Odnowiona ewangelizacja

Na krótko wróćmy do wydarzenia sprzed kilkunastu dni. Gremialny wyjazd, w trakcie sesji Sejmu, połowy rządu i posłów PiS na otwarcie nowej świątyni zbudowanej przez ojca Rydzyka, nie może dziwić, choć zasadniczo dziwić powinien. To wymowna manifestacja konsekwentnego trzymania się kursu na ludowy katolicyzm, którego najlepszym i najbardziej spójnym wcieleniem jest dzisiaj środowisko Radia Maryja.

A przecież nie sposób zaprzeczyć, że to środowisko sprawnie i skutecznie jednoczy sporą część naszego starzejącego się społeczeństwa, zwłaszcza jego biednych, samotnych i wypychanych na margines przez polską wersję kapitalizmu przedstawicieli. Daje tym ludziom całościowy, prosty, klarowny (choć istotnie skłamany) obraz rzeczywistości oraz łatwe do opanowania i wygodne w użyciu narzędzia językowe. Wspólna modlitwa bezkolizyjnie spotyka się tu z najbardziej prostackim antysemityzmem, a budowanie wspólnoty łączy z wyrazistym wykluczaniem i atakowaniem „innego”.

Jest to niejako idealne wcielenie niemal jednorodnego, karnego, podporządkowanego centralnemu nadawcy społeczeństwa. PiS takim właśnie społeczeństwem chciałby rządzić, ludźmi gotowymi „dla idei” pracować (jak architekt świątyni, który nie wziął za projekt pieniędzy), ludźmi, których można nakłonić, by oddali swój ostatni grosz i jeszcze zrobili to z entuzjazmem i przekonaniem, że zyskają zasługę w zaświatach, a i nie będą specjalnie wnikać, na co poszły ich pieniądze.

Świątynia ojca Rydzyka powstała z datków wiernych i to błyskawicznie (w cztery lata). Episkopat nie może pochwalić się taką efektywnością propagandową, woli więc sięgać po pomoc finansową państwa przy budowie Świątyni Opatrzności (trwa to już prawie 20 lat i końca nie widać).

Nowy kościół, w kształcie i funkcji skarbonki, musi podobać się rządzącym, bo jest pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II. Święty papież nie wymaga wyjaśnień. Jest święty i już. Ważniejsza wydaje się ta Gwiazda Nowej Ewangelizacji. W tym dziele nasi rządzący, wciąż wykonując rytualne katolickie gesty, mają swoje specjalne zasługi:

– poseł Kaczyński nigdy jasno i jednoznacznie nie powiedział, że nie podobają mu się (a o wielu swych upodobaniach i ansach mówił nieraz) ksenofobiczne, antysemickie i nawołujące do przemocy hasła narodowców, a często po prostu polskich neofaszystów;

– premier Szydło woli złożyć w telewizji sentymentalne życzenia matkom Polkom, niż oświadczyć mocnym głosem (a dysponuje nim nie tylko w wersji mdląco-usypiającej, jak się okazało ostatnio w Sejmie), że nie godzi się na język, jakim mówią jej partyjne koleżanki, żądając golenia głów i wieszania zdrajców;

­– prezydent Duda (być może niedoinformowany) dał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, m.in. niejakiemu Bogdanowi Kulasowi „za wybitne zasługi na rzecz środowisk polonijnych, krzewienie polskiej kultury i tradycji narodowych”, tyle że jak ujawnił poseł Nowoczesnej, ten pan znany jest ze swoich antysemickich i przy okazji proputinowskich sympatii.

W tej nowej ewangelizacji mniej lub bardziej otwarcie (na ogół bardziej) uczestniczą prominentni ludzie Kościoła, którzy wycierając sobie gęby autorytetem Jana Pawła II, każdym swoim kazaniem zaprzeczają jego przesłaniu. On z pewnością nie zdobyłby się na przekonywanie, że nie ma świata wartości poza Kościołem katolickim, co teraz stało się powielanym chętnie przekazem. To hasło ma konkretną funkcję w nowej ewangelizacji: ma jednoznacznie wskazywać, że wszyscy ci, którzy nie składają hołdów Kościołowi i nie sprzyjają PiS, automatycznie stają się jedynie „pełniącymi obowiązki Polaków”.

Jedyna pociecha, choć marna, jest taka, że ani ojciec Rydzyk nie jest nieśmiertelny, ani jego słuchacze nie młodnieją.

Jezus_zagadany