Minister Jaki się naraża

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki zaprezentował projekt, w myśl którego ludzie znęcający się nad zwierzętami, wykazujący się wobec nich szczególnym okrucieństwem, mogą podlegać karze bezwzględnego więzienia do 5 lat i wysokim grzywnom (do 100 tys. zł) przekazywanym na rzecz organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Chce w ten sposób walczyć z bezkarnymi zwyrodnialcami, jak ich zgrabnie i z właściwym sobie wdziękiem nazwał.

Brzmi pięknie i słusznie. Ale dostrzegając odstraszający (czy zastraszający) wymiar tego projektu, a nawet jego ogólnie słuszne przesłanie, mam zasadniczą wątpliwość, czy nie zaczynamy znów od złej strony? Czy rzeczywiście da się wyrobić pozytywne nawyki, a zwłaszcza, czy da się ograniczyć rozpowszechnione złe nawyki, za pomocą drakońskich kar?

A może by tak choćby dogadać się z Kościołem kat., który mógłby przecież zastąpić (przynajmniej na jakiś czas) zwalczanie nieistniejącego gendera i trucie o upadającym Zachodzie regularnym zwracaniem ludowi uwagi na cierpienie naszych braci młodszych, nad którym z taką łatwością przechodzą do porządku dziennego (psy na krótkim łańcuchu i sposób traktowania zwierząt na targach przychodzą do głowy jako pierwsze, ale nie ostatnie przykłady). Jakoś trudno mi uwierzyć, że ktoś, kto przesiedzi parę lat w pierdlu za podpalenie kotu ogona, po wyjściu popędzi do schroniska dla zwierząt, by wreszcie się nimi serdecznie zająć.

No i mam jeszcze jedną wątpliwość: co na to lobby myśliwskie tak licznie obecne w Sejmie? Czy niektóre tradycyjne (a jakże) praktyki nie dają się podciągnąć pod znęcanie się nad zwierzętami?

Dzik_Jaki