Tchórzostwo reformatorki

Minister edukacji Anna Zalewska okazała się tchórzem. I to, jeśli tak można powiedzieć, tchórzem wielowymiarowym. Pierwszy wymiar tego tchórzostwa to oficjalne ogłoszenie wielkiej reformy szkolnictwa już po zakończeniu roku szkolnego. W ten sposób nauczyciele mają nikłe szanse na skrzyknięcie się i sformułowanie środowiskowej opinii o tak fundamentalnej zmianie ich dotyczącej. Pani minister woli nie stawać twarzą w twarz, lecz pracować w zaciszu gabinetów i potem przedstawić ogólną prezentację w PowerPoincie na konferencji, gdzie nie ma wiele czasu na pytania (a jeszcze mniej jest czasu na przygotowanie dobrych pytań).

Drugi wymiar tchórzostwa to miejsce ogłoszenia reformy. Symboliczny przyklęk w pobliżu twierdzy pana Rydzyka. Tu będę tępy i uparty i nie dam sobie wmówić, że jest jakiekolwiek inne uzasadnienie wyboru tego, a nie dowolnego innego miasta w Polsce (skoro z jakichś tajemniczych względów nie mogła to być stolica).

Trzeci wymiar tchórzostwa pani minister jest jednak dla mnie nieporównanie bardziej istotny od wymienionych powyżej. W tym wymiarze odwaga jest najtrudniejsza, więc i tchórzostwo najbardziej widoczne i straszne w skutkach.

Gdybym jako minister był przekonany, że zmiana (a nie ulepszanie) systemu edukacji w Polsce jest niezbędna (w co osobiście wątpię), zrobiłbym wszystko, by przygotować tę reformę w wersji tip-top, z powagą, namysłem, szerokimi konsultacjami, wycenami, analizą skutków itd., itp. A nie na chybcika, byle tylko móc zameldować prezesowi „zrobione!” i odfajkować na liście obietnic rządu.

Minister Zalewska nie zdołała postawić się rządowym i partyjnym kolegom, nie wywalczyła czasu dla siebie i swojego resortu na przygotowanie poważnej reformy, która ma przecież przesądzić o losie setek tysięcy ludzi przez wiele lat (w przeciwieństwie do programu 500+, w tej sprawie społeczeństwo z pewnością by nikogo nie poganiało). Swoją postawą pokazała, że w gruncie rzeczy całkowicie nie rozumie swojej roli i nie dorasta do jej wymiaru (podobnie jak, powiedzmy sobie szczerze i ze smutkiem, znaczna większość dotychczasowych ministrów edukacji III RP).

Co gorsza, postać tej pani jest tylko pars pro toto tego rządu. Bo tragicznym wymiarem działań rządu PiS jest nie tyle to, że chce coś zmieniać i zmienia, ile to, że robi to tak nieudolnie i tak się śpieszy, by dowieść, że da radę i przekonać, że do dowolnego celu można dojść na skróty. Skutkuje to na razie ogłaszaniem kolejnych niechlujnie napisanych ustaw i rozporządzeń, a w dalszej konsekwencji będzie niosło coraz większy chaos prawny (począwszy od nieuznawania wyroków TK).

Zadziwia zadowolenie bijące z ław PiS, gdy udaje im się przeforsować kolejny akt prawny, z którego niejasnymi zapisami sami za chwilę się zderzą w praktyce ich własnego życia (jako obywatele, przedsiębiorcy, pracownicy, rodzina). Skąd to przekonanie, że prerogatywy, w jakie wyposażyli dziś Zbigniewa Ziobrę i wszystkie służby, nie obrócą się przeciw nim samym, gdy tylko nastąpi jakakolwiek zmiana władzy albo choćby tylko wymiana niektórych ludzi tej samej władzy? Czy Zbigniew Ziobro ma pewność dożywotniej posady? Czy tak trudno wyobrazić sobie agentów licznych służb specjalnych już teraz przygotowujących sobie materiały na inne czasy? Oj, naiwni, naiwni, jak dziecko we mgle…

PS
O samej reformie nie piszę, bo robią to inni (w tym na polityce.pl) i np. w portalu OKO.press TUTAJ.

Sowa_Zalewska