Kto podłożył prezydentowi Kulasa?

Trwa dochodzenie, które wdrożył sam minister Waszczykowski, kiedy wyszło na jaw, że odznaczony przez prezydenta działacz polonijny z Norwegii Bogdan Kulas ma poglądy zdecydowanie antysemickie, ale za to prorosyjskie (chce z Putinem zbudować Światową Radę Słowian) i nie boi się ich wyrażać na piśmie.

W zasadzie prezydent Duda niczemu nie winien. On tylko jak to on: podpisał, wręczył — buzia, klapa, goździk i do domu. Taką ma robotę. A że otoczył się mało rozgarniętym towarzystwem, to nie może liczyć, że ktoś sprawdzi mu drogę, zanim stąpnie w jakiś krowi placek. Wszystko miało być tak pięknie, jak pięknie wyglądała nasza para prezydencka w towarzystwie tej norweskiej. A tu taki klops.

Wygląda na to, że ktoś z ambasady w Norwegii (to ona przygotowała listy ludzi do odznaczenia) znudził się już tym krajem spokoju i dobrobytu, więc postanowił rozstać się z posadą w blasku medialnych fajerwerków.

Może sprawę jakoś by wyciszono, gdyby rzeczony Kulas atakował tylko były rząd i jego prominentów. Ale niestety, prezes Kaczyński w enuncjacjach tego pana też się załapał jako „zdrajca”, któremu należy się „sznur”. Nieudawane chyba zaskoczenie ministra Waszczykowskiego pokazuje, że raczej nie ma dobrej łączności na linii rząd — prezydent. I na pewno cała ta sytuacja nie polepszy dość chłodnych relacji prezesa z jego wybrańcem, który miał wprawdzie pognębić Komorowskiego, ale przecież nie wygrać!

Skądinąd finezja, z jaką Kaczyński potrafi upokarzać ludzi, niby ich chwaląc, jest zaiste wyjątkowa. W ostatnim wywiadzie dla „Do Rzeczy” powiedział o Andrzeju Dudzie niewiele ponad to, że „prezydent wypełnia swoją funkcję, jego funkcją jest »stać dobrze«”. Prezes to prawdziwy facecjonista, jeśli idzie o językowe wynalazki. „Stać dobrze”? Za kogo prezes go ma? Taką funkcję przypisuje się raczej części niż całości.

Rocznica_Dudy