Audytem przeczołgani

Sejmowa reprezentacja Platformy Obywatelskiej i PSL nasłuchała się wczoraj na temat swoich 8-letnich rządów po kokardę. Nawet jeśli wiesz, że ktoś świadomie kłamie na twój temat, mieszając fakty ze zmyśleniami i dane z insynuacjami, nawet jeśli rozumiesz, po co to robi, wysłuchiwanie czegoś takiego przez wiele godzin nie jest przyjemne. Zwłaszcza gdy masz świadomość, że dałeś sporo powodów, by cię atakowano, nie wszystkie zarzuty są bezpodstawne, no i nie potrafiłeś przekonać do swoich racji tych, którzy odebrali ci władzę.

Takie doświadczenie nie spływa po człowieku, jak woda po – pardon le mot – kaczce. Może jednak jest to doświadczenie, z którego da się wyciągnąć jakieś wnioski i które może skłonić do działania wykraczającego poza horyzont prostowania faktów (co niezbędne) i odpowiadania propagandą na propagandę. Może jednak zamiast wydawać pieniądze na kampanię billboardową z uśmiechniętym Grzegorzem Schetyną, lepiej by było zatrudnić dobrych prawników do krytyki prawa przygotowywanego przez PiS oraz do przygotowywania kontrprojektów, gdzie to niezbędne, i pokrywać koszty upowszechniania informacji na temat podjętych działań?

Jednak moim zdaniem – w dłuższej perspektywie czasowej – prawdziwymi ofiarami dzisiejszego spektaklu wcale nie są posłowie PO i PSL ani też pozostałych partii, którzy wzięli udział w tej pokazówce. Najbardziej przeczołgani zostali sami ministrowie posła Kaczyńskiego i widać było, jak bardzo mu się to podobało.

Nie dla wszystkich, ale dla znacznej części to było coś w rodzaju publicznego rytuału przejścia, akt całkowitego oddania się hersztowi w pacht i poddania się jego woli, przeżycie inicjacji do grupy, do której mogą należeć tylko ci, którzy gotowi są publicznie się upokorzyć, pokazując, że zdolni są szkalować i kłamać, mimo że każde ich słowo zostaje zapisane w protokole sejmowym, pozostając na ich koncie na resztę życia.

Młodzi mafiosi z Neapolu, zanim zostaną członkami którejś z grup, muszą się wykazać, dokonać jakiegoś przestępstwa na zlecenie i wytrzymać postrzał w kamizelce kuloodpornej (bardzo boli). Z większym lub mniejszym zapałem, z większą lub mniejszą wprawą ministrowie rządu Beaty Szydło, z nią samą na czele, strzelali dziś do siebie z najgrubszego kalibru. Na razie wydaje im się, że są bohaterami i że grupa, do której przystąpili, zawsze ich ochroni. Ale to złudzenie.

PS
Akurat wczoraj (11 maja) minął rok od pierwszej tury wyborów prezydenckich. Postanowiłem więc zrobić skrócony audyt rocznej działalności prezydenta Dudy.

Duda_rocznica