Spotlight — dziennikarskie wyzwanie

Film ten jak duch przeleciał przez ekrany polskich kin i jak duch znikł. Ponieważ został on wyróżniony Oscarami, więc nasze media podały wstrzemięźliwą wzmiankę, że film ten opowiada o przypadkach pedofilii w Bostonie. Rzeczywiście media nie kłamią. Rzecz się dzieje w Bostonie. Grupa dziennikarzy gazety Boston Globe” z wielkim uporem i samozaparciem przeprowadziła śledztwo, odkrywając rzeczy wstrząsające.

6 proc. księży wykorzystywało nieletnich, co dało w sumie w samym Bostonie liczbę 80 księży. Kardynał Bernard Law doskonale orientując się w temacie, tuszował wszystkie przypadki molestowania, a wobec zbyt „nachalnych” adwokatów Kościół nie przebierał w środkach, stosując pomówienia i oczernianie. Księża pedofile znajdowali swe nieletnie ofiary wśród rodzin dysfunkcyjnych: ojciec nieobecny, matka alkoholiczka albo bigotka.

– Przychodził do nas – opowiada już dorosła ofiara księdza – był miły, zapraszał do kościoła, do siebie. Był dla mnie jak sam Bóg, czułem się wyróżniony, kiedy prosił, żebym posprzątał, wyniósł śmieci, posiedział przy nim. Trochę było dziwne, kiedy mi podsuwał jakieś pornograficzne obrazki. Ale przecież to Bóg. Zaproponował rozbieranego pokera, oczywiście przegrałem. Wtedy on też się rozebrał…

Kiedy sprawa wyszła na jaw i zajął się nią adwokat, przyszedł biskup i powiedział, że taka rzecz miała miejsce pierwszy raz i żebyśmy o tym nie mówili. – A matka? – zapytał reporter. – Matka przyniosła ciasteczka.

Dziennikarce udało się odnaleźć emerytowanego księdza. Niewinny staruszek. – Czy pan molestował dzieci? – zapytała wprost dziennikarka.

– Tak, przyznaję. Ale nigdy dla przyjemności. Nie czerpałem z tego przyjemności. To ważne. Nigdy nie zgwałciłem. To ja byłem gwałcony.

Ojciec trojga dzieci zapytany o trenera hokeja, księdza, rozpłakał się: – Dlaczego on mnie wtedy wybrał? Dlatego, że dobrze grałem w hokeja?

Inna ofiara tak to przedstawia; to nie tylko gwałt cielesny, oni okradli nas z wiary, traci się jakiekolwiek oparcie w życiu, więc sięga się po butelkę, daje się w żyłę, a w końcu skacze się z mostu. Ja jestem szczęściarzem, bo przeżyłem.

Dziennikarze wykazali w badaniu tej sprawy niebywałą determinację. Kardynał Law usiłował ich omotać dobrocią, oferował pomoc w śledztwie, naczelnemu gazety ofiarował jako prezent „Katechizm”. Za to dokumenty potwierdzające współudział chroniącego zboczeńców Lawa w przestępstwie przepadały. Katolicki establishment bronił kardynała: „Kardynał nie jest idealny, ale robi dużo dobrych rzeczy”.

Na szczęście są w tej Ameryce integralni sędziowie, bo kiedy upartemu dziennikarzowi stawiano przeszkody w dotarciu do pewnych dokumentów, poprosił o pomoc sędziego. Ten go zapytał: – Dlaczego prasa chce opublikować te dokumenty?

– Czy to nie jest naszym obowiązkiem? – pytaniem odpowiedział dziennikarz i dostał dokumenty.

W przeciwieństwie do pewnego kraju nad Wisłą, potęga Kościoła ma w katolickim Bostonie granice. Ale i tam są dobrzy parafianie, którzy wiedzieli, co się dzieje z dziećmi, ale dla dobra Kościoła woleli nic nie mówić. „Wszyscy milczą – podsumował dziennikarz śledczy – jak dobrzy Niemcy”.

Kościół poniósł bolesną ofiarę, bolesną bo pieniężną, a kardynał Law został przeniesiony do Rzymu, gdzie sprawuje swe posłannictwo boże w kościele Santa Maria Maggiore.

Podobne skandale wyszły wkrótce na jaw w ponad 200 miastach całego świata.

Na karę dla pedofila arcybiskupa Józefa Wesołowskiego (zmarł w areszcie domowym w Rzymie) już za późno, a na ukaranie księdza Wojciecha Gila trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, bo „macki” „Bostone Globe” nie sięgały aż do Dominikany.

Lewy