Błaszczak i Zalewska, czyli budowanie polskiej marki

Pani premier Szydło jest zachwycona: wreszcie imię Polski będzie błyszczało na scenie świata. A wystarczyła jedna, dobra inicjatywa. Można? Można. Nie ma „nie da się”. Minister Skarbu Państwa Dawid Jackiewicz podpisał list intencyjny z prezesami kilkunastu spółek z udziałem Skarbu Państwa w sprawie powołania instytucji pod nazwą Polska Fundacja Narodowa. 17 wielkich firm zrzuci się na budżet PFN – na razie mowa o ponad 100 mln zł rocznie (a potem się zobaczy).

Jak informuje „Nasz Dziennik” (najbardziej obecnie prorządowa gazeta; takie katolickie wcielenie „Trybuny Ludu” z późnego PRL), minister Jackiewicz tak relacjonował współpracę z prezesami spółek: „Wszyscy niemalże w podobnym czasie i w podobny sposób zakomunikowali mi, że jest potężny obszar zaniedbań, zaniechań, jeśli chodzi o promocję polskiej marki, szeroko rozumianej poza granicami naszego kraju” (to ci dopiero zgrana akcja zatroskanych prezesów).

Premier Szydło także uchyliła rąbka tajemnicy swej wiary: „Wierzę w to, że Polska Fundacja Narodowa przyczyni się do tego, by o Polsce mówiło się jeszcze lepiej (sic!), jeszcze więcej i by marka polska była rozpoznawalna wszędzie tam, gdzie rodzą się nowe, wspaniałe idee, i by ci, którzy chcą zrealizować swoje marzenia, wiedzieli, że w Polsce można to zrobić najlepiej”. PFN, ten „oręż w walce o dobre imię RP”, ma ruszyć już we wrześniu.

Niestety, może być trochę za późno. Na razie bowiem do boju ruszyli znacznie potężniejsi zawodnicy niż minister Jackiewicz i jego fundacja in spe. Jego koledzy z rządu – minister edukacji Anna Zalewska i minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak za pomocą kilku wypowiedzianych publicznie zdań – zdołali jak nikt inny (choć w szranki z pewnym powodzeniem stawali już także minister Waszczykowski i Macierewicz) ośmieszyć wizerunek Polski i jej rządu (skoro takie rzeczy wygadują ministrowie, to czego spodziewać się po zwykłych obywatelach?).

Najpierw szefowa edukacji, wijąc się w fałszywych uśmiechach przed kamerą, broniła stanowiska, że nie wiadomo, kto dokonał zbrodni w Jedwabnem i pogromu w Kielcach, i że mówienie w tym kontekście o Polakach „to tylko opinia”. Ta wypowiedź została dostrzeżona nie tylko w Polsce czy w Izraelu. Powiedzieć, że jest wzorem haniebnego tchórzostwa i bezczelnego fałszowania historii, to nie powiedzieć prawie nic. Ta pani skompromitowała się doszczętnie, objawiając swoje kołtuńskie wyobrażenie, co wolno i trzeba mówić o naszej własnej historii.

A jednak znacznie silniejszy cios naszemu zbiorowemu wizerunkowi zadał pan Błaszczak, pełniący – o zgrozo! – funkcję ministra spraw wewnętrznych i już przez sam ten fakt traktowany poważnie przez władze i opinie publiczne innych krajów. Dla nas to żadna nowina, że mówi od rzeczy. Nasłuchaliśmy się jego wystąpień i wcześniej, zanim trafił do rządu. Praktycznie zawsze były to sformatowane przez kogoś innego przekazy dnia, proste (a i prostackie) w formie, żeby łatwo można je było powtórzyć. A on powtarzał je ze szczególnym namaszczeniem i lekko księżowskim zaśpiewem.

A przecież nawet nas musiała zszokować jego kretyńska konstatacja w obliczu nicejskiej tragedii: „Nie wyciągnięto wniosków z poprzednich zamachów terrorystycznych w Paryżu i Brukseli. To jest konsekwencja polityki multikulti, poprawności politycznej”. Co ma multikulti i poprawność polityczna do rozjeżdżania ludzi ciężarówką!? Rozwinięta „myśl” z Polsatu wybrzmiała na konferencji prasowej:

Jakie wnioski zostały wyciągnięte po zamachach terrorystycznych w Paryżu? Zorganizowano marsze, malowano kwiatki na chodnikach w różne kolory, kredkami o kolorach całej tęczy. Dla mnie jest to bardzo wyraźne nawiązanie do LGBT. Po zamachach terrorystycznych rozpłakała się pani Mogherini, wysoki komisarz UE ds. międzynarodowych. Czy to jest odpowiednia reakcja? Moim zdaniem nie.

To wstrząsające, gdy słyszy się dorosłego człowieka pełniącego jedną z kluczowych funkcji w rządzie dużego europejskiego państwa, który w obliczu masowej zbrodni skupia się na tym, że różnokolorowe kredki kojarzą mu się z ludźmi o odmiennej niż on sam orientacji seksualnej! Takie coś naprawdę trudno komentować. Można by sobie podowcipkować pytając, czy pan minister zamyka oczy, gdy widzi na niebie tęczę, i jakie jeszcze rzeczy są jego zdaniem „bardzo wyraźnym nawiązaniem do LGBT”, ale to chyba jednak nie czas na takie żarty.

Mamy do czynienia z człowiekiem o poważnie zaburzonej hierarchii wartości i zdolności oceny rzeczywistości – i właśnie to jako pierwsze dostrzega opinia publiczna z innych krajów. Przecież wszyscy widzą, że życie codzienne w Belgii i Francji (stan wyjątkowy) drastycznie zmieniło się właśnie wskutek tego, że władze wyciągnęły wnioski i wyprowadziły na ulice patrole policji i wojska. Nasz minister udaje, że tego nie widzi i przechwala się, że nasze służby „nie raportują o zagrożeniu dla Polski” i że on zapewnia Polakom bezpieczeństwo. Co powie przy pierwszym prawdziwym zamachu terrorystycznym u nas (do którego, nie łudźmy się, wcześniej czy później dojdzie)? Że to wina Tuska? KOD-u? Opozycji? Trzeba być zaiste (tak, to tylko opinia) żałosną kreaturą, żeby źródeł morderczej ideologii doszukiwać się w polityce otwartości na kulturową różnorodność i w jednym zdaniu zestawiać zabójców, ich ofiary i walczące – w innym kontekście i w sposób pokojowy – o swoje prawa mniejszości seksualne.

Minister wyjaśnił też, kto dokonuje aktów terroru: „Ludzie, którzy są gotowi poświęcić własne życie w celu realizacji własnej ideologii”. A co robi na własnym podwórku, by nie napędzać i nie podgrzewać społecznych emocji, wynoszeniem pod niebiosa „żołnierzy wyklętych”, nie pozwalać na szerzenie narodowego szowinizmu, nie lekceważyć nacjonalistycznych i faszyzujących grupek, które coraz śmielej poczynają sobie na ulicach miast, w kościołach, na stadionach?

Tak więc idea powołania Polskiej Fundacji Narodowej jest absolutnie słuszna. Minister Jackiewicz i prezesi zorientowali się, że trzeba będzie wydać kupę pieniędzy, żeby naprawiać to, co ministrowie rządu PiS rozwalą swoją bezmyślną paplaniną (umyślna paplanina to to, co wygłasza pani premier i pan prezydent). Tylko po co to wszystko aż tak komplikować? Nie lepiej odpalić po parę milionów wszystkim ministrom, żeby nic nie mówili, skoro i tak nie wiedzą, co mówią?

 

Radio_insynuacje