I to by było na tyle

Myś* - to taka niedokończona myśl. Staram się zachować poziom politycznej debaty cechującej nasze mediaPo ponad sześciu latach pisania niniejszego bloga uznałem, że formuła się wyczerpała i postanowiłem zawiesić jego funkcjonowanie. Choć wokół „Listów ateisty” zgromadziło się grono interesujących i nietuzinkowych postaci, co owocowało ciekawymi wymianami zdań i opinii, a nawet niebanalną twórczością artystyczną w dziedzinie słowa, blog nie stał się (bo to jednak okazało się w polskich warunkach niemożliwe) enklawą ludzi krytycznie, ale i pozytywnie myślących, więc co i rusz popadał w uzależnienie od prostych emocji, zamieniał się w pole męczącej i żenującej młócki słownej, stawał się ofiarą nienawistników i obsesjonatów, którzy narzucali innym swój ton i swoje paranoje.

Zmęczyło mnie to już i zniechęciło. Zwłaszcza że opieka nad blogiem pochłaniała mi morze czasu, który potrafię wykorzystać w pożyteczniejszy dla mnie sposób, a przynajmniej tak mi się zdaje.

Zresztą, w sieci jest tyle miejsc, gdzie ci, którzy mają niepowstrzymaną potrzebę wywrzaskiwania swoich racji lub natrętnego powtarzania jednej myśli czy siania zwykłych kłamstw, mogą to robić bezkarnie i bez ograniczeń, że nie widzę potrzeby, by odbywało się to pod moim nazwiskiem, a więc i moim kosztem.

Pozytywnym efektem całej tej mojej pisaniny jest to, że przy okazji doprecyzowałem sam sobie własne poglądy, dowiedziałem się od innych wielu ciekawych rzeczy, poznałem rozmaite style myślenia (i niemyślenia), przykłady świetnej szermierki słownej i naprawdę nieprzeciętne intelektualnie sieciowe persony. I im zwłaszcza (choć nie tylko im) dziękuję za wkład w treści bloga (powstrzymuję się od wymieniania nicków, nie chcąc kogoś przegapić i będąc zarazem przekonany, że stali bywalcy i tak wiedzą, kogo mam na myśli). Pozytywne wydaje się też to, że pewne grono ludzi nawiązało ze sobą więcej niż sieciowe relacje i że pozostaną one żywe na dłużej bez mojego pośrednictwa, czego zainteresowanym życzę.

Oczywiście, rzeczywistość to coś, co nie znika, kiedy przestaje się o tym pisać, zatem:

do zobaczenia (lub poczytania) w innych okolicznościach przyrody!

Jacek Kowalczyk

PS

To nie jest prowokacja ani tym bardziej przejaw kokieterii. To decyzja wynikająca z wielu przesłanek (wymieniłem jedynie ich część) i podjęta po dłuższym namyśle. Wszystko ma swój kres, jak śpiewał Mieczysław Fogg.