teraz Rzepliński wyrasta na bohatera – ale to wcale nie znaczy, że jest to postać bez skazy. Co do wsobności w środowiskach zawodowych można chyba sporo wnioskować. Ale ten „Zbyszek”… rozbawił mnie.

  357. KONTRREWOLUCJI KACZYSTOWSKO KOSCIOLKOWEJ dzien 378

    ***Nie chce mi sie sprawdzac, ale wydaje mi sie, ze dzis wypada rocznica pisywania nieregularnego Kontrrewolucji. Tak wiec w rocznice pisania koleny odcinek opisu postepow Kaczystowsko Kosciolkowej Kontrrewolucji.

    Zacznijmy od gospodarki.

    Montaz kagańca na prywatna gospodarke trwa, choć młody Morawiecki nic więcej do swojego „wielkiego planu ozywienia” nie dorzucil. Za to robi pelna para „dobra zmiane” w samorzadnosci gospodarczej. Jeśli ktoś nie rozumie o co się rozchodzi, to niech sobie uświadomi, ze samorząd gospodarczy reprezentuje interesy przedsiebiorcow wobec państwa. Przejecie samorządu oznacza w praktyce, ze wobec państwa będą ich reprezentować ludzie wyznaczeni i kontrolowani przez Mateusza Morawieckiego. Mamy wiec gospodarczy ekwiwalent tego co PiS zrobil w systemie sprawiedliwości, z wszystkimi tego fatalnymi skutkami. Gdy do tego dojda jeszcze nieznane składniki „kagańca gospodarczego”, które poznamy wraz z objawieniem planu, będziemy mieli pelny obraz uzależnienia w gospodarki prywatnej od woli PiSowskich urzednikow.
    Przypomne tylko to, ze jest to dokładnie to co Orban zrobil na Wegrzech. Skutki będą tez identyczne, to znaczy uwiąd gospodarczy. Skutki społeczne tez sa latwe do przewidzenia. Obnizka poziomu zycia wcześniej czy później doprowadzi do buntow, a wybuch buntow, do ich tłumienia.

    A zbawcza role scislej kontroli gospodarki, ja urodzony i wychowany w PRL, nie wierze.

    Wladza a Spoleczenstwo

    Byloby zabawne pytanie zadawane w 1:20 sekundzie materialu Superstacji przez Posla Kukiz15, Grzegorza Dlugiego, gdyby nie to jaka jest na to pytanie odpowiedz. Ale wpierw material i pytanie z tej 1:20:

    „http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2016-11-06/czego-policja-szukala-w-biurze-liroya-marca-posel-kukiz15-domaga-sie-wyjasnien/

    Odpowiedz na pytanie Dlaczego Policja dopytuje się o to czy poseł będzie na demonstracji 11go Listopada, jest tak oczywista, ze jej tu udziele z zażenowaniem.

    Policja się szykuje do rozpędzenia, czyli spacyfikowania demonstracji, czyli do palowania wszystkich równo…

    I wlasnie to planowane palowanie jest powodem zainteresowania Blaszczakowej Policji tym, czy poseł będzie, czy nie będzie na demonstracji. Chodzi po prostu o to, żeby zminimalizować ryzyko spalowania Poslow na Sejm. Taka to jest jedyna sensowna odpowiedz na to proste jeśli nie wręcz prymitywne pytanie.

    lonefather

    ps. Wszystkim zycze, zebym się mylil.

  358. lonefather
    6 listopada o godz. 19:07

    A propos „kagańca na prywatną gospodarkę”, słyszałam z paru źródeł o dużych zwolnieniach w wyborczej. Prywatne firmy boją się dawać ogłoszenia, więc zaczynają się kłopoty finansowe.
    Zastanawia mnie tylko czy to taka prywatna „cenzura”, na wzór chiński, czy ktoś im rzeczywiście werbalnie grozi.
    Tak czy tak, dobrze nie jest.

  359. Na marginesie – 18:37

    „A religie wymieniłam na chybił trafił. Dlaczego tylko trzy? Bo uznałam, że wystarczy, żeby zilustrować moją tezę, do której się w ogóle nie odniosłeś. Dlaczego? Czyżbyś NADAL nie rozumiał?…Ktoś kupił bilet na zamknięty koncert zespołu Behemoth. Ten ktoś wyraźnie bardzo pragnął, żeby jego „uczucia religijne” zostały obrażone….dezerter.. On tu jest zawodowo. Taka gmina”

    Najwazniejsza religia dlatego, ze ozzy jest jej wyznawca.

    Pewnie dalej nie rozumiem. Ciesze sie jednakze z tego, iz Ty wszystko pojelas. Szczegolnie w sprawie religii ozzy’ego. Podczas gdy ja tylko jedno zapamietalem.

    Ozzy jest jest zatrudniony przez swoja gmine wyznaniowa. Czy jak sie to nazywa w Szwecji. Tak sie kiedys pochwalil. Skromnie, oczywiscie, to czyniac. Wiadomo, pisal na blogu ateistycznych gepardow..

    A dezerter jak to dezerter. (nie)Uderz w stol sabatowy, jehowickie nozyce zabrzecza. Oto jak one czasem potrafia zabrzeczec:

    „kupieccy Żydzi brytyjsko-amerykańskiego imperium są tymi, którzy zbudowali i nadal rozwijają ‚wielki kapitał’ jako środek wyzysku i ciemiężenia wielu narodów… istnieje przysłowie dotyczące Nowego Jorku: ‚Żydzi go posiadają, katoliccy Irlandczycy rządzą nim a Amerykanie płacą rachunki.'” [1934 Yearbook of Jehovah’s Witnesses, s.134]”

    ‚http://watchtower.org.pl/deklaracja_faktow.php

    Wiec ja tak Ci odpowiem, odnoszac sie do Twojej tezy. I powazniejac odrobine, na jeden krotki moment.

    Mnie te gminy religijne i ich misje najprzerozniejsze bardzo slabo interesuja. Szczegolnie slabo wtedy, gdy rozne sekty porywaja sie na siebie z motykami. Czy z innymi biletami na zamkniete koncerty.

  360. NeferNefer
    6 listopada o godz. 15:32

    pisała ku mnie:
    „Mam nieodparte wrażenie że twoja obecność tutaj wisi na coraz cieńszym włosku.”

    Twoja, czyli moja.

    I ja też czasami miewam podobne odczucia.
    Bo już ten świat ostatnio tak wygląda, że każdy chce bronić jakiejś sprawy, czyjegoś honoru, dobrego imienia teściowej, jeszcze lepszego samopoczucia szwagra itd. , itd.

    Ksiądz zbyt nerwowo wstawił się za upuszczonym sakramentem, rodzice chłopca uznali że niepotrzebnie i zadbali o godność swojego dziecka.
    Ja , zupełnie bezinteresownie wczułem się w położenie katolickiego duszpasterza. Innych obruszy kurz na narodowych insygniach.
    Ktoś nie będzie mógł zasnąć, bo dobre imię jakiegoś Trybunału jest szargane.
    Jeszcze innym prawo do życia nienarodzonego dziecka spędza sen z powiek.
    Być może jakiś kibic uzna , ze wiatr powiewa jego sztandarem klubowym nie w tym kierunku i rzuci petardą w Bogu ducha winną prezenterkę pogody, bo chciałby walczyć o swoje i swej flagi prawa.

    I tak dalej, i tak dalej.

    Dlatego nie zdziwię się wcale kiedy któregoś dnia (dni w roku jest 365, a więc Redaktor ma w czym wybierać ) przeczytam, że swoją bytnością narażam na szwank dobre imię i cześć blogu i wywali mnie po raz któryś na zbity pysk.

    Po prostu w bardzo uczuciowych czasach żyjemy, i nie w naszej mocy jest ten stan rzeczy zmienić.

  361. Na marginesie
    6 listopada o godz. 18:52

    Co do Rzeplińskiego, to jest to człowiek dość interesujący. Też miałam do niego spory dystans (cóź, jakie czasy, tacy bohaterowie), ale po przeczytaniu jego długiego wywiadu w wyb., mam o nim trochę bardziej pozytywne zdanie. Po pierwsze, ciekawa biografia. Po drugie, na odznaczenie musiał mieć pozwolenie prezydenta. Po trzecie twierdzi, że robił dużo dla biednych i internowanych i Fr. to docenił. Po czwarte twardo uważa się za sędziego państwowego a nie religijnego. Jakbyśmy się domagali ateistów na wszystkich stanowiskach, to ławka będzie jeszcze krótsza niż ta pisowska (chociaż mam nadzieję, że bardziej kompetentna). Mnie bardziej wkurza wyrok na Dodę za obrazę uczuć, ale to był chyba Sąd Najwyższy.

  362. izabella
    6 listopada o godz. 19:21

    Bat swiszczacy kolo ucha i miecz wiszacy nad glowa, sa wystarczajacymi argumentami, zeby wiekszosc sie samopilnowala. Werbalnie to prywatni uslysza nie napomknienia, ale zarzuty.

    Taka bedzie wobec niemal wszystkich. Wyjatkiem beda firmy, ktrore PiS, lub ludzie PiS maja na liscie wrogow. Wobec wrogow PiS nie bedzie czekal, az sie podloza, tylko zacznie dzialania natychmiast, gdy bedzie mial w rekach calosc instrumentarium do dlawienia oporu w gospodarce.

  363. Jacek Kowalczyk
    6 listopada o godz. 14:57

    Członek kleru katolickiego tak jest z zasady napełniony bozią, że się od niej unosi. Powiedzieć prawdę w sądzie, co jest nagminne, jest dla niego niemożnością, chociaż żyje wyłącznie z Prawdy i dajej jej Świadectwo.
    Nic poza tym nie ma. Bez tych dwóch cnót, które czynią z niego księdza rozpuszcza się w niebycie.

    On tylko „odsunął” dziecko, nie walnął. Oczywiście – wskutek walnięcia nastąpiło odsunięcie.
    Ani rodzice dziecka, ani sąd (w dwóch instancjach) nie mieli wątpliwości, że ksiądz, mowiąc językiem ludzkim – kłamał, bo dziecko uderzył. Natomiast ksiądz mówi językiem boskim, czyli odwróconym, a – też po ludzku – kłamliwym.
    Musiał długo i stanowczo kłamać, bo zanim przyszło do sądu, jednego, a później drugiego, mógł wielokrotnie się wobec dziecka, jego rodziców, świadków, parafian – przyznać i szczerze przeprosić. Okazałby tzw. wielkość wiary w swojego bozię i szczerość tego, co głosi i z czego rozlicza. Wolał jednak dać świadectwo lichości i bozi i swojej wiary w niego, a realnie – lichości osobowego siebie.
    Jak się odstawi na bok te mszoświecidełka i mszokadzidełka, to zachodzi takie charakterystycze zjawisko: karlenia członka kleru do nadzwyczaj mikrych rozmiarów.

  364. @Tanaka 6 listopada o godz. 19:38

    Dorzucę drobiażdżek – ksiądz ma świadomość, że swoim zachowaniem naraża na szwank fasadę FIRMY, a tego FIRMA mu łatwo nie wybaczy. „Wypadek przy pracy” się oczywiście zatuszuje, ale w kuriewnych aktach xiunca będzie plama – która może wpłynąć na dalszy przebieg jego kariery. Nie dlatego, że uderzył dziecko, ale dlatego, że stał się przyczyną… kłopotów. Dlatego łże – ze strachu. Tak mi się wydaje.

  365. Spacerkiem po forach… i wyłowiłam: Tosiekjugend.
    Podoba mi się ten neologizm.

  366. @lonefather 6 listopada o godz. 19:07
    No nareszcie! Odnotowuję z satysfakcją 😉

  367. @Orteq 6 listopada o godz. 19:22
    Rozumiem Cię poniekąd trochę lepiej. Ale jednak są granice grzebania komuś w życiorysie, których staram się nie przekraczać. I niech to będzie na tyle.

  368. Ta „ciekawosta” szamotulska. Przez Gospodarza na blog przywleczona.

    Czytam ci ja toto i czytam. I jednego doczytac sie nie moge: jaka to byla sprawa sadowa ? I w jakiej sprawie zapadl ten skazujacy i prawomocny wyrok? Skazujacy xsiundza za uderzenie dziecka w twarz na 5 tys. PLN jakiejs GRZYWNY.

    Domyslam sie, ze jesli jest to grzywna, to ma ona byc wplacona na rzecz skarbu panstwa. A gdzie w tym wszystkim jest poszkodowane dziecko?

    Jesli Sąd Rejonowy w Szamotułach uznał księdza za winnego przestępstwa naruszenia nietykalności cielesnej chłopca, to chyba odszkodowanie, czy inne przeproszenie, za odniesiona szkode, nalezalo sie nieletniemu chlopcu i jego rodzicom. Nie ma ani jednego slowka na ten temat, w wydanym wyroku.

    Zaiste, przedziwne jest to sadownictwo Pomrocznej Umeczonej. Jedyna okolicznoscia lagodzaca jaka mozna dostrzec na rzecz tego POronionego sadownictwa skansenowego, jest bzdurnosc sprawy.

    Hostia, upadajaca, schylanie sie po nia, bicie dziecka po buzi, prokuratorzy, sprawa sadowa, wyrok prawomocny, brak odszkodowania dla dziecka. Teraz dyskusje na najwyzszych szczeblach. Ludzie! Czy wy umiaru nie macie?

  369. Orteq
    6 listopada o godz. 20:03

    @Orteq, Ty jestes szermirrzem wysokiej rangi. 🙂 Moje uklony

    pzdr seleuk

  370. @izabella 6 listopada o godz. 19:31

    Zgadzam się z Tobą całkowicie, że wyznanie nie powinno decydować o stanowisku. Ale w tym przypadku – kościelne odznaczenie, a tym bardziej jego uzasadnienie (implementacja kościelnej ideologii) mogły wzbudzać wątpliwości. Przyjęcie takiego odznaczenia w trakcie kadencji jest na ogół źle widziane. Rzepliński mógł się do tych zastrzeżeń jakoś rozsądnie ustosunkować. Ale nie – on po prostu wtedy strzelił focha. Taka demonstracja folwarcznej mentalności, gdy można było rozsądnie rzecz wyjaśnić. O to mi chodzi. O zwyczajny brak kultury.

    Co do Dody – to mnie wkurza nie tylko wyrok, ale też jej linia obrony. Doda uroczo trzepotała rzęsami i krygowała się do kościelnego eksperta. Tymczasem łatwo – z biblią w garści – można było argumentować, że jej opinie mają solidne oparcie w tekście. Wtedy dopiero byłby cyrk – mogłaby wygrać i gruntownie ośmieszyć KaKa. Ale i tak jej proces zapoczątkował modę na biblijne prowokacje – zaraz poszło w jej ślady kilku innych celebrytów. Bo sympatia „ludu” była raczej po jej stronie 🙂

  371. @Orteq

    moja replika krotka: f….ck off!

  372. Namarginesko – 20:01

    „Rozumiem Cię poniekąd trochę lepiej. Ale jednak są granice grzebania komuś w życiorysie, których staram się nie przekraczać. I niech to będzie na tyle.”

    Zadnego grzebania w zyciorysie! Powinienem sie obrazic

    Chodzilo, tak naprawde o mozliwosc zrozumienia zderzenia sie „sekciarzy”. Ozzy potrafil wykazywac, delikatnie of kors, wyzszosc swojej ‚sekty’ nad ‚sektami’ pozostalymi. Tylko tyle sygnalizowalem. I nic wiecej.

    A pod sekciarstwo, tylko w takim i nie w innym pojeciu tego slowa, podpadaja rowniez wsobni ateisci. Blogowe gepardy, znaczy. Czyli, you and me. I cala reszta niedowiarkow. Aha. Moze jeszcze myself and I.

    Niech bedzie na tyle. Ament

  373. Juz pendzem, ozzy, do f..ckoffania. I nawzajem zyczem

  374. i jako suplement:
    @orteq

    za malo wypiles?
    не считают ли вас мудаком вокруг?
    zajmij sie soba, idioto!

  375. Na marginesie
    6 listopada o godz. 20:25

    Nie mogę się z Tobą nie zgodzić :). Też bym wolała, żeby Rzepliński odznaczenia nie przyjął, żeby PO nie wybrało tych dwóch dodatkowych sędziów. I żeby Kijowski nie był „alimenciarzem”. Łatwiej by było być po ich stronie.

    O Dodzie tych szczegółów nie znałam. Ale mam chociaż nadzieję że będzie apelować. Jak mówiłam, takich właśnie mamy bohaterów (i westchnęłam ciężko).

  376. Ho hum

    ***

    @seleukos

    Dziękuję, wszystko przeczytane (ale na ucho powiem że może ze względu na pozostałych lepiej trochę krótsze odcinki? Tak tylko sugeruję)

    ***

    A poza tym

    zamówiłam sobie ten film i dla rozluźnienia atmosfery, everybody cuzamen do kupy

    https://youtu.be/qdbrIrFxas0

  377. Znowu – nawzajem, ozzy.

    Я люблю тебя. Также тебя. Don’t have any idea why

    Я люблю тебя, жизнь,
    И хочу, чтобы лучше ты стала

  378. @seleukos

    Mi dlugosci jesli wadza to tylko tym ze wole czytac dluzsze kawalki (lol)

  379. Mnie też nie przeszkadza długość opowieści ale nie wiem jak inni 🙂

  380. Rozchodzi siem o zapobiezenie zjawisku wsobnosci blogowej. Gospodarz blogu nam to zaintonowali, kilka godzin/dni temu. Jak my reagujemy na te zaintonacje gospodarzowo?

    Obawiam sie ze watpie, iz mysmy sie raptem otwarli na introdukcje innych niz my, rowniez NOWYCH, gatunkow. My wciaz trwamy w zamknietym kregu WSOBNYM listow ateistow. Tych popychajacych blog w strone banowania odszczepiencow od wiary ateistycznej

  381. NeferNefer 6 listopada o godz. 21:01 i Lonefather pozniej

    Dziekuje za sugestie. Szesc odcinkow pozostalo. Tempo mojego pisania jest zwiazane praktycznie z moimi mozliwosciami dopisywania komentarzy i szukania fragmentow. Wszystkie sprawdzam jak moge, ogladam mapy i zagladam do mojej bibl. Sag pozostalych. Takie konsultacje. A poza tym mam inne zajecia. Chcialbym tez napisac pozniej poslowie do Sagi o Gunnlaugu Wezowym Jezyku i Heldze Urodziwej dla Was, na temat dzisiejszej polityki nadwislanskiej w kontexcie. Ja w koncu jestem ten, co wszystkie odleglosci w czasie i przestrzeni ma za 1.

    pzdr seleukos

  382. @Aateista, (6 listopada o godz. 19:28)

    Ksiądz zbyt nerwowo wstawił się za upuszczonym sakramentem, rodzice chłopca uznali że niepotrzebnie i zadbali o godność swojego dziecka.
    Ja , zupełnie bezinteresownie wczułem się w położenie katolickiego duszpasterza.

    LITOŚCI! Czy Ty czytasz to, co piszesz?
    Ta sprawa ciągnie się już wiele lat. Był czas na refleksję na temat „zbyt nerwowego wstawiania się”. Parafianie żądali odwołania krewkiego obrońcy hostii. Jego szef abepe Gądecki pokazał im środkowy palec. Parafianie musieli znosić obecność łobuza.
    Tenże sam abepe otoczył „ojcowską troską” wikarego, który w czasie, gdy jego kochanka rodziła na plebanii , słuchał muzyki i nie wezwał karetki do swojego umierającego dziecka. Ten „duszpasterz” został posłany na misje na Ukrainę.
    W głowie mi się nie mieści, że można bronić takich potworów.

  383. Gminy religijne. Dzisiaj istniejace WSZEDZIE

    Gminy religijne, i ich misje najprzerozniejsze, zapelniaja przestrzen bytu okreslanego w obecnych czasach jako social media. Szczegolnie slabo wtedy okreslanego byu, gdy rozne sekty porywaja sie na siebie z motykami. Czy z innymi biletami na zamkniete koncerty.

    A tak w ogole, to zapytam tak:

    czy nie ma, naprawde, wazniejszych spraw do poruszenia niz te bilety na zamkniety concert Bohemotu?

    Pewnie znowu czegos nie rozumiem. To zapewne taki emigrant/immigrant syndrom. Mnie dotykajoncy

  384. Jacek Kowalczyk at al
    6 listopada o godz. 14:57

    Marzy mi się „Have you left no sense of decency?” moment, po którym ludzie wreszcie się budzą i reżim pisowsko/kościelny upada. Ale to chyba tylko w bajkach.

  385. @mohikanin przedostatni

    Moja wiedza w podmiotowej sprawie ogranicza się do tej, którą dostarczył w godzinach popołudniowych do blogowych drzwi
    „listonosz” Jacek Kowalczyk.
    W przesyłce owej , o faktach które upubliczniasz nie było raczej mowy.
    Mojej wrażliwości dałem świadectwo, nie znając faktów które przytoczyłeś.
    Szczególną moja uwagę zwrócił natomiast fakt, że o wysokości kary wymierzonej przez sad zadecydował również kolor i marka samochodu jakim przemieszczał się do pewnego czasu obwiniony.

    I tyle mam na swoja obronę.
    Duszpasterza zostawiam blogowym Katonom.

  386. @lonefather, (6 listopada o godz. 16:28 )

    KrK zawsze i od zawsze przejmowal i zagospodarowywal, to co uwazal za sobie wrogie.
    Wlasciwie mozna by powiedziec, ze wiekszosc tego co sie sklada na codzienna religie, to sa elementy przejete od wrogow kosciola. Przejecie i „zagospodarowanie” tego co wrogie, pozbawia wrogow ich tozsamosci, a kosciolowi ta mimikra pozwala udawac, ze jest czyms innym niz w rzeczywistosci jest.

    Dokładnie tak! Dzieje się to zgodnie z obowiązującą w teologii krk zasadą przejąć i przewyższyć.
    Co w praktyce oznacza zaadoptowanie starych świąt i rytuałów i nadanie im katolickiego wymiaru i znaczenia. Do podanych, przez Ciebie przykładów, można dodać zwyczaj święcenia pisanek, „przejęcie i przewyższanie” tradycji słowiańskiej i Wschodniej. W słowiańskiej tradycji jajko związane było z kultem boga słońca. Kraje Bliskiego i Dalekiego Wschodu wytworzyły „jajeczny” mit o stworzeniu świata. Różaniec, arcypolska modlitwa JPII, został przejęty przez chrześcijan od wyznawców religii Wschodu.
    W ostatnich latach kard. Nycz był łaskaw „przejąć i przewyższyć” amerykańskie święto Dziękczynienia. Wyznaczając na pierwszą niedzielę czerwca polskie święto dziękczynienia za wolność. Co w praktyce ma służyć zbieraniu pieniędzy na pomnik pychy Glempa, zwany świątynią Bożej Opatrzności.
    Na naszych oczach „przejmowany i przewyższany” jest celtycki Halloween, przekształcany w pochody świętych, pod hasłem Holly Win.

  387. @izabella pisze o swoich marzeniach:

    „…ludzie wreszcie się budzą i reżim pisowsko/kościelny upada.

    A ja się zapytam:

    A co będzie jak się marzenia spełnią?
    Będą chyba marzenia wtóre.
    Może parę zdań o ich treści.

  388. Zasada „przejąć i przewyższyć” skutkowała też takimi kwiatkami, jak włączenie w poczet Trójcy Świętej, na życzenie Chińczyków, Konfucjusza 😉

  389. Wiecie. I dunno. Pozostal nam jeden, jedyny aateista do zapobiegania wsobnosci ateistycznej. Ta wsobnosc blogowa nasza siem nazywa dezerter83. Tylko dezerte83 jest prawdziwym wyznawco bezboznosci

    Rzecz w tym, jesli o dezertera3 hodzi, to nie o zaden tam ateistyczny bog z niego jest siem rozchodacy (roz)chodzoncy jest

    Poddajmy siem. Decyzje chrisianizacyjne dziel niech pozostano tam gdzie powinny pozostac.

  390. Dobranoc.

  391. @ Aateista, mohikanin przedostatni

    W linku przesłanym przez red. Kowalczyka zawarte są wszystkie niezbędne dane.
    Ksiądz upuścił hostię, dziecko chciało pomóc i ją podnieść, ksiądz, jak określił to Aateista, zareagował „zbyt nerwowo” czyli uderzył 10-latka w twarz, dzieciak uciekł z kościoła.
    Ksiądz tłumaczył się, że uderzył przypadkiem, a poźniej, że nie stać go na grzywnę 5000 zł, choć stać go na wożenie czterech liter samochodem za 120 tys zł.
    I teraz zagadka. Jaka informacja w opisie zdarzenia świadczy o tym, że ksiądz przywalił celowo w ramach kary?

  392. @Orteq, napisałeś o godz. 19:22: Ozzy jest jest zatrudniony przez swoja gmine wyznaniowa. Czy jak sie to nazywa w Szwecji. Tak sie kiedys pochwalil. Skromnie, oczywiscie, to czyniac.
    Po pierwsze – co to ma do rzeczy? To znaczy do wiary, albo niewiary. Ozzy wielokrotnie napomykał, ba – podkreślał, swój indyferentyzm religijny, a judaizm traktował jako tradycję. Nie sądzę, aby przestrzegał 613 micwot (248 nakazów i 365 zakazów halachy), jak ortodoksyjny chasyda.
    Po drugie – judaizm, jako jedyna z trzech religii monoteistycznych nie ewangelizuje. Raczej odstręcza od konwersji, niż do niej zachęca. Chrześcijaństwo, a katolicyzm rytu rzymskiego szczególnie – nawraca na prawdziwą wiarę. Fakt, ostatnimi dwustu laty nie poprzez stosy inkwizycji, ale – jak widzimy na blogowym, ateistycznym podwórku – poprzez propagandę i dyskurs, co niektórych bardzo denerwuje. Aż tak bardzo, że węszą desant religiantów. Ale z tym da się żyć. Szczególnie tu, na blogu. Islam nawrócenie na „prawdziwą wiarę” ma wpisaną w doktrynę.
    Po trzecie. Gmina żydowska w diasporze nie jest dziś tak religijna i ortodoksyjna, jak miało to miejsce jeszcze przed holokaustem (świadomie nie używam określenia – przed wojną, bo II Wojna Światowa to dla Żydów holokaust). Żydowskość jej członków wyznacza bardziej tradycja i przywiązanie do pewnych rytów zawartych w Torze, niż obowiązek przestrzegania micwot halachy. Poza tym obecne gminy żydowskie są bardzo zniuansowane. Od chasydzkich (w wielu odmianach, których wymienianie zajęło by mi trochę miejsca na tablicy), po reformowane (a tych jest też od cholery). W USA szczególnie, choć i w Izraelu jest podobnie. Nie sądzę, aby szwedzka gmina, która zatrudnia – według Twoich słów – Ozzego, była ortodoksyjna. Sądzę raczej, że bardziej „kulturowa” niż „religijna” ona jest.

    Zakończę ty samym, co Namargineska. Zaglądanie komuś w wyznanie, jeśli ten ktoś nie nawraca na własną, jedynie słuszną, wiarę jest co najmniej nieeleganckie. Na miejscu Ozzego użyłbym w stosunku do Ciebie, Ortequsiu bardziej dosadnego określenia niż f…ck off! I nie kropkowałbym. Ten Ozzy ma jednak klasę 😉

  393. Mysle tak samo, jak @anumlik.
    @ozzy ma klase bez „mruzenia” oczka.

  394. anumlik, lonek

    Cienko przedniemy w tOmacie?

    Mnie chodzilo tylko o to, ze ‚sekciarstwo’, jakie by ono nie bylo, zawsze zostanie dostrzezone przez innych sekciarzy. Ze ozzy posiada klase, niech jemu, i wam, bendzie

    ‚Sekciarstwo’ ozzy’ego, przeciez nam przez niego samego zapodane na blogu ateistow jakis czas temu, zostalo dostrzezone przez dezertera83. Nie jeden raz dostrzezone. I to ja o tym napomknalem.

    A tak w ogole to lay off me. Nie mowie f.ck off. Bom delikatny czlowiek jam jest

  395. Jiba 6 listopada o godz. 22:43
    „Uczucia religijne” i „szczególne obowiązki”?

    Mnie najbardziej ubodło orzeczenie, że nie zachodziła „wyższa konieczność”
    Bo gdyby zachodziła, to co? Prawo kanoniczne wzięłoby górę nad prawem państwowym?
    Poza tym KaKa całkiem otwarcie forsuje pogląd, że każdy kiecun stoi ponad prawem.

  396. @Orteq 6 listopada o godz. 23:30

    „Sekciarstwo” ozzy’ego dostrzeżone przez… dezertera?
    Piłeś – nie pisz.

  397. Walczmy o unikanie wsobnosci. Szczegolnie tej wynikajacej z hodowli blogowej.

    A rzecz, tak naprawde, wynika z tendencji do banowania roznomyslicieli. O Waclawie, czy innym Faliczu, ja tu przemysliwujem.

    Dzieki, Gospodarzu, za dostrzezenie zagrozenia pospolitym samokisielstwem wsobnym na tym podworku. Przydaloby sie tu troche wiency yogurtu. A moze nawet i kefiru. Jesli czynniki regulujace te sprawy pozwolom na to w danym kraju.

    Ja, osobiscie, kisze mleko, w moim bergamuckim kraju. Czynie to nielegalnie. Pewnie za niedlugo przyndom bergamuckie ziobrowcy i mnie zaaresztujo za lamanie prawa.

    Taka odskocznia tematyczna. Niezbyt wielka odskocznia

  398. @lonefather
    6 listopada o godz. 15:30

    Bo chłopczyk nie zdążył (kółeczko dotknęło zarazków), więc dostał w buzię, a pan prezydent zdążył (zarazki nie usiadły na kółeczku) i dostał kółeczko do buzi.

  399. @Orteq
    6 listopada o godz. 23:54

    Nie chodzi o liczbę użytkowników, tylko o liczbę i różnorodność myśli. Jeśli użytkownik katarynkuje, to niczego nie wnosi. Im więcej nowych myśli, tym później przychodzi ten straszliwy Austryjak.

    Ale co do kisielistów masz rację – zbrylają. Ale to akurat wynika z genezy kisielizmu.

  400. @bubekró 7 listopada o godz. 0:31

    Jednak powiedzmy sobie szczerze: myśl myśli nie równa.
    A mylenie doktryny religijnej z „myślą” też, moim zdaniem, stanowi jakieś nadużycie.
    Z kolei różnorodność dla samej tylko różnorodności nie ma sensu – tym bardziej, że blog ma jednak określony profil. Jeśli TAK SAMO ma się liczyć każdy bzdet – to będziemy mieli dyktaturę ciemniaków również na tym blogu. A nie musi on być mikrokosmosem Klechistanu.

  401. @Orteq 6 listopada o godz. 23:54

    Ja mam wrażenie, że Ty ugrzęzłeś – we własnej głowie.
    Gdzie w kółko i w kółko kręci się tylko jedna myśl.
    Skoro już mowa o wsobności, rozumiesz, wiesz 🙂

  402. „Sekciarstwo’ ozzy’ego, wynikajace z jego religii, i z jego „Narodu Wybranego”, wylazi z jego walonkow niepostrzezenie.

    Bo on, ten ozzy szwedzki, delikatny czlowiek jest. On wie kiedy co jak i po co ma powiedziec. I za to ja go cenie. Za te wstrzemiezliwosc slowna.

    Miejmy nadzieje ze u pani Szwartzman bedzie on mogl co nieco odstapic, na jej blogu, od tej zaduszajacej nas tutaj wstrzemiezliwosci slownej.

    A sprawa traktowania tematu „Holokaust” wciaz trudna jest. No bo jak dlugo mozna przypoinac o 6 milionach zagazowanych 70 lat temu? Nie wspominajac o milionie uciekinierow palestynskich. Wciaz zyjacych, od pol wieku, w obozach dla wygnancow w sasiednich krajach.

    Polecam ksiazke „Ten thousand lovers” napisana przez kanadyjska Zydowke Edeet Ravel. Temat palestynski potraktowany jako background. Sporo wyjasniajacy

  403. Orteq 7 listopada o godz. 0:53

    A jak długo można wywlekać temat uciekinierów palestyńskich?
    I jak długo można ukrywać fakt, że strzelają do żydowskich dzieci?
    W tym konflikcie nie ma niewinnych i nie ma sprawiedliwych.
    Obie strony ZWYCZAJNIE się nienawidzą. I chcą się zniszczyć nawzajem.

    P.S. Czy Ty przypadkiem nie popadasz w obsesję napędzaną tym swoim bimbrem?

  404. Namarginesko – 0:45, 0:49

    W ramach poczynan zmierzajacych do unikniecia skutkow chowu wsobnego na tym blogu, to co Ty o mnie mowisz jak najbardziej sie miesci w tych ramach. Ty po prostu probujesz zapobiec inbredowi Namargineska-Orteq. Czyli, oczywistemu kojarzeniu pokrewnemu. Zaluje ja nieco tego Twojego uporu..

    Chce ci jednak przypomniec, acz niechetnie, ze my wciaz sie za bardzo nie roznimy jesli o podstawowe sprawy chodzi. Taka prawda. Jak od nie uciec? Ja nie znaju

  405. Namargineska – 1:01

    „A jak długo można wywlekać temat uciekinierów palestyńskich?”

    Tak dlugo jak ten problem istnieje. I powoduje GLOWNE reperkusje w wydarzeniach SWIATOWYCH. To tak tytulem czesciowego wyjasnienia AKTUALNEGO problem terroryzmu swiatowego.

    Nie ze ja odmawiam Zydom prawa do ich wlasnego panstwa. Ja tylko mowie ze utworzenie panstwa Izrael, 70 lat temu, zaowocowalo zbyt wielkimi kosztami miedzynarodowymi. To wszystko

  406. Namargineska – 1:01

    „Czy Ty przypadkiem nie popadasz w obsesję napędzaną tym swoim bimbrem?”

    Ja nie pendzem wlasnego bimbru, Namarginesicko. Choc equipment wciaz posiadam. Po ojcu, z czasow okupacji, ja ten equipment posiadam. Wciaz go ukrywam w krzakach, tak jak Ojciec to czynil. Zeby nikt nie mogl tego equipmentu odnalezc. Wtedy gdy ja sie tam pojawie, equipment zostaje odnaleziony. Kilka razy, w ostatnich kilku dziesiatkach lat, to siem zdarzylo

    Ciekawa rzecz. Hitlerowska kara za posiadanie urzadzenia bimbrowniczego to byla kara smierci. Przez roztrzelanie na miejscu stwierdzenia przestepstwa przez Gestapo. Czy przez SS. Ono lubieli strzelac prosto w leb. W przeciwienstwie do stalinowskich Sowietow. Ci walili w potylice. Z tych samych browningow. Tez amerykanskich.

    Czy Wajda pamietal dac, w swoim filmie „Katyn”, amerykanskie browning.

    W 1940 roku Rosjanie nie posiadali TECHNOLOGII na produkcje recznych pistoletow/rewolwerow. Zdolnych do wykonywania USTAWICZNYCH strzalow przez wiele strzalow. Przez wiele godzin.

    Wiec zapytanie takie siem formuluje w tym miejscu:

    kto dostarczal bron do produkcji lilmu Wajdy pt. „Katyn”

  407. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 0:45

    Zgadza się, mantra kłóci się z profilem tego blogu.

    Gdzieś ostatnio czytałem (słuchałem?), że bombardowanie mózgu konserwatywnego (zamkniętego) różnymi ujęciami danego tematu, to jego liberalizowanie (otwieranie), a więc zmuszanie do przemyśleń. A te są dobrego na złego Austryjaka. Aczkolwiek, gdyby kiedyś w końcu sformułowano „teorię ostateczną”…

  408. @Orteq, z godz. 1:23
    Ja tylko mówię że utworzenie państwa Izrael, 70 lat temu, zaowocowało zbyt wielkimi kosztami międzynarodowymi. To wszystko – piszesz. No, to ja Ci powiem (jak Zenek do Franka w piaskownicy przekomarzając się – „a ja mam atomówkę i co mi zrobisz”), że gdyby nie ajatollah Chomeini, to Iran byłby dziś demokratycznym państwem islamskim. Jankesi zapoczątkowali „odszariatowanie” Iranu, a absolwent (podobno, bo nikt tego nie potwierdził, ale to ładnie w europejskim CV wygląda) paryskiej Sorbony, wziął i irańską demokrację in statu nascendi obalił, głosząc, że to szataństwo, bluźnierstwo i jankestwo, ta demokracja. Jak napisał w artykule „Chomeini był agentem Stasi”, Krzysztof Mroziewicz (Polityka, 29 grudnia 2009), Chomeini był „zadaniowany” do walki z amerykańskim imperializmem przez KGB za pośrednictwem Stasi. Wklejam stosownego linka:
    http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1501911,1,ajatollah-chomeini.read

    Jak to się ma do Izraela i Palestyńczyków? Ano tak samo. Jankesi ładują kasę i technologie w Izrael, gdzie panuje – jaki taki, ale panuje póki co – ład demokratyczny (mimo różnic religijnych w samym judaizmie i mimo ostrej opozycji parlamentarnej parlamentarzystów arabskich (tak, tak) w Knesecie, a zza murów okupowanej (tak, tak – przyznaję) przez Izrael palestyńskiej strefy Gazy, Hazbollah wali w miasta Izraela dość kiepskie rakiety, które otrzymuje od Ruskich. Póki co Izrael się trzyma, a przykład irański pokazał, że trzymać demokrację za mordę jest warto, gdyż nietrzymana przerodzi się w dyktaturę, albo jakiś inny szariat.

    Tak to, Ortequsiu, przeszliśmy płynnie od kosztów międzynarodowych, towarzyszących powstaniu państwa Izrael w 1947 roku, do potencjalnych kosztów międzynarodowych towarzyszących „zgaszeniu” państwa Izrael. I wcale nie przywołuję tu biblijnego słowa Har-Magedon, na którego „stanie się ciałem” urzeczywistnienia, w jego apokaliptycznej postaci, powołują się żydowscy rabini chasydzkich sekt. Po prostu – jak napisał niedawno jeden ze zbanowanych (i słusznie) osobników o orientacji – „odpłacimy za wszystko zło wyrządzone Żydom” – Żydzi już nigdy nie dopuszczą do ponownego holokaustu. I mają środki, technologię i możliwości, aby do tego nie dopuścić. Warto o tym pomyśleć, gdy się głosi tezy o kosztach z roku 1947.

    Dobranoc, Klonowy Liściu 😉

  409. @bubekró Bombardowanie dla mnie w porządku, byle tylko nie nalot dywanowy…

    @Orteq – na razie Twoje na wierzchu. Rozśmieszyłeś mnie do łez, czym wytrącasz mi broń z ręki.

    Dobranoc!

  410. „Ze zrujnowanego domu w Nablusie na Zachodnim Brzegu Jordanu ostrzeliwuje się zamachowiec, który przetrzymuje w środku rannego izraelskiego żołnierza. Przez ścianę mieści się palestyńska szkoła pełna dzieci. Dowódca oddziału izraelskiej armii ma do dyspozycji żołnierzy, buldożer i psa. Nauczyciele nie chcą ewakuować szkoły, by nie posądzono ich o współpracę z okupantem. Wszystko filmują ekipy dziennikarskie. Jak wybrnąć z patowej sytuacji?

    Żołnierze wrzucają granaty dymne do szkoły, wymuszając jej ewakuację. Po opróżnieniu budynku można wysłać buldożer, a terrorystę obezwładnić za pomocą psa. Oczywiście ratują też rannego kolegę. Dowódca oddziału ma 23 lata.
    W Izraelu nawet podoficerowie dostają ogromny zakres odpowiedzialności. Chodzi o wykształcenie ludzi zdolnych myśleć samodzielnie”

    Tyle Saul Singer, autor książki „Start-up Nation”, która analizuje przyczyny sukcesu Izraela jako kolebki nowych technologii. Artykuł Dariusza Ćwiklaka w najnowszym Newsweeku. Polecam.

  411. anumlik – 2:37

    „Tak to, Ortequsiu, przeszliśmy płynnie od kosztów międzynarodowych, towarzyszących powstaniu państwa Izrael w 1947 roku, do potencjalnych kosztów międzynarodowych towarzyszących „zgaszeniu” państwa Izrael… Po prostu – jak napisał niedawno jeden ze zbanowanych (i słusznie) osobników o orientacji – „odpłacimy za wszystko zło wyrządzone Żydom” – Żydzi już nigdy nie dopuszczą do ponownego holokaustu. I mają środki, technologię i możliwości, aby do tego nie dopuścić. Warto o tym pomyśleć, gdy się głosi tezy o kosztach z roku 1947. Dobranoc, Klonowy Liściu ”

    No dobranoc, dobranoc dla ciebie tez, anumliku balsamowy

    Moje myslenie miedzynarodowe, dotyczace ewentualnego ‚zgaszenia’ panstwa Izrael, datuje sie od czerwca, bodajze, 1967 roku.

    Przebywalem wowczas na studenckiej, 6-miesieczej w PGR. Pewnego wieczoru doszlo do zblizenia praktykanckiego, na danym terenie. Niektorzy z nas wrocili do swoich siedzib pegieerowskich dopiero na sniadanie. A zaraz potem wkroczyli chlopcy radarowcy. Zwijajacy nas, zabawnikow ostatniej nocy. Na 24-godzinne przetrzymanie. O co szlo?

    Okazalo sie, ze o wojne Jom Kippur szlo. Wojne 6-dniowa, znaczy. I my, skacowani studenci praktykanci, stalismy sie jej uczestnikami.

    No bo to zydowskie studenctwo polskie musialo byc po NIEWLASCIWEJ stronie tej wojny! Szla padgatowka na Marzec 68

    Wielki Owczesny Brat bowiem byl po stronie antyizraelskiej. I to ten Bat pociagal za sznurki w teatrze udajacym troske o losy palestynczykow. Tych przegnanych z ich wlasnych domow do uciekinierskich obozow kilka(nascie) lat wczesniej.

    Krotko mowioncy. Wypuszczono nas, wciaz jeszcze skacowanych studentow praktykantow pegieerowskich, na drugi dzien. Zycie wrocilo do normy w PGR.

    Potem siem okazalo, ze ono rowniez wrocilo do normy na terenie dawnej Palestyny. W roku 1967 bedacej nowoutworzonym, oraz powiekszonym przez wojne 6-dniowa, panstwem o nazwie Izrael.

    Ruskie, oraz nasze polskie poparcie Palestynczykom udzielone 60 lat temu, zostalo zadeptane arabskimi lapciami. Nawet ja z tego poparcia wytrzezwialem

  412. Jak mam dość grubą skórę, to ten wywiad mną poruszył:
    http://www.tvn24.pl/luczak-surowka-komentuje-ekshumacje-ofiar-katastrofy-smolenskiej,688997,s.html

  413. Pytanie retoryczne

    czy sa w swiecie jakies niazalezne sily polityczne popierajace terroryzm arabski?

    Pytanie pomocnicze:

    czy sa w swiecie jakies niazalezne sily polityczne popierajace (nie)terroryzm trumpowski?

    O Hilary nie wspominamy dlatego, ze ona nie wydaje sie funkcjonowac w businessie terroryzmu miedzynarodowego. Chociaz, you never know..

    „Swiat, odradzajacy sie po amerykanskich wyborach za dwa dni, nie ma prawa pozostawac tym samym co poprzednio swiatem”

    Kto to powiedzial?

  414. Jiba,
    Poproszę o rozwiązanie zagadki.
    Moim zdaniem nie krzyknął i nie chwycił młodzieńca za rękę, co byłoby odruchem normalnym. Walnięcie w twarz możliwe jest tylko wtedy, gdy do walniętego czuje się czystą pogardę lub w stanie absolutnie najwyższej konieczności, np. gdy w ten sposób można komuś uratować życie.

    Dziwię się ludziom, że chodzą do tego księdza na mszę i jeszcze przyjmują od niego komunię.

  415. @Jiba, (6 listopada o godz. 22:43) 6 listopada o godz. 21:46 zakwestionowałem zdanie @Aateisty.

    Informacje podane w materiale zlinkowanym przez red. Kowalczyka uzupełniłem. Pokazując szerszy kontekst i zachowanie kurii poznańskiej.
    Podrzucam sznureczki:

    http://www.tvn24.pl/poznan,43/duchowny-uderzyl-dziecko-tlumaczyl-sie-na-mszy,398951.html

    Opinia parafian:

    http://www.tvn24.pl/poznan,43/ksiadz-uderzyl-dziecko-w-czasie-mszy-lubil-szarpnac-sobie-ministrantow,396764.html

    Ksiądz w parafii ma jej zdaniem słynąć z agresywnych zachowań. – Wiele razy słyszałam, że szarpał się z innymi. Ministrantów lubił sobie szarpnąć, bo coś tam mu nie przypasowało. Słyszałam nawet, że z księdzem wikariuszem, którego w parafii już nie ma, się poszarpali i ponoć nawet policja była. Chodziło o to, że za mało pieniędzy z kolędy przyniósł a on po prostu zawsze pytał czy starczy ludziom na chleb, więc niektórzy nie dawali kopert, bo wiadomo jakie są czasy – wyjaśnia. Ksiądz, według parafianki, miał także straszyć małe dzieci przychodzące do spowiedzi. – Wyzywał od diabłów, mówił, że mają wypisać się z kościoła – wymienia. Pani Rozalia przekonuje, że ksiądz podzielił parafian. – Dużo ludzi po prostu nie lubi księdza, ale boją się o tym mówić

    Mataczenie proboszcza:

    http://szamotuly.naszemiasto.pl/artykul/ksiadz-mial-uderzyc-chlopca-na-mszy-ludzie-sa-oburzeni,2160285,art,t,id,tm.html?sesja_gratka=65f4979e8ccb9ed333e576432c0b5944#9d91fc141a24d781,1,3,5

    I teraz zagadka. Jaka informacja w opisie zdarzenia świadczy o tym, że ksiądz przywalił celowo w ramach kary?

    Uderzył, bo MÓGŁ!
    Chwała rodzicom i parafianom, że ośmielili się jego „prawa” zakwestionować.
    Zauważ, że sprawa wlokła się blisko trzy lata.
    Sprawie drania, który nie wezwał pogotowia do umierającego noworodka, którego był ojcem, sąd w Poznaniu ukręcił łeb. Przy pomocy biegłych.

  416. @anumlik, @tejot, @Tanaka,
    Przepraszam za zbiorczą odpowiedź, ale Wasze reakcje na mój wpis mają pewien wspólny mianownik, czyli stosunek do osoby Ludwika Dorna. Tymczasem ja nie tyle zająłem się samym Dornem, ile wywiadem z nim. Oczywiście trudno rozpatrywać, to, co on powiedział w oderwaniu w od niego samego, trudno nie konfrontować jego obecnych wypowiedzi, z tymi udzielał, gdy był politykiem PiS i później, kiedy wstąpił do secesjonistów – „Solidarna Polska”, i jeszcze później, kiedy z SP wystąpił i przystał, jako niestowarzyszony do Platformy Obywatelskiej. Mylił się wielokrotnie w swoich ocenach i prognozach — nawet w zeszłym roku, upierając się do końca, tzn. do dnia ogłoszenia wyników, że PO nie przegra wyborów. W wywiadzie, który wcześniej przytoczyłem, znów oceniał i prognozował. Oceny te – według mnie – są słuszne, natomiast, co do prognoz – zobaczymy. W swoim poprzednim wpisie podszedłem być może zbyt entuzjastycznie do tego wywiadu, niewykluczone, że pisząc o nim po dwóch dniach, nie zachwycałbym się tak bezgranicznie. I rzeczywiście, po dwoch dniach, które minęły od zamieszczenia wpisu, zachwyt nieco stopniał, ale aprobata pozostała, ponieważ bez względu na to, jaki był i jaki jest Dorn, w kwestii, którą w swoim „review” poruszyłem, czyli niewzruszoność polityków przeciwnych obozów w sprawach stosunku do ciągłości państwa, do wyzbycia się rewolucyjnych zapędów co kadencję, wspólnego ustalenia doktryny państwowej i co jest polską racją stanu itp.

    Za czasów, kiedy to Ludwik Dorn był wicepremierem i szefem MSWiA, resort spraw wewnętrznych był jedynym ministerstwem, w którym w zasadzie nie było czystek, a na pewno nie takich, do jakich dochodziło w innych „wrażliwych” resortach, w których czyszczono od ministra do sprzątaczki. Dorn się postawił i musiał odejść, ponieważ Kaczyński i uznał, to za sprzyjanie „układowi”, a być może za próbę przejęcia policji i zagrozić jakimś przewrotem, czy licho wie czym.

    Bez względu na to, co Dorn kombinował, to o czym mówił w wywiadzie jest faktem – nie było i nie ma porozumienia sił politycznych w kwestiach dla istnienia państwa, zasadniczych, czyli tworzenia jego stabilności, Dorn próbował to robić w podlegającym mu resorcie, choć nam, Polakom, genetycznym podejrzliwcom trudno uwierzyć w bezinteresowność polityków. Tak czy owak prawdę Dorn powiedział i słusznie wyraził obawę co do przyszłości tzn., że nowa, niepisowska władza, będzie kontynuować złą tradycję. I tylko do tego się – w gruncie rzeczy – odniosłem.

  417. jobrave
    7 listopada o godz. 9:50
    @anumlik, @tejot, @Tanaka,
    „Bez względu na to, co Dorn kombinował, to o czym mówił w wywiadzie jest faktem – nie było i nie ma porozumienia sił politycznych w kwestiach dla istnienia państwa, zasadniczych, czyli tworzenia jego stabilności, Dorn próbował to robić w podlegającym mu resorcie, choć nam, Polakom, genetycznym podejrzliwcom trudno uwierzyć w bezinteresowność polityków. Tak czy owak prawdę Dorn powiedział i słusznie wyraził obawę co do przyszłości tzn., że nowa, niepisowska władza, będzie kontynuować złą tradycję.”

    Mój komentarz
    Jobrave, napisałem, że zgadzam się w 55 % z Tobą w sprawie oceny wypowiedzi Dorna o PISowskim państwie.
    Nie zgadzam się z przeszłą postawą Dorna wobec państwowości, ponieważ postawa ta przychylała się niezwykle skrajnie w stronę wymyślnych teorii-nieteorii o państwie wyznawanych przez Kaczyńskiego, w każdym razie do haseł Prezesa, z których dwa były zasadnicze – tylko my mamy rację jako prawdziwi Polacy, oraz – zobowiązani jesteśmy oczyścić Polskę od złogów poprzedniego ustroju, a przy okazji od zgubnej i fałszywej koncepcji realizowania ustaleń Okragłego Stołu poprzez eliminację obu umawiających się stron, odsunięcie ich nie tylko od rządów, lecz od wszelkiej roli w społeczeństwie poza rolą służebną pomysłom Prezesa (oferta dla Piotrowskich).
    Dorn energicznie promował te hasłowe teorie, kreował i zwalczał energicznie urojonego wroga – michnikowszczyznę i wszelkie inne prądy łżeelitowe, o czym sądził pewnie, że jest to najlepszy środek do budowania dalszej jedności z Prezesem.
    Prezes jednak dał posłuch swoim wątpliwościom, gorliwość Dorna wydała mu się podejrzana i relegował Ludwika z szeregów PiSu.

    Zgadzam się z bieżącą prezentacją postawy Dorna – państwo wymaga ciągłości, czego warunkiem jest porozumienie się i zgoda polityków rządzących i opozycyjnych w podstawowych sprawach.
    Idea ta jest gwałtownie bojkotowana przez PiS, co się przejawia się w ślepym oporze rządzących przed zgodą i współpracą z siłami wewnętrznymi w państwie i zewnętrznymi, które to siły traktowane są z góry jako nieprzydatne, nie rozumiejące, innego poznania i wyznania, są traktowane jako nieprzyjaciele prawdy i dziedzictwa narodowego. Współpraca polityczna z innymi państwami nazywana jest dyktatem, oszustwem lub kontaktami z niedouczonymi i niedoinformowanymi lub fałszywie poinformowanymi przez wroga wewnętrznego latającego na skargę do Brukseli na przykład.

    Ta niechęć do współpracy u Prezesa, a zważmy na to, że Prezes jest dziś PiSem i państwem, nie wynika z jego doktryny. To jest przejaw jego braku chęci do oraz umiejętności współpracy, dochodzenia do kompromisu. On uznaje kompromis za zgniliznę nie dlatego, że tak mówi jego doktryna, tylko dlatego, ze on po prostu nie potrafi, taki już jest.
    Pzdr, TJ

  418. No i mamy rokosz w TK!

  419. Płynna Rzeczywistość
    7 listopada o godz. 7:56

    Piszesz, że masz dość grubą skórę. Lecz bohaterscy patrioci, którzy mężnie podrzucali na grób męża tej pani karteczki z wypisanymi na nich wyzwiskami – mają skórę dużo grubszą. Zapewne utwardzoną za pomocą wody święconej.

  420. Tyle uwagi i komentarzy poświęcono wsobności. I zastrzeżeniom do krzyżowania krewniaczego. A może by tak wąsko pojęte krzyżowanie pominąć,a przynajmniej nie przypisywać mu nadmiernej roli? W końcu w natłoku, że tak to generalnie nazwę, stosunków większe znaczenie ma i jest bardziej owocne, krzyżowanie w obrębie gatunku (wiem, są wyjątki). Bo jak powszechnie wiadomo, jedynie krzyżowanie wewnątrzgatunkowe może przynieść wymierne korzyści. A międzygatunkowo albo do niczego nie dojdzie, albo urodzi się co najwyżej muł, lub oślik. Nie stawiałbym więc na to, że wsobność tu stanowi szczególne zagrożenie.

    W kwestii natomiast tych odstających. Cóż zrobić. Czasem trzeba mieć kogoś do sfarmienia. I należy się liczyć z tym, że mogą próbować kąsać, drapać, albo też (co przyjęte tu i ówdzie) smrodzić.

  421. mohikanin przedostatni
    6 listopada o godz. 21:46

    Nie ma znaczenia, czy ten cymbał czyta, co pisze. Mógłby czytać, może czyta, zupełnie nieważne. Siedzi w nim cymbał i oszust, i dlatego takie skutki. W tej sprawie niezwykle obrzydliwe skutki.

  422. Warto chyba przypomnieć tę sprawę. I kompletne milczenie Gądeckiego, który w czerwcu 2014 nawoływał do wyjścia na ulice przeciw Golgota Picnic.

    http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/1070862,sprawa-porodu-na-plebanii-umorzona-nie-wiadomo-czy-dziecko-ksiedza-bylo-czlowiekiem,id,t.html

    Warto głośno, publicznie przywoływać podstawę prawną, na jakiej nie dopatrzono się przestępstwa w zachowaniu kochasia w sutannie:

    Nie wiadomo czy dziecko księdza było człowiekiem

    Czyżby czarne nasienie było nasieniem wybrakowanym i zygota nie była dzieckiem od chwili zapłodnienia?

    „Wrogowie kościoła” głoszą herezję:

    gdyby księża mieli rodzić, to aborcja byłaby sakramentem

  423. @@ Tejot, jobrave

    Jeśli Dorn oszczędnie, gdy był ministrem, wywalał ludzi, to jest to drobnostka bez znaczenia dla całokształtu „świata wg PIS” i stosunków w państwie. Dorn. jako”trzeci bliźniak” był współtwórcą, a w pewnych dziedzinach może i głównym twórcą tego chorego, spaczonego, świata. To go obciąża i jeszcze bardzo długo będzie obciążać, a jedyną metodą, która może ocenę Dorna poprawić, byłoby jego zupełne oddanie się służeniu wolnemu, demokratycznemu państwu i powiększania obszarów wolności i podmiotowości ludzkiej. A jest to całkowitym przeciwieństwem „świata wg PISu”.
    Całkiem się zadzam z @tejotem: Dorn, słowami, usiłuje się dziś wywikłać ze swojej odpowiedzialności za to, w czym współtworzyl PIS i w czym ten PIS dziś niszczy Polskę i pożera głowy Polaków.

  424. paradox57
    7 listopada o godz. 11:28

    Korzyści chowu wsobnego zderzają sie z jego kosztami. Deformacje genetyczne są nie do uniknięcia, zawężenie horyzontów, karmienie się ciągle tym samym, realnie sobą, podobnie.

  425. @Tanaka, (7 listopada o godz. 11:30) po prostu w głowie mi się nie mieści, jak można relatywizować przemocowe zachowanie. Wobec kogokolwiek, a szczególnie wobec dziecka.
    Usprawiedliwienia nie ma. Żadnego.

  426. Tanaka
    To prawda. Ale tu raczej przyjąłbym za podstawę podobieństwo gatunkowe, a nie krewniaczość. Może odnoszę mylne wrażenie (cóż, krótka obecność).

  427. Dyskusja o nieobecnych nie ma wiele wspólnego z dobrymi manierami, ale jeśli może służyć wyciągnięciu nauki, nie szkodząc przy tym nieobecnemu, to dlaczego nie?
    Odejście Ozzy’ ego wzbudza żywą dyskusję, co oznacza, że był on, przynajmniej dla udzielających się na blogu, postacią ważną.
    Chyba wszyscy ceniliśmy sobie jego muzyczne „wrzutki”, jak również krytyczne, acz bardzo umiarkowane opinie na temat relacji polsko-żydowskich i vice versa. Żal, że odszedł, bo żal każdego, niebanalnego człowieka. Opuścił ten blog dość gwałtownie, poprzedzając swoją decyzję, dość enigmatycznym i lakonicznym wpisem.

    Podejrzewam, że motywy, że powód jego odejścia jest -z grubsza podobny do tego, który przedstawił swego czasu Pan Jacek Kowalczyk, a więc bezsensowność swojej tutaj misji, będącej wynikiem rozczarowania, które wynikło ono z różnicy pomiędzy tym, sobie założył, czego oczekiwał, a tym, co zaskrzeczało.

    Ozzy określił, to lapidarnie, jako „buffo”. Termin to wieloznaczny i w zależności od kontekstu, w tym jednak wypadku -chyba nikt nie ma wątpliwości-konotacja jest pejoratywna. Rzekłbym nawet, że było to stwierdzenie brutalne, spowodowane jakąś urazą i zapewne winni jesteśmy my wszyscy, bo w przeciwnym razie, Ozzy by tę winę zindywidualizował. Niby nie ma o czym mówić – ktoś odszedł i to jest jego sprawa, nie ma przymusu tkwienia na blogu. Jednak kiedy rezygnuje ktoś, ze słabo ukrywaną urazą, ktoś, co by nie rzec -„immanentny”, to pewnie warto się zastanowić, co tu może być „nie halo”.
    Czyżby jednak wpisy „Orteq’ a”? „Orteq”, jest niepoprawny politycznie, co według jednych jest wadą, według innych zaletą, ale ja nie widzę, by przekraczał granice pomimo swej kontrowersyjności. Oczywiście, nie miał racji, przypisując i wytykając Ozzy’ emu przynależność do sekty, bo praca- w tym wypadku – w gminie wyznaniowej, – niekoniecznie oznacza, że ktoś jest członkiem religijnej wspólnoty, że jest wierzący, uczestniczy w modłach, obrzędach, żyje według zasad religijnych itp. Ja też pracowałem dla Kk – choć byłem niewierzący. Byłem organistą w jednym z krakowskich kościołów i prowadziłem chór, choć zapewne z innych pobudek niż Ozzy. Znam zresztą wielu Żydów-ateistów, szczególnie w Polsce, którzy wspierają gminy wyznaniowe czy to finansowo, czy pracując społecznie albo niespołecznie. Nie widzę więc tu Ozzy’ ego jako osoby biorącej udział w „międzysekciarskich” potyczkach.
    Orteq zwraca również uwagę na pewne zjawisko ogólniejszej już natury, mianowicie na nad tym, iż Żydzi popadają w -swego rodzaju -relatywizm moralny, kultywują pamięć o Holokauście, potępiają jego sprawców, a jednocześnie mordują Palestyńczyków uzasadniając to koniecznością obrony utworzonego nielegalnie państwa i protestując, gdy nazywa się ich zbrodniarzami. No cóż, jest to ważna sprawa i należy o niej mówić, dopóki giną niewinni ludzie. Nawet wśród Żydów, w Izraelu i poza Izraelem panują przeciwstawne poglądy na tę kwestię, nawet wśród polityków izraelskich występują skrajnie różne opinie, myślę, że Ozzy zdaje sobie z tego sprawę i choć, być może, za Orteq’ iem nie przepada, to jednak nie Orteq jest powodem tej decyzji. Być może warto kiedyś podyskutować, nie tyle na temat odejścia Ozzy’ ego, ile na temat tego, co może być na tym blogu nie tak? Zresztą nie wiem, może stworzyłem jakiś sztuczny problem, może wyolbrzymiam tę całą sprawę?

  428. jobrave
    7 listopada o godz. 11:49

    Być może warto kiedyś podyskutować, nie tyle na temat odejścia Ozzy’ ego, ile na temat tego, co może być na tym blogu nie tak?

    Nie jest to sztuczny problem. Za mało merytorycznych dyskusji na poziomie, za dużo pleple albo jazgotu. Czemu sama też jestem winna, nie wypieram się. Pozostaje mi się trochę przymknąć, tak to widzę.

  429. @jobrave -11:49
    Nie nam powiedział Ozzy f… off. Powiedział jednej osobie.

  430. @NeferNefer -12:02
    Toż to nie klub naukowy. Jak zawiśnie ciekawy i oczywiście wtedy kontrowersyjny temat, to zleci się tu zaraz horda nawiedzonych i spierniczy cale przedstawienie. A tak to tylko mamy do czynienia z samochwalstwem niektórych, ale to w starszym wieku nieuniknione.

  431. tejot
    7 listopada o godz. 11:02

    jobrave
    7 listopada o godz. 9:50
    @anumlik, @tejot, @Tanaka,

    „(…)Zgadzam się z bieżącą prezentacją postawy Dorna – państwo wymaga ciągłości, czego warunkiem jest porozumienie się i zgoda polityków rządzących i opozycyjnych w podstawowych sprawach.
    Idea ta jest gwałtownie bojkotowana przez PiS, co się przejawia się w ślepym oporze rządzących przed zgodą i współpracą z siłami wewnętrznymi w państwie i zewnętrznymi, które to siły traktowane są z góry jako nieprzydatne, nie rozumiejące, innego poznania i wyznania, są traktowane jako nieprzyjaciele prawdy i dziedzictwa narodowego. Współpraca polityczna z innymi państwami nazywana jest dyktatem, oszustwem lub kontaktami z niedouczonymi i niedoinformowanymi lub fałszywie poinformowanymi przez wroga wewnętrznego latającego na skargę do Brukseli na przykład (…)”

    W wywiadzie z Dornem wyróżniłem tylko ten wątek, abstrahując od jego zachowania w czasach, gdy był „trzecim bliźniakiem”, bo co do jego grzechów zgadzam się zarówno z Tobą, jak i z „anumlikiem”, i „tejotem”. Może niezbyt udolnie to wyeksponowałem, tzn. wspomniany wątek, nie wystarczająco „zautonomizowałem”. Pomijąjąc intencje (dobre czy złe) chciałem zwrócić uwagę, że- jak do tej pory- Dorn, jako jedyny polityk, tak mocno tę kwestię podkreślił i nie mam nic przeciwko temu, żeby nadal i coraz głośniej o tym mówił, żeby ci, którzy prędzej, czy później dojdą do władzy zostawili już tych, nadanych przez PiS, szefów służb cywilnych, komendantów itp. jeśli merytorycznie są w porządku. Ktoś to musi zacząć, żeby stało się to tradycją, choć dość umiarkowanie w to wierzę.
    W każdym razie nie miało, to dla mnie znaczenia, że powiedział to Dorn, lecz że ktokolwiek, to zrobił, bo coś takiego trzeba wbijać do głowy, może KOD się tym zajmie? 🙂

  432. @NeferNefer,
    Błagam – tylko się nie przymykaj, a tym samym nie przemykaj jesteś słoneczkiem blogu (bloga?) – o, i właśnie słoneczko nad Londynem wyszło spoza chmur 🙂
    Co do merytorycznych wpisów – nawet red. Szostkiewicz toleruje niemerytoryczne, pomimo restrykcyjnej moderacji. Zresztą nie bardzo sobie wyobrażam tę merytoryczność. Podejrzewam, że doprowadziłaby do rychłej śmierci bloga (u). Ile można pisać o ateizmie, chociaż, niby „najbardziej lubimy te filmy, które już znamy” :). Kiedyś, kiedy zacząłem udzielać się na tym blogu, probowałem wykpiwać takie „do Sasa do lasa”, a później mi się to spodobało 🙂
    Pamiętaj – nie przymykaj się ani nie przemykaj się tu! 🙂

  433. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 12:16

    @NeferNefer -12:02
    Toż to nie klub naukowy. Jak zawiśnie ciekawy i oczywiście wtedy kontrowersyjny temat, to zleci się tu zaraz horda nawiedzonych i spierniczy cale przedstawienie. A tak to tylko mamy do czynienia z samochwalstwem niektórych, ale to w starszym wieku nieuniknione.

    No, sorry, do sześcdziesiątki jeszcze mi trochę brakuje. 🙂

  434. mohikanin przedostatni
    7 listopada o godz. 11:43

    Oczywiście, nie ma żadnego usprawiedliwienia. Dzieciak został walnięty przez księdza, publicznie, wśród ludzi, na mszy. Każda z tych kategorii walnięcia dziecka jest obrzydliwością, przestępstem, pogardą i poniżeniem. Ksiądz=świętość=bozia sama w sobie – i od tych najwyższych świętości dziecko dostaje cios.
    Ta obrzydliwość wyłgiwającego tłumaczenia przez cymbała aaronowatego jest tej samej kategorii, co wyłgiwanie się z odpowiedzialności kleru za pedofielnie dzieci, zaprezentowane przez ebepe Michalika Józefa, który bełkotał o tym, że to właściwie dzieci winne, bo „lgną do człowieka, do księdza”. Więc biedny ksiądz, skoro dziecko „lgnie” do niego, nie ma wyjścia: musi spedofilić. Niemalże dobra jakiegoś dziecku tym dostarcza, skoro ono takie lgnące i potrzebujące. Klecha-pedofil tylko „odpowiada na wezwanie” – jak to mają zwyczaj w przekrętno-uświęconym języku gadać.

  435. jobrave
    7 listopada o godz. 12:16

    „…nie mam nic przeciwko temu, żeby nadal i coraz głośniej o tym mówił, żeby ci, którzy prędzej, czy później dojdą do władzy zostawili już tych, nadanych przez PiS, szefów służb cywilnych, komendantów itp. jeśli merytorycznie są w porządku.”

    Pozornie brzmi to dobrze, ale to jest pułapka. Ci, co wywalili tyc merytorycznie dobrych, a sami wleźli na ich miejsca będąc merytorycznie niedobrymi z czasem, jak się zaczną uczyć, to może się po latach wyuczą i będą – w miarę obiektywnie – „merytorycznie dobrzy”. Pomocnik aptekarza, pai katechetka, jak zostaną, pierwszy, powiedzmy, ministrem kosmonautyki, a druga, powiedzmy – wicepremierem od przebudowy infrastruktury systemu dróg wodnych śródlądzia – to się może, po latach, przefllancują z katchezy i wydawania leków na speców od tych nowych spraw. Może, bo to realnie niezwykle trudne, jeśli się nie zaliczyło poważnego doświadczenia i realnej nauki na szczeblach pośrednich.
    Gdy jednak przychodzi nowa władza i wywala tych, co wywalili poprzedników nie mając kwalifilacji do zajęcia ich miejsca, ci wywalani płaczą i złorzeczą najnowszej władzy, bo oni „byli merytoryczni”. Tak się właśnie stało w minionych miesiącach, gdy dawni polityczni spadochroniarze w licznych spółkach skarbu państwa „stali się merytoryczni”, a PIS ich wywala na zbity pysk.
    Ci wywalani, „merytoryczni” mają swoje, subiektywne, racje. Oczywiście nie chcą pamiętać o tym, że sami bez pardony wywalali i zajmowali miejsce merytorycznych nie mając do tego kwalifikacji. O złu, które sami zrobili,o szkodach, które spółkom, czy instytucjom przynieśli nie chcą rozmawać i nie chcą pamiętać. A nieusywalną częścią „merytoryczności” jest posiadanie kwalifikacji odpowiednich do funkcji, oraz rozliczenie tych niemerytorycznych z ich niemerytoryczności. Oprócz tego istnieje coś takiego jak etyka urzędnika publicznego, czy etyka w biznesie (‘code of conduck’). To realnie istnieje, bez tego nie ma ani zdrowego biznesu,ani zdrowej służby publicznej, ani demokracji. W Polsce to żałosny śmiech, gdy się o tym wspomni. Ta polska żałosność nieustannego łamania dobrych zasad ilustruje tylko nasz dystans oraz zapóźnienie wobec wielu naszych sąsiadów z UE.
    Jak się raz wejdzie na złą droge, skutki ciągną się i przez kadencje i przez generacje i przez cały kraj. Mianowania zamiast konkursów na stanowisko, co właśnie przeprowadza PIS, to korupcja i degeneracja czyste wody. Być może, ale t tylko hipoteza, że „gruba kreska” ma czasem sens, ale nie a wcale jasnego dowodu, że jest lepsza niż wywalenie tych co wywalili i powrót, w lepszym kształcie, do konkursów na stanowiska. Co w realiach wściekłości politycznej w Polsce i drastyczności niekompetencji świata polityków, jest tylko postulatem, nie mającym widoków na szybkie spełnienie.

  436. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 12:16

    No niby nie ale zdarza się za dużo ględzenia i przytyków personalnych albo jakieś, czego nigdy wcześniej nie było, ustawki jednych na drugich a chyba wyrośliśmy z poziomu gimnazjum.

    jobrave
    7 listopada o godz. 12:38

    Ojej, aż się rozpromieniłam, dziekuję 😉
    Czasami tak mnie nachodzi myśl że robię za duży rejwach. Przemknęło mi też że może ozzy miał dość tego mojego fiu bździu i to przeze mnie.

    Chodzi mi o merytoryczne ale nie koniecznie na temat – byle nie o katolicyźmie bo mam po kokardę.
    Ja lubię te bardziej poważne analizy, na przykład teraz bardzo ciekawi mnie interpretacja „co pani Przyłębska miała na myśli” bo z czyjego poduszczenia to wiadomo. Niebywałe. Ciekawe co będzie dalej.

    Newsweek pisze, nawet interia a Polityka śpi 🙄

  437. Tanaka

    Cały ten cyrk z zabawą w krzesełka trwa od długiego czasu i każda nowa ekipa robi przemeblowanie. Kwestią „dobrego smaku” jest jego zakres. Wcześniej dotyczyło to tych miejsc i tych szczebli hierarchii, gdzie leżały w obfitości konfitury. Teraz, jak się okazuje, nawet te okolice, do których spływa to, co mocno przeżute i przetrawione, okazują się cennym łupem.
    Aż się nasuwa porównanie ze stratyfikacją troficzną w oceanach. Do dna praktycznie nie dociera prawie nic. Po drodze wszystko co w miarę przyswajalne jest przechwytywane.

  438. Dziś jest 7 listopada 2016 roku, 98 rocznica powołanie w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, której premierem był jeden z przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej w zaborze rosyjskim i ateista Ignacy Daszyński. Mało kto dzisiaj o tym pamięta. Nie przeczytałem w żadnej gazecie, tygodniku i nie usłyszałem w stacji radiowej lub nie zobaczyłem na ekranie telewizji rządowej czy komercyjnej jakiejkolwiek wzmianki na ten temat.
    Zatem wszystkim ateistom socjalisto i socjaldemokratom składam najlepsze życzenia z okazji ważnego święta!

  439. @ Ispi
    Proszę zajrzeć do jutrzejszej POLITYKI, tekst Edwina Bendyka.

  440. @Tanaka, (7 listopada o godz. 12:53) nikt im nie wmówi, że białe jest białe …. 😉

  441. @ Pan red. Jacek Kowalczyk
    Na POLITYKĘ zawsze mogę liczyć. Czytam ten tygodnik od 1964 r. zawsze z dużą przyjemnością intelektualną.

  442. @Jacek Kowalczyk 6 listopada o godz. 14:57

    Jeszcze na temat „ciekawostki”- już to w przelocie sygnalizowałam, ale punktuję:
    TU JEST w zarodku oczywisty KONFLIKT PRAWA KANONICZNEGO Z PRAWEM PAŃSTWOWYM.

    Bo jeśli prawo kanoniczne wymaga od xiunca bezwzględnej ochrony wafelka (podyktowanej „wyższą koniecznością” – bo tym terminem posługiwali się jego obrońcy) – to może kiedyś dojść do sytuacji, gdy katabas zabije dziecko bawiące się wafelkiem. Bo tego wymaga FIRMA i prawo kanoniczne.

    Przypominam, że na podstawie konkordatu duchowieństwo podlega prawu kanonicznemu, przy czym zakłada się (a raczej różni dyżurni na forach tak zakładają) że prawo kanoniczne nie wchodzi w konflikt z prawem państwowym. Tu mamy jedną z sytuacji, w której widać jak na dłoni, że jednak wchodzi. Warto katalogować takie przypadki i przy okazji wykazywać, że jest ich więcej (lonefather – koniecznie dodaj do kroniki!)

    Przy okazji – jeszcze nie czytałam forum, ale już widzę usilne starania, żeby sprawę zwekslować na inne tory, tłumacząc zajście… temperamentem xiunca! Temu sążnisty post poświęcił Mohikanin. Albo (od razu, Aaaa) tłumacząc, że wykroczenia zdarzają się przecież również wśród ateistów.

    Nie tędy droga – bo sednem sprawy jest konflikt tych dwóch praw. Konflikt, którego wbrew wysiłkom KaKa, nie da się jednak zamieść pod dywan. I nie ma sensu udawać, że go nie ma.

  443. paradox57
    7 listopada o godz. 13:26

    na tym polega uwłaszczanie sie na państwie polskim. O ile do niedawna – oczywiście – desanty polityczne obejmowały raczej główne stanowiska w spółkach skarbu państwa i instytucjach publicznych (członowie rad nadzorczych, prezesi, członkowie zarządów, dyrektorzy wydziałów/departamentów) to teraz nastapił już nawet nie desant, ale rodzaj tsunami. Specjaliści, nawet ci średnigo poziomy i niższych szczebli, pracujący w spółkach po kilka dziesiątek lat, są usuwani przez zgraje pisowskie. Niedawno mówił o tym jak to zrobiono w spółce „Energa” prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

  444. NeferNefer
    7 listopada o godz. 13:25

    Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 12:16

    … a chyba wyrośliśmy z poziomu gimnazjum.

    Nie jest to takie pewne, skoro gimnazja są likwidowane. Zanim kto zdążył z gimnazjum wyrosnąć, to mu zlikwidowali, i nie ma z czego wyrosnąć. I tak się biedak błąka, nie mając podłoża do wyrośnięcia.

  445. @NeferNefer, (7 listopada o godz. 13:25)

    Chodzi mi o merytoryczne ale nie koniecznie na temat – byle nie o katolicyźmie bo mam po kokardę.

    To może o kahunah? Ich system „wierzeń” nie spełnia kryteriów pozwalających je zaliczyć do religii. Czyli mieści się w ateistycznym profilu 😉

    Kahuna – w języku hawajskim: „ka” – strażnik, „huna” – tajemnica, czyli „kahuna” oznacza strażnika jakiejś tajemnicy, ale także osobę posiadającą znajomość jakiejś dziedziny wiedzy, mocy czy umiejętności niedostępnej innym. Kahuni na Hawajach pełnili rolę szamanów, kapłanów i uzdrowicieli.

    Huna jest wiedzą, która uznana została przez współczesną psychologię dopiero w ciągu ostatnich lat. Na przykład nikt nie słyszał o podświadomości (przynajmniej w akademickich kręgach) lub też w ogóle nie wiedział o jej istnieniu, zanim Sigmund Freud nie napisał o swoim „odkryciu”. Natomiast dawni kahuni na Hawajach nie tylko wiedzieli o niej, lecz również ojej szczególnych i ważnych funkcjach, a także w jaki sposób można doprowadzić do harmonii podświadomości i innych funkcji psyche

    Ostatnio sporo myślę o kahunah w związku z ich procedurą impeachmentu.
    Kiedy wódz zaczyna świrować i tym samym zagrażać dobru ogółu, sytuacja domaga się pilnego rozwiązania.
    Nie można wodza odwołać, bo to mogłoby podważyć prestiż tego stanowiska. Toteż ciemną nocą, tak ciemną, że oko wykol. Pod chatą wodza pojawiają się mężczyźni. Jeden drugiego nie widzi. Nikt ich nie zwoływał. W ciszy, bez słowa, wchodzą do chaty wodza. Po krótkim w niej pobycie, rozchodzą się równie bezszelestnie.
    Rano można przystąpić do przygotowywania ceremonii pogrzebowej starego wodza. I wyborów nowego 😉

  446. @ Na marginesie
    Mam wrażenie, że czytamy jakieś inne wpisy @ Mohikanina. Napisał dość jasno:
    „po prostu w głowie mi się nie mieści, jak można relatywizować przemocowe zachowanie. Wobec kogokolwiek, a szczególnie wobec dziecka.
    Usprawiedliwienia nie ma. Żadnego”.

  447. paradox57
    7 listopada o godz. 13:26

    Prezes wyraził się wielokrotnie że czuje absmak no to teraz wszyscy czujemy :/

  448. mohikanin przedostatni
    7 listopada o godz. 13:58

    Hm. Chciałabym coś inteligentnie odpowiedzieć ale będzie niezgodne z obowiązującymi paragrafami 😉

  449. Ewa-Joanna (12:07)

    ” Nie nam powiedział Ozzy f… off. Powiedział jednej osobie.”

    Nazwijmy te osobe i bedziemy oczyszczeni z wszelkich grzechow ament.

    Ze to sie ludziom jeszcze chce rozczepiac te ozzy’owo-dezerterowo zapalke na czworo. Naprawde.

    To plucie do butow, to szczanie do coca coli. Toz to, wypisz wybazgraj, zwyczajne wojny miedzysekciarskie. Nic nowego pod boziowym sloncem

  450. @Tanaka,
    To prawda, wszystko to sfera pobożnych życzeń, błędne koło. Nowi wybrańcy, którzy teraz wszystko, co robi PiS, krytykują, ale gdy dojdą władzy, stwierdzą, że dla nich nie jest, to wcale takie złe i coś wymyślą, żeby nie odkręcać, im więcej synekur dla swoich, tym lepiej, a gdy rządzić przestaną i znów wygra PiS znów będą psioczyć, że woluntaryzm, dyktatura itp. Zakładając jednak, że spróbują odkręcać, to co narobiło PiS, to przywrócą konkursy na szefów służb cywilnych i coś tam jeszcze uzasadniając, że mianowanie po uważaniu jest niedemokratyczne, ze spółek SP wywalą pisowców uzasadniając to ich dyletanctwem – brak stosownego wykształacenia, doświadczenia itd. i będą krzyczeć, że ci ich nowi lub przywróceni powinni pozstać na swoich stanowiskach bez względu na zmiany u steru władzy, że oni będą apolityczni, żeby ich już nie ruszać, bo to błędne koło. Wróci PiS i znów będzie to samo – pisowcy wywalą tamtych i dadzą swoich apolitycznych, bez konkursów, niech oni trwają bez względu na zmiany. Czy ta zła tradycja zostanie, kiedykolwiek, zastąpiona dobrą? Może kiedyś tak, zakładając, że przez kilkadziesiąt lat nie spotka Polski żaden kataklizm, w postaci wojny, rozbiorów, wykształcą się jakieś prawdziwe elity wśród następnych pokoleń, ale też pewności nie ma. Smutne to.

  451. @NeferNefer, (7 listopada o godz. 14:08)
    Może „żyrafy wchodzą do szafy”? Albo poprzestańmy na: „wicie, rozumicie” 😉

  452. @Jacek Kowalczyk 7 listopada o godz. 13:58

    Ale nie chodzi o wpisy Mohikanina, bo to detal.
    Chodzi o argumentację obrony i podstawę prawną.
    Chodzi o „stan wyższej konieczności” wynikający z prawa KANONICZNEGO.
    Chodzi o konflikt prawa kanonicznego z prawem państwowym. O to chodzi.

  453. Kiedys napisalem wpis o potrzebie przelamywania schematow myslenia. Tylko tak mozna sformulowac cos nowego. To bylo o zastosowaniu jezyka „religijnych” do prob nowych definicji. W tym wpisie uzylem dosc nieszczesliwie pewnie „chlopcy uberowcy” zwrotu. Tu jest znacznie lepiej to wyrazone, choc ten sam przyklad.
    //http://publica.pl/teksty/muszynski-swiat-ubera-potrzebuje-luddystow-58670.html
    Zgadzam sie z Orteq i zgadzam z Anumlik o Izraelu. Obaj trafiaja celnie, dlatego sie zgadzam. Problem jest tylko, ze na starej strzelnicy strzelaja. Prawdopodobnie zeby problem konfliktu rozwiazac nalezy stadion zmienic. W ramach dotychczasowych zawodow nie ma rozwiazania. Wszyscy beda celnie strzelac w czasach postPrawd. Tyle o korporacji Uber. To ma zreszta zastosowanie do korporacji o ktorej tutaj rozmawiamy, KaKa nazywajac czy skrotem KK jak ja. Zgadzam sie z Tejota tymi 55%. Ta o ciaglosci struktur panstwa. „Religijni” probuja caly czas strzelac na starym stadionie, lukiem ktory wszyscy znaja, nawet „niereligijni” na trybunach. Dlatego wszystkim tak latwo. Czasem trafiaja, czasem nie. Jak to sportowcy. Moze bysmy luk, na stumetrowym dystansie, na inny sprzet sportowy zamienili? I z trybunami na stadionie cos zrobili, remont.

    Ja na spotkania „fantasy” bajkopisarzy robie czesto mind-map. Dopasowany do nich, prawie indywidualnie. Trafnosc moja jest taka jak innych, przecietna, nie lepsza nie gorsza. Gdybym moj mind-map zastosowal 100km dalej, prawdopodobnie osiagnalbym bliski zero wynik. Te same argumenty, ten sam temat. Wiem sam jak trudno jest lamac wlasne schematy. Zawsze mowic do konkretnej osoby. Schemat z ktorego trudno wyjsc. Na blogu jescze bardziej, bo trzeba zadedykowac nieznanej.

    Dlatego NeferNefer dalszy ciag bajki, o potrzebie ciaglosci struktur myslenia i lamania detali w tych strukturach. Kompromisowo 2 rozdzialy 😉

    pzdr seleuk(os)

  454. 10.Gunnlaug wraca do Anglii

    O Gunnlaugu powiedziec trzeba, ze tego lata co Hravn wrócil na Islandie, przybyl on ze Svitjod do Anglii i przy rozstaniu dostal dary od króla Olava. Król Adalrad przyjal dobrze Gunnlauga i byl on w zaszczytach u niego przez zime.

    W tym czasie panowal w Danii Knut Wielki, syn Sveina. Niewiele czasu minelo jak przejal swoje dziedzictwo i grozil stale wyprawa na Anglie. Król Svein, jego ojciec, zdobyl w tym kraju wielkie królestwo, zanim tam zmarl. W tych czasach wielki oddzial dunskich wojów byl w Anglii. Dowodzil nimi Heming, syn jarla Strutharalda i brat jarla Sigvalda. Trzymal królestwo, które król Svein zdobyl, w posluszeñstwie dla króla Knuta.

    Na wiosne zwrócil sie Gunnlaug do króla o prawo odjazdu. Król odpowiedzial: „Nie mozesz ode mnie odjechac teraz, kiedy taki niepokój wzbiera w Anglii. Jestes w mojej druzynie.”

    „Jak postanowisz, panie”, odpowiedzial Gunnlaug, „ale pozwól mnie jechac na lato, jesli Dunowie nie przyjda.”

    „Zobaczymy wtedy”, zakoñczyl król.

    Lato minelo i zima a Dunów nie bylo. W polowie nastepnego lata dostal Gunnlaug króla pozwolenie jechac. Udal sie na wschód do Norwegii, do jarla Eirika na Hlade w Trondheimie. Jarl przyjal go dobrze i zaprosil zostac u siebie. Gunnlaug podziekowal, ale mówi, wpierw chce jechac na Islandie odwiedzic swoja narzeczona.

    „O tej porze, wszystkie statki na Islandie juz wyszly”, powiedzial jarl.

    Wtedy jeden z wojów sie odezwal: „Hallfred Vandräda Skald lezal wczoraj jeszcze kolo przyladka Agda.”

    „Mozliwe”, jarl Eirik powiedzial, „wyruszyl stad przed piecioma dniami.”

    I pomógl Gunnlaugowi dostac sie do Hallfreda, który przyjal go z radoscia. Dostali dobry wiatr i wyszli w morze i cieszyli sie wszyscy. Bylo to póznym latem.

    Jednego dnia powiedzial Hallfred do Gunnlauga: „Slyszales, ze Hravn Onundsson oswiadczyl sie o Helge Urodziwa ?”

    Gunnlaug slyszal o sprawie, ale nic pewnego. Hallfred mowil o tym co wiedzial, a wielu trzymalo za Hravnem, ze nie mniej zdatny byl jak Gunnlaug. Wtedy ulozyl Gunnlaug piesñ:

    „Lekko zabawia sie wiatr teraz,
    i malo wzrusza mnie to,
    ze wschodni urosnie do dzikiego
    sztormu tydzien caly.

    Bardziej smuci mnie slowo,
    ze Hravna równemu
    nie maja mnie. Za siwizna
    nie tesknie.”

    Powiedzial wtedy Hallfred: „Dobrze byloby, zeby poszlo ci lepiej z Hravnem, jak poszlo mnie. Lezalem ze statkiem przy Leiruvåg ponizej lak na Mosfellu. Bylem winien jednemu z jego domowników pól marki srebrem, ale nie moglem zaplacic. Hravn zjechal do nas i mial szescdziesieciu ludzi ze soba. Przecial line kotwicy, tak ze statek zdryfowal na gliniaste mielizny i byl bliski zeby przepasc. Póznej musialem zgodzic sie na wyrok Hravna i zaplacic jedna marke. Takie jest moje doswiadczenie z nim.” Pózniej nie mowili o niczym innym jak o Heldze, i Hallfred wychwalal jej urode. Wtedy Gunnlaug ulozyl piesñ:

    „Nie zdola Hravn, choc dzielny,
    zdobyc Helgi za zone,
    wie przeciez, juz jako dziecko
    byla piekna moja narzeczona.

    Czesto w jej ramionach
    mlody, w milosnych
    zabawach lezalem,
    chetnie sie radowalismy.”

    „Dobrze to ulozyles”, powiedzial Hallfred. Wyladowali w Hraunhovn na równinie Melrakka, pod koniec wrzesnia i wyladowali towary.

    Tord nazywal sie maz. Byl synem kmiecia na równinie. Zaczeli zapasy on i kupcy i nie szlo im dobrze przeciw niemu. Wtedy umówili sie stanac do walki Tord i Gunnlaug. Noc przedtem zaklinal Tord Tora o zwyciestwo. Dzieñ póznej spotkali sie i zaczeli walczyc. Gunnlug podbil obie nogi Torda i rzucil go twardo o ziemie. Ale noge na której stal, wywichnal, tak ze przewalil sie razem z Tordem.

    „Byc moze”, powiedzial Tord, „nie pójdzie ci lepiej i w innej sprawie.”

    „W jakiej ?”, spytal Gunnlaug.

    „Sprawie z Hravnem, kiedy dostanie slodka Helge teraz za pare tygodni. Bylem sam latem na tingu kiedy to postanowili.”

    Gunnlaug milczal. Obwineli mu noge i nastawili z powrotem, ale bardzo mu opuchla. Hallfred i Gunnlaug z dziesiatka swoich udali sie na poludnie i przybyli na Gilsbakke tego samego sobotniego wieczoru, kiedy sie gody na Borgu odbywaly. Illuge ucieszyl sie kiedy Gunnlaug przybyl z druhami. Gunnlaug chcial zaraz jechac na Borg, ale Illuge nie radzil i tak uwazali wszyscy poza Gunnlaugiem. Gunnlaug nie mogl jechac z powodu stopy, choc nie dal tego poznac po sobie.

    Hallfred wyruszyl nastepnego ranka do domu, do Hreduvatn w Nordådalen. Galte, jego brat, opiekowal sie ich majatkiem. Byl odwazny i zdatny.

    przyp:

    Kanut Wielki: krol Angli od 1016, Danii od 1019, i Norwegii od 1028 roku. Po bitwie nad rzeka Helga stworzyl panstwo dookola Morza Pólnocnego z centrum w Anglii, gdzie próbowal lagodzic przeciwnosci miedzy skandynawskimi przybyszami a ludnoscia anglosaska. Zmarl 1035.

    Svein: Sven Widlobrody walczyl ze zmiennym powodzeniem o wladze w Anglii. Ojciec Kanuta Wielkiego.

    Hallfred Vandräda Skald: najbardziej znany ze skaldów króla Olava Tryggvessona.

    pod koniec wrzesnia: w org. „pol miesiaca przed zimowyni nocami”, dwa tygodnie przed 14 pazdziernika, dniem rozpoczynajacym zimowe pólrocze.

    za pare tygodni: w org. „przy zimowych nocach”, 14 pazdziernika.

    Czesto w jej ramionach i dalej: Wolne kobiety mialy prawo wybierac partnerow, rowniez sexualnych, bez negatywnych konsekwencji spolecznych. Wolnym musial byc rowniez partner. Wolny, wolne znaczy tu „nie niewolnik”. Chrzescijanstwo przesunelo to w strone zakazu, ale w Skand. nie calkowicie.

    ————————————————-

    11.wesele Hravna

    O Hravnie powiedziec trzeba, ze siedzial na swoim weselu na Borgu, i jak wiekszosc opowiada, narzeczona byla zasmucona. Przeciez prawda jest, jak mówi przyslowie, ze dlugo czlowiek pamieta, czego sie za mlodu nauczy. Tak z nia tez bylo.

    Na przyjeciu oswiadczyl sie maz, Sverting go zwali, o Hungerd, córke Torodda i Jofrid. Sverting byl synem Havr Björna, ktory byl synem Molda Gnupa. Malzeñstwo zawarte byc mialo tej samej zimy, po godach swiatecznych, na Skanö. Zyl tam Hungerds krewniak Torkel, syn Torve Valbrandssona którego matka byla Torodda, siostra Tungu Odda.

    Hravn pojechal z Helga do domu na Mosfellu. Wkrótce po przybyciu, zdarzylo sie jednego ranka, ze Helga lezala przebudzona ale Hravn spal i mial niespokojny sen. Kiedy sie obudzil zapytala Helga co snil. Hravn odpowiedzial piesnia:

    „Raniony mieczem, na twoim ramieniu
    widzialem sie sam we snie,
    krwia moja bylo twoje loze
    barwione czerwono, moja pani.

    Nie zdolalas ty, zono,
    moich ran zwiazac,
    zalu niewiele
    kiedy krew moja plynie.”

    „Nigdy nad toba plakac nie bede”, powiedziala Helga. „Oszukaliscie mnie, Gunnlaug przybyl do domu”. I Helga zaplakala.

    Wiadomosc o powrocie Gunnlauga rozeszla sie. Helga tak sie sprzeczala z Hravnem, ze nie mógl utrzymac jej na Mosfellu. Sprowadzili sie z powrotem na Borg. Hravn niewiele mial radosci ze wspólzycia z Helga.

    Zaczem gotowali sie jechac na wesele. Torkel na Skanö zaprosil Illuge Czarnego z synami. Kiedy Illuge gotowal sie, Gunnlaug siedzial w izbie i nic nie robil. Illuge podszedl do niego i spytal dlaczego sie nie przygotowuje.

    „Nie mam zamiaru jechac”, odpowiedzial Gunnlaug.

    „Jedz”, powiedzial Illuge. „Nie bierz tego tak gleboko, zeby chodzic i zalowac jednej kobiety. Udaj, jakby nic nie zaszlo. Kobiet nie bedzie ci nigdy brakowac.”

    Gunnlaug zrobil jak ojciec powiedzial. Przybyli na weselne przyjecie. Illuge z synami posadzono na jednym podwyzszeniu. Torstein Egilsson, Hravn, jego ziec, orszak narzeczonego posadzono na podwyzszeniu po przeciwnej stronie. Kobiety na lawie miedzy nimi a najblizej oblubienicy siedziala Helga Urodziwa. Czesto spogladala, tam gdzie Gunnlaug, i tak bylo jak mówi przyslowie, „nie ukryje oko kobiecej milosci”. Gunnlaug wystrojony w szaty, które mu król Siggtryg darowal, wydawal sie przedniejszym od innych, sila, pieknem i wzrostem.

    Niewiele radosci bylo na tym weselu. Nastepnego dnia mieli zakoñczyc. Rozdzielilo sie kobiet stado, zaczely przygotowywac sie do powrotu. Wtedy Gunnlaug rozmówil sie z Helga. Dlugo byli i Gunnlaug ulozyl piesñ:

    „Nie widzialem pod sloñcem
    ja dnia radosnego, od kiedy
    Helge Urodziwa
    dano Hravnowi za zone.

    Nie zdolal dziewicy
    ojciec przemyslec, ze
    mój jezyk stworzony kasic:
    za zloto sprzedal córke.”

    I dalej:

    „Piekna panno, zlem
    chcialem ojcu
    zaplacic i równym zlem
    twej matce.

    Zbyt wiele urody splodzili
    w lozu prawym,
    jestes ta, która
    moja radosc zabije.”

    I dal Gunnlaug Heldze plaszcz, podarek króla Adalrada, bardzo cenny. Helga podziekowala za dar.

    Pózniej podszedl Gunnlaug tam gdzie staly konie. Ogiery byly osiodlane i przywiazane przy kamiennym podejsciu przed domem. Wiele bardzo pieknych. Gunnlaug wskoczyl na jednego i ruszyl pedem przez podwórze, tam gdzie Hravn stal, tak ze Hravn musial uskoczyc na bok.

    „Nie uciekaj, Hravn” powiedzial. „Tym razem nie potrzebujesz sie bac. Ale wiesz na co zasluzyles.”

    Hravn odpowiedzial piesnia:

    „Miecza nosicielu, ty, który
    walki boginie slawi,
    nie przystoi nam sie
    sprzeczac o dziewice.

    Wierz mnie, lekko zdolasz
    wiele równie dobrych
    znalezc na dalekich dworach,
    wedrowiec wie to dobrze.”

    „Mozliwe, ze jest wiele równie dobrych jak ona”, odpowiedzial Gunnlaug, „ale ja tak nie uwazam.”

    Spiesznie podbiegli, Illuge i Torstein, bo nie chcieli walki miedzy nimi. Wtedy Gunnlaug ulozyl piesñ:

    „Za majatek dali Helge,
    urodziwa, w pierscieniach zlotych,
    Hravnowi, ktorego maja
    za równego mnie.

    Tak bylo, ze szlachetny Adalrad
    na wschodzie w Anglii
    mnie wstrzymal. Dlatego
    tak smutne moje polozenie.”

    Rozjechali sie do domów, kazdy w swoja strone. Zima byla spokojna i nic sie nie zdarzylo. Zycie z Helga nie ukladalo sie Hravnowi, od kiedy ona i Gunnlaug spotkali sie.

    przyp:

    po godach swiatecznych: org. po Jul, zobacz poprzedni przypis o Jul

    Skanö: gospodarstwo polozone miedzy Hvitån (Bialym potokiem) a Reykjadalsån (Mglistej doliny potokiem). Gospodarstwo lezy w poblizu zrodel gejzerowych pary.

    ————————————————-

  455. mohikanin przedostatni
    7 listopada o godz. 14:20

    wicie rozumicie wystarczy 😉 i jeszcze mi się plącze po głowie „nie ma mocnych” ale to w innym kontekście

  456. seleuk(os) 7 listopada o godz. 14:22

    Wyznaję bez bicia, że nie czytam Twoich sag, bo mnie nudzą. Ale zakładając, że są autentyczne, czy w ogóle nie ma w nich żadnej kosmogonii? A jeśli jest, to czy mógłbyś ją przytoczyć? W miarę możności fragmentarycznie.

  457. Jobrave, odnośnie ciągłości państwa.

    PIS u sterów państwa pierwsze co zrobił, to zlikwidował merytoryczność działania aparatu państwowego w zarodku, tzn. służbę cywilną i to nie metodą likwidacji wprost, tylko metodą podobną do sprawy TK – postawił na skuteczność, operatywność w operowaniu kadrami i swobodę w decydowaniu kto i gdzie.

    Po tym pierwszym kroku PiS szykuje ustawę, która ma zlikwidować obsadzanie stanowisk według kryterium merytoryczności w służbie państwowej od góry do dołu, aż do gminy.
    I to nie poprzez likwidację, tylko przez sformułowanie w ustawie takich warunków, które dadzą wolną rękę rządzącym w polityce kadrowej, stworzą nowy typ merytoryczności, której sednem będzie przydatność kandydatów do obsługi bieżącej sprawujących władzę z ramienia PiSu, dawniej nazywana wiernością linii partii. PiS pisze ustawy pod siebie.

    Te posunięcia tworzą dublet likwidujący założenia demokratyczego państwa prawa na szczeblu urzędniczym, czyli tam, gdzie merytoryczność oraz stałość zdań i celów jest niezbędnym warunkiem sprawnego funkcjonowania państwa.
    Pzdr, TJ

  458. A tak całkiem ogólnie rzecz biorąc – objaśnianie problemów systemowych KaKa rzekomo nieodpowiednim zachowaniem pojedynczych księży czy biskupów ma długą tradycję. Zawsze gdy dochodzi do skandalu, KaKa rzuca człowieka lwom na pożarcie. Chodzi o to, żeby poświęcając człowieka ratować jednak fasadę instytucji. Ale (ja by się nie oburzać) ksiądz zachował się prawidłowo i zgodnie z tym, co mu wpojono w ramach tzw. „formacji”. A wpojono mu, że nie ma nic ważniejszego od wafelka.

    Podobnie inny xiunc ze stajni Głąbeckich postąpił prawidłowo, gdy NAJPIERW ochrzcił swoje dziecko (przyjmując poród i dbając o to, żeby urodziło się martwe) a POTEM wezwał pogotowie do swojej kochanki. FIRST THINGS FIRST. W nagrodę został szybciutko przeniesiony w bezpieczne miejsce, za granicę. FIRMA docenia wierność swoim zasadom – które są nieludzkie, bo nic ludzkiego w tej FIRMIE nie ma. Proste? Proste.

  459. @jobrave, tejot

    W krajach demokracji (bez przymiotnika) praktykuje się dwutorowość karier w rządzie. Dlatego po zmianie władzy zachowuje się jej ciągłość. Np. w ministerstwach minister jest z politycznego nadania (aktualnie rządząca partia) a wiceminister – z pionu urzędniczego. Wiceminister zapewnia ciągłość, wspiera ministra – i przy okazji pilnuje tego ministra, żeby nie zaliczył zbyt wielu wpadek. To takie proste, że aż banalne. Ale żeby do tego doszło ktoś musi działać W INTERESIE PAŃSTWA.

  460. @NeferNefer 7 listopada o godz. 13:25

    Skoro chcesz pełnić na tym forum rolę błazna – trudno mi będzie traktować Cię poważnie.
    A jeżeli lubisz mącić zakulisowo – do roli błazna to nie pasuje. Zdecyduj się.

  461. Jacek Kowalczyk 7 listopada o godz. 13:58

    Cytuje Pan wpis Mohikanina:
    „po prostu w głowie mi się nie mieści, jak można relatywizować przemocowe zachowanie. Wobec kogokolwiek, a szczególnie wobec dziecka.
    Usprawiedliwienia nie ma. Żadnego”.

    Otóż Mohikanin nie ma racji. Bo jest dla xiunca usprawiedliwienie – w prawie kanonicznym. I na to właśnie prawo KANONICZNE powoływała się obrona księdza. Zgodnie z prawem, któremu podlega – na podstawie konkordatu – ksiądz nie zrobił nic złego. Problem tkwi nie w księdzu, tylko w prawie kanonicznym.

    Nie wiem, czy Mohikanin o tym nie wie, czy tylko udaje, że nie wie. Ale jego jednostkowe oskarżenia są dziecinne.

    Problem tkwi w instytucji. Tutto qua.

  462. Na marginesie
    7 listopada o godz. 14:27

    Wyznaje bez bicia, ze rowniez nie czytam wszystkich wpisow bo mnie nudza 😉 Co znaczy slowo „autentyczne” mozna dyskutowac. Rownie autentyczne, jak historie o Macierewiczu czy innych co lapia wafelki. Jezeli chodzi o kosmogonie w ktorej sagi sa zanurzone, to jest ona, rownie obszerna jak ta tutaj na blogu z zapamietaniem dyskutowana. Jak skrocic kosmogonie blogowa nie wiem. Prawdobodobnie byloby to rownie niemozliwe w przypadku Edd obydwu (poetyckiej i prozatorskiej) z dodatkiem Heimskringla (listow apostolskich) 🙂

    pzdr seleuk(os)

  463. Na marginesie
    7 listopada o godz. 14:48

    HA HA HA 😀

    Ale mnie rozbawiłaś, dziekuję 🙂

  464. @ Na marginesie
    Generalnie pewnie miałaby Pani rację, gdyby nie to, że prawo kanoniczne raczej nie sugeruje bicia dzieci schylających się odruchowo po opłatek. Więc aspekt konkretnej osoby księdza ma tu znaczenie.

    Ponadto: mam wrażenie, że nie dostrzega Pani napastliwości własnej formy wypowiadania się na forum. Bardzo jest Pani bezkompromisowa i ostra. To może przynosić dobre, ale i takie sobie efekty w rozmowie, w której siłą rzeczy nie widać pozawerbalnych sygnałów. Chyba nie tylko ja to zauważam.

  465. @NeferNefer 7 listopada o godz. 15:00
    Zaraz spróbuję Ci podrzucić – troche sera.

  466. @Jacek Kowalczyk 7 listopada o godz. 15:04

    Ale ja nie zawsze – i niekoniecznie – rozmawiam.
    W tym przypadku deklaruję i stawiam istotną sprawę na ostrzu noża.

    A na prawo KANONICZNE (w postaci „wyższej konieczności”) powoływała się obrona tego księdza.

    A sąd tego „argumentu” NIE PODWAŻYŁ jako takiego, po prostu stwierdził, że w tym przypadku nie ma zastosowania, bo obrona wafelka NIE WYMAGAŁA znokautowania dziecka. A gdyby wymagała – to co wtedy? Już chyba jaśniej nie jestem w stanie tego przedstawić. To jest problem PRAWNY, nie etyczny.

  467. „De gównibus in przeręblae”
    Tak Ziemowit Szczerek w dzisiejszym wpisie zatytułował politykę uprawianą aktualnie przez PiS.
    Kręcą się i kręcą jak ta kupa w lodowatej wodzie, a wokół coraz chłodniej…

  468. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 14:59

    Żeby zmienić temat – bo o to Ci chodzi, prawda? – najlepiej byłoby podrzucić INNY temat, w miarę możności, że się tak wyrażę, chwytliwy. Kilometrowa saga nie zadziała – chyba że chcesz tylko zamulić. Czy mógłbyś W SKRÓCIE zreferować te kosmogonie?

  469. @ Na marginesie
    „Ale ja nie zawsze – i niekoniecznie – rozmawiam.”

    A skoro tak, to wszystko jasne. Czym to się różni od wystąpień z ambony?

  470. @NeferNefer
    7 listopada o godz. 15:09

    Mało coś jakobinów było na tym blogu, a nisze muszą być zapełniane.
    Takie prawo natury 🙄

  471. jobrave
    7 listopada o godz. 14:13

    Pytasz:
    „Czy ta zła tradycja zostanie, kiedykolwiek, zastąpiona dobrą? Może kiedyś tak, zakładając, że przez kilkadziesiąt lat nie spotka Polski żaden kataklizm, w postaci wojny, rozbiorów, wykształcą się jakieś prawdziwe elity wśród następnych pokoleń, ale też pewności nie ma. Smutne to.”

    Moja odpowiedź jest taka, że potencjał zmiany znajduje się głęboko wewnątrz psyche poszczególnych ludzi, w psyche zbiorowej, w totemieźmie i chorej plemienności Polaków, osadzonej na religii, co skutkuje wzajemną głęboką nieufnością, pęczniejącą do form nienawistych i spływjących lawinami błota.
    W ramach tej choroby konieczne jest, żeby „nasi dowalili „im”, dokopali, zatłukli, wdeptali w błoto, wykluczyli z życia, symbolicznie zamordowali. Tym właśnie są nieustanne bluzgi płynące z ust najwyższych obecnie funkcjonariuszy sklejonej w jedno (to też charakterystyczne) bryły partyjno-państwowej – symbolicznym zabójstwem. „Polacy najgorszego sortu” (nie: „gorszego”, jak woleliby naiwni połykacze najdrobniejszych i warunkowych śladów łaski rządzących -); autorzy „zamachu smoleńskiego” (a więc zbrodniarze), jak i ci, co się zgadzają z wnioskami wszystkich do tej pory wykonanych raportów państwowych (rosyjckich i polskich jasno dowodzących, że był to wypadek – wszycy oni muszą zostać symbolicznie zabici.

    Jak to się zacznie poważnie zmieniac, będą też zmiany w warstwie politycznej. Cóż, mniej więcej tyle, ile trwało rozchodzenie się mentalności ludzi Reformacji z ludźmi kontrreformacji. Może nieco poddane katalizującemu wpływowi bliższych kontaktów z ludżmi wyrosłymi na Reformacji, konstytucji, republice, set-letniej walki o prawa człowieka i tak dalej.
    Zwróć uwagę: w Polsce nie było znaczącej walki o prawa człowieka, prawa kobiet, dzieci. Zaś Kościół kat robił wszystko co mógł, by się temu z wielką i stałą zawziętością przeciwstawiać.
    W większości zostało to przejęte z demokratycznego Zachodu, z Unii. A te ruchy, które najpoważniej się angażowały w walkę o prawa człowieka miały proweniencję socjalistyczną i ludową. Pod koniec XIX wieku, działacze ludowi i socjalistyczni próbowali doprowadzić do rzeczywistego wyzwolenia ledwo co – nominalnie – wyzwolonego niewolnika pańszczyżnianego z roli podczłowieka, by został wreszcie człowiekiem. Kto był największym wrogiem wyzwolenia tego człowieka? Kościół kat. Jak we wszystkim.

    Tak więc będzie wyraźnie lepiej, jak się zmieni to co powyżej, ze szczególym uwzgędnieniem roli Kościoła kat.

    Istnieje – teoretycznie – też druga droga która – teoetycznie – może doprowadziłaby do szybszych zmian na lepsze. Musiałaby sie pojawić jakaś siła, głęboka i trwała, jakiś wielki ruch społeczny, może (poważnie wątpliwe) jakaś partia, ruch partyjny, z katgorii tych co w krajach zachodniej, czy północnej Europy potrafły rządzić, albo współrządzić przez parę dziesiątek lat (np. Solcjaldemokraci w Niemczech, czy w Szwecji), by siła i konsekwentne przeorywanie nieświadomości zbiorowej i kształtowanie nowej (dobrej!; wszak teraz trwa „przeorywanie” w dewastującym kierunku !) jakości w głowach Polaków miało szansę ziścić się w jakimś znośnie niedługim czasie.
    Musiałby się pojawić jakiś wielki autorytet, będący punktem odniesienia na dekady nawet wtedy, gdy już by nie rządził – ktoś jak Roosevelt w USA, czy de Gaulle we Francji.
    Proste pytanie weryfikujące: jaka jest na to szansa? , a za nim: jakie warunki muszą być spełnione, żeby tak się stało? – też jest miarą odpowiedzi – kiedy.

  472. @Jacek Kowalczyk 7 listopada o godz. 15:14

    Tym że nie siedzę na ambonie 🙂

    Ale spasuję, bo już chyba do wszystkich dotarło,
    że konflikt prawa kanonicznego z prawem państwowym jest w Polsce realny
    a w tej sprawie widoczny jak na dłoni.

  473. Na marginesie 7 listopada o godz. 14:27 i inni

    Chcialbym dodac, dlaczego zdecydowalem sie opublikowac bajke zanurzona w kosmogonii om Ygdrasill, dedykujac to NeferNefer.

    Obecnosc tej kosmogonii w swiadomosci tutejszych, nie pozwolila z obszaru Skand. zrobic skansenu (pojecie skand.). Kosmogonia ta jest rownie stara i obszerna, jak ta dyskutowana tu na blogu. Byla przekazywana pokoleniami ustnie i pisemnie (pismem runicznym). Linki przekazywalem. Kosmogonii pasterskiej nigdy nie udalo sie wyprzec kosmogonii wolnych zeglarzy. A przeciez sa inne jeszcze kosmogonie i maja swoje mity.

    Mozna oczywiscie poddac dyskusji, czy dzisiejszy swiat tutejszy jest lepszy od dzisiejszego nadwislanskiego, opartego na pasterskiej kosmogonii.

    A NeferNefer dlatego, ze tez ja nudzi katolicyzm. Nudzi. 😉

    pzdr seleuk(os)

  474. Jacek Kowalczyk
    7 listopada o godz. 15:04

    Prawo kanoniczne, owszem, nie namawia, by członek kleru tłukł dzieci.Prawo kanoniczne jednak, po społu z dogmatami religijnymi, treścią psychologiczną religii katolickiej oraz tzw. Tradycją, jednoznacznie formułują absolutny prymat herbatnika nad człowiekiem. Ów herbanik nie jest u katolików co dobrze wiemy – żadnym symbolem ( a za symbol ludzie się nie tylko biją, ale i zabijają, czego nie ma co wyjaśniać), ale żywym ciałem Chrystusa, czyli – boga. Prymat boga nad człowiekiem jest absolutny i niedyskutowalny. Każda forma reakcji, nawe najdrastyczniejsza, jest w duchu przez członka kleru i jego Kościół – wytłumaczona i usprawiedliwiona. Ksiądz – wedle własnego mniemania – zachował się i tak „godnie” i wyjątkowo delikatnie. W jego psyche podanie go do sądu było bezczelną agresją. On tylko (delikatnie odsunął dziecko,i jest tego w duchuabsolutnie pewien. W sądzie (przecież jednocześnie i przed Bogiem) mówił prawdę.

  475. errata przepraszam
    o Ygdrasill, nie om (to bylo po tutejszemu)

  476. Tanaka 7 listopada o godz. 15:28

    TAK. O to chodzi.

  477. Tobermory
    7 listopada o godz. 15:17

    Byle głupota mnie nie zdenerwuje 🙂 a przerzucać się tam i nazad nie będę.

    seleuk(os)
    7 listopada o godz. 14:24

    Bardzo dziękuję, chętnie przeczytam.

  478. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 15:26

    Doskonale rozumiem, że chciałeś spełnić życzenie NeferNefer.
    Ale ja nie mam wpływu na to, co ją nudzi – chociaż nie wątpię, że co innego niż mnie 🙂
    Wyszukam sobie Ygdrasil. Może potem będę mieć pytania. Pozdrówka.

  479. Przeciez w tej bajce Helga wysmialaby tylko politykow, przeciw ktorym @Jiba musi protestowac na ulicy. Jako przyklad.

    seleuk(os)

  480. No to narobiło się na blogu przy okazji wyroku skazującego katolickiego duszpasterza.
    Musiał księdza chyba jakiś diabeł podkusić, żeby w ten akurat sposób zachować się w kościele.

    A swoją drogą nie jest tajemnicą, że w Boga nikt nie wierzy wśród przedstawicieli blogowej wolnej myśli.
    Ale jak jest z diabłem?
    Ciekawe, czy na przykład Tanaka twierdzi , że Diabeł to również byt którego istnienia nie można w empiryczny sposób dowieść i to tylko bajka dla niegrzecznych dzieci.

    Nigdy się na ten temat nie wypowiadał.
    Ja przynajmniej jednoznacznie brzmiącego stanowiska Tanaki w tej kwestii nie znalazłem…a jak Tanaki, to chyba i @na marginesie w tej drażliwej sprawie głosu dotychczas nie zabierała.

  481. @Tanaka 7 listopada o godz. 15:28

    I chodzi jeszcze o to, że ten „argument” przełknęli bez udławienia się ŚWIECCY sędziowie.
    To wynika z relacji w linku podanym przez Redaktora (Jacek Kowalczyk
    6 listopada o godz. 14:57)

  482. Przeciez w tej bajce i innych, ludzie historyczni, ogladaja swiat od Grenlandii do M. Kaspijskiego i Pln. Afryki. 1000 lat temu. Co oni widzieli?

    seleuk

  483. @Aateista 7 listopada o godz. 15:40

    Diabeł to nie jest chodliwy temat wśród ateistów.
    Lepiej Ty zabierz głos na temat konfliktu prawa kanonicznego z prawem państwowym.
    Chyba, że chcesz udawać, że coś takiego nie istnieje

  484. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 15:42

    Czy mógłbyś pokrótce rozwinąć tę myśl?
    Bo TO zaczyna być ciekawe.

  485. Ludu blogowy
    Pokornie pochyl głowy
    Zdeklaruj szczerze
    W jakiej się skrywasz wierze
    Zreferuj w skrócie
    Co widzisz w Absolucie
    Czyś w interesie?
    Podaj Na marginesie

  486. @Tobermory 7 listopada o godz. 15:47

    Nie chodzi o wiarę. Chodzi o PRAWO i jego wykładnię.
    Już Ci mówiłam, że powinieneś czytać uważniej.
    A do referowania „wiary” w „Diabła” (wielką literą!) zachęca Aaaa czepiając się Tanaki.

  487. Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:47
    Ktora mysl?
    Jórsalaland w staronord. „ziemia Jerozolimy”
    pzdr seleuk(os)

  488. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 15:52

    „Co oni widzieli”. No właśnie, co widzieli? Jak to co widzieli wpływało na ich wyobrażenia o świecie? I czy w ogóle coś sobie wyobrażali? Coś typu „powstanie człowieka”? Jaką rolę odgrywała w ich obrazie świata wyobraźnia, a jaką empiria? Te rzeczy.

  489. @Aateista – śmiało! Jak widzisz konflikt prawa kanonicznego z prawem państwowym
    Na przykładzie rozpatrywania sprawy księdza, który uderzyl dziecko
    Ze szczególnym uwzględnieniem linii obrony?

  490. Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:44
    Gdybys @Na marginesie przeczytala text jak Allting rozwiazal sprawe konfliktu prawa 1000 lat temu i dlaczego tak zrobil, moze mialabys odpowiedz. Kazdy czyta texty jak chce, bajki tez 😉
    pzdr seleuk

  491. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 16:01

    Gdybyś chciał zreferować – nie musiałabym czytać 
    Ale zgoda, przeczytam. Podaj odnośnik, please.

  492. Nie bardzo mam ochotę, ale już skoro jestem to przy okazji dyskusji na temat prawa kanonicznego i prawa opisanego na stronach KK , nieśmiało przypomnę może już trochę zapomnianą i niezbyt wesołą śpiewogrę zatytułowaną „Antygona”.
    Wielu się zapewne obruszy, że przy okazji tak błahej sprawy odwołuje ę do tragedii Sofoklesa, ale na jej kartach ukazany jest – jak widać odwieczny – konflikt prawa boskiego ( kanonicznego) i tego twardo stąpającego po ubitej ziemi – państwowego.
    To na razie tylko tyle.

    A jeszcze jedno.
    Ja , jako sędzia Sądu Okręgowego podwyższyłbym karę o 1000 złotych.
    Każda wina musi być sprawiedliwie osądzona.
    Kara zaś, niech stanowi przestrogę dla przyszłych pokoleń.

  493. Wymowne i dudniące MILCZENIE Aaaa…
    Nie bój nic – powtórzę Ci to pytanie.

  494. @Aateista 7 listopada o godz. 16:04

    Przykro mi, ale to bzdura – bo nie żyjemy w starożytnej Grecji.
    Nie wykręcaj się sianem. To nie jest odpowiedź.

  495. @Na marginesie, mohikanin przedostatni, Płynna Rzeczywistość

    @mohikaninie, Aateista napisał, że miał za mało informacji, by ocenić postępowanie księdza.
    A moim zdaniem uzupełnienie nie było potrzebne, bo jeśli to dziecko uciekło z kościoła z płaczem, to wyjaśnia wszystko.
    Ksiądz próbował tłumaczyć, że „odsunął” chłopca, na odsuwanie dzieci raczej tak nie reagują.
    Mały musiał dostać konkretnie i mam wątpliwości, czy ksiądz próbował go zatrzymać, przeprosić, czy wyjasnić mu, co się stało, bo pewnie udałoby mu się dziecko uspokoić przynajmniej na tyle, by nie uciekło do domu.

    Krótko mówiąc, niedopuszczalne.

  496. @Tobermory

    Widzisz, ale powinieneś czytać uważniej a to ja ci przeszkadzam tymi dzwoneczkami 😉
    I tak siedzimy na jednej ławce. A pogadać się nie da.

  497. @Jiba – tak, to prawda, ale nie o to chodzi. Przytaczam fragment wzmiankowanej relacji, również na ewentualny użytek Aateisty. Chodzi o to, że sąd NIE KWESTIONUJE założenia, że ochrona wafelka jest sprawą „wyższej konieczności”. On tylko stwierdza, że W TYM PRZYPADKU owa „wyższa konieczność” nie ma zastosowania. To jest wejście TEOKRACJI na teren prawa świeckiego państwa.

    Na podstawie zeznań świadków Sąd I instancji ustalił, że do uderzenia dziecka doszło i nie było ono przypadkowe. W ocenie Sądu Okręgowego nie było już potrzeby – jak chcieli obrońcy – przeprowadzać dowodu z opinii biegłego z zakresu doktryny kościoła katolickiego na okoliczność ustalenia obowiązującego kapłana sposobu postępowania z konsekrowanym komunikatem w przypadku jego opuszczenia oraz skutków niedochowania ustalonych procedur. Okoliczność ta nie miała bowiem znaczenia dla rozstrzygnięcia.
    – Nie kwestionując prawa poszanowania kultu religijnego i uczuć religijnych oskarżonego, a także szczególnych obowiązków, które prawo kanoniczne nakłada na osobę duchowną, Sąd Odwoławczy uważa, że nic nie usprawiedliwia zachowania oskarżonego, który uderzył w twarz małoletniego, gdy ten odruchowo schylił się i chciał podnieć upuszczony przez oskarżonego komunikant. Wystarczyłoby po prostu powstrzymać chłopca przez podniesieniem komunikantu lub powiedzieć mu, aby tego nie robił – podkreślił Sąd.
    Za chybione uznał również powoływanie się przez obrońców oskarżonego na stan wyższej konieczności. Jak wyjaśnił Sąd, stan taki wyłącza winę sprawcy, jeśli dla ratowania określonego dobra sprawca poświęca dobro o wartości identycznej lub nieco wyższej, byleby nie była ona oczywiście wyższa. Przy czym znamię „oczywistości” w każdym konkretnym przypadku musi być przedmiotem rozstrzygnięcia sądu. SĄD OKRĘGOWY PODKREŚLIŁ, IŻ POŚWIĘCENIE DOBRA PRAWNEGO OSOBY TRZECIEJ MUSI BYĆ JEDYNYM SPOSOBEM RATOWANIA DOBRA, a ponieważ dobro tej osoby również korzysta z ochrony prawnej, należy działać z jak największą jego oszczędnością.
    – Nie można zatem rozpatrywać przedmiotowej sytuacji w kategoriach ewentualnego konfliktu dwóch dóbr chronionych prawem tj. wolności sprawowania kultu religijnego i poszanowania uczuć religijnych z jednej strony, z drugiej zaś strony nietykalności cielesnej. W chwili zdarzenia istniały bowiem inne sposoby zapobieżenia profanacji hostii, nie ingerujące w sferę nietykalności cielesnej pokrzywdzonego. Oskarżony kapłan nie działał w stanie wyższej konieczności – uznał Sąd.

  498. @NeferNefer 7 listopada o godz. 16:16

    Ależ gadaj, byle z sensem! Coś Ci przeszkadza?

  499. Podyskutowałbym, ale odrabiam pracę domową.
    Przypominam, że uczęszczam na kurs języka angielskiego dla początkujących.
    Jest nieźle. Luz pełny, ale szkoła zawsze jest szkołą i swoje trzeba wyrobić.
    Na jutro pani nam zadała wykonać w języku Szekspira krótkiej charakterystyki osoby publicznej. Krótkiej, czyli od 5 do 10 zdań.
    CV każdej z takich osób będzie stanowiło zagadkę do odgadnięcia dla pozostałych uczestników kursu
    Trochę się męczę, ale jak skończę to może oddam do blogowej korekty.
    Osoba którą opisuje jest (a może już była) przedstawicielem świata polityki.
    Swego czasu robiła nieco za celebrytę.

  500. @Aateista 7 listopada o godz. 16:24

    NIE PODYSKUTOWAŁBYŚ, przyjacielu.
    Przynajmniej nie na zaproponowany temat.
    Dlaczego zatem zaczepiasz Tanakę,
    dopytując się o deklaracje na temat… „Diabła”?
    Wet za wet – po co szczujesz religiancko?

  501. Na marginesie
    7 listopada o godz. 16:03
    Podaje link ale „niezupelnie”. Dlatego ten link, bo tu jest foto tej wysepki na ktorej spotkaja sie Hravn i Gunnlaug w nastepnym rozdziale bajki.
    Ten link jest do [Þingvellir]:
    https://en.wikipedia.org/wiki/%C3%9Eingvellir
    Z rozdzialu „From commonwealth to foreign rule” latwo znajdziesz droge do tego co Ciebie interesuje. Duzo rzeczy latwiej opowiedzic bajkami niz cytatami 😉
    pzdr Seleuk

  502. seleuk(os) 7 listopada o godz. 16:31
    Dzięks 🙂 Do miłego.

  503. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:51

    To nie było a propos twoich ostatnich występów.
    To moje przemyślenia in general (on the whole) podzielane, jak się zdaje, nie tylko przeze mnie.

    @NeferNefer
    7 listopada o godz. 16:16

    Lubię twoje dzwoneczki 🙂

  504. @Tobermory 7 listopada o godz. 16:38

    Aha, rozumiem 🙂
    A wierszyk jest dobry – i dowcipny.

  505. Kiedyś pisałem , że lubię kobiety inteligentne ( Ewa- Joanna), ale Redaktor pokazała mi zaraz żółtą kartkę.
    Dla Ciebie @na marginesie również znalazłbym jakieś dobre słowo, ale obawiam się że Redaktor …zza węgła…i już mnie nie ma.
    W dzisiejszych czasach każdy pretekst jest dobry.
    Taka nastała moda.

  506. Tobermory
    7 listopada o godz. 16:38

    😉

  507. @Aateista 7 listopada o godz. 16:43

    Już mówiłam, ale powtarzam:
    Prawo natury: każda krytyka religianctwa wywołuje natychmiastową, wredną i niewybredną krytykę – OSOBY krytykanta. Działa za każdym razem. Niezawodnie.

  508. Na marginesie 16:29

    Z moich niezbyt długich doświadczeń blogowych wynika jasno, że Aaaa należy do tego typu odwiedzaczy i dyskutantów, którzy najchętniej rozmawiają obok. Nie odpowiadają jasno na pytania. To znaczy w ogóle nie odpowiadają na zadane pytania, jakby ich nie rozumieli. Wolą za to cały czas wprost, albo bocznymi drzwiami przemycać własne, nie związane z podejmowanym wątkiem przekonania. A wszystko to ubrane w zgrabne słówka. Oni nie biorą udziału w wymianie myśli. Oni prowadzą monolog. Miałem już z takimi do czynienia w moich ulubionych miejscach.

  509. Wykładnia prawa?
    Sąd świecki sądzi według świeckiego kodeksu karnego.
    Nie ma w nim chyba (jeszcze) paragrafu uznającego naruszenie nietykalności cielesnej dziecka przez dorosłego jako czymkolwiek usprawiedliwionej.
    „Jeżeli naruszenie nietykalności wywołało wyzywające się zachowanie pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział wzajemnym naruszeniem nietykalności, sąd może odstąpić od wymierzenia kary (art. 217 § 2)”

    Prawo kanoniczne nie zobowiązuje do rękoczynów w obronie hostii.
    W przypadku profanacji wafelka istnieją zapewne stosowne paragrafy, może aż do ekskomuniki grzesznika, ale ksiądz nie ma prawa nikogo bić.

  510. Tobermory
    7 listopada o godz. 15:47
    Ja w interesie 😉
    pzdr seleuk(os)

  511. @paradox57 7 listopada o godz. 16:52

    Tak, to fakt. Aaaa był już, o ile wiem, kilkakrotnie banowany i w związku z tym zmieniał nicki, żeby wrócić. Twierdzi, że produkował się na tym forum jako ateista, teraz ateistą być przestał i konfrontuje się tu z ateistami z żarem neofity. Robi to nieudolne i w sposób raczej namolny, za każdym razem ogłaszając, że ateiści jako gatunek są tacy czy owacy, przeważnie nieinteligentni 😉

    Ja na tym forum bywam od niedawna, to znaczy od niedawna się ujawniłam. Ale powiedziano mi przy tej okazji, że z Aaa nikt właściwie nie chce rozmawiać. Rozumiem, dlaczego. Co do monologu – ja też czasem prowadzę monolog, ale jednak nie ignoruję cudzych wypowiedzi i zwykle staram się włączyć w to, co się dzieje. Dziś zrobiłam wyjątek – bo sprawa jest, moim zdaniem, warta uwagi.

    A przy okazji – witaj! Te Twoje komentarze, które widziałam – podobają mi się. Mam wrażenie, że masz głowę na karku, chociaż mało jeszcze Ciebie widziałam.
    Pozdrawiam. Pisz.

  512. @Tobermory 7 listopada o godz. 16:55

    Tak to by – rozsądnie rzecz biorąc – wyglądało w normalnym kraju.
    Ale przeczytaj uważnie (no nie! Naprawdę mi się tak napisało? Przepraszam 🙂
    Przeczytaj ten kawałek, który tu wkleiłam. I zobacz co – między wierszami – z niego wynika. Wynika z niego, że prawo xiunca do CZYNNEJ ochrony wafelka nie zostało zakwestionowane – wręcz przeciwnie. Sąd zasądził karę TYLKO za NADUŻYCIE owego prawa. Przeczytaj, zobacz.

  513. (podzwaniając smutno)

    @paradox57

    Dostałeś punkty. A ja nie 🙁

  514. @NeferNefer 7 listopada o godz. 17:11

    Chyba nie jesteś w stanie znieść nielubienia?
    No dobrze, dobrze. Lubię Cię, Stańczykówno 🙂

  515. Zafascynowała mnie „antygonowa” wrzutka Aateisty, bo pokazuje, jak łatwo rozgrzeszyć dowolne świństwo.

    Antygona poświęciła się (siebie!), by uczynić zadość obyczajom, pochować zmarłego. Potem poddała się wyrokowi króla. O ile wiem, nikogo przy tym nie pobiła. Ksiądz nie tylko niczego z siebie nie dał, nie poświęcił – ale wręcz odwrotnie: zrobił sobie dobrze, rozładował wściekłość bijąc dziecko. Potem usiłował wykręcić się od prawnych konsekwencji.

    Wydawałoby się, że obu tych postaw nijak nie da się zrównać. Ale od czego kazuistyka – toć wystarczy napisać, że w obu przypadkach chodziło o konflikt prawa boskiego z ludzkim – i już, załatwione 🙂

  516. Poszukuję kamizelki…

  517. Na marginesie
    Chyląc z wdzięcznością głowę za docenienie i pochwalenie, jedynie chciałbym doprecyzować. Każdemu zdarza się monologowania. A ten blog jest tak ekspresyjny, że czasem faktycznie bez przeszukania większej ilości postów można odnieść wrażenie, że pewne wpisy idą „w powietrze”. Tu natomiast zachodzi monologowanie permanentne. Przedstawia się fakty, pyta o opinię, wyrażenie zdania. I co robi delikwent? Wyjeżdża z grecką bajędą o zawartości merytorycznej równej tej, jaką spłodzili ewangeliści. Z zasadniczą różnicą. Sofokles bez wątpienia był bardziej literacko uzdolniony.

    Cały czas przypomina się stara zasada; jeśli fakty są niewygodne, tym gorzej dla faktów. Nikt nam nie wmówi, że… itd.

    NeferNefer
    Nie załamuj się. To była grzeczność wyrażona dla nowego. Coby go nie zniechęcać. Takie szczęście debiutanta.

  518. W międzyczasie kończyłem lekturę „Magii utopii” wydanej z serii „Niezbędnik inteligenta”.
    Lektura dająca wiele do myślenia, ale momentami prawie traumatyczna.
    Jest naprawdę nieciekawie.
    Klimat, terroryzm, nierówności społeczne… postęp techniczny którego efektem masowe bezrobocie, starzenie się społeczeństw, wyczerpywanie zasobów naturalnych, anachroniczny, ale trudny do wykasowania model gospodarki rynkowej.
    Diagnoza kondycji planety Ziemia i perspektywy dla jej mieszkańców marniutkie.
    I szans na poprawę niewiele.
    I rzecz chyba najważniejsza.
    Tak jak do tej pory specjalistami od czarnych wizji były religie ( duży wkład chrześcijan), tak teraz rwą włosy na głowie ludzie nie z mojej bajki.
    Przypomnę tylko niejakiego Ulricha Becka – socjologa (górna półka) który uznał, że świat nauki powinien zaczynać się oswajać i robić użytej ze słowa „Apokalipsa”. Ale nie tylko On.
    Oczywiście może kolejny raz się uda i pociągniemy jako ludzkość kilkadziesiąt lat, ale są tacy którzy twierdzą , ze jest już raczej za późno.
    Większość autorów daje wprost, albo pośrednio do zrozumienia ,że panujący paradygmat cywilizacyjny oparty na racjonalizmie i neoliberalizmie którego autorem i dumnym dysponentem jest Świat Zachodni staje się szkodliwym anachronizmem.
    Trzeba szukać na gwałt nowych cywilizacyjnych rozwiązań. Zmiany w ramach demokratycznych procedur zbyć można pustym śmiechem.
    Próbują niektórzy nowego. Ameryka Płd, Azja…Państwo Islamskie ale są to tylko peryferyjne zmagania, mające raczej małe szanse realizacji w szerszym wymiarze.

    I na koniec. Nie wiem, czy nie symboliczny.
    Ostatnia strona periodyku umajona jest reklamą wydawniczej nowości.
    Jest ona zresztą pierwszą książką z serii „W poszukiwaniu idei XXI wieku”.
    Tytuł książki (myślę, że uzyskam nieco punktów dodatnich) brzmi:

    „Ateizm. Co każdy powinien wiedzieć”. Autorem jest Michael Ruse. Filozof nauki, ateista.

    Aha, jest jeszcze krótka autoprezentacja. Autor przestawia się sam i pisze:

    „Jestem żarliwie religijny w tym sensie, że kwestie dotyczące Boga i ostatecznego sensu życia są dla mnie bardzo ważne”.

  519. @paradox57 7 listopada o godz. 17:22

    A teraz pomyśl, jak to wygląda, gdy każdy fakt (a zwłaszcza fakty świeżo odkryte) trzeba skonfrontować z nienaruszalną doktryną – która w dodatku opiera się na utopii. Kociokwik w głowie murowany. W sumie jedyną odpowiedzią jest żonglerka – faktami, pojęciami itd. – lub knebel i zamiatanie pod dywan. Jedno i drugie do pewnego stopnia się udaje… ale w stosunku do niektórych coraz słabiej. Tę Antygonę przejrzeliście bezbłędnie – i Ty, i Maciej2.

  520. Aaa
    Epatujesz wciąż nowymi lekturami. Znaczy oczytany jesteś, co Ci się chwali.

    Teraz wypowiem się jako niezłej klasy specjalista od wypluwek. Metodologia postępowania z nimi jest prosta jak konstrukcja cepa. Namoczyć, rozdłubać, wybrać to co ważne i zidentyfikować. Cóż mogę powiedzieć o tym, co wyplułeś. Jedynie sierść widać.

    I najważniejsze. Przed zabraniem się za pracę wszystko dezynfekujemy.

  521. @Maciej2

    W przypadku działania matematycznego

    2+2= 4,00

    i pomimo tego, że świat nauki czyni oszałamiające postępy prawdopodobnie nie dojdzie między nami do polemiki. Chyba, że pokłócimy się o dokładność ( ilość miejsc po przecinku) samego wyniku.

    Chyba, że masz jakieś wiadomości z pierwszej reki poddające w wątpliwość wynik arytmetycznego działania, ale to już inna inszość.

    Jeżeli chodzi jednak o wyciąganie wniosków z lektury „Antygony” pozwolisz, że ostanę się przy swojej – być może naiwnej -wersji.
    Powiem więcej.
    Muszę przyjąć smutne dla siebie założenie, że Twoja pogłębiona egzegeza treści tragedii może być bliższa zamysłom Sofoklesa, ale nie możesz mi tego udowodnić i ogłaszam remis.

  522. paradox57
    7 listopada o godz. 17:22

    Takie czasy i klimat 😉
    Permanentna dyskusja na temat religii kat. (kosmogonii katolickiej) wsrod ateistow. Nigdy zadnej dyskusji na temat struktur org., zasad wyborow, pogladow kandydatow na ambony i menedzerow na zycie parafian (rowniez ateistow), zrodel finansowania z tabelkami Excel, personalnych/rodzinnych powiazan miedzy politykami i proboszczami, ekonomicznych zwiazkow rodzinnych etc, etc, etc. Nigdy, tylko kosmogonia, kosmogonia z cytatami z dziel roznorakich.

    Czy ten xiunc z wafelkiem ma za szwagra… Czy ten przewodniczacy ma za brata byskupa… To sa pytania, dla szukania odpowiedzi dlaczego KK jest wlascicielem folwarku i inne podobne. Jak pieniazki plyna strumieniem. Tam waskim tu szerokim, pod stolem duzo. Caritas ekonomia niejasna…Zmiany w kosmogonii nic nie dadza, nawet najlepsze (najlepsiejsze).

    Ale co zrobic? Takie czasy i klimat 😉

    pzdr seleuk

  523. Na marginesie
    7 listopada o godz. 17:06
    „Wynika z niego, że prawo xiunca do CZYNNEJ ochrony wafelka nie zostało zakwestionowane – wręcz przeciwnie. Sąd zasądził karę TYLKO za NADUŻYCIE owego prawa.”

    Dorzucę swoje trzy grosze. Z tego co czytam, nie ma tam dowodu, ze sąd uznał prawo do czynnej ochrony wafelka. Większość wyroków w obecnych czasach wydaje się wąsko. Jeśli mogę rozstrzygnąć sprawę używając wyłącznie argumentu X, to nie muszę również przytoczyć w uzasadnieniu argumentów Y i Z. Wynika to pewnie z pragmatyzmu, zmniejszenia możliwości niekończących się odwołań i następnych 5 lat procesów.
    Jak wcześniej zauważył Orteq, zdumiewa mnie brak zadośćuczynienia dla dziecka.

  524. @Maciej2 7 listopada o godz. 17:17
    Tak. W tym celu trzeba się bardzo starać – mieć nieustanny trening i sztab ludzi, odpowiednio… sformatowanych 😉

  525. @izabella 7 listopada o godz. 17:49

    Rozumiem – ja po prostu tłumaczę to sobie „na chłopski rozum”. Bo jest faktem, że polskie prawo chroni bliżej niesprecyzowane „uczucia religijne” i przedmioty kultu. Poza tym skoro xiunce podlegają prawu kanonicznemu (konkordat!) które to prawo w założeniu nie wchodzi w konflikt z prawem państwowym, to nie ma siły, gdzieś ten konflikt musi zaistnieć.

    Na przykład prawo państwowe zobowiązuje obywatela do zgłoszenia do prokuratury czynu takiego jak zgwałcenie dziecka, jeśli ów obywatel o nim wie. Ale czynniki kościelne wyraźnie deklarują, że ich ten przepis nie obowiązuje – dlatego żaden członek hierarchii nie ujawni wyczynów sutannowego pedofila, nawet jeśli doskonale o nich wie.

    W dodatku kodeks prawa kanonicznego zawiera bardzo konkretne przepisy o „zgorszeniu”. Winnego xiunca nie wolno nawet ukarać, jeśli ta kara spowoduje – zgorszenie właśnie, czyli ujawnienie czynu.

  526. Na marginesie
    7 listopada o godz. 16:29
    pisze do Aateisty, czyli do mnie, miedzy innymi w te oto słowy

    „NIE PODYSKUTOWAŁBYŚ, przyjacielu…”

    Z tym przyjacielem to chyba jednak przesadziłaś.
    Na przyszłość mam propozycję.
    Wypowiedzi do mnie kierowane przyozdabiaj mniej emocjonalnym…

    ….aaaaaaa, Ty robaczku!

  527. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:01

    Masz absolutną rację, w kwestii pedofilii prędzej czy później będzie musiało dojść do otwartego konfliktu. I mam nadzieję że znajdzie się sędzia który tę żabę przełknie i narazi się na atak nienawiści. I to oczywiście nie chodzi mi o sam czyn, ale również o jego ukrywanie.

  528. Jeden z pierwszych turystow w dziejach, zaraz po Pausanias, uslyszal ze souveniry rozdaja w Lindisfarne. Pojechal, wrocil i trzy zony zadowolil na raz, tyle sie naoopowiadal. I kazdej dal po souvenirze. Jedna to nawet sama pojechala potem. W smak meza nie wierzyla. Sama chciala wybrac.

    seleukos

  529. Jak na czasie, wyborcza ma dzisiaj artykuł o pedofilii. Z tego co pamiętam, kiedy ostatnio zaczęło się o tym głośno mówić, jak królik z kapelusza wyskoczył gender. Ciekawe co będzie tym razem.

  530. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 17:49

    Ale np. wykazany konflikt prawa państwowego z kanonicznym może być punktem do podważenia konkordatu. Oczywiście, że dyskusja o KaKa powinna obejmować konkrety – takie jak finanse. Ale przecież nie naprawimy świata tak od razu akurat na tym blogu. I nie rozwiążemy tak od razu wszystkich problemów. Finansami parafii powinny się zająć rady parafialne – a więc „wierni” a nie ateiści.

    Co do rodzinnych powiązań – ujawniają je czasem media, ale ujawniać trzeba ostrożnie, bo to grozi określonymi konsekwencjami prawnymi. Poza tym – jak sam widzisz – tolerancja blogowiczów dla JEDNEGO tematu jest ograniczona. Dlaczego nie podrzucisz sam tematu zamiast narzekać, że akurat tu go nie ma?

  531. seleuk(os)
    Dzięki za sagę. Bardzo lubię średniowieczne skandynawskie. Ja czekam na dalszy ciąg i wszystkie odcinki czytam z przyjemnością.
    NeferNefer
    Jeżeli przebrniesz przez parę pierwszych stron Sagi o jarlu Broniszu, nie będziesz żałować. .chętnie do niej wracam chociaż to nie to co Sigrid Unsted.
    Pozdrawiam,

  532. @Aateista 7 listopada o godz. 18:06

    Nie podyskutowałbyś, przyjacielu.
    Zbyt kłopotliwy dla Ciebie temat.
    Poza tym – jak już wiemy – jesteś w stanie tylko szczuć
    Nic innego Ci się jakoś nie udaje.

  533. cytat z jednej ksiazki 😉 dla tych co cytaty religijne lubia 🙂

    A.D. 793. This year came dreadful fore-warnings over the land of the Northumbrians, terrifying the people most woefully: these were immense sheets of light rushing through the air, and whirlwinds, and fiery dragons flying across the firmament. These tremendous tokens were soon followed by a great famine: and not long after, on the sixth day before the ides of January in the same year, the harrowing inroads of heathen men made lamentable havoc in the church of God in Holy-island (Lindisfarne), by rapine and slaughter.
    Anglo Saxon Chronicle.

  534. @izabella 7 listopada o godz. 18:13

    Na razie wrzask o gender (dżenderrrrr!!!) został jakoś momentalnie wyciszony. I chyba nawet wiem kiedy – od chwili wyborczego zwycięstwa PiS. Co do pedofilii kleru – temat jest jak najbardziej aktualny. Niedawno Grzegorz Zapłatyński, ojczulek karmelita bosy z Kluszkowiec… i kilku innych.

    W Polsce nie było do tej pory awantury na skalę Irlandii (gdzie kler prowadził WSZYSTKIE domy dziecka, a sierot było mnóstwo ze względu na zbrojny konflikt) ani USA (gdzie media są potęgą), ale to nie znaczy, że temat nie istnieje – dowodem np. książka Elke Overbeeka „Lękajcie się”. Ekke Overbeek – to nie Polak. Dlaczego mnie to nie dziwi 😉

  535. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:19
    @Aateista 7 listopada o godz. 18:06

    Nie podyskutowałbyś, przyjacielu.

    Zaznajesz dobroci przyjaźni z tym cymbałem?
    Jaciesune….

  536. zuzanna51
    7 listopada o godz. 18:19

    O, dziękuję bardzo. W takim razie zawezmę się.
    Poszukiwałam „Olaf syn Auduna” po polsku w ebooku ale nigdzie nie ma, piratów nie uznaję. Chociaż słyszałam że ten Olaf bardzo religijny jest. Czytałaś może?

    Też pozdrawiam:)

  537. seleuk(os) 7 listopada o godz. 18:23

    Nie wiem, czy znasz Jareda Diamonda – to ornitolog (sic!) piszący ciężkie – ale jakże interesujące!) dzieła na temat różnych ginących cywilizacji. Zajął się m.in. osadą Wikingów na dzisiejszej Grenlandii – która to osada zniknęła nieomal z dnia na dzień. I stwierdził, że owi osadnicy gardzili miejscową ludnością (a zatem nie chcieli się od niej uczyć sztuki przetrwania), poza tym importowali ze swojego kraju wszystko – poczynając na trzodzie, a kończąc na kapłanach.

    Całą strukturę społeczną też sobie zaimportowali. Hodowla bydła w tym klimacie była pomysłem raczej poronionym. Co do rodzimych bóstw i ich urzędników – nie pamiętam szczegółów. Ale jako przyczynek do problemu nieliczenia się z realiami i kurczowego trzymania tradycji – cenne.

  538. @Tanaka 7 listopada o godz. 18:36

    Coś tak jak „Zbyszek” w ustach Rzeplińskiego 🙂

  539. zuzanna51 7 listopada o godz. 18:19

    Dziekuje. Kompletuje przypisy do nastepnego odcinka. Dla lepszego rozumienia tresci. Saga jest napisana w jezyku ktorego dzis nie uzywa i pojec.

    pzdr Seleuk(os)

  540. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 17:49

    Nietykalność osobista innych ludzi nie stanowi granicy dla osób powołujących się na swoje wierzenia. Nazywając rzecz dosadnie i lapidarnie: wypełniam wolę boga i możecie mi skoczyć. Ktoś przy okazji oberwał – i co z tego?

    Polskie, męskie wcielenie Antygony może bić dzieciaka, a potem uchylać się od odpowiedzialności. Wierni biją brawo.

    Ja się tu oczywiście trochę zgrywam, bo fakt wierzenia czy niewierzenia osobników, posługujących się taką logiką, ma niewiele do rzeczy. Chodzi im o bezkarność.

  541. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:38
    Bydla nie chodowali tylko owce. Wrocili na Islandie, bo taki stal sie/byl klimat. Rudy darniowej nie ma na Grenlandii ani drzew do budowy okretow. To importowali. Czasem i kaplan sie przemknal, tak jak dzisiaj krewetki w wodzie balastowej na Baltyk.
    pzdr seleuk(os)

  542. @Maciej2 7 listopada o godz. 18:44

    To prawda. Anna Kamieńska w swojej zaaprobowanej przez KaKa książce o Biblii (ksiądz Józef Kudasiewicz był konsultantem) opisuje z podziwem scenę ze Starego Testamentu, gdy Aaron (chyba Aaron) zabija na miejscu dwóch rodaków, którzy oddali hołd obcym bogom. Pisze o tym w kontekście „prawdziwie chrześcijańskiej postawy”.

    Szymon Hołownia, katolicki publicysta (podobno nawet umiarkowany) całkiem poważnie nawoływał do obywatelskiego nieposłuszeństwa prawu, które nie szanowałoby jego wierzeń. Rydzyk całkiem szczerze wyznał, że „prawo nie obowiązuje katolika”. A biskupi jeden przez drugiego ględzą o potrzebie podlegania prawa państwowego – „prawu bożemu” – czyli dyktatowi KaKa. To nie są tylko odosobnione przypadki. To jest FIRMOWA polityka wiadomej FIRMY.

  543. jak krewetki w wodzie balastowej 😀 fikłam z krzesła

  544. dodatek:
    Jedyne drewno jest z pni niesionych pradem Labradorskim

  545. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 18:51

    Diamodowi chodziło głównie o to, że mogli się wiele nauczyć od miejscowych.
    Ale nie chcieli – bo pielęgnowali własne tradycje. Więc musieli w końcu zlikwidować ten przyczółek i umrzeć lub wyjechać – z „krewetkami” czy bez 🙂 A miejscowi – przetrwali.

  546. NeferNefer

    Nie sfikuj z krzesła. Potłuczesz d…, tyłek i zostaniesz oskarżona o znieważenie prezydenta. Albo nawet czynną napaść.

  547. @paradox57 7 listopada o godz. 19:01

    Yikes! O mały włos nie znieważyłam… prezydenta.
    Ale wytrwałam. Na krześle (hi hi hi !!!)

  548. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 19:00

    Miejscowi przetrwali, bo nie mieli wyboru. Wikingowie znali też inne, atrakcyjniejsze miejsca, które mogli napaść i wykorzystać mniej lub bardziej pokojowo, mogli też wrócić do (cieplejszego) domu. Przy takich opcjach nie ma silnej motywacji do przetrwania za wszelką cenę.

  549. paradox57
    7 listopada o godz. 19:01

    No niby tak. Ale nie bojam się, budyniu nie da się stłuc.

  550. Na marginesie7 listopada o godz. 18:38

    dodatek 2:
    Ludnosc przybyla pozniej, inuiter (thulekultura), byli nomadami (ok 1050). Wedrowali za populacjami fok i sloni morskich. Skand. i potomkowie byli osiadla ludnoscia. Nie wedrowali za niczym poza horyzontem. Nie wiem czy to mozna nazwac pogarda. Byc moze.

    pzdr seleuk

  551. Na razie się wydalam. Pewnie zajrzę bliżej północy.

  552. Sam Tanaka się odezwał do @na marginesie w takim oto narzeczu:

    Zaznajesz dobroci przyjaźni z tym cymbałem?
    Jaciesune….

    Cymbałem oczywiście zostałem ja.

    A ja na zupełnym luzie, bez zbędnego patosu… otwieram „Wielkie mowy historii” tom IV na stronie 370, gdzie wydawcy Polityki zamieścili homilie niejakiego Josepha Ratzingera, przyszłego papieża.
    Homilia wygłoszona podczas mszy poprzedzającej konklawe na którym Joseph przybrał imię Benedykta. I został Benedyktem XVI.
    Sa tacy ktorzy twierdzą, że właśnie ta homilia miała decydujące znaczenie podczas obrad konklawe.

    I co m. in powiedział przyszły papież.
    Treść okraszę lekkim dyskretnym komentarzem.
    W homilii przywołany został Święty Paweł i jego rozumienie wiary.
    Wiary w Chrystusa i w Chrystusie
    I przy tej okazji przyszły papież dokonał ciekawej specyfikacji

    Zaczynam.

    „W Chrystusie spotykają się prawda i miłość. W miarę zbliżania się do Chrystusa także w naszym życiu prawda i miłość się stapiają”.

    W tym momencie komentarz.
    Słowa te odniósł , wówczas jeszcze kardynał, do osób wierzących. Do mnie, do mojej żony, mojego sąsiada z naprzeciwka, do mojego proboszcza, jego ż… nie, żony proboszcz nie posiada. Na „ż” są jedynie żarliwi parafianie. Być może miał na myśli dezertera i jego ludzi, ale tego nie jestem pewny..
    W tym miejscu wracam do treści kazania przyszłego papieża, gdzie w bardzo poetyckiej frazie zawarł opis tych dla których Chrystus to…wafelek,precelek itd

    „Miłość bez prawdy byłaby ślepa; prawda bez miłości byłaby niczym „cymbał brzmiący”.

    W tym momencie komentarz…którego nie będzie.

    Jedynie „…cymbał brzmiący…”.
    Ładnie powiedziane.

    Przypominam tom IV , str 370.’Wielkie mowy historii.”

  553. Na marginesie7 listopada o godz. 18:38

    Przy dobrej pogodzie widac Grenlandie z Islandii (ca 80km) przez ciesn. Dunczykow. Nad masa ladu, stoi zawsze chmura. Stojaca chmura. Musi byc wyzowa pogoda latem. Pierwszy turysta byl Gunbjörn Ulfsson (syn Ulf Kråka) w roku 875. Nazwal lad Gunbjörnsskär. Slowa skär nie ma w pl. Po ang skär = skerry.
    Erik Röde w 982 roku nie mial wyjscia. Byl wyjety z pod prawa w calym znanym mu swiecie. Zapakowal rodzine i krewniakow na okret i poplynal za horyzont.

    seleukos

  554. Wiekszosc nie rozroznia poprawnie roznicy pomiedzy tym co uwaza za „sprawiedliwosc”, a tym co jest przedmiotem rozprawy sadowej, a na koncu wyroku.

    „Sprawiedliwosc” to ideal, do ktorego sie dazy. Nawet sady daza do tego, zeby wydawac sprawiedliwe wyroki.

    Dazenie dazeniem, a prawo prawem. co sie przeklada w uproszczeniu na to, ze sad osadza tylko i wylacznie to, co przedstawia akt oskarzenia. Tylko i wylacznie.

    Zeby osadzic analizuje dowody. Dowody niepodwazalne pozostaja, wszystkie inne, chocby nie wiem jak byly wazne i istotne, jesli sa podwazone, zostaja odrzcone i nie moga stanowic podstawy wydania wyroku.

    Wszelkie czepianie sie wyroku wydanego przez Sad w Szamotulach, przez nie znajacych materialu dowodowego i przebiegu rozprawy, osmiesza czepiajacych sie.

    ps. @Namarginesko,
    Choc mozliwe, ze masz racje wskazujac na dysonans pomiedzy prawem swieckim, a kanonicznym, to zwroce Tobie uwage na to, ze nie ten dysonans byl przedmiotem rozprawy i jego istnienie nie mialo najmniejszego wplywu na sentencje wydanego wyroku. Mysle, ze tak w obecnej sytuacji prawnej jest najlepiej, bo gdyby zaczac mieszac porzadki prawne, to wyrok wydawany w pomieszaniu porzadkow prawnych, moglby byc zupelnie inny. Na przyklad „xsiunc” moglby byc nie tylko calkowicie uniewinniony, ale dodatkowo cholpiec moglby zostac skierowany do poprawczaka, jako ten co sie na hostie zamachnal i chcial ja sprofanowac. Wnioski z powyzszego sa oczywiste, co nie?

  555. NeferNefer

    Neferko, psionc pści w pścinie. To jamneńskie „dober weczer”.

    Mam pytanie w związku z dręczącym mnie pytaniem, jako zajmujący przed śmiercią drobną wytwórczością…tfu!…obyczajowością i niczym więcej poza tysiącem równie maluteńkich spraw.

    Czy w Twej metropolii i w całej Twej zagranicznej krainie kupujący w wielkich sklepach podają kasjerce na gołej, nie wiadomo kiedy mytej dłoni garść drobniaków, żeby sobie własnoręcznie odliczyła?

    W Polsce to powszechność, a ewentualne grzeczne uzmysłowienie przez prostego Pieczula innemu prostemu, że odliczanie pieniędzy to jego zasrany chrześcijański obowiązek, nie kasjerki, może się skończyć śmiercią lub kalectwem. Zaś wymuszane na niej obyczajem dotykanie setek cudzych dłoni dziennie to niekoniecznie to, co ona podpisywała w umowie. A może nawet jest to coś, przed czym ma wstręt. Pieniądze też są wstrętne, ale jakoś to ludziom łatwiej znieść. Natomiast dotykanie przez człowieka człowieczego ciała to powszechna obrzydliwość. Niech ktoś spróbuje w tramwaju dotknąć z tyłu fachowego pośladka – nie daj Boże z przodu – to zobaczy. Jestem za narzuceniem sejmowi palącego tematu: „Łapy przy sobie, chamy!”. Kasjerka tak nie powie, bo wyleci z pracy.

    To słowne zagajenie, Neferko, jest po to, by pod jego osłoną podrzucić Ci nowość: ma się ku wiośnie. Zerknij na dzisiejszy kwiat mojej żony o nazwie „skrzydłokwiat”

    https://lh6.googleusercontent.com/-wGvuc9uugvI/WCDKEDno7QI/AAAAAAAALdU/bl7gfWH1eTkz5laD5UjXs7EH33gXJ3J5gCL0B/w872-h490-no/DSC03857.JPG

  556. Na marginesie
    7 listopada o godz. 18:39

    Jakoś tak psz.., pszyp.., pszypuszcz…,
    pszypuszczałem.
    Zbysiu.
    To prawie jak Rysiu.

  557. Obecnie czynię przerwę.
    Pozdrawiam oczywiście 75 % biernie uczestniczących w pracach blogu.
    Jestem z wami!
    Uruchomiłem ostatnio niezbyt transparentny punkt bukmacherski.
    Przyjmuje rożnego rodzaju zakłady.
    Grupa docelowa mojej działalności to macierzysta wioska i okoliczne przysiółki i zagajniki.
    Poddaje wyrokom złośliwego losu problemy polityczne, sportowe, kulturalne.
    Jeden gość( z sąsiedniej gminy) nieźle się obłowił na Dylanie. Musiał mieć swoich ludzi w Oslo ( albo Sztokholmie)
    Ostatnio niezła kasę czeszę za wytypowanie autora wstępniaka na Ateistycznym. Nieźle płacę za pombocka, i anumlika.
    Na Tanakę z wiadomych względów zakładów nie przyjmuję.
    Za często się udziela „wstępnie”. A poza tym, zdaniem grających jest zbyt rozlazły i monotonny .
    Jakby co, to pombocek w tej chwili stoi 1 : 345, a anumlik niewiele mniej.

  558. lonefather 7 listopada o godz. 20:05

    Ja nie podważam akurat tego wyroku. Ja tylko zwracam uwagę na realny konflikt prawa kanonicznego z prawem państwowym. Akurat tu jest doskonale dostrzegalny i to w samym uzasadnieniu wyroku. Podejrzewam, że można ten konflikt wydedukować z tysiąca innych wyroków – których nie znam 😉 Bo jeśli współistnieją na tym samym terenie DWA równorzędne systemy prawne – to do konfliktu MUSI dojść. A jeśli nie są równorzędne – to który wygrywa? Na tym gruncie można nawet zakwestionować konkordat. Chyba, że ktoś chce promować teokrację. Tak sobie mniemam. Tu są chyba spore możliwości…

  559. @pombocek 7 listopada o godz. 20:05

    W moim… pipidówku prawie nikt nie płaci gotówką, tylko kartą.
    I mówimy o zakupach typu „chleb i mleko”. Taka gmina…

  560. @Tanaka 7 listopada o godz. 20:19

    Inteligencji nikt Ci nie odmawia 🙂
    Czym się różnisz zasadniczo od… no zgadnij!

  561. @seleuk(os) 7 listopada o godz. 19:56

    Zew przestrzeni… fajne to.
    Na drugim końcu globu… wyspy Oceanii.
    Oni tam też pokonywali bardzo duże morskie odległości.
    Potem niektóre wyspy zostały odcięte od reszty świata
    I „urodziły” bardzo ciekawe kultury i społeczności.

    Jedna z nich, jak opisuje Jared Diamond,
    nie znała wojny. Konflikty rozstrzygano polubownie.
    Nie przetrwała… bo sąsiednia znała wojnę.
    I doszła do wniosku, że przyda im się jeszcze jedna wyspa.

    W dodatku wszędzie, gdzie docierał homo sapiens,
    natychmiast następował jakiś kataklizm…
    Znikały wszystkie wielkie zwierzęta,
    które zapewne nie znały strachu przed ludźmi.
    W szybkim tempie znikały… Ach, ten homo sapiens…

  562. NeferNefer
    Czytałam, nawet ostatnio jakiś miesiąc temu. Trochę słabszy od Krystyny..nie ma tam aż takiej namiętności a Olaf jest rzeczywiście bardzo kościółkowy.ja kupiłam w *taniej książce* _u nas w każdym wiekszym mieście. (jednak wolę papier).

  563. @ Na marginesie
    7 listopada o godz. 15:24
    Ale spasuję, bo już chyba do wszystkich dotarło,
    że konflikt prawa kanonicznego z prawem państwowym jest w Polsce realny a w tej sprawie widoczny jak na dłoni.

    No dotarło, dotarło, trudno żeby nie. I dawno dotarło, prochu nie wymyśliłaś. I co z tego?
    Rewolucję mamy zacząć? na ulice wyjść i każdego z krzyżem zarezać?
    I co nam to da? Guzik. Bo teraz mamy przy władzy tych „rezunów” politycznych i co się dzieje to widać bez patrzenia.
    Więc może jednak zacząć od ludzi? Od etyki, od twardej niezgody na jakieś zachowanie obojętnie czyje i obojętnie gdzie, ale nieetyczne?
    Bardzo dobrze się stało, że ludzie w tej parafii potrafili się sprzeciwić księdzu, to już dobry krok w stronę zmiany myślenia. O tym trzeba mówić, to propagować i uczyć ludzi, że mogą, że powinni…

  564. @Ewa-Joanna 7 listopada o godz. 21:09

    Dobrze że ludzie – i dobrze, że kościołowi. Bo przecież MOJEGO dziecka xiunc nie uderzy – a nawet nie podejdzie do niego bliżej niż na 50 metrów 😉 Nie będę wszczynać żadnej rewolucji – na blogu sobie gadamy. I tyle. A kościółkowa rewolucja i tak musi się zacząć od „trzody”. Kiedy w Kanadzie wybuchł lokalny skandal pedofilski, ktoś w ramach KaKa westchnął nabożnie: całe szczęście, że chodzi o Polaków. Oni księ-żulowi nie podskoczą. I nie pozwą go do sądu – bo Polacy…
    TO się musi zmienić. W Polsce również.

  565. pombocek
    7 listopada o godz. 20:05

    Dobrze że jesteś pombocku, stęskniłam się. Już, już miałam robić podkowę na buzi. Tu czasami tak głośno że doprawdy mam ochotę w ćciny i uszy po sobie. A skrzydłokwiat piękny, okazały. Też kiedyś miałam. Twoja żona wspaniale się opiekuje kwiatami, mnie skrzydłokwiaty w końcu zieleniały ździebko.

    A teraz o zakupach. Nie, u mnie czegoś takiego nie ma, wszyscy płacą kartami, ja też, ledwo 5€ mam w portfelu. Ale wiesz co, jak widzę w Polsce te babcie i dziadków kupujących mleko i bułeczkę, bez okularów, bo im się akurat zapomniało, a życie i tak mają ciężkie to nie, nie denerwuje mnie to wydziobywanie z ręki. Niechta.

    Opowiedz coś proszę o Jamnie i rowerowaniu.

    zuzanna51
    7 listopada o godz. 20:46

    No właśnie, słyszałam że kościółkowy. Ale mimo to pewno i tak dobry bo pisarstwo pierwsza klasa i jestem ciekawa. Ja na papier tu nie mam szans, niestety.

  566. A w najnowszym New Scientist znakomity art. jako Cover story Making things up, o tym jak najnowsze badania nad halucynacjami pozwalaja lepiej zrozumiec nature naszej rzeczywistosci.

    [Art niestety wciaz nieobecny w wydaniu internetowym] Z uwagi na jego waznosc, w moim mniemaniu, daje linke do strony glownej, bo za jakis czas zostanie udostepniony.

    https://www.newscientist.com/

    Nie bede, brak na to czasu, tlumaczyl, ale obiecuje, ze w miare pojawiania sie potrzeb , bede cytowal. Na dzis anglojezycznych ateistow uczlam na zaistnienie tego tekstu, opisujacego nature halucynacji i przy okazji dokladniej wskazujacego nature i zrodla powstanie religii.

    Na dzis, na zachete, krotko. Dwa zdania:

    … that was the first objective evidence that hallucinations are less like imaginations and more like real perceptions. Their convincing nature helps explain why hallucinations have been given such meaning – even considered nature of the messages from the gods. … We now know that hallucinations occur in people with perfectly sound mental health.

    [tlum]
    „… to jest pierwszy bezsporny dowod na to, ze halucynacje sa bardziej jak realne doswiadczenie, a nie jak wyobrazenie. Ich upewniajaca natura pomaga wyjasnic dlaczego halucynacje dostaja tak wazne znaczenie – nawet natury wiadomosci od bogow. … Obecnie juz wiemy, ze halucynacje przytrafiaja sie rowniez ludziom w doskonalym stanie zdrowia psychicznego.”

    Tyle tytulem zachety. Gdy zauwaze dostepnosc postaram sie zalinkowac wzmiankowany artykul, ale calkiem mozliwe, ze zajmujacy sie podobna tematyka Cezary Lasiczka wczesniej sciagnie do studia goscia, z ktorym o tym artykule porozmawia.

  567. Nieśmiało chciałbym podsunąć na blogu, gdzie się ważą na śmiertelnie ważnych wagach losy świata, temat ciut bliższy ziemi: los starego człowieka/rodzica w Polsce. Mam na myśli opiekę rodzinną, prywatne i państwowe domy opieki, opiekuńczych najmitów, choć z reguły są to najmitki, oraz brak opieki, czyli dramatyczną samotność. Sam trochę to przećwiczyłem, ale nie mam już głowy – zostały nogi i ręce. Spędzam życie w ćcinie, w lesie, na pustej plaży, na wodzie, na lodzie, gdzie nie ma żadnej opieki, co mnie cieszy, bo i gadać nie ma potrzeby, i nie ma o czym. Gdyby ktoś taki temat podchwycił, to bym mu pomachał z ćcin.

  568. pombocek
    7 listopada o godz. 21:37

    Przerabiałam to pombocku, jeszcze w zeszłym roku ale temat dla mnie smutny i nie mogę.

  569. A w sobotę, pierwszym naprawdę gorącym dniu ( 35 stopni) mieliśmy wspaniały widowisko tysięcy motylków lecących gdzieś tam, w kierunku tylko im znanym, ale konsekwentnie. Piękna inauguracja gorącego i burzliwego lata.
    http://www.couriermail.com.au/questnews/north/butterflies-swarm-through-southeast-queensland-and-queensland-museums-senior-curator-of-entomology-explains-the-phenomenon/news-story/4bb09fd53be3168bb01fa364e4dece85

  570. p.s. Znajac calosc, przestrzegam przed ulegnieciem pokusie pochopnych ekstrapolacji tego co zapodalem wyzej. Sprawa jest duzo bardziej skomplikowana niz wyglada na pierwszy rzut oka.

  571. @Na marginesie, z godz. 20:22

    Prolog:
    Po ile?
    Po siedem.
    Co po siedem?
    A co po ile?

    I tak sobie gaworzysz myląc porządki prawne, na co Ci zwrócił uwagę @lonefather. Na ulicę nie wyjdziemy, a kościoły prędzej czy później i tak opustoszeją. Czy przejmie je (budynki zacne, historyczne) prawosławie w idei tworzenia euro-słowiańszczyzny ala Dugin – nie wiem, choć nie byłbym zdziwiony. Ale – musi co – tego nie doczekam. Za starym. Na razie jednak – niezależnie od dostrzeżonego przez Ciebie (tram-tam-tam i szbką bach!) realnego konfliktu prawa kanonicznego z prawem państwowym, do drugie jest górą.

    Epilog [nieco surrealistyczny – ale co tam, u nas obowiązuje poetyka Jarry’ego z „Króla Ubu”] :
    Cytryny rzucili!
    Pani weźmie kilo.
    Prze bardzo.
    Przeca to kartofle.
    Przeca pani chciała banany
    .

    [Diabeł obchodzi święconą wodę unosząc łapy. Wysoko, aby przypadkiem nie wdepnąć w pokropek].

  572. NeferNefer

    Co do ludzi starszych podzielam Twe , Neferko, spolegliwe myślenie. Ale w papugomałpiej Polsce się zrobił NAŁÓG podsuwania kasjerce monet na otwartej łapie. To nie nieporadność starego człowieka, lecz śmierdzące lenistwo pindy, krowy, smarka, moczymordy i fujarka. To, ma się rozumieć, jedna z setek obserwacji codziennych zachowań rozumnych człowiekowatych. Wśród nich jest i taka: prawie co dzień, ktoś chce mi przytrzymać drzwi, jak wyprowadzam hondę z bloku. Niby grzeczność, ale ja grzeczności nie cierpię, bo to przeszkadzanie, za które jeszcze trzeba dziękować. Największe dzięki składałbym tym, co przepuszczają mnie z rowerem, stojąc w otwartych drzwiach i blokując kałdunem pół przejścia, a ja z
    rowerem mam wciągnąć w głąb pół brzucha i się z bożą pomocą przecisnąć drugą połową. Tyle jest z życia na dzień dzisiejszy. Dobranocka, Neferko.

  573. pombocek
    7 listopada o godz. 22:01

    A, tego nie wiedziałam. Fe, nieładnie. Powiem Ci co mnie w Polszcze denerwuje i do szału doprowadza. Płacę ja sobie za cokolwiek a pani kasjerka (gdziekolwiek) – ma pani trzy grosze? pięć, dziesięć, dwa złote itd? A ty stój i grzeb w portfelu bo jej się nie chce odliczać. Zaczęłam odpowiadać „nie mam”, niech się męczy. Zawsze mnie to do cholery doprowadza i muszę się adaptować.

  574. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 21:18
    Dobrze że ludzie – i dobrze, że kościołowi.
    Nie naginaj moich słów do swoich teorii. Napisałam: księdzu, nie kościołowi. Do tego to jeszcze daleka droga.

  575. Mam wrażenie, że coś się gotuje na blogu, podskórnie na razie, choć gdzie niegdzie widać bąbelki, słychać syczenie, żeby tylko nic nie trysnęło, bo wszyscy się poparzą.

  576. @NeferNefer
    7 listopada o godz. 22:15
    To są te drobne różnice między teraźniejszością emigrancką a przeszłością polską, których człowiek początkowo nie zauważa, potem zaczynają doskwierać. I będzie tego przybywać z każdym rokiem.

  577. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 21:43

    rub it in (lato) 😉 jak tu jesienna szarówka i plucha

    A co do emigranckości to ja się ciągle przetwieram tam i nazad, już 6 razy w tym roku, pewnie będzie 7 po świętach. Ja jestem jedną nogą tu a drugą tam i właściwie ani tu ani tam.

  578. jobrave
    7 listopada o godz. 22:16

    Ja mam klocki w ząbkach 🙂 i co raz se przygryznę

  579. @NeferNefer
    7 listopada o godz. 22:23
    Blisko masz, to nie ma się co dziwić. I rodzina została pewnie.
    Wybierz trzecia opcję. 🙂 Na rozgrzewkę –
    http://www.coastalwatch.com/surf-cams-surf-reports/qld/main-beach

  580. NeferNefer
    7 listopada o godz. 22:15

    Jeszcze zaglądnąłem, ale zamiast komentować Twoje, powiem swoje. W kolejce jest trochę czasu na przygotowanie kasu. Mnie się zdarza mieć odliczoną kasę w dłoni jeszcze przed wejściem
    do sklepu, tak że przy kasie nie jestem zaskoczony, że trzeba płacić i nie szukam w pończosze. A te grosiki, o które prosi kasjerka. Cóż, trzeba choćby w wyobraźni pobyć na jej miejscu i popatrzeć, jak damy lubią dopiero po upchaniu towaru do ostatniej sztuki po torbach, sięgają na samym końcu do pończochy i wyciągają po minucie stuzłotowy banknot. A kolejka czeka. Nie wpadną damy samodzielnie na to, że przy odrobinie wyobraźni i widzenia dalej końca własnego nosa można o połowę skrócić czas kwitnięcia w kolejce. No i wyobraź sobie, Neferko, że po dwudziestce takich stuzłotowych dam kasjerka może nie mieć w kasie ani kopiejki. Dopóki w obiegu są pieniądze, jest to nierozwiązywalny problem. Kasjerka nie sika w pampersy moniakami. Ceś!

  581. Ewa-Joanna
    7 listopada o godz. 22:38

    Hej, no, nie dżaźnić zwierząt :/ bo rękę przez monitor przełożę (żartuję i chichoczę żeby nie było wątpliwości)

    Pięęęęknie

    PS.: rodziny już nie mam

    A teraz kochani, dam dobry daremny przykład i dam od siebie odpocząć, może też ktoś zatęskni 😉

  582. Ewa-Joanna 7 listopada o godz. 22:15
    A ja napisałam „kościołowi ludzie”. „Kościołowi” to przymiotnik, a nie celownik rzeczownika „kościół”. I kto tu nagina do swoich teorii, kto?

  583. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 23:10

    Ja napisałam: […] ludzie w tej parafii potrafili się sprzeciwić księdzu
    Ty napisałaś: Dobrze że ludzie – i dobrze, że kościołowi.
    W tej konstrukcji to rzeczownik.
    Czy ty naprawdę uważasz , że jak zakrzyczysz i zakraczesz to przestraszysz i zamilknę? 🙂

  584. @anumlik 7 listopada o godz. 21:51

    Ja po prostu jestem ciekawa, jak się rozegra konflikt dwóch porządków prawnych.
    Bo że się będą zderzać – to raczej gwarantowane 🙂
    A Twoje absurdeski – smakowite!

  585. Mam pytanie a propos konia. A konkretnie linków. Czemu one tu nie świecą? Jakaś szczególna właściwość? Bo chyba nie Łotr Pressa. Nie żeby mi szczególnie przeszkadzało, ale przerysowywanie tych wszystkich, nieraz bardzo długich ciągów literek i znaczków, bywa nieco uciążliwe.

  586. @Ewa-Joanna 7 listopada o godz. 23:19
    Cytuję jeszcze raz mój komentarz:

    Na marginesie
    7 listopada o godz. 21:18
    @Ewa-Joanna 7 listopada o godz. 21:09

    Dobrze że ludzie – i dobrze, że kościołowi. Bo przecież MOJEGO dziecka xiunc nie uderzy – a nawet nie podejdzie do niego bliżej niż na 50 metrów…
    Koniec cytatu. Proste? Proste.

    P.S. Nie uważam, że „zakrzyczę i zakraczę”.
    Po prostu wyjaśniam Ci, co napisałam.
    „Kościołowi” to przymiotnik. Chodzi o „kościołowych” ludzi.

  587. Ach, forma „kościółkowi” byłaby pewnie mniej jednoznaczna.

  588. Wczoraj napisalem o wyroku High Court, a dzis jest reakcja. Nie kto inny niz sam Nigel Farange, ktory ze wstydem zrezygnowal z przewodzenia UKiPowi, po tym gdy sie publicznie przyznal do klamstwa w sprawie srodkow na NHS, dzis po wyroku HC, zapowiedzial rozruhy uliczne, jesli Parlament odrzuci wyniki referendum…

    Nigel swoje, a komentatorzy swoje i sie z Nigela wysmiewaja, ze moze se grozic ile chce i te swoje bunty uliczne, to bedzie musial sam osobiscie obstawiac.

  589. @paradox57 7 listopada o godz. 23:28

    O ile wiem, to linki świecą dopiero po uaktywnieniu przez administratora sieci.
    Z reguły komentaze z linkami też nie ukazują się od razu, chyba że poprzedzisz link np. znakiem „

  590. @ paradox57
    Świecą linki zaakceptowane przeze mnie. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości, by doczekać, zamieszcza link z dodatkowym znakiem poprzedzającym. Całość (bez tego znaku) i tak się da skopiować do nowego okna. Tak jest tu przyjęte i na razie pozostaje.
    Pozdrawiam
    jk

  591. @Na marginesie, @Jacek Kowalczyk

    I wszystko jasne.
    Ja tylko z ciekawości. Bo lubię jasne. A piwo lubię także ciemne.

  592. Na marginesie 7 listopada o godz. 23:24

    Jako „wmieszany” odpowiem, choc nie do mnie pytanko.

    Skoncza sie tak, ze w sferze swieckiej bedzie dzialal porzadek swiecki, a kosciol u siebie bedzie dodatkowo stosowal porzadek kanoniczny. Zostana rozdzielone i oddzielone…

    Jedyne czego nie wiem to jest to, w jaki sposob do tego zostanie doprowadzone i kiedy, ale ze tak sie to zakonczy, to jest calkowicie i bezdyskusyjnie pewne. Wiec nawet jesli w jakims momencie dojdzie do tego, ze porzadek kanoniczny zyska przewage nad swieckim i bedzie obowiazujacy, to bedzie to tylko przejsciowo i szybko przeminie.

  593. paradox57 7 listopada o godz. 23:30

    Chyba raczej bardziej jednoznaczna?
    Może masz rację. Ale ja chciałam (raz w życiu) być nieco uprzejmiejsza dla tej FIRMY.
    Jak widzisz, żaden dobry uczynek nie pozostanie bezkarny 🙂

  594. Dla jasności, tyle już czasu siedzę tu gdzie siedzę, że Ctrl-C Ctrl-V to moje drugie ja, podobnie jak większości tych, z którymi pracuję, lub z którymi muszę pracować.

  595. Na marginesie 23:37
    Co prawda to prawda.

  596. @lonefather 7 listopada o godz. 23:37

    Ależ mieszaj się ile tylko zapragniesz, przecież wszystkie komentarze są publiczne!

    Pewnie masz rację. Tak to NORMALNIE powinno przebiegać.

    Aha, ten Twój post o hipnozie. Domyślam się, o co może chodzić.
    Bo mózg (i to niekoniecznie chory mózg) naprawdę tworzy własną rzeczywistość.
    Na przykład stwierdzono, że można komuś zaszczepić fałszywe wspomnienia.
    I ten ktoś będzie całkiem przekonany, że są prawdziwe.
    I to jest tylko początek odkrywania tego, co „siedzi” w mózgu.
    Bo teraz mają lepszą aparaturę. Sky is the limit.

  597. paradox57 7 listopada o godz. 23:41

    Same here. Nie znam ludzi, z którymi przyjaźnie obcuję zawodowo.
    Nigdy ich nie widziałam i nie zobaczę. Dobrze mi z tym 😉

  598. @lonefather
    7 listopada o godz. 21:29

    A jest tam coś o antidotum/prewencji? Swego czasu Blackomore pisała, że poznanie mechanizmów (świadomość tego, że mózg płata figle) może uchronić przed uwierzeniem w „rojenia”. W innych przypadkach krucho z wyjściem z przeświadczenia, że „to coś” rzeczywiście się zdarzyło. Ale opierała się na dość powierzchownych badaniach (chyba sondażowych), z osobami, które doświadczały stanów odmiennych.

    Mniemam, że np. w Polsce zbyt długie ciągi alkoholowe mogą prowadzić do „nawróceń na wiarę”. Chyba nawet 12 kroków alkoholika wzmacnia taki proces nawracania. Halucynacje to jeden z objawów daleko posuniętego alkoholizmu.

  599. jobrave 7 listopada o godz. 22:16

    Pisze:
    Mam wrażenie, że coś się gotuje na blogu…

    Jesli masz na mysli podswiadome (Huna) narastanie napiecia zwiazanego ze zblizaniem sie 11/11 i zapowiedzianymi przez Blaszczaka prowokacjami…

    Nie! Nie myle sie w tym, ze Blaszczak zapowiedzial prowokacje !

    PiS zawsze wszystkich wokolo oskarzal o to co sam zamierzal zrobic, wiec nie widze powod, zeby i teraz nie mialo byc inaczej. Jesli Blaszczak oskarzeniami rzuca, ze maja byc 11/11 prowokacje, to oznacza to, ze PiS i Blaszczak prowokacje szykuja !

    Tak wiec, narastanie na blog napiecia jest jak najbardziej uzasadnione, bo jesli taki idiota jak Blaszczak cos przewiduje, to znaczy, ze zwyczajnie wie … A poniewaz Blaszczak nie posiada „krysztalowej kuli”, to znaczy ze wie o tym co sam szykuje…

    W sumie narastanie napiecia, jest jak najbardziej uzasadnione.

  600. bubekró
    8 listopada o godz. 0:03

    Nie.

    Patologie i stany chorobowe, w badaniach, ktore opisuje wspomniany artykul, wykluczaja wziecie od uwage. Jedynie informacje o rodzajach i naturze halucynacji calkowicie zdrowych umyslow byly przedmiotem badania i analizy.

    Jedna z posrednich konstatacji jest:

    Our reality is merely a controlled hallucination reined by our senses

    Brzmi fascynujaco, co nie? Bo implikacje sa powalajace na kolana. Nie w znaczeniu, ze przed jakas bozia, tylko przed nauka. Powyzsze pokazuje jak latwo jest manipulowac, jesli kolejnosc jest taka wlasnie, ze na pierwszym miejscu jest „halucynacja” obrabiana i trzymana w ryzach zmyslami. Bo wystarczy wmowic, ze zmysly czegos nie „mowia”, czegos „nie widza”, innego nie „dostrzegaja”, lub „zle” odbieraja, zeby wmowic dowolna bzdure… Bo „obrabia sie” nie rzeczywistosc, tylko halucynacje … zblizenie halucynacji do rzeczywistosci nastepuje za posrednictwem zmyslow … Prztepione zmysly oznaczaja, ze sie dosc daleko mozna z rzeczywistpscia rozminac.

    ps. prosze mnie juz dzis wiecej na spytki nie wyciagac, spac musze isc, bo jutro mam wizyte w szpitalu na rano wyznaczonaz Jasiem.

  601. NeferNefer 7 listopada 18:36
    Wiem, że mogą być trudności, ale wcale nie takie nie do przezwyciężenia. Jeśli chodzi o „Olafa syna…” jest dostępny na Allegro w całkiem przystępnej cenie. Co tu mówić o przystępności. Właściwie to w cenie makulatury za dwa tomy. Ceny wahają się od 4 do 18!!! zł (ktoś zaszalał). Średnio ok. 6. Wysyłka na terenie kraju – 10. Nie wiem, jak to wygląda do miejsca, w którym przebywasz. Ale skoro czasem tu dojeżdżasz, możesz chyba miejscowych znajomych poprosić o taki drobiazg.

    Linku nie podaję, bo trochę obawiam się, że popełnię nadużycie pekuniarne. Chyba że odezwiesz się do mnie na priv, który może Ci udostępnić administrator.

  602. @Na marginesie
    7 listopada o godz. 23:29
    To pisz bardziej precyzyjnie. Skróty myślowe nie zawsze spełniają swoje zadanie a często nie spełniają.

  603. lonefather

    Pytanie, skąd Błaszczak weźmie tak na szybko Reichstag, bo chyba nic mniejszego mu się w główce nie roi?

  604. Artykul Making things up, o roli halucynacji w poznaniu ksztaltowania sie naszej rzeczywistosci, ukazal sie w NEW SCIENTIST z 5 November 2016. Autorem jest Helen Thomson, konsltant New Scientist.

    Goraco polecam wszystkim

    lonefather

  605. No, to nie dopytuję. Pewnie prędzej czy później to się zacznie pojawiać w literaturze naukowej. Wtedy sobie sprawdzę, jaka jest różnica w stosunku do poprzednich badań (też tylko skrótowo zagadnąłem).

    Blackmore miała pewną intuicję – że „ja” jako mempleks jest bliskie takiej halucynacji.

  606. NeferNefer

    Chociaż… przypomniało mi się, co pisał jeden z blogowych znajomych, przebywających hen, kiedy chciał w Polsce zamówić jakąś książkę w formacie na czytnik. Uzyskał stanowczą odmowę bo: „za granicę nie wysyłamy”. Tego nie wziąłem pod uwagę. Ale może papierową by wysłali, zwłaszcza jeśli ktoś wystawił prywatnie.

  607. @paradoxie

    A na co mu Reichstag?

    Ona ma KOD, on ma patriotycznych kiboli, no i jeszcze „ma” ONR…

    Wystarczy?

    Mi sie to sklada w calosc. Wystarczy drobiazg, zeby spiecie wywolac i dac pretekst do wkroczenia z sila i wszystkich za jednym zamachem spacyfikowac. Wszystkich, rozumiesz?

    Jeden pretekst i wszystkich ma sie w garsci. Z lewa, z prawa i ze srodka. Wszystkich, ktorych sie chce, ma sie w reku. A potem „stan wyjatkowy” i zbafca uojczyzny z joliboji moze wkroczyc i „uojcowizne” zbafiac…

    Moze ze „horror politfiction” palnalem, ale wole „worstcase scinario” serwowac, niz „wishfull thinking” …

  608. NeferNefer
    7 listopada o godz. 22:15

    Gdyby stać na gruncie przepisów, to nie masz racji 😉 Kopiuj-wklej z odmętów internetu:

    „Zgodnie z kodeksem cywilnym, podstawowym obowiązkiem kupującego jest zapłata ceny (art. 535). Cena to wartość wyrażona w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę (art. 3). Przejęcie własności rzeczy następuje w zamian za zapłatę ceny. Oznacza to, że to konsument powinien mieć odliczoną ilość pieniędzy.”

    Oczywiście, to tylko przepis. Normalnie, obu stronom zależy na zawarciu transakcji i sobie pomagają. Sprzedawca, który w takiej sytuacji waliłby klientów w głowę kodeksem, szybko by poszedł z torbami 😀

  609. bubekró
    8 listopada o godz. 0:30

    Jutro kochanienki, jutro… Slowo. NApisze wiecej. Nie jestem „zyla” i tyle, ile bez posiadania zgody, bede mogl, tyle dam.

  610. Maciej2

    Pytanie tylko o symetryczność tej potrzeby zawarcia transakcji. Była u nas (lokalnie) dyskusja związana z kupowaniem biletów u kierowcy autobusu. Mianowicie chodziło o to, czy pasażer ma obowiązek uiszczać opłatę odliczoną co do grosza, czy nie. Zdecydowano, że nie. To w teorii. Praktyka zaś była taka, że kupno biletu u kierowcy wiązało się z opłatą manipulacyjną, więc tylko wyjątkowi desperaci się na to decydowali. A potem wprowadzili biletomaty gdzie tylko się dało i problem wziął w łeb.

  611. paradox57
    8 listopada o godz. 0:34

    A czy w Polsce nie ma bibliotek które wypożyczają e-booki? U nas są, i muszę przyznać że to jest super-wynalazek, dowolna książka, za darmo, w każdej chwili, bez przynoszenia i odnoszenia. Nawet bym się i do polskiej zapisała jakby taka była.
    A tu wszyscy już poszli spać :(.

  612. @paradox57

    Gdy, dajmy na to, jest noc, następny autobus odjeżdża za godzinę, a ty nie masz drobnych na bilet – to oczywiście twoja potrzeba zakupu biletu jest dużo większa, niż potrzeba kierowcy, aby ci go sprzedać. Pozostaje liczyć na wyrozumiałość i empatię 🙂

    A zobowiązanie klienta zapłaty odliczonej kwoty wygląda mi głównie na zabezpieczenie na wypadek pieniaczenia klienta w duchu „musisz mi sprzedać gumę do żucia i wydać resztę ze 100 zł, bo cię pozwę”.

  613. @paradox57
    8 listopada o godz. 0:34
    Żeby kupić gazety w formie elektronicznej muszę oszukiwać, że mieszkam w Polsce, bo inaczej nie mogę kupić. Takie polskie handlowanie. Prawdopodobnie idzie o ten VAT którym nie można obciążać zagranicznych. I czasem wysłanie papierowej kosztuje jakoś dziwnie drogo, szczególnie u sprzedawców na Allegro. Przestałam kupować, bo żądali ode mnie płacenia za polecony, bo oni muszą mieć zabezpieczenie. No to sobie płaćcie! Suma nieduża co prawda, ale u mnie polecony traktuje się z szacunkiem – do rąk własnych i wtedy musiałam latać na pocztę, co mi nie zawsze pasowało – pracowaliśmy w tych samych godzinach. Na moje uwagi otrzymywałam odpowiedź: nie chcesz to nie kupuj.
    *
    NeferNefer
    Moja ulubiona od lat to „A lasy wiecznie śpiewają” Trygve Gulbranssena.

  614. bubekró 8 listopada o godz. 0:30

    Coś podobnego wyczytałam z książek Antonio Damasio. Czytałam już dość dawno temu i dokładnie nie pamiętam, ale on właśnie wykazuje, że „ja” jest tylko konstruktem, halucynacją, zaburzonym postrzeganiem. Czyli – nie filozofie Zachodu tylko buddyzm jest intuicyjnie najbliższy zrozumienia natury ludzkiego umysłu.

    Kilka z nich jest dostępnych po polsku. „Błąd Kartezjusza” oferuje w tej chwili księgarnia internetowa „Merlin” – „merlin.pl

    Zobaczymy, co napisze lonefather. Ja też czekam z ciekawością.

  615. Izabella 1:08
    W mojej najbliższej okolicy nie ma. Wypożyczają jedynie papierowe. Chodzi oczywiście o biblioteki publiczne. Bo już uczelniane zdigitalizowały część zasobów i nawet je udostępniają. Te jednak udostępniają głównie bazy Naukowych danych bibliotecznych. Ale, jak sama rozumiesz, dostęp do nich jest dosyć ograniczony, a i asortyment przedstawia wiele do życzenia dla czytelników beletrystyki. Nie wiem, jak przedstawia się sytuacja w Bibliotece Narodowej. Nie szukałem dojść.

    @Ewa-Joanna 1:15
    No właśnie to miałem na myśli pisząc o problemach współpracy naszych księgarni i wysyłaczy książek do rodaków za granicą. Dlatego też, jeśli ktoś odwiedza Polskę w miarę regularnie (a zrozumiałem, że @Nefer tak czyni), podsunąłem pomysł skorzystania z pomocy kogoś na miejscu. Mniejsze koszty, mniejsze problemy z logistyką.

  616. Maciej2 1:09
    Lubię żarty. Dlatego, mając na uwadze życzliwość naszych kierowców, praktycznie zrezygnowałem z korzystania z komunikacji miejskiej bez względu na porę dnia. Mam co prawda ten komfort, że wszystko, co jest mi do szczęścia i zaspokojenia wszystkich potrzeb niezbędne, znajduje się maksymalnie w odległości 40 minut spacerem. A jak chcę szybciej, to po prostu szybciej idę. Więc poza wyjątkowymi sytuacjami, staram się jak najrzadziej narażać na wyrozumiałość i życzliwość naszych kierowców.

  617. @Na marginesie
    8 listopada o godz. 2:25

    Nie tyle buddyzm, co buddynizm.

  618. pombocek
    7 listopada o godz. 22:42

    pombocku miły, ale ja nie mówię o supermarkecie, tylko o kiosku albo małym sklepie w którym nie ma kolejki. Płacę np. 28.74 i mam przygotowane 30 zl – i slyszę to sakramenckie – ….dzieści groszyyyyy?
    Ja do płacenia też mam zawsze portfel przygotowany a dodatkowe wygrzebywanie groszy też wydłuża kolejkę stojących za mną. Ale cóż ty nie zrobisz choćby siadłszy płacz, tak źle i tak niedobrze 😉

    kto chce niech idzie do Rossmana, weźmie dwa dowolne produkty, przy kasie siedzą cztery panienki, kolejki nie ma. Dwadzieścia groszyyyyy?

    (@Maciej2 to też trochę odpowiedź dla Ciebie bo nie wiem jak połączyć 😉

    paradox57
    8 listopada o godz. 0:25

    Dzięki za informację. Aż tak do tej książki nie pałam ale pomysł dobry. Bywało że zamawiałam coś w empiku na pięć dni przed przyjazdem, z dostawą do sklepu a potem odbierałam.
    Hej, ale co innego było z „Obłokiem Magellana” Lema, to jest nie do kupienia. Udało mi się wygrzebać w internetowym antykwariacie i przysłali mi do Belgii. Całe sobie zeskanowałam z ocr i będę przerabiać na ebooka do własnych celów wyłącznie, oczywiście.
    Da się kupić książki w rozlicznych księgarniach internetowych, wiem bo korzystałam. Co do przekazywania maila zawsze można poprosić Gospodarza czy zechce pomóc.

    izabella
    8 listopada o godz. 1:08

    O bibliotekach nie wiem ale wygugluj sobie „legimi” – to jest jak netflix na książki. Ja już nie kupuję tylko płacę abonament.

    Ewa-Joanna
    8 listopada o godz. 1:15

    Ja częściowo oszukuję ale przecież polski dowód mam i zameldowanie też. To mogą mnie pocałować.
    A książkę dodaję do listy, dzięki.

  619. NeferNefer
    8 listopada o godz. 9:32

    Neferko, to jak Ty masz do płacenia portfel PRZYGOTOWANY, to od tej chwili jestem w Tobie zakochany. Do śmierci, czyli spokojnie – już niedługo. Kurde, co dwoje z przygotowanymi portfelami, to nie jedno, psia wasza wszystkich nieprzygotowanych mać, co chodzita po świecie pól ślepo, obijając się jak gruszki. Wlazł na gruszkę, trząsł pietruszkę, a cebula spadła

  620. Ewa-Joanna
    Cudowna .Ten sam mroczny nastrój.Właśnie wczoraj zajrzałam znowu,bo klimatem bardzo przypomina średniowieczne sagi.
    To Allegro.Że też nigdy nie wpadłam na to, żeby tam poszukać książki.
    pombocek.
    To bolesny problem, opieka nad starymi i czasem niedołężnymi rodzicami.
    Nade mną(?) mieszka 83 letnia kobieta.Opiekują się nią syn i synowa.Chyba nerwy im puszczają, bo babcia często ucieka -czasem w środku nocy .Krzyki stamtąd dochodzące przerażają mnie. Czy i je też tak będę?Moja Mama jest sprawna, na razie mieszka z bratem i jego rodziną ale co jeżeli będę na miejscu moich sąsiadów?Czytałam Dzienniki Nałkowskiej. Jak bardzo czasem niecierpliwiła ją matka,jej choroby, demencja-a przecież bardzo ją kochała i podziwiała.
    Pozdrawiam.

  621. @pombocek
    8 listopada o godz. 9:39

    Od teraz, stojąc przy kasie w nadmorskiej biedronce, będę się bacznie rozglądać, czy nie stoi za mną gość bliski apopleksji, bo ja czasem pozwalam kasjerce poszperać w… portmonetce, zamiast samemu szukać tych trzech groszy 🙄
    Najchętniej jednak płacę kartą, a już najchętniej – bezdotykowo, ale zdarza się, że coś nie działa, robi się zbiegowisko kasjerek, ktoś gdzieś dzwoni, a klienci już mamroczą, że po policję 🙄
    Kiedyś w małym miasteczku w Apulii, jeszcze w czasach lirów, spróbowałem wczesnym rankiem kupić chleb w piekarni. Chleb i kilka bułeczek miały kosztować coś ok 8 tysięcy (1 dolar = ca 1500 lirów), wyciągam banknot 100 000, prosto z bankomatu, a starsza dama nie ma wydać, bo jestem jednym z pierwszych klientów.
    Wiesz, co zrobiła?
    – Zapłacisz kiedy indziej – powiedziała. A widziała mnie pierwszy raz w życiu i prawdopodobnie ostatni.
    Na głowie prawie stanąłem, aby ten banknot rozmienić i jej te pieniądze zanieść. Przyjęła bez zaskoczenia, pobłogosławiła na drogę…
    A teraz historia z ubiegłego lata.
    Włoska lodziarnia w niemieckim miasteczku nad Jeziorem Bodeńskim.
    Znakomite lody, właściciel prawdziwy Włoch od niedawna w Niemczech, angielskim nie włada. Przede mną Amerykanin pokazuje, jakie lody chce, Włoch nakłada porcję do waflowego rożka, 2 euro.
    Amerykanin wyciąga kartę kredytową…
    Włoch mówi, że nie ma terminalu, ale niedaleko jest bankomat i… wręcza mu te lody. Tłumaczę klientowi, ten zapewnia, że zaraz wróci, tłumaczę Włochowi, że Amerykanie dotrzymują słowa, kupuję mojego loda.
    Po półgodzinie przechodzę koło budki, pytam – zapłacił?
    Włoch kręci głową. Jest mi wstyd, wyciągam 2 euro, on nie chce przyjąć, w końcu przyjmuje, ale pyta o mój ulubiony smak i… daje mi drugiego loda, podwójną porcję!

  622. pombocek
    8 listopada o godz. 9:39

    Z wzajemnością, pombocku, a poza tym nie smęć, będziesz żył sto lat i pół dnia.
    (portfel naprawdę zawsze mam w ręku)

  623. Opieka nad staruszkami to bardzo dochodowy i przyszłościowy biznes. U nas domy opieki rosną jak grzyby po deszczu.
    A jak to u nas wygląda?
    Wiele osób mieszka w swoim domu jak długo się da, państwo organizuje dochodząca pomoc, rożne organizacje mogą zorganizować pobyt w dziennym domu opieki – cele ze tak powiem towarzyskie, albo dostarczyć do domu cieple posiłki.
    Sporo osób w pewnym wieku, na ogół po 60tce zamienia swoje domy na domek w szeregowej zabudowie tzw. miasteczka emerytów, gdzie każdy mieszka w swoim domku, ale miasteczko ma lekarza, pielęgniarkę, fryzjera i innych potrzebnych ludziom fachowców, a jak nie ma to zorganizuje. Wygodniej niż samemu się użerać.
    No i niestety, kiedy przyjdzie ten moment niezdolności do samodzielnego życia, chorób, demencji itp. wtedy rodzina wykupuje pokój w domu opieki i płaci za pobyt. Niewiele osób zajmuje się opieką nad rodzicem osobiście z tego prostego powodu, że pracuje, ma rodzinę na utrzymaniu, przeważnie hipotekę do spłacenia i rezygnacja z pracy, aby zapewnić opiekę rodzicowi jest niemożliwa. Domy opieki są prowadzone przez osoby prywatne lub kościoły i monitorowane przez państwowe organa (?).

  624. @Tobermory,
    u nas są takie stragany przydrożne gdzie można kupić produkty z okolicznej farmy. Wygląda to w ten sposób, że towar leży sobie na straganie , karteczki z cenami też, a obok stoi otwarte pudełko z kamieniem w środku do przytrzymywania banknotów żeby wiatr nie wywiał. Bierzesz co chcesz i płacisz do pudełka. Żywego ducha w okolicy nie widać…

  625. Ewa-Joanna
    8 listopada o godz. 10:51

    Australijczycy są po prostu bezczelni w te swojej niewatykańskości.
    jakieś 3 tygodnie temu kupiłem sadzonkę krzewu (krzew bez liści wygląd mało atrakcyjny), postawiłem ją w ogrodzie (za płotem), do wsadzenia w weekend. Następnego ranka już jej nie było.
    Polska wzorem moralnym dla cywilizacji śmierci.

  626. @lonefather, (7 listopada o godz. 21:29)
    z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy 🙂
    Zastanawiam się na ile jest to w tym duchu:
    http://www.gandalf.com.pl/b/zludzenia-ktore-pozwalaja-zyc/

    Książka zawiera następującą tematykę: czy złudzenia pomagają, czy też przeszkadzają nam radzić sobie z wyzwaniami? czy jesteśmy racjonalni? dane i pseudodane w procesie spostrzegania ludzi; czy jesteśmy egoistami? interes własny a procesy poznawcze i zachowanie ludzi w sytuacji konfliktu; autoprezentacja; samoobrona przez samooszukiwanie się; poczucie kontroli, złudzenia na temat siebie, a adaptacja psychologiczna; pozytywna rola negatywnych złudzeń; szczęście – złudzenie czy konieczność

  627. W Polsce wygląda to bardzo wesoło i po bożemu. Czyli jeszcze weselej.
    Jeśli się dzieci, czy inni bliscy nie zajmują seniorem sami, w domu, to podstawowy modus operandi polega na przeniesieniu staruszka/staruszki do tzw domu opieki.
    Ośrodki takie wymagają – w zasadzie – rejestracji na liście wojewody.
    Daje to – pozór- pewnego standardu, teoretycznnie jakiś nadzór i weryfikację jakości opieki, oraz legalność działania.
    Większość takich cud-ośrodków działa bez rejestracji, czyli nielegalnie. Oparte na domyśle: będzie dobrze i wesoło.
    Główne zajęcia statuszków: gapienie się w telewizor, msza w tivi, czasem ksiądz na żywo. Czasem – rzadko- jak są możliwości, ochota i pogoda – wyjazd do ogródka przy budynku. Zajęcia ogródkowe: siedzienie na ławce/w wózku i nicnierobienie. Można się pogapić na chwasty naprzeciwko, na wysypisko śmieci po sąsiedzku, dziki parking, poniuchać ewaporujących aromatów z pobliskiej fermy lisów, czy posłuchać łomotu maszynerii w fabryce puszek vis-a-vis.
    Czasem wyjdzie słoneczko i umai lico staruszka.
    Życie w Polsce senioralnej jest bardzo wesołe, ponieważ została właśne uchwalona kolejna ustawa. Pod tytułem pisokatolickim: „Za życiem”.
    Która kobieta urodzi zdeformowane dziecko, albo dziecko z gwałtu – proszę bardzo, kasa wyda 4 tysiaki na rączkę. Albo pod jakimś warunkiem. Może, że najpierw trzeba zmówić 3 zdrowaśki.

  628. pombocek
    8 listopada o godz. 9:39

    Pombocku, dajta spokój, Ty nie jesteś od śmierci, tylko od Jeziora.
    Dajta spokój !

  629. @Ewa-Joanna
    8 listopada o godz. 10:51

    Ja tak kupuję jaja w gospodarstwie odległym o 500 m. W pomieszczeniu dostępnym przez 24 h stoi lodówka z jajami i porcjami serów opakowanych próżniowo. Na jednej z półek lodówki stoi pudełko na pieniądze, można sobie wydać resztę z banknotu.
    Obok lodówki jest automat, który po wrzuceniu monety wydaje świeże mleko.
    Ale i tu zaczyna być gorzej. Po 20 latach gospodarz zamontował w pomieszczeniu kamerę…

  630. Tanaka,
    opowiem śmiesznawą historię.
    mam koleżankę, jest katoliczką i chodzi do jakiegos tam kościoła w dzielnicy. Proboszcz był spoko, msza trwała pol godziny często z omówieniem ostatnich rozgrywek w krykieta. Poza tacą żadnych zbiórek nie było. Ale poszedł na emeryturę i nastał nowy ksiądz z Nigerii bodajże. Msze po godzinie albo i dłużej, na tace kazał papierki rzucać nie monety i zaczął organizować zbiórki pieniężne na różne cele kociołkowe.
    No i jak kiedyś ten niewielki ( bo tu wszystkie niewielkie) kościół był pełen, tak teraz sterczy tam maksymalnie kilkanaście osób, reszta wyemigrowała do innej dzielnicy.

  631. @bubekró, (8 listopada o godz. 0:03)

    Swego czasu Blackomore pisała, że poznanie mechanizmów (świadomość tego, że mózg płata figle) może uchronić przed uwierzeniem w „rojenia”.

    Gdzie tak pisała?
    Wydaje mi się to mało prawdopodobne. Jako dyplomowany psycholog zna z pewnością zasadę skąpca poznawczego, mechanizm
    dysonansu poznawczego, etc..

    Zajmowała się przeżyciami ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną.

    Według niej całość przeżyć związanych ze śmiercią kliniczną można wytłumaczyć nadmiernym wydzielaniem endorfin w sytuacjach kryzysowych (takich jak uszkodzenie lub niedotlenienie mózgu). Substancje te powodują zmniejszenie bólu, ale przy okazji wywołują wizje i euforię. Propozycję tę autorka przedstawiła w latach 80. XX wieku. W latach dziewięćdziesiątych zaś wyjaśnienie doświadczeń z pogranicza śmierci oparła na pojęciu modeli mentalnych. Jej zdaniem wszystko czego doświadczamy jest wynikiem modeli mentalnych – wpływają one na obraz i poczucie rzeczywistości. Bazując na informacjach odbieranych przez zmysły system wybiera do reprezentacji rzeczywistości taki model mentalny, na podstawie którego można najlepiej przewidywać zachowanie i który zapewnia najlepsze funkcjonowanie. Niestabilne i chaotyczne modele rzeczywistości są postrzegane przez jednostkę jako halucynacje lub fantazje. Przeżycia składające się na doświadczenia z pogranicza śmierci wydają się występować naprawdę, gdyż w trakcie osłabienia funkcjonowania mózgu reprezentują najbardziej stabilny z możliwych modeli ja. (za wiki)

    Model mentalny to inna nazwa narracji/mitu.
    Uważa się, że Susan Blackomore zapoczątkowała rozwój memetyki.
    Zainspirowana „Samolubnym genem” – Richarda Dawkinsa.

  632. Tobermory,
    U nas też kradną, ale takie zaufanie jakoś zobowiązuje do uczciwości.

  633. Ewa-Joanna 11:23

    Zły kraj sobie na działalność wybrał. Gdyby tak zrobił u nas, spotkałoby się to z pełnym zrozumieniem wśród wiernych. Nikomu nie przyszłoby do głowy przenosić się do innej dzielnicy. Bo w tej sąsiedniej łupią tak samo.

  634. @Tanaka, (8 listopada o godz. 11:07)

    Większość takich cud-ośrodków działa bez rejestracji, czyli nielegalnie. Oparte na domyśle: będzie dobrze i wesoło……. umai lico staruszka.

    Pokaż wyniki badań!

    To co wypisujesz jest głęboko nie fair. Wobec ludzi pracujących w sektorze opieki nad seniorami. I wobec rodzin seniorów.
    Prawdą jest, że zdarzają się tego typu przypadki. Wtedy media grzeją temat do dechy. Na zasadzie bad news is good news. „Człowiek pogryzł psa.”
    Trzeba takie przypadki nagłaśniać, piętnować i eliminować.
    Ale nie wypada dokonywać tak krzywdzących uogólnień. Jest naprawdę dużo znakomicie pracujących placówek dla seniorów. Ostatnio towarzyszyłem znajomej w wyborze takiego dla jej krewnego.
    Całkiem niezłe podstawy systemowej opieki stworzyło Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej za poprzednich rządów. Coraz więcej samorządów lokalnych powołuje do Rady Seniorów.
    Kwitną Uniwersytety Trzeciego Wieku.
    To prawda, że zabrano się do tego trochę późno. Nie jest to jedyny obszar, w którym jesteśmy opóźnieni.

  635. errata: powołuje Rady Seniorów

  636. Mohikanin przedostatni

    Pozostaje jeszcze kwestia kosztów. Naprawdę nie wszystkich stać na umieszczenie staruszka w domu opieki. Poza tym wiadomo, że im wyższy standard tym wyższe koszty. I dostępność przedstawia jeszcze wiele do życzenia. Są takie obszary. Że zmierza w dobrym kierunku, należy się tylko cieszyć.

  637. @paradox57, (8 listopada o godz. 11:53 ) to prawda.
    W przypadku znajomej, o której wspominałem, rodzina zrobiła zrzutkę. Matka znajomego jest w znakomitej placówce w ramach dofinansowania przez NFZ.
    Zaprotestowałem przeciwko uogólnianiu.
    Znam ludzi, którzy maltretują siebie i swoje dzieci opieką ponad siły. Ale nie oddadzą babci do domu opieki, bo mają taką wizję, jak Tanaka. I „co by ludzie powiedzieli”.
    Opiekę nad seniorami trzeba profesjonalizować. Nie da się tego dalej robić siłami rodziny. Czytaj: kobiet.
    Toteż lepiej zachować zdrowy rozsądek w krytykowaniu.

  638. @Ewa-Joanna
    8 listopada o godz. 1:15

    „Żeby kupić gazety w formie elektronicznej muszę oszukiwać, że mieszkam w Polsce, bo inaczej nie mogę kupić”
    To jest nieprawda. Nie potrzeba oszukiwac, nie potrzeba mieszkac w Polsce by kupic gazete lub czasopismo a nawet ksiazke.
    Czynie to od wielu lat, latwo, sprawnie i bez problemu jak to sie mowi za jednym kliknieciem. Prosze sprawdzic: publio.pl

  639. Mohikanin przedostatni

    Nie musisz mi tego tłumaczyć. Ani potrzeby, ani reakcji tzw. środowiska. Mam już to z żoną za sobą. A kolejny przypadek powoli dojrzewa. Na razie dajemy radę, tylko nie wiadomo ile jeszcze ta sytuacja potrwa.
    Natomiast widzę inny problem. Rodziny często umywają ręce zrzucając całą odpowiedzialność na tę osobę (osoby), która jest najbliżej. Skutki demograficzne plus fakt, że coraz częściej rodziny są rozproszone już nie tylko po kraju, ale i po świecie.

  640. mohikanin przedostatni
    8 listopada o godz. 11:48

    @Tanaka, (8 listopada o godz. 11:07)

    Pokaż wyniki badań!

    No bez przesady, nie bede za Ciebie odwalal roboty. Alle Ci podpowiem, jak robote zaczac: czytasz oficjalna liste zarejestrowanych placowek, a nastepnie przegladsz liste ofert w necie, prasie itp. Juz widzisz rozbieznosc. Nastepnie odwiedzasz placowki i sprawdzasz. Najlepiej zaczac od wachania. Po zapachu dowiesz sie tego, co przed oczami ukryte. Itd itp. Badania terenowe sa dla kazdego chcacego dostepne.

    Do reszty już sie nie bede dokłaniej odnosił.
    Racja: „jest wiele niezłych placówek”. NIe zmienia to zasady głównej, o której mówiłem.
    Dobre placówki chwalimy, złe ganimy.

  641. Ewa-Joanna
    8 listopada o godz. 11:23

    W Polsce to słabo działa. Polak jest niewolnik pańszczyźniany z pochodzenia, więc ciągle jest silnie przywiązany do ziemi, do parafii i do księdza.

  642. @chuckb43
    8 listopada o godz. 12:22
    Ja kupuję w egazety.pl. Publio znam, oglądnęłam, bardzo drogie, dolicza VAT i dla mnie nieakceptowalne, bo nie uznaje Paypala a ja płacę tylko przez PayPal, bowiem konta bankowego w Polsce nie mam, a karty kredytowej nie użyję.

  643. chuckb43
    8 listopada o godz. 12:22

    Ale musisz zaznaczyć „Polska” przy kupowaniu. O ile pamiętam.

  644. paradox57
    8 listopada o godz. 12:25

    Najprzyjemniej jest być jedynakiem, z pracą na cały etat, małym dzieckiem, 1300 km od osoby potrzebującej pomocy a w mieście nie ma żadnej rodziny. I tak cztery lata.
    Jeszcz